Lech i Jarosław Kaczyńscy to ta sama moneta zła

Czy Lech Kaczyński był lepszym z braci, jak twierdzi Eliza Michalik, dziennikarka Superstacji? Michalik pisze te słowa w konteście „mordu sądowego” na Tomaszu Komendzie, który odsiedział w wiezieniu18 lat za czyn zbrodni, którego dokonał ktoś inny.

Do posadzenia Komendy walnie się przyczynił Lech Kaczyński, który jako minister sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka miał jedyny program polityczny, zaostrzyć prawo i bezwględnie – wbrew procedurom – sadzać kogo popadnie. Padło na Komendę.

Nie był to program naprawy prawa, bądź egzekwowania praworzadności, był to program polityczny, który wydobył PiS z niebytu politycznego. Komenda to niejako kozioł ofiarny mitu założycielskiego PiS.

Idąc dalej – czy fajtłapa Lech K. jest lepszy od groźnego dzisiaj Jarosława K.? Wszak to ta sama moneta, jeden jest reszką, a drugi orłem. Zło ma dwie twarze, nie ma w moralności mniejszego zła i większego, choć w polityce używa się takiego argumentu.

Gdyby nie Lech, nie mielibyśmy Jarosława – i tak należy postawić zależność wsród braci K. A potem ci katastrofalni politycy spowodowali, iż Lech odpowiada za katastrofę smoleńską. Choć zdaję sobie sprawę, że trudno osądzać nieżyjacego wg procedur prawa.

Ale może zastosujmy staropolską regułę, że Polak mądry po szkodzie, po katastrofie… I zadajmy sobie pytanie: Ku jakiej katastrofie zmierzamy pod władzą PiS, której dysponentem jest Jarosław K.?

Na ławie oskarżonych historii może być posadzony Lech Kaczyński i Jarosław Kaczyński. Wyrok jaki wyda historia, nie będzie dla żadnego z nich uniewinniający. W tej prszłej polskiej Norymberdze Lech Kaczyński może dostać dożywocie zapomnienia, a Jarosław przysłowiową czapę.

Ale czy na tej podstawie można twierdzić, że Lech jest lepszy z braci? Obydwaj psim swędem dostali się do polityki i takim psim swędem potraktuje ich historia, jako zło tej samej monety, o tej samej wartości, zło o dwóch bliźniaczych twarzach.

 

 

Znana dziennikarka mocno o braciach Kaczyńskich. Jeżeli ma rację, Polacy powinni się bać

Niedawne uniewinnienie przez Sąd Najwyższy Tomasza Komendy, który przesiedział w więzeniu 18 lat za zbrodnię, której nie popełnił, niejako zmusiło opinię publiczną do przypomnienia sobie roli Lecha Kaczyńskiego, wówczas ministra sprawiedliwości, w całym zamieszaniu.

Nie sposób nie zauważyć, że gdyby nie obowiązujący w 2000 roku system, łączący funkcję prokurator generalnego i ministra sprawiedliwości oraz fakt, że pełniący tę funkcję w tamtym czasie ważny polityk Prawa i Sprawiedliwości za wszelką cenę chciał uchodzić za “bezwzględnego szeryfa”, to być może Komenda do więzienia w ogóle by nie trafił. Gazeta Wyborcza przypomniała wczoraj swój wywiad z Lechem Kaczyńskim z listopada 2000 roku, w którym były prezydent i kreowany na wielkiego męża stanu były minister sprawiedliwości nie tylko nie ukrywał wywierania nacisków na prokuratorów, ale w sprawie morderstwa w Miłoszycach wręcz się nim chwalił.

Sęk w tym, że w kręgach PiS to właśnie Lech Kaczyński, mimo swoich wielu wad, uznawany był na prawicy za człowieka znaczniej bardziej rozsądnego, spokojnego i racjonalnego, niż jego brat Jarosław. Taka kolej rzeczy powinna Polakom spędzać sen z powiem, bo to właśnie Jarosław Kaczyński sprawuje praktycznie jednowładztwo w naszym kraju.

Znana dziennikarka Superstacji Eliza Michalik w następujący sposób podsumowała działania Lecha Kaczyńskiego na przestrzeni lat, w świetle działań byłego prezydenta w sprawie Tomasza Komendy: “Od lat tak twierdzę i powtórzę: Lech Kaczyński był mściwym, małostkowym, pamiętliwym, zakompleksionym, niezdolnym do skutecznego działania, bardzo złym politykiem. Najgorsze jest jest jednak to, że ludzie z PiS po cichu mówią, że on był tym lepszym z braci.”

Jeżeli Michalik ma rację, a niestety wiele na to wskazuje, to Polacy naprawdę mają się czego obawiać. Jarosław Kaczyński, pochłonięty do reszty chęcią zemsty po śmierci brata, nie cofnie się przed niczym, żeby postawić na swoim. Nawet jeżeli ceną będzie Polska w ruinie, którą swego czasu prezes PiS tak nas straszył…

crowdmedia.pl