Aktor Krzysztof Pieczyński: pobito mnie w centrum Warszawy. Sprawca krzyczał do mnie „ty pedale”

http://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2018-01-17/aktor-krzysztof-pieczynski-pobity-w-centrum-warszawy-krzyknal-do-mnie-ty-pedale/?ref=slider

Pudrowanie choroby PiS

Niemal niezauważalnie dla polskich mediów rozpoczęły się w Berlinie rozmowy szefów MSZ Polski i Niemiec. Następca Witolda Waszczykowskiego Jacek Czaputowicz wydaje się być zaprzeczeniem poprzednika, a w każdym razie tak chcą go widzieć Niemcy.

„Die Welt” wita Czaputowicza ze zrozumieniem: „Nowo mianowany szef polskiej dyplomacji Czaputowicz ma ciężką misję w Berlinie – powinien poprawić zakłócone relacje z Niemcami. A więc robi dużo inaczej niż jego poprzednik. Dziennik już w tytule stawia pytanie: „Reparacje?” i odpowiada: „Brak tematu dla polskiego ministra”.

Czy tak rzeczywiście jest? Szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel po spotkaniu z polskim ministrem zdefiniował cel spotkania, iż Niemcy są bardzo zainteresowani, aby wraz z Polską i innymi partnerami UE stabilizować sytuacje UE.

Padły też „nieśmiertelne” od dwóch lat – tyle, ile rządzi PiS – stwierdzenia o reparacjach wojennych. Gabriel orzekł, że ta kwestia została uregulowana na początku lat 90.tych: „Mamy pozycję jasną pod względem prawnym – otóż wszystkie kwestie reparacyjne zostały uregulowane końcowo, rząd wybrany demokratycznie na początku lat 90. to potwierdził”.

To wg niemieckiego ministra zamyka temat i zaproponował, żeby tą kwestią zajęły się środowiska naukowe. Czyli krótko pisząc: historycy. Co na to polski minister? Czaputowicz dość anemicznie się przeciwstawił, najpierw zastosował pisowską argumentację, a następnie uciekł się do znamiennego dla tej parti qui pro quo.

Otóż Czaputowicz powołał się na wolę suwerena, iż „chcielibyśmy, żeby (debata) była prowadzona, społeczeństwu polskiemu należy się”. Niestety, politycy PiS budują poparcie na resentymencie wobec Niemiec. A zamierzona pomyłką w ustach Czaputowicza jest stwierdzenie: „przyjmuję propozycję ministra Sigmara Gabriela, by eksperci dyskutowali na ten temat”. Typowa dla partii Kaczyńskiego celowa pokrętność, aby „dyskusję naukowców”, tj. historyków, pomylić z dyskusją (negocjacjami) ekspertów.

Ale i tak Czaputowicz zaprezentował się o niebo lepiej od Waszczykowskiego. W związku z tym jeden z prawicowych publicystów (A. Gadowski) nazwał Czaputowicza – KAPUTowiczem. Czaputowicz odniósł jakiś sukces, Gabriel nie wykluczył odnowienie rozmów ministrów dyplomacji w formacie Trójkąta Weimarskiego.

Nie oczekujmy jednak, aby nowy rząd nagle odbudował pozycję Polski w Unii Europejskiej, gdyż wiązałaby się z tym zupełnie inna polityka wewnętrzna. Kaczyńskiego nie stać na to, aby unieważnić niekonstytucyjne ustawy, czyli wycofać się z demolowania kraju i przyznać się do tego.

Na razie mamy do czynienia z pudrowaniem wizerunku władzy PiS, tak jak w XVII i XVIII wieku pudrowali swoje oblicza francuscy arystokraci, aby ukryć wykwity chorób wenerycznych. Władza PiS jest chora i w zapaści, tj. niemocy. Na tym swoją siłę może zbudować opozycja.

 

Witold Gadowski: Czaputowicz = KAPUTowicz

Moje:

Pisowski suweren wkracza do stosunków polsko-niemieckich. „Wkracza” – to znaczy – PiS napuszcza.

PiS znowu powoluje się na suwerena.

Renata Grochal Retweeted Piotr Beniuszys

To nie polskie społeczeństwo potrzebuje debaty o reparacjach, jak twierdzi nowy szef MSZ, tylko politycy, którzy budują poparcie na resentymencie wobec Niemiec.

„Ten temat [reparacji] nie istnieje w stosunkach pomiędzy naszymi [polskim i niemieckim] rządami” – minister Czaputowicz dla „Die Welt”. „To polskie społeczeństwo potrzebuje tej debaty”.

Reparationen? Für Polens neuen Außenminister kein Thema

Nowo mianowany szef polskiej dyplomacji Czaputowicz ma ciężką misję w Berlinie – powinien poprawić zakłócone relacje z Niemcami. A więc robi dużo inaczej niż jego poprzednik.

https://www.welt.de/politik/ausland/article172553018/Fuer-Polens-neuen-Aussenminister-sind-Reparationen-kein-Thema.html

Na dodatek min. Czaputowicz pomylił chyba dyskusję naukowców, o której mówił Gabriel, z rozmowami ekspertów. To coś zupełnie innego.

Sigmar Gabriel: kwestia reparacji uregulowana pod względem prawnym

17.01.2018

Kwestia reparacji wojennych została uregulowana pod względem prawnym i zatwierdzona przez polski rząd na początku lat 90. – mówił dziś na konferencji prasowej szef MSZ Niemiec Sigmar Gabriel. Zaproponował również, żeby tą kwestią zajęły się środowiska naukowe.
Sigmar GabrielFoto: AFP
Sigmar Gabriel
  • Dziś rano rozpoczęły się rozmowy szefów MSZ Polski i Niemiec w Berlinie, tematem były m.in. reparacje wojenne
  • Sigmar Gabriel stwierdził, że ta kwestia została uregulowana prawnie już na początku lat 90.
  • Chcemy, by dyskusja o reparacjach była prowadzona na poziomie ekspertów – przyznał Jacek Czaputowicz

Gabriel podkreślił po spotkaniu z szefem MSZ Polski Jackiem Czaputowiczem, że Niemcy są bardzo zainteresowani, aby wraz z Polską i innymi partnerami UE stabilizować sytuacje UE. Jak dodał, Polskę i Niemcy łączą m.in. sprawy gospodarcze, jednak istnieją też różnice, o których – jak dodał – rozmawiał z szefem polskiego MSZ.

Niemiecki minister spraw zagranicznych nawiązał również do toczącej się w Polsce debaty na temat reparacji wojennych za II wojnę światową od strony niemieckiej. – Mamy pozycję jasną pod względem prawnym – otóż wszystkie kwestie reparacyjne zostały uregulowane końcowo, a także rząd wybrany demokratycznie na początku lat 90. to potwierdził – powiedział szef niemieckiego MSZ.

– To nic nie daje, jeśli będziemy się powoływać na sprawy prawne, jeśli w tak ważnym kraju jak Polska istnieje debata społeczna i moglibyśmy poprosić naukowców, aby zajęli się tą kwestią – dodał.

Szef niemieckiego MSZ podkreślił, że będzie starał się o spotkanie z szefami MSZ Polski i Niemiec w formacie Trójkąta Weimarskiego na marginesie konferencji monachijskiej. – Chcielibyśmy w następnych tygodniach i miesiącach nasze stosunki intensyfikować – zadeklarował.

Jacek Czaputowicz: to nie jest balast w stosunkach między rządami Polski i Niemiec

Chcemy, by dyskusja o reparacjach była prowadzona na poziomie ekspertów – oświadczył szef MSZ Jacek Czaputowicz na wspólnej konferencji prasowej z szefem niemieckiej dyplomacji Sigmarem Gabrielem. Jak zastrzegł, na tym etapie, nie jest to kwestia, która stanowi balast w stosunkach między rządami.

Czaputowicz poinformował, że na spotkaniu z szefem niemieckiego MSZ poruszono również trudne kwestie, m.in. dotyczące dyskusji na temat reparacji.

– Chcielibyśmy, żeby (dyskusja) była prowadzona. Społeczeństwu polskiemu należy się, ma ono prawo do tego, by poznać najnowsze karty swojej historii, a dotyczą one funkcjonowania okresu komunistycznego – mówił szef polskiego MSZ.

Czaputowicz podkreślił, że „szukamy rozwiązania”. – Natomiast na tym etapie, nie jest to kwestia, która stanowi jakiś balast w stosunkach między rządami – zapewnił.

– Uważamy, że powinny odbyć się dyskusje na poziomie ekspertów i przyjmuję propozycję ministra Sigmara Gabriela, by eksperci dyskutowali na ten temat – wskazał szef polskiego MSZ.

Rozmowy ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec, Jacka Czaputowicza i Sigmara Gabriela, rozpoczęły się dziś rano w Berlinie. Szefowie dyplomacji mają rozmawiać o relacjach dwustronnych, a także o kwestiach unijnych i międzynarodowych.

Wśród tematów spotkania mogą znaleźć się m.in. przyszłość Unii Europejskiej, brexit, negocjacje w sprawie nowego wieloletniego budżetu unijnego, kryzys migracyjny, polityka wschodnia, kwestie bezpieczeństwa, polityka energetyczno-klimatyczna oraz problemy globalne w kontekście objęcia przez Polskę niestałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w latach 2018–2019.

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/sigmar-gabriel-kwestia-reparacji-uregulowana-pod-wzgledem-prawnym/9vrwcsx

Ekspert zespołu Laska: Macierewicz kłamie. Znalazł zdjęcia na wycieraczce? „Gratuluję”

10 października 2013 (http://www.tvn24.pl)

Jean-Claude Juncker: prowadzimy konstruktywny dialog z polskim rządem

Prowadzimy konstruktywny dialog w sprawie praworządności z polskim rządem, a uruchomienie artykułu 7 Traktatu o UE nie oznacza sankcji; to artykuł, który ma być ostrzeżeniem – oświadczył dziś w Strasburgu szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.
"Mam nadzieję, że w Polsce przestanie się mówić, że naszym głównym celem jest nałożenie kary na Polskę"Foto: PAP
„Mam nadzieję, że w Polsce przestanie się mówić, że naszym głównym celem jest nałożenie kary na Polskę”
  • Komisja Europejska uruchomi art. 7 wobec Polski
  • KE w zaleceniach wskazała, że chodzi m.in. o wprowadzenie zmian do ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS
  • Uruchomienie artykułu 7 traktatu unijnego nie oznacza sankcji, to jest artykuł, który ma być ostrzeżeniem – stwierdził szef komisji Jean-Claude Juncker

Juncker wziął udział w debacie w Parlamencie Europejskim poświęconej wyzwaniom stojącym przed bułgarską prezydencją w Radzie UE.

– Prowadzimy konstruktywny dialog z polskim rządem. W Brukseli przyjąłem nowego premiera Polski (Mateusza Morawieckiego) i staraliśmy się doprowadzić do zbliżenia poglądów. Nie prowadzimy wojny z Polską, tylko rozmowy z polskim rządem. Uruchomienie artykułu 7 traktatu unijnego nie oznacza sankcji, to jest artykuł, który ma być ostrzeżeniem. Mam nadzieję, że w Polsce przestanie się mówić, że naszym głównym celem jest nałożenie na nią kary – powiedział przewodniczący KE.

Zaapelował też do premiera Bułgarii Bojko Borisowa i jego rządu, aby w konstruktywny i kompromisowy sposób podszedł do kwestii uruchomienia art. 7 wobec Polski. – Poszukiwanie kompromisu należy zresztą do zadań państwa sprawującego prezydencję – powiedział szef KE.

Komisja Europejska w grudniu podjęła decyzję o uruchomieniu wobec Polski procedury z art. 7 traktatu unijnego. Wiceszef KE Frans Timmermans, który poinformował o tej decyzji, podkreślił, że Komisja daje Polsce trzy miesiące na wprowadzenie w życie rekomendacji dotyczących praworządności.

Spotkanie Morawiecki–Juncker

9 stycznia w Brukseli Juncker spotkał się z premierem Morawieckim. Kolacja obu polityków, w której brali też udział Timmermans oraz minister ds. europejskich Konrad Szymański, trwała ponad dwie godziny – dłużej, niż początkowo planowano. Źródła dyplomatyczne podały, że szef polskiego rządu przez kilkanaście minut rozmawiał z Junckerem w cztery oczy. Obie strony chwaliły dobrą i konstruktywną atmosferę spotkania.

Morawiecki i szef KE umówili się na kolejne spotkanie, by – jak napisali we wspólnym oświadczeniu – kontynuować dyskusję w omawianych sprawach, „mającą przynieść postępy do końca lutego”.

W najbliższą niedzielę w Brukseli planowane jest też spotkanie Timmermansa z nowym ministrem spraw zagranicznych Jackiem Czaputowiczem.

KE w zaleceniach przyjętych 20 grudnia 2017 roku wskazała, jakie działania muszą podjąć polskie władze, aby odpowiedzieć na jej zastrzeżenia. Chodzi m.in. o wprowadzenie zmian do ustawy o Sądzie Najwyższym, w tym o niestosowanie zapisu o obniżonym wieku emerytalnym wobec obecnych sędziów.

Komisja domaga się też zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa. Chce, by nie przerywano kadencji sędziów-członków Rady i zapewniono, by nowy system gwarantował wybór sędziów-członków przez przedstawicieli środowiska sędziowskiego. Innym z zaleceń jest „przywrócenie niezależności i legitymacji Trybunału Konstytucyjnego przez zapewnienie, aby prezes i wiceprezes (TK) byli wybierani zgodnie z prawem oraz aby wyroki Trybunału były publikowane i w całości wykonywane”.

https://wiadomosci.onet.pl/swiat/jean-claude-juncker-prowadzimy-konstruktywny-dialog-z-polskim-rzadem/1xpzxf9

TEST POLSKO – EUROPEJSKI U PROGU 2018

17 stycznia 2018

Jak wyglądają sprawy polskie w Unii Europejskiej na początku 2018 roku ? Po pierwsze, co z artykułem 7 i stanowiskiem Komisji oraz Parlamentu Europejskiego w tej sprawie ?

PAP wprowadza od kilku dni wiele zamieszania sugerując, że Parlament wycofa się z prac nad sprawami polskimi. W połowie listopada PE przyjął rezolucję opisującą zagrożenia dla demokracji i praworządności w Polsce, i zobowiązał Komisję Wolności i Sprawiedliwości do przygotowania raportu w tej sprawie. Ale w połowie grudnia Komisja Europejska przyjęła mocne, jednoznaczne stanowisko w sprawie naruszania praworządności w Polsce, uruchamiając procedurę art. 7 – żeby w konsekwencji Rada (kraje członkowskie) jasno potwierdziły, że następuje systemowe i systematyczne naruszanie zasad państwa prawa w Polsce (22 głosy potrzebne).

To najsilniejsze z możliwych – ostrzeżenie. Zarazem Komisja dała władzom polskim 3 miesiące na refleksję i reakcję.

I jest jasne, że te dwie instytucje (KE i PE) muszą uzgodnić teraz ścieżki postępowania. Nie ma sensu żeby Komisja Wolności w PE robiła jeszcze raz to samo, co zrobiła Komisja Europejska. Jest sens, żeby Parlament Europejski – potwierdził poprzez rezolucję kierunek podjęty przez Komisję Europejską, żeby dał czas władzom polskim na reakcję, żeby dał sygnał, iż wyrazi zgodę na uruchomienie artykułu 7, jeśli Rada (rola prezydencji bułgarskiej) będzie gotowa do takiego działania po wniosku Komisji.

Ale wszystko może być odwrócone a procedury zatrzymane jedynie pod warunkiem spełnienia przez polskie władze wskazanych w dokumentach KE rekomendacji. Tego wymagają procedury i zasady.

Czyli: nic w stanowisku PE się nie zmieniło – tylko trzeba działać spójnie.

Wszystko zatem jest w rękach władz polskich. Mogą one zatrzymać procedury artykułu 7, jeżeli rząd i rządzący w Polsce zmienią postawę i konkretne rozwiązania naruszające praworządność, niezawisłość sądownictwa, prawa obywatelskie. Polski premier rozmawia z Junckerem. Szef MSZ spotyka się z Timmermansem. To otwiera możliwości. Byłoby mądrze i dobrze dla wiarygodności Polski (polskiego rządu), gdyby to chwilowe okienko szans stało się rzeczywistością . Będzie źle dla wiarygodności i pozycji Polski w UE – jeśli ta szansa zostanie zmarnowana. Niestety – nie jestem optymistą.

Jednym z tematów kluczowych i spornych między polskim rządem a UE jest sprawa uchodźców. Rząd polski stoi odwrócony plecami wobec solidarnych rozwiązań europejskich w tej materii. Rozwija kłamstwa i manipulacje, że uchodźcy to terroryści, zagrożenie dla bezpieczeństwa i naszej tożsamości kulturowej. Czyli podważa sens chrześcijańskiego przesłania Papieża Franciszka, co jak na 1050 letnią tradycję chrześcijaństwa w Polsce jest niebywałe. Tymczasem okazuje się, że węgierski premier Orban jest otwarty na warunkowe przyjmowanie uchodźców (de facto mówi to, co jest wypracowane w rozwiązanych na rzecz uchodźców – że kraj ma prawo przedstawić oczekiwania dotyczące tego, kogo przyjmie) i jedynie nie chce obowiązkowych kwot dla krajów w realokacji uchodźców, co mocno powiedział prawie 2 miesiące temu Tusk.

Czy ktoś się opamięta w polskich władzach i pójdzie otwartą obecnie ścieżką w tych sprawach ? To niewątpliwie poprawiłoby wizerunek Polski i polskiego rządu w Unii. I dałoby możliwość, byśmy przy różnych debatach unijnych zajęli znów miejsce przy stole, a nie ciągle sami od tego stołu europejskich dyskusji i decyzji się odsuwali. Na własne żądanie i życzenie.

A przecież wchodzimy w kluczową debatę o przyszłych (2020 – 2027) ramach finansowych Unii Europejskiej.

Czy polski rząd będzie chciał zwiększyć budżet UE (i ochronić go przed ubytkami wynikającymi z Brexitu) godząc się na zwiększenie wkładu krajów ? Czy polski rząd da jakikolwiek sygnał, że rozpocznie drogę do strefy Euro ? – by uczestniczyć w stanowieniu nowych reguł dotyczących zarządzania gospodarką europejską… Czy polski rząd będzie chciał budować Jednolity Rynek Cyfrowy naprawdę, a nie podważać jego kluczowe reguły niszcząc sens Europejskiej Regulacji o Ochronie Danych Osobowych przez wyjęcie z zasad ochrony prywatności 90 proc.przedsiębiorstw, co proponuje Ministerstwo Rozwoju (co łamie już przyjęte prawo europejskie) ?

Nadchodzące tygodnie – to realny test dla relacji polsko – europejskich. Istotą tego testu jest wiarygodność naszego kraju i jego szanse na przyszłość i rozwój. Istotą tego testu jest prawdziwa suwerenność Polski, oparta na współpracy z Unią i poczuciu, że to, co polskie jest wspólne z tym, co europejskie.

http://michalboni.natemat.pl/227611,test-polsko-europejski-u-progu-2018

„Był ogromny polityczny nacisk, by złamać prawo”

„Był ogromny polityczny nacisk, by złamać prawo”

Antoni Macierewicz udzielił wywiadu „Gazecie Polskiej”. Odniósł się do swoich dokonań z czasów pełnienia obowiązków ministra MON, widząc w nich przede wszystkim wielki sukces.

Udało mu się uświadomić partnerom z NATO, jakie niebezpieczeństwo stanowi Rosja, ściągnąć do Polski wojska USA, co jest początkiem zapewnienia naszemu krajowi bezpieczeństwa. Nie ukrywa też, że „(…) realizacja zmian w armii jest ściśle związana z dramatem z 10 kwietnia. Za ten dramat odpowiada Federacja Rosyjska, ale nie byłby on oczywiście możliwy, gdyby nie zaniedbania po stronie polskiej”

Pan Macierewicz dość lekceważąco traktuje krytykę ze strony byłych wojskowych. Jest przekonany, że „ich wpływ na żołnierzy jest żaden, nie mają autorytetu w wojsku”, stąd wszelkie obawy, jakoby mogli chcieć „coś namieszać” są bezpodstawne. Wciąż stoi też na stanowisku, że zablokowanie nominacji generalskich było wielkim błędem prezydenta Dudy i miało znaczny wpływ na zahamowanie dobrych zmian w wojsku.

W rozmowie nie mogło zabraknąć pytania o generała Kraszewskiego, dyrektora departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w BBN. Dostęp do informacji niejawnych został odebrany generałowi słusznie i na podstawie dokładnych i szczegółowych badań. „Trzeba podkreślić, że był ogromny polityczny nacisk, by złamać prawo i od badania zagrożeń związanych z osobą gen. Kraszewskiego odstąpić” – powiedział były szef MON. Antoni Macierewicz jest przekonany, że podjął słuszną decyzję w tej sprawie, a wszelkie działania, które zmienią jego decyzję to nic innego jak postąpienie wbrew prawu. 

Jak widać, Antoni Macierewicz twardo trzyma się swojej „prawdy” i jest przekonany, że „dobra zmiana”, którą wprowadził w wojsku wyjdzie Polsce na zdrowie. Same sukcesy, oczyszczenie szeregów z elementów niepożądanych, reorganizacja, obrona terytorialna i rzeczywiście, my, obywatele, możemy spać spokojnie. Z taką armią, jaką nam zorganizował pan Macierewicz nic złego nas nie spotka. Czy aby na pewno?

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Prezydent Andrzej Duda znowu pod ostrzałem krytyki

Prezydent Andrzej Duda znowu pod ostrzałem krytyki

Andrzej Duda znowu podpadł. Tym razem za wpis na Twitterze, w którym odniósł się do śmierci znanej wokalistki Dolores O’Riordan.

Panu Wyszkowskiemu, członkowi Kolegium IPN, felietoniście portalu niezależna.pl bardzo nie spodobały się słowa pana prezydenta, który napisał „Dolores O’Riordan odeszła. Osierociła The Cranberries ale zostawiła nam wiele pięknej muzyki. Dolores płaczemy i dziękujemy! RiP”. Odpowiedział więc kpiąco „Płacz po śmierci O’Riordan! Łzy dla sierot z The Cranberries? Flagi na pałacu nie opuszczono, ale może Soloch poleci na pogrzeb razem z kompanią honorową (bez koni?)? Powtórka z podlizywania się pospólstwu sentymentalną tandetą z oklaskiwania łez Solorza na gali Polsatu!”. Pan Wyszkowski nawiązał do udziału prezydenta w gali z okazji 245 – lecia Polsatu i braku reakcji na żarty z katastrofy smoleńskiej, którą prześmiał kabareciarz Robert Górski.

Internauci są podzieleni. Jedni piszą, że „Wyszkowski ma 100 procent racji. PAD zachowuje się żałośnie. Szkoda słów. Dno” (~Atanazy), „co wy buraki tak ujadacie na p krzysztofa y czyli jestem z gdanska ma w 100% racje duda nie dorasta p krzysztofofi do piet ja juz na dude tez nie zaglosuje niech z telewizji polasat od dudy bije sama pych bo co ja teraz jestem prezydetem ale nie zapominaj chlopcze ze my tez glosowalisy ale sie skonczylo ja mysle ze duda powinien wrucic pod SZYLD UNIA WOLNOSCI JAK BYL MASZ PRZEGRANE WYBORY JAK W BANKU GDANSK MOWI DOSC” (~Jasiu)*, inni „Polecam panu Wyszkowskiemu magnez, codziennie. Uspokaja nerwy” (~emerytka).

Jak widać, prezydent Duda płaci już wysoką cenę za dymisję Antoniego MacierewiczaCokolwiek zrobi, cokolwiek napisze, nic nie uratuje go przed ostrą krytyką dotychczasowych „przyjaciół”. Zastanawiam się tylko, czy akurat ten post prezydenta rzeczywiście powinien wywołać aż taką agresję. Przecież była to tylko reakcja człowieka na śmierć kogoś, kto dla niego był w jakiś sposób ważny. No cóż, kara być musi. Rozczarował pan prezydent znaczną część swego elektoratu to niech teraz ma. Oni mu teraz pokażą…

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Gen. Różański: nie było żadnej doktryny Macierewicza

Gen. Różański: nie było żadnej doktryny Macierewicza

– „Chęć dyskredytowania nas była rzeczą powszechną. Jesteśmy dobrymi żołnierzami, ale nie pasowaliśmy do tej formuły, którą chciał przygotować pan minister Macierewicz. To nie była żadna doktryna, nie było doktryny Macierewicza” – powiedział w TVN 24 gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. Komentując odwołanie Antoniego Macierewicza ze stanowiska ministra obrony narodowej, stwierdził: – „Szkoda, że tak późno”.

Wytknął Macierewiczowi składanie deklaracji słownych bez pokrycia w faktach. – „Jeżeli minister twierdzi, że obecna armia jest najlepszą, jaka była, to dlaczego nie jest modernizowana? Dlaczego jednostki tracą swoją zdolność na rzecz Wojsk Obrony Terytorialnej, których dalej nie widać? Stwierdzenie, że my zatrzymamy potencjalnego przeciwnika na granicy, przeczy wszelkim zadaniom sztuki operacyjnej. Pan minister mówił dużo rzeczy, które nie pokrywały się z rzeczywistością, jak chociażby słynne Mistrale” – stwierdził gen. Różański.

W wywiadzie nie mogło zabraknąć pytania o gen. Jarosława Kraszewskiego, dyrektora departamentu zwierzchnictwa nad siłami zbrojnymi w prezydenckim BBN. Podległe Macierewiczowi służby cofnęły mu dostęp do tajnych informacji. – „Generała Jarosława Kraszewskiego znam kilkanaście lat. Gdyby ktoś mnie spytał, czy mogę ręczyć za tego oficera, z całą odpowiedzialności powiem: tak, z całą pewnością mogę ręczyć swoją osobą. To jest prawy i wartościowy oficer” – zadeklarował były dowódca generalny rodzajów sił zbrojnych. Zdaniem gen. Różańskiego, doradca prezydenta był elementem politycznej gry.

Gen. Różański wyraził też nadzieję, że nadejdą takie czasy, kiedy wojsko znowu będzie wspomagało Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. – „Od dwóch lat MON nie zezwala na aktywną postawę naszych żołnierzy. Do mnie żołnierze piszą i dopytują, czy to się zmieni. Wierzę, że będzie taki czas, że dziewczyny i chłopaki w mundurach będą grali razem z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy” – powiedział.

koduj24.pl

Brzydkie zachowanie prezydenta Dudy. Nie pozostawił złudzeń, że wrócił do roli Adriana

Jeszcze dzisiaj rano wydawało się, że nie wszystko stracone. Owszem, ustawa nowelizująca kodeks wyborczy leżała już na biurku prezydenta Andrzeja Dudy, ale decyzja o jego podpisie wydawała się nie być podjęta. Tym bardziej, że na dziś na 13.30 zostało umówione spotkanie prezydenta z przedstawicielami partii tradycyjnie najsilniej zakorzenionej w samorządzie, która regularnie na poziomie gmin, powiatów i województw osiąga dużo lepsze wyniki niż w wyborach parlamentarnych. Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego Władysław Kosiniak – Kamysz oraz poseł tego ugrupowania Piotr Zgorzelski mieli przekonywać prezydenta o tym, jak złe są rozwiązania przyjęte przez parlament.

Nowelizacja kodeksu wyborczego zakłada szereg mniej lub bardziej rewolucyjnych zmian. Najważniejsze z nich to mimo wszystko wprowadzenie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, wybranych po raz pierwszy w 2018 roku, wydłużenie kadencji rad gmin, powiatów i sejmików z 4 do 5 lat oraz likwidacja jednomandatowych okręgów wyborczych w gminach powyżej 20 tys. mieszkańców. Ważne z punktu widzenia mieszkańców są zmiany dotyczące obowiązkowego budżetu obywatelskiego czy inicjatywy uchwałodawczej. Finalnie PiS wycofał się także z likwidacji głosowania korespondencyjnego, pozostawiając tę możliwość osobom niepełnosprawnym.

Najwięcej kontrowersji wciąż wzbudza likwidacja sędziowskiego systemu organizacji wyborczej i zastąpienie jej przez system mieszany ze zdecydowaną przewagą strony rządowej, w szczególności ministra spraw wewnętrznych i administracji, co w połączeniu z przeforsowaniem ustawy o Sądzie Najwyższym i utworzeniem nowej izby SN, wybranej całkowicie na nowo przez nową władzę stwarza olbrzymie zagrożenie co do przejrzystości wyborów samorządowych oraz ryzyko ich “ręcznego ustawiania”. Co więcej, dzięki upolitycznieniu PKW partia rządząca zyska możliwość badania sprawozdań finansowych partii opozycyjnych, oraz nakładania na nie kar, czym może uderzać w przeciwników politycznych. Wielu ekspertów do ostatniej chwili zwracało również uwagę na zmiany definicji krzyżyka na kartach wyborczych oraz możliwość skreśleń i dopisków na nich, co w praktyce uniemożliwi oddanie głosu nieważnego a odpowiednio zmotywowanej komisji wyborczej pozwoli zaliczyć głos na tę partię, która będzie mu najbardziej odpowiadać.

Prezydent Duda pozostał jednak całkowicie głuchy na apele szefa PKW, sędziego Wojciecha Hermelińskiego, ekspertów czy polityków opozycji. Co gorsza, umówienie spotkania z politykami partii opozycyjnej i oznajmienie im już na wstępie, że nie jest zainteresowany ich zdaniem pokazuje jedynie butę i arogancję prezydenta PiS, na co zwrócił uwagę m.in. Dariusz Ćwiklak z Newsweeka.

Komunikat prezydenckiego ministra również był niezwykle lakoniczny. Piotr Mucha potwierdził informację polityków PSL, którzy rozczarowani opuścili spotkanie z prezydentem. Mucha podkreślił na briefingu prasowym, że nowelizacja zawiera bardzo wiele rozwiązań, które są przez prezydenta popierane i akceptowane. Jak dodał, “ileś postulatów artykułowanych” przez prezydenta, “znalazło odzwierciedlenie” w toku prac parlamentarnych nad nowelizacją Kodeksu wyborczego. A że prace były prowadzone w skandalicznym stylu i w olbrzymim pośpiechu a poziom ustawy szef PKW opisał malowniczo, że “wyglądają tak, jakby układał je mały Kazio” to najwyraźniej dla strażnika Konstytucji za mało.

Nic dziwnego, sezon narciarski już się rozpoczął, a Andrzej znów wrócił do roli Adriana. Harce się skończyły.

Źródło: TVN 24

crowdmedia.pl

Rzecznik prezydenta reaguje na szokujące zarzuty Antoniego Macierewicza

Pożegnalny wywiad Antoniego Macierewicza? Atakuje TVP i elity wewnątrz PiS

Fot. TV Republika

Jeśli do niedawna były jeszcze w Polsce osoby, które nie potrafiły zrozumieć dlaczego Jarosław Kaczyński nie usuwał z rządu Antoniego Macierewicza to po jego najnowszym wywiadzie dla “Gazety Polskiej” powinny już to pojąć. Jak widać, były szef MON to postać ogromnie niebezpieczna także dla obozu rządzącego, a rozjuszony “zdradą o świcie” przez prezesa Kaczyńskiego nie pozwoli o sobie zbyt łatwo zapomnieć. Na szczęście dla prezesa PiS, póki co ostrze zemsty zostało skierowane przede wszystkim na środowisko prezydenta Andrzeja Dudy, z którym Macierewicz toczył przez ostatnie 2 lata otwartą niemal wojnę.

Po raz kolejny poszło o kwestię pozbawienia dostępu do informacji niejawnych gen. Jarosława Kraszewskiego, czyli oczu i uszu prezydenta w polskiej armii. Zdaniem byłego ministra obrony decyzja ta zapadła po szczegółowym badaniu, a ewentualne przywrócenie mu dostępu do nich mogłoby oznaczać złamanie prawa. Co więcej, zdaniem Macierewicza, był ogromny nacisk polityczny, by złamać prawo i odstąpić od badania zagrożeń związanych z osobą gen. Kraszewskiego. Nazwiska, ani konkrety oczywiście nie padają, ale do tego w wykonaniu Antoniego Macierewicza można się już przyzwyczaić.

Decyzja o odebraniu dostępu do informacji niejawnej wydana przez SKW jest decyzją od której – zgodnie z prawem – przysługuje odwołanie. Generał Kraszewski skorzystał z tego prawa i odwołał się do premiera – zaznaczył w odpowiedzi na szokujące zarzuty rzecznik prezydenta Andrzeja Dudy. Jak przypomniał, z tego samego prawa skorzystał kiedyś Antoni Macierewicz, gdy za rządów PO odebrano mu dostęp do informacji niejawnych. Zwrócił także uwagę, że wypowiedzi byłego szefa MON mogą być odbierane jako próba bezprawnego nacisku na instancję odwoławczą czyli na samego premiera Morawieckiego.

“Decyzja SKW nie jest prawomocna, a wypowiedzi byłego ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza mogą być uznane za próbę wywierania nacisku na premiera jako instancji odwoławczej” – dodał Łapiński.

Po dymisji Macierewicza wielu komentatorów zadawało sobie pytanie, czy założy on nową partię, która będzie osłabiać Prawo i Sprawiedliwość. Dziś już widać, że kompletnie nie jest tym zainteresowany. Do zemsty wystarczy mu jedynie medialne imperium Tomasza Sakiewicza.

Źródło: DGP

crowdmedia.pl

Galopujący Major: Bijąc w chama, gracie role palaczy w kotłowni PiS. Ugryźcie się w język

Galopujący Major, 17.01.2018

Jarosław Kaczyński w Sejmie.

Jarosław Kaczyński w Sejmie. (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Teksty Jana Hartmana i Przemysława Szubartowicza, w których domagają się oni prawa wyzywania ludzi od chamów, nie tylko trafiają obok tarczy, lecz także są tonami paliwa dla kolejnej wygranej „wrażliwego na ludzką krzywdę” Prawa i Sprawiedliwości

„Cham wszedł na salony i głosuje na PiS”. „Polak pokazał mordę Edka”. „Naród dał się kupić za 500 plus i ma w nosie państwo prawa”. Kolejne wywiady z polskimi inteligentami – pisarzami, aktorami – pełne są takich wyznań. Czy to trafne diagnozy? A może wyraz frustracji i kompletnego oderwania elit od rzeczywistości? Po tekstach Rafała Wosia, Przemysława Szubartowicza i prof. Jana Hartmana dziś kolejny głos w naszej dyskusji.

Zanim jednak przejdziemy do sedna, zanim wskażemy, co i dlaczego, pochylmy się nad odwagą i profesorem Hartmanem. Powiada Jan Hartman, że bicie w elitarystów jest łatwe, bo cham może się odwinąć. Owszem, jest łatwe, ale nie dlatego, że cham może oddać, bo cham, z racji bycia chamem, na łamy gazet wstępu raczej nie ma. Z tego powodu, jeśli już, to bardziej można się obawiać ostracyzmu elit, przed którymi każde drzwi stoją otworem. Bicie w elitarystów jest jednak na tyle łatwe, na ile łatwe jest bycie w zgodzie z własnym środowiskiem ideowym. Tak jak dla lewicy łatwo jest bić w elity, tak dla kogoś, jak Hartman, czującego przynależność do elit, łatwo jest bić w chama.

Poklask własnych grup zapewniony, więc może lepiej dajmy spokój z tym pluszowym heroizmem po obu stronach. Zwłaszcza że pójście pod prąd może i sprawdza się w anegdotkach o Irzykowskim, ale nie determinuje prawdy. Słynny tekst Hartmana o kazirodztwie był, w mojej ocenie, trafny nie dlatego, że szedł pod prąd, tylko dlatego, że zawierał trafną argumentację.

Cham istniał za rządów PO, istnieje za PiS

Dziwi się tedy Jan Hartman, o co chodzi z tą krytyką wskazywania chamów, skoro chamy otaczają nas zewsząd, jest ich więcej niż nie-chamów, a rolą elity jest im, to jest chamom, wskazywać kierunek. Idiota to idiota – urbi et orbi ogłasza Hartman – więc po co udawać? Otóż, pytanie brzmi: po co to ogłaszać? Tak, to prawda, że na świecie jest masa chamów, a internet każdego dnia dobitnie nam tego dowodzi. Problem w tym, że za obecną sytuację, a to w jej kontekście dziś rozmawiamy, cham nie ponosi kluczowej odpowiedzialności.

To nie cham był „gejmczendżerem”. Ten cham istniał bowiem i za rządów PO, istnieje za rządów PiS, odsetek chama, ani nie wzrósł, ani nie zmalał. Ba, cham, według definicji Hartmana, prawdopodobnie nie chodzi także na wybory, wszak blisko 40 proc. uprawnionych zwykle ostaje w domach. W tym sensie wyzywanie od chamów jest nie tylko poznawczo jałowe, nie tylko obraźliwe, ale przede wszystkim oddala nas od odpowiedzi: co się takiego stało, że po dwóch latach PiS nadal cieszy się 40-procentowym poparciem?

Wyborcy mają chuchać i dmuchać na partie?

Odpowiedź najlepiej widać na przykładzie drugiego z polemistów, tj. Przemysława Szubartowicza.

Pisze Szubartowicz, że „z chwilą złamania przez partię Jarosława Kaczyńskiego konstytucji skończył się czas naturalnych w demokracji sporów, które toczyliśmy przez niespełna trzy dekady przy użyciu dobrze poznanego aparatu pojęciowego: transformacja, wykluczenie, beneficjenci, neoliberalizm itp”. Tę diagnozę najlepiej zestawić z poprzednim tekstem autora na gazeta.pl pod znamiennym tytułem „Odpieprzcie się od opozycji. Wasze jęki i żale służą Kaczyńskiemu”.

Szubartowicz trafnie diagnozuje nikły wpływ wyborców na aparat partyjny, co jest zmorą demokracji i mandatu wolnego. Tyle że jako lekarstwo autor postuluje całkowitą kapitulację. Te swoiste „przy Tobie, Schetyno, stoimy i stać chcemy” nie tylko doprowadziłoby bowiem do jeszcze mniejszego wpływu elektoratu na własne partie, ale wręcz skutkowałoby polityczną aberracją, gdzie nie tyle partia ma chuchać i dmuchać na swoich wyborców, co wyborcy mają chuchać i dmuchać na partię. Bo ta inaczej się obrazi i zabierze zabawki.

Bliźniaczo podobni do propagandystów PiS

W tekstach redaktora Szubartowicza od dłuższego czasu pobrzmiewają bowiem echa „stanu wyjątkowego”, w ramach którego autor domaga się nie tylko czasowego zawieszania wszelkich ideologicznych sporów, ale także przyzwolenia na wszelką retoryczną dintojrę, bo przecież „my się tylko bronimy”.

Kto wie, być może Szubartowicz zbyt długo patrzył w symetryczną otchłań, albowiem domaganie się swoistego czeku in blanco na działania opozycyjne jest idealną wręcz symetrią z tym, czego od swoich wyborców domaga się… Prawo i Sprawiedliwość. To dlatego ostatnie teksty redaktora Szubartowicza są tak bliźniaczo podobne do tekstów redaktora Sakiewcza.

Oczywiście Szubartowicz wygodnie ustawia sobie oponenta mówiąc, że owe wyzywanie od chamów to tylko reakcja na chamskie zaczepki. Otóż nieprawda, dyskusja nie dotyczy hejtu w sieci, którego jest masa po obu stronach, ale stygmatyzacji całych grup społecznych tylko dlatego, że poparły rządzących. O to chodziło w szyderstwie z chama autorstwa Krzysztofa Łozińskiego, a nie o to, że jedna baba drugiej babie powiedziała: „ty ubecka wdowo”.

Palacze w kotłowni Kaczyńskiego

Pomijając już okoliczność, że robienie lewicy wykładu na temat różnic społecznych jest zabawne w kontekście faktu, że właśnie na identyfikowaniu (i próbach zasypywania) tychże różnić od swego zarania zbudowana jest cała lewicowa ideologia. Ważniejsze, że zarówno Przemysław Szubartowicz, jak i Jan Hartman, kompletnie nie odrobili europejskiej lekcji sprzed stulecia. A przecież nie trzeba być profesorem, żeby zauważyć, że dla PiS i podobnych europejskich ruchów populistycznych paliwem jest antyelitaryzm.

Szubartowicz nawet przytacza dr Jacka Kucharczyka, ale zdaje się kompletnie nie rozumieć jego diagnozy. Jeśli bowiem PiS skutecznie zasilany jest energią antyelitarnego wzburzenia, to oczywistym jest, że rolą rozumnej inteligencji powinno być pozbawianie go tego paliwa. Tymczasem okopany na platformerskiej gruszy, odszczekujący się symterystom z czerwonego dworu redaktor Szubartowicz robi dokładnie odwrotnie.

A sekundujący mu Jan Hartman dopowiada: wierzcie sobie, co tam chcecie, polskie chamy są na świecie. Trudno o bardziej oczywiste przykłady realizacji strategii narracyjnej PiS.

Gracie, Panowie, role palaczy w kotłowni Kaczyńskiego za każdym razem dziwiąc się, że temperatura wzrasta, gdy dorzuca się „pogardliwego” koksu. Podpowiem: ugryźcie się czasem w język, przestańcie, wraz z kolegami, swoją retoryką do pieca dorzucać, to może wreszcie temperatura spadnie.

„Zapisywałam się do partii Nowoczesna, a nie Średniowieczna”. Troje posłów Nowoczesnej zawiesiło swoje członkostwo

http://www.gazeta.tv/plej/19,114927,22886516,video.html

 

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: