„Czapki z głów przed Polakami” – komentarz po wizycie prezydenta Komorowskiego w Berlinie

Prof. Arkadiusz Stempin, 12.09.2014
Prof. Arkadiusz StempinProf. Arkadiusz Stempin (archiwum prywatne)
Niedługo po objęciu rządów, w 2008 roku, Donald Tusk powiedział, że w relacjach z Niemcami okres gestów zakończył się i musi ustąpić polityce opartej na wzajemnych interesach. Polski premier pomylił się – pisze dla TOKFM.pl prof. Arkadiusz Stempin.
„Realpolitik” w stosunkach polsko-niemieckich do dziś flankuje polityka gestów i symboli, garściami czerpiąca z obopólnego historycznego sprzężenia, najczęściej obciążonego odium historii.Dowodzi tego awantura o Erikę Steinbach, Centrum przeciw wypędzeniom z jednej i obecność czołowych polityków z obydwu krajów na historycznych rocznicach w Niemczech i w Polsce z drugiej strony. Ostatni przykład – wizyta prezydenta Gaucka 1 września na Westerplatte i prezydenta Komorowskiego w Berlinie.

 

Jak się zbliża narodyMożliwe, że istotniejszy od symboliki przemówienia polskiego prezydenta w „sercu niemieckiej demokracji”, jak to ujął sam Bronisław Komorowski czy hymnów pochwalnych wygłaszanych pod jego adresem przez opiniotwórcze media nad Renem, jest szerszy tego kontekst.

Ważniejszy może być nawet stawiany dzisiaj niepisany warunek: pora na inne postrzeganie Polski – teraz jako kraju o znacznym ciężarze gatunkowym w UE. Nie ogranicza się to do elit politycznych, ale rozciąga na szersze grupy niemieckiego społeczeństwa, zakotwiczone nie w wysokiej, ale w masowej kulturze.

Te grupy społeczne nie wysłuchają koncertu Christiana Zimmermanna w Monachium i nie obejrzą wystawy o Powstaniu Warszawskim w Berlinie. Dla nich wizerunek Polski zmienił się pod wpływem ich przyjazdu na Mistrzostwa Europy w 2012 roku lub relacji o nich. Nie mniejsze znaczenie ma coraz gęstsza sieć niemiecko-polskich powiązań partnerskich, zawarta między szkołami, miastami czy firmami. A to syn pojechał z klasą na wycieczkę do Gdańska, a to sąsiad wrócił z wyjazdu służbowego do Polski…

Szacunek budzą też polskie firmy obecne w Niemczech, o których statystyczny Polak sam mało wie. Np. znana w kraju sieć „Smyk” jest potentatem na niemieckim rynku zabawek, który wykupił jedną z najbardziej liczących się miejscowych sieciówek „Spiele Max”.

Stereotypy?

Oczywiście zdarzają się incydenty. Film „Nasze matki, nasi ojcowie” był przed rokiem wielkim faux pas. Ginie on jednak w natłoku medialnych przekazów o II wojnie światowej, uwzględniających wrażliwość historyczną Polaków. Jeden z nich, dokument „Konspiratorki” o polskim państwie podziemnym, który wyszedł spod ręki reżysera Paula Mayera, każdy Niemiec może sobie nabyć na portalu Amazon.

Z kolei niedawny incydent na ME w pływaniu w Berlinie, kiedy spiker zapowiedział występ polskiej reprezentacji, która zapewne powróci z niemieckimi samochodami, spotkał się z taką krytyką niemieckiej opinii publicznej, że za kolportowanie stereotypu Polaka-złodzieja samochodów musiał się on publicznie połajać.

Szacunek dla Polaków

A „Realpolitik”? Tu silna pozycja Polski opiera się na współpracy z Berlinem. Wobec opcji ubijania interesów z najsilniejszym państwem w UE nie ma zresztą alternatywy. Tym bardziej, że po upadku osi Berlin – Paryż automatycznie wzrosło znaczenie Warszawy. Nawet jeśli są obszary dywergencji, np. w zakresie polityki energetycznej (Polska optuje za węglem, łupkami i energią jądrową, Niemcy za energią zieloną). Tyle że w UE jest to całkiem normalna rzecz.

Realny efekt współpracy z Berlinem to też „namaszczony” przez kanclerz Angelę Merkel na szefa Rady Europejskiej premier Donald Tusk. Bynajmniej nie musi on chodzić na jej pasku. Udowodnił to w ostatnich dniach szef Komisji Europejskiej Jean C. Juncker, też „człowiek Merkel”, o którego to nominację pani kanclerz miesiącami kruszyła kopię.

Juncker wyalienował się od „protektorki”, prezentując autorski skład Komisji Europejskiej, w najmniejszym stopniu uwzględniający interesy Niemiec. Wzór dla polskiego polityka? Jak najbardziej, jeśli temu ostatniemu zależy na wzmocnieniu centralnych instytucji europejskich, osłabionych w okresie kryzysu waluty euro preferowaną przez kanclerz Merkel polityką uzgodnień międzyrządowych między najsilniejszymi unijnymi stolicami.

Zresztą sama nominacja Tuska budzi u Niemców największy szacunek dla Polski. Gdyż ta gotowa jest poświęcić premiera na potrzeby Unii. Rezygnacja, np. kanclerza Niemiec na rzecz urzędu w Brukseli szybko się nie zdarzy. Na stanowiska unijne ubiega się „drugi garnitur polityków” albo ci, którzy „za chwilę na emeryturze będą wydawać w Propylaen Verlag swoje memuary” – napisał kąśliwie „der Spiegel”. Czapki z głów przed Polakami – brzmi przesłanie najbardziej opiniotwórczego magazynu w Niemczech.

 

TOK FM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s