Dziennikarz Bartosz Węglarczyk (ONET) o tym, jak politycy Prawa i Sprawiedliwość swoimi działaniami doprowadzą do wyjścia Polski z Unii Europejskiej.

Duda – brylant prezesa w szkatułce Pałacu Prezydenckiego

Duda - brylant prezesa w szkatułce Pałacu Prezydenckiego

Andrzej Duda przesłał do Sejmu dwa wnioski o ponowne rozpatrzenie ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. Tak pokrętnie w języku prawnym nazywane są zawetowane ustawy, które „rozpatrzone” mogą być tylko poprzez odrzucenie weta, czyli trzech piątych głosów w obecności przynajmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Zatem czekamy na przedstawienie przez Dudę w ciągu dwóch miesięcy – jak zapowiedział – swoich dwóch ustaw. We wnioskach Dudy zawarte jest uzasadnienie wet, zatem możemy odczytywać z nich, co będzie w ustawach, które opracowane zostaną w Kancelarii Prezydenta.

I możemy już dzisiaj otworzyć buzię z wrażenia. Dudzie nie przeszkadzała w ustawach niezgodność ich z Konstytucją, ale zbyt duża władza w rękach ministra sprawiedliwości oraz to, że jedna partia wybierze swoich sędziów zarówno do KRS i SN.

Duda jest za tym, aby sędziowie do KRS byli wybrani trzema piątymi głosami posłów i pochodzili z różnych grup sędziowskich. Spełniony jest warunek dogadany przez Dudę z Pawłem Kukizem, którego klub wraz z PiSem i małymi kołami poselskimi mógłby przepchać swoich kandydatów.

W uzasadnieniu Dudy nie ma mowy o tym, co zostało zapisane w Konstytucji, iż na 15 członków KRS  czterech wybiera Sejm, a reszta – jedenastu – zgromadzenia sędziowskie. Duda nie widzi łamania Konstytucji w przerwaniu kadencji sędziów, która trwa 4 lata, nie może więc jej przerwać zwykła ustawa sejmowa. W Konstytucji nie ma także mowy o dwóch zgromadzeniach KRS, które proponowała pisowska ustawa.

Dudzie więc nie wadzi łamanie Konstytucji, ale zbyt duża władza Zbigniewa Ziobry. Także uzasadnienie weta ustawy o Sądzie Najwyższym dotyczy zbyt dużej władzy ministra sprawiedliwości, a nie złamania konkretnych artykułów Konstytucji, w tym nieusuwalności sędziów, 6-letniej kadencji I prezes, etc.
Dudzie nie przeszkadza złamanie Konstytucji w zawetowanych ustawach, ale to, że jeden człowiek będzie miał władzę większą od niego.

Można mniemać, iż dwa weta były spowodowane protestami społecznymi, które zostały w ten sposób spacyfikowane. Rodzi to silne podejrzenia, iż Duda nie tylko dogadał się z niektórymi hierarchami Kościoła katolickiego – o czym od razu pisałem – ale z wysłannikami prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostatni idzie na zderzenie czołowe z Polakami, którzy nie zgodzą się na zniszczenie trójpodziału władzy, czyli demokracji. Kaczyński nie tyle wyprowadza w pole opozycję parlamentarną, co polskie społeczeństwo. Duda w tej rozgrywce mimowolnie został wpędzony w rolę dobrego policjanta („ach, dwa weta, dwa weta, ach”).

Jadwiga Staniszkis, która otrzeźwiała z silnej dawki kaczyzmu, uważa, że „prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem” (w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”). Duda jest brylantem dla prezesa Kaczyńskiego, trzyma go w szkatułce, która nazywa się Kancelarią Prezydenta.

I na tym polega ta gra, chcą nas oszwabić grą polityczną, która jest planowana tylko w jednym miejscu – w gabinecie prezesa, w gmachu przy Nowogrodzkiej. Chcą nam pokazać nie tyle „ucho prezesa”, co „ucho od śledzia”. Taki jest ich va banque.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Paweł Szefernaker nie pozwoli podpalić Polski

Paweł Szefernaker nie pozwoli podpalić Polski

Nie wiadomo, czy sam w to wierzy, ale Paweł Szefernaker ośmieszając młodych Polaków, uczestników lipcowych protestów robi z nich niesamodzielnie myślących półgłówków, podatnych na wpływy Sorosa i Rossmanna, którzy w nielegalny sposób chcą obalić rząd, wybrany przez mitycznego suwerena pod wpływem astroturfingu. Dał temu wyraz w szokującym wywiadzie udzielonym rozgłośni toruńskiego redemptorysty.

„Po raz pierwszy mieliśmy w Internecie do czynienia z tysiącami interakcji, których pochodzenie było niezidentyfikowane” – stwierdził w Radiu Maryja. „To wszystko może wskazywać na to, że pojawił się nowy gracz, prawdopodobnie zza granicy, który wcześniej generował zaangażowanie w Internecie odnośnie referendum ws. Brexitu czy wyborów w USA. Pierwszy raz w polskiej przestrzeni wirtualnej mieliśmy sytuację, gdzie w takim zwykłym, normalnym dla demokracji sporze, pojawił się ktoś, kto chciał – powiem wprost – podpalić Polskę” – stwierdził Paweł Szefernaker.

W ten sposób w osłupienie wprawił niejednego zdrowo myślącego Polaka, ale nie tylko to… Wielu z nich odebrał nadzieję na to, że ktokolwiek w PiS pofatyguje się wreszcie i ze zrozumieniem wysłucha suwerena myślącego odmiennymi kategoriami. Nic z tego…

Na dodatek zapowiedział rządową kontrolę nad organizacjami pozarządowymi, które są nieprzychylne i w wielu przypadkach – jego zdaniem – nawołują do obalenia władzy w Polsce. Taka kontrola ma wynikać m.in z ustaleń z warszawskiego szczytu NATO. Tu drobna nieścisłość, bo choć faktycznie, była tam o tym mowa, jednak dotyczyło to działań ze strony Rosji i zmian w charakterze prowadzenia wojen.

koduj24.pl

To jest wiersz o ONR z 1937 roku. Nie z wczoraj.

Coś niebywałego wychodzi na jaw! Kaczyński prosił Niemców o pieniądze na budowę partii

W narracji obozu rządzącego dziś Polską, wszystkie pieniądze pochodzące zza granicy i trafiające do organizacji politycznych i pozarządowych – są złem. Okazuję się, że prezes Prawa i Sprawiedliwości nie zawsze był tak sceptycznie nastawiony do zagranicznych środków finansowych.

W 2014 roku na jaw wyszły informacje, jakoby pierwsza partia Donalda Tuska, Kongres Liberalno-Demokratyczny założono za pieniądze od CDU. Były premier miał wtedy pożyczyć od Niemców ok. miliona złotych. W tamtym czasie Jarosław Kaczyński nie widział nic złego, w rzucanych przez siebie oskarżeniach, a jego stronnictwo posądzało Platformę o realizowanie obcego interesu.

Teraz korespondent brytyjskiego „Guardiana”, Christian Davies udostępnił na Facebooku zadziwiające zdjęcie. Chodzi o fragment książki Rafała Pankowskiego opowiadający o tym, jak Jarosław Kaczyński próbował znaleźć źródła finansowania swojego pierwszego ugrupowania – Porozumienia Centrum.

– Nie zaprzeczam temu, że liczyłem na wsparcie zachodniej chrześcijańskiej demokracji. Niestety twarde polskie prawo zabraniało finansowania partii politycznych z zagranicy – powiedział Kaczyński w kontekście pieniędzy od niemieckiej partii CDU (Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna Niemiec, niem. Christlich Demokratische Union Deutschlands).

Słowa krytyki oprócz dzisiejszej postawy względem lat poprzednich, ściągnął na prezesa PiS fakt, że chrześcijańsko-demokratyczny charakter jego partii był jedynie wynikiem chęci otrzymania pieniędzy na swoją działalność, niżeli faktycznymi przekonaniami. Dziś temat ten jest zapewne tabu. Prawo i Sprawiedliwość konsekwentnie nagłaśnia sprawy finansowania polskich organizacji pozarządowych i politycznych przez ludzi zza granicy, przypinając im metkę mniej polskich i wrogich racji stanu.

 

pikio.pl

Polska będzie domagać się reparacji wojennych? Jest odpowiedź niemieckiego rządu

past, mk, IAR, 02.08.2017

Angela Merkel

Angela Merkel (Fot. Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta)

Poseł PiS Arkadiusz Mularczyk chce sprawdzenia, czy jest możliwe otrzymanie od Niemiec reparacji wojennych. Na informację odpowiedział już niemiecki rząd, który podkreśla, że ta kwestia została w przeszłości ostatecznie uregulowana.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Arkadiusz Mularczyk poinformował, że złożył w Biurze Analiz Sejmowych wniosek o przygotowanie ekspertyzy, dotyczącej możliwości otrzymania reparacji wojennych od Niemiec.

Poseł PiS jest zdania, że ubieganie się o reparacje wojenne to „moralny obowiązek”, który spoczywa na politykach. Podkreślił, że podczas wojny zginęło prawie 6 milionów Polaków, a Polska została zniszczona i wywieziono z niej działa sztuki. Arkadiusz Mularczyk dodał, że ekspertyza powinna być gotowa w połowie sierpnia i wówczas zostanie przekazana rządowi. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Na tę informację odpowiedział już niemiecki rząd. – Niemcy poczuwają się do politycznej, moralnej i finansowej odpowiedzialności za II wojnę światową. Wypłaciły reparacje w znacznej wysokości za ogólne szkody wojenne, także dla Polski. (…) Kwestia została w przeszłości ostatecznie uregulowana. W 1953 roku Polska wiążąco (…) zrezygnowała z dalszych świadczeń reparacyjnych dla całych Niemiec i w okresie późniejszym wielokrotnie to potwierdzała – skomentowała rzeczniczka rządu Niemiec Ulrike Demmer, cytowana przez portal Interia.pl.

Macierewicz: To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się reparacji

O reparacjach wojennych mówił także minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Wczoraj, w rozmowie z TVP Info, szef MON powiedział, że nie jest prawdą, iż Polska zrzekła się odszkodowań wojennych od Niemiec. – To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się tej części reparacji, które związane były z obszarem państwa też marionetkowego, sowieckiego NRD – powiedział Macierewicz.

– W tym zakresie miało miejsce zrzeczenie, zresztą nigdy formalno-prawnie nieprzeprowadzone – dodał minister obrony. Podkreślił, że z prawnego punktu widzenia, „Niemcy bezdyskusyjnie winne są Polsce reparacje wojenne”.

Z kolei wiceminister obrony Bartosz Kownacki w przededniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego mówił o „pouczaniu o demokracji” przez potomków „zwyrodnialców”. – Na ulicach Warszawy po jednej stronie byli żołnierze AK walczący o wolność ojczyzny. Po drugiej stronie byli niemieccy zwyrodnialcy, to trzeba jasno powiedzieć, którzy mordowali kobiety, dzieci, często na ich rękach – mówił Kownacki.

– Trzeba o tym pamiętać szczególnie dzisiaj, kiedy ci, którzy współtworzą naszych współczesnych sąsiadów, dzieci i wnuki tamtych, próbują nas pouczać, czym jest wolność i demokracja. Oni nie mają do tego moralnego prawa – stwierdził.

 

gazeta.pl

Lider Obywateli RP o przyszłości

Lider Obywateli RP o przyszłości

Mamy coraz więcej ruchów obywatelskich, które nie ustają w wysiłkach, by pokazać obecnej władzy brak zgody na demolkę Polski. Jest KOD, TARCZA, OSA, TAMA, Strajk Kobiet, Inicjatywa Polska, Obywatele Solidarni w Akcji, Obywatele RP. Manifestują, maszerują, pikietują, a jednocześnie zastanawiają się, co potem. Co po PiSie i jak po PiSie.

Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP w Radiu Tok FM przedstawił swoją wizję popisowskiej Polski, a właściwie wskazał to, co według niego, najważniejsze. „Takim poważnym projektem, który zaczyna nam chodzić po głowie jest coś w rodzaju konstytuanty. Myślimy sobie, że po tej smucie, po okresie władzy PiS, to czym powinniśmy się my Polacy zająć, jest budowa państwa polskiego w imieniu rzeczywiście wszystkich obywateli. A prawda jest taka – to widać po wyborach – że mniejszość polskich obywateli uważała to państwo za swoje własne”.

Nie można się z nim nie zgodzić. W końcu to właśnie łamanie konstytucji wyprowadziło ludzi na ulice. To właśnie niezgoda na antykonstytucyjne działania zaczyna łączyć opozycję obywatelską i polityczną w Koalicję Demokratyczną. To właśnie działania PiS pokazują, że nasza konstytucja jest jednak dość nieprecyzyjna, że przy odrobinie nawet złej woli można ją szatkować, interpretować po swojemu, otwierać furtki pozwalające na obejście jej ustawami. Cóż, pozostaje trzymać kciuki, by jak najszybciej nadszedł ten czas, gdy Konstytuanta złożona z rzeczywistych ekspertów, będzie mogła wziąć się do opracowania polskiej konstytucji, której już nigdy i nikt nie będzie mógł obejść bokiem. Oby tylko tym razem naród dobrze wybrał.

koduj24.pl

Duda – brylant prezesa w szkatułce Pałacu Prezydenckiego

Andrzej Duda przesłał do Sejmu dwa wnioski o ponowne rozpatrzenie ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. Tak pokrętnie w języku prawnym nazywane są zawetowane ustawy, które „rozpatrzone” mogą być tylko poprzez odrzucenie weta, czyli trzech piątych głosów w obecności przynajmniej połowy ustawowej liczby posłów.

Zatem czekamy na przedstawienie przez Dudę w ciągu dwóch miesięcy – jak zapowiedział – swoich dwóch ustaw. We wnioskach Dudy zawarte jest uzasadnienie wet, zatem możemy odczytywać z nich, co będzie w ustawach, które opracowane zostaną w Kancelarii Prezydenta.

I możemy już dzisiaj otworzyć buzię z wrażenia. Dudzie nie przeszkadzała w ustawach niezgodność ich z Konstytucją, ale zbyt duża władza w rękach ministra sprawiedliwości oraz to, że jedna partia wybierze swoich sędziów zarówno do KRS i SN.

Duda jest za tym, aby sędziowie do KRS byli wybrani trzema piątymi głosami posłów i pochodzili z różnych grup sędziowskich. Spełniony jest warunek dogadany przez Dudę z Pawłem Kukizem, którego klub wraz z PiSem i małymi kołami poselskimi mógłby przepchać swoich kandydatów.

W uzasadnieniu Dudy nie ma mowy o tym, co zostało zapisane w Konstytucji, iż na 15 członków KRS  czterech wybiera Sejm, a reszta – jedenastu – zgromadzenia sędziowskie. Duda nie widzi łamania Konstytucji w przerwaniu kadencji sędziów, która trwa 4 lata, nie może więc jej przerwać zwykła ustawa sejmowa. W Konstytucji nie ma także mowy o dwóch zgromadzeniach KRS, które proponowała pisowska ustawa.

Dudzie więc nie wadzi łamanie Konstytucji, ale zbyt duża władza Zbigniewa Ziobry. Także uzasadnienie weta ustawy o Sądzie Najwyższym dotyczy zbyt dużej władzy ministra sprawiedliwości, a nie złamania konkretnych artykułów Konstytucji, w tym nieusuwalności sędziów, 6-letniej kadencji I prezes, etc.

Dudzie nie przeszkadza złamanie Konstytucji w zawetowanych ustawach, ale to, że jeden człowiek będzie miał władzę większą od niego.

Można mniemać, iż dwa weta były spowodowane protestami społecznymi, które zostały w ten sposób spacyfikowane. Rodzi to silne podejrzenia, iż Duda nie tylko dogadał się z niektórymi hierarchami Kościoła katolickiego – o czym od razu pisałem – ale z wysłannikami prezesa Kaczyńskiego.

Ten ostatni idzie na zderzenie czołowe z Polakami, którzy nie zgodzą się zniszczenie trójpodziału władzy, czyli demokracji. Kaczyński nie tyle wyprowadza w pole opozycję parlamentarną, co polskie społeczeństwo. Duda w tej rozgrywce mimowolnie został wpędzony w rolę dobrego policjanta („ach, dwa weta, dwa weta, ach”).

Jadwiga Staniszkis, która otrzeźwiała z silnej dawki kaczyzmu, uważa, że „prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem” (w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”). Duda jest brylantem dla prezesa Kaczyńskiego, trzyma go w szkatułce, która nazywa się Kancelarią Prezydenta.

I na tym polega ta gra, chcą nas oszwabić grą polityczna, która jest planowana tylko w jednym miejscu – w gabinecie prezesa w gmachu przy Nowogrodzkiej. Chca nam pokazać nie tyle „ucho prezesa”, co „ucho od śledzia”. Taki jest ich va banque.

PiS poważnie myśli o żądaniu od Niemiec reparacji wojennych. Poseł złożył wniosek w Sejmie

past, IAR, 02.08.2017

PRZEMEK WIERZCHOWSKI

Arkadiusz Mularczyk z klubu PiS złożył w Biurze Analiz Sejmowych wniosek o przygotowanie ekspertyzy, dotyczącej możliwości otrzymania reparacji wojennych od Niemiec. Wcześniej mówił o tym szef MON.

Arkadiusz Mularczyk powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej, że ekspertyzę mają wykonać specjaliści sejmowi. Zaznaczył, że Biuro Analiz Sejmowych sprawdzi, czy obecnie Polska ma prawne możliwości dochodzenia roszczeń od Niemiec za straty materialne i osobowe, które zostały wyrządzone podczas drugiej wojny światowej.

Poseł Solidarnej Polski jest zdania, że ubieganie się o reparacje wojenne to „moralny obowiązek”, który spoczywa na politykach. Podkreślił, że podczas wojny zginęło prawie 6 milionów Polaków, a Polska została zniszczona i wywieziono z niej działa sztuki.

Arkadiusz Mularczyk dodał, że ekspertyza powinna być gotowa w połowie sierpnia i wówczas zostanie przekazana rządowi.

Macierewicz: To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się reparacji

O reparacjach wojennych mówił także minister obrony narodowej Antoni Macierewicz. Wczoraj, w rozmowie z TVP Info, szef MON powiedział, że nie jest prawdą, iż Polska zrzekła się odszkodowań wojennych od Niemiec.

– To sowiecka kolonia, zwana PRL, zrzekła się tej części reparacji, które związane były z obszarem państwa też marionetkowego, sowieckiego NRD – powiedział Macierewicz.

– W tym zakresie miało miejsce zrzeczenie, zresztą nigdy formalno-prawnie nieprzeprowadzone – dodał minister obrony. Podkreślił, że z prawnego punktu widzenia, „Niemcy bezdyskusyjnie winne są Polsce reparacje wojenne”.

Z kolei wiceminister obrony Bartosz Kownacki w przededniu rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego mówił o „pouczaniu o demokracji” przez potomków „zwyrodnialców”.

– Na ulicach Warszawy po jednej stronie byli żołnierze AK walczący o wolność ojczyzny. Po drugiej stronie byli niemieccy zwyrodnialcy, to trzeba jasno powiedzieć, którzy mordowali kobiety, dzieci, często na ich rękach – mówił Kownacki.

– Trzeba o tym pamiętać szczególnie dzisiaj, kiedy ci, którzy współtworzą naszych współczesnych sąsiadów, dzieci i wnuki tamtych, próbują nas pouczać, czym jest wolność i demokracja. Oni nie mają do tego moralnego prawa – stwierdził.

TVP Info wypuściło skrajnie antyniemiecki spot. „To początek krucjaty prezesa Kurskiego” >>>

 

TOK FM

Hurra! Duda zawetował ustawy. Prof. Staniszkis studzi entuzjazm: Ma słaby charakter. To minimum

opr. jagor, 02.08.2017

Jadwiga Staniszkis

Jadwiga Staniszkis (ALBERT ZAWADA)

„Prezydent Duda zrobił minimum, które powinien był zrobić. On dryfuje w polityce i deklamuje, a na jego decyzję musiały wpłynąć protesty uliczne oraz otoczenie” – mówi prof. Jadwiga Staniszkis w „Rzeczpospolitej”.

W ocenie socjolożki jest zdecydowanie za wcześnie, by można było mówić o sporze między rządzącym PiS a prezydentem Andrzejem Dudą. „Czy mamy do czynienia ze sporem, zobaczymy, kiedy prezydent przedstawi swoje projekty ustaw dotyczące Sądu Najwyższego i KRS. Niewykluczone, że prezydenckie ustawy nie będą odbiegały znacznie od ustaw pisowskich” – podkreśla w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” prof. Staniszkis.

Prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem

Prof. Staniszkis zwraca uwagę, że prezydent był i jest bardzo użyteczny dla PiS i to dzięki niemu sparaliżowano Trybunał Konstytucyjny: „Prezydent ze słabym charakterem jest dla PiS skarbem”.

Socjolożka przekonuje, że dopiero propozycje ustaw o SN i KRS dadzą prawdziwy obraz prezydenckiej niezależności i siły charakteru.

„Teraz mamy do czynienia tylko z bardzo ostrożnym krokiem prezydenta, który powinien był pójść dalej. Duda powinien zawetować również ustawę o sądach powszechnych, a wcześniej nie pozwolić na zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego. Prezes Julia Przyłębska i sędziowie ‚dublerzy’ w Trybunale Konstytucyjnym to wina Dudy. Nie reagowali z urzędu na niekonstytucyjne posunięcia rządzących niszczące niezależność sądów. Skutki tego są odczuwalne. Nie zapominajmy o tym” – przypomina prof. Staniszkis.

Duda zrobił minimum. On dryfuje w polityce i deklamuje

Jak zauważa profesor, ani PiS, ani Ziobro nie proponują usprawnienia funkcjonowania sądów, a dążą do upartyjnienia i ograniczenia niezależnych władz.

Zarzuty Ziobry pod adresem Dudy są ambicjonalne. To potyczka mająca zwiększyć kompetencje ministra sprawiedliwości kosztem prezydenta. Prezydent Duda zrobił minimum, które powinien był zrobić. On dryfuje w polityce i deklamuje, a na jego decyzję musiały wpłynąć protesty uliczne oraz otoczenie. Znam prof. Krzysztofa Szczerskiego, którego cenię, i jego otoczenie. Obóz prezydenta nie mógł pozwolić Andrzejowi Dudzie na dalsze łamanie konstytucji, żeby zachować twarz i móc dalej dla niego pracować. Te dwa weta to minimum, które Duda powinien był zrobić. Nie może pozwolić na upartyjnienie sądów, które miałyby w przyszłości chronić łamanie prawa przez PiS

– mówi prof. Staniszkis i dodaje, że teraz prezydent albo pokaże, że jest „niezależnym wolnym podmiotem, albo instrumentem PiS”.

Tak działał stalinizm i faszyzm

„Pamiętajmy też, że SN analizuje wyniki wyborów i wyłania Trybunał Stanu, który może osądzać polityków. Rządzący, zawłaszczając i wpływając na sądy, chcą zminimalizować odpowiedzialność indywidualną. Tak działał stalinizm i faszyzm oraz inne systemy opresyjne. PiS chce zrzucić z siebie wszelką odpowiedzialność, podporządkowując sobie niezależne dotychczas instytucje” – zwraca uwagę socjolożka w rozmowie z „Rz”.

Lider Obywateli RP: Po smucie pisowskiej chcemy odbudować Polskę

http://www.gazeta.tv/plej/19,103168,22175279,video.html

TOK FM

2 SIERPNIA 2017

Prezydent uzasadnił weta. Nie podoba mu się wszechwładza Ziobry, a nie łamanie Konstytucji w ustawach o SN i KRS

Prezydent Andrzej Duda nie ma nic przeciwko usuwaniu sędziów Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego – wynika z pism uzasadniających zawetowanie dotyczących ich ustaw. Prezydent krytykuje je tylko za powierzenie zbyt dużej władzy jednej partii i ministrowi sprawiedliwości. To oznacza, że KRS i SN wciąż są zagrożone

Do Sejmu wpłynęły wczoraj (1 sierpnia) dwa prezydenckie wnioski o ponowne rozpatrzenie ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i o Sądzie Najwyższym. To wymagana przez Konstytucję konsekwencja jego decyzji o zawetowaniu – czyli odmowie ich podpisania.

Nie znaczy to jednak, że prezydent naprawdę chce, żeby Sejm ponownie głosował nad tymi samymi ustawami. Przeciwnie – zapowiedział już, że w ciągu dwóch miesięcy przygotuje własne projekty ustaw i przedstawi je Sejmowi.

Teoretycznie Sejm może odrzucić weto prezydenta, ale do tego potrzeba trzech piątych głosów w obecności przynajmniej połowy ustawowej liczby posłów. PiS nie ma do tego wystarczającej liczby posłów. Zresztą kierownictwo PiS zapowiedziało, że czeka na prezydenckie projekty ustaw.

Przesłane przez prezydenta Sejmowi wnioski są więc jedynie formalnością, ale z ich uzasadnień można próbować odczytywać kierunek, w którym będą zmierzać prezydenckie reformy KRS i SN.

KRS wybierana z Kukizem

Odrzucenie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa Andrzej Duda tłumaczy następująco:

  1. trzeba wprowadzić wybieranie sędziowskich członków Rady przez Sejm większością trzech piątych głosów zamiast zwykłej większości;
  2. potrzebna jest realna gwarancja, że wybrani do KRS sędziowie będą reprezentować różne grupy sędziów.

Pierwszy wymóg prezydent Duda zgłosił już w trakcie sejmowych prac nad ustawą o Sądzie Najwyższym i zagroził, że jej nie podpisze, jeśli jego warunek nie zostanie spełniony. Podobny pomysł zgłaszał Paweł Kukiz i był w tej sprawie u prezydenta. To oznacza, że PiS nie mógłby dowolnie mianować sędziów do KRS, musiałby dogadywać się co najmniej z Kukiz’15 i małymi kołami poselskimi.

Usiłując uniknąć weta prezydenta PiS zgodził się i dodał odpowiedni przepis do ustawy o SN. Ale prezydent tę ustawę też zawetował, choć z innych powodów.

Drugi wymóg także utrudniałby PiS wstawienie do KRS swoich sędziów. W odrzuconej przez prezydenta ustawie – kandydatów mogły zgłaszać m.in. 25-osobowe grupy podlegających Ziobrze prokuratorów i nic nie stało na przeszkodzie, by Sejm wybrał członków KRS tylko z tej puli. Duda w przesłanym do Sejmu uzasadnieniu weta wprost wskazał na takie zagrożenie, tyle że zamiast “wybrani przez podwładnych Ziobry” napisał “wybrani przez jeden podmiot”.

Jeśli prezydent wprowadziłby oba te bezpieczniki do swojego projektu ustawy o KRS, osłabiłby wpływ PiS i Ziobry na skład Rady, a w konsekwencji – na obsadzanie stanowisk sędziowskich w sądach powszechnych.

Ale wciąż łamie Konstytucję

Prezydencka ustawa o KRS tworzyłaby więc Radę bardziej pluralistyczną, ale wciąż łamałaby przepisy Konstytucji. Z uzasadnienia weta wynika, że Andrzejowi Dudzie zupełnie nie przeszkadza:

  • powierzenie Sejmowi wyboru 15 sędziowskich członków KRS. Choć Konstytucja nie mówi wprost, kto może ich wybierać, podczas prac nad nią ustalono, że będą to zgromadzenia sędziowskie. I tak dotychczas było. Konstytucja mówi za to, że Sejm wybiera czterech członków KRS spośród posłów;
  • przerwanie kadencji 15 sędziów, członków KRS, w ciągu 30 dni od wejścia w życie ustawy, choć Konstytucja mówi, że ich kadencja trwa cztery lata – kadencja części sędziów członków obecnej KRS upływa w 2018, a części w 2020 roku;
  • podzielenie Rady na dwa “zgromadzenia”: do pierwszego miałoby trafić 15 wybieranych sędziów, w drugim znalazłoby się ośmiu przedstawicieli władzy wykonawczej i ustawodawczej oraz tylko dwóch sądowniczej (prezesi SN i NSA).
    Według projektu PiS zgromadzenia miałyby równorzędny głos przy wyborze kandydatów na sędziów, a w razie ich konfliktu, kandydat może dostać pozytywną opinię jedynie przy jednomyślności wszystkich 17 sędziów. Takie rozwiązanie także nie ma żadnych podstaw w Konstytucji, nie ma w niej ani słowa o podziale na “zgromadzenia”.

SN bez Ziobry i bez Gersdorf

Podobnie jest z prezydencką krytyką ustawy o SN, zawartą w uzasadnieniu do weta. Andrzej Duda co prawda gani parlament za błyskawiczne tempo uchwalania ustawy i brak jakichkolwiek konsultacji, ale wskazuje tylko jeden punkt, w którym ustawa narusza Konstytucję.

Za niedającą się pogodzić z zasadą ochrony zaufania do państwa uznał legislacyjną wpadkę, w wyniku której Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN ma wybierać pięciu kandydatów na Pierwszego Prezesa (art.12), a ma kompetencje do wyboru trzech (art.18).

Prezydentowi nie spodobało się też, że ustawa pozwala ministrowi sprawiedliwości osobiście i bez powoływania się na jakiekolwiek kryteria wskazywać, którzy sędziowie obecnego składu Sądu Najwyższego mają przejść w stan spoczynku. Prezydent słusznie zauważył, że przekazanie takiego uprawnienia ministrowi-prokuratorowi generalnemu osłabiłoby niezależność Sądu Najwyższego i jego autorytet.

Z pisma Andrzeja Dudy nie wynika jednak, że prezydent RP ma coś przeciwko:

  • samemu usuwaniu sędziów SN przez automatycznie przenoszenie ich w stan spoczynku, co narusza zasadę nieusuwalności sędziów (art. 180 ust. 1. Konstytucji);
  • a także odsyłaniu w stan spoczynku Pierwszej Prezes SN Małgorzaty Gersdorf w trakcie sześcioletniej kadencji (gwarantowanej przez art. 183. ust. 3 Konstytucji);
  • powierzaniu ministrowi sprawiedliwości-Prokuratorowi Generalnemu wpływu na postępowania dyscyplinarne sędziów, co narusza zasadę niezawisłości sędziowskiej (art. 178 ust. 1. Konstytucji);
  • zwolnieniu wszystkich pracowników Sądu Najwyższego bez uzasadnienia i bez odprawy (co narusza m.in. art. 24, 32 i 45 Konstytucji).

OKO.press z zainteresowaniem będzie śledzić, czy w projektach ustaw przygotowywanych przez prezydenta pozostaną te przepisy sprzeczne z konstytucją RP.

 

OKO.press

ŚRODA, 2 SIERPNIA 2017

Schetyna zapowiada wniosek o powołanie komisji śledczej ws. Puszczy Białowieskiej

– Będziemy wspierać Europę, tych wszystkich, którzy tam, w Puszczy protestują przeciwko tej nieludzkiej polityce ministra Szyszki i całego rzadu PiS w stosunku do polskiej przyrody. Na dzisiejszym gabinecie cieni będziemy rozmawiać przede wszystkim o wniosku o powołanie komisji śledczej, która zajmie się tą sprawą. Jesteśmy przekonani, że we wrześniu będziemy mogli doprowadzić do debaty w Sejmie nt. powołania tej komisji. Rzecz będzie dotyczyć nie tylko Puszczy Białowieskiej, ale w ogóle całej polityki odnośnie środowiska – mówił Grzegorz Schetyna na briefingu w Sejmie. Schetyna zapowiedział też złożenie wniosku do prokuratury na ministra Szyszkę.

300polityka.pl

ŚRODA, 2 SIERPNIA 2017

STAN GRY: SE o konflikcie Morawiecki-Rafalska, Gadomski: Problem z inwestycjami, Staniszkis: PO zachowywała się strasznie

— NARODOWCY W NORWEGII POMYLILI SIEDZENIA W TRAMWAJU Z KOBIETAMI W BURKACHhttps://www.wp.pl/?paid=6150412305368705&service=wiadomosci.wp.pl

— ŻULCZYK: PROMIL OSTROŻNEGO ZAUFANIA MU SIĘ NALEŻY – PISARZ I SCENARZYSTA BELFRA W ROZMOWIE Z WP: “Jaka ustawka, proszę cię. Od nich wiało paniką. Polacy to ludzie, których bardzo dezorientuje osiągnięty cel. Zaczynają szukać nowego na oślep i wpadają wtedy w różne histerie i sekciarstwa. Nie wiedzą też za bardzo, co robić, gdy sytuacja z czarno-białej szarzeje. Gdy Duda mówi, że potrzebna jest reforma sądownictwa, ale mądra, ja mam dla niego jakiś mały promil zaufania, że przedstawi takie ustawy, w których sędziowie SN nie będą de facto pracownikami ministra sprawiedliwości, który będzie ich sobie wywalał wedle uznania. Uważam, że ten promil ostrożnego zaufania mu się należy. To jednak prezydent. Pamiętaj, co mówił Hunter Thompson na śmierć Nixona: „To był łotr, ale wciąż prezydent”. Może czas pokaże, że byłem frajerem”.

— KIJOWSKIEGO NA ŁOPATKI ROZKŁADAŁ 14-LETNI YOUTUBER – dalej Żulczyk: “Mógłbym powiedzieć, że się nie zjednoczy, na przykład ze względu na ludzi takich jak ja, którym nie jest w smak utożsamianie się z takimi personami, jak Mateusz Kijowski, człowiek, którego intelektualnie rozkłada na łopatki przeciętny czternastoletni youtuber. Ale tu chyba tak naprawdę nie chodzi o zjednoczenie, tylko o to, aby na bazie tej energii, którą dają protesty, wytworzyła się w Polsce nowa jakość polityczna, pozytywny program, który nie będzie już tylko straszeniem PiS-em ani rozliczaniem PiS-u. Program, za którym pójdą ludzie i który zogniskuje jakiś lider, na którego, przynajmniej przez chwilę, wszyscy się zgodzą. Aby w ogóle na tym gruncie pojawiło się jakieś myślenie o przyszłości, czym ten kraj ma być, z kim ma współpracować, co oferować obywatelom, co światu, w czym przodować, jak działać”.

— WAŁĘSA SAM MÓWIŁ, ŻE KONSTYTUCJĘ TRZEBA ZMIENIĆ I SIEDZIAŁ U RYDZYKA – ŻULCZYK O SZUMIE INFORMACYJNYM: “jeszcze dwa lata temu Wałęsa gadał, że konstytucję trzeba zmienić, bo była zła i pisana przeciwko niemu. A w 2000 roku ten sam Wałęsa siedział podczas kampanii u Rydzyka w telewizji i mówił, że „na każdej procesji w Bożym Ciele szedł”. Przyswajamy dzisiaj tyle informacji, że nie mamy miejsca na stare, a te stare warto kolekcjonować, bo rzeczywistość się wtedy fajnie relatywizuje”. https://opinie.wp.pl/jakub-zulczyk-tez-jestem-przyssany-do-szlaucha-z-informacjami-ale-polecam-spacery-po-lesie-6150291994994305a

— NAJNOWSZA KSIĄŻKA ŻULCZYKA – WZGÓRZE PSÓW – JAKO EBOOK W OBIŻONEJ CENIE http://www.publio.pl/wzgorze-psow-jakub-zulczyk,p160595.html

— WOJNA W RZĄDZIE O 500+ DLA SENIORÓW – SE: “Z naszych informacji wynika, że zapowiedź Rafalskiej, niekonsultowana z ministrem finansów, rozwścieczyła Morawieckiego, który twardą ręką trzyma finanse państwa. A według wstępnych szacunków wprowadzenie 500 plus dla seniorów to koszt ok. 4,5 mld zł rocznie. – Budżet nie należy do świętego Mikołaja, który łatwo może rozdawać pieniądze – mówi nam ważny polityk PiS z otoczenia Morawieckiego”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/wojna-w-rzadzie-o-emerytow-chodzi-o-500-plus-dla-seniorow_1011323.html

— WITOLD GADOMSKI O PROBLEMIE Z INWESTYCJAMI – pisze w GW: “Z 19,9 mld zł na wydatki majątkowe po pięciu miesiącach udało się wydać ledwie 1,9 mld zł. To znaczy, że inwestycje infrastrukturalne finansowane z funduszy unijnych jeszcze nie ruszyły, co ma negatywny wpływ także na inwestycje prywatne. (…)  Spadające zadłużenie samorządów sygnalizuje niski poziom wydatków inwestycyjnych. W roku ubiegłym inwestycje samorządów zmniejszyły sie aż o 34 proc. Jeśli nie zaczną rosnąć (a wyniki pierwszego kwartału na to nie wskazują), zaważy to, podobnie jak niskie inwestycje finansowane z budżetu centralnego, na wzroście gospodarki. Na razie jest ona w fazie relatywnie szybkiego wzrostu, co poprawia sytuację budżetu. Ale bez inwestycji taki wzrost nie potrwa długo”.

— GADOMSKI WĄTPI CZY PAKIET PALIWOWY FAKTYCZNIE DZIAŁA: “Rząd twierdzi, że rosnące wpływy z VAT wynikają z rozbicia mafii paliwowej. Ale dlaczego nie widać tego w dochodach z akcyzy? Po sześciu miesiącach wyniosły 32,2 mld zł, podczas gdy rok wcześniej było to 31,1 mld zł.”. http://wyborcza.pl/7,75968,22178588,za-wczesnie-na-radosc-z-budzetu.html

— KUMPLE MACIEREWICZA: AGENT, LOBBYSTA I FAN PUTINA – tytuł w Fakcie: “Książka Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice” opisująca dziwne relacje i powiązania szefa MON Antoniego Macierewicza (68 l.) jest na rynku od kilku tygodni. Władze PiS udają jednak, że nie ma tematu. A ci, którzy ją komentują przekonują, że każdemu można udowodnić, że „zna kogoś, kto zna kogoś”. Tyle że my piszemy o ludziach, z którymi Macierewicz utrzymuje osobiste kontakty. A to co robią, mówią czy jaką mają przeszłość, dyskredytować musi każdego polskiego polityka utrzymującego takie relacje”.

— MACIEREWICZ CHCE MIEĆ SWOICH GENERAŁÓW – Paweł Wroński w GW: “MON przez pewien czas utrzymywało, że polskie wojsko ma zbyt dużo generałów (obecnie jest ich 68). Jednak w lipcu Antoni Macierewicz przesłał do Kancelarii Prezydenta aż 46 wniosków o nominację (zwykle było ich kilkanaście). Z nieoficjalnych informacji wynika, że część z nich zostanie odrzucona, kandydaci  bowiem nie spełniają wszystkich standardów polskich sił zbrojnych. Obecna ustawa daje jednak ministrowi możliwość awansowania oficera o dwa stopnie i więcej oraz „uzupełnienia” wykształcenia już po nominacji. Poprzednio część kandydatur zablokował gen. Jarosław Kraszewski, dyrektor biura zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Niemal równocześnie z przekazaniem wniosków awansowych podległa ministrowi Macierewiczowi Służba Kontrwywiadu Wojskowego wszczęła postępowania przeciwko generałowi, odbierając mu dostęp do informacji niejawnych”. http://wyborcza.pl/7,75398,22178325,czystka-antoniego-macierewicza-minister-chce-miec-swoich-generalow.html

— GAZETA WYBORCZA WIĄŻE ZAWAŁY Z USTAWĄ DEZUBEKIZACYJNĄ – jak piszą Wojciech Czuchnowski i Leszek Kostrzewski: “Trzy samobójstwa i pięć śmiertelnych zawałów – to pierwsze efekty przyjętej przez PiS ustawy obcinającej emerytury i renty funkcjonariuszom, którzy choć jeden dzień przepracowali w organach bezpieczeństwa PRL”. (…) W „białej księdze” jest na razie osiem nazwisk. Poza samobójcami jest pięć przypadków z adnotacją „zawał przy odbiorze decyzji”. – To są sytuacje zakończone śmiercią. Nie mamy danych, ile osób dostało zawału lub udaru i np. leżą teraz w szpitalu – podkreśla Grażyna Piotrowicz”. http://wyborcza.pl/7,75398,22178068,gniew-smierc-i-dezubekizacja.html

— MAGDALENA ŚRODA O FALLICZNYM PRZYWÓDZTWIE (!) – pisze w GW: “Marzą mi się nowe inicjatywy i partie nowego typu, bardziej otwarte na społeczny współudział. Może wreszcie narodzą się Nowi Demokraci 2017? W szczególności Nowe Demokratki 2017, by życie polityczne wyszło poza śmiertelną alternatywę: albo jeden narcyz, albo drugi (zwłaszcza że każdy jest z prawej strony, czyli z martwej strony). Trzeba porzucić myśl o monolitach i modelu tzw. fallicznego przywództwa (ten model nie wyklucza bynajmniej kobiet, które myślą o polityce w kategoriach: jednorodności, masy, siły i podporządkowania liderowi, który częściej wczytuje się w rady Machiavellego, niż wsłuchuje w opinie innych). Czekam nie na zjednoczoną, ale na różnorodną opozycję”. http://wyborcza.pl/7,75968,22179012,koniec-fallicznego-przywodztwa.html

— TRYBUNAŁ PIS-U ZALEGALIZOWANY – jedynka DGP: “Wczorajsze orzeczenie Sądu Najwyższego przecina spór o to, czy skład Trybunał Konstytucyjny został wybrany poprawnie. Los Mariusza Kamińskiego oraz jego współpracowników jest teraz w rękach sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Postanowił tak Sąd Najwyższy, uznając, że to właśnie przy al. Szucha zapadnie kluczowe orzeczenie dla dalszego postępowania. Tym samym – choć nie wprost – sędziowie SN przyznali, że trybunał jest uprawniony do wydawania najważniejszych wyroków”. http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/555389,sad-najwyzszy-trybunal-konstytucyjny-kasacja-mariusza-kaminskiego.html

— DUDA DOSTAŁ ARGUMENT W NEGOCJACJACH Z PIS – pisze w RZ Michał Szułdrzyński: “Nie sposób nie popatrzeć na decyzję Sądu Najwyższego w kontekście weta, jakie zastosował prezydent Andrzej Duda wobec ustawy o SN. Gdyby SN zignorował argumenty Trybunału Konstytucyjnego, głowa państwa dostałaby prztyczka w nos. Tajemnicą poliszynela było, że PiS bardzo spieszył się z odesłaniem na emeryturę obecnych sędziów SN, by nie zdążyli rozpatrzeć planowanej na 9 sierpnia kasacji w sprawie ułaskawienia Kamińskiego. Po wecie Sąd Najwyższy postanowił jednak sprawę zawiesić. Duda dostał więc od SN argument w negocjacjach z PiS, że jego weto nie zwróciło się wcale przeciw Mariuszowi Kamińskiemu ani samemu Dudzie, który go ułaskawił”. http://www.rp.pl/Komentarze/308019899-Michal-Szuldrzynski-Prezent-za-weto.html?template=restricted

— PAŃSTWO PRAWA ODDANE WALKOWEREM – Ewa Siedlecka w GW.

— BRONIĘ SĘDZIÓW – Dominika Wielowieyska w GW: “Dziś jest świetna okazja ku temu, by zademonstrować, że reszta społeczeństwa i klasy politycznej spoza obozu PiS ma inną mentalność. (…) ędziowie SN mieli wszelkie podstawy ku temu, by sprawy nie zawieszać. Zrobili inaczej. Nie chcą iść na skróty. Działają z rozwagą, może zachowawczo, ale zgodnie z sumieniem i wiedzą prawniczą. I za to ich szanuję. Jeśli władza znów będzie chciała spacyfikować Sąd Najwyższy, to znów trzeba będzie go bronić. Praworządności trzeba bronić spokojnie i konsekwentnie, unikając cienia skojarzeń z metodami stosowanymi przez obecną władzę”. http://wyborcza.pl/7,75968,22179284,zdanie-odrebne-po-decyzji-sadu-najwyzszego-bronie-sedziow.html

— NIE ZAPOMINAJMY O PRZYŁĘBSKIEJ I DUBLERACH – JADWIGA STANISZKIS POWŚCIĄGLIWIE O PREZYDENTURZE DUDY – jak mówi Jackowi Nizinkiewiczowi w RZ: “Teraz mamy do czynienia tylko z bardzo ostrożnym krokiem prezydenta, który powinien był pójść dalej. Duda powinien zawetować również ustawę o sądach powszechnych, a wcześniej nie pozwolić na zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego. Prezes Julia Przyłębska i sędziowie „dublerzy” w Trybunale Konstytucyjnym to wina Dudy. Nie reagowali z urzędu na niekonstytucyjne posunięcia rządzących niszczące niezależność sądów. Skutki tego są odczuwalne. Nie zapominajmy o tym”.

— STANISZKIS CHWALI DECYZJĘ ZNAKU WS GOWINA – ŚRODOWISKA NAUKOWE POWINNY URUCHOMIĆ OSTRACYZM – mówi Nizinkiewiczowi: “Bardzo dobrze zrobili. Postawy takie jak Gowina nie mogą być premiowane i przemilczane. Polskie Towarzystwo Socjologiczne powinno wykreślić Glińskiego za to, co robi w kulturze. Tak powinny robić wszystkie środowiska, w których tkwią konkretni politycy, kierujące się praworządnością i etosem. Każda sankcja powinna być wykorzystywana przeciwko łamaniu konstytucji i ograniczaniu wolności i demokracji. Większość członków PiS nie ma innych dokonań, poza byciem politykiem. PiS jest ich jedyną przynależnością. Inaczej sytuacja wygląda z takimi osobami, jak Gowin czy Gliński. Własne środowiska występują przeciwko nim. To powinno uruchamiać się na większą skalę. Uczelnie, instytuty, środowiska naukowe powinny uruchomić ostracyzm wobec polityków PiS”.

— PLATFORMA ZACHOWYWAŁA SIĘ PO SMOLEŃSKU W SPOSÓB STRASZNY – mówi Staniszkis w RZ: “Gdyby wciąż był prezydentem, to nie doszłoby do dewastacji trójpodziału władzy, upartyjniania instytucji wymiaru sprawiedliwości i tego wszystkiego, co się dzieje. Ale nie byłoby też tej rozpaczy w Jarosławie Kaczyńskim, która dzisiaj nim kieruje. Platforma zachowywała się w sposób straszny wobec prezesa i PiS po katastrofie smoleńskiej. Lekceważyli też rozpacz wielu Polaków i nakręcili te emocje wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim, z którymi wciąż się zmagamy”.

— PAMIĘTAM MACIEREWICZA JAKO PRZYKŁAD ŻARLIWEGO PATRIOTY – mówi Staniszkis Nizinkiewiczowi: “To może być element uderzenia w rząd, w którym Macierewicz ma silną pozycję. Sami Rosjanie mogli uruchomić tę akcję. Nie zdziwiłabym się, gdyby Rosjanie zaniepokojeni profesjonalizacją wojska, mimo że wyrzucanie dowódców było skandalem, mogli uruchomić akcję osłabiającą Macierewicza. Pamiętam Macierewicza z czasów komuny jako przykład żarliwego patrioty”. http://www.rp.pl/Polityka/308019882-Jadwiga-Staniszkis-Slaby-prezydent-jest-skarbem-dla-PiS.html?template=restricted

— TIMOTHY SNYDER O ZAANGAŻOWANIU MŁODYCH – NIE BYŁOBY BREXITU – mówi w rozmowie z SE: “- Wielu zwłaszcza młodych ludzi podchodzi do polityki dość dekadencko. Jest takie zniechęcenie, zamykanie się na to. Albo z drugiej strony radykalizacja, która jest jakoś zrozumiała. Nie ma jednak takiego wejścia w budowanie rzeczywistości jak w Polsce lat 80. przy Solidarności albo po 1989 roku. I to jest kluczowy problem naszej epoki, na skalę całego Zachodu. Gdyby w Wielkiej Brytanii młodzi zaangażowali się bardziej, nie byłoby brexitu. W USA nie byłoby Trumpa”.

— PIS TEŻ STAJE SIĘ ELITĄ I ODRYWA SIĘ OD RZECZYWISTOŚCI – dalej Snyder: “- To trochę zamknięte koło, bo gdyby elita nie była nieco oderwana od społeczeństwa, to nie byłaby elitą. Bez elit nie ma jednak państwa. I pytanie, kto był oderwany i jak bardzo… Obserwowałem karierę Donalda Tuska. To był liberał z Gdańska. Na początku dość doktrynalny. Zderzając się z rzeczywistością, widząc, że nie jest czarno-biała, część swoich poglądów jednak zmienił. Polityka polega na tym, że teraz PiS staje się inną elitą. I też zaczyna odrywać się od rzeczywistości”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/pis-tez-sie-staje-elita-ktora-odrywa-sie-od-rzeczywistosci_1011353.html

— RZĄD CHCE SFINANSOWAĆ TVP – DUŻE RODZINY ZAPŁACĄ WIĘCEJ – Fakt: “W resorcie kultury kończą się prace nad projektem, który jesienią ma trafić do Sejmu. Założenie jest takie: każdy, kto płaci podatek PIT, obciążony zostanie abonamentem. Co z rolnikami? W ich przypadku haracz doliczany będzie do składek KRUS. Ale jest haczyk: jeśli w jednym domu mieszkają np. rodzice z pełnoletnim, pracującym dzieckiem to abonament zapłacą aż trzy osoby! Dziś haracz musi płacić tylko ta osoba, na którą zarejestrowany jest telewizor!” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/duze-rodziny-zaplaca-wiekszy-abonament/40gpge5

— ŁOZIŃSKI O ODEJŚCIACH Z KOD – mówi w GW: “Łoziński przyznaje, że w ostatnim czasie ludzie rezygnowali z członkostwa w KOD-zie. – To maksymalnie 200 osób, co w stowarzyszeniu, które liczy ponad 10 tys. członków, nie jest powodem do paniki. Już udało nam się odbić i naprawić wizerunkowe szkody. Ludzie wcześniej nie chcieli wrzucać pieniędzy do puszek, prowadzić zbiórek czy płacić składek, bo mieli w pamięci afery związane z fakturami Mateusza Kijowskiego. Teraz znów wspierają nas finansowo i zaczynają się zapisywać – mówi”. http://wyborcza.pl/7,75398,22178848,dokad-zmierza-kod-czesc-odeszla-ale-wychodzimy-na-prosta.html

— COŚMY POLACY UCZYNILI Z TĄ ROCZNICĄ – Mirosław Maciorowski w GW: “Powstańców uświetnili też „prawdziwi Polacy”. W swych uniformach równym krokiem, choć tym razem bez rąk wyciągniętych do góry, bo 1 sierpnia jednak nie wypada, przemaszerowali pod pomnik. Mają prawo, korzystają z wolności demokratycznego państwa. Hasła? Część jak zwykle i „w temacie”: „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, „Jedna kula, jeden Niemiec”, „Wielka Polska katolicka”. Powiewały flagi ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. W tym samym czasie powstańcy – bohaterowie, ludzie zacni i zasłużeni – w dniu swego najważniejszego święta muszą upominać się o wartości podstawowe – o człowieczeństwo”. http://wyborcza.pl/7,75968,22179275,cosmy-polacy-z-tej-rocznicy-uczynili.html

— PIS PRZEJMUJE ZABYTKI W WARSZAWIE – GW: “Wojewoda Zdzisław Sipiera z PiS wypowiada porozumienie, na mocy którego stołecznemu konserwatorowi zabytków powierzono opiekę nad zabytkami w Warszawie, w tym również opiniowanie lokalizacji pomników. Czy to pierwszy krok do tego, by na Trakcie Królewskim stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego?” http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22176622,pis-przejmuje-zabytki-w-warszawie-wojewoda-zrywa-umowe-ze.html

— ROK PO ŚLUBIE I JUŻ ROZWÓD – FAKT o posłance Kindze Gajewskiejhttp://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/poslanka-gajewska-rozstala-sie-z-mezem/b3931pv

— EUROPOSEŁ KUŹMIUK OSZCZĘDZA NA SLIPKACH – SEhttp://www.se.pl/wiadomosci/polityka/europose-pis-zbigniew-kuzmiuk-oszczedza-na-slipkach-zdjecia_1011309.html

— SERWISY INFORMACYJNE TVP BĘDĄ NA ŻYWO TRANSMITOWANE W TVP INFOhttp://www.wirtualnemedia.pl/artykul/tvp-bedzie-emitowac-wiadomosci-teleexpress-i-panorame-w-tvp-info-jacek-kurski-krosowanie-niektorych-pasm

300polityka.pl

PARALIŻ POSTĘPOWY

07.08.2007

Niezależnie od tego, czy kolejne przesilenie w koalicji rządowej doprowadzi do przedterminowych wyborów, rządy Prawa i Sprawiedliwości dobiegają końca. Ekipa Jarosława Kaczyńskiego może jeszcze trwać przez kilka miesięcy, lecz nie jest w stanie sprawować realnej władzy. Wszystkie kłopoty, z jakimi boryka się Polska, muszą na swe rozwiązanie poczekać do nowych wyborów.

Pułapka przesady

Rychły upadek rządów PiS-u skłania do sporządzenia bilansu. Ten, który wyszedł spod pióra Marcina Króla („Władza dla władzy”, „TP” nr 30/07) jest miażdżący. Zdaniem wybitnego historyka idei szlachetna utopia rewolucji moralnej kończy się na naszych oczach upadkiem w polityczny nihilizm, próba wzmocnienia państwa skutkuje jego dramatycznym regresem, a wysiłek, by wzmocnić polską suwerenność, prowadzi do gwałtownego pogorszenia obrazu naszego kraju za granicą.

Większość krytycznych uwag Króla jest z pewnością trafna. Jeśli mam kłopot z ich akceptacją, to bierze się on z nagminnej w antypisowskiej publicystyce przesady. Doprawdy nie jest tak, że bracia Kaczyńscy chcą sięgnąć po pełnię władzy i że sprawują ją poza kontrolą parlamentarną czy społeczną. Do realizacji swych projektów dysponują przecież tylko niewielką i chybotliwą większością sejmową, a żaden z rządów po 1989 r. nie był poddany równie surowej kontroli ze strony mediów. Wrażenie, że liderzy PiS-u dążą do „demokratycznego absolutyzmu oświeconego” wynika z kontrastu między poprzednimi ekipami, mającymi niewielkie kompetencje formalne i na ogół jeszcze mniejszą determinację, by z nich korzystać, a współpracownikami Jarosława Kaczyńskiego, którym czego jak czego, ale woli wzmocnienia władzy i determinacji w jej sprawowaniu na pewno odmówić nie można.

Nie rozumiem też opinii, że mamy do czynienia z jakimś ostrym kryzysem państwa, a już tym bardziej że obecna ekipa jest najgorsza z tych, jakie musieliśmy w ciągu ostatnich 18 lat znosić (gwoli ścisłości, tej ostatniej opinii w tekście Króla nie znajdziemy, ale swoją tonacją dobrze wpisuje się on w rozpowszechnione w mediach lamenty). Przy degrengoladzie standardów życia publicznego, jaką jest dopuszczenie do rządu ludzi pokroju Andrzeja Leppera oraz (z innych powodów) Romana Giertycha, dzisiejszą Polskę uważam za kraj o wiele bardziej demokratyczny i praworządny niż za czasów Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera.

Wpadając w przesadę, krytycy PiS-u wbrew swoim intencjom wzmacniają jego rząd. Często bowiem dzieje się tak, że zwykli Polacy, skądinąd niepałający do ekipy rządowej przesadną sympatią, słysząc zarzuty, które kłócą się z ich poczuciem zdrowego rozsądku, odruchowo biorą stronę braci Kaczyńskich.

Manowce etatyzmu

W przeciwieństwie do Marcina Króla nie uważam ostatnich dwóch lat za okres całkowicie dla Polski stracony. Doceniam wysiłek min. Grażyny Gęsickiej, by przygotować nasz kraj do wykorzystania środków unijnych, trafny wydaje mi się kierunek polityki prorodzinnej, dzięki prezydentowi Kaczyńskiemu nadrobione zostało skandaliczne zaniedbanie, jakim był brak uhonorowania bohaterów walki z komunizmem. Nie przekreślałbym do końca efektów pracy min. Zbigniewa Ziobry ani dążeń do ograniczenia wpływów rozmaitych korporacji zawodowych.

Pewnie parę rzeczy dałoby się jeszcze do tej listy dorzucić. Zgoda jednak, że jak na dwa lata jest to dorobek mniej niż nikły. Krytycy PiS-u mają też rację, gdy wskazują, że obok zaniechań (z których najbardziej fatalne w skutkach okażą się zaniechania reformy wydatków publicznych i reformy służby zdrowia) pod pewnymi względami rządy Jarosława Kaczyńskiego przyniosły regres. Paradoksalnie, największy z nich dotyczy tego, co – obok walki z korupcją i rozliczenia z czasami komunizmu – było trzecim filarem programowym PiS-u: wzmocnienia państwa.

Inaczej niż wielu krytyków Prawa i Sprawiedliwości uważam postulat wzmocnienia władzy wykonawczej za słuszny. Problem w tym, że obecna ekipa zabrała się do tego zadania w sposób świadczący o anachronicznym rozumieniu państwa. Posłużyła się mianowicie metodą centralizacji, i to podwójnej. Z jednej strony podjęto próbę ograniczenia kompetencji samorządów, a także lokalnej administracji państwowej (wojewodów), z drugiej – skupiono ogromny zakres decyzji w rękach premiera i wąskiego grona jego najbardziej zaufanych współpracowników. Skutkiem tych działań musi być postępujący paraliż państwa. Administracja rządowa nie jest bowiem w stanie wywiązać się z nadmiernie rozbudowanych zadań, a jednocześnie nie pozwala rozwiązywać ich samym obywatelom.

Właściwa droga wzmocnienia państwa prowadzi w odwrotnym kierunku. Po pierwsze, musi ono się pozbyć zadań zbytecznych. Powinno więc ograniczyć swoją obecność w gospodarce (pełniąc rolę raczej strażnika reguł gry niż jednego z graczy) albo przez prywatyzację, albo stosując – tak zalecaną przez UE – metodę partnerstwa publiczno-prywatnego. Powinno poszerzać kompetencje samorządu terytorialnego, a także stwarzać warunki do rozwoju organizacji pozarządowych, które o wiele skuteczniej niż administracja realizują zadania charytatywne bądź edukacyjne. Dopiero takie państwo – ograniczone i kierujące się zasadą pomocniczości – może działać skutecznie.

Do tego jednak potrzebny jest drugi etap jego wzmacniania, czyli cały skomplikowany system zmian strukturalno-proceduralnych, które pozwalają administracji na działania sprawne i szybkie. Przykładem takich zmian może być wprowadzenie budżetu zadaniowego czy generalnej zasady zarządzania poprzez cele. Niezbędne jest stworzenie silnego centrum legislacyjnego nadzorującego proces stanowienia prawa, w obecnym bowiem stanie prawo to – niechlujne, przerośnięte i nierzadko wewnętrznie sprzeczne – paraliżuje inicjatywę Polaków i prowadzi do gigantycznego marnotrawstwa. Równie niezbędne jest stworzenie przyrządowego ośrodka, który oceniać będzie finansowe skutki przyjmowanych ustaw, by ukrócić „radosną twórczość” ministrów i parlamentarzystów.

Wchodząc na manowce etatyzmu, Jarosław Kaczyński doprowadził do rozrostu biurokracji, ograniczeń, przepisów, kontroli… Dzisiejsze państwo jest jeszcze bardziej pasożytnicze niż za czasów SLD i doprawdy niewielką pociechę niesie świadomość, że rządzą nim (dodajmy: w resortach podległych PiS) ludzie na ogół zdecydowanie uczciwsi od tych, których pamiętamy z dawnych lat.

Klęska rewolucji moralnej

Równie dotkliwe jest fiasko idei moralnej sanacji życia publicznego. Sanacja ta była powszechnie oczekiwana przez Polaków po szoku afery Rywina. Obie partie centroprawicowe otrzymały w roku 2005 tak duże poparcie, gdyż wyborcy wiązali z nimi nadzieje na rządy nie tylko bardziej kompetentne, ale przede wszystkim zdecydowanie bardziej uczciwe. Pierwszym ciosem w tę nadzieję było fiasko koalicji PO-PiS. Ale prawdziwą lekcją cynizmu okazało się zawiązanie koalicji z Samoobroną. Zdecydowana większość Polaków nie przyjmuje do wiadomości argumentacji liderów PiS, że dla koalicji tej nie było alternatywy i że warto płacić cenę legitymizacji ugrupowań populistycznych w zamian za wprzęgnięcie ich w dzieło naprawy Rzeczypospolitej. W oczach milionów Polaków uznanie Andrzeja Leppera czy Stanisława Łyżwińskiego za prawowitych partnerów do współrządzenia stanowi dowód, że liczy się tylko władza. Patrząc na to, co dzieje się na jej szczytach, zwykli obywatele przechodzą skrócony kurs demoralizacji.

Drugim ciosem w fundament moralny rządów PiS-u­ było zamazanie granicy między religią a polityką. Do niedawna pakt z o. Tadeuszem Rydzykiem politycy rządzącej partii tłumaczyli zamysłem pogodzenia elektoratu Radia Maryja z prozachodnim i promodernizacyjnym kierunkiem polskich przemian. Po ujawnieniu przez „Wprost” taśm z „wykładem” dyrektora toruńskiej rozgłośni już chyba nikt nie wierzy w powodzenie tego zamysłu. Pozostał niczym nieprzysłonięty deal polityczny, wyrachowany sojusz w walce o utrzymanie władzy. Tyle że o. Rydzyk nie jest szefem partii, lecz duchownym. Zawierając z nim rodzaj kontraktu politycznego, Jarosław Kaczyński dopuszcza się instrumentalizacji Kościoła, przykłada rękę do zamazania granicy między wiarą a ideologią. Dlatego jednym z najbardziej negatywnych skutków jego rządów będzie upolitycznienie wizerunku i nadszarpnięcie autorytetu Kościoła – najcenniejszego kapitału moralnego jakim dysponujemy.

Trzecim przejawem klęski projektu moralnej sanacji Polski są losy ustawy lustracyjnej. Kolejne nieudane wersje, atak na Trybunał Konstytucyjny, wyciekanie z IPN wygodnych dla rządu teczek – wszystko to prowadzi do podważenia zasadności lustracji, do zmęczenia sprawą nawet ze strony jej zwolenników, do zobojętnienia młodego pokolenia na kwestię odpowiedzialności historycznej.

Ostatnią wreszcie fatalną pozostałością po obecnych rządach będzie pogłębienie atmosfery konfliktów i braku zaufania. Zaufanie to podstawowy we współczesnej cywilizacji kapitał społeczny. Po czasach komunizmu odziedziczyliśmy go wyjątkowo mało, ale ostatnie dwa lata były czasem bezprzykładnego trwonienia tego bezcennego spoiwa więzi międzyludzkich.

Eskalowanie konfliktów i posługiwanie się w sporach politycznych retoryką „zimnowojenną” to ze strony liderów PiS-u bardziej efekt tuszowania poczucia zagubienia niż świadomej kalkulacji. Pod pewnym jednak względem bracia Kaczyńscy dążą do przeprowadzenia prawdziwej rewolucji społecznej. Chodzi im o obalenie „łże-elity”, czyli tych środowisk politycznych, społecznych czy zawodowych, które – w oczach liderów Prawa i Sprawiedliwości – były pasożytniczymi beneficjentami III RP. Inaczej niż wielu komentatorów lub polityków uważam, że osławiony „układ” – a więc korupcyjny styk części kręgów biznesowych, politycznych, medialnych z dawnymi służbami komunistycznymi i światem przestępczym – nie jest bynajmniej wymysłem. Problem w tym, że walka z „układem” bardzo szybko przybrała formę ataku na wszelkie elity społeczne, zwłaszcza na niechętną PiS-owi część inteligencji. Nierzadko też retoryka walki z patologiami służyła do dyskredytowania opozycji. W efekcie po dwóch latach rządów Prawa i Sprawiedliwości zamiast „Polski solidarnej” mamy Polskę zawistną, skonfliktowaną wewnętrznie, pogardzającą sobą nawzajem, a najbardziej – politykami…

Zmiana i kontynuacja

Marcin Król kończy swój artykuł smętną konstatacją, że z całego dzisiejszego zamętu nie widać roztropnego wyjścia. Rzeczywiście, jeśli sprawdzą się przedwyborcze sondaże, to w nowym parlamencie będzie niesłychanie trudno wyłonić spójną programowo i lojalną większość.

Z drugiej jednak strony po doświadczeniach koalicji PiS-Samoobrona-LPR wiemy dobrze, jaki powinien być zrąb programu przyszłego rządu. Pod wieloma względami musi on odwrócić kierunek, w jakim podążaliśmy przez ostatnie dwa lata. Nie wolno dłużej odkładać niepopularnych reform gospodarczych: ograniczenia wydatków publicznych i deficytu budżetowego, obniżenia i uproszczenia podatków, częściowej prywatyzacji służby zdrowia i rynku ubezpieczeń społecznych etc. Drugi element to reforma państwa, a więc jego decentralizacja, ograniczenie biurokracji, deregulacja, odtworzenie służby cywilnej czy wprowadzenie procedur zapewniających transparentność podejmowanych przez ośrodki władzy decyzji. Trudno sobie wyobrazić, by nowy rząd nie podjął się zadania poprawy wizerunku Polski za granicą, przede wszystkim zaś wzmocnienia wiarygodności naszego kraju w oczach partnerów europejskich, rzecz jasna nie drogą łatwych ustępstw i „siedzenia cicho”, tylko umiejętnych negocjacji i szukania w poszczególnych sprawach sojuszników. Ostatnią wreszcie generalną zmianą powinno stać się porzucenie języka agresji i konfliktów. Zastąpić go musi dążenie do ładu i budowa ponad podziałami partyjnymi konsensu wokół nadrzędnych celów państwa.

Nie znaczy to, że należy zakwestionować wszystko, co robi (lub częściej: mówi, że robi) Prawo i Sprawiedliwość. Fenomen poparcia dla tej partii, utrzymującego się mimo tylu kompromitujących wpadek, wymaga rzetelnego namysłu. Moim zdaniem nie da się go wytłumaczyć tylko siłą resentymentów, na jakich żeruje obecna ekipa. Bracia Kaczyńscy zdołali utrafić w głębokie i uzasadnione potrzeby Polaków: potrzebę sprawiedliwości, potrzebę bezpieczeństwa i potrzebę dumy narodowej. To prawda, że odpowiedzieli na te potrzeby w sposób właściwy dla ich anachronicznej wizji państwa i stosunków międzynarodowych. Ale każda następna ekipa stanie przed tymi samymi wyzwaniami: niewydolny ustrój państwowy, słaba, patologicznie rozbudowana administracja, niski poziom wykształcenia, nieinnowacyjny charakter gospodarki, kryzys etosu służby publicznej, brak elit przywódczych z prawdziwego zdarzenia. I nie będzie w stanie tym wyzwaniom sprostać, jeśli zlekceważy etyczne potrzeby i oczekiwania milionów zwykłych Polaków przywiązanych do paru prostych wartości, które tylko na pozór wydają się anachroniczne.

JAROSŁAW GOWIN jest rektorem Wyższej Szkoły Europejskiej w Krakowie, senatorem PO, filozofem i publicystą.

 

Czyta się 8 minut.

Postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja

1 sierpnia 2017 r. policja z orłami na czapkach pozwalała nacjonalistycznej prawicy profanować pamięć warszawskich powstańców.

W rocznicę powstania warszawskiego na ulice stolicy wylegli rodzimi narodowcy. Szli pod szyldem Obozu Radykalno-Narodowego i Młodzieży Wszechpolskiej, organizacji wprost odwołujących się do haseł, wizerunku i metod swoich odpowiedniczek sprzed wojny – wtedy nie bez powodu uważanych za faszyzujące (i w niektórych formach delegalizowane). A przecież 1 sierpnia to dzień, w którym Polska czci ofiary nacjonalistycznego obłędu: tysiące zabitych warszawiaków i samo miasto. Tymczasem w 2017 r. postfaszyści śmiało sobie w Polsce maszerują. Ba, chroni ich państwowa policja.

Profanacją pamięci poległych i zabitych była nie tylko orientacja organizujących manifestację, ale i jej formuła bliska stadionom piłkarskim. Ot, choćby te zaśpiewy: „Armia Krajowa, niech żyje Armia Krajowa” czy „Polska, Polska walcząca”, podejmowane do melodii znanej z kibolskich trybun. Wśród skandowanych haseł powtarzały się znane z innych okazji zawołania „Śmierć wrogom ojczyzny” oraz „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”, słabo przecież honorujące powstańców. To samo dotyczy hasła „Jedna kula, jeden Niemiec”, dziś brzmiącego jedynie nienawistnie.

Do tego dochodziły oczywiście symbole Polski Walczącej wytatuowane na różnych częściach ciała wielu manifestantów. A wreszcie odpalane pod pomnikiem powstania na placu Krasińskich race – także przystające raczej do piłkarskich stadionów (choć tam zakazane).

To wszystko chroniła państwowa policja

I to tak gorliwie, co znamienne, że grupkę obywateli protestujących przeciwko dopuszczaniu faszyzmu na ulice odgrodzono szczelnym kordonem funkcjonariuszy i „suk”. Równocześnie policjanci (i to różnych szczebli) nie reagowali na zgłoszenia możliwości popełnienia czynu zabronionego przez odpalających na ich oczach środki pirotechniczne uczestników „narodowego” zgromadzenia. Funkcjonariusze beznamiętnie odsyłali zgłaszających na najbliższą komendę (ciekawe, czy ta nowa forma działania dotyczyć też będzie, na przykład, alarmowania o dokonującym się akurat tuż przy policjancie gwałcie czy kradzieży). Byli i tacy, którzy sugerowali zgłaszającym, że… utrudniają im „wykonywanie czynności” przy zabezpieczaniu demonstracji.

Znamienne, że to nie pierwsze w ostatnich dniach przypadki lekceważenia przez policję zgłoszeń naruszeń prawa przez narodowych radykałów.

I znamienne, że takie same zachowania policji pojawiały się choćby w Niemczech na początku lat 30. ubiegłego stulecia. Tam też powołani do strzeżenia prawa funkcjonariusze często odwracali głowy albo beznamiętnie, lub nawet z sympatią, przypatrywali się bandytyzmowi brunatniejącej ulicy.

polityka.pl

Nie będzie sprawy Kamińskiego. Będą niezależne sądy?

1.08.2017
wtorek

Sąd Najwyższy (w składzie trzech sędziów) zdecydował o zawieszeniu postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego do czasu rozpatrzenia przez Trybunał Konstytucyjny wniosku marszałka Sejmu. Marszałek wnioskował o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego w sprawie ułaskawienia Kamińskiego przez prezydenta.

Ta decyzja SN oznacza koniec sprawy Kamińskiego i innych. Nie muszą się bać prawomocnego uznania za winnych nadużycia władzy, a co za tym idzie – zakazu kandydowania do Sejmu, Senatu, europarlamentu czy w wyborach samorządowych. Bo od kary prezydent może ułaskawić. A żeby umożliwić kandydowanie osobie skazanej za przestępstwo umyślne – trzeba by zmienić konstytucję.

Formalnie Sąd Najwyższy jedynie zawiesił postępowanie. Teoretycznie może je podjąć po powrocie sprawy z Trybunału Konstytucyjnego. Ale w praktyce raczej nikt się nie spodziewa, by Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął na rzecz Sądu Najwyższego „spór kompetencyjny”, który – zdaniem PiS – zaistniał między SN a prezydentem. Zresztą całkiem możliwe, że Trybunał Dobrej Zmiany w ogóle tego „sporu kompetencyjnego” w najbliższych latach nie rozpatrzy. Wokanda jest rozpisana do października i tej sprawy tam nie wpisano. A Kamińskiemu i PiS taki stan rzeczy się opłaca: sprawa jest zablokowana i – zależnie od tego, jak kto na nią patrzy – Kamiński jest albo uniewinniony, albo skazany, ale nieprawomocnie. A więc może kandydować w wyborach – nawet na prezydenta, co nie jest takie nie do pomyślenia, jeśli PiS zrezygnuje z reelekcji Andrzeja Dudy.

Postanowienie Sądu Najwyższego tworzy kuriozalną sytuację: oto trzy miesiące wcześniej Sąd Najwyższy, w składzie siedmiu sędziów, w odpowiedzi na pytanie prawne składu SN, który dostał kasację w sprawie Kamińskiego, orzekł, że prezydent nie może skutecznie ułaskawić nikogo przed prawomocnym skazaniem. W uzasadnieniu napisał m.in, że Sąd Najwyższy nie uzurpuje sobie prezydenckiego prawa łaski, a więc że żadnego sporu kompetencyjnego nie ma. Sąd nie decyduje bowiem, czy prezydent może ułaskawiać czy nie. Rozpatruje jedynie, jak – według prawa – tę swoją wyłączną prerogatywę prezydent może wykonywać.

I oto teraz skład trzyosobowy SN (sędziowie: przewodniczący Andrzej Stępka, sprawozdawca Piotr Mirek i Małgorzata Gierszon) uznają, że ta sprawa nie jest rozstrzygnięta.

Oczywiście trójka sędziów widzi tę sprzeczność. Dlatego ogłoszenie postanowienia SN zaczął od wyjaśnienia, że nie wypowiedział się w sprawie istnienia lub nie sporu kompetencyjnego. Sędziowie w uzasadnieniu przekonują, że po prostu nie mieli innego wyjścia, bo muszą zastosować odpowiedni przepis ustawy o TK, art. 86 ust. 1, który mówi: „Wszczęcie postępowania przed Trybunałem powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny”.

Tyle że aby ten przepis zastosować, musieli najpierw uznać, że spór kompetencyjny istnieje. Czyli zaprzeczyć uchwale siedmiu sędziów z maja, gdzie argumentowano, że sporu nie ma. Trójka sędziów (Andrzej Stępka, Piotr Mirek i Małgorzata Gierszon) popadła w sprzeczność z własnym rozumowaniem – i nie da się tego ukryć.

Można twierdzić, że tej sprzeczności nie zauważyli. Że po prostu zastosowali przepis mechanicznie, czyli (w przekonaniu niektórych) bezstronnie. Jednak sąd nie jest od „mechanicznego” stosowania przepisów, tylko od stosowania ich odpowiedzialnie, mądrze, po to, żeby czynić sprawiedliwość. A więc nie zdali we wtorek sędziowskiego egzaminu z tych cech.

Jeśli poszli świadomie po linii najmniejszego oporu, korzystając z pretekstu, też oblali egzamin: z odpowiedzialności za praworządność.

Może przestraszyli się utraty urzędu? Prezydent zawetował ustawę w tej sprawie, ale chyba nikt się nie łudzi, że nie będzie kolejnej. Jeśli tak – oblali egzamin z wewnętrznej niezawisłości.
Oczywiście świat się nie zawali od tego, że Mariusz Kamiński i trzech innych funkcjonariuszy CBA uniknie skazania. Choć ich nieodpowiedzialność będzie zachętą dla innych funkcjonariuszy władzy do łamania prawa w interesie własnym czy partii politycznej.

Natomiast świat się wali, niestety, gdy brakuje w nim instytucji stojących na straży prawa.

To oczywiście tylko troje sędziów na blisko dziewięćdziesięciu sądzących w Sądzie Najwyższym. W dodatku fakt, że orzekli inaczej niż skład siedmioosobowy SN dwa miesiące wcześniej, dowodzi, że nie ma w Sądzie Najwyższym „ustawek” czy zmowy między sędziami, jak chciałby to widzieć PiS. Ale to żadne pocieszenie. Za chwilę PiS przejmie SN – i nie będzie przypadków.

Po protestach obywatelskich w obronie sądów RPO Adam Bodnar powiedział, że sędziowie zaciągnęli wobec społeczeństwa moralny dług. Oczywiście nie miał na myśli tego, że mają orzekać tak, jak „każe ulica”, ale że mają orzekać odpowiedzialnie i odważnie.

Pozostawienie całej sprawy Trybunałowi Konstytucyjnemu nie byłoby jeszcze półtora roku temu jakimś wielkim problemem. Ktoś by skomentował, że SN umył ręce, ktoś inny, że mądrze zrobił, unikając rywalizacji z Trybunałem. Tylko że żyjemy już w zupełnie innym państwie. Więc to już nie jest zwykłe kunktatorstwo czy ugodowość. To jest oddawanie państwa prawa walkowerem.

siedlecka.blog.polityka.pl

Za chwilę wojowanie z UE skończy się źle. Już wszystkie agencje ratingowe ostrzegają, że Polska straci unijne miliardy

 

Mateusz Marchwicki, 02 sierpnia 2017

Wydaje się, że ostatnimi wypowiedziami i decyzjami polski rząd koniecznie chce iść w bezpośrednia konfrontację w instytucjami unijnymi. Jednak wymachiwanie szabelką, zasłanianie się „suwerennością” może się dla nas źle skończyć. Pojawiły się kolejne ostrzeżenia o obcięciu funduszy unijnych.

Ostatnio agencja ratingowa Moody’s – jedna z trzech największych na świecie – w swoim raporcie zwróciła uwagę na możliwe problemy Polski w otrzymywaniu funduszy unijnych. Teraz dołączyły do niej pozostałe dwie. Agencje Fitch i S&P w swoim raportach piszą o możliwości obcięcia funduszy unijnych dla naszego kraju. Zapowiadają, że będzie to spowodowane kilkoma czynnikami.

Oczywiście pierwszym i najbardziej „gorącym” jest konflikt z Unią Europejską. Istnieje bezpośrednie zagrożenie sankcjami i obcięciem funduszy jeszcze z obecnego budżetu unijnego. Bardzo utrudnione będą jednak także warunki negocjowania następnego budżetu Wspólnoty na lata 2021-2027. Co prawda Węgry z Viktorem Orbanem na czele ogłosiły, że w przypadku głosowania nad sankcjami wobec Polski, będą z nami solidarni i zablokują te próby, ale co do tego są pewne wątpliwości.

„Znaczne ograniczenie funduszy unijnych może obniżyć wzrost gospodarczy Polski oraz pogorszeniem stanu finansów publicznych, jeśli rząd skompensuje niższe dotacje własnymi środkami” – piszą autorzy raportu agencji Fitch. Podobną opinię mają analitycy pracujący dla Standard&Poors.

Do wojenek naszego rządu z instytucjami europejskimi dochodzi także kwestia Brexitu, który zmieni następny unijny budżet. Zniknie jeden z największych płatników netto, co oznacza, że będzie mniej pieniędzy do podziału. Mogą też zmienić się zasady redystrybucji pieniędzy. Priorytetem przestanie być infrastruktura, a większość pieniędzy może być przeznaczona na bezpieczeństwo, m.in. ochronę południowych granic UE.

Zaostrzanie kursu i konfrontacja z instytucjami unijnymi na pewno nie pomoże w przyszłych negocjacjach. Wzrastający eurosceptycyzm też nie. Trzeba pamiętać, że mniejsza pula pieniędzy na dogonienie Zachodu, to nie tylko polityczne potyczki, ale realne straty dla kraju. Czyli nas wszystkich.

http://natemat.pl/213951,za-chwile-wojowanie-z-unia-europejska-skonczy-sie-zle-nie-tylko-moody-s-przestrzega-polske-przed-utrata-pieniedzy

Nocny wpis Beaty Szydło. Postawiła pytanie, na które internauci nie odpowiedzieli po jej myśli

Jakub Noch, 02 sierpnia 2017

W środku nocy z wtorku na środę premier Beata Szydło postanowiła potweetować. Tak od serca. „Czy jest coś wspanialszego niż Polska?” – napisała. I pewnie liczyła głównie na falę polubień, retweetów i ogólny poklask. Niestety okazało się, że Polacy krytyczni wobec rządów Prawa i Sprawiedliwości jeszcze nie spali…

Na Twitterze pytanie „czy jest coś wspanialszego niż Polska?” zostało przez premier Beatę Szydło postawione grubo po północy. Ta późna pora nie uchroniła jednak szefowej rządu przed zalewem odpowiedzi, na które raczej nie liczyła. Okazało się bowiem, że wielu Polaków nie potraktowało tego pytania jedynie retorycznie.

„Tak, Polska bez PiS, bez pani i bez tego pana w Belwederze. Polska nowoczesna i otwarta, niezaściankowa”, „Tak Polska bez PiS, Kukiz i faszystowskiego ONR!”, „Tak Polska bez PiS. Wtedy było by wspaniale”. „Pytanie winno brzmieć czy jest ktoś wspanialszy od Prezesa”– to tylko wycinek z komentarzy do premierowskiego tweeta.

naTemat.pl

Co dalej z opozycją?

Demokracja nie może istnieć wyłącznie dzięki tłumom wychodzącym na ulice. Czy partie opozycji będą potrafiły współpracować nie tylko między sobą, ale także z aktywistami lipcowych protestów? Opozycja ze swej strony musi zaproponować liderom społecznych manifestacji miejsce w polityce, musi wciągać ich do nieustannej współpracy i koordynacji działań.

Uczestnicy manifestacji przeciwko ustawom niszczącym w Polsce niezawisłość sądów mają poczucie, że wygrali, ale to zwycięstwo wciąż nie jest pewne. Andrzej Duda otworzył bowiem nową przestrzeń walk frakcyjnych wewnątrz prawicy, ale ta przestrzeń może zostać zagospodarowana przez Kaczyńskiego, Ziobrę, Macierewicza, Gowina, Rydzyka, Kukiza, nacjonalistów… Ich walki frakcyjne mogą doprowadzić do dalszego zaciskania obręczy na szyi polskiego społeczeństwa i do dalszego wyprowadzania Polski z Europy przez całą solidarnie połączoną w tym dziele prawicę.

Z tej perspektywy najgłupsze (i niestety dość powszechne) zdanie powtarzane podczas ostatnich protestów brzmiało: „Bronię liberalnej demokracji, ale te wszystkie liberalne partie są beznadziejne, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego”. Tak jakby demokracja mogła istnieć bez partii; jakby mogła poprzestać w swym codziennym funkcjonowaniu na tłumach wychodzących na ulice, a później rozchodzących się do domów z radosnym poczuciem odniesionego sukcesu.

Najgłupsze zdanie powtarzane podczas protestów brzmiało: „Bronię liberalnej demokracji, ale te wszystkie liberalne partie są beznadziejne, nie chcę mieć z nimi nic wspólnego”.

Najmądrzejsze z kolei podczas ostatnich protestów było (obok wołania o wolne sądy) hasło „Zjednoczona opozycja!” – dyscyplinujące liderów PO, Nowoczesnej i PSL. To hasło na realną politykę przełożyło się współpracą między liderami ulicznych protestów i parlamentarzystami opozycji, którzy organizowali w Sejmie publiczne wysłuchania, spowalniające pisowski walec ustawodawczy, a później prowadzili na uliczne protesty profesora Adama Strzembosza i innych wybitnych prawników…

Nie zmarnować energii

Teraz, gdy ulice opustoszały, to właśnie zachowanie opozycji parlamentarnej jest kluczowe. Jeśli obóz PiS mimo weta prezydenckiego zachowa spójność, musi być zjednoczona – a co najmniej musi w miarę przekonująco udawać zjednoczenie. Tylko tak będzie w stanie blokować kolejne ataki partii Jarosława Kaczyńskiego na sądy, na samorządy, na podstawowe prawa i wolności obywatelskie.

Jeśli zaś po wecie Andrzeja Dudy naprawdę zacznie się osłabianie prezesa Prawa i Sprawiedliwości i w łonie jego obozu zaczną się wyodrębniać frakcje (ludzie Kaczyńskiego, ludzie prezydenta, ludzie Gowina, ludzie Macierewicza i tak dalej), to opozycja parlamentarna musi brać czynny udział we wszelkich politycznych grach i gierkach, które mogą pogłębić te podziały, osłabiając przewagę PiS w sejmowych głosowaniach.

Jednak niezbędne jest też zapewnienie solidarności między ulicą i parlamentem – zwłaszcza po to, by w razie ataku na opozycję, gdy Kaczyński, Kamiński i Ziobro zaczną wykorzystywać podpisaną przez Dudę ustawę o ustroju sądów powszechnych i zamykać w aresztach wydobywczych polityków opozycji – wyjść na ulice z taką samą wściekłą determinacją jak przy obronie praw kobiet czy niezawisłych sądów. Opozycja partyjna ze swej strony musi zaś zaproponować liderom społecznych protestów miejsce w polityce, musi wciągać ich do nieustannej współpracy i koordynacji działań.

newsweek.pl

prof. Maciej Gutowski o zawieszeniu przez SN sprawy Mariusza Kamińskiego

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Maciej Gutowski, prof. UAM w Poznaniu.

Rz: Kiedy rozmawialiśmy dzień przed ogłoszeniem postanowienia Sądu Najwyższego o sporze kompetencyjnym między prezydentem a SN, nie miał pan żadnych wątpliwości, że w tej sprawie tego sporu nie ma. We wtorek poznaliśmy decyzję SN. Dalej pan uważa, że sporu nie ma?

Maciej Gutowski: Nie zmieniłem zdania. Spór kompetencyjny jest wówczas, kiedy dwa organy chcą rozpoznać jedną sprawę, albo kiedy nie chce zrobić tego żaden z nich. W omawianej sytuacji nie zachodzą takie okoliczności. Zresztą sam SN w uzasadnieniu stwierdził, że nie ma sporu. Potwierdził to rzecznik SN. Na tym nie koniec. Identyczny pogląd zaprezentowano w opinii pierwszej prezes SN.

Czyli choć SN uznał, że sporu nie ma, to sprawę zawiesił.

Dokładnie. Problem tylko w tym, że tak się nie da. Nie można uznać, że sporu nie ma i zawieszać postępowania. To całkowicie błędne orzeczenie. A prawa nie można traktować instrumentalnie.

Słychać, że być może SN się przestraszył tego, co ostatnio wokół niego się działo, że sędziowie chcieli wyciszyć emocje.

To byłoby najgorsze. Wolę wierzyć, że Sąd Najwyższy popełnił błąd. Nie chcę myśleć, że w grę mogą wchodzić jakiekolwiek pozaprawne kwestie. Sprawy polityczne są ważne, ale nie zajmują się nimi sądy.

Co pana najbardziej niepokoi w tym postanowieniu?

Złe jest to, że część swoich kompetencji sąd oddał Trybunałowi Konstytucyjnemu. W praktyce o końcowym efekcie tej sprawy zdecyduje właśnie TK, czyli organ, który nie zajmuje się w ogóle rozpoznawaniem spraw indywidualnych. Jedyna taka możliwość istnieje, kiedy sądy kierują do TK pytania prawne. To jest jednak szczególna kompetencja wykorzystywana na podstawie wyraźnego trybu przewidzianego w art. 193 konstytucji.

Czyli sądy oddały władzę?

Tego nie wolno robić, sądy nie mają w tym zakresie swobody. Jest sprawa, trzeba ją rozpoznać. Przecież ogólną kompetencję do sprawowania wymiaru sprawiedliwości mają właśnie sądy. Prezydent ma jedynie szczególne uprawnienie w postaci prawa łaski, czyli darowania kary.

Sytuacja jest patowa?

Zdecydowanie. Zastanówmy się bowiem, kto teraz będzie rozstrzygał o indywidualnej sprawie: sąd, który jest od wymierzania sprawiedliwości, czy też trybunał, który jest powołany do badania prawa pod kątem jego zgodności z konstytucją.

Można tę sytuację jeszcze jakoś uratować? Postanowienie jest prawomocne…

Nie, ponieważ ona została zepsuta dwukrotnie. Po raz pierwszy przedwczesnym wykonaniem prawa łaski przez prezydenta i po raz drugi błędną wtorkową decyzją Sądu Najwyższego wydaną zresztą wbrew wyraźnemu związaniu uchwałą siedmiu sędziów i wbrew stanowisku samego SN.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz

rp.pl

NIK: Kosztowny PR ministra Zbigniewa Ziobry

Zdaniem NIK zewnętrzni eksperci od wizerunku m.in. przygotowywali Zbig...
Zdaniem NIK zewnętrzni eksperci od wizerunku m.in. przygotowywali Zbigniewa Ziobrę, ministra sprawiedliwości, do wystąpień w telewizji czy autoryzowali jego wywiady.

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Zamówienia bez przetargu i wysokie pensje – NIK krytykuje wydatki na wizerunek resortu sprawiedliwości.

„Partnerem do dyskusji dla mnie nie będą ludzie od »PR-u«. Bo oni nigdy nie rozumieją, dlaczego trzeba robić »niePRowe« reformy państwa” – ten wpis, który w ubiegłą środę umieścił na Twitterze wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, był elementem wymiany ciosów między jego resortem a Kancelarią Prezydenta.

Ministerstwo Sprawiedliwości stara się udowodnić, że Andrzej Duda, wetując ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, „skapitulował pod wpływem tupania dobrze zorganizowanych grup” i kierował się troską o własny wizerunek w oczach centrowych wyborców.

Problem w tym, że dużą wagę do PR przywiązuje też Ministerstwo Sprawiedliwości. Takie wnioski płyną z ustaleń Najwyższej Izby Kontroli.

NIK co roku bada wykonanie wszystkich tzw. części budżetu państwa. W praktyce oznacza to, że kontrolerzy wchodzą do wszystkich ministerstw.

Przed tygodniem pisaliśmy już w „Rzeczpospolitej” o części ustaleń NIK w resorcie Zbigniewa Ziobry. Zdaniem izby aż 13 z 22 ekspertów zatrudnionych w ubiegłym roku nie miało co najmniej trzyletniego stażu pracy, choć taki wymóg wynika z rządowego rozporządzenia. Żadnego nie zatrudniono w ramach otwartego konkursu, za to wszyscy dostali premie, często w maksymalnej wysokości.

Raport Izby zawiera jednak również inny zarzut dotyczący właśnie „doradztwa public relations”. Z ustaleń kontrolerów wynika, że w styczniu 2016 roku ministerstwo zawarło umowy z dwoma ekspertami od PR. W kwietniu, a następnie w lipcu dostali kolejne umowy, po czym w sierpniu trafili na pół etatu do spółki zależnej spółki z udziałem Skarbu Państwa. Potem wrócili do ministerstwa, gdzie podpisali kolejne umowy: w październiku i styczniu.

Dlaczego nie zatrudniono ich od razu na dłużej? Zdaniem NIK celem było obejście prawa zamówień publicznych. Przewiduje ono obowiązkowe przetargi przy zamówieniach powyżej 30 tys. euro. Tymczasem 12 umów opiewało na łączną kwotę 474,2 tys. zł, a tylko w 2016 r. wydano 297,8 tys. Każdy z dwójki ekspertów zarabiał w różnych okresach 12,3 tys. lub 13,6 tys. zł. To mniej więcej tyle, ile wynosi wynagrodzenie kierownictwa ministerstwa z nagrodami.

Komu tak słono płacił resort Ziobry? NIK tego nie podaje. Tej informacji odmówił też nam wydział komunikacji społecznej ministerstwa, zasłaniając się „ochroną prywatności i danych osobowych”.

Zdaniem ministerstwa tak wysokie zarobki były jednak zasadne. „Ustalone w umowach wynagrodzenie jest nie tylko adekwatne do czasu pracy, jej charakteru, dużej liczby zlecanych zadań oraz kompetencji ekspertów, ale także konkurencyjne wobec podobnych usług realizowanych przez działające na rynku firmy” – wyjaśnia resort.

Dodaje, że Ministerstwo Sprawiedliwości jest rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę zgłaszanych ustaw, a przygotowane projekty dotyczyły m.in. walki z lichwą i niepłaceniem alimentów, reformy prokuratury i utworzenia rejestru pedofilów. „Zrodziło to konieczność tworzenia kompleksowych strategii informacyjnych” – wyjaśnia resort, dodając, że zdecydowano się na „zaangażowanie zewnętrznych ekspertów, dysponujących ściśle sprofilowanym, wieloletnim doświadczeniem”.

W te wyjaśnienia nie wierzy rzecznik PO Jan Grabiec. Podejrzewa, że eksperci nie zajmowali się wizerunkiem ministerstwa, lecz karierą Ziobry.

– Działacze Solidarnej Polski kandydowali z list PiS. Ta partia może więc nie dysponować własnymi środkami i podpiera się funduszami publicznymi. Gdyby PR-owcy rzeczywiście zajmowali się projektami ustaw, efekty ich prac miałyby charakter materialny, np. postać analiz i raportów – dodaje.

Z ustaleń NIK wynika, że „w umowach nie określano zasad ewidencjonowania lub dokumentowania czasu pozostawania zleceniobiorców w dyspozycji, ani przedmiotu i terminu wykonania poszczególnych zadań”.

Zdaniem kontrolerów eksperci od PR zajmowali się głównie przygotowywaniem ministra do wystąpień telewizyjnych, brali udział w autoryzacji wywiadów i oceniali materiały informacyjne resortu. „W ocenie NIK faktyczny przedmiot zlecenia w znacznej części pokrywał się z zakresem zadań Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji Biura Ministra” – twierdzi Izba.

W dodatku na tym nie kończą się wydatki na wizerunek w ministerstwie. Zawarto też umowy na korektę stylistyczną wystąpień i prezentacji resortu sprawiedliwości za kwotę 2,8 tys. zł miesięcznie.

rp.pl

Trybunał PiS-u zalegalizowany. Opozycja po decyzji Sądu Najwyższego: Sędziowie jak Poncjusz Piłat

02.08.2017

Wczorajsze orzeczenie Sądu Najwyższego przecina spór o to, czy skład Trybunał Konstytucyjny został wybrany poprawnie.

Los Mariusza Kamińskiego oraz jego współpracowników jest teraz w rękach sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Postanowił tak Sąd Najwyższy, uznając, że to właśnie przy al. Szucha zapadnie kluczowe orzeczenie dla dalszego postępowania. Tym samym – choć nie wprost – sędziowie SN przyznali, że trybunał jest uprawniony do wydawania najważniejszych wyroków.

Wielu polityków opozycji nie kryje rozczarowania werdyktem. – Rzeczywiście można powiedzieć, że Sąd Najwyższy niejako legitymizował Trybunał Konstytucyjny w tym składzie. Z prezes Julią Przyłębską i z sędziami dublerami – przyznaje Izabela Leszczyna z PO, była wiceminister finansów. Jej zdaniem postępowanie sędziów SN można zrozumieć. – Trudno się dziwić, że okładana cały czas kijem po głowie ofiara, w momencie gdy ktoś na chwilę zatrzymuje atak, nie chce się odwinąć, lecz liczy na koniec konfliktu – dodaje.

Prezydent Andrzej Duda zawetował ustawę, która mogła doprowadzić do likwidacji Sądu Najwyższego w obecnym kształcie. A ten w sprawie ministra Kamińskiego oceniał to, czy głowa państwa we właściwy sposób wykonała swe prawo ułaskawienia wybranych osób. Nie chciano więc eskalowania konfliktu i szukano szansy na kompromis.

– Sędziowie zachowali się trochę jak Poncjusz Piłat. Umyli ręce, oddali wszystko pod osąd trybunału, który nie ma nic wspólnego z orzekaniem w myśl konstytucji – przekonuje inny z polityków PO.

Doktor Jan Sobiech z Wydziału Prawa i Administracji UKSW przyznaje, że postanowienie Sądu Najwyższego pośrednio oznacza uznanie legitymacji TK w obecnym kształcie.

 Uzależniając dalszy tok postępowania przed SN od decyzji trybunału, sędziowie akceptują orzeczenie wydane w składzie obsadzonym przez sędziów dublerów – uważa prawnik.

Ale dr Bartłomiej Wróblewski z PiS jest zdania, że SN zrobił po prostu to, co do niego należało. – W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z wieloma sporami politycznymi, które były jedynie podszyte prawną argumentacją. Tym razem Sąd Najwyższy po prostu wydał orzeczenie w myśl prawa – komentuje.

Wynika z tego, że na jeden dzień politycy zamienili się więc miejscami. Rządzący orzeczenie chwalą, a opozycja uważa, że sędziowie postąpili koniunkturalnie.

dziennik.pl

Wojciech Sadurski*

Grzeczna mgr Julia i nowy Groucho Marx. SN dał się nabrać

01 sierpnia 2017

Sąd Najwyższy

Sąd Najwyższy (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Decyzja Sądu Najwyższego o zawieszeniu postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego to błąd. Rozzuchwali tylko rządzących, którzy teraz już wiedzą, że kłamstwo się opłaca

Sztuczka, jaką wymyślił marszałek Sejmu dla ratowania skóry Mariusza Kamińskiego, nie była ani trochę finezyjna. W samej rzeczy był to prostacki trik polegający na nazwaniu „sporem kompetencyjnym” czegoś, co nie zawierało nawet cienia rywalizacji kompetencyjnej między organami państwowymi i co otwierałoby pole do rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny. Sztuczka opierała się więc na oczywistym fałszu.

Nie było też żadnego zaskoczenia w tym, że mgr Julia Przyłębska z entuzjazmem przyjęła zadanie partyjne i skarciła prof. Małgorzatę Gersdorf za „łamanie prawa” przez Sąd Najwyższy…

 

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: