Odważna reakcja prawników na skandaliczne zachowanie polityków PiS

Marcel Dudzic, 20/05/2017

Chciałoby się rzec: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Politycy PiS byli oburzeni zachowaniem sędziów zgromadzonych na pierwszym Kongresie Prawników Polskich w Katowicach.

Po słowach wiceministra sprawiedliwości, Marcina Warchoła część z obecnych prawników demonstracyjnie wyszła. W przemówieniu starał się przekonywać, że wprowadzana przez Zbigniewa Ziobrę reforma sądownictwa ma służyć dobru zgromadzonych na kongresie. Przemówienie przerywano buczeniem, a nawet oklaskami, jak po słowach:Wymiar sprawiedliwości ma być wolny od politycznych nacisków”.

Dopiero po stwierdzeniu: „Po 1989 roku zbyt łatwo przyjęliśmy za dobrą dewizę słowa tu obecnego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, profesora Adama Strzembosza, iż środowisko samo się oczyści. Nie oszukujmy się, nie oczyściło się” doszło do zbiorowej reakcji. Prawnicy gremialnie, w demonstracyjny sposób wstali z krzeseł, kierując się ku wyjściu.

Nieporuszony tą reakcją Warchoł kontynuował swoje przemówienie, mówiąc o komunistycznych sądach odpowiedzialnych za śmierć „3 tysięcy polskich patriotów” i surowe wyroki na opozycjonistach. Wg niego, konsekwencje tego poniósł tylko jeden sędzia. Tym stwierdzeniem określił istotę planowanych zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa.

Swoją drogą ciekawe jest, że PiS przypomina o kwestii samooczyszczenia się środowiska tylko, gdy zapadnie niekorzystny dla nich wyrok. Wtedy rozpoczyna się poszukiwanie niewygodnych faktów dotyczących sędziów. Obciążające może być choćby studiowanie za czasów PRL, młodsi prawnicy mogą nosić tzw. „gen zdrady”. Mimo to, lojalny sędzia Kryże i komunistyczny aparatczyk Piotrowicz okazują się tymczasem najgorliwszymi patriotami. Istotny jest więc stosunek prawnika wobec obecnej władzy, która korzystając z wytrychu „samooczyszczenia” doprowadzi do upolitycznienia ostatniego bastionu państwa prawa jakim jest władza sądownicza.

Happening o podobnym charakterze miał miejsce przy okazji odczytu listu prezydenta Andrzeja Dudy przez jego ministra, Andrzeja Derę na tym samym kongresie. Po stwierdzeniu, że sędziowie nie powinni „recenzować działalności innych organów władzy publicznej”, zapewne w odniesienu do uchwały Zgromadzenia Ogólnego Sądu Najwyższego, dotyczącej krytyki zapowiadanych zmian w sądownictwie, zgromadzeni wyjęli przygotowane egzemplarze ustawy zasadniczej, skandując przy tym – Konstytucja!

Z podobnym aktem spotkał się sam Andrzej Duda, gdy goszcząc prezydenta Niemiec, Franka-Waltera Steinmeiera i w jego obecności był zagłuszany przez tłum zgromadzony na Warszawskich Targach Książki.

PiS doigrał się, teraz otrzymuje to, czego tak bardzo się boi – olbrzymią dawkę wstydu widzianego również za granicą. Moralność Kalego obecnie rządzącej kliki objawia się groteskowym oburzeniem na reakcje, które sami znają z własnego repertuaru.

crowdmedia.pl

Przetarg na zakup samolotów dla VIP-ów ustawiony?

MAJ 19, 2017

MON od początku faworyzował firmę Boeing w przetargu na zakup średnich samolotów dla VIP-ów – czytamy w upublicznionym orzeczeniu Krajowej Izby Odwoławczej. To nie wszystko, MON też oszukał Izbę, twierdząc, że jeżeli pieniądze nie zostaną wydane, to będą musiały wrócić do budżetu. – Będziemy domagać się unieważnienia tego przetargu i rozliczenia osób odpowiedzialnych w tej sprawie – mówi wiceszef PO Tomasz Siemoniak. Jego zdaniem, to „jedna z największych afer ostatnich lat”.

Krótka historia przetargu na samoloty dla VIP-ów

Ministerstwo Obrony Narodowej 31 marca kupiło trzy średnie samoloty do przewozu najważniejszych osób w państwie. Umowę na dostawę maszyn podpisali przedstawiciele Inspektoratu Uzbrojenia MON i The Boeing Company. Wartość kontraktu to 2,5 miliardy złotych. Samoloty wybrano w trybie zamówienia z wolnej ręki. Do negocjacji zaproszono tylko amerykańską firmę Boeing.

Ta decyzja została oprotestowana przez trzy firmy, które również chciały uczestniczyć w postępowaniu. Zgodę na zawarcie umowy musiała w takiej sytuacji wyrazić Krajowa Izba Odwoławcza. I wyraziła. Dlaczego? MON przekonywał, że umowa musi zostać podpisana w ostatni dzień marca, bo jeżeli nie udałoby się sfinalizować transakcji, pieniądze wrócą do budżetu państwa.

Tymczasem w uzasadnieniu wyroku Izby z 3 kwietnia czytamy, że pieniądze pochodziły z programu wieloletniego na zakup samolotów dla VIP. Gdyby nie udało się w tym roku zawrzeć umowy, zostałyby przesunięte na przyszły rok. W związku z tym MON wprowadził Izbę w błąd.

Wyrok Krajowej Izby Odwoławczej

Jest on miażdżący dla ministra Antoniego Macierewicza. Nie tylko dlatego, że według Izby urzędnicy MON wprowadzili ją w błąd.

– Nieuzasadnione faworyzowanie producenta samolotów Boeing, polegające na przyjętym z góry zamiarze udzielenia zamówienia producentowi samolotów Boeing, pomimo tego, że na rynku istnieją inni wykonawcy, mogący zrealizować zamówienie – czytamy w uzasadnieniu wyroku Krajowej Izby Gospodarczej.

Izba nie ma wątpliwości, że MON takim postępowaniem złamał prawo i naruszył zasadę uczciwej konkurencji.

PO żąda unieważnienia przetargu

– Trzeba wyraźnie powiedzieć, że grupa osób w MON z pełną świadomością, wbrew dokumentacji, którą sami zgromadzili, postanowiła zawrzeć kontrakt z jednym wykonawcą z rażącym naruszeniem przepisów prawa i zapewne z dużą szkodą dla interesów państwa polskiego – tłumaczył na konferencji prasowej poseł PO Czesław Mroczek. Według polityków opozycji, „taka sytuacja nie może być tolerowana”.

– Dlatego będziemy domagali się unieważnienia tego kontraktu i rozliczenia wszystkich odpowiedzialnych za tę skandaliczną sytuację. To jest naprawdę jedna z największych afer ostatnich lat w Europie i w świecie, taki właśnie sposób zakupu – zapowiada były minister obrony narodowej, wiceszef PO Tomasz Siemoniak.

Ten przetarg musi być unieważniony, w tej sprawie muszą działać organy państwa powołane do tego, żeby zatrzymać ten skandaliczny kontrakt – nie mają wątpliwości politycy PO. W tej sprawie złożyli już wniosek o kolejną kontrolę poselską w MON. Pierwsza dotyczyła przetargu na śmigłowce wielozadaniowe dla polskiego wojska.

wiadomo.co

Prof. Andrzej Rzońca: PiS naraża Polskę na załamanie

MAJ 18, 2017

Prof. Andrzej Rzońca: PiS naraża Polskę na załamanie

– Ważne jest, żeby PiS jak najszybciej stracił władzę. Im dłużej jest przy władzy, tym mniejsze są szanse, że Polska uniknie tąpnięcia. Na razie grzęźnie. Osłabiane są fundamenty wzrostu polskiej gospodarki – mówi w rozmowie z wiadomo.co główny ekonomista PO prof. Andrzej Rzońca. Skoro jest tak źle, to dlaczego PKB rośnie? – Ten szybszy wzrost pojawił się nie dzięki PiS-owi, lecz pomimo zaniechań PiS-u. Wzrost PKB nie bierze się z zasiłków, bierze się z ludzkiej pracy, inwestycji i innowacji – to elementarz ekonomii – tłumaczy prof. Rzońca. Pytamy też o 500+, wiek emerytalny i walutę euro.

Kamila Terpiał: Główny Urząd Statystyczny podał we wtorek, że w I kwartale 2017 roku PKB wzrósł o 4 proc. Należało się tego spodziewać?
Prof. Andrzej Rzońca: Tak. O tym, że zobaczymy w tym roku „czwórkę z przodu”, mówiłem, od kiedy upubliczniono plany finansowe samorządów. Same inwestycje samorządów dodadzą do wzrostu PKB 1,6 pkt proc. Skoro w zeszłym roku wzrost wynosił 2,7 proc., to po dodaniu tych 1,6 pkt proc. w br. już będziemy mieli wyraźnie ponad 4 proc.

Czyli taki wzrost mamy dzięki samorządom?
Nie tylko. Dodatkowo wzrost w br. będzie przyspieszał przez dalszą poprawę koniunktury u głównych odbiorców polskiego eksportu, przede wszystkim w Niemczech. Mamy więc dwa istotne impulsy przyspieszające wzrost gospodarczy. Do tego dochodzą tzw. efekty mnożnikowe: firmy, które będą realizować inwestycje samorządów lub więcej sprzedadzą za granicę, zapłacą swojej załodze, załoga przeznaczy część dochodów na zakupy, te zakupy zwiększą przychody kolejnych przedsiębiorców, którzy więcej zapłacą swoim pracownikom i dostawcom itd.

Gdyby nie PiS przy władzy, dzisiaj odbijalibyśmy się od 4,6 proc., a tak odbijamy się od 2,7 proc.

To są optymistyczne dane dla polskiej gospodarki.
Oczywiście, i trzeba się z tego cieszyć. Szybszy wzrost PKB oznacza szybszy wzrost dochodów ludzi – więcej pieniędzy w ich portfelach. To jest bardzo dobra wiadomość.

Dobra też dla PiS-u, premier Beata Szydło czy wicepremier Mateusz Morawiecki mogą stanąć i powiedzieć: to dzięki nam. Prawda?
Przede wszystkim to jest dobra wiadomość dla zwykłych ludzi. Ale ten szybszy wzrost pojawił się nie dzięki PiS-owi, lecz pomimo zaniechań PiS-u. Przypomnę, że PiS, kiedy przejmował władzę, odziedziczył wzrost na poziomie 4,6 proc. Na skutek szkodliwej polityki PiS mieliśmy w zeszłym roku po raz pierwszy spowolnienie wzrostu gospodarczego, które nie zostało poprzedzone żadnym ekonomicznym wstrząsem za granicą. Gdyby nie PiS przy władzy, dzisiaj odbijalibyśmy się od 4,6 proc., a tak odbijamy się od 2,7 proc.

Przewidywania NBP się nie sprawdziły, bo PiS zamiast skorzystać z doświadczenia urzędników, którzy zajmowali się podziałem środków w przeszłości, zwolnił ich albo zastraszył i sparaliżował ich działania. Na to nałożył się spadek inwestycji w przedsiębiorstwach, przede wszystkich tych kontrolowanych przez polityków PiS. W IV kwartale ub.r. sięgnął on tam aż 50 proc. Takie są skutki „odzyskiwania” spółek przez PiSiewiczów.

Skąd wzięło się spowolnienie w zeszłym roku?
W zeszłym roku mieliśmy dwa poważne motory wzrostu: po pierwsze, szybki wzrost eksportu dzięki dobrej koniunkturze za granicą, a po drugie, dalsze przyspieszenie wzrostu konsumpcji dzięki odziedziczonej po rządach Platformy bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy. A mimo tego inwestycje się załamały. Pewnego spowolnienia wzrostu inwestycji można się było spodziewać – ze względu na przechodzenie z jednej do drugiej perspektywy unijnego budżetu. Ale to zmniejszenie wykorzystania funduszy unijnych – wedle prognoz niezależnych instytucji, takich jak Narodowy Bank Polski, miało być dwa i pół razy płytsze od tego, do którego doszło. Przewidywania NBP się nie sprawdziły, bo PiS zamiast skorzystać z doświadczenia urzędników, którzy zajmowali się podziałem środków w przeszłości, zwolnił ich albo zastraszył i sparaliżował ich działania. Na to nałożył się spadek inwestycji w przedsiębiorstwach, przede wszystkich tych kontrolowanych przez polityków PiS. W IV kwartale ub.r. sięgnął on tam aż 50 proc. Takie są skutki „odzyskiwania” spółek przez PiSiewiczów. Ale zmniejszyły się także inwestycje firm prywatnych, bo PiS dramatycznie zwiększył ryzyko inwestowania. Niepewność, której poczucie króluje wśród przedsiębiorców od przejęcia władzy przez PiS, jest najczęściej deklarowanym przez nich powodem wstrzymywania się z realizacją znaczących inwestycji – wskazują go prawie osiem razy częściej niż problemy z pozyskaniem funduszy unijnych. PiS mocno wyśrubował rekord produkcji prawa, przyjmując w zeszłym roku prawie 32 tys. stron nowych ustaw i rozporządzeń – najwięcej przynajmniej od 1918 roku. Prawie połowa tej PiS-owskiej produkcji dotyczyła gospodarki. Szczególnie „twórczy” PiS był w kwestii prawa podatkowego. W ciągu roku zmienił aż jedną trzecią wszystkich przepisów dotyczących podatków. Ponadto wprowadza ograniczenia i zakazy – obrotu ziemią rolną, budowy nowych farm wiatrowych i modernizacji starych, świadczenia usług ratownictwa medycznego przez prywatne firmy, posiadania więcej niż kilku aptek, handlu w niedzielę itp. Z lubością wciąż obmyśla nowe sankcje. Jakby tego było mało, usiłuje pozbawić ludzi dostępu do wymiaru sprawiedliwości niezależnego od władzy. No i jak tu inwestować?

W drugiej połowie br. skutki 500+ dla wzrostu konsumpcji będą zerowe, bo będziemy odnosić 500+ z tego roku do 500+ z zeszłego.

Ale wicepremier i minister finansów Mateusz Morawiecki cały czas powtarza, że mamy do czynienia ze wzrostem dynamiki i atrakcyjności inwestycyjnej.
W tym roku będziemy mieli do czynienia ze wzrostem inwestycji, bo trudno sobie wyobrazić, żeby dalej spadały w sytuacji, w której są do wydania potężne fundusze unijne, a czas na ich wykorzystanie się kurczy; z kolei przedsiębiorstwa mają zamówienia, ale brakuje im wolnych mocy wytwórczych. W zeszłym roku inwestycje spadły w sumie o prawie 8 proc., czyli trzy razy silniej niż po wybuchu globalnego kryzysu finansowego i po rozlaniu się kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Ich udział w PKB obniżył się do najniższego poziomu od kilkunastu lat. Teraz będą rosły, ale znowu nie dzięki działaniom PiS, tylko pomimo tych działań.

Jak do tego wszystkiego ma się 500+? Premier Beata Szydło twierdzi, że to miało znaczący wpływ na wzrost PKB, bo napędziło konsumpcję.
To kompletna bzdura. Różnica między prognozą sprzed wyborów wzrostu konsumpcji w ub.r. a jej faktycznym wzrostem jest śladowa. Wpływ 500+ na wzrost konsumpcji, skądinąd umiarkowany, bo wynoszący około 1 pkt proc., został niemal w całości skompensowany przez odwlekanie zakupów przez ludzi w związku ze zwiększoną niepewnością oraz przez efekty mnożnikowe załamania inwestycji. W drugiej połowie br. skutki 500+ dla wzrostu konsumpcji będą zerowe, bo będziemy odnosić 500+ z tego roku do 500+ z zeszłego. Wzrost nie bierze się z zasiłków, bierze się z ludzkiej pracy, inwestycji i innowacji – to elementarz ekonomii.

PiS zaciąga długi na wypłatę 500+, bo wydaje mu się, że w ten sposób napędzi wzrost. Platforma Obywatelska wie, że wzrost nie bierze się z zasiłków, tylko z inwestycji, pracy ludzi i innowacji, więc najpierw wzmocni wzrost, a dopiero później będzie dzieliła owoce wzrostu.

PO chce kontynuować program 500+, a nawet rozszerzyć go na pierwsze dziecko, wprowadzając jednak kryterium pracy.
I to jest zasadnicza różnica między PO i PiS-em. PiS zaciąga długi na wypłatę 500+, bo wydaje mu się, że w ten sposób napędzi wzrost. Platforma Obywatelska wie, że wzrost nie bierze się z zasiłków, tylko z inwestycji, pracy ludzi i innowacji, więc najpierw wzmocni wzrost, a dopiero później będzie dzieliła owoce wzrostu. Platforma chce przy tym zmienić konstrukcję 500+ w taki sposób, aby przestał dezaktywizować Polaków. Teraz mogą z niego korzystać także te rodziny, w których rodzice porzucą pracę. Platforma chce, aby korzystały z niego te, w których rodzice pracują albo poszukują pracy. Praca dla Platformy to jest wielka wartość, dla PiS-u przymus, ciężar i kara. Nie przemawia do niego nawet to, że praca jest jedynym sposobem na usuwanie trwałej biedy. Chwali się, że 500+ ograniczyło biedę. Ale ten program w wersji PiS konserwuje ją, gdyż trwała bieda jest tam, gdzie nie ma pracy.

A może należałoby wprowadzić inne kryterium – zarobki? Mówiąc najprościej, zabrać 500+ najbogatszym.
I zmusić ludzi do składania kolejnych deklaracji? Rozbudować administrację socjalną, która by te deklaracje weryfikowała? Nie powinniśmy napuszczać jednych Polaków na drugich. Trzeba ich łączyć, a nie dzielić. Praca jest taką wartością, wokół której można to zrobić. Jeżeli 500+ trafia do osób zdolnych do pracy, to niech warunkiem jego otrzymywania będzie praca lub poszukiwanie pracy, tak aby aktywizować ludzi. Zasadniczym celem państwa powinno być zwiększanie opłacalności pracy.

Platforma zadeklarowała, że nie chce podnieść wieku emerytalnego. Ale musimy ochronić ludzi przed tym, na co skazuje ich PiS, czyli przed głodowymi emeryturami i horrendalnie wysokimi składkami emerytalnymi. Jeśli nie przekonamy Polaków do tego, żeby dłużej byli aktywni na rynku pracy, to w 2040 roku na jednego pracującego będzie przypadało dwa razy więcej emerytów niż obecnie.

Dlaczego PO nie chce w takim razie, po dojściu do władzy, podnieść znowu wieku emerytalnego?
Platforma zadeklarowała, że nie chce podnieść wieku emerytalnego. Ale musimy ochronić ludzi przed tym, na co skazuje ich PiS, czyli przed głodowymi emeryturami i horrendalnie wysokimi składkami emerytalnymi. Jeśli nie przekonamy Polaków do tego, żeby dłużej byli aktywni na rynku pracy, to w 2040 roku na jednego pracującego będzie przypadało dwa razy więcej emerytów niż obecnie. To oznacza, że emerytury będą dwa razy niższe w relacji do przeciętnego wynagrodzenia lub składka emerytalna będzie dwa razy wyższa. Czyli pracujący będzie musiał zapłacić 40 proc. płacy brutto jako składkę emerytalną, do tego wszystkie inne składki i jeszcze PIT. Przy takim obciążeniu pracujących można śmiało założyć, że będziemy mieli do czynienia z falą emigracji młodych, która zmieni Polskę w kraj biednych, starych ludzi. Biednych dlatego, że nie będzie pracujących, z których składek byłoby można sfinansować godne emerytury. Na taką perspektywę PiS skazuje Polaków.

Tylko jak zachęcić Polaków do tego, aby dłużej pracowali?
Podwyższenie wieku emerytalnego to była próba rozbrojenia bomby demograficznej. PiS pokazał, że to rozwiązanie może być w bardzo prosty sposób zniszczone, jeżeli do władzy dochodzi partia, która nie dba o przyszłość kraju, a jedynie o własne interesy. Dlatego teraz trzeba myśleć o takich rozwiązaniach, których populiści nie będą w stanie zniszczyć, gdyby jeszcze kiedyś doszli do władzy. PO nad takimi rozwiązaniami pracuje. Są przykłady krajów, gdzie udało się znacząco podnieść aktywność wśród osób starszych – chociażby w Niemczech, Holandii czy Finlandii, i trzeba z tych doświadczeń korzystać.

Każdy nowy wydatek pojawi się dopiero po tym, jak PO wzmocni wzrost gospodarczy. Nie będzie dłużej zadłużania państwa czy dokręcania podatkowej śruby po to, żeby sfinansować nowe wydatki.

Jak do dłuższej pracy miałaby zachęcić zapowiedziana przez Grzegorza Schetynę 13. emerytura?
W bardzo prosty: myślimy nad tym, żeby jej wysokość możliwie silnie wynagradzała dłuższy staż pracy. Im dłuższa praca, tym wyższa 13. emerytura.

13. emerytura, utrzymanie 500+ i obniżonego wieku emerytalnego – skąd na to wszystko Platforma weźmie pieniądze, skoro nie chce prowadzić polityki rozdawnictwa?
Każdy nowy wydatek pojawi się dopiero po tym, jak PO wzmocni wzrost gospodarczy. Nie będzie dłużej zadłużania państwa czy dokręcania podatkowej śruby po to, żeby sfinansować nowe wydatki.

Ale przecież przy 500+ musi być zachowana ciągłość.
To świadczenie już jest. Ja mówię o nowych wydatkach. Te będą wprowadzane dopiero po tym, jak dzięki przyspieszeniu wzrostu gospodarczego pojawią się dodatkowe dochody – nie tylko w portfelach Polaków, ale także w budżecie państwa.

Może się skończyć tak, jak w krajach Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Im też brakowało dyscypliny w finansach publicznych. Poza tym od lat 50. testowały strategie gospodarcze, podobne do planu Morawieckiego, bazujące na skompromitowanej teorii zależności.

A jeżeli gospodarka pod koniec rządów PiS-u nie będzie w najlepszym stanie? Trudno będzie się odbić.
Dlatego tak ważne jest, żeby PiS jak najszybciej stracił władzę. Im dłużej jest przy władzy, tym mniejsze są szanse, że Polska uniknie tąpnięcia. Na razie grzęźnie. Osłabiane są fundamenty wzrostu polskiej gospodarki. Mamy przyspieszenie wzrostu PKB, ale jednocześnie szacunki wzrostu PKB potencjalnego, czyli do utrzymania w dłuższym okresie, są rewidowane w dół. Nawet Ministerstwo Finansów to robi, choć zarazem twierdzi, że szybszy wzrost potencjału powróci. Póki co PiS funduje nam osłabianie fundamentów, ale zadłużając Polskę najszybciej w Europie, naraża nasz kraj na załamanie. Czas dobrej koniunktury powinien być wykorzystywany do tego, co robią Niemcy, Holendrzy czy Szwedzi, czyli oddłużania. A Polska zamiast tego ściga się z Rumunią o palmę pierwszeństwa kraju, w którym dług publiczny w relacji do PKB rośnie najszybciej.

Możemy skończyć jak Grecja?
Może się skończyć tak, jak w krajach Ameryki Łacińskiej czy Afryki. Im też brakowało dyscypliny w finansach publicznych. Poza tym od lat 50. testowały strategie gospodarcze, podobne do planu Morawieckiego, bazujące na skompromitowanej teorii zależności.

Powinniśmy przygotowywać polską gospodarkę do ewentualnego wejścia do strefy euro, bo Polska potrzebuje zdrowych finansów publicznych i stabilnego pieniądza – a to są właśnie kryteria wejścia do strefy euro. Zarazem zapowiadanie wejścia do strefy euro dzisiaj nie ma sensu.

PO zaproponowała pana debatę z wicepremierem Mateuszem Morawieckim. Myśli pan, że przyjdzie czas, kiedy pozytywnie odpowie na to zaproszenie?
Mam nadzieję, że w końcu presja na niego będzie tak silna, że przestanie się chować. Jednocześnie rozumiem, że się obawia.

Czy to jest moment na rozpoczęcie debaty o wejściu Polski do strefy euro? I czy to jest dobra droga?
Powinniśmy przygotowywać polską gospodarkę do ewentualnego wejścia do strefy euro, bo Polska potrzebuje zdrowych finansów publicznych i stabilnego pieniądza – a to są właśnie kryteria wejścia do strefy euro. Zarazem zapowiadanie wejścia do strefy euro dzisiaj nie ma sensu.

Co oznaczałoby euro w Polsce?
Przede wszystkim dzisiaj nie jesteśmy gotowi, aby wejść do strefy euro, bo mamy chore finanse publiczne i ta choroba się pogłębia. Poprawa koniunktury będzie ją co prawda maskować, bo zwiększa dochody budżetu, ale ujawni się ona w momencie, w którym koniunktura na świecie się pogorszy.

Im dłużej rządzi PiS, tym większe jest ryzyko, że w momencie, w którym dojdzie do poważnych zawirowań w otoczeniu polskiej gospodarki i na świecie, polska gospodarka nie będzie na nie odporna.

Czyli w przypadku kryzysu nie będziemy zieloną wyspą?
Niestety, nie. Im dłużej rządzi PiS, tym większe jest ryzyko, że w momencie, w którym dojdzie do poważnych zawirowań w otoczeniu polskiej gospodarki i na świecie, polska gospodarka nie będzie na nie odporna.

Kiedy może do takich zawirowań dojść? Za rok czy dwa?
To trudno ocenić, jeszcze trudniej niż w przeszłości. Otoczenie ekstremalnie niskich stóp procentowych pozwala długo prowadzić złą politykę gospodarczą. W przeszłości – przy normalnym poziomie stóp procentowych na świecie – rachunek za taką politykę przychodził wcześniej.

Co przesądziło o tym, że postanowił pan zostać głównym ekonomistą PO?
To, że żyjemy w naprawdę wyjątkowych czasach. Mamy rząd, który zawrócił Polskę z drogi na Zachód i ciągnie ją znów na Wschód. W konsekwencji istnieje bardzo duże ryzyko, że Polska przestanie doganiać kraje najbogatsze, że zamiast do nich dołączyć znowu stoczy się do grupy krajów biednych. Nie chcę, żeby Polska znalazła się wśród nich. Temu trzeba się skutecznie przeciwstawić, a sposobu, który dawałby na to większe szanse niż wsparcie Platformy, nie widzę.

wiadomo.co

Adam Michnik

Przyszłość jest w nas. Brońmy wiernej Polski w pięknej Europie

19 maja 2017

Uroczystość Człowiek Roku 'Gazety Wyborczej': Frans Timmermans, Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego i obrońca jego niezależności oraz dziennikarz i publicysta 'Wyborczej' Maciej Stasiński

Uroczystość Człowiek Roku ‚Gazety Wyborczej’: Frans Timmermans, Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego i obrońca jego niezależności oraz dziennikarz i publicysta ‚Wyborczej’ Maciej Stasiński (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Zło dyktatury zdołaliśmy przekształcić w demokratyczne państwo prawa; gospodarkę nakazową w rynkową; satelita ZSRR stał się członkiem NATO i Unii. Dziś polityka PiS-u znów wiedzie nas na obrzeża cywilizowanego świata

To, że wybitny polityk europejski i przyjaciel Polaków przyjął od nas wyróżnienie i przybył do nas, to dla „Gazety Wyborczej” wielki zaszczyt. Usłyszeliśmy od niego: „Unia Europejska to nie jest projekt ekonomiczny, tylko polityczny z mocnym moralnym fundamentem. Powstała nie po to, żeby stworzyć wspólną walutę i jednolity rynek, znieść kontrole graniczne, ale by w Europie nigdy więcej nie wybuchła wojna”.

Przewidywanie jest bardzo trudne, zwłaszcza przyszłości – mawiają Anglosasi. Spróbujmy jednak. Chodzi o Europę i o Polskę. Frans Timmermans powiada, że „Polacy kochają wolność”. My też jesteśmy o tym przekonani. Dlatego polska opinia w ogromnej większości jest proeuropejska. I dlatego nikt z partii Jarosława Kaczyńskiego nie formułuje postulatu opuszczenia Unii.

Wszelako polityka PiS – wewnętrzna i zagraniczna – prowadzi nieuchronnie do eliminacji Polski z Europy lub co najmniej do całkowitej jej marginalizacji. A jeszcze niedawno byliśmy wzorem transformacji posttotalitarnej. Zło partyjnej dyktatury zdołaliśmy przekształcić w parlamentarną demokrację i demokratyczne państwo prawa; gospodarkę nakazowo-rozdzielczą w rynkową; satelita ZSRR stał się członkiem NATO i Unii.

Moje pokolenie przez lata powtarzało: dążymy do wolności Polski i człowieka w Polsce. Marzenie się spełniło, ale dziś te dwie wolności są zagrożone. Polska stała się „chorym człowiekiem” Europy. Bezsilnej, wyizolowanej z Unii Polsce będzie nieuchronnie zagrażać Rosja owładnięta duchem wielkorosyjskiego imperializmu.

Retoryka i polityka nacjonalizmu zainicjowana przez Jarosława Kaczyńskiego to prezent dla Putina. Ów nacjonalizm skłóca Polskę z sąsiadami. Wzbudza niepokój także wśród ważnych biskupów Kościoła katolickiego. Wszak pamiętają słowa Jana Pawła II: „Od unii lubelskiej do Unii Europejskiej”. A Kaczyński i PiS prowadzą nas od Unii do zapyziałej krainy nazwanej dwa wieki temu przez Stanisława Kostkę-Potockiego Ciemnogrodem. Zapisują kolejny rozdział w księdze dziejów polskiej głupoty.

Ale nie reprezentują przecież całej Polski. To nie jest Polska opozycji demokratycznej i „Solidarności”, Kuronia i Geremka, Mazowieckiego i Bartoszewskiego, Miłosza i Szymborskiej, Herberta i Tischnera, Kołakowskiego i Giedroycia, Turowicza i Kisiela, Konwickiego i Wajdy. Ich Polska dochowuje wierności tradycji europejskiej, chrześcijańskiej, demokratycznej, oświeconej. Dziś jest wdzięczna opinii europejskiej, która piętnuje deprawowanie naszego kraju, pełzający zamach stanu, zaduch demagogii i ksenofobii, którym oddychamy, i pseudoreligię, która zamienia krzyż, znak Męki Pańskiej, w kij bejsbolowy.

Havel mówił, że „być Europejczykiem to żyć w prawdzie i tolerancji”. Oczywiście Europa zawsze miała też brzydką twarz. Twarz okrutnych despotyzmów, prześladowań politycznych i religijnych, stosów inkwizycji i gilotyny terroru jakobińskiego, który głosił: „Bądź bratem albo cię zabiję”. Wreszcie twarz nazizmu i bolszewizmu.

Kołakowski pisał: „Kiedy nienawidzimy prawdziwie, jesteśmy bezkrytyczni zarówno względem nas samych, jak względem tego, czego nienawidzimy”. Nienawiść „przeciwstawia naszą totalną i bezwarunkową słuszność równie totalnej, bezwarunkowej i nieuleczalnej nikczemności innych. (…) W moim szale niszczenia sam zniszczeniu ulegam”.

Oceniał, że „gotowość do kompromisu, bez tchórzostwa i bez konformizmu, zdolność do usuwania nadmiaru wrogości bez czynienia ustępstw w tym, co się uważa za jądro sprawy, jest to sztuka, która z pewnością nikomu bez trudu nie przychodzi jako dar naturalny. Od naszej umiejętności przyswajania sobie tej sztuki zależy wszelako los demokratycznego ładu na świecie”.

Przyszłość zależy od nas. Czas zrozumieć, że droga do odbudowy polskiego miejsca w Unii prowadzi przez przyjęcie euro. By tego dokonać, trzeba się zdobyć na sprzeciw wobec rządów Kaczyńskiego. Od naszej zdolności do aktywnego sprzeciwu wobec smogu chamstwa i nienawiści, który nas zalewa od kilkunastu miesięcy, zależy, jaką Polskę zostawimy naszym dzieciom. Pamiętajmy, historia nas nauczyła, że nic nie jest niemożliwe, jeśli się tego naprawdę chce.

Panel dyskusyjny „Nadzieja dla Europy”

Panel dyskusyjny „Nadzieja dla Europy”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21837419,video.html

 

wyborcza.pl

Miny Dudy i zajady Kaczyńskiego

Miny Dudy i zajady Kaczyńskiego

Obawiam się o Andrzeja Dudę. Nie tylko ja, bo on sam też. Podczas wizyty na Warszawskich Targach Książki został zachęcony przez uczestników targów do czytelnictwa niewielkiej książeczki, och – tomiku, Konstytucji. Usłyszał skandowane: „Konstytucja”. Pewnie oblał się rumieńcem i jak to on ma w zwyczaju zrobił swoje miny (Gombrowicz nazywa to gębą), które można nazwać: rybą wyrzuconą na brzeg. Ryba nie łapie już wody, tylko powietrze. Duda tak łapie się każdej miny, bo wstyd i hańba, że tak łatwo dał się złamać, że nie wypełnia nałożonego na niego obowiązku głowy państwa. Można sobie wyobrazić, jak łapał swoje miny, gdy na owych targach był z prezydentem Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem. Tak się dzieje z twarzą, wszak nikt głębiej nie zagląda w Dudę, ani tym bardziej kamera. Dlatego obawiam się o Dudę.

Widzę, że także on o siebie zaczyna obawiać. Nie wychyla się zanadto, a niech inni za niego oblewają litrami wstydu. Więc wysłał na nadzwyczajny Kongres Prawników Polskich w Katowicach Andrzeja Derę. Ten miał prawo myśleć, że spotka go mniejszy afront niż prezydenta na targach, lecz i on usłyszał skandowane „Konstytucja”, niektórzy nawet wyszli w trakcie odczytywania listu Dudy. Rozumiem tych wychodzących, bo jak można wysłuchiwać słów, które nijak się mają do rzeczywistości. Acz podkreślam, słowa nie kłamią, tylko człowiek – w tym wypadku Duda kłamał ustami Dery. Zacytować? Proszę bardzo: – „Pozytywnego wizerunku trzeciej władzy nie buduje też nazbyt emocjonalna reakcja sędziów na krytykę, ani też zbyt pochopne, a przez to nieprzekonujące kwalifikowanie krytycznych komentarzy jako ataków na zasady niezależności sądów”.

Przepraszam bardzo – określenie ostatnio bardzo popularne wśród pisowców – kto tu rżnie głupa? Też jest taka mina, bardzo popularna wśród min Dudy: rżnąć głupa. Podczas tego pisania wklepałem w przeglądarkę hasło: „Duda rżnąć głupa” i wychynęła ilustracja Dudy jak ryba łapiącego powietrze (wolności). Och, Adrian, Adrian…
Zacytuję słowa osoby bardzo poważnej – w przeciwieństwie do naszego Adriana – I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf: – „Przyczyny zorganizowania tego kongresu są oczywiste. Trwa głęboki kryzys prawno-ustrojowy naszego państwa. Trybunał Konstytucyjny istnieje prawie teoretycznie”.

Tego boi się Duda, poważnego traktowania państwa. Raczej już Duda nie wykaże cywilnej odwagi, nie pozbędzie się tych swoich min ochronnych, min Zeliga, będzie robił je coraz dziwniejsze i dziwniejsze, pewnego ranka przy goleniu nie rozpozna siebie od tych skrzywień. Duda po prostu nie będzie już miał twarzy. Czy miałby szanse ją jeszcze dzisiaj odzyskać? Tak! Lecz trzeba mieć w sobie osobowość, stanąć przed wyborcami, przyznać się do winy. Wówczas Trybunał Stanu mógłby wyrokować łagodnie. Duda na razie po blamażu na targach wysyła swoich pracowników.

Odezwał się za to kreator Adriana, prezes Jarosław Kaczyński, który zachowanie prawników (a mniemam, że także czytelników z targów książki) obsztorcował: „Sędziowie powinni być elitą, a nie są. To bardzo smutne”. Nie słyszałem, aby prawnicy nazwali prezesa gorszym sortem, elementem animalnym, gestapo. To prawnicy (ale też czytelnicy, obywatele) namawiają Dudę do czytania Konstytucji, do jej przestrzegania.

Obawiam się więc o Dudę, acz życzę mu odwagi, aby stanął przed sądem (Trybunałem Stanu), a może – to jest najtrudniejsze – aby prezydent stanął przed sobą, aby wyzbył się zakłamania, wstecznictwa, aby moralność znaczyła dla niego moralność, aby wartości były wartościami, tym bardziej chrześcijańskimi, bo chrześcijaństwem nie jest łapanie hostii.

Nie liczę na Kaczyńskiego, któremu na trwale wyrosły zajady nie tylko w kącikach ust, ale ma zajady w umyśle i przede wszystkim w charakterze, te ostatnie zajady nazywają się kompleksami.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

Kaczyński: Poważnie rozważam wytaczanie procesów cywilnych ludziom uniemożliwiających mi odwiedziny grobu brata na Wawelu

17:5959 min temu

Kaczyński: Poważnie rozważam wytaczanie procesów cywilnych ludziom uniemożliwiających mi odwiedziny grobu brata na Wawelu

Poważnie rozważam w tej chwili możliwość wytoczenia procesów cywilnych tym, którzy tam funkcjonują [ludziom uniemożliwiających odwiedziny grobu brata na Wawelu]. Z tego powodu, że ktoś narusza moje elementarne prawo. Mam prawo pojechać na Wawel, tam jest grób mojego brata – stwierdził Jarosław Kaczyński w TVP Info.

17:51

Kaczyński: Tusk stawia się ponad prawem

[Donald Tusk] stawia się ponad prawem. Raz może oczywiście poprosić o przeniesienie [terminu], to się może zdarzyć każdemu, kto ma jakieś inne zajęcia, ale to jest po prostu stawianie się ponad prawem. Są obywatele i są lepsi obywatele, albo można powiedzieć: nadobywatele. I takim nadobywatelem jest pan Tusk – stwierdził Jarosław Kaczyński w TVP Info.

17:14

Kaczyński: Myśmy nie otwierali Europy dla uchodźców, to zrobiła pani Merkel i to pani Merkel i Niemcy powinny ponieść tego konsekwencje, a nie Polska

– Ten głos jest wyciszany, być może tylko do wyborów w Niemczech. To głos tych wszystkich, którzy po pierwsze chcą wprowadzić i ostatecznie wyegzekwować zasadę, że solidarność europejska polega na tym, że my decydujemy, a wy ponosicie konsekwencje. Solidarność polega na tym, że się wspólnie decyduje a potem wspólnie ponosi konsekwencje. Myśmy nie otwierali Europy dla uchodźców, to zrobiła pani Merkel i to pani Merkel i Niemcy powinny ponieść tego konsekwencje a nie Polska – mówił Jarosław Kaczyński w TVP Info.

UE proponuje katastrofę społeczną

– Po drugie, jest także zamysł szerszy, można go było znaleźć w opublikowanym wiele miesięcy temu wywiadzie Sorosa, żeby zmienić charakter kulturowy Europy. Polska jest krajem, który zachował tradycyjny charakter kulturowy, Nasza kultura funkcjonuje przy pewnych korektach w ramach tego co powstało w naturalnej ewolucji na przestrzeni stuleci. To jest kwestionowane i poprzez wprowadzenie emigrantów to będzie podważane. UE, bo nie można mówić o całym Zachodzie, proponuje katastrofę społeczną i to jest absolutnie nie do przyjęcia – mówił Kaczyński.

16:54

Kaczyński o odebraniu przywilejów ludzi będących fundamentem okupacji Polski

– Zabrano im przywileje, to było coś niesłychanego, ludzie, którzy byli fundamentem całego tego mechanizmu opresji, a w szerszym tego znaczeniu w gruncie rzeczy okupacji Polski przez kilkadziesiąt mieli przywileje w stosunku do zwykłych obywateli, także tych, którzy z tym walczyli. W końcu ten skandal się skończył. Ale w końcu uderzono w te bardzo potężne interesy. Jeszcze dla mnie bardziej interesujące jest to, że ludzie z opozycji demokratycznej się na to zgadzają i są razem z nimi i to jest bardzo smutne, ale dla kogoś kto zna dzieje tych ludzi z lat 90-tych nie jest to znowu tak bardzo zaskakujące – mówił prezes PiS w TVP Info.

16:48

Kaczyński: Chodzi o poparcie dla takiego zabiegu, żeby przywrócić sądownictwo państwu, bo ono jest poza państwem

– Po pierwsze wymiar kulturowy, sędziowie powinni być też elitą w tym sensie, nie są i to jest bardzo smutne. A po drugie wymiar bardzo prosty obrony interesów korporacji. Te interesy są dziś jakoś tam zagrożone. My nie chcemy korporacyjnego sądownictwa, korporacyjnej struktury życia publicznego i stąd ta niechęć, ta złość i poczucie zagrożenia. A żaden uczciwy sędzia nie jest nawet w najmniejszym stopniu zagrożony. A tworzenie wrażenia, że sędziowie są kastą mającą w rękach losy ludzi, przeciętni ludzie kojarzą sądy z sądownictwem karnym, a sądy zajmują się nie tylko tym, ale też sprawami cywilonoprawnymi, administracyjnymi, rodzinnymi i często jest tak że ludzie są przez sądy krzywdzeni. Chodzi o poparcie dla takiego zabiegu, żeby przywrócić sądownictwo państwu, bo ono jest poza państwem i wprowadzić oddziaływanie mechanizmu demokratycznego – mówił Jarosław Kaczyński w TVP Info.

300polityka.pl

Krzysztof Luft

Szorujecie po moralnym dnie

20 maja 2017

Kasia Popowska, sensacja polskiej sceny pop-rockowej

Kasia Popowska, sensacja polskiej sceny pop-rockowej (RENATA DĄBROWSKA)

„Pani Kasiu, przekazuję Pani ten szacun, który okazywano nam, gdy 35 lat temu odmawialiśmy pracy w telewizji stanu wojennego” – Krzysztof Luft odpowiada na Facebooku na wpis Kasi Popowskiej o rezygnacji z udziału w koncercie opolskich premier.

Młoda piosenkarka Kasia Popowska, rówieśniczka wolnej Polski, zrezygnowała z koncertu premier TVP w Opolu.

Wiem, co to znaczy. W 1982 r. jako początkujący aktor rezygnowałem z propozycji TVP. TVP była wówczas jedyną telewizją, a my, młodzi artyści, chcieliśmy się pokazać. Więc to nie były łatwe, choć dla mnie oczywiste decyzje.

To jakaś nieprawdopodobna powtarzalność – w najgorszych snach nie wyobrażałem sobie, że taki koszmar z czasu stanu wojennego może powrócić nawet w tak żałosnej, karykaturalnej formie jak PiS-owski PRL bis.

Za to upokorzenie Polaków, za wymuszenie wyborów moralnych z czasu Urbana i Jaruzelskiego, odpowiecie, panowie Kurski i Kaczyński. Szorujecie po moralnym dnie.

Pani Kasiu, przekazuję Pani ten szacun, który okazywano nam, gdy 35 lat temu odmawialiśmy pracy w telewizji stanu wojennego.

Pewnie to Pani nie pocieszy, ale zyskała Pani nowego fana. No i „PRZYJDZIE TAKI DZIEŃ”, gdy wróci normalność.

Materna do Rodowicz: Brawo! To trudna decyzja, ale przepraszam Cię Marylko, decyzja męska

Materna do Rodowicz: Brawo! To trudna decyzja, ale przepraszam Cię Marylko, decyzja męska

http://www.gazeta.tv/plej/19,155171,21838301,video.html

 

wyborcza.pl

Materna do Rodowicz: Brawo! To trudna decyzja, ale przepraszam Cię Marylko, decyzja męska

Krzysztof Materna, Agnieszka Kublik, zdjęcia: Anna Czuba, montaż: Katarzyna Dworak, 20.05.2017

– Jeżeli chodzi o sprawy symboliczne, to na wszystko można się umówić, ale nie można przekroczyć pewnych zobowiązań wobec siebie jako człowieka, swojej godności, swojego szacunku dla przyjaciół – komentuje w ‚Kublikacjach’ Krzysztof Materna rezygnację Maryli Rodowicz z udziału w festiwalu w Opolu. – Wróciliśmy do czasów, których poza stanem wojennym nie było. Jakiś prezes, rządzi telewizją, na którą wszyscy w kraju się składamy i decyduje kto może, a kto nie może śpiewać – mówi gość Agnieszki Kublik. – Miałem Kurskiego za cynika, ale takiego inteligentnego, ale to, co się dzieje teraz wokół Opola można nazwać półsamobójstwem – dodaje Krzysztof Materna

wyborcza.pl

Dominika Wielowieyska

Ciszej nad tą brzozą? Niedoczekanie

19 maja 2017

Obchody 85 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej.

Obchody 85 miesięcznicy katastrofy smoleńskiej. (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta / Dawid Żuchowicz)

Obóz władzy półgębkiem przyznaje: nie udało się udowodnić zamachu. Skoro tak, przyzwoitość nakazuje przeprosić tych, których się pomawiało o zbrodnię. A co ja czytam zamiast tego? „Sprawa smoleńska politycznie się wypaliła”. Otóż nie, nie wypaliła się

„Kilka tygodni temu miałem ciekawą rozmowę z kolegą, obecnie w tzw. aparacie władzy. Kolega wyraził zaniepokojenie tym, że nie udaje się udowodnić, iż w Smoleńsku był zamach. I zasugerował, że jak tak dalej pójdzie, to na tym niedokonaniu PiS może się politycznie przejechać” – pisze w tygodniku „wSieci” Piotr Skwieciński.

„Bo niezależnie od tego, że rzeczywiście wbrew sugestiom czynionym przez cały okres po 2010 r. skuteczne i przekonujące wykazanie, iż na Siewiernym celowo dokonano zbrodni, okazuje się przekraczać możliwości zajmujących się tą kwestią organów, w sensie politycznym sprawa smoleńska się wypaliła. Przestała być nośna. I jakkolwiek by to zabrzmiało – w sensie wpływu na bieżącą politykę po prostu traci znaczenie” – pisze Skwieciński.

Zobacz: Będą pomniki i będzie prawda – zapowiada prezes PiS

Język miłości i róże nienawiści Jarosława Kaczyńskiego

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21795638,video.html

I dodaje: „Prawda w sprawie smoleńskiej jest zupełnie nieoczywista. Trzeba jej szukać, trzeba drążyć rzeczywistość. Ale te poszukiwania należy, na ile się da, odseparować od bieżącej polityki. I prowadzić tak cicho, jak to tylko możliwe. Bo blamaż jest zawsze czymś bardzo przykrym. I bardzo destrukcyjnym”.

Rozumiem, że autor postuluje, by badać sprawę smoleńską bez politycznego zadęcia. Ale przecież to fikcja: przemówienia Jarosława Kaczyńskiego na każdej miesięcznicy są jak najbardziej polityczne. Poza tym wydźwięk propozycji Skwiecińskiego jest bardzo cyniczny. Ciszej nad tą brzozą? A kto przeprosi tych polityków, których obóz PiS za oskarżał o zamordowanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego? Czy to nie „wSieci” dało na okładce zdjęcie Putina ściskającego się z Donaldem Tuskiem z oczywistą podprogową sugestią: oni są odpowiedzialni? Czy to nie „Do Rzeczy” eksploatowało to zdjęcie? Czy to nie Tomasz Sakiewicz, guru prawicowej publicystyki, otwartym tekstem na wiecach PiS oskarżał Putina o zamach, a Tuska o współudział?

Czy to nie Jarosław Kaczyński mówił o „straszliwej zbrodni”, „poległych”, „zamordowaniu 96 osób”, a towarzyszyła temu demonstracja PiS z plakatami „zdrajców” i „morderców” Bronisława Komorowskiego („Komoruskiego”), Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego? Nie będzie rozliczenia Antoniego Macierewicza ze wszystkich absurdów, które głosił, ze słów o „wypowiedzeniu wojny” Polsce przez Rosję? Nikt nie zapyta twórców filmu „Smoleńsk”, czy nie wstydzą się tego, że wpletli w fabułę dokumentalne zdjęcia z rozmów Tuska z Putinem na sopockim molo sugerujące, że obaj panowie planują właśnie zamach na polskiego prezydenta? Kto odpowie za rozbudzenie nienawiści wobec rzekomych zamachowców i ich wspólników? Za potworny podział Polski na dwa walczące ze sobą obozy, za zniszczenie więzi społecznych? Za nakręcenie emocji do granic możliwości?

Zamachu, bomby, zestrzelenia samolotu nie da się zatuszować. Nie ma nawet śledztwa w sprawie idiotycznej teorii o ładunku termobarycznym na pokładzie, a jej twórca Wacław Berczyński uciekł do USA. Skoro przez półtora roku nie znaleźliście cienia dowodu na zamach, to zwykła przyzwoitość nakazuje to przyznać. I przeprosić tych, których się pomawiało o zbrodnię.

A co ja czytam zamiast tego? „Sprawa smoleńska politycznie się wypaliła”. Nie wypaliła się. Teoria zamachu wciąż dewastuje nasze życie i niszczy wspólnotę narodową.

wyborcza.pl

Miny Dudy i zajady Kaczyńskiego

Obawiam się o Andrzeja Dudę. Nie tylko ja, bo on sam też. Podczas wizyty na Warszawskich Targach Książki został zachęcony przez uczestników targów do czytelnictwa niewielkiej książeczki, och – tomiku, konstytucji. Usłyszał skandowane: „Konstytucja”. Pewnie oblał się rumieńcem i jak to on ma w zwyczaju zrobił swoje miny (Gombrowicz nazywa to gębą), które można nazwać: rybą wyrzuconą na brzeg. Ryba nie łapie już wody, tylko  powietrze. Duda tak łapie się każdej miny, bo wstyd i hańba, że tak łatwo dał się złamać, że nie wypełnia nałożonego na niego obowiązku głowy państwa.

Można sobie wyobrazić, jak łapał swoje miny, gdy na owych targach był z prezydentem Niemiec Frankiem-Walterem Steinmeierem. Tak się dzieje z twarzą, wszak nikt głębiej nie zagląda w Dudę, ani tym bardziej kamera. Dlatego obawiam się o Dudę. Widzę, że także on o siebie zaczyna obawiać. Nie wychyla się zanadto, a niech inni za niego oblewają litrami wstydu. Więc wysłał na nadzwyczajny Kongres Prawników Polskich w Katowicach Andrzeja Derę.

Ten miał prawo myśleć, że spotka go mniejszy afront niż prezydenta na targach, lecz i on usłyszał skandowane „Konstytucja”, niektórzy nawet wyszli w trakcie odczytywania listu Dudy. Rozumiem tych wychodzących, bo jak można wysłuchiwać słów, które nijak się maja do rzeczywistości.

Acz podkreślam, słowa nie kłamią, tylko człowiek, w tym wypadku Duda kłamał ustami Dery. Zacytować? Proszę bardzo: „Pozytywnego wizerunku trzeciej władzy nie buduje też nazbyt emocjonalna reakcja sędziów na krytykę, ani też zbyt pochopne, a przez to nieprzekonujące kwalifikowanie krytycznych komentarzy jako ataków na zasady niezależności sądów”.

Przepraszam bardzo – określenie ostatnio bardzo popularne wśród pisowców – kto tu rżnie głupa? Też jest taka mina, bardzo popularna wśród min Dudy: rżnąć głupa. Podczas tego pisania wklepałem w przeglądarkę hasło: „Duda rżnąć głupa” i wychynęła ilustracja Dudy jako ryby łapiącego powietrze (wolności). Och, Adrian, Adrian.

Zacytuję słowa osoby bardzo poważnej – w przeciwieństwie do naszego Adriana – I prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf: ” Przyczyny zorganizowania tego kongresu są oczywiste. Trwa głęboki kryzys prawno-ustrojowy naszego państwa. Trybunał Konstytucyjny istnieje prawie teoretycznie”.

Tego boi się Duda, poważnego traktowania państwa. Raczej już Duda nie wykaże cywilnej odwagi, nie pozbędzie się tych swoich min ochronnych, min Zeliga, będzie robił je coraz dziwniejsze i dziwniejsze, pewnego ranka przy goleniu nie rozpozna siebie od tych skrzywień. Duda po prostu nie będzie już miał twarzy.

Czy miałby szanse ją jeszcze dzisiaj odzyskać? Tak! Lecz trzeba mieć w sobie osobowość, stanąć przed wyborcami, przyznać się do winy. Wówczas Trybunał Stanu mógłby wyrokować łagodnie. Duda na razie po blamażu na targach wysyła swoich pracowników.

Odezwał się za to kreator Adriana, prezes Jarosław Kaczyński, który zachowanie prawników (a mniemam, że także czytelników z targów książki) obsztorcował: „Sędziowie powinni być elitą, a nie są. To bardzo smutne”.

Nie słyszałem, aby prawnicy nazwali prezesa gorszym sortem, elementem animalnym, gestapo. To prawnicy (ale też czytelnicy, obywatele) namawiają Dudę do czytania Konstytucji, do jej przestrzegania.

Obawiam się więc o Dudę, acz życzę mu odwagi, aby stanął przed sądem (Trybunałem Stanu), a może – to jest najtrudniejsze – aby prezydent stanął przed sobą, aby wyzbył się zakłamania, wstecznictwa, aby moralność znaczyła dla niego moralność, aby wartości były wartościami, tym bardziej chrześcijańskimi, bo chrześcijaństwem nie jest łapanie hostii.

Nie liczę na Kaczyńskiego, któremu na trwale wyrosły zajady nie tylko w kącikach ust, ale ma zajady w umyśle i przede wszystkim w charakterze, te ostatnie zajady nazywają się kompleksami.

Jarosław Kaczyński: Sędziowie powinni być elitą, a nie są. To bardzo smutne

20.05.2017

– Sędziowie powinni być elitą, a nie są, to jest bardzo smutne – skomentował w rozmowie z TVP Info wydarzenia podczas dzisiejszego Kongresu Prawników Jarosław Kaczyński. Prezes PiS mówił też o relokacji uchodźców. Wspomniał również, że nie wyklucza procesów cywilnych wobec manifestantów blokujących jego wizyty na grobie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.

Podczas dzisiejszego wystąpienia wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła na Kongresu Prawników Polskich w Katowicach większość obecnych na sali na znak protestu opuściło salę. Przedstawiciel ministerstwa skrytykował sędziów, którzy angażują się politycznie. Wcześniej podczas odczytu listu Andrzeja Dudy na sali słychać było buczenie. Zdaniem Jarosława Kaczyńskiego „to ma wymiar kulturowy”.

– My nie chcemy korporacyjnego systemu życia publicznego i stąd ta złość i niechęć – ocenił Kaczyński. Jak powiedział w rozmowie z TVP Info, „żaden uczciwy sędzia nie jest zagrożony”.

– Bardzo często bywa tak, że ludzie są krzywdzeni przez sądy, stąd te zabiegi, by przywrócić sądownictwo państwu i przywrócić oddziaływanie wyborczego mechanizmu demokratycznego na sądy. Dziś to oddziaływanie jest bardzo ograniczone – dodał Kaczyński.

W jego ocenie „demokracja jest czymś, co powinno dotyczyć wszystkiego, suweren powinien mieć wpływ również na władzę sądowniczą”.

Kaczyński o relokacji: nowe szaleństwo podobne do komunizmu

– To głos tych, którzy chcą wyegzekwować zasadę, że solidarność polega na tym, że my decydujemy, a wy się podporządkowujecie. To Niemcy zaprosili do Polski uchodźców i Niemcy powinny ponosić tego konsekwencje. To element planu, by zmienić tożsamość kulturową Europy – mówił Kaczyński, wskazując jako autora tego planu George’a Sorosa.

Unia Europejska proponuje katastrofę społeczną – powiedział Kaczyński. – To nowe szaleństwo podobne do komunizmu, to wielka rewolucja obyczajowa – dodał.

– Dla pewnej części elit jest to rzecz dobra. Europa z potężnymi instytucjami, które podlegały społecznej, kontroli musiała się liczyć z interesami obywatela. Dzisiejsza Europa tego robić nie musi – dodał. – To wpisuje się w specyficznie rozumiany interes tych, którzy chcą rządzić ze swoich zamkniętych pałaców i dzielnic. Dla nich demokracja jest przeszkodą – ocenił.

Procesy za blokowanie Wawelu?

– Rozważam wytoczenie procesów cywilnych. Mam prawo pojechać na grób mojego brata. A moje prawo jest ograniczanie. Ci ludzie powinni ponieść za to odpowiedzialność cywilną – mówił z kolei o próbach zakłócania swoich wizyt na Wawelu.

Jarosław Kaczyński rozmawiał z TVP Info podczas kolejnego dnia trwającego w Warszawie VII Kongresu Polska Wielki Projekt. W panelach dyskusyjnych mieli wziąć udział m.in. szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, szef MSWiA Mariusz Błaszczak. Podczas kongresu wręczona zostanie Nagroda im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Duda pisze do sędziów, sędziowie buczą

Sędzia nie powinien recenzować działalności innych organów władzy publicznej oraz występować jako strona debaty religijnej, etycznej, światopoglądowej, czy politycznej – napisał prezydent Andrzej Duda w liście do uczestników odbywającego się dziś w Katowicach Kongresu Prawników Polskich. Gdy minister Dera odczytywał ten fragment, część uczestników przerwało mu bucząc i skandując „Konstytucja!”.

Duda przypomniał, że z gwarancją niezawisłości sędziowskiej ściśle łączy się nakaz apolityczności. Konstytucja zakazuje sędziom przynależności do partii politycznej oraz prowadzenia działalności publicznej, której nie można pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów – mówił.

„Uważam, że w ślad za doktryną prawa konstytucyjnego zakaz ten należy rozumieć rozszerzająco. Sędzia nie powinien recenzować działalności innych organów władzy publicznej oraz występować jako strona debaty religijnej, etycznej, światopoglądowej, czy politycznej” – napisał prezydent.

Gdy minister Dera odczytywał ten fragment, część uczestników przerwało mu bucząc i skandując „Konstytucja!”, unosząc w górę książeczki z tekstem ustawy zasadniczej.

 

onet.pl

Fundacja księdza Rydzyka z olbrzymim dofinansowaniem z Ministerstwa Spraw Zagranicznych

Fundacja Lux Veritatis i Fundacja Kardynała Kozłowieckiego otrzymały olbrzymie dofinansowania w ramach programu „Dyplomacja publiczna 2017″. Problem w tym, że przyznał je nie Episkopat Polski, a Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Dbanie o dobre imię Polski i jej nieskazitelny wizerunek, wzmacnianie zainteresowania Polską w różnych obszarach dyplomacji publicznej, m.in. historii, nauki, innowacyjności, nauczania języka polskiego jako obcego – takie cele stawiał sobie program „Dyplomacja publiczna 2017” ogłoszony w lutym tego roku przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Na papierze wszystko wyglądało dobrze. Do momentu, gdy ogłoszono wyniki. Spośród 63 projektów niemal wszystkie odwołują się do treści i tematyki religijnych, a głównymi beneficjentami olbrzymich dofinansowań są fundacje związane z kościołem, próżno szukać też pomysłów realnie promujących Polskę na arenie międzynarodowej.

„216 tysięcy złotych dla fundacji księdza Rydzyka. 101 tysięcy złotych na organizację – nie, to nie żart! – wizyta Matki Bożej Częstochowskiej w krajach Ameryki Łacińskiej”. 212 tysięcy złotych na Fundację Kardynała Kozłowieckiego, w której władzach zasiada Marek Jurek. Setki tysięcy złotych na festiwale muzyki religijnej. Wśród beneficjentów m.in. Zgromadzenie Sióstr Benedyktynek Misjonarek, Dzieło Misyjne Diecezji Warszawsko-Praskiej, Fundacja Lux Veritatis, prowincja zakonu franciszkanów, Towarzystwo Salezjańskie, Klasztor Niepokalanego Poczęcia NMP Zakonu Braci Mniejszych Konwentualnych… Czy to budżet Episkopatu? A może kurii warszawskiej? Nie. W ten sposób wydaje publiczne pieniądze Ministerstwo Spraw Zagranicznych” – napisał na swoim profilu na portalu Facebook Adrian Zandberg. Przeglądając liste dofinansowań przeczytamy między innymi o projekcie „Sprawiedliwi – Aniołowie Ocalenia Ocalić od zapomnienia dla świata”, „Festiwalu Psalmów Dawidowych”, lub „XII Festiwal Muzyki Oratoryjnej Musica Sacromontana Gostyń Święta Góra 2017”.

Oczywiście nie zabrakło też miejsca dla rzeczy najważniejsze dla polskiej dyplomacji jak choćby dofinansowany na 181 tysięcy zlotych projekt „Wsparcie wizerunku polskiej dyplomacji w zakresie walki z „kłamstwem oświęcimskim”” Stowarzyszenia Patria Nostra.

Jak widać w roku 2017 w ten sposób będziemy dbać o dobre imię Polsko i jej niezkazitelny wizerunek.

 

newsweek.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

12:11

Neumann: PiS udaje, że gasi pewna pola sporu. Ustawa o KRS jedną poprawką nie zostanie naprawiona

PiS udaje w ostatnim czasie, że gasi pewne pola sporu, ale ustawa o KRS jest ustawą, która jedną poprawką nie zostanie naprawiona. To kolejny etap walki PiS z niezależnym sądownictwem. Już te zapisy, które ma ustawa, powodują uzależnienie w wielu wypadkach środowiska sędziowskiego do ministra sprawiedliwość. Prezes Kaczyński próbuje zejść z różnych pól konfliktu udając, że ma dobre intencje. Tu nie ma dobrych intencji – stwierdził Sławomir Neumann na konferencji.

11:34

Gersdorf o programie odbudowy państwa prawa

– Teraz musimy szybko stworzyć platformę współpracy prawników różnych profesji dla dobra wspólnego. Dla państwa, dla RP. Musimy zacząć pisać program budowy – w ramach obowiązującej Konstytucji – dobrego państwa. To da się zrobić wyłącznie razem – stwierdziła I prezes SN Małgorzata Gersdorf w trakcie Kongresu Prawników Polskich, mówiąc też o „programie odbudowy państwa prawa”.

Ten program to – jak mówiła – przede wszystkim kwestia autorytetu TK i konieczności jego przywrócenia, a także wypracowanie mechanizmu, który uniemożliwi aktualnej większości rządzącej manipulowanie przy wyborach sędziów. Gersdorf wymieniła też  m.in. zewnętrzny nadzór administracyjny przez KRS albo I prezesa SN.

11:23

Gersdorf: Jeśli politycy chcą recenzować sędziów, to sędziowie stają wobec konieczności recenzowania działań polityków

Jeśli politycy chcą recenzować sędziów, to sędziowie piastujący funkcje takie jak moja, stają wobec konieczności recenzowania działań polityków. To ciężki obowiązek nałożony na nas przez Konstytucję i przysięgę. Nas nie obowiązuje ślepowykonawstwo programu rządowego, ale realizacja norm i zasad zapisanych w Konstytucji – stwierdziła I prezes SN Małgorzata Gersdorf w trakcie Kongresu Prawników Polskich.

300polityka.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

Wiceminister sprawiedliwości przemawia na Kongresie Prawników, cześć uczestników opuszcza salę

Wiceminister sprawiedliwości przemawia na Kongresie Prawników, cześć uczestników opuszcza salę

Chciałbym, aby ten kongres był przede wszystkim kongresem przedstawicieli społeczeństwa, głosu obywateli, społeczeństwa będących jednocześnie prawnikami By zebrali na tej sali przedstawicieli zawodów, których reprezentuje, potrafili się wznieść ponad korporacyjne interesy. Byśmy potrafili rozmawiać o ważnych sprawach w kontekście państwa i obywateli, a nie tylko swoich korporacyjnych interesów – mówił Marcin Warchoł na Kongresie Prawników. Jak dodał:

„Rząd podjął pierwszą od ćwierćwiecza reformę wymiaru sprawiedliwości. Reforma ta nie jest skierowana przeciwko państwu. Jest również dla was. Jest wielką szansą na powiedzenie „dość” dotychczasowym rozwiązaniom, które spowodowały, iż tak niskim zaufaniem w społeczeństwie cieszy się wymiar sprawiedliwości”

Niezależny sąd ma być wolny od politycznych nacisków – pełna zgoda, ale ma być również wolny od korporacyjnych interesów środowiska prawniczego. To gwarancja praworządności, szacunku obywateli dla państwa i tworzonego prawa. Do tych standardów niestety wciąż zmierzamy – stwierdził wiceminister sprawiedliwości.

Dalej mówił, że sprawy ciągną się latami, kolejne afery ujawniane przez media świadczą o niskim poczuciu etyki niektórych przedstawicieli środowiska sędziowskiego, a arogancja niektórych przedstawicieli spowodowała, że wymiar sprawiedliwości cieszy się tak niskim społecznym zaufaniem. Warchoł stwierdził też, że środowisko sędziowskie samo są nie oczyściło.

W trakcie wystąpienia wiceministra, znaczna część uczestników kongresu opuściła salę.

300polityka.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

Schetyna: Wzywamy PiS do debaty o najważniejszych sprawach dla Polaków

Schetyna: Wzywamy PiS do debaty o najważniejszych sprawach dla Polaków

PiS nie tylko boi się debaty z Platformą w sprawach programowych, najważniejszych dla Polski, ale także ucieka od odpowiedzi na pytania, które nurtują Polaków, który zostały publicznie zadane i starają się robić wszystko, żeby tych odpowiedzi nie udzielić. Jeszcze raz chcielibyśmy te pytania przypomnieć – stwierdził Sławomir Neumann na konferencji prasowej. To te pytania, które PO zadawała w piątek tydzień temu.

  • Pierwsze pytanie do Zbigniewa Ziobry: Kiedy wyda list gończy za Wacławem Berczyńskim?
  • Drugie pytanie do Beaty Kempy: Ile milionów uzyskał z budżetu i SSP w rządzie rządów PiS Tadeusz Rydzyk i jego firmy oraz czy prawdziwa jest informacja, że w ciągu 1,5 rządów PiS jego firmy uzyskały 100 mln zł pomocy?
  • Trzecie pytanie do Krzysztofa Jurgiela: Dlaczego polscy rolnicy w czerwcu nie otrzymają wszystkich dopłat i czy to prawda, że to z powodu nieudolności prezesa Obajtka, który prowadził przetarg na system informatyczny, który nie działa?

Tydzień temu wzywaliśmy rząd PiS do debaty. Mówiliśmy o konkretnych, ważnych tematach, o których trzeba rozmawiać. Zadawaliśmy pytania, powtarza je dzisiaj przewodniczący Neumann. My dzisiaj pokazujemy, że PiS nie chce rozmawiać z opozycją, że odwraca się od Polaków tyłem, że chowa się za rzeczą uchodźców, kobiet i dzieci, że jest przeciwny UE, przeciw wszystkim tak naprawdę. Powtarzamy i wzywamy PiS do debaty o najważniejszych sprawach dla Polaków, dla naszej przyszłości – dodał Grzegorz Schetyna.

Jak dodał przewodniczący PO, Platforma chce rozmawiać o 5 tematach: polityce społecznej (Magdalena Kochan), polityce senioralnej (Marzena Okła-Drewnowicz), edukacji (Urszula Augustyn), kulturze i dziedzictwu narodowym (Rafał Grupiński) i środkach europejskich (Sławomir Neumann).

300polityka.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

Gersdorf: Trwa głęboki kryzys prawno-ustrojowy naszego państwa. TK istnieje prawie teoretycznie

Gersdorf: Trwa głęboki kryzys prawno-ustrojowy naszego państwa. TK istnieje prawie teoretycznie

Przyczyny zorganizowania tego kongresu są oczywiste. Trwa głęboki kryzys prawno-ustrojowy naszego państwa. TK istnieje prawie teoretycznie. Zniszczona została niedoskonała, ale jednak jakaś niezależność prokuratury. Prokuratorowi generalnemu i ministrowi sprawiedliwości w jednej osobie przyznano władzę iście królewską i to absolutną. Jedna osoba ma uzyskać teraz pełne i nieograniczone prawo powoływania i odwoływania prezesów sądów powszechnych. Będzie też powoływała asesorów – stwierdziła I prezes SN Małgorzata Gersdorf w trakcie Kongresu Prawników Polskich.

300polityka.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

Dera na Kongresie Prawników odczytuje list od PAD, sala skanduje „Konstytucja”

Dera na Kongresie Prawników odczytuje list od PAD, sala skanduje „Konstytucja”

Istotna jest również budowa zaufania obywateli do trzeciej władzy. Powszechnie wyrażanym społecznie oczekiwaniem jest, aby środowisko sędziowskie zdecydowanie i konsekwentnie potępiało wszelkie, choćby incydentalne, nieetyczne działania swoich przedstawicieli. Pozytywnego wizerunku trzeciej władzy nie buduje też nazbyt emocjonalna reakcja sędziów na krytykę, ani też zbyt pochopne, a przez to nieprzekonujące kwalifikowanie krytycznych komentarzy jako ataków na zasady niezależności sądów. Warto przypomnieć, że z gwarancją niezawisłości sędziowskiej ściśle wiąże się nakaz apolityczności. Konstytucja zakazuje sędziom przynależności do partii politycznej oraz prowadzenia działalności publicznej, której nie można pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Uważam, że w ślad za doktryną prawa konstytucyjnego zakaz ten należy rozumieć rozszerzająco. Sędzia nie powinien recenzować działalności innych organów władzy publicznej oraz występować jako strona debaty religijnej, etycznej, światopoglądowej czy politycznej – mówił Andrzej Dera na Kongresie Prawników Polskich, odczytując list prezydenta Andrzeja Dudy. Po tych słowach sala zaczęła skandować „Konstytucja”.

300polityka.pl

Agnieszka Kublik

Jacek Kurski i wszystkie jego trupy. Rodowicz a sprawa (o)polska

20 maja 2017

Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Prezes TVP Jacek Kurski zaklinał się, że Kayah wystąpi na opolskim festiwalu podczas specjalnego koncertu Maryli Rodowicz „po jego trupie”. I tak też się stało.

W Opolu nie zaśpiewa nie tylko Kayah i Katarzyna Nosowska. Na scenę nie wyjdzie sama Maryla Rodowicz – to jej koncert miał być puentą festiwalu.

Teraz jest pytanie, kto w ogóle zabawi opolską publiczność. Bo pewnym można być chyba tylko występu Jana Pietrzaka (na jego koncert „Solidarność” zarezerwowała dla siebie ponad 60 proc. biletów).

Nikt chyba nie przypuszczał (ja nie), że PiS będzie chciał zamordować nie tylko niezależność Trybunału Konstytucyjnego, prokuratury, sądów, mediów publicznych, ale i doroczne święto polskiej piosenki. W tym roku przypada 54. edycja opolskiego festiwalu.

A jednak. Zabrał się do tego Jacek Kurski. I bez białych rękawiczek mordował. Najpierw siebie, bo wyszło na jaw, że zapędy cenzorskie w nim tak silne, że nawet ogólnopolska kompromitacja ich nie powstrzymała. Potem złoty jubileusz Maryli Rodowicz.

Wreszcie cały opolski festiwal jest jak martwy, skoro artyści sami już się ewakuują ze sceny.

Po drodze Kurski wciągał w to bagno i innych PiS-owskich funkcjonariuszy. Bo czyż minister kultury Piotr Gliński stanął w obronie niezależności opolskiego śpiewania? A gdzie tam? A wiceminister kultury Jarosław Sellin? A Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji? A Rada Mediów Narodowych? Prezydent Duda? Nikt artystów przed cenzurą szefa telewizji (niby) narodowej nie broni. Ich wszystkich to mordowanie opolskiego festiwalu obciąża. Te festiwal się odbędzie „po ich trupach”.

Artyści się obronili. Ze zderzenia z władzą o zapędach autorytarnych wyszli śpiewająco. Bo oni śpiewać będą, jak długo zechcą. Gdzie zechcą i dla kogo.

A PiS porządzi na pewno krócej, niżby chciał. Bo rządzi „po trupach”.

Materna do Rodowicz: Brawo! To trudna decyzja, ale przepraszam Cię Marylko, decyzja męska

Materna do Rodowicz: Brawo! To trudna decyzja, ale przepraszam Cię Marylko, decyzja męska

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21838301,video.html

 

wyborcza.pl

CZWARTEK, 18 MAJA 2017

Naprzód, razem!” – May prezentuje manifest Torysów, w tym zniechęcanie do zatrudniania obcokrajowców

Szefowa brytyjskiego rządu ogłosiła w czwartek oficjalny manifest programowy Partii Konserwatywnej przed wyborami parlamentarnymi.

Wśród głównych obietnic Torysów na kolejną kadencję są m.in. dodatkowe 8 miliardów funtów na służbę zdrowia, podniesienie kwoty wolnej od podatku oraz obniżka podatku od korporacji do 17%.

Conservative Manifesto 2017 PDF In Full: Theresa May Publishes Her Programme For Government http://huffp.st/J2WAqXr 

Premier May, pomimo spekulacji, utrzymała też obietnicę obniżenia salda migracji do Wielkiej Brytanii poniżej 100 tys. osób rocznie. Zapowiedziała też m.in. zwiększenie obciążeń dla firm które zatrudniają pracowników spoza Wielkiej Brytanii (do czasu Brexitu nie będzie to dotyczyło obywateli UE).

Jednak najbardziej kontrowersyjne prawdopodobnie okażą się proponowane zmiany w systemie opieki społecznej. Przyszły rząd Konserwatystów zamierza odebrać bogatszym emerytom dodatki do m.in. wydatków na ogrzewanie domu oraz zmniejszyć minimalny próg corocznej waloryzacji państwowych emerytur. Nawet tradycyjnie przychylne Torysom media na dzisiejszych jedynkach nie ukrywały negatywnego stosunku do propozycji.

DAILY TELEGRAPH FRONT PAGE: ‚Middle-class lose winter fuel payments to fund social care’

Torysi potwierdzają także swoje wcześniejsze deklaracje, że nie dopuszczą do kolejnego referendum ws. niepodległości Szkocji do czasu zakończenia Brexitu. W marcu przeprowadzenia referendum zażądała szefowa szkockiego rządu Nicola Sturgeon.

300polityka.pl

Kaczyński: Smoleńsk musi być pamięcią wspólną naszego narodu, być elementem budowy naszej wspólnoty

19.05.2017

Jarosław Kaczyński

Smoleńsk musi być pamięcią wspólną, niezależnie od tego, co tam się naprawdę stało – powiedział prezes PiS Jarosław Kaczyński w piątek, w Łodzi podczas uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika ofiar katastrofy w Smoleńsku.

Smoleńsk musi być pamięcią wspólną, niezależnie od tego, co tam się naprawdę stało – mówił prezes PiS. Smoleńsk musi być pamięcią wspólną naszego narodu, być elementem budowy naszej wspólnoty, budowy wspólnoty Polaków – dodał.

 

Monument z nazwiskami wszystkich ofiar tragedii z 10 kwietnia 2010 roku został usytuowany na tyłach łódzkiej bazyliki archikatedralnej, w bezpośrednim sąsiedztwie tablicy upamiętniającej ofiary Katynia. Inicjatorem upamiętnienia w Łodzi ofiar katastrofy jest b. metropolita łódzki, a obecnie metropolita krakowski – abp Marek Jędraszewski. Podczas piątkowej uroczystości, prezes PiS podziękował arcybiskupowi za inicjatywę budowy pomnika.

Uroczystości związane z odsłonięciem i poświęceniem pomnika poprzedziła msza święta w bazylice archikatedralnej w intencji Marii i Lecha Kaczyńskich oraz pozostałych ofiar katastrofy smoleńskiej.

dziennik.pl

PIĄTEK, 19 MAJA 2017

Morawiecki, Petru i Rzońca dla 300 o długu publicznym i wzroście PKB – Stan Gry Gospodarka

SAVE THE DATE – NAJBLIŻSZY CZWARTEK – 25.05 wieczór otwarty nowego Campus Warsaw

Wieczór otwarty Campus Warsaw odbędzie się w czwartek 25 maja

Podczas przyjęcia (obowiązują zaproszenia), które zgromadzi przedstawicieli administracji i ekspertów goście zostaną oprowadzeni po nowej siedzibie Campusu

Wcześniej, tego dnia młodzi przedsiębiorcy, którzy na co dzień tworzą Campus, organizują wydarzenie podczas którego dyskutować będą o:
– sztucznej inteligencji,
– nanotechnologiach
– oraz przyszłości branży fintech.

Dotychczas do startupowej społeczności dołączyło ponad 9000 osób z 85 krajów.

Dzięki przeprowadzce do nowego budynku z programów Campus Warsaw skorzystać będzie mogło jeszcze więcej przyszłych przedsiębiorców.

  • Inkubator przedsiębiorczości Google’a przeprowadził się do większego budynku, ale pozostał w kompleksie Konesera przy ul. Ząbkowskiej – Gazeta Wyborcza
  • Startupy z Google Campus Warszawa dały 621 miejsc pracy w samym tylko 2016 rokuAntyweb
  • Startupy, które korzystają ze wsparcia Campus Warsaw, działają w takich obszarach jak: B2B, dane i analityka, reklama, e-commerce, fintech czy bitcoin. Do tej pory pozyskały fundusze przekraczające 22,6 mln zł. O tym, które startupy korzystają ze wsparcia Campus Warsaw – Business Insider

Wicepremier Morawiecki dla 300: Nie zadłużamy Polski, do 2020 chcemy obniżyć dług do 1,2% PKB

Gdyby nasi rywale polityczni nie zrobili zabiegów w OFE, to bilion długu byłby już dawno przekroczony. Natomiast bilion to zadłużenie nominalne, które tak naprawdę niewiele mówi o kondycji finansów publicznych.

Wszędzie na świecie jako ważny wskaźnik analizuje się bowiem stosunek wielkości długu do PKB. I tu wszystko jest pod kontrolą.

Nasz dług jest poniżej średniej europejskiej. Mamy też zatwierdzoną przez rząd strategię zarządzania długiem. Z niej wynika, że dług w relacji do PKB będzie się obniżać. Podobnie jak i deficyt.

Do 2020 roku chcemy go obniżyć do 1,2 proc. PKB. To ambitne, ale realne.

Podobnie twierdzenie, że nasz rząd bardzo szybko zadłuża Polskę jest całkowitą nieprawdą. Prawdziwą miara tempa zadłużania jest deficyt budżetowy, a ten w 2016 roku wyniósł 2,4 proc PKB i był najniższy od 9 lat.

Nominalny przyrostu długu był owszem większy. To jednak wynikało z tego, że obok deficytu budżetu (46 mld) do wzrostu długu dołożyły się jeszcze różnice kursowe (ok 15 mld zł), deficytu na rachunku środków europejskich (12,6 mld zł), a także wzrost środków na bieżących rachunkach budżetu (ok 15 mld zł).

Mówiąc inaczej, w 2016 zadbaliśmy o to, żeby w bieżącym roku nasza rezerwa płynnościowa była trochę większa. A to świadczy o odpowiedzialnym podejściu naszego rządu do finansów państwa.

Znaczące transfery społeczne nie spowodowały przyrostu deficytu budżetowego powyżej ustalonych parametrów finansowych. Jest to możliwe dzięki coraz bardziej skutecznym działaniom aparatu skarbowego, oraz dzięki zastosowaniu nowoczesnych rozwiązań informatycznych i analitycznych.

Jestem przekonany że to rezultat zarówno dużego optymizmu Polaków jak i poprawy dynamiki aktywności inwestycyjnej oraz działań naszego rządu, które wzmacniają atrakcyjność inwestycyjną, innowacje i jakość wzrostu PKB Polski”

Więcej z wypowiedzi wicepremiera Morawieckiego dla 300 o wynikach PKB za 1 kwartał – tutaj

Petru dla 300: PO i PiS zadłużają tak samo, w relacji kwartalnej PKB wzrosło tylko o 1 pp.

PiS i PO zadłużają Polskę w podobnym tempie:

PO-PSL I (2007-2011) –> zadłużali w tempie 72 mld zł rocznie
PO-PSL II (2011-2015) –> bez wliczenia efektu skoku na OFE faktyczne tempo zadłużania w tym okresie wyniosło 54 mld zł rocznie.
PiS (2015-teraz) – zadłużają w tempie 62 mld zł rocznie.

To konsekwencja wyścigu a populizm tych dwóch partii, licytacji na nierealistyczne obietnice.

Wzrost 4% w I kwartale, to w znacznej mierze efekt statystyczny.

W zeszłym roku, w pierwszym kwartale nie było wydatków zwiazanych z 500+, w tym roku były – w relacji rok do roku jest znaczny przyrost (i to na kredyt). Podobnie jak z inwestycjami, które prawie zostały wstrzymane na początku 2016, a teraz nadrabiane są zaleglości.

W relacji kwartał do kwartału – czyli to jak mierzy się wzrost w UE – wzrost wyniósł jedynie 1%

Rzońca dla 300: Dla Morawieckiego tempo wzrostu na poziomie 4% może być niespodzianką, bo sam pewnie czuje, że nie jest ono w najmniejszym stopniu zasługą PiS

Platforma oszczędzała, podczas gdy PiS rozdaje. Wydatki publiczne, inne niż na inwestycje i koszty obsługi długu, za rządów Platformy spadły o prawie 2% PKB, a po pierwszym roku rządów PiS wzrosły o 1% PKB i mają dalej rosnąć w tym i następnym roku. W latach 2008-2015 nie udało się – co prawda- uniknąć wzrostu długu publicznego, ale rządy Platformy zmagały się ze skutkami dwóch potężnych kryzysów na świecie: globalnego kryzysu finansowego i kryzysu zadłużeniowego w krajach peryferyjnych strefy euro, które uderzyły w dochody publiczne z podatków i składek. Niemniej, przyrost długu publicznego w Polsce należał wtedy do najmniejszych w Europie – był mniejszy nawet niż w Niemczech. Tego obrazu nie zmienia powiększenie go o wartość obligacji z OFE, które w 2014 roku zastąpiono zobowiązaniami FUS-u, czyli długiem ukrytym. I w takim ujęciu dług wzrósł dwa razy mniej niż średnio w krajach UE.

PiS rządzi w czasie bardzo dobrej koniunktury na świecie, a mimo to zadłuża Polskę – pod prąd tego, co robi większość krajów UE, które wykorzystują ten czas do zmniejszenia zadłużenia i przygotowania rezerw na gorsze czasy. W zeszłym roku dług publiczny wzrósł w Polsce z 51% PKB do ponad 54% PKB i było to najszybsze narastanie długu w Europie, w której przeciętnie zmniejszył się on o prawie 1,5% PKB, a w krajach o tak solidnych gospodarkach, jak Holandia, Niemcy, czy Szwecja o niemal 3% PKB. PiS zadłużał nasz kraj także wyraźnie bardziej, bo o prawie 2,5% PKB, niż sam zapowiedział w kwietniu ub. r., kiedy poinformował Komisję Europejską o porzuceniu ścieżki redukcji długu przyjętej przez rząd Platformy. W kwietniu br. ponownie opóźnił moment, w którym Polska ma powrócić do ograniczania zadłużenia. Zapowiedział, że w tym roku dług publiczny przekroczy 55% PKB. Tym samym, niebezpiecznie zbliży się do konstytucyjnej granicy 60% PKB. W kraju PiS nie powie jednego dobrego słowa o poprzednikach, ale w relacjach z Komisją Europejską bezwstydnie przywołuje głęboką redukcję deficytu strukturalnego z 2015 roku jako usprawiedliwienie łamania przez siebie – drugi rok z rządu – zobowiązań Polski, wynikających z Paktu Stabilności i Wzrostu.

Przyspieszenie wzrostu po ubiegłorocznym spowolnieniu to bardzo dobra wiadomość. Oznacza szybszy wzrost dochodów ludzi, z czego bardzo się cieszę.

Dla premiera Morawieckiego tempo wzrostu na poziomie 4% może być niespodzianką, bo sam pewnie czuje, że nie jest ono w najmniejszym stopniu zasługą PiS. Pojawiło się ono pomimo PiS przy władzy. Kiedy PiS przejmował władzę, wzrost wynosił 4,6%. Ale w IV kwartale zeszłego roku wyhamował do zaledwie 2,5%. Po raz pierwszy w historii polska gospodarka wyraźnie spowolniła, pomimo dobrej koniunktury na świecie. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się też, żeby hamowała ona, gdy przyspieszał wzrost konsumpcji. Ale przez rok PiS „dawał radę” tym dwóm siłom, które wcześniej zawsze prowadziły do przyspieszenia wzrostu. „Dał radę”, bo dramatycznie pogłębił spadek dynamiki inwestycji, której pewnego obniżenia można było się spodziewać w związku z przechodzeniem do nowej perspektywy finansowej w ramach funduszy unijnych. Faktyczne inwestycje okazały się o 47 mld zł niższe od przewidywań NBP, a wiec niezależnej instytucji, z marca 2016 r. Można powiedzieć, że rok rządów PiS oznaczał dla inwestycji 12 mld dolarów strat. Ale w tym roku nawet PiS nie daje już rady hamować wzrostu polskiej gospodarki.

Pojawienie się 4 z przodu w br. zapowiadałem od upublicznienia planów finansowych samorządów. Same inwestycje samorządów dodadzą w tym roku do wzrostu 1,6 pkt proc., windując go wyraźnie powyżej 4% – nawet gdyby nie było innych czynników, który by go dynamizowały.

Ale te czynniki istnieją. Jest nim zwłaszcza dalsza poprawa koniunktury u głównych odbiorców polskiego eksportu, w tym w szczególności w Niemczech. Swoje dodadzą tzw. efekty mnożnikowe: firmy, które będą realizować inwestycje samorządów lub więcej sprzedadzą za granicę, zapłacą swojej załodze, załoga przeznaczy część dochodów na zakupy, te zakupy zwiększą przychody kolejnych przedsiębiorców, którzy więcej zapłacą swoim pracownikom i dostawcom itd. Rosnące zamówienia i brak wolnych mocy produkcyjnych pewnie też zmusi w końcu przedsiębiorstwa do odbudowy inwestycji – po ich dwucyfrowym spadku w zeszłym roku, w tym w firmach publicznych „odzyskiwanych” przez PiS-iewiczów o 50%”

 

Rafalska podnosi płacę minimalną, mówi, że ok 20% zdecyduje się na pracę dłużej i że praca jest podstawą bytu rodzin

  • Skierowaliśmy na Komitet Stały Rady Ministrów propozycję, która mówi o wynagrodzeniu minimalnym w 2018 r. na poziomie 2100 złpowiedziała w piątek PAP minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. „Byłby to 5 proc. wzrost minimalnego wynagrodzenia. Minimalne wynagrodzenie stanowiłoby 47,27 proc. przeciętnego wynagrodzenia, a więc relacja tych wynagrodzeń trochę by się poprawiła w stosunku do tego, co jest w 2017 r. Teraz 2000 zł minimalnego wynagrodzenia stanowi 47,14 przeciętnego wynagrodzenia” – podkreśliła w rozmowie PAP szefowa MRPiPS.
  • Jak informuje dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda, realizacja tej zapowiedzi oznaczać będzie, że wzrośnie także minimalne wynagrodzenie godzinowe, ponieważ oba wskaźniki są ze sobą powiązane. Można więc wyliczyć, że minimalna stawka godzinowa od 2018 roku roku wzrośnie z obecnych 13 złotych do ok. 13,65 zł brutto.
  • Rafalska o wieku emerytalnym: „Elżbieta Rafalska oszacowała, że po wejściu w życie niższego wieku emerytalnego, około 25 proc. uprawnionych do emerytury zdecyduje się na przedłużenie aktywności zawodowej. Minister rodziny, pracy i polityki społ. chce uspokoić Polaków, tłumacząc, że ustawa obniżająca wiek emerytalny nie przymusza nikogo do zakończenia pracy”.
  • Dochód z pracy podstawą bytu rodzinmówiła Rafalska w Radiu Zachód: Proponowane zmiany w 500+ będą służyły ujednoliceniu przepisów. – Nie powinny one dawać swobody interpretacyjnej – tłumaczyła minister. – Przepisy zostaną także uszczelnione.Minister Rafalska przypomniała też, że na poprawę sytuacji rodzin ma też wpływ bardzo dobra sytuacja na rynku pracy. – Podstawą bytu rodzin jest oparcie o dochód z pracy – podkreśliła minister

 

INTRYGUJĄCE: Orlen z przezroczystymi urnami przeciw szarej strefie

Już w lipcu na wszystkich stacjach PKN ORLEN w Polsce pojawią się przezroczyste skrzynki, przeznaczone na przedarte paragony. Powstaną z myślą o klientach, którzy nie chcą lub nie potrzebują dowodu zawarcia transakcji. Dzięki temu rozwiązaniu zyskają pewność, że ich paragony nie zostaną wykorzystane w działaniach „szarej strefy podatkowej”

Koncern w ten sposób wpisuje się w zainicjowane przez Ministerstwo Finansów działania zmierzające do uszczelnienia systemu podatkowego

Celem akcji PKN ORLEN „Podatkowe Fair Play” jest uświadamianie klientom korzyści wynikających z uczciwych praktyk podatkowych oraz redukcja ryzyka, że na podstawie pozostawionych przez klientów paragonów wystawiane będą tzw. puste faktury, mogące służyć do wyłudzeń podatku VAT

W ramach akcji pracownicy stacji paliw będą zachęcać klientów do odbierania paragonów. W przypadku rezygnacji, dowód zapłaty zostanie przedarty i w obecności klienta umieszczony w specjalnie przygotowanym przezroczystym pojemniku

 

SERWIS 300POLITYKI O KAMPANII W WIELKIEJ BRYTANII #wyboryUK

Labour goni Torysów kosztem mniejszych partii.

Naprzód, razem! – May prezentuje manifest Torysów, w tym zniechęcanie do zatrudniania obcokrajowców.

Związki zawodowe studzą oczekiwania i wieszczą przegraną Labour.

Liberalni Demokraci jako jedyni proponują drugie referendum nad Brexitem

 

FAST FORWARD: JAK VIRTUAL REALITY ZMIENI TWOJE ŻYCIE

Sklep w domu, oglądasz buty i od razu widzisz je na swoich nogach. Sephora już testuje cyfrowe lustro – więcej na ozy.com

300polityka.pl

SOBOTA, 20 MAJA 2017

Błaszczak: Zastanawiająca jest postawa Tuska, który przyłącza się do ataku na Polskę

08:55

Błaszczak: Zastanawiająca jest postawa Tuska, który przyłącza się do ataku na Polskę

Zastanawiająca jest postawa Donalda Tuska, który przyłącza się do ataku na Polskę, tymczasem w interesie Polski jest to, żeby Tusk powiedział: ten mechanizm się nie sprawdza, bo rzeczywiście się nie sprawdza – stwierdził Mariusz Błaszczak w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM. Jak dodał:

„Propozycja Donalda Tuska i Grzegorza Schetyny sprowadza się do problemu, jaki jest dzisiaj w Grecji i we Włoszech, Francji, Belgii do Polski. Tusk i Schetyna chcą przenieść te problemy do Polski. Gdyby oni rządzili, to dziś te problemy byłyby już w Polsce. Na szczęście nie rządzą, więc Polska jest krajem bezpiecznym”

08:49

Błaszczak: Zastanawiam się, dlaczego GW składa hołd człowiekowi, który atakuje Polskę

Zastanawiam się, dlaczego „Gazeta Wyborcza” składa taki hołd człowiekowi, który atakuje Polskę, ale to pewnie wynika z zaangażowania w totalną opozycję. Chciałbym podkreślić to, że Polska jest solidarna. Mówiłem już o tym. Skala pomocy rządu PiS jest 10-krotnie większa niż rządu koalicji PO-PSL w 2015 roku. Pomagamy uszczelniając zewnętrzne granice UE – stwierdził Mariusz Błaszczak w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM.

08:46

Błaszczak: 74% Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu uchodźców. Ich przyjmowanie zaprowadzi Polskę do katastrofy społecznej

To konsekwentne stanowisko, które jest podzielane przez kilka państw UE. Przypomnę, że ta decyzja została podjęta we wrześniu i październiku 2015 roku niekonsensualnie. Kilka państw było przeciwnych, obecny rząd polski zmienił decyzję poprzedniego, PO-PSL. Ewa Kopacz, Teresa Piotrowska zgodziły się na przyjęcie tysięcy muzułmańskich emigrantów, uchodźców do Polski, a przypomnę, że w tej sprawie konsekwentni są Węgrzy i Słowacy – stwierdził Mariusz Błaszczak w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM.

Polski rząd działa w imieniu obywateli naszego kraju. 74% Polaków jest przeciwnych przyjmowaniu uchodźców. To fakt. Przyjmowanie uchodźców zaprowadzi Polskę do katastrofy społecznej. Zobaczmy, co dzieje się na zachodzie Europy – mówił dalej, przypominając, że na ulicach Brukseli można zobaczyć uzbrojonych żołnierzy wojska.

Obecny rząd pomaga finansowo 10-krotnie więcej uchodźcom niż rząd koalicji PO-PSL – dodał szef MSWiA.

300polityka.pl

Wyklęci śledczy smoleńscy. Antoni Macierewicz chce się pozbyć z wojska prokuratorów, którzy badali katastrofę smoleńską

Wojciech Czuchnowski, 20 maja 2017

Marzec 2015. Konferencja Naczelnej Prokuratury Wojskowej ws. ustaleń w śledztwie smoleńskim. Na zdjęciu szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg (w środku), jego zastępca płk Ryszard Filipowicz (z lewej) i rzecznik prasowy naczelnego prokuratora wojskowego ppłk Janusz Wójcik

Marzec 2015. Konferencja Naczelnej Prokuratury Wojskowej ws. ustaleń w śledztwie smoleńskim. Na zdjęciu szef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ireneusz Szeląg (w środku), jego zastępca płk Ryszard Filipowicz (z lewej) i rzecznik prasowy naczelnego… (Fot. Agata Grzybowska/ Agencja Gazeta)

Prokuratorzy podpadli władzy PiS, bo odmawiali potwierdzenia teorii o zamachu w Smoleńsku. Oficerowie co pół roku są przenoszeni do jednostek liniowych. Większość odeszła już z armii.

Pod największą presją ze strony MON jest czterech oficerów, którzy w latach 2010-15 byli twarzami śledztwa smoleńskiego: występowali na konferencjach prasowych i udzielali odpowiedzi mediom. Na celowniku Macierewicza znaleźli się: płk Waldemar Praszczyk z Naczelnej Prokuratury Wojskowej, płk Zbigniew Rzepa (również z NPW), ppłk Janusz Wójcik i mjr Marcin Maksjan (obaj z Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie).

Po wygranych przez PiS wyborach zostali odsunięci od śledztwa, a w marcu 2016 roku otrzymali od szefa MON decyzje o przeniesieniu do rezerwy kadrowej i skierowaniu do zadań w jednostkach liniowych, stacjonujących nawet 500 km od ich miejsc zamieszkania. Praszczyk dostał przydział do 2. Pułku Rozpoznawczego w Hrubieszowie, Rzepa do 2. Brygady Zmechanizowanej w Złocieńcu, Wójcik do 9. Pułku Rozpoznawczego w Lidzbarku Warmińskim, a Maksjan do 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie.

Antoni Macierewicz nie zapomina

Decyzja była absurdalna, bo w żadnej z tych jednostek nie było etatu prokuratorskiego ani stanowiska zgodnego z kwalifikacjami przenoszonych oficerów. Była też bezprawna, bo ustawa o prokuraturze stanowi jasno, że prokuratora wojskowego można przenieść tylko do pracy w prokuraturze i jedynie na wniosek naczelnego prokuratora wojskowego. W przepisach nie ma też instytucji „rezerwy kadrowej” wobec prokuratora wojskowego.

CZYTAJ TAKŻE: Zemsta Macierewicza za śledztwo smoleńskie: ekspert psychologii lotniczej został dowódcą kawalerii pancernej

Przeniesieni śledczy smoleńscy odwołali się od decyzji Macierewicza. Miesiąc później dekretem ministra sprawiedliwości zostali skierowani do pracy w prokuraturach rejonowych (najniższy szczebel). Ale szef MON o nich nie zapomniał: regularnie co pół roku dostają odnowioną decyzję o przydziale do koszar. Ostatnia jest datowana na połowę marca. Rezultat? Pułkownicy Praszczyk i Wójcik już odeszli z wojska, a płk Rzepa odchodzi z armii w lipcu. Na placu boju zostaje tylko mjr Maksjan – nie ma jeszcze za sobą 15 lat służby, więc odchodząc teraz, straciłby uprawnienia wynikające z długości stażu.

Jeszcze przed przejęciem władzy przez PiS z armii zrezygnował płk Ireneusz Szeląg, szef Prokuratury Wojskowej w Warszawie.

Władzy nie spodobały się ustalenia dotyczące katastrofy smoleńskiej

Represjonowani przez Macierewicza i rząd PiS prokuratorzy podpadli obecnej władzy, bo odmawiali potwierdzenia teorii o zamachu w Smoleńsku.

10 listopada 2015 r., gdy wiadomo już było, jaki będzie skład rządu Beaty Szydło, Naczelna Prokuratura Wojskowa wydała jednoznaczny komunikat: do katastrofy doszło, bo polscy piloci i rosyjscy kontrolerzy popełnili błędy. Wykluczono zamach, bo nie ma żadnych poszlak wskazujących, że doszło do wybuchu.

„Zniszczenie samolotu nastąpiło w wyniku zderzeń z przeszkodami terenowymi (drzewami), a całkowite jego zniszczenie nastąpiło po końcowym zderzeniu z ziemią. Szczegółowe badanie szczątków nie wykazało śladów lokalnych ognisk destrukcji konstrukcji samolotu mogących pochodzić z innych źródeł. Co więcej, szczegółowa analiza dowodowa odnalezionych fragmentów prawej burty samolotu w strefie tzw. salonki prezydenckiej wykazała, że nie występują na nich osmalenia, nadtopienia materiału wygłuszającego ani opalenia fragmentów konstrukcji” – czytamy w komunikacie.

NPW wymieniła cztery główne przyczyny katastrofy: niewłaściwe działanie załogi polegające na zniżeniu samolotu przez jego dowódcę poniżej warunków minimalnych do lądowania, wyznaczenie na dowódców samolotu niedoszkolonych pilota i nawigatora, niewydanie przez rosyjskiego kierownika lotów zakazu lądowania ze względu na mgłę i nieskierowanie samolotu na lotnisko zapasowe, niewydanie przez kierownika strefy lądowania komendy odejścia na drugi krąg w sytuacji, kiedy samolot przekraczał minimalną wysokość zniżania 100 m.

Zespół nr 1 – nowi śledczy Macierewicza

Krótko potem PiS zlikwidował Naczelną Prokuraturę Wojskową i powołał w Prokuraturze Krajowej nowy zespół śledczych (Zespół nr 1). Od czasu przejęcia śledztwa żaden z członków tego zespołu nie był w Smoleńsku. Byli tam za to – zaraz po katastrofie i później – oficerowie „wyklęci” przez Macierewicza. Jeździli też do Moskwy kopiować rejestratory.

Nowi śledczy badanie katastrofy zaczęli od zarzutów wobec poprzedników, których oskarżyli o zaniedbania. Teraz wzywają ich na przesłuchania w sprawie o „niedopełnienie obowiązków i odstąpienie od sekcji zwłok” ofiar katastrofy. Świadkami w tej sprawie mają być b. premier Donald Tusk, szef jego kancelarii Tomasz Arabski i Ewa Kopacz, w 2010 r. minister zdrowia.

– Sekcje były przeprowadzone w Moskwie w ramach pomocy prawnej, którą podpisaliśmy z Rosją po katastrofie. Nie było nas przy nich, bo według rosyjskiego prawa przy tej czynności prokurator nie jest obecny. Ale już przy składaniu zwłok do trumien polscy prokuratorzy byli – mówi „Wyborczej” b. prokurator z NPW. Podkreśla, że w 2010 r. w Polsce nie było warunków do przeprowadzenia w jednym czasie badania wszystkich 96 ciał. – Również teraz, gdy prowadzone są nowe ekshumacje, szczątki wyjmuje się partiami i trwa to od wielu miesięcy – tłumaczy.

Przypomina też, że z każdego ciała podczas sekcji w Moskwie pobierane były próbki, które przekazane zostały do śledztwa polskiego i rosyjskiego, i że do 2015 r. ekshumowano dziewięć ciał. Nie znaleziono na nich żadnych śladów wybuchu. Podobnie jak w trakcie ekshumacji prowadzonych obecnie przez Zespół nr 1.

Nowe zarzuty dla rosyjskich kontrolerów lotu w Smoleńsku. Co doprowadziło śledczych do wniosku, że mieli celowo spowodować katastrofę?

Nowe zarzuty dla rosyjskich kontrolerów lotu w Smoleńsku. Co doprowadziło śledczych do wniosku, że mieli celowo spowodować katastrofę?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21587043,video.html

 

wyborcza.pl

Mariusz Błaszczak strollowany. Ten dopisek z Wikipedii chyba mu się nie spodobał. Już zniknął

19.05.2017

Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak© KUBA ATYS Antoni Macierewicz i Mariusz Błaszczak

 

„Mariusz Błaszczak uznawany jest za pierwowzór postaci Mariusza w polskim internetowym serialu Ucho prezesa” – taki tekst jeszcze niedawno wyświetlał się po wpisaniu w Google hasła Mariusz Błaszczak.

Mariusz Błaszczak na Wikipedii ma obszerne hasło. Dowiemy się z niego m.in., jak rozwijała się jego polityczna kariera. I to właśnie w tym wpisie pojawił się akapit: „obecność w kulturze masowej”, a w nim zdanie nawiązujące do jego obecności w słynnym serialu satyrycznym, „Ucho prezesa”.

To właśnie ono pojawiało się na eksponowanym miejscu, po wpisaniu w Google „Mariusz Błaszczak”.

© screen z wikipedia

Ministrowi – jeśli ma mało dystansu do siebie – mogło nie spodobać się żartobliwe nawiązanie. W końcu w lubianym „Uchu prezesa” przedstawiony został jako pokorny poddany tytułowego prezesa.

Powyższy dopisek już zniknął z Wikipedii.

msn.pl

%d blogerów lubi to: