Tag Archives: Jerzy Owsiak

Polityczna mafia

Zwykły wpis

Centralne Biurko Antykorupcyjne postanowiło zająć się prezesem Najwyższej Izby Kontroli – Marianem Banasiem.

CBA postanowiło wejść do mieszkań Mariana Banasia i jego córki. Sprawa dotyczy oświadczeń majątkowych szefa NIK.

Mec. Marek Małecki, pełnomocnik prezesa NIK – oświadczył że zachowanie CBA było niedopuszczalne w związku, z tym że prezesa NIK chroni immunitet.

Po kilku godzinach na zachowanie CBA odpowiedział NIK, rozpoczynając… kontrolę w Prokuraturze Krajowej.

– Działanie organów ścigania jest bez precedensu. Oznacza możliwość naruszenia niezależności naczelnego organu kontroli państwowej – napisał Marian Banaś do marszałek Sejmu Elżbiety Witek.

Rzeczniczka PiS odniosła się do zarzutów, że rządzący chcą sprawą Banasia przykryć gest Joanny Lichockiej w Sejmie (środkowy palec).

– CBA działa samodzielnie. To absurdalne zarzuty – skomentowała Anita Czerwińska.

***

Małgorzata Kidawa-Błońska (wicemarszałek, kandydatka na urząd prezydenta Polski): Słaba władza sięga po siłowe rozwiązania. Wewnętrzna wojna w PiS niszczy Polskę. Trzeba to zatrzymać, zanim będzie za późno i nienawiść zatruje nasze życie”.

Sławomir Nitras (poseł): Zaczyna mi to przypominać atmosferę roku 2007. Obóz rządzący sam się zniszczy. Sami się pozamykają i skompromitują nawzajem. Wypada życzyć powodzenia”.

Waldemar Kuczyński (publicysta): Rodacy co wyście zrobili z państwem polskim dopuszczając do władzy polityczną mafię, która robi teraz z niego pole wewnętrznego mordobicia. Co wyście zrobili z Polską, pytam, starzec nie tak daleki od grobu? Co wyście k***a zrobili z Ojczyzną!”.

Kuba Wątły (publicysta, Halo Radio): Ktoś musi paść twarzą w błoto. I będzie to oczywiście Marian Banaś, bo jego dotychczasowi koledzy-bandyci mają za dużo do stracenia, szczególnie, że już za chwilę walka o odcinek prezydencki. Nie zmienia to faktu, że wiadome z góry wyniki kontroli NIK, będę dla obozu bandytów niezwykle niewygodne. Oczywiście musimy przyjąć, że Marianowi Banasiowi znacznie bardziej opłaca się być z twarzą w błocie niż… no właśnie. Przecież logiczne jest, że nie pozwolą mu mówić i pokazywać co ma w szufladzie do której CBA nie dotrze nawet za 10 lat. A zatem w grę wchodzi wypadek lub samobójstwo”.

I najważniejsza rzecz na koniec: co takiego pisowscy bandyci chcą przykryć, robiąc ten bezsensowny cyrk z CBA w roli głównej? Bo, że chcą przykryć to przecież bardziej niż jasne… Dla jasności: PiS to bandyci. Chyba co do tego nikt nie ma żadnych wątpliwości?”.

Kmicic z chesterfieldem

Chciałoby się napisać, iż Marsz Tysiąca Tóg to sukces. Sukces w walce z bezprawiem PiS.

Ale… Kontekst jest przerażający, walczymy z własnym rządem, walczymy o standardy demokracji.

Zatem, czym jest rząd PiS? Najeźdźca, sowieci, naziści? Mając o czynienia z propagandą tej władzy, oglądając telewizję – dawniej publiczną – można mniemać, iż wrogiem są Polacy, którzy z tą władzą się nie godzą, czyli nie chcą kolaborować.

A więc TVP to zwykła gadzinówka, która szczuje. Rok temu z tej gadziej propagandy wykluł się Eligiusz Niewiadomski, który zabił prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza.

Obecnie TVP szczuje na marszałka Senatu prof. Tomasza Grodzkiego, można się zastanawiać, kiedy kolejny Eligiusz Niewiadomski jego zabije.

Co to za organizacja PiS, która rządzi, która niszczy urządzenia demokratycznego państwa – Trybunał Konstytucyjny, sądownictwo?

Wywiad z Mateuszem Morawieckim dla niemieckiego „Die Welt” kompromituje go jako człowieka i jako Polaka. napisałem Polaka, a powinienem napisać „Polaka”, bo Polak nie może niszczyć Polski…

View original post 681 słów więcej

 

Kaczyńskiego ręka nienawiści

Zwykły wpis

Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje” – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek powołanej przez Prezydenta Pawła Adamowicza Kapituły Nagrody Literackiej Miasta Gdańska – Europejski Poeta Wolności.

JUSTYNA KOĆ: Śmierć wpisana jest w nasze życie…

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Ale nie każda śmierć. Oczywiście, jak mówi św. Paweł, śmierć przychodzi „jak złodziej w nocy”. Natomiast śmierć tego rodzaju, z ręki zbrodniarza, jest nagłym porażeniem nas wszystkich. To jest otwarcie jakiejś przerażającej otchłani przed milionami ludzi. Tym bardziej, że z tej śmierci ten chory zbrodniarz zrobił spektakl, zrobił szokujące widowisko.

Proszę przy tym zwrócić uwagę na stare modlitwy: „Od nagłej a niespodziewanej śmierci uchroń nas, Panie”.

Wszyscy naturalnie nosimy w sobie lęk przed śmiercią, ale tak niespodziewanej, w pół życia, lękamy się podwójnie, groza takiego umierania jest większa.

To moment zadumy dla polityków czy bardziej dla społeczeństwa? Widzimy tłumy na ulicach, w marszach, przed Europejskim Centrum Solidarności, aby pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza.
Ale zarazem część społeczeństwa jest za to odpowiedzialna. Politycy, jacy by oni nie byli, są jednak krwią z naszej krwi i kością z naszej kości. Kogoś reprezentują, są nosicielami jakichś bardziej powszechnych nastrojów.

Poruszył pan temat, o którym mało się mówi: tacy politycy, jacy my sami?
Oczywiście.

I teraz – nagle – w tym czarnym lustrze śmierci społeczeństwo zobaczyło jakąś prawdę o sobie, o swojej istotnej części. I to zwłaszcza ta jego część odpowiada za wzniecanie czarnych nastrojów nienawiści, także poprzez zobojętnienie na zło.

Jest taki ewangeliczny obraz śmierci Chrystusa, w którym rozdziera się zasłona świątyni, co przeraża te ludzkie tłumy – tych, którzy są odpowiedzialni za ukrzyżowanie.

Tu ta zasłona, którą społeczeństwo sobie utkało, się rozdarła. Ta zasłona iluzji, zobojętnienia na zło. Nagle się okazało, że milcząc, zezwalając, pozwalają na to. To rodzaj zaczadzenia umysłów i wszyscy zostaliśmy zaczadzeni w tym zmaganiu dwóch sił: rządzącej i demokratycznej.

Wielokrotnie przed tym przestrzegałem, tą wojną dwóch plemion, chociaż nie przypuszczałem, że to Paweł padnie ofiarą. To jest podręcznikowy przykład kryzysu mimetycznego René Girarda, kryzysu naśladowczego, z którego wyjściem jest zawsze złożenie ofiary. Gdy dwie siły, jakie by nie były, w tej wielkiej rywalizacji zatracają w swoim dążeniu do władzy ostateczny cel, jakim jest sprawowanie dobrych rządów. Istotą staje się rywalizacja i w tym się upodobniły. Stawką było zniszczenie przeciwnika za wszelką cenę, nemezis. Jednak jest tu pewna różnica, której nie można bagatelizować. Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”.

Tu nie chodzi tylko o polityków, to wielka gra społeczna i zostaniemy w niej, możemy trochę się przeobrazić, ale te wielkie grupy społeczne, które toczą z sobą to zmaganie, nie przestaną istnieć. Zatem łatwo wysnuć wniosek, że nie tędy droga, wiedzieli już o tym starożytni.

Co dalej z nami?
Gdy zabito prezydenta Narutowicza, to jego główny konkurent, Maurycy Klemens Zamoyski, zawiesił działalność polityczną i wyjechał do Londynu. On nie był wprost odpowiedzialny za to zabójstwo ani za rozpętanie tej nienawistnej nagonki na Narutowicza. A jednak poczuł się moralnie winny i wyjechał. W tym kontekście warto zacytować ulubiony wiersz Jarosława Kaczyńskiego, czyli „Chorał” Kornela Ujejskiego:

O! Panie, Panie! ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas,

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Kara więc, tak myślę, powinna dosięgnąć także rękę, a nie tylko ślepy nóż… Ci zatem, którzy nie reagowali, choć należało to do ich obowiązków, ci, którzy uprawiali propagandę nienawiści w sposób absolutnie nieokiełznany, powinni wycofać się z polskiego życia publicznego.

Na razie zrezygnował Owsiak, a o tych, którzy powinni się wycofać, wiemy, że tego nie zrobią.
Ale powinniśmy wywierać na nich presję, nawet jeśli wiemy, że tego nie zrobią, ale powinniśmy. Ja

czuję się odpowiedzialny wobec Pawła, znaliśmy się od paru lat, zaprzyjaźniliśmy, choć nie należałem do ścisłego kręgu jego przyjaciół. Zresztą ktokolwiek by zginął z ręki zbrodniczego szaleńca, czułbym to samo. Nie wystarczy bowiem – trzeba to powiedzieć stanowczo – że ci, którzy są odpowiedzialni, będą uciekać teraz w patetyczne, podniosłe formułki i rytuały, że po faryzejsku umywszy ręce, będą głosili hasło „Kochajmy się”

Oczywiście teraz ważny jest czas i obrządek żałoby, teraz musimy wszyscy przejść przez ten gorzki stan, przez dramat. Nie może to jednak być działaniem zastępczym, czymś, co dość tanim kosztem dokona się zamiast poniesienia moralnej i politycznej odpowiedzialności. Nie mówiąc już o odpowiedzialności prawnej. To się zresztą rozmywa na tysiące wypowiedzi, na mnóstwo pochodzących z kręgu władzy aktów przyzwolenia na przemoc. Nie chodzi tylko o najwyższe elity „dobrej zmiany”. Chodzi też o średni i niższy aparat tej władzy. Choćby o taką panią prokurator Magdalenę Kołodziej, która orzeka, że młodzi mężczyźni bijący i znieważający kobiety podczas tzw. marszu niepodległości wyrażali tym sposobem swoje niezadowolenie. Albo o panią Mazurek, która mówi, że rozumie tych nacjonalistycznych łobuzów, co pobili działacza KOD-u w Radomiu, o prokuratorów, którzy umorzyli śledztwo w sprawie Młodzieży Wszechpolskiej przy tzw. aktach zgonu wystawionych Adamowiczowi i innym prezydentom miast… Ma pani rację, że

oni nie drgną, nie odejdą, że przywdzieją żałobne maski, ustroją się w patos powagi, zaczną gadać o jedności i porozumieniu nad grobem i ponad podziałami, ale to jest stanowczo za mało.

To nie jest pierwsza tragiczna śmierć, przez którą przechodzimy. Wspomniał pan Narutowicza, przychodzi mi jeszcze do głowy – choć to była śmierć naturalna – Jan Paweł II, po odejściu którego mówiono nawet o pokoleniu JPII – i nic. Teraz też tak będzie?
Przykładów tragicznej śmierci z ręki szaleńca inspirowanego politycznie czy religijnie jest wiele. Prawie zawsze były to przy tym akty wymierzone w kogoś, kto był przyzwoity, dążył ku dobru. Śmierć Lincolna, Henryka IV Burbona, Henryka III Walezego… To zresztą dość szczególne, że osoby o usposobieniu dyktatorskim rzadko albo wcale padają ofiarą skutecznych zamachów. Oczywiście, była próba zamachu na Hitlera, były zamachy na Stalina, Lenina, Napoleona, na inne osobistości autorytarne. Ale one się kryją za kordonami ochrony, tajnej i jawnej.

Widzieliśmy to podczas marszów na Krakowskim Przedmieściu – w kordonach policji, w mocnym oddzieleniu barierkami od suwerena, na którego tak często się powołują ludzie „dobrej zmiany”.

Dziś prezydent Adamowicz spoczął w Bazylice Mariackiej. Czy ten czas żałoby i wyciszenia, także politycznego, zakończy się wraz z ceremonią pogrzebową?
W wielu sercach pozostanie żal, także w moim. I poczucie utraty kogoś, kto bardzo kochał życie, kto był także mocno zaangażowany w sprawy kultury, co dla mnie jest ważne. To również takie memento mori – przestroga, że droga siewców złego wiatru prowadzi zawsze do tragedii.

I myślę, że ci, co bardziej godziwi z nich, zamilkną, opamiętają się.

W Polsce – warto to dodać – bardzo chętnie zawiązuje się doraźna wspólnota żałobna, mamy taką tradycję od XIX wieku. Niestety, szybko ta wspólnota się rozsypuje, każdy powraca do swoich domów, życia. Tak było po śmierci Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego czy po katastrofie smoleńskiej. A potem zaczyna się znowu polskie piekło. Oczywiście, władza teraz będzie starała się pokazać, że jest cicha, sprawna, ale jest już za późno. Krew została rozlana i zostawiła niezmywalne plamy – jak zawsze – na tej ręce, co popycha do zbrodni.

Depresja plemnika

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło…

View original post 1 567 słów więcej

 

Kuchciński, ty dzbanie

Zwykły wpis

W Przemyślu, w pobliżu siedziby PiS i głównego biura poselskiego Marka Kuchcińskiego, na skarpie Sanu pojawiły się ogromne napisy: „Konstytucja” oraz „Dzbany”. W ocenie jego pomysłodawców i twórców – grupy Rebelianty Podkarpackie – to prawdziwy event lingwistyczny, który jak żaden dotąd nie uczcił słów roku 2018. Tym mocniejszy, że nie pierwszy w takim rodzaju…

Na brzegu Sanu w grudniu 2017 r. pojawił się napis „PiS – rozliczymy was!”. Ten też był na tyle duży, że widać go było doskonale z okien kamienicy, w której są biura partii rządzącej.
Tym razem na skarpie zostały umieszczone dodatkowo tabliczki z zabawnymi hasłami, typu: „Gdy Konstytucji nie ma, dzbany harcują” lub „Wyszło szydło z dzbana”.

Jak wiemy, w grudniu ub. roku jury Wydawnictwa Naukowego PWN zdecydowało, że Młodzieżowym Słowem Roku został „dzban”. Oznacza osobę, która ma poziom intelektualny jak dzban. „Dzbanem może być każdy. Wystarczy, że zrobi coś, co w jakikolwiek sposób nie spodoba się drugiemu rozmówcy. Tak powstaje dzban” – wyjaśnia PWN.
Słowem politycznym ubiegłego roku, naukowcy z Instytutu Języka Polskiego UW i Fundacji Języka Polskiego ogłosili wyraz „konstytucja”.

Depresja plemnika

I znów trwa rytualne symboliczne zabijanie Jurka Owsiaka. Tym razem przy pomocy pisowskiej TVP, która nadała filmik z kukiełkami mający zdyskredytować i byłą prezydent Warszawy, i Owsiaka jako złodziei grosza publicznego.

View original post 2 240 słów więcej

 

Krystyna Pawłowicz znalazła sobie kumoszkę od antysemityzmu

Zwykły wpis

„Proszę nas nie pozbawiać swych świetnych i bardzo dowcipnych recenzji naszej rzeczywistości. Czekamy na kontynuację Pani felietonów o Polsce” – napisała Krystyna Pawłowicz do Barbary Pieli, autorki animacji, atakującej WOŚP i Jerzego Owsiaka. W kolejnym wpisie posłanka PiS dodała: – „Nie ma sytuacji bez wyjścia, problemy są do rozwiązywania, a i tak na końcu będzie tak, jak ma być dla nas najlepiej. Najserdeczniej Panią pozdrawiam. Taki talent nie może się zmarnować”.

To nie pierwsza „produkcja” Barbary Pieli. Od pewnego czasu w tej telewizji emitowane są jej „plastusiowie” animacje, których bohaterami są prawie wyłącznie działacze i politycy opozycji. Widzowie mogli więc zobaczyć scenki z udziałem Donalda Tuska, Lecha Wałęsy czy Władysława Frasyniuka.

Piela nie posłuchała wezwań Pawłowicz i pozbawiła – przynajmniej widzów telewizji publicznej – swoich „świetnych recenzji”. Ogłosiła bowiem na Twitterze, że odchodzi z TVP. Krystyna Pawłowicz z pewnością jest niepocieszona…

Depresja plemnika

 „To się nie dzieje naprawdę. Marek Suski jako jeden z argumentów za reformą sądownictwa, powiedział, że „niektórzy sędziowie mają w ogródkach zakopane sztabki złota, nie wiadomo skąd” – napisał na Twitterze Patryk Michalski z RMF FM. Reporter powołuje się na oficjalne sprawozdanie Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i  Spraw Wewnętrznych (LIBE) Parlamentu Europejskiego.

Jej przedstawiciele byli w Polsce we wrześniu ubiegłego roku w sprawie pisowskiej „reformy” wymiaru sprawiedliwości. Spotkali się z przedstawicielami rządu, opozycji, sędziami i organizacjami pozarządowymi.

Marek Suski, który – przypomnijmy jest szefem gabinetu politycznego premiera Morawieckiego – podczas spotkania z komisją z PE twierdził, że dlatego PiS reformuje sądownictwo, bo niektórzy sędziowie poprzedniej Krajowej Rady Sądownictwa są bardzo bogaci, nie wiadomo skąd mają te pieniądze oraz, że… zakopywali złoto w ich ogrodach.

Na jednak nie poprzestał. Jak wynika ze sprawozdania, Suski porównywał  reakcję instytucji unijnych na pisowską reformę do historycznych działań Moskwy. Te „rewelacje” padły na spotkaniu, w którym uczestniczyli także…

View original post 2 366 słów więcej

 

Reanimacja antysemityzmu w TVP Info

Zwykły wpis

Na pisowskie salony wkracza antysemityzm, co nie jest jakąś wielką niespodzianką, wystarczyło wcześniej posłuchać polityków tej partii, co mają do powiedzenia na temat Jedwabnego, albo jaki jest ich stosunek do szmalcownictwa, którego wykładnia jest jedna: Polacy ujawniali hiterowcom miejsca, w których ukrywali się Żydzi w czasie II wojny światowej.

Nie tylko Jan Gross opisywał „sąsiadów” Polaków, będących pomagierami hitlerowców, ale nasi historycy, a ponadto jak potrafi się słuchać domowych opowieści, szybko można odkryć, iż Polacy niczym nie różnią się od innych narodów, a czasami są „lepsi”. Polski kołtun i Ciemnogród utrzymał się lepiej niż kołtuny w innych nacjach.

Żyd zresztą wchodzi w triadę nienawiści: Żydzi, masoni i cykliści, co należy dzisiaj czytać: obcy, demokraci i nowocześni. Przepraszam, a prezes jakiej partii szczuł na uchodźców, którzy jakoby mogą przynieść do Polski „cholerę, dezynterię i pasożyty”? Ten sam prezes szczuje na demokratów, na obrońców państwa prawa i Konstytucji, no i musi szczuć na cyklistów, bo nie posiada prawa jazdy.

W takiej przyszło nam żyć Polsce. Antysemityzm jest odgrzewany z historycznej hibernacji, choć Żydów nie ma. I jeszcze jedna uwaga: antysemityzm w okresie międzywojennym w Polsce był równy niemieckiemu, a możliwe, że „lepszy”. Tam jednak doszedł do władzy Hitler, a u nas odpowiednik jego nie zdążył, acz Roman Dmowski (jawny antysemita, pisze o parchach Żydach w swoich 4 powieściach) miał swoich rozlicznych następców, którzy prześladowali Żydów.

Antysemityzm jest obecnie wybudzany, przenosi się lotem nienawiści na innych Polaków i obcych niż wyznawcy nacjonalizmu. Wystarczy posłuchać uważnie obydwu Morawieckich i innych polityków PiS. Ustawa O IPN, która została utrącona przez USA i Izrael też zmierzała do odmrożenia antysemityzmu.

Antysemityzm podskórny, ledwie ukryty ma się dobrze w Polsce pisowskiej, w mediach publicznych, dano temu wyraz w czwartkowym programie „Minęła 20” TVP Info.

W programie zaprezentowano krótką animację, a w niej aż roi się od antysemityzmu i spełnia wszystkie powyższe zarzuty, które wyżej zmetaforyzowałem. Żydów nie ma, ale można ich wykreować i tak – dostaje się Hannie Gronkiewicz-Waltz, była prezydent Warszawy na filmiku „powołuje” do działalności Jerzego Owsiaka, a ten „grabi” Polaków i dziengi oddaje Żydom. Mniej więcej taka jest interpretacja filmiku zrealizowanego przez niejaką Barbarę Pielę. Estetyka jest turpistyczna wzięta z goebbelsowskiego „Żyda Suessa”.

Polska humanistycznie marnieje w oczach, telewizja publiczna pluje, zohydza, szczuje. Nie jest to medium obywateli, ale funkcjonariuszy PiS. Filmik antysemicki nalezy wpisać na konto partii rządzącej. Jakiś Jarek Olechowski – człowiek bez autorytetu i osiągnięć zawodowych – który jest szefem Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, tweetuje, że „zostaną wyciągnięte surowe konsekwencje wobec osób odpowiedzialnych za incydent”. Uśmialiście się z tych zapowiadanych konsekwencji? Nie chodzi tylko o to, że znowu Mateusz Morawiecki będzie się kajał w naszym imieniu, ale przede wszystkim o to, jak niszczone jest społeczeństwo polskie, jak ważne dla społeczeństwa są opluwane wartości ludzkie.

Tego nie można załatwić jakąś ustawą, amoralność jest trwalsza niż długość życia Kaczyńskiego i Morawieckiego. Oni zejdą z tego świata, a przyszłe pokolenia zostaną z tym złem, które jest obecnie odgrzewane, reanimowane.

>>>

Matka Boska i antysemityzm. Obskurantyzm pisowski degraduje do Ciemnogrodu

Zwykły wpis

>>>

>>>

Depresja plemnika

„Kult ministra Brudzińskiego szerzy się po komendach:) Szkoda, że jeszcze kwiatków nie położyli! Jakie trzeba mieć kompleksy, żeby pozwalać podwładnym na takie infantylne lizusostwo? Obciach!”– skomentował na Twitterze były szef MON w rządzie PO-PSL poseł PO Tomasz Siemoniak.

Chodzi o filmik, który też na Twitterze udostępnił inny polityk PO Stanisław Gawłowski. Na nagraniu widać wyświetlane na ekranie telewizora obrazki z szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim w roli głównej. – „Witacz” w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie” – napisał Gawłowski.

„W tym PiS chyba wszyscy są niedowartościowani: * Zieliński – konfetti * Jojo – witacze w komendach * Misiewicz – honory od żołnierzy * Kaczyński – armia ochroniarzy * Karczewski – portret własny * Kuchciński – twierdza Sejm…

View original post 1 194 słowa więcej

 

Macierewicz już się nie podniesie

Zwykły wpis

Komentatorzy są zdania, że tym razem polityk się już nie podniesie.  Autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”, po kilkumiesięcznym śledztwie w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej zakończył pracę nad następną książką zatytułowaną „Macierewicz. Jak to się stało”.

>>>

„Z dokumentów tych wynika – a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB. Była to jednostka, która specjalizowała się w perfidnej dywersji wobec ruchów opozycyjnych. Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce, pchać w ugodowe lub przesadnie radykalne kierunki, niebędące w stanie zagrozić władzy” – powiedział Piątek w rozmowie z wp.pl

Antoni Macierewicz karierę polityczną rozpoczął jeszcze w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, gdzie był działaczem opozycji demokratycznej. Jest jedną z najgłośniejszych i najbardziej kontrowersyjnych postaci polskiej sceny politycznej.

„Już widzę oznaki ogromnego zainteresowania nową książką. Znaczy to, że Antoni Macierewicz nadal jest przedmiotem ciekawości Polaków, a także ich obaw. Pamiętajmy, że choć teraz Macierewicz jest w odstawce, to może wrócić. Miał robić audyt w MON, później mówiło się o posadzie w Najwyższej Izbie Kontroli, ale wywołało to przerażenie w PiS. Koledzy partyjni bali się, że Antoni Macierewicz dostanie do ręki nowe dokumenty, za pomocą których będzie mógł wywierać presję na politycznych przeciwników” – komentuje Piątek.

>>>

„Z dokumentów tych wynika -a jeden z nich stwierdza to wprost! – że Antoni Macierewicz znajdował się pod swoistą ochroną Biura Studiów SB (jednostka). Tworzyła coś na kształt pseudoopozycji, która miała przyciągać przeciwników władzy i zwodzić ich na manowce”.

Holtei

Dzisiaj powinna być miesięcznica na Krakowskim Przedmieściu, ale Kaczyński w drodze do prawdy padł. Taki job twaju mat’ z niego Mojżesz.

Sellin o ustawie dekoncentracyjnej: Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. To wymaga decyzji politycznej, która może nastąpić w każdym momencie

Ustawa ewentualnie zmierzająca do tego, żeby naprawić sytuację, która jest zepsuta w polskiej przestrzeni medialnej, czyli sytuacja, w której pozwoliliśmy w ostatnich latach, żeby bardzo duży segment mediów był w rękach kapitału zagranicznego, jest w ministerstwie opracowywana. Mamy kilka wariantów, koncepcji, wzorowanych na prawodawstwie różnych krajów Europy Zachodniej” – mówił w rozmowie z Beatą Lubecką w Radiu Zet wiceminister kultury Jarosław Sellin.

Mamy koncepcję, którą w każdej chwili możemy zamienić w ustawę i położyć na stole. Tylko to wymaga decyzji politycznej, czy już ten temat poruszamy, czy go wnosimy do debaty publicznej. Ta decyzja należy do kierownictwa mojego…

View original post 1 568 słów więcej

Owsiakowi, a przede wszystkim festiwalowej młodzieży, Brudziński robi na złość. Taki to wredny pisiak

Zwykły wpis

PiS-ie, całego narodu nie zamknięcie. Polska to nie więzienie. Czeka was sromotny koniec

Zwykły wpis

W dniu 28 lipca Komitet Obrony Demokracji Region Zachodniopomorski zawiesił na rzeźbie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego koszulkę z napisem Konstytucja.

Była to forma zamanifestowania naszego przywiązania dla najważniejszych dla nas wartości, a także próba zwrócenia uwagi szerokiej opinii publicznej na fakt, że prezydent Andrzej Duda, mimo licznych protestów obywatelskich, podpisał się pod ustawą zmieniającą Sąd Najwyższy w kolejną – po Trybunale Konstytucyjnym i Krajowej Radzie Sądowniczej – atrapę. Ustawa ta bowiem jawnie łamie najwyższy akt prawny, jakim jest Konstytucja.

W sposób oczywisty nie było naszą intencją znieważanie “pomnika”, a tym bardziej samej osoby Lecha Kaczyńskiego. Przeciwnie nawet, bo pamiętamy go z wielu wypowiedzi, w których potwierdzał swój najwyższy szacunek dla Konstytucji, nawet jeśli jej artykuły mogły być niekorzystne dla jego obozu politycznego.

Wstrząsnęła nami jednak reakcja aparatu ścigania. Rozpoczęła się nagonka, dochodzenia i zastraszanie, bo tylko tak można rozumieć „paski” w TVP z informacjami o poszukiwaniu „sprawców”, jak przestępców. Okazało się, że słowo KONSTYTUCJA jest dla rządzących nie tylko wstydliwe, ale i obraźliwe, skoro zarzuca się nam, że znieważyliśmy pomnik. Oskarżenia te uważamy za absurdalne, ale rozumiemy je jako histeryczną reakcję władzy i próbę odwrócenia uwagi od faktu rozmontowania przez nią praworządności w Polsce.

Dlatego w akcie obywatelskiego sprzeciwu oraz solidarności ze ściganymi postanowiliśmy obnażyć prawdziwe intencje PiS-u i minionej nocy w wielu miastach Polski zawiesiliśmy na innych pomnikach i rzeźbach koszulki z napisem KONSTYTUCJA. Chcemy w ten sposób się przekonać, czy według PiS-owskiego aparatu władzy i przemocy słowo KONSTYTUCJA znieważa również Warszawską Syrenkę, Smoka Wawelskiego, szczecińskiego marynarza, wrocławskie krasnale, a także Agnieszkę Osiecką, Mikołaja Kopernika czy Fryderyka Chopina.

W historii wolnej Polski odbyło się już wiele akcji społecznych w których pomniki stawały się tłem do wyrażania różnych emocji społecznych, bywały też elementem wielu happeningów, a nawet kabaretów. Były na przykład dodatkowo opisywane, ubierane w szaliki, czy maski antysmogowe i nigdy wcześniej – z charakterystycznym i istotnym wyjątkiem czasów zaborów i okupacji – autorzy tych akcji nie byli ścigani przez policję i prokuraturę.

Chcesz, władzo PiS-owska, nas za to ścigać i karać? To ścigaj. Wszystkich nas nie złapiecie i kolejni z nas, milionów wolnych obywateli, będą KONSTYTUCJĄ dekorować kolejne pomniki. Władza represyjna jest złą władzą, ale władza represyjna i śmieszna, jest władzą groteskową.

Jak pisał Cyprian Kamil Norwid:
„Ogromne wojska, bitne generały,
Policje – tajne, widne i dwu-płciowe –
Przeciwko komuż tak się pojednały?
– Przeciwko kilku myślom… co nienowe!”.

Komitet Obrony Demokracji

Lider Obywateli RP Paweł Kasprzak do Brudzińskiego.

Wszyscy pamiętamy słynną wypowiedź Tadeusza Rydzyka o podarowaniu redemptoryście przez bezdomnego p. Stanisława dwóch samochodów. Zawiadomienie w sprawie niezapłacenia przez Rydzyka podatku od darowizny do prokuratury skierował poseł Nowoczesnej Adam Szłapka. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa, o tym w artykule „Rydzyk okłamał słuchaczy w sprawie samochodów? Prokuratura ustaliła, że czynu nie popełniono”.

Poseł Nowoczesnej jednak nie odpuszcza. – „Prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia w sprawie tej darowizny, dlatego składam do redemptorystów wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Chcę wiedzieć, kiedy – dokładnie jakiego dnia – Prowincja przyjęła darowiznę dwóch samochodów marki Volkswagen od osoby znanej jako „bezdomny pan Stanisław”, o których mówił Tadeusz Rydzyk na antenie Radia Maryja” – powiedział dziennik.pl Adam Szłapka.

Poseł Nowoczesnej domaga się wyjaśnienia, w jaki sposób oba auta były i są przez redemptorystów wykorzystywane. Chce także przekazania listy darowizn rzeczowych o wartości powyżej 5 tys. zł, które zakonnicy przyjęli na cele kultowo-apostolskie w latach 2016-2017. – „To zatrważające, że są w Polsce podmioty, które mogą przyjąć dowolny majątek i nie dość, że nie płacą żadnego podatku , to jeszcze nie muszą prowadzić żadnej dokumentacji. To niebezpieczne dla przejrzystości państwa, dla demokracji” – podsumował Szłapka.

Roman Giertych w liście rozpoczynającym się od słów „Drogi i Szanowny Panie Patryku!”, a adresowanym do Jakiego, dziwi się, że pisowski kandydat na prezydenta Warszawy chce go pozwać. Jaki faktycznie zapowiedział taki krok za rzekome przeinaczenie swojej wypowiedzi.

Zastępca Ziobry przedstawił pomysł darmowych przejazdów komunikacją dla powstańców warszawskich, a w stolicy mają do tego prawo wszystkie osoby, które ukończyły 70 lat. Powstańcy siłą rzeczy znajdują się w tej grupie, bo minęły właśnie 74 lata od wybuchu Powstania.

„Pozornie propozycja darmowej komunikacji dla Powstańców, którzy 74 lata temu wzięli udział z walce o Warszawę jest sprzeczna z darmową komunikacją dla każdego Warszawiaka powyżej 70 roku życia. Ale przecież PiS nie z takimi sprzecznościami sobie radził! Jeszcze nie czas wracać do Opola” – pisze więc Giertych w liście otwartym na Facebooku. Spieszy z dobrą radą dla Jakiego. – „Musi Pan tylko tę pozorną sprzeczność wytłumaczyć. Niech Pan powie, że pana propozycja dotyczy przede wszystkim kobiet-powstańców. A Pan jako znany gentleman kobiet o wiek przecież nie pyta”– kpi Giertych.

Ma też ironiczną propozycję dla kandydata, żeby „przeforsował najpierw w Sejmie ustawę o obniżeniu wieku sanitariuszek z Powstania, a następnie o ile Pan wygra w Warszawie, to dla nich wprowadzi się darmowe przejazdy. Jak sobie pojeżdżą trochę za pieniądze, to tym chętniej na Pana zagłosują! Genialne, co? Wychodzi Pan na gentlemana i jeszcze będą na Pana głosować. A i Naród pouczony przez Kurskiego w TVP, o tym jakim jest Pan wrażliwym na krzywdę bohaterek człowiekiem, pokocha Pana i PiS jeszcze bardziej” – napisał były wicepremier.

„To jest ukłon w stronę prezesa (zawsze dziewicy), któren to prezes lat 70 jeszcze nie ma, ale jak powszechnie wiadomo był powstańcem per procura. Teraz będzie mógł się śmignąć metrem za darmochę”; – „No cóż, jaki (he he) warszawiak taka obietnica wyborcza”; – „Szanowny Autorze listu, a może ona jest za trudny dla adresata? Musi być prosty żołnierskie przekaz”; – komentowali list Giertycha internauci.

 „Dowódca zabezpieczenia przeciwpożarowego #PolAndRock2018 Przemysław Gliński odmówił użycia wozów strażackich, by schłodzić rozgrzaną upałami publiczność. – Ludzie mdleją – mówi mi rzecznik @fundacjawosp. Gliński to kandydat PiS na burmistrza Wschowy” – napisał na Twitterze dziennikarz Onetu Marcin Wyrwał. Informacje potwierdził na Facebooku Jerzy Owsiak.

Tak jak wszędzie w Polsce, w Kostrzynie też temperatura w ciągu dnia przekracza 30 stopni. Owsiak poprosił więc lubuską straż pożarną o przysłanie swoich wozów do schłodzenia trzystutysięcznej publiczności festiwalu. – „Panie Komendancie Przemysławie Gliński! Jest Pan bezlitosny! Jest mi tak smutno, że Pana decyzja jest bezwzględna, niepodlegająca żadnej dyskusji. A częścią tej decyzji był także zakaz przyjazdu do nas Ochotników z Pana rejonu, którzy chcieli nam pomóc! Jeżeli mówimy o podwyższonym ryzyku, to Pan je właśnie stworzył! Pana ludzie, którzy tutaj są, gotowi są do pomocy”– napisał Owsiak. W poprzednich latach podobne prośby były spełniane, no ale wtedy Przemysław Gliński nie był kandydatem PiS na burmistrza.

Szef WOŚP sięgnął więc o pomoc… za granicę. – „Wynajęliśmy wóz Straży Pożarnej z Berlina. Pędzi do nas! A ja wysyłam prośby – jeżeli ktoś w Polsce dysponuje wozem strażackim, o przyjeździe którego Pan komendant nie decyduje i może pomóc młodym ludziom, którzy świetnie się bawią i których po prostu chcemy schłodzić – zapraszamy! Dostaniecie michę, nalejemy Wam paliwa do samochodu i będziemy mogli wysyłać w świat dobrą wiadomość o wspólnym tworzeniu tego Najpiękniejszego Festiwalu Świata. A Panu Komendantowi dziękujemy!” – zakończył Owsiak.

Waldemar Mystkowski pisze o decyzji Sądu Najwyższego.

Sędziowie SN sięgnęli po najgroźniejszą broń – rozum.

Siedmiu wspaniałych – takie miano dostali sędziowie Sądu Najwyższego, którzy skierowali do Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE) pięć pytań prejudycjalnych. Biedna – w sensie bezbronności – i zagubiona Polska na peryferiach Unii Europejskiej jest plądrowana przez hordy PiS, na czele których stoi watażka z chorym kolanem. Gołocone jest wszystko – media, spółki skarbu państwa, budżet i przede wszystkim prawo, a w jego miejsce zaprowadzane jest bezprawie.

Siedmiu wspaniałych Sądu Najwyższego sięgnęło po najgroźniejszą broń – rozum. A od tego szarańcza PiS powinna zginąć, choć jest ich multum, jak to z czernią bywa.

Tyle alegorii. O co chodzi w tych pytaniach prejudycjalnych? Przede wszystkim jest to zawieszenie przepisów o przechodzeniu sędziów w stan spoczynku. Sąd Najwyższy pyta TSUE o skrócenie kadencji I prezes SN. Czyli niezależnie od złożenia skargi przez Komisję Europejską Trybunał w Luksemburgu zajmie się sprawą prof. Małgorzaty Gersdorf.

Prawo unijne ma prymat nad prawem krajowym, tak wynika z Traktatu UE, który został podpisany w chwili, gdy Polska została członkiem UE. Jeżeli prawo unijne wchodzi w kolizję z krajowym, zastosowanie mają przepisy unijne.

I właśnie na tę ścieżkę wojenną weszło siedmiu wspaniałych Sądu Najwyższego. Jeżeli występują wątpliwości co do prawa unijnego Sąd Najwyższy może, a nawet musi, zapytać TSUE w tzw. trybie pytania prejudycjalnego, choć PiS chciałby rozwalić Sąd Najwyższy bez żadnego trybu, z którym to sposobem demolowania Polski mamy do czynienia od 2015 roku.

Siedmiu wspaniałych SN zastosowało pułapkę na PiS (w filmie o tym tytule są to sieci, w które są łapani złoczyńcy). Mianowicie TSUE nie orzeka co do prawa krajowego, tylko unijnego, a rozum, który wreszcie rozstrzela PiS wraz z ich kulawym watażką tyczy formy pytania, którego schemat zasadza się na przykładowej dialektyce: „Czy dochodzi do naruszenia prawa unijnego, gdy w kraju jest przyjęte rozwiązania takie i takie…”. I to są sieci, w które zostają złapane hordy PiS.

I jeszcze jedno bardzo ważne zastosowanie. Sąd Najwyższy mógł zawiesić stosowanie przepisów wynikających z ustawy o SN w trybie zabezpieczenia, domniemania niezgodności z prawem unijnym. TSUE wydał już taki wyrok o zabezpieczeniu, ma on sygnaturę C-432/05 w punktach od 78 do 83, którego sens zasadza się w tym, iż ochrona uprawnień wynikających z prawa unijnego mogłaby być nadmiernie utrudniona lub nawet niemożliwa.

Jaką zatem mamy sytuację? Pisowskie władze muszą się zastosować do postanowienia podjętego przez siedmiu wspaniałych Sądu Najwyższego i czekać na orzeczenie TSUE.

A na koniec – alegoria. Mamy obrazek, na którym widać złapanych w sieć specjalistów PiS od bezprawia: Piotrowicza, Muszyńskiego, Przyłębską i innych, a człowiek z kulawym kolanem coś negocjuje. No i my wieśniacy, pardon: Polanie (nazwa Polska pochodzi od pole), chwytamy za broń, jaką potrafimy władać – liczę na rozum swoich rodaków – i przepędzamy od koryta tych niszczycieli naszego dobra z takim trudem wypracowanego. Trzeci sezon demolki – musimy szarańczy PiS powiedzieć: dość.

No jak tam pętaki? Kaleta sadzi androny, kancelaria Adriana pisze pierdoły, a spocony Ast ma pewnie nieprzespaną przed sobą. Jacy wy jesteście słabi!

Czwarty, czy V rozbiór to może być ponury finał tego, co Polscy zafundowali Ojczyźnie w 2015, tego nie można wykluczyć. Na razie to napaść części narodu na resztę i próba zmuszenia go do życia w kraju urządzonego na modłę jednego dziwaka, po to by mógł rządzić do śmierci.

Plakat w dzisiejszej

Pisowska retoryka antyunijna oraz miałkość wystąpienia Czaputowicza

Zwykły wpis

Mimo bardzo ważnego wystąpienia szefa MSZ Jacka Czaputowicza, ławy PiS nie są pełne, brakuje też prezesa partii Jarosława Kaczyńskiego.

Na Twitterze celnie komentował Czaputowicza były ambasador Polski w Kanadzie Marcin Bosacki.

gazeta.pl >>>

„Pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie (…) Właśnie dowiedzieliśmy się, że oddział geriatryczny w Szpitalu Wolskim w Warszawie, który został niemal w całości wyposażony przez naszą Fundację będzie działać do końca marca” – napisał Jerzy Owsiak do Agaty Kornhauser-Dudy. A to tylko jeden przykład dramatycznej sytuacji oddziałów geriatrycznych po wprowadzonej w zeszłym roku przez Ministerstwo Zdrowia sieci szpitali.

Owsiak napisał na Facebooku, że rok temu prosił prezydenta, żeby nie podpisywał ustawy o reformie szpitali: – „Rok 2017 okazał się dla geriatrii fatalnym. Najpierw minister, następnie Sejm, a potem także podpis Pani męża spowodował, że geriatrię wyrzucono z sieci szpitali. Nie ma ochrony budżetowej, nie ma ochrony systemowej. (…) Ten drobny element w układance reformy ochrony zdrowia niczego nie przewróciłby do góry nogami. Pani mąż podpisał, czyli geriatrię wyrzucił!” – napisał do Agaty Dudy.

Szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przypomniał, że podczas kampanii wyborczej Andrzej Duda często mówił o opiece nad seniorami. – „O geriatrii dużo mówił w swoich planach wyborczych nawet Pani mąż. Losy seniorów często w takich właśnie momentach odmieniane są przez wszystkie przypadki. I jak to bywa, następuje wielkie, przeogromne, gigantyczne sadzenie gruszek na wierzbie. My wszystkie nasze obietnice, związane z pięcioma Finałami dla seniorów, nie tylko wypełniliśmy, ale daleko przekroczyliśmy” – zaznaczył Owsiak.

Opisał także bezowocne rozmowy z byłym ministrem zdrowia Konstantym Radziwiłłem. – „Powiem Pani szczerze, że był to stracony czas i drugi raz nie pójdę do niego nawet z bólem głowy. Swoją nonszalancją podczas naszej wizyty w Ministerstwie Zdrowia zrobił mnie i mojej żonie wielką przykrość” – skonstatował Owsiak.

Przyznał, że nie liczy na zbyt wiele, wyraził jednak nadzieję: – „Może więc Pani pochyli się nad tym i weźmie je sobie do serca”. Swój list do Agaty Dudy Owsiak zakończył słowami: – „Nie wiem, czy cokolwiek można już odwrócić, zmienić, więc pomyślałem sobie – niech Pani o tym wie. A może dlatego, że darzę ogromnym szacunkiem Pani rodziców”.

W „Rozmowach niedokończonych” Telewizji Trwam zapachniało sensacją. Tematem programu była afera związana z upadkiem SKOK Wołomin i słowa, które padły, musiały wielu widzów niesamowicie zaskoczyć. „Kaczyński miał nam pomóc, ale jest za krótki”, „premier Morawiecki dostał analizę jak odzyskać miliard zł”, „żadni politycy, nawet obecni, prawicowi nie są zainteresowani, aby wyjaśnić aferę SKOK Wołomin”. Tym razem to już nie Donald Tusk winien. Tym razem autorzy programu szukali winowajców wśród aktualnie rządzących polityków.

Michał Karliński, jeden z gości „Rozmów niedokończonych”, szef stowarzyszenia klientów poszkodowanych w tej sprawie,  przyznał z żalem, że „próbował nam pomóc prezes Kaczyński. W Ministerstwie Finansów oraz Ministerstwie Sprawiedliwości natrafił na ścianę. Jest za krótki. Nawet politycy, którzy wygrywają wybory nie mogą wiele zrobić w sektorze finansowym (…) Byłem na spotkaniu ze Zbigniewem Ziobrą, zwracaliśmy się do wszystkich z premierem Morawieckim włącznie. Dając mu analizę o możliwości odzyskania około miliarda złotych z tej afery. Bardzo mi przykro, żadni politycy, nawet obecni prawicowi, nie są zainteresowani, aby tym się zająć”.

Fakt, ok. 800 klientów SKOK-u Wołomin straciło spore pieniądze, których nie było w stanie pokryć nawet częściowo odszkodowanie z Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Prawie 3 mld zł. rozdano osobom bez zdolności kredytowych, którzy nie spłacali rat, bo nie mieli z czego, SKOK upadł, a ludziom pozostały nerwy i ostre wkurzenie zamiast pieniędzy. Karliński jest przekonany, że wypłacone pieniądze tkwią gdzieś w ukryciu i czekają na okazję do zalegalizowania. Jedyną nadzieją jest syndyk, który chce sprzedać niespłacone długi SKOK-u firmie windykacyjnej, co jednak przypieczętuje dokonany przekręt, choć z drugiej strony taki ruch pozwoli na legalny powrót pieniędzy na rynek i spłacanie długów.  Eksperci, którzy brali udział w programie są przekonani, że sprawą SKOK-u Wołomin powinna zająć się komisja śledcza, tylko że obecnej władzy jakoś na jej utworzeniu nie zależy.

Dr Krzysztof Traczyk, ekspert ds. przestępczości gospodarczej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, nie ukrywa, że gdyby np. ostro do roboty wzięło się ABW to w ciągu pół roku ujawnione zostałyby konta i miejsca ukrycia pieniędzy. Cała dyskusję na ten temat podsumował ojciec Janusz, prowadzący program, mówiąc o „upadku państwa”, o „państwie z tektury”, bo mimo zmiany władzy, wciąż nikt nie chce wyjaśnić tej afery.

„Rozmowy niedokończone” oglądał poseł PO, Krzysztof Brejza, który od jakiegoś już czasu bada powiązania SKOK–ów z PiS. Nie krył swego zdziwienie, że właśnie w Telewizji Trwam, do tej pory, bastionie obecnej władzy, pozwolono sobie na tak ostrą krytykę – Mimo różnic z TV Trwam – szacunek za krytykę działań, bezczynności, obecnego rządu w sprawie tego SKOK-u”.

To rzeczywiście zaskakujące, ale też pokazuje wyraźnie, że ojciec Rydzyk ma sporo pretensji do PiS. Nie tak dawno skarżył się, że choć dostał dotację dla Toruńskiej Geometrii to jednak żadne pieniądze na konto nie wpłynęły. Może na ochłodzenie stosunków wpłynęła również dymisja pana Macierewicza, który jest przecież ulubieńcem Rydzyka? Cokolwiek i jakkolwiek to jedno jest pewne. Ochłodzenie relacji na linii Toruń – Warszawa powinno zaniepokoić polityków Zjednoczonej Prawicy. W końcu, znaczna część elektoratu zagłosuje w kolejnych wyborach tak jak zażyczą sobie księża, więc może jednak warto utrzymać dalej tę „politykę miłości, wsparcia i ostrego dofinansowania” Kościoła, by mieć gwarancję pełnego poparcia.

Moje stopy były całe pokrwawione, a w bucikach było pokruszone szkło – mówi Sabina Baral w rozmowie z Magdą Jethon (koduj24.pl >>>)

Magda Jethon: – „W zapiskach z wygnania” opowiedziała Pani całemu światu o swoim dramatycznym wypędzeniu z Polski. Łatwo zrozumieć, że mogła się Pani na Polskę obrazić… Po premierze „Zapisków” w Teatrze Polonia rozmawiałam z młodą Polką, która powiedziała: „Ja też jestem za to na Polskę obrażona”. Jak to dla Pani brzmi?

Sabina Baral: – Słyszę to dziesiątki, setki razy. Mam teraz tournee po Polsce, spotykam się z czytelnikami prawie codziennie. Kiedy podchodzą po autografy, wymieniamy kilka słów, mówią: „ja panią tak bardzo przepraszam” albo „ja się tak bardzo wstydzę”. Patrzę na młodego człowieka i mówię, za co się wstydzisz, przecież nic złego nie zrobiłeś. – „Ja się wstydzę za mój kraj, przepraszam za moją rodzinę, która nic nie zrobiła, żeby panią ratować”. To są ludzkie uczucia, normalne odczucia.

Czyli ta trauma jest nie tylko po waszej, ale i po naszej stronie…

Myślę, że teraz głównie po waszej stronie, bo myśmy sobie już z tym poradzili a Wy, wielu z Was, dopiero sie o tym dowiaduje.  My mamy inne życia w innych krajach, my teraz tylko odwiedzamy Polskę. Ja tu przyjeżdżam odwiedzać przyjaciół, kłaść kamienie na grobach i jeść pierogi. A wy tutaj żyjecie, a co ważniejsze, tutaj żyją wasze dzieci i to wy odziedziczyliście historię niedopowiedzianą, może szeptaną, trochę wstydliwą, niezrozumianą i nieprzetrawioną. Żyjecie w cieniu takiej historii.

Powiedziała Pani kiedyś, że będąc w 68 r. na studiach na Politechnice Wrocławskiej brała udział w strajku, bo walczyła Pani o swoją sprawę, o naszą wspólną sprawę, o polską sprawę. Czy przed Marcem myślała Pani, że Polska jest pani ojczyzną, a Polacy rodakami?

Tak. Choć nie przez całe moje życie, bo nie od razu to rozumiałam. Mieszkaliśmy we Wrocławiu w miejscu, które dziś nazywa się Dzielnicą Czterech Świątyń lub Dzielnicą Czterech Wyznań. Mieszkało tam dużo Żydów. W gruncie rzeczy wyrastałam w czymś w rodzaju samozwańczego getta. Dookoła nas mieszkali ludzie, którzy przeżyli Holocaust, wszyscy ze swoimi traumami. Chodziłam do żydowskiej szkoły. To była szkoła, która miała normalny program, a oprócz tego było kilka dodatkowych przedmiotów: żydowska literatura, historia Żydów, język. I do czasu matury poruszałam się we Wrocławiu jakby w tunelu. Szłam z żydowskiego domu do żydowskiej szkoły, w żydowskim sąsiedztwie, a wszystko inne to były miejsca pomiędzy. Wtedy jeszcze nie myślałam o sobie jako o polskiej patriotce, ale byłam pewna, że jestem Polką. Dla mnie to była harmonijna tożsamość Polka – Żydówka, razem. Nie widziałam w tym żadnego konfliktu. Potem zdałam maturę, poszłam na studia i nagle moje środowisko zupełnie się zmieniło. Nagle wokół mnie było tylko kilkoro Żydów. I na co dzień tematyka rozmów była inna. Zaczęłam odwiedzać domy moich nowych koleżanek. Na elektronice było bardzo mało dziewczyn, więc trzymałyśmy ze sobą. Moja polska tożsamość wtedy się skrystalizowała. Byłam Polką, mogłam dyskutować o Kościuszce, Orzeszkowej lub Żeromskim, recytowałam polską poezję… 

Pewnego dnia w marcu 68 r. wykładowca podczas zajęć włączył radio z przemówieniem Gomułki, tym o „piątej kolumnie żydowskiej”. Czy już wtedy Pani czuła, że coś się święci?

Tak, ale nie myślałam, że to może mieć coś specjalnie wspólnego ze mną. Gomułka mówił o syjonistach, a ja nawet nie wiedziałam, kto to jest syjonista. Izrael był mi bliski, miałam dla Izraela ciepłe uczucia, ale byłam Polką. Rok wcześniej w 67 r., kiedy Polska zerwała stosunki dyplomatyczne z Izraelem z powodu wojny sześciodniowej, było mi bardzo przykro. Odbierałam to niejako osobiście, ale moją ojczyzną była Polska, to było oczywiste.

 Polscy Żydzi, nie tylko w roku 68, walczyli o polską sprawę. Wieki wcześniej uczestniczyli w zrywach wolnościowych. Brali udział w powstaniach: kościuszkowskim, wielkopolskim, listopadowym, styczniowym, w powstaniach śląskich. Dobrowolnie narażali się za obcą sprawę?

Dlaczego Pani sugeruje, że to była obca sprawa? Taki postulat tendencyjnie nas oddziela i jest wrecz brunatnym argumentem. Nic w tym obcego — Żydzi bili się o Polskę od stuleci, bo to była ich ojczyzna, ich dom. Uczestniczyli w każdym powstaniu, w każdej wojnie. Do tego stopnia czuli się Polakami, że za Polskę ginęli. Część z nich jest pochowana na polskich cmentarzach wojskowych. Wśród ofiar katyńskich 8% było Żydami — ok. 1000 oficerów wojska polskiego. Żydzi od zawsze identyfikowali się z Polską jako swoją ojczyzną.

Trudno w jednej rozmowie opowiedzieć o wszystkich krzywdach 68 r. Pani „Zapiski” są wstrząsające. Przestała Pani mówić po polsku, nie uczyła Pani swoich dzieci języka polskiego…, ale jednak gdzieś w Pani ta Polska „zalega”. Dlaczego Pani tu jednak wraca?

Dlaczego nie?  Ja się tutaj urodziłam. To był mój pierwszy język, język moich dziadów, pradziadów; moja oryginalna kultura. Nawet nie potrafię powiedzieć, ile pokoleń wstecz było w Polsce urodzonych i pochowanych. Ja już nie mam zadry i to pozwala mi tu przyjeżdżać. Dopóki ją miałam, to mówiłam, że jestem Europejką, a nie Polką.  Polska była jedynym krajem, w którym nie mogłam być Polką. Na całym świecie, kiedy mówię, że urodziłam się w Polsce, słyszę: – „Are you from Poland? Yes? Then you Polish, right?” –  No I’m not Polish” – odpowiadam; nie mogłam tu być Polką, nie pozwolili mi. Ciekawe jakby to było dzisiaj, czy mogłabym powiedzieć tutaj, że jestem Polką?

Zadra zaczęła się zmniejszać po 89 r., kiedy Polska stawała się bardziej „cywilizowana”?

Ładnie to pani ujęła. Stanowczo znaczenie miały i zmiany w Polsce, i zmiany we mnie. Ja już nikomu nie muszę niczego tłumaczyć, bo ja wiem, że jestem Amerykanką. Językiem naszego domu jest angielski, nie mam już żadnego dyskomfortu, nie potrzebuję się już gniewać.

I dlatego wpadła Pani na pomysł odnalezienia swojej klasy?

Szukanie klasy nie miało związku z przemijaniem zadry. To tęsknota do dzieciństwa, młodości, do ludzi, którzy znali moich rodziców, ludzi, którym moja mama piekła serniki. Z 36 osób w klasie maturalnej 35 wyjechało. Kiedy trafiłam do Ameryki byłam jak… ścięte drzewo. Zapuszczanie tam korzeni trwało bardzo długo. Musiałam nauczyć się i Ameryki, i siebie jako Amerykanki, ale tęskniłam – nie do Polski, ale do poczucia przynależności. Brakowało mi kontekstu mojego dziecinstwa, mojej klasy, więc w 2008 r. doszłam do wniosku, że jednak zacznę jej szukać. Z 35 osób znalazłam aż 28. Rozesłałam „listy gończe” po całym świecie. Zachowało się zdjęcie mojej klasy maturalnej. Wydrukowała je w 1965 żydowskojęzyczna gazeta „Fołks Sztyme”. W 2010 r. zjechaliśmy do Wrocławia.

Wtedy przyjęła Pani pierwsze oficjalne przeprosiny – od prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Była Pani wzruszona? To było dla Pani ważne?

Boże kochany, taki wielki chłop ukląkł przede mną! Oczywiście, że to było ważne! W obecności kamer telewizyjnych, mediów i calej wierchuszki miasta, on przede mną klęka, prosi o wybaczenie i wręcza mi symboliczny klucz do miasta.

I co dalej? Dutkiewicz obiecał, że te opowiedziane przez Panią historie będą przekazywane dzieciom. Myślę, że mówił szczerze, ale Polska się zmieniła… Jak wtedy, w 2010 r., Pani to odbierała?  

Przyznam, że miałam nadzieję, że może na 50-lecie Marca’68 (następnej „okrągłej” rocznicy już większość z nas nie dożyje), władze Polski zwrócą się do nas, nie tyle z przeprosinami, co np. z polskim paszportem.  I powiedzą: to była durna pomyłka, wybaczcie. Tak, miałam taką nadzieję. Ale Polska znów się zmieniła.

Pani „Zapiski” są swego rodzaju oskarżeniem nie tylko PRL, ale też współczesnej Polski, również III RP, bo przez te lata nie odzyskaliście paszportów, oficjalnie władze nie przeprosiły Żydów za to haniebne wydarzenie. Sprawa nie została do końca załatwiona, a 50 rocznica Marca’68 już minęła. Myślę, że wielu przyzwoitym Polakom też jest z tym ciężko…

Cóż, ja za kilka dni wylecę do San Francisco, do domu… Będę myślała o moich spotkaniach z czytelnikami, o wzruszających chwilach, o przepięknym spektaklu, który Krystyna Janda i Magda Umer wyczarowały. Ale nie muszę myśleć, że Polska nas nie przeprosiła. De facto ja już z tym nie żyję, ale Pani musi…

Trudno dziś zrozumieć, dlaczego wtedy nikt się za wami nie ujął…

Byłam wtedy zbyt młoda i zbyt przejęta opresyjną codziennością, ale znacznie później miałam na ten temat wiele refleksji. Myślę, że Polacy to butny naród, który zawsze walczy o to, co jest dla niego ważne. W marcu 68 r. Polacy nie tylko nie walczyli w żaden sposób o nas, a wręcz niektórzy szukali możliwości… wzbogacenia się. Urzędnicy i celnicy np. wymuszali łapówki, a sąsiedzi przychodzili do mojej mamy i mówili: „Pani Esterko, ten stół się na pewno nie sprzeda, a państwo musicie zostawić puste mieszkanie, może my ten stół zabierzemy”.

To przykre słuchać o nas takich opowieści, tym bardziej, że jest ich więcej. Z antysemityzmem spotkała się Pani nie tylko w 68 r. Opowieść o butach w przedszkolu jest przejmująca…

To trudna opowieść, faktycznie. W tym przedszkolu trzeba było zmieniać buty na kapcie filcowe. Buty wieszało się na haku w worku. Pod koniec dnia wepchnęłam stopy do butów i choć mnie dziwnie uwierały, doszłam do domu, bo było blisko. Kiedy je zdjęłam, zobaczyłam, że moje stopy są całe pokrwawione. Okazało się, że w moich bucikach było pokruszone szkło. Więcej do przedszkola nie poszłam, nawet nie zdążyłam się pobawić na huśtawkach. Przez lata zastanawiałam się, czy to możliwe, żeby to zrobiły dzieci?

Szukam jakiegoś wytłumaczenia… Może to ktoś chory psychicznie?

Chory psychicznie? A lata endecji, a pogromy przed wojną, po wojnie, różne inne objawy antysemityzmu, mniej lub bardziej krwawe. Określenie „chory psychicznie” sugeruje bagatelizowanie sprawy i próbę uwolnienia się od odpowiedzialności.

Mam nadzieję, że dziś jednak mamy inne czasy. Choć przyznała Pani, że obawiała się, iż podczas premiery przed Teatrem Polonia będą maszerować antysemici, że ktoś rozwinie wrogie transparenty i będzie wykrzykiwał obraźliwe hasła.

Nie wiem, czy się obawiałam, ale przeszło mi to przez myśl. Rozmawiałam o tym z Olgą Tokarczuk, która zapytała mnie: „naprawdę myślisz, że coś takiego jest możliwe?” Odpowiedziałam: „może po prostu wyciągną stare transparenty z 68 r.”?

Szczęśliwie tak się nie stało, więc może ten antysemityzm nie jest taki jak Pani myśli? Może ma Pani gorsze zdanie na temat Polaków niż na to zasługują?

No może, bo z jednej strony mam czytelników, którzy przychodzą i widzę ich zaszklone oczy. Z drugiej jednak strony mam wizerunek Polski, który oglądam w amerykańskiej telewizji, a który jako żywo przypomina faszystowskie Niemcy choćby z 1936 r. Trudno znaleźć harmonię między tymi dwoma obrazami. Muszę sobie zdać sprawę, do jakiego stopnia naród jest teraz podzielony. Myślę, że antysemityzm tutaj był i jest, ale przez te lata wolności, które mieliście on nie był dobrze widziany. Polacy na wzór zachodni uczyli się wyrażać szacunek i akceptować inność. A to nie jest tylko kwestia antysemityzmu, w Polsce po prostu trudno jest być innym. No i jeżeli nawet zdarzało się, że gdzieś, na jakiejś stodole ktoś nabazgrał antysemicki napis, to jednak stanowczo nie w mediach, nie w marszach, nie z przyzwoleniem. A teraz jest przyzwolenie na to wszystko.

Zrobiła Pani w Ameryce błyskotliwą karierę – kobieta sukcesu przez duże „S”. Osiągnęła Pani na pewno więcej niż gdyby Pani tu została, podobnie jak bardzo wielu wygnanych. Często więc pada pytanie: kto stracił więcej, wy, wypędzeni, czy my, bo was nie ma w Polsce? Olga Tokarczuk napisała: „to straszna strata, że was nie ma. Z waszym wyjazdem myśmy stracili szanse na lepszą Polskę”. Czy to są słowa dla Pani ważne, obojętne, czy z Polską łączy Panią już tylko pamięć o krzywdzie?

Z Polską łączy mnie kilkuwiekowa historia mojej rodziny.  Pamięć o krzywdzie jest o wiele mniej ważna niż relacje z takimi osobami, jak Olga Tokarczuk, Krystyna Janda, Magda Umer czy dziesiątki, setki osób, które piszą do mnie i z którymi czuję jakieś wspólne człowieczeństwo. Nie, ja już o krzywdzie nie myślę, aczkolwiek ją pamiętam. Ta krzywda to jest wstyd dla Polski. To jest coś, z czym Polska musi sobie dać radę. To wy straciliście szansę na lepszą Polskę.

Myśli Pani, że teraz Polska pokazała swoje prawdziwe oblicze? Czy jednak te ostatnie zachowania antysemickie czy wręcz faszystowskie to jednak sprawa marginalna?

Marginalna? Zachowanie faszystowskie NIGDY nie powinno być uważane za sprawę marginalną. Znam Żydów, którzy jeszcze mieszkają w Polsce; są słusznie zaniepokojeni. Kilka dni temu byłam, nie powiem, w którym małym mieście, bo tam mieszka niedużo Żydów i po spotkaniu podeszła do mnie młoda osoba. Naprawdę dramatycznie roztrzęsionym głosem zapytała: „Jeżeli by pani mieszkała dzisiaj w Polsce, to czy przyznałaby się pani do tego, że jest Żydówką”?

Muszę dodac – to WY musicie zdecydowac czy marsz 60,000 narodowców to jest sprawa marginalna.

Ciągle nie ma właściwego klimatu, żeby przyznać się do korzeni żydowskich?

To jest straszne. Są w Polsce Żydzi, którzy ciągle nie mają poczucia, że są tutaj w domu. Przez stulecia mówiło się, że Żydzi czują się w Polsce jak obywatele drugiej kategorii i teraz znowu. Pewna posłanka mówi o ludziach „których geny nie są polskie”; krytykuje ich zachowanie „w kraju ich zamieszkania”… Ale to nie tylko Żydzi, to również homoseksualiści, niepełnosprawni, Romowie….ludzie, którzy są inni. Nie ma w Polsce klimatu dla innych. Dlatego powtarzam: opowiadajcie dzieciom historię Marca’68. Mówcie o tym dzieciom. Marzec ’68 to lekcja krzywdy za inność.

Pisząc po polsku i wydając książkę w Polsce, adresowała ją Pani do Polaków. A Pani marzeniem jest, żeby stała się ona lekturą szkolną. Dlaczego? Chce się Pani opowiadać, tłumaczyć ludziom, jak to było w 68 roku? Zależy Pani, żeby Polacy wiedzieli, jak zachowywali się ich rodacy? Ma pani jakieś poczucie misji?

Sama się zastanawiam. Nigdy nie planowałam żadnej misji. Zadedykowałam tę książkę po polsku mamie i tacie. Jestem z mojego życia bardzo zadowolona, mam wszystkie możliwe satysfakcje: zawodowe, osobiste, finansowe. Wyszło mi. Odpukuję. Ale moi rodzice przeżyli na zachodzie trudne dwadzieścia lat. Nie mogli chodzić do teatru, bo nie znali dostatecznie dobrze języka, stracili poczucie humoru, nigdy się nie zintegrowali i na dobrą sprawę nigdy nie zrozumieli, dlaczego ich wyrzucono i za co. Dlaczego stracili prawo do emerytur? Dlaczego musieliśmy wyjechać? ZAPISKI są dla moich rodziców. Dla naszych, wszystkich rodziców.

W trakcie tegorocznych obchodów Marca’68, ogromne napięcie wywołane ustawą o IPN spowodowało, że wyjątkowo dużo w mediach mówiło się o tamtych czasach. Mam wrażenie, że duża grupa Polaków dopiero teraz dowiedziała się, jak to było. A z tego co wiem, wszyscy, którzy czytali książkę czy widzieli przedstawienie, byli Pani tekstem dogłębnie poruszeni. Myślę, że nam, Polakom „normalnym”, może bardziej nawet niż wam, zależy, żeby jak najwięcej ludzi znało prawdę o tamtych czasach. Czy mimo tej niedobrej dziś atmosfery widzi Pani szanse na normalizację stosunków polsko-żydowskich?

Ja jestem optymistką, więc nie myślę, że zawsze tak będzie, ale to potrwa długo. Musicie kształcić pokolenia, które zaakceptują prawdę i wezmą za nią odpowiedzialność.

Na pocieszenie powiem, że jeszcze 20 lat temu nikt publicznie nie był w stanie wymówić słowa gej, a dziś gej jest prezydentem miasta. Jest więc nadzieja w młodym pokoleniu…

Oczywiście, że mam nadzieję. Choć teraz stosunki polsko-żydowskie są gorsze niż były przez ostatnie lata, kiedy Polska się rozwijała i stawała się normalnym krajem, coraz lepiej rozwiniętym ekonomicznie, z coraz lepiej wykształconymi i podróżującymi Polakami. Ale teraz ta ustawa o IPN bardzo źle zrobiła obu stronom. Żydzi, mieszkający w Polsce znów się boją, tak jak kiedyś. Wielu moich kolegów emigracyjnych nie przyjechało na te obchody ze względu na złą atmosferę, ze względu na pogorszenie relacji polsko-żydowskich, indywidualnych i polsko-izraelskich na poziomie państwowym. Nie udawajmy, że jest dobrze. Nie jest dobrze.

Przeżywamy wstrząs, może on paradoksalnie pozwoli coś zacząć od początku?

Mam nadzieję. Problem polega na tym, że przez ostatnie lata antysemityzm był ukryty, istniał po cichu, ujawnianie się z nim nie było okej. A teraz jest okej, wręcz bym powiedziała, że jest na niego przyzwolenie. Teraz przed myślącymi Polakami, otwartymi na świat, z dużym apetytem na to, żeby Polska była dobrym krajem, który jest wart swojego miejsca w Unii i na świecie, stoi wielkie wyzwanie, by to zmienić. To jest teraz poważne zadanie dla Polaków. Bardzo chciałabym, żeby się udało.

Wojtek Jasiński zostaje ! Zatankował w Orlenie prawie 4 banieczki i udał się na zasłużoną emeryturę. Panie Wojtku, ukłony! Dyplom (i misia!) wręczymy na następnym ! Buziaczki 😘

Józef Żurek, który był najstarszym Polakiem, nie żyje. Mężczyzna zmarł w wieku 108 lat.

O śmierci Józefa Żurka poinformowała Ochotnicza Straż Pożarna w Toporzysku, z którą Żurek był bezpośrednio związany. Mężczyzna, który do momentu swojej śmierci był najstarszym Polakiem, zmarł w wieku 108 lat. Żurek mieszkał we wsi Czarnowo w województwie kujawsko-pomorskim.