Tag Archives: Nowoczesna

Morawiecki przygarnia do siebie coraz bardziej szemrane postaci, jak Zyzak. Szykuje sie nam piekło

Zwykły wpis

Paweł Zyzak został wicedyrektorem Departamentu Studiów Strategicznych w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. To nie pierwsze wysokie stanowisko w państwowej instytucji, które otrzymał autor słynnej książki o Lechu Wałęsie. Pojawia się jednak naturalne pytanie: czy naprawdę Zyzak potrzebny jest rządowi?

O Pawle Zyzaku Polska po raz pierwszy usłyszała w 2008 roku. Jego praca magisterska wywołała spore zamieszanie nie tylko w Instytucie Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Student przedstawił liczący 600 stron tekst, zatytułowany: „Lech Wałęsa. Idea i historia. Biografia polityczna legendarnego przywódcy „Solidarności” do 1988 roku”. Praca została opublikowana przez wydawnictwo Arcana i rozpoczęła falę gorących dyskusji, w którą zaangażowały się najważniejsze osoby w państwie.

Stefan Niesiołowski nazwał publikację „prostytucją historyczną”, na Uniwersytecie Jagiellońskim pojawiła się kontrola z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a książka zyskała nieprawdopodobny rozgłos. W dyskusji nad pracą Pawła Zyzaka nie brakowało niczego, poza odrobiną zdrowego rozsądku. Opinie zawodowych historyków zostały zakrzyczane przez polityków PO (według których autor chciał uzyskać rozgłos za pomocą nazwiska noblisty) i polityków PiS (według których autor stał się symbolem walki o wolność nauki w III RP).

Po latach książka została zapamiętana tylko z jednego powodu. Zyzak opisał w niej, młodego Lecha Wałęsę, który oddaje mocz do kropielnicy (w opinii publicznej stała się chrzcielnicą). Oprócz tego przebił się jeszcze wątek nieślubnego dziecka laureata Nagrody Nobla. Naukowcy zwracali uwagę na błędy warsztatowe. Zdaniem dr Piotra Gontarczyka autor w zbyt dużym stopniu oparł się na anonimowych przekazach ustnych, co w zasadzie zamknęło możliwość naukowej dyskusji nad historią Lecha Wałęsy. „Każdy błąd warsztatowy popełniony przez Pawła Zyzaka został skwapliwie podchwycony przez przeciwników pisania o Wałęsie w tonie innym niż hagiograficzny” – ocenił historyk, który sam zasłynął napisaniem krytycznej książki o byłym prezydencie.

„Gorszy niż faszysta”

Dla absolwenta UJ rozpoczęły się ciężkie dni. Instytut Pamięci Narodowej najpierw odciął się od książki (faktycznie, IPN nie był jej wydawcą, nie musiał więc nawet wiedzieć o tym, co pisze Zyzak), a potem nie przedłużył umowy o pracę autorowi. Tutaj warto wyjaśnić jedną rzecz – Zyzak nie został z IPN zwolniony, do pracy wrócił jedynie pracownik, którego zastępował.

Historyk często wspominając ten okres przedstawiał siebie jako ofiarę III RP, która wydała na niego wyrok infamii. Szkoły nie chciały go zatrudniać, a żeby zarobić na utrzymanie rodziny, zatrudnił się jako magazynier w supermarkecie. Pomocną dłoń wyciągnął prof. Marek Jan Chodakiewicz z waszyngtońskiego Institute of World Politics, który zaoferował Zyzakowi kilkumiesięczne stypendium. Absolwent UJ powrócił do świata nauki, a raczej do świata publicystyki. Opublikowana w 2011 roku książka „Gorszy niż faszysta” to opis tego co działo się w Polsce po opublikowaniu pracy magisterskiej Zyzaka. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że autor bardzo chętnie przywoływał wszystkie krytyczne słowa, traktując je jak swoiste wyróżnienie. Słowa Lecha Wałęsy, który stwierdził, „faszyzm to mało”, stały się inspiracją do tytułu.

Przypinając słowa krytyki jak ordery, Zyzak zgłosił swój akces do obozu zwolenników PiS. Nigdy nie ukrywał swoich sympatii i poglądów, czemu dawał wyraz jeszcze przed publikacją swojej pierwszej i najsłynniejszej książki. W 2003 roku zadebiutował artykułem pt. „Czy diabeł jeździ na Woodstock?”, w którym opisywał szeroko pojętą zgniliznę moralną festiwalu Jurka Owsiaka. W innej publikacji porównywał homoseksualistów do zwierząt i wysłanników diabła.

Zyzak zaliczał kolejne szkolenia i staże, wracając do pracy historycznej. W 2013 roku opublikował książkę pt. „Tajemnica Wilczego Jaru. Największa drogowa katastrofa PRL w świetle dokumentów i relacji”. Trzy lata później wydał dwutomową pracę pt. „Efekt domina. Czy Ameryka obaliła komunizm w Polsce?”, która opierała się na jego pracy doktorskiej, obronionej w 2015 roku na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Co Zyzak może dać rządowi?

Czy takie kwalifikacje wystarczą do objęcia funkcji wicedyrektora Departamentu Studiów Strategicznych? Mam pewne wątpliwości. Może zatem doświadczenie zawodowe przemawia na korzyść Zyzaka? Owszem, historyk pracował już na kierowniczym stanowisku. W 2016 roku został wiceprezesem Fundacji Centrum Innowacji FIRE, której 100-procentowym udziałowcem jest państwowa Agencja Rozwoju Przemysłu.

Czym zajmowała się instytucja? M.in. opiniowała projekty i przyznawała dotacje na przedsięwzięcia z zakresu partnerstwa publiczno-prywatnego. Zyzak z rozbrajającą szczerością przyznał, że nie zna się na swojej nowej pracy, posiada za to wielkie chęci do nauki.

Skoro już zakończył naukę, naturalną koleją rzeczy była praca na wysokim stanowisku w Kancelarii Premiera. Tam jednak nie będzie zajmował się dotacjami. Na czym właściwie polegać będzie praca Pawła Zyzaka? Na stronie Departamentu Studiów Strategicznych KPRM czytamy:

Departament Studiów Strategicznych realizuje zadania w zakresie:

1)    studiów strategicznych w sprawach wewnętrznych;

2)    studiów strategicznych w sprawach międzynarodowych;

3)    sporządzania analiz i prognoz na podstawie badań społecznych;

4)    opiniowania zgłoszeń do Wykazu prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów.

Analizy, które wyjdą spod pióra Zyzaka mogą okazać się bardzo ciekawe. Recenzent jego pracy doktorskiej zarzucał mu skłonność do odbiegania od tematu i wybiórcze traktowanie źródeł. Faktycznie, można odnieść wrażenie, że umiarkowane opinie nie leżą w naturze historyka. – (Mateusz) Morawiecki u Netanjahu załatwił więcej niż Donald Trump u Kim Dzong-Una – mówił kilka miesięcy temu naukowiec na antenie radia WNET, komentując zmianę przez rząd ustawy o IPN.

Jak widać, kompetencje Pawła Zyzaka mogą budzić wątpliwości co do jakości jego pracy w Departamencie Studiów Strategicznych. Wątpliwości nie budzi natomiast jego poparcie dla rządów Prawa i Sprawiedliwości. Może jednak okazać się, że na tej współpracy więcej stracić może PiS, niż Zyzak.

Morawiecki przygarnia do siebie coraz bardziej podejrzane szemrane towarzystwo. Niejaki Paweł Zyzak.

Depresja plemnika

>>>

„Jestem pod wrażeniem postawy Pana Prezydenta Wałęsy. Dzisiejsza, odważna „manifestacja”, to kolejne potwierdzenie, dlaczego został liderem Solidarności, dlaczego szanują go ludzie na całym świecie, dlaczego zapisał się w historii. Mali zawistni ludzie tego nie zniszczą” – to reakcja jednego z internautów na założenie przez Lecha Wałęsy koszulki z napisem „Konstytucja” na pogrzeb prezydenta USA Georga H.W. Busha.

Prawicowe media i portale wręcz prześcigały się w dyskredytowaniu Wałęsy.

„Noblista uczestniczy w spotkaniu najważniejszych osób na świecie, nosi na sobie koszulkę-manifest, a prawicowi dziennikarze twierdzą, że nikt z Nim nie zamieni słowa. A dzięki temu manifestowi o łamaniu przez PiS Konstytucji napiszą jutro wszyscy. I to tych dziennikarzy boli” – skomentował na Twitterze prof. Marcin Matczak.

Lech Wałęsa na swoim profilu na Twitterze umieścił zdjęcia, na których widać, jak po uroczystości, witają się z nim Hillary i Bill Clintonowie oraz Barack Obama. – „A czy Andrzej Duda może pochwalić się takimi…

View original post 2 170 słów więcej

PiS idzie z zaparte, nie przyznaje sie do afery KNF

Zwykły wpis

Mamy do czynienia z kolejnym skandalem. Przed chwilą byliśmy z interwencją poselską w KNF-ie. Ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora daje nam prawo do interwencji poselskiej w organach administracji państwowej. Takim organem jest KNF. Niestety, przedstawiciele wysłali swojego prawnika, który w oświadczeniu ustnym poinformował nas, że nie jest organem administracji państwowej i nie wpuści nas do środka w celu dokonania przez nas interwencji państwowej” – relacjonowała Marta Golbik z PO.

Skierujemy się do premiera Morawieckiego, któremu podlega KNF, o udostępnienie dokumentów, które próbowaliśmy pozyskać w ramach dzisiejszej interwencji” – dodawała.

„Trzeba zadać pytanie, co KNF ma do ukrycia, że dzisiaj zesłano do nas prawnika, który uznał, że nie możemy dzisiaj przyjść do KNF-u. Przyszliśmy tutaj tak naprawdę w dobrej wierze, w imieniu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej, którzy oczekują od nas wyjaśnienia największej w historii III RP, czyli afery w KNF”– przekonywała Paulina Henning-Kloska z Nowoczesnej.

Politycy PO i Nowoczesnej niewpuszczeni do KNF z interwencją poselską. Henning-Kloska: Obywatele oczekują od nas wyjaśnienia największej afery III RP.

Depresja plemnika

Wygląda na to, że w kręgach najwyższych funkcjonariuszy państwa, pod okiem niewidzącego prezesa, powstała grupa przestępcza mająca bardzo śmiały i intratny plan. Korzystając z nacjonalistycznej i etatystycznej ideologii partii rządzącej, w myśl której wszystko, co się da, powinno być polskie i państwowe, a wszystko, co obce bądź prywatne, zagraża naszej suwerenności, przekonano Jarosława Kaczyńskiegokonieczności nacjonalizacji, czyli wykupywania zagranicznych banków przez banki polskie. W tym celu usiłowano (a nawet wciąż się usiłuje) doprowadzić do przyjęcia przez Sejm – w formie poprawki do ustawy o finansowaniu Komisji Nadzoru Finansowego – przepisu umożliwiającego przejmowanie w trybie administracyjnym banków mających trudności finansowe przez inne banki. Przyjęcie tej poprawki, forsowanej przez dotychczasowego przewodniczącego KNF Marka Chrzanowskiego, stwarzałoby możliwość szantażowania właścicieli polskich i zagranicznych banków, to znaczy wyłudzania od nich pieniędzy w zamian za powstrzymanie się od przejęcia, czyli de factozaboru ich banków przez państwo.

Śledztwo pod nadzorem Zbigniewa Ziobry

Genialny pomysł został wypróbowany na szefie Getin Noble Banku Leszku Czarneckim, od którego Marek…

View original post 2 624 słowa więcej

Krystyna Pawłowicz dostała naziolskiego wzdęcia

Zwykły wpis

„Polska wyruszyła w podróż do piekła i z powrotem, odkąd odzyskała niepodległość 100 lat temu, ale nie mam wątpliwości, że jej najjaśniejsze dni są przed nią w pokojowej, demokratycznej rodzinie europejskich narodów. Gratulacje dla dumnych ludzi z Polski!  – to słowa Guy’a Verhofstadta, byłego premiera Belgii, przewodniczącego Grupy Porozumienia Liberałów i Demokratów na rzecz Europy w Parlamencie Europejskim”, który już wcześniej nazwał uczestników Marszu Niepodległości „faszystami”.

(tutaj wpis Verhohstedta i spot Nowoczesnej >>>)

Przypomniała je Krystyna Pawłowicz i w zachwycie oraz z satysfakcją po niedzielnym marszu, zwróciła się bezpośrednio do belgijskiego polityka na Twitterze:

 „Verhofstadt, widziałeś? Już nie 60 tys. ‚faszystów i nazistów’ było dziś na ulicach Warszawy, ale 250 – 400 tys. Polaków kochających swą ojczyznę! I co nam zrobisz, Guy? Wyrzucisz nas z tej swojej Unii za to? Uzgodnij z kierownikiem waszej szatni…” – podkreśliła.

Nawiązując do skandalicznego incydentu palenia unijnej flagi wyjaśniła:

„Póki co UE nie jest państwem i nie ma flagi narodowej i żadnego narodu nie reprezentuje. Polska flaga reprezentuje nas, dumnych Polaków i na jej niszczenie bym zareagowała” – podkreśliła Pawłowicz.

Aż Krystyna Pawłowicz dostała naziolskiego wzdęcia.

Depresja plemnika

Za sprawą polityki, za sprawą różnic ideowych, za sprawą faktów dokonanych i zapowiadanych wspólnota polska zamieniła się w zbiór kilku wspólnot, wobec siebie często wrogich. Można było ten dzień świętować w ramach tych wspólnot przede wszystkim, a czasami w przestrzeni otwartej (chociażby przy okazji odsłaniania pomników Ignacego Daszyńskiego czy Wincentego Witosa), na koncertach, na ulicach, w samorzutnej radości obywatelskiej i patriotycznej. Lecz w centrum uwagi pozostał galimatias i chaos, jaki wyprodukował obóz rządzący, na łapu-capu próbując uratować majestat państwa, powagę jego dostojników i najwyższych reprezentantów, uratować swoją legendę i politykę historyczną. Pojawiły się też w kontrze bądź w tle inicjatywy inne, odczytujące historię w inny sposób, a przede wszystkim całkowicie inaczej odczytujące sensy dzisiejszej polityki Polski i jej przyszłość.

Innym udało się świętować bez partyjnej młócki

Haniebna kapitulacja przed nacjonalistami

W tym nieuporządkowanym zbiorze zdarzeń, gestów i słów można wychwycić kilka silnych znaków i znamion.

Państwo zarządzane przez Jarosława Kaczyńskiego w sposób doprawdy niezrozumiały skompromitowało się na kilka sposobów (choć nie brakuje opinii, że to jest cecha jego…

View original post 1 856 słów więcej

Marek Kuchciński – pokraka prima sort

Zwykły wpis

Kancelaria Sejmu z okazji 550-lecia parlamentaryzmu w Polsce wydała okazjonalny kalendarz. Nikt niczemu się nie dziwił, nikt nie komentował do czasu nadejścia miesiąca listopada, kiedy to szczęśliwi posiadacze kalendarza odkryli, że najbardziej jesienny miesiąc ma o jeden dzień więcej, czyli 31, a korki od szampana według kalendarza powinny wystrzelić 30 grudnia.

O błędzie napisała na Twitterze posłanka PO Maria Janyska, publikując przy okazji zdjęcia trefnego kalendarza. To natychmiast wywołało falę prześmiewczych komentarzy wśród internautów.

Był kalendarz grecki, juliański, gregoriański a teraz wprowadzili jeszcze kalendarz pisowski” – pisze jeden z internautów, a kolejny ironizuje: „Z ostatniej chwili: Rzecznik Prez. (pisownia org. – przyp. autora) oznajmił, że Prezydent podpisze ustawę o zamianie 31grudnia na 31 listopada jak tylko Sejm i Senat uchwalą takową. Zamiana ta jest istotnym krokiem w kierunku oczekiwań społecznych i ma istotny wymiar ekonomiczny – skomentował Marszałek Sejmu.”

Trudno się dziwić internautom, że drwią, choć to trochę przerażające, że nawet przygotowanie zwykłego, okolicznościowego kalendarza jest dowodem braku profesjonalizmu i nieuwagi ze strony PiS.

Pokraki pisowskie – ten termin koniecznie należy wprowadzić do leksykonów, słowników.

Depresja plemnika

11 listopada zapowiada się na wielką kompromitację Polski pisowskiej.

„Proponuję wyłączyć Święto Niepodległości spod ustawy o zgromadzeniach. Przywróćmy Polsce jej święto zanim ekstremiści i prawica nie zniszczą do reszty, i święta, i Polski” – pisze b. minister Bartłomiej Sienkiewicz.

Obywatele RP, KOD i Strajk Kobiet będą tego dnia blokować narodowców z Konstytucją w ręku.

Jak obchodzić 11 listopada?

„To jest święto państwa i państwo powinno wziąć za nie odpowiedzialność” – pisze Bartłomiej Sienkiewicz w apelu, który 2 listopada 2018 opublikował na Facebooku. „Żadnych innych pochodów i manifestacji – wolności manifestowania w jednym zgromadzeniu nie gwarantuje Ruch Narodowy – on ją nam, obywatelom, odbiera. Jeden pochód w każdym…

View original post 3 663 słowa więcej

Wygrać z PiS trzeba i wcale nie jest to trudne

Zwykły wpis

Jesteśmy tutaj jako przedstawiciele sześciu sił politycznych po to, żeby powiedzieć, że te wybory jeszcze się nie skończyły. W niedzielę 4 listopada odbędą się drugie tury wyborów bezpośrednich – musimy się zmobilizować – mówił w Sejmie Grzegorz Schetyna na wspólnej konferencji ugrupowań prodemokratycznych: PO, Nowoczesnej, Inicjatywy Polska, PSL, UED i SLD. Wszyscy szefowie partii stanęli obok siebie i przekonywali, aby wziąć udział w II turze wyborów.

Porozumienie prodemokratyczne

Liderzy ugrupowań opozycyjnych wystąpili wspólnie, by zaapelować o mobilizację przeciw PiS. Na konferencji w Sejmie wystąpili Grzegorz Schetyna (lider PO), Katarzyna Lubnauer (szefowa Nowoczesnej), Władysław Kosiniak-Kamysz (przewodniczący PSL), Barbara Nowacka (Inicjatywa Polska), Włodzimierz Czarzasty (szef SLD) i Elżbieta Bińczycka (przewodnicząca Unii Europejskich Demokratów).

– Jesteśmy gotowi do współpracy na każdym poziomie samorządu, tam gdzie jesteśmy, tam gdzie są nasi przedstawiciele, będziemy bronić samorządu w trakcie najbliższej 5-letniej kadencji – mówił Grzegorz Schetyna.

– To jest pierwsza deklaracja wszystkich 6 ugrupowań o chęci współpracy na poziomie sejmików województw i tworzenia koalicji, gdzie to możliwe – przekonywał Władysław Kosiniak-Kamysz.

Polityczna szóstka

Polityczni liderzy przede wszystkim namawiali do pójścia na wybory. II tura już w niedziele 4 listopada.

– Jesteśmy po wyborach do rad gmin, miast, powiatów i sejmików, ale jesteśmy przed II turą wyborów bezpośrednich, dlatego jesteśmy tu dzisiaj w 6 ugrupowań, aby powiedzieć, jak ważna jest obecność przy urnach w niedzielę – przekonywał Grzegorz Schetyna.

W niedzielę zostaną wybrani łącznie wójtowie, burmistrzowie i prezydenci w 649 gminach i miastach. To miejsca, gdzie w pierwszym głosowaniu żaden z kandydatów na wójta, burmistrza czy prezydenta miasta nie otrzymał więcej niż połowy ważnie oddanych głosów. W pierwszej turze wyborów samorządowych, 21 października, wybory rozstrzygnięto w 1826 gminach i miastach.

– W ponad 600 gminach będzie II tura wyborów, dlatego tak ważne jest, aby pójść nie tylko w dużych miastach, jak Kraków czy Gdańsk, ale i mniejszych miejscowościach do wyborów i zagłosować – tłumaczyła Katarzyna Lubnauer.

Odpowiedzialność na 100-lecie niepodległości

– Ważny jest apel przewodniczącego Schetyny o mobilizację nas wszystkich do udziału w wyborach 4 list. Miarą współczesnego patriotyzmu jest nasza odpowiedzialność za Polskę, w 100-lecie niepodległości jest udział w wyborach – mówił Władysław Kosiniak-Kamysz.

Kandydatów KO poparł w II turze wyborów także lider SLD, Włodzimierz Czarzasty: – Kurz powyborczy, bitewny opadł. Spotykają się ludzie i spotykają się partie, które dochodzą do wniosku, że w imię rozsądku powinny ze sobą współpracować i w imię tej współpracy są sobie potrzebni – mówił Czarzasty: – Namawiam wszystkich, którzy głosowali w wyborach na SLD Lewica Razem, aby poszli do wyborów i w II turze poparli kandydatów strony demokratycznej, czyli nie PiS-owskiej.

KO to tylko początek

Na ile trwałe jest porozumienie wszystkich prodemokratycznych ugrupowań pokaże czas, ale jest to na pewno krok w kierunku zjednoczenia. – KO pokazała pierwszy krok współpracy w ramach koalicji, teraz idziemy krok dalej – mówiła Barbara Nowacka z Inicjatywy Polska. – Stąd nasz wspólny apel do wszystkich, którym dobro Polski leży na sercu, żeby szli do wyborów. To apel szczególnie do ludzi młodych, to wy decydujecie o waszej przyszłości. To wy zdecydujecie, czy będzie to zamknięcie PiS-owskie, czy proeuropejskie otwarcie – mówiła Barbara Nowacka.

– Myślę, że odpowiedzieliśmy na apel bardzo wielu środowisk i wielu ludzi w Polsce. Demokracja, zwłaszcza samorząd w demokracji, dobrze osadzony w Polsce, jest istotą i sensem demokracji, dlatego nie dopuścimy do tego, aby przejęła go siła antydemokratyczna – mówiła Elżbieta Bińczycka, przewodnicząca Unii Europejskich Demokratów.

Wszyscy razem nakopiemy PiS-owi w żyć!

Depresja plemnika

Jarosław Kaczyński jest dziś jak ten stary lew, który nikomu już nie zagraża, lecz jeszcze ryczy. Młode lwy czekają przyczajone – żadnemu nie chce się skakać byłemu samcowi alfa do gardła, bo po co ryzykować zranienie, skoro można poczekać? Młode podchodzą bliżej i bliżej, zaczepiają samice, znaczą terytorium. A stary tylko ogonem macha i grzywą potrząsa.

View original post 4 199 słów więcej

Cała opozycja deklaruje współpracę. Nareszcie!

Zwykły wpis

Chciałoby się napisać: nareszcie. Więc piszę: nareszcie. Opozycja poszła po rozum do głowy, bo w ciszy gabinetów wodzów partyjnych musi się coś nie zgadzać, wszak wynik PiS – 34 proc. – jakby nie patrzył wg wszelkich absurdów polskich, nie jest zwycięstwem ani tym bardziej większością.

Wybory samorządowe wygrała opozycja, niezależnie od rozdrobnienia partyjnego, opozycja wygrała wyścig do rozumu wyborców, co może brzmi górnolotnie, na koturnie, lecz tak jest. Motorami rozwoju kraju są duże ośrodki miejskie, one skupiają elity wszelkich maści, a w żadnym dużym i średnim mieście PiS nie wygrał wyborów samorządowych, prezydenckich.

Ki diabeł, czyżby ogon PiS miał machać nami, miał szantażować poprzez użycie mniejszych ośrodków i wsi, które z różnych powodów, ale przede wszystkim cywilizacyjnych wloką się za centrum, lecz tak było, jest i będzie – tego nie zmienią żadne ideologie najbardziej egalitarne.

Wygrana z PiS – wg najbardziej niekorzystnych przeliczników głosów, z obowiązującą u nas metodą D’Hondta – jest na wyciągnięcia ręki, potrzeba do tego nie tylko mobilizacji elektoratu – a na taki można liczyć, o czym przekonaliśmy się w I turze wyborów samorządowych – przede wszystkim trzeba wymusić mobilizację liderów partyjnych, mobilizację do kompromisów.

Wszystko można pogodzić w ramach demokratycznych struktur – od ideowych lewicy do liberalizmu – zagrożenia zawsze przychodzą ze strony prawicy, a w Polsce jest to stałą regułą, tak było w okresie międzywojennym, tak odbija się czkawką w PiS.

Nareszcie opozycja zebrała się w sobie i po raz pierwszy liderzy sześciu stronnictw opozycyjnych na wspólnej konferencji zapowiedzieli współpracę w samorządach, a są Platforma Obywatelska, Nowoczesna, Inicjatywa Polska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unia Europejskich Demokratów. A więc niemal wszyscy są przeciw PiS.

Nareszcie! Po samorządach przyjdzie czas na wybory do Parlamentu Europejskiego, które mogą być najciekawszym poligonem współpracy opozycji, a następnie do do Sejmu i Senatu. Metoda D’Hondta premiuje największych, a opozycja jest 2-krotnie większa niż PiS w swoim najlepszym okresie. Dopiero przegrane PiS można rozliczyć – za dewastację mediów publicznych, niezależności sądownictwa, za demolkę demokracji i prestiżu Polski.

>>>

Opozycja coraz bliżej zwycięstwa. PiS zamieść na śmietnik historii, a Kaczyńskiego postawić przed Trybunałem

Zwykły wpis

>>>

Miliony złotych przeznaczone na przeciwdziałanie przestępczości, idą na konferencje i kampanie reklamowe o rodzinie i rozwoju społecznym – promujące politykę rządu PiS. Organizują je stowarzyszenia i fundacje powiązane z PiS. Wszystko to za sprawą zmian w funkcjonowaniu Funduszu Sprawiedliwości, wprowadzonych w 2017 roku przez Zbigniewa Ziobrę

Jeszcze niedawno środki z Funduszu Sprawiedliwości przeznaczane były na pomoc pokrzywdzonym w wyniku przestępstw i osobom zwalnianym z więzień po odbyciu kary. Programy wsparcia przygotowywały znane organizacje, które miały ekspertów i doświadczenie w tej dziedzinie.

Ale to się zmieniło. Dziś pieniądze z Funduszu trafiają do organizacji powiązanych z PiS, których nazwy większości Polaków nic nie powiedzą. A potem dalej – do zaprzyjaźnionych firm i agencji reklamowych. Idą m.in. na konferencje z udziałem rządzących i kampanie reklamowe, promujące politykę rządu PiS – które na siłę podciąga się pod „przeciwdziałanie przestępczości”.

Szczegóły tych projektów trudno poznać. Jak pisaliśmy wczoraj na OKO.press, Ministerstwo Sprawiedliwości, które decyduje o rozdziale pieniędzy z Funduszu, odmówiło nam udostępnienia informacji o działaniach organizacji opisywanych w dzisiejszym tekście, przywołując absurdalne argumenty – 0 RODO, tajemnicy przedsiębiorstwa i ryzyku kradzieży pomysłów na „innowacyjne działania”.

Anty-Rama i 8Bteam: „Prawa rodziny”

14 października 2017 roku. W Sejmie rozpoczyna się pierwsza ogólnopolska konferencja „Prawa rodziny – rdzeń współczesnej demokracji”. Wśród gości m.in. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i szefowa resortu pracy, Elżbieta Rafalska. Są też posłowie PiS i Solidarnej Polski. Patronat dał prezydent Andrzej Duda.

Organizatorem konferencji jest Narodowy Komitet Obchodów Dnia Praw Rodziny, powołany w 2017 roku z inicjatywy Parlamentarnego Zespołu na rzecz Katolickiej Nauki Społecznej (przewodniczącym Komitetu jest szef zespołu – poseł Tadeusz Woźniak, wiceprzewodniczącymi ministrowie z kancelarii premiera i prezydenta – Beata Kempa i Andrzej Dera, a członkami m.in. ministrowie Ziobro i Rafalska).

Dzień wcześniej – 13 października – na stronie internetowej Ministerstwa Sprawiedliwości pojawia się ogłoszenie. Resort zaprasza do udziału w I konkursie o granty ze środków Funduszu Sprawiedliwości, na przeciwdziałanie przyczynom przestępczości. Na złożenie ofert jest tylko tydzień. Na realizację projektów – półtora miesiąca.

Jedną z dotacji w I konkursie – 525 953 złote – dostaje łódzkie Stowarzyszenie Anty-Rama. Środki mają zostać przeznaczone na zorganizowanie 16 wojewódzkich konferencji zatytułowanych „Prawa rodziny – rdzeń współczesnej demokracji” – identycznie jak konferencja w Sejmie z 14 października.

W broszurze podsumowującej projekt, Anty-Rama napisze potem: „Cykl konferencji wojewódzkich został zapoczątkowany 14 października w Sejmie, gdzie odbyła się pierwsza ogólnopolska konferencja z okazji obchodów Dnia Praw Rodziny”.

Stowarzyszenie Anty-Rama powstało w 2010 roku. Swoją misję opisuje szeroko: od „działań na rzecz integracji i reintegracji zawodowej i społecznej osób zagrożonych wykluczeniem społecznym”, przez upowszechnianie sportu, po promocję Polski za granicą. Ale ślady jego działania trudno znaleźć – strona internetowa nie działa, a dwa posty na Facebooku są z października 2017 roku. Nie odpowiedziało też na pytania OKO.press.

Do czerwca 2018 roku

szefem Anty-Ramy był Grzegorz Dębowski – członek Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego; w latach 2011-2015 dyrektor biura senatora PiS prof. Michała Seweryńskiego (obecnie wicemarszałka Senatu).

Dębowski jest też głównym właścicielem spółki 8Business i „business menagerem” w agencji wizerunkowej 8Bteam, która mieści się pod tym samym adresem, co Anty-Rama. To 8Bteam odpowiadała za pracowanie graficzne, skład i korektę wspomnianej wcześniej broszury, podsumowującej cykl konferencji zorganizowanych przez Anty-Ramę ze środków Funduszu Sprawiedliwości.

Fundacja Narodowego Dnia Życia: „Rodzina – źródło podstaw i relacji”

Do pomocy w organizacji 16 wojewódzkich konferencji o prawach rodziny Anty-Rama zaprosiła Fundację Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia.

Od kilkunastu lat fundacja ta organizuje kampanie związane z obchodami Narodowego Dnia Życia. W marcu 2018 roku organizowała Narodowy Kongres Rodziny, na Stadionie Narodowym w Warszawie. Prelegentami byli: wicepremier Beata Szydło, ministrowie Rafalska i Ziobro, a także senator Michał Seweryński. A głównym sponsorem – PZU. Za marketing Kongresu, działania PR-owe, stworzenie strony internetowej, relację foto odpowiadała agencja 8Bteam.

W czerwcu 2018 roku Fundacja Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia dostała 867 240 zł w III edycji konkursu o dotacje z Funduszu Sprawiedliwości. Nie odpowiedziała na pytania OKO.press, na co przeznaczy lub przeznaczyła pieniądze. Jednak na jej stronie internetowej można znaleźć ogłoszenie o przetargu na realizację kampanii informacyjno-promocyjnej “Rodzina – źródło postaw i relacji”. Prawdopodobnie właśnie na tę kampanię otrzymała dofinansowanie z Funduszu Sprawiedliwości.

Przetarg na realizację kampanii – za 319 tys. złotych – ogłoszony przez Fundację wygrała spółka 8Business,

Fundacja Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia dostała również dofinansowanie w IV konkursie o środki z Funduszu Sprawiedliwości. Postępowanie przebiegło ekspresowo – 29 czerwca 2018 roku na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości ukazało się ogłoszenie o konkursie, a już 18 lipca Fundacja przesłała gotową ofertę. Była jedynym podmiotem, który się zgłosił (a do rozdysponowania było 25 mln złotych). 30 lipca ogłoszono zwycięzcę – czyli Fundację. Nie podano jednak do publicznej wiadomości, ile pieniędzy dostanie.

W informacji o rozstrzygnięciu konkursu resort napisał, że „o wysokości kwoty przyznanej dotacji oraz o szczegółach zawarcia umów, podmiot [czyli Fundacja – przyp red.] zostanie poinformowany w oddzielnej korespondencji”.

Wiadomo tylko, że Fundacja ma zorganizować kampanię na temat „właściwych zachowań niechronionego uczestnika ruchu drogowego”. W ramach akcji przygotowane zostaną broszury dla wszystkich uczniów szkół podstawowych w Polsce oraz kamizelki odblaskowe. Towarzyszyć jej będzie kampania medialna.

Fundacja Wyszehradzka: kongres polityczno – społeczny  

W I i III edycji konkursu o dotacje z Funduszu Sprawiedliwości pieniądze dostała również Fundacja Wyszehradzka. Zarejestrowano ją w Łodzi, 31 maja 2017 roku – niespełna pięć miesięcy przed ogłoszeniem I konkursu. Jej prezes – Alan Paczuszka uczestniczył w co najmniej czterech konferencjach o prawach rodziny, organizowanych przez Stowarzyszenie Anty-Rama, we współpracy z Fundacją Komitetu Obchodów Narodowego Dnia Życia. Ale Fundacja Wyszechradzka nie opowiedziała nam na pytanie o związki łączące Paczuszkę z tymi organizacjami.

Na swojej stronie internetowej Fundacja pisze, że „mając na względzie obecną sytuację geopolityczną stawia sobie za cel budowanie, oraz doskonalenie wzajemnej współpracy i relacji pomiędzy państwami V4” oraz, że jej ambicją jest „promocja tradycji słowiańskich, oraz regionalnych Polski, Węgier, Czech i Słowacji”. Jedynym wydarzeniem, którym się chwali, jest konferencja dotycząca przyszłości polskiej polityki zagranicznej, zorganizowana na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Alan Paczuszka (rocznik 1993) był przewodniczącym koła naukowego „Expressis Verbis” działającego na tym wydziale.

W ramach I konkursu Fundacja Wyszehradzka dostała 253 341 złotych. Nie odpowiedziała nam, na co konkretnie wydała pieniądze. Napisała jedynie, że chodziło o „organizację konferencji i debat dotyczących przeciwdziałania przyczynom przestępczości”.

Nie wiemy też, ile Fundacja dostała w III konkursie – Ministerstwo Sprawiedliwości nie opublikowało tej informacji. Wiadomo jednak, że musi to być duża kwota, bo Fundacja zorganizuje z niej w październiku 2018 roku w ICE Kraków Congress Centre dwudniowy „polityczno-ekonomiczny kongres”, w trakcie którego formułowane będą „postulaty zmiany prawa oraz rekomendacje służące rozwojowi gospodarczemu i społecznemu.” Przewodniczącym rady programowej kongresu jest prof. Arkadiusz Adamczyk – doradca marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego. Sam Kuchciński ma być gościem imprezy. Weźmie w niej również udział minister Ziobro.

Fundacja zorganizowała już przetarg na „kompleksową organizację i obsługę dwudniowej konferencji dla maksymalnie 1000 osób”. Na złożenie ofert było osiem dni. Zgłosiła się jedna firma – 8Business. Będzie odpowiadała za wszystko – od obsługi technicznej i budowy strony internetowej, przez scenografię, po dostarczenie reklamowych smyczy i upominków.

Drugi przetarg – na „obsługę wideo, obsługę fotograficzna i realizację spotu reklamowego” wygrał Kamil Holwek, prezes 8Business. Także był jedynym oferentem.

Fundusz już Prawa i Sprawiedliwości 

Fundusz Sprawiedliwości działa od 2012 roku. Od początku jego podstawowym celem były:

  • pomoc pokrzywdzonym, świadkom przestępstw i ich najbliższym
  • oraz pomoc osobom zwalnianym z zakładów karnych i członkom ich rodzin.

Fundusz dysponuje setkami milionów złotych, które pochodzą m.in. z nawiązek nakładanych przez sądy na skazanych oraz z potrąceń od wynagrodzeń więźniów, którzy pracują w czasie odsiadki.

Kiedyś zadania z pieniędzy Funduszu mogły realizować głównie NGO-sy (z bardzo niewielkimi wyjątkami). Pieniądze – na konkretne projekty – dostawały takie organizacje jak Centrum Praw Kobiet, Fundacja „Dzieci Niczyje” czy Fundacja SOS Dla Rodziny.

Zasady radykalnie zmieniono w połowie 2017 roku. Teraz środki z Funduszu mogą otrzymywać nie tylko NGO-sy, ale też podmioty publiczne (sądy, prokuratury, policja). Zmiany skrytykowały organizacje pozarządowe. Druzgocący raport o funkcjonowaniu Funduszu po zmianach opracowała Najwyższa Izba Kontroli. Alarmowała, że Ministerstwo Sprawiedliwości złamało prawo przekazując 25 mln złotych z Funduszu na… działalność CBA. Aż 100 mln złotych zasiliło Ochotniczą Straż Pożarną. Pisaliśmy o tym szczegółowo w ubiegłym miesiącu.

W Funduszu wprowadzono także inną istotną zmianę. Ministerstwo Sprawiedliwości może teraz finansować z niego projekty, które mają „przeciwdziałać przyczynom przestępczości”. To bardzo szerokie i ogólnikowo opisane zadania, jak np.: organizowanie akcji i przedsięwzięć informacyjnych, konferencje, przygotowywanie broszur i publikacji.

Do tej pory odbyło się pięć konkursów o dofinansowanie działań związanych z „przeciwdziałaniem przyczynom przestępczości” (II konkurs został unieważniony). W każdym pula pieniędzy była inna – od 10 do 25 mln zł.

Jak pisaliśmy na OKO.press, wiele organizacji, które dostały pieniądze w tych konkursach, nie miało żadnego doświadczenia w przeciwdziałaniu przyczynom przestępczości. Większość pielęgnowała za to wartości chrześcijańskie. Pieniądze dostały m.in. Fundacja Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka (641 200 złotych) oraz założona przez Rydzyka Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu (145 785 złotych).

Wyniki V edycji konkursu nie są jeszcze znane. Na liście 32 zgłoszonych projektów, znów znajdują się Fundacja Lux Veritatis  oraz Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Mam prośbę do wszystkich zwolenników poglądu, że PO to w istocie to samo, co PiS. Niech pokażą zestawienie ile Platforma przekazała środków z budżetu na pana Rydzyka w latach 2007-2015. Te dane na pewno są dostępne. Można zapytać też – będzie wiedział. To czekam.

Wybory samorządowe już za mniej niż dwa miesiące – 21. października 2018 roku pójdziemy do urn wyborczych, by wybrać rządzących naszymi lokalnymi ojczyznami. Będą to też pierwsze wybory od 2015 roku, gdy całkowitą władzę w kraju przejęło Prawo i Sprawiedliwość, które systematycznie przejmuje kolejne instytucje państwa oraz centralizuje władzę, przekonując że to Komitet Polityczny PiS, urzędujący w siedzibie partii przy ul. Nowogrodzkiej w Warszawie najlepiej wie, co jest najlepsze dla obywateli, najlepiej zadba o sprawiedliwość w sądach, zarządzanie w urzędach i spółkach Skarbu Państwa oraz najlepiej zagwarantuje sprawne funkcjonowanie samorządów.

Przez trzy lata rządów, krok po kroku partia rządząca obdzierała z kompetencji organy władzy samorządowej, nieraz dublując i stawiając wyżej uprawnienia wojewodów. Mniejszą samorządność jednostek samorządu terytorialnego obciąża na dodatek wieloma dodatkowymi zobowiązaniami, wynikającymi z realizowania polityki rządowej – jak chociażby obsługę flagowego programu “Rodzina 500+”, wdrożenie fatalnej deformy edukacji czy ostatnio postawienie wyżej interesów deweloperów, którzy będą mogli ignorować plany zagospodarowania przestrzennego gmin, byle tylko udało się choćby częściowo zrealizować program “Mieszkanie Plus”. Warto zauważyć, że w takim działaniu jest pewna perfidia – zasługi z tytułu funkcjonowania tych programów czy reform zgarnia władza centralna, zaś ewentualne problemy z ich funkcjonowaniem obciążają lokalnych włodarzy. Dziś jednak, gdy rozpoczyna się kampania samorządowa i nadchodzi czas przedstawienia konkretnych rozwiązań stricte samorządowych, Prawo i Sprawiedliwość zdaje sobie sprawę, że jest nagie. Tym bardziej, gdy opozycja w końcu odrobiła lekcje i przeszła do długo nie widzianej ofensywy programowej, braki programowe partii rządzącej są bardzo widoczne.

Miniony tydzień, pierwszy w ramach oficjalnej już kampanii wyborczej pokazuje, że pomysł PiS na ten wyścig może bardzo mocno wyjść partii bokiem. Tylko w ciągu ostatnich siedmiu dni zaliczyli na wyborczym ringu dwa knock-downy. Pierwszym było kuriozalny spin o tym, że Platforma Obywatelska nie ma żadnego programu dla samorządów i skupia się jedynie na przekazach anty-PiS. Nie minął dzień i okazało się, że program PO od października zeszłego roku wisi na stronach internetowych tej partii, tymczasem na stronie PiS można znaleźć jedynie program z 2014 roku. Na dodatek politycy opozycji skierowali do premiera Morawieckiego wezwanie – kontrę, by program samorządowy partii rządzącej przedstawili, skoro tak dużo o nim mówią – wówczas w sztabie, dowodzonym przez europosła Tomasza Porębę, zrobiło się gorąco. Po telefonie na Nowogrodzką, ze znanym z kultowego filmu “Apollo 13” stwierdzeniem “Nowogrodzka, mamy problem!”, wymyślono naprędce spot z pytaniami do Platformy Obywatelskiej.

Niestety, w gruncie rzeczy akcja “Pytania do opozycji” tylko podkreśliła mizerię programową PiS w zakresie polityki samorządowej. Na czym bowiem się skupiono? Na kwestii wieku emerytalnego, na 500+, na 300+ czy na uszczelnieniu systemu podatkowego – czyli na programach w oczywisty sposób niezwiązanych z polityką samorządową. Co gorsza, pytanie o treści “co opozycja zrobiła dla uszczelnienia VAT” jest dla rządzących zabójcze, bowiem ostatni raport NIK wprost ujawnił, że to właśnie uchwalone w poprzedniej kadencji solidarna odpowiedzialność dostawców w branżach wrażliwych oraz przede wszystkim Jednolity Plik Kontrolny są głównym, obok oczywiście koniunktury gospodarczej, źródłem sukcesu podatkowego obecnego obozu. Umyka także fakt, iż to PiS zniosło wyspecjalizowane w walce z mafiami podatkowymi Urzędy Kontroli Skarbowej oraz zainicjowało zniesienie sankcji za oszustwa podatkowe. Posłowie Platformy Obywatelskiej nie przespali okazji i celnie to wypunktowali, niwecząc całkowicie cel, jaki miał osiągnąć naprędce wymyślony post.

Kolejnego dnia było jeszcze gorzej. Rządzący na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej, promującej hasło #DobryProgram oraz prezentujący billboard “PiS odebrał złodziejom miliony i dał je dzieciom”, mający być odpowiedzią na akcję opozycji, po raz kolejny obnażyli, że w ramach samorządu nie mają się czym pochwalić. Znów usłyszeliśmy o 500+, wzroście PKB czy spadku bezrobocia. W kwestii programu samorządowego jedyne, co sztab Tomasza Poręby może w tej chwili zaoferować, to ogłaszane systematycznie w regionach obietnice 5 kluczowych działań dla danego województwa. Tyle tylko, że i tutaj mizeria jest olbrzymia – tylko okazjonalnie pojawiają się tam zapowiedzi leżące w kompetencjach samorządów. Większość to zapowiedzi nowych szlaków komunikacyjnych, nowych linii kolejowych, “Mieszkanie Plus” czy dofinansowanie wybranych placówek medycznych (też decyzje centralne). Program dla regionów Prawa i Sprawiedliwości jawi się niczym oferta do obywateli – zrezygnujcie ze swojej samorządności na rzecz zarządzania centralnego, a my o Was zadbamy tak, jak nikt inny nie zadbał. Zresztą to oferta “kopiuj – wklej” do tej, która ma miejsce w kwestii demontażu trójpodziału władzy, gdzie władza wykonawcza oferuje dbałość o każdy aspekt naszego życia i stanie na straży prawa i sprawiedliwości w nadziei, że ta gigantyczna władza nie będzie nadużywana.

Politycy opozycji, w końcu zmobilizowani nie tylko w bezpośrednich starciach ale i w sieci bezlitośnie przyciskają PiS do muru, zmuszając polityków partii rządzącej do wpadek i nerwowych ruchów. Jeśli cała kampania wyborcza będzie taka, jak jej pierwszy tydzień, to PiS wcale nie może być pewne końcowego wyniku i wyborczej wygranej.

>>>

>>>