Paragraf 22

Giertych: PiS to bolszewia

Giertych: PiS to bolszewia

Roman Giertych na swoim blogu tłumaczy przyczyny negatywnego stosunku partii rządzącej do lekarzy i w ogóle wszystkich wolnych zawodów. Według byłego wicepremiera, PiS ich nienawidzi ich, „bo coś umieją i są niezależni”.

W tym kontekście podkreśla, że „rządzą nami dzisiaj ludzie, którzy zasadniczo w normalnym, rynkowym życiu nie mieliby żadnych szans”. Przekonuje, że każdy, kto samodzielnie wykonuje jakąś pracę jest PiS podejrzany, bo sami nie mają zielonego pojęcia o tak oczywistych i prostych czynnościach, jak choćby zatrudnianie pracowników, wystawianie faktur i samodzielne opłacanie ZUS- owskich składek. Tych niezależnych od państwa – zdaniem Giertycha – PiS chciałby usunąć ze swojej drogi. Stąd najlepiej, żeby np. lekarze rezydenci – wyemigrowali.

Dlaczego tak jest według Giertycha? – „Bo PiS nie jest partią prawicową, za jaką uchodzi, ale czysto socjalistyczną z światopoglądem o. Rydzyka, który stanowi pomieszanie pewnych idei katolickich i nacjonalistycznych” – dowodzi na Facebooku. – „PiS jest partią narodowo-socjalistyczną, której główną siłą jest odwołanie się do kompleksów ludzi, którym się w życiu mniej udało wobec tych, którym się udało. I dla PiS bez znaczenie jest to, że większość tego naturalnego zróżnicowania społeczeństwa jest wynikiem tego, że ci, którym się udało po prostu lepiej pracowali. Tymczasem cała propaganda PiS przeciwko sędziom, lekarzom, adwokatom, przedsiębiorcom etc. jest sposobem na zbudowanie klasowego poparcia. Sposób ten był charakterystyczny dla bolszewików”.

Przypomina, że właśnie na tym opierał się cały komunizm „jako system zakładający wymianę elit wytworzonych przez wieki w wyniku naturalnych procesów społecznych na elity powiązane partyjnie, które tworzyły się przez wspólne dążenie do władzy i jej sprawowania. Skończyło się to oczywiście klęską gospodarczą i społeczną, ale miało ogromną siłę, gdyż do elit społecznych wynosiło ludzi, którzy w normalnych warunkach nigdy by do nich nie trafili. Dokładnie to samo dzieje się dzisiaj”.

Giertych zadaje zasadne pytania: – „Czy młody reporter po „uczelni” o. Rydzyka miałby w normalnym państwie szansę zarobić 20 tysięcy miesięcznie?”. I sam odpowiada: – „Nigdy”. Stawia także pytania o niesłychanie wysokie zarobki Małgorzaty Sadurskiej i licznych „Misiewiczów”. – „Nie mają wykształcenia, doświadczenia ani zdolności. Ich jedyną „rynkową” przewagą są znajomości partyjne”– pisze Giertych. Były polityk jest przekonany, że właśnie dlatego „nienawidzą wszystkich tych, którzy samym swym istnieniem, jak ci młodzi lekarze-rezydenci, kłują ich w oczy. Bo nie mogą ich podmienić. Nie da się z Bartka Misiewicza po „studiach” w Toruniu zrobić lekarza. Ten zawód jest zamknięty dla tych, którzy nie skończyli medycyny. Więc sama obecność lekarzy w Polsce przypomina misiewiczom, że ich awans nie wynika z pracy i nauki tylko z koneksji partyjnych. I to wystarczający powód, aby ich nienawidzić i życzyć im emigracji. Stąd to: „niech jadą!”. Bo PiS to bolszewia”– kończy swój wpis Roman Giertych.

koduj24.pl

Kosztowne prezenty za publiczne pieniądze. Kolejne przywileje dla Rydzyka

Tadeusz Rydzyk słynie bardziej z bycia sprawnym przedsiębiorcą na styku kościoła i polityki niż z prawdziwego duchowego przywództwa. Redemptorysta wzbudzał wielokrotnie społeczne oburzenie swoimi związkami z politykami obecnej władzy, którzy zasilili jego toruńskie projekty wielomilionowym strumieniem publicznych pieniędzy. We wrześniu pisaliśmy o kolejnych 20 mln zł na projekt geotermii, jaki przyznał Rydzykowi jego człowiek w rządzie – Jan Szyszko.

Dziś na jaw wychodzą kolejne przywileje przedsiębiorcy. „Polska The Times” opublikował bowiem informacje wskazujące, że zakon redemptorysty uzyskał w użytkowanie wieczyste kolejną nieruchomość. Nie byłoby w tym problemu, gdyby wojewoda kujawsko-pomorski nie postanowił traktować jej jako prezentu dla swojego sojusznika. Przyznano bowiem Rydzykowi 85% bonifikatę na działkę w Porcie Drzewnym w Toruniu. Dzięki wsparciu rządzących wartą 381 tys zł nieruchomość wykupiono za niewiele ponad 10 000 zł. Jest to element silnego lokalnego układu, gdzie w województwie kujawsko-pomorskim wielu polityków próbuje ułożyć sobie dobre relacje z Rydzykiem. Świadczy o tym dobitnie wniosek prezydenta Torunia, który chciał pójść nawet dalej i przyznać redemptoryście 99% bonifikatę. Urząd miasta zasłynął już wcześniej oddawaniem Rydzykowi nieruchomości za symboliczną złotówkę.

W taki właśnie sposób zbudowano imperium finansowe Tadeusza Rydzyka. Nie jest to efekt przedsiębiorczości i menadżerskich zdolności, ale rezultat wieloletnich dotacji publicznych. Można powiedzieć, że na sukces ojca dyrektora złożyliśmy się wszyscy. Jego przedsięwzięcia nie miałby bowiem szans powodzenia bez publicznego wsparcia. Zwłaszcza przykładem mogą być tutaj słynne toruńskie geotermie, głośna inwestycja w czystą energię. Rydzyk otrzymał już 26,49 mln zł odszkodowania za cofnięcie dotacji za czasów rządu PO-PSL (sponsor – Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej), potem kolejne 19 mln na rozwój energetyki odnawialnej i ostatnio 20 mln dotacji z Ministerstwa Środowiska.

Relacja Tadeusza Rydzyka z państwem jest chyba najbardziej sekularnym przykładem jak polityka i religia z narzędzia walki o wartości przeradza się w skandaliczną machinę korupcji. Rządzący mówią o walce z układami, jednak sami stworzyli jeden z najbardziej niemoralnych związków politycznych w historii III RP. Kiedy w grę wchodzą pieniądze, dla zbyt wielu ludzi zasady przestają mieć znaczenie.

crowdmedia.pl

Pawłowicz: Adrian mści się na prezesie

Pawłowicz: Adrian mści na prezesie

Tym razem Krystyna Pawłowicz swoje opinie wyraziła w rozmowie ze sprzyjającą PiS telewizji wPolsce, a nie na Facebooku. Dowiedzieliśmy się, że ogląda ona „Ucho prezesa”! Jak to jest możliwe – religia jej nie zabrania?

Inaczej jednak nie mogłaby wygłosić takiej kwestii, dotyczącej kolejnego spotkania Duda-Kaczyński: – „To już przestało być uzgadnianie, to już przeczołgiwanie prezesa. To jest zemsta za sytuację, wytworzoną przez pana kabareciarza. Po prostu Adrian mści się na prezesie. Ja to odbieram jako kłótliwość pana prezydenta”. Posłanka Pawłowicz pewnie widziałaby go znowu w przedpokoju, gdzie siedział grzecznie na krzesełku przed drzwiami prezesa.

Z troską pochyliła się nad „ciężką dolą” prezesa PiS: – „Gdyby chodziło o jakieś drobne sprawy, które panu prezydentowi nie odpowiadają, to skończyłoby się na jednym, dwóch spotkaniach. Te dotychczasowe poprawki powinny być dla prezydenta satysfakcjonujące. To jest upokarzanie prezesa Kaczyńskiego; starszego człowieka, którego nigdy w progu nie wita prezydent”. Pewnie w jej opinii, prezes wszystkich prezesów powinien być witany jak głowy państw!

Krystyna Pawłowicz powiedziała także, że prezydenckie weta odebrała jako policzek. A na koniec stwierdziła, że „interes Polski jest dzisiaj po stronie PiS-u i prezydent ma reprezentować interes Prawa i Sprawiedliwości”. Wszystko jasne?

koduj24.pl

Wieloletni współpracownik też ma dosyć Macierewicza

Wieloletni współpracownik też ma dosyć Macierewicza

„Uznałem, że nie powinienem pracować w instytucji podległej MON skoro krytycznie oceniam to, co robi, a zwłaszcza czego nie robi minister obrony” – napisał na swoim blogu Romuald Szeremietiew. Jeden z internautów, komentując tę rezygnację, napisał: – „Szacunek, panie profesorze. Prawdziwie honorowe wyjście z tej dziwnej sytuacji w armii”.

Były wiceminister obrony w rządzie Jana Olszewskiego poinformował, że zrezygnował z pracy w Akademii Sztuki Wojennej w warszawskim Rembertowie. Wykładał tam od wielu lat, ale uznał, że musi odejść. – „Powody mojego odejścia przedstawiłem w piśmie skierowanym do komendanta-reaktora ASzW wnoszącym o rozwiązanie umowy o pracę”.

Nie napisał więcej, więc posłużmy się jego znacząco brzmiącą niedawną wypowiedzią: – „Istnieje hierarchia osób odpowiadających za obronność. Zwierzchnikiem sił zbrojnych jest prezydent, szef MON ma niższą pozycję. Jeżeli minister chce podejmować ważne działania w obszarze należącym do kompetencji głowy państwa, musi odpowiednio umotywować swój cel i przekonać prezydenta. Jeżeli mu się nie udaje, to nie może ich realizować” – mówił w sierpniu Szeremietiew w Polskim Radiu.

Z kolei w wywiadzie dla Polsat News powiedział: – „Ja znam Antoniego Macierewicza z dawnych czasów, kiedy byliśmy w opozycji i pracowaliśmy ze sobą (…) i wiem, że z Antonim mi się bardzo ciężko współpracuje. On oczekuje po prostu, że ten, kto z nim współpracuje, będzie absolutnie z nim się zgadzał i będzie wykonywał tak to, co on sobie wyobraża”.

Romuald Szeremietiew w czasach PRL był więziony za działalność opozycyjną. W tamtych czasach poznał Macierewicza. Po 1989 r. Szeremietiew zasiadał w rządzie Jana Olszewskiego jako najpierw wiceminister, a potem p.o. ministra obrony narodowej.

koduj24.pl

Oto jak Konstanty Radziwiłł marnotrawi publiczne pieniądze

Oto jak Konstanty Radziwiłł marnotrawi publiczne pieniądze

91 milionów złotych zamierza jeszcze w tym roku wydać ministerstwo zdrowia na szczepionki przeciwko pneumokokom. I można byłoby przejść do porządku dziennego nad tą informacją, gdyby nie fakt, że w Centralnej Bazie Rezerw Sanitarno-Przeciwepidemicznych jest jeszcze ok. 900 tys. takich szczepionek. Według rp.pl, powinny wystarczyć co najmniej do końca przyszłego roku.

Od 1 stycznia 2017 r. wszystkie dzieci zostały objęte darmowym programem szczepień przeciw pneumokokom. Każde dziecko powinno otrzymać trzy dawki szczepionki – dwie podstawowe i jedną przypominającą. I znowu można by powiedzieć, że bardzo dobrze, ale resort Radziwiłła w ubiegłym roku zamiast kupić szczepionki, które chronią przed 13 szczepami bakterii, wziął takie, które przeciwdziałają 10 szczepom.

Na dodatek nie są one dopuszczone na rynki Unii Europejskiej, chyba że użyje się argumentu, że mamy epidemię lub klęskę żywiołową. Tak właśnie zrobiło ministerstwo zdrowia i efekt jest taki, że część rodziców woli szczepić dzieci lepszymi szczepionkami na własny koszt.

Niezrażony tym Radziwiłł znowu planuje kupić gorsze szczepionki, nie oglądając się także na to, że zalegają one w magazynach. Jak wobec tego oczekiwać od takiego szefa resortu zdrowia, że będzie dobrze zarządzał finansami publicznymi? Powoli przestaje też dziwić, że nie potrafi rozwiązać problemów ochrony zdrowia, skoro lekką ręką wydaje miliony złotych na niepotrzebne lekarstwa.

koduj24.pl

Dla PiS demokracją jest fasadą. Jakie zatem powinno być stanowisko demokratów?

Marek Kuchciński – informuję tych, którzy mogą go nie kojarzyć – jest marszałkiem Sejmu, czyli drugą osobą w państwie. Ale jest kimś zależnym od prezesa Kaczyńskiego, od sekretarzy, którzy na kartkach napiszą mu, co ma powiedzieć. Jest człowiekiem uzależnionym niemal we wszystkim, metaforycznie ujmując: jest narkomanem bezradności. Od jednego nie jest uzależniony – od rozumu. Kuchciński nie powinien zdarzyć się w przestrzeni publicznej, jak nie powinien zdarzyć się Andrzej Duda, jako prezydent. Ale się zdarzyli się… i co im zrobicie?

Dlaczego tak się dzieje? Lekcja demokracji nie została przez wszystkich odrobiona. Przez nas, którzy wpisujemy się w idiom demokracji, bo ta samoczynnie winna gwarantowac wolności obywatelskie, a zwłaszcza przez zwycięzców ostatnich wyborów demokratycznych, dla których umowy demokratyczne są fasadą.

Piszę o Kuchcińskim, bo marszałek był opublikować na Twitterze grafikę z sondażu CBOS, w którym to dał 6 punktów procentowych więcej PiS-owi, niż rzeczywiście uzyskała jego partia w badaniu CBOS (47 proc. w sondażu, u Kuchcińskiego – 53 proc.). Dlaczego? Nie wiem. Nie potrafię wniknąć w rozum tych, dla których fałsz jest codziennością.

Znamienne jest oszustwo, którego nie trzeba uprawiać, ale jednak do niego dochodzi. I tak PiS wg sondażu miałby większość parlamentarną, a może nawet 2/3, uprawniająca ich do zmian w Konstytucji. Dlaczego tak się dzieje?

Powracam do tego, co już pisałem, mianowicie opozycja specjalizuje się w pisologii, a sama nie stwarza programu pozytywnego dla Polek i Polaków, nawet takiego programu minimum, aby zapewnić w nim wyborców, że utworzą wspólne listy.

Przede wszystkim – jak to się dzieje, że opozycja nie potrafi napisać programu własnego, tylko specjalizuje się w pisologii, czyli zwalczaniu mniej i więcej udatnie partii rządzącej? Tylko Joanna Mucha podjęła się napisania programu dla całej opozycji.

Pisałem już o tym i będę powracał. Posłanka Platformy Obywatelskiej w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej” przestrzega swoich kolegów partyjnych i Nowoczesnej: „jeśli ktoś zakłada, że trup PiS-u sam przypłynie Wisłą, to niech nie liczy, że wydarzy się to przy okazji najbliższych wyborów”.

Ba, przedwczesne jest zadowolenie, że truchło władzy kruszeje w wyniku wojny Duda – Kaczyński i Duda – Macierewicz. Może stać się tak, że Duda wewnątrz tzw. zjednoczonej prawicy utworzy jakiś swój podmiot polityczny wraz z Jarosławem Gowinem i zajmie na scenie politycznej miejsce PO i Nowoczesnej. Niemożiwe?

PiS codziennie dla siebie odkrawa Polskę po kawałku. Robi to bez uszczerbku dla siebie – w poparciu wyborców. Znaleźliśmy się w sytuacji demokratycznego imposyblizmu, który trafnie opisuje Joanna Mucha we wspomnianym wywiadzie:

„Żadne demokratyczne państwo nie ma tylu bezpieczników, by się obronić, gdy cała władza wykonawcza trafia w ręce populistów. Jedynym sposobem obrony przed łamaniem Konstytucji, które dokonuje się w krótkim czasie na wielu płaszczyznach, jest chyba jakaś forma strajku generalnego. Natomiast kiedy mamy do czynienia z metodą „salami” – co obserwujemy w tej chwili – to trudno wybrać moment, w którym mówimy: „Nie, koniec, na więcej już nie pozwolimy”.

Wykazujemy niemoc w stosunku do uprawiających gwałt na demokracji. Gwałcący twierdzi, że gwałcony tego chce. I co zrobisz gwałtownikowi? Dajemy się wykorzystać, pora podjąć ofensywę na gwałcących. Ofensywę nieortodoksyjną demokratycznie, bo dla nich demokracja to fasada.

Gigantyczna przewaga PiS. Ma blisko dwa razy więcej głosów niż PO i Kukiz’15. SONDAŻ

Na początku października na PiS (wraz z Solidarną Polską i Polską Razem) zagłosowałoby 47 proc. badanych, deklarujących udział w wyborach; PO otrzymałaby 16 proc., Kukiz’15 – 8 proc., próg wyborczy przekroczyłaby jeszcze Nowoczesna z 6 proc. poparciem – wynika z najnowszego sondażu CBOS.

Na początku października na PiS (wraz z Solidarną Polską i Polską Razem) zagłosowałoby 47 proc. badanych, deklarujących udział w wyborach; PO otrzymałaby 16 proc., Kukiz’15 – 8 proc., próg wyborczy przekroczyłaby jeszcze Nowoczesna z 6 proc. poparciem – wynika z najnowszego sondażu CBOS.

PSL otrzymałoby 3 proc. głosów, a partie: SLD, Partia Razem, Wolność Janusza Korwin-Mikkego po 2 proc.

12 proc. ankietowanych wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć” na pytanie, na które ugrupowanie zagłosowaliby w wyborach.

Udział w wyborach parlamentarnych zadeklarowało 70 proc. respondentów. Pójście do urn wykluczyło 16 proc. badanych a 14 proc. nie było zdecydowanych w kwestii uczestnictwa w głosowaniu.

Badanie „Aktualne problemy i wydarzenia” przeprowadzono metodą wywiadów bezpośrednich (face-to-face) wspomaganych komputerowo między 5 a 12 października 2017 roku na liczącej 948 osób reprezentatywnej próbie losowej dorosłych mieszkańców Polski.

dziennik.pl

 

Kuchciński o sondażu: PiS mógłby mieć 2/3 w Sejmie

Marszałek Sejmu komentuje ostatni sondaż CBOS.

300polityka.pl

Joanna Mucha: Mam wrażenie, że opozycja cały czas nie zrozumiała, dlaczego przegrała

Mam wrażenie, że opozycja cały czas nie zrozumiała, dlaczego przegrała – wskazała Joanna Mucha (PO) w wywiadzie dla „Krytyki Politycznej”. Przyznała, że PiS rozpoznało niektóre ważne problemy społeczne i „w jednym czy dwóch przypadkach” zaproponowało „nawet w miarę trafne rozwiązania”.

Mam wrażenie, że opozycja cały czas nie zrozumiała, dlaczego przegrała – powiedziała posłanka Joanna Mucha. Według niej posłowie Prawa i Sprawiedliwości natomiast rozpoznali niektóre ważne problemy społeczne i „w jednym czy dwóch przypadkach zaproponowali nawet w miarę trafne rozwiązania”. Oceniła, że „opozycja nadal nie widzi tych problemów”.

Posłanka pytana o założenia programowe dla partii opozycyjnych, które przygotowała, powiedziała, że w jej przekonaniu pod tym programem „mogą się podpisać naprawdę wszyscy. Platforma, Nowoczesna, a nawet partia Razem”. Jej zdaniem odrzucenie tych propozycji oznaczałoby przegraną „w wyborach samorządowych i parlamentarnych”. Dodała także, że „jeśli ktoś zakłada, że trup PiS-u sam przypłynie Wisłą, to niech nie liczy, że wydarzy się to przy okazji najbliższych wyborów”.

Jak tłumaczyła: Jeśli to zadanie chociaż w części by się powiodło, jeśli bylibyśmy w stanie powiedzieć ludziom: +Jako zjednoczona opozycja mamy dla was pozytywny program+, to jest szansa na zwycięstwo.

Według Muchy „to nie jest czas na polityków tworzących bon moty”. Odmawiam też uczestniczenia w polityce, która polega na doktoryzowaniu się z PiS-ologii – podkreśliła.

Posłanka poinformowała również, że rozmawiała na temat swoich założeń programowych z prezydentem Słupska Robertem BiedroniemOn sobie tego nie wyobraża, bo ma inne podejście do wielu temató – powiedziała. Dodała jednak, że w ramach zjednoczonej opozycji jest możliwa różnica zdań. Dla mnie stworzenie dużej formacji opozycyjnej, którą spaja idea demokracji, ale w której różnimy się między sobą w szczegółach programowych, to przywrócenie idei parlamentaryzmu (…) Parlament to rozmowa – tłumaczyła.

Posłanka podkreśliła także, że jest zdeterminowana do tego „żeby rozmawiać o programie, o wizji Polski na najbliższe trzydzieści lat, a nie na najbliższe wybory”. Oceniła, że „jeśli ludzie będą widzieli osobę, która wie, o co jej chodzi, i jest zdeterminowana, to ona uzyska ich akceptację”.

Joanna Mucha na wtorkowej konferencji prasowej przedstawiła założenia programu, które będzie chciała przedstawić liderom partii opozycyjnych, także pozaparlamentarnych. Jak powiedziała, po zakończeniu procesu transformacji w Polsce, konieczne jest określenie planu na kolejne 25 lat.

W założeniach programowych Muchy znalazły się postulaty tworzenia sprawnego państwa, gdzie silny jest człowiek. Sprzeciwiam się wizji państwa forsowanej w tej chwili przez PiS, gdzie silne jest państwo i najważniejszy jest naród. Bo to oznacza, że człowiek jest poświęcany nas rzecz tego narodu, poświęcany jest wtedy, kiedy musi ponieść koszty; wtedy, kiedy ponosi odpowiedzialność zbiorową – mówiła.

Posłanka opowiedziała się też za decentralizacją państwa i tworzeniem społeczeństwa obywatelskiego, a także za zmianą relacji między pracodawcą i pracownikiem. Według niej służyć temu miałoby np. ograniczenie liczby zawieranych umów cywilno-prawnych. Wśród tez programowych Muchy znalazły się też te dotyczące pogłębiania integracji europejskiej i przyjęcia wspólnej waluty euro.

Zdaniem posłanki na opracowanych przez nią założeniach można zbudować szczegółowy program opozycji. Mucha zastrzegła, że tezy programowe to jej indywidualna inicjatywa; nie zamierza też tworzyć żadnej nowej partii.

dziennik.pl

STAN GRY: Beylin: Mucha ratuje opozycję, Bravo chwali Jakiego, Twardoch: PiS czy PO? Pocałujcie mnie w dupę

— PIĄTEK 13-TEGO.

— 8 LAT TEMU TUSK ZDYMISJONOWAŁ SCHETYNĘ PO AFERZE HAZARDOWEJ: Grzegorz Schetyna, Andrzej Czuma i Mirosław Drzewiecki odeszli z pierwszego rządu Donalda Tuska.

— NIECH JADĄ – na jedynce Faktu.

— PREMIER SZYDŁO PRZEBRAŁA SIĘ U PREZESA – Fakt: “– Pani premier jest wiceszefową partii i na Nowogrodzkiej czuje się jak u siebie w domu – mówi nam ważny polityk Prawa i Sprawiedliwości”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/metamorfoza-premier-beaty-szydlo/c31rpcn

— 300LIVE:
Mazurek o protestach: Zastanawiam się, czy to nie jest inspirowane politycznie
Terlecki: Słyszę, że strajkujących odwiedzają celebryci i maskotki KOD-u
Terlecki o prezydenckim referendum: Ani nie ani tak. To jeszcze odległy termin
Terlecki: Jeżeli PAD powie, że nie podobają mu się nasze propozycje, będziemy dalej negocjować
Czabański: Wielokrotnie zwracam się do kierownictwa TVP z prośbą o wyjaśnienia pewnych zjawisk
Gowin: Dzisiaj ogłosimy powstanie nowej formacji, cały projekt ujawnimy 4 listopada
http://300polityka.pl/live/2017/10/13/

— POSŁANKA PO RATUJE OPOZYCJĘ – Marek Beylin o programie Muchy: “Mimo tych uszczerbków manifest Muchy to i tak najlepsze dokonanie ideowe opozycyjnej Platformy. Mam nadzieję, że świadczy on o szerszej woli zmian w tej partii. Bo pytanie, czy PO potrafi się zmienić, jest kluczowe nie tylko dla niej samej, lecz także dla przyszłości nas wszystkich, również jej demokratycznych przeciwników. Ponieważ tylko z odnowioną i prospołeczną Platformą mamy szansę wspólnie wygrać z PiS. I kłócić się jako wolni ludzie o kształt polskiej demokracji”. http://wyborcza.pl/7,75968,22502859,manifest-joanny-muchy-to-ostatnia-szansa-platformy-oto-dlaczego.html

— JOANNA MUCHA W SWOIM MANIFEŚCIE, który drukuje GW: “Zbudowaliśmy solidne fundamenty pod gmachem nowoczesnego państwa, wstąpiliśmy do Unii i NATO. Ale nie uniknęliśmy błędów i wielu z nas pamięta te 30 lat jako czas wyrzeczeń. Zamiast obrażać się na tych, którzy zagłosowali na PiS, przekonajmy ich, że mogą wybrać bezpieczeństwo socjalne bez łamania kręgosłupów, bez inwigilacji, bez wycinania drzew, bez patriotycznych strzelnic i Misiewiczów”.

— MUCHA O OPOZYCJI KONSTRUKTYWNEJ: “Dzisiaj władzy totalnej musi przeciwstawić się nie tak zwana totalna opozycja, lecz opozycja konstruktywna. W żadnym przypadku nie może to być opozycja wobec wczorajszych i dzisiejszych wyborców PiS. Przeciwnie, nasz program musi być otwarty także na ich potrzeby. Musimy przekonać ich, że mogą żyć w państwie, które spełnia ich oczekiwania socjalne, ale jednocześnie nie niesie z sobą garbu demontażu demokracji. Nie ogranicza osobistej wolności, nie stosuje kontroli na masową skalę, nie niszczy bezmyślnie środowiska naturalnego i polskiej kultury. Nie skazuje na izolację w Europie, a przeciwnie – gwarantuje wykorzystanie w pełni europejskich możliwości dla dobra Polski i jej obywateli. Odejście od ideologii na rzecz pragmatycznej polityki to szansa na odbudowanie wspólnoty”. http://wyborcza.pl/7,75968,22499798,panstwo-gmina-polityka-praca-patriotyzm-szkola-emerytury.html

— JOANNA MUCHA O SPOŁECZEŃSTWIE WYSP OTOCZONYCH TUJAMI – mówi Agnieszce Wiśniewskiej w Krytyce Politycznej: “Wspólne działania trzeba podejmować tak nisko, jak to tylko możliwe. Proces decentralizacyjny za naszych rządów nie był przemyślany, bo zapomnieliśmy o najważniejszym – zaangażowaniu. Jeśli tworzymy wspólnotę, to znaczy, że za siebie wzajemnie odpowiadamy, ale żeby za siebie odpowiadać, trzeba się zaangażować. Ludzie kupują sobie dom, obsadzają go tujami i poza nimi świata nie widzą. Jeśli zbudujemy społeczeństwo złożone z wysp obsadzonych tujami, to po prostu nie będzie to szczęśliwe społeczeństwo”.

— MUCHA PRZECIW POLITYCE BON MOTÓW: “Jesteśmy dzisiaj w momencie, kiedy potrzebujemy idei. To nie jest czas na polityków tworzących bon moty. Ja odmawiam uczestniczenia w takiej polityce. Odmawiam też uczestniczenia w polityce, która polega na doktoryzowaniu się z PiS-ologii… Jestem totalnie zdeterminowana, żeby rozmawiać o programie, o wizji Polski na najbliższe trzydzieści lat, a nie na najbliższe wybory. Porządna robota, wykonywana z mrówczym uporem, wcześniej czy później po prostu przynosi rezultaty. Nie ma innej możliwości. Jeśli ludzie będą widzieli osobę, która wie, o co jej chodzi, i jest zdeterminowana, to ona uzyska ich akceptację”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/mucha-ma-plan-rozmowa-z-joanna-mucha/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter&utm_campaign=krytyka

— ZMIERZCH PREZYDENTURY – Michał Wojtczak w Gazecie Stołecznej: “Pani prezydent czuje się skrzywdzona i zaszczuta. Zdaje się uważać, że skoro zwolniła urzędników bezpośrednio odpowiedzialnych za złe decyzje, to sprawa jest załatwiona. Nie przyjmuje do wiadomości, że część odpowiedzialności za aferę reprywatyzacyjną spada na nią. Dla macierzystej partii stała się obciążeniem. Przesądzone jest, że straci stanowisko wiceprzewodniczącej Platformy Obywatelskiej (nie będzie się nawet ubiegać o tę funkcję). Kto wie, może nawet przed końcem kadencji PO wycofa jej rekomendację partyjną”.
http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/7,54420,22505681,zmierzch-prezydentury-hanny-gronkiewicz-waltz-kiedys-waleczna.html

— PIS WYRUSZYŁO DROGĄ PO – Tomasz Pietryga w RZ: “Teraz władza daje sygnał: obywatelu, nic ci do tego, siedź spokojnie i czekaj jak petent w poczekalni. Kiedy się już dogadamy, damy znać, może to będzie za tydzień, a może za dwa. To zły znak, że władza już zaczyna zajmować się samą sobą, że ważniejsze stają się zakulisowe rozgrywki i robienie polityki niż transparentność działania. Podobne oderwanie od rzeczywistości cechowało podczas drugiej kadencji Platformę Obywatelską, przekonaną, że nie musi się z niczego tłumaczyć, bo od rządzenia jest ona, a nie społeczeństwo. Koniec był żałosny. PiS właśnie wyruszyło tą samą drogą”.
http://www.rp.pl//310139973-Pietryga-panstwo-PiS-schodzi-do-podziemia.html

— “PIS JAK PO SIĘ NADMIE AROGANCJĄ I WYPIERDOLI O WŁASNE NOGI” – SZCZEPAN TWARDOCH: “Wielkomiejska klaso średnia, wyśmiewaj dalej 500 plus, przewracaj oczkami na to, że swołocz pierwszy raz pojechała na wczasy i zbyt tłumnie uczęszcza twoją ulubioną plażę w Sopocie, biznesmenie prowincjonalny, pomstuj na to, iż przez 500 plus nikt nie chce pracować w twoim biznesie, który opłacał ci się tylko wtedy, gdy ludzie pracowali za stawki na wpół niewolnicze, róbcie tak dalej, a PiS będzie rządził tak długo, aż malowniczo wzorem dawnego PO nadmie się arogancją tak bardzo, że aż wypierdoli o własne nogi”.

— JESZCZE TWARDOCH: “PiS czy PO? Pocałujcie mnie w dupę”.
https://m.onet.pl/wiedza-swiat/ksiazki,s853nw

— ANDRZEJ STANKIEWICZ O PRZEDŁUŻENIU ŚLEDZTWA WS KWAŚNIEWSKICH:“Prokuratura przedłużyła śledztwo w sprawie majątku Jolanty i Aleksandra Kwaśniewskich. W obozie władzy panuje przekonanie, że była prezydencka para ukrywa nielegalnie zdobytą fortunę”.
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/sledztwo-w-sprawie-majatku-kwasniewskich-przedluzone/g5wsxn7

— PAWEŁ BRAVO CHWALI JAKIEGO: “Wiceminister sprawiedliwości przedstawił założenia do ustawy reprywatyzacyjnej. Przy wszystkich zastrzeżeniach, warto docenić odwagę szarpnięcia za węzeł sprzecznych interesów. (…) A fakt, że tak fundamentalne rozstrzygnięcie kapitalnego pytania o fundamenty rzeczpospolitej będzie odtąd miało twarz Patryka Jakiego, urzędnika skądinąd zasłużonego w psuciu państwa i osłabianiu zasad praworządności – to tylko złośliwy chichot historii i wezwanie do rachunku sumienia tych wszystkich cnotliwych mężów stanu, którzy przez 27 lat woleli udawać, że słonia nie ma w pokoju”.
https://www.tygodnikpowszechny.pl/reprywatyzacja-chichot-jakiego-150386

— ANDRZEJ RYSUJE W GW: – Pasażer zemdlał, czy na pokładzie jest lekarz? – To lot z Polski, tu są sami lekarze.

— PROPAGANDA ZAMIAST PIENIĘDZY – tytuł w Fakcie o lekarzach.

— PAŁAC SIĘ NIE SPIESZY – Agata Kondzińska w GW: “ W poniedziałek, na życzenie prezydenta, spisaliśmy nasze poprawki do jego ustaw, a we wtorek dokumenty dostał już Pałac. Za dwa tygodnie Sejm mógłby już ustawy przegłosować – wylicza polityk z otoczenia prezesa PiS. (…) Ale Pałac Prezydencki nie przyspiesza. Do końca tygodnia raczej żadne decyzje tam nie zapadną, bo Duda będzie na Węgrzech. Wiemy też, że prezydenccy prawnicy dokładnie analizują każdą poprawkę PiS. A tych – jak mówią w partii rządzącej – jest sporo”.
http://wyborcza.pl/7,75398,22505445,poprawki-pis-do-ustaw-o-krs-i-sadzie-najwyzszym-pod-lupa-prawnikow.html

— STANISŁAW TYSZKA O LEKCEWAŻENIU PREZYDENTA – mówi w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Na te spory trzeba spojrzeć w szerszym kontekście, bo moim zdaniem są one pokłosiem polityki lekceważenia prezydenta i chęci umniejszenia jego pozycji przez kilku wpływowych ministrów obecnego rządu. Z niepokojem patrzymy zwłaszcza na spór prezydenta Dudy i ministra Macierewicza, bo dotyczy spraw o fundamentalnym znaczeniu dla państwa, dla bezpieczeństwa Polski, jakimi są kwestie związane z obronnością, które powinny być wyjęte spod bieżącej kłótni politycznej. Naszym zdaniem do eskalacji tego sporu przyczyniają się niejasne przepisy konstytucji dotyczące podziału kompetencji w zakresie obronności między prezydentem a rządem. To powinno zostać uporządkowane i zdaniem Kukiz’15, którzy postulujemy system prezydencki, sprawy związane z obronnością powinny być kompetencją głowy państwa”.

— TYSZKA SIĘ DZIWI GOWINOWI: “Proszę zapytać pana premiera, może liczy na to, że poprzez iluzję wzmocnienia swojej pozycji politycznej wewnątrz obozu władzy wymusi przyjęcie ustawy o szkolnictwie wyższym. Współpracowałem kiedyś z Jarosławem Gowinem i czasem trochę się dziwię, że popiera kolejne ustawy PiS zakładające dalszą centralizacją państwa, dalsze zadłużanie kolejnych pokoleń Polaków i dalsze podwyżki podatków”.
http://www.rp.pl/Kukiz15/310129866-Tyszka-Nie-na-taka-reforme-czekaja-sady.html?template=restricted

— (NIE) CAŁA WŁADZA W RĘCE SZYDŁO – Agata Kondzińska i Ireneusz Siudak w GW: “– Będzie próba zablokowania tej ustawy. Pójdziemy do Jarosława Kaczyńskiego – słyszymy w PiS. – Pośpiech jest wskazany jedynie przy łapaniu pcheł i uchwaleniu ustaw sądowniczych. Ustawa dająca władzę Szydło pilna nie będzie – mówi polityk z otoczenia prezesa PiS. Wiemy też, że pomysł nie podoba się zakonowi PC (to działacze, którzy są z Kaczyńskim od czasu jego pierwszej partii – Porozumienia Centrum). Zakon uważa, że to osłabi pozycję prezesa PiS. – To argumenty za tym, że ustawa nie przejdzie – mówi osoba z otoczenia Morawieckiego”.
http://wyborcza.pl/7,75398,22505631,nie-cala-wladza-w-rece-szydlo.html

— ZAKAZ HANDLU W NIEDZIELĘ ZDEMOLOWANY – jedynka GW.

— MONIKA OLEJNIK W GW O MACIEREWICZU: “Ale, niestety, to, co się stało w Polsce, już się nie sklei. Z jajecznicy nie da się zrobić jajka. Winien jest też Kościół, który na żadnym etapie nie powiedział „stop”. Przyklaskiwał, a nawet brał udział w tropieniu sprawców”. http://wyborcza.pl/7,75968,22505367,smolenska-benzyna-wciaz-wysokooktanowa.html

— STRZELNICE JAK ORLIKI – Paweł Wroński w GW: “Budowę strzelnic na stulecie niepodległości zapowiada Ministerstwo Obrony. Mają się stać równie popularne jak „orliki” – boiska budowane przez rząd PO”. http://wyborcza.pl/7,75398,22505828,strzelnice-jak-orliki.html

300polityka.pl

MUCHA MA PLAN [ROZMOWA Z JOANNĄ MUCHĄ]

Redaktorka naczelna strony KrytykaPolityczna.pl

„Przez ostatnie dwa lata skupiłam się na najprostszej rzeczy, czyli budowaniu wizji solidnego społeczeństwa, w którym ludzie wzajemnie się wspierają.” Posłanka Joanna Mucha mówi, jaki ma plan i, przede wszystkim, jak chce go zrealizować.

Agnieszka Wiśniewska: W „Gazecie Wyborczej” ukazał się tekst Agnieszki Graff i Elżbiety Korolczuk zatytułowany Polski Macron musi być kobietą. Może ty będziesz tym „polskim Macronem”?

Joanna Mucha: Nie zachwycajmy się tak Macronem. Popatrzmy na efekty jego pracy, bo na razie, zgodnie zresztą z moimi przewidywaniami, ma problemy. Tak się dzieje zawsze, kiedy tworzy się partię z ludzi, którzy nigdy w polityce nie uczestniczyli.

Raczej wtedy, kiedy ludzi nie spaja wspólna wizja. Ty masz taką wizję, plan dla opozycji. I nie jest to tylko plan mówiący, że trzeba pokonać PiS, ale coś szerszego. Opierasz go na pewnej diagnozie – mówisz, że transformacja się skończyła i trzeba nam „nowych kierunków rozwoju dla Polski na kolejne trzy dekady”.

Mówię o zakończeniu transformacji już od 2014 roku. Nie ma powrotu do tego, co było.

25 lat transformacji definiujesz jako czas wyznaczany trzema wektorami: demokracja, rynek, Europa.

Zbudowaliśmy fundamenty, zmieniliśmy ustrój z komunistycznego na demokratyczny, ale jeśli chodzi o rozumienie ducha demokracji, o to na przykład, jak młodzież ją postrzega, mamy potwornie dużo do zrobienia. Fundament nowoczesnego państwa, który wylaliśmy, ma niestety dziury, które trzeba po prostu wypełnić.

Te dziury rozsadzają fundament. Instytucje demokratyczne można rozmontować w jedną noc. Kiedy Europa ma problemy, nie jesteśmy z nią solidarni. A na rynku radzą sobie ci najbardziej sprawni; ci słabsi stają się jego ofiarami.

Żadne demokratyczne państwo nie ma tylu bezpieczników, by się obronić, gdy cała władza wykonawcza trafia w ręce populistów. Jedynym sposobem obrony przed łamaniem Konstytucji, które dokonuje się w krótkim czasie na wielu płaszczyznach, jest chyba jakaś forma strajku generalnego. Natomiast kiedy mamy do czynienia z metodą „salami” – co obserwujemy w tej chwili – to trudno wybrać moment, w którym mówimy: „Nie, koniec, na więcej już nie pozwolimy”.

Moim zdaniem takimi momentami na pewno były protesty przeciwko polityce PiS. Obserwowałaś je i w nich uczestniczyłaś.

Były bardzo ważne. Ale samymi protestami nie wygramy. Dlatego przez ostatnie dwa lata skupiłam się na najprostszej rzeczy, czyli budowaniu wizji solidnego społeczeństwa, w którym ludzie wzajemnie się wspierają. To jest wizja absolutnie przeciwstawna do tego, co chce budować PiS. PiS chce państwa, w którym główną kategorią jest naród.

Mówisz o PiS, a twój plan jest szerszy.

Jestem po zarządzaniu i nauczono mnie, że trzeba przede wszystkim wiedzieć, w którą stronę się zmierza. Wizja i operacjonalizacja działań są konieczne. Dlatego starałam się stworzyć misję, która jest najprostsza na świecie – dobre, satysfakcjonujące życie każdego człowieka w najlepiej na świecie zorganizowanym społeczeństwie.

Rzeczywiście, w centrum twojego planu jest człowiek i jego wolności. Człowiek w różnorodności i równości.

Chciałam tylko powiedzieć, że nie uważam, żeby moja perspektywa była lewicowa.

Ja też nie. Jest wizją liberalną.

Kategorie, które do tej pory stosowaliśmy, tracą na znaczeniu. Były w jakiś sposób przywiązane do klasowości, a teraz klas nie ma albo są wymieszane.

Tu się nie zgadzam, ale mów dalej.

Joanna-Mucha-Agnieszka-Wisniewska-Fot-jakub-szafranski
Fot. Jakub Szafrański

Ważne jest to, czy w centrum naszej wizji społecznej stawiamy naród czy człowieka. Populiści stawiają w centrum naród.

Ty za to mówisz o wspólnotach i ich znaczeniu.

Jedną z największych tragedii, jaka się wydarzyła po 1989 roku, było wyśmiewanie każdego odruchu wspólnotowego. To się kojarzyło ze znienawidzonym za poprzedniej epoki czynem społecznym. Zapomnieliśmy o wspólnocie, wyparliśmy ją, bo w czasach komunizmu wspólnotowość była nam odgórnie narzucana. Dziś z kolei wspólnota jest odmieniana przez wszystkie przypadki…

Nie wydaje mi się, żeby tak było.

Przecież to pierwsze, o czym mówi prezydent Duda.

Ale jego wspólnota to wspólnota narodowa. Oddaliśmy wspólnotę Kościołowi i rodzinie. Nie ma wspólnoty, która jest wspólnotą lokalną albo zawodową. Związki zawodowe okazały się jedną z największych ofiar transformacji.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/wisniewska-duda-dla-ludu/embed/#?secret=ruChdgw9F0

Uzwiązkowienie jest dzisiaj fatalne. Ja kocham ideę związków zawodowych. Byłam ostatnio w Norwegii i jak widziałam współpracę związków zawodowych ze związkami pracodawców, to mi łzy płynęły. W Polsce zdecydowana większość związków działa fatalnie, bo chodzi im tylko o obronę działaczy. W Norwegii jednym z najważniejszych celów związków zawodowych jest walka z bezrobociem.

Pamiętajmy, że w Polsce nie wszyscy mogą wstąpić do związku. Wracając do wspólnoty: jeśli nie ma być narodowa, to jaka?

Wspólne działania trzeba podejmować tak nisko, jak to tylko możliwe. Proces decentralizacyjny za naszych rządów nie był przemyślany, bo zapomnieliśmy o najważniejszym – zaangażowaniu. Jeśli tworzymy wspólnotę, to znaczy, że za siebie wzajemnie odpowiadamy, ale żeby za siebie odpowiadać, trzeba się zaangażować. Ludzie kupują sobie dom, obsadzają go tujami i poza nimi świata nie widzą. Jeśli zbudujemy społeczeństwo złożone z wysp obsadzonych tujami, to po prostu nie będzie to szczęśliwe społeczeństwo.

Nie każdego stać na dom z tujami.

Nawet jeśli każdy by miał na dom i tuje, to po prostu nie jest model szczęśliwego społeczeństwa.

Szczęśliwe społeczeństwo potrzebuje – jak piszesz – partycypacji na poziomie miejskim, lokalnym, dbania o dobro wspólne. To jest coś, o czym ruchy miejskie mówią od lat. Co jednak z tego, że z sąsiadami zrobię fajny skwer przy domu, jak zaraz wejdzie tam deweloper i postawi, co zechce? Wspólnoty obywateli muszą mieć poczucie, że wspiera je silne państwo.

Nie silne, tylko sprawne. To obywatel ma być silny. Jest to chyba jedna z największych różnic między moim programem a tym, co proponują populiści. Oni chcą silnego państwa, ja chcę państwa sprawnego, elastycznego, czyli takiego, które wychodzi z ofertą do obywatela, którego zadaniem jest go obsłużyć.

To sprawne państwo zadba o prawa pracowników i o to, żeby ludzie mieli gdzie mieszkać?

Państwo musi pomagać osobom, które nie są w stanie sobie same poradzić – jest to jego psi obowiązek. Natomiast nie powinno się angażować w działania na rzecz tych, którzy sobie radzą. Mądrość państwa powinna polegać na tym, żeby odróżnić jedną sytuację od drugiej. Jeśli osoba niepełnosprawna nie ma szansy na to, żeby podjąć pracę, to państwo powinno wziąć za nią odpowiedzialność. Kocham model francuski, w którym pracują prawie wszyscy niepełnosprawni. Dostają po prostu dofinansowanie do swojego miejsca pracy.

A jeśli jesteś niesprawnym milionerem, to państwo też ma ci pomóc w znalezieniu pracy?

Myślę, że we Francji państwo pomaga wszystkim, niezależnie od dochodów. Praca jest jednym z najważniejszych elementów naszego życia, definiuje, czy mamy poczucie spełnienia i sensu. To, co się stało w ostatnich czterdziestu latach z pracą, z tym, co robimy i w jaki sposób, to jeden z najważniejszych powodów dzisiejszej zmiany paradygmatów. Praca zmieniła swój charakter; często nie ma sensu. Skoro dobrobyt społeczeństw bierze się z pracy, to obowiązkiem państwa nie jest organizowanie miejsc pracy, tylko umożliwienie wszystkim podjęcia pracy – a to jest bardzo duża różnica. Ja nie chcę państwa, które będzie stawiało fabryki. Ja chcę państwa, które będzie tworzyło żłobki i przedszkola, żeby każda kobieta mogła iść do pracy, miejsca opieki nad osobami, które są chore i które mają niepełnosprawności.

Moja wątpliwość jest taka, że jak już sprawne państwo zbuduje te żłobki i przedszkola, to niech one będą dostępne dla wszystkich. Dzielenie grup społecznych na te, które dostają wsparcie od państwa, i te, które nie dostają, naznacza te pierwsze.

Są dwa modele. Jest taki, że płacimy bardzo duże podatki i w związku z tym mamy wszystkie usługi społeczne za darmo.

Nie za darmo, bo za nie zapłaciliśmy.

Zapłaciliśmy przez podatki. A drugi model jest taki, że nasze podatki są raczej niższe, ale przez to więcej pieniędzy zostaje nam w portfelach, a w związku z tym sami płacimy za usługi społeczne. I to jest kwestia do rozsądnej dyskusji.

http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/opieka-to-praca-nie-zasob-naturalny/embed/#?secret=XNyvesojGA

Wróćmy do pracy. Masz rację, że to najważniejszy dziś temat. W „Krytyce Politycznej” co drugi dzień mamy materiał o pracy. W twoim planie czytam: „Bez wyjścia z folwarcznych, feudalnych relacji pracy nie przeniesiemy się w stronę innowacyjnej gospodarki”.

Z jednej strony praca daje satysfakcję, z drugiej tworzy dobrobyt dla społeczeństwa. Nie zbudujemy tego dobrobytu i wspólnego szczęścia, jeśli nie ucywilizujemy stosunków pracy. Zacznijmy od tego, że nie akceptujemy pracy na czarno. W szarej strefie wzajemnie się oszukujemy. Pracodawca oszukuje pracownika, pracownik pracodawcę, obaj razem oszukują państwo i wychodzą na tym, jak Zabłocki na mydle. Znam człowieka, który pracował tak pięć lat, nagle zachorował na raka i jest po prostu dramat, bo nie był ubezpieczony.

Druga kwestia to jakość pracy, na którą składają relacje z przełożonym i pracodawcą. One są czasami absolutnie folwarczne, drapieżne, niemożliwe do zaakceptowania. Znam takie sytuacje z opowieści osób, które przychodzą do mnie do biura poselskiego. To się musi zmienić, a zmieni się wtedy, kiedy pracowników zaczniemy szanować – również dając im godziwe wynagrodzenie. Skokowy wzrost płacy minimalnej oznacza, że zatrudniającym coraz bardziej opłaca się inwestować w innowacyjne rozwiązania, pamiętajmy tylko o tym, że wtedy samej pracy również będzie mniej.

Mówisz teraz bardziej o grupie, której aspiracje zbudowały to ćwierćwiecze transformacji, ale jest cała rzesza takich, którym przez te 25 lat nikt żadnej nadziei nie dał.

Wręcz przeciwnie, odebrał. I dziś są biednymi pracującymi na umowach śmieciowych. Ja nie mam nic przeciwko umowom cywilnoprawnym, żeby było jasne…

Ale, jak rozumiem, wtedy, kiedy rzeczywiście ktoś wykonuje dzieło czy zlecenie. Sprzątaczka myjąc podłogę, nie wykonuje dzieła.

No właśnie! Inny problem to samozatrudnienie. To jest w Polsce masakra.

Joanna-Mucha-Agnieszka-Wisniewska-Fot-jakub-szafranski
Fot. Jakub Szafrański

Jak słyszę, że Polki i Polacy są coraz bardziej przedsiębiorczy, czego dowodzi wzrost liczby samozatrudnionych, to nie wiem, czy mówiący to jest oszustem czy idiotą. Ponarzekałyśmy, ale wróćmy do twojego planu. Wychodzisz od człowieka, który ma tworzyć wspólnoty, a te wspierane są przez sprawne państwo, w którym dzięki godnej i bezpiecznej pracy rośnie dobrobyt. I teraz robimy odjazd kamery i jesteśmy w tym najszerszym planie – wspólnocie międzynarodowej.

Jestem potworną pesymistką, jeśli chodzi o ten zakres.

Dlatego jest na końcu w twoim planie?

Tylko integracja międzynarodowa jest gwarantem bezpieczeństwa i dobrobytu.

To fakt, regulacji dotyczących rynku pracy nie da się dziś skutecznie zmienić wyłącznie z poziomu państwa narodowego. Podobnie problemu zanieczyszczenia powietrza czy zmian klimatycznych nie rozwiążesz na poziomie jednego państwa.

Sprawne organizacje międzynarodowe mogą sobie poradzić z tymi kwestiami, ale nie pojedyncze państwa. Dziś często zapominamy o roli tych instytucji. Zapomnieliśmy po siedemdziesięciu paru latach, jak wyglądała wojna…

Tak często słyszymy w Warszawie na ulicy osoby rozmawiające po ukraińsku, że jednak nie sposób nie pamiętać, że za naszą granicą jest wojna.

No tak, ale to jednak inna sytuacja. Mam wrażenie, że jest w tej chwili rzesza ludzi, którzy tęsknią do bohaterstwa, nie mając zielonego pojęcia, że ich bohaterstwo będzie się wiązało z tym, że ich najbliżsi zginą…

A żony zostaną zgwałcone.

Żony, matki i córki. Jak mi ktoś mówi, że 2,5% PKB przeznaczone na wojsko nas obroni, to odpowiadam, że nawet 25% PKB nie sprawi, że będziemy w stanie się obronić przed jakimkolwiek dużym wrogiem sami! Dlatego tak ważne są nasze relacje międzynarodowe. Musimy być w międzynarodowej wspólnocie i nadawać jej kierunek. Byliśmy w stanie to robić do 2015 roku. Nie wierzę, że nie możemy odzyskać tej pozycji.

No dobra, ale jak to wszystko zrobić. Rozumiem, że z tym projektem idziesz do PO. Pytanie, czy Platforma zdecyduje się iść w tę stronę – a jeśli nie, to czy powstanie jakaś siła polityczna, która z taką wizją będzie gotowa wystartować w wyborach.

Powiedzmy sobie szczerze: to nie jest efekciarski program.

Powiedzmy sobie szczerze: samymi programami jeszcze nikt nie wygrał wyborów.

To też prawda.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/schetyna-do-sierakowskiego-celem-po-jest-odsuniecie-pis-od-wladzy/embed/#?secret=fYpMIO1AEE

Możesz mieć najlepszy program, ale raczej nie będzie tak, że wyborcy przed wyborami będą go analizować, zamiast oglądać telewizję. Program jest raczej punktem wyjścia do tego, żeby zorganizować ludzi, którzy wiedzą, pod czym się podpisują i w imię czego chcą stawać do wyborów.

Mam wrażenie, że opozycja cały czas nie zrozumiała, dlaczego przegrała.

PiS rozpoznało kilka ważnych problemów społecznych.

I w jednym czy dwóch przypadkach zaproponowali nawet w miarę trafne rozwiązania. Opozycja nadal nie widzi tych problemów.

Mówiąc „opozycja”, myślisz o tej parlamentarnej?

Myślę o całej stronie opozycyjnej. W moim przekonaniu pod moim programem mogą się podpisać naprawdę wszyscy. Platforma, Nowoczesna, a nawet partia Razem.

Ale Razem nie stworzy jednej partii politycznej z Platformą Obywatelską.

Wiadomo.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/razem-nigdy-nie-zgodzi-sie-z-petru-czy-schetyna/embed/#?secret=nRVy1DmvBB

Na stole są według mnie trzy scenariusze. Jeden jest taki, że Platforma przyjmuje twój program, mamy odnowę w PO, która mówi: „wyciągnęliśmy wnioski, są tutaj”. Drugi scenariusz: Platforma dogaduje się z Nowoczesną, dlatego że rozdrobniona opozycja, jak pokazuje doświadczenie węgierskie, może sobie nie poradzić z PiS. Trzeci scenariusz to stworzenie czegoś kompletnie nowego, czyli po prostu scenariusz z Macronem. Wychodzisz i mówisz, że tamci politycy niestety nie odrobili lekcji, że tam jest wielu wspaniałych ludzi, ale potrzeba nam czegoś nowego i dzisiaj jest ten moment, kiedy tę nową siłę polityczną trzeba budować, bo zegar tyka.

Dla mnie scenariusze są takie: pierwszy – nie dzieje się nic. To, co napisałam, nie trafia na żaden sensowny grunt. Chodzę i opowiadam o tym programie, ale odnowa języka opozycji nikogo nie interesuje. To scenariusz, powiedzmy wprost, przegranej. Przegranej w wyborach samorządowych i parlamentarnych. Bo jeśli ktoś zakłada, że trup PiS-u sam przypłynie Wisłą, to niech nie liczy, że wydarzy się to przy okazji najbliższych wyborów.

Drugi scenariusz jest właśnie węgierski, czyli komuś puszczają nerwy, zaczyna się tworzenie jakichś nowych bytów politycznych i w tym rozbiciu i chaosie też prawdopodobnie nie jesteśmy w stanie wygrać, bo szyldy Platformy, Nowoczesnej czy PSL-u nadal są silne.

I wreszcie trzeci scenariusz, w którym dzięki takiej osnowie, jaką jest mój plan, udaje się stworzyć naprawdę silny program, krystaliczny i ciekawy. Udaje się też przekonać do tego programu ludzi i zgromadzić pod jego parasolem całą opozycję. To jest to, o czym marzę. Jeśli to zadanie chociaż w części by się powiodło, jeśli bylibyśmy w stanie powiedzieć ludziom: „jako zjednoczona opozycja mamy dla was pozytywny program”, to jest szansa na zwycięstwo.

Zjednoczona opozycja to partie i ruchy społeczne powstałe na fali protestów antyrządowych?

Wszyscy, którzy wyznają demokratyczne podejście do państwa. Uważam, że jesteśmy w stanie zmieścić się pod jednym parasolem programowym. Rozmawiałam o tym z Robertem Biedroniem i on sobie tego nie wyobraża, bo ma inne podejście do wielu tematów. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że nie znajdziemy wielu tematów, gdzie mamy rzeczywiście różne stanowiska. Dla mnie stworzenie dużej formacji opozycyjnej, którą spaja idea demokracji, ale w której różnimy się między sobą w szczegółach programowych, to przywrócenie idei parlamentaryzmu. Jeśli wejdziemy z taką formacją do sejmu, to tam zaczniemy się spierać o różne szczegóły. Parlament to rozmowa.

http://krytykapolityczna.pl/felietony/michal-sutowski/pis-lewica-opozycja/embed/#?secret=GRlx9XaMlV

Zgadzam z Biedroniem, że pod jednym parasolem wszystkich nie upchniemy, ale już pod dwoma – czemu nie. Twój program to raczej propozycja dla zjednoczonych liberałów.

Jesteśmy dzisiaj w momencie, kiedy potrzebujemy idei. To nie jest czas na polityków tworzących bon moty. Ja odmawiam uczestniczenia w takiej polityce. Odmawiam też uczestniczenia w polityce, która polega na doktoryzowaniu się z PiS-ologii… Jestem totalnie zdeterminowana, żeby rozmawiać o programie, o wizji Polski na najbliższe trzydzieści lat, a nie na najbliższe wybory. Porządna robota, wykonywana z mrówczym uporem, wcześniej czy później po prostu przynosi rezultaty. Nie ma innej możliwości. Jeśli ludzie będą widzieli osobę, która wie, o co jej chodzi, i jest zdeterminowana, to ona uzyska ich akceptację.

Szanuję twój optymizm.

***

dr Joanna Mucha – posłanka Platformy Obywatelskiej, w latach 2011-2013 ministra sportu i turystyki. Ukończyła studia na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. W 2007 uzyskała stopień doktora nauk ekonomicznych.

 

krytykapolityczna.pl

Czas populizmu. Kredens z napisem III RP można nie tylko przesunąć, ale wynieść do innego pokoju

Galopujący Major*, 13.10.2017

Jarosław Kaczyński podczas 44. posiedzenie Sejmu VIII Kadencji

Jarosław Kaczyński podczas 44. posiedzenie Sejmu VIII Kadencji (Fot. Sławomir Kamiński)

„Mam wrażenie, że Polaków opanował rodzaj głupoty” – ogłasza antypisowski prof. Ireneusz Krzemiński. „Nawet moja żona, dotychczas bardzo wyrozumiała wobec nowej TVP, nieznosząca faktów TVN, nie jest w stanie oglądać tej topornej agitacji dla debili” – to już propisowski prof. Stanisław Żerko na Twitterze.

Przedstawiciele dwóch stron radykalnego sporu i jakże podobne odczucia. Do tego odczucia trafne, albowiem w istocie nastał, również i w Polsce, czas populizmu.

Czas ten nastać musiał

Po pierwsze, przez całe lata każda, nawet najmniejsza, próba wyjaśnień patologii III RP kończyła się sakramentalnym: nie da się, niemożliwe, co na to sądy, co na to Unia, to tylko wypadek, popatrzcie na swoich rodziców, kiedyś nie było wolności, po prostu mieliście pecha, przestańcie być roszczeniowi. A gdy wszystkie te zaklęcia nie pomagały, sięgano po największą obelgę i ogłaszano publicznie, że proponowane rozwiązanie to czysty populizm.

W pewnym momencie czara goryczy się jednak przelała, w pewnym momencie Polacy stwierdzili, że może jednak warto zaryzykować, że może ów populizm nie jest taki najgorszy, skoro ma być tak jak jest, to spróbujmy czegoś nowego. Po drugie, każda fala populizmu wzbiera przy rewolucji komunikacyjnej. Tak było w latach 30., gdy pojawiło się radio, tak było w latach 90. w Polsce, gdy pojawiła się mnogość kanałów telewizyjnych, tak wreszcie jest teraz, w erze internetowych social media.

Ciekawe jest jednak to, że populizm się sprawdza. Albo może inaczej: populizm sprawdza się połowicznie. Wytresowani w antypopulistycznym myśleniu Polacy, którzy przez lata bali się przesunąć mocniej kredens z napisem III RP, nagle zauważyli, że kredens nie tylko można lekko od ściany odsunąć, ale wynieść do innego pokoju. I sufit na głowę nie spadnie.

Odpowiedź na „nie da się”

Przez całe lata słyszano, że nie da się rozwiązać problemu reprywatyzacji, a tymczasem najpierw komisja reprywatyzacyjna, teraz antyreprywatyzacyjna ustawa i problem w dużej mierze rozwiązany. Przez całe lata tłumaczono, że nie da się obniżać podatków i zwiększać socjalu bez kosmicznego powiększania deficytu, a tymczasem uszczelnienie systemu VAT ów deficyt zmniejsza.

Przez całe lata tłumaczono, że nie można wprowadzać zakazu handlu w niedzielę, dodatków do emerytur, a tymczasem lada moment i te pomysły wejdą w życie. I tradycyjnie armagedonu nie będzie, jak nie było go po zakazie palenia w knajpach (kto pamięta histerię neoliberałów o bankructwie połowy pubów?), czy ograniczeniu kredytów walutowych (kto pamięta, jak PiS bronił franków?).

Oczywiście populizm sprawdza się połowicznie. Przykładowo ustawa reprywatyzacyjna możliwa jest dzięki faktycznej likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, co z kolei oznacza, że gdy w jakieś sprawie PiS nie będzie po drodze z ludem, to tenże Trybunał dla ludu będzie bezwzględny.

Poprawa ściągalności VAT, opierająca się na obowiązku dowodzenia należytej staranności w stosowaniu procedur zapobiegających uwikłaniu się w karuzelę vatowską, może oznaczać, że iluś niewinnych przedsiębiorców może mieć problemy skarbowe, a co za tym idzie – problemy będą mieli przede wszystkim ich pracownicy (panu prezesowi raczej się nie pogorszy).

Populizm dostajemy w pakiecie

Ale to nie wszystko. Najważniejszą istotą połowicznego sukcesu populizmu jest to, że zwykle dostaje się go w pakiecie. W pakiecie z podważaniem globalnego ocieplenia, skuteczności szczepionek, czy dowodzenia wybuchów wszystkiego oprócz okien w tupolewie, bo te miały uszczelki (!). Pojawiają się głosy oburzenia na premier Szydło, ujmującą się za antyszczepionkową szarlatanerią, czy na Patryka Vegę za jego teledysk zwany nieopacznie filmem, tymczasem to wszystko stanowi jeden populistyczny pakiet razem z 500+, szczuciem na uchodźców, czy wykreślaniem z listy dyscyplin naukowych kulturoznawstwa.

Istotą populizmu jest bowiem wsłuchiwanie się w negatywne emocje ludu, czy może raczej tego ludu przeważającej większości. Czasami ten lud ma rację, jak przy 500+ albo eliminowaniu vatowskich oszustów, czasami racji nie ma, jak przy leczeniu raka witaminą C i płynem z kałuży.

Lud chce, lud ma

PiS jednak populizmu nie rozróżnia, bo i po co. Folgowanie negatywnym emocjom ludu, po uprzednim napełnieniu kasy działaczom, wpisane jest w strategię tej partii, bez względu na to, ile dzieci z Syrii utonie i czy rozpętamy tsunami chorób zakaźnych. Lud chce i lud ma, w czasach populizmu tak się zdobywa, i przede wszystkim utrzymuje, władzę.

Nie rozumie tego zdesperowana opozycja, która mentalnie tkwi wciąż w dyskursie elit III RP. Nie rozumie, że za każdym razem, gdy na placu boju staje kolejny Maciej Stuhr czy inny profesor nauk wszelakich, grzmiący o ciemnym motłochu, lud się pod nosem uśmiecha i przełącza na kanał, gdzie Patryk Jaki znowu wszystkich zaorał, a wróżka zębuszka znowu postawiła tarota.

*Galopujący MajorBloger polityczny. Socjaldemokrata  (galopujacymajor.wordpress.com)

Sprawdzamy, czy Polacy są gotowi na łatwiejszy dostęp do broni. „Niewyszkolony Sebix…” [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

gazeta.pl

Ja jako postkomunista

12.10.2017
czwartek

Gdyby komentatorzy dostawali jakiś odpowiednik nagrody Darwina za samobójcze teksty, duże szanse miałby Wojciech Mucha z „Gazety Polskiej” za felieton „Jak czerwoni Zagładą walczą z IPN” (Co to w ogóle za tytuł? Po jakiemu to jest?).

Rzecz wymaga krótkiego wprowadzenia. W „GP” ukazał się dodatek historyczny o tym, jak Polacy pomagali Żydom za okupacji. Artykuł napisał dr hab. Tomasz Panfil z IPN, spec od historii kultury staropolskiej. Przejrzałem jego dorobek. Proszę mi wierzyć, gdybym chciał poszerzyć wiedzę o średniowiecznych żetonach na ziemiach polskich bądź najstarszych symbolach heraldycznych – waliłbym do niego jak w dym.

Z II wojną sprawy mają się niestety inaczej; dr Panfil albo nie ma o niej pojęcia, albo pisze tak, żeby zrobić przyjemność PiS i „Gazecie Polskiej”.

„Po agresji Niemiec na Polskę sytuacja Żydów nie wyglądała bardzo źle” – ocenił. Przyznał, że Żydzi mogli liczyć się z pewnymi niedogodnościami („władze okupacyjne objęły ich nakazem pracy, nakazały noszenie opasek z gwiazdą Dawida, obciążyły potężnymi podatkami, rozpoczęły wyznaczanie stref tylko dla Żydów”), ale i zauważył, że Niemcy pozwolili tworzyć organy samorządu, czyli Judenraty. Na tym tle Polacy mieli gorzej; Niemcy pozbawili ich „wszelkiej możliwości organizowania się” i „już w październiku zaczęli przeprowadzać masowe egzekucje mające na celu eksterminację polskich elit”.

No więc to jest po prostu kłamstwo. Już we wrześniu 1939 r. dochodziło do masakr polskich Żydów. Niemcy wymordowali kilkuset Żydów w Będzinie, kilkudziesięciu w Trzebini, po kilkuset w Dynowie i Przemyślu. Mordom towarzyszyły rabunki, palenie synagog i żydowskich sklepów. Już na początku października 1939 r. powstało pierwsze getto – w Piotrkowie Trybunalskim, a w grudniu po rozstrzelaniu kilkuset Żydów Bydgoszcz została ogłoszona miastem „Judenfrei”.

Dalej dr Panfil pisał o Holokauście oraz polskiej akcji pomocy Żydom, Żegocie, Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. „Spontaniczna, chrześcijańska i sąsiedzka pomoc udzielana Żydom była powszechna” – napisał. Znów kłamstwo, chyba że nastąpiła zmiana normy językowej i słowo „powszechna” nie znaczy już, jak do niedawna, „dotycząca wszystkich, wszystkiego”, lecz „wyjątkowa”. W cukierkowej wizji nie zmieściło się Jedwabne, szabrownicy i wspominany często przez polskich Sprawiedliwych strach przed polskimi sąsiadami. Nie zmieściła się obojętność większości. Zmieścili się mordowani przez Niemców Żydzi i heroiczni Polacy.

Na braki faktograficzne tekstu dr. Panfila zwróciłem uwagę na Twitterze. W obronie autora stanął wspomniany Wojciech Mucha, ciężkie wytaczając działa: Postkomuniści użyją każdego narzędzia, aby uderzyć w znienawidzony IPN. Nawet, jeśli narzędziem ma być pamięć o zagładzie Żydów i Polakach, ryzykujących wszystko, by im pomóc”.

Ja jako postkomunista, to doprawdy zabawne; w takiej roli wystąpiłem po raz pierwszy i czuję się dość nieswojo. Dziękuję również autorowi za przypomnienie, że Polakom ratujący Żydów groziła kara śmierci. Tak się składa, że wśród Sprawiedliwych jest moja prababcia oraz mój dziadek i w tej działce mam pewne rozeznanie.

Mucha pisze o „wyjątkowo paskudnej konstrukcji”, „zapiekłości” Adama Szostkiewicza z „Polityki” (który także skrytykował dr. Panfila), „rozpętanej (przeze mnie) histerii”, „wyrywaniu z kontekstu”.

Los bywa jednak przewrotny i cała ta tyrada obróciła się przeciw biednemu Musze, bo oto ten tak pięknie broniony przez niego przed postkomunistami IPN wydał komunikat, w którym odcina się od dr. Panfila. Przytaczam z przyjemnością:

„W związku z tezami zawartymi w artykule dr. hab. Tomasza Panfila w tygodniku „Gazeta Polska” IPN oświadcza, że przedstawione tam sformułowania nie są w żadnym wypadku zgodne ze stanowiskiem IPN ani ze stanem wiedzy naukowej na temat sytuacji ludności żydowskiej na ziemiach polskich po 1 września 1939 r. Tematyka ta należy do najważniejszego obszaru badań historycznych prowadzonych przez pracowników IPN i od siedemnastu lat stanowi jedno z głównych zagadnień podejmowanych przez Instytut. Kierownictwo IPN oczekuje, że dr hab. Tomasz Panfil w ramach działalności naukowej i publicystycznej wykazywać będzie należytą staranność i przestrzegać będzie zasad rzetelności naukowej i badawczej”.

A Mucha zaliczył piękny nokaut. Autonokaut.

szacki.blog.polityka.pl

Macierewicz o groźbach ze strony Rosji. „Nie będzie gwarancji bezpieczeństwa, jeżeli…”

13.10.2017

W swoim cotygodniowym felietonie „Głos Polski” dla Radia Maryja i TV Trwam Antoni Macierewicz stwierdził, że „groźby, które słyszymy ze strony rosyjskiej mają sprawić, że kraje sojusznicze NATO przestaną sobie ufać i osłabią wolę zachowania wspólnego bezpieczeństwa”. W tym kontekście szef MON mówił także o spotkaniu w Londynie z Borisem Johnsonem i Michaelem Fallonem. W spotkaniu brał również udział szef MSZ Witold Waszczykowski.

Antoni Macierewicz poinformował, że rozmowy dotyczyły bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO. Przyznał, że zarówno Polska jak i Wielka Brytania są zaniepokojone ostatnimi zachowaniami Federacji Rosyjskiej. W tym kontekście wymienił ćwiczenia Zapad 2017, a także „powtarzające się różne groźby”, np. „oświadczeniami, że Rosja jest gotowa zerwać układ NATO-Rosja, który był zawarty jeszcze w latach 90”..

W opinii ministra ma to podkopać zaufanie krajów sojuszniczych, a być może nawet osłabić wolę oporu i wolę zachowania bezpieczeństwa. – Najnowsza zmiana wojsk, które stacjonują w ramach grupy bojowej będącej w Polsce wysłanej z Wielkiej Brytanii – w najbliższych dniach dotrze do Orzysza. W tej sprawie jednoznaczne oświadczenie zarówno ministra spraw zagranicznych, jak i ministra obrony Zjednoczonego Królestwa nie ulega żadnej wątpliwości. Minister obrony Michael Fallon powiedział: Będziemy ramię przy ramieniu zapewniali bezpieczeństwo Polski i wschodniej flanki tak długo, jak długo będziecie nas potrzebowali. Co do tego możecie mieć absolutną pewność” – zapowiedział szef MON.

Ministrowie zgodzili się ponadto, że agresja rosyjska na Ukrainie, musi zostać zatrzymana. – Nie będzie gwarancji dla bezpieczeństwa europejskiego, nie będzie gwarancji w ogóle, jeżeli Rosja nie wycofa się z Ukrainy. Słyszeliśmy ostatnio różne propozycje ze strony rosyjskiej, np. stworzenia sił pokojowych. One w tym kształcie są nie do przyjęcia, gdyż sugerują, że teren Donbasu uważa się za teren sporny. Takie siły pokojowe mogłyby być zrealizowane tylko na granicy rosyjsko-ukraińskiej. Oczywiście, w ich skład nie mogłyby wchodzić wojska rosyjskie, gdyż są to wojska jednego z agresorów. Idea sił pokojowych nie może być narzędziem do akceptacji legalizacji rosyjskiego imperalizmu – podkreślił szef MON.

wprost.pl

Terlecki: Na początku tygodnia kolejne spotkanie prezydenta z prezesem PiS

13.10.2017

– Na początku przyszłego tygodnia dojdzie do kolejnego spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim – poinformował przewodniczący klubu PiS Ryszard Terlecki w rozmowie z Beatą Michniewicz w „Salonie politycznym Trójki”.

Główną oś sporu stanowi wybieranie składu KRS większością 3/5 głosów oraz wygaszenie kadencji całego składu Sądu Najwyższego. To właśnie poszczególne aspekty ustaw o SN i KRS były jednym z głównych tematów kolejnych spotkań prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Do tego czasu prezydent będzie mógł zapoznać się szczegółowo z poprawkami, jakie do przygotowanych przez niego projektów zamierza zgłosić Prawo i Sprawiedliwość. – Poprawki PiS do prezydenckich projektów ustaw ws. SN i KRS będą oficjalnie upublicznione, kiedy projekty zostaną złożone w Sejmie, chyba że prezydent zdecyduje się je upublicznić. Czekamy na ruch Prezydenta. Jeżeli on nie nastąpi, składamy te poprawki za tydzień w Sejmie – mówił w Sejmie Ryszard Terlecki.

Terlecki potwierdził w radiowej „Trójce”, że na początku przyszłego tygodnia dojdzie do kolejnego spotkania prezydenta Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim. Jak dodał, w przyszłym tygodniu ta sprawa powinna być jakoś rozstrzygnięta i wtedy ustawa trafi do Sejmu. – Jeżeli prezydent powie, że nie podobają mu się nasze propozycje, to będziemy dalej negocjować. Chociaż trochę szkoda już czasu – dodał.

dorzeczy.pl

Szef MON: był kolejny atak cybernetyczny ze strony Rosji, w Polsce go odparliśmy

PAP, 13.10.2017

Toruń, 06.10.2017. Minister obrony narodowej Antoni Macierewicz (z przodu) i komendant CSAiU pułkownik Dariusz Adamczyk (z tyłu), podczas uroczystej przysięgi wojskowej elewów szkolenia przygotowawczego do Narodowych Sił Rezerwowych w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia, 6 bm. w Toruniu. (tż/pkus) PAP/Tytus Żmijewski: Antoni Macierewicz, pułkownik Dariusz Adamczyk© Tytus Żmijewski Antoni Macierewicz, pułkownik Dariusz Adamczyk

 

Minister obrony Antoni Macierewicz powiedział w piątek, że doszło do kolejnego ataku cybernetycznego ze strony Rosji, i że w Polsce został on odparty. Jak dodał, „to zagrożenie wzrasta z każdym dniem”.

„Mieliśmy już trzeci kolejny atak cybernetyczny ze strony Rosji. Na szczęście w Polsce go odparliśmy. Ale to zagrożenie wzrasta z każdym dniem” – powiedział Macierewicz w TVP1.

Jak mówił, „zaatakowane przedsiębiorstwa na Ukrainie, które miały swoje oddziały w innych krajach – o ile w innych krajach europejskich zostały zablokowane, to w Polsce nie”. „W Polsce udało się uniemożliwić oddziaływanie na te przedsiębiorstwa, na ich systemy komputerowe” – powiedział minister obrony nie zdradzając dalszych szczegółów.

„Mogę powiedzieć, że systemy, które posiadamy, którymi kierują głównie ludzie odpowiedzialni za Narodowe Centrum Kryptologii, są bardzo skuteczne. Wciąż Polska ma najlepszych kryptologów, najlepszy software na świecie” – zaznaczył Macierewicz. Jak dodał, trzeba sobie uświadomić, że sprawa obrony cybernetycznej, to nie jest kwestia „jakiejś wąskiej dziedziny”. „Atak cybernetyczny w dzisiejszych czasach może zniszczyć potencjał obronny i w ogóle potencjał całego państwa” – stwierdził szef MON.

Odnosząc się do zapowiedzianej budowy polskich wojsk cybernetycznych, Macierewicz zaznaczył, że proces ten wymaga czasu. Jak mówił, to budowa pomieszczeń i pracowni na odpowiedni sprzęt, ale także dobór kadry, co jest zadaniem dużo poważniejszym. „Chcemy, żeby ona docelowo liczyła tysiąc cyberżołnierzy – ludzi, którzy będą kierować naszą obroną cybernetyczną” – podkreślił minister.(PAP)

msn.pl

Macierewicz: Prezydent powinien zwrócić SKW aneks do raportu WSI. Blokowanie niekorzystne dla Polski

 Prezydent Andrzej Duda powinien zwrócić Służbie Kontrwywiadu Wojskowego aneks do raportu z weryfikacji WSI ze względu na zawarte w nim, a potrzebne kontrwywiadowi wojskowemu informacje – uważa minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Blokowanie przekazania tego raportu z powrotem do SKW jest działaniem nieroztropnym i dla Polski naprawdę niekorzystnym – powiedział w piątek Macierewicz w TVP1.

Jeżeli pan prezydent zdecydował się nie publikować raportu, chociaż ustawa tak stanowi, to jest w jego uprawnieniach. To jest zupełnie bezsporne. Ale w takim razie powinien ten materiał zwrócić do SKW, której to jest po prostu potrzebne do kontynuowania działalności – ocenił.

„Gazeta Polska” napisała, że szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Piotr Bączek w czerwcu zwrócił się do prezydenta Andrzeja Dudy o przekazanie aneksu WSI. Bączek przypomniał, że zgodnie z przepisami „to szef SKW jest dysponentem materiałów do komisji weryfikacyjnej, a także dysponentem wszelkiej dokumentacji, w tym także aneksu”. W opinii szefa SKW, aneks powinien zostać ujawniony.

Jak ocenił Macierewicz, wystąpienie o zwrot dokumentu „zapewne oznacza, że SKW nie posiada tak precyzyjnych informacji, jakie zawarte są w aneksie”. Z tego co wiem, w tym wypadku rzecz jest niesłychanie poważna, dotyczy naprawdę zagrożeń dla bezpieczeństwa państwa – mówił minister. Zaznaczył, ze on sam jest jego autorem, ale tylko „mniej więcej go pamięta”. Przypomniał, że dokument liczy ponad 800 stron.

W środę rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński poinformował, że ws. aneksu WSIprezydent Andrzej Duda na razie podtrzymuje decyzję śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który nie zdecydował się na ujawnienie dokumentu.

Jak powiedział Macierewicz, „nie było takiej decyzji ze strony prezydenta Kaczyńskiego”. Pan prezydent Kaczyński miał pewne wątpliwości dotyczące niektórych sformułowań. W związku z tym prowadzone były przez komisję weryfikacyjną prace mające na celu dostosowanie raportu także do wyroku TK, który zakwestionował publikację niektórych nazwisk. Tyle i tylko tyle. W związku z tym powoływanie się na jakoby istniejącą decyzję jest niestosowne i nieprawdziwe – oświadczył minister obrony.

Macierewicz ujawnia: Był kolejny atak cybernetyczny ze strony Rosji

Minister obrony Antoni Macierewicz powiedział w piątek, że doszło do kolejnego ataku cybernetycznego ze strony Rosji, i że w Polsce został on odparty. Jak dodał, „to zagrożenie wzrasta z każdym dniem”.

Jak mówił, „zaatakowane przedsiębiorstwa na Ukrainie, które miały swoje oddziały w innych krajach – o ile w innych krajach europejskich zostały zablokowane, to w Polsce nie”. W Polsce udało się uniemożliwić oddziaływanie na te przedsiębiorstwa, na ich systemy komputerowe – powiedział minister obrony nie zdradzając dalszych szczegółów.

Mogę powiedzieć, że systemy, które posiadamy, którymi kierują głównie ludzie odpowiedzialni za Narodowe Centrum Kryptologii, są bardzo skuteczne. Wciąż Polska ma najlepszych kryptologów, najlepszy software na świecie – zaznaczył Macierewicz. Jak dodał, trzeba sobie uświadomić, że sprawa obrony cybernetycznej, to nie jest kwestia „jakiejś wąskiej dziedziny”. Atak cybernetyczny w dzisiejszych czasach może zniszczyć potencjał obronny i w ogóle potencjał całego państwa – stwierdził szef MON.

Odnosząc się do zapowiedzianej budowy polskich wojsk cybernetycznych, Macierewicz zaznaczył, że proces ten wymaga czasu. Jak mówił, to budowa pomieszczeń i pracowni na odpowiedni sprzęt, ale także dobór kadry, co jest zadaniem dużo poważniejszym. Chcemy, żeby ona docelowo liczyła tysiąc cyberżołnierzy – ludzi, którzy będą kierować naszą obroną cybernetyczną – podkreślił minister.

dziennik.pl

Sport czy teatr: O co chodzi w konflikcie prezydenta Dudy z prezesem PIS?

Zarówno przedstawiciele prezydenta, jak i PiS mówią o „niewielkich różnicach” i „bliskim kompromisie”. Konflikt będzie się jednak tlił. Dlaczego?

Mecz piłkarski i przedstawienie teatralne łączy bardzo wiele. Oba są wydarzeniami przeznaczonymi dla widzów – na stadionie czy w teatrze. Oba mają swoją dramaturgię, ładunek emocjonalny czy estetyczny. Ale jest jedna zasadnicza różnica. Spektakl jest najczęściej inscenizacją konkretnej sztuki. Może jest w nim i miejsce dla pewnej improwizacji, ale generalnie wiadomo, jaki będzie miał przebieg, a przede wszystkim jak się skończy. Mecz z kolei to jedna wielka niepewność, a piłka nożna jest sportem, w którym drużyna teoretycznie słabsza może wygrać z faworytem.

Obserwując spór Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim, zadajemy sobie to pytanie: czy mamy do czynienia z przedstawieniem czy meczem? Czy to widowisko ma z góry upatrzony scenariusz, czy jego rezultat jest niepewny?

Odpowiedź brzmi: trochę jedno, trochę drugie.

O co chodzi w sporze między Dudą a Kaczyńskim?

Na pewno nie jest tak, jak chcą niektórzy, że konflikt jest prymitywną ustawką – strony się umówiły i wszystko z góry wiadomo. Między prezydentem a PiS doszło do realnego sporu, choć raczej nie o kształt sądownictwa, a o pozycję prezydenta w obozie władzy. W połowie kadencji Andrzej Duda postanowił się bardziej usamodzielnić, a Jarosławowi Kaczyńskiemu to się nie podoba, bo nie przywykł do tego, że w swoim obozie może mieć partnerów zamiast podwładnych.

Do pewnego stopnia ten konflikt jest zresztą korzystny dla obu stron. Poparcie PiS w sondażach jest silniejsze niż dwa lata temu, gdy partia wygrywała wybory. Zaufanie do Dudy sięga 70 proc. i jest najwyższe, od kiedy został prezydentem. Politycy opozycji sami mówią, że istnieje dla nich realne zagrożenie, iż Andrzej Duda przejmie część jej elektoratu. W ten sposób obóz władzy w pewnym stopniu stanie się jednocześnie opozycją wobec samego siebie.

Na razie spór zmierza w kierunku uspokojenia, jak się to dziś mówi, „deeskalacji”. Zarówno przedstawiciele prezydenta, jak i PiS mówią o „niewielkich różnicach” i „bliskim kompromisie”. Konflikt będzie się jednak tlił, bo nawet porozumienie w sprawie sądów nie zakończy sporów wokół obronności z Antonim Macierewiczem czy Zbigniewem Ziobrą o kolejne zmiany w wymiarze sprawiedliwości.

Obie strony mają swoją broń atomową. W wypadku prezydenta to weta kolejnych ustaw – nie może po nie sięgać zbyt często, żeby nie wyjść na awanturnika, ale wciąż ma możliwość punktowych uderzeń w konkretne propozycje rządu. W wypadku PiS ta broń jest jeszcze silniejsza – na końcu drogi, jeśli konflikt znów rozgorzeje pełnym ogniem, jest wycofanie poparcia i symboliczne wykluczenie prezydenta z obozu „dobrej zmiany”.

Ryzyka dla obu stron różnie się rozkładają w czasie. Do wyborów parlamentarnych jesienią 2019 r. to PiS bardziej potrzebuje prezydenta – bo ponowne zwycięstwo, najchętniej gwarantujące większość konstytucyjną, to priorytet Jarosława Kaczyńskiego. Po wyborach do Sejmu, w razie zwycięstwa PiS, to Andrzej Duda będzie potrzebował partii. Istnieje też ryzyko dla PiS, że w międzyczasie przyjdzie jakiś kryzys i sytuacja wymknie się spod kontroli, co jeszcze pogłębi spory w obozie władzy.

A co z odpowiedzią na pytanie z początku tekstu? Jeśli nie czysty teatr ani czysty sport, to co? Do pewnego stopnia wiemy, co się zdarzy, ale nie wiemy, czym się to skończy. Można uznać, że to, co oglądamy, to spektakl, ale ze sporym miejscem na improwizację. Lub mecz, ale lekko ustawiony. Wybór należy do Państwa.

polityka.pl

Macierewicz znów ignoruje prezydenta Dudę

MON w tajemnicy skierował do realizacji wytyczne, których część budzi zastrzeżenia prezydenta. Można to odebrać jako zaostrzenie sporu na linii Macierewicz – Duda.

Antoni Macierewicz i Andrzej Duda

Slawomir Kaminski/Agencja Gazeta

Antoni Macierewicz i Andrzej Duda

Decyzja MON o wdrożeniu rekomendacji ze Strategicznego Przeglądu Obronnego oznaczona symbolem Z16 miała zostać podpisana 19 września. Resort nie podał tego faktu do wiadomości publicznej, a samą decyzję wydał w niejawnym trybie, co sprawia, że nie znajdziemy jej w dzienniku urzędowym.

O tym, że rozstrzygnięcie zapadło, poinformował internetowy „Dziennik Zbrojny”, powołując się na odpowiedzialnego za SPO wiceministra Tomasza Szatkowskiego, który później potwierdził wszystko na Twitterze. Już sam tryb informowania – a w zasadzie braku informacji – o rozpoczęciu fundamentalnych zmian, jakie czekają Wojsko Polskie, może budzić wątpliwości.

Kiedy nałożyć ją na szerszy kontekst, decyzja może być odebrana wręcz jako zaostrzenie sporu z prezydentem. Minister Macierewicz dał zielone światło dla wdrożenia rekomendacji SPO w atmosferze nasilającego się konfliktu między MON a BBN. Zaledwie kilka dni temu sam prezydent Andrzej Duda mówił w wywiadzie, że „są takie działania i decyzje Antoniego Macierewicza, których nigdy nie zaakceptuje”.

Nie wiadomo, co konkretnie miał na myśli, ale trwająca od kilku miesięcy wymiana ciosów wokół systemu kierowania i dowodzenia armią może sugerować, że właśnie do tego rozdziału SPO prezydent ma największe zastrzeżenia. Sygnały płynące dziś z BBN są jasne: tę sprawę traktuje się jako nieuzgodnioną. Ale takich spraw jest znacznie więcej.

Prezydenta i szefa MON dzieli bardzo wiele

Choćby modernizacja. Prezydent od dawna sygnalizuje, że ma inną wizję polskiej floty wojennej. Nie zgadza się z pomysłem rezygnacji z nawodnych jednostek bojowych i zastąpienia sił uderzeniowych marynarki okrętami podwodnymi. Innym obszarem różnicy zdań są śmigłowce. Mobilność wojsk lądowych, oparta na śmigłowcach transportowych, jest wpisana w prezydenckich kierunkach rozwoju sił zbrojnych, które Andrzej Dudaprzejął co prawda po Bronisławie Komorowskim, ale zasadniczo nie zmienił, a jedynie znowelizował na początku roku.

Śmigłowców oczywiście nie wykreślił, za to faktyczne działania MON sprawiły, że spadły one z listy priorytetów. SPO chce, by zamiast maszyn transportowych inwestować w śmigłowce uderzeniowe – i to w dużej liczbie. BBN nie zakończyło jeszcze analizy resortowego dokumentu i nie oceniło publicznie jego zawartości. Decyzja MON o skierowaniu SPO do realizacji wskazuje, że zdanie prezydenckiego ośrodka nie ma dla Macierewicza znaczenia.

A zastrzeżenia BBN dotyczyły między innymi finansowania tych ambitnych zmian. Przypomnijmy, według SPO do 2032 r. polska armia liczyć ma 200 tys. wojska, dysponującego najnowocześniejszymi systemami uzbrojenia. Wśród zbrojeniowych rekomendacji, poza śmigłowcami bojowymi i czterema okrętami podwodnymi z pociskami manewrującymi, znalazły się dwie eskadry samolotów piątej generacji (np. F-35), nowy czołg podstawowy – wraz z modernizacją wozów starszego typu – oraz znaczące inwestycje w artylerię lufową i rakietową. MON opisuje nową koncepcję zbrojeń hasłem „fortecy Polska”, która ma umożliwić stworzenie systemu antydostępowego (znanego ekspertom pod skrótem A2AD), opartego na broni rakietowej. BBN nie jest przeciwne, ale pyta, czy na to wszystko na pewno znajdą się pieniądze.

Nawet przedstawiony jako docelowy poziom finansowania wojska w wysokości 2,5 proc. PKB zdaniem doradców prezydenta może nie wystarczyć, zwłaszcza że większości inwestycji trzeba będzie dokonać przed osiągnięciem tego pułapu w roku 2030. A przecież nikt nie jest w stanie dziś zagwarantować, że gospodarka i budżet za 12 lat taki wydatek udźwigną. Te pytania jednak nie doczekały się publicznej debaty, przedstawiciele MON ograniczyli się do zapewnień, że wytyczne SPO zostały skalkulowane. Jawny dokument, Koncepcja Obronna RP, nie zawiera tabel finansowych. Nie pada w nim też słowo „prezydent”, mimo że konstytucyjnie to on jest zwierzchnikiem sił zbrojnych. I wiadomo, że Andrzeja Dudę bardzo to pominięcie zabolało.

Co nie znaczy, że prezydent i jego wojskowe biuro doradcze są przeciwni jakimkolwiek zmianom proponowanym przez MON. Wręcz przeciwnie, większość z nich popierają. Jednak bez uzgodnienia struktury dowodzenia nie ma raczej mowy o podpisaniu przez prezydenta zmian ustawowych, które warunkują wejście w życie planów ministerstwa. Brak nowej struktury dowodzenia może utrudnić, a w niektórych obszarach uniemożliwi resortowi wprowadzanie reform. Z drugiej strony utrzyma stan prowizorki systemowej, wprowadzony przez ministerstwo. Trzeba przypomnieć, że Wojska Obrony Terytorialnej funkcjonują nadal jako osobne, trzecie dowództwo, na równi z operacyjnym i generalnym rodzajów sił zbrojnych. W docelowej formule miałyby być piątym rodzajem wojska, podległym sztabowi generalnemu. Ale na taki model nie zgadza się prezydent, więc nadal mamy dowództwo generalne z inspektoratami kierującymi siłami lądowymi, lotnictwem, marynarką i wojskami specjalnymi – i osobne dowództwo OT.

Manipulacje przy strukturze wojska

Teraz z tym wszystkim poradzić sobie będzie musiał Sztab Generalny. Instytucja kierowana przez gen. broni Leszka Surawskiego ma przygotować szczegółowy plan wdrażania zmian – o którym już wiadomo, że będzie wyjątkowo skomplikowaną układanką. Bo sztabowcy będą musieli stworzyć kilka wariantów, w tym taki przewidujący dalszy opór prezydenta wobec zmian w strukturze dowodzenia. Będą musieli uwzględnić lepsze i gorsze scenariusze budżetowe. I zmierzyć się z 15-letnim okresem planistycznym, czyli dłuższym niż dotychczas stosowane. Powierzenie sztabowi misji rozpisania wytycznych SPO na konkrety jest z jednej strony naturalne, z drugiej wygodne dla MON – bo od tej pory rozmywa odpowiedzialność. To generał Surawski ma wskazać, co i jak robić, i w jakiej kolejności. Kiedy kilka miesięcy temu rozmawiałem z nim o SPO – wtedy powstającym – wskazywał, że jakiekolwiek zmiany muszą mieć na celu rzecz pierwszorzędną: zachowanie gotowości i zdolności sił zbrojnych.

Wiadomo, że manipulacje przy strukturze wojska – a nawet jego powiększanie – wprowadzają niestabilność. Wprowadzanie nowego uzbrojenia – zanim przełoży się na zwiększenie możliwości bojowych – oznacza wytężone szkolenie i konieczność opracowania sposobu użycia nowej broni. To wszystko zajmuje czas, i to liczony w sumie w latach, a nie miesiącach. Nawet jeśli do końca roku plany realizacji SPO powstaną, ich efektów nie należy się spodziewać w obecnej kadencji.

W roli Sztabu Generalnego można też upatrywać nadziei na rozejm, a przynajmniej uzgodnienie stanowisk między MON a BBN. Trudno w sumie być zaskoczonym, że minister obrony prze ze swoją wizją zmian – wiadomo, że Antoni Macierewicz niełatwo zmienia zdanie i rzadko rezygnuje ze swych celów. Ambitny wiceminister Tomasz Szatkowski poświęcił niemal rok wytężonej pracy z gronem około setki wojskowych, dając Macierewiczowi formalne uzasadnienie dla jego wizji.

Klincz w relacjach z pałacem prezydenckim nie dawał nadziei na szybkie porozumienie, więc MON doszedł do wniosku, że będzie robić swoje – na ile się da. Ale włączenie do gry wojskowych ze Sztabu oznacza de facto otworzenie się na układ prezydencki. Trzeba bowiem pamiętać, że w sytuacji wojny to prezydent kieruje obroną kraju za pośrednictwem naczelnego dowódcy – szefa sztabu generalnego. A całość zmian w armii ma być podporządkowana skuteczniejszej zdolności do obrony właśnie w razie wojny – nad czym osobiście będzie czuwał generał Surawski.

Nie sposób wyobrazić sobie, by nie brał pod uwagę opinii lub wręcz nie konsultował się ze zwierzchnikiem sił zbrojnych i swoim przełożonym na czas W – prezydentem RP

polityka.pl

Prezydent przeciw aborcji w przypadku ciężkich wad płodu. Kobiety znów wyjdą na ulice

Wypowiedź Andrzeja Dudy problem usuwania ciąży znów spłyca do hasła „zabijania dzieci”.

Czarny protest w Szczecinie, 3 października 2016

Cezary Aszkiełowicz/Agencja Gazeta

Czarny protest w Szczecinie, 3 października 2016

Andrzej Duda zapowiedział, że podpisze ustawę zakazującą w Polsce aborcji w przypadkach ciężkiego upośledzenia płodu. „Te dzieci – jeśli uda im się przeżyć i rodzice nie zdecydują się na proponowaną, niestety, obecnie aborcję – są bardzo szczęśliwe. Jest nie do przyjęcia, że dziś w Polsce można je zabijać. To są wspaniali ludzie, którzy swoim życiem mogą zrobić wiele dobrego. Podpiszę ustawę zakazującą aborcji eugenicznej” – powiedział prezydent RP w wywiadzie dla tygodnika „Gość Niedzielny”.

Pomijając fakt, że wypowiedź ta zawiera nieznane nauce pojęcie „aborcji eugenicznej”, znów w przestrzeni publicznej problem usuwania ciąży, w szczególności przypadków ciężkich, genetycznie uszkodzonych płodów, zagrażających nie tylko zdrowiu, ale i życiu matek, jest spłycany do hasła „zabijania dzieci”.

O zmianę tej terminologii, i w ogóle zmianę postrzegania kwestii przerywania ciąży, przy której zawsze należy rozpatrywać poszczególne przypadki osobno, aktywnie walczą nie tylko wyspecjalizowane organizacje pozarządowe ale także oddolne kobiece ruchy i ruchy obywatelskie, w tym m.in. Ogólnopolski Strajk Kobiet, Dziewuchy Dziewuchom czy inicjatywa społeczna Protest kobiet.

– Badania naukowe dowodzą między innymi, że z połączenia komórki jajowej z plemnikiem nie zawsze jednak powstaje człowiek (może dojść np. do powstania zaśniadu groniastego, który może przekształcić się w złośliwy nowotwór). Natomiast wszystkie badania naukowe jednoznacznie potwierdzają, że kobieta jest człowiekiem w sensie fizycznym, emocjonalnym, świadomym swojego istnienia. I to jej prawa powinny być ochraniane w pierwszej kolejności – mówi Ewa Borguńska z Protestu kobiet. – Pan Andrzej Duda pełniący obowiązki prezydenta RP po raz kolejny udowadnia swoją wrogość wobec kobiet. Konwencję antyprzemocową uważa za niepotrzebną, podpisał także ustawę wyceniającą wielomiesięczne cierpienie kobiet na 4000 zł, a teraz zapowiada podpisanie się pod prawnym nakazem tego cierpienia. Szkoda, że pan Duda nie wykazuje się podobnym heroizmem, którego wymaga od kobiet, w swojej własnej działalności dla dobra kraju.

Kluczowy akapit w wytycznych Komitetu Praw Człowieka ONZ

Zarówno polskie, jak i zagraniczne organizacje zajmujące się prawami reprodukcyjnymi od lat nawołują, że wprowadzanie zakazu aborcji wcale nie zmniejsza ich liczby. Do przerywania ciąży i tak dochodzi, tyle że w podziemiu i w warunkach często niespełniających podstawowych standardów higieny czy w ogóle bezpieczeństwa kobiet.

Liczne protesty w tej sprawie przetaczają się przez kraj od 1 kwietnia 2016 r. I należy spodziewać się kolejnych w związku z dwoma projektami ustaw zakazującymi aborcji oraz z „przygotowawczymi” działaniami rządu, jak te ostatnie w związku z wytycznymi Komitetu Praw Człowieka ONZ, opublikowanymi w lipcu 2017 roku w projekcie tzw. Komentarza Ogólnego do art. 6 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych.

W Komentarzu Komitetu czytamy między innymi, że „państwa członkowskie muszą zapewnić bezpieczny dostęp do aborcji w celu ochrony życia kobiet w ciąży i w sytuacjach, w których donoszenie ciąży wywołałoby u kobiety znaczny ból lub cierpienie, zwłaszcza w przypadku gdy ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa lub gdy płód cierpi na nieuleczalne upośledzenie. Państwa członkowskie nie mogą regulować ciąży lub aborcji w sposób, który sprzeciwia się ich obowiązkowi do zapewnienia, że kobiety nie poddają się niebezpiecznym aborcjom. [Na przykład nie powinny używać środków takich jak kryminalizowanie ciąży niezamężnych kobiet czy stosowanie sankcji karnych przeciwko kobietom poddającym się aborcji lub pomagającym im, w tym lekarzom, gdy podjęcie takich środków może znacząco zwiększyć skalę niebezpiecznych aborcji]. Państwa członkowskie nie powinny także wprowadzać uciążliwych lub nadmiernie uciążliwych wymagań wobec kobiet, które chcą się poddać aborcji” (tłumaczenie za OKO.press).

Polski rząd w swoich ośmiostronicowych uwagach do tego zapisu skupia się przede wszystkim na kwestiach dotyczących przerywania ciąży. Powołując się na wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE, w którym czytamy, że „zapłodnienie rozpoczyna proces rozwoju człowieka”, przyjął stanowisko, że „z punktu widzenia nauki jest niepodważalne, że ludzkie życie zaczyna się od poczęcia” i zaproponował, aby cały fragment dotyczący aborcji usunąć.

Będą kolejne protesty wobec prób wprowadzenia zakazu aborcji

Ruchy kobiece są zdeterminowane – ich protesty odbywają się regularnie. Mają różną skalę, od lokalnych po ogólnopolskie. To nie tylko spektakularny Czarny Poniedziałek z 3 października 2016 roku, ale też wcześniejsze i późniejsze demonstracje często niedoceniane przez media, jak np. próba podjęcia korespondencji z rządem i złożenie dwudziestu „Pytań do rządu”, Międzynarodowy Strajk Kobiet z 8 marca 2017 r. czy „Czarny wtorek – Wielka zbiórka”, wspierający projekt ustawy „Ratujmy Kobiety” z 3 października 2017 r. Te manifestacje od samego początku wspierane są przez rozmaite organizacje i inicjatywy obywatelskie, ale w ostatnich miesiącach wzajemna współpraca i udzielana pomoc jest coraz silniej zauważalna. Przykładem może być np. wsparcie Obywateli RP.

– Ruch Obywatele RP konsekwentnie w swoim etosie, programie i praktyce protestowej stoi na stanowisku, że prawa człowieka do zachowania podmiotowości i samostanowienia są jego absolutnie podstawowymi. Stąd wywodzimy nasze postawy wobec praw kobiet, w tym zwłaszcza reprodukcyjnych, brutalnie ograniczanych przez obecny parlament, rząd i prezydenta; jeśli i Andrzej Duda (zwolennik niestosowania tzw. konwencji antyprzemocowej), jak słyszymy w zapowiedziach, dołączy do tej przemocowej wobec kobiet koalicji, to Obywatelki i Obywatele RP znów staną solidarnie za kobietami i z kobietami – komentuje Ewa Błaszczyk z Obywateli RP. – Osobiście zaś odbieram te zapowiedzi jako kolejną próbę rządzących sprowadzenia mnie do pokornego narzędzia jego narodowo-katolickiej furii i nigdy nie będzie mojej zgody na tak brutalne podeptanie moich praw.

Procedowanie ustaw zakazujących aborcji oraz liberalizujących przepisy (przypomnijmy, że zebrano wymagane 100 tys. podpisów w zaledwie dwa miesiące) dopiero przed nami. A kobiety? A kobiety znów wyjdą na polskie ulice.

polityka.pl

Grabarczyk winny w sprawie Smoleńska? Poseł odpowiada: To „fantazje Macierewicza”

O kolejnej „kluczowej postaci” związanej z katastrofą smoleńską szef MON poinformował w Telewizji Republika po obchodach 90. miesięcznicy smoleńskiej. Chodzi o Cezarego Grabarczyka.

O kolejnej – jak się wyraził Macierewicz – „kluczowej postaci” związanej z katastrofą smoleńską poinformował w Telewizji Republika.

Adam Chełstowski/Forum

O kolejnej – jak się wyraził Macierewicz – „kluczowej postaci” związanej z katastrofą smoleńską poinformował w Telewizji Republika.

Do tej pory nazwisko Cezarego Grabarczyka (PO) nie pojawiało się w kontekście katastrofy smoleńskiej. Teraz dołączył do grona winnych, których wskazuje szef MON obok Donalda Tuska, Tomasza Arabskiego, Radosława Sikorskiego, Jerzego Millera i Bogdana Klicha.

Podczas ostatniego smoleńskiego zgromadzenia na Krakowskim Przedmieściu Jarosław Kaczyński przyznał, że być może nie dowiemy się „prawdy” o Smoleńsku. „I będzie prawda. (…) Prawda, której dzisiaj jeszcze nie znamy, ja jej nie znam. Ale prawda! Albo stwierdzenie – dzisiaj, w tych okolicznościach, które mamy – tej prawdy do końca ustalić się nie da”.

Macierewicz zapewniał widzów Telewizji Republika, że „na wiosnę ta prawda zostanie ujawniona” i zaprezentowana zostanie też droga dojścia do tej prawdy. Dodał, że materiały, którymi dysponuje, pozwalają na jasne ustalenie, jak doszło do tragedii smoleńskiej.

Macierewicz o Grabarczyku: postać niesłychanie istotna

Opowiadając o roli Grabarczyka, mówił Macierewicz, że to „postać niesłychanie istotna, być może nawet kluczowa, chociaż ciągle trzymająca się z tyłu tych dramatycznych wydarzeń. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak istotną rolę odegrał pan Cezary Grabarczyk, ówczesny minister infrastruktury, zwierzchnik pana Edmunda Klicha z kolei, który był tą osobą, poprzez którą działano na szkodę wyjaśnienia tragedii smoleńskiej w ciągu pierwszych tygodni. On (red. – Klich) był tą główną twarzą, która realizowała te zadania. Ale nie on decydował, on był tylko realizatorem decyzji przede wszystkim Donalda Tuska i pana Cezarego Grabarczyka”.

Cezary Grabarczyk sprawę komentuje krótko: – Choroba Antoniego Macierewicza pogłębia się. Dodaje, że Jarosław Kaczyński 10 października, parę dni temu, przyznał, że nie wie, czy uda się udowodnić te szalone – według Grabarczyka – tezy, które padają z ust Macierewicza o zamachu smoleńskim.

– Przez dwa lata rządów PiS, mimo hucznych zapowiedzi, nie potrafili sprowadzić wraku tupolewa do Polski, nie rozpoczęli międzynarodowego śledztwa w tej sprawie, nie złożyli żadnych wniosków do trybunałów międzynarodowych w związku z tą tragedią, a komisja Macierewicza, która usiłuje udowodnić te szalone tezy, zdekompletowała się. Wskazywanie mnie jako winnego niewyjaśnienia przyczyn, które przecież są od dawna znane, to rozpaczliwe poszukiwanie pomysłów, jak z tego szaleństwa wybrnąć – mówi Grabarczyk.

Macierewicz zapewniał widzów Telewizji Republika, że „na wiosnę ta prawda zostanie ujawniona” i zaprezentowana zostanie też droga dojścia do tej prawdy. Dodał, że materiały, którymi dysponuje, pozwalają na jasne ustalenie, jak doszło do tragedii smoleńskiej.

Macierewicz o Grabarczyku: postać niesłychanie istotna

Opowiadając o roli Grabarczyka, mówił Macierewicz, że to „postać niesłychanie istotna, być może nawet kluczowa, chociaż ciągle trzymająca się z tyłu tych dramatycznych wydarzeń. Mało kto zdaje sobie sprawę, jak istotną rolę odegrał pan Cezary Grabarczyk, ówczesny minister infrastruktury, zwierzchnik pana Edmunda Klicha z kolei, który był tą osobą, poprzez którą działano na szkodę wyjaśnienia tragedii smoleńskiej w ciągu pierwszych tygodni. On (red. – Klich) był tą główną twarzą, która realizowała te zadania. Ale nie on decydował, on był tylko realizatorem decyzji przede wszystkim Donalda Tuska i pana Cezarego Grabarczyka”.

Cezary Grabarczyk sprawę komentuje krótko: – Choroba Antoniego Macierewicza pogłębia się. Dodaje, że Jarosław Kaczyński 10 października, parę dni temu, przyznał, że nie wie, czy uda się udowodnić te szalone – według Grabarczyka – tezy, które padają z ust Macierewicza o zamachu smoleńskim.

– Przez dwa lata rządów PiS, mimo hucznych zapowiedzi, nie potrafili sprowadzić wraku tupolewa do Polski, nie rozpoczęli międzynarodowego śledztwa w tej sprawie, nie złożyli żadnych wniosków do trybunałów międzynarodowych w związku z tą tragedią, a komisja Macierewicza, która usiłuje udowodnić te szalone tezy, zdekompletowała się. Wskazywanie mnie jako winnego niewyjaśnienia przyczyn, które przecież są od dawna znane, to rozpaczliwe poszukiwanie pomysłów, jak z tego szaleństwa wybrnąć – mówi Grabarczyk.

polityka.pl

Nowa partia Gowina?

12.10.2017
czwartek

Opozycja nie może się zdecydować, co dalej. Traci czas potrzebny na konsolidację przed wyborami samorządowymi i parlamentarnymi. Za to obóz rządzący nie zasypia gruszek w popiele. Sypie propozycjami.

Pomysł na nową partię Gowina to otwarcie w obozie władzy dyskusji, jakiej prawicy potrzebuje Polska. Gowin, jaki jest jako polityk, wiemy wszyscy.

Ale ma też „plusy dodatnie”: góruje wykształceniem i intelektem nad większością polityków pisowskich, z którymi zasiada w ławach rządowych. Jego niszowa partia jest strukturą organizacyjną niezależną od posła Kaczyńskiego. I może zasilić nową partię na prawicy.

Na razie znamy tylko hasło: formacja umiarkowanie konserwatywna w sprawach kulturowych i zdecydowanie prorynkowa. To mogłoby przyciągnąć wyborców nielewicowych, milczących lub rozczarowanych i PiS, i PO. Ale są też wielkie znaki zapytania.

Bo umiarkowany konserwatyzm nie może żyrować radykalizmu typu pisowskiego. A premier Gowin, zasiadając w rządzie Szydło, de facto ten pisowski radykalizm legitymizuje, czyli nie jest zbyt wiarygodny, mimo gestów Stańczyka. Może rację mają ci, którzy hasło nowej partii rzucone przez Gowina traktują jako ucieczkę do przodu.

Z pewnością wszakże Gowinowi nie chodzi o osłabienie prawicy, tylko o pokazanie PiS, że powinien się z nim liczyć. I to zbliża go do prezydenta Dudy, który walczy o to samo: o podmiotowość w obozie obecnej władzy. Ale czy jeszcze walczy czy już dobił targu z posłem Kaczyńskim? Bo przecież nie o prawdziwe reformy tu chodzi, tylko o ambicje.

Duda i Gowin są wciąż wewnątrz obozu władzy. Próbują się w nim pozycjonować, ale nie są nawet frakcjonistami, a co dopiero dysydentami. Chcą mieć swój udział w rządzie dusz, a nie poskromić szkodliwe dla naszego państwa antysystemowe zapędy pisowskich radykałów. A to powinno być celem nowej partii Gowina czy Dudy, a może ich wspólnej.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

%d blogerów lubi to: