Dorn o Szydło: podpinka pod broszkę

Dorn o Szydło: podpinka pod broszkę

Bez względu na to, jak zakończy się spotkanie prezesa PiS z prezydentem, Ludwik Dorn w TVN 24 uznał, że „fakt, że doszło do takiej rozmowy, to i tak niesłychana zmiana”.

Według byłego wicepremiera poprzedniego rządu PiS, jest „wysoce prawdopodobne, że do spotkania doszło z inicjatywy Kaczyńskiego. Posypała mu się cała konstrukcja całego obozu władzy. Ten, kto prosi o rozmowę pokazuje, że jest w trudniejszej sytuacji”.

Dorn przypomniał, że do tej pory to Andrzej Duda jeździł do Jarosława Kaczyńskiego na Żoliborz do prywatnego mieszkania. – „Po raz pierwszy Duda dzisiaj został uznany za prezydenta przez Kaczyńskiego, bez względu na wyniki tego spotkania”.

Gdzie w tej układance jest pozycja Beaty Szydło? Odpowiadając na to pytanie, Dorn posłużył się porównaniem: – „Jak dwóch się siłuje na rękę, to paprotki spadają”. Nie omieszkał też użyć kolejnego określenia premier: podpinka pod broszkę. – „O jej pozycji dobitnie świadczy też wypowiedź rzecznika prezydenta, który wyraźnie powiedział, że zmiany w rządzie Duda będzie uzgadniał z Kaczyńskim” – skonstatował Dorn

koduj24.pl

Pierwszy sąd postawił się Ziobrze. Będzie bojkot reformy?

Pierwszy sąd postawił się Ziobrze. Będzie bojkot reformy?

fot. flickr/KPRM

Jednym z czołowych celów reformy sądownictwa jest wymiana kadry kierowniczej polskich sądów na osoby przychylne dobrej zmianie. W swoich zmianach personalnych Zbigniew Ziobro do tej pory był niepowstrzymany, a przyjęte przez parlament przepisy dały mu większe uprawnienia do ingerowania w wyznaczanie prezesów sądów, z czego minister regularnie korzysta.

Okazuje się jednak, że szefowi resortu nawet przy pomocy kuszenia stanowiskami nie udało się skłócić środowiska sędziowskiego. W Sądzie Okręgowym w Łodzi doszło właśnie do wydarzenia pierwszego w swoim rodzaju. 68 spośród 70 sędziów przyjęło uchwałę sprzeciwiającą się próbom odwołania prezesa sądu Krzysztofa Kacprzaka, który znalazł się na celowniku ministerstwa. Resort postanowił dokonać zmian kadrowych, mimo że prezes sądu ma bardzo dobrą reputację, ponieważ za jego kadencji sąd zaczął nadrabiać zaległości, skrócił się zarówno średni czas trwania postępowania jak i czas oczekiwania na pierwszą rozprawę. Z tego powodu sędziowie wyrazili swoje poparcie dla prezesa podkreślając jego zasługi w zarządzaniu.

Co istotne w uchwale podkreślono dobrą wolę wobec współpracy z ministerstwem przy merytorycznej reformie sądów, co uwydatnia polityczne motywy resortu:
“(…)podejmowane w ostatnim czasie działania o charakterze administracyjno-organizacyjnym wskazują na wolę jak najlepszej współpracy z ministerstwem sprawiedliwości w tych obszarach, które mają na celu usprawnienie funkcjonowania sądu, przyspieszenie rozpoznawania spraw i lepszą komunikację z obywatelami.”
Sędziowie nie mieli zatem wątpliwości co do znaczenia ewentualnego odwołania prezesa Kacprzaka:
„W konsekwencji,odwołanie prezesa Krzysztofa Kacprzaka, przed połową kadencji, na podstawie art. 17 ustawy z dnia 12 lipca 2017 r. o zmianie ustawy o ustroju sądów powszechnych byłoby, w naszej ocenie, decyzją czysto polityczną, mającą za jedyny cel wymienienie prezesa niezależnego na prezesa bardziej dyspozycyjnego”
Uchwała kończy się słowami:
„Powołując się na art. 10 i art. 173 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej oraz działając zgodnie ze ślubowaniem, które każdy z nas obejmując obowiązki sędziego składał, niniejszym wyrażamy nasz głęboki sprzeciw wobec obsadzania w takim trybie i z taką intencją funkcji prezesa naszego Sądu”

Sędziowie Sądu Okręgowego w Łodzi dali przykład właściwej postawy, kiedy to nie z pobudek osobistych korzyści, ale wartości etycznych, stanęli w obronie zachowania uczciwości i standardów w swojej instytucji. Jest to szczególnie godne pochwały w kontekście krążących informacji, że ministerstwo szukało wśród sędziów następcy Kacprzaka, jednak nikt na taką formę korupcji politycznej nie przystał. Jest to jasny dowód, że moralność leży w ręku człowieka a nie rządu, zatem tak długo jak obywatele obstają przy właściwych zasadach, tak długo jest nadzieja…

źródło: msn.com

crowdmedia.pl

Takie poważne naprawy, a z językiem ojczystym problemy.

STAN GRY: Biskupi: Nie wzbudzać negatywnych emocji do Niemiec, SE: Kaczyński premierem, GPC o imigrantach: Tego nie chcemy

— TEGO NIE CHCEMY – jedynka GPC o imigrantach.

— 300LIVE:
Gowin: Będę namawiał kolegów z PiS-u do tego, żeby zasypywać pewne pęknięcie, jakie zaczęło się pojawiać wokół ustawy o sądach
Gowin: Błędem jest wyciąganie na wierzch różnic wewnątrz naszego obozu
Gowin o Łapińskim: Nie wierzę, że tego rodzaju ultimatum zostało sformułowane
Jurek: Prezydent nie spotkał się z chęcią szanowania swoich prerogatyw
Łapiński o spotkaniu PAD-JK: Nie komentuję w żaden sposób tych doniesień medialnych
Łapiński: Staram się pilnować i nie wychodzić poza to, co zostało mi wyznaczone przez mojego zwierzchnika
Łapiński: Jeśli porównamy moją wypowiedź z wypowiedzią Terleckiego, to one są praktycznie takie same
Łapiński: Oczekiwania, że w KPRP nastąpi jakaś hatakumba, przepraszam hekatomba ministrów są nieuzasadnione
Lubnauer o wspólnej liście parlamentarnej z PO: Rozsądek powoduje, że musimy o tym myśleć bardzo poważnie
Lubnauer o zmianie nazwy Nowoczesnej: To naturalny proces dojrzewania partii
http://300polityka.pl/live/2017/09/08/

— POLSKA NIE BYŁA W RUINIE – mówił Mateusz Morawiecki naczelnemu Faktu:“Oczywiście, że retoryka wyborcza karmi się różnymi prawami. (…) Polska nie była ani wtedy, ani wcześnie w ruinie, w ruinie była faktycznie w 1945 roku. Ani nie była też krajem kwitnącym, bo jakby była krajem mlekiem i miodem płynącym, to 3 mln. ludzi nie spakowałoby walizek i nie pojechałoby prosto do Londynu”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/namawiam-kolegow-z-unii-uderzmy-w-raje-podatkowe/213ft8r

— KACZYŃSKI W ROLI PREMIERA? – jak pisze SE: “- Narasta konflikt na linii Pałac Prezydencki – rząd. Myślę, że Jarosław Kaczyński stanie na czele rządu. A wtedy prezydent nie postawi się Kaczyńskiemu, a wobec Szydło może to robić i robi to – mówi nam ważny polityk z otoczenia prezesa. Z naszych informacji wynika, że Beata Szydło zostałaby marszałkiem Sejmu i pilnowała ustaw PiS w parlamencie. O tym, że prezes byłby dobrym szefem rządu, mówią wprost ważni politycy jego partii. – Jak Jarosław Kaczyński zostanie premierem, zawsze jest to dobra opcja. Prezes jest przecież liderem naszej formacji – chwali go Adam Lipiński”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/kaczynski-zastapi-szydlo_1016704.html

— APEL BISKUPÓW: NIE ZMARNOWAĆ POJEDNANIA Z NIEMCAMI: “Ogromne znaczenie ma sposób, w jaki traktowane są niezałatwione sprawy w relacjach obu państw. Należy je podejmować na płaszczyźnie roztropnej dyplomacji, by podtrzymać z trudem osiągnięte zaufanie, a nie niweczyć poprzez wzbudzanie negatywnych emocji społecznych w którejkolwiek ze stron”. https://pl.aleteia.org/2017/09/08/apel-polskich-biskupow-nie-wolno-zmarnowac-pojednania-polsko-niemieckiego/

— PIS MA KŁOPOT Z REFERENDUM DUDY – pisze w Dzienniku Gazecie Prawnej Piotr Zaremba: “W sprawie konstytucji powinno być niby tak samo. Tyle że wezwania prezydenta formułowane są nazbyt pisowskim językiem („konstytucja nie tylko elit”), aby łatwo można jego inicjatywę zignorować. Jego formalna rola w inicjowaniu takich referendów jest trudna do podważenia, stąd kurtuazyjna obecność marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego na konstytucyjnej konferencji w Gdańsku. Wciągnięcie do prezydenckiej kampanii Solidarności też nie było dla PiS bez znaczenia. Ale rządząca partia ma z tym kłopot i będzie miała coraz większy. Im bardziej będzie traktowała relacje z prezydentem w konwencji meczu, tym bardziej będzie to widoczne”.

— POLACY WYBRALIBY USTRÓJ PREZYDENCKI – pisze Zaremba: “W referendum Polacy wybraliby prawdopodobnie ustrój prezydencki. PiS raczej go nie przegłosuje. Ale to i tak wzmocniłoby radykalnie Andrzeja Duda”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/557783,zaremba-samodzielnosc-andrzej-duda-prezydent-pis.html

— DERA JEST MENTALNIE ZIOBRYSTĄ – fragment tekstu Agaty Kondzińskiej w GW: “– Cóż, Andrzej ciągle jest mentalnie ziobrystą, nie rozstał się z nimi – komentuje polityk PiS. Dera należał do Solidarnej Polski – partii, którą minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro założył po odejściu z PiS. Zdaniem naszego informatora PiS żadnego ultimatum Dudzie nie postawił”. http://wyborcza.pl/7,75398,22340092,spiecie-na-linii-rzad-prezydent-pis-stawia-andrzejowi-dudzie.html

— PIS KONTRA PREZYDENT – Fakt: “W PiS prezydencki minister jest tak znienawidzony, że wiele osób udaje nawet, że go nie widzi, aby się nie przywitać. Posłowie ukuli mu nawet pseudonim „Czerepach”. To na cześć bohatera popularnego serialu „Ranczo” – Artur Barciś (61 l.) gra tam asystenta senatora Kozioła. Dlaczego tak w PiS nazywają prezydenckiego rzecznika? Bo, według polityków PiS, jak serialowy bohater, knuje. Łapiński jest z pseudonimu dumny, bo w serialu Czerepach jest też niezwykle skuteczny!” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/politycy-pis-wsciekli-na-krzysztofa-lapinskiego/5vg4l3n

— HASŁEM NIEZAWISŁOŚĆ SZERMOWANO W OBRONIE INTERESÓW – Michał Królikowski w rozmowie Mazurka w DGP: “Moje doświadczenia ze środowiskiem sędziowskim z czasów, gdy byłem wiceministrem, jest takie, że hasłami „niezawisłość” i „niezależność” szermowano zwykle w obronie swoich interesów. Sędziowie potrafili bić się o wszystko, o drobiazgi. Dam przykład, jak dbali: w Ministerstwie Sprawiedliwości jak w każdym urzędzie można było uzyskać zwrot kosztów za przejazd. No i zgodnie z napisanym przez sędziów regulaminem urzędnik dostawał zwrot za drugą klasę, a sędzia za pierwszą…”

— SĄ W SN OSOBY, KTÓRE NIE POWINNY W NIM ORZEKAĆ – dalej Królikowski mówi Mazurkowi: “Ja otwarcie mówię – i to może być źle odebrane z kolei przez moich kolegów i prezes Małgorzatę Gersdorf – że w Sądzie Najwyższym są osoby, które nie powinny w nim orzekać ze względu na to, co robiły w przeszłości. I zgodzę się z PiS, że ustawodawca ma prawo żądać, by tyle lat po przełomie ci ludzie z sądu odeszli”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/557752,profesor-krolikowski-rozmowa-robert-mazurek-wywiad.html

— KOŚCIÓŁ GRA NA PREZYDENTA – Andrzej Stankiewicz: “Nasz rozmówca z kręgów kościelnych tłumaczy: – Jest w Episkopacie grupa oświeconych biskupów, którzy długo milczeli, ale teraz uznali, że trzeba wcisnąć hamulec wobec zaostrzenia polityki PiS”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/kosciol-gra-na-prezydenta/c1yxe77

— TO JEDEN Z OSTANICH MOMENTÓW NA WYHAMOWANIE KONFLIKTU – Marcin Fijołek: “Powiedzmy sobie wprost: na końcu tej dynamiki, która czasem wygląda na wesołe i niewiele znaczące harce, jest rozpad obozu dobrej zmiany. Może to być rozpad twardy, z brakiem wsparcia dla prezydenta w jego walce o drugą kadencję, może być też miękki, z brakiem elementarnej współpracy przy tak kluczowych projektach jak referendum konstytucyjne, a także kolejne weta czy brak pomocy działaczy PiS przy kampanii Dudy, który oficjalnie kandydatem tej partii pozostanie. To jeden z ostatnich momentów, by wyhamować tę dynamikę albo chociaż zmienić jej kierunek. By nie padły zbyt jednoznaczne deklaracje i oceny. Czują to niektórzy politycy Zjednoczonej Prawicy, którzy – jak Jarosław Gowin – wzywają dziś do jedności, czy premier Beata Szydło, apelująca o współpracę mimo różnicy zdań”. https://wpolityce.pl/polityka/356798-to-jeden-z-ostatnich-momentow-by-wyhamowac-dynamike-polityczna-lub-zmienic-jej-wektor-ktorej-efektem-bedzie-rozpad-obozu-dobrej-zmiany

— PANELE W KRYNICY CORAZ BARDZIEJ JAŁOWE – WITOLD GADOMSKI w GW:“Organizowane przez fundację Instytut Studiów Wschodnich Forum Ekonomiczne nazywane jest szumnie „Polskim Davos”. To raczej przejaw polskich kompleksów i próba dowartościowania niespecjalnie ciekawej imprezy. Z roku na rok spotkania w górskiej miejscowości są coraz bardziej jałowe, a tegoroczne pobiło rekordy. Gdyby jakiś cudzoziemiec obejrzał wszystkie panele dyskusyjne, nie dowiedziałby się niemal niczego o tym, co się w naszym kraju naprawdę dzieje. Chyba że trafiłby na konferencję prasową któregoś z liderów opozycji”.

— GADOMSKI O MORAWIECKIM – TO JAKBY SIĘ PO RAZ SETNY SŁYSZAŁO TEN SAM DOWCIP – pisze w GW: “Wcześniej obiecał przedsiębiorcom „konstytucję dla biznesu”, rozmaite ulgi i wsparcie państwa. Skończyło się na intensywnych i długotrwałych kontrolach skarbówki w firmach i na domiarach podatkowych. W Krynicy wicepremier zapowiedział, że Polska stanie się jedną, wielką, specjalną strefą ekonomiczną. To tak, jakby się słyszało po raz setny ten sam dowcip”. http://wyborcza.pl/7,75968,22339493,krynickie-targowisko-proznosci.html

— TOMASZ SAKIEWICZ O KRYNICY – pisze w GPC: “Okazuje się, że bez przepychu, skromnie, ale rozumnie i – co najważniejsze – rzeczowo można prezentować najlepsze strony naszej gospodarki i jej potencjał. Może to wskazówka dla całego rządu, jak tworzyć przekaz w relacjach społecznych. Nie chodzi o to, żeby był przepych, nie chodzi o to, żeby uprawiać propagandę sukcesu, ale o to, żeby uczciwie pochwalić się tym, co naprawdę się udało”.

— PIERWSZY SEZON UCHA MOLIEROWSKI, DRUGI – SZEKSPIROWSKI – pisze Agnieszka Kublik na wyborcza.pl: “Sezon pierwszy był bardziej molierowski – pokazywał obyczaje władzy. Po pierwszym odcinku drugiego sezonu zaryzykuję tezę, że teraz Górskiemu bliżej jest do Szekspira. Namiętności władzy – oto, co staje się bohaterem „Ucha prezesa”. Widzimy, że sprawują ją ludzie targani namiętnościami naszymi codziennymi. To zdrada, zemsta, pycha, chciwość, gniew, cynizm, hipokryzja. I po prostu zwyczajna głupota. Władza nie pochodzi od Boga, a już z całą pewnością nie władza PiS”. http://wyborcza.pl/7,75968,22339572,jak-sie-zmienilo-ucho-prezesa-w-pierwszym-sezonie-byl-molier.html

— PREZYDENT PRZESTAŁ SIĘ PATYCZKOWAĆ – Monika Olejnik w GW: “Prezydent przestał się patyczkować. Ma dosyć afrontów ze strony szefa MON, który sobie kpi od kilku miesięcy, zabierając dostęp do informacji gen. Kraszewskiemu, oku i uchu prezydenta w wojsku. Macierewicz jest niezniszczalny. Może popełniać tysiące gaf, możemy nie mieć śmigłowców. Ale czy pan Antoni nas przed Rosją obroni?”. http://wyborcza.pl/7,75968,22339645,czy-antoni-nas-obroni.html

— W KAMPANII WS SĄDÓW NAJBARDZIEJ BULWERSUJĄCA JEST TREŚĆ – Dominika Wielowieyska w GW: “Najważniejsze w tej historii jest jednak co innego – nie sam fakt kampanii za państwowe pieniądze, lecz jej treść. Sądząc z przecieków, będzie to raczej kampania dezinformacyjna, w której rząd spróbuje podawać zmanipulowane informacje”. http://wyborcza.pl/7,75968,22339896,dlaczego-powinnismy-sie-czepiac-billboardow-o-sadach.html

— NIE DZIAŁA NOWY SYSTEM DO GŁOSOWANIA ZA 5 MLN – Wiktor Ferfecki w RZ: “Dyrektor Centrum Informacyjnego Sejmu Andrzej Grzegrzółka twierdzi z kolei, że „uruchomienie systemu może zostać przesunięte na 48. posiedzenie Sejmu, czyli drugie po letniej przerwie”. – Chcemy, by był w pełni gotowy i bez zarzutu spełniał swoją funkcję – dodaje. Więcej o naturze problemu mówi nieoficjalnie informatyk znający projekt. Jego zdaniem system nie poradził sobie w testach przeprowadzanych na przełomie sierpnia i września, podczas których na sali obrad zamiast posłów zasiedli pracownicy Kancelarii Sejmu”.
http://www.rp.pl/Polityka/309079865-Sejmowe-klopoty-z-guzikami.html?template=restricted

— TOMASZ PIETRYGA O ZAOSTRZANIU SANKCJI KARNYCH – pisze w RZ: “To sygnał dla opinii publicznej: jestem szeryfem, czuwam i wymierzę sprawiedliwość. Z czasem jednak o sprawie przestanie być głośno, a gdy przepisy wejdą w życie, nikomu nawet nie przyjdzie do głowy sprawdzić, jaki miały realny wpływ na spadek przestępczości. Zresztą byłoby to pewnie politycznie niebezpieczne. Włoski kodeks karny przewiduje surowsze kary za gwałt niż polski, a mimo to nie zniechęcił, nie wystraszył „dzikich zwierząt” z Rimini”.

— BARTOSZ KOWNACKI O PILNEJ POTRZEBIE ZAMÓWIENIA OKRĘTÓW PODWODNYCH – mówi SE: “- Ważna jest też kwestia śmigłowców uderzeniowych. Równolegle prowadzimy rozmowy z firmami Leonardo i Boeing. Po zakończeniu przetargu na śmigłowce dla wojsk specjalnych będzie kolej na śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych. Choć w polskiej armii jest blisko 200 śmigłowców, więc to nie jest tak, że to jest sprawa najpilniejsza, bo one mają resursy do 2035 roku. A okręty podwodne za rok wyjdą z użytku. W najbliższych tygodniach, miesiącach, chcemy podjąć decyzję o partnerze do budowy okrętów podwodnych. I to jest jeden z programów, który jest opóźniony i nie jest opóźniony z naszej winy. Jeżeli ktoś wie, ile trwa budowa okrętu podwodnego, to wie, kiedy powinna zapaść decyzja w tej sprawie. Budowa okrętu podwodnego trwa 5-6 lat. To jest taki realny termin. W 2018 roku pierwsze okręty typu Kobben wychodzą z użytkowania. Więc jeżeli od 2018 roku odejmiemy sześć lat, to umowa powinna być podpisana w 2012 roku. Ja nie wiem, dlaczego poprzednicy tego nie zrobili. My musieliśmy usiąść do tego projektu, który był w powijakach, przeanalizować go. My widzimy ten projekt jako trzy okręty z możliwością na cztery. Koszty trzech okrętów to około 10 mld zł i chcemy, aby jak największa część tej kwoty została w polskich stoczniach”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/bartosz-kownacki-potezne-zakupy-dla-polskiej-armii_1016722.html

— MORAWIECKI W SOJUSZU Z ANTYSAMOCHODOWYMI FANATYKAMI – Łukasz Warzecha w SE: “Jeżeli prawdą jest to, co twierdzi ministerstwo – że główną motywacją jest chęć pozbycia się samochodów z centrów – to znaczy, że Mateusz Morawiecki wchodzi w sojusz z tymi prezydentami, którzy od lat nie słuchają zwykłych obywateli, ale spijają każde słowo z dzióbków miejskich aktywistów, kawiarnianych mędrców od urządzania miast oraz publicystów „Gazety Wyborczej”, którzy walkę z autami na ulicach już dawno uznali za swoje ideowe powołanie”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/lukasz-warzecha-morawiecki-w-sojuszu-z-antysamochodowymi-fanatykami_1016724.html

— GŁUPCY CZY SABOTAŻYŚCI – GPC O PARKOWANIU: “Ostatnio w Ministerstwie Rozwoju komuś się wyroiło, żeby od nowego roku podnieść cenę za parkowanie w centrum miasta trzykrotnie. Jak Państwo sądzą, co pomyślą o rządzie ci, którym przyjdzie za godzinę postoju zapłacić trzy razy więcej?”

— FAKT O SZCZERBIE I TOALECIE: “Pokaz niebywałej arogancji i buty dał Michał Szczerba, poseł Platformy Obywatelskiej, w Domu Zdrojowym w Krynicy. Parlamentarzysta, niczym panisko, ominął kolejkę oczekujących do toalety i nie zważając na ich uwagi, zajął miejsce w kabinie. Ale na tym nie koniec! Gdy jeden z obecnych tam dziennikarzy zwrócił mu uwagę, poseł postanowił zrobić mu zdjęcie i stwierdził, że „go zapamięta”. Szczerba najwyraźniej nie spodziewał się, że opis tego zajścia znajdzie się w mediach społecznościowych. Jak się teraz tłumaczy? „Przez nieuwagę nie zauważyłem kolejki najprawdopodobniej” – napisał w przesłanym nam smsie”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/forum-ekonomiczne-w-krynicy-awantura-z-poslem-szczerba/v4fk93j

300polityka.pl

Zakończyło się spotkanie Duda-Kaczyński

Zakończyło się spotkanie Duda-Kaczyński

Jarosław Kaczyński opuścił Belweder około 20:20. Kilka minut później z Belwederu wyjechał prezydent Andrzej Duda. Spotkanie trwało w sumie ponad 2 godziny.

 

Macierewicz o konflikcie między Pałacem a MON: Ja takiego konfliktu nie dostrzegam. Bywają różnice zdań

– Ja takiego konfliktu nie dostrzegam. Bywają różnice zdań. To są różnice zdań, które – mam nadzieję – będą różnicami twórczymi. Pozwolą wypracować rozwiązania najlepsze dla kraju– mówił Antoni Macierewicz w rozmowie z Michałem Adamczykiem w „Gościu Wiadomości” TVP Info, pytany czy jest konflikt między Pałacem Prezydenckim a MON.

 

Dorn: Posypała się cała konstrukcja obozu władzy, którą prezes wyłożył na kongresie PiS

– Posypała się cała konstrukcja obozu władzy, którą prezes wyłożył na kongresie PiS w Przysusze, że jest on jako nadpremier i nadprezydent, jest wicepremier Morawiecki jako premier gospodarczy i jest premier Szydło na trzecim miejscu jako sekretarz posiedzeń Rady Ministrów. W tej konstrukcji w ogóle nie było miejsca dla prezydenta – mówił Ludwik Dorn w rozmowie z Katarzyną Kolendą-Zaleską w „Faktach po faktach” TVN24.

 

Schetyna: Jeżeli będą konsultacje z PAD, jesteśmy gotowi do rozmowy, ale na poziomie merytorycznym

– Wierzę głęboko, że pojawią się projekty tych ustaw, a przynajmniej tezy do tych projektów ustaw, żebyśmy wiedzieli o czym mamy rozmawiać, jaka jest wizja prezydenta Dudy tego nowego spojrzenia na ważne przecież sprawy. I to uważam za pierwszy krok – stwierdził Grzegorz Schetyna na briefingu w Chojnicach.

– Spotkanie – tak. Jeżeli będą konsultacje, to jesteśmy otwarci do rozmowy, ale na poziomie merytorycznym na temat punktów i tez, które prezydent, wierzę głęboko, przedstawi – dodał przewodniczący Platformy.

 

Jaki: Będę głosował za odrzuceniem weta prezydenta

– Jestem przekonany, że polski wymiar sprawiedliwości wymaga radykalnych reform, dlatego chciałbym odrzucenia tego weta – stwierdził Patryk Jaki w rozmowie z Radiem Zet. Zapowiedział też, że na pewno opowie się za odrzuceniem weta, gdy dojdzie do głosowania w Sejmie.

 

Trwa spotkanie Duda-Kaczyński

W Belwederze rozpoczęło się spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim.

 

Schetyna: To polski rząd musi być aktywny jeśli chodzi o aplikację do Funduszu Solidarności

– Oczekujemy inicjatywy polskiego rządu. To polski rząd musi być aktywny jeśli chodzi o aplikację do Funduszu Solidarności. Nie pomożemy skutecznie pomóc ofiarom nawałnic, jeżeli nie będzie aktywnej roli polskiego rządu, premier Szydło i ministra Błaszczaka. Będziemy także mówić o tym we wtorek w debacie sejmowej – stwierdził Grzegorz Schetyna na konferencji.

300polityka.pl

Czy Duda przefasonuje twarz PiS?

Czy Duda przefasonuje twarz PiS?

Poprzednicy wysilali się, aby trudne reformy uzasadniać poprzez uczestnictwo w debatach i wałkowanie argumentów w mediach. Robiono to lepiej i gorzej, ale jakoś przepychano trudne sprawy, w tym najtrudniejszą reformę w obecnym stuleciu – reformę emerytalną, która to wbrew pozorom nie miała wielkiego oporu społecznego, oprócz pisowskiego populizmu i bojówkarskiego wsparcia związku zawodowego, którym niestety stała się „Solidarność”.

Poprzednie rządy więc po bożemu rozmawiały ze społeczeństwem. Nie miały tego geniuszu pisowskiego, który nic sobie nie robi z rozsądkiem, rozumem, a w prawie chodzi na skróty bezprawne. Nie ma szmalu w partyjnej kasie na autopromocję? Jaki problem, powołujemy fundację pod tromtadracką nazwą Polska Fundacja Narodowa. Ustawą zapewni się dla niej szmal w postaci podatku od spółek państwowych.
Fundacja ma promować Polskę. Każdy z nas raczej myśli, że Polskę promuje się poza Polską, gdzie nie ma Polski. Ale nie mamy geniuszu pisowskiego – oni Polskę promują w Polsce, a dokładnie promują w Polsce PiS. 100 milionów nie w kij dmuchał – taki jest budżet fundacji, której nazwy nie powinno się wymieniać, bo jest zakalcowata.

I proszę. Premier Szydło pobiegła na promocję PiS w Polsce, która została zainaugurowana przez wspomnianą fundację. Na początek promowana jest reforma sądownictwa, która wydawało się, że w tej formie upadła po protestach lipcowych i przejęciu inicjatywy przez prezydenta, w którego kancelarii ustawy są pisane.

Więc o co chodzi? PiS, tj. fundacja, będzie promować to, co znajduje się w tej chwili poza partią rządzącą i bez wiedzy, co ma być zawarte w ustawach? Szydło wygłosiła jakieś przemówienie, ale jak to u niej: wiele słów, które nic nie znaczą. Oczywiście, kampania promocji pisowskich zamiarów to odebranie niezależności sądom (część już odebrano i to zasadniczą, bo Duda nie zawetował jednej ustawy), o to zatem toczy się gra. I to z większą determinacją niż poprzednio. Zatem nie liczy się stanowisko Komisji Europejskiej, która zagroziła sankcjami.

W tym samym czasie Kancelaria Prezydenta publikuje na Twitterze znamienną informację: – „W przyszłym tygodniu przed zakończeniem prac nad ustawami o SN i KRS, Andrzej Duda zaprosi na spotkanie przedstawicieli klubów parlamentarnych” (cytuję bez skrótów typowych dla Twittera). Duda więc chce rozmawiać nie tylko z Kaczyńskim, ale z innymi liderami partyjnymi.

Jedno jest pocieszające – jeżeli można używać takiego pojęcia „pocieszające”, gdy za cokolwiek zabiera się PiS – Duda chce rozszerzyć debatę o partie opozycyjne, a to nie może podobać się Kaczyńskiemu. Prezes PiS z nikim nie debatuje, a jego wysoko postawione marionetki (Duda i Szydło) mają go słuchać i wykonywać polecenia.

Duda tę twarz PiS chce przefasonować. Czy mu się uda? Oto jest dla niego hamletyczne pytanie: być z PiS, czy być z Polską?

Waldemar Mystkowski

 

koduj24.pl

Marta Lempart naruszyła prawo, bo… używała megafonu

Marta Lempart naruszyła prawo, bo… używała megafonu

Od pewnego czasu PiS zaczyna balansować wręcz na granicy śmieszności w wymyślaniu pretekstów do nękania myślących i działających inaczej niż życzyłaby sobie partia rządząca. Niedawno informowaliśmy o ściganiu Jurka Owsiaka za przeklinanie ze sceny podczas Przystanku Wodstock.

Co tym razem wymyślił PiS? Otóż Marcie Lempart, liderce Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, postawiono zarzut naruszenia ustawy o ochronie środowiska. Nie oznacza to, że była np. w Puszczy Białowieskiej, gdzie trwa nielegalna wycinka drzew zarządzona przez Szyszkę. Lempart była na jednej z dużych ulic we Wrocławiu.

We wrocławskim komisariacie Lempart usłyszała następujący zarzut: „Zakłócała przebieg niezakazanego zgromadzenia Fundacji Pro-Prawo do Życia poprzez skandowanie haseł przy pomocy ręcznego urządzenia nagłaśniającego, czym naruszyła zakaz używania instalacji lub urządzeń nagłaśniających określony w art. 156 ust. 1 ustawy prawo ochrony środowiska”.

12 kwietnia tego roku przed Samodzielnym Publicznym Szpitalem Klinicznym nr 1 Lempart z kilkoma działaczkami z OSK protestowały przeciw eksponowaniu przez członków Fundacji Pro-Prawo do Życia drastycznych zdjęć płodów. Nie mając zgody na pikietę w tym samym miejscu, kobiety przeszły na drugą stronę ulicy i używając tzw. szczekaczek krzyczały, że przyniesione przez „pro-„złamanielifowców” fotografie to manipulacja i kłamstwo.

Lempart uważa, że zarzut, jaki dostała, to absurd. – „Hałas robiłam przy jednej z ważniejszych ulic we Wrocławiu?” – powiedziała „Gazecie Wyborczej” i poinformowała, że odmówiła składania wyjaśnień na policji. Mecenas Aleksander Sikorski, który ją reprezentuje, mówi: – „Będę chciał wystąpić o powołanie biegłego z zakresu akustyki, który oceni poziom hałasu przy ul. Curie-Skłodowskiej, kiedy używana jest „szczekaczka” i kiedy jeżdżą tamtędy kierowcy używający np. klaksonu. To będzie walka o honor i liczę, że sąd zobaczy absurdalność tego zarzutu i przyzna, że ma on niską szkodliwość społeczną”.

Z zarzutami, jakie dostała Lempart z ustawy o ochronie środowiska, nie spotkał się jeszcze dr Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Mówi, że po pierwsze pikiety nie mogą być ciche, a po drugie – obywatele mają prawo do wyrażania swoich opinii i poglądów. O ewidentnej szykanie mówi też Paweł Kasprzak, lider Obywateli RP: – „Rozumiem, że ktoś mi pod domem czy w lesie używa megafonu i zakłóca spokój, ale w mieście podczas demonstracji?”.

Marcie Lempart za „naruszenie” ustawy o ochronie środowiska grozi grzywna do 5 tys. zł.

koduj24.pl

„SE”: Jesienne rozdanie polityczne. Jarosław Kaczyński zastąpi Beatę Szydło?

Z informacji jakie publikuje „Super Express” wynika, że dni premier Beaty Szydło są już policzone. Na stanowisku szefa rządu ma zastąpić ją sam Jarosław Kaczyński. Tej zmiany mają żądać najbliżsi współpracownicy prezesa.

– Jak prezes Kaczyński zostanie premierem to zawsze jest to dobra opcja – mówi w rozmowie z „Super Expressem” wiceprezes partii Adam Lipiński.

Powodem zmian ma być podobno wojna na linii Pałac Prezydencki – rząd, która nastąpiła po wecie prezydenta wobec ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS. Spór zaostrzyła także wypowiedź Krzysztofa Łapińskiego, rzecznika Andrzeja Dudy, który na pytanie o dymisję szefa MON, Antoniego Macierewicza, odpowiedział, że gdyby prezydent chciał zmian w rządzie, to na pewno by o nich powiedział.

Z anonimowej relacji ważnego polityka PiS wynika, że Kaczyński zdaje sobie sprawę z tego, że Szydło nie ma wpływu ani na Macierewicza, a ostatnio również i na Dudę. To jak twierdzi główny powód, dla którego Kaczyński myśli o tym, aby w jesiennym rozdaniu politycznym stanąć na czele rządu. Taki ruch sprawiłby, że prezydent nie postawiłby się prezesowi. – Jarosław Kaczyński byłby bardzo dobrym premierem – ocenia krótko Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS. Podobnego zdania jest Adam Lipiński, wiceprezes partii. Uważa, że „jest to zawsze dobra opcja”.

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/557797,jaroslaw-kaczynski-ma-zastapic-beate-szydlo-na-stanowisku-premier.html

Michał Szułdrzyński: Jak przez Niemców zmieniłem zdanie o reparacjach

Foto: Fotorzepa, Maciej Zieniewicz

Im dłużej trwa zamieszanie w kwestii reparacji wojennych od Niemiec, tym większa zaczyna mnie ogarniać irytacja. Nie, nie byłem zachwycony sposobem, w jaki przedstawiciele polskich władz zabrali się do tego tematu. Ale równocześnie, widząc reakcje ze strony naszych zachodnich sąsiadów oraz ich konsekwencję w narzucaniu swojej wersji historii, coraz większą dostrzegam potrzebę sięgania przez Polskę po argument reperacji.

Na początek warto zwrócić uwagę na sygnały, jakie do polskiej strony docierają od przedstawicieli niemieckiego rządu. Przekaz brzmi mniej więcej tak: uważamy, że to jest wasza wewnętrzna rozgrywka i dopóki będziecie się tym bawić na użytek krajowej polityki, nie będziemy reagować. Ale jeśli rząd zgłosi formalny wniosek o reparacje, uznamy to za przekroczenie czerwonej linii…

Nie, to nie chochlik drukarski, rzeczywiście mówią o czerwonej linii. Przyznam, że to nie lada arogancja. Czyżby polski rząd stracił suwerenność i nie miał prawa realizować swojej polityki zagranicznej lub historycznej? I właśnie ten sygnał z Niemiec pokazuje, że sprawa jest na tyle ważna, że nie warto jej odpuszczać. Oczywiście wysłanie przez Niemców takiego sygnału jest elementem dyplomatycznych nacisków, bo nie mają żadnego interesu w wypłacaniu nam jakichkolwiek pieniędzy. Ale jesteśmy równymi sobie partnerami i nie wyobrażam sobie, by – szczególnie po tym, co Niemcy zrobili Polsce w XX w. – mówili nam: nie, tego wam nie wolno, zabraniamy, czerwona linia.

Drugim argumentem na rzecz innego spojrzenia na temat reparacji jest opisana w środę w „Rzeczpospolitej” ekspozycja powstałego właśnie Domu Historii Europejskiej, która opowiada historię naszego kontynentu, ale przyjmując przede wszystkim niemiecki punkt widzenia. I problem nie polega nawet na tym, że twórcom tego muzeum przyświecało przekonanie, że państwa narodowe są złem. Otóż więcej: okazuje się, że do I wojny światowej doprowadził nacjonalizm… ale słowiański.

Gorzej jednak jest z historią II wojny światowej. Po pierwsze Holokaust nie jest jej centralnym punktem, co jest jakoś wyjątkowo zbieżne z interesami Niemiec. Po drugie zaś, mowa o współodpowiedzialności za Shoah zarówno Niemiec czy Austrii, jak i Polski, Francji i Ukrainy. A centralnym elementem wojny są – według autorów wystawy – wypędzenia. Sęk w tym, że zauważono wyłącznie wypędzenie Niemców.

Często w Polsce, ale nie tylko, słychać argument, że Niemcy rozliczyły się ze swoją bolesną historią i nie warto już do tego wracać. Może kiedyś, i owszem, jakieś niebezpieczne pomysły zgłaszała Erika Steinbach, ale to był wyłącznie margines. Właśnie Dom Historii Europejskiej pokazuje, że to wcale nie margines, ale mainstream europejskiej oraz niemieckiej historiografii. Niemcy prowadzą bardzo aktywną politykę historyczną, której celem jest przedstawienie historii XX w. w najwygodniejszy dla siebie sposób. To zaś oznacza, że Polska nie tylko może, ale wręcz ma moralny obowiązek przedstawiać historyczną prawdę, że Niemcy podczas II wojny światowej zgładzili nie tylko znaczną część populacji europejskich Żydów, ale też zdziesiątkowali polski naród jak nikt w ciągu tysiącletniej jego historii i ograbili jego terytorium, nigdy się z tego nie rozliczając.

Sięganie po argument reparacji wojennych może zatem stać się narzędziem polskiej dyplomacji historycznej. Po części cel już został osiągnięty, bo po tym, jak podniesiono ten temat, niektóre gazety za granicą – np. brytyjskie tabloidy – przypomniały o ogromie zniszczeń, jakich doświadczyła Polska ze strony Niemiec. Sprawa ta nie może być jednak benzyną dolaną do ognia antyniemieckich nastrojów w Polsce. Zupełnie nie o to chodzi. Musimy równocześnie robić wszystko, by mieć z Niemcami, naszym najważniejszym partnerem, jak najlepsze stosunki. Ale dobre relacje nie muszą oznaczać, że przymykamy oko, gdy nasz nawet najlepszy przyjaciel gra nie fair.

rp.pl

PiS z Polaków chce zrobić tępe dzidy. Bezczelnie

Tekst Bezczelnego Lewaka jest bezczelnie dobry.

No i jak? PiS zrobi z nas tępe dzidy?

 

Międzymorze – między farsą a realną szansą

Międzymorze – między farsą a realną szansą

Czy – jak chce prawica – „nadszedł czas ostatecznego zrzucenia uciskającego od setek lat kagańca niewolnictwa gospodarczego i politycznego”?

Sojusznicy od sankcji

– „Przyszłość Słowacji jest w jądrze Unii Europejskiej. Słowacja powinna być częścią tego silnie zintegrowanego jądra, kierowanego przez Niemcy i Francję” – powiedział w połowie sierpnia Robert Fico, premier naszego południowego sąsiada. Podkreślił ponadto, że jest zainteresowany współpracą w ramach Grupy Wyszehradzkiej, ale żywotne interesy Bratysławy są w Unii Europejskiej. W podobnym tonie po kilku dniach wypowiedział się premier Słowenii Miro Cerar. Cytowany m.in. przez agencję Bloomberg polityk oznajmił, że Słowenia uczyni, co możliwe, by pozostać w pierwszym szeregu państw UE. Premier tego niewielkiego kraju zauważył także, że Europa wielu prędkości już jest rzeczywistością, a powinnością jego kraju jest być w najbardziej zintegrowanym kręgu Unii. Polityk odniósł się także do sytuacji w Polsce. – „Widzimy działania, które zagrażają praworządności w Polsce. Jeśli ktoś będzie prawdziwie zagrażał praworządności w Europie, to Słowenia poprze sankcje, jeśli okażą się one potrzebne” – powiedział Cerar.

Być może obaj wymienieni wyżej liderzy nie wiedzą, że nad Wisłą ich kraje zaliczane są do tzw. Międzymorza, czyli bloku państw, który ma stanowić przeciwwagę dla roli Berlina i Paryża w Unii, a także sprzeciwiać się dalszej integracji oraz być odpowiedzią na „wtrącanie się” Brukseli do spraw wewnętrznych członków wspólnoty. Za koncepcją Międzymorza opowiadają się przede wszystkim członkowie Prawa i Sprawiedliwości. W tej narracji wspierają ich działacze Kukiz’15 oraz prawicowi publicyści.

Trochę historii

Międzymorze to nic innego, jak powrót do koncepcji sprzed I wojny światowej, za którą optował m.in. Józef Piłsudski. Federacja państw położonych między Adriatykiem, Morzem Bałtyckim i Morzem Czarnym miała nawiązywać do wielokulturowości I Rzeczypospolitej i jej jagiellońskich tradycji (przedstawiciele dynastii Jagiellonów władali nie tylko Polską i Litwą, ale w XV i XVI wieku także Czechami i Węgrami). Takie państwo miałoby stanowić zaporę przed niemieckimi i rosyjskimi zakusami do dominacji nad Polską, Ukrainą, Litwą, Węgrami czy Rumunią. Idea ta nie spotkała się jednak z uznaniem naszych ewentualnych partnerów – Litwini i Ukraińcy dążyli do pełnej niepodległości, odrodzona Czechosłowacja wdała się z Polską w konflikty graniczne, a Węgry w niedalekiej przyszłości stały się sojusznikiem III Rzeszy (podobnie jak niezależna Słowacja, która militarnie uczestniczyła w hitlerowskiej agresji na Polskę). Międzymorze okazało się więc niewypałem. Tym razem ma być jednak inaczej.

Ten zgniły Zachód, czyli wschodnia odnowa

Polityczna inwestycja w Międzymorze jest uzasadniana tym, że Europa Zachodnia bliska jest zniszczeniu i dezintegracji, topi się w odmętach poprawności politycznej i rozbudowanego systemu socjalnego. Współpraca z nią przestała być atrakcyjna i naszedł czas na nowe rozdanie, w którym rolę krupiera odegra Polska, stając na czele sojuszu państw Europy Centralnej. – „Słuch potrafi być zawodny, z oddali można pomylić wiatr historii z tętentem koni Apokalipsy. Żyjemy w okresie przejściowym. Wiele wskazuje na to, że może być on końcem świata, który do tej pory utożsamialiśmy z cywilizacją Zachodu (…) Na naszych oczach to wszystko ginie” – przekonuje na łamach portalu niezalezna.pl Marcin Wolski, szef TVP 2. W obecnej sytuacji międzynarodowej znajduje historyczną analogię – miasta starożytnego Rzymu, takie jak Londyn czy Paryż zaludnione miały być przez analfabetów, podczas gdy wschód, przyszłe Bizancjum, miał dalej rozkwitać. W swoim felietonie (opublikowanym 7 lipca), zatytułowanym – nie inaczej – „Międzymorze”, stawia również inną mocną tezę: – „Żałośnie brzmi szczekanie kundli z opozycji pod adresem polskiej polityki zagranicznej, która, moim zdaniem, ma wizję, o jakiej od czasów Batorego i Sobieskiego się nie śniło. I w dodatku w warunkach lepszej koniunktury”.

W antyzachodniej retoryce wtóruje mu Adam Andruszkiewicz, poseł z ramienia Kukiz’15. –„Pseudoelity brukselskie są ślepe, głupie, cyniczne, mówiąc wprost nieraz pijane i widzowie wiedzą, o czym mówię” – mówił w połowie sierpnia w Telewizji Republika. Z kolei na swoim profilu na Facebooku przekonuje (we wpisie z 2 września): – „Szansą dla budowy silnej Polski jest zgnilizna, w jaką idzie Zachód”. Kilka dni wcześniej pisze wprost: – „Z naszej dyskusji [ze swoimi sympatykami – przyp. red.] jasno wynika, że Unia Europejska idzie ku rozpadowi”.

O nieuchronnym upadku Niemiec przekonuje od dawna Wojciech Cejrowski, stały ekspert TVP Info. Nie przeszkadza mu to, że RFN zanotowała w 2016 roku największą nadwyżkę budżetową od ponad 25 lat.
O rychłej wojnie domowej w Szwecji rozpisywała się (a w zasadzie skopiowała artykuł z innych„antysystemowych” mediów, które te przepisały go z rosyjskiego propagandowego Sputnika) wspomniana wcześniej Telewizja Republika. Położone na północ od Polski królestwo stało się także celem ataku samego Jarosława Kaczyńskiego. Od kilku miesięcy wiemy już, że Malmo i inne szwedzkie miasta to w zasadzie jedna wielka strefa no-go, opanowana przez imigrantów, opanowanych z kolei przez pierwotniaki.

Kolejnym krajem, który padł na kolana, jest Francja. Prezydent Emmanuel Macron jest przez rządzących Polską zgodnie krytykowany. Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych, w niedawnej rozmowie z Radiem Maryja przekonywał, że francuska gospodarka nie jest w tej chwili w stanie konkurować z tą znad Wisły. Była ta odpowiedź na krytykę Warszawy przez Paryż oraz na tournee francuskiego lidera właśnie po Międzymorzu – Macron zawitał m.in. do Bukaresztu i Wiednia, spotkał się także z premierami Czech i Słowacji, odwiedził ponadto Bułgarię. Młodego polityka nie oszczędza także Beata Szydło.

Realna siła kontra mrzonka

Nad stwierdzeniem Waszczykowskiego warto zatrzymać się nieco dłużej. Produkt krajowy brutto Francji wynosił w 2016 roku (według danych Banku Światowego) 2,46 tryliarda dolarów. PBK Polski – 469 miliardów dolarów. Łączne PKB Polski, Rumunii, Węgier, Czech, Słowacji, Słowenii, Austrii, Bułgarii, Chorwacji, Litwy, Estonii i Łotwy (te kraje wzięły udział w szczycie Trójmorza w Warszawie w lipcu tego roku) to około 1,68 tryliarda dolarów.

Gospodarka 12 państw stanowi niemal 2/3 potęgi ekonomicznej Francji. Wiadomo, że to tylko statystyka – nie oddaje ona dynamiki rozwoju poszczególnych krajów, pokazuje jednak jasno, że Paryż to nadal wielka siła, a porzucenie dobrych stosunków z Francją na rzecz ścisłej współpracy (z całym szacunkiem i sympatią do tych państw) z Chorwacją czy Słowenią jest co najmniej nielogiczne. Jeszcze gorzej wychodzi porównanie z gospodarką niemiecką, która w 2016 roku była o równo tryliard dolarów bogatsza od tej znad Sekwany.

Francja, Niemcy i Szwecja to także państwa, które są w czołówce rynków eksportowych naszego kraju. W zeszłym roku, jak podaje bankier.pl, opierając się w swej analizie na danych GUS, polskie firmy sprzedały za granicę towary o wartości 798,2 mld złotych. Ponad 27% naszego eksportu trafiło do Niemiec, po 6,6% do Wielkiej Brytanii i Czech, a 5,5% do Francji. Na kolejnych miejscach uplasowały się Włochy, Holandia, Szwecja, Federacja Rosyjska, Hiszpania oraz Węgry. W imporcie jest podobnie – czołówka to Niemcy, Chiny, Rosja, Włochy, Francja, Holandia i Czechy. W rankingach nie znajdzie się Słowenii, Chorwacji czy Estonii z jednej prostej przyczyny – są to po prostu rynki bardzo niewielkie. Estonię zamieszkuje mniej ludzi niż Warszawę.

Polska z kolei jest dla Niemiec ósmym kierunkiem eksportowym, dla Francji – 10. Nawoływanie do bojkotowania ich towarów (jak robili to ostatnio Arkadiusz Mularczyk, Krystyna Pawłowicz czy Joanna Lichocka) to już nie tylko odmrożenie sobie uszu na złość mamie, ale odcięcie sobie – w przypadku reperkusji – obu nóg. To realne straty – w setkach miliardów złotych – dla naszej gospodarki. Chyba że założymy, że rynek bułgarski bądź łotewski będzie w stanie pochłonąć ponad 30% naszego eksportu. Jak ma się do tego teza posła Andruszkiewicza sprzed kilku dni, że „Polska może być silna jedynie wtedy, gdy Niemcy są słabe”?

Słowiańscy Romowie, słowiańscy Bałtowie…

Prym w rozkładaniu pionków na geopolitycznej szachownicy i zagrzewaniu do walki z Unią – na rzecz Międzymorza – wiodą politycy związani z Pawłem Kukizem. I tak Jacek Wilk – wybrany do niższej izby parlamentu właśnie z list zasłużonego dla polskiej muzyki rockmana – zastanawia się nad decyzją, która zadecyduje o losach naszych losach „na najbliższe nie kilkadziesiąt, ale być może nawet kilkaset lat”. Polityk (w swoim wpisie na Facebooku z początku lipca) opcje widzi dwie. Jedną z nich jest właśnie sojusz państw Europy Centralnej (pod polskim, rzecz jasna, kierownictwem), drugim natomiast współpraca z Chińską Republiką Ludową, co wiązać by się miało z poprawą relacji z putinowską Rosją i Białorusią.

Wizja oddania się pod nasze kierownictwo silnie uprzemysłowionych i rozwiniętych gospodarczo Czech czy Austrii, a nawet mającej swoje ambicje, dodatkowo napędzanej dynamicznym wzrostem gospodarczym Rumunii jest tak samo absurdalna, jak strategiczny sojusz z Pekinem. Wspomniany wcześniej Adam Andruszkiewicz zagrzewa natomiast rząd do niepodejmowania dialogu z Komisją Europejską. – „Siłą zainstalujecie nam Tuska na prezydenta, a Petru na premiera?” – pokpiwa z uwag unijnych biurokratów. W wywiadzie z marca zeszłego roku dla wsensie.tv przekonuje, że przyszłość to współpraca z krajami Grupy Wyszehradzkiej, gdyż mamy podobną kulturę i język. Faktycznie – język polski jest niemal bliźniaczo podobny do węgierskiego. Głosu Brukseli nie ma zamiaru słuchać również dr Jerzy Targalski, prowadzący program Telewizji Republika „Geopolityczny tygiel”. Na początku sierpnia, w rozmowie z Polskim Radiem, podzielił się ze słuchaczami swoimi przemyśleniami. – „Ja bym się nim nie przejmował, tylko przeszedł do ataku przeciwko władzom unijnym. Jeśli oni stosują przeciwko nam wojnę hybrydową, nie rozumiem, czemu my nie stosujemy tych samych metod i nie kontratakujemy” – stwierdził.

Pranie mózgów młodzieży

Pomysł budowy Międzymorza, który wyłoni się na zgliszczach Unii Europejskiej, zdobywa popularność zwłaszcza wśród ludzi młodych. – „Kraje jak Rumunia, Bułgaria, Chorwacja i Słowenia są zbyt małe, by same mogły się bronić i przeciwstawić polityce zlewaczałej Unii Europejskiej” – przekonuje w jednym ze swoich filmów kiki85uuu, mający niemal 100 tysięcy subskrypcji youtuber. Przed trudnym wyborem stanie według niego Austria, która wybierze między „lewactwem europejskim a naszą normalnością”. Bułgaria z kolei wzmocni Międzymorze „7 milionami obywateli i plażami na czas wypoczynku”. Nie są to bajania kogoś, kto nie ma w Internecie posłuchu – film od stycznia obejrzało ponad 800 tysięcy ludzi, reakcje są w ogromnej większości pozytywne i antyzachodnie. Filmik udostępniła m.in. internetowa strona „Gazety Polskiej”, od lat utożsamianej ze środowiskiem Jarosława Kaczyńskiego.

Pracę u podstaw na rzecz przedwojennej koncepcji – i jednocześnie antyunijną propagandę – uprawiają także mniej znani, ale już zasłużeni działacze. Jednym z nich jest Tobiasz Wiesiołek. W 2015 roku młody członek Kukiz’15 był nominowany do nagrody Człowieka Roku czytelników „Tygodnika Pilskiego” za próbę pobicia Rekordu Guinnessa w liczeniu osób niosących flagę narodową. Funkcję radnego gminy Szydłowo łączy z prowadzeniem biura poselskiego Błażeja Pardy oraz stanowiskiem wiceprezesa pilskiego oddziału ruchu Pawła Kukiza. W swoim artykule „Grupa Trójmorska ratunkiem dla upadającej Europy” na łamach portalu publicystyczny.pl dowodzi: – „Marksizm kulturowy i poprawność polityczna zamieniają się w terror umysłowy stosowany przez ortodoksyjne liberalne elity na rdzennych Europejczykach. Polska, Węgry, Czechy, Austria czy Słowacja są zaszczuwane na brukselskich salonach. Jesteśmy wytykani palcami jako Ci niesolidarni. Należy się zastanowić czy nie zmienić narracji. Może powinniśmy na tych samych salonach solidarnie wytykać palcami Niemców, Francuzów czy Belgijczyków, których polityka multikulti prowadzi do zagłady Niemiec, Francji czy Belgi jaką znamy choćby sprzed dekady? [pisownia oryg. – przyp. red.]”. Międzymorze – w jego rozumieniu – to „dobrowolny sojusz narodów słowiańskich i austriackiego”. Wiceprezes Wiesiołek ujawnia tu dość duże myślenie życzeniowe – zarówno Węgrzy, jak i Litwini, Estończycy, Rumuni i Łotysze nie są Słowianami. Kontrowersyjne jest także zaliczanie do Słowian Bułgarów, mających również tureckie korzenie. Niemcy czy Francja mają „zabrać swoje judaszowe srebrniki”. Kraje Europy Środkowej muszą odpowiedzieć na jedno pytanie: – „Czy nadszedł czas ostatecznego zrzucenia uciskającego od setek lat kagańca niewolnictwa gospodarczego i politycznego? Czy jesteśmy na tyle silnymi narodami, potrafiącymi przeciwstawić się układowi sił panującemu w Europie od wieków?”.

Trudno uznać, że Rumunia – językowo i kulturowo związana z Francją czy Hiszpanią – nagle postanowi zaangażować się „w ten wielki międzynarodowy i gospodarczy projekt słowiański”. Podobny problem może być z Estonią, raczej zaliczającą samą siebie do grona państw skandynawskich, z uznaniem i podziwem patrzącą na blisko im kulturowo Finlandię. Międzymorze to tak naprawdę konglomerat różnych wyznań i kultur – mieszkają tu katolicy, prawosławni, kalwini, luteranie, grekokatolicy i wiele innych.

Podobną rolę do wymienionego powyżej działacza pełni w PiS Paweł Szefernaker, 30-letni sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, który uważany jest za szefa „bandy prawicowych trolli internetowych”, tworzących i popularyzujących takie treści w Internecie. Młody polityk już kilkukrotnie musiał tłumaczyć się ze swojej działalności w sieci.

Są i korzyści

Plusy z międzynarodowej współpracy – nawet z najmniejszymi krajami – zawsze są mile widziane. Warto jednak, by plany, które mają określać międzynarodową politykę naszego państwa były realne i opierały się na rzeczywistych przesłankach. Ulepszenie infrastruktury, łączności gospodarczej, pokonywanie różnic telekomunikacyjnych w regionie – wszystko to jest bardzo ważne i dobrze, że znalazło się w lipcowej deklaracji, którą kraje Międzymorza przyjęły w Warszawie. Z pewnością nie warto grozić wojną gospodarczą europejskim i światowym potentatom i mamić ludzi, że przyjaźń i handel ze Słowenią czy Węgrami będzie równie żywotnym interesem, co wymiana handlowa z Niemcami. Ważne też, by w sojuszu z 11 państwami naszego regionu pamiętać o własnych sprawach. W przypadku drogi Via Carpatia zostały one zupełnie pominięte – wschodnioeuropejska trasa połączy Saloniki z Kłajpedą, a jej odnogi poprowadzą do portów Rumunii i Bułgarii. Nie zaplanowano jednak odnogi do Gdańska, więc konkurencyjność litewskiego portu względem polskiego znacząco wzrośnie. Unikajmy także kuriozalnych sytuacji, jak chociażby akcja sprzed dwóch lat, która polegała na wklejeniu przeprosin na portalach społecznościowych dla krajów Grupy Wyszehradzkiej za decyzję, którą w sprawie relokacji uchodźców podjął rząd Ewy Kopacz. Uwłaczający narodowej dumie i godności obrazek zamieścił wtedy na swoim profilu na Facebooku m.in. obecny wojewoda pomorski Dariusz Drelich.

Marcin Karabasz

koduj24.pl

Czy Duda przefasonuje twarz PiS?

Poprzednicy wysilali się, aby trudne reformy uzasadniać poprzez uczestnictwo w debatach i wałkowanie argumentów w mediach. Robiono to lepiej i gorzej, ale jakoś przepychano trudne sprawy, w tym najtrudniejszą reformą w obecnym stuleciu – reformę emerytalną, która to wbrew pozorom nie miała wielkiego oporu społecznego, oprócz pisowskiego populizmu i bojówkarskiego wsparcia związku zawodowego, którym niestety stała się „Solidarność”.

Poprzednie rządy więc po bożemu rozmawiały ze społeczeństwem, nie miały tego geniuszu pisowskiego, który nic sobie nie robi z rozsądkiem, rozumem, a w prawie chodzi na skróty bezprawne. Nie ma szmalu w partyjnej kasie na autopromocję? Jaki probmem, powołujemy fundację pod tromtadracką nazwą Polska Fundacja Narodowa. Ustawą zapewni się dla niej szmal w postaci podatku od spółek państwowych.

Fundacja ma promować Polskę. Każdy z nas raczej myśli, że Polskę promuje się poza Polską, gdzie nie ma Polski. Ale nie mamy geniuszu pisowskiego, oni Polskę promują w Polsce, a dokładnie promują w Polsce PiS. 100 milionów nie w kij dmuchał – taki jest budżet fundacji, której nazwy nie powinno się wymieniać, bo jest zakalcowata.

I proszę. Premier Szydlo pobiegła na promocję PiS w Polsce, która została zainaugurowana przez  wspomnianą fundację. Na początek promowana jest reforma sądownictwa, ktora wydawało się, że w tej formie upadła po protestach lipcowych i przejęciu inicjatywy przez prezydenta, w którego kancelarii ustawy są pisane.

Wiec o co chodzi? PiS, tj. fundacja będzie promować to, co znajduje się w tej chwili poza partią rządzacą i bez wiedzy, co ma być zawarte w ustawach? Szydło wygłosiła jakieś przemówienie, ale jak to u niej: wiele słów, które nic nie znaczą.

Oczywiście, kampania promocji pisowskich zamiarów to odebranie niezależności sądom (część już odebrano i to zasadniczą, bo Duda nie zawetowal jednej ustawy), o to zatem toczy się gra. I to z większą determinacją niż poprzednio. Zatem nie liczy się stanowisko Komisji Europejskiej, która zagroziła sankcjami.

Dzisiaj Jarosław Kaczyński miał się spotkać z Andrzejem Dudą. Tak w każdym razie poinformowało TVP Info. Ale to mógł być medialny fakt w formie nacisku na Dudę. Prezes spotkał się za to z Beatą Szydło, która rozpoczęła kampanię PiS poprzez fundację.

W tym samym czasie Kancelaria Prezydenta publikuje na Twitterze znamienna iformację: „W przyszłym tygodniu przed zakończeniem prac nad ustawami o SN i KRS, Andrzej Duda zaprosi na spotkanie przedstawicieli klubów parlamentarnych” (cytuję bez skrótów typowych dla Twittera). Duda więc chce rozmawiać nie tylko z Kaczyńskim, ale z innymi liderami partyjnymi.

Czyżby miały to być konsultacje ponadpartyjne. Ale nadal obradują Kaczyński ze swoimi marionetkami z prezydium PiS, w tym z Szydło i marszałkiem Senatu Stanisławem Karczewskim. Ten ostatni odpowiada na tweet kancelarii Dudy: „Wszystkie dotychczasowe spotkania i rozmowy Jarosława Kaczynskiego i  Andrzeja Dudy były niezwykle konstruktywne i owocne. To na które czekamy, też takie będzie” (też pominąłem skróty).

Różnie tę treść można interpretować. Spotkanie Duda-Kaczyński dopiero przed nami. Lecz jedno jest pocieszające – jeżeli można używać takiego pojęcia „pocieszające”, gdy za cokolwiek zabiera się PiS – Duda chce rozszerzyć debatę o partie opozycyjne, a to nie może podobać się Kaczyńskiemu. Prezes PiS z nikim nie dabatuje, a jego wysoko stawione marionetki (Duda i Szydło) mają go słuchać i wykonywac polecenia.

Duda tę twarz PiS chce przefasonować. Czy mu się uda? Oto jest dla niego hamletyczne pytanie: być z PiS, czy być z Polską?

Karczewski: Wszystkie rozmowy JK i PAD były niezwykle konstruktywne i owocne. To na które czekamy, też takie będzie

Karczewski: Wszystkie rozmowy JK i PAD były niezwykle konstruktywne i owocne. To na które czekamy, też takie będzie

300polityka.pl

Propaganda PiS za publiczne pieniądze

Propaganda PiS za publiczne pieniądze

– „Ci, którzy wydają publiczne pieniądze na promocję partyjnych planów (poza dotacjami dla partii) popełniają przestępstwo i będą siedzieć” – to ostry komentarz Romana Giertycha do kampanii billboardowej PiS o sądownictwie.

Ci którzy wydają publiczne pieniądze na promocję partyjnych planów (poza dotacjami dla partii) popełniają przestępstwo i będą siedzieć.

Partia Razem złożyła zawiadomienie do prokuratury i wniosek do Najwyższej Izby Kontroli o kontrolę w Polskiej Fundacji Narodowej, która na zlecenie PiS zorganizowała kampanię. – „Jesteście, panie i panowie z PiS, żałosnymi geszefciarzami. Macie gęby pełne prawa i sprawiedliwości – a kiedy nikt nie patrzy, wyciągacie miliony złotych z państwowych firm. Na chama omijacie zasady finansowania działalności politycznej w Polsce” – napisał na Twitterze Adrian Zandberg.

Podobnie do tej skandalicznej kampanii odnoszą się posłowie PO. – „Polacy będą oszukiwani za własne pieniądze. PiS nie traktuje pieniędzy publicznych jako własności całego społeczeństwa, ale jako swoją prywatną własność, z której można do woli korzystać” – powiedział Marcin Kierwiński. Cezary Tomczyk dodał, że mamy do czynienia z gigantyczną aferą. – „Mieliśmy mieć fundację, która promuje polskie interesy zagranicą, a mamy fundację, która promuje interesy PiS-u w naszym kraju” – podkreślił. Mariusz Witczak zarzucił kampanii przygotowanej przez PFN: „nieuzasadniony transport środków publicznych, które będą budowały tarczę ochronną dla PiS-u. To jest sytuacja niewątpliwie bulwersująca, bo będzie kosztowała polskiego podatnika miliony złotych. Witczak uważa, że sytuacja związana z kampanią „przypomina mechanizmy nieuzasadnionych transferów finansowych, a nawet prania pieniędzy. Pani premier, PiS, przenosi nas w taki wariant putinowski, tak się dzieje w Rosji putinowskiej”.

.@adamSzlapka: Składamy zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez PFN i działalność niezgodną z ust. o partiach politycznych

– „Niech PiS wydaje pieniądze ze swojej kasy partyjnej, a nie pieniądze publiczne, jeśli chce realizować swoje cele polityczne” – powiedział poseł Nowoczesnej Adam Szłapka. Nowoczesna złożyła interpelację do Szydło, żądając wyjaśnień dotyczących m.in. kosztów kampanii.

koduj24.pl

Billboardowa prawda o Polsce według PiS

Billboardowa prawda o Polsce według PiS

Wielką billboardową kampanię dotyczącą sądownictwa przygotowała Polska Fundacja Narodowa, którą PiS powołał trzy miesiące temu. Jej budżet to 100 mln zł, a pieniądze pochodzą z kontrolowanych przez PiS spółek skarbu państwa.

W tym kontekście jakże znacząco brzmią słowa premier z dzisiejszej konferencji prasowej: –„Głównym założeniem Fundacji jest to, by cały świat dowiedział się prawdy o Polsce”. Wtórował jej szef Polskiej Fundacji Narodowej Cezary Jurkiewicz, jednocześnie stołeczny radny PiS: – „Będziemy wypowiadali się o prawdzie na temat Polski”. Prawdy według PiS – oczywiście…

Wypowiedzi Szydło na wspomnianej konferencji były zbiorem tzw. przekazów dnia PiS. To tylko jeden z nich: – „Pozorowana reforma sądownictwa to żadna reforma – potrzebujemy dogłębnych zmian”. I oczywiście dodała, że potrzebują tego Polacy. Zabrakło tylko słynnego już: „Przez osiem ostatnich lat Polki i Polacy itd.”.

Cierpliwość jednak się kończy, kiedy słyszymy: – „Chcemy demokratyzacji; chcemy, żeby w tych projektach ustaw, które zreformują dogłębnie wymiar sprawiedliwości, było bardzo jasno określone, że walczymy z patologiami w środowisku sędziowskim. Myślę, że te propozycje, które położyliśmy na stole, które pojawiły się już, przygotowane przez klub parlamentarny PiS i przez rząd, pokazywały jasno kierunek i drogę, w którym chcemy, aby wymiar sprawiedliwości podążał. Będziemy mogli powiedzieć, że Polska jest państwem przykładowym, jeżeli chodzi o modelowy wymiar sprawiedliwości” – powiedziała Szydło. To zaiste będzie przykładowe zdemolowanie sądownictwa!

To także znowu wyraźny sygnał dla Dudy, że przygotowywane w jego kancelarii projekty ustaw o KRS i SN właściwie powinny być takie, jakie… zawetował.

Kancelaria Prezydenta zapowiada przedstawienie projektów ustaw o KRS i SN za dwa tygodnie.

koduj24.pl

Demokracja i piknik promocji wieprzowiny

Demokracja i piknik promocji wieprzowiny

Ciągle jeszcze różnorodność jest w Polsce realna, bo możemy wybierać: Licheń czy Poznań?

W najbliższy weekend odbywają się dwa kongresy. Pierwszy to Ogólnopolski Kongres Kobiet w Poznaniu, gdzie zarejestrowało się już ponad pięć tysięcy kobiet (i jeszcze można się rejestrować www.kongreskobiet.pl) – jego hasłem jest „Alert dla praw kobiet!”.

Drugim będzie Kongres Gospodyń Wiejskich w Licheniu (również potężny). Piszę o tym, bo publiczne media z całą pewnością umieszczą materiał z Lichenia, by pominąć milczeniem „wściekłe feministki”w Poznaniu. A będzie co umieszczać. Licheńscy księża zorganizowali kobietom: konkursy kulinarne, pokazy twórczości ludowej, piknik promocji wieprzowiny oraz (uwaga!) mecz piłki nożnej gospodyń wiejskich. Dla władzy i reżimowych mediów będzie to z pewnością dowód na to, że równość kobiet i mężczyzn w Polsce ma się dobrze, a kobiety, nikogo nie gorsząc jakimiś protestami, czują się w swoich tradycyjnych rolach – jeszcze lepiej. Bo na wsiach nie ma problemów ani z biedą, ani z alkoholizmem, ani z przemocą, ani z brakiem emerytur dla kobiet, które całe życie „nie pracowały”. Na wsiach jest Kościół, dotacje europejskie i 500 plus. A jak są jakieś problemy, to można o nich zapomnieć dzięki religii.

W drugim dniu kongresu odbędą się więc liczne mszy i modlitwy będzie również koronka do Miłosierdzia Bożego, apel maryjny, spacer różańcowy i wspólne śpiewanie „Barki”. Ta wizja kobiety rodzinnej, modlącej się, potulnej i dumnej z zajmowania się sprawami, które nie mają znaczenia dla władzy, jest tym właśnie ideałem, do którego dąży „dobra zmiana”. A równość? Oto jest! Licheńscy księża organizują przecież mecz piłki nożnej dla gospodyń. Czyż można znaleźć większy dowód na postęp, nowoczesność i emancypację? Jest nadzieja, że Kongres w Licheniu odwiedzi prezydentowa Agata Duda, która w zeszłym roku spotkała się z kołami gospodyń wiejskich dokładnie w dniu, w którym oczekiwano jej na Ogólnopolskim Kongresie Kobiet, by porozmawiać o prawach kobiet (a właściwie o ich braku). Pani Duda takie problemy jednak omija szerokim łukiem.

Na Kongresie Kobiet w Poznaniu będą więc inne prezydentowe (Wałęsa, Komorowska, Kwaśniewska) ale przede wszystkim osoby, które cenią demokrację i drżą dziś o nią, zwłaszcza zaś o sytuację kobiet, która gwałtownie się pogarsza. Będą kobiety bardzo znane i mniej znane, bardzo aktywne i te, które chcą być aktywne, bardzo wygadane i te, które lubią słuchać. Będą też gospodynie wiejskie, polityczki, dziewczyny z Czarnych Protestów, aktorki, dziennikarki, naukowczynie, studentki i wiele prodemokratycznych organizacji pozarządowych, które czują się dziś szczególnie zagrożone.

Tak to jest, że prawa raz wywalczone nie są wieczne. Ciągle trzeba ich bronić, trzeba pokazywać, jak są ważne i co robić, by były realne. Realna jest jeszcze ciągle różnorodność. Bo oto możemy wybierać: Licheń czy Poznań?

Magdalena Środa

koduj24.pl

PAD w przyszłym tygodniu zaprosi na spotkanie przedstawicieli klubów parlamentarnych

PAD w przyszłym tygodniu zaprosi na spotkanie przedstawicieli klubów parlamentarnych

Informuje na Twitterze Kancelaria Prezydenta.

13:33

„Panie prezydencie, odwagi” – opozycja proponuje prezydentowi i Królikowskiemu okrągły stół

– Prezydent ukradkiem nie wiadomo z kim, jakimi postulatami pracuje nad ustawami, które mają zmienić wymiar sprawiedliwości. My natomiast proponujemy aby ta debata toczyła się w sposób jak najbardziej transparentny, otwarty na obywateli, aby toczyły się konsultacje ze środowiskami prawniczymi, sędziowskimi, adwokackimi, radcowskimi, organizacjami pozarządowymi właśnie w ramach zespołu ds. reformy wymiaru sprawiedliwości. Trudno oprzeć się wrażeniu, że prezydent razem z innymi politykami PiS-u na czele boi się otwartej debaty nt. zmian w wymiarze sprawiedliwości. Mamy nadzieję, że prezydent zmieni swoje podejście do tematu otwartej debaty i przystąpi do takiej debaty. Apelujemy: panie prezydencie, odwagi. Proszę podjąć to wyzwanie i przystąpić do otwartej rozmowy nt. koniecznych zmian mających na celu usprawnienie reformy wymiaru sprawiedliwości. My jako zespół ds. reformy wymiaru sprawiedliwości już jakiś czas temu zaprosiliśmy prezydenta do prac w tym zespole, ale dzisiaj – biorąc pod uwagę obecną sytuację polityczną, kampanię billboardową – korzystamy z tej niestandardowej formy zaproszenia. Zapraszamy prezydenta Andrzeja Dudy i prof. Królikowskiego. Mówimy wprost: przyjdźcie z projektem ustawy. Usiądźmy przy okrągłym stole i rozmawiajmy nt. rozwiązań, które macie – mówiła Kamila Gasiuk-Pihowicz na briefingu w Sejmie.

Jak poinformował Borysław Budka, w najbliższą środę w Sejmie odbędzie się pierwsze posiedzenie – otwarte dla mediów – z ekspertami i zaproszonymi gośćmi. Poseł PO wyraził nadzieję, że przedstawiciel prezydenta oraz ministra sprawiedliwości weźmie udział w prawdziwych pracach dot. reformy wymiaru sprawiedliwości.

 

Mazurek: Jeśli kiedykolwiek dojdzie do spotkania Duda-Kaczyński i obie strony będą chciały o nim mówić – zrobią to

– Jeśli do takiego spotkania kiedykolwiek dojdzie i strony będą chciały o nim mówić, to zrobią to – osobiście lub za pośrednictwem swoich współpracowników – powiedziała Beata Mazurek, pytana przez PAP o doniesienia mediów dot. rozmowy prezydenta z prezesem PiS.

 

Woś: System do losowania sędziów od 1 stycznia 2018r.

– Już właściwie aplikacja jest gotowa i tutaj mogę jeszcze raz publicznie pewnie zadeklarować, że 16 października, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, rozpoczynamy pilotaż w kilku sądach. Natomiast 1 stycznia [2018] na początek roku ten system do losowania sędziów będzie działał w całej Polsce. I jest to niezwykle ważna zmiana, istotna zmiana. Do losowania przydziału sędziów będzie działał w całej Polsce, jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem – mówił Michał Woś w „Sygnałach dnia” PR1, pytany o system do losowania sędziów.

 

Szydło o projektach PAD: Powinny to być projekty, które w założeniu są zbieżne z tym, co przedstawił klub PiS

– Myślę, że nie ma nikogo w naszym środowisku, obozie politycznym kto nie chciałby reformy sądów. Myślę, że również pan prezydent przygotuje takie projekty, które będą dogłębnie reformowały polskie sądownictwo, bo to deklarowaliśmy w kampaniach wyborczych i to był jeden ze sztandarów naszej kampanii – mówiła premier Beata Szydło na konferencji dot. kampanii informacyjnej o zmianach w sądownictwie. Jak dodała, „tego oczekiwali od nas obywatele”.

– Zrobimy wszystko, żeby polski wymiar sprawiedliwości był dogłębnie zreformowany – mówiła dalej. – Myślę, że powinny to być również projekty [prezydenckie], które w założeniu są zbieżnymi z tym, co zostało przygotowane przez klub parlamentarny – stwierdziła premier.

Jak dodała, nie wyobraża sobie, że nie będzie rozmowy, ale projekty muszą zostać przedstawione, aby można było usiąść do stołu.

 

Szydło: Być może zabrakło debaty wtedy, kiedy te projekty trafiły do Sejmu

– Chcemy żeby w tych projektach ustaw, które zreformują dogłębnie wymiar sprawiedliwości, było bardzo jasno określone, że walczymy z patologiami w środowisku sędziowskim i myślę, że te propozycje, które położyliśmy na stole, które pojawiły się już, przygotowane przez klub parlamentarny i rząd, pokazywały jasno kierunek i drogę, w którym chcemy żeby wymiar sprawiedliwości podążał. Być może zabrakło debaty wtedy, kiedy te projekty trafiły do Sejmu, a więc propozycja PFN aby taką debatę rozpocząć, taki dialog w tej chwili się toczył jest propozycją w mojej ocenie nie tylko że konieczną i potrzebną, ale chciałam jeszcze raz panom prezesom za tę inicjatywę podziękować – mówiła premier Beata Szydło na konferencji dot. kampanii informacyjnej o zmianach w sądownictwie. Jak dodała:

„Nie zgadzajmy się na to, żeby było tak, jak było. Zróbmy dobrą reformę sądownictwa. Naprawdę reformę dogłębną, bo tego oczekują od nas obywatele. Jeżeli wszyscy razem dołożymy starań, to to się powiedzie i będziemy mogli powiedzieć, że Polska jest państwem przykładowym jeżeli chodzi o modelowy wymiar sprawiedliwości”

 

Szydło: Pozorowana reforma sądownictwa nie jest żadną reformą. My chcemy dogłębnych zmian

– Niektórzy politycy, niektóre osoby związane z wymiarem sprawiedliwości najchętniej nie zmieniałyby niczego. Słynne już zdanie „żeby było tak, jak było” myślę, że przejdzie do kanonu myśli politycznej w Polsce jako pewne stwierdzenie, które powinno budzić przede wszystkim w nas wszystkich, powinno się nam zapalić czerwone światełko, kiedy słyszymy takie stwierdzenie. Bo cóż ono oznacza? Pozorowana reforma sądownictwa nie jest żadną reformą sądownictwa. My chcemy dogłębnych zmian, bo tego potrzebują dziś Polacy – mówiła premier Beata Szydło na konferencji dot. kampanii informacyjnej o zmianach w sądownictwie. Jak dodała:

„My nie chcemy, żeby było tak, jak było. Chcemy żeby było inaczej. Inaczej tzn. żeby polskie sądownictwo, polski wymiar sprawiedliwości służył obywatelom, był dla ludzi, ale żeby też otwierał się na nowych, młodych sędziów, żeby służył również na to, byśmy mogli mieć poczucie tego jako państwo, że polski wymiar sprawiedliwości jest modelowy, wymiarem sprawiedliwości który rzeczywiście możemy powiedzieć, że Polska jest przykładem tego, jak powinien on funkcjonować”

 

Szydło: Ta debata ma jeszcze raz przypomnieć o tym, jakiej chcemy sprawiedliwości w Polsce

– Akcja przede wszystkim ma uzmysłowić nam wszystkim, jak wiele patologii jest w tej chwili w systemie sprawiedliwości w Polsce i dlaczego powinniśmy to zmienić. PiS kiedy przystępowało do kampanii wyborczej, a brałam aktywny udział w obydwu kampaniach, miałam w czasie objazdów Polski bardzo dużo spotkań, na których pojawiał się problem, praktycznie na każdym spotkaniu z wyborcami, jako jeden z pierwszych problem dot. wymiaru sprawiedliwości. Polacy mają poczucie tego, że sądy nie są dzisiaj dla nich, a sądy mają być dla obywateli, nie dla sędziów. Sądy mają zajmować się sprawami obywatelami i robić to w sposób szybki, sprawny, a każdy kto trafia do sądu, oczekuje na decyzje w swojej sprawie ma mieć poczucie tego, że jego sprawa jest rozpatrywana z należytą starannością w terminach, merytorycznie. Często ludzie mówią, że czują się pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości i to m.in. legło u podstaw zrealizowania, przygotowania projektów ustaw, które zostały zgłoszone po wygranych wyborach i pracowaliśmy nad tym, przygotowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości. To były ustawy kompleksowe, które miały zmienić ten system sprawiedliwości. Dzisiaj ta debata, która rozpoczyna się poprzez akcję informacyjną, ma jeszcze raz przypomnieć o tym, jakiej chcemy sprawiedliwości w Polsce, a jaka ona jest w tej chwili – mówiła premier Beata Szydło na konferencji dot. kampanii informacyjnej o zmianach w sądownictwie.

 

Rusza kampania informacyjna dot. zmian w sądownictwie. Jest pierwszy spot

Dzisiaj Polska Fundacja Narodowa na konferencji razem z premier Szydło zainauguruje kampanię informacyjną dot. zmian w sądownictwie. Ruszyła już strona internetowa http://sprawiedliwesady.pl, na Twitterze pojawiło się konto, a na YouTube – pierwszy spot.

 

Gowin: Będę namawiał kolegów z PiS-u do tego, żeby zasypywać pewne pęknięcie, jakie zaczęło się pojawiać wokół ustawy o sądach

– To są na razie spekulacje. Zobaczymy co będzie w projekcie prezydenckim. Nie wiem tego. Natomiast mnie te propozycje wydają się rozsądne. Czy zgodzi się na nie PiS? Zapewne dużo będzie zależało od szczegółów. Sam będę namawiał kolegów z PiS-u do tego, żeby zasypywać może nie rów, ale pewne pęknięcie, jakie wokół ustawy o sądach zaczęło się pojawiać między ośrodkiem prezydenckim a parlamentarnym – mówił Jarosław Gowin w Poranku RDC.

 

Gowin: Błędem jest wyciąganie na wierzch różnic wewnątrz naszego obozu

– Błędem jest wyciąganie na wierzch i publiczne roztrząsanie różnic wewnętrz naszego szeroko rozumianego obozu. Prezydent nie jest dzisiaj politykiem związanym z żadną partią, ale jest częścią szerokiego obozu zjednoczonej prawicy. I gdy mówię o tym, że błędem jest publiczne roztrząsanie tych różnic, to dotyczy to też naszej dzisiejszej rozmowy i nie będę ich publicznie roztrząsał – mówił Jarosław Gowin w Poranku RDC.

 

Gowin o Łapińskim: Nie wierzę, że tego rodzaju ultimatum zostało sformułowane

– W ogóle nie wierzę w to, że tego typu ultimatum zostało sformułowane, bo ono byłoby infantylne. Polityka kadrowa niezależnie od tego, jak kto ocenia rolę ministra Łapińskiego, jest suwerenną domeną prezydenta i nikt z nas, polityków obozu rządowego nie rości sobie praw do tego, żeby tę politykę kształtować – mówił Jarosław Gowin w Poranku RDC.

 

Jurek: Prezydent nie spotkał się z chęcią szanowania swoich prerogatyw

– Prezydent przez dwa lata udzielał bardzo mocnego wsparcia rządowi (…) ale w moim przekonaniu w tym była nie tylko kwestia poczucia związku ze środowiskiem, z którego się wywodził, którego go poparło w kampanii wyborczej, itd., ale było takie przekonanie, że jako głowa musi wspierać ten rząd w jego kolejnych decyzjach. Tylko wtedy, kiedy prezydent chciał wpływać na te decyzje, np. w sprawach zarządzania armią, czy reformy wymiaru sprawiedliwości (…) to tak naprawdę nie spotkał się z jakąkolwiek chęcią współpracy, z chęcią szanowania swoich prerogatyw – mówił Marek Jurek w Porannej rozmowie RMF FM.

– Co z tego będzie? To jest sprawa zupełnie otwarta – zauważył gość Roberta Mazurka. – Klimat polaryzowania opinii publicznej, by koncentrować poparcie wokół PiS-u, jest generowany przez kierownictwo tej partii – podkreślił szef Prawicy Rzeczpospolitej.

 

PK skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko m.in. prezesowi NIK

– Śląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko Krzysztofowi Kwiatkowskiemu – Prezesowi Najwyższej Izby Kontroli, byłemu posłowi na Sejm RP – Janowi B. i Pawłowi A. – kontrolerowi w rzeszowskiej delegaturze NIK. Zakończone śledztwo dotyczy przestępstw nadużycia władzy i podżegania do nich, których oskarżeni dopuścili się w okresie od lipca do grudnia 2013 r. w  Warszawie i innych miejscowościach – poinformowano w komunikacie.

 

Łapiński o spotkaniu PAD-JK: Nie komentuję w żaden sposób tych doniesień medialnych

– W tej chwili prezydent już chyba od kilkunastu minut jest w samolocie, bo wraca z Kazachstanu. Będzie w Warszawę, cała delegacja po 13:00. Jeśli prezydent będzie chciał odnieść w jakikolwiek sposób odnieść się do tych spekulacji medialnych, to są na pokładzie dziennikarze. Odniosę się w taki sposób, jaki zalecił mi prezydent, bo przed startem samolotu udało mi się skontaktować z prezydentem i powiedział wprost, żeby nie komentować w żaden sposób tych doniesień medialnych, co niniejszym czynię. Nie komentuję w żaden sposób tych doniesień medialnych – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”, pytany o spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim.

 

Łapiński: Staram się pilnować i nie wychodzić poza to, co zostało mi wyznaczone przez mojego zwierzchnika

– Rzecznik prezydenta to osoba, która musi się pilnować w swoich wypowiedziach. Staram się pilnować i nie wychodzić poza to, co mi zostało wyznaczone przez mojego zwierzchnika pana prezydenta – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”. Rzecznik PAD powtórzył, iż projekty prezydenckie ws. reformy sądownictwa są na ostatniej prostej, są już kończone.

 

Łapiński: Jeśli porównamy moją wypowiedź z wypowiedzią Terleckiego, to one są praktycznie takie same

– Prezydent Andrzej Duda jest moim szefem i to prezydent podejmuje decyzje odnośnie swoich najbliższych współpracowników. Nie wiem, skąd ta burza. Wczoraj słyszałem praktycznie takie same słowa przewodniczącego klubu PiS Ryszarda Terleckiego i nikt po tych słowach nie apeluje ani do marszałka, nikt nie zwalnia, nikt nie radzi mu, żeby wziął urlop, zmienił pracę, wziął kredyt czy nikt nie zarzuca mu braku klasy. Nie wiem skąd taka burza. Jeśli porównamy moją wypowiedź z wypowiedzią wicemarszałka Terleckiego, to one są praktycznie takie same. Nie wiem skąd to się wzięło – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

 

Łapiński: Oczekiwania, że w KPRP nastąpi jakaś hatakumba, przepraszam hekatomba ministrów są nieuzasadnione

– Oczekiwania, że w Kancelarii Prezydenta nastąpi jakaś hatakumba, przepraszam hekatomba ministrów są nieuzasadnione – mówił Krzysztof Łapiński w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

 

Lubnauer o wspólnej liście parlamentarnej z PO: Rozsądek powoduje, że musimy o tym myśleć bardzo poważnie

– Myślę, że kiedyś będziemy musieli pomyśleć o koalicji. Ale że to będzie taka koalicja rozsądku i racjonalizmu, a nie miłości. Będzie trzeba przyjrzeć się, jak wygląda scena polityczna. To bardzo długi marsz, to prawie 2 lata. Wybory samorządowe rządzą się swoimi prawami. Myślę, że do sejmików nie [nie będzie wspólnych list]. Myślę, jestem przekonana, że do sejmików wojewódzkich będziemy startować samodzielnie. Można przyjąć, że gdzieś takie układy będą [wspólni kandydaci na prezydentów miast] – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodała:

„Zaczyna w Sejmie pracować od 13 września zespół parlamentarny pracujący nad reformą sądownictwa, złożony z przedstawicieli opozycji: PO, PSL i Nowoczesnej. My jesteśmy różnymi ugrupowaniami, mamy różne programy. Będzie bardzo trudno znaleźć takie minimum programowe, ale są takie rzeczy, które nas łączą”

Pytana o wspólną listę w wyborach parlamentarnych, szefowa klubu Nowoczesnej stwierdziła: – Rozsądek powoduje, że my musimy o tym myśleć bardzo poważnie. Mamy system liczenia głosów, które premiuje listy, które otrzymują więcej głosów. Trzeba o tym pomyśleć, żebyśmy wybrali takie rozwiązanie, które da nam największe szanse na zwycięstwo.

 

Lubnauer o zmianie nazwy Nowoczesnej: To naturalny proces dojrzewania partii

– Jest taka inicjatywa Ryszarda Petru [zmiany nazwy Nowoczesnej]. Zamiast Nowoczesna Ryszarda Petru po prostu Nowoczesna. Kropka jest znakiem graficznym, nie jest elementem nazwy – mówiła Katarzyna Lubnauer w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodała:

„To naturalny proces dojrzewania partii. Wtedy, kiedy w nazwie pojawił się Ryszard Petru, chodziło o to, żeby był dużo bardziej rozpoznawalny niż partia. Wychodzimy z założenia, że Petru zaproponował, że w momencie, w którym jesteśmy już partią wielu liderów, wielu twarzy, ugrupowaniem które jest partią z krwi i kości, która ma 6 tys członków, to najwyższy czas, żeby Petru odzyskał swoje nazwisko”

– Mamy 25-26 listopada konwencję. Musi być decyzja – mówiła dalej, przyznając, że nie ma sensu zmieniać lidera. Jednocześnie zaznaczyła, że nikt nie może powiedzieć, co będzie w przyszłości.

300polityka.pl

Tomasz Siemoniak: Przed nami historyczny czas

Tomasz Siemoniak: Przed nami historyczny czas

Platforma Obywatelska planuje rozszerzyć działalność tzw. zespołu smoleńskiego, albo w ogóle stworzyć nowy zespół, który zajmie się tylko wyjaśnieniem tych dziwnych powiązań ministra Macierewicza i ich skutków dla bezpieczeństwa Polski. To są sprawy niezwykle poważne i jako opozycja musimy się tym zająć – mówi w rozmowie z nami b. minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak z Platformy Obywatelskiej. Mówi także: – Beata Szydło powinna przeprosić, bo obraziła nie tylko partię polityczną, ale także miliony naszych wyborców. Nie ma prawa bez żadnych podstaw w taki sposób się wyrażać. Podtrzymuję swoją opinię i uważam, że premier jest żałosną marionetką

KAMILA TERPIAŁ: Co dzieje się na linii prezydent-rząd?

TOMASZ SIEMONIAK: Dochodzi do ostrego przesilenia. Przez dwa lata nagromadziły się różne sprawy. Najważniejsze są dwa kierunki: MON i zwierzchnictwo prezydenta nad siłami zbrojnymi, a także wymiar sprawiedliwości. Prezydent przecież jest prawnikiem, był wiceministrem sprawiedliwości i w tych sprawach też chce odgrywać jakąś rolę.

Do tej pory prezydentura Andrzeja Dudy jest postrzegana jako niesamodzielna. Teraz powoli następuje proces usamodzielniania.

Zobaczymy, jak to się skończy.

Wierzy pan, że Andrzej Duda mógł zażądać dymisji Antoniego Macierewicza? O tym ostatnio pisał „Fakt”.

Myślę, że prezydent nie widzi możliwości współpracy z Antonim Macierewiczem. Decyzja, aby nie było nominacji generalskich 15 sierpnia, była bardzo ostrym ruchem. Andrzej Duda użył broni atomowej. Ale nie sądzę, aby prezydent mógł oczekiwać od Jarosława Kaczyńskiego jego dymisji. Przecież zdaje sobie sprawę, jak silną pozycję ma Antoni Macierewicz i że nie jest w stanie takiej rzeczy załatwić. Doniesienia medialne odzwierciedlają jednak pewną intencję. Nie wyobrażam sobie natomiast, aby prezydent artykułował takie rzeczy i napotykał na odmowę. Mijają tygodnie i nic się nie dzieje. Widzimy tylko kolejne odsłony konfliktu, a teraz mamy paraliż współpracy i komunikowanie się tylko przez media.

Co dalej? Skoro nie dymisja ministra obrony narodowej.

Będzie dalej tak, jak jest. Większość instrumentów w ręku ma oczywiście minister obrony narodowej. Prezydent może nie powołać generałów i tak naprawdę na tym jego kompetencje się kończą. Zimna wojna pozycyjna będzie trwała przez najbliższe miesiące, a to jest, niestety, bardzo wyniszczające dla armii.

Jarosław Kaczyński i PiS biorą na siebie odpowiedzialność za bezprecedensowy kryzys w sferze bezpieczeństwa. Takich kryzysów nie było nawet wówczas, gdy prezydent, minister obrony narodowej i rząd wywodzili się z innych opcji politycznych.

Zawsze zwyciężała odpowiedzialność i troska o wspólny interes. A teraz mamy paraliż na linii prezydent-minister obrony i to w tak niepewnej sytuacji międzynarodowej. Premier Beata Szydło, chociaż jej rola jest znikoma, także stoi po stronie Antoniego Macierewicza.

Skąd tak silna pozycja Antoniego Macierewicza? Dlaczego jest nie do ruszenia?

Dla Jarosława Kaczyńskiego nie ma większego znaczenia, co Antoni Macierewicz robi dla armii. Myślę, że nawet jest zadowolony ze sposobu, w jaki poniża wojsko. A jego silna pozycja bierze się z dwóch przesłanek. Pierwsza jest taka, że stał się liderem, jeśli chodzi o sprawę katastrofy smoleńskiej i jej wykorzystywanie do celów politycznych. A druga polega na unikatowych relacjach z ojcem Rydzykiem. Przypominam, że gdy Jarosław Kaczyński chciał odwołać Bartłomieja Misiewicza, to musiała się zebrać wielka partyjna komisja – to co by musiałoby się stać, gdyby to miał być sam Antoni Macierewicz? Trzeba przyznać, że na tle wszystkich bezbarwnych polityków PiS-u, z panią premier na czele, jest osobowością i człowiekiem z przeszłością, bardzo trudnym orzechem do zgryzienia dla prezesa.

Ale nikomu w PiS-ie do myślenia nie dała książka Tomasza Piątka, która wskazuje pewne połączenia Antoniego Macierewicza z Kremlem i rosyjską mafią. Nawet takie oskarżenia nie są w stanie wpłynąć na jego pozycję?

Prędzej czy później wpłyną. Ta książka bardzo dobrze się sprzedaje. Antoni Macierewicz jedyne, co zrobił, to nasłał prokuraturę na autora, czym myślę, że tylko zwiększył zasięg czytelniczy tej książki. Nie odniósł się za to w poważny sposób do kompromitujących go faktów. Myślę, że to jest jednak rosnący problem dla PiS-u. Każdy przeczytany egzemplarz tej książki pogłębia tylko pytania wokół przeszłości, kontaktów i intencji ministra obrony narodowej.

Bilans jego działania jest fatalny i coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, czy to jest niekompetencja, czy może świadome działanie na szkodę Polski.

Ta książka podaje pewną poważną hipotezę odpowiedzi na pytanie: o co chodzi Antoniemu Macierewiczowi?

Kiedyś w ogóle poznamy odpowiedź na to pytanie? Raczej się na to nie zanosi…

Do tego potrzeba instrumentów, jakie ma państwo. Jarosław Kaczyński i jego ludzie nie są gotowi, aby zadziałać w interesie Polski i wyjaśnić sprawę. W każdym innym państwie, gdyby wokół ministra odpowiedzialnego za bezpieczeństwo, pojawił się chociaż procent takich podejrzeń, zaczęłyby działać organa państwa, a sam „obiekt” zostałby zdymisjonowany albo przynajmniej zawieszony. Z pewnością prędzej czy później te sprawy muszą zostać wyjaśnione. Platforma Obywatelska planuje rozszerzyć działalność tzw. zespołu smoleńskiego, albo w ogóle stworzyć nowy zespół, który zajmie się tylko wyjaśnieniem tych dziwnych powiązań ministra i ich skutków dla bezpieczeństwa Polski. To są sprawy niezwykle poważne i jako opozycja musimy się tym zająć.

Mamy do czynienia nie tylko ze sporem na linii Andrzej Duda-Antoni Macierewicz, ale także coraz bardziej zgrzyta na linii prezydent-premier. Rozpoczyna się proces pęknięcia wewnątrz obozu władzy?

To jest dość naturalny proces, że po dwóch latach rządzenia dochodzi do takiego „zmęczenia” i „zużycia”. Za sprawą Jarosława Kaczyńskiego były to bardzo intensywne dwa lata, pełne emocji i konfliktów. To był też czas spychania prezydenta do kąta. Wydaje mi się, że Andrzej Duda zaczął teraz odreagowywać i to znacznie silniej niż można się było spodziewać. Prezydent takim zachowaniem stwarza nową sytuację polityczną. Ale trzeba pamiętać, że jeszcze dwa miesiące temu firmował wszystko, co robił PiS. Na razie to jest ostry konflikt w obozie władzy, być może biorący się także z napięć wokół Jarosława Kaczyńskiego i walki o pozycję w partii.

Gołym okiem widać, że emocje wewnątrz PiS-u są bardzo silne, że trwają walki poszczególnych frakcji i grup, ale, niestety, kosztem państwa i zarządzania państwem.

PiS żąda od Andrzeja Dudy dymisji jego rzecznika za słowa o tym, że premier nie ma wpływu na skład rządu. Prezydent ulegnie i zdymisjonuje Krzysztofa Łapińskiego?

To byłoby wywieszenie białej flagi i pełna kapitulacja. Jeśli prezydent nie byłby w stanie decydować o tym, kto jest w jego otoczeniu i kto jest jego rzecznikiem, to oznaczałoby, że wraca do roli, z której próbuje właśnie wyjść. Krzysztof Łapiński najwyraźniej stał się celem zastępczym dla polityków PiS-u. Hamują się jeszcze przed krytykowaniem prezydenta…

Nie wszyscy… Zbigniew Ziobro, Patryk Jaki czy nawet Beata Szydło nie szczędzą mu gorzkich słów.

Przynajmniej nie jest to aż tak ostra krytyka. Jego przecież nie mogą zdymisjonować. Dlatego teraz wszystko skupia się na jego rzeczniku. Ale nie wyobrażam sobie, aby w obecnej sytuacji Andrzej Duda mógł się go pozbyć. Osoba Krzysztofa Łapińskiego dodała wigoru tej prezydenturze. Dziwię się, że politycy PiS-u publicznie w ogóle formułują takie oczekiwanie. Stawiają prezydenta w bardzo trudnej sytuacji – jeśli nie spełni tego oczekiwania, to jest w konflikcie, a jakby spełnił, to oznaczałoby wywieszenie białej flagi.

Jak tak bardzo wadzi im Krzysztof Łapiński, to niech zadzwonią do prezydenta, bo chyba jeszcze mają ze sobą kontakt i nie wykasowali swoich numerów telefonów.

Ciekawe, czy będą ze sobą rozmawiali o projektach ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa… Myśli pan, że prezydent przedstawi rozwiązania, które nie spodobają się PiS-owi? Jakie znaczenie ma to, co mówi były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL?

Z tego, co mówi Michał Królikowski, dezawuując PiS-owskie ustawy, można wnioskować, że rozwiązania przedstawione przez prezydenta mają szanse być zupełnie inne. Na razie nie znamy jeszcze tych projektów, Andrzej Duda się w tej sprawie nie wypowiada. Będziemy mogli cokolwiek ocenić dopiero, jak je poznamy. Ale niewątpliwie tak silna krytyka tego, co PiS forsował, pokazuje, jaki jest sposób myślenia w Kancelarii Prezydenta i jakie wytyczne od prezydenta otrzymał pan Michał Królikowski.

Z opozycją na razie te projekty nie były konsultowane?

Nie. Czekamy na to, co się pojawi w przestrzeni publicznej. Wygląda na to, że terminy zostaną dotrzymane (prezydent ma zaprezentować projekty ustaw do końca września – red.). Myślę, że czeka nas gorąca dyskusja i jednocześnie poważny problem polityczny dla PiS-u. Partia rządząca może projekty przedstawione przez prezydenta dezawuować czy odrzucać, ale

to będzie oznaczało bardzo poważny konflikt z prezydentem i ryzyko, że inne projekty przyjęte przez PiS też będą napotykały weto. A w kolejce są jeszcze chociażby organizacje pozarządowe i media.

Gen. Piotr Pytel ma ciekawą koncepcję. Na Twitterze napisał tak: „Pozycjonowanie PAD na przyszłego konstruktywnego oponenta PJK, w porozumieniu z tym drugim. Cel – rozbiór opozycji”. To może być tylko polityczna gra?

To jest ciekawa teza, natomiast wydaje mi się, że – i mówię to z pozycji osoby od pewnego czasu funkcjonującej w polityce – takie „ustawianie” jest raczej niemożliwe. Ja bardziej widzę to tak, że prezydent walczy o to, co będzie z PiS-em, kiedy Jarosław Kaczyński kiedyś zrezygnuje z prezesowania partii. W sytuacji wzajemnego ostrzeliwania dla partii to są ogromne straty, tu żadnych zysków nie ma. Emocje są prawdziwe, a scenariusze rozbieżne. Widać, że nie ma komunikacji na linii prezydent-prezes PiS-u, a na pewno nie ma na linii prezydent-minister obrony narodowej. Jaką ustawką może być brak nominacji generalskich? To jest odmrażanie sobie uszu na złość babci.

Dlaczego PiS właśnie teraz wraca do tematu wojennych reparacji od Niemiec? To nie jest przypadek.

Sprawy smoleńskie się wyczerpały, Berczyński uciekł, komisja Macierewicza się skompromitowała, sam prezes mówi, że na wiosnę nastąpi koniec miesięcznic…

PiS zatem potrzebuje nowego paliwa i sięga do wykorzystywanego już przez siebie w przeszłości i sprawdzonego jeszcze w polityce PRL-owskiej straszenia Niemcami. To jest tylko i wyłącznie gra propagandowa, skierowana do polskiej opinii publicznej i mająca budzić emocje.

Przecież żadne analizy nie zostały przeprowadzone, o czym mówił sam minister Witold Waszczykowski, ani nikt nie rozmawiał z Niemcami. To wszystko jest tylko przemyślaną propagandową grą i nic poważnego się za tym nie kryje.

Czyli nie pojawi się żaden formalny wniosek?

Myślę, że się nie pojawi. Gorącym orędownikiem reparacji jest nie tylko Witold Waszczykowski, ale także Antoni Macierewicz, co potwierdza tylko tezę o „przesiadaniu się” ze sprawy smoleńskiej na antyniemiecką. Ale minister Waszczykowski zorientował się, że to on będzie odpowiedzialny za niezałatwienie tej sprawy, więc zapowiedział, że potrzebne są jeszcze analizy, czym całą akcję de facto zdezawuował. Przecież najpierw się analizuje, a potem działa. Premier Beata Szydło też raczej zajęła się rzekomo proniemiecką Platformą niż jakimiś konkretami. A to ona pojedzie na posiedzenie Rady Europejskiej, gdzie spotka się na przykład z Angelą Merkel. Rzeczywistość w tej sprawie jest znacznie trudniejsza niż brylowanie w polskich mediach. Takich rzeczy w taki sposób się nie załatwia.

„Jeżeli w interesie Niemiec będzie osłabienie Polski, to Platforma wykona to wszystko, czego od niej zażądają” – powiedziała Beata Szydło w wywiadzie dla tygodnika „Sieci Prawdy”. Będzie pozew za te, jak pan mówi, haniebne słowa?

Posiedzenie zarządu PO mamy w przyszłym tygodniu i zapewne będziemy o tym rozmawiać. Sprawę koordynuje wiceprzewodniczący partii Borys Budka. Poleciliśmy prawnikom analizę tej sprawy i zobaczymy.

„Żałosna marionetka” – tak zaraz po opublikowaniu wywiadu napisał pan na Twitterze. Mocne słowa.

Ale trafne, jeżeli chodzi o działanie pani premier.

Byłem bardzo oburzony jej słowami pod adresem PO. To jest zarzucanie nam zdrady i odmawianie patriotyzmu. W naszych szeregach są ludzie, którzy walczyli o wolność i niepodległość, siedzieli w więzieniach i takie wypowiedzi są skandaliczne.

Dlatego uważam, że trzeba równie ostro powiedzieć nie. Beata Szydło powinna przeprosić, bo obraziła nie tylko partię polityczną, ale także miliony naszych wyborców. Nie ma prawa bez żadnych podstaw w taki sposób się wyrażać. Podtrzymuję swoją opinię i uważam, że premier jest żałosną marionetką.

Wierzy pan w słowa pani premier, że PiS nie chce doprowadzić do Polexitu?

To brzmi tak, jak zapowiedzi w kampanii wyborczej, że ministrem obrony narodowej zostanie Jarosław Gowin. Pani premier jest osobą mało wiarygodną, a poza tym nie ona decyduje o takich rzeczach. To są tylko rutynowe zaklęcia, a praktyka jest taka, że rząd PiS-u oddala Polskę od UE. Lepiej poczytać, co minister środowiska mówi na temat rozstrzygnięć europejskich dotyczących wycinania Puszczy Białowieskiej, albo jak minister spraw zagranicznych odnosi się do innych spraw i instytucji europejskich. Taka jest praktyka PiS-u w stosunku do Unii Europejskiej. To są fakty.

Jaki PO ma plan na gorącą politycznie jesień?

Podjęliśmy ofensywę programową. Przewodniczący PO Grzegorz Schetyna przedstawił właśnie cały pakiet propozycji gospodarczo-społecznych. Chcemy zainicjować poważną dyskusję m.in. na temat polityki wobec emerytów, ale także przedsiębiorczości młodych. Przedstawiamy w tych sprawach własne propozycje.

Planujemy też mocny start kampanii samorządowej na konwencji pod koniec października.

Będziemy kontynuować akcję Klubów Obywatelskich i kończyć objazd wszystkich powiatów w Polsce. Będziemy, tak jak do tej pory, walczyli ze wszystkimi fatalnymi projektami PiS-u, które zapewne lada moment się pojawią. Jesień będzie politycznie bardzo intensywna.

Cały czas ma pan nadzieję na to, że uda się zjednoczyć opozycję i będzie jedna wspólna lista w wyborach samorządowych?

Jedną wspólną listę proponujemy od początku tego roku i ta propozycja jest oczywiście aktualna. Ale najważniejsze jest, aby opozycja wystąpiła zjednoczona w wyborach parlamentarnych. To będzie walka o przyszłość Polski. To będą najważniejsze i historyczne wybory w ciągu ostatnich dziesięcioleci. One dadzą odpowiedź na pytanie, czy da się odwrócić demolowanie państwa przez PiS.

wiadomo.co

PiS chce jego dymisji. „Najgorętsze nazwisko w polityce” odgryza się parafrazą z klasyka

lulu, 07.09.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22332397,video.html?embed=0&autoplay=1
PiS naciska w sprawie dymisji rzecznika prasowego prezydenta, ale Andrzej Duda widocznie ma swoje zdanie. Krzysztof Łapiński twierdzi, że prezydent nie planuje wyrzucać go z pracy.

– Trawestując słowa Marka Twaina, pogłoski o mojej dymisji są przesadzone – mówił w „Gościu Wydarzeń” Polsat News Krzysztof Łapiński, rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. – Prezydent nie przewiduje żadnych zmian w kancelarii – dodał gość, przedstawiony przez twórców programu jako „najgorętsze ostatnio nazwisko w polityce”.

Zamieszanie wokół Łapińskiego zaczęło się od słów o zmianach w rządzie. – Jeśli prezydent miałby oczekiwania co do zmian w składzie Rady Ministrów, to na pewno by je wyraził prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu – powiedział rzecznik Dudy. PiS-owi się to nie spodobało.

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski stwierdził nawet wprost: – Gdybym był szefem rzecznika prezydenta Krzysztofa Łapińskiego, zwolniłbym go.

Według nieoficjalnych informacji kierownictwo PiS oczekiwało zwolnienia Łapińskiego. Wszystko wskazuje na to, że Andrzej Duda ich nie posłucha.

Fenomen pasków TVP! Literacki geniusz, nagroda NIKE wisi w powietrzu! [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

http://www.gazeta.tv/plej/19,160472,22324374,video.html

gazeta.pl

Piłsudski w dziale faszyzm? Gliński zapowiada interwencję w PE ws. Europejskiego Domu Historii

Zwrócimy się do Parlamentu Europejskiego o zmianę ekspozycji w Europejskim Domu Historii w Brukseli, bo ona jest bardzo jednostronna i niesprawiedliwa – zapowiedział w czwartek w TVP wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.

Jego zdaniem „w mediach zachodnich” dominuje „opcja stereotypowa, negatywna na temat Polski; czy przypisywanie Polsce różnych, strasznych rzeczy z historii”.

Zapraszam Polaków, zapraszam naszych widzów do Brukseli, by to obejrzeli. Tam można zobaczyć w dziale „faszyzm” Józefa Piłsudskiego jako przykład dyktatora, bez żadnego zrozumienia kontekstu historycznego, w jakim funkcjonowała II RP, otoczona przez dwóch totalitarnych wrogów, powstała po stu kilkudziesięciu latach niewoli – mówił wicepremier Gliński.

Oceniając kształt ekspozycji przygotowanej przez Europejski Dom Historii w Brukseli minister mówił, że „świat współczesny to jest świat wielkiej rywalizacji wartości, interesów, a także interpretacji dotyczących przeszłości”. – Wszystkie liczące się kraje mają swoją politykę historyczną, wszystkie grupy interesów, elity mają swoja politykę historyczną – podkreślił.

Niestety, ta instytucja (…) powołana w maju tego roku przez Parlament Europejski także wyraża bardzo jednoznacznie politykę historyczną, która jest polityką – no właśnie, nie wiem w zasadzie czyją…?. Jakiejś opcji politycznej, która ma duże wpływy w instytucjach europejskich – dodał.

Według niego na ekspozycji znalazło się wiele „takich zafałszowań różnego typu, jak np. przedstawianie cierpień ludności cywilnej w czasie II wojny światowej poprzez wysiedlenia ludności niemieckiej”. Ocenił, że ekspozycja prezentuje „ahistoryczne spojrzenie”.

Takich zafałszowań jest w tej instytucji bardzo wiele. My w takich wypowiedziach bardziej publicystycznych odnieśliśmy się do tego już wielokrotnie (…) natomiast przygotowujemy oficjalne stanowisko – zapowiedział wicepremier. Dodał, że stanowisko to wymaga „sięgnięcia do odpowiednich ekspertyz historyków”. – Mamy już pierwsze analizy tego typu, bo to musi być dobrze uzasadnione – wyjaśnił. – I zwrócimy się do Parlamentu Europejskiego – ja bym powiedział – o pewne opamiętanie i o zmianę tej ekspozycji, bo ona jest bardzo jednostronna i niesprawiedliwa – powiedział.

Zapytany, jakie narzędzia, za pomocą których może bronić obrazu Polski, posiada rząd, Gliński odparł „my narzędzia mamy. Nasze ambasady starają się interweniować, nasze organizacje pozarządowe także”. – Wiele organizacji wytacza procesy w tych sprawach. My mamy słynny proces (…) z niemiecką telewizją (ZDF – PAP) – przypomniał Gliński.

dziennik.pl

Przyczyny zdrowotne czy wygrana Szydło? „Newsweek” o tym, dlaczego Kaczyński nie przyjechał do Krynicy

Prezesa PiS nie było na forum ekonomicznym w Krynicy. Gazeta zastanawia się dlaczego.

Jak donosi „Newsweek” Jarosław Kaczyński w ostatniej chwili odwołał swój przyjazd na forum ekonomiczne w Krynicy. – W poniedziałek, czyli dzień przed planowanym przyjazdem, w Krynicy pojawiła się ekipa z Nowogrodzkiej przygotowująca wszystkie wizyty prezesa. (…) We wtorek nieoczekiwanie cofnięto ich do Warszawy, przyszła informacja, że przyjazd prezesa został odwołany – czytamy na stronie newsweek.pl.

Według gazety, część polityków PiS uważa, że Kaczyński nie przyjechał do Krynicy, bo nie „chciał zakłócać święta” Beacie Szydło. Premier wygrała tytuł „Człowieka roku” forum.

Jednak powód mógł być też inny. – Prezes nabawił się niegroźnej, ale uciążliwej dolegliwości. Więcej nie mogę powiedzieć, ale to jedyny powód jego nieobecność –zdradza jeden z polityków z Nowogrodzkiej cytowany przez „Newsweek”.

dziennik.pl

Ile dywizji ma Duda?

Newsweek Polska, Jakub Majmurek, 08.09.2017

© photo: Jacek Turczyk / source: PAP

 

Po wetach z lipca konflikt między prezydentem, a PiS wydaje się tylko przybierać na intensywności. Retoryczne potyczki między ludźmi prezydenta, a kolejnymi politykami rządowego obozu stały się taką samą przewidywalną częścią polskiego krajobrazu politycznego jak dyplomatyczne wpadki Witolda Waszczykowskiego.

Media donoszą, że prezydent Andrzej Duda skonfliktowany jest z ministrem Antonim Macierewiczem i żądać miał od premier Szydło jego dymisji. Z drugiej strony pracę w kontrolowanym przez państwo Orlenie stracił uważany za człowieka z otoczenia Dudy, szef kampanii wyborczych PiS w 2015 roku, Marcin Mastalerek.

Czekając na ustawy

Nowego paliwa do konfliktu mogą dostarczyć przygotowywane w otoczeniu prezydenta projekty ustaw reformujących sądownictwo. Poznamy je do końca miesiąca. Politycy PiS wysyłali wcześniej wyraźny sygnał, że dla rządzącej partii kształt proponowanych przez prezydenta reform będzie testem jego lojalności wobec obozu władzy.

Pałac prezydencki na razie skąpo informuje o tym, co dokładnie znajdzie się w prezydenckich ustawach. Wypowiedział się za to jeden z pracujących nad nimi ekspertów, profesor Michał Królikowski – wiceminister sprawiedliwości w rządzie PO-PSL. Królikowski jest otwarty na argumenty w sprawie sądów podnoszone przez rządzący obóz, w wielu kwestiach podziela argumenty kierowniczego grona PiS i ministerstwa sprawiedliwości.

Jednocześnie wyraźnie podkreśla jednak, że reforma sądów musi przebiegać w konstytucyjnych ramach, które ustawy Ziobry wyraźnie – jego zdaniem – przekraczały. Jako niekonstytucyjne Królikowski określił powołanie blokującej decyzje sędziów „politycznej izby” w Krajowej Radzie Sądownictwa, wygaszenie kadencji obecnych sędziów SN, nadzór ministra sprawiedliwości nad tym ciałem czy kształt izby dyscyplinarnej. Wszystko to kluczowe pomysły Zbigniewa Ziobry.

Pozostaje poczekać na to, na ile argumenty eksperta Andrzeja Dudy znajdą się w zaprezentowanych przez prezydenta ustawach. Ziobro na razie odmawia komentarza. Można się jednak spodziewać jak zareaguje, gdy prezydenckie projekty zaproponują reformę sądownictwa zmuszającą ograniczenie jego ambicji odnośnie nadzoru nad trzecią władzą, wzmacniając tym samym pozycję prezydenta w tym obszarze. Jeśli „zdradzony” przez prezydenta poczuje się nie tylko Zbigniew Ziobro, ale także Jarosław Kaczyńskich, czeka nas otwarty konflikt prezydenta z całą sejmową większością.

Co zrobi Sejm?

Ta z pewnością nie będzie dziś gotowa przegłosować prezydenckich ustaw sprzecznych z życzeniami kierownictwa partii. Liderzy PiS z kolei nie mogą prezydentowi w sprawie sądów po prostu ustąpić. Zbyt wiele energii, politycznej propagandy zainwestowali już w swoją narrację o konieczności rewolucji w ramach trzeciej władzy.

Wątpliwy jest też przy tym scenariusz, w którym PiS wprost odrzuca ustawy prezydenta. Raczej będzie starał się je zmienić tak bardzo w komisjach, by jak najbardziej przypominały te, które prezydent wcześniej zawetował.

Gdyby ustawy w takiej formie wróciły na Krakowskie Przedmieście prezydent znalazłby się w trudnej sytuacji. Zarówno podpisanie ustaw w formie wypaczających jego pierwotne intencje, jak i zawetowanie własnego projektu to dla Dudy fatalny politycznie scenariusz.

Co może prezydent?

Jakie zasoby Andrzej Duda posiada, by nie dopuścić do takiego scenariusza? Pozornie niewielkie. Nie ma w Sejmie własnej partii. Nie dysponuje środkami nacisku na posłów, takimi jak posady w rządzie, miejsca na listach wyborczych w kolejnych wyborach czy lukratywne stanowiska w spółkach skarbu państwa.

Kaczyński i Duda trzymają się więc w szachu. Każdy z nich ma narzędzia, by pogrzebać polityczną przyszłość drugiego – Duda blokując każdą inicjatywę prezesa PiS, Kaczyński – odbierając prezydentowi szansę na reelekcję.

Wiemy, że wątpliwości prezydenta do reform Zbigniewa Ziobry podzielali posłowie Polski Razem i Kukiz ‘15. Teoretycznie możliwy byłby więc scenariusz, w którym Pałac Prezydencki montuje większość dla prezydenckich ustaw z głosów części posłów PiS, Kukiza i liberalnej opozycji. Ale w praktyce takie rozwiązanie jest dziś niewyobrażalne – oznaczałoby pewnie wyrzucenie dysydentów z PiS i wcześniejsze wybory. Wiemy już, że Jarosław Gowin i jego ludzie nie są w stanie podjąć takiego ryzyka.

Czy prezydent w sporze z PiS o sądy nie ma w ręku żadnych kart?

Ryzyko wzajemnego zniszczenia

Nie do końca. Prezydent może bowiem w przyszłości na tyle utrudnić życie PiS, że interesie partii jest jakaś forma porozumienia z Pałacem Prezydenckim w sprawie sądów. Prezydent w sporze PiS nie ma wielu sejmowych dywizji, dysponuje jednak bronią atomową – wetem. PiS nie ma w Sejmie większości, zdolnej odrzucić sprzeciw Andrzeja Dudy i teoretycznie prezydent, gdyby chciał, mógłby zablokować każdą inicjatywę PiS.

Jedynym narzędziem, przy pomocy Jarosław Kaczyński może zdyscyplinować Andrzeja Dudę jest groźba niewystawienia go przez PiS w następnych wyborach prezydenckich. Nawet jeśli prezydentowi udałoby się do tego czasu zbudować własną partię, oznaczałoby to najpewniej jego przegraną, a w najgorszym wypadku nawet koniec politycznej kariery. Tylko, że w sytuacji, gdy obok Dudy startuje inny kandydat z poparciem PiS prezydenturę najprawdopodobniej wziąłby ktoś trzeci. Być może nawet znienawidzony na Nowogrodzkiej Donald Tusk.

Kaczyński i Duda trzymają się więc w szachu. Każdy z nich ma narzędzia, by pogrzebać polityczną przyszłość drugiego – Duda blokując każdą inicjatywę prezesa PiS, Kaczyński – odbierając prezydentowi szansę na reelekcję. Nowogrodzka i Krakowskie Przedmieście są dziś, jak zimnowojenne mocarstwa mierzące do siebie z broni atomowej. W XX wieku zimna wojna wytworzyła między system dość racjonalnej, kontrolowanej wrogości między Waszyngtonem i Moskwą. Mocarstwa toczyły zastępcze wojny rękami mniejszych państw, przez pół wieku były jednak w stanie uniknąć otwartego, globalnego konfliktu. Czy na linii prezydent-PiS uda się stworzyć podobny system regulowanej wrogości? Nie da się dziś odpowiedzieć na to pytanie – z pewnością od tego zależy, czy „dobra zmiana” przetrwa politycznie dłużej niż jedną kadencję.

msn.pl

Prezydent Duda spotka się z Jarosławem Kaczyńskim. Pilnych tematów do omówienia mają sporo

Gazeta.pl, 08.09.2017

Prezes PiS Jaroslaw Kaczyński i prezydent RP Andrzej Duda© Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta Prezes PiS Jaroslaw Kaczyński i prezydent RP Andrzej Duda

 

Prezydent Andrzej Duda spotka się w piątek z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim – poinformowała telewizja TVP Info. Nie wiadomo dokładnie, czego będą dotyczyły rozmowy polityków.

Tajemnicą pozostaje także miejsce spotkania i to, ile będzie trwało. Dziennikarze spekulują, że Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński będą rozmawiali przede wszystkim o reformie sądownictwa. Przypomnijmy, w lipcu prezydent zawetował dwie ustawy autorstwa PiS – o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. Jednocześnie Duda zobowiązał się, że w ciągu dwóch miesięcy przedstawi własne projekty w tej sprawie.

Chłodno na linii Pałac – PiS

Niewykluczone, że tematem rozmów obu polityków mogą być też ostatnie napięcia na linii Pałac Prezydencki – PiS. W poniedziałek falę komentarzy wywołała wypowiedź prezydenckiego rzecznika Krzysztofa Łapińskiego, który stwierdził, że gdyby Andrzej Duda chciał zmian w rządzie, to rozmawiałby o tym z Jarosławem Kaczyńskim.

Zobacz też: „Jarek daje ci godzinę na zmianę decyzji”. Kulisy spotkania w Belwederze

Dzień później Łapińskiego skrytykowali m.in. marszałek Senatu Stanisław Karczewski czy wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, choć w podobnym tonie rolę prezesa PiS w kształtowaniu rządu opisał szef klubu Ryszard Terlecki. W rozmowie z onet.pl osoba z kierownictwa partii miała powiedzieć, że PiS oczekuje od prezydenta natychmiastowej dymisji jego rzecznika.

Prezydenckie projekty

Autorskie projekty Andrzeja Dudy dotyczące SN i KRS mamy poznać jeszcze w tym miesiącu. Według nieoficjalnych informacji z jego kancelarii, ustawy są już gotowe. Prof. Michał Królikowski, który jest jednym z prezydenckich doradców, zdradził w ostatnich wywiadach, że za sprawą projektowanych przepisów głowa państwa chce przede wszystkim wzmocnić swoją pozycję wynikającą z konstytucji.

 

msn.pl

Szczerość wicepremiera może nie spodobać się prezesowi. „Polska w ruinie? To retoryka wyborcza”

Gazeta.pl, 08.09.2017

Wicepremier Mateusz Morawiecki i premier Beata Szydło© Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Wicepremier Mateusz Morawiecki i premier Beata Szydło

 

Wicepremier Mateusz Morawiecki, gospodarcza twarz rządu PiS, rozmawiał z dziennikarzami „Faktu” m.in. o kondycji ekonomicznej Polski. Przy okazji powiedział coś, co może wywołać burzę w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej.

Morawiecki był gościem „Faktu” i portalu Fakt24 przy okazji Forum Ekonomicznego w Krynicy.

Jednym z tematów rozmowy był stan polskiej gospodarki. Dziennikarz zapytał wicepremiera czy rządzący są cudotwórcami, skoro teraz chwalą się świetnymi wynikami, a jeszcze dwa lata temu twierdzili, że Polska jest w ruinie.

– Oczywiście retoryka przedwyborcza karmi się różnymi prawami – zaczął Morawiecki. I kontynuował:

 

Polska nie była ani wtedy, ani wcześniej w ruinie. W ruinie była faktycznie w 1945 roku

 

Za chwilę zastrzegł, że Polska nie była też krajem kwitnącym. – Bo jakby była krainą mlekiem i miodem płynącą, to 3 miliony ludzi nie spakowałoby walizek i nie pojechałoby prosto Ryanairem do Londynu czy innych pięknych miast na Wyspach Brytyjskich – powiedział Morawiecki.

– Na pewno było co poprawiać i na pewno bardzo dużo poprawiliśmy – dodał wicepremier.

Kłopotliwa „Polska w ruinie”

„Polska w ruinie” była przez pewien czas nieformalnym hasłem kampanii PiS w wyborach parlamentarnych w 2015 roku. Premier Beata Szydło zorganizowała nawet pamiętną konferencje prasową na tle ruin w Nowej Soli. To zresztą oburzyło władze miasta, które twierdziły, że gospodarczo radzą sobie świetnie.

Dopiero po tym, jak internet zalały memy, a politycy PiS regularnie musieli się tłumaczyć, zaczęto wykręcać się z tego hasła.

Jarosław Kaczyński tłumaczył np., że PiS nigdy nie twierdziło, że Polska jest w ruinie. Tym razem Morawiecki powiedział szczerze, że była to „retoryka wyborcza”.

msn.pl

W. Kuczyński

Dla mnie Prezydent nie musi przechodzić na stronę antyPiS, wystarczy by wrócił na konstytucyjną i dialogu a nie wojny z Unią i Polexitu.

Myszka Miki ministra Glińskiego

6.09.2017
środa

Profesor drwi z robotnika. Od Piotra Glińskiego, wicepremiera i ministra kultury w kraju aspirującym do europejskiej czołówki, wolno oczekiwać czegoś więcej niż złośliwych żartów z Lecha Wałęsy.

Nazywanie Wałęsy, byłego prezydenta RP, Myszką Miki globalnej popkultury – zwyczajnie kompromituje Glińskiego jako urzędnika państwa polskiego. Nikt nie musi być fanem Wałęsy, lecz powinien szanować uczucia jego rodziny i tysięcy ludzi w Polsce i na świecie, którzy wciąż widzą w nim postać historyczną.

Gliński drwi z Wałęsy w wywiadzie udzielonym „Rzeczpospolitej”. Trudno pojąć, jak były członek Unii Wolności, badacz i sympatyk oddolnej aktywności obywatelskiej, w tym proekologicznej, mógł wylądować w rządzie Beaty Szydło razem z rzeźnikiem lasów i zwierzyny czy z ministrem rozkazującym policji inwigilować opozycjonistów i nękać uczestników obywatelskich protestów. Jego broszka.

Ale sprawą publiczną są jego wypowiedzi i decyzje. Przekonał się o tym m.in. Teatr Polski we Wrocławiu, przekonują Narodowy Teatr Stary w Krakowie i Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, a wkrótce przekona się Europejskie Centrum Solidarności, tamże.

Konserwatyzm pisowski jest rewolucyjny: polega na niszczeniu. Kulturę, historię, edukację traktuje jak teren walki ideologicznej, a nie jak dobro wspólne. I usiłuje wmówić innym, że tak jest wszędzie. Wszędzie? Może w Rosji, Chinach i na Węgrzech, ale czy to ma być teraz wzór dla polskich twórców i uczestników kultury?

Minister Gliński mówi w wywiadzie, że jego środowisko jest spokojne o przyszłość dla Polski. Nie sfałszuje wyborów, zdobędzie demokratycznie większość konstytucyjną, a Polacy nie dopuszczą do władzy „donosicieli i ulicznych nienawistników”. Nie cofa się przed mądrością, że złe emocje nie uzdrowią Polski, która „była i jest państwem katolickim” (sic!).

Te złe emocje, jak się domyślamy, zdarzają się wyłącznie zdradzieckiej opozycji, za to resort Glińskiego walczy z kultem Myszki Miki w obronie prawdy historycznej, by dzieci uczyły się i o „Bolku”, i o Lechu, ale Kaczyńskim. To, że uznany akademik z dorobkiem naukowym włącza się do kampanii nienawiści przeciwko Wałęsie, jest niepojęte. Jak im ten Wałęsa przeszkadza w kulcie Lecha Kaczyńskiego.

Okropnie smutne to wszystko, ale jeszcze smutniejsze w tym wywiadzie jest to, że minister kultury mówił dużo o pisowskiej polityce historycznej, ale nie miał niczego do powiedzenia o kulturze.

 

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Andrzej Talaga: Raczej do piaskownicy niż do szachów

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Polsce brakuje strategii.

Zbliżają się wybory do Bundestagu. Po nich nowe przywództwo Niemiec – zapewne ponownie Angela Merkel – zakończy okres geopolitycznej pasywności i przejmie z rąk Paryża inicjatywę w reformowaniu Unii Europejskiej. Nadchodzą więc kluczowe lata dla określenia miejsca Polski w Europie, tymczasem ani nie widać planu rozegrania tej batalii, ani myślenia strategicznego na dekadę do przodu. Przeciwnie, polskie państwo brnie w napięcia z UE oraz najsilniejszymi krajami Unii.

Jeśli Polska ma rację co do pożądanego kształtu UE (a ma), jak zamierzamy przeforsować naszą wizję? Skoro Niemcy nie są do końca zainteresowane planem zaproponowanym przez Macrona (korzystniejsza jest dla nich szeroka Unia 28 państw niż ograniczona do strefy euro), jak złożyć im lepszą ofertę? Skoro chcemy budować Trójmorze, jak zamierzamy zdobyć lojalność tworzących je państw? To pytania, na które trudno szukać odpowiedzi. Lepsze wszak podniecanie się rzezią wołyńską i reparacjami wojennymi od Niemiec. W obu sprawach Polska ma zresztą rację, tak jak w przypadku przyszłości Unii i przyjmowania imigrantów. To jednak nie wystarczy. Trzeba jeszcze umieć wcielić ją w życie. Te, których nie da się zrealizować, są bezwartościowe.

Jeśli chcemy być silnym podmiotem europejskiego koncertu, musimy umieć grać. Nie na emocjach, ale w politykę, chłodną, wyrachowaną, która niechaj będzie nawet amoralna, byle skuteczna. Na razie bardziej przypominamy przedszkolaka siadającego do partii szachów, który obraża się, gdy przeciwnik zbije mu pionka lub figurę.

Plansza, na której przyjdzie toczyć grę o przyszłość, nie wygląda dobrze. Iskrzy w kontaktach z instytucjami UE (reformy sądowe), Niemcami (odszkodowania), Francją (pracownicy delegowani), Litwą (szkolnictwo i projekt paszportów), Ukrainą (polityka historyczna). Nasz największy sojusznik – Węgry – jest jawnym koniem trojańskim Rosji w Unii, działającym przeciw europejskiej niezależności energetycznej, Słowacja chce wejść do twardego jądra projektowanego przez prezydenta Macrona, Czechy chcą koordynować politykę europejską i bezpieczeństwa z Niemcami. Bułgaria i Rumunia z kolei, choć o „jądrze” nie mają co marzyć, ani myślą ginąć za Trójmorze, jeśli Francja zaoferuje im inwestycje gospodarcze. Jesteśmy osamotnieni i mamy znikomą zdolność budowania wewnątrzunijnych koalicji.

Aby sprawie dodać pikanterii, Polska pozostaje bardzo atrakcyjnym partnerem ze względu na dynamicznie rosnącą gospodarkę, sporą populację i jej siłę nabywczą oraz jedną z najsilniejszych armii w Europie. Nikt nie wypycha nas z pierwszego kręgu UE, robimy to sami.

Gdyby potraktować poważnie przekaz publiczny, gdziekolwiek spojrzeć: na wschód, zachód, południe, północ – nie mamy wiarygodnych przyjaciół.

To sytuacja nie do przyjęcia. Czas na otrzeźwienie. Przy naszym położeniu geopolitycznym Polska nie ma potencjału ani środków, by przetrwać samodzielnie. Musimy być odpowiedzialnym członkiem wiarygodnych wspólnot polityczno-obronnych: UE i NATO. Tymczasem można odnieść wrażenie, że nasz przeciwnik to Bruksela i Berlin. Nie. Jest nim wyłącznie Moskwa, im słabsza pozycja Polski w UE, tym lepiej dla niej. Tego właśnie chcemy?

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

rp.pl

Bartosz Kownacki dla „SE”: Potężne zakupy dla polskiej armii

Foto: 123rf.com

W 2016 roku wydaliśmy całość wydatków z budżetu na obronność; wszystko wskazuje na to, że w 2017 r. wydamy całość wydatków – mówi w wywiadzie dla piątkowego „Super Expressu” wiceminister obrony narodowej Bartosz Kownacki.

Kownacki pytany w „SE”, jak wygląda proces modernizacji polskiej armii i czy nie zabraknie na ten cel pieniędzy, odpowiedział, że w 2016 roku „jak nigdy wcześniej wydaliśmy całość wydatków z budżetu na obronność”. „Wszystko wskazuje na to, że w 2017 roku wydamy całość wydatków” – dodał. Jak zaznaczył, w tym okresie na modernizację armii przeznaczono 17 mld zł.

„Nie można było zrobić więcej, bo więcej pieniędzy w budżecie nie ma. Nigdy wcześniej tak nie było. Jeżeli ktoś całość środków wydaje, to nie można mówić, że modernizacja armii nie następuje. W ramach możliwości budżetu państwa polskiego modernizacja armii jest realizowana. Mam nadzieję, że te możliwości będą zwiększały się co roku, bo przyjmujemy nową ustawę o zwiększonych wydatkach na obronność” – podkreślił Kownacki.

Dopytywany o śmigłowce i okręty podwodne dla polskiej armii, wiceminister odparł, że ważna jest kwestia śmigłowców uderzeniowych, oraz że w tej sprawie są prowadzone równoległe rozmowy z firmami Leonardo i Boeing.

„Po zakończeniu przetargu na śmigłowce dla wojsk specjalnych będzie kolej na śmigłowce do zwalczania okrętów podwodnych. Choć w polskiej armii jest blisko 200 śmigłowców, więc to nie jest tak, że to jest sprawa najpilniejsza, bo one mają resursy do 2035 roku” – zauważył wiceszef MON.

Jak dodał, MON chce podjąć decyzję o partnerze do budowy okrętów podwodnych „w najbliższych tygodniach, miesiącach”. Dodał, że to jest jeden z programów, który jest opóźniony, ale – jak zaznaczył – „nie jest opóźniony z naszej winy”.

„Jeżeli ktoś wie, ile trwa budowa okrętu podwodnego, to wie, kiedy powinna zapaść decyzja w tej sprawie. Budowa okrętu podwodnego trwa 5-6 lat. To jest taki realny termin. W 2018 roku pierwsze okręty typu Kobben wychodzą z użytkowania. Więc jeżeli od 2018 roku odejmiemy sześć lat, to umowa powinna być podpisana w 2012 roku” – mówił wiceminister.

„Ja nie wiem, dlaczego poprzednicy tego nie zrobili. My musieliśmy usiąść do tego projektu, który był w powijakach, przeanalizować go. My widzimy ten projekt jako trzy okręty z możliwością na cztery. Koszty trzech okrętów to około 10 mld zł i chcemy, aby jak największa część tej kwoty została w polskich stoczniach” – zaznaczył Kownacki.

rp.pl

%d blogerów lubi to: