Politycy PiS w oślej ławce

Marek Suski wyrasta na specjalistę od spraw niemieckich. Partyjni bonzowie PiS pchnęli tego perukarza (zawodu uczył się w rekwizytorni teatralnej) na odcinek niemiecki, na którym to froncie walczy o reparacje wojenne.

Pchnięty Suski znalazł się nieoczekiwanie oko w oko z ambasadorem niemieckim. Nie potraktował go bagnetem, ani szrapnelem, ale porozmawiał sobie („chyba z pół godziny”). Perukarz Suski relacjonował o tym w Polsat News. Co powiedział mu zaskoczony niemiecki ambasador? „Porozmawiajmy o tym słoniu, który może zatruć nasze relacje”.

Bynajmniej Suski nie walczył w ZOO jak Jan Onufry Zagłoba z małpami, bądź Jan Chryzostom Pasek, ale – cytuję perukarza – „sprawa reparacji to jest słoń w naszych stosunkach”. Intelektualnie Suski jest zawsze niedysponowany i mógł nie zrozumieć metafory, np. słonia w składzie porcelany i do tego w idiomie niemieckiej porcelany miśnieńskiej.

Dlaczego Suski został wysłany do przedstawiciela rządu niemieckiego? Możemy się domyślać. Aby ośmieszyć sprawę, pokazać Niemcom, że reperacje wojenne nie są poważnym problemem.  Bo jak inaczej postrzegać klowna Suskiego, gdyby stanąłby w naszych drzwiach? Przecież nie zadzwonimy do cyrku, aby przyjechali odebrać swój personel, ani nawet – gdyby stawał się nazbyt namolny – nie wypchniemy go na schody. Posłuchamy jego bajdurzenia zoologicznego i przypomnimy mu, że może pójść z tym do telewizji.

Suski jest sekretarzem stanu w kancelarii Mateusza Morawieckiego. Udając się powyższym tropem, stwierdzić należy, że na czele tego cyrku stoi premier. I wiemy też, że w tym ośrodku rozrywki mają na stanie słonie. Jak z innymi egzotycznymi zwierzętami, szczególnie tym jednym „patriotycznym” z Pacanowa?

Inna postać niewiele odstająca wzwyż od Suskiego poseł PiS Arkadiusz Mularczyk był powiedzieć PAP, iż zlecono przygotowanie pięciu ekspertyz dotyczących strat poniesionych przez Polskę podczas II wojny światowej. Nad ekspertyzami pracować będą prawnicy, rzeczoznawcy, naukowcy.

To się sztab ludzi napracuje nad historycznym zdarzeniem, którego koniec nastąpił w 1945 roku. Co prawda straty szacunkowe już od dawien dawna są znane, ale Suski, Mularczyk i inni politcy PiS repetują z historii (i nie tylko z tego przedmiotu wiedzy). Rozum nie trzyma się ich głów, jak to bywa z tymi, którzy zostali posadzeni w oślej ławce. Och, zapomniałbym – ze słoniem.

 

Poseł Mularczyk kopiuje Patryka Jakiego? Rusza ambitna ofensywa ws. reparacji

Poseł Mularczyk kopiuje Patryka Jakiego? Rusza ambitna ofensywa ws. reparacji

Fot. Flickr/Sejm RP

Rząd planuje w wielkim stylu wrócić do tematu reparacji wojennych od Niemiec za straty poniesione podczas Drugiej Wojny Światowej. Poseł Arkadiusz Mularczyk, przewodniczący parlamentarnego zespołu zajmującego się sprawą reparacji wyjawił ambitne plany władzy w tym kierunku.

Sprawa ta, choć niemożliwa do międzynarodowego rozstrzygnięcia na naszą korzyść oraz niewątpliwie szkodząca relacjom z Berlinem, wraca w PiS jak bumerang. Nie powinno to jednak dziwić. Reparacje wraz z reprywatyzacją są bowiem obszarami dla PiS symbolicznymi. Oba reprezentują bowiem olbrzymi wymiar krzywdy ludzkiej, gdzie ofiary przez lata żyły w zapomnieniu oszukane lub porzucone przez aroganckie państwo. W drugim przypadku winne były to “chodzące na pasku Berlina elity III RP”, a w pierwszym dążący do dominacji sąsiedzi, którzy przy przyzwoleniu właśnie “nowej targowicy”, mogli przez lata uciskać słabszych.

Reparacje są zatem formą wołania o sprawiedliwość, należne miejsce w świecie, coś co działa na umysły elektoratu partii rządzącej mocniej niż nawet wielomiliardowe kontrakty inwestycyjne jakie mógłby wynegocjować Mateusz Morawiecki. Ludzie żyjący w trudnej sytuacji ekonomicznej stykając się wielokrotnie z sytuacjami arogancji przedstawicieli państwa czują nie tylko rosnące upokorzenie, ale i częściowo zniewolenie przez żelazny uścisk rzeczywistości. PiS dostarczył zaś perfekcyjny plaster na te emocje. Plaster, który nie ma nic wspólnego z logiką, ale który doskonale kanalizuje zgromadzone w znacznej części społeczeństwa emocje. Trzeba bowiem powiedzieć otwarcie, że wyborcy kierują się w swoich politycznych wyborach o wiele częściej uczuciami niż rozsądkiem, a Prawo i Sprawiedliwość nauczyło się to wykorzystywać. Stąd temat po prostu nie ma prawa znikać z polskie debaty publicznej i będzie przez rząd przeciągany w nieskończoność. Arkadiusz Mularczyk liczy także, że stanie się w temacie reparacji tym, kim w reprywatyzacji jest Patryk Jaki – “bohaterem prostego ludu”. 

Co zatem zaproponował poseł Mularczyk?

Dojdzie do kilku-kierunkowej ofensywy. W pierwszej kolejności zostanie przygotowanych 5 ekspertyz, które oszacują szczegółowo wartość polskich strat materialnych, potencjału ludzkiego i demograficznego. Czeka nas zatem festiwal prezentacji porażających liczb i rozdrapywania historii, ponieważ bez wątpienia media prorządowe zaczną kampanie promującą roszczenia i pokazująca olbrzymia wręcz “skalę niesprawiedliwości” zdominowanej przez Niemcy Europy. Pierwsza ekspertyza skupi się bowiem na utraconym kapitale ludzkim, druga na potencjale demograficznym (który jest ekonomicznie wręcz nie do wycenienia), trzecia na stratach majątkowych. Czwarta dotyczyć będzie utraconych dochodów, czyli strat wynikających z zatrzymania normalnego biegu gospodarki. W końcu piąta ekspertyza omówi wartość utraconych przez Polskę dóbr kultury i dzieł sztuki. Każdy z dokumentów będzie stanowił paliwo na kolejne dni medialnej nagonki.

To jednak nie koniec, ponieważ ma zostać opracowana ścieżka sądowa dochodzenia roszczeń. W tej sprawie wypowie się Trybunał Konstytucyjny, ponieważ PiS chce zniesienia immunitetu sądowego Niemiec na terenie Polski. Mularczyk podkreślał, że Niemcy wypłacili wszystkim krajom łącznie 67 mld euro, z czego Polacy otrzymali 2 proc, co “pokazuje wielką dyskryminację i niesprawiedliwość “.

Niestety znów polska polityka kieruje się zasadą XIX-wiecznego romantyzmu, że “czucie i wiara silniej mówi do mnie niż mędrca szkiełko i oko”. Znowu kierujemy się w ślepą uliczkę z powodów narodowych kompleksów. Druga Wojna Światowa nie była sprawiedliwa, ani ład powojenny nie był sprawiedliwy. Jednak wpływ na ówczesną sytuację był poza naszym zasięgiem. Wbrew temu co mówi PiS cały region Europy środkowo-wschodniej jest poszkodowany. PiS zapomniał najwyraźniej, że ZSRR w wyniku wojny stracił 26 milionów obywateli oraz poniósł olbrzymie straty materialne na terenie obecnej Białorusi i Ukrainy. To właśnie tych ostatnich krajów dotyczyła tez proporcjonalnie duża do ich rozmiarów część sowieckich strat. Nasi żyjący wówczas pod jarzmem ZSRR sąsiedzi również nie otrzymali reparacji. Historia potrafi sprowadzić na manowce jeśli patrzy się na nią całkowicie wybiórczo.

Źródło: dziennik.pl

crowdmedia.pl

 

Jaki jest wyborca PiS-u? Zupełnie inny, niż dotąd myśleliście [7 FAKTÓW]

07.01.2018, 

.© Getty .

Krytycy Prawa i Sprawiedliwości często przedstawiali wyborców tej partii jako roszczeniową grupę, którą Jarosław Kaczyński przekupił. On dał im 500 zł na dziecko i niższy wiek emerytalny, a oni oddali mu władzę w Polsce, zapominając o demokracji i rządach prawa. Tymczasem z badań socjologów z Uniwersytetu Warszawskiego wyłania się zupełnie inny obraz.

Autorzy badań – dr hab. Marcina Gduli, wraz z Katarzyną Dębską i Kamilem Trepką – udali się do jednej z mazowieckich miejscowości. Jej nazwa pozostaje tajemnicą, ale wyróżnia ją to, że w wyborach parlamentarnych w 2015 roku PiS zdobyło rekordowo wysokie poparcie. Badacze chcieli zrozumieć, dlaczego mieszkańcy „Miastka” (pod taką nazwą ukryto miejsce prowadzenia badań) gremialnie głosowali na PiS. Chcieli także stworzyć charakterystykę przeciętnego wyborcy partii Jarosława Kaczyńskiego. Efekt? Raport „Dobra zmiana w Miastku. Neoautorytaryzm w polskiej polityce z perspektywy małego miasta”, który o 180 stopni zmienia sposób postrzegania sympatyków partii rządzącej.

Wcale nie sfrustrowana „Polska B”

Obiegowa opinia o głosujących na PiS jest taka, że to tzw. przegrani transformacji, zamieszkujący „Polskę B”, czyli województwa na ścianie wschodniej. Niezadowoleni z życia, nienadążający za globalnymi przemianami, targani wieloma historycznymi resentymentami.

Tymczasem z badań wynika, że wyborcy PiS nie różnią się niczym od reszty populacji – znajdziemy wśród nich zarabiających dobrze, zadowolonych z życia, optymistycznie zapatrujących się na przyszłość, jak również mniej majętnych, bardziej krytycznych wobec swojej sytuacji.

Wyborcy PiS-u nie są nawet etatowymi krytykami III RP czy transformacji ustrojowej. Widzą, że w kraju wiele zmieniło się na lepsze, a Polska jako państwo konsekwentnie goni pod względem zamożności państwa zachodnie. Nie znaczy to jednak, że są wobec minionych 28 lat bezkrytyczni.

Demokraci pełną gębą

Uczestnicy antyrządowych demonstracji lubują się w oskarżaniu wyborców PiS-u o przyzwalanie na wprowadzanie „dyktatury”, „faszyzmu”, „zamordyzmu”. Z badania dr. Gduli i współpracowników wynika jednak, że elektorat rządzącej partii jest mocno przywiązany do demokratycznego państwa. Uważa przy tym, że PiS wygrał wybory i ma prawo rządzić, spełniając obietnice z kampanii wyborczej. Z kolei antyrządowe protesty, zamiast zasiewać w głowach sympatyków obozu władzy ziarno wątpliwości, tylko utwierdzają ich w przekonaniu, że wybrani przez nich politycy robią to, co obiecali w 2015 roku.

Dość pogardy i pouczania

Fenomen poparcia dla ugrupowania prezesa Kaczyńskiego leży jednak gdzie indziej – w walce z tzw. elitami społecznymi, do których wyborcy PiS-u są wyraźnie uprzedzeni. Z rozmów przeprowadzonych przez autorów badania wynika, że wielu mieszkańców „Miastka” przez długie lata czuło się przez te elity marginalizowane i pogardzane. Trudno się dziwić, że mieli tego serdecznie dosyć i poparli partię, która na celownik wzięła właśnie te elity, obiecując przemodelowanie struktury społecznej w kraju.

 

PiS wykorzystało to, budując spójny przekaz i silną tożsamość swojego elektoratu, opartą na niechęci zarówno do wywyższających się elit, jak i rozmaitych patologii społecznych czy zewnętrznych „wrogów” (np. uchodźców). Sympatycy „dobrej zmiany” mieli też dosyć powtarzanych przez lata haseł, że Polska jest krajem na dorobku, a wszystko, co polskie i „nasze” jest gorsze od tego, co zachodnie. PiS położyło tej narracji kres, w wielu miejscach – co dziś doskonale widać – aż do przesady. Ten ruch bardzo się jednak opłacił, bo wyśmiewani „Janusze” i „Grażyny” z prowincji i małych miejscowości wreszcie poczuli, że ktoś mówi do nich i ich językiem.

„Zwykli ludzie”, czyli sól tej ziemi

Mistrzowskim i strategicznie kluczowym posunięciem ze strony PiS-u było przekonanie całej rzeszy tzw. zwykłych Polaków, że to oni są solą polskiej ziemi, to oni reprezentują normalność i to oni mają prawo do poczucia wyższości względem zepsutych, skompromitowanych elit. Właśnie na tym przeciwstawieniu „zwykłości” i elitarności PiS zbudowało swoje poparcie. Dlatego w retoryce partii rządzącej nie ma miejsca na półśrodki: albo jesteś za zwykłymi Polakami, albo za skorumpowanymi elitami; albo jesteś za Polską, albo donosisz na ojczyznę za granicą.

Godność odzyskana

Naturalnym efektem opisanej w dwóch powyższych punktach narracji było przywrócenie godności wyborcom PiS-u. Właśnie na brak szacunku, zwłaszcza ze strony znienawidzonych elit, narzekało wielu rozmówców dr. Gduli i jego współpracowników. PiS wyczuło te nastroje i świetnie obsłużyło buzujące antagonizmy, chociażby powtarzając na okrągło hasło o „wstawaniu z kolan” w polityce zagranicznej.

Jeszcze większe zasługi miały tutaj hasła prawicy o Polsce jako ostatni bastionie chrześcijaństwa w Europie czy „przedmurzu”, chroniącym Stary Kontynent od „zalewu” uchodźców-islamistów. Wielu wyborcom PiS hasła te pozwoliły wreszcie poczuć dumę z bycia Polakami. Nadać sens swojemu życiu i aktywności w polityce. A to dla partii politycznej gigantyczny kapitał.

W błędzie są też wszyscy etatowi krytycy programu „Rodzina 500 plus”, twierdzący, że Polacy sprzedali swoją wolność za tzw. socjal. Otóż nie! Z przytaczanego raportu jasno wynika – sympatycy PiS-u nie uważają, że „500 plus” to wspaniały dar, za który należy się wdzięczność. Uważają raczej, że te pieniądze po prostu się rodzinom należały, tyle że do tej pory żaden rząd nie zdecydował się ich wypłacać. Flagowy program PiS-u ma też dla wyborców partii istotny aspekt równościowy – 500 zł na dziecko biorą tak samo „zwykli Polacy”, jak i przedstawiciele wykształconych, wielkomiejskich elit.

Biało-czerwona drużyna

Szanowani i docenieni w retoryce PiS wyborcy partii bardzo szybko poczuli się częścią wspólnoty – „biało-czerwonej drużyny”, o której wielokrotnie mówiła premier Beata Szydło. Poczuli związek nie tylko z określoną partią polityczną, ale również pozostałymi członkami tej zbiorowości. Banał? Bynajmniej. Każdy psycholog i socjolog powie, że potrzeba akceptacji i przynależności jest jedną z najsilniejszych. Platforma Obywatelska takiego poczucia wspólnotowości wytworzyć nie potrafiła. Jej wyborcy jednoczył raczej określony cel (rozwój) czy pragmatyzm (osławiona „ciepła woda w kranie”).

Uchodźca, czyli etatowy wróg

PiS ma też jednak asa w rękawie. Coś, co ratuje tę partię, kiedy na misternie budowanej narracji pojawiają się rysy i pęknięcia. To postać wroga, obcego. PiS przez lata obsadzało w tej roli Platformę Obywatelską i Donalda Tuska. Jednak jeszcze przed zwycięstwem w 2015 roku znaleziono wroga, którego o wiele łatwiej wykorzystać. Wszyscy pamiętamy, jak Jarosław Kaczyński mówił o uchodźcach, że przenoszą choroby, a w niektórych krajach Europy istnieją już strefy szariatu. Po objęciu władzy ten przekaz doskonalono, włączając w jego szerzenie publiczne media.

Postać uchodźcy (obcego) sama w sobie świetnie spełniała rolę wroga, jednoczącego elektorat partii rządzącej. Kiedy jednak PiS „skleiło” uchodźców z terrorystami, efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. W kilka miesięcy ze społeczeństwa przyjaznego obcym i otwartego na uchodźców Polacy stali się wspólnotą przesiąkniętą strachem, która bez chwili wahania wyparła się nauczania Kościoła katolickiego o pomocy bliźniemu.

Jednak PiS zaoferował swoim wyborcom nie tylko wroga, ale i rozgrzeszenie z potępiania tego wroga. Chrześcijan można by obwiniać za ksenofobię i rasizm wobec imigrantów, ale skoro ci imigranci są terrorystami, problem sam się rozwiązuje. Udzielania pomocy terrorystom przecież nikt nie wymaga. Wyimaginowana walka z zalewem terrorystów stała się kolejnym jednoczącym wyborców PiS elementem element.

 

msn.pl