Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Kaczyński reparacjami rujnuje naprawę

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec – zyskała w nich sojusznika.

Jarosław Kaczyński na temat reparacji wojennych od Niemiec rzadko się wypowiadał, acz to on dał do nich sygnał. Działo się to w Przysusze na początku lipca. Od tamtej pory prezes milczał, jego marionetki chodziły z tym do mediów, a opanowane przez PiS Biuro Analiz Sejmowych wydało opinię w postaci marnej publicystyki, że się należy.

W prawie międzynarodowym nie pada kwestia regulowania reparacji wojennych. Państwa bilateralnie regulują je między sobą, ewentualnie sojusz zwycięzców nakłada odszkodowania. Tak było po I wojnie światowej, reparacje nałożone na Niemców pomogły zaistnieć Hitlerowi. Po drugiej wojnie światowej dochodzono odszkodowań w różny sposób, a Polska w obozie zwycięzców była zależna od Moskwy. To oni uregulowali, a w 1953 roku rząd PRL przyjął zrzeczenie się reparacji w formie deklaracji.

W innej nie mógł, bo Niemcy mogli wówczas rzec: mało wam? Dostaliście Ziemie Odzyskane oraz Warmię i Mazury. No, ale – Polacy mogliby odpowiedzieć – utraciliśmy Kresy Wschodnie z Wilnem i Lwowem. Odpowiedź wówczas mogła być jedna: to się o nie upominajcie u Ruskich.

Polska po 1953 roku nie domagała się reparacji, a miała okazję – gdyby te reparacje miały logiczny sens układów międzynarodowych – gdy w 1970 roku zawarto układ o normalizacji stosunków między PRL a RFN, a szczególna okazja zaszła przy okazji traktatu „2+4”, którego konsekwencją było zjednoczenie Niemiec.

Po 1989 roku Polska zyskała coś więcej niż reparacje od Niemiec, zyskała w nich sojusznika, adwokata swoich zachodnich aspiracji. To zdecydowanie więcej niż ecie-pecie w miliardach czy też bilionach dolarów, które rządy typu pisowskiego używają do partyjnego korumpowania społeczeństwa za pomocą przywilejów socjalnych.

Przyjaciel Niemiec polskim politykom powinien się jawić, jak coroczne zwycięstwo pod Grunwaldem. Helmut Kohl, Gerhard Schroeder (trochę mniej), a na pewno Angela Merkel są i byli dla nas zarazem jak adwokaci, ale też jak pokonany Ulryk von Jungingen. Pokonane zostały uprzedzenia historyczne, geopolityczne. A taki stan braku strachu przed wrogiem za szlabanem granicznym pozwala społeczeństwu, narodowi i państwu wzrastać.

I korzystaliśmy na tym, koniunktura nam żarła, mieliśmy szczęście do polityków, którzy wzrastaniu nie przeszkadzali, a niektórzy pomagali. Wreszcie Polskę dotknęło szczęście, a nie fatum romantyczne: Mesjasz narodów, zwycięzca moralny i podobne duperele.

Napiszę więcej: mieliśmy szczęście, że wcześniej nie zdarzył nam się PiS. Wszak każdy może odpowiedzieć sobie na pytanie: czy po rządami PiS zostalibyśmy członkami NATO i Unii Europejskiej?
Nie! PiS przyszedł na gotowe. Polska nie potrzebuje naprawy – jak to chrzanią wszelcy politycy od prawej do lewej – Polska potrzebuje dalszego rozwoju i korekt. To nie jest naprawa, bo po 1989 roku Polska była naprawiana do 2015 roku. A naprawa naprawy  – z tym mamy do czynienia – jest odwróceniem naprawy. Jest rujnowaniem naprawy.

Piszę w kontekście reparacji od Niemiec. Myślałem, że Kaczyński zostawił ten temat swoim współpracownikom, a niech sobie po pisowsku szwargocą i elektorat swój oszwabiają. Ale nie! Co dzisiaj słyszę? Krakowskie Przedmieście, prezes znowu wszedł na swój taboret i jeszcze bardziej szwargoce i oszwabia: -„Jeżeli dojdzie do wypłacenia tych reparacji, to będzie to po prostu akt sprawiedliwości. Ale Niemcy nie chcą płacić, taka jest prawda. Przed nami pewnie długa walka. Mam nadzieję, że zwycięska”.

Taborecik, prawda? Język z Krakowskiego Przedmieścia. Jeżeli odtrącamy największego przyjaciela, który do tego jest naszym sąsiadem, to na kogo możemy liczyć w Europie i na świecie? Kaczyński jest singlem – nie mnie decydować, czy zainteresowanej kobiety nie znalazł, czy możliwości „techniczne” prezesa stanęły na przeszkodzie – ale państwo jako singel i to w takim położeniu geopolitycznym jak Polska jest przegrańcem, jest traktowane jak chory człowiek.

Nie ulega wątpliwości, iż „długa walka” o reparacje to jeden z elementów strategii wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Gdzie zatem pod obecną władzą zmierzamy? Jeżeli potrafimy odpowiedzieć na ostatnie pytanie, to może zakasamy rękawy do „długiej walki” o Polskę z tymi, którzy naprawiają naprawę, czyli rujnują.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Bajer czy Bareja?

Bajer czy Bareja?

Z grubsza można powiedzieć, że PiS doszedł do władzy za pomocą bajeru i sprawuje ją w sposób godny Barei.

Stanisław Bareja jest nieśmiertelny, ale nie dlatego, że PRL jest nieśmiertelny, tylko typ ludzi, którzy popierali tamten reżim są w naszym kraju nieśmiertelni. Wydawało się, że Bareja odszedł do lamusa, stawał się nudny, w wielu miejscach niezrozumiały, ale przyszła „dobra zmiana” i dokonała skutecznej rewitalizacji.

Bareja został odświeżony nawet w dwójnasób. Mamy nie tylko bareizm, ale i bajeryzm (od bajeru). Nie lada należy posiadać umiejętności krytyczne, aby rozdzielić narracyjnie „bareję” od „bajeru”. Z grubsza można powiedzieć, że PiS doszedł do władzy za pomocą bajeru i sprawuje ją w sposób godny Barei.

Bareja był bystrym obserwatorem rzeczywistości polskiej. Politycy PiS nie są zanadto bystrzy, więc nam nawet bez Barei łatwo przychodzić wychwycić bareizm. I co ważne, tę rzeczywistość, która jest nam udostępniona za pomocą mediów. Jaki Bareja jest grany za kulisami władzy, można tylko sobie wyobrazić.

Oto po posiedzeniu rządu ręka mistrza Barei tak reżyseruje konferencję prasową, że z miejsca dostajemy bólu przepony, bo nas śmiech rozpiera (przyznam się, że od dawna nie oglądam konferencji polityków PiS, bo nie chcę chorować z powodu śmiechu, wolę mniejsze dawki, czytając o nich; wszak arszenik w małych dawkach jest uzdrawiający).

Beata Szydło była poinformować o nowym porcie lotniczym – nazywa się on strasznie buńczucznie – który ma być umiejscowiony w gminie Baranów i otrzymać nazwę „Solidarności”. I oto pierwsze moje usprawiedliwienie, dlaczego czytam, a nie oglądam.

Przecież słysząc Baranów, zadałbym pytanie, dlaczego nie Pacanów. I powróciłbym do – szkoda, że dzisiaj zapomnianej – klasyfikacji polityków PiS wg kategorii matołectwa, którą kiedyś poczynił Ludwik Dorn, znawca rysów charakterologicznych osób z tej formacji politycznej.

Szydło była łaskawa poinformować w sprawie afery billboardowej, iż CBA bada powstanie spółki Solvere. Między jej kancelarią a CBA krążą pisma wyjaśniające. Spółkę Solvere utworzyli pracownicy jej kancelarii. To tak, jakby koledzy informowali o kolegach, że niczego złego nie zrobili. To oczywiście jak u Barei, a bajerem jest przyznanie się Szydło: „jesteśmy transparentni”.

Szydło ponadto poinformowała, że jej minister Jan Szyszko prowadzi w Puszczy Białowieskiej działania „zabezpieczenia i ratowania tego unikatowego kompleksu”. Wycina puszczę, w ten sposób chroniąc ją przed kornikiem, gdy już puszczy nie będzie, to i kornika nie będzie, bo nie będzie miał, co wcinać.
No, czego czepia się ta Komisja Europejska, co ona straszy Trybunałami? Szydło ma ode mnie żółwika, znowu pokonamy ich moralnie 1:27.

Odezwał się też Jarząbek (w „Misiu” odtwarzał go Jerzy Turek, ten meldujący do szafy) tego rządu, który zameldował, że akcja o sądach ma wymiar międzynarodowy. Słusznie, niech obywatele Unii Europejskiej dowiedzą się, że wśród nich też żyją tacy sędziowie, którzy kradną pęto kiełbasy za 6,30 euro (bo nie złotówki, gdyż jeszcze nikt oprócz Polski nie przystąpił do strefy złotych). No, niektórzy sędziowie mogą nie żyć, jak ten w Polsce, ale chyba wiadomo, że sędzia jest nieśmiertelny, chyba że nazywa się Dredd.

Starałem się przystępnie rozdzielić bajer od Barei, bo ten rząd uprawia tylko te dwie formy zarządzania i administrowania. Jedne krainy są mlekiem i miodem płynące, u nas płynie rynsztokiem śmiech: bajer i Bareja.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kaczyński kręci Polską wokół swego taboretu

Kaczyński kręci Polską wokół swego taboretu

Polska kręci się wokół taboretu Kaczyńskiego. Taki ustanawiany jest system polityczny w kraju, którego Kopernikiem jest oczywiście prezes.

Jarosław Kaczyński powie słówko: naród drży w posadach. Wyzwie od kanalii – z jednej strony wyzwani oburzają się, z drugiej autentyczne kanalie rzucają bezkarnie kanaliami. A po prostu jest tak: kto wyzywa, tak się sam nazywa. Od kanalii wolę kanalarza, bo tym jest Kaczyński. Chodzi kanałami, stroni od ludzi. Chodzi kanałem Krakowskiego Przedmieścia 10. każdego miesiąca.

Znamy jeden akapit z wywiadu prezesa dla „Gazety Polskiej”, który to tygodnik ujrzy czytelnicze światło w środę. I w tym akapicie jest cały prezes. Jego metody polityczne – zastraszania, manipulowania, insynuowania. Jest to w istocie szaleństwo, lecz metodyczne.

Oto taboret Kaczyńskiego, z którego przemówił do Andrzeja Dudy: – „Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę i to bez realnej kontroli”.

Mistrz manipulacji. Powyższy akapit może znaczyć, że jednak jest dogadany z Dudą i trzyma na nim presję, aby wywiązał się z ustaw sądowniczych. Może znaczyć, iż oskarża Dudę o zamach, o przejęcie władzy od Kaczyńskiego, bo nie od Szydło.

To jest manipulacja w stosunku do nas wszystkich, jest krętactwem w stosunku do pisowców. Kaczyński na tym taborecie wszystkim kręci. Krętacz nr 1 jak przystało na Kopernika polskiego autorytaryzmu. Jesień szykuje się gorąca, bo ustawy sądownicze będą uchwalone i to w formie zbliżonej do zawetowanych, Duda się złamie. Przede wszystkim najważniejsza ustawa o sądach powszechnych przecież została podpisana – ona działa.

Na agendę wejdą dwie inne najważniejsze sprawy: dekoncentracja mediów i nowa ordynacja wyborcza. O tym m.in. piszą w „Newsweeku”. Po szczątkach materiału, który jutro ujrzy pełne światło, mniemam, iż autor Michał Krzymowski nie ma za dużo wiedzy na temat. Jakieś dojścia posiada, przecieki dostaje odpowiednio spreparowane i z tego piachu buduje zamki.

Kaczyński jest człowiekiem nieskomplikowanym, płytkim. Przegrał życie, psim swędem w polityce osiągnął sukces, więc chce na koniec swego żywota zbudować jakiś autorytaryzm, niczego innego nie może osiągnąć ze swymi Suskimi. Chwycić naród za twarz. Przecież ten Kopernik zawsze to mówi ze swego taboretu kaczocentrycznego (heliocentryzm PiS). Zawsze.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Konstytucja demokratycznie łamana

Konstytucja demokratycznie łamana

Podła zmiana podkręca tempo – prawda tkwi skulona u nóg Kaczyńskiego. Prezes unieważnił świat realny, tworząc jego rozmaite wersje alternatywne.

Prezes wie, co robi, podkręcając szaleńcze tempo odzierania Polski z resztek demokracji. Opozycja nie nadąża, mnożąc konferencje i oświadczenia, które umacniają opinie o bezprogramowych partiach protestu i negacji. Oszołomieni przeciwnicy zwariowanej zmiany ledwie zdążą umówić się na demonstrację w jakiejś sprawie, a już ten protest przestaje być aktualny, bo w międzyczasie PiS zrobił nam kolejne, jeszcze większe świństwo. Obezwładniona niekonstytucyjną hucpą I Prezes Małgorzata Gersdorf nieświadomie pojawia się u p. prezydenta, głównego strażnika połamanej Konstytucji, na intronizacji dublera innego dublera. Półprzytomny pełny skład Sądu Najwyższego miga się od oceny legalności wyboru prezes Trybunału Konstytucyjnego, choć dobrze wie, że ten wybór był nielegalny i mgr Przyłębska (w TVP Info „profesor Przyłębska”) wybrała się sama. Państwowa Komisja Wyborcza z początku unika oceny ewidentnego przekrętu w postaci reklamowania programu PiS za publiczne pieniądze. Fachowcy roztrząsają, czy numer z billboardami był przestępstwem, czy też ma on jedynie wymiar „moralno-etyczny” (nikt im nie powiedział, że ta zbitka nie ma sensu, bo etyka to nauka o moralności). W mediach debatują, czy Konstytucję lepiej jest naruszać większością zwykłą, dwie trzecie czy może trzy piąte. Komentatorzy opiniują przezornie, że „zdaniem części konstytucjonalistów”, ustawy bezczelnie łamiące Konstytucję są niekonstytucyjne. Hierarchowie Kościoła kładą uszy po sobie, gdy Kaczyński demonstracyjnie ignoruje ich nieśmiałe głosy, krytykujące antydemokratyczne poczynania PiS. Ogłupieni dziennikarze rozważają, czy łamanie Konstytucji przez Dudę jest bardziej demokratyczne niż ten sam proceder w wykonaniu Ziobry – chociaż założę się, że jeśli napadnie ich banda kiboli, to nieważne będzie, który z bandziorów przywalił im w gębę, a który tylko kopnął. Ważniejsze będzie, że napastnicy poszli siedzieć, bo poczucie bezpieczeństwa zaspokaja sam fakt, że przestępstwo nie pozostaje bezkarne.

Podła zmiana podkręca tempo. Prawda nie leży już tam, gdzie się sama położy, nie leży nawet gdzieś pośrodku, tylko tkwi skulona u nóg Kaczyńskiego. Prezes unieważnił świat realny, tworząc jego rozmaite wersje alternatywne. Fakty są dla niego ciałem obcym, więc postępuje z nimi jak z obcymi: kwestionuje ich uczciwość i pochodzenie, odmawiając im prawa do reprezentowania rzeczywistości. A rzeczywistość porażona bezczelną hucpą cofa się odruchowo. Na chamskie zaczepki i wygrażania, odpowiada cicho, niesłyszalnie dla Polaków, którzy coraz liczniej przyłączają się do silniejszego, bo mamy w genach kibicowanie tym, co głośniej krzyczą i demonstrują większe muskuły. Kraj ogarnia niepewność. Słowom „tak” i „nie” towarzyszą dziś ochroniarze: Tak, ALE… Nie, CHYBA ŻE… Ustawy, które jeszcze niedawno wyprowadzały na ulice dziesiątki tysięcy Polaków stają się jakby mniej bezczelne i już tak nie rażą. Taki jest skutek hybrydowej wojny Kaczyńskiego o pełnię dyktatorskiej władzy, której towarzyszy propagandowy zgiełk, pustoszący nawet trzeźwe umysły.

– Nie może istnieć władza, nad którą społeczeństwo nie ma żadnej kontroli! – wykrzykuje PiS. – Prezydenta wybierają ludzie w bezpośrednich wyborach, na kandydatów do Sejmu i Senatu głosuje naród, a Sąd Najwyższy i Krajowa Rada mają wybierać się same? – zdumiewają się funkcjonariusze totalnej władzy, a wielu przytomnych Polaków potakuje im z zakłopotaniem.

Tak właśnie podgryzany jest główny kanon demokracji – idea trójpodziału władzy, która polega na tym, że niezależna władza sądownicza stanowi jedyną tarczę przeciw zakusom ustawodawców i wykonawców ustaw, których motorem politycznego działania jest utrzymanie władzy, poprzez poszerzanie jej zakresu, kosztem praw społeczeństwa.

To układ zerojedynkowy, bez możliwości kompromisu. Jakakolwiek ingerencja w samodzielność i niezależność sądownictwa obala zaporę, która chroni społeczeństwo i otwiera drogę dyktaturom, reżimom i tyraniom. Oczywiście żadna władza nie może funkcjonować bez kontroli, ale w przypadku sądowniczej – formą społecznego nadzoru może być jedynie pełna transparentność poczynań oraz sprawny i publicznie monitorowany system wewnętrznej kontroli, umożliwiający usuwanie z zawodu tych, którzy sądownictwo kompromitują. A na marginesie: czy elektorat głosuje na kogo chce, czy tylko na kandydata, któremu partia nadaje numer gwarantujący wybór lub eliminujący z rozgrywki? Czy tak naprawdę posłów PiS wybiera suweren, czy Kaczyński? I właściwie jaką kontrolę ma społeczeństwo nad wybranymi parlamentarzystami? Czy wyborca może odwołać posła? Jakie ma szanse zwolnić z roboty prezydenta, z którym nie umawiał się przecież na łamanie Konstytucji?

PiS wymachuje wynikiem sondażu, gdzie prawie 80% ludzi chce poprawy pracy sądów. Ale równocześnie 78% badanych chce, by politycy NIE mieszali się do wyłaniania sędziów. Natomiast podobna liczba respondentów źle ocenia parlament! Równie usprawiedliwione byłyby więc działania a rebours. Wyobraźmy sobie zatem, że KRS podejmuje uchwałę o przerwaniu kadencji Sejmu. Sędziowie wysyłają na emeryturę 40% parlamentarzystów (ze szczególnym uwzględnieniem Jarosława Kaczyńskiego) i wybierają sobie nowych. KRS uchwala, że nie mogą być posłami ludzie, którzy mieli jakikolwiek związek z PRL (chodzi o związek rządu, związek zgody i związek przynależności – całkiem jak w języku polskim) albo mieli związek ze Związkiem Radzieckim, co dodatkowo eliminuje ministra wojny. Poselski status można też obwarować wieloma równie niekonstytucyjnymi warunkami, eliminując kandydatów o IQ poniżej 100, osoby z objawami słowotoku, nieczujące związku z rzeczywistością, nieodróżniające prawdy od kłamstwa, maniaków religijnych – według własnych, naprędce wymyślonych kryteriów. Wyobraźmy sobie jeszcze, ze Pierwsza Prezes SN podejmuje decyzję o wygaśnięciu kadencji Marszałka Sejmu, ponieważ np. nie przeczytał Konstytucji, nie zna regulaminu Sejmu, a ponadto nie spełnia wymogu posiadania minimalnego ilorazu inteligencji. Wyobraźmy sobie na dokładkę, że Sąd Najwyższy tworzy w parlamencie trzecią wysoką izbę – Dyscyplinarną (że co? że jest już komisja etyki? sądownictwo też ma swój sąd dyscyplinarny, a przecież PiS–owi to nie wystarcza). W tej trzeciej parlamentarnej izbie sądzić będą sędziowie i ławnicy, wybrani przez KRS, albo grupy 20 organizacji lub 10 redakcji reprezentujących czwartą władzę. A na koniec wyobraźmy sobie, że decyzją SN w Sejmie powstać musi Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, gdzie orzekać będą sędziowie i wybrani przez SN ławnicy, a każdy obywatel może zaskarżyć dowolną ustawę czy uchwałę w ciągu 5 lat od jej uchwalenia…

Zarysowana powyżej wizja zdaje się być absurdalnie nierealna i wręcz idiotyczna. Ale właściwie dlaczego? Dlaczego symetryczne ustawy PiS mają być bardziej realne i sensowne? Jak już łamać Konstytucję, to przynajmniej demokratycznie, symetrycznie i zgodnie z trójpodziałem władzy, który polega również na tym, że żadna władza nie próbuje zdominować innej. A jak już, to przynajmniej niech wszystkie władze przejmą nad sobą równoważną kontrolę.

Sąd sądem, a sprawiedliwość nie może być po stronie Kaczyńskiego. Bo prezes, słusznie nazwany przez internautów kierownikiem kuli ziemskiej, przestał już ukrywać, że wszystko, co zrobił do tej pory – począwszy od zawłaszczenia TK – służyć ma przedłużeniu jego władzy w dożywotnią nieskończoność.

Andrzej Karmiński

koduj24.pl

„Łańcuch światła” znów na placu Wolności. Sędziowie ostro o projektach prezydenta: „Niekonstytucyjne”

Tomasz Nyczka, 

Poznań, Plac Wolności, demonstracja 'Łańcuch Światła w obronie sądów'.

Poznań, Plac Wolności, demonstracja ‚Łańcuch Światła w obronie sądów’. (01.10.2017 POZNAN. PLAC WOLNOSCI . DEMONSTRACJA LANCUCH SWIATLA W OBRONIE SADOW. FOT. ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Ponad tysiąc poznaniaków protestowało w niedzielę przeciwko ustawom reformującym sądy, które przygotował prezydent Andrzej Duda.

„Łańcuchy światła” zostały zainicjowane w lipcu. Były reakcją na planowane przez PiS zmiany w sądownictwie. Poznaniacy protestowali najpierw na placu Wolności, a potem – w parku Kasprowicza przy Arenie. Na najliczniejszych demonstracjach było nawet 15 tys. osób. Podczas każdej z nich demonstranci tworzyli wielki napis „VETO”, by – w ten sposób – zachęcić prezydenta Andrzeja Dudę, by zawetował niszczące, ich zdaniem, polski wymiar sprawiedliwości projekty. Protesty zakończyły się, gdy prezydent dwie z trzech ustaw zawetował.

Od tego czasu Duda – wraz z ekspertami – pracował nad własnymi propozycjami ustaw. Przedstawił je kilka dni temu. Ale zdaniem polityków opozycji i ekspertów, one też naruszają konstytucję. Właśnie w tej sprawie zorganizowano dziewiąty już „Łańcuch światła”.

01.10.2017 POZNAN. PLAC WOLNOSCI . DEMONSTRACJA LANCUCH SWIATLA W OBRONIE SADOW. FOT. ŁUKASZ CYNALEWSKI

Ale uczestników niedzielnego protestu było zdecydowanie mniej niż poznaniaków na lipcowych „Łańcuchach światła”. Na placu Wolności zebrało się w niedzielę ponad tysiąc osób. – Nawet jeśli jest nas dzisiaj mniej, to niedługo ludzie znów zorientują się, co się dzieje i znów rozkręcimy tę kulę śniegową – mówił Franciszek Sterczewski, organizator protestów.

Czego nie ma w projektach Andrzeja Dudy?

Ale głos w niedzielę należał głównie do sędziów. To oni tłumaczyli poznaniakom, dlaczego prezydenckie projekty – ich zdaniem – są wadliwe.

Członek stowarzyszenia sędziów Iustitia sędzia Bartłomiej Przymusiński przekonywał, że reforma sądów jest potrzebna. Ale – jego zdaniem – nie taka, jaką przygotowali PiS i prezydent.

– Może czas na to, żeby było jak w Estonii, gdzie pozew do sądu można wysłać przez internet? Ale tego w tych projektach nie ma – mówił sędzia Bartłomiej Przymusiński. I wyliczał: – Jest za to pomysł, jak wprowadzić do Sądu Najwyższego ławników wybieranych przez Senat. W prezydenckim projekcie ponad pięćset razy pada słowo „dyscyplina”. Sformułowanie „sprawność postępowania” – tylko raz.

Sędzia Monika Frąckowiak przypominała słowa Andrzeja Dudy, który obiecywał, że nie dopuści do tego, by reformy były niekonstytucyjne. – Tymczasem projekt pana prezydenta zakłada skrócenie kadencji KRS, a więc znów jest niekonstytucyjny. Bez względu na to, jaka to większość – zwykła czy 3/5 głosów – to, że członków KRS mają wybierać politycy, jest niezgodne z konstytucją – mówiła sędzia Monika Frąckowiak.

01.10.2017 POZNAN. PLAC WOLNOSCI . DEMONSTRACJA LANCUCH SWIATLA W OBRONIE SADOW. FOT. ŁUKASZ CYNALEWSKI

„Głosowałem na PiS, ich diagnozy są słuszne”

Na scenie w niedzielę pojawił się też radca prawny Rafał Szymkowiak. – Głosowałem na PiS! – przyznał. A na placu rozległo się buczenie. – Diagnoza PiS jest słuszna. Po raz pierwszy ktoś tak głośno powiedział o potrzebie reformy wymiaru sprawiedliwości – kontynuował Szymkowiak i powoływał się na słowa prof. Wiktora Osiatyńskiego, który krytykował kondycję polskiego wymiaru sprawiedliwości.

– Nie jest praworządnym kraj, w którym tak długo trzeba czekać na pierwszą rozprawę. Uważam, że niewłaściwa jest próba upolitycznienia sądów. Ale nie można też tolerować niewydolnego wymiaru sprawiedliwości. Żądajmy veta głupich ustaw, które nic nie zmienią, ale próbujmy jednocześnie protestować przeciwko temu, żeby nie było tak jak jest. Przecież hasło „Sprawiedliwe sądy” użyte przez PiS jest właściwie słuszne – mówił Rafał Szymkowiak.

„Konstytucja! Konstytucja!” – krzyczeli na zakończenie manifestacji jej uczestnicy. A potem świecili latarkami.

wyborcza.pl

Ekstraklasa. Lech – Legia, czyli mecz do jednej bramki

Bartłomiej Kubiak, Poznań, 01.10.2017

Lech Poznań - Legia Warszawa 3:0

Lech Poznań – Legia Warszawa 3:0 (ŁUKASZ CYNALEWSKI)

Mógł być nokaut, ale było tylko 0:3. Najniższy wymiar kary dla Legii, która w niedzielę zagrała z Lechem w Poznaniu beznadziejny mecz.

Gdy w 65. minucie Legia straciła trzeciego gola ze stadionu podobno wyszedł Dariusz Mioduski. Decyzja – jeśli prezes Legii faktycznie ją podjął – była słuszna, w pełni zrozumiała, bo Legii w niedzielę nie dało się oglądać.

Sam mecz też nie zachwycił. Ale na to, że zachwyci, nikt specjalnie nawet nie liczył. Nie czekało się na niego, jak na wiele poprzednich. Brakowało wzajemnych uszczypliwości, prowokacji, nie było też odważnych deklaracji. Obaj trenerzy co prawda zgodnie przyznali, że zamierzają wygrać, ale to wszystko. Wielkiego napinania bicepsów nie było. Ale prawdę mówiąc, nie za bardzo było co napinać.

I nikt się nie napinał, ani specjalnie nie nastawiał się na fajerwerki. Nawet kibice Kolejorza niezbyt chętnie kupowali bilety. A na pewno nie tak chętnie, jak kilka miesięcy temu, kiedy wejściówki na spotkanie z Legią rozeszły się w Poznaniu w kilkanaście godzin. Teraz dostępne były praktycznie do samego końca – jeszcze w piątek w sprzedaży było 3 tys. biletów.

Lech i Legia od początku sezonu targane są problemami – rozczarowują swoją grą. Nie inaczej było w niedzielę, bo choć przewaga Lecha w tym meczu była bezdyskusyjna (od 12. minuty prowadził po bramce Macieja Gajosa), to kibice wielkiego widowiska jednak nie zobaczyli.

Poziom zaniżyła przede wszystkim Legia. Przed przerwą oddała ledwie jeden celny strzał, ale było to już w momencie, kiedy Lech prowadził z nią 2:0 (w 38. minucie gola strzelił Łukasz Trałka). A sam strzał, choć prawie skończył się golem (Kolejorza uratował Rafał Janicki, który wybił piłkę z linii bramkowej), był przypadkowy – Michał Kucharczyk nabił Macieja Dąbrowskiego.

Legia grała beznadziejnie, a Lech wyglądał na zespół nieco zszokowany jej postawą. A może nawet nie tyle zszokowany, ile ostrożny, bo mimo wyraźnej przewagi, nie stłamsił Legii. Nie dążył za wszelką cenę do strzelenia kolejnych goli, jakby się obawiał zagrożenia ze strony gości.

Zupełnie niepotrzebnie, bo obawiać się nie było czego. Legia była bezradna. Nie zdobyła nawet honorowej bramki, ale mogła. Była blisko, bo w 84. minucie sędzia Szymon Marciniak podyktował dla niej rzut karny. Po wideoweryfikacji cofnął jednak swoją decyzję i anulował żółtą kartkę dla Lasse Nielsena za rzekomy faul na Dominiku Nagy’u.

Porażka 0:3 to dla Legii najniższy wymiar kary. Romeo Jozak ma teraz dwa tygodnie, by odbudować zespół. Ekstraklasę czeka teraz przerwa na mecze reprezentacji. Po niej Lech zagra na wyjeździe z Jagiellonią (13 października, godz. 20.30), a Legia u siebie z Lechią (15 października, godz. 18).

sport.pl

6 mln dotacji dla fundacji Sakiewicza pod lupą Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych.

6 mln dotacji dla fundacji Sakiewicza pod lupą Europejskiego Urzędu ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych.

Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF), wszczął dochodzenie w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej (NFOŚ). Powód? Niejasności dotyczące dotacji dla fundacji Tomasza Sakiewicza, pod nazwą Fundacja Niezależne Media (FNM). Miała ona realizować projekt puszcza.tv. Ze złożonego przez nią wniosku o dofinansowanie, wynikało też, że „celem strategicznym” projektu jest stworzenie organizacji ekologicznej, która stanie się przeciwwagą dla „lewicowych” organizacji ekologicznych… Miałaby zrzeszać ludzi o poglądach prawicowych, „konserwatywnych i niepodległościowych”, współpracować z Klubami Gazety Polskiej i kołami Rodziny Radia Maryja – pisze na oko.press Konrad Szczygieł.

NFOŚ, podlegający ministerstwu Szyszki miał na projekt Sakiewicza wyłożyć aż 6 mln zł (!) z unijnych środków na ochronę przyrody i edukację ekologiczną. To ogromna kwota, bo to niemal połowa wszystkich pieniędzy, które Fundusz miał do rozdysponowania w ramach tego konkursu (łącznie 12,9 mln zł). Znaczna część dotacji – bo aż 1,4 mln zł – miała zostać przeznaczona na … promocję projektu w prawicowych mediach, związanych z Sakiewiczem, m.in. na portalu niezależna.pl. Jednak stanie się inaczej. Wypłatę pieniędzy wstrzymano. Wszczęcie dochodzenia OLAF-u w sprawie projektu Fundacji Niezależne Media to efekt publikacji OKO.press.

Dochodzenie od 22 sierpnia 2017 roku prowadzi zespół kontrolny OLAF-u, działający we współpracy z Ministerstwem Rozwoju, które zarządza wydawaniem unijnych środków w Polsce. OLAF, ze względu na dobro dochodzenia, nie informuje o szczegółach prowadzonych czynności. Sprawdzenie dokumentów konkursowych i wniosku FNM, otrzymanych z NFOŚ zajmie kontrolerom jednak sporo czasu, bo całość musi zostać przetłumaczona na język angielski. Co więcej, według źródeł OKO.press w resorcie środowiska i w Funduszu, z przebiegu kontroli można wnioskować, że portal puszcza.tv z unijnych pieniędzy jednak nie powstanie. Do czasu wyjaśnienia wątpliwości dotyczących projektu, ministerstwa rozwoju i środowiska wstrzymały wypłatę pieniędzy dla FNM. Wstrzymana została również certyfikacja wydatków na projekt puszcza.tv.

Zgodnie z unijnymi regulacjami, kontrolerzy OLAF-u wkraczają do akcji dopiero, gdy dojdzie do podpisania umowy i przekazania pieniędzy unijnych. Dlatego, choć NFOŚ rozstrzygnął konkurs kilka miesięcy temu, a 7 marca 2017 roku Ministerstwo Środowiska zatwierdziło przyznanie pieniędzy na projekt fundacji Sakiewicza, zaczęła się kontrola – czytamy na portalu. O tym, że fundacja Sakiewicza może dostać 6 mln zł na edukację ekologiczną, OKO.press informowało już w październiku 2016 roku. Dziennikarze OKO.press wychwycili kilka poważnych nieprawidłowości – w tym, że FNM nie ma żadnego doświadczenia w realizacji projektów ekologicznych! Co więcej, „ochronę środowiska, bioróżnorodności oraz propagowanie idei zrównoważonego rozwoju” wpisano do jej statutu tuż przed złożeniem wniosku o dofinansowanie. Fundacja zdążyła dokonać zmian w statucie tylko dzięki temu, że Fundusz dwukrotnie przedłużył termin składania wniosków. To nie wszystko – przed rozstrzygnięciem konkursu władze FNM spotykały się z władzami NFOŚ.

Ministerstwo Środowiska zatwierdziło dotację NFOŚ dla fundacji Sakiewicza, jak pisano w OKO.Press, m.in. dzięki temu, że we wniosku wskazała ona trzech „ekspertów merytorycznych”, którzy będą jej doradzać w realizacji projektu. O kim mowa? O osobach takich jak: córka ministra środowiska Katarzyna Szyszko-Podgórska; przyjaciel ministra, myśliwy i duszpasterz leśników ks. Tomasz Duszkiewicz oraz leśnik Mateusz Liziniewicz, pracujący w Szwecji, a do tego brat piszącego o środowisku dziennikarza „Gazety Polskiej Codziennie”. Z kolei Funkcję „asystenta koordynatora ds. organizacji projektu” puszcza.tv miał objąć Tomasz Zygmont, fotograf, absolwent podyplomowych studiów, prowadzonych przez pracownię SGGW, założoną przez… Jana Szyszkę. W międzyczasie został on zastępcą dyrektora Departamentu Leśnictwa w Ministerstwie Środowiska. Słowem, wokół ministra Szyszki powstał zgrabny polityczno-biznesowy układ. Teraz czekamy, co będzie dalej.

koduj24.pl

Trzeba się bić o wolność słowa

Trzeba się bić o wolność słowa

Nikt już nie ma złudzeń, że PiS idzie po wolne media. „Musimy mieć 100-procentową pewność, że wszystko, co się dzieje w Polsce, jest kontrolowane przez polską władzę. Czwarta władza też musi być polską władzą” – powiedział wiceminister kultury Paweł Lewandowski. W „Newsweeku” przeprowadzono rozmowę o zakusach PiS na niezależne media oraz o szansach, by obronić niezawisłość czwartej władzy. Jak podkreśla jej pomysłodawczyni, dziennikarka Renata Grochal, takiej rozmowy w polskich mediach jeszcze nie było. O tym jak PiS chce przejąć czwartą władzę Grochal rozmawiała z trojgiem publicystów z innych redakcji. Pytanie kluczowe: czy niezależne media się obronią?

Wszyscy troje: Jacek Żakowski, Andrzej Morozowski i Dominika Wielowieyska ostrzegają, że pisowski zamach na wolne media uda się, jeśli społeczeństwo nie stanie w ich obronie. Zdaniem publicystów, jedna z najbardziej zażartych medialnych bitew rozegra się o stację TVN. Dlaczego? Stacja – która należy do właściciela z USA – od początku był na celowniku obecnej władzy. Andrzej Morozowski (TVN24) twierdzi, że przejęcie TVN24 to dla PiS „lepsze konfitury” niż zdobycie prasy regionalnej poprzez przejęcie grupy Polska Press. Dominika Wielowieyska z „Gazety Wyborczej” uważa, że jeśli TVN nie będzie chciał sprzedać kanału informacyjnego, to wtedy „będą naciski”. Dowody? „TVN, który stał się niedawno częścią wielkiego koncernu Discovery, dostał właśnie domiar 100 milionów zł od urzędu skarbowego” – przypomina Wielowieyska. TVN będzie się oczywiście odwoływał.

Renata Grochal pyta: Po co im niezależne media, skoro mają media publiczne i prawicowe? Jak zauważyła Dominika Wielowieyska, PiS i zaprzyjaźnieni z nim dziennikarze przez 20 ostatnich lat mogli budować swoje media, ale byli nieudolni. Dzisiaj radzą sobie lepiej, jednak powtarzają tę fałszywą narrację, żeby zdominować cały przekaz medialny i zniszczyć niezależne media, czytamy na newsweek.pl.  „PiS jest genialny w zakłamanym nazewnictwie. Podporządkowanie sobie sądów fałszywie nazywa reformą sądownictwa. Teraz mówi: Polska musi mieć wpływ na to, co robią media. To jest genialne, bo wpada w ucho i ludzie tego używają. Ale nie chodzi o żadną decentralizację, repolonizację czy udomowienie. Chodzi o podporządkowanie mediów PiS” – mówi Andrzej Morozowski.

PiSowi zagarnięcie niezależnych mediów jest potrzebne po to, żeby wygrać kolejne wybory – mówi Żakowski. Chociaż jest jednocześnie przekonany, że oni tego nie potrzebują, bo i tak je wygrają. „PiS zniszczy liberalne, uczciwe media w Polsce, tak jak zniszczył hodowlę konia arabskiego. Wyobraźcie sobie program Holeckiej w miejsce programu Olejnik. Czy ci sami widzowie będą to oglądać? Nie” – dopowiada Żakowski. Twierdzi, że jak 100 milionów kary nie podziała, będzie 300. I dlatego PiS chce jak najszybciej przejąć sądy, żeby TVN nie miał się gdzie odwoływać. Żadne z zaproszonej do rozmowy trójki dziennikarzy nie ma złudzeń. Jak ujęła to trafnie Dominika Wielowieyska: „Jarosław Kaczyński jest politykiem wojny, i to wojny na każdym froncie. Chce przejąć sądy, żeby wydawały takie wyroki, jakich on chce i przejąć media, aby nadawały taki przekaz, jaki jemu się podoba”. Dlatego teraz najważniejsze, to obronić wolne media.

koduj24.pl

Kaczyński kręci Polską wokół swego taboretu

Polska kręci się wokół taboretu Kaczyńskiego. Taki ustanawiany jest system polityczny w kraju, którego Kopernikiem jest oczywiście prezes.

Jarosław Kaczyński powie słówko: naród drży w posadach. Wyzwie od kanalii – z jednej strony wyzwani oburzają się, z drugiej autentyczne kanalie rzucaja bezkarnie kanaliami. A po prostu jest tak: kto wyzywa, tak się sam nazywa. Od kanalii wolę kanalarza, bo tym jest Kaczyński. Chodzi kanałami, stroni od ludzi. Chodzi kanałem Krakowskiego Przedmieścia 10. każdego miesiąca.

Znamy jeden akapit z wywiadu prezesa dla „Gazety Polskiej”, który to tygodnik ujrzy czytelnicze światło w środę. I w tym akapicie jest cały prezes. Jego metody polityczne – zastraszania, manipulowania, insynuowania. Jest to w istocie szaleństwo, lecz metodyczne. Oto taboret Kaczyńskiego, z którego przemówił do Andrzeja Dudy:

„Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli”.

Mistrz manipulacji. Powyższy akapit może znaczyć, że jednak jest dogadany z Dudą i trzyma na nim presję, aby wywiazał się z ustaw sądowniczych. Może znaczyć, iż oskarża Dudę o zamach, o przejęcia władzy od Kaczyńskiego, bo nie od Szydło.

To jest manipulacja w stosunku do nas wszystkich, jest krętactwem w stosunku do pisowców. Kaczyński na tym taborecie wszystkim kręci. Krętacz nr 1 jak przystało na Kopernika polskiego autorytaryzmu. Jesień szykuje się gorąca, bo ustawy sądownicze będą uchwalone i to w formie zbliżonej do zawetowanych, Duda się złamie. Przede wszystkim najważniejsza ustawa o sądach powszechnych przecież została podpisana – ona działa.

Na agendę wejdą dwie inne najważniejsze sprawy: dekoncentracja mediów i nowa ordynacja wyborcza. O tym m.in. piszą w „Newsweeku”. Po szczątkach materiału, który jutro ujrzy pełne światło, mniemam, iż autor Michał Krzymowski nie ma za dużo ma wiedzy na temat. Jakieś dojścia posiada, przecieki dostaje odpowiednio spreparowane i z tego piachu buduje zamki.

Kaczyński jest człowiekiem nieskomplikowanym, płytkim. Przegrał życie, psim swędem w polityce osiągnał sukces, więc chce na koniec swego żywota zbudować jakiś autorytaryzm, niczego innego nie może osiągnąć ze swymi Suskimi. Chwycić naród za twarz. Przecież ten Kopernik zawsze to mówi ze swego taboretu kaczocentrycznego (heliocentryzm PiS). Zawsze.

Są przecieki z ważnego spotkania Kaczyńskiego z politykami PiS. Wiemy, co może się stać jesienią w Polsce

Piotr Rodzik, 01 października 2017

Prezes był blady i kulejący, ale zapowiedział gruntowną rekonstrukcję rządu już w listopadzie – tak według „Newsweeka” wyglądało niedawne spotkanie Jarosława Kaczyńskiego z posłami PiS na Żoliborzu. Lider Prawa i Sprawiedliwości wyjaśnił także, co się stanie, jeśli reforma sądownictwa nie wejdzie w życie.

– Nie będę ukrywać, projekty pana prezydenta mnie zaskoczyły – miał mówić Kaczyński według relacji, do której dotarł „Newsweek”. – Myślałem, że po ich prezentacji dojdzie jeszcze do rokowań, ale nie doszło. Reforma sądownictwa jest potrzebna, ale nic na siłę – dodał.

Co ważne, jeśli ta reforma nie wyjdzie, Kaczyński miał zapowiedzieć, że partia odstąpi od zmian w ordynacji wyborczej i dekoncentracji mediów. Powód? – Nie możemy sobie pozwolić na kolejny konflikt z naszym prezydentem – tłumaczył.

– Jarosław wie, że posłom bardzo zależy na dekoncentracji mediów i noweli ordynacji. Dlatego uzależnia przeprowadzenie tych zmian od reformy sądownictwa, która z kolei jest ważna dla niego. Chce w ten sposób zmusić partię do wzmocnienia presji na prezydenta. Jak ta sprawa się skończy? Myślę, że jakoś się dogadamy – powiedział z kolei cytowany przez tygodnik polityk z otoczenia prezesa.

Ale nawet jeśli do głośnych reform nie dojdzie, w polskiej polityce i tak będzie gorąco – prezes PiS zapowiedział bowiem rekonstrukcję rządu na jego drugie „urodziny”.

Przypomnijmy, że od dłuższego czasu mówi się o tym, że Jarosław Kaczyński może odstąpić od reformy sądownictwa. Bo woli zachować status quo, niż zgodzić się na propozycje Andrzeja Dudy.

Źródło: „Newsweek

naTemat.pl

PiS – owska propaganda nie oszczędza dzieci

PiS – owska propaganda nie oszczędza dzieci

Najwyraźniej Prawo i Sprawiedliwość uważa, że „swoich” trzeba wychowywać, od przedszkola. Takim wrażeniem podzielił się w mediach społecznościowych były polski ambasador w Kanadzie – Marcin Bosacki.

Oglądając wraz ze swoją 4- letnią latoroślą kanał Telewizji Polskiej TVP ABC, przeznaczony wyłącznie dla dzieci doznał prawdziwego wstrząsu, gdy w bloku reklamowym zobaczył… spot Polskiej Fundacji Narodowej „Sprawiedliwe Sądy”.

Przekonał się, że dla PiS główne kanały telewizyjne, gęsto rozsiane, za publiczne pieniądze billboardy, nie mówiąc o internecie – to za mało. Żeby kampania Polskiej Fundacji Narodowej zyskała odpowiedni rozgłos i dotarła do wszystkich, jeszcze dotąd nieprzekonanych do lansowanej reformy sądownictwa, winna przemówić także do najmłodszych.

„Za 19 mln indoktrynują mojego 4-latka: spoty o #partyjnesądy są w TVP ABC. No tak- to ostatni kanał TVP, który ktoś ogląda… – napisał Bosacki. Ten wpis byłego ambasadora wywołał falę komentarzy na temat rządowej kampanii bilbordowej. Dosadnie skomentował go Zbigniew Hołdys: „To przemyślana strategia, mówił o niej Kaczyński w kampanii: „Przebudowa musi być głęboka i to od najmłodszego pokolenia”.

koduj24.pl

 

Szef Federalnego Trybunału Konstytucyjnego A. Voßkuhle: „Polska podważa struktury prawne UE“

 

Tymczasem,w sejmiku dolnośląskim było głosowanie nad honorowym obywatelstwem dla św. Jadwigi. Jej konkurentką była Matka Boska.Gratulujemy!

Pasażerowie będą się cieszyć z jazdy 45min. dłużej. w każdą stronę 😂

Chcą zniszczyć Ziobrę. Proponują kilkaset tysięcy zł

DoRzeczy, 01.10.2017

Minister Sprawiedliwości i Prokuratur Generalny Zbigniew Ziobro© PAP / fot. Rafał Guz Minister Sprawiedliwości i Prokuratur Generalny Zbigniew Ziobro

 

Kilkaset tysięcy złotych za skuteczny atak na Zbigniewa Ziobrę oferują największym mediom tajemniczy zleceniodawcy, którzy przedstawiają się jako reprezentanci potężnego, powiązanego politycznie funduszu kapitałowego – informuje serwis wPolityce.pl.

Jak wynika z ustaleń dziennikarze serwisu, w ciągu ostatnich kilku tygodni jego przedstawiciele zleceniodawcy dotarli do przynajmniej kilku decyzyjnych osób w liczących się redakcjach, proponując kilkaset tysięcy zł. Za co? Za pomoc w zniszczeniu ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobry.

Informator wPolityce.pl twierdzi, że przyjęta w tym przedsięwzięciu metoda nie jest ważna. Może to być zarówno prowokacja, kłamstwo, jak i zwykły paszkwil. Ważne, żeby było szybko i skutecznie.

msn.pl

Jan Olszewski: Niektórzy krytycy prezydenta z obozu rządzącego powinni zachowywać większą wstrzemięźliwość

Jan Olszewski staje po stronie prezydenta w sporze z ministrem sprawiedliwości, czy niektórymi politykami PiS. Jego zdaniem, prezydent jest krytykowany przez „kwestie ambicjonalne”.

Myślę, że niektórzy krytycy prezydenta z obozu rządzącego powinni w swoich wypowiedziach zachowywać jednak większą wstrzemięźliwość. Oczywiście, można mówić, że działanie prezydenta prowadzi do pewnego opóźnienia niewątpliwie pilnie potrzebnej reformy. Jednak jeśli parlament przygotuje w odpowiednim tempie ustawę, to ta reforma nie jest zagrożona – mówi w rozmowie z „Super Expressem” były premier, Jan Olszewski. Dodaje też, że jego zdaniem, pomysły prezydenta nie blokują realnych reform.

Przypomina on też, że prezydenta krytykowali głównie stronnicy Zbigniewa Ziobry. Zaważyły tu chyba jednak kwestie ambicjonalne i zbyt mocne przywiązanie do pierwszego, zawetowanego projektu ustawy – ocenia.

Wzywa też do spokoju prawicowych publicystów, ostro atakujących prezydenta. Jestem przeciwnikiem używania w sprawach zasadniczych emocjonalnego języka, popadania w postawy skrajne. Te głosy mogą być oczywiście ilustracją osobowości tych publicystów. Ja jednak uważam, że są najlepszą ilustracją ich zawodowego warsztatu – tłumaczy tabloidowi.

Ostrzega także przed tym, by spór wobec reformy sądownictwa nie doprowadził do rozłamu na prawicy. Podział w obozie dobrej zmiany byłby powtórzeniem – oczywiście w innej skali – podziałów prawicy z lat 90. A już podział dokonany świadomie byłby taktyką samobójczą, dokładnie taką, jaką stosuje totalna opozycja – twierdzi Olszewski.

Były premier skomentował również spór na linii szef MON – BBN. Przypomina, ze w Biurze był człowiek, który wywodzili się z dawnych służb i być może, jest więcej tam takich ludzi którym zależy na zdyskredytowaniu Antoniego Macierewicza. Wzywa więc zarówno prezydenta, jak i ministra obrony, by dokładnie przyjrzeli się sprawie. Nie wyklucza bowiem, że za rozdmuchaniem konfliktu mogły stać pewne czynniki zagraniczne.

dziennik.pl

„Liczyłem się z tym, że ktoś mnie zastrzeli” – Tomasz Piątek, autor książki „Macierewicz i jego tajemnice”

– W książce jest ogromna ilość faktów udokumentowanych, które mówią nam, że pan minister (Antoni Macierewicz – red.) od dziesięcioleci otoczony jest ludźmi związanymi na różne sposoby z Rosją – powiedział dziennikarz Tomasz Piątek w programie „Skandaliści”. Przyznał, że po publikacji książki obawiał się o swoje życie i wciąż liczy się z różnego rodzaju atakami, które mogą go spotkać.

Książka Tomasza Piątka  – jak wynika z informacji podawanych przez wydawcę – ma opisywać i dokumentować m.in. „powiązania ministra z wybitnym gangsterem-finansistą Siemionem Mogilewiczem”, który – jak podano – „współpracuje z sowieckim/rosyjskim wywiadem wojskowym GRU, jak również z samym Władimirem Putinem”.

Autor podkreślił w programie „Skandaliści”, że w jego książce są prawie same fakty. – Książka zawiera kilkaset przypisów i innych odniesień do źródeł. Składa się właściwie z samych faktów, hipotezy formułowane są ostrożnie, są wyraźnie oddzielone od faktów i nie stanowią, być może, nawet 1/20 książki.

„Minister powinien odnieść się do faktów”

– Polacy mają prawo do prawdy. Minister powinien odnieść się do faktów, powinien je wyjaśnić – powiedział Piątek w „Skandalistach”.

Dodał, że „to jest ogromna ilość faktów udokumentowanych, które mówią nam, że pan minister od dziesięcioleci otoczony jest ludźmi związanymi na różne sposoby z Rosją”.

Piątek mówił, że liczy się z różnego rodzaju atakami na swoją osobę, a wcześniej obawiał się, że o swoje życie. – Liczyłem się z tym, że ktoś mnie zastrzeli, aczkolwiek sądzę, że byłoby to bardzo dla nich niewygodne, gdyby coś mi się stało – powiedział.

Opisał też sytuację, która miała miejsce w mieszkaniu jego rodziców zaraz po opublikowaniu książki.

– O godzinie 11 w nocy grupa ludzi wpadła do mieszkania moich rodziców, twierdząc, że są policją. Nie pokazali żadnego nakazu, pobiegali po mieszkaniu, powiedzieli, że szukają złodziei, potem odegrali taką dziwną scenkę, że niby pomylili się co do lokalu, że chcieli iść pod inny numer, ale pod tym innym numerem też nie ma żadnych złodziei, mieszka tam stary, spokojny emeryt – opowiadał Piątek.

Dziennikarz, mówiąc o Macierewiczu, podkreślił, że ma on bardzo mocną pozycję wśród zwolenników PiS.

– Przez całe lata objeżdżał Polskę, występował w klubach „Gazety Polskiej”, tworząc w ten sposób zaplecze zwolenników. Głosił absurdalną tezę, na temat zamachu, który miałby być przyczyną katastrofy smoleńskiej i za pomocą tej tezy bardzo utrudniał też pracę takim osobom jak ja, które próbowały racjonalnie ostrzegać przed wpływami Putina w Polsce – powiedział Piątek.

Jego zdaniem dla wielu tych ludzi Antoni Macierewicz „jest niemal tak samo ważny, jak Jarosław Kaczyński, dla niektórych może nawet ważniejszy”.

Pod koniec czerwca szef MON złożył do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez dziennikarza, w związku z treścią jego książki. Macierewicz uważa, że informacje tam zawarte są nieprawdziwe. Sprawę bada warszawska prokuratura okręgowa.

Dotychczasowe odcinki programu „Skandaliści” można oglądać tutaj.

Polsat News

Kaczyński nie chce systemu prezydenckiego. „Ryzyko, że człowiek złej woli uzyska dużą władzę”

raq, 30.09.2017

Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda (fot. Dawid Zuchowicz/AG)

Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda (fot. Dawid Zuchowicz/AG) (Jarosław Kaczyński i Andrzej Duda (fot. Dawid Zuchowicz/AG))

Prezes PiS Jarosław Kaczyński zdradza w rozmowie z „Gazetą Polską”, co powiedział prezydentowi Andrzejowi Dudzie podczas ostatniego spotkania, do którego doszło tydzień temu.

W najbliższym numerze tygodnika „Gazeta Polska” ukaże się wywiad z szefem PiS, który mówi m.in. o swoich rozmowach z prezydentem Andrzejem Dudą.

Portal niezalezna.pl publikuje jeden, bardzo ciekawy fragment:

Zupełnie otwarcie powiedziałem panu prezydentowi Andrzejowi Dudzie, iż nie widzę żadnych przesłanek, przy ustabilizowanym systemie politycznym, do tego, by wprowadzić w Polsce system prezydencki, który zawsze tworzy ryzyko, iż osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem – może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli

– mówi prezes PiS.

Cały wywiad ma ukazać się w środę.

Kaczyński zwolennikiem systemu prezydenckiego?

Jarosław Kaczyński, jak wynika z powyższej wypowiedzi, jest przeciwnikiem systemu prezydenckiego. Innego zdania był w 2014 roku, gdy mówił w wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego”:

Być może należałoby się odwołać do referendum konstytucyjnego – zapytać Polaków, czy chcą mieć system prezydencki, oczywiście w cywilizowanym wydaniu, czyli z rządem odpowiedzialnym przed parlamentem. W Europie system amerykański się nie sprawdzi. To byłoby nadmierne wzmocnienie władzy wykonawczej. Być może jednak Polacy będą chcieli mieć system kanclerski

Teraz szef PiS najwyraźniej nie ma już takich zamiarów. Nie do końca też wiadomo, jak interpretować słowa Kaczyńskiego o ryzyku, że „osoba bez odpowiedniego doświadczenia politycznego, bez umiejętności, a czasem (…) złej woli, uzyska bardzo dużą władzę”.

Faktem jest, że na linii Pałac Prezydencki-Nowogrodzka iskrzy już od dłuższego czasu. A dokładnie od momentu, gdy prezydent Duda zapowiedział weta do pisowskich ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym.

Czołowi politycy rządzącej partii otwarcie krytykowali Dudę. Najmocniej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który przy okazji przypominał, że to on wprowadził Dudę do polityki. Szef MON Antoni Macierewicz w kontekście wet mówił nawet o „wojnie hybrydowej”.

Z kolei przed tygodniem Kaczyński w wywiadzie dla „Sieci” pytał: „Czy prezydent jest z nami?”.

Tegoroczne Opole obejrzało 5 mld osób! „Prezes Kurski sam wszystkich liczył” [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

gazeta.pl

Sondaż: Wyborcy PiS murem za reformą Dudy

Foto: Fotorzepa, Marian Zubrzycki

Miażdżąca większość wyborców Prawa i Sprawiedliwości popiera reformę sądownictwa zaproponowaną przez prezydenta. Opowiada się za nią aż 82 proc. ankietowanych – wynika z sondażu Kantar Public dla „Faktu”.

Sondażownia zadała 1000 Polakom szczegółowe pytania dotyczące reformy sądownictwa zapowiadanej przez PiS.

Zaproponowane przez prezydenta Dudę zmiany w zawetowanych przez niego ustawach o SN i KRS popiera 82 procent wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

Gdyby dano im możliwość opowiedzenia się, do kogo powinna należeć władza nad sądami, 36 procent widziałoby ją w rękach Zbigniewa Ziobry. 40 proc. – w rękach prezydenta. Co czwarty wyborca PiS uważa, że obydwie opcje są zbyt radykalne.

Najbardziej o skuteczności reformy sądownictwa przekonani są wyborcy PiS – wśród nich 82 proc. wierzy w jej powodzenie. Nieco mniej przekonani o tym są wyborcy Kukiz’15 – tu 42 procent pytanych wierzy w jej skuteczność. Zwolennicy reformy są też wśród zwolenników Platformy – co piąty z nich uważa, że reforma poprawi funkcjonowanie sądów.

Zaledwie 2 procent ankietowanych nie słyszało o reformie sądownictwa, ale wśród tych, którzy o niej wiedzą, 20 procent nie wie, o co w niej chodzi.

Więcej – Fakt24.pl

rp.pl

Kaczyński: Nie ma przesłanek do systemu prezydenckiego

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Podczas rozmowy z prezydentem Andrzejem Dudą prezes PiS ostrzegał go przed wprowadzeniem systemu prezydenckiego w Polsce. – Może się zdarzyć, że bardzo dużą władzę uzyska człowiek złej woli – mówił.

Jeden z tematów, który poruszył z prezydentem Dudą podczas spotkania, do którego doszło pod koniec września, Kaczyński zdradził w rozmowie z Katarzyną Gójską i Michałem Rachoniem, przeprowadzonym dla „Gazety Polskiej”.

Kaczyński mówi w nim, że „zupełnie otwarcie” powiedział prezydentowi, że nie widzi przesłanek, aby przy ustabilizowanym systemie politycznym w Polsce wprowadzać system prezydencki.

Według prezesa PiS może on grozić tym, że zbyt duża władza trafi w ręce osoby bez dostatecznych umiejętności i politycznego doświadczenia.

– Może się tak zdarzyć, tylko proszę nie odnosić tego do pana Andrzeja Dudy – człowiek złej woli uzyska bardzo dużą władzę, i to bez realnej kontroli – cytuje prezesa Niezalezna.pl.

Numer tygodnika z wywiadem ukaże się w najbliższą środę.

rp.pl

%d blogerów lubi to: