Tag Archives: Jarosław Kurski

Kaczyński rżnie głupa

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Po ujawnieniu nagrań biznesowych negocjacji Jarosław Kaczyński po raz pierwszy na serio zaczął się obawiać, że PiS może przegrać wybory. I to przez niego.

We wtorek w gabinecie Jarosława Kaczyńskiego w siedzibie PiS przy Nowogrodzkiej drzwi się nie zamykają. Narada za naradą. Tego dnia „Wyborcza” publikuje nagrania rozmów Kaczyńskiego z jego kuzynem oraz austriackim biznesmenem, który miał budować dla powiązanej z PiS spółki Srebrna wieżowiec w centrum Warszawy wart 1,3 miliarda złotych.

Najdłużej, bo kilka godzin, siedzi u prezesa premier Mateusz Morawiecki. Trochę krócej koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński i wicemarszałek Senatu Adam Bielan. To oni odegrają kluczowe role w kształtowaniu partyjnej narracji w pierwszych dniach kryzysu taśmowego.

Kaczyński jest spokojny i opanowany, nie traci zimnej krwi, bo – jak mówi jeden z uczestników tych nasiadówek – on prawie nigdy nie daje się ponieść emocjom.

Kaczyński wie, że te nagrania mogą mieć dużą siłę rażenia. W końcu to…

View original post 1 708 słów więcej

 

Kaczyńskiego ręka nienawiści

Zwykły wpis

Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje” – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek powołanej przez Prezydenta Pawła Adamowicza Kapituły Nagrody Literackiej Miasta Gdańska – Europejski Poeta Wolności.

JUSTYNA KOĆ: Śmierć wpisana jest w nasze życie…

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Ale nie każda śmierć. Oczywiście, jak mówi św. Paweł, śmierć przychodzi „jak złodziej w nocy”. Natomiast śmierć tego rodzaju, z ręki zbrodniarza, jest nagłym porażeniem nas wszystkich. To jest otwarcie jakiejś przerażającej otchłani przed milionami ludzi. Tym bardziej, że z tej śmierci ten chory zbrodniarz zrobił spektakl, zrobił szokujące widowisko.

Proszę przy tym zwrócić uwagę na stare modlitwy: „Od nagłej a niespodziewanej śmierci uchroń nas, Panie”.

Wszyscy naturalnie nosimy w sobie lęk przed śmiercią, ale tak niespodziewanej, w pół życia, lękamy się podwójnie, groza takiego umierania jest większa.

To moment zadumy dla polityków czy bardziej dla społeczeństwa? Widzimy tłumy na ulicach, w marszach, przed Europejskim Centrum Solidarności, aby pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza.
Ale zarazem część społeczeństwa jest za to odpowiedzialna. Politycy, jacy by oni nie byli, są jednak krwią z naszej krwi i kością z naszej kości. Kogoś reprezentują, są nosicielami jakichś bardziej powszechnych nastrojów.

Poruszył pan temat, o którym mało się mówi: tacy politycy, jacy my sami?
Oczywiście.

I teraz – nagle – w tym czarnym lustrze śmierci społeczeństwo zobaczyło jakąś prawdę o sobie, o swojej istotnej części. I to zwłaszcza ta jego część odpowiada za wzniecanie czarnych nastrojów nienawiści, także poprzez zobojętnienie na zło.

Jest taki ewangeliczny obraz śmierci Chrystusa, w którym rozdziera się zasłona świątyni, co przeraża te ludzkie tłumy – tych, którzy są odpowiedzialni za ukrzyżowanie.

Tu ta zasłona, którą społeczeństwo sobie utkało, się rozdarła. Ta zasłona iluzji, zobojętnienia na zło. Nagle się okazało, że milcząc, zezwalając, pozwalają na to. To rodzaj zaczadzenia umysłów i wszyscy zostaliśmy zaczadzeni w tym zmaganiu dwóch sił: rządzącej i demokratycznej.

Wielokrotnie przed tym przestrzegałem, tą wojną dwóch plemion, chociaż nie przypuszczałem, że to Paweł padnie ofiarą. To jest podręcznikowy przykład kryzysu mimetycznego René Girarda, kryzysu naśladowczego, z którego wyjściem jest zawsze złożenie ofiary. Gdy dwie siły, jakie by nie były, w tej wielkiej rywalizacji zatracają w swoim dążeniu do władzy ostateczny cel, jakim jest sprawowanie dobrych rządów. Istotą staje się rywalizacja i w tym się upodobniły. Stawką było zniszczenie przeciwnika za wszelką cenę, nemezis. Jednak jest tu pewna różnica, której nie można bagatelizować. Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”.

Tu nie chodzi tylko o polityków, to wielka gra społeczna i zostaniemy w niej, możemy trochę się przeobrazić, ale te wielkie grupy społeczne, które toczą z sobą to zmaganie, nie przestaną istnieć. Zatem łatwo wysnuć wniosek, że nie tędy droga, wiedzieli już o tym starożytni.

Co dalej z nami?
Gdy zabito prezydenta Narutowicza, to jego główny konkurent, Maurycy Klemens Zamoyski, zawiesił działalność polityczną i wyjechał do Londynu. On nie był wprost odpowiedzialny za to zabójstwo ani za rozpętanie tej nienawistnej nagonki na Narutowicza. A jednak poczuł się moralnie winny i wyjechał. W tym kontekście warto zacytować ulubiony wiersz Jarosława Kaczyńskiego, czyli „Chorał” Kornela Ujejskiego:

O! Panie, Panie! ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas,

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Kara więc, tak myślę, powinna dosięgnąć także rękę, a nie tylko ślepy nóż… Ci zatem, którzy nie reagowali, choć należało to do ich obowiązków, ci, którzy uprawiali propagandę nienawiści w sposób absolutnie nieokiełznany, powinni wycofać się z polskiego życia publicznego.

Na razie zrezygnował Owsiak, a o tych, którzy powinni się wycofać, wiemy, że tego nie zrobią.
Ale powinniśmy wywierać na nich presję, nawet jeśli wiemy, że tego nie zrobią, ale powinniśmy. Ja

czuję się odpowiedzialny wobec Pawła, znaliśmy się od paru lat, zaprzyjaźniliśmy, choć nie należałem do ścisłego kręgu jego przyjaciół. Zresztą ktokolwiek by zginął z ręki zbrodniczego szaleńca, czułbym to samo. Nie wystarczy bowiem – trzeba to powiedzieć stanowczo – że ci, którzy są odpowiedzialni, będą uciekać teraz w patetyczne, podniosłe formułki i rytuały, że po faryzejsku umywszy ręce, będą głosili hasło „Kochajmy się”

Oczywiście teraz ważny jest czas i obrządek żałoby, teraz musimy wszyscy przejść przez ten gorzki stan, przez dramat. Nie może to jednak być działaniem zastępczym, czymś, co dość tanim kosztem dokona się zamiast poniesienia moralnej i politycznej odpowiedzialności. Nie mówiąc już o odpowiedzialności prawnej. To się zresztą rozmywa na tysiące wypowiedzi, na mnóstwo pochodzących z kręgu władzy aktów przyzwolenia na przemoc. Nie chodzi tylko o najwyższe elity „dobrej zmiany”. Chodzi też o średni i niższy aparat tej władzy. Choćby o taką panią prokurator Magdalenę Kołodziej, która orzeka, że młodzi mężczyźni bijący i znieważający kobiety podczas tzw. marszu niepodległości wyrażali tym sposobem swoje niezadowolenie. Albo o panią Mazurek, która mówi, że rozumie tych nacjonalistycznych łobuzów, co pobili działacza KOD-u w Radomiu, o prokuratorów, którzy umorzyli śledztwo w sprawie Młodzieży Wszechpolskiej przy tzw. aktach zgonu wystawionych Adamowiczowi i innym prezydentom miast… Ma pani rację, że

oni nie drgną, nie odejdą, że przywdzieją żałobne maski, ustroją się w patos powagi, zaczną gadać o jedności i porozumieniu nad grobem i ponad podziałami, ale to jest stanowczo za mało.

To nie jest pierwsza tragiczna śmierć, przez którą przechodzimy. Wspomniał pan Narutowicza, przychodzi mi jeszcze do głowy – choć to była śmierć naturalna – Jan Paweł II, po odejściu którego mówiono nawet o pokoleniu JPII – i nic. Teraz też tak będzie?
Przykładów tragicznej śmierci z ręki szaleńca inspirowanego politycznie czy religijnie jest wiele. Prawie zawsze były to przy tym akty wymierzone w kogoś, kto był przyzwoity, dążył ku dobru. Śmierć Lincolna, Henryka IV Burbona, Henryka III Walezego… To zresztą dość szczególne, że osoby o usposobieniu dyktatorskim rzadko albo wcale padają ofiarą skutecznych zamachów. Oczywiście, była próba zamachu na Hitlera, były zamachy na Stalina, Lenina, Napoleona, na inne osobistości autorytarne. Ale one się kryją za kordonami ochrony, tajnej i jawnej.

Widzieliśmy to podczas marszów na Krakowskim Przedmieściu – w kordonach policji, w mocnym oddzieleniu barierkami od suwerena, na którego tak często się powołują ludzie „dobrej zmiany”.

Dziś prezydent Adamowicz spoczął w Bazylice Mariackiej. Czy ten czas żałoby i wyciszenia, także politycznego, zakończy się wraz z ceremonią pogrzebową?
W wielu sercach pozostanie żal, także w moim. I poczucie utraty kogoś, kto bardzo kochał życie, kto był także mocno zaangażowany w sprawy kultury, co dla mnie jest ważne. To również takie memento mori – przestroga, że droga siewców złego wiatru prowadzi zawsze do tragedii.

I myślę, że ci, co bardziej godziwi z nich, zamilkną, opamiętają się.

W Polsce – warto to dodać – bardzo chętnie zawiązuje się doraźna wspólnota żałobna, mamy taką tradycję od XIX wieku. Niestety, szybko ta wspólnota się rozsypuje, każdy powraca do swoich domów, życia. Tak było po śmierci Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego czy po katastrofie smoleńskiej. A potem zaczyna się znowu polskie piekło. Oczywiście, władza teraz będzie starała się pokazać, że jest cicha, sprawna, ale jest już za późno. Krew została rozlana i zostawiła niezmywalne plamy – jak zawsze – na tej ręce, co popycha do zbrodni.

Depresja plemnika

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło…

View original post 1 567 słów więcej

 

Tabloid Gliński do wyrzucenia, nawet nie nadaje się do recyklingu

Zwykły wpis

„Czujemy się zobligowani do zabrania głosu, ponieważ Piotr Gliński jest pracownikiem Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, wieloletnim członkiem Rady Naukowej i kierownikiem Zakładu Społeczeństwa Obywatelskiego. Nie chcielibyśmy, aby wypowiedzi i praktyki ministra Glińskiego były uznawane przez opinię publiczną za reprezentatywne dla środowiska IFiS PAN” – napisali w oświadczeniu członkowie Rady Naukowej Instytutu Filozofii i Socjologii PAN.

Zasiada w niej prawie 50 naukowców, którzy większością głosów przyjęli opublikowane właśnie oświadczenie.

Wyrażają w nim poważne zaniepokojenie działaniami wicepremiera i ministra kultury w rządzie PiS. – „Odnosimy wrażenie, że minister stara się podporządkować sferę kultury jednolitej opcji ideowej i narusza przyjęte zasady funkcjonowania instytucji publicznych. Arbitralne decyzje, dotyczące zmian kadrowych w takich instytucjach, lekceważenie głosu ich pracowników i przedstawicieli, wszystko to musi niepokoić” – napisali.

Naukowcy podają przykład wypowiedzi, która ich najbardziej oburzyła. – „Za szczególnie żenujące uznajemy niedawne porównanie języka używanego w odniesieniu do partii rządzącej, którą reprezentuje m.in. Piotr Gliński, do języka, którym propaganda III Rzeszy posługiwała się wobec Żydów. Takie działania i wypowiedzi uważamy za nielicujące z godnością urzędnika państwowego” – czytamy w oświadczeniu. To nawiązanie do wywiadu, którego Gliński udzielił tygodnikowi „Wprost”. – „Język, którym mówi się o PiS, ma wykluczać, unicestwiać, ma nas odczłowieczać, delegitymizować, mamy być tak traktowani jak Żydzi przez Goebbelsa. Ma wzbudzać do nas obrzydzenie” – mówił minister kultury.

Depresja plemnika

Dziennikarz Tomasz Sekielski od kilku miesięcy pracuje nad filmem dokumentalnym poruszającym tematykę pedofilii w Kościele. Choć wsparcia finansowego odmówiły mu największe polskie stacje telewizyjne, udało mu się zebrać potrzebną sumę dzięki zbiórce na platformie Patronite. Praca nad filmem nie jest jednak łatwa – bohaterowie filmu są zastraszani, nagrania utrudnia także policja.

– Kolejny dowód na to, że Kościół wiele mówi o sprawie pedofilii, a niewiele w tej sprawie robi. Wyobraźcie sobie księdza, który został prawomocnie skazany, który dostał zakaz zbliżania się do dzieci, któremu sąd zakazał nauczania religii. I ten oto ksiądz odprawia rekolekcje z naukami dla dzieci. Mamy to nagrane i zobaczycie to w naszym filmie – opowiadał Sekielski w dopiero co opublikowanym na Facebooku klipie.

O projekcie Sekielskiego głośno jest niemal od roku, kiedy dziennikarz poinformował, również na swoim Facebooku, że planuje nagranie filmu dokumentalnego o pedofilii w polskim Kościele. – To nie będzie film antykościelny ani…

View original post 5 567 słów więcej

 

Kaczyński spełnia marzenia cwaniaczków, szachrajów, takich jak on niepełnych Polaków, niedojdów

Zwykły wpis

Na kuriozalnej konwencji partyjnej w Jachrance Jarosław Kaczyński wyznaczył swojej partii zadanie – już jest, lecz musi się stać do końca partią marzeń Polaków. Kontekst tej wypowiedzi jasno wskazuje, że nie chodziło mu o to, że PiS ma być partią jak marzenie, partią, o jakiej marzą Polacy (bo Polacy o partiach nie marzą), lecz o to, że zadaniem PiS jest realizować marzenia mas.

Inaczej mówiąc, PiS ma być partią skrajnie populistyczną i oportunistyczną wobec życzeń elektoratu. To bardzo wiarygodna deklaracja – nigdy nie sądziłem, że Kaczyńskim kieruje cokolwiek innego niż cynizm i żądza władzy, uzasadniające demagogię i bezwzględne lizusostwo. Że politycy mają być przywódcami, widzącymi dalej niż masy i biorącymi odpowiedzialność za przyszłość kraju, a tym samym gotowymi podejmować projekty i decyzje niepopularne – to Kaczyński wie doskonale, lecz odrzuca. Nie, w imię zachowania władzy będzie schlebiał masowym gustom i pragnieniom. I dokładnie tego się po nim spodziewaliśmy. I wystarczy mu masa w okolicach 40 proc. Nie musi mieć większości, aby zrealizować swoje marzenie.

Bo marzenia Polaków są różne i ze sobą niezgodne. Poza tym, że wszyscy chcą więcej pieniędzy i rozrywek, a za to mniej pracy, podatków, biurokracji i zobowiązań, to co do reszty zachodzą znaczące różnice. Należy sądzić, że Kaczyński, mówiąc o „Polakach”, nie ma na myśli Polaków marzących o otwartym, tolerancyjnym, pluralistycznym i demokratycznym społeczeństwie, lecz o Polakach swoich, stanowiących jego elektorat bądź rokujących nadzieje na oddanie głosów na PiS.

O czym więc marzą Polacy od Kaczyńskiego? Jeśli mam odczytywać ich marzenia z działań PiS, która to partia wszak chce je gorliwie spełniać, to wychodzi mi, że w pojęciu Kaczyńskiego Polak to prymitywny egoista, pełen kompleksów i uprzedzeń, zadufany w sobie prostak, który ma w nosie innych i jeszcze poczytuje to sobie za cnotę. Bo jakie są jego marzenia, które spełnia Kaczyński?

Polak Kaczyńskiego marzy o pieniądzach. Najlepiej, żeby mu po prostu przysyłali na konto, o nic nie pytając. I żeby nie było podwyżek za prąd. I żeby można było sobie w obejściu robić, co się chce – drzewa ścinać, dzieci bić i w ogóle. Następnie żeby księdza nikt nie ruszał i nie oskarżał o głupoty, bo z Panem Bogiem nikt nie wygra. Potem – żeby nam się tu obcy nie panoszyli, to znaczy jakieś przybłędy islamskie, nie mówiąc już o pedałach i innych bezeceństwach z Zachodu. I żeby ta cała Unia nam się nie wtrącała, tylko dawała dopłaty, bo zdradzili nas w czasie wojny i nam się należy. Dalej – żeby w szkole dzieci nie psuli seksami i dżenderami. I żeby nam nie zabraniali węglem palić, bo to jest Polska i tu się pali węglem, a globalne ocieplenie to ich lewacki wymysł, tak samo jak te „małżeństwa” jednopłciowe i inne świństwa. No i żeby jeszcze benzyna nie drożała, a wódka i papierosy też nie.

No i jeszcze marzyłoby się, żeby były mniejsze kolejki do lekarzy. I może na wczasy pracownicze, dotowane, pojechać. I żeby porządek był i władza, co wszystkiego pilnuje. Żeby każdy się czuł bezpiecznie na swoim, a nie musiał się bać, że go z jego ziemi wyrzucą albo mu dzieci przekabacą na jakieś liberalne firdum-dyrdum. Za dużo demokracji do tego nie potrzeba. Lepszy porządek niż ta cała demokratyczna gadanina. I tak nic z niej nie ma, a na końcu każda władza i tak kradnie. A że ci też kradną? To i co z tego. Przynajmniej nasi kradną, a nie jakaś swołocz na szkopskim żołdzie.

Szlachetne są marzenia Polaków od Kaczyńskiego. Piękne jak Polska od morza do Tatr. Marzenia małych cwaniaczków, marzenia prostaczków, marzenia dorobkiewiczów. PiS chce je spełniać i będzie je spełniać. To najzwyklejsza partia klasowa, cynicznie czerpiąca z nizin społecznych, które w każdym słabo lub średnio rozwiniętym społeczeństwie są kopalnią głosów wyborczych.

Swoim oświadczeniem Kaczyński zdezawuował swoje rzeczywiste intencje, swój cyniczny populizm, a także pogardę dla społeczeństwa, które to wyobraża sobie jak zbiorowisko chamów, gotowych akceptować pogardę dla prawa, skrajny nepotyzm, szaleństwo, bezwzględny klerykalizm, korupcję i gangsterkę u władzy – byle tylko mieli z tego zysk, a ich próżności dogodzono chamstwem u władzy. Za słowem „Polak” w ustach Kaczyńskiego czy Morawieckiego kryje się niegodziwa uzurpacja i fałszywe uogólnienie. Marzenia, które realizuje PiS, nie są marzeniami obywateli, ludzi etycznych i odpowiedzialnych. Nazywanie ich Polakami, tak jakby byli co najmniej reprezentatywni dla narodu, to obraza dla tych wszystkich, którzy będąc Polakami, chcą Polski obywatelskiej, demokratycznej – w wartościach konstytucyjnych i europejskich upatrując również własnej, polskiej tożsamości.

Czas najwyższy, aby przestać udawać, że w demokracji wszyscy zasługują na taki sam szacunek, gdyż cieszą się polityczną równością. Z faktu, że cham i głupiec mają (i powinni mieć!) taki sam głos i takie same prawa co człowiek kulturalny i mądry, nie wynika bynajmniej, że nie ma chamów i głupców ani że nie można ich tak nazywać. Kto marzy o tym, co czyni właśnie PiS, ten wystawia sobie jak najgorsze świadectwo. Jeśli PiS jest partią marzeń dla ponad jednej trzeciej Polaków, to chluby nam to nie przynosi. Całe szczęście, że Polacy w znacznej większości, bo w niemal dwóch trzecich, mają inne marzenia niż te, które realizuje partia marzeń Polaków. Oby tylko pozwolono tej większości skutecznie dać wyraz swej politycznej woli. Na razie się nie zanosi.

Depresja plemnika

Uwierzycie? Teraz przebrali się z narodowych w pelerynki europejskie. Polska PiS jako bijące serce Europy. To propagandowy bubel trzylecia.

View original post 2 107 słów więcej

 

Pisowcy, myślcie do przodu. Kto będzie wam przynosił wałówki do kicia?

Zwykły wpis

– Bez istotnej zmiany kursu, na co jest już bardzo mało czasu, za rok stracimy władzę – mówi w rozmowie z „Super Expressem” jeden z najważniejszych ministrów Mateusza Morawieckiego.

„SE” nie ujawnia tożsamości swojego rozmówcy. Jednak według niego, kłopoty sprawia teraz rządowi m.in. kwestia reformy wymiaru sprawiedliwości.

Z taką diagnozą nie zgadza się m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski, który powiedział w rozmowie z „SE”, że wygrana nie zależy od „subiektywnej oceny jednej osoby, która być może uległa jesiennemu przesileniu”. „A kurs trzeba stale korygować. Mamy dobrych sterników, którzy wiedzą kiedy i w jakim kierunku odchylić ster” – zapewnił.

„SE” opisuje też, że rząd jest trawiony problemami wewnętrznymi. „O napiętej sytuacji w rządzie i samej partii świadczą też coraz częstsze spotkania na tzw. górze, czyli u Jarosława Kaczyńskiego na Nowogrodzkiej. Ostatnio prezes z premierem, najbardziej zaufanymi politykami oraz związanymi z partią ekspertami gospodarczymi spotkali się na tajnej naradzie ws. afery KNF. Takich pożarów do gaszenia jest coraz więcej, a płomienie powoli trawią niezmiennie wysokie od miesięcy poparcie” – czytamy.

Niektórzy pisowcy już przygotowują się na stratę władzy. Powinni poza tym pomysleć, kto będzie im przynosił wałówki do kicia.

Depresja plemnika

To „sprawdzam” dla ministra Ziobro – mówi opozycja i zapowiada złożenie  zawiadomienia do prokuratury w związku z zeznaniami Piotra P., jednego z głównych podejrzanych w tzw. aferze SKOK Wołomin, który twierdzi, że Jacek Sasin, czołowy polityk PiS-u, oraz dwóch senatorów PiS otrzymywało pieniądze ze SKOK Wołomin. – Padły oskarżenia o to, że osoby, które są oskarżone w tej aferze,  przekazywały wprost pieniądze politykom Prawa i Sprawiedliwości – tłumaczy Arkadiusz Myrcha z PO.

Oskarżenie polityka

Podczas procesów osób oskarżonych w tzw. aferze SKOK Wołomin jeden z głównych oskarżonych Piotr P., były oficer kontrwywiadu WSI, oskarżył kilku polityków PiS-u, w tym szefa Komitetu Stałego Rady Ministrów Jacka Sasina, o przyjmowanie pieniędzy od osób oskarżonych w aferze SKOK.

Jacek Sasin w sprawie oskarżeń Piotra P. wydał oświadczenie, w którym nazwał jego twierdzenia „absurdalnym pomówieniem” – Afera SKOK Wołomin jest aferą WSI. Piotr P., były oficer WSI, to „mózg” tej afery – twierdzi Jacek…

View original post 4 081 słów więcej

PiS rozdaje nagrody, które się nie należą. Taka ich lewizna

Zwykły wpis

‚Władza wzięła na przetrzymanie. Nie było żadnej afery KNF. Była prowokacja upadającego bankiera. Woda w usta, ‚wina Tuska’ , ‚Polacy nic się nie stało’ – komentuje aferę KNF Jarosław Kurski.

Jak w tym wszystkim znaleźć sens, gdy Markowi Chrzanowskiemu, złapanemu na gorącym uczynku i tak wszystko ujdzie na sucho. Powie się, że to patriota, że to profesor godny zaufania. A na koniec, szef NBP Adam Glapiński wystawi mu świadectwo najwyższej moralności. ‚Jak mawiał narodowy wieszcz: Sitwo, Ojczyzno moja! Chciałeś Jarku zostać emerytowanym zbawcą narodu, zostałeś ojcem chrzestnym, capo di tutti capi’ – kończy Jarosław Kurski.

Na usta ciśnie się pytanie – za co te nagrody? Wszyscy przecież pamiętamy serię kompromitujących Służbę Ochrony Państwa kolizji z udziałem najważniejszych osób w państwie.

A tymczasem w uzasadnieniu napisano, że premie przyznano za „realizacje zadań o szczególnej złożoności i zagrożeniu oraz osiągnięcia bardzo dobrych wyników w zawodach sportowych. Łączna kwota nagród uznaniowych przyznanych dotąd w SOP wyniosła 5 383 419 zł. Średnia nagroda uznaniowa wyniosła 2 860 zł” – podało biuro prasowe SOP, na które powołuje się se.pl.

Najwyższą nagrodę – w wysokości 14 tys. zł – otrzymał komendant SOP Tomasz Miłkowski. O nim w artykułach „Kuriozalne słowa szefa SOP o kolizji z udziałem Szydło: „Ruch drogowy czasami tak wygląda” i „Szef SOP nieszczególnie się „przemęcza” – pracuje od wtorku do czwartku?”. Jego zastępcy otrzymali 12 i 10 tys. zł premii.

O przyznaniu nagród zadecydował minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. – „Najbardziej uderzające są nagrody dla kierownictwa, które ponosi odpowiedzialność za wypadki. Jest to formacja skompromitowana i w porównaniu z problemami z wynagrodzeniami w policji, to jest niemoralne” – podsumował w rozmowie z se.pl poseł PO Krzysztof Brejza.

* **

Absolutnie nie mogę się zgodzić. Vito Corleone był przy wszystkich gangsterskich motywacjach człowiekiem wielkiej klasy.

Depresja plemnika

O co sądziłes się w Gdańsku?

Przecież wysłałeś brata na śmierć.

Dzięki niepotrzebnej śmierci niewinnych ludzi i powstaniu religii smoleńskiej uzyskałeś władzę.

Jak Kain.

Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu premiera Mateusza Morawieckiego. – Premier Morawiecki nie ma absolutnie moralnego prawa kierować rządem, nie tylko za to, że kłamstwo stało się symbolem tego rządu, ale dlatego, że korupcja stała się symbolem tego rządu – tłumaczył szef klubu PO Sławomir Neumann. – To konstruktywne wotum jest kontynuacją pozytywnego dla opozycji trendu – ocenia dr Marek Migalski, politolog. – Okazało się, że to wobec własnego obozu Jarosław Kaczyński mógłby dziś krzyczeć „komuniści i złodzieje” – dodaje.

Kłamstwo na kłamstwie

PO zapowiadała wniosek jeszcze w czasie kampanii wyborczej. – Wydawało nam się, że cała kampania wyborcza, ta polityka kłamstwa, dezinformacji, populizmu, wyborczych obietnic, że to wyczerpuje uzasadnienie takiego wniosku – mówił Grzegorz Schetyna, lider PO, na konferencji poprzedzającej…

View original post 3 313 słów więcej

Krystyna Pawłowicz dostała naziolskiego wzdęcia

Zwykły wpis

„Polska wyruszyła w podróż do piekła i z powrotem, odkąd odzyskała niepodległość 100 lat temu, ale nie mam wątpliwości, że jej najjaśniejsze dni są przed nią w pokojowej, demokratycznej rodzinie europejskich narodów. Gratulacje dla dumnych ludzi z Polski!  – to słowa Guy’a Verhofstadta, byłego premiera Belgii, przewodniczącego Grupy Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy w Parlamencie Europejskim”, który już wcześniej nazwał uczestników Marszu Niepodległości „faszystami”.

(tutaj wpis Verhohstedta i spot Nowoczesnej >>>)

Przypomniała je Krystyna Pawłowicz i w zachwycie oraz z satysfakcją po niedzielnym marszu, zwróciła się bezpośrednio do belgijskiego polityka na Twitterze:

 „Verhofstadt, widziałeś? Już nie 60 tys. ‚faszystów i nazistów’ było dziś na ulicach Warszawy, ale 250 – 400 tys. Polaków kochających swą ojczyznę! I co nam zrobisz, Guy? Wyrzucisz nas z tej swojej Unii za to? Uzgodnij z kierownikiem waszej szatni…” – podkreśliła.

Nawiązując do skandalicznego incydentu palenia unijnej flagi wyjaśniła:

„Póki co UE nie jest państwem i nie ma flagi narodowej i żadnego narodu nie reprezentuje. Polska flaga reprezentuje nas, dumnych Polaków i na jej niszczenie bym zareagowała” – podkreśliła Pawłowicz.

Aż Krystyna Pawłowicz dostała naziolskiego wzdęcia.

Depresja plemnika

Za sprawą polityki, za sprawą różnic ideowych, za sprawą faktów dokonanych i zapowiadanych wspólnota polska zamieniła się w zbiór kilku wspólnot, wobec siebie często wrogich. Można było ten dzień świętować w ramach tych wspólnot przede wszystkim, a czasami w przestrzeni otwartej (chociażby przy okazji odsłaniania pomników Ignacego Daszyńskiego czy Wincentego Witosa), na koncertach, na ulicach, w samorzutnej radości obywatelskiej i patriotycznej. Lecz w centrum uwagi pozostał galimatias i chaos, jaki wyprodukował obóz rządzący, na łapu-capu próbując uratować majestat państwa, powagę jego dostojników i najwyższych reprezentantów, uratować swoją legendę i politykę historyczną. Pojawiły się też w kontrze bądź w tle inicjatywy inne, odczytujące historię w inny sposób, a przede wszystkim całkowicie inaczej odczytujące sensy dzisiejszej polityki Polski i jej przyszłość.

Innym udało się świętować bez partyjnej młócki

Haniebna kapitulacja przed nacjonalistami

W tym nieuporządkowanym zbiorze zdarzeń, gestów i słów można wychwycić kilka silnych znaków i znamion.

Państwo zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego w sposób doprawdy niezrozumiały skompromitowało się na kilka sposobów (choć nie brakuje opinii, że to jest cecha jego…

View original post 1 856 słów więcej