A gdzie nasi byli prezydenci, Panie Prezydencie Duda?

13.09.2017
środa

W oficjalnym Komitecie Narodowych Obchodów Stulecia powołanym właśnie przez prezydenta Dudę nie ma byłych prezydentów RP: Lecha Wałęsy, Aleksandra Kwaśniewskiego i Bronisława Komorowskiego. Wstyd. Tak się nie buduje wspólnoty narodowej, autorytetu i ciągłości państwa polskiego.

Tak czy owak stulecie niepodległości będziemy świętować pod rządami zjednoczonej prawicy pana Kaczyńskiego. Jakie nam, obywatelom, PiS wyszykuje obchody i jak głęboko je zmonopolizuje i upartyjni, dopiero się przekonamy.

W kwietniu Sejm przyjął specjalną ustawę o obchodach stulecia. Projekt wniósł prezydent Duda w listopadzie 2016 r. A więc to prawnicy obecnego prezydenta uznali, że byli prezydenci nie muszą z mocy ustawy wejść do Komitetu.

Prezydent Duda to zaakceptował. Może nie zauważył, może mu nie przeszkadzało albo wolał nie wywoływać konfliktu z własnym obozem politycznym. Bo przecież usłyszałby od swego elektoratu i elity pisowskiej, że „Bolek”, „Kwachu” i „Komoruski” na trybunie stulecia to zdrada i hańba. Bo to nie pisowscy prezydenci. Prawica, a w szczególności PiS, najchętniej obchodziliby rocznicę we własnym towarzystwie, a innych wykluczyli. Dali świeży przykład takiej postawy podczas obchodów rocznicy Sierpnia. Dla nich Polska kończy się na pisowskich opłotkach.

Ustawa wylicza, kto ma być w Komitecie. Po urzędzie, nie po nazwisku. Krótko: całą wierchuszkę obecnej władzy. Byłych prezydentów nie wymienia. Czyli Duda jest w prawie prezydentów do Komitetu nie zapraszać. Ale może to zrobić, bo ustawa pozwala mu wskazywać członków Komitetu według swego uznania.

I prezydent już zbudował Komitet. Nie wiemy, kogo zaprosił z PiS. Wiemy, że z PO zaprosił Gronkiewicz-Waltz. Od Kukiza – p. Brynkusa. A także przedstawiciela PSL i przedstawiciela PPS, ale już nie SLD i Razem. Czyli lewica została, przynajmniej w pierwszym rozdaniu, wykluczona. To nie do przyjęcia.

Nawet we wstępie do ustawy czytamy o Ojcach odzyskanej po ponad stu latach niepodległości: Piłsudskim, Dmowskim, Korfantym, Paderewskim, Witosie, a także socjaliście Daszyńskim. PPS, z całym szacunkiem, to dziś całkowita nisza, ale oczywiście mogą się znaleźć w Komitecie. A tym bardziej wymienione wyżej ugrupowania lewicowe – to jednak wciąż ok. 10 proc. elektoratu.

Związki wyznaniowe to m.in. abp Gądecki, prawosławny abp Sawa, luterański biskup Samiec, muzułmański mufti Miśkiewicz i naczelny rabin Polski Schudrich (ale już nie przewodniczący Związku Gmin Żydowskich w RP, Piszewski). Świetnie, ale statystycznie biorąc, mamy w RP więcej buddystów niż wyznawców judaizmu. Są też inne Kościoły i wyznania warte uhonorowania.

Lwią część Komitetu stanowią zaproszeni przez prezydenta ludzie kultury i nauki, a także samorządowcy, związkowcy (m.in. Jan Guz i Dorota Gardias) i działacze różnych organizacji społecznych (m.in. Stanisław Kracik, Waldemar Pawlak, Władysław Kosiniak-Kamysz, Henryka Bochniarz). Naturalnie lista jest kontrowersyjna, jednych brakuje, obecność innych może zaskakiwać. Ale generalnie widać jakąś próbę pluralizmu. Lecz właśnie dlatego w oczy bije brak trzech naszych żyjących przecież prezydentów. PiS lubi odwoływać się do demokracji amerykańskiej. Niech sobie obejrzy, jak w chwilach ważnych dla państwa i narodu stają obok siebie prezydent i jego żyjący poprzednicy każdej opcji politycznej.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Niesiołowski o Kaczyńskim w kufrze

Stefan Niesiołowski ma rację.

Kaczyńskiego jako skarb narodowy PiS należy przenosić w kufrze. Wychodzi o w wiele taniej.

Ależ Polskę dopadła małość.

Franca polska nazywa się Kaczyński.

Wizyta Macierewicza we Francji. Źródło Onetu: chodzi o okręty podwodne dla Polski

Strach przypominać ale raz kozie śmierć

. kupi szwedzkie okręty podwodne?

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/antoni-macierewicz-we-francji-a-program-orka/h9x3vj4?utm_source=tw&utm_medium=social&utm_campaign=onetsg_fb_twitter_info

„Sędzia od kiełbasy”, jeden z symboli „nadzwyczajnej kasty” w kampani PFN, od dwóch lat nie żyje. Nie orzekał od 2006 r.

W kampanii informacyjnej Polskiej Fundacji Narodowej dotyczącej reformy wymiaru sprawiedliwości, stał się jednym z symboli „nadzwyczajnej kasty” sędziowskiej. Jak donosi jednak Wirtualna Polska, Zbigniew J., który 11 lat temu ukradł kiełbasę za 6,90 zł i prowadził auto pod wpływem alkoholu, od dwóch lat nie żyje.

Sprawa sędziego Zbigniewa J. była opisana na stronie internetowej kampanii prowadzonej przez Polską Fundację Narodową pod zakładką „nadzwyczajna kasta”. Teraz została już stamtąd usunięta.

Sędzia z Tarnobrzega pod koniec 2006 roku wpadł na kradzieży kiełbasy w stalowowolskim markecie. Następnego dnia jechał do Tarnobrzega, by swoim przełożonym wytłumaczyć tę sprawę, lecz nie dojechał. Wpadł do rowu uciekając przed policyjną kontrolą. We krwi sędziego wykryto 2,36 promila alkoholu – można było przeczytać na stronie kampanii.

Sędzia złożył potem rezygnację z zawodu. Nie orzekał od 2006 roku. Cztery lata później został skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Jak ustaliła wp.pl, Zbigniew J. nie żyje od dwóch lat, sędzią był przez 30 lat.

Mój tata nie żyje. Co tu komentować, co mam pani powiedzieć  – powiedziała Monika, córka sędziego Zbigniewa J. w rozmowie z wp.pl.

dziennik.pl

Jarosław Kaczyński jak Pawka Korczagin

Prezes PiS jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj stabilizacji

Prezes PiS jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj stabilizacji.

Jarosław Kaczyński wrócił z wakacji wypoczęty. Zaistniał słynną pelerynką w czerwono-białe barwy (bo przecież nie biało-czerwone, nie podejrzewam go o takie profanum godnościowe). Wygłosił 10 września na podeściku na Krakowskim Przedmieściu dwie frazy godne zapamiętanie: – „Jak zostaniemy sami w Europie, to zostaniemy” – i drugą: – „Będziemy wyspą tolerancji i wolności”. Do tej ostatniej przyjemności potrzeba będzie więcej barierek (tak Szymon Majewski zrekapitulował kaczystowską wolność).

Na razie z witzami prezesa posucha. Gdy jednak piszę, Kaczyński może wyprodukować wiekopomne dzieło oracyjne. Tak ten typ ma. Na razie głębiej o Kaczyńskim możemy mówić w trybie zapożyczonym, przez kogoś.

Prof. Andrzej Jaczewski był łaskaw sobie przypomnieć, iż Jarosław Kaczyński nie zdał w liceum z jednej klasy do następnej, z X do XI klasy maturalnej. Oblał z języków polskiego i angielskiego. Do dzisiaj nie jest poliglotą, o angielskim nie wspomnę, a polski jest w jego ustach często kulawy, chromy.

Dlaczego ten fakt dopiero teraz wychodzi na światło dzienne? Działo się to w roku 1966. Rządził wówczas ówczesny Kaczyński – Władysław Gomułka, za Beatę Szydło kreował się Józef Cyrankiewicz. Anną Zalewską pomniejszego funkcyjnego formatu – kuratorem warszawskim – był Jerzy Kuberski (później został ministrem oświaty, czyli pełną Zalewską).

Ten ostatni odegrał w życiorysie prezesa PiS rolę szczególną, by nie powiedzieć decydującą. Doszły Kuberskiego wieści, iż Jarosław K. ma dwie dwóje (kiedyś ta ocena niedostateczna był najgorszą), będzie siedział drugi rok w X klasie, więc kurator zadzwonił do dyrektora szkoły, następnego dnia zjawił się na radzie pedagogicznej i uczeń Jarosław K. dostał promocję do klasy maturalnej.

Ten fakt ma nadzwyczajną wymowę symboliczną. Prezes PiS musiał przeżyć swoje niedołęstwo intelektualne do tego stopnia, iż jego wzorcem stał się Gomułka. Językowe porównania potwierdzają, iż ówczesny I sekretarz to wzorzec, a brak predylekcji do nauki, szczególnie do zgłębiania polskiego – literatury, tradycji – dzisiaj owocują deformą szkoły.

Kaczyński został zahartowany w tamtym czasie. Ba, nawet jego stosunek do ojca Rajmunda (który chyba wówczas musiał dotrzeć do Kuberskiego i prosić go o wsparcie dla syna) nosi znamiona zahartowanego kompleksu. Mianowicie Kaczyński jak bohater obowiązującej wówczas lektury, Pawka Korczagin, donosi na ojca (źle się do niego odnosi), o czym piszą biografowie prezesa PiS.

Więcej do powiedzenia o wnętrzu Kaczyńskiego miałaby psychoanaliza Freuda. Kaczyński na kozetce to galareta strachu, kupka trzęsącego się ego.

I drugie zapożyczenie. Krystyna Janda w Radiu Zet odniosła się do słów z peanu-wiersza Jarosława Marka Rymkiewicza „Do Jarosława Kaczyńskiego”: – „nie można oddać Polski w ręce jej złodziei, którzy chcą ją nam ukraść i oddać światu”.

Recenzja wybitnej aktorki jest bardzo dosadna: – „Ja się czuję jakby ktoś na mnie s..ł po prostu cały czas. Jarosławie, pan jest coś jeszcze winny bratu. Dokąd idziecie z Polską?”. Zaś fragment dotyczący„polegnięcia” brata bliźniaka pod Smoleńskiem w 2010 roku, który jednak zdał w 1966 roku do XI klasy bez wsparcia rodzica (- „Dokąd idziecie? Z Polską co się będzie działo? O to nas teraz pyta to spalone ciało”), Janda zamieniła w partykułę godną Juliusza Słowackiego: „Ludzie, o czym my mówimy? To była katastrofa samolotowa”.

Taki jest zapośredniczony prezes Kaczyński staje się bardziej zrozumiały w swoich czynach i ludziach, którzy wokół niego się gromadzą. Jest postacią ukształtowaną w głębokim PRL, w czasach małęj komuszej stabilizacji (określenie Tadeusza Różewicza), to jest jego peleryna, płaszcz Prospera: Pawka Korczagin, który sprzeda nawet ojca dla dobra własnej przyszłości. A ojcowizna to ojczyzna. Tak hartował się prezes.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

News RMF FM: Kolejny skandal w BOR. Alert w tajnych służbach
13.09.2017

Alert w tajnych służbach w Polsce. Jak dowiedzieli się reporterzy śledczy RMF FM, w ręce złodziei wpadły bardzo ważne karty dostępu do obiektów chronionych przez Biuro Ochrony Rządu. Wejściówki skradziono tej nocy pracownikowi BOR-u.

Według naszych ustaleń bardzo ważne karty dostępu do obiektów chronionych przez Biuro Ochrony Rządu znajdowały się w prywatnym aucie funkcjonariusza BOR/Leszek Szymański /PAP

Według naszych ustaleń bardzo ważne karty dostępu do obiektów chronionych przez Biuro Ochrony Rządu znajdowały się w prywatnym aucie funkcjonariusza BOR. Samochód został skradziony w nocy.

Niewykluczone, że były tam też inne dokumenty Biura Ochrony Rządu. Sprawę już bada policja.

Karty dostępu pozwalają na wejście do dowolnego obiektu ochranianego przez Biuro. Są to głównie obiekty rządowe.

Biuro Ochrony Rządu zablokowało już karty dostępu utracone przez funkcjonariusza. BOR zapewnia, że bezpieczeństwo ochranianych osób nie jest zagrożone. Po pierwsze, karty dostępu zostały zablokowane błyskawicznie. Po drugie, jak wyjaśnia Biuro, były to indywidualne wejściówki funkcjonariusza do obiektów BOR.

Japoński SUV, leasingowany przez członka rodziny pracownika BOR stał zaparkowany przed posesją na warszawskim Wawrze. Pozostaje pytanie, dlaczego karty dostępu zostały na noc w tym samochodzie.

(mpw)

RMF FM

rmf24.pl

„Niemcy stracili jedną piątą terytorium, Polska uzyskała olbrzymi majątek”. Stanowczy list posła CDU do Polaków

Jakub Noch, 13 września 2017

Przyjacielski, poruszający, ale i stanowczy – taki jest list posła niemieckiej partii rządzącej do Polaków, który publikuje „Gazeta Wyborcza”. Karl-Georg Wellmann z CDU pyta w nim, czy są racjonalne powody, by Polacy mieli współczesne Niemcy za złych sąsiadów. I przypomina, że za wojnę już dawno słono zapłacono. Przede wszystkim niemieckimi ziemiami, którymi od 72 lat władają kolejne rządy w Warszawie.

Polska nigdy nie dostała od Niemiec rekompensaty za wojnę rozpętaną przez reżim Adolfa Hitlera? Na łamach „Gazety Wyborczej” Karl-Georg Wellmann przypomina Polakom, że to nieprawda. „W wyniku wojny Niemcy stracili na rzecz Polski jedną piątą swojego terytorium, z zasobami naturalnymi, miastami, infrastrukturą. Oddanie tych ziem oznaczało, że Polska uzyskała olbrzymi majątek” – wyjaśnia przedstawiciel partii Angeli Merkel. I dodaje, że konkretna gotówka też do Polski trafiła. „W sumie RFN wypłaciła z tytułu odszkodowań 73,4 mld euro. Kwota nie obejmuje wartości majątku pozostawionego na utraconych terenach” – zwraca uwagę niemiecki polityk.

Zanim ktoś podniesie argument, że w Berlinie zapomnieli o winach hitlerowców, warto zwrócić uwagę na zdania, która poseł CDU napisał już na wstępie listu do Polaków. „Niemcy w 1939 roku rozpętały wojnę, której celem było likwidacja Polski. Dowód tej woli, rozmyślne, całkowite zniszczenie Warszawy w 1944 r., na twarzy każdego Niemca odwiedzającego to miasto do dziś wywołuje rumieniec wstydu” – stwierdza wprost Karl-Georg Wellmann.

Niemiec wraca też do wspomnień o wiekach wojen, jakie były w Europie codziennością tak długo, aż wreszcie w drugiej połowie XX wieku znaleźli się mądrzy politycy, którzy wojny zastąpili integracją państw i pokojowym znoszeniem granic. Wellmann przypomina jednak, że w tych wszystkich wspomnianych wojnach Polacy zwykle zostawali sami. ” Nauka, jaka płynie z tej tragicznej historii, brzmi: Polska nie może więcej być sama, musi być częścią europejskiej rodziny” – ocenia.

źródło: „Gazeta Wyborcza”

naTemat.pl

Nie dziwię się Szyszko. Trybunał to nie studio TV Trwam gdzie można swobodnie opowiadać głupoty. Mógł być tym faktem zszokowany. 😜😂

Karl-Georg Wellmann

Płacimy, przepraszamy, pomagamy. Niemiec pisze do przyjaciół Polaków

Rok 1989, spotkanie premiera Tadeusza Mazowieckiego z kanclerzem Helmutem Koglem w Krzyżowej, symboliczne pojednanie polsko-niemieckie

Rok 1989, spotkanie premiera Tadeusza Mazowieckiego z kanclerzem Helmutem Koglem w Krzyżowej, symboliczne pojednanie polsko-niemieckie (Andrzej Ślusarczyk/ Fundacja dla Porozumienie Europejskiego ‚Krzyżowa’)

Po wojnie oddaliśmy jedną piątą ziem. Wypłaciliśmy miliardy odszkodowań. Wspieraliśmy wasze marzenia o NATO i Unii. Dlaczego mówicie, że jesteśmy złym sąsiadem?

*Karl-Georg Wellmann – ur. w 1952 r., poseł CDU

72 lata po zakończeniu wojny polscy politycy domagają się od Niemców reparacji. Niemieckie media codziennie o tym informują i zastanawiają się, jaki to ma sens. Informują też o wrogości polskich polityków wobec nas, o wypowiedziach, że kontrolowana przez Berlin Unia Europejska Polskę uciska.

wyborcza.pl

Jest rozmach. Satelity wojskowe. Nie chcę być złośliwy, ale wojskowi mieli pod Rytlem problem z obsługą koparki. Poradzą sobie z satelitą?

W „Newsweeku”: Mateusz Morawiecki może zostać premierem tylko w jednym wypadku. Jakim?

Mateusz Morawiecki celuje w fotel premiera, ale daje się ogrywać jak dziecko. Choć zmiana na stanowisku szefa rządu wydaje się nieunikniona, to ambitny wicepremier może zastąpić Beatę Szydło tylko w jednym przypadku. Jeśli PiS zdecydowanie zaostrzy kurs. Dlaczego?

Według rozmówców „Newsweeka” premierostwo Beaty Szydło wkracza w swoją ostatnią fazę. Może ona potrwać tylko cztery tygodnie albo nawet aż pół roku, ale wiadomo, że rząd pod obecnym przywództwem jest już na równi pochyłej. Głównie przez konflikt z Andrzejem Dudą.

W PiS mówi się, że Szydło na stanowisku szefa rządu mogą zastąpić tylko dwie osoby: Jarosław Kaczyński lub Mateusz Morawiecki. Wybór wariantu, ciągną nasi rozmówcy, będzie zależał od rozwoju wypadków. – Dudę i Szydło łączyła kiedyś przyjaźń, ale dziś ich relacje są fatalne. Prezydent kilka razy próbował coś u niej załatwić, ale ani razu niczego nie wskórał. Beata nie ma mocy sprawczej i Duda uważa, że rozmowy z nią to strata czasu, bo na nic nie można się umówić. W samym rządzie jej autorytet też jest zdruzgotany. Nie umiałbym wskazać nawet jednego ministra, który czuje do niej respekt. Dotychczasowa formuła się wyczerpała – twierdzi rozmówca zbliżony do Nowogrodzkiej.

Nie poznacie Polski, którą Morawiecki opisał w wywiadzie dla Fox News

Paradoksalnie jedynym ratunkiem dla Szydło jest próba bezpośredniego ułożenia wzajemnych relacji przez Dudę i Kaczyńskiego. Jeśli dojdzie między nimi do porozumienia i jeśli – dodatkowo – uda się znaleźć nowego łącznika między pałacem prezydenckim a Nowogrodzką (dotychczasowy, czyli szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski, stracił zaufanie obu stron), to Szydło może ocalić posadę. Za cenę kolejnego osłabienia jej pozycji. Jeśli do porozumienia nie dojdzie, to premierem będzie musiał zostać Kaczyński.

POLITYK PIS„Czy Szydło będzie umiała odeprzeć presję zagranicy? Czy uspokoi rynki, inwestorów? Wystąpi w BBC czy CNN i udzieli wywiadu po angielsku? Nie, w tej ekipie może to zrobić tylko Morawiecki”.

Przy jakim scenariuszu na czele rządu mógłby w takim razie stanąć Morawiecki? Paradoksalnie jedyną szansą dla wicepremiera jest obranie radykalnego kursu przez PiS. – Prezes wrócił z urlopu zdeterminowany, by przeprowadzić trudne reformy. Chce dokończyć zmiany w sądownictwie i przeforsować dekoncentrację mediów. Jeśli nie ustąpi, pójdzie na wojnę z Brukselą i zadrażni relacje z Waszyngtonem. Czy Szydło będzie umiała odeprzeć presję zagranicy? Czy uspokoi rynki, inwestorów? Wystąpi w BBC czy CNN i udzieli wywiadu po angielsku? Nie, w tej ekipie może to zrobić tylko Morawiecki. Jego premierostwo będzie możliwe tylko wtedy, gdy prezes będzie potrzebował kogoś do uspokojenia sytuacji za granicą – mówi polityk PiS zbliżony do Nowogrodzkiej.

newsweek.pl

Schetyna: Osłabianie Platformy to przyspieszanie zwycięstwa PiS-u w następnych wyborach

Schetyna: Osłabianie Platformy to przyspieszanie zwycięstwa PiS-u w następnych wyborach

– Zapraszam, ma prawo [Joanna Mucha budować nową partię], tylko przyjdzie taki czas, że będzie potrzebna decyzja, czy buduje się Platformę czy inny projekt. Ale mi się wydaje, że tutaj nie ma takiego problemu. Uważam, że to nie jest problem polityczny. Patrzę na te głosy, które odbieram ze strony Platformy, że to chęć jednak przebudowy, odbudowy zaufania Platformy, zbudowania jej w nowy sposób. Patrzę na to pozytywnie. Jeżeli w partii coś się dzieje, ludzie chcą się angażować, wymuszać zmiany, być w innym, lepszym miejscu, to pozytywne, bo partia nie może siedzieć i czekać na lepsze czasy. Musi walczyć, zmieniać, szukać nowych propozycji – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet.

Jak dodał, założenie nowej partii i jej zbudowanie nie jest proste. – Osłabianie Platformy to przyspieszanie zwycięstwa PiS-u w następnych wyborach – stwierdził przewodniczący PO.

 

Schetyna: HGW w prawnej sprawie reprywatyzacji jest niewinna. Jako prezydent miasta ma polityczną odpowiedzialność

– [Hanna Gronkiewicz-Waltz] jest wiceprzewodniczącą PO i rozmawiamy. Tak [ma wsparcie Platformy], bo jest wiceprzewodniczącą PO. Natomiast ta sprawa reprywatyzacji jest także przez nią i musi być wyjaśniona w pełny sposób. Są pełnomocnicy… Zależy nam na tym, aby tę sprawę wyjaśnić. Tutaj nie będziemy nikogo chować czy uniewinniać przed rozstrzygnięciem sądowym. W prawnej sprawie reprywatyzacji jest niewinna. Jako prezydent miasta w oczywisty sposób ma polityczną odpowiedzialność za to, co działo się w ciągu jej kadencji, kiedy była prezydentem – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet.

 

Schetyna o sondażach: Odpowiedzią na to może być dobra współpraca partii opozycyjnych

– Odpowiedzią na to [niskie sondaże] może być dobra współpraca partii opozycyjnych. Początek, ale potem były takie sygnały niekoniecznie gruntujące tę sytuację. Polacy muszą mieć pewność, a przynajmniej wiarę, że opozycja jest w stanie stworzyć taką konstrukcję polityczną, wyborczą która pokona PiS. Poczekajmy. Wybory nie są w perspektywie najbliższych tygodni. Zrobię wszystko, żeby tak się stało – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet. Jak mówił dalej:

„Jesteśmy po wakacjach, pewnych przemyśleniach i mam dużo projektów, które będziemy teraz realizować. Rozmawiamy o nowych scenariuszach. Szukamy wariantu, który doprowadzi nas do wspólnej listy wyborczej, już samorządowej”

Jak dodał, to prawdziwy sprawdzian na dojrzałość opozycji – czy różnice personalne, programowe są w stanie podzielić, czy to jednak przekonanie, że trzeba być razem, zwycięży.

 

Schetyna o Błaszczaku: Państwo się zajmie tymi, którzy łamią prawo czy nie wykonują swoich obowiązków

– Emocje… Zostałem zaatakowany przez ministra Błaszczaka. Czasami tak bywa [że emocje poniosą]. Sprawa jest emocjonalna i ważna. Mówiłem też po trzech wizytach tam na Kaszubach. Znam te sprawę i wiem o czym mówiłem. Bylem zbulwersowany poziomem kłamstwa, które używa Błaszczak – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet.

Pytany o mówienie do szefa MSWiA na „ty” – w czasie wczorajszej debaty w Sejmie – przyznał, że „to jednostkowy wybryk, incydent”.

– Prawnie [zapłaci Mariusz Błaszczak], bo to zaniechanie, fatalne decyzje, brak nadzoru. Szef MSWiA w takich sytuacjach musi reagować, a tutaj ministra Błaszczaka i państwa nie było. Prawo się zajmie. Państwo polskie się zajmie tymi, którzy łamią prawo czy nie wykonują swoich obowiązków – dodał.

 

Wójcik: Nikt nas nie podzieli, ani z zewnątrz, ani wewnątrz, ani nawet w mediach

– Nikt nas nie podzieli, ani z zewnątrz, ani wewnątrz, ani nawet w mediach. Dobrze funkcjonujemy wiele miesięcy, nie było żadnego kryzysu, sporu. Mówię o obozie wielkiej prawicy wewnątrz parlamentu. To kluby dostały zaproszenie [do prezydenta], przewodniczący klubów – mówił Michał Wójcik w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak dodał:

„Wydaje się, że to jest dobrze rzecz, tak powinno być [dojść do spotkania prezydenta z ministrem sprawiedliwości]. W którymś momencie stanowisko będzie musiało być przedstawione. To kluczowe projekty dla funkcjonowania całego państwa”

Jak stwierdził, w wymiarze sprawiedliwości potrzebna jest rewolucja.

 

Wójcik o kampanii dot. sądów: Ja bym to zrobił trochę inaczej

– Można różne ścieżki komunikacji utworzyć. Akurat tak przyjęto, że będą na billboardach pojawiać się w pierwszym etapie tego typu informacje. Nie jestem specjalistą od marketingu, choć kiedyś się zajmowałem marketingiem i promocją. Ja bym to zrobił trochę inaczej – mówił Michał Wójcik w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

 

Wójcik o kampanii PFN: Ani rząd ani PiS nie ma z tym nic wspólnego

– Popieranie każdej akcji, w której w jakiś sposób niszczy się dezinformację w przestrzeni publicznej, jest chyba dobrym działaniem. Ostry język, bo i ostatnie miesiące pokazały, jak daleko może posunąć się w swoich atakach na rząd opozycja, przy okazji reformy wymiaru sprawiedliwości. Wiele było nieprawdziwych informacji, ludzie byli oszukiwani, także ci, którzy chodzili pod sądy ze świecami stali pod sądami – mówił Michał Wójcik w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

– To nie jest kampania PiS, obozu zjednoczonej prawicy, rządu. Powstała fundacja, która – zgodnie ze statutem – realizuje określone cele. Ani rząd ani PiS nie ma z tym nic wspólnego – dodał wiceminister sprawiedliwości, przypominając, że większość Polaków oczekuje głębokiej reformy wymiaru sprawiedliwości.

– Dezinformacja zakrólowała nie tylko w Polsce przy okazji działań polityków opozycji, ale także zawitała na salony europejskie – mówił dalej.

300polityka.pl

 

Były szef KOD, Mateusz Kijowski, bez dozoru

Foto: Fotorzepa

Mateusz Kijowski nie musi już zgłaszać się na policję. Na rękę znów poszedł mu wymiar sprawiedliwości.

Obowiązek informowania prokuratora o każdym wyjeździe z miejsca zamieszkania, zakaz kontaktu z niektórymi osobami, a przede wszystkim dozór policji polegający na zgłaszaniu się raz w tygodniu na komisariat – to środki zapobiegawcze, które 28 czerwca prokuratura zastosowała wobec byłego szefa KOD Mateusza Kijowskiego. Ta lista jest już nieaktualna. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, wszystkie te środki uchylił 29 sierpnia Sąd Rejonowy w Świdnicy.

Zastosowanie środków zapobiegawczych Prokuratura Okręgowa w Świdnicy uzasadniała dobrem śledztwa w sprawie faktur wystawianych przez Kijowskiego na rzecz Komitetu Obrony Demokracji. To, że KOD płacił swojemu byłemu szefowi za usługi informatyczne, ujawniły na początku stycznia „Rzeczpospolita” i Onet.pl. Prokuratura ustaliła, że usługi nie zostały wykonane. Postawiła Kijowskiemu i byłemu skarbnikowi stowarzyszenia KOD Piotrowi C. zarzuty poświadczenia nieprawdy w fakturach, przywłaszczenia 121 tys. zł i próby przywłaszczenia kolejnych 15 tys. Grozi za to do ośmiu lat pozbawienia wolności.

Środki zapobiegawcze miały zapobiec matactwu. Zażalenie wniosła obrona Kijowskiego, sąd uznał je za zasadne. „Dotychczasowy przebieg postępowania w niniejszej sprawie nie daje zdaniem sądu konkretnych podstaw do stwierdzenia, że podejrzany podejmował jakąkolwiek aktywność ukierunkowaną na utrudnienie procesu lub aby miał w przyszłości tego rodzaju działania przedsiębrać” – napisał sąd w uzasadnieniu, do którego dotarła „Rzeczpospolita”.

„Nie bez znaczenia dla powyższej oceny pozostaje również fakt, że z większością przesłuchanych świadków podejrzany jest skonfliktowany, co pozwala podać w wątpliwość tezę o jego możliwym wpływie na treść ich depozycji procesowych” – dodał.

– Postanowienie o zastosowaniu środków zapobiegawczych zostało wydane bez podstaw merytorycznych i poza granicami norm kodeksu postępowania karnego. To była rażąca próba naruszenia wolności. Z jednej strony cieszę się z tego rozstrzygnięcia, choć z drugiej uważam je za całkowicie naturalne – komentuje jeden z obrońców Kijowskiego mec. Michał Zacharski. A to nie pierwszy raz, gdy wymiar sprawiedliwości jest łaskawy dla byłego szefa KOD.

W czerwcu pisaliśmy, że śledczy ze Świdnicy nie zdecydowali się na nakaz wpłacenia poręczenia przez Kijowskiego ze względu na jego wysokie długi alimentacyjne, sięgające 230 tys. zł. Jeszcze lepiej skończyło się dla Kijowskiego śledztwo dotyczące właśnie alimentów. W 2008 roku sąd postanowił, że ma płacić po 700 złotych na każde z trojga dzieci z pierwszego małżeństwa. Przeważnie przelewał jednak o połowę mniej. Śledztwo w sprawie długów Kijowskiego ruszyło na początku roku w Prokuraturze Rejonowej w Pruszkowie, jednak w czerwcu zostało umorzone.

Zdaniem śledczych Kijowski nie uchylał się uporczywie od płacenia. Powód? Przykładowo w 2015 roku wykazał tylko 3 zł dochodów.

Decyzja prokuratury nie spodobała się politykom obozu rządzącego, których zdaniem Kijowski żyje na wystarczająco wysokiej stopie, by płacić na dzieci. „Kijowski nie mógłby odpracować alimentów kopiąc rowy?” – pytał na Facebooku Adam Andruszkiewicz, poseł Kukiz’15 jawnie wspierający PiS.

Nie jest jednak wykluczone, że dobra sądowa passa byłego szefa KOD wkrótce się skończy. – Do końca roku akt oskarżenia może trafić do sądu. Choć na obecnym etapie trudno to rozstrzygać, bo podejrzani mogą składać wnioski dowodowe – mówi Mariusz Pindera, naczelnik Wydziału I Śledczego Prokuratury w Świdnicy.

A z uzasadnienia sądu dotyczącego uchylenia środków zapobiegawczych można wnioskować, że Kijowskiemu trudno będzie się obronić. „Zgromadzone dotychczas dowody zdają się w swym ogólnym wymiarze potwierdzać brak podstaw faktycznych do wystawienia przez podejrzanego faktur za wykonanie usług (…), a także pobranie nienależnego wynagrodzenia” – napisał sąd.

Współpraca: Marcin Dobski

rp.pl

Sprowokowany Macierewicz potwierdza zaniedbania rządu w sprawie nawałnic

Sprowokowany Macierewicz potwierdza zaniedbania rządu w sprawie nawałnic

fot. flickr/Sejm RP

Sezon polityczny rozpoczął się na dobre i to od razu od mocnego uderzenia. Dzisiaj w Sejmie miała miejsce informacja rządu na temat działania państwa w sprawie nawałnic, które przeszły nad Polską pod koniec sierpnia, a najwięcej zniszczeń poczyniły na Pomorzu. Trzeba przyznać, że rząd bardzo sumiennie przygotował się do tego wydarzenia, czego niestety nie do końca można powiedzieć o opozycji, która skupiła się na medialnym aspekcie sprawy, używając argumentów, które rząd mógł przewidzieć. Tym bardziej, że sprawa jest ewidentna, a zaniechania administracji rządowej oczywiste i widoczne gołym okiem. Gdy jednak przeciwnik działa w sposób przewidywalny i niezaskakujący, populistyczny rząd może się na atak przygotować oraz stworzyć odpowiednią narrację w swojej obronie.

Rząd sprytnie schował się za bohaterstwem straży pożarnej, zarówno tej zawodowej jak i ochotniczej, która zdała egzamin wzorowo, w sposób przemyślany i efektywny przykrywając ich ciężką pracą swoją ewidentną opieszałość. Nie chodzi jednak o ich fizyczną obecność na miejscu katastrofy, której brak w bardzo łatwy sposób mogła zbijać w Sejmie premier Szydło, a o brak konkretnych działań ze strony osób reprezentujących administrację rządową na terenie dotkniętym kataklizmem. To, że premier Szydło, minister Błaszczak czy minister Macierewicz pojawili się na miejscu dopiero 4. dnia po katastrofie, nie wpłynęłoby na bezpieczeństwo mieszkańców tak, jak odpowiednio wcześnie zainicjowane działania wojewody pomorskiego Dariusza Drelicha. A na winę podwładnego premier Szydło i ministra Błaszczaka zwrócił uwagę właśnie minister obrony narodowej, gdy sprowokowany atakami opozycji i wypominaniem zakopania się wojskowym Honkerem w błocie, odpowiadał z mównicy sejmowej.

„Wojsko było na miejscu zdarzenia natychmiast po informacji ze strony wojewodów” – powiedział Antoni Macierewicz.

W ten sposób zwrócił uwagę na dramatyczną opieszałość właśnie Dariusza Drelicha, którego sprawa nawałnic ewidentnie przerosła. Nie ma się bowiem co dziwić. Jego błyskotliwa kariera oparta jest na bezgranicznej lojalności wobec pomorskich baronów Prawa i Sprawiedliwości, a nie na kompetencjach wymaganych do zarządzania kryzysowego. Klasyczny człowiek znikąd, który władzy zawdzięcza praktycznie wszystko, włącznie z istotnym podwyższeniem statusu majątkowego, to kwintesencja patologii w zarządzaniu państwem przez Prawo i Sprawiedliwość. Jego słowa o zamiataniu liści, do których jego zdaniem wojska nie było potrzeby wzywać, obrazują arogancję i oderwanie od problemów, z jakimi mierzyli się poszkodowani w nawałnicach. Pozostaje wyrazić żal, że największe kluby opozycyjne nie zdecydowały się strzelać do rządu w środek tarczy, a jedynie w jej obrzeża. Zamiast przewidywalnych ataków personalnych być może należało się skupić na funkcjonowaniu administracji rządowej w województwie, domagając się natychmiastowej dymisji fatalnego wojewody, na którego winę i niemal 3 dniowe „przespanie” potrzeby wysłania poszkodowanym pomocy zwrócił uwagę minister Macierewicz. Nadzorem nad pracą wojewody zajmuje się minister Błaszczak oraz premier Szydło. Sprawa ewidentna i łatwa do wypunktowania. I szkoda, że taki wniosek pojawił się tylko z ust posła z kanapowego sejmowego koła Unii Europejskich Demokratów, czyli Jacka Protasiewicza.

Nie jest specjalnie budujące, że nawet w tak ewidentnej sprawie, w której fakty są dla rządu miażdżące, wychodzi on z sejmowego starcia bez większych strat. Pozostaje życzyć opozycji, by następnym razem strzelała celniej. Bo, że będą następne razy, to nikt chyba nie ma wątpliwości.

crowdmedia.pl

Aleksander Kwaśniewski: Pokój z Niemcami więcej wart niż pieniądze

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Absolutnie nie należy się dzisiaj kopać z Niemcami. Nie należy psuć stosunków, walczyć o rzeczy niemożliwe do osiągnięcia – powiedział były prezydent Aleksander Kwaśniewski odnosząc się do kwestii reparacji.

– Absolutnie nie należy się dzisiaj kopać z Niemcami. Nie należy psuć stosunków, walczyć o rzeczy niemożliwe do osiągnięcia. Należy cieszyć się, że nareszcie mamy z Niemcami normalne, sąsiedzkie relacje i że jesteśmy dla nich partnerem gospodarczym, większym niż Rosja. To zadziwiające, ale mamy większe obroty handlowe z Niemcami niż Rosja – powiedział na antenie TVN 24 BiS Aleksander Kwaśniewski pytany o reparacje wojenne.

Były prezydent odniósł się do tego, co dziś mówi się w Polsce na temat reparacji od Niemiec. – To nie jest obliczone na tych weteranów, którzy przeżyli wojnę. To jest obliczone na tych, którzy nie mają pamięci historycznej, którymi łatwo manipulować. Bo wywołanie takiego ducha: że nam się należą pieniądze, a ktoś nam nie daje – to stwarza właśnie taką merkantylną reakcję: no to ma dać. A to, że jest to w ogóle nie do uzyskania, że jest niemożliwe i że zepsuje relacje, które mają dużo większy wymiar niż tylko pieniądze, to o tym się w ogóle nie mówi – ocenił Kwaśniewski.

Przypomniał też, że jako prezydent uczestniczył w 2004 roku w ostatnim etapie rozmów na temat odszkodowań wojennych od Niemiec. – To, co załatwialiśmy ze Schroederem to była kwestia odszkodowań wobec pracowników przymusowych. I to zostało załatwione, mimo że kanclerz Schroeder był pod silnym naciskiem, by tego nie robić, bo były umowy z 1953 roku. I wtedy deklaracja obu stron była taka, że sprawy politycznie i prawnie są załatwione – podkreślił Kwaśniewski.

W jego opinii pamięć o krzywdzie, jakiej Polacy doznali ze strony Niemców w trakcie II wojny światowej, zawsze będzie żywa. – Roszczenia w rozumieniu, że jesteśmy ofiarami II wojny światowej i Niemcy zrobili nam dużo krzywdy, będą w naszej świadomości istniały zawsze. Niemcy pamiętają o swojej winie. Powinniśmy być bardzo precyzyjni ws. podtrzymania moralnej odpowiedzialności Niemców, ale w sposób odpowiedzialny, pamiętając o tym, co udało się osiągnąć. Nie powinniśmy pomijać polsko-niemieckiego pojednania. To ma większą wartość niż wymyślone miliardy odszkodowań – powiedział i zapewnił, że „pokój z Niemcami jest więcej wart niż pieniądze”.

Pytany o słowa marszałka Stanisława Karczewskiego ws. reparacji, powiedział, że „to podejście więcej niż kupieckie”. – Z tego nic dobrego nie wyniknie – ostrzegł.

– Nie chcę być rzecznikiem Niemiec, chcę być rzecznikiem polskiego interesu narodowego. Nie chcę podlegać szantażowi patriotycznemu, który mówi, że każdy, kto powie inne zdanie, że Niemcy są źli i są nam winni pieniądze, to zdrajca lub szpieg. To nie ma sensu – podkreślił.

Kwaśniewski był pytany także o to, jak miałyby być obliczane reparacje? – Rachunek jest bardzo skomplikowany – ocenił. Według niego pomiędzy Polską a Niemcami nie będzie żadnych rozmów w sprawie odszkodowań. – Niemcy mówią, że temat jest wyczerpany, a Polska chce wracać do tematu. Trzeba by więc zwrócić się do trybunałów międzynarodowych – powiedział Kwaśniewski. Kwaśniewski podkreślił także, że w kwestii reparacji „nie wolno igrać z ogniem”. – A już na pewno nie wolno igrać z ogniem w sposób tak nieprzygotowany – dodał.

rp.pl

Pięć razy „tak” dla państwa niemieckiego

Foto: Fotorzepa, Piotr Nowak

W relacjach polsko-niemieckich zabrakło chemii

W przededniu kluczowych dla przyszłości Europy wyborów do Bundestagu w relacjach polsko-niemieckich wieje chłodem. To jeszcze nie konflikt, ale brak politycznej „chemii” z pewnością. Tymczasem poparcie Niemiec jest Polsce niezbędne do budowania bezpiecznej przyszłości i gospodarczej prosperity.

Ani jeden z polskich rządów, wliczając obecny, nie uczynił zbyt wiele, by uniezależnić Polskę od potężnego, zachodniego sąsiada. A skoro tak – nie ma co obrażać się na fakty, lepiej nie brnąć w rozbieżności, lecz zacząć ponownie pozycjonować się na partnera Berlina w kształtowaniu UE. To ciągle jest możliwe.

Obiektywny sojusz

Przez dwie dekady Niemcy grały na włączenie Europy centralnej do projektu europejskiego. Podnosiły tym samym własną pozycję względem Francji i Wielkiej Brytanii. Stały się najludniejszym, najpotężniejszym gospodarczo i politycznie państwem kontynentu położonym centralnie w UE na linii wschód – zachód oraz północ – południe. Dlaczego miałyby teraz tracić ten atut, odtwarzając niemiecko-francuski duopol?

Wymiana handlowa Niemiec z Grupą Wyszehradzką przewyższa dziś wymianę z Francją, a Polska jest czołowym państwem tej czwórki. Obiektywne czynniki gospodarcze i strategiczne czynią nas bliskimi sojusznikami. Polska jest niezbędna Niemcom, Niemcy są niezbędne Polsce. To nie koncepcja wydumana w gabinetach, ale geopolityczna oczywistość. Jaki inny kraj na świecie, oprócz Niemiec, potrzebuje Polski dla utrwalenia własnego bezpieczeństwa i jednocześnie, niejako zwrotnie, może zapewnić bezpieczeństwo Polsce?

Stany Zjednoczone gwarantują nam bezpieczeństwo, ale nas nie potrzebują, Ukraina z kolei nas potrzebuje, ale nic nam nie może zagwarantować. Inni? Nie warto wspominać.

W polityce bezpieczeństwa są racje fundamentalne, racje ważne i racje mniej ważne. Rzecz w tym, by te drugie i trzecie nie przysłaniały pierwszych, co właśnie się dzieje w relacjach polsko-niemieckich. Najlepszym tego przykładem jest dyskusja o reparacjach. Z pewnością Polska ma prawo się ich domagać, więcej – niemal każdy Polak może, tak po ludzku, nienawidzić Niemców za to, co zrobili naszemu krajowi. Nie ma co deliberować o oczywistościach. Trudno jednak o gorszy moment, by się domagać reparacji, bowiem trwa przebudowa Unii Europejskiej, a Niemcy będą jej liderem. Na szczęście polski rząd tego nie robi, na razie trwają przymiarki i toczą się dyskusje.

Konieczność mimo krzywd

Istnieje pięć zasadniczych powodów, dla których Polska musi bezwzględnie trzymać z Niemcami:

Pierwszy – Niemcy to najpotężniejsze państwo w Europie, które będzie określało jej kształt. W przyszłości ich rola jeszcze wzrośnie, a nie zmaleje. Drugi – Niemcy są głównym partnerem USA w zakresie bezpieczeństwa na kontynencie europejskim, to na ich terytorium mogą się skoncentrować siły wojskowe USA w razie dużej wojny w zachodniej części Eurazji, żaden inny kraj nie ma stosownego położenia i infrastruktury. Trzeci – wiąże się z punktem drugim, USA mogą udzielić skutecznej pomocy militarnej Polsce na dużą skalę tylko poprzez terytorium Niemiec. Czwarty – polska gospodarka jest związana z niemiecką, zapaść tej drugiej lub napięcia polityczne prowadzące do konsekwencji gospodarczych spowodują ciężki kryzys w Polsce. Piąty – ewentualny sojusz niemiecko-rosyjski przy złych relacjach polsko-niemieckich byłby dla nas katastrofą.

Mimo całego zła doświadczonego przez Polaków od Niemców, dziś nasze kraje są skazane na strukturalny sojusz. Nie musimy wcale zapominać im przeszłości. Niemcy mordowali naszych przodków i są winni jako naród. Teraz jednak potrzebujemy ich, by ugruntować istnienie wolnej Polski. Jeśli stanie się inaczej, nasza przyszłość będzie zagrożona.

Warszawę i Berlin podzieliła bieżąca polityka, a to rzecz odwracalna, nawet bez wymienienia obecnego rządu.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcą firm zbrojeniowych

rp.pl

Kogoś dziwi umowa Macierewicza z Błaszczakiem w kwestii OT? To przypomnę pewien projekt opracowany przez ludzi bliskich Macierewiczowi

Oto dowód do czego ma być użyte WOT.

%d blogerów lubi to: