Państwo PiS w 140 znakach.

Porażająca arogancja władzy… PiS umywa ręce w sprawie katastrofy

Porażająca arogancja władzy... PiS umywa ręce w sprawie katastrofy

fot. flickr/KPRM

Wszyscy pamiętamy obrazki, jakie niemal przez całą sobotę mogliśmy oglądać na ekranach naszych telewizorów. Szokujący widok dziesiątek tysięcy hektarów powalonych drzew, wsie i miasteczka zdewastowane przez niszczycielską siłę nawałnicy, jaka przeszła przez pas województw dolnośląskiego, wielkopolskiego, kujawsko – pomorskiego oraz najbardziej dotkniętego Pomorza.

Wszystkie niemal media relacjonowały losy uczestników obozów harcerskich, którzy po wichurze w Suszku stracili dwie koleżanki w wieku 13 i 14 lat, a wielu kolegów trafiło z ciężkimi obrażeniami do lokalnych szpitali. Premier Szydło przerwała ponoć urlop, by uczestniczyć w odprawie służb podległych ministrowi Błaszczakowi. Padły standardowe słowa o wsparciu, obietnica pomocy poszkodowanym oraz kontroli innych obozów odbywających się w terenach leśnych. Prezydent z kolei wyraził swoje współczucie rodzinom ofiar oraz obiecał modlitwę. Obrazki poszły w świat, politycy najwyraźniej wrócili na urlop.

Problem w tym, że po fazie demonstracji i zapowiedzi nastąpiła szara rzeczywistość, a tysiące poszkodowanych osób zostało pozostawionych samym sobie. Wojsko i chluba ministra Macierewicza czyli Obrona Terytorialna szykują się do swojego święta i propagandowej defilady w stolicy. W tym samym czasie w terenach dotkniętych kataklizmem pozostawieni zostali jedynie strażacy, których jest po prostu za mało. Szokujący przejaw abdykacji państwa polskiego od obowiązków, jakie nakłada na niego suweren. Owszem, nie od dziś wiadomo, że Pomorze to bastion wrogiej Platformy Obywatelskiej, jednak porzucenie obywateli przez państwo, gdy go najbardziej potrzebują jest karygodne. Państwo istniejące tylko teoretycznie oto pokazuje swoją prawdziwą twarz.

Na bezczynność władzy zwracają już oczywiście uwagę politycy opozycji, ale nie tylko oni.

Pojawiły się wręcz apele do warszawiaków o bojkot jutrzejszej defilady. Nie przystoi bowiem Wojsku Polskiemu chwalić się przestarzałym sprzętem, gdy potrzebni są obywatelom RP w miejscu tragedii.

Co ciekawe, na irracjonalne i karygodne zachowanie władzy zwrócił uwagę nawet jeden z najbardziej zaangażowanych pisowskich trolli internetowych. Padły wręcz słowa o tym, że premier Szydłowiec i prezydent Duda oszaleli.

Gdyby taką arogancją popisała się poprzednia władza, ówczesna opozycja z Prawa i Sprawiedliwości strzelałaby z największych armat, że państwo abdykowało ze swoich obowiązków i konieczna jest zmiana władzy. Mieliby rację. Ten rząd trzeba zmienić!

crowdmedia.pl

Andrzej Duda przestraszył się prezesa PiS? Zaskakujące słowa rzecznika prezydenta

fot. Shutterstock/Drop of Light

Wiele razy w przeciągu ostatniego miesiąca pojawiały się rozważania na temat skutków decyzji prezydenta o zawetowaniu dwóch ustaw większości z PiS. Wielu obserwatorów życia politycznego spodziewało się, że ten ruch to wstęp do większego zaznaczenia obecności w aparacie decyzyjnym prezydenta, który przez niemal półtora roku był ostentacyjnie lekceważony przez centralę partyjną na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.

W ostatnim numerze „Polityki”, Ludwik Dorn przewidywał wręcz, że efektem narastającego konfliktu będzie pojawienie się drugiej poczekalni dla chętnych na audiencję obok tej znanej z serialu humorystycznego „Ucho prezesa”. To z kolei miało istotnie zwiększyć znaczenie prezydenta, z którym czy rządząca większość chce czy nie, będzie musiała się układać już na etapie tworzenia prawa, a nie dopiero gdy przepisy są już gotowe. To z kolei, zdaniem nazywanego kiedyś trzecim bliźniakiem Dorna, miało prowadzić do jeszcze mocniejszego zaznaczenia dekoracyjnej obecności w obozie władzy Beaty Szydło, której funkcja premiera byłaby czysto administracyjna. Wygląda jednak na to, że ten i podobne scenariusze mogą się nie sprawdzić. Szeroko zakrojona akcja straszenia prezydenta brakiem poparcia w wyborach w 2020 roku, mocne słowa ministra Ziobry, obwiniające go o zahamowanie dobrej zmiany czy wręcz próby przedstawienia jego środowiska jako powiązanego z WSI przez prawicowe media poskutkowało.

W rozmowie z tygodnikiem „Do Rzeczy”, rzecznik prezydenta Dudy, Krzysztof Łapiński po raz pierwszy od kilku tygodni otwarcie próbuje załagodzić konflikt jaki rozgorzał na linii pałac prezydencki – siedziba PiS.

„Pojawiła się pewna różnica zdań, ale nie jest tak, że mamy konflikt czy wręcz stoimy na krawędzi rozłamu (…). Takie kategorie do opisu tej sytuacji są zupełnie nieadekwatne. (…) Tak jak w rodzinie – zawsze może się zdarzyć jakaś różnica zdań, ale rodzina pozostaje rodziną” – mówi Łapiński.

Zaznacza także, że weta były efektem analizy przepisów zaproponowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, a nie skutkiem ulicznych protestów. Nie chce też odpowiadać na ostre zarzuty ze strony ministra Ziobry. Uważa, że dziś najważniejsze jest stworzenie nowych przepisów reformujących władzę sądowniczą, tak by odbyło się to z maksymalną korzyścią dla obywateli.Prezydent chce przedstawić projekt w oparciu o szerokie konsultacje, jednak to on wyznaczy kierunki zmian.

Trudno nie odnieść wrażenia, że wywiad rzecznika prezydenta, którego pojawienie się w środowisku najbliższych współpracowników Andrzeja Dudy jest symbolem początku emancypacji prezydenta, to próba klasycznej ucieczki do przodu od konfliktu, który dla obu jego stron może być niszczący. Warto jednak pamiętać, że prezes PiS to stary wyjadacz, a prezydent Duda to wciąż polityczny młokos. Wyniki tej potyczki poznamy nieprędko. Póki co, wygląda na to, że wygrał Jarosław Kaczyński.

Źródło: Interia.pl

crowdmedia.pl

Krzysztof Grabowski: Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku

Krzysztof Grabowski: Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – lider rockowych kapel Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno w ciekawej rozmowie z Kajetanem Kurkiewiczem na łamach „Wyborczej” deklaruje, że nie tylko myśli po polsku, ale nawet „włosy mu po polsku rosną”. I że Polska jest dla niego ważna, bo„Ona beze mnie da sobie radę, ja bez niej nie” – deklaruje. Wyjeżdżać z niej nie zamierza, a gdy trzeba, wychodzi na ulicę.

Na protestach w obronie sądów też był, choć dopiero co wrócił wówczas z wakacji. Pytany, dlaczego, odpowiada: – „To jest gra pod tytułem „To się, k…, w głowie nie mieści”. I nie możesz powiedzieć: „Sprawdzam”, bo inwencja drugiej strony jest niewyczerpana. Dla mnie nie jest dramatem, że rządzi PiS. To normalne w demokracji. Ale historia rzadko zna przypadki, że ktoś wszystko niszczy. Teraz poszło nie tylko o sądy, ale o całokształt. Sposób procedowania tych ustaw był haniebny. Odbierałem to jako plucie mi w twarz”. Zresztą wakacje spędził, śledząc sytuację, a więc „z polskim wymiarem sprawiedliwości. I ze świadomością, że za chwilę nie będzie żadnej dziedziny, która się rządzącym wymknie spod kontroli”.

„Grabaż” jest przekonany, że mimo zakusów PiS, kultura w Polsce się ostanie. „Teraz trwa rozpaczliwa próba wykreowania kogoś, kto zawsze będzie po ich stronie. Ale umówmy się, że za wiele takich postaci nie ma. Artyści w swojej masie są nastawieni na normalność i wartości europejskie” – mówi. „To mój podstawowy zarzut wobec PiS-u: że tę naszą normalność próbuje postawić na głowie. Ja się słabo czuję, stojąc na głowie” – opowiada. Winą za sytuację w kraju obarcza PO uważa, że do zwycięstwa PiS przyczyniła się „lenistwem, gnuśnością, zamykaniem się na sprawy tych, którzy ją wybrali”. Według rockmana największym błędem PO było to, że „doprowadziła do sytuacji, w której ustanowione przez nią prawo nie było przestrzegane. Wszystko przechodziło przez palce”, jak w typowej partii dywanowej – co to problemy zamiata pod dywan.

Lider Pidżamy Porno przyznaje jednak, że do PO ma „wielki żal”, ale PiSu nienawidzi, a od partii Kaczyńskiego nienawidzi bardziej tylko ONR-u i narodowców. Uważa też, że PO powinna całkowicie zniknąć z polskiego życia. Jego zdaniem alternatywę stanowią „ci wszyscy ludzie, którzy przychodzili na uliczne protesty. W 2015, 2016 i teraz”. Chociaż – jeśli chodzi o młodzież – uważa, że „tylko część wyszła na ulice. I to nie przeważająca”. Dlatego nie chce peanów na jej cześć.  „Ta przeważająca ma nasrane w dyniach. Te wszystkie fascynacje Korwinem, ONR-em, Młodzieżą Wszechpolską, antyimigranckie fobie. Ktoś im to wmówił, ale padło na podatny grunt” – ocenia. Zdaje sobie jednak sprawę, że to nie jest problem wyłącznie Polski, lecz ma zasięg ogólnoświatowy. Podziały, nad którymi politycy usilnie pracowali, przynoszą owoce, podkreśla. Ma narzędzia do stawiania takich diagnoz – jest z wykształcenia historykiem.

Na uwagę dziennikarza, że dziś Kaczyński pod płaszczykiem antykomunizmu cofa nas krok po kroku do ustroju komunistycznego, Krzysztof Grabowski odpowiada, że „Kaczyński jest takim składakiem: troszeczkę Piłsudskiego, troszeczkę Gomułki. Człowiek o jasno określonych celach, które – i tu go podziwiam – z żelazną konsekwencją realizuje”. Jakie zdanie ma o Kukizie? „Pawła określiłbym jako osobnika, który znalazł się na stacji kolejowej w Krzyżu. Jest tam duży węzeł komunikacyjny. On chciałby pojechać w każdą ze stron. W tym samym momencie. Pociągi są cztery i, k…., do którego wejść?” – wyjaśnia. I podkreśla, że Kukiz „dalej jest w tym Krzyżu, stoi na stacji. Tylko pociągi nigdzie nie jadą”, że wciąż jego zdaniem nie zdecydował się, czego właściwie chce…

Generalnie „Grabaż” z młodzieżą łatwo w swoim życiu nie miał. W jego rodzinnym Poznaniu, omal nie zginął od kuli z pistoletu jednego z „młodych z miasta”. Jak to było? – „Wracałem z dyżuru w radiu, było po drugiej w nocy. Akurat jechała „młodzież z miasta”. W latach 90. było ich dużo i potrafili się bawić z fantazją. Wiesz, mafie rządziły na ulicy, bo młodzi ciągnęli do nich jak pszczoły do miodu. Miraż pieniędzy, szybkich samochodów i wielu pięknych kobiet przy boku” – opowiada. A puentę dopowiada dziennikarz: „Jechali odkrytym autem, z dziewczynami. Ktoś wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Na szczęście udało ci się czmychnąć, bo wtedy było mało samochodów. Otarłeś się o śmierć”.

– „Wtedy młodzież strzelająca, teraz maszerująca pod sztandarami ONR-u. Nie ciągnęło cię nigdy, żeby mieszkać gdzie indziej?” – pyta Kajetan Kurkiewicz. Grabowski jednak nie chce wyjeżdżać, bo nie ma dokąd, jak twierdzi. „Nie ma już miejsca na świecie, w którym byłoby spokojnie. Nowa Zelandia jest za daleko. Mam już wiekowych rodziców. Tutaj mam korzenie, dziecko, bratanków” – wyjaśnia. „Nie mogę funkcjonować w innym języku. Ja jestem polski od początku paznokcia w palcu u stopy do końca paznokcia u ręki. Włosy mi rosną po polsku. Myślę po polsku, jem po polsku i śpiewam po polsku”. Dlatego wychodzi mu, że trzeba będzie w tej Polsce zostać. Pytanie „w jakiej?”uważa za przeznaczone już nie dla niego, ale dla młodszych. „Teraz czas na was. My już niewiele zrobimy, jesteśmy za starzy” – mówi. Ale obiecuje, że jak będzie trzeba, na ulice wyjdzie.

Krzysztof Grabowski „Grabaż” – ur. w 1965 r., muzyk, wokalista, autor tekstów, lider Strachów na Lachy i legendarnej Pidżamy Porno; laureat Paszportu „Polityki”, z wykształcenia historyk.

koduj24.pl

Eliza Michalik (Superstacja) i internauci KOLEJNY raz apelują do opozycji, aby nie pojawiać się w TVP.

Mara senna Macierewicza o potędze armii

Mara senna Macierewicza o potędze armii

Takiej zapaści w polskim wojsku dawno nie było.

Antoni Macierewicz ubiegł prezydenta Andrzeja Dudę w pochwałach dla armii. W przeddzień święta Wojska Polskiego wygłosił przemówienie, wręczył awanse i wyróżnienia. Minister ma zdecydowanie większy wkład w niszczenie polskiej obronności, choć zwierzchnikiem konstytucyjnym WP jest Andrzej Duda.

Wydaje się, że Duda postawił się ministrowi obrony, gdyż nie podpisze nominacji generalskich, choć tych na gwałt potrzebuje armia, bo dymisji wśród najwyższych szarż w ostatnim czasie mieliśmy wyjątkowo dużo. Odeszli z wojska generałowie z odpowiednim stażem i mający uznanie wśród sojuszników w NATO. Otworzyła się ścieżka kariery dla nominatów Macierewicza, przeskakujących kilka rang w bardzo krótkim czasie.

W każdym razie Macierewicz w przemówieniu pochwalił siebie i zapowiedział cel armii, w której dewastacji ma spore osiągniecia. Otóż chce „armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak”. Można powiedzieć, że jest ambitny, jak nikt przed nim.

Na razie armia pozbyła się najlepszych generałów, nie ma śmigłowców bojowych, bo kontrakt na zakup Caracali został zerwany. Brakuje pilotów, którzy obsługiwaliby śmigłowce te, które są. Fachowcy od wojskowości twierdzą, że takiej zapaści w polskiej armii dawno nie było, np. ratownictwo Marynarki Wojennej nie ma czym latać, ale MON kupił limuzyny i samoloty dla VIP-ów, wszak partia „panów” musi mieć czym latać.

W przemówieniu Macierewicza wybrzmiały bardzo niepokojące nuty, mianowicie minister dystansuje się „od złudnych obietnic, odrzucenie fałszywej alternatywy między opcją rosyjską i niemiecką, powrót do prawd najprostszych i do wartości podstawowych”. Język bardzo ułomny, jakaś marna kazuistyka. Dzisiaj zrozumiałym jest, iż „opcja rosyjska” (niezdarność językowa) jest z natury wrogim rozumieniem interesu narodowego. Ale „opcja niemiecka” niemal współgra z reparacjami za II wojnę światową.

„Opcja niemiecka” jest naszym sojusznikiem w NATO. Takim samym partnerem jak „opcja amerykańska”, a wojska niemieckie znajdują się tuż za Odrą. Chyba że Macierewiczowi chodzi o to, aby Niemcy byli naszymi wrogami. Tym samym wrogami zostaną Amerykanie, bo dla nich nasi zachodni sąsiedzi są ważniejszym partnerem w NATO niż my (mimo niechęci Trumpa, ale ten już od dłuższego czasu jest izolowany od strategicznych decyzji administracji waszyngtońskiej). Pojęcie „opcja niemiecka” używane jest przez Jarosława Kaczyńskiego i to tylko wtedy, gdy chce ostro skrytykować Niemcy.

W przeddzień święta Wojska Polskiego uświadamiamy sobie, jak Macierewicz osłabił obronność polską, nie tylko dewastując kadry dowódcze, ale zrywając kontrakty na zakup nowoczesnego wyposażenia i broni. Za to dowartościowani są Misiewicze i Berczyńscy i tak poroniona nowa formacja – weekendowe Wojska Obrony Terytorialnej.

Macierewicz ciągle nie odpowiedział na zarzuty, które same się formułują po lekturze świetnie udokumentowanej książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Więcej możemy się dowiedzieć o sympatiach Macierewicza do „opcji rosyjskiej” po interpelacji posła Nowoczesnej Adama Szłapki.

Może faktycznie przebudził się zwierzchnik Wojska Polskiego prezydent Duda. Dopełnieniem tego byłoby zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem opozycji. Wówczas takiego pustosłowia Macierewicz nie mógłby używać, iż zdemolowana przez niego armia„samodzielnie powstrzyma zewnętrzny atak”. To nie jest sen o potędze Macierewicza, to jest mara senna, w której my Polacy mamy prawo się obawiać, iż wystąpimy jako mięso armatnie.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Mocne???? Na pewno, ale może dopiero takie porównania są w stanie otworzyć niektórym oczy?!

Mara senna Macierewicza o potędze armii

Antoni Macierewicz ubiegł prezydenta Andrzeja Dudę w pochwałach dla armii. W przedzień święta Wojska Polskiego wygłosił przemówienie, wręczył awanse i wyróżnienia. Minister ma zdecydowanie większy wkład w niszczenie polskiej obronności, choć zwierzchnikiem konstytucyjnym WP jest Andrzej Duda.

Wydaje się, że Duda postawił się ministrowi obrony, gdyż nie podpisze nominacji generalskich, choć tych na gwałt potrzebuje armia, bo dymisji wśród najwyższych szarż w ostatnim czasie mieliśmy wyjątkowo dużo. Odeszli z wojska generałowie z odpowiednim stażem i mający uznanie wśród sojuszników w NATO, otworzyła się ścieżka kariery dla nominatów Macierewicza, przeskakujących  kilka rang w bardzo krótkim czasie.

W każdym razie Macierewicz w przemówieniu pochwalił siebie i zapowiedział cel armi, w której dewastacji ma spore osiągniecia. Otóż chce „armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak”. Można powiedzieć, że jest ambitny, jak nikt przed nim.

Na razie armia pozbyła się najlepszych generałów, nie ma śmigłowców bojowych, bo kontrakt na zakup Caracali został zerwany. Brakuje pilotów, którzy obsługiwaliby śmigłowce te, które są. Fachowcy od wojskowości twierdzą, że takiej zapaści w polskiej armii dawno nie było, np. ratownictwo Marynarki Wojennej nie ma czym latać, ale MON kupił limuzyny i samoloty dla VIP-ów, wszak partia „panów” musi mieć, czym latać.

W przemówieniu Macierewicza wybrzmiały bardzo niepokojące nuty, mianowicie minister dystansuje się „od złudnych obietnic, odrzucenie fałszywej alternatywy między opcją rosyjską i niemiecką, powrót do prawd najprostszych i do wartości podstawowych.”.

Język bardzo ułomny, jakaś marna kazuistyka. Dzisiaj zrozumiałym jest, iż „opcja rosyjska” (niezdarność językowa) jest z natury wrogim rozumieniem interesu narodowego. Ale „opcja niemiecka” niemal współgra z reparacjami za II wojnę światową.

„Opcja niemiecka” jest naszym sojusznikiem w NATO. Takim samym partnerem jak „opcja amerykańska”, a wojska niemieckie znajdują się tuż za Odrą. Chyba że Macierewiczowi  chodzi o to, aby Niemcy byli naszymi wrogami, tym samym wrogami zostaną Amerykanie, bo dla nich nasi zachodni sąsiedzi są ważniejszym partnerem w NATO niż my (mimo niechęci Trumpa, ale ten już od dłuższego czasu jest izolowany od strategicznych decyzji administracji waszyngtońskiej).

Pojęcie opcji niemieckiej używane jest przez Jarosława Kaczyńskiego i to tylko wtedy, gdy chce ostro skrytkować Niemcy.

W przedzień święta Wojska Polskiego uświadamiamy sobie, jak Macierewicz osłabił obronność polską, nie tylko dewastując kadry dowódcze, ale zrywajac kontrakty za zakup nowoczesnego wyposażenia i broni. Za to dowartościowani są Misiewicze i Berczyńscy i tak poroniona nowa formacja – weekendowe Wojska Obrony Terytorialnej.

Macierewicz ciągle nie odpowiedział na zarzuty, które same się formułują po lekturze świetnie udokumentowanej książki Tomasza Piątka „Macierewicz i jego tajemnice”. Więcej możemy się dowiedzieć o sympatiach Macierewicza do „opcji rosyjskiej” po interpelacji posła Nowoczesnej Adama Szłapki.

Może faktycznie przebudził się zwierzchnik Wojska Polskiego prezydent Duda. Dopełnieniem tego byłoby zwołanie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem opozycji. Wówczas takie pustosłowia Macierewicz nie mógłby Macierewicz używać, iż zdemolowana przez niego armia „samodzielnie powstrzyma zewnętrzny atak”. To nie jest sen o potędze Macierewicza, to jest mara senna, w której my Polacy mamy prawo się obawiać, iż wystąpimy jako mięso armatnie.

Największy „wysiłek poświęcili” Misiewicz i Berczyński. Te 18 miesięcy Macierewicza to pasmo kompromitacji i zaniechań demolujących armię.

Jutro defilada.Będą maszerować też WOT.Niestety nie ma ich przy pomocy w gminach po przejściu nawałnicy, a podobno do tego też są. Defilada!

Macierewicz kreśli cele: Samodzielna armia oraz kolumna chwały Wojska Polskiego [CYTATY]

14.08.2017

„Naszym celem jest zbudowanie armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak, zapewniającej bezpieczeństwo i nienaruszalność granic. Przez wiele dziesięcioleci Polska takiej armii nie posiadała” – mówił Antoni Macierewicz w czasie uroczystości wręczenia awansów oraz wyróżnień żołnierzom i pracownikom Wojska Polskiego. Ale nie był to jedyny cel, który nakreślił szef MON.

Zebraliśmy najważniejsze wypowiedzi ministra Antoniego Macierewicza, wygłoszone w czasie wystąpienia w przeddzień święta Wojska Polskiego. Oto one:

O armii

– Naszym celem jest zbudowanie armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak – aż do nadejścia skutecznej pomocy sojuszników. Ale przede wszystkim pamiętamy o zobowiązaniach, jakie nakłada na nas konstytucja RP. Armia ma służyć obronie niepodległości Polski, bronić niepodzielności terytorium, zapewnić bezpieczeństwo i nienaruszalność granic.

Szef MON ocenił ponad to, że przez wiele dziesięcioleci Polska takiej armii nie posiadała. – Kolejne rządy ani o tym nie myślały, ani nawet takiego celu przed sobą nie stawiały, a przecież to jest nasz obowiązek – dodał.

O kadrze dowódców

Szef MON stwierdził, że wszystkie te plany, wszystkie te programy nie zdadzą się na nic, jeżeli nie będzie odpowiednio przygotowanej kadry żołnierzy, podoficerów i oficerów – zdolnych i gotowych ten program realizować.

– Do tego jest potrzebna nie tylko wiedza i determinacja, ale także patriotyzm i zdolność odróżniania polskiego interesu narodowego od złudnych obietnic, odrzucenie fałszywej alternatywy między opcją rosyjską i niemiecką, powrót do prawd najprostszych i do wartości podstawowych.

O Bitwie Warszawskiej

– To prawda: nie ma zwycięstwa bardziej doniosłego, o bardziej istotnych konsekwencjach dla Polski, Europy i świata, jak Bitwa Warszawska.

O kolumnie chwały Wojska Polskiego

– W Warszawie, w jej centrum musi stanąć kolumna chwały Wojska Polskiego.Naród musi dać wyraz wielkości żołnierza polskiego, jego poświęceniu, jego chwale, jego determinacji, jego bohaterstwu.

Poza tym pomniki upamiętniające Bitwę Warszawską miałyby stanąć m.in. w Radzyminie i Ossowie. – Wszędzie tam, gdzie rozstrzygały się wówczas losy Polski i losy Europy – mówił.

O wojsku

Zdaniem szefa MON, Wojsko Polskie jest najskuteczniejszym nośnikiem tradycji narodowej i niepodległościowej.

– Wiedzieli o tym żołnierze niezłomni, gdy odmówili złożenia broni przed sowieckim okupantem. Wiedzą o tym dziś ci oficerowie, ci żołnierze, którzy tę tradycję przywracają i kultywują, nadając jednostkom wojskowym sztandary oraz imiona bohaterów walki z komunistyczną okupacją.

 Wiem, ile zrobiliście dla dobra służby, dla odbudowy siły polskiej armii, dla przywrócenia jej skuteczności działania. Dla zdolności współpracy z naszymi sojusznikami.

O sojusznikach

Szczególną satysfakcją i powodem do historycznej refleksji jest dla szefa MON to, że wiele z sojuszniczych państw wsparło Polskę w najgorszej chwili, w 1920 r. – Wsparło naszą śmiertelną walkę o niepodległość – powiedział.

Szef MON skierował szczególne podziękowania do armii USA i do naszych braci Węgrów, którzy – jak mówił – nie bacząc wtedy na bojkot i sprzeciw innych narodów wspomogli armię polską z wielkim bohaterstwem i determinacją. Macierewicz dziękował też armiom i rządom Francji, Rumunii i Wielkiej Brytanii.

– Przede wszystkim wyrazy podziękowania chcę skierować wobec naszych braci ze Wschodu, wobec Ukraińców i Białorusinów, wobec Łotyszy i Estończyków. Tych wszystkich, którzy wtedy wraz z nami znaleźli się w największej potrzebie, wspierali naszą walkę, jak my później wspieraliśmy ich walkę o niepodległość.

Poniedziałkowa uroczystość odbywa się w ramach centralnych obchodów przypadającego na 15 sierpnia Święta Wojska Polskiego.

15 sierpnia przypada rocznica zwycięskiej bitwy w wojnie 1920 roku. Dzień ten został ogłoszony świętem Wojska Polskiego w 1923 r. i pozostawał nim do roku 1947. Później dzień wojska obchodzono 12 października w rocznicę bitwy pod Lenino, by upamiętnić udział w tej batalii dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Od 1992 roku święto Wojska Polskiego ponownie jest obchodzone w połowie sierpnia.

dziennik.pl

Mapa konfliktów Polski: z Francuzami o helikoptery, z Niemcami o reparacje, z Litwą o paszporty…

Bartosz T. Wieliński, 14 sierpnia 2017

Witold Waszczykowski w ławach rządowych

Witold Waszczykowski w ławach rządowych (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Rząd PiS podkreśla, że „Polska wstaje z kolan” i że – w przeciwieństwie do poprzedników z PO – prowadzi twardą, partnerską politykę międzynarodową. Sprawdzamy, jak wyglądają stosunki Polski z innymi państwami.

Żaden kraj Unii Europejskiej nie ma tak złych relacji z instytucjami w Brukseli jak Polska. Dodatkowo mamy też sporo konfliktów i zatargów w stosunkach dwustronnych z licznymi krajami Europy. Spieramy się również z tymi państwami, z którymi Polska tworzy wymyśloną w Warszawie grupę Trójmorza (Międzymorza) – jej przywódcy spotkali się ostatnio wspólnie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Warszawie.

wyborcza.pl

Antoni Macierewicz o Bitwie Warszawskiej: Nie ma ważniejszego zwycięstwa

Foto: PAP, Jakub Kamiński

– Nie ma zwycięstwa bardziej doniosłego, o bardziej istotnych konsekwencjach dla Polski, Europy i świata niż Bitwa Warszawska – powiedział szef MON Antoni Macierewicz podczas uroczystości wręczenia awansów oraz wyróżnień żołnierzom i pracownikom Wojska Polskiego.

Jak zaznaczył minister, „właśnie dlatego – rozkazem ministra spraw wojskowych z 1923 r. rocznica zwycięstwa w Bitwie Warszawskiej została uznana za święto Wojska Polskiego, ale przede wszystkim żołnierza polskiego, bo to jego bohaterstwo, jego poświęcenie, sprawiło, że Polska wtedy odzyskała niepodległość i po dzień dzisiejszy ją podtrzymuje i odbudowuje”. – To dlatego w rocznicę Bitwy Warszawskiej mam zaszczyt odznaczać i awansować nowe kadry Polski – dodał.

– Wiem, ile zrobiliście dla dobra służby, dla odbudowy siły polskiej armii, dla przywrócenia jej skuteczności działania – mówił szef MON zwracając się do żołnierzy i pracowników wojska.

Dodał, że jest dla niego szczególną satysfakcją i powodem do historycznej refleksji to, że wiele z sojuszniczych państw wsparło Polskę „w najgorszej chwili, w 1920 r.”. – Wsparło naszą śmiertelną walkę o niepodległość – powiedział.

Szef MON skierował „szczególne podziękowania” do armii USA i do „naszych braci Węgrów”, którzy – jak mówił – nie bacząc wtedy na bojkot i sprzeciw innych narodów wspomogli armię polską „z wielkim bohaterstwem i determinacją”. Macierewicz dziękował też armiom i rządom Francji, Rumunii i Wielkiej Brytanii.

– Przede wszystkim wyrazy podziękowania chcę skierować wobec naszych braci ze Wschodu, wobec Ukraińców i Białorusinów, wobec Łotyszy i Estończyków. Tych wszystkich, którzy wtedy wraz z nami znaleźli się w największej potrzebie, wspierali naszą walkę, jak my później wspieraliśmy ich walkę o niepodległość – dodał.

– Naszym celem jest zbudowanie armii zdolnej samodzielnie powstrzymać zewnętrzny atak, zapewniającej bezpieczeństwo i nienaruszalność granic. Przez wiele dziesięcioleci Polska takiej armii nie posiadała – powiedział Macierewicz. – Ale przede wszystkim pamiętamy o zobowiązaniach, jakie nakłada na nas konstytucja RP. Armia ma służyć obronie niepodległości Polski, bronić niepodzielności terytorium, zapewnić bezpieczeństwo i nienaruszalność granic – mówił szef MON.

Macierewicz ocenił, że przez wiele dziesięcioleci Polska takiej armii nie posiadała. – Kolejne rządy ani o tym nie myślały, ani nawet takiego celu przed sobą nie stawiały, a przecież to jest nasz obowiązek – dodał.

– W Warszawie, w jej centrum musi stanąć kolumna chwały Wojska Polskiego – oświadczył szef MON. – Naród musi dać wyraz wielkości żołnierza polskiego, jego poświęceniu, jego chwale, jego determinacji, jego bohaterstwu – dodał Macierewicz.

Szef MON podkreślił, że chce też, aby pomniki upamiętniające Bitwę Warszawską stanęły m.in. w Radzyminie i Ossowie. „Wszędzie tam, gdzie rozstrzygały się wówczas losy Polski i losy Europy” – mówił. Zdaniem szefa MON, Wojsko Polskie jest najskuteczniejszym nośnikiem tradycji narodowej i niepodległościowej. – Wiedzieli o tym żołnierze niezłomni, gdy odmówili złożenia broni przed sowieckim okupantem. Wiedzą o tym dziś ci oficerowie, ci żołnierze, którzy tę tradycję przywracają i kultywują, nadając jednostkom wojskowym sztandary oraz imiona bohaterów walki z komunistyczną okupacją – zaznaczył.

Poniedziałkowa uroczystość odbywa się w ramach centralnych obchodów przypadającego na 15 sierpnia Święta Wojska Polskiego.

15 sierpnia przypada rocznica zwycięskiej bitwy w wojnie 1920 roku. Dzień ten został ogłoszony świętem Wojska Polskiego w 1923 r. i pozostawał nim do roku 1947. Później dzień wojska obchodzono 12 października w rocznicę bitwy pod Lenino, by upamiętnić udział w tej batalii dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Od 1992 roku święto Wojska Polskiego ponownie jest obchodzone w połowie sierpnia.

rp.pl

PONIEDZIAŁEK, 14 SIERPNIA 2017

STAN GRY: Sondaż OKO.press: Schetyna z najgorszym wynikiem w elektoracie PO, Żakowski: Brak rozliczeń w PO umacnia PiS

— NACISKI LOBBY NA PREZYDENTA. DOPNĄ SWEGO? – GPC: “Nowelizacja ustawy o odnawialnych źródłach energii wygląda niepozornie (zaledwie dwa punkty), ale dotyczy ogromnego rynku wycenianego na dziesiątki miliardów złotych. Jej podstawowym celem jest ukrócenie dziwacznych praktyk. Giganci branży – głównie fundusze z kapitałem zagranicznym – natychmiast podnieśli larum. I próbują wywrzeć presję na prezydencie, aby zawetował ustawę. Decyzja musi zapaść do 18 sierpnia”. http://gpcodziennie.pl/67375-naciskilobbynaprezydentachcawetadopnaswego.html

— PORTAL WYSOKIENAPIECIE SUGERUJE MOŻLIWOŚĆ WETA: “Spośród 15 ustaw, jakie otrzymał po ostatnim posiedzeniu Senatu, Prezydent podpisał już jedenaście, jedną zawetował, a trzy pozostałe – w tym nowelizację ustawy o odnawialnych źródłach energii – wciąż analizuje. Z informacji portalu WysokieNapiecie.pl wynika, że kancelaria Prezydenta zamówiła ekspertyzę dotyczącą ostatniej z tych ustaw i otrzymała już odpowiedź – rekomenduje weto”. http://wysokienapiecie.pl/oze/2474-prezydent-rozwaza-kolejne-weto

— ANTYSYMETRYŚCI, UWIERZCIE W DEMOKRACJĘ! – Jacek Żakowski w GW: “Drodzy antysymetryści. Zamiast bronić obecnej PO, brońcie demokracji. To nie do końca to samo. Nie blokujcie debaty. Włączcie się do niej twórczo. Po dwóch latach widać, że status quo skazuje PO na opozycję, a PiS na rządzenie. Szukajmy razem wyjścia z tego klinczu”.

— BRAK ROZLICZEŃ W PO UWIARYGADNIA DOBRĄ ZMIANĘ – dalej Żakowski: “Brak rozliczeń uwiarygadnia „dobrą zmianę”. Platforma nie potrafi się odciąć nawet od warszawskiej reprywatyzacji, przyjaźni z Orbanem (jak wtedy, gdy broniła go przed Parlamentem Europejskim) i Erdoganem (ciepłe przyjęcie w Warszawie), trzech sędziów TK wybranych „na zapas”. Odpowiedzialni za to grają pierwsze skrzypce. Ten brak rozliczeń prowadzi do nowych błędów – ostatnio do cichej zgody na eksmisje na bruk przy okazji tzw. najmu instytucjonalnego. A mianowanie głównego ekonomisty z Forum Obywatelskiego Rozwoju (chwalącego PiS za uchwalenie prawa umożliwiającego eksmisje) sugeruje powrót do neoliberalnych mrzonek. To odsuwa PO od środowisk, bez których szeroki sojusz nie powstanie”. http://wyborcza.pl/7,75968,22227574,antysymetrysci-uwierzcie-w-demokracje-odpowiedz-ernestowi.html

— KURSKI PRZEDSTAWI PACZUSKIEJ PROPOZYCJĘ AWANSU ZAWODOWEGO: “- Uprzedzono mnie o nowej formule wzmocnienia programów informacyjnych, w tym „Wiadomości”. Honoruję prawo dyrekcji TAI do dobierania sobie szefów redakcji. Przedstawię redaktor Marzenie Paczuskiej propozycję awansu zawodowego w strukturach Telewizji Polskiej – tłumaczy portalowi Wirtualnemedia.pl prezes TVP Jacek Kurski, pytany o zmianę w redakcji „Wiadomości”. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/jaroslaw-olechowski-nowym-szefem-wiadomosci-znamy-kulisy-nominacji

— LICHOCKA: NIE PODOBA MI SIĘ STYL TEJ ZMIANYhttps://wpolityce.pl/media/353106-burza-na-portalach-spolecznosciowych-po-zastapieniu-paczuskiej-przez-olechowskiego-lichocka-nie-podoba-mi-sie-styl-tej-zmiany

— PACZUSKA O PRZESILENIU WEWNĄTRZ OBOZU PRAWICY – mówi wpolityce.pl:“Sądzę, że poza normalnym atakiem sił lewicowo-liberalnych, który od pierwszego dnia naszej działalności był totalny, mamy także do czynienia z jakimś przesileniem wewnątrz obozu prawicowego. Tak to odczytuję: z różnych wypowiedzi da się dostrzec zakusy różnych stron, by „ustawić” także media publiczne, ich anteny, a nawet konkretne programy. Typowe przesilenie po dwóch latach rządów. To się odbija także na Telewizji Polskiej”. https://wpolityce.pl/media/352952-nasz-wywiad-red-marzena-paczuska-nie-da-sie-zaklamac-dorobku-wiadomosci-pod-moim-kierownictwem?strona=1

— SCHETYNA I PETRU DO WYMIANY – Piotr Pacewicz w GW: “Grzegorz Schetyna (rocznik 1963) we własnym elektoracie zyskuje najmniejsze poparcie (13 proc.), co oznacza, że dalszego liderowania przywódcy PO życzy sobie jedynie co ósmy sympatyk tej partii. Schetyna jest daleko za trójką kontrkandydatów, których mu wybraliśmy. Przegrał z młodszymi o ponad dekadę Borysem Budką (rocznik 1978; 28 proc. poparcia) i Rafałem Trzaskowskim (1972; 25 proc.), a także z Ewą Kopacz (1956; 23 proc.). (…) Wśród wyborców niegłosujących na PO dominowała odpowiedź „trudno powiedzieć”, ale i tu Schetyna wyprzedził tylko Budkę. Wygrała zapamiętana jako premier Ewa Kopacz ex aequo z Trzaskowskim. (…) W plebiscycie wewnątrzpartyjnym Petru (16 proc. wskazań) wyraźnie przegrał z Lubnauer (38 proc.) oraz Kamilą Gasiuk-Pihowicz (36 proc.). Wyprzedził tylko Pawła Rabieja, kandydata na prezydenta Warszawy, którego wśród zwolenników N nie poparł dosłownie nikt”.

— WYBORCY CHCĄ NOWEJ PARTII – pisze Pacewicz: “Sondaż OKO.press dotknął też kryzysu partyjnego z innej strony. Pytaliśmy, czy „w Polsce potrzebna jest nowa partia polityczna”, zakładając, że twierdząco będą częściej odpowiadać ludzie, których własna partia nie do końca zadowala. W elektoratach pięciu ugrupowań, które według sondażu OKO.press weszłyby do Sejmu, najczęściej potrzebę nowej partii wyrażają wyborcy Nowoczesnej – aż 80 proc. odpowiedziało twierdząco. Dalej byli wyborcy: PO – 63 proc., PSL – 63 proc., Kukiz’15 – 54 proc. oraz PiS – 30 proc”.

— KACZYŃSKI PRZEGRYWA Z SZYDŁO – w sondażu dla OKO, który opisuje Pacewicz: “W sondażu OKO.press zapytaliśmy też, kto byłby najlepszym przywódcą Zjednoczonej Prawicy. Także tutaj lider nie wygrał. Jarosław Kaczyński był wybierany rzadziej niż Beata Szydło: w elektoracie PiS przegrał 28 do 49 proc., wśród pozostałych badanych 9 do 19 proc”. http://wyborcza.pl/7,75398,22229367,sondaz-schetyna-i-petru-do-wymiany-wyborcy-opozycji-chca-innych.html

— RYSZARD CZARNECKI O LICZNYCH POSTĘPOWANIACH KE PRZECIW POLSCE ZA RZĄDÓW PO – pisze w GPC: “To chyba będzie mój najnudniejszy artykuł w „Gazecie Polskiej Codziennie”, bo składa się on z dość monotonnego wyliczania postępowań Brukseli przeciwko Polsce wytoczonych za poprzedniej władzy. Nie dajmy się nabierać propagandzie totalnej opozycji czy sugestiom płynącym ze strony UE, że relacje Polski z Unią Europejską są tak złe, jak nigdy od 2004 r.”. http://gpcodziennie.pl/67356-zapomnianeklopotyrzadutuska.html

— NIE MA PROJEKTU, W KTÓRYM SĄ JAKIEKOLWIEK PROCENTY – wiceminister kultury o ustawie medialnej: “Absolutny nonsens i nieprawda. Nie ma projektu, w którym byłyby zawarte jakiekolwiek procenty. Posługujemy się indeksami, a nie procentami. Przykładem wskaźników może być indeks Giniego, czyli miara koncentracji rozkładu zmiennej losowej. To najbardziej klasyczny indeks, który zawiera wartości od 0 do 1, np. 0,1, 0,2, 0,25. Oczywiście indeks Giniego to tylko przykład, nie odnosi się do ustawy, ani do dekoncentracji mediów, ale mniej więcej pokazuje kierunek naszego myślenia. Będziemy posługiwać się istniejącymi w prawie, ekonomii czy nauce o konkurencji indeksami dotyczącymi dekoncentracji. Występuje ich kilkanaście, w zależności od przyjętej metodologii”.

— WICEMINISTER KULTURY O “RYNKU OPINII I FAKTÓW: – mówi wpolityce.pl: “Oprócz normalnych ram dotyczących konkurencji UE dopuszcza wprowadzenie dodatkowych regulacji dotyczących kontroli pluralizmu na rynku mediów. Mówiąc najprościej, przedstawione w raporcie dokumenty wskazują, jak doprowadzić do antykoncentracji na rynku mediów. Rynek mediów to nie tylko rynek konsumencki, ale także rynek opinii i faktów”. https://wpolityce.pl/polityka/353047-nasz-wywiad-lewandowski-wiceminister-kidn-planowana-dekoncentracja-mediow-bedzie-zgodna-z-prawem-unijnym

— JOANNA LICHOCKA O DEKONCENTRACJI – UWOLNIĆ DZIENNIKARZY OD OLIGARCHÓW MEDIALNYCH – pisze w GPC: “W dekoncentracji rynku medialnego chodzi właśnie o to, by uniezależnić polskich dziennikarzy od oligarchów medialnych. Większa liczba wydawnictw i tytułów niepowiązanych ze sobą kapitałowo czy właścicielsko jest gwarancją wolności słowa. Ale dobrze opłacane pluszaki będą bronić „pluralizmu” niczym szef komunistycznych związków zawodowych w PRL‐u Alfred Miodowicz. Walcząc z Solidarnością, twierdził: pluralizm to jeden związek zawodowy w jednym zakładzie. Dziś od pogrobowców PRL‐u słyszymy w istocie to samo”. http://gpcodziennie.pl/67381-pogrobowcyprlu.html

— NEWSWEEK O TAJNEJ WIZYCIE SĘDZIÓW TK W SIEDZIBIE PIS: “Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński w 2016 r. gościli w głównej siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej – ustalił „Newsweek”. W tym czasie Trybunałem kierował jeszcze Andrzej Rzepliński, ale Przyłębska była już dopuszczona do orzekania”. http://www.newsweek.pl/polska/polityka/tajna-wizyta-sedziow-tk-u-jaroslawa-kaczynskiego,artykuly,414568,1.html?src=HP_Section_2

— ODRZUCAM PODEJRZENIA, ŻE SĄD NAJWYŻSZY DOGADAŁ SIĘ Z PREZYDENTEM – Stanisław Biernat w rozmowie z Andrzejem Stankiewiczem w onecie: “Nie biorę udziału w tych demonstracjach, choć zgadzam się z ich intencjami. Jednak odrzucam podejrzenia, że postanowienie o zawieszeniu postępowania w sprawie Mariusza Kamińskiego to efekt nieformalnej umowy sędziów z prezydentem, albo chęć odwdzięczenia mu się za weto do ustawy o Sądzie Najwyższym. Uważam, że sędziowie takie mieli przekonanie i orzekali zgodnie z własnym sumieniem. Rozumowali następująco: zostało wszczęte postępowanie przed TK w sprawie sporu kompetencyjnego, wobec tego — stosownie do ustawy — organy zawieszają postępowanie. Proszę zauważyć, że trzyosobowy skład orzekający wyraźnie odciął się od rozstrzygania, czy ma miejsce rzeczywisty spór kompetencyjny i powołał uchwałę składu siedmiu sędziów SN z 31 maja 2017 r., wedle której prawo łaski może być stosowane wyłącznie wobec prawomocnie skazanych. Czyli nietrafny jest zarzut, że trzyosobowy SN zdezawuował rozstrzygnięcie sprzed kilku tygodni. Może jest w tym element oportunizmu, ale sędziowie mieli podstawy, żeby wydać takie orzeczenie. Ich zdaniem zdecydował formalny aspekt zagadnienia. Ale rozumiem też tych, którzy są rozgoryczeni: „Myśmy świecili światełka, a oni się tak zachowali”. Jeśli się jednak broni niezależnych sądów i niezawisłych sędziów, to trzeba się liczyć z tym, że czasami ich orzeczenia się podobają, a czasami nie”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/kierownictwo-trybunalu-cenzuruje-sedziow-wywiad/ktpx26j

— JAK PIS OGRAŁ HAZARDOWY BIZNES – jedynka DGP: “Legalna część branży zyskuje, podczas gdy ta, która w Polsce nie odprowadzała podatków, się zwija. Dzięki zmianom w przepisach Skarb Państwa już w tym roku zarobi na zakładach dodatkowe ćwierć miliarda złotych”. https://edgp.gazetaprawna.pl/artykuly/652015,jak-pis-ogral-hazardowy-biznes.html

— DUDA LAWIRUJE POMIĘDZY ŻOŁNIERZAMI WYKLĘTYMI A KOMUNISTYCZNYMI TREPAMI Z TVN – Piotr Lisiewicz w GPC: “Pomiędzy tym wszystkim lawiruje prezydent Duda, stawiając Żołnierzom Wyklętym świeczkę i komunistycznym trepom z TVN‐u ogarek”. http://gpcodziennie.pl/67382-dudaimacierewicz.html

— POLITYCZNE ISKRY NA TRYBUNIE HONOROWEJ – Agata Kondzińska w GW: “Biuro Bezpieczeństwa Narodowego ma przygotowane różne wersje wystąpienia Andrzeja Dudy podczas obchodów Święta Wojska Polskiego. Nie wiadomo jeszcze, którą wybierze prezydent. – Niedawno był przekonany, że to powinno być mocne przemówienie. Ale nie personalnie atakujące ministra, tylko takie, które – czytane między wierszami – wybrzmi dosadnie – mówi „Wyborczej” osoba z otoczenia Dudy”. http://wyborcza.pl/7,75398,22229278,we-wtorek-stana-obok-siebie-duda-z-macierewiczem-sa-w-konflikcie.html

— JAK NIE MIELIŚMY ŚMIGŁOWCÓW TAK NIE MAMY – Marek jakubiak w SE: “No tak, tu pan minister narobił problemu. O ile jestem przeciwko caracalom, to gdyby nie unieważniono przetargu, już byśmy je mieli. Teraz znów mamy przetargi, znów wystartował w nich Caracal, ale śmigłowców jak nie mieliśmy, tak nie mamy. Z drugiej strony cieszy retoryka MON, że chcemy więcej, ale mniejszych i bojowych śmigłowców zamiast wielozadaniowych. Wiadomo, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Czemu to takie ważne?”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/marek-jakubiak-co-ze-smiglowcami_1013068.html

— MACRON ZWOLNI TYSIĄCE POLAKÓW – jedynka GW: “Już za dziesięć dni prezydent Francji Emmanuel Macron odwiedzi Austrię, gdzie spotka się z kanclerzem Christianem Kernem oraz premierami Czech i Słowacji. W kolejnych dniach uda się do Rumunii i Bułgarii. Temat? Rewizja unijnej dyrektywy o pracownikach delegowanych. Kogo pominie? Polskę i Węgry. A to Polska jest europejskim liderem w delegowaniu pracowników – według danych Komisji Europejskiej w 2015 roku do pracy za granicą wydelegowano 460 tys. Polaków (wg danych ZUS w 2016 roku już 0,5 mln). Negocjacje w sprawie dyrektywy Polska niedawno powierzyła Węgrom. W grę wchodzą olbrzymie pieniądze”. http://wyborcza.pl/7,155287,22229300,macron-zwolni-tysiace-polakow-rzad-beaty-szydlo-jest-bezradny.html

— PAŃSTWOWY BOJKOT TIGERA – jedynka RZ: “Jedna reklama obróciła przeciwko Maspexowi polityczną machinę. Napój znika z półek. Należący do państwa Lotos wycofa napój energetyczny Tiger ze swoich stacji. „Do końca weekendu zniknie z półek” – napisała w sobotę na Twitterze Anna Lutek, dyrektor komunikacji w Lotosie. (…) Napój, do tej pory obecny we wszystkich sieciach, może bowiem zniknąć także z półek Orlenu. – Już nie prowadzimy sprzedaży tego produktu – mówi nam pracownica stacji tej sieci w Poznaniu. Orlen nie zaprzecza”. http://www.rp.pl/Przemysl-spozywczy/308139923-Panstwowy-bojkot-Tigera.html?template=restricted

— CZAS NA SOCJALIZM – Krzysztof Janik na opiniach RZ: “Wreszcie rodzi się trzecia propozycja ideowa – socjalizm. Słowo to w Polsce ma fatalną konotację, do której przyczynili się też ludzie o moim życiorysie. To zostawmy na inną okazję, tu spróbujmy odpowiedzieć sobie na pytanie, na ile ta oferta może być konstruktywna, służyć budowaniu pozytywnej reakcji na lęki i niedomagania współczesnego świata, tym bardziej że elektorat Berniego Sandersa w USA i Jeremy’ego Corbyna w Wielkiej Brytanii tak łatwo się nie rozejdzie. Więcej równowagi w stosunkach społecznych, w tym ekonomicznych i politycznych (mniej elit, więcej obywateli), więcej redystrybucyjnych funkcji państwa – to istota tej propozycji”.  http://www.rp.pl/Publicystyka/308139962-Janik-Czas–na-socjalizm.html?template=restricted

— GELBERG PISAŁ WYSTĄPIENIA ZIOBRY – Wiktor Ferfecki w RZ: “Andrzej Gelberg jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, a pierwsze kroki w dziennikarstwie stawiał w piśmie „Technika Motoryzacyjna”. Po wprowadzeniu stanu wojennego publikował w prasie podziemnej. W pamięć czytelników najbardziej zapadł jako redaktor naczelny „Tygodnika Solidarność” w latach 1992–2001. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, w ubiegłym roku pomagał w pisaniu przemówień ministrowi sprawiedliwości Zbigniewowi Ziobrze”. http://www.rp.pl/Media/308139934-Kto-pomagal-pisac-przemowienia-Zbigniewa-Ziobry.html?template=restricted

— PIS MA W NOSIE GIEŁDĘ – Ireneusz Siudak w GW: “GPW to jedyna spółka skarbu państwa pozostawiona samopas, w której „dobra zmiana” ma taki problem z obsadzeniem kierownictwa. Jak to rozumieć? Pierwsze wytłumaczenie jest takie, że trudno znaleźć zaufanego kandydata, który orientowałby się w meandrach rynku kapitałowego i pogodził różne kręgi wpływów. Drugie wytłumaczenie jest takie, że niestety od słów Donalda Tuska, że giełda to kasyno, reputacja GPW maleje. I jest już tak marna, że nawet PiS ma już giełdę w nosie”. http://wyborcza.pl/7,155290,22216944,gdzie-jestes-prezesie-gieldy-nawet-pis-ma-gielde-w-nosie.html

— O ZDJĘCIU WAŁĘSY I CEJROWSKIEGO pomorska GW: “W sobotę na profilu facebookowym Lecha Wałęsy pojawiły się zdjęcia zrobione podczas przechadzki prezydenta po ulicy Długiej w Gdańsku. Pośród licznych uścisków dłoni z turystami znalazło się również zdjęcie z Wojciechem Cejrowskim, który promował podczas jarmarku swój Sklep Kolonialny”. http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,22227610,kontrowersyjne-zdjecie-lecha-walesy-z-wojciechem-cejrowskim.html

300polityka.pl

W „Wiadomościach” TVP „biorą się za łby”. Tak otwartej wojny domowej tam jeszcze nie było

Jacek Gądek Jacek Gądek
14.08.2017

Wiadomości TVP

Wiadomości TVP (Fot. wiadomosci.tvp.pl)

Buldogi walczące o władzę w „Wiadomościach” TVP1 rozszarpały na strzępy dywan, pod którym się kryły. Jeszcze w minionym tygodniu rozmówca Gazety.pl mówił wprost, że już „biorą się za łby”. Skończyło się tak, że niedawny podwładny brutalnie wygryzł swoją byłą szefową.

Na kronikę walki o najważniejszy, flagowy program całej Telewizji Polskiej składają się ogromne ambicje, urazy, osobista rywalizacja, zarzuty o brak profesjonalizmu, wybuchowe charaktery i topniejące słupki oglądalności. A także fakt, że dwie strony sporu miały teraz swoją życiową szansę, stając przed największymi w dotychczasowych karierach możliwościami.

O dwojgu takich

Z jednej strony Marzena Paczuska – dziś już była szefowa „Wiadomości” TVP1. „Paczka” jest bardzo charakterna, wybuchowa, a więc i konfliktowa. Objęła redakcję po Piotrze Kraśko i zbudowała redakcję „Wiadomości” na nowo. Nigdy wcześniej nie miała w TVP tak wielkiej władzy. Pożegnała się z niemal całym zespołem zastanych reporterów i ściągnęła ludzi z Telewizji Republika, TV Trwam i pojedyncze osoby z TVP Info, a nawet TVN24. Wzięła na siebie całą odpowiedzialność za flagowca TVP1 o godz. 19:30.

Z drugiej strony Klaudiusz Pobudzin – ściągnięty przez samą „Paczkę” z telewizji o. Tadeusza Rydzyka, gdzie był autorem głównych materiałów politycznych. Ale to była jednak nisza – dopiero w TVP, właśnie z rąk Paczuskiej, otrzymał szansę jak nigdy dotąd. Potem odszedł z redakcji – w konflikcie z szefową. Ale od prezesa Jacka Kurskiego otrzymał stanowisko nad nią – fotel dyrektora Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Słowem: został szefem wszystkich szefów programów informacyjnych w całej TVP.

Pobudzin nie chce „Paczki”

I co z tego? Pobudzin na „Wiadomości” pod wodzą Paczuskiej nie miał większego wpływu, choć ponosił za nie odpowiedzialność. – Formalny nadzór od lat miał szef TAI – mówi osoba z Placu Powstańców, gdzie powstają „Wiadomości”. Ale na „Paczkę” to zwierzchnictwo było już wyłącznie formalne. By Pobudzin mógł kreować „Wiadomości”, musiał pozbyć się „Paczki”.

Zwolnienie Marzeny Paczuskiej wygląda na zaplanowane. A zaczęło się od tego, że została wysłana – jak podawały Wirtualne Media – na przymusowy dwutygodniowy urlop. To częsty scenariusz w sektorze państwowym: urlopowanym trudniej podjąć walkę o pozostanie w fotelu, który opuścili, by od pracy odpocząć.

Gdy tylko Paczuska poszła na urlop, Pobudzin zaczął odwojowywać „Wiadomości”. Wróciła Ewa Bugała – wykreowana wcześniej przez „Paczkę” na gwiazdę programu, która jednak przeszła później do TVP Info. Nadzór nad „Wiadomościami” przejął z kolei Grzegorz Pawelczyk, zastępca Pobudzina.

„Nie da się ukryć”, że to zesłanie

Ewa Bugała w TVP to osobna historia. W „Wiadomościach” tworzyła najostrzejsze materiały. Ale z flagowca TVP1, kierowanego bardzo twardą ręką przez „Paczkę”, odeszła. Notowania Bugały były i są w oczach szefostwa TAI bardzo wysokie. Jest ona zresztą podobna do samego Pobudzina w swoich materiałach: zero litości dla opozycji. Ten bezpardonowy styl kontynuowała – na pocieszenie, bo „Wiadomości” to o wiele większy prestiż – w kanale tematycznym.

Jednocześnie ona sama, Pobudzin i inne osoby z ekipy TVP Info piały z zachwytu nad oglądalnością pasm w tym kanale: „Minęła 20” Michała Rachonia i „Nie da się ukryć” Ewy Bugały. A o słupkach programu z 19:30? Na TT była u nich cisza. To był dowód: „Wiadomości” Paczuskiej tracą widownię i przegrywają z „Faktami” TVN, a nasze produkcje już przebiją TVN24. Słowem: „Paczka” nas się pozbyła, a jesteśmy lepsi od niej. Tak w TVP trwał bratobójczy konflikt, choć nie wyciekał na zewnątrz.

Ambicje i emocje

Wielką rolę odgrywały w nim urazy, ambicje i ludzkie emocje. Po odejściu (sierpień 2016r.) Klaudiusza Pobudzina – charakternego podobnie jak Paczuska – z redakcji „Wiadomości”, zaczął on zasadzać się na Paczuską. A formalnie zyskał nad nią władzę, bo został – nie od razu, ale z czasem – szefem TAI, czapy nad wszystkimi programami informacyjnymi TVP. „Paczka” go ignorowała, a słupki jej programu równolegle spadały. A odpowiedzialność za to lądowała także na barkach Pobudzina.

W końcu szef TAI dostał zielone światło od Jacka Kurskiego i dopiął swego. Zwolnił szefową „Wiadomości”. Ale ogłoszenie na Twitterze tej decyzji zostało bardzo źle odebrane. I w samym Prawie i Sprawiedliwości, i wśród pracowników TVP, i sympatyków „dobrej zmiany”.

Kto mieczem wojuje…

Od ludzi mających okazję stykać się z TVP można usłyszeć, że Paczuska obchodzi się z ludźmi obcesowo i bez pardonu. Tak też teraz rozprawił się z nią Pobudzin – upokorzył ją niemiłosiernie. Skoro bowiem może ją zwolnić za pomocą jednego „ćwierknięcia” na portalu społecznościowym, to znaczy, że się z nią w ogóle nie liczy. Tego przy Placu Powstańców jeszcze nigdy nie widziano. Satysfakcja z tak ostentacyjnego braku szacunku do Paczuskiej – mimo wszystkich szkód, jakie to niesie – okazała się ważniejsza.

Jacek Kurski stara się jednak łagodzić napięcie, obiecując – w rozmowie z WM – propozycję awansu dla „Paczki”. „Kura” z Paczuską sam ma z byłą już szefową bardzo chłodne relacje, więc realnej i silnej władzy znów jej dać zapewne nie będzie chciał.

Zgrzyt

Wojna w TVP ma też i inną stronę. Pozbycie się Marzeny Paczuskiej z „Wiadomości”, to pierwszy tak mocny zgrzyt między środowiskiem „wSieci” (dziś „Sieci Prawdy”), a prezesem TVP Jackiem Kurskim. A zwłaszcza miedzy braćmi Jackiem i Michałem Karnowskimi a „Kurą”. Paczuska to bowiem niemal protegowana (2009-10) Jacka Karnowskiego, gdy ten był szefem „Wiadomości” – była wówczas jego zastępczynią i prawą ręką. Przez moment także pełniącą obowiązki szefa redakcji.

Sympatyzujący z PiS tygodnik bronił dotychczas prezesa TVP przed wszystkimi podchodami pod niego. Przyjaciół w samym PiS Kurski zwyczajnie nie ma – jego trwanie w fotelu prezesa zależy wyłącznie od łaski Jarosława Kaczyńskiego. Ale miał wsparcie w medialnym zapleczu PiS – właśnie w mediach braci Karnowskich. Gdy prezes TVP dał zielone światło na ścięcie bliskiej Karnowskim „Paczki”, to naraził się swoim największym obrońcom w szeroko rozumianym obozie PiS.

Buldogi w TVP i bulterier „Kaczyńskiego”

Krotko przed Paczuską z „Wiadomości” odszedł (z ważnej funkcji wydawcy programu) i to raptem po trzech miesiącach Przemysław Wenerski (wcześniej reporter TVN24 i TVP Info). Aluzyjnie cytował on wtedy Andrzeja Frycza Modrzewskiego: „Żadne korzyści z wojny nie są tak wielkie, aby mogły jej szkodom dorównać”. I dodawał od siebie: „Wojen domowych dotyczy to po stokroć”.

Bo przy Woronicza i Placu Powstańców taka właśnie trwa. Samo stanowisko Jacka Kurskiego też nie jest pewne, bo Rada Mediów – gdyby tylko prezes PiS pozwolił – odwołałaby go w mig. Gabinet prezesa na najwyższym piętrze „koloseum” TVP zajmuje on już niemal dwa lata i co chwilę dopływają z Woronicza plotki, jak bardzo chwieje się w fotelu. Kurski póki co jednak trwa, pielgrzymuje do prezesa PiS – aż w samym PiS politycy mają ubaw z tego „nawiedzania” Nowogrodzkiej przez Jacka Kurskiego.

Teraz Kurski stara się tę wojnę domową w TVP opanować, nim sam stanie się jej ofiarą.

Zobacz także: Donald Tusk na przesłuchaniu w prokuraturze. Doszło do spięcia z dziennikarzem TVP

gazeta.pl

Rewolucja pisowska pożera własne dzieci w TVP

Rewolucja pisowska pożera własne dzieci w TVP

Dotychczasowa szefowa „Wiadomości” TVP Marzena Paczuska została odwołana ze stanowiska. Jej miejsce zajął Jarosław Olechowski, dotychczasowy reporter „Wiadmomości”.

Jak donosi portal mediainside.pl, pracę Paczuskiej już wiosną tego roku oceniano bardzo negatywnie. – „Liczba nietrafionych i budzących zdziwienie decyzji nakazuje przypuszczać, że nie mamy do czynienia z błędami, ale z celowym działaniem mającym doprowadzić do utraty znaczenia najważniejszego programu informacyjnego telewizji publicznej” – mówił portalowi pracownik TVP. –„Standardem w „Wiadomościach” jest ignorowanie poleceń prezesa TVP, które są wypełniane przez wszystkie pozostałe redakcje. Ostatnie przykłady to pominięcie rekordowego spadku bezrobocia ogłoszonego przez GUS”. Szefowa „Wiadomości” miała też całkowicie ignorować także obecne kierownictwo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, bo „Wiadomości” to dziś samotna wyspa, bez żadnych związków z resztą agencji”.

W pewnym momencie sytuacja tak nabrzmiała, że „sześcioro kluczowych pracowników TAI (Klaudiusz Pobudzin, Grzegorz Pawelczyk, Paweł Bińkowski, Ewa Bugała, Piotr Kudzia i Tadeusz Płużański) poinformowało prezesa TVP, że dalsza praca z działającą na szkodę firmy red. Marzeną Paczuską jest niemożliwa”. Jacek Kurski podjął więc decyzję o jej odwołaniu. Sama zainteresowana dowiedziała się o tym z Twittera i nie kryła zaskoczenia: –„Etatowych dziennikarzy, pracowników TVP – zwalniają na TT… Super” – napisała przed godziną 23 w niedzielę Marzena Paczuska. Była szefowa „Wiadomosci” skomentowała w ten sposób wpis szefa TAI, który na Twitterze pogratulował jej następcy.

Spekulacje dotyczące odwołania Paczuskiej pojawiły się tym, jak 7 sierpnia w portalu wirtualnemedia.pl pojawiła się informacja, że została wysłana na przymusowy urlop. Nadzór nad redakcją „Wiadomości” w tym okresie przejęło kierownictwo Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Urlop miał służyć – według portalu – sprawdzeniu, jak środowisko przyjmie decyzję o odwołaniu Paczuskiej. Wydaje się, że wszystko poszło gładko. Czy „Wiadomościom” wyjdzie to na dobre, ocenią wierni odbiorcy.

 

koduj24.pl

Policja broniła „zdecydowanej interwencji”. Potem po cichu wycofała zarzuty

Piotr Żytnicki, 14 sierpnia 2017

Ewa Chylak-Wińska chwilę po zatrzymaniu przez policję

Ewa Chylak-Wińska chwilę po zatrzymaniu przez policję (JĘDRZEJ NOWICKI)

Poznańska policja bez rozgłosu umorzyła zarzuty wobec uczestników marszu antyrasistowskiego zatrzymanych za rzekome naruszenie nietykalności funkcjonariuszy. Zarzuty okazały się bezpodstawne

Na początku kwietnia na demonstracji przeciwko rasizmowi w centrum Poznania zebrało się prawie tysiąc osób: anarchiści, naukowcy, aktorzy, prezydent miasta Jacek Jaśkowiak. Nieśli transparenty: „Budujesz faszyzm przez nietolerancję”, „Poznań dla imigrantek, nie dla narodowców”. Krzyczeli: „Jedna rasa, ludzka rasa! Nacjonalizm won z Poznania!”.

Jedną z uczestniczek była Ewa Chylak-Wińska, 41-letnia nauczycielka polskiego w prywatnej podstawówce, w tłumie wyróżniająca się blond dredami. Dawniej pracowała jako copywriter w agencji reklamowej, potem wyjechała na Zanzibar, gdzie z mężem prowadziła hotel. Dwa lata temu wróciła do Polski. – Bo tęskniłam. Akurat Andrzej Duda został prezydentem, ale PiS jeszcze nie rządził. To, co potem zaczęło się dziać, przerażało mnie, szczególnie w Poznaniu: znieważanie uchodźców, bicie ludzi o innym kolorze skóry – opowiada.

Policjant chwycił ją i wyciągnął z tłumu

Protest ledwie się rozpoczął, gdy ze środka Starego Browaru wybiegli narodowcy w czarnych kurtkach. Rzucili jajami, w ruch poszły pięści. Policjanci interweniowali spóźnieni, dopiero po minucie. Rzucili się na pierwszego z brzegu anarchistę. Ewa krzyknęła: „To nie ten, zostawcie go!”. Policjanci puścili.

Atak nacjonalistów na manifestację „Nacjonalizm nie przejdzie”

http://www.gazeta.tv/plej/19,88284,21618795,video.html

Marsz ruszył, ale atmosfera była napięta. Przed biurem PiS młoda anarchistka wskoczyła na drabinkę policyjnego radiowozu. Tym razem policjanci byli szybsi niż podczas ataku narodowców. Natychmiast ściągnęli dziewczynę. Kilka osób rzuciło się jej na pomoc. Marsz stanął, policjanci z tarczami zablokowali ulicę. Organizatorki pytały: – Dlaczego nas zatrzymujecie? Jesteśmy tu legalnie.

Ewa przecisnęła się na czoło marszu. A tam kocioł, policjanci kogoś szarpią, ciągną do radiowozu. Krzyczała: „Nie bijcie!”. Gdy wyciągnęła do przodu ręce, jej dłoń zetknęła się z policyjną tarczą. To wystarczyło: policjant chwycił ją, wyciągnął z tłumu.

Telewizja WTK nagrała moment, gdy prowadził ją do radiowozu. – Ja tylko prosiłam, żeby nie bili – powtarzała do policjanta i do kamery Ewa.

Na komisariacie policjanci nie wierzyli, że jest nauczycielką. Razem z nią zatrzymali trzech anarchistów. Ciągnęli ich po asfalcie do radiowozów. Rzecznik wielkopolskiej policji Andrzej Borowiak mówił potem: – Jeśli ktoś atakuje policjanta, to musi liczyć się ze zdecydowaną interwencją.

Manifestacja 'Nacjonalizm nie przejdzie!'. Manifestacja 'Nacjonalizm nie przejdzie!'. Na ul. Święty Marcin doszło do przepychanek między policją i uczestnikami. Zaczęła się od tego, że jedna z dziewczyn weszła na drabinkę samochodu policyjnego. Policja zareagowała gwałtownie

Manifestacja ‚Nacjonalizm nie przejdzie!’. Manifestacja ‚Nacjonalizm nie przejdzie!’. Na ul. Święty Marcin doszło do przepychanek między policją i uczestnikami. Zaczęła się od tego, że jedna z dziewczyn weszła na drabinkę samochodu policyjnego. Policja zareagowała gwałtownie  JĘDRZEJ NOWICKI

Zarzuty wobec wszystkich były identyczne: naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariuszy.

– Chcieli dołożyć mi jeszcze znieważenie wulgarnymi słowami, ale zaprotestowałam. Odpuścili. Przesłuchanie było krótkie, bo nie przyznałam się do winy i nie składałam wyjaśnień – wspomina. Na demonstrację nie wzięła dokumentów. – Zapakowali mnie do furgonetki z siedmioma policjantami i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Drzwi otworzył syn, myślał, że policjanci będą robić rewizję – opowiada.

„Nacjonalizm nie przejdzie!”. Atak na manifestację i starcia z policją [GALERIA ZDJĘĆ]

Anarchista: Policja wyłapywała przypadkowe osoby

Ewa była w gorszej sytuacji niż anarchiści, bo nauczycielem nie może być osoba karana. Gdyby została skazana, straciłaby więc pracę. Wieczorem telewizja pokazała nagranie Ewy prowadzonej do radiowozu. Odezwali się znajomi, oferowali pomoc. Zadzwoniła szefowa Fundacji Helsińskiej, załatwiła prawnika Zbigniewa Krügera. – Bałam się, że szkoła będzie chciała mnie zwolnić od razu. Że nikt nie będzie chciał słuchać wyjaśnień. Ale dyrektorka mnie uspokoiła, powiedziała, że poczekamy na wyrok sądu – wspomina Ewa.

Po trzech miesiącach poznańska policja bez rozgłosu wycofała zarzuty wobec Ewy i trzech anarchistów zatrzymanych za rzekome naruszenie nietykalności funkcjonariuszy. Uzasadnienie: brak dostatecznych dowodów przestępstwa.

– Taką decyzję podjęliśmy po konsultacji z prokuraturą – ucina rzecznik policji. Dlaczego wcześniej zarzuty postawiono – nie wyjaśnia.

W przeszłości poznańska policja po każdej demonstracji kierowała do sądów wnioski o ukaranie anarchistów. Ale sądy ich uniewinniały, zaś policja musiała się tłumaczyć z bezpodstawnych oskarżeń.

Jeden z anarchistów zatrzymanych na kwietniowej demonstracji twierdzi, że policja wyłapywała z tłumu przypadkowe osoby: – Znalazłem się obok kolegi, którego policjanci szarpali. Chciałem zobaczyć, co się dzieje, a oni chwycili mnie i zatrzymali. Na komisariacie zeznawali obok mnie. Nie potrafili powiedzieć, czy coś im zrobiłem.

Anarchista złożył zażalenie na zatrzymanie. Sąd uznał, że zatrzymanie było bezzasadne, bo funkcjonariusze mogli po prostu wylegitymować anarchistę i wezwać na przesłuchanie. – Jestem przyzwyczajony, że policja stawia bezpodstawne zarzuty. Nowością jest to, że się z tego wycofała – mówi anarchista.

Ewa uważa z kolei, że do eskalacji napięcia wcale nie musiało dojść: – Nie byłoby całej sprawy, gdyby policjanci powiedzieli po prostu: „Prosimy na chwilę się zatrzymać, bo mamy dziewczynę na drabince”, albo podeszli do niej i powiedzieli, by zeszła.

wyborcza.pl

SZEŚĆ RZECZY, KTÓRYCH CI NIE POWIEDZĄ O MIŁOSZU W SZKOLE

14 sierpnia 2017

Do przyjaciela Miłosz pisał: „Mnie trudno byłoby w Polsce żyć z powodu endecja redidiva w skali masowej…”.

Tekst ten ukazał się w książce Miłosz. Przewodnik Krytyki Politycznej(2011). W tym roku mija 15 lat od wydania pierwszego numeru Krytyki Politycznej. Przypominamy, o czym przez te 15 lat pisaliśmy.

***

1. MIŁOSZ BYŁ QUEER

Nie chodzi tylko o słynne zdanie Iwaszkiewicza: „Mogłem w maju 1936 roku chędożyć Czesia Miłosza w mickiewiczowskiej celi Konrada u Bazylianów w Wilnie”, bo ciągle nie wiadomo, czy mógł i teraz już nie może, czy mógł, ale tego nie zrobił. Na tym zdaniu wcale nie kończy się przygoda poety z homoseksualizmem. Osobiście pierwszymi uczuciami sympatii obdarzyłem Miłosza po lekturze kilku zdań wspomnień ze wstępu do wyboru pisanych do Iwaszkiewicza listów Józefa Rajnfelda, malarza i chłopca autora Tataraku. Cytuję: „Wilno tym między innymi różniło się od Warszawy, że nie było tam środowiska gejów, natomiast w Warszawie istniało i niemal utożsamiało się ze środowiskiem literacko-artystycznym. Byłem ładnym chłopcem i kiedy tam trafiłem, uważano mnie, ze zwykłym w tych kołach prozelityzmem, za swojego, tyle że nieuświadomionego i niechcącego przyznać się do tej skłonności. Kto zresztą tej skłonności nie ma”. No właśnie. Być może znalazłoby się kilku takich. Co prawda niektóre badania wskazują, że większość ludzi w mniejszym lub większym stopniu jest biseksualna, ale o tym ci nie powiedzą w szkole. A opinia Miłosza wydaje się jeszcze bardziej radykalna.

2. MIŁOSZ BYŁ HEJTEREM

Wystarczy przyjrzeć się korespondencji poety z Krzysztofem Myszkowskim, w której w sposób zupełnie wyśmienity ustawia pragnącego mu się przypodobać redaktora „Kwartalnika Artystycznego”. Robi to z klasą i wprawą. Widać, że ma w tym doświadczenie. Ale najlepszym przykładem pozostaje Zniewolony umysł, w którym po wyjeździe z kraju obsmarował dawnych przyjaciół. „Pisarze zachowywali się trochę jak dziewice: chętnie, ale bojaźliwie”. Adam Wiedemann twierdzi nawet, że Miłosz w ten sposób „przeobraził wszystkich pisarzy polskich w durniów” i „nie życzyłbym nikomu takiego kumpla”. Ostrych wypowiedzi zdarzało się poecie więcej. Bobkowskiego nazwał „prawicowym Lechitą”. O Marii Dąbrowskiej pisał: „nigdy nie przyszło mi do głowy, że można na nią spojrzeć jak na kobietę. Ten trochę zezowaty karzełek, z grzywką przyciętą na pacholę, był dla mnie ostatnią istotą, do której mógłbym zwracać erotyczne zapały”. O Lechoniu: „Uważałem go za człowieka głupiego”. Odwinąć się Miłoszowi próbował w wierszu Chodasiewicz Herbert, pisząc o nim: „był hybrydą w której wszystko się telepie / duch i ciało góra z dołem raz marksista raz katolik / chłop i baba a w dodatku pół Rosjanin a pół Polak”. Paszkwile Miłoszowi poświęcili też Sergiusz Piasecki i Jacek Trznadel. Ten pierwszy w eseju Były poputczik Miłosz krytykował jego decyzję o emigracji. Z kolei Trznadel w tekście zamieszonym w książce Hańba domowastworzył klasyczny już dziś w prawicowych kręgach obraz poety jako twórcy antypolskiego. „Może człowiek błądzić, może popełniać różne, nawet bardzo złe czyny, bo ma wolną wolę, ale nie ma prawa o tym pisać, upowszechniać tego i zatruwać tym duszy Narodu. Tego czynić nie wolno! To jest wobec Narodu – zbrodnia” – miał ponoć podsumować lekturę wspomnień poety kardynał Wyszyński.

3. MIŁOSZ BYŁ W ANTIFIE

„Żeby było weselej, napiszę, jak Cię pamiętam. Pochylnia w Sali Śniadeckich, ty lecisz na czele grupy robotników i studentów, goniąc bojówkę endecką, która chciała rozbić wieczór poezji różnych narodów. Masz taką minę wilkołaka, jaką umiałeś robić, zęby na wierzchu, oczy wytrzeszczone, w ręku trzymasz szczątki krzesła. I wyjesz”. W ręku trzyma szczątki krzesła i wyje. Tak wspomina Miłosza koleżanka ze szkoły. Autor Doliny Issy nigdy nie miał upodobania dla anima naturaliter endeciana, co jest parafrazą słynnego stwierdzenia Tertuliana o duszy z natury chrześcijańskiej. Po latach pisał do przyjaciela: „Mnie trudno byłoby w Polsce żyć z powodu endecja redidiva w skali masowej…”. Nacjonalizm PRL-owskiego ustroju wymieniał jako jedną z przyczyn emigracji. W Traktacie poetyckim pisał: „Jest ONR-u spadkobiercą Partia”, a cały KC PZPR byłoby mu raczej trudno pogonić ze szczątkami krzesła. Co nie znaczy, że zmienił swoje poglądy na temat endecji i jej szkodliwości. „Doświadczenia tego stulecia – a przede wszystkim myślę o okresie międzywojennym – wystarczą, żeby przekonać, że kultura polska jałowieje, jeżeli zwycięża w niej prawicowe myślenie. Kto więc sądzi, że krocząc na prawo, służy Narodowi przez wielkie N, ten wybiera drogę prowadzącą do jego paraliżu” – pisał.

4. MIŁOSZ, ŚLEDZIK I WÓDKA

„Co więcej potrzeba do szczęścia, gdy jest śledź i wódeczka?” – miał powiedzieć Magdzie i Andrzejowi Dudzińskim, którzy to stwierdzenie przytaczają w swojej książce pt. Mały alfabet. Bujne życie poety jest dowodem, że jednak śledź i wódeczka mu nie wystarczały, ale alkohol był jego ważnym elementem. Doczekał się nawet własnego hasła w Abecadle Miłosza. „Prawdziwe picie zaczynało się w Warszawie za okupacji, z Jerzym Andrzejewskim i Janką” – wspomina i cieszy się, że w przeciwieństwie do Andrzejewskiego nie skończyło się to u niego marskością wątroby i chorobą alkoholową. „Nie moja zasługa, tylko genów”. Relacje o tym, że trudno było w piciu sprostać wieszczowi, są liczne. Wiązały się z tym jednak pewne problemy. Pisząc w Roku myśliwego o swojej żonie Jance, przyznaje: „później alkohol znienawidziła z powodu mojej potrzeby literackich gadań i nieodłącznego od nich picia, a także z powodu moich przynoszących wstyd zalecań się do kobiet po pijanemu”. Trudno mi się zgodzić z takim postawieniem sprawy. Moim zdaniem zalecanie się do kobiet po pijanemu jest raczej powodem do chluby. Oznacza, że Miłosz nie był robotem. Ani agentem obcych służb. Jak wiadomo: nie piją i nie zalecają się tylko roboty i agenci. Sam zresztą Miłosz też miał dla picia solidne, egzystencjalne wręcz uzasadnienie: „Wstyd, jaki się wtedy odczuwa, może mieć znaczenie pedagogiczne, przypominając, że jakiekolwiek nasze osiągnięcia są podminowane siedzącym w nas głupstwem, więc nie ma co się puszyć”. Zresztą hasło „Zstępować w głąb swoich wstydów” zdaje się patronować części twórczości poety. Znaczenie alkoholu może być w tym zakresie fundamentalne.

5. MIŁOSZ, KOBIETY I ŚPIEW

O tym, że „miał kochanki”, pisze choćby Herbert w wierszu Chodasiewicz. Że m.in. dla nich emigrował z Polski Ludowej, można się tylko domyślać. Biograf Miłosza Andrzej Franaszek przyznaje: „Biegł zachłannie, nie mógł się nasycić. I po drodze porzucał przyjaciół, kochanki… Najbardziej traumatycznym doświadczeniem było porzucenie narzeczonej z czasów studenckich, do której myślami wracał przez resztę życia. Myślami i wierszami. Ślub może był blisko, ale on się bał – że żona, że dzieci, praca, że ucieknie mu literatura”. Jedna z jego kobiet, Jadwiga Waszkiewiczówna, została później żoną Sergiusza Piaseckiego, co może tłumaczyć niechęć pisarza do jej byłego partnera. Choć sam potraktował ją niewiele lepiej, więc nie mógł to być jedyny powód. „Miłosz miał niewątpliwie wiele związków miłosnych, był niezwykle zmysłowym człowiekiem, ale nie dokumentował tego w sposób bezpośredni, nie pisał wierszy, które miałyby podbić serce wybranki”. To jeszcze raz Franaszek. Choć poeta wierszy miłosnych nie pisał, to jednak w tomie Wiersze ostatnie możemy przeczytać utwór, w którym podmiotowi lirycznemu stoi pała. Do końca nienasycony.

http://krytykapolityczna.pl/felietony/slawomir-sierakowski/spadkobierca-partii-jest-pis/embed/#?secret=0ibwk271fY

6. MIŁOSZ POPIERAŁ LEGALIZACJĘ

„Logicznie rzecz biorąc, brak powodu, żeby nie skazywać na śmierć za palenie tytoniu i na długoletnie zamknięcie za picie alkoholu. Są to narkotyki niebezpieczne, jednakże, choć tytoń miał w niektórych krajach swoich powieszonych męczenników, srogie edykty przeciwko niemu poszły w zapomnienie, natomiast picie po przegranej prohibicji w Ameryce stało się rytuałem dowodzącym, że ktoś jest normalnym, porządnym, lojalnym obywatelem. Zważywszy, że cannabis sativa jest, w porównaniu z tytoniem i alkoholem, środkiem dość niewinnym, czyli wiele hałasu o nic, zaciętość, z jaką w ciągu wszystkich lat sześćdziesiątych policja ścigała marihuanę, miała cechy obsesyjne, podobnie jak ochrypła żarliwość Huberta. Przeszukiwanie kieszeni, kajdanki, wyroki, więzienia można wyjaśnić tylko poczuciem zagrożenia przez «inne», i nie bez powodu. Wątpliwe jest, czy użytek marihuany tak by się rozpowszechnił, gdyby nie służyła ona za znak rozpoznawczy dla wszystkich, którzy kwestionują ład ustalony. […] Być może nową erę ludzkości otwierają nie bronie atomowe i podróże międzyplanetarne, ale psychedelic drugs jako zapowiedź masowych, demokratycznych środków przeciwko nudzie” – wywodził poeta w Widzeniach nad Zatoką San Francisco. Czy było to widzenie po zażyciu, czy nie, nigdy już się pewnie nie dowiemy.

http://krytykapolityczna.pl/archiwum/felietony-archiwalne/katarzyna-tubylewicz/wiecej-milosza-na-marginesie-paszportow-polityki/embed/#?secret=VN854Go1Dw

 

krytykapolityczna.pl

Paweł Skiba

Konstytucja to nasza umowa, a PiS chce ją złamać

10 sierpnia 2017

JAKUB ORZECHOWSKI

Odstaw na bok swoje obowiązki. Weź konstytucję i pomyśl o niej jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy. Zastanów się chwilę nad jej istotą. Porozmawiaj o tym z sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem.

Ponad 40% Polaków popiera partię, która ordynarnie narusza konstytucję i obowiązujące prawo. Dlaczego tak się nadal dzieje? Takie pytanie zaczyna zadawać sobie coraz więcej osób. Poznaliśmy już wiele opinii. Słyszeliśmy o elitach oderwanych od normalnych ludzi, o zagospodarowaniu przez Kaczyńskiego niezadowolonej z dotychczasowej sytuacji części społeczeństwa ze wsi i małych miast. Pojawiają się też głosy, że nie dorośliśmy do demokracji. Nie rozumiemy istoty trójpodziału władzy i znaczenia konstytucji, skoro tak wielu z nas popiera działania PiS albo przynajmniej im się nie sprzeciwia.

Z konstytucją w dłoni

Ślizgamy się po wielokrotnie powtarzanych hasłach: „konstytucja”, „trójpodział władzy”, ale ilu z nas faktycznie wie, co się za nimi kryje? Być może niezrozumienie ich istoty jest przyczyną tak dużego poparcia dla partii rządzącej. Ostatnio coraz więcej ludzi zaczęło czytać i analizować konstytucję. Wymaga to jednak pewnego wysiłku, zaangażowania. Mało kto z nas ma czas i ochotę na tego typu rozmyślania. Jesteśmy pochłonięci zarabianiem pieniędzy w korporacji, staniem w korkach, uprawą żyta, opieką nad dziećmi i milionami innych spraw. Wielu z nas nie postrzega konstytucji jako własności, uważamy, że to sprawa elit oderwanych od codzienności. Jacyś „oni” się kłócą o interpretację konstytucji, to jest „ich” sprawa, „oni” coś powinni z tym zrobić. Oni… Tylko że tu nie chodzi o nich. Tylko o ciebie, o mnie. O nas! Zatem pomyślmy chwilę o istocie konstytucji. Porozmawiajmy o tym z naszym sąsiadem, współpracownikiem, kuzynem, który jest zwolennikiem PiS-u.

Konstytucja naszą umową

Cóż to więc jest ta „konstytucja”? Być może odpowiesz na to pytanie piękną, precyzyjną, prawniczą definicją i wszystko, co dalej przeczytasz, to dla Ciebie banał. Ale spróbuj pomyśleć o konstytucji w najprostszy, najbanalniejszy, ale jednocześnie najbliższy istocie sprawy sposób. Pomyśl o naszej konstytucji jak o umowie, którą zawarliśmy między sobą my – Polacy, obywatele, naród, suweren. Konstytucja to nie jakaś umowa „ich”, elit. To nasza umowa, którą zawarliśmy z naszymi sąsiadami i znajomymi. Pomyśl o konstytucji również jak o obietnicy. Obiecaliśmy sobie w tej umowie pewne podstawowe rzeczy. Obiecaliśmy naszym dzieciom, rodzinom, współpracownikom.

Jak doszło do zawarcia tej umowy? W 1997 r. zrobiliśmy to w referendum. Zagłosowaliśmy, wyraziliśmy naszą wolę. Umówiliśmy się wtedy między sobą, na pewien zestaw podstawowych zasad, według których będziemy żyli w naszym wspólnym domu, w Polsce. I obiecaliśmy sobie wzajemnie, że będziemy tych zasad przestrzegać. Między innymi umówiliśmy się, jak ma być zorganizowane nasze państwo. Jakimi sprawami mają zajmować się poszczególne instytucje i według jakich zasad mają działać. To jest nasze dzieło.To my umówiliśmy się, jak mają działać Sejm, Senat, prezydent, rząd, sądy. I my wszyscy jako suweren mamy prawo i obowiązek pilnować przestrzegania naszej umowy, naszej obietnicy – naszej konstytucji. I tylko my, suweren, mamy prawo ją zmienić. Nikt inny, żadna partia, żaden prezes, naczelnik ani dyktator. Naszą umowę możemy zmienić tylko my, razem, wspólnie, głosami naszych przedstawicieli – posłów.

Wyborcy PiS to nie cały naród

PiS mówi, że jest wykonawcą woli narodu, bo wygrał wybory i ma większość w Sejmie. To nie jest prawda! PiS jest tylko wykonawcą woli wyborców PiS, nie całego narodu. PiS, zabiegając o głosy swoich wyborców, zawarł z nimi umowę. I może ją realizować tylko w zakresie, który jest dopuszczalny umową z całym narodem – konstytucją. Umowa PiS-u z jego wyborcami nie jest ważniejsza od umowy, którą my wszyscy, również wyborcy PiS-u, zwarliśmy ze sobą w postaci konstytucji. Jak dotąd wyborcy PiS-u nie reprezentują woli narodu, więc PiS nie ma prawa zmieniać zasad naszej umowy.

PiS twierdzi też, że konstytucja i prawo nie mogą stać ponad wolą narodu i suwerena. W ten sposób PiS manipuluje nami, oszukuje nas. Czy PiS chce nas przekonać, że mamy akceptować łamanie umowy, którą zawarliśmy między sobą? Mamy złamać obietnicę, którą daliśmy sobie wszyscy wzajemnie? Złamać dane słowo? Nie!

Z szacunku dla samych siebie

Polacy są dumnym narodem. Nasza historia, nasi przodkowie i ich dokonania dają nam prawo do dumy. Więc my, dumny naród, nie pozwólmy sobie, żeby ktokolwiek podważał naszą umowę, naszą konstytucję. Gdy będziemy chcieli ją zmienić, to zrobimy to, korzystając z takich mechanizmów, na jakie się umówiliśmy. Nikt nie ma prawa naginać  i lekceważyć konstytucji. Nie szanując tych zasad, podważając je i naciągając, tak naprawdę nie szanuje nas, dumnego narodu, suwerena.

My, suweren

W konstytucji umówiliśmy się, że sądy mają być niezależne od polityków, bo taka była nasza wola. Można dzielić włos na czworo, przerzucać się interpretacjami, szukać dziury w całym. Nie zmienia to faktu, że umówiliśmy się na niezależne sądy! PiS chce zmienić to zwykłą ustawą i mętnie tłumaczy, że to nie narusza konstytucji, że taka była wola suwerena, że nasza umowa jest „postkomunistyczna”. Nasza konstytucja, nasza umowa stoi ponad wolą polityków, posłów. To my, suweren, zobowiązaliśmy posłów, polityków, prezydenta, że mają obowiązek stosować się do zasad zawartych w konstytucji. PiS, dając politykowi prawo do decydowania o sędziach, łamie konstytucję, łamie naszą umowę! To znaczy, że PiS nie szanuje naszej umowy, nie szanuje ciebie, mnie, nas. Nie szanuje swojego suwerena.

Wyborco PiS-u…

Czy chcesz, żeby partia, na którą głosowałeś, łamała konstytucję, naszą umowę, dane słowo? Posłowie to twoi przedstawiciele, reprezentują ciebie? Gdy oni łamią umowę, obietnicę, to tak jakbyś to ty ją łamał. Pomyśl jeszcze raz o naszej umowie, bez polityki i politycznych haseł. Odpowiedz sobie we własnym sumieniu. Czy jest to uczciwe, honorowe i patriotyczne? Czy PiS, postępując w ten sposób, naprawdę zasługuje na twoje poparcie?

wyborcza.pl

Awantura w TVP Info. Po ataku Tomasza Sakiewicza europosłanka Róża Thun opuszcza studio

raq, 14.08.2017

'Bez retuszu' w TVP Info

‚Bez retuszu’ w TVP Info (tvpstream.vod.tvp.pl/)

Jednym z tematów programu „Bez Retuszu” w TVP Info były reparacje wojenne od Niemiec. Tomasz Sakiewicz z „Gazety Polskiej” mówił m.in. o „pedagogice wstydu fundowanej przez PO”.

W pewnym momencie zarzucił europosłance Platformy Róży Thun, że „nie czuje się Polką, czuje się reprezentantką Niemiec”.

„Jest pan wrednym i podłym kłamcą!”, „żądam przeprosin!” – odpowiedziała wzburzona europosłanka. „Powinien pan się wstydzić, że pan robi wojnę polsko-polską” – dodała.

Thun apelowała do prowadzącego program Michała Adamczyka, by zareagował. Ten zaczął ją uciszać. Wtedy europosłanka powiedziała, że za chwilę opuści studio, bo została obrażona.

Adamczyk zapytał Thun, czy chce poprowadzić program i radził, by wyjaśniła sobie wszystko z Sakiewiczem poza anteną. Europosłanka wstała i wyszła ze studia.

Prowadzący skomentował:

Bardzo nam przykro, że pani Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein opuszcza studio.

I prowadził program dalej.

„Jest pan wrednym, podłym kłamcą!”, „żądam przeprosin!”. Spięcie między @TomaszSakiewicz i @rozathun. Posłanka do PE wychodzi ze studia

Róża Thun już przed programem uderzyła w TVP Info.

– Z prawdziwą przykrością informuję Państwa, że dziś o godzinie 21.50 wezmę udział w tym beznadziejnym programie TVPiS Info „Bez Retuszu”. Pewnie, jak zwykle, będzie urocze towarzystwo, obiektywny prowadzący i poważna „dyskusja” #masochizm – napisała na swoim oficjalnym Facebooku.

Zobacz też: Róża Thun: Żenuje mnie obecna turystyka. To funta kłaków niewarte [URLOP OD POLITYKI] >>>

Rasistowskie żarty i piosenki o zagranicznych spiskach. TVP zorganizowała jubileusz Jana Pietrzaka

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,22013037,video.html

gazeta.pl

Ireneusz Sudak

Gdzie jesteś, prezesie giełdy? Nawet PiS ma w nosie GPW

14 sierpnia 2017GPW od stycznia nie ma prezesa.

GPW od stycznia nie ma prezesa. (Fot. Sawomir Kamiski / Agencja Gazeta)

Inni szefowie powiązanych z państwem firm moszczą się w fotelach, a gabinet prezesa giełdy od stycznia jest pusty.

Na początku rządów PiS wszystko szło gładko. Wystarczyło kilka miesięcy przełomu 2015 i 2016 roku, żeby wymienić szefów największych firm, w których na wybór prezesa ma wpływ rządząca partia.

Na tle innych roszad wymiana szefa Giełdy Papierów Wartościowych to i tak był Wersal. Ustępujący prezes Paweł Tamborski zapowiedział swoje odejście, a kilka dni po zakończeniu jego misji wybrano następczynię – związaną wcześniej z NBP Małgorzatę Zaleską. Widać było, że tradycja jednak zobowiązuje – w końcu przez lata GPW kształtowa wzory ładu i porządku rynkowego, w tym jeśli chodzi o dobór kadr.

Ale w styczniu w tryby dobrej zmiany dostał się piach. Kiedy zabrakło ministra skarbu Dawida Jackiewicza, który roztaczał parasol nad prezeską GPW, Zaleska została odwołana.

Wnet do gmachu giełdy przy ulicy Książęcej jak pszczoły do miodu przylecieli nowi kadrowi – swojego człowieka w fotelu giełdy chce mieć wicepremier Mateusz Morawiecki, ale też prezes NBP Adam Glapiński.

Rafał Antczak, kandydat kojarzony z tym pierwszym, w styczniu został wybrany formalnie na prezesa, ale plany pokrzyżowała mu Komisja Nadzoru Finansowego, której członkowie mieli dać do zrozumienia, że nie wyrażą zgody na jego powołanie.

W KNF decydujący głos mają osoby kojarzone z Adamem Glapińskim. W tym czasie prezes Zaleska, choć formalnie odwołana, zaczęła po raz pierwszy pojawiać się na konferencjach prasowych, chcąc bronić swojego stanowiska. Ostatecznie każdy zrobił krok w tył: Zaleska ustąpiła, a Antczak sam zrezygnował z ubiegania się o fotel prezesa.

Tym sposobem w marcu pełniącym obowiązki prezesa został Jarosław Grzywiński, młody, ambitny prawnik z Warszawy, który zapunktował, organizując dobrze przyjęte święto z okazji 25-lecia GPW. Ale i on nie dostał szansy kierowania giełdą. 19 czerwca walne zgromadzenie GPW na prezesa wybrało Marka Dietla, doradcę prezydenta Andrzeja Dudy, członka zarządu Instytutu Sobieskiego.

Wkrótce miną dwa miesiące od jego wyboru, a prezes Dietl ciągle nie ma zgody KNF. Szkopuł w tym, że Dietlowi, podobnie jak Rafałowi Antczakowi, może brakować formalnego, 3-letniego doświadczenia w instytucjach finansowych, które jest niezbędne do kierowania giełdą.

W kręgach zbliżonych do rynku kapitałowego można usłyszeć, że gdyby KNF zgodziła się na Dietla, po tym jak odrzuciła Antczaka, to byłoby to kuriozum. Bo jeśli już, to z tej pary Antczak ma większe doświadczenie.

Ósmy miesiąc trwa więc pat, a GPW dryfuje pozbawiona sternika. Fatalnie wyglądało to 27 lipca, kiedy na giełdzie zabrakło gospodarcza, podczas historycznego, bo największego debiutu prywatnej spółki na GPW, czyli sieci komórkowej Play.

GPW to jedyna spółka skarbu państwa pozostawiona samopas, w której „dobra zmiana” ma taki problem z obsadzeniem kierownictwa. Jak to rozumieć? Pierwsze wytłumaczenie jest takie, że trudno znaleźć zaufanego kandydata, który orientowałby się w meandrach rynku kapitałowego i pogodził różne kręgi wpływów.

Drugie wytłumaczenie jest takie, że niestety od słów Donalda Tuska, że giełda to kasyno, reputacja GPW maleje. I jest już tak marna, że nawet PiS ma już giełdę w nosie.

 

wyborcza.pl

Kulisy odwołania Paczuskiej: po drodze był jeszcze jeden szef „Wiadomości”. Utrzymał się dzień

lulu, 14.08.2017

SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Trwa długi weekend, ale w redakcji „Wiadomości” TVP większy ruch. Według nieoficjalnych doniesień zmiany na stanowisku szefa programu były dwie. Czego jeszcze nie przeczytamy w oficjalnych komunikatach?

Kilka dni temu dziennikarz Gazeta.pl Jacek Gądek pisał, że w redakcji „Wiadomości” trwa nerwowe oczekiwanie na rozwój wydarzeń. Głośno było o konfliktach wewnętrznych i możliwym odwołaniu szefowej, Marzeny Paczuskiej.

Kulisy odwołania Marzeny Paczuskiej

Zaczął się długi weekend. Informacja o zwolnieniu szefowej „Wiadomości” spadła nagle – w niedzielę późnym wieczorem – na Twitterze. – Olechowski Jarek nowym szefem „Wiadomości”. Gratuluję! – napisał szef Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, Klaudiusz Pobudzin.

Na nic się zdało poparcie braci Karnowskich, którzy z Paczuską przeprowadzili korzystny dla niej wywiad. To zakreśliło jedynie linię podziału wokół „Wiadomości”. Paczuska w wywiadzie dla wPolityce.pl mówiła, że z każdego urlopu się wraca i że nie da się zakłamać dorobku „Wiadomości” pod jej kierownictwem. Odrzucała też zarzuty o robienie polityki.

Tyle oficjalnie. A o czym wysoko postawieni w TVP nie chcą mówić? Według informacji branżowego portalu wirtualnemedia.pl, który jako pierwszy informował o planach zwolnienia Marzeny Paczuskiej, zmiany na stanowisku szefa „Wiadomości” TVP były w ten weekend aż dwie! Najpierw został nim zastępca Pobudzina, Grzegorz Pawelczyk. Długo miejsca na nowym stołku nie zagrzał. Jak piszą Wirtualne Media, nagle zrezygnował, a wtedy zaczęło się gorączkowe szukanie innego kandydata i tak szefem „Wiadomości” został ich reporter, Jarosław Olechowski.

Sytuacja w redakcji jest dynamiczna, sam Olechowski parę godzin wcześniej pisał, że awansował tylko na wydawcę programu. Jeszcze niedawno Pobudzin z kolei zaprzeczał informacjom o zwolnieniach.

– Największą siłą „Wiadomości” są wspaniali reporterzy. Rozsiewanie fake newsów, że ktokolwiek ma być zwolniony, to obrzydliwe kłamstwo – podał oficjalny profil „Wiadomości” na Twitterze.

Kurski na pomoc Marzenie Paczuskiej

Prezes TVP Jacek Kurski o zwolnieniu Marzeny Paczuskiej wie. I zadeklarował, że przedstawi jej inną propozycję pracy w Telewizji Polskiej. To ma być awans.

Według nieoficjalnych doniesień ze stanowiskiem wydawcy „Wiadomości” może się pożegnać łączony z Paczuską Przemysław Wenerski. O jego powrót do pracy dopytywano Olechowskiego na Twitterze.

Kim jest Wenerski? To były reporter programu publicystycznego „Czarno na białym” w TVN24. W tamtej redakcji był znany jako osoba o ciętym języku i sympatiach prawicowych-katolickich. Wcześniej związany z TVN Warszawa, a poprzednio – z poznańską TVP. To doświadczony reporter polityczny. Jeśli wierzyć doniesieniom portalu mediainside.pl, nie pracowało mu się dobrze z reporterką Ewą Bugałą, której pracę deprecjonował. Ewa Bugała odeszła z „Wiadomości”, dostała program w TVP Info, ale niedawno wróciła. Jej materiały są na jedynkach serwisu.

Sam Wenerski na razie sprawy nie komentuje. Na Twitterze umieścił tylko zdjęcie samotnego człowieka, zapatrzonego w dal. Niektórzy uznali je za wymowne nawiązanie do obecnej sytuacji.

Jedno jest pewne, o redakcji „Wiadomościach” TVP na pewno jeszcze usłyszymy.

Donald Tusk na przesłuchaniu w prokuraturze. Doszło do spięcia z dziennikarzem TVP

gazeta.pl

Jak Jarosław Kaczyński stracił władzę na własne życzenie

Newsweek Polska, Cezary Michalski, 13.08.2017

© photo: Leszek Szymański / source: PAP

 

13 sierpnia 2007 roku Jarosław Kaczyński strzelił sobie w stopę. Historia pierwszych rządów PiS powinna nas uczyć, jak politycznie pokonać prawicę

Dokładnie dziesięć lat temu ówczesny premier Jarosław Kaczyński odwołał ze swojego rządu wszystkich ministrów koalicyjnej „Samoobrony” Andrzeja Leppera i koalicyjnej Ligi Rodzin Polskich Romana Giertycha. W ten sposób jego rząd utracił większość i zaczęło się odliczanie do przedterminowych wyborów parlamentarnych, które PiS przegrało z Platformą Obywatelską, żeby zrewanżować się jej dopiero 8 lat później, z niewielką pomocą przyjaciół od „kelnerskich podsłuchów”.

Jeśli w ogóle warto powracać pamięcią do okresu pierwszych rządów PiS-u i Kaczyńskiego, to głównie dlatego, że jakkolwiek upłynęło wiele czasu i zmieniło się zarówno otoczenie Polski, jak i sytuacja w Polsce, to nie zmieniła się metoda polityczna Jarosława Kaczyńskiego. Czego zatem dowiadujemy się z czasu tamtych rządów?

Koalicjanci Kaczyńskiego zawsze giną

Po pierwsze, Jarosław Kaczyński nie jest w stanie tworzyć żadnej koalicji, dotrzymywać żadnych umów, bo nie znosi w polityce (a nawet w życiu prywatnym) żadnego partnerstwa. Powinien o tym pamiętać zarówno Paweł Kukiz, jako potencjalna przystawka do uchwalania PiS-owskiej konstytucji, do zastąpienia ewentualnych uciekinierów z PiS-u, a później do zjedzenia, przetrawienia i wydalenia na śmietnik. Powinien o tym pamiętać Andrzej Duda, bo Jarosław Kaczyński już wydał na niego wyrok śmierci, a jedyne, nad czym się dziś zastanawia, to gdzie i przy jakiej okazji ustawić mu szafot.

© Dostarczane przez Newsweek Polska

W latach 2006-2007 Jarosław Kaczyński zaczął likwidowanie swoich koalicjantów z „Samoobrony” i LPR-u właściwie od chwili podpisania z nimi pierwszej umowy koalicyjnej (wielokrotnie później zrywanej i podpisywanej na nowo). Użyte zostały do tego celu tajne służby, użyta została prokuratura. Wykorzystane zostały media publiczne, które także wówczas Kaczyński szybko skonsumował i zaczął używać jako narzędzie brutalnej propagandy partyjnej. Ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński został niedawno skazany na 3 lata więzienia z zarzutu nadużycia władzy nie za niszczenie opozycyjnej Platformy Obywatelskiej, ale za tajniacką prowokację zwaną „aferą gruntową”, która miała dla Jarosława Kaczyńskiego zniszczyć Andrzeja Leppera, żeby Kaczyński mógł przejąć aparat i wyborców „Samoobrony” i wreszcie rządzić sam.

Poza szantażem, zastraszaniem i prowokacjami tajnych służb, w niszczeniu swoich koalicjantów Kaczyński posługiwał się tzw. polityczną korupcją, co wyszło na jaw, kiedy jedna z działaczek „Samoobrony” Renata Beger wzięła ze sobą ukrytą kamerę na „negocjacje”, w czasie których prawa, czy może lewa ręka Jarosława Kaczyńskiego, Adam Lipiński jeszcze z „zakonu PC”, próbował ją zastraszyć i przekupić obiecując zakończenie prowadzonych przeciw niej postępowań prokuratorskich, a nawet finansowe prezenty z budżetu Kancelarii Sejmu, czyli od Marszałka Marka Jurka, który jeszcze wówczas należał do wiernych żołnierzy Jarosława Kaczyńskiego. Razem z nim wykańczał Kazimierza Marcinkiewicza, a o aborcję miał się z Kaczyńskim pokłócić dopiero później.

  • „Poza szantażem, zastraszaniem i prowokacjami tajnych służb, w niszczeniu swoich koalicjantów Kaczyński posługiwał się tzw. polityczną korupcją”.

Nagranie „negocjacji” z Beger wyemitowane w programie „Teraz My” przez telewizję TVN wywołało jeden z wielu kryzysów koalicyjnych. Ostatecznie jednak Kaczyński ze swoimi koalicjantami wygrał przez nokaut. Przedterminowe wybory 2007 roku przetrwało tylko PiS, a Jarosław Kaczyński w ciągu kolejnych lat tak mocno przycisnął pedał populizmu, że przejął sporą część działaczy i większość wyborców zarówno skrajnie prawicowego LPR-u, jak też skrajnie populistycznej „Samoobrony”. Andrzej Lepper tej porażki nie przeżył, a Roman Giertych przeżył jako ulubiony mecenas Donalda Tuska i gwiazda „Kropki nad i”.

„Rządzić mi nie dają”

W 2007 toku Kaczyński zadryblował się, stracił większość parlamentarną, a później władzę.

Jednak jedyną lekcją, jaką z tego wyciągnął, było zradykalizowanie się jego przekonania, że trzeba przejąć albo zniszczyć wszystkie instytucje w państwie i społeczeństwie, żeby żadna alternatywa polityczna, żadne ryzyko utraty władzy, nie było już więcej możliwe.

Bowiem kolejną rzeczą, którą warto zapamiętać z okresu pierwszych rządów PiS-u w Polsce jest to, że Kaczyński nawet pięciu minut nie poświęcił wówczas na rządzenie państwem, a całą swoją energię i czas inwestował w „zdobywanie władzy”, w przejmowanie lub niszczenie kolejnych instytucji i ludzi, w radykalizowanie wewnętrznego konfliktu w Polsce w celu zdobycia owej „prawdziwej”, „całej władzy”, która wciąż – jak sądził – mu się wymykała.

Kaczyński tak samo jak dzisiaj miał wówczas media publiczne, miał wszystkie kluczowe resorty, zdobywał kolejne służby, niszczył instytucje i ludzi, a jednak jego alibi – że wciąż nie może rządzić, bo przeszkadza mu „układ” – było takie samo jak dzisiaj. Wskazywał jako przeszkody uniemożliwiające mu rządzenie Polską prywatne media, prywatnych przedsiębiorców, Trybunał Konstytucyjny, niezwisłe sądy, partie opozycyjne, samorządy, nawet społeczeństwo obywatelskie i składające się nań organizacje pozarządowe, które w jednym z wywiadów przedstawił jako główną ekspozyturę „układu” i „starego porządku”, którą trzeba obezwładnić i zniszczyć.

  • „Kaczyński tak samo jak dzisiaj miał wówczas media publiczne, miał wszystkie kluczowe resorty, zdobywał kolejne służby, niszczył instytucje i ludzi, a jednak jego alibi – że wciąż nie może rządzić, bo przeszkadza mu „układ” – było takie samo jak dzisiaj.”

Także ten morał warto zapamiętać, a właściwie trudno go zapomnieć skoro wszystkie ówczesne „przeszkody” (na które składa się praktycznie całe instytucjonalne oprzyrządowanie liberalnej demokracji w Polsce), których Kaczyński wówczas nie potrafił usunąć, konsekwentnie niszczy dzisiaj. Ale nawet po usunięciu tych wszystkich „przeszkód” Jarosław Kaczyński nadal nie będzie miał pomysłu na polskie społeczeństwo i państwo. Ten człowiek – naprawdę jurny, krewki i nie pozbawiony talentu jeśli chodzi o umiejętność sterowania politycznym konfliktem – jest jednocześnie absolutnym impotentem rzeczywistego rządzenia.

Tylko partia może wygrać z partią

Ostatni historyczny morał z okresu pierwszych rządów Jarosława Kaczyńskiego dotyczy ówczesnej opozycji. Była silnie upartyjniona. Właściwie skupiona w jednej partii, Platformie Obywatelskiej, którą Donald Tusk uchronił wówczas przed rozpadem i przejęciem przez Kaczyńskiego. Pamiętajmy bowiem, że przygoda pierwszych rządów PiS-u rozpoczęła się po podwójnej przegranej wyborczej PO w parlamentarnych i prezydenckich wyborach 2005 roku. Kaczyński zaczął wówczas zjadać Platformę, przejmując jej polityków, działaczy i bardziej konserwatywnych wyborców. Udawał centrystę, ale kiedy się ostatecznie Platforma nie rozpadła, przestał udawać. Wtedy Stefan Meller i Radosław Sikorski (najbardziej umiarkowani ministrowie rządu PiS) poszli w odstawkę, a na czele stawki znaleźli się Antoni Macierewicz i Mariusz Kamiński. Donald Tusk, aby uratować Platformę wynalazł wówczas „antykaczyzm”. Być może brutalny, ale chroniący skutecznie przed rozbiciem liberalną partię i liberalny elektorat.

Także wówczas rozmaici „symetryści”, skrajna lewica i skrajna prawica, sieroty po Unii Wolności (partii szlachetnej i z wielkim dorobkiem, ale już wówczas nieodwracalnie umarłej) uderzali w rzekomą bezradność Platformy i Tuska, domagali się „czegoś nowego”, „najlepiej nie partii politycznej, ale jakiegoś ruchu społecznego, bo partie polityczne są fe…”. Jednak gdyby nie ocalenie i skonsolidowanie wówczas przez Tuska silnej liberalnej partii, Kaczyński rządziłby do dzisiaj bez przerwy. Żadna gazeta, żadne środowisko, nawet żadne związkowe czy społeczne protesty nie odsunęłyby go od władzy.

  • „Także wówczas rozmaici „symetryści”, skrajna lewica i skrajna prawica, sieroty po Unii Wolności (partii szlachetnej i z wielkim dorobkiem, ale już wówczas nieodwracalnie umarłej) uderzali w rzekomą bezradność Platformy i Tuska”.

Zamiast słuchać „dobrych rad” i rozwiązać swoją partię, Donald Tusk przygotował się wówczas na kampanijny i wyborczy bój. Najpierw upokorzył Kaczyńskiego w bezpośredniej telewizyjnej debacie, pokazując Polakom, że wielki Naczelnik prawicy jest niekompetentnym histerykiem łatwym do wyprowadzenia z równowagi, potem odebrał mu władzę.

Nie wiem, czy mamy dziś Tuska. Mamy Schetynę, mamy Budkę i Trzaskowskiego, mamy dziewczyny z Nowoczesnej, mamy dwie partie liberalne (jedną większą, drugą mniejszą). Na niechrześcijańska stawiajmy, gdyż bez nich ani szaleństwo Kaczyńskiego, ani pycha i żarłoczność prawicy, ani nawet widmo Polexitu nie odbiorą władzy Kaczyńskiemu i PiS-owi. Tylko partia może odebrać władzę partii. Dopóki jesteśmy demokracją – choćby „nieliberalną”, „suwerenną”, choćby zmierzającą w kierunku Putinowskiego autorytaryzmu. To jeszcze jeden morał z 13 sierpnia 2007 roku i tego, co stało się później.

msn.pl

Piersi na świecie

Piersi na świecie

Czyli kula ziemska opasana biustonoszem.

Osobnicy nazywani w TVP ekonomistami głoszą ostatnio coraz częściej, że Unia nam się nie opłaca, bo na integracji z Europą Polska więcej traci, niż zyskuje. Koronny argument jest taki, że ogromne fundusze strukturalne i unijne dotacje dla rolników, to nie pomoc, a zaledwie rekompensata za otwarcie polskiego rynku dla zachodnich produktów. Ta wiadomość ucieszyła mnie podwójnie. Po pierwsze – nie wpadło mi dotąd do głowy, że dostęp do naszego rynku może być wart aż 10 mld euro, bo tyle w ubiegłym roku zapłaciły kraje Unii, żeby dobrać się do polskich klientów. A po drugie – nie przypuszczałem jak miażdżąca jest przewaga polskiego rynku nad rynkami rzekomo rozwiniętych krajów europejskich, skoro wzajemny dostęp Polski do konsumentów z krajów UE nie jest wart nawet wzmianki ekonomistów z TVP…

Władza robi co może, by Polacy czuli się raźniej. Jeśli nawet brakuje dowodów, że w tej czy tamtej kategorii jesteśmy najlepsi na świecie, to wystarczy ogłosić, że konkurenci są gorsi. Albo chociaż paskudni lub groźni. A co najmniej głupsi. Jeśli żaden kraj nie jest w stanie zrozumieć argumentów, którymi rząd przekonuje, że demokracja w Polsce ma się świetnie, to tym gorzej dla Europy. Ale damy jej jeszcze szansę. Minister Ziobro w wywiadzie dla niemieckiej stacji ZDF zapewnił, że Polska mogłaby nadal rozmawiać z Unią Europejską i przedstawiać swoje argumenty, ale pod warunkiem, że Polska traktowana będzie z respektem, tak jak inne kraje. To znaczy te, które nie mają kłopotów z demokracją. Czyli Polska naruszająca unijne standardy ma być szanowana i traktowana na równi z państwami przestrzegającymi prawa, a jak nie, to się obrazi, przestanie gadać z Europą i nie przyśle jej już żadnego wyjaśnienia w żadnej sprawie. A w ogóle niech oni się gonią.

Władza dba o samopoczucie Polaków i staje na głowie, by było nam raźniej. Trzeba przyznać, że odnosi na tym polu znaczące sukcesy. Byłem świadkiem jednej z licznych ostatnio eksplozji patriotycznych uczuć. Było to podczas Tall Ships Races w Szczecinie, w którym uczestniczyło ponad 70 jednostek z 18 krajów. Na nabrzeżu nadodrzańskim, gdzie cumowały żaglowce, przechadzało się kilkadziesiąt osób w koszulkach z napisami „Polska dla Polaków” oraz „Bóg, honor, ojczyzna”, rozdając turystom i marynarzom ulotki z mapą Polski i zestawem haseł w stylu „Brońmy polskich wartości”, „Polska dla Polaków, Polacy dla Polski” itp. Równocześnie na szczecińskim Moście Długim zawieszony został transparent z napisem w języku angielskim „Niemieckie obozy śmierci, nie polskie” oraz rysunkiem żołnierza ze swastyką, który strzela do klęczącego mężczyzny z biało-czerwonym emblematem. A w obleganych w tych dniach szczecińskich placówkach Poczty POLSKIEJ, gdzie sprzedawane są również gazety, oferowano mi wyłącznie „Gazetę Warszawską” – narodową gadzinówkę szczującą na obcokrajowców, uchodźców, Niemców, Unię Europejską oraz Polaków na siebie nawzajem.

Nic dziwnego, że przybywa rodaków, którzy promują alternatywny herb Polski: kulę ziemską opasaną biustonoszem. Piersi na świecie! Powoli upowszechnia się nowy wizerunek naszej ojczyzny – kraju nacjonalistów, egocentryków, narcyzów i zadufanych głupków. Zauważyła to nawet władza, twórca wykrzywionego oblicza Polski, która od dawna próbuje narysować na tym obliczu sympatyczniejsze rysy. Niestety – robi to na swój oryginalny, PiS-owski sposób.

Minął rok odkąd Beata Szydło ogłosiła powołanie Polskiej Fundacji Narodowej. Za 100 mln zł, pochodzących ze składki wymuszonej na 17 spółkach skarbu państwa, fundacja miała promować nasz kraj i chronić jego wizerunek za granicą. – Będzie pokazywać Polskę piękną przyjazną i ambitną, w której są możliwości, wspaniali ludzie i pomysły – reklamowała premier. No i sprawdziło się: do zarządu powołano wspaniałych ludzi. Prezesem został teolog Cezary Jurkiewicz, były wicedyrektor cmentarza na Woli i zasłużony szef straży porządkowej PiS. Do zarządu fundacji powołano Macieja Świrskiego, założyciela Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi Przeciw Zniesławieniom, który najgłośniej protestował przeciw upowszechnianiu oskarowego filmu „Ida” oraz domagał się odebrania odznaczeń historykowi Tomaszowi Grossowi, autorowi książki o tragedii w Jedwabnem, którego Świrski nazwał „wyjątkowo szkodliwym oszczercą”.

Wspaniali ludzie mają wspaniałe pomysły. Jak najskuteczniej przywrócić Polsce dobrą opinię? Czym odpowiedzieć na zarzuty o łamaniu prawa i demontażu demokratycznych instytucji państwa? Jak zamknąć usta oszczercom szkalujących nas za granicą? Otóż należy… ufundować stypendia dobrze zapowiadającym się sportowcom, pod warunkiem, że w zamian zobowiążą się do abstynencji oraz nie będą używać brzydkich wyrazów… Naprawdę! A jeśli to nie wystarczy by obronić dobre imię naszej ojczyzny, to Polska Fundacja Narodowa ma jeszcze w zanadrzu projekt pogadanek dla stacjonujących w Polsce wojsk NATO. O czym? O żołnierzach wyklętych, rzecz jasna! Gdyby jednak okazało się, że do kogoś na świecie nie dotarła jeszcze wiadomość o chwale i wielkości naszego kraju, to zarząd PFN przekona go filmem historycznym. A nawet dwoma filmami. W tych filmach – jak zapowiedział prezes fundacji – o wolność Polski walczyć będą Mel Gibson i Clint Eastwood. Z tym, że oni jeszcze o tym nie wiedzą…

Andrzej Karmiński

PS. Na portalu „Bohaterska Polska” obserwowanym przez prawie 50 tys. internautów obejrzeć można realistyczny filmik. Wiejska kobieta rzuca motyką w nisko nadlatującego messerschmitta BF 109., który trafiony w śmigło spada i roztrzaskuje się w przepięknej eksplozji. Prawie tysiąc polubień, tyleż udostępnień i setki komentarzy całkiem serio, w stylu: „aż serce rośnie”, „tak trzymać, polskie kobiety!”, „niech sobie przylatują czym chcą i tak damy im radę”…

koduj24.pl

UKŁAD

 

tama.org.pl

%d blogerów lubi to: