Kompletna klapa PiS – owskiego audytu

Kompletna klapa PiS – owskiego audytu

Wielu z nas zapewne pamięta, jak rok temu PiS obiecywało w Sejmie audyt rządów PO-PSL, zapowiadając „tsunami niegospodarności”. Obecna szefowa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Beata Kempa zastrzegła wtedy, że audyt nie ominie nawet KPRM.  O jakich efektach audytu można dziś mówić? Raczej żałosnych. Prześmiewcy mówią, że zamiast tsunami niegospodarności mamy tsunami umorzeń.

Okazuje się, że kancelaria złożyła do prokuratury trzy zawiadomienia. Dotyczą „nieprawidłowości przy likwidacjach sprzętu komputerowego i teleinformatycznego w 2013 r”, „nieprawidłowości związanych z finansowaniem w latach 2011-12 podyplomowych studiów na kierunku menedżerskim na kwotę 75 tys. zł czterem pracownikom” i „gospodarowania nieruchomościami przy ul. Grzesiuka”. Wszystkie sprawy umorzono.

„Wyborcza” w połowie kwietnia zapytała wszystkie ministerstwa, jakie sprawy zgłosiły do prokuratury.  Do dziś nie odpowiedziały dziennikowi trzy resorty: energii, rozwoju i finansów oraz obrony narodowej. Te które zareagowały wyliczają:

Resorty pracy, cyfryzacji i zdrowia nie złożyły żadnego doniesienia. Podobnie ministerstwo kultury, które jednak zawiadomiło rzecznika dyscypliny finansów publicznych (w sprawie Instytutu Książki i Muzeum Łazienki Królewskie). Ministerstwo Edukacji zgłosiło do CBA jedną sprawę dotyczącą zamówień publicznych. Resort nauki złożył jedno doniesienie: w sprawie zasadności wydatków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na promocję.

Także jedną sprawę zgłosiło Ministerstwo Sportu. Dotyczy funkcjonowania Narodowego Centrum Sportu w latach 2011-13.

Cztery zawiadomienia złożyło Ministerstwo Sprawiedliwości. Dwa dotyczyły nieprawidłowości przy informatyzacji. Zawiadomiło też prokuraturę w związku z zaniechaniem dotyczącym opłat za czynności adwokackie i radców prawnych. Ostatnie zawiadomienie dotyczyło nierzetelnego wniosku o przyznanie pomocy finansowej na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zgłosiło prokuraturze trzy sprawy. Dotyczą: budowy ambasady w Berlinie, pozyskania nieruchomości przy ul. Bagatela 5 w Warszawie oraz wymiany nieruchomości między MSZ a Uniwersytetem Warszawskim.

Ministerstwo Infrastruktury ma następujące zarzuty: nadużycie uprawnień przez osoby zajmujące się sprawami majątkowym w spółkach grupy PKP, nieprawidłowości przy budowie autostrady A4 (odcinek Tarnów-Rzeszów). Do CBA zgłosiło sprawę prywatyzacji PKP Energetyka. A dodatkowo – wspólnie z Ministerstwem Środowiska – sprawę budowy ekranów akustycznych w latach 2008-12.

Osiem wniosków do prokuratury złożyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej. Jakie? „Mając na uwadze dobro prowadzonych postępowań oraz chronione prawem dobro ich uczestników (w tym zasadę domniemania niewinności), ewentualna kwestia upublicznienia postępowania powinna być rozpatrywana dopiero na etapie postępowania sądowego” – odpowiada resort.

Dziesięć doniesień złożyło MSWiA. Dotyczą m.in. konkursu na logo komend i komisariatów policji, budowy komisariatu w Gliwicach i zakupu sprzętu dla straży pożarnej. „Oprócz tego skierowano szereg zawiadomień o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych, wniosków o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych, wniosków dotyczących podejrzenia zagrożeń korupcyjnych” – poinformowało MSWiA.

12 pozycji liczy lista zawiadomień Ministerstwa Środowiska. Dotyczą m.in. niewłaściwej realizacji umowy na dotację na odwierty geotermalne dla Fundacji Lux Veritatis (powiązanej z o. Rydzykiem), afrykańskiego pomoru świń czy niszczenia środowiska.

Ministerstwo Rolnictwa razem z jednostkami podległymi zgłosiło… 450 spraw. „Zawiadomienia dotyczyły zagadnień związanych z uzyskiwaniem płatności bezpośrednich do gruntów rolnych, dzierżawy i sprzedaży nieruchomości, uzyskiwania wsparcia finansowego w mechanizmach Wspólnej Polityki Rolnej, negatywnych zachowań pracowników instytucji, funkcjonowania spółek skarbu państwa” – informuje.

Prokuratura pytana, na jakim etapie są sprawy pozgłaszane przez resorty odpowiedziała, że nie wszystkie udało się namierzyć, bo są rozrzucone po kilkudziesięciu prokuraturach w Polsce. Dodatkowo niektóre resorty – jak gospodarki morskiej – nie informowały, czego dotyczą zgłoszenia.

Prokuratura Krajowa przesłała dziennikowi odpowiedź na poselską interpelację z grudnia 2016 r., z której wynika, że prokuratury prowadziły wtedy 80 postępowań z zawiadomień resortów. Kilka przyniosło już efekty.

Prokuratura w Suwałkach prowadziła śledztwo w sprawie zniszczenia środowiska na obszarze strefy Puszcza Augustowska i Ostoja Augustowska. Zostało umorzone.

Prokuratura w Legnicy prowadziła sprawę umowy dzierżawy kanalizacji i ciemnych włókien światłowodowych. Została umorzona.

Prokuratura w Bolesławcu prowadziła śledztwo dotyczące udostępnienia „szerokiemu gronu odbiorców” projektu ustawy o ruchu drogowym. Zostało umorzone.

Prokuratura w Jeleniej Górze prowadziła sprawę zgłoszoną przez Ministerstwo Sprawiedliwości dotyczącą przekroczenia uprawnień przez komornika sądowego. A także jedną z mniejszych spraw zgłoszonych przez MSWiA. Obie umorzyła.

Prokuratura w Zgorzelcu też prowadziła sprawę zgłoszoną przez MSWiA dotyczącą posiadania broni bez zezwolenia. Umorzyła ją.

Z korespondencji z prokuraturami wynika, że wiele spraw jest „w toku”. W żadnej, o której wie „Wyborcza”, nie postawiono zarzutów.

Osobnym zagadnieniem jest 19 zawiadomień, którymi chwali się minister-koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński. Jedną ze spraw, o których mówił w Sejmie, była inwigilacja dziennikarzy. Zainteresował się nią rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Bodnar zapytał prokuratora generalnego, do jakich prokuratur sprawy pozgłaszał Kamiński i jakie nadano im sygnatury. Prokuratura Krajowa odpowiedziała: „Nie jest możliwe ustalenie, których spraw dotyczyło wystąpienie ministra”.

koduj24.pl

Festiwalowa karuzela, czyli co jeszcze wymyśli TVP

Festiwalowa karuzela, czyli co jeszcze wymyśli TVP

Jeszcze do wczoraj wydawało się, że Koncert Piosenki Polskiej, do niedawna jeszcze opolski, który Telewizja Polska miała zorganizować w kieleckim amfiteatrze Kadzielnia, odbędzie się 10 czerwca i że potrwa około 10 godzin. Taki komunikat w piątek opublikował kielecki magistrat na swojej stronie internetowej. Zapowiedział już nawet organizatorom zaplanowanych tam już imprez – Polskiej Nocy Kabaretowej oraz poświęconemu sportom ekstremalnym Kadzielnia Sport Festiwal, że będą musiały odbyć się w innym miejscu.

Wychodzi jednak na to, że obecny prezes telewizji Jacek Kurski przejdzie do historii jako drugi po Jaruzelskim decydent, przez którego opolski festiwal się nie odbył. Wówczas, w stanie wojennym – to był jedyny taki moment w blisko półwiekowej historii festiwalu. Okazuje się bowiem, że 10 czerwca imprezy telewizyjnej w Kielcach jednak nie będzie – poinformował o tym Andrzej Sygut, wiceprezydent Kielc. – „We wtorek odbędzie się konferencja prasowa, z udziałem obu stron” – dodał. Jednocześnie już wiadomo, że kolejne czerwcowe weekendy na Kadzielni są już zajęte przez inne imprezy. Jednym słowem, to ciąg dalszy zamieszania co do organizacji opolskiego festiwalu w Kielcach.

Centrum Informacyjne TVP na pytania portalu gazeta.pl w tej sprawie przysłało taką odpowiedź: „TVP razem z władzami Kielc zamierzają podjąć się organizacji profesjonalnej cyklicznej imprezy, podjęto już konkretne formalne kroki w tej sprawie. W przyszłym tygodniu prezes TVP wspólnie z władzami miasta zamierza realizować kolejne działania, dotyczące planowanych wydarzeń”. Czekamy „niecierpliwie” na wyniki tych działań.

koduj24.pl

PONIEDZIAŁEK, 29 MAJA 2017, 20:11

Sikorski: Przepraszać powinni ci, którzy oszukiwali miliony Polaków w sprawie rzekomego zamachu

Przepraszać powinno się za winy, a tu Rada Ministrów nie podejmowała żadnych decyzji. Przepraszać powinni ci, którzy miliony Polaków oszukiwali w sprawie rzekomego zamachu, oskarżania rzadu o współudział w morderstwie 96 Polaków, bo to było robione bardzo cynicznie i z pełnym rozeznaniem, w konkretnym politycznym celu, a to, że patolodzy w Moskwie mogli popełnić błędy – to oczywiście bardzo przykre i dramatyczne, ale Rada Ministrów za to nie odpowiadała – mówił Radosław Sikorski w rozmowie z Anitą Werner w „Faktach po faktach” TVN24. Jak dodał:

„W tej sprawie zmieniłem zdanie, bo co prawda to bardzo bolesne dla rodzin – jak wiemy, część rodzin sobie absolutnie tego nie życzyła – ale powiem pani szczerze, sądziłem, że rząd PiS robi te ekshumacje być może po to, żeby tam dosypać trotylu i wreszcie udowodnić zamach, a tymczasem – zdaje się – są robione rzetelnie i zdaje się, że wreszcie przekonały niektórych naszych rodaków, że żadnego zamachu nie było i w tym sensie, ale także dlatego, że każdy szczątek jest badany pod względem DNA, to może w tym dramacie ekshumacji jest jakaś dobroć”

20:02

Sikorski: Nie jest tajemnicą dla nikogo w NATO, że mamy ministra obrony, który mówi przedziwne rzeczy

– Nie jest tajemnicą dla nikogo w NATO, że mamy ministra obrony, który mówi przedziwne rzeczy. Wyskakuje jak filip z konopii, a to jakieś mistrale, a to inne dziwne rzeczy i w tym sensie Polski się trochę boją jako kraju nieprzewidywalnego – stwierdził Radosław Sikorski w rozmowie z Anitą Werner w „Faktach po faktach” TVN24.

19:59

Sikorski o wystąpieniu Szydło: To nacjonalistyczna retoryka, która nie uchodzi poważnemu politykowi

To nacjonalistyczna retoryka, która nie uchodzi poważnemu politykowi. W Europie Zachodniej takie rzeczy mówią skrajni nacjonaliści, z którymi się po prostu nie rozmawia. Ale tak, to niestety element postępującej samoizolacji Polski w sytuacji bardzo trudnej geopolitycznie – mówił Radosław Sikorski w rozmowie z Anitą Werner w „Faktach po faktach” TVN24, komentując ostatnie sejmowe wystąpienie premier Szydło.

– My zamiast trzymać się z tymi, którzy podtrzymują zachodnie wartości, którzy chcą, aby Europa miała zdolność do obrony własnej i do promieniowania wartościami europejskimi, demokratycznymi na swoje sąsiedztwo, to raczej sympatyzujemy z radykałami, którzy grają w rosyjską grę, czyli rozdzielania Europy od USA i wzmacniania skrajności. To bardzo niemądre i dla nas niebezpieczne – dodał były szef MSZ.

300polityka.pl

10 pytań w sprawie śmierci Igora Stachowiaka

Co o całej sprawie wiedział Jarosław Kaczyński

1.Kto wysłał policjantów do rodziców Igora Stachowiaka z informacją, że syn został „omyłkowo zatrzymany”, a przy przesłuchaniu „spadł z krzesła i umarł”? Trzeba wyjaśnić, czy policjanci znali prawdę, czy zostali wprowadzeni w błąd? Jeśli tak, to przez kogo? Czy nie widzicie podobieństw ze sprawą Grzegorza Przemyka? To, że tam mieliśmy do czynienia z synem opozycjonistki, a tu z przypadkowym obywatelem nie ma znaczenia, mechanizm działania jest podobny!

2.Na czyje polecenie zostali zatrzymani ludzie, którzy telefonami kręcili ujęcie Igora? Jakim prawem zabrano im telefony? Jeden został ukarany za używanie brzydkich słów: „Przestań go k…a dusić!” – zawołał, tak zawołałby każdy, kto by to zobaczył. Drugiego ukarano za „utrudnianie pracy policji”, bo chciał utrudnić uduszenie!

3.Dlaczego Bogdan Święczkowski, który SŁYSZAŁ o paralizatorze użytym bezprawnie w ciemnym kiblu, w stosunku do skrępowanego kajdanami Igora Stachowiaka, nie raczył podnieść ciężkiego tyłka i ZOBACZYĆ, jak to wygląda na filmie? Prokuratura przecież nim dysponowała. Facet według doniesień dziennikarzy zarabia 26.175 zł + ryczałt za mieszkanie, chyba można za to poprowadzić uczciwe śledztwo?

4.Czy policjant, który powiedział, że „Wyje…łem całą baterię” na Igora widział, że on umiera? Czy był przeszkolony? Ten typ paralizatorów służy do obezwładnienia krnąbrnego przestępcy, ma 195 impulsów, można obezwładnić tym armię ludzi. Wystarczy jeden lub dwa impulsy, by założyć kajdanki, a chłopak leżał skrępowany w kajdankach. Dlaczego inni policjanci stali i patrzyli? Czy wypowiedział tę kwestię „Wyje… całą baterię” przed czy już po śmierci Igora?

5.Czy minister Błaszczak po rozmowie z ojcem Igora zrobił jakikolwiek ruch, żeby ukarać winnych? Dlaczego Zieliński też nic nie zrobił, czemu zasłania się niewiedzą? Kto ma wiedzieć, jak nie on? Nie widział filmu, którym dysponuje prokuratura, dlaczego? Czy impulsem do działań był dopiero wstrząsający film, który ukazał się w TVN?

6.Co zrobił minister i prokurator generalny w jednym – Ziobro, by prokuratura szybko zajęła się tą sprawą? Czy zlecił ją szybko zatuszować, czy prokuratura opieszale działała na czyjeś zlecenie? Dlaczego Ziobro usiłował rozmyć całą sprawę, sugerując, że Igor był ćpunem? Gdyby tak było, tym bardziej interwencja wymagała lekarza. Czy to jest taka bezczelność, jak słowa Beaty Kempy po zatuszowanej śmierci Blidy, gdy powiedziała, że nikt niewinny nie popełnia samobójstwa!

7.Jaka jest w tej sprawie rola Beaty Kempy? Należy wyjaśnić, czy to, co mówi się o jej ludziach z Sycowa i okolic, to prawda czy plotki?

8.Co zrobiła pani premier Beata Szydło, która twierdzi, że leży jej na sercu bezpieczeństwo obywateli? Czy także Sebastiana, który miał nieszczęście zderzyć się z machiną jej władzy?

9.Co o całej sprawie wiedział Jarosław Kaczyński, mocodawca ich wszystkich, oraz kiedy dowiedział się, jaka jest prawda? Czy wydał rozkazy, by sprawę wyjaśnić, czy też nie?

10. Czy w sprawie, o którą pytam są jakieś papiery, mogące wyjaśnić, kto komu i kiedy wydawał jakie polecenia, czy wszystko załatwiano ustnie?

Jeśli to wszystko nie zostanie wyjaśnione, to za chwilę możemy mieć do czynienia ze znikaniem niewygodnych ludzi. Już w tej chwili dziennikarz, który dla naszego dobra w celu wyjaśnienia ważnych dla obywateli spraw, został pozwany przez funkcjonariusza za rzekome zniesławienie go. To sygnał alarmowy!

Krystyna Kofta

koduj24.pl

Prokuratorzy przeciw Ziobrze

Prokuratorzy przeciw Ziobrze

„Uważamy, że polityka nie powinna wkraczać do gabinetów prokuratorskich i na sale sądowe. Uważamy tak w interesie obywateli. Bowiem partyjny prokurator i partyjny sąd to jest sytuacja stresowa dla obywatela i opresyjna, gdy przyjdzie mu walczyć z instytucją państwową w sądzie” – powiedział Krzysztof Parchimowicz, przewodniczący stowarzyszenia prokuratorów Lex Super Omnia. Zrzesza ono prokuratorów, którzy – jak sami mówią – „rozumieją wymiar sprawiedliwości inaczej niż partia rządząca”.

Stowarzyszenie tworzą m.in. prokuratorzy przeniesieni po reformie prokuratury w 2016 r. do niższych jednostek. Parchimowicz jest jednym z nich – pracował w Prokuraturze Generalnej, trafił do prokuratury rejonowej Warszawa-Mokotów. Stowarzyszenie, któremu przewodzi, zwraca również uwagę na politykę kadrową, twierdząc, że „awansuje się tych posłusznych, a degraduje niepokornych”. Część ze zdegradowanych prokuratorów złożyła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.

W podjętej przez Stowarzyszenie uchwale czytamy m.in. „Prokuratura stała się narzędziem politycznym w rękach Ministra Sprawiedliwości-Prokuratora Generalnego, mającym realizować w znacznej mierze interesy partii rządzących oraz jego osobiste cele”. – „Ten prokurator generalny bardzo agresywnie ocenia pracę sędziów i prokuratorów. Bardzo wyraziście wskazuje w jakich sprawach, jakie decyzje powinny być podejmowane. Czasami można odnieść wrażenie, że tylko prokurator generalny wie, co jest dobre, a co złe w prokuraturze” – powiedział w Polsat News Parchimowicz. Dopytywany, czy to oznacza, że Ziobro mówi poszczególnym prokuratorom, jak mają prowadzić dane sprawy, Parchimowicz potwierdził, choć podkreślił, że nie dotyczy to wszystkich spraw.

koduj24.pl

http://nieruchomosci.dziennik.pl/news/artykuly/551006,srebrna-dzialka-kaczynski-wieza-po-komisja-weryfikacyjna.html?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter

Waszczykowski znowu „się popisał”

Waszczykowski znowu „się popisał”

Witold Waszczykowski chyba powinien mieć zakaz udzielania wywiadów. Okazuje się po raz kolejny, że jego wypowiedzi – delikatnie rzecz ujmując – powodują zgrzyty dyplomatyczne.

W miniony weekend udzielił wywiadu opiniotwórczemu portalowi Politico i stwierdził że konflikt Komisji z polskim rządem, dotyczący Trybunału Konstytucyjnego, to tak naprawdę „osobista krucjata” Fransa Timmermansa (zastępcy przewodniczącego Komisji Europejskiej). – „Sprawy, o które nas oskarża, zostały już dawno naprawione przez polski Sejm”– powiedział Waszczykowski. – „Oskarżenia Timmermansa są nieuczciwe. Stygmatyzują Polskę i tworzą wokół niej złą atmosferę”. Waszczykowski dodał, że krytyka ze strony Timmermansa jest symboliczna dla działań Komisji Europejskiej, która – według Polski – zdecydowanie przekracza granice swoich kompetencji.

Do tych słów odniósł się Margaritis Schinas, rzecznik Komisji. Jego wypowiedź cytują wszystkie najważniejsze agencje prasowe. – „Szef polskiego MSZ zakłamuje istotę sporu o praworządność między Warszawą a Brukselą. Żałujemy, że minister nie rozumie roli Komisji, jej struktury i zakresu kompetencji. Komisja jest strażnikiem traktatów, wspólnych interesów 28 państw członkowskich i rządów prawa. Bylibyśmy bardzo wdzięczni, gdyby wszyscy rządowi urzędnicy mieli tego świadomość, kiedy wygłaszają komentarze na temat roli Komisji” – powiedział rzecznik prasowy Komisji Europejskiej. To też rzecz bez precedensu, bo do tej pory KE nie odnosiła się do wywiadów prasowych. Jednak tym razem Waszczykowski przekroczył wszelkie granice.

Komisja Europejska wszczęła rok temu – pierwszy raz w historii – oficjalną procedurę w ramach reagowania na zagrożenie praworządności w kraju członkowskim UE. Miało to związek przede wszystkim ze sparaliżowaniem Trybunału Konstytucyjnego.Sprawą od początku z ramienia KE zajmował się Frans Timmermans. Rząd PiS odrzuca zalecenia i uważa, że Komisja Europejska ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski z przyczyn politycznych.

koduj24.pl

O trzech takich, którym ukradziono rozum

PiS: O trzech takich, którym ukradziono rozum

W PIS panuje norma, iż narusza się prawo i kompetencje. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Gdyby tak się działo za poprzedników, szum byłby taki, iż kilka głów ministerialnych musiałoby zostać zdekapitowanych, aby spełnił się rytuał prawa antropologicznego – kozła ofiarnego. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, niestety przyzwyczailiśmy się do chaosu, bylejactwa i zawłaszczania przez polityków PiS.

Co ma MON do spisu narodowościowego? Długo można zachodzić w głowę, ale zapewniam, że nie znajdzie się w niej żadnego uzasadnienia. No, ale nie mamy głowy Antoniego Macierewicza, który spis narodowościowy pilotażowo zlecił przeprowadzić w województwie zachodniopomorskim. Dlaczego tam? A nie np. na Śląsku? Spis narodowościowy jest przeprowadzany podczas spisu powszechnego – i jest anonimowy. Macierewicz zlecił wojewodzie w Szczecinie zrobić go imiennie.

Macierewicz szuka cudzoziemców, którzy mogliby być terrorystami. Takich nie ma w Polsce, ale PiS to partia, która będzie tak długo szukała igły w stogu siana, aż znajdzie. A następnie padnie podejrzenie jakiegoś wszechpolaka czy też ONR-owca z Obrony Terytorialnej Kraju, aby można było wrzucić cudzoziemca na dołki, a nuż któryś w areszcie wydobywczym przyzna się do myśli terrorystycznych, a jak nie – to pozostaje argument paralizatora. W tym PiS jest skuteczne. Wszak tak było z Kurdem Ameer’em Alkhawlanym, doktorantem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaliczył 6 miesięcy aresztu, po czym został wydalony. Gdy spis narodowościowy trafi na Górny Śląsk, wielu deklarującym narodowość śląską mogą być przypisane skłonności terrorystyczne.

Macierewicz wysłał swojego zastępcę Michała Dworczyka, aby w mediach – w tym wypadku w TVN24 – bredził o prawie dotyczącym spisu narodowościowego. Dworczyk to kolejny Misiewicz, który – określenie ściągnięte z Jacka Żakowskiego – nawet nie ma kompetencji intelektualnych do prowadzenia roweru.

Za to bez ogródek marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział, że nie podałby się do dymisji, gdyby znalazł się na miejscu wiceministra spraw wewnętrznych odpowiedzialnego za policję Jarosława Zielińskiego: – „Jest obowiązkiem ministra Zielińskiego wyjaśnienie dogłębne tej sprawy”. „Tej sprawy” – torturowania i zabicia Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu. Przez rok nie wyjaśnił, osłaniając policjantów awansami, a teraz będzie „dogłębnie” chachmęcił? Robił to do tej pory, a zdymisjonowany nie miałby wpływu na chachmęcenie. O Karczewskim  pisałem niejednokrotnie, że jest słaby umysłowo, a w tym wypadku także moralnie, zasługuje na miano przy nazwisku Chachmęt Karczewski.

W poniedziałek odezwał się Andrzej Duda. Nie każdy może wiedzieć, kto to jest, więc wyjaśniam: Adrian z „Ucha prezesa”, a także wesołek, z którym nie chcą rozmawiać zachodni politycy, za co Adrian podczas fotografowania nad ich głowami jak Jaś Fasola dowartościowuje się podniesionymi kciukami. Otóż Adrian spotkał się z wybranymi samorządowcami – oczywiście pisowskimi – i zapewnił: – „Sprzeciwiłem się planom wprowadzenia ograniczenia kadencji de facto wstecz”. Piękny język, prawda? „Kadencja wstecz” – to taka, iż ktoś zostaje wybrany w 2015 roku i pełni „kadencję” od 2014 do 2010 roku. Tak wynika z retoryki Adriana. Oczywiście, należy się domyślić, że chodzi o te niekonstytucyjne pomysły prezesa Kaczyńskiego, aby kadencje wstecz zaliczały się do kadencji wprzód.

Nasz Adrian nie zająknął się jednak, że ten pomysł „wstecz” jest bezprawny i niekonstytucyjny. Nie zająknął się, bo tyle razy złamał Konstytucję, iż znowu zareagowałby przy słowie „Konstytucja” podniesieniem kciuków. Podejrzewam, że u niego zachodzi syndrom psa Pawłowa: na głupią sytuację własną, na przyłapaniu na antyszambrowaniu, dostaje wzwodu kciuków.

Tak zaczyna tydzień PiS. Nic nowego, my jednak musimy się dziwić, zachować w sobie normalność, wrażliwość, gdy mamy do czynienia z wyżej wymienionymi osobnikami o stępiałej wrażliwości i rozumu.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Z uwagi na tragedię rodzin, które straciły bliskich w katastrofie w Smoleńsku, nie będę tego komentował. Sami oceńcie.

Takie skutki deformy min. Zalewskiej! PiS wyrzuca dzieci z gimnazjum żeby zrobić tam koszary dla żołnierzy Macierewicza!

PiS: O trzech takich, którym ukradziono rozum

W PIS panuje norma, iż narusza się prawo i kompetencje. Zdążyliśmy się do tego przyzwyczaić. Gdyby tak się działo za poprzedników, szum byłby taki, iż kilka głów ministerialnych musiałoby zostać zdekapitowanych, aby spełnił się rytuał prawa antropologicznego – kozła ofiarnego. Do wszystkiego można się przyzwyczaić, niestety przyzwyczailiśmy się do chaosu, bylejactwa i zawłaszczania przez polityków PiS.

Co ma MON do spisu narodowościowego? Długo można zachodzić w głowę, ale zapewniam, że nie znajdzie się w niej żadnego uzasadnienia. No, ale nie mamy głowy Antoniego Macierewicza, który spis narodowościowy pilotażowo zlecił przeprowadzić w województwie zachodniopomorskim. Dlaczego tam? A nie np. na Ślasku? Spis narodowościowy jest przeprowadzany podczas spisu powszechnego – i jest anonimowy. Macierewicz zlecił wojewodzie w Szczecinie – zrobić go imiennie.

Macierewicz szuka cudzoziemców, którzy mogliby być terrorystami. Takich nie ma w Polsce, ale PiS to partia, która będzie tak długo szukała igły w stogu siana, aż znajdzie. A następnie padnie podejrzenie jakiegoś wszechpolaka, czy też ONR-owca z Obrony Terytorialnej Kraju, aby można było wrzucić cudzoziemca na dołki, a nuż któryś w areszcie wydobywczym przyzna się do myśli terrorystycznych, a jak nie – to pozostaje argument paralizatora. W tym PiS jest skuteczne. Wszak tak było z Kurdem Ameer’em Alkhawlany, doktorantem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zaliczył 6 miesięcy aresztu wydobywczego, po czym został wydalony.

Gdy spis narodowościowy trafi na Górny Śląsk, wielu deklarującym narodowość śląską mogą być przypisane sklonności terrorystyczne.

Macierewicz wysłał swojego zastępcę Michała Dworczyka, aby w mediach – w tym wypadku w TVN24 – bredził o prawie dotyczącym spisu narodowościowego. Dworczyk to kolejny Misiewicz, który – określenie ściągnięte z Jacka Żakowskiego – nawet nie ma kompetencji intelektualnych na prowadzenie roweru.

Za to bez ogródek marszałek Senatu Marek Karczewski powiedział, że nie podałby się do dymisji, gdyby znalazł się na miejscu wiceministra spraw wewnętrznych odpowiedzialnego za policję Jarosława Zielińskiego: „Jest obowiązkiem ministra Zielińskiego wyjaśnienie dogłębne tej sprawy”. „Tej sprawy” – torturowania i zabicia Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu.

Przez rok nie wyjaśnił, osłaniając policjantów awansami, a teraz będzie „dogłębnie” chachmęcił? Robił to do tej pory, a zdymisjowany nie miałby wpływu na chachmęcenie. O Karczewskim  pisałem niejednokrotnie, że jest słaby umysłowo, a w tym wypadku także moralnie, zasługuje na miano przy nazwisku Chachmęt Karczewski.

W poniedziałek odezwał się Andrzej Duda. Nie każdy może wiedzieć kto to jest, więc wyjaśniam: Adrian z „Ucha prezesa”, a także wesołek, z którym nie chcą rozmawiać zachodni politycy, za co Adrian podczas fotografowania nad ich głowami jak Jaś Fasola dowartościowuje się podniesionymi kciukami. Otóż Adrian spotkał się z wybranymi samorządowcami – oczywiście pisowskimi – i zapewnił: „sprzeciwiłem się planom wprowadzenia ograniczenia kadencji de facto wstecz”. Piękny język, prawda? „Kadencja wstecz” – to taka, iż ktoś zostaje wybrany w 2015 roku i pełni „kadencję” od 2014 do 2010 roku. Tak wynika z reoryki Adriana. Oczywiście, należy się domyslić, że chodzi o te niekonstytucyjne pomysły prezesa Kaczyńskiego, aby kadencje wstecz zaliczały się do kadencji wprzód.

Nasz Adrian nie zająknął się jednak, że ten pomysł „wstecz” jest bezprawny i niekonstytucyjny. Nie zająknął się, bo tyle razy złamał konstytucję, iż znowu zareagowałby przy słowie „konstytucja” podniesieniem kciuków. Podejrzewam, że u niego zachodzi syndrom psa Pawłowa: na głupią sytuację własną, na przyłapaniu na antyszambrowaniu, dostaje wzwodu kciuków.

Tak zaczyna tydzień PiS. Nic nowego, my jednak musimy się dziwić, zachować w sobie normalność, wrażliwość, gdy mamy do czynienia z wyżej wymienionymi osobnikami o stępiałej wrażliwości i rozumu.

MON zleca spis narodowościowy. „Ta wiedza nie jest żadnym tematem tabu” 29 maja 2017 (http://www.tvn24.pl)

PONIEDZIAŁEK, 29 MAJA 2017

Jaki: Chciałbym, żeby komisja weryfikacyjna spotykała się co najmniej raz w tygodniu

12:05

Jaki: Chciałbym, żeby komisja weryfikacyjna spotykała się co najmniej raz w tygodniu

Chciałbym, żeby komisja [weryfikacyjna] spotykała się co najmniej raz w tygodniu, ponieważ jeżeli będą tygodnie, które będą przeznaczone na przesłuchanie świadków i stron, to mogą być to nawet 2-3 spotkania tygodniowo, o czym poinformowałem już po głosowaniu członków komisji. Oprócz tego członkowie komisji będą mogli pracować tutaj, w ministerstwie codziennie – stwierdził Patryk Jaki na briefingu.

12:04

Jaki: Będziemy rozmawiali o tym, jakimi nieruchomościami powinniśmy zająć się w pierwszej kolejności

Będziemy rozmawiali o tym, jakimi nieruchomościami powinniśmy zająć się w pierwszej kolejności, aczkolwiek nie podejmiemy dzisiaj decyzji. Nie mogę podać [moich typów], bo to spowodowałoby ruch na rynku nieruchomości. Będziemy chronić te informacje. Każdy z członków będzie mógł przedstawić swoje propozycje nieruchomości. Zaproponujemy nawet dzisiaj, że jeżeli któryś z członków wskaże takie nieruchomości i cała grupa się zgodzi, że to te nieruchomości, którymi powinniśmy zająć się w pierwszej kolejności, to w międzyczasie – do czasu powołania ostatniego członka komisji – zwrócimy się do ratusza z wnioskiem o udostępnienie dokumentów, żeby nie tracić czasu i można było pracować – stwierdził Patryk Jaki na briefingu. Dziś odbywa się pierwsze robocze posiedzenie komisji weryfikacyjnej.

11:44

PAD: Sprzeciwiłem się planom wprowadzenia ograniczenia kadencji de facto wstecz

Chciałbym, żeby w naszym kraju – także jeżeli chodzi o funkcjonowanie samorządu terytorialnego – były realizowane te zmiany, które będziemy mogli spokojnie nazwać zmianami dobrym. Chciałbym, żeby to były takie zmiany, które znajdą również państwa potwierdzenie i akceptację. Dlatego sprzeciwiłem się planom wprowadzenia ograniczenia kadencji de facto wstecz, jeżeli chodzi o wybory powszechne wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Dlaczego? Bo uważam to za swoistą zmianę warunków w toku. To nie było wcześniej zapowiedziane. Jest druga kwestia, co do której można prowadzić dyskusję – czy powinno być w ogóle ograniczenie możliwości sprawowania mandatu wójta, burmistrza i prezydenta do dwóch kadencji na przyszłość. I to temat do dyskusji. Osobiście uważam, że można to rozważyć i jest to rozwiązanie, które jest porównywalne z kadencyjnością prezydenta RP (…) Ale jestem otwarty na debatę, natomiast nie zgadzam się na to tak, jak były ku temu pomysły ograniczyć w przyszłych wyborach możliwość kandydowania tym osobom, które już sprawowały tę funkcję. Nie zgadzam się na to, ponieważ uważam, że to zmiana, która również zaskakuje państwa wyborców, mieszkańców i że może być takiego wprowadzone, ale dopiero po odbyciu dwóch kadencji przez tych, który zostaną wybrani – mówił prezydent Andrzej Duda na spotkaniu z samorządowcami z okazji Dnia Samorządu Terytorialnego.

11:01

Sasin o połączeniu wyborów z referendum: Dobrze by było, by PAD wystąpił z inicjatywą ustawodawczą

To dzień – można powiedzieć – i dobry i niedobry [na referendum]. Są pewnie plusy i minusy. Minusy są pewnie takie, że to 100-lecie niepodległości. Nie tylko święto jak co roku, ale 100-lecie, więc wyjątkowy dzień, który pewnie będzie wypełniony dużą ilością obchodów centralnych, jak i lokalnych. Z tego tytułu jest to pewnie data niebyt fortunna i szczęśliwa, żeby robić i wybory samorządowe – bo one wypadają tego dnia – i referendum. Ale też pewnie można szukać plusów – stwierdził Jacek Sasin w rozmowie z Piotrem Witwickim w „Politycznym Graffiti” Polsat News. Jak dodał:

„Niemożliwe jest połączenie dzisiaj w jednym lokalu – zgodnie z dzisiejszym stanem prawnym – i jednej komisji tego referendum i wyborów samorządowych. Jeżeli prezydent ma taki pomysł, to dobrze by było pewnie, gdyby również wystąpił z inicjatywą ustawodawczą, żeby to prawo w tym zakresie zmienić. Osobiście nie wyobrażam sobie, żeby 11 listopada były organizowane odrębne komisje wyborcze i lokale wyborcze dla referendum i dla wyborów samorządowych. To chyba nawet niemożliwe do wykonania”

Jak stwierdził poseł PiS, pytań w referendum nie może być zbyt wiele.

300polityka.pl

Prof. Maria Janion: Mesjanizm to zguba dla Polski

„Czeka nas olbrzymi regres w sferze mitów i wartości” – napisała prof. Maria Janion w liście do uczestników Kongresu Kultury 2016. Autorka nie szczędzi ostrych słów rządzącym.

List wybitnej historyk literatury na otwarcie kongresu przeczytała Kazimiera Szczuka. Dokument to jedno wielkie oskarżenie „dobrej zmiany”, ale też krytyka poprzednich rządzących, którzy sferę kultury zupełnie zignorowali. Na polityce Janion nie zostawia suchej nitki. „Grzechem poprzedniej władzy było niedocenianie roli twórców i pracowników kultury. Dziś obserwujemy oczywisty, centralnie planowany zwrot ku kulturze upadłego, epigońskiego romantyzmu – kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk jako nowy mesjanistyczny mit mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżonych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu” – stwierdza prof. Janion. Jej zdaniem „trwała nasza [polska] niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną”.

Pełna treść listu:

Dzisiejsza inauguracja przenieść nas może w przeszłość, do niedokończonego kongresu kultury z roku 81. Głosiłam wówczas konieczność przekształcenia wielkiego emocjonalnego zrywu, jakim była pierwsza „Solidarność”, w wysiłek intelektualny, trwalszy od wzlotów ducha komponent zmiany. Mija trzydzieści sześć lat i zaklęty krąg polskości dokonał obrotu. Nieliczni już – a do nich należę – mogą zobaczyć siebie, wciąż stających wobec znamiennego dramatu. Przemysław Czapliński określił owo błędne koło jako antynomiczny dryf – sprzeczność między modernizacją a modernizmem. Ten drugi wymaga właśnie wysiłku intelektualnego i odnowienia znaczeń wspólnoty – wymaga jej d e s a k r a l i z a c j i jako warunku rzeczywistego upodmiotowienia. Tak rozumiany modernizm żąda emancypacji mniejszości, poszanowania praw jednostek, rzeczywistej równości płci. Nie da się to pogodzić z dążeniami prawicy. „Jedni chcą do przodu, a inni nie chcą do tyłu” – pisze Czapliński i dodaje: „sami sobie jesteśmy kulą u nogi”.

Diagnozy stawiane za poprzednich rządów przy niewielkiej korekcie pozostają aktualne. Plan Morawieckiego to XIX-wieczna utopia modernizacyjna, XIX-wieczna, powtórzę, i pozytywistyczna. Towarzyszy jej potężny regres w sferze mitów, symboli i wartości. Grzechem poprzedniej władzy było niedocenianie roli twórców i pracowników kultury. Dziś obserwujemy oczywisty, centralnie planowany zwrot ku kulturze upadłego, epigońskiego romantyzmu – kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk jako nowy mesjanistyczny mit mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżonych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu.

Znamienne, iż to, co łączy niedokończony kongres z 81 roku z dzisiejszym zgromadzeniem, to – oprócz miejsca – zdecydowana ambicja niezależności. Dwa obiegi kultury PRL i stanu wojennego dziś wzrastają w zgodzie z gombrowiczowską szyderczą symetrią: kultura państwowo-kościelna i – dodajmy – wojskowo-myśliwska czerpie z opozycyjnej piosneczki narodowej lat 80. Krytyczna, niejednorodna, otwarta – to ta, na rzecz której zgromadził się dzisiejszy kongres. Okrzyk „Tu jest Polska!” – przyznam, szczerze mi obrzydł. Wierzę, że nie będzie dzisiaj wznoszony.

Zaklęty krąg – czy też antynomiczny dryf – to jednak coś jeszcze, poza walką postępu z wstecznictwem. To zdobywanie i utrata, zwarcie szeregów wspólnoty i rozsypywanie się, niweczenie – więzi, marzeń, dokonań. Nie mam wątpliwości, że trwała nasza niezdolność do modernizacji ma źródło w sferze fantazmatycznej, w kulturze przywiązania zbiorowej nieświadomości do bólu, którego źródeł dotykamy z największym trudem, po omacku. Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia, musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody, a nawet, proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną. Wspaniała książka „Polski węgiel”, wydana przez KP, dała mi wiele inspiracji do myślenia o aktualności holistycznej wizji „kuźni natury”, stworzonej przez niemieckich romantyków. Polski romantyzm: antropocentryczny, narodowy i chrystianistyczny skupiał się na czym innym. A szkoda.

Z rozmaitych moich przemyśleń prowadzonych po roku ’89 ważne zdaje mi się teraz skupienie na oświeceniowej idei Bildung. Edukacja młodego człowieka – nie tylko chłopca – skorygujmy – formująca osobowość poprzez kulturę i sztukę towarzyszyć miała nauce zawodu i kształtowaniu postaw społecznego zaangażowania. Prawdziwe oświecenie, demokratyzacja kultury, kształcenia nie księcia, ale ludu – narodu – to spadek myśli mieszczańskiej, ideał racjonalistycznej edukacji człowieka. Niepokojąca formuła Goethego – umrzyj i stań się – oznacza wieczną przemianę, możność odklejenia osobowości od ograniczeń nierównego startu, ale i traumatyzujących doświadczeń minionych pokoleń. Nie oznacza to zapomnienia, wręcz przeciwnie. Pamięć bólu i realność tego, co czyniono innym i nam, co widzieliśmy i stale widzimy – to nie może zostać zamazane. Ucząc młodych ludzi rozumienia, uczymy ich wyrastania ponad siebie jako odruchu etycznego i empatycznego.

Przed nami trudne lata, wiem o tym. Ale „Księgi Jakubowe” Olgi Tokarczuk już zostały napisane, istnieją. Odnowicielska wizja historii formuje moje nadzieje na przyszłość. Jestem przekonana, że otwarcie zbiorowej pamięci, przemiana żałoby w empatię, odrzucenie „przedkrytycznej zgody na technicyzację humanistyki” – to praca z dziećmi, z młodymi ludźmi, jaka musi się odbyć i się odbędzie w tych najbliższych, trudnych latach.

Czytaj też: Wbrew medialnym doniesieniom Jan Maria Tomaszewski nie został zwolniony z Telewizji. Według wersji oficjalnej jest na urlopie wypoczynkowym.

newsweek.pl

„Walczący”z układami Kaczyński, sam jest twórcą gigantycznego układu. O tym jak jego środowisko JK uwłaszczyło się na majątku publicznym.

MON zbiera dane o obcokrajowcach w Polsce. „W związku z zagrożeniem terrorystycznym”

29.05.2017

Głosowanie nad wotum nieufności dla ministra obrony w rządzie PiS Antoniego Macierewicza. 42. Posiedzenie Sejmu VIII Kadencji, Warszawa, 24 maja 2017© Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Głosowanie nad wotum nieufności dla ministra obrony w rządzie PiS Antoniego Macierewicza. 42. Posiedzenie Sejmu VIII Kadencji, Warszawa, 24 maja 2017

 

Wojewoda zachodniopomorski na polecenie Ministerstwa Obrony Narodowej zbiera informacje o osobach innej narodowości, w tym z polskim obywatelstwem. Jak tłumaczy MON, ma to zapewnić bezpieczeństwo obywatelom.

Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast w województwie zachodniopomorskim muszą przekazać wojewodzie dane o mieszkających na ich terenach osobach innej narodowości, także tych, którzy mają polskie obywatelstwo – informują „Fakty” TVN.

Wojewoda zachodniopomorski otrzymał takie polecenie z ministerstwa obrony narodowej. – Czymś naturalnym jest, że państwo powinno posiadać informacje na temat cudzoziemców przebywających na terenie Rzeczpospolitej. Czymś naturalnym jest, że biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację w Unii Europejskiej, sytuację związaną również z zagrożeniem terrorystycznym, takie dane muszą być dostępne dla urzędów wojewódzkich i administracji państwowej – mówił dziś w „Jeden na jeden” w TVN24 wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk.
MON o poprawności politycznej 

– Nie możemy zapominać o tym, że sprawcy zamachów w ostatnich latach, były to osoby, które przyjechały tutaj w ramach nielegalnej migracji albo te, które w kolejnym pokoleniu w Europie mieszkały. Niemówienie o tym jest złą poprawnością polityczną. Państwo musi zbierać pewne informacje, po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom – dodaje minister.

Opozycja jest jednak innego zdania. „Sprawdzanie w ten sposób obywateli polskich to skandal” – skomentował na Twitterze były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Były szef MON podkreślił również, że spisy powszechne, na które powołuje się resort, są anonimowe.

msn.pl

„Parodia polskiego mesjanizmu” – były polityk PiS o antyunijnej grze rządu Szydło

As, 29.05.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,21878783,video.html?embed=0&autoplay=1
Wg Pawła Kowala, za emocjonalnym wystąpieniem Beaty Szydło w Sejmie stoi wyłącznie polityka wewnętrzna. Zdaniem b. wiceszefa MSZ, premier wyzywała, by „Europa wstała z kolan”, bo PiS chce zniechęcić Polaków do UE.

Paweł Kowal przyznał w TOK FM, że głośne wystąpienie Beaty Szydło było dla niego „parodią polskiego mesjanizmu”.

Szefowa rządu w środę grzmiała w sejmowej mównicy, by Europa powstała z kolan, obudziła się z letargu. Bo inaczej, „będzie opłakiwać swoje dzieci”.

Według Kowala, przemówienie Beaty Szydło nie zrobiło w Europie wielkiego wrażeniami na nikim, spoza kręgu zdeklarowanych eurosceptyków. I nie było dedykowane Europie, tylko Polsce.

Niebezpieczna gra

Jak tłumaczył były wiceminister spraw zagranicznych w „Poranku Radia TOK FM”, rząd PiS zdecydował się na podgrzanie emocji wokół sprawy uchodźców wyłącznie do celów polityki wewnętrznych.

– Moim zdaniem, chodzi o to, by schłodzić proeuropejskie nastroje. Bo jak słychać z kręgów liderów prawicowych, cały problem z nawigowaniem polityką wewnętrzną polega na tym, że Polacy nadmiernie są za Unią Europejską. I jeśli Polacy byliby mniej prounijny, to byłoby trochę lepiej dla rządu.

Kowal nie pochwala rządowej taktyki. – To gra niebezpieczna, bo to kwestia bezpieczeństwa.  Ta taktyka nie bezie skuteczna, bo Polacy są bardzo „za” Unią Europejską, nie dadzą sobie tego odebrać – uważa były wiceszef MSZ Paweł Kowal.

„Propagandowa brednia”, „nauczycielski ton”. Cimoszewicz i Kowal ostro o słowach Beaty Szydło>>

Zobacz także

tok FM

Jacek Żakowski

Rubikon Beaty Szydło. Czy Pani jeszcze nie pojęła, że Polska nie jest samotną planetą?

28 maja 2017

Premier rządu PiS Beata Szydło

Premier rządu PiS Beata Szydło (Geert Vanden Wijngaert (AP Photo/Geert Vanden Wijngaert))

Droga Pani Beato, Szanowna Pani Premier, niech Pani już sobie pójdzie. Niech Pani przestanie dewastować powagę urzędu premiera RP i niszczyć, kompromitować, degenerować siebie, nas, Polskę, Europę, zachodnią wspólnotę, naszą przyszłość.

500+, wyższe minimalne płace i emerytury, bezpłatne posiłki w szkole i dentysta dla uczniów – to Pani zasługi. Ale co poza tym Pani robi i mówi? Zostawmy łamanie konstytucji. Tu ma Pani prosty interes. Zostawmy dewastowanie Polski od armii po lasy. Tam interesy mają Pani koledzy…

wyborcza.pl

Awantura o „Klątwę”. W jakiego Boga wierzy ktoś, kto krzyczy „Koniec wesela, wracajcie do Izraela”?

Witold Mrozek, 28 maja 2017

PRZEMEK WIERZCHOWSKI

Co pozostaje? Nacisk na samorządy, by strzegły autonomii podległych sobie instytucji. Oraz przekonanie, że większość Polek i Polaków wcale nie chce, by o tym, co mogą oglądać czy czytać, decydowali pospołu ksiądz ekstremista z faszyzującym bojówkarzem.

W jakiego Boga wierzy ktoś, kto krzyczy na przemian: „Ave Christus Rex!” („Niech będzie pozdrowiony Chrystus Król!”) i „Koniec wesela, wracajcie do Izraela!”?

W sobotę działacze m.in. ONR, Młodzieży Wszechpolskiej i Krucjaty Różańcowej próbowali zablokować pokaz „Klątwy” Olivera Frljicia w warszawskim Teatrze Powszechnym. Chcieli otoczyć teatr i nie wpuścić widzów do środka. Na antysemickie okrzyki wznoszone przez narodowców demonstrujący obrońcy teatru odpowiadali: „Jezus Chrystus nie był biały!” czy piosenką „Wszyscy Polacy to jedna rodzina” – przyczynek do dialogu w czasach, gdy disco polo jest oficjalną muzyką wspierającej skrajną prawicę publicznej telewizji.

Humor nie zadziałał. „Śmierć wrogom Ojczyzny!” – to brzmi poważnie. Komu się grozi, krzycząc tak w twarz pracownikom teatru i wchodzącym widzom? „Krzyż do góry, różaniec w dłoń – targowiczan goń, goń, goń!” – wołał ksiądz obecny na demonstracji. Ale zapowiadany „różańcowy szturm” szybko zamienił się w obrzucanie teatru i ulicy racami, przepychanki, wreszcie pobicie jednego z kontrdemonstrantów i rozlanie w foyer Powszechnego żrącej substancji, którą pracownice teatru zostały poparzone. Na szczęście niegroźnie.

>> Narodowcy atakują „Klątwę”. Dyrektor Teatru Powszechnego: Nie wycofamy się, teatr musi grać

To był test obywatelskiej odwagi. Obrońcy wolności słowa znaleźli się w trudnej sytuacji – pomiędzy teatrem zabezpieczonym ogrodzeniem i policyjnym kordonem a napierającym agresywnym tłumkiem narodowców.

Manifestację obrońców zorganizowali Obywatele Solidarni w Akcji. Stanął z nimi front środowisk liberalnych oraz lewicowych i mieszkańców Warszawy. Przemawiali m.in. poseł Krzysztof Mieszkowski z Nowoczesnej, działacze KOD-u, Razem i Inicjatywy Polskiej. Wreszcie Filip Ilkowski z Pracowniczej Demokracji, który rzucił: „Nie ma powrotu do palenia książek, a to jest wasza tradycja!”.

Ilkowski nie przesadził. Organizatorzy „oblężenia” od początku nie ukrywali, że ich zamiarem jest przemoc i unicestwienie sztuki siłą. Stąd słuszna decyzja prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz o zdelegalizowaniu demonstracji. Niestety – uchylona przez sąd w imię prawa do zgromadzeń.

Czym innym jednak są święte obywatelskie prawa – wolność słowa, zgromadzeń czy prawo do praktykowanej dotychczas modlitwy przed teatrem, a czym innym – otwarte nawoływanie do linczu, by „katolicy wzięli sprawę w swoje ręce” i, jak krzyczano, „zastąpili organy państwa”. Promujące „oblężenie” strony w mediach społecznościowych pełne były nawoływań do agresji.

W tym miejscu należałoby zaapelować do ministra spraw wewnętrznych o zdecydowane przeciwdziałanie przemocy, a ministra kultury wezwać do jasnego opowiedzenia się za wolnością twórczą. Niestety, Mariusz Błaszczak sam buduje swój kapitał polityczny na podsycaniu nienawiści i ksenofobicznych nastrojów. Piotr Gliński zaś nie tylko zaczął swoje rządy od prób cenzury, ale jest również zakładnikiem skrajnych środowisk, które co chwila dyscyplinują go za nie dość szybką „odbudowę polskiej kultury” – jakby wczoraj skończyła się hitlerowska okupacja.

Co pozostaje? Obywatelski pokojowy opór i nacisk na samorządy, by strzegły autonomii podległych sobie instytucji. Oraz przekonanie, że większość Polek i Polaków wcale nie chce, by o tym, co mogą oglądać czy czytać, decydowali pospołu ksiądz ekstremista z faszyzującym bojówkarzem. Dotyczy to także tych przywiązanych do katolicyzmu, a nawet części tych, którzy głosowali na PiS.

„Ludzi dobrej woli jest więcej” – to też śpiewano wczoraj przed Powszechnym.

wyborcza.pl

PONIEDZIAŁEK, 29 MAJA 2017

Soloch: Również przed koncertem w Manchesterze nie moglibyśmy powiedzieć, że na pewno nic nam nie grozi

09:21

Soloch: Również przed koncertem w Manchesterze nie moglibyśmy powiedzieć, że na pewno nic nam nie grozi

Również i przed koncertem w Manchesterze nie moglibyśmy powiedzieć, że na pewno nic nam nie grozi. Od tego są nasze służby, żeby takim zagrożeniom zapobiegać – mówił Paweł Soloch w Porannej rozmowie w RMF FM, pytany o bezpieczeństwo na imprezach masowych w Polsce. Jak dodał:

„Są przepisy, które regulują kwestie związane z imprezami masowymi, mamy pewne doświadczenia – już w zasadzie od Euro 2012 – i do tej pory ten system działał dobrze, był szczelny. Oczywiście wynikało to również z tego, że Polska do tej pory nie była pierwszorzędnym celem dla ataków terrorystycznych – bo o tych zagrożeniach mówimy”

Nie należy być fatalistą i mówić, że zawsze musi być ten pierwszy raz, natomiast oczywiście musimy być gotowi, po to ćwiczą nasze służby, ale po to jest też współpraca służb specjalnych, wywiadu, wymiana informacji, żeby takim zagrożeniom zapobiec – dodał szef BBN.

08:54

Karczewski: Nic nie wskazuje na to, żeby Szydło podała się do dymisji

Beata Szydło jest wspaniałym premierem i nic nie wskazuje na to, żeby premier podała się do dymisji. Świetnie pracuje. Na pewno są lepsi i gorsi [ministrowie]. Wszyscy pracują bardzo dużo – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:49

Karczewski o kongresie PiS: Będzie podsumowaniem dobrych 2 lat. Będziemy też mówić, co na następne 2 lata

[Kongres PiS 1 lipca] będzie podsumowaniem dobrych 2 lat. Również będziemy mówić, co na następne 2 lata, ale o tym, co chcielibyśmy zrobić i jakie zmiany chcielibyśmy wprowadzić w następnej kadencji. Powiemy również jak przygotowujemy się i jakie będą nasze priorytety w kampanii samorządowej, bo do tej kampanii się przygotowujemy. To będzie podsumowanie tego, co zrobiliśmy, przedstawienie naszych osiągnięć, mówienie też o błędach, bo każdy kto pracuje, operuje, rządzi popełnia jakieś błędy i będziemy mówić o tym, co zamierzamy – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:43

Karczewski: 11 listopada chyba nie jest najlepszym dniem do przeprowadzenia referendum

Jestem umówiony z prezydentem. W innej sprawie, ale o tej sprawie [referendum] też będę rozmawiał. Będziemy rozmawiać i zapytam się, jakie przewiduje pytania, jak dużo pytań, bo pojawiła się informacja i wypowiedź, że powinno być kilkanaście pytań, to sam jestem przeciwny. Po drugie, żeby przeprowadzić bardzo dogłębne konsultacje społeczne, żeby nie tylko obywatele, ale również konstytucjonaliści, eksperci i politycy wzięli w tym udział – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

11 listopada to pomysł dobry, ale czy świetny to nie wiem. 11 listopada chyba nie jest najlepszym dniem do przeprowadzenia referendum. Tak mi się wydaje. Może prezydent ma jeszcze argumenty, które przekaże – dodał marszałek Senatu.

08:35

Karczewski: Ja nie podałbym się do dymisji. Obowiązkiem Zielińskiego jest wyjaśnienie tej sprawy

Opinie opozycji są insynuacjami. Nie można w ten sposób, jeżeli ie mają żadnych dowodów ani informacji, nie można w ten sposób. Minister Kempa powiedziała, że z jednej ze spraw wystąpi do prokuratury – mówił Stanisław Karczewski w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„Konsekwencje zostały wyciągnięte w stosunku do osób, które za to odpowiadały. Odpowiedzialność polityczna jest wtedy, gdy jest wina polityka (…) Natychmiast w chwili podjęcia wiedzy zostały wyciągnięte konsekwencje i została powołana komisja”

Ja [na miejscu Zielińskiego] nie podałbym się do dymisji. Jest obowiązkiem ministra Zielińskiego wyjaśnienie dogłębne tej sprawy – dodał marszałek Senatu, podkreślając, że sprawa musi zostać wyjaśniona.

08:01

Dworczyk: Wokół parlamentarzystów pojawiają się osoby, które są związane z WSI

Myślę, że najlepiej zapytać bezpośrednio ministra Macierewicza, natomiast oczywiste jest jedno: wokół parlamentarzystów, również klubu Kukiz, pojawiają się osoby, które są związane z WSI, a minister Macierewicz jest osobą, która ma duży temperament polityczny. Wystarczy prześledzić materiały w internecie i każdy może sobie wyrobić opinię [na pytanie o związki klubu Kukiz ’15 z WSI]. Ja tej wiedzy precyzyjnej nie posiadam, dlatego ograniczę się, aby każda zainteresowana osoba zrobiła research w internecie – stwierdził Michał Dworczyk w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

07:50

Dworczyk: PO jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, żeby straszyć obywateli PiS-em

Mam wrażenie, że zwykle cytowana jest nie całość informacji zawartych w tym piśmie, a po drugie w urzędzie wojewódzkim niewłaściwie zostały rozłożone akcenty. Tu chodzi przede wszystkim o osoby innej narodowości, które nie posiadają obywatelstwa polskiego bądź posiadają kartę stałego pobytu. Jest czymś naturalnym, że państwo powinno posiadać informacje nt. cudzoziemców przebywających na terenie RP, że biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację w UE, również związaną z zagrożeniem antyterrorystycznym, takie dane muszą być dostępne dla urzędów wojewódzkich i administracji publicznej – mówił Michał Dworczyk w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak dodał:

„Wiedza o narodowości obywateli też nie jest żądnym tematem tabu. Sprawdzamy ją przy każdym spisie powszechnym i wydaje mi się, że uciekanie od takich pytań i tematów, zwłaszcza w kontekście tego, co się dzieje w UE, nie możemy zapominać o tym, że sprawy zamachów w ostatnich latach, były to osoby albo te, które przyjechały w ramach nielegalnej imigracji, albo te, które w kolejnym pokoleniu w Europie mieszkały. Niemówienie o tym jest złą poprawnością polityczną”

Jego zdaniem Sławomir Nitras próbuje dyskredytować instytucje państwa, podważając wiarę obywateli w to, że instytucje państwa działają dla dobra obywateli. – Rozumiem, że PO jest w stanie zrobić absolutnie wszystko, żeby straszyć obywateli PiS-em, ale fakty są takie, że pańswo musi zbierać pewne informacje po to, żeby zapewnić bezpieczeństwo obywatelom – dodał.

Dworczyk komentował w ten sposób wczorajszy materiał „Faktów” TVN. Telewizja podała, iż wojewoda zachodniopomorski – jak mówią urzędnicy – na polecenie ministra obrony narodowej skierował pismo do wójtów burmistrzów i prezydentów miast. A w nim, powołując się na ustawę o zarządzaniu kryzysowym, prosi o informacje o osobach innych narodowości posiadających obywatelstwo polskie oraz posiadających inne obywatelstwo i zezwolenie na pobyt na terytorium Polski.

300polityka.pl

PONIEDZIAŁEK, 29 MAJA 2017

STAN GRY: Olechowski: PO pokazała niepewność co do wartości, Szułdrzyński: Pogubiona PO w zadyszce, Fakt: 8 ciał w jednej trumnie

300LIVE: Karczewski o dymisji Szydło, krytycznie o referendum 11 listopada, kongresie PiS, Dworczyk o pojawianiu się osób z WSI, polityczny plan dnia: http://300polityka.pl/live/2017/05/29/

ZBUDUJMY POMNIK ZBIGOWI – Adam Michnik w rozmowie z Maciejem Stasińskim w GW: “Ale Polska i demokracja w ogóle bardzo wiele mu zawdzięczają. Choć nie był „żołnierzem wyklętym”, zadbałbym, by w Warszawie stanął jego pomnik”.

MICHNIK O KOLACJI Z KIsSINGEREM, KURONIU, GARIBALDIM I BRZEZIŃSKIM: “Kiedyś w 1990 r. spotkałem Kissingera w Warszawie na kolacji u ambasadora USA Johna Daviesa. Byli Helena Łuczywo, Bronisław Geremek i Jacek Kuroń. Mówię do niego: „Pan się utożsamia z Metternichem. Ale przy całym swoim realizmie Metternich nie był w stanie przewidzieć, że pojawi się ktoś taki jak Garibaldi. A pan? Bo siedzi tu przed panem Garibaldi” – i wskazuję na Kuronia. Natomiast Brzeziński zawsze wiedział, że Garibaldi jest możliwy. Miał bardzo emocjonalny stosunek do Armii Krajowej i przyjaźnił się blisko z Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Zresztą ja poznałem Brzezińskiego przez Nowaka”. http://wyborcza.pl/7,75968,21874214,adam-michnik-niech-w-warszawie-stanie-pomnik-brzezinskiego.html

PO POKAZAŁA NIEPEWNOŚĆ CO DO WARTOŚCI – Andrzej Olechowski w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “PO pokazała niepewność co do wartości, na których jest oparta. Tak jakby pan Schetyna chciał wracać do POPiS. (…) U podłoża dzisiejszej histerii w sprawie uchodźców była chwiejność rządzącej wówczas PO. Początkowo Polacy byli otwarci na uchodźców, a dziś w sposób nieracjonalny boją się ich, ponieważ ich lęki zostały podbite przez polityków PO i PiS”.

PO MNIE OBRAŻA BARBARZYŃSKĄ POSTAWĄ WS UCHODŹCÓW – dalej Olechowski: “Mam to w nosie! Jestem poruszony, nawet obrażony tym, że jedna z dwóch partii, które reprezentują moją rodzinę, jest w stanie przyjąć postawę tak odległą od fundamentalnych wartości chrześcijańskich i europejskich. PO obraża mnie taką barbarzyńską postawą w sprawie uchodźców”.

NIE SPOSÓB DZIŚ PRZEWIDZIEĆ STANOWISKA PO – jeszcze Olechowski: “Z eklektyczności członków ugrupowania, różnic ideowych i populizmu. Dziś nie sposób już przewidzieć stanowiska PO w żadnej sprawie, z wyjątkiem tego, że jeśli PiS powiedziałby, że coś jest białe, to PO stwierdziłaby, że jest czarne”. http://www.rp.pl/Polityka/305289902-Andrzej-Olechowski-PO-nie-ma-racji-co-do-uchodzcow.html

RUBIKON BEATY SZYDŁO – Jacek Żakowski w GW: “Kelner i górnik mogą tego nie wiedzieć, bo się zajmują czym innym. Premier nie ma tego prawa. Ma obowiązek objaśniać świat współzależności innym. A jeśli zamiast mówić swoim rodakom prawdę, cynicznie pasie ich nieracjonalne lęki, ściąga na nich śmiertelne zagrożenie, popycha do niechrześcijańskiej i niepolskiej obojętności na cierpienie innych – traci moralne prawo, by sprawować przywództwo. Pani ten Rubikon właśnie przekroczyła”. http://wyborcza.pl/7,75968,21878343,rubikon-beaty-szydlo.html

8 CIAŁ W TRUMNIE GENERAŁA – FAKT na jedynce: “Nie ma końca bólu rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Wyniki ekshumacji generała Bronisława Kwiatkowskiego są tak szokujące, że trudno w nie uwierzyć. Jak ustalił Fakt, w jego trumnie spoczywały szczątki jeszcze siedmiu innych ofiar katastrofy! A przecież przed siedmiu laty ówczesne władze zapewniały rodziny, że wszystko jest w porządku, że Rosjanie dochowali szczególnej staranności”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/osiem-cial-w-trumnie-generala-kwiatkowskiego/tcqnz26

KONIEC PIT I CIT – jedynka DGP: “Ministerstwo Finansów chce przygotować trzy nowe ustawy: jedną dotyczącą opodatkowania działalności gospodarczej, drugą – o podatku od wynagrodzeń, rent itp., trzecią dotyczącą zysków kapitałowych. Zastąpią one dzisiejsze przepisy o podatku dochodowym od osób fizycznych i prawnych. Poinformował o tym wiceminister finansów Paweł Gruza w piśmie do Jerzego Meysztowicza, przewodniczącego sejmowej komisji gospodarki i rozwoju. Pismo dotyczy strategii podatkowej rządu. Nie wiadomo, kiedy zmiany miałyby wejść w życie. Z pisma wynika, że chodzi o dłuższą perspektywę”. http://gospodarka.dziennik.pl/podatki/artykuly/550931,pit-cit-podatki-resort-finansow.html

EURO ODJEŻDŻA, NA RAZIE BEZ NAS – Jędrzej Bielecki na jedynce RZ: “Niemcy tak przestraszyły się wyniku Marine Le Pen, że idą naprzeciw planom Francji pogłębienia unii walutowej”.

— PiS 33,5, PO 26, Kukiz 14, Nowoczesna 8, SLD 6, PSL 4 – SONDAŻ RZ.

DOBRY HUMOR KACZYŃSKIEGO, POGUBIONA PLATFORMA – Michał Szułdrzyński w RZ: “Wystarczy, by partia Kaczyńskiego w najbliższych tygodniach unikała poważniejszych błędów, a zapewni sobie solidną przewagę aż do jesieni. Za to jeśli opozycja, a szczególnie PO, chce rzucić PiS rękawicę, powinna szybko przejść do ofensywy. Ale pogubiona Platforma nie wygląda na partię, z której są teraz w stanie wyjść jakieś twórcze pomysły. Zadyszka PO, przetasowania kadrowe w KOD oraz kurs w lewo Nowoczesnej sprawiają, że prezes PiS może ze spokojem czekać na kolejne sondaże”. http://www.rp.pl/Komentarze/170529025-Michal-Szuldrzynski-Dobry-humor-Kaczynskiego.html

MARIUSZ BŁASZCZAK W RZ O UCHODŹCACH: “Włochy nie dały nam nawet możliwości przesłuchania ludzi wskazanych do relokacji, a żadna ze wskazanych przez służby greckie osób nie spełniła standardów, mogących zagwarantować bezpieczeństwo Polsce i Polakom”. http://www.rp.pl/Publicystyka/305289954-Mariusz-Blaszczak-Decyzja-o-uchodzcach-byla-zgodna-z-prawem.html

MAMY ROBOCZĄ WERSJĘ – Małgorzata Wassermann w rozmowie z GPC: “Mamy roboczą wersję. Pewne wątki składają się w całość. Ale musimy jeszcze poczekać na informacje, które przyniosą kolejne przesłuchania. Jesteśmy mniej więcej w połowie pracy”. http://gpcodziennie.pl/64534-zeznaniaslawomiranowakamijajasiezprawda.html

RYSZARD CZARNECKI O POPRAWNOŚCI NAKAZUJĄCEJ MILCZENIE WS ISLAMU – pisze w GPC: “Europa zamieszkana wciąż jeszcze w większości przez wyznawców Chrystusa jest marzeniem przede wszystkim wyznawców, głównie młodych, proroka Mahometa. To wyraźnie widać w obozach dla uchodźców na szeroko rozumianym Bliskim Wschodzie. Ale mam wrażenie graniczące z pewnością, że zachodnioeuropejska poprawność polityczna nakazuje w tej sprawie milczenie”.  http://gpcodziennie.pl/64511-siedemmitowoimigrantach.html

TSUNAMI UMORZEŃ – GW O AUDYCIE: „Tsunami niegospodarności”, marnotrawstwa, lekceważenia nie ominęło Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – grzmiała w Sejmie Beata Kempa, obecna szefowa KPRM. Po audycie rządów PO-PSL jej kancelaria złożyła do prokuratury trzy zawiadomienia. Dotyczą „nieprawidłowości przy likwidacjach sprzętu komputerowego i teleinformatycznego w 2013 r”, „nieprawidłowości związanych z finansowaniem w latach 2011-12 podyplomowych studiów na kierunku menedżerskim na kwotę 75 tys. zł czterem pracownikom” i „gospodarowania nieruchomościami przy ul. Grzesiuka”. Wszystkie sprawy umorzono”. http://wyborcza.pl/7,75398,21877734,pis-robi-audyt-rzadow-po-psl-mialo-byc-tsunami-niegospodarnosci.html

PIS: PIENIĄDZE I SPÓŁKI – Agata Kondzińska i Iwona Szpala w GW: “PiS nie zajmuje się tylko polityką. Działacze i przyjaciele partii szykują też projekt 190-metrowego wieżowca w Warszawie za pół miliarda złotych, wynajmują liczne nieruchomości, przymierzają się do budowy domków jednorodzinnych na Podlasiu i obracają setkami tysięcy złotych”.

GW O IZRAELSKIEJ SPÓŁCE I SIEDZIBIE PIS: “Metropol szuka kupca na Nowogrodzką. Lokalizacja niby dobra, ale zakup siedziby prezesa to ryzyko – mówi osoba zajmująca się nieruchomościami”.

ŁĄCZNIKIEM DO PREZESA WCHODZI KOORDYNATOR – jeszcze Szpala i Kondzińska: “Wracamy na Al. Jerozolimskie, gdzie Srebrna ma budynek – dawną siedzibę „Expressu”. Można stamtąd przejść szklanym łącznikiem do siedziby PiS przy Nowogrodzkiej. To strategiczna droga, w partii jest nawet osoba odpowiedzialna za klucze do łącznika. Bo tędy można przyjść do prezesa niezauważonym. Z tej drogi korzysta np. koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński”. http://wyborcza.pl/7,75248,21877793,pis-pieniadze-i-spolki-tak-powstawalo-imperium-i-czesc-cyklu.html

NADCHODZI EPOKA NISKICH EMERYTUR – Marek Chądzyński i Grzegorz Osiecki w DGP: “Głównym powodem dużych dysproporcji między emeryturami wyliczanymi według starych i nowych zasad jest fakt, że w starym systemie zostało już niewiele osób i z reguły świadczenia, które im przysługują, są sporo wyższe. Największą grupę stanowią górnicy, średnia przyznana im w 2016 r. emerytura wynosiła 3148 zł. Ta grupa będzie się stopniowo wykruszać”. http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/1046226,emerytury-z-nowgo-systemu-emerytalnego-wysokosc.html

GÓRNICY ZNÓW WYJDĄ NA ULICĘ – DGP: “– Dziwię się, że rząd przez tyle miesięcy sprawy nie rozwiązał, bo ten protest rozleje się szerzej. Są przecież inne górnicze problemy, których dłużej pudrować się nie da – mówi DGP Wacław Czerkawski, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Górników w Polsce. Protest ma się odbyć w stolicy na przełomie czerwca i lipca. Na początku przyszłego miesiąca związkowcy mają ustalać szczegóły. ZZG ma wsparcie górniczej Solidarności”. http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/1046229,gornicy-emeryci-protest-warszawa-deputat-weglowy.html

300polityka.pl

„Wiadomości” mdleją z zachwytu: Szydło na ustach całego świata. No to sprawdzamy

tps, 28.05.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,21858402,video.html?embed=0&autoplay=1
Internauci z różnych krajów świata szeroko komentują ostatnie sejmowe wystąpienie premier Beaty Szydło – obwieściły w niedzielę „Wiadomości” TVP. Zaczęliśmy gorączkowo przeszukiwać internet.

W minioną środę Beata Szydło wygłosiła w Sejmie przemówienie wymierzone w imigrantów. Szefowa rządu miała wówczas bronić przed odwołaniem swojego ministra obrony Antoniego Macierewicza, jednak ku zdziwieniu wielu nagle nawiązała do niedawnego zamachu w Manchesterze. – Dokąd zmierzasz Europo? Powstań z kolan i obudź się z letargu, bo w przeciwnym razie będzie opłakiwała swoje dzieci – grzmiała premier.

„Wiadomości” twierdzą, że to wystąpienie Szydło odbiło się „szerokim” echem w internecie. – Jej słowa o europejskich elitach i kryzysie imigracyjnym spowodowały, że wielu stawia dziś Polskę jako wzór – przekonywał Michał Adamczyk, prowadzący program. Jak wielu? Wyniki naszego małego śledztwa nie pozostawiają złudzeń.

Trudne poszukiwania

Według „Wiadomości” dowody popularności słów polskiej premier to: jedno wideo pewnych amerykańskich blogerek, kilka filmów z tłumaczeniem przemówienia na inny język, trzy anonimowe wpisy na Twitterze oraz dwie strony internetowe przedstawione jako „prasa”.

Na początek próbujemy odnaleźć film amerykańskich blogerek. Sama redakcja „Wiadomości” nam w tym niespecjalnie pomaga, bo podpisano je jedynie jako „youtube.com” – bez podania dokładnej nazwy kanału.

Na YouTube wpisujemy więc do wyszukiwarki słowa „polish prime minister” („polska premier”), ale jedyne podpowiedzi, jakie tam otrzymujemy, to „accident” i „car accident”, czyli „wypadek” oraz „wypadek samochodowy”. Mimo to nie poddajemy się i naciskamy enter: wtedy pojawiają nam się cztery klipy z przetłumaczonym przemówieniem Szydło. Ale żaden z nich nie jest poszukiwanym filmem blogerek. Wszystkie mają w sumie ok 50 tysięcy wyświetleń.

Dopiero kiedy przypadkiem klikamy w kolejny link, odnajdujemy materiał wykorzystany w „Wiadomościach”. Jego autorkami są siostry z kanału, który ma łącznie niewiele ponad 5 tysięcy fanów, a sam film wyświetlono jak na razie… 19 tysięcy razy [taki wynik był w niedzielę wieczorem, tuż przed emisją „Wiadomości” – red.].

Dla porównania, najpopularniejszy vloger w Polsce SA Wardega zgromadził na YouTube prawie 3,5 miliona fanów, a wyświetlenia jego filmów liczy się w milionach. W przypadku twórców z USA te liczby są jeszcze większe.

Kolejny „dowód”, któremu się przyjrzeliśmy, to wspomniana w materiale „prasa we Francjii na Wyspach Brytyjskich”. Do postawienia tezy, że media w tych krajach szeroko komentują słowa Szydło „Wiadomościom” wystarczyły zaledwie dwie strony internetowe. Chodzi o „Boulevard Voltaire” z Francji (magazyn internetowy) oraz brytyjski, konserwatywny tabloid „Sunday Express”.

Nie są to jednak najbardziej opiniotwórcze media nad Sekwaną i Tamizą. O innych, bardziej znanych tytułach z zagranicy „Wiadomości” już jednak nie wspominają.

gazeta.pl

Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu

Posiedzenie wyjazdowe PiS

Posiedzenie wyjazdowe PiS Fot. Mirosław Maciąg / Agencja Gazeta

Posłowie Prawa i Sprawiedliwości tłumnie stawili się w Strachocinie, miejscowości, z której pochodził św. Andrzej Bobola. Posiedzenie klubu zdaje się być jednak tylko pretekstem do wyjazdu.

Posiedzenie wyjazdowe oficjalnie miało dotyczyć przyspieszenia rozwoju Podkarpacia. Parlamentarzyści rozmawiali m.in. o drodze ekspresowej Via Carpathia, odbudowie przemysłu naftowo-gazowniczego i inwestycjach sportowo-turystycznych w Bieszczadach.

Wszystkie zdjęcia
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
  • Parlamentarzyści PiS na pielgrzymce u św. Andrzeja Boboli. Tak bawili się na Podkarpaciu
 

gazeta.pl

„Lepper nie popełnił samobójstwa”

Eliza Olczyk, Rzeczpospolita, 28.05.2017

To jest wina Aleksandra Kwaśniewskiego, że lewica jest dziś słaba i nie przekształciła się w odpowiednim czasie w nowoczesną socjaldemokrację.

Plus Minus: Pana kariera polityczna zaczęła się w 1989 roku w Sejmie kontraktowym, do którego wszedł pan z listy PZPR, a zakończyła w 2007 roku, gdy przestał pan być ministrem budownictwa w rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Przeszedł pan ciekawą drogę.

Andrzej Aumiller: W 1989 roku byłem działaczem w Naczelnej Organizacji Technicznej i to od niej dostałem propozycję, żeby wystartować do Sejmu, ale jako szeregowy członek partii mogłem wystartować tylko z list PZPR. Towarzysze partyjni nie traktowali mnie poważnie. Miałem być tzw. zającem, zdobywać głosy dla innych. Tymczasem pokonałem członków KW PZPR, dwóch profesorów i znanego dyrektora fabryki mebli i zdobyłem mandat. Uważam, że Sejm kontraktowy był najlepszy ze wszystkich. I wielka szkoda, że został rozwiązany.

Dlaczego?

Wszyscy, którzy zasiadali w Sejmie kontraktowym, chcieli naprawy Polski. Przygotowaliśmy prawo celne, bankowe, ustawę o policji. Gdybyśmy zdążyli to wszystko uchwalić, to nie byłoby afer, wyłudzeń, przemytów. Państwo inaczej by wyglądało. To prawda, że Wojciech Jaruzelski został prezydentem, ale to nie był nasz największy problem. Prawdziwym nieszczęściem, które się wydarzyło w tamtym Sejmie, była likwidacja państwowych gospodarstw rolnych.

Pan związał się z lewicową Unią Pracy Ryszarda Bugaja. A przecież był pan gospodarczym liberałem, a pod względem światopoglądowym człowiekiem konserwatywnym. Jak się pan odnajdywał w UP?

Unia Pracy to była wspaniała partia. Mieliśmy wybitnych działaczy, tj. prof. Tadeusza Kowalika, wybitnego ekonomistę, Aleksandra Małachowskiego, Karola Modzelewskiego, Ryszarda Bugaja, Wisławę Ziółkowską, Marka Pola. Mieliśmy dogłębnie przegadany program. Nie chodziło nam o rządzenie, tylko o realizację naszych celów. W centrum uwagi stawialiśmy człowieka – nasze hasło brzmiało „Po pierwsze Człowiek”. Osobiście uważałem, że pracownikowi należy uczciwie płacić, szanować go i dbać o socjal. Natomiast problemem była dla mnie postulaty obyczajowe UP. Jestem katolikiem. Nie podobało mi się, że partia bierze homoseksualistów na swoje sztandary. Homoseksualiści mogą sobie być, nikt nie może ich prześladować, ale nie powinni się afiszować. Lewica do dnia dzisiejszego wypisuje szokujące rzeczy i dlatego nigdy nie będzie miała więcej niż 5–10 proc. poparcia.

A jednak w 2001 roku lewicowa koalicja SLD–UP z tymi szokującymi hasłami zdobyła przeszło 40 proc. głosów.

To dlatego, że Leszek Miller, szef Sojuszu, był w znakomitej formie i wykazywał się charyzmą. Jeździł po całym kraju i prezentował bardzo dobry program. Tylko później z niektórych rzeczy zaczęto się wycofywać. Ludzi obłożono podatkami i wyborcy uciekli.

SLD popełnił wiele innych błędów. Zasiadał pan w komisji śledczej badającej aferę Orlenu, czyli nielegalnego zatrzymania prezesa tej spółki Andrzeja Modrzejewskiego. Dobrze pan wie, jak to wyglądało.

Moje zdanie na temat tej afery jest następujące – Modrzejewski został zatrzymany po to, żeby wywołać znaczny spadek kursu akcji Orlenu. I faktycznie po jego aresztowaniu kurs spadł z 27 zł za akcję do 17 zł. Parę osób kupiło te akcje, a następnie, gdy wszystko się uspokoiło i cena poszła w górę, odsprzedali je z ogromnym zyskiem. Zarobili po pół miliarda złotych. Trochę akcji m.in. kupił Włodzimierz Cimoszewicz, za pożyczone pieniądze. A później miał z tego powodu kłopoty, ale sam jest sobie winien. Mówiłem mu: Włodek, będziesz kandydował na prezydenta, stań teraz przed komisją śledczą, w dogodnym terminie, bo później będzie to dla ciebie niewygodne. Na co on poszedł w zaparte, powiedział, że nie będzie kandydował na prezydenta, a jako marszałek Sejmu nie zamierza stawiać się przed komisją śledczą.

Ale akcja przeciwko Cimoszewiczowi, fałszywe zeznania Anny Jaruckiej, które miały go zdyskredytować, wszystko to wyglądało jak działanie służb, żeby utrącić przodującego w sondażach kandydata na prezydenta.

Służby nieustannie starały się kierować uwagę komisji na rozmaite tropy. Roman Giertych dostawał jakieś materiały. Mnie podsunięto informację o Marianie Krzaklewskim, który miał się spotykać w Płocku z szefostwem Orlenu. Antoniemu Macierewiczowi podrzucono wątek fundacji Jolanty Kwaśniewskiej, wokół której kręcili się rozmaici lobbyści, m.in. Marek Dochnal. Wychodziły na jaw różne informacje, np. o spotkaniu poznańskiego biznesmena Jana Kulczyka z Władymirem Ałganowem. Okazało się też, że Kulczyk skupował akcje Orlenu, nie informując o tym Komisji Papierów Wartościowych, i musiał z tego powodu zapłacić 1,5 mln zł kary. Miał o to do mnie ogromne pretensje. W kampanii 2005 roku w Poznaniu prasa nie chciała wydrukować mojego ogłoszenia wyborczego, uzasadniając, że należało wykupić miejsce kilka miesięcy przed wyborami. Cały czas byliśmy spychani na różne tory, abyśmy tylko nie zajmowali się przemytem i fałszowaniem paliw na wielką skalę.

Chodziło o przykrycie tego przekrętu?

Tak uważam i cieszę się, że zalecenia komisji orlenowskiej zostały po latach zauważone i zrealizowane.

O jakich zaleceniach pan mówi?

O ukróceniu przemytu paliwa. Rząd PiS mocno się do tego wziął i od razu znacząco wzrosła sprzedaż paliw z Lotosu i Orlenu. Komisja proponowała też zakup amerykańskiego programu kontroli faktur. Można było już wtedy przeciąć karuzelę faktur i ukrócić wyłudzenia VAT. To wszystko było w raporcie z prac komisji ds. PKN Orlen. A musiałem pisać dwa raporty – jawny i tajny, bo wiele zeznań w tej sprawie było tajnych. Tajny raport leży w Kancelarii Tajnej Sejmu, a przewijały się w nim nazwiska do dzisiaj jeszcze brylujące w naszym życiu publicznym. Z powodu pracy w tej komisji związałem się z Samoobroną.

Jak to?

Zobaczyłem, że wszystkie ugrupowania były jakoś umoczone w tę aferę, tylko Samoobrona nie. A gdy Unia Pracy poszła do wyborów razem z Markiem Borowskim, to postanowiłem się z nią rozstać. Inicjatywa Borowskiego była nastawiona na rozbicie lewicy, a inspirował to prezydent Aleksander Kwaśniewski. To jest jego wina, że lewica jest dziś słaba i nie przekształciła się w odpowiednim czasie w nowoczesną socjaldemokrację.

Skąd pan wie, że Kwaśniewski działał na rzecz rozbicia lewicy?

Takie odnosiłem wrażenie. A jego ciągła walka z Leszkiem Millerem to wrażenie wzmacniała.

Jednak Unia Pracy w 2000 roku zaangażowała się w kampanię prezydencką Kwaśniewskiego.

Nie podobało mi się to. Osobiście byłem zwolennikiem poparcia kandydatury Aleksandra Małachowskiego. Mogliśmy w tamtej kampanii zdobyć 15–20 proc. poparcia, co byłoby dobrym punktem wyjścia do kampanii parlamentarnej w 2001 roku.

Dzięki temu, że poparliście Kwaśniewskiego, dostaliście atrakcyjną umowę koalicyjną z SLD i współrządziliście cztery lata.

Można było startować samodzielnie do parlamentu. Przylepianie się do dużych partii powoduje, że mniejsza partia znika ze sceny politycznej, i Unia Pracy tak właśnie skończyła.

W jaki sposób poznał pan Andrzeja Leppera?

Samoobrona na początku swojej działalności szukała miejsca na spotkania i m.in. wybrali budynek NOT. A ponieważ byłem działaczem tej organizacji, zdarzyło mi się kilka razy rozmawiać z Lepperem. Stwierdziłem, że ma wysoki iloraz inteligencji, niesamowitą pamięć i charyzmę trybuna ludowego. Był poukładanym facetem, który wiedział, co chce osiągnąć. W 2005 roku proponował nawet, żeby Unia Pracy poszła do wyborów razem z Samoobroną, ale Marek Pol się na to nie zgodził. Postawił na SdPL Marka Borowskiego.

Kiedy pan wstąpił do Samoobrony?

Po zakończeniu IV Kadencji Sejmu RP. Wystartowałem do parlamentu z listy Samoobrony w okręgu poznańskim, uzyskując 10 500 głosów – 6,7 proc. Mimo to nie uzyskałem mandatu, ponieważ w okręgu poznańskim PO uzyskała ponad 48 proc. głosów, co przy systemie ordynacji wyborczej zaowocowało mandatami dla PO kosztem mniejszych ugrupowań. Następnie powróciłem do pracy w firmie deweloperskiej Echo Investment Michała Sołowowa. W związku z tym Lepper poprosił mnie o napisanie programu dla budownictwa mieszkaniowego. Po licznych konsultacjach napisałem kilkanaście stron skondensowanego programu, Lepperowi to się spodobało i zaproponował mi, żebym został jego zastępcą w Ministerstwie Rolnictwa. Odmówiłem, bo uważałem, że dwóch Andrzejów w jednym ministerstwie to za dużo. Wtedy Lepper zaproponował mi kierowanie Ministerstwem Budownictwa. Tę propozycję przyjąłem i chyba nie byłem źle oceniany. Napisaliśmy ustawę o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, nowe prawo budowlane. Gdyby Sejm się nie rozwiązał, to już dawno by nie było problemów z budownictwem mieszkaniowym.

Czyli pan miał wybudować te 3 mln mieszkań, które obiecywał wówczas PiS?

To żaden problem. Byliśmy w stanie wybudować półtora miliona mieszkań w czasie jednej kadencji. Przekonałem premiera Jarosława Kaczyńskiego i minister finansów Zytę Gilowską, że każda złotówka wydana na budownictwo przynosi do budżetu 3 do 5 zł. Bo są wpływy z VAT od wybudowania mieszkania, od wykończenia, od mebli, od AGD itd. Poza tym zaproponowałem między innym w programie budownictwa mieszkaniowego, że jeżeli młode małżeństwo kupi mieszkanie na kredyt i urodzi im się jedno dziecko, to państwo spłaci za nich 5 proc. tego kredytu, przy dwójce 10 proc., a przy trójce 15 proc. To było taki mój autorski program 500+. Uważałem, że jeżeli w Polsce ma się rodzić więcej dzieci, to młodzi muszą mieć gniazdo, czyli własne mieszkanie, a nie pokoik przy teściach.

To była taka propozycja bardziej dla deweloperów niż dla społeczeństwa.

W żadnym wypadku. Takie same zasady miały dotyczyć mieszkań kupionych na rynku wtórnym. Co prawda deweloperzy lobbowali, żeby takie ulgi obowiązywały tylko przy nowych mieszkaniach. Michał Sołowow był bardzo niezadowolony. Mówił: pan do nas wróci, jak pan przestanie być ministrem. Ale przekonywałem go, że obrót na rynku wtórnym generuje ruch na rynku pierwotnym. I że nie chodzi tylko o budownictwo mieszkaniowe, ale także o demografię.

A jaka atmosfera panowała w rządzie Jarosława Kaczyńskiego? Kłótnie między Lepperem a Kaczyńskim były słynne.

To prawda. Lepper, jak tylko coś mu się nie podobało, to mówił, że zerwie koalicję, a Kaczyński się gotował, jak to słyszał. Mówiłem Lepperowi, żeby przestał się tak zachowywać. Ale Kaczyński był dobrym premierem, miał posłuch. Kto nie był przygotowany do posiedzenia rządu, dostawał burę, i wszyscy chodzili jak w zegarku. Tylko Zbigniew Ziobro miał taryfę ulgową. On jeden był traktowany łagodniej od innych. Miałem wtedy ciężkie życie, bo o 6.30 spotykałem się z Lepperem, żeby omówić z nim sprawy rządowe, a po 23 jeździłem na rozmowy z Kaczyńskim. Lepper chodził spać po 20, ale już od 5 rano był na nogach, z kolei Kaczyński był sową, siedział po nocach i wtedy najlepiej było z nim omawiać sprawy.

Gdy pan był ministrem budownictwa, doszło do samobójczej śmierci Barbary Blidy podczas próby jej aresztowania. Co pan o tym myślał? Znał ją pan przecież z SLD.

Oczywiście. Nawet rozmawiałem z nią kilka tygodni przed jej śmiercią. Nie wierzę, że mogła się zastrzelić. To była kobieta niesamowicie silna psychicznie.

To w takim razie co się wydarzyło?

Uważam, że mogło dojść do szarpaniny z funkcjonariuszką i do przypadkowego strzału. Blida sama się nie postrzeliła, tak samo jak Lepper się nie powiesił, tylko został powieszony.

Przez kogo?

Ja mu kiedyś powiedziałem, że John F. Kennedy został zastrzelony, bo wetknął nos tam, gdzie nie powinien. Z Lepperem było tak samo. Facet, który rano wychodzi do sklepu, kupuje placek, robi sobie kawę, włącza telewizor, nie mógł się powiesić. Poza tym nie miał przerwanych kręgów szyjnych, policja nie zdjęła odcisków palców z rusztowania, po którym można się było dostać do łazienki przez okno, sekcję zwłok zrobiono dopiero po trzech dniach. Wszystko to jest podejrzane.

Mówiono, że Lepper miał długi, że syn mu chorował. Problemy mogły go pchnąć do samobójstwa.

Nie miał żadnych długów, tylko kredyt, jak każdy rolnik. Komornik do niego nie przyszedł. A jeżeli chodzi o jego syna, to był już po przeszczepie wątroby i wszystko szło ku dobremu.

W jaką sprawę Lepper wściubił nos, że aż mogła go zabić?

Lotnisko, talibowie, to moim zdaniem były niebezpieczne tematy. Na Leppera były zresztą zakładane pułapki, żeby go skompromitować. Najpierw seksafera z Anetą Krawczyk, rzekomo wykorzystywaną seksualnie przez działaczy Samoobrony, a później afera gruntowa, łapówkarska.

To były pułapki, a nie prawdziwe afery?

Oczywiście. Afera gruntowa miała skompromitować Leppera na wsiach, gdzie ludzie żyją za małe pieniądze i są bardzo wyczuleni na łapówki, a seksafera – w oczach miejskiego elektoratu. Swojego czasu namawiałem Leppera, żeby skłonił Stanisława Łyżwińskiego, głównego bohatera seksafery, do rezygnacji z mandatu poselskiego. Samoobrona byłaby jedyną partią, która w tak radykalny sposób rozwiązałaby problem.

Lepper tego nie zrobił, a nawet stanął po stronie Łyżwińskiego.

Łyżwiński był z Lepperem od początku, organizował razem z nim blokady, a więc stawał z nim na barykadach. Takie historie bardzo silnie wiążą ludzi. Lepper nie był w stanie go poświęcić.

W aferze łapówkarskiej Lepper też nie miał swojego udziału?

Pewnie, że nie. To była gruba prowokacja. Przecież nikt nie dałby 3 mln zł łapówki za odrolnienie gruntu, nawet bardzo atrakcyjnego. Zresztą te decyzje podejmował wiceminister rolnictwa z PiS, który zajmował się odralnianiem. Może któryś z doradców Leppera miał pomysł, żeby sobie szybko dorobić, powołując się na wpływy, ale to było poza Lepperem. Szkoda, że z tego powodu rozpadła się koalicja. Premier Kaczyński proponował mi wówczas objęcie stanowiska wicepremiera i ministra rolnictwa, gdybym zdradził Leppera i przeszedł do PiS. Spytałem go, czy chciałby mieć osoby, które zdradzają swoich poprzednich szefów. Na co Kaczyński odparł: Aumiller, teraz jesteś drogi, a później będziesz bardzo tani.

Dlaczego pan nie przyjął oferty, skoro żałował pan upadku rządu Kaczyńskiego?

Mam swoje zasady. Mógłbym teraz brylować w PiS jak Ryszard Czarnecki, ale nie chciałem. A wie pani, ja również byłem testowany na możliwość przyjęcia łapówki. Przyszedł do mnie kiedyś facet, przedstawił się jako powiatowy inspektor nadzoru budowlanego i powiedział, że jest drobna sprawa – jedna pani za blisko wybudowała taras od posesji sąsiada, dostała nakaz rozbiórki. Spytał, czy nie mógłbym skorzystać z prawa do odstąpienia od tego nakazu, i położył mi przy tym na biurku kopertę z 30 tys. złotych. Zostawiłem go w gabinecie, wyszedłem do sekretariatu, żeby zadzwonić do Mariusza Kamińskiego, szefa CBA, i Zbigniewa Wassermana, koordynatora służb specjalnych. Wracam, a faceta nie ma.

Jakim cudem?

U mnie w gabinecie było boczne wyjście, o którym on musiał wiedzieć, bo się ulotnił. Natychmiast zrobiłem notatkę dla Kamińskiego o próbie korupcji i zadzwoniłem do głównego inspektora budowlanego, żeby osobiście sprawdził, jak wyglądała ta sprawa z tarasem. Okazało się, że rzeczywiście jest nakaz rozbiórki, ale inspektor w ogóle nie wyjeżdżał do Warszawy. Ktoś inny u mnie był.

To była prowokacja służb specjalnych?

Tak. Opowiedziałem o tym Lepperowi i mówię – sprawdzają naszą uczciwość. Gdy pojawiła się informacja o aferze gruntowej, to od razu sobie przypomniałem tę moją historię.

Takie testowanie nie świadczy najlepiej o relacjach w koalicji.

Nie obraziłem się o to. Jestem uczciwy, nie brałem łapówek, mogli mnie sprawdzać.

Uważa pan, że ta koalicja mogła nadal trwać, skoro PiS tak was testowało?

Koalicja mogła trwać, choć działacze Samoobrony byli oburzeni atakiem na Leppera. Pamiętam takie zebranie, na którym ludzie krzyczeli: zerwać koalicję, naszego Leppera pokrzywdzili. Przestrzegałem przed tym. Mówiłem, że nie mamy pieniędzy na kampanię, że wybory jesienią to dla nas tragedia. Nie chcieli mnie słuchać. Wołali, że wygramy wybory. Ale to nie Lepper zerwał koalicję, tylko Kaczyński, odwołując z rządu ministrów Samoobrony. Przestrzegałem Kaczyńskiego, że PiS nie wygra wyborów, tylko PO. Ale ci wszyscy młodzi politycy, którzy dziś są w parlamencie, parli do wcześniejszych wyborów. Myślę, że Kaczyński do dzisiaj żałuje, że koalicja została zerwana, a on przestał być premierem. Może Lepper by nadal żył i siedział w Sejmie? Na tle opozycji by błyszczał, bo przecież obecni liderzy niczego nie potrafią wypunktować, a on by potrafił.

A jest co punktować? Nie podobają się panu obecne rządy?

Podoba mi się, że PiS nie wpuszcza do Polski islamistów. To nie jest pokojowa religia. Tam, gdzie się osiedlają, stosują prawo szariatu i nie chcą się integrować. A są takie prognozy, że w 2050 roku 70 proc. Europejczyków to będą islamiści. Czy ktoś sobie z tego zdaje sprawę?

Uważa pan, że nie powinniśmy pomagać uchodźcom wojennym?

Jestem za przyjmowaniem uchodźców z Syrii, najlepiej katolików, bo oni się zasymilują z naszym społeczeństwem. I nikogo więcej. Nie mamy zobowiązań wobec Afryki. Nie mieliśmy tam kolonii jak Anglia, Francja czy Niemcy. Z innych decyzji rządu popieram też program 500+, bo potrzeba nam więcej dzieci. Z kolei jestem wielkim wrogiem ministra Jana Szyszki. Za ustawę o wycince drzew powinien zostać odwołany, a nawet trafić przed Trybunał Stanu. To była ustawa przygotowana pod handlarzy gruntów i deweloperów. A ja zawsze byłem za sadzeniem drzew i za zielenią. Nie zgadzam się też z pomysłem ruszania kompromisu aborcyjnego.

Przecież jest pan katolikiem?

Owszem, ale uważam, że ta ustawa jest bardzo dobrym kompromisem. W czasach gdy ją uchwalaliśmy w 1993 roku, przed moim domem młodzież katolicka klęczała i odmawiała różaniec, by nie głosować za aborcją. Ale do dziś uważam, że ciąże z gwałtu czy ciężko uszkodzone płody powinny być objęte wyjątkiem od zakazu aborcji. Nie podoba mi się, że PiS chce to zmienić. Ale Kaczyńskiego mimo wszystko lubię, bo to człowiek z charyzmą, tak samo jak Lepper, a poza tym jest wytrwały. Szkoda, że w Smoleńsku zginęła cała elita PiS, bo teraz Kaczyńskiego otaczają sami klakierzy, którym brak odwagi na powiedzenie tego, co myślą.

—rozmawiała Eliza Olczyk (dziennikarka tygodnika „Wprost”)

msn.pl

Lider Obywateli RP: Zawarliśmy z PiS porozumienie o tym, kto gdzie stoi w czasie miesięcznic. Ale Kaczyński nie wytrzymał…

Jakub Baliński, Dziennik, 28.05.2017

Paweł Kasprzak© Agencja Gazeta, Fot. Sławomir Kamiski Agencja Gazeta Paweł Kasprzak

 

„Nie podobają nam się rzeczy powszechne znane i krytykowane: niekonstytucyjność prawa i praktyki, które oni stosują. Ale uważamy, że zdecydowanie groźniejszy od całej tej prawnej i instytucjonalnej demolki jest społeczny żywioł, który za tym stoi. PiS ma wyborców, których demolowanie demokracji cieszy i deptanie praw człowieka też. To jest żywioł totalitarny, bliski faszyzmowi” – mówi w rozmowie z dziennik.pl Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP. 

Jakub Baliński: Jest pan chory z nienawiści?

Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP: Nie czuję się chory, to bzdura. Czuję się nieźle.

Minister Mariusz Błaszczak tak mówi o panu i innych członkach Obywateli RP.

Błaszczak świetnie wie, że tak nie jest. Jak na porządnego przybocznego Kaczyńskiego przystało, bywa na każdej miesięcznicy smoleńskiej, rano i wieczorem. Nie pamiętam, by kiedykolwiek odpuścił. Przez dziewięć miesięcy staliśmy tam grzecznie, milcząc, naprzeciwko Kaczyńskiego z transparentem zawierającym cytat z jego nieżyjącego brata: „Trybunał Konstytucyjny był, jest i będzie organem władzy całkowicie niezależnym i, jak wszyscy w Polsce zauważyli, pilnie owej niezależności strzegącym. Nie sądzę, żeby cokolwiek mogło temu stanąć na przeszkodzie”.

Po co Obywatele RP przychodzą na miesięcznice?

Nie domagamy się tam, by Kaczyński przestrzegał konstytucji czy zdymisjonował rząd. Nasze cele można ograniczyć do dwóch kwestii. Stoimy na Krakowskim Przedmieściu, by testować prawo do wolności zgromadzeń. Wolność zgromadzeń nabiera szczególnego znaczenia, kiedy demonstrujący stają oko w oko z władzą. To jest samo centrum demokracji. Protest ma szansę wymusić coś na władzy tylko wtedy, gdy tę władzę coś kosztuje. Zawsze uważaliśmy, że marsze KOD-u, kiedyś imponujące frekwencyjnie, są po prostu nieskuteczne. Kaczyński kwitował je zadowolonym rechotem – im głośniejszy protest, tym celniej w swoim przekonaniu uderzał, bo ten obóz żywi się odwetem. I stale powtarzał bardzo z siebie zadowolony: „Demokracja ma się całkiem dobrze, skoro wy możecie swobodnie demonstrować. Byle dalej ode mnie”. No, przy naszych protestach nie jest mu do śmiechu.

To jeden powód, a drugi?

Drugi to zaprzestanie ekshumacji tych ofiar katastrofy smoleńskiej, których rodziny się na to nie zgadzają. O ekshumacjach powinien rozstrzygać sąd, a nie prokurator. Spełnienie tych postulatów nic by Kaczyńskiego nie kosztowało. Może grzebać w pozostałych ponad siedemdziesięciu grobach, wyłącznie elementarnej przyzwoitości trzeba, by uszanować pozostałe.

Ale można wyczuć, że jest w Was pewna złośliwość.

Krakowskie Przedmieście wybraliśmy z rozmysłem. To jest dla Kaczyńskiego w widoczny sposób bolesne i oczywiście to dlatego właśnie tam stanęliśmy. Zaczynaliśmy nasze protesty bardzo skromnie, była nas garstka. Byliśmy kompletnie izolowani. Sama nasza obecność była pierwszym „politycznym” celem, jaki sobie postawiliśmy – bo wcale nie było łatwo utrzymać prawo do demonstracji akurat w tym miejscu i czasie. Był taki moment, w zeszłym roku w sierpniu, że Kaczyński postanowił nas tam zmiażdżyć. Judził przeciwko nam tłum, napuszczał policję. Wtedy zdecydowaliśmy się na szantaż. Albo nasze prawa zostaną zagwarantowane, albo staniemy – jak mamy do tego prawo – tam, gdzie zwykle stoi smoleński ołtarz i drabinka Kaczyńskiego i trzeba nas będzie stamtąd znosić przemocą, a koszt czegoś takiego jest ogromny. Wtedy PiS ustąpił – co ciekawe, ustąpił wobec garstki kilkudziesięciu osób. Przewodniczący (Cezary) Jurkiewicz z PiS, który zarządza smoleńskimi obchodami, zawarł z nami porozumienie określające należne nam i im miejsca oraz zasady wzajemnego niezakłócania demonstracji. Przez dwa miesiące porozumienie było przestrzegane z imponującą wręcz precyzją. Jurkiewicz zdołał powstrzymać smoleńskie towarzystwo przed obrzucaniem nas inwektywami, co naprawdę nie jest łatwe. Natomiast wiedzieliśmy, że sam Kaczyński tego nie wytrzyma. I oczywiście nie wytrzymał.

I nie daliście mu do tego żadnego pretekstu?

Żadnego. Kaczyński po prostu nie jest w stanie wytrzymać presji. Tego, że ktoś stoi kilkanaście metrów od niego i pokazuje mu cytat z jego brata, którego pamięć on rzekomo czci. Cytat, który zadaje kłam wszystkiemu, co Jarosław Kaczyński robi z Polską i o czym opowiada ze swojej drabinki. Gdyby Lech Kaczyński żył – choć nie był to mój ulubiony prezydent – to nie pozwoliłby na żadne z tych szaleństw Jarosława, to jest jasne. Kaczyński w efekcie zafundował nam fantastyczny prezent w postaci nowelizacji prawa o zgromadzeniach. To modelowa sytuacja – jeśli tylko będziemy mieli determinację i świadomość powagi tej sprawy – w której Kaczyński nie ma dobrego wyjścia. Albo ustąpi, co byłoby jego wielką, prestiżową porażką. Albo zacznie nas zamykać. Dzięki temu jego słowa o tym, że demokracja w Polsce ma się świetnie, okażą się nieprawdziwie. Bo nie ma się świetnie. Wynoszą ludzi z białymi różami, siłą pakują ich do radiowozów. Powoli realizuje się standard białoruski i dzieje się to na oczach opinii publicznej.

Waszym głównym wrogiem jest właśnie Kaczyński? Prezes PiS wyraźnie Państwa nie lubi.

Robimy z niego potwora, to fakt. Nie tylko nie potrafi w żadnej sprawie ustąpić. On rozwala groby kilofami i rechocze: „a co mi zrobicie?” Mam nadzieję, że pokazujemy to opinii publicznej. Na tym polega prowokacja z naszej strony. Dlatego Błaszczak miota w nas inwektywami.

Dla wielu osób blokowanie wjazdu prezesa PiS na Wawel, kiedy chce złożyć kwiaty na grobie brata i bratowej, tu już jednak spora przesada.

Znam to tylko z relacji, nie byłem tam. Za akcją stoją ludzie, którzy podkreślają, że to jest protest mieszkańców Krakowa przeciwko upolitycznianiu Wawelu. Dla nich duże znaczenie ma to, w jaki sposób wizyta Kaczyńskiego na grobie brata jest organizowana: w asyście połowy rządu, z pompą, ochroną, bywało, że z asystą wojskową. Dopiero od niedawna nie ma tam przemówień – kiedyś odbywały się tam mitingi z dziennikarzami. Ale z kolei Marta Kaczyńska, gdy się tam pojawia, to albo kupuje bilet – tak się podobno zdarza – albo załatwia to sama z władzami muzeum. Bez tego całego cyrku. Jakoś można.

Czyli można blokować Kaczyńskiego i wrzeszczeć do niego „będziesz siedział”?

Skoro prezes PiS mówi na wiecach to, co mówi, musi się liczyć z reakcjami. Zresztą on jest na to odporny, raczej nie wytacza procesów o zniesławienie. Kaczyński zawsze stał na stanowisku, że w polityce można wszystko. On się nie obraża. A co do okrzyków: „Będziesz siedział” – to jest reakcja wkurzonego ludu. To zresztą nie jest pusta deklaracja, raczej zapowiedź. Kaczyńskiego można i powinno się oskarżyć o zamach stanu.

W waszej opinii w czasie tych kontrmanifestacji i blokowania żadne granice nie są przekraczane?

Gdy podnosiłem postulat o ekshumacjach, kontaktowałem się z kilkoma rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej. Pytałem, czy nie naruszam tabu, czy nie robię czegoś niedopuszczalnego. Wszyscy mówili mi, że absolutnie nie chcą protestów na cmentarzach. I my nigdy tego nie robimy i nigdy nie zamierzaliśmy, choć nasi ludzie kontaktowali się z rodziną prawosławnego arcybiskupa Mirona, którego sarkofag rozbito zaraz po Wielkiej Nocy. To są rozmowy zrozpaczonych ludzi po prostu. O tym, czy cokolwiek można zrobić wobec tak bezprzykładnej bezduszności. I jeśli np. składamy kwiaty na grobach ofiar, to nigdy nie publikujemy z tego zdjęć. Bez jaj. Tych granic intymnych nigdy nie przekraczamy. Te rodziny – choć nie ze wszystkimi rozmawiałem – są nam wdzięczne za to, co robimy.

Ale raczej nie pojawią się wśród Obywateli RP?

Nie, bo jedyne, o czym marzą, to żeby śmierć ich bliskich w końcu przestała być tematem rozdrapywanym publicznie. Sympatyzują z nami, słyszałem dowody wdzięczności. Żadnych granic nie przekraczamy. Nie śmiemy.

A druga strona barykady przekracza granice kultury, dobrego smaku?

Nasi smoleńscy bracia na Krakowskim Przedmieściu bez przerwy mówią o nas per „ścierwo”. To jest już mowa nienawiści, która odbiera nam człowieczeństwo. To coś nie do zaakceptowania, co powinno być nawet karalne. Kaczyński używa tam również innych określeń: łotry, wykluczacie się z polskiej kultury, jesteście ubekami, nie jesteście Polakami. To są łgarstwa, których Kaczyński używa, aby nas poniżyć. Wie pan, ja razem z jego wiceprzewodniczącym ukrywałem się w jednym mieszkaniu przez pierwsze dwa tygodnie stanu wojennego, więc…

Z którym?

Z Adamem Lipińskim, dzisiaj pełnomocnikiem rządu ds. równouprawnienia. Był nawet w jakimś sensie moim mentorem, jestem od niego młodszy, a te kilka lat różnicy w szczenięcym wieku sporo znaczy. Lipiński był na początku lat ’90 jednym z architektów Porozumienia Centrum. Dużo wtedy o tym gadaliśmy, ja dobrze rozumiem, dlaczego on to PC zakładał, a on rozumie, dlaczego ten rodzaj myślenia jest mi kompletnie obcy. Widzi pan, Kaczyński dobrze wie, że my nie jesteśmy ubekami. Mamy wspólnych znajomych, którzy mogą mu o tym opowiedzieć.

Tylko Jarosław Kaczyński nie podoba się wam w PiS?

Nie podobają nam się rzeczy powszechne znane i krytykowane: niekonstytucyjność prawa i praktyki, które oni stosują. Ale uważamy, że zdecydowanie groźniejszy od całej tej prawnej i instytucjonalnej demolki jest społeczny żywioł, który za tym stoi. PiS ma wyborców, których demolowanie demokracji cieszy i deptanie praw człowieka też. To jest żywioł totalitarny, bliski faszyzmowi.

Chodzi panu o ten najtwardszy elektorat PiS?

To dobrze widać na obchodach smoleńskich, ale nie tylko o twardy trzon chodzi. Narracja opozycji, że Kaczyński kupił ludzi na obietnice socjalne, jest całkowicie fałszywa. Jego elektorat, jeśli głosował na PiS ze względu na 500 Plus, to nie dlatego, że chciał mieć tę kasę w kieszeni, ale dlatego, że miało to wartość etyczną. W końcu docenieni mieli zostać ci najubożsi i mieliśmy wstać z kolan. Jestem przekonany, że nawet jeśli z jakichś powodów pomysł z 500 Plus by nie wypalił, to elektorat PiS przyjąłby ze spokojem tłumaczenie, że to przez knowania PO. Mamy w końcu dobrego władcę, który pochyla się nad losem maluczkich. Rysem charakterystycznym PiS jest odwet. To typowe dla ludowej rewolty. To nieprawda, że Kaczyński kogoś oszukał, że nie zapowiadał niszczenia demokracji. Najbardziej antydemokratyczne posunięcia PiS dokonują się w pełnej zgodzie z oczekiwaniami ich elektoratu.

Jak zamierzacie z tym walczyć?

Nie interesuje nas wyłącznie polityczna zmiana władzy. Problem nie zniknie wtedy, gdy jakaś koalicja pokona PiS w wyborach. Niesamowite jest to, że nawet jeśli ktoś z PiS wygra, to nadal nie będzie nic mógł zrobić. Jego rządzenie będzie polegało tylko na obronie przed Kaczyńskim. Żadna racjonalna reforma się nie uda, bo przecież prezes PiS stoi za rogiem i tylko czeka, aż na tapecie pojawią się trudne tematy jak aborcja czy związki partnerskie. Nie wspominając o uchodźcach. Dlatego te wszystkie ważne rzeczy najlepiej byłoby wymusić teraz, właśnie kiedy rządzi Kaczyński. Prawa gejów są nie najważniejszym, ale wymownym przykładem. Gejowscy aktywiści usłyszeli niedawno, że najpierw trzeba przywrócić reguły demokracji, a potem w pełnej zgodzie z nimi będzie można spokojnie podebatować o prawach gejów. Nieprawda. Nie będzie można – nigdy dotąd nie było można. Znów się okaże, że wobec zagrożenia konserwatywnym populizmem temat trzeba odłożyć. Z punktu widzenia gejów walczących o swoje prawa sprawa jest aż nadto jasna – te prawa trzeba wymusić tu i teraz, póki rządzą właśnie zdeklarowani konserwatyści. Wtedy – i tylko wtedy – one się okażą trwałe. Nasza idee fixe to uparte trwanie przy konkretach i koncentracja na najbardziej podstawowych prawach obywatelskich. Może nie układajmy od razu programu, ale pokażmy, że małe rzeczy też są możliwe.

Obywatele RP to taki bardziej radykalny KOD?

Radykalizm to jest zła definicja. W KOD są ludzie, którzy chcą przedterminowych wyborów, natychmiastowego pozbawienia PiS władzy. My chcemy iść inną drogą.

Jaką?

Konstytucja to nie tylko piękny tekst, ale bardzo konkretne, zapisane w niej prawa. Wolność zgromadzeń – jest oczywiste i zrozumiałe, że teraz wszyscy chcą jej bronić. Ale swoboda kultu religijnego już nie jest tak łatwo zrozumiała dla ludzi po naszej stronie sporu – i trzeba ludzi uciszać, kiedy chcą buczeć w trakcie modłów i przegonić „gusła do kruchty”. Albo naprawdę chcemy bronić konstytucji, albo tylko o tym gadamy – PiS-owi na pohybel. Jeśli się chce bronić np. wolności zgromadzeń, to albo można stać 100 metrów od Kaczyńskiego – tak jak on tego oczekuje – i liczyć na frekwencję, albo stanąć tam, gdzie prezes PiS miał stać. To podejście raczej racjonalne, a nie radykalne. Własną wolność zgromadzeń po prostu sobie bierzemy. Inaczej się nie da.

To ideologia, czas na konkrety. Ilu jest Obywateli RP w całej Polsce?

Deklarację Obywateli RP podpisało kilkaset osób w kraju. Nie znam aktualnych danych, ale to pewnie poniżej 500 osób.

Skąd biorą Państwo pieniądze na działalność?

Robiliśmy parę zbiórek publicznych. Składamy się między sobą na transparenty. Lada moment pojawi się oficjalna organizacja. To będzie fundacja, osobny byt. Ruch ma pozostać nieformalny, z hiperdemokratyczną strukturą. Nie ma zarządu, decyzję podejmujemy w głosowaniach. Mamy do tego celu swój intranet. Może jak się zaczniemy rozrastać, to będą jakieś lokalne struktury, ale ma być bez liderów.

I bez polityki?

Myślę, że póki co nie ma w nas ambicji politycznych. Jednak ja nie będę się zarzekał, że będziemy stronić od niej czy nie będziemy się wypowiadać, który poseł czy partia są lepsi. Nie będziemy też unikać popierania kogoś z naszej organizacji, jeśli będzie chciał gdzieś startować. Hasła czystej polityki są popularne, ale polityka bez polityków to nie tylko oksymoron, bo przede wszystkim to jest groźne. Hasła o oczyszczeniu polityki z politykierów głosi PiS, Kukiz, Nowoczesna – tym tylko różniła się przecież od PO – oraz Razem. No, ilekroć na białym koniu zjawia się taki oczyszczający ojczyznę wódz, nadciąga dyktatura. Politykę trzeba odzyskać dla obywateli. Zmuszać polityków – również z dzisiejszej opozycji – do realizowania celów świadomych obywateli.

A Paweł Kasprzak nie chce spróbować swoich sił w polityce ?

Nie, na pewno nie. Politycy opozycji pełnią ważną funkcję w tym parlamencie, ale ten mechanizm parlamentarnej zmiany nie istnieje – został zniszczony. Zaraz padną sądy i już nikt nie będzie nas bronił przed dyktaturą. Oczywiście poza ruchami ulicznymi. Powinno być tak, że 10 czerwca na miesięcznicy smoleńskiej będą z nami parlamentarzyści. Nie po to, żeby nas poprzeć, tylko po to, by monitorować przestrzeganie praw człowieka w Polsce i pomagać je wymuszać.

10 czerwca to już całkiem niedługo.

Powiem panu, że ja czułem się bardziej komfortowo, jak była nas garstka. Wtedy to lepiej wyglądało – obraz sytuacji był czytelny. Jeśli gdzieś był tłum, to ze strony zwolenników PiS. Byliśmy wobec nich demonstracyjnie bezbronni. I występowaliśmy w imię praw mniejszości, albo nawet w imię praw jednostki. Jednak ostatnio najwyraźniej to nas było więcej, więc obraz przestaje być jednoznaczny w ten sposób. A przychodzą do nas nowi ludzie, którzy często nie rozumieją np. tego, że nasi smoleńscy bracia mają konstytucyjne prawa, równie ważne jak nasze i że to jest zły pomysł przeganiać ich z ulicy.

Co się wydarzy 10 czerwca na Krakowskim Przedmieściu?

My na pewno będziemy. To sobota, więc frekwencja może być wyższa. Smoleński tłum pobił ostatnio aktywistkę strajku kobiet, Angelikę Domańską. Ta sytuacja strasznie rozsierdziła nam panie. Na 10 czerwca zapowiadają swoją liczną obecność na miesięcznicy. No, będzie nas dużo. Ja nie wiem, co zrobi w tej sytuacji Jarosław Kaczyński. Może być tak, że on po prostu nie dojdzie z katedry przed Pałac Prezydencki. Albo, nie wiem, jego służby użyją gazu pieprzowego? To jest właśnie ta sytuacja, w której on nie ma już dobrego wyjścia.

msn.pl

Śmierć Igora Stachowiaka. „Mamy do czynienia z tuszowaniem mordu”

28.05.2017

W programie „Kawa na ławę” na antenie TVN24 Andrzej Halicki z PO, poseł PiS Jacek Sasin, Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej oraz Paweł Kukiz z Kukiz’15 rozmawiali o śmierci we wrocławskim komisariacie 25-letniego Igora Stachowiaka.

Andrzej Halicki podkreślił, że niezbędna jest komisja śledcza w sprawie, ponieważ dochodzi do „tuszowania mordu”. Polityk podkreślił, że niespójne wypowiedzi wiceministra Zielińskiego wskazują, że kłamie. – Śledztwo nie było prowadzone, a tuszowane – zaznaczył.

W gorzkich słowach o Zielińskim wypowiedział się też Paweł Kukiz. Według polityka „lecą głowy policjantów, żeby nie poleciała głowa Zielińskiego”. Jego zdaniem mamy do czynienia z problemem strukturalnym w policji. – Byłem przekonany, że Zieliński rozpocznie reformę policji, uszczupli aparat urzędniczy w Komendzie Głównej Policji, nastąpią zmiany strukturalne – podkreślił.

Jacek Sasin z kolei ocenił, że prokuratura musi najpierw zbadać materiał dowodowy i ocenić, co naprawdę się wydarzyło. Stwierdził, że dymisję nastąpiły, ponieważ materiał „Superwizjera” pokazał, że zwierzchnicy policjantów ukryli się za ministrem Błaszczakiem i ministrem Zielińskim.

Katarzyna Lubnauer uważa, że powinno dojść do dymisji wiceminsitra Zielińskiego. Zwróciła uwagę, że przez rok nie wyjaśniono sprawy. – Albo wam było to na rękę, bo zastraszyliście społeczeństwo, albo jesteście koszmarnie nieudolni – stwierdziła.

Nowe fakty ws. śmierci na komisariacie

Przypomnijmy, że są nowe ustalenia ws. śmierci na komisariacie 25-letniego Igora Stachowiaka, do której doszło w maju ubiegłego roku. W programie „Superwizjer” ujawniono m. in. wypowiedzi anonimowych osób i fragmenty nagrań. W reportażu stwierdzono, że zatrzymany był rażony paralizatorem również w policyjnej toalecie. W TVN24 pokazano nagranie z kamery, która była przymocowana do paralizatora. S. był rażony paralizatorem w momencie, kiedy był zakuty w kajdanki, a na to nie zezwalają przepisy. Funkcjonariusze kazali zatrzymanemu zdjąć spodnie, aby go przeszukać. Po zajściach w toalecie Igor S. zmarł. Mimo że na komisariacie są zainstalowane kamery, nie ma żadnych nagrań z zajść, które miały miejsce.

msn.pl

Polsat SuperHit Festiwal. Prowadzący nie oszczędzają Opola i rządu. Ale dopiero Kryszak dał popis. Widzowie oszaleli

Zi, 28.05.2017

Jerzy Kryszak

Jerzy Kryszak (Akpa)

Polsat SuperHit Festiwal. Trzeci dzień sopockiego festiwalu – zgodnie z tradycją – należał do kabaretów. Spodziewaliście się politycznych aluzji i przytyków do Opola? Nie będziecie zawiedzeni.

 

Trzeciego dnia Polsat SuperHitFestiwal scena Opery Leśnej zamieniła się w arenę kabaretowych popisów. Czego dotyczyły żarty? Ewidentnie komicy podrasowywali swoje występy w ostatniej chwili, bo nie brakowało żartów i aluzji do ostatnich wydarzeń politycznych. Zwłaszcza tych związanych z Festiwalem w Opolu (a raczej jego brakiem).

Sopot w Sopocie, trochę niby nuda, nikt u nas nie zrezygnował, wszyscy występują, nuda, nie mamy nawet „czarnej listy”, nie mamy się, czym pochwalić, po prostu przyszliśmy się tutaj pobawić – Mariusz Kałamaga tym zdaniem otworzył sopocki kabareton.

Marcin Wójcik, Ewa BłachnioMarcin Wójcik, Ewa Błachnio Akpa

Potem było tylko lepiej. Okrzyki typu „Kielce tego nie mają!”, „dobra zmiana” czy „zrobimy to nieodwołalnie” co chwila dało się słyszeć ze sceny.

Chcieliśmy zapowiedzieć, że nieodwołalnie kabareton odbędzie się w Sopocie, a nie w Kielcach. A także podziękować państwu, że wbrew powszechnie panującej modzie, nie zrezygnowaliście z udziału – mówiła ze sceny gospodyni wieczoru Ewa Błachnio.

Część konferansjerki była prowadzona zdalnie, spoza amfiteatru, na łonie natury.

Jesteśmy w Operze Leśnej w Sopocie – mówił Mariusz Kałamaga. – Wytachali mnie na dowód do lasu. Jak widzicie las jeszcze stoi, czyli nie było tutaj ministra Szyszko.

Aluzji do gabinetu premier Szydło nie brakowało. Dostało się też samej Prezes Rady Ministrów.

Czytam właśnie ranking „Najszczęśliwszych krajów świata” jesteśmy pod koniec pierwszej 50-tki – powiedziała Błachnio.

To odwróć do góry nogami – poradził Wójcik.

Spryt godny pani premier – odpowiedziała kabarecistka.

Jerzy KryszakJerzy Kryszak Akpa

 Żarty prowadzących jednak wypadły blado, gdy na scenę wyszedł Jerzy Kryszak.

Aby życie było piękne, trzeba się do niego uśmiechnąć, jak nasz prezydent dwa dni temu. Jak on się cieszył! Jak się cieszył! Jak się cieszył, że go wpuścili na szczyt. A ta stara Europa? Macron zblazowany, Merkel zgarbiona. Europo nie garb się! – zaczął Kryszak.

To nie był jedyny polityczny akcent. Cały występ satyryka punktował rząd Beaty Szydło.

Dobiło mnie, że padła ustawa o metropolii. Sopot byłby perełką Warszawy. A jaka by tu kasa przyszła! Przyjechałby Szyszko wyrżnąłby ten rachityczny las, tu dookoła byłby piasek i zrobiliby takie kanały napowietrzające. A tak to mamy w namiot w krzakach – mówił dalej, a widzowie nagrodzili ten fragment głośną owacją.

Jerzy KryszakJerzy Kryszak Akpa

 Kryszak nie oszczędzał nikogo.

Tuska zobaczyłem w mundurze, takim czarnym, w czapce. Pewnie go tak jakaś stylistka z Ohio ubrała. On nie może nosić czarnego, bo jest za blady. A potem zobaczyłem Macierewicza w takim wyblakłym moro. Anthony to mnie mnie rozbraja! Pytałem w wojsku i okazuje się, że ich też! Mają zamówione 4 okręty podwodne z samolotami. Jak one będą się zanurzały, to te samoloty… A jeszcze nie wiem.

Kulminacją, a zarazem zwieńczeniem występu Kryszaka była piosenka. Na melodię „Kawiarenek” śpiewał z powagą i przejęciem:

Wyczyszczono repertuar na afiszach,a aktorów pogoniono w świat w skarpetkach, wtedy nad teatrem wnet zapadła cisza, nadszedł czas, by oprzeć grę na marionetkach (…).

Marionetki, marionetki podrygują bezrozumnie, ktoś pociąga za sznureczki . Jak pociąga, widać umie – kończył frazę Kryszak, a widzowie zaczęli głośno klaskać i wiwatować. – (…) Marionetki, marionetki – widz wyciąga szyję. Marionetki, marionetki – tylko czyje? –

Jerzy KryszakJerzy Kryszak Akpa

 Na koniec piosenki rozległ się głos zza kulis.

Stop, stop, stop – przerwał Marcin Wójcik.

Co? – odparł zdziwiony

Zerwał Ci się sznurek – powiedział prowadzący, a publiczność odpowiedziała gromkimi brawami.

Wiwaty dla satyryka trwały długo. Część osób wstało. Warto dodać, że Kryszak jako jedyny cały swój występ w pierwszej części kabaretonu poświęcił tylko polityce. Sądząc jednak z reakcji publiczność zgromadzonej w Operze Leśnej, nikt nie miał mu tego za złe.

W dalszej części kabaretonu z rządu ostro żartował też Kabaret Skeczów Męczących. Monolog pensjonariusza zamkniętego szpitala psychiatrycznego był jedną wielką tyradą na polityków.

Ja to lubię tego Antoniego, my to nadajemy na tych samych falach. Ja to się dziwię, że on ze mną nie siedzi! (…) A TVP? Gdyby Hitler miał taką telewizję, to byśmy do dzisiaj nie wiedzieli, że jakaś wojna była! Jakie oni w ogóle mają myślenie w tych ministerstwach. Jeśli Minister Środowiska jest za wycinką drzew, to ja wiem, jak minister zdrowia poradzi sobie z chorymi! Ja się nie boję, bo jestem zdrowy. Mam tutaj wypis. Podpisano: Andrzej Duda. Co? Ja niczego nie podrabiałem, przecież on wszystko podpisuje! – w tym momencie rozległy się brawa i okrzyki „racja!” z widowni. – Teraz będzie pisał nową konstytucję, bo zorientował się, że w starej nie jest potrzebny.

Monolog brawa przerywały co chwila. Publiczność szalała. Dostało się

Prezes został człowiekiem wolności. Ja się nie dziwię, bo mu wszystko wolno. A kto go powstrzyma. Opozycja? Rysiek? Rysiek leci, bo tamtą zaswędziała Madera?! Podobno jak Rysiek obejrzał wszystkie swoje wywiady, to sam się pozwał o zniesławienie. Albo ten drugi gwiazdor – Kijowski. Film o nim nakręcą „Piąty Aliment”. Jedynie stara się Platforma. Oni codziennie mają nowy program!

Kabaret Skeczów MęczącyKabaret Skeczów Męczący Akpa

KSM sparodiował też „Milionerów”. Pytanie dotyczyło… Opola.

Zatrzymałeś się na pytaniu za 500 złotych. Gdzie odbędzie się tegoroczny Festiwal w Opolu? A. W Opolu. B. W Łagiewnikach C. U Jacka przed domem.

To bardzo trudne pytanie, jak za 500 złotych…

Przypomnę więc, co odpowiedziała publiczność. Publiczność odpowiedziała: D. Nie będziemy tego oglądać.

Kabaret Młodych Panów natomiast oparł skecz na pomyśle, że BOR zamieniono w zajezdnię PKS. Funkcjonariusze są przede wszystkim kierowcami, którzy muszą mierzyć się z różnego rodzaju kryzysami. Na przykład… Wypadkami rządowych limuzyn.

Antoni znowu miał wypadek. Romuś siedzi tam uwięziony we wraku siedzi. Weź od nas 3 naocznych świadków i jedź tam. A jak media będą pytać to masz tu wersję dla TVN, Polsatu, a ci z „Narodowych” wiedzą, co mają mówić. A i kup karmę dla kota prezesa. A ty pojedziesz na narty z głową państwa.

Nie wiedziałem, że pan prezes na nartach jeździ – odpowiedział nowy funkcjonariusz.

Kabaret Młodych PanówKabaret Młodych Panów Akpa

Nawet Koń Polski wplótł do skeczu polityczne uszczypliwości.

A może ja premierem zostanę? Broszkę mam na miejscu. Czego mi brakuje? – zastanawiała się Hela.

Niczego, może i ja się na ten układ załapie. Z moim wzrostem? Schowam się za tobą ii będę pociągał za sznurki.

Kabaret Koń PolskiKabaret Koń Polski Akpa

 W sopockim kabaretonie o rzadkości należeli artyści, którzy w ogóle nie dotknęli polityki. Im ostrzejszy tekst padał ze sceny, tym głośniejszą owacją odpowiadała publiczność. Bezpardonowe żarty z rządzących, wyraźnie podobały się widzom. Co do tego nie można mieć wątpliwości. Równie pewnym można być jedynie tego, że takiego kabaretonu nie zobaczymy na KFPP w Kielcach, czy gdziekolwiek indziej.

Opole 2017. Polscy artyści masowo bojkotują festiwal

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,21844323,video.html

Zuzanna Iwińska

plotek.pl

Klęska szczytu G7. Nie udało się porozumieć z Trumpem w żadnej kwestii

Michał Kokot, 28 maja 2017Tusk, Trudeau, Merkel i Gentiloni w rozmowie z Trumpem w antycznym amfiteatrze w Taorminie.

Tusk, Trudeau, Merkel i Gentiloni w rozmowie z Trumpem w antycznym amfiteatrze w Taorminie. (EVAN VUCCI/AP)

Szczyt G7 okazał się fiaskiem nawet w porównaniu z wcześniejszym spotkaniem przywódców państw NATO w Brukseli. Amerykanie nie chcieli się zgodzić na żadne z porozumień dotyczących migracji, pakietu klimatycznego, handlu czy nawet pomocy głodującym.

Trwający na Sycylii od piątku do soboty szczyt siedmiu najbardziej rozwiniętych państw świata bardziej przypominał formułę G6 plus USA. Jeszcze przed rozpoczęciem szczytu szef Rady Europejskiej Donald Tusk przewidywał, że „może być jednym z najtrudniejszych w historii” – ze względu na zupełnie rozbieżne stanowiska w kwestii przyjęcia postanowień o redukcji gazów cieplarnianych z ubiegłorocznego szczytu w Paryżu.

Ale szybko okazało się, że Trump nie zamierza się zgadzać także w żadnej z pozostałych omawianych w Taorminie kwestii. Politycy nie kryli irytacji uporem amerykańskiego prezydenta. Kanclerz Niemiec Angela Merkel otwarcie stwierdziła, że rozmowy z Trumpem są „bardzo trudne, by nie powiedzieć niesatysfakcjonujące”. Kanadyjski premier Justin Trudeau apelował do Trumpa, by ten nie skreślał postanowień z Paryża. – Nie można mieć gospodarki w przyszłości, nie troszcząc się o klimat – mówił. Zaś francuski prezydent Emmanuel Macron prosił Trumpa o podjęcie decyzji, by dać pozytywny przykład Chinom.

Zobacz: Światowe media o Trumpie na szczycie NATO – „Pokazał sojusznikom środkowy palec”

Światowe media o Trumpie na szczycie NATO – „Pokazał sojusznikom środkowy palec”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21866598,video.html

Trump natomiast, wsiadając do samolotu, wysłał jedynie tweeta, w którym zapowiedział, że w sprawie pakietu klimatycznego decyzję podejmie w przyszłym tygodniu. Niektóre media spekulują, że być może Amerykanie w ogóle wycofają się z paryskich postanowień. Trump miał bowiem twardo twierdzić, że postanowienia o emisji gazów cieplarnianych szkodzą amerykańskiej gospodarce i nie zamierza ich respektować.

Nawet Włosi, organizatorzy szczytu, nie przewidywali, że skończy się on tak bezowocnie. Oświadczenie końcowe wszystkich państw trzeba było kilkakrotnie redagować. Włosi liczyli na to, że uda się w nim zawrzeć apel o włączenie się pozostałych państw do rozwiązania kryzysu migracyjnego. Włochy są bowiem głównym państwem, do którego docierają imigranci z Afryki. Jednak akapity mówiące o tym, że kryzys migracyjny nie jest zjawiskiem regionalnym, tylko wyzwaniem globalnym, zostały pod naciskiem Trumpa zmienione. Wpisane zostały za to fragmenty, które mówią o tym, że każde państwo w obliczu kryzysu migracyjnego ma prawo do ochrony swoich granic.

Organizacje humanitarne skrytykowały uczestników szczytu za to, że nie podjęli żadnych decyzji w sprawie dofinansowania światowego programu żywnościowego. ONZ szacuje, że na ten cel potrzebnych jest niemal 7 mld dol. Jak dotąd jednak uzbierano dopiero ok. 30 proc. kwoty.

– Państwa G7 opuszczają szczyt bez podjęcia w najmniejszym stopniu najbardziej palących kwestii na świecie – powiedział Jörn Kalinski z brytyjskiej organizacji charytatywnej Oxfam.

Nie wiadomo kiedy i czy w ogóle państwa G7 wspólnie do tego tematu wrócą. Amerykańska administracja najwyraźniej nie wydaje się tym zainteresowana, co symbolicznie pokazały kamery z obrad szczytu. W trakcie gdy włoski premier Paolo Gentiloni mówił o problemach Afryki, które generują kryzys uchodźczy, Trump nawet nie nałożył słuchawek z tłumaczeniem i wbił nieobecny wzrok w podłogę. Jego rzecznik pospiesznie zapewniał później, że prezydent miał jedną słuchawkę w drugim uchu, którego kamera nie objęła.

Przywódcy państw G7 wyrazili za to gotowość do podjęcia dalszych kroków, jeśli Rosja nie zrealizuje porozumień z Mińska mających położyć kres wojnie na wschodzie Ukrainy. W dokumencie końcowym podkreślają „odpowiedzialność Federacji Rosyjskiej za konflikt oraz rolę, jaką musi odegrać, by przywrócić pokój i stabilność”, i „ponownie potępiają nielegalną aneksję Półwyspu Krymskiego”. Sankcje, które kraje zachodnie zdecydowały się nałożyć na Rosję, mogą zostać zniesione tylko, jeśli ta zrealizuje swoje zobowiązania.

wyborcza.pl

Merkel: Nie możemy polegać na Wlk. Brytanii i USA. Musimy wziąć sprawy w swoje ręce

Edyta Bryła, 28 maja 2017

Uczestnicy szczytu w Taorminie podczas tradycyjnego 'family photo'.

Uczestnicy szczytu w Taorminie podczas tradycyjnego ‚family photo’. (Andrew Medichini (AP Photo/Andrew Medichini))

Merkel powiedziała podczas mityngu wyborczego w Monachium, że Europa musi wziąć sprawy w swoje ręce, bo nie może liczyć na Wielką Brytanię i USA. Takie wnioski wyciągnęła po „niesatysfakcjonującym” szczycie G7.

Merkel wróciła w sobotę z dwudniowego szczytu na Sycylii, na którym siedem najbardziej rozwiniętych państw świata dyskutowało m.in. o utrzymaniu postanowień o redukcji gazów cieplarnianych z ubiegłorocznego szczytu w Paryżu.

Wiadomo, że rozmowy zakończyły się fiaskiem, bo Donald Trump nie zgodził się z tymi postanowieniami ani także w żadnej z pozostałych omawianych kwestii, m.in. uchodźców.

Merkel powiedziała w Monachium: – Koniec z czasami, w których mogliśmy całkowicie polegać na innych. Doświadczyłam tego w ostatnich dniach. My, Europejczycy, musimy naprawdę wziąć nasz los we własne ręce.

Merkel podsumowała, że rozmowy toczyły się na zasadzie „sześciu przeciw jednemu”, były bardzo trudne, o ile nie „bardzo niesatysfakcjonujące”.

Trump wrócił do USA zadowolony. Na Twitterze napisał, że „wyprawa była wielkim sukcesem dla Ameryki”. „Ciężka praca, ale wspaniałe efekty!” – dodał.

Just returned from Europe. Trip was a great success for America. Hard work but big results!

Jak pisze „Guardian”, Trump miał opisać w Brukseli, podczas szczytu NATO, praktyki handlowe Niemiec jako „złe, bardzo złe”. Narzekał, że to państwo sprzedaje w USA zbyt wiele aut.

Zobacz: Światowe media o Trumpie na szczycie NATO – „Pokazał sojusznikom środkowy palec”

Światowe media o Trumpie na szczycie NATO – „Pokazał sojusznikom środkowy palec”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21866598,video.html

 

wyborcza.pl

PiS robi audyt rządów PO-PSL. Miało być „tsunami niegospodarności”, jest tsunami umorzeń śledztw

Michał Wilgocki, 28 maja 2017

Beata Szydło i Beata Kempa

Beata Szydło i Beata Kempa (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Kilkugodzinne przedstawienie, zarzut marnowania środków publicznych i „tsunami niegospodarności” – tak w maju ubiegłego roku PiS podsumował w Sejmie rząd PO-PSL. Sprawdziliśmy efekty audytu autorstwa PiS.

– „Tsunami niegospodarności”, marnotrawstwa, lekceważenia nie ominęło Kancelarii Prezesa Rady Ministrów – grzmiała w Sejmie Beata Kempa, obecna szefowa KPRM.

Po audycie rządów PO-PSL jej kancelaria złożyła do prokuratury trzy zawiadomienia. Dotyczą „nieprawidłowości przy likwidacjach sprzętu komputerowego i teleinformatycznego w 2013 r”, „nieprawidłowości związanych z finansowaniem w latach 2011-12 podyplomowych studiów na kierunku menedżerskim na kwotę 75 tys. zł czterem pracownikom” i „gospodarowania nieruchomościami przy ul. Grzesiuka”.

Wszystkie sprawy umorzono.

„Wyborcza” w połowie kwietnia – na miesiąc przed rocznicą sejmowego audytu rządu PO-PSL, którego dokonali politycy PiS – zapytała wszystkie ministerstwa, jakie sprawy zgłosiły do prokuratury.

Do dziś nie odpowiedziały trzy resorty: energii, rozwoju i finansów oraz obrony narodowej.

Ministerstwa informują…

Resorty pracy, cyfryzacji i zdrowia nie złożyły żadnego doniesienia. Podobnie ministerstwo kultury, które jednak zawiadomiło rzecznika dyscypliny finansów publicznych (w sprawie Instytutu Książki i Muzeum Łazienki Królewskie). Ministerstwo Edukacji zgłosiło do CBA jedną sprawę dotyczącą zamówień publicznych.

Resort nauki złożył jedno doniesienie: w sprawie zasadności wydatków Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na promocję.

Także jedną sprawę zgłosiło Ministerstwo Sportu. Dotyczy funkcjonowania Narodowego Centrum Sportu w latach 2011-13.

Cztery zawiadomienia złożyło Ministerstwo Sprawiedliwości. Dwa dotyczyły nieprawidłowości przy informatyzacji. Zawiadomiło też prokuraturę w związku z zaniechaniem dotyczącym opłat za czynności adwokackie i radców prawnych. Ostatnie zawiadomienie dotyczyło nierzetelnego wniosku o przyznanie pomocy finansowej na zaspokojenie potrzeb mieszkaniowych.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych zgłosiło prokuraturze trzy sprawy. Dotyczą: budowy ambasady w Berlinie, pozyskania nieruchomości przy ul. Bagatela 5 w Warszawie oraz wymiany nieruchomości między MSZ a Uniwersytetem Warszawskim.

Ministerstwo Infrastruktury ma następujące zarzuty: nadużycie uprawnień przez osoby zajmujące się sprawami majątkowym w spółkach grupy PKP, nieprawidłowości przy budowie autostrady A4 (odcinek Tarnów-Rzeszów). Do CBA zgłosiło sprawę prywatyzacji PKP Energetyka. A dodatkowo – wspólnie z Ministerstwem Środowiska – sprawę budowy ekranów akustycznych w latach 2008-12.

Osiem wniosków do prokuratury złożyło Ministerstwo Gospodarki Morskiej. Jakie? „Mając na uwadze dobro prowadzonych postępowań oraz chronione prawem dobro ich uczestników (w tym zasadę domniemania niewinności), ewentualna kwestia upublicznienia postępowania powinna być rozpatrywana dopiero na etapie postępowania sądowego” – odpowiada resort.

Dziesięć doniesień złożyło MSWiA. Dotyczą m.in. konkursu na logo komend i komisariatów policji, budowy komisariatu w Gliwicach i zakupu sprzętu dla straży pożarnej. „Oprócz tego skierowano szereg zawiadomień o naruszeniu dyscypliny finansów publicznych, wniosków o wszczęcie postępowań dyscyplinarnych, wniosków dotyczących podejrzenia zagrożeń korupcyjnych” – pisze MSWiA. Ale bez konkretów.

12 pozycji liczy lista zawiadomień Ministerstwa Środowiska. Dotyczą m.in. niewłaściwej realizacji umowy na dotację na odwierty geotermalne dla Fundacji Lux Veritatis (powiązanej z o. Rydzykiem), afrykańskiego pomoru świń czy niszczenia środowiska.

Ministerstwo Rolnictwa razem z jednostkami podległymi zgłosiło… 450 spraw. „Zawiadomienia dotyczyły zagadnień związanych z uzyskiwaniem płatności bezpośrednich do gruntów rolnych, dzierżawy i sprzedaży nieruchomości, uzyskiwania wsparcia finansowego w mechanizmach Wspólnej Polityki Rolnej, negatywnych zachowań pracowników instytucji, funkcjonowania spółek skarbu państwa” – informuje.

Zobacz: PiS pyta, PO odpowiada. Jej odpowiedzi mogą być łatwym łupem dla PiS – w „Temacie dnia” o niespójnym przekazie Platformy

PiS pyta, PO odpowiada. Jej odpowiedzi mogą być łatwym łupem dla PiS – w „Temacie dnia” o niespójnym przekazie Platformy

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21792333,video.html

…prokuratura śledzi i umarza

Zapytaliśmy w prokuraturze, na jakim etapie są sprawy pozgłaszane przez resorty. Nie wszystkie udało się nam namierzyć, bo są rozrzucone po kilkudziesięciu prokuraturach w Polsce. Dodatkowo niektóre resorty – jak gospodarki morskiej – nie informowały, czego dotyczą zgłoszenia.

Prokuratura Krajowa przesłała nam odpowiedź na poselską interpelację z grudnia 2016 r., z której wynika, że prokuratury prowadziły wtedy 80 postępowań z zawiadomień resortów. Kilka przyniosło już efekty.

Prokuratura w Suwałkach prowadziła śledztwo w sprawie zniszczenia środowiska na obszarze strefy Puszcza Augustowska i Ostoja Augustowska. Zostało umorzone.

Prokuratura w Legnicy prowadziła sprawę umowy dzierżawy kanalizacji i ciemnych włókien światłowodowych. Została umorzona.

Prokuratura w Bolesławcu prowadziła śledztwo dotyczące udostępnienia „szerokiemu gronu odbiorców” projektu ustawy o ruchu drogowym. Zostało umorzone.

Prokuratura w Jeleniej Górze prowadziła sprawę zgłoszoną przez Ministerstwo Sprawiedliwości dotyczącą przekroczenia uprawnień przez komornika sądowego. A także jedną z mniejszych spraw zgłoszonych przez MSWiA. Obie umorzyła.

Prokuratura w Zgorzelcu też prowadziła sprawę zgłoszoną przez MSWiA dotyczącą posiadania broni bez zezwolenia. Umorzyła ją.

Z korespondencji z prokuraturami wynika, że wiele spraw jest „w toku”. W żadnej, o której wie „Wyborcza”, nie postawiono zarzutów.

Bodnar sprawdza

Osobnym tematem jest 19 zawiadomień, którymi chwali się minister-koordynator ds. służb specjalnych Mariusz Kamiński. Jedną ze spraw, o których mówił w Sejmie, była inwigilacja dziennikarzy. Zainteresował się nią rzecznik praw obywatelskich Adam Bodnar.

Bodnar zapytał prokuratora generalnego, do jakich prokuratur sprawy pozgłaszał Kamiński i jakie nadano im sygnatury. Prokuratura Krajowa odpowiedziała: „Nie jest możliwe ustalenie, których spraw dotyczyło wystąpienie ministra”.

– Od 11 maja 2016 r. do 1 czerwca 2016 r. wpłynęła znaczna, przekraczająca 19 spraw liczba skierowanych przez służby nadzorowane przez ministra Mariusza Kamińskiego zawiadomień o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Każda z tych spraw została rozpoznana indywidualnie. Nie miało miejsca przekazanie wyodrębnionej grupy 19 zawiadomień – napisał Przemysław Funiok, dyrektor Biura Prezydialnego Prokuratury Krajowej (cytat za stroną rzecznika praw obywatelskich).

wyborcza.pl

-Nie ma rejestratora dźwięku z limuzyny Szydło;

-Nie ma monitoringu z komisariatu we Wrocławiu;

Zaczynam się martwić o los bilingów Kempy.

Pani synowi najlepszego jesli to z powołania.Pani zaś powinna usiąśc przy pacjencie po przeszczepie i patrzec jak umiera z braku refundacji😡

50. jubileusz ‚Sierżanta Pieprza’. Cudownie pstrokata mikstura Beatlesów

%d blogerów lubi to: