Tag Archives: Michał Szułdrzyński

Co wyniknie z marszu Duda-Morawiecki? Burdel. Nie dziwię się, że straciliśmy niepodległość. Ta sytuacja pokazuje dlaczego

Zwykły wpis

7 listopada 1918 Rada Regencyjna ogłosiła powstanie: ‚Polski ZJEDNOCZONEJ i niepodległej.’ Bezpośrednim źródłem niepodległości było ‚zawarcie POKOJU’. Mowa o ‚woli narodu JEDNOMYŚLNEJ’, działaniu ‚jak jeden mąż’. Ostrzega się przed ‚podziałami’.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz zakazała Marszu Niepodległości w Warszawie. – Podjęłam taką decyzję, którą osobiście podpisałam – powiedziała prezydent stolicy. Organizatorzy marszu mają 24 godziny na odwołanie się od decyzji do sądu. Dziś już zapowiedzieli, że marsz i tak się odbędzie. W Sejmie decyzja prezydent Warszawy wywołała burzliwą awanturę. Tymczasem prezydent po pilnej naradzie z premierem ogłosił, że rząd zorganizuje masz o charakterze uroczystości państwowej, trasa przemarszu ma być ta sama co Marszu Niepodległości.

Warszawa dość już wycierpiała

O swojej decyzji prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz poinformowała na konferencji prasowej w ratuszu. – Warszawa dość już wycierpiała przez agresywny nacjonalizm – argumentowała prezydent, ale swoją decyzje motywowała szerzej. – Po pierwsze, bezpieczeństwo. Przy obecnych kłopotach policji trudno uwierzyć, że uda się je zapewnić podczas marszu 11 listopada – tłumaczyła.

Gronkiewicz-Waltz przypomniała, że w niektórych komisariatach już połowa funkcjonariuszy jest na zwolnieniach lekarskich. Policjanci, którym nie przysługuje prawo do strajku, protestują w ten sposób, bo domagają się lepszych warunków płacowych.

Prezydent tłumaczyła też, że w czerwcu skierowała pismo do ministra spraw wewnętrznych Joachima Brudzińskiego w sprawie wspólnego zabezpieczenia uroczystości 11 listopada, jednak nie uzyskała żadnej odpowiedzi od ministra.

– Przez rok nie sporządzono aktu oskarżenia dotyczącego wydarzeń na Marszu Niepodległości w 2017 roku, chociaż prokuratura, co wiemy z prasy, dysponuje opinią biegłego o zakazanych ideologiach na marszu – tłumaczyła również Gronkiewicz-Waltz.

Przywołała też rezolucję Parlamentu Europejskiego z 25 października, która wzywa państwa członkowskie do podjęcia kroków przeciwko mowie nienawiści i przemocy. Rezolucja jest skutkiem wzrostu liczby neofaszystowskich aktów przemocy w Europie.

Gronkiewicz-Waltz przypomniała też, że dwukrotnie pisała do ministra Ziobry w sprawie delegalizacji ONR-u – Wiemy, że przewodniczący marszu jest osobą, która pełni funkcje w pruszkowskim ONR-ze. I on podpisał się pod wnioskiem do wojewody o zorganizowanie marszu – tłumaczyła prezydent stolicy.

– Zakazałam Marszu Niepodległości. Podjęłam taką decyzję, którą osobiście podpisałam. Uważam z całą odpowiedzialnością, że nie tak powinno wyglądać stulecie odzyskania niepodległości. Stąd moja decyzja o zakazie marszu – tłumaczyła Hanna Gronkiewicz-Waltz.

Wcześniej z udziału marszu zrezygnowali prezydent i rząd.

– To jest bardzo trudna decyzja, bo moim zdaniem każdy w Polsce powinien mieć prawo do zgromadzeń. Rozumiem, że skoro pani prezydent podjęła taką decyzję, to przeanalizowała wszystko i doszła do wniosku, że nad tym marszem nie da się zapanować i zapewnić bezpieczeństwa mieszkańcom Warszawy i uczestnikom marszu – komentuje wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska z Platformy Obywatelskiej.

Marsz i tak się odbędzie

Organizatorzy zapowiedzieli, że odwołają się do sądu, ale marsz i tak się odbędzie.

Tak decyzje skomentował Wiceprezes Stowarzyszenia Marsz Niepodległości z  Zarządu Głównego Ruchu Narodowego Robert Winnicki:

Ziemowit Przebitkowski, prezes Młodzieży Wszechpolskiej, także zapowiada, że marsz się odbędzie:

Zarząd Główny Młodzieży Wszechpolskiej wydał podobne oświadczenie: „Choćby miasto zakazało organizacji Marszu, choćby się waliło i paliło, »choćby na smokach wojska latające«, Marsz Niepodległości w setną rocznicę jej odzyskania i tak się odbędzie! Najwyżej w formie zgromadzenia spontanicznego! Pokażcie, że nie ma siły, która byłaby zdolna nas zatrzymać!”.

„Ty idioto” w Sejmie

Jeszcze zanim decyzja Hanny Gronkiewicz-Waltz dotarła do parlamentarzystów poseł UED Jacek Protasiewicz, mówił: – 11 listopada będą obchody stulecia niepodległości, w tym niebezpieczny, organizowany przez nacjonalistów i rasistów marsz w Warszawie i nielegalny marsz we Wrocławiu. Kto zabezpieczy manifestujących?

Odpowiedział mu poseł niezrzeszony, do niedawna z Kukiz ’15, Marek Jakubiak: – Ja sobie wypraszam, nie jestem rasistą, jestem obywatelem Rzeczpospolitej Polskiej, zamilcz. Przed chwilą Hanna Gronkiewicz-Waltz wydała zakaz Marszu Niepodległości. Chcę powiedzieć, że stolica Polski nie jest pani Gronkiewicz-Waltz, że Polska nie jest tylko w rękach Platformy Obywatelskiej – krzyczał z mównicy.

Następny na mównicę wyszedł Dominik Tarczyński z PiS, który odniósł się do słów Jacka Protasiewicza: – Ten idiota przed chwilą obraził Polaków, mówiąc o nich, że są rasistami – mówił. – Dumni Polacy, którzy będą szli w marszu, to nie są rasiści, a ten idiota od dwóch winek na lotnisku obraził Polaków. Panie marszałku, wnioskuję o ukaranie tego idioty.

Zgromadzenie cykliczne, czyli kto może zabronić marszu

Zgromadzenie jest marszem cyklicznym. Oznacza to, że według nowej ustawy autorstwa PiS Marsz Niepodległości jest uprzywilejowany: ma pierwszeństwo w organizacji, także w wyborze miejsca. Władze Warszawy mają obowiązek zakazania innych zgromadzeń, które zostałyby zgłoszone w tym samym miejscu i czasie. W odległości 100 metrów nie mogą odbywać się żadne inne wydarzenia.

Marsz Niepodległości zarejestrował jeszcze w lutym wojewoda, czyli przedstawiciel rządu w samorządzie Zdzisław Sipiera.

– Rzeczywiście wojewoda ma kompetencje do wydawania zezwoleń na zgromadzenia cykliczne, i tyle. Ale nadzór nad przebiegiem zgromadzenia i z tym, co może nieść takie zgromadzenie, to są kompetencje urzędu miasta – tłumaczyła na konferencji Ewa Gawor, dyrektor Biura Bezpieczeństwa w ratuszu.

Hanna Gronkiewicz-Waltz dodała: – Mamy odpowiedzialność przed mieszkańcami, mamy zapewnić bezpieczeństwo.

Policja chowa głowę w piasek

Głos w sprawie zabrała warszawska Policja: „Prezydent m. st. Warszawy nie kontaktowała się z Komendantem Stołecznym Policji na temat absencji chorobowej policjantów oraz planowanych działań. Jeszcze dzisiaj rozmawialiśmy z organizatorami wszystkich zgromadzeń o ich zabezpieczeniu” – czytamy na profilu stołecznej Policji na Twitterze.

Policja mówi także o wciąganiu ich w grę, która „w części zakazu wydanego przez Prezydent m. st. Warszawy może być odebrana jako próba wciągnięcia Policji w grę, w której stanowi ona jedynie przedmiot usprawiedliwiający zaskakującą także dla nas decyzję”.

Spotkanie prezydent-premier

W trybie pilnym, po ogłoszeniu decyzji o zakazie Marszu Niepodległości, premier Mateusz Morawiecki przyjechał na konsultacje do Pałacu Prezydenckiego.

Po spotkaniu rzecznik prezydenta Bartosz Spychalski poinformował, że będzie zorganizowany państwowy marsz, który przejdzie tą samą trasą, którą miał iść marsz narodowców. Organizacją zajmie się rząd.

– Marsz będzie miał charakter uroczystości państwowych, w związku z tym wszystkie inne marsze, które ewentualnie mogłyby przebiegać tą samą trasą, nie mogą mieć miejsca – ogłosił rzecznik. Patronat nad marszem obejmie prezydent.

– Zapraszamy Polaków i Polki – mówił Spychalski.

– Trudno mi sobie wyobrazić, jak ten marsz zostanie zorganizowany w 3 dni. To bardzo nieprofesjonalne. Sam pan prezydent stwierdził, że nie da się zapewnić bezpieczeństwa podczas Marszu Niepodległości, teraz organizuje marsz sam. Nie rozumiem tego – komentuje Małgorzata Kidawa-Błońska.

– Jeżeli pan prezydent objął patronatem ten marsz, to on bierze za niego odpowiedzialność. To są bardzo histeryczne ruchy. W zeszłym roku zdjęcia z 11 listopada pokazują, jak to wyglądało: był race i ksenofobiczne hasła. Wiemy, że narodowcy zawsze robią, co chcą, nie oglądają się na nikogo – dodaje.

Wrocław też bez Marszu

Warszawa to nie pierwsze miasto, w którym prezydent zakazał Marszu Niepodległości. Wczoraj taką samą decyzje podjął Rafał Dutkiewicz odnośnie do marszu we Wrocławiu.

Na początku października, jeszcze przed wyborami samorządowymi, podobną decyzję, tylko w sprawie Marszu Równości, wydał prezydent Lublina Krzysztof Żuk. On również tłumaczył swoją decyzję brakiem możliwości zapewnienia bezpieczeństwa. Sprawa skończyła się w sądzie, który orzekł, że Marsz jednak się odbędzie. Prezydent Żuk został skrytykowany za podbawianie podstawowego prawa demokracji, jakim jest manifestowanie poglądów.

W efekcie 13 października ulicami Lublina przeszedł Marsz Równości, na drodze którego stanęli kibole, chuligani i środowiska narodowe. Policja musiała użyć armatek wodnych i gazu, a także granatów hukowych.

Ze strony kontrmanifestantów leciały wyzwiska, a także kamienie i butelki. Kilku policjantów zostało rannych.

A wiecie, że są kraje, gdzie w święto niepodległości organizowane są festyny, parady, koncerty, kiermasze, występy artystów? Że spotykają się rodziny,znajomi, przyjaciele na wspólnej zabawie, przy dobrym jedzonku, flaszce wina, kufelku piwka, kielonku wódeczki?

Depresja plemnika

Na kilka dni przed setną rocznicą odzyskania niepodległości przez Polskę doszło do kolejnego zwrotu akcji. Decyzja o organizacji marszu zapadła po dzisiejszym spotkaniu prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Mateusza Morawieckiego. Zdaniem Błażeja Spychalskiego, prezydenckiego rzecznika, państwowe uroczystości eliminują możliwość organizacji innych demonstracji, czyli także Marszu Niepodległości.

Marsz Niepodległości nie dla PiS

Fiasko rozmów z narodowcami

Andrzej Duda w październiku zapraszał przedstawicieli opozycji i wszystkich Polaków do wspólnego uczestnictwa w Marszu Niepodległości. To miał być symboliczny gest pokoju dla uczczenia stulecia odzyskania niepodległości. Wystąpili z nim też premier Mateusz Morawiecki i prezes Jarosław Kaczyński: „Chcemy, żeby 11 listopada, w Święto Niepodległości, był jeden, wspólny, wielki marsz. Widzę siebie w takim marszu razem z tymi wszystkimi, którzy reprezentują istotne kierunki polityczne” – mówił Kaczyński w Polsat News.

Pod koniec miesiąca sam Duda niespodziewanie poinformował, że nie weźmie udziału w marszu. Przedstawiciele prezydenta informowali, że toczyli negocjacje z organizatorem marszu Stowarzyszeniem Marsz Niepodległości, ale zakończyły się one niepowodzeniem. Poszło m.in. o obecność w marszu emblematów partyjnych. Organizatorzy marszu…

View original post 1 218 słów więcej

Tusk powoduje, że Kaczyński robi w galoty. Tak było, jest i będzie

Zwykły wpis

Nie jest tajemnicą, że rozwiązania obecnych problemów w Polsce opozycja i jej zwolennicy upatrują w powrocie do kraju Donalda Tuska. Przewodniczący Rady Europejskiej też specjalnego wyboru nie ma, bo fakt, że w Polsce rządzi Prawo i Sprawiedliwość, zamyka mu drogę do objęcia jakiegoś wysokiego stanowiska w strukturach Unii Europejskiej, NATO czy ONZ. Nie będzie miał –  potrzebnego w takich razach – poparcia macierzystego kraju. Emerytura? W żadnym wypadku.

„Wedle naszych rozmówców Donald Tusk miał sondować w Brukseli, czy nie byłoby problemem, gdyby jego kadencja szefa Rady Europejskiej skończyła się o trzy miesiące wcześniej, a więc jeszcze przed wyborami parlamentarnymi 2019 r. w Polsce” – pisze porta gazeta.pl.

„Jeśli swoją kadencję w roli szefa RE zakończy terminowo, to potem ma pół roku na kampanię prezydencką, gdyby chciał wystartować w tych wyborach. Kandydowanie do Pałacu Prezydenckiego to jest jedna z opcji” – mówi polityk opozycji znający się osobiście z przewodniczącym Rady Europejskiej.

>>>

Gdyby jednak zakończył kadencję przed terminem, otworzyłoby to furtkę do silnego patronatu Tuska nad blokiem opozycyjnym, w kolejnych wyborach do Sejmu między 12 października a 12 listopada 2019 r.

Ponadto szybsze zakończenie kadencji szefa RE uwolniłoby go od konieczności hamowania się w konfrontacji z PiS-em w finale przyszłorocznej kampanii do Sejmu.

„Nie chce dać się wdeptać w ziemię narracją PiS-u o najgorszym premierze III RP i nieudolnych rządach, o „Polsce w ruinie”, którą dopiero obecna władza podnosi z upadku. Jeśli Tusk tylko ma okazję, żeby skonfrontować PiS ze swoimi osiągnięciami, to to robi. Tusk uważa, że należy się z PiS-em bić na każdym polu” – mówi osoba znająca się z byłym premierem.

Teraz w szeregach Platformy Obywatelskiej politycy nie mogą się nachwalić, jak to były premier swoją obecnością na oficjalnych uroczystościach 100. rocznicy odzyskania niepodległości zogniskuje uwagę mediów. Tym, że w ogóle będzie – tym bardziej, że najprawdopodobniej będzie najwyższym rangą VIP-em na zagranicznym czy też międzynarodowym stanowisku.

„Tusk uważa, że nie wolno odpuszczać PiS-owi i nie można dać im zawłaszczyć tego święta” – podkreśla jeden z naszych rozmówców portalu. Nawet jeśli zostanie wybuczany podczas składania kwiatów pod pomnikiem Józefa Piłsudskiego i Grobem Nieznanego Żołnierza, co zresztą jeszcze mocniej może przyciągnąć uwagę mediów i opinii publicznej.

Oceniając wynik niedawnych wyborów samorządowych uznał go podczas ostatniego pobytu w Warszawie za „jeden wielki znak ostrzegawczy dla PiS” i „znak nadziei dla opozycji”.

„Chyba po raz pierwszy tak wielu wyborców w Polsce – tych, którzy chcieliby zmiany – uwierzyło, że taka zmiana jest możliwa” – podkreślał Tusk.

Jak informuje portal, Tusk poza kamerami miał mówić, że Koalicja Obywatelska i duże miasta to zdecydowanie za mało, żeby myśleć o wygranej z PiS-em, a nadzieją opozycji może być budowanie jeszcze szerszego bloku.

Nie sposób dziś przesądzać, co ostatecznie zdecyduje. Tusk podejmuje decyzje, gdy przychodzi na to czas, najwcześniej dopiero za pół roku – powiedział portalowi polityk opozycji znający się osobiście z Tuskiem.

Sam Tusk mówi na razie – „Jestem szefem Rady Europejskiej i wiecie, jak długa trwa moja kadencja…”.

„Tusk uważa, że należy się z PiSem bić na każdym polu” – podoba mi się ta koncepcja.

Depresja plemnika

Komisja Europejska nadal rozpatruje skargę, którą kilkanaście miesięcy temu złożył niedoszły student Wyższej Szkoły Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu. Twierdzi, że uczelnia nie powinna była domagać się od niego zaświadczenia od proboszcza.

Działacz SLD i radny miejski w Chełmży Marek Jopp dwa lata temu dostał się na podyplomowe studia na kierunku „Polityka ochrony środowiska” na Wyższej Szkole Komunikacji Społecznej i Medialnej w Toruniu, został jednak skreślony z listy z powodu niedostarczenia opinii od proboszcza.

Odwołania i sprawy sądowe nie przyniosły rezultatu. Kilka miesięcy temu Jopp zadeklarował, że będzie szukał pomocy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.

Gdy uczelnia zarządzana przez o. Tadeusza Rydzyka domagała się w ubiegłym roku podobnego dokumentu przy rekrutacji na inny kierunek dofinansowywany przez unijny Program Operacyjny Wiedza Edukacja Rozwój (POWER), Jopp wysłał skargę do Komisji Europejskiej. – Nie może być tak, że przyjęcie na dotowane z publicznych pieniędzy studia uzależnia się od wiary – podkreślał w rozmowie…

View original post 1 546 słów więcej

Obudzony Kaczyński ogłosił zwycięstwo

Zwykły wpis

Jakie podłe nastroje muszą być w PiS po wyborach samorządowych – zwłaszcza po drugiej turze – że prezes Jarosław Kaczyński zdecydował się z chorym kolanem robić za frontmana, prezes chwycił za mikrofon, wyszukał wzrokiem, która kamera transmituje i ogłosił: „Zwyciężyliśmy”.

Żeby nie było ten tego, że Koalicja Obywatelska tudzież pozostali obsadzili prezydentami niemal wszystkie miasta. Nie! „Nasze zwycięstwo nie podlega najmniejszej wątpliwości” – prezes zaśpiewał glorię i viktorię.

Może prezes wybudził się, podobnie jak w stanie wojennym w południe 13 grudnia, oszołomiony. Nie zdążył do sztabów wyborczych Patryka Jakiego, albo Małgorzaty Wassermann, a nawet do Nowego Sącza, gdzie startowała żona Arkadiusza Mularczyka (tego harcownika od reparacji wojennych) Iwona Mularczyk – i w jednym z tych miejsc w niedzielę nie ogłosił wiktorii.

Prezes wybudził się po dwóch dniach, a jeszcze nie mamy zimy, środek jesieni, co to będzie wiosną, czyżby Kaczyński miał nie wyjść z gawry przy Nowogrodzkiej po wyborach do Parlamentu Europejskiego, bądź parlamentarnych?

Na wybudzenie się ze snu o potędze „naszego zwycięstwa” prezes powinien zobaczyć popularny w internecie obrazek, jak czerwony ze wściekłości Nowy Rok 2019 z białym orzełkiem na piersiach wykopuje ze sceny bladą ze strachu postać z napisem PiS.

Nie wiem, gdzie po tym wszystkim w przyszłym roku prezes wyląduje. Na razie zachwuje się na przekór faktom, choć zapewnia, że to inne komitety „te wybory przegrały, próbują zmienić ich obraz, ale to jest abstrahowanie od faktów”.

Na takie dictum nawet Michał Szułdrzyński komentując wystąpienie prezesa abstrahował i przypomniał sobie cytat z „Pożegnania jesieni” Witkacego:

„Dobrze jest, psiakrew,

A kto powie, że nie, to go w mordę”.

Polacy! Trzymajcie się za szczęki, bo prezes przystępuje do kontrofensywy: „Nikt nam nie powie, że białe jest białe…” Gdyby chcieć snuć analogie (w stanie wojennym Kaczyńskiego nie internowali, a nawet milicja nie wiedziała, kto to zacz), w następnym roku 2019 po przegraniu – wykopaniu jak na wspomnianym przeze mnie obrazku – też nie jest zagrożony Trybunałem Stanu, to raczej zarezerwowane dla Dudy i Szydło, choć prawnicy znajdują dla prezesa „abstrahowanie” i może odpowiadać za podżeganie i współsprawstwo, a na to są odpowiednie paragrafy z Kodeksie karnym. Wówczas wreszcie zwyciężyłoby prawo i sprawiedliwość.

>>>

Smutne 100-lecie odzyskania niepodległości. Przez pokraków PiS

Zwykły wpis

Nie wiem, czy wiecie, ale to 12 listopada to nie jest dzieło przypadku…

Przed nami, już za trzy tygodnie, obchody setnej rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Andrzej Duda wielokrotnie podkreśla, że dzień ten jest niezwykle ważny i należy podejść do niego godnie, pozostawiając za sobą wzajemne kłótnie, konflikty i niechęć. W artykule okolicznościowym pisze, że „Jestem głęboko przekonany, że stulecie odzyskania niepodległości to sprawa bliska sercom wszystkich Polaków. Ogromnie zależy mi na tym, aby jubileusz stał się świętem całej polskiej wspólnoty i by każdy z nas, obywateli Rzeczypospolitej, czuł się zaproszony nie tylko do udziału w uroczystościach i innych wydarzeniach rocznicowych, ale przede wszystkim do ich współtworzenia”.

Mamy więc z jednej strony wielkie słowa o jedności narodowej tego dnia, a z drugiej pewien zgrzyt, który stanowi zaprzeczenie tej dobrej woli prezydenta. To problem z zaproszeniami dla Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego.  Jak twierdzą byli prezydenci, nie zostali do dzisiaj zaproszeni na uroczystości państwowe.

Szefowa biura Bronisława Komorowskiego Anna Kulikowska w rozmowie z Onetem mówi, że „Bronisław Komorowski do dziś nie otrzymał zaproszenia. Według naszych informacji Aleksander Kwaśniewski także nie został dotąd zaproszony”, a Marek Kaczmar z Instytutu Lecha Wałęsy również nie ukrywa, iż „nie otrzymaliśmy żadnych innych zaproszeń na państwowe uroczystości z okazji 100-lecia niepodległości (…)Na ten moment jedyne zaproszenie wpłynęło od kardynała Kazimierza Nycza. Metropolita warszawski zaprosił Lecha Wałęsę na uroczystą eucharystię w setną rocznicę odzyskania niepodległości”.

Żadne zaproszenie nie dotarło też do Donalda Tuska, co nie dziwi Pawła Grasia. Przypomina on, że w ubiegłym roku szefa Rady Europejskiej zaproszono w ostatniej chwili.

Rzecznik Dudy Błażej Spychalski wydaje się nieco zdziwiony problemem, bo przecież „wszyscy byli prezydenci i premierzy są na liście zaproszonych. To oczywiste”. Mało tego, jest przekonany, że zaproszenia już zostały wysłane.

Z kolei Jarosław Sellin, wiceminister Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznaje, że jego resort nie wysłał jeszcze zaproszeń na koncert „100 NA 100” w Teatrze Wielkim w Warszawie, który odbędzie się 11 listopada.

Aleksander Kwaśniewski w rozmowie z Onetem wyjaśnia, że „w dyplomacji jest taka zasada, że jeśli komuś zaproszenie przysyłane jest dwa-trzy dni przed uroczystością, to znaczy, że nie jest mile widziany. Trudno mi czekać na zaproszenie do ostatniej chwili”.

Sprawa wydaje się więc jasna. Prezydent i rząd wyślą zaproszenia na ostatnią chwilę, by potem móc powiedzieć, że oni bardzo chcieli razem, że dla nich obchody tego święta powinny być ponad podziałami społecznymi i politycznymi, ale to byli prezydenci zignorowali zaproszenie. To oni nie chcieli wspólnie świętować. To oni źli.

11 listopada – Święto Niepodległości. Co z zaproszeniami dla Wałęsy, Komorowskiego i Kwaśniewskiego?

Holtei

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzata Gersdorf odniosła się w TVN24 do słów Jarosława Kaczyńskiego, że rząd będzie się odwoływał od decyzji TSUE, zawieszającej pisowską ustawę o SN. – „Nie wiem, do kogo. Nie chcę tutaj kpić. Pan Kaczyński chyba nie bardzo zna prawo europejskie. Rząd nie może się odwołać do kogoś wyższego, bo już nie ma nikogo wyższego” – stwierdziła prof. Gersdorf.

Odniosła się też do złożonego przez Zbigniewa Ziobrę wniosku do TK w sprawie zbadania zgodności zapisów unijnego Traktatu z ustawą zasadniczą. Przypomniała, że cały Traktat został w 2006 r. uznany za zgodny z polską Konstytucją.

„To jest jakieś nieporozumienie dla mnie, żeby w ogóle Trybunał Konstytucyjny mógł o tym decydować. Ja to oceniam negatywnie jako chęć zastopowania działalności sądów, polegającej na stawianiu pytań prejudycjalnych co do zgodności z prawem unijnym rozwiązań przyjętych przez polski parlament” – powiedziała Pierwsza Prezes SN.

>>>

Na pytanie o konsekwencje ewentualnego wyroku TK…

View original post 1 182 słowa więcej

Jak PiS wrabia innych w swoje wypadki, przypadek Beaty Szydło

Zwykły wpis

No, proszę. Pisowskiemu ambasadorowi Sadosiowi zmiękła rura.

W najbliższą sobotę z inicjatywy Obywateli RP na fasadzie budynku PKiN zostanie wyświetlony napis „Konstytucja”. – Jeśli dziś konstytucja jest głosem w politycznym konflikcie, to dzieje się tak dlatego, że stroną tego konfliktu są siły dokonujące zamachu stanu – uważa Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

„Wyświetlmy napis KONSTYTUCJA na Pałacu Kultury i Nauki, niech każdy kandydat na prezydenta, radnego, burmistrza, posła do sejmiku wie, czego domagają się Polki i Polacy. Niech każdy wie, że konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej” – pisali Obywatele RP, rozpoczynając zbiórkę na swoją akcję w serwisie Zrzutka.pl.

Jak wyliczyli, by móc przez tydzień wyświetlać napis „Konstytucja” na Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie, potrzebują 30 tys. zł. „Niech każdy w Polsce wie, że konstytucja wciąż jest najwyższym prawem Rzeczpospolitej!” – zachęcali do zrzutki w mediach społecznościowych. Już zebrali ponad 41 tys. Proszą więc o wpłaty na kolejny tydzień.

Napis ma się pojawić na fasadzie budynku PKiN w najbliższą sobotę o godz. 18, a więc na dzień przed wyborami samorządowymi.

„Konstytucja” na fasadzie PKiN

– Nie bez powodów pojawią się z całą pewnością oskarżenia o naruszenie ciszy. W dzisiejszej sytuacji konstytucja – najwyższe prawo wszystkich stron każdego polskiego sporu – dzieli politycznie. Rzeczywiście jest polityczną deklaracją, choć konstytucja – równa dla każdego niezależnie od przekonań stanowiąca podstawę bytu wspólnego państwa – powinna być politycznie niewinna, doskonale obojętna wobec partyjnych preferencji – zwraca uwagę Paweł Kasprzak z Obywateli RP.

Czy Sebastian K., oskarżony ws. wypadku Beaty Szydło, był skłonny zgodzić się na warunkowe umorzenie śledztwa ze wskazaniem jego winy? – Gdyby nie miał tej wiedzy, którą dostarczył mu obrońca, tak właśnie by było. Być może na podstawie tego, co zobaczyłby w aktach podjąłby błędne przekonanie, że jego sytuacja jest beznadziejna – ujawnia mec. Władysław Pociej.

  • – Prokuratura, a wcześniej minister Błaszczak, w sposób zupełnie nieograniczony, podali do publicznej wiadomości informacje z akt postępowania w pierwszych godzinach jego toku. Jestem tym zdumiony – mówi mec. Pociej
  • – Nawet gdy są użyte sygnały dźwiękowe oraz świetlne, to ta okoliczność nie zwalnia kierowcy pojazdu uprzywilejowanego z obowiązku zachowania zasady szczególnej ostrożności – tłumaczy prawnik
  • – Jeśli – jak donosiły media – wiceminister Piebiak rozmawiał z sędziami z Oświęcimia już po wypadku, to byłaby to oczywista presja na sąd, który będzie orzekał w tej sprawie – ocenia obrońca Sebastiana K.

***

Szymon Piegza, Onet: Dlaczego zdecydował się pan bronić Sebastiana K.?

Proszę przypomnieć sobie sytuację z dnia, w którym miał miejsce ten wypadek: bardzo młody człowiek, u progu dorosłości, wówczas nawet jeszcze nie maturzysta, staje sam wobec potężnych instytucji państwa oraz mediów i zostaje poddany natychmiastowemu osądowi. Tak nie może być. Trzeba było, by ktoś za nim stanął. Tak widzę swoją rolę jako adwokata: zrobić wszystko, aby prawa należne każdemu obywatelowi były w pełni respektowane w każdej sytuacji.

Każdy aplikant adwokacki pamięta z pierwszych wykładów z historii Adwokatury Polskiej następujący fakt: po odzyskaniu niepodległości Józef Piłsudski dekretem „w przedmiocie statutu tymczasowego Palestry Państwa Polskiego” powołał do życia Adwokaturę Polską. Powiedział wtedy, że tylko adwokat jest w stanie podjąć się obrony obywatela przed państwem. Miał rację.

Przewaga państwa nad obywatelem

Na czym polega przewaga państwa w tej sprawie?

Między innymi na tym, że jako obrońca jestem zagrożony zarzutem karnym z art. 241§1 kk, jeśli ujawnię jakiekolwiek wiadomości z postępowania przed ujawnieniem takich wiadomości na rozprawie głównej. Zwróćmy uwagę, że prokuratura, a wcześniej minister Błaszczak w sposób zupełnie nieograniczony podali do publicznej wiadomości informacje z akt postępowania w pierwszych godzinach jego toku. Jestem tym zdumiony. Na jakiej podstawie, a przede wszystkim, w jakim celu minister i prokuratura podejmują takie działania?

Kolejny przykład to sytuacja związana z niedopuszczeniem mnie do czynności przesłuchania pani premier Beaty Szydło, mimo iż dostałem oficjalne zawiadomienie o terminie i miejscu. O tym, że nie zostanę dopuszczony do przesłuchania dowiedziałem się już po jego rozpoczęciu. Informację tę przekazała mi protokolantka. Niestety zgodnie z obowiązującym mnie prawem nie wolno mi było komukolwiek udzielić żadnej informacji o tej odmowie, a jednak wiadomość o tej decyzji prokuratury pojawiła się w internecie kilka minut później. Po prostu prokuratura powiadomiła o tym media. Dlaczego jednej stronie procesu wolno udzielać w nieskrępowany sposób każdej informacji o postępowaniu, a druga strona jest takiej możliwości pozbawiona?

Nie można się było odwołać od tej decyzji?

W takiej sytuacji nie przysługują żadne środki odwoławcze.

Złożył pan natomiast zażalenie na niesłuszne zatrzymanie Sebastiana K. w dniu wypadku.

Sąd Rejonowy w Oświęcimiu wydał postanowienie, że to zatrzymanie było legalne, ale bezzasadne, czyli nie było przyczyny dla której mój klient został zatrzymany. Przypominam, że zatrzymanie jest formą pozbawienia wolności. Człowiek zostaje pozbawiony możliwości dysponowania własną osobą w nieskrępowany sposób.

Dla jakiej przyczyny zastosowano zatrzymanie? To był uczestnik zdarzenia, który nie uciekał, nie stawiał oporu, nie był pod wpływem narkotyków lub alkoholu. Wystarczyło spisać jego dane i wezwać na przesłuchanie następnego dnia. W jakim celu ktoś podjął decyzję, żeby postawić zarzut i przesłuchać go jeszcze tego samego dnia? Moje doświadczenie zawodowe wskazuje, że w sprawach o wypadki komunikacyjne takie działanie się nie zdarza. Zarzut został postawiony mojemu klientowi niemal tuż po zdarzeniu.

Przypomnijmy, że prokuratura prowadziła śledztwo przez ponad półtora roku i winy nadal nie udowodniono.

Chcąc być lojalnym wobec trojga prokuratorów, którzy stanowili zespół prowadzący czynności w tej sprawie, muszę powiedzieć, że długotrwałość tego postępowania na pewno w znacznej części była powodowana koniecznością prowadzenia dowodów w ramach pomocy zagranicznej. Pojawiło się wiele dokumentów, które podlegały rygorom tłumaczenia przez tłumaczy przysięgłych.

Jednak końcowy wniosek prokuratora okręgowego, który był wnioskiem o warunkowe umorzenie tego postępowania, był oczywiście nie do przyjęcia dla mojego klienta.

Dlaczego?

Zarysowałem mojemu klientowi wszelkie konsekwencje; plusy i minusy związane z tym rozstrzygnięciem. Obrońca nie ma prawa wymagać od klienta, żeby zajął takie a nie inne stanowisko. Jego rolą jest udzielenie klientowi wszelkich możliwych informacji, ale decyzja zawsze należy do klienta. Dokonałem mojej oceny tej sytuacji i uznałem, że okoliczności, które nie zostały na początku wyjaśnione, mogą decydować o tym, czy on jest winny czy nie.

Wydaje się, że w trakcie wypadku doszło do wielu zaniechań. O jakich dokładnie okolicznościach mówimy?

Okoliczności te były przedmiotem wyjaśnień mojego klienta na pierwszej rozprawie, w dniu wczorajszym. Wobec treści postanowienia Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, zakazującego upubliczniania wyjaśnień oskarżonego, zmuszony jestem do odmowy udzielenia odpowiedzi na to pytanie.

Wątpliwości od samego początku dotyczyły też tego, czy kolumna rządowa poruszała się w sposób uprzywilejowany.

Nie do mnie, a do sądu należy rozstrzygnięcie czy samochody rządowe używały sygnałów uprzywilejowania, a jeśli tak to jakich. Media powoływały się na relacje świadków, którzy twierdzili, że sygnałów dźwiękowych nie było. Proszę nadto zważyć na jedną ważną okoliczność: nawet, gdyby były użyte sygnały dźwiękowe oraz świetlne, to ta okoliczność nie przesądza o sprawstwie.

Kolumna uprzywilejowana czy pojazd uprzywilejowany nie mają prawa jechać bez zwracania jakiejkolwiek uwagi na innych użytkowników ruchu. Także te pojazdy muszą się poruszać z zasadą zachowania szczególnej ostrożności. Co to oznacza w praktyce? Jeśli inny użytkownik ruchu nie daje pierwszeństwa przejazdu, to pojazd uprzywilejowany ma obowiązek jechać tak, aby nie spowodować wypadku. Jeśli warunki tego wymagają to kolumna, choć uprzywilejowana, ma bezwzględny obowiązek nawet się zatrzymać.

Pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: ostateczna treść zarzutu, który usłyszał mój klient to nieumyślne spowodowanie wypadku poprzez nieustąpienie pierwszeństwa samochodowi uprzywilejowanemu, a nie kolumnie uprzywilejowanej. W jaki sposób był oznakowany ten samochód uprzywilejowany? Procedury mówią jasno: samochód uprzywilejowany musi mieć zamontowane światła uprzywilejowania w taki sposób, by były one widzialne w promieniu 360 stopni od tego samochodu, czyli tylko na dachu. Czy tak było w tym przypadku? Odpowiedź na te pytania musi dać proces, który właśnie się rozpoczął.

Jak się szybko okazało, ze świadkami również był problem, ponieważ kierowcom, którzy byli najbliżej całego wypadku BOR natychmiast kazał odjechać z miejsca zdarzenia.

Tu znów dotykamy okoliczności, które były przedmiotem wyjaśnień mojego klienta na rozprawie.

Brak dowodów w sprawie

Prokuratura przez ponad półtora roku nie znalazła jednoznacznych dowodów potwierdzających, że kolumna rządowa poruszała się w sposób uprzywilejowany. Czy w takiej sytuacji brak tak naprawdę jasnych dowodów na winę Sebastiana K.?

W moim przekonaniu tak właśnie jest. Od samego początku czekaliśmy na ewentualne całkowite umorzenie postępowania przeciwko mojemu klientowi wobec braku winy. Mamy ostatecznie akt oskarżenia.

Do tej pory prokuratura chciała warunkowego umorzenia śledztwa ze wskazaniem winy oskarżonego Sebastiana K. Trzy miesiące temu nie zgodziliście się na takie zakończenie. Sebastian powiedział mi, że gdyby nie pana pomoc, sam byłby skłonny przyjąć taką propozycję, by jak najszybciej zakończyć sprawę i mieć święty spokój.

Gdyby nie miał tej wiedzy, którą dostarczył mu obrońca, tak właśnie by było. Być może na podstawie tego, co zobaczyłby w aktach podjąłby błędne przekonanie, że jego sytuacja jest beznadziejna. Rolą obrońcy jest pokazać mu elementy, które wskazują na jego korzyść.

Warunkowe umorzenie jest przesądzeniem wyłącznej winy. Oskarżony ponosi wtedy odpowiedzialność za całość zdarzenia. Z jego polisy OC są pokrywane szkody naprawy rządowej limuzyny. Mój klient podjął decyzję, że nie da sobie przypisać winy za to zdarzenie.

Co z zasadą domniemania niewinności?

Zdaję sobie sprawę z tego, w jak niezwykle trudnej sytuacji stoi obywatel w sporze z państwem. Absolutna przewaga instytucji państwa na każdym polu powoduje, że obywatel staje przed ogromnym wyzwaniem. Prokuratura zbiera materiały i twierdzi, że ów obywatel jest winien. Powstaje zatem pytanie, czy państwo poprzez prokuraturę prawidłowo oceniło tę sytuację?

POLECAMY: Siedem wielkich niewiadomych ws. wypadku premier Szydło

Sebastian obawiał się również, że w momencie wzięcia na siebie winy poszkodowani członkowie BOR oraz pani premier mogliby wytoczyć proces ze względu na uszczerbek poniesiony na zdrowiu.

Jest to teoretycznie możliwe. Wtedy szkody na osobach, które doznał uszczerbku, są również regulowane z OC.

Wczoraj przed oświęcimskim sądem rejonowym ruszył proces w sprawie zderzenia FiataSeicento i kolumny BOR, do którego doszło 10 lutego 2017 roku. Przypomnijmy, że wcześniej ten sam sąd chciał, by sprawa była rozpatrywana w Krakowie.

Było oficjalne wystąpienie Sądu Rejonowego w Oświęcimiu, żeby przenieść sprawę do innego sądu. Sąd Apelacyjny w Krakowie odmówił temu wnioskowi uznając, że skoro wypadek zdarzył się w Oświęcimiu, to rozpozna tę sprawę sąd właściwy wg zasad ogólnych.

Jak pan skomentuje doniesienia medialne mówiące o tym, że w tym samym sądzie w ubiegłym roku pojawił się wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak i miał rozmawiać z sędziami o tej sprawie?

Jeśli, jak donosiły media, wiceminister Piebiak rozmawiał z sędziami z Oświęcimia już po wypadku to byłaby to oczywista presja na sąd, który będzie orzekał w tej sprawie. Podkreślam, iż informacja taka dotarła do mnie tylko z mediów. Jest oczywistym, że dla obrońcy to poważny sygnał ostrzegawczy.

Ma pan jakieś obawy w sprawie samego procesu?

Powstaje pytanie, z jakąś częstotliwością sąd będzie wyznaczał terminy rozpraw. Zupełnie nieprzewidywalna jest, jak zawsze w sprawach z wieloma dowodami osobowymi, kwestia stawiennictwa świadków, których w tej sprawie jest dużo. Nie mam na razie żadnych przesłanek do utraty zaufania do składu sędziowskiego i wierzę głęboko, że tak pozostanie.

Konstytucja zawędruje na miejsce symboliczne dla Warszawy, na Pałac Kultury i Nauki.

Holtei

Morawiecki chciałby Ziobrę wyrzucić?

„Nie mam żalu do Ziobry” – zapewniał w Polsat News prezes Kaczyński, ale wydaje się, że to tylko dobra mina do złej gry, co potwierdzają wypowiedzi innych polityków partii rządzącej.

Sprawa dotyczy wniosku, jaki na początku października minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wysłał do Trybunału Konstytucyjnego. Nie informując nikogo prokurator generalny chce, aby TK uznał „art. 267 traktatu o funkcjonowaniu UE, który umożliwia sądom krajowym zadawanie pytań prejudycjalnych Trybunałowi Sprawiedliwości UE, został uznany za niezgodny z Konstytucją RP, jeśli pytania będą dotyczyć „ustroju, kształtu i organizacji władzy sądowniczej”.

Samowolka Ziobry, która wyszła na jaw tuż przed wyborami samorządowymi i która stawia wyraźne pytanie co do przyszłości Polski w UE, wywołała złość wśród partyjnych kolegów.

Minister sprawiedliwości próbuje ratować sytuację tłumacząc, że wywoływanie polexitu to zwykła manipulacja. W wystosowanym oświadczeniu zapewnił, że wniosek nie jest próbą wyprowadzenia Polski z UE, ale jego istotą „jest zbadanie kompetencji…

View original post 3 196 słów więcej

PiS będzie uderzał punktowo. Hannę Zdanowską muszą obronić łodzianie

Zwykły wpis

Hanna Zdanowska, obecna prezydent Łodzi, starać się będzie w najbliższych wyborach samorządowych o reelekcję. Partia rządząca uważa, że nie powinna kandydować, ponieważ 10 lat temu poświadczyła nieprawdę w dokumentach, starając się o kredyt i to ją dyskwalifikuje. 27 września sąd skazał ją za to na 20 tys. zł grzywny. Równocześnie ważą się losy pani prezydent w PO. W poniedziałek Grzegorz Schetyna ma podjąć decyzję czy nadal będzie mogła być członkiem partii

Bartosz Domaszewicz, radny i rzecznik komitetu wyborczego Zdanowskiej, poinformował, że „wojewoda łódzki Zbigniew Rau otrzymał polecenie z Warszawy i w piątek o godz. 10 ma ogłosić wygaszenie mandatu Prezydent Zdanowskiej. To działania obliczone na obniżenie frekwencji wyborczej”.

„Dziennik Łódzki” przypomina, że wygaszenie mandatu pani prezydent już wcześniej zapowiadał Jacek Sasin, z tymże taka decyzja miała zapaść po jej ewentualnym zwycięstwie. Jak widać, teraz jednak wojewoda łódzki postanowił sprawę zakończyć wcześniej. W odpowiedzi na pytanie w tej sprawie biuro wojewody zaprosiło dziennikarzy gazety „na konferencję prasową poświęconą stanowisku Wojewody Łódzkiego profesora Zbigniewa Rau w sprawie prawomocnego wyroku Prezydent Miasta Łodzi Hanny Zdanowskiej”.

Domaszewicz ostrzegł na Twitterze, że „jeśli jutro o 11.00 wojewoda Rau na polecenie Kaczyńskiego dokona zamachu na @HannaZdanowska to niech lepiej będzie spakowany. Taczka czeka”.

Również na Facebooku internauci ostro komentują działania wojewody i piszą „Dzień. Łódź. Tu się urodziłam, wykształciłam, mieszkam. Nigdy nie było tak piękne jak jest teraz. Bo nawet we wspomnieniach z dzieciństwa (zakładam, że to musiał być początek lat siedemdziesiątych), Piotrkowska, która wieczorami rozświetlona była neonami, za dnia była szara i brzydka. Dobrze pamiętam, jak te neony przestawały świecić, kiedy wypalały się kolejne świetlówki, bo nikt nie wymieniał ich na nowe… Piotrkowska umierała rok po roku. Była tak samo szara jak całe miasto. O Łodzi mówiło się jednak, że jest czerwona… Jak w piosence z kolonii „miasto fabryk i Tuwima i rewolucyjnych burz. Gdy Cię Łódź czerwona trzyma, to nie puści już…” To nie była prawda. Łódź nie była czerwona, taki obraz stworzyła tylko partia, taka jedyna, która najlepiej wiedziała czego chce obywatel. Najgorszy czas dla Łodzi nastał po 89 roku. Likwidowano fabryki, wielu Łodzian wtedy wyjechało, ale przecież nie wszyscy. Zapanował marazm. Nic na to nie zaradził „czerwony premier” Miller, kolejni prezydenci miasta z panem Kropiwnickim na czele. Aż wreszcie gospodarzem miasta została Hanna Zdanowska. Łódź zaczęła żyć na nowo. Dziś aż niemożliwym się wydaje, że podpisy w sprawie Jej odwołania, zbierał pan Joński z SLD… Łódź pięknieje każdego dnia. Staje się nowoczesna. Dlatego… RĘCE PRECZ! Żaden Buda nie zagoni Łodzian do budy. A pan wojewoda Rau dobrze wie, że Łódź nie będzie miastem Kaczyńskiego, tylko zwycięstwa. Tak jak plac w tym mieście”.

Padają też ostrzeżenia – „Wybory na prezydenta w Łodzi będą miały kolosalne znaczenie. H.Zdanowska miażdży swojego przeciwnika z PiS już teraz. Jeśli PiS ją z wyborów wygumkuje, to może dojść do dużych protestów społecznych i trzeba będzie jechać do Łodzi”.

Dzisiaj też organizowany jest na ul. Piotrkowskiej 121, o godzinie 11, więc poparcia dla Hanny Zdanowskiej. Podejrzewam, że Łodzianie będą bronili swojej prezydent ze wszystkich sił.

PiS brudnymi sposobami chce wpływać na wybory, nie bierze pod uwagę opinii np. mieszkańców Łodzi w wyborach samorządowych, reakcja zapewne będzie odwrotna od zamierzonej, nie tylko w Łodzi. Oby w całej Polsce.

Holtei

>>>

Zdaniem Blanki Mikołajewskiej dymisja premiera jest mało prawdopodobna. – Kaczyński nie ma woli odsunąć go od funkcji – mówiła w TOK FM dziennikarka „Polityki”.

Najnowsze nagrania z udziałem premiera Morawieckiego, ujawnione przez dziennikarzy portalu Onet.pl, wywołały spekulacje, na temat politycznej przyszłości premiera.

Jak mówił w TOK FM, były wiceszef ABW płk Paweł Białek, afera „prawdopodobnie spowoduje dymisję obecnego premiera”.

Ale według komentatorek Poranka Radia TOK FM taki scenariusz jest mało prawdopodobny.

– Kaczyński postawił wszystko na Morawieckiego. Pozycja Morawieckiego zależy wyłącznie od woli Jarosława Kaczyńskiego, a Kaczyński nie ma woli odsunąć go od funkcji – stwierdziła dziennikarka Bianka Mikołajewska, argumentując, że nieprzypadkowo prezes PiS bronił premiera, nazywając zarzuty wobec Morawieckiego „bezczelnością”.

– Gdyby on miał wypadać z rządu, to Kaczyński nie zaangażowałby się w jego obronę. Nie wystąpiłby w mediach po pierwszej publikacji taśm. Wycofałby się, żeby nie wyjść na przegranego. Mimo to mocno zaangażował się w obronę premiera –…

View original post 4 175 słów więcej

PiS zaprowadził bagno prawne. Sąd Najwyższy próbuje Polskę z tego wyprowadzić

Zwykły wpis

Sąd Najwyższy wystosował kolejne cztery pytania prejudycjalne do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Są one tożsame z pierwszymi pytaniami sądu do TSUE, z 2 sierpnia. Dotyczą zasady nieusuwalności sędziów, niezawisłości i niezależności sądów jako zasad prawa unijnego oraz unijnego zakazu dyskryminacji ze względu na wiek – informuje portal Onet.

Jednocześnie SN wniósł do TSUE o zastosowanie trybu przyspieszonego oraz o połączenie tej najnowszej sprawy z pytaniami sądu z początku sierpnia. Przypomnijmy – pisaliśmy o tym niedawno – że pytania z sierpnia, nie uzupełnione przez SN upadłyby przed TSUE, bo ZUS wycofał z SN swoją skargę. – „ZUS próbował zaszachować SN. Próżne nadzieje” – skomentował jego działania prezes „Iustitii” Krystian Markiewicz. Uważa, że akcję ZUS należałoby zbadać pod kątem złamania prawa.  „Można je uznać za ewidentne obejście przepisów” – ocenił w rozmowie z portalem. – „Do tej pory o każdą złotówkę walczyli jak lwica, a tu nagle odpuszczają?” – pytał retorycznie dziennikarzy Onetu. „Za pomocą fundamentów prawa, czyli pytań prejudycjalnych, Sąd Najwyższy próbuje wyprowadzić Polskę z tego bagna prawnego i chaosu, który powstał poprzez działania obecnej władzy” – podkreśla Markiewicz. – „Aparat państwa, którego częścią jest ZUS próbował to uniemożliwić” – kwituje prezes „Iustitii”.

Poseł PiS i członek sejmowej Komisji Ustawodawczej, Arkadiusz Mularczyk ma inne zdanie w tej sprawie – uważa działanie sędziów SN za naganne. I nie zawahał się wytoczyć armat. – „To jest próba wojny hybrydowej z rządem, dążenie do konfrontacji” – wystrzelił. Decyzję SN określił jako”zmierzającą do anarchizacji prawa” . Ale to nie wszystko. Zaatakował środowisko sędziowskie w stylu charakterystycznym dla swojej partii. „Widać wyraźnie, że ma to związek z brakiem woli grupy sędziów, by podporządkować się obowiązującym przepisom prawa – podkreślił Mularczyk. – „Możnaby to nazwać próbą tworzenia „sędziokracji”, poprzez tworzenie jakichś nowych praktyk prawnych, które de facto nie istnieją” – kwituje. Tymczasem jeśli TSUE przychyli się do dzisiejszego wniosku SN i zechce połączyć sierpniowe pytania SN z tymi zadanymi dziś, nie jest wykluczone, że utrzyma się lutowy termin rozprawy unijnego Trybunału w tej sprawie, czytamy w portalu.

Sąd Najwyższy próbuje wyprowadzić Polskę z bagna prawnego i chaosu, który powstał poprzez działania obecnej władzy.

Holtei

Premier i prezydent ogrzewają się w cieple mistrzów świata w siatkówce. Tymczasem, na krótko przed triumfem Polaków, sponsorujący siatkówkę PKN Orlen wycofał się ze sponsorowania Polskiego Związku Piłki Siatkowej – ustaliła Gazeta.pl. Wcześniej wypowiedział też umowę dotyczącą rozgrywek ligowych.

>>>

A tak wyglądało to rok temu.

Polska siatkówka straci dużo pieniędzy. Dwie państwowe spółki wycofują się z finansowania

11.09.2017

Pupuiśne gęby Dudy i Morawieckich ustawiają się do zdjęcia, bo inni wykonali ciążką pracę.

Lewizna polityczna PiS.

>>>

Błażej Wojnicz ma zostać powołany na stanowisko wiceministra obrony narodowej – informuje „Rzeczpospolita”. To człowiek blisko związany z Antonim Macierewiczem i Bartłomiejem Misiewiczem. O jego błyskawicznej karierze w artykule „Kolejni „misiewicze” w Polskiej Grupie Zbrojeniowej”.

Wojnicz długo nie zagrzał miejsca w PGZ. Był prezesem tej spółki zbrojeniowej tylko przez rok. Został odwołany po zdymisjonowaniu Antoniego Macierewicza. Teraz Wojnicz ma zastąpić Sebastiana Chwałka – wiceministra MON. Odpowiadał za modernizację armii i wojskową…

View original post 4 470 słów więcej