Infantylna tożsamość Polaków wg PiS

Zafundowany został konflikt z Izraelem z tego powodu, iż politycy PiS chcą budować infantylną tożsamość Polaków. Ustawa o IPN ma chronić naród i państwo polskie przed przypisywaniem zbrodni nazizmu, bo bohaterstwo nasze jest bez skazy. Ustawa ma dotyczyć jakoby twierdzeń, które są „wbrew faktom”,  a mówią to ci, którzy od 8 lat konsekwentnie utrzymują, że w Smoleńsku był zamach.

O prawdzie historycznej miałby decydować prokurator. To już nie polityka historyczna, ale polityka represyjna. Podobne rozwiązania praktykowane były w PRL w stosunku do tych, którzy przypisywali winę za Katyń władzom stalinowskim, jakoby twierdzili „wbrew faktom”.

„Jan Kowalski”, ktory podpalał stodołę w Jedwabnem, który doniósł na ukrywającego się Żyda z nadzieję na „szmal”, który uczestniczył w pogromie kieleckim, pozostaje Janem Kowalskim narodowości polskiej, który był sekowany bezpośrednio lub pośrednio o wyższości narodu polskiego nad innymi (nacjonalizm).

To samo dotyczy Hansa Schmidta, winę za Holocaust ponosi z powodu, iż był faszystą narodowości niemieckiej. Naród jest pojęciem nieprecyzyjnym, a nawet kłamliwym, bo nie da się go opisać nawet antropologicznie. Jedyne pojęcie, ktore w tym wypadku da się zastosować dotyczy społeczeństwa, w ramach którego doszło do tego, że jeden członek jego został szmalcownikiem, a drugi ofiarą w ramach Zagłady.

Do takich zbrodni dochodzi zwłaszcza wówczas, gdy dobrzy ludzie milczą i na to przyzwalają.

Infantylizm nie jest prawdą o narodzie, jest kłamstwem o mniemanym bohaterstwie. W tym miejscu mogę tylko stwierdzić, iż odpowiadający za nowelizacje ustawy o IPN są infantylnymi ludźmi i politykami, a takim jest choćby wiceminister Patryk Jaki, czego daje dowód, gdy otworzy usta w mediach. Brak mu walorów, a mimo to lansuje się na celebrytę.

PiS zafundował nam konflikt z Izraelem z powodu infantylności swych polityków, kiedyś twardo nazwanych przez Władysława Bartoszewskiego „dyplomatołkami”. Czy potrafią się wycofać z tak uprawianej dyplomacji? Nie! Matołki tego nie potrafią, będą brnąć w coraz większe szkody. I będą zachęcani do infantylizmu takimi „komentatorami” w TVP, jak Rafał Ziemkiewicz i Marcin Wolski, którym antysemickie szambo wybiło pod sam sufit.

 

Nawet polska prawica już dawno zrezygnowałaby z opierania narodowej tożsamości na filarze coraz bardziej czasowo odległych wydarzeń IIWŚ, gdyby miała do dyspozycji inny filar. A nie ma go ze względu na swoją irracjonalną i absurdalną narrację o wydarzeniach lat 1980 oraz 1989-90.

W telewizji publicznej antysemickie szambo wybiło aż po sufit. Protegowany Jacka Kurskiego, szef lokalnej programów informacyjnych TVP3 w Gdańsku Krzysztof Załuski wykoncypował, że czas rzucać bomby na Niemców. Za prezydenta Słupska odbywaja się modlitwy, aby „wyleczył się” z homoseksualizmu. Ustawa o IPN wg PiS dotyczy tylko twierdzeń, które są „wbrew faktom”, a mówią to ci, którzy od 8 lat konsekwentnie utrzymują, że w Smoleńsku był zamach.

To dopiero początek roku, a odchyły w politykach i narodzie są widoczne dla laików. Andrzej Duda w swej krzywej polszczyźnie wierzy, że „rekonstrukcja usprawni działanie rządu i przyniesie jeszcze bardziej eksperckie podejście do spraw, które muszą być załatwione”.

Powyższy cytat pochodzi z wypowiedzi głowy państwa dla TVP Info. W tej samej telewizji „publicznej” zapowiadają rekonstrukcję wydarzeń Marca ’68.

Jaki pytany o zmianę w Senacie: Jeśli znajdzie sformułowanie zadowalające wszystkich – proszę bardzo

Jaki pytany o zmianę w Senacie: Jeśli znajdzie sformułowanie zadowalające wszystkich – proszę bardzo

– Jeżeli znajdzie się takie sformułowanie, które pozwoli na zadowolenie wszystkich stron, to proszę bardzo – mówił Patryk Jaki w Radiu Zet, pytany przez Konrada Piaseckiego o to, czy ustawa o IPN powinna być zmieniona w Senacie.

Autor nowelizacji tej ustawy tłumaczył, że długo myślał nad tym, jak sformułować przepisy: – Patryk Jaki może nie jest może światły, ale nasze przepisy poparły wszystkie kluby w parlamencie, więc inni posłowie również nie byli światli, by przez 1,5 roku zaproponować lepsze przepisy?.

– Zanim Patryk Jaki przyszedł do Sejmu i przygotował takie przepisy, określenie „polskie obozy śmierci” bądź synonimy, pojawiały się na świecie co drugi dzień niemalże. Polskie państwo jest słabe, bo coraz częściej w różnych szerokościach geograficznych pojawia się to określenie. Zdarza się, że Polacy jadą za granicę i ktoś mówi, że to są ci od polskich obozów śmiercił – mówił gość Radia Zet.

Jego zdaniem, jeżeli rządzący nic by z tym nie zrobili, to „za 20 lat nasze wnuki będą jeździły po świecie i ludzie będą pokazywali, że patrzcie, to są ci od Holokaustu”.

 

Dworczyk: Nasi partnerzy w Izraelu znali zapisy tej ustawy, stąd dziwi tak emocjonalna reakcja

– Pani ambasador kilkukrotnie odbywała spotkania w Ministerstwie sprawiedliwości. Nasi partnerzy w Izraelu znali zapisy tej ustawy, stąd dziwi tak emocjonalna reakcja – mówił Dworczyk Rymanowskiemu.

– Mamy różnice zdań, która występuje w przypadku wielu państw członkowskich. Jesteśmy nastawieni na dialog – odpowiadał Dworczyk dopytywany przez Bogdana Rymanowskiego o to czy konflikt z kolejnym krajem nie naraża polskiego bezpieczeństwa.

 

Dworczyk: Grupa robocza to nie będzie wspólne ciało

– Na pewno trzeba rozmawiać i tłumaczyć naszym partnerom w Izraelu, bo w przestrzeni informacyjnej w Izraelu pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji, także o tym, że zagrożone będą prace naukowe, że nie będzie można pewnych rzeczy wypowiedzieć w przestrzeni artystycznej. Podsumowaniem tej rozmowy była decyzja o powołaniu grup roboczych. Niewykluczone, że już w najbliższy czwartek pan premier powoła grupę roboczą, w skład której wejdą prawnicy, urzędnicy i historycy, których celem będzie wytłumaczenie tych zmian i prowadzenie dialogu z naszymi partnerami w Izraelu – mówił Michał Dworczyk w programie Bogdana Rymanowskiego.

– To nie jest wspólne ciało. Po stronie izraelskiej już została powołana taka grupa – odpowiedział Dworczyk dopytywany przez Rymanowskiego o charakter tej grupy.

 

Dworczyk pytany przez Rymanowskiego o Grossa: Prace naukowe są wyłączone. O ewentualnej karze każdorazowo decyduje sąd

– O każdej ustawie można powiedzieć, że można napisać ją lepiej. Nie ma nic nadzwyczajnego w takim zapisie. Tego rodzaju zapisy istnieją w różnych systemach prawnych w krajach europejskich i pozaeuropejskich. Sam Izrael również posiada takie zapisy. O tym trzeba rozmawiać, ona wprost mówi, że wyłączone są badania naukowe i działalność artystyczna. Nie ma mowy o ograniczaniu wolności wypowiedzi – mówił szef KPRM Michał Dworczyk w programie Bogdana Rymanowskiego.

– Prace naukowe są wyłączone. O ewentualnej karze każdorazowo decyduje sąd – odpowiedział Dworczyk zapytany przez Rymanowskiego wprost o Jana Tomasza Grossa.

2 godz. temu

 

Kopcińska: Cóż się wydarzyło od soboty, że jest tak duża burza medialna?

– Proszę zwrócić uwagę: projekt [nowelizacji ustawy o IPN] został uchwalony przez Sejm. Był czas żeby wziąć udział w dyskusji, żeby uwagi zgłaszać, również na etapie prac parlamentarnych. Obecnie projekt jest w Senacie. Do piątku uwag w przestrzeni publicznej docierających do parlamentu w tym zakresie nie było, po uwzględnieniu wcześniejszych, zgłoszonych przez Annę Azari. Dlatego zachodzi pytanie: cóż się wydarzyło od soboty, że jest tak duża burza medialna?  Uważamy że używanie określenia polskie obozy śmierci, zagłady, obozy koncentracyjne powinny być uznane jako kłamstwo oświęcimskie. Izrael ma podobne zapisy w przestrzeni prawnej potępiające tego typu sformułowania. Chcielibyśmy aby strona izraelska uznała tego typu sformułowania za kłamstwo oświęcimskie – mówiła Joanna Kopcińska w „Sygnałach dnia” PR1.

 

Kopcińska: Jak będą zaprojektowane prace zespołu, zaprezentujemy najprawdopodobniej pod koniec tygodnia

– Kto dokładnie znajdzie się w składzie i jak zaprojektowane będą prace tego zespołu, zaprezentujemy państwo najprawdopodobniej pod koniec tygodnia – mówiła Joanna Kopcińska w „Sygnałach dnia” PR1, odnosząc się do zapowiedzi powołania zespołu dialogu historycznego z Izraelem.

300polityka.pl

Ustawa o IPN – naprawcie to w Senacie

    
Można jeszcze poprawić ustawę o IPN. Prawnicy mają konkretne rozwiązania.

Jest jeszcze czas, żeby załagodzić konflikt w relacjach polsko-izraelskich, a historyczne demony zapędzić z powrotem w polityczny niebyt. Nowelizacja ustawy o IPN jest w Senacie. I tam można źle skonstruowany, nieprecyzyjny przepis wykreślić lub zawęzić tak, by nie groził zakneblowaniem ust ofiarom Holokaustu, które doznały krzywd nie tylko od Niemców, ale także od Polaków, np. od szmalcowników.

Bo nie chodzi o kwestionowanie słuszności karania za kłamliwe sformułowanie o „polskich obozach śmierci”, tylko o taką samą karę dla tych, którzy „publicznie i wbrew faktom” będą przypisywać narodowi i państwu polskiemu odpowiedzialność za zbrodnie nazizmu i inne. – To przepis nieprecyzyjny i będą trudności z jego interpretacją – mówi dr hab. Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW.

Nie wiadomo bowiem, jak w tym kontekście oceniać publiczne wypowiedzi o zbrodniach dokonywanych przez poszczególnych członków narodu polskiego oraz kto się do niego zalicza i zaliczał.

Przepis budzi ogromne emocje za granicą. O polskiej ustawie o IPN wiedzą w Izraelu nawet prości sklepikarze i stała się ona instrumentem bieżącej politycznej walki. Zaangażowani w pojednanie żydowsko-polskie namawiają do wyciszenia, przeczekania. Nie kryją oburzenia na „historycznie niedouczonych” polityków, a zwłaszcza wykorzystywanie przez część z nich niewiarygodnych biografii przodków do rozpętania kampanii przeciwko Polsce. Ale i w kuluarach polskiego parlamentu słychać, że kwestionowany przepis i u nas miał służyć politycznym celom, budowaniu tożsamości narodu wolnego od zbrodni i nienawiści.

Co więc należy zrobić? Uwagę na sporny art. 55a ustawy o IPN zwracają prawnicy kancelarii Dentons. Ich zdaniem należałoby go sformułować tak, by jasne było, że dobre imię państwa i narodu narusza ten, kto przypisuje mu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za obozy koncentracyjne i obozy zagłady. Wojciech Kozłowski z Dentons postuluje, aby nowelizacja skupiała się na prawie cywilnym, a nie karnym.

Uchwalona ustawa stanowi, że nie będzie przestępstwem używanie spornych pojęć w ramach działalności artystycznej lub naukowej. Ale jeśli prawdą są twierdzenia przedstawicieli sejmowej większości, że ścigany ma być m.in. Jan Tomasz Gross, to znaczy, że to polski prokurator miałby oceniał, która książka jest pracą naukową, a która nie.

 

rp.pl

W Słupsku modlą się za prezydenta, bo gej, dla radnego PiS homoseksualizm to defekt, pracownik TVP chce rzucać bomby na Niemcy, a z Izraelem idziemy na wojnę. Uważam, że w rok weszliśmy z odpowiednią dynamiką.

Piotrków Trybunalski w żałobie po Macierewiczu

– To nasz ojciec kochany. Upokorzony na oczach całego kraju, wygnany z Ministerstwa Obrony Narodowej. Żałujemy go tu wszyscy bardzo – płacze 67-letnia Janina, mieszkanka Piotrkowa Trybunalskiego. To z tego okręgu były minister został wybrany.

Stoimy pod biurem poselskim PiS na Rynku Trybunalskim, gdzie Antoni Macierewicz, poseł Ziemi Piotrkowskiej przyjmuje interesantów i zwołuje zamknięte narady. Niestety, mimo, że według harmonogramu biuro czynne (i postępujemy zgodnie z instrukcją „Proszę pukać”) nikt nie otwiera. Ale Janina nie ma żalu. Widać posła zatrzymały sprawy wagi państwowej, albo nawet międzynarodowej. Janina zapuka znów w poniedziałek, albo pojawi się na organizowanym przez posła spotkaniu z cyklu „Porozmawiajmy o Polsce”.

– Muszę mu powiedzieć, że my, w Piotrkowie zawsze będziemy go wspierać – obiecuje Janina. – To taki wrażliwy i dobry człowiek.

O charakterze byłego ministra Janina czytała min. na stronie internetowej „Gazety Trybunalskiej”, która chwali Macierewicza, że zawsze – nawet podczas zjazdu klubów Gazety Polskiej w Spale – znajduje czas, aby przesłać pozdrowienia dla „mieszkańców prastarego grodu piotrkowskiego”. Zawsze też, jako człowiek z dużym poczuciem humoru, znajduje czas na żart o predyspozycjach genetycznych w sądach czyli krewnych i pociotkach w togach. Oraz o prasie polskojęzycznej czyli zdradzieckich, niemieckich mediach w Polsce.

Najciekawsze książki o współczesnej polskiej polityce – już od 10 zł

– Ale przede ma czas dla dzieci. Byłam z wnuczką na mszy w kościele przy rynku. Po mszy ksiądz wpuścił na ambonę pana Antoniego, który złożył życzenia z okazji Dnia Dziecka wszystkim małym Polkom i Polakom. Widać było, że kocha naszych milusińskich – przekonuje Janina. – Jest zresztą ojcem chrzestnym kilkorga min. synka Tomasza Sakiewicza, naczelnego Gazety Polskiej. Widziałam zdjęcia z chrztu w Super Ekspresie.

– Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o kasę! – wyjaśnia swoje przywiązanie do posła 30–letni właściciel sklepu spożywczego. Spotykamy się niedaleko kościoła parafialnego, za dworcem PKP. To tu w salce na tyłach kościoła (już po dymisji) poseł Macierewicz ogłosił, że dzięki jego poprawce do budżetu, do kasy Piotrkowa wpadło 5 mln zł. A wszystko dlatego, że „ziemia piotrkowska to jedna z kolebek państwowości polskiej, ziemia, która słynie z niesłychanie istotnych dla narodu polskiego zabytków sakralnych często znajdujących się w trudnej sytuacji”.

MIESZKANKA PIOTRKOWA

My zawsze będziemy go wspierać. To taki wrażliwy i dobry człowiek

– Dzięki panu Antoniemu na nasze szpitale pójdzie 3,7 mln zł, a na remonty piotrkowskich kościołów 1,3 mln zł – mówi właściciel sklepu spożywczego. Przy okazji zaznacza, że już po spotkaniu z posłem w salce parafialnej, o tym, że to oni, a nie żelazny Antoni załatwili te pieniądze, mówili inni parlamentarzyści.

– Ale, ja wierzę Macierewiczowi – mówi właściciel spożywczaka. – I nie tylko ja. Mam znajomych w sąsiednich miejscowościach, którzy pójdą za nim w ogień.

W ogień poszliby ludzie z niedalekich Gorzkowic, gdzie jeszcze jako Minister Obrony Narodowej, Antoni Macierewicz przyjechał na koncert lokalnej orkiestry dętej. W „Gazecie Trybunalskiej” było nawet sprawozdanie z tego wydarzenia: „To piękne granie sprawiło, że na stroskanej twarzy Antoniego Macierewicza pojawił się blady uśmiech”. Po koncercie, a przed kolacją z proboszczem, minister miał powiedzieć, że dołoży starań aby orkiestra z Gorzkowic pojechała do Brukseli aby „pokazać temu okropnemu Junckerowi jak potrafi zabrzmieć polska orkiestra”.

W ogień za byłym ministrem poszłaby też niedaleka Wola Krzysztoporska, która niedawno przyznała posłowi statuetkę „Zasłużony dla Gminy Wola Krzysztoporska”. Poseł, wtedy jeszcze minister, dziękując za wyróżnienie zwrócił się do wójta gminy Romana Drozdka (o czym doniosła prasa regionalna): „Gdyby cała Polska składała się z takich ludzi i patriotyzmu jak Wola Krzysztoporska, już dziś bylibyśmy pierwszym państwem nie tylko w Europie, ale też na świecie”.

– Idą trudne czasy dla Piotrkowa – prorokuje 40-letni muzyk amator (wesela, zabawy) spotkany niedaleko siedziby „Gazety Trybunalskiej”.
Bez żelaznego Antoniego – co również prorokuje „Gazeta Trybunalska” – imprezy patriotyczne w mieście nie będą już mieć tak uroczystej oprawy, jak przez ostatnie dwa lata. Mało prawdopodobne, że będą tu kolejne pikniki NATO. No i nie przyjadą już tak chętnie ogólnopolskie media, które do tej pory dawały powiatowi piotrkowskiemu darmową promocję. Ale przede wszystkim – nad czym również boleje gazeta – bezpowrotnie minęły wszystkie możliwości „spożytkowania przez miasto takiej osobistości jak minister Macierewicz”. Na przykład wkręcenie Piotrkowa w usługi, czy produkcję dla zbrojeniówki.

MIESZKANKA PIOTRKOWA

Mam znajomych w sąsiednich miejscowościach, którzy pójdą za nim w ogień

– Co my, prości ludzie z Piotrkowa możemy zrobić, żeby wesprzeć naszego posła już nie ministra? – zastanawia się muzyk amator. Bard Paweł Piekarczyk znany min. z pieśni zaangażowanych o żołnierzach wyklętych, w ramach protestu oddał do Kancelarii Prezydenta RP odznaczenie, które przyznał mu prezydent Andrzej Duda.

Tomasz Sakiewicz – ojciec jego syna chrzestnego – zadeklarował na Twitterze: „Dla mnie sprawa odwołania ministra Antoniego Macierewicza jest oczywista. Prezydent Andrzej Duda dopiął swego, wyszantażował tą dymisję, a ja obiecałem, że w takiej sytuacji na niego nie zagłosuję. I tej obietnicy dotrzymam”

„Gazeta Trybunalska” również oburza się i współczuje. Muzyk amator, kiedy dowiaduje się, że przyjechałam z Warszawy prosi: „Proszę przekazać panu Antoniemu, że tu, w Piotrkowie jesteśmy mu lojalni”. Ale kiedy dowiaduje się, że rozmawia z przedstawicielką „prasy polskojęzycznej” rozgląda się nerwowo, żegna i odchodzi.

Czytaj także: Grzegorz Schetyna cudem uniknął rozłamu w PO

newsweek.pl

Gdy rozum śpi, budzą się demony

30.01.2018
wtorek

PiS obudził potwory. I w Polsce, i w Izraelu.

Dawno nie widziałam tylu antysemickich i antypolskich komentarzy pod tekstami w polskich i izraelskich mediach. Pojawiły się w kontekście zmian w ustawie o IPN, zakładających kary więzienia dla wszystkich, którzy wbrew faktom pomawiają „naród polski” o zbrodnie. Przejmują mnie zwłaszcza te antysemickie, bo budzą najgroźniejsze demony, o których naiwnie myśleliśmy, że nie powrócą, że nie są już problemem, że jesteśmy ponad to.

Nic bardziej mylnego. Te komentarze są eksplozją nienawiści, uderzają w nas wszystkich i w dobre samopoczucie polityków znad Wisły, którzy próbują zaklinać rzeczywistość, budując piękne opowieści o wzajemnych stosunkach, pielęgnując tylko tę ładniejszą część naszej wspólnej historii o dobrych Polakach ratujących Żydów, przemilczając tę brzydszą o złych Polakach, którzy Żydów wydawali Niemcom albo własnoręcznie ich mordowali.

To przecież tu, w Polsce, wmawia się nam, że upstrzony rasistowskimi hasłami Marsz Niepodległości to „piękny widok”, że naziole z lasu, czczący urodziny Hitlera, to jedynie „margines”, że antysemickie komentarze na wizji telewizji publicznej to pomyłka maszyny, że za okupacji Żydom w gettach nie było tak źle, że pani minister edukacji nie wie, kto w Jedwabnem zamordował Żydów…

Wmawia się to nam i część z nas w to wierzy – jestem pewna, że nie jest to wcale taki margines. Bo co trzeba mieć w głowach, żeby pisać coś takiego? Wahałam się, czy przytaczać te najbardziej drastyczne, ale uważam, że musimy o tym wiedzieć. Musimy w końcu zdać sobie sprawę, gdzie jesteśmy, że nie wyciągnęliśmy właściwych lekcji z czasów przedwojennych (mówię o mocnej myśli endeckiej i przedwojennym antysemityzmie) ani z wojny, ani z tego, co działo się po wojnie (pogrom kielecki, polski Marzec). Uśpiliśmy nasze demony, ale tak naprawdę nigdy na serio się z nimi nie zmierzyliśmy.

Komentarze z polskich mediów (nie zachowuję oryginalnej pisowni):

Netanjahu z wściekłości wykarczuje wszystkie „polskie drzewka”. Tak wygląda prawdziwa żydowska wdzięczność. Razem z Niemcami będą szkalować Polskę, obrzucając nas nazistowskim błotem nienawiści.

Czy to nie zbieg okoliczności że w tym samym momencie w USA ma wejść ustawa o deklaracjach żydowskich? Fałszywa opinia, jaką teraz nagłaśniają o Polsce Żydzi w kwestii odpowiedzialności za Holocaust, idealnie pasuje do sprawy. Szkoda że nasi politycy dali się tak wmanewrować. Nie wiem, czy prawda historyczna jest do obronienia. Zbyt długo kłamstwo zakorzeniało się w świecie. Można jedynie podjąć kontratak, pokazując, ilu Żydów było komunistami i mordowało Polaków.

Za wszystkim stoją pieniądze i brzydkie interesy pazernych ludzi, których śmierć nie minie, i nie zabiorą tej kasy do grobu przecież.

Izraelskiej „fabryczce Holocaust” przeszkadza nasza ustawa. Nie po to załatwili sobie ustawę w Stanach, żeby teraz Polska nie pozwalała się szkalować i wrobić we współudział w zbrodniach niemieckich.

Szkoda było polskiej krwi na ocalenie Żydów.

Od kiedy Polska jest pod okupacją izraelską?

A może by tak nazywać „żydowskie obozy zagłady”?

Nie będzie żyd dyktował Polakom, jakie ustawy mają wprowadzać.

Gdzie Żyd, tam kłopoty.

Nie będzie Żyd dyktował Polakom, jakie ustawy mają wprowadzać.

I jak tu nie przyznać racji Hitlerowi?

Teraz wiadomo, o co Izraelowi chodzi. O to, co zawsze, o forsę.

Co, Żydy, myśleliście, że będziecie Polskę obwiniać? Polacy są winni temu, że Żydy wciąż istnieją.

Nigdy nie pomagać Żydom.

Żydzi to niewdzięczny naród.

To Żydzi są winni tego wszystkiego i oni powinni za ten czas odpowiadać.

Dekorator z Wiednia wiedział, jak rozmawiać z tą nacją.

Powyższe komentarze to antysemityzm w czystej postaci, nie ma ani jednego usprawiedliwienia, by wypisywać takie rzeczy. A to nie są zwykłe słowa, one oddają przecież to, co ci ludzie myślą. Osoby o podobnych poglądach uaktywniły się także w mediach izraelskich, piszą po angielsku, czasem po polsku. Przytoczę też kilka z nich (angielskie w polskim tłumaczeniu):

Won, mendy, od Polski i Polaków. Mieszkajcie sobie w Niemczech, jak na to zezwalają.

Nie zasługujecie na to, by istnieć.

Żydzi nienawidzą Polaków. Nie rozumiem więc, po co tylu Żydów wróciło i ubiega się o polskie paszporty. Chcecie europejskich paszportów? Zostańcie na waszej pustyni, w waszym raju, nie przyjeżdżajcie na naszą „przeklętą” ziemię. My możemy żyć bez was, a wy bez nas.

Do tego komentarze, w których padają oskarżenia pod adresem polskich cywilów o współpracę z Niemcami podczas wojny, komentarze, w których ktoś cytuje powiedzenie, że „Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki”, inne, zgadzające się z głośnym tekstem w „Jerusalem Post”, w którym popularna izraelska dziennikarka Lahav Harkov prowokacyjnie używa terminu „polskie obozy śmierci”. Plus stos wulgarnych niby-żartów o Polakach.

W Izraelu ustawa została odebrana dość jednoznacznie, również ze względu na czas: uchwalono ją przecież w przeddzień 73. rocznicy wyzwolenia obozu w Auschwitz. W Izraelu uznano, że Polska próbuje wybielić część swojej historii, nałożyć kaganiec na wszystkich, którzy widzą ją w sposób bardziej złożony, którzy nie są zakładnikami jednostronnej narracji o dobrych Polakach ratujących Żydów. Ale pojawiły się też głosy akcentujące tę drugą, równie jednostronną narrację o złych Polakach, wspólnikach Niemców w zbrodni, których wyrazicielem stał się Jair Lapid, co równie niedobrze zostało odebrane w Polsce.

Dobrze określiła to podczas sobotnich uroczystości w Oświęcimiu pani ambasador Izraela w Polsce Anna Azari, która przypomniała, że „Izrael wie, kto budował KL Auschwitz i inne obozy; wszyscy wiedzą, że to nie byli Polacy”, a ustawę traktuje się w Izraelu jako możliwość karania świadectw ocalałych z Zagłady i niemożliwość powiedzenia prawdy o Holocauście.

Izrael miał prawo zabrać głos w tej sprawie i mam nadzieję, że ten głos zostanie wysłuchany, że ustawa nie przejdzie w tak drastycznej, szkodliwej wersji. Chyba że komuś zależy, by obudzone demony z nami zostały na dobre.

zagner.blog.polityka.pl

Czeka nas nieuchronna gra teczkami. Odwołanie Macierewicza to tylko wierzchołek góry lodowej

Fot. Flickr

O kulisach dymisji Antoniego Macierewicza pisze najnowsze wydanie Wprost. Od rekonstrukcji zaraz minie miesiąc, ale emocje wcale nie opadają. O tym, że to Amerykanie naciskali na odwołanie kontrowersyjnego ministra napisało już kilka gazet. Jednak wątek gry teczkami, kwitami i hakami jest czymś nowym, ale nie zaskakującym. Jako pierwsza napisała o tym Gazeta Wyborcza powołując się na swoje źródła w IPN.

Według informatora Wyborczej, w ostatniej chwili rzucono na szalę kwity na Morawieckich. Część z tego można nawet znaleźć w internecie, ponieważ ktoś zaczął na portalach społecznościowych kolportować informacje z katalogu IPN o aktualnym premierze. Nie było tam wielkich rewelacji. Ot wzmianka o zabezpieczeniu operacyjnym przez SB, co wcale nie przesądza o podjęciu współpracy. Ze względu na działalność opozycyjną ojca nie ma w tym nic dziwnego, że interesowano się również synem. Wyborcza pisała, że chodziło o materiały zgromadzone przez Stasi i SB i chociaż gazeta pisze, że ta informacja jest trudna do potwierdzenia, to kwity które pojawiły się w internecie raczej potwierdzają, że taka sytuacja miała miejsce. Jedynie nad czym można dywagować, to o skali tego przedsięwzięcia oraz o tym dlaczego się wstrzymano z publikacją tych materiałów. Wyborcza zaznaczyła, że haki są w kilku prorządowych redakcjach, gotowe do uruchomienia.

Wprost zaczął skrobać otoczkę wokół tej sprawy i na skrajnie prawicowych stronach odnaleźli nagranie sprzed kilkunastu miesięcy. Jest na nim Andrzej Czyżewski, który kilkanaście lat temu obciążał długą listę polityków za związki z mafią paliwową. Na nagraniu wprost oskarża Mateusza i Kornela Morawieckich o związki ze służbami specjalnymi i twierdzi, że jest w posiadaniu dokumentów na ten temat, które miał otrzymać z niemieckiej instytucji lustracyjnej, tzw. Urzędu Gaucka. Twierdzi również, że te informacje przekazał już w przeszłości Antoniemu Macierewiczowi, którego zna z czasów wspólnego internowania w Iławie.

Jakie dokumenty mógł mieć Czyżewski z Niemiec lub z polskiego IPN-u? I tutaj musimy znowu wrócić do publikacji Gazety Wyborczej. Ówczesna propaganda oskarżała Kornela Morawieckiego o terroryzm – “Esbecja we współpracy ze Stasi (tajną policją komunistycznej NRD) przygotowała całą historię o rzekomych związkach Kornela Morawieckiego z RAF-em i Czerwonymi Brygadami. To jest gotowy chociaż uszyty z półprawd i fałszywek materiał dla kogoś, kto chciałby uderzyć w Morawieckiego” – mówi informator z IPN. To wszystko zmontowano po znalezieniu sprzętu do namierzania radiostacji milicji.

Generalnie nikogo nie powinno dziwić, że zaczynają się pojawiać teczki po rządami PiS-u.Historia pokazała, że posługiwanie się nimi przez prawicowych polityków jest czymś, co mają wpisane w swoje DNA. Pierwsze symptomy, że do rozwiązywania swoich spraw korzysta się z posępnych i zabagnionych archiwów, pokazał konflikt na linii Andrzej Duda – Antoni Macierewicz. To wtedy w prasie zaczęły się pojawiać informacje o przeszłości generałów, którymi obie strony sporu zaczęły się obrzucać. To dopiero początek. Apogeum tego procederu powinno nastąpić w kolejnej kadencji Sejmu. To wtedy na dobre rozpęta się wojna o schedę na prawicy po Jarosławie Kaczyńskim.

Wprawne oko jest w stanie dostrzec, co się działo po odtajnieniu zbioru zastrzeżonego IPN. Miała być wielka hekatomba, a wyszły same blotki, prasa pisała o kapiszonie. Problem polega na tym, że znając zamiłowanie do gromadzenia różnych dokumentów przez polityków powiązanych z prawicą, nie można wykluczyć, że najlepsze kąski są już na ich strychach i czekają na odpowiedni moment. Nie można tego wykluczyć? Hmm… Myślę, że można mieć nawet taką pewność i ja ją mam. Ktoś może napisać, że to łamanie prawa, ale PiS przyzwyczaił nas już do tego, że nie mają żadnych hamulców. Za 3-4 lata wojna będzie szła o miliony jak nie miliardy po Kaczyńskim i nie sądzę żeby ktoś brał wtedy jeńców. To będzie ostatni etap lustracji trwającej przez ostatnie ćwierć wieku. Czy trup będzie się wtedy ścielił gęsto? Na pewno będzie wielu ciężko rannych.

crowdmedia.pl

Prezydent o dymisji Macierewicza: Taka była wola większości parlamentarnej

Rządowi Beaty Szydło nie wszystko udało się zrobić; było też pewne zmęczenie, znużenie – powiedział w poniedziałek prezydent Andrzej Duda. Wierzę, że rekonstrukcja usprawni działanie rządu i przyniesie „jeszcze bardziej eksperckie podejście” do spraw, które muszą być załatwione – dodał.

Prezydent był pytany w poniedziałkowym wywiadzie w TVP Info o przyczyny przeprowadzenia na przełomie grudnia i stycznia rekonstrukcji rzadu PiS, wskutek której Mateusz Morawiecki zastąpił Szydło na stanowisku premiera oraz doszło do zmiany szeregu ministrów.

W odpowiedzi Duda wskazał na zasługi poprzedniego rządu, który – w jego ocenie – „dokonał wielu bardzo dobrych działań”. Wskazał w tym kontekście m.in. na wprowadzenie „najniższej stawki godzinowej”, podwyższenie płacy minimalna oraz ustanowienie programu 500 plus.

– Natomiast nie wszystko udało się zrobić; było też pewne zmęczenie, znużenie – przynajmniej tak ja rozumiem, co mi przekazywano ze strony większości parlamentarnej, ze strony rządu – zaznaczył prezydent.

– Zdecydowano się na zmiany, które miały usprawnić działanie rządu, które miały przyspieszyć działanie w niektórych momentach, które miały przynieść jeszcze bardziej eksperckie podejście do ważnych spraw, które uważamy, że muszą być załatwione – mówił Duda. Jak dodał, wierzy, że „tak właśnie będzie”.

Prezydent został spytany w TVP Info czy to on „doprowadził do dymisji Antoniego Macierewicza„.

Andrzej Duda przyznał, że były „różne kwestie”, w których między nim a byłym szefem MON „nie było jednomyślności”. – Natomiast jeżeli chodzi o samą kwestię odwołania, odbyła się ona zgodnie z obowiązującymi przepisami. Premier złożył do mnie, jako prezydenta, wniosek o dymisję i ja go przyjąłem. Rozumiem, że to był wniosek, który wynikał z tego, że taka była wola większości parlamentarnej – powiedział prezydent.

Jak podkreślił, realizował z Macierewiczem jeden program, z którym obaj szli do wyborów. – Oczywiście można się spierać co do tego, czy był on realizowany wystarczająco szybko, czy był realizowany w szczegółach we właściwy sposób – zaznaczył.

Duda zauważył, że elementami programu było utworzenie Wojsk Obrony Terytorialnej, w czym – jak powiedział – „absolutnie wspierał ministra Macierewicza” – oraz działania zmierzające do unowocześnienia oraz zwiększenia liczebności polskiej armii.

Antoni Macierewicz został zdymisjonowany 9 stycznia. Nowym ministrem obrony narodowej został dotychczasowy szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

– Jestem przekonany, że zapisy konstytucji w kwestii kompetencji prezydenta i ministrów mogłyby być lepsze i w sposób bardziej sprecyzowany rozstrzygałyby pewne wątpliwości – ocenił prezydent Andrzej Duda.

Pytany o podział kompetencji urzędu prezydenta i poszczególnych ministrów w konstytucji odpowiedział, że „jest przekonany, że zapisy konstytucji w tym względzie mogłyby być lepsze, bardziej precyzyjne i w sposób bardziej sprecyzowany rozstrzygałyby pewne wątpliwości”.

Zaznaczył, że w tej kwestii wiele też zależy od osobowości osób piastujących dane funkcje. – Zależy od prezydenta, jako osobowości, premiera, ale także tych ministrów, z którymi prezydent ma współpracować. Fakt jest taki, że w relacji pomiędzy prezydentem a ministrem obrony narodowej jest powiedziane, że prezydent jest najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych. Ale w okresie pokoju swoje kompetencje, zadania wykonuje za pośrednictwem ministra obrony narodowej – zauważył Duda.

– Jeśli chodzi o sprawy zagraniczne jest mowa o współdziałaniu i o tym, że prezydent ma obowiązek współdziałać z premierem i właściwym ministrem. I jak kiedyś wyraźnie powiedział Trybunał Konstytucyjny w ogóle ten obowiązek współdziałania jest obowiązkiem dwustronnym – dodał prezydent.

dziennik.pl

Pracownik TVP w Gdańsku chce bombardować Niemców. „Zdaje się, że ten czas nadszedł”

Anna Dryjańska, 29.01.2018

Szef programów informacyjnych gdańskiej TVP3 podzielił się na Facebooku refleksją, co należy zrobić z Niemcami. Zdaniem Krzysztofa Załuskiego przyszedł czas na to, by ich… zbombardować.

Swój wpis w internecie pracownik telewizji publicznej rozpoczął od przytoczenia słów amerykańskiego generała, które padły po zakończeniu II wojny światowej. – powiedział, że Niemcy należy prewencyjnie raz na 50 lat bombardować, aby ich mieszkańcy nigdy więcej nie podnieśli ręki na inne narody – napisał na Facebooku Załuski. Jednak dodał też coś od siebie. – Zdaje się, że ten czas nadszedł – zakończył swój wpis.

W 2015 r. Załuski miał kandydować do Sejmu z listy Kukiz’15, ale ostatecznie nie wystartował. Po wygranych przez PiS wyborach został dyrektorem biura prasowego państwowej spółki Energa. Jego zadaniem było kreowanie wizerunku firmy. W maju 2017r. dostał pracę w telewizji publicznej. – Prezes Jacek Kurski powierzył mi kierowanie lokalną „Panoramą”. Nie ukrywam, że telewizja to dla mnie temat nowy. Jestem jednak przekonany, że zespół doświadczonych Kolegów i Koleżanek, a zwłaszcza Pani Dyrektor Joanna Strzemieczna-Rozen, szybko i skutecznie wprowadzą mnie w najbardziej zawiłe meandry telewizyjnej rzeczywistości – napisał wówczas na Facebooku.

tokfm.pl

%d blogerów lubi to: