Z Baranowem sprawa się rypła?

No, to sprawa się rypła, że posłużę się idiomem, a dotyczy to planowanego lotniska w Baranowie (koło Grodziska Mazowieckiego), które miało zastapić warszawskie Okęcie i być postrachem dla lotniska Berlin Brandenburg, które zresztą od lat nie może powstać.

Lotnisko w Baranowie to coś w rodzaju symbolu władzy Jarosława Kaczyńskiego. Jego władzy, a nie PiS. To monument, który ma/miał być odciskiem prezesa, jak Pałac Kultury i Nauki – Stalina. Nikt raczej nie wątpi, że nosiłby imię Lecha Kaczyńskiego, bo pomnik to glucik, nic, byle co, przyjdzie następna władza i jak pomnik Dzierżyńskiego zburzy, albo przeniesie do plenerowego muzeum IV RP.

Prezes kontemplując swego kota załatwiającego się w kuwecie – tak ująłbym początek groteskowej narracji, gdybym pisał prozę zainspirowaną osobą Kaczyńskiego – wpadł na pomysł lotniska w Baranowie. Dyktatorzy tak mają, muszą wykuć swoją obecność w trwałym materiale tak, jak zwierzęta oznaczają swój teren uryną.

Następcy zwykle się nie wysilają – burzą, bądź wymazuja imiona poprzedników. Kaczyńskiemu padło na Baranów, który od razu został okrzyknięty „największą inwestycją w ostatnim 30-leciu”.

Inwestycja w Baranowie wraz z przyległościami dostała robocze miano Centralnego Portu Komunikacyjnego, który w chwili otwarcia oznaczałby śmierć (wygaszanie) Okęcia. Ba, został powołany pełnomocnik rządu ds. CPK, wiceminister Mikołaj Wild, ktory stwierdził bez ogródek, iż zamknięcie Okęcia jest bezwzględnym warunkiem powodzenia lotniska, które ma powstać w gminie Baranów.

Politycy PiS zaczęli snuć na jawie sny o potędze. Berlin upada, a Warszawa może się mierzyć z takim Pekinem. Padały liczby i porównania, które nijak miały się do rzeczywistości, no, ale ta władza jest ze świata alternatywnego. Koszt Baranowa to najmniej 30 mld zł.

No i chyba przyszło otrzeźwienie. Ryszard Czarnecki w TVN24 był powiedzieć, że „nie ma mowy o likwidacji Okęcia. Będzie ważnym i wygodnym dla warszawiaków uzupełnieniem Centralnego Portu Lotniczego”.

Podobnie kandydat PiS na prezydenta Warszawy Patryk Jaki, bo PiS rozeźlił warszawiaków, na których padł blady strach, że zostaną bez Okęcia. Baranów i Okęcie sie wykluczają, o czym jeszcze niedawno mówił zdecydowanie prezes LOT-u Rafał Milczarski: „Jeżeli mamy nie zamykać Okęcia, to nie ma sensu budowa CPK”.

A więc mamy do czynienia z woltą Morawieckiego, na razie z taktycznym przeczącym sobie szumem informacyjnym. Nie będzie wygaszane Okecie, będzie wygaszany temat Baranowa, a to także oznacza oszczędności dla budżetu – 30 mld zł. Acz z tym oszczędnościami bym nie przesadzał, bo Baranów miał być oddany do użytku w 2027 roku. Trudno sobie wyobrazić, aby rząd PiS miał dotrwać do tego czasu, a jeżeli nie, to znaczy, że „największa inswestycja 30-lecia uległaby wygaszaniu.

Pisowski Baranów nieodparcie nasuwa skojarzenie z sienkiewiczowską Baranią Głową, w której to toczy się fabuła „Szkiców węglem”. Wójt Burak napisał list do wójta sąsiedniej wsi w sprawie rekrutów. Burak jak to Burak napisał list w stylu kazania w kościele. Pisarz gminny Zołzikiewicz śmieje się ze stylu buraczanego, ale namawia Buraka, aby umieścił wśród rekrutów Rzepę. A to dlatego, że podoba mu się Rzepowa i chce ją przelecieć.

„Szkice weglem” to Polska w pigułce, która ma tragiczną pointę. Czy nasze Buraki też doprowadzą do sytuacji, iż Rzepa zabije niewierną Rzepową, a Polskę stanie sie Baranią Głową, Baranowem? Nie wątpię, że tak stałoby się, gdyby dotrwali przy korycie+ do 2027 roku.

 

 

Niespodziewana wolta Morawieckiego ws. Okęcia. „To może oznaczać powolne rozmywanie projektu CPK”

Decyzja o pozostawieniu Lotniska Chopina wywołała w branży konsternację. I wątpliwości, czy Centralny Port Komunikacyjny powstanie.

O niespodziewanej wolcie w sprawie Lotniska Chopina miał zdecydować premier Mateusz Morawiecki. – Nie ma mowy o likwidacji Okęcia. Będzie ważnym i wygodnym dla warszawiaków uzupełnieniem Centralnego Portu Lotniczego. Taka jest wola i decyzja premiera Morawieckiego – mówił w TVN24 europoseł PiS Ryszard Czarnecki.

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk zaznaczył zaś, że „prawdopodobnie lotnisko Okęcie będzie funkcjonowało wespół w zespół z Centralnym Portem Komunikacyjnym”. To rewolucyjna zmiana, bo jeszcze kilka tygodni temu zastępca Adamczyka, Mikołaj Wild, który jest jednocześnie pełnomocnikiem rządu ds. CPK, przekonywał, że zamknięcie Okęcia jest bezwzględnym warunkiem powodzenia lotniska, które ma powstać w gminie Baranów, koło Grodziska Mazowieckiego. Mówił, że nowy port ma umożliwić dynamiczny rozwój LOT-u, a ten nie mógłby działać okrakiem na dwóch lotniskach. Przekonywał też, że Okęcie jest dużą uciążliwością dla okolicznych mieszkańców. Także w niedawnej rozmowie z DGP prezes LOT-u Rafał Milczarski mówił zdecydowanie: – Jeżeli mamy nie zamykać Okęcia, to nie ma sensu budowa CPK. Powiem więcej – moim zdaniem Okęcie powinno się zamknąć nie tylko dla lotów cywilnych, ale także wojskowych. Te tereny trzeba przeznaczyć na rozwojowe z perspektywy Polski projekty – dodał.

W ostatnich dniach lotniska stały się jednak głośnym tematem kampanii wyborczej w Warszawie. Przeciw zamykaniu Okęcia opowiedziało się dwóch kandydatów na prezydenta stolicy – Rafał Trzaskowski (PO) i Jacek Wojciechowicz (niezależni). Mówili, że likwidacja portu będzie nie tylko uciążliwa dla warszawiaków, ale także zahamuje rozwój stolicy. Wskazywali, że w ostatnich latach w Lotnisko Chopina i dojazdy do portu zainwestowano setki milionów złotych.

Nieoczekiwanie także kandydat PiS i wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki kilka dni temu uznał, że Okęcie powinno działać dalej, równolegle do CPK. Stwierdził, że mogłoby to być lotnisko lokalne. Niewykluczone, że ważni politycy PiS przestraszyli się protestów warszawiaków.
Tyle że decyzja o pozostawieniu Okęcia stawia pod znakiem zapytania przyszłość CPK. W liniach LOT wywołała ona zdziwienie. – W ciągu trzech lat dwukrotnie wzrosła liczba pasażerów LOT-u i portów. Budowa CPK jest warunkiem dalszego dynamicznego rozwoju narodowego przewoźnika i sektora pasażerskiego w ogóle. Dla prawidłowego funkcjonowania CPK wskazane jest zamknięcie Lotniska Chopina – mówi Konrad Majszyk z biura prasowego LOT-u.

Zostawienie Lotniska Chopina otwarcie krytykuje zespół doradców pełnomocnika ds. CPK. „Gdybym był na miejscu tych, w których interesy uderzy sukces CPK i LOT, ze wszystkich sił walczyłbym o: 1) rozwalenie projektu CPK przez rozproszenie potencjału, dzięki pozostawieniu Okęcia, 2) rozwalenie konkurencyjności PLL LOT i zmianę obecnego zarządu tej firmy” – napisał na Twitterze Patryk Wild, jeden z członków tego zespołu, jednocześnie brat wiceministra infrastruktury odpowiedzialnego za przygotowania do budowy CPK.

 Jestem bardzo zaskoczony decyzją o zostawieniu Okęcia. To może oznaczać powolne rozmywanie projektu CPK – mówi Bartosz Baca, ekspert lotniczy z firmy BBSG. – Jeśli CPK ma być dużym hubem i trampoliną dla LOT-u, to trudno sobie wyobrazić, by operował na dwóch lotniskach w rejonie Warszawy, bo to utrudniłoby przesiadki. Ekonomicznego uzasadnienia nie miałoby też zostawienie Okęcia dla innych linii, bo na tym z kolei straciłby LOT. Nie ma sensu zostawianie także tego portu dla lotów krajowych, bo one nie są dochodowe.

Eksperci przypominają przypadek lotniska Mirabel, położonego 39 km od centrum Montrealu. Powstało w połowie lat 70. i miało być dumą Kanadyjczyków. Władze nie zdecydowały się jednak na jednoczesne zamknięcie bliższego centrum lotniska Dorval. W efekcie linie lotnicze nie były zainteresowane przenosinami do nowego portu. Obecnie w porcie przyjmowane są tylko loty cargo, a Mirabel stał się symbolem marnotrawstwa pieniędzy i niefortunnego planowania.

Szef przedsiębiorstwa Porty Lotnicze Mariusz Szpikowski w rozmowie z DGP podtrzymuje, że po zbudowaniu CPK Lotnisko Chopina powinno zostać zamknięte. – Ostateczne decyzje należą do ministerstwa, ale przesłanki merytoryczne przemawiają przeciw utrzymywaniu portu – mówi. Przekonuje, że do CPK trzeba przenieść zarówno loty długodystansowe – do Ameryki Północnej i Azji, jak i rejsy średniego oraz krótkiego zasięgu. W tej sytuacji zostawienie na Okęciu czarterów i tanich linii tym bardziej nie ma sensu, bo zwykle latają one z lotnisk położonych w dużej odległości od centrów miast.

O tym, że CPK nie powstanie nigdy, przekonany jest prof. Włodzimierz Rydzkowski, kierownik Katedry Polityki Transportowej Uniwersytetu Gdańskiego. – To jest humbug propagandowy. Nie będziemy mieli na to pieniędzy. Mówi się, że port ma kosztować ponad 30 mld zł, ale jestem przekonany, że ta kwota jest poważnie niedoszacowana. Wbrew temu, co mówi zarządca Okęcia, przedsiębiorstwo Porty Lotnicze, to lotnisko ma jeszcze spore rezerwy przepustowości. Jednocześnie PPL powinien przestać blokować rozbudowę portu w Modlinie – dodaje prof. Rydzkowski.
W zeszłym roku Lotnisko Chopina obsłużyło prawie 16 mln pasażerów. Maksymalna przepustowość portu szacowana jest na 22–24 mln podróżnych rocznie. Szef PPL Mariusz Szpikowski przyznaje, że w najbliższych latach konieczne są dalsze inwestycje, m.in. rozbudowa terminalu pasażerskiego.

dziennik.pl

Szkice węglem (nowela)

Szkice węglem – nowela Henryka Sienkiewicza, powstała podczas pobytu pisarza w Stanach Zjednoczonych latem 1876 roku (wspomina o tym w opowiadaniu Żórawie)[1]. Wersja noweli, która ukazała się drukiem w „Gazecie Polskiej”, była ocenzurowana. Po 1950 roku przywrócono jej pierwotny charakter. Porównanie obu wersji ukazuje, jak cenzura, nie tylko zewnętrzna, ale też zaborcza, wewnętrzna i redakcyjna, osłabiły radykalizm społeczny i wymowę utworu.

Utwór publikowany był niekiedy pod pełnym tytułem: Szkice węglem, czyli, Epopeja pod tytułem „Co się działo w Baraniej Głowie”(Barania Głowa to nazwa wsi – miejsca akcji).

W 1881 Zofia Mellerowa i Jan Kanty Galasiewicz opracowali sceniczną przeróbkę noweli zatytułowaną Pan Zołzikiewicz[2].

Czas i miejsce akcji[edytuj | edytuj kod]

Akcja toczy się w drugiej połowie XIX wieku. Miejscem akcji jest wieś Barania Głowa (dziewiętnastowieczna wieś, w której znajdują się biedne wiejskie chaty, dwór oraz kościół) w powiecie Osłowickim, miasto powiatowe Osłowice oraz Wrzeciądza.

Narrator[edytuj | edytuj kod]

Narrator jest wszechwiedzący oraz odautorski. Bardzo często zwraca się wprost do odbiorcy, odbiegając od wydarzeń, co sprawia wrażenie, że przedstawione wypadki służą tu przede wszystkim jako materiał badawczy, prowokujący do stawiania wniosków i refleksji. Często przedstawia fakty w sposób ironiczny, opowiada o zdarzeniach z przeszłości bohaterów, które mają wpływ na obecną rzeczywistość.

Streszczenie[edytuj | edytuj kod]

Rzecz dzieje się w kancelarii wójta, który prosi Zołzikiewicza (pisarza gminnego), aby w jego imieniu napisał list do wójta sąsiedniej gminy. Pisarz nie chce się zgodzić, gdyż uważa, że pisanie listów do osób takich jak wójt mu nie przystoi. Wójt próbuje własnymi siłami napisać list. Następnie czyta efekty swojej pracy Zołzikiewiczowi, który ją wyśmiewa. List jest napisany gwarą; wójt, chcąc nadać mu styl urzędowy, zamieścił w nim także zdania usłyszane na kazaniu w kościele. W końcu Zołzikiewicz postanawia napisać list, który jest poleceniem odesłania metryk mieszkańców Baraniej Głowy (znajdują się one w kancelarii parafialnej we Wrzęciądzy), ponieważ będą potrzebne do spisów wojskowych, które mają być przeprowadzane.

Zołzikiewicz namawia wójta, żeby ten na liście rekrutów umieścił wiejskiego chłopa – Rzepę – aby pozbyć się go ze wsi. Wójt jednak nie wyraża na to zgody, boi się konsekwencji; wie też, że Zołzikiewiczowi bardzo podoba się żona Rzepy i tym bardziej nie chce zgodzić się na wpisanie chłopa na listę.

Zołzikiewicz jako młody chłopiec brał udział w powstaniu styczniowym. Jego walka ograniczała się tylko do uwodzenia młodych dziewcząt. W końcu został ukarany chłostą za swoje naganne zachowanie. Pewnego dnia doszedł do wniosku, że każdy powinien służyć tym, co ma najcenniejsze. W jego przypadku była to głowa. Tak został pisarzem gminnym. Podczas spaceru przez wieś Zołzikiewicz zatrzymał się przy chacie Rzepowej, gdzie przeprowadził krótką rozmowę z kobietą. Nalegał, aby go pocałowała, a w zamian za to powie jej, jaki interes ma do jej męża. Rzepowa długo się wzbraniała; kiedy Zołzikiewicz usiłował pocałować ją siłą, z pomocą przyszedł jej pies Kruczek, który ugryzł pisarza w pośladki. Zołzikiewicz obiecał zemstę, mówił, że postara się, aby Rzepę zabrano do wojska.

Wójt Burak, ławnik Gomuła i Rzepa biesiadują w karczmie. Wójt i ławnik postanawiają zastosować podstęp: przy kolejnych kieliszkach tylko udają, że piją, czekając, aż chłopa zamroczy alkohol. Wtedy wkracza pisarz, podsuwając Rzepie do podpisu dokument, który rzekomo będzie uprawniać go do gospodarowania na części dworskiego lasu. Obiecuje też 50 rubli na ogrodzenie działki. Rzepa nigdy nie był chętny do składania jakichkolwiek podpisów na urzędowych pismach. Jednak, będąc pod wpływem alkoholu, podpisuje. Dopiero rano dowiaduje się, że podpisał zgodę na zaciąg do wojska. Jego żona bardzo przeżywa, że będzie musiała rozstać się z mężem. Następnego dnia odbywa się posiedzenie sądu gminnego. Zawsze decyzje na posiedzeniach podejmują Zołzikiewicz, wójt Burak i ławnik Gomuła. Zołzikiewicz zabierał głos jedynie wtedy, kiedy sprawa była poprzedzona łapówką; w innych przypadkach znudzony obradami siedział cicho. Jedynym szlachcicem, jaki pokazywał się na zebraniach, był pan Floss, który cieszył się małą sympatią (nie dawał łapówek). Na zebraniu rozpatrywano różne sprawy; kiedy uczestnicy zbierali się już do wyjścia, na salę weszli Rzepa, Rzepowa i Kruczek. Rzepa zaczął przedstawiać sytuację ławnikom, opowieść dokończyła żona, która prosiła o litość nad nimi. Ławnicy przyznali jej rację, że rzeczywiście to nieładnie zmuszać pijanego do podpisywania papierów, jednak pod wpływem argumentów Zołzikiewicza stwierdzili, że Rzepa musi wypić piwo, którego sobie nawarzył. Ławnicy zastanawiali się nad groźbami zabicia Rzepowej, ona mówi, że na nic się nie skarżyła. Jednak postanowiono skazać Rzepę na dwa lub trzy dni aresztu.

Po całym zajściu Rzepowa poszła na mszę, a następnie szukać ratunku u księdza Czyżyka. Ksiądz stwierdził, że całe zajście jest karą za pijaństwo męża. Poradził też Rzepowej, aby się cieszyła, że Bóg pozwala odpokutować jej mężowi za grzechy już teraz. Obok domu Rzepowej przechodzą dziedziczka Jadwiga i jej kuzyn Wiktor. Jadwiga dla wprawy flirtuje z kuzynem, rozmawiają także o poezji. Rzepowa pada do nóg Jadwidze, opowiada jej swoją tragedię i prosi o pomoc. Dziewczyna jednak jest bezradna, radzi Rzepowej, żeby ta udała się do jej ojca, może on jej pomoże. Rzepowa z dzieckiem na ręku idzie do dworu. Gośćmi państwa Skorabiewskich byli: ksiądz dziekan Ulanowski, ksiądz Czyżyk i rewizor gorzelniany Stołbicki. Pan Skorabiewski wychodzi przed ganek, żeby porozmawiać z Rzepową. Mówi jej, że nie ma czasu, ponieważ są u niego goście; poza tym prosi, by dała mu spokój przynajmniej w niedzielę. Kobieta postanawia poczekać aż goście odjadą. Czeka bardzo długo. Kiedy widzi, że Skorbiewski odprowadza gości, podchodzi do niego i opowiada mu o swoich problemach. Ten stwierdza, że nie może jej pomóc, bo już nie miesza się w sprawy gminy. Rzepa po wyjściu z aresztu udaje się do karczmy, a następnie do pana Skorabiewskiego prosić o pomoc. Był pijany i natarczywy, usłyszał więc taką samą odpowiedź jak jego żona. Ponieważ Rzepa ciągle pił, żona wzięła dziecko i udała się do naczelnika. Nie wzięła konia, liczyła na to, że może ktoś będzie jechał wozem i pozwoli jej się przysiąść. Nikogo nie spotkała. Jechał Żyd, jednak Rzepowa nie miała pieniędzy, żeby mu zapłacić za podwiezienie. Wreszcie dotarła do Osłowic, ale czuła się w tym mieście zagubiona. Okazało się, że komisarz wyjechał, a naczelnika trzeba szukać w powiecie. Wypytując się ludzi, Rzepowa trafiła do odpowiedniego budynku. Nie mogła znaleźć naczelnika, nie umiała przeczytać napisów na drzwiach, czuła się zakłopotana, nikt nie zwracał na nią uwagi. Kiedy dotarła do naczelnika, padła przed nim na kolana, jednak nie potrafiła się wysłowić. Naczelnik stwierdził, że jest pijana. Kazał jej, by swoją sprawę przedstawiła gminie, a ta przedstawi ją jemu. Droga powrotna do domu okazała się dla Rzepowej bardzo ciężka. Została uderzona przez chłopa kamieniem w głowę, na chwilę straciła przytomność. Jednak po chwili ocknęła się i ruszyła w dalszą drogę. Szalała burza, Rzepowa szła przez las; niespodziewanie przejeżdżał tamtędy Herszka, który pomógł kobiecie i zawiózł ją do domu. Rzepa coraz więcej pije i kłóci się z żoną. Szmul pyta Rzepową, czy była ze swoją sprawą w gminie, u naczelnika i u księdza. Kobieta odpowiada, że nic nie zdziałała. Szmul radzi jej, by poszła do Zołzikiewicza; on ma papier, na którym podpisano umowę. Jeśli Rzepowa poprosi, to pisarz podrze ten papier. Rzepowa udaje się do Zołzikiewicza i spędza z nim noc. Kiedy wraca do domu, opowiada wszystko mężowi. Ten jednak nie ma dla niej litości: zabija ją, a następnie podpala zabudowania dworskie. Okazało się, że papier, który podpisał Rzepa, nie był ważny. Pan Zołzikiewicz był pewny, że sprawa przeciągnie się na tyle, że Rzepowa wpadnie w jego ramiona…

Bohaterowie[edytuj | edytuj kod]

Wawrzon Rzepa – mąż Marysi i ojciec małego chłopca. Utrzymuje siebie i rodzinę z gospodarki. Chodzi do pracy do lasu jako drwal. Jest bardzo silny, a co za tym idzie, doceniany w tej pracy. Bardzo dużo pije, później obraża żonę, kłóci się z nią, a następnie przeprasza, bo w głębi serca mocno ją kocha. Jako piętnastolatek przewoził papiery w czasie powstania styczniowego. Kiedy dowiaduje się, że pisarz wpisał go na listę poborową, wydaje mu się, że wpływ na to miała jego przeszłość. Siła Rzepy znika, gdy przychodzi mu walczyć o swoje ocalenie. Załamuje się i ciągle pije. Jego żona stara się mu pomóc, jednak mąż nie docenia jej wysiłków i poświęcenia. Zabija ją za zdradę.

Marysia Rzepowa – żona Wawrzona Rzepy i matka małego chłopca. Ładna i pracowita młoda kobieta, która bardzo kocha swojego męża. Bardzo długo opiera się panu Zołzikiewiczowi. Pomaga mężowi, wystawiając się często na kpinę i pośmiewisko. Mimo że brak jej dostatecznej wiedzy i wykształcenia udaje się do urzędów i stara się załatwić swoją sprawę, a wszystko to robi dla Rzepy. Kiedy nie widzi już innego wyjścia, za radą Szmula idzie do pana Zołzikiewicza i spędza z nim noc. Zostaje zamordowana przez męża za zdradę.

Zołzikiewicz – pisarz gminny. Ma bardzo wysokie mniemanie o swojej edukacji. Jego ambicje zawodowe to zostanie podrewizorem lub sędzią. Sprawca głównych nieszczęść rodziny Rzepów. Jest człowiekiem bez skrupułów, nie przejmuje się wydarzeniami, które spowodował. Udaje mu się osiągnąć zamierzony cel, którym było uwiedzenie żony Rzepy. Kobieta, która była jego niespełnionym pragnieniem, to Jadwiga Skorabiewska (dziedziczka).

Franciszek Burak – wójt Baraniej Głowy, człowiek prosty, naiwny, bezgranicznie ufa pisarzowi jako człowiekowi „uczonemu”, jest mu podporządkowany, traktuje go niemal jak świętego, wierzy każdemu słowu Zołzikiewicza.

Dziedzic Skorabiewski – odsunął się od spraw wsi, nie chce w niczym pomóc chłopom, choć w dalszym ciągu ma na ich los potężny wpływ. On i jego szlacheccy sąsiedzi tolerują Zołzikiewicza. Opłacają go, aby popierał ich interesy. Przez swoją obojętność i bierność jest bezwzględny i okrutny wobec chłopów. Pozwala, aby na jego oczach krzywdzono jego dawnych poddanych.

Pan Floss – właściciel Małych Postępowic. Zamknął się na terenie własnego folwarku i pozwalał Zołzikiewiczowi na jego oszustwa. Jest zwolennikiem pozytywistycznych idei, ale jego działanie ma niewielki zasięg i mierne skutki.

Ksiądz Czyżyk – nie poczuwa się do opieki nad parafianami. Jest człowiekiem wykształconym. Używa bezmyślnego, okrutnego w swej wymowie i bardzo stereotypowego argumentu: Rzepa był złym człowiekiem, więc zasłużył na karę. Jest negatywną postacią.

Zobacz też[edytuj | edytuj kod]

Przypisy[edytuj | edytuj kod]

  1. Skocz do góry Żórawie. W: Henryk SienkiewiczPisma Henryka Sienkiewicza. Warszawa: Redakcya Tygodnika Illustrowanego, 1902, s. 5-12.
  2. Skocz do góry Dawni pisarze polscy. Tom 2 2001 ↓, s. 442–443.

Bibliografia[edytuj | edytuj kod]

  • Bujnicki T., Pozytywizm, Warszawa 1989.
  • Nofer-Ładyka A., Literatura polska okresu pozytywizmu, Warszawa 1978.
  • Markiewicz H., Pozytywizm, Warszawa 1987.
  • Dawni pisarze polscy od początków piśmiennictwa do Młodej Polski. Przewodnik biograficzny i bibliograficzny. T. Tom drugi I–Me. Warszawa: Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne, 2001, s. 442–443. ISBN 83-02-08101-9.

Linki zewnętrzne[edytuj | edytuj kod]

Centralny Port Komunikacyjny w 2027: opóźnienia, korupcja, miliardowe straty?

Brak transparentności, brak rzetelnych danych o kosztach i źródłach finansowania, brak informacji o ryzykach. Tak rząd przygotowuje nas do „największej inwestycji w ostatnim 30-leciu”. W najlepszym razie to przepis na opóźnienia i wielomiliardowe straty, w najgorszym – na korupcję i utratę kontroli nad inwestycją

Centralny Port Komunikacyjny to coś więcej niż lotnisko, to pewna wizja rozwoju krajowego transportu. Czy realna?

Wizja, nie konkret

Bez wątpienia projektantom Portu „Solidarność” nie brak ambicji, a nawet pewnej dozy rozmachu – gorzej ze szczegółami i przełożeniem wizji na konkrety, zwłaszcza te biznesowe.

CPK to bardziej metafora niż realny plan działania. Mówimy przecież jednocześnie o budowie nowego lotniska dla Warszawy (a nawet dla Polski), powstaniu silnej bazy lotniczej dla LOT-u, która wzmocni jego pozycję rynkową, o gigantycznym węźle kolejowym, który nie tylko scentralizuje podróże koleją w Polsce, ale stanie się też impulsem do rozwoju kolei w całym kraju. Mówimy wreszcie o symbolu, o drugiej Gdyni, a nawet – jak czytamy w Koncepcji CPK – o stworzeniu i połączeniu dwóch ogromnych metropolis – warszawsko-łódzkiej i śląskiej – które za dwa-trzy pokolenia lat staną się jednym wielki organizmem…

Stąpając jednak po ziemi, okaże się, że plany kolejowe dla CPK… nie istnieją.

Kolej Dużych Prędkości – dawna tzw. kolei Y – nie jest częścią strategii rozwoju kolei w Polsce, może się nią stanie, ale jak na razie nic na to nie wskazuje. Poza tym zakładana w Koncepcji CPK kolej łącząca nowe lotnisko z Warszawą i Łodzią, nazywana często KDP, ta sama, która ma nas przewieźć na lotnisko w 15 minut, nie ma nic wspólnego z dawną KDP, czyli linią Y, poza tym, że ma zostać zbudowana w tym samym miejscu i ma być o 100 km/h wolniejsza.

Oczywiście, niemal każdy się zgodzi, że warto inwestować w kolej, rozbudowywać obecną infrastrukturę, ale Koncepcja CPK nie odpowiada na pytanie, czy zawarta w niej część kolejowa – warta nawet 50 mld złotych – ma jakikolwiek sens ekonomiczny. Nie mówiąc już o tym, że inwestycje kolejowe są często jak studnia bez dna, mogą kosztować 50 mld, ale równie dobrze o połowę więcej.

LOT nie utrzyma CPK

Podobnie wygląda sprawa wsparcia LOT-u i budowy dla niego nowej bazy, która umożliwi mu np. bezproblemowe – nocne – loty do Azji, Ameryki Północnej i Południowej, oraz wzmocni jego konkurencyjność na rynku lotniczym. LOT przestawi się wtedy całkiem z konkurencji z liniami niskokosztowymi na konkurencję z liniami oferującymi loty długodystansowe.

Kłopot w tym, że LOT dopiero drugi rok z rzędu notuje zysk i nadal jest – co widać w jego bilansie – firmą po poważnych przejściach.

Nie jest też nawet średnią linią lotniczą, co mogą przesłonić nam przylatujące do Warszawy – i witane chętnie w mediach – nowe Dreamlinery. Żeby porównać, trzeba jednak znać proporcje. I tak w roku 2018 LOT odebrał dwa Boeingi 787-9 (Dreamliner) i trzy mniejsze Boeingi 737 MAX i chwalił się, że jest jednym z pierwszych ich użytkowników. Tyle że np. linia Norwegian – prężnie rozwijająca się linia niskokosztowa, która lata także za ocean i coraz bardziej przypomina normalna linię sieciową – odbierze w tym samym roku aż dwanaście Dreamlinerów i jedenaście Boeingów 737 MAX.

Z tych wszystkich planów najbardziej realna jest budowa samego lotniska, które rzeczywiście jest Warszawie potrzebne. Okęcie, wbrew zapewnieniom niektórych polityków, nie jest lotniskiem, które można dalej rozwijać, choć nie jest też prawdą, że jego przepustowość drastycznie spadnie w ciągu roku lub dwóch. Porównywalne lotniska na świecie mogą przyjąć nawet 30-40 mln pasażerów. Niemniej ze względu na położenie Lotniska Chopina – bliskość osiedli oraz dróg S2 i S79, uniemożliwiających jego rozbudowę – oraz ze względu na taką, a nie inną konstrukcję samego lotniska (przecinające się pasy startowe, terminal niedostosowany do przyjęcia wielkich samolotów typu A380) trzeba na serio myśleć o przenosinach. CPK w tym sensie jest krokiem w dobrym kierunku.

Nic jednak nie wskazuje na to, by ta inwestycja mogła zakończyć się powodzeniem.

Skazani na opóźnienie

Już wiemy, że CPK nie powstanie w założonym terminie. Prace nad nowym „węzłem transportowym” – w stosunku do planów zapisanych w Koncepcji CPK – opóźnione są co najmniej o sześć miesięcy. A to dopiero początek procesu – za nami ledwie koncepcja i ustawa. Mimo to Mikołaj Wild, Pełnomocnik rządu do spraw CPK zakłada, że w dwa lata upora się z wykupem ziemi, stworzeniem studium wykonalności projektu, konkursem architektonicznym na nowy port i przetargami na prace budowlane! Budowa potrwa jego zdaniem siedem lat, a odbiory i przenosiny lotniska Chopina na CPK dziewięć miesięcy. Mikołaj Wild nie przewiduje odwołań, protestów, nie martwi się, że cokolwiek może pójść nie tak jak zapisał w swoim planie.

Ryzyko nie jest częścią jego planu. Trudno serio traktować takie zapewnienia.

Przypomnijmy, że na budowanym właśnie nowym lotnisku w Berlinie, które de facto jest rozbudową wcześniejszego lotniska Schönefeld, dopiero podczas odbioru części inwestycji wykryto poważną usterkę konstrukcyjną i zdecydowano o potrzebie przebudowy całego terminala… Skąd pewność, że w Polsce nie dojdzie do takich błędów?

Skąd przekonanie, że żaden z przetargów na tak gigantyczne przedsięwzięcie nie zakończy się w sądzie? Wreszcie, skąd bierze się spokój planistów CPK, że w ogóle znajdą się firmy gotowe zaangażować się w budowę lotniska? Już dziś na rynku brakuje nawet 150 tys. rąk do pracy w branży budowlanej, unieważnia się kolejne przetargi…

Jak określić takie planowanie? Można powiedzieć – optymistyczne, można też powiedzieć – nieodpowiedzialne.

Ale nierealistyczny harmonogram to tylko część kłopotu. Przede wszystkim…

Lotnisko marzeń za wirtualne pieniądze

Nie wiemy, jak sfinansować budowę i działalność nowego lotniska. W Koncepcji CPK, która nota bene w większości składa się ze streszczeń starej, nieaktualnej i dziurawej dokumentacji, pełna jest powtórzeń i sprzeczności.

Źródłom finansowania CPK poświęcono tylko jedną (!) z dziewięćdziesięciu stron.

Możemy tam przeczytać, że inwestycja ma być „nastawiona na zysk”, że Spółka Celowa ma zająć się jej „najbardziej dochodową częścią”, tj. budową lotniska i zarządzaniem gruntami Skarbu Państwa, ale też, że Unia Europejska nie sfinansuje komponentu lotniczego i że Spółka Celowa „będzie mogła skorzystać” ze środków „międzynarodowych instytucji finansowych”, „banków komercyjnych, Banku Gospodarstwa Krajowego” i „innych instytucji finansowych”.

To nie koniec, Pełnomocnik pisze wprost, że ze względu na „współzależny i komplementarny” charakter inwestycji i ponieważ „konkretne prace nad pozyskaniem finansowania dla poszczególnych projektów inwestycyjnych będą wymagały dalszych prac” nie jest „celowe szczegółowe przesądzanie sposobu pozyskania finansowania”.

Co to oznacza? Że nie wiemy, kto sfinansuje CPK i na jakich warunkach. Nie wie tego ani Pełnomocnik, ani rząd czy którekolwiek z ministerstw.

Nie wiemy też, czy ta „nastawiona na zysk” inwestycja ma w ogóle jakikolwiek ekonomiczny sens, pozostawiamy to do „dalszych prac”. Innymi słowy, przystępujemy – bo decyzja przecież już zapadła – do inwestycji wartej kilkadziesiąt miliardów złotych, ale ani nie znamy jej realnych kosztów, ani nie wiemy, czy i jakie będzie przynosić dochody.

Działamy na zasadzie „zamykamy oczy i do przodu”.

Mało tego, dzięki dopiero co uchwalonej ustawie lada chwila przystąpimy do zabezpieczania terenu pod nowe lotnisko i rozpoczniemy proces wywłaszczania mieszkańców Baranowa, ale nadal nie będziemy wiedzieć, jakie budżet państwa poniesie z tego tytuły koszty. Co prawda do końca marca 2018 roku – wedle przyjętej przez rząd Koncepcji CPK – miał powstać projekt programu wieloletniego określający „inwestycje wskazane w niniejszym dokumencie [Koncepcji CPK], a w szczególności inwestycje kolejowe i drogowe, z podziałem na etapy”, ale albo taki dokument nigdy nie powstał, albo leży głęboko schowany w szufladach KPRM.

Prawie 800 mln za samą obietnicę

Jedyne, co jest w miarę pewne, bo zapisane wprost w ustawie, to fakt, że Pełnomocnik otrzyma 30 mln złotych na powołanie Spółki ds. CPK i prace swojego biura przez najbliższych 10 lat, oraz że Skarb Państwa przekaże na rzecz Spółki – o czym nikt głośno nie mówi, ale co można wyczytać z art. 114 nowej ustawy – państwowe nieruchomości, które Spółka zamieni lub sprzeda, zachowując dla siebie 25 proc. ich wartości.

Ile to pieniędzy? Obliczenia są dość proste, choć tylko przybliżone. Jeśli nowe lotnisko ma powstać na terenie 6000 hektarów, to wartość takiego areału to nawet 3 mld złotych (50 zł za metr kwadratowy), z czego 25 proc. dałoby kwotę 750 mln zł… Dla porównania budowa Muzeum POLIN kosztowała 167 mln, Centrum Nauki Kopernik prawie 365 mln.

750 mln złotych? Jak Mikołaj Wild wyda tak gigantycznie pieniądze?

To prawda, ma przed sobą szereg zadań, o których już wspominałem, jak: przygotowanie dokumentacji projektu, prace związane z postępowaniem środowiskowym, zorganizowanie konkursu architektonicznego, a także ewentualne wywłaszczania –  ale czy to wszystko pochłonie nawet trzy czwarte miliarda złotych?

Nie wiemy. Rząd nie tylko nie chwali się tak hojną „dotacją” na rzecz Spółki, nie informuje też, jak zamierza ją – konkretnie – wydać.

NIK i CBA powinny jednak mieć się na baczności.

oko.press

%d blogerów lubi to: