Ola do rówieśników z Rytla. Piękno w całej krasie

Serce się raduje, gdy czytasz taką wspaniałą wiadomość.

List 6-letniej Oli z Olsztyna do rówieśników z Rytla, którzy zostali poszkodowani po nawałnicy. Ola przesyła swoje zabawki i maskotki. Cudo.

List opublikowała dziennikarka RMF FM Aneta Łuczkowska.

Najwspanialsze są nasze polskie dzieci. Z takiego przychówki wyrosną najlepsi Polacy. Niepisowcy.

 Przez takie cudowne Ole „jeszcze Polska nie zginęła…” i żaden Kaczyński nas nie zmoże.

Jak Gerhard Schröder zaprzedał się Rosji

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/jak-gerhard-schroder-zaprzedal-sie-rosji/kgn0zde

PiS w kampanii parlamentarnej i dzisiaj

 18 sierpnia 2017

 

Gdzie dzisiaj są wyborcy PiS – czy jest im choć trochę głupio?

Już niebawem będziemy „obchodzić” drugi rok rządów PiS-u. Publicyści, znawcy tematu i zwykli szarzy ludzie zaczną oceniać te dwa lata, realizację obietnic wyborczych i będzie się działo, będzie głośno. Ja jednak dzisiaj chciałabym się skoncentrować na czymś, co zapewne umknie „bokiem”. Nie na nocnej zmianie, na obietnicach spełnionych i tych, o których w swej walce o władzę PiS nawet nie wspominał. Chciałabym, byśmy ponownie przyjrzeli się zarzutom, jakie w trakcie kampanii prezydenckiej politycy partii Jarosława Kaczyńskiego stawiali politykom PO i którymi idealnie rozegrali rozentuzjazmowane tłumy swoich wielbicieli. Popatrzmy więc, przypomnijmy je sobie. Ciekawe, czy PiS jest wolny od „tych samych grzechów”…

Wszechobecny nepotyzm i kolesiostwo

Pamiętacie ten jazgot, to szaleństwo? Bardzo umiejętnie politycy PiS wbijali narodowi, jak to za rządów PO rączka rączkę myła, jak kolega kolegę promował, a najważniejsze stanowiska obsadzano tylko rodzinką, przyjaciółmi, kumplami. „Puls Biznesu” opublikował w 2012 roku listę działaczy PO/PSL, ich rodzin i najbliższych, którzy w ciągu minionych 5 lat rządów tej partii znaleźli ciepłe posadki w firmach państwowych. Znalazło się na niej ok. 800 nazwisk (400 na liście PO i 400 na liście PL). O laboga… co za zbrodnia niesłychana!

Jak pokazało życie, PiS znacznie przeskoczyło tę liczbę. Po roku władania Polską, na analogicznej liście, opublikowanej przez „Puls Biznesu” w styczniu 2017 roku, znalazło się już ponad 1000 nazwisk. Tempo zajmowania stołeczków i skala tego zjawiska pokazują wyraźnie, że jedynym kluczem jest przynależność partyjna czy też sympatia, ale na pewno nie wiedza i kwalifikacje zawodowe.

Dług publiczny

Zgodnie z tym, co głosiło PiS, już w maju 2015 roku koalicja PO/PSL wpędziła Polskę w dług dochodzący do 900 mld zł. Naród z oburzeniem słuchał, w jaki kanał nas ta władza wpędziła. Polska jest wygaszana, PKB na poziomie 3,4% to fikcja i wielkiej pracy trzeba będzie, wielkiej cierpliwości, konsekwencji, by ratować z Polski, co się da, by postawić ją na nogi, naprawić i odbudować.

Jak jest dzisiaj? Po roku rządów PiS dług publiczny przekroczył bilion złotych, czyli wzrósł od czasu PO/PSL o ponad 100 mld i to w tak krótkim czasie. Mało tego, rząd założył sobie w 2017 roku kontynuację polityki zadłużania państwa i wzrost długu publicznego do co najmniej 1,075 mld zł. Znawcy tematu mówią, że takie tempo wzrostu i jego wysokość stanowią wielkie zagrożenie dla gospodarki państwa. Nie zdziwmy się więc, gdy przyjdzie załamanie gospodarki i… no właśnie… i co dalej?

Władza i wsłuchiwanie się w głos narodu

To „wstrętne” PO było głuche i ślepe. Robiło sobie, co chciało i – nawet wbrew woli narodu – wprowadzało wygodne dla siebie ustawy w życie. Nie zgodziło się na referendum w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego czy pozostawienie 6-latków w przedszkolach. Taka to arogancja i buta tej władzy. Jarosław Kaczyński aż sapał z oburzenia, jego politycy podobnie, a do narodu zaczęło docierać, jak to jest lekceważony i ignorowany.

Mijają powolutku dwa lata władzy PiS i co? Bardzo umiejętnie obecni rządzący podzielili naród na dwie części. Z tą „lepszą” mają świetny kontakt, idą im na rękę, robią to, za co ta część ich jeszcze bardziej kocha. Tę drugą mają w nosie. Prośbę o przeprowadzenie referendum w sprawie reformy oświatowej, podpisaną przez prawie milion osób, PiS wywalił do kosza. O szerokich konsultacjach społecznych możemy zapomnieć, podobnie jak o głosie rzeczywistych ekspertów. PiS pozoruje współpracę ze społeczeństwem, jego wierni w to wierzą, a panowie i panie robią sobie, co im się tylko podoba i tak naprawdę, cały naród mają w nosie.

Ograniczenie wolności zgromadzeń

Ależ to była „wpadka” polityków PO i prezydenta Bronisława Komorowskiego. Zamarzył im się zakaz organizowania równoległych manifestacji i kontrmanifestacji. Zamarzył im się zakaz zasłaniania twarzy szalikami i czymś tam jeszcze. Jak to PiS głośno krzyczało, że łamie się art. 57 Konstytucji w związku z art. 31 ust 3 Konstytucji. No nie, partia Jarosława Kaczyńskiego na to nie pozwoli, a lud niech patrzy, kogo sobie wybrał.

Dzisiaj… Od grudnia 2016 r. pierwszeństwo w publicznym gromadzeniu się ma władza i Kościół. Mogą sobie nawet rezerwować terminy na tzw. zgromadzenia cykliczne i wara innym od gromadzenia się w tym terminie.

Prywatyzacja lasów

W trakcie kampanii prezydenckiej 2015 roku i potem, gdy walczono już o stołeczki w parlamencie, PiS i jego zwolennicy zelektryzowali Polaków strasznymi wieściami. Ten okropny Komorowski i politycy z jego partii chcą sprywatyzować nasze lasy. Jeśli im się to uda, to koniec z naszymi spacerami wśród drzew, słuchaniem śpiewu ptaków, zbieraniem grzybów, delektowaniem się pięknem leśnej natury. Zdrajcy, zbrodniarze, złodzieje… No cóż, były to plotki wyssane z palca, ale swoje zrobiły. Plotka nie plotka, naród jednak wiedział swoje i również za to rozliczył w wyborach 2015 roku.

Minęły dwa prawie lata. Jest 27 lipca 2017 roku. Pisowski Sejm przyjął ustawę o Krajowym Zasobie Nieruchomości, a w niej… zapis, kto przekaże grunty pod zabudowę w ramach programu Mieszkanie Plus. Wśród licznych wymienionych są też Lasy Państwowe, które będą musiały oddać 600 tys. ha lasów. Tę ziemię będą mogli potem, w przetargach, kupować prywatni inwestorzy. Komentarz chyba zbędny, prawda?

Niekorzystna umowa gazowa z Rosją

Fakt jest faktem – rzeczywiście koalicja PO/PSL podpisała bardzo niekorzystną dla nas gazową umowę z Rosją. Tak wynika z raportu NIK i dyskutować tutaj się nie da. Jednak, co robi PiS, gdy objawił nam się w Polsce Donald Trump, nowy prezydent USA? Podczas rozmów rząd dogadał się z nim w sprawie sprowadzania gazu z USA. Cena, jaką przedstawili Amerykanie w negocjowanym kontrakcie u niejednego eksperta w tej dziedzinie przywołuje ostry ból głowy. Ten gaz ma być droższy niż rosyjski, katarski i norweski i każdy inny, jaki dotychczas docierał do Polski. I co z tym fantem zrobić?

Mogłabym jeszcze długo i dużo. O służbie zdrowia, polityce zagranicznej, stanie polskiego wojska, edukacji. Krytycznych słów wobec PO padło w kampanii parlamentarnej mnóstwo. Według PiS-u 8 lat władzy PO to jedna wielka porażka, wielka katastrofa, zdrada Polski, za którą trzeba polityków PO rozliczyć i ukarać. Mogłabym, tylko właściwie, po co?

Czy ci, którzy tak łatwo dali się na taką retorykę nabrać, pamiętają, jak obrzucali pomidorami busy wyborcze PO, jak gwizdali, buczeli, żądali głów? Gdzie dzisiaj jest ich poczucie sprawiedliwości i odpowiedzialności za Polskę? Czy potrafią uczciwie stanąć i powiedzieć, że dali się nabrać, że czują się oszukani? Czy to, co spowodowało ich złość i rozczarowanie, co spowodowało, że oddali swój głos właśnie na PiS, dzisiaj od PiS-u ich odsunie? Jestem bardzo ciekawa, co im siedzi w głowach, czy rozumieją, jak bardzo dali się zmanipulować i… czy jest im choć trochę głupio?

koduj24.pl

Kaczyński to gorszy Gierek

W chwili szczerości Kaczyński przyznał, że PiS ma poważny problem

Dzienna porcja newsów, które obnażają niekompetencję polityków PiS jest porażająca. I chciałoby się rzec, że gdyby tak zdarzyło za poprzedników, to popłynęliby w sondażach i nie tylko. A jednak PiS-owi nie maleje w sondażach, tak jak Platformie po aferze podsłuchowej. Tych „podsłuchów” pisowskich jest co nie miara, a im nie ubywa, a może wręcz przeciwnie. Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z wytłumaczeń i kto wie, czy nie bliskim prawdy – poprzez analogię – jest to, iż PiS korzysta z dobrodziejstwa, jakie pozostały po poprzednich rządach tak, jak korzystał Edward Gierek z zachodnich pożyczek. Zanim dewizy zostały przejedzone, I sekretarz z Sosnowca miał się całkiem, całkiem dobrze, dopiero zmiotła go „Solidarność”.

Media komusze, bo tylko takie były, waliły w „Solidarność”, jak w bęben, że to za ich sprawą źle się dzieje, że „totalna opozycja” odpowiada za braki wszystkiego na rynku i za ocet w sklepach, a złotówka traci na wartości. Mit Gierka do dziś ma silne oddziaływanie w narodzie, co przełożyło się za naszych już niepodległych czasów, że jego syn nie miał kłopotów z uzyskaniem mandatu posła, a Jarosław Kaczyński – aby zyskać głosy wyborcze – I sekretarza nazwał patriotą.

PiS w tym znaczeniu jest gierkowski, zgadzam się z komentatorami w TOK FM, że obecna władza „to ekipa największych nieudaczników w historii Polski. Nie mam wątpliwości, że to o niebo więksi nieudacznicy niż w czasach PRL-u”. Akurat to są słowa naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa. „Sprawność” pisowskiego rządzenia celnie nazwała Agnieszka Wiśniewska z „Krytyki Politycznej”: – „Jeżeli coś trzeba załatwić, to w parlamencie można instytucje przeformułować i zmieniać ustrój państwa. A jeżeli jest wichura i kable zrywa, to tylko sołtys może pomóc, bo państwo nie działa”.

Taki Mariusz Błaszczak wychodzi przed kamery i macha dokumentem, jakoby w jego resorcie w pocie czoła stworzonym, który ma uprościć procedury odbudowy po klęskach żywiołowych. Od razu mu wytknięto, iż „ciężko nie miał, bo zerżnął z Tuska”. Błaszczak ponadto zaapelował, iżby nie lansować się na tragedii. Błaszczak, a ty nie lansuj się na Tusku!

Można zastanawiać się, w jakim roku gierkowskim znajduje się władza PiS. Zdaje się, że bliżej 1980 roku, który żegnał I sekretarza i my będziemy żegnać prezesa PiS. Ta pisowska Polska nie jest do utrzymania w żadnych ryzach, społeczeństwa nie można bezustannie zastraszać, nasyłać na obywateli policję pod pretekstami wyssanymi z palca. A tak zdarzyło się dzisiaj z aktywistami broniącymi Puszczy Białowieskiej. Obóz dla Puszczy naszło kilkudziesięciu funkcjonariuszy z psami i antyterrorystów w kominiarkach. Szukali… narkotyków. Dlaczego taki powód? Czyżby marychę albo hasz lepiej jarało się na świeżym powietrzu? A do tego nie pozwolono aktywistom filmować działań policji. Tutaj więcej do powiedzenia mają prawnicy. Nie może być tak, że zaatakowany obywatel RP broniący praworządności nie mógł zbierać dowodów na bezprawie – zwłaszcza bezprawie państwowych służb.

W formie tego felietonu nie mieści się news o „obatelu” Ryszardzie Czarneckim, który dostał wzwodu strzelca wyborowego na wieść, iż libijska straż morska ostrzelała statek należący do hiszpańskiej lewicowej organizacji pozarządowej, która wspomaga uchodźców w imigracji. „Wreszcie” – strzelił sobie na sucho na Twitterze Czarnecki.

Podobnych newsów i newsików każdy dzień przynosi zatrzęsienie. A jest kanikuła, prezes jeszcze nie wrócił z wakacji od Brudzińskiego. Co będzie, gdy wszyscy będą na miejscu? Ci nieudacznicy są gorsi niż w PRL-u, ciemniacy (jak nazwał ich Kisiel) z każdym dniem coraz bardziej psują Polskę, bo jest co zepsuć. Kaczyński to taki gorszy Gierek, w sam raz jego wizja nie działającej Polski pasuje do „dyktatury ciemniaków” Gomułki. Bo kim są wspomniani Błaszczak, Czarnecki, Szyszko?

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kaczyński zrobi nam Rytel po nawałnicy na skalę ogólnopolską

Na przykładzie tekstu jednego z obsługujacych medialnie PiS Jacka Karnowskiego można wnioskować, że idzie jeszcze gorsze, niż do tej pory znaliśmy.

Jarosław Kaczyński będzie demolował Polskę bardziej radykalnie, bo ma wizje. W istocie są to halucynacje zakompleksiałego człowieka. Dziennikarz Onetu Węglarczyk dostrzega aż nadto niebezpieczeństwa.

Jacek napisał niezwykle ważny tekst. Jeśli zrozumiecie te kilka akapitów, nie zdziwi Was nic co się wydarzy w PL w nadchodzących miesiącach.

Waldemar Mystkowski „oczekuje” gorącej jesieni. Będziemy świadkami nawałnicy politycznej jak w Rytlu.

„Jest kanikuła, prezes jeszcze nie wrócił z wakacji od Brudzińskiego. Co będzie, gdy wszyscy będą na miejscu? Ci nieudacznicy są gorsi niż w PRL-u, ciemniacy (jak nazwał ich Kisiel) z każdym dniem coraz bardziej psują Polskę, bo jest co zepsuć. Kaczyński to taki gorszy Gierek, w sam raz jego wizja nie działającej Polski pasuje do „dyktatury ciemniaków” Gomułki.”

Kaczyński zrobi nam Rytel po nawałnicy na skalę ogólnopolską.

Kaczyński to gorszy Gierek

Dzienna porcja newsów, które obnażają niekompetencje polityków PiS jest porażająca. I chciałoby się rzec, gdyby tak zdarzyło za poprzedników, to popłynęliby w sondażach i nie tylko. A jednak PiS nie spływa w sondażach, tak jak Platforma po aferze podsłuchowej. Tych „podsłuchów” pisowskich jest co nie miara, im nie ubywa, a może wręcz przeciwnie. Dlaczego tak się dzieje?

Jednym z wytłumaczeń i kto wie, czy nie bliskim prawdy – poprzez analogię – jest to, iż PiS korzysta z dobrodziejstwa, jakie pozostały po poprzednich rządach tak, jak korzystał Edward Gierek z zachodnich pożyczek. Zanim dewizy zostały przejedzone, I sekretarz z Sosnowca miał się całkiem, całkiem dobrze, dopiero zmiotła go „Solidarność”.

Media komusze, bo tylko takie były, waliły w „Solidarność”, jak w bęben, że to za ich sprawą xle się dzieje, że „totalna opozycja” odpowiada za braki wszystkiego na rynku i za ocet w sklepach, a złotówka traci na wartości.

Mit Gierka do dziś ma silne oddziaływanie w narodzie, co przełożyło się za naszych już niepodległych czasów, że jego syn nie miał kłopotów z uzyskaniem mandatu posła, a Jarosław Kaczyński – aby zyskać głosy wyborcze-  I sekretarza nazwał patriotą.

PiS w tym znaczeniu jest gierkowski, zgadzam sie z komentatorami w TOK FM, że obecna władza „to ekipa największych nieudaczników w historii Polski. Nie mam wątpliwości, że to o niebo więksi nieudacznicy niż w czasach PRL-u”. Akurat to są słowa naczelnego „Newsweeka” Tomasza Lisa. „Sprawność” pisowskiego rządzenia celnie nazwała Agnieszka Wiśniewska z „Krytyki Politycznej”: „Jeżeli coś trzeba załatwić, to w parlamencie można instytucje przeformułować i zmieniać ustrój państwa. A jeżeli jest wichura i kable zrywa, to tylko sołtys może pomóc, bo państwo nie działa”.

Taki Mariusz Błaszczak wychodzi przed kamery i macha dokumentem,jakoby w jego resorcie w pocie czoła stworzono, który ma uprościć procedury odbudowy po klęskach żywiołowych. Od razu mu wytknięto, iż „ciężko nie miał, bo zerżnął z Tuska”. Błaszczak ponadto zaapelował, iżby nie lansować się na tragedii. Błaszczak, a ty nie lansuj się na Tusku!

Można zastanawiać się, w jakim roku gierkowskim znajduje się władza PiS. Zdaje się, że bliżej 1980 roku, który żegnał I sekretarza i my będziemy żegnać prezesa PiS. Ta pisowska Polska nie jest do utrzymania w żadnych ryzach, społeczeństwa nie można bezustannie zastraszać, nasyłać na nich policję pod pretekstami wyssanymi z palca. A tak zdarzyło się dzisiaj z aktywistami broniącymi Puszczy Białowieskiej. Obóz dla Puszczy naszło kilkudziesięciu funkcjonariuszy z psami i antyterrorystów w kominiarkach. Szukali… narkotyków. Dlaczego taki powód? Czyżby marycha, albo hasz, lepiej jarało się na świeżm powietrzu? A do tego nie pozwolono aktywistom filmować działań policji. Tutaj więcej do powiedzenia mają prawnicy. Nie może być tak, że zaatakowany obywatel RP broniący praworządności nie mógł zbierać dowodów na bezprawie – zwłaszcza bezprawie państwowych służb.

W fomie tego felietonu nie mieści news o „obatelu” Ryszardzie Czarneckim, który dostał wzwodu strzelca wyborowego na wieść, iż libijska straż morska ostrzelała statek należący do hiszpańskiej lewicowej organizacji pozarządowej, która wspomaga uchodźców w imigracji. „Wreszcie” – strzelił sobie na sucho na Twitterze Czarnecki.

Podobnych newsów i newsików każdy dzień przynosi zatrzęsienie. A jest kanikuła, prezes jeszcze nie wrócił z wakacji od Brudzińskiego. Co będzie, gdy wszyscy będą na miejscu? Ci nieudacznicy są gorsi niż w PRL-u, ciemniacy (jak nazwał ich Kisiel) z każdym dniem coraz bardziej psują Polskę, bo jest co zepsuć. Kaczyński to taki gorszy Gierek, w sam raz jego wizja nie działającej Polski pasuje do „dyktatury ciemniaków” Gomułki. Bo kim są wspomniani Błaszczak, Czarnecki, Szyszko?

Błaszczak chwalił się, jak uprościł procedury dla poszkodowanych w nawałnicy. Wyszło, że przypisał sobie nieswoje dzieło

18.08.2017

http://natemat.pl/215205,blaszczak-chwalil-sie-jak-uproscil-procedury-dla-poszkodowanych-w-nawalnicy-tylko-ze-przypisal-sobie-nieswoje-dzielo

Bronisław Wildstein brutalnie zdiagnozował PiS. „Prawica chce sama popełnić samobójstwo”

http://natemat.pl/215121,najsensowniejsza-polityke-podwazyc-mozna-natretna-propaganda-ostro-o-tvp-wypowiadaja-sie-nawet-prawicowi-publicysci

„Wysłano mi zdjęcie mężczyzny z nożem”. Żona Władysława Frasyniuka bezradna w starciu z hejterami

Piotr Rodzik, 18 sierpnia 2017

Ludzie przestali się wstydzić, a te social media dały świetne narzędzie, żeby mówić wprost. Poziom chamstwa w ostatnich 2-3 latach sięgnął zenitu – mówi w rozmowie z naTemat Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk, żona legendarnego opozycjonisty z czasów PRL. 28 lat po przemianie ustrojowej i ona, i mąż muszą się mierzyć z nowym zagrożeniem – z hejtem w sieci.

Jej historia to koronny dowód na to, że hejt może dotknąć każdego z nas, że internetowe trolle mogą wziąć każdego na celownik praktycznie w dowolnej chwili. Bo jaka jest wina Magdaleny Dobrzańskiej-Frasyniuk? Ma znanego męża, to „pierwsza wina”. „Druga” jest taka, że ma swoje zdanie i nie waha się go wygłosić.

Niestety dla wielu Polaków to wystarczająco dużo, żeby obrażać. Ubliżać. Albo nawet grozić:

 

Nasza rozmówczyni zmaga się z takimi wpisami praktycznie na co dzień.

W internecie każdy obraża każdego?

Walka w internecie jest na całego, tu wcale nie chodzi tylko o Prawo i Sprawiedliwość, choć ta partia w tym przoduje. Ale to nie tylko zwykłe obrażanie, to również łamanie prawa.

Co pani przez to rozumie?

Mam takiego „osobistego” trolla. Gotowego do komentowania w każdym momencie. Czytałam kilka dni temu badania OKO.press dotyczące liderów opozycji, Schetyny i Petru. Wysłałam je znajomemu rano, po czym po pięciu minutach na Facebooku mam wpis taki z cyklu „hahaha zobacz Frasyniukowa, jakie są badania”. Okej, może to przypadek. Ale to dzieje się dziesięć minut po tym, jak wysyłam to mejlem. Szczerze nie wierzę w takie przypadki. Według mnie oni są zalogowani do mojego komputera i widzą mój ruch, czego nie jestem w stanie udowodnić, ale tak to odbieram, a to jest nielegalne. Ale oczywiście każdy może powiedzieć, że to przedziwny zbieg okoliczności.

Jak walczyć z trollami?

Przy takim dużym hejcie po prostu upubliczniam te wpisy, żeby pokazać, jak ta debata wygląda. Nie, że mnie to boli, ale niech inni zobaczą, jak w tym momencie wygląda komunikacja publiczna.

Nie myślała pani nad sądem?

Nad drogą sądową poważnie się nie zastanawialiśmy. Myślałam nad tym chwilę, kiedy opublikowano mi zdjęcie mężczyzny z nożem, to można byłoby podciągnąć po groźbę karalną. Na razie jednak przyjęliśmy założenie, że będziemy o tym głośno mówić. Ale jeśli pojawi się coś agresywnego, być może się nie zawahamy. Miejmy też jednak świadomość, w jakiej sytuacji jesteśmy. Prokuratura jest w rękach ministra Ziobry, więc pewne realia trzeba znać. Chociaż jako obywatel oczekiwałabym wszczęcia postępowania z urzędu po tym wpisie z nożem. Co oczywiście się nie wydarzyło.

A pani się obrywa za męża czy za swoje „przewinienia”?

Funkcjonuję jako żona swojego męża, ale też jako osoba, która się publicznie negatywnie wypowiada na temat rządów PiS. To jest i to, i to. Przecież biorę udział w miesięcznicach, jestem aktywna na demonstracjach.

Zastanawiam się, jak odbiera to właśnie pani mąż. Kiedyś musiał się mierzyć z krytyką choćby w „Dzienniku Telewizyjnym” albo czymś podobnym, teraz obrażają go w sieci ludzie w jego wieku, dla których kiedyś był wzorem.

Mój mąż to szczęściarz niesłychany, bo nie ma konta na Facebooku. 90 proc. z tego nie czyta. Z punktu widzenia osobistego w ogóle nas to nie boli. Poziom tego hejtu jest infantylny, głupi. Tak chamski, że już nas nie dotyka. Nie problem leży w naszym odbiorze, a w tym, że poziom debaty schodzi coraz niżej i sięga rynsztoka.

Kiedy to się zaczęło?

Hejt wobec męża jest od lat, dotyczy przecież każdej osoby publicznej. Przed laty to było na forach, ale wtedy jeszcze ludzie pisali pod pseudonimami. Wstydzili się publikować pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem.

Teraz jest inaczej?

Teraz przestali się wstydzić, a te social media dały świetne narzędzie, żeby mówić wprost. Poziom chamstwa w ostatnich 2-3 latach sięgnął zenitu. A jeśli chodzi o mnie, to od kiedy zaczęłam aktywniej używać Facebooka. Wcześniej byłam osobą anonimową i tego hejtu nie było.

Może pani wskazać moment kulminacyjny?

Ostatnie 2-3 miesiące. Kiedy męża wyniesiono z miesięcznicy.

A hejt może mieć jakieś konsekwencje – poza na przykład preferencjami wyborców przy urnach wyborczych?

Agresja w internecie nakręca agresję fizyczną. Z badań wynika, że w ostatnich 10 latach przestępczość spada – poza agresją fizyczną, która rośnie od dwóch lat. Ta agresja fizyczna bierze się wprost ze wzrostu agresji werbalnej. Najpierw ludzie pozwalają sobie na bardzo dużo w internecie, w słowach, a to się potem przelewa na agresję fizyczną. Bariery, które kiedyś istniały, są łamane. To zresztą nie dotyczy tylko Polski.

Ludzie sami się tego nauczyli? Może od zawsze w nich to siedziało.

Ja winię polityków, głównie PiS. Jeśli prezes Kaczyński co miesiąc staje na stołeczku i w ramach uroczystości religijnej mówi o zdrajcach i kanaliach, to ludzie mają najlepszy wzorzec.

Przykład idzie z góry.

Absolutnie. To wprowadzenie języka rynsztokowego do mainstreamu. A polityk to ktoś, kto publicznie daje przykład. A ten się daje albo dobry, albo zły.

Wierzy pani, że sytuacja się poprawi? Np. gdyby PiS przegrało wybory?

Jestem realistką, to, co było wcześniej, w 2005 czy 2006 roku, to zawsze była gra na konflikt. Nie wierzę, żeby było lepiej. Agresja w debacie będzie narastać, także między społeczeństwem.

Ale może jednak zawsze tacy byliśmy. Tylko kiedyś nie mieli warunków, a teraz jest internet, który daje złudne poczucie anonimowości.

Tu znowu wraca rola polityka. W USA istnieje poprawność polityczna. My się czasem z tego śmiejemy, ale czasem polega ona na tym, żeby nie wszystko było wolno. Że nawet jeśli mamy chęć, to nie wszystko wolno. Społeczeństwa są oparte na tych zasadach, żebyśmy poskromili te nasze najniższe instynkty. A obecnie rządzący nie dość, że ich nie poskramiają, to jeszcze na tym żerują.

Czyli dalej będziemy cierpieć w sieci.

Narasta manipulacja. Ten trolling wyzwala najgorsze instynkty. Na to się nie można zgodzić.

naTemat.pl

Policja weszła do obozu aktywistów w Puszczy Białowieskiej. Szukała narkotyków

2017-08-18

Kilkudziesięciu funkcjonariuszy z psem przeszukiwało nad ranem namioty aktywistów Obozu dla Puszczy. Po tym, jak otrzymali anonimowe zgłoszenie, szukali narkotyków. Wśród przeszukujących byli policjanci w mundurach oraz funkcjonariusze operacyjni w kominiarkach.

Według aktywistów akcja przebiegała spokojnie, ale zakazano im filmować działania policjantów.

Akcja już się zakończyła. – Policjanci nic nie znaleźli. Uważamy, że to część kampanii nienawiści, która nakręciła się przeciwko nam w ostatnich dniach – powiedzieli aktywiści.

Obóz dla Puszczy to grupa aktywistów działających na rzecz ochrony Puszczy Białowieskiej. Jak sami informują, pojawili się w Puszczy, gdy „petycje i inne dotychczasowe działania w sprawie ochrony lasu okazały się niewystarczające”.

 

polsatnews.pl

Na Morzu Śródziemnym ostrzelano statek pomagający uchodźcom. Reakcja Czarneckiego mówi wszystko o nim jako człowieku

Piotr Rodzik, 18 sierpnia 2017

Prawicowy dziennikarz Piotr Semka poinformował w nocy na Twitterze, że libijska straż morska ostrzelała statek należący do hiszpańskiej lewicowej organizacji pozarządowej, która wspomaga uchodźców w imigracji. Reakcja Czarneckiego była… „prawdziwie katolicka”.

„Wreszcie!!!” – napisał Ryszard Czarnecki na Twitterze i udostępnił wpis Semki.

Jego reakcja jest szokująca nie tylko dlatego, ponieważ świadczy o jego człowieczeństwie, ale i dlatego, że mamy do czynienia z wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Bardzo dobrze obrazuje także prawdziwe myśli polityków PiS związane z uchodźcami. Bo niechęć do nich to jedno, ale popieranie strzelania do ludzi – to drugie.

Wpis Czarneckiego spotkał się zresztą z negatywną reakcją na samym Twitterze. Tak wyglądają niektóre odpowiedzi na jego post:

Na dodatek Czarnecki pozwolił sobie na swój komentarz w chwili, kiedy w Hiszpanii ciągle rozgrywały się dramatyczne wydarzenia. Przypomnijmy, że do pierwszego zamachu w Barcelonie doszło wczoraj około godziny siedemnastej. Rozpędzona furgonetka wjechała w La Ramblę, turystyczną ulicę w samym centrum miasta. Zginęło 13 osób, a około 100 zostało rannych. W związku z tym zamachem służby zatrzymały dwie osoby, w tym pokazywanego przez media Drissa Oukabira. Kierowca furgonetki jednak zbiegł. Odpowiedzialność za zamach wzięło na siebie Państwo Islamskie.

Z kolei w nocy doszło do drugiej akcji policji w miejscowości Cambrils na południowy zachód od Barcelony. W trakcie działań zastrzelono czterech terrorystów, później piąty zmarł w wyniku odniesionych obrażeń. Rannych zostało kilku cywilów, w których miało wjechać kolejne auto, oraz jeden z policjantów.

naTemat.pl

Lis bezlitosny dla władzy: Ta ekipa to najwięksi nieudacznicy w historii, o niebo więksi niż PRL-u

jagor, 18.08.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,22247121,video.html?embed=0&autoplay=1
Komentatorzy w Radiu TOK FM zgodnie: Ta władza nie działa. To nieudacznicy, którzy jak chcą, to potrafią w noc zmieniać ustrój państwa, ale nie ma ich, jak jest wichura. To po co ludziom potrzebni są tacy politycy?

W ocenie Agnieszki Wiśniewskiej  z „Krytyki Politycznej”, nawałnica, która spustoszyła znaczną część kraju pokazała „totalną przepaść między tym, co dzieje się w parlamencie, a tym, co dzieje się w gminie. – Jeżeli coś trzeba załatwić, to w parlamencie można instytucje przeformułować i zmieniać ustrój państwa. A jeżeli jest wichura i kable zrywa to tylko sołtys może pomóc, bo państwo nie działa – powiedziała publicystka.

Sprawdzili się ludzie, nie państwo

Wiśniewska zwróciła uwagę, że w tej kryzysowej sytuacji, na tyle na ile mogło, to sprawdzili się właśnie – „sołtys gminy Rytel, lokalne społeczności, ochotnicza straż pożarna i ludzie, którzy sami się organizowali, sami szli pomagać i nawet Macierewicza wyciągali z błota”.

Państwo po to ma struktury na różnych poziomach, po to wojsko ma sprzęt i jest wyszkolone, żeby móc tego sprzętu i tej wiedzy użyć. To nie jest tak, że cały kraj ma się składać z gmin i sołtysów. Jeżeli tak by miało być, to po co utrzymywać parlament, wszystkich urzędników wyższego szczebla? To kolejna sytuacja, po której trudno się dziwić, że ludzie myślą sobie, że politycy są do niczego nie potrzebni

– powiedziała Agnieszka Wiśniewska z „Krytyki Politycznej”

Z oceną publicystki zgodził się Tomasz Lis. Naczelny „Newsweeka” zwrócił uwagę, że zadziały te mechanizmy, które są „marginalizowane lub degradowane przez pisowskiej państwo”. Jego zdaniem nie dowiedzieliśmy się w ciągu tych kilku dni absolutnie niczego nowego.

Jedynie że z względu na to, że był weekend państwo przysnęli jeszcze bardziej niż zazwyczaj, w soczewce zobaczyliśmy to, co na różnych „odcinkach” widzimy non stop. To ekipa największych nieudaczników w historii Polski. Nie mam wątpliwości, że to o niebo więksi nieudacznicy niż w czasach PRL-u

– ocenił naczelny tygodnika „Newsweek”.

„Taki wojewoda powinien po 5 minutach wylecieć na zbity pysk”

Jak dodał, obecna ekipa rządowa to mistrzowie „kompletnej demolki”. – Jeśli się stosuje taką zasadę jak pan Kaczyński, który wyciągną wnioski z lat 2005-2007, że ta ekipa była za mało zmobilizowana do obrony pisowskiego układu, to teraz uznał, że jak weźmie największe miernoty i dam im władzę, to będziemy mieli taki efekty. Taki wojewoda, o którym mówił Robert Biedroń, powinien po 5 minutach wylecieć na zbity pysk – stwierdził Tomasz Lis.

Zobacz także

 

TOK FM

Polski rząd lansuje się na ataku w Barcelonie. Ale dlaczego w Polsce nie ma zamachów?

Galopujący Major, 18.08.2017

a

a (Oriol Duran; AP / Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta;)

Zaledwie kilka godzin minęło od niesłusznego „lansowania się na tragedii nawałnic” po słuszne „lansowanie się”, znaczy ubolewanie, odnośnie zamachu w Barcelonie.

Polski rząd wreszcie może odetchnąć. Nie trzeba już „zamiatać liści”, nie trzeba się owym zamiataniem na utratę zdrowia „narażać”, nie trzeba nawet grzęznąć w błocie w gminie Rytel, która nota bene wcale nie jest gminą.

Można za to autem służbowym (z eskortą) po warszawskim asfalcie sunąć do zaprzyjaźnionego studia na placu Powstańców. I odtworzyć płytę z tym samym szlagierem: że uchodźcy, że enklawy, że Polska bezpieczna, że jesteśmy najodważniejszym narodem na świecie, więc nie przyjmiemy nawet jednego tonącego dziecka, że my „tymi ręcami” zapewniamy bezpieczeństwo.

Polski rząd może stać i (bezpieczeństwem) pachnieć

Polski rząd to kocha. Polski rząd wreszcie nie musi rządzić. Może wtedy tylko stać i (bezpieczeństwem) pachnieć. Gdyby „cui bono” rzeczywiście było wskazówką śledczą, trzeba by było się poważnie zastanawiać, który z prawicowców znad Wisły jest w to zamieszany. Takie podniecenie panuje na prawej stronie. Że taki olśniewający sukces, albowiem, jeśli nawet przez weekend polscy kierowcy zabili kilkanaście osób, to przynajmniej nie na raz jak w zamachu. I w końcu to nasi, nie obcy. Dlatego my, rząd, zapewniamy bezpieczeństwo, również na polskich drogach.

Czy rzeczywiście? Czy rząd ma rację, że to właśnie jego działania zapewniają nam bezpieczeństwo? Na pierwszy, no może drugi, rzut oka racji nie ma.

Kierowca z Las Ramblas może spokojnie wjechać do Polski

Weźmy bowiem Polską granicę. Czy polska granica powstrzyma uchodźców? Czy w przerwach między konfetti, katowaniem aresztantów i nękaniem protestujących którykolwiek z posyłanych policjantów stoi na straży zachodniej i południowej granicy? Czy stoi wojsko, czy obrona terytorialna, straż graniczna? Nie, nie stoi. Bo granica otwarta. Bo traktat w Schengen. Bo nie ma żadnego orbanowego płotu.

A zatem ten sam kierowca, co wsiadł w auto na Las Ramblas albo na Kreuzbergu w Berlinie, jeśli tylko ma takie widzi mi się, może spokojnie wjechać do Polski. A potem Autostradą Wolności prosto na Krakowskie Przedmieście.

Więc jeśli minister Błaszczak opowiada o bezpiecznej Polsce, to przypomina tych sklepikarzy, co to stroją groźne miny przed wejściem, ale zapomnieli, że na zapleczu wszystkie drzwi i okna otwarte.

Służby nie potrafią wykryć nawet polskich terrorystów,

Weźmy polską skuteczność. Weźmy kraj, który nie potrzebuje terrorystów, by mu ciągle spadały czy to helikoptery, czy samoloty cywilne albo wojskowe. Kraj wiecznych stłuczek, gubionych granatów hukowych, niezmienianych opon w prezydenckim BMW (śledztwo trwa już, bodajże, 20 miesiąc). Kraj, gdzie prokuratura nie potrafi znaleźć zeszłorocznego planu wykładów Andrzeja Dudy w Nowym Tomyślu, a rządzący nie potrafią się nawet doliczyć, ile osób powinno wsiąść na pokład rządowego emberera.

Weźmy kraj, w którym kartę pre-paid nakazują kupować tylko na dowód, ale zapomnieli, że używane można tez kupić w sieci. Czy w takim bardaku terrorysta rzeczywiście zostanie zawczasu zidentyfikowany? Nie, nie zostanie.

Tak jak nie został zawczasu zidentyfikowany wrocławski bomber, chcący wysadzić autobus i jak nie został zawczasu zidentyfikowany Marcin K. który zatłukł młotkiem dwa małżeństwa, bo „zdradziły naród”.

Więc jeśli minister Błaszczak nie potrafi wykrywać nawet własnych, polskich terrorystów amatorów, to jak ma wykrywać kogoś, kto do zamachu starannie przygotuje się w Niemczech albo Belgii?

Błaszczak jest straszny, ale dla matek z dziećmi, nie terrorystów

Weźmy wreszcie strach. Czy taki zamachowiec polskich służb się boi? Czy one skutecznie go odstraszają? Nie, nie twierdzę, że minister Błaszczak nie jest nikomu straszny. Ba, uważam, że to jeden z najbardziej bezwzględnych ministrów w historii III RP, nie tylko dla podwładnych, których zrzuca z sań przy byle podmuchu opinii publicznej.

Jest jednym z najbardziej bezwzględnych ministrów dla czeczeńskich kobiet uciekających przed wojną, dla czeczeńskich matek z dziećmi na wschodniej granicy, dla czeczeńskich homoseksualistów, którym grożą tortury z powodu ich orientacji. Dla nich, dla najsłabszych, owszem, jest minister bezwzględny.

Ale dla terrorystów? Dla ludzi, którzy godzą się na śmierć w zamachach, minister Błaszczak, polskie więzienia (bez kary śmierci) mają stanowić jakąś niepojętą grozę? Może jeszcze minister Jaki ich wszystkich przeraża?

Nie ma u nas zamachów, bo zamachowcy Polską gardzą

Skoro więc drzwi na oścież otwarte, a polska policja drży choćby przed garstką kontrmanifestantów smoleńskich (snajperzy na dachu), dlaczego w Polsce nie dochodzi do zamachów? Dlaczego nic nie wybucha? Przecież z Berlina do Polski jest rzut beretem.

Ano nie wybucha dlatego, że zamachowcy polskim życiem gardzą. Dlatego, że z wizerunkowego punktu widzenia, zamach w Warszawie to zupełnie inna liga niż zamach w Berlinie, Barcelonie, Hamburgu czy Paryżu. Dlatego, jakkolwiek brutalnie to nie zabrzmi, życie polskiego obywatela znaczy dla nich mniej niż koszty osobowe, i przede wszystkim sława, po każdej takiej operacji.

Innymi słowy brak zamachów jest swoistą premią za prowincjonalizm, tego ponoć tak rosnącego w siłę kraju. Im bardziej peryferyjny kraj, im bardziej nieważny, tym ryzyko zamachów mniejsze, albowiem te zarezerwowane są tylko dla krajów swoistej „elity”.

W tym więc paradoksalnym sensie polski rząd, prowadząc politykę oczywistej marginalizacji (27:1 & friends), rzeczywiście ryzyko zamachów zmniejsza. Bo kto będzie płynął na nadwiślańską Grenlandię, skoro kafejki pod nosem pełne o wiele ważniejszych turystów.

Zamach w Barcelonie, później nocna akcja policji w Cambrils. Była próba kolejnego ataku

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,22246415,video.html

gazeta.pl

Jordan Jurgiel

Polski nacjonal niechetny imigrantom chodzi po angielskim miescie w mundurze polskiej armii. Anglicy sa oburzeni

http://www.bristolpost.co.uk/news/bristol-news/tesco-manager-jordans-disgust-polish-291392

Miłość Polaków do Unii jest płytka, interesowna, egoistyczna.Polacy UE nie rozumieją, nie rozumieją, że kasa nie jest z niej najważniejsza.

Żakowski pyta Biedronia: I co z tą pana partią? A odpowiedź? „Błyskotliwa jak na poranek”

jagor, 18.08.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103085,22246886,video.html?embed=0&autoplay=1
Dużo mówi się o tym, że Robert Biedroń ma szanse na bycie, jeśli nie liderem opozycji, to co najmniej szefem nowej partii. Red. Jacek Żakowski próbował podpytać prezydenta Słupska o jego plany polityczne na najbliższą przyszłość. Oto, co usłyszał od samorządowca.

– I co z tą pańską słynną, legendarną partią polityczną, która miałaby uwolnić Polskę od Kaczyńskiego i Macierewicza? – rozpoczął nowy wątek rozmowy z Robertem Biedroniem w „Poranku Radia TOK FM” Jacek Żakowski. Prezydent Słupska zaczął obiecująco:

Za niecały rok ogłoszę swój komitet wyborczy –  mogę to powiedzieć na antenie Radia TOK FM – i wystartuję na prezydenta.

Polski?

– wtrącił Żakowski.

Słupska, bo za rok będą wybory samorządowe

– dokończył wypowiedź Biedroń.

Taka odpowiedz nie usatysfakcjonowała Jacka Żakowskiego. – Bardzo śmieszne to było, jak na godzinę poranną i błyskotliwe, ale co dalej – nie dał się zbić z tropu prowadzący audycję.

– Mam wrażenie, że nie chodzi tu o Biedronia. Mam poczucie, że skupiamy się na personaliach, ale tu bardziej chodzi o pewne wartości… – próbował polityk, ale redaktor nie dawał za wygraną. – Chciałbym usłyszeć od pana, czy powstaje ta partia, na którą czekają wyborcy, czyli partia oczekujących na partię? – powtórzył Żakowski.

– Ale ta partia zawsze istniała. To jest raczej pole do popisu dla obecny liderów, żeby przeformułować swoje działania, odzyskać wiarygodność, autentyzm, żeby mieć ten kręgosłup wartości, których Polacy i Polki poszukują – powiedział prezydent Słupska.

– My  samorządowcy mówimy, że naszą partią jest nasze miasto i wydaje mi się, że przez najbliższy ponad rok moją partią będzie Słupsk. Do tego momentu będę sprawował prezydenturę w mieście. Co będzie dalej zdecydują wyborcy w Słupsku i zdecyduje sytuacja – podsumował Robert Biedroń.

 

TOK FM

Chór Czarownic wystąpi na Kongresie Kobiet w Poznaniu w Sali Ziemi na Targach. „Zaprezentujemy fragmenty naszego repertuaru. Na Kongres Kobiet wejście jest bezpłatne po uprzednim zarejestrowaniu się na stronie Kongresu. Czekamy na Was!”

CHÓR Czarownic to zespół kobiet śpiewających i performerek. Towarzyszy im zespół muzyczny. Chór liczy ok. 24 osoby. Towarzyszy im zespół muzyczny – perkusja i live electronic.

IX ogólnopolski Kongres Kobiet 9-10.09. Poznań to sesje, centra temat., warsztaty, ale i… występ Chóru Czarownic

Baśka

Operacja „Bolek”. IPN prowadzi nowe śledztwo w sprawie Wałęsy i robi to bezprawnie

18.08.2017

Instytut Pamięci Narodowej prowadzi nowe śledztwo w sprawie Lecha Wałęsy. Robi to bezprawnie.

Słynne zawołanie wbiegającego na sejmową mównicę Jarosława Kaczyńskiego: „Ja bez żadnego trybu!”, zrobiło wielką karierę medialną. Trafiło do potocznego języka, do internetowych memów i na koszulki. Okazuje się, że zainspirowało także pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej, który bez żadnej podstawy prawnej prowadzi postępowanie karne o składanie fałszywych zeznań przez Lecha Wałęsę w sprawie dotyczącej wiarygodności dokumentów z teczki TW „Bolka”. Przepisy, paragrafy oraz jakieś zawiłe procedury i dziwne ograniczenia stają się powoli zbędne. Zasada „bez żadnego trybu” zaczęła bowiem również obowiązywać w polskim prawie, gdzie najważniejsze stają się rewolucyjny zapał oraz niewzruszone przekonanie o słuszności walki z postkomunistyczną przeszłością.

Najpierw należy przypomnieć fakty oraz chronologię wydarzeń. 31 stycznia tego rokuInstytut Pamięci Narodowej wydaje komunikat. „Opinia biegłych z zakresu pisma ręcznego zlecona w ramach postępowania karnego prowadzona w sprawie przerobienia dokumentów z lat 1970–1976 dotycząca domniemanej współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa PRL wykazała, że dokumenty są autentyczne”. Śledztwo w tej sprawie zostało wszczęte 25 lutego 2016 r. w związku z wypowiedziami Lecha Wałęsy, że materiały dotyczące tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek” odnalezione w domu byłego ministra spraw wewnętrznych Czesława Kiszczaka zostały sfałszowane. Celem postępowania było sprawdzenie, czy doszło do przestępstwa polegającego na podrobieniu tych dokumentów w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przez funkcjonariuszy SB. Lech Wałęsa w tej sprawie posiadał status pokrzywdzonego i został przesłuchany w charakterze świadka. Stwierdził wówczas, że okazane mu dokumenty z teczki personalnej oraz teczki pracy TW o pseudonimie „Bolek” nie zostały podpisane przez niego. Chodziło o zobowiązanie do współpracy, doniesienia oraz pokwitowania odbioru pieniędzy. Komunikat IPN wzburzył do szpiku kości znanego prawicowego blogera Matkę Kurkę. Jeszcze tego samego dnia wysłał on do prokuratora generalnego zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Lecha Wałęsę przestępstwa składania fałszywych zeznań – art. 233 kodeksu karnego. Publicysta zamieścił informację na swojej stronie internetowej. Przez kilka miesięcy zawiadomienie pozostało bez reakcji, co należy postrzegać jako złamanie art. 355 par. 1 k.p.k., bo po jego otrzymaniu prokurator powinien „niezwłocznie” odmówić albo wszcząć przedmiotowe postępowanie karne. Wreszcie 23 czerwca pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej umorzył śledztwo w sprawie podrobienia przez funkcjonariuszy SB na szkodę Lecha Wałęsy dokumentów znajdujących się w teczce TW „Bolek”. Postanowienie w tej sprawie zostało wysłane do pełnomocnika Lecha Wałęsy, mec. Jana Widackiego. Zanim jednak pismo dotarło do adresata, już 29 czerwca 2017 r. prokurator Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu wszczął śledztwo w sprawie złożenia przez Lecha Wałęsę nieprawdziwych zeznań mających służyć za dowód w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym przez Oddziałową Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku. Postanowienie otrzymane z IPN zamieścił w sieci uradowany reakcją na swoje zawiadomienie o przestępstwie – Matka Kurka. Swój artykuł na ten temat opatrzył dodatkowo chwytliwym hasłem: „Czas na Ciebie »Bolek«, szykuj szczoteczkę”. Okazało się, że bardzo podobne zdanie ma pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej.

To bardzo dziwne, bo przecież postępowanie karne dotyczące składania fałszywych zeznań przez Lecha Wałęsę zostało wszczęte, zanim uprawomocniła się sprawa dotycząca przerabiania dokumentów z teczki TW „Bolka”. Nie jest zatem jeszcze możliwe powoływanie się na wiążące ustalenia faktyczne poczynione w tej sprawie. Pełnomocnik Lecha Wałęsy zaskarżył to postanowienie, składając między innymi prywatną opinię biegłych, którzy kwestionują wyniki badań Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie. W sierpniu akta sprawy wraz z zażaleniem zostały wysłane do Sądu Rejonowego Gdańsk-Południe. Termin rozpoznania zażalenia nie został jeszcze wyznaczony. Jednak znacznie ciekawsze niż szybkość tego postępowania jest to, że sprawę o składanie fałszywych zeznań przez Lecha Wałęsę prowadzi prokurator Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dlaczego? Bo nie ma on takich kompetencji i podejmuje klasyczne działanie „bez żadnego trybu”. Pion śledczy IPN nie ma bowiem w ogóle możliwości zajmowania się tego rodzaju sprawami. Ustawa z 18 grudnia 1998 r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu stanowi wyraźnie, że pion śledczy prowadzi postępowania o zbrodnie, opisane w art. 1 pkt 1 lit. a tej ustawy. Zakres przedmiotowy dotyczy więc czynów historycznych popełnionych na osobach narodowości polskiej lub obywatelach polskich innych narodowości w okresie od 8 listopada 1917 r. do 31 lipca 1990 r., to jest zbrodni nazistowskich, zbrodni komunistycznych oraz innych przestępstw stanowiących zbrodnie przeciwko pokojowi, ludzkości lub zbrodnie wojenne. Dodatkowo ustawa o IPN stanowi, że prokuratorzy IPN wszczynają i prowadzą śledztwa w sprawach z art. 54 i art. 55. Chodzi o dwa rodzaje przestępstw. Pierwsze dotyczy niszczenia, ukrywania, usuwania oraz zmiany treści dokumentów podlegających przekazaniu do Instytutu Pamięci Narodowej. Grozi za to kara od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Artykuł 55 dotyczy natomiast kłamstwa oświęcimskiego. Katalog czynów karalnych, którymi zajmują się prokuratorzy IPN, jest zatem ściśle określony ustawowo. Nie ulega wątpliwości, że nie mają oni żadnych kompetencji do ścigania sprawców innych czynów – przestępstw pospolitych, takich jak kradzieże, rozboje, oszustwa, gwałty ze szczególnym okrucieństwem czy też składanie fałszywych zeznań. Nawet gdy chodzi o postacie historyczne, takie jak Lech Wałęsa.

dziennik.pl

#RZECZoPOLITYCE Schetyna: Kłócąc się inwestujemy w wygraną PiS

Foto: rp.pl

Moim celem jako przewodniczącego PO jest zbudowanie bloku anty-PiS i wygranie wyborów.. I zrobię to. Skłócona opozycja to inwestycja w wygraną PiS – mówił przewodniczący Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna

– Narracja PiS, że Polska jest krajem bezpiecznym, bo nie przyjmuje uchodźców, jest błędna. Zamachów dokonują mieszkańcy tych państw, a nie imigranci. Metodą na zapobieganie zamachom jest bezbłedna współpraca służb i monitoring – uważa szef PO.

Schetyna podkreślił, że muzułmanów mieszkających w Polsce trzeba szanować, bo Ukraińcy, Tatarzy i inni wyznawcy islamu są częeścią naszej historii. – W Polsce nie ma milionów wyznawców islamu, ci którzy są, są zasymilowani i wyrzucać ich z Polski nie wolno – mówił. – „Zamknięcie drzwi” przed islamistami jest niecelowe, terroryści znajdą metody, by zaatakować od środka, należy antycypować zagrożenie, tak jak to zrobiono w Izraelu – uważa.

Jego zdaniem Polska jest bezpieczniejsza również z tego powodu, że nie ma tu tak ogromnego napływu turystów jak np. w Barcelonie, co przyciąga terrorystów.

Schetyna był pytany o to, czy państwo zdało egzamin po nawałnicach.

– Byłem tam, widziałem ten księżycowy krajobraz. Rząd nie zdał tego egzaminu. Poszkodowanych w Suszku harcerzy ratowali miejscowi, służby wysłane przez państwo szukały obozu nad innym jeziorem. Pani premier na chwilę wróciła z urlopu na odprawę i pojechała z powrotem na wakacje – mówił Schetyna.

Kompromitacją i katastrofą nazwał słowa wojewody pomorskiego, który stwierdził po nawałnicach, że nie będzie wzywać wojska do grabienia liści, a za symbol obecności wojska na terenach poszkodowanych uznał wyciąganie samochodu szefa MON z błota.

Schetyna skrytykował szefa MSWiA i jego akcję pomocy poszkodowanym przez burze oraz informowanie o niej. – Nie wie, o czym mówi, nie rozmawia z ludźmi. To państwo jest niewydolne, to widać po Rytlu i Lutyniu – mówił.

Pytany o sprawę reparacji Schetyna stwierdził, że nie domagałby się ich, bo zna historię. – Znam decyzję Rady Ministrów z 1953 roku o zrzeczeniu się reparacji. Był to symbol ówczesnej polityki, a jeśli teraz ta kwesta ma wrócić, to rozumiem, że zaczynają pracowac prawnicy, budujemy konstrukcję legislacyjną, że rozmawiamy o tym w Strasburgu, a nie opieramy tych działań na wsytapieniu prezesa PiS w sali gimnastycznej w Przysusze. Patrzę na to jak na czystą politykę. Kaczyński atakuje Niemcy i UE, tworząc wrażenie, że Unia to samo zło i jest to sygnał, że jestesmy na drodze do jej opuszczenia – ocenia.

Jego zdaniem politycy PiS mówią, że nie chcą opuścić UE, bo widzą sondaże (wg nich Polska jest najbardziej prounijnym krajem w Grupie Wyszehradzkiej), ale działania wskazują na coś innego.

Za otwartą wojnę MON-Pałac Prezydencki uznał Schetyna obecne relacje między Macierewiczem a prezydentem. – Duda nie wytrzymał arogancji i pychy Macierewicza – powiedział. – Prezydent buduje image polityka samodzielnego, na co miał wpływ również jego wizerunek jako Adriana – uważa Schetyna.

Oceniając sondaż przywództwa, w którym Schetyna znalazł się dopiero na 4. miejscu, szef PO stwierdził, że jego celem jako przewodniczącego PO jest wygranie wyborów z PiS i dlatego nie ma zamiaru ustępować ze stanowiska. – Moim celem jest zbudowanie bloku anty-PiS. I zrobię to – oświadczył. – Skłócona opozycja to inwestycja w wygraną PiS.

– Polacy widzą, słyszą i wystawią za to rachunek – skwitował Schetyna słowa posła PiS Dominika Tarczyńskiego, który na prośbę dziennikarza o wywiad zareagował słowem „Won!”.

rp.pl

Biedroń: Wojewoda miał 80 km do epicentrum katastrofy, przyjechał po 3 dniach. Państwo w ruinie

jagor, 18.08.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,22246402,video.html?embed=0&autoplay=1
– Państwo powinno szybko uczyć się, wyciągać wnioski i zapewnić coś na co umówiliśmy się z państwem, czyli poczucie bezpieczeństwo. A tak się nie stało – komentuje zbyt późną reakcję rządu na skutki nawałnicy prezydent Słupska.

Zdaniem Roberta Biedronia, gościa „Poranka w Radiu TOK FM”, władze już dawno powinny wyciągnąć wnioski z podobnych katastrof z przeszłości. Jednak – jak twierdzi prezydent Słupska – ostatnie wydarzenia związane z nawałnicą w województwie pomorskim pokazują, że państwo wciąż jest nie sprawne.

– Beata Szydło miała rację, kiedy mówiła, że Polska jest w ruinie. Przewidziała, że Polska będzie w ruinie instytucjonalnej. No i dzisiaj tak się stało. I to jest ta laurka dla władzy po dwóch latach – ocenia Biedroń.

„Rozczarowującą” prezydent Słupska nazywa postawę Wojewody Pomorskiego, który nie dość, że nie pojechał od razu na miejsce kataklizmu, to jeszcze w skandaliczny sposób skomentował potrzebę wysłania wojska do regionu. Chodzi o słowa wojewody Dariusza Drelicha, który powiedział, że „do zbierania gałęzi, do zamiatania liści nie będzie wzywać wojska”.

Wojewoda Drelich to także mój wojewoda. Rozczarowujące komentarze, rozczarowująca reakcja. Jak można, żeby wojewoda, który ma 80 km do epicentrum tej katastrofy, przyjeżdża po trzech dniach w to miejsce? Kto jak nie on powinien tam być pierwszy? Powinien (wojewoda) natychmiast wsiąść w samochód i zobaczyć co tam się stało. On jest gospodarzem tego regionu

– przypomina samorządowiec ze Słupska. Biedroń dodaje, że w tej konkretnej sprawie stało się jeszcze coś bardzo złego z punktu widzenia mieszkańców.

Jako samorządowiec dostałem dzisiaj taki sygnał, że kiedy coś takiego wydarzy się u mnie i podniosę słuchawkę i zadzwonię do wojewody, to takiej pomocy od organów państwa szybko nie otrzymam. I to jest bardzo zły sygnał dla 2,5 tys. gmin w Polsce i ich mieszkańców

– ostrzega Robert Biedroń.

Prezydent Słupska przypomina, że jako samorządowiec wie, jak postępować w podobnych sytuacjach, bo ma centrum zarządzania kryzysowego i wie do jakiej jednostki wojskowej dzwonić. Jak mówi, wie też, że samorządowcy, którzy byli na miejscu już kilkanaście minut po tragedii, informowali władze centralne, że potrzebna jest pomoc, ale jej nie otrzymali.

Zobacz także

TOK FM

Dr Krzysztof Liedel: Kłopotem nie są tzw. getta muzułmańskie. Problem leży gdzie indziej

KAMIL TURECKI, 17.08.2017
– Nie zmiany w prawie, a działania prewencyjne zmniejszą liczbę udanych ataków terrorystycznych – mówi w rozmowie z Onetem dr Krzysztof Liedel. Zdaniem dyrektora Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas to wcale nie getta muzułmańskie w Europie są źródłem problemów.
  • Służby na świecie posiadają mnóstwo narzędzi, by radzić sobie z zamachami terrorystycznymi – uważa dr Liedel. Codziennie udaremniane są różne ataki
  • Głównym problemem jest przyjęta przez terrorystów taktyka. Już nie działają w zorganizowanych strukturach. Są „samotnymi wilkami”
  • Coraz bardziej popularna na świecie jest tzw. architektura bezpieczeństwa, która pomaga zapobiegać wielu atakom. Przykładem jest np. Izrael

Prawo – zmieniać czy nie?

Według niektórych ekspertów wielu zamachów nie udało się uniknąć ze względu na obowiązujący system prawny. Należy też poważniej traktować np. pogróżki. – Nawet w polskim internecie pojawiają się ostre i radykalne stwierdzenia w stylu „jak cię spotkam, to cię zabiję”. To w ogóle nie powinno być dopuszczalne w sferze publicznej! Także przy tym systemie prawnym i kulturowym, jaki dzisiaj mamy, nie uda nam się zabezpieczyć przed zamachami. Świat się zmienia, my w Europie też musimy – tłumaczy w rozmowie z Onetem dr Milczanowski.

Wtóruje mu na Twitterze gen. Bogusław Pacek.

Z tymi opiniami nie do końca zgadza się dr Liedel. – Nie widzę dodatkowego pola, które moglibyśmy zagospodarować w zakresie wprowadzania radykalnych zmian w prawie. Służby dysponują bardzo szerokimi uprawnieniami, posiadają mnóstwo narzędzi, żeby sobie z tym zjawiskiem radzić.

Chodzi między innymi o uprawnienia operacyjne, takie jak zdobywanie informacji dzięki informatorom czy podsłuchiwanym rozmowom. Po drugie, prawo jasno określa możliwości w zakresie deportacji i zatrzymań.

– W Stanach Zjednoczonych ustawodawstwo antyterrorystyczne zakłada, że można zatrzymać człowieka na 72 godziny bez stawiania mu jakichkolwiek zarzutów – tłumaczy dr Liedel. Rozmówca Onetu dodaje, że również w wielu krajach Europy – np. Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii – obowiązuje prawo, zgodnie z którym osoby podejrzewane o terroryzm traktowane są inaczej niż zwykli kryminaliści.

Dr Milczanowski: Europa musi się zmienić. Inaczej nie unikniemy zamachów

Terroryści zmienili taktykę

– Głównym problemem w walce z terroryzmem nie jest brak narzędzi tylko fakt, że terroryści są w stanie dostosowywać taktykę i sposób działania do tego, co się dzieje na świecie. Podobnie jak pospolici przestępcy są krok przed nami. Chodzi o to, by dystans ten się nie zwiększał – uważa dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas.

Problemem jest przede wszystkim zmiana taktyki obranej przez terrorystów. Nie mamy już do czynienia ze spektakularnymi zamachami jak kilkanaście lat temu. 11 września 2001 roku samoloty wbiły się w wieże World Trade Center w Nowym Jorku. W 2004 roku w wyniku eksplozji bomb w pociągach w Madrycie w 2004 roku zginęło 191 osób. Rok później podobne wybuchy miały miejsce w londyńskim metrze.

– Dziś mamy do czynienia z pojedynczymi osobami, które nie należą do żadnej organizacji i struktury. Samodzielnie planują i przygotowują ataki, a potem je przeprowadzają. To jest nowy element, który trudno zdławić, bo nie ma struktury, nie wykorzysta się agenta, nie wykorzysta się informatora, nie podsłucha się rozmowy – tłumaczy dr Liedel.

Internet źródłem zła

Często podkreśla się, że dużym problemem dla Europy są zamknięte getta, w których wielu muzułmanów się radykalizuje. – To nie jest kłopot – przekonuje ekspert. – Jak potencjalny przeciwnik jest w jakiś sposób zorganizowany, to jest łatwiejszy do namierzenia, zinwigilowania, skontrolowania. Wiemy wtedy, kto się może zajmować rekrutacją i radykalizowaniem oraz w jaki sposób się to dzieje. Dużo większym problemem jest internet. Pojedyncze osoby, niejednokrotnie z zaburzeniami psychicznymi czerpią wiedzę, jak wykonać zamach właśnie z sieci. Tu widzę problem.

Na jakie rozwiązania powinna zatem postawić stojąca wobec coraz większych zagrożeń Europa? Zdaniem dra Liedela, jest pole manewru w dwóch aspektach. Po pierwsze, należy położyć jeszcze większy nacisk na walkę z radykalizacją i rekrutacją, a w głównej mierze odbywa się to z wykorzystaniem wirtualnej rzeczywistości. – Należy rozbijać komórki i aresztować tych, którzy indoktrynują, radykalizują, manipulują i stosują różne socjotechniki, by inni decydowali się na dokonywanie zamachów.

Nie jesteśmy w stanie, według rozmówcy Onetu, zapobiec fazie planowania i przygotowania. – Zniszczenie w zarodku taktyki „samotnego wilka” jest niezwykle trudne, ale jest jeszcze kilka elementów do wykorzystania – oprócz patroli i wzmożonych kontroli.

Chodzi np. o architekturę bezpieczeństwa. Coraz częściej na świecie obiekty buduje się z materiałów odpornych na ataki i w taki sposób, by nie dało się ich łatwo zburzyć. – W Izraelu przystanki otoczone są specjalnymi słupami tak, że ludzi nie da się staranować. Place, na których pojawiają się tłumy, również bywają odcięte od ruchu samochodów.

– Jestem daleki od tezy, że jesteśmy bezsilni. Dyskutujemy, analizujemy i komentujemy udane ataki terrorystyczne. Zapominamy jednak o tym, że każdego dnia udaremniane są jakieś spiski. O tym się nie mówi albo mówi się bardzo mało. To nie jest tak, że walkę z terroryzmem przegrywamy. Jesteśmy w stanie minimalizować ryzyko, zapobiegać zamachom, ale nie jesteśmy w stanie wyeliminować tego do zera – konkluduje dr Liedel.

onet.pl

NAWAŁNICA. DURCZOK O POMOCY RZĄDU: PARTACTWO

Sąd uniewinnił Obywateli RP, którzy mieli zakłócić mir domowy Sejmu

Uzasadnienie wyroku w sprawie „obywatelskiego wkroczenia” na teren Sejmu jest logicznie poprawne, a taktycznie sprytne. A że nie ma w nim odniesienia „do praw podstawowych i idei wysokich”? Może następnym razem.

25 stycznia uczestnicy ruchu Obywatele RP Wojciech Kinasiewicz i Rafał Suszek weszli bez przepustek na jedną z sejmowych uliczek i rozciągnęli transparent z hasłem „Naszych praw nie oddamy, a zabrane odbierzemy”. Chcieli zaprotestować przeciwko wprowadzanym przez marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego (PiS) ograniczeniom w dostępie obywateli (w tym mediów) na teren parlamentu, a w konsekwencji przeciw utrudnianiu obserwowania prac władzy ustawodawczej.

Kuchciński zgłosił zawiadomienie o przestępstwie naruszenia tzw. miru domowego. Zarzut podjęła prokuratura i zażądała ukarania demonstrantów grzywną.

Jak sąd uzasadnił swoją decyzję?

Stołeczny sąd rejonowy obu jednak właśnie uniewinnił. Uznał, że nie popełnili przestępstwa. Dotyczący miru domowego artykuł kodeksu karnego, mówi bowiem o wdarciu na „teren ogrodzony”, a tymczasem okolice sejmowych gmachów za taki uznać nie sposób, ponieważ od przestrzeni miejskiej wydzielone były wówczas jedynie niskim murkiem.

Sąd skupił się tym samym na literalnej wykładni przepisu, która w tym przypadku sprowadziła się do aspektów, by tak rzec, architektonicznych. Nie podjął zaś kwestii celów, które przyświecały protestującym, ani nie odniósł się do podnoszonej przez obrońców kwestii wymowy czynu. Tymczasem równie dobrze można było stwierdzić, że protest nie jest przestępstwem, jako że nie sposób go uznać za działanie społecznie szkodliwe. Przeciwnie, zwracanie – w pokojowy przecież sposób – uwagi na próby ograniczania przez władzę jawności prac parlamentu jest działaniem ze wszech miar zasadnym.

Cele Obywateli RP

Co więcej uwzględnienie właśnie celów przyświecających demonstrującym (a więc walki o poszanowanie praw podstawowych i zasad wynikających z konstytucji) mogłoby być przykładem i wskazówką dla innych sądów w ostatniej nawale podobnych w istocie spraw, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. Dość wspomnieć, że tylko po wtorkowej blokadzie marszu faszyzujących narodowców ulicami Warszawy policja skierowała do sądu 117 wniosków wobec jej uczestników. Toczą się też setki już postępowań związanych z tzw. kontrmiesięcznicami smoleńskimi i protestami przeciwko paradom odwołujących się również do tradycji faszystowskich organizacji pokroju Obozu Radykalno-Narodowego.

Tak czy tak sędziemu Jakubowi Kamińskiemu należą się wyrazy szacunku. Przede wszystkim za odwagę. Wszak obecna władza uważa Obywateli RP za groźnego wroga. Zaś wskutek podpisania przez prezydenta nowelizacji ustawy o sądach powszechnych, minister sprawiedliwości zyskał już wobec sędziów rozmaite możliwości represji. Ale uznania godne jest i to, że owo literalne podejście sądu przez swą bezsprzeczną logikę praktycznie uniemożliwia prokuraturze ewentualną apelację. O ile oczywiście prokuratorzy zechcą trzymać się zasad logiki, a nie poświęcą je na ołtarzu kariery.

PS Inną konsekwencją werdyktu będzie zapewne ogrodzenie kompleksu przy ul. Wiejskiej płotem.

polityka.pl

Sędziowie piszą prawo

16.08.2017
środa

Prezydent zapowiedział własne ustawy o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, w miejsce tych zawetowanych. Ale nie wiadomo, kto nad nimi pracuje. Ani stowarzyszenia sędziowskie, ani Krajowa Rada Sądownictwa nie zostały do tych prac zaproszone.

Jednak sędziowie przygotowali własne projekty. W środę Stowarzyszenie Iustitia złożyło w Kancelarii Prezydenta projekty nowelizacji trzech ustaw: o KRS, o SN. I o ustroju sądów powszechnych, choć tę trzecią ustawę „sądową” uchwaloną w lipcu prezydent, mimo „łańcuchów światła” pod sądami, podpisał i weszła w życie w zeszłą sobotę.
Propozycje sędziów bazują na tym, co w ustawach o SN, KRS i ustroju sądów powszechnych zmieniał PiS. Ale proponują inne rozwiązania stawianych przez PiS problemów. Np. kwestia postepowań dyscyplinarnych. PiS chce stworzenia specjalnej Izby Dyscyplinarnej w Sądzie Najwyższym, w której zasiądą dobrani przez ministra-prokuratora generalnego sędziowie, wynagradzani o 40 proc. lepiej, niż pozostali. Dzięki temu kary dyscyplinarne mają być wymierzane częściej i surowiej.

Iustitia proponuje inny sposób: społeczną kontrolę nad postępowaniami dyscyplinarnymi przez publikowanie w internecie nagrań rozpraw dyscyplinarnych. Już od lat te rozprawy są publicznie dostępne, teraz byłoby można obejrzeć je na swoim komputerze

PiS uchwalił – w ustawie o ustroju sądów powszechnych – że minister będzie miał jeszcze więcej władzy, niż dotąd. W szczególności nad prezesami sądów. Sędziowie zamiast zwiększania władzy ministra proponują coroczne, publikowane w internecie, sprawozdanie prezesów z działalności sądu. Prezes przedstawiałby je najpierw mieszkańcom umożliwiając debatę nad nim. To rozwiązane absolutnie nowatorskie

Iustitia proponuje też utworzenie samorządu sędziowskiego, do którego delegaci wybierani byliby na poziomie każdego sadu. Zaczątkiem takiego samorządu jest, powołane w czerwcu, Forum Współpracy Sędziów.

Iustiutia odrzuca rozwiązanie przyjęte przez PiS: że minister sprawiedliwości – prokurator generalny bez konsultacji z samorządem sędziowskim i Krajową Radą Sądownictwa powołuje prezesów sadów . Zamiast tego proponuje, by minister wybierał spośród dwóch kandydatów przedstawionych mu przez samorząd sędziowski. To powtórzenie procedury, która obowiązuje w Trybunale Konstytucyjnym i Sądzie Najwyższym, Tyle, że tam prezesa wskazuje nie minister, a prezydent.

PiS kwestionuje wybory sędziów do KRS jako niedemokratyczne. Chce, by wybierali ich posłowie. Iustitia proponuje, by kandydatów do KRS mogła zgłaszać, poza samorządami zawodów prawniczych, grupami sędziów, rzecznikiem praw obywatelskich i akademickimi wydziałami prawa, także grupy 2 tys. obywateli. Z tych kandydatów sędziowie wybieraliby członków KRS w wyborach „powszechnych” (głosować mógłby każdy sędzia). A przesłuchania kandydatów na członków KRS odbywałyby się publicznie i byłyby transmitowane w internecie.

Tej propozycji PiS raczej nie może zarzucić braku transparentności i społecznej kontroli.

Wreszcie, w ramach usprawnienia pracy sądów, Iustitia proponuje, by sędziowie mogli być delegowani do pracy urzędniczej w ministerstwie sprawiedliwości na nie dłużej, niż dwa lata. I by w tym czasie, mając zakaz orzekania, nie pobierali pensji sędziego, tylko urzędniczą. Mieliby zagwarantowane prawo powrotu na poprzednie stanowisko sędziowskie, ale podczas ich pracy w ministerstwie sąd dostałby dodatkowy etat sędziowski.

To niektóre z propozycji Iustiti. Pytanie, czy prezydent Andrzej Duda zechce wziąć je pod uwagę. „Składamy te projekty Panu Prezydentowi, deklarując wolę dyskusji nad zaproponowanymi rozwiązaniami, oraz otwartość na głos wszystkich środowisk społecznych.”- napisało Stowarzyszenie Iustitia w liście do prezydenta.

Jeśli PiS-owi i prezydentowi Andrzejowi Dudzie rzeczywiście chodzi o zwiększenie społecznej kontroli nad sądami – to będą mieli problem w wytłumaczeniu opinii publicznej, dlaczego propozycje sędziów odrzucają. Choć prawdopodobny jest i taki scenariusz, że wezmą tylko niektóre pomysły sędziów, np. publicznie dostępne nagrania rozpraw przed sądem dyscyplinarnym i doroczne sprawozdania z działalności poszczególnych sądów połączone z publiczną debatą. Zostawią natomiast swoje pomysły – które weszły właśnie w życie – na przejęcie całkowitej kontroli nad kierownictwem sądów przez ministra sprawiedliwości. A także powrót do PRL-owskiego rozwiązania, że minister sprawiedliwości daje sędziom nagrody i wymierza kary pieniężne. Prof. Adam Strzembosz, pierwszy po 1989r. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego zawsze podkreśla, że w PRL-u był to element władzy partii rządzącej nad sędziami. A zniesienie nagród i kar pieniężnych, i wprowadzenie jednolitego uposażenia dla sędziów, jest jedną z gwarancji sędziowskiej niezawisłości.

PiS z niezawisłością walczy, i nazywa ją „sędziokracją”, wiec nie bardzo można się spodziewać, że wycofa się z rozwiązań, które właśnie weszły w życie. I zrezygnuje z przejęcia Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa.
Natomiast to, że sędziowie przygotowali projekty, to ewenement. Od lat poprzestawali na wzywaniu wszystkich środowisk prawniczych i rządu do „okrągłego stołu”, i do debaty. A kolejne władze i tak zmieniały prawo po swojemu.

Przejęcie inicjatywy przez sędziów, zamiast wyłącznie krytykowania projektów poselskich czy rządowych, może oznaczać przełom w samym środowisku. Szczególnie, jeśli wychodzi od stowarzyszenia Iustitia, zrzeszającego wielu młodych sędziów rejonowych. To właśnie na tych sędziów stawia PiS mając nadzieje, że powstaną przeciwko „starym” i zaaprobują prawo, które pozbawi „starych” władzy w sądach.

siedlecka.blog.polityka.pl

Wikipedia blokuje edycję biografii Róży Thun

17.08.2017

Europosłanka PO Róża Thun, która kilka dni temu wyszła ze studia TVP Info w czasie programu „Bez Retuszu”, znalazła się pod ostrzałem złośliwych wikipedystów, którzy uparcie próbują w jej biografii w internetowej encyklopedii zmienić narodowość na niemiecką. Jej biografia została przez jednego z moderatorów zablokowana, tak by nie można jej było edytować.

O sprawie pisze „Rzeczpospolita”. Gazeta przypomina, że europosłanka poruszyła w programie sprawę kontrowersyjnej grafiki, przygotowanej przez Telewizję Republika, na której znajdował się napis „Reparationen Machen Frei” w stylistyce bramy wjazdowej do Auschwitz. – To ewidentnie znaczy, że mamy w Polsce grupę ludzi która marzy o tym, żeby zrobić kolejne Auschwitz, ale tym razem Niemcom – stwierdziła.

Drugi z gości programu, Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i wiceprezes zarządu Telewizji Republika S.A. zarzucił europosłance żarty z milionów polskich ofiar w czasie II wojny światowej. – To, co państwo wyrabiają, to przykład kompleksów, ludzi, którzy są wyzbyci jakiegokolwiek interesu narodowego. Pani się nie czuje Polką, pani się czuje reprezentantką Niemiec i to pani nam dziś funduje – powiedział.

Róża Thun żądała przeprosin, a gdy się ich nie doczekała – po słowach prowadzącego program Michała Adamczyka, że jego goście mogą wyjaśnić sobie konflikt po programie – wyszła ze studia. – Bardzo nam przykro, że pani Róża Maria Barbara Grafin von Thun und Hohenstein opuszcza studio – powiedział za nią Adamczyk.

Następnego dnia biografia Róży Thun na Wikipedii została zmieniona przez anonimowego użytkownika. Fragment „polska działaczka organizacji pozarządowych, publicystka” został przemianowany na „niemiecka działaczka organizacji pozarządowych, reprezentująca niemieckie interesy narodowe w Polsce publicystka, posługująca się Polskim językiem” (pisownia oryginalna).

Wpis utrzymał się przez kilka minut, zanim poprawkę usunął jeden z moderatorów Wikipedii. Później jednak w ciągu kilkunastu godzin jeszcze kilkakrotnie anonimowi użytkownicy zmieniali jej polską narodowość na niemiecką. W końcu jeden z moderatorów zabezpieczył wpis z biografią – teraz nie może jej edytować dowolny, całkowicie anonimowy użytkownik.

Cały czas edytowany jest z kolei wpis o polityk na portalu wikidata.org. Tam również „polska działaczka społeczna” zmieniane jest anonimowo na „niemiecka”. Do edycji narodowości Thun dochodziło też na angielskiej wersji Wikipedii.

Europosłanka, z domu Woźniakowska – przypomina „Rzeczpospolita” – w 1981 wyszła za Franza Grafa von Thun und Hohenstein i przyjęła jego nazwisko. Jest on dalekim kuzynem z książęcego austro-niemieckiego rodu zamieszkującego Morawy. Róża Thun jest córką hrabianki Marii Karoliny Plater-Zyberk oraz prof. Jacka Woźniakowskiego, historyka sztuki, żołnierza AK, inicjatora wydawnictwa „Znak” i byłego prezydenta Krakowa. Jej przodkiem jest m.in. Emilia Plater.

Źródło: „Rzeczpospolita”

https://wiadomosci.wp.pl/wikipedia-blokuje-edycje-biografii-rozy-thun-6156280721270401a

Sławomir Sierakowski: Czy kontroluje nas Rosja?

17.08.2017

Dlaczego ani Szydło, ani Kaczyński, ani prezydent Duda nie zażądali w dalszym ciągu od Macierewicza wyjaśnienia wszystkich, tak licznych, faktów świadczących o związkach ministra z Moskwą?

Gdy w USA na dobre toczy się śledztwo wokół zaangażowania Rosji w politykę amerykańską, w Polsce wychodzą na jaw szokujące fakty świadczące o tym, że mogliśmy być poligonem doświadczalnym przed Ameryką. W Polsce i w całym regionie Europy Wschodniej Rosja skutecznie trenowała od dawna instalowanie prorosyjskich polityków na szczytach władzy, osłabianie wojska i rozwijanie agentury wpływu. W świetle wychodzących na jaw faktów jest coraz bardziej prawdopodobne, że wywiad wojskowy Rosji kontroluje polskie Ministerstwo Obrony, najważniejszego sojusznika NATO na Wschodzie. Nie sposób inaczej wyjaśnić związków Antoniego Macierewicza z podejrzanymi ludźmi, których związki prowadzą wprost do Moskwy.

Zapytajmy najpierw, komu służy osłabianie armii, dziesiątkowanie przywództwa, unieważnianie kontraktów na uzbrojenie, trzymanie w najbliższym otoczeniu postaci, wobec których polscy i zagraniczni dziennikarze udokumentowali związki z Kremlem albo mafią rosyjską? Kto był przez lata beneficjentem absurdalnego i niepotrzebnie dzielącego polskie społeczeństwo i klasę polityczną konfliktu wobec Smoleńska? Konia z rzędem, kto udowodni, że to wszystko działa na korzyść Polski. Nikt dotąd nie pokazał, co Polacy z tego mają.

Zyski Rosji

Co z tego mają Rosjanie, widać czarno na białym. Największe państwo wschodniej flanki NATO nie modernizuje swojej armii, za to tworzy nie wiadomo po co drugą – amatorską. Najważniejsi, najlepiej wyszkoleni dowódcy, którzy posiadają zaufanie sojuszników z NATO, są wyrzucani ze służby setkami. Macierewicz zamiast współpracować, konfliktuje się ze zwierzchnikiem sił zbrojnych czyli prezydentem Andrzejem Dudą, więc chaos jest już kompletny. Rosja ma na swojej zachodniej granicy państwo słabsze niż było, z armią, która się nie modernizuje, której przywództwo jest nowe oraz gorzej wyszkolone i posiada gorsze kontakty z sojusznikami.

Jeśli dodać do tego antyunijną i antyzachodnią politykę Jarosława Kaczyńskiego i Witolda Waszczykowskiego, to można śmiało powiedzieć, że jak nie raz w historii Polską rządzi „rosyjska partia”. Jedyna zagadka to, czy Macierewicz i inni robią to świadomie na korzyść Rosji, czy bezmyślnie, ogarnięci polityczną furią. Wyrachowanie Macierewicza i konsekwencja w psuciu armii jest podejrzana.

Pozbierajmy fakty jeden po drugim

Jest rok 2014. Polską rządzi od ośmiu lat partia, której jako jedynej w Europie udało się uniknąć recesji gospodarczej podczas kryzysu finansowego. W okresie jej rządów PKB kraju rośnie o niemal jedną czwartą, bezrobocie i deficyt spadają o ponad połowę. I ta partia z kretesem przegrywa wybory z partią Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza. Co się stało? Dwóch kelnerów z inicjatywy szemranego biznesmena zakłada podsłuchy w jednej z ulubionych przez polityków restauracji. Nagrania eliminują niemal całą czołówkę rządzącej partii (włączając w to szefa MZS Radka Sikorskiego, szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza, ministra finansów Jacka Rostowskiego itd.).

Mimo że politycy opozycyjnego Prawa i Sprawiedliwości odwiedzali te same restauracje, żaden nie został nagrany (albo nagranie żadnego z nich nie zostało ujawnione). Oskarżony o zorganizowanie podsłuchów biznesmen Marek Falenta wygląda na marionetkę. Wiadomo o nim, że współpracuje ze służbami specjalnymi, w których sporo wpływów zachował Mariusz Kamiński z czasów rządów 2005-2007. Sam Falenta winny był 26 milionów dolarów rosyjskiej firmie Kuzbasskaia Toplivnaia Kompaniia, blisko związanej z Władimirem Putinem.

Dodajmy do tego, że podobne afery taśmowe wybuchały także na Węgrzech i Słowacji, wszędzie eliminując polityków liberalnych. Nowe rządy na Węgrzech i Słowacji dokonały zwrotu prorosyjskiego. Rosyjski Łukoil sfinansował kampanię wyborczą czeskiego prezydenta Milosa Zemana i rumuńskiego premiera Victora Ponty, obu z prorosyjskim nastawieniem. Wyraźnie widać podobieństwo do amerykańskiej afery, w której Rosji udało się wprowadzić bliskich sobie polityków na szczyty władzy. Czy powinniśmy być zaskoczeni, gdy Jarosław Kaczyński wykona podobny zwrot w stronę Rosji jak Viktor Orban?

Po zwycięstwie PiS

Po zwycięstwie PiS w 2015 w polityce zagranicznej i obronnej zaczynają się dziać coraz dziwniejsze rzeczy. Wielkim zaskoczeniem było oddanie ministerstwa obrony najbardziej skrajnemu politykowi PiS, Antoniemu Macierewiczowi. Pamiętamy go jako autora fikcyjnej lustracji w 1992 roku, która de facto opóźniła i skompromitowała ten proces w Polsce (na tzw. liście Macierewicza zostali pomieszani agenci i ludzie całkowicie czyści; przez listę Macierewicza upadł solidarnościowy rząd i ogłoszono przyspieszone wybory, które wygrała partia postkomunistyczna). W pierwszym rządzie PiS Macierewicz doprowadza do rozwiązania polskiego wywiadu wojskowego WSI, co kończy się dekonspiracją wielu agentów i paraliżem polskiego wywiadu. Choć nie posiada żadnych wpływów w partii rządzącej, jest z niewiadomych powodów jedynym niezależnym politykiem od Jarosława Kaczyńskiego, który nie waha się odmówić wykonania poleceń szefa partii. Dlaczego?

Natychmiast po wygraniu wyborów Polska wchodzi w konflikt ze swoimi najważniejszymi sojusznikami w Europie: Berlinem, Paryżem i Komisją Europejską. Już na samym początku rządów w listopadzie 2015 w nocy wyłamują drzwi i przejmują Centrum Eksperckie Kontrwywiadu w NATO, stworzone do śledzenia rosyjskiej agentury. Ministerstwo Obrony niespodziewanie zrywa kontrakt zbrojeniowy na zakup śmigłowców wielozadaniowych Caracali od Francji, pozostawiając do dziś kraj bez tej kluczowej w dzisiejszych czasach broni. MON wyrzuca 90 proc. sztabu generalnego i 82 proc. Dowództwa Generalnego. Minister zakazuje generałom kontaktu z prezydentem, zwierzchnikiem sił zbrojnych. Jednocześnie ogłasza stworzenie Obrony Terytorialnej, osobnej armii, która ma liczyć 50 tys. Eksperci powołani do tworzenia tych jednostek, to prokremlowscy działacze, krytyczni wobec NATO pochodzący z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych (NCSS).

Jakim cudem to wszystko jest możliwe?

Dziennikarze, Tomasz Piątek z „Gazety Wyborczej” i Radosław Gruca z „Faktu”, a także organizacja pozarządowa Miasto Jest Nasze, odkryli bardzo niepokojące fakty dotyczące działalności Macierewicza. Jednym z najbliższych współpracowników biznesowych i politycznych ministra po 1989 roku jest Robert Luśnia zweryfikowany w 2006 roku jako tajny współpracownik komunistycznych służb specjalnych. Jego prowadzącymi oficerami byli najprawdopodobniej agenci GRU w Polsce. Piątek odkrywa i opisuje także „liczne i wieloletnie powiązania między Macierewiczem a gangsterem finansistą Siemionem Mogilewiczem i rosyjskim wywiadem GRU”. O Mogilewiczu „Foreign Policy” pisze, że należy do 10 najbardziej poszukiwanych przez FBI ludzi i uważany jest za przywódcę mafii rosyjskiej, współpracującego z GRU i Kremlem. Amerykański dziennikarz śledczy Robert I. Friedman określa go jako najbardziej niebezpiecznego na świecie.

Najbliższym sojusznikiem Macierewicza w USA jest były amerykański senator a obecnie lobbysta Alfonse D’Amato, którego asystent Edmund Janniger staje się doradcą ministra obrony. Piątek opisuje dokładnie powiązania D’Amato z Mogilevichem poprzez Bank of New York, który mafii rosyjskiej miał służyć za pralnię brudnych pieniędzy. Zanim Macierewicz zerwał kontrakt z Francuzami, spotkał się z D’Amato – lobbystą amerykańskiego koncernu Lockheed Martin. Od tej pory Macierewicz opowiada o zakupie śmigłowców Black Hawk.

Macierewicz podpisał z firmą D’Amato kontrakt na obsługę szczytu NATO w Polsce w 2015 roku i obsługę największego państwowego koncernu zbrojeniowego. Drugim najbliższym sojusznikiem Macierewicza jest kongresmen Dan Rohrabacher, którego portal Politico nazywa „ulubionym kongresmenem Putina”. Po zwycięstwie Kaczyńskiego w wyborach, to właśnie kongresmen Rohrabacher przyjechał do Polski osobiście pogratulować mu zwycięstwa.

Macierewicz zgłosił do prokuratory zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z artykułu, który brzmi tak: „stosowanie przemocy lub groźby wobec funkcjonariusza publicznego w celu podjęcia lub zaniechania czynności służbowych”. Chce wytoczyć Piątkowi proces karny, a nie cywilny, bo w tym drugim byłby zmuszony do udowodnienia, że dziennikarz się myli. Dlaczego?

Powiązania z Kremlem udowodniono także wiceministrowi obrony Bartoszowi Kownackiemu. „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „The Guardian” pisały: „Bartosz Kownacki, kluczowy podwładny ministra obrony Antoniego Macierewicza, był członkiem grupy zagranicznych obserwatorów z Polski podczas rosyjskich wyborów w 2012 roku. Był tam w towarzystwie Mateusza Piskorskiego, który został zatrzymany i oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji”. Dlaczego ktoś taki jest tak ważną postacią w Ministerstwie Obrony? „FAZ” opisuje także związki obecnych i byłych współpracowników ministra takich jak Tomasz Szatkowski, Jacek Kotas, Grzegorz Kwaśniak i płk Krzysztof Gaj z Narodowego Centrum Studiów Strategicznych (NCSS), które jest kuźnią kadr Macierewicza.

Jak to tłumaczyć?

Jak wiadomo, Kreml wspiera wszystkie skrajnie prawicowe ugrupowania w Unii, dążąc do jej rozbicia. Na rzecz konfliktów i dezintegracji Unii działa również obecny rząd Polski. W interesie Putina jest rozbijanie jedności Zachodu, przede wszystkim dezintegracja Unii Europejskiej. Nikt tego obecnie nie robi lepiej niż polskie władze. Wobec Brexitu i zważywszy na silną gospodarkę Polska mogła być silnym sojusznikiem Francji i Niemiec działając na rzecz wzmocnienia integracji europejskiej. Tymczasem na Polskę, dopóki rządzą w niej Kaczyński i Macierewicz, nie mogą liczyć. Może za to liczyć Putin, którego wpływ na politykę amerykańską zazębia się z wpływem na politykę Polski.

Dlaczego ani Szydło, ani Kaczyński, ani prezydent Duda nie zażądali wciąż od Macierewicza wyjaśnień tych wszystkich, tak licznych, faktów świadczących o związkach ministra z Moskwą?

Sławomir Sierakowski dla WP Opinie

https://opinie.wp.pl/slawomir-sierakowski-czy-kontroluje-nas-rosja-6156167440934529a

%d blogerów lubi to: