Wybory parlamentarne już w marcu 2019?

Wiele wskazuje, że Jarosław Kaczyński szykuje przedterminowe wybory parlamentarne. Znaki są aż nadto czytelne, nie mogą być zignorowane przez opozycję. Jeżeli wybory miałyby odbyć się już w marcu, najpóźniej w kwietniu, to spokojnie możemy orzec, iż w tej chwili mamy do czynienia z nieformalną kampanią wyborczą.

Na ostatniej konwencji PiS w Szeligach pod Warszawą prezes Kaczyński zastrzegł sie, że nie zostanie przedstawiony program partii na zbliżające się wybory, ale z ust Mateusza Morawieckiego usłyszeliśmy zaskakujące słowa i one noszą stygmat haseł wyborczych.

Premier orzekł, iż „jesteśmy bijącym sercem Europy”, co w zderzeniu ze zdegradowaniem Polski w UE należałoby szukać innych porównań z adekwatnymi częściami ciała, zostaliśmy w tej Europie zmarginalizowani w ciągu trzech lat rządów PiS i bliżej nam do zanikającej kości ogonowej.

A ponadto Morawiecki sformułował hasło żywcem przeniesione z krajów o rozwiniętej demokracji i kapitaliźmie: „chcemy odbudować silną klasę średnią”. Podkreślam, że Morawiecki nie jest orłem retoryki, kiepsko czuje język – odbudować można się ewentualnie z ruin, a klasy średniej w kraju nigdy nie było, bo klasa średnia w Europie to mieszczaństwo.

Ta uwaga o klasie średniej jest skierowana właśnie do mieszczuchów, którzy podczas ostatnich wyborów samorządowych kandydatów PiS na prezydentów miast odesłali z kwitkiem już w pierwszej turze. PiS aby utrzymać się u władzy, musi pozyskać miasta, dlatego partia Kaczyńskiego wygładza swój wyraz twarzy. Odsyła na tymczasową emeryturę Krystynę Pawłowicz, Dominika Tarczyńskiego, czy Antoniego Macierewicza.

Afera KNF w istocie nabiera rozpędu, nie chodzi tylko o to, jakie ona ukazuje oblicze korupcyjne PiS, lecz dociera dość powoli do ogółu Polaków, szczególnie do tych, którzy niespecjalnie interesują się polityką. Ta zasada kuli śnieżnej dopiero rozpoczęła swoja drogę w dół. Do wiosny jej pęd może być jeszcze powstrzymany, ale jesienią już raczej nie. Przykładem jest SLD po aferze Rywina, które kilka miesięcy po niej miało wysokie sondaże, zaś po przeszło pół roku Leszek Miller witał się z zieloną trawą.

Nie powinno zatem dziwić, że nieoczekiwanie zostało przesunięte głosowanie nad budżetem z grudniowej sesji Sejmu na połowę stycznia 2019. Jeżeli Sejm nie przyjmie – także po głosowaniu w Senacie – ustawy budżetowej do 27 stycznia, to prezydent Duda zgodnie z art. 98 ust. 4 Konstytucji RP może rozwiązać Sejm i ogłosić przedterminowe wybory.

I o to chodzi. Także nieuchronne wysokie podwyżki cen za prąd zostały przesunięte na późniejszy termin – oczywiście po wyborach. Duda spotkał się – jakby on o czymkolwiek decydował – z ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim, po czym pojawił się komunikat, iż podwyżek w 2019 roku nie będzie.

Były premier Kazimierz Marcinkiewicz uważą, że”przeprowadzenie przyspieszonych wyborów w marcu 2019 roku wydaje się bardzo prawdopodobne”. Przypomina o roku 2006, gdy było blisko do takich wyborów, PiS wówczas wygrałby je, półtora roku później zostały przez nich przerżnięte.

Dzisiaj wygląda jakby PiS rozpoczął kampanię wyborczą. Co na to opozycja? Zjednoczona – już dzisiaj wygrałaby z PiS, rozproszona – nie chcę myśleć, co stanie się wówczas z Polską, gdyby stan obecnej degradacji miał być kontynuowany.

 

 

„Trzy lata rządów za nami. Jest czas podsumowań”. Konwencja PiS pod Warszawą

(http://www.tvn24.pl)

 

Mój rząd mniejszościowy po dwóch, trzech miesiącach rządzenia uzyskał bardzo wysokie poparcie społeczne. Warto było to wykorzystać. Tym bardziej, że popełniono błędy przy uchwalaniu budżetu i można było w lutym rozwiązać parlament i przeprowadzić w marcu nagle wybory. Wygralibyśmy je w cuglach. Byliśmy do tego kroku przygotowani. Gotowa cała kampania, łącznie ze spotami. Wzmocniona jeszcze kampanią rządową na 100 dni rządu. Dzień przed ogłoszeniem decyzji przez prezydenta, Jaroslaw Kaczyński wycofał się, bojąc się, że uzyskam podmiotowość, bo twarzą kampanii byłbym jako premier.

Mimo, że podobny wariant JK zastosował półtorej roku pózniej i wówczas w 2007 roku przegrał wybory, to przeprowadzenie przyspieszonych wyborów w marcu 2019 roku wydaje się bardzo prawdopodobne. Procesy społeczne następują powoli. Działają trochę jak siła bezwładności, jak zostaną uruchomione, trudno je zatrzymać. SLD straciło poparcie społeczne kilkanaście miesięcy po aferze Rywina.

PiS obawia się dokładnie tego samego, czyli powolnej utraty zaufania społecznego ze względu na rozwijającą się aferę KNF, wzmocnioną przez aferę SKOK. PiS straciło „cnotę” partii uczciwej i wiarygodnej. Dodatkowo, zwłaszcza miejska klasa średnia zaczęła na poważnie obawiać się „Polexitu”, dlatego gremialnie wzięła udział w wyborach samorządowych wyrzucając już w pierwszej turze PiSowskich kandydatów z polskich miast.

Mamy więc znów do czynienia z radykalną zmianą wizerunku PiS. Od miesiąca politycy PiS wyprzedzają się w deklarowaniu miłości do Unii Europejskiej i jej wartości. Wyglada to komicznie, zwłaszcza w wydaniu byłej premier oraz premiera, ale nie wiadomo, czy tę „słomianą” miłość -za klasykiem – „ciemny lud” nie kupi. Z przekazu partii znikają politycy rażący nienawiścią i radykalizmem. Walka idzie bowiem nie o 25% twardego elektoratu, ale 15% centrum, które dało władzę PiS w 2015 roku. Wszystkie te działania podejmowane tak szybko i skrupulatnie jeszcze w grudniu, przed światami wskazują, że JK szykuje się na wybory już wiosną.

Zwolennikiem takiego rozwiązania jest Adam Bielan, czyli główny PRowiec JK. Ma on świadomość, że łatwiej wygrać te wybory teraz, gdy kula śnieżna porusza się jeszcze wolno, a opozycja łączy się przez pączkowanie. Nieprzygotowana i ciagle kłócącą się opozycja przegra takie wybory z kretesem. Bielan ma także własny interes w przyspieszeniu wyborów. Chce być komisarzem, ale wie że Unia Europejska wstrzyma ich wybór o pół roku i poczeka na nowy polski rząd wyłoniony w październiku czy listopadzie. Wygrana w marcu daje mu większe nadzieje. Nam raczej nadzieję odbiera, chyba że zmusimy opozycję do wspólnego, solidarnego odzyskania naszego kochanego państwa od szkodników.

Nizinkiewicz: Przyspieszone wybory uratują PiS

Mozolnie jednocząca się opozycja może w styczniu zostać zaskoczona przez Jarosława Kaczyńskiego.

– Stawka tych wyborów będzie niezwykle wysoka, bodaj najwyższa w historii Polski po 1989 r., gdyż ważyć się w nich będą losy naszej ojczyzny, przyszłość jej dalszego rozwoju – takie słowa padają w liście, jaki Jarosław Kaczyński wystosował do działaczy PiS przed zbliżającymi się wyborami europejskimi, parlamentarnymi i prezydenckimi. Politycy Zjednoczonej Prawicy nie ukrywają, że zmiany, które wdrożyli w ciągu trzech lat swoich rządów są tylko fragmentaryczne. Żeby dokonać całkowitej zmiany w sądach, prawie, edukacji, mediach, kulturze i innych sferach życia, PiS potrzebuje więcej niż jednej kadencji. Przegranie jesiennych wyborów parlamentarnych w 2019 roku byłoby zatrzymaniem się obozu dobrej zmiany w pół drogi. Dlatego PiS musi przejść do ofensywy.

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu niespodziewanie okazało się, że nie będzie głosowania nad budżetem na 2019 rok. Kolejne posiedzenie Sejmu odbędzie się w połowie stycznia. Zgodnie z art. 98 ust. 4 Konstytucji RP prezydent może zarządzić skrócenie kadencji Sejmu w razie nieprzedstawienia głowie państwa ustawy budżetowej do podpisu w ciągu czterech miesięcy od dnia przedłożenia Sejmowi jej projektu. Rządzący na uchwalenie budżetu mają czas do 27 stycznia. Jeśli Senat zgłosi poprawki, Sejm nie dotrzyma konstytucyjnego terminu, to Andrzej Duda może zarządzić skrócenie kadencji obu izb parlamentu.

Poparcie dla PiS wciąż jest wysokie. Wskaźniki gospodarcze korzystne. Opozycja wciąż bardziej skłócona i rozbita, niż zjednoczona. Afera KNF i sprawa SKOK jeszcze nie rozlała się na tyle, żeby mogła uderzyć we władzę z siłą afery Rywina czy afery podsłuchowej. Ewentualne podwyżki cen energii, a co za tym idzie podwyżki cen wszystkich produktów i usług uda się zatrzymać przez najbliższe miesiące. I najważniejsze, przyspieszone wybory parlamentarne odbyłyby się przed europejskimi, które PiS jako partia mająca wizerunek ugrupowania eurosceptycznego, może przegrać. Psychologicznie efekt przegranych majowych wyborów europejskich mógłby się przełożyć na rezultat jesiennych wyborów parlamentarnych.

rp.pl