Król, jego fraucymer i zakute łby

Pierwszy stary garnitur rządu PiS namaszczonego przez „króla” Jarosława Kaczyńskiego zużył się. Był tyle warty, co słynny „sukces” 1:27 odniesiony przez Beatą Szydło w Brukseli.

Zużyci ocierają pot z czoła i idą po swoje do Brukseli, bo im „się należy”. Szydło w Radiowej Trójce była stwierdzić: „rozważam taką możliwość i nie robię też z tego tajemnicy”. Za kadencję można zarobić ok. 2 mln zł, do tego nikt nie będzie zmuszał, aby te ftukta i nagrody oddawać na Caritas, zresztą niewiele wiemy o tym oddawaniu, acz powinny nagrody wrócić do budżetu, a nie do innej kasy, skąd nie wyszły.

Szydło w Brukseli może więcej wydać na wizażystkę, bo taką zatrudni jako asystentkę. Chyba ją „król” wyśle do tej Brukseli, który podobno jest jeden („Król jest jeden”).

Zastanawiam się, jak nazwać tego króla. Był wszak już Łokietek – rozmiarów łokcia – wypada, że prezes jest król Kolanek (chory na kolano, z którego wstaje). Szydło nie jest sprawna językowo, warto jednak wsłuchiwać się w jej mowę, bo to jest jej wartość dodana, nieuświadomiona, mówi to, co rozumie. A rozumie działanie państwo feudalnego, królewskiego.

Tak też rozumiane jest prawo, które wprost zostało zdefiniowane przez niekonstytucyjną Krajową Radę Sądownictwa. Uwagi pisowskich sędziów zgłoszone do projektu ustawy o związkach partnerskich brzmią następująco: „RP to nie jest demokratyczne państwo prawne liberalne. To jest państwo osadzone w kulturze chrześcijańskiej”.

To jest nawet feudalizm sprzed Odrodzenia, lecz ze Średniowiecza. I nie bądźmy zdziwieni, że była premier głosi takie androny, nie mając pojęcia o temacie. Kazali, więc buzię otworzyła i recytuje.

Wraz z Szydło pewnie na „zasłużoną” synekurę do Brukseli udadzą się inni, jak Jurgiel, Waszczykowski, Szyszko, Kempa, Kuchciński, może i taki Błaszczak, który jest przerzuconany z resortu do resortu, jak gorący kartofel, bo nic nie potrafi.

Pożytku z nich nie będzie tam żadnego, lecz nie pożytku po nich się spodziewamy. Zaś nowy garnitur rządu PiS już się zużywa. Mateusz Morawiecki jest pozornie tylko lepszy od Szydło, używa języka komuchów, zero konkretów, mowa-trawa jak towarzyszy z głębokiego PRL-u gomułkowskiego. Właśnie ogłosił w Budapeszcie sukces Grupy Wyszehradzkiej w polityce antyuchodźczej: „W obszarze związanym z uchodźcami mówiliśmy jednym głosem. My do klubu przyjaciół relokacji uchodźców nie należymy i nie zamierzamy w tym procesie brać udziału”.

Unia Europejska na PiS nie może liczyć. Na jakąś rechrystianizację, krucjatę owszem. O feudalnych głowach zwykło się mówić, że to zakute łby. I tak jest na dworze króla Kolanka.

 

CZWARTEK, 21 CZERWCA 2018

PMM po spotkaniu przywódców V4 i Austrii: Bardzo wyraźnie doświadczyliśmy dzisiaj, że w jedności jest siła

PMM po spotkaniu przywódców V4 i Austrii: Bardzo wyraźnie doświadczyliśmy dzisiaj, że w jedności jest siła

Spójność naszych stanowisk w kluczowych obszarach związanych z polityką w środkowej Europie, ale przede wszystkim z polityką europejską, dała się odczuć. Bardzo wyraźnie dzisiaj doświadczyliśmy tego, że w jedności jest siła. My chcemy być zjednoczeni i bardzo się cieszę, że do tego zjednoczenia dołączył Sebastian [Kurz, kanclerz Austrii – przyp. red.] i że właściwie w obszarze związanym z uchodźcami mówiliśmy jednym głosem. My do klubu przyjaciół relokacji uchodźców nie należymy i nie zamierzamy w tym procesie brać udziału” – mówił po spotkaniu przywódców Grupy wyszehradzkiej i Austrii premier Mateusz Morawiecki.

300polityka.pl

Kaczyński odchodzi do Krainy Wiecznych Łowów

>>>

Chodzi oczywiście o tzw. teczki Kiszczaka. „Ja i pan wiemy, kto zlecił i kto wykonał tę ohydną prowokację. Prawda zwycięży i świat pozna sprawców tej zbrodni. Ja nie mam wątpliwości z historycznym dojściem do prawdy i pan niech też nie wątpi” – napisał Wałęsa do lidera Prawa i Sprawiedliwości na facebooku wyrażając nadzieję, że w sytuacji, gdy obaj szykują się już do „przejścia do wieczności” Kaczyński wyjaśni nurtującą go kwestię.

W ten sposób odniósł się do ostatnich doniesień medialnych na temat możliwości wycofania się prezesa z czynnej polityki i zaapelował by wyjaśnił „szczególną sprawę”, zanim będzie za późno.

Czekali na okazje od 2015 r. Teraz, gdy emocje nieco opadły, PiS zmienił przepisy o prokuraturze, ta zaczęła ścigać sędziów, którzy skazali Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika na więzienie za nielegalne działania operacyjne CBA w czasach pierwszych rządów PiS.

Jak informuje „Wyborcza”, chodzi o doniesienie złożone w 2016 r. przez nowego szefa CBA Ernesta Bejdę, bliskiego współpracownika Kamińskiego i Wąsika. Zarzuca on, że w ujawnionej części wyroku podano ściśle tajne informacje dotyczące tzw. przykrywkowców, agentów działających jako tajniacy.

W ubiegłym tygodniu w kancelarii tajnej przesłuchany został już sędzia Mrozek, a lada dzień to samo czeka sędziów Drewinę i Łączewskiego. Zdaniem rozmówców „Wyborczej” ABW zabezpieczyło w toku śledztwa m.in. twardy dysk komputera w kancelarii tajnej, w której sporządzane było orzeczenie w sprawie Kamińskiego i Wąsika. Znajdowały się na nim notatki z różnych spraw, które prowadził Łączewski.

Opolska prokuratura nie potwierdza tych informacji, ale też im nie zaprzecza. Jeśli faktycznie zabezpieczono dysk, to zdaniem sędziów, z którymi Wyborcza rozmawiała, mogło dojść do złamania przepisów o tajemnicy sędziowskiej oraz tajemnicy narady sędziowskiej. Wprowadzone przez PiS zmiany procedury karnej pozwalają bowiem na wykorzystanie w procesie również dowodów zdobytych nielegalnie.

W kwietniu Łączewski napisał więc pismo w tej sprawie do prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego podkreślając, że tego typu sytuacja stanowi bezprecendensowe złamanie tajemnicy sędziowskiej, a także tajemnic narady. W toku śledztwa wystąpiono ponoć także o udostępnienie dysku twardego, służbowego komputera sędziego.

Święczkowski na pismo nie odpowiedział. Na dodatek opolska prokuratura zaprzeczyła, aby sędzia był „w jakikolwiek sposób zastraszany przez prokuratora” i wzywany w nadzwyczajnym trybie na przesłuchanie. Co do dysku komputera, to „w zakresie inicjatyw dowodowych w śledztwie związanym z zabezpieczeniem objętych klauzulą tajności danych informatycznych” tego rodzaju sytuacja pozostaje poza zakresem tajemnicy sędziowskiej. „Ponadto opisywana przez Pana sytuacja związana z zabezpieczeniem w toku śledztwa notatek składu orzekającego nie miała miejsca. Tym samym wszelkie Pana dywagacje w cytowanym zakresie traktować należy jako dowolne” – odpisała Łączewskiemu Liliana Kapera-Kopczyk, szefowa opolskiej prokuratury okręgowej.

Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik – szef i wiceszef CBA do 2009 r. – i dwójka ich podwładnych zostali w marcu 2015 r. skazani za przekroczenie uprawnień podczas prowokacji wobec lidera Samoobrony Andrzeja Leppera. Łączewski, Drewin i Mrozek uznali, że w tzw. aferze gruntowej Biuro nie miało podstaw do wszczęcia operacji, w ramach której za odrolnienie działek miała zostać przekazana kontrolowana łapówka. Zdaniem sądu w istocie CBA podżegało do popełnienia przestępstwa i używało fałszywych dokumentów, łamiąc prawo. Funkcjonariuszy skazano na kary bezwzględnego więzienia. Obaj zapowiadali apelacje.

Z tą chwilą jednak sędzia Łączewski, który był przewodniczącym składu, stał się jednym z głównych wrogów PiS i sprzyjających mu mediów. Mimo, że sporządził ponad 400-stronicowe uzasadnienie orzeczenia (częściowo jawne). Jeszcze w listopadzie 2015 r. prezydent Andrzej Duda niespodziewanie ułaskawił Kamińskiego, Wąsika i ich podwładnych z CBA. Zdaniem wielu prawników stało się to wbrew prawu, bo przed uprawomocnieniem się wyroku.

Gdy w 2016 r. PiS zmienił przepisy o prokuraturze i znów podporządkował ją ministrowi sprawiedliwości-prokuratorowi generalnemu, Bejda złożył doniesienie o możliwości popełnienia przez sędziów przestępstwa.

Łączewski uważa, że jeśli ktoś ujawnił dane, to tygodnik „Sieci” i sam Wąsik. Bo sędzia nie wiedział, że osoby, które przewijały się w uzasadnieniu wyroku, były „przykrywkowcami”. Dowiedział się o tym w listopadzie 2015 r., gdy napisał o tym tygodnik, cytując m.in. Wąsika.

>>

Kaczyński i jego pasquda

Mogłoby się wydawać, że o większe wazeliniarstwo trudno, albo chociaż tyle, że z podobną żenadą szybko się nie spotkamy, a jednak… Kto pamięta wyliczankę o słynnym królu Lulu, kojarzy z pewnością komiczną pompę jaką narodowcy urządzili swego czasu prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu u stóp pomnika Romana Dmowskiego:

„Panie Naczelniku, Prezes Stronnictwa Narodowego imienia Dmowskiego Romana, Ludwik Wasiak melduje Rozdroże na przyjęcie Pana Naczelnika Państwa Polskiego” – usłyszeli zebrani. Wtórowały temu płynące z megafonów inne słodkie pienia, a nade wszystko słowa Wasiaka, z których wynikało wprost, że przybyły jest „niekoronowanym królem polskiej polityki”.

Teraz, pewnie z całkiem innych pobudek ten sam numer powtarza była premier Beata Szydło:

Zastrzegając się, że Prawie i Sprawiedliwości wszystko jest w jak najlepszym porządku oświadczyła: „król jest jeden – prezes Jarosław Kaczyński, i to Jarosław Kaczyński jest i będzie szefem PiS. Tutaj nic się nie zmieni, a wszystkie te sensacje, które się pojawiają, są takimi właśnie „potworami z Loch Ness”Szydło dodała, że „ploteczki” o konfliktach wewnątrz PiS inspirują „różni koledzy, którzy chcą zaistnieć”.

Chociaż same zarzekania dają już wiele do myślenia oznajmiła, że nie ma też mowy o żadnych konfliktach, ani między nią, a szefem rządu Mateuszem Morawieckim, ani też ministrem spraw wewnętrznych i administracji Joachimem Brudzińskim.

Ze znawstwem dodała, że teraz „to nie jest najlepszy sposób na uprawianie polityki, bo energia wszystkich polityków powinna być ukierunkowana na przygotowanie się do wyborów samorządowych, przygotowanie programu, a nie zajmowanie się ploteczkami.

Była premier potwierdziła, że rozważa start w wyborach do Parlamentu Europejskiego i dodała, że Prawo i Sprawiedliwość chce wygrać najbliższe, jesienne wybory samorządowe, wybory do europarlamentu, które odbędą się w maju 2019 roku, a kilka miesięcy później – parlamentarne.

Nowa KRS jak Episkopat: „Stanowimy prawo w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem”

Niekonstytucyjnie wybrani sędziowie KRS zgłosili wątpliwości konstytucyjne do projektu ustawy o związkach partnerskich (Nowoczesnej). Niektóre uwagi zapierają dech w piersiach: „RP to nie jest demokratyczne państwo prawne liberalne. To jest państwo osadzone w kulturze chrześcijańskiej”. „Prawa stanowione muszą odpowiadać naszej chrześcijańskiej kulturze”

Prawo do dziedziczenia, informacji o stanie zdrowia i emerytury po zmarłym partnerze, a także prawo do adopcji biologicznych dzieci partnera – to wszystko (i jeszcze więcej) przysługiwałoby parom różnopłciowym i jednopłciowym, gdyby ustawa o związkach partnerskich złożona w kwietniu 2018 roku przez Nowoczesną weszła w życie.

Opinię do projektu jako pierwsza przedstawiła Krajowa Rada Sądownictwa (na zdjęciu wyżej dwóch jej członków: Stanisław Piotrowicz – reprezentuje Sejm i Maciej Mitera – rzecznik KRS). 15 czerwca 2018 podczas trzeciego posiedzenia w nowym składzie sędziowie negatywnie zaopiniowali projekt stwierdzając „poważne wątpliwości konstytucyjne”.

Choć jednym głosem mówili, że projekt „ideologiczny”, a w kompetencjach Rady nie leży odnoszenie się do takiej materii, to wytoczyli argumentację, której trudno nadać rangę „opinii prawnej”. Był to raczej zbiór uwag czysto ideologicznych.

Główny wniosek można zamknąć w zdaniu, które padło z ust wiceprzewodniczącego KRS, sędziego Wiesława Johanna, który w Radzie reprezentuje prezydenta:

„prawa stanowione przez RP muszą odpowiadać naszej chrześcijańskiej kulturze”.


Posiedzenie Rady z 15 czerwca można obejrzeć tutaj. Dyskusja nad projektem zaczyna się od wystąpienia sędziego Pawła Styrny – 1:15:15 nagrania. Dokument jednogłośnie przyjęty przez sędziów podczas posiedzenia nie został jeszcze opublikowany na stronie KRS.


Polska to chrześcijańskie państwo prawa

Sędzia Maciej Nawacki, prezes olsztyńskiego sądu i działacz Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego, polecił uzupełnić opinię o niezgodność ustawy z art. 2 konstytucji. „Tego rodzaju ustawa godzi w podstawową zasadę wyrażoną art. 2 konstytucji, który mówi, że Rzeczpospolita jest demokratycznym państwem prawnym.

[Polska] to nie jest demokratyczne państwo prawne liberalne. To jest państwo osadzone w kulturze chrześcijańskiej”.

Sędzia Wiesław Johann stanął na stanowisku, że ustawa jest sprzeczna z ogólnym duchem Konstytucji. „Konstytucję należy czytać nie tylko z punktu widzenia zasad, norm, czy przepisów. Cytując prof. Ewę Łętowską – należy odczytywać ducha Konstytucji. Ten duch został wyrażony w preambule. (…)

Polska kultura jest zakorzenia w chrześcijańskim dziedzictwie, a prawa stanowione przez RP są prawami dla dobra rodziny. Muszą też odpowiadać naszej chrześcijańskiej kulturze.

Nikt z państwa, chyba nie ma wątpliwości, że preambuła może być podstawą oceny konstytucyjnej każdego przepisu. (…)

Stanowimy prawo w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem i naszym sumieniem”.

Cytowanie Ewy Łętowskiej w takim kontekście to wyjątkowo kuriozalny pomysł. To właśnie prof. Łętowska jest jedną z konstytucjonalistów, którzy od lat tłumaczą, że Konstytucja – a szczególnie art. 18 – nie zakazuje wprowadzenia związków partnerskich i małżeństw dla osób tej samej płci.

Drugie przekłamanie dotyczy preambuły Konstytucji, na którą powołuje się sędzia Johann. Jest ona skierowana szerzej niż tylko do tych, którzy system wartości wywodzą z religii chrześcijańskiej.

„My, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski (…)”.

Można się tylko pocieszać, że uchwały i opinie wydane przez KRS – wybraną przez posłów PiS i Kukiz ’15 z pogwałceniem norm konstytucyjnych – są nieważne. Taką opinię przedstawiali eksperci, a wśród nich – na łamach OKO.press – dwóch profesorów prawa o najwyższym autorytecie Adam Strzembosz i Andrzej Zoll.

Zaporowy art. 18

Sędzia Paweł Styrna sprawozdawca opinii Rady stwierdził, że projekt ustawy „narusza przedmiot ochrony prawnej wynikający z art. 18 Konstytucji”, w brzmieniu „małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką RP”.

Według przewodniczącego Rady, sędziego Leszka Mazura instytucja związku partnerskiego będzie stanowić „konkurencję” dla rodziny w ujęciu konstytucyjnym. „Jeśli przyjrzeć się uzasadnieniu – jest tam wyraźnie wskazane, że to początek drogi. Kolejnym krokiem ma być doprowadzenie do pełnego zrównania tego rodzaju związków i nadaniu im takiego charakteru jak rodzina.

Trudno nie widzieć w tym założeniu pewnego rodzaju budowy Nowego Wspaniałego Świata, o którym pisał Aldous Huxley. Tą drogą nie należy podążać” – mówił Leszek Mazur.

Sędzia nie wytłumaczył w jaki sposób wizja wprowadzenia związków partnerskich przybliża nas do antyutopii naszkicowanej w książce z 1931 roku przez Huxleya. Przybliżyłaby nas na pewno do standardów UE, bo Polska jest jednym z sześciu krajów członkowskich, w których nie ma żadnej możliwości rejestracji związków osób tej samej płci.

Art. 18 to oczywiście sztandarowy argument przeciwników związków partnerskich. Problem w tym, że wybitni konstytucjonaliści od lat stoją na stanowisku, że szczególna ochrona instytucji małżeństwa nie wyklucza możliwości stworzenia w polskim prawie innej formy zawierania związków.

W 2012 roku na zamówienie Biura Analiza Sejmowych zgodność projektu ustawy o związkach partnerskich (którego sprawozdawcą był Robert Biedroń) z Konstytucją badał dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Według niego Konstytucja nie ustanawia jako zasady małżeństw heteroseksualnych, a jedynie otacza je specjalną ochroną. Ustawa Zasadnicza nie wyklucza innych związków podobnych do małżeństwa lub równych mu pod względem statusu prawnego, ponieważ nie naruszają jego szczególnej wagi.

Jak zaznacza Piotrowski, „opieka i ochrona gwarantowana małżeństwom wymaga działań pozytywnych, a nie negatywnych, polegających na ograniczaniu lub eliminowaniu innych form związków (…)

Promowanie instytucji małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, mającego fundamentalne znaczenie w społeczeństwie, nie może być dokonywane kosztem godności i wolności osób, które się w tej formie związków nie odnajdują”.

Co więcej, Piotrowski uznaje, że Konstytucja wymaga od ustawodawcy uregulowania w formie ustawy związków osób, które nie mogą zawrzeć małżeństwa, bo „w myśl ustawy zasadniczej – na równi z innymi jej adresatami – mają oni prawo do poszanowania godności, zakazu dyskryminacji i prawa do ochrony życia prywatnego”. Podobne stanowisko zajęła wtedy Polska Akademia Nauk, w której imieniu opinię wydał Komitet Nauk Prawnych.

Podobnych głosów, odrzucają odczytanie art. 18 Konstytucji, jako wykluczenia legalizacji wszelkich związków innych niż heteroseksualnych, w latach 2012-2013 pojawiło się wiele, wśród nich:

Nawet prof. Dariusz Dudka, konstytucjonalista z KUL, który w opinii dla BAS z 2012 roku krytycznie oceniał projekt z 2012 roku nie uznał, że wprowadzenie związków partnerskich byłoby niezgodne z ustawą zasadniczą.

oko.press

%d blogerów lubi to: