https://oko.press/news-oko-press-macierewicz-dal-nagrode-misiewiczowi-10-marca-nawet-wedlug-pis-misiewicz-byl-juz-wtedy-wpadka/

„Wpadka” na liście PiS. „Co za Janusze!”

15.04.2017

Afera z Barłomiejem Misiewiczem, byłym rzecznikiem MON i byłym szefem gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza, nie wyszła PiS na dobre. Choć przez wiele miesięcy Antoni Macierewicz niewiele sobie robił z krytyki, jaka spływała na jego pupila, a najwyżsi rangą politycy PiS byli bezradni wobec poczynań Antoniego Macierewicza, czara goryczy się przelała, a Misiewicz, po posiedzeniu specjalnie zwołanej przez prezesa PiS partyjnej komisji, ostatecznie zrezygnował z członkostwa w PiS. Partia Jarosława Kaczyńskiego dowodzi jednak, że to rząd PO-PSL ma na swoim koncie najwięcej afer. Aby uwiarygodnić tę teorię, opracowano zestawienie skandali z udziałem poprzedniej ekipy rządzącej. Tomasz Siemoniak, były minister obrony w rządzie PO-PS, którego nazwisko również pojawiło się w „niechlubnym” zestawieniu, nie wytrzymał, gdy przeczytał, co o nim napisano na liście. Zobacz, co go tak rozzłościło.

PiS wyliczył, że doszło do 115 skandali z udziałem koalicji PO-PSL. W zestawieniu wysłanym do PAP znalazły się m.in.: afera taśmowa (w 2014 „Wprost” i w 2015 „Do Rzeczy” opublikowały taśmy dot. czołowych polityków PO i ich spotkań towarzyskich), hazardowa (ujawnioną w 2009 r. po opublikowaniu przez „Rzeczpospolitą” stenogramów nagrań rozmów ówczesnego szefa klubu PO Zbigniewa Chlebowskiego z biznesmenem z branży hazardowej Ryszardem Sobiesiakiem), czy Amber Gold (piramida finansowa działająca przez całe lata w mateczniku PO – Trójmieście).

Jeden z ministrów rządu PO-PSL też znalazł swoje nazwisko na liście. Chodzi o pozycję nr 104, która brzmi: „Tomasz Siemoniak, jako młody działacz partyjny w wieku 29 lat został dyrektorem TVP1, później dyrektorem Biura Prasy i Informacji MON”.

Siemoniak błyskawicznie odniósł się do tej informacji na Twitterze, wskazując na błąd w zestawieniu. „Aferą nr 104 koalicji PO-PSL jest to, że w 1996 roku (!) zostałem dyrektorem TVP1:) PiS nic nie potrafi porządnie zrobić, co za Janusze!” – pisze Siemoniak. Przypomniał, że Platforma Obywatelska została założona w 2001 roku, a koalicja PO-PSL rządziła w latach 2007-2015.

fakt.pl

 

Z historykiem prof. Tomaszem Nałęczem rozmawia Włodzimierz Kalicki

Kłócą się Karnowscy z Sakiewiczem. O Macierewicza

Agata Kondzińska, 15 kwietnia 2017

Nagroda im Lecha Kaczynskiego

Nagroda im Lecha Kaczynskiego (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Pewne siebie środowisko Tomasza Sakiewicza wyraźnie przyspieszyło realizację planu powołania nowej partii, „Partii Ludu Pisowskiego” – pisze na portalu wPolityce.pl prawicowy publicysta Michał Karnowski.

Środowiska Tomasza Sakiewicza i braci Karnowskich rywalizują od lat. Oba zwracają się do tego samego narodowo-katolickiego czytelnika. Odkąd rządzi PiS, trwa też walka o wpływy w TVP. Tym razem poszło o Antoniego Macierewicza. Zaczęło się od artykułu Piotra Lisiewicza dla Niezalezna.pl. W tekście „Antoni Macierewicz to najlepszy minister w rządzie PiS” Lisiewicz nie tylko wychwala szefa MON, ale też atakuje swoich prawicowych kolegów. Wytyka, że krytykują Macierewicza, a powinni być jak monolit, jak „zaprawiona w bojach drużyna, na której nie robią wrażenia ani gromy w mediach, ani wyssane z palca sondaże, ani umizgi wroga do niektórych z nas”. Pisze: – Jednym słowem – dopóki po naszej stronie koniunkturalni ślizgacze korzystali z okazji, aby milczeć, Macierewicz był najbardziej pożytecznym ministrem w przeprowadzaniu zmian, a zupełnie nieszkodliwym wizerunkowo.
I dalej: „Zaś skutkiem uaktywnienia się ślizgaczy jest utrudnianie Macierewiczowi dekomunizacji i odbudowy armii, a jednocześnie rozpoczynanie procesu erozji obozu niepodległościowego”.

„Nudne materiały o strasznym Macierewiczu”

Lisiewiczowi nie spodobały się słowa Piotra Skwiecińskiego (wiceszefa tygodnika „wSieci”), który na początku kwietnia o sondażowych spadkach PiS pisał tak: „w wypadku PiS dla odwrócenia sondażowej dekoniunktury żadne, nawet najdalej idące i najboleśniejsze ograniczenie programowe, żadna, nawet najdalej idąca i najboleśniejsza korekta personalna, nie byłyby ofiarą przesadnie wielką”.

Lisicki mu odpowiedział: – Teksty zastępcy redaktora naczelnego „wSieci” Piotra Skwiecińskiego robią Polsce więcej szkody niż wszystkie nudne materiały o strasznym Macierewiczu w TVN.

Lisiewiczowi odpowiedział w sobotę Michał Karnowski: „Mamy więc znowu ‚pisowski lud’ skupiony wokół liderów – Lisiewicza i Sakiewicza, a może i innych, który to lud ustami swoich przedstawicieli konsumuje sute 6-milionowe dotacje (chodzi o pieniądze na portal ekologiczny), którego nie razi kilkudziesięciotysięczne wynagrodzenie miesięczne dla 27-letniego działacza partyjnego, który ma poczucie odrębności i polityczne plany, ale który innych z obozu chce za pomocą kłamstwa wypchać”.

Koniec politycznej ciuciubabki. Jarosław Kaczyński postawi Antoniego Macierewicza do pionu?

Budowa „Partii Ludu Pisowskiego”

Karnowski atakuje środowisko „Gazety Polskiej”: „To nie o nas krążą opowieści o wymuszaniu wsparcia, o potężnych transferach na dziwnych zasadach, o przejadaniu każdego miesiąca milionów”.

Niby retorycznie Karnowski pyta: – Czy nie rozpoczęła się już gra na wyprowadzenie Prawa i Sprawiedliwości na twarde skały, a następnie, po spodziewanej katastrofie, na wymuszenie przegrupowania wewnątrz PiS, na zmuszenie do odejścia Jarosława Kaczyńskiego? Po tym miałaby nastąpić wspomniana „sukcesja”? Czy aby plan rozbicia Prawa i Sprawiedliwości, całej zwycięskiej koalicji z 2015 roku, nie wyłania się tu jasno? Czy ktoś nie zaczął już budowy „Partii Ludu Pisowskiego”?

I na to zdążył już zareagować Sakiewicz. Na portalu telewizji Republika dziwi się: „W Wielką Sobotę, kiedy ludzie szykują się do Świąt, Michał Karnowski dokonał bodajże najbrutalniejszego ataku na ‚Gazetę Polską’ i osobiście na mnie”. – Prymitywne to i tanie ze strony autora – ocenia Sakiewicz. Dodaje, że przyjął propozycję rozmowy o źródłach finansowania mediów. – Nie mamy nic do ukrycia. Chętnie porozmawiamy też o ich zapleczu – pisze. I zapewnia, że każda partia podlega krytyce. – Nie robimy tego jednak pod dyktando niemieckich i prorosyjskich mediów. Ze względu na sprawę smoleńską bardzo ostro przeciwstawialiśmy się atakom na Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza – wyjaśnia. Jego zdaniem „szatański plan służb podlega na przeciwstawieniu jednego drugim”. – Wtedy śledztwo ugrzęźnie na wieki w atmosferze kompromitacji. Dzisiaj wykonawcą tego planu są bracia Karnowscy – ocenia.

Karnowscy jeszcze nie odpowiedzieli.

wyborcza.pl

http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/tomasz-siemoniak-o-pis-co-za-janusze/c45ymx3

http://pikio.pl/polski-polityk-jako-jedyny-zachowal-sie-jak-nalezy-teraz-bije-rekordy-popularnosci-zdjecia/#

https://oko.press/news-oko-press-macierewicz-dal-nagrode-misiewiczowi-10-marca-nawet-wedlug-pis-misiewicz-byl-juz-wtedy-wpadka/

prof. Maciej Michalik

Biskup Jędraszewski a dekalog

13 kwietnia 2017

Fot. Adam Stępień

Ostatnio zadawane jest pytanie: „Co po PiS-ie?”. Najczęściej przychodzi mi wtedy do głowy konieczność wypowiedzenia konkordatu oraz usunięcia religii ze szkół.

Polski Kościół katolicki, choć nie ma do tego prawa, głęboko zaangażował się po jednej stronie sporu, jakiego aktualnie doświadczamy w Polsce. A jest to spór nie tylko polityczny, ale także cywilizacyjny, kulturowy. Jest to spór nie tylko dzisiejszy, nie tylko w perspektywie jednych wyborów, jednej kadencji, ale spór wielopokoleniowy.

Polska podzielona

Polacy (społeczeństwo) wydają się podzieleni tak głęboko, że wspólne życie jest trudne do wyobrażenia, o ile nie niemożliwe. Są wyznawcy teorii spiskowych dziejów, gorzej wykształceni czy nawet w ogóle nie wykształceni, bez większych potrzeb w zakresie kultury, bez zrozumienia demokracji i jej praw, bez właściwej dla współczesnego Europejczyka tolerancji, ludzie zapatrzeni w bizantyjsko-rosyjsko-azjatycki wschód z dobrym carem na czele, nieradzący sobie w życiu, ewentualnie zdolni do pracy „na zmywaku” w „starej Europie” i spełniający mocą tradycji rytuały religijne bo „łojciec i dziad” tak robili, i nie wymaga to znajomości teologii i encyklik nawet encyklik umiłowanego papieża Polaka, a wystarcza jedynie wiara w biznesmena z Torunia, który panią prezydentową wyzywał od czarownic.

Jest też druga Polska, Polska ludzi, którzy lepiej sobie radzą w życiu, są znacznie lepiej wykształceni, zdolni do odczytywania znaków czasu, rozróżniający pomiędzy kulturą a propagandą, rozróżniający pomiędzy „przaśnymi, narodowymi hołupcami” a książką, sztuką „obrazoburczą”, sztuką otwierającą nowe pola i wizje.

Jedna Polska uznaje, że „niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna” i „tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską a Polak Polakiem”, a druga Polska uważa, że to jest skarlenie, że takie myślenie to wpychanie do zaścianka i na peryferie współczesnego świata.

Taniec na grobach

Najnowszym osiągnięciem w historii dziejów głupoty w Polsce są przedstawione wyniki prac (?) przedziwnej, mocno ideologicznej podkomisji badającej doskonale zbadany i prześwietlony wypadek lotniczy samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem w 2010 roku.

W tym tragicznym wypadku zginęło 96 osób. Każdej z tych osób należy się szacunek, a rodzinom wielkie współczucie. Jednak zarówno współczucie, jak i szacunek utrudnia upolitycznienie całego tego smutnego wydarzenia oraz diabelski taniec na grobach, jaki niektórzy z uporem maniaka, cynicznie organizują od siedmiu lat.

Kiedy w ostatni poniedziałek ta przedziwna podkomisja przedstawiła wyniki swoich rocznych prac i stwierdziła wybuch bomby o trudnej do zapamiętania nazwie, której jeszcze nigdy w historii terroryzmu nie użyto, biskup M. Jędraszewski, dawniej z Łodzi a obecnie z Krakowa, uznał za stosowne, w duchu chrześcijańskiej miłości, miłosierdzia i wybaczenia oraz zapewne mając głęboko w sercu ósme przykazanie dekalogu: „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu”, kategorycznie, choć niezbyt mądrze się wypowiedzieć.

Biblia o głupcach

Postanowiłem sprawdzić, co Biblia mówi o głupcach i znalazłem sporo, co cytuję poniżej. Cytaty te przedstawiam nawet nie dla przemyślenia M. Jędraszewskiemu, ponieważ w jego przemyślenia nieszczególnie wierzę, ale, ot tak, dla własnego ćwiczenia intelektualnego:

„Głupi nie lubi się zastanawiać, lecz tylko swe zdanie przedstawić”.

„Głupi od razu okazuje swą złość, lecz roztropny nie zważa na obelgę”.

„Istnieje pewne zło, które dzieje się pod słońcem: że głupców stawia się na wysokich stanowiskach, a zasobni w mądrość siedzą nisko”.

„Język mądrych wyświadcza dobro wiedzą, lecz usta głupich tryskają głupotą”.

„Kto chodzi z mądrymi, stanie się mądry, lecz kto się zadaje z głupcami, temu źle się powiedzie”.

„Lepiej człowiekowi spotkać niedźwiedzicę, która straciła młode, niż głupca w jego głupocie”.

Emerytowany ksiądz biskup Pieronek napomknął o głupotach wypowiadanych w kontekście wypadku smoleńskiego i tak zwanej podkomisji oraz w nawiązaniu do wypowiedzi M. Jędraszewskiego.

Panu Prezydentowi do sztambucha

Czytając w Biblii o głupcach, znalazłem także cytat, który chciałbym zaprezentować panu prezydentowi po jego „wiekopomnym” wystąpieniu na kolejnej miesięcznicy smoleńskiej, wystąpieniu niezwykle agresywnym i niestety niezwykle miałkim intelektualnie. A jest to cytat następujący: „Kto przymruża oczy, ma przewrotne myśli, a kto zaciska wargi, ten już zło popełnił”.

Popatrzcie państwo na dowolne zdjęcia pana prezydenta z tego „koncyliacyjnego spotkania”, osłanianego przez potężne siły policyjne na nasz, podatników, koszt. Na każdym, ale to dosłownie na każdym zdjęciu pan prezydent z nieznanych powodów ma przymrużone oczy i zaciśnięte wargi. To ma podkreślać zapewne jego determinację i zdecydowanie. Ot taki teatrzyk prowincjonalny.

Pan prezydent na tym spotkaniu, po swoim agresywnym i wojowniczym wystąpieniu, nawoływał do szacunku.

Stawiam więc publicznie pytanie, czy chodzi o szacunek wyłącznie dla tych z miesięcznic smoleńskich, czy także dla takich, jak ja łotrów, tych co stali, tam gdzie stało ZOMO, dla Polaków gorszego sortu, dla łże elit, dla czytelników „Wyborczej” i oglądaczy TVN, dla nielubiących Tadeusza Rydzyka oraz polskich hierarchów, dla wiedzących, bo to jest wiedza, a nie wiara, że w Smoleńsku doszło do zwyczajnego wypadku lotniczego z powodu totalnej amatorszczyzny od organizacji tego lotu, opóźnionego startu na lotnisku w Warszawie, pilotażu zbyt młodych pilotów bez treningów na trenażerach i bez uprawnień oraz lotu „w zaparte i wbrew logice” z nieznanymi osobami w kokpicie i stałymi pielgrzymkami do kokpitu, lokalnej mgły i wyboru zupełnie nieprzygotowanego, wojskowego lotniska, z przestraszonymi rangą polskiej delegacji, prowincjonalnymi kontrolerami rosyjskimi.

Maciej Michalik, prof. UWM w Olsztynie

wyborcza.pl

SOBOTA, 15 KWIETNIA 2017

STAN GRY: Schetyna sceptycznie o Biedroniu, Premier z Ucha Prezesa: Kobiety powinny przejąć opozycję, Grabiec: Afer za PO nie było tak dużo

WE WTOREK 90. ROCZNICA URODZIN TADEUSZA MAZOWIECKIEGO.

PREMIER BEATA SZYDŁO KOŃCZY DZIŚ 54 LATA.

18 lat temu założono Sojusz Lewicy Demokratycznej.

AGNIESZKA PILASZEWSKA, ODGRYWAJĄCA ROLĘ PREMIER SZYDŁO W UCHU PREZESA w rozmowie z Agnieszką Kublik w GW: “– Kwestia „Przez osiem ostatnich lat Polki i Polacy” powtarzała się, więc wymyśliłam, że za którymś razem powiem: „Przez osiem ostatnich lat Polcy i Polaki”. To przeszło. I zaczęło żyć własnym życiem”.

KOBIETY POWINNY PRZEJĄĆ PARTIE OPOZYCYJNE – Pilaszewska mowi Kublik: “W telewizji oglądam tyle samo polityków z partii rządzącej co z opozycji. Opozycja ma fantastyczne kobiety, klarowne, one powinny przejąć swoje partie. I stanąć naprzeciw sejmowych partnerek z PiS. To byłaby moderna kontra XVIII-wieczny teatr bufonady, pokora kontra butna ideologia, wachlarz kontra okulary, temperament kontra powściągliwość, ach, mój Boże! Poszłabym z nimi wszystkimi na kawę i zapytała: dlaczego? Co je w polityce urzeka? Może dobro wspólne? Jak je rozumieją?” http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21640405,ucho-prezesa-agnieszka-pilaszewska-polcy-i-polaki-tu-mowi.html

W PROGRAMIE JUŻ WSZYSTKO BYŁO, PARTIA MUSI MIEĆ LIDERA I BYĆ DOBRZE ZORGANIZOWANA – mówi Grzegorz Schetyna w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim w GW: “Możemy sobie wymyślać fantastyczne wizje, lecz w kwestiach programowych prawie wszystko już było. Żeby wygrać wybory, partia musi być dobrze zorganizowana, z poczuciem zespołowości i z liderem, który jest niekwestionowanym szefem. To się udało. Trochę bolało, ale sprawa jest zamknięta. Po drugie, jeżeli partia będzie zorganizowana, można krzywić się na struktury, na regiony, na finanse, ale to właśnie jest kluczowe w polityce. Pamiętam, jak w 2005 roku musieliśmy przyjąć subwencje państwowe dla partii politycznych, bo przegraliśmy z PiS dwukrotnie wybory, dlatego że nie mieliśmy pieniędzy na działalność i rywalizację z PiS”.

NA PYTANIE SIERAKOWSKIEGO CZY BĘDZIE PREMIEREM A TUSK PREZYDENTEM, SCHETYNA MÓWI: “Tak może się zdarzyć. Kalendarz wyborczy jest dla nas generalnie korzystny. Tusk wraca w grudniu 2019 roku, kończy projekt Bruksela, Rada Europejska. I jesteśmy wtedy miesiąc po wyborach parlamentarnych. I cztery miesiące przed wyborami prezydenckimi”.

RELACJE MIĘDZY PO A NOWOCZESNĄ JAK MIĘDZY WIELKĄ BRYTANIĄ A USA – mówi Schetyna Krytyce: “Miesiące temu, kiedy Nowoczesna była bardzo wysoko w sondażach, a PO sporo niżej, rozmawialiśmy dużo z Ryszardem Petru i mówiłem, że nasze relacje powinniśmy zbudować, jak relacje między Wielką Brytanią a Stanami Zjednoczonymi, które od czasu konfliktu w momencie amerykańskiej rewolucji, współpracują i są gwarantami światowego pokoju…”

SCHETYNA SCEPTYCZNIE O BIEDRONIU:”To dlaczego Biedroń ma bardzo dobre wyniki w sondażach ogólnopolskich? On może być poważnym kandydatem do dużej polityki.
– Znam tę pańską ocenę, ale nie patrzę na to jako na fragment większej całości”.

SCHETYNA O ŻOŁNIERZACH WYKLĘTYCH: ZROBIONO Z NICH WIELKICH BOHATERÓW NARODOWYCH: “Jedna rzecz to obciach, a druga to oszukiwanie ludzi. Proszę spojrzeć na ich politykę historyczną. „Żołnierze wyklęci” i te wszystkie mity. Z dwóch tysięcy tych, którzy się nie ujawnili po drugiej amnestii, zrobiono wielkich bohaterów narodowych. Mimo że tam nie brakowało zwykłego ludzkiego zła, a przede wszystkim nie było żadnej logiki politycznej, żadnego realizmu. Tak nie zbudujemy zdrowej tożsamości narodowej”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/schetyna-do-sierakowskiego-celem-po-jest-odsuniecie-pis-od-wladzy/

ZAWIODŁA KOMUNIKACJA I KIEPSKI STYL KOLEGÓW – AGNIESZKA POMASKA w rozmowie z Michałem Wilgockim w Dużym Formacie GW: ”Zawiodła komunikacja, zawiódł kiepski styl kilku kolegów. Ludzie muszą być przekonani, że władza działa w ich imieniu i że ich nie pomija”.

POMASKA O KAMPANII KOMOROWSKIEGO: “Nie byłam wtedy w sztabie ani w gronie decyzyjnym. Natomiast czuliśmy – chyba to się zaczęło po pierwszej turze wyborów prezydenckich – że wszystko zmierza w złym kierunku. PiS wystawił kandydata, który był nowy, świeży, miał zupełnie inny profil niż Bronisław Komorowski. Po pierwszej turze wyszedł z samego rana do wyborców w metrze i rozdawał im kawę. Oczywiście nie jest to kluczowe zadanie prezydenta, a Bronisław Komorowski to inny typ człowieka. Ale jako osoba, która stawia na bezpośredni kontakt, czułam, że to w kampanii bardzo ważne i że właśnie tak to u nas powinno wyglądać. A nie wyglądało”.

JESTEM ZWOLENNICZKĄ BARDZIEJ LIBERALNYCH ROZWIĄZAŃ, ALE PIS WYKORZYSTAŁBY TO, ŻEBY ZROBIĆ CAŁKOWITY ZAKAZ – fragment rozmowy Wilgockiego z Pomaską: “Czyli nie zaostrzać, ale i nie liberalizować?
– Jestem zwolenniczką bardziej liberalnych rozwiązań. Ale zdaję sobie sprawę, że gdyby PO je niegdyś wprowadziła, to dziś pierwszą rzeczą, którą PiS by zrobił, byłby całkowity zakaz. I wydaje mi się, że jeżeli dzisiaj PiS nie uszanuje kompromisu, to kolejny rząd zliberalizuje przepisy.
– Związki partnerskie?
– Uważam, że związki partnerskie, w tym homoseksualne, powinny być unormowane prawnie. Nikogo nie można dyskryminować”. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21634662,agnieszka-pomaska-poslanka-po-prezes-kaczynski-zawsze.html

AFER ZA PO NIE BYŁO TAK DUŻO – Jan Grabiec w rozmowie z SE: “Nie zgodzę się, że to jest nagonka na Misiewicza, bo liczba afer związanych z jego nazwiskiem jest taka, że można by obdzielić kilka afer z czasów rządów PO, których nie było zresztą tak dużo”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/afer-za-czasow-po-nie-b-yo-az-tak-duzo_980854.html

SZYDŁO CHCIAŁA WYRZUCIĆ MACIEREWICZA, USŁYSZAŁA: “NIE TERAZ” – Magdalena Rubaj w Fakcie: “– Szydło jest zdania, że bez dymisji Macierewicza i Waszczykowskiego, rząd czekają tylko kolejne wstrząsy prowokowane przez obu panów – mówi nasz rozmówca z rządu. Jak ustaliliśmy, w czasie spotkania przed wyjazdem na specjalny szczyt unijny do Rzymu, premier sondowała możliwość zdymisjonowania ich obu. Wtedy jednak prezes PiS jeszcze nie zgodził się na takie rozwiązanie. – Co nie oznacza, że nie myśli o dymisji Macierewicza – zapewnia nas polityk bliski Kaczyńskiemu”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/beata-szydlo-chciala-dymisji-antoniego-macierewicza/yzkrx34

RAFAŁ ZIEMKIEWICZ ANALIZUJE UKŁAD MEDIALNY WOKÓŁ PIS I MACIEREWICZA –  w rozmowie z SE: “Oczywiście widać, które media w jakiej są frakcji, a także – nie chwaląc siebie ani swojego tygodnika – jakie media nie są związane z żadną partią. Nie od dziś wiadomo, że „Gazeta Polska” jest mocno związana z Antonim Macierewiczem, z kolei wPolityce.pl – z prezesem SKOK, senatorem Grzegorzem Biereckim. Media te są w pełni przewidywalne. Blogerzy i publicyści związani z Macierewiczem tworzą narrację, że sprawa Misiewicza jest organizowana przez dawne WSI i ludzi, którzy nie chcą wyjaśnić tragedii smoleńskiej. Tylko że w sprawę wmieszał się Jarosław Kaczyński, bynajmniej nie po stronie szefa MON. Ale oskarżyć prezesa o zamach w Smoleńsku i związki z WSI raczej odwagi mieć nie będą. Szybciej będą przestrzegać: „Prezesie, nie dawaj się manipulować ludziom z WSI”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/rafal-ziemkiewicz-macierewicz-w-odwrocie_980846.html

REKORDOWE WAKACJE SENATORÓW. PO CZYM BĘDZIECIE ODPOCZYWAĆ? – Fakt: “Marszałek Senatu Stanisław Karczewski (62 l.) nie chciał chyba być gorszy od partyjnego kolegi. Po raz ostatni przed wakacjami senatorowie spotkają się 28 lipca. A później błogi odpoczynek przez prawie dwa miesiące. Kolejne powiedzenie zaplanowano dopiero na 21 i 22 września! To oznacza, że senatorowie nie pojawią się przy Wiejskiej przez 54 dni! A po czym mają odpoczywać? Choć mamy już połowę kwietnia, od początku roku Senat spędził na posiedzeniach zaledwie 11 dni!”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/rekordowe-wakacje-senatorow-wolne-dla-senatorow/k52lmjb

STANISŁAW ŻELICHOWSKI: SIEDZIEĆ O 2 W NOCY NA SALI I SŁUCHAĆ PREZESA? – mówi Elizie Olczyk w RZ: “Ale nie żałuję, że nie ma mnie w Sejmie, i że nie muszę na stare lata siedzieć do 2 w nocy na sali plenarnej i słuchać prezesa PiS. W 2005 roku byłem w zespole negocjującym koalicję PSL-PiS. Zobaczyłem, jaka jest ich wizja państwa i się przeraziłem. A dziś widzę, że to, co oni wtedy planowali, teraz realizują.

SCHETYNA PRZEJĄŁ POMYSŁ PSL – jeszcze Żelichowski w RZ: “No, nie tylko. Platforma nie miała zaplecza eksperckiego. Dlatego przejmowali nasze pomysły. Wie pani jak to było z tzw. schetynówkami, sztandarowym projektem PO? Przyszedł kiedyś Grzegorz Schetyna do nas na posiedzenie klubu, a tam akurat Janek Łopata opowiadał o pomyśle, jak sfinansować budowę i remonty dróg lokalnych. Dwa dni później PO przedstawiła to jako plan tzw. schetynówek”.

ŻELICHOWSKI OPOWIADA O BUNCIE SOŁTYSÓW PRZECIW PIS: “Marszałek województwa warmińsko-mazurskiego od kilku lat robi zebrania z sołtysami. Jest ich u nas 1700. Zwykle przyjeżdżało 150-200 osób. W tym roku przyjechało 1200 sołtysów i nawet bojówki PiS, które agitowały przed wejściem, żeby nie iść na to spotkanie, niewiele wskórały. Rządy PiS są fatalne dla państwa, ale dla nas tworzą idealną sytuację. Im więcej szefa MON Macierewicza, tym lepiej dla nas, im więcej ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela i ministra środowiska Jana Szyszki, tym lepiej dla nas”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/304139946-TA-Stanislaw-Zelichowski-To-ma-byc-nepotyzm.html

ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI – LUDZIE WŁADZY NIE ROZUMIEJĄ, ŻE POLSKA MOŻE ODEGRAĆ WAŻNĄ ROLĘ DZIAŁAJĄC POWAŻNIE – mówi Dorocie Wysockiej-Schnepf w GW: “Istotna rola Polski w Unii jest dziś raczej potencjalna. Już nie stoi na czele krajów w tej części Europy, która cierpi na zagrożenia strategiczne ze wschodu. Ale jeżeli coś ważniejszego wybuchnie na Ukrainie albo na Białorusi, dojdzie do pierwszych starć na granicy z Litwą czy nawet z Polską, to wtedy pojawi się znak zapytania, czym jest Europa dla Polski. Polska sama podstawia sobie nogę swoim postępowaniem. Blokowanie wyboru na szefa Rady Europejskiej kandydata z własnego kraju Polskę ośmieszyło. To był więcej niż błąd, to była głupota. Ale choć ludzie władzy nie rozumieją, że Polska może odegrać ważną rolę, działając poważnie, a nie kompromitując się w wypowiedziach czy postępowaniu, to w Polsce nie wszystko idzie w najgorszym kierunku. Sytuacja może się zmienić”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,21639969,zbigniew-brzezinski-o-przyszlosci-swiata-zdecyduja-ameryka.html

WIELKANOC TUSKA. TUSK BIEGA A ŻONA Z CÓRKĄ NA BAZARZE – zdjęcia Tuska biegającego z ochroniarzem po Sopocie: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/krol-biega-po-ulicy-krolowa-z-ksiezniczka-po-bazarze_980917.html

300polityka.pl

Sprawa Misiewicza nie jest zamknięta. Nikczemność nowego TKM trwa

KWIECIEŃ 14, 2017

Sprawa Misiewicza jest zamknięta – ogłosili (nie po raz pierwszy zresztą) politycy PiS. Nic bardziej mylnego.

Bartłomiej Misiewicz, jego zdumiewające zachowania i kuriozalna kariera nie są jakimś wybrykiem natury, ani też wyjątkową patologią pisowskiej praktyki. I wcale nie tylko dlatego, że takich „misiewiczów”, może nie tak „barwnych” i nie tak eksponowanych, jak były pomocnik apteczny, za to równie niekompetentnych i aroganckich, są dziś w Polsce setki, a może tysiące. Ale przede wszystkim dlatego, że kariera Misiewicza jest symbolem czegoś, co jest integralnym elementem pisowskiego programu, pisowskiej idei rewolucyjnej zmiany.

Podstawowym elementem tej rewolucji jest tzw. wymiana elit,

o której politycy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele mówili wielokrotnie. Oznacza ona pozbycie się wszystkich, którzy kompetencje i sukces zdobywali zanim nastąpił PiS i którzy pisowskiej zmiany, na ironię nazywanej „dobrą”, nie popierają. A następnie zastąpienie swoimi wiernymi pisowskimi kadrami we wszystkich możliwych dziedzinach. Od mediów po edukację, od nauki po działalność pozarządową, od gospodarki po kulturę. Wszędzie tam mają się znaleźć bierni, mierni, ale wierni PiS-owi.

Co tam jakiś Wajda – przecież Krauze nie jest gorszy, a że jego propagandowy „Smoleńsk” jest czołowym knotem polskiej kinematografii, to nieważne. Ważne, że Krauze jest „nasz”.

Co tam prof. Machcewicz, twórca niezwykłej, wyjątkowej w skali świata ekspozycji Muzeum II Wojny Światowej – my mamy swojego „młodego zdolnego działacza” powołanego przez ministra kultury (minister co prawda wystawy gdańskiego muzeum nie widział, ale mu się ona nie podoba). Co tam generałowie doświadczeni w najtrudniejszych warunkach bojowych – skoro nie przez nas powołani. No i wreszcie Misiewicz – pokraczna karykatura „dobrej zmiany” – 27-latek z doświadczeniem aptecznym, wręczający dymisje generałom, przyjmujący meldunki i ochraniany przed mżawką parasolem trzymanym przez żołnierzy w polskim mundurze.

Eleganckie określenie „wymiana elit” to nic innego, jak

zasada TKM

(teraz, k…, my), sformułowana w 1998 r. przez Jarosława Kaczyńskiego. Wówczas tymi słowami piętnował zajmowanie stanowisk przez ludzi związanych z AWS – ale z tą częścią nowego ugrupowania rządzącego, z którą on sam blisko związany nie był. Dlatego wtedy TKM było niedobre – dziś jest jak najbardziej szlachetnym działaniem na rzecz odnowy ojczyzny. Bo teraz to wreszcie naprawdę MY. I trzeba było dopiero kompromitacji na miarę Misiewicza, jawnie szkodzącej wizerunkowi i sondażom PiS-u, żeby zrobić pokazowy partyjny proces i Misiewicza wyrzucić.

Ale wbrew górnolotnym deklaracjom to w najmniejszym stopniu nie zmienia podstawowych zasad i celów. Nikczemnych zasad, które pisowskie „szczytne” cele uświęcają – do czego uprawnia absurdalne przekonanie o własnej „racji moralnej”.

Krzysztof Luft

wiadomo.co

 

Miller: Berczyński po prostu kłamie

Miller: Berczyński po prostu kłamie

„Dr Wacław Berczyński po prostu kłamie, twierdząc że miał jakikolwiek wpływ na losy przetargu w sprawie Caracali” – uznał były premier Leszek Miller w „Faktach po Faktach” i powołał się na znane już dementi MON w tej sprawie. – „Jeżeli w tym wypadku Berczyński tak drastycznie mija się z prawdą, to na ile jest wiarygodny w działaniach podkomisji smoleńskiej?” – zapytał.

Miller dodał, że przedstawione niedawno wyniki jej prac to „kolejna konfabulacja, bo ustalenia podkomisji powstały na zamówienie, że to ma być zamach. Jeżeli ta podkomisja mówi o bombie termobarycznej, to właśnie ten pan jest bombą termobaryczną, zainstalowaną w rządzie pani premier Szydło” – powiedział Miller. Dodał, że szef MON Antoni Macierewicz „trzyma zapalnik. To oczywiste, że odpowiedzialnym – w każdym razie politycznie – za prace pana Berczyńskiego, za funkcjonowanie tej komisji jest Antoni Macierewicz. On już dawno postawił tezę, że mamy do czynienia z zamachem, a podkomisja miała tę tezę udowodnić” – dodał Miller.

koduj24.pl

„Broszka Szefowej”, odcinek wielkanocny

"Broszka Szefowej", odcinek wielkanocny

Nie jest to odcinek nieistniejącego kabaretu „Broszka Szefowej”. Wątek z Antonim Macierewiczem i Witoldem Waszczykowskim całkiem dobrze się nadaje, aby go rozegrać – przynajmniej w wyobraźni.

Jak donosi „Fakt” trzy tygodnie temu właścicielka najsłynniejszej aplikacji w kraju – broszki – chciała się pozbyć z rządu Antoniego Macierewicza i Witolda Waszczykowskiego.

Jednak główny bohater „Ucha Prezesa” miał powiedzieć: „Nie teraz”.

Jak ta scena mogła wyglądać, przy założeniu, że główna bohaterka „Broszki Szefowej” nie udała się na Nowogrodzką, bo tam zawsze grozi jakaś stłuczka? Mogę się tylko domyślać.

Szefowa do broszki mogła powiedzieć, zasłaniając usta, bo wiadomo, że są tacy, którzy czytają z ust: – Tu Broszka, tu Broszka, Prezesie, czy mnie słyszysz? Odbiór.

Prezes mógł chwycić za wazon, który stoi na jego biurku na Nowogrodziej, a w wazonie mieści się sprzęt szpiegowski najlepszej jakości Dolby Atmos HD.

Najpierw prezes do Mariusza: – Mariusz, podkręć decybele, bo coś ta nasza Broszka anemiczna – po podkręceniu powiedział: – Broszko, tu prezes wszystkich prezesów, słyszę cię, co ci leży na broszce. Odbiór.

Broszka: Leży mi sukces 1:27, którego autorem jest napastliwy, tj. napastnik Witolda Waszczykowskiego. Odbiór.

Prezes: Tylko tyle? Należy się cieszyć. Bo mogło być 0:27. Mogłaś przecież, Broszko, nie podnieść ręki i nie ogłosiłbym sukcesu. Waszczykowski dopilnował twoją rękę, więc taka jesteś niewdzięczna? Trochę szczodrobliwości dla bliźniego, nawet jeżeli nazywa się Waszczykowski. Coś poza tym, Broszko? Odbiór.

Broszka: Tak, tak, tak! Nie chcę, ale muszę. Arcykapłan smoleński tak faworyzuje swojego ministranta, że boję się myśleć, co stoi za tymi niekatolickimi przypuszczeniami. A do tego rozwala wszystkie pancerne maybachy, BMW i co tam ma na stanie. Na wojnie się nie znam i nie mogę narzekać na wymianę generałów na pułkowników. Chciałabym, aby arcykapłan nie kadził swemu ministrantowi i podał się do dymisji. Odbiór.

Prezes: Szanowna Broszko, rozumiem cię dokładnie. Sam bym się go pozbył, święta mamy za trzy tygodnie, a przed świętami nasze pisowskie Święto Narodowe, w którym czcimy polegnięcie mojego Wielkiego Brata Lecha. Arcykapłan właśnie mi doniósł, że w jego resorcie wynaleziono ładunek termobaryczny. Wyobrażasz sobie? Nobel z chemii, a może nawet literatury, więc mam propozycję. Broszko, hamuj się z dymisjami. Jeszcze nie teraz. Odbiór.

Broszka: A gdzie tego Nobla będą wręczać? Odbiór.

Prezes: Jak to gdzie? W Toruniu. Bez odbioru.

Tak mógłby wyglądać fragment odcinka „Szefowej Broszki”. Wszystkim – od siebie, a nie od Prezesa i jego Broszki – Wesołych Jaj.

 

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

„Broszka Szefowej”, odcinek wielkanocny

Nie jest to odcinek nieistniejącego kabaretu „Broszka Szefowej”. Wątek z Antonim Macierewiczem i Witoldem Waszczykowskim całkiem dobrze się nadaje, aby go rozegrać – przynajmniej w wyobraźni.

Jak donosi „Fakt” trzy tygodnie temu właścielka najsłynniejszej aplikacji w kraju – broszki – chciała się pozbyć z rządu Antoniego Macierewicza i Witolda Waszczykowskiego.

Jednak główny bohater „Ucha Prezesa” miał powiedzieć: „Nie teraz”.

Jak ta scena mogła wyglądać, przy założeniu, że główna bohaterka „Broszki Szefowej” nie udała się na Nowogrodzką, bo tam zawsze grozi jakaś stłuczka? Mogę się tylko domyślać.

Szefowa do broszki mogła powiedzieć, zasłaniając usta, bo wiadomo, że są tacy, którzy czytają z ust: – Tu Broszka, tu Broszka, Prezesie, czy mnie słyszysz? Odbiór.

Prezes mógł chwycić za wazon, który stoi na jego biurku na Nowogrodziej, a w wazonie mieści się sprzęt szpiegowski najlepszej jakości Dolby Atmos HD.

Najpierw prezes do Mariusza: – Mariusz, podkręć decybele, bo coś ta nasza Broszka anemiczna – po podkręceniu powiedział: – Broszko, tu prezes wszystkich prezesów, słyszę cię, co ci leży na broszce. Odbiór.

Broszka: Leży mi sukces 1:27, którego autorem jest napastliwy, tj. napastnik Witolda Waszczykowskiego. Odbiór.

Prezes: Tylko tyle? Należy się cieszyć. Bo mogło być 0:27. Mogłaś przecież, Broszko, nie podnieść ręki i nie ogłosiłbym sukcesu. Waszczykowski dopilnował twoją rękę, więc taka jesteś niewdzięczna? Trochę szczodrobliwości dla bliźniego, nawet jeżeli nazywa się Waszczykowski. Coś poza tym, Broszko? Odbiór.

Broszka: Tak, tak, tak! Nie chcę, ale muszę. Arcykapłan smoleński tak faworyzuje swojego ministranta, że boję się myśleć, co stoi za tymi niekatolickimi przypuszczeniami. A do tego rozwala wszystkie pancerne maybachy, BMW i co tam ma na stanie. Na wojnie się nie znam i nie mogę narzekać na wymianę generałów na pułkowników. Chciałabym, aby arcykapłan nie kadził swemu ministrantowi i podał się do dymisji. Odbiór.

Prezes: Szanowna Broszko, rozumiem cię dokładnie. Sam bym się go pozbył, święta mamy za trzy tygodnie, a przed świętami nasze pisowskie Święto Narodowe, w którym czcimy polegnięcia mojego Wielkiego Brata Lecha. Arcykapłan właśnie mi doniósł, że w jego resorcie wynaleziono ładunek termobaryczny. Wyobrażasz sobie? Nobel z chemii, a może nawet literatury, więc mam propozycję. Broszko, hamuj się z dymisjami. Jeszcze nie teraz. Odbiór.

Broszka: A gdzie tego Nobla będą wręczać. Odbiór.

Prezes: Jak to, gdzie? W Toruniu. Bez odbioru.

Tak mógłby wyglądać fragment odcinka „Szefowej Broszki”. Wszystkim – od siebie, a nie od Prezesa i jego Broszki – Wesołych Jaj.

 

Alleluja i do przodu

Alleluja i do przodu

Tuż przed Wielkanocą z kręgów zbliżonych do ulicy Nowogrodzkiej doszły krzepiące wieści. Ale o tym za chwilę. Bo w Wielkim Tygodniu z Watykanu nadeszła wieść o poprawkach w ustawie o Katechizmie. Uchwalono je błyskawicznie – jako inicjatywę duszpasterską – i wprowadzono do realizacji jeszcze w trakcie aktualnych rekolekcji, bo w kwestiach tak zasadniczych, jak grzech ciężki prawo kanoniczne nie tylko może, ale wręcz ma obowiązek działać wstecz.

Katechizm pilnie potrzebował jakiejś ustawy naprawczej, a to z powodu postępu ateizacji i nowych wyzwań, jakie stawia przed wiernymi „cywilizacja śmierci”. Tak więc – mamy oto katalog nowych grzechów głównych na nowe czasy, a w nim na przykład stanowczy zakaz oglądania „gołych bab” w Internecie oraz unikania stałych związków „dla wygody”, a też robienia kariery kosztem życia rodzinnego, co samo w sobie byłoby może w porządku, gdyby nie dotyczyło także mężczyzn. Nowa lista grzechów obejmuje także „trucie środowiska” oraz – uwaga, uwaga – hejt internetowy.

Trzeba też brać pod uwagę, że nowy kodeks etyczny nie unieważnia „starych” grzechów głównych, czyli że jeśli chrześcijanin nie będzie oglądać pornoli w sieci ani kombinować na podatkach, to wcale nie znaczy, że odtąd może kraść i kłamać, a też cudzołożyć do woli. Niestety – wręcz przeciwnie. W tej sytuacji zasadne staje się pytanie – jak w ogóle żyć?

Bo nie dość, że nowa lista grzechów głównych odbiera zwykłym ludziom resztkę życiowych przyjemności (bo to ani się napić, ani dorobić na boku, ani popatrzeć na gołe baby w Internecie i dla relaksu zwymyślać kogoś w wieci, a zaraz jeszcze zamkną w niedziele wszystkie galerie handlowe), to jeszcze rzeczone grzechy mogą stanowić spory problem w skali państwa o ambicjach „wyznaniowych”.

Nie dość, że już trzeba się spowiadać z „Dziennika” i konferencji prasowych rządu, bić się w piersi za większość przepchniętych kolanem reform i leżeć krzyżem za wielokrotny gwałt zbiorowy na Konstytucji, to jeszcze teraz, po ustawie „wycinkowej”, po dosypaniu grosza producentom smogu i po napisaniu tysięcy oszczerczych, nienawistnych tweedów, wymierzonych w „gorszy sort”, wygląda na to, że pionierom „zmiany” może już nie wystarczyć poparcie „biskupów smoleńskich” i po kolejne rozgrzeszenie przyjdzie się udać na kolanach do Rzymu. Znaczy, tak tylko sobie żartuję. Nie po to wszak reprezentanci suwerena wstawali z kolan, żeby tak zaraz znowu klękać i to jeszcze przed papieżem –„lewakiem”.

Nie chce Watykan szanować naszych wartości i doceniać priorytetów? Tym gorzej dla Watykanu. Już nie raz w historii żarliwy reformator stawał na czele nowego wyznania i nie chodzi wcale o Marcina Lutra (on był księdzem). Dość powiedzieć, że założycielem tak zwanego „kościoła scjentologów”, podobno liczącego dziś ponad 10 mln wyznawców, był pisarz, autor powieści science-fiction.

Skoro więc nieprzychylni „zmianie” publicyści piszą o najnowszych, rocznicowych wystąpieniach ministra MON i jego komisji jako „rzeczywistości alternatywnej”, to znaczy, że dobry początek już został w tej sprawie zrobiony. Od dawna mówi się zresztą o „ religii smoleńskiej”, czasami określając nawet jej członków – jakże krótkowzrocznie – jako „sektę smoleńską”. Ale nic to. Prawdziwy wyznawca nie ulęknie się wszak nawet lwów, a już zwłaszcza lwów salonowych. Tak więc – pora już chyba wyjść z katakumb i ogłosić światu, że skoro mógł podrzędny pisarz, to tym bardziej może pierwszorzędny Prezes, zwłaszcza że akces do nowego wyznania zgłosili już nawet niektórzy autentyczni biskupi (po kazaniach ich poznacie je).

Wyznawcą religii smoleńskiej zostać jest – według słów pana Prezesa – dziecinnie łatwo. Wystarczy zadeklarować wiarę w zamach i potępić jego sprawców oraz poprzeć „zmianę” i jej Prezesa. W zamian wolno zaś chyba popełniać – jako i założyciele popełniają – wszystkich czternaście grzechów głównych. A niektóre, to nawet należy, bo „gorszy sort” sam się – na przykład – w Internecie nie zhejtuje. No i wierne trwanie przy „zmianie” wymaga też coraz bardziej kreatywnego podejścia do ósmego przykazania.

Najważniejsza zaś obietnica „religii smoleńskiej” jest wprawdzie trochę mniej ambitna, niż zbawienie, ale przynajmniej oferuje konkret, czyli rozliczenie (wszystkich winnych naszych nieszczęść). To samo, co we wszystkich innych wyznaniach, jest za to deklarowane „dążenie do prawdy”. Fakt, że tylko tej „smoleńskiej”, ale zawsze. W mocy pozostaje też chrześcijańskie wezwanie „miłości bliźniego”, ale bez przesady. Miłować nieprzyjacioły owszem, można, ale tylko gdy – po odprawieniu sprawiedliwej pokuty – opuszczą za ćwierć wieku zakłady karne. Po przemówieniu na Krakowskim Przedmieściu wiadomo już za to, że pan Prezes wykreślił z katalogu prawd „wiary smoleńskiej” postulat „nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. I to ma sens. Rzeczywiście, minister Ziobro musi szybko nie tylko posłać pod sąd, ale także skazać wszystkich przeciwników „zmiany”. Bo jak nie zdąży, to ona sama zostanie rychło osądzona.

Niestety, niewiele jeszcze wiadomo na temat liturgii i powołań nowego wyznania. Można jedynie przypuszczać, że „papieżem” religii smoleńskiej nie zostanie raczej redaktor Terlikowski ani – choć jest uznanym autorem science fiction – redaktor Ziemkiewicz. Prawdopodobne też, że prawdy wiary będą ustalane w drodze głosowania sejmowego, o czym może świadczyć precedens – „uchwała fatimska”. Wciąż nie jest jednak jasne, kto zostanie duchowym przywódcą nowej formacji – szef radia z Torunia czy jednak raczej pan Prezes. Już wiadomo, że na pewno nie będzie to prymas Polak, który właśnie potępił wchodzenie Sejmu w kompetencje Konferencji Episkopatu.

Niewiadome są też kryteria, według których będzie się odbywać weryfikacja neofitów. Sądząc z historycznego przemówienia pana Prezesa na Krakowskim, będzie to czysta formalność. W teorii ma to być wprawdzie wspólnota zarezerwowana dla „lepszej części narodu”, ale pan Prezes sam zaliczył do niej „wszystkich, którzy płakali”. Tymczasem mało kto nie zapłakał w tamtych dniach nad losem ofiar katastrofy. Tylko, że panu Prezesowi chodziło, zdaje się, wyłącznie o „słuszne” ofiary, więc ci, co uronili wtedy łzę żałoby za – na przykład – premier Jarugą-Nowacką, chyba jednak nie zostaną przyjęci, co może sugerować brak Jej nazwiska na tablicy pamiątkowej w KPRM. Kto zaś płakał w sprawie nie tych ofiar, co należy, to jakby w ogóle nie płakał.I dalej będzie się musiał spowiadać z grzechów głównych. I to – niestety – ze wszystkich czternastu.

Bożena Chlabicz-Polak

koduj24.pl

 

Rafał Zakrzewski

Pan Bóg nie chce mieć władzy nad światem, a biskupi chcą

15 kwietnia 2017

Abp Marek Jędraszewski

Abp Marek Jędraszewski (JAKUB PORZYCKI)

W okresie wielkanocnym warto się zastanowić czy twarda walka o rząd dusz – metoda często stosowana nie tylko przez polskich hierarchów, ale też polityków bliskich Kościołowi – jest zgodna z wartościami chrześcijańskimi.

Arcybiskup Marek Jędraszewski jest w polskim Kościele ważny, a jego słowa zawsze wzbudzają silne emocje. Jest zdecydowany w swoich wypowiedziach – tak jak ostatnio podczas mszy w katedrze na Wawelu w intencji ofiar katastrofy smoleńskiej, kiedy poparł oderwane od rzeczywistości teorie zamachu forsowane od lat przez Antoniego Macierewicza („Liturgia zamachu”, Dominika Wielowieyska, „Wyborcza”, 12 kwietnia).

Równie mocno brzmi arcybiskup w wywiadzie świątecznego numeru tygodnika „Do Rzeczy”.

Zacznijmy od relacji Kościół – rząd. „Ostatnie miesiące i tygodnie poprzedniego parlamentu i rządu były związane z wieloma inicjatywami jawnie i wyraźnie antychrześcijańskimi. To była świadoma polityka zmierzająca w kierunku liberalizmu” – mówi Jędraszewski. Po czym padają straszne słowa: gender, ustawa antyprzemocowa, in vitro – wszystko to uderzało w antropologię chrześcijańską. No i część hierarchów Kościoła otwarcie atakowała w czasie kampanii wyborczej 2015 r. za rozumny stosunek do in vitro i podpisanie ustawy antyprzemocowej ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który śmiał się deklarować jako katolik.

Na szczęście – dzięki wydatnej pomocy ambony – Komorowski i jego formacja przegrali i „takich sytuacji dzisiaj nie ma. Kościół nie musi wchodzić w tak ostry spór ideowy” jak za czasów rządów PO – wyznaje arcybiskup. Nie wiadomo, czemu nie zauważa, jak mocno uderza w antropologię chrześcijańską polityka obecnego rządu wobec uchodźców, czy tolerowanie mowy i zachowań pełnych nienawiści wobec obcych (a często i swoich). Ewangelicznego ducha tam nie dostrzegam.

Metropolita krakowski nie chce również przyznać, że istnieje podział na Kościół otwarty i zamknięty. Bo „gdzie jest podział, tam jest zło. Komuś pewnie zależało na tym, żeby nas podzielić.” A skoro Kościół jest jeden, jedynie słuszny, to arcybiskup nie musi się tłumaczyć z problemów, które tworzy ks. dyrektor i jego Radio Maryja.

Bardziej przenikliwie arcybiskup spogląda na Europę: „Proszę popatrzeć, co się dzieje z Unią Europejską. Zaczęli walczyć z Panem Bogiem. I teraz to się wszystko rozpada. (…) Odnosi się wrażenie, że teraz jest pogrzeb Unii Europejskiej”. Hierarcha podejrzliwie śledzi różne dziedziny aktywności we współczesnym świecie i odsłania ich bezbożny charakter. Szczyty osiąga, opisując zagrożenie ideologią gender. „Jest ona czymś gorszym niż ideologia marksistowska. Na uczelnie amerykańskie i europejskie, także polskie, wchodzi jako niemal obowiązująca nowa ideologia, która uderza w same podstawy człowieczeństwa. Nawet komunizm czy hitleryzm nie podważyły tego, że ktoś jest kobietą, ktoś inny mężczyzną i mają określone funkcje do spełnienia, a dziś się to podważa”.

Kłopoty z odczytywaniem rzeczywistości to problem wielu biskupów budujących niejasne konstrukty typu gender, liberalizm czy muzyka rockowa, które mają mobilizować lud boży w walce ze złem. Najważniejsi ludzie polskiego Kościoła nie rozumieją demokracji, nie analizują, ale piętnują. Nie wchodzą w dialog, nie próbują znaleźć czegoś dobrego w otaczającym świecie. 20 lat temu ks. Józef Tischner mówił w rozmowie rekolekcyjnej Januszowi Poniewierskiemu: „Niektórzy katolicy źle mówią o demokracji: ich zniewolone serce nie pozwala im skorzystać z szansy, jaką ona daje”(Tischner, „Mistrzowskie rekolekcje z Eckhartem”, dodatek do „Tygodnika Powszechnego”, 9 kwietnia).

W okresie wielkanocnym warto się zastanowić, czy twarda walka o rząd dusz – metoda często stosowana nie tylko przez polskich hierarchów, ale też polityków bliskich Kościołowi – jest zgodna z wartościami chrześcijańskimi.

I przeczytać ze zrozumieniem słowa wypowiedziane przez Tischnera będącego niegdyś autorytetem filozoficznym ks. Jędraszewskiego: „Ludziom często się wydaje, że bez władzy będą nikim. (…) Ktokolwiek »uprawia« religię po to, żeby poszerzyć władzę Boga nad światem, popełnia błąd. Bo Pan Bóg nie chce mieć władzy nad światem: gdyby chciał ją mieć, to zesłałby wojsko aniołów. Bóg jest wspaniałomyślny i wymaga wspaniałomyślności. Mówimy, że coś robimy na chwałę Bożą, ale ta chwała musi być rozumiana jako absolutna bezinteresowność dla prawdy, dla piękna, dla dobra. Chęć poszerzenia władzy Boga nad światem jest poważną chorobą współczesnej religijności. To nieporozumienie”.

Warto to wreszcie pojąć.

Dlaczego hierarchowie milczą? Dominika Wielowieyska pyta ks. prof. Alfreda Wierzbickiego

 

wyborcza.pl

Adam Zadworny

Komendant Główny Propagandy [KOMENTARZ NA WEEKEND]

14 kwietnia 2017

Miesięcznica nr 82: protestuje Wojciech Kinasiewicz z Obywateli RP. 10 lutego 2017 r., Krakowskie Przedmieście w Warszawie

Miesięcznica nr 82: protestuje Wojciech Kinasiewicz z Obywateli RP. 10 lutego 2017 r., Krakowskie Przedmieście w Warszawie (Fot. Wojciech Kryński / Forum)

Są i szczecinianie, którzy aktywnie biorą udział w akcjach organizowanych przez Obywateli RP. Znam niektórych ludzi, którzy z białym kwiatami w dłoniach 11 listopada stanęli na trasie marszu nienawiści zwanego Marszem Niepodległości, podczas którego kibole z racami śpiewali o wieszaniu na drzewach „syjonistów” i krzyczeli, że rozpiera ich „Duma! Duma! Narodowa duma!”

Są wśród Obywateli RP intelektualiści i dawni działacze antykomunistycznego podziemia. Policja nie interweniowała, kiedy uczestnicy marszu rzucali w Obywateli RP butelkami po gorzkiej żołądkowej (100 ml).

* * *

Obywatele RP, od jakiegoś czasu przychodzą na Krakowskie Przedmieście na miesięcznice smoleńskie, gdzie protestują przeciwko uprawianiu polityki na grobach, kłamstwom smoleńskim i mowie nienawiści. Przynoszą transparent z cytatem z Lecha Kaczyńskiego, który miał zupełnie inne zdanie o Trybunale Konstytucyjnym i drukowaniu jego orzeczeń, niż jego brat (co ciekawe, uczestnicy kultu Lecha Kaczyńskiego zawsze zasłaniają ten transparent). Te akcje tak denerwują Prezesa, że Sejm dla garstki Obywateli RP zmienił prawo, zakazując manifestacji w miejscach, gdzie odbywają się rządowe obchody.

* * *

Bardzo sobie cenię apolityczność policji w III RP. Obawiam się, czy nie następuje jej koniec.

W czwartek w RMF komendant główny policji nadinspektor Jarosław Szymczyk, o manifestacjach Obywateli RP powiedział: „Dla mnie to jest sytuacja analogiczna do kibolstwa – ludzie pod płaszczykiem oglądania meczu przychodzą, żeby porozrabiać. Tutaj ludzie pod płaszczykiem organizowania zgromadzenia przychodzą, żeby porozrabiać”. Komendant łaskawie zauważył wprawdzie, że „jedni i drudzy mają prawo protestować”. Ale dodał

Bardzo mi podobała się wypowiedź jednego z panów redaktorów, który porównał zgromadzenia i kontrzgromadzenia do czytania i palenia książek – to faktycznie jest duża analogia.

* * *

Komendant główny policji porównał uczestników pokojowych protestów przeciwko władzy do kiboli, czyli stadionowych bandytów, często zamaskowanych, przeciwko którym używa się broni gładkolufowej. Ludzie, którzy protestują przeciwko nienawiści rasowej, są według komendanta jak hitlerowcy palący książki.

Historia uczy, że kiedy policja zaczyna mówić jak władza (piszę to jako dawny „wichrzyciel”, „rozwydrzony wyrostek” i „element antysocjalistyczny”), kończy się to źle, ostatecznie także dla władzy.

Nadinspektor Szymczyk nie wykorzystał szansy, jaką niesie Wielki Tydzień. Ale wybaczmy mu, choć służalczości nie ma na liście siedmiu grzechów głównych.

 

wyborcza.pl

„Trump to dziwny prezydent, a sytuacja w Polsce jest przejściowa”. Prof. Zbigniew Brzeziński specjalnie dla „Wyborczej”

Prof. Zbigniew Brzeziński, Dorota Wysocka-Schnepf; zdjęcia i montaż : Marcin Firlej, 14.04.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21638423,video.html?embed=0&autoplay=1

Obecny prezydent USA właściwie nie jest strategiem, nie ma żadnego większego zainteresowania dziedziną międzynarodową. Na dane wypadki reaguje ad hoc i robi to w sposób bardzo nieodpowiedzialny – mówi w ekskluzywnym wywiadzie dla ‚Gazety Wyborczej’ prof. Zbigniew Brzeziński. Rozmówca Doroty Wysockiej-Schnepf dodaje, że Trump myślał nad atakiem na syryjską bazę lotniczą przez ‚plus minus 15 minut’. Były doradca prezydenta Jimmy’ego Cartera uważa, że obecna sytuacja w Polsce jest ‚całkowicie przejściowa’.

Zobacz cały wywiad z prof. Zbigniewem Brzezińskim

wyborcza.pl

Kaczyński jednak został znieważony pod Wawelem? Prokuratura zmieniła zdanie w sprawie śledztwa

15 kwietnia 2017

Wcześniej prokuratura w Krakowie odmawiała wszczęcia śledztwa, jednak teraz postanowiła zbadać, czy Jarosława Kaczyńskiego jednak nie pomówiono, kiedy 18 marca wjeżdżał na Wawel, by odwiedzić grób Lecha i Marii Kaczyńskich. Chodzi o jeden transparent.

Decyzję o odmowie śledztwa za przedwczesną uznała Prokuratura Okręgowa.

JANUSZ HNATKO, RZECZNIK PROKURATURY OKRĘGOWEJ

„W związku z publikacjami medialnymi dotyczącymi wydania przez prokuraturę Rejonową Kraków-Śródmieście Zachód w dniu 31 marca 2017 roku postanowienia o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie publicznego znieważenia w dniu 18 marca 2017 roku w Krakowie Jarosława Kaczyńskiego, w jego obecności, słowami powszechnie uznanymi za obelżywe, to jest o przestępstwo z artykułu 216, paragraf 1 kodeksu karnego, informuję, że Prokurator Okręgowy w Krakowie po analizie akt, uznając wydaną decyzję za przedwczesną, polecił wszczęcie postępowania w tej sprawie pod kątem zaistnienia przestępstwa z artykułu 212 paragraf 1 kodeksu karnego”.

O jakie konkretnie obelżywe słowa chodzi? Podczas przejazdu Kaczyńskiego grupa manifestujących wznosiła okrzyki między innymi: „Wawel królów, nie prezesów”, „Hańba” oraz „Będziesz siedział!” – i to ten ostatni okazuje się być decydujący. Wcześniej prokuratura uznała, że nie są to słowa uważane powszechnie za obelżywe w rozumieniu prawa. Przedstawiła stanowisko, że słowa te były jedynie wyrazem dezaprobaty i niezadowolenia z powodu postawy Jarosława Kaczyńskiego, ale ich użycie nie kwalifikowało się jako naruszenie artykułu 216 lub 226 kodeksu karnego. Teraz prokuratura postanowiła ponownie przyjrzeć się sprawie.

Prezes PiS co miesiąc ma „problemy” z dostaniem się na Wawel. Każdego osiemnastego dnia miesiąca obchodzi „miesięcznicę” pogrzebu swojego brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego. W lutym pisaliśmy w naTemat, że przed przyjazdem Kaczyńskiego policja rozstawiła barierki, aby odgrodzić cały zamek od demonstrantów, którzy protestują przeciwko upartyjnieniu siedziby królów przez władzę PiS.

źródło: tvn24.pl

naTemat.pl

Szydło chciała wyrzucić Macierewicza. Usłyszała „Nie teraz”

15.04.2017

Trzy tygodnie temu premier Beata Szydło (54 l.) chciała zdymisjonować i szefa MON Antoniego Macierewicza (69 l.), i szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego (60 l.) – dowiedział się Fakt. Jednak nie dostała „zielonego światła” od prezesa Jarosława Kaczyńskiego (68 l.).

Ci dwaj najważniejsi ministrowie w rządzie są jednocześnie dla gabinetu Szydło i PiS największym obciążeniem. Jak wynika z naszych rozmów z politykami PiS, od kilku miesięcy jest to jasne i dla premier i dla części władz PiS.

 

– Szydło jest zdania, że bez dymisji Macierewicza i Waszczykowskiego, rząd czekają tylko kolejne wstrząsy prowokowane przez obu panów – mówi nasz rozmówca z rządu. Jak ustaliliśmy, w czasie spotkania przed wyjazdem na specjalny szczyt unijny do Rzymu, premier sondowała możliwość zdymisjonowania ich obu. Wtedy jednak prezes PiS jeszcze nie zgodził się na takie rozwiązanie.

Co nie oznacza, że nie myśli o dymisji Macierewicza – zapewnia nas polityk bliski Kaczyńskiemu.

Macierewicz od dawna uchodzi w PiS za postać nietykalną z racji tego, że część elektoratu tej partii wierząca w zamach smoleński uważa go za najważniejszego polityka.

– To jakieś 8-10 procent naszego elektoratu, który teoretycznie przy rozłamie przeszedłby do Macierewicza – ocenia polityk z władz PiS. Jednocześnie dodaje, że liczba wierzących w zamach maleje. Potwierdza to sondaż IBRIS dla Faktu i Radia Zet – tylko 19 proc. wyborców PiS wierzy w wybuch w tupolewie.

Jako argument za utrzymaniem Macierewicza za wszelką cenę przytacza się jego bliski związek z dyrektorem Radia Maryja o. Tadeuszem Rydzykiem (72 l.).

– Mit. On pójdzie tam, gdzie mu dadzą pieniądze – brutalnie ocenia polityk z władz PiS. Trudno się więc dziwić, że politycy w PiS masowo zakładają się, jak długo Macierewicz utrzyma się w fotelu szefa MON.

Macierewicz chciał przekabacić członków komisji Millera?

Taksówka zamiast limuzyny. Misiewicz wrócił do MON

Magdalena Rubaj

 

fakt.pl

Sondaż: PO prawie dogoniła PiS. Partie różni tylko jeden punkt procentowy

Platforma Obywatelska już prawie dogoniła PiS – wynika z najnowszego sondażu Kantar Public (dawniej TNS). Partia Grzegorza Schetyny poprawiła notowania m.in. kosztem Nowoczesnej.

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się dzisiaj, PiS mogłoby liczyć na 28 proc. głosów, a PO – 27 proc. To dla partii Schetyny o 3 pkt. proc. więcej niż w marcu. Tyle samo od tego czasu straciło ugrupowanie Ryszarda Petru – obecnie poparcie dla niej wynosi 5 proc.

W parlamencie znalazłaby się też partia Kukiz’15 – 12 proc., PSL – 4 proc., SLD – 3 proc. Razem i KORWiN zyskałyby po 2 proc. Niezdecydowanych, na kogo głosować, było w najnowszym sondażu 13 proc. w porównaniu z 15 proc. w marcu.

Na czym wybiło się PO? Jak oceniają komentatorzy, Schetyna zyskał dzięki swojemu wystąpieniu podczas debaty nad votum nieufności wobec rządu Beaty Szydło. Jego ugrupowanie najbardziej skorzystało jednak na słabości Nowoczesnej – w ostatnich dniach z klubu parlamentarnego odeszło czterech członków. Sytuacja po stronie opozycji nie wpłynęła jednak na notowania PiS. Afera ze współpracownikiem Antoniego Macierewicza – Bartłomiejem Misiewiczem, oraz kontrowersyjne rewelacje związane z badaniem przyczyn katastrofy smoleńskiej – nie wywarły wrażenia na elektoracie partii rządzącej, która w stosunku do marca zyskała jeden punkt procentowy.

Źródło: wyborcza.pl

newsweek.pl

Za „swołocz” i „bydło” przed Komisję Etyki

Klub PO zamierza złożyć do komisji etyki poselskiej skargę na Małgorzatę Gosiewską z PiS za jej wypowiedź m.in. o uczestnikach comiesięcznych tzw. kontrmanifestacji smoleńskich na Krakowskim Przedmieściu. Posłanka PiS nazwała ich m.in. „zwyrodnialcami”, „swołoczą” i „bydłem”.

Platforma uważa, że tego typu sformułowania to mowa nienawiści oraz „przykład na postępujące dokonywanie podziału polskich obywateli” przez posłów PiS. Według PO, Gosiewska swymi wypowiedziami naruszyła „Zasady Etyki Poselskiej” (zasadę poszanowania godności innych osób i zasadę dbałości o dobre imię Sejmu).

Posłanka PiS podkreśla z kolei w rozmowie z PAP, że swe słowa odnosiła do konkretnych zachowań, które – w jej ocenie – są niegodne.

Jak wynika z uzasadnienia wniosku Platformy do sejmowej Komisji Etyki, przytoczone wypowiedzi padły we wtorkowym programie „Prosto w oczy” w Telewizji Republika. Gosiewska mówiła tam o uczestnikach organizowanych od jakiegoś czasu kontrmanifestacji towarzyszących PiS-owskim obchodom miesięcznic katastrofy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu. Jej słowa odnosiły się także do osób co miesiąc protestujących przed Wawelem w czasie, kiedy prezes PiS Jarosław Kaczyński odwiedza grób pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich.

– To, co ci ludzie robią, to co ci ludzie wykrzykują, to jak zakłócają modlitwę, jak nie pozwalają rodzinie zbliżyć się do grobu, to jest po prostu coś potwornego (…) Problemem są politycy, dziennikarze, czy pseudodziennikarze, którzy popierają to bydło, przepraszam bardzo, tą swołocz, która w ten sposób się zachowuje – mówiła posłanka w rozmowie z Telewizją Republika.

W dalszej części wywiadu uznała także: „Szanowni państwo, właśnie jesteśmy w takiej sytuacji, że to jest smutne, ale ta garstka zwyrodnialców, bo inaczej ich nie potrafię nazwać sprawiła, iż musimy chronić nasz rząd, chronić naszego prezydenta, czyli robić to czego nie robiło państwo polskie doprowadzając do chociażby tego co stało się w Smoleńsku”.

Platforma podkreśla w swym wniosku, że przytoczone wypowiedzi Małgorzaty Gosiewskiej naruszają dobre imię wszystkich uczestników tzw. kontrmanifestacji smoleńskich. – Należy zaznaczyć, że użyte przez panią poseł Małgorzatę Gosiewską określenia m.in. „bydło”, „swołocz” czy „zwyrodnialcy” należą do jednych z najcięższych obelg w języku polskim – wskazali autorzy wniosku.

Ich zdaniem, posłanka PiS „nie tylko naruszyła godność osobistą szerokiej grupy osób biorących udział w manifestacjach wyrażających sprzeciw wobec propagowania teorii zamachu smoleńskiego, ale również dopuściła się oskarżenia względem państwa polskiego”. „Słowa te należy rozumieć, jako zarzut kierowany w stosunku do polskich urzędników państwowych, którzy zdaniem pani poseł mieliby, nie zapewnić dostatecznej ochrony najwyższym polskim przedstawicielom” – podkreślono w uzasadnieniu pisma do Komisji Etyki Poselskiej.

Małgorzata Gosiewska podkreśliła w rozmowie z PAP, że jej zamiarem nie było obrażanie wszystkich uczestników kontrmanifestacji smoleńskich, a jedynie krytyka niegodnych – według niej – zachowań, takich jak uniemożliwianie Jarosławowi Kaczyńskiemu odwiedzin grobu bliskich, czy zakłócania modlitwy na Krakowskim Przedmieściu. – Mówiłam o takich zachowaniach – one są naprawdę dalekie od zasad, którymi człowiek powinien się kierować – powiedziała posłanka PiS.

We wniosku Platformy wskazano, że wypowiedzi Małgorzaty Gosiewskiej „nie licują z powagą mandatu posła na Sejm RP, pozostając w sprzeczności z dobrymi obyczajami”. „Tolerowanie takiego typu wypowiedzi, może prowadzić do znacznego obniżenia poziomu polskiego parlamentaryzmu i naruszenia dobrego imienia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej” – czytamy we wniosku.

Platforma chce, by komisja etyki udzieliła Małgorzacie Gosiewskiej kary nagany.

msn.pl

Ponad 7 godzin i w deszczu. Tak żołnierze czekali na Macierewicza

14.04.2017

Antoni Macierewicz

Antoni Macierewicz, szef MON spóźnił się na najważniejszą w tym roku – a może i w historii członkostwa Polski w NATO – uroczystość wojskową, podaje Polityka.pl. Żołnierze przez ponad 7 godzin czekali w deszczu.

13 kwietnia na szefa MON czekało 2 tys. żołnierzy, w tym ok. 1 tys. spoza Polski. Najpierw zgromadzono ich na sześć godzin przed planowanym rozpoczęciem uroczystości, potem nie pozwolono piechocie schować się przed deszczem i gradem. Jakby tego było mało, „ostatni żołnierze zeszli z placu przed trybuną VIP tuż przed godz. 18”.

Nad orzyskim poligonem co chwila przechodziły kilkuminutowe nawałnice, wiał silny wiatr, chwilami padał grad. Żołnierze stanęli w szyku o godz. 9 rano. Już w południe widać było, że są przemoczeni i zziębnięci, a według planu powitanie miało rozpocząć się za trzy godziny i potrwać kolejne dwie. źródło: Polityka.pl

Wiadomo też, że w tym czasie kiedy na uroczystości leciał już prezydent Andrzej Duda, Antoni Macierewicz nadal był na Nowogrodzkiej. W siedzibie PiS bronił swojego Bartłomieja Misiewicza, czyli swojego podopiecznego.

Zimno, wiatr i deszcz powaliły przynajmniej jednego żołnierza. Rumuński oficer zasłabł i musiał być przez kolegów odprowadzony z szyku. Nie chcąc psuć uroczystości, nie wezwali służb medycznych. Na własną rękę zaczęli go rozgrzewać i ułożyli w bezpiecznym od deszczu miejscu, pod trybuną dla prasy. źródło: Polityka.pl

dziennik.pl

 

Zbrodnia wojenna w Nangar Khel? Polscy żołnierze poświęceni w imię polityki. Publicystka oskarża Macierewicza

14.04.2017

Ta książka to z jednej strony akt oskarżenia, którego do tej pory nikt nigdy nie sformułował, z drugiej – wyrzut sumienia, który nigdy nie miał miejsca. Akt oskarżenia wobec tych, którzy sprawę domniemanej zbrodni wojennej dokonanej przez polskich żołnierzy na mieszkańcach afgańskiej wioski cynicznie wykorzystali do własnych celów. Wyrzuty sumienia powinni mieć politycy, których których działania opisuje Edyta Żemła, autorka książki „Zdradzeni”.

Na skutek ostrzału moździerzowego w afgańskiej wiosce w pobliżu Nangar Khel zginęło sześć osób. Trzy kolejne zostały ranne. Prokuratura uznała, że polscy żołnierze pojechali tam po to, żeby zabić, że działali z premedytacją – pisze Edyta Żemła i dodaje:

Koledzy z mediów dostawali sporo nieoficjalnych przecieków z prokuratury. Publikowali reportaże epatujące obrazkami zmasakrowanych ciał afgańskich kobiet i dzieci. Pisali, że w toaletach w afgańskiej bazie, w której służyli oskarżeni żołnierze, pojawiły się napisy „mordercy dzieci”, że nosili emblematy z trupimi czaszkami na rękawach mundurów. Że mieli problemy z prawem i dyscypliną, jeszcze zanim wyruszyli do Afganistanu – wylicza autorka „Zdradzonych”.

A co wydarzyło się naprawdę tego upalnego dnia w połowie sierpnia 2007 roku, kiedy patrol z 18 Batalionu Powietrznodesantowego z Bielska Białej wyjechał z bazy Wazi Khwa? Edyta Żemła odtwarza wydarzenia prowadzącego do tragedii, bazując na opowieściach żołnierzy, na dokumentach, do których udało jej się dotrzeć, wreszcie na relacjach prasowych – dzień po dniu, a nawet godzina po godzinie. Rekonstrukcja zamienia się w reportaż, nasycający się emocjami tym bardziej, im bliżej śmierci cywilów i dramatu żołnierzy.

Fakty były takie: prowadzili ostrzał w kierunku wzgórz, gdzie znajdowały się stanowiska obserwacyjne talibów. Wśród wystrzelonych pocisków były niewybuchy i niedoloty. Potem nastąpiła komenda „przerwać ogień”. Na koniec zobaczyli tragiczne efekty wypadku. Jak do niego doszło? Co zawiodło: amunicja, moździerz, rozpoznanie? – stawia pytania autorka.

Dziennikarka odkrywa drugie, polityczne dno sprawy, która złamała kariery siedmiu żołnierzy. Punktuje elementy układanki, na które ani śledczy, ani dziennikarze, nie zwracali uwagi. Wskazuje na brak rozpoznania przed ostrzałem Nangar Khel, tak ważnego w każdej wojskowej misji, o braku danych wywiadowczych, bez których żołnierze działali praktycznie na ślepo, o brakach w sprzęcie i wyposażeniu, o wadliwych granatach, niecelnych moździerzach, wreszcie o ostrym konflikcie Służby Kontrwywiadu Wojskowego z dowódcami wojskowymi. Jak podkreśla, jej książka jest obrazem poskładanym z wielu klocków.

Co przedstawia ten obraz? Przede wszystkim ogromną niekompetencję polityków i służb specjalnych – odpowiada Żemła. Nie kwestionuje winy żołnierzy za śmierć sześciu osób, w tym także dzieci, nie wybiela ich i zgodnie z tym, o co proszą ją w jednej rozmów, nie robi z nich bohaterów. Pokazuje za to, do realizacji jakich celów przydała się ta tragedia. Zwraca uwagę na przebieg śledztwa, jej zdaniem ukierunkowany przez oczekiwania polityczne od samego początku, już od pierwszych działań oficerów SKW w Afganistanie badających sprawę Nangar Khel.

– Przesłuchiwali nas tylko nocami. Wszystkich świadków. Od dwudziestej nawet do czwartej, piątej rano. Trzymali się razem, nawet na stołówkę chodzili zawsze we trzech. Z nikim nie gadali – opowiada jeden z oskarżonych żołnierzy, plutonowy Tomasz Borysiewicz, dowódca drużyny wysłanej tego feralnego dnia w celu dokonania ostrzału moździerzowego.

Śledczy prowadzili przesłuchania tak, by zrobić z żołnierzy Delty degeneratów, morderców, ludzi bez skrupułów. Świadków pytali o trupie czaszki na mundurach, o nieprzepisowe zachowania, przejawy niesubordynacji, alkohol.

– Czy Borys był agresywny? – zapytał jednego z żołnierzy Delty oficer kontrwywiadu. Żołnierz: – No, zdarzyło się na poligonie, że krzyknął.

– To znaczy, że był agresywny?

– Nie, tak normalnie to Borys nie jest agresywny. To dobry kolega, ale na poligonie, jak to sierżant, dowódca drużyny, czasem się zdarzało.

– Że co? Że krzyczał?

– No tak, czasem.

W protokole znalazło się zdanie, że Borys był agresywny.

Akta śledztwa zawierały również inne nieścisłości. Jak opowiada jeden z żołnierzy, treść jego zeznania została zmanipulowana.

„Śledczy powiedział, że pociski wpadają na wioskę, a ja zaprzeczyłem. Powiedziałem, że pociski spadają za wioskę i na jej skraj – wyjaśnia. Ale w protokole z przesłuchania została wersja osób przesłuchujących. Edyta Żemła znajduje więcej podobnych przypadków w trakcie śledztwa. Jak pisze, oskarżeni żołnierze odkryli w aktach na przykład zapisy ich prywatnych rozmów. Do dziś nie wiadomo, kto i na jakiej podstawie w Afganistanie założył im podsłuchy. Sprawa ta nie zostanie już rozwikłana. Stenogramy zostały zniszczone. Sąd, który rozpatrywał sprawę Nangar Khel, uznał, że niczego nie wniosły do śledztwa. Nie miały też żadnej wartości dowodowej.

Ostrze krytyki autorka „Zdradzonych” zwraca przede wszystkim w stronę ówczesnego szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego i weryfikatora Wojskowych Służb Informacyjnych. Jej zdaniem to Antoni Macierewicz powinien uderzyć się w piersi z dwóch powodów – po pierwsze, za użycie tak zwanej weryfikacji do zniszczenia służb kontrwywiadowczych, które miały wspierać wojskowych na misji, po drugie, za cyniczne wykorzystanie śmierci afgańskich cywilów.

Jak wskazuje, kluczowy dla sprawy zamienienia tragedii Nangar Khel w zbrodnię wojenną okazał się dzień 20 sierpnia, kiedy na biurko szefa SKW trafił odszyfrowany raport z Afganistanu.

Tego ranka [Macierewicz] sądził, że ma asa w rękawie. Wiedział, że sprawę Nangar Khel, niezależnie od rzeczywistego przebiegu zdarzeń, można rozegrać politycznie. Jeśli nie uda się wygrać tym wyborów, to przynajmniej następna ekipa dostanie „kukułcze jajo”. (…) Niewątpliwie miał świadomość, że sprawa Nangar Khel może narobić zamieszania. Szybko postanowił nadać jej urzędowy bieg. Przesłał więc raport z Afganistanu do ministra obrony Aleksandra Szczygły. Pismo szefa kontrwywiadu datowane jest na 20 sierpnia i oznaczone numerem SKW/Pf 4350/07. Opatrzono je klauzulą tajności. To był ten moment, kiedy sprawa ostrzału wioski pod Nangar Khel stała się aferą, a polscy żołnierze w oficjalnych dokumentach zostali nazwani mordercami. Stało się tak, mimo że jeszcze żadna wojskowa komisja nie zbadała przyczyn ostrzału, a prokurator w Afganistanie nawet nie zdążył dotrzeć na miejsce zdarzenia.

Antoni Macierewicz to wytrawny gracz – przekonuje autorka „Zdradzonych”. Kolejne posunięcia rozgrywa na zimno. Jest pragmatyczny i cyniczny. Działa jak generał radzieckiej armii. Jest przekonany, że w polityce, tak samo jak na wojnie, straty muszą być – pisze. Motywacje szefa SKW przedstawia w kilku zdaniach:

Po dwóch latach od objęcia władzy przez PiS w polskiej polityce wówczas wrzało. Sytuacja robiła się coraz bardziej gorąca i niepewna. 13 sierpnia 2007 roku Jarosław Kaczyński w orędziu do narodu ogłosił zerwanie koalicji z Ligą Polskich Rodzin i Samoobroną. Czas od jesiennych wyborów w 2005 roku do połowy 2007 roku był dla Macierewicza gorący, ale pomyślny. On sam czuł, że jest na fali wznoszącej. Ale wiedział też, że nie może zasypiać gruszek w popiele, bo zbliżają się wybory.

Dlaczego zastosowano tak drastyczne środki jak rzucanie ludzi na podłogę na oczach przerażonych bliskich? Zatrzymani w spektakularny sposób, prowadzeni do prokuratury zgięci w pół, w świetle kamer, pokazywani w telewizjach informacyjnych, opisywani w sensacyjnych artykułach podsycanych nieoficjalnymi doniesieniami z „kręgów śledztwa” żołnierze z Nangar Khel, jak zaczęły nazywać ich media, szybko znaleźli się na straconych pozycjach. Triumfowała za to SKW, triumfował Antoni Macierewicz.

„Zdradzeni” Edyty Żemły to z jednej strony akt oskarżenia, którego nikt do tej pory nie sformułował, z drugiej – polityczny wyrzut sumienia, który nigdy nie miał miejsca. Trafnie podsumowuje to generał Waldemar Skrzypczak w posłowiu do książki, kiedy pisze, że „nigdy w żadnym z innym krajów [NATO] politycy nie oskarżyli swoich żołnierzy o zbrodnię ludobójstwa. Zbrodnię, której nigdy nie udowodniono i która po latach procesu sądowego skończyła się uniewinnieniami i karami w zawieszeniu. Karami za złe wykonanie rozkazu… Największe kary poniosły jednak rodziny żołnierzy. Poniosła armia, obciążona syndromem Nangar Khel, czyli obawą, że użycie broni na wojnie może być w kraju ścigane. A przecież politycy, którzy nas, żołnierzy, na wojny wysyłają, żadnej odpowiedzialności nie ponoszą. Wręcz trwożliwie jej unikają. A niewielu z nich miało odwagę publicznie stanąć w obronie polskich żołnierzy”.

W przekonaniu generała Skrzypczaka „cała sprawa zbrodni ludobójstwa zrodziła się w salonach polityków, a nie pod nieszczęsną wsią w Afganistanie”.

I to jest najważniejszy wniosek, jaki płynie z tej książki.

Edyta Żemła, „Zdradzeni”, Czerwone i Czarne 2017

msn.com

Jezus w źródłach starożytnych

14.04.2017

Poszukując historycznej daty procesu i ukrzyżowania Jezusa z Nazaretu, należy sobie zadać zasadnicze pytanie: czy w ogóle istnieją jakiekolwiek dowody na to, że opisywane przez ewangelistów wydarzenia kiedykolwiek miały miejsce?

Do niedawna uważano, że opis ewangeliczny nie może stanowić dowodu faktograficznego. Ostatnio jednak zrodził się nowy nurt prac historycznych, łączących te fragmenty ewangelii, które opisują 12 ostatnich godzin życia Zbawiciela, z analizą medyczną wizerunku na Całunie Turyńskim. Postuluje on uznanie tego obiektu za demonstratio ad oculos, potwierdzającego nie tylko historyczność istnienia samego Jezusa z Nazaretu, ale też prawdziwość kronikarskiego charakteru pism Nowego Testamentu.

Istnieją także pisane źródła historyczne pośrednio potwierdzające wydarzenia opisane w ewangeliach. Należą do nich pisma żydowskie: wchodząca w skład Talmudu babilońskiego księga Sanhedrin 43, mówiąca o cudach dokonanych przez Jezusa, pisemne świadectwa judaizantów oraz zbiór pism rabinackich Toledot Jeszu (Historia Jeszu).

Osobną grupą najstarszych dokumentów pośrednio potwierdzających historyczność Jezusa z Nazaretu są źródła rzymskie. W tym zbiorze świadectw należy wyróżnić „Roczniki” (łac. Annales) Tacyta i ich fragment ze 115 r., w którym autor wyjaśniał, kim byli chrześcijanie oskarżani przez Nerona o podpalenie Rzymu: „Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany był na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata; a przytłumiony na razie zgubny zabobon znowu wybuchnął, nie tylko w Judei, gdzie się to zło wylęgło, lecz także w stolicy, dokąd wszystko, co potworne albo sromotne, zewsząd napływa i licznych znajduje zwolenników”.

Innym pośrednim źródłem historycznym wspominającym o Jezusie były „Żywoty cezarów” napisane przez Swetoniusza. W opisie panowania cesarza Klaudiusza (41–54 n.e.) Swetoniusz zapisał: „Wyrzucił z Rzymu [w 49 r.] wszystkich Żydów, którzy ciągle wywoływali rozruchy, podburzeni przez niejakiego Chrestosa”. Żyjący na przełomie I i II w. polityk i pisarz rzymski Pliniusz Młodszy wspomniał w liście do cesarza Trajana, że na wschodnich rubieżach imperium żyją chrześcijanie, czyli ludzie, którzy „modlą się do Chrystusa jako Boga”.

Najstarszym rzymskim źródłem historycznym wspominającym o Jezusie jest list napisany w 70 r. przez pewnego Syryjczyka o imieniu Mar Bar-Serapion. Padają w nim bardzo ważne słowa, które wskazują, że postać Jezusa musiała być powszechnie znana na Bliskim Wschodzie już w pierwszej połowie I w. n.e.: „Jaką korzyść osiągnęli Żydzi z tego, że skazali swego mądrego króla? Przecież wkrótce potem znikło ich królestwo”. Znamienne, że w liście tym Syryjczyk zaliczył Jezusa do grona wielkich filozofów świata antycznego, obok Sokratesa i Pitagorasa. Wszyscy oni zostali w opinii autora listu niewdzięcznie odrzuceni przez swoich rodaków.

Nie wszystkie źródła rzymskie z I i II w. n.e. jednoznacznie potwierdzają istnienie samego Jezusa, ale zdecydowanie potępiają chrześcijaństwo i jego założyciela. Przykładem takiego myślenia jest opinia pochodzącego z Afryki Północnej, żyjącego w II w. rzymskiego pisarza Marka Korneliusza Frontona, który z wyraźnym wstrętem pisał o chrześcijańskich obyczajach: „Inni powiadają, że oni czczą części rodne przewodnika swego i kapłana, modląc się jakby do ojcowskiej siły rozrodczej. Nie wiem, czy podejrzenie to jest fałszywe, w każdym razie odpowiada w zupełności owym tajemniczym i niecnym rytuałom. Kto dalej powiada, że i człowiek, który za swój występek poniósł najwyższą karę, i drzewo krzyża nieszczęsne to jego świętości, ten godne straceńców i zbrodniarzy postawił ołtarze, by to czcili, na co zasługują”.

W podobnie krytycznym tonie wypowiadał się pochodzący z syryjskiej rodziny i piszący po grecku rzymski retor i sofista Lukian z Samosat: „Ich pierwszy prawodawca zaszczepił im przekonanie, że wszyscy nawzajem są braćmi – od chwili, gdy się nawrócą, wyprą greckich bogów, oddadzą cześć temu ukrzyżowanemu mędrcowi i będą żyć zgodnie z jego prawami”.

msn.com

%d blogerów lubi to: