Policjant dołowy o miesięcznicach

Policjant dołowy o miesięcznicach

W miesięcznicach smoleńskich biorą udział trzy strony. Uprzywilejowana, której wydzielono specjalną strefę Polski, eksterytorialną część, innym Polakom nie można na nią wejść.

Druga strona – obywatelska, nie godząca się z zawłaszczeniem Polski i ośmieszaniem ojczyzny.

I trzecia strona – policja, która wykonuje swoje opłacone obowiązki, pilnuje porządku. My widzimy tylko wykonawców ze strony policji, porządkowe uzbrojone ramię w pały i emocjonalny szantaż wylegitymowania, a także zastraszenia paragrafem. Nie widzimy policyjnej głowy, czyli komendantów, którzy posłali krawężników w bój.

Górę policji zatem należy zaliczyć do tej pierwszej strony – uprzywilejowanej, bo została przez władze PiS awansowana i namaszczona do służbowego podporządkowania.

Portal wp.pl przeprowadził wywiad z policjantem, który zabezpiecza miesięcznice. I ten policjant też narzeka na swój los, jak przysłowiowy górnik, wg którego jego praca jest najcięższa. 10 każdego miesiąca dla tego funkcjonariusza to „przesrane”: – „Trzeba nastawić się, że nie będzie łatwo i przejść przez to z zaciśniętymi zębami”.

Policjant narzeka, że musi być przyzwoity: – „Wszędzie są dziennikarze, którzy tylko czekają, aż ktoś wyprowadzi nas z równowagi do tego stopnia, że będziemy musieli podjąć interwencję.”.

Ale policjant to jest ktoś, kto myśli, odbiega od swego wzorca gamonia milicjanta z PRL-u. Musi podjąć decyzję, którą wywiadowany opisuje na przykładzie: – „Jeden z sympatyków Obywateli RP zachowuje się bardzo głośno, chyba właśnie krzyczy coś w stylu „Do kościoła, do kościoła!”. Kolega wchodzi w tłum, żeby go wyprowadzić”.

Policjant owo zdarzenie dramatyzuje, opisuje otoczkę wrogości wobec formacji policji. Lecz w tym jego opisie widać błąd intelektualny, bo co jest w złego w okrzyku „do kościoła”? Czy policjant jest od interpretacji socjologicznej miesięcznicy i oceny tego, któremu nie podoba się takie comiesięczne profanum i wyraża go okrzykiem?

Gwoli sprawiedliwości, policjant widzi zakłamanie strony, którą ochrania: – „Tylko maszerują pod pałac prezydencki i robią z tego akt polityczny. Ogromna hipokryzja, to mnie najbardziej wkurza”.

Uff… Ciężka jest dola górnika, tj. policjanta dołowego ochraniającego miesięcznice. Końcowa refleksja funkcjonariusza też sporo mówi o klimacie, jaki panuje w policji: – „Pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli barierki, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja spodobała, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie doceniliby naszą pracę”.

Kto zatem ten klimat w Polsce stworzył? Czasami warto zadać sobie takie pytanie. Czy Obywatele RP przychodziliby 10. każdego miesiąca, gdyby nie było miesięcznic? Inne pytanie nie padło, a bodaj jest najważniejsze: czy ten konkretny funkcjonariusz dołowy wypełniłby polecenia swego zwierzchnika, który jest z awansu pisowskiego, aby użyć siły, gdy dojdzie do prowokacji?

Wówczas jest tylko jedna strona – zaatakowani protestujący. Wywiadowany policjant mógłby otrzeć pot z czoła i powiedzieć, jak trudno jest być przyzwoitym, bo trzeba wypełnić obowiązki człowieka. Uff…

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

„Sami w Europie”, „będziemy wyspą wolności i tolerancji”. Kaczyński krótko na miesięcznicy

raq, 10.09.2017

88. miesięcznica katastrofy smoleńskiej

88. miesięcznica katastrofy smoleńskiej (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

IV RP coraz bliżej, Polska będzie suwerenna, sprawiedliwa i silna; nawet jak w niektórych sprawach będziemy w Europie sami, to pozostaniemy wyspą wolności i tolerancji – tak można streścić wyjątkowo krótkie przemówienie Jarosława Kaczyńskiego na 89. miesięcznicy smoleńskiej.

Kaczyński podkreślał w comiesięcznym wieczornym wystąpieniu przed Pałacem Prezydenckim, że siedem lat temu była bardzo daleka droga do prawdy i do czasu, gdy staną pomniki smoleńskie. Teraz, jak mówił, IV RP jest coraz bliżej.

– Pewnego dnia będziemy mogli powiedzieć, że mamy IV RP, że Polska została naprawiona, że mamy taką Polskę, której chcemy: sprawiedliwą, suwerenną, niepodległą, wolną i silną – powiedział szef PiS.

Bądźcie pewni, że będziemy mieli taką Polskę, że nikt nam nie narzuci woli z zewnątrz. Nawet jeżeli w pewnych sprawach pozostaniemy w Europie sami, to pozostaniemy i będziemy tą wyspą wolności, tolerancji, tego wszystkiego, co tak silnie było obecne w naszej historii.

Kaczyński podkreślał, że jego zwolennikom musi towarzyszyć konsekwencja, cierpliwość i spokój. – Zwycięstwo jest blisko. Musimy dalej cierpliwie, z pełną determinacją iść do przodu – mówił.

Zwracał też uwagę, że tym razem nie było żadnych incydentów podczas miesięcznicy. -Pomijając okrzyki, na które nie warto zwracać uwagi, dziś było spokojnie – zauważył.

Co odróżniało tę miesięcznicę od poprzednich, to także fakt, że wystąpienie prezesa Kaczyńskiego było wyjątkowo krótkie.

Skargi na policję po kontrmiesięcznicy

Tradycyjnie natomiast policja została postawiona w stan podwyższonej gotowości. Barierki przegradzające Krakowskie Przedmieście pojawiły się już w sobotę po południu.

Obywatele RP skarżyli się na działania policji w czasie kontrmiesięcznicy: – Policja wbiła się klinem w tłum i zaczęła wyciągać ludzi. Nikt nie wie o co chodzi. Zgromadzenie jest legalne, nic nie blokowaliśmy.

gazeta.pl

Ale się musiał zagrzać…

Kiedy i czy w ogóle wyborca PiS przejrzy na oczy?

Kiedy i czy w ogóle wyborca PiS przejrzy na oczy?

Do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Z rosnącym mozołem trawię telewizyjne występy polityków i programy gadających głów, gdzie coraz częściej obserwuję zjawisko nazywane przez fachowców od przekazu TV „asynchronem”. Nijak nie zgadza mi się obraz z głosem. Widzę miny poważne, skupione twarze, czoła przeorane bruzdami głębokich propaństwowych myśli i zabronowane zmarszczkami – oznakami troski o polską rację stanu. I równocześnie słyszę oczywiste, ewidentne, niezbite, bezsporne, niezaprzeczalne i prymitywne łgarstwa, jakich wstydziłby się nawet baron Münchhausen, który potrafił sam siebie wyciągnąć z bagna za włosy.

Liczna grupa polityków usiłuje mnie przekonać, że bezczelny zamach PiS na władzę sądowniczą, która przeszkadza tej partii w niezakłóconym panowaniu, ma na celu zwiększenie niezależności sądów i zaowocuje wzmocnieniem konstytucyjnego trójpodziału władzy. Żaden z nich nawet nie mrugnie, wyjaśniając beznamiętnie, że rozsiane po kraju bilbordy, oczerniające polskich sędziów i polski wymiar sprawiedliwości, to element akcji promującej za granicą nasze sukcesy i osiągnięcia.

Widzę uduchowione twarze polityków, ogarnięte płomieniem przenajświętszego oburzenia, ponieważ Jurek Owsiak w rapowanym utworku, który tradycyjnie kończy Przystanek Woodstock, ośmielił się przekazać młodym ludziom przesłanie miłości i przyjaźni, okraszone kilkoma mocnymi słowami. Jednego z tych śmiertelnie oburzonych pamiętam z Klubu Dziennikarzy we Wrocławiu, jak rzucał licznymi ku…ami przy bufecie, bynajmniej nie z zamiarem przesłania miłości i przyjaźni. Innym, dotkniętym nagłym atakiem poprawności językowej, chętnie przypomnę polityków ich własnej formacji, przyłapanych czułym mikrofonem na obrzucaniu sąsiadów niecenzuralnymi wyzwiskami. A polityków, którzy demonstrują szalone przywiązanie do reguł obowiązujących w Kościele katolickim, spytałbym też, dlaczego nie zareagowali, gdy według relacji świadków, podczas ingresu arcybiskupa Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego, abp Sławoj Leszek Głódź miał powiedzieć do jednego z fotografów: – „Spier…laj!”. Dlaczego wtedy nikt nie zaproponował, by siejącym zgorszenie dostojnikiem zajęła się prokuratura i sąd?

Pani premier Szydło z kamienną twarzą zapewnia, że Polska jest państwem o modelowej demokracji, a jedynie wrogie ośrodki i niedouczeni prawnicy z rozmaitych trybunałów międzynarodowych usiłują nadziać nas na widelec – bodaj ten sam, który sprezentowaliśmy Francuzom ucząc ich kultury. Zdaniem pani Szydło – zdaniem wygłoszonym z groźną miną przeciwczołgową – do dzisiaj trzeba uczyć prezydenta Francji, który o polityce nie ma pojęcia, bo i skąd miałby mieć, jeśli nie posiada doświadczenia. Co innego sama pani premier, która o kulturze wie wszystko, bo zawiadywała gminnym ośrodkiem kultury, a doświadczenie polityczne zdobyła, rządząc prowincjonalnym Brzeszczem, nie mówiąc już o dogłębnej wiedzy zdobytej na stanowisku wiceprezesa gminnej Ochotniczej Straży Pożarnej. Tak więc pani Szydło ma prawo z surową miną nieugiętego Katona cenzurować największe postacie światowej polityki. Ma też prawo głoszenia dowolnych bzdur, a także podłych insynuacji o przekupnych opozycjonistach, zwożonych ciupasem na demonstracje antyrządowe. Ma prawo, ponieważ nauczyła się robić to z przekonaniem i namalowaną na obliczu absolutną pewnością siebie, swojej wiedzy, doświadczenia i kwalifikacji. Identyczną ekspresję wyraża twarz ministra Ziobry, kiedy wyrazy unijnej troski o polską demokrację i praworządność przyrównuje do dawnych dyrektyw z Moskwy. Dokładnie tę samą pewność siebie widać na obliczu minister Zalewskiej, przekonującej nas, że w efekcie jej reformy nie tylko żaden nauczyciel nie straci pracy, ale wręcz przybędzie etatów w oświacie.

Świat widział już wielu skundlonych polityków, którzy uwodzili tłumy, brzdąkając na głęboko skrywanych niskich instynktach. Zaskoczeniem jest natomiast zdumiewająco liczny tłum Polaków, którzy wtórują populistom, powielając ich fałszerstwa i kalekie opinie. Psychologowie twierdzą, że kłamstwo poparte autorytetem państwowego stanowiska i głoszone z przekonaniem, z odpowiednią mimiką i butną pewnością siebie, ma wielokrotnie większą siłę przebicia. Może i tak. Ale mam wrażenie, że coraz więcej zwolenników PiS dostrzega krótkie nogi narracji swoich przedstawicieli, a mimo to trwa przy nich, za cenę pokaleczonej godności własnej i zszarganej opinii.

Co się stało tym ludziom? Mam w tej sprawie pewną teoryjkę. Otóż, od pierwszego dnia swych rządów PiS sączy wokół przekonanie, że cokolwiek wyprawia, robi to w imię Suwerena, dla jego dobra. Suweren nie zauważa, że w istocie jego dobra są przez PiS zagarniane. Nie zauważa, bo nie ma świadomości, że demokracja i wolność stanowią jego osobistą własność. Godzi się więc na paskudne metody sprawowania władzy, w przekonaniu, że te środki uświęca cel, czyli on sam. Bo celem PiS-owskiej rewolty jest przecież Suweren. Tak mówi PiS – i tego trzymał się będzie dowartościowany nareszcie wyborca partii władzy.

Niestety, przybywa dowodów, że prawda jest inna. Wyborcy nie są CELEM działań PiS. Jesteśmy tylko ŚRODKIEM utrzymania władzy tej partii. Jesteśmy obiektem jej indoktrynacji, by docelowo wiedzieć to samo, wierzyć w to samo i myśleć tak samo. Jesteśmy przedmiotem zabiegów znanych z historii państw, które bez większego oporu i na własne życzenie stały się autokratyczne, totalitarne lub faszystowskie. W każdym z takich krajów była liczna opozycja, która albo nie mogła uwierzyć w ostateczny upadek demokracji, albo nie potrafiła uzgodnić reguł współpracy, personalnego przywództwa lub metod oporu. W każdym z tych państw byli ludzie, którzy ze strachu lub dla świętego spokoju nie przeciwstawiali się władzy. Ale do upadku demokracji ostatecznie przyczyniali się ci, którym udało się wmówić, że zło wokół nich czynione jest dla ich dobra.

Jak dotrzeć z tą wizją do wyborców PiS? Jak ich przekonać? Co zrobić, by atrakcją turystyczną zdemolowanej Polski nie stały się wysypiska połamanych sumień, składy sczerniałych charakterów i cmentarze poległych nadziei?

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

Szokujący wpis Pawłowicz o kobietach

10.09.2017

Pawłowicz przekroczyła wszelkie granice. Nie można inaczej chyba określić jej kolejnego wpisu na Facebooku, w którym „komentuje” obrady Kongresu Kobiet. Tegoroczne spotkanie odbywa się w Poznaniu pod hasłem „Alert dla praw kobiet” . IX Ogólnopolski Kongres Kobiet zgromadził ponad 5 tys. osób.
Uczestniczki debatują m.in. o roli kobiet w samorządach, o kwestii polityki w kulturze, o uchodźcach, roli kobiet w mediach.

Pawłowicz wie jednak swoje i na Facebooku napisała: – „W Poznaniu dziś Kongres Kobiet pod hasłem -ALERT dla KOBIET. Przy pustej w połowie sali zebrane osoby – sądząc po tym haśle – debatowały albo o nasilającym się zagrożeniu i zniewoleniu Dekalogiem, albo o tym, jak – na złość PIS-owi i swym facetom – przyjmować szariat w Polsce, a z nim przemiłych, delikatnych, dobrze wychowanych „gości” pani Merkel”. Posłanka PiS dodała, że „w końcu, niektóre kobiety są tego warte. A może chcą przywrócenia długiego wieku emerytalnego i dostępu do pracy w kopalni. Kopalni złota, oczywiście, lub diamentów”.

Jakby tego było mało – w kolejnym wpisie odniosła się do obecności na Kongresie Rzecznika Praw Dziecka. – „Pan Rzecznik Praw niektórych Obywateli na Kongresie Kobiet zapowiedział wzmożenie walki o prawa REPRODUKCYJNE kobiet. Ale, panie Rzeczniku, jeszcze pan nie zauważył, że ludzie nie są rzeczami, ani tym bardziej zwierzętami, bydłem, które można „reprodukować”? Myli pan fermę hodowlaną z rodziną człowieczą… Czyżby był pan rzecznikiem „obywateli baranów, krów, kóz i owiec”? – pytała Pawłowicz w swoim wpisie.

A my pytamy, czy na sali jest lekarz?

koduj24.pl

„Polsce przysługują reparacje wojenne od Niemiec”. TVP Info dostało opinię sejmowych prawników

raq, IAR, 10.09.2017

Jarosław Kaczyński i Angela Merkel

Jarosław Kaczyński i Angela Merkel (FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA)

Polsce przysługują reparacje wojenne od Niemiec – taki jest, według TVP Info, główny wniosek z opinii Biura Analiz Sejmowych. O ekspertyzę zwrócił się poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Rząd w Berlinie twierdzi z kolei, że „sprawa jest zamknięta politycznie i prawnie”.

Biuro Analiz Sejmowych poinformowało w niedzielę, że zakończyło prace nad ekspertyzą dotyczącą możliwości dochodzenia roszczeń od Niemiec za straty materialne i osobowe z czasów drugiej wojny światowej.

Szef Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka zapowiedział, że dokument zostanie najprawdopodobniej opublikowany w poniedziałek na stronie internetowej Sejmu. Opinia została przekazana posłowi Mularczykowi.

TVP Info buduje napięcie

TVP Info wczesnym popołudniem zapowiedziała, że wieczorem gościem stacji będzie Mularczyk, a tematem rozmowy reparacje.

Szef portalu tvp.info Samuel Pereira dodatkowo podgrzewał na Twitterze, pytając „gotowi na newsa?”.

„Polsce przysługują roszczenia odszkodowawcze”

W końcu portal opublikował artykuł Pereiry, który twierdzi, że z opinii sejmowych prawników wynika, że Polska może ubiegać się o reparacje.

Jak pisze, 40-stronicowy dokument jest analizą sytuacji prawnej Polski w sprawie reparacji wojennych od Niemiec.

Wśród głównych wniosków z ekspertyzy tvp.info wskazuje m.in., że „proporcjonalnie do całkowitej liczby ludności i majątku narodowego, Polska poniosła największe w Europie straty osobowe i materialne”, a wynikały one „z działań wojennych i niemieckiej polityki okupacyjnej, tj. celowej i zorganizowanej eksterminacji polskiej ludności oraz pracy przymusowej społeczeństwa polskiego i celowego niszczenia mienia, w tym m.in. zburzenia Warszawy”.

Twierdzenie, że Polsce przysługują wobec Niemiec roszczenia odszkodowawcze jest zasadne, a tezy o ich wygaśnięciu lub przedawnieniu są nieuzasadnione

– tak tvp.info opisuje wnioski z ekspertyzy.

Ponadto podaje, że obowiązujące akty prawa międzynarodowego i powojenna praktyka „przemawiają za dochodzeniem przez Polskę od Niemiec odszkodowań za szkody spowodowane II wojną światową”.

Sprawa reparacji powróciła w Przysusze

Kwestia odszkodowań wojennych od Niemiec wróciła za sprawą szefa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który na lipcowej konwencji Zjednoczonej Prawicy w Przysusze powiedział, że Polska nigdy nie otrzymała odszkodowania za gigantyczne szkody wojenne, których „tak naprawdę nie odrobiliśmy do dziś”.

Temat natychmiast podchwycili politycy partii rządzącej. Własne analizy prowadziło również MSZ. W ostatnich dniach Witold Waszczykowski mówił, że decyzja w sprawie ewentualnego wystąpienia do Niemiec o rekompensatę to kwestia tygodni lub miesięcy. Premier Beata Szydło podkreśla, że reparacje Polsce się należą.

Niemcy odrzucają żądania

Niemiecki rząd zdecydowanie odrzuca polskie, jak dotąd nieformalne, żądania. Jego rzecznik Steffen Seibert powiedział na piątkowej konferencji prasowej, że nie ma żadnych podstaw, aby kwestionować zrzeczenie się reparacji przez Polskę w 1953 roku. „Z naszego punktu widzenia problem został rozwiązany w sensie politycznym i prawnym” – powiedział.

Jak pisze tvp.info, także kwestia decyzji z 1953 roku została w ekspertyzie poruszona. „Rzekome zrzeczenie się reparacji przez PRL w 1953 roku nie tylko było wymuszone przez ZSRR, ale jest oparte na działaniach niekonstytucyjnych komunistycznego rządu” – podaje portal.

„Jednostronne oświadczenie Rady Ministrów z dnia 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się przez PRL reparacji wojennych naruszało obowiązującą wówczas Konstytucję z dnia 22 lipca 1952 r., ponieważ sprawy ratyfikacji i wypowiadania umów międzynarodowych należały do kompetencji Rady Państwa, a nie Rady Ministrów. To nie wszystko. Zgodnie z treścią protokołu z dnia 19 sierpnia 1953 r. z posiedzenia Rady Ministrów zrzeczenie dotyczyło tylko NRD” – pisze tvp.info.

Fenomen pasków TVP! Literacki geniusz, nagroda NIKE wisi w powietrzu! [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

http://www.gazeta.tv/plej/19,160472,22324374,video.html

 

gazeta.pl

„Powrót szeryfa” – Ziobro na okładce DoRze

„Powrót szeryfa” – Ziobro na okładce DoRze

 

Łapiński: Gdyby moje słowa nie uzyskały akceptacji prezydenta, to nie byłoby mnie dzisiaj w programie

– Nigdy nie krytykowałem premier Szydło. Każdy kto choć troszeczkę zna moje ostatnie dwa lata w polityce czy troszkę więcej wie, że w kampanii wyborczej byłem tym, który wręcz bronił premier Szydło przed różnymi atakami i ciężko pracowałem, żeby była panią premier, z czego się bardzo cieszę – mówił Krzysztof Łapiński w „Kawie na ławę” TVN24. Jak podkreślił, nigdy nie atakował pani premier, a podobne słowa jak jego wygłosił Ryszard Terlecki.

– Gdyby moje słowa nie uzyskały akceptacji prezydenta, to nie byłoby mnie dzisiaj w programie – dodał rzecznik PAD.

 

„Sieci” ogłasza pogrzeb Platformy

 

„Tajemnica Piątka i Macierewicza” na okładce Newsweeka

 

Stefaniak: Oklejają Polskę badziewiem, w dodatku na billboardach niemieckiej firmy

– Badziewiem oklejają całą Polskę, w dodatku na billboardach niemieckiej firmy. Wszyscy za to płacimy, jako ubezpieczeni w PZU, czy w opłatach bankowych. To, że sędzia ukradł spodnie to jest oczywiście bulwersujące, ale to, że jeden radny PiS bije żonę, to znaczy, że każdy z PiS bije żonę? – mówił Jakub Stefaniak w Radiu ZET.

 

Łapiński: Żadna partia nie ma wiedzy, co jest w projektach. Można się spodziewać, że nie będzie tego, co było w uzasadnieniu do weta

– Żadna partia nie ma wiedzy, co jest w projektach. Można się spodziewać, że nie będzie tego, co było podnoszone w uzasadnieniu do weta, jako zakwestionowane przez prezydenta – mówił Krzysztof Łapiński w Radiu ZET.

– Prezydent wracał z Kazachstanu jak ruszała ta kampania i jej nie widział. Trudno, żeby się odnosił w każdej kampanii w przestrzeni publicznej – mówił Łapiński na pytanie o kampanię PFN.

Łapiński o spotkaniu Duda-Ziobro: Na razie nic o takim spotkaniu nie wiem

– Generalnie premier i prezydent są w stałym kontakcie. Jak trzeba to rozmawiają. Jeśli będzie trzeba żeby rozmawiali o tych projektach, to nie będzie żadnej przeszkody – mówił Krzysztof Łapiński w śniadaniu Radia Zet i Polsat News.

– Na razie nic o takim spotkaniu nie wiem [prezydenta Dudy ze Zbigniewem Ziobro] – mówił dalej. Jak dodał, na piątkowym spotkaniu nie były omawiane żadne sprawy personalne.

 

Łapiński: Nie ukrywajmy, że PAD liczy przede wszystkim na poparcie obozu rządzącego, który ma większość

– To było dobre spotkanie w bardzo dobrej atmosferze i są takie deklaracje pozytywne. Prezydentowi zależy na tym, aby jego projekty zostały uchwalone przez Sejm. W przyszłym tygodniu spotka się z przedstawicielami wszystkich klubów zasiadających w parlamencie, ale nie ukrywajmy, że liczy przede wszystkim na poparcie obozu rządzącego, bo obóz ma większość. Jest taka deklaracja, że jeżeli te ustawy będą reformować wymiar sprawiedliwości, to będą poparte – mówił Krzysztof Łapiński w śniadaniu Radia Zet i Polsat News. Jak dodał, projekty dot. sądów będą ukończone za kilka dni.

300polityka.pl

Policjant dołowy o miesięcznicach

W miesięcznicach smoleńskich biorą udział trzy strony. Uprzywilejowana, której wydzielono specjalną strefę Polski, eksterytorialną część, innym Polakom nie można na nią wejść. Druga strona – obywatelska, nie godząca się z zawłaszczeniem Polski i ośmieszaniem ojczyzny.

I trzecia strona – policja, która wykonuje swoje opłacone obowiązki, pilnuje porządku. My widzimy tylko wykonawców ze strony policji, porządkowe uzbrojone ramię w pały i emocjonalny szantaż wylegitymowania, a także zastraszenia paragrafem. Nie widzimy policyjnej głowy, czyli komendantów, którzy posłali krawężników w bój.

Górę policji zatem należy zaliczyć do tej pierwszej strony – uprzywilejowanej, bo została przez wladze PiS awansowana i namaszczona do służbowego podporządkowania.

Portal WP.pl przeprowadził wywiad z policjantem, który zabezpiecza miesięcznice. I ten policjant też narzeka na swój los, jak przysłowiowy górnik, wg którego jego praca jest najcięższa. 10 każdego miesiąca dla tego funkcjonariusza to „przesrane”: „Trzeba nastawić się, że nie będzie łatwo i przejść przez to z zaciśniętymi zębami”.

Policjant narzeka, że musi być przyzwoity: „wszędzie są dziennikarze, którzy tylko czekają, aż ktoś wyprowadzi nas z równowagi do tego stopnia, że będziemy musieli podjąć interwencję.”.

Ale policjant to jest ktoś kto myśli, odbiega od swego wzorca gamonia milicjanta z PRL-u. Musi podjąć decyzję, którą wywiadowany opisuje na przykładzie: ” Jeden z sympatyków Obywateli RP zachowuje się bardzo głośno, chyba właśnie krzyczy coś w stylu „Do kościoła, do kościoła!”. Kolega wchodzi w tłum, żeby go wyprowadzić”.

Policjant owo zdarzenie dramatyzuje, opisuje otoczkę wrogości wobec formacji policji. Lecz w tym jego opisie widać błąd intelektualny, bo co jest w złego w okrzyku „do kościoła”? Czy policjant jest od interpretacji socjologicznej miesięcznicy i oceny tego, któremu nie podoba się takie comiesięczne profanum i wyraża go okrzykiem?

Gwoli sprawiedliwości policjant widzi zakłamanie strony, którą ochrania: „tylko maszerują pod pałac prezydencki i robią z tego akt polityczny. Ogromna hipokryzja, to mnie najbardziej wkurza.”

Uff… Ciężka jest dola górnika, tj. policjanta dołowego ochraniającego miesięcznice. Końcowa refleksja funkcjonariusza też sporo mówi o klimacie, jaki panuje w policji: „pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli barierki, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja spodobała, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie doceniliby naszą pracę.”.

Kto zatem ten klimat w Polsce stworzył? Czasami warto zadać sobie takie pytanie. Czy Obywatele RP przychodziliby 10. każdego miesiąca, gdyby nie było miesięcznic? Inne pytanie nie padło, a bodaj jest najważniejsze: czy ten konkretny funkcjonariusz dołowy wypełnilby polecenia swego zwierzchnika, który jest z awansu pisowskiego, aby użyć siły, gdy dojdzie do prowokacji?

Wówczas jest tylko jedna strona – zaatakowani protestujący. Wywiadowany policjant mogłby otrzeć pot z czoła i powiedzieć, jak trudno jest być przyzwoitym, bo trzeba wypelnić obowiązki człowieka. Uff…

Mocny wywiad z policjantem ochraniającym miesięcznice. Służby ofiarą PiS

Mocny wywiad z policjantem ochraniającym miesięcznice. Służby ofiarą PiS

Fot. Shutterstock

Wydarzenia towarzyszące tzw. miesięcznicom smoleńskim budzą wielkie społeczne emocje. Obie strony sporu nie potrafią się coraz częściej pohamować, co powoduje, że zaczynają obrzucać siebie nawzajem najgorszymi obelgami i oskarżeniami. Jednak, o czym mało myślimy w tej atmosferze politycznej wojny, ofiarami wziętymi w krzyżowy ogień obu stron stali się policjanci. Służby mają obowiązek egzekwować prawo i zapewnić bezpieczeństwo obywateli. Z tego powodu służby muszą chronić, bądź co bądź legalne, miesięcznice, za co gniew sprowokowany przez działania ekipy rządzącej skupia się następnie na niewinnych niczemu policjantach. Czy słusznie?

Na portalu wp.pl ukazał się wywiad z policjantem biorącym udział w zabezpieczaniu „miesięcznic” na Krakowskim Przedmieściu, który obrazuje ciężkie położenie ludzi, którzy zdecydowali się na służbę w policji.

W wywiadzie policjant wyraźnie zaznacza, że służba podczas ochrony Marszu Pamięci nie jest dla niego ani zaszczytem, ani przyjemnością. Nie odpowiada mu, że musi uczestniczyć w festiwalu hipokryzji, która, w różnym stopniu, daje znać o sobie po obu stronach barierek, ponoć przywożonych na miejsce z odległego Wrocławia. Z jednej strony widzi polityczny wiec, z instrumentalnych tylko powodów nazywany zgromadzeniem religijnym, a z drugiej strony osoby z demokratycznymi hasłami na sztandarach zakłócających legalny marsz. Szczegółowo wymienia sytuacje, w których powinien interweniować, jednak musi pamiętać, że każdy jego ruch obserwowany jest przez ogólnopolskie media. Presja tego szczególnego wydarzenia może godzić w jego osobiste bezpieczeństwo, jak i prestiż apolitycznej z zasady formacji.

Jakkolwiek nie odnieślibyśmy się do zarzutów policjanta, powinniśmy postarać się zrozumieć jego położenie. Służby działają w oparciu o prawo, a ono reguluje kwestie zgromadzeń w taki sposób, że można demonstrować w sprawach, z którymi nawet 90% społeczeństwa może się nie zgadzać, tak było nawet przed rządami PiS. Nie mniej jednak obowiązkiem policji jest zapewnienie bezpieczeństwo demonstracji niezależnie jak bardzo w swej formie jest ona skandaliczna.

Atakowanie  policjantów niestety jest niczym innym jak dawaniem się wciągnąć w grę na zasadach PiS. Przykład słownej agresji na policjanta udzielającego wywiadu jakim jest porównywanie jego służby do działań milicji za czasów słusznie minionych skłania do refleksji, czy właśnie taki konflikt społeczny nie jest po myśli Kaczyńskiego. Powinniśmy przemyśleć, czy prezes nie jest przypadkiem zadowolonego z faktu, że społeczeństwo się radykalizuje, a Polacy nienawidzą Polaków. Zradykalizowani, z obu stron, możemy dać się wciągnąć w amok nieracjonalnych, głupich posunięć – głupich decyzji.

O możliwych konsekwencjach dalszego podgrzewania sporu również wspomniał policjant:

Myślisz, że jakby was tam nie było, to ludzie by go [Kaczyńskiego] zaatakowali?

Nie wiem, czy zaatakowałby konkretnie jego. Myślę, że bardziej siebie nawzajem. Raz, kiedy nas obrażali, pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli bariery, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja podoba, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie docenili naszą pracę.

To wszystko jasne… Nasza sprawa jest słuszna, rząd nie ma racji, działa bezprawnie i nie ma co do tego wątpliwości. Ba! Oni też doskonale zdają sobie z tego sprawę. Spróbujmy więc nie wciągać się w wir agresji, byleby tylko przeszkodzić w demonstrowaniu ludziom niepodzielającym naszych poglądów.  Agresja i nienawiść jest w interesie Kaczyńskiego. Być może by stawić opór tym, którzy z słowa „solidarność” wypaczyli jakiekolwiek znaczenie trzeba czasem przyhamować.

 

crowdmedia.pl

„Dziesiątego mamy przesrane”. Wywiad z policjantem zabezpieczającym miesięcznice smoleńskie

MARIANNA FIJEWSKA
10.09.2017
Miesięcznice smoleńskie stały się bardzo emocjonalnym wydarzeniem. W stolicy dochodzi do burzliwych manifestacji, z ust polityków i obywateli padają ostre słowa, a zabezpieczający zgromadzenie policjanci nierzadko traktowani są jako narzędzie w rękach partii. „Zomowcy”, „Milicja” i „ORMO”, to tylko niektóre obelgi, z jakimi dziesiątego dnia każdego miesiąca muszą spotykać się policjanci zabezpieczający obchody.

Marianna Fijewska, Wirtualna Polska: Od stycznia ty i twoi koledzy z komendy zabezpieczacie miesięcznice smoleńskie. Jaki jest wasz stosunek do służby tego dnia?

Zdążyliśmy się już trochę uodpornić i zdajemy sobie sprawę z tego, co nas czeka, ale każdy wie, że to najgorszy dzień miesiąca. Trzeba nastawić się, że nie będzie łatwo i przejść przez to z zaciśniętymi zębami. Co tu dużo mówić, dziesiątego mamy przesrane.

Co jest najgorsze podczas zabezpieczania miesięcznicy?

Chyba fakt, że wszędzie są dziennikarze, którzy tylko czekają, aż ktoś wyprowadzi nas z równowagi do tego stopnia, że będziemy musieli podjąć interwencję. Później z kolegami oglądamy się na nagraniach, a w sieci krążą komentarze, że kogoś pałujemy. Po każdej miesięcznicy do komendy wpływają też skargi personalne, do konkretnych funkcjonariuszy, że w jakiś sposób nadużyli swojej władzy, co jest kompletnym nieporozumieniem, bo my interweniujemy tylko wtedy, kiedy ktoś zakłóca porządek i musimy podjąć działania.

Co dokładnie znaczy, że ktoś zakłóca porządek?

Według 52 artykułu „Kodeksu wykroczeń”, karze aresztu do 14 dni lub karze grzywny podlega ten, kto usiłuje przeszkodzić w przebiegu legalnego zgromadzenie. A miesięcznice smoleńskie są legalne. My musimy zainterweniować, kiedy ktoś zachowuje się tak głośno, że zakłóca Marsz Pamięci, albo w złośliwy czy obraźliwy sposób zaczepia uczestników miesięcznicy. Powinniśmy interweniować, gdy ktoś wyzywa Kaczyńskiego, bo to jest obraźliwe, gdy ktoś krzyczy „Do kościoła! Do kościoła!”, bo to jest złośliwe. Powinniśmy zainterweniować, gdy gra na trąbce, bo zachowuje się za głośno, ale nie możemy interweniować, gdy ktoś buczy. Rozumiesz? Buczenie już nie jest wykroczeniem, bo nie wiadomo, co się stało, że obywatel sobie buczy.

A kiedy ktoś Was obraża, możecie interweniować?

Kiedy ktoś obraża całą formację, jaką jest policja – nie. Nie możemy nic zrobić, kiedy uczestnicy kontrmanifestacji krzyczą „Gestapowcy”, „Zomowcy!”, „Milicja!”, bo obrażają całą policję. Gdyby jednak ktoś zwrócił się bezpośrednio do mnie, mam prawo zareagować, bo jest to obraza funkcjonariusza, choć ludzie rzadko wyzywają nas personalnie.

Z jakimi obelgami najczęściej się spotykasz?

Najczęściej krzyczą do mnie „Historia was rozliczy!”. Patrzę na nich wtedy i nie robię nic. Nawet jeśli jest taka sytuacja, że mogę, to wolę się wstrzymać. Koledzy tak samo, bo każda interwencja niesie za sobą szum medialny i skargi. Dlatego, jeśli interweniujemy, to naprawdę z konieczności i ostateczności. Lepiej przełknąć jakąś obelgę i nie mieć później kłopotów. Po prostu chronić swój tyłek.

Jak wygląda taka interwencja?

Opiszę ci przykładową, z sierpnia. Jeden z sympatyków Obywateli RP zachowuje się bardzo głośno, chyba właśnie krzyczy coś w stylu „Do kościoła, do kościoła!”. Kolega wchodzi w tłum, żeby go wyprowadzić, co nie jest takie proste, bo najpierw musi się do niego przedrzeć, przedstawić, poinformować obywatela, jakie narusza prawo, poprosić o samodzielne wyjście z tłumu, a jeśli to nie zadziała, ma prawo wyprowadzić go siłą. No więc, kolega idzie w tłum i zaczyna mówić, a stojący naokoło ludzie buczą jak najgłośniej, żeby zagłuszyć kolegę i żeby ten, kto zakłóca porządek mógł powiedzieć, że nie wiedział, co robi źle, bo nie został odpowiednio pouczony, bo nic nie słyszał.

Co się dzieje dalej?

Więc idziemy pomóc koledze, bierzemy chłopa pod ręce i wyprowadzamy, a ludzie w tłumie go łapią i trzymają za co się da, więc my ich odczepiamy… Na ostatniej miesięcznicy, podczas takiej interwencji, ktoś mnie uderzył. Nie mogłem nic zrobić, bo nawet nie wiedziałem, kto to był. Koniec końców, jak wyprowadzimy takiego człowieka z tłumu, to musimy znaleźć najbliższą ścianę, czy płot i tam go wylegitymować, żeby nam nie uciekł, a zewsząd zbiegają się kamery. Później oglądamy swoje bezradne twarze w mediach i na portalach społecznościowych, czytając, jacy to z nas zomowcy.

Uważasz, że policja w Polsce ma za małe prawa?

Tak mi się wydaje. Musimy stać i z kamiennymi twarzami patrzeć, jak nas wyzywają. Zwykły obywatel ma większe prawa, niż my.

Może dlatego, że za PRLu milicja miała te prawa nieograniczone. Nikt by nie chciał, żeby te czasy wróciły.

Oczywiście, ale wydaje mi się, że poszliśmy za bardzo w tę drugą stronę. Zobacz, w Stanach Zjednoczonych, podczas zatrzymania samochodu, obywatel nie ma prawa z niego wysiąść, ani zdjąć rąk z kierownicy, a jeśli to zrobi funkcjonariusz może użyć broni. To są dwa różne światy.

Co cię najbardziej wkurza w miesięcznicach smoleńskich?

Że to jest tak samo chore po obu stronach. Za barierkami są ludzie, którzy bardzo chętnie wykrzykują hasła o demokracji i wolności, ale nie pozwalają Kaczyńskiemu organizować miesięcznic smoleńskich. Przed barierkami są za to ludzie, ktorzy chcą uczcić pamięć ofiar, więc uczestniczą w akcie religijnym, jakim podobno jest miesięcznica. Ale nie rozpoczynają i nie kończą jej w kościele, tylko maszerują pod pałac prezydencki i robią z tego akt polityczny. Ogromna hipokryzja, to mnie najbardziej wkurza.

Jakie są twoje poglądy polityczne?

Nie jestem za PiSem, nie jestem za KODem, nie jestem za PO. Jestem za zupełnie inną partią. Za dużo się napatrzyłem… Aha, i wiesz co mnie jeszcze wkurza? Że państwo tyle za to płaci. My dostajemy jakiś ohydny prowiant… ale już nie mówię o jedzeniu dla policji. Można by zrobić dużo dobrego za te pieniądze, które idą na zabezpieczenia miesięcznicy. Zobacz, to jest mobilizacja tylu funkcjonariuszy z regionu, rozstawianie tych głupich barierek, które swoją drogą są z komendy w Wrocławia, więc najpierw trzeba je stamtąd przetransportować do Warszawy, a to też kosztuje.

Czy twoim zdaniem policja, jako formacja rządowa, się upartyjniła?

Absolutnie nie. Funkcjonariusze podczas służby muszą być apolityczni, wiadomo jednak, że każdy z nas ma swoje poglądy, ale nie dostrzegam, żeby moi przełożeni byli jakkolwiek stronniczy, żeby dawali nam jakieś specjalnie wytyczne, albo mówili, że mamy być bardziej przychylni jednej ze stron.

Czy przez ostatnie wydarzenia polityczne twój stosunek do służby jakoś się zmienił?

Pamiętam, jak zaczynałem pracę w policji. Zdałem egzaminy, przeszedłem testy sprawnościowe i byłem z siebie cholernie dumny. Teraz coraz częściej żałuje, że nie wyjechałem do pracy za granicę. Zarabiałbym bez porównania więcej, nie musiałbym wysłuchiwać, że kogoś pałuję, i że jestem milicjantem. Czasami się zastanawiam, czy nie uciec od tego całego syfu. Bardzo bym chciał, żeby ludzie zrozumieli, że my jesteśmy na miesięcznicach tylko z jednego powodu – żeby dbać o ich bezpieczeństwo.

Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas zabezpieczania miesięcznicy?

To, że Kaczyński jest dużo niższy w rzeczywistości, niż na zdjęciach, ale chyba bardziej zawzięty. Nie wiem, czy on się tych ludzi choć trochę boi…

Myślisz, że jakby was tam nie było, to ludzie by go zaatakowali?

Nie wiem, czy zaatakowaliby konkretnie jego. Myślę, że bardziej siebie nawzajem. Raz, kiedy nas obrażali, pomyślałem, co by się stało, gdybyśmy stamtąd poszli, usunęli barierki, zostawiając jedną i drugą stronę, sam na sam. I wyobraziłem sobie stado dzików, które biegną na siebie nawzajem… bo to by dokładnie tak wyglądało. I wiesz co? Przez moment mi się ta wizja spodobała, bo gdyby zaczął się prawdziwy dym, może ludzie doceniliby naszą pracę.

wp.pl

 

„Tu jest anarchia. Spałem z nożem kuchennym”. Polak z Sint Maarten na antenie TOK FM prosi o pomoc

tps, 10.09.2017

Wyspa Saint Maarten po przejściu Irmy.

Wyspa Saint Maarten po przejściu Irmy. (GERBEN VAN ES / AP)

– Boimy się, że w pewnym momencie zostaniemy tu po prostu sami – mówi w rozmowie z Radiem TOK FM Tomasz Wierzchowski, który od kilku dni próbuje wraz z żoną wydostać się z wyspy Sint Maarten, zniszczonej przez huragan Irma.

O problemach państwa Wierzchowskich pisaliśmy wczoraj w portalu Gazeta.pl. W niedzielę w rozmowie z radiem TOK FM pan Tomasz zaznaczył jednak, że nie są oni jedynymi Polakami, którzy utknęli w holenderskiej części wyspy. – Jesteśmy tutaj jeszcze z drugą parą z Warszawy, która też jest w trakcie podróży poślubnej – mówił.

Jak relacjonował, wraz z żoną Sylwią cudem przeżyli przejście huraganu Irma. – Pokój obok nas jest całkowicie zniszczony. Nad nami i pod nami też – opisywał. Od momentu uderzenia oboje pozostają w hotelu, bo jak tłumaczył, miejscowe schroniska i szpitale są po prostu przepełnione.

„Tu są bandy, które plądrują wszystko”

W ogóle nie czujemy się tu bezpiecznie. To, czego nie zniszczył huragan, zniszczy człowiek. Potworzyły się bandy, które plądrują wszystko. Byłem w szoku: policja jakaś jest, ale niczego nie kontroluje. Ja dzisiaj spałem z nożem kuchennym

– powiedział pan Tomasz. Dodał, że nie otrzymują oni żadnej pomocy ze strony polskiego MSZ. Jedyną formą wsparcia są, jak mówił, wysyłane im „nieprzydatne” i „bezsensowne” SMS-y z adresami wspomnianych schronisk czy placówek medycznych. Tymczasem państwo Wierzchowscy proszą o ewakuację, bo na miejscu zaczyna brakować wody i jedzenia. – W hotelu powiedziano nam, że jeszcze dwa dni przetrwamy i że później to już będzie tragedia  – tłumaczył.

Boimy się, że w pewnym momencie to się skończy tak, że po Francuzów i Holendrów przyjedzie wojsko, a my po prostu zostaniem sami. A tu jest anarchia, chaos. Skończyło się państwo, ludzie się zabijają

– relacjonował rozmówca TOK FM.

MSZ: To sprawa priorytetowa dla służb

Polski MSZ w wydanym dzisiaj komunikacie powtarza, że „stale monitoruje sytuację obywateli polskich przebywających na wyspach dotkniętych huraganem”. Resort ponownie zapewnia, że sprawa Polaków znajdujących się na terenach zniszczonych przez huragan jest dla urzędników ministerstwa „priorytetowa”.

Konsulowie przekazali władzom holenderskim, francuskim i brytyjskim dane obywateli polskich wymagających pomocy. Dokładają oni starań, aby Polacy byli objęci niezbędną pomocą (w tym ewakuacją, jeżeli taka stanie się możliwa), na takich samych warunkach jak obywatele wspomnianych państw

– przekazało Gazecie.pl biuro prasowe MSZ.

Huragan Irma. Ogromne zniszczenia na Karaibach

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,22338393,video.html

TOK FM

BOR szykuje się na miesięcznicę: blokada turystów i pikiety kobiet

Krakowskie Przedmieście znów przeżywa swój stan wojenny. Policja, metalowe płoty, przeganiani turyści nie wiedzą o co chodzi. My wiemy.

Sobota, 9 września, słoneczne popołudnie. Trakt Królewski tętni życiem. Hiszpańska wycieczka podziwia Pałac Prezydencki, grupa Francuzów zatrzymuje się przed Kościołem Seminaryjnym. Sielanka kończy się o godzinie 16. Dudni blacha, zgrzytają metalowe barierki ciągnięte przez młodych policjantów. Część Krakowskiego Przedmieścia zostaje odcięta od świata. Pusta przestrzeń od ul. Karowej aż do kościoła, zamknięta żelaznymi płotami, których strzegą policjanci. Hotel Bristol otoczony. Turyści próbują się dowiedzieć, o co tu chodzi. Policjant mówi, że Trakt zamknięto na polecenie BOR. Powód? Sprawdzenie pirotechniczne! Cudzoziemcy nie rozumieją. Policjant pyta kolegi: „Jak będzie po angielsku <<sprawdzenie>>?”

Czego nie wiedzą turyści z Krakowskiego Przedmieścia?

Turyści nie wiedzą, że 10 września, w niedzielę przez Krakowskie przejdzie kolejna miesięcznica smoleńska z prezesem Kaczyńskim na czele i stąd te mury. Nie wiedzą, co to jest miesięcznica, a nawet kim jest ten Kaczyński. Nie wiedzą, że wieczorem płoty zagrodzą całą przestrzeń od placu Zamkowego aż pomnika Prusa, wytyczając granice między wolną Polską, a tą należącą do państwa PiS. W przewodnikach turystycznych nie wspomniano ani słowem o nowej polskiej tradycji, przypominającej pogańskie obrzędy. Nie ostrzeżono też, że w okolicach dziesiątego dnia każdego miesiąca obcokrajowcy powinni unikać Warszawy. Lepiej zwiedzać Kraków albo Wrocław, bo w stolicy bałagan, jakiego w centrum Europy próżno szukać.

W zamkniętym w sobotnie popołudnie fragmencie Krakowskiego, przed Kordegardą miało się odbyć legalne zgromadzenie zgłoszone przez ruch obywatelski znany pod nazwą: Ogólnopolski Strajk Kobiet (OSK). Hasło pikiety: „Kobiety przeciwko gwałtom”. Najwyraźniej organizatorzy miesięcznicy wystraszyli się tych kobiet i poprosili o pomoc BOR. Wymyślono pretekst w postaci sprawdzenia pirotechnicznego. Problem polega na tym, że nikt zamkniętej przestrzeni nie próbował nawet sprawdzać.

Na oczach mieszkańców Warszawy i turystów kolejny raz doszło do ordynarnego oszustwa. BOR wykorzystując przepisy posłużyło się policją, aby uniemożliwić zgromadzenie OSK. Wymyślono pretekst w postaci poszukiwań rzekomej bomby. Nadużyto uprawnień na szkodę interesu publicznego i prywatnego.

BOR nadużywa uprawnień

Nadużycie uprawnień przez funkcjonariusza publicznego to czyn wyczerpujący znamiona art. 231 kk., zagrożony karą do 3 lat więzienia. Ale jeżeli sprawca działa w celi osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej kara jest wyższa – do 10 lat. W tym przypadku korzyść osobista dotyczy możliwości awansu lub premii finansowej w nagrodę za sprawne uniemożliwienie obywatelkom i obywatelom odbycie publicznego zgromadzenia. Przecież od wielu miesięcy na Krakowskim Przedmieściu powtarza się ten sam proceder. Uniemożliwia się, albo utrudnia pod fałszywymi pretekstami odbywanie innych zgromadzeń niż to w którym bierze udział prezes PiS.

Oczywiście w dzisiejszym stanie rzeczy prokuratura nie odważy się postawić zarzutów dowódcom z BOR za kłamstwa i fałszywe preteksty. Ale nic nie zostanie zapomniane. Oficerowie BOR muszą mieć świadomość, że w przyszłości dzisiejsze nadużywanie uprawnień może być rozliczone, a wtedy poniosą jednak odpowiedzialność. Nic nie trwa wiecznie, nawet ta błoga bezkarność za wysługiwanie się Jarosławowi Kaczyńskiemu.

polityka.pl

Maleńczuk: Nienawidzę PiS. Myślę o emigracji

DoRzeczy Online, 08.09.2017

Maciej Maleńczuk© Rafał Guz Maciej Maleńczuk

 

Muzyk Maciej Maleńczuk w rozmowie z Dorotą Wysocką-Schnepf z „Gazety Wyborczej” stwierdził, że nienawidzi PiS i tego, co ta partia robi. Jak dodał, myśli o emigracji.

Maleńczuk przyznał, że chociaż prywatnie w jego życiu wszystko jest ustabilizowane, a PiS niczego mu nie odebrał, to „człowiek będący na pewnym poziomie” powinien też patrzeć na to, co się dzieje wokół niego. Jego zdaniem, „myśląc szerzej”, w Polsce żyje się teraz mniej wygodnie. – Patrząc szerzej, to nienawidzę PiS-u. Nienawidzę wszystkiego co oni robią, bo to jest dwulicowość. Gdyby to było szczere, to byłbym w stanie to przyjąć – ocenił.

Muzyk został także zapytany o kwestię reparacji wojennych od Niemiec, ale jego zdaniem, poruszanie takich tematów ponad 70 lat po wojnie mija się z celem. Jak dodał, politycy PiS-u są dzisiaj w stanie wywalczyć co najwyżej „jakiś ochłap”, a gdyby sprawa reparacji byłaby możliwa do załatwienia, to już dawno wcześniejsze rządy by ją rozwiązały.

Maleńczuk stwierdził też, że boi się, iż PiS wyprowadzi Polskę z Unii Europejskiej, co ocenił jako „całkiem prawdopodobne”, w związku z czym przyznał, że myśli o emigracji.

msn.pl

Nie przegap [SKRÓT DNIA]

09.09.2017

NIE PRZEGAP NAJCZĘŚCIEJ CZYTANYCH TEKSTÓW DNIA:

© Dostarczane przez Newsweek Polska

 

1. Niszcząca siła huraganu Irma. Zobacz przerażające zdjęcia

Huragan Irma zrównał z ziemią dwie karaibskie wyspy. W powodziach i walących się domach zginęły 23 osoby. Teraz Irma zbliża się do wybrzeży Stanów Zjednoczonych. Przygotowując się do nawałnicy, Amerykanie wyczyścili sklepowe półki. Na Florydzie zarządzono zaś ewakuację kilku milionów osób. Ewakuowano także letnią siedzibę prezydenta Donalda Trumpa.

CZYTAJ WIĘCEJ >>

2. Bieńkowska w niemieckiej prasie ostrzega przed eurosceptykami. Mówi o „krajach takich jak Polska”

Decyzja o opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię była „wstrząsem dla wszystkich”, ale teraz eurosceptycy są postrzegani jako poważne zagrożenie – stwierdziła Elżbieta Bieńkowska. Wypowiedź komisarz UE ds. przemysłu cytuje niemiecki „Spiegel”.

CZYTAJ WIĘCEJ >>

Bieńkowska w niemieckiej prasie ostrzega przed eurosceptykami. Mówi o „krajach takich jak Polska”

Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE© STEPHANIE LECOCQ Elżbieta Bieńkowska, komisarz UE

 

Decyzja o opuszczeniu UE przez Wielką Brytanię była „wstrząsem dla wszystkich”, ale teraz eurosceptycy są postrzegani jako poważne zagrożenie – stwierdziła Elżbieta Bieńkowska. Wypowiedź komisarz UE ds. przemysłu cytuje niemiecki „Spiegel”.

Bieńkowska ostrzega przed ryzykiem, jakie dla UE stanowią eurosceptycy i choć nie wskazuje, że chodzi jej o własny kraj, to mówiąc o stanowiących większe zagrożenie dla jedności Unii niż Brexit, mówi o „krajach takich jak Polska”.

Komisarz UE ds. przemysłu podaje przykłady torpedowania przez polski rząd polityki Unii Europejskiej. Jak można się domyślać chodzi tu o stanowczy opór polskich władz wobec próby wymuszenia przez Wspólnotę uczestnictwa w systemie relokacji uchodźców.

„Spiegel” pisze, że Bieńkowska dostrzega także inne zagrożenia ze strony swojego kraju. Wymienia tu próbę objęcia organizacji pozarządowych kuratelą oraz odmowę dotrzymania zakazu wycinki w puszczy Białowieskiej.

3. Kolejna wpadka w Familiadzie! Karol Strasburger aż krzyknął 😉 ZOBACZ!

Wszyscy kochamy wpadki w”Familiadzie”. Teraz w sieci króluje nowa, kiedy to jedna z uczestniczek podczas wielkiego finału na pytanie „Co kasujemy?” odpowiedziała… Właśnie, jej odpowiedź zaskoczyła samego prowadzącego, Karola Strasburgera i rozśmieszyła widzów 😉

CZYTAJ WIĘCEJ >>

4. Podczas próby zatrzymania zabójcy dostał sześć kul. Dla PiS jest esbekiem. Renta? 854 zł

Przez ustawę dezubekizacyjną Wojciech Raczuk straci 2 tys. złotych renty inwalidzkiej. Powód? Przynależność do milicji. I nie ma znaczenia, że w latach 80. został ciężko postrzelony przez przestępcę – opisuje lubelska „Wyborcza”.

CZYTAJ WIĘCEJ >>

5. Księżna Kate i książę William spodziewają się kolejnego dziecka. Znamy PŁEĆ trzeciego „royal baby”!

Księżna Kate i książę William w przyszłym roku powitają na świecie trzecie dziecko. Chłopiec czy dziewczynka?

CZYTAJ WIĘCEJ>>

 

RPO kończy dwa lata

9.09.2017
sobota

RPO Adam Bodnar kończy dziś dwa lata. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że jest rzecznikiem wybitnym. Mierzy się nie tylko z tym, z czym mierzy się każdy rzecznik – z codziennością władzy, której się nie chce, która się rozpycha lub zaniedbuje obywatelskie prawa – ale też z wojną władzy z wszelkimi niezależnymi od niej instytucjami. I atakiem na wartości, kwestionowanie których po 1989 roku w III RP wydawało się nie do pomyślenia.

Jest jednocześnie wojownikiem na tej wojnie i cierpliwym rzecznikiem praw, wchodzącym w dialog z władzą, pozbawiony emocji i oskarżeń. Cały czas zachowuje postawę jednocześnie negocjacyjną i pryncypialną. Upomina się zarówno o sprawy fundamentalne – niezawisłość sędziów i niezależność sądów, państwo prawa, poszanowanie konstytucji – jak i „drobne”, w których te sprawy fundamentalne się przejawiają: prawa pacjentów psychiatrycznych, osób bezdomnych, starych, niepełnosprawnych, więźniów.

Nie boi się tematów wyklętych przez obecne władze, jak dyskryminacja kobiet, osób LGBT, ataki na cudzoziemców, prawa uchodźców. O wszystkim mówi językiem rzeczowym, koncyliacyjnym, a nie konfrontacyjnym. I proponuje konkretne rozwiązania.

Wypracował oryginalny sposób rzecznikowania: co miesiąc wyrusza w Polskę lokalną, spotyka się z działaczami pozarządowymi i każdym, kto zechce przyjść na spotkanie. I nie są to „gospodarskie wizyty”. Powstają z nich raporty, wystąpienia do władz, propozycje konkretnych zmian w prawie, interwencje w sprawach indywidualnych.

Został pozbawiony większości instrumentów, które ma do dyspozycji RPO w państwie prawa. Nie ma już sensu odwoływanie się do Trybunału Konstytucyjnego, sygnalizacje i interwencje u władz centralnych traktowane są jak wrogi atak, przystępowanie do postępowań sądowych naraża sądy na atak władz i jest odbierane jako demonstracja polityczna. Jego uwagi przesyłane do ustaw procedowanych w parlamencie są ignorowane. Jedyne, co mu zostało, to autorytet społeczny. A i ten władza usiłuje zniszczyć, oskarżając go o „genderyzm”, antypolskość czy politykierstwo. I organizując społeczne akcje w celu odwołania go ze stanowiska.

Mimo to Adam Bodnar nie dał się wcisnąć w rolę dysydenta. Cały czas jest RZECZNIKIEM PRAW OBYWATELSKICH wobec władzy.

Dla mnie symbolem tej kadencji RPO jest scena, gdy Adam Bodnar przez kilkanaście godzin siedzi na posiedzeniu senackiej komisji pracującej nad projektem „reformy” Sądu Najwyższego i KRS, a potem podczas dyskusji plenarnej, składając merytoryczne uwagi. A zza okien słychać tysiące ludzi protestujących pod parlamentem przeciwko atakowi na niezależność sądów. Wypełniał role RPO modelowo: nie stał na czele rewolucji, ale korzystał ze swoich konstytucyjnych i ustawowych uprawnień jako negocjator z władzą na rzecz obrony państwa prawa.

To, czy i na ile ta obrona przy obecnej władzy może być skuteczna – to inna sprawa. RPO ma swoje konstytucyjne i moralne zobowiązanie wobec państwa i obywateli – i wypełnia je najlepiej, jak sobie to można wyobrazić: racjonalnie, ale pryncypialnie, z szacunkiem, ale stanowczo. I z godnością. Dziękuję!

siedlecka.blog.polityka.pl

Nowe szaty prezydenta, czyli pobożne życzenia demokratów

9.09.2017
sobota

W obozie demokratycznym poruszenie: prezes pofatygował się do Belwederu. Rozmawiał z prezydentem dwie godziny! Bez premierki!

I co z tego? Nie ma co liczyć, że prezydent Duda zbliży się do umiarkownej opozycji. Jego nowe szaty okażą się szatami z opowiadania Andersena. Dopiero wtedy demokraci, którzy już stawiali na Dudę, zobaczą nagą prawdę. Duda może wyrąbie sobie trochę miejsca na scenie, ale karty dalej będzie rozdawała Nowowiejska.

Niech pragmatycy w obozie demokratycznym pokażą jeden dowód, że PAD zrzucił kostium Adriana i ma potencjał na polskiego Macrona. Ja go nadal nie widzę.

Retoryka ma swoje znaczenie, weta też, zgoda. Ale przed nami prawdziwy test: prezydenckie projekty ustaw znoszących ziobryzację sądownictwa, pytania do referendum konstytucyjnego (generalnie niespójnego z obecną sytuacją państwa) i stanowisko Dudy w kwestii paranoi reparacyjnej, szczególnie po apelu biskupów o opamiętanie. To będą nowe fakty polityczne i po nich ocenimy, czy rzeczywiście można mówić o wybiciu się prezydenta na niezależność od p. Kaczyńskiego.

Interes otoczenia Dudy, aby przedłużyć błogostan pałacowy na drugą kadencję, to za mało. Nic nie wskazuje tak naprawdę, by Duda naprawdę doznał politycznego oświecenia prodemokratycznego i proeuropejskiego. Byłoby to naturalnie zgodne z interesami Polski, ale nie z interesami obecnego obozu władzy, który buduje swe poparcie wyborcze na konfrontacji z liberalną demokracją i Unią Europejską.

Tymczasem prezydenckie projekty ustaw nadzoruje głęboko konserwatywny prawnik niechętny idei rozdziału państwa od Kościoła, a szefem prezydenckiej kancelarii pozostaje autor dzieła o UE jako utopii.

Póki Duda nie wygłosi telewizyjnego orędzia wyraźnie dystansującego się od polityki ministrów Waszczykowskiego, Macierewicza i Ziobry, nie ma o czym gadać.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Politycy: spotkanie z prezydentem ws. sądownictwa to ważny sygnał; szkoda że tak późno

Andrzej Duda
Andrzej Duda

Foto: Fotorzepa/ Piotr Guzik

Spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami ugrupowań sejmowych ws. ustaw sądowych to ważny i dobry sygnał – podkreślali w sobotę politycy. Ubolewali jednak, że spotkania odbywają się w ostatniej fazie prac nad projektami ustaw o SN i KRS.

W środę po południu odbędzie się seria spotkań prezydenta Andrzeja Dudy z przedstawicielami wszystkich klubów parlamentarnych na temat zmian w SN i KRS – poinformował PAP szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski. Jak dodał wszystkie partie, w rozmowie z nim, potwierdziły swój udział.

Wicemarszałek Sejmu Babara Dolniak (N) oceniła w Radiowej Trójce, że jest za mało czasu i „nie da się przeprowadzić rzetelnych konsultacji”. „Szkoda, że dopiero teraz jest to zaproszenie. Przez dłuższy okres czasu nie wiedzieliśmy, jak się toczyły prace” – zauważyła. „Skoro teraz pan prezydent tworzy już pewna syntezę, to obawiam się, że ta rozmowa może być kurtuazyjna: przedstawimy swoje propozycje raz jeszcze i na przedstawieniu się skończy” – podkreśliła posłanka. Jak dodała Nowoczesna była gotowa do rozmów, od kiedy prezydent zawetował dwie ustawy sądownicze o SN i KRS, i jako opozycja też ma swoje propozycje zmian.

Grzegorz Długi (Kukiz’15) ocenił, że projekty przygotowywane przez prezydenta o SN i KRS „idą w właściwym kierunku”. „Wiemy również, że one niekoniecznie będą miłe dla tzw. totalnej opozycji” – zauważył poseł. Jego zdaniem na spotkaniu żadne decyzje nie zapadną, ale jest to ważny sygnał, że Kancelaria Prezydenta jest otwarta. Wyraził przekonanie, że także po złożeniu projektów w Sejmie można nad nimi dyskutować. „Mam nadzieję, że będzie szeroka dyskusja społeczna” – dodał.

Jego zdaniem, chodzi o to, by „wypracować taką formę tych ustaw, która z jednej strony zadowoli bardzo duże zapotrzebowanie społeczne na reformę, a z drugiej nie naruszy podstawowych zasad ustrojowych naszego państwa”. „Przede wszystkim chodzi o konstytucję, która nie jest dobra, ale jest, dopóki jej nie zmienimy, to obowiązuje” – podkreślił.

Długi zaznaczył, że wymiaru sprawiedliwości nie należy traktować jak każdej innej władzy – gdzie opanowanie „góry” oznacza władzę w całym kraju. „Władza sądownicza jest władzą poszczególnego sędziego” – nadmienił.

Rafał Grupiński (PO) uznał sam fakt, że konsultacje się odbędą, za dobry sygnał, choć przedstawiciele klubów parlamentarnych będą mogli przedstawić swoje poglądy w ostatniej fazie prac nad tymi dwiema ustawami.

„Podstawowy problem jest taki, że prace w Kancelarii Prezydenta toczą się pod ogromnym ciśnieniem zewnętrznym. Jeśli partia Prawo i Sprawiedliwości pod – jak rozumiem – naciskami pana ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry przygotowała całą kampanię billboardową, przeciwko postawie pana prezydenta” – zauważył poseł. Ocenił, że ta kampania (przygotowana przez Polską Fundację Narodową) „to sposób nacisku na pana prezydenta”.

Zdaniem Grupińskiego z jednej strony są oczekiwania opozycji, środowisk prawniczych i tych, którzy uczestniczyli w protestach związanych z reformą sądownictwa, by projekty były zgodne z konstytucją. Z drugiej strony, dodał, jest „nacisk prezesa Jarosława Kaczyńskiego, całego jego środowiska i Ministerstwa Sprawiedliwości, które chce, by prezydent tak skonstruował te ustawy, żeby one łamały konstytucję tak jak poprzednie przygotowane przez partię Jarosława Kaczyńskiego” – zauważył.

Pytany o oczekiwania rządu wobec prezydenckich projektów wiceminister sprawiedliwości Michał Wójcik (PiS) powiedział: „Chcemy chyba wszyscy tego, żeby zreformować wymiar sprawiedliwości. To jest potężny filar, tworzący całe państwo. Tu jest cały problem: czy nad korporacją sama korporacja ma mieć władzę”.

„Nie wiem, w jakim kierunku pójdzie ta reforma, mam nadzieje, że będzie głęboka”- dodał wiceszef MS. Zapewnił, że rząd nie ma nic wspólnego z kampanią billboardową PFN. Jego zdaniem premier Beata Szydło miała prawo wziąć udział w inauguracji kampanii, „która ma na celu uświadomienie ludzi, jak wygląda cały problem wymiaru sprawiedliwości”.

Jarosław Kalinowski (PSL) wyraził „umiarkowany optymizm”, że propozycje, które prezydent przedstawi, „będą na pewno lepsze od tych, które zostały zawetowane”. Dodał zarazem, że dostrzega ryzyko, iż projekty mogą być niezgodne z konstytucją. „Trudno liczyć w tym momencie na szersze konsultacje, daty zostały wskazane przez prezydenta. Natomiast mam nadzieję, że nie będzie jakiegoś szaleńczego tempa w trakcie prac sejmowych, tu będzie miejsce na pogłębioną dyskusję” – podkreślił europoseł.

Prezydencki doradca Andrzej Zybertowicz powiedział, że Andrzej Duda „dokonuje syntezy” otrzymanych projektów, poprosił też prezesa PiS o poparcie „tej wizji reformy, jaka wyłoniła się z prac” w Kancelarii.

Jak zaznaczył spotkanie będzie dotyczyło nie tylko spraw sądowniczych, lecz w ogóle spaw ważnych dla Polski. Zybertowicz dodał, że prof. Michał Królikowski, który współpracuje z prezydentem ws. projektów ustaw „jest jednym ze współprojektantów”, a nie głównym autorem projektów. Jak zaznaczył, „nie kierował on w Kancelarii Prezydenta żadnym zespołem” pracującym nad projektami.

Pod koniec lipca prezydent zawetował ustawę o Sądzie Najwyższym oraz nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Jak mówił, kierował się poczuciem odpowiedzialności za państwo. Zapowiedział też przygotowanie własnych projektów, które następnie przedstawi Sejmowi. Jak powiedział w czwartek prezydencki minister Andrzej Dera projekty są na ukończeniu.

rp.pl