Tag Archives: Krzysztof Brejza

Kaczyński już nie ukryje, prowadzi Polskę na Wschód, w stronę Kremla

Zwykły wpis

W Warszawie dojdzie do spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z wicepremierem Włoch Matteo Salvinim.

Depresja plemnika

Na początku roku, w którym odbędą się wybory do europarlamentu, nominację na stanowisko wiceministra cyfryzacji uzyskał Adam Andruszkiewicz: narodowiec, prymitywny homofob i przeciwnik UE. A w przyszłym tygodniu do Warszawy – na zaproszenie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego – przybywa Matteo Salvini, lider włoskiej Ligi Północnej, minister spraw wewnętrznych Włoch, przeciwnik „elit brukselskich” i sankcji wobec Rosji.

Andruszkiewicz jest pierwszym ministrem polskiego rządu, który uznał za konieczne oświadczyć w „Super Expressie”, że „nigdy nie był faszystą”. Salvini, który przez część przywódców unijnych jest oskarżany o faszyzm, m.in. za swój stosunek do uchodźców, już na to określenie się nie obraża. „To nie faszyzm, to stosowanie prawa” – mówi.

Te dwa zdarzenia obrazują ideową ewolucję PiS. Kończy się „eksperyment”, w ramach którego szef MSZ Jacek Czaputowicz miał poprawić relacje z Unią, zabagnione za czasów jego poprzednika Witolda Waszczykowskiego. Dziś Czaputowicz publicznie obraża szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska oraz europejskich partnerów takich jak Francja.

View original post 2 082 słowa więcej

 

No to PiS ma swojego targowiczanina nr 1, Lecha Kaczyńskiego

Zwykły wpis

„Z przyjemnością przyjąłem Pański miły gest, jakim było przesłanie fotografii z rozmów w Magdalence” – tak dziękował Lech Kaczyński Czesławowi Kiszczakowi za przesłane zdjęcia z Magdalenki.

Korespondencja obu panów dotycząca zdjęć z Okrągłego Stołu pochodzi z 2002 roku i została odnaleziona w archiwach amerykańskich zawierających dokumenty Kiszczaka.

Generał przesłał wówczas kilka zdjęć z rozmów w Magdalence, gratulując przy tym Kaczyńskiemu wyboru na prezydenta Warszawy. „Niech klimat tych spotkań i obrad towarzyszy Panu w Jego dalszej służbie Ojczyźnie” – czytamy w jednym z listów.

Według PiS i sympatyków partii rozmowy w Magdalence to nic innego jak targowica, zdrada i picie z komuchami. Co ciekawe jedno ze zdjęć przedstawia pijącego Lecha Kaczyńskiego. Dokumenty Czesława Kiszczaka zostały sprzedane amerykańskiemu Instytutowi Hoovera przez żonę generała. Można w nich również znaleźć korespondencję Kiszczaka z Lechem Wałęsą dotyczącą wypowiedzi tego ostatniego, w której za masakrę w kopalni Wujek oskarżał komunistyczne władze.

Depresja plemnika

„6 stycznia ogłosimy projekt dotyczący rozdziału Kościoła od państwa. W Konstytucji jest zapisany rozdział Kościoła od państwa. Doskonale wiemy, że zupełnie nie jest to przestrzegane, dlatego niektóre zapisy trzeba będzie wzmocnić, niektóre trzeba będzie wprowadzić jako nowe rzeczy” – poinformowała w Radiu RMF FM przewodnicząca Inicjatywy Polska Barbara Nowacka. Zapowiedziała zbieranie podpisów pod projektem tej ustawy.

Według Nowackiej, Polacy coraz częściej mówią o rozdziale Kościoła od państwa. – „Społeczeństwo chce uciąć finansowanie Kościoła, chce wyprowadzenia religii ze szkół lub jej niefinansowania. To są coraz głośniejsze postulaty… Rozliczenia przestępstw dokonywanych chociażby przez księży-pedofilii” – argumentowała szefowa Inicjatywy Polska.

Nowacka dodała, że w pracach nad projektem współpracuje z Nowoczesną, która  „też jest bardzo zainteresowana rozdziałem Kościoła od państwa” – stwierdziła Nowacka.

A miała przecież zamilknąć, a przynajmniej się wyciszyć… Jednak Krystyna Pawłowicz po raz kolejny nie wytrzymała. – „To chamstwo lewackie zgłoszę do sejmowej Komisji Etyki” – poinformowała na Twitterze posłanka…

View original post 722 słowa więcej

 

PiS zwala swoją winę na Platformę i Unię

Zwykły wpis

>>>

Depresja plemnika

„Spytałem Z. Ziobrę o to, czy przeprosi W. Kwaśniaka za słowa o „rozzuchwalaniu przestępców”. Pismo kierowane na Min. Sprawiedliwości-PG i wychodzi rozdwojenie jaźni. Min. Spraw. odmawia odpowiedzi, twierdząc, że ZZ wypowiedział te słowa jako… Prokurator Generalny” – napisał poseł PO Krzysztof Brejza na Twitterze. Do wpisu dołączył swoją korespondencję z szefem resortu sprawiedliwości – prokuratorem generalnym. O słowach Ziobry na temat byłego wiceprzewodniczącego KNF Wojciecha Kwaśniaka pisała w swoim felietonie Eliza Michalik „Ziobro chciał „przykryć” aferę KNF „aferą Kwaśniaka”.

Internauci nie kryli oburzenia odpowiedzią, którą otrzymał poseł Brejza. – „Czy nie jest to lekceważenie i kpina z urzędu. Ci ludzie już tak się rozzuchwalili i są pewni, że będą rządzić dalej, że miło będzie popatrzeć na ich rozczarowanie. Buta kroczy przed upadkiem. W tym przypadku upadek będzie bolesny”; – „To może zrzutka na wizytę u psychiatry dla MS-PG. Rozdwojenie jaźni, niebezpieczne schorzenie”. – „To szczyt bezczelności czy głupoty?” – skomentował…

View original post 2 969 słów więcej

 

PiS nagradza terrorystów?

Zwykły wpis

Ludzie, którzy dokonali zamachu na zdrowie i życie rodziny Donalda Tuska, znaleźli robotę w państwowych spółkach skarbu państwa. Czyżby PiS inspirował?

Depresja plemnika

Jak rządzi PiS? Afera za aferą, pazurki i inne szumidła

W 2018 r. pozycja obozu PiS w oczach opinii publicznej dwa–trzy razy się zachwiała w wyniku afer. Zaczęło się w marcu, kiedy poseł PO Krzysztof Brejza dostał w końcu odpowiedź na pytanie o zarobki premier Beaty Szydło i jej ekipy w 2017 r. Okazało się, że ministrowie dostawali w premiach drugą pensję. W sumie bonusy kosztowały prawie 2 mln zł, rekordzista Mariusz Błaszczak zebrał ponad 80 tys. zł, sama premier 60 tys., a najniższe premie wynosiły po 50 tys. zł na osobę.

Wybuchła afera. Jarosław Kaczyński, jak sam przyznał, powiedział wtedy Szydło, żeby „pokazała pazurki” i – była już wówczas – premier poszła na całość. „Te nagrody nam się po prostu należą” – te słowa z sejmowej mównicy musiały nieźle wkurzyć wyborców, bo PiS zaczął tracić poparcie. Wyborcom nie podobała się pazerność władzy, która obiecywała przecież służyć skromnie Polakom. Kryzys musiał przeciąć sam Kaczyński, który ogłosił, że jak suweren chce taniego państwa…

View original post 2 388 słów więcej

 

Gang Kaczyńskiego tanio kupił Kałużę

Zwykły wpis

W środę dzięki Wojciechowi Kałuży Koalicja Obywatelska przegrała śląski sejmik.  Szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Michał Dworczyk i wiceminister energii Grzegorz Tobiszowski podpisali porozumienie z radnym, który do sejmiku startował w wyborach z listy Koalicji Obywatelskiej.

Ubolewając nad tym, że wiele władzy opiera się na jednym, dwóch, trzech głosach, były wicepremier, minister gospodarki w rządzie PO-PSL Janusz Piechociński ocenił, w porannej rozmowie z Gazeta pl, iż „takie sytuacje tworzą społeczne wrażenie, że wszyscy ci, którzy pracują po tamtej stronie władzy to kandydaci na złodziei”.

Według Piechocińskiego, takie decyzje to korupcja polityczna. Najsmutniejsze jest to, że w tym procesie uczestniczył wysłannik premiera – ocenił były wicepremier. Dodał, że Kałuża jako nowy wicemarszałek sejmiku śląskiego ma zarabiać „skromne 12 tys. brutto przez 5 lat”.

* * *

Gang Olsena tanio kupił Kałużę.

Depresja plemnika

Krótko mówiąc: na froncie walki o sądy Nowogrodzka zarządziła odwrót.

Skąd ten zwrot w tył?

To może zaskakiwać, bo Partia Jarosława Kaczyńskiego cofa się bardzo rzadko. Jest przekonana, że samodzielna większość w Sejmie daje jej absolutne prawo, do kształtowania polskiej rzeczywistości. Zdarzało się już jednak w przeszłości, że PiS napotykał na tak wielki opór, że niezależnie od sejmowej arytmetyki musiał ustąpić.

Mimo nacisku części własnego zaplecza, obóz rządzący nie odważył się wprowadzić przepisów jeszcze bardziej utrudniających polskim kobietom dostęp do legalnej aborcji. Do zatrzymania się zmusiła PiS bezprecedensowa mobilizacja kobiet w całej Polsce. Ich protesty pokazały, że w Polsce nie ma społecznej zgody na dalsze zaostrzanie przepisów regulujących warunki przerywania ciąży. Kaczyński zrozumiał, że jeśli spróbuje ograniczyć wolność kobiet w tym zakresie, to słono za to zapłaci przy urnie wyborczej.

Także kwestii ustawy o IPN PiS zmienił stanowisko o 180 stopni. Zmianę wymusiło zderzenie się ze ścianą na…

View original post 2 293 słowa więcej

Macierewicz żegna się ze smoleńskim zamachem

Zwykły wpis

To, że Antoni Macierewicz przez blisko 8 lat żerował na tragedii smoleńskiej i wodził za nos prezesa Kaczyńskiego od kilku miesięcy nie jest już tajemnicą. Nikt jednak nie był gotów głośno powiedzieć tego, co w końcu wydusił z siebie jeden z publicystów tygodnika Sieci, który tematyką katastrofy smoleńskiej zajmuje się z dużą intensywnością. Marek Pyza, który w swojej pogoni za “smoleńską prawdą” sam wielokrotnie kolportował niesprawdzone i niepoparte faktami teorie, jednak tym razem postanowił wprost zaatakować Antoniego Macierewicza i związaną z nim redakcję Gazety Polskiej.

tekście o bardzo wymownym tytule “Bój o smoleńską palmę pierwszeństwa i złe porządki w podkomisji” ujawnia nie tylko to, co wielu demaskatorów ordynarnych kłamstw zespołu parlamentarnego, a obecnie podkomisji ds. ponownego zbadania katastrofy wytykało wielokrotnie, ale ujawnia też faktyczny, choć ukryty przed opinią publiczną faktyczny koniec pracy “międzynarodowych ekspertów Macierewicza”, na których wątpliwe eksperymenty i próby nauczenia się, jak się w ogóle bada katastrofy lotnicze wydano miliony złotych z polskich podatków.

Autor tekstu na portalu braci Karnowskich, którzy wiele miesięcy temu w otwarty sposób postawili się po stronie prokuratury Zbigniewa Ziobry, która wygrała bój o pierwszeństwo w dostarczeniu prezesowi PiS prawdziwych przyczyn katastrofy z 2010 roku, właśnie od oceny ostatniej wizyty śledczych na lotnisku w Siewiernyj rozpoczął swój wywód. Bardzo szybko przeprowadził jednak frontalny atak na byłego szefa MON, który w jego przekonaniu nie tyle dołączył do kolportowanego przez “przeciwników dojścia do prawdy” kontestowania współpracy z rosyjskimi prokuratorami, ale wręcz je zapoczątkował i przeprowadził w pełnym zakresie.

Ostatnich wypowiedzi Antoniego Macierewicza nie da się więc czytać inaczej niż jako kolejnej odsłony walki z prokuraturą o palmę pierwszeństwa w badaniu Smoleńska – pisze Pyza, wytykając głównemu kapłanowi religii smoleńskiej, że doskonale wie, że prokuratura działa w innym reżimie prawnym, oraz że sam nie widział sensu udziału jego “ekspertów” w badaniu wraku przez prokuratorów. Co więcej, bezlitośnie miażdży ubiegłotygodniowe rewelacje “Gazety Polskiej” o rzekomym podmienieniu czarnych skrzynek, wytykając im szkolne błędy, które powinno się nazwać wprost ordynarną manipulacją.

Najważniejszy z punktu widzenia końca Antoniego Macierewicza w kwestii dalszego ustalania “prawdy o Smoleńsku” jest jednak fragment dotyczący podkomisji i pytania, jakie Marek Pyza otwarcie i głośno stawia.

Wracając do podkomisji, zasadne jest dziś stawianie pytania: czy ona w ogóle istnieje? Jak słyszę od części jej członków: formalnie nie. A to dlatego, że wszystkim pracującym w niej osobom 31 sierpnia skończyły się umowy. Dotychczas nie podpisano nowych. Nie istnieje nawet aktualna lista członków podkomisji do zatwierdzenia. Nie jest zaaprobowana przez departament kadr MON, nie dotarła jeszcze nawet do Inspektoratu Bezpieczeństwa Lotów w Poznaniu, który uczestniczy w procesie powoływania składu podkomisji – zastanawia się publicysta, ujawniając gwoździa, którego do trumny tego ciała najwyraźniej niepostrzeżenie wbił minister Mariusz Błaszczak. Tak się bowiem składa, że aby wybrańcy Macierewicza pełnili dalej funkcję członków podkomisji, muszą być powołani decyzją szefa MON na kolejny rok (konkretnie od początku września do końca sierpnia). Taka decyzję wydał Antoni Macierewicz w 2016 roku, wydał też Mariusz Błaszczak w 2017 roku. Obecnie jednak takiej decyzji odnaleźć nie sposób, co może oznaczać, że obecny szef MON po cichutku, choć zapewne z polecenia Jarosława Kaczyńskiego “wygasił” tę nic nie wnoszącą podkomisję.

Ujawniona przez redaktora Pyzę faktyczna likwidacja podkomisji, bez formalnego zakończenia jej prac wyjaśniałaby dlaczego rzeczniczka tego ciała od blisko dwóch tygodni nie potrafi odpowiedzieć na o aktualny skład podkomisji, intensywność jej prac w 2018 roku, aktualne wynagrodzenie “ekspertów” czy postępy w przygotowywaniu raportu końcowego z ponownego badania katastrofy.

W ostatnich zdaniach swojego tekstu Marek Pyza sugeruje, że po opublikowaniu tego tekstu z pewnością ze strony medialnego środowiska Tomasza Sakiewicza posypią się na niego gromy. Podkreśla, że taki atak go nie zdziwi, bo koledzy Antoniego Macierewicz inaczej nie potrafią. Zastanawia go jedynie, kiedy “weszli w buty” tych, których za stawianie trudnych pytań o rzeczywiste intencje w badaniu katastrofy sekowano i krytykowano. Dość długo to trwało, ale wygląda na to, że w końcu niektórzy z nich poznali się na Macierewiczu. Najwyższy czas.

W grudniu 2002 r. zakończyły się negocjacje w sprawie warunków naszego członkostwa w UE. W czerwcu 2003 r. Polacy w referendum powiedzieli Unii „tak”. 1 maja 2004 r. Polska stała się członkiem Unii Europejskiej. Ale jeszcze w listopadzie 2002 r., gdy negocjacje z Unią były na ostatniej prostej, członkostwo Polski w UE nie było takie oczywiste. Jarosław Kaczyński zaczął wątpić w sens naszej akcesji.

>>>

Premier to miszczu także z geografii! W sobotę w Gorzowie obiecał dwa mosty; w Przytocznej (gdzie nie ma rzeki) i drugi „gdzieś na Odrze”.

Hairwald

Prawda wygląda tak 👇

Zgodnie z przysłowiem, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ta zasada zdaje się być szczególnie żywa w polityce, gdzie osoby z pierwszych stron gazet potrafią z dnia na dzień zmienić poglądy o 180 stopni. Szczególnym przykładem takiego koniunkturalizmu okazuje się być Mateusz Morawiecki i jego stosunek do Unii Europejskiej. Dziś – zwolennik teorii o neokolonializmie gospodarczym Polski, dyktacie Niemiec, czy braku suwerenności po 1989 roku, ale jeszcze kilka lat temu premier  miał zupełnie inne poglądy. Mateusz Morawiecki był im na tyle wierny, że zawarł je nawet w książce…

Poseł PO Krzysztof Brejza przypomniał opinii publicznej fragmenty podręcznika z 1999r., którego obecny premier jest współautorem. Treść publikacji zszokowałaby zapewne wielu zwolenników PiS. Mateusz Morawiecki tłumaczy w niej m.in., co powinni zrobić sędziowie, kiedy przyjmowane są ustawy niezgodne z prawem Unii Europejskiej. Premier stwierdza, że:

W innych fragmentach premier ku zdziwieniu uznaje, że podjęcie przez Polskę starań o przyjęcie…

View original post 2 118 słów więcej

Za aferą taśmową stało rosyjskie GRU. Czyje interesy reprezentuje PiS?

Zwykły wpis

>>>

Sprawa ma już kilka dni, więc propozycję ministra od nauki Jarosława Gowina, by anulować astronomię, a w zamian przywrócić należną akademicką rangę teologii, zdążyły już obśmiać wszystkie media „polskojęzyczne” oraz jedna trzecia Internetu. Tym razem jednak – o dziwo – pozostałe trzy czwarte oraz telewizje i gazety narodowe nie pospieszyły, jak to mają z zwyczaju, z masową odsieczą. A powinny, bo astronomia to nauka „gorszego sortu”. W przeciwieństwie do – co oczywiste – przez lata spychanej na margines teologii.

Fakt – przedmiot sporu jest z tych abstrakcyjnych, tymczasem suweren jest mocniejszy w konkretach, czego dowodzą słupki poparcia dla partii rządzącej, niespadające pomimo kolejnych „reform”, dotykających sfery „wartości”, na czele z „sądową”.

Niemniej pomysł pana ministra zasługuje przecież na – przynajmniej – zrozumienie i życzliwość świata nauki. Bo kogo wcześniej obchodziła jakaś tam astronomia? Z gwiazd, to Naród kojarzy Gwiazdę Dawida, malowaną na murach, a też znaki Zodiaku. Oraz horoskopy. A reszta, to „kosmos”.

Tymczasem teraz, po publicznej awanturze, opinia publiczna dowiedziała się, że jeśli istniała dotąd jakaś nasza, prawdziwie polska specjalność naukowa, to była to astronomia właśnie. Gdyby nie minister ze swoim pomysłem, to większość z nas nie miałaby o tym pojęcia. No dobrze, ale skoro jest tak dobrze, to czemu jest aż tak źle, że astronomów minister właśnie „przerabia” na fizyków, a ich dziedzinę wykreśla z oficjalnego rejestru dyscyplin naukowych? Sam Jarosław Gowin, skądinąd magister historii filozofii, tłumaczy się blado, że „tak jest na zachodzie”, co zresztą błyskawicznie zdementowali naukowcy z zagranicznych ośrodków naukowych. Czyli, że za ową kuriozalną decyzją stanęła zupełnie inna filozofia.

Po reformie edukacji, nadszedł otóż – jak się można domyślać – czas na „dobre zmiany” w nauce i szkolnictwie wyższym. Bo wszak absolwenci wykształceni według programu autorstwa minister Zalewskiej i jej anonimowych ekspertów w końcu trafią na uniwersytety. Tymczasem w szkole nauk empirycznych mają tyle, co nic, o astronomii to już w ogóle nie wspominając. W tym czasie uczą się za to religii, religii i jeszcze raz religii.

W tej sytuacji naturalną ścieżką ich naukowego rozwoju jest – co oczywiste – teologia właśnie. Natomiast astronomia… Cóż, w aktualnym systemie edukacji i tak nie byłoby pewnie chętnych na podjęcie studiów, których przedmiot stał od zawsze w wyraźnej sprzeczności z nauczaniem Kościoła. To ona odpowiada za wygnanie z nieba Nieba, z całym jego chrześcijańskim imaginarium. To za jej sprawą żaden anioł nie może wziąć kredytu na lutnię z powodu braku stałego adresu zamieszkania. No, naprawdę…

Tak swoją drogą, jest to materiał na kolejną komisję sejmową, która przywróci Nieboskłon prawowitym mieszkańcom, nakładając wysokie kary finansowe na „czyścicieli Nieba”, którzy zaludnili je gromadą supernowych i – z przeproszeniem – czerwonych karłów. I to się właśnie dzieje. Astronomowie zaś, wraz z fizykami, winni są ministrowi wdzięczność, że za herezje o czarnej materii nie zostali dotąd przykładnie spaleni na stosie.

I pomyśleć tylko, że gdyby nie astronomia właśnie, a wraz z nią jej młodsza i jeszcze bardziej niesforna siostra – astrofizyka, królową wszelkich nauk nadal pozostawałby teologia i nikt nie mąciłby w głowach przyszłym seminarzystom jakąś teorią wszechświatów równoległych. A tak w ogóle, to Hawking, Penrose i Higgs powinni zostać czym prędzej wpisani na indeks ksiąg zakazanych, z paragrafu o sianie publicznego zgorszenia.

Inna sprawa, że w tej w całej awanturze o astronomię może chodzić jeszcze o coś innego. Bo przecież każde polskie narodowe dziecko wie, że jeśli chodzi o kosmos, to jest to nasza polska narodowa specjalność, ale bynajmniej nie z powodu Kopernika i Wolszczana. Astronautów tak naprawdę było bowiem tylko czterech, a nie licząc Pana Twardowskiego oraz zdekomunizowanego generała Hermaszewskiego – zaledwie dwóch. Takich, Co Ukradli Księżyc.

Co siłą rzeczy oznacza, że opowieść o lądowaniu tamże jakichś Amerykanów to hollywoodzka ściema. Podobnie, jak te wszystkie astronomiczne bzdury o sondach marsjańskich, teleskopach Hubble’a i rzeczywistościach alternatywnych.

Kolejna wpadka w „Wiadomościach” TVP. Tym razem to Danuta Holecka wykazała się „rewelacyjną” wiedzą z podstaw astronomii, zaliczając Księżyc do planet.

Dziennikarka przedstawiła materiał ze zlotu Miłośników Astronomii Delta Optical AstroShow 2018, który odbył się w miniony weekend w Gniewie i tu padły słowa „Jowisz, Saturn, Mars, Neptun, Uran oraz Księżyc” – nazwy planet znane są wszystkim”.

Ta niefortunna wypowiedź nałożyła się na informację sprzed kilku dni, że minister Gowin usunął astronomię z listy dyscyplin naukowych i wrzucił ją do jednego worka z naukami fizycznymi. Polskie Towarzystwo Astronomiczne wystosowało petycję do niego, którą podpisało ponad 6 tysięcy osób.

Jak widać Gowin nie wziął pod uwagę, że nawet ludzie z wyższym wykształceniem, mają podstawowe braki z zakresu astronomii, co pokazuje, że jego decyzja jest jedną wielką pomyłką. Jak napisała na Twitterze Polska Normalna „Kopernik byłaby dumna z PiSu. Gowin zastąpił astronomię teologią a Holecka z Księżyca zrobiła planetę”.  

Czekam na kolejne, „odkrywcze” teorie typu „ziemia jest płaska”, „Słońce krąży wokół Ziemi” czy „Czarna dziura to zwykła dziura i można ją czymś zszyć”. Ale co tam jakaś astronomia. Teraz najważniejszą dyscypliną naukową będzie teologia i może tutaj pani Holecka oraz „wybitni” dziennikarze Telewizji Publicznej, nie będą zaliczać wpadek. W końcu w dzisiejszej, pisowskiej Polsce teologia to podstawa, wiedza z pozostałych nauk jest po prostu zbędna.

>>>

W Parlamencie Europejskim otwarto we wtorek wystawę zdjęć polskich protestów ulicznych w obronie praworządności, których autorami są Chris Niedenthal i Wojciech Krynicki.
– Jestem dumny, że mogę tu być. Kiedy myślimy o Polsce, to dzięki wam myślimy o podstawowych wartościach europejskich. Nigdy jako europosłowie nie przestaniemy dopominać się o państwo prawa w Polsce – tak do uczestników protestów zwracał się brytyjski labourzysta Claude Moraes, szef europarlamentarnej komisji wolności obywatelskich (LIBE) podczas inauguracji wystawy „Poland’s Street Pulse” w brukselskiej siedzibie Parlamentu Europejskiego. Wśród słuchających, oprócz m.in. europosłów i pracowników tej izby, było wielu przyjezdnych z Polski w koszulkach z napisem „Konstytucja”

Hairwald

Krzysztof Brejza opublikował dane na temat liczby wiceministrów i ministrów w rządzie PiS.

Na wystawę „Poland’s Street Pulse” w Parlamencie Europejskim złożyło się kilkadziesiąt zdjęć, zrobionych w latach 2016-18 podczas protestów przeciw pisowskim zmianom w sądownictwie. – „Nasze fotografie mają jeden cel: pokazać, do jakiego stopnia ludzie w Polsce starają się bronić wartości, które są im bliskie” – napisali autorzy Wojciech Kryński i Chris Niedenthal.

Zdjęcia zostały zrobione na ulicach polskich miast: przed sądami, Pałacem Prezydenckim, Sejmem i Senatem. Widac na nich ludzi z flagami Unii Europejskiej, flagami Polski, transparentami z napisem „Konstytucja” czy transparentem przedstawiającym portret Lecha Wałęsy. Na wystawie obejrzeć można także transparenty z hasłami, m.in. „Barierki są tylko w głowach” oraz „Obudźcie się. Jeszcze nie jest za późno!”.

 „Protesty w Polsce nie są tylko formą braku zgody na łamanie zasad demokracji i łamanie zasady praworządności. (…) Te protesty są w rzeczywistości najlepszą lekcją demokracji dziś” –powiedziała jedna…

View original post 1 027 słów więcej