Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Portal oko.press publikuje „Apel do Polek i Polaków”, który powstał z inicjatywy KOD Kanada, a jest wspólnym stanowiskiem środowisk, organizacji i liderów grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie. Bezpośrednim powodem jego napisania jest refleksja po próbie samospalenia Piotra S. przed Pałacem Kultury i Nauki.

Apel kierowany jest do zwykłych Polaków, to wołanie „o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władz”.

W apelu czytamy: – „Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę. Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy, by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne – jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami – domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków”.

Dzień wcześniej na tym portalu Agnieszka Holland opublikowała przejmujący esej o próbie samospalenia Piotra z Niepołomic. Nazywa ten akt gniewem, który co prawda jest niszczącym ogniem, ale oświetla innych.

Dla mnie Piotr dokonał aktu krzyku, który – nie będę wielce oryginalny – najlepiej oddaje obraz Edwarda Muncha. To nie była tylko autodestrukcja 54-letniego Piotra z Niepołomic – to było znalezienie się wrażliwego człowieka na skraju desperacji, gdy rozum zdecydował się na ten akt ostateczności.

W tym momencie należałoby odwołać się do literatury i do psychologii. Lecz nie chcę, aby Piotr S. pozostał jakąś figurą literacko-retoryczną, on jest z nas, my co najwyżej przypalamy sobie piórka w ogniu gniewu, on wszedł w dosłowność czynu. O tym świadczy list, który nam pozostawił.

Apel rodaków z zagranicy nie powinien pozostać bez echa. Chciałbym zwrócić uwagę i przypomnieć protesty w ramach Łańcuchów Światła w Poznaniu. Tutaj one były największe w kraju, manifestowano właśnie ponad podziałami, byli wyborcy wszystkich partii, a politycy mogli się co najwyżej znajdować wśród innych, a nie na podeście dla przemawiających.

Wyjdźmy z wyciągniętą ręką bez żadnych zabezpieczeń warunkami wstępnymi. Skrzyknijmy się, aby ten ogień Piotra nie był nadaremny, może znajdziemy wspólne światło. Może? Nie! Na pewno znajdziemy, wyjdźmy z siebie naprzeciw drugiemu, innemu.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kłótnia o Tuska po doniesieniach „Do Rzeczy”. Lisicki kontra Żakowski

DoRzeczy, 23.10.2017

Donald Tusk, przewodniczący RE© PAP / Radek Pietruszka Donald Tusk, przewodniczący RE

 

Najnowsza publikacja tygodnika „Do Rzeczy” wywołała ostry spór między Pawłem Lisickim a Jackiem Żakowskim na temat odpowiedzialności rządu Donalda Tuska za wyjaśnianie katastrofy smoleńskiej i przekazanie śledztwa Rosjanom.

Jak ujawnił na łamach „Do Rzeczy” Wojciech Wybranowski, kancelaria premiera Donalda Tuska zamówiła analizę, z której wynika, że w sprawie katastrofy smoleńskiej nie trzeba było stosować prawa, które oddało śledztwo w ręce Rosjan.

W programie „Moja strona. Bitwa redaktorów” w telewizji WP Paweł Lisicki tłumaczył, że głównym dokumentem, do którego dotarło „Do Rzeczy”, jest ekspertyza przygotowana na zlecenie rządu Tuska przez jedną z renomowanych kancelarii prawnych.

– Ona pokazuje, że rząd Tuska nie wykorzystał instrumentów prawnych, jakie posiadał. Zachował też bierność w przyjmowaniu tego, co proponowali Rosjanie. To bardzo mocno obciąża politycznie działający wtedy rząd, bo pokazuje stopień chaosu i bałagan – mówił Lisicki.

– Powtarzanie przez pański tygodnik bardzo wątpliwych zarzutów w sprawach, w których są tak liczne ofiary śmiertelne, jest po prostu haniebne – stwierdził Jacek Żakowski. Jego zdaniem ekspertyza ujawniona przez „Do Rzeczy” nie obciąża ówczesnego rządu.

Sprawa bez znaczenia?

– Chcę pan usprawiedliwić Tuska z zarzutu, że oddał śledztwo Rosjanom – argumentował Lisicki. – Rok po takim zdarzeniu ludzie są nieporównanie mądrzejsi w wielu sprawach niż byli w trakcie ogromnego chaosu, kiedy trzeba było błyskawicznie podejmować działania, do czego – jak wiemy – polskie państwo nie było przygotowane – odpowiadał Żakowski.

W jego opinii cała sprawa nie ma żadnego znaczenia, bo Rosjanie i Polacy prowadzą odrębne śledztwa. – Robienie sensacji z tego, że można było w innym trybie? Po co pan to robi? Tylko po to, żeby zatruwać atmosferę w Polsce – oskarżył Lisickiego Żakowski, dodając, że raportu ujawnionego przez „Do Rzeczy” nie czytał.

Redaktor naczelny naszego tygodnika podkreślił, że Żakowski wygłosił wystąpienie obciążone całą masą zarzutów na podstawie czegoś, czego nie zna. – Poważne państwo wyciąga wnioski z własnych błędów. Jeśli było tak, że były możliwości prawne przeprowadzenia tego śledztwa w sposób bardziej przejrzysty, a polski rząd z tego nie skorzystał, to politycznie go to obciąża – zaznaczył Lisicki.

Czytaj także:

Jak Tusk oddał śledztwo Putinowi

msn.pl

Duda podjął decyzję w sprawie sądów. Będzie porozumienie z PiS

Prezydent Andrzej Duda podjął decyzję w sprawie reformy sądownictwa. Zamierza zaakceptować poprawki zgłoszone przez PiS, do ustalenia zostały techniczne szczegóły – nieoficjalnie dowiedział się „Newsweek”. – Prezydent wychodzi z tego starcia jako wygrany. Uzyskał podmiotowość, nie ma sensu dłużej tego blokować – twierdzi osoba z otoczeni głowy państwa.

Andrzej Duda podjął tę decyzję po piątkowym spotkaniu z Jarosławem Kaczyński. Najważniejsza rozbieżność między Pałacem a PiS dotyczyła sposobu wyboru części składu Krajowej Rady Sądownictwa. Prezydent stawiał w tej sprawie jeden warunek: członkowie KRS nie mogą być wybierani przez jedną partię. Z kolei poprawki złożone przez Prawo i Sprawiedliwość zakładały wybór w trzech krokach.

– Pierwszy z nich mówił o większości 3/5 postulowanej przez Dudę, drugi też był do zaakceptowania. Ale w przypadku fiaska miał zostać uruchomiony krok trzeci, czyli zwykła większość. Prezydent nie mógł się na to zgodzić – opowiada współpracownik głowy państwa. Stąd jeszcze przed piątkowym spotkaniem w Belwederze doradca prezydenta Zofia Romaszewska stwierdziła w Radiu Zet, że „PiS gra nieczysto” z głową państwa i że poprawki są nie do zaakceptowania.

Polityk z Nowogrodzkiej potwierdza: – Duda uważał, że chcemy go oszukać, sprowadzając wybór KRS do większości, którą dysponuje PiS. Prezes wyjaśnił mu podczas spotkania, że w tym trzecim kroku zawarowaliśmy parytet dla opozycji. To prawniczy niuans, ale z powodów prestiżowych bardzo ważny dla prezydenta. Andrzej Duda przyjął tę argumentację, porozumienie jest w 90 proc. wynegocjowane.

Absurd tej sytuacji polega jednak na tym, że na końcu warunek prezydenta i tak nie zostanie spełniony, bo Platforma Obywatelska i Nowoczesna prawdopodobnie nie skorzystają z przysługującego im parytetu i nie wydelegują swoich przedstawicieli do KRS.

Rozmówca z Pałacu: – Jeszcze w ubiegłym tygodniu wydawało mi się, że kompromis jest niemożliwy, ale dziś wiem, że do porozumienia dojdzie. Dzięki temu konfliktowi i spotkaniom w Belwederze Duda wychodzi z tych negocjacji upodmiotowiony. Uzyskał bardzo duże ustępstwa i uznajemy, że wygrał ten konflikt. Do ustalenia pozostały techniczne szczegóły, reforma sądownictwa wejdzie w życie.

newsweek.pl

Aby ofiara Piotra z Niepołomic nie była nadaremna

Portal Oko.press publikuje „Apel do Polek i Polaków”, który powstał z inicjatywy KOD Kanada, a jest wspólnym stanowiskiem środowisk, organizacji i liderów grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie. Bezpośrednim powodem jego napisania jest refleksja po próbie samospalenia Piotra S. pod Pałacem Kultury i Nauki.

Apel kierowany jest do zwykłych Polaków, to wołanie „o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władz”.

W apelu czytamy:

„Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę.”

I dalej:

„Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne – jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami:

domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków.”

Dzień wcześniej na tym portalu Agnieszka Holland opublikowała przejmujący esej o próbie samospalenia Piotra z Niepołomic. Nazywa ten akt gniewem, który co prawda jest niszczącym ogniem, ale oświetla dla innych.

Dla mnie Piotr dokonał aktu krzyku, który – nie będę wielce oryginalny – najlepiej oddaje obraz Edwarda Muncha. To nie była tylko autodestrukcja 54-letniego Piotra z Niepołmic – to było znalezienie się wrażliwego człowiek na skraju desperacji, gdy rozum zdecydował się na ten akt ostateczności.

W tym momencie należałoby odwołać się do literatury i do psychologii. Lecz nie chcę, aby Piotr S. pozostał jakąś figurą literacko-retoryczną, on jest z nas, my co najwyżej przypalamy sobie piórka w ogniu gniewu, on wszedł w dosłowność czynu. O tym świadczy list, który nam pozostawił.

Apel rodaków za granicy nie powinien pozostać bez echa. Chciałbym zwrócić uwagę i przypomnieć protesty w ramach Łańcuchów światła w Poznaniu. Tutaj one były największe w kraju, manifestowano właśnie ponad podziałami, byli wyborcy wszystkich partii, a politycy  mogli się co najwyżej z najdować wśród innych, a nie na podeście dla przemawiających.

Wyjdźmy z wyciągniętą ręką bez żadnych zabezpieczeń watunkami wstępnymi. Skrzyknijmy się, aby ten ogień Piotra nie był nadaremny, może znajdziemy wspólne światło. Może? Nie! Na pewno znajdziemy, wyjdźmy z siebie naprzeciw drugiemu, innemu.

„Do partii rządzącej i opozycji: Rozpocznijcie dialog”. Apel polskich grup z zagranicy do Polek i Polaków

 

Jest on też smutnym apelem do wszystkich Polek i Polaków o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władzy” – z inicjatywy KOD Kanada po próbie samospalenia Piotra S. piszą przedstawiciele organizacji działających zagranicą

Środowiska, organizacje i liderzy grup pro-demokratycznych Polonii w Ameryce Północnej i Europie, z inicjatywy KOD_Kanada, przytłoczeni wielkim smutkiem wiadomości o tragicznym proteście Polaka, który dokonał samospalenia na Placu Defilad w Warszawie, 19 października 2017 kierują ten Apel do Polek i Polaków, rządzących i rządzonych.

Zgodnie z zostawionym przez tego Polaka listem, był to tragiczny akt protestu wobec poczynań władz PiS łamiących w jego przekonaniu Konstytucję RP, prawa krajowe i międzynarodowe obowiązujące Polskę.

Jest on też smutnym apelem do wszystkich Polek i Polaków o podanie sobie dłoni, o zgodę narodową i szacunek wobec przekonań osób o innych poglądach. Ten apel jest więc do nas, nie do władzy.

Jesteśmy tym samotnym aktem do głębi wstrząśnięci. Apelujemy by nigdy nie musiał się powtórzyć w Polsce. Życie ludzkie jest wartością przerastającą polityczne różnice, ideologie i spory.

Do każdego człowieka, który może czuć się zdesperowany, osamotniony, przygnieciony ciężarem sporów politycznych i podziałów społecznych – wyciągamy przyjacielską dłoń z prośbą: przyjmij tą dłoń, porozmawiajmy. Nie jesteś sam. Wesprzemy Cię. Twoje życie jest ważne—jest najważniejsze. Dla Twoich bliskich, dla kraju.

Przeczytaj też:

Dlaczego się podpalił? Żona: „Jak bardzo przepełniła się ta czara!”. Córka: „Boję się, że pokażą tatę jako wariata i umniejszą jego motywację”

PIOTR PACEWICZ  20 PAŹDZIERNIKA 2017

Apelujemy jednocześnie do obu stron konfliktu ściśle politycznego: do partii rządzącej z koalicjantami i partii opozycyjnych w polskim Parlamencie; do polskich grup społecznych w Kraju i poza jego granicami:

domagamy się rozpoczęcia bezzwłocznie autentycznego dialogu społecznego i politycznego nad stanem Kraju. Polska to nie kawałek sukna wyrywany przez wszystkich dla siebie.

Polska nie należy tylko do jednej, obojętnie jak licznej lub jak zamożnej czy silnej, grupy. Należy do wszystkich Polek i Polaków. Jest faktem niemożliwym do ukrycia, że jesteśmy skłóceni i podzieleni, jak nigdy dotąd w naszej ponad 25-letniej historii III Republiki. I że przekroczyło to już dawno ramy zwykłej i naturalnej różnicy opcji politycznych. Polska nie jest i być nie może zakładnikiem czyichkolwiek ambicji, politycznego rewanżu. Nie jest nagrodą w zawodach politycznych określanych powszechnymi wyborami. Nie stać nas, jako państwo i jako społeczeństwo, na zwycięzców i na przegranych.

Rozpocznijcie te rozmowy natychmiast i bez wstępnych warunków.

Aby nigdy już w wolnej Polsce jakikolwiek Obywatel czy Obywatelka (dobro najwyższe każdego państwa) nie czuł się tak poniżony, tak odosobniony, tak bez cienia nadziei, by wybrał tak tragiczny akt protestu, jako jedyną możliwość apelu do naszych sumień. Tego wymaga dobro Kraju od każdego z nas.

Poniżej nazwiska działaczy i osób oraz nazwy Organizacji, które zdążyły przed publikacją ten Apel podpisać:

KOD_Polonia_Kanada: Bogumił Pacak-Gamalski, Anna Bocheńska, Marek Tucholski; KOD_Norwegia: Igor Devold; KOD_Niemcy: Monika Saczyńska, Anna Krenz i Ula Ptak, Andreas Visser,  Ryszard Boba, Anna Maria Patanè, Elżbieta Jagiełło, Małgorzata, Krzysztof Skuła, Danuta Hossain i Andrzej Klukowski; Zbigniew Świrski z  KOD_UK; DOK-Democracy Is OK (międzynarodowa grupa pro-demokratyczna), Natasza Quelvennec; grupa Femini Berlin Polska; grupa “Manifest Wolnej Polski”, Niemcy; Berliński Kongres Kobiet; grupa “Dziewuchy Dziewuchom” z Francji; “Dziewuchy Dziewuchom” z Wlk. Brytanii; Paweł Tomasz Długosz, Dobiesław Pałeczka z KOD_USA i KOD_US West; grupa ‘Nous d’abord” z Francji; “Farsa” z Wlk. Brytanii; Jacek Duda z KOD-Nowy Jork; KOD_USA_Zachód; KOD_UK; Teresa Grabiec-Silverstein (Kalifornia), B.J. Biernatowski (Washington), Sylwester Kor (Maryland) i Robert Kowalski z KOD_USA_Zachód: Katharina Noga z KOD_Niemcy; Grażyna Kwadrans z KOD_Kanada-Toronto; Tamara Szymańska-Golik, Jacek Surma, Agnieszka Bylicki z KOD_Kanada-Vancouver; Kazimierz Klimek z KOD_Canada-Calgary; KOD_Niemcy; L’Association Défense de la Démocratie en Pologne (ADDP), Francja; Bo Kopcewicz z KOD-Ottawa; KOD_UK – Joanna Gos, Magdalena Szabert, Małgorzata Hallewell, Antoni Otffinowski, Mariusz Gąsior; Izabela J. Bary z College of Staten Island, New York, USA.

 

OKO.press

PONIEDZIAŁEK, 23 PAŹDZIERNIKA 2017

„Z Panem Bogiem” – Szyszko pytany o rekonstrukcję

„Z Panem Bogiem” – Szyszko pytany o rekonstrukcję

– Serdecznie pozdrawiam telewidzów. Z Panem Bogiem – stwierdził Jan Szyszko pytany przez Wyborcza.pl o rekonstrukcję rządu.

 

Karczewski do rezydentów: Myślenie o pieniądzach nie jest w życiu najważniejsze

– Myślenie o pieniądzach nie jest najważniejsze w życiu, zapewniam kolegów lekarzy, młodych lekarzy, którzy rozpoczynają pracę, że pieniądze naprawdę nie są najważniejsze w życiu – stwierdził Stanisław Karczewski w rozmowie z dziennikarzami.

– Bardzo dużo się uczyłem [gdy robił specjalizację], bardzo dużo pracowałem. Zachęcam młodych lekarzy również do tego – zaznaczył. – Sam w tej chwili, jako marszałek Senatu, zarabiam zdecydowanie mniej, niż bym zarabiał, jako dyrektor, czy ordynator szpitala, naprawdę warto pracować dla jakiejś idei, a nie tylko myśleć o pieniądzach – mówił dalej.

Na uwagę dziennikarzy, że głównym postulatem rezydentów jest zwiększenie nakładów na służbę zdrowia, Karczewski stwierdził, że strajkujący lekarze „tak mówią, ale tak nie jest”.

300polityka.pl

STAN GRY: Romaszewska: Prezydent Polski nie PiS-u, Budka: Swobodna aborcja kłóci się z moim przekonaniem, RZ: Odwilż w relacjach Polska – UE

— 12 LAT TEMU W II turze wyborów prezydenckich Lech Kaczyński pokonał Donalda Tuska, uzyskując 54,04% głosów.

— 300LIVE:
Romaszewska: Mam watpliwości co do Ziobry, ale to nie znaczy, że należy go natychmiast wyrzucić
Romaszewska: Kaczyński na premiera to bardzo dobry pomysł
Romaszewska: Mam nadzieję że dojdzie do porozumienia. Nasz przywódca Jarek Kaczyński ma mnóstwo rozumu
Polityczny plan poniedziałku: złożenie projektu liberalizującego ustawę aborcyjną, założenia ustawy o jawności życia publicznego
http://300polityka.pl/live/2017/10/23/

— POLITYCZNY PLAN TYGODNIA: Możliwe spotkanie PAD-JK, komisja o handlu w niedziele, TK o I prezes SN, przesłuchanie Marcina P.
http://300polityka.pl/news/2017/10/22/polityczny-plan-tygodnia-mozliwe-spotkanie-pad-jk-komisja-o-handlu-w-niedziele-tk-o-i-prezes-sn-przesluchanie-marcina-p/

— PEŁNA TREŚĆ HOMILII ABP. JĘDRASZEWSKIEGO Z OKAZJI PRZYJĘCIA PALIUSZA W OBECNOŚCI PREZYDENTA I PREMIERhttp://krakow.gosc.pl/doc/4263401.Ten-paliusz-wzywa-do-wiernosci-wobec- Krakowskiej-Ziemi

— PREZYDENT JEST PREZYDENTEM POLSKI A NIE PIS-U – ZOFIA ROMASZEWSKA W SE: “Prezydent Andrzej Duda, o czym wielu jego krytyków zapomina, jest prezydentem Polski, a nie PiS-u. Niektórzy straszą, że może przegrać wybory. No to przegra! Będzie wtedy byłym prezydentem, ale zachowa się jak powinien. Nie ma mowy o kompromisie, gdy jest mowa o demokracji! Nie ma mowy o kompromisie, kiedy mam określić, czy jestem człowiekiem porządnym, czy nie. Nie da się być trochę porządnym człowiekiem, tak jak nie może być trochę demokracji. Są pryncypia, które są niepodzielne. Demokracja to także odpowiedzialność”.

— CHCĄ GO ZASTRASZYĆ – dalej Romaszewska: “- Bo oni chcą wziąć go „na huk”, zastraszyć, zakrzyczeć. Co i rusz słyszę deklarację: „Nie będę na Andrzeja Dudę głosować”. Mówię: No to nie głosuj! Ty nie będziesz miał swojego prezydenta, a prezydent Duda będzie żył dalej”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prezydent-jest-caej-polski-nie-pis-u_1024017.html

— WETO DUDY RATUJE PRACOWNIKÓW DELEGOWANYCH, ODWILŻ Z UE – Jędrzej Bielecki w RZ: “UE Rada Unii Europejskiej powinna w poniedziałek uzgodnić reformę dyrektywy z 1996 r. To po części efekt odwilży z Brukselą zapoczątkowanej podwójnym wetem prezydenta do ustaw sądowniczych. (…) – Sytuacja w Polsce jest dużo lepsza niż kilka miesięcy temu. Prezydent Duda zaangażował się w kluczowym momencie debaty o ochronie państwa prawa – mówią nam wysoko postawione źródła w Brukseli. Rozważany kompromis jest bliski temu, do którego już kilka dni temu doszła komisja ds. socjalnych Parlamentu Europejskiego. Dziś pracowników delegowanych obowiązuje tylko minimalna pensja obowiązująca w danym kraju. W przyszłości do jego dochodów byłyby też doliczone inne świadczenia, jak: kwatera, wyżywienie, transport – i to według ustalonych wskaźników”. http://www.rp.pl/Unia-Europejska/310229962-Weto-Dudy-ratuje-pracownikow-delegowanych.html

— NIE DA SIĘ NA DŁUŻSZĄ METĘ IZOLOWAĆ TAKIEGO KRAJU JAK POLSKA – Anna Słojewska w RZ: “To jedna dobra wiadomość dla polskiego rządu. Ale jest i druga: wyraźne zawieszenie broni między Brukselą i Warszawą w sporze o praworządność. Ostatnia kolacja przewodniczącego Komisji Europejskiej Jeana-Claude’a Junckera z przywódcami państw Grupy Wyszehradzkiej przebiegała w dobrej atmosferze i poruszono wiele tematów, ale praktycznie nie rozmawiano o praworządności. KE jeszcze kilka miesięcy temu, gdy widziała tysiące ludzi na demonstracjach przeciwko reformie Sądu Najwyższego, myślała, że w Polsce szykuje się zmiana. Teraz jednak, widząc sondaże opinii publicznej, zrozumiała, że PiS porządzi długo i trzeba z nim rozmawiać. Nie da się na dłuższą metę izolować tak dużego kraju jak Polska”. http://www.rp.pl/Uchodzcy/310229934-Unia-Europejska-odchodzi-od-obowiazkowej-relokacji-uchodzcow.html

— JACEK JAŚKOWIAK DETONUJE SPRAWĘ ROZSTANIA Z ŻONĄ I SYNA Z POZAMAŁŻEŃSKIEGO ZWIĄZKU – Fakt opisuje fragmenty jego książki: “W 2010 r., gdy „Dżej Dżej” startował pierwszy raz na prezydenta Poznania, jego żona nieświadoma romansu męża, wysłała jego kochance zaproszenie na Face- booku. Wkrótce Jaśkowiak spotkał się z Karoliną. Zapytała, czy chciałby przeprowadzić testy na ojcostwo. Bardzo chciał. Potwierdziły, że to Jaśkowiak jest ojcem Stasia. Najpierw on poznał syna, później jego żona Joanna. – Żonie powiedziałem w Szklarskiej Porębie. Gdy przyjechaliśmy na Sylwestra. Chciała rżnąć to wszystko i wyjechać. (…) Po trzech dniach ochłonęła – mówi Jaśkowiak. Z mamą 14-letniego dziś Stasia prezydent Poznania pozostaje w przyjaźni. Ale ich dawne uczucie wygasło. Związku z żoną uratować się nie dało. Joanna złożyła w tym roku wniosek o rozwód. Są w separacji. Ona została w rodzinnej willi, on kupił w Poznaniu dwupokojowe mieszkanie. Zaczyna życie od nowa”.

— SAMORZĄDOWCY SFINANSUJĄ KAMPANIĘ REKLAMOWĄ PRZECIW PIS – Tomasz Żółciak w DGP: “Lokalni włodarze szykują się do kampanii medialnej przeciwko rządzącej partii. Po raz pierwszy w historii miasta chcą przeprowadzić ogólnopolską akcję informacyjną zachwalającą polski samorząd. Równocześnie nie ukrywają, że przy okazji zaprotestują przeciw temu, co określają mianem centralistycznych zapędów PiS. Posłowie partii rządzącej sugerują, że wydatkom na kampanię powinny przyjrzeć się instytucje kontrolne”. http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/560935,antypisowski-sojusz-samorzadowy.html

— NARAZIŁABY SIĘ NA ODPOWIEDZIALNOŚĆ KARNĄ – PATRYK JAKI  w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Odpowiedź jest prosta. Hanna Gronkiewicz-Waltz w mediach może mówić co chce, a przed komisją musiałaby odpowiadać pod rygorem odpowiedzialności karnej. Ona wie, że prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie reprywatyzacji, zbiera materiał dowodowy i wszystko, co powie, byłoby skonfrontowane z materiałem śledczych i oceniane pod kątem odpowiedzialności karnej. Gronkiewicz-Waltz, kłamiąc, naraziłaby się nawet na karę więzienia, dlatego nie chce stanąć przed komisją. Są pytania, na które wiem, że by nie odpowiedziała”.

— KOMISJA JUŻ WYGRAŁA, NAJWYŻEJ BĘDZIEMY POPRAWIAĆ DECYZJE – mówi Jaki: “Komisja już wygrała. Odsłoniła kulisy reprywatyzacji, zdobyła dla państwa potężny materiał dowodowy. Nic już nikomu nie musimy udowadniać. Wygraliśmy już w NSA, WSA. Możemy też przegrywać. Pamiętajmy, że mafia reprywatyzacyjna składa się z elit prawniczych, więc nie mogę wykluczyć, że poszczególne decyzje w sądach możemy przegrywać. Jednak najważniejszy bój o nasze istnienie przed NSA wygraliśmy. Więc nawet jak trzy sprawy wygramy, dwie przegramy – to najwyżej poprawimy decyzje, ale nie zmienimy kierunku. Kierunku na odkrywanie patologii reprywatyzacyjnych”.
http://www.rp.pl/Reprywatyzacja-w-Warszawie/310229968-Patryk-Jaki-Raz-na-zawsze-przetniemy-patologie.html

— PLATFORMA WRESZCIE PRZESTAŁA SIĘ BAĆ , DOBRE WYSTĄPIENIE SCHETYNY – Witold Gadomski na wyborcza.pl: “Platforma obiecuje nie tylko zachować program 500+, ale też go rozszerzyć na pierwsze dziecko. Ale pod warunkiem, że gospodarka będzie się rozwijała, a dochody budżetowe wystarczą na pokrycie większych wydatków. Utrzymanie równowagi budżetowej, obniżanie deficytu i długu mają być priorytetem. Platforma wreszcie przestała się bać używania słów „rynek”, „przedsiębiorczość”, „konkurencja”. To nie tylko kwestia semantyki, ale też zupełnie innej, nowej, atrakcyjnej dla dużej części elektoratu filozofii rządzenia”. http://wyborcza.pl/7,75968,22545142,platforma-wreszcie-ma-program.html

— KONTROWERSJA WEEKENDU – TEKST ALEKSANDRY PAWLICKIEJ: SCHETYNA JEST NAGI, CIĄGNIE PLATFORMĘ NA DNO: “Wszyscy w PO zdają sobie sprawę, że bez zmiany przywództwa Platformę czeka los SLD, ale nikt nie odważy się powiedzieć, że „król jest nagi”. Trwając w zaślepieniu mitem największej partii opozycyjnej i potęgi struktur terenowych, Platforma „klaskaniem mając obrzękłe prawice” uczci swego wodza i będzie kontynuować efektowny zjazd po równi pochyłej. A wtedy w 2020 roku może już nie być czego ratować”. http://m.newsweek.pl/opinie/grzegorz-schetyna-i-fatalna-sytuacja-platformy-obywatelskiej,artykuly,417824,1.html?src=HP_Left_Opinions

— OBRONA BARONÓW – ANDRZEJ STANKIEWICZ O ZMIENIONYM STATUCIE PO: http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/grzegorz-schetyna-okopuje-sie-w-platformie/hqr5t6n

— PROPOZYCJE PO ZAPRZECZENIEM TEGO, CO NIEDAWNO GŁOSIŁA – MAGDALENA RUBAJ W FAKCIE: “Czy lider PO porwie swoim programem Polaków? Zadanie łatwe nie będzie – sondaże odnotowują ogromną przewagę PiS nad PO i innymi partiami opozycyjnymi. A propozycje, które teraz składa Platforma, są zaprzeczeniem tego, co jeszcze niedawno sama głosiła!” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/politycy-juz-rozdaja-kielbase-wyborcza/7z6kzvm

— PLATFORMA OBIECUJE WSZYSTKO WSZYSTKIM – tytuł w GPC.

— NAJGORSZY PROGRAM W HISTORII – PIOTR WÓJCIK W GPC: “Pogłębienie różnic między regionami, podatkowy wyścig do dna samorządów oraz prywatyzacja tylnymi drzwiami to główne pomysły Platformy Obywatelskiej dla Polski. Pocieszający jest jedynie fakt, że według sondaży bardzo mało prawdopodobne jest, iż PO będzie miało okazję te pla- ny wdrożyć”.

— MICHAŁ KARNOWSKI PISZE, ŻE PO JEST GOTOWA OBIECAĆ WSZYSTKO: “O to, i tylko o to, chodzi dziś Platformie. Gotowa jest więc wszystko obiecać tym, którzy mają zasoby finansowe, medialne, społeczne i którzy w zamian za poparcie domagają się prawa nieograniczonego żerowania na Polakach. Silne, odbudowywane od dwóch lat, państwo polskie im w tym przeszkadza. Dlatego chcą je zlikwidować. W ogóle. Jedyną siłą zdolną do prowadzenia jakiejkolwiek polityki mają być te grupy interesów. To propozycja naturalna w republikach bananowych, w państwach upadłych. Ale dla Polaków upokarzająca” https://wpolityce.pl/m/polityka/363423-konwencja-zacisnietych-piesci-i-planowanej-zemsty-schetyna-zarysowal-program-likwidacji-panstwa-polskiego

— MICHAŁ KARNOWSKI: POLACY ZASŁUGUJĄ NA WYJAŚNIENIE DLACZEGO NIE REAGOWANO NA MILIARDOWE STRATY VAT: “Polacy zasługują na uczciwe wyjaśnienie: dlaczego nie reagowano na miliardowe straty VAT. Nie można wzruszyć ramionami i powiedzieć: nie chciało nam się”. https://wpolityce.pl/m/polityka/363468-michal-karnowski-o-konwencji-schetyny-gdyby-ktos-we-francji-czy-niemczech-zaproponowal-taki-program-zostalby-wysmiany

— PAWEŁ LISICKI O KONWENCJI PO: CZYLI JESZCZE MNIEJ PAŃSTWA? “Nie chcę użyć mocnego słowa, ale przecież to jest wyjątkowo nieroztropny wniosek. Przecież wniosek powinniśmy wyciągnąć z tego co się działo, to to, że państwo nie działało, że państwo było – jak to powiedział jeden z ministrów PO – strukturą może tylko teoretyczną, ale strukturą okradaną, pozwalającą na gigantyczną skalę wielkich nadużyć, nie działającą w sposób normalny, właściwy. Więc, jak odpowiedzialny przywódca lub ktoś kto chce potem rządzić, może wyciągnąć wniosek z tego co się działo, że jeszcze mniej tego państwa, że jeszcze słabsze to państwo, szukajmy jeszcze więcej poza jego domeną?” https://dorzeczy.pl/kraj/44952/Lisicki-PO-nie-wyciagnela-wnioskow-z-8-lat-swoich-rzadow.html

— ZJEDNOCZONA? NIEKONIECZNIE – Michał Wilgocki w GW.

— PIS MOŻE ODSUNĄĆ TYLKO SZEROKI FRONT OBYWATELSKI – JACEK ŻAKOWSKI – pisze w GW: “Tylko szeroki sojusz obywatelski połączony projektem obywatelskiego państwa mógłby trwale odsunąć okopującą się na wszystkich pozycjach koalicję agentów i aparatczyków. PO musi zrobić większy krok w tę stronę, jeśli chce – jak zapewnia Schetyna – by po maratonie wyborczym Polska była nie tylko lepsza niż teraz, ale też lepsza niż przed PiS”. http://wyborcza.pl/7,75968,22548714,jacek-zakowski-tylko-szeroki-sojusz-obywatelski-moze-trwale.html

— MAJMUREK: CZY WARTO IŚĆ JEDNYM BLOKIEM PRZECIW PIS – jak pisze Jakub Majmurek na wyborcza.pl: “W tej sytuacji pojawia się pytanie, czy faktycznie warto iść przeciw PiS jednym blokiem wyborczym. O ile wiadomo, że Razem czy ruchy miejskie na wspólną listę z Petru i Schetyną nigdy się nie zgodzą, a ci nie zaproszą na nią ludzi Zandberga czy Śpiewaka, o tyle w przypadku Biedronia czy Nowackiej sprawa nie jest taka oczywista. Odradzałbym takie rozwiązanie – obu stronom. Program zarysowany przez Schetynę i Petru jest na tyle konserwatywny i liberalno-populistyczny w wielu miejscach, że nie przyciągnie wyborców lewicy czy ruchów miejskich. Te powinny za rok organizować osobny blok – jest na niego miejsce. Nowoczesna i PO potrzebują z kolei rezerw koalicyjnych. I w samorządach, i w przyszłym Sejmie. Tych może dostarczyć tylko lewica. „Zjednoczona opozycja” wygrywa dziś bowiem sondaż z PiS, ale efektem ciągle jest Sejm, gdzie najpewniejszym scenariuszem jest rząd PiS z Kukizem pod patronatem Dudy. A to też fatalne rozwiązanie”. http://wyborcza.pl/7,75968,22546319,czy-zjednoczenie-opozycji-pomoze-wygrac-z-pis-odradzam-takie.html?disableRedirects=true

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI: KACZYŃSKI DAŁ SYGNAŁ, ŻEBY NIE ATAKOWAĆ PREZYDENTA- pisze w RZ: “Bez względu na to, czy i jak szybko dojdzie do porozumienia w sprawie reformy sądownictwa, Duda wykonał wobec Kaczyńskiego kilka gestów – na przykład dał się sfotografować, jak wita prezesa PiS w drzwiach Belwederu. Część radykalniej nastawionych wyborców prawicy uznała bowiem, że swym dotychczasowym postępowaniem obraził byłego pryncypała. Ale tu nie chodzi tylko o maniery. Duda, jak widać, chce porozumienia w sprawie sądów, bo zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli do reformy sądownictwa nie dojdzie, to on stanie się chłopcem do bicia. Kaczyński dał więc sygnał co bardziej radykalnym członkom własnego obozu, że obrażając dalej głowę państwa, nie da się wiele uzyskać i że lepiej postawić na jedność”. http://www.rp.pl/Komentarze/310229941-MichalSzudrzynski-Nim-bedzie-za-pozno.html

— MARCIN FIJOŁEK O POSTULACIE JAWNOŚCI POPRAWEK DO PREZYDENCKICH USTAW I ATMOSFERZE PÓŁCIENI: “Dodam tylko od siebie, że sytuacja w której losy (i szczegóły) najważniejszej reformy tej kadencji toczą się w atmosferze półcieni, nie jest, delikatnie mówiąc, propaństwowa. Co prawda to i tak krok do przodu od czasów tworzenia ustaw na stacjach benzynowych, cmentarzach i dogadywania nocnych „dealów” pod śmietnikami, ale „dobra zmiana” ma tutaj jeszcze spore pole do popisu. Byłoby rewelacyjnie, gdyby za ustawą, którą przygotowują Kamiński i Wąsik poszły również zmiany obyczajów. Bo nawet najlepszy i najbardziej precyzyjny zapis w ustawie nie zmieni wiele bez realnej zmiany pewnej kultury politycznej”. https://wpolityce.pl/m/polityka/363485-kurtyna-w-gore-karty-na-stol-ujawnienie-poprawek-ws-zmian-w-krs-i-sn-zakonczyloby-teatr-polcieni-i-wyciszylo-emocjonalne-oskarzenia-z-obu-stron

— ZEMSTA WŁADZY NA SZARYM OBYWATELU – jedynka GW: “Według danych Obywateli RP w całym kraju toczy się ponad 800 spraw z kodeksu wykroczeń przeciwko uczestnikom różnego typu protestów. Przed sądem: zwykli ludzie. Ich wina? Demonstrowali przeciwko działaniom władzy i marszowi ONR”. http://wyborcza.pl/7,75398,22549838,zemsta-wladzy-na-szarym-obywatelu-w-polsce-zaczely-sie-zbiorowe.html

— HARWESTER PIS-U DO WYCINKI PAŃSTWA PRAWA NIECO SZWANKUJE – EWA SIEDLECKA: “System sądownictwa zostanie popsuty, ale od biedy jakoś będzie mógł działać. Tyle, że nic nie wskazuje na to, że na tym konflikt prezesa z prezydentem się skończy. PiS ma jeszcze szerokie plany rozmontowywania III RP, a prezydent zobaczył, że można się targować. Harwerster PiS-u do wycinki demokratycznego państwa prawa co-nieco szwankuje”. http://siedlecka.blog.polityka.pl/2017/10/20/harwerster-sie-zacina/

— SZYKUJĄ GRUNT POD USUNIĘCIE GERSDORF – Łukasz Woźnicki w GW: “Wtorek będzie szczególnym dniem w Trybunale Konstytucyjnym. Najpierw dublerzy wybrani przez PiS wydadzą wyrok we własnej sprawie. Później TK orzeknie, czy Małgorzata Gersdorf została prawidłowo wybrana na pierwszą prezes Sądu Najwyższego. PiS chce, by unieważniono wszystkie jej decyzje”. http://wyborcza.pl/7,75398,22549677,tk-szykuje-grunt-pod-usuniecie-gersdorf-wyrok-juz-we-wtorek.html

— JAKUB MAJMUREK: TVP WCIĄGNĘŁO TROLLING NA SALONY: “TVP wciągnęło ten trolling na salony. Metody działania dziennikarzy stacji przypominają te, jakimi posługują się „obywatelscy dziennikarze” non-budgetowych „telewizji internetowych”. Najbardziej charakterystyczny jest pod tym względem program „Minęła dwudziesta”. Monologi prowadzącego Michała Rachonia produkowane są z myślą nie tyle o telewizyjnej, co sieciowej widowni – mają od razu przyjąć formę wirala (co najlepiej udało się w akcji z wylewaniem napoju Tiger). U Rachonia gości przez Skype’a Wojciech Cejrowski, w ostatnich latach gwiazda youtubowego dziennikarstwa tożsamościowego, mówiącego Polakom „jak jest”. https://opinie.wp.pl/jakub-majmurek-dwa-lata-nowomowy-6178458928220289a

— DALEKO OD JUDYMA – JOANNA LICHOCKA W GPC: “Idę o zakład, że protest będzie obejmował wyłącznie placówki publiczne – w prywatnych zapewne absencji nie będzie. Prowa- dzenie protestu kosztem najsłabszych: dzieci oraz tych, których nie stać na prywatną służbę zdrowia, nie może się podobać”.

— ODDAM MIEJSCE KOBIECIE – Borys Budka w rozmowie z Bartłomiejem Barczykiem w Dużym Formacie GW: “Tak, dla mnie wspólne listy to rzecz najważniejsza, jeżeli więc problemem miałaby być jedynka w moim okręgu, bez trudu oddam ją na przykład koleżance z Nowoczesnej. A wracając do Kongresu Kobiet, to była tam też dyskutowana kwestia edukacji seksualnej. Bo przecież jak ktoś spojrzy na te postulaty, które padają ze strony doktrynerów PiS, to woła o pomstę do nieba”.

— NAS WYKOŃCZYŁ TALERZ OŚMIORNICZEK, IM NIE SZKODZĄ SETKI TON – dalej Budka: “Paradoksem jest to, że nas wykończył talerz ośmiorniczek, a im nie szkodzą ich setki ton, bo tyle można by ich kupić za ponad 70 milionów złotych, które poszły z budżetu państwa dla podmiotów związanych z Rydzykiem. Czy 19 milionów złotych, które przy pomocą swoich kumpli wydali na kampanię oszczerstw wobec sądów”.

— BUDKA O ZWIĄZKACH PARTNERSKICH BEZ ADOPCJI: “Najwyższy czas, by je zalegalizować. Ale też nie stawiam tu znaku równości z małżeństwem, dlatego że na przykład kwestia adopcji jest dziś nieakceptowana społecznie. To musi być ewolucja”.

— BUDKA PRZECIW LIBERALIZACJI USTAWY ANTYABORCYJNEJ: “Osobiście jestem zwolennikiem obecnych rozwiązań. Swobodne prawo do aborcji kłóci się z moim przekonaniem, że mamy do czynienia z poczętym życiem. (…) Nie akceptuję aborcji na życzenie. Choć przyjmuję, że karanie za nią wzbudza sprzeciw wielu. Tu nie ma dobrego i jednoznacznego wyboru. (…) – Na pewno nie zagłosowałbym za zaostrzeniem tej ustawy. Natomiast przy liberalizacji miałbym chyba jeden z największych dylematów moralnych”. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22539757,borys-budka-babcia-lubi-pis-siostra-narodowcow-tata-psl.html

— RZ O NOWEJ SIEDZIBIE SENATU – jak pisze Wiktor Ferfecki: “Wśród senatorów niemal powszechna jest opinia, że Senat zasługuje na bardziej okazałą siedzibę. Nie ma jednak zgody co do pomysłu ewentualnej przeprowadzki w miejsce położone z dala od Sejmu. Bogdan Borusewicz uważa że byłoby to „zdrowe”, bo obie izby są odrębne. – Stałoby się to uderzeniem w interes Senatu – obawia się jednak jeden z senatorów PO. – Dziennikarze o wiele mocniej interesują się pracami Sejmu. Gdyby Senat nie leżał już po sąsiedzku, mogliby całkowicie przestać go odwiedzać – prognozuje”. http://www.rp.pl/Polityka/310229966-Senat-chce-wybudowac-sobie-nowa-siedzibe.html

— POLSKĘ CZEKA KRYZYS W ROKU WYBORCZYM? – RZ: “Można oczekiwać, że (rozpoczynający się) boom w inwestycjach infrastrukturalnych zakończy się na przełomie lat 2018–2019” – napisali. To mogłoby oznaczać, że w 2019 r., gdy w Polsce przypadają wybory prezydenckie i parlamentarne, gospodarka straci impet”.

300polityka.pl

Ogromne premie nie tylko dla posłów. Sam marszałek Senatu dostał ponad 33 tys. zł

mako, 15.12.2016

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski

Marszałek Senatu Stanisław Karczewski (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

• Marszałek Senatu i jego zastępcy dostali łącznie 123 tys. zł premii
• Dostali je m.in. za liczbę dni posiedzeń – potwierdza Kancelaria Senatu
• Dwa dni wcześniej wicemarszałkom Sejmu przyznano po 13 tys. zł.

planowano liczbą dni posiedzeń oraz „zaangażowaniem w sprawy związane ze współpracą i opieką nad Polonią i Polakami za granicą”.

Kolejne osoby podejmują próby zohydzenia lekarzy rezydentów i ich protestu głodowego w oczach opinii publicznej. Oprócz posła PiS Stanisława Pięty, który nazwał protest „idiotycznym”, a o jego uczestnikach powiedział, że „jeżeli uczciwie głodują, to trochę schudną”, serię ataków przeprowadziła Telewizja Polska – od publicznego nadawcy dowiedzieliśmy się bowiem, że młodzi lekarze pławią się w luksusie.

W serwisie tvp.info czytaliśmy o kanapkach z kawiorem, które jedzą lekarze, w „Wiadomościach” słyszeliśmy o tym, że „protestujący lekarze żądają miliardów złotych”, a w programie „Studio Polska” Magdalena Ogórek „ujawniała”, że osoby popierające protest piły kawę latte w jednej z warszawskich kawiarni.

Pieniądze nie są najważniejsze

W nawiązaniu do postulatów finansowych głos zabrał marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Zaapelował do rezydentów, by „wrócili do swojej pięknej i wspaniałej pracy, która daje niezwykłą satysfakcję”.

Myślenie o pieniądzach nie jest najważniejsze w życiu, zapewniam kolegów lekarzy, młodych lekarzy, którzy rozpoczynają pracę, że pieniądze naprawdę nie są najważniejsze w życiu

– mówił Karczewski dziennikarzom. Dodał, że „pięknie wspomina czas, w którym robił swoją specjalizację”. – Bardzo dużo się uczyłem, bardzo dużo pracowałem. Zachęcam młodych lekarzy również do tego – stwierdził.

Praca dla idei

Jednocześnie zaznaczył, że jako marszałek Senatu zarabia „zdecydowanie mniej”, niż mógłby zarabiać jako dyrektor szpitala. – Naprawdę warto pracować dla jakiejś idei, a nie tylko myśleć o pieniądzach – powiedział.

 Marszałek Senatu jest z wykształcenia chirurgiem. Był dyrektorem szpitala rejonowego w Nowym Mieście nad Pilicą i ordynatorem jego oddziału chirurgicznego. Karczewski za pełnienie swojej funkcji w izbie wyższej otrzymuje ponad 16 tys. złotych miesięcznie. Zarobki lekarzy rezydentów uzależnione są od stażu pracy i specjalizacji. Ogółem jest to od ponad 3100 do prawie 3900 zł, a więc 2275-2777 zł „na rękę”.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22552800,marszalek-senatu-przemowil-do-lekarzy-myslenie-o-pieniadzach.html#MT2

Dowiedz się więcej:

Co wiemy o premiach wicemarszałków Sejmu?

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński przyznał swoim zastępcom po 13 tys. zł. premii. Małgorzata Kidawa-Błońska powiedziała nam, że nagrody zostały przyznane w formie niespodzianki. – Jestem równie zaskoczona, co pani! – stwierdziła. Na stronie Kancelarii Sejmu pojawiło się oświadczenie, z którego wynika, że nagrody przyznano za „bardzo intensywny okres prac parlamentarnych”. Stanisław Tyszka zdecydował się zwrócić premię. – W sytuacji, gdy większość Polaków zarabia na rękę około 2 tys. zł miesięcznie, przyjęcie takiej „nagrody” byłoby niestosowne – wyjaśnił „Faktowi”. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

gazeta.pl

Owsiak oprawi wyrok sądu w ramki

Owsiak oprawi wyrok sądu w ramki

– „Wszyscy są równi wobec prawa. Pamiętajmy o tym, kiedy nas bluzgają, mówią o nas różne rzeczy. Kiedy jesteśmy kanaliami i gorszego sortu. (…) Ja to wezmę na klatę, nie ma bólu. W ramki sobie oprawię. Ale to jest bezprecedensowe. Niech to idzie w świat” – powiedział Jurek Owsiak po wyjściu z sądu w Słubicach. Tamtejszy Sąd Rejonowy ukarał go naganą. Ma też zapłacić 130 zł za to, że podczas publicznego przemówienia używał słów nieprzyzwoitych.

Przypomnijmy te słowa: – „Polska jest moim krajem i dam się za nią pociąć. Polska to jest właśnie takie miejsce jak tutaj. Rok temu żegnaliśmy się i myślałem, że coś się przez ten czas zmieni. Niestety, nic się nie zmieniło. Pier… polityków – fałszywy kraj, fałszywa rzeczywistość. Rzeczywistość, która jest oderwana od nas, od naszego bytu. Chcę zapytać ich o jedno, czy macie, k…, serce do ludzi?! Nie mów, k…, że jest tu podwyższone ryzyko, tu, w tym miejscu. Kłamiesz, kłamiesz, kłamiesz! Nie mów, k…, że jestem gorszego sortu!” – mówił Owsiak ze sceny, kończąc tegoroczny Przystanek Woodstock.

Przed sądem szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy tłumaczył: – „Na 1230 słów wypowiedzianych tego wieczora podczas rapowania znalazło się 6-7 wulgaryzmów”. Dodał, że pod pierwszym lepszym kioskiem z piwem w mowie potocznej spotyka się ich dużo więcej. – „A to nie była mowa potoczna, ale przekazanie moich emocji. Jestem przekonany, że moje tzw. „wulgaryzmy” podkreślały tylko i wyłącznie chwilowy stan ducha i nie przekroczyły żadnej normy. Jestem absolutnie przekonany, że nikogo nie obraziłem z imienia i nazwiska, nikogo nie wskazywałem palcem” – podkreślił.

Przed Sądem Rejonowym w Słubicach zgromadziło się kilkadziesiąt osób wspierających Jurka Owsiaka. Trzymali m.in. transparenty z hasłami „Jurek, jesteśmy z tobą” i „Kocham Woodstock”. Kiedy Owsiak wyszedł z sali rozpraw, zgromadzeni odśpiewali mu „Sto lat”.

koduj24.pl

PiS chce większej jawności życia publicznego. Powstanie funkcja tak zwanego „sygnalisty”

tps, IAR, 23.10.2017

Jarosław Kaczyński i Mariusz Kamiński

Jarosław Kaczyński i Mariusz Kamiński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Minister koordynator służb specjalnych Mariusz Kamiński wraz z posłem PiS Maciejem Wąsikiem przedstawili założenia nowej ustawy: o jawności życia publicznego. Dokładny tekst projektu pozostaje jednak nieznany.

Ustawa ma zastąpić trzy obowiązujące do tej pory akty prawne: ustawę o ograniczeniu działalności gospodarczej osób pełniących funkcje publiczne, ustawę o lobbingu i ustawę o dostępie do informacji publicznej.

Minister koordynator podkreślił, że ustawa zwiększy zakres wiedzy obywateli o stanie majątkowym osób na wysokich stanowiskach.

W ustawie ma też zostać między innymi uregulowany status tak zwanych sygnalistów, czyli osób, które informują o nieprawidłowościach w swoich instytucjach, np. o korupcji. Nie będzie można zwolnić takiej osoby z pracy bez zgody prokuratora.

– Będziemy starali się przeprowadzić tę ustawę jak najszybciej – zapowiedział z kolei poseł Wąsik. Prace nad nią trwały od początku tego roku.

„Martwi nas brak całości projektu”

Część dziennikarzy i organizacji pozarządowych dobrze przyjęła poniedziałkowe zapowiedzi Kamińskiego. „Ustawa wprowadza potrzebną i postulowaną od lat instytucję sygnalisty, choć nie jest prawdą, że jest to instytucja nieznana polskiemu prawu” – zwraca uwagę fundacja ePaństwo.

„Martwi nas to, że projekt nie jest jeszcze oficjalnie zaprezentowany, choć zapowiedziano, że materiały będą opublikowane po konferencji” – dodano, podkreślając, że nowa ustawa ma uchylić obowiązujące przepisy o dostępie do informacji publicznej.

„W związku z tym kluczowe jest, jak uregulowany będzie tryb dostępu, czy wprowadzone zostaną nowe ograniczenia w dostępie. Wiemy tylko, że maksymalny termin na udostępnienie informacji skróci się z 2 do 1 miesiąca” – czytamy w komunikacie.

***

25 października 2015 roku PiS wygrało wybory parlamentarne w Polsce. Jak oceniacie dwa lata rządów tej partii? Piszcie do nas – listydoredakcji@gazeta.pl

Rezydenci powinni zarabiać lepiej. „Zasuwają jak dzikie świnie za pensję magazyniera” [MAKE POLAND GREAT AGAIN]

 

gazeta.pl

Premier Szydło pod ostrzałem. Gorzkie słowa o jej inteligencji

Rząd gotów otoczyć opieką tylko prawdziwych uchodźców

fot. flickr/KPRM

Ostatnie tygodnie nie są dla premier Beaty Szydło zbyt udane. Pominięta podczas wizyty prezydenta Turcji w Warszawie, pominięta podczas prac nad ustawami reformującymi Sąd Najwyższy i Krajową Radę Sądownictwa, obciążona odpowiedzialnością za bezprecedensowe ignorowanie słusznych postulatów młodych lekarzy rezydentów. Do tego jak wynika z relacji jej najbliższych współpracowników, chronicznie przemęczona i przytłoczona nawałem pracy, którą na nią zrzucił Jarosław Kaczyński, chcący rządzić z Nowogrodzkiej bez nadmiernych obciążeń. Do tego ciągłe konflikty w podległym jej rządzie, których rozwiązać nie może, bo nie od niej zależą decyzje kadrowe. Jak się okazuje, zwykle dobrze poinformowani w sytuacji w prawicowym obozie, dziennikarze tygodnika „Sieci Prawdy” donoszą, że w ramach rekonstrukcji rządu w listopadzie dojść ma do zmiany premiera. Premier Szydło ma wrócić tymczasowo do Sejmu, by odpocząć po trudach wprowadzania dobrej zmiany a następnie wystartować w wyborach do europarlamentu, by tam spędzić polityczną emeryturę.

Najbardziej prawdopodobnym następcą Beaty Szydło na stanowisku Prezesa Rady Ministrów ma być prezes PiS Jarosław Kaczyński i tak sugerują Robert Mazurek i Igor Zalewski w swojej autorskiej rubryce tygodnika. Trudno jednak by było zrozumieć taki scenariusz i logicznie go uzasadnić – nie po to przecież prezes PiS odsunął od siebie całą otoczkę formalną i biurokratyczną w 2015 roku, by w 2017 roku, dwa lata starszy i bardziej zmęczony je na siebie przyjąć. Tego nie da się pogodzić z deklarowaną wolą dalszego istotnego przyspieszenia tej jesieni daleko idących zmian w ordynacji wyborczej, walki o kontrolę nad mediami czy sądami. Jeśli faktycznie taki scenariusz jest rozważany, to oznaczać to może, że najbliższe 2 lata PiS będzie chciał konsumować dotychczas wprowadzoną „dobrą zmianę” i prowadzić tak krytykowaną politykę ciepłej wody w kranie. Bardziej prawdopodobne jest wprowadzenie w życie planu z Mateuszem Morawieckim w roli głównej i dalsze zarządzanie krajem z tylnego fotela przez prezesa PiS.

Czy los Beaty Szydło jest przesądzony? Pierwszy raz od miesięcy nawet z prawicowego obozu nie płyną błyskawiczne dementi pogłosek o jej wymianie więc można przypuszczać, że coś jest na rzeczy. Co więcej, pojawiają się pod jej adresem uszczypliwości czy wręcz gorzkie słowa sugerujące, że w porównaniu do wielkiego mistrza zakonu PiS Jarosława Kaczyńskiego to obecna premier jest w gruncie rzeczy tylko nieistotnym pionkiem. Rewelacje Mazurka i Zalewskiego skomentowała dzisiaj w RMF FM w rozmowie właśnie z Robertem Mazurkiem doradca prezydenta Andrzeja Dudy, Zofia Romaszewska (ostatnio humorystycznie nazywana w mediach społecznościowych wiceprezydentem).

– Uważam, że nawet bardzo [dobry pomysł, by Jarosław Kaczyński został premierem]. Ale trudno mi powiedzieć, ale rzeczywiście na tym się nie znam. Wydaje mi się, że z całym szacunkiem dla pani premier, to mądrość Jarosława Kaczyńskiego no w ogóle nawet nie przystaje do mądrości pani premier –powiedziała legendarna działaczka opozycji antykomunistycznej.

Po co trzymać na stanowisku premiera kogoś, kto tak bardzo odstaje mądrością od lidera obozu rządzącego? Czy pani Romaszewska przypadkiem nie ujawniła najważniejszej tajemnicy dobrej zmiany – rządzą tylko głupsi od prezesa, którzy chcą na siebie brać odpowiedzialność za jego decyzje? Jeśli jednak prezes PiS jest tak mądry, jak uważa Romaszewska, to premierem w listopadzie nie zostanie. Nie ma ochoty na Trybunał Stanu.

crowdmedia.pl

Tomasz Siemoniak: mało prawdopodobne, żeby Kaczyński chciał zostać premierem

23.10.2017
Wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby prezes PiS Jarosław Kaczyński chciał zostać premierem – ocenił wiceszef PO Tomasz Siemoniak. Według niego, o to stanowisko ubiegać się będzie wicepremier, Mateusz Morawiecki lub wicepremier Piotr Gliński.
Tomasz SiemoniakFoto: PAP
Tomasz Siemoniak
  • Według najnowszych „Sieci prawdy”, Beata Szydło w listopadzie straci stanowisko
  • Zdaniem Siemoniaka obecną premier „nikt się już zupełnie nie przejmuje”
  • „Rząd Kaczyńskiego będzie gorszy dla Polski nie mam wątpliwości” – zaznaczył wiceszef Platformy.

Dziś tygodnik „Sieci prawdy” w rubryce „Z życia koalicji” napisał, że premier „Beata Szydło leci ze stanowiska”. Według gazety, premier ma startować do europarlamentu, „a na razie sobie trochę odpocznie”. „Bo nowym premierem zostanie Prezes.(…) Podmianka ma się dokonać w listopadzie, albo 11, albo w drugą rocznice powstania rządu Szydło, czyli kilka dni później”.

Siemoniak pytany w TVN24 o to, czy nowym premierem będzie prezes PiS, powiedział: to „byłoby dość racjonalne i naturalne, bo faktycznie tę rolę pełni Jarosław Kaczyński”. Zdaniem polityka PO premier Beatą Szydło już „nikt się zupełnie nie przejmuje”. – Nie spotkał się z nią prezydent USA Donald Trump, nie spotkał się prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan – z najważniejszą osobą, jeśli chodzi o sprawowanie władzy w Polsce – zauważył Siemoniak.

 

Walka o fotel premiera

Według niego, w PiS zaczyna się „walka buldogów” o to, kto wyjdzie cało z rekonstrukcji rządu. – Przez najbliższe tygodnie będziemy świadkami zajmowania się przez PiS sobą. Kolejnych zapewnień o jedności, giełdy z nazwiskami, kto odejdzie z rządu, a kto nie odejdzie – stwierdził Siemoniak.

– Mimo wszystko wydaje mi się mało prawdopodobne, żeby Jarosław Kaczyński chciał się podjąć takiej roli (premiera), bo już nikogo za sobą nie ma – uważa Siemoniak.

W jego ocenie o stanowisko premiera ubiegać się będzie, „któryś z dynamicznych pretendentów typu wicepremier Mateusz Morawiecki, czy wicepremier Piotr Gliński. Ale nadal będzie rządził Jarosław Kaczyński” – podkreślił poseł Platformy.

Dopytywany, czy gdyby taka zmiana nastąpiła i premierem został prezes PiS to, czy byłoby to „na rękę” PO, Siemoniak odparł, że Jarosław Kaczyński musiałby wziąć odpowiedzialność za to co robi i nie mógłby się zasłaniać premier Beatą Szydło. – Rząd Kaczyńskiego będzie gorszy dla Polski nie mam wątpliwości – zaznaczył wiceszef Platformy.

W listopadzie zmiany nawet w pięciu resortach

Już kilka dni temu Onet informował o prawdopodobnych dymisjach pięciu ministrów. Według naszych informacji, polityczna przyszłość szefów dwóch resortów jest niemal przesądzona. Chodzi o ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka i szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego. – Ci dwaj ministrowie niemal na pewno zostaną wymienieni – mówił Onetowi bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego.

Na nazwiskach Adamczyka i Waszczykowskiego lista do rekonstrukcji się jednak nie kończy. Jak twierdzą nasze źródła, rząd miałby opuścić także minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Według kierownictwa PiS wciąż nie udało się partii zbudować przewagi wśród wiejskiego elektoratu, który – co prawda – zauważył transfer środków w postaci 500+, lecz to zasługa minister pracy Elżbiety Rafalskiej, a nie Jurgiela.

Zmiana na stanowisku ministra szykowana jest także podobno w resorcie zdrowia. Według naszych informacji zmiany w służbie zdrowia pod kierunkiem Konstantego Radziwiłła nie idą tak szybko i sprawnie, jak chce tego Jarosław Kaczyński.

Na liście do dymisji widnieje – według naszych informacji – jeszcze nazwisko minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej. Nasze źródła twierdzą, że na Nowogrodzkiej mimo skutecznego PR-u dostrzeżono zbyt wolne tempo wprowadzania cyfrowych projektów. Ponadto sytuacja finansowa resortu ma pozostawiać wiele do życzenia, a gdy dorzuci się do tego liczne spory w rządzie, w jakie uwikłana jest Streżyńska, to jej odejście z rządu robi się bardzo prawdopodobne.

onet.pl

Arłukowicz o sytuacji w PiS: Ta rodzina jest patologiczna

Rzeczpospolita, 22.10.2017

© PAP, Rafał Guz

– Panowie dyskutują jak bardzo łamać konstytucję – mówił w Śniadaniu Radia Zet były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Poseł Platformy Obywatelskiej zapowiedział też, że osoby piszące niekonstytucyjne ustawy staną za to przed Trybunałem Stanu.

Arłukowicz odniósł się do piątkowego spotkania prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z prezydentem Andrzejem Dudą (spotkanie dotyczyło ustaw reformujących sądownictwo) oraz konferencji Jarosława Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina, na którym liderzy Zjednoczonej Prawicy przekonywali o jedności w obozie „dobrej zmiany”.

Prezydencki minister Andrzej Dera podkreślił, że w obozie Zjednoczonej Prawicy panuje pełna jedność, a prezydent „jest w obozie, który zmienia Polskę” i „jest pozytywnie oceniany przez Polaków”. – Nikt po dwóch latach sprawowania władzy nie miał takich notowań. Władza się nie zużywa – mówił.

Spór wokół ustaw reformujących sądownictwo Dera nazwał „różnicą zdań w rodzinie”. – Są różne zdania w rodzinie, ale istota polega na tym, że w rodzinie się rozmawia, ustala stanowisko. Niedługo je poznamy – dodał. Kiedy? – PiS przeanalizuje zastrzeżenia prezydenta i w niedługim czasie dojdzie do ostatniego zapewne spotkania i już nic nie będzie stało na przeszkodzie, by ustawy zostały przez parlament przyjęte – wyjaśnił. Zaznaczył, że projekt jest autorstwa prezydenta, więc zmiany w nim muszą mieć akceptację Andrzeja Dudy.

– Priorytetem jest usprawnienie polskiego sądownictwa. Zastrzeżenia dotyczą szczegółów, ale nie po to są rozmowy w rodzinie, by publicznie nad nią dyskutować – mówił z kolei wiceminister sprawiedliwości Michał Woś.

Komentując te słowa Arłukowicz stwierdził, że jeśli rozmowy toczą się w rodzinie to jest to „patologiczna, przemocowa rodzina”. Według posła PO Kaczyński będzie prowadził negocjacje z prezydentem tak długo, aż prezydent „uklęknie przed nim i pokaja się” za to, że zawetował projekty autorstwa PiS.

Ministra Derę Arłukowicz przekonywał, że Kaczyński „nie odpuści” Pałacowi Prezydenckiemu. – Prezydent powinien wyjść i powiedzieć, że jest przeciw łamaniu konstytucji – podkreślił.

Z kolei Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej stwierdziła, że „PiS jest szczęśliwy, bo zajmuje się sam sobą”. Spotkania Kaczyńskiego z Dudą Lubnauer nazwała „sitcomem”.

msn.pl

Lubnauer: Nie zamierzamy się łączyć z Platformą

– Mamy różne programy. Od Platformy Obywatelskiej jesteśmy innym ugrupowaniem i nie zamierzamy się łączyć z PO. Natomiast należy bardzo poważnie mówić o możliwości stworzenia koalicji, ale tylko na wybory samorządowe – powiedziała Katarzyna Lubnauer, przewodnicząca klubu Nowoczesna.

– Dużo nas różni, (…) zdecydowanie jesteśmy ugrupowaniem dużo bardziej liberalnym. W związku z tym zdajmy sobie sprawę, że nie ma możliwości połączenia PO i Nowoczesnej – dodała posłanka w TVP1.

Według sondażu, który dla Radia Zet przeprowadził IBRiS, w wyborach do Sejmu Zjednoczona Opozycja (PO, Nowoczesna i PSL) uzyskałyby lepszy wynik od Zjednoczonej Prawicy.

Dowiedz się więcej » Sondaż: Zjednoczona Opozycja wygrałaby z PiS

W sobotę Ryszard Petru na konwencji w Poznaniu zaproponował, by Nowoczesna wystawiła 1/3 kandydatów w dużych miastach, w pozostałych 2/3 kandydatów wskazałyby inne siły opozycyjne, a Nowoczesna by ich poparła.

Katarzyna Lubnauer w rozmowie w TVP zadeklarowała, że należy należy powrócić do wieku emerytalnego, obniżonego przez obecny rząd. – Obniżenie wieku emerytalnego w tym roku kosztuje budżet prawie 9 miliardów złotych i oznacza, że Polacy będą mieli głodowe emerytury – powiedziała. Dodała, że kobiety po obniżce wieku przejścia na emeryturę będą otrzymywały świadczenia niższe o 40 procent od mężczyzn. – Oznacza to, że w przypadku średniej emerytury za 20 lat, która by wynosiła 3500 złotych, dla kobiety to będzie o 1500 złotych mniej – tłumaczyła.

Posłanka Nowoczesnej oceniła, że polska gospodarka rozwija się obecnie „właściwie tylko dzięki konsumpcji”. – Nie rozwija się zupełnie dzięki inwestycjom. W roku 2016 te inwestycje spadły o 7,9%, jest to najniższy poziom od bardzo dawna – podkreśliła.

– Mamy do czynienia w tej chwili z sytuacją, gdzie w całej Unii Europejskiej są wysokie wzrosty gospodarcze, bo skończył się kryzys. My również korzystamy na tym. Polska ma zwykle wzrost gospodarczy dwukrotnie większy niż Niemcy. W tym roku też, Niemcy mają trochę ponad 2%, my będziemy mieli prawdopodobnie około 4%. Jest to tylko efekt koniunktury – mówiła Katarzyna Lubnauer.

rp.pl

„Sieci”: w listopadzie Jarosław Kaczyński zastąpi Beatę Szydło na stanowisku premiera

23.10.2017
Według informacji Roberta Mazurka i Igora Zalewskiego w listopadzie Jarosław Kaczyński obejmie stanowisko szefa rządu, zastępując Beatę Szydło – czytamy w tygodniku „Sieci”. Do zmiany dojdzie też na stanowisku ministra spraw zagranicznych.
Jarosław KaczyńskiFoto: Rafał Guz / PAP
Jarosław Kaczyński
  • Jak informują Robert Mazurek i Igor Zalewski, w listopadzie Beata Szydło straci swoje stanowisko
  • Szefem rządu w jej miejsce zostanie prezes PiS Jarosław Kaczyński
  •  Zdaniem dziennikarzy przesądząny jest też los Witolda Waszczykowskiego, którego na stanowisku szefa MSZ zmieni Krzysztof Szczerski

Witolda Waszczykowskiego w MSZ zastąpić ma Krzysztof Szczerski. Beata Szydło ma z kolei odpocząć od wielkiej polityki, a następnie trafić na listy wyborcze do Europarlamentu.

Na liście do odejścia są też, według „Sieci”, Andrzej Adamczyk i Jan Szyszko. Ważą się losy Konstantego Radziwiłła.

 

W listopadzie zmiany nawet w pięciu resortach

Już kilka dni temu Onet informował o prawdopodobnych dymisjach pięciu ministrów. Według naszych informacji polityczna przyszłość szefów dwóch resortów jest niemal przesądzona. Chodzi o ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka i szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego. – Ci dwaj ministrowie niemal na pewno zostaną wymienieni – mówi Onetowi bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego.

Na nazwiskach Adamczyka i Waszczykowskiego lista do rekonstrukcji się jednak nie kończy. Jak twierdzą nasze źródła, rząd miałby opuścić także minister rolnictwa Krzysztof Jurgiel. Według kierownictwa PiS wciąż nie udało się partii zbudować przewagi wśród wiejskiego elektoratu, który – co prawda – zauważył transfer środków w postaci 500+, lecz to zasługa minister pracy Elżbiety Rafalskiej, a nie Jurgiela.

Zmiana na stanowisku ministra szykowana jest także podobno w resorcie zdrowia. Według naszych informacji zmiany w służbie zdrowia pod kierunkiem Konstantego Radziwiłła nie idą tak szybko i sprawnie, jak chce tego Jarosław Kaczyński.

Na liście do dymisji widnieje – według naszych informacji – jeszcze nazwisko minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej. Nasze źródła twierdzą, że na Nowogrodzkiej mimo skutecznego PR-u dostrzeżono zbyt wolne tempo wprowadzania cyfrowych projektów. Ponadto sytuacja finansowa resortu ma pozostawiać wiele do życzenia, a gdy dorzuci się do tego liczne spory w rządzie, w jakie uwikłana jest Streżyńska, to jej odejście z rządu robi się bardzo prawdopodobne.

onet.pl

„Mobbing nie jest przestępstwem do końca”, czyli jak żandarmeria nie ochroniła kapral Anny

Dla Anny służba w armii miała być spełnieniem marzeń. Zaczęła się od wulgarnych SMS-ów. Potem były mobbing, napaść seksualna i zastraszanie.

W tej historii jest wiele wątków i wielu bohaterów. W tym najwyżsi dowódcy żandarmerii. To opowieść o kobiecie, której na drodze kariery stanęli przełożeni. Pokazujemy, jak wojsko jest w swych procedurach i specyficznej kulturze bezradne wobec mobbingu i molestowania. A ofiary są pozostawiane same sobie. Armia nie chroni swojego żołnierza.

Kiedy bezradna Anna napisała do ministra obrony narodowej Antoniego Macierewicza, resort odesłał pismo do jej przełożonych, zamiast złożyć zawiadomienie do prokuratury, do czego jest zobowiązany jako instytucja państwowa.

W rozmowach z Onetem dowódcy żandarmerii zaprzeczają, że chcieli tuszować sprawę. Twierdzą, że wydział wewnętrzny wszystko wyjaśnił i ani molestowania, ani mobbingu nie było. Oficerowie nie chcieli się z nami spotkać. Pozostały nam rozmowy telefoniczne i pytania zadawane mailem. Żandarmeria przesłała własną wersję wydarzeń.

MON nabrał zaś wody w usta. Rzeczniczka resortu, choć obiecała komentarz, po wielu naszych telefonach po prostu zniknęła.

Jeden z generałów powiedział nam, że Anna „to bardzo wątpliwa persona” oraz że „mobbing nie jest przestępstwem do końca”.

1.

Anna (jej tożsamość postanowiliśmy chronić, prawdziwe dane są nam znane – red.) ukończyła wojskowe szkolenie podstawowe, potem szkołę podoficerską – z wyróżnieniem. Postanowiła spróbować sił w Żandarmerii Wojskowej. Przeszła testy sprawnościowe i rozmowę z psychologiem. Pracy nie dostała, bo nie było wolnych etatów.

Jednocześnie studiowała na Akademii Obrony Narodowej. Jednym z jej wykładowców był wówczas płk (dziś generał) Robert Jędrychowski, zastępca Komendanta Głównego ŻW. Podczas wykładu zapytał studentów, czy ktoś myśli o służbie w żandarmerii. Po zajęciach Anna podeszła do niego. Powiedziała, że przeszła już kwalifikacje.

Wkrótce została przyjęta. Bardzo się ucieszyła. W sierpniu ub.r. podpisała dokumenty, a w połowie września 2016 r. została powołana do zawodowej służby wojskowej w stopniu kaprala. Trafiła do jednego z pododdziałów w Mazowieckim Oddziale Żandarmerii. Pobierała broń, mundury, sprzęt. Podpisywała dokumenty.

2.

21 września 2016 r., kilka dni po rozpoczęciu służby, dostała pierwszego SMS-a z nieznanego jej numeru: „Błagam uwierz mi, pragnę jedynie Ci służyć w charakterze niewolnika. Jestem żonaty, ale mieszkam z dala od domu, w którym jestem tylko gościem”. Dwukrotnie odpisała: „A z kim mam »przyjemność«”. Nie dowiedziała się.

O sprawie, drogą służbową, poinformowała w rozmowie przełożonych już 22 września. W tym dowódcę swojego batalionu mjr. Tomasza S. Zapytała go, jaka jest procedura w tego typu wypadkach. – Pan major zaczął się śmiać. Powiedział, że najwyraźniej mam cichego wielbiciela – mówi kapral Anna. Po tej rozmowie SMS-y przestały przychodzić. Zapadła cisza.

Wkrótce S. został podpułkownikiem. Mijali się z Anną na korytarzach jednostki. Kilka razy pytał, czy SMS-y wciąż przychodzą. Ona odpowiadała, że nie.

Jednak w grudniu znów się zaczęły. Był i ten: „Moja Najjaśniejsza Pani, będę wiernym psem, moja buzia niech służy Ci za toaletę. Czy mogę zadzwonić?”.

Wtedy odpisała ostatni raz: „Powyższe SMS-y traktuję jako naruszenie artykułu 190 k.k. Sprawę nękania mojej osoby zgłaszam na policję, Żandarmerię Wojskową oraz do pełnomocnika MON ds. wojskowej służby kobiet z podaniem telefonu”.

Dziennikarze Onetu zadzwonili pod numer, z którego wysyłane były SMS-y do kapral Anny. Numer jest jednak nieaktywny.

Zapytaliśmy Komendę Główną ŻW, co zrobiła w sprawie SMS–ów, czy sprawdziła, do kogo należał numer telefonu w okresie, gdy przychodziły z niego SMS-y do pani kapral? Zapytaliśmy też, co ppłk S. zrobił w sprawie wulgarnych SMS-ów oraz czy kilkukrotnie pytał o nie panią kapral.

Ppłk Marcin Wiącek, p.o. rzecznika KGŻW przyznaje, że ppłk S. dostał informację o SMS-ach od pani kapral. Twierdzi, że ppłk S. poinstruował ją, że „jeśli jest zainteresowana ściganiem karnym autora powinna złożyć oficjalny wniosek. Takiego wniosku połączonego z zawiadomieniem kapral w ŻW do chwili obecnej nie złożyła. Tym samym żandarmeria nie miała podstaw do prowadzenia jakichkolwiek czynności w tej sprawie”.

Anna zaprzecza, by takie instrukcje ppłk S. przekazał jej w rozmowie o SMS-ach: – To nieprawda. On mówił przecież, że to nic takiego, śmiał się.

3.

W listopadzie 2016 r. z wojsk lądowych przyszedł do żandarmerii nowy dowódca pododdziału Anny – porucznik R. Szybko zaskarbił sobie szacunek żołnierzy. Anna opowiada, że „był twardym i wymagającym dowódcą, nikogo nie wyróżniał, nie wchodził w zależności prywatne”.

Cztery dni później Anna dostała informację, że ma się stawić u ppłk. S. Ten zaczął pytać ją o życie prywatne. Odparła, że to sprawa osobista. Upierał się, że jako jej dowódca musi mieć wiedzę na ten temat. Odpowiedziała, że przekazywanie mu tej wiedzy nie wynika z zakresu jej obowiązków.

Kapral Anna: – To właśnie wtedy zaczęło się nękanie. Pułkownik po raz pierwszy powiedział „nasza współpraca może dobiec końca. Będzie pani musiała poszukać sobie etatu gdzie indziej”.

Była zszokowana. Przecież dopiero zaczęła służbę.

Dlaczego ppłk S. chciał zakończyć współpracę z panią kapral, o czym wielokrotnie jej wspominał? – zapytaliśmy Komendę Główną ŻW. Nie odpowiedziała.

4.

Przed Bożym Narodzeniem 2016 r. ppłk S. dowiedział się, że w żandarmerii w Warszawie służy partner Anny. Życzliwi donieśli. Znowu została wezwana.

– Zapytał mnie, czy to prawda, że mój narzeczony służy w żandarmerii. Potwierdziłam, dodając, że on nie służy na tej samej kompanii, więc nie ma między nami żadnej zależności – powiedziała Anna. Pułkownik znowu zaczął ją straszyć, że „ich współpraca dobiegnie końca”. Zapytała, czy źle wykonuje swoje obowiązki. Powiedział tylko: „To wszystko, proszę wyjść”. Odmeldowała się.

Żołnierz żandarmerii, który prosi o zachowanie anonimowości: – Zauważyliśmy, że coś się zaczęło dziać, gdy na Facebooku pojawiło się zdjęcie z jej partnerem. Stali razem przy choince. Dla S. stało się to katalizatorem. Nie bardzo rozumieliśmy o co chodzi, bo kapral i jej partner nie służyli w tym samym pododdziale – mówi.

Anna pamięta, że poszła wtedy do swojego bezpośredniego dowódcy porucznika R. i opowiedziała mu o SMS-ach oraz rozmowie z pułkownikiem. Obiecał, że sprawdzi, co się dzieje.

Ppłk S. nie przestawał jednak dokuczać Annie. Zwracał jej przy wszystkich uwagę, że nie tak wygląda, że źle się zachowuję, że – jak się wyrażał – „jest duże zainteresowanie jej osobą w żandarmerii”. Słyszeli to też żołnierze, z którymi rozmawialiśmy.

Tymczasem od bezpośrednich przełożonych Anna zbierała pochwały. Na apelach wskazywano ją jako wzór zdyscyplinowanego i prawidłowo ubranego żołnierza, który przestrzega regulaminu.

Zresztą wyróżniała się już w pierwszych miesiącach służby. Jeden z oficerów prowadzących szkolenie wystąpił na przełomie października i listopada 2016 r. z wnioskiem do ppłk. S. o wyróżnienie jej. Po tygodniu podszedł do niej i powiedział: „Pani kapral, nie mogę pani wyróżnić. Spotkałem się z blokadą pułkownika”. Wzruszyła ramionami i powiedziała, że jest jej przykro. Oficer dodał, żeby się nie przejmowała – jest doskonałym żołnierzem.

Przed końcem roku ppłk S. poprosił swoich podwładnych o wyznaczenie żołnierzy do wyróżnienia. – Byłam jedyną kobietą w grupie trzech żołnierzy – wspomina Anna. – Pułkownik się nie zgodził. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak bardzo się mną zainteresował. Wydało mi się to dziwne.

Zapytaliśmy Komendę Główną ŻW dlaczego ppłk S. blokował wyróżnienia dla pani kapral. Nie uzyskaliśmy odpowiedzi.

5.

Kapral Anna: – Wiem, że S. kilka razy wzywał mojego dowódcę porucznika R. i wypytywał go o moje życie prywatne. Ten odpowiadał, że nie interesuje się życiem prywatnym swoich żołnierzy, tylko tym, jak wykonują obowiązki.

Wkrótce wezwał i Annę: – Zapytał mnie, jak układa się współpraca z porucznikiem R. Powiedziałam, że świetnie. On zrobił zdziwioną minę i powiedział, że porucznik mówi o mnie same złe rzeczy. Na odprawach skarży się, że jestem niezdyscyplinowanym żołnierzem i kokietką.

Wtedy Anna poprosiła o konfrontację: – S. się zdenerwował. „Niech pani nie żartuje. Nie wierzy mi pani?! – wykrzyknął.

O konfrontację wnioskował też porucznik R. Pułkownik i tym razem się na to nie zgodził. Wszystko wskazywało na to, że chce ich skłócić.

6.

W grudniu ppłk S. rzucił na korytarzu do Anny, że może złożyć wniosek o zapomogę. Wyjaśnił, jak taki dokument ma wyglądać. Powiedział, by opisała swoją sytuację osobistą. Tę wymianę zdań też dobrze pamięta:

– Jestem po rozwodzie i samotne wychowuję nastoletnią córkę.

– To za mało. Musi pani opisać, z kim pani jest.

Trzy razy zmieniła treść wniosku. Nie napisała słowa o swoim partnerze. Zapomogi nie dostała.

7.

W grudniu 2016 r. porucznik R. wyznaczył jej nowe zadanie – miała planować harmonogram zajęć żołnierzy w pododdziale. Nie było łatwo. Wielu żołnierzy miało do odebrania sporo dni wolnych i zaległe urlopy. Trzeba było uporządkować sytuację.

Zaproponowała, by najpierw oddawać żołnierzom zaległe dni wolne, najlepiej po kilka, zwłaszcza, że wielu z nich mieszkało setki kilometrów od stolicy. – W jeden dzień nie zdążyliby pojechać do domu i wrócić. Rozumiem, że to służba, ale żołnierz ma prawo spędzać trochę czasu z rodziną – mówi Anna.

Rozmawiający z Onetem żołnierze byli zadowoleni. – Wszyscy oprócz pułkownika – twierdzi kapral Anna. – W końcu wydał rozkaz porucznikowi R., abym przestała się tym zajmować.

Na nasze pytanie, dlaczego ppłk S. odsunął panią kapral od zadań planowania służb w jej pododdziale, nie uzyskaliśmy od żandarmerii odpowiedzi.

8.

6 lutego 2017 r. kapral Anna znów została wezwana do ppłk S. Nie wiedziała, w jakiej sprawie. To kluczowy moment tej historii. Tak go zapamiętała: – Zapukałam do drzwi jego gabinetu. Pułkownik kazał wejść. Jadł kanapkę.

– Dziś obejmie pani służbę.

– Melduję, że został już wyznaczony inny żołnierz. Ponadto dziś nie dam rady. Mam chorą córkę i nie mam z kim jej zostawić.

– To rozkaz.

– Nie mogę.

– Zostanie pani dziś. Ja też zostaję na noc…

Pomyślała: „A jaki to ma związek ze mną?”

Pamięta bardzo dokładnie, że S. wstał zza biurka i ruszył w jej stronę: – Myślałam, że chce mi otworzyć drzwi. Zrobiłam krok do tyłu. W tym monecie złapał mnie mocno za pierś. Odepchnęłam go i uderzyłam w twarz. Cofnął się. Przejechał dłonią po swoim policzku i uśmiechając się, powiedział: „Wiedziałem, że jesteś ostra”. Ja na to: – Jak jeszcze raz mnie k… dotkniesz, to pożałujesz. Jestem żołnierzem, a nie dziwką. Odwróciłam się i wybiegłam. Słyszałam jak krzyczał, że jeszcze ze mną nie skończył…

Zadzwoniliśmy do ppłk. S.:

– Panie pułkowniku, zajmujemy się sprawą kapral, która służyła w pańskim batalionie. Chcielibyśmy zadać panu kilka pytań, jeśli można?

– No, nie można. Proszę się skontaktować z rzecznikiem Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej.

– Ale ta sprawa dotyczy pana i chcielibyśmy porozmawiać jednak z panem.

– Ale widzi pani, ja jestem żołnierzem, nie jestem osobą prywatną, nie jestem upoważniony do udzielania jakichkolwiek informacji.

– Ale sprawa dotyczy pana…

– No dobrze, jeżeli sprawa dotyczy mnie, to proszę się zwrócić do komendanta Mazowieckiego Oddziału, że potrzebujecie takich informacji ode mnie, jeżeli będzie zgoda, to ja ich wtedy udzielę.

Proszę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego wypytywał pan o życie prywatne kapral?

– Proszę pani, nie odpowiem na żadne pytanie. Proszę się skontaktować z rzecznikiem. Do widzenia, dziękuję bardzo.

Zapytaliśmy Komendę Główną ŻW o to, jak ppłk S. tłumaczy to, do czego doszło w jego gabinecie 6 lutego. Czy naruszył nietykalność cielesną pani kapral? Jakie były jego wyjaśnienia w toku śledztwa prowadzonego przez wydział wewnętrzny ŻW? Odmówili odpowiedzi.

9.

Kiedy wzburzona Anna wybiegła z gabinetu przełożonego, wpadła na porucznika R. Nie powiedziała mu jednak o tym, co zdarzyło w gabinecie S. – Byłam za bardzo roztrzęsiona. Nie wiedziałam, jak dowódca może zareagować – opowiada.

Za trzy dni miała iść na urlop. Pomyślała, że odpocznie, ochłonie, jakoś da sobie radę. Następnego dnia znowu go spotkała. Rzucił: „Źle dziś wyglądasz.” Minęła go bez słowa.

10.

Anna poszła na urlop. Trzy dni przed powrotem do pracy dowiedziała się, że w kadrach nie ma jej dokumentów urlopowych. Bała się, że zostanie ukarana dyscyplinarnie. Po pół godzinie dowiedziała się, że dokumenty zatrzymał u siebie ppłk. S. Jeden z kolegów poinformował ją, że na odprawie mówiło się o jej nielegalnym urlopie. Wkrótce sytuacja wyjaśniła się, lecz Anna zdenerwowała się tak bardzo, że znowu wylądowała u lekarza.

– Organizm odmówił mi posłuszeństwa – opowiada. W domu zaczęła się dusić. W końcu partner zawiózł ją na nocny dyżur do przychodni. Lekarz udzielił jej pomocy. Stan Anny się nie poprawiał.

Została skierowana do szpitala. Trafiła na SOR. Przeszła kompleksowe badania. Lekarz nie miał wątpliwości, że duszności są wynikiem silnej reakcji stresowej spowodowanej sytuacją w pracy. Dostała dwa tygodnie zwolnienia.

Jeden z żołnierzy: – S. cały czas się nią interesował. Na jednej z odpraw zapytał: „Co u pani kapral, jak się czuje, czy ma kaszelek i temperaturę?”. Pytany, czy ppłk S. interesował się również innymi podwładnymi, nasz rozmówca stanowczo zaprzeczył.

11.

Do pracy wróciła w pierwszej połowie marca. Wkrótce dostała polecenie, by stawić się u ppłk. S. Od niego usłyszała, że będzie miała rozmowę z komendantem Mazowieckiego Oddziału Żandarmerii Wojskowej.

Stanowisko to pełni płk Hubert Iwoła. To właśnie jemu podlega pododdział ppłk. S. Kapral nie została poinformowana, dlaczego ją wezwano.

Tego dnia do rozmowy z komendantem jednak nie doszło. Ppłk S. powiedział, że ma się stawić następnego dnia o godz. 7.30 i czekać na wezwanie. Znowu czekała cały dzień. Rozmowa z komendantem nie odbyła się. Wieczorem zaczynała kolejną nocną służbę. Była już bardzo zmęczona i niewyspana po ponad 30 godzinach pracy.

– Powinnam mieć 11 godzin odpoczynku. Przecież mam kontakt z bronią. Zmęczona nie mogę być w pełni wydajnym żołnierzem – przypomniała pułkownikowi. Ten stwierdził, że to go nie interesuje.

Po pięciu dniach oczekiwania S. zjawił się, aby zabrać ją do komendanta. Po drodze powiedział kapral Annie, że ma jeszcze czas, by się zastanowić nad ich współpracą. Nic nie powiedziała. „Ciekawe jaką niespodziankę przygotował dla pani komendant” – powiedział wtedy.

– W gabinecie płk Iwoła zapytał, ile lat ma moja córka – wspomina. – Odparłam, że piętnaście. Na co on: „Wystarczająco duża dziewczyna, by zostać sama. Pani kapral, oddelegowuję panią do Wydziału Żandarmerii Wojskowej w Łasku. Tam pani bardziej potrzebują”. (W Łasku, na obrzeżach Łodzi, mieści się jednostka Sił Powietrznych – red.).

Anna: – Zapytałam, co z córką? Wzruszył ramionami i zakończył rozmowę: „To wszystko pani kapral…”. Gdy już wychodziłam, kazał mi się cofnąć. „Pani kapral, jeśli będzie pani szukała gdziekolwiek pomocy, bądź zechce uciec na zwolnienie lekarskie, to zrobię wszystko…”.

Świadkiem całej rozmowy u dowódcy oddziału był ppłk S. Anna: – Jego reakcja nie pozostawiała złudzeń. Cieszył się. Dał mi do zrozumienia, że o wszystkim wiedział.

Płk Iwoła w rozmowie z dziennikarzami Onetu przyznał, że zna sprawę, gdyż „kapral jest jego podwładną”. Odmówił jednak komentarza. Odesłał nas do rzecznika prasowego. Dodał tylko: – Sprawa była wyjaśniania przez wydział wewnętrzny w komendzie głównej. Nie mam więcej nic do powiedzenia.

Zapytaliśmy więc Komendę Główną ŻW: Dlaczego pani kapral musiała czekać na rozmowę z płk. Iwołą pięć dni, codziennie od 7.30 do 15.00? A także, dlaczego płk Iwoła chciał oddelegować panią kapral do jednostki w Łasku, wiedząc, że jest matką samotnie wychowującą nastoletnią córkę związaną z Warszawą? Komenda Główna odpowiedziała, że miał takie prawo.

Kapral wróciła do pododdziału. Po chwili, jak opowiada, wbiegł tam porucznik R. i krzyknął: „Powiedz, że to nieprawda!”. Powoli podniosła głowę i zapytała: „Czy porucznik wiedział, że mam zostać przeniesiona?”. Odpowiedział, że o wszystkim dowiedział się przed chwilą od pułkownika.

– Chcieli mi pokazać, że mogą zrobić ze mną wszystko. A przecież nie było na mnie żadnych skarg, nie miałam postępowań dyscyplinarnych, należycie wykonywałam obowiązki. Jednak zostałam ukarana, bo odrzuciłam propozycję seksualną – rzuca gorzko kapral Anna.

Zanim wyszła z jednostki, jeden z jej przełożonych powiedział: „Nie uciekaj. Walcz z nimi. Nie daj im satysfakcji”.

Nie miała już jednak siły. Znowu pojawiły się duszności i kołatanie serca. Ręce trzęsły jej się tak, że nie mogła niczego podnieść, a z oczu płynęły łzy.

12.

Dwie godziny później wylądowała u lekarza pierwszego kontaktu. Pani doktor, gdy zobaczyła, w jakim jest stanie, przyjęła ją bez kolejki. Od razu dała Annie zwolnienie i skierowanie do poradni zdrowia psychicznego.

Na początku kwietnia kapral Anna poinformowała przełożonych o zwolnieniu. Poszła też do lekarza specjalisty. To była doktor, która miała już do czynienia z podobnymi przypadkami. Powiedziała Annie, że to nie jej wina i że zachowanie osób, które ją skrzywdziły jest godne najwyższego potępienia. Napisała też pacjentce obszerną opinię lekarską. Wynika z niej, że gwałtowne pogorszenie się zdrowia jest skutkiem stresu związanego z sytuacją w pracy. Podczas badań wykryto u niej poważną chorobę.

Kapral zapisała się na terapię. – Myślałam, że ten koszmar się skończy.

13.

Nic bardziej mylnego. Kilka dni później na wniosek ppłk. S. komendant mazowieckiego oddziału żandarmerii obniżył Annie dodatek do pensji z 250 zł do 1 zł 50 gr.

Motywował to długotrwałą absencją chorobową Anny. Tymczasem ona była na zwolnieniu dwa razy. W sumie około czterech tygodni. Według pułkownika była żołnierzem niedyspozycyjnym. – To odwet za to, że nie uległam jego niemoralnym propozycjom i karnemu przeniesieniu – podkreśla kapral Anna.

Dlaczego płk Iwoła, na wniosek ppłk. S., radykalnie zmniejszył pani kapral dodatek żandarmski? – zapytaliśmy Komendę Główną ŻW. Ta odpowiedziała, że miał takie prawo. Ppłk Wiącek, p.o. rzecznika prasowego KG ŻW odpisał: „Informuję, iż kapral pełniąc służbę jako żołnierz zawodowy zobowiązana jest do zachowania podstawowego stopnia dyspozycyjności przewidzianego dla służby wojskowej”.

Anna odwołała się od decyzji o obniżeniu dodatku. – Pomyślałam też, że nadszedł wreszcie moment, gdy powinnam zawalczyć o swoje dobro i honor – mówi. Napisała do szefa MON Antoniego Macierewicza.

14.

Regulamin Ogólny Sił Zbrojnych stanowi, że żołnierz może pominąć drogę służbową w przypadkach „naruszenia zasad poszanowania godności osobistej, nietykalności cielesnej oraz zaistnienia mobbingu lub molestowania seksualnego” oraz „dotyczących pozbawienia lub ograniczenia należnych uprawnień lub nadużycia przez przełożonego uprawnień służbowych.” Anna skorzystała z tego prawa.

„Adresując bezpośrednio do Pana Ministra moje zawiadomienie, kieruję się również dobrem Żandarmerii Wojskowej, która w strukturze Obrony Narodowej powinna stać na straży przestrzegania prawa i poczucia sprawiedliwości” – napisała w piśmie do MON. Wyjaśniła też, że to nie skarga, lecz informacja o nieprawidłowościach wewnątrz żandarmerii.

Pod koniec maja dowiedziała się, że jej list do Ministra Obrony znalazł się w posiadaniu żandarmerii. Tego dnia zadzwonił do niej podoficer z Komendy Głównej ŻW. Powiedział, że dotarła do nich informacja o jej skardze oraz że powołuje się w niej na dokumentację medyczną.

– Chciał ją zobaczyć. Poprosił, bym przywiozła dokumenty do Komendy Głównej. Odmówiłam. Powiedziałam, że jestem na zwolnieniu lekarskim. Podoficer zapytał, czy mogą przyjechać – opowiada.

15.

Następnego dnia rano pod domem Anny pojawiło się dwóch żandarmów. Zapytali, czy mogą wejść. Odparła, że nie ma w zwyczaju wpuszczania obcych do domu. „Jak to, my nie jesteśmy obcy” – oburzył się jeden z nich.

W końcu zaprosiła ich na posesję. Usiedli na tarasie. Zaczęli zadawać jej pytania. Po chwili wyjęli list, który napisała do Ministra Obrony. Była zdziwiona, że mają oryginał. Potem zaczęli pytać, dlaczego „obraża ppłk. S.”. Dawali jej do zrozumienia, że jest tylko kapralem i „jak może oskarżać oficera”.

– Dlaczego pominęła pani drogę służbową i napisała do ministra, a nie komendanta głównego? – zapytał jeden z żandarmów. Anna odpowiedziała, że bała się kolesiostwa, bo „wy wszyscy się znacie”.

– Ale pani wie, że generał Połuch zna się z ministrem Macierewiczem, że to on wyznaczył generała na stanowisko – stwierdził żandarm. Anna odparła, że wie.

– Przecież to minister polecił, by sprawę zbadała żandarmeria – ciągnął oficer. Jeszcze kilka minut trwało strofowanie jej za napisanie do ministra. W końcu Anna powiedziała, że jest na zwolnieniu i zażywa leki. Zapytali, czy uspokajające. Odparła, że tak. Po czym padło pytanie, czy leczyła się wcześniej. „Nie.”

W końcu przeszli do zadawania pytań na temat zarzutów postawionych w piśmie Anny do szefa MON. Kapral opisała im m.in., w jaki sposób zwracał się do niej ppłk S.

– Aha, czyli prawił pani komplementy.

– Nie nazwałabym tego komplementami.

Zaczęły padać pytania o sytuację z 6 lutego w gabinecie ppłk. S. Chcieli wiedzieć, czy był jakiś świadek. Anna odpowiedziała, że nie i że przez pewien czas nikomu o tym nie mówiła.

– Ten incydent z molestowaniem był tylko raz? Jest pani pewna, że S. zrobił to celowo? A może niechcący.

– Uważam, że zrobił to celowo.

– Pani tak tylko uważa, czy stwierdza?

– Stwierdzam. Jestem tego pewna.

– Obraża pani pułkownika, a na chwilę obecną niewiele rzeczy pani wskazała… – strofował ją oficer. Anna próbowała coś powiedzieć. Usłyszała jednak: – Nie stosuje się pani do regulaminu, jak mówi starszy stopniem, to się słucha, ale pani jest po prostu niegrzeczna, proszę pani…

Po czym znowu wrócili do pytań, dlaczego wysłała pismo do ministra.

– Minister powinien wiedzieć, co się dzieje w żandarmerii. Nie przyszłam służyć jako pani do towarzystwa, lecz żołnierz. W zakresie obowiązków nie mam podpunktu, by być maskotką pułkownika – odparła. Na co żandarm stwierdził, że jest „bardzo niegrzeczna”.

– Nie wyobrażam sobie, żeby w przyszłości mojej córce przytrafiło się coś takiego w pracy – odpowiedziała Anna.

– Ja mam syna, ale co to ma do rzeczy – odparł żandarm.

Anna poprosiła żandarmów o opuszczenie posesji. Nie zareagowali. Wyszli dopiero, gdy ręką wskazała im drogę.

– Atakowali mnie i nawet nie udawali, że próbują wysłuchać tego, co mam do powiedzenia. Pisali coś na brudno, ale pod niczym się nie podpisałam. Traktuję tę wizytę, jak próbę zastraszania – mówi Anna.

W opinii prawników, z którymi rozmawiał Onet, żandarmi prowadzący przesłuchanie kapral Anny wykazali się brakiem profesjonalizmu i przygotowania do zajmowania się sprawami związanymi z molestowaniem i mobbingiem w armii.

Zapytaliśmy Komendę Główną ŻW, czy śledztwo ws. molestowania i mobbingu pani kapral, prowadzone przez wydział wewnętrzny, było rzetelne i odbywało się z poszanowaniem godności żołnierza-kobiety. KG ŻW zapewniła, że postępowanie było przeprowadzone starannie, zgodnie z procedurami i „z należnym poszanowaniem honoru żołnierskiego i godności munduru żołnierza Wojska Polskiego”.

16.

Następnie ci sami żandarmi weszli do budynków pododdziału, w którym służy kapral Anna. Rozpytywali żołnierzy o ich relacje z nią, o to, jakim jest żołnierzem. Gdy koledzy wypowiadali się o niej w superlatywach, żandarmi przerywali.

Żołnierz: – Rozmowa była krótka, trwała może pięć minut. Na samym początku tego cyrku powiedziałem im, że kapral sumiennie wykonuje swoje obowiązki i nie jest osobą konfliktową, więc bardzo dobrze się z nią pracuje. Zadawali pytania kierunkowe z tezą.

– W następstwie mojego pisma nastąpiło szereg czynności ze strony Komendy Głównej ŻW, mających zastraszyć mnie i innych żołnierzy, którzy próbowali mi pomóc – mówi kapral Anna.

Potem ci sami żołnierze zostali wezwani do ppłk. S. Anna: – Powiedział im, że jeśli będą trzymać moją stronę, oddelegują ich do najdalszych garnizonów.

Uczestnik tego spotkania potwierdził nam słowa kapral.

17.

Po jednostce rozniosła się plotka, że pani kapral była karana. Potwierdził to nam jeden z żołnierzy. – Nie wiem, kto i dlaczego rozprowadzał takie informacje, ale zarzut był kompletnie z sufitu. Gdyby tak było, nie mogłaby służyć w wojsku. To wymóg konieczny, by zostać żandarmem – mówi.

Kiedy pracowaliśmy nad tą historią, zadzwoniliśmy do zastępcy Komendanta Głównego ŻW gen. Roberta Jędrychowskiego, by się umówić na spotkanie. W pierwszej rozmowie telefonicznej generał stwierdził, że „mobbing nie jest przestępstwem do końca”. Potem oddzwonił, by dodać: – Proszę być ostrożnym z tym, co ta pani mówi, bo akurat sprawa jest w prokuraturze, co przed chwilą ustaliłem, o pomawiania publiczne. Jeszcze jedna rzecz, ona jak się okazuje, też była karana za fałszywe zeznania, między innymi, do innego postępowania, w związku z tym to jest bardzo wątpliwa persona.

Kapral Anna jeszcze tego samego dnia dostarczyła nam zaświadczenie o niekaralności. Taki dokument znajduje się również w jej teczce personalnej w ŻW.

W pisemnej odpowiedzi z KGŻW też pojawił się ten wątek: „Ppłk S. skierował do prokuratury wniosek o ściganie karne kapral za zniesławianie i pomawianie jego osoby”.

18.

W czerwcu Anna dostaje pismo od Komendanta Głównego ŻW gen. Tomasza Połucha. Informuje, że w maju do Komendy Głównej ŻW wpłynęła jej skarga w sprawie „molestowania seksualnego, mobbingu, naruszenia zasad godności osobistej oraz naruszenie nietykalności cielesnej przez przełożonego”. To gabinet polityczny ministra obrony przekazał im list Anny do ministra.

Gen. Połuch stwierdza, że „w wyniku przeprowadzonego postępowania wyjaśniającego, nie znaleziono dowodów na to, że takie okoliczności miały miejsce”. Odsyła kapral do prokuratury.

Zapytaliśmy, jaka jest procedura w takich przypadkach, byłego Komendanta Głównego ŻW gen. Mirosława Rosmusa: – Żandarmeria sama powinna skierować sprawę do prokuratury. Może też równolegle sprawdzać ewentualne naruszenia wydział wewnętrzny.

Według naszych informacji, zawiadomienie w sprawie kapral Anny zostało złożone 17 lipca 2017 r. do prezesa Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie.

19.

Do kapral Anny przyszła też odpowiedź z ministerstwa obrony. Pismo podpisał Jarosław Deran, dyrektor Biura Skarg i Wniosków MON. Wytknął w nim kapral, że pominęła drogę służbową. A na koniec stwierdził: „Biorąc zatem powyższe pod uwagę, należy stwierdzić, że Minister Obrony Narodowej miał prawo (a nawet wręcz obowiązek) powierzyć wyjaśnienie zarzutów zawartych w Pani skardze z dnia 15 maja 2017 r. Komendantowi Głównemu Żandarmerii Wojskowej jako jedynie właściwemu w przedmiotowej materii”.

– Uważam, że MON powinno znać regulaminy. Wiedzieć, że miałam prawo pominąć drogę służbową i poinformować najwyższego przełożonego. Nie odpisywałam. Stwierdziłam, że to nie ma sensu. Żandarmeria może robić z ludźmi, co chce i jak chce. Zostałam bez pomocy – stwierdza gorzko kapral.

O to, dlaczego MON sprawę mobbingu i molestowania seksualnego w żandarmerii odesłało do zbadania przez żandarmerię, zapytaliśmy szefa resortu Antoniego Macierewicza. Słuchawkę przekazał rzeczniczce prasowej ppłk Annie Pęzioł-Wójtowicz. Obiecała sprawę zbadać i przekazać komentarz, po czym zerwała z nami kontakt.

20.

Anna miała już dość walki. Zaczęła szukać etatu w innej jednostce. Znalazła, niedaleko Warszawy. Ucieszyła się. Pomyślała, że w końcu wydostanie się z żandarmerii.

Przeszła rozmowę kwalifikacyjną z dowódcą. Lojalnie poinformowała go, że jest w niespowodowanym przez siebie konflikcie z wyższym przełożonym. – Zapytał, czy jest szansa, że się wydostanę – opowiada kapral.

Potem była rozmowa z szefową kadr. Wszystko układało się pomyślnie. W nowej jednostce kazali jej składać wniosek o przeniesienie. Złożyła go pod koniec lipca. Do dziś nie dostała odpowiedzi. Sama zaczęła pytać. Dowiedziała się, że jej dokumenty utknęły w Komendzie Głównej ŻW.

21.

Tymczasem zbliżał się okres opiniowania żołnierzy. Do Anny zadzwonił kapral, którego nie znała i z którym nigdy razem nie służyła. Do korpusu podoficerów został awansowany 28 lipca ze starszego szeregowego i został dowódcą sekcji. Miesiąc po awansie otrzymał zadanie wystawienia opinii Annie.

Kapral poinformował Annę, że wystawia jej ocenę dostateczną. Stwierdził, że to i tak na wyrost, bo przebywa na zwolnieniu lekarskim. Nie miał takiego prawa, gdyż żołnierz na L4 jest zwolniony z obowiązków służbowych.

Opinię kaprala podtrzymał wyższy przełożony, który także nie służył wcześniej z Anną. Porucznik R., który powinien ją opiniować, lecz nie chciał podpisać się pod oceną dostateczną, został oddelegowany na kurs.

Napisała odwołanie. Wysłała je do wiadomości wszystkich przełożonych. Ppłk S. odmówił przyjęcia listu.

– Nie chcę za bardzo jej słodzić, ale ona była naprawdę bardzo dobrym żołnierzem. Zawsze wywiązywała się ze wszystkich zadań, które jej powierzałem. Powinna dostać ocenę co najmniej dobrą. Cała ta sprawa była dęta – mówi podoficer z jej pododdziału.

Pod koniec sierpnia Anna dostaje informację, że powinna skontaktować się z jednostką, do której chciała się przenieść. Zadzwoniła. Dowiedziała się, że na skutek interwencji komendanta ŻW nie zostanie przyjęta, bo jest osobą karaną i zostanie wkrótce zwolniona z wojska.

22.

MON nie odpowiedziało na pytania Onetu i zerwało z nami kontakt po początkowych obietnicach przesłania nam informacji o sprawie. Nasz ostatni SMS do rzeczniczki prasowej ministerstwa ppłk Anny Pęzioł-Wójtowicz: „Pani Pułkownik, tekst ukaże się w weekend. Zostaliśmy poinformowani przez ŻW, że ich odpowiedzi na nasze pytania są gotowe. Bardzo nam zależy na stanowisku MON. To temat b. ważny, nie tylko dla wojska, zwłaszcza teraz. Prosimy o kontakt”.

Żołnierz z pododdziału, w którym służyła kapral Anna: – Ja całej tej sprawy nie kupuję. Zastanawialiśmy się, co ona tak naprawdę zrobiła. Odpowiedź brzmi: nic. Szkoda, wykończyli świetnego żołnierza.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/mobbing-nie-jest-przestepstwem-do-konca-czyli-jak-zandarmeria-nie-ochronila-kapral/791tcs3

Agnieszka Holland o samospaleniu Piotra: „Ogień niszczy, ale też oświetla. Jak gniew”

Współcześni nie chcieli wysłuchać Palacha, nikt nie usłyszał krzyku Siwca, a dziś wolne (jeszcze) media minimalizują samobójczy akt Piotra i jego okupiony cierpieniem apel. Dopiero historia lubi takich bohaterów. Współczesność się ich boi. Bo co niby mamy z takim czymś zrobić my, zwykli, szarzy ludzie? Nie bardzo się chcemy budzić i być budzeni

„Trudno mi zrozumieć, jakim prawem znana publicystka „Wyborczej” i inni liberalni specjaliści od wszystkiego, wspólnie z policją i państwową propagandą nawołują do przemilczania czynu tego Człowieka i twierdzą, że nie był to czyn polityczny. Jeśli taki akt, tak uzasadniony i wykonany, nie jest aktem politycznym, to co nim jest?” – pisze o podpaleniu się Piotra w proteście przeciw polityce PiS Agnieszka Holland, wybitna reżyserka*. Oto jej artykuł.

Palach i smuta normalizacji

Jan Palach – o którego samospaleniu nakręciłam film “Gorejący krzew” – nie poświęcił swego życia w proteście przeciwko sowieckiej inwazji, jak to się często mylnie podaje.

Palach, podobnie jak Ryszard Siwiec doskonale wiedział, że nie warto się poświęcać “przeciwko”, że jego czyn nie zrobi żadnego wrażenia na Sowietach i że nie wycofają oni wojsk z Czechosłowacji. Chodziło mu o uświadomienie swym współobywatelom, że to, co się dzieje jest na tyle groźne, poważne i poniżające, że warto, poświęcić życie w obronie wartości, w które on – i ogromna część Czechów i Słowaków – wierzyła, a które są śmiertelnie zagrożone.

Palach, młodziutki student historii, był realistą. Nie zwracał się do władz, on chciał, by jego czyn poruszył społeczeństwo. Dlatego zasugerował w liście, że jest pierwszą na liście “Pochodnią”, a jeśli jego postulaty nie zostaną spełnione, za nim pójdą inni. Zagrożenie, ze zapłoną kolejne “pochodnie” wywołało prawdziwą panikę i ofiary Palacha nie dało się przemilczeć.

Palach domagał się zawieszenia cenzury i likwidacji propagandowej gadzinówki w czechosłowackiej telewizji. Wydawało mu się widocznie, że te postulaty są na tyle minimalistyczne, że przestraszone władze spełnią je, tym samym przywracając obywatelom poczucie sprawczości i nadzieję.

Reakcja społeczna na czyn Palacha była ogromna, jego pogrzeb zamienił się w wielką narodową manifestacje. Ale postulaty nie zostały, rzecz jasna, spełnione i kiedy miesiąc później – protestując przeciwko temu – spalił się kolejny młody człowiek – Jan Zajic, media totalnie to zignorowały. Ukazał się tylko jeden reportaż w zlikwidowanych wkrótce potem Literarnych Listach, autorstwa mojej przyjaciółki, pisarki Edy Kriseovej. I co najważniejsze – ludzie woleli nie przyjąć do wiadomości istnienia tej kolejnej ofiary.

Zaczęła się smuta “normalizacji”, 20 lat kłamstwa, cenzury, upodlenia i prześladowań, które dotykały najodważniejszych i wydawały się nie obchodzić zbytnio większości obywateli.

Robiąc film, zastanawiałam się na ile czyn Palacha tę “normalizację” przyspieszył.

Praska wiosna 1968 roku i inwazja Państw Układu Warszawskiego (w tym Polski) były formacyjnymi wydarzeniami, które wytworzyły autentyczne poczucie wspólnoty. Jedność zaczęła jednak dość szybko pękać, interesy i koncepcje przetrwania różnicować i choć ludzie polubili słodki smak wolności, nie wiedzieli jeszcze sami, na ile są skłonni do jej obrony.

Czyn Palacha a potem Zajica pokazały, że ceną za wolność może być oddanie życia i bolesna śmierć. To nie była cena, którą obywatele Czechosłowacji byli chętni zapłacić: jeśli za wolność mielibyśmy zapłacić śmiercią, to wolimy życie w niewoli. W końcu niektóre zwierzęta nawet lepiej czują się w ogrodzie zoologicznym. Jest się bezpiecznym i nakarmionym.

Taka ofiara może być zrozumiana i przyjęta za bohaterstwo w sytuacji wojny albo jakiegoś wielkiego społecznego czy narodowego poruszenia. Czyn Palacha trafił (na krótko) w taki moment. Ale fala szybko opadła.

Dość szybko zrobiono z niego wariata, bezmyślną ofiarę zachodniego spisku, zelżono jego pamięć i usunięto grób z praskiego cmentarza.

Siwiec też chciał obudzić rodaków

Ryszard Siwiec nie miał nawet takiego szczęścia. Był równie zdeterminowany jak Palach. Przygotował swój czyn starannie i mądrze, racjonalnie wyjaśnił jego motywy w apelu. Na miejsce samospalenia wybrał Stadion Dziesięciolecia, tłumnie zapełniony na święto Dożynek z udziałem samego I sekretarza partii komunistycznej Władysława Gomułki. Były również władze państwowe (miały wówczas podobne znaczenie jak dzisiaj, kiedy znów rządzi państwem pierwszy sekretarz skromnie zwany prezesem).

Celem Siwca było “obudzenie” rodaków, protest przeciw podłości inwazji na Czechosłowację ale też sprzeciw wobec braku swobód obywatelskich, wolności i podmiotowości narodowej. Nie przewidział jednak, że ludowa muzyka i tańce na stadionie zagłuszą jego krzyk, że obecni agenci wyrwą mu transparent (“Za naszą i waszą wolność”, “Honor i ojczyzna”), a ludzie rozdepczą ulotki, które rozrzucił.

Media nie wspomniały słowem o politycznych motywach Siwca, władze umieściły gdzieś informacje, że był to ktoś chory psychicznie, a podpalił się, bo był pijany. Radio Wolna Europa podało wiadomość kilka tygodni, czy nawet miesięcy po jego śmierci, bojąc się prawdopodobnie, że to jakaś prowokacja. Sprawa stała się głośna dopiero po upadku komunizmu, głównie dzięki odnalezionym archiwaliom i wspaniałemu filmowi Macieja Drygasa “Usłyszcie mój krzyk”.

Przypuszczam, że nawet gdyby wiadomość o jego samobójczym akcie rozeszła się szerzej, zostałaby przez Polaków zignorowana, a powodów tak skrajnego czynu nie uznano by za dostatecznie ważne i zrozumiale. Ani kampania antysemicka i zmuszenie do emigracji dziesiątek tysięcy żydowskich Polaków, ani uwięzienie studentów w Marcu 68, ani agresja przeciw Czechosłowacji nie wydawały się społeczeństwu dostatecznym powodem do protestów. Również reakcje na masakrę na Wybrzeżu 1970 roku i wydarzenia w Radomiu i Ursusie w 1976 były ograniczone. Fala nabrała rozpędu dopiero w Sierpniu 80.

Oni nie byli samobójcami

Palach jak i Siwiec byli ludźmi wierzącymi – i to zarówno w sensie religijnym (Palach był husytą a Siwiec katolikiem), jak i ideowym. Obaj byli przekonani, że w życiu człowieka, społeczeństwa i narodu są momenty, kiedy trzeba bronić za wszelka cenę podstawowych wartości.

Żaden z nich nie przejawiał najmniejszych znamion fanatyzmu bądź braku racjonalności. Swój czyn przygotowywali staranie i z rozmysłem, wiedząc, że sprawia ból nie tylko sobie, ale i swym najbliższym.

Ostatnie słowa Palacha, kiedy wnoszono go do karetki brzmiały: “Nie jestem samobójcą!”. Nie jestem samobójcą…Uważanie tego typu czynu za samobójstwo jest nadużyciem, zarówno intelektualnym jak i moralnym.

Tłumaczenie tak skrajnej obywatelskiej desperacji i poświecenia depresją, zaburzeniami psychicznymi i związaną z tym chęcią zakończenia swego życia, stawianie go w jednym szeregu z “typowymi” samobójstwami wynika – w mym przekonaniu – z moralnego i życiowego wygodnictwa.

Wygodnictwo to wyraża się w schizofrenicznym relatywizowaniu rzeczywistości. Widzimy to brutalnie dziś, po samospaleniu (nie wiemy jeszcze, czy mężczyzna przeżyje, jego stan jest krytyczny) na pustym Placu Defilad.

Co nam powiedział Szary Człowiek z Placu Defilad

Nieznany ogółowi z nazwiska (imię jest Piotr), 54 letni mężczyzna zostawił nam kilka racjonalnych, głęboko wyważonych, pozbawionych nienawiści, mądrych listów (jeden w pobliżu miejsca samospalenia, inne zdeponowane u rodziny). Spokojnie punktuje kolejne nadużycia łamiącej demokrację pisowskiej władzy uznając, że zagrażają one demokracji, wolności, bezpieczeństwu Polski i atakują wartości niezbywalne dla wolnego, demokratycznego państwa, o które walczyły, lub o którym marzyły pokolenia Polaków.

Od niemal dwóch lat takie same lub bardzo podobne argumenty i podobne obawy są głośno wyrażane przez ogromne rzesze obywateli różnych środowisk. Obserwujemy łamanie Konstytucji, faktyczną likwidację Trybunału Konstytucyjnego a potem całego systemu sądowego i trójpodziału władzy, obserwujemy bezkarne naruszanie prawa przez parlament, rząd i prezydenta, niekonstytucyjne sprawowanie władzy przez zwykłego posła i prezesa jednej partii, dyskredytowanie Unii Europejskiej w Polsce i dyskredytowanie Polski w Unii Europejskiej, niszczenie – na niespotykaną skalę – bogactw natury, nepotyzm, korupcję polityczną, pogardę wobec obywateli, którzy nie popierają tej władzy, atak na wolne media, zawłaszczenie na potrzeby partyjnej propagandy mediów publicznych, niszczenie instytucji kultury i narastającą cenzurę (na razie personalną i ekonomiczną), wprowadzanie zakazów zgromadzeń oraz ściganie i zastraszanie obywateli, którzy protestują przeciw tym zakazom, nakręcanie wzajemnej nienawiści, ksenofobii, hodowanie rasistowskich i parafaszystowskich ruchów, nielegalnych nawet w przedwojennej Polsce…

Wiele by jeszcze wymieniać, nie wszystko zmieściło się w tych 15 punktach.

Przeciw tym działaniom władz protestował KOD, opozycja parlamentarna i pozaparlamentarna, naczelny „Gazety Wyborczej” i redaktorzy naczelni innych niepodległych mediów, dziennikarze, prawnicy, nauczyciele, kobiety (bo trzeba jeszcze dodać do tego bezpardonowy atak na prawa kobiet), artyści, studenci, działacze organizacji pozarządowych… Oraz dziesiątki tysięcy obywateli z najróżniejszych środowisk. O tym właśnie – jasno i dobitnie – powiedział nam Szary Człowiek z Placu Defilad w swoim liście.


Milczeć o Piotrze, lepiej uprawiać „nowogrodzkologię

Dlatego trudno mi zrozumieć jakim prawem znana publicystka „GW” i różni inni liberalni specjaliści od wszystkiego, wspólnie z policją i państwową propagandą nawołują do przemilczania czynu tego Człowieka i twierdzą, że nie był to czyn polityczny.

Jeśli taki akt, tak uzasadniony i wykonany nie jest aktem politycznym, to co nim jest?

Młócenie słomy i “kremlologiczne” (tzn. Nowogrodzkie) rozważania i mądrzenie się publicystów w porankach TOK FM? Teatrzyk na demonstracjach czy na trybunie sejmowej? (Bo jeśli nie wierzymy tak naprawdę w powagę sytuacji w głębię zagrożeń, jeśli nie uważamy, że wolność, demokracja są demontowane tak, że przesuwamy się coraz bardziej na Wschód, coraz bardziej w stronę autorytaryzmu czy dyktatury to znaczy, że uprawiamy jakiś rodzaj teatrzyku, niepoważne politykierstwo, jałowe narzekanie dla narzekania).

Nie bardzo rozumiem dlaczego wolne jeszcze media minimalizują to zdarzenie i okupiony cierpieniem autora apel. Boją się efektu “copy cat”? Wygląda to na wygodne tłumaczenie własnej bezradności. Media wszak mają informować, a nie wychowywać i rozstrzygać do czego ludzie dojrzeli, a czego lepiej im zaoszczędzić.

Tak, potraktowanie poważnie tego samospalenia stawia nas przed bardzo trudnymi pytaniami. Przed uświadomieniem sobie, że dzisiejsza sytuacja naszego kraju jest sprawą poważną. Już. Teraz. A nie – być może – w przyszłym roku, a może za trzy lata.

(Bo takich argumentów się przecież używa: “Znaj proporcje, mocium panie! Przecież nie pałują, nie zabijają, nie wsadzają do więzień!…  Nie nadużywajmy słów, bo słownik nam się skończy… Nic takiego się przecież nie dzieje… Jeszcze mamy czas… Sami się przewrócą… Nie szerzmy histerii” – Analogie historyczne bywają niebezpieczne, ale tu nieodparcie się nasuwają.)

Przeczytaj też:

Dlaczego się podpalił? Żona: „Jak bardzo przepełniła się ta czara!”. Córka: „Boję się, że pokażą tatę jako wariata i umniejszą jego motywację”

PIOTR PACEWICZ  20 PAŹDZIERNIKA 2017

Wariaci czy bohaterowie?

Poważne potraktowanie tego czynu stawia nas przed wyzwaniem, koniecznością podjęcia jakichś realnych działań, gotowością do jakichś poświęceń. Nie, nie tych ostatecznych, do tego nie namawiał również “ten pan”, jak go nazywała radna, która upowszechniła, jako świadek zdarzenia, jego list, usprawiedliwiając się z tego jednocześnie, jakby nie widziała, że wykonuje przecież swój obywatelski, ludzki i polityczny obowiązek.

Uświadamia nam, że TO nie minie samo, że jeśli NAPRAWDĘ wierzymy w wartości, które głosimy, musimy o nie NAPRAWDĘ walczyć, a nie tylko zadowalać się lajkowaniem czy “szerowaniem” w mediach społecznościowych, czy okazjonalnymi spacerami.

To niewygodne. Lepiej uznać Tego Pana za nieszczęsnego wariata, ofiarę depresji, ciszej wokół niego bo psychiatrzy i psychologowie przecież mówią, żeby nie nagłaśniać samobójstw, że “efekt Wertera”, a w ogóle wszystko to przesada i normalny człowiek, by się tak nie zachował.

Ciekawe skąd się tylu specjalistów od psychiatrii i Wertera nagle znalazło, ja bym widziała dziś u nas raczej groźbę efektu strusia?

W naszej historii beznadziejnych powstań i straceńczych zrywów mamy tradycję poświeceń dla ogółu. Czy to byli wariaci? Czy bohaterowie?

Śmierć przez ogień to nie tylko tradycja mnichów buddyjskich, to również dzieje Świętej Inkwizycji i palenia na stosach tych, którzy widzieli więcej, dalej i mieli więcej odwagi (Czarownice! Jan Hus!).

Ogień niszczy, ale też oświetla. Jak gniew.

Są ludzie wrażliwsi niż inni. Ludzie, którzy widzą i czują głębiej. Ludzie którzy mają w sobie specjalny, rzadki gen odwagi i sprawiedliwości.

Co mamy z tym zrobić?

Jan Palach miał rację w swych obawach: w Czechosłowacji nastąpiła dyktatura, a naród się z nią pogodził.

Nie miał racji w momencie swej śmierci, bo współcześni nie chcieli go wysłuchać. Za to koniec komunizmu w Czechosłowacji zaczął się od nielegalnych obchodów 20. rocznicy jego śmierci.

Nagle okazało się, że ludzie pamiętają Palacha i że Jego odwaga była potrzebna, by odkupić wieloletnie grzechy zaniechania i tchórzostwo innych.

Ryszard Siwiec też miał rację w ocenie sytuacji: po Sierpniu przyszedł Grudzień, a potem inne miesiące i lata.

I nie miał racji. Bo nie usłyszano jego krzyku.

Nie współcześni, ale dopiero historia doceniła czyn Siwca. Który jakby odkupił nasz udział w haniebnej agresji na Czechosłowację. W Pradze pamiętają go zresztą lepiej niż u nas.

Historia lubi takich bohaterów. Współczesność się ich boi.

Bo co niby mamy z takim czymś robić my, zwykli, szarzy ludzie? Nie bardzo się chcemy budzić i być budzeni. Całkiem wygodnie się nam śpi.

21 październik 2017

Agnieszka Holland, od 2013 roku przewodnicząca Europejskiej Akademii Filmowej, twórczyni takich filmów jak: „Aktorzy prowincjonalni”, „Europa, Europa”, „Plac Waszyngtona”, „W ciemności”, „Kopia mistrza” czy „Pokot”, za który dostała Srebrnego Niedźwiedzia na Berlinare 2017, a także seriali, w tym czterech odcinków „House of cards”

OKO.press

Ewa Trojanowska . Kolejne wezwanie na policję dla Obywatelki RP. Stalinowskie metody pisowskich psów błaszczaka Zastraszać, nękać, skazywać

 

http://zw.wp.mil.pl/pl/1_5425.html

Tonujmy nastroje społeczne nim będzie za późno

Michał Szudrzyński: Nim będzie za późno

Po piątkowym spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z Andrzejem Dudą prezes PiS postanowił zorganizować specjalną konferencję prasową, na której wystąpił z koalicjantami. Myliłby się jednak ten, kto uznałby wspólne wystąpienie Kaczyńskiego, Zbigniewa Ziobry i Jarosława Gowina, w którym zapewniali o jedności i zgodzie panującej w obozie prawicy, za skierowane do szerokiego grona wyborców.

Przeciwnie, to był sygnał wysłany do wewnątrz swojego obozu. Pierwszy niewypowiedziany wprost brzmiał: dość atakowania prezydenta. Bez względu na to, czy i jak szybko dojdzie do porozumienia w sprawie reformy sądownictwa, Duda wykonał wobec Kaczyńskiego kilka gestów – na przykład dał się sfotografować, jak wita prezesa PiS w drzwiach Belwederu. Część radykalniej nastawionych wyborców prawicy uznała bowiem, że swym dotychczasowym postępowaniem obraził byłego pryncypała. Ale tu nie chodzi tylko o maniery. Duda, jak widać, chce porozumienia w sprawie sądów, bo zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli do reformy sądownictwa nie dojdzie, to on stanie się chłopcem do bicia. Kaczyński dał więc sygnał co bardziej radykalnym członkom własnego obozu, że obrażając dalej głowę państwa, nie da się wiele uzyskać i że lepiej postawić na jedność.

Drugi sygnał dotyczył rekonstrukcji rządu. Mówiąc o powściąganiu osobistych ambicji i konieczności korekt, Kaczyński dał do zrozumienia swojemu środowisku, że pilnie się wszystkim przygląda i przy okazji dwulecia gabinetu Beaty Szydło w połowie listopada dojdzie do rekonstrukcji w obozie władzy. Ale tylko prezes PiS wie, jak będzie ona głęboka.

rp.pl

Krzycho Dmochewicz (FB):

ILE KOSZTUJE NAS KONKORDAT?
A BRAKUJE NA SŁUŻBĘ ZDROWIA…
———————————-
Do tego dodajcie kasę płynącą strumieniem do oligarchy Rydzyka…

paździerzowa koalicja zdrady #KukPisKler

https://www.money.pl/…/fundusz;koscielny;to;nic;zobacz;ile;…

http://www.dzienniklodzki.pl/…/458421,lodz-swiecenie-klap-k…

http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,532965

Ile kosztuje nas Konkordat-a ile brakuje na służbę zdrowia?

%d blogerów lubi to: