Monthly Archives: Listopad 2017

Beata Szydło ma bankowo zagwarantowany Trybunał Stanu

Zwykły wpis

Beata Szydło bankowo ma Trybunał Stanu. Jest nieobecna w tej chwili w sferze publicznej, bo Kaczyński ją wymieni.

Leżenie krzyżem w kościółkach jej nie pomoże.

Prawnik z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka (HFPC) Marcin Szwed opublikował link na Twitterze do dokumentów z postępowania karnego w sprawie odmowy publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Prawnik HFPC otrzymał dokumenty w trybie dostępu do informacji publicznej.

A w nich jak byk stoi, że przesłuchiwane były szefowa KPRM Beata Kempa oraz dyrektor Rządowego Centrum Legislacji, Jolanta Rusiniak. Nie przesłuchowano Beaty Szydło (ale co się odlecze, to nie uciecze).

Choć śledztwo umorzono, to już są to dokumenty do postawienia Szydło przed Trybunałem Stanu.

Szefowa Rządowego Centrum Legislacji (RCL) Jolanta Rusiniak powiedziała wprost, że polecenie, by nie publikować wyroku TK otrzymała bezpośrednio od Szydło.

Dnia 9 marca 2016 r. Trybunał Konstytucyjny procedował w sprawie ustawy o zmianie Ustawy o Trybunale Konstytucyjnym i tego dnia do Rządowego  Centrum Legislacji wpłynęło to orzeczenie. To była sprawa głośna, medialna, budząca liczne kontrowersje. Tego dnia osobiście rozmawiałam z Prezesem Rady Ministrów Panią Beatą Szydło i podczas tej rozmowy Pani Premier poleciła mi, abym nie kierowała sprawy do zredagowania i ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Polecenie takie od Pani Premier otrzymywałam każdorazowo, przy okazji wydania przez Trybunał Konstytucyjny kolejnych orzeczeń, aż do 16 sierpnia 2016 roku. Można zatem powiedzieć, że w okresie od 9 marca 2016 r. do 16 sierpnia 2016 r. Pani Premier przejęła osobiście kompetencję zawiązaną z wyrażeniem dyspozycji o skierowaniu orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego do publikacji

– zeznała  szefowa RCL Rusiniak.

Zaś Kempa zasłaniała się niepamięcią (ot, matołek):

Do moich obowiązków nie należą stricte kwestie związane z kompetencją Prezesa Rady Ministrów w zakresie promulgacji aktów prawnych. Zajmuje się tym z ramienia Kancelarii Rady Ministrów pani Minister Jolanta Rusiniak. Być może zdarzało się, że podpisałam jakieś pismo dotyczące korespondencji z Trybunałem Konstytucyjnym na polecenie pani Premier, ale tego nie pamiętam. Jeśli chodzi o kwestie związane z publikacją orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego (..), to ja działań w tym zakresie nie podejmowałam. Zajmowała się tym minister Jolanta Rusiniak i pani premier Beata Szydło.

Wiadomo mi natomiast z rozmów z panią premier Beatą Szydło i minister Jolantą Rusiniak, że jeszcze przed 9 marca 2016 r. każde przesłane do publikacji orzeczenie z TK było przedmiotem analizy pod kątem spełnienia warunków formalnych i prawnych. Wiem, że orzeczenia TK (…) nie były publikowane, gdyż pojawiły się wątpliwości co do charakteru tych aktów prawnych.

Pamiętam, że Prezes Rady Ministrów dysponowała opiniami konstytucjonalistów. Kojarzę, że była mowa o opinii prof. Banaszka. Być może inne, ale już tego nie pamiętam. Z opinii tych wynikać miało, że akt TK podjęty w niewłaściwym składzie i podpisany przez niewłaściwą liczbę sędziów nie dawał w naszej ocenie podstaw, aby uznać go za wyrok podlegający publikacji.

Konstytucjonalista z Uniwersytetu Wrocławskiego Ryszard Balicki nie wątpi – Trybunał Stanu: „Wygląda, że Trybunał Stanu będzie miał zajecie… ”

Prokuratura też odpowie za niedopatrzenie się znamion przestępstwa. A za to idzie się za kraty. Wyobrażam sobie, jak prokurator jeden z drugim w celi w nocy pogadają sobie z innymi recydywistami.

Czarno widzę losy podłej zmiany, która nazwała się jak w sitcomie „dobra zmianą”.

A to piękne zdjęcie tych kobiet, który stanęły naprzeciw faszystom z tzw. „Marszu Niepodległości” 11 listopada.

Kobiety przewrócą tych podleców z podlem zmiany.

Duda ponownie zawetuje ustawy sądowe

Zwykły wpis

Jest jeszcze gorzej, niż nam się zdaje.

Fakt24 donosi, że Andrzej Duda zawetuje po raz drugi dwie ustawy sądowe obecnie procedowane w Sejmie.

Poprawki wprowadzone do projektów prezydenckich odbiegają od wzajemnych ustaleń Dudy i Kaczyńskiego. Prezydent i prezes zawarli pisowski kompromis, Kaczyński obiecał Dudzie, że zmiany w proponowanych przez niego projektach będą jedynie kosmetyczne.

Jednak jest zupełnie inaczej.

Poprawki PiS radykalnie ingerują w treść proponowanych przez Dudę zapisów. 

Gwałtem na projekcie ustawy o KRS to  wpisanie punktu, iż kandydatów na członków KRS może zgłaszać nie tylko grupa 2000 obywateli, 25 sędziów, ale i 25 prokuratorów.

To znaczy, że w praktyce większość w KRS będą mogli stanowić przedstawiciele Ministerstwa Sprawiedliwości, gdyż prokuratorzy mogą zgłosić sędziów, którzy są delegowani do pracy w tym resorcie.

Zaproponowane kolejne poprawki do ustawy o Sądzie Najwyższym.

Rzecznikiem dyscypliny może zostać np. prokurator, którego kompetencje, zdaniem portalu, mają być większe niż te w gestii I  Prezesa Sądu Najwyższego.

Lipcowe weta miały powstrzymać wzrost władzy Ziobry. Wszystko wskazuje, że szykuje nam się powtórka z rozrywki…

Operetkowe państwo PiS. Zawłaszczenie Polski przez pokraków.

Prokurator Piotrowicz przybliżył Kaczyńskiemu PRL. Kacyk pisowski będzie trzymał naród za mordę

Zwykły wpis

Prokurator Piotrowicz na komisji sprawiedliwości poczuł się, jak w starych dobrych czasach PRL-owskich.

Na komisji pozorowano pracę legislacyjną, walec PiS rozjechał poprawki opozycji, a prokurator Piotrowicz poczuł się, jakby sam Lenin błogosławił go.

Nie miała żadnego znaczenia pracowitość posłów opozycji, dano im 1 minutę na zabranie głosu i przegłosowano to, co życzył sobie prezes.

Telenowela „Negocjacje Kaczyński – Duda” to tylko pozorowanie dla ciemnego ludu, bo prezes PiS uzyskał wszystko, co chciał.

Za portalem crowdmedia.pl podaję, co warte jest odnotowania:

  • Doniesienie do prokuratury przeciwko posłowi Piotrowiczowi za uniemożliwienie posłom opozycji złożenia i uzasadnienia poprawek do ustawy, czym nadużył prawa (par. 231 kk) – taka zapowiedź padła ze strony Kamili Gasiuk – Pihowicz i Borysa Budki;
  • Poseł Piotrowicz w odpowiedzi na powołany przez posłankę Nowoczesnej artykuł regulaminu Sejmu, lekceważąco machający ręką wyrażając „a co mnie obchodzi regulamin”
  • Celna uwaga posłanki Dolniak, że Konstytucja gwarantuje każdej z trzech władz wybór części członków bezpośrednio do Krajowej Rady Sądownictwa – w następstwie ustawy prezydenckiej władza sądownicza zostanie całkowicie tej możliwości pozbawiona
  • Kompromitacja prezydenckiej minister Anny Surówki – Pasek i prezydenckiego doradcy Zofii Romaszewskiej, które pojawiły się na komisji po to, by bronić projektu ustawy, który przestał być projektem prezydenckim a stał się partyjnym. Przykro patrzeć, że tak ważna postać dla walki o polską demokrację dziś jest twarzą jej demontażu
  • Wyrażająca kluczowy aspekt proponowanych zmian wypowiedź przewodniczącego Krajowej Rady Sądownictwa Dariusza Zawistowskiego, który z wielkim żalem zapytał: „”Dlaczego zamiast chwalić się osiągnięciami demokratycznymi z 89 roku, zgodnego z zaleceniami Rady Europy dziś rząd rezygnuje z tych rozwiązań i wprowadza rozwiązania, z których zrezygnowała Ukraina”.
  • Pierwszy raz głośno i publicznie powiedziane zostało to, co każdy szanujący się prawnik w Polsce wie od jakiegoś czasu. Rzecznik KRS sędzia Waldemar Żurek wprost nazwał orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, orzekającego w składzie z tzw. sędziami dublerami są orzeczeniami nieistniejącymi z mocy prawa. Warto też odnotować odpowiedź przewodniczącego Piotrowicza, co zanotował nasz redakcyjny kolega.

Wróciło prawo PRL.

Najprawdopodobniej Kaczyński żałuje, że PRL odszedł.

Żałował, że to nie on wówczas rządził. Ale wraca miniony reżim, spełniają się marzenia prezesa.

Naród będzie trzymamny za twarz. Taka Polska zostanie wykopana z Unii Europejskiej na zbity pysk.

Prokurator komuszy Piotrowicz pilotuje bezprawie PiS. Lecimy ku katastrofie

Zwykły wpis

Na komisji sprawiedliwości przyjmowane były poprawki do prezydenckiej ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Jest ich raptem siedem. I nie wydaje się, by budziły opór przedstawicieli prezydenta.

Osławiony komuch z PiS Piotrowicz uniemożliwił opozycji przedstawić ustnego uzasadnienia zgłoszonych poprawek.

Jest to złamanie regulaminu Sejmu  który „mówi jednoznacznie o potrzebie ustnego przedstawienia poprawek na posiedzeniu komisji” oraz art. 231 kodeksu karnego, który mówi o przekraczaniu uprawnień oraz niedopełniania obowiązków przez funkcjonariusza publicznego.

Opozycja więc zapowiedziała „zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez pana prokuratora Piotrowicza”.

Borys Budka:

„Pan poseł Piotrowicz w sposób niespotykany do tej pory prowadzi tę komisję. Panie przewodniczący, to nie jest pana prywatny folwark. To, co robicie na tej komisji, to kpina z regulaminu Sejmu”.

Prof. Uniwersytetu Warszawskiego Marcin Matczak:

„Wg poprawek do ustawy o KRS 25 prokuratorów może zgłosić sędziego do KRS, bo wg uzasadnienia są żywo zainteresowani sprawami wymiaru sprawiedliwości. Proponuję dać tę możliwość także 25 oskarżonym i 25 więźniom – ci są dopiero żywo sprawami wymiaru sprawiedliwości zainteresowani”.

Kamila Gasiuk-Pihowicz:

„Mamy prezydenta, który powinien być strażnikiem polskiej Konstytucji, a po raz kolejny okazuje się jej grabarzem. Po raz kolejny widzimy, że pan prezydent nie sprostał tej roli, do której został powołany; po prostu ucieka z podkulonym ogonem przed PiS-em, zostawiając na tym przegranym polu walki polską Konstytucję”.

Prezydent „nie sprostał tym przyrzeczeniom, które dał 38 mln Polaków jeszcze w lipcu”, kiedy zapowiadał zupełnie inne projekty ustaw.

Publicystka „Polityki” Ewa Siedlecka komentuje.

Najważniejsza poprawka dotyczy sposobu wyłaniania sędziów do KRS. PiS proponuje głosowanie hurtem: na jedną listę 15 sędziów. Ma być pluralistycznie: każdy z pięciu klubów ma zagwarantowanego jednego sędziego na tej liście. To znaczy, że PiS ma ich zagwarantowanych jedenastu. Wybierze ich Komisja Sprawiedliwości spośród kandydatów zaproponowanych m.in. przez co najmniej 25 przedstawicieli różnych zawodów prawniczych, w tym prokuratorów. Nie ma symetrii: prokuratorów do Rady Prokuratury sędziowie proponować nie mogą.

Tak więc PiS ma zagwarantowaną władzę nad sędziowskimi nominacjami

Ustawa o KRS jest mniejszą kością niezgody pomiędzy prezydentem a PiSem – i tak oddawał ją PiSowi. Więcej emocji wzbudzi ustawa o Sądzie Najwyższym. Tu prezydent zarezerwował sobie m.in. władzę nad tym, który sędzia będzie mógł w SN pozostać. PiS zapewne zaproponuje rozwiązanie, które już raz prezydentowi proponował: przed zawetowaniem przez niego ustaw o KRS i SN: Żeby decyzję w sprawie sędziów SN podejmowała KRS. Oczywiście ta przejęta już przez PiS.

Zobaczymy, czy prezydent się zgodzi. Może na osłodę dostanie głowę ministra Macierewicza?
Tak PiS konstruuje układ trawienny, który przetrawi wymiar sprawiedliwości w Polsce.

W Polsce pożegnalismy prawo, panuje bezprawie – jak w mafii.

I tak będą rozprawiać się z opozycją i społeczeństwem obywatelskim. Sami sobie zgotowaliśmy los, przekazując władzę oprawcom demokracji.

Macierewicz w odstawkę, Kaczyński na premiera, PiS odgrzewa PRL. Polityka brunatnieje

Zwykły wpis

To już się dzieje. Pojedyncze przypadki? Nie! To przykładowe przypadki. Fala faszyzmu szybko się rozleje. Jest przyzwolenie PiS, który zresztą dryfuje ku brunatności.

Historia się powtarza. Mamy do czynienia z pustym tromtadrackim patriotyzmem, nadętym, a więc smrodliwym wprost ze skansenu kołtunów.

Ciemnogród.

Nieśmiertelny pacjent polskiej polityki Antoni Macierewicz chce lustrować weteranów.

– To godzi w honor i godność weteranów, którzy przelewali krew za ojczyznę – mówi Onetowi gen. Roman Polko, b. dowódca GROM, kiedy dowiaduje się od nas, że resort obrony nowelizuje ustawę o weteranach w taki sposób, by żołnierze i funkcjonariusze, którzy choć jeden dzień służyli w organach bezpieczeństwa PRL-u, a mają status weterana za udział w misjach po 1990 r., stracili część uprawnień.

Radosław Sikorski uważa, iż skandalem jest, że Macierewicz nie siedzi. Nie kibluje. Tam jego miejsce, bo faktycznie Tworki są dla niego za wygodne.

W MON wszyscy wszystkich się boją.

Tak działa strach, że Macierewicz zostanie wyrzucony, a oni wraz z nim.

Dwa miesiące temu była oczywista wina w wypadku drogowym Jacka Kurskiego. A dzisiaj… już nie.

W Krytyce Politycznej świetny wywiad ze znawcą problematyki ordynacji wyborczej dr Jarosławem Flisem. PiS to gang Olsena.

Pytanie jest następujące: po co PiS robi taką reformę? Możliwe motywacje są trzy. Po pierwsze geszeft, czyli próba wyciągnięcia trochę więcej władzy z tych samych głosów. Po drugie ideologia – tak było w przypadku fascynacji Pawła Kukiza ideą jednomandatowych okręgów wyborczych czy niechęci prezesa Kaczyńskiego do nich. Nawet jeśli ich nastawienie jest racjonalnie argumentowane, to za każdym takim wywodem stoi jakieś ogólne wyobrażenie o szczęściu i demokracji. Trzecia możliwość: to nie jest gra o sumie zerowej, że ktoś zyska, a ktoś straci – niektóre z obecnych rozwiązań są po prostu głupie. Przykładem książeczki do głosowania…

Piotr Zaremba w „Dzienniku” twierdzi, że Kaczyński traci „wszechmoc” na rzecz Andrzeja Dudy.

Rekonstrukcja rzadu została przesunięta na po głosowaniu nad wnioskiem PO o wotum nieufności dla Beaty Szydło. Jarosław Kaczyński mógł uniknąć demoralizującego spektaklu, przeprowadzając operację szybko. Jest zbyt pewny siebie, aby myśleć takimi kategoriami. Z drugiej strony w tej zwłoce kryje się rozterka. Dlatego rzecznicy tej zmiany wciąż nie są pewni finału.

Do starych wątpliwości doszły nowe. Ot, choćby żądanie Andrzeja Dudy, aby w skład nowego rządu nie wchodził Antoni Macierewicz. Przy czym prezydent zapowiada, że po prostu nie powoła szefa MON. A to on wręcza tekę każdemu ministrowi.

Dla Kaczyńskiego to kłopot. Sam miewa dosyć samowolnych gestów ministra. Ale ma też poczucie, że za Macierewiczem stoją emocje społeczne części PiS-owskiego elektoratu. Na dokładkę, kiedy żądanie prezydenta „wyciekło”, prezes jest bliski utraty reputacji wszechmocnego. Znów widać, że rekonstruować trzeba było szybko.

Prof. Marcin Matczak w „Kropce nad i” mówił, iż nowa ordynacja wyborcza spowoduje fasadowość wyborów i w zasadzie nie będą potrzebne.

Według prof. Matczaka, zamiast sędziów będziemy mieli do czynienia z komisarzami politycznymi, którzy będą liczyli głosy i wyznaczali okręgi wyborcze.

Wyznaczanie okręgów jest najczęstszym na świecie sposobem manipulacji wynikami wyborów. Wyznacza się te granice w taki sposób, żeby większość wspierających daną partię była w tym danym okręgu – tłumaczył prof. Matczak.

Tak jego zdaniem dzieje się właśnie na Węgrzech.

Matczak zwrócił przy tym uwagę, że „nie ma już Trybunału Konstytucyjnego”, a za chwilę „nie będzie Sądu Najwyższego”.

Dla mnie to chyba najpoważniejszy zamach na demokrację i on może doprowadzić do tego, że właściwie za chwilę nie będzie sensu organizować wyborów, bo (…) wszystko będzie sterowane politycznie – dodał.

W wiadomo.co kapitalny tekst Piotra Gajdzińskiego „Zrób sobie Peerel-bis”.

Piotr Gajdziński jest autorem biografii peerelowskich przywódców: Edwarda Gierka – Człowiek z węgla i Wojciecha Jaruzelskiego – Czerwony ślepowron. W grudniu ukaże się jego biografia Władysława Gomułki.

Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy

Nic jednak nie nosi wyraźniejszego peerelowskiego stygmatu niż wieczne odgrzewanie przez Prawo i Sprawiedliwość problemu zagrożenia niemieckiego. I czym my teraz będziemy straszyć Polaków – zastanawiał się w grudniu 1970 roku, po podpisaniu umowy z Republiką Federalną Niemiec Jan Szydlak, członek Biura Politycznego PZPR. Szydlakowi, nie tylko w tym wypadku, zabrakło wyobraźni. Niemcami rządzący straszyli nas w latach osiemdziesiątych – za rządów Gierka delikatniej, ale też – i straszą dzisiaj. Posłanka PiS-u Dorota Arciszewska-Mielewczyk w 2004 roku założyła Powiernictwo Polskie i od tamtej pory nieustannie mówi o niemieckim zagrożeniu. Teraz PiS lekko swoją propagandę zmodyfikował. Nie mówi już o „wykupywaniu Polski”, ale całą winę za kryzys migracyjny w Europie zrzuca na Niemcy i kanclerz Angelę Merkel. Odsługując w końcu lat osiemdziesiątych wojsko we wrocławskim Zmechu (Wyższa Szkoła Oficerska Wojsk Zmechanizowanych – przyp. Red.) nieustannie, dzień pod dniu, na sąsiadującym z jednostką poligonie walczyłem z 97. Dywizją Bundeswehry, prowadzoną przez Herberta Hupkę i Herberta Czaję, dwa symbole „niemieckiego rewanżyzmu”. Dzisiaj może młodych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej tego nie uczą, ale już walki z nacierającymi z zachodu zagonami muzułmańskich emigrantów – kto wie?

Władysław Gomułka w swoich pamiętnikach przyznawał, że partia komunistyczna w Polsce zawsze była ugrupowaniem mniejszościowym. Dodawał jednak, że legitymację do władzy dawała PPR, a później PZPR wielka reforma społeczna i gospodarcza, która zmieniła życie milionów Polaków. Drugim czynnikiem mającym legitymizować rządy partii komunistycznej było odzyskanie „prastarych ziem piastowskich” na Zachodzie.

Podobną narrację nietrudno wyczytać z wypowiedzi przedstawicieli obecnego rządu. Program 500+ czy program Mieszkanie+ to fundamenty restytucji gomułkowskiego myślenia. Ziem Odzyskanych PiS już nie odzyska, ale czyż wstawanie z kolan nie jest wystarczającym powodem, aby PiS władzy raz zdobytej – to też Gomułka – nie oddał nigdy? W niedawnym wywiadzie dla TV Republika Beata Szydło powiedziała, że PiS, cały nasz obóz, pan prezydent, który wyrósł z naszego obozu, jesteśmy dzisiaj dla Polski, dla polskiego państwa – myślę, że to nie jest przesadne stwierdzenie – po prostu ostoją suwerenności, bezpieczeństwa i pewnika, że Polska będzie mogła być w przyszłości bezpieczna i suwerenna. Jest wyższa wartość dla narodu niż suwerenność? Nie ma, więc przy władzy musi pozostać partia, która tę suwerenność gwarantuje.

Wolność sprzedam korzystnie

Niestety, do reguł gry „Zrób sobie Peerel” dostosowało się również społeczeństwo. Większość, jak w „czasach słusznie minionych”, jest bierna, za nic mając imponderabilia. Wolność? Co miesiąc wyprzedajemy wolność za 500 zł i ułudę spokoju, który – podobno – gwarantuje nam „silne państwo”. Zupełnie jak wtedy, gdy władza podsypywała kilka stówek podwyżki.

>>>

Kijowskiemu na ratunek. I ty możesz pomóc!

Zwykły wpis

Siostra Krystyny Pawłowicz, Elżbieta Pawłowicz, aktywna uczesniczka protestującego społeczeństwa obywatelskiego zaincjowała akcję „Stypoenmdium Wolności”.

„Dwa lata temu Mateusz Kijowski pomógł nam się zorganizować do walki o praworządność w Polsce. Na jego zawołanie wyszliśmy na ulice, organizowaliśmy się w całej Polsce i nie tylko tutaj…”

– takimi słowami apeluje organizatorka zbiórki na rzecz Mateusza Kijowskiego, byłego lidera KOD.

Zbiórka odbywa się na platformie zrzutka.pl.

Celem jest zebranie 25 tys. zł. Po godz. 21, w kilka godzin po starcie zbiórki, na koncie było już ponad 7 tys. zł.

„Nie jestem w stanie w Polsce znaleźć legalnego zatrudnienia, które pomogłoby mi poprawić sytuację moją i mojej rodziny. (…) Aby ratować byt swój i mojej rodziny będę musiał wyjechać z Polski w miejsce, gdzie pracodawcy nie będą mnie oceniać jako osoby publicznej ale jako pracownika o konkretnych kompetencjach i możliwościach” – napisał w niedzielę na swoim blogu były lider Komitetu Obrony Demokracji Mateusz Kijowski.

Kijowski musiał zawiesić swoją firmę, a „każdy jego krok i każde wydarzenie z jego udziałem są śledzone przez media i przez służby”.

„Dlatego dzisiaj, kiedy rozważa decyzje wyjazdu z Polski, by móc podjąć prace, postanowiliśmy podjąć próbę ufundowania Mateuszowi „Stypendium Wolności”. To pozwoliłoby mu zostać z nami i nadal nas wspierać w obronie podstawowych wartości demokratycznych w Polsce, w budowaniu społeczeństwa obywatelskiego” – pisze Pawłowicz.

W jednym z ostatnich wywiadów Kijowski mówi o swojej trudnej sytuacji. M. in. o tym, że stracił jednego ze swoich kontrahentów przez to, że występował publicznie, jego żona zachorowała na raka, a synowie są niepełnosprawni, więc nie są w stanie sami siebie utrzymywać. – Co z tego wynika na dzisiaj? Jesteśmy bardzo mocno dociśnięci do muru i sytuacja jest dosyć krytycznaCodziennie zastanawiam się razem z żoną, czy będzie miał za co zrobić zakupy żeby dzieci miały co zjeść przed szkołą, czy po szkole. Miałem wiele prób poszukiwania przedsiębiorcy, który byłby w stanie zatrudnić tego Kijowskiego i narazić się tej władzy – mówi.

Kacyk komuszy Król o Lubnauer, szefowej Nowoczesnej

Zwykły wpis

Marek Król to typowa chorągiewka na wietrze, nazywana także „ten, który wchodzi bez mydła”, albo „daje bez lubrykantu”.

Kolokwialnie – świnia. Nie obrażając tego inteligentnego zwierzęcia.

Król stwierdził, iż rodzice Katarzyny Lubnauer – nowej szefowej Nowoczesnej – pracowali w Komitecie Wojewódzkim PZPR, a ona sama „terminowała w Unii Wolności, Unii Demokratycznej, ma poglądy lewackie”.

Taki mały glut ten Król.

A Lubnauer po prostu ma czym się chwalić, bo terminować w Unii Wolności – do tej pory najbardziej światłej partii w Polsce – to zaszczyt.

Przyjrzyjmy się Królowi „Temu, Który Daje bez Lubrykantu”.

Król był członkiem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej od 1979 roku i szybko piął się po szczeblach partyjnej kariery. Doszedł do stanowiska sekretarza Komitetu Centralnego, a objął je już po zwycięskich dla obozu „Solidarności” wyborach.

Szybko jednak się „przeorientował” i jako redaktor naczelny „Wprost” zaprosił na łamy tygodnika m.in. Leszka Balcerowicza i wielu innych polityków Unii Wolności. „Wprost” popierał ówczesną koalicję Akcja Wyborcza Solidarność-Unia Wolności jako przeciwwagę dla Sojuszu Lewicy Demokratycznej.

Teraz – jak widać – znowu się „przeorientował”, bo jest czołowym publicystą popierającego PiS tygodnika „Sieci”. A niedawno w TV Republika stwierdził, że „istotą sporu o Polskę jest, czy uwolnimy się od ludzi z PRL-u”.

Aż nie wytrzymała prawicowa blogerka kataryna.

„Piekło zamarzło. Były sekretarz PZPR zarzuca Lubnauer, że jej rodzice pracowali w Komitecie Wojewódzkim”.