Macierewicz wziął się za sprawy międzynarodowe

Macierewicz wziął się za sprawy międzynarodowe

Antoni Macierewicz poszerza swoje kompetencje o sprawy międzynarodowe. Powie ktoś: żadna nowość! – i powoła się na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Szemrane kontakty międzynarodowe ministra obrony nie są żadną nowością, acz nie dotyczą funkcji ministra, tylko samego Macierewicza. Nie doznając adrenaliny z powodu podejrzeń o szpiegostwo, zdrowy umysł u czytelnika może spowodować asocjacje: OK, nie wyznaję teorii spiskowych, jak sam Macierewicz, ale coś za dużo tych kontaktów z tym i owym wrogo nastawionym do Polski demokratycznej.

Ale twój i mój zdrowy umysł nie posądzi o takie zdrowe zamiary Macierewicza, nawet jeżeli założymy, że minister ogromnie dużo stosuje cynizmu. Macierewicz w obecnym rządzie wcale nie musi być szczególnym cynikiem, bo może nie chciał zostać ministrem, a musiał. Słynne „nie chcem, ale muszem„. Wszak Beata Szydło cynicznie zapewniała Polaków, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. I to jest cynizm, który z „dobrej zmiany” czyni „podłą zmianę”.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen w niemieckiej telewizji publicznej ZDF (tym się różniącej od TVP, że w Niemczech stosowane są standardy informacji, w Polsce zaś toporne standardy propagandy) pochwaliła się, że jej dzieci studiowały w ramach programu Erasmus w Polsce.

Każdy zdrowy Polak powinien poczuć w tym momencie zdrowy przypływ patriotyzmu. Och, polskie uczelnie są równie atrakcyjne jak niemieckie z wykładowcami noblistami. Hurra, jak dobrze być Polakiem. Niemiecka minister jednak powiedziała słowa, które są dobrze odbierane w społeczeństwie obywatelskim: – „Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce„.

Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują…

Akurat Leyen wyraziła się o młodych Polakach, ale pozostałym grupom wiekowym też należy się wsparcie, bo go oczekują w stosunku do swego „zdrowego demokratycznego oporu”. Zauważmy, mówi to niemiecka minister obrony, państwa, gdzie wojska sojusznicze USA w ramach NATO mają największą bazę, a Bundeswehra jest jedną z najsilniejszych armii świata, wielokroć silniejsza niż polskie wojska, technologicznie wyprzedzają nas o lata świetlne.

Leyen nie powiedziała tego bez powodu. Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują, jak trędowatego. Macierewicz praktycznie jest odcięty od kontaktów z sojusznikami, to u nas mieli językiem w Radiu Maryja o patriotyzmie, a na uczelni Rydzyka wykłada na ten sam temat. Poziom intelektualny jest żenujący, jak uczelnia i osoba zakonnika.

Na słowa Leyen zareagował orzeł dyplomacji Witold Waszczykowski – kolejna dramatyczna postać rządu PiS – uznając, iż „strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce„. Otóż strona niemiecka nie ingeruje w życie polityczne, tylko wyraża się o zdeformowanym życiu politycznym w Polsce. Jak ktoś jest chory i chce mu się pomóc w dostaniu do lekarza, to jest ingerencja?

Czy ludzkim jest zostawić upadłego na ulicy i zgodzić się: niech zdycha? Macierewicz zaś dostał z powodu Leyen zapaści emocjonalnej, jak przy katastrofie smoleńskiej. Polecił dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN „celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie”. I co powiedział Kowalik niemieckiemu attaché? Hę?

Za sprawy międzynarodowe więc wziął się Szweja (odróżniam Szweję od Szwejka tym, że ten drugi jest przewrotnie inteligentny). Można spodziewać się, co wyniknie z tego emfatycznego patriotyzmu radiomaryjnego, rydzykowatego.

A poza tym, niech nam się nie wydaje, że tak łatwo będzie naprawić polską pozycję w Europie i na świecie. Ruiny trzeba będzie posprzątać, a potem na ich miejscu budować. I wcale nam nie będą ochotnie pomagać, bo u nich też mogą dojść do władzy Macierewicze, żądni demolowania własnych ojczyzn.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Najnowszy Newswwek- o człowieku, który w swych rękach ma losy swoje, PO i opozycji. Wygrać lub katastrofa.

Ksiądz Adam Boniecki o akcie samospalenia Piotra Szczęsnego

Ksiądz Adam Boniecki o akcie samospalenia Piotra Szczęsnego.

Ks. Adam Boniecki w rozmowie ze Stanisławem Skarżyńskim w najnowszym „Magazynie Świątecznym” Wyborczej mówi o znaczeniu aktu samospalenia Piotra Szczęsnego. Przypomina gest Jana Palacha z czasów komunistycznych; gest, który wstrząsnął światem. „Była to manifestacja tak niezwykle mocna, że do nikogo nie trafiały usiłowania propagandy, żeby sprowadzić to wszystko do szaleństwa, do stanu psychicznego”. Jest przekonany, że podobne jak wówczas – choć dzisiejsza władza ten gest Szarego Człowieka generalnie zignorowała – nie widzi wokoło zgody, aby jego zachowanie traktowano jako akt szaleństwa. – „Do mnie szybko dotarło, że on nie był fanatykiem ani szaleńcem. To nie było spowodowane przyczynami psychiatrycznymi, to był człowiek bardzo serio myślący” – mówi.

„Tak straszliwy protest musi uświadomić każdemu, kto posługuje się słowem i organizuje życie społeczności, jakie oddziaływanie na konkretnych ludzi mają wszelkie decyzje dotyczące państwa” – mówi ks. Boniecki. Dlaczego? To samospalenie bowiem widzi jako „protest człowieka osobiście zaangażowanego w sprawy, o których można powiedzieć, że są odległe od życia ludzi. […] Ale w tym, co on napisał, widać, że to dla niego nie było wcale abstrakcyjne”.  Ten straszliwy gest mówi, ilu ludzi zraniły zmiany polityczne – podkreśla. Przypomina o tym, że za tymi zmianami jest cierpienie ludzi, dla których to sprawy egzystencjalnie są ważne. Tymczasem rządzący działają w wymiarze makro. – „Mamy do czynienia z taką fascynacją skalą makro, że wymyka nam się z polityki wymiar personalistyczny, widzący człowieka”. Mówimy o słupkach sondażowych, statystykach, wielkich liczbach, PKB, modelach ustrojowych – „tu przesuwamy, tu zmieniamy pozycje w budżecie, manipulujemy na tej wielkiej mapie społecznej – a tam są żywi ludzie”. Tacy jak Piotr Szczęsny, którego – odpowiadając dziennikarzowi GW stwierdza ks. Boniecki – „zabiły zmiany w Trybunale Konstytucyjnym”.

 „Dla mnie to jest krzyk zwykłego człowieka, który każe nam zdać sobie sprawę, że to nie losy państwa są na naszej głowie, ale na naszej głowie są losy innych ludzi. Ludzi, którzy autentycznie cierpią nie dlatego, że coś mają osobiście do załatwienia w Trybunale Konstytucyjnym, ale dlatego, że mają poczucie, że im się walą rzeczy, które ku ich radości zaczęły się w Polsce wykluwać” – podkreśla. Jego gest mówi wiele istotnych rzeczy o roli opozycji, niesłusznie nazywanej „totalną”. Z jednej strony działanie Szczęsnego jest, zdaniem Bonieckiego, „manifestacją miłości ojczyzny”. – „To jest desperacki krok człowieka, który kocha Polskę, któremu nie było wszystko jedno. Jego krzyk zwraca uwagę, że ci, którzy dziś protestują, krytykują i zabierają głos, to nie są jacyś cyniczni gracze o władzę, ale ludzie, którym naprawdę, do cholery, zależy na ich kraju”. Z drugiej strony mówi o odpowiedzialności opozycji, która „wpada w przesadny ton w odmalowywaniu sytuacji w kraju. Przewidując to, co będzie, neguje to, co jest pozytywne w tym świecie, w którym żyjemy. Nie żyjemy w ustroju totalitarnym, więc nie stwarzajmy takiego pozoru”. Zdaniem Bonieckiego, „jeśli się zabieramy do krytykowania czegokolwiek w społeczeństwie, trzeba mieć szalenie dobrze ustawiony celownik, żeby trafiać w te rzeczy chore, które są rzeczywiście groźne, które niszczą”.

Działanie Piotra Szczęsnego ksiądz Boniecki ocenia bardzo ostrożnie. – „Targnięcie się na własne życie świadczy o straszliwym załamaniu. Nawet Kościół, który przez wiele lat, gdy nauka o człowieku nie była jeszcze rozwinięta, dyskryminował samobójców, mówiąc choćby, że nie ma dla nich pogrzebu kościelnego, dawno się z tego wycofał. Bo znawcy człowieka powiedzieli, że ktoś, kto dokonuje czynu samobójczego, jest w sytuacji tak krańcowej, że nie można go osądzać tak, jak się osądza człowieka w stanie równowagi. To jest cierpienie nie do wytrzymania”. Lecz czy reakcja jest adekwatna? pyta Skarżyński. „Mówiąc chłodno, nie ma sytuacji, że można powiedzieć: jedyną twoją adekwatną reakcją jest samospalenie. Ale w przypadku tego człowieka to było jedyne, co mu zostało. W jego subiektywnym rozumieniu, ale to trzeba uszanować. Żeby coś takiego zrobić, trzeba być najgłębiej przekonanym, że już nie ma innego sposobu, żeby obudzić współobywateli” – mówi Boniecki.

„Co się stało takiego, że umiemy już do siebie mówić tylko krwią?” – pyta rozmówca ks. Bonieckiego. – „To chyba pytanie kluczowe. To się nie stało, to narastało”. Jego zdaniem takim momentem kluczowym – inaczej niż sugeruje dziennikarz, przypominając katastrofę smoleńską – były pierwsze rządy PiS. „Oni wtedy zobaczyli, że można. Przedziwna koalicja z Lepperem i Giertychem, towarzystwo ni z gruszki, ni z pietruszki poskładane, z Jarosławem Kaczyńskim jako premierem było kuriozalnym widokiem. Ale myślę, że oni wtedy posmakowali władzy” – mówi Boniecki. – „To brzmi okropnie, ale ja sądzę, że instynkt władzy trwa w człowieku dłużej niż instynkt seksualny. To jest ta pokusa z Ewangelii” (i przytacza przypowieść o kuszeniu Jezusa mirażem władzy nad „wszystkimi królestwami”). Gdy dziennikarz przypomina, że „przecież odpowiedzią na zło jest jego przeciwieństwo, wezwanie św. Pawła: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj”, Boniecki odpowiada: „Obiektywnie ma pan rację. Ale subiektywnie, w jego przekonaniu najgłębszym, nie było innych narzędzi”.

Stanisław Skarżyński pyta: „Gdzie jest ten błąd w konstrukcji naszego życia publicznego, że spór nie wydobywa z ludzi tego, co najlepsze, ale niektórych prowadzi na skraj desperacji?”. W odpowiedzi ks. Boniecki mówi o desperacji. – „Sądzę, że do takiego stanu może człowieka doprowadzić poczucie, że cała opozycja, wszystkie głosy korygujące i inne propozycje są zupełnie bez znaczenia. My sobie tak możemy gadać! A potem przyjeżdża ten czołg i jedzie tam, gdzie miał jechać. I wtedy powstaje poczucie, że jesteśmy bezsilni. Człowiek inaczej myślący ma poczucie, że wali w gumową ścianę. Co z tego, że pójdziemy krzyczeć pod sąd albo na cześć prezydenta, który nie podpisał ustawy. Dogadali się jakoś w Belwederze i koniec końców nic z tego nie wyniknie” I przypomina: – „Podobne poczucie było w czasach upadku PRL. Że nic się nie da, bo machina komuny jest stalowa i sztywna. To pozbawianie podmiotowości było tak chamskie, że doprowadziło ludzi do zrywu w „Solidarności”.

Ks. Boniecki jest jednak powściągliwy w ocenianiu obecnej władzy. – „Ale ja tych ludzi u władzy nie podejrzewam o złą wolę” – podkreśla. – „To nie są pachołkowie i agenci Moskwy. Mają jakiś pomysł na zbudowanie Polski, ale umknęła im zdolność do zakwestionowania swojego pomysłu. U władzy nie są dziś cyniczne komuchy”. Podkreśla jednak, że chociaż wciąż od klimatu z czasów komunizmu jesteśmy daleko, ale „to odbieranie podmiotowości, to poczucie beznadziejności może być takie samo”. Jest zaniepokojony stanem opozycji, jej skłóceniem, niezdolnością do kompromisu. Tym, że w szeregach partii opozycyjnych nie widać nadziei, jaką dostrzega w ludziach, którzy schodzą się pod Pałac Kultury, aby uhonorować Piotra Szczęsnego („Dobrze, że ludzie się tam zbierają, zapalają znicze. Nadzieją i siłą są środowiska pozytywnie myślące. Wszędzie tam, gdzie się coś tworzy, gdzie się dzieje coś dobrego, gdzie się kształtuje świadomość i wspólnie myśli – jest nadzieja” – mówi). Tymczasem „z opozycją jest coś nie tak. To żałosne, jeżeli takiej drobnej rzeczy jak kandydata na prezydenta Warszawy nie mogą spokojnie zaproponować jednego (…). Nie najlepiej też jest – w jego ocenie – z polskim narodem. „Dobro wspólne? – pyta retorycznie.” Wszyscy sobie nim gębę wycierają” – stwierdza mocno. Dalej też nie pobłaża wadom: „My chyba nie jesteśmy zbyt mądrym narodem. Nie umiemy dopuścić sytuacji, że jak innym ludziom na czymś zależy, to ja z czegoś zrezygnuję, choćby z tego kandydata. Przecież nie trzeba w stu procentach mieć wszystkiego. To straszne, a mamy jeszcze kilka takich cech. Nie słuchamy się nawzajem. Zakładamy z góry, że wszystko, co powie ktoś z drugiej strony, od razu będzie złe. Malujemy te obrazy wrogów”. „Przecież w normalnym państwie człowiek czujący tak głęboką potrzebę zaangażowania mógłby zapisać się do partii albo stowarzyszenia i działać.  A patrzą na to też tacy ludzie jak Piotr – dopowiada dziennikarz GW. – „No właśnie! I widzą, że nic z tego nie będzie. Gumowa ściana. Po naszej stronie – to jeszcze przykrzejsze. Bo ludzie chcą mieć nadzieję, że ich zaangażowanie zostanie usłyszane, wzięte pod uwagę”. Właśnie dlatego „ten krzyk jest tak szalenie ważny. Pan Piotr krzyczy do tych, którzy mają wpływ na społeczeństwo. Że to nie społeczeństwo jest, ale ludzie, konkretni ludzie. On przejdzie do historii” – puentuje ks. Boniecki.

***

Ksiądz Adam Boniecki (1934) to marianin z arystokratycznej rodziny herbu Bończa, po wojnie wydziedziczonej z majątku. Redaktor senior „Tygodnika Powszechnego”, związany z pismem od połowy lat 60. Inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa, w latach 70. zaangażował się we współpracę z opozycją. Był m.in. naczelnym „L’Osservatore Romano” i „Tygodnika Powszechnego”, generałem zakonu ojców marianów i bliskim współpracownikiem kardynała Wojtyły, a później Jana Pawła II (za: „wyborcza.pl).

Duchowny Wojciech Lemański wstydzi się bagatelizowania śmierci Piotra Szczęsnego.

koduj24.pl

Rafał Trzaskowski sam się zlustrował

Rafał Trzaskowski sam się zlustrował

Kandydat PO na prezydenta Warszawy Rafał Trzaskowski postanowił ułatwić pracę PiS-owskim hejterom. Na Facebooku dokonał… autolustracji, przedstawiając historię swojej rodziny.

Zacznijmy jednak od niego samego. – „Urodziłem się w szpitalu na Solcu, całe życie mieszkałem na Nowym Mieście – na ulicy Freta. W młodości pijałem tanie wina, z rzadka paliłem zioło i bywałem „niegrzeczny”. Uczyłem się dobrze. Kląłem” – napisał Trzaskowski.

Swoich najbliższych opisał krótko: – „Mam żonę Ślązaczkę (o zgrozo!). Moje dzieci są średnio grzeczne. 12-letniej córce nie podoba się ani Kaczyński, ani Putin i czyta satanistyczne książki fantasy. 8-letni syn nie chce chodzić na religię (gówniarz woli pływać)”. Dużo miejsca poświęcił swoim przodkom, np. o babci: – „Kochała Piłsudskiego (i nauczyła mnie – wnuczku – pamiętaj – Marszałek był tylko jeden)”.

Przyznał, że w pierwszych wyborach, w których mógł wziąć udział, głosował na Lecha Wałęsę. – „Ale podobał mi się kiedyś Leszek Moczulski (jego książkę – „Wojna Polska 1939” połknąłem jednym tchem). Byłem na stypendiach za pieniądze amerykańskie, polskie i unijne. Na Oxfordzie byłem na stypendium (tamdaradam!) SOROSA”.

Kończy wpis przyznaniem się do „największych” swoich grzechów. – „Znam języki obce (niemiecki nie, ale rosyjski już tak). Jestem filosemitą. Jeżdżę na rowerze. Jem sałatę. Kiedyś jadłem nawet jarmuż. Byłem na paradzie równości. Na moje wykłady (w Collegium Civitas, UW, UJ) przychodzą cudzoziemcy. Więcej grzechów nie pamiętam i nie obiecuję skruchy” – zakończył Trzaskowski.

 

koduj24.pl

Małe epitafium

Małe epitafium

Mieliśmy w Trójce poczucie, że udaje nam się coś niebywałego – unikamy tandety i schlebiania masowym gustom, a liczba słuchaczy wciąż rośnie.

Radio jest obecnie medium towarzyszącym. To znaczy gra, kiedy robimy coś innego. Prawie nie ma słuchaczy gorliwych, odkładających wszystko inne, gdy włączają odbiornik. Każdy z nas, dziennikarzy radiowych, wie o tym dobrze i stara się choć na chwilę przyciągnąć całą uwagę słuchacza. Najłatwiej nam idzie z kierowcami: prowadzenie samochodu to czynność przeważnie odruchowa i wtedy umysł naprawdę podąża za tokiem audycji. Zresztą najpiękniejszy komplement dla radiowca brzmi: „zajechałem na miejsce, ale siedziałem na parkingu, zamiast pójść do domu, bo byłem ciekaw puenty„.

Nie zawsze tak było. W globalnej (a mówiąc ściślej: euroamerykańskiej) historii radia zwraca się w uwagę na rolę wzmacniaczy lampowych, montowanych w radioodbiornikach od końca lat dwudziestych. To wówczas słuchanie radia przestało być przygodą indywidualną – było dotąd możliwe jedynie przez słuchawki! – ale stało się zajęciem integrującym rodzinę. Znane są zdjęcia reklamowe, pokazujące dorosłych i dzieci, skupionych w salonie, którego głównym meblem był odbiornik, przypominający sporą szafkę. O określonych porach, podczas wybranych pozycji ramówki, domownicy przestawali zajmować się czym innym. Stawiało to niekiedy przed groteskowymi dylematami (ślad jednego z nich można wypatrzeć w filmie Federico Felliniego „Rzym”): jak mianowicie należy się zachować na przykład podczas transmisji mszy świętej? Sam z dzieciństwa – kiedy mszy bynajmniej nie transmitowano – pamiętam spory z siostrą, czy na dźwięki emitowanego zawsze o północy, a także podczas wydarzeń sportowych, hymnu państwowego, powinno się stanąć na baczność, czy nie.

Wspomniałem o „Rzymie” (w którym rodzina klęka na błogosławieństwo papieża), ale najważniejszym filmem o radiu w okresie jego największej popularności jest, rzecz jasna, nostalgiczna komedia Woody’ego Allena „Radio Days”, znana w Polsce pod tytułem „Złote czasy radia”. Medium to napędziło wówczas pieniądze do branży muzyki rozrywkowej, wypracowało konwencję „soap-opery”, popularyzowało wielką literaturę za pomocą słuchowisk i czytanych na antenie fragmentów powieści. Ekscytowało transmisjami sportowymi. Wielkie gwiazdy estrady – mam na myśli, między innymi, Hankę Ordonównę – były przede wszystkim gwiazdami radia. Okres ten w Europie przerwała na kilka lat wojna; w Stanach, rzecz jasna, nie; ale wszędzie skończył się on u schyłku lat pięćdziesiątych, gdy najważniejszym meblem w mieszkaniu stał się telewizor. Wydawało się przez chwilę, że radio zaniknie wówczas tak, jak po wynalezieniu kin dźwiękowego zanikło kino nieme. Ale starsza siostra telewizji obroniła się trzema wynalazkami. Po pierwsze – przenośnymi odbiornikami tranzystorowymi, dzięki którym radio mogło odbiorcy towarzyszyć także poza domem: w parku, na plaży, na wycieczce. Po drugie – nową technologią przesyłu dźwięków (FM zamiast AM), co pozwoliło uzyskać jakość akustyczną, którą telewizja osiągnęła dopiero u progu XXI wieku. Po trzecie – odejściem od tzw. koncepcji programowo-ramówkowej i wprowadzeniem formatów. To ostatnie słowo zaczęło oznaczać ideę, by wybrana stacja o każdej porze dnia czy nocy nadawała wciąż podobną muzykę, a prowadzący audycje dziennikarze porozumiewali się ze słuchaczami wciąż w tej samej konwencji. Odtąd nie trzeba było znać dobowego programu radia, by trafić na ulubioną audycję. Jeśli znalazło się rozgłośnię, która nam odpowiadała, emisja brzmiała mniej więcej tak samo przez cały czas. Ale też zarówno tranzystory, jak formaty miały swoje drugie oblicze, niosły przykre koszty: to właśnie wtedy radio stało się „medium towarzyszącym”, ze słuchanego uważnie przedzierzgnęło się w dźwięk tła.

Tak to wygląda, kiedy się spojrzy na historię radia z lotu ptaka, ale przyglądając się poszczególnym nitkom w tej rozciągniętej na dekady tkaninie można dostrzec zaskakujące naruszenia wzoru. Jednym z najbardziej niezwykłych wyjątków – i to, jeśli się nie mylę, na skalę europejską, a może nawet euroamerykańską – stało się przedsięwzięcie, uruchomione w 1962 roku w Polsce. Początki były, powiedzmy sobie szczerze, politycznie dwuznaczne. Rodzima młodzież w większości dość znacznej, by to zaniepokoiło władze komunistyczne, słuchała wówczas wieczorami Radia Luxemburg. Nadawało ono muzykę rockową, a prowadzący program porozumiewali się ze słuchaczami potocznym angielskim, nie stroniąc od żartów i nic sobie nie robiąc z kontrolowanych lub nie wpadek na antenie, które w Programie I czy II Polskiego Radia uznano by za niedopuszczalne „brudy”. Podjęto zatem decyzję, by uruchomić w Polsce coś, co by odciągnęło nastolatki od zachodniej, więc z definicji „wrażej” rozgłośni. Ale żeby ich odciągnąć, trzeba było choć trochę z pierwowzoru zaczerpnąć. Tak powstał Program III, który nie później niż po dziesięciu latach słuchacze przezwali pieszczotliwie „Trójką”, co po kolejnych kilkunastu latach stało się oficjalną nazwą tej anteny.

Podjęto zatem decyzję, by uruchomić w Polsce coś, co by odciągnęło nastolatki od zachodniej, więc z definicji „wrażej” rozgłośni…

Z wielu powodów Trójka nie była sformatowana: w czasach PRL-u w ogóle nie rozpatrywano tej możliwości, po transformacji natomiast uznano, że kanałów radia publicznego jest za mało, by je sformatować naprawdę. Tyle, że z Trójki usunięto audycje z muzyką klasyczną i ludową (co zresztą niekoniecznie było decyzją najszczęśliwszą). Mimo to Trójka od zarania różniła się od Programu I i II (a potem też od uruchomionego w epoce Gierka Programu IV) specyficznym stylem. Jej odbiorcami mieli zostać z założenia młodzi ludzie: uczniowie szkół średnich, studenci, pracownicy przed trzydziestką. W wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności udawało się pozyskiwać dla niej wybitne osobowości radiowe. Ponieważ w tamtych latach – mówię tu już o dekadzie lat 70. – Polska nie miała podpisanych żadnych umów antypirackich z krajami Zachodu, a płyty stamtąd, dostępne z rzadka w komisach i na giełdach, były niewyobrażalnie drogie, ze dwa pokolenia wysiadywały przy magnetofonach, podłączonych do radioodbiorników, nagrywając na taśmy całe albumy, nadawane w Trójce. Dla wygody odbiorców emisję poprzedzano nawet zapowiedziami typu: „ustawiamy głośność” (w tym momencie nadawano kilkusekundowy pisk), „a teraz – trzy, dwa, jeden, start”. Dzisiejsze sześćdziesięcio- i pięćdziesięciolatki mają w Polsce gust muzyczny urobiony przez indywidualności Piotra Kaczkowskiego, Witolda Pogranicznego, Andrzeja Olechowskiego, Jerzego Kordowicza i innych, jak np. dawny teatr wspominają, cytując nieraz bezwiednie audycje Anny Retmaniak.

„Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy”, „60 minut na godzinę”, „Mini-max” czy „Muzyczna Poczta UKF” były, jak kiedyś słuchowisko „Amos and Andy” albo koncerty radiowe Duke’a Ellingtona…

Z perspektywy globalnej Trójka była absolutnym fenomenem. Oto w momencie, gdy na Zachodzie „złote czasy radia” były pamiętanym coraz słabiej zjawiskiem sprzed dekad, w Polsce siadywaliśmy wokół radioodbiorników jak gdyby nic się nie zmieniło. „Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy”, „60 minut na godzinę”, „Mini-max” czy „Muzyczna Poczta UKF” były, jak kiedyś słuchowisko „Amos and Andy” albo koncerty radiowe Duke’a Ellingtona, ważnym punktem dnia, którego staraliśmy się nie ominąć. Stan wojenny mógł zakończyć tę dziwaczną, anachroniczną przygodę z radiem, a jednak Trójka – mimo wymiany części załogi, gdyż niektórych dziennikarzy wyrzucono z pracy, a na ich miejsce przyszli nowi – przetrwała. Ówczesny dyrektor, Andrzej Turski, stawiał debiutantom wysokie wymagania i stronił od trywialnej propagandy. To wtedy pojawił się w Trójce Marek Niedźwiecki, a w jego eleganckich żartach i bezdyskusyjnym profesjonalizmie rozpoznawało się kontynuatora tego, co zaczął Wojciech Mann czy Jacek Janczarski. Zresztą pozostali wierni antenie, mimo ówczesnych dylematów, mistrzowie, z Piotrem Kaczkowskim na czele. Legenda Trójki jako radia, którego słucha się uważnie, a nie przy okazji – nie została zniszczona.

Kolejny trudny moment dla Programu Trzeciego przyszedł z chwilą transformacji ustrojowej i pojawienia się stacji komercyjnych. Sam, Boże odpuść, na jakiś czas zdradziłem Trójkę jako słuchacz, przestawiając się na nowocześniejsze, jak mi się wydawało (a początkowo wyraźnie do trójkowej konwencji nawiązujące) Radio Zet Andrzeja Woyciechowskiego. Pojawiła się demoniczna koncepcja zrobienia z Trójki „radia towarzyszącego”, ze sformatowaną playlistą i resztkowymi audycjami publicystycznymi, z których nie dało się zrezygnować ze względu na treść koncesji, udzielonej przez państwo poszczególnym programom Polskiego Radia. Ale wówczas już Trójka miała niebywały i niemający analogii w innych rozgłośniach kapitał: grono zaprzysięgłych słuchaczy. Przetrwali oni kolejny trudny czas, przyjęli z aprobatą powrót do tradycji, jaki dokonał się za sprawą Krzysztofa Skowrońskiego, a potem został brawurowo rozwinięty w kształt radia na nowy wiek przez Magdę Jethon. Przyjęty do pracy w okresie „smuty”, gdy wydawało się, że legenda Trójki jednak nie przetrwa, obserwowałem te zmiany i miałem szczęście być ich uczestnikiem. To była fascynująca przygoda.

W tym tygodniu odeszli z Trójki Artur Andrus i Robert Kantereit. Już blisko trzydzieści osób znikło z zespołu, który jak żaden w eterze odbierał przez ostatnich kilkanaście lat dowody miłości od odbiorców swojej pracy. Mieliśmy poczucie, że udaje nam się coś niebywałego: proponujemy dobry towar, unikamy tandety i schlebiania masowym gustom, a liczba słuchaczy wciąż rośnie. Mieliśmy markę na rynku i mnóstwo satysfakcji. Ta frajda wzajemnego inspirowania się i zaskakującej (w skali ponadnarodowej!) więzi ze słuchaczami sprawiała, że normalne dla ponad stuosobowego zespołu animozje schodziły na drugi plan. Tak, pewnie czasami grzeszyliśmy pychą. Ale kiedy się uczestniczy w zbiorowym przedsięwzięciu, które zaczęło się pół wieku wcześniej i znowu się udaje, osobista duma ma naturalny ogranicznik w postaci świadomości, że to nie własne zasługi, ale ta szczególna konfiguracja osób przynosi sukces.

Już blisko trzydzieści osób znikło z zespołu, który jak żaden w eterze odbierał przez ostatnich kilkanaście lat dowody miłości od odbiorców swojej pracy…

Nowe władze Polskiego Radia mają to wszystko za nic. Nie tylko nie przeciwdziałały rozbiciu zespołu, ale same je zainicjowały. Słuchalność w ciągu ostatnich dwóch lat spadła o jedną czwartą. Teraz spadnie znowu.

Słaba to pociecha, że nie pierwszy raz w dziejach ludzkości zła wola zawziętych nieudaczników skutecznie zniszczyła coś bardzo pięknego.

Jerzy Sosnowski

koduj24.pl

Sienkiewicz: Jeśli Trzaskowski wygra w Warszawie, to będzie oznaczało dla wszystkich partii, że nastąpił pewien przełom pokoleniowy

Sienkiewicz: Jeśli Trzaskowski wygra w Warszawie, to będzie oznaczało dla wszystkich partii, że nastąpił pewien przełom pokoleniowy

– Moim zdanem zdecydowanie tak. W momencie kiedy PO zdecydowała się na tego kandydata, to trzeba by naprawdę jakiegoś nadzwyczajnych okoliczności, żeby Rafał Trzaskowski nie wygrał. To miasto, które w większości nie lubi PiS – mówił Bartłomiej Sienkiewicz w rozmowie z Grzegorzem Kajdnowiczem w „Faktach po faktach” TVN24. Jak dodał:

„Odpowiada oczekiwaniom Polaków, jeśli chodzi o nowe pokolenie w polskiej polityce. Wróżę mu sukces i też trzymam kciuki za niego. Jeśli Trzaskowski wygra w Warszawie, to będzie oznaczało dla wszystkich partii politycznych w Polsce, że nastąpił pewien przełom pokoleniowy i starsi panowie, siwi jak ja i jeszcze starsi powinny się zastanawiać, czy nie ustąpić miejsca młodszym”

 

Gowin: Zwykły kongres za rok, wtedy wybierzemy władze na kolejną kadencję

– Zwykły kongres nowego ugrupowania odbędzie się za rok, wtedy wybierzemy władze na kolejną kadencję, kolejne 4 lata – stwierdził Jarosław Gowin na briefingu.

 

Gowin: „Porozumienie” to nazwa nowego ugrupowania. „Porozumienie dla Polski” to nazwa dzisiejszego spotkania

– Nowe ugrupowanie nosi nazwę „Porozumienie”. „Porozumienie dla Polski” to nazwa dzisiejszego spotkania, wydarzenia – stwierdził Jarosław Gowin na briefingu.

 

Zakończyła się konwencja nowej partii Gowina

 

Gowin: Dalej będziemy Polskę konsekwentnie i głęboko zmieniać

– Chcemy zaproponować Polakom uczciwą umowę, że będziemy ciężko pracować dla Polski i kierując się ideałami, które nam przyświecają, konserwatywnymi, republikańskimi, wolnościowymi, chrześcijańskimi dalej będziemy Polskę konsekwentnie i głęboko zmieniać – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem, potwierdzając, że nazwa nowej partii to „Porozumienie”.

 

Gowin: Liczymy, że ustawa dot. niższego ZUS dla mikrofirm trafi bez zwłoki pod obrady parlamentu

– Podczas kongresu Zjednoczonej Prawicy w Przysusze przedstawiłem projekt ustawy obniżający ZUS dla mikrofirm. Zrobiłem to w porozumieniu z prezesem Kaczyńskim, który jako pierwszy złożył podpis pod projektem. Minęły 4 miesiące i liczymy, że ustawa bez dalszej zwłoki trafi pod obrady parlamentu i dzięki temu przywrócimy setkom tysięcy przedsiębiorców i rodzin poczucie elementarnej sprawiedliwości – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem.

 

„Porozumienie” – to nazwa nowej partii Gowina

Według informacji 300POLITYKI, nazwa nowej partii Jarosława Gowina to „Porozumienie”. Na stadionie PGE Narodowy trwa właśnie tzw. konwencja zjednoczeniowa.

 

 

Gowin: Przedstawimy konkretny projekt ulg podatkowych dla rodzin wielodzietnych

– Chcę zapowiedzieć że polityka rodzinna, demograficzna będzie jednym z najważniejszych składników naszego programu. Przedstawimy konkretny projekt ulg podatkowych dla rodzin wielodzietnych [w drugiej części kongresu] – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem.

 

Gowin: Dalsze zwycięstwa wymagają tego, żeby nasz obóz dalej się poszerzał

– Dalsze zwycięstwa wymagają nie tylko tego, aby nasz obóz był zjednoczony. To bardzo ważne, dziękujemy prezesowi (…) Dalsze zwycięstwa wymagają tego, żeby nasz obóz się dalej poszerzał. I także w tej sprawie się spotkaliśmy. Spotykamy się jako przedstawiciele wszystkich regonów Polski. Tu jest cała Polska. Spotykamy się jako ludzie reprezentujący różne nurty i tradycje polityczne, ale ludzie gotowi zawrzeć porozumienie dla Polski i zobowiązanie wobec Polaków – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem.

 

Gowin do Kaczyńskiego: Nie zawsze się zgadzamy, ale mamy zaufanie do pańskiego przywództwa

– Po 1989 roku nie było w Polsce koalicji równie solidarnej jak obóz Zjednoczonej Prawicy i za tę solidarność, odwagę i skuteczność działania chciałbym bardzo serdecznie podziękować wszystkim partnerom z obozu Zjednoczonej Prawicy – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem. Jak dodał:

„Mamy nadzieję, nawet jesteśmy pewni że prezes ogląda nasze spotkanie. Chcę panie prezesie powiedzieć, że nie zawsze się zgadzamy i pewnie też w przyszłości nie unikniemy jakichś sporów, ale chcę żeby pan wiedział, że mamy wspólnie zaufanie do pańskiego przywództwa, że liczymy że dzięki niemu druga część kadencja będzie obfitować w jeszcze większe sukcesy i w 2019 roku wspólnie pójdziemy walczyć o przedłużenie mandatu zaufania Polaków do dalszych rządów Zjednoczonej Prawicy”

 

Gowin: Miliony Polaków widzą, że nasz rząd konsekwentnie realizuje złożone obietnice

– Z pewnością to Zjednoczona Prawica przywróciła sens i wagę wyboru. Dała impuls do odrodzenia demokracji w najistotniejszym wymiarze. Zarzuca się nam, że niszczymy demokrację, ale to my przywróciliśmy wiarę w to, że wybory mają sens, bo miliony Polaków widzą, że nasz rząd konsekwentnie realizuje złożone obietnice – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem.

 

Gowin: Obóz Zjednoczonej Prawicy przywrócił Polakom poczucie, że ich głos ma znaczenie

– W ciągu ostatnich dwóch lat obóz, który sprawuje władzę w Polsce, PiS i całej Zjednoczonej Prawicy przywrócił Polakom poczucie że ich głos ma znaczenie, że są współgospodarzami domu nazywanego Polską. Przez ponad ćwierć wieku większość polityków podczas kampanii wyborczych mówiła jedno, a potem robiła drugie. W ten sposób odbierano obywatelom wiarę w sens mechanizmów demokratycznych, w sens samej polityki – mówił Jarosław Gowin w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem.

 

„Te przyszłe zwycięstwa bardzo potrzebują naszej jedności” – Błaszczak odczytuje list od Kaczyńskiego na konwencji Gowina

– Po prostu siła wyższa w postaci choroby uniemożliwiła mu wzięcie udziału w kongresie, czego niezmiernie żałuję. Bardzo się natomiast cieszę, żę zakładacie nową partię, która wyłania się nie z podziału jakiejś isniejącej formacji, ale z twórczego aktu konsolidowania najbliższych sobie ideowo środowisk politycznych. Jeszcze bardziej się cieszę, że to poszerzone o nowe kręgi ugrupowanie wzmocni i wzbogaci naszą wspólnotę polityczną jaką stanowi obóz Zjednoczonej Prawicy. Jest bowiem sprawą najwyższej wagi byśmy stale rośli w siłę, poszerzali się o nowe środowiska, przyciągali nowych sojuszników oraz pozyskiwali dla idei naprawy i wydźwignięcia RP coraz więcej Polek i Polaków. Ten cel, który przed sobą postawiliśmy, jest bardzo ambitny, długookresowy, ogromnie trudny do osiągnięcia, ale wbrew temu, co mówią nasi wewnętrzni i zewnętrzni przeciwnicy, możliwy. By go zrealizować, musimy spełnić dwa podstawowe warunki: po pierwsze musimy dobrze rządzić i konsekwentnie podążać ku temu celowi. Po drugie, musimy być razem, bez względu na wszystko. To brzmi jak truizm, ale taka jest prawda. Dzięki temu, że przed dwoma laty do wyborów poszliśmy właśnie razem, teraz możemy budować Polskę naszych marzeń. By stanął gmach tej wyśnionej przez nas RP musimy wygrać kolejne nadchodzące wybory – samorządowe, parlamentarne i prezydenckie. Te przyszłe zwycięstwa bardzo potrzebują naszej jedności. Tego, byśmy silni różnorodnością zmierzali ku wspólnemu celowi, a skoro jesteśmy w przededniu rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, to chciałbym podkreślić że ten cel, to nasze pragnienie zbudowania zasobnej, nowoczesnej i innowacyjnej, uczciwej oraz sprawiedliwej, a także liczącej się na arenie międzynarodowej RP było również pragnieniem kolejnych pokoleń naszych przodków. Oni także chcieli wielkości RP, my idąc ich śladem nie wstydzimy się patriotyzmu, podniosłych bo z serca płynących słów o obowiązkach względem ojczyzny, potrzebie pracy na rzecz dobra wspólnego, o tym ze jesteśmy wspólnotą. Nie wstydzimy się również tworzących ład moralny tradycyjnych wartości. Więcej – w przywiązaniu do nich widzimy szanse na dobrą przyszłość dla Polski – napisał Jarosław Kaczyński w liście odczytanym przez Mariusza Błaszczaka w trakcie konwencji zjednoczeniowej Polski Razem.

– Jest moim najgłębszym pragnieniem stworzenie trwałych mechanizmów stanowiących fundament naszego stałego, dynamicznego rozwoju naszego kraju. Mechanizmów, które nie tylko pozwolą nam nadrobić kilkudziesięcioletnie, a może kilkusetletnie opóźnienie względem zamożniejszych państw europejskich, ale także uzyskać przewagi konkurencyjne w różnych dziedzinach gospodarki. Tak więc naprawa państwa jest celem cząstkowym, choć niezbędnym, swoistym narzędziem mającym służyć budowaniu pomyślności RP przez kolejne pokolenia. Wierzę głęboko, że my jako obóz Zjednoczonej Prawicy sprostamy temu historycznemu wyzwaniu – dodał.

 

Morawiecki: Potrzebujemy kilku, a najlepiej kilkunastu lat żeby pewne zmiany utrwalić

– Przede wszystkim opatrzę z ogromną sympatią i nawet więcej, mam bardzo ciepłe uczucia do całego PiS, do Zjednoczonej Prawicy, ponieważ jest to partia, która zmienia Polskę, a 3-4 lata temu wydawało się, że nie będzie to możliwe, a staje się to faktem. Potrzebujemy jeszcze na pewno kilku, a najlepiej kilkunastu lat żeby pewne zmiany utrwalić, ale już dzisiaj widać, że kraj będzie inny, staje się inny, dużo lepszy dla ogromnej większości ludzi – mówił Mateusz Morawiecki w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM. Jak dodał, Jest duża szansa, że na koniec roku wzrost PKB będzie powyżej 4%.

 

Morawiecki: Dla mnie problem niedziel jest problemem niepierwszorzędnym z punktu widzenia gospodarki

– Z przewodniczącym Dudą rozmawiałem na ten temat [handlu w niedziele] kilka razy i podkreślam: główne kwestie, które dla polskiej gospodarki są ważne, żeby gospodarka rosła szybko, mimo że jest bardzo zadłużona ze względu na naszych poprzedników i ten model gospodarczy ostatnich lat, to potrzebujemy kapitału, pracy, technologii i kombinacji między tymi trzema czynnikami – mówił Mateusz Morawiecki w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM. Jak dodał:

„Rozmawiałem z przewodniczącym Dudą i mocno to podkreślam, że nam brakuje wykwalifikowanych pracowników wielu branżach. Brakuje nam już dzisiaj 100 tys. Informatyków w całej Polsce. Ci informatycy mogliby zdecydowanie poprawić jakość technologii i podnieść naszą gospodarkę na jeszcze wyższy poziom i dlatego dla mnie problem niedziel jest problemem niepierwszorzędnym z punktu widzenia gospodarki. Jeśli wola jest taka, ja jako pierwszy rok temu powiedziałem, że dla mnie cztery niedziele są również jak najbardziej dopuszczalne”

 

Morawiecki: Lada moment wprowadzimy Konstytucję dla biznesu na Radę Ministrów

– Lada moment wprowadzimy Konstytucję dla biznesu na Radę Ministrów. To będzie bardzo duży sukces, ponieważ od 20 lat przedsiębiorcy czekają na pewne przepisy, które tam są – mówił Mateusz Morawiecki w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM.

 

Morawiecki o rekonstrukcji rządu: Ja się zajmuję rekonstrukcją polskiej gospodarki

– To pytanie nie do mnie. Ja się zajmuję nie rekonstrukcją, tylko rekonstrukcją polskiej gospodarki i finansów publicznych. Nic tutaj nie powiem, ponieważ nie jest to moja kompetencja – mówił Mateusz Morawiecki w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM.

– Ja się zasadniczo o swoją głowę nie boję, ale z jednego zasadniczego powodu. Oczywiście podlegam ocenom, tak samo jak inni i robię wszystko to, co najlepiej potrafię zrobić dla Polski, a inni powinni mnie oceniać. Ja się nie będę oceniał, bo to tak nie powinno się odbywać. Jak mnie ocenią niedobrze, to mnie nie będzie, a jak mnie ocenią dobrze, to będę – dodał wicepremier.

300polityka.pl

STAN GRY: Naczelny GW gani liderów opozycji, Ks. Boniecki: Schetyna wyskoczył bez porozumienia z nikim, Kornel Morawiecki miażdży MSZ za Ukrainę

— W GPC PLAN OBCHODÓW MIESIĘCZNICY.

— DZIŚ INGRES ARCYBISKUPA ŁÓDZKIEGO:
http://archidiecezja.lodz.pl/2017/11/lodzkiej-katedrze-trwa-ingres-arcybiskupa-lodzkiego/

— W NIEKTÓRYCH MIEJSCACH KOŚCIÓŁ ŚPIĄCY I NIEPRZEBUDZONY – ABP RYŚ W GOŚCIU: “Jest różnorodny. Jest piękny i dynamiczny. Ale w niektórych miejscach śpiący i nieprzebudzony. Kościół w Polsce jest bardzo żywy, może żywszy niż gdziekolwiek indziej. Myślę, że nie doceniamy tego. Albo nie chcemy zauważyć”.

— MIĘDZY CHRZEŚCIJANAMI SĄ WIĘKSZE RÓŻNICE NIŻ MIĘDZY KS. BONIECKIM A O. RYDZYKIEM – mówi abp Ryś: “Nie ma dwóch Kościołów w Polsce. Ci, którzy o tym z wielką troską mówią, kopią tylko rów niezgody. Nie wolno koncentrować się na tym, co jest piątym lub szóstym planem w Kościele. Między chrześcijanami są większe różnice niż między ks. Bonieckim a o. Rydzykiem. Powinniśmy się koncentrować na tym, że Jezus umarł i zmartwychwstał.
http://lublin.gosc.pl/doc/4292449.Abp-Grzegorz-Rys-Mniej-leku-a-wiecej-rozmowy-ze-soba

— POLECAMY NA WEEKEND: Morawiecki o nienajlepszym rozegraniu tematu z Puszczą, Lex Uber, walce sprytnych regulatorów i to, czego nie powiedział o ograniczeniu 500+ – 15 CYTATÓW http://300polityka.pl/stan-gry/2017/11/03/morawiecki-o-nienajlepszym-rozegraniu-tematu-z-puszcza-lex-uber-walce-sprytnych-regulatorow-i-to-czego-nie-powiedzial-o-ograniczeniu-500-15-cytatow/

— 300LIVE:
„Porozumienie” – to nazwa nowej partii Gowina
Gowin: Dalsze zwycięstwa wymagają tego, żeby nasz obóz dalej się poszerzał
Gowin: Obóz Zjednoczonej Prawicy przywrócił Polakom poczucie, że ich głos ma znaczenie
„Te przyszłe zwycięstwa bardzo potrzebują naszej jedności” – Błaszczak odczytuje list od Kaczyńskiego na konwencji Gowina
Morawiecki: Dla mnie problem niedziel jest problemem niepierwszorzędnym z punktu widzenia gospodarki
http://300polityka.pl/live/2017/11/04/

— WETO TRWA, DO POROZUMIENIA DALEKO – MICHAŁ KARNOWSKI: “W kluczowej sprawie sposobu wybierania członków KRS przez parlament nie ma zgody ani nawet realnej perspektywy jej uzyskania. Strona prezydencka upiera się przy zasadzie, że wybór ten musi być dokonywany „wielopartyjnie”. Czyli samodzielnej większości Zjednoczonej Prawicy (przypomnijmy, że to też koalicja) nie uznaje za uprawnioną do dokonania takiego wyboru”.

— MOŻEMY SIĘ SZYKOWAĆ DO PIERWSZEJ ROCZNICY PREZYDENCKICH WET – konkluduje Karnowski: “Innymi słowy – jak tak dalej pójdzie, jeśli prezydent nie zmieni zasadniczo postawy, możemy zacząć szykować się powoli na obchody pierwszej rocznicy prezydenckich wet’.
https://wpolityce.pl/m/polityka/365446-weto-trwa-do-porozumienia-w-sprawie-reformy-sadow-jest-niestety-rownie-daleko-jak-bylo-24-lipca

— DOWÓD NA ZWIĄZKI Z REPRYWATYZACJĄ TO TRZY ZDJĘCIA Z HGW – RAFAŁ TRZASKOWSKI w rozmowie z Iwoną Szpalą w GW: “Co z tego? I tak można snuć paranoiczne wizje. W 2010 r., gdy kierowałem sztabem wyborczym Hanny Gronkiewicz-Waltz, nikt nie mówił o dzikiej reprywatyzacji. Nie działałem w warszawskiej PO, byłem wtedy w europarlamencie. Próby zrobienia ze mnie polityka odpowiedzialnego za reprywatyzację to absurd. A dowody to trzy zdjęcia z panią prezydent”.

— TRZASKOWSKI O TYM CO ZROBIŁ PO UJAWNIENIU AFERY: “Poszedłem do ratusza, choć rzadko tam chadzałem, i powiedziałem: wasza wiarygodność polega tylko na tym, że musicie wszystko absolutnie pokazać, wszystkie dokumenty. A kiedy tylko pojawiła się komisja weryfikacyjna, to namawiałem Gronkiewicz-Waltz, by się przed nią stawiła”.

— TRZASKOWSKI O TYM, ŻE NOWOCZESNA BARDZIEJ POTRZEBUJE LIST DO SEJMIKÓW Z PO NIŻ SAMA PO: “Generalnie nie wyobrażam sobie sytuacji, by PO i Nowoczesna nie poszły razem do sejmików wojewódzkich. Alternatywy nie ma, choć bardziej to jest być albo nie być dla Nowoczesnej, bo samodzielnie raczej nie ma szans na dobry wynik w sejmikach”.
http://wyborcza.pl/7,75398,22602850,trzaskowski-chce-sie-bic-z-pis-rozmowa-z-kandydatem-po-na.html

— TRZASKOWSKI MÓWI DLACZEGO HGW NIE POWINNA REZYGNOWAĆ –  w rozmowie z Jackiem Gądkiem w gazeta.pl: “Nawet na jeden dzień nie chciałbym oddać miasta PiS-owi. Nawet na 10 minut. Zaraz by wybudowali piętnaście pomników smoleńskich, pogrodzili place, zaczęli tracić unijne pieniądze, wstrzymali budowę ścieżek rowerowych, zrezygnowali z dopłat do in vitro i wprowadzili do ratusza tabuny Misiewiczów. Wiem, jak to brzmi, ale trzeba wyraźnie powiedzieć, że ze względu na poczucie odpowiedzialności pani prezydent nie może dziś zrezygnować”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22600349,rafal-trzaskowski-dla-gazeta-pl.html#MT

— RAFAŁ TRZASKOWSKI PRYWATNIE – fragment rozmowy w SE:

“ Trochę o panu prywatnie. Podobno jest pan człowiekiem dość leniwym i często wstaje po 11…
– Nie wiem skąd biorą się takie opinie! Ostatni raz zdarzyło się to może 10 lat temu. Nie chcę się chełpić, ale mój życiorys nie wygląda jak życiorys kogoś leniwego.
– Pańska największa wada?
– Mam wady. Na pewno bywam za bardzo merytoryczny.
– O matko! Skoro to największa wada, to Platforma zgłosiła na prezydenta robota.
– Bez przesady! Ale lubię dzielić włos na czworo i mam mnóstwo zainteresowań, a to przy 24-godzinnej dobie sprawia, że brakuje czasu na wiele rzeczy. A na rodzinę czasu nie może mi zabraknąć”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/rafal-trzaskowski-dobrze-ze-gronkiewicz-waltz-nie-kandyduje_1025881.html

— RAFAŁ TRZASKOWSKI O SWOJEJ AUTOLUSTRACJI — 11 TYS. LAJKÓW: “rodziłem się na Powiślu (w szpitalu na Solcu), całe życie mieszkałem na Nowym Mieście – na ulicy Freta – czas dzieliłem między książki i podwórko, które nie zawsze dzieliło moją biblofilską pasję. Stałem pod Kamienicą. W młodości pijałem tanie wina, z rzadka paliłem zioło i bywałem „niegrzeczny”. Uczyłem się dobrze. Kląłem. Słowo „bawidamek” znam tylko od babci. Znam Mellera i nie tylko jego. Kumplowałem się z dzieciakami opozycjonistów (ach – Gosia Wende), ale z paru resortowcami też (mój przyjaciel Lech Dobroczyński, jest wnukiem Kliszki). Od dziecka przyjaźnie się z Michałem Żebrowskim (przepraszam)”. https://www.facebook.com/rafal.trzaskowski/posts/10155703901596091

— MARCIN MAKOWSKI O ZMIANIE ZDJĘCIA NA TWITTERZE TRZASKOWSKIEGO Z KRAKOWA NA WARSZAWĘ:
https://facebook.com/ml.makowski/posts/10159493033715331

— SŁAWOMIR NEUMANN O SONDAŻU JAKO KRYTERIUM DOBORU KANDYDATÓW: “ Nie ma możliwości partyjnego podziału miast, tylko musimy postawić na tych kandydatów, którzy będą mieli największe szanse na zwycięstwo. Czasami będzie to kandydat PO, czasami niezależny, czy lewicowy, a innym razem Nowoczesnej. Ale musi być najlepszy”.
http://plus.dziennikbaltycki.pl/polityka/a/slawomir-neumann-najpierw-bedzie-sondaz-potem-dopiero-decyzje,12642038

— PIS ZACIERA RĘCE — O GRACH OPOZYCJI – Jarosław Kurski w GW: “Podwórkowe zmagania przerośniętych chłopców. Kto kogo ogra i czyje będzie na wierzchu. Puszą się na wiecach i podgryzają w mediach – generałowie bez armii, ministrowie bez teki, premierzy bez rządu, hetmani bez buławy, wybrańcy bez narodu, przywódcy bez przyszłości. PiS zaciera ręce. Wystarczy nie przeszkadzać”.
http://wyborcza.pl/7,75968,22603118,do-opozycji-jesli-pojdziecie-osobno-bedziecie-pozytecznymi.html

— WASZCZYKOWSKI RATUJE SIĘ ATAKIEM – Bartosz T. Wieliński w GW: “Co zamierza osiągnąć Witold Waszczykowski, publicznie rugając ukraiński rząd, grożąc jego członkom zakazami wjazdu i sugerując, że prezydent Andrzej Duda nie powinien jechać do Kijowa? Czy to nowy pomysł na odnowę stosunków polsko-ukraińskich? A może rozpaczliwa walka o utrzymanie się na stanowisku?”
http://wyborcza.pl/7,75399,22602735,waszczykowski-ratuje-sie-przez-atak-kosztem-polskiej-racji.html

— KORNEL MORAWIECKI DOMAGA SIĘ DYMISJI WASZCZYKOWSKIEGO ZA KONFLIKT Z UKRAINĄ: “Chodzi o inny pomysł na politykę zagraniczną Polski, ona buksuje w miejscu, kuleje. Ta sprawa nieporozumienia z Ukrainą nas uderza. My sami wyłączyliśmy się ż tego procesu pokojowego na Ukrainie. Tracimy różne atuty na świecie”.
http://300polityka.pl/live/2017/11/03/rekonstrukcja-jest-potrzebna-kornel-morawiecki-krytykuje-msz-i-mib/

— WASZCZYKOWSKI ZOSTAJE? – Magdalena Rubaj w Fakcie: “Zamiana Waszczykowskiego na Szczerskiego miała też przynieść inną korzyść – przekonać prezydenta do poparcia wersji ustaw sądowniczych. W zamian Belweder miał dostać realny wpływ na politykę zagraniczną. Ale według informacji Faktu Andrzej Duda powiedział współpracownikom, że sprawa sądów nie może być przedmiotem handlu. A sam Krzysztof Szczerski? Jak mówi się w Pałacu, wcale nie ma ochoty przechodzić do rządu!”
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/witold-waszczykowski-uniknie-dymisji-szczerski-nie-chce-do-msz/m8mmvv1

— DZIENNIK ŁÓDZKI ZASTANAWIA SIĘ CZY ZDANOWSKA ZABLOKUJE PRZEJĘCIE REGIONU PO PRZEZ GRABARCZYKA: “Z drugiej jednak strony na jej start nalegać ma Grzegorz Schetyna, szef PO, który obawia się, że region łódzki mógłby zdobyć na przykład Cezary Grabarczyk, polityk w regionie popularny, ale nieakceptowany przez Schetynę. W PO panuje przekonanie, że jeśli wystartuje Zdanowska, to nie będzie chętnych na konkurowanie z nią. Druga część listopada może być zatem dla Hanny Zdanowskiej kumulacją istotnych terminów: 15 listopada dowiemy się, czy Łodź będzie gospodarzem wystawy Expo 2022, dwa dni później rozpocznie się jej proces przed sądem, a 18 listopada to ostatni dzień zglaszania kandydatur na szefa regionu łódzkiego PO… “
http://www.dzienniklodzki.pl/wiadomosci/lodz/a/wybory-szefa-po-w-lodzkiem-juz-2-grudnia-obecny-nie-wystartuje,12640292/

— POLSKA STAŁA SIĘ PUNKTEM ODNIESIENIA – pisze Ryszard Czarnecki w GPC: “Czy włoski sąd podjął taki werdykt po tym, jak Polska podniosła kwestie niemieckich reparacji? Możliwe. Jeśli tak, byłby to kollejny dowód na to, że wie- le decyzji podejmowanych nad Wisłą staje się zaczynem działań poza Polską, jak choćby odmowa przyjęcia narzuconych nam muzułmańskich imigrantów. Także akcja „Różaniec do granic” zainspirowała do podobnych działań w innych krajach. Polska staje się punktem odniesienia dla różnych krajów i środowisk. Ciesząc się z tego, pamiętajmy, że musimy dbać przede wszystkim o nasze, polskie interesy”.

— KS. ADAM BONIECKI O SAMOSPALENIIU PIOTRA S. – mówi Stanisławowi Skarżyńskiemu w GW: “To była manifestacja miłości ojczyzny. Zbliża się święto narodowe, więc myślimy o patriotyzmie. Oczywiście, wielu ludzi dziś uważa: co mi tam, zaszyję się w swoim kącie i jakoś przeżyję. Ale są też inni, tacy jak on. To jest desperacki krok człowieka, który kocha Polskę, któremu nie było wszystko jedno. Jego krzyk zwraca uwagę, że ci, którzy dziś protestują, krytykują i zabierają głos, to nie są jacyś cyniczni gracze o władzę, ale ludzie, którym naprawdę, do cholery, zależy na ich kraju. Nie wiem, czy ta śmierć zmusi szerokie kręgi społeczne do refleksji. Bardzo jest łatwa ta ucieczka, że albo to jest produkt „opozycji totalnej”, albo psychicznie chory człowiek. Takie alibi, żeby mieć spokój”.

— Z OPOZYCJĄ COŚ JEST NIE TAK – mówi ks. Boniecki: “Tak, z opozycją jest coś nie tak. To żałosne, jeżeli takiej drobnej rzeczy jak kandydata na prezydenta Warszawy nie mogą spokojnie zaproponować jednego, a Grzegorz Schetyna przedwczoraj wyskoczył bez porozumienia z nikim. My chyba nie jesteśmy zbyt mądrym narodem. Nie umiemy dopuścić sytuacji, że jak innym ludziom na czymś zależy, to ja z czegoś zrezygnuję, choćby z tego kandydata. Przecież nie trzeba w stu procentach mieć wszystkiego. To straszne, a mamy jeszcze kilka takich cech. Nie słuchamy się nawzajem. Zakładamy z góry, że wszystko, co powie ktoś z drugiej strony, od razu będzie złe. Malujemy te obrazy wrogów”.
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22600793,ksiadz-boniecki-samospalenie-to-krzyk-straszliwy-a-ilu.html

— KAMIŃSKI KONTRA MACIEREWICZ – Wojciech Czuchnowski w GW: “Zmiany w strukturze służb specjalnych oraz stworzenie dla Kamińskiego funkcji „ministra ochrony państwa” przebiegają wolno, bo opór stawia Antoni Macierewicz. Chodzi o Służbę Kontrwywiadu Wojskowego i Służbę Wywiadu Wojskowego. Kamiński chce, by kontrolował je nowy resort. Macierewicz się nie zgadza. To on w 2007 r. powołał je do życia po likwidacji WSI i był pierwszym szefem SKW. Oddanie „zielonych” (od koloru munduru wojskowego) służb Kamińskiemu byłoby ciosem dla szefa MON”.

— GW O LUDZIACH KAMIŃSKIEGO W SPÓŁKACH: “Posady w spółkach skarbu państwa dostali też inni bliscy współpracownicy Kamińskiego. Grzegorz Postek, były dyrektor zarządu operacyjno-śledczego CBA, skazany w pierwszej instancji za przekroczenie uprawnień i razem z Kamińskim oraz Wąsikiem ułaskawiony przez prezydenta Dudę, jest dyrektorem ds. bezpieczeństwa w PKP Cargo. Aleksander Awdziejczyk, b. dyrektor delegatury CBA w Łodzi, jest dyrektorem ds. bezpieczeństwa w spółce Tauron. Roman Marzec, b. naczelnik wydziału delegatury CBA w Gdańsku (odpowiedzialny za rozpracowanie prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego), obecnie dyrektor ds. bezpieczeństwa w spółce Lotos. Marek Swacha, b. szef delegatury CBA w Poznaniu, obecnie dyrektor ds. bezpieczeństwa PGE. Zbigniew Lasek, naczelnik w zarządzie operacyjno-śledczym CBA, późniejszy ochroniarz i kierowca Jarosława Kaczyńskiego w Grom Group, obecnie dyrektor ds. bezpieczeństwa w PKN Orlen. Mirosław Gładysz, partner w operacjach specjalnych agenta Tomka (Tomasza Kaczmarka), obecnie dyrektor ds. bezpieczeństwa w Totalizatorze Sportowym. Tomasz Cichoń, wiceszef w zarządzie operacyjno-śledczym, obecnie dyrektor ds. bezpieczeństwa w PZU”.

— O MEDIALNYCH SOJUSZNIKACH MACIEREWICZA I KAMIŃSKIEGO – dalej Czuchnowski: “Po stronie Macierewicza jest grupa Tomasza Sakiewicza, z „Gazetą Polską” i TV Republika na czele. Tam jest najtwardszy front obrony spiskowych teorii smoleńskich, tam Macierewicz zawsze daje pierwszy głos. Macierewicza popierają też „Nasz Dziennik” i Radio Maryja (nieufne wobec otwarcie deklarującego agnostycyzm Kamińskiego) oraz – w mniejszym stopniu – telewizja publiczna, która stara się balansować pomiędzy nim a Kamińskim. Medialne szable Kamińskiego to bracia Karnowscy z tygodnikiem „Sieci Prawdy”, portalem wPolityce.pl i telewizją internetową wPolsce.pl. To tam jako „ekskluziwy” ukazują się newsy o działaniach służb i politycznych projektach koordynatora. To tam po publikacjach „Wyborczej” na temat ludzi służb w Trybunale Konstytucyjnym wypowiadali się bohaterowie naszych tekstów, tam bronili ich Michał Karnowski i Bronisław Wildstein. Rzecznikiem Kamińskiego jest Stanisław Żaryn, syn senatora PiS i były publicysta Karnowskich. Po stronie Kamińskiego ulokować można też tygodnik „Do Rzeczy”, sceptyczny wobec „zamachu” w Smoleńsku i dużo bardziej obiektywny od „Gazety Polskiej” oraz „Sieci”.
http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22601603,specuklad-w-pis-jak-sluzby-kaminskiego-i-macierewicza.html

— ADRIAN ZANDBERG W SE O OPIEKUNACH W DOMACH OPIEKI: “Coś w Polsce stoi na głowie, skoro za ciężką pracę wymagającą odporności i siły ludzie dostają pieniądze, które nie wystarczają na utrzymanie. To oburza – tym bardziej gdy porównać ich pensje z wynagrodzeniami aparatczyków z PiS. Ci mają dziesiątki tysięcy złotych miesięcznie za „zasiadanie” i „pełnienie funkcji”. Nikt nie wymaga specjalnych kwalifikacji – inaczej niż od pielęgniarek czy terapeutów. I na to jakoś nie brakuje”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/adrian-zandberg-niedoceniona-opieka_1025865.html

— LESZEK BALCEROWICZ O PROPAGANDZIE W GOSPODARCE – mówi DGP: “Czasem na Twitterze widzę, jak ludzie naiwni albo trolle PiS przytaczają takie argumenty, jak spadek bezrobocia, wyższa ściągalność podatków czy wzrost zatrudnienia. To są dowody dla naiwnych albo osób bardzo zajętych innymi sprawami niż gospodarka. Owszem, sytuacja na rynku pracy się poprawia, ale to nie jest zasługą PiS. Do tego przyczyniły się dwie reformy za czasów PO: ograniczenie przywilejów emerytalnych i stopniowe wydłużanie wieku emerytalnego. Wiktor Wojciechowski pokazuje w raporcie FOR, który niedługo się ukaże, że ta pierwsza reforma dała przyrost zatrudnienia o prawie pół miliona ludzi. Działania PiS idą w przeciwnym kierunku – zwiększania liczby osób niepracujących i zmniejszania liczby osób, które pracują. Wiek emerytalny kobiet w Polsce będzie najniższy w Europie, a program 500+ zniechęca do pracy. Skutki tych decyzji dopiero nas czekają”.

— NA RAZIE NIE CZUJEMY EFEKTÓW, ALE TEN CZAS NADEJDZIE – mówi Balcerowicz: “Na razie nie czujemy tego efektów, ale ten czas nadejdzie. Według danych Unii Europejskiej osiem krajów będzie miało nadwyżkę w finansach publicznych, włącznie z Grecją. My, mając ciągle niezłą koniunkturę, będziemy jednym spośród trzech państw z najwyższym deficytem. Co będzie, gdy koniunktura się skończy? PiS uprawia prostacką propagandę i przejada owoce dobrej koniunktury”.

— O KULISACH KAMPANII MAGDY OGÓREK, LESZEK ALEKSANDRZAK Z SLD opowiada Elizie Olczyk w RZ: “To nastąpiło jakieś dwa miesiące przed wyborami. Magda miała wywiad w telewizyjnej Jedynce, w którym bardzo dobrze wypadła. Potrafiła odpowiedzieć na każde pytanie, nawet o armię. Byliśmy w euforii. Później mieliśmy kilka spotkań w terenie, naprawdę rewelacyjnych. Ludzie pchali się do Magdy, chcieli z nią porozmawiać, wziąć autograf, zrobić sobie zdjęcie. U mnie w Kaliszu, gdy przyjechała na taki duży festyn, to wokół niej rozpętało się istne szaleństwo. Nie mogliśmy przejść kilku kroków. Każdy, kto prowadzi kampanię wyborczą i widzi taki entuzjazm, myśli, że wszystko idzie dobrze. A tu niespodziewanie nasz sekretarz generalny stwierdził publicznie, że kampania prezydencka jest w lesie. I nasza kandydatka znowu się obraziła. A trzeba wiedzieć, że to nie była jej pierwsza obraza. Wystarczyło, że ktoś z partii krzywo na nią spojrzał i już przez dwa tygodnie nie szło nic zrobić. Trzeba było odwoływać umówione spotkania, ściemniać, że kandydatka się pochorowała, jej notowania spadały i wszyscy powoli się zniechęcali”.
http://www.rp.pl/Plus-Minus/311029925-Leszek-Aleksandrzak-Dlaczego-przegralismy-z-Magdalena-Ogorek.html&template=restricted

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI O ZMIANIE NASTAWIENIA DO KOŚCIOŁA POD WPŁYWEM WŁASNEJ SYTUACJI – NA KANWIE PUBLICZNEJ OPOWIEŚCI PREZYDENTA POZNANIA: “I tak pod naporem zwykłej ludzkiej słabości, zdrady i podwójnego życia wielu ludzi wmawia sobie, że to, co złe, wcale takie nie jest. Zaczyna odwracać moralność do góry nogami. I tu pojawia się relacja z Kościołem, który głosi niezmienne zasady etyczne. Staje się on wyrzutem sumienia. By sobie z nim poradzić, dokonuje się kolejnego przewartościowania. I oto niegdysiejszy żarliwy chrześcijanin zaczyna sobie wmawiać, że Kościół jest zły, a jego misją jest walka z nim. Im większe poczucie życia na bakier z dawniej wyznawanymi wartościami, tym gorliwsza chęć walki z Kościołem”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/311029923-Michal-Szuldrzynski-Droga-do-walki-z-Kosciolem.html

— STRZĘPKA I DEMIRSKI ZE SPEKTAKLEM O JAROSŁAWIE KACZYŃSKIM — TUSKA ZAGRA JACEK PONIEDZIAŁEK, WYSTĄPI DUCH UNII WOLNOŚCI: “K. zagra gościnnie Marcin Czarnik, za dyrekcji Jana Klaty jeden z czołowych aktorów Starego Teatru. W Donalda, który przybywa wspierać w wyborczej batalii swoją dawną partię, wcieli się Jacek Poniedziałek z warszawskiego Nowego Teatru. Reszta bohaterów jest bardziej metaforyczna: Duch Unii Wolności, Matka Prezesów, Powiatowa, Anonymous, Człowiek od Prezesów, Jastrząb Prezesów, Partia Clownów i Na sprzedaż. Premiera spektaklu, do którego inspiracją była trylogia o rodzimej polityce po transformacji 1989 r. autorstwa Roberta Krasowskiego, odbędzie się 4 listopada w poznańskim Teatrze Polskim. – To będzie takie „Polskie zoo”, ale bez oszczędzania którejkolwiek ze stron – żartuje dyrektor artystyczny Polskiego Maciej Nowak”. http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1725530,1,strzepka-i-demirski-zrobili-spektakl-o-jaroslawie-kaczynskim.read

— RYSZARD KALISZ NIE STARTUJE – MÓWI INTERII: “Podobno są sondaże, w których mam poparcie na granicy 18 procent, i to bez żadnej kampanii i struktury. Powtórzę, nie startuję”.

— KALISZ O NOWACKIEJ: “- Barbarę Nowacką oceniam bardzo dobrze. Moim zdaniem, ma przed sobą dużą przyszłość, ale dziś nie mogę powiedzieć, żeby tego rodzaju ugrupowanie już utworzyła. Silną stroną Barbary Nowackiej jest jej aktywność na rzecz ochrony praw kobiet”. http://fakty.interia.pl/autor/aleksandra-gieracka-krystyna-opozda/news-kalisz-polityka-to-nieuleczalna-choroba,nId,2458607]

— PIOTR ZAREMBA O DYSKUSJI GOWINA Z ALEKSANDREM TEMKINEM Z KOMITETU HUMANISTYKI – pisze w DGP: “Temkin boi się ich zdemotywowania i trwałej degradacji. I poddaje w wątpliwość kryteria oceniania. Choćby premiowanie publikacji w periodykach „o międzynarodowym znaczeniu” (wymieniać się je będzie na specjalnej liście). Czy nie oznacza to, że badania doceniane za granicą nie staną ponad krajowym pożytkiem społecznym? Czy zajmowanie się gender nie będzie bardziej opłacalne niż badanie zjawiska reprywatyzacji – takie pytania muszą poruszyć serce prawicowca. Podobnie jak troska o lokalne uczelnie dotknie czułego punktu wielu posłów PiS. Słuchając wymiany zdań między wiceministrem, który chwilami wygrywał argumentami, a Temkinem, który przy całej demagogicznej przesadzie prezentuje rzetelną troskę o naukę, wiedziałem jedno. Do takich spotkań powinno dojść wcześniej. To pozwoliłoby na uruchomienie argumentów, które opinia publiczna znać powinna”.

— PIS NA WOJNIE Z NOCNĄ SPRZEDAŻĄ ALKOHOLU – SE: “Posłowie PiS przygotowali projekt nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, który trafił do Sejmu. Jeden z punktów mówi, że rada gminy będzie mogła uchwałą zadecydować o ograniczeniu w godzinach nocnych sprzedaży alkoholu. Uderzy to przede wszystkim w sklepy monopolowe działające 24 godziny na dobę. Ewentualne zakazy dotkną tylko miejsc, gdzie można nabyć trunki przeznaczone do spożycia poza miejscem sprzedaży. Czyli w pubach czy restauracjach wciąż będzie można po godz. 22 napić się wina czy piwa. – My dajemy narzędzie, możliwość, a to samorząd zdecyduje, czy z tego skorzysta. Oraz w jakim zakresie to zrobi: czy wprowadzi ograniczenie już od 22, czy od północy, czy w całym mieście, czy w danym miejscu, gdzie jest nagromadzenie monopolowych. Samorządy będą mogły też naciskać tym samym na właścicieli sklepów, by zrobili porządek w swoim otoczeniu. W wielu miejscach istnieje problem zakłócania ciszy nocnej przez klientów nocnych sklepów – mówi nam Szymon Sękowski vel Sęk (35 l.) z PiS, poseł wnioskodawca tej ustawy. – Ograniczenia będą powodowały, że alkohol będzie jeszcze bardziej atrakcyjny. Proszę sobie przypomnieć, jak kiedyś działały mety, czyli mieszkania, w których można było nabyć alkohol. Drożej, bo drożej, ale można było. PiS przegina w tym przypadku, robiąc igły z widły – mówi nam poseł Kukiz’15 Marek Jakubiak (58 l.) i jednocześnie właściciel browaru”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/nocna-prohibicja-nowa-antyalkoholowa-ustawa-pis_1025861.html

— PROKURATOR SPRAWDZI SOLVERE – SE: “Myliłby się ten, kto by sądził, że zamieszanie wokół firmy „Solvere”, założonej przez dwoje bliskich współpracowników szefowej rządu Beaty Szydło (54 l.), ucichło. Jak ustalił „Super Express”, po zawiadomieniu złożonym przez szefową KPRM Beatę Kempę (51 l.) sprawą zajęła się warszawska prokuratura”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/ludzie-szydlo-pod-lupa-sledczych_1025885.html

— 22 LATA TEMU odbyła się I tura wyborów prezydenckich. Do II tury przeszli: Aleksander Kwaśniewski i urzędujący prezydent Lech Wałęsa.

— HANNA GRONKIEWICZ-WALTZ kończy dziś 65 lat.

300polityka.pl

Macierewicz wziął się za sprawy międzynarodowe

Antoni Macierewicz poszerza swoje kompetencje o sprawy międzynarodowe. Powie ktoś: żadna nowość! – i powoła się na książkę Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Szemrane kontakty międzynarodowe ministra obrony nie są żadną nowością, acz nie dotyczą funkcji ministra, tylko samego Macierewicza. Nie doznając adrenaliny z powodu podejrzeń o szpiegostwo, zdrowy umysł u czytelnika może spowodować asocjacje: OK, nie wyznaję teorii spiskowych, jak sam Macierewicz, ale coś za dużo tych kontaktów z tym i owym wrogo nastawionym do Polski demokratycznej.

Ale twój i mój zdrowy umysł nie posądzi o takie zdrowe zamiary Macierewicza, nawet jeżeli założymy, że minister ogromnie dużo stosuje cynizmu. Macierewicz w obecnym rządzie wcale nie musi być szczególnym cynikiem, bo może nie chciał zostać ministrem, a musiał. Słynne „nie chcem, a muszem”. Wszak Beata Szydło cynicznie zapewniała Polaków, że ministrem obrony będzie Jarosław Gowin. I to jest cynizm, który z „dobrej zmiany” czyni „podłą zmianę”.

Niemiecka minister obrony Ursula von der Leyen w niemieckiej telewizji publicznej ZDF (tym się różniącej od TVP, że w Niemczech stosowane są standardy informacji, w Polsce zaś toporne standardy propagandy) pochwaliła się, że jej dzieci studiowały w ramach programu Erasmus w Polsce.

Każdy zdrowy Polak powinien poczuć w tym momencie zdrowy przypływ patriotyzmu. Och, polskie uczelnie są równie atrakcyjne jak niemieckie z wykładowcami noblistami. Hurra, jak dobrze być Polakiem. Niemiecka minister jednak powiedziała słowa, które są dobrze odbierane w społeczeństwie obywatelskim: „”Musimy wspierać ten zdrowy demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce”.

Akurat Leyen wyraziła się o młodych Polakach, ale pozostałym grupom wiekowym też należy się wsparcie, bo go oczekują w stosunku do swego „zdrowego demokratycznego oporu”. Zauważmy, mówi to niemiecka ministrer obrony, państwa gdzie wojska sojusznicze USA w ramach NATO mają największą bazę, a Bundeshwera jest jedną z najsilniejszych armii świata, wielokroć silniejsza niż polskie wojska, technologicznie wyprzedzają nas o lata świetlne.

Leyen nie powiedziała tego bez powodu. Że w Polsce dzieje się źle, wyrażają się wszyscy znaczący w zachodnim świecie. I tak nas traktują, jak trędowatego. Macierewicz praktycznie jest odcięty od kontaktów z sojusznikami, to u nas mieli językiem w Radiu Maryja o patriotyzmie, a na uczelni Rydzyka wykłada na ten sam temat. Poziom intelektualny jest żenujący, jak uczelnia i osoba zakonnika.

Na słowa Leyen zareagował orzeł dyplomacji Witold Waszczykowski – kolejna dramatyczna postać rządu PiS – uznając, iż „strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce”. Otóż strona niemiecka nie ingeruje w życie polityczne, tylko wyraża się o zdeformanym życiu politycznym w Polsce. Jak ktoś jest chory i chce mu się pomóc w dostaniu do lekarza, to jest ingerencja?

Czy ludzkim jest zostawić upadłego na ulicy i zgodzić się: niech zdycha? Macierewicz zaś dostał z powodu Leyen zapaści emocjonalnej, jak przy katastrofie smoleńskiej. Polecił dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN „celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie”. I co powiedział Kowalik niemieckiemu attaché? Hę?

Za sprawy międzynarodowe więc wziął się Szweja (odróżniam Szweję od Szwejka tym, że ten drugi jest przewrotnie inteligentny), można spodziewać się, co wyniknie z tego emfatycznego patriotyzmu radiomaryjnego, rydzykowatego.

A poza tym, niech nam się nie wydaje, że tak łatwo będzie naprawić polską pozycję w Europie i na świecie. Ruiny trzeba będzie posprzątać, a potem na ich miejscu budować. I wcale nam nie będą ochotnie pomagać, bo u nich też mogą dojść do władzy Macierewicze żądni demolowania własnych ojczyzn.

Zamachowski o Trójce: Obecna władza nie cofa się przed niczym

Zamachowski o Trójce: Obecna władza nie cofa się przed niczym

Moje radio przestaje istnieć – tak Zbigniew Zamachowski skomentował wymuszone odejście z Trójki Artura Andrusa i Roberta Kantereita. – „Jest mi zwyczajnie smutno i przykro, że moje radio, z którym dorastałem, którego jestem równolatkiem przestaje istnieć. Będzie się nominalnie nazywało trzecim Programem Polskiego Radia, ale to będzie tylko nazwa” – powiedział aktor w rozmowie z wp.pl.

Prezes Polskiego Radia Jacek Sobala wycofał zgodę dla dziennikarzy Trójki na współpracę z TVN24. Andrus i Kantereit zostali zmuszeni do odejścia. O sprawie obszernie informowaliśmy w artykule pt. „Na Myśliwieckiej coraz smutniej”.

– „Radio to nie jest eter, czy abstrakcja. Tworzą je ludzie. Jeśli są zmuszani do odejścia, jak to było w przypadku Artura i Roberta, a także wielu innych przed nimi to radio zmienia oblicze. To już nie będzie ta sama Trójka. Przestałem jej już słuchać poza paroma audycjami, w których jeszcze słyszę głosy swoich znajomych – Kuby Strzyczkowskiego czy Wojtka Manna” – stwierdził Zamachowski. – „Bezkompromisowi decydenci mogą się pozbyć Wojtka. Obecna władza nie cofa się przed niczym. Fachowość nie ma znaczenia. Liczy się partyjne rozdanie i ideologia”.

Aktor przez wiele lat też był związany z Trójką. Użyczył m.in. swojego głosu w jinglach stacji. Po wkroczeniu „dobrej zmiany” do radia, w akcie sprzeciwu wobec zmian w Trójce, wycofał zgodę na używanie jego głosu. – „To nie jest radio, które mógłbym firmować. Nie chciałem kończyć współpracy, bo miałem nagrywać audycje dla Artura Andrusa. Niedługo potem dostałem jednak telefon z kierownictwa radia. W miłej rozmowie poinformowano mnie, że Program Trzeci nie widzi możliwości dalszej współpracy za mną. Kierownictwo Polskiego Radia nie wyraziło na to zgody” – powiedział Zamachowski.

– „Historia uczy, że wszystko się kończy, więc pewnie i to ulegnie zmianie. Oby szybciej niż później. Czekam na czas, kiedy mój głos być może wróci do Trójki” – zakończył Zbigniew Zamachowski.

koduj24.pl

SIERAKOWSKI: NIE TRZASKOWSKI, TO JAKI?

4 listopada 2017

Wybory w Warszawie mogą mieć decydujący wpływ na odwrócenie złej passy całej opozycji lub skupienie i ugruntowanie na lata całej władzy w rękach PiS-u. Komentarz Sławomira Sierakowskiego.

Po długich tarciach i wahaniach Grzegorz Schetyna nominował Rafała Trzaskowskiego do startu w wyborach prezydenckich w stolicy. Schetyna najpierw nie chciał wystawić potencjalnego konkurenta do władzy w partii, a później już nie mógł go nie wystawić ze względu na coraz większy cień, jaki pada na Platformę w związku z rozliczaniem afery reprywatyzacyjnej w stolicy. Od dawna było wiadomo, że Trzaskowski dawał największe szanse ze wszystkich możliwych kandydatów Platformy. Jak ocenić tę kandydaturę?

http://krytykapolityczna.pl >>>

Po pierwsze, należy zdać sobie sprawę z tego, czym będą wybory w stolicy. Będą kluczowe. Mogą mieć decydujący wpływ na odwrócenie złej passy całej opozycji lub skupienie i ugruntowanie na lata całej władzy w rękach PiS-u. Warszawa to miejsce, które jest trampoliną do ogólnopolskiego sukcesu. Tu się zaczęły zwycięstwa Prawa i Sprawiedliwości, gdy Lech Kaczyński został prezydentem Warszawy. Warszawa to ogromny potencjał instytucjonalny i kadrowy. Kaczyński wychował sobie całą armię polityków, którzy później stanowili o sile pierwszego PiS-u.

Warszawa to miejsce, które jest trampoliną do ogólnopolskiego sukcesu.

Po drugie, trzeba zdać sobie sprawę z tego, kto jest po drugiej stronie. Jeszcze do niedawna wydawało się, że PiS bez zastosowania jakiegoś przekrętu jest po prostu niewybieralny w stolicy. Dlatego wystawi albo kogoś nieistotnego, grzecznego, miłego, żeby poprawić sobie wizerunek w stolicy, kogoś jak Stanisław Karczewski. Kogoś bez szans na zwycięstwo. Wtedy pojawił się Patryk Jaki i komisja reprywatyzacyjna, która zręcznie wykorzystuje reprywatyzacyjne rozliczenia do budowania obozowi władzy i swojemu przewodniczącemu popularności. Podobnie jak Schetyna także Kaczyński może nie chcieć wystawić Jakiego, bo nie należy do PiS-u i po wyborze może zacząć gryźć i szarpać smycz jak Andrzej Duda. Ale już widać, że nikt z PiS-u nie będzie miał większych szans w tych wyborach.

Patryk Jaki to polityk, który należy do zaciągu prawicowych populistycznych zabijaków, którzy nie wyznają żadnych poglądów (w 2003 był w PiS, w 2006 już w PO, chwilę później znowu w PiS), nie mają żadnych skrupułów i gotowi są zrobić wszystko, żeby „nasi zaorali tamtych”, zgodnie z prawem czy bez. Jeśli zwycięży w stolicy, może być to gwóźdź do trumny opozycji i wtedy zameldować będzie można postawienie Budapesztu w stolicy w ekspresowym tempie. Wolę sobie nie wyobrażać, co stanie się z teatrami, muzeami, galerami, organizacjami pozarządowymi, ani jakie pomniki tu zaczną powstawać, jak zmienią się nazwy ulic i placów, jakie uroczystości, miesięcznice i jaka architektura pojawią się w mieście, jak traktowane będą manifestacje opozycyjne, jaki los czeka miejsca niezależnej kultury i działalności społecznej. I czy do drzew i parków Jaki będzie miał stosunek podobny, co minister Szyszko.

http://krytykapolityczna.pl >>>

Po trzecie, ale wcale nie najważniejsze, czyli sam nominowany przez PO kandydat. Zalety Rafała Trzaskowskiego niech przedstawia Trzaskowski sam, dla mnie znaczenie ma to umiarkowane, bo nie jest to ani kandydat idealny, ani zły. Nie sądzę, żeby uczynił z Warszawy nowy Rotterdam, ani że będzie to czwarta kadencja HGW. Trzaskowski nie reprezentuje typowego platformersko-pisowskiego-peselowskiego-eseldowskiego wzorca niespecjalnie zorientowanego w czymkolwiek poza technologią władzy starszego pana, który w życiu się niczym nie zajmował, tylko posłowaniem, a jeśli zajmował, to lepiej nie patrzeć czym, żeby nie psuć sobie humoru. Zwalanie na niego wszystkich grzechów HGW zostawmy PiS-owi, bo i tak zawsze w tym będzie lepszy.

http://krytykapolityczna.pl >>>

Po czwarte i wreszcie najważniejsze, czyli jakie są alternatywy. Nowoczesna nie zaproponuje nikogo lepszego, bo już wystawiła Pawła Rabieja. A lewica? Robert Biedroń nie chce, choć moim zdaniem powinien, wystartować w tych wyborach, a miałby duże szanse wygrać lub co najmniej zrobić bardzo dobry wynik, co podniosłoby szanse na dobry wynik lewicy w kolejnych wyborach. Inni kandydaci albo nie mają szans, albo „nie chcą, ale muszą”, a tak żadnych wyborów wygrać się nie da.

Jeśli po drugiej stronie jest Patryk Jaki i niszczące jedną niezależną instytucję po drugiej Prawo i Sprawiedliwość, to oglądanie przez lupę Trzaskowskiego z każdej strony, w nadziei, że w tym czasie z nieba spadnie lepszy kandydat, oznacza, że ta druga strona po prostu wygra i weźmie już wszystko. Jaki nie certoli się, nie wybrzydza i będzie gryźć ziemie, żeby mu się udało i uda się, jeśli wszystko na co będzie stać resztę opozycji to szukanie Trzaskowskiemu brudu za paznokciami.

krytykapolityczna.pl

Ostra reakcja na słowa minister. Macierewicz wzywa attaché obrony Niemiec

03.11.2017

Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało w piątek na Twitterze, że szef resortu Antoni Macierewicz polecił wezwać attaché obrony Niemiec. Ma to związek z wypowiedzią niemieckiej szefowej MON.

Ursula von der Leyen w udzielonym we czwartek telewizji ZDF wywiadzie mówiła o „zdrowym demokratycznym oporze młodego pokolenia w Polsce”, który jej zdaniem powinien być wspierany. Minister podkreśliła, że jej dzieci studiowały w Polsce w ramach programu Erasmus w trakcie zmiany władzy, i na tej podstawie wysnuła taką opinię.

Słowa niemieckiej polityk skomentował dla portalu wPolityce.pl szef polskiej dyplomacji. Witold Waszczykowski stwierdził, że były one pierwszym przykładem „przyłapania” niemieckiego polityka w wewnętrzne sprawy naszego kraju. – Jest to jedno z pierwszych tak dobitnych oświadczeń, które nie wiem czy zapowiada, czy jest przyznaniem się do tego, że strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce – mówił Waszczykowski, który zapowiedział reakcję w „delikatny sposób” ze względu na sąsiedztwo i przyjaźń.

Na bardziej ostrą formę zdecydował się szef MON. „W dniu 3 listopada br. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz w związku z wypowiedzią Minister Obrony Niemiec Ursuli von der Leyen polecił Dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie” – poinformował na Twitterze resort obrony.

wprost.pl

Ogień w stosunkach, Europa w szoku! Macierewicz właśnie ZMIAŻDŻYŁ relacje z Niemcami

Tak źle w stosunkach polsko-niemieckich w III RP jeszcze nie było. Prawo i Sprawiedliwość nie zamierza układać się z naszym zachodnim sąsiadem i coraz ostrzej reaguje na otwartą krytykę. Ministerstwo Obrony Narodowej poinformowało, że Antoni Macierewicz wezwał nawet na dywanik attache obrony Niemiec! To potwarz dla Niemców i piekielnie ostra reakcja dyplomatyczna. 

Stosunki są coraz gorsze, a obie strony nie zamierzają spuszczać z tonu. Niemcy deklarują, że troszczą się o stan polskiej demokracji, a rząd Prawa i Sprawiedliwości żąda, by Angela Merkel i jej ministrowie nie wtrącali się w wewnętrzne sprawy Polski. ‚

Niemiecka szefowa MON w czwartkowym wywiadzie dla telewizji ZDF powiedziała, że młode pokolenie Polaków cechuje się „zdrowym demokratycznym oporem” przeciwko działaniom rządu PiS. Ursula von der Leyen podkreśliła, że jej dzieci studiowały w Polsce w ramach programu Erasmus i wysnuły właśnie takie wnioski. Polskie władze uważają, że jest to skandal.

– Jest to jedno z pierwszych tak dobitnych oświadczeń, które nie wiem czy zapowiada, czy jest przyznaniem się do tego, że strona niemiecka ingeruje w życie polityczne w Polsce – powiedział minister Waszczykowski.

Z kolei minister Macierewicz przyjął jeszcze ostrzejszą formę riposty.

– W dniu 3 listopada br. Minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz w związku z wypowiedzią Minister Obrony Niemiec Ursuli von der Leyen polecił Dyrektorowi Departamentu Wojskowych Spraw Zagranicznych płk. Tomaszowi Kowalikowi wezwanie Attaché Obrony RFN celem złożenia wyjaśnień w tej sprawie – podał w swoim komunikacie MON.

Jak na dłoni widać, iż stosunki polsko-niemieckie są coraz gorsze, a obie strony nie zamierzają spuszczać z tonu i pozwalają sobie na coraz ostrzejsze akty dyplomatyczne. Nic nie wskazuje na to, by stosunki miały się w najbliższym czasie ocieplić. Według ekspertów, to najtrudniejszy okres dla relacji polsko-niemieckich od lat.

pikio.pl

Uczelnia Macierewicza ogłosiła przetarg na piwo. Najpierw tłumaczenia, potem nagła dymisja

tps, 03.11.2017

Antoni Macierewicz© $Fot. Michal Walczak / Agencja Gazeta Antoni Macierewicz

Utworzona przez Antoniego Macierewicza Akademia Sztuki Wojennej ogłosiła gigantyczny przetarg na zakup alkoholu. Uczelnia tłumaczyła, że to na potrzeby podległego jej kasyna. Dziwi jednak to, co stało się później.

W piątek rano m.in. serwis NaTemat poinformował, że Akademia Sztuki Wojennej (dawniej: Akademia Obrony Narodowej) rozpisała nietypowy przetarg: na piwo.

Uczelnia była gotowa wydać na to prawie 360 tys. złotych. Oprócz najróżniejszych rodzajów i marek złotego trunku, zwycięzca przetargu miał także dostarczyć takie akcesoria jak szklanki, otwieracze do butelek, ławy czy parasole ogrodowe.

Akademia: to na potrzeby naszego kasyna

Kilka godzin później głos w sprawie zabrały władze uczelni. „Akademia Sztuki Wojennej nadzoruje działalność Kasyna, które posiada otwartą, publicznie dostępną restaurację, świadczącą usługi gastronomiczne w dzielnicy Rembertów” – tłumaczył pełniący obowiązki kanclerza Tomasz Nowogórski.

 

  • Sprzedaż i podawanie piwa/napojów alkoholowych nie stoi też w sprzeczności z przepisami dotyczącymi jednostek wojskowych, bowiem zgodnie z zarządzeniem MON (…) dowódca jednostki wojskowej może wyrazić zgodę na prowadzenie takiej działalności w miejscach znajdujących się pod jego zarządem

 

– podkreślił p.o. kanclerza. „Ogłoszenie to należy zatem traktować jako w pełni zgodne z przepisami obowiązującego prawa i nie posiadające znamion precedensu” – dodał na zakończenie.

To jednak nie koniec…

W tym miejscu wydawałoby się, że wytłumaczenie zamyka całą sprawę – gdyby nie fakt, że informacja o przetargu zdążyła jeszcze tego samego dnia bezpowrotnie zniknąć ze strony internetowej Akademii Sztuki Wojennej (wcześniej była ona dostępna tutaj).

Na tym jednak nie koniec – wieczorem MON poinformował dodatkowo o przyjęciu dymisji p.o. kanclerza oraz o anulowaniu całego przetargu.

Akademia Sztuki Wojennej w Warszawie to kontynuatorka działającej od 1990 roku Akademii Obrony Narodowej. Kształci ona polskie kadry wojskowe, jest jednocześnie największą nietechniczną uczelnią cywilno-wojskową w Polsce.

W 2016 roku urzędujący minister obrony narodowej Antoni Macierewicz wymienił całe kierownictwo AON oraz zmienił jej nazwę na obecnie obowiązującą.

Duda na Święcie Wojska Polskiego: To nie jest armia prywatna!

gazeta.pl

„Gowin, Ziobro, Duda i Kaczyński to jedna klika, która źle Polsce życzy”. Konwencja Zjednoczeniowa Polski Razem bez prezesa PiS

W sobotę odbędzie się Konwencja Zjednoczeniowa Polski Razem. Lider ugrupowania Jarosław Gowin ma zaprezentować nową partię. W konwencji nie weźmie udziału prezes PiS Jarosław Kaczyński, który się przeziębił. „Widziałem nieraz choroby dyplomatyczne, ale naprawdę Gowin, Ziobro, Duda i Kaczyński to jedna klika PiS-owska, którzy źle Polsce życzą. Czy Kaczyński poprze Gowina czy nie – wszystko mi jedno” – skomentował szef Nowoczesnej Ryszard Petru.

– Jak jutro nie będzie prezesa Kaczyńskiego na kongresie, to Gowin będzie klaskał, ale nie będzie się cieszył – skomentował sarkastycznie Sławomir Neumann z PO.

dziennik.pl

Dzień dobry weekend. Polecamy Wam lekturę Magazynu Świątecznego Wyborczej a także nowy numer Wysokie Obcasy. Życzy…

HUNWEJBINI WIELKIEGO BRATA NIE ŚPIĄ

Onegdaj na łamach portalu 38milionow.pl padła najprawdziwsza anegdota, której puenta zawierała się w słowach, że Jarosław Kaczyński nie wyobraża sobie innej Polski niż ta, którą aktualnie tworzy. Zupełnie jak nie było innej Anglii dla Winstona Smitha, bohatera Orwell-owskiego “Roku 1984”. Nadużycie? Dziś jeszcze tak, ale jutro…

Antyutopia Georga Orwella ukazywała nieodległą – z perspektywy powstania dzieła – przyszłość Wielkiej Brytanii, która dokonała ostrego skrętu w stronę rządów totalitarnych, gdzie los jednostki został całkowicie podporządkowany wszechobecnemu państwu. I choć nie jest szczegółowo wyjaśnione, jak doszło do takiej zapaści cywilizacyjnej, to w domyśle jakaś droga od demokracji do dyktatury musiała zostać pokonana… Za pewne były symptomy zmian, pochopnie lekceważone, zanim Wielki Brat zaczął patrzeć z każdego muru.

Raz, dwa, trzy…Wielki Brat patrzy!

Wrodzony indywidualizm i chyba jednak zdrowy osąd zabrania dołączyć do grona widzących w Polsce Anno Domini 2017 brutalną dyktaturę. Nastawionych na męczeństwo i martyrologię własną informuję: cierpliwości, ale to jeszcze nie dziś. Ale, czy odliczanie się nie zaczęło – a tego to już nie jestem taki pewien.

Wielki Brat swym rumianym obliczem, otulonym siwizną nie zdobi jeszcze naszych budynków, choć seans (nie jeden) nienawiści w Sejmie już był. Nie mniej z dnia na dzień trzeba więcej odwagi, aby mu się przeciwstawić. Proporcjonalnie do prognozowanego wzrostu odwagi, maleje liczba chętnych do jej okazania.

Ci najodważniejsi zamienili ławy rządowe lub poselskie na loże komentatorów, póki co życzliwych im redakcji. Ale redakcje też czują koniunkturę i pewnie coraz rzadziej będziemy oglądać “tych co mieli odwagę”.

Czy do grona dających nadzieję, że można jeszcze być w Polsce na “nie”, da się zaliczyć Prezydenta RP Andrzeja Dudę? Niewątpliwie było weto, nawet dwa i ten fakt euforii Wielkiego Brata nie mógł wywołać. Ale z tym dawaniem nadziei przez Prezydenta Dudę to akurat bym nie przesadzał…. Póki co Jemu wolno, bo Konstytucja, kadencja, a  poparcie reelekcyjne to dopiero za 2 lata…

Tymczasem z Polski tej znacznie mniej stołecznej docierają do nas głosy o zwolnieniach ludzi z pracy, służb… za? Za otwartą krytykę, brak entuzjazmu należnemu Wielkiemu Bratu i Jego Partii. A to jest bardzo wyraźny sygnał dla pozostałych.

Wielki Brat może jeszcze nie patrzy, ale już się budzi i otwiera oczy. A jego hunwejbini wcale nie śpią….

Odwracanie pojęć, czyli coś się dzieje

W “Roku 1984” dobro okazywało się złem, miłość nienawiścią, sojusznik wrogiem, kłamstwo prawdą. Jak wszyscy pamiętamy w Polsce latem br. doszło do gwałtownych protestów przeciwko kontrowersyjnym, bo według wielu specjalistów prawa, łamiącym Konstytucję reformom sądownictwa.

W związku z akcjami protestacyjnymi okazało się, że liderzy ugrupowań opozycyjnych są regularnie śledzeni, inwigilowani przez służby państwowe. W mediach mowa była o policyjnych wywiadowcach, ale niczego nie dam sobie uciąć, że byli tylko oni…

I co się okazało? Że to nie była żadna obserwacja, a już na pewno nie inwigilacja. Po prostu policja zaopiekowała się posłem jednym, czy drugim, aby im włos z głowy nie spadł. Swoją drogą trzeba mieć albo spory tupet, albo rozkaz z samej “góry”, aby coś takiego do kamery powiedzieć.

Odpocznijmy na chwilę od spraw krajowych. Kim jest Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka wiadomo. W zasadzie od początku jego rządów media obiegają cyklicznie, akcje policji, która na ulicach białoruskich miast przy pomocy pał, gazów łzawiących i armatek wodnych, dba aby lokalny system więziennictwa i obozów pracy nie popadł w ruinę. I wyrabiają chłopy plan! Czego potwierdzenia przemycają do wolnych mediów białoruscy opozycjoniści.

Nagle – Deus ex machina – jeden z liderów PiS oświadcza, że Łukaszenka to miły i ciepły człowiek. A to faktycznie. Wszystko w porządku. Tylko jeszcze trzeba będzie skasować przeszłość, gdzie wyglądało to całkiem inaczej… Winston Smith chętnie podpowie jak to się robi…

Czy ja śnię? Czy to już się dzieje  i staje się na naszych oczach? W każdym razie jeszcze do niedawna byli tacy, z legitymacjami poselskimi, którzy jasno wskazywali na Rosję Putina, jako sprawcę wszystkich polskich nieszczęść. Dziś jakby ciszej, jakby coś zgasło a powstawało nowe. Przedwczoraj wrak, wczoraj caracale i helikoptery z dronami (albo odwrotnie), dziś cyberarmia… jutro jakiś nowy koncept. W filmie “Kabaret” można zobaczyć do kogo będzie należeć jutro.

Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość. Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość.

George Orwell.

 

Paweł Nawrot

38milionow.pl

MACZUGA MACIEREWICZA

Nie tak dawno minęła znamienna rocznica. Dziesięć lat temu, w sierpniu 2007 r., polscy żołnierze dopuścili się ponoć „ludobójstwa”,  ostrzeliwując wioskę Nangar Khel w Afganistanie w trakcie pościgu za sprawcami ataku minowego na polski transporter opancerzony

Macierewicz był wówczas szefem kontrwywiadu wojskowego. Nieszczęśliwy wypadek stał się dla niego wymarzoną okazję do tego, co tak chętnie zrealizuje już jak szef resortu obrony usuwając  z wojska najbardziej doświadczoną kadrę dowódczą. Niemal natychmiast po tragedii Macierewicz zaczął wykorzystywać tragedię (kilka osób zabitych w tym dzieci) jako pretekst do spowodowania  szybkiej wymiany dużej części kadry kierowniczej w myśl zasady: tacy żołnierze jacy dowódcy – w domyśle: nieprofesjonalni, pewnie skorumpowani.

Obecny szef MON nie zasypywał gruszek w popiele, aby dopiąć swego. 21 sierpnia 2007 r., a więc cztery dni!!! po zdarzeniu sporządził raport – donos do  A. Szczygły, ówczesnego ministra obrony narodowej (ofiara katastrofy smoleńskiej). „Proszę Pana Ministra – pisał  – o rozważenie zintensyfikowania czynności dochodzeniowo-śledczych prowadzonych w przedmiotowej sprawie”.

Siedząc w Warszawie, bez czekania na szczegółowe raporty z dowództwa polskiego kontyngentu przesądził o winie żołnierzy, stwierdzając autorytatywnie, że nie było powodu do strzelania w kierunku wioski, że to było przestępstwo, a polscy żołnierze ponoszą całkowitą odpowiedzialność za to co się stało.

Donos szefa SKW, rozkręcił, ciągnącą się potem latami aferę. Prokuratora wszczęła śledztwo. W telewizjach, także poza Polską, pokazano żandarmerię aresztującą żołnierzy – w końcu uniewinnionych –  uwłaczając ich honorowi, traktując jak najgorszych przestępców.

Ciągle – to ewidentne zaniedbanie opozycji – nie została przedstawiona opinii publicznej rzeczywista rola jaką obecny minister odegrał w rozpętaniu nagonki na Wojsko Polskie z powodu rzekomej „zbrodni” w Nangar Khel; sprawy, która dla Macierewicza stała się niczym innym jak okazją do  podeptaniem godności polskich żołnierzy.

Może więc warto do niej wrócić. Choćby po to, by jasno pokazać jaki jest stosunek obecnego ministra do Wojska Polskiego, jak potrafi traktować jego żołnierzy. Przy okazji warto  powiedzieć na czym polega cywilizowany, oparty na natowskich standardach cywilny nadzór nad wojskiem i czym on się różni od walenia polityczną maczugą przez polityków mających z wojskiem tyle wspólnego ile pięść ma z okiem.

Ps. W sprzedaży jest jeszcze ciągle książka Edyty Żemły poświęcona tamtym wydarzeniom. Warto sięgnąć.

okladka nangar

 

38milionow.pl

POLACY KOCHAJĄ SOCJALIZM

30 września 2017, 

Prawo i Sprawiedliwość przewodzi w sondażach. Nie licząc epizodycznego prowadzenia Platformy Obywatelskiej, stan posiadania – przez partię Jarosława Kaczyńskiego – wiary i zaufania elektoratu wydaje się stały. Liderzy rządzącego ugrupowania z trudem kryją radość, frontmeni opozycji z równym kłopotem przykrywają przykre uczucie bycia w głębokiej defensywie, robiąc tzw. dobrą minę do złej gry.

Ale odejdźmy na moment od figur politycznej partii szachów i skoncentrujmy się na skromnych pionach, czyli na elektoracie, bez którego żadna rozgrywka nie jest możliwa. W końcu figury musi ktoś wybrać, póki co nie wybierają się – czego pewnie żałują  – same.

Prawo i Sprawiedliwość rządzi i ma się (sondażowo) dobrze….

…bo Polacy kochają socjalizm. Nawet jeśli tego tak nazwać nie chcą, to istota rzeczy nie ulega zmianie. Państwo opiekuńcze jest czymś z czego absolutnie nie zamierzają rezygnować. Klęski żywiołowe? Politycy spieszą z workiem pieniędzy do błyskawicznie tworzonych kolejek poszkodowanych. Nierentowne zakłady przemysłowe, kopalnie? Zapłonie parę opon przed Kancelarią Premiera i gotowe. Znajdują się dopłaty. A rolnictwo? Podobnie jak wiele grup społecznych i zawodowych równie pożądliwie łypie na państwowy   cycek. I najczęściej swoje wygrywa.

Tu mała dygresja. Bodaj David Cameron, parę lat temu, odwiedzając miejsca ogarnięte powodzią w Wielkiej Brytanii, współczując poszkodowanym przez żywioł jednocześnie wyraził nadzieję, że straty pokryją ubezpieczyciele. Wypowiedź premiera Jej Królewskiej Mości nie wywołała skandalu, na miarę analogicznej – i co tu kryć – bardzo prawdziwej życiowo diagnozy premiera Cimoszewicza.

W Polsce wolimy ustawić się w kolejce do kasy państwowej, niż wykazując elementarną zaradność zająć miejsce w kolejce do ubezpieczyciela. Dlaczego tak? Ano, Anglicy kochają własność i chcą o nią samodzielnie dbać, Polacy  – jak zauważyłem na wstępie – kochają socjalizm i nastawieni są na branie. Tak jest zapewne taniej i wygodniej. A na Podlasiu o Margaret Thatcher i jej znamiennej wypowiedzi, że państwo nie może nikomu dać pieniędzy bo ich nie ma i aby dać musi komuś zabrać, nikt nie słyszał. A jak słyszał to wniosków nie wyciągnął.

To postrzeganie roli państwa perfekcyjnie odczytało Prawo i Sprawiedliwość. Rozbudowując i wprowadzając programy socjalne z sztandarowym 500+ na czele. W drodze podwyżki uposażeń w budżecie i – co nie przypadkowo zbiegnie się z rokiem przedwyborczym – koncepcja 500+ dla emeryta. W tle programy mieszkaniowe, a jakże za państwowe pieniądze.

W związku z powyższym PiS ma się dobrze. Czy równie dobrze będzie się miał budżet RP, po tym rozdawniczym szaleństwie, tego już nie jestem taki pewien. O tym, że kiedyś przyjdzie czas płacenia rachunków nie myśli nikt, a już na pewno nie beneficjenci. Ale OK. Jak śpiewała Maryla Rodowicz: życie to bal. Bawmy się, wszak najlepsza wódka to ta darmowa.

PiS rządzi bo…

Ludzie w swej masie, zwłaszcza młodzi – sondaże wskazują na spore poparcie dla ekipy premier Szydło w grupie wiekowej 18-24 – są niezwykle wrażliwi na fałszywe nuty. Szczególnie gdy padają z ust rządzących lub aspirujących do władzy. A Internet, media są bezlitosne i Alzheimer im nie grozi. W dowolnym momencie wyciągną wypowiedź sprzed lat, miesięcy, czy tygodni i trzeba się głupio tłumaczyć.

Prawo i Sprawiedliwość również w tym miejscu wygrywa z opozycją. Wygrywa na bazie konsekwencji. Żebym był dobrze zrozumianym niżej nie odniosę się do samego meritum, zasadności wprowadzanych zmian, które budzą moje poważne wątpliwości, ale do faktów, które jak wiadomo z kart „Mistrza i Małgorzaty” są najbardziej upartymi rzeczami na świecie.

Zapowiadali socjal? I zrobili to. Postulowali wywrócenie sądów do góry nogami? Dzieje się na naszych oczach. Trybunał Konstytucyjny? Żadnych pytań. Ustawa kasująca emerytury funkcjonariuszom aparatu siłowego ancien regime – wejdzie w życie 1 października. Mam przy tym żelazną pewność, że zapowiadana reforma mediów, mniej głośna służb specjalnych również się odbędzie. Tak samo jak odbędą się igrzyska. Na wypadek, gdyby zaczęło brakować chleba. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy paru prominentnych polityków dzisiejszej opozycji dostanie zarzuty prokuratorskie, a znacznie większa ilość np. hochsztaplerów VAT-owskich podzieli ich los oskarżonych, to uprzejmie informuję, że ja  nie mam. Tak się stanie.

A elektorat to widzi i docenia. Bo elektorat lubi być syty i z przyjemnością obejrzy w programie 1 TVP tego, czy innego „złodzieja” prowadzonego w świetle fleszy do aresztu, lub siedziby prokuratury. Przynajmniej około 40% wyborców. A to naprawdę sporo. Gdy jeszcze dodamy jasne stanowisko polskich władz odnośnie relokacji uchodźców, to może być ono tylko miodem na serca większości Polaków. Bo większość ich nie chce. Narracja, że uchodźca=terrorysta na trwale wryła się w świadomość społeczną.

Tymczasem opozycja….

Sobie nie radzi. Nie tylko z brakiem wyrazistego lidera, co już urasta do rangi problemu z gatunku milenijnych. Oponenci władzy nie wiedzą, czy 500+ to dobrze, czy źle. Nie wiedzą – vide Schetyna – co robić z uchodźcami. Gubią się w przekazie. To znaczy niby wiedzą, ale raz tak raz inaczej. Naprawdę nie trzeba przebiegłości politycznej Jarosława Kaczyńskiego, aby umieć od takiego meandrowania – od Sasa do Lasa – odciąć kupon polityczny. Z całym szacunkiem, ale poseł Suski byłby wystarczający. No, może trochę przesadziłem…

Trzeba jasno zauważyć, że opozycja gra na boisku rządzących. Pod dyktando narracji i przepisów sędziego, który nie widzi fauli i nieczystych zagrań „swoich”, a odgwiżdże każde najmniejsze przewinienie „obcych”. Czy tak trudno dostrzec, że cała działalność opozycji jest reaktywna? Nic własnego, żadnego przekazu wyłącznie konferencje prasowe, organizowane na zasadzie nie bo nie. Myślenie typowe dla dzieci w wieku zdecydowanie przedpoborowym, ale nie dla facetów, którzy samodzielnie potrafią kupić sobie bilet lotniczy. Na przykład na Maderę. Wyborcy PO, Nowoczesnej mają prawo oczekiwać czegoś więcej.

Krytykowanie rządzących, patrzenie im na ręce to wilcze prawo każdej opozycji. Ale też forsowanie własnych programów, pokazywanie spectrum możliwości i zwłaszcza konsekwencji działań rządu – na przykład rozbudowanego socjalu. I tu kłania się wierność zasadom i deklarowanym ideom. Być może naiwnie, ale wierzę, ze na dłuższą metę broni się prawda i przywiązanie do niej. Choćby z chwilową stratą. A tu jej nie ma. Za to jest doraźne oglądanie się na sondaże i słupki poparcia. W tym miejscu wypływa – wspomniany wyżej – fałsz, który musi razić wyborców. Ponieważ nikt nie lubi być traktowany jak idiota, któremu można obiecać wszystko, bo tak akurat powie IBRIS, czy inny CBOS.

Czego zatem oczekują przeciwnicy władzy? Że ludzie pójdą na nich głosować w imię enigmatycznej konieczności zmiany obozu rządzącego? Przecież nikt nie powiedział dlaczego. A ludzie lubią konkret. Nazywany czasami kiełbasą wyborczą. Póki co nóż i wędlina w rękach PiS-u, a plastry też (jeszcze) grube…

Opozycja zadaje pytanie…

Skąd biorą się ludzie popierający obóz władzy? Ta kwestia dobiega z ekranów telewizorów, wypływa na mniej lub bardziej formalnych spotkaniach. A dla mnie to strasznie dziwne pytanie i co tu kryć zdumiewająco naiwne. A sami ich wyhodowaliście!!! Od 1989 roku nic innego się nie działo, jak znaczna część społeczeństwa polskiego była wypychana z  głównego nurtu życia społecznego i toczących się zmian.

Bo głupi, ciemnogrodzianie w moherach, zapalni, łzawi i na wskroś jacyś tacy mało europejscy w tych swoich gumofilcach, berecikach z antenką. Zamieszkujący nieznane terytoria Polski post – PGR-owskiej. A jak już nawet wykształceni to zapatrzeni w historię, pełni kompleksów, żali i roszczeń. Oczywiście antysemici i ksenofobi. Być może diagnoza po części słuszna. Choć w mojej ocenie będąca uproszczeniem, w znaczniej mierze krzywdzącym. Taka to już przypadłość wszelkich uproszczeń.

Z powyższego akapitu wynika morał, że obrażanie się na elektorat lub obrażanie potencjalnych wyborców, jest naprawdę słabym pomysłem na zakładany sukces wyborczy. Wręcz jest to działanie przeciw skuteczne, określane przez Amerykanów jako strzał w e własną stopę. Warto o tym pamiętać.

Nie mieliście dla tych ludzi oferty? Programu? Nie potrafiliście ich zagospodarować? Lekceważyliście? Wydawało się wam, że można o nich zapomnieć? A to tacy sami Polacy jak wy, tak samo silni głosem przy urnie. No, to znalazł się taki, który to zauważył, przekuł na głosy wyborcze i dzisiejszą skalę poparcia. Jeśli zakładanym celem było dubeltowe przegranie wyborów (prezydenckich i parlamentarnych), tudzież późniejsze odmienianie w mediach przez wszystkie przypadki losowe pytania: dlaczego tak się stało, to osiągnęliście cel i o co więcej pytać.

A wyborcy odpowiadają…

To nie liderzy opozycji i utytułowane głowy mają prawo pytać „dlaczego?”. Raczej  wszyscy ci, którym nie po drodze z „dobrą zmianą”. Oni są uprawnieni do stawiania pytań. Waszym obowiązkiem jest… a co tu dalej pisać? Weźcie się do roboty! A jak już sobie znajdziecie jakiegoś możliwie mało operetkowego lidera, to może i preferencje wyborcze uda się odwrócić. Za trudne?

 

Krzysztof Karski

38milionow.pl

MINISTERSTWO BEZPIECZEŃSTWA NARODOWEGO. TO NIE TWÓR. TO POTWÓR.

30 października 2017, 

Nie wiadomo z jakich powodów rządzący PiS przygotowuje radykalną przebudowę i wzmocnienie tajnych służb. Polegać ma ona na ich centralizacji, wyjęciu spod kontroli Premiera i Prezydenta  oraz zwiększeniu uprawnień. Nadzór i koordynację służb miałby być oddany nowotworzonemu potężnemu organowi – Ministrowi Bezpieczeństwa Narodowego. Powstałaby nowa Agencja Bezpieczeństwa Narodowego w wyniku połączenia Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencji Wywiadu, likwidując przy okazji odrębność Agencji Wywiadu. Ciekawe, że tego samego zabiegu nie zamierza się stosować wobec Służby Wywiadu Wojskowego i Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Te dość słabe instytucje w porównaniu do ich cywilnych odpowiedników miałyby pozostać niezależne. Czym „reformatorom” naraziły się więc AW i ABW, nie wiadomo. Może są za dobre, a może chodzi o popisywanie się przez nowego Ministra informacjami wywiadu osobiście wobec Premiera i Prezydenta?

Piszę, że powody tej „reformy” są niezrozumiałe, bo sytuacja w zakresie bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego państwa tego nie uzasadnia. Polska jest krajem stabilnym, demokratycznym, wolnym od terroryzmu, subwersji  i dywersji. Nie ma rozruchów, masowych strajków, zamieszek, prób obalenia przemocą konstytucyjnego ustroju państwa, bądź oderwania części terytorium. Zagrożenie penetracją obcych służb jest na poziomie z którym dobrze radzi sobie nasz cywilny kontrwywiad.

Zaś cywilny wywiad funkcjonuje, jak słychać, nieźle i ma pomysły co i jak robić, o czym świadczy upubliczniony dezyderat do rządu Sejmowej Komisji ds. Służb Specjalnych sprzed kilku dni o pilne zwiększenie budżetu Agencji Wywiadu.

Bardziej zagrożone państwa np. terroryzmem, nie planują tworzenia super resortów bezpieczeństwa. Nic nie słychać o pomysłach tworzenia we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii Ministerstw Bezpieczeństwa Państwa, czy Bezpieczeństwa Narodowego. Przeciwnie. Wzmacnianie służb odbywa się w ramach istniejących struktur. Nie ma pomysłów, by łączyć we Francji wywiad DGSE z kontrwywiadem DCRI, w Niemczech wywiad BND z kontrwywiadem UOK, a w Wielkiej Brytanii wywiad MI6 ze Służbą Bezpieczeństwa MI5. W USA zaś, po 11 września 2001 r. utworzono Departament Bezpieczeństwa, ale nawet nie pomyślano o łączeniu CIA i FBI.

Zdumiewa także pomysł, by zlikwidować Kolegium ds. Służb Specjalnych. Kolegium jest organem opiniodawczo-doradczym, którym kieruje Premier, a w skład wchodzą szefowie MSW, MSZ, MON, minister finansów, koordynator służb specjalnych oraz szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego, z ramienia Prezydenta. W jego posiedzeniach uczestniczą szefowie służb. Sam uczestniczyłem w posiedzeniach Kolegium. Ma ono ogromne znaczenie dla cywilnego nadzoru i kontroli nad służbami specjalnymi. W NATO i Unii Europejskiej przywiązuje się zasadnicze znaczenie dla takiej kontroli. Obok kontroli parlamentarnej, poprzez stosowną komisję, jest to wyznacznik demokratyczności systemu organizacji państwa w tej niezwykle wrażliwej sferze. Demokratyczna kontrola nad służbami tajnymi była warunkiem naszej akcesji do NATO i UE. Czyżby te instytucje odstąpiły od tego wymogu?

Premier, Prezydent i główne resorty utraciłyby wpływ na tajne służby, ale Minister Bezpieczeństwa w zamian uzyskałby prawo do pozyskiwania z resortów wszystkich potrzebnych mu informacji. Uproszczeniu podlegałoby uzyskanie sądowej zgody na zastosowanie przez służby technik operacyjnych (np. podsłuchy, obserwacja zewnętrzna). Skąd my to znamy, my pamiętający – z mocy ustawy – totalitarne państwo?

Wcześniej rząd PO/PSL zlikwidował Wspólnotę Informacyjną Rządu, będącą polskim odpowiednikiem „Intelligence Community”, która funkcjonuje  w większości państw NATO. Pozwala ona głównym resortom uzyskać dostęp do węzłowych informacji służb, zwłaszcza wywiadu, a także mieć większy wpływ na ich zadaniowanie. Pewnie korzystanie z tego narzędzia przerosło rząd PO/PSL intelektualnie?

W zamian zostałby utworzony dziwaczny organ Kolegium Szefów Służb Specjalnych. Na czele nowego gremium stanąłby Minister Bezpieczeństwa Narodowego, a w jego skład wejść mieliby tylko szefowie poszczególnych służb – ABN, CBA, SKW i SWW. Ale przecież to mają być podwładni nowego Superministra Bezpieczeństwa Narodowego. Może on sobie ich wzywać kiedy zechce i w dowolnej konfiguracji, robić narady, odprawy, słuchać opinii czy konsultować i wydawać polecenia – jak tylko zechce. To po co ten twór?

Pomysły „reform” firmowanych przez Koordynatora Służb Specjalnych zasadzają się więc na następujących założeniach:

  1. Uzyskanie przez niego ambitnego statusu konstytucyjnego Ministra z odpowiednim urzędem i budżetem.
  2. Ograniczenie kontroli i nadzoru Premiera i Prezydenta nad służbami tajnymi.
  3. Likwidacji odrębności cywilnego wywiadu.
  4. Zwiększenie uprawnień służb w stosunku do obywateli.

Czy o to chodzi w demokratycznym państwie prawa?

38milionow.pl

MACIEREWICZOWSKI ZAWRÓT GŁOWY

Nadaktywny ostatnio minister Antoni Macierewicz krząta się po kraju – czyżby to skutek zapowiadanych zmian w rządzie – głosząc  pochwały samego siebie i snując bajki o  sukcesach i zamierzeniach w modernizacji Wojska Polskiego. Prawda jest inna: jego czas w MON to lata stracone, okres dezorganizacji i demoralizacji  kadrowej. W pobojowisko zmienił wieloletnie, rządowe plany modernizacji Sił Zbrojnych. Sprzątanie po nim zajmie lata.

Histerycznymi, osobistymi decyzjami już doprowadził do 5-letniego opóźnienia we wprowadzeniu do linii nowoczesnych śmigłowców; także, co najmniej, 5 lat później niż planowano zostaną w WP wdrożone różnej klasy drony bojowe. To efekt, podjętych przez ministra, decyzji o anulowania już rozstrzygniętych przetargów na sprzęt i uzbrojenie tej klasy. Jako dostawcy nie pasowały mu firmy prywatne.

Nie ma szans aby przed 2026 r. wszedł do służby pierwszy z serii nowoczesnych okrętów podwodnych; wstrzymano programy budowy okrętów obrony wybrzeża „MIECZNIK” i patrolowców z funkcją zwalczania min „CZAPLA”; odłożone na czas bliżej nieokreślony zostały  projekty wyposażenia marynarki w jednostki rozpoznania radioelektronicznego.

Ni stad ni zowąd wojska pancerne i zmechanizowane zostały zaskoczone skasowaniem programu budowy ciężkiej platformy pancernej (GEPARD); przeciąga się poza rok 2022 budowa prototypu jej lżejszej wersji – BORSUK,  przeznaczonej m.in dla nowego gąsiennicowego bojowego wozu piechoty, następcy zużytych BWP.

Ale Macierewicz „żyje” w mediach  przypisując sobie niestrudzenie zasługi w realizacji programów zbrojeniowych zapoczątkowanych w okresie rządów Platformy Obywatelskiej:  armatohaubic „Krab”, samobieżnego moździerza „Rak” oraz systemu rakietowego „HOMAR”; ten ostatni zdołał przestawić na wyłączną kooperację w firmami z USA. Pierwszych HOMARÓW w jednostkach –  Macierewicz zapowiada skokowe zwiększenie ich liczby do 160 wyrzutni –  nie można spodziewać się wcześniej jak po 2020 roku

Konikiem Macierewicza są Wojska Obrony Terytorialnej i cyberarmia złożona z wojowników wyszkolonych w redemptorystycznym imperium księdza T. Rydzyka. Cyberwojsko jest potrzebne ale czy akurat takie, które wyszło spod ręki zakonników?

Wydatki, zwłaszcza na WOT płyną szerokim strumieniem, uszczuplając kwoty przeznaczone na nowy sprzęt i wyposażenie dla wojsk operacyjnych. Entuzjazm dla powołania WOT studzi podporzadkowanie tej formacji, bezpośrednio ministrowi. Tego w Polsce dawno nie było. Prywatne armie ostatnio mieliśmy w okresie upadku I Rzeczpospolitej. Na współczesnym polu walki nie ma raczej miejsca na swoiste pospolite ruszenie, partyzantkę XXI wieku. To truizm, ale liczy się tam, przede wszystkim, jakość, a nie ilość. Ledwo podszkolone, pozbawione wsparcia i broni ciężkiej WOT nie mają szans w starciu z profesjonalnym przeciwnikiem; nie są przeciwnikiem także dla doskonale wyszkolonych sił specjalnych.

Przejdźmy do niektórych szczegółów. Co minister Macierewicz zrealizował z obowiązującego go, zmienionego za jego kadencji Planu Modernizacji Technicznej SZ RP w latach 2016-2017. Skorzystaliśmy z opracowania „Ocena stanu realizacji planu modernizacji technicznej SZ RP na lata 2013-2022. autorstwa gen. bryg. rez. Adama Dudy. Można je znaleźć tutaj. 

System Obrony Powietrznej (zestawy rakietowe średniego zasięgu do zwalczania zagrożeń z powietrza – program WISŁA, przeciwlotnicze zestawy krótkiego zasięgu – NAREW, samobieżne przeciwlotnicze zestawy rakietowe – POPRAD, przenośne przeciwlotnicze zestawy rakietowe –  GROM-PIORUN, przeciwlotniczy system rakietowo artyleryjski krótkiego zasięgu – PILICA, zdolne do przerzutu stacje radiolokacyjne – SOŁA oraz BYSTRA.

Jest to największy, bezdyskusyjnie najważniejszy i najpotrzebniejszy program modernizacyjny w Wojsku Polskim. Nie ma większych szans podpisanie w tym roku umowy z USA. Wielką niewiadomą jest skala amerykańskiego offsetu (12 technologii krytycznych). Nie jest jasne, ile czasu producenci zza oceanu potrzebują na  przygotowaniem nowoczesnego wersji systemu dowodzenia oraz nowego radaru tzw dookólnego. MON deklaruje twarde negocjacje i w razie niepowodzenia sonduje możliwość zmiany priorytetu i rozpoczęcia budowy wielowarstwowej obrony powietrznej kraju od systemu Narew. Groża więc dalsze opóźnienia. Tymczasem Narew, potocznie rzecz ujmując, jest w powijakach; nie wykluczone, że – przynajmniej częściowo – trzeba będzie powtórzyć fazę analityczno-koncepcyjnej projektu. POPRAD- y  powinny pojawiać się w jednostkach w przyszłym roku. GROM/PIORUN, PILICA, SOŁA – trwają dostawy. BYSTRA jest dalej w fazie opracowywania.

Śmigłowce

Minister Macierewicz sam „zakiwał” się w zapowiedziach ich zakupów, co jakiś czas ogłaszając nowe „rewolucyjne” pomysły. Przez chwilę kwestionował nawet priorytetowe znaczenie wymiany śmigłowców. Teraz zapałał miłością do zmodernizowanych ratowniczych Anakond krajowej produkcji.. Co by jednak mówił nowe typy śmigłowców transportowych i uderzeniowych z białoczerwonymi szachownicami nie pojawią się przed rokiem 2022.

Ubiegłorocznej seria kompromitacji min Macierewicza w sprawie programu śmigłowcowego spowodowała już 5- letnie opóźnienie. (pierwsze maszyny z kontraktu z Airbusem miały pojawić się w wojskach w 2017 r.) Mało prawdopodobne jest podpisanie – planowanej na ten rok – mini umowy na zakup, w ramach pilnej potrzeby operacyjnej, 8 maszyn dla sił specjalnych oraz 4 do zwalczania okrętów podwodnych z funkcją ratowniczą (plus opcja na kolejne 4). Także i w tej dziedzinie wielką niewiadomą jest umowa offsetowa.

Mimo szumu medialnego robionego przez szefa MON wokół amerykańskich Cobr, a nawet  AH64 Guardian – „głęboko w lesie” w fazie analityczno – koncepcyjnej – jest program śmigłowców uderzeniowych KRUK.

TYTAN

W 2018 roku nie będzie pierwszych dostaw z nowoczesnych zestawów indywidualnego wyposażenie dla żołnierzy. W pierwszym roku urzędowania A. Macierewicza zostały zmienione wymagania dla  radiostacji jednego z kluczowych urządzeń TYTAN. Efekt kolejne 2 lata opóźnienia  Pierwotnie planowano, że opracowanie prototypu zestawu  nastąpi w 2017 r. i od 2018 rozpoczną się dostawy kilkunastu tysięcy sztuk. Jeśli nic się nie zmieni pierwsze żołnierze dostaną pierwsze TYTANY dopiero w 2020 r.

Zintegrowane systemy wsparcia dowodzenia oraz zobrazowania pola walki C4ISR

Obejmuje kilkadziesiąt projektów; są w rożnym stopniu zawansowania. Daleka jest droga do integracji wszystkich narodowych systemów dowodzenia i kierowania środkami walki.   Przeznaczony dla batalionów na KTO Rosomakach system zarzadzania polem walki (BMS) nie pojawi się w jednostkach przed końcem tej dekady. Wpłynęło na to wykluczenie z prac nad nim dwóch firm prywatnych, które dysponowały dużo dojrzalszym rozwiązaniem niż proponowane przez Polską Grupę Zbrojeniową. O dziwo to ona została wybrana przez MON na wykonawcę  systemu. Mimo optymizmu MON, zapowiadającego początek jego wdrażania na przyszły rok nie nastąpi to wcześniej jak za dwa lata.

Macierewicz należy do tych ministrów wywodzących się z PiS, którzy – od lat – budzą największą nieufność opinii publicznej, o czym świadczą badania sondażowe. Utrzymuje się na stanowisku mimo, że jest wizerunkowym kamieniem młyńskim dla PiS. Jego ciężar będzie coraz dotkliwszy dla partii Kaczyńskiego. Wkracza ona w drugą, trudniejszą,  połowę kadencji.

W talii premier Szydło minister Macierewicz jest najbardziej opływowym ministrem. Wszystko spływa po nim jak – nomen omen –  po kaczce. Czy będzie to możliwe w rządzie bez Beaty Szydło? A jeśli nawet premier zostanie, to czy będzie mogła pozwolić sobie na utrzymywanie ministra, który ją w sposób oczywisty, publicznie lekceważy i pomija. Czy prezydent, zwierzchnik Sił Zbrojnych będzie dalej  zmuszony do tolerowania Macierewicza na czele MON ? Wszystko wskazuje na to, że będzie.

http://38milionow.pl/macierewiczowski-zawrot-glowy/

(WSI)ECI TAJEMNIC ANEKSU

4 listopada 2017

Aneks do raportu WSI w wersji, którą otrzymałem, nie ujrzy światła dziennego dopóty, dopóki będę prezydentem– powiedział nieoficjalnie w grudniu 2007 r. Lech Kaczyński w trakcie wywiadu dla „Wprost” Marcinowi Dzierżanowskiemu. [Dlaczego Lech Kaczyński nie opublikował aneksu?, 21.08.2014]

Niczego nie widziałem, nic nie słyszałem, nic nie powiem.

W cytowanym wywiadzie prezydent Kaczyński mówił: Antoni Macierewicz ma jedną przypadłość: nie odróżnia swoich interpretacji od faktów, a tez publicystycznych od twardych dowodów. Jednak prezydent zastrzegł, że mówi to poza protokołem. I kolejny fragment rozmowy: Antoni Macierewicz czasami formułuje tezy zbyt daleko idące w stosunku do faktów, którymi dysponuje. Mówię mu to
w twarz, więc mogę powtórzyć publicznie.

Czy taka opinia urzędującego prezydenta o jednym z czołowych polityków PiS zaszokowała? Oczywiście, że tak. Jednak jak zawsze wszystko w Polsce potoczyło się innym torem i sprawa Aneksu do „Raportu Macierewicza” została odłożona ad acta do czasu, gdy w marcu 2015 roku Monika Olejnik zapytała w programie „Gość Radia Zet” prezydenta Komorowskiego, czy czytał Aneks do raportu z likwidacji WSI. Prezydent Komorowski odparł, że: Aneks nie dotyczył tylko jegojest tajnym dokumentem, więc nie będziemy o tym rozmawiali.

W tym samym czasie, prezes PiS Jarosław Kaczyński, na antenie TV Trwam, w kontekście SKOK-u Wołomin, którym cyt: rządzili ludzie Wojskowych Służb Informacyjnych i, jak zaznaczał, WSI były ściśle związane z GRU, stwierdził: Ja aneksu o WSI nie zdołałem przeczytać – miałem tyle zajęć, że nie dałem rady, ale nie ulega wątpliwości, że tam musiały być rzeczy, których bardzo obawia się pan Komorowski. W październiku 2017 okazuje się, że Jarosław Kaczyński zapoznał się z treścią Aneksu, gdyż po spotkaniu z prezydentem Andrzejem Dudą powiedział: Ja należę do nielicznych ludzi, którzy czytali aneks. Naprawdę lepiej będzie, jeśli nie zostanie opublikowany. Równie tajemniczo odpowiedział rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński po spotkaniu prezesa PiS z prezydentem, stwierdził, że: Prezydent i prezes stoją na stanowisku, że nie ma potrzeby ujawniania tego aneksu.
W tej chwili nie ma takiej konieczności. 
[portal tvp.info, TVP Info, Gazeta Polska]

Raport Macierewicza rozpalał umysły wszystkich zanim 12 lutego 2007 r. Antoni Macierewicz przekazał tekst raportu ówczesnemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu. Raport został opublikowany w Monitorze Polskim 16 lutego 2007 roku po konsultacjach Prezydenta z Premierem oraz Marszałkami Sejmu i Senatu.

Co o tych dokumentach wiemy?

Bez wątpienia jest to dzieło Antoniego Macierewicza, który w czasie rządów PiS pełnił funkcję szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego oraz przewodniczącego komisji weryfikującej WSI.

Raport (w przeciwieństwie do Aneksu) opublikowany został w lutym 2007 r., zaś jego ogłoszenie
w Monitorze Polskim zakończyło się skandalem – gdyż, Macierewicz ujawnił w nim z pełną premedytacją m.in. aktywnych polskich agentów działających za granicą oraz szczegóły przeprowadzanych przez nich tajnych operacji. To niebezpieczny dla kraju precedens, by szef służby specjalnej ujawniał agentów wywiadu działających na rzecz Rzeczypospolitej Polskiej. Warto przypomnieć, że w czerwcu 2008 r. publikacja raportu została skrytykowana przez Trybunał Konstytucyjny. Sędziowie uznali, że osoby wymienione w dokumencie Macierewicza nie miały możliwości złożenia wyjaśnień ani odwołania się od dotyczących ich osądów komisji weryfikacyjnej. Działania oraz sam tryb prac przypominał, zatem nie komisję weryfikacyjną a trybunał inkwizycyjny.

Oficjalnie do dziś nie wiadomo, co zawiera przygotowany przez Macierewicza siedem lat temu Aneks. Teoretycznie miało to być tylko uzupełnienie Raportu. Tyle, że słowo „uzupełnienie” nie jest tu najtrafniejsze. Aneks jest ponad dwa razy obszerniejszy od samego raportu, ma też zawierać bardziej, jak określają jego czytelnicy, porażające materiały. Z nieoficjalnych przecieków wynika, że oprócz Bronisława Komorowskiego (sam przyznał, że część dotyczy jego samego) obciąża on czołowych biznesmenów, których PiS kreował na oligarchów – m.in. Ryszarda Krauzego i nieżyjącego Jana Kulczyka.

Historii ciąg dalszy, PiS zastanawiał się, co zrobić z Aneksem?

Jesienią 2007 r. PiS przegrał wybory. Władzę w kraju obejmowała Platforma Obywatelska, jednak jeszcze, przez co najmniej trzy lata prezydentem miał być Lech Kaczyński. Wtedy to w kręgach PiS powstało pytanie, co zrobić z Aneksem? Zgodnie z procedurami dokument wprawdzie odtajniał prezydent, ale upubliczniał go premier. Jak wiadomo Aneks trafił na biurko Lecha Kaczyńskiego w listopadzie 2007 r., czyli na kilkanaście dni przed tym, jak fotel premiera objął Donald Tusk. Wiadomo było, że lider PO raczej nie zechce opublikować kontrowersyjnego Aneksu. W tej sytuacji „porażona” opinia publiczna spodziewała się, że w ostatnich dniach urzędowania zrobi to odchodzący szef rządu Jarosław Kaczyński. Jednak tego nie zrobił, dlatego, że jego brat, prezydent Lech Kaczyński, nie odtajnił Aneksu.

Czego lub kogo dotyczy aneks WSI, że nikt nie chce o tym rozmawiać?

Patrząc na zawartość Raportu trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Sam Raport generalnie raczej jest nieudolną próbą literackiej narracji, a nie formy sprawozdania zwanej raportem. Nie trzeba raczej nikogo przekonywać, że publikacja Raportu przyniosła więcej szkody niż pożytku. Pisząc szkody nie mam tu wcale na myśli procesów cywilnych, jakie pomówieni wytoczyli MON’owi, to tylko pieniądze, które w skali państwa stanowią nieznaczące kwoty. Można śmiało stwierdzić, że Antoni Macierewicz dokonał rzeczy niebywałej w świecie, a w świecie służb specjalnych to przypadek bez precedensu. Otóż do dnia publikacji raportu kontrwywiady wielu krajów, nawet, jeśli czegoś się domyślały, to prawdopodobnie nie miały na to dowodów. Dzień publikacji pozwolił tym służbom na zamknięcie wielu spraw. Pewne jest, że nie dowiemy się, która służba, jaką sprawę zamknęła, wiele służb na świecie w swej nazwie posiada opis „Secret Intelligence”, co nie jest przypadkowe. Patrząc od dłuższego czasu na działania naszych służb oraz polityków, którzy odpowiadają za stan tychże służb, dochodzimy do wniosku, że nie mają one już wiele wspólnego ani z „Secret”, ani tym bardziej „Intelligence”.

Trzy hipotezy do Aneksu

Sam Aneks, zatem, to taki mityczny „święty Graal” dla wszelkiej maści specjalistów od tzw. gumowych dzwonków, czyli „znających” się na wszystkim i wszędzie wietrzących spiski wszelkiej maści sensatów. Warto, więc postawić następujące pytania:

Co zawiera to rozpalające prawicowe umysły, wiekopomne dzieło Antoniego Macierewicza?
Co może tak porażać, że trzech kolejnych prezydentów nie odważyło się go odtajnić?

O ile z Bronisławem Komorowskim sprawa jest prosta, bo sam przyznał, że jest bohaterem tej „powieści” o tyle decyzja prezydentów Lecha Kaczyńskiego oraz Andrzeja Dudy jest już niezrozumiała, szczególnie dla prawicowego elektoratu, rzecz jasna.

Odpowiedź na postawione powyżej pytania stanowią trzy hipotezy:

Pierwsza: Aneks zawiera dane o osobach z czołówki ruchu Solidarność, co byłoby dla PO i PiS kłopotliwe, gdyż obie partie się z niej wywodzą.

Druga: W Aneksie znajdują się nazwiska wielu prominentnych, aktywnych dziś polityków obu partii
i biznesmenów.

Trzecia hipoteza, mówi, że Aneks jest zapewne zabójczy dla dużej części hierarchów kościoła katolickiego w Polsce. Kto dokładnie jest tam opisany, że blokuje odwagę wypowiedzi każdego, kto Aneks czytał? Odpowiedź na to pytanie pozostawię czytelnikom.

Karol Drylewski

38milionow.pl

Korektowa strona sobotniej Wywiad z ks. Adamem Bonieckim o Piotrze Szczęsnym i mój komentarz o nędzy podzielonej opozycji.

 

Piotr Szczęsny (1963-2017)

%d blogerów lubi to: