MON jako ministerstwo głupich kroków Monty Pythona

Macierewicz wyposaży okręty podwodne w... samoloty

Ministerstwo Obrony Narodowej to wbrew pozorom nie ministerstwo głupich kroków. Ale takim się wydaje. Antoni Macierewicz zaś nie jest zarządzającym grupą wybitnych aktorów Monty Pythona, acz chyba takim chciałby być, bo jak nazwać dążenie do wybitnej śmieszności, gdy swego czasu minister na sejmowej komisji wojskowej był łaskaw powiedzieć o swoim Misiu (Misiewiczu) do opozycji, iż przewyższa ich inteligencją. Niech Misiewiczowi inteligencja lekką będzie i jak najszybciej zrobi jakiś papier naukowy w szkole Rydzyka.

Monty Python obnaża wszelkie ludzkie mity, przywary, a resort kierowany przez Macierewicza też obnaża, ale indolencję własną i PiS. Monty Python był i jest w brytyjskim show biznesie jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć, MON ma miliardowy budżet i go trwoni. Gdyby Piotr Gliński miał na względzie rozwój polskiej kultury, to mógłby zamówić dzieło Monty Pythona o MON Macierewicza. Byłaby to upragniona hollywoodzka produkcja, o której marzy prezes. Trzeba trochę odwagi, ministrze, arcydzieła leżą na pisowskim bruku, wystarczy po nie sięgnąć.

Jeszcze nie zszedł nam śmiech z twarzy po przedwczorajszym blamażu Autosanu, którego szefowie nie zdążyli przezornie (spóźnienie 20 minut) na przetarg autobusów dla wojska, bo takich autobusów wysokopodłogowych firma nie produkuje, a już mamy nowy wyczyn Monty Pythonowski – i to z kategorii superprodukcji.

Polska Grupa Zbrojeniowa kontrolowana przez MON kupuje będąca w upadku Stocznię Marynarki Wojennej w Gdyni za 224 mln zł, której wartość rynkowa wynosi 5,7 mln zł – na tyle syndyk wycenił urządzenia, które dałoby się złomować.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, mogę zdefiniować potrzebę Monty Pythona – obnażać głupotę ludzka powszednią i na obnażaniu głupoty jeszcze zarobić. Ale ministerstwo, które samo w sobie jest nagie, obnażone i domaga się na swoją indolencję – jak w tym wypadku – setek milionów złotych, a gdy już kupi tę stocznię potrzebne będą dziesiątki miliardów. Tak jest! – miliardów.

Wszak słyszeliśmy, że siedziba stoczni ma być przeniesiona do Radomia – zdaje się, że tego Monty Python by nie wymyślił, a gdyby wymyślił to orzeklibyśmy, że jest to dowcip zbyt wydumany – a ponadto jeden z zastępców Macierewicza (wiceMonty Python Bartosz Kownacki) zapowiedział, że stocznia dostanie od rządu kontrakt na produkcję okrętów podwodnych. Kontrakt ten ma opiewać na 10 mld zł z budżetu państwa.

Ministrze Gliński, tematów na produkcję hollywoodzką jest ci u nas dostatek. O MON jako ministerstwie głupich kroków to mógłby być pierwszy film. Prezes dostałby takiego bólu przepony, że do głowy nie przychodziłoby mu niszczenie demokracji w kraju – a gdy MON utopi 10 mld zł w łodziach podwodnych, od razu pojawia się temat na „Różową Panterę 2” (czy kolejny sequel), toż Mariusz Kamiński (ten od służb specjalnych) to urodzony inspektor Clouseau.

Prezes zamiast marzeń podczas oglądania walki byków, aby zostać toreadorem Manuelem, mógłby się czuć królewską postacią z pałacu Buckingham, ponoć tam za Monty Pythonem przepadają. Jarosław I – następca tronu.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Luksusowe limuzyny dla Błaszczaka

Luksusowe limuzyny dla Błaszczaka

Ponad 1,2 mln złotych (słownie: jeden milion 200 tysięcy) kosztować będzie wynajmowanie przez resort Mariusza Błaszczaka luksusowych samochodów. Na taką kwotę opiewa przetarg na wypożyczenie 10 aut Ministerstwu Spraw Wewnętzrbych i Administracji.

Wszystkie samochody mają być fabrycznie nowe. Muszę też spełniać wygórowane warunki: podgrzewane fotele, przyciemnione szyby, nowoczesne systemy bezpieczeństwa, pełen zestaw poduszek powietrznych itp.

Siedem zamawianych limuzyn ma mieć pojemność silnika od 1700 do 2000 cm3 oraz turbodoładowanie; kolejne dwie mają mieć napęd na cztery koła, a do kompletu dołożono jeszcze minibus.

MSWiA wynajmie samochody na 45 miesięcy. Resort Mariusza Błaszczaka za wynajem oraz serwis aut zapłaci ponad 1,2 mln zł. „Dojna zmiana” w pełnym rozkwicie?

koduj24.pl

Twierdza PiS przygotowuje się na europejskie oblężenie

Twierdza PiS przygotowuje się na europejskie oblężenie

Słowa Emmanuela Macrona sygnalizują, co czeka Kaczyńskiego.

Emmanuel Macron powiedział parę banalnych oczywistości i wywołał tym furię PiS-owskich władz. Stwierdził, że Unia Europejska jest wspólnotą wartości, a Polska pod rządami Kaczyńskiego sama wypycha się na margines tej wspólnoty i traci wpływ na bieg spraw europejskich.

Trudno polemizować z tym opisem faktów, a jednak różni tytani intelektu z obozu rządzącego natychmiast podnieśli krzyk, dając odpór „francuskiemu agresorowi”. – Możemy ogłosić konsumencki bojkot francuskich towarów – zagroził nawet poseł Arkadiusz Mularczyk, niewątpliwie wywołując panikę wśród producentów win, serów, perfum i samochodów marki Renault.

Natomiast pani premier pouczyła prezydenta Francuzów, by lepiej zajął się swoim krajem, który rządzonej przez PiS Polsce do pięt nie dorasta. – „Być może jego aroganckie wypowiedzi wynikają z braku doświadczenia i obycia politycznego, co ze zrozumieniem odnotowuję, ale oczekuję, iż szybko nadrobi te braki i będzie w przyszłości bardziej powściągliwy” – powiedziała Beata Szydło, połyskując wytworną broszką. To jej wystąpienie należy chyba uznać za kontynuację dziejowej misji cywilizowania dzikusów znad Loary. PiS najpierw nauczył ich jeść widelcami, a teraz pomaga im nabrać obycia politycznego.

W najbliższych miesiącach ekipa Kaczyńskiego będzie mieć jeszcze wiele okazji, by w podobny sposób wychowywać i pouczać partnerów Polski. Wydaje się bowiem, że wyczerpuje się kredyt zaufania udzielony Warszawie przez stolice Zachodu. Wypowiedź Macrona i demonstracyjne pominięcie Polski w czasie jego podróży po Europie Wschodniej pokazują, czego PiS może się spodziewać – czeka go europejski ostracyzm, zmasowana krytyka oraz polityka formalnych i nieformalnych kar.

Polskie władze liczyły zapewne, że uda się im powtórzyć drogę Viktora Orbána, który rządząc już drugą kadencję przez wiele lat unikał negatywnych konsekwencji i nie spotykał się z ostrą reakcją Europy. Jednak strategia przyjęta przez premiera Węgier różni się zasadniczo od tego, co prezentuje Kaczyński – radykalny i demagogiczny w polityce krajowej, Orbán w kontaktach z Brukselą udaje człowieka kompromisu i umiaru. Pozornie respektuje postanowienia instytucji europejskich, zawiesza funkcjonowanie przepisów zakwestionowanych przez europejski Trybunał Sprawiedliwości i nowelizuje je, by pokazać, że pozostaje w zgodzie z procedurami i zasadami przyjętymi w świecie cywilizowanym. Te nowelizacje w większości wypadków niewiele zmieniają, ale pozory zostają zachowane.

W przeciwieństwie do tego ekipa Kaczyńskiego dokłada starań, by zaprezentować się jako bolszewicka hałastra, która zbrojnie opanowała Pałac Zimowy i ma gdzieś zasady obowiązujące na salonach Europy. Ostentacyjne lekceważenie pouczeń Komisji Europejskiej i Komisji Weneckiej w sprawie Trybunału Konstytucyjnego czy ignorowanie orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości w sprawie wycinki Puszczy Białowieskiej dobrze ilustrują różnice w postawach władz w Warszawie i Budapeszcie.

Możemy się więc spodziewać, że zagraniczna presja na rząd PiS-u będzie w nadchodzących miesiącach rosła. Ani Unia Europejska, ani nawet tacy partnerzy jak rządzone przez Donalda Trumpa Stany Zjednoczone nie będą chciały ani mogły sobie pozwolić na to, by tolerować szaleństwa Kaczyńskiego. Zapowiadany zamach na własność zagranicznych koncernów medialnych w Polsce okaże się zapewne tą kroplą, która przepełni czarę.

Tocząc polityczną wojnę przeciw Zachodowi i stając w obliczu restrykcji, PiS będzie starał się wmówić obywatelom, że Polska pada ofiarą agresji, przed którą cały naród musi się solidarnie bronić, wspierając swoje władze. Bo załoga oblężonej twierdzy musi trzymać się razem.

Dlatego tak ważne jest, by uodpornić się na tę demagogię. Już dziś powiedzmy sobie jasno: jesteśmy wdzięczni naszym unijnym partnerom, że potępiając i karząc rząd PiS-u, występują w obronie polskiej demokracji, wolności i naszych praw obywatelskich. Emmanuel Macron, krytykując politykę Warszawy, stoi w tym samym miejscu, w którym władze Francji stały w 1981 r., gdy potępiały wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Natomiast Kaczyński stoi dokładnie tam, gdzie wówczas stali Jaruzelski i Breżniew.

koduj24.pl

PiS rozpoczyna demontaż Konstytucji

PiS rozpoczyna demontaż Konstytucji

Piątkowa konferencja, organizowana przez Komisję Krajową NSZZ „Solidarność”, która odbyła się w Sali BHP Stoczni Gdańskiej, w zamyśle rządzących zainaugurowała debatę dotyczącą zmian w konstytucji. Uczestnicy obradowali pod hasłem-pytaniem „Konstytucja dla obywateli, nie dla elit?”. Wzięli w niej udział przedstawiciele (jakby nie patrzeć) elit władzy: prezydent Andrzej Duda, marszałek Senatu Stanisław Karczewski, szef „Solidarności” Piotr Duda, jej były przewodniczący Marian Krzaklewski oraz wiceszef Kancelarii Prezydenta, pełnomocnik prezydenta ds. referendum Paweł Mucha.

Nawet prezydenta Dudę zdziwiła kuriozalna teza, zawarta w tytule konferencji. Bo skoro „elity” wywodzą się spośród obywateli – jak przytomnie zauważyła na swoim blogu Ewa Siedlecka z „Polityki” – to logicznie z takiego zdania wynika, że „jak ktoś już stanie się „elitą”, to przestaje być obywatelem”. Dlatego prezydent zaproponował przeformułowanie hasła na „Konstytucja nie tylko dla elit”. Trochę mniej niezgrabne, ale nadal – jak łatwo zauważyć – mocno populistyczne. I taki sam charakter miała konferencja. Tymczasem – dodajmy – za rok miałoby się odbyć „referendum konsultacyjne”, w którym obywatele odpowiedzą na pytania, co chcieliby mieć w konstytucji.

Prezydent Duda głównie pytał. „Czy powinniśmy w konstytucji zabezpieczyć świadczenia 500+, ilu powinno być posłów, ilu senatorów, czy edukacja powinna być bezpłatna i gwarantowana przez państwo? Jak powinno wyglądać finansowanie podstawowej opieki zdrowotnej?” To jedne z wielu kwestii, które trzeba podjąć” – mówił. Ale kolejni oficjele – związkowiec Duda, senator Karczewski, inni – już tylko stawiali przyszłej konstytucji wymagania. Że trzeba wpisać do niej 500 +, gwarancję wieku emerytalnego, takiego jak obowiązuje dziś; a nawet… zagwarantować w Senacie miejsca dla Polonii. Zabrakło wizji. Jak pisze Siedlecka: „Można było się np. spodziewać, że [nowa konstytucja – dop. MPM] zostanie oparta na „społecznej nauce Kościoła” – ale nie”.

Ale najciekawsze dopiero przed nami. Otóż uczestnicy konferencji, krytykując obecną konstytucję, odwoływali się do lepszego, ich zdaniem, przykładu. Mianowicie – obywatelskiego projektu konstytucji przygotowanego przez „S” i ugrupowania prawicowe w 1994 r. Tyle, że z zestawienia poczynionego przez Ewę Siedlecką widać, że obie konstytucje zawierają w większości te same prawa i wolności i praktycznie niemal się nie różnią! Np. wolność sumienia i wyznania, i pozycja kościołów i związków wyznaniowych są uregulowane bardzo podobnie jak dzisiaj, podobnie – prawa pracownicze.

A co szczególnie ciekawe, solidarnościowy projekt z 1994 jest znacznie od naszej konstytucji… uboższy. Przykłady? Nie ma w nim równości kobiet i mężczyzn, nawet nie zaczyna się, a jedynie kończy odwołaniem do Boga (!) i „prawa naturalnego”, które ma być wzorem dla prawa stanowionego. Mniej jest w nim o ochronie rodziny, w ogóle nie zawiera zastrzeżenia, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny – wylicza Ewa Siedlecka. Nie ma prawa do mieszkania ani obowiązku ustawowego określenia płacy minimalnej. Nie ma nawet tego co w dzisiejszej konstytucji: równości w dostępie do publicznej służby zdrowia, czytamy na jej blogu. Owszem – jest w projekcie z 1994 r. to, że państwo ma „zapewniać ochronę trwałości stosunków pracy”. „Ale to i inne gwarancje socjalne – tak jak w obecnej konstytucji – ma być realizowane przez prowadzenie przez państwo odpowiedniej „polityki”. A więc nie są to prawa „twarde”, których można dochodzić przed sądem” – pisze Siedlecka.

Za to Piotr Duda pokazał, że nie przeczytał obecnej konstytucji. Dlaczego? W swoim ostrym wystąpieniu mówił, że konstytucja powinna być uspołeczniona, dlatego ważne są referenda. Tyle że„projekt „S” z 1994 r. wcale nie gwarantuje, że referenda byłyby dla władzy bezwzględnie wiążące. Nie ma też gwarancji, że władza nie mogłaby odrzucać obywatelskiego wniosku o przeprowadzenie referendum. We wszystkim konstytucja „S” odsyła do ustawy, nie stawiając tej ustawie żadnych ograniczeń. Tymczasem za to przewodniczący Duda krytykował obecną konstytucję (która, notabene, rzadziej odsyła do ustaw)” – wylicza dziennikarka „Polityki”. Poza tym związkowiec Duda grzmiał już na inne tematy: że część postanowień konstytucji, gwarantująca „społeczną gospodarkę rynkową” – nie jest wykonywana wcale lub nienależycie. Czy to jednak jest powód, aby ją zmieniać?

Być może chodzi tak naprawdę o jeden zapis w projekcie z 1994 r. Jak sugeruje Siedlecka, szczególnie dla PiS atrakcyjny. Jaki? Za to zapisano w projekcie „Solidarności: „Zostanie przeprowadzona weryfikacja wszystkich sędziów pod względem przestrzegania przez nich zasady niezawisłości sędziów. Szczegóły określi ustawa”. Taka weryfikacja pod dyktando prezesa Jarosława Kaczyńskiego byłaby spełnieniem marzeń wielu zwolenników obalenia trójpodziału władzy, czyż nie?

Wspomniana piątkowa konferencja jedynie potwierdza, że debata nad nową konstytucją to pretekst. Tworzenie alibi, że „oto suweren domaga się zmiany konstytucji”. Po co? „Zmiana konstytucji jest potrzebna nie społeczeństwu, nie Polsce, ale PiS: żeby znieść ostatnią przeszkodę na drodze do władzy totalnej: trójpodział władzy” – kwituje Ewa Siedlecka.

mpm

Źródło: polityka.pl, wprost.pl

koduj24.pl

MON jako ministerstwo głupich kroków Monty Pythona

Ministerstwo Obrony Narodowej to wbrew pozorom nie Ministerstwo Głupich Kroków. Ale takim się wydaje. Antoni Macierewicz zaś nie jest zarządzającym grupą wybitnych aktorów Monty Pythona, acz chyba takim chciałby być, bo jak nazwać dążenie do wybitnej śmieszności, gdy swego czasu minister na sejmowej komisji wojskowej był powiedzieć o swoim Misiu (Misiewiczu) do opozycji, iż przewyższa ich inteligencją. Niech Misiewiczowi inteligencja lekką będzie i jak najszybciej zrobi jakiś papier naukowy w szkole Rydzyka.

Monty Python obnaża wszelkie ludzkie mity, przywary, a resort kierowany przez Macierewicza też obnaża, ale indolencję własną i PiS. Monty Python był i jest w brytyjskim show biznesie jednym z najbardziej dochodowych przedsięwzięć, MON ma miliardowy budżet i go trwoni. Gdyby Piotr Gliński miał na względzie rozwój polskiej kultury to mógłby zamówić dzieło Monty Pythona o MON Macierewicza, byłaby to upragniona hollywoodzka produkcja, o której marzy prezes. Trzeba trochę odwagi, ministrze, arcydzieła leżą na pisowskim bruku, wystarczy po nie sięgnąć.

Jeszcze nie zszedł nam śmiech z twarzy po przedwczorajszym blamażu Autosanu, którego szefowie nie zdążyli przezornie (spóźnienie 20 minut) na przetarg autobusów dla wojska, bo takich autobusów wysokopodłogowych firma nie produkuje, a już mamy nowy wyczyn Monty Pythonowski – i to z kategorii superprodukcji.

Polska Grupa Zbrojeniowa kontrolowana przez MON kupuje będąca w upadku Stocznię Marynarki Wojennej w Gdyni za 224 mln zł, której wartość rynkowa wynosi 5,7 mln zł – na tyle syndyk wycenił urządzenia, które dałoby się złomować.

Dlaczego tak się dzieje? Nie wiem, mogę zdefiniować potrzebę Monty Pythona – obnażać głupotę ludzka powszednią i na obnażaniu głupoty jeszcze zarobić. Ale ministerstwo, które samo w sobie jest nagie, obnażone i domaga się na swoją indolencję – jak w tym wypadku – setek milionów złotych, a gdy już kupi tę stocznię potrzebne będą dziesiątki miliardów. Tak jest! – miliardów.

Wszak słyszeliśmy, że siedziba stoczni ma być przeniesiona do Radomia – zdaje się, że tego Monty Python by nie wymyślił, a gdyby wymyślił to orzeklibyśmy, że jest to dowcip zbyt wydumany – a ponadto jeden z zastępców Macierewicza (wiceMonty Python Bartosz Kownacki) zapowiedział, że stocznia dostanie od rządu kontrakt na produkcję okrętów podwodnych, kontrakt ten ma opiewać na 10 mld zł z budżetu państwa.

Mistrze Gliński tematów na produkcję hollywoodzką jest ci u nas dostatek. O MON jako ministerstwie głupich kroków to mógłby być pierwszy film – prezes dostałby takiego bólu przepony, że do głowy nie przychodziłoby mu niszczenie demokracji w kraju – a gdy MON utopi 10 mld zł w łodziach podwodnych, od razu pojawia się temat na „Różową Panterę 2” (czy kolejny sequel), toż Mariusz Kamiński (ten od służb specjalnych) to urodzony inspektor Clouseau.

Prezes zamiast marzeń podczas oglądania walki byków, aby zostać toreadorem Manuelem, mógłby się czuć królewską postacią z pałacu Buckingham, ponoć tam za Monty Pythonem przepadają. Jarosław I – następca tronu.

SOBOTA, 26 SIERPNIA 2017

PAD o klarownym rozdzieleniu kompetencji prezydenta, wetach i elementach proobywatelskich w reformie sądów

– Mamy taką specyficzną sytuację, że jest prezydent wybrany w wyborach powszechnych przez naród, najsilniejszy mandat w Polsce, nikt takiego mandatu nie ma i w zasadzie ma niewiele samodzielnych kompetencji. Na pewno kompetencje powinny być klarownie rozdzielone, co prezydent może zrobić sam, co musi zrobić w porozumieniu z ministrem obrony czy premierem czy też w sprawach polityki zagranicznej z ministrem spraw zagranicznych. Te kwestie powinny być znacznie klarowniej określone – mówił prezydent Andrzej Duda w „Sygnałach dnia” PR1. Jak dodał:

„To też wielu ekspertów podnosi, że prezydent jako urząd w sensie kompetencji, organ jest tak ukształtowany w Polsce, że w zasadzie głównymi jego działaniami są działania negatywne. Ma mało możliwości kreacji. Uważam, że też można byłoby zdecydowanie pomyśleć nad tym, w jaki sposób to zmienić. Uważam, że generalnie powinniśmy pójść w jednym z dwóch kierunków. Albo wzmacniamy pozycję ustrojową prezydenta, prezydent ma silniejsze kompetencje, bo jest wybrany w wyborach powszechnych przez naród i ma ten jeden jedyny w Polsce specyficzny mandat, albo osłabiamy prezydenta, czynimy go bardziej elementem, że bardziej służy podkreślaniu wartości, realizuje takie funkcje ceremonialne, symboliczne, ale wtedy może być wybierany w sposób pośredni przez choćby Zgromadzenie Narodowe”

Prezydent był też pytany o weta dwóch ustaw dot. sądów:

„Uważam, że zrobiłem w tej sprawie to, co powinien był zrobić prezydent RP, który chce realizować określony program, ale chce żeby to się działo w atmosferze jednak pewnej, nie chcę mówić zgody społecznej, bo zawsze będą niezadowoleni i ci, którzy uważają, że można było inaczej, lepiej powiedzą, natomiast prawda jest taka, że zdecydowana część społeczeństwa miała wątpliwości, przynajmniej wątpliwości co do tego. Również miałem wątpliwości. Wątpliwości miały również osoby, których zdanie jest dla mnie ważne w tych kwestiach związanych z wolnością, przestrzeganiem praw obywatelskich. Myślę przede wszystkim o Zofii Romaszewskiej. Uważam, że wzmocnienie kompetencji ministra sprawiedliwości, który dzisiaj jest także prokuratorem generalnym, o tym trzeba pamiętać, szło tam zbyt daleko. Dodatkowe kompetencje, które miał otrzymać minister sprawiedliwości-prokurator generalny, były zbyt silne, zwłaszcza jeżeli chodzi o jego relacje do SN i sędziów”

Pytany o jego zapowiadane projekty ustaw, stwierdził:

„Chcę żeby rzeczywiście doszło do reformy wymiaru sprawiedliwości, żeby doszło także do reformy SN. Ta reforma musi nieść w sobie także elementy proobywatelskie, służące przywracaniu poczucia sprawiedliwości. Tego, że Polska jest państwem sprawiedliwym. Będą w moim projekcie takie dodatkowe elementy, które będą miały to poczucie sprawiedliwości wzmacniać i mam nadzieję przywracać, w efekcie ich funkcjonowania. Oczywiście potrzebne jest wzmocnienie elementów odpowiedzialności dyscyplinarnej, więc tutaj na pewno się z tym zgadzam, natomiast to będzie projekt prezydenta RP. Oczywiście chciałbym, żeby on został uchwalony w Sejmie, mam nadzieję, że zostanie uchwalony. Oczywiście będę się też konsultował, dzisiaj trwają nad tym prace w Kancelarii Prezydenta. Powiedziałem, że daje sobie dwa miesiące i oczywiście tego terminu dotrzymam”

Jak dodał, wierzy w to, że zmiany będą zmianami pożytecznymi dla wymiaru sprawiedliwości i przede wszystkim dla obywateli. Prezydent podkreślił, że wyjściowymi projektami są te przygotowane wcześniej.

300polityka.pl

Kolejny skandal w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Tak trwoni się miliony z kieszeni podatnika

Strategia wstawania z kolan, której elementem miała być repolonizacja kluczowych obszarów gospodarki poprzez wykup zagranicznych firm, albo ratowanie upadłych spółek okazuje się nieść kompromitację za kompromitacją.

Rządzący okazali się bowiem pozbawieni cierpliwości i zdrowego rozsądku do tego stopnia, że postanowili realizować swoje pięknie wyglądające na papierze cele za wszelką cenę. Najnowsze doniesienia portalu wp.pl dowodzą bezspornie, że w rządzie uważa się, że zasoby budżetu są niewyczerpane, a co za tym idzie można wydawać setki milionów tylko po to, aby uzyskać ładnie wyglądające zdjęcia z konferencji prasowej. Ministerstwo Obrony Narodowej i kontrolowana przez państwo Polska Grupa Zbrojeniowa postanowili bowiem wykupić Stocznię Marynarki Wojennej w Gdyni. Już raz ten plan wywołał kontrowersje, kiedy to okazało się, że siedziba firmy ma się znaleźć w Radomiu. Tym razem sprawa jest o wiele bardziej poważna. Politycy postanowili bowiem kupić spółkę wycenioną na 5,7 mln za aż 224 mln złotych. Oznacza to, że decydenci byli tak zdesperowani medialnego sukcesu, że są gotowi zapłacić 40-krotną realną wartość przedsiębiorstwa.

Sprawa jest skandaliczna. Stocznia Marynarki Wojennej jest bowiem od 6 lat w stanie likwidacji, a jej stan finansowy jest tragiczny. Zgodnie z wyceną z 2015 roku stocznia posiadała wówczas majątek trwały warty 37 mln zł, jednak po uwzględnieniu zadłużenia wartość aktywów spółki spadała do minus 212 milionów. Z tego powodu akcje przedsiębiorstwa oszacowano na ledwie 5,79 mln zł. Ministerstwo miało do dyspozycji drogę prawną, aby przejąć je za powyższą cenę, czyli z pozbyciem się obciążenia długami. Wystarczyło akcje Stoczni Marynarki Wojennej wnieść jako wkład niepieniężny do Polskiej Grupy Zbrojeniowej (PGZ), za które zapłaconoby akcjami w podwyższonym kapitale PGZ. Byłby to jednak proces czasochłonny, a władzy nie chciało się czekać, dlatego postanowiono o rozwiązaniu siłowym, czyli zasypaniu problemu górą gotówki z kieszeni podatnika.

Niestety to nie koniec problemu. Sama sensowność koncepcji przejęcia Stoczni Marynarki Wojennej jest sprawą dyskusyjną. Firma do budowy nowoczesnych jednostek potrzebuje transferu technologii, a tego może udzielić jej tylko współpraca zagraniczna, z której jedyna możliwość na horyzoncie na dziś to przemysł niemiecki, z którym wielu politykom PiS jest nie po drodze. Niestety nawet po restrukturyzacji firma może nie mieć łatwego życia. Stocznia jest bowiem za mała, aby konkurować na rynkach zagranicznych, które są po prostu trudne do pozyskania. Z tego powodu jest zależna od zamówień krajowych, a tych w ostatnich latach brakowało. Ministerstwo zapowiada wprawdzie potężne kontrakty takie jak 10 mld zł na nowe okręty podwodne, ale ich realność jest wątpliwa. Warto przypomnieć, że podobną ekscytację wywoływał projekt korwet typu Gawron, na które kontrakt podpisano w 2001 roku. Wówczas miało powstać 7 okrętów, z których pierwszy po czterech latach. Skończyło się na jednym… po 14 latach. Do tego niefunkcjonalnym okrętem, w który włożono olbrzymie środki. Przyczyną były ciągłe zmiany koncepcji resortu i cofanie środków na finansowanie projektu. Lekcja z Gawrona powinna dać do myślenia, ile warta jest megalomania planów MON. Resort pragnie wydać 30 mld, czyli roczny budżet na same “Patrioty” i inne komponenty chroniącego polskie niebo systemu “Wisła”, a lekką ręką rzuca kolejne wielomiliardowe obietnice. Niestety trudno jednoznacznie odpowiedzieć nawet na pytanie czy powinniśmy w ogóle kibicować, aby te deklaracje zostały zrealizowane. Marynarka Wojenna w ramach naszych sił zbrojnych w warunkach konfliktu miałaby bowiem marginalne znaczenie, podobnie jak relatywnie wysoce dotowana przed II Wojną Światową flota II RP okazała się zupełnie bezużyteczna. Równocześnie budowa i utrzymanie okrętów jest niesamowicie kosztowna, a Morze Bałtyckie stawia okręty w stanie nieustannego zagrożenia atakiem i zniszczeniem z powietrza. Poddaje to w wątpliwość, czy planiści MON dysponując ograniczonym budżetem posiadają zdolność postawienia sobie jasnych priorytetów dla sił zbrojnych. Nie da się ukryć, że Polski na posiadanie potężnej armii, lotnictwa i jeszcze floty po prostu nie stać, a rozpraszanie środków na wszystkie wyżej wymienione kierunki może skończyć się tym, że żaden z nich nie będzie w pełni zmodernizowany.

Niestety po raz kolejny zwycięży typowe myślenie defiladowe w naszym kraju. Każdy chce pochwalić się “sukcesem”, wszyscy myślą w kategoriach tego, co lepiej brzmi na konferencji prasowej niż co zwiększy bezpieczeństwo kraju. Wszystko wskazuje na to, że środowiska, które najbardziej bronią pamięci historycznej równocześnie nie potrafią wyciągnąć z niej jakichkolwiek wniosków.

Źródło: WP

crowdmedia.pl

Odszedł Grzegorz Miecugow

Odszedł fantastyczny człowiek – Grzegorz Miecugow.

Żegnają go przyjaciele.

Smutek, smuteczek.

[*]

SOBOTA, 26 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Szydło: Duda będzie prezydentem na kolejną kadencję, Rulewski ogłasza separację z PO, Szymański: Jedność Wyszehradu niezagrożona

— PAD o klarownym rozdzieleniu kompetencji prezydenta, wetach i elementach proobywatelskich w reformie sądów http://300polityka.pl/news/2017/08/26/pad-o-klarownym-rozdzieleniu-kompetencji-prezydenta-wetach-i-elementach-proobywatelskich-w-reformie-sadow/

— RZĄD ZOSTAWIŁ NAS NA PASTWĘ LOSU – jedynka Faktu: “Doniesienia z terenów zniszczonych przez nawałnice sprzed dwóch tygodni brzmią dramatycznie. Bez szybkiej pomocy państwa przed poszkodowanymi, utrzymującymi się głównie z rolnictwa, wisi widmo bankructw. Rząd zapewnia, że wszystko jest w najlepszym porządku. Tylko, że ludzie mówią co innego…” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/poszkodowani-w-nawalnicy-boja-sie-bankructw/mw3289l

— KŁAMSTWA I FIKCYJNE POZWY – Fakt o Kurskim: “Wykorzystywanie samochodu służbowego Jacka Kurskiego (51 l.) do celów prywatnych to ponoć sytuacje „incydentalne”, a prezes zwraca za nie pieniądze. Nagrody dla jego „narzeczonej” za sukcesy? Tyle że okazuje się, że musiała je dostać, zanim zostały osiągnięte. Pozwy przeciw Faktowi za publikacje? Tylko w sferze deklaracji, bo do nas nie dotarły. Pod oświadczeniami TVP nikt się nie podpisuje, ale wiadomo, kto za nimi stoi – to sam Jacek Kurski”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/nowa-specjalnosc-jacka-kurskiego-klamstwa-i-fikcyjne-pozwy/p0p3938

— NIE WIDZĘ POWODÓW ŻEBY DYMISJONOWAĆ MACIEREWICZA – BEATA SZYDŁO W ROZMOWIE Z NACZELNYM SE: “Antoni Macierewicz jest skutecznym ministrem, który dba o rozwój polskiej armii i o jej reformowanie. Swoimi działaniami naraził się wielu wpływowym grupom interesów, więc ma wrogów. Powtórzę to, co mówiłam: nie widzę powodu, żeby ministra Macierewicza dymisjonować”.

— MAM NADZIEJĘ, ŻE KOLENJYM PREZYDENTEM BĘDZIE ANDRZEJ DUDA – Beata Szydło dalej w SE:
“- Pani premier, czy chciałaby pani być następnym prezydentem Polski?

– O tym, kto będzie następnym prezydentem Polski, zdecydują Polacy w wyborach. Mam nadzieję, że będzie to Andrzej Duda.

– Ciekawa informacja w pani ustach.

– Uważam, że wywodzący się z naszego obozu Andrzej Duda jest dobrym prezydentem, realizującym program, z którym szedł do wyborów. Wierzę głęboko, że będziemy mogli to nadal robić”.

— SZYDŁO ZADZWONIŁA DO ZALEWSKIEJ Z URLOPU WS MIŁOSZA: “- Nie będą tracić pracy. Wręcz odwrotnie. Ta reforma ma w perspektywie długofalowej zagwarantować pracę dla nauczycieli. Nie chcemy, aby powtórzyły się lata 2007-2015, kiedy ze szkół zwolnionych zostało prawie 50 tys. nauczycieli i nikt wtedy nie reagował. Reforma oświaty to nie tylko stopniowe wygaszanie gimnazjów czy uruchomienie szkół branżowych, ale także poprawa warunków pracy nauczycieli. Mogę zdradzić, że przewidzieliśmy dla nich podwyżki. Szkoły są przygotowane, podstawa programowa jest, a dzieła Czesława Miłosza są w spisie lektur. Osobiście dzwoniłam do minister Zalewskiej z wakacji znad morza w tej sprawie (uśmiech)”.

— POLSKA JEST BEZPIECZNYM KRAJEM, RODZI SIĘ WIĘCEJ DZIECI – Szydło w SE: “W bardzo dobrej. Realizujemy program, jesteśmy konsekwentni. Gospodarka się rozpędza, ludzie mają pracę, w większości są zadowoleni. Polska jest pięknym, bezpiecznym krajem, rodzi się coraz więcej dzieci. Nie spoczywamy jednak na laurach. Chcemy, aby wzrost gospodarczy przekładał się na wzrost poziomu życia wszystkich Polaków. Cieszę się, że sprawy Polski i Polaków idą dziś w dobrym kierunku”.

— ZMIANY W RZĄDZIE KIEDYŚ BĘDĄ – mówi PBS w SE: “- Kiedyś pewnie będą, ale nie teraz. Ministrowie wywiązują się ze swoich obowiązków”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/beata-szydlo-w-super-expressie-andrzej-duda-bedzie-prezydentem-ii-kadencje_1014847.html

— JEDNOŚĆ WYSZEHRADU WS PRACOWNIKÓW DELEGOWANYCH NIE JEST ZAGROŻONA – Konrad Szymański na wpolityce.pl: “Niepowodzenie negocjacji handlowych jest na pewno kluczowym powodem francuskich emocji. Drugim ważnym powodem jest fakt, że Polska razem z Europą Środkową ukształtowała jasne i spójne stanowisko w sprawie pracownikow delegowanych. W tej sprawie to jednak my bronimy europejskich wartości, wspolnego rynku, a Francja tradycyjnie upomina się o prawo do protekcjonizmu, tam, gdzie przegrywa konkurencję. Wbrew temu szumowi, jedność państw Grupy Wyszehradzkiej nie jest zagrożona. W sprawie pracowników delegowanych działamy wspólnie na podstawie szczegółowego mandatu negocjacyjnego, który wiele tygodni temu przyjęli Premierzy V4. Ten mandat, dzięki zabiegom Premier B. Szydło uwzglednia wszystkie polskie postulaty”.

— MACRON DEMOBILIZUJE EUROPĘ ŚRODKOWĄ – SZYMAŃSKI: “Prezydent Macron otwarcie demobilizuje kraje naszego regionu, po to by zrezygnowały ze wspólnej obrony swoich interesów np. w zakresie rynku usług. Tylko od nas zależy – w tym od każdego z krajów Europy Środkowej – czy razem zawalczymy o więcej, czy też damy się podzielić za drobne koncesje i statusowe gesty. Tak było często do tej pory. Polska będzie zawsze rekomendowała ambitne i wspólne działania regionu”. https://wpolityce.pl/polityka/354773-nasz-wywiad-konrad-szymanski-o-slowach-macrona-niepowodzenie-negocjacji-handlowych-jest-kluczowym-powodem-francuskich-emocji

— JAN RULEWSKI OGŁASZA SEPARACJE Z PO: “Senator żałuje, że nie zyskiwały uznania jego inicjatywy legislacyjne dotyczące m.in. nadzoru nad warunkami pracy, wieku emerytalnego, abonamentu RTV, zasiłków rodzinnych, w tym 500+, a ostatnio systemu alimentacyjnego. „Sądzę, że te i inne inicjatywy mogły stanowić dorobek PO, a tym bardziej być alternatywą wobec pustki rozwiązań. Niestety, odpowiedzią ze strony kierownictwa Klubu był klimat nonszalancji, anonimowych blokad, braku szacunku dla wykonanej pracy własnej i innych osób. Ostatnio doszło nawet do ocenzurowania przez kierownictwo PO (odmowa publikacji) wypowiedzi na łamach wewnętrznego biuletynu. Śmiesznej, gdyż jej treść dotycząca nowego systemu alimentacyjnego została wcześniej opublikowana w mediach publicznych. A jeszcze wcześniej znana była naszym ministrom z gabinetu cieni i innym notablom platformerskim. Powiedzmy sobie szczerze, godność moja i innych utknęła na widelcu! To znak, że tego rodzaju stosunki nie mogą być kontynuowane” – pisze Jan Rulewski”. http://wyborcza.pl/7,75248,22278811,senator-rulewski-w-separacji-z-po-lista-zarzutow-wobec-partii.html?disableRedirects=true

— CZY TO POWÓD ŻEBY GO CIĄGAĆ PO PROKURATORACH? – Tomasz Krzyżak jako Anioł Polak w RZ: “A sprawa Lecha, co to kiedyś przez płot skakał i prezydentem został? Prawda, że czasem mówi od rzeczy i zaangażował się nie po tej stronie, co trzeba, ale czy to powód do tego, by go po prokuratorach ciągać? Nie sądzę, by w ten sposób zmuszono go do tego, by powiedział prawdę, bo to uparty człowiek jest. Robi to, co uważa za stosowne. Tak podpowiada mu jego sumienie. Najważniejsze, że Ty znasz prawdę i w swoim czasie zrobisz z tej wiedzy użytek. A tu to coraz większe wątpliwości mam, czy o prawdę idzie… Strach pomyśleć, co mają na Aleksandra”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/308249928-Tomasz-Krzyzak-Wczasy-Andrzeja-i-Beaty.html?template=restricted

— ORBAN JEST SPRYTNY, DO ODJEŻDŻAJĄCEGO POCIĄGU UE MOŻE WSKOCZYĆ W OSTATNIEJ CHWILI – Bartosz T. Wieliński w GW: “Plany Macrona sięgają dalej niż kwestia pracowników delegowanych. Chce zacieśnić integrację w strefie euro, stworzyć jej osobny budżet, osobny parlament. Polska, mimo buńczucznych wypowiedzi premier Szydło, nie zdoła tych procesów zatrzymać. Polska zostanie sama z prowadzącymi antyunijną politykę Węgrami. Choć i to nie jest takie pewne. O Węgrzech Macron ostatnio się jakoś nie wypowiada. A węgierski premier Viktor Orbán jest sprytnym politykiem. Do odjeżdżającego europejskiego pociągu może wskoczyć w ostatniej chwili”. http://wyborcza.pl/7,75968,22279622,polski-rzad-sam-wystawil-sie-prezydentowi-macronowi-na-strzal.html

— O TYM JAK MORAWIECKI SZUKA OSZCZĘDNOŚCI – Witold Gadomski w GW: “Tak niewielki wzrost wydatków oznacza, że rząd będzie szukał oszczędności w wielu miejscach. Zapowiedziane jest uszczelnienie wypłat na program 500+. Rząd jedną ręką daje bezpłatne leki osobom starszym, a drugą skreśla z listy leków refundowanych drogie lekarstwa konieczne przy leczeniu nowotworów. Gminy już w tym roku dostaną mniej pieniędzy z rezerwy budżetowej na wychowanie przedszkolne, być może mniejsza też będzie subwencja oświatowa dla samorządów w związku z likwidacją gimnazjów. Takich miejsc, w których rząd będzie chciał przyoszczędzić, jest w budżecie wiele. Oszczędności nie muszą się odbijać na funkcjonowaniu państwa, ale od czasu do czasu krótka kołderka da o sobie znać”. http://wyborcza.pl/7,155290,22275964,budzetowa-ekwilibrystyka-jak-uniknac-podwyzki-podatkow-i-konfliktu.html

— KACZYŃSKI POMÓGŁ PODWYŻSZYĆ SKŁADKĘ ZDROWOTNĄ – przyznaje Mariusz Łapiński SLD-owski minister zdrowia w rozmowie z Elizą Olczyk w RZ:
“Wcześniej, w 2001 roku, udało się przeforsować, wbrew wicepremierowi Belce, wzrost składki z 7,5 proc. do 7,75 proc. Pomógł w tym Jarosław Kaczyński.

– Jarosław Kaczyński panu pomógł?

– Tak. Poprosiłem prezesa Kaczyńskiego, żeby PiS wystąpiło z postulatem podwyższenia składki do 7,75 proc. SLD nie miał ruchu, musiał to poprzeć. Bo jak by to wyglądało, gdyby prawica chciała lepiej dla ludzi, a lewicowy rząd by się temu sprzeciwiał? Od tamtego czasu uważam PiS za najbardziej prospołeczną partię w Polsce i bardziej lewicową w części społecznej niż SLD. A premier Kaczyński zawsze był otwarty na problemy ludzi. PiS bardzo też wspierał mój pomysł leków za złotówkę dla seniorów, który utrącili premier Kołodko z ministrem Hausnerem”.  http://www.rp.pl/Plus-Minus/308249935-Mariusz-Lapinski-Afera-Rywina-byla-wymierzona-w-Millera.html?template=restricted

— IM BARDZIEJ PERYFERYJNY KRAJ, TYM ŁATWIEJ GRAĆ NA KOMPLEKSACH – Janusz Lewandowski w GW: “Im bardziej peryferyjny i samotny jest kraj, tym łatwiej grać na kompleksach. W tej materii Kaczyński jest wirtuozem; od lat żyje politycznie z mrocznych stron polskiej duszy. Kompleksy czynią z niego guru dla frustratów, zawistników i nieudaczników wszelkiej maści, spragnionych spiskowych objaśnień swego życiowego niepowodzenia. Stanowią oni narybek wodzowskiej partii miernych, ale wiernych, którzy doczekali się swojej chwili, kolonizując całą sferę publiczną”. http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22279691,im-bardziej-peryferyjny-i-samotny-jest-kraj-tym-latwiej-grac.html

— TO NA PODSTAWIE TEJ KONSTYTUCJI NIE DAŁO SIĘ ZALEGALIZOWAĆ ABORCJI ANI MAŁŻEŃSTW JEDNOPŁCIOWYCH – Dominika Wielowieyska w GW: “Zgromadzenie Narodowe pisało tę konstytucję tak, by odpowiadać na postulaty wierzących i niewierzących, ludzi o prawicowych i lewicowych poglądach. Choć partii Jarosława Kaczyńskiego wtedy, w 1997 r., w Sejmie nie było, a prawica przegrała wybory w 1993 r. na własne życzenie, bo była bardzo skłócona, to jednak w konstytucji znalazły się przepisy, które utrwalały konserwatywny model społeczeństwa. To na podstawie tej konstytucji Trybunał Konstytucyjny zakwestionował liberalizację ustawy antyaborcyjnej. I z powodu przepisów tej konstytucji nie da się w Polsce wprowadzić małżeństw dla par homoseksualnych. To się nie wzięło znikąd: było wynikiem woli ogólnonarodowego kompromisu, idei tak obcej obozowi IV RP”. http://wyborcza.pl/7,75968,22277636,obywatele-fajni-i-niefajni-czy-konstytucja-jest-niesluszna.html

— STARSI PANOWIE WYRYWAJĄ SOBIE WYPŁOWIAŁY SZTANDAR – Adrian Zandberg w SE: “Za kilka dni kraj będzie świętować rocznicę porozumień sierpniowych. Starsi panowie będą sobie wydzierać spłowiały sztandar. Media zapolują na PO-PiS-owe przepychanki. Usłyszymy, kto był agentem, kto spał do popołudnia. I jak zwykle z obrazka znikną ci, którzy podjęli wtedy strajk – robotnice i robotnicy”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/potuczona-solidarnosc_1014821.html

— ODBIERZMY ZNACZEK ZWIĄZKOWI ZAWODOWEMU “S” – Jakub Halcewicz na Więzi: “Marzy mi się, że podobnie jak kiedyś Wałęsa odebrał znaczek „Solidarności” „Gazecie Wyborczej”, w końcu my, naród, odbierzemy ten znaczek związkowi zawodowemu „Solidarność”. http://laboratorium.wiez.pl/2017/08/25/solidarnosc-domena-publiczna/

— WAŁĘSA POWINIEN BYĆ PONAD TO – Bogdan Lis: “Spokojniej bym się wypowiadał. Taka nerwówka nie ma sensu. On powinien być ponad to wszystko”. https://wiadomo.co/bogdan-lis-sniadek-wpisuje-sie-w-oboz-idiotow/

— DOBRY PRZYŁĘBSKI, ZŁY WAŁĘSA – Wojciech Czuchnowski w GW: “„Wolfgang” może otwierać szampana – kończy tydzień oczyszczony, gotów do dalszej pracy w dziele krzewienia „dobrej zmiany”. Ze zdwojoną pasją może grozić niemieckim dziennikarzom („obserwujemy was”) i piętnować „pseudoelity”. Dobry „Wolfgang”. Jeszcze nie raz się przyda na wysuniętej placówce PiS w Berlinie. A zły „Bolek”? Wreszcie się doigrał. Nie musiał atakować braci Kaczyńskich, wyrzucać ich ze swojej kancelarii. Powinien był dawno się przyznać i powiedzieć, jak było naprawdę z tym zwycięstwem nad komuną. I kto – jak nie Lech, a może i Jarosław Kaczyński – był prawdziwym przywódcą Sierpnia i opozycji. Na szczęście już za chwilę dzieci będą się o tym uczyć w szkole. Aha, i niech Wałęsa odda tego Nobla. Już generał Kiszczak mówił, że wcale mu się ta nagroda nie należy”. http://wyborcza.pl/7,75968,22278406,wolfgang-oczyszczony-gotow-do-dalszej-pracy-w-dziele-krzewienia.html

— FIRMA LISA ZAROBIŁA W TVP 21 MLN ZŁ- SE: “Istna fortuna! Aż 21 milionów 209 tysięcy 411 złotych i 66 groszy brutto – dokładnie na taką sumę rachunki TVP wystawiła firma Tomasza Lisa (51 l.) Deadline Productions za produkcję programu „Tomasz Lis. Na Żywo”. Takie są ustalenia wewnętrznego audytu przeprowadzanego właśnie w Telewizji Polskiej, do których dotarł „Super Express”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/firma-lisa-zarobia-na-tvp-21-mln_1014817.html

— TOMASZ CIMOSZEWICZ O ZAŁATWIANIU SPRAW SOLIDARNOŚCI PRZY WÓDCE: “- Cieszę się, że pan wiceprzewodniczący wspomniał pana Piotra Dudę. Ja zdecydowanie uważam, że ten pan zaprzepaszcza interesy związkowców polskich w Solidarności. Dlaczego to mówię? Dzisiaj, od dwóch lat, ich interesy są załatwiane przy kieliszku wódki z panią Mazurek i panem Terleckim w barze sejmowym. Przed każdą ustawą dotyczącą kwestii związkowców oni się spotykają. W ten sposób dzisiaj załatwiane są interesy związkowców Solidarności w naszym kraju. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, mając na to również innych posłów, którzy byli świadkami co najmniej dwukrotnie – powiedział Tomasz Cimoszewicz do Ryszarda Czarneckiego”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/tak-przy-wodce-zalatwia-sie-interesy-w-sejmie-cimoszewicz-oskarza_1014898.html

300polityka.pl

FEMINISTKI KOCHAJĄ LARSSONA

26 sierpnia 2017

Na 15-lecie pisma „Krytyka Polityczna”, prezentujemy wybór najgłośniejszych i najciekawszych tekstów, jakie ukazały się na naszych łamach od maja 2002 roku. Dziś rozmowa z numeru 20–21 (2009).

Katarzyna Bratkowska: Pora na temat lekcji: dlaczego zachwyca nas Larsson?

Katarzyna Nowakowska: Dlaczego zachwyca, skoro nie zachwyca?

Bratkowska: Siadaj, dwója. Jeszcze raz. Dlaczego Larsson zachwyca wszystkich – i mężczyzn, i kobiety, i młodych, i starych?

Katarzyna Szaniawska: Zacznę uwagą o trwającym renesansie kryminału, gatunku z ambicjami, który powoli wkrada się na salony, nie tylko literackie. Obecnie, głównie za sprawą trylogii Millennium Stiega Larssona, powieść kryminalna zyskuje nowy status, staje się trybuną, z której autor zabiera głos „w obronie przegranych spraw”. Larsson upomina się o prawa kobiet, Anne Holt o prawa dzieci, Olga Tokarczuk w najnowszej powieści Prowadź swój pług przez kości umarłych  o prawa zwierząt. Wątki kryminalne są w tych książkach jedynie pretekstem do opowiedzenia historii o cierpieniu, niesprawiedliwości i, miejmy nadzieję, bodźcem do rozpoczęcia, dzięki rosnącej popularności gatunku, publicznej debaty i działania na rzecz społecznej zmiany. Szwecja, w ogóle Skandynawia, jest ojczyzną zaangażowanej społecznie powieści kryminalnej. Książki Lizy Marklund czy wspomnianej Anne Holt to literatura zaangażowana, a Millennium jest projektem wyjątkowym, bo angażującym. To poważna krytyka polityczna, oparta na długoletnich badaniach i analizie sytuacji społecznej tak zwanych wykluczonych (Larsson był dziennikarzem śledczym i działaczem zaangażowanym w walkę ze stale rosnącym w Szwecji politycznym wpływem ugrupowań neofaszystowskich), to oskarżenie instytucji państwa opiekuńczego i międzynarodowych korporacji. W pierwszym tomie jest świetny wątek inwestycji szwedzkiego rządu w przechodzących transformację demoludach. Larsson pokazuje przekręty na przykładzie tak zwanej rewitalizacji jednej z upadających łódzkich fabryk.

http://krytykapolityczna.pl/kraj/czy-empatia-jest-lewicowa/embed/#?secret=0kDZSiLYJA

Joanna Piotrowska: Ja w ogóle nie odebrałam tego jak kryminał, tylko jak powieść społeczną wykorzystującą elementy powieści sensacyjnej: szybką akcję, wartkie dialogi, zagadki. Jesteśmy ciekawi, co się wydarzy.

Bratkowska: „Ciekawi” to mało powiedziane. Zarywamy noce, spóźniamy się do pracy, wyłączamy komórki i olewamy przyjaciółki, nie sposób tego inaczej czytać.

Piotrowska: Larsson w każdym tomie porusza kobiece wątki, choć nie robi tego łopatologicznie. Na początku zawsze jest wstęp o przemocy wobec kobiet albo pokrewne tematy. Cała powieść mówi, choć nie wprost, o tak różnorodnej przemocy wobec kobiet, o tak wielu jej aspektach, że zadawałam sobie pytanie: jak autor (do dzisiaj nie wierzę, że Millennium napisał mężczyzna) może być tak wrażliwy, tak czuły na tyle kwestii dotyczących kobiet.

Elżbieta Korolczuk: W pierwszym tomie na początku rozdziałów są statystyki dotyczące przemocy wobec kobiet, na przykład że czterdzieści sześć procent mieszkanek Szwecji doznało jakiejś formy przemocy, w większości przypadków ze strony mężczyzn, których znały. Larsson jest wrażliwy na przemoc wobec kobiet po prostu dlatego, że rzeczywiście zajmował się tymi problemami – w 2004 roku razem z Cecilią Englund wydał książkę na temat mordów honorowych w Szwecji. To było po słynnej sprawie, kiedy mieszkająca w Szwecji córka emigrantów została zamordowana przez swojego ojca, ponieważ związała się z mężczyzną spoza swojej grupy etnicznej. Wizja przemocy w trylogii wynika z tego, że Larsson jako autor i jako człowiek miał z tym problemem dużo do czynienia. To nie jest tylko ozdobny narracyjny motyw.

Ważne jest również to, że w Millennium pojawiają się różne formy przemocy: potworne morderstwa na tle seksualnym w rodzinie Vangerów, gwałty, kazirodztwo, wykorzystywanie samej Salander, jak i nadużywanie władzy na co dzień. Larsson pokazuje, w jaki sposób patriarchalna konstrukcja mentalności przenosi się z jednej sfery – w tym przypadku fascynacji nazizmem – na relacje między płciami. Pokazuje, że przemoc seksualna wyrasta z pogardy i nienawiści, a nie z pożądania.

Szaniawska: Opisana w Millennium przemoc wobec kobiet to nie tylko wyjątkowo brutalna przemoc fizyczna, morderstwa i gwałty, to także upiorna przemoc psychiczna, przemoc w rodzinie i opresja codziennych sytuacji. Larsson pokazuje między innymi, jak język i męskie fantazje seksualne upokarzają kobiety na przykład w sytuacjach służbowych. Wystarczy przeczytać fragmenty opisujące rozmowy głównej bohaterki, Lisbeth Salander (pracuje jako researcherka) z klientami Milton Security, którzy z powodu tego, jak Salander mówi i wygląda, nie traktują jej zbyt poważnie. Ale trzeba też przyznać, że Lisbeth ukrywa swoje kompetencje.

Korolczuk: To klasyczny chwyt, jak z Pana Samochodzika, który zawsze jeździł czymś, co przypominało rozpadającą się łódź i nagle pokazywało możliwości niesamowitego silnika ferrari.

Bratkowska: To jest popularny dziś typ bohaterek – informatyczek, hakerek – występujący w większości współczesnych seryjnych kryminałów, typu CSI czy NCIS (wydało się, co robię wieczorami). Te specjalistki od komputerów są freakami: dziwnie wyglądają, mają gotycki makijaż, noszą różowe szkolne ciuchy i kucyki. Wyglądają i zachowują się infantylnie, a jednocześnie to informatyczne geniuszki. A, i pracują w podziemiach!

http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/kinga-dunin-czyta/dunin-czy-kobiety-pisza-gorsze-kryminaly-niz-mezczyzni/embed/#?secret=a8izgSzRkd

Piotrowska: Sam Stieg Larsson mówił, że Salander jest Pippi Langstrump XXI wieku. Mimo że minęło tyle lat od powstania pierwowzoru, Pippi nadal nie może żyć w Szwecji. Osoby nieprzystosowane społecznie, w jakiś sposób odbiegające od normy, które nie są zagrożeniem, ale walczą o swoje, są niezależne, nadal nie mogą żyć tak, jak chcą. Nie ma dla nich miejsca, zwłaszcza jeśli są kobietami.

Korolczuk: Nie dotyczy to tylko kobiet, które są gdzieś na marginesie społeczeństwa, tak jak Salander. Erika Berger, kolejna ważna bohaterka książki, chociaż jest kobietą sukcesu, redaktorką, zostaje naczelną największego szwedzkiego dziennika, a jednocześnie staje się ofiarą stalkera, człowieka rodem z tanich amerykańskich horrorów, który kiedyś się w niej zakochał, a teraz nienawidzi jej i pozycji, jaką osiągnęła. Erika musi wezwać prywatną ochroniarkę z firmy, w której pracuje Salander. Ktoś musi nastraszyć tego faceta, omijając wszelkie procedury. Pomoc instytucjonalna jest kompletnie niewydolna, kiedy dochodzi do realnej przemocy.

Do tego sytuacja w policji – to, w jaki sposób jeden z policjantów, Hans Faste, traktuje swoją współpracownicę, a także przesłuchiwane przez siebie kobiety, lesbijki. To, że te kobiety są ustawione finansowo, zawodowo, wcale ich nie chroni. Chociaż Erika mówi, że ją stać na to, żeby mieć ochronę. A co z kobietami, których nie stać? Salander przez długi czas nie było stać, musiała się nauczyć, jak sobie radzić, łamiąc wszelkie zasady.

Szaniawska: Lisbeth jest poza prawem, kieruje się własnym kodeksem etycznym i sama wymierza sprawiedliwość. Jest taką figurą mścicielki, która na przemoc odpowiada jeszcze większą przemocą (na przykład za brutalny gwałt, jakiego dopuścił się na niej kurator, odpłaca mu okrutnym gwałtem analnym, który dodatkowo filmuje). Bo formalnie Lisbeth, mimo że dorosła, jest totalnie ubezwłasnowolniona, ma przypiętą łatkę osoby niezrównoważonej emocjonalnie, etykietę chorej psychicznie.

Nowakowska: Chciałabym zwrócić uwagę, że Salander nie jest postacią realistyczną: ona jest fantazją, fantazją o zemście ofiar. Jest przy okazji męską fantazją o kumplu z cyckami, co jest jednym z moich zarzutów wobec tej książki.

[Chórem]: Ona nie ma cycków!

Nowakowska: Ale je sobie robi. Idzie z głównym bohaterem do łóżka i jeszcze się w nim zakochuje. Męski bohater nie zakochuje się ani razu. Dla niego chodzenie do łóżka to chodzenie do łóżka. Ta książka to fantazja, pod bardzo wieloma względami feministyczna, prokobieca, a jednak, jeżeli poszukać głębiej, niewolna od stereotypów. Dla mnie wszelkie kwestie władzy, kontroli w relacjach erotycznych między mężczyznami i kobietami są bardzo ważne. Widzę, jak to niszczy życie kobietom, pozbawia je siły, skuteczności. Kobiety są wychowywane w taki sposób, żeby się zakochiwać w facetach, a odwracać od siebie samych. Bohater Larssona wchodzi w stereotypowo niesymetryczne relacje erotyczne.

http://krytykapolityczna.pl/kultura/zizek-o-mankellu-kryminaly-z-bergmanlandii/embed/#?secret=CpH2HZVF9L

Bratkowska: Nasza Pippi, czyli Salander, rzeczywiście się zakochuje i w tym momencie staje się bezbronna. Choć nie do końca, bo na swój sposób sobie z tą sytuacją radzi. Odcina się z pełną świadomością tego, co przeżywa. Odbieram to jako sugestię, że kobiety są już zdolne do tego, żeby inicjować seks, są podmiotowe seksualnie, bardzo dużo zdobyły. To jest naprawdę inny świat niż ten, który mamy tutaj. Ale z drugiej strony to wciąż nie jest świat, w którym można bezkarnie kochać. Po raz pierwszy jednak od bardzo dawna czytałam książkę męskiego autora i w trakcie lektury naprawdę dobrze się czułam. Na początku w ogóle nie chciałam tego wziąć do ręki. Zobaczyłam tytuł Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet i pomyślałam, że to znowu będzie o przemocy wobec kobiet.

Szaniawska: I jest.

Bratkowska: Tak, tylko że przemoc wobec kobiet najczęściej opisywana jest w taki pseudowspółczujący sposób. Choć panuje klimat „o Boże, jakie to straszne!”, to z drugiej strony w samą narrację wpisane jest jakieś podniecenie. Z ekranizacji Millennium też sączył się jakiś rodzaj podniecenia. Skromnie, ale jednak. Co do powieści – miałam wrażenie, że wreszcie czytam opisy przemocy, które są w jakiś sposób „nagie”, rzeczowe, powodują wstrząs, ale nie są przesadzone. Larsson zostawia to nam do przeżycia, nie epatuje, nie przeżywa tego za nas. Sceny przemocy seksualnej są jednocześnie zupełnie odseksualizowane, tam nie ma miejsca na podniecenie. To różni książkę od filmu. Uważam, że reżyser tego nie uniknął i scena gwałtu jest sceną seksualną, która mogłaby się znaleźć w pornosie. Nic z Larssona w pornosie by się znaleźć nie mogło.

Szaniawska: Chciałabym jeszcze podkreślić ogromną wrażliwość Larssona na problem wykluczenia społecznego. On opisuje brutalne akty przemocy, których sprawcy nigdy nie zostaną ukarani, bo to są morderstwa i gwałty dokonywane na tak zwanych niewidzialnych: imigrantkach, prostytutkach, sprzątaczkach, czyli kobietach, które nie mają żadnych praw, są poza prawami człowieka. Przemoc wobec takich osób jest wyjątkowo łatwa i okrutna, bo nikt nie zauważa ich zniknięcia, nikogo ich los nie obchodzi. Nikt się o te ofiary nie upomni.

Bratkowska: Mogę wtrącić zdanie? Chodzi mi o jednego faceta z tej nazistowskiej rodziny, który mordował seryjnie kobiety. W kontekście całej powieści wychodzi na to, że aby seryjnie mordować, to być może rzeczywiście trzeba być nazistowskim skurczysynem, ale jednocześnie wszystko, co umożliwia te mordy, to jest właśnie ustrój, z którym mamy teraz do czynienia.

Szaniawska: Nazizm to kolejny ważny wątek tej powieści: brak rozliczenia szwedzkiego społeczeństwa z fascynacji ideami narodowego socjalizmu i wspierania przez tak zwanych zwykłych obywateli organizacji nazistowskich przed II wojną światową i w jej trakcie.

Anna Laszuk: Też nie chciałam czytać tej książki, obawiając się stereotypowego podejścia do przemocy. A zorientowałam się, że warto, nie na skutek powszechnego zachwytu, któremu nie dowierzam, tylko po obejrzeniu na Ale Kino!filmu dokumentalnego o Larssonie, który na pewno był kimś wyjątkowym.

Bratkowska: Bo trudno nam uwierzyć, że mężczyzna może być tak solidarny i tak identyfikować się z kobietami!

Laszuk: Chciałabym jeszcze wrócić do wątku Lisbeth jako fantazji. Ona jest nośnikiem fantazji o słusznym gniewie, taką niepokonaną furią, która do końca tropi swoich i cudzych prześladowców. Sama wymierza sprawiedliwość i zawsze wygrywa. W polskiej literaturze bohaterki tego typu chyba nigdy nie było i obawiam się, że długo nie będzie. Taka postać kobieca w Polsce nie ma z czego powstać i moim zdaniem nieprzypadkowo powstała właśnie w Szwecji. Przemoc wobec kobiet i tam ma miejsce, jest to jednak świat, gdzie rządzi socjaldemokracja, i to trwale, więc mimo instytucjonalnych patologii generalnie panują lewicowe standardy. Dopuszczalne są inne modele życia rodzinnego niż kobieta, mężczyzna plus dwójka dzieci i bezrefleksyjne, stadne chodzenie do kościoła. Relacje społeczne wyglądają tam inaczej. Wzory postaci kobiecych, które tam są dostępne, to jest piętro, na które my jeszcze nie weszliśmy i długo nie wejdziemy. Poza tym Lisbeth może być fascynująca czy pociągająca dla wszystkich dzięki swojej biseksualności. Chociaż trzeba przyznać, że Larsson daje prymat jej heteroseksualnej części, a być może po prostu własnemu heteroseksualnemu pożądaniu. Jestem absolutnie przekonana, że polski czytelnik, a pewnie nie tylko polski, nie zapałałby taką miłością do Lisbeth, gdyby ona całkowicie ignorowała seksualnie mężczyzn. Niemniej jednak Lisbeth uprawia również seks z kobietami, a co ważniejsze: uprawia seks wtedy, kiedy sama tego chce. To ona decyduje, z kim i kiedy – znakomita fantazja! Dodam też, że w powieści pojawiają się lesbijki, których Larsson konsekwentnie broni przed stereotypami – rzecz nie do pomyślenia u nas.

Piotrowska: Ale jednak Lisbeth jest lesbijką, która wybiera faceta. Dlatego też Marcin Meller będzie mówił, że książka Larssona jest świetna, że to jest to.

http://krytykapolityczna.pl/kultura/film/dunin-najsmutniejszy-kryminal-swiata/embed/#?secret=mRl8rL1yB8

Bratkowska: Ja nie jestem pewna tego heteroseksualnego prymatu. W trzecim tomie Lisbeth rozmawia z Anniką, siostrą Mikaela, czyli jej adwokatką. Annika ma męża, dzieci, jest taka poukładana, ale jest feministką. I Lisbeth po procesie mówi do niej, żegnając się już: „Rozumiem, że ty jesteś jedną z tych beznadziejnie heteroseksualnych kobiet, tak? –Tak. – No to na razie”. To przeciwstawienie Lisbeth, która ma pełnię możliwości, która się w żaden sposób nie ogranicza, która przez seks wyraża przyjaźń i bliskość, tej beznadziejnej monotematycznej heteroseksualności wydaje mi się dosyć istotne.

Korolczuk: Chciałabym wrócić do tego, że ta książka powstała w Szwecji. Rodzi się pytanie: jak to możliwe, że taki stopień instytucjonalnej przemocy, przemocy seksualnej, wszelkich jej rodzajów, istnieje w takim wspaniałym, równościowym społeczeństwie? Niezwykle cenne u Larssona jest to, że pokazuje drugą stronę egalitaryzmu, drugą stronę procesu budowania socjaldemokratycznego, wspaniałego społeczeństwa. Tworzenie idealnego społeczeństwa – równościowego, demokratycznego i sytego – opiera się na społecznej kontroli, na narzucaniu normy, a to odbywa się kosztem wyrzucenia poza nawias osób, które uważa się na przykład za społecznie niekompetentne, ponieważ nie mogą lub nie mają ochoty poddać się regułom i uznać je za swoje. Tak jak Salander. Być może dlatego ta książka jest tak przejmująca. Pokazuje, że nie ma momentu, w którym możemy opuścić gardę, w którym możemy uznać, że stworzone zostały pewne mechanizmy i instytucje, przeorano społeczną świadomość i w związku z tym jesteśmy w raju. W Szwecji istnieje przemoc wobec kobiet, notuje się bardzo dużą liczbę gwałtów. Kiedy rozmawiałam z kobietami z organizacji Roks, która zajmuje się przemocą wobec kobiet w Szwecji, mówiły, że jednym z powodów, dla których wciąż tak trudno jest z tym zjawiskiem walczyć, jest paradoksalnie fakt, że wszyscy uważają, że żyją w równościowym społeczeństwie. W związku z tym jeżeli pojawia się problem przemocy, uznaje się, że to ofiara ma problem mentalny, bo przecież rozwiązania na poziomie prawnym zostały już wdrożone. Jeżeli twój facet cię bije, to znaczy, że problem jest w tobie i ty musisz go rozwiązać w głowie.

Piotrowska: Miałyśmy skończyć wątek przemocy, ale jakoś nam nie wychodzi. Faktycznie, Lisbeth jest mścicielką, boginią, erynią; wywija mieczami, które trzyma w kilkunastu rękach, i robi nimi różne straszne rzeczy. To mi przywodzi na myśl filmy Tarantino. Nie tylko Kill Bill, przede wszystkim Death Proof, który jest fantazją na temat tego, co kobieta chciałaby zrobić z facetem, który ją upokorzył, poniżył. W filmie Tarantino występuje kilka bohaterek – młodych, zgrabnych dziewczyn, które ścigają takiego właśnie kolesia. On ma cały czas gładki uśmieszek na twarzy mówiący, że one mu mogą skoczyć. Ucieka samochodem, dziewczyny go gonią. I kiedy go dopadają, to oczywiście spodziewasz się, że ta sytuacja nie będzie doprowadzona do końca, jakoś się inaczej rozwiąże: albo on ucieknie, albo one, jak Thelma i Louise skoczą w przepaść. A w Death Proof jest dokładnie tak, jak w powieści Larssona. Rzecz się dzieje do końca. One mu dają wycisk, katują go. To jest wyobrażeniowa zemsta. Budzi się we mnie coś takiego, gdy prowadzę zajęcia dla kobiet, które doświadczyły przemocy. Opowiadają swoje historie i ja oczywiście muszę trzymać twarz, ale w głowie rodzą mi się dokładnie takie obrazy. Żeby tego oprawcę zmasakrować za te potworności, które zrobił. Oczywiście to się dzieje tylko w głowie, mogę sobie fantazjować, to nikomu nie szkodzi, bo nigdy bym tego nie zrobiła w rzeczywistości. Ale potrzebny jest taki moment odreagowania, pozwolenia sobie na tę wizję. Bardzo wielu osobom film Tarantino się nie podobał. Jak kobiety mogą coś takiego robić? A mnie się podobał bardzo, poczułam ulgę. Dla mnie to była druga strona Thelmy i Louise, zakończenie dla dorosłych – kobiety nie skaczą w przepaść, tylko po prostu dają kolesiowi wycisk. Tak samo jest u Larssona. Salander daje wycisk.

Nowakowska: Salander idzie dalej. Pozwala męskim agresorom powyrzynać się nawzajem.

Szaniawska: To jest piękna fantazja o zemście, ale chciałabym jeszcze na chwilę wrócić do przemocy instytucji, konkretnie do tych, które mają nieść pomoc ofiarom. Lisbeth nie decyduje się na to, by zwrócić się do jednej z takich organizacji. Nie ufa komuś, kto na wstępie czyni z niej ofiarę i kto od tego ujarzmienia, nadania wątpliwej tożsamości, uzależnia ewentualną pomoc. Ona zwyczajnie nie godzi się na bycie ofiarą. Larsson obnaża mechanizmy działania instytucji pomocy społecznej; obawiam się, że nie tylko szwedzkich.

Bratkowska: Jest taki plakat „Nie tylko siniaki robią z ciebie ofiarę”. W plakatowym, publicznym dyskursie sugeruje się kobietom coś w rodzaju: uznaj swoją odpowiedzialność. Albo: uznaj się grzecznie za ofiarę i poczekaj, aż państwo załatwi sprawę za ciebie. Czym innym jest powiedzenie: nie godzę się na bycie ofiarą, a czym innym – jestem ofiarą. Do pewnego momentu nie jest jasne, czy Salander nie jest fantazją, bo Larsson doskonale uwiarygodnia wszystkie jej zachowania. Natomiast w trzecim tomie, kiedy premier Szwecji mówi: „Sprawa tej dziewczynki stała się sprawą całej Szwecji, sprawą wagi państwowej i jej ubezwłasnowolnienie jest sprawą tego państwa”, zrozumiałam, że mam do czynienia jednak z utopijną fantazją.

Szaniawska, Korolczuk: Ale my potrzebujemy utopii!

Nowakowska: Salander jest moją fantazją, bo też jestem ofiarą przemocy i gwałtu. Wielką potrzebą terapeutyczną każdej ofiary przemocy jest przejęcie kontroli. To jest punkt zwrotny dla wszystkich bitych kobiet, wszelkich ofiar przemocy. Podobnie powszechną potrzebą jest publiczne nazwanie/uznanie wyrządzonej krzywdy. Salander tatuując oprawcę, który ją zgwałcił, czyni zadość tej potrzebie.

Bratkowska: Czy to nie jest iluzoryczne, to leczenie traumy?

Nowakowska: Przejmowanie kontroli niestety często ogranicza się do wyobrażeń, ale efekty terapeutyczne mogą być zupełnie rzeczywiste.

Szaniawska: To ja jeszcze o tym piętnie, które znaczy oprawcę na zawsze. W Bękartach wojny Tarantino oddział żydowskich mścicieli (powołany w ramach armii amerykańskiej) wycina na czołach nazistów swastyki, by nikt po wojnie nie miał wątpliwości, z kim ma do czynienia. Podobnie Lisbeth znaczy swojego kuratora-gwałciciela, tatuując mu na brzuchu listę przewin. Tym gestem ostatecznie przesądza o tym, że przebaczenia nie będzie, że zła, które wyrządził, nie można odkupić.

http://krytykapolityczna.pl/kultura/czytaj-dalej/kinga-dunin-czyta/dunin-pociag-do-kryminalu/embed/#?secret=XImd7efaYP

Korolczuk: Również Blomkvist jest tak naprawdę fantazją, choć Salander jest oczywiście wyrazistsza, ponieważ bardziej podkreślono jej niesłychane, dziwne umiejętności, które pozwalają oszukać wszystkich, skopać im tyłki. Często zarzuca się Larssonowi, że tak naprawdę Blomkvist to jego alter ego, ale jeśli porównamy życie Blomkvista i autora, to są to dwie różne historie. Larsson niemal przez całe swoje życie walczył o „dobrą sprawę”, ścigał nazistów i prawicowych ekstremistów i w gruncie rzeczy do momentu, kiedy napisał trylogię (a niestety zaraz potem umarł), był trochę nawiedzonym facetem, który walczy ze złem tego świata, zamiast zarabiać na nowe volvo. Przez to ani nie zyskał sławy w Szwecji, ani finansowo dobrze na tym nie wyszedł. Dodatkowo po morderstwie aktywisty związkowego w latach dziewięćdziesiątych bardzo długo żył pod ogromną presją związaną z groźbami – u morderców znaleziono też namiary na Larssona, więc on i jego partnerka ukrywali się, cały czas musieli uważać. To jest, zdaje się, jeden z powodów, dla których nigdy nie wzięli ślubu. Porównanie jego życia – ale też tego, jak to życie się zakończyło – z życiem Blomkvista pokazuje, że Blomkvist też jest fantazją. Larsson dowartościowuje swojego bohatera i jego działalność. Rzeczywistość, w której dostaje się ogromne sumy pieniędzy za działalność społeczną, a człowiek staje się dzięki niej celebrytą i wysiaduje na wszystkich telewizyjnych sofach, jest powszechnie uwielbiany – to fantazja.

Pismo, które założył Larsson, czyli „Expo”, miało określony profil i jasno określony cel społeczny, jednak nigdy nie zyskało ogromnej popularności. W książce pismo „Millennium” staje się wehikułem zmiany społeczeństwa. To fantazja o tym, że good guys mogą nie tylko realnie zrobić coś dobrego, ale również zostać za to nagrodzeni.

Laszuk: Good guys and good girls – naczelną „Millennium” jest przecież kobieta, Erika Berger.

Korolczuk: Jego życie seksualne też jest częścią tej fantazji. On jest facetem, który nie chce kobiet posiadać, nie musi ich zdobywać i bynajmniej nie zdobywa ich swoją pozycją finansową czy wspaniałym ciałem, bo umówmy się…

Bratkowska: Tam są informacje, że to ciało ma całkiem niezłe, ale jest facetem dobiegającym pięćdziesiątki.

Korolczuk: Właśnie. Podoba się kobietom głównie dlatego, że nie zagraża, jest dostępny i nie musi dominować.

Szaniawska: I ma romans z Cecilią Vanger, kobietą sześćdziesięcioletnią.

Korolczuk: Właśnie. Wiek nie jest w ogóle problemem. To nie jest bohater Krajewskiego – pan Mock, który żeni się z dwudziestolatką, żeby się rozmnożyć, i gwałci ją w małżeńskim łożu, ponieważ nie dała mu potomka. Źródłem atrakcyjności Blomkvista jest to, że on nie chce tych kobiet posiadać. W pewien sposób kocha wszystkie, chociaż mam wrażenie, że naprawdę zakochany jest w Berger.

Nowakowska: Podoba mu się, że jego relacja z mężatką jest całkowicie wolna od zobowiązań. I ona w ogóle nic od niego nie chce. Jak on śpi z inną kobietą, to ona po angielsku wychodzi.

Korolczuk: Ale on z kolei nic nie mówi, kiedy Berger dzwoni do swojego męża, informując go: „Kochanie, jestem u kochanka, zaraz przyjadę na kolację”. To Erika ma dwóch mężczyzn, którzy zaspokajają zupełnie inne jej potrzeby. I świetnie. Która z nas by tego nie chciała?

Laszuk: Porównując fantazje, jakimi są Lisbeth i Blomkvist, zadałam sobie pytanie: jaką cenę płaci Lisbeth za to, że jest tym, kim jest? I okazuje się, że tą ceną jest niemożność trwałej i bezpiecznej bliskości z kimkolwiek, szczególnie w relacji seksualnej, miłosnej. Ciekawe natomiast, czy Blomkvist płaci jakąś cenę za to, że jest Blomkvistem? Być może on też nie doświadcza prawdziwej bliskości, ale wcale nie jest tutaj powiedziane, że jej potrzebuje. Po co mu ona, skoro ma wszystko, o czym pomyśli, a więc sławę, pieniądze, sukces i kobiety, i to w takich konfiguracjach, jakich zapragnie. Nawet jeżeli to one rządzą, dyktują warunki, mówiąc „chodź do mnie” albo „już cię nie chcę”, to nie stanowi to dla niego problemu. Za każdym razem mówi im: „Ok, szanuję twoją decyzję”. Pełna akceptacja. Nie ma buntu, nie ma chęci zemsty, nie ma bólu ani pragnienia władzy. Dla mnie więc fantazja, jaką jest Bloomkvist, okazuje się na tym polu znacznie bardziej fantastyczna.

Szwedzkie społeczeństwo jest w Polsce bardzo słabo opisane. Kiedyś „Rzeczpospolita” zamieściła coś w rodzaju reportażu ze Szwecji, napisanego w stylu „co tam się wyrabia?!”. Korespondentka opisywała te niesłychane dla nas modele miłosne i rodzinne, na różne sposoby poligamiczne. Bardzo mnie ciekawi, jaka jest rzeczywistość, bo pewnie ani taka dzika, jak w doniesieniach „Rzeczpospolitej”, ani tak utopijnie piękna, jak w trylogii Larssona – nikt nie cierpi, wszyscy są szczęśliwi i jeszcze spędzają ze sobą święta. Kolejna wytropiona fantazja to więc ta o poligamii.

Nowakowska, Szaniawska: Poligamii i poliandrii!

Szaniawska: Wydaje mi się, że taką relacją bliskości może być związek Lisbeth z Mimi, która jest jej kochanką i przyjaciółką.

Piotrowska: Blomkvist jest chyba zakochany w Salander. Ona też się w nim zakochuje, ale żeby zdobyć wolność, być świadomą kobietą i móc decydować o sobie, musi z tej miłości zrezygnować, bo ją zniewala. Będzie go kochała w taki sposób, żeby on mógł bezpiecznie funkcjonować w jej życiu – może być jej przyjacielem. Ale musi pozostać wolna.

Bratkowska: Bo miłość jest z innej epoki, a Salander jest z innej.

Korolczuk: Patrzymy na to z naszej perspektywy. I w tym kontekście możemy powiedzieć, że Blomkvist kocha tylko jedną kobietę. A on tak naprawdę definiuje na nowo pojęcie miłości, z romantycznego na bardziej realistyczne i nowoczesne. Miłość staje się po prostu przyjaźnią, w której są elementy pożądania seksualnego.

Bratkowska: Na różne nasze potrzeby odpowiadają różni ludzie. Nie ma modernistycznego ideału, że jedna osoba nam wystarczy, że z jedną osobą będę miała i nieziemską namiętność, i dogłębne duchowe porozumienie, i porozumienie intelektualno-zawodowe, wspólny obszar działania. A, i jeszcze dzidziusia. Słowem, fizyczno-duchowy orgazm na barykadzie z pieluchą. Zamiast tego mamy teraz miłosnego bohatera zbiorowego.

Szaniawska: Mamy postmodernizm…

Korolczuk: To nie jest postmodernizm. Mówimy o rzeczywiście trwałych związkach, o budowaniu ich, o emocjach, które trzeba w to włożyć.

Szaniawska: Postmodernizm to nie jest nihilizm.

Bratkowska: Niemniej jednak to nie jest modernizm.

Nowakowska: Przepraszam bardzo, na czym polega wysiłek Blomkvista w budowaniu relacji z Eriką? Po prostu ani jedno, ani drugie nie jest w stanie zapanować nad tym, że mają ochotę iść ze sobą do łóżka.

Korolczuk: Ich relacja to absolutna lojalność, gotowość, żeby w każdej sytuacji, bez względu na to, co się z tobą dzieje, być wsparciem dla drugiej osoby. Oczywiście w książce nie jest to przedstawione jako wysiłek, natomiast w życiu wymaga cholernie dużo wysiłku.

Szaniawska: To prawda. Wracając do poligamii i poliandrii – niesamowite jest to, że wszystkim, bez względu na wiek i płeć, podoba się relacja Mikaela i Eriki.

Nowakowska: Mnie się nie podoba, chciałam zaznaczyć.

Szaniawska: Tam jest troje dorosłych ludzi, Mikael, Erika i jej mąż, którzy godzą się na taki układ. Blomkvist ma wiele kochanek, ale tak naprawdę kocha jedną kobietę, ich związek trwa dwadzieścia lat, to jest trwała relacja. Erikę i Mikaela łączą nie tylko seks i praca, ale coś więcej. Oboje decydują się na założenie osobnych rodzin i bycie w innych jeszcze związkach…

Korolczuk: A jego żona zostaje z córeczką. To ta córka, która pojawia się jedynie w pierwszej części, pokazuje, że ktoś jednak płaci cenę za wolność w związkach. Żona Blomkvista nie chciała się zgodzić na jego związek z Berger, nie chciała wejść w ten nowy układ. Blomkvist z kolei nie opiekuje się córką, nie ma z nią żadnego kontaktu, jej po prostu nie ma w dwóch kolejnych książkach cyklu. To pokazuje, że tak naprawdę Blomkvist nie jest aż takim ideałem.

Nowakowska: Zostawia córce – dziecku – poszukiwanie kontaktu z nim. Traktuje ją jak wszystkie kobiety w swoim życiu.

Korolczuk: Ale tam się w ogóle nie pojawia coś takiego jak jego związek z tą córką, relacja z nią.

Bratkowska: Tam chyba nie ma jakiejś ogromnej traumy.

Korolczuk: Bo one, żona i córka, są zupełnie zmarginalizowane w powieści. Ich nie ma.

Bratkowska: No dobrze, ale dlaczego właściwie oczekujemy, że Blomkvist będzie ideałem? Jego perspektywa nie jest jedyną, ponieważ jest skontrastowana z perspektywą jego siostry. Jego siostra feministka wiesza na nim psy.

Szaniawska: Siostra Blomkvista to taka fantazja o idealnej feministce polskich feministek, zatroskanych o PR ruchu. Annika jest feministką, ale jest „normalna”: owszem, wykształcona i z sukcesami zawodowymi, ale przede wszystkim założyła rodzinę, i to ostatnie gwarantuje jej życiowe spełnienie.

Bratkowska: A ja chciałam zapytać – czy my wszystkie jesteśmy beznadziejnie heteroseksualne? Może zrobimy jakąś orgię na koniec?

[Okrzyki aprobaty]

Ale nim przejdziemy do orgii, chciałam powiedzieć, że ta narracja opisuje kobiety w sposób jednocześnie seksualny i odseksualizowany. Larsson w ogóle nie używa tych tradycyjnych kodów seksualizowania kobiet, które napotykamy jak matrycę w wielu powieściach. Kiedy opisuje ciało Lisbeth, która ma wystające obojczyki, małe piersi i chudy tyłek, to nie jest to obraz, który miałby wzbudzić czyjeś pożądanie, a jednocześnie ona jest postacią bardzo seksualną. Jeżeli Larsson opisuje kobietę, to skupia się na jej zdolnościach, talentach, umysłowości, spojrzeniu, sile, niedoskonałościach, rysach czasu, które świadczą o jej tożsamości; opisuje jej intonację, charakter, mimikę, mowę ciała. I to wszystko bez oceny w skali wzwodu.

http://krytykapolityczna.pl/felietony/kinga-dunin/zemsta-jest-rozkosza-ofiar/embed/#?secret=Wqj7qDFirB

Nowakowska: Dowartościowuje starszy wiek.

Bratkowska: Te opisy mnie uwiodły, spowodowały, że czułam się jak w domu, kiedy to czytałam. Nic mnie nie raziło. Natomiast jeśli chodzi o relacje między kobietami, to ciekawe, że nie ma tu właściwie żadnej rywalizacji. Tradycyjnie faceci uwielbiają bitwy o nich w kisielu. I gdyby to była polska powieść, to Erika i Salander musiałyby się znienawidzić i bić w jakiejś szwedzkiej galarecie. Erika i Cecilia tak samo. A tam nic takiego nie ma, on śpi z jedną, przychodzi ta druga i mówi: „Bardzo przepraszam, naruszyłam waszą prywatność i intymność, zrobię wam kawy”. To jest absolutnie wyjątkowe. Nawet Salander, która jest zazdrosna o Erikę (to chyba jedyny przypadek zazdrości w tych wszystkich trzech tomach), czując to, co czuje, nie lubiąc jej w gruncie rzeczy, gdy tylko Erika jest zagrożona, natychmiast rusza z odsieczą i jej pomaga.

Ponadto kompletnie nie ma tu tak zwanej erotyzacji nierówności. Wszystkie kobiety, z którymi Blomkvist ma do czynienia, są co najmniej tak dobre jak on, jeśli nie lepsze. Salander nieraz ratuje tyłek Mikaelowi. Jest bystrzejsza. Monica w ostatnim tomie jest od niego wyższa, dużo lepiej zbudowana, silniejsza, szybciej biega. Jest policjantką. Jeszcze inna kobieta jest starsza, dużo, dużo bogatsza od niego i mogłaby go kupić razem z całym wydawnictwem. Erika przejmuje wielki szwedzki dziennik. Mikael ma do czynienia właściwie wyłącznie z kobietami, które w pewnym sensie nad nim górują. Ten brak erotyzacji nierówności, a właściwie wręcz erotyzacja siły kobiet, to wielki punkt dla Larssona.

Szaniawska: To ja słowo o braku solidarności między kobietami w rodzinach, w których kobiety doświadczają przemocy ze strony mężów, ojców, braci. Odniosłam wrażenie, że Lisbeth ma niewypowiedziany żal do matki i siostry za ich bierność w obliczu przemocy ojca.

Korolczuk: Kwestia pokoleniowa jest w książkach Larssona bardzo istotna. Sytuacja, w której znajduje się matka Salander, pokazuje, że kobiety ze starszego pokolenia nie były w stanie radzić sobie z przemocą. Sytuacja Salander, mimo jej wszystkich problemów i różnych upośledzeń, jest już inna. Podobnie jak sytuacja innych bohaterek, np. Cecilii Vanger, która była bita przez swojego męża i upokarzana przez ojca, a która ma szansę powiedzieć wreszcie: „Mam was w dupie, opuszczam cię mężu, a do ciebie, drogi ojcze, nigdy więcej się nie odezwę”. Ta zmiana wiąże się ze zmianą instytucjonalną, społeczną i świadomościową. Salander zakochuje się w Blomkviście, ale nie jest to sytuacja ani przemocowa, ani tak naprawdę zagrażająca, a jeśli już, to tylko w tym sensie, że ona musi się otworzyć emocjonalnie. Nie będzie w tej samej sytuacji, w której była jej matka. To też możemy uznać za część fantazji o zmianie społecznej, której skutki na poziomie indywidualnym są wyraźnie widoczne. Jest w tym element prawdy, ponieważ kolejne pokolenia kobiet, jak Cecilia, mają szansę na wyrwanie się z przemocy, w której ich matki tkwiły często do końca życia. Z kolei to pokolenie, które reprezentuje Monica (czy pozostałe młode kobiety, jak Mimi), może, do pewnego stopnia przynajmniej, dyktować warunki. Tyle tylko, co też pokazuje Blomkvist, że to się odbywa kosztem innych kobiet, czyli na przykład prostytutek ze Wschodu, które potem stają się obiektem fantazji seksualnych, przemocy, różnych potworności. To też jest komentarz do polityki społecznej w Szwecji, gdzie karane jest korzystanie z usług prostytutek. Szwedzi z jednej strony po prostu wyeksportowali ten problem, a z drugiej zepchnęli go do podziemia. Mamy więc sytuację, w której być może rzeczywiście zmienia się podejście do prostytucji czy przemocy seksualnej w wydaniu komercyjnym, ale jednocześnie jest to bardzo głęboko zakopane. W efekcie kobiety, które, tak jak w powieści, zostały zamknięte przez handlarzy żywym towarem, po prostu umrą, ponieważ nikt nie ma szansy się dowiedzieć, że one tam w ogóle są.

Bratkowska: I nikt się o nie nie upomni.

Laszuk: Myślę, że solidarność kobiet jest tu zaznaczona, ale głównie w młodym i średnim pokoleniu. Również na poziomie instytucjonalnym, wystarczy wspomnieć zachowanie prokuratorek czy policjantek. Natomiast mam wrażenie, że mało jest w tym emocji. Emocje widzę raczej we wspólnym marszu po zwycięstwo i po zemstę. Między kobietami i niektórymi mężczyznami. To ważne, bo nie mamy tu do czynienia z wizją, że oto kobiety się buntują i robią sobie rewolucję, tylko robią to świadomi ludzie, świadome społeczeństwo czy też bardziej świadoma jego część – tak mężczyźni, jak i kobiety.

Piotrowska: W książce Larssona raczej nie zobaczymy bardzo wyraźnego siostrzeństwa. Nie ma czegoś takiego jak spotkania kobiet w swoim gronie, w jakimś kręgu, gdy robią coś wspólnie.

Szaniawska: Trochę jest…

Piotrowska: Właśnie nie. To są bardzo indywidualne osoby, samodzielne. Ich historie zahaczają co prawda o inne kobiety, które walczą o tę samą sprawę, ale każda z nich walczy na swój sposób, nie wchodzą sobie w drogę. Bardzo mi się podoba, że tam nie ma optymistycznego złudzenia, jak to się zdarza w powieściach feministycznych, że się spotykają laski na jakimś zgrupowaniu feministycznym i nagle jest wielki power: my tu, siostry, razem zmienimy świat na lepszy. Ten mit siostrzeństwa prowadzi na manowce nasz ruch w Polsce. Złudzenie, że jak wstąpisz do feminizmu, to siostry cię będą kochały, będziemy razem wszystkie działały i otworzą się bramy raju. Dla mnie to oczywiste – musisz iść tą drogą sama. Inne kobiety mogą cię od czasu do czasu wesprzeć, od czasu do czasu mogą ci pomóc, od czasu do czasu będzie ci z nimi po drodze, ale tak naprawdę nie powinno być tej symbiozy, bo jesteśmy indywidualne w swoich działaniach i w wyborze różnych dróg.

Bratkowska: Kacha [Szaniawska] użyła sformułowania, że „tak naprawdę” to Mikael kocha Erikę. Pomyślałam, że to sformułowanie jest jednak zupełnie nieadekwatne, Larsson nie użyłby go, gdyż ono należy do paradygmatu romantyczno-modernistyczno-freudowskiego. Mamy pewną powierzchnię i mamy człowieka wewnętrznego, możemy wejść do tego wnętrza i w tym wnętrzu odkryć, co jest naprawdę.

Szaniawska: I tu mnie masz, jestem pensjonarką. [Śmiech]

Bratkowska: Ale ja też jestem pensjonarką. Wierzę w człowieka wewnętrznego. Nawet go mam. A właściwie ją. Chodzi mi o to, że u Larssona człowieka wewnętrznego nie ma. Kobiety są kopią mężczyzn. To one wybierają partnerów, są bardzo aktywne, działają indywidualnie, nie przeżywają czegoś takiego jak my. Tymczasem choćbyśmy się bardzo odżegnywały od tego, że feminizm to siostrzeństwo i jedzenie sobie z dzióbków, to tak naprawdę raz na jakiś czas spotykamy się razem, wyznajemy sobie miłość, swoje tajemnice. I to umożliwia wspólne działanie, na przykład zrobienie manify. To połączenie się gdzieś na poziomie fantazji i pragnień. Natomiast on buduje postacie, które rzeczywiście nie mają tego poziomu w sobie zupełnie, one w ogóle takich relacji nie nawiązują.

Piotrowska: Siostrzeństwo to jest złudzenie. To jest właśnie ta utopia, którą próbujemy realizować. A realne działanie odbywa się na poziomie indywidualnym. Mogę się wesprzeć na tobie, na wielu innych przyjaciółkach, które mam w feminizmie. Jednak z tych zbiorowych przeżyć, jakimi są manify, wychodzę z takimi ambiwalentnymi odczuciami: z jednej strony niby jest fajnie, wyszłyśmy na ulicę, jesteśmy razem, jest nas dużo i to daje energię, ale z drugiej strony są codzienne żmudne działania, w których zostaję sama. Według mnie problemy rozwiązuje się przede wszystkim poprzez indywidualną pracę i zetknięcie się z kobietami, które cię w tym wspierają.

Korolczuk: Ale też z mężczyznami.

Bratkowska: Zdobywając podmiotowość, w pewnym sensie zaczynamy kopiować męski wzorzec, w czym nie widzę nic złego, ponieważ istnieją bardzo zdrowe aspekty tego męskiego wzorca. Chodzi mi o to, że u Larssona nie ma w ogóle momentów zjednoczenia się i czerpania z tego energii, co nam się raz na jakiś czas zdarza. A druga rzecz, że tutaj nie ma człowieka wewnętrznego, a właściwie on jest tylko w jednej szczelinie, w uczuciu Salander do Blomkvista, które się rodzi w sposób niekontrolowany, którego ona sobie nie życzy i nad którym ostatecznie zapanowuje. To jest jedyny moment, w którym ujawnia się człowiek wewnętrzny.

Korolczuk: Społeczeństwo, które opisuje Larsson, jest w dużej mierze zatomizowane: niemal wszyscy ludzie angażują się w różne akcje społeczne, ale jeśli myślimy o oddolnym ruchu masowym, o wspólnym działaniu, to jest tego niewiele. To pewien paradoks, że w Szwecji, gdzie istnieje ogromny ruch feministyczny, ósmego marca na głównym placu Sztokholmu zbiera się sto, może dwieście osób.

Szaniawska: Chciałabym jeszcze na koniec wrócić do fenomenu powieści kryminalnej. Co takiego się wydarzyło, że obecnie kryminał jest tak popularną formą opisu rzeczywistości społecznej?

Bratkowska: Mnie to tak bardzo nie dziwi. Kryminał jako gatunek ma duży marksistowski potencjał. Odwieczny sukces kryminałów polega na tym, że naśladują one po prostu seks – to jest budowanie napięcia, bardzo długa gra wstępna, orgazm i doczytanie paru ostatnich stron, wypalenie papierosa. Kryminał jest nawet o tyle lepszy od seksu, że można palić papierosa w trakcie. To gatunek, który odpowiada na pragnienie rozkoszy. Ale dlaczego przy okazji Larssona wyjeżdżam z Marksem? Otóż marksizm również zakłada podwójną rzeczywistość, te co najmniej dwie warstwy – jawną, zbudowaną z fałszywej świadomości, oraz ukrytą. Marks tym się różni od romantyków, że jego ta ukryta nie wzrusza. Romantyków interesuje człowiek wewnętrzny, a Marksa – wewnętrzne, ukryte mechanizmy ekonomiczne i ustrojowe. Tutaj nie mamy człowieka wewnętrznego, ale wnętrze systemu. Jeżeli zaglądamy pod podszewkę, to widzimy, co tam się dzieje strasznego. To nie jest jaźń Fritzla, ale wszystkie możliwe piwnice. Romantycy powiedzą: „Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi!” – bo chcą tam odkryć prawdę krzepiącą. A kryminalny marksista rozbija skorupę socjaldemokracji i wydobywa ohydę. I, co fundamentalne, to nie jest tabloid. Zamiast popaprańca, który nakręcił jakąś aferę, coś sprzedał, coś kupił, gdzieś zboczył, mamy kulisy systemowe. Każde przestępstwo u Larssona jest przestępstwem systemowym. Może trzeba mieć paskudny charakter, ale bez systemu to by się nie odbyło. I dlatego bohaterowie Larssona są nieco komiksowi. Jakbyśmy zaczęli doszukiwać się w nich głębi, to jej nie znajdziemy. Natomiast faktycznie jest tu pokazany system – system przemocy, nierówności, dyskryminacji. Co oczywiście nie znaczy, że Larsson jest marksistą.

Laszuk: Bardzo jestem ciekawa, co też Polacy i Polki będą mieli z Larssona. Co wyczytają w nim rozmaici konserwatyści, którzy bardzo tę trylogię pokochali. Może i za to, że pod powierzchnią cudownego socjaldemokratycznego społeczeństwa buzuje tam zło, którego żadną polityczną poprawnością i równościowymi gadkami nie można zasłonić. Czyli: nie łudźcie się, lewica nie zbliżyła Szwecji do raju na ziemi.

Nowakowska: Ja widzę u Larssona wielki walor edukacyjny. On czyni oczywistość z feministycznej perspektywy. Niech sobie chłopaki na prawicy czytają i niech się zarażają.

Korolczuk: Obawiam się, że oni tym się akurat nie zarażą. Jeżeli przeczytamy reakcje internautów na różnych stronach poświęconych trylogii Larssona, to większość z nich dotyczy pierwszej, sensacyjnej warstwy powieści: „Ach! Jaka wspaniała, wciągająca książka. Nie mogłam zasnąć, to się świetnie czyta. Wow!”. Nie ma tam głębszego poziomu refleksji. Między innymi dlatego nie przeceniałabym wpływu Larssona na przemianę świadomości, choć na pewno ważne jest potraktowanie feministycznej perspektywy jako oczywistości. Przy okazji zwrócę uwagę na kolejną kwestię, a mianowicie fakt, że stosunkowo rzadko w recenzjach pojawia się wątek ekonomiczny i problemy związane z funkcjonowaniem mediów. A przecież duża część książki poświęcona jest właśnie temu. My skupiłyśmy się na kwestiach genderowych, seksualnych, natomiast moment, kiedy Blomkvist siedzi na kanapie w telewizji i mówi: „Giełda pierdolnęła, i co z tego?”, jest bardzo ważny. On jest w tym momencie komunistą, który twierdzi, że tak naprawdę ważne jest to, co ludzie wytworzą, ważna jest baza. Bogactwo Szwecji jest tym, co się produkuje, to nie jest sztucznie wykreowany pieniądz.

Bratkowska: Komunista? Mam wrażenie, że on się stara być solidnym socjaldemokratą i niczym więcej. Różnica między neoliberałem a nim polega na tym, że on mówi, że kapitalista, ponieważ ma nieporównywalnie wyższą rangę, musi być odpowiedzialny. To jest dla mnie utopia większa niż komunizm. Larsson obnaża systemowe wypaczenia, ale jednak tylko wypaczenia. Ale jest pewna rzecz, z której mogliby skorzystać nasi dziennikarze. Chodzi o sposób, w jaki szwedzcy dziennikarze rozmawiają z biznesmenami. Nasz bohater zanalizował całą masę wywiadów szwedzkich dziennikarzy z przedstawicielami biznesu i pokazał, w jaki sposób oni im włażą w dupę. Czyli nie zadają żadnych pytań, nie są de facto dziennikarzami, nie prowadzą żadnych śledztw, niczego nie podważają. W ogóle nie spełniają swojej misji, w którą Blomkvist szczerze wierzy.

Korolczuk: Świat, który przedstawia Larsson, jest utopią, ale to jest utopia, w którą chciałoby się uwierzyć. My jako feministki też w pewnym sensie walczymy o utopię.

Bratkowska: Ale utopia jako taka musi się opierać na rekonstrukcji podstaw społecznej struktury. Nie chodzi tu o wypaczenia, tylko o bazę. Książka Larssona nie jest żadną utopią, ponieważ on w gruncie rzeczy akceptuje rzeczywistość zastaną, nie podważa naszej wiary w sens socjaldemokracji.

Korolczuk: Zauważ, że idea kapitalizmu polega na tym, żeby generować i kumulować kapitał. A co robi bohater? On ma w dupie kapitał. Jemu tak naprawdę chodzi o zmianę społeczną. A czy sam Larsson był komunistą? Za takiego się zapewne uważał, w pierwszej wersji testamentu zapisał wszystko oddziałowi Komunistycznej Ligi Robotniczej w Umeå…. Na pewno był idealistą – po prostu wierzył w sens działania na rzecz lepszej rzeczywistości. I właśnie za to najbardziej go lubię.

Bratkowska: Á propos tej rewolucyjności – jest jeszcze jeden motyw, o którym w ogóle nie mówiłyśmy, a mianowicie motyw ojcobójstwa. Dla mnie to jest fascynujące, co się tam dzieje. Główna bohaterka kilkakrotnie próbuje zabić własnego ojca…

Korolczuk: To jest niszczenie tego porządku.

Bratkowska: Na poziomie symbolicznym jest to rewolucyjne. Ale w tym momencie Larsson mówi nam: nie musimy do końca wierzyć w to rewolucyjne, symboliczne i systemowe ojcobójstwo – na końcu, trochę deus ex machina, spływa z Olimpu Dobry Ojciec w postaci premiera, który mówi, że sprawa Salander jest sprawą całego kraju.

Korolczuk: I ostatecznie system zdradza kobietę. Na ironię zakrawa fakt, że partnerka Larssona Eva Gabrielsson, z którą żył ponad trzydzieści lat, nie ma żadnych praw do spadku z uwagi na patriarchalne prawo uwzględniające jedynie więzy potwierdzone przez państwo albo więzy krwi. Ona stała się figurą kobiety, która walczy o sprawę – nie zgodziła się przyjąć od ojca i brata pisarza dwóch milionów euro. Powiedziała, że chodzi jej o możliwość reprezentowania dorobku Larssona, który w pewnym sensie jest ich wspólny, a nie o pieniądze. Poruszeni tym czytelnicy założyli stronę internetową i konto w imieniu Evy, na które każdy, kto przeczyta książkę, może dobrowolnie wpłacić drobną sumę odpowiadającą zyskom, jakie z tytułu sprzedaży osiąga autor.

***

Katarzyna Bratkowska – historyczka literatury, wykładowczyni Gender Studies PAN, WSD im. Wańkowicza, nauczycielka w Wielokulturowym Liceum Humanistycznym im. Jacka Kuronia. Publikowała m.in. w „Res Publice Nowej”, „Ośce”, „Czasie Kultury”, „Trybunie Robotniczej”, „Gazecie Wyborczej” i różnych pracach zbiorowych. Współzałożycielka Porozumienia Kobiet 8 Marca, Stowarzyszenia „Same o Sobie S.O.S.”, współorganizatorka manif i pikiet.

dr Elżbieta Korolczuk – socjolożka, kulturoznawczyni. Obecnie bada społeczne mobilizacje polskich kobiet w ramach projektu realizowanego na Södertörns högskola w Sztokholmie. Członkini nieformalnej organizacji feministycznej Porozumienie Kobiet 8 Marca, współorganizatorka manif w Warszawie.

Anna Laszuk – dziennikarka radia TOK FM, redaktor naczelna „Furii”.

Katarzyna Nowakowska – feministka, członkini rady Fundacji Feminoteka, członkini stowarzyszenia Same o Sobie S.O.S., tłumaczka i hodowczyni czarnych owiec. Mieszka w lesie, razem z dziećmi i zwierzętami.

Joanna Piotrowska – szefowa Feminoteki. Trenerka samoobrony i asertywności dla kobiet i dziewcząt WenDo, trenerka i ekspertka antydyskryminacyjna, równościowa i antyprzemocowa.

Katarzyna Szaniawska – socjolożka, feministka, doktorantka SNS przy IFiS PAN, członkini Porozumienia Kobiet 8 Marca.

krytykapolityczna.pl

Krystyny Pawłowicz ból z powodu plucia na Macrona

Korespondent z Paryża Piotr Moszyński wyjaśnia, na czym polega siła negocjacyjna Emmanuela Macrona, który uważa, że Polacy zasługują na więcej, niż na PiS.

„Prezydent Emmanuel Macron nieraz wyjaśniał publicznie, jak rozwiązuje spory z zagranicznymi przywódcami. Zaczyna zawsze od bardzo szczerej rozmowy w cztery oczy. Jeśli nic z tego nie wynika, wówczas głośno mówi o problemie. Ale jeżeli nadal brak reakcji – zaczyna mówić wprost – szczerze do bólu jak wcześniej w cztery oczy.”

Więc Krystyna Pawłowicz, jakby czytała wykładnię podaną przez Moszyńskiego, szczerze do bólu – plunęła.

Z tej wściekliżny posłance PiS może boleć szczękę. Spróbujcie tak charknąć, jak ona. Boli, prawda?

 

Wczorajszy post prof. Andrzeja Friszke o Prezydencie Lechu Wałęsie.

❗️W od początku wiedzieli, że nie są w stanie wyprodukować autobusów, na które ogłoszony jest przetarg

„Śniadek wspisuje się w obóz idiotów” – mówi nam Bogdan Lis, legenda opozycji, sygnatariusz Porozumień Sierpniowych.

 OKIEM EMIGRANTA. FAŁSZERZE HISTORII.

https://mirekszczerba.wordpress.com/2016/08/31/okiem-emigranta-falszerze-historii/

Prof.Joanna Penson: Piszę do Pana, bo nie mogę czekać. Mam 96 lat, jestem u kresu. Wzywam Pana do zaprzestania ataków na LW.

PiS nie da rady Ślązakom

PiS w ramach dekomunizacji chce zmienić nazwy ulic Jerzego Ziętka na Śląsku. To się nie może udać, Ziętek jest jak Korfanty dla Śląska symbolem, wszak to ich swoja: powstaniec śląski, generał, wojewoda.

Także ma zniknąć pomnik i popiersie Ziętka w budynku Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Nie wierzę, aby Ślązacy dali sobie w kaszę dmuchać. Chyba sobie kpiny ktoś robi! Predzej oni znikna niż Ziętek na Śląsku….

 

Macron: Polacy zasługują na lepszy rząd

Polacy zasługują na lepszy rząd – powiedział w Warnie prezydent Francji Emmanuel Macron.

Proces izolacji Polski rozpoczął się.

Jak reaguje pisowski polityk Mularczyk?

Ten Mularczyk to oferma o ciężkim rozumie. Czy w PiS stosują jakąś lobotomię?

PIĄTEK, 25 SIERPNIA 2017

Kancelaria Prezydenta uruchamia podstronę dot. referendum konsultacyjnego

Kancelaria Prezydenta uruchamia podstronę dot. referendum konsultacyjnego

– Chcemy by około 10 pytań były pytaniami, które stanowią efekt pogłębionej rozmowy z Polakami. Żeby to były pytania, które dotyczą ich spraw, ważnych dla nich problemów, dotyczą kwestii ustroju RP, społeczno-gospodarczego, kwestii związanych z wolnościami i prawami. Chcemy, żeby ta pogłębiona debata dzisiaj była merytoryczną rozmową o polskich problemach i sprawach – mówił Paweł Mucha na briefingu w Gdańsku.

Jak poinformował, na stronie Kancelarii Prezydenta pojawiła się zakładka „referendum konsultacyjne”, gdzie umieszczono m.in. kalendarz wydarzeń. 6 września na Forum Ekonomicznym w Krynicy odbędzie się panel ekspercki.

Następnie zaplanowano spotkania regionalne: w Rzeszowie 18 września, w Szczecinie – 22 września, w Kielcach – 29 września i w Poznaniu – 16 października.

Jak dodał Mucha, w sumie ma odbyć się przynajmniej 16 otwartych spotkań.

300polityka.pl

PIĄTEK, 25 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Fakt chwali PiS gani Tuska, Woś: PiS ma demokratyczne bezpieczniki, Beylin: PAD nadszarpnął aureolę JK, Budka: Tusk nie wróci

— WYBORCY PO ZMIENIAJĄ DIETĘ – tytuł w GPC o nowe diecie w więzieniach.

— 300LIVE:
Duda: Czas najwyższy na rozpoczęcie dyskusji nad zmianą Konstytucji
Kierwiński: Wybory samorządowe podstawowym sprawdzianem dla Schetyny
Szydło: Polska jest i będzie aktywnym członkiem debaty nad przyszłością NATO
Sawicki: Ponowimy wniosek o odwołanie Jurgiela
Czarnecki: Budka jest uważany za tego, który piłuje gałąź pod Schetyną
Polityczny plan piątku: debata konstytucyjna z udziałem PAD, tweetup u Streżyńskiej, spotkanie Szydło-Stoltenberg
http://300polityka.pl/live/2017/08/25/

— ŚRODOWISKO PIS MA MIMO WSZYSTKO WBUDOWANE DEMOKRATYCZNE BEZPIECZNIKI- RAFAŁ WOŚ W DGP: “Zacznijmy od rządu PiS. Czy należy się go bać? Nie, nie należy. I to z kilku powodów. Po pierwsze – wydarzenia ostatnich miesięcy (prezydenckie weto) pokazują, że jest to środowisko, które jednak mimo wszystko ma wbudowane demokratyczne bezpieczniki. Warto to zauważyć i docenić. Nawet jeśli nie pasuje popularnej w obozie anty-PiS-u opowieści, że PiS to PiS. Zły i koniec. I nie ma co dzielić włosa na czworo. Po drugie – PiS nie jest wszechpotężny. Rządzi dwa lata, mając samodzielną parlamentarną większość, której nie miał dotąd nikt w historii III RP. I co? I zdołał uchwalić tylko kilka kluczowych swoich zamierzeń. A wiele utknęło na legislacyjnych i organizacyjnych mieliznach. I to nawet nie z powodu oporu opozycji, bo przed nią PiS z przyczyn prestiżowych nie klęka nigdy. Wiele reform zostało wstrzymanych albo z powodu nieudolnego przygotowania (finansowanie mediów publicznych, podatek sklepowy), albo w wyniku oporów grup lobbingowych (jednolity podatek, prawo łowieckie, opłata paliwowa). Znów przeczy to popularnej narracji o partii Jarosława Kaczyńskiego, która konsekwentnie i demonicznie realizuje plan rozłożenia na łopatki polskiej demokracji. Po trzecie – o czym często zapominają PiS-ożercy, ugrupowanie to nie spadło z księżyca. To partia, która reprezentuje pewien typ wrażliwości i potrzeb naszego społeczeństwa, i bardzo dobrze, że został on wciągnięty do współrządzenia krajem. Inaczej o demokracji (rozumianej jako zarządzanie dobrem wspólnym razem, a nie tylko przez część obywateli) nie mogłoby być w Polsce mowy”.

— DUDA NADSZARPNĄŁ AUREOLĘ KACZYŃSKIEGO – Marek Beylin w GW: “Duda, wetując ustawy o sądownictwie i publicznie krytykując Ziobrę oraz Macierewicza, uderzył nie tylko w tych ministrów, lecz przede wszystkim w ich szefa Jarosława Kaczyńskiego. Naruszył bowiem filar systemu: niepodzielność władzy prezesa i mit jego wszechmocy. Kaczyński dobrze wie, że jest silny, dopóki nikt w jego obozie nie przeciwstawi się bezkarnie jego decyzjom. Dopóki w oczach swych ludzi i wyborców będzie uchodził za wodza jedynego i nieomylnego. Duda właśnie tę aureolę nadszarpnął, co wkrótce ośmieli także innych pisowców, by wyrażali otwarcie własne zdanie”.

— W POLSCE KONFRONTUJĄ SIĘ DWIE SŁABOŚCI – konkluzja Beylina: “PiS słabnie, konsekwentnie niszczy się sam. A sondaże dające mu 40 proc. poparcia? Dowodzą tylko, że opozycyjne partie nie potrafią tej słabości wykorzystać. Jakby nie pojęły, że bardzo wielu wyborców nie porzuci władzy, nawet niesprawnej i chaotycznej, jeśli po drugiej stronie widzą również chaos, niesprawność i niezdecydowanie. Bo konfrontują się w Polsce dwie słabości, władzy oraz opozycji i wciąż nie wiadomo, która słabość okaże się w wyborach ciut słabsza”. http://wyborcza.pl/7,75968,22273549,pis-slabnie-konsekwentnie-niszczy-sie-sam-a-sondaze-dajace.html#a=190&c=8000

— MAM BROŃ ATOMOWĄ ALE NIE MAM KONWENCJONALNEJ – KRZYSZTOF CZABAŃSKI  w rozmowie z Jackiem Gądkiem w gazeta.pl: “Mówiąc pewnym skrótem myślowym, to mam broń atomową, ale nie mam broni konwencjonalnej. Rada może odwołać władze spółek medialnych i powołać nowe. Ale na tym nasze uprawnienia jako RMN de facto się kończą. Mamy też prawo wglądu w sprawy TVP – podobnie jak rada nadzorcza. RMN nie może jednak podejmować żadnych decyzji operacyjnych w mediach publicznych, czyli obsadzać stanowisk kierowniczych – to może tylko zarząd”.

— WŁADZE TVP ZOSTANĄ OCENIONE ZA PÓŁ ROKU – MÓWI CZABAŃSKI: “Zobaczymy, jaka będzie wiosenna ramówka TVP. Ta jesienna, z którą będzie teraz ruszać telewizja, wciąż jest efektem biednego budżetu. Ale już wiosenne programy będą przedmiotem wnikliwej analizy i oceny. Również skutki tej ramówki, które będzie można zbadać bardziej obiektywnie niż obecnie. Na przełomie roku powinny już być uruchomione nowe badania oglądalności i słuchalności – na innej próbie, niż robi to Nielsen. Zobaczymy, czy tendencje…
– …spadkowe…
– …zarysowane w wynikach Nielsena się potwierdzą czy nie. Będziemy mieli ramówkę stworzoną nie za „budżet śmierci” i zobaczymy, jak jest ona oglądana i oceniana przez widzów. Wtedy będzie można wyciągać wnioski.
– Czyli najwcześniej za pół roku?
– Wiosną 2018 r.”

— CZABAŃSKI O OGLĄDALNOŚCI TVP: “Dostrzegam pewien sarkazm w pana słowach. Ale odpowiem: jestem bardzo ciekaw badań rynku – czy to, co pokazuje Nielsen się potwierdzi? To jest szalenie istotna informacja dla mnie i dla całego życia publicznego”.

— CZABAŃSKI O ODWOŁANIU PACZUSKIEJ: “Będziemy się tym zajmować. RMN zaprosiła zarząd TVP, by wyjaśnić czy i dlaczego, red. Marzena Paczuska o swoim odwołaniu dowiedziała się z internetu. W mediach społecznościowych czytam, że choć została odwołana, to nie ma jeszcze na to papieru. A to byłoby już jakieś horrendum świadczące o złym działaniu korporacji. Za to odpowiadają konkretni ludzie jak dyrektor TAI czy zarząd”.

— CZABAŃSKI O SZYDERSTWACH ZE STRONY MAZURKA I ZALEWSKIEGO: “Niektórzy taką opinię stawiają, ale radzę ostrożność. Bardzo lubię i cenię panów Igora Zalewskiego i Roberta Mazurka, którzy w swojej rubryce tak piszą o TVP. Pamiętam jednak, że robili kiedyś w TVP swój program satyryczny i spuśćmy nad nim kurtynę milczenia. Niech teraz oni będą ostrożniejsi w szafowaniu takimi określeniami jak „paździerzowa telewizja”. Mają przecież swój wkład w ten „paździerz” na ekranie TVP przed laty”.
http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114871,22272149,krzysztof-czabanski.html

— RZĄD DA LUDZIOM WIĘCEJ PIENIĘDZY – jedynka Faktu.

— PIS ZAWSTYDZA POPRZEDNIKÓW, A TUSK NIGDY NIC NIE MÓGŁ – Fakt: “W budżecie państwa nie ma pieniędzy na takie pomysły – tak przed dwoma laty mówiła ówczesna premier Ewa Kopacz z PO o programie 500+. A rząd PiS, przedstawiając wstępny projekt budżetu na 2018 rok, dowodzi, że będą pieniądze i na 500 zł na dzieci, i na obniżenie wieku emerytalnego – i to przy jednoczesnym rekordowo niskim deficycie! Można? Można!”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wiecej-na-500-i-na-emerytow-taki-jest-plan-rzadu-na-2018-rok/x8mwq99

— TAK MINISTER ŁAJAŁA PAP – FAKT O WITEK.

— SZANSE DUDY – PIOTRA I ANDRZEJA – Tomasz Krzyżak w RZ: “Dla obu stron jest to szansa. Dla Andrzeja Dudy – na polityczną ofensywę i nowy początek prezydentury. Dla związku – na to, by znów odcisnąć piętno na krajowej polityce. Jak wtedy, gdy w 1989 r. Komitet Obywatelski Solidarność wygrał wybory. I jak w 1997 r., gdy pod sztandarami Akcji Wyborczej Solidarność skupił rozproszoną prawicę i sięgnął po władzę”. http://www.rp.pl/Komentarze/308249877-Tomasz-Krzyzak-Szansa-Dudy—i-Piotra-i-Andrzeja.html?template=restricted

— 17% ZA PREMIEREM KACZYŃSKIM – SONDAŻ RZ: “Ponad 60 proc. badanych uważa jednak, że Jarosław Kaczyński nie powinien zastępować Beaty Szydło na stanowisku premiera. Za tym pomysłem jest 17 proc. ankietowanych, a co piąty respondent nie ma zdania w tej sprawie”.
http://www.rp.pl/Rzad-PiS/170829452-Sondaz-Kto-chce-by-Jaroslaw-Kaczynski-zostal-ponownie-premierem.html#ap-1

— NIE MA ZŁEJ KRWI POMIĘDZY PREZYDENTEM A PIS – Paweł Mucha w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “Nie ma złej krwi między prezydentem a PiS. Debata konstytucyjna toczyć się będzie z inicjatywy pana prezydenta przy poparciu społecznym i nie wyobrażam sobie, żeby politycy ignorowali potrzebę zorganizowania referendum. PiS jak już mówiłem, od wielu lat podnosi potrzebę merytorycznej debaty i zmiany konstytucji dla zapewnienia ram działalności sprawnie funkcjonującego państwa”. http://www.rp.pl/Polityka/308249868-Pawel-Mucha-Zaczynamy-powazna-debate-o-Polsce.html?template=restricted

— KARCZEWSKI WYWAŻONY, ALE WSPÓŁODPOWIEDZIALNY ZA ZLE ZMIANY – PAWEŁ RABIEJ W POLSAT NEWS: “- Ja mam taki plan dla Warszawy, na Warszawę aktywną, uczciwą, Warszawę otwartą. Wiem, że marszałek Karczewski jest oceniany jako osoba dość – powiedziałbym – spokojna i wyważona na tle Prawa i Sprawiedliwości, ale jestem też przekonany, że marszałek współodpowiada za to, co Prawo i Sprawiedliwość w ciągu ostatnich dwóch lat robi w Polsce, czyli za wszystkie za złe zmiany – powiedział Rabiej”.

— MAGDALENA RIGAMONTI PYTA BORYSA BUDKĘ O PODOBIEŃSTWO DO GOMUŁKI –  fragment rozmowy w DGP:
“- Pan jest wnukiem Władysława Gomułki?

– Tak zaczynamy?

– Hm.

– To chyba jedno z najohydniejszych kłamstw na mój temat.

– Podobny pan jest.

– Nie sądzę. Jakiś oszołom udający polskiego patriotę to wymyślił. Pewnie taki, co chodzi z napisem na koszulce „Polska Walcząca”, ale nie zna daty wybuchu powstania warszawskiego. To jest poziom drugiej strony – nie ma argumentów merytorycznych, nie potrafi się dyskutować, to się wymyśla różne draństwa i bzdury.

– Widzę, że to pana rusza.

– Rzadko kiedy ktoś wzbudza moją agresję. Ludzie mają prawo mnie obrażać, mówić, co o mnie myślą. Mogą mnie wyzywać od komuchów, ubeków, bo po mnie to spływa. W 1989 r. miałem 11 lat, więc ani komuchem, ani ubekiem być nie mogłem. Jednak myślę, że gdybym spotkał tego kogoś, kto wymyślił, że jestem wnukiem Gomułki, to nie ręczę za siebie. Delikatnie mówiąc – doszłoby do rękoczynów. A wie pani dlaczego? Bo niezwykle szanuję pamięć o obydwu, nieżyjących już, moich dziadkach. Zresztą ci, którzy mnie obrażają, najpierw zrobili ze mnie syna Gomułki, potem jednak sprawdzili, że urodziłem się w 1978 r.”.

— BORYS BUDKA O TYM, ŻE SCHETYNA MÓWI DO NIEGO BORYSŁAW: “To jest drobiazg. Zostałem Borysławem. Grzegorz Schetyna do tej pory tak do mnie mówi. Jego najbliższym współpracownikiem jest Piotr Borys, a ja jestem Borys Piotr Budka. Grzegorz często mówi do kogoś: idź do Borysa. I ludzie przychodzą do mnie, zamiast do Piotra. Albo na odwrót. Kiedy mieliśmy konwencje Platformy, przyjechałem do hotelu i okazało się, że mam dwa pokoje. Dlatego Grzegorz mówi do mnie Borysław, a do Piotra – Boria”.

— SCHETYNA GORZEJ WYSTĘPUJE RANO – mówi Budka Rigamonti: “Mówię pani, że Grzegorz nie jest politykiem wiecowym.

– Medialnym też nie jest.

– Medialnym jest wieczorami. Rano gorzej wypada. Żartujemy, że najlepszy jest, gdy ktoś go zdenerwuje. Więc ja radziłem mu, żeby poranków unikał.

– Pan się ze mną umówił o 8 rano.

– Wstałem o 4”.

— NA MÓJ NOS TUSK NIE WRÓCI – mówi Budka: “Pytanie do niego. Ale na mój nos nie wróci. Chyba, żeby kandydować na urząd prezydenta. Na pewno zdaje sobie sprawę, że teraz w PO jest praca, jest działanie. Zresztą, wie pani, ja nie zajmuję się gdybaniem, tylko wolę pracować, jechać do ludzi, rozmawiać. By wspólnie tworzyć dobry program dla Polski”.

— BUDKA O CIOCI KRYSI PAWŁOWICZ: “Z drugiej strony, mała tu, w Sejmie, nauczyła się raczkować. A rok temu w wakacje przez przypadek zyskała nową ciocię. Ciocię Krysię. Pawłowicz, dodam. Nieoczekiwanie zwołano komisję i musiałem zabrać Lenkę. Jedyne wolne miejsce było obok Krystyny Pawłowicz. I wszyscy usłyszeli: „Lenka, chodź, ciocia Krysia cię powachluje. Ale taty nie!”. I tak poseł Pawłowicz ociepliła sobie wizerunek. Uważam, że gdzieś tam ta „ciocia Krysia” jest dobrym człowiekiem, tylko coś dziwnego musiało wydarzyć się w jej życiu, że mówi i pisze rzeczy nie do przyjęcia, a bywa że i straszne. Czasem potrafiła na komisji bezpardonowo mnie zaatakować, by po wszystkim podejść i przepraszająco powiedzieć: „Ja już taka jestem”. No, ale dobrze, przynajmniej lubi moją córkę”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/556906,borys-budka-platforma-obywatelska-po-pis-opozycja-wladyslaw-gomulka-grzegorz-schetyna-donald-tusk.html

— POLSKA: OTWARTE OD 8 DO 16 – Sylwia Czubkowska w DGP
: “Awantura wokół podziału obowiązków przy nawałnicach pokazała, że państwo daje sobie radę tylko w standardowych sytuacjach. Od poniedziałku do piątku. W godzinach pracy urzędów”.

— MACRON PODCINA WYSZEHRAD – tytuł w RZ.

— CZY AUTOSAN SPÓŹNIŁ SIĘ CELOWO? – PAWEŁ WROŃSKI W GW: “– Firma wykonała typową ściemę, by spełnić żądania ministra. Zapowiedziała, że weźmie udział w przetargu i jest do niego gotowa, bo zarząd bał się, że politycy znów się wściekną. To nie jest jedyny taki przypadek. Podobnie wygląda sprawa z dronami. MON chce, by koniecznie wykonał je należący do ministerstwa PGZ. W Bydgoszczy powstało nawet „centrum kompetencji” produkcji dronów, ale to tylko kartka na drzwiach. Polska Grupa Zbrojeniowa raczej nie jest w stanie nic takiego wyprodukować. Problem z Autosanem polega na tym, że po raz pierwszy ściema tak łatwo przedostała się do opinii publicznej – mówi nasz informator”.

— WROŃSKI O DYMISJI SZEFA PGZ: “W najbliższym czasie ma się odbyć posiedzenie zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Być może za wpadkę z Autosanem zapłaci posadą prezes Błażej Wojnicz. W spółce trwa kontrola CBA sprawdzająca między innymi przepływ środków finansowych z PGZ na sponsorowanie wydarzeń promocyjnych oraz zleceń dla prasy (jeden z tygodników otrzymywał zlecenia z MON co kwartał). Poprzedni prezes PGZ Arkadiusz Siwko został odwołany po fali donosów do MON i do centrali PiS na Nowogrodzkiej za zbyt „bizantyjski” styl kierowania firmą”. http://wyborcza.pl/7,75398,22274712,awantura-o-dostawe-autobusow-dla-wojska-czy-autosan-spoznil.html

— NIE MIELIŚMY WPŁYWU NA DECYZJE MERKEL WS IMIGRANTÓW – pisze Mariusz Błaszczak w RZ: “Skąd ta fala terroru Dimitris Avramopuolos, pisząc o problemach dotyczących kryzysu imigracyjnego, pominął wiele fundamentalnych kwestii, od których powinno rozpocząć się dyskusję na temat wspólnego podejścia do problemu migracji. Zapomniał chociażby, że u źródeł kryzysu leży polityka otwartych drzwi do Europy. Polska nie miała żadnego wpływu na decyzję kanclerz Niemiec Angeli Merkel o zaproszeniu fali migrantów z Bliskiego Wschodu i nikt nie pytał nas o zdanie w ramach zasady europejskiej solidarności. Tymczasem skutki tego błędu Europa odczuwać będzie przez dziesięciolecia. To zapewne zasada politycznej poprawności nie pozwala też brukselskiemu komisarzowi na dostrzeżenie związków między przelewającą się przez Europę Zachodnią falą terroru a napływem migrantów, wśród których znajdują się radykalni islamiści. Powtarzające się zamachy to nie odosobnione incydenty, to tocząca się na ulicach Europy wojna cywilizacyjna”. http://www.rp.pl/Publicystyka/308249888-Mariusz-Blaszczak-Nie-uczcie-nas-solidarnosci.html

— JAKI POZWAŁ KUKIZA: “„Czy prawdą jest, że rodzina Pańskiej Żony brała udział w wykupywaniu gruntów na tzw. słupy? Czy prawdą jest, że Pański znajomy duński przedsiębiorca otrzymał od Miasta (Wiśniewskiego) 3-hektarową działkę w opolskiej specjalnej strefie ekonomicznej w zamian za obietnicę zatrudnienia 30 osób, zaś inna firma, gwarantująca zatrudnienie 250 osobom została odprawiona z kwitkiem?” – dociekał lider Kukiz’15”.
http://opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,22274086,patryk-jaki-pozwal-pawla-kukiza-bo-poklocili-sie-na-facebooku.html

— JAKUB WĄTOR W GW O WYWIADZIE STREŻYŃSKIEJ DLA 300: “W krótkim wywiadzie dla serwisu 300polityka pani minister powiedziała o jeszcze dwóch rzeczach dotyczących Facebooka. Twierdzi, że przedstawiciele portalu sugerowali wprowadzenie rozwiązania, dzięki któremu polscy internauci mogliby szybko interweniować, gdy ich treści zostaną usunięte z portalu. Oczywiście to dobry kierunek. Jednak propozycją rozwiązania są 24-godzinne sądy. Te same, które Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro ciągle uważają za ociągające się i zawalone sprawami. Ciekawa rozbieżność”. http://wyborcza.pl/7,75968,22274405,pis-siega-po-siec-wolnosc-slowa-do-gory-nogami.html

— BOR FUNKCJONUJE JAK SŁUŻBA W LIKWIDACJI – Wojciech Czuchnowski w GW: “BOR jest teraz służbą „w likwidacji”. I tak właśnie funkcjonuje. Wypadki się zdarzają i będą się zdarzały. Jednak frustracja poniżanych funkcjonariuszy, praca w atmosferze oskarżeń oraz niepewności o przyszłość musi mieć i ma wpływ na stan bezpieczeństwa. Tak się właśnie kończą eksperymenty na żywym organizmie”. http://wyborcza.pl/7,75968,22275532,kolejny-wypadek-bor-tak-sie-konczy-eksperyment-na-zywym-ciele.html

— NIE BYŁOBY WOLNEJ POLSKI BEZ WAŁĘSY – Monika Olejnik w GW: “Biografia Wałęsy jest skomplikowana, ale nie byłoby wolnej Polski bez niego. Czy był jakiś inny człowiek z taką charyzmą jak on? Wałęsa uważa, że wszystko zrobił sam, ale takiego języka używa teraz, kiedy jest ścigany. Kiedy dostał Nobla, mówił: „To jest Nobel dla was”. Potrafił walczyć w 1983 r. z wicepremierem Rakowskim. Mówił do niego: „Wysłaliście na nas czołgi i pałki”. Rakowski został wtedy wygwizdany, a Wałęsę robotnicy zanieśli na rękach pod pomnik Poległych Stoczniowców”. http://wyborcza.pl/7,75968,22274330,zdeptac-walese.html

— RZ: STUDIA MAJĄ TRWAĆ 7 LAT: “Studia wieczorowe czy zaoczne będą trwały nawet siedem lat. Ma to podnieść ich jakość”. http://www.rp.pl/Edukacja-i-wychowanie/308249878-Reforma-szkolnictwa-wyzszego-dluzsza-droga-do-dyplomu.html#ap-1

— NAWET SOLIDARNOŚĆ TRACI CIERPLIWOŚĆ DO ZALEWSKIEJ – Justyna Suchecka w GW: “Oświatowa „S” negatywnie ocenia przebieg rozmów z MEN, głównie o podwyżkach. I zapowiada, że jeśli nie będzie ich od 2018 r., podejmie akcję protestacyjną”. http://wyborcza.pl/7,75398,22274919,nauczyciele-wciaz-bez-podwyzek-nawet-solidarnosc-traci-cierpliwosc.html

— ROBERT GÓRSKI O NOWYM SEZONIE UCHA – mówi w GW: “– Mieliśmy nietypowy sezon ogórkowy, pokażemy to w serialu. Wprowadzimy nowe twarze, w tym bohaterów kryzysu sądownictwa, np. pana Zbyszka. I wyjdziemy poza gabinet prezesa – w drugim sezonie będzie trochę więcej opozycji. Nie wiem, czy prezydent wejdzie do gabinetu. Prezydent może już nie jest tym prezydentem, ale prezes jest nadal tym prezesem”. http://wyborcza.pl/7,101707,22274039,ucho-prezesa-robert-gorski-wiem-co-chce-zrobic-drugim.html

— WIADOMOŚCI JAK CEP PROPAGANDOWY – jedynka Gazety Pomorskiej:

— PIERWSZA WIATROWA OFIARA PIS – jedynka PB:

— ROCZNICA ŚMIERCI SENATOR ANNY KURSKIEJ.

300polityka.pl

Zero pokory

24.08.2017
czwartek

Władza czuje się tak pewnie w siodle, że rozsadzają ją pycha i arogancja. W czasie klęski żywiołowej na Pomorzu zadowolony z siebie Mariusz Błaszczak, stojąc obok rozbawionej premier Szydło, jawnie kpił z marszałka województwa. Mówił, że skoro po pięciu dniach od katastrofy marszałek się obudził, to najwyższy czas, żeby zabrał się do roboty.

Zwróćmy uwagę, że to nie jakaś przekupka ani pijaczyna spod budki z piwem, ale minister rządu polskiego, w obecności pani premier, w czasie gdy tysiące ofiar usiłują odbudować swoją egzystencję, drwi z marszałka wybranego przez mieszkańców.

Witold Waszczykowski, minister spraw zagranicznych, ma masło na głowie. Prezydent Francji omija Polskę i Węgry w swojej podróży po Europie Środkowo-Wschodniej, nie zapomina o Bułgarii i Rumunii, rozmawia z politykami regionu w Wiedniu, nie przyjmuje zaproszenia do Polski – to jawny afront, to powinno skłonić polskiego ministra do refleksji.

Ale nie Waszczykowskiego, który w żywe oczy mówi, że Emmanuel Macron rozmawia z krajami, z którymi Francja miała mniej kontaktów niż z Polską i w ten sposób odrabia zaległości. Ciekawe, jakie kontakty polsko-francuskie miał na myśli. Czy te w sprawie Caracali, czy w sprawie jedzenia widelcem, czy swoje spotkanie z Marine Le Pen? Prawda jest taka, że stosunki z Francją są w kryzysie, z Niemcami wojujemy, a nasz sojusznik nr 1, czyli Wielka Brytania, wychodzi z Unii. Ale pycha i arogancja nas rozsadzają.

Mgr Julia Przyłębska, wybrana przez PiS prezes Trybunału Konstytucyjnego, wypowiedziała porozumienie, na mocy którego TK miał upowszechniać orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (popularnie zwanego „Strasburgiem”). Dlaczego polski trybunał przestanie tłumaczyć 10 orzeczeń rocznie? Ponieważ Polska Kaczyńskiego wypina się na Europę. To, co zrobiła prezes Przyłębska, to gest dezaprobaty dla ETPCz. Warszawa jest coraz dalej od Strasburga. Co tam dla nas Trybunał Europejski, Unia Europejska, Rada Europy, Komisja Europejska? My wiemy lepiej.

W kraju minister Ziobro wypuszcza prokuratorów na sędziów, zakłada im sprawę karną, a także na Lecha Wałęsę, żeby go strącić z cokołu i na tym miejscu postawić kogoś innego (nie trudno zgadnąć, kogo – eksprzewodniczący „Solidarności” Janusz Śniadek już to nawet zwerbalizował: to Lech Kaczyński, a nie Lech Wałęsa, jest symbolem „Solidarności”). Że zgodnie z prawem musieli to zrobić? Że młody Wałęsa miał prawo mieć chwile słabości i odrobił to z nawiązką? Wolne żarty! Kiedy trzeba było wyciągać z opresji Mariusza Kamińskiego i spółkę – prezydent „uwolnił wymiar sprawiedliwości” od jego sprawy, bo była „polityczna”. A sprawa sędziów, którzy się narazili, i tym bardziej sprawa Wałęsy – jaka jest?

Pycha, arogancja, zemsta, pogarda dla „mord zdradzieckich”, upadek obyczajów królują dziś w obozie władzy, pomiędzy jedną a drugą uroczystością modlitewną. Jeden biskup Pieronek się z nimi nie modli. Ryszard Petru też mógłby sobie darować „gówniarzy” i zastąpić ich np. „smarkaczami”. Nie można się zniżać do poziomu kanalii.

passent.blog.polityka.pl

Wojna z Francją

25.08.2017
piątek

Prezydent Macron powiedział w Warnie słowo prawdy. Polska pod rządami PiS działa wbrew interesom europejskim. Reakcje premierki i ministra spraw zagranicznych zaostrzają konflikt między Francją i Polską, a de facto między strefą euro, sercem integracji europejskiej, a pisowską Warszawą.

Nic na to nie pomoże wizyta szefa NATO w Warszawie, bo izolacja Polski pisowskiej, postępująca w UE, wkrótce dotknie nas i w Sojuszu, bacznie obserwującym ministra Macierewicza.

Cokolwiek powiemy o treści sporu z Macronem, którego popiera Berlin i Wiedeń, czyli jedna z ważnych stolic naszej części Europy, jedno widać gołym okiem: Polska pod rządami PiS woli ton konfrontacyjny niż szukanie kompromisu. To z pewnością nie pomoże rozwiązać sporu w sprawie tak zwanych pracowników delegowanych.

I w tym sensie Macron mówi prawdę. Prezydent Francji staje w obronie interesów francuskich, ale też interesów państw strefy euro, w tym sensie służy interesom europejskim. Polska idąc na niepotrzebną konfrontację z Francją, pogłębia swą izolację w Europie, co nie pomoże w niczym polskim interesom.

Polska ma w tym interes, by utarł się w Unii w tej sprawie kompromis. Nie powinna udawać, że nic się nie stało, iż Macron do Warszawy nie przyjechał podczas objazdu państw nowej Unii i że znajduje wsparcie w Bułgarii i Rumunii.

Nawet Grupa Wyszehradzka już się na tle tej sprawy podzieliła. Czechy i Słowacja są gotowe na kompromis, Polska i Węgry kompromisu nie chcą. Zostały w kalendarzu wizyty Macrona pominięte. A przecież ponad 40 tys. pracowników delegowanych we Francji to obywatele polscy, w sumie sprawa dotyczy ok. 500 tys. osób i milionów euro. W interesie nie tylko Polski czy Francji, lecz całej Unii, leży osiągnięcie kompromisu.

Kopanie się ze strefą euro nie ma sensu. To polityka dyletancka. Za chwilę nasze miejsce zajmie Rumunia, która z Paryżem i Berlinem się nie kopie, tylko szuka kompromisu, a ma duży potencjał gospodarczy.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Metoda Macrona

Prezydent Emmanuel Macron nieraz wyjaśniał publicznie, jak rozwiązuje spory z zagranicznymi przywódcami. Zaczyna zawsze od bardzo szczerej rozmowy w cztery oczy. Jeśli nic z tego nie wynika, wówczas głośno mówi o problemie. Ale jeżeli nadal brak reakcji – zaczyna mówić wprost – szczerze do bólu jak wcześniej w cztery oczy.

wyborcza.pl

Troll to osobowość. Niektórzy po prostu lubią pluć i wyzywać od „k***w” i „dziwek”

25 sierpnia 2017

Nawet jeśli troll to jest ktoś, kto zarabia na tym, że jest chamski (taka jego praca) to zarazem jest kimś, kto taki sposób zarabiania wybiera. Można usprawiedliwiać trolla, że to konieczność, „każdy z czegoś musi żyć!”. Dzisiaj mamy nieco więcej możliwości. Sądzę więc, że troll to nie praca, ale osobowość.

Ludzie rodzą się trollami i dopiero internet umożliwia im samopoznanie. Niektórzy po prostu lubią pluć, i zapewne w niczym nie są tak dobrzy. Trollowanie daje więc pieniądze i poczucie dumy, że się trafnie opluło. Najbardziej martwi mnie to, że wśród trolli (wszystko jedno czy zawodowych czy „z natury” lub z przekonania) są również kobiety.

Nie dlatego, żebym myślała, że kobiety są łagodniejsze, ale dlatego, że przez setki lat były grupą wykluczoną (z edukacji, pracy, polityki, nawet we własnym domu nie miały praw), więc powinny być bardziej wrażliwe na opresję innych i mniej ich opresjonować.

Gdy czytam post, jakiejś zapewne miłej, pani, która nie wiedząc jak mnie obrazić nazywa mnie „żydówką” (Żydzi to grupa chyba najbardziej opresjonowana w dziejach ludzkości) to sobie myślę czy ona w ogóle myśli? Bo to że przeciętny troll uwielbia przykładać słabszym – to raczej normalne. Ale trollica?! Słabsza jeszcze słabszym??

Bo „żyd”, w języku polskim to nie przynależność etniczna czy kulturowa ale wyzwisko. Jak już ktoś nie ma wyobraźni lub – przeciwnie – ma resztki poczucia wstydu (trolle z reguły nie znają tego uczucia) to używa innych dosadnych określeń odnoszących się z reguły do opresjonowanych kobiet takich jak k… czy dziwka, ale jak już jest na samym trollim dnie to korzysta z chwytów nazistowskiej propagandy. Brrr! Ciekawe ilu trolli pracowało lub współpracowało z gestapo?

http://magdasroda.natemat.pl/215891,troll-to-osobowosc-niektorzy-po-prostu-lubia-pluc-i-wyzywac-od-k-w-i-dziwek

Taylor Switf, megagwiazda amerykańskiego popu, o której ostatnio częściej pisano w kontekście spraw sądowych niż m…

Poetka, autorka tekstów piosenek, pisarka, reżyserka, dziennikarka. Agnieszka Osiecka przez całe życie mieszkała na Saskiej Kępie, gdzie miała swoją ulubioną knajpę, księgarnię, zakład fotograficzny, park. Dziś jest jedną z legend tej dzielnicy na Pradze-Południe.

Saska Kępa to osobna dzielnica, a tak w ogóle to nie ma czegoś takiego jak „Praga-Południe”, jest Grochów.

Premier: doradzam prezydentowi Francji, żeby zajął się sprawami swojego kraju

24 sie

PAP

– Polacy zasługują na więcej niż to i pani premier będzie miała problem z wytłumaczeniem, że dobrze jest źle opłacać Polaków – oświadczył cytowany przez AFP prezydent Francji w odpowiedzi na stanowisko polskiego rządu w sprawie pracowników delegowanych.

Polska „stawia się na marginesie” i „decyduje się pójść wbrew interesom europejskim w wielu kwestiach” – wskazał Macron, cytowany przez AFP. Unia Europejska powstała, aby tworzyć konwergencję, na tym polegają fundusze strukturalne, z których Polska korzysta – dodał.

– Europa to region stworzony na bazie wartości, związku z demokracją i swobodami, z którymi Polska jest dzisiaj skonfliktowana – powiedział Macron, cytowany przez Reutera.

– W żaden sposób decyzja jednego kraju, który postanowił sam siebie izolować w pracach Europy, nie zagrozi znalezieniu ambitnego kompromisu – ocenił Macron, którego słowa przytacza Reuters.

Rozmowy prezydenta Francji

Prezydent Francji przebywa z wizytą w Warnie, gdzie spotkał się z prezydentem i premierem Bułgarii. Rozmowy dotyczą między innymi unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. Według Emmanuela Macrona, obecne przepisy prowadzą do niesprawiedliwej konkurencji i faworyzują na unijnym rynku pracy zatrudnionych z Europy Środkowo-Wschodniej. Zgodnie z dyrektywą firmy płacą delegowanym pracownikom składki na świadczenia społeczne w wysokości stawek z krajów ich pochodzenia. Kraje takie jak Francja, Niemcy i Austria chcą, by delegowanie zostało ograniczone do 12 miesięcy.

W ciągu trwającej obecnie trzydniowej podróży po Europie środkowej i wschodniej prezydent Francji Emmanuel Macron stara się zdobyć poparcie dla zmian w dyrektywie o pracownikach delegowanych. Francja, Niemcy i Austria chcą, by zmiany zostały przyjęte na szczycie w Brukseli 19 i 20 października. Temu sprzeciwiają się kraje Europy środkowo-wschodniej, w tym Polska. Premier Beata Szydło zapowiedziała, że Warszawa będzie broniła dyrektywy w obecnym kształcie, gdyż zmiany są sprzeczne z interesem polskich pracowników.

Prezydent Bułgarii Rumen Radew oświadczył na spotkaniu w Warnie z Emmanuelem Macronem, że aby przezwyciężyć różnice między państwami wschodu i zachodu Europy konieczne jest „wszechstronne podejście”, jeśli chodzi o warunki zatrudnienia pracowników z krajów o niższych płacach.

 

http://wiadomosci.onet.pl/kraj/premier-doradzam-prezydentowi-francji-zeby-zajal-sie-sprawami-swojego-kraju/37e6175?utm_source=onet40&utm_medium=referral&utm_campaign=share_from_detail_top

„Der Spiegel”: spór między Junckerem a Merkel o Polskę

Foto: Bloomberg

Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker chce pozbawić Polskę prawa głosu w Radzie Europejskiej, jeżeli Warszawa nie zmieni ustaw dotyczących reformy sądownictwa, natomiast kanclerz Niemiec Angela Merkel jest przeciwna zaostrzaniu sporu – podał tygodnik „Der Spiegel”.

Jak twierdzi „Der Spiegel”, Juncker poprosił komisarzy, by zabiegali, traktując to jako „pracę domową na lato”, u swoich rządów w krajach, z których pochodzą, o poparcie dla takiej decyzji Komisji Europejskiej. Redakcja powołuje się na wypowiedź Junckera podczas ostatniego posiedzenia KE.

„Der Spiegel” przypomina, że aby wdrożyć postępowanie na podstawie art. 7 traktatu europejskiego, KE potrzebuje poparcia czterech piątych krajów UE, a pozbawienie prawa głosu wymaga jednomyślności.

Według „Spiegla”, rząd Niemiec ma zastrzeżenia wobec planów Junckera. „Minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel (SPD) zapewnił co prawda, że KE ma poparcie Berlina, jednak kanclerz Angela Merkel nie chce zaostrzać konfliktu” – czytamy w wydawanym w Hamburgu tygodniku.

„Kanclerz nie chce sporu z Polską” – powiedziało „Spieglowi” źródło w Komisji.

Ostrożność Berlina skrytykował szef MSZ Luksemburga Jean Asselborn. „Życzyłbym sobie, by Niemcy reprezentowały jednoznaczne stanowisko” – powiedział szef dyplomacji tego kraju. Jego zdaniem Berlin i Paryż nie powinny troszczyć się jedynie o euro. „(Oba kraje) muszą zatroszczyć się o to, by przestrzegane były fundamentalne prawa UE” – zaznaczył Asselborn.

„Der Spiegel” dodaje, że Merkel i Juncker spotkają się w środę w Berlinie, by rozmawiać między innymi o Polsce.

Najnowszy numer „Spiegla” ukaże się w sobotę. Dla prenumeratorów jest dostępny od piątku wieczorem.

http://www.rp.pl/Unia-Europejska/170829318-Der-Spiegel-spor-miedzy-Junckerem-a-Merkel-o-Polske.html#ap-1

„Der Spiegel”: spór między Junckerem a Merkel o Polskę

25.08.2017

PAP

„Der Spiegel” przypomina, że aby wdrożyć postępowanie na podstawie art. 7 traktatu europejskiego, KE potrzebuje poparcia czterech piątych krajów UE, a pozbawienie prawa głosu wymaga jednomyślności.

Według „Spiegla”, rząd Niemiec ma zastrzeżenia wobec planów Junckera. „Minister spraw zagranicznych Sigmar Gabriel (SPD) zapewnił co prawda, że KE ma poparcie Berlina, jednak kanclerz Angela Merkel nie chce zaostrzać konfliktu” – czytamy w wydawanym w Hamburgu tygodniku.

– Kanclerz nie chce sporu z Polską – powiedziało „Spieglowi” źródło w Komisji.

Ostrożność Berlina skrytykował szef MSZ Luksemburga Jean Asselborn. – Życzyłbym sobie, by Niemcy reprezentowały jednoznaczne stanowisko” – powiedział szef dyplomacji tego kraju. Jego zdaniem Berlin i Paryż nie powinny troszczyć się jedynie o euro. „(Oba kraje) muszą zatroszczyć się o to, by przestrzegane były fundamentalne prawa UE – zaznaczył Asselborn.

„Der Spiegel” dodaje, że Merkel i Juncker spotkają się w środę w Berlinie, by rozmawiać między innymi o Polsce.

Najnowszy numer „Spiegla” ukaże się w sobotę. Dla prenumeratorów jest dostępny od dziś wieczorem.

Onet.pl

%d blogerów lubi to: