Tag Archives: Mariusz Kamiński

Grabarz Duda nagrabił sobie

Zwykły wpis

Mimo największych starań i zabiegów, zaangażowania niemałych środków finansowych, małżonka ważnego funkcjonariusza Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusza Mularczyka przegrała wybory na stanowisko prezydenta w Nowym Sączu.

Nie pomogła nawet wizyta głowy państwa na miejscowym cmentarzu, dokąd Andrzej Duda przybył, by razem z kandydatka i jej mężem zapalić znicze na mogiłach „krajan”. Partia jednak nie pozostawia swoich ludzi na lodzie. Porażkę szybko przekuto w sukces i pani Iwona Mularczyk „na pociechę” piastuje już dziś funkcję przewodniczącej rady miasta.

Przyszłość jednak przed panią Mularczyk stoi zapewne otworem, bo do byle kogo prezydent nie przyjeżdża na groby… A tak było parę tygodni temu, gdy 1 listopada przed miejscowy cmentarz zajechała prezydencka limuzyna i nad Nowosądeckimi mogiłami głowę pochylał Duda w towarzystwie Mularczyków.

 „Jestem w końcu synem tej ziemi, a pani Iwona Mularczyk i pan poseł są moimi serdecznymi przyjaciółmi od wielu lat” – wyjaśniał powód swej wizyty prezydent Andrzej Duda.

Dodatkowo w ostatnich dniach przed wyborami samorządowymi aż roiło się od rządowych oficjeli. Miasto wizytowali niemal dzień po dniu minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, wicepremier Beata Szydło, wicepremier Jarosław Gowin i premier Mateusz Morawiecki, a po Wszystkich Świętych jeszcze minister rozwoju Jerzy Kwieciński i minister zdrowia Łukasz Szumowski.

* * *

Program „W tyle wizji” w TVP reklamuje książkę Jacka Międlara, wycofaną już ze sprzedaży w Empiku.

Depresja plemnika

>>>

Dwaj wielcy oponenci polityczni zostali przesłuchani przed gdańskim sądem w związku ze sprawą o naruszenie dóbr osobistych, jaką prezes PiS wytoczył byłemu prezydentowi RP. Domaga się przeprosin i zasądzenia od Lecha Wałęsy 30 tys. zł na cele społeczne. Po raz pierwszy od wielu lat ci niegdysiejsi polityczni współpracownicy, których drogi rozeszły się radykalnie jesienią 1991 r., stanęli tak blisko siebie. Wałęsie spod marynarki wystawała koszulka z charakterystycznym nadrukiem „Konstytucja”. Jeszcze przed salą rozpraw doszło do wymiany złośliwości. Wałęsa Kaczyńskiego i Kaczyński Wałęsę określili mianem swojego „wielkiego błędu”.

Dwaj panowie z traumą

Było to spotkanie ludzi naznaczonych ciężkimi traumami. W przypadku Wałęsy – traumą „Bolka”, oskarżeniami o agenturalną przeszłość. Czego następstwem jest próba „wygumkowania” jego dokonań z najnowszej historii Polski. W przypadku Kaczyńskiego – traumą katastrofy smoleńskiej i pojawiającymi się w przestrzeni publicznej słowami dotyczącymi współodpowiedzialności. Ta rozprawa była swoistym spektaklem publicznego prezentowania swoich krwawiących ran. Spektaklem zainicjowanym przez Jarosława Kaczyńskiego, który tym razem wystąpił nie w roli wodza…

View original post 3 431 słów więcej

Złote czasy PiS. Za dwa złote można kupić dwa banki

Zwykły wpis

Od dłuższego czasu obserwując poczynania Prawa i Sprawiedliwości trudno nie dojść do wniosku, że partia rządząca puści wszystkie kabarety z torbami. Jeżeli nie za sprawą ciągłych wpadek, to na pewno z uwagi na toporną propagandę mediów narodowych, której nie da się już słuchać.

Ostatnie miesiące nie są dla obozu władzy łaskawe. Porażka goni porażkę, zaś afera goni aferę. Dojnej zmianie nie udało się przejąć Sądu Najwyższego, mimo usilnych prób. Nie udało się też odnieść miażdżącego zwycięstwa w wyborach samorządowych. Ba, w wielu miejscach, takich jak miasta, Kaczyński i spółka dostali niezłego łupnia. W tle tych wszystkich porażek majaczą kolejne niejasności, kompromitacje, afery i inne potencjalne przekręty, takie jak kwestia SKOK-ów, pompowanie kasy do kieszeni Rydzyka, czy rozbijanie pancernych rządowych limuzyn.

Ostatnio jednak PiS przeszedł sam siebie, a to za sprawą afery KNF, w ramach której przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego miał wywierać naciski na jednego z najbogatszych Polaków – Leszka Czarneckiego, w celu przejęcia jego banku za przysłowiową złotówkę. Niestety dla dojnej zmiany Czarnecki całe zajście nagrał, z czego zrobił się niezły bigos. O sprawie tej wiele już napisano. Nie przestaje ona jednak rozpalać opinię publiczną do czerwoności i oburzać Polaków na bezkarność, arogancję i bezszczelne wręcz łamanie prawa przez obóz władzy.

Na okoliczność afery pojawiła się w internecie cała masa żartów. Jednym z najnowszych przykładów dworowania sobie z całej sytuacji jest wpis dziennikarki Anny Dryjańskiej, publicystki portalu TOK FM, która  bije się z takim oto dylematem:

Wszakże kwota tak niewielka jak dwa złote nabiera w świecie, w którym bank można przejąć za złotówkę, nowego znaczenia😂

Każdemu z Was polecam dokładnie przyjrzeć się zawartości własnego portfela i dokładną analizę znajdującego się w nim bilonu. Może się okazać, że i Wam przydarzy się okazja kupna banku za złocisza. Takie rzeczy są możliwe tylko w świecie dojnej zmiany…

Warto było czekać na dzisiejsze czasy, za 2 złote można nabyć dwa banki. Hej, hej.

Depresja plemnika

Polska gospodarka stale rośnie i jest to jeden z najbardziej dynamicznych wzrostów w Unii Europejskiej. Przez londyńską giełdę papierów wartościowych Polska została uznana za gospodarkę rozwiniętą jako pierwszy kraj w regionie. W istocie należymy do najszybciej rozwijających się krajów świata i od 1989 r. dokonaliśmy skoku porównywalnego z takim tygrysem światowej gospodarki jak Korea Południowa.

Giertych twierdzi, że istnieje kolejne nagranie kompromitujące szefa KNF

Polska jak Włochy czy Grecja

Z pewnością Polska świetnie wykorzystała szansę, jaką dało wejście do gospodarki światowej ze stosunkowo wykwalifikowaną i tanią siłą roboczą. Moment, jaki ma dziś, w latach 80. miały Włochy i Grecja. Dziś oba te państwa są dotknięte długoletnią stagnacją, a ich współfinansowana w przeszłości przez UE infrastruktura zaczyna się sypać. Włoskie lotniska wyglądają starzej niż Terminal 1 na Okęciu, a wielu greckim rodzinom nie wystarczyło środków na budowę domów, które zatrzymują się dziś na pierwszym piętrze, strasząc strzelającymi w niebo prętami. Czasy prosperity dobiegają końca w każdym dorabiającym się kraju. Pytanie na dziś brzmi: czy wpadniemy w grecką…

View original post 2 294 słowa więcej

Duda to tylko zdrajca? A nie prezydent

Zwykły wpis

Dziennikarz Adam Wajrak skomentował antyunijne słowa prezydenta Andrzeja Dudy.

Dorota Skrzypek, najbliższa współpracowniczka prezydentowej, złożyła wypowiedzenie. To właśnie ona towarzyszyła Agacie Kornhauser-Dudzie w oficjalnych spotkaniach. Była zatrudniona na stanowisku wicedyrektora Biura Gabinetu Prezydenta, gdzie nadzorowała zespół protokolarny. Formalnie podlegała Krzysztofowi Szczerskiemu. Powodem odejścia są podobno sprawy osobiste.

W ciągu zaledwie dwóch tygodni więc z pracy w Pałacu Prezydenckim odchodzi kolejna osoba. Jak wiadomo, wcześniej zrezygnował rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński.

„Jeszcze kilka dni i zostaną w Pałacu Prezydenckim sami…”; – „Ostatnio coraz dziwniejsze akcje u Dudy. Odejścia, wypowiedzi jeszcze głupsze niż kiedykolwiek… Może uciekają z tonącego okrętu?”; – „Źle się dzieje w państwie Du… ups, w Pałacu Prezydenckim” – komentowali internauci na Twitterze.

Unia Europejska to realna wspólnota, która przez 60 lat zapewniała pokój naszemu kontynentowi.

Hairwald

– Stawiamy bardzo jasne pytanie: czy służby rosyjskie miały wpływ na nagrywanie polityków PO w 2014 r. i czy w konsekwencji miały wpływ na wybory parlamentarne w 2015 r – mówi Joanna Kluzik-Rostkowska, kierująca zespołem śledczym Platformy Obywatelskiej ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa. W posiedzeniu brał też udział były szef ABW Krzysztof Bodnaryk: – Polska jest celem pierwszoplanowym dla działań rosyjskich służb specjalnych.

Jaka rola Falenty?

Powołany przez PO zespół śledczy ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa zajmował się dziś „rolą Marka Falenty i PiS w strategii rosyjskich służb specjalnych”. Gościem zespołu był były szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego gen. Krzysztof Bondaryk.

Impulsem do analizy roli Marka Falenty i jego kontaktów z rosyjskimi służbami był zeszłotygodniowy numer „Polityki”, gdzie po wielomiesięcznym śledztwie tygodnik ustalił, że tzw. afera podsłuchowa, która doprowadziła do wygrania wyborów przez PiS, była rozgrywana przez rosyjskie służby.

Z ustaleń tygodnika wynika, że zleceniodawca podsłuchów biznesmen Marek Falenta miał dług wobec rosyjskiej…

View original post 2 139 słów więcej

PiS przywraca łatkę Polsce „chory człowiek Europy”

Zwykły wpis

PiS naprawdę nie ma kadr. Wynika to przede wszystkim z podstawowej przyczyny: ktoś posiadający fach, mający pojęcie o jakiejś dyscyplinie i potrafiący kreować, nie będzie się garnął do nieudczników, partii specjalnej troski, w której lider musi zakłamywać swoją przeszłość opozycyjną w PRL-u, a bratu dorabiać legendę, bo w rzeczywistości byli postaciami siedmiorzędnymi, których nikt nie zapamiętał.

Nieszczeście dla kraju polega na tym, że ten przypadkowy zbiór polityków powinien zostać marginesem, folklorem politycznym, nie powinniśmy sobie zaprzątać nimi głowy, ani zastanawiać się, dlaczego nieudacznik nazywa innych gorszym sortem, elementem animalnym. Wszak takich z niedostatkiem rozumu można spotkać na każdym kroku, wystarczy wyjść z domu.

Partia bez kadr może promować tylko takie postaci jak Sabina Zalewska, która chciała zostać Rzecznikiem Praw Dziecka i pewnie jej udałoby się, bo przeszła kwalifikcja partyjne, w których trafnie odpowiedziała na pytania ideologicznie, iż życia zaczyna się od poczęcia, in vitro jakoby narusza prawo dziecka do tożsamości, a gender jest brzydkie, bo kler tak twierdzi. Zostałaby ta osoba funkcjonariuszem państwowym, ale traf chciał, że nie potrafi skonstruować myśli własnych i ucieka się do plagiatu, kradnie własność intelektualną. Wykrył to „Tygodnik Powszechny”, a przecież mogło się tak nie stać. I mielibyśmy to, co w PiS jest normą, iż „nikt nam nie powie, że białe jest białe” i Rzecznik Praw Dziecka, byłby faktycznym Rzecznikiem Obrony Rodziców przed Dzieckiem.

Inna kabareotwa postać, na którym kabarety się poznały, jednak jest ministrem, ucho prezesa, Mariusz Błaszczak. Ten modernizuje armię w ten sposób, że tworzy nową dywizję Wojsk Lądowych, czwartą. Kreowanie znów polega na tym, że jest ono markowane, mianowicie dywizja powstaje z dwóch istniejących brygad i trzeciej nieistniejącej. Generałowie łapią się za głowy, co też ten Szwejk Błaszczak wymyślił, a do tego umieszcza ją w Siedlcach, w miejscu, gdzie łatwo jest ją obejść w tzw. manewrze Paskiewicza, z którym sobie poradził Józef Piłsudski w 1920 roku. Generał Mirosław Różański zwraca uwagę: „Już dwa razy usiłowaliśmy pod Siedlcami powstrzymać ofensywę ze wschodu – raz w czasie powstania kościuszkowskiego, potem podczas powstania listopadowego. Bez rezultatu„.

Szwejki PiS kompromitują nas na zewnatrz. W walce ze społeczeństwem obywatelskim padła Ukrainka Ludmiła Kozłowska, szefowa Fundacji Otwarty Dialog. Została przez służby podległe Mariuszowi Kamińskiemu (przypominam: facio ma trzy lata do odsiadki, ułaskawiony został przez Dudę, ale taka łaska na pstrym koniu jeździ) wydalona z Polski i ze strefy Schengen na podstawie arbitralnej decyzji.

W tym przypadku (ale Błaszczak także) można z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, iż mamy do czynienia ze spełnieniem życzeń Rosji. Nam się może wydawać, że co w Moskwie pomyślą, to politycy PiS dziwnym trafem to spełniają, otóż – nie! Działania Kremla w decyzjach PIS są widoczne aż nadto. Niemcy musieli odblokować status persony non grata dla Kozłowskiej, dzięki temu wystąpiła w Bundestagu w najsłynniejszym obecnie t-shircie „KONSTYTUCJA”.

Mamy wiedzę, że Moskwa maczała swoje palce na korzyść PiS w aferze podsłuchowej. Były szef ABW Krzysztof Bondaryk twierdzi nawet, że z taśmami to jeszcze nie koniec. Marek Falenta i jego kelnerzy więcej ich wyprodukowali: „Polska jest celem pierwszoplanowym dla działań roisyjskich służb specjalnych”. A taśmy: „jeśli są, to bedą wykorzystane”.

Więc nie bądźmi zdziwieni, że PiS działa z życzenia Kremla,  skłóca nas w Unii Europejskiej i z niej wyprowadza. Najlepsi do tego są Szwejkowie, nieudacznicy, jak wyżej wspomniani i nieukrywający swoich sympatii prorosyjskich tatuś Mateusza Morawieckiego, Kornel. To żaden tuz intelektualny, prawdziwy Szwejk. PiS spełnia coraz powszechniejsze w Europie przeświadczenie, że kraje Europy nie nadają się do integracji, solidarności między narodami, nie są w stanie wypełnić minimum standardów demokratycznych. Łatka „chory człowiek Europy” znowu jest aktualna dla Polski pod rządami PiS.

Pisowcom czapka gore, ale to tyłek będzie przypiekany

Zwykły wpis

Mecenasi działający z upoważnienia Jarosława Kaczyńskiego mają działać w sprawie tekstów, które ukażą się… w przyszłości! Chodzić ma o rzekomo planowaną kontynuację publikacji dotyczących znajomości ministra koordynatora Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy Macieja Wąsika z urzędnikiem warszawskiego ratusza Jakubem R., odpowiedzialnym za reprywatyzację. – Wąsik i Kamiński powinni czym prędzej stanąć przed komisją weryfikacyjną – mówi Fakt24 kandydat na prezydenta stolicy Jan Śpiewak.

Po tym, jak „Gazeta Wyborcza” wielokrotnie opisywała na swoich łamach kulisy znajomości Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika z urzędnikiem stołecznego ratusza Jakubem R., w obawie przed kolejnymi publikacjami, włodarze obozu rządzącego postanowili zablokować inne teksty „na zaś”. Mecenasi dostali pełnomocnictwo do pozywania dziennikarzy za teksty, które ukażą się w przyszłości.

„R. jest w areszcie, postawiono mu zarzut przyjmowania milionowych łapówek. W listach rozsyłanych zza krat twierdzi, że Wąsik z Kamińskim mieli go namawiać do biznesu przy reprywatyzacji. Zyski miały zasilać konta partii. Pozostałe teksty są o powiązanej z PiS spółce Srebrna, która chce sprzedać grunt w centrum Warszawy. Folder dla rynku przygotowała cypryjska spółka należąca do warszawskiego dewelopera” – przypomina „Gazeta Wyborcza”.

Autorami tekstów byli Iwona Szpala i Wojciech Czuchnowski. Co ciekawe, żadna z opisanych przez dziennikarzy osób nie skierowała pozwu przeciwko gazecie. Jest za to pozew cywilny. W imieniu PiS. Przesłać miała go – zgodnie z relacją dziennikarzy „Wyborczej” – gdańska kancelaria adwokacka Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy.

– To jest nieprawdopodobne, że partia pozywa dziennikarzy. Kamińskiemu i Wąsikowi pali się grunt pod nogami. Panicznie boją się prawdy o zaangażowaniu środowiska PiS w aferę reprywatyzacyjną. Muszą stanąć przed komisją weryfikacyjną i to koniecznie przed wyborami samorządowymi. To jest wierzchołek góry lodowej – mówi w rozmowie z Fakt24 kandydat na prezydenta Warszawy Jan Śpiewak

„Od lat jest (w.w. kancelaria – red.) na liście płac partii Jarosława Kaczyńskiego. Tylko w 2017 r. zarobiła na tym prawie 0,5 mln zł. Często występuje w imieniu samego prezesa” – czytamy we wtorkowym wydaniu GW.

– Kancelaria Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy próbowała w bardzo agresywny sposób oskarżyć mnie o zniesławienie czyścicieli kamienic z firmy ICON. Przegrała. Fakt, że PiS korzysta z usług właśnie tej kancelarii jest symboliczny – mówi nam Śpiewak.

Jakby tego było mało, Gotkowicz, Kosmus, Kuczyński i Partnerzy reprezentowali w wielu procesach przeciwko mediom Marka Falentę, który został następnie skazany na 2,5 roku więzienia w związku z tzw. aferą taśmową. Gdańscy prawnicy mieli też reprezentować firmę windykacyjną GetBack, a ich adres wskazany był jako siedziba firmy Solvere, którą w ub.r. założyli współpracownicy byłej premier Beaty Szydło. Firmy – twórcy spotów uderzających w polskich sędziów.

PiS chce przejąć Warszawę. Śpiewak rozjeżdża te plany!

Na światło dzienne wyszły kombinacje finansowe jakich wobec skarbu państwa dopuścił się prominentny polityk Prawa i Sprawiedliwości Jacek Sasin. Pomogła w tym wszczęta jeszcze dwa lata temu kontrola oświadczeń majątkowych… CBA wzięło wtedy pod lupę lata 2011 – 2015 po czym skierowała sprawę do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Ta, mimo że doszukano się wielu nieprawidłowości, nie dostrzegła w nich znamion czynu zabronionego i sprawę umorzyła. Wszystko by może przycichło, gdyby nie dociekliwość dziennikarzy Wirtualnej Polski. Dotarli do prokuratorskiego postanowienia o umorzeniu śledztwa i wtedy wyszło na jaw, że aż dziewięć oświadczeń majątkowych Sasina budzi poważne zastrzeżenia.

„Wykazywana przez kontrolowanego wartość środków pieniężnych w walucie polskiej jest niższa od środków na rachunkach bankowych. W oświadczeniu nr 3, stan na 31 grudnia 2012, o 17.237,83 zł. W oświadczeniu nr 4, stan na 31 grudnia 2013 roku, o 13.928,27 zł. W oświadczeniu nr 5, stan na 31 grudnia 2013 roku, o 5.626,52 zł. W oświadczeniu nr 6, stan na 21 sierpnia 2015 roku, o 18.563,9 zł. W oświadczeniu nr 7, stan na 10 listopada 2015 roku, o 10.070,23 zł. W oświadczeniu nr 8, stan na 31 grudnia 2015 roku, o 15.657, 51 zł” – cytuje fragmenty akt sprawy.

Na tym jednak nie koniec, bo CBA ustaliło, że Jacek Sasin posiadał też polisę ubezpieczeniową w Towarzystwie Ubezpieczeniowym na Życie, której nie wykazał w swoich oświadczeniach. „Wartość polisy, stan na 7 listopada 2011 roku: 6.573,19 zł; na 31 grudnia 2015 roku: 12.766,83 zł”. – odnotowała prokuratura.

Na dodatek – jak informuje Wirtualna Polska – w oświadczeniu majątkowym na koniec 2012 roku Sasin nie wykazał kredytu gotówkowego o wysokości 190 239,44 zł. Pożyczkę wziął razem z żoną jesienią tamtego roku. W dwóch oświadczeniach majątkowych z 2011 i 2012 roku Sasin zawyżył kwotę posiadanych środków na koncie odpowiednio o 10.111,16 zł i 3.651,25 zł. Polityk nie wykazał również 25 tys. zł pożyczki z sejmowego funduszu świadczeń socjalnych z 29 lutego 2012 roku.

Co na to wszystko sam zainteresowany? Już w czasie przesłuchania Sasin tłumaczył się, że część nieujawnionej kasy zalegała w domu, a dalej w cytowanych przez portal aktach czytamy: „Ponadto jego żona posiada odrębny rachunek bankowy, do którego świadek nie jest upoważniony, a z informacji przekazywanych przez żonę wiedział, że środki gromadzone na tym rachunku były przeznaczane na bieżące wydatki. Zatem składając oświadczenie majątkowe Jacek Sasin wykazywał jedynie te kwoty środków pieniężnych, które osobiście posiadał”.

Pusty śmiech należy się temu tłumaczeniu, skoro Sasin przez cały ten okres pozostawał w małżeńskiej wspólnocie majątkowej. Rozliczał się z podatku dochodowego od osób fizycznych z żoną. Ale dochody małżonki, co potwierdza prokuratura, nie zostały ani razu zawarte w oświadczeniu majątkowym.

W osłupienie wprawia stanowisko prokuratury w sprawie nieumieszczenia polisy ubezpieczeniowej w oświadczeniu. „Zauważyć należy, że ubezpieczający jest niewątpliwie dysponentem środków znajdujących się w ramach polisy, dyskusyjne jest natomiast to, czy w trakcie jej obowiązywania jest ich właścicielem. Będzie nim na pewno beneficjent, ale dopiero w momencie śmierci ubezpieczonego oraz ubezpieczający w przypadku wypowiedzenia umowy. W przypadku niejednoznaczności regulacji prawnych w tym zakresie niemożliwe jest jednoznaczne przypisanie świadomego zatajenia informacji w tym zakresie” – twierdzi Monika Harasim, prokurator z prokuratury okręgowej z Warszawy, która umorzyła śledztwo.

Portal zwraca uwagę, że o polisie Sasin przypomniał sobie w oświadczeniu majątkowym w 2016 roku. Wtedy nie miał problemów z wpisaniem wartości ubezpieczenia.

Rozbrajająca i należna chyba tylko wysoko postawionemu funkcjonariuszowi Prawa i Sprawiedliwości jest ocena prokuratury: „Analizując zgromadzony materiał dowodowy, należy dojść do przekonania, że oświadczenia majątkowe, mimo że nierzetelne, zostały złożone bez zamiaru podania nieprawdy lub zatajenia prawdy. Odnośnie rozbieżności między ujawnionym w oświadczeniach majątkowych i rzeczywistym stanem zgromadzonych środków pieniężnych nie sposób przypisać Jackowi Sasinowi zamiaru popełnienia przestępstwa. (…) Ujawnił on niemal całość zgromadzonych środków. Brak wykazania środków pieniężnych na rachunku bankowym żony uznać należy za niewiedzę” – twierdzi wielce wyrozumiała prokurator Monika Harasim. I tak śledztwo umorzono 18 stycznia 2018.

Na tym tle z wyjątkowym natręctwem przychodzi na myśl „oburzająca” sprawa nieujawnionego w oświadczeniach majątkowych zegarka jednego z ministrów poprzedniego rządu…

W polskiej delegacji na prezydencką wyprawę do Australii i Nowej Zelandii nie znalazła się najsłynniejsza podróżniczka w rządzie #PiS Anna Maria #Anders. Ale Pani minister i tak tam poleci 🙃🙃 Anders ma pojawić się na antypodach 20.08.2018r. na spotkaniu z Polonią w Sydney…

Polish vodka

3 teksty Waldemara Mystkowskiego.

Śmiechem z reżimem raczej się nie wygra, ale śmiech jest narzędziem, które wskazuje, w jakim stadium znajduje się autokracja. Wrocławska Pomarańczowa Alternatywa działała pod koniec lat 80-tych i ośmieszała komuszy kolor czerwony poprzez wprowadzenie alternatywnego pomarańczowego.

Jeszcze śmieszniejszy był Różowy Czołg czeskiego artysty Davida Czernego, na który to kolor przemalowany został przez niego sowiecki czołg, ten był symbolem dominacji sowietów nad dumnym narodem czeskim i usytuowany w centrum Pragi w dzielnicy – nomen omen – Smichov. Różowy Czołg wjechał do wyobraźni Czechów jako symbol wolności.

Czerny był nawet przez pewien czas ścigany, tak jak niektórzy modyści z KOD, którzy nakładają koszulki z napisem Konstytucja i o dziwo wszystkie t-shirty pasują pomnikowym modelom jak ulał. Tylko czekać, gdy na różowy zostanie przemalowany pomnik smoleński.

Temperatura ośmieszania władzy PiS osiągnęła wysoki poziom, t-shirty Konstytucja wskazują, że PiS ma się blisko upadkowi. Raut w warszawskim klubie Palladium z okazji…

View original post 1 043 słowa więcej

Duda jako powszechny wstyd Polski

Zwykły wpis

Tak twierdzi prezydent tego miasta Rafał Piech. – „Każde miasto ma osobę odpowiedzialną. W Siemianowicach Śląskich taką osobą jest Maryja. Ona otrzymała klucze do miasta, jest jego menedżerem i je prowadzi” – stwierdził podczas spotkania „Oddaj się Maryi” w Niepokalanowie.

Piech już w 2015 roku jako prezydent zawierzył Siemianowice Śląskie Maryi. Podczas spotkania, które opisuje „Gazeta Wyborcza” przyznał, że gdy objął swój urząd nie wiedział, jak prowadzić miasto. – „Jednak po oddaniu wszystkiego Maryi udało się zrobić tyle rzeczy, ile przez ostatnie 20 lat nie udało się zrobić wszystkim prezydentom. (…) Sam nie wierzyłem, że można tyle zrobić i to w tak krótkim czasie – tym bardziej. że nie jestem wybitnym menedżerem. Myślę, że to wszystko to działanie Matki Bożej i Jezusa – mówił.

Opowiadał też, jak doszedł do zawierzenia miasta Matce Bożej. – „Jako młody chłopak nie lubiłem czytać książek. Dopiero w wieku 20 lat zbliżyłem się do literatury, zacząłem czytać książki oparte na faktach. Czytałem literaturę katolicką i natrafiałam na książki mówiące o zawierzeniu się Niepokalanej. Gdzieś rodziło się to pragnienie oddania wszystkiego Jej” – opowiadał.

Zastanawiające, że nagranie spotkania zostało wykasowane z internetu, można przeczytać jedynie jego zapis.

Szef Episkopatu poucza PiS słowami Jana Pawła II. Bp Kopiec narzeka na „upartyjnianie”. Prymas ostrzega przed „wmanewrowaniem” w politykę. Raptownej zmiany nastawienia biskupów do PiS jednak nie ma, bo są oni de facto skazani na PiS.

Te słowa Donaldowi Tuskowi oraz Platformie Obywatelskiej są i będą w kręgach kościelnych zawsze pamiętane.

– Nie będziemy klęczeli przed księdzem. Do klęczenia jest Kościół. Przed Bogiem, a nie przed księdzem – mówił Tusk na konwencji z okazji 10. rocznicy powstania PO. To był rok 2011 r. – na krótko przed wyborami. PO wówczas jeszcze zdołała wygrać, ale było to ostatnie zwycięstwo Platformy. Do porażki w 2015 r. ręce przyłożyło wielu duchownych. „Dobra zmiana” to harde i krnąbrne, ale także ich dziecko.

Wielu biskupów stoi z boku. Czekają

Mówi osoba na co dzień obracająca się wśród biskupów: – Krytyków jest mało, bo władza PiS jest stosunkowo nowa. Wielu biskupów stoi sobie z boku – czekają na to, co wyniknie z działań tej władzy. Widzą, że niektóre działania PiS są ryzykowne, ale nie chcą narzekać, bo partia ta przecież robi bardzo dużo dobrego dla rodziny i społecznej sprawiedliwości.

Dominującą postawą jest wyczekiwanie i nie zabieranie głosu. Ale wśród biskupów nie brakuje bardziej niepokornych osób. Z poparciem dla ekipy PiS spieszył nie raz abp Sławoj Leszek Głódź – on jednak nie ma już w Episkopacie autorytetu. Jest i kilku dostojników bliskich o. Tadeuszowi Rydzykowi, np. bp Wiesław Mering, który wiele razy gromił władzę PO. Z kolei bp Antoni Pacyfik Dydycz słodzi PiS-owi – podczas pielgrzymki Radia Maryja na Jasną Górę cieszył się, że sądownictwo się odradza. Ale oni wszyscy są już postaciami odchodzącymi do historii.

„Program PiS w wielu punktach jest zbieżny z nauczaniem Kościoła”

Co innego abp krakowski Marek Jędraszewski. Znany z publicystycznej zadziorności duchowny, wprost powiedział „Gościowi Niedzielnemu”:

Kościół głosi obiektywne wartości moralne, zwłaszcza jeśli chodzi o małżeństwo, koncepcję rodziny. Podkreśla też znaczenie miłości do ojczyzny, patriotyzmu, tego, „żeby Polska była Polską”, a program PiS w wielu punktach jest z tym nauczaniem zbieżny.

Nie krył przy tym, że „to, co od lat postulował Kościół w odniesieniu do problemów społecznych, jest obecnie realizowane”. A inne partie? Wedle biskupa dzisiejsza opozycja jest opozycją nie tylko dla PiS, ale też dla Kościoła.

Za największego PiS-owca wśród istotnych biskupów uchodzi właśnie abp Marek Jędraszewski – „uchodzi”, bo nazwanie go tak jest jednak krzywdzące. Z pewnością jest konserwatystą na tle biskupów i krytykiem władzy PO oraz mediów opozycyjnych. Gdy półtora roku temu na łamach „Gazety Wyborczej” grupa intelektualistów opublikowała list do niego, to w kurii usłyszałem śmiech, że metropolita nie wie, o jaki list chodzi, bo „GW” nie czyta w ogóle. Za to wywiad z nim można znaleźć w aktualnym numerze „Sieci”.

Biskupi są skazani na PiS

Dziś biskupi w zasadzie są skazani na PiS. Dlaczego?

W szeregach duchownych bardzo żywe są obawy przed – na polskim gruncie można to tak szumnie nazwać – lewicową rewolucją społeczną: wprowadzeniem związków partnerskich, szerszym dostępem do aborcji, usuwaniem symboli religijnych z urzędów, obniżeniem rangi religii w szkole, małżeństwami jednopłciowymi czy też adopcją dzieci przez pary homoseksualne.

W optyce liberalnych i lewicowych elit i mediów to żadne strachy, a czasami wręcz cele.

W optyce hierarchii kościelnej i masy szeregowych duchownych to wizja końca znanego im świata. Koniec władzy PiS to ryzyko, że Polska przestanie być Polską – nie w sensie państwowości, ale wartości, którym państwo hołduje.

PiS jest gwarantem, że taka lewicowa rewolucja się nie dokona. Czym jest więc przejęcie Trybunału Konstytucyjnego i zaoranie Sądu Najwyższego wobec perspektywy apokalipsy? Jedynie powodem do pouczenia, ale nie odcięcia się, bo po co wywoływać szatana opozycji? Taka jest optyka biskupów, niemal wszystkich.

Namacalne jest 500 zł na dzieci, obniżenie wieku emerytalnego, zakaz handlu w niektóre niedziele, koniec refundowania in vitro, 300 zł na wyprawki – i to biskupi chwalą.

Pluszowa krytyka abp. Gądeckiego

Krytyczne wobec PiS głosy biskupów są odosobnione. To żaden chór. Nie są też miarodajne, jeśli chodzi o nastroje wśród hierarchów, ani tym bardziej wśród ok. 26 tys. polskich księży.

Kilka dni temu duże zainteresowanie wzbudziły słowa z wywiadu, którego bp Jan Kopiec udzielił KAI. Wcześniej uwagę przykuły słowa przewodniczącego Episkopatu abp. Stanisława Gądeckiego wygłoszone w kazaniu na 550-lecie polskiego parlamentaryzmu. Przed sojuszem ołtarza z tronem przestrzegał prymas abp Wojciech Polak. A kard. Kazimierz Nycz samą swoją obecnością w Sejmie, gdy protestowali niepełnosprawni z rodzicami pokazał, że PiS jest im winne większy szacunek. Z kolei bp Tadeusz Pieronek regularnie dopieka PiS-owi – jego głos jest donośny w mediach, ale już nie w Episkopacie, z którym przed laty się poróżnił.

Abp Gądecki mówił rządzącym:

Organizacja społeczeństwa winna być oparta na równowadze władz, czyli na braku dominacji jednej władzy nad drugą. Władze te winny być niezależne wobec siebie, winny się dopełniać, hamować i kontrolować.

Cytował też Jana Pawła II, że „jedna [władza] nie dominuje nigdy nad drugą, [co] jest gwarancją prawidłowego funkcjonowania demokracji”. Przypominał za „Kompendium Nauki Społecznej Kościoła”, że „samo przyzwolenie społeczne nie zawsze jest wystarczające, aby sposób sprawowania władzy politycznej można było uznać za właściwy”. W świetle słów innego – cytowanego niżej – biskupa to jedynie pluszowa krytyka.

A przecież, gdy w zeszłym roku prezydent Andrzej Duda wetował ustawy sądowe autorstwa PiS, to ten sam szef Episkopatu nie dość, że zakulisowo namawiał do tych wet, to potem publicznie dziękował w imieniu biskupów. Rok później, po uchwaleniu podobnych ustaw sądowych, ale będących już projektami prezydenckimi, hierarchowie nie spieszyli z wyrazami ubolewania.

Dwóch biskupów, którzy mówią najostrzej

Bp Jan Kopiec sięgnął po grubszy kaliber niż abp Gądecki. W wywiadzie dla KAI podkreślił, że Kościół nie może milczeć w sytuacjach, kiedy „naruszony zostaje porządek nie tylko konstytucyjny, ale porządek moralny gwarantujący normalny rozwój każdej społeczności”. – Również wtedy, kiedy widzimy, że władza jest nadużywana, bądź gdy nadużywane są środki, którymi ona dysponuje – podkreślił. I wprost wskazał, że „zawsze powinna być zagwarantowana niezależność sądów od władzy politycznej”.

Bp Jan Kopiec bił się więc w kościelne piersi. – Zaniedbaniem z naszej [duchowieństwa] strony jest zbyt duże pobłażanie dla procesu „upartyjniania” państwa przez jedną opcję. Reforma państwa, która zawsze jest potrzebna, tego nie wymaga. To jest grzech, który popełniamy. Zdarza się popieranie określonej partii przez poszczególnych duchownych czy biskupów. A to nie powinno mieć miejsca.

Bp Kopiec jest hierarchą otwartym. W wywiadzie dla KAI mówi o „znacznie większym otwarciu się na małżeństwa w kryzysie, także na ludzi żyjących w powtórnych związkach, niesakramentalnych”. A do tego ma dobre kontakty z biskupami zza zachodniej granicy. Jest szefem Grupy Kontaktowej pomiędzy Episkopatem polskim a Konferencją Biskupów niemieckich. Bp Kopiec skrytykował też politykę PiS wobec Niemiec, w tym roztrząsanie sprawy reparacji za II wojnę światową – nazwał to wręcz „ekstremizmem”.

I jeszcze jedno zdanie z bp. Kopca:

Trudno powiedzieć, żeby Kościół jako całość stawał po stronie jednej partii. Ale robią to niektórzy ludzie Kościoła, którzy sprawiają wrażenie, że wypowiadają się w jego imieniu. Tak być nie powinno.

W sukurs przyszedł mu prymas abp Wojciech Polak. Dla „W drodze” podkreśla, że związek Kościoła z władzą jest złem. – Będę przestrzegał przed tym, żeby się nie dać wmanewrować w doraźną politykę. W Kościele mamy ludzi o różnych poglądach i musimy o tym pamiętać.

Biskupi i księża nie mogą się zblatować z PiS-em

Między Episkopatem a obozem PiS istnieje rachunek krzywd. To choćby kokietowanie skrajnych narodowców przez obóz władzy. Poza tym PiS zwodziło Episkopat ws. utworzenia korytarzy humanitarnych dla uchodźców. Wczytując się jednak w dzisiejsze słowa abp. Jędraszewskiego w „Sieciach” można odnieść wrażenie, że akurat ta sprawa nie jest priorytetowa.

– Mamy do czynienia (…) z falą uchodźców atakujących w mniej lub bardziej sterowany sposób Europę – stwierdził. Już jednak prymas Polak i kard. Nycz bardzo głośno mówili o potrzebie pomocy uchodźcom, a nie o „sterowanym ataku”. Wśród „krzywd” jest też odsuwanie w czasie zaostrzenia – nawet rękami Trybunału Konstytucyjnego – ustawy antyaborcyjnej. Ciągłe dawanie nadziei, że ustawa będzie zaostrzona, to kuszenie Kościoła – sposób na stępianie i tak nielicznych głosów krytyki.

Jeśli jednak ktokolwiek sądzi, że kler w tym momencie zmienia kurs duchownych, a urazy biorą górę, to się głęboko myli. W Polsce liczba księży zaangażowanych w duszpasterstwo parafialne sięga 21 tys. Biskupów jest ok. 150, a raptem kilku nie szczędzi PiS-owi krytyki.

Komunikat hierarchów jest prosty: nawet jeśli Kościół jest skazany na bliskość z PiS, to biskupi i księża nie mogą się temu PiS-owi dać skusić i z nim zblatować.

Prezydent powinien zawetować ordynację do Parlamentu Europejskiego – powiedział Kornel Morawiecki w wywiadzie dla dzisiejszej „Rzeczpospolitej”. Według niego po serii wyborów rynek medialny powinien ulec zmianie.

Kornel Morawiecki wypowiedział się na temat reformy mediów i wyjaśnił, czy powinno do niej dojść. – Media mają służyć społeczeństwu, a nie grupom uprzywilejowanym, jak sędziowie, czy zagranicznym grupom kapitałowym, którym podlegają. Nie ma ideałów, ale media nie mogą być bezrefleksyjne – wyjaśnił marszałek senior. – Najpierw wygrajmy wybory, później będziemy zmieniać media na służebne społeczeństwu – dodał.

Zdaniem lidera koła poselskiego Wolni i Solidarni „Mateusz Morawiecki sprawdził się jako premier”. – Pełni najodpowiedzialniejszą funkcję w Polsce. Ma wielką władzę w rękach. Jeśli do władzy dojdzie obóz antypisowski, to odwróci dobrą zmianę – stwierdził marszałek senior, dodając, że „aktualna opozycja nie ma propozycji poprawy”. – Wszystko chce tylko cofnąć – zaznaczył.

Na pytanie, czy prezydent Andrzej Duda powinien zawetować ordynację do Parlamentu Europejskiego, Kornel Morawiecki odpowiedział: – Prezydent powinien zawetować ordynację do PE, bo ona doprowadzi do dwupartyjnej polskiej reprezentacji w PE”. W swojej wypowiedzi podkreślił, że „rozumie ten sprzeciw”.

Listy zza krat

R. jest w areszcie, postawiono mu zarzut przyjmowania milionowych łapówek. W listach rozsyłanych zza krat twierdzi, że Wąsik z Kamińskim mieli go namawiać do biznesu przy reprywatyzacji. Zyski miały zasilać konta partii.

Pozostałe teksty są o powiązanej ze środowiskiem PiS spółce Srebrna, która chce sprzedać grunt w centrum Warszawy. Folder dla rynku przygotowała cypryjska spółka należąca do warszawskiego dewelopera.

>>>

>>>

Kancelaria Prezydenta podsumowała także 3 lata – jak to nazwano – „aktywności pierwszej damy”. W prezentacji można przeczytać m.in., że „Agata Kornhauser-Duda – pedagog z wieloletnim doświadczeniem – koncentruje się na zachęcaniu młodych ludzi do rozwijania zdolności oraz pogłębiania wiedzy, a także na wsparciu nauczycieli”. Angażuje się w tak „ważkie” przedsięwzięcia, jak… 2. edycja Dyktanda Polonijnego w krajach Beneluksu, które objęła honorowym patronatem. Podobnych „aktywności” wyliczono wiele.

Próżno jednak szukać dowodów wsparcia dla kobiet, protestujących przeciw jeszcze większemu zaostrzeniu przepisów aborcyjnych. O zabranie głosu tej sprawie przez Agatę Kornhauser-Dudę wielokrotnie apelowały środowiska kobiece.

Internauci przypominają sytuację, w której jednak głos zabrała. – „Jedyna aktywność, z jakiej Pani Pierwsza Dama zasłynęła to ta aktywność w KFC” – napisała jedna z nich na Twitterze. Chodzi oczywiście o zadane Dudzie pytanie, o czym w artykule „Czemu zgadza się pan na łamanie konstytucji? – zapytała Dudę w KFC – pani Katarzyna”.

Pozostałe komentarze są równie krytyczne dla Agaty Kornhauser-Dudy. – „Polska NIE ma pierwszej damy, ma jakąś niemowę, która nie ma na tyle odwagi, aby stanąć po stronie kobiet”; – „Z niej taka pierwsza dama jak z niego prezydent! Oboje tragedia w trzech aktach! Wstydem jest dla polskich mądrych, aktywnych i myślących kobiet”;

„Niczego dobrego nie spodziewałem się po Adrianie, ale naiwnie liczyłem, że jego żona Agata będzie „lepszą” połową tego związku. Nic dwa razy się nie zdarza. Maria Kaczyńska miała swoje zdanie. Była obiektem wstrętnych ataków Rydzyka. Agato, nigdy nie będziesz jak Maria!”; – „To chyba jakiś błąd drukarski… ktoś ewidentnie „zjadł” jedno słowo. Powinno chyba być „Podsumowanie braku aktywności”.

Waldemar Mystkowski pisze o 3 latach Dudy.

Mamy nieszczęście być świadkami 3 lat prezydentury Dudy.

Andrzej Duda jeszcze na dobre się nie wybudził, gdy szef jego Kancelarii Krzysztof Szczerski w radiowej Trójce ogłosił, iż „prezydent jest jedynym politykiem dzisiaj w Polsce, który działa ponad tym ostrym sporem politycznym”. Jako że to było przed trzynastą, można zapytać, czym Szczerski wzmocnił poranną kawę?

Nie był to także słynny magazyn „60 minut na godzinę”, w którym Jacek Fedorowicz kreował niemniej słynnego kolegę Kierownika, bo audycja satyryczna została zdjęta z anteny 30 lat temu. W każdym razie mamy obecnie nawet coś więcej, bo pisowski magazyn satyryczny „24 godziny na dobę”, kolegę Kierownika odtwarza Jarosław Kaczyński, niestety przestaliśmy się śmiać z jego dowcipów.

Mamy nieszczęście być świadkami 3 lat prezydentury Dudy, o której możemy się spierać, ile razy Konstytucja została złamana, naciągana, sponiewierana. Na pewno – kilkanaście razy Duda złamał przysięgę składaną na Konstytucję. A ktoś taki nazywa się krzywoprzysięzcą.

Przez 3-lecie sprawowania funkcji Duda w pocie czoła pracował na to miano. Pokojowo protestujący dla przypomnienia o powinnościach nie nakładają mu najmodniejszego tego lata stroju – koszulki z napisem Konstytucja – tylko dlatego, że nie jest pomnikiem i raczej mu taka pamięć nie grozi, bo tej pilnie strzeże dla swego brata Kierownik Kaczyński.

Ostatecznie Dudzie można byłoby nałożyć koszulkę bez żadnych ceregieli, ale chowa się za kordonem policjantów, gdzie nawet prezentuje swoje mierne zdolności aktorskie. Właśnie Duda zapłakał, gdy oddawał hołd I Kompanii Kadrowej na inauguracji marszu szlakiem kompanii. Marsz kadry strzelców Józefa Piłsudskiego rozpoczęty został 6 sierpnia 1914 roku z krakowskich Oleandrów na ziemię zaboru rosyjskiego, w ten sposób powołując do życia Legiony Polskie.

Duda po 104 latach zacytował słowa Piłsudskiego skierowane do kampanii strzelców, puścił łezkę i orzekł, iż wzruszył się. Gdyby chcieć porównać odwagę Dudy do kogoś z tamtych czasów, to tylko do tych mieszkańców ówczesnych Kielc, którzy chowali się za zamkniętymi okiennicami, gdy pukali do nich strzelcy Piłsudskiego.

Krzywoprzysięstwo Duda idzie w parze z jego brakiem odwagi, czyli tchórzostwem. Żaden z oficerów ani żołnierzy nie pozwoliłby sobie, aby jakiś Duda podawał mu wycior do czyszczenia luf karabinów Mannlicher, które były na wyposażeniu I Brygady Piłsudskiego. Wówczas tchórzy takim wyciorem okładało się po czterech literach i wypędzało z koszar. Wtedy odwagą było walczyć o niepodległość ojczyzny, dzisiaj odwagą cywilną jest stać na straży Konstytucji, a tej brakuje Dudzie, czym przysparza wstydu funkcji, jaką sprawuje.

Odwagę porównywalną z bohaterami kadry Piłsudskiego ma Łukasz Olejnik, działacz KOD, który jako pierwszy w kraju na pomnik Lecha Kaczyńskiego w Szczecinie nałożył koszulkę z napisem: „Konstytucja, Jędrek!”. Od siebie spointuję: Duda, nie zajmuj się Piłsudskim, boś nie godzien być jego wyciorem.

PiS zamienia kartofle na buraki

Zwykły wpis

Można rzec, iż definicja układu się domknęła w układ zamknięty. Prokurator generalny z PiS wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego opanowanego przez PiS o uznanie, że prezydent z PiS miał prawo ułaskawić przestępców – ministrów PiS.

A więc wyrok Sądu Najwyższego został unieważniony, kto by się taką drobnostką przejmował. Jak powiedział prezes PiS, bój o Sąd Najwyższy też wygrają.

W międzyczasie ze stron prezydenckich z zakładki „Prawo łaski” zniknęła wykładnia, iż prawo łaski przysługuje „od prawomocnego wyroku sądu”. A Mariusz Kamiński miał wyrok nieprawomocny 3 lat do odsiadki. Zresztą sam utrzymywał, że nie interesuje go łaska, ale uniewinnienie.

Prezydent ma prerogatywą prawa łaski, ale nie ma prerogatywy zastępowania sądów i wydawania za nich wyroków, bo gdyby takie prawa posiadał, to faktycznie mógłby ułaskawić Kamińskiego przed skazaniem go. Ale i to zastosowane bezprawie przez Dudę wskazuje na logikę, iż uznał Kamińskiego za przestępcę. Prezydent się pogodził z tym, ze w rządzie PiS jest przestępca.

Prof. Marcin Matczak także próbuje rozgryźć logikę układu zamkniętego PiS i stwierdza, że według rozumowania PiS można dać rozwód narzeczonemu, gdyż istnieje domniemanie, że on, albo niedoszła żona zdradzą się nawzajem. I taka też jest moralność PiS, bo ta jest pochodną każdego bezprawia.

Zdefiniowana została też przez Trybunał Konstytucyjny inna prerogatywa prezydenta PiS. Ma prawo chronienia każdego przed wymiarem sprawiedliwości, co jest czymś zupełnie innym niż ochrona przed przed karą, której dotyczy prawo łaski.

Ta logika PiS jest w jedynym sobie rodzaju – krętacza i taka też będzie w stosunku do Sądu Najwyższego. Zasadność propagandy PiS celnie ujął prawnik Piotr Schramm: „Jeżeli z powodu rzekomej kradzieży kiełbasy przez jednego sędziego należy rozwalić cały Sąd Najwyższy – to z powodu rzeczywistej pedofilii w Kościele PiS powinien natychmiast zamknąć i zdelegalizować wszystkie Kościoły.”

Raport NIK udowadnia, iż nagrody „nam się należą” były większe. Ba, można w ciemno iść o zakład, że to tylko wierzchołek góry lodowej, pod spodem dojenie kasy państwa idzie pełną parą. A Mateusz Morawiecki twierdzi, że nagrody zostały przekazane na cele charytatywne.

Cały czas mamy do czynienia z krętactwem spod logo PiS. Na cele charytatywne można oddać własne pieniądze, albo oddać honorową rekompensatę. A PiS zostało złapane na gorącym uczynku, a gdy już politycy tej partii nie mieli wyjścia tylko półgębkiem się przyznali, ale nie do całej kwoty, którą podprowadzili z publicznego Sezamu. Przyznali się tylko do zawartości worka, który opozycja im przeszukała.

Dla mnie PiS definiuje się jeszcze inaczej, co podsunął mi nieszczęsny Morawiecki, mianowicie zapowiedział, że „w tym tygodniu zaprezentujemy z ministrem Ardanowskim nowe rozwiązania dla rolników”. Trzymając się estetyki partii Kaczyńskiego można ukuć taką oto metaforę: Morawiecki zaprezentuje „nowe rozwiązania”, zamieniając kartofle na buraki – a może odwrotnie.