Exit poll po wyborach we Francji: Macron zwycięzcą pierwszej tury

23.04.2017

Wieża Eiffla w barwach Francji© Somer / Wieża Eiffla w barwach Francji

 

W niedzielę 23 kwietnia Francuzi poszli do urn, aby wybrać nowego prezydenta. Wyniki exit poll wskazują, że w drugiej turze wyborów zmierzą się ze sobą były minister gospodarki Emmanuel Macron i reprezentantka Frontu Narodowego Marine Le Pen.

Badania exit poll potwierdziły wcześniejsze przewidywania politologów. Sondaż Elabe wskazuje na zwycięstwo w pierwsze turze proeuropejskiego kandydata Emanuela Macrona, który zdobył 23,7 proc. głosów. Na drugim miejscu uplasowała się Marine Le Pen, która zdobyła 22 proc. głosów. Kolejne miejsca zajęlli Francois Fillon oraz Jean-Luc Melenchon z wynikiem 19,5 procent.

Z kolei sondaż Harrisa daje Macronowi 24 procent, a Le Pen 22 proc. Według tej pracowni Melenchon oraz Fillon zdobyli po 20 procent głosów.

Emmanuel Macron

Emmanuel Macron to były minister gospodarki, przemysłu i cyfryzacji w rządzie Manuela Vallsa. W wyborach wystartował jako kandydat niezależny (zapleczem politycznym jest założony przez niego w 2016 roku ruch En Marche! – Naprzód!), odmawiając udziału w prawyborach zorganizowanych przez socjalistów, w których zwyciężył Benoit Hamon. Macron prezentuje poglądy centrowe, jest prounijnie nastawiony. Postuluje konieczność prowadzenia liberalnej polityki gospodarczej i bliższej współpracy ze strefą euro.

Najmłodszy ze wszystkich kandydatów, budzi zainteresowanie plotkarskich prasy. Żoną Emmanuela Macrona jest jego starsza o 21 lat była nauczycielka francuskiego Brigitte Trogneux. Przed kilkoma dniami politykowi En Marche! poparcia udzielił były prezydent USA Barack Obama, który zatelefonował do Macrona. Według większość sondaży, pewne jest wejście Macrona do II tury wyborów, w której miałby się zmierzyć z Marine Le Pen.

Marine Le Pen

Najwięcej emocji wzbudza liderka skrajnie prawicowego Frontu Narodowego Marine Le Pen, która nie kryje się ze swoimi antyunijnymi hasłami. Unię Europejską uznaje za strukturę skazaną na śmierć. – Zmienimy ją na inną Europę. idea europejska zniszczona przez federalistów się odrodzi, odrodzi się jako Europa ludzi i narodów – mówiła kandydatka Frontu Narodowego podczas jednego z wieców. W wywiadzie dla „Le Parisien” polityk przedstawiła też plan wyjścia Francji ze strefy euro, nie wyklucza również przeprowadzenia referendum na wzór brytyjskiego, w którym Francuzi mogliby zdecydować, czy chcą pozostać w UE.

Część polityków martwią jej prorosyjskie sympatie. Le Pen jako jedyna z kandydatów w trakcie kampanii została przyjęta na Kremlu, co wielu odczytało jako ewidentny znak poparcia ze strony Władimira Putina. Tuż przed wyborami portal „EU Observer” opublikował swoje ustalenia, z których wynika, że polityk spotykała się z prezydentem Rosji trzykrotnie, a nie raz, jak oficjalnie informowano.

msn.pl

 

Marek Beylin

Wybory we Francji. Le Pen ma przyszłość, V Republika to już przeszłość

23 kwietnia 2017

Wybory we Francji: Marine Le Pen

Wybory we Francji: Marine Le Pen (Michel Spingler (AP Photo/Michel Spingler))

Francuzi okazali przywiązanie do demokracji, głosując najliczniej na Emnanuela Macrona w I turze wyborów prezydenckich. I wyrazili głęboki sprzeciw wobec V Republiki. Demokracja tak, ale nie ta, którą mamy – to najważniejszy przekaz tego głosowania.

Kryzys instytucji demokratycznych trwa we Francji od lat. W 2016 r. 77 proc. Francuzów uważało, że demokracja w ich kraju ma się coraz gorzej. Dwa lata wcześniej sądziło tak 63 proc.

Na tym kryzysie wypłynęła Marine Le Pen, szefowa nacjonalistycznego i rasistowskiego Frontu Narodowego. Skutecznie przekonywała, że V Republika i jej elity polityczne zdradziły Francuzów. Ataki na imigrantów mających „okradać” rdzennych mieszkańców z pieniędzy na pomoc socjalną i rzekomo organizujących ataki terrorystyczne; obietnice, że Francuzi, których życie pogorszyły kryzysy i procesy globalizacji, znów staną się panami własnego losu – wszystko to przyciągnęło do Frontu wielu wyborców. Zwłaszcza młodych, którzy rozpaczliwie chcą wielkiej zmiany.

Le Pen pozostaje w grze. Najpewniej przegra z Macronem starcie o prezydenturę. Ale może wprowadzić sporą grupę posłów do parlamentu w czerwcowych wyborach. Bo klęska kandydata Partii Socjalistycznej Benoit Hamona i przegrana François Fillona, reprezentanta republikańskiej prawicy, potwierdzają kryzys tradycyjnych partii we Francji.

>> Macron z poparciem socjalistów i konserwatystów

I dowodzi, że Front Narodowy stał się mainstreamowym ugrupowaniem. Po tych wyborach nacjonalizm, ksenofobia, a także polityka polegająca na masowym upowszechnianiu kłamstw staną się częścią francuskiej rzeczywistości politycznej. Republikańska prawica, która od pewnego czasu flirtowała już z tymi skrajnościami, zarazi się nimi tym mocniej.

Jeśli Macron zostanie prezydentem, Le Pen – wciąż na fali – będzie go osaczać. Zaatakuje jego zaangażowanie w integrację Unii i jego tolerancję wobec imigrantów. A także brak szybkich sukcesów, bo naprawa Francji to przedsięwzięcie wymagające czasu i społecznego poparcia.

To będzie główny problem nowego prezydenta. Wyborcy, coraz bardziej wściekli i rozgoryczeni V Republiką, chcą szybkich i fundamentalnych zmian. Macron obiecywał je w kampanii. Ale to polityk bez większego doświadczenia i wciąż bez własnej silnej partii. Dopiero ją tworzy. Czy okaże się na tyle silny, by zmienić Francję i ożywić zmartwiałą republikę? To najważniejsze pytanie o przyszłość francuskiej demokracji.

Wystarczy kilka zamachów – wiadomo, że są nieuniknione – i jeszcze jeden kryzys, by Front Narodowy stał się pierwszą partią Francji. Le Pen ma przyszłość, V Republika to już przeszłość. Nowy prezydent musi się zmierzyć i z atakującym Frontem, i z nieznośnym ciężarem niesprawnych instytucji demokratycznych.

Ale na razie cieszmy się, że demokracja we Francji ocalała. Bez Francji z Unii Europejskiej zostałyby zgliszcza.

wyborcza.pl

Macron i Le Pen w drugiej turze wyborów prezydenckich we Francji! Ależ zacięta rywalizacja

23.04.2017

Dogrywka pomiędzy Macronem a Le Pen za dwa tygodnie, 7 maja. Przedwyborcze prognozy wskazywały, że centrysta zdecydowanie pokona wówczas kandydatkę Frontu Narodowego.

 

W sztabie Macrona wybuchła euforia – relacjonuje TVN24. Jego zwolennicy machają flagami i wykrzykują imię kandydata: Emmanuel, Emmanuel! – Jesteśmy w sztabie zwycięzcy – podkreśla jeden z jego współpracowników. Radość również w sztabie Le Pen, gdzie słychać m.in. „Marsyliankę”.

Największe sondażownie podają minimalnie różne rezultaty Macrona i Le Pen. Wszystkie są jednak zgodne, że to oni spotkają się w drugiej turze.

Ipsos: Macron 23,7 proc., Le Pen 21,7 proc.

Elabe: Macron 23,7 proc., Le Pen 22 proc.

Kantar: Macron 23 proc., Le Pen – również 23 proc.

Harris: Macron 24 proc., Le Pen 22 proc.

Podkreślamy jednak, że to tylko wstępne, sondażowe wyniki. Na oficjalne przyjdzie nam jeszcze poczekać.

France, Ifop exit poll:

Macron (EM-*): 23.8%
Le Pen (FN-ENF): 21.6%
Fillon (LR-EPP): 20.3%
Melenchon (FI-LEFT): 19.6%
Hamon (PS-S&D): 6.1%

Emmanuel Macron i Marine Le Pen w drugiej turze! Centrysta zdobył 23,7 proc. głosów, kandydatka Frontu Narodowego – 21,7 proc. – wynika z pierwszych sondaży.

🔴 , qualify for 2nd round in presidential election (early results from @FRANCE24‚s partner Ipsos)

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/14,114871,21679105.html#MT

Amerykańscy psychiatrzy ostrzegają: Trump ma „poważną chorobę”. I łamią przy tym ważną zasadę

tps, 23.04.2017

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump (Andrew Harnik (AP Photo/Andrew Harnik))

Donald Trump jest niebezpieczny – to opinia grupy amerykańskich psychiatrów. Ich publiczna diagnoza stanu zdrowia prezydenta spotkała się już jednak z krytyką innych naukowców oraz niektórych polityków.

Część ekspertów, którzy wystąpili podczas konferencji na Uniwersytecie Yale, tłumaczyło, że nie mogli milczeć na temat stanu zdrowia amerykańskiego prezydenta. Według nich powinien on zrezygnować z pełnienia urzędu lub zostać z niego usunięty.

Mamy moralny obowiązek ostrzec opinię publiczną przed niebezpieczną chorobą umysłową, na którą cierpi Trump

– uzasadniał dr John Gartner, psychoterapeuta z Akademii Medycznej w Baltimore. Naukowiec ten jest także jednym z założycieli organizacji „Duty To Warn” (ang. „Obowiązek ostrzegania”) i to właśnie jej przedstawiciele podjęli się w czwartek publicznej diagnozy prezydenta USA.

Jak relacjonuje „The Independent” wyliczali oni, że przekonanie Trumpa o tym, iż to podczas jego inauguracji były największe tłumy Amerykanów w historii, jest tylko jednym z sygnałów ostrzegawczych. – Już pierwszego dnia prezydentury udowodnił, że jest nie tylko kłamcą i narcyzem, ale także paranoikiem. To przekonanie było urojeniem – uzasadniał dr Gartner.

– Miałem do czynienia z najbardziej niebezpiecznymi ludźmi, jakich wydało nasze społeczeństwo. Z mordercami, gwałcicielami. Potrafię rozpoznać niebezpieczne symptomy na kilometr i wiem, jak niebezpieczny jest ten człowiek – ocenił prof. James Gilligan z Uniwersytetu Nowojorskiego.

Dr Bandy Lee z Centrum Zdrowia Psychicznego w Connecticut mówiła z kolei, że zdrowie psychiczne Trumpa to „oczywisty dla wszystkich problem, o którym nikt nie chce rozmawiać”. – Myślę, że opinia publiczna zaczyna dostrzegać to i coraz częściej o tym dyskutować – stwierdziła Lee.

„Wyrzucili standardy etyczne przez okno”

Ich opinie niemal natychmiast spotkały się krytyką środowiska naukowego. Diagnozowanie kogoś, „na odległość”, bez wcześniejszego przeprowadzenia specjalistycznego wywiadu, stanowi bowiem złamanie tzw. zasady Goldwatera.

Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne sformułowało ją już w 1973 roku. Rzecznik uczelni, w której odbyła się debata, przekonywał, że zaproszeni goście mieli po prostu pełną swobodę w wyrażaniu swojego zdania. – Przedstawione podczas panelu poglądy nie odzwierciedlają stanowiska Uniwersytetu Yale – podsumował rzecznik.

Do krytyki dołączyli się także niektórzy Republikanie.

Grupa naukowców wyrzuciła przez okno swoje etyczne standardy, bo nie potrafi zaakceptować wyniku wyborów

– stwierdził J.R. Romano, lider Partii Republikańskiej w Connecticut. Jak na te zastrzeżenia odpowiadają sami zainteresowani?

– Przekonanie, że do prawidłowej diagnozy kogoś niezbędne jest przeprowadzenie wywiadu, nie do końca ma sens – twierdzi dr Gartner. – Wiele badań pokazuje, że nie jest to najbardziej miarodajne narzędzie w psychiatrii – przekonywał.

To nie pierwszy raz, kiedy naukowcy publicznie dyskutują o zdrowiu psychicznym Trumpa. Jeszcze w trakcie zeszłorocznej kampanii prezydenckiej kilku naukowców wskazywało, że ich zdaniem kandydat Republikanów wykazuje skłonności narcystyczne. Również wtedy Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne stanowczo odcinało się od tego typu diagnoz.

A TERAZ ZOBACZ: Donald Trump i jego niezręczne przywitania

gazeta.pl

Walka kobiet o antykoncepcję, o pigułkę „dzień po”

Walka kobiet o antykoncepcję, o pigułkę "dzień po"

PiS nie znosi sytuacji, gdy ich demolkę i skansen wynosi się na zewnątrz. Chcą prać brudy w domu, niestety te brudy są produkcji PiS, a Polska przystępując do Unii Europejskiej zdecydowała się na nowoczesność, a nie pisowski Ciemnogród i kołtunerię.

Brudy pisowskie na zewnątrz chcą wynieść kobiety, które zainicjowały obywatelski projekt ustawodawczy, aby żadne państwo członkowskie nie mogło samopas ograniczyć dostępu do środków antykoncepcyjnych. Ta inicjatywa to niejako odpowiedź na pomysł wprowadzenia recepty na pigułkę zwaną „dzień po”. Wszak tabletki „ellaOne” są dostępne w całej Unii bez recepty.

Projekt zmian w prawie farmaceutycznym został już przyjęty przez sejmową komisję zdrowia i w najbliższym czasie trafi pod obrady Sejmu. Nie należy mieć złudzeń, iż większość sejmowa z posłanką Sobecką przegłosuje, jak zakrystia im każe, a prezydent – męska odmiana Sobeckiej – ustawę podpisze.

Z tym pisowskim zacofaniem chcą walczyć takie organizacje, jak komitet „Ratujmy Kobiety” wraz z innymi stowarzyszeniami. Walka o prawa polskich kobiet zostanie przeniesiona na forum Komisji Europejskiej. Przygotowany został projekt „Europejska Inicjatywa Ustawodawcza na Rzecz Praw i Godności Kobiet”, którego celem jest uchylenie pewnego przepisu, a dotyczącego zmiany sposobu sprzedaży środków leczniczych. Ten przepis pozwala każdemu krajowi politykę lekową prowadzić wg widzimisię.

Kobiety chcą, aby środki antykoncepcyjne – w tym tabletki „ellaOne” – obowiązywała jedna dyrektywa, by były wyłączone spod widzimisię lokalnych polityków i były dostępne w całej Unii bez recepty. Wówczas żadnym Radziwiłłom i osobom związanych prawem kanonicznym o celibacie nie przyszło do głowy, aby decydować za innych, szczególnie, aby decydować za kobiety.

Wniosek w Komisji Europejskiej będzie składać Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej, szefowa komitetu „Ratujmy Kobiety”. Do złożenia projektu potrzebnych jest przynajmniej sześć państw oraz – co będzie sporym wyzwaniem – milion podpisów.

Polki mają już gotowy dokument, pomagać im będą – jest to już dogadane – Niemki, Francuzki i Irlandki. Następnie trzeba powołać międzynarodówkę. I w ten sposób wynosząc walkę o prawa kobiet na zewnątrz przymusić skansen do respektowania praw.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

, 20 KWIETNIA 2017

W 1992 roku nie doszło do zamachu stanu, bo wojsko nie posłuchało Macierewicza. Czy wojska OT też by się oparły?

Ćwierć wieku temu Macierewicz chciał użyć Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych, by odsunąć od władzy prezydenta Wałęsę i utrzymać rząd Olszewskiego. Wtedy większość żołnierzy go nie posłuchała i nie wystąpiła przeciwko zwierzchnikowi sił zbrojnych. Dziś Macierewicz buduje formację, która będzie liczyła 53 tysiące żołnierzy i podlegała bezpośrednio jemu

4 czerwca 1992 roku parlament odwołał rząd premiera Jana Olszewskiego. Odbyło się to w atmosferze napięcia i strachu, jakiego młoda republika jeszcze nie doświadczyła. Później, przez wiele lat prawica przedstawiała te wydarzenia jako „zamach stanu” przeprowadzony przez prezydenta Lecha Wałęsę.

Wiele wskazuje na to, że faktycznie ktoś szykował wówczas zamach stanu. Nie był to jednak Wałęsa.

Wotum nieufności

Antoni Macierewicz był w rządzie Olszewskiego ministrem spraw wewnętrznych. A szefem Urzędu Ochrony Państwa (który podlegał MSW) jego wieloletni współpracownik z czasów harcerstwa i opozycji – Piotr Naimski.

1992 rok. Od lewej: ówczesny szef UOP Piotr Naimski, minister spraw wewnętrznych Antoni Macierewicz i premier Jan Olszewski

26 maja 1992 roku prezydent Lech Wałęsa poinformował marszałka Sejmu o utracie zaufania do gabinetu Olszewskiego i cofnięciu poparcia dla niego. Dzień później Unia Demokratyczna, Kongres Liberalno-Demokratyczny oraz Polski Program Gospodarczy podjęły decyzję o zgłoszeniu wotum nieufności dla rządu. A 28 maja, głosami prawicowych partii (m.in. Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich, KPN i ZChN), Sejm przyjął uchwałę zobowiązującą ministra spraw wewnętrznych do przedstawienia informacji o urzędnikach, parlamentarzystach, sędziach, prokuratorach i adwokatach, którzy w PRL współpracowali z Urzędem Bezpieczeństwa i Służbą Bezpieczeństwa. Lista miała zostać przygotowana do 6 czerwca.

Wcześniej – 4 maja, Macierewicz odwołał dowódcę, podporządkowanych MSW, Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych generała brygady Edwarda Wejnera. Zarzucał mu bliskie relacje z prezydentem Wałęsą, z którym rząd był w coraz ostrzejszym konflikcie. Komendę powierzył zastępcy Wejnera – lojalnemu wobec rządu pułkownikowi pilotowi Józefowi Pęcko.

4 czerwca 1992 roku o godzinie 10.00 Antoni Macierewicz wkroczył do Sejmu otoczony ubranymi w garnitury funkcjonariuszami Grupy Antyterrorystycznej podpułkownika Sławomira Petelickiego (później przekształconej w GROM).

Gdy wnosił na Wiejską „listę agentów”, w stan alarmu postawiono 800 żołnierzy, w tym jednostki żandarmerii, Grupę Antyterrorystyczną oraz 103 Pułk Lotnictwa. W pogotowiu czekały ciężarówki, śmigłowce i antyterroryści. Ze ściany w dowództwie zdjęto portret Lecha Wałęsy.

Pułkownik Pęcko rozesłał do jednostek szyfrogram PF 100, zarządzający podwyższone pogotowie.

Wcześniej Macierewicz wysłał do przewodniczących klubów parlamentarnych i marszałków Sejmu listę 64 osób umieszczonych w rejestrach współpracowników UB i SB. W oddzielnym dokumencie, który otrzymali prezydent, marszałkowie Sejmu i Senatu, I prezes Sądu Najwyższego oraz prezes Trybunału Konstytucyjnego, były nazwiska prezydenta Lecha Wałęsy i marszałka Sejmu Wiesława Chrzanowskiego.

Wałęsa zwrócił się wówczas do Sejmu o natychmiastowe odwołanie rządu i przyjechał do parlamentu.

Przed północą premier Olszewski wygłosił w obu programach TVP orędzie o spisku agentów. Po północy Sejm przegłosował wotum nieufności dla jego rządu – 273 posłów głosowało za (m.in. UD, KLD, SLD, KPN, PSL) przy 119 przeciw (m.in. ZChN, PC, NSZZ „Solidarność”) i 33 wstrzymujących się.

Nowym premierem został Waldemar Pawlak z PSL.

Antoni Macierewicz opuszcza Sejm po upadku rządu Jana Olszewskiego. Fot. Sławomir Sierzputowski Agencja Gazeta

Krótkie dochodzenie

12 czerwca 1992 roku nowy minister spraw wewnętrznych – Andrzej Milczanowski – oświadczył w Sejmie, że Antoni Macierewicz i Piotr Naimski próbowali wprowadzić do Warszawy wojska i aresztować prezydenta Lecha Wałęsę. Żołnierze Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych mieli otoczyć Belweder, parlament i telewizję publiczną.

Rozkazy z MSW wykonywali jednak opieszale i bez przekonania lub wręcz je sabotowali. Wojsko nie ruszyło się z koszar, mimo ponaglających telefonów Naimskiego do dowódcy NJW. Wyjątkiem była żandarmeria NJW oraz Grupa Antyterrorystyczna, w których pogotowie bojowe utrzymywano już od 27 maja 1992 roku. Jak później zeznał w prokuraturze były szef NJW, generał Wejner, 3 czerwca Macierewicz wizytował tę Grupę.

17 czerwca zastępca prokuratora generalnego Stanisław Iwanicki, przesyłając materiały do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, napisał:

„Wyjaśnienia wymaga, czy zachodzi uzasadnione podejrzenie, że podjęte przez b. kierownictwo MSW decyzje zmierzały do obalenia przemocą ustroju RP”.

7 lipca 1992 roku prokurator pułkownik Andrzej Komarski wydał postanowienie o wszczęciu dochodzenia „w sprawie udziału żołnierzy NJW i innych formacji wojskowych MSW podejrzanych o udział w związku mającym na celu popełnienie przestępstwa”.

Śledztwo umorzono latem 1993 roku.

Prokuratura tłumaczyła, że nie stwierdzono realizacji pełnej procedury prowadzącej do podwyższonej gotowości wojska. Z 30 czynności składających się na procedurę wprowadzono tylko 6.

W rzeczywistości umorzenie to była jednak decyzja polityczna. Nowe władze uznały, że dla Polski, rozpoczynającej właśnie starania o członkostwo w UE i NATO, nie będzie korzystne chwalenie się wydarzeniami przećwiczonymi rok wcześniej w Moskwie przez Giennadija Janajewa.

Dzięki temu Macierewicz i jego współpracownicy nie stanęli przed sądem, choć dowody spisku były jednoznaczne.


Przeczytaj też:

Fachowcy Antoniego Macierewicza

BIANKA MIKOŁAJEWSKA  9 SIERPNIA 2016


Tajne wizytacje

Akta śledztwa PoD-I-3092 liczą zaledwie 257 kart.

[Pierwszy uzyskał do nich wgląd Wojciech Czuchnowski z „Gazety Wyborczej”. Skrócona wersja jego tekstu ukazała się na portalu wyborcza.pl, a pełna na blogu Czuchnowskiego. ]

Nie wiadomo kiedy usunięto z nich zeznania Macierewicza, Naimskiego oraz Pęcki. Z wyjaśnień generałów Edwarda Wejnera (byłego szefa NJW) i Jana Światowca z Biura Bezpieczeństwa Narodowego wynika, że istniała realna groźba siłowego przejęcia władzy. Prawdopodobnie zapobiegła mu decyzja Wałęsy o pozostaniu przez całą dobę w gmachu parlamentu.

Według Wejnera, w korpusie oficerskim panowało przekonanie, że gdyby prezydent wieczorem lub w nocy wyszedł poza budynek Sejmu, zostałby odizolowany i odsunięty od władzy. W prokuraturze zeznał: „Przed moim odwołaniem docierały do mnie informacje o dziwnych i podejrzanych ruchach czynionych za moimi plecami przez urzędników MSW w Bieszczadach.

Selekcjonowano tam moich żołnierzy do jakichś dziwnych zadań, sprawdzono liczbę wolnych miejsc w koszarach, wyciągano na tajne rozmowy moich oficerów”.

Pułkownik Józef Kołaczkiewicz, zastępca dowódcy NJW, mówił śledczym, że w kwietniu 1992 roku grupa urzędników MSW wizytowała koszary nadwiślańczyków w Bieszczadach i ośrodek w Arłamowie. Szukano miejsc do lądowania śmigłowców i zakwaterowania żołnierzy. Podczas jednego z rekonesansów szef NJW, pułkownik Pęcko osobiście pilotował śmigłowiec z Bogdanem Ścibutem, dyrektorem generalnym MSW, na pokładzie.

Według relacji Kołaczkiewicza, pod koniec kwietnia 1992 roku w Bieszczady udała się kolejna ekipa. Wizytację przeprowadzili najbliżsi współpracownicy Macierewicza: wiceminister spraw wewnętrznych Andrzej Zalewski, dyrektor generalny MSW Bogdan Ścibut i dyrektor gabinetu ministra Arkadiusz Siwko, w obecności dyrektora biura spraw obronnych MSW pułkownika Gabriela Zmarzlińskiego. Wizytę zatajono przed BOR, BBN i Kancelarią Prezydenta.

Współpracownicy Macierewicza kazali sobie pokazać wojenne stanowiska kierowania dla naczelnych organów władzy i administracji państwowej. Zrobiono to łamiąc zakaz Wejnera, a także nie zważając na protest Zmarzlińskiego, który zdawał sobie sprawę, że chodzi o najgłębsze tajemnice państwowe. Dowódcy załogi ochrony zakazano informowania kogokolwiek o wizycie, a pułkownika Zmarzlińskiego zaraz po powrocie do Warszawy Macierewicz odwołał.

Delegację z MSW przyjmował pułkownik Tadeusz Wnęk, dowódca 4 Bieszczadzkiego Pułku Piechoty Zmotoryzowanej, rozlokowanego w Kwaszeninie, Sanoku, Trójcy, Grąziowej i Trzciańcu, a następnie zastępca dowódcy NJW ds. liniowych. Zeznał potem, że wiceminister Zalewski „żywo zainteresował się bazą techniczną, warsztatem remontowo-naprawczym i na zakończenie zadał pytanie, czy warsztat ten jest w stanie prowadzić naprawy bieżące i obsługi transporterów opancerzonych”.

Zalewski oglądał również asfaltowy pas startowy w dawnej miejscowości Krajna. Polecił wycięcie trawy i usunięcie szczelin w asfalcie. W Trzciańcu badał centralny magazyn uzbrojenia i amunicji. Kazał nawet otwierać skrzynie z bronią.

Generał Wejner mówił śledczym, że ludzie Macierewicza przygotowywali do internowania Wałęsy co najmniej dwa ośrodki MSW. Przeprowadzono również selekcję żołnierzy nadających się do ujęcia, konwojowania i pilnowania polityków.

Miała powstać lista 960 osób do internowania. Jeśli rzeczywiście istniała – do dziś nie ujrzała światła dziennego.


Przeczytaj też:

Fabryki oficerów czyli desant Macierewicza na Wojsko Polskie. Raport OKO.press o czystkach w armii

MICHAŁ SKUZA  7 MARCA 2017


Gotowość bojowa

Z zeznań generała Wejnera wynika, że 4 czerwca wydzielono z Grupy Antyterrorystycznej co najmniej dwa zespoły bojowe w składzie: dowódca, kierowca i pięciu funkcjonariuszy. Miały poruszać się sanitarnymi mercedesami. Pierwszy z nich czekał w koszarach przy ul. Podchorążych, a drugi w Rembertowie.

3 czerwca Pęcko wezwał z Bieszczad do Warszawy dowódcę 4 Pułku. Z Emowa przyjechało do stolicy sześćdziesięciu żandarmów. Zakwaterowano ich w koszarach 9 batalionu na Bemowie. Tak zeznał w prokuraturze pułkownik Zdzisław Makuszewski, szef Wydziału Pracy Sztabowo-Biurowej NJW.

„Kilku żołnierzy w mundurach polowych ładowało amunicję do dwóch skrzyń stojących pod drzwiami kancelarii. Składali do skrzyń magazynki od kbk AK z ostrą amunicją” – relacjonował.

Drewniane skrzynki z amunicją widział również na korytarzu pułkownik Zbigniew Bonczyński z żandarmerii NJW.

Pułkownik Wnęk, zastępca dowódcy NJW, zrelacjonował śledczym rozmowę z pułkownikiem Pęcką.

Pęcko opowiadał, że rankiem 4 czerwca został wezwany do MSW, gdzie szef UOP Piotr Naimski wydał mu polecenie wprowadzenia stanu podwyższonej gotowości bojowej oraz wzmocnienia ochrony obiektów telewizji.

Godzinę później, o 11.00 Pęcko polecił ppłk Janowi Budnikowi, szefowi sztabu 1 Warszawskiej Brygady Zmotoryzowanej NJW, natychmiastowe wzmocnienie ochrony gmachu MSW i przezbrojenie wart – by miały one karabiny szturmowe. Pytał go również, ilu żołnierzy ma do dyspozycji i „czy będzie miał jeszcze 50 ludzi na Radiokomitet”.

Mimo sugestii BOR, nie wzmocniono warty nr 402 przy Belwederze, gdzie urzędował prezydent Lech Wałęsa. Budnik otrzymał polecenie, by ochrona Belwederu pozostała bez zmian.

Pułkownik Wnęk zeznał, że był także świadkiem rozmowy telefonicznej Pęcki z szefem UOP, który dzwonił z gabinetu ministra spraw wewnętrznych. Piotr Naimski domagał się natychmiastowego wysłania wzmocnionych wart do telewizji. „Po rozmowie dowódca powiedział do mnie, że Naimski nie jest jego przełożonym, ale wydaje mu polecenia, jakby nim był. Określił to dosadnie, używając niecenzuralnych słów. Widać było, że jest zdenerwowany. Zorientowałem się, że uważa takie działania za awanturnicze” – relacjonował Wnęk.

Wnęk zeznał również, że był także świadkiem dramatycznej rozmowy Pęcki z szefem sztabu pułkownikiem Wojciechem Dziamskim. Pęcko pytał, na jakim etapie są przygotowania do wzmocnienia ochrony.

Dziamski przekonywał dowódcę, że trzeba jak najdłużej czekać i nie wyprowadzać wojska poza koszary.

Jednak o 17.00 na placu alarmowym stała już gotowa do wyjazdu kolumna dwudziestu starów, UAZ z radiotelefonem i sanitarki. Przygotowano amunicję alarmową – 8 skrzyń po 1400 sztuk. Każdy z żołnierzy miał otrzymać karabin AKM, po 4 magazynki z ładownicą, maskę przeciwgazową i hełm. Tak śledczym zeznał podpułkownik Budnik.

Choć generał Wejner został pozbawiony dowodzenia nad NJW, podwładni informowali go o rozwoju sytuacji. Wiedzę tę przekazywał natychmiast generałowi Janowi Światowcowi, szefowi departamentu wojskowego Biura Bezpieczeństwa Narodowego w Kancelarii Prezydenta Wałęsy. Śledczym wyjaśniał, że już na przełomie kwietnia i maja szef BBN, Jerzy Milewski, powierzył mu zadanie szczególnej ochrony Belwederu, dróg i miejsc ewakuacji.


Przeczytaj też:

Minister i jego prezydent. Duda salutuje przed Macierewiczem

ROBERT JURSZO  1 KWIETNIA 2017


Realna możliwość

Generał Światowiec mówił w zeznaniach o szyfrogramie PF 100, który płk Pęcko, dowódca NJW, wysłał do podwładnych po rozmowie z Piotrem Naimskim. Dokument ujawnił w czerwcu 1992 roku następca Macierewicza w MSW – Andrzej Milczanowski.

Według generała Światowca szyfrogram nie wprowadzał stanu podwyższonej gotowości bojowej w ujęciu klasycznym (do mobilizacyjnego rozwinięcia), lecz gotowość do natychmiastowego działania. „Budziło to w nas jeszcze większy niepokój” – mówił.

To odpowiedź na pytanie, dlaczego Lech Wałęsa zażądał natychmiastowego ustąpienia rządu Jana Olszewskiego i czekał na rozwój wydarzeń w parlamencie.

Pułkownik Makuszewski zeznawał: „To, co prezydent Lech Wałęsa mówił o swoim ewentualnym osadzeniu, mogło polegać na prawdzie. Biorąc pod uwagę, że w sprawę zaangażowana była Grupa Antyterrorystyczna i dwa śmigłowce oraz specjalne zadania otrzymał pułk łączności, to takie rozwiązanie mogło być realne”.

Podpułkownik Budnik mówił śledczym: „Istniała realna możliwość użycia wojska poza koszarami. Groziło to nieobliczalnymi skutkami”.

Nazajutrz po odwołaniu rządu Olszewskiego, Macierewicza i Naimskiego nie wpuszczono do gmachu MSW. Gdy Budnik przyszedł do jednostki, Dziamski powiedział mu krótko: „Odwołaj to wszystko.” Podpułkownik Budnik: „Na wszelki wypadek sporządziłem kserokopię szyfrogramu (PF 100 – przyp. red.)”


Przeczytaj też:

Zaciąg Macierewicza. Wojska Obrony Terytorialnej meldują gotowość

KONRAD SZCZYGIEŁ  20 KWIETNIA 2017


Post scriptum. Zaciąg Macierewicza

Gdy po wygranej PiS w wyborach parlamentarnych w 2015 roku, Macierewicz objął rządy w MON, na scenę wrócili także jego współpracownicy z początku lat 90., bohaterowie zdarzeń z 1992 roku.

  • Ówczesny dyrektor generalny MSW – Bogdan Ścibut został dyrektorem generalnym MON.
  • Ówczesnego dyrektora gabinetu ministra spraw wewnętrznych Arkadiusza Siwko mianowano szefem Polskiej Grupy Zbrojeniowej, która ma być głównym dostawcą sprzętu dla wojska, a w każdym razie dla Wojsk Obrony Terytorialnej. Odszedł z PGZ niedawno, w tajemniczych okolicznościach.
  • A Piotr Naimski, szef UOP za czasów gdy służba ta podlegała Macierewiczowi – został sekretarzem stanu w Kancelarii Premiera.

***

Jednym z kluczowych projektów Macierewicza w MON jest utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej. Będą one podlegać bezpośrednio szefowi MON, a nie jak inne rodzaje sił zbrojnych Dowódcy Generalnemu Rodzajów Sił Zbrojnych (powoływanemu przez prezydenta).

Jesienią 2016 roku, podczas prac nad ustawą powołującą WOT, PiS odrzucił poprawkę opozycji, która mówiła, że działania tych wojsk „nie mogą naruszać zasady neutralności politycznej Sił Zbrojnych”. Politycy tej partii uspakajali, że neutralność armii gwarantuje Konstytucja. Ale dziś już wiadomo, że PiS chce zmieniać Konstytucję. Nie wiadomo jeszcze dokładnie jak.

***

W Nowym Mieście nad Pilicą stacjonował kiedyś 47 Szkolny Pułk Śmigłowcowy. W latach 1980-88 dowodził nim pułkownik pilot Józef Pęcko. Jednostkę rozformowano w 2000 roku. Agencja Mienia Wojskowego nie potrafiła sprzedać bazy rozłożonej na prawie pięciuset hektarach.

14 października 2016 roku lotnisko oglądał Antoni Macierewicz. „Likwidacja jednostki miała konsekwencje nie tylko lokalne, ale i ogólnonarodowe, bo to lotnisko pełniło niesłychanie ważną rolę w systemie bezpieczeństwa lotniczego Polski. Do likwidacji tego obiektu nigdy nie powinno dojść” – ogłosił.

Minister chce, by w Nowym Mieście stacjonowały Wojska Obrony Terytorialnej oraz siły specjalne. Ma być również odtworzona infrastruktura dla śmigłowców. Lotnisko leży niecałe 80 kilometrów od Warszawy.

 

OKO.press

Jak program 500 plus wpływa na poparcie dla rządu Beaty Szydło?

Agnieszka Kublik, Agata Kondzińska, 23 kwietnia 2017

Premier Beata Szydło

Premier Beata Szydło (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Rząd PiS sięga po program 500 plus, gdy tylko ma kłopoty. Czy jednak słusznie upatruje w nim źródła sondażowego poparcia?

CBOS przeanalizował zależność poparcia dla rządu od programu 500 plus na początku marca, po niemal roku funkcjonowania programu. W zeszłym roku rząd PiS wydał na niego 17 mld zł, w tym ma kosztować 23 mld. Jak to wpływa na zaufanie do rządu?

Wpływa, ale nie tak, jak życzyłby sobie PiS. Osoby z jednym dzieckiem, bez prawa do 500 zł, źle oceniają gabinet Beaty Szydło (44 proc. przeciwników). Ci, którzy biorą 500 zł na jedno dziecko (po spełnieniu kryterium dochodowego lub mający dwoje dzieci poniżej 18 lat), popierają rząd tylko trochę bardziej niż statystyczny Polak. Wzrost poparcia widać dopiero w grupie tych, którzy dostają po 500 zł na co najmniej dwoje dzieci. Według spisu powszechnego z 2011 r. wśród rodzin z dziećmi do 24 lat na utrzymaniu te z jednym dzieckiem stanowiły ponad 53 proc., z dwójką – 35 proc., a z trójką lub więcej 12 proc.

CZYTAJ TAKŻE: Badania CBOS. Tylko co piątemu Polakowi nie podoba się program 500+

Paliwo z programu 500 plus się wyczerpuje

Politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że program 500 plus pomógł im w poprzedniej kampanii, ale może nie wystarczyć, by wygrać ponownie. – Te pieniądze ludzie traktują jako realizację obietnicy wyborczej. Podziękowali nam za to w poprzednich wyborach, dwa razy dziękować nie będą – mówi jeden z posłów PiS. PO obiecuje, że program utrzyma, a nawet poszerzy krąg beneficjentów. Nawet Nowoczesna nie mówi, że 500 plus zniknie. – PO chce nam wytrącić sztandar, trudniej będzie nam przekonywać wyborców, że coś zagraża programowi – ocenia polityk PiS.

Jacek Raciborski, socjolog z Instytutu Socjologii UW: – Wbrew pozorom wyborcy, którzy głosując, kierują się interesami ekonomicznymi, są niezbyt liczni. Nie warto też liczyć na ich wdzięczność. W końcówce rządów SLD-PSL i za pierwszych rządów PiS sytuacja życiowa wielu Polaków się poprawiała. Nagrody nie otrzymali ani jedni, ani drudzy.

Samotna matka bez pomocy z programu 500 plus

Czy 500 plus to skuteczna pomoc społeczna? – Nie wiemy dokładnie, o ile spadło ubóstwo najbiedniejszych. Sądzę, że symulacje prof. Ryszarda Szarfenberga [ubóstwo skrajne wśród dzieci spadło o 94 proc.] są bliskie rzeczywistości – mówi Dr Iga Magda, wiceprezes Instytutu Badań Strukturalnych. I tym argumentem posługuje się premier Szydło.

Ten wynik mógłby być lepszy, gdyby pieniądze trafiały do najuboższych, którym 500 zł nie przysługuje, np. do samotnych matek zarabiających nieco więcej niż ustalony próg dochodowy. Agnieszka Chłoń-Domińczak, ekonomistka, b. wiceminister pracy: – Zastanawiałabym się, czy nie wprowadzić maksymalnego progu dochodowego, od którego pieniądze nie byłyby przyznawane. Wzbudza niepokój to, że samotna matka zarabiająca 1610 zł nie dostanie 500 zł, bo przekroczyła próg, a pieniądze na drugie dziecko dostanie ktoś, kto zarabia 100 tys. zł miesięcznie.

CZYTAJ TAKŻE: Chłoń-Domińczak: Trzeba budować żłobki, program 500+ tego nie załatwi

Jeszcze za wcześnie, by wnioskować, czy i jak zmieniły się wydatki rodzin otrzymujących 500 zł. Dopiero dane GUS za 2016 r. pokażą ich strukturę (dane będą w sierpniu). Chłoń-Domińczak: – Program sprawdził się w zwalczaniu ubóstwa w rodzinach z dziećmi. Nadal w polityce rodzinnej nie mamy rozwiązań, które pomagają w opiece nad dziećmi, szczególnie w wieku 0-3 lat. Dostęp do żłobków ma zaledwie ok. 9 proc. dzieci.

500 plus powoduje baby boom? Ostrożnie

Ministerstwo Rodziny zapisało w ustawie, że z powodu 500 plus liczba dzieci w ciągu dziesięciu lat zwiększy się o 280 tys. W ubiegłym roku, jak wynika z danych GUS, w urodziło się ich 385 tys., o mniej więcej 16 tys. dzieci więcej niż rok wcześniej. Wzrost był szczególnie widoczny w dwóch ostatnich miesiącach roku.

CZYTAJ TAKŻE: Jak zachęcić kobiety do rodzenia dzieci? O tym, dlaczego niemieckie 500+ się nie sprawdziło i co zrobili Niemcy

– Dzietność w Polsce nadal jest jedną z najniższych w Europie. Na 28 krajów UE zajmujemy przedostatnie miejsce. Nasz wskaźnik dzietności wynosi 1,3. Oznacza to, że dziesięć kobiet w wieku rozrodczym rodzi 13 dzieci. Żeby Polska mogła normalnie funkcjonować demograficznie, musi to być 21 dzieci na dziesięć kobiet – mówi prof. Marek Szymański, socjolog z Uniwersytetu SWPS.

W rocznicę programu premier Szydło przekonywała: – W Polsce rodzi się coraz więcej dzieci, baby boom zaczyna być faktem. Prof. Szymański: – Socjologów czekają badania. Musimy przygotować mapę ciąż i pójść do ludzi. Potrzebujemy próby co najmniej 0,5 tys. osób, które odpytamy o motywacje, plany itd. Na razie mówiłbym o baby boomie ze znakiem zapytania – dodaje.

Dr Iga Magda: – Dane o urodzeniach faktycznie w zeszłym roku podskoczyły, ale wychodziliśmy z takiego dołka, że trudno było oczekiwać przeciwnego trendu. Z badań wynika, że istnieje bardzo silna korelacja między poprawą na rynku pracy a dzietnością. Moja hipoteza jest taka, że ten mały wzrost dzietności, który obserwujemy, to efekt poprawy sytuacji na rynku pracy, kiedy mamy najniższe od lat bezrobocie. Ogłaszanie boomu demograficznego na skutek wprowadzenia 500 plus jest sporą przesadą.

Dr Paweł Kubicki z SGH: – Zanim pojawiło się 500 plus, w połowie 2013 r. wydłużono do roku płatny urlop matkom, a od 1 stycznia 2016 r. mamy tzw. kosiniakowe, czyli zasiłek dla osób, które nie miały prawa do urlopu, bo np. wcześniej nie pracowały. Program 500 plus mógł jedynie przyśpieszyć odkładane decyzje prokreacyjne.

Spór o 500+, PO i UE w samochodzie Wielowieyskiej. Czy Jakubiak wróci do PiS?

 

wyborcza.pl

 

NIEDZIELA, 23 KWIETNIA 2017, 11:28

Trzaskowski: Prokuratura, CBA – wszystkie te służby są używane w sposób całkowicie polityczny po to, żeby szykanować ludzi

Oczywiście rozmawiałem z Donaldem Tuskiem i mówiłem mu o tym, że jak będzie przyjeżdżał, to chętnie bym zademonstrował swoje przywiązanie do idei europejskości, co zresztą będziemy też robić 6 maja. Nie ja wymyśliłem [czerwone kartki], bo to była akcja całkowicie spontaniczna – mówił Rafał Trzaskowski w „Kawie na ławę” TVN24. Jak dodał:

„Rzeczywiście te czerwone kartki to nie był najlepszy pomysł. Nie wiem, kto je wydrukował. To właśnie pokazuje, na ile spontaniczna była to akcja. Uważam, że takie spontaniczne akcje są bardzo pozytywne. Nie było okazji, żeby podziękować Tuskowi, a ludzie są rzeczywiście zdenerwowali tym, że jeżeli w ogóle była konieczność przesłuchania, to można to było zrobić w konsulacie w Brukseli. PiS jest odpowiedzialne za tę szopkę i za próbę sugerowania, że zwykła umowa, która polegała na tym, żeby chronić naszych żołnierzy w momencie, kiedy wracali z Afganistanu, którą podpisywało większość państw NATO-owskich, próba sugerowania, że w tym jest coś nie tak, że to tajna umowa, która mogłaby być sprzeczna z polskim interesem stanu, pokazuje, że to tylko i wyłącznie instrumentalne traktowanie prokuratury. Tak, jak teraz wysyła się CBA do KRS, tak prokuratura, CBA, wszystkie te służby są używane w sposób całkowicie polityczny po to, żeby szykanować ludzi”

300polityka.pl

Spotkanie Beata Szydło – Angela Merkel. „Powiem kanclerz o niemieckich mediach”

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Premier Beata Szydło zapowiedziała, że podczas niedzielnego spotkania będzie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel rozmawiać m.in. o wyborach prezydenckich we Francji , o kwestiach związanych z Brexitem, a także o problemie migracji.

Szefowa polskiego rządu i kanclerz Niemiec w niedzielę w Hanowerze wezmą udział w ceremonii otwarcia targów przemysłowych Hannover Messe. Po oficjalnej ceremonii otwarcia targów dojdzie do spotkania Szydło i Merkel.

Pytana w sobotę w TVP czego dotyczyć będzie ta rozmowa premier odpowiedziała: „Spotykamy się w szczególnym dniu, bo jutro są wybory we Francji i na pewno będziemy miały okazję o tym porozmawiać. W momencie gdy będzie nasza kolacja będą pewnie znane pierwsze wyniki”.

„Ale będziemy też pewnie rozmawiać o tym co w tej chwili absorbuje polityków europejskich. Za tydzień w Brukseli jest szczyt Rady Europejskiej, na którym mamy przyjąć założenia, instrukcje związane z Brexitem. Mamy też sporo wzajemnych spraw bilateralnych” – powiedziała Szydło.

Premier zapowiedziała, że będzie też chciała zwrócić uwagę na sposób w jaki niemieckie media przekazują informacje o Polsce. „Liczylibyśmy na to, chcielibyśmy, by media niemieckie nieco inaczej, a przede wszystkim uczciwie nas traktowały” – podkreśliła.

„Na pewno będziemy rozmawiać o problemie migracji, bo to jest jeden z ważnych tematów prezydencji maltańskiej. Tyle tylko, że stanowisko Polski jest odmienne niż stanowisko niemieckie. My uważamy, że problem migracyjny można rozwiązać w ten sposób aby zwiększyć pomoc humanitarną, ażeby rozwiązywać ten problem tam gdzie się rodzi” – dodała.

Przypomniała o polskich inicjatywach – m.in. dotyczących odbudowy mieszkań dla osób poszkodowanych w konflikcie w Syrii (ma na to zostać przeznaczonych 4 mln zł) i wsparciu poszkodowanych w czasie wojny dzieci – przekazano na to 1,5 mln zł.

„Zachowanie PO – mało merytoryczne”

W tej chwili zachowanie Platformy jest mało merytoryczne – tak złożenie przez PO wniosku o wotum nieufności wobec ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza skomentowała Szydło. Według premier PO chce budować chaos i napięcie.

W piątek Platforma Obywatelska złożyła wniosek o wotum nieufności dla szefa MON Antoniego Macierewicza. Według PO Polacy oczekują odwołania Macierewicza, aby wyjaśnić skandale, które „toczą” MON.

Pytana o wniosek PO, premier przypomniała, że niedawno Platforma złożyła wniosek o wotum nieufności wobec całego rządu.

„Ja mogę powiedzieć w ten sposób: opozycja oczywiście ma prawo zgłaszania wniosków o odwoływanie ministrów, wniosków o wotum nieufności, to jest prawo opozycji, ale jeżeli te wnioski wynikają z podstaw merytorycznych, jeżeli one rzeczywiście mają jakieś podłoże konstruktywne, to możemy o nich rozmawiać” – powiedziała premier.

„Natomiast, jeżeli to jest jedyny pomysł opozycji na to, żeby zaistnieć i jest próbą zaburzenia tego dyskursu politycznego i tylko chęć budowania ciągle chaosu i napięcia, to trudno, żeby taki wnioski traktować poważnie, jako głos w debacie publicznej. I ja tak traktuję ten wniosek, dlatego że – tak jak wcześniej powiedziałam – nie dalej jak 2 tygodnie temu był wniosek o odwołanie całego rządu, więc myślę, że w tej chwili zachowanie Platformy jest mało merytoryczne” – dodała Szydło.

Premier pytana o spekulacje medialne na temat możliwej rekonstrukcji rządu, odpowiedziała, że podtrzymuje swoje słowa, że rekonstrukcję rządu się przeprowadza, a nie o niej opowiada.

„Na pewno jeżeli taką decyzję podejmę, to będzie ona zakomunikowana i zostanie przeprowadzona, w tej chwili nie ma takiej rozmowy na ten temat” – podkreśliła Szydło.

Platforma wnioskowała już raz o odwołanie Macierewicza – w lipcu 2016 roku.

Wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra może być zgłoszony przez co najmniej 69 posłów. Sejm wyraża wotum nieufności większością głosów ustawowej liczby posłów – czyli musi za tym opowiedzieć się minimum 231 posłów. Wniosek ws. wyrażenia ministrowi wotum nieufności może być poddany pod głosowanie nie wcześniej niż po upływie 7 dni od dnia jego zgłoszenia.

rp.pl

Walka kobiet o antykoncepcję, o pigułkę „dzień po”

PiS nie znosi sytuacji, gdy ich demolkę i skansen wynosi się na zewnątrz. Chcą prać brudy w domu, niestety te brudy są produkcji PiS, a Polska przystępując do Unii Europejskiej zdecydowała się na nowoczesność, a nie pisowski Ciemnogród i kołtunerię.

Brudy pisowskie na zewnatrz chcą wynieść kobiety, które zaincjowały obywatelski projekt ustawodawczy, aby żadne państwo członkowie nie mogło samopas ograniczyć dostępu do środków antykoncepcyjnych. Ta inicjatywa to niejako odpowiedź na pomysł wprowadzenia recepty na pigułkę zwaną „dzień po”. Wszak tabletki „ellaOne” są dostępne w całej Unii bez recepty.

Projekt zmian w prawie farmaceutycznym został już przyjęty przez sejmową Komisje Zdrowia, w najbliższym czasie trafi pod obrady Sejmu, nie należy mieć złudzeń, iż większość sejmowa z przysłowiową posłanka Sobecką przegłosuje, jak zakrystia im każe, a prezydent – męska odmniana Sobeckiej – ustawę podpisze.

Z tym pisowskim zacofaniem chcą walczyć takie organizacje, jak komitet „Ratujmy Kobiety” wraz z innymi stowarzyszeniamiemi, walka o prawa polskich kobiet zostanie przeniesiona na forum Komisji Europejskiej. Przygotowany został projekt „Europejska Inicjatywa Ustawodawcza na Rzecz Praw i Godności Kobiet”, którego celem jest uchylenie pewnego przepisu, a dotyczącego zmiany sposobu sprzedaży środkówleczniczych. Ten przepis pozwala każdemu krajowi politykę lekową prowadzić wg widzimisię.

Kobiety chcą, aby środki antykoncepcyjne – w tym tabletki „ellaOne” – obowiązywała jedna dyrektywa, by były wyłączone spod widzimisię lokalnych polityków i były dostępne w całej Unii bez recepty. Wówczas żadnym Radziwiłłom i osobom związanych prawem kanonicznym o celibacie nie przyszło do głowy, aby decydować za innych, szczególnie aby decydować za kobiety.

Wniosek w Komisji Europejskiej będzie składać Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej, szefowa komitetu „Ratujmy Kobiety”. Do złożenia projektu potrzebnych jest przynajmniej sześć państ, oraz – co będzie sporym wyzwaniem – milion podpisów.

Polki mają już gotowy dokument, pomagać im będą – jest to już dogadane – Niemki, Francuzki i Irlandki. Następnie trzeba powołać międzynarodówkę. I w ten sposób wynosząc walkę o prawa kobiet na zewnątrz przymusić skansen do respektowania praw.

NIEDZIELA, 23 KWIETNIA 2017

Sondaż dla SE: 6 pkt. przewagi PiS nad PO, SLD przegania Nowoczesną

12:08

Sondaż dla SE: 6 pkt. przewagi PiS nad PO, SLD przegania Nowoczesną

Tak prezentują się wyniki sondażu Instytutu Badań Pollster przeprowadzonego na zlecenie „Super Expressu” i Nowej TV:

PiS – 33%
PO – 27%
Kukiz ’15 – 13%
SLD – 11%
Nowoczesna – 8%
Razem – 4%
PSL – 3%
Wolność – 1%

Widać wyraźnie, że PiS traci sympatie wyborców. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku partia Jarosława Kaczyńskiego miała niemal dwukrotną przewagę w sondażach. Od pewnego czasu sytuacja mocno się zmieniła – pisze SE.

Badanie przeprowadzone przez Instytut Badań Pollster 20-21 kwietnia na próbie 1007 dorosłych Polaków. Struktura demograficzna próby była reprezentatywna dla struktury dorosłych Polaków. Maksymalny błąd oszacowania wyniósł około 3%.

300polityka.pl

„To sprawa większego kalibru niż Misiewicz”. Tajemnica dymisji Wacława Berczyńskiego

Justyna Dobrosz-Oracz, Montaż: Łukasz Carbone, 21.04.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21671954,video.html?embed=0&autoplay=1

Sprawa Berczyńskiego jest politycznie niebezpieczna dla PiS. Stąd szybka dymisja szefa smoleńskiej podkomisji. Oficjalnie zrezygnował z powodów rodzinnych i zdrowotnych. A co politycy mówią w kuluarach? I jak to się odbija na pozycji Macierewicza? Zobacz.

wyborcza.pl

Kłamstwo smoleńskie zderza się z rzeczywistością – prof. Krzemiński w „Temacie dnia” o kompromitacji szefa MON

Ireneusz Krzemiński, Wojciech Maziarski, Montaż: Katarzyna Dworak, 21.04.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,149607,21671801,video.html?embed=0&autoplay=1

To wszystko wygląda tak, jakby za plecami Macierewicza stali agenci Moskwy – mówi w ‚Temacie dnia’ prof. Ireneusz Krzemiński, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zdaniem rozmówcy Wojciecha Maziarskiego, kompromitacja Antoniego Macierewicza, utrata przez niego posady jest ratunkiem dla długofalowych interesów Polski. Teraz następuje zderzenie kłamstwa smoleńskiego, religii smoleńskiej z rzeczywistością; zaczyna pękać coś, bez czego zwycięstwo PiS nie było możliwe – dodaje prof. Krzemiński.

wyborcza.pl

A to ci „niespodzianka”. Zybertowiczowi w TVN24 wypsnęło się, co prezydent Duda sądzi o Macierewiczu

23 kwietnia 2017

Leniwa, wiosenna niedziela. Politycy w programie „Kawa na ławę” w TVN24 komentują bieżące wydarzenia polityczne. I już zbliżamy się do końca, kiedy prof. Andrzej Zybertowicz, który jest doradcą prezydenta Andrzeja Dudy, mówi, co jego przełożony sądzi o szefie MON. Śmiechom w studiu nie byłoby końca, gdyby nie koniec programu.

Dyskusja o polityce prowadzonej przez szefa MON trwała w najlepsze, kiedy w końcu głos w tej sprawie zabrał właśnie prof. Zybertowicz. – Prezydent ma zdrowe, ograniczone zaufanie do Antoniego Macierewicza – wypalił nieoczekiwanie. Najpierw zapanowała chwilowa konsternacja, później zgromadzeni – w tym Rafał Trzaskowski z PO i Adam Szłapka z Nowoczesnej – wybuchli śmiechem.

– Prezydent jest głową państwa, przygląda się funkcjonowaniu różnych instytucji państwa. Prezydent nie może bezkrytycznie podchodzić do różnych spraw. Sprawdza – gorączkował się doradca Andrzeja Dudy. – Zdrowa zasada ograniczenia zaufania ze strony głowy państwa – kontynuował.

Ale pewnie nikt mu w to nie uwierzy, bo relacje między prezydentem a Macierewiczem od dłuższego czasu są bardzo gorące. A sam prezes ich małą wojenkę nazwał „polityką epistolarną”.

naTemat.pl

Morawiecki apelował: „przez tę ustawę podrożeją leki”. Senatorowie nie posłuchali i ją przegłosowali

Mikołaj Fidziński, 23.04.2017

Apteka

Apteka (BARTOSZ BOBKOWSKI)

Senat przyjął w piątek bez poprawek projekt ustawy „apteka dla aptekarza”. Niedawno w opinii przesłanej do Senatu minister rozwoju i finansów, Mateusz Morawiecki, ostrzegał: „zmiany mogą skutkować podwyżkami cen leków”.

Za przyjęciem poselskiego projektu nowelizacji prawa farmaceutycznego głosowało 47 senatorów, przeciw było 32, a 4 wstrzymało się od głosu. Teraz projekt czeka już tylko na podpis prezydenta.

Przegłosowane zmiany zakładają, że nowe apteki zakładać będą mogli wyłącznie farmaceuci posiadający prawo wykonywania zawodu. Dodatkowo, jedna osoba będzie mogła prowadzić maksymalnie cztery apteki. Ponadto nowelizacja zakłada ograniczenia demograficzne i geograficzne dla nowych aptek – między aptekami ma być zachowana odległość przynajmniej 500 m, a na każdą placówkę ma przypadać co najmniej 3 tys. mieszkańców.

Przed przyjęciem tych zmian zarówno teraz senatorów, jak i wcześniej posłów, przestrzegał minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. W opiniach przesyłanych do izb parlamentu argumentował m.in. że „wprowadzenie proponowanych ograniczeń własnościowych (…) będzie skutkować postępującą fragmentaryzacją rynku aptek w Polsce. (…) doprowadzi to do dalszego osłabienia pozycji negocjacyjnej aptek (…) co może przełożyć się w sposób znaczący na podwyżkę ceny leków nie objętych refundacją oraz OTC (bez recepty)”. Zwracał też uwagę, że wprowadzenie tych restrykcji będzie „de facto moratorium na otwieranie nowych aptek w Polsce, zwłaszcza w dużych ośrodkach miejskich”. Alarmował, że absolwenci kierunków farmaceutycznych mogą mieć trudności na rynku pracy.

Nie posłuchali go jednak ani posłowie (nowelizację przegłosowali 7 kwietnia) jak i senatorowie.

Także m.in. Związek Pracodawców i Przedsiębiorców apelował niedawno o złagodzenie ustawy. „Ograniczenia geograficzno-demograficzne, nieuzasadniony zakaz dla podmiotu właścicielskiego posiadania więcej niż czterech aptek, a także pozostałe regulacje niekorzystnie wpłyną na cały sektor dystrybucji leków. Wzrosną koszty prowadzenia działalności dla aptekarzy. (…) Jeszcze silniejszą pozycję przekaże się w ręce hurtowników i ogromnych koncernów farmaceutycznych” – pisał ZPP w stanowisku.

Orędownikiem zmian jest natomiast Ministerstwo Zdrowia. Argumentowało, że „rozwiązania zaproponowane w ustawie – wbrew opiniom krytyków – są korzystne dla pacjentów”. Cieszy się, że ustawa uderza w apteki sieciowe, które w opinii resortu stosują dumpingowe ceny, zabijając tym samym mniejsze placówki.

***

Zobacz też: Andrzej K. Koźmiński: Pracodawcy to nie są małe dzieci. To ludzie, którzy powinni dawać sobie radę

next.gazeta.pl

, 22 KWIETNIA 2017

O dostęp do antykoncepcji Polki powalczą w Unii Europejskiej. Nowacka: „W Polsce nie ma nawet rozmowy o prawach kobiet”

Polska zainicjowała obywatelski projekt ustawodawczy, dzięki któremu państwo członkowskie nie będzie mogło ograniczyć dostępu do środków antykoncepcyjnych. To odpowiedź na próbę wprowadzenia recepty na tzw. pigułkę „dzień po”

Komisja Zdrowia przyjęła zmianę w prawie farmaceutycznym dotyczącą dostępu do antykoncepcji awaryjnej. Projekt zakłada wprowadzenie recept na tabletki „ellaOne” (tzw. pigułkę „dzień po”), która w całej Unii Europejskiej jest dostępna bez recepty. Zmiany spotkały się ze stanowczym sprzeciwem środowisk kobiecych i organizacji pozarządowych. Teraz projekt trafi pod obrady Sejmu. Nawet jeżeli projekt przejdzie, nie zakończy walki z krzywdzącymi przepisami.

Komitet „Ratujmy Kobiety” w koalicji z szeregiem innych organizacji planuje walczyć o prawa kobiet w Komisji Europejskiej. Przygotowały „Europejską Inicjatywę Ustawodawczą na Rzecz Praw i Godności Kobiet”, której celem jest uchylenie unijnego przepisu, który pozostawia w gestii państw członkowskich decyzję o zmianie sposobu sprzedaży środka leczniczego. Do złożenia projektu potrzebnych jest przynajmniej sześć państw członkowskich.

Do zebrania jest milion podpisów w całej Unii Europejskiej.

W imieniu Polski – inicjatora projektu – wniosek będzie składać Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej, przewodnicząca komitetu „Ratujmy Kobiety”.

„W kraju nauczyłyśmy się, że tu nawet nie ma woli rozmowy o prawach kobiet. Jedną drogą są protesty uliczne, a drugą działania legislacyjne na poziomie Unii Europejskiej. Czujemy się Polkami i Europejkami, nie chcemy mieć innych praw niż reszta kobiet w Europie”,

powiedziała OKO.press.


Przeczytaj też:

Skargi na „apteki sumienia”. Zgłoś aptekę, w której odmawiają sprzedaży antykoncepcji

MAGDALENA CHRZCZONOWICZ  14 KWIETNIA 2017


Dodała, że dokument jest już gotowy: „Teraz – jako inicjatorki – musimy się przygotować. Przepuścić dokument przez krajowe struktury, by powołać międzynarodowy komitet. Dziś wiemy, że będą nam pomagać Francuzki, Niemki i Irlandki”.

Krystyna Kacpura, prezeska Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, zapowiedziała inicjatywę tak: [Projekt PiS o pigułce dzień po] będzie u nas wprowadzony z powodów ideologicznych. Komisja Europejska i Europejska Agencja Leków – po szeregu bardzo dokładnych i precyzyjnych badań naukowych wydała zalecenie, że ten środek leczniczy [ellaOne] może być dostępny bez recepty.

W kraju stanęłyśmy pod ścianą. Żadne argumenty medyczne, społeczne czy prawnoczłowiecze nie działają. Pozostała nam inicjatywa na gruncie europejskim”.

„Sterniczki”, Krytyka Polityczna

Luka w europejskim prawie

Chodzi o art.4, ust. 4 dyrektywy 2001/83/we w sprawie wspólnotowego kodeksu odnoszącego się do produktów leczniczych, który pozwala państwom członkowskim ograniczyć lub zabronić sprzedaży środków antykoncepcyjnych lub poronnych.

 

 

 

 

Dyrektywa 2001/83/we

Sprzedaż produktów medycznych zaopiniowanych przez Komisję Europejską i Europejską Agencję Leków jako bezpieczne, zgodnie z zasadą wewnętrznego rynku nie może podlegać ograniczeniom lub zakazowi.

Spod tego prawa dyrektywa wyciąga środki antykoncepcyjne i poronne.

Według prawniczek przygotowujących wniosek zapis ten jest sprzeczny z innymi aktami prawnymi i zagraża unijnym wartościom. Poza ograniczeniem swobodnego przepływu towarów wewnątrz Unii Europejskiej, art. 4, ust. 4 narusza zasadę niedyskryminacji ze względu na płeć.

Kamila Ferenc, prawniczka Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny: „Przede wszystkim ten przepis stanowi wyjątek od normalnych zasad wprowadzenia produktów leczniczych do obrotu przez państwa członkowskie. Postulujemy jego usunięcie, bo powoduje naruszenie zasady niedyskryminacji. Ograniczenie dostępu do antykoncepcji dla kobiet oznacza ograniczenia w swobodzie decydowania o swojej płodności, a także bariery w dostępie do ochrony zdrowia.

Istnienie tego wyjątku de facto może prowadzić do tego, że gdy jakieś państwo członkowskie wprowadzi ograniczenie dystrybucji jakiegoś środka (np. wprowadzi receptę na ellaOne), to producentom nie będzie się opłacało w ogóle prowadzić sprzedaży w danym państwie i produkt zostanie wycofany”.


Przeczytaj też:

Europosłowie PO tłumaczą się z głosowania w sprawie równouprawnienia. Hübner i Boni zmieniają zdanie

AGATA AMBROZIAK  22 MARCA 2017


Jednym z podstawowych celów harmonizacji prawa Unii Europejskiej jest ochrona zdrowia publicznego, a – jak dodaje Kacpura – „jeśli państwo będzie hamowało rozwój przemysłu, sprzedaży czy dostępu do środka, to de facto zatrzymuje rozwój medycyny i farmakologii.

 Taki wyłom prawny dotyczący środków antykoncepcyjnych i poronnych nie powinien obowiązywać”.

Ferenc dodaje, że komitet będzie próbował udowodnić, że artykuł zaburza podstawową zasadę UE, czyli zasadę swobodnego przepływu towaru i usług. „Produkt jest zbadany, że można go bezpiecznie stosować bez recepty i nagle w jednym państwie wprowadza się obostrzenia dla jego dystrybucji. De facto oznacza to, że polityka Unii dotycząca zniesienia barier i granic w swobodnym przepływie nie działa w obszarze zdrowia. Obowiązywanie przepisu, który pozwala na ograniczenie lub zakaz sprzedaży lub stosowania środków antykoncepcyjnych lub poronnych nie ze względów bezpieczeństwa, ale dowolnych innych, niemerytorycznych, przyczyn, jest nieuzasadnione.

Dziś w Polsce próba ograniczenia dostępu do ellaOne jest kwestią światopoglądową, co nie może być dobrym uzasadnieniem dla takich decyzji. Prawo unijne, które teraz obowiązuje, nie jest dobrze skonstruowane.

Z jednej strony UE walczymy o wspólne wartości i ujednolicanie minimalnych standardów, a w jednej dyrektywie zostawiamy bolesny wyłom pozwalający dokonać regresu w tej polityce. To bez sensu”.

Uchylenie art. 4, ust. 4 dyrektywy nie wykracza poza kompetencje Unii Europejskiej. Zasada subsydiarności, oznaczająca, że każde państwo ma prawo decydować w sprawach światopoglądowych, nie powinna obowiązywać w przypadku dostępu do środków medycznych i leków.

Jak podkreślają prawniczki, jest to regulowane przepisami o rynku wewnętrznym – na jednolitym rynku UE (tzw. rynku wewnętrznym) możliwy jest swobodny przepływ ludzi, towarów usług i pieniędzy w obrębie całej UE, niczym w obrębie jednego państwa. Wzajemne uznawanie, czyli gwarancja, że produkt dostępny w jednym kraju UE jest dostępny w każdym innym, odgrywa podstawową rolę w usuwaniu barier dla handlu.


Przeczytaj też:

Radziwiłł kłamie o ellaOne. Wymyślił, że w „przytłaczającej większości” krajów UE dostęp do pigułki jest ograniczony

MAGDALENA CHRZCZONOWICZ  8 KWIETNIA 2017


Ratujmy Kobiety

Komitet „Ratujmy Kobiety” nie pierwszy raz podjął się zbierania podpisów pod obywatelskim projektem. W 2016 roku przygotowano projekt ustawy liberalizujący prawo aborcyjne, pod którym zebrano 215 tys. podpisów (trzeba uzbierać 100 tys., żeby móc złożyć projekt w Sejmie).

Jednak we wrześniu 2016 roku PiS odrzucił projekt w pierwszym czytaniu, tym samym złamał obietnicę wyborczą o procedowaniu wszystkich inicjatyw społecznych.

Krystyna Kacpura w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” zapowiedziała, że odpowiedzią na próby zaostrzenia ustawy o planowaniu rodziny z 1993 roku będzie kolejny projekt jego liberalizacji. Kacpura przytoczyła wyniki sondażu IPSOS dla OKO.press z marca 2017 roku:

już 42 proc. Polek i Polaków popiera liberalizację obowiązującej ustawy.

 

OKO.press

Podwójny numer „wSieci”: Sikorski kłamcą smoleńskim

opublikowano: 22 kwietnia 2017

W nowym wydaniu tygodnika „wSieci” dziennikarze dowodzą, że Radosław Sikorski zeznając pod przysięgą mijał się z prawdą w sprawie zaangażowania MSZ w organizację obchodów rocznicowych w Katyniu w 2010 r.

Dotarliśmy do dokumentów, które udowadniają, że nie mówił prawdy. Ówczesny szef MSZ był na każdym etapie informowany o ustaleniach dotyczących wyjazdu – piszą Marek Pyza i Marcin Wikło.

Marek Pyza i Marcin Wikło na łamach „wSieci” po raz kolejny obnażają, jak ukrywane i fałszowane były przez poprzednią władzę fakty związane z katastrofą smoleńską. Tym razem dzięki dokumentom, do których dotarli, wykazują w artykule „Kłamca smoleński”, że w sprawie Smoleńska kłamał, i to pod przysięgą, były szef MSZ, Radosław Sikorki.

„Jako szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych nie zajmowałem się organizacją wizyty z 10 kwietnia 2010 r., ja prowadziłem politykę zagraniczną, a nie organizacyjną” – mówił przed sądem. Już na początku rozprawy na pytanie sędziego o organizację wizyty odpowiedział: „Nie mam żadnej wiedzy na ten temat” – piszą dziennikarze o przesłuchaniu byłego szefa MSZ podczas rozprawy w dniu 11 kwietnia br. dotyczącej urzędników oskarżonych o niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta RP w Rosji w 2010 r. – Za wszystko, co robiło MSZ w związku z wizytą pierwszego obywatela w Katyniu, odpowiedzialny miał być wiceminister Andrzej Kremer (też zginął w katastrofie). A sam Sikorski – jak zatytułowała dzień później relację z procesu jedna z gazet – „nic nie widział, nic nie słyszał”. Przeczą temu dokumenty.

W najnowszym numerze tygodnika „wSieci” Jacek i Michał Karnowscy rozmawiają z Pawłem Szefernakerem, sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, odpowiedzialnym m.in. za komunikację („Tusk popełnił błąd Komorowskiego”). Paweł Szefernaker wskazuje m.in. na różnicę w prowadzeniu strategii komunikacyjnej między siłami politycznymi w Polsce:

– Podkręcany sztucznie przez medialny fanklub opozycji sondażowy remis po Brukseli to dziś już historia. Utrzymało się to krócej, niż się spodziewałem. Warto sobie uświadomić, że była to sprytna operacja. Co kilka dni media sympatyzujące z opozycją publikowały sondaże przeprowadzone w tym samym czasie, mające wywołać wrażenie, że z każdym dniem sytuacja się pogarsza. To paliwo starczyło na krótko. Z pewnością mamy trudniej, bo reformujemy kraj, zamiast tylko zarządzać „ciepłą wodą w kranie”. Jest też coś, co sprawia trudność, ale zaprocentuje w długiej perspektywie. Nie narzucamy tematów zastępczych, przez co nie odwracamy uwagi mediów i opinii publicznej. Jestem przekonany, że Polacy docenią przy urnach władzę, która wspiera ważne dla nich sprawy, jak rodzina czy praca.

Konrad Kołodziejski w artykule „Zamach na 500+” zauważa, że PO, która przeczy wszystkim działaniom i sukcesom PiS, bez wątpienia uderzy również w prorodzinny program Rodzina 500+. Pod pozorem troski o budżet obecna totalna opozycja zapowiada selekcję osób, które mogłyby liczyć na świadczenie po zmianie władzy.

Aby otrzymać pieniądze, trzeba będzie udowodnić, że samotnie wychowuje się dzieci, ma się bardzo niskie dochody albo że dziecko jest niepełnosprawne. Inaczej mówiąc, oznacza to pozbawienie wsparcia dla większości rodzin wielodzietnych, a i te – które mają jedno dziecko – też nie będą mogły liczyć na pieniądze, jeśli nie spełnią kryterium dochodowego. Mało tego, Grzegorz Schetyna zapowiada, że świadczeniem będą objęte wyłącznie osoby, które mają stałą pracę lub jej poszukują, rejestrując się jako bezrobotni. […] Pomysły PO oznaczają więc likwidację 500+ i degradację pozostawionych resztek programu do poziomu zwykłej pomocy socjalnej – zauważa dziennikarz.

W artykule „Wadliwe instytucje” Jan Rokita stara się ocenić konstytucję przyjętą w 1997 roku i jej społeczny odbiór.

Po jednej stronie frontu obowiązuje bowiem sztywny dogmat, przypomniany teraz przez Jarosława Kaczyńskiego, że to konstytucja „postkomunistyczna”. […] Niełatwo odgadnąć, o co Kaczyńskiemu chodzi z owym „postkomunizmem” konstytucji, można jedynie podejrzewać, iż nie podoba mu się to, że konstytucja nakłada wędzidła na działania władzy. Tyle tylko, że w tych wędzidłach tkwi sama istota euro-amerykańskiego konstytucjonalizmu. Z kolei po drugiej stronie frontu panuje bezrefleksyjna doktryna sformułowana niegdyś przez Aleksandra Kwaśniewskiego, wedle której dyskutowanie jakichkolwiek zmian w konstytucji jest niczym innym jak „mieszaniem ludziom w głowach”. […] Obie postawy jasno wskazują, jak poważny jest ciągle w Polsce deficyt myśli państwowej i politycznej refleksji na temat ustroju. Niewiele się zmieniło pod tym względem w ciągu ostatnich 20 lat – przekonuje Jan Rokita na łamach „wSieci”.

W najnowszym numerze tygodnika można także przeczytać bardzo ciekawy wywiad („Lubię łagodność tamtych Polaków”) Piotra Zaremby z profesorem Andrzejem Nowakiem, który mówi o swojej najnowszej publikacji – III tomie „Dziejów Polski”. Wyjaśnia, jaką rolę i miejsce miała Polska w ówczesnej Europie i wpływ, jaki to miało na współczesny układ sił.

– W roku 1340 nasze powodzenie zawdzięczaliśmy w dużej mierze poparciu węgierskiego starszego brata. To pod parasolem Węgier Kazimierz Wielki ze swymi świetnymi doradcami umacniał państwo. A w 1468 r. to Polska staje się starszym bratem wszystkich królestw dookoła. Ostatni Piast naprawdę był wielkim władcą. Jadwiga w tak młodym wieku wykazała się ogromną dojrzałością. To jej zawdzięczamy i unię z Litwą, i uniwersytet. Dalej Władysław Jagiełło, często przedstawiany jako władca niezborny, kunktatorski. To się nie zgadza z tym, co znajdujemy w źródłach. On cierpliwie budował lub odbudowywał zgodę, to dzięki niemu przetrwała unia z Litwinami – mówi profesor.

Samochodowa mapa Polski 2017 z zaznaczonymi punktami, w których stoją działające fotoradary, wraz z oznaczonymi odcinkowymi pomiarami prędkości i fotorejestratorami przejazdu na czerwonym świetle, dostępna jest z nowym, „majówkowym” wydaniem tygodnika „wSieci”. Jak zapewniają przedstawiciele Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego – sieć funkcjonujących fotoradarów stale się powiększa, zatem warto zdjąć nogę z gazu podczas wiosennych podróży.

wsieci.pl

http://wpolityce.pl/swiat/289520-minister-waszczykowski-w-ankarze-polska-popiera-wspolprace-turcji-z-unia-chcielibysmy-zobaczyc-niedlugo-turcje-w-ue-nasza-korespondencja

Dobry morderca, bo nasz

22.04.2017
sobota

Adam Szostkiewicz na swoim blogu wszechstronnie naświetlił sprawę Janusza Walusia, ale i mnie ten temat kręci. Zwłaszcza „Janusz Waluś a sprawa polska”.

Sympatycy Walusia nie ukrywają swoich motywów. Waluś robił to, co robili żołnierze wyklęci, walczył z komunistami – twierdzą. Taka analogia jest jednak obrazą dla idealizowanych czasami żołnierzy wyklętych. Czyżby oni mordowali bezbronnych ludzi, strzelając im w plecy?

5 maja przed Pałacem Prezydenckim ma się odbyć demonstracja pod hasłem „Wolność dla Janusza Walusia, ostatniego żołnierza wyklętego”. W odróżnieniu od prawdziwych żołnierzy wyklętych, których postępowanie jest przedmiotem wielu badań i sporów oraz oficjalnego kultu, sowicie finansowanego przez państwo, czyn Walusia nie budzi wątpliwości: z zimną krwią zamordował Chrisa Haniego, czarnoskórego bojownika z apartheidem i jednego z przywódców Południowoafrykańskiej Partii Komunistycznej.

Czy jednak życie takich ludzi jest nic niewarte? Hani, weteran walki z rasizmem, szkolony za granicą partyzant, odgrywał ważną rolę w rozmowach na temat zakończenia apartheidu. Jego zabójstwo, zorganizowane przez rasistowską prawicę, mogło wywołać rozruchy i nieobliczalne skutki. O to właśnie chodziło, o „uratowanie apartheidu”.

„Kraj znalazł się na krawędzi katastrofy. To morderstwo popełnione z zimną krwią zaszokowało nas i świat. Teraz jest czas, aby wszyscy mieszkańcy RPA sprzeciwili się tym, którzy chcą zniszczyć to, za co Chris Hani oddał życie – za wolność dla nas wszystkich” – mówił Nelson Mandela.

Waluś został skazany na karę śmierci, a po jej zniesieniu na dożywotnie więzienie. Wkrótce, po odbyciu 15 lat kary, mógłby zostać zwolniony warunkowo i deportowany do Polski. Zabiegają o to jego sympatycy, wśród nich parlamentarzyści Kukiz’15, prof. Jan Żaryn, członkowie CEP (narodowo-prawicowe Centrum Edukacyjne Powiśle), a nawet kibice Legii, bardzo czuli na punkcie fair play, którzy wywiesili transparent: „Janusz Waluś – czekamy szybkiego powrotu, bracie”.

Morderca z Polski szybko staje się przedmiotem kultu jako „ostatni żołnierz wyklęty”, ma swoich zwolenników, którzy pozostają z nim w stałym kontakcie. Polscy obrońcy Walusia to zapewne ludzie wierzący, przykładnie chodzą do kościoła, są za wolnością przekonań i za dekalogiem, zwłaszcza „nie zabijaj” jako prawica i konserwatyści. Chyba że chodzi o Murzyna i komucha.

5 maja sąd w Pretorii ma zdecydować o jego przedterminowym zwolnieniu – informuje „Gazeta Wyborcza” – jedyna, która śledzi sprawę Walusia. W Polsce rodzi się kult zabójcy, bo cóż takiego złego on zrobił? Zastrzelił czarnego i czerwonego zarazem. Należy mu się pomnik, najlepiej na Kolumnie Zygmunta lub w innym eksponowanym miejscu. To dobry morderca, bo nasz.

passent.blog.polityka.pl

http://www.newsweek.pl/polska/ludzie/cytaty-tygodnia-najlepsze-wypowiedzi-ostatnich-dni,galeria,409275,1.html?src=HP_Left_Section_2

Wacław Radziwnowicz

Pojawiasz się i znikasz. Leninie, co z tobą?

21 kwietnia 2017

Radziecki obraz z 1971 r. pt. 'Włodzimierz Lenin'

Radziecki obraz z 1971 r. pt. ‚Włodzimierz Lenin’ (materiały prasowe)

Już ponad połowa Rosjan uważa, że wódz bolszewików odegrał rolę „pozytywną”. A Putin ma kłopot. Woli carów i Stalina, bo wszelka rewolucja to dla niego największe zło

Włodzimierz Lenin, choć zmarł 93 lata temu, bierze żywy udział w grach na politycznej scenie Rosji. Jest w coraz lepszej formie fizycznej. Jego popularność, choć do niedawna gasła, znów rośnie. A to Kremla nie cieszy.

Wielbiciele wodza bolszewików przez ostatnie tygodnie z trwogą powtarzali pogłoski o tym, że ciało ich idola zostało na zawsze już wyniesione z mauzoleum na placu Czerwonym i w przypadające dziś 147. urodziny założyciela Kraju Rad nie będą mogli złożyć tradycyjnego hołdu jego mumii.

We wtorek odetchnęli z ulgą. Lenin pojawił się w sarkofagu i znów można go odwiedzać. Po prostu oddalił się na dwumiesięczne wykonywane przez specjalistów z Wszechrosyjskiego Instytutu Roślin Leczniczych i Aromatycznych zabiegi kosmetyczne, co dzieje się regularnie. Wyjęty z gumowego kostiumu kąpał się w specjalnych roztworach i przyjmował zastrzyki z preparatów balsamujących.

Te zabiegi mu służą. Jak przed laty mówił mi profesor Ilija Zbarski, który przez dziesięciolecia opiekował się doczesnymi szczątkami pierwszego bolszewika, procedury kosztujące około miliona złotych polepszają stan mumii.

Ale już w niedzielę Włodzimierz Iljicz znów zniknie. Przed defiladą 9 maja mauzoleum z trybuną, z której parady przyjmowali sowieccy sekretarze generalni, zostanie na trzy tygodnie, jak co roku, wstydliwie zasłonięte trybuną prowizoryczną. Dla Władimira Putina i jego gości.

Mumia pojawia się i znika, bo w Moskwie toczy się osobliwa gra ciałem.

Przed urodzinami Lenina socjolodzy z Ośrodka Lewady przeprowadzili tradycyjny sondaż – badali popularność wodza w narodzie. I okazało się, że ona rośnie. 57 proc. Rosjan oceniło jego rolę w historii jako „pozytywną” lub „w sumie pozytywną”. A 11 lat temu takiego zdania było tylko 40 proc. respondentów.

To gospodarzy Kremla cieszyć nie może. Oni, nie bacząc na swe komunistyczne korzenie, dziś za największe zło uważają wszelkie rewolucje i przewroty. Wielbią i carów, i Stalina, i Breżniewa czy Andropowa. Widzą w nich tych, którzy budowali potęgę imperium. A Lenin w tej wizji się nie mieści. On przecież imperium obalił. Jego rewolucja zniszczyła Rosję, wymordowała jej elitę i duchownych.

Wraca więc jak bumerang sprawa „wyniesienia” mumii z mauzoleum i pogrzebania jej czy to pod murem kremlowskim obok Stalina i Breżniewa, czy to na petersburskim cmentarzu Wołkowskim.

Dwa tygodnie temu metropolita Hilarion, postać numer dwa w Cerkwi, przypomniał: „Mumie katów, terrorystów i rewolucjonistów nie mogą być wystawiane na widok publiczny, ich pomniki nie mogą stać na naszych placach”.

A sam Putin niedawno ocenił, że Lenin „podłożył bombę atomową pod gmach, który nazywa się Rosja”.

Sześciu posłów – trzech nacjonalistów od Władimira Żyrinowskiego i trzech przedstawicieli putinowskiej partii władzy Jedna Rosja – te sygnały nadchodzące z góry przyjęło jako znak, że przyszedł czas rozprawy z mumią. W czwartek zgłosili w Dumie projekt ustawy o pochowaniu Lenina.

Ale czas jeszcze nie nadszedł. Raban w imieniu swego elektoratu podnieśli – jak zwykle, kiedy mowa o „wyniesieniu”– komuniści. Straszyli „zburzeniem pokoju społecznego”, masowym oporem, a ich przywódca Giennadij Ziuganow zażądał, by projektem ustawy zajęła się i z jego autorami rozliczyła kremlowska Rada Bezpieczeństwa.

Poskutkowało. Posłowie Jednej Rosji ogłosili, że swojego pomysłu pochowania Lenina już nie popierają.

Gra ciałem zatem jeszcze się teraz nie skończy. W przyszłym roku też nie, bo przecież to będzie czas wyborów i wiernej wodzowi bolszewików części elektoratu drażnić w takim momencie nie należy.

 

wyborcza.pl

NIEDZIELA, 23 KWIETNIA 2017

Zybertowicz zapowiada wniosek prezydenta do TK ws reformy sądownictwa

Zybertowicz zapowiada wniosek prezydenta do TK ws reformy sądownictwa

– Sądownictwo potrzebuje głębokiej reformy i projekt Ziobry idzie w dobrym kierunku. Tylko jeden punkt budzi wątpliwości prezydenta. To zostało jedno zakomunikowane. Jeśli ministerstwo nie uzna tego argumentu na poziomie konsultacji, tutaj stroną władną jest Trybunał Konstytucyjny – mówił doradca prezydenta Andrzej Zybertowicz w Śniadaniu Radia ZET.

300polityka.pl

NIEDZIELA, 23 KWIETNIA 2017

Polityczny plan tygodnia: RE o Brexicie, targi w Hanowerze, Senat o wycince drzew, PAD w Meksyku

Jednym z najważniejszych wydarzeń nadchodzącego tygodnia będzie nadzwyczajne posiedzenie Rady Europejskiej poświęcone wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Premier Szydło wraz z wicepremierami Morawieckim i Gowinem weźmie udział w targach przemysłowych w Hanowerze.

Senat zajmie się tzw. ustawą dot. wycinki drzew – być może w końcu, po dobrych kilku tygodniach, uda się zakończyć proces legislacyjny, jeżeli senatorowie przyjmą nowelizację bez poprawek. Z kolei rząd na wtorkowym posiedzeniu zajmie się Aktualizacją Programu Konwergencji.

Także w tym tygodniu szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski oraz szef BBN Paweł Soloch udają się do USA. W Waszyngtonie spotkają się z przedstawicielami amerykańskiej administracji. Wśród tematów rozmów ma być kwestia ewentualnego spotkania prezydentów Andrzeja Dudy i Donalda Trumpa.

*****

Targi Hannover Messe. W niedzielę i poniedziałek premier Beata Szydło bierze udział w targach przemysłowych odbywających się w Hanowerze. Na 17:45 zaplanowano powitanie szefowej rządu przez kanclerz Angelę Merkel, a na 17:50 – family foto. Ceremonia otwarcia targów odbędzie się o 18:00. Ostatni zaplanowany punkt na niedzielę to obiad roboczy szefowej rządu i kanclerz Merkel o 19:35. Premier towarzyszą m.in. Mateusz Morawiecki i Jarosław Gowin. W poniedziałek, po otwarciu stoiska narodowego o 9:00 z udziałem kanclerz Merkel, premier Szydło, wicepremierów oraz polskiej delegacji, przewidziana jest wizytacja stoisk polskich i niemieckich wystawców.

PAD w Meksyku. Para Prezydencka w niedzielę rozpoczyna wizytę w Meksyku. Na poniedziałek zaplanowano m.in. spotkania z prezydentem Meksyku oraz merem miasta Meksyk, a także udział Forum Gospodarczym Polska-Meksyk z udziałem przedsiębiorców. We wtorek PAD weźmie udział w uroczystości otwarcia Zagranicznego Biura
Handlowego PAIH w Mieście Meksyk, a także w uroczystej sesji Senatu. Z kolei w czwartek w Pałacu Prezydenckim prezydent Duda spotka się z wiceprezydentem Indii Mohammadem Hamidem Ansarim.

Szczyt przewodniczących parlamentów UE. Przyszłość UE jako podmiotu globalnego w kontekście zmian zachodzących na świecie to główny temat konferencji przewodniczących unijnych parlamentów, która odbędzie się w niedzielę i poniedziałek. W obradach w stolicy Słowacji weźmie udział marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Na marginesie parlamentarnego szczytu planowane jest także spotkanie szefów parlamentów Grupy Wyszehradzkiej. Spotkanie w Bratysławie ma być też poświęcone roli parlamentów narodowych.

Rząd o aktualizacji programu konwergencji. Na wtorkowym posiedzeniu – które rozpocznie się o 12:00 – rząd ma rozpatrzyć Aktualizację Programu Konwergencji, o czym poinformował minister Skiba. Z wstępnych założeń wynika, że PKB w 2017 r. wzrośnie o 3,6%, a w 2018 r. o 3,8%. Deficyt sektora finansów publicznych w 2017 r. ma wynieść wyniesie 2,9% PKB, w 2018 r. 2,5% PKB, w 2019 r. 2,0%, a rok później 1,2% PKB. Rząd zajmie się też m.in. projektem uchwały w sprawie przyjęcia Programu Współpracy Transgranicznej Polska-Rosja 2014-2020 oraz projektem ustawy o wykonywaniu zadań z zakresu promocji polskiej gospodarki przez Polską Agencję Inwestycji i Handlu Spółka Akcyjna.

Senat o wycince drzew. W środę o 11:00 rozpocznie się dwudniowe, drugie w tym miesiącu posiedzenie Senatu. Senatorowie zajmą się m.in. nowelizacją ustawy o ochronie przyrody, w tym przypadku częściej nazywaną ustawą o wycince drzew. Propozycja PiS zakłada, iż właściciel nieruchomości będzie musiał zgłosić chęć usunięcia drzewa do urzędu gminy. Jeżeli Senat nie wprowadzi poprawek, nowelizacja – po podpisaniu przez prezydenta – wejdzie w życie po 14 dniach.

Szczyt RE. W sobotę odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie Rady Europejskiej – bez udziału Wielkiej Brytanii – na której zostaną przyjęte wytyczne do negocjacji w sprawie Brexitu W wytycznych określone zostaną ramy negocjacji oraz ogólne stanowiska i zasady, którymi UE będzie się kierować w trakcie ich trwania. Projekt wytycznych przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk przedstawił państwom członkowskim 31 marca.

300polityka.pl

CZY KTOŚ Z WAS BĘDZIE MIAŁ TERAZ ODWAGĘ, ABY NAPISAĆ SŁOWO KRYTYKI?

 

Dzień dobry 😊 Trzeba ostrzec Francuzów 🇫🇷 U nas już jeden Le Pen 🖊wygrał i steruje nim Le Pan i wcale nie jest dobrze

 

BOBER: I TAKIE ŚMIECIE WYSTĘPUJĄ DZIŚ W TVP

22 kwietnia 2017

Andrzej Bober:

Donald Tusk jest zwyczajnym obywatelem i niech się nie zasłania immunitetem, bo to jest immunitet europejski. Trzeba dziada złapać za ryżą czuprynę, najpierw wsadzić do aresztu, żeby nie mataczył – powiedział Wojciech Cejrowski na antenie TVP Info, komentując przesłuchanie przewodniczącego Rady Europejskiej w prokuraturze.

I TAKIE ŚMIECIE WYSTĘPUJĄ DZIŚ W PUBLICZNEJ TELEWIZJI.

„Czy Polacy powariowali, czy znikczemnieli?” Posłanka PiS oburzona dywagacjami o Tusku

23.04.2017

Krystyna Pawłowicz© Bartek Kosinski Krystyna Pawłowicz

Krystyna Pawłowicz w ostrych słowach wyraziła na Facebooku swoje niezadowolenie spekulacjami dotyczącymi możliwego startu Donalda Tuska w wyborach prezydenckich w 2020 roku.

Za sprawą kilkudniowej wizyty Donalda Tuska w Polsce, połączonej ze składaniem zeznań przed prokuraturą w roli świadka w procesie przeciwko byłym oficerom SKW, odżyły na nowo głosy o możliwości kandydowania obecnego szefa Rady Europejskiej w wyborach prezydenckich w Polsce w 2020 roku. Z najnowszego sondażu przeprowadzonego na zlecenie portalu SE.pl oraz Nowej TV wynika, że w II turze były premier miałby szansę pokonać Andrzeja Dudę.

Choć Donald Tusk nie uczynił żadnej deklaracji dotyczącej wyborów, sama możliwość, że mógłby kandydować, wzbudziła oburzenie posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. Polityk dała upust swoim emocjom we wpisie na Facebooku. „Czy człowiek, który porzucił funkcję premiera Polski i polskie sprawy dla wysokopłatnej funkcji ciecia w zagranicznej instytucji,którą to funkcję ”zdobył„ robiąc z polskich interesów liczne zewnętrzne prezenty, przedłużył ją sobie wbrew stanowisku Polski i trwa tam jako przedstawiciel maltańsko-niemiecki, ma w ogóle jeszcze moralne i honorowe prawo ubiegania się,tym razem o najwyższy,najbardziej prestiżowy urząd w Polsce – urząd prezydenta RP? (wszystkie cytaty w pisowni oryginalnej – red.)” – pyta internautów polityk.

„Czy Polacy powariowali, czy znikczemnieli?”

W dalszej części wpisu przypomina powtarzane często przez siebie oskarżenia o „zdradę stanu” i „przehandlowanie Polski za srebrniki”. Dziwi ją też samo dopuszczenie przez Polaków myśli o wyborze Tuska na prezydenta. „Czy Polacy powariowali, czy znikczemnieli dopuszczając w ogóle pomysł,iż ktoś tak wynarodowiony z polskości, skompromitowany jako tchórz smoleński, kłamca, jako ”przywódca„ polityczny porzucający swój kraj w trakcie pełnienia funkcji premiera, jako >>Polak

msn.pl

Spór o jubileusz 40-lecia SKS. „Jak świętować z prezydentem, który firmuje demontaż państwa?”

Magdalena Kursa

22 kwietnia 2017 | 07:00

Odsłonięcie tablicy upamiętniającej powstanie SKS (2011)

Odsłonięcie tablicy upamiętniającej powstanie SKS (2011) (JAKUB OCIEPA)

Czy zbojkotować uroczystości z Andrzejem Dudą? – zastanawia się część dawnych członków Studenckiego Komitetu Solidarności, którzy uważają, że PiS chce zawłaszczyć ich jubileusz. Prezydent wręczy odznaczenia dawnym opozycjonistom oraz… ich rodzicom – za to, że wspierali dzieci.

– Studencki Komitet Solidarności zrodził się przed laty z potrzeby walki o wolność, byliśmy pierwszą w Europie Środkowej niezależną organizacją studencką. Jak mamy teraz świętować nasz jubileusz z prezydentem, który firmuje demontaż państwa prawa? – mówi Róża Thun, dawna działaczka SKS-u, dziś eurodeputowana PO.

Sesja „dobrej zmiany”?

SKS powstał w Krakowie w maju 1977 roku po tragicznej śmierci Stanisława Pyjasa, studenta UJ i współpracownika Komitetu Obrony Robotników. Wielu dawnych członków SKS jest dziś znanych z działalności w przestrzeni publicznej i w polityce, np. Bogusław Sonik, Róża Thun czy Bronisław Wildstein.

Rok 1978: Liliana Batko ( Sonik), Danuta Sotwin (Skóra), Józef Baran, Bronisław Wildstein, Bogusław Sonik, Lesław Maleszka

Rok 1978: Liliana Batko ( Sonik), Danuta Sotwin (Skóra), Józef Baran, Bronisław Wildstein, Bogusław Sonik, Lesław Maleszka Archiwum Bogusława Sonika

Z okazji 40. rocznicy powstania Komitetu prezydent Andrzej Duda wręczy odznaczenia państwowe dawnym działaczom, a także ich rodzicom (części pośmiertnie) i złoży kwiaty w bramie kamienicy przy ul. Szewskiej, gdzie znaleziono ciało Pyjasa. Będzie też sesja naukowa na UJ.

Część działaczy niepokoi się, że ich jubileusz stanie się dla PiS okazją do politycznej propagandy. Wskazują, że do dyskusji nt. SKS-u, a także wygłoszenia przemówień zaproszono głównie zwolenników „dobrej zmiany”.

– Może lepiej wydać list otwarty i zrobić konkurencyjną imprezę, niż legitymizować tę hucpę. Albo przyjść, ale z transparentem? – zastanawia się jedna z działaczek, narzekając, że dotąd nie otrzymała na te spotkania żadnego zaproszenia. Wie o nich tylko z maili, które Bronisław Wildstein (dziś prawicowy publicysta) rozsyłał do części osób.

Bez medali

Anna Krajewska, była rzeczniczka SKS-u, która w tamtych czasach nigdy nie kryła swego nazwiska, teraz też mówi otwarcie: – Nawet gdybym była w te dni w Krakowie, i tak nie wzięłabym udziału w planowanych uroczystościach. Nie odpowiadają mi akademie w stylu PRL czy pisanie na nowo przez PiS historii. Za czasów SKS-u wszyscy wierzyliśmy w te same wartości: wolność i sprawiedliwość, z Bronisławem Wildsteinem byliśmy w tej samej anarchistycznej frakcji. Dziś z przerażeniem patrzę na demontaż Trybunału Konstytucyjnego oraz ingerencję w niezależność sądów. Dziwię się, że niektórzy dawni koledzy nie mają nic przeciwko temu.

Anna Krajewska zdradza, że zaproponowano jej, by z okazji rocznicy wystąpiła o odznaczenia dla swoich nieżyjących już rodziców.

– Na początku ucieszyłam się, bo oboje angażowali się w SKS, pamiętam jak mama wywoziła z mieszkania „bibułę” dziecięcym wózkiem od sąsiadki. Ale zrezygnowałam z wnioskowania o medale. Rodzice byli porządnymi ludźmi, z obrzydzeniem patrzyliby na to, co dziś dzieje się w Polsce, nie chcieliby odznaczeń od prezydenta Andrzeja Dudy – mówi Anna Krajewska.

Sonika martwią spory

Bogusław Sonik, poseł PO, który organizuje uroczystości, mówi, że za sesję naukową odpowiada Uniwersytet Jagielloński, a zaproszenia na uroczystości wkrótce zostaną rozesłane.

– Nikt, kto nie chce odznaczenia, nie dostanie go. Ja sam staram się przy okazji jubileuszu SKS-u unikać bieżącego kontekstu politycznego. To, co nas wówczas łączyło, jest ważniejsze – odpowiada Sonik, zaznaczając, że dla niego bardzo istotne jest to, że krakowscy radni przyznali SKS-owi brązowy medal Cracoviae Merenti, a także zdecydowali o nazwaniu jednego ze skwerów imieniem Studenckiego Komitetu Solidarności. To placyk przed domem studenckim Żaczek, gdzie m.in. zbierano przed laty podpisy pod petycją o uwolnienie zatrzymanych robotników.

Sonik zabiega też, by jedna z krakowskich szkół przyjęła SKS za swojego patrona. Zdradza, że z okazji jubileuszu TVP Historia przez cały dzień będzie opowiadać o SKS-ie.

Posła Sonika martwią spory, ale wciąż liczy na rocznicową integrację ponad podziałami. – Pod koniec kwietnia jedziemy w Gorce. Zjemy razem obiad, pójdziemy w góry. Na liście uczestników jest ponad dwadzieścia osób o różnych poglądach politycznych, m.in. Andrzej Celiński czy Stefan Kawalec, których trudno podejrzewać o prawicowe sympatie – wyjaśnia Bogusław Sonik. Ten wyjazd to nawiązanie do rozmów opozycjonistów krakowskich i warszawskich na górze Gorc w 1977 roku.

wyborcza.pl

„Marionetka!”. Tak w Obornikach Wielkopolskich witali prezydenta Dudę [WIDEO]

lulu, 22.04.2017

Wizyta Andrzeja Dudy w Obornikach Wielkopolskich

Wizyta Andrzeja Dudy w Obornikach Wielkopolskich (Kancelaria Prezydenta/Facebook.com)

Atmosfera święta, poczty sztandarowe, dzieci z flagami Polski i burmistrz Obornik ze specjalnym przemówieniem. Wszystko to na przywitanie prezydenta Andrzeja Dudy. Nie wszyscy jednak przyjmowali go tak ciepło.

 

Gwizdy, trąbienie można było usłyszeć podczas przywitania Andrzeja Dudy w Obornikach Wielkopolskich. Towarzyszyły prezydentowi nawet, gdy przemawiał. Słychać je dobrze w okolicznościowym materiale gminy Oborniki, zmontowanym już po wizycie, a także na nagraniu z oficjalnego profilu Kancelarii Prezydenta na Facebooku (zamieszczamy je poniżej).

 

Podczas spotkania Dudy z mieszkańcami panował chwilami naprawdę duży hałas. Jak relacjonuje „Głos Wielkopolski”, okrzyki sympatyków prezydenta mieszały się z wołaniem „marionetka” oraz „Duda się nie udał”.

Prezydent był w Obornikach Wielkopolskich w środę, gdy w Warszawie odbywał się „triumfalny przemarsz” Donalda Tuska. Burmistrz Tomasz Szrama nawiązał w przywitaniu Dudy do wyczekiwanej przez mieszkańców budowy drogi S11. Duda z kolei chwalił miasto („czyste, ułożone”), mieszkańców, ich pracowitość. Mówił też o zmianach zachodzących w kraju, które – jak przewidywał – będą prowadzić do przestrzegania konstytucji.

A TERAZ ZOBACZ: Tłumy witają Donalda Tuska. Jedni krzyczą: „Sto lat!”, inni „Będziesz siedzieć!”

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: