Pisowskie racje stanu i jej twarze: Tarczyński, Radziwiłł, Gliński, Karczewski

Pisowskie racje stanu i jej twarze: Tarczyński, Radziwiłł, Gliński, Karczewski

PiS to niewątpliwie ugrupowanie literackie. Tyle, ile codziennie dostarczają tematów, z przerobem nie nadążyłby nawet tytan pracy Józef Ignacy Kraszewski, który popełnił setki tomów. Niewątpliwie jakiś kronikarz zdałby się, aby ten okres transformacji – z demokracji do PRL-u – został opisany w zwartych publikacjach, jakiś nadwiślański Balzak od polskiej „Komedii ludzkiej”.

Komedią nie jest to, co przeżywa lud, ale to, co dostarczają producenci gagów, suspensów, anegdot z jednego tylko gmachu przy ulicy Wiejskiej. Nowogrodzką obsługuje „Ucho prezesa”, choć drugi sezon na razie jest gorszy.

Oto pojęcie – zdawałoby się abstrakcyjne i wprost z politologicznych podręczników – zostało urealnione: racja stanu, a do tego jeszcze – polska racja stanu. Niejeden inteligentny podrapałby się po głowie, gdyby miał odpowiedzieć w takich „Milionerach”, co jest racją stanu. Możliwe, że przegrałby sporą sumkę. Ale nie Marek Suski, on przy odpowiedzi nie musi się drapać z oczywistego powodu, bo nie ma głowy, za to zna odpowiedź: Dominik Tarczyński.

Polską racją stanu jest poseł PiS Tarczyński, przeciwko któremu wystąpił inny poseł (może już były) Łukasz Rzepecki i na komisji sejmowej głosował za pozbawieniem immunitetu „polskiej racji stanu”. Ten Rzepecki mógł być jedynym sprawiedliwym w PiS, ale go wywalili.

Minister Konstanty Radziwiłł nie jest twarzą polskiej racji stanu, choć jego rodzina w historii sprzeniewierzyła się wielokroć polskim racjom. Radziwiłł dzisiaj – jak to określił Bartosz Arłukowicz, poprzedni minister zdrowia – zajmuje się wyłącznie walką z kobietami, o czym świadczą próby zaostrzenia aborcji, zniesienie standardów okołoporodowych, teraz likwidacja in vitro.
Dlaczego z Radziwiłła taki mizogin? Może mamy do czynienia z genem typowym dla PiS: zemsta. Konstanty Radziwiłł mści się za Barbarę Radziwiłłównę (XVI wiek), drugą żonę Zygmunt II Augusta. Ale dlaczego Radziwiłł mści się na mężczyznach?

Ministerstwo Zdrowia zamierza wprowadzić przepisy, które skończą z piciem alkoholu – piwa – pod chmurką. Wypić będzie można tylko w lokalach i w domu. Ciekawe, jak potraktowane zostaną ogródki piwne. Jeszcze tylko wprowadzić godzinę 13-tą, od której będzie można kupić alkohol i przeżyjemy deja vu, acz nie wrócimy do czasów Barbary Radziwiłłówny.

Minister Piotr Gliński chciałby być twarzą kultury, ale tyle ma wspólnego z kulturą, że jest ministrem kultury, co ja z trudem uznaję, a jego brat Robert wprost nazywa go „idiotą”. Ja tak go nie nazywam, bom człowiek kultury. Gliński zrobił umizgi do ludzi kultury i koszty autorskie odliczenia 50 proc. uzysku zamierza zwiększyć dwukrotnie z 80 tys. zł do 160 tys. Glińskiemu to nie pomoże, bo świat kultury w 100 proc. zgadza się z Robertem Glińskim, a poza tym kultura z PiS-em nie chodzi w żadnej parze, choć ponoć do opery i filharmonii zaczął uczęszczać Stanisław Karczewski, który szykuje się do startu w wyborach na prezydenta Warszawy. Mam nadzieję, ze warszawiacy wystawią lokalnego Jacka Jaśkowiaka i Karczewskiemu pójdzie w pięty, przestanie chodzić do opery.

Żeby to była wartościowa komedia należy mieć świadomość, że zwiększenie limitu dla twórców jest projektem Platformy Obywatelskiej, wczoraj Gliński był przeciw, ale nastąpiła noc cudów – pewnie za klepnięciem prezesa na Nowogrodzkiej – i minister zmienił zdanie o 180 proc.

Pisowskie racje stanu mają oblicza Tarczyńskiego, świętoszka Radziwiłła i małokulturalnego„kurtularnego” Glińskiego.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

W Sejmie powstał zespół śledczy do spraw SKOK-ów

W Sejmie powstał zespół śledczy do spraw SKOK-ów

PiS nie zgodził się na powołanie w Sejmie komisji śledczej w sprawie SKOK- ów. Platforma Obywatelska więc utworzyła zespół śledczy w tej sprawie.

Posłanka PO Izabela Leszczyna mówiła, że odrzucenie przez PiS wniosku o powołaniu komisji śledczej jest jednoznacznym dowodem, że PiS się boi. – „Że za to niebezpieczne połączenie biznesu, polityki, mediów i pieniędzy w sektorze SKOK-ów, odpowiada właśnie partia Jarosława Kaczyńskiego. Nie możemy czekać aż PiS zdecyduje się na komisję śledczą, bo wiemy, że nie zdecyduje się” – stwierdziła Leszczyna.

Dodała, że zespół śledczy PO odpowie na pytania, „dlaczego SKOK-i padają jak muchy, czy to jest po prostu źle zarządzany biznes, czy może to jest świetny interes dla kilku, kilkunastu osób. Zadamy pytania o to, dlaczego politycy PiS chronią SKOK-i od kilkunastu lat, dlaczego chcą uniknąć najpierw nadzoru nad SKOK-ami, a dzisiaj uporządkowania tego sektora” – zaznaczyła posłanka PO. Dodała, że skoro pracuje komisja ds. Amber Gold, w której badane jest, „kto ukradł 800 mln zł, tym bardziej powinna być komisja śledcza, która zbada kto za pomocą SKOK-ów ukradł 5 mld zł”.

Poseł PO Krzysztof Brejza powiedział, że „afera SKOK jest nie tylko największą aferą finansową w historii Polski, ale najbardziej tajemniczą. To jest afera, która nosi cechy charakterystyczne dla układu mafijnego – biznes, oszustwa, wyłudzenia, układy rodzinne, ale również ofiary”. Podkreślił, że twórca SKOK-ów, senator PiS Grzegorz Bierecki, przez ostatnie lata zarobił 50 mln zł.

– „Zbieramy informacje, będziemy przesłuchiwać świadków i obiecujemy politykom PiS, że prędzej czy później, komisja śledcza ds. SKOK, również SKOK-u Wołomin, powiązanego z politykami PiS, powstanie, rozliczymy was za to” – zapowiedział Brejza.

koduj24.pl

Pisowskie racje stanu i jej twarze: Tarczyński, Radziwiłł, Gliński, Karczewski

PiS to niewątpliwie ugrupowanie literackie. Tyle, ile codziennie dostarczają tematów, z przerobem nie nadążyłby nawet tytan pracy Józef Ignacy Kraszewski, który popełnił setki tomów. Niewątpliwie jakiś kronikarz zdałby się, aby ten okres transformacji – z demokracji do PRL-u – został opisany w zwartych publikacjach, jakiś nadwiślański Balzak od polskiej „Komedii ludzkiej”.

Komedią nie jest to, co przeżywa lud, ale to, co dostarczają producenci gagów, suspensów, anegdot z jednego tylko gmachu przy ulicy Wiejskiej. Nowogrodzką obsługuje „Ucho prezesa”, choć drugi sezon na razie jest gorszy.

Oto pojęcie – zdawałoby sie abstrakcyjne i wprost z politologicznych podręczników – zostało urealnione: racja stanu, a do tego jeszcze – polska racja stanu. Niejeden inteligentny podrapałby się po głowie, gdyby miał odpowiedzieć w takich „Milionerach”, co jest racją stanu. Możliwe, że przegrałby sporą sumkę. Ale nie Marek Suski, on przy odpowiedzi nie musi się drapać z oczywistego powodu, bo nie ma głowy, za to zna odpowiedź: Dominik Tarczyński.

Polską racją stanu jest poseł PiS Tarczyński, przeciwko któremu wystąpił inny poseł (może już były) Łukasz Rzepecki i na komisji sejmowej głosował za pozbawieniem immunitetu „polskiej racji stanu”. Ten Rzepecki mógł być jedynym sprawiedliwym w PiS, ale go wywalili.

Minister Konstanty Radziwiłł nie jest twarzą polskiej racji stanu, choć jego rodzina w historii sprzeniewierzyła się wielokroć polskim racjom. Radziwiłł dzisiaj – jak to określił Bartosz Arłukowicz, poprzedni minister zdrowia – zajmuje sie wyłącznie walką z kobietami, o czym świadczą próby zaostrzenia aborcji, zniesienie standardów okołoporodowych, teraz likwidacja in vitro.

Dlaczego z Radziwłła taki mizogin? Może mamy do czynienia z genem typowym dla PiS: zemsta. Konstanty Radziwiłł mści się za Barbarę Radziwiłłównę (XVI wiek), drugą żonę Zygmunt II Augusta. Ale dlaczego Radzwiłł mści się na mężczyznach?

Ministerstwo Zdrowia zamierza wprowadzić przepisy, ktore skończą z piciem alkoholu – piwa – pod chmurką. Wypić będzie można tylko w lokalach i w domu. Ciekawe, jak potraktowane zostaną ogródki piwne. Jeszcze tylko wprowadzić godzinę 13-tą, od której będzie można kupić alkohol i przeżyjemy deja vu, acz nie wrócimy do czasów Barbary Radziwiłłówny.

Minister Piotr Gliński chciałby być twarzą kultury, ale tyle ma wspólnego z kulturą, że jest ministrem kultury, co ja z trudem uznaję, a jego brat Robert wprost nazywa go „idiotą”. Ja tak go nie nazywam, bom człowiek kultury. Gliński zrobił umizgi do ludzi kultury i koszty autorskie odliczenia 50 proc. uzysku zamierza zwiększyć dwukrotnie z 80 tys. zł do 160 tys. Glińskiemu to nie pomoże, bo świat kultury w 100 proc. zgadza się z Robertem Glińskim, a poza tym kultura z PiS-em nie chodzi w żadnej parze, choć ponoć do opery i filharmonii zaczął uczęszczać Stanisław Karczewski, który szykuje się do startu w wyborach na prezydenta Warszawy. Mam nadzieję, ze warszawiacy wystawią lokalnego Jacka Jaśkowiaka i Karczewskiemu pójdzie w pięty, przestanie chodzić do opery.

Żeby to była wartościowa komedia należy mieć świadomość, że zwiększenie limitu dla twórców jest projektem Platformy Obywatelskiej, wczoraj Gliński był przeciw, ale nastąpiła noc cudów – pewnie za klepnięciem prezesa na Nowogrodzkiej – i minister zmienił zdanie o 180 proc.

Pisowskie racje stanu mają oblicza Tarczyńskiego, świętoszka Radziwiłłów i małokulturalnego „kurtularnego” Glińskiego.

Prezesie Kurski, znajdź sobie inteligentniejszego cyngla

Prezesie Kurski, znajdź sobie inteligentniejszego cyngla

Robiąc w TVP 1 program o rzekomej aferze i próbując skompromitować Leszka Balcerowicza, Anita Gargas wsypała swych politycznych zleceniodawców.

„Leszek Balcerowicz kojarzy się większości opinii publicznej z wyprzedażą za grosze polskiego majątku, tymczasem jako prezes NBP przepłacił, inwestując ciężkie miliony w plan, który nie miał żadnego, nie tylko ekonomicznego uzasadnienia” – poinformowała Anita Gargas widzów TVP we wtorek 26 września. Jej program poświęcony był zakupowi przez NBP działki w Zegrzu od Agencji Mienia Wojskowego. Miał się tu mieścić centralny skarbiec i ośrodek informatyczny banku. W późniejszych latach jednak NBP, już pod innym kierownictwem, z inwestycji się wycofał – w efekcie polski bank centralny do dziś takiego skarbca nie ma.

Dlaczego się wycofał – nie wiadomo. To pytanie należałoby postawić następcom Balcerowicza. Dlaczego dysponując obiektem spełniającym wszelkie warunki i kupionym na ten cel od wojska przed laty po obniżonej cenie, trzymają pieniądze w rozproszonych magazynach w centrum miasta i dlaczego wydają środki na wynajmowanie zastępczych pomieszczeń dla centrum informatycznego?

Zamiast jednak próbować znaleźć odpowiedź na tak postawione pytanie, PiS-owscy właściciele Polski podjęli typową dla siebie skoordynowaną operację prokuratorsko-medialną. Najpierw funkcjonariusz, którego partia oddelegowała do zarządu NBP, złożył doniesienie na Balcerowicza do prokuratury, a następnie funkcjonariuszka Gargas nakręciła na polityczne zamówienie reportaż o rzekomej „aferze”.

Gdyby jednak mimo wszystko chcieć doszukiwać się w programie wątków aferalnych, wówczas należałoby postawić jeszcze inne pytanie: ile TVP 1 wydaje na produkcje Anity Gargas? Ile publicznych pieniędzy jest marnowanych na kręcenie nieudolnych i nieuczciwych materiałów propagandowych PiS-u, które odstraszają widzów od tego kanału telewizyjnego? I kto w tonącej w długach TVP podjął decyzję, by te prop-agitki emitować w najlepszym czasie antenowym – tzw. prime time?

Wirtualne Media informują bowiem: TVP1 w paśmie nadawania „Magazynu śledczego Anity Gargas” przegrywa walkę o widza ze wszystkimi swoimi konkurentami w rynku telewizyjnym. Liderem wśród tzw. „wielkiej czwórki” jest TVP2 z udziałem na poziomie 19,88 proc., nadająca w tym czasie „Na sygnale” (raz pokazany został serial „M jak miłość”). Drugi jest Polsat (10,28 proc.; „Supermodelka Plus Size”, „The Brain. Genialny umysł” i filmy fabularne), a trzeci – TVN (8,86 proc.; gł. „Azja Express”).

Tymczasem średnia widownia czterech pokazanych dotąd odcinków audycji Gargas dawała TVP 1 zaledwie 4,17 proc. udziału w rynku.

We wtorkowym odcinku autorka dołożyła starań, by przedstawić Leszka Balcerowicza jako wroga „dobrej zmiany”. Widzieliśmy więc ujęcia filmowe pokazujące, jak ojciec polskiego cudu gospodarczego lat 90. przemawia na demonstracji KOD, co ze sprawą skarbca nie miało oczywiście żadnego związku. Z punktu widzenia interesów „dobrej zmiany” był to strzał samobójczy – w ten sposób Gargas sama się ujawniła jako partyjna najemniczka medialna, pokazując widzom, że prawdziwą jej intencją jest dokuczenie politycznemu przeciwnikowi PiS. Jej zleceniodawcom sugerowałbym, by znaleźli sobie inteligentniejszych cyngli, którzy nie będą ich tak głupio demaskować.

A przy okazji łatwo możemy się przekonać, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji ma całkowitą rację, gdy utrzymuje, iż publiczna TV więcej czasu poświęca opozycji niż partii rządzącej (taki właśnie komunikat KRRiTV wydała w tym tygodniu).

Program Anity Gargas, poświęcony opozycjoniście Balcerowiczowi i rzekomej „aferze skarbcowej”, trwał 25 minut 37 sekund.  To daje opozycji sporą przewagę w czasie antenowym. Jednak łatwo to można zrównoważyć robiąc program o jakiejś aferze PiS-u, i to wcale nie rzekomej. Jest w czym wybierać: afera SKOK-ów, afera billboardowa, afera z nielegalnym finansowaniem imprez partyjnych z funduszy unijnych, afera z przyznaniem Fundacji Niezależne Media redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza 6 mln zł na prowadzenie portalu Puszcza.tv o Puszczy Białowieskiej. I mnóstwo innych.

Panie prezesie Kurski, jak by co, może pan śmiało walić do mnie. Chętnie zrobię cykl programów o tych aferach, żeby opozycja nie miała w TVP aż takiej przewagi. I nie wezmę za to drożej niż Gargas.

Wojciech Maziarski

koduj24.pl

Radziwiłł: „To była dobra rozmowa”. A rezydenci nie odwołują zapowiadanej głodówki

Agnieszka Rogal, TOK FM, 29.09.2017

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł (CEZARY ASZKIEŁOWICZ)

Fiaskiem zakończyły się wczorajsze rozmowy ministra zdrowia z rezydentami. Lekarze nie odwołują zaplanowanej na poniedziałek głodówki, ale liczą na dalsze negocjacje z resortem.

Rozmowy ministra z młodymi lekarzami trwały około sześciu godzin. Było merytorycznie, rozmowa była potrzebna, ale do pełnego porozumienia nie doszło. Konstanty Radziwiłł przestawił medykom propozycje podwyżek – ale nie zostały one zaakceptowane.

– Kością niezgody pozostają postulaty płacowe i pozostajemy na etapie nadziei na dalsze prace – mówił  Łukasz Jankowski z porozumienia rezydentów. Dlatego też zapowiedź rozpoczęcia w najbliższy poniedziałek strajku głodowego nie traci na aktualności. Chyba, że zmieni to kolejne spotkanie, na które liczą lekarze.

Dobra rozmowa?

 – To była dobra merytoryczna rozmowa – mówił z kolei po spotkaniu minister Konstanty Radziwiłł i zapewnił, że ma nadzieję, że „dojdzie do porozumienia w tych kwestiach, w które jeszcze nas różnią”.

Jednak czasu jest coraz mniej. Jeśli do poniedziałku – lekarze nie dostaną zadowalającej propozycji, rozpoczną głodówkę. Częścią protestu ma być także akcja oddawania krwi planowana od 2 do 6 października – organizowana pod hasłem: „Niech poleje się krew”. Dziś Porozumienie Rezydentów liczy blisko 17 tysięcy członków.

 

TOK FM

Piwo nad rzeką? To może się skończyć. Rząd PiS planuje poważne ograniczenia dot. alkoholu

past, 29.09.2017

Bulwary nad Wisła w Warszawie - wg obecnych przepisów można tam legalnie pić alkohol

Bulwary nad Wisła w Warszawie – wg obecnych przepisów można tam legalnie pić alkohol (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Dwa lata i orzeczenie Sądu Najwyższego były potrzebne, by udowodnić, że picie alkoholu nad rzeką jest legalne. Teraz może to pójść na marne. Ministerstwo Zdrowia chce zmienić przepisy tak, by w żadnym miejscu publicznym nie wolno było pić. A proponowanych ograniczeń jest więcej.

nadwiślańskim bulwarze. Sprawa ciągnęła się dwa lata i trafiła aż do Sądu Najwyższego.

Wreszcie sąd przyznał Tatale rację – bulwar nie jest ani ulicą, ani placem, ani parkiem – zatem można tam legalnie pić. Dotyczy to oczywiście nie tylko Warszawy, ale całej Polski. Pić można też np. na bulwarach nad Wartą w Poznaniu.

Jednak by to zmienić, wystarczy zmiana ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. I taką zmianę chce wprowadzić Ministerstwo Zdrowia. Projekt właśnie pojawił się w wykazie prac legislacyjnych rządu.

Koniec z piwem pod chmurką

Największą zmianą w założeniach projektu jest wprowadzenie zakazu spożywania napojów alkoholowych „w miejscu publicznym, za wyjątkiem miejsc do tego przeznaczonych”. Miejsce publiczne nie jest jasno zdefiniowane w prawie, jednak można założyć, że obejmuje nie tylko parki, ulice i place, ale też np. bulwary. W praktyce oznacza to, że prawdopodobnie nigdzie – poza prywatną posesją i lokalami – nie będzie można pić alkoholu. Amatorom piwa nad miejską rzeką pozostanie kupowanie ich za kilkukrotnie wyższą cenę w barach.

Picie alkoholu w miejscach publicznych jest legalne m.in. w: Austrii, Francji, Czechach, Danii, Niemczech czy Anglii. Z kolei np.: na Węgrzech, w Norwegii czy Finlandii (z wyjątkiem parków) jest to zabronione.

To jednak niejedyna proponowana zmiana w ustawie. Resort zdrowia chce też:

  • zwiększyć uprawnienia rad gminy w zakresie uchwalania liczby punktów sprzedaży alkoholu oraz ograniczyć sprzedaż napojów alkoholowych w sklepach między godziną 22 a 6;
  • zobowiązać sprzedawców do żądania dokumentu stwierdzającego wiek klienta (obecnie sprzedawcy są do tego „uprawnieni”, a nie „zobowiązani”), jeśli są wątpliwości co do tego, czy jest pełnoletni
  • zakazać wprowadzania do obrotu alkoholu w postaci proszku, kryształu, żelu lub pasty

Ministerstwo chce też wprowadzić zmianę dot. alkoholu w „Ustawie o bezpieczeństwie żywności i żywienia”. Zgodnie z nią, producenci musieliby podawać na etykietach  wykaz składników oraz informację o wartości energetycznej (kaloriach).

„Ułatwienie podejmowania właściwych wyborów”

Autorzy projektu argumentują, że spożycie alkoholu w Polsce jest wyższe od średniej europejskiej i w związku z tym konieczne jest podjęcie takich działań.

O ile pijemy więcej, niż europejska średnia, to wcale nie jesteśmy w pod tym względem w ścisłej czołówce. W rankingach spożywania alkoholu na mieszkańca w ostatnich latach Polska jest w okolicach 10. miejsca. Wg danych OECD/WHO średnie spożycie na osobę pow. 15. roku życia wynosi w Polsce 12,3 litra czystego alkoholu rocznie.

Więcej piją np. mieszkańcy Belgii (13,2 l), Czech czy Rumunii (13,7 l), a rekordzistami są Litwini – gdzie średnie roczne spożycie to 18,2 l czystego alkoholu na osobę.

Resort zdrowia argumentuje, że wielkość spożycia alkoholu w Polsce będzie rosła. W uzasadnieniu projektu czytamy:

Podniesienie świadomości konsumentów oraz ułatwienie podejmowania właściwych wyborów, a także wprowadzenie rozwiązań umożliwiających ograniczenie dostępności fizycznej napojów alkoholowych bez wątpienia przyczyni się do zmniejszenia skali problemów wywoływanych przez alkohol wśród Polaków.

ZUS już dawno zbankrutował. Mamy trzy warianty, jak się zabezpieczyć na starość [MAKE POLAND GREAT AGAIN odc. 4]

http://www.gazeta.tv/plej/19,160472,22421789,video.html

gazeta.pl

Rzepecki: Realizuję program PiS

Rzepecki: Realizuję program PiS

– Dowiedziałem się na posiedzeniu Sejmu. Nikt ze mną tego nie konsultował. Oczywiście szanuję decyzję klubu. Każdy klub ma prawo taką decyzję podjąć. Ja swoją pracę realizowałem wydaje mi się w sposób dobry. Będę jeszcze ciężej pracował, tym razem w komisji petycji – mówił Łukasz Rzepecki w rozmowie z dziennikarzami w Sejmie.

– Ja realizuję program PiS, w programie PiS był zapis już kilka lat temu, żeby zlikwidować immunitet formalny i pozostawić tylko immunitet materialny, jestem za takim rozwiązaniem, realizuję program PiS i dlatego zaapelowałem do posła Tarczyńskiego żeby zrzekł się immunitetu formalnego. Ja na jego miejscu bym to zrobił – dodał.

 

Schetyna: To Kaczyński powinien zostać szefem rządu

– Mówiliśmy o tym od początku. Lider partii, prezes partii powinien być premierem i tego oczekuję. Jeżeli ma być rekonstrukcja jakakolwiek, to ma być pełna odpowiedzialność tych, którzy podejmują decyzje. To prezes Kaczyński powinien zostać szefem tego rządu – stwierdził Grzegorz Schetyna w rozmowie z dziennikarzami.

 

Autor ostatniego wywiadu z Kaczyńskim o „odnowionym mandacie większości”

 

Błaszczak do Schetyny: Pana powinna spotkać odpowiedzialność karna

– To, co działo się w Siedlcach, dotyczyło pana, pańskiego rządu, rządu PO-PSL. Pan żadnych konsekwencji z tego nie wyciągnął, a teraz chcecie odrzucić projekt, złożyliście wniosek o odrzucenie projektu, który daje ministrowi spraw wewnętrznych realny nadzór nad podległymi służbami. Nie teoretyczny, ale realny nadzór nad podległymi służbami – mówił Mariusz Błaszczak w Sejmie. Jak dodał:

„Państwo przyzwalacie na patologię. Tak było za waszych rządów. Chcecie żeby tak było dalej. Odnośnie tego co miało miejsce w sprawie afery pod nazwą Widelec, to panie pośle Schetyny, pana powinna spotkać odpowiedzialność karna za to. Tam byli zatrzymywani ludzie, którzy przypadkowo znaleźli się w miejscu akcji, prowadzone przez służby panu podległe. To pan na to pozwalał. To pan nadzorował te służby”

Chwilę później Sejm skierował projekt zakładający powołanie Biura Nadzoru Wewnętrznego do komisji.

300polityka.pl

STAN GRY: Kolejna ofiara Roberta Mazurka, Majmurek o elitarnym getcie opozycji, Pomaska o kandydowaniu w Gdańsku

 300LIVE: Gliński podnosi limit dla twórców, Rzepecki usunięty z kolejnej komisji, Krasnodębski o rekonstrukcji, Karczewski o liście krajowej:http://300polityka.pl/live/2017/09/29/

— GRZEGORZ SROCZYŃSKI ODCHODZI Z GW: “Grzegorz Sroczyński nadal będzie prowadził niedzielną audycję „Świat się chwieje” w Tok FM (Agora, Polityka). Planów zawodowych jednak nie zdradza. – Rozważam różne propozycje – mówi tylko”. http://www.press.pl/tresc/50196,grzegorz-sroczynski-odchodzi-z-_gazety-wyborczej_

— DŁUŻSZE FRAGMENTY HOMILII KARD. NYCZA: “– Nikt nie przypuszczał, że jubilat się znajdzie w takiej sytuacji głębokiej troski o samą instytucję i ludzi, i jednocześnie głębokiej obawy o jej przyszłość. I w tym kontekście, mimo wszystko, głębokiej nadziei, że mądrość zwycięża i że w tym wypadku też zwycięży – powiedział metropolita warszawski. W trakcie homilii kardynał zaznaczył, że prosi Boga, „żeby nic złego się nie stało; żeby nie został zachwiany żaden fundament w tym, co nazywamy trójpodziałem władzy i służbą na rzecz państwa i na rzecz człowieka”. http://laboratorium.wiez.pl/2017/09/28/kard-nycz-w-homilii-na-100-lecie-sadu-najwyzszego-starajcie-sie-ocalic-sprawiedliwosc/

— ANDRZEJ RYSUJE: Z okazji 100-lecia Sądu Najwyższego Jarosław Kaczyński przesyła życzenia stu lat #SądNajwyższy https://mobile.twitter.com/andrzejrysuje/status/913400860272668673

— KOLEJNY SKANDAL W STOLICY, ODDALI KAMIENICĘ 128-LATKOWI – tytuł w Fakcie. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/bezczelnosc-warszawskich-urzednikow-w-haniebny-proceder-wmieszali-zmarlych/42nztwp

— SE O CÓRCE PIOTROWICZA: “Jak ustalił „Super Express”, Barbara Piotrowicz (34 l.), córka posła PiS Stanisława Piotrowicza (65 l.), zarobiła w ciągu roku jako  prokurator rejonowa w Krośnie pokaźną sumę pieniędzy. Posadę otrzymała BEZ KONKURSU dzięki decyzji prokuratora krajowego Bogdana Święczkowskiego (47 l.). http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/corka-posla-piotrowicza-zarobila-MAJATEK_1020216.html

— KOLEJNA OFIARA MAZURKA – fragment rozmowy z Kingą Gajewską w DGP: “A propos, ma pani czas czytać książki?

Teraz czytam „Populizm”, nie pamiętam autorki opracowania.

A jakieś powieści?

Właśnie skończyłam „Annę Kareninę”.

Ale autora pani pamięta?

(cisza) Bułhakow?

Nie, ale też Rosjanin. Lew Tołstoj.

Oczywiście, Tołstoj! Będę wdzięczna.

Nie ma mowy, każdy się może pomylić. Ja zawsze zapominam nazwiska. Wracając do „Anny Kareniny”. Płakała pani?

Czy płakałam? Ryczałam jak bóbr.

Ja płakałem tylko przy „Winnetou”. Miałem jedenaście lat. Myślałem, że przyzna się pani do kryminałów.

Ostatnio dostałam od Michała Boniego „Spisek”, political fiction ze starożytności. I tu znam nazwisko autora – Harris – ale nie pamiętam imienia.

Jeśli to ten Harris, o którym myślę, to Robert.

Rzeczywiście, Robert, dziękuję. Ale nie chcę rozmawiać tylko o lekturach. O edukacji powinniśmy rozmawiać tak bardziej otwarcie. Dla mnie największą wartością jest wolność, wszelka wolność i szkoła nie powinna zabijać wolności wypowiedzi, musi uczyć krytycznego myślenia”.

http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/559220,kinga-gajewska-poslanka-po-rozmawia-z-robertem-mazurkiem.html

— OPOZYCJO, WYJDŹ Z ELITARNEGO GETTA – Jakub Majmurek w GW: “Podział na „partię zwykłych ludzi” i elity nie musi jednak pokrywać się z empiryczną rzeczywistością, by skutecznie politycznie działać i pracować na korzyść Nowogrodzkiej. Jeśli opozycja nie zedrze etykiety „partii elit”, bardzo trudno będzie jej wygrać z PiS-em”.

— MAJMUREK O DWÓCH PŁUCACH OPOZYCJI: “Opozycja potrzebuje dziś dwóch płuc – liberalnego i socjalnego. Tylko atakując PiS z tych dwóch stron, jest w stanie go pokonać. Jeśli obronie liberalnego minimum będzie towarzyszył mocny, czasem wręcz populistyczny przekaz socjalny, PiS-owi będzie trudniej polaryzować scenę polityczną w korzystny dla siebie sposób, przedstawiając się jako jedyny wyraziciel trosk „szarego człowieka”.

— OPOZYCJA TKWI W MIEJSCU – konkluzja Majmurka: “Gdyby opozycja broniła sądów, mając swoje własne projekty zmian, Nowogrodzkiej i jej mediom o wiele trudniej byłoby ją rozegrać jako obrońców przywilejów „sędziowskiej kasty”. Tymczasem dziś parlamentarna opozycja jest dokładnie w tym samym punkcie co w lipcu – a w Polsce PiS-u ktoś, kto nie chce się cofać, nie może stać w miejscu”. http://wyborcza.pl/7,75968,22441671,opozycjo-wyjdz-z-elitarnego-getta.html

— KAŻDY KOLEJNY POSEŁ W PIS TO FATALNE WIADOMOŚCI DLA TANDEMU ZIOBRO-GOWIN – pisze w GW Michał Wilgocki: “PiS jest coraz mniej uzależniony od swoich koalicjantów w obozie Zjednoczonej Prawicy – Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Polski Razem Jarosława Gowina. I odwrotnie – każdy kolejny sejmowy mandat w puli Prawa i Sprawiedliwości to fatalne wiadomości dla tandemu Ziobro – Gowin: im mniej będą potrzebni do utrzymania większości w parlamencie, tym bardziej będą zdani na łaskę i niełaskę prezesa Kaczyńskiego, a ich pole do politycznych manewrów zostanie radykalnie ograniczone”. http://wyborcza.pl/7,75398,22441753,czy-prezes-kaczynski-zacznie-zjadac-przystawki-ma-coraz-wiekszy.html

— KACZYŃSKI WYŚLE DUDZIE NEGOCJATORÓW – Fakt (Magdalena Rubaj): “– Przewaga jednego głosu jest niepewna, zawsze ktoś się może wyłamać – mówi nam informator z PiS, pokazując ile jest fałszu w publicznych stwierdzeniach, że nie chodzi o wybieranie „naszych” sędziów. PiS może zaproponować własne rozwiązania, np. wybór większością 2/3 w Senacie. Bo może tam liczyć na 65 senatorów, więc ma szansę wybrać ich samodzielnie. Wystarczy nieobecność dwóch senatorów z PO”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/pis-o-prezydenckim-projekcie-ustawy-o-krs/rkb7jrj

— MONIKA OLEJNIK W GW: “W Jarosławie Kaczyńskim jest samo dobro, ale jest pamiętliwy. Niczego nie zapomni. Ani prezydentowi Dudzie, ani jego żonie”.http://wyborcza.pl/7,75968,22441585,wszystkie-zale-prezesa.html

— ZA IN VITRO GROŻĄ KARY – jedynka GW.

— PIS ZAMYKA SKLEPY W NIEDZIELE – jedynka Faktu.

— ADRIANA ROZWADOWSKA O HANDLU W NIEDZIELĘ W KONTRZE DO WITOLDA GADOMSKIEGO (GW): “W wielu europejskich krajach, np. w Niemczech, w niedzielę nie kupimy prawie nic. Ale nie dziwi mnie szalony opór polskiego społeczeństwa przed ograniczeniem handlu w niedziele, bo w postrzeganiu ładu społecznego bliżej nam do Amerykanów niż do Niemców”. http://wyborcza.pl/7,155290,22441937,czy-zakaz-handlu-w-niedziele-ma-sens-nie-wierze-ze-ktos-musi.html

— GADOMSKI: “Rząd, a szczególnie wicepremier Morawiecki, wiele mówi o przyspieszeniu wzrostu i szybszym doganianiu krajów bogatych. Najwyraźniej nie zdaje sobie sprawy, że bogactwo bierze się z pracy. Jesteśmy krajem o średnim poziomie rozwoju. Na odpoczynek przyjdzie czas, gdy dogonimy bogatszych”. http://wyborcza.pl/7,155290,22441942,czy-zakaz-handlu-w-niedziele-ma-sens-tu-chodzi-o-wzor-rodziny.html

— ELŻBIETA BIEŃKOWSKA O RUMUNII JAKO LIDERZE REGIONU… : “Polska przestała być liderem regionu – we wrześniowym przemówieniu Jean-Claude Junckera wielokrotnie padały słowa o Rumunii, a działania polskiego rządu w zawaluowany sposób krytykowane”. http://wyborcza.pl/10,82983,22442846,powinnismy-miec-wplyw-na-ksztaltowanie-europy-a-w-tej-chwili.html

— AFD UMOCNI PIS – Michał Płociński w RZ: “To oczywiście gorzki triumf, ale polska prawica miała rację – było przed czym przestrzegać. Niemcy mają coraz większy problem z własną historią”.

— ANDRZEJ ZOLL MA WĄTPLIWOŚCI KONSTYTUCYJNE CO DO WYBORU KRS ZAPROPONOWANEGO PRZEZ PAD: “Władza ustawodawcza nie może mieć przewagi w tworzeniu KRS, bo to byłoby nadużyciem kompetencji. Więc ustawa, która zakłada, że posłowie będą wybierać sędziów, jest niekonstytucyjna. Podobnie jak wygaszenie kadencji członków Rady przed ich zakończeniem”. http://wyborcza.pl/7,75398,22441723,prof-andrzej-zoll-sady-musza-pozostac-odrebne-i-niezalezne.html

— OLEJNIK WYGRAŁA Z PAWŁOWICZ W SĄDZIE WS STWIERDZENIA, ŻE POSŁANKA KRZYCZAŁA NA SALI SEJMOWEJ „ZAMKNIJ RYJ”: “Sąd pierwszej instancji przyznał rację Olejnik. Choć słów brakowało w sejmowym stenogramie, to to, że padły, potwierdzili w zeznaniach Janusz Palikot i Andrzej Rozenek. W procesie zeznawały też posłanki PiS. Elżbieta Kruk powiedziała, że marszałek na pewno ukarałby Pawłowicz za takie słowa (to dowód na to, że nie padły). Małgorzata Sadurska – że „mimo harmidru na sali takie stwierdzenie nie mogło umknąć stenografom”, a Józefa Hrynkiewicz – że „że powódka nie używa takiego języka”. http://wyborcza.pl/7,75398,22441451,monika-olejnik-wygrala-w-sadzie-z-krystyna-pawlowicz.html

— AGNIESZKA POMASKA O STARCIE NA PREZYDENTA GDAŃSKA: “– Będę kandydowała, jeśli nie wystartuje Paweł Adamowicz. Decyzję podejmie jednak partia – ocenia Agnieszka Pomaska”. http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22440142,kto-wystartuje-w-wyscigu-na-prezydenta-gdanska-adamowicz-walesa.html

300polityka.pl

Jakub Majmurek*

Opozycjo, wyjdź z elitarnego getta

Czarny protest w Warszawie, 3 października 2016

Czarny protest w Warszawie, 3 października 2016 (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Jeśli opozycyjnej obronie liberalnego minimum będzie towarzyszył mocny przekaz socjalny, PiS-owi będzie trudniej prezentować się jako jedyny wyraziciel trosk „szarego człowieka” i jego obrońca

Partia Jarosława Kaczyńskiego wykorzystuje charakterystyczny dla wszystkich populizmów antyelitarny język, podział na „nas” i na „nich”. Skutecznie rozgrywa podział między reprezentowaną rzekomo przez siebie większością a „postkomunistycznymi elitami” i ich klientelą. Ten podział od 2015 r. coraz silniej określa scenę polityczną. Jak zauważył niedawno w „Polsce The Times” Witold Głowacki, liberalne centrum dość skutecznie zepchnięte zostało do „klasowego getta byłych elit”…

 

wyborcza.pl

Liberalna opozycja w służbie Jarosława Kaczyńskiego

Witold Głowacki, 

Słabnąca, niechciana nawet przez własny elektorat, zepchnięta do klasowego getta byłych elit – takiej opozycji potrzebuje PiS. Platforma, Nowoczesna i ich medialne zaplecze ochoczo się na to godzą – i maszerują na pożarcie.

Parlamentarna opozycja nie potrafi wyjść z mimowolnego sojuszu z PiS. Na ochotnika zgłasza się do roli pożytecznych idiotów Jarosława Kaczyńskiego. Wciąż wierząc w politykę opartą na skrajnej polaryzacji postaw i emocji, nie pojmuje, że w tej grze będzie już tylko jeden wygrany – Prawo i Sprawiedliwość. I że w oparciu o chorobę dwubiegunową z ery PO-PiS-u nie da się już tworzyć i napędzać politycznego duopolu przynoszącego obu stronom korzyści.

 

Zmieniając w 2014 roku dość zasadniczo swoją strategię polityczną Prawo i Sprawiedliwość zmieniło też te obowiązujące przez dekadę reguły. Partia Kaczyńskiego przestała grać w grę opartą na podziałach takich „centrum-prawica”, „konserwatyzm-modernizacja”, „mohery-lemingi”. Teraz gra opiera się przede wszystkim na skutecznie narzuconym przez PiS podziale: „my pracujemy dla szarego człowieka” versus „oni pracują dla elit”. A tymczasem „szarych ludzi” było, jest i będzie po prostu więcej.

 

Liberalna opozycja coraz gorzej więc wypada w sondażach, w tych ostatnich notowania PiS bywają więcej niż dwukrotnie wyższe niż wynik Platformy, Nowoczesna plasuje się zaś poniżej 10 proc. To nie koniec złych dla opozycji wieści – bo coraz mniej zadowolony jest z głównych partii opozycyjnych ich własny elektorat. Widać to nie tylko w mediach społecznościowych czy w publicystyce. Ciekawe, dość nietypowe badanie przeprowadziła właśnie sondażownia IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej”. Zadano w nim pytanie o stopień identyfikacji wyborców z partiami, na które skłonni byliby głosować. I o ile z PiS utożsamia się ok. 80 proc. wyborców tego ugrupowania, o tyle w wypadku wyborców Platformy tych identyfikujących się z własną partią jest już tylko 59 proc. W wypadku Nowoczesnej zaś zaledwie 46 proc.

 

Mówi nam to bardzo wyraźnie, że mniej więcej połowa (prawie w wypadku PO, ponad w wypadku N) elektoratu opozycji opowiada się za daną partią najwyżej na pół gwizdka, wyłącznie z braku lepszej propozycji. Dodatkowym potwierdzeniem jest tu jeszcze jedno pytanie zadane przez IBRiS – otóż to właśnie wyborcy opozycji stanowią zdecydowaną większość wśród aż 51 proc. Polaków przekonanych, że na polskiej scenie brakuje wystarczającej oferty partii politycznych.

 

Stan rzeczy jest więc taki, że opozycja jest słaba, a jej elektorat coraz wyraźniej się zniechęca. Spokojnie można zaryzykować tezę, że tę słabo identyfikującą się z partiami opozycji połowę ich elektoratu trzyma przy Platformie i .N już tylko i wyłącznie sprzeciw i niechęć wobec polityki, języka i antyustrojowych działań PiS.

 

Taka sytuacja to wymarzony prezent dla Prawa i Sprawiedliwości. Oto powoli zaczyna się spełniać – irracjonalne jeszcze nawet w trakcie kampanii 2015 roku – marzenie PiS o powtórce scenariusza z Węgier, gdzie słaba, wciąż obciążona dziedzictwem własnych kompromitacji sprzed lat opozycja nie stanowi dziś praktycznie żadnego realnego zagrożenia dla rządzącego Fideszu Victora Orbana.

 

Polskie liberalne centrum zdaje się tego nie dostrzegać. Nadal nie podejmuje autorefleksji, nie bierze się za rachunek sumienia i za próby przedefiniowania swej tożsamości. Zamiast tego inercyjnie podąża dobrze znanymi koleinami, popełniając błąd za błędem, a każdą próbę krytyki uznając za świadomą lub nieświadomą grę na rzecz PiS.

 

Tymczasem Prawo i Sprawiedliwość przeprowadza kolejne ruchy utwierdzające Polaków w przekonaniu, że jest partią ciężko pracującą dla „szarego człowieka”. Ruszają pilotaże Mieszkania Plus, a chętni walą drzwiami i oknami – co było całkowicie do przewidzenia – i to mimo wplecionych w ustawy uruchamiające program zapisów o eksmisji na bruk, o których zresztą nie przypomina nikt poza lewicą społeczną. Jednocześnie PiS jedną ręką wprowadza obskuranckie zapisy do szkolnych podstaw programowych, ale drugą szykuje w tych samych szkołach darmowe wizyty u dentysty i darmowe wersje obiadów. Rusza nawet dobrozmienna wersja „Orlików”. To wszystko będzie procentowało.

 

Ale opozycja woli nie przyjmować tego wiadomości. Woli tkwić na pozycjach, które zajęła jesienią 2015 roku. I umacniać się w postawach, które prowadzą donikąd. Oto mały katalog tych postaw.

 

Cel to odsunąć PiS od władzy!

 

Serio liberalno-centrowa opozycjo? Jesteście w polityce właśnie po to? Dokładnie w tym celu startowaliście do Sejmu w 1997 albo i w 2015 roku? Nie wydaje mi się – bo jakoś nie pamiętam, żeby były to momenty w których PiS był u władzy. Wydaje mi się za to, że w polityce jest się zwykle po to, żeby zdobyć władzę, stworzyć rząd i urządzać Polskę tak, jak się to uważa za słuszne. W 2015 roku właśnie tak pokonał Platformę PiS. Szedł do wyborów ze swą dość jasno wyłożoną opowieścią o „dobrej Zmianie”, z listą konkretnych obietnic, z elektryzującym tłumy hasłem o 500 złotych na każde (wtedy jeszcze) dziecko i z pomysłem na rząd, w którym Beata Szydło jest premierem a Jarosław Gowin ministrem obrony. I tak, to wszystko podziałało.

polskatimes.pl

Prezydium klubu PiS zarekomendowało wydalenie posła Rzepeckiego

Foto: tv.rp.pl

Prezydium klubu PiS zarekomendowało wydalenie posła Łukasza Rzepeckiego z klubu parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości – poinformowała dziennikarzy rzeczniczka PiS Beata Mazurek.

Najmłodszy, 24-letni poseł w Sejmie naraził się swojej macierzystej partii po raz kolejny, głosując za uchyleniem immunitetu partyjnemu koledze Dominikowi Tarczyńskiemu.

Wcześniej, w lipcu tego roku, głosował przeciwko projektowi PiS-owskiemu projektowi ustawy o Funduszu Dróg Samorządowych, nazywając narzucane przez nie opłaty „nieludzkimi”, i wstrzymaniem się od głosu podczas głosowania ustawy o SN.

Rzepecki nie krył również, że jest dumny z zawetowania przez Andrzeja Dudę PiS-owskich projektów ustaw o KRS i SN, protestował też przeciwko nazywaniem posłów opozycji „kanaliami i zdradzieckimi mordami”, jak nazwał ich z mównicy sejmowej Jarosław Kaczyński.

Za swoje niesubordynacje został ukarany w kolejności: usunięciem z sejmowej komisji ds. unii Europejskiej i dziś – z komisji regulaminowej, spraw poselskich i immunitetowych.

Decyzja zarządu klubu PiS była jednogłośna. Sam Rzepecki w rozmowie telefonicznej z TVN24 nie krył zaskoczenia tą decyzją, ale jej nie skomentował.

rp.pl

Nie nazywajmy tego reformą sądów

Witold Głowacki, 

Ustawy o sądach w kształcie z lipca nie były żadną reformą sądownictwa, tylko próbą przejęcia nad nim kontroli przez obóz władzy – słusznie oprotestowaną przez Polaków. I słusznie, choć jedynie w części, zablokowaną przez prezydenta. Szkoda więc, że, po ogłoszeniu przez prezydenta jego własnych projektów, widzimy że o reformie – naprawdę potrzebnej polskiemu sądownictwu – nadal nie ma mowy. Reforma bowiem oznaczałaby choć próbę spełnienia społecznych oczekiwań dotyczących sądownictwa.

 

A czego chcą Polacy od sądów? Przede wszystkim – to jasne, ta odpowiedź jest za prosta nawet do „Familiady” – radykalnego skrócenia czasu trwania postępowań – w tym być może wręcz wprowadzenia ustawowych limitów dotyczących czasu . Skutecznych sankcji i możliwości interwencji w wypadku przewlekłości procesów. Likwidacji tych kompletnych absurdów i przynoszących wstyd polskiemu państwu w rodzaju rocznego oczekiwania na samo wyznaczenie terminu rozprawy (który przypadać może za kolejnych kilka miesięcy.

Niższych opłat sądowych. Lepszego i tańszego dostępu do pomocy prawnej. Dziesiątek a być może setek różnego kalibru korekt w kodeksach postępowania cywilnego i administracyjnego, polegających na doprecyzowaniu przepisów, uściślaniu terminów ich wykonywania, uporządkowaniu trybów skarżenia poszczególnych czynności czy składania na nie zażaleń. Przekształcenia nieszczęsnego e-sądu w Lublinie z maszyny dla firm windykacyjnych do wyciągania z nieświadomych obywateli horrendalnych odsetek za dawno przedawnione długi, w rzeczywiste usprawnienie dla realnych wierzycieli. Można wymieniać długo.

 

Czy Polacy chcą natomiast, żeby sądy podlegały władzy politycznej? Nie. Chcą za to sądów niezawisłych, wolnych od nacisków władzy, biznesu czy mediów – i sprawiedliwych dla każdego obywatela niezależnie od jego poglądów, sympatii politycznych, statusu społecznego i materialnego. Czy interesuje ich to, według jakiej dokładnie procedury wybierani są członkowie KRS? Niespecjalnie. Czy w ogóle wiedzą, co to jest KRS? Na pewno wie to mniejsza część Polaków niż ta, która wie, co to takiego Trybunał Konstytucyjny. Czy wreszcie Polakom zależy na tym, żeby I prezesem Sądu Najwyższego była jakaś konkretna osoba, lub żeby nie była nim inna osoba? Nie, naprawdę nie.

 

Ale to właśnie tego rodzaju spraw dotyczą wszystkie trzy ustawy – w tym dwie przygotowane na nowo przez prezydenta. To są sprawy, na których zależy obozowi władzy.

 

Charakter reformy (mniej lub bardziej dyskusyjnej) mają najwyżej poszczególne przepisy tych trzech ustaw. W wypadku ustawy o sądach powszechnych, która weszła już w życie, można się długo spierać na temat tego, czy wprowadzenie zasady losowania sędziów do poszczególnych spraw rzeczywiście usprawni orzekanie, ale przynajmniej jest to jakaś próba zmiany status quo. W wypadku prezydenckiego projektu ustawy o SN propozycją wartą dyskusji jest instytucja skargi nadzwyczajnej, choć możliwość zaskarżenia przez najbliższe 3 lata wszystkich orzeczeń z ostatnich 20 lat zawiera w sobie sporo niebezpieczeństw. Kontrowersyjne jest także łączenie nowej izby SN, która miałaby rozpatrywać skargi nadzwyczajne z dotychczasową Izbą Spraw Publicznych (orzekającą m.in. o prawidłowości przebiegu wyborów). Nie jest zaś złym pomysłem wprowadzenie do SN nowej Izby Dyscyplinarnej.

 

Ale na tym koniec. Trzy wymienione wyżej zmiany to najwyżej przypisy do długiej listy realnych oczekiwań Polaków dotyczących sądownictwa. Nad tymi oczekiwaniami obóz władzy po prostu przechodzi do porządku dziennego, przywołując je wybiórczo i ogólnie wyłącznie dla uzasadnienia własnych oczekiwań. I właśnie dlatego nie mamy do czynienia z żadną reformą sądownictwa.

polskatimes.pl

gazeta_wyborcza Gombrowicz – zalękniony geniusz, przenikliwy błazen.

Gdy propaganda wciska narodowi kit o naszej mocarstwowości, on jako jeden z niewielu wieszczy tragedię i zniszczenie ojczyzny.
Opowieść Klementyny Suchanow o nieżyjącym od niemal pół wieku pisarzu jest jedną z najbardziej aktualnych książek o Polsce.

W Gorącej Wyborczej na Chłodne Wieczory polecamy opowieść o Witoldzie Gombrowiczu pióra Krzysztofa Vargi.

Mizogin Radziwiłł – mści się za Barbare Radziwiłłównę?

To jest minister, który zajmuje się wyłącznie walką z kobietami – B. Arłukowicz o praktycznej likwidacji in vitro przez ministra zdrowia

Bartosz Arłukowicz, Roman Imielski; Zdjęcia: Igor Nizio; Montaż: Katarzyna Szczepańska, 29.09.2017

Próby zaostrzenia aborcji, zniesienie standardów okołoporodowych, teraz likwidacja in vitro – ten minister zajmuje się wyłącznie walką z kobietami – mówi w 3×3 poseł PO, były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz . Obecny minister Konstanty Radziwiłł forsuje przepisy, które de facto blokują samorządom możliwość finansowania zabiegów in vitro. Rząd ogranicza wolność samorządom – dodaje rozmówca Romana Imielskiego. Świat nagradza twórcę metody in vitro nagrodą Nobla, u nas się in vitro likwiduje; to pokazuje, jak daleko odbiegliśmy od cywilizacji – stwierdza poseł PO.

wyborcza.pl

Dziś urodziny Lecha Wałęsy. Historycznego, niepodważalnego przywódcy „S” i Sierpnia’80.Sto lat i dużo sukcesów Panie Prezydencie! Dziękujemy

#RZECZoPOLITYCE Rabiej: Skończy się jak z Lechem Kaczyńskim

Foto: rp.pl

Jeśli prezydentem Warszawy zostanie kandydat Prawa i Sprawiedliwości, stanie się to, co stało się w przypadku Lecha Kaczyńskiego – wstrzymanie inwestycji – uważa Paweł Rabiej z .Nowoczesnej, kandydat tej partii na stanowisko prezydenta stolicy.

– Zabrakło zdrowego rozsądku – tak Paweł Rabiej z .Nowoczesnej określił przyznanie kuratora w warszawskim procesie reprywatyzacji osobie, która zmarła w 1949 roku.

Pytany o to, co jako prezydent Warszawy zrobiłby w związku z reprywatyzacją Rabiej odparł, że zarzuca obecnej władzy, iż nie wystąpiła z wystarczającymi inicjatywami prawnymi. Przypomniał też, że apelował do Gronkiewicz-Waltz, by podała się do dymisji. – Ale minimum, które powinno zostać spełnione, to przyznanie, że reprywatyzacja w Warszawie jest problemem – mówił Rabiej.

Rabiej zauważył, że trudno podważać osiągnięcia obecnych władz w Warszawie i że w tej sytuacji łatwiej byłoby prezydent Gronkiewicz-Waltz bronić swojego dorobku, gdyby przyznała się do błędów podczas procesu reprywatyzacji w stolicy.

– PO będzie miała w Warszawie problem z wyborami samorządowymi – ocenił poseł.

Co do przesunięcia terminu wyborów, zarówno 4, jak i 18 listopada uznał za daty ryzykowne. – Warto rozsunąć datę referendum i wyborów. 11 Listopada może zamienić się w święto jednej partii politycznej – ostrzegł Rabiej.

Pytany o ewentualnych kontrkandydatów do stanowiska prezydenta Rabiej uznał, ze rozsądnie postąpiłaby PO, gdyby poparła jego kandydaturę. Z kolei kandydatów PiS ocenił pod względem braku pozytywnego programu. – Skończy się jak z Lechem Kaczyńskim – wstrzymaniem inwestycji – uważa Rabiej.

Projekt budowy centralnego portu lotniczego Rabiej uznał za kontrowersyjną inicjatywę, która powinna być szczegółowo przemyślana i wyceniona. – Pytanie, co zrobić z Modlinem, Okęciem, jest dużo pytań, które należy postawić przed rozpoczęciem realizacji takiej inicjatywy.

Rabiej mówił o programie .Nowoczesnej „Warszawa z rozmachem”. Jego prezentację zapowiedział w przeciągu tygodnia-dwóch, jednocześnie podkreślił, że trwają w tej sprawie konsultacje.

rp.pl

PIT: limit 50-proc. kosztów autorskich zostanie zwiększony do 160 tys. zł

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Limit dla twórców, od którego będzie można liczyć 50-proc. koszty uzysku, zostanie dwukrotnie zwiększony – poinformował w piątek wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.

„Jest zgoda Ministerstwa Finansów, żeby dwukrotne zwiększyć limit, od którego można liczyć 50-proc. koszty uzysku, co dla wszystkich środowisk twórców, artystów, dziennikarzy, naukowców, myślę, że jest dobrą wiadomością” – powiedział Gliński.

Dodał, że limit zostanie zwiększony z ok. 80 tys. zł do ok. 160 tys. zł. „I do takiej sumy będzie można odliczać te koszty 50 proc.” – dodał.

Wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki powiedział, że podniesienie limitu ulgi dla twórców to dla budżetu koszt ok. 200 mln zł.

rp.pl

Noc cudów-PiS zmienia zdanie. Wczoraj przeciw projektowi PO, dziś decyzja o zwiększeniu limitu, od którego twórcy odliczą 50% kosztów uzysku

Ile kosztowała sierpniowa miesięcznica? Wiceszef MSWiA mówi, że nie wie. Nam udało się zdobyć te dane

TVN24, Robert Zieliński (r.zielinski@tvn.pl), 29.09.2017

Miesiecznica-16.jpg© tvn24 Miesiecznica-16.jpg

 

Nie da się policzyć, ile policję kosztowała ochrona miesięcznicy w sierpniu – twierdzi wiceminister spraw wewnętrznych Jarosław Zieliński, odpowiadając na poselską interpelację. Tymczasem redakcja tvn24.pl bez problemów dowiedziała się, na ile stołeczna policja wyceniła swoją pracę.

O to, ile w sierpniu policję kosztowała ochrona sierpniowej miesięcznicy zapytała w swojej interpelacji posłanka Platformy Obywatelskiej Monika Wielichowska.

Miesięcznica, koncert i mecz

„Zabezpieczenia cyklicznych zgromadzeń publicznych związanych z comiesięcznymi obchodami upamiętniającymi katastrofę smoleńską są realizowane w formie operacji policyjnych zarządzanych przez Komendanta Stołecznego Policji. Zabezpieczenie obejmowało również inne zgromadzenia publiczne odbywające się w Warszawie oraz masową imprezę sportową (mecz piłki nożnej Legia Warszawa IFK Mariehamn i masową imprezę artystyczno-rozrywkową (koncert zespołu Depeche Mode)” – wyjaśniał nadzorujący policję sekretarz stanu w MSWiA Jarosław Zieliński.

Według niego, to uniemożliwia policji rachubę kosztów.

„Istnieje możliwość określenia wysokości całościowych kosztów operacji policyjnej w danym okresie, natomiast nie jest możliwe określenie wysokości kosztów z podziałem na zabezpieczenie poszczególnych wydarzeń w czasie trwania operacji policyjnej” – napisał wiceminister Zieliński.

Z jego odpowiedzi wynika, że stołeczna policja traktuje mecz Legii (19 lipca), koncert Depeche Mode (21 lipca) i w końcu sierpniową miesięcznicę jako jedną operację policyjną.  Sprawdziliśmy to.

Pół miliona

Redakcja tvn24.pl zadała Komendzie Miejskiej Policji pytanie o koszt sierpniowej miesięcznicy. Odpowiedź przyszła po 24 godzinach: „Zabezpieczenie wszystkich manifestacji i zgromadzeń odbywających się w Warszawie 10 każdego miesiąca realizowane jest w formie operacji policyjnej. Koszt zabezpieczenia powyższych zgromadzeń i manifestacji, które miały miejsce 10 sierpnia, to 430 215 złotych i 28 groszy” – brzmi odpowiedź.

Koszty miesięcznic

Koszty policyjnych operacji podczas miesięcznic poszybowały w górę po przejęciu władzy przez obóz Prawa i Sprawiedliwości.

Z odpowiedzi, które na swoje pytania otrzymał od komendanta głównego policji poseł PO Cezary Tomczyk wynika, że w 2015 roku zabezpieczenie wszystkich dwunastu uroczystości pochłonęło w sumie 700 tysięcy zł.

Tymczasem w tym roku każda kolejna operacja kosztowała ponad 400 tysięcy zł.  Dwukrotnie suma przekroczyła 700 tysięcy zł – w kwietniu oraz w lipcu. Za pierwszym razem, dlatego, że była to rocznica i uroczystość była większa niż wcześniej, a także towarzyszyło jej wiele innych wydarzeń. W lipcu przyczyną wzrostu kosztów był natomiast zakup przez logistyków komendy stołecznej dodatkowego sprzętu.

msn.pl

Powinniśmy mieć wpływ na kształtowanie Europy. A w tej chwili nie mamy żadnego – wywiad z komisarz Elżbietą Bieńkowską

Elżbieta Bieńkowska, Dorota Wysocka-Schnepf; Zdjęcia: Paweł Głogowski; Montaż: Michał Szyszka, 29.09.2017

– Myśmy nie wchodzili do UE dla pieniędzy – mówi w wywiadzie ‚Wyborczej’ komisarz Elżbieta Bieńkowska. Polacy wciąż są jednym z najbardziej proeuropejskich społeczeństw, ale działania polskiego rządu mogą prowadzić do obniżania zaufania Unii do Polaków. – We wszystkich rozmowach: i prywatnych, i służbowych staram się pokazać tę linię: rząd polski, jakikolwiek by nie był, to nie jest całe społeczeństwo.
Podkopywanie wartości europejskich, w tym praworządności, jest w ocenie rozmówczyni Doroty Wysockiej-Schnepf największym zagrożeniem dla jedności UE, większym nawet niż brexit. – Renesans europejskości następuje w wieli krajach naszego kontynentu. Nawet pomimo tego, że takie partie jak niemiecka AfD wchodzą do parlamentu – podkreśla polska komisarz. – Oczywiste jest, że nie ma jednego wyjścia i rozwiązania dla Europy. Dlatego potrzebna jest rozmowa. Niestety, podejście polskiego rządu, spycha nas na obrzeża Europy – dodaje Elżbieta Bieńkowska. Polska przestała być liderem regionu – we wrześniowym przemówieniu Jean-Claude Junckera wielokrotnie padały słowa o Rumunii, a działania polskiego rządu w zawoalowany sposób krytykowane.

wyborcza.pl

 

Kowal: Obserwujemy postępujący proces dekompozycji obozu rządzącego

– To, co obserwujemy to jest postępujący proces… Dekompozycji, dekompozycji. Ja bym powiedział dekompozycji obozu rządzącego. On się z czasem podzieli na ten prezydencki i okołoprezydencki oraz tę część partyjno-rządową – mówił Paweł Kowal w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

– Myślę, że tak to się skończy, że różni politycy będą czuli, że tam mają swój parasol i pod ten parasol czasem sobie pojadą na Krakowskie Przedmieście – mówił dalej.

 

Sejm nie zajmie się projektem dot. komisji śledczej ws. SKOK-u Wołomin

W Sejmie nie odbędzie się I czytanie projektu uchwały ws. powołania komisji śledczej ds. SKOK-ów. Posłowie – przede wszystkim z klubu PiS – odrzucili wniosek o uzupełnienie porządku obrad o ten punkt.

 

„Poprzedni rząd zlikwidował”. Morawiecki i Gliński zapowiadają zwiększenie ulg dla artystów

– Jak pamiętamy, w 2012 roku poprzedni rząd zlikwidował ulgi dla twórców. Nasz rząd wprowadził do prac rządu ustawę, która miała przywrócić te ulgi. Pracujemy nad nią już od roku i dzisiaj mamy pierwszą dobrą informację. Jest zgoda, decyzja premiera Morawieckiego na to, żeby zwiększyć limit dwukrotnie od którego można liczyć 50% koszty uzysku, co dla wszystkich środowisk twórców, artystów, dziennikarzy, naukowców myślę jest dobrą wiadomością – poinformował Piotr Gliński na briefingu w Sejmie. Jak dodał Mateusz Morawiecki, jest to możliwe dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego.

Limit będzie zwiększony z 80 do 160 tys. zł. Koszt budżetowy to około 200 mln zł. Zmiana ma wejść w życie w przyszłym roku.

 

Krasnodębski: Wydaje mi, się że dochodzimy do pokoju na górze

– Wydaje mi się, że dochodzimy do pokoju na górze. Potyczka normalna w demokracji chyba się kończy i ucierają się stanowiska. Myślę, że tak [prezydent jest z nami]. To, co łączy obóz dobrej zmiany czy PiS to pewne zasady ideowe. Jeżeli pan pyta o sytuację pewnego napięcia w relacjach, to ona się pojawiła po wetach prezydenta, które były trochę niespodziewane – mówił Zdzisław Krasnodębski w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM. Jak dodał, pewne zmiany, które są głębokie, zwykle się przeprowadza dosyć szybko, bo rewolucja ma swoje zasady.

– Myślę, że prezydent zrozumiał, że jeżeli ma się opierać na kimś w przyszłości, to musi się opierać na większości parlamentarnej – dodał.

300polityka.pl

. na : nie wchodziliśmy do Unii dla pieniędzy. Weszliśmy do niej ze względu na wyznawane wartości! Pieniądze przyszły, bo takie są zasady!

 

Urażona duma Krystyny Pawłowicz. Prawicowa prasa oburzona jej przegraną w sądzie znalazła pretekst do nagonki

Pawłowicz przegrywa w sądzie z Moniką Olejnik. Prawicowa prasa oburzona. Szykuje się niezła nagonka?

fot. flickr/P.Drabik/Shutterstock/MediaPictures.pl

Sąd Apelacyjny w Warszawie zadecydował dziś, że Monika Olejnik nie musi przepraszać posłanki Prawa i Sprawiedliwości Krystyny Pawłowicz, za podanie przez Olejnik w 2014 roku informacji, że parlamentarzystka PiS miała się w Sejmie obraźliwie zwracać do innych posłów, w tym do ówczesnego marszałka Radosława Sikorskiego. Tym samym warszawski sąd nie uwzględnił apelacji Pawłowicz, która może jeszcze co prawda wnosić kasację do Sądu Najwyższego.

Ogromne oburzenie prawicowej prasy wywołał fakt, że Sąd Apelacyjny w Warszawie dał wiarę wersji wydarzeń przedstawionej przez Janusza Palikota i Andrzeja Rozenka, wówczas posłów ruchu Palikota… a nie trzem posłankom PiS.

Niezależna przedstawiła sprawę tak, jakby rozstrzygnięcie od początku było ukartowane, oczywiście na niekorzyść Pawłowicz.

Jak donosi proPiSowskie medium: „W felietonie dla „Gazecie Wyborczej” Olejnik napisała, że Pawłowicz w grudniu 2014 r. krzyczała na sali Sejmu do posłów i marszałka Radosława Sikorskiego: „Ty chamie, stul pysk!” i „Zamknij ryj!”. Poseł pozwała ją za to o ochronę dóbr osobistych, żądając przeprosin.

Nie od dziś wiadomo, że zdaniem polityków partii rządzącej jak i przychylnych im mediów, nie może być tak, że sąd tak po prostu orzeka sobie nie po ich myśli. Stąd też można mieć pewność, że atak na wymiar sprawiedliwości przybierze w najbliższych dnia wyłącznie na sile. O to przecież chodzi w całej nagonce na sądy.

Swoją drogą znając „nieposzlakowaną opinię” Krystyny Pawłowicz, mając do wyboru jej twierdzenie albo zdanie kogokolwiek innego, należałoby raczej przyznać rację przeciwnikowi pani poseł. Pawłowicz wielokrotnie wsławiła się chamskimi i niekulturalnym wypowiedziami pod adresem innych parlamentarzystów. W pewnym sensie posłanka jest sama sobie winna.

Na mocy orzeczenia posłanka PiS ma zwrócić Monice Olejnik 3200 złotych, tytułem kosztów procesu. Choć w tym wypadku większą stratą będzie zapewne urażona duma…

 

crowdmedia.pl

Totalniacy

28.09.2017
czwartek

„Totalna opozycja” – nie ma wystąpienia premier Szydło ani ministra Błaszczaka, w których nie byłoby mowy o „totalnej opozycji”. W języku rządzącej prawicy i jej mediów, opozycja nie istnieje, nie ma czegoś takiego jak opozycja – radykalna, mądra, głupia, umiarkowana. Jest tylko „opozycja totalna”. O ile mnie pamięć nie myli, autorem tego określenia jest Grzegorz Schetyna , który zapowiadał, że opozycja będzie totalna, co ochoczo podchwyciła władza o jej adwokaci.

W rzeczywistości, w odróżnieniu od rozproszonej i dość bezbarwnej opozycji, dużo bardziej wyrazista i totalna jest władza, w „jedną miażdżącą pięść zaciśnięta”. Ma ona jedną obowiązującą wizję Polski , Polek i Polaków, a nawet Europy. Ma program, który konsekwentnie realizuje i którego nikt w obozie rządzącym nie kwestionuje. Jeśli ktoś, jak prezydent Duda, oddali się na kawałek od tej wizji, to potem do niej powraca. Władza jest jak czołg, który niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze – służbę cywilną, dyplomację, generalicję, telewizję.

Władza jest totalna, ponieważ rozrasta się i orze we wszystkie strony i niczego nie pozostawia ugorem. Najnowsze posunięcia ministra wicepremiera Glińskiego są tego dobrym przykładem – teatry, filmy, festiwale – wszystko jest pod ścisłym nadzorem. No, i najważniejsze : organizacje pozarządowe, „czwarta władza”, bardzo ważny sektor, z założenia różnorodny, POZArządowy, wielobarwny, tęczowy i czarno-biały, duże organizacje i małe fundacje, wszystko to zostaje teraz wzięte za twarz, i wepchnięte w kaganiec zwany (o ironio!) Narodowym Instytutem Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. A może lepiej – jak mówi autor kabaretowy – Rządowe Centrum Organizacji Pozarządowych.

To władza jest totalna, ponieważ zagarnia i podporządkowuje sobie wszystko, o żadnym trójpodziale nie chce słyszeć, a jeśli już, to ma to być parlament PiS, rząd PiS i sądownictwo PiS. Jeden wielki ciąg technologiczny, który ma wykuwać Polskę, Polki i Polaków PiS: od naturalnego poczęcia, poprzez totalną edukację i politykę kulturalną, handel tylko w dni powszednie, aż po przyspieszone emerytury i naturalny zgon.

Wszystkie obszary życia są zagarniane przez totalną władzę. Na szczycie piramidy siedzi totalny prezes, „totalny”, ponieważ podlega mu wszystko, w tym „totalny” (już w cudzysłowie) prezydent, który nie jest do końca zwierzchnikiem i premier, która nie panuje do końca nad wszystkimi ministrami, jest raczej wykonawczynią niż autorką i sprawczynią polityki rządu, wreszcie ministrowie, którzy – jak Ziobro czy Gliński – usiłują zagarnąć jak najwięcej. Totalny jest też parlament, w którym rej wodzi totalna władza, wyznaczając kolejne sesje, głosowania i porządek obrad wedle swojego widzimisię. Prezydent widzi siebie w roli wielkiego selekcjonera, który na rampie będzie segregował 65-letnich sędziów na zdolnych do pracy lub nadających się na złomowanie.

Rządzą nami totalniacy. Totalna władza, która uzurpuje sobie totalne uprawnienia i kompetencje. Władza bezkarna i zdemoralizowana, która nie waha się za państwowe miliony stawiać partyjne bilbordy, a swoich przeciwników mieć za nawóz historii. Jak Ryszard Czarnecki, eurodeputowany, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, który na publicznym spotkaniu w USA powiedział, że Donald Tusk to „śmierdzący leń”. I nikt na to nie zwrócił uwagi, bo władza może wszystko – wszak jest totalna.

passent.blog.polityka.pl

Zmarł Hugh Hefner. „Dla kobiet to jest trudna postać”

28 września 2017

– Ten mężczyzna zbudował imperium, zmienił świat – mówił o Hugh Hefnerze redaktor naczelny Plejada.pl Marcin Cejrowski, który był gościem „Faktów z Zagranicy” TVN24 BiS. Jego zdaniem założyciel „Playboya”, choć redagował pismo erotyczne, to „paradoksalnie wyzwolił kobiety”. Psycholog Maria Rotkiel, drugi gość programu, stwierdziła jednak, że Hugh Hefner to „dla kobiet trudna postać”. – Więcej zyskałyśmy niż straciliśmy, ale dużo nam też krwi napsuł – oceniła. Tłumaczyła, że rewolucja seksualna wiązała się też z promowaniem trudnego do osiągnięcia dla kobiet ideału fizycznego.

W wieku 91 lat zmarł w środę założyciel „Playboya” Hugh Hefner, który w latach 60. pomógł zapoczątkować rewolucję seksualną swoim przełomowy magazynem dla mężczyzn i zbudował wokół niego imperium biznesowe.

(tvn24.pl)

Petru: ważne jest, żebyśmy się nie dali nabrać, że Duda jest w opozycji do PiS

28 września 2017

– Weta Andrzeja Dudy były naturalne, bo się przestraszył tłumów. Potem uszy po sobie, dostał dwie reprymendy od Jarosława Kaczyńskiego – mówił Ryszard Petru w programie „Fakty po Faktach”, oceniając prezydenckie projekty ustaw o KRS i SN.

(tvn24.pl)

Rzepliński: Sąd Najwyższy nie jest od tego, żeby tam zasiadali ławnicy

28 września 2017

– Skarga nadzwyczajna nie powinna funkcjonować w państwie prawa, bo obniża poziom zaufania do systemu sądowego – ocenił profesor Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego. W programie „Tak Jest” w TVN24 skomentował propozycje prezydenckich ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS.

(tvn24.pl)

Rzeczniczka Departamentu Stanu o Polsce: będziemy śledzić rozwój sytuacji bardzo uważnie

28 września 2017

Przedstawiliśmy nasze obawy dotyczące rządów prawa i zmian w tym zakresie w Polsce. Chcę, żeby to było jasne. Polska ma prawo do przeprowadzania reform dotyczących sądownictwa, ale takie reformy powinny być zgodne z polską konstytucją i najwyższymi standardami prawa międzynarodowego – powiedziała rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert. – Będziemy śledzić rozwój sytuacji bardzo uważnie – dodała.

(tvn24.pl)

Zofia Romaszewska: Sędziowie na demonstracjach? Wyrzuciłabym

Foto: Fotorzepa/ Radek Pasterski

– Pomysł chodzenia (przez sędziów) ze świeczkami, chodzenia na demonstracje, sędzia Żurek wzywa, że trzeba demonstrować… Są to w ogóle rzeczy wykluczone. Ja bym ich z zawodu wyrzuciła – powiedziała w TVN24 Zofia Romaszewska, społeczna doradczyni prezydenta Andrzeja Dudy, opozycjonistka w czasie PRL.

 

Prezydent Andrzej Duda informując w lipcu o zawetowaniu ustaw o Sądzie Najwyższym i KRS podkreślił, że odbył bardzo wiele konsultacji: z prawnikami, sędziami, adwokatami, profesorami, socjologami, filozofami i politykami, a także z Zofią Romaszewską. – Osobą, której nie trzeba chyba prezentować, damą Orderu Orła Białego, kobietą, człowiekiem, który jest symbolem walki z opresją, walki o wolną, suwerenną Polskę, ale przede wszystkim o wolność człowieka i o sprawiedliwość wobec człowieka – mówił. Dodał, że słowa Romaszewskiej najbardziej w niego uderzyły.

Zdaniem Romaszewskiej zawetowanie przez Andrzeja Dudę ustaw o KRS i Sądzie Najwyższym, uchwalonych przez sejmową większość, było niezbędne. – Ze względu na to, że należy tę władzę podzielić, a po drugie było niezbędne, żeby zwrócić uwagę na to, że problem reformy sądownictwa jest niezwykle ważny – mówiła w TVN24.

Dodała, że prezydent „niestety” nie mógł zawetować również ustawy o sądach powszechnych. – I bardzo dobrze, że nie zawetował, dlatego że trzeba rzeczywiście je przewietrzyć. Te układy należy jednak mimo wszystko rozbijać – powiedziała.

– Ja bym inaczej wietrzyła Sąd Najwyższy – stwierdziła doradczyni prezydenta. Zwróciła w tym kontekście uwagę na uczestniczenie przez sędziów w protestach społecznych ws. zawetowanych ustaw. – Sędziowie to jest specjalna kasta ludzi, uważam, że to powinni być ludzie absolutnie wyjątkowi i absolutnie nie wolno im wyrażać swoich poglądów politycznych publicznie. W żadnym wypadku, niezależnie od tego, co uważają, to ja muszę mieć poczucie, że wchodzę do sądu, moja sprawa będzie rozważana niezależnie od tego, jakie poglądy sędzia ma – mówiła.

– Pomysł chodzenia ze świeczkami, chodzenia na demonstracje, sędzia Żurek wzywa, że trzeba demonstrować… Są to w ogóle rzeczy wykluczone. Ja bym ich z zawodu wyrzuciła – stwierdziła Romaszewska. – Sędzia oczywiście ma tam jakieś poglądy, ale powinien je mieć głęboko schowane – dodała.

Romaszewska nie zgodziła się z poglądem, że wetując ustawy o KRS i SN, a następnie zgłaszając własne projektu, prezydent „rozbija obóz dobrej zmiany”. – Jestem zupełnie odwrotnego zdania. Pan prezydent go po prostu ratuje przed nieszczęściem. Myślę, że oni się dogadają na końcu w Sejmie, nie wyobrażam sobie, żeby nie. Tak wygląda polityka – powiedziała Zofia Romaszewska. – Myślę, że skończy się to jakimś kompromisem – dodała.

Więcej na tvn24.pl

rp.pl

NGO pod butem władzy

Newsweek Polska, Jarosław Makowski, 28.09.2017

© pap

 

Senat głosami PiS właśnie powołał właśnie Narodowy Instytut Wolności – Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego. Nowa instytucja ma promować rozwój społeczeństwa obywatelskiego, ale ma z nim tyle wspólnego, co pięść z okiem. O co więc chodzi? Raz: o kasę. Dwa: założenie organizacjom pozarządowych kagańca, który ukróci ich niezależność.

Jeśli PiS mówi, że chce poprawić jakiś obszar działania naszego państwa, jeśli przekonuje, że chce wprowadzić więcej transparentności, wolności czy demokracji, to wiedz, że szykuje się coś złego. Że pod przykrywką szczytnych celów i pięknych haseł, PiS-owski rząd chce sobie podporządkować kolejny obszar naszego państwa. Pamiętacie tzw. „pakiet demokratyczny”, który okazał się w rzeczywistości pakietem antydemokratycznym. Przykładowo: Trybunał Konstytucyjny po zmianach, jakich dokonała obecna władza stał się już tylko atrapą. Taki sam los spotyka dziś sądy, które zostają wzięte pod kontrolę polityczną. A teraz do przejętych i podporządkowanych PiS instytucji trafią organizacje pozarządowe: te, które będą chciały korzystać z publicznych pieniędzy, będą musiały podporządkować się PiS-owskiej władzy. Te, które tego nie zrobią, czeka ciężka walka o przetrwanie.

Do przejętych i podporządkowanych PiS instytucji trafią organizacje pozarządowe: te, które będą chciały korzystać z publicznych pieniędzy, będą musiały podporządkować się PiS-owskiej władzy. Te, które tego nie zrobią, czeka ciężka walka o przetrwanie.

Proces brania pod but przez PiS-owski rząd organizacji pozarządowych zaczął się się kilka miesięcy temu, kiedy rządowa telewizja przeprowadziła bezpardonowy atak na trzeci sektor. To była oczywiście przygrywka do tego, aby rząd przygotował ustawę, która w zasadzie zlikwiduje niezależny trzeci sektor. Jednym z głównych celów ustawy jest – jak to w przypadku centralistycznie myślącego rządu – powołanie Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Do czego jest potrzebna taka instytucja?

Po pierwsze, centralizacja. Przedstawiciele NGO-sów obawiają się, i słusznie, że nowy centralny urząd ma zwiększyć kontrolę rządu nad pieniędzmi, które dotąd ministerstwa rozdzielały w otwartych konkursach. Nadzór nad NIW sprawować ma jeden z wicepremierów wskazany przez szefową rządu. On też powoła dyrektora Instytutu – oczywiście bez konkursu – na 5 lat, który będzie mógł udzielać dotacje do 200 tyś. złotych również bez żadnego konkursu. Złożona zaś między innymi z przedstawicieli NGO-sów rada pozostanie jedynie funkcja doradcza. Bez możliwości decydowania o czymkolwiek.

Po drugie, większość organizacji biorących udział w konsultacjach nad projektem oceniła go jednoznacznie negatywnie. Ogólnopolska Federacja Organizacji Pozarządowych, zrzeszająca ponad 100 NGO-sów, zaapelowała więc o odrzucenie projektu. Bo zawiera on wiele luk – nie wiadomo, jak dokładnie ma wyglądać proces przyznawania dotacji. Krótko: zamiast transparentności, jak to już staje się w państwie PiS regułą – będzie uznaniowość. Swoi, czyli ludzie związani z PiS, mogą spać spokojnie.

I trzecia sprawa, która pokazuje dokładnie intencje PiS: projekt ustawy, który był konsultowany z organizacjami pozarządowymi, został zmieniony przez rząd. „Przedstawiciele trzeciego sektora mogą sobie gardłować, mogą zgłaszać uwagi, ale dla PiS-owskiego rządu to nie ma znaczenia, bo i tak ich uwagi wrzuca do kosza” – mówiła w czasie prac nad ustawą posłanka Monika Wielichowska, która domagała się w Sejmie jej odrzucenia. Takie zagranie rządu, gdy jedno ustala z organizacjami, a potem zgłasza i tak swój projekt bez konsultacji, ignorując głos trzeciego sektora, najlepiej pokazuje intencje PiS-owskiego rządu. Co więcej: pokazuje, że rząd oszukuje stronę społeczną.

Załóżmy, że o pieniądze na promocje programów europejskich aplikuje fundacja o. Tadeusza Rydzyka i – przykładowo – „Stocznia” Kuby Wygnańskiego. Jak myślicie, czyja aplikacja uzyska uznanie w oczach władz Narodowego Instytutu Wolności? No właśnie…

Zapytacie, po co PiS idzie na kolejną wojnę z trzecim sektorem? Partia Jarosława Kaczyńskiego, jak wiemy, gra na podział Polaków. To stara PiS-owska metoda. A tu idzie o to, by podzielić trzeci sektor: te organizacje, stowarzyszenia i fundacje, które chodzą na pasku rządu, i te, które zostaną odcięte od publicznych pieniędzy. Jak to będzie działać w praktyce? Załóżmy, że o pieniądze na promocje programów europejskich aplikuje fundacja o. Tadeusza Rydzyka i – przykładowo – „Stocznia” Kuby Wygnańskiego. Jak myślicie, czyja aplikacja uzyska uznanie w oczach władz Narodowego Instytutu Wolności? No właśnie… Dlatego prawdziwym celem powstania Narodowego Instytutu Wolności jest dobicie społeczeństwa obywatelskiego. Bo, jak słusznie zauważył czeski politolog Miroslav Hrocha, „gdy upada społeczeństwo obywatelskie, naród jawi się jako ostateczna gwarancja bezpieczeństwa”. I drugi prawdziwy cel: pogrążenie NGO, by wybiły siebie z głowy krytykowanie rządu, jeśli oczywiście chcą korzystać z publicznych pieniędzy. Jeśli zaś nawet jakimś cudem nieprawomyślne organizacja pozarządowa otrzyma pieniądze, to przecież NIW moje je cofnąć. Tak oto, Drodzy Państwo, powitajcie w Polsce nową rządową instytucję: Narodowy Instytut Kontroli NGO.

msn.pl

Równość wobec prawa to nie ściema

28/09/2017

Oddam głos na tę siłę polityczną, która złoży obietnicę wobec narodu, że każdy, kto złamał Konstytucję, zostanie postawiony przed Trybunałem Stanu.

Trzy podstawowe władze: miecza – czyli władza króla, rządu lub prezydenta, sakiewki – władza parlamentu oraz władza togi – czyli niezależna od dwóch pierwszych władza wolnych od wszelkiego nacisku sędziów, muszą być od siebie niezależne. Często przecież w demokracji liberalnej zdarza się, że władze miecza i sakwy są w jednych rękach, co stanowić powinno jeszcze mocniejszy argument za niezależnością władzy togi. Rozumieć musi to każdy myślący obywatel i doprawdy pojąć nie mogę, dlaczego tak oczywiste rzeczy tłumaczyć należy z uporem godnym lepszej sprawy od ponad dwóch lat.

Czmychnąć przed Trybunałem

Nie rozumiem też, dlaczego tłumaczyć trzeba niektórym, że to, co PiS i prezydent usiłuje przeforsować, to nic innego jak oczywisty plan zrównania trzech władz i spięcia ich jedną klamrą pod nadzór jednej osoby w państwie. Bez znaczenia jest to, czy będzie tą osobą Zbigniew Ziobro czy Andrzej Duda, bo w dzisiejszej polskiej rzeczywistości tą osobą jest i będzie Jarosław Kaczyński. To chory układ – niezależnie od tego, kto w danej chwili rządzi krajem.

Na temat propozycji prezydenta powiedziano już wiele, także to, że nic się praktycznie nie zmieniło od czasu złożonych wet, poza zwykłą zamianą nazwisk: z Ziobro na Duda. Weta prezydenckie to nic innego jak tylko bitwa o pozycję wewnątrz obozu władzy. W żadnej z tych propozycjach nie ma troski o obywatela – jest tylko zwykła, czysta gra o pozycję własną. Prezydent po prostu powiedział: dość traktowania mnie jak „popychło”.

Oprócz tego prezydent próbuje budować linię obrony w przyszłym procesie o łamanie Konstytucji. I żeby było jasne, mnie nie chodzi o jakąś polityczną zemstę, krew na arenie gladiatorów. Tu idzie wyłącznie o zwykłą, ludzką sprawiedliwość zapisaną w tejże Konstytucji, czyli o równość wszystkich wobec prawa.

Piszę to jako szary obywatel tego państwa, który płacić musi mandat za wykroczenie drogowe lub ponosi karę za nieumyślne nieopłacenie parapodatku w postaci opłaty za parkowanie w strefie ograniczonego postoju w centrum miasta. Dzisiaj ta podstawowa zasada demokracji jest zwykłą ściemą, a objawia się ona najczęściej w słowach wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, który traktuje ją jak swój ulubiony szlagwort. I dla tej zasady napiszę: oddam głos tylko na tę siłę polityczną, która złoży obietnicę wobec narodu, że każdy, kto złamał Konstytucję, zostanie postawiony przed Trybunałem Stanu. To się nam, obywatelom, po prostu należy, choćby po to, abyśmy nie stracili do końca szacunku dla prawa. I szacunku do państwa.

Kto by się Konstytucją przejmował…

Jako się rzekło, obraz, który widzimy po zapoznaniu się z propozycjami prezydenta w sprawie zmian w Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, przywołuje myśl, że projekty owe pisał ktoś, kto z prawem raczej za pan brat nie jest. Dodam od razu, że ja prawnikiem nie jestem, a prawo znam bardziej od strony praktycznej jako przedsiębiorca. Tym się zatem różnimy z panem prezydentem, że on prawnikiem jest z wykształcenia. Marna to pociecha jednak, gdyż rozwiązania przedłożone przez Andrzeja Dudę są przede wszystkim niezgodne z obowiązującą Konstytucją. Każdy uczeń gimnazjum zaś wie, że najważniejszym dokumentem prawnym w Polsce jest ustawa zasadnicza, jak sama nazwa zresztą mówi. Później w kolejności są ustawy inne, rozporządzenia, uchwały i akty prawne niższej rangi. Skoro zatem tak, to żadna ustawa nie może zmieniać Konstytucji bez ściśle określonego trybu, zapisanego w tym dokumencie.

O propozycjach prezydenta wypowiedzieli się już znacznie mądrzejsi ode mnie, ja tylko, okiem mało znaczącego praktyka, spróbuję dokonać krótkiego podsumowania. Propozycje owe sprowadzają się do paru spraw, a mianowicie: czystki w Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa, wyboru nowych członków Rady i wyboru nowych sędziów do Sądu Najwyższego przez polityków oraz wprowadzeniu nowych izb Sądu – odwoławczej i dyscyplinarnej.

Ulubionym argumentem obozu władzy usprawiedliwiającym czystki partyjne w Sądzie Najwyższym oraz w KRS jest powoływanie się na zapis w samej ustawie zasadniczej, mówiący o tym, że można przenosić sędziego w stan spoczynku lub do innego sądu w razie zmiany ustroju sądów. Tłumaczenie władzy chwytliwe, ale całkowicie chybione. Dokonywane zmiany absolutnie nie wyczerpują znamion modyfikacji ustrojowych sądów. Posiłkując się słownikiem języka polskiego sprawdzić można, iż ustrój sądów to ogół norm prawnych regulujących funkcjonowanie tychże, a nie tylko malutki ich wycinek. Natomiast bez wątpienia wszystkie te i wcześniejsze posunięcia mają jeden wspólny mianownik, czyli są zmianą ustroju państwa w postaci zamachu na święty trójpodział władz, na co naród zgody obozowi Zjednoczonej Prawicy nie dał, gdyż prawo do zmiany ustroju wymaga większości konstytucyjnej, a nie zwykłej.

Komuch, ale swój

Innym ulubionym argumentem obozu władzy, ostatnio wypowiedzianym także ustami Zofii Romaszewskiej, jest walka z postpeerelowskimi sędziami, którzy ponoć panoszą się w sądach w ilościach wręcz hurtowych. Stąd forsowanie niezgodnych z Konstytucją zmian w postaci ograniczenia wieku, czy wcześniej, prostej wręcz wymiany prezesów i wiceprezesów sądów powszechnych. Jakichkolwiek by nie użyć ekwilibrystycznych argumentów w tej sprawie, nie da się nie zauważyć, że obozowi władzy przeszkadzają sędziowie orzekający w PRL, ale nie przeszkadza już peerelowski prokurator, który namaszczony został przez demiurga tych zmian na wiodącą postać „reform” sądowych. To zresztą pokazuje stosunek Kaczyńskiego do państwa właśnie.

Nie da się także obronić sensownie zmiany polegającej na usuwaniu sędziów z powodu osiągnięcia wieku 65 lat (dziś sędzia może orzekać do lat 70 lub dłużej po złożeniu odpowiednich zaświadczeń lekarskich). Powiedzieliśmy sobie bowiem, że święty trójpodział władz polega na ich równości, a skoro tak, to dlaczego nie wprowadza się ograniczenia wiekowego do lat 65 wśród posłów i senatorów? Czym, przepraszam, różni się praca sędziego od pracy parlamentarzysty? Obie przecież profesje ścisły związek mają z prawem, jedni je tworzą, drudzy mają sprawdzać, czy nie jest łamane.

I na koniec tego wątku jeszcze czysto praktyczny argument, życiowy. Otóż nie przerywa się umówionej wcześniej kadencji czyjejś pracy, chyba że mamy do czynienia z sytuacją nadzwyczajną. Wyobraźmy sobie, że pracodawca umówił się z nami na określony czas zatrudnienia, na przykład na 5 lat. Mamy to zapisane w kontrakcie. Nasza praca jest do tego istotna z punktu widzenia przedsiębiorstwa, w którym pracujemy i wymaga wdrożenia wielu elementów z zakresu organizacji pracy, a ich efekty widoczne będą za jakiś czas. Ale nagle pracodawca zmienia swój punkt widzenia i według własnego uznania rozwiązuje z nami umowę. Co wtedy zrobimy? Jak się czujemy? My mamy drogę sądową i możemy odwołać się do sądu pracy. Do kogo odwołają się sędziowie? Oni mogą to zrobić jedynie do narodu lub wątpliwego, jak widać, rozsądku polityków.

Jak można zatem wmawiać ludziom fałszywy z gruntu pogląd, że sędziowie należą do jakiejś wyalienowanej kasty, skoro ich los leży wyłącznie w rękach, sarkastycznie mówiąc, innej kasty?
Skarga nadzwyczajna – tak, ale…

Sądownictwo wymaga reformy. Jednak nikt i nic nie jest w stanie mnie przekonać do tego, że niezbędnym początkiem tych zmian ma być ordynarna, partyjna czystka dokonana z pogwałceniem nie tylko najważniejszego aktu prawnego, ale także z naruszeniem świętych w życiu publicznym obyczajów. Nie jest mnie w stanie przekonać nikt do tego, aby trzeci rodzaj władzy wybierany był przez pierwszy lub drugi, gdyż wtedy o żadnej demokracji mowy być nie może. Doprawdy tak ciężko pojąć, że gdy na sali sądowej spotka się prokurator i sędzia, a być może i nawet adwokat z nadania jednej tylko, do tego politycznej, ręki, to los obywatela będzie po prostu przesądzony?

Żeby była sprawa jasna, nie bronię sędziów. Uważam, jak być może większość społeczeństwa, że sędziowie to nie jest krystalicznie czysta grupa zawodowa. Ale tu nie idzie o sanację tej władzy, ile o zwykłe jej przejęcie, na co nie może być zgody w imię zachowania zasad. Po prostu.

Czy wszystkie pomysły prezydenta są niegodne uwagi? Otóż wbrew opiniom większości komentatorów wstawię się za ideą skargi nadzwyczajnej. Przy czym zaznaczę od razu, że nie w formie zaproponowanej przez Dudę i jego urzędników.

Nie potępiam tego pomysłu w czambuł. Uważam, że jakiś rodzaj odwołania od prawomocnego wyroku winien być wprowadzony. Politycy opozycji, co zresztą mam im za złe, muszą zrozumieć, że jest w Polsce niemała grupa osób zwyczajnie pokrzywdzonych przez sądy. Sam do takich osób należę, mając za sobą wszystkie dostępne w polskim prawie środki odwołań, które uważam za zwykłą fikcję i zaraz wyjaśnię dlaczego.

Dziś w procedurze karnej i cywilnej są w istocie cztery narzędzia odwoławcze: skarga kasacyjna, skarga o stwierdzenie niezgodności z prawem prawomocnego orzeczenia, skarga o wznowienie postępowania oraz skarga do Trybunału Sprawiedliwości UE. Dodatkowo w procedurze karnej jest także prawo do łaski, będące wyłączną kompetencją Prezydenta RP.

Nie wdając się w zawiłości prawne, krótko przedstawię, na czym polega fikcyjność tych narzędzi. Kasacja podlega dwuetapowości rozpoznania. W pierwszym etapie skargę rozpoznaje jeden sędzia na posiedzeniu niejawnym, zaś jego decyzja jest ostateczna. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że jeden sędzia decyduje ostatecznie o losie obywatela w sytuacji, gdy, przykładowo, wyroki obu instancji diametralnie się od siebie różnią. Przy czym sędzia na tymże posiedzeniu w sprawę się nie zagłębia. Jedynie sprawdza, czy skarga jest słuszna z prawnego punktu widzenia. A tu czeka obywatela niemiła niespodzianka, gdyż skarga nie może dotyczyć oceny dowodów dokonanych przez, uwaga, jedynie sąd II instancji, ponieważ narusza to zasadę niezawisłości sądu, a w polskim systemie prawnym II instancja jest tą ostateczną. Czymże jednak jest błędny wyrok, jak nie błędną oceną dowodów i faktów, przy czym uzasadnienie wyroku I instancji w ogóle nie jest brane przez sędziego SN pod uwagę?

Podobnie sprawy mają się w pozostałych skargach odwoławczych – wszystkie one nie mogą ingerować w ocenę dowodów. Tym samym narzędzia te są jedynie prawniczą fikcją, gdyż większość błędnych wyroków polega przecież na błędnej ocenie dokonanej przez sąd, która często z niezawisłością sądu ma niewiele wspólnego.

O skardze do Trybunału Sprawiedliwości wspomnę tylko tyle, że jej fikcją są koszty procesu, bo owszem złożenie samej skargi nie wiąże się z opłatą, ale już prowadzenie sprawy – tak. I są to wydatki niemałe, często dla zwykłego obywatela nie do udźwignięcia, co powoduje, że rzadko kto decyduje się na tę drogę. Pamiętać bowiem trzeba, że przejście do tego etapu sprawy wiąże się przecież z już poniesionymi wydatkami.

Wymiar sprawiedliwości wymaga zatem wprowadzenia rozwiązań umożliwiających złożenie i wnikliwe sprawdzenie skargi nadzwyczajnej w przypadku, gdy wyroki I instancji i II różnią się diametralnie i to w zasadniczych kwestiach. Nie sądzę, aby spraw takich było wiele. Należy oczywiście wykluczyć ze skargi nadzwyczajnej sprawy, w których wyroki obu instancji są jednakowe oraz sprawy motywowane czysto politycznie. Dobrym pomysłem, moim zdaniem, jest też to, aby skargę nadzwyczajną kierowała do SN grupa 20-30 posłów, co byłoby także swoistym pierwszym etapem tej ścieżki prawnej.

Jak reformować? Co zmieniać?

Na reformie sądownictwa można by w ogóle wiele zyskać, gdyby wprowadzić jedną ustawą szereg rozwiązań zmierzających do faktycznego usprawnienia wymiaru sprawiedliwości. Same środowisko sędziów zapewne przyjęłoby te rozwiązania z uznaniem. Oto cały arsenał zmian, jakie można wdrożyć:

– zwiększyć ilość sędziowskich etatów i etatów pomocniczych, czyli dać na to fundusze – ponoć polski budżet jest pod rządami PiS wzorowo prowadzony i ma nadwyżki,
– sędziowie pokoju dla najprostszych spraw (wybierani przez obywateli),
– bezpłatna mediacja przedprocesowa jako obowiązek zanim dojdzie do procesu,
– wprowadzenie większej liczby obowiązkowych, specjalistycznych szkoleń dla asystentów i referendarzy sądowych, aby unikać kompromitujących postanowień typu „kopiuj-wklej”,
– wprowadzenie systemu wynagrodzeń uzależnionego od efektów pracy sędziów, a jako kryterium przyjąć na przykład ilość zamykanych spraw bez apelacji,
– przyznanie prawa zgłaszania kandydatów do KRS grupie 2 tysięcy obywateli, Rzecznikowi Praw Obywatelskich, Naczelnej Radzie Adwokackiej, Krajowej Radzie Radców Prawnych, Krajowej Radzie Prokuratorów przy Prokuratorze Generalnym, radom wydziałów prawa, grupom sędziów (od 10 do 50 w zależności od szczebla sądu),
– obowiązkowe publiczne wysłuchanie wszystkich kandydatów przed wyborami, transmitowane w Internecie,
– zagwarantowanie, iż najbardziej liczni sędziowie sądów rejonowych będą mieli znaczący wpływ na skład Rady (wybiorą 8 członków),
– zmiana z systemu wyborów pośrednich dokonywanych przez zgromadzenie przedstawicieli na bezpośrednie ogólnopolskie wybory dokonywane przez sędziów według zasady 1 sędzia = 1 głos,
– stopniowe zastępowanie wygasających kadencji w Radzie nowymi członkami Rady.

Ostatnie kilka punktów opisanych propozycji pochodzą z projektu przygotowanego przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich IUSTITIA, który popierany jest przez opozycję.

Trzeba protestować

Jak widać wiele można było zaproponować obywatelom, aby spełnić ich oczekiwania. Tymczasem populistyczna prawica próbuje ordynarnie i prostacko przejąć pełną kontrolę nad trzecią władzą, co jest zamachem na ustrój państwa – liberalną demokrację, której zręby świat budował setki lat. Rządy jednej władzy nad pozostałymi znamy już z przeszłości i dokładnie wiemy, do czego one prowadzą.

Znów zapalić trzeba świece przed sądami i pałacem prezydenckim. I nie chodzi o obronę sędziów – ci niech się bronią sami – tylko o obronę świętej i nienaruszalnej zasady niezależnych od siebie władz: miecza, sakwy i togi, podstawy demokratycznego ładu.

Tytuł, śródtytuły, lead i skróty od redakcji.

Jacek Liberski – inżynier, przedsiębiorca, publicysta, bloger Liberté!

liberte.pl

%d blogerów lubi to: