Tag Archives: Iza Leszczyna

Kaczyńskiego ręka nienawiści

Zwykły wpis

Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje” – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek powołanej przez Prezydenta Pawła Adamowicza Kapituły Nagrody Literackiej Miasta Gdańska – Europejski Poeta Wolności.

JUSTYNA KOĆ: Śmierć wpisana jest w nasze życie…

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Ale nie każda śmierć. Oczywiście, jak mówi św. Paweł, śmierć przychodzi „jak złodziej w nocy”. Natomiast śmierć tego rodzaju, z ręki zbrodniarza, jest nagłym porażeniem nas wszystkich. To jest otwarcie jakiejś przerażającej otchłani przed milionami ludzi. Tym bardziej, że z tej śmierci ten chory zbrodniarz zrobił spektakl, zrobił szokujące widowisko.

Proszę przy tym zwrócić uwagę na stare modlitwy: „Od nagłej a niespodziewanej śmierci uchroń nas, Panie”.

Wszyscy naturalnie nosimy w sobie lęk przed śmiercią, ale tak niespodziewanej, w pół życia, lękamy się podwójnie, groza takiego umierania jest większa.

To moment zadumy dla polityków czy bardziej dla społeczeństwa? Widzimy tłumy na ulicach, w marszach, przed Europejskim Centrum Solidarności, aby pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza.
Ale zarazem część społeczeństwa jest za to odpowiedzialna. Politycy, jacy by oni nie byli, są jednak krwią z naszej krwi i kością z naszej kości. Kogoś reprezentują, są nosicielami jakichś bardziej powszechnych nastrojów.

Poruszył pan temat, o którym mało się mówi: tacy politycy, jacy my sami?
Oczywiście.

I teraz – nagle – w tym czarnym lustrze śmierci społeczeństwo zobaczyło jakąś prawdę o sobie, o swojej istotnej części. I to zwłaszcza ta jego część odpowiada za wzniecanie czarnych nastrojów nienawiści, także poprzez zobojętnienie na zło.

Jest taki ewangeliczny obraz śmierci Chrystusa, w którym rozdziera się zasłona świątyni, co przeraża te ludzkie tłumy – tych, którzy są odpowiedzialni za ukrzyżowanie.

Tu ta zasłona, którą społeczeństwo sobie utkało, się rozdarła. Ta zasłona iluzji, zobojętnienia na zło. Nagle się okazało, że milcząc, zezwalając, pozwalają na to. To rodzaj zaczadzenia umysłów i wszyscy zostaliśmy zaczadzeni w tym zmaganiu dwóch sił: rządzącej i demokratycznej.

Wielokrotnie przed tym przestrzegałem, tą wojną dwóch plemion, chociaż nie przypuszczałem, że to Paweł padnie ofiarą. To jest podręcznikowy przykład kryzysu mimetycznego René Girarda, kryzysu naśladowczego, z którego wyjściem jest zawsze złożenie ofiary. Gdy dwie siły, jakie by nie były, w tej wielkiej rywalizacji zatracają w swoim dążeniu do władzy ostateczny cel, jakim jest sprawowanie dobrych rządów. Istotą staje się rywalizacja i w tym się upodobniły. Stawką było zniszczenie przeciwnika za wszelką cenę, nemezis. Jednak jest tu pewna różnica, której nie można bagatelizować. Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”.

Tu nie chodzi tylko o polityków, to wielka gra społeczna i zostaniemy w niej, możemy trochę się przeobrazić, ale te wielkie grupy społeczne, które toczą z sobą to zmaganie, nie przestaną istnieć. Zatem łatwo wysnuć wniosek, że nie tędy droga, wiedzieli już o tym starożytni.

Co dalej z nami?
Gdy zabito prezydenta Narutowicza, to jego główny konkurent, Maurycy Klemens Zamoyski, zawiesił działalność polityczną i wyjechał do Londynu. On nie był wprost odpowiedzialny za to zabójstwo ani za rozpętanie tej nienawistnej nagonki na Narutowicza. A jednak poczuł się moralnie winny i wyjechał. W tym kontekście warto zacytować ulubiony wiersz Jarosława Kaczyńskiego, czyli „Chorał” Kornela Ujejskiego:

O! Panie, Panie! ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas,

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Kara więc, tak myślę, powinna dosięgnąć także rękę, a nie tylko ślepy nóż… Ci zatem, którzy nie reagowali, choć należało to do ich obowiązków, ci, którzy uprawiali propagandę nienawiści w sposób absolutnie nieokiełznany, powinni wycofać się z polskiego życia publicznego.

Na razie zrezygnował Owsiak, a o tych, którzy powinni się wycofać, wiemy, że tego nie zrobią.
Ale powinniśmy wywierać na nich presję, nawet jeśli wiemy, że tego nie zrobią, ale powinniśmy. Ja

czuję się odpowiedzialny wobec Pawła, znaliśmy się od paru lat, zaprzyjaźniliśmy, choć nie należałem do ścisłego kręgu jego przyjaciół. Zresztą ktokolwiek by zginął z ręki zbrodniczego szaleńca, czułbym to samo. Nie wystarczy bowiem – trzeba to powiedzieć stanowczo – że ci, którzy są odpowiedzialni, będą uciekać teraz w patetyczne, podniosłe formułki i rytuały, że po faryzejsku umywszy ręce, będą głosili hasło „Kochajmy się”

Oczywiście teraz ważny jest czas i obrządek żałoby, teraz musimy wszyscy przejść przez ten gorzki stan, przez dramat. Nie może to jednak być działaniem zastępczym, czymś, co dość tanim kosztem dokona się zamiast poniesienia moralnej i politycznej odpowiedzialności. Nie mówiąc już o odpowiedzialności prawnej. To się zresztą rozmywa na tysiące wypowiedzi, na mnóstwo pochodzących z kręgu władzy aktów przyzwolenia na przemoc. Nie chodzi tylko o najwyższe elity „dobrej zmiany”. Chodzi też o średni i niższy aparat tej władzy. Choćby o taką panią prokurator Magdalenę Kołodziej, która orzeka, że młodzi mężczyźni bijący i znieważający kobiety podczas tzw. marszu niepodległości wyrażali tym sposobem swoje niezadowolenie. Albo o panią Mazurek, która mówi, że rozumie tych nacjonalistycznych łobuzów, co pobili działacza KOD-u w Radomiu, o prokuratorów, którzy umorzyli śledztwo w sprawie Młodzieży Wszechpolskiej przy tzw. aktach zgonu wystawionych Adamowiczowi i innym prezydentom miast… Ma pani rację, że

oni nie drgną, nie odejdą, że przywdzieją żałobne maski, ustroją się w patos powagi, zaczną gadać o jedności i porozumieniu nad grobem i ponad podziałami, ale to jest stanowczo za mało.

To nie jest pierwsza tragiczna śmierć, przez którą przechodzimy. Wspomniał pan Narutowicza, przychodzi mi jeszcze do głowy – choć to była śmierć naturalna – Jan Paweł II, po odejściu którego mówiono nawet o pokoleniu JPII – i nic. Teraz też tak będzie?
Przykładów tragicznej śmierci z ręki szaleńca inspirowanego politycznie czy religijnie jest wiele. Prawie zawsze były to przy tym akty wymierzone w kogoś, kto był przyzwoity, dążył ku dobru. Śmierć Lincolna, Henryka IV Burbona, Henryka III Walezego… To zresztą dość szczególne, że osoby o usposobieniu dyktatorskim rzadko albo wcale padają ofiarą skutecznych zamachów. Oczywiście, była próba zamachu na Hitlera, były zamachy na Stalina, Lenina, Napoleona, na inne osobistości autorytarne. Ale one się kryją za kordonami ochrony, tajnej i jawnej.

Widzieliśmy to podczas marszów na Krakowskim Przedmieściu – w kordonach policji, w mocnym oddzieleniu barierkami od suwerena, na którego tak często się powołują ludzie „dobrej zmiany”.

Dziś prezydent Adamowicz spoczął w Bazylice Mariackiej. Czy ten czas żałoby i wyciszenia, także politycznego, zakończy się wraz z ceremonią pogrzebową?
W wielu sercach pozostanie żal, także w moim. I poczucie utraty kogoś, kto bardzo kochał życie, kto był także mocno zaangażowany w sprawy kultury, co dla mnie jest ważne. To również takie memento mori – przestroga, że droga siewców złego wiatru prowadzi zawsze do tragedii.

I myślę, że ci, co bardziej godziwi z nich, zamilkną, opamiętają się.

W Polsce – warto to dodać – bardzo chętnie zawiązuje się doraźna wspólnota żałobna, mamy taką tradycję od XIX wieku. Niestety, szybko ta wspólnota się rozsypuje, każdy powraca do swoich domów, życia. Tak było po śmierci Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego czy po katastrofie smoleńskiej. A potem zaczyna się znowu polskie piekło. Oczywiście, władza teraz będzie starała się pokazać, że jest cicha, sprawna, ale jest już za późno. Krew została rozlana i zostawiła niezmywalne plamy – jak zawsze – na tej ręce, co popycha do zbrodni.

Depresja plemnika

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło…

View original post 1 567 słów więcej

 

Policja chroni pedofilów w Kościele katolickim

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Za czasów poprzedniego prezesa NBP Marka Belki dyrektor ds. komunikacji mógł liczyć na 23 tys. zł brutto. Na tę pensję składała się podstawa w wysokości 18 tys. zł brutto oraz kwartalne premie – ok. 10 tys. zł.

Do tego dyrektor mógł dostać maksymalnie dwie roczne premie specjalne z tzw. puli prezesa po ok. 10 tys. zł brutto – ustalił Polsat News.

Przypomnijmy, że obecna szefowa ds. komunikacji Martyna Wojciechowska – wg doniesień medialnych – otrzymuje w NBP za prezesury Adama Glapińskiego ok. 65 tys. zł miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć 11-12 tys. zł z tytułu zasiadania w radzie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, do którego została delegowana właśnie przez Glapińskiego.

Ustalenia Polsat News stoją w sprzeczności z wypowiedziami polityków PiS, poczynając od Andrzeja Dudy.  – „Siatka płac w Narodowym Banku Polskim to nie jest decyzja pana prezesa Adama Glapińskiego, to są decyzje, które były podjęte w czasach, kiedy swoją kadencję jako…

View original post 1 331 słów więcej

 

Panika w PiS. Do 2020 r. posłom zabraknie dzieci do pracy w państwowych spółkach

Zwykły wpis

Depresja plemnika

Przeciwko Jackowi Międlarowi – narodowcowi i antysemicie – toczyło się lub toczy kilka postępowań w prokuraturze. Jak dotąd byłemu księdzu nie postawiono zarzutów w toczących się śledztwach. Zdaniem reporterów TVN 24, roztoczono nad nim parasol ochronny.

Jednym z przykładów jest sprawa wystąpienia Międlara na obchodach 82 rocznicy powstania ONR. – „Ciemiężyciele i pasywny żydowski motłoch będzie chciał was rzucić na kolana, przeczołgać, przemielić, przełknąć, przetrawić, a na koniec będzie chciał was wypluć, bo jesteście niewygodni” – mówił do zebranych były ksiądz.

Prokuratura w Białymstoku, która najpierw zajęła się sprawą, umorzyła postępowanie. Jednak później prokuratura z Wrocławia włączyła ten wątek do własnego śledztwa w sprawie innych wypowiedzi byłego księdza. Według TVN 24, śledczy z Wrocławia chcieli postawić Międlarowi zarzuty dotyczące mowy nienawiści. Odebrano im jednak śledztwo i przekazano do prokuratury w Białymstoku, czyli tam, gdzie tak łagodnie go potraktowano.

Prokuratorzy białostoccy zażądali „kompleksowej opinii z zakresu tzw. mowy nienawiści”, mimo że…

View original post 3 385 słów więcej

 

Jacek Rostowski rozjechał pokraków PiS w komisji ds. VAT

Zwykły wpis

>>>

Sugestia, że ktokolwiek, gdziekolwiek w polskim rządzie, mógł się cieszyć z tego, że oszustwa VAT-owskie rosną jest nieprawdziwa i oszczercza – powiedział Jacek Rostowski, były minister finansów za rządów PO-PSL, który jest dziś przesłuchiwany jako świadek przez komisję śledczą ds. VAT.

W rozpoczętym postępowaniu chodzi o odpowiedź na pytanie, czy w latach 2007-2015 w instytucjach publicznych nastąpiły zaniedbania, które w efekcie doprowadziły do uszczuplenia dochodów Skarbu Państwa z tytułu podatku od towarów i usług oraz podatku akcyzowego.

Świadek skorzystał z prawa do swobodnej wypowiedzi i w tych ramach oświadczył mi in., że luka istnieje wszędzie, gdzie wprowadzono podatek VAT. To nieprawda, że rząd PO-PSL tolerował oszustwa VAT i że sytuacja poprawiła się po 2015r.

Przesłuchanie Jana V. Rostowskiego jest szeroko komentowane w mediach społecznościowych, a niepoważnego charakteru przydaje mu fakt, że każda ze stron ma swoje wykresy i swoje slajdy.

W odpowiedzi na dość nerwowy klimat prowadzonego przesłuchania Rostowski, w rozmowie z dziennikarzami stwierdził, że Pan przewodniczący Horała nie jest w stanie wykorzystać swojej pozycji, żeby przekaz polityczny utrwalać.”

Na co trafnie zareagował na Twitterze Tomasz Lis: „Rostowski to sadysta. Zjadając pana Horałę powinien się zatrzymać przed dojściem do butów”.

Gdy przewodniczący Horała dopytywał o kwestię odwróconego VAT-u były minister zirytowany odpalił:

„To niesamowite, że na świadka wzięliście prof. Modzelewskiego, który jest gruntownym przeciwnikiem odwróconego VAT-u. Sami szliście do wyborów z ustawą zakazującą odwróconego VAT-u. A teraz robicie nam wyrzuty, że nie dość szybko wprowadziliśmy odwrócony VAT”.

„Ja nie robię panu żadnych wyrzutów” – bronił się Horała, a internauta Michał Mostowy tak skomentował przesłuchanie: „Przesłuchanie Tuska przez Wasserman było klęską PiS, która stanowiła piękne preludium do wykrycia afery KNF. Dziś Rostowski jedzie walcem równie pięknie, jak wtedy Tusk. PiS oduczy się robić polityczne komisje tylko dla politycznej szopki.

Depresja plemnika

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu postawiła zarzuty Markowi P., byłemu współpracownikowi Kornela Morawieckiego. Chodzi o defraudację 96 tys. zł, które szef fundacji „SOS dla życia” ks. Tomasz Jegierski pożyczył „Solidarności Walczącej”, której liderem jest ojciec premiera – informuje onet.pl. Pieniądze nigdy nie wróciły do fundacji.

O sprawie zrobiło się głośno w marcu tego roku, o czym w artykule „Panie premierze Morawiecki, stawiam publiczne pytania, czy pan jest skorumpowany?”.

„Tak, poinformowano mnie, że Marek P. ma status podejrzanego. Wybieram się do Wrocławia na konfrontację” – powiedział w rozmowie z onet.pl ksiądz Jegierski. W oświadczeniu, które na Twitterze udostępnił reporter Radia Zet Mariusz Gierszewski, szef fundacji „SOS dla życia” napisał: – „Od agenta CBA wiem, że zabezpieczono już majątek Marka P. (…) Z CBA była zrobiona wizja lokalna i ustalono, gdzie Marek P. z Kornelem Morawieckim rozwieźli tę gotówkę, którą otrzymali ode mnie w mojej obecności. Wierzę, że wkrótce premier Morawiecki…

View original post 2 584 słowa więcej

PiS rozdaje nagrody, które się nie należą. Taka ich lewizna

Zwykły wpis

‚Władza wzięła na przetrzymanie. Nie było żadnej afery KNF. Była prowokacja upadającego bankiera. Woda w usta, ‚wina Tuska’ , ‚Polacy nic się nie stało’ – komentuje aferę KNF Jarosław Kurski.

Jak w tym wszystkim znaleźć sens, gdy Markowi Chrzanowskiemu, złapanemu na gorącym uczynku i tak wszystko ujdzie na sucho. Powie się, że to patriota, że to profesor godny zaufania. A na koniec, szef NBP Adam Glapiński wystawi mu świadectwo najwyższej moralności. ‚Jak mawiał narodowy wieszcz: Sitwo, Ojczyzno moja! Chciałeś Jarku zostać emerytowanym zbawcą narodu, zostałeś ojcem chrzestnym, capo di tutti capi’ – kończy Jarosław Kurski.

Na usta ciśnie się pytanie – za co te nagrody? Wszyscy przecież pamiętamy serię kompromitujących Służbę Ochrony Państwa kolizji z udziałem najważniejszych osób w państwie.

A tymczasem w uzasadnieniu napisano, że premie przyznano za „realizacje zadań o szczególnej złożoności i zagrożeniu oraz osiągnięcia bardzo dobrych wyników w zawodach sportowych. Łączna kwota nagród uznaniowych przyznanych dotąd w SOP wyniosła 5 383 419 zł. Średnia nagroda uznaniowa wyniosła 2 860 zł” – podało biuro prasowe SOP, na które powołuje się se.pl.

Najwyższą nagrodę – w wysokości 14 tys. zł – otrzymał komendant SOP Tomasz Miłkowski. O nim w artykułach „Kuriozalne słowa szefa SOP o kolizji z udziałem Szydło: „Ruch drogowy czasami tak wygląda” i „Szef SOP nieszczególnie się „przemęcza” – pracuje od wtorku do czwartku?”. Jego zastępcy otrzymali 12 i 10 tys. zł premii.

O przyznaniu nagród zadecydował minister spraw wewnętrznych Joachim Brudziński. – „Najbardziej uderzające są nagrody dla kierownictwa, które ponosi odpowiedzialność za wypadki. Jest to formacja skompromitowana i w porównaniu z problemami z wynagrodzeniami w policji, to jest niemoralne” – podsumował w rozmowie z se.pl poseł PO Krzysztof Brejza.

* **

Absolutnie nie mogę się zgodzić. Vito Corleone był przy wszystkich gangsterskich motywacjach człowiekiem wielkiej klasy.

Depresja plemnika

O co sądziłes się w Gdańsku?

Przecież wysłałeś brata na śmierć.

Dzięki niepotrzebnej śmierci niewinnych ludzi i powstaniu religii smoleńskiej uzyskałeś władzę.

Jak Kain.

Posłowie Platformy Obywatelskiej złożyli wniosek o konstruktywne wotum nieufności dla rządu premiera Mateusza Morawieckiego. – Premier Morawiecki nie ma absolutnie moralnego prawa kierować rządem, nie tylko za to, że kłamstwo stało się symbolem tego rządu, ale dlatego, że korupcja stała się symbolem tego rządu – tłumaczył szef klubu PO Sławomir Neumann. – To konstruktywne wotum jest kontynuacją pozytywnego dla opozycji trendu – ocenia dr Marek Migalski, politolog. – Okazało się, że to wobec własnego obozu Jarosław Kaczyński mógłby dziś krzyczeć „komuniści i złodzieje” – dodaje.

Kłamstwo na kłamstwie

PO zapowiadała wniosek jeszcze w czasie kampanii wyborczej. – Wydawało nam się, że cała kampania wyborcza, ta polityka kłamstwa, dezinformacji, populizmu, wyborczych obietnic, że to wyczerpuje uzasadnienie takiego wniosku – mówił Grzegorz Schetyna, lider PO, na konferencji poprzedzającej…

View original post 3 313 słów więcej

Senator PiS Bierecki najlepiej będzie wyglądał w pasiakach

Zwykły wpis

>>>

Bank Leszka Czarneckiego odmówił założenia lokaty „Fundacji Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”. Bał się, że może chodzić o „pranie pieniędzy” – podaje dzisiejsza „Gazeta Wyborcza”. Okazuje się również, że wbrew słowom Leszka Czarneckiego, to nie Bierecki miał sam przyjść do banku, by założyć depozyt na kilkadziesiąt mln zł.

Chodzi o fragment nagrania rozmowy Marka Chrzanowskiego i Leszka Czarneckiego. Nagranie opublikowała „Gazeta Wyborcza”. Leszek Czarnecki mówi na taśmie z marca, że: „Kiedy zaczęło być bardzo gorąco wokół SKOK-ów, tej fundacji Biereckiego Luksemburg, on przyszedł do nas do banku z prośbą o włożenie depozytu, już w tej chwili nie pamiętam, 60-70 mln złotych. To był szczyt całej awantury”. Czarnecki następnie informuje, że zadzwonił do ówczesnego wiceszefa KNF i poinformował, że nie przyjmie depozytu, ponieważ ma „duże wątpliwości, co do pochodzenia tych pieniędzy”. Sam Grzegorz Bierecki – dziś senator Prawa i Sprawiedliwości oraz przewodniczącym senackiej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych – zdecydowanie zaprzeczył wersji Czarneckiego. Bierecki w rozmowie z Onetem przekonuje, że z Leszkiem Czarneckim „mijał się na różnych konferencjach”. – Ale nigdy ze sobą nie rozmawialiśmy. Unikam kontaktu z takimi ludźmi – podkreślał.

Senator Prawa i Sprawiedliwości ujawnił, że złożył żądanie sprostowania wobec „GW”. – Udzieliłem także pełnomocnictwa do prowadzenia procesu w przypadku braku sprostowania. Nie wiem, czy Czarnecki to powiedział, jest to w publikacji gazety, która powinna przed publikacją skontaktować się ze mną – mówił w rozmowie z Onetem.

Natomiast „Gazeta Wyborcza” informuje dzisiaj, że wysłała pytania w sprawie treści nagrania z marca do Biereckiego. W odpowiedzi dziennikarze otrzymali „wezwanie przedsądowe do dobrowolnego usunięcia skutków naruszenia dóbr osobistych”. Dziennikarze sprawdzili jednak, kto rzeczywiście wspomniany przez Czarneckiego depozyt chciał złożyć w Getin Banku.

Kasa Krajowa SKOK uderza w… ofiarę SKOK Wołomin. Karliński: dopóki nas nie zamkną, będziemy opowiadać o szczegółach tej afery

Okazuje się, że to nie sam Bierecki był w banku, by złożyć ów depozyt, lecz – jak ujmuje to „GW” – była to „Fundacja Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie”, w której zarządzie jest rodzina Biereckiego. Fundacja, jak pisze dalej „GW”, zamierzała otworzyć rachunek techniczny.

Z podanych dziś przez gazetę informacji wynika, że 13 kwietnia 2015 r. Kasa Krajowa SKOK miała skontaktować się z bakiem, by otworzyć rachunek techniczny, na którym „Fundacja Grzegorza Biereckiego Kocham Podlasie” miała utworzyć lokatę. Dziennikarze nie wiedzą jednak, o jaką chodziło kwotę. Finalnie bank miał odmówić. „Uznał, że współpraca z senatorem może zaważyć na wiarygodności banku” – czytamy w dzisiejszej „GW”.

Na odmowę banku miał zareagować syn senatora. Więcej w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” w artykule Agnieszki Kublik i Wojciecha Czuchnowskiego.

Andrzej Stankiewicz: premier skorzysta na aferze KNF

Senator Bierecki prędzej czy później będzie pensjonariuszem zakładu penitencjarnego, ale… może dać dyla za granicę, np. na Galapagos.

Depresja plemnika

Jest już po pierwszej rozprawie przed Trybunałem Sprawiedliwości UE dotyczącej skargi Komisji Europejskiej przeciwko Polsce. Chodzi o zgodność z unijną zasadą niezależności sądownictwa posłania sędziów Sądu Najwyższego i NSA na wcześniejszą emeryturę i uzależnienie możliwości dalszego ich orzekania od arbitralnej decyzji władzy politycznej, czyli prezydenta. Rozprawa nie przyniosła nic nowego. A cała dyskusja, która się na niej odbyła, powtórzy się za kilka dni.

Czy Trybunał Sprawiedliwości może oceniać polskie sądownictwo?

Rozprawa w sprawie Polski

Rozprawa odbyła się przed Wielka Izbą i dotyczyła zabezpieczenia tymczasowego, jakie wiceprezes Trybunału Rosario Silva de Lapuerta nałożyła na Polskę w tej sprawie. Do czasu rozpatrzenia skargi KE zawiesiła zaskarżone przepisy, przywracając do orzekania sędziów SN i NSA przymusowo odesłanych na emeryturę, i to na ich dawne stanowiska – np. prezesów izb w Sądzie Najwyższym czy Małgorzaty Gersdorf na urząd pierwszego prezesa. Prezes TSUE uznała, że niezawieszenie tych przepisów spowoduje „nieodwracalne szkody” ze względu na „przymiot sądu ostatniej instancji przynależny Sądowi Najwyższemu oraz powagę rzeczy…

View original post 3 739 słów więcej

Morawiecki, pierwszy do wykopu przez Kaczyńskiego

Zwykły wpis

Nowa prognoza wyników wyborów do sejmików nie zmienia ich politycznej wymowy. Znaczącą stratę PSL wyrównał po stronie sił prodemokratycznych zysk KO i SLD. PiS zyskał minimalnie, ale tyle samo ile stracił Kukiz’15. Na jakiej podstawie Ipsos zmienił prognozę? Skąd wzięły się błędy w wynikach podanych wczoraj?

Przed 10 rano w powyborczy poniedziałek (22 października) Ipsos podał nową prognozę wyniku wyborów samorządowych do sejmików wojewódzkich.

W porównaniu z wynikami podanymi w niedzielę o 21.00 na podstawie exit polls jest kilka wyraźnych różnic:

  • aż 3 pkt proc. straciło PSL (co stanowi aż 18 proc. rewelacyjnego wyniku podanego w niedzielę);
  • 2 pkt zyskała Koalicja Obywatelska (wzrost o 8 proc.)
  • 0,9 proc. zyskało też SLD (wzrost o 16 proc.).

Pozostałe różnice są mniejsze:

  • 0,7 proc. zyskał PiS (poprawa o 2 proc. niedzielnego wyniku);
  • 0,5 proc. stracili bezpartyjni;
  • 0,4 proc. stracił Kukiz’15.

Interesujące, że mimo tych zmian polityczna wymowa wyników pozostaje bez zmian. Potencjalna koalicja prawicowo-narodowa PiS + Kukiz’15 w poniedziałek ma 38,9 proc. (w niedzielę miała 38,6 proc.), a koalicja trzech partii prodemokratycznych  w poniedziałek (46,9 proc.) cieszy się takim samym poparciem jak w niedzielę (47,0).

Skąd ta zmiana wyników? – pytany dyrektor operacyjny Ipsos Paweł Prędko, który odpowiadał za sondaż wyborczy. – Czy to dlatego, że dostaliście wyniki exit polls z ostatnich godzin głosowania?

„Nie, nie. Wyniki, które podaliśmy wczoraj były oparte na danych od ankieterów z godz. 20.30, potem zmiany były już minimalne. Wprowadzamy korektę na podstawie danych, które podała już PKW z około 500 komisji wyborczych, spośród 1160, które badaliśmy.

Korekta jest dosyć duża. Zwłaszcza PSL stracił prawie jedną piątą głosów spadając ze świetnych 16,6 proc. na przyzwoite  jak na tę partię w wyborach samorządowych 13,6 proc.

To musi oznaczać, że głosujący na PSL chętniej niż inni informowali ankieterów o swoich wyborach, albo wyborcy innych partii mylili się podając, że głosowali na PSL.

Jak zbierane są dane w exit polls?

Nasi ankieterzy pracowali przed 1160 losowo wybranymi lokalami wyborczymi przez całą wyborczą niedzielę, od 7 rano do 21 wieczorem. Prosili osoby, które właśnie oddały głos, o wypełnienie krótkiej ankiety. Osoby do badania wybierali losowo na zasadzie co któraś wychodząca. Co która – to zależało od wielkości obwodu wyborczego, dążyliśmy do tego, by z każdej komisji mieć 100 osób. Gdy przewidywana frekwencja w danej komisji wynosiła 500 osób, ankieter zaczepiał co piątą osobę. Gdy ktoś odmawiał brał następną. Liczba odmów wyniosła 10-12 proc. Odmowy niekoniecznie wynikały z niechęci do badania, czy podejrzliwości. Zdarzało się, że wyborca po prostu nie był w stanie przypomnieć sobie, na kogo głosował do sejmiku albo to głosowanie myliło mu się z innym.

Może tu jest źródło straty PSL. Wyborcy popierali kandydatów PSL do rady gminy albo na wójta, a myliło się z sejmikami?

Możliwe, tego nie wiemy. Będziemy sprawdzać dalej.

Czy będziecie podawać następne korekty?

Możliwe, że podamy skorygowane wyniki jeszcze dzisiaj (22 października – red.) wieczorem, ale chyba nie będzie to miało sensu. Brakuje przede wszystkim wyników z największych miast, a te PKW poda dopiero jutro.

Na ile wiarygodne są wyniki wyborów na prezydentów?

Gdy różnica jest 1-2 procentowa nie można przesadzać wyniku.

Czyli Marcin Krupa (51,1 proc. w Katowicach) i Jacek Sutryk (50,1 proc.) we Wrocławiu nie mogą być pewni zwycięstwa w I turze.

We Wrocławiu badaliśmy 50 komisji, a jest ich kilkaset (309 – red.). Trzeba jeszcze poczekać. Natomiast zwycięstwo Rafała Trzaskowskiego w Warszawie jest przesądzone. Generalnie, wyniki, które podajemy dzisiaj są bliskie ostatecznym.

Choć na oficjalne wyniki wyborów przyjdzie nam jeszcze poczekać co najmniej do środy, to nikt nie odbierze faktycznego i wizerunkowego zwycięstwa prezesowi Polskiego Stronnictwa Ludowego, Władysławowi Kosiniak-Kamyszowi.  Partia, która w 2015 roku ledwie przemknęła nad progiem i której przyszłość w elektoracie wiejskim rysowała się w czarnych barwach (PiS nie ukrywało, że ich głównym celem jest doprowadzić do ostatecznego wyrugowania ludowców z polskiej polityki), dziś niewątpliwie triumfuje. Co więcej, znacznie lepszy niż oczekiwany wynik na poziomie ok. 15% może pogrzebać marzenia partii Jarosława Kaczyńskiego o rządach w co najmniej połowie sejmików, zwłaszcza tam, gdzie słabe notowania ma Koalicja Obywatelska. Na dodatek, tak świetny wynik na początku maratonu wyborczego z pewnością pozwoli ludowcom się rozpędzić i odbudować poparcie w skali całego kraju.

Tam, gdzie jest niekwestionowany zwycięzca, musi być i przegrany. Tu wskazać go jest niezwykle łatwo – to namaszczony na nowego lidera obozu Zjednoczonej Prawicy, wychwalany pod niebiosa przez lidera PiS premier Mateusz Morawiecki. To on został twarzą tej kampanii, to on jeździł po całym kraju sypiąc pieniędzmi z rękawa i obiecując złote góry mieszkańcom małych miejscowości. Ostatnie trzy tygodnie kampanii wyborczej były już podporządkowane ostremu uderzeniu właśnie w Polskie Stronnictwo Ludowe i utrzymaniu poparcia wyborców, którzy w 2015 roku dali “dobrej zmianie” zielone światło. Wczorajsza decyzja dużej ilości wyborców, by powrócić do głosowania na PSL i uznanie ich jednak za lepszego przedstawiciela ich interesów niż partia Jarosława Kaczyńskiego, to największa porażka Morawieckiego i dowód jego nieskuteczności i braku wiarygodności w tym elektoracie. Jak widać bankster, który woli widzieć Polaków zapierdalających za miskę ryżu nie przekona rolników do głosowania na PiS, niezależnie od tego, jak wiele obieca i w jak bardzo patetyczne tony wejdzie na wiecowych wystąpieniach

Co to oznacza dla przyszłości premiera Morawieckiego? Otóż prezes Kaczyński, który swoim autorytetem poręczył za tego polityka, stoi dziś przed bardzo trudnym wyborem. Może przyznać się do klęski już dziś i na rok przed kluczowymi z punktu widzenia “dobrej zmiany” wyborami parlamentarnymi zmienić woźnicę rządowego powozu i znów zawalczyć o elektorat wiejski, bez którego niemożliwa będzie nie tylko większość konstytucyjna (w którą z pewnością mierzy prezes PiS), ale i w ogóle utrzymanie samodzielnych rządów w przyszłej kadencji Sejmu. Słabą stroną tego wyjścia jest to, że niespecjalnie ma na kogo zmienić, a sam zapewne nie czuje się już na siłach, by wrócić na fotel premiera.

Może też uwierzyć w deklarowane w tych wyborach zwycięstwo, twarzą tej wiktorii zrobić Morawieckiego i dać mu to, czego żąda, czyli rządu autorskiego, bez polityków, którzy rzucają mu kłody pod nogi. Jeśli zdecyduje się na to drugie, to już w najbliższych tygodniach, a na pewno przed świętami Bożego Narodzenia dojdzie do głębokiej rekonstrukcji rządu, w ramach której wylecą z niego wszyscy, którzy Morawieckiemu zaszli za skórę, z ministrem Ziobrą i byłą premier Beatą Szydło na czele. To wersja wydaje się mimo wszystko najbardziej prawdopodobna, gdyż prezes Kaczyński nie potrafi przyznawać się do błędu ani zgadzać się na wyraźny krok w tył. I choć wszyscy wiedzą, że postawił na złego konia, a jego koncepcja totalnie zawiodła, to nikt głośno powiedzieć mu się nie odważy. Lepiej klaskać i wychwalać nagiego króla.

Morawiecki pierwszy na bucie Kaczyńskiego, pierwszy do wykopu!

Holtei

Jeżeli potwierdzą się wyniki exit poll, Zjednoczona Prawica dostała pierwszą żółtą kartkę

Znaczenie niedzielnego głosowania wybiega daleko poza wybór prezydentów miast, wójtów, burmistrzów, radnych gmin, powiatów czy sejmików. To pierwszy z czterech etapów maratonu wyborczego. Wiadomo było, że jeśli obóz demokratyczny dobrze wystartuje, zwiększy swe szanse na kolejnych etapach, zwłaszcza że kalendarz mu sprzyja.

Podobnie rozumowała władza. Dlatego już na ostatniej prostej obserwowaliśmy objawy paniki. Partia wyprodukowała rasistowski, ksenofobiczny, antychrześcijański spot. Zapewne kierownictwo PiS wcześniej wiedziało z badań to, co dziś już wiedzą wszyscy.

Chociaż PiS uznaje wynik wyborów samorządowych za wielki sukces, to raczej wątpliwe, by w województwach, gdzie ta partia wygrała, była szansa na przejęcie sejmików. Stąd pomysł Jarosława Kaczyńskiego na koalicję. Przed wyborami mówił, że widziałby w niej SLD, jednak kiepski wynik tej partii (SLD lewica razem –  5,7%) nie daje szans na większość decyzyjną, nawet gdyby lewica zgodziła się na współpracę z PiS.

Wydawałoby się, że…

View original post 2 215 słów więcej