Kanarkowy upadek Polski

Kanarkowy upadek Polski

Za Szydło zapłacimy wszyscy z kasy państwa.

Trudno ogarnąć problemy Polski, w jakie wpadł nasz kraj pod dwuletnimi rządami PiS. Beata Szydło odchodzi w operetkowym stylu (groteska). Na trybunę sejmową weszła w stroju kanarkowym, który wklepał się w podświadomość jako „moralne zwycięstwo” 1:27.

Wotum nieufności wobec niej złożone przez Platformę Obywatelską nie przeszło. Lecz jutro może podać się do dymisji, bo prześpi się z problemem wotum. Dialektyka PiS jest poza naszą logiką, jest nie z tego realnego świata, to Alternatywy 4.

Następca Szydło dostaje w spadku zdewastowany wizerunek Polski jako państwa nieodpowiedzialnego. Dzisiaj – 07.12.2017 – Komisja Europejska pozywa Polskę, Czechy i Węgry przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej za to, że te trzy kraje nie wywiązały się z relokacji uchodźców.

Polsce grożą ogromne kary. Jeszcze rząd Ewy Kopacz zobowiązał się przyjąć ponad 6 tys. uchodźców, ale Szydło (za Jarosławem Kaczyńskim) w imię ksenofobii i nacjonalizmu odrzuciła ten odruch chrześcijański. Motywy postawy są z Alternatywy 4, bo jakim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski są ludzie uchodzący przed śmiercią. Matki z dziećmi na rękach miałyby zamienić się w terrorystów?

Rząd Szydło nie poczuwał się do wypełnienia zobowiązań Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, a dokładnie art.78.3. Pisowski rząd nie wywiązywał się z Konstytucji w kraju i z traktatu UE, w istocie konstytucji UE.

Unia Europejska nie stawia polityków przed Trybunałem Stanu, lecz ich kraj przed sankcjami i karami finansowymi. Za Szydło zapłacimy wszyscy z kasy państwa, nie skończy się to tylko na tej karze. Będziemy mieli do czynienia ze zmasowaną propagandą mediów propisowskich, a to z kolei będzie budować obraz Unii zagrażającej Polsce.

Kanarkowy kostium Szydło kole w oczy, jest kolorystyczną cezurą w naszej historii. Skończył się okres prosperity naszego kraju (czegoś nienormalnego), a zaczęła się nasza historyczna norma, peryferyjność, geopolityczny strach przed sąsiadami, obsunięcie w drugo- i trzeciorzędność narodową.

Obawiam się, że upadek Polski jest nie do powstrzymania, nawet gdyby PiS został dzisiaj odsunięty od władzy. Zaufanie świata traci się na długo przez takich nieudaczników, jak Szydło i Kaczyński.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Kanarkowy upadek Polski

Trudno ogarnąć problemy Polski, w jakie wpadł nasz kraj pod dwuletnimi rządzami PiS. Beata Szydło odchodzi w operetkowym stylu (groteska). Na trybunę sejmową weszła w stroju kanarkowym, który wklepał się w podświadomość jako „moralne zwycięstwo” 1:27.

Wotum nieufności wobec niej złożone przez Platformę Obywatelską nie przeszło. Lecz jutro może podać się do dymisji, bo prześpi się z problemem wotum. Dialektyka PiS jest poza naszą logiką, jest nie z tego realnego świata, to Alternatywy 4.

Następca Szydło dostaje w spadku zdewastowany wizerunek Polski, jako państwa nieodpowiedzialnego. Dzisiaj – 07.12.2017 – Komisja Europejska pozywa Polskę, Czechy i Węgry przed Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej za to, że te trzy kraje nie wywiązały się z relokacji uchodźców.

Polsce groża ogromne kary. Jeszcze rząd Ewy Kopacz zobowiązał się przyjąć ponad 6 tys. uchodźców, ale Szydło (za Jarosławem Kaczyńskim) w imię ksenofobii i nacjonalizmu odrzuciła ten odruch chrześcijański. Motywy postawy są z Alternatywy 4, bo jakim zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski są ludzie uchodzący przed śmiercią. Matki z dziećmi na rękach miałyby zamienić się w terrorystów?

Rząd Szydło nie poczuwała się do wypełnienia zobowiązań Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej, a dokładnie art. 78.3.  Pisowski rząd nie wywiązywał się z konstytucji w kraju i z traktatu UE, w istocie konstytucji UE.

Unia Europejska nie stawia polityków przed Trybunałem Stanu, lecz ich kraj przed sankcjami i karami finansowymi. Za Szydło zapłacimy wszyscy z kasy państwa, nie skończy się to tylko na tej karze. Będziemy mieli do czynienia ze zmasowaną propagandą mediów propisowskich, a to z kolei będzie budować obraz Unii zagrażającej Polsce.

Kanarkowy kostium Szydło kole w oczy, jest kolorystyczną cezurą w naszej historii. Skończył się okres prosperity naszego kraju (czegoś nienormalnego), a zaczęła się nasza historyczna norma, peryferyjność, geopolityczny strach przed sąsiadami, obsunięcie w drugo- i trzeciorzędność narodową.

Obawiam się, że upadek Polski jest nie do powstrzymania, nawet gdyby PiS został dzisiaj odsunięty od władzy. Zaufanie świata traci się na długo przez takich nieudaczników, jak Szydło i Kaczyński.

Mateusz Morawiecki – swój chłop czy obcy element?

Mateusz Morawiecki – swój chłop czy obcy element?

Już w najbliższych dniach a może i godzinach, Mateusz Morawiecki może zostać szefem rządu. Domyślają się tego media, szemrze się o tym w sejmowych kuluarach. Czy jednak na pewno będzie to dla Prawa i Sprawiedliwości najszczęśliwszy wybór? „To dość ryzykowna sytuacja. Morawiecki może okazać się nie wisienką na torcie, ale tabletką z cyjankiem. Wszyscy koncentrują się na tym, że Morawiecki zna języki i jest obyty, że skoro zarządzał bankiem to musi znać się na gospodarce, ale dużo ważniejszym problemem jest to, że ci najwierniejsi ludzie prezesa mówią o nim, że to „obcy element” – stwierdził w rozmowie z Tokfm.pl ekspert ds. PR-u dr Mirosław Oczkoś z SGH.

Rzecz w tym, że w życiorysie Mateusza Morawieckiego jest pewien zgrzyt. Był nieformalnym doradcą byłego premiera Donalda Tuska, a swego czasu spekulowano nawet, iż aspirował do jego rządu.

A że jak wiemy, w internecie nic nie ginie, więc jeden z internatów pokusił się o przypomnienie pewnego zdjęcia sprzed lat. Jest ono bardzo wymowne i może być dla zwolenników dobrej zmiany raczej niełatwe do przełknięcia…

Ciekawe, co na to powie teraz Kaczyński? Jak będzie przekonywać suwerena, że jednak Morawiecki to swój chłop, a nie bankster i obrońca układu, skalany na dodatek bliską współpracą ze znienawidzonym Tuskiem i tzw. totalną opozycją. Jakim językiem w tej sprawie przemawiać będzie flagowy program TVP i jak poradzi sobie z tym tematem sam prezes.

„Będzie łatwo podburzyć elektorat PiS – przeciwko kandydatowi. Dla tego środowiska to największa klątwa, a wszyscy, którzy dotknęli byłego premiera Tuska, powinni zniknąć” – mówił dr Mirosław Oczkoś.

Idąc dalej w swoich przewidywaniach dodaje: „Można sobie łatwo wyobrazić scenariusz, w którym z rządu wylatują ministrowie popierani przez ojca Rydzyka i że wtedy ojciec Rydzyk się wkurzy i „bywającego bankstera” Morawieckiego będzie łatwo wysadzić z siodła.”

Wszystko rozstrzygnie się w czwartkowe popołudnie gdy zbierze się komitet polityczny PiS – poinformowała rzeczniczka tej partii Beata Mazurek. Tematem spotkania ma być rekonstrukcja rządu.

koduj24.pl

 

Sejmowa komisja ws. Smoleńska przesunięta na 17:30

Na 17:30 zaplanowano posiedzenie sejmowej komisji obrony narodowej na której Antoni Macierewicz ma przedstawić informację ws. działalności podkomisji smoleńskiej, działań podejmowanych w ramach deklaracji o wszczęciu międzynarodowego śledztwa ws. katastrofy smoleńskiej a także wydatków poniesionych przez Polskę w związku z odszkodowaniami wypłacanymi na rzecz rodzin ofiar katastrofy.

Z kolei Witold Waszczykowski ma przedstawić informację nt. planowanego złożenia skargi do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze a także procesu odzyskania od władz Rosji wraku Tu-154.

Pierwotnie posiedzenie miało rozpocząć się o 19:30.

300polityka.pl

Polska przed Trybunał Sprawiedliwości za odmowę przyjęcia uchodźców od Włoch i Grecji. Grożą nam ogromne kary

Komisja Europejska ogłosiła, że pozywa Polskę, Czechy i Węgry za odmowę przyjęcia uchodźców z tzw. procedury relokacyjnej. To już ostatni – trzeci – etap procedury dyscyplinującej za złamanie prawa unijnego, czyli decyzji Rady Europejskiej z 2015 roku. Grożą nam ogromne kary finansowe

Decyzję o przeniesieniu części uchodźców z Włoch i Grecji do pozostałych państw członkowskich UE podjęła jesienią 2015 r. Rada Europejska, czyli najwyższy organ władzy w UE. Rada składa się z szefów rządów i głów państw. Decyzja Rady Unii Europejskiej (każda decyzja Rady staje się obowiązującym prawem) została podjęta na podstawie art. 78.3 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Dotyczy on pomocy krajom członkowskim, które znajdują się w sytuacji kryzysowej. W tym wypadku kryzys został spowodowany  gwałtownym napływem uchodźców z Syrii, Iraku i Afganistanu. Samo przenoszenie uchodźców nazwano relokacją.

W imieniu polskiego rządu w Radzie Europejskiej brała udział premier Ewą Kopacz. Jej rząd PO-PSL był bardzo niechętny przyjmowaniu uchodźców i w końcu zgodził się na przyjęcie ponad 6 tys. osób i to ta liczba obowiązuje Polskę – według Komisji Europejskiej.

Wg. danych Komisji Europejskiej z 9 listopada 2017, państwa członkowskie przyjęły w ramach relokacji 31 tys. osób (10 tys. z Włoch i 21 tys. z Grecji).

PiS: relokacja uchodźców zagraża bezpieczeństwu Polaków

Konfliktu z Komisją Europejską i pozwu można by uniknąć, gdyby polski rząd zgodził się przyjąć chociaż kilkudziesięciu uchodźców – twierdzą brukselscy eksperci. Nie zostały pozwane inne kraje, które przyjęły mniej – czasami znacznie mniej – uchodźców, niż zadeklarowały. Tymczasem politycy PiS uparcie powtarzają, że uchodźcy z relokacji byliby zagrożeniem dla bezpieczeństwa Polski i nie przyjęli ani jednego. OKO.press wielokrotnie tłumaczyło, że uchodźcy z relokacji byliby najstaranniej prześwietlonymi cudzoziemcami przekraczającymi granice Polski:

  • Procedura relokacji obejmuje tylko osoby z kilku państw, których lista jest stale aktualizowana przez Komisję Europejską – obecnie są to Syria, Bahrajn, Erytrea i Jemen. Są to osoby, które według prawa międzynarodowego są uchodźcami: uciekające z powodu zagrożenia zdrowia lub życia, często z terenów objętych działaniami zbrojnymi
  • Kandydaci do relokacji są podwójnie sprawdzani: najpierw przez urzędników unijnych, a potem przez urzędników kraju członkowskiego, który miałby ich przyjąć. W przypadku Polski odpowiedzialny za to jest Urząd ds. Cudzoziemców, który może przyznać konkretnym osobom którąś z form ochrony międzynarodowej.
  • W maju 2016 roku rząd PiS wprowadził poprawki do ustawy o udzielaniu cudzoziemcom ochrony na terytorium RP, zakładające, że każdy uchodźca przybywający do Polski w ramach relokacji będzie prześwietlony trzykrotnie (już po pierwszej kontroli przez urzędników unijnych): przez policję, Straż Graniczną i ABW. Jeśli którakolwiek z tych instytucji uznałaby daną osobę za zagrożenie dla bezpieczeństwa publicznego, nie zostałaby ona przyjęta (art. 86 Ustawy o cudzoziemcach). To oznacza, że polski rząd ma faktyczną wolność w ustalaniu, kto stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.

Oczywiście, zawsze jest ryzyko, że do Polski trafiłby terrorysta – ale równie wysokie jest ryzyko, że taka osoba przyleci do Polski samolotem jako turysta.

Przeczytaj też:

Polak człowiekowi rekinem

MONIKA PROŃCZUK  1 GRUDNIA 2017

Komisja straciła cierpliwość

We wrześniu 2017 polski rząd dostał ostatnią szansę, żeby wypełnić swoje zobowiązania. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej oddalił wtedy skargę Słowacji i Węgier przeciwko mechanizmowi relokacji. Uznał, że procedura relokacji jest prawomocna i proporcjonalna, co oznacza, że wszystkie państwa muszą wypełnić wynikające z niej zobowiązania i przyjąć uchodźców z Włoch i Grecji.

Kilka godzin po ogłoszeniu wyroku komisarz ds. migracji Dimitris Avramopulos zapowiedział, że jeśli Polska, Czechy i Węgry nie zmienią swojego postępowania „w nadchodzących tygodniach”, Komisja jest gotowa skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości. Wszystkie trzy państwa zignorowały ten apel.

 Podstawą prawną procedury dyscyplinującej jest artykuł 258 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Procedura składa się z dwóch etapów – przedsądowego i sądowego. W pierwszym etapie wysyłany jest list z zarzutami, tj. formalne ostrzeżenie – w przypadku Polski, Węgier i Czech ten etap został rozpoczęty 15 czerwca 2017 roku. Następnie wystosowywana jest tzw. uzasadniona opinia. Komisja wysłała ją 26 lipca.

W drugim etapie (sądowym), jeśli dany kraj nie zmienia swojego postępowania i dalej łamie unijne prawo, Komisja może pozwać jego rząd przed Trybunał Sprawiedliwości UE. I to właśnie się stało dziś.

Wyrok TS jest wiążący.

Jeśli kraj się do niego nie zastosuje, Trybunał może na wniosek Komisji nałożyć karę finansową na podstawie art. 260 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Przeczytaj też:

Skarga OKO.press na Czarneckiego do szefa Parlamentu UE. Za to, że cieszył się z ostrzelania statku ratującego migrantów

MONIKA PROŃCZUK  8 WRZEŚNIA 2017

Europa nie ma pomysłu na rozwiązanie kryzysu

Otwarcie mówi się w Brukseli o tym, że procedura relokacyjna okazała się nieskuteczna – mało który kraj przyjął taką liczbę uchodźców,  do jakiej się zobowiązał (ale tylko Polska, Czechy i Węgry nie przyjęły ani jednej osoby). W sumie objęła 31 tys. uchodźców.

Do tego obowiązkowy charakter relokacji bardzo wzmocnił nastroje populistyczne i ksenofobiczne w naszej część Europy, i posłużył jako polityczne paliwo prawicowym politykom. A kryzys migracyjny wcale się nie skończył.

Według danych UNHCR, w 2017 roku do Europy drogą morską dotarło 160 tys. osób, a w Morzu Śródziemnym utonęło już ponad 3 tysięcy osób (stan na 5 grudnia 2017).

Nadal największy ciężar kryzysu spada na Grecję i Włochy – pierwsze kraje, do których docierają migranci i gdzie w związku z tym muszą składać wniosek o azyl (przewiduje to rozporządzenie tzw. Dublin III).

W wyniku umowy UE-Turcja i Włochy-Libia znacznie spadła liczba migrantów, którzy przypływają do Europy – straż przybrzeżna w Turcji i Libii za europejskie pieniądze pilnuje granic i zawraca łódki z migrantami. Nie jest to jednak długoterminowe rozwiązanie, Europa w ten sposób kupuje sobie (tymczasowy i relatywny) spokój.

Ceną za relatywny spokój w Europie jest przymknięcie oczu na rażące łamanie praw człowieka w Turcji i Libii. Migranci przebywający w zamkniętych ośrodkach w Libii są bici, gwałceni i torturowani.

Przedstawiciel ONZ ds. uchodźców nazwał umowę z Libią „nieludzką”, a 15 listopada 2017 CNN opublikował film ze współczesnego „targu niewolników” w Libii, na którym migranci sprzedawani są za 400 dolarów od głowy.

Ponadto, w związku z zamknięciem szlaku bałkańskiego tysiące uchodźców nadal przebywają w obozach przejściowych we Włoszech (116 tys. osób) i Grecji (30 tys. osób, w tym 13 tys. na wyspach – dane UNHCR), często w namiotach, pomimo zbliżającej się zimy.

Poza tym większość osób przypływających do Włoch pochodzi z Afryki subsaharyjskiej i ucieka przed biedą i beznadzieją, a nie wojną i bezpośrednim zagrożeniem życia. W związku z tym nie obejmuje ich  procedura relokacji.

Unia Europejska próbuje na różne sposoby poradzić sobie z kryzysem. Podczas ostatniego szczytu Unia Afryka Estonia, która w tym półroczu przewodzi Radzie Unii Europejskiej, zaproponowała 29 listopada 2017 dobrowolną zamiast obowiązkowej relokacji.

Nadal jest aktualna także propozycja Komisji Europejskiej z 2016 r. – stały rozdzielnik (czyli obowiązkowej liczby uchodźców, którą powinien przyjąć każdy kraj członkowski) z karą 250 tys. euro za każdego nieprzyjętego uchodźcę.

Przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk deklaruje, że ostateczną decyzję przywódcy państw członkowskich podejmą na szczycie w czerwcu 2018.

Przeczytaj też:

Waszczykowski powtarza „przekaz dnia” PiS: uchodźcy, czyli migranci, czyli terror, a my przecież przyjmujemy Ukraińców

MONIKA PROŃCZUK  8 WRZEŚNIA 2017

Trzy pozwy przeciwko Węgrom

Oprócz zbiorowego pozwu przeciwko Polsce, Węgrom i Czechom, Komisja Europejska prowadzi trzy inne procedury dyscyplinujące przeciwko Węgrom:

Komisja przeszła do drugiego etapu procedury. Zdaniem Komisji, ustawa ta jest w sprzeczności z wolnym przepływem kapitału: bardzo ogranicza bowiem możliwość węgierskich NGO-sów do korzystania z zagranicznych grantów. Każda organizacja, która rocznie dostaje powyżej 24 tys. euro, musi oznaczyć się jako „organizacja wspierana przez zagranicę” i publicznie udostępnić szczegółowe informacje o tym, kto i ile pieniędzy wpłacił.

Dodatkowo Komisja argumentuje, że nowe prawo narusza wolność zgromadzeń, prawo do prywatności i ochrony danych wrażliwych, zawartych w Karcie Praw Podstawowych.

Komisja złożyła w tej sprawie pozew do Trybunału Sprawiedliwości. Jej zdaniem, nowe zasady działania uniwersytetów znacząco ograniczają ich autonomię i są niezgodne z prawem europejskim. Głównie nowe prawo jest skierowane przeciw Uniwersytetowi Środkowo-Europejskiemu, założonemu przez fundację Open Society George’a Sorosa.

Zdaniem Komisji, zasady te są niezgodne z trzema europejskimi dyrektywami:  2013/32/UE w sprawie wspólnych procedur udzielania i cofania ochrony międzynarodowej, 2013/33/UE z dnia 26 czerwca 2013 r. w sprawie ustanowienia norm dotyczących przyjmowania wnioskodawców ubiegających się o ochronę międzynarodową, oraz 2008/115/EC w sprawie deportacji nielegalnie przebywających na terytorium obywateli państw trzecich.

 

oko.press

Kanarkowy śpiew Beaty Szydło. Brawurowe samochwalstwo i stalinowski ton insynuacji

Cały przekaz był zbudowany na kontrastach: moralnej nędzy, zdradzie ojczyzny i niekompetencji rządów opozycji przeciwstawiała Szydło najwyższe przymioty partii, rządu i samej siebie: niewyobrażalny wręcz patriotyzm, bezkompromisową służbę Polsce i skuteczność reform dających Polakom godność i bezpieczeństwo. W „Polsce poddańczej” mogli o tym tylko marzyć

To nie było zwykłe wystąpienie. Było niezwykłe, nawet jak na mowy polityków PiS.

Premier Beata Szydło przyszła do Sejmu 7 grudnia rano w kanarkowej marynarce, już po rozmowie z prezydentem Dudą i prezesem Kaczyńskim. Wyglądała na zmęczoną, ale w odpowiedzi na wniosek opozycji o odwołanie jej rządu nadzwyczajnie się zmobilizowała.

Wypowiedziała w skondensowanej, spójnej wersji przekaz PiS-owskiej propagandy, który po dwóch latach rządów osiągnął zaskakująco skrajną postać. Figura się domknęła.

Dla analizy tej narracji nie ma większego znaczenia, czy było to pożegnanie Beaty Szydło z urzędem, czy rozpaczliwa próba pokazania, jak bardzo może być przydatna dla PiS, zwłaszcza na tle mniej wyrazistego Mateusza Morawieckiego.

Szydło mówiła językiem propagandy w stylu gomułkowskim, momentami stalinowskim. Inwektywa  goniła inwektywę („kłamliwe oszczerstwa”). Były też świeże metafory, jak prowadzący do diabolicznych skojarzeń obraz opozycji, która „miesza w polskim kotle, by kto inny się z niego pożywił”.

Dominował ton oskarżenia i okazywanej słowem i gestem pogardy. I brawurowy poziom samochwalstwa: własnej formacji, rządu i samej siebie.

Cały przekaz był zbudowany na kontrastach – moralnej nędzy, zdradzie ojczyzny i niekompetencji w rządzeniu opozycji przeciwstawiała Szydło najwyższe przymioty swojego rządu, PiS i samej siebie – niewyobrażalny wręcz patriotyzm, bezkompromisową służbę Polsce i Polakom i skuteczność rządzenia, która zapewnia Polsce rozwój, a Polakom satysfakcję, jakiej do tej pory nie odczuwali.

Przemówienie miało strukturę muzycznego ronda, wątki przeplatały się i powracały. Szydło nakręcała się sama i dawała nakręcać szerokim uśmiechom i gorącym oklaskom prezesa Kaczyńskiego i całego klubu PiS, a z drugiej strony toczyła dialog z opozycją, która na gorąco komentowała jej wystąpienie. Przekaz był oparty na kilku radykalnych przeciwstawieniach my (PiS) – oni (opozycja).

Wy za granicą zdradzacie ojczyznę…

„Ten wniosek o wotum nieufności wywodzi się z ugrupowania, które wystąpiło przeciwko własnemu państwu” – nawiązała premier do głosowania w europarlamencie 15 listopada 2017, w którym sześcioro europosłów PO poparło rezolucje wzywającą Polskę do przestrzegania praworządności.

To był pierwszy refren Szydło: „Nie wyobrażam sobie jak można być reprezentantem polskiego państwa i występować przeciwko swojej ojczyźnie”.

Szydło zarzucała opozycji, że donosi. „Wasze skargi do instytucji europejskich, wywoływanie awantur także za granicą”. Okazuje się, że to postawa opozycji sprawia, że w Unii Europejskiej Polska jest krytykowana.

„Czy jesteście dumni, że przez wasze działania w Strasburgu broniłam honoru Polski, a wy atakowaliście swoją ojczyznę? To jest niebywałe”.

„Komu na tym zależy i kogo wy reprezentujecie? Zastanówcie się” – mówiła Szydło.

Komentarz OKO.press: Charakterystyczne jest tu utożsamienie rządu PiS i Polski. Ojczyzna to ja – mówi PiS, powtarza Szydło. Kto nie jest z nami, nie kocha Polski. Zarzut, że Polska jest krytykowana, bo opozycja na nią donosi, jest sprzeczny z prawdą. Polska jest krytykowana, bo PiS tak rządzi, jak rządzi. Krytyka Polski przez PiS, np. w europarlamencie za kadencji PO-PSL, nie prowadziła do żadnych reakcji, bo rząd PO-PSL nie naruszał unijnych zasad i wartości.

Przeczytaj też:

Polska jak przemocowa rodzina. „Brudy pierzemy w domu”. PO ulega szantażowi

BARTOSZ KOCEJKO  17 LISTOPADA 2017

…my bronimy ojczyzny

Postawie zdrady przeciwstawiła Szydło dumną i bezkompromisową obronę ojczyzny, także za granicą. „W Brukseli my nie klękamy na kolanach”.

Ktoś z sali zawołał „27 do jednego”, przypominając kompromitację polskiego rządu, który jako jedyny głosował w marcu 2017 przeciwko kandydaturze Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej, wcześniej próbując manewru z kontrkandydaturą Jacka Saryusz-Wolskiego. Szydło odpowiedziała:

„Tak, 27 do 1. Jestem dumna z tego głosowania, ponieważ tak powinien zachować się polski premier”.

I dalej o Donaldzie Tusku (co szczególnie żarliwie oklaskiwał prezes Kaczyński): „Nie można podnosić ręki za kimś, kto szkodzi Polsce. Szybko się moja opinia potwierdziła. Proszę przeczytać, co wypisuje na twitterze Donald Tusk. On występuje przeciwko swojej ojczyźnie”.

Cały ten wątek – odpowiedź na porażki i kompromitacje PiS w polityce zagranicznej – był zbudowany na patetycznych, silnie nacechowanych patriotycznych zaklęciach.

W takiej narracji porażka w głosowaniu nad kandydaturą Tuska stała się moralnym zwycięstwem, a sukces Tuska klęską: „Polacy mają prawo, by w instytucjach międzynarodowych reprezentowali ich ludzie, którzy kochają swoją ojczyznę”.

OKO.press: Krytyka rządu przez Donalda Tuska jest utożsamiona z krytyką Polski. Atak na Tuska jest tym bardziej potrzebny, że nawet wśród wyborców PiS Tusk został uznany za zwycięzcę potyczki z PiS o stanowisko „prezydenta Europy”.

Przeczytaj też:

Klęska propagandy PiS. Sondaż OKO.press: Szczyt Unii 9 marca to klęska rządu, sukces Polski, triumf Tuska

PIOTR PACEWICZ  24 MARCA 2017

…i Polska jest za to podziwiana

Wyrazem determinacji Beaty Szydło była wypowiedź, że w Europie „patrzą na nas z podziwem. Słyszę, że ludzie w wielu krajach marzą o tym, żeby mieć taki kraj jak Polska: bezpieczny, gdzie szanuje się godność obywateli”.

OKO.press: Dla języka propagandy nie ma znaczenia, że takie pozytywne opinie nie są znane, wręcz odwrotnie – Polska ma fatalną prasę i jesteśmy pierwszym krajem w UE, który jest tak blisko procedury uruchomienia sankcji za naruszenie fundamentalnych unijnych wartości (zgodnie z art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej).

Przeczytaj też:

Europarlament przyjął rezolucję, która przygotowuje grunt pod zastosowanie wobec Polski art. 7

MONIKA PROŃCZUK  15 LISTOPADA 2017

Opozycja przeszkadza…

OKO.press: To ulubiona figura propagandy wszystkich reżimów świata: opozycja nie ma żadnych argumentów, żadnych racji, jej jedynym celem jest szkodzić i utrudniać.

„Dlaczego cały czas komuś zależy, by destabilizować sytuację w Polsce”? Wniosek o odwołanie polskiego rządu jest „stekiem kłamstw. Opozycja nie ma żadnych argumentów merytorycznych,  jedynym celem opozycji jest

mieszać w polskim kotle, żeby inni się na tym żywili”.

Opozycja jest ogarnięta ślepą nienawiścią i nie ma innego pomysłu niż atakowanie PiS. Szydło komentowała głosy z sali: „Wasz stosunek do Polski wyraża się tym, jak pan traktuje premiera polskiego rządu. Straszenie mnie Trybunałem Stanu, to jest wasz sposób, by być w polityce”.

Opozycja wyłącznie szkodzi, potępia wszystko co robi PiS, jej krytyka jest ślepa: „Dlaczego podważacie takie reformy jak 500 plus i to, że przywracamy sprawiedliwość społeczną przywracając poprzedni wiek emerytalny?”.

OKO.press: Szydło fałszuje obraz przeciwnika. Krytyka opozycji dotyczy naruszania zasad demokracji liberalnej i Konstytucji. W sprawie 500 plus PO zmienia swe stanowisko od potępienia do rozszerzenia, Nowoczesna ma kontrpropozycję wypłacania takiego świadczenia.

Przeczytaj też:

Zamiast 500 plus Nowoczesna chce zwracać podatek. Co miesiąc 250 zł, na każde dziecko, o ile rodzic pracuje

ADAM LESZCZYŃSKI  29 LISTOPADA 2017

 …a my dajemy Polakom godność i satysfakcję

Szydło wygłosiła wielką pochwałę własnych rządów. Zbudowana ona została na dwóch silnie nacechowanych pojęciach: „godność” (jaką odczuwają obywatele dzięki polityce socjalnej) i „bezpieczeństwo”.

  • „Reprezentujemy tych, którzy gdy wy rządziliście byli zapomniani i nie mieli poczucia godności”.
  • „Mamy historyczną chwilę, by nasza ojczyzna rozwijała się szybko. Jest państwem bezpiecznym, przez dwa lata udało nam się doprowadzić do tego, że każdy obywatel ma poczucie, że jest we własnym domu”.
  • „Daliśmy ludziom poczucie godności, dbamy o bezpieczeństwo Polski”.
  • „Nasz rząd przywrócił wiarę, że można rządzić sprawiedliwie, że można żyć godnie”.

OKO.press: Ta diagnoza, choć wyrażona w „nieparlamentarnej formie”, wskazywała na dwa istotne powody wysokiego poparcia polityki PiS. Program 500 plus i inne działania socjalne, w połączeniu z dobrą koniunkturą gospodarczą, którą – do pewnego stopnia – PiS zawdzięcza także poprzednim rządom, dają uboższym grupom społecznym poczucie, że władza o nich zadbała.

Są świadectwa, że przez wielu ludzi program 500 plus jest odbierany w kategoriach przywróconej godności. Z kolei poczucie bezpieczeństwa jest w znacznym stopniu wynikiem propagandy antyuchodźczej. W kraju bez uchodźców władzy udało się najpierw obudzić silne lęki przed zagrożeniem islamskim, a potem zapewnić ludzi, że do tego zagrożenia nie dopuszczą. W obu kwestiach reakcje opozycji były i są niekonsekwentne, a tym samym nieskuteczne.

Nas wybrali Polacy, a wy odbieracie nam prawo rządzenia

Mocno wybrzmiał znany wątek propagandy PiS, zgodnie z którym krytyka rządu oznacza podważanie demokracji, bo neguje wynik demokratycznych wyborów. „Nasz rząd został wskazany przez Polaków i my realizujemy właśnie to, do czego zobowiązali nas Polacy”. Ten wątek powracał kilkakrotnie:

  • „My reprezentujemy Polaków”.
  • „My reprezentujemy tych wszystkich, którym na sercu leży Polska”.
  • „Ale Polacy są mądrzejsi, obywatele NAS wybrali”.
  • „Biało-czerwona drużyna to nie jesteśmy tylko my, ale to są przede wszystkim nasi wyborcy, to są Polacy, to dlatego musimy doprowadzić nasz projekt do końca”.

OKO.press: Ta narracja jest fałszywa z czterech przynajmniej powodów.

  • Krytyka rządu jest normalna praktyką i prawem każdej opozycji.
  • Wynik PiS w wyborach 2015 należał do przeciętnych i tylko zbieg okoliczności sprawił, że przełożył się na większość parlamentarną.
  • W swym programie wyborczym PiS eksponował wątki socjalne, a ukrywał plany zamachu na demokratyczne państwo prawa, który właśnie przeprowadza; z pewnością nie liczył też na zdobycie większości parlamentarnej. Trudno zatem uważać, że wyborcy PiS „zobowiązali” swoją partię do tego, co PiS realizuje.
  • Za myśleniem PiS stoi niebezpieczna teza o – jak to ujął minister Waszczykowski – demokracji bezprzymiotnikowej, zgodnie z którą – zwycięstwo w wyborach daje tytuł do nieprzestrzegania przez władzę ograniczeń, jakie przewiduje demokracja liberalna, w tym respektowania Konstytucji i zasad państwa prawa, społeczeństwa obywatelskiego, wolności obywatelskich.
Przeczytaj też:

Waszczykowski w BBC mówi „nie” demokracji liberalnej. Czyli „nie” państwu prawa i trójpodziałowi władzy

MONIKA PROŃCZUK  10 SIERPNIA 2017

Wy szkodziliście Polsce, przestańcie już!

Dopełnieniem diabolicznego obrazu opozycji była seria retorycznych pytań, która miała zdemaskować, czym naprawdę były rządy PO-PSL:

„Dlaczego pozwalaliście, by pieniądze nie wpływały do budżetu?

Dlaczego przerwaliście reformę rządu Kaczyńskiego, która miała skończyć z oszustwami skarbowymi?

Dlaczego zgadzaliście się, by Polska była poniżana na arenie międzynarodowej?”

Gdy opozycja protestowała, Szydło zaczęła odliczać na palcach:

„Mam przypomnieć afery? Amber Gold, hazardowa, Ciech? Mało? Mało?”

W wystąpieniu Szydło pojawił się niebezpieczny (dla propagandowego wydźwięku) moment: „Państwo i ja mamy taki sam mandat, dany nam po to, by służyć Polakom”.

Szybko jednak okazało się, że każdy mandat musi mieć tylko jedno przeznaczenie – współtworzyć „dobrą zmianę”: „Powinniście więc przestać szkodzić. Zacznijmy razem pracować na rzecz naszej ojczyzny, naszych obywateli, bo ludzie tego oczekują. Zróbcie taki prezent  Polsce”.

OKO.press: Krytyczna recenzja rządów PO-PSL powinna zostać przeprowadzona, najlepiej przez samych autorów tamtych ośmiu lat. Ale retoryka w stylu „Polska w ruinie”, władza tylko kradła itp. chyba nikogo nie przekona. Gdyby tak było, PiS nie odziedziczyłby takiej koniunktury gospodarczej.

Zdumiewa też zarzut „poniżania Polski na arenie międzynarodowej”, bo było raczej odwrotnie, opinia o Polsce była dobra i poprawiała się. To obecnie rząd „poniża Polskę” narażając się np. na procesy przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, krytykę Komisji i Parlamentu Europejskiego, Rady Europy i Komisji Weneckiej, agend ONZ, czy administracji USA nawet za Donalda Trumpa.

Przeczytaj też:

PiS: walka z rządem za pomocą „ulicy i zagranicy” to pucz i zdrada narodowa. Zapomnieli, jak sami „zdradzali”, gdy byli w opozycji

BARTOSZ KOCEJKO  18 LIPCA 2017

Ja jestem zwykła Polką, wy bronicie elit

Gdy opozycja na sali wołała „Do dymisji”, Szydło odpowiedziała:

„Ja wiem, że te słowa was bolą, ale wiem dlaczego, jestem dla was takim problemem, wiem, że was to boli”. I tu pojawił się kolejny wątek narracji PiS: antyelitaryzm, retoryka służby zwykłym ludziom.

„Jestem dokładnie taka sama jak miliony Polaków, nie stoi za mną żaden układ”. „Za co mnie chcecie odwołać?” – zapytała Szydło. – „Za to, że Polacy  godnie żyją?” I dalej swoje: „Nie reprezentujemy żadnych interesów, żadnego lobby. Jedyny interes, to interes naszych obywateli, naszej ojczyzny”.

„Musimy bronić Polskę przed tymi, którzy chcą uczynić Polskę poddańczą, którzy uważają, że tu, nad Wisłą będą robić interesy, a potem wyjeżdżać za granicę”.

OKO.press: Antyelitarny język w połączeniu ze stalinowską  w tonie insynuacją dał obraz opozycji, która doi własną ojczyznę („Ojczyzna dojna” w pamiętnej wypowiedzi Dudy). Jest wiele dowodów na arogancję władz PiS, kumoterstwo, klikowość, tworzenie układów polityczno-biznesowych, obsadzanie swoimi ludźmi spółek Skarbu Państwa itp.

Przeczytaj też:

O dwóch takich, co się Kaczyńskiemu nie kłaniają. Macierewicz i Szyszko silni Rydzykiem

MAGDALENA CHRZCZONOWICZ  19 MARCA 2017

Znaczna część publikacji OKO.press wskazuje na to, że elity PiS tworzą „układy” wykorzystując także publiczne środki, faworyzują swoich „misiewiczów”, swoje media, swoje organizacje pozarządowe. Różne „układy” władzy rywalizują ze sobą o wpływy, szczególnie potężny jest ośrodek toruński Tadeusza Rydzyka. Premier Szydło jako zwykła Polka latała np. ogromnym samolotem wojskowym CASA na weekendy w domu rodzinnym.

Przeczytaj też:

Premier Szydło zamartwia się, że musi latać CASĄ, a chciałaby jakoś normalnie. OKO.press ma pięć propozycji

PIOTR PACEWICZ  27 LUTEGO 2017

Trzy buziaczki i dwa cmoki

Po zakończeniu tej mowy premier wróciła do ław rządowych. Podszedł do niej Jarosław Kaczyński i trzykrotnie ją ucałował  w policzki, a wcześniej i potem cmoknął w rękę. Potem wszyscy wyszli, żeby okazać opozycji tę pogardę, na jaką sobie zasłużyła. Zostało kilkoro posłów PiS.

Samotna Streżyńska

Wystąpienia lidera opozycyjnej PO Grzegorza Schetyny wysłuchała – samotna w ławach rządowych – minister cyfryzacji Anna Streżyńska. Gest wymowny na tle zadekretowanej jedności biało-czerwonej drużyny.

 

oko.press

Radosław Sikorski mistrz :))) To powinno być jej politycznym epitafium.

Tusk to szlachetny człowiek, szlachcic, a PiS w stosunku do niego to czerń z taborów, z czworaków

Donald Tusk to jest ktoś.

Jak się patrzy na zakłamanie PiS, to nie wierzy się, że tacy mogą zwać się Polakami.

„To nie jest przypadek, że zrobiła taką furorę w Polsce, przecież tak na prawdę dotyczy milionów Polaków.” razem ze swoimi współpracownikami i przyjaciółmi został Darczyńcą 🙂

Brawo Tusk!

 

Danuta Hübner: PiS niszczy wizerunek Polski. Zapłacą za to przyszłe pokolenia

– Oburza mnie też to, że można oprzeć całą opowieść o tym, co wydarzyło się w Parlamencie Europejskim, na czystym kłamstwie. Mówienie, że w tej rezolucji Unia Europejska chce nałożyć na Polskę sankcje, to zwykłe kłamstwo. Europa po raz kolejny prosi o dialog! – mówi w rozmowie z Onetem prof. Danuta Hübner, europosłanka i pierwsza polska komisarz w Unii Europejskiej.
Prof. Danuta HübnerFoto: Fot. Jarosław Kubalski / Agencja Gazeta
Prof. Danuta Hübner
  • Danuta Hübner argumentuje, że głosowała za rezolucją ws. Polski z „patriotycznego obowiązku” i nie ma w niej słowa o sankcjach
  • „Dopiero druga część artykułu 7 mówi o sankcjach, ale do tego przejścia potrzebna jest jednomyślność wszystkich państw członkowskich” – tłumaczy
  • Europosłanka ostrzega, że Polsce może zostać ograniczony dostęp do funduszy strukturalnych. „Zawsze będę przeciwko tego typu sankcjom” – zaznacza
  • Hübner twierdzi, że rezygnując ze starania się o przyjęcie wspólnej waluty, Polska będzie wykluczona z wielu europejskich projektów. „Skazujemy się na wolniejszą prędkość”

Mateusz Baczyński: „Targowica”, „lista hańby” – tak wiele osób mówi o posłach, którzy zagłosowali za rezolucją ws. Polski. Co pani czuje, gdy słyszy pani takie słowa?

Danuta Hübner: Głosowałam za przyjęciem tej rezolucji zgodnie z własnym poczuciem odpowiedzialności za Polskę, z głębokiego przekonania, że to jest ostatni moment, kiedy możemy krzyknąć, że są jeszcze otwarte drzwi dla podjęcia dialogu z Komisją Europejską przez polski rząd. Do tej pory polskie władze odrzucały taką możliwość. Dlatego dla mnie to było oczywiste, że musimy krzyknąć wszyscy razem, bo to jest w interesie Polski – a nie tak, jak starają się to przedstawiać niektóre media i politycy.

W interesie Polski jest nałożenie na nią sankcji?

Ale przecież w tej rezolucji nie ma słowa o sankcjach! Znalazł się w niej zapis, który mówi o uruchomieniu artykułu 7, ale nie całego – wyłącznie pierwszej części, która mówi, że w przypadku ryzyka łamania praworządności w państwie członkowskim, Komisja Europejska powinna podjąć dialog, jak również przedstawić rekomendacje w tej sprawie. Dopiero druga część artykułu 7 mówi o sankcjach, ale do tego przejścia potrzebna jest jednomyślność wszystkich państw członkowskim. Muszą stwierdzić, że jest już nie ryzyko, a realne łamanie praworządności. I dopiero potem pojawia się kwestia sankcji, na które wszyscy muszą się zgodzić.

Chciałabym podkreślić jeszcze jedną rzecz. Takim ostatecznym bodźcem dla mnie do podjęcia decyzji o głosowaniu za rezolucją było to, co obejrzałam w telewizji w trakcie pochodu 11 listopada w Warszawie. Mam tu na myśli banery namawiające do tego, by Europa była kontynentem białych ludzi. To jest ten jeden most za daleko. Te przerażające wezwania do czystek rasowych były dla mnie takim wstrząsem, że po prostu nie wyobrażałam sobie, żeby nie dołączyć do apelu Parlamentu Europejskiego do polskiego rządu, aby rozpoczął dialog i żebyśmy takich scen nie oglądali w przyszłości. To był mój patriotyczny obowiązek.

Dla wielu ludzi w Polsce stała się pani zdrajcą. Narodowcy w Katowicach powiesili nawet wasze wizerunki na szubienicach.

Najgorsze jest to, że działo się to pod ochroną polskiej, państwowej policji. To jest dla mnie czymś zdumiewającym i jeszcze jednym dowodem na postępujące zawłaszczanie polskiej przestrzeni publicznej przez siły nacjonalistyczne.

Oburza mnie też to, że można oprzeć całą opowieść o tym, co wydarzyło się w Parlamencie Europejskim na czystym kłamstwie. Mówienie, że w tej rezolucji Unia Europejska chce nałożyć na Polskę sankcje, to zwykłe kłamstwo. Europa po raz kolejny prosi o dialog! Tym razem na gruncie traktatu. Dlatego będę broniła wszystkich tych, którzy zagłosowali tak samo jak ja, bo wyraziliśmy tym samym wspólną troskę o to, żeby dzisiejsze władze nie skazywały Polaków na marginalizację w Europie o skutkach dalekosiężnych. Najgorsze dla mnie jest to, że to młode pokolenie będzie najdłużej żyło z konsekwencjami takich poczynań.

Nie dziwią pani w takim razie słowa Grzegorza Schetyny, który powiedział, że to był błąd i daliście się ponieść emocjom?

Wręcz przeciwnie, myślę, że wszyscy byliśmy zupełnie pozbawieni emocji i przekonani co do tego, że robimy słuszną rzecz i występujemy w obronie wszystkich Polaków i zgodnie z oczekiwaniami tych, którzy liczyli na nas w tym głosowaniu. Tysiące wyrazów poparcia utwierdzają nas w przekonaniu o słuszności naszego wyboru. Natomiast myślę, że pierwsze reakcje naszych kolegów, polityków Platformy Obywatelskiej wynikały z nieznajomości tego, co było w treści tej rezolucji.

W szczególności, że jeden z liderów PO (chodzi o Tomasza Siemoniaka – przyp. red.) powiedział, że nawołujemy do sankcji w postaci obcięcia funduszy strukturalnych. To jest w ogóle jakiś absurd, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nie o tym była ta rezolucja. Ja całą swoją aktywność, jako komisarz i kiedyś przewodnicząca komisji ds. polityki regionalnej Parlamentu Europejskiego koncentrowałam na tym, żeby nie było sankcji dotyczących funduszy strukturalnych, które karałyby ludzi i społeczności lokalne za poczynania polityków.

Jeśli polski rząd przeprowadzi jednak reformy sądownictwa w takim kształcie, jaki proponuje obecnie, to jest realne zagrożenie, że druga część artykułu 7 zostanie uruchomiona i spadną na nas sankcje?

Żeby stwierdzić, że w danym kraju nie działa praworządność, potrzebna jest jednomyślność, ale rozumiana w swoisty sposób. Wstrzymanie się od głosu któregokolwiek z państw nie ma wpływu na stwierdzenie jednomyślności. Państwo będące przedmiotem głosowania nie uczestniczy w nim. Czyli może być taka sytuacja, że jedno państwo się wstrzyma, kraj, którego to dotyczy, nie głosuje, a mimo to jednomyślność zostanie zachowana.

Myślę, że nie można dopuścić do tego, aby nastąpiło przejście do drugiej części art. 7. Droga jest prosta. Trzeba wykorzystać tę rezolucję do rozpoczęcia dialogu, wysłuchania rekomendacji i wprowadzenia ich w życie. Bo UE zbudowana jest na wartościach i prawie – jeśli ktoś to burzy, to oznacza, że zagraża jedności Europy. Stąd ten krzyk do rządu o rozpoczęcie dialogu i wejście na ścieżkę praworządności.

Krystian Markiewicz: PiS wraca do czasów komuny i niszczy dorobek „Solidarności”

W podobnej sytuacji co Polska są obecnie Węgry. Żeby zatrzymać sankcje, wystarczy, że te kraje będą nawzajem głosowały przeciwko ich wprowadzeniu.

Warto pamiętać, iż Węgry nie miały tej szansy dialogu z Komisją Europejską, którą zaoferowano Polsce. W przypadku Węgier już w maju Parlament Europejski przegłosował rezolucję o uruchomieniu pierwszej części artykułu 7, czyli nie ścieżki sankcji, a ścieżki dialogu. Komisja Wolności Obywatelskich rozpoczęła prace nad raportem dotyczącym Węgier. Można więc powiedzieć, że Polsce zaoferowano ścieżkę postępowania pozwalającą na uniknięcie w ogóle sięgania do traktatu i artykułu 7. Rząd jej nie wykorzystał. Wielka szkoda i wielka nieodpowiedzialność.

Sprawa jest poważna także i dlatego, że tu nie chodzi tylko o art. 7 czy jakiekolwiek inne postępowanie w tej sprawie, tylko o niszczenie wizerunku Polski, który budowaliśmy – wielka grupa ludzi zaangażowanych w wielką transformacje i wejście Polski do Unii – przez długi czas. Cudowna historia naszego kraju – szczególnie tych ostatnich 27 lat – była kapitałem, który otwierał wszystkie drzwi i pomagał w różnych dyskusjach i podejmowaniu trudnych decyzji.

Pamiętam lata mojej pracy nad przygotowaniem Polski do wejścia do Unii Europejskiej i potem w Komisji Europejskiej, gdzie jako komisarz odpowiadałam za politykę regionalną, wtedy można było przekonać wszystkie państwa członkowskie, że Polska potrzebuje funduszy strukturalnych, że należy dostosować tę politykę do potrzeb Polski. To było możliwe, bo Polska to był kraj, który wszyscy kochali, podziwiali i bardzo się z nim liczyli. Teraz ten wizerunek jest niszczony. Podważane jest coś, na co wiele lat pracowali wszyscy Polacy! I Polacy poniosą konsekwencje nieodpowiedzialności polityków.

Jakie to mogą być konsekwencje?

Właśnie toczy się debata na temat wieloletnich ram finansowych po 2020 roku i pojawiają się głosy, żeby ograniczyć dostęp do funduszy strukturalnych państwom, które nie przestrzegają wartości europejskich i praworządności. Nie wiem, jak się ta dyskusja zakończy, ale ja zawsze będę przeciwko tego typu sankcjom. Dlatego głosowałam za rezolucją jako ostatnią szansą na ich uniknięcie. Sankcje finansowe to jest karanie ludzi, którzy potrzebują inwestycji na poziomie lokalnym, za błędy polityków, którzy nimi rządzą.

Niemniej jednak takie są realia, że dyskusja się toczy, a decyzje w tej sprawie zostaną podjęte w przyszłym roku. Teraz pytanie, gdzie będzie wtedy Polska ze swoim stosunkiem do Europy – i nie mam tu na myśli nie tylko dialogu z Komisją Europejską, ale również z Komisją Wenecką, która jest przywoływana w kontekście prac rządu nad nową ordynacją wyborczą. Dlatego ta rezolucją, za którą zagłosowaliśmy, jest ostatnim dzwonkiem, który powinien uruchomić myślenie, że trzeba zmienić kierunek tej lawiny.

Jednak w trakcie debaty w Parlamencie Europejskim padały też zdania, które z oburzeniem odebrano w Polsce. Mam tu na myśli np. wypowiedź Guya Verhofshtada, który powiedział, że „kilka tysięcy faszystów przeszło 300 kilometrów od Auschwitz”. Nie uważa pani, że to przynosi skutek odwrotny od zamierzonego?

Wieloletni były premier Belgii jest politykiem od dekad bardzo zaangażowanym w budowanie zjednoczonej Europy. Dostosował swe argumenty do tego, co pokazały światowe media. Ja też byłam wstrząśnięta, widząc te hasła i wokół tysiące ludzi, którzy je przecież musieli widzieć. Zawsze walczyliśmy o to, żeby takich debat o Polsce w Parlamencie Europejskim nie było. Ale też liczyliśmy, że sama idea debaty wystarczy i będzie mechanizmem prowadzącym do zmian w stanowisku rządu. Przeliczyliśmy się. Po takiej debacie od mediów zależy, czy informacja będzie rzetelna. Zabrakło jej.

Można było natomiast odnotować niesłychaną aktywność wszystkich politycznych kłamców, którzy budują swój kapitał polityczny na nieprawdzie, w tym przypadku oszukiwali nas wszystkich Polaków, że to była rezolucja o sankcjach dla Polski. A przecież w tej debacie chodziło o ochronę polskich obywateli przed skutkami działań politycznych, które podważają prawo i demolują wartości europejskie w ich kraju. Ofiarami braku praworządności są zawsze obywatele. Trzon debaty, troska o praworządność w Polsce i nawoływanie do dialogu, w przekazie medialnym nie pojawiały się.

„Brexit pokazał, że przez przypadek można uruchomić dramatyczny w skutkach proces”

Uważa pani, że Jarosław Kaczyński chciałby wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej?

Nie mogę w to uwierzyć. Nie wyobrażam sobie, żeby jakikolwiek polityk, który myśli o dobru Polski, nawet dla doraźnych celów politycznych, mógłby tworzyć świadomie niechęć do Europy w celu tak absurdalnym, jak opuszczenie przez Polskę Unii Europejskiej. To by oznaczało postawienie krótkookresowego interesu własnej partii nad długookresowymi interesami państwa polskiego. Jeśli jednak do tego by doszło, to myślę, że byłby to największy, historyczny błąd, za który Polska zapłaciłaby bezpieczeństwem i dobrobytem.

Natomiast mamy w tej chwili przykład Brexitu, z którego trzeba wyciągnąć wnioski. To pokazuje, że de facto przez przypadek można doprowadzić do wyjścia kraju z Unii Europejskiej. Relatywnie łatwo jest wywołać zapotrzebowanie na referendum, co widać nawet od czasu do czasu w Polsce. Mechanizmy, które sterują zachowaniami ludzi w referendach, są dobrze rozpoznane. Nasze zachowania jako obywateli w referendach są nieprzewidywalne z racji tego, że opierają się one przede wszystkim na emocjach.

W wysłuchaniu na temat możliwości sięgania do referendum w procesie podejmowania decyzji w Unii jeden z ekspertów przedstawił ciekawe spostrzeżenia, z których wynikało, iż każde referendum powinno być przeprowadzone dwukrotnie. Dopiero za drugim razem decyzja może wynikać z przesłanek racjonalnych. Potwierdzają to przypadki dwukrotnych referendów w Irlandii. Tak że ostrzegam przed przypadkowym zaplątaniem się w taki proces.

Trudno jest bronić zjednoczonej Europy?

Tak, bo łatwo jest wyciągnąć przykład jakiejś jednej regulacji czy dyrektywy, która nam się nie podoba, a nawet jakiegoś jej fragmentu i na tej podstawie wywołać jakąś straszną antyeuropejską histerię. Nietrudno jest w populistyczny sposób powiązać UE z różnymi problemami w kraju czy na całym kontynencie i wytworzyć efekt kuli śnieżnej, którą trudno jest zatrzymać. Klasycznym przykładem takiego niedoinformowania jest właśnie Wielka Brytania, gdzie praktycznie przez 40 lat nie było żadnej polityki informacyjnej na temat Europy. Potem mieliśmy do czynienia z kampanią referendalną opartą na kłamstwach i efektem tego był wynik, którego nikt nie oczekiwał. Nie sformułowano żadnych zasad dla tego referendum, które przecież było informacyjne, nie decyzyjne. Można było przyjąć, że dla sprawy tak ważnej dla pokoleń, potrzebna będzie jakaś kwalifikowana większość, nawet biorąca pod uwagę relatywną autonomię niektórych regionów. To pokazuje, jak przez przypadek można uruchomić proces historyczny o dalekosiężnych skutkach – w moim przekonaniu dramatycznie negatywnych. A polityk, który uruchomił ten proces (David Cameron – przyp. red.) zniknął ze sceny politycznej bez żadnych konsekwencji.

Przy tej okazji warto przywołać anegdotę, którą opowiedział mi szkocki minister ds. Brexitu. Dotyczyła ona farmerów z Irlandii Północnej, którzy w tym kraju najbardziej są uzależnieni finansowo od członkostwa w Unii Europejskiej, a jednocześnie zagłosowali za wyjściem z niej. Kiedy zapytał jednego z nich, dlaczego głosował za wyjściem, w odpowiedzi usłyszał takie argumenty jak: bo oni nie mówią w naszym języku, bo oni nie mają naszej waluty itd. Czyli widać wyraźnie, że to są emocje, które nie mają nic wspólnego z tym, co naprawdę ważne. Dlatego dużo łatwiej jest Europę krytykować, niż jej bronić.

Zadanie specjalne islamistów. NATO: Unia Europejska jest nieprzygotowana

Dżihadyści z tzw. Państwa Islamskiego wracają do swoich ojczyzn w Europie. Wcześniej otrzymali instrukcje od przełożonych, by przeprowadzać ataki z użyciem bomb chemicznych i biologicznych.

Coraz częściej mówi się o tym, że może powstać unia dwóch prędkości, a kraje starej UE będą zacieśniać relacje między sobą. Istnieje realne zagrożenie, że Polska znajdzie się na marginesie?

Przede wszystkim, tych wiele prędkości już istnieje. Jednak z całą pewnością nasili się dystans między państwami, które są w strefie euro, a tymi, które są poza nią. Unia już od początku kryzysu w 2008 roku przeprowadziła bardzo wiele reform zarządzania strefą euro, wprowadziła wiele nowych regulacji zmniejszających ryzyko kryzysów, ale i ułatwiających wychodzenie z nich. Stworzyła też Unię Bankową, zmniejszającą ryzyko wystąpienia kryzysu w sektorze bankowym, a także możliwość sięgania do kieszeni podatników w przypadku wystąpienia kryzysów.  Wydawało mi się niezwykle istotne, żeby możliwość członkostwa w Unii Bankowej była otwarta także dla państw spoza strefy euro. Miałam silne wsparcie dzisiejszej komisarz Marianne Thyssen, która była autorką tej regulacji. Pomagał ówczesny ambasador Polski w Unii Marek Prawda, dziś reprezentujący Komisję Europejską w Warszawie. To się udało. Ale żadnego zainteresowania ze strony polskich władz nigdy nie było. Teraz przymierza się Dania, która również jest poza strefą euro. Bardzo ubolewam nad tym, że Polska całkowicie odrzuca możliwość przyjęcia wspólnej waluty. Zlikwidowano nawet wszystkie od lat istniejące instytucje, które zajmowały się przygotowywaniem nas do przyjęcia wspólnej waluty.

Tymczasem coraz mocniej widać dążenia do tego, aby strefa euro miała legitymację demokratyczną. Pojawiają się nawet pomysły wyłączenia części Parlamentu Europejskiego przy podejmowaniu decyzji dotyczących strefy euro i stworzenia specjalnego budżetu dla państw ze wspólną walutą. To od zawsze był koncept francuski, któremu Niemcy się sprzeciwiały. Nie wiem, jak będzie w przyszłości, ale jeśli Dania i Szwecja zdecydują się przyjąć euro, to będziemy mieli ponad 20 państw członkowskich ze wspólną walutą, a to może oznaczać, że budżet europejski, to będzie właściwie budżet strefy euro, a pewna specjalna linia może zostać uruchomiona dla państw, które są poza nią. Pozostawanie poza obszarem wspólnej waluty wiąże się nie tylko z wypadnięciem z głównego nurtu integracji gospodarczej, ale również politycznej. Bycie na zewnątrz może wykluczyć nas z wielu europejskich projektów.

W tym kontekście duże znaczenie ma też Brexit.

Oczywiście. Wielka Brytania pilnowała interesów państw, które były poza strefą euro. To wielka gospodarka, która w trakcie różnych negocjacji była w stanie zadbać o to, żeby państwa bez wspólnej waluty nie zostały w jakiś sposób obciążone finansowo albo dyskryminowane. Teraz tego zabraknie.

Natomiast Polska, nawet jeśli będzie chciała przystąpić kiedyś do strefy euro, to już będzie to dużo trudniejsze, i trzeba będzie zrobić dużo więcej, żeby się do niej dostać. Proszę spojrzeć, jak długo Bułgaria i Rumunia starają się o to, żeby wejść do strefy Schengen. Myślę, że wyzwania globalne, a także rosnące apetyty na nowe polityki wymagające coraz większej roli decyzji i działań na poziomie europejskim, a nie zwykłej koordynacji międzyrządowej, będą prowadziły do coraz większego zróżnicowania zaangażowania państw członkowskich w integracji europejskiej. Może się więc tak stać, że na własne życzenie będziemy tworzyć tę wolniejszą prędkość.

Unia Europejska to nie jest towarzystwo wzajemnej adoracji

Nic nie wskazuje też na to, aby miało się to w najbliższej przyszłości zmienić. W Polsce nie ma w tej chwili nawet dyskusji na temat przyjęcia euro.

I to jest największy problem. Przy tym używa się bardzo staromodnych argumentów, której już dzisiaj nie mają takiego znaczenia, np. że nie mając własnej waluty, nie będziemy mogli pilnować konkurencyjności. Konkurencyjności nie buduje się przez dewaluowanie własnej waluty. Zależy ona od wydajności, innowacyjności, struktury gospodarki, udziału w łańcuchach podażowych, stabilności prawa. Tymczasem nasza produktywność jest ciągle jedną z najniższych w Europie. Nie jesteśmy również w czołówce pod względem innowacyjności w Unii Europejskiej. Nie jestem pewna, czy włączamy się dostatecznie szybko w rewolucję cyfrową. Tak więc strefa euro będzie coraz bardziej się oddalać, a nasz pociąg będzie sobie wolno jechał, trochę to przodu, czasem do tyłu, może nie w zupełnie inną stronę, ale jakimś bocznym torem.

Czy w relacjach Warszawa–Bruksela mamy najbardziej kryzysowy moment, odkąd weszliśmy do Unii Europejskiej?

Wie pan, Unia Europejska to nie jest towarzystwo wzajemnej adoracji, gdzie wszystko toczy się liniowo. Powiedziałabym, że raczej od kryzysu do kryzysu, jak lubimy mówić. Z tą różnicą, że w Unii kryzysem nazywamy sytuacje, gdy słabnie wola polityczna dla wspólnych działań, bo są nowe rządy, nowi przywódcy, którzy dopiero rozpoznają znaczenie Unii jako wspólnej odpowiedzialności i wspólnego dobra. Na pewno te ostatnie lata były trudnym okresem w historii integracji europejskiej, ale ta historia jest zawsze historią zmiany i Unia Europejska cały czas ewoluuje. Teraz mamy Brexit, który pożera bardzo dużo energii, ale wiemy, że z Wielką Brytanii czy bez musimy iść do przodu. W związku z tym coraz mniejszą wagę będzie przywiązywało się też do negatywizmu ze strony Polski.

Co pani ma na myśli?

W tej chwili Europa podejmuje jeszcze działania, żeby wciągnąć Polskę w orbitę integracji. Mówi do nas: „porozmawiajcie z nami, prosimy po raz kolejny”. O tym jest rezolucja, o której mówiliśmy na początku. Ale to się w pewnym momencie może skończyć. Od Polski zależy to, czy będzie chciała nawiązać dialog. Jeśli nie, to inne państwa w końcu mogą machnąć ręką. Coraz więcej słyszę głosów, że „jak nie chcą, to nie”. Pojawiają się one w Parlamencie Europejskim, na różnych konferencjach czy w indywidualnych wystąpieniach różnych polityków. Taką retorykę wprowadził niestety Brexit. To jest bardzo niebezpieczne i trzeba przypilnować, żeby nie stało się to oficjalną linią w większych i wpływowych środowiskach w Europie.

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/danuta-hubner-pis-niszczy-wizerunek-polski-zaplaca-za-to-przyszle-pokolenia/6gj2sk4

Trzydzieści antypolskich kłamstw [FELIETON]

Spotkałem się ostatnio z moim oficerem prowadzącym z niemieckiego wywiadu. Piliśmy wyrafinowane trunki z łez polskich kobiet, zagryzając pasztecikami z mielonych polskich gastarbajterów, po czym Sturmbannführer wręczył mi walizkę euro i powiedział, że Angela ostatnio nie jest ze mnie zadowolona, bo za mało szkaluję Polskę.
Szczepan TwardochFoto: Zuza Krajewska
Szczepan Twardoch

Skoro tak, to zachęcony żywą reakcją na moje podłe, antypolskie kłamstwa o tym, że Warszawa była gospodarczo po odzyskaniu niepodległości w sytuacji trudniejszej niż przed 1914 rokiem, postanowiłem trochę Polskę poszkalować.

>>>>>>>>> Profil Szczepana Twardocha na Facebooku >>>>>>>>>>

Ale jak? Wiadomo przecież, że Polska jest najwspanialszym krajem na świecie, Polacy zaś są najwspanialszym na świecie narodem, narodem bez winy i grzechu, o najwspanialszej na świecie historii. Cóż więc robić, pozostaje mi uciec się do kłamstw, do antypolskich kłamstw o Polsce, Polakach i wspaniałej, polskiej historii.

Oto ich lista.

1. Kiedyś nie było Polaków.

2. Ani Polski.

3. Polacy nie żyją na ziemiach polskich od zawsze.

4. Ten globus z „Ucha prezesa” to tylko taki żart.

5. Kiedy na ziemie polskie przybyły plemiona słowiańskie, dokładnie nie wiadomo, ale zapewne około VI wieku naszej ery. Przed plemionami słowiańskimi, które później złożyły się na Polaków (ale też być może na Chorwatów, bo nie jest to wykluczone, że zanim przenieśli się w milsze regiony, jacyś przodkowie dzisiejszych Chorwatów mogli zamieszkiwać w dzisiejszej Małopolsce), na ziemiach polskich żyły inne ludy, między innymi Germanie. I inni. Ale serio, Germanie też.

6. Języki słowiańskie, w tym polski, zapożyczyły bardzo dużo z języków germańskich. Na przykład takie słowa jak barwa, bieda, berło, broń, beczka, cerkiew, dół, duma, dług, deska, dziarski, głaz, gospodarz, gotowy, gęś, jedwab, karzeł, kłaść, klej, król, kot, kocioł, krzepki, kula, kupić, kuchnia, ksiądz, lek, lichwa, lew, miecz, mleko, mięta, most – i może wystarczy ta część alfabetu i ograniczenie się do zapożyczeń najstarszych, jeszcze z gockiego.

7. Jakby tego było mało, duża część terminologii religijnej w językach słowiańskich jest pochodzenia irańskiego. Takie słowa jak „bóg”, „święty”, „niebo”. Organizatorzy Marszu Niepodległości powinni się zastanowić, czy ów Bóg, którego chcą, to nie jest aby trochę ciapate słowo. Skoro irańskie.

8. Mieszko I albo Bolesław Chrobry nie nazywali samych siebie Piastami.

9. Nie ma pewności, jakiego byli pochodzenia. Genetycznie prawdopodobnie należeli do zachodnioeuropejskiej haplogrupy R1b, z czego niewiele w sumie wynika.

10. Co to jest haplogrupa R1b, to możecie sobie sprawdzić, husarze, sami, ale po co, nie trapcie sobie pięknych główek, skoro to i tak antypolskie kłamstwo.

Bezpański pisarz. Felietony Szczepana Twardocha

11. Według Długosza Kazimierz Wielki miał żydowską kochankę.

12. Polska, a konkretnie Królestwo Polskie, czasem najeżdżało inne okoliczne kraje, prowadząc wojny zaczepne, jak każdy inny kraj w Europie.

13. Wojny przez Polskę przegrane nie dowodzą moralnej wyższości ani niższości Polaków, a jedynie tego, że akurat okazali się słabsi.

14. Wojny przez Polskę wygrane nie dowodzą moralnej wyższości ani niższości Polaków, a jedynie tego, że akurat okazali się silniejsi.

15. Stefan Batory nie mówił po polsku.

16. Rozbiorom Polski nie są winne złe Prusy, Rosja i Austria, które jak każdy kraj na świecie po prostu dbały o swoje interesy, lecz ówczesna polska klasa polityczna, która w XVIII wieku doprowadziła do praktycznego kolapsu państwa.

17. Wszystkie polskie powstania w okresie zaborów poniosły sromotne klęski.

18. Śląsk nigdy nie był pod żadnym zaborem, wszelkich praw doń zrzekł się jeszcze w XIV wieku Kazimierz Wielki. Albo jego żydowska kochanka.

19. W 1918 Polacy nie wywalczyli sobie niepodległości, a jedynie zagospodarowali pustkę, powstałą po jednoczesnym zawaleniu się Rosji, Austrii i Niemiec. Obronili za to tę niepodległość w roku 1920, ale to akurat nie jest antypolskie kłamstwo.

20. Polska wbrew własnej propagandzie o zwartych i gotowych, wbrew przechwałkom, że nie odda ani guzika od płaszcza, we wrześniu 1939 sromotnie przegrała wojnę w trzy tygodnie.

21. Powstanie warszawskie też było klęską. Kompletną i absolutną. Trudno wyobrazić sobie większą klęskę, niż taką, po której następują rzezie jak ta na Woli i kompletne, fizyczne zniszczenie stolicy walczącego narodu.

22. Żołnierze wyklęci militarnie rzecz biorąc byli tym, co po klęsce zostaje, czyli kryjącymi się po lasach niedobitkami, którzy ani na chwilę nie zagrozili tzw. władzy ludowej.

23. Polacy nie wygrali II wojny światowej. Wkład Polaków w pokonanie hitlerowskich Niemiec był symboliczny. W początkach 1945 roku PSZ na Zachodzie i LWP łącznie nie liczyły nawet pięciuset tysięcy żołnierzy, w obliczu ośmiu milionów żołnierzy niemieckich czy jedenastomilionowej Armii Czerwonej. Hitlerowskie Niemcy pokonała demograficzny potencjał Związku Radzieckiego i amerykański przemysł, Polacy nikomu do tego nie byli potrzebni.

24. Czytając wojenne wspomnienia żydowskich obywateli II RP, można dojść do wniosku, że nieliczni Polacy pomagali Żydom, mimo grożących im za to kar, większość pozostawała obojętna, wielu zaś Żydów radośnie prześladowało, najczęściej z pobudek materialnych.

25. Wielu Polaków popierało rząd PKWN w 1945 roku. Było ich o wiele, wiele więcej niż żołnierzy wyklętych.

26. Polscy komuniści nie przestawali być Polakami, podobnie jak polscy socjaliści, faszyści czy liberałowie.

27. Po 1945 roku w Polsce były obozy koncentracyjne i były one polskie tak samo, jak polskie były i są Wrocław, Szczecin, MDM, gierkówka i Centralna Magistrala Kolejowa.

28. PRL nie był państwem suwerennym, ale Polska w XVIII wieku, Księstwo Warszawskie, czy Królestwo Polskie z lat 1815-1831 też nie były, co nie przeszkadza uznawać je za różne formy polskiej państwowości.

29. Polska jest zwykłym, drugorzędnym, europejskim krajem. Polski wkład w kulturę europejską jest trzeciorzędny, gdzieś w okolicach ważności wkładu, nie wiem, Finlandii.

30. I nie jest to efekt spisku antypolskich sił, tak po prostu jest.

I tu pozdrawiam wszystkich wesoło.

https://kultura.onet.pl/ksiazki/trzydziesci-antypolskich-klamstw-felieton/hgpdjed

Trzaskowski o pustych ławach rządowych: Pokazujecie środkowy palec nie opozycji, ale olbrzymiej większości społeczeństwa

Trzaskowski o pustych ławach rządowych: Pokazujecie środkowy palec nie opozycji, ale olbrzymiej większości społeczeństwa

– To co obserwujemy tutaj, czyli puste ławy rządowe pokazują jak wy traktujecie te zobowiązania. Pokazujecie w ten sposób środkowy palec nie opozycji, ale olbrzymiej większości społeczeństwa która nas wybrała – mówił Rafał Trzaskowski w Sejmie, w trakcie debaty na konstruktywnym wotum nieufności.

– Ten rząd powinien odejść za jedną rzecz – za niszczenie niezawisłości polskiego sądownictwa i mówimy o tym od wielu, wielu miesięcy – mówił dalej.

 

Schetyna: Przygotujemy akt odnowy demokracji

– Przygotujemy akt odnowy demokracji. Zrobimy to w taki sposób żeby kilkunastoma ustawami przygotować zmainę powrotu do normalności i demokracji, wolności – mówił Grzegorz Schetyna w Sejmie, w trakcie debaty na konstruktywnym wotum nieufności. Jak dodał, PO nie popełni więcej błędu i PiS nie pozostanie bezkarne.

 

Schetyna: Kaczyński powinien być premierem

– Jesteście nieudolni, nie potraficie rządzić. Potraficie sprawować władzę, żyć władzą i się nią napawać. Nie potraficie rozmawiać z Polakami. Nie potraficie tego. Zamknęliście się w gabinetach i służbowych samochodach – mówił Grzegorz Schetyna w Sejmie, w trakcie debaty na konstruktywnym wotum nieufności.

– Nie można pozwolić na premiera który nie jest premierem. Dlatego składamy ten wniosek– argumentował. – Jeżeli chce rządzić, być nadprezydentem i nadpremierem, to musi wziąć za to formalną odpowiedzialność. Tego oczekujemy – mówił dalej, stwierdzając, że Kaczyński powinien być premierem.

 

Puste ławy rządowe w trakcie debaty nad wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności

– To smutny obraz do czego doprowadziliście. To obraz polskiego rządu, który opuszcza przed debatą, bo nie chce słuchać tego co mu chce powiedzieć opozycja i polski Sejm. Wstydźcie się za to. Zaczynaliście biało-czerwoną drużyną, a kończycie kabaretem – mówił Grzegorz Schetyna w Sejmie, w trakcie debaty na konstruktywnym wotum nieufności.

 

Szydło: Doprowadzimy projekt i zobowiązania do końca

– Doprowadzimy ten projekt, program, te zobowiązania które złożyło PiS Polakom do końca. Przeprowadzimy ten program, bo na to zasługują Polacy, obywatele. Wbrew wam nie reprezentujemy żadnych interesów, lobby. Jedyny interes, który reprezentujemy, to naszych obywateli – stwierdziła premier Beata Szydło w Sejmie. Jak podkreślała, biało-czerwona drużyna to nie tylko my, którzy siedzimy na tej sali, to przede wszystkim Polacy.

 

Szydło: Wniosek PO jest po prostu stekiem kłamstw i oszczerstw

– Wniosek [Platformy o konstruktywnym wotum nieufności] jest po prostu stekiem kłamstw, oszczerstw wobec polskiego rządu. Jest wnioskiem który nie tylko obraża inteligencję Polaków, ale zabiera czas wysokiej izbie, bo jest dużo spraw którymi powinniśmy się zajmować – stwierdziła premier Beata Szydło w Sejmie.

300polityka.pl

STAN GRY: Wildstein: To dobrze, że gospodarka będzie priorytetem, Fakt: Bunt w PiS przeciw MM, Świetlik: Bez Szydło i Dudy dobra zmiana byłaby mniej atrakcyjna

— 300LIVE:
Puste ławy rządowe w trakcie debaty nad wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności
Szydło: Doprowadzimy projekt i zobowiązania do końca
Schetyna pytany czy PO zgłosi kandydatów do KRS: Jeszcze decyzja nie zapadła
„Z pewnością” – Telecki na pytanie, czy poznamy dzisiaj nazwisko nowego premiera
Schetyna: Myślę że premierem zostanie Kaczyński
http://300polityka.pl/live/2017/12/07/

— BUNT W PIS PRZECIW MORAWIECKIEMU – tytuł na jedynce Faktu.

— CZY PARTIA POWSTRZYMA PREZESA? – Magdalena Rubaj, Mikołaj Wójcik w Fakcie: “Nowa sytuacja polityczna sprawiła, że w PiS zawiązują się egzotyczne koalicje. Więcej jest przeciwników Morawieckiego niż zwolenników Szydło, ale cel mają teraz wspólny: zmusić prezesa do rezygnacji z tego planu. Sama Szydło wydawała się być pogodzona z losem jeszcze we wtorek w ciągu dnia. Wieczorem miała już koalicję w swojej obronie. Kto w niej jest? Zbigniew Ziobro (47 l.), który obawia się współpracy z Morawieckim. – Razem z Mariuszem Kamińskim (52 l.) mają wspólnego wroga i mogą go jeszcze czymś „zabić” – uważa nasz rozmówca z PiS. Czym? Czy na Morawieckiego są jakieś „kwity”? – Jeśli są, to zostaną wyciągnięte dziś-jutro – uważa ważny polityk PiS. Na dziś, na godz. 18 prezes Kaczyński zwołał Komitet Polityczny PiS. To on musi zaakceptować kandydaturę premiera”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/bunt-w-pis-przeciw-mateuszowi-morawieckiemu/15dp522

— OGŁOSZENIE PREMIERA DZIŚ WIECZOREM – Agata Kondzińska w GW: “Jak dowiedziała się „Wyborcza” ogłoszenie decyzji o nowym premierze może nastąpić już dziś wieczorem po spotkaniu komitetu politycznego PiS. – Nie możemy dłużej czekać, dywagacje o rekonstrukcji paraliżują rząd, a w partii napięcie sięga zenitu – mówi nasz informator”.

— KONDZIŃSKA O SCENARIUSZU Z KACZYŃSKIM: “– Może być tak, że prezes Kaczyński nie chce być postrzegany jak polityczny zabójca Szydło. Wypuszcza informację o Morawieckim, by potem mu powiedzieć: Wiesz, Mateusz, chciałem, żebyś był premierem, ale partia mi się buntuje, muszę sam wziąć na siebie ten obowiązek – mówi polityk PiS”. http://wyborcza.pl/7,75398,22747665,juz-dzis-mozliwa-decyzja-pis-o-nowym-premierze-kto-nim-zostanie.html

— ZDANIEM SUPER EXPRESSU BRUDZIŃSKI MA ZOSTAĆ SZEFEM KPRM: “Takiej władzy, jaką ma mieć Mateusz Morawiecki, jeszcze nie miał żaden premier. Poza funkcją prezesa Rady Ministrów ma kierować resortem finansów. – Prezes ma do niego coraz większe zaufanie. A wicepremier Morawiecki oddał się już polityce. Nie wróci do wielkiego biznesu – mówi nam stały bywalec gabinetu prezesa PiS. Jednak już teraz Morawiecki ma wewnątrz PiS wielu przeciwników. Nie chodzi tylko o premier Beatę Szydło (54 l.). O partię ma zadbać wicemarszałek Sejmu Joachim Brudziński, który, według naszych informacji, ma po rekonstrukcji rządu zostać szefem KPRM”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/kaczynski-odda-pis-morawieckiemu-i-brudzinskiemu_1030992.html

— WIKTOR ŚWIETLIK UWAŻA, ŻE BEZ SZYDŁO I DUDY MIAŁBY KŁOPOTY Z DZISIEJSZĄ POPULARNOŚCIĄ – jak pisze w SE: “Śmiem twierdzić, że bez Beaty Szydło (a także Andrzeja Dudy) PiS miałby kłopoty z dzisiejszą popularnością, a bez Mateusza Morawieckiego dobra zmiana, którą tak się pisowcy dziś chwalą, wyglądałaby dużo mniej efektownie. Konfliktowanie tych polityków i dzielenie elektoratu na zwolenników jednej i drugiej osoby to słynny gowinowski „prawicowy gen autodestrukcji” w czystej postaci. Czasem z różnych przyczyn robi się wymiany w rządzie, ale sądzę, że dużo lepiej szybko wymieniać, niż o tym wcześniej ciągle gadać”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/swietlik-biale-bija-biale_1030973.html

— KATARYNA O UPOKORZENIU SZYDŁO: “Nie wiem, jak PiS zaplanował formalne usunięcie Beaty Szydło z urzędu – bo nie ma co udawać, że pani premier jest w tej rekonstrukcji podmiotem – ale to się już chyba nie może skończyć ładnie. Beata Szydło poda się zapewne do dymisji, ale w okolicznościach, w których nikt nie będzie miał wątpliwości, że nie jest to w najmniejszym stopniu jej decyzja. Nie dano jej najmniejszej szansy wyjścia z tej rekonstrukcji z twarzą, na jej własnych warunkach, z powodów „zdrowotnych” lub „osobistych”. Zostawiając odrobinę godności, której pozbawia się człowieka traktując go jak niepotrzebną rzecz – bo to z nią właśnie robią, dyskutując i decydując o jej przyszłości bez jej udziału i bez najmniejszej refleksji jak bardzo ją to – nie jako premiera czy polityka, ale po prostu człowieka – upokarza”. https://opinie.wp.pl/kataryna-dobra-zmiana-pis-upokorzyl-szydlo-6195428353820801a

— BRONISŁAW WILDSTEIN O UZASADNIONYM PRZEJĘCIU RZĄDU PRZEZ MORAWIECKIEGO: “Powierzenie Mateuszowi Morawieckiemu roli premiera, jeśli nie przejmie jej szef partii, jest uzasadnione. Wiąże się także z przesunięciem akcentów obecnego rządu. Dotąd głównym jego zadaniem była naprawa państwa. Istotnym tego elementem jest reforma sprawiedliwości, ale także ukrócenie patologii wynikającej ze słabości władzy politycznej w III RP co powodowało, że była ona żerowiska dla silnych krajowych i zagranicznych graczy. Niezbędne wzmocnienie kontroli prowokuje jednak niebezpieczeństwa dla gospodarki. Działania takie muszą rozbudowywać regulacje, które i tak są zmorą polskich biznesmenów. A priorytetem drugiej połowy rządów PiS powinna być ekonomia właśnie”. https://wpolityce.pl/m/polityka/370551-morawiecki-to-dobry-wybor-rzad-stopniowo-zaczal-przeksztalcac-sie-w-federacje-konkurujacych-ze-soba-resortow

— MORAWIECKI OFERTĄ DLA ZAMOŻNIEJSZEJ KLASY ŚREDNIEJ – pisze Jakub Majmurek: “Premier Morawiecki ma być ofertą złożoną zamożniejszej części klasy średniej i elitom biznesu. PiS zawsze miał przecież ambicje stworzenie „swojej” grupy potężnych przedsiębiorców, podobnie jak na Węgrzech zrobił to Orbán. W zamian za polityczne poparcie i finansowanie marszów śladami żołnierzy wyklętych, PiS chętnie da tej grupie zarobić na interesach z państwem. By jednak skupić ją wokół siebie, konieczny jest ktoś bardziej wiarygodny w biznesowych kręgach, niż Beata Szydło. Morawiecki jest pod tym względem niemal idealny”.

— Z MORAWIECKIM PIS TRACI ATUT ANTYESTABLISHMENTOWOŚCI – Majmurek: “Z premierem Morawieckim PiS traci także ważny atut: wizerunek partii anty-establishmentowej, reprezentującej „zwykłych Polaków”, przeciwnej elitom. Były prezes jednego z większych banków w kraju, milioner należący do najbogatszych polskich polityków, średnio nadaje się jako wyraziciel gniewu na elity III RP – sam jest ich przykładem”. https://opinie.wp.pl/jakub-majmurek-rzadowy-pasjans-prezesa-6195746458916481a

— OKO PRESS SCEPTYCZNIE O REAKCJI WYBORCÓW PIS NA MORAWIECKIEGO: “Morawiecki pasuje do tej wizji idealnie. Jest finansistą i technokratą, który hołduje bardzo konserwatywnym wartościom. Kłopot polega na tym, że zarówno część polityków PiS jak i spory odsetek wyborców nie będzie koniecznie podzielać entuzjazmu Kaczyńskiego dla tej kandydatury. Politycy z oczywistych względów: Morawiecki jest z zewnątrz, w PiS-ie jest od niedawna, przychodzi na gotowe i od razu zgarnia główną nagrodę. Wyborców PiS może z kolei odstręczać elitaryzm i drętwota Morawieckiego, jego sznyt człowieka wielkiego biznesu. Na tej nominacji PiS niewiele może zyskać, a bardzo wiele może stracić”. https://oko.press/premier-morawiecki-fuzja-skrajnego-konserwatyzmu-korporacyjnym-marketingiem-moze-nas-drogo-kosztowac/

— ŻANDARMERIĄ W GENERAŁA – tytuł w Fakcie.

— KOLEJNE PRZYSPIESZENIE W OBSZARACH MACIEREWICZA – Andrzej Stankiewicz: “Gen. Nosek twierdzi, że umowa z FSB nigdy nie weszła w życie. Sprawa Noska toczy się od roku, ale w ostatnich dniach została znacznie przyspieszona. To kolejne przyspieszenie w obszarach, za które odpowiada Antoni Macierewicz. W politycznym światku ostatnia aktywność ministra interpretowana jest jako próba obrony stanowiska w przypadku rekonstrukcji rządu”. http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/surowsze-zarzuty-dla-generalow/735w57c

— ODWET MACIEREWICZA NA GENERAŁACH Z SKW – GW NA JEDYNCE.

— ODWET MACIEREWICZA I UBECKIE METODY – Paweł Wroński w GW: “Być może jest to przeznaczony dla Jarosława Kaczyńskiego spektakl ministra przerażonego wizją utraty stanowiska podczas zapowiadanych zmian w rządzie. Chce unaocznić prezesowi, wchodząc w jego fobie i imaginarium, z jakimi to ciemnymi i groźnymi siłami walczy. Jak bezlitośnie rozdziera „szarą sieć” i „układ”, które oplotły MON. Tak dzielnego ministra nie wolno odwoływać w trakcie jego zmagań z „wrogiem wewnętrznym”. http://wyborcza.pl/7,75968,22743372,odwet-macierewicza-i-ubeckie-metody.html

— GDYBYM UZNAŁ, ŻE DEMOKRACJA SIĘ SKOŃCZYŁA, POWINIENEM PRZESTAĆ CHODZIĆ DO SEJMU – RAFAŁ TRZASKOWSKI w rozmowie z Witoldem Gadomskim w GW: “Gdybym uznał, że demokracja w Polsce już się skończyła, powinienem przestać chodzić do Sejmu i całą aktywność polityczną skupić na ulicy. Mam nadzieję, że tak dramatyczny plan nigdy się nie zmaterializuje. Wiem, że przed wyborami rządząca partia będzie robiła rozmaite triki, ale Polacy to dostrzegą i zagłosują przeciwko PiS. Obywatele nie znoszą, jak się ich oszukuje”

— TO JEST JESZCZE UŁOMNA DEMOKRACJA – dalej Trzaskowski w GW: “Czasami brakuje nam słów, by nazwać to, co robi PiS. Partia rządząca wyraźnie zmierza w kierunku ustroju autorytarnego, ale na razie to jest jeszcze ułomna demokracja”.

— TRZASKOWSKI WSTRZEMIĘŹLIWIE O KANDYDATACH Z N: “Nie sądzę, by sztywny parytet był dobrym pomysłem. Jeżeli Nowoczesna przedstawi w jakimś mieście dobrego kandydata z dużymi szansami na wygraną, to oczywiście będziemy brali pod uwagę poparcie takiej osoby”. http://wyborcza.pl/7,75968,22746997,trzaskowski-gdybym-uznal-ze-demokracja-w-polsce-sie-skonczyla.html

— KURSKI PREZESEM TVP WBREW PRAWU – pisze w RZ Wiktor Ferfecki: “Skoro Kurski złożył dokumenty na nagraniu rozpoczynającym się po godz. 16, dlaczego nie wszczęto śledztwa? Prokuratura badała sprawę pod kątem poświadczenia nieprawdy. Nie stwierdziła tego, bo na kopercie z dokumentami nie przybito godziny, lecz datę. A ta się zgadza. To, jak wygląda koperta, którą złożył Kurski, nie jest tajemnicą, bo sam po publikacji w „Rzeczpospolitej” pokazywał ją w mediach. Twierdził, że złożył ofertę o godz. 15.56. Ale na jego kopercie, zgodnie z tym, co ustaliła prokuratura, nie ma odnotowanej godziny złożenia dokumentów. To może budzić spore wątpliwości, bo inni kandydaci na prezesa, którzy składali dokumenty tego dnia, mają godzinę zapisaną długopisem”. http://www.rp.pl/Media/312069907-Jacek-Kurski—prezes-telewizji-wbrew-prawu.html

— SKŁADKI NA ZUS PODZIELIŁY PIS – Leszek Kostrzewski w GW: “Senatorowie zaproponowali przesunięcie rządowej ustawy o rok. W PiS coraz więcej jest jednak przeciwników nowego prawa. Jednym głosem w tej sprawie mówią też pracodawcy i związkowcy”. http://wyborcza.pl/7,155287,22745498,350-tys-polakow-bedzie-placic-wieksze-skladki-na-zus-od-poczatku.html

300polityka.pl

Przykry koniec Beaty Szydło. Zaskakujące zachowanie polityków PiS

Jeśli się tak na spokojnie zastanowić nad postacią obecnej premier Beaty Szydło, jest to postać w gruncie rzeczy tragiczna. Najpierw została wykorzystana do morderczej pracy w kampanii ówczesnego kandydata na prezydenta RP Andrzeja Dudy, by w efekcie nawet nie znaleźć się w jego administracji. Okazało się bowiem, że przywódca obozu politycznego wyznaczył dla niej inną rolę – malowanego Prezesa Rady Ministrów, który miał ładnie wyglądać, groźnie przemawiać i przede wszystkim brać na swoje barki całkowitą odpowiedzialność za proces demolowania konstytucyjnych instytucji. Czy Beata Szydło już wie, że to wcale nie była nagroda?

Zabawne, że dziś, gdy jej dni na czele rządu są policzone, mało kto w Prawie i Sprawiedliwości o jej zasługach pamięta. Niewykluczone, że zaraz po tym jak odejdzie z rządu, najprawdopodobniej zostanie pożegnana bukietem białych róż – sama zdając sobie sprawę, czego zdaniem prezesa PiS są one symbolem.

Nie było chyba w historii Polski tak nieszablonowej formuły – Beata Szydło, mimo że otrzymała tak dużą formalną władzę, w rzeczywistości absolutnie o niczym nie decydowała. Ironią losu jest, że tak jak w listopadzie 2015 roku nie została nawet zaproszona na posiedzenie kierownictwa obozu wygranych w wyborach, które meblowało jej rząd, tak samo dziś nie zostanie zapewne nawet zapytana o to, w jaki sposób chciałaby ten rząd opuścić. Jakże groteskowo w tym kontekście wygląda teraz podnoszony przez zwolenników PiS ranking najbardziej wpływowych kobiet świata, gdzie Beata Szydło zajęła prestiżowe 10 miejsce. Jeśli można było dyplomatyczną klęskę 1:27 przedstawić jako sukces, spróbują też zapewne przekonać lud pisowski, że Szydło była prawie najlepszym premierem III RP (miano najlepszego jest zarezerwowane po wieczne czasy dla lidera PiS). I nawet gryzący w oczy dysonans poznawczy elektoratu, w którym Szydło jest dziś traktowana jak zużyty sprzęt elektroniczny, nie sprawi, że szefostwo partii zmieni zdanie. Zresztą proces gumkowania Beaty Szydło z rządowych obrazków już się rozpoczął. Stalin gumkował ze zdjęć ofiary swoich krwawych czystek, szefostwo PiS gumkuje obecną premier w sferze słownej.

Widać to po dzisiejszej wypowiedzi wiceszefa PiS Adama Lipińskiego, który stwierdził, że Naszym naturalnym kandydatem jest prezes Jarosław Kaczyński. Natomiast jakby się prezes nie zdecydował, to najlepszym kandydatem jest Mateusz Morawiecki. Sądzę że przed świętami [zapadnie decyzja]. Mam nadzieję [że nowy rząd przed świętami]”. 

Nagle wychwalana dotąd premier Szydło całkowicie znika z orbity zainteresowań władzy. Nagle jej notowania spadają z samego szczytu na samo dno. Ot, będzie czekać na to, jaki los przewidział dla niej Naczelny Wódz. Wykorzystana, sponiewierana, wymęczona i dziś zupełnie nieistotna. Każdy kolejny premier tego obozu już dziś musi całkowicie wyzbyć się własnej podmiotowości – bo dla tej władzy nigdy samodzielnym podmiotem nie będzie. Najgorsze jest jednak przekonanie kierownictwa PiS, że Beata Szydło nadal będzie posłuszna. Że nie zbuntuje się i nie postawi woli KC PiS. Że choć w drobnym stopniu zdecyduje się stanąć w obronie swojej twarzy, bo taka powinna być jej naturalna reakcja.

Ciekawe jak potoczą się jej przyszłe losy. Niewykluczone, że za kilka lat chciałby stać się jednym z najostrzejszych krytyków obecnej partii władzy. Zwłaszcza że nad jej głową wisi Miecz Damoklesa czyli niechybna odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu. O tym jednak nikt dziś w PiS nie myśli, ogarnięci przekonaniem, że będą rządzić przez długie lata. Oby się niemile zdziwili.

crowdmedia.pl

Kto cierpi na lęk przed Gazetą Wyborczą? Ten obrazek doprowadził internautów do łez

Gazeta Wyborcza nie ma pod rządami dobrej zmiany łatwego życia. Co rusz GW jest atakowana przez przychylne PiS media, często goszcząc na paskach grozy, zarówno w Wiadomościach TVP jak i w TVP Info. Wiadomo przecież, że gazecie której redaktorem naczelnym jest znienawidzony przez obóz władzy Adam Michnik, trzeba od czasu do czasu porządnie dołożyć.

Tym razem jednak szpilka nie została wbita przez tzw. media narodowe, czy przychylne rządzącym media niezależne, a przez TVN, konkretnie przez program Milionerzy. Mianowicie w jednym z ostatnich programów teleturnieju padło pytanie – przed czym lęk to agorafobia. Pytanie w zasadzie standardowe, gdyby nie fakt, że jedna z proponowanych odpowiedzi ani trochę nie pasowała do kontekstu pytania. Chodzi oczywiście o odp. a. „lęk przed wydawcą Gazety Wyborczej”.

Jak widać, taki przebieg sytuacji przypadł bardzo do gustu internautów, powodując salwy śmiechu.

Skoro już jednak to pytanie padło, to może warto się zastanowić, kto w naszym kraju może cierpieć na agorafobię, rozumianą jako lęk przed wydawcą Gazety Wyborczej?

Na pewno jedną z logicznych odpowiedzi będzie Lech Rywin, na cześć którego nazwana została afera, ujawniona zresztą właśnie przez Adama Michnika i GW. Biorąc pod uwagę jak bardzo rządzący atakują wyborczą, do tego grona można by z pewnością zaliczyć obóz dobrej zmiany. Jednocześnie nie jest tajemnicą, że Michnik nie pała sympatią do Grzegorza Schetyny i jego Platformy. To właśnie wyborcza najpierw lansowała Nowoczesną, a następnie Mateusza Kijowskiego i KOD, robiąc to w mocnej kontrze do Platformy.

A Wy jak uważacie?

crowdmedia.pl

Prawicowy publicysta szokuje: W PiS zawiązał się spisek, by obalić przywództwo Kaczyńskiego

Mocne słowa posła PiS o prezesie Kaczyńskim: dla swoich wrogów jest...

fot. Shutterstock/Marek Szandurski

A wszystko szło tak wspaniale. Notowania partii szybowały  na nieznanych dla Prawa i Sprawiedliwości wysokościach, gospodarka pędzi (choć na kredyt), bezrobocie spada a prezydent Duda powoli wraca do przewidzianej dla niego roli Adriana. Jeśli zastanowić się szerzej, to fakt iż w ogóle od prawie trzech miesięcy ma miejsce brazylijska telenowela pt. „Rekonstrukcja rządu” jest zjawiskiem nieracjonalnym i niewytłumaczalnym.

Nic więc dziwnego, że powoli zaczyna narastać bunt pośród twardego elektoratu PiS jak i pośród polityków całego obozu Zjednoczonej Prawicy przeciwko decyzji najwyższego wodza. Tym bardziej, że ostatnia decyzja dotycząca powierzenia stanowiska premiera Mateuszowi Morawieckiemu jest policzkiem wymierzonym przez prezesa Kaczyńskiego wobec wielu swoich wiernych i oddanych współpracowników. Nie po to, przez lata wiernie jeździli z prezesem po różnego rodzaju salach wiejskich, remizach strażackich czy wręcz odrestaurowanych oborach by dziś zostali całkowicie odsunięci na boczny tor na rzecz bankstera i byłego doradcy znienawidzonego Tuska. Tak się nie godzi.

W PiS narasta zatem bardzo duży opór przeciwko tej kandydaturze, a w obronie Beaty Szydło zawiązał się silny sojusz frakcji dotychczas z sobą zwaśnionych. Choć jeszcze niedawno tzw. zakon PC był tą częścią PiS, która chciała wymiany Beaty Szydło to optowali za taką rekonstrukcją tylko pod warunkiem, że to prezes Kaczyński przejmie tekę szefa rządu. To wzmocniłoby i ich pozycję w partii oraz widoki na przyszłość, gdy dojdzie do fazy sukcesji po prezesie i przejęcia szefostwa w partii. Dziś, gdy prezes zaproponował Mateusza Morawieckiego na stanowisko szefa rządu, jednocześnie praktycznie namaszczając go tym samym na przyszłego szefa Prawa i Sprawiedliwości muszą oni stanąć w obronie status quo, zawiązując sojusz zarówno ze Zbigniewem Ziobrą (który przecież już od dłuższego czasu budował tandem z Beatą Szydło przeciw Morawieckiemu) ale i z … Antonim Macierewiczem. Ten ostatni stał się nagle dużym orędownikiem premierostwa Szydło. W końcu ona nie jest w stanie mu zagrozić, a Morawiecki to wciąż zło nieznane.

Duży opór przeciwko Morawieckiemu jest też w samej partii Kaczyńskiego. To, że żył jak pączek w maśle w okresie, gdy PiS walczył o przetrwanie i to, że był banksterem i doradcą byłego premiera jest dla nich sporym dyskomfortem. Co więcej, wielu z nich uważa, że fascynacja prezesa PiS ekonomicznym talentem Morawieckiego jest ślepa. Jarosław Kaczyński wierzy, że dzisiejszy wicepremier jest geniuszem ekonomicznym i uchroni polską gospodarkę przed krachem, do której może doprowadzić spowolnienie gospodarcze, które ma się pojawić w najbliższych latach. Jednak nie każdy w te wybitne talenty Morawieckiego wierzy. Wielu jest przekonanych, że omotał prezesa. Ten sam kit, który kupuje „ciemny lud” wcale nie musi być kupowany przez działaczy politycznych.

O tym, że bunt w PiS jest faktem świadczy także nocny wpis redaktora naczelnego Gazety Polskiej Tomasza Sakiewicza, który wyraźnie daje do zrozumienia, że w partii Kaczyńskiego rozpoczął się proces podważania przywództwa Jarosława Kaczyńskiego.

Problem w tym, że wielu spośród komentujących wpis Sakiewicza uważa inaczej, zwracając uwagę, że ludzie po prostu lubią Beatę Szydło i właśnie dlatego stają w jej obronie. Co więcej, pojawiają się nawet głosy zwątpienia w samego prezesa PiS, który ponoć wcale nie jest „Mesjaszem” i jego przywództwo powinno podlegać krytyce i weryfikacji. Jeszcze parę miesięcy temu trudno było odnaleźć choć jeden tego typu komentarz w sprawie przywództwa Kaczyńskiego na prawicy.

Czyżby prezes Prawa i Sprawiedliwości posunął się za daleko i sam na siebie sprowadził kłopoty? Nie wiem jak Wy, ale ja biegnę po popcorn.

crowdmedia.pl

Rekonstrukcyjny spektakl „Przesłuchania generałów” w reżyserii Antoniego Macierewicza

Maciej Miłosz

Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, generał brygady – został aresztowany. Taką informacją żyła wczoraj Polska. W trakcie zatrzymania Piotr Pytel rozmawiał z dziennikarzami TVN24. Spektakl wyśmienity. Ale jak w każdym teatrze, warto wiedzieć, kto jest reżyserem. I co kryje się za kulisami.

Generał Pytel miał wczoraj usłyszeć zmieniony zarzut. Wcześniej chodziło o przekroczenie uprawnień w kontaktach z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Dotyczyły one zabezpieczania transportu sprzętu polskich żołnierzy, którzy wracali z misji w Afganistanie. W tej sprawie w poniedziałek – zdecydowanie mniej spektakularnie – przesłuchiwany był były szef Centrum Kontrwywiadu NATO płk Krzysztof Dusza, a wczoraj generał Janusz Nosek, który był szefem SKW przed Piotrem Pytlem. Sam Pytel miał być przesłuchiwany we wtorek, ale akurat tego dnia musiał być u lekarza. W związku z tym prokurator – uznając wytłumaczenie za finezyjny zabieg rodem z liceum – postanowił pomóc mu w dotarciu na przesłuchanie. Z kolei prokuratorowi pomogła Żandarmeria Wojskowa, która zapukała do drzwi generała. Po południu było już po przedstawieniu. Oficer został zwolniony.

Zastanawia czas, w którym wszystko się odbywa. Na początku tygodnia Służba Kontrwywiadu niejako przypomniała sobie, że warto porozmawiać z generałem Jarosławem Kraszewskim, współpracownikiem prezydenta, z którym przez pięć miesięcy postępowania wyjaśniającego rozmawiać chciała tylko raz. Teraz mamy telewizyjny show z generałem Pytlem w roli głównej, którą zarządza prokurator wojskowy, a więc podwładny ministra obrony Antoniego Macierewicza. Choć oczywiście sprawa zapewne skończy się w sądzie, zarzuty wydają się dęte.

Po co więc całe to zamieszanie? Generał Piotr Pytel najwyraźniej dobrze się czuje w blasku reflektorów i oprócz tego, że chodzi na manifestacje przeciwko reformie sądów, postanowił zostać gwiazdą. Swoistym anty-Macierewiczem. Kontrowersyjny minister obrony stał się swego rodzaju punktem odniesienia, który pozwala zbijać popularność. Przecież nie będzie trwał wiecznie. Sława po wojnie z nim jednak pozostanie.

Z kolei Antoniemu Macierewiczowi, któremu grunt pali się pod nogami, ministerialne ADHD również jest potrzebne. Trudno uzasadnić przed suwerenem, dlaczego z rządu odchodzi ktoś, kto ma spektakularne „sukcesy” w walce z mitycznym układem. Jeśli dodamy do tego, że w wojsku na inne, spokojniejsze, stanowiska przenoszeni są najbliżsi współpracownicy ministra, trudno nie patrzeć na to, jak na obronę ministerialnego stołka za wszelką cenę. To, że jest nerwowo, przyznają nawet cywilni współpracownicy ministra. Choć akurat rozmówca DGP, jeden z wiceministrów, twierdzi, że minister Macierewicz ze stanowiskiem się teraz nie pożegna .

Spektakl „Przesłuchania generałów” w reżyserii Antoniego Macierewicza, z udziałem gwiazdy lubiącej błysk fleszy, postanowił nieco pokrzyżować… Mariusz Kamiński. Choć na przedwczorajszym orędziu prezydenta obaj panowie przemiło dowcipkowali, to akurat wczoraj podległe Kamińskiemu Centralne Biuro Antykorupcyjne dokonało kolejnej serii zatrzymań wśród pracowników Wojskowej Akademii Technicznej. Sprawa ciągnie się już od lat. Zatrzymania już były, będą również kolejne. Ale akurat teraz, gdy minister obrony balansuje na krawędzi dymisji, okazuje się, że jego podwładni są na bakier z prawem. Być może jest to przypadek. Być może jest to cios w plecy, który Kamiński wyprowadził, by Macierewiczowi pomóc w politycznym upadku.

Ktoś może twierdzić, że mamy zupełne upolitycznianie służb. Że tak nie wolno. Zapewne będzie miał rację. Ale ktoś inny mógłby odpowiedzieć, że przecież wcześniej było dokładnie tak samo. To przecież m.in. za kadencji generała Pytla toczono postępowanie, które niejako odstrzeliło ówczesnego wiceministra obrony generała Waldemar Skrzypczaka. Zarzutów nikomu nie postawiono, a sprawę po dwóch latach umorzono. Ale Skrzypczak był przez jakiś czas spalony. To również za kadencji Pytla Centrum Eksperckie Kontrwywiadu miało się stać miejscem, gdzie generał i jego współpracownicy przeczekają niepomyślne polityczne wiatry. Niektórzy do opisywania tej jednostki używali sformułowania „złote spadochrony”. To, że służby są wykorzystywane do prywatnych celów, ma niestety długą tradycję. Niezależnie od barw politycznych i niekoniecznie zapoczątkowaną przez Macierewicza.

Za symboliczne podsumowanie całej sytuacji może służyć wtorkowe orędzie prezydenta Andrzeja Dudy przed Zgromadzeniem Narodowym. Mówił w nim o ważnej roli Wojska Polskiego. O tym, że powinniśmy być wiarygodnym partnerem dla sojuszników. Problem w tym, że przedstawicieli Wojska Polskiego w tym czasie w Sejmie nie było. Mieliśmy różnych przebierańców i rekonstruktorów udających żołnierzy, ale tych prawdziwych zabrakło. Nie wiem, czyja to wina, niedopatrzenie czy celowe działanie. Ale najwyraźniej jako państwo skupiamy się głównie na teatrze i lepiej lub gorzej odgrywanych rekonstrukcjach.

Jako widz płacący podatkami za bilety na te przedstawienia mam nadzieję, że nie zabraknie nam czasu na poważną pracę, a aktorzy pierwszoplanowi nie wytępili wszystkich rzemieślników na co dzień dbających o struktury naszego państwa.

dziennik.pl

Doradca Tuska i ulubieniec Kaczyńskiego. Kim jest Mateusz Morawiecki?

Renata Grochal, 07.12.2017, 

© photo: The Krasnals Whielki Krasnal / source: Newsweek

 

Mateusz Morawiecki trafił do rządu, by przekonać biznes, że PiS nie jest ekipą politycznych radykałów, ale wyrósł na głównego ideologa tego gabinetu. Ma się za twardego antykomunistę, jednak cofa nas do PRL. Na planie Morawieckiego ekonomiści nie zostawiaj suchej nitki: „To odejście od gospodarki rynkowej, w którą wchodziliśmy od 1989 roku, gdzie prywatne podmioty dążą do wprowadzania innowacji”.

Jest szczupły, ale jego znajomi śmieją się, że dłonie ma wielkie jak rakiety tenisowe. Gdy koledzy w podstawówce dokuczali mu z powodu ojca, którego SB ścigała za działalność opozycyjną, potrafił przyłożyć. Do Kornela Morawieckiego, legendy PRL-owskiej opozycji, twórcy Solidarności Walczącej, ma stosunek nabożny.

– Mateusz Morawiecki jest ugrzeczniony. Ale ojca będzie bronił do upadłego – mówi znajomy wicepremiera. To właśnie tym współpracownicy ministra rozwoju i finansów tłumaczą jego kompromitację w wywiadzie dla Tima Sebastiana w telewizji Deutsche Welle. Morawiecki wie, że wyszło fatalnie. Gdy Sebastian zacytował słowa Kornela, że „prawo nie jest święte, nad prawem jest dobro narodu”, próbował ojca bronić. Brnął w karkołomną tezę, że w nazistowskich Niemczech prawo było skrupulatnie przestrzegane. Ale prawda jest inna i Morawiecki jako historyk powinien to wiedzieć. Po dojściu do władzy Hitler przejął kontrolę nad wymiarem sprawiedliwości (jak dziś próbuje to zrobić PiS), a jego wola stała się najwyższym prawem.

Na uwagę Sebastiana, że Polska to nie nazistowskie Niemcy, odparł, że nie tylko prawo jest ważne, ważna jest też sprawiedliwość. Twierdził, że przez ostatnie ćwierć wieku tej sprawiedliwości było u nas za mało. W ustach człowieka, który dorobił się milionów, pracując u zagranicznych właścicieli polskiego banku, zabrzmiało to fałszywie.

Wicepremier zapewnia, że porównania do nazistowskich Niemiec nie żałuje. „Bezrefleksyjne podejście prawnicze, oderwane od wartości, którym prawo powinno służyć, jest drogą donikąd” – przekonuje w e-mailu, bo z „Newsweekiem” spotkać się nie chce.

To pierwszy minister finansów po 1989 r., którego bardziej obchodzą ideologiczne debaty niż stan gospodarki. Ale szefowej Kancelarii Premiera Beacie Kempie to nie przeszkadza: – Mówi to, co myśli. To wielki patriota. Kocha Polskę. Sam fakt, że przeszedł do rządu z biznesu, gdzie osiągnął wielki sukces, o tym świadczy.

Dekomunizator finansowy

Podobnie jak Jarosław Kaczyński, Morawiecki uważa, że postkomuniści wciąż mają w Polsce zbyt wielkie wpływy – także w administracji rządowej. Żeby przewietrzyć kadry w Ministerstwie Finansów, doprowadził do powołania Krajowej Administracji Skarbowej. Od 1 marca zastępuje ona służby podatkowe, służby kontroli skarbowej i służbę celną. Celem reformy ma być poprawa ściągalności podatku VAT, jednak w resorcie wszyscy są przekonani, że chodzi głównie o pretekst do czystek.

Z ministerstwa już musiał odejść zatrudniony za czasów PiS wiceminister Wiesław Jasiński, odpowiedzialny za ściągalność podatków, bo okazało się, że miał milicyjną przeszłość. Ustawa o KAS wyklucza z pełnienia funkcji w administracji skarbowej osoby z przeszłością w MO i służbach PRL. Stanowiska stracili też dyrektorzy departamentów podatkowych.

Pracownicy KAS czują się zastraszeni. Wiedzą, że będą nowe umowy i zwolnienia – administracja podatkowa ma zostać odchudzona o 15 procent. Pracownik ministerstwa: – Morawiecki rzadko bywa w resorcie. Całą reformę nadzoruje wiceminister Marian Banaś. Już na starcie powiedział, że nie udało mu się przewietrzyć ministerstwa za pierwszych rządów PiS, więc teraz to zrobi.

– Operacji towarzyszy chaos. Nikt nie wie, na jakim stanowisku będzie pracować ani jaki będzie miał zakres obowiązków – opowiada urzędnik resortu finansów, przeniesiony właśnie do nowego Urzędu Celno-Skarbowego. – Wszystko odbywa się w okresie rozliczania PIT-ów, a my musimy szukać biurek i krzeseł po całym mieście, bo nie mamy na czym usiąść. Urzędy są sparaliżowane.

W ubiegłym tygodniu Morawiecki uroczyście nadał sztandar Krajowej Administracji Skarbowej. W pełnym patosu przemówieniu porównał KAS do szabli, o której mowa w hymnie Polski – że za jej pomocą odbierzemy, „co nam obca przemoc wzięła”. Przestrzegał, że nowa instytucja będzie „silna dla tych, którzy próbują przemocą, sprytem, oszustwem wziąć to, co należy do państwa polskiego, i to, co należy do narodu polskiego”.

– Sztandar został poświęcony, były msza, błogosławieństwo, a wszystko inne leży – podsumowują w resorcie finansów.

Jak w Hiszpanii generała Franco

Pozycja Morawieckiego w PiS bierze się stąd, że prezes Kaczyński uwierzył w jego Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Kaczyński na gospodarce się nie zna, ale lubi wielkie projekty. A Morawiecki mu je przedstawia podczas cotygodniowych spotkań w siedzibie partii przy Nowogrodzkiej. Na razie plan jest tylko na papierze i wielu ekspertów uważa, że dla wszystkich będzie lepiej, jeśli tak pozostanie.

– Może się pani śmiać, ale jest tak jak w „Uchu Prezesa”. Morawiecki wchodzi i roztacza przed Kaczyńskim wizje, jak to odbuduje narodową gospodarkę, a prezes to kupuje – opowiada polityk z władz PiS.

Wszystko polane jest odpowiednim sosem propagandowym. Sektor stoczniowy ma rozruszać program „Batory”, a program budowy dronów nosi nazwę „Żwirko i Wigura”. Wicepremier wyjaśnia, że nazwy te nawiązują do czasu II Rzeczypospolitej, której historia powinna być dla nas źródłem inspiracji. „MS Batory był najsłynniejszym polskim transatlantykiem – wodowany w 1936 roku brał później udział w działaniach wojennych. Żwirko i Wigura to z kolei prawdziwe legendy polskiego lotnictwa, zwyciężali w międzynarodowych zawodach. PRL zerwał ciągłość z tamtą Polską, a to w tym okresie powinniśmy szukać wzorców dla działań, które mogą przywrócić polskiemu państwu moce sprawcze” – informuje „Newsweek”.

Ekonomiści nie zostawiają na planie Morawieckiego suchej nitki.

– To jest zasadnicze odejście od gospodarki rynkowej, w którą wchodziliśmy od 1989 roku, gdzie prywatne podmioty dążą do wprowadzania innowacji. Morawiecki zastępuje to koncepcją, w której to podmioty sterowane przez państwo miałyby nadawać kierunek rozwoju – tłumaczy prof. Dariusz Filar, były członek Rady Polityki Pieniężnej.

Czy to jest powrót do socjalizmu? – Raczej nazwałbym to centralistycznym etatyzmem, w którym państwo wytycza kierunki rozwoju – mówi ekonomista. – Tego typu próby były podejmowane ponad pół wieku temu przez gen. Franco w Hiszpanii. Wszystko w tamtych czasach było w Hiszpanii narodowe, każde przedsiębiorstwo. Ale nie przyniosło to krajowi rozwoju i Hiszpania zaczęła odchodzić od tej koncepcji na rzecz wolnego rynku. A teraz my próbujemy do tej starej rzeki wchodzić – irytuje się prof. Filar. Podkreśla, że mało kto zdaje sobie sprawę, jak głęboka zmiana gospodarcza jest przeprowadzana w Polsce.

Morawiecki obiecuje bilion złotych na inwestycje, które mają przyspieszyć rozwój gospodarczy naszego kraju. Skąd te gigantyczne sumy? Mają pochodzić przede wszystkim z funduszy unijnych, a także… z inwestycji prywatnych przedsiębiorstw. Tyle że przedsiębiorcy wstrzymują inwestycje, bojąc się, co też jeszcze wymyśli PiS. – Jeśli przedsiębiorcy będą mieli poczucie pewności i bezpieczeństwa, to nie będą musieli tworzyć poduszek finansowych, żeby przetrwać – mówi Filar.

Morawiecki obiecuje bilion złotych na inwestycje, które mają przyspieszyć rozwój gospodarczy naszego kraju. Skąd te gigantyczne sumy? Mają pochodzić przede wszystkim z funduszy unijnych, a także… z inwestycji prywatnych przedsiębiorstw. Tyle że przedsiębiorcy wstrzymują inwestycje, bojąc się, co też jeszcze wymyśli PiS.

W PiS twierdzą, że Kaczyński dogaduje się z Morawieckim o wiele lepiej niż z Beatą Szydło. Dlatego zrobił go superpremierem, powierzając mu dwa ważne resorty – rozwoju i finansów. Wicepremier idealnie wpasował się w wizję Kaczyńskiego, który od lat mówi o potrzebie „repolonizacji” gospodarki. Po odkupieniu udziałów banku Pekao SA od włoskiego UniCredit zamierza teraz dla odmiany zabrać się za zakłady energetyczne należące do francuskiego EDF.

Wielu rozmówców uważa, że wicepremier za kilka lat może zastąpić Kaczyńskiego na czele prawicy. – Prezes dobiega siedemdziesiątki. Porządzi jeszcze kilka lat i będzie musiał przekazać komuś partię. Brudziński i Szydło nie mają charyzmy, Gowin jest niestrawny dla twardego elektoratu, a Ziobro już raz zdradził i prezes mu nie ufa. Morawiecki to wymarzony sukcesor. Myśli tak jak Kaczyński, ma charyzmę i dobrą prezencję – wylicza osoba z władz PiS.

Szydło i Ziobro kontra Morawiecki

Ale rosnące wpływy Morawieckiego nie wszystkim w PiS się podobają. Premier Beata Szydło zawarła nieformalny sojusz przeciw niemu z ministrem sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Pilnują, żeby Morawiecki za bardzo nie urósł. Szydło przez kilka miesięcy odkładała przyjęcie planu Morawieckiego przez rząd, twierdząc, że jest on źle zredagowany. Przyjęto go dopiero w połowie lutego, gdy premier po wypadku była w szpitalu.

Ziobro blokował pomysł Morawieckiego, by złagodzić kary dla przedsiębiorców. Twierdził, że byłaby to zachęta do łamania prawa. Wsparty przez Szydło przeforsował zaostrzenie do 25 lat więzienia kar za wyłudzenia podatku VAT. Kolejną batalię z Ziobrą – o obsadę Giełdy Papierów Wartościowych – Morawiecki właśnie przegrywa. Wicepremier chciał, by prezesem Giełdy został znany ekonomista Rafał Antczak. Decyzję zaakceptował prezes Kaczyński, a w styczniu walne zgromadzenie akcjonariuszy. Jednak Ziobro znalazł przepis, zgodnie z którym prezes GPW musi mieć trzy lata stażu w instytucjach finansowych, a Antczakowi brakuje kilku miesięcy. I teraz Komisja Nadzoru Finansowego nie chce zaakceptować jego kandydatury.

– Ziobro nie może zapomnieć Antczakowi, że był współautorem programu Platformy Obywatelskiej, a wcześniej współpracował z Balcerowiczem i jego żoną. No i chciał utrzeć nosa Morawieckiemu – opowiada rozmówca z Nowogrodzkiej.

Chociaż Morawiecki na każdym kroku podkreśla, jak ważne jest zaangażowanie państwa w gospodarkę, to dla części polityków Prawa i Sprawiedliwości wciąż pozostaje „banksterem”. Nadal ma zresztą akcje BZ WBK warte około 4 mln zł. Nawet w PiS przyznają, że rodzi to konflikt interesów, bo decyzje ministra finansów wpływają na sytuację na rynku kapitałowym. W partii mówią, że to Morawiecki namówił Kaczyńskiego do powiedzenia, że frankowicze powinni sami sobie radzić i szukać pomocy w sądach. Po tych słowach akcje banków skoczyły w górę. Morawiecki mógł na tym nieźle zarobić.

Sam wicepremier przekonuje, że żadnego konfliktu interesów nie ma. – Nie wykonuję żadnych działań związanych z obrotem akcjami, bez względu na wzrosty lub spadki kursu – zapewnia.

W oświadczeniu majątkowym Morawieckiego jest pewna niejasność. Otóż w ciągu 11 lat pracy w banku zarobił 33,5 mln złotych brutto, tymczasem z oświadczenia majątkowego wynika, że ma tylko 3 mln zł oszczędności, papiery wartościowe warte blisko 4 mln zł i kilka nieruchomości. Co się stało z resztą pieniędzy? Morawiecki mówi, że podane sumy wynagrodzeń to kwoty brutto, a kwoty netto wynoszą około 60 procent z tego. Jednak na co wydał pieniądze, nie odpowiada.

Przekaz dla twardego elektoratu

Wicepremier konsekwentnie buduje swoją pozycję w PiS. Zaczął nawet bywać u ojca Rydzyka. Na początku lutego gości na konferencji gospodarczej w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu podczas inauguracji Instytutu im. św. Jana Pawła II „Pamięć i Tożsamość”. Na sali prezes Kaczyński i reprezentujący premier Beatę Szydło szef komitetu stałego RM Henryk Kowalczyk. Morawiecki podkreśla, jak potrzebne jest zaangażowanie państwa w gospodarkę. Chociaż u Rydzyka gości pierwszy raz, to czuje się bardzo swobodnie. – Niech wisząca tu Matka Boska Nieustającej Pomocy wspiera nas i stoi przy nas w naszych działaniach – mówi, a sala nagradza go brawami.

– Myślałem, że z krzesła spadnę, jak to usłyszałem. Morawiecki miał być centrową twarzą rządu, a składa hołd Matce Boskiej u Rydzyka! – kpi ważny polityk PiS.

Ale współpracownicy wicepremiera zapewniają, że to przemyślana strategia obliczona na to, by bardziej się osadzić w twardym elektoracie PiS. Gdy Morawiecki wchodził do rządu, mówił wśród znajomych, że będzie walczył o najwyższą stawkę. Ale na razie stał się zakładnikiem swojego planu.

msn.pl

Giertych ostrzega prezydenta: To grozi wojną domową

07.12.2017, 

© Fotorzepa, Robert Gardziński

 

„Apeluję do Pana o powstrzymanie tego zamachu” – pisze do prezydenta Andrzeja Dudy były wicepremier Roman Giertych ostrzegając, że „zamach na PKW to prosta droga do wojny domowej”.

Giertych list do prezydenta Andrzeja Dudy umieścił na swoim profilu na Facebooku. Pretekstem do jego napisania są prace w Sejmie nad zmianami w Kodeksie wyborczym. Zdaniem opozycji poprawki proponowane przez PiS zmierzają do ułatwienia partii Jarosława Kaczyńskiego wygrania w wyborach samorządowych, grożą również chaosem przy organizacji samych wyborów i prowadzą do upartyjnienia samorządów. Politycy PiS odpowiadają, że chodzi im o to, aby nie dochodziło do takich sytuacji jak w czasie wyborów samorządowych w 2014 roku, gdy w całym kraju oddano ok. 2 mln głosów nieważnych (PiS sugeruje, że mogło wówczas dojść do sfałszowania wyborów).

Giertych odnosząc się do propozycji PiS określa je mianem „zamachu na PKW”, który „jest prostą drogą do wojny domowej”.

„Przez ostatnie 28 lat nikt nie kwestionował uczciwości wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Propozycja, aby całość organu kontrolującego wybory przejęła jedna partia polityczna będzie rodziła podejrzenia co do fałszerstw wyborczych” – ostrzega.

Zdaniem Giertycha pojawienie się takich oskarżeń może doprowadzić do „rozruchów na tle wyborów” i braku władzy w kraju uznawanej przez ogół obywateli za legalną. W efekcie – jak pisze były wicepremier – może dojść do wojny domowej.

„Piszę do Pana z przekonaniem, że pomimo wywodzenia się przez Pana z obecnej większości parlamentarnej zdaje sobie Pan sprawę, że kiedyś utraci ona większościowe poparcie w społeczeństwie. Brak zapewnienia stabilnego i uznanego przez wszystkich mechanizmu przekazywania władzy będzie zbrodnią” – pisze do prezydenta Giertych.

Były wicepremier ocenia też, że cała sytuacja to „najgroźniejsze zdarzenie polityczne w Polsce od roku 1989”.

msn.pl

Pilne rozmowy na szczycie. Prezydent wzywa na spotkanie premier Szydło i prezesa Kaczyńskiego

tps, 07.12.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22740719,video.html?embed=0&autoplay=1
W czwartek rano prezydent Andrzej Duda spotka się z premier Beatą Szydło oraz prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim – poinformował niespodziewanie Pałac Prezydencki.

 

gazeta.pl

Ważą się losy Beaty Szydło. W Sejmie debata, w Pałacu spotkanie na szczycie [NA ŻYWO]

07.12.2017

Lubnauer: Jak długo będziemy słuchać bajek o zamachach? Czy dyspozycyjna prokuratura jest lepsza od apolitycznej? Czy ministerstwo kultury należało zamienić w urząd cenzury? Kiedy PiS wstanie z kolan sprzed Rydzyka?

 

Katarzyna Lubnauer, Nowoczesna: Powszechne zgorszenie budzi styl, w jaki prezes traktuje premier Beatę Szydło. Wasz rząd nigdy nie był przez nią kierowany. On zawsze był sterowany. I tak też będzie z każdym kolejnym rządem PiS. Obiecaliście, że dacie radę. Nie daliście rady.

 

Trzaskowski: Wasza hipokryzja jest nie do wytrzymania. Za publiczne pieniądze skazujecie nas na to, żebyśmy słuchali tej strasznej, tępej propagandy w telewizji publicznej. Nie przeszkadzają wam rasiści na demonstracjach. Teraz zabraliście się za ustawianie wyborów. Czego się boicie?

 

Rafał Trzaskowski, PO: Puste ławy? W ten sposób pokazujecie środkowy palec nie opozycji, tylko społeczeństwu, które was wybrało. Mieliście kiedyś odrobinę słuchu politycznego. Teraz go zatraciliście, bo potraficie tylko słuchać samych siebie. I to was zgubi.

 

Horała: Słyszeliśmy, że musimy w Polsce osiedlać imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu. Ten rząd pokazał, że wcale tak nie jest, że to Polacy są gospodarzami w polskim domu.

 

Horała: Ten rząd służy Polsce, robi to skutecznie. Słyszeliśmy, że nie da się wprowadzić programu 500+. To rząd PiS pokazał, że te pieniądze są i można przekazać je Polakom. Miliony Polaków wydobywają się z biedy. Słyszeliśmy, że Polacy muszą pracować ponad siły powyżej 60. roku życia. PiS pokazał, że można przywrócić wiek emerytalny.

 

Marcin Horała, PiS: Miałem tą nieprzyjemność wysłuchania wystąpienia przewodniczącego Schetyny. Jedyne prawdziwe słowa to „panie marszałku, wysoka izbo”. I koniec.

 

– Żałosny spektakl. Farsą jest to, co zrobiła pani premier. Ale będziemy dzisiaj głosować ten wniosek. Nie zakneblujecie opozycji – mówi Schetyna, choć z polityków PiS nie ma na sali prawie nikogo.

– Premier wiedziała, że bierze na siebie odpowiedzialność za wszystkie niekonstytucyjne działania rządu. To była jej decyzja. Dlatego to ona stanie przed Trybunałem Stanu – przekonuje lider PO. – Jesteście nieudolni, nie potraficie realizować oczekiwań Polaków. Zamknęliście się w gabinetach i służbowych samochodach – dodaje.

– Nie potraficie rządzić. Potraficie sprawować władzę – stwierdza Schetyna. – 11 listopada przyzwoliliście na hasła faszystowskie na ulicach Warszawy i Wrocławia. Największe święto Polaków zostało zhańbione – mówi.

– Beata Szydło nie jest szefem tego rządu, faktycznie funkcję tę pełni Jarosław Kaczyński. Skończcie z tą fikcją, która obraża inteligencję Polaków – uzasadnia swój wniosek Schetyna. „Zmaltretowana, zniszczona przez partyjnych kolegów” – tak opisuje szefową rządu.

Puste ławy rządowe i PiS potwierdzają, że dla PJK Sejm jest instytucją fasadową. Witajcie w autorytarnej Polsce.

— Renata Grochal (@renatagrochal) December 7, 2017

 

Tymczasem w Pałacu Prezydenckim rozpoczyna się zapowiadane wcześniej spotkanie Andrzeja Dudy z Beatą Szydło oraz Jarosławem Kaczyńskim.

 

Wniosek o odwołanie rządu przedstawia lider PO Grzegorz Schetyna.

W tym czasie ławy rządowe oraz te zajmowane przez PiS całkowicie opustoszały.

– To smutny obraz. Polski rząd nie chce słuchać tego, co ma mu do powiedzenia opozycja. Wstydźcie się za to – mówi Schetyna.

 

  • Zakończyło się wystąpienie Beaty Szydło. Szefowa rządu otrzymała z ław PiS owacje na stojąco, był też pocałunek w dłoń od prezesa PiS.

– Chcę podziękować koleżankom i kolegom z PiS. Polacy dzisiaj mają ogromną nadzieję, że ich nie zawiedziemy – mówi Szydło.

– Biało-czerwona drużyna to są przede wszystkim nasi wyborcy. Musimy wspólnie obronić Polskę przed tymi, którzy chcą ją wykorzystać. Musimy pilnować Polski, pamiętajcie – dodaje.

 

– Dość awantur, dość tego szkodzenia. Dokąd chcecie doprowadzić? Polska jest szkalowana przez wasze działania – Szydło nie ustaje w atakowaniu opozycji.

– Za co chcecie mnie odwołać? Za to, że Polacy godnie żyją? To wam przeszkadza? – ironizuje szefowa rządu.

– Przeprowadzimy nasz program do końca – zapewnia.

 

– Przepraszam panią premier za to, co panią tutaj spotyka – wcina się Joachim Brudziński, który prowadzi obrady.

– Dziękuję panie marszałku. Ale pan nie musi mnie przepraszać. To, co państwo tu wykrzykują, nie jest w stanie mnie obrazić. Naprawdę – odpowiada Szydło.

 

  • – 27 do jednego? Jestem dumna z tego głosowania. Nie można podnosić ręki za kimś, kto szkodzi Polsce – tak wspomina z kolei marcowe głosowanie nad wyborem Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.

    Debacie uważnie przysłuchuje się prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wygląda na zadowolonego.

 

  • – Nie jesteśmy rządem elit! Ja wiem, że to boli! – kontynuuje Szydło.

    – Mam przypomnieć wasze afery? Amber Gold? Ciech? Mało? Mało? – unosi się szefowa rządu. – My dzisiaj nie klękamy w Brukseli – dodała.

– Konstytucja, konstytucja! – słychać okrzyki z sali.

– Ja wiem, wiem, Straszenie mnie Trybunałem Stanu to wasz sposób na to, by być w polityce – polemizuje Szydło.

 

– Wywoływanie awantur. To jest wasz sposób na to, żeby łamać demokratyczne prawo obywateli do tego, żeby reprezentował ich rząd. Dla was warto ciągle mieszać w polskim kotle, żeby inni się na tym żywili! – grzmi Szydło.

 

Przemówienie Szydło co chwilę przerywają okrzyki polityków opozycji. Wicemarszałek Sejmu przywołuje posłów do porządku za pomocą dzwonka.

– Wiem, że te słowa was bolą. Wiem, dlaczego jestem dla was takim problemem – ripostuje szefowa rządu.

 

Na mównicę wchodzi premier Beata Szydło.

– Wniosek o wotum nieufności wobec rządu to stek kłamstw, który obraża Polaków – mówi szefowa rządu.

– Ten wniosek został złożony przez posłów, którzy wywodzą się z grupy politycznej, której europosłowie głosowali przeciwko Polsce – dodała.

– Realizujemy to, do czego zobowiązali nas Polacy. Kogo wy reprezentujecie? – pyta opozycję. – My reprezentujemy Polaków, wyborców – kontynuuje.

 

Ruszyło posiedzenie Sejmu. Posłowie w pierwszej kolejności zajmują się wnioskiem o konstruktywne wotum nieufności wobec rządu Beaty Szydło.

Wniosek złożyła PO. Jej kandydatem na premiera jest lider partii Grzegorz Schetyna.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/14,114884,22748821.html#MT

No tak, a po książki w szkole to się pan wahał sięgać, że o słowniku nie wspomnę. Po pieniądze podatnika też pan sięgał bez wahania. No i chyba się pan zapomniał. To za pana przepraszał marszałek Brudziński, drogi chłopcze.

Czego się boi Macierewicz?

6.12.2017
środa

Smoleńsk, 10 kwietnia 2010 roku. Komentarze są nieprzychylne: taki odważny w gębie, a tu, po szybkim posiłku, ucieka do Warszawy.

Może się spieszył?

Nie ma w Polsce funkcji wiceprezydenta. Opróżniony urząd obejmuje marszałek Sejmu. W tym przypadku były minister obrony narodowej. Jeśli ma się coś w pamięci, co za wszelką cenę trzeba chronić przed innymi, czego ślad może być w zasobach najściślej chronionych, to naprawdę trzeba się spieszyć. Nie wiem, czy to jednostkowe doświadczenie. Każdy, kto się interesuje, wie, że PiS w tamtych kwietniowych dniach był szczególnie aktywny tam, gdzie były „wrażliwe” dane. Ta nadaktywność najpierw zdradza stan umysłów. I to wydaje mi się zasadnicze. W przypadku Macierewicza, ze względu na inne zdarzenia z jego udziałem (niektóre z nich sięgają pierwszej, prawdziwej „Solidarności”), przyjmuję jako bardziej prawdopodobną hipotezę, że on wie, jak bardzo musi się bać. Wiem, spiskowe teorie. Tyle że ja, aż poza granice zdrowego rozsądku, przed nimi się chroniłem. Jeśli nasz polski świat dzielić (a on jest tak podzielony) na MY i ONI, to ONI nigdy nie mieli takich wątpliwości.

Wie coś na ten temat Roman Giertych, którego współczesną postawę cenię. Giertych, Macierewicz, Wassermann. Grali w komisji „orlenowskiej” paskudną grę. Może Wassermann nie do końca świadomie. Nie chodziło im o Orlen, rynek odnaftowych produktów, uczciwość. I nie tylko o władzę. Giertych, o czym świadczy ukrywane przed komisją tajne spotkanie na Jasnej Górze z Janem Kulczykiem (postacią dla tych trzech kluczową spośród „winnych”), z pewnością świadomie. Macierewicz może nie kumał wszystkiego, ale to bez znaczenia. Dla niego liczył się szczyt, na którym mógłby stanąć niezależnie od prawdy i interesu polskiej nafty. Pospołu pozbawili Orlen, jedną z dwóch realnych możliwości zbudowania ponadnarodowego koncernu z Polską jako czynnikiem wiodącym, tej szansy. Polityczka stanęła nad polskim interesem. Giertych zrewidował (nie w słowie, ale w czynie) swoją postawę. Macierewicz brnie. Po trupie Polski do wielkości. Której nie osiągnie. Nikt po trupie Polski wielkości w Polsce nie osiągnie.

Niezręcznie mi to pisać. Ja to wszystko wykrzyczałem Tuskowi w twarz, w Sejmie. Jeszcze w pierwszej jego kadencji. Że ta ich polityka prowadzi bez alternatywy do rządów PiS. Fałszywe podziały. Zadufanie. Brak elementarnej wiedzy o Polsce. O społecznej Polsce. Ignorowali Reymonta, Wyspiańskiego, w dalszej kolejności ignorowali też Norwida, Zapolską (nomen omen). Karmili się, jak w niewoli, mitami. „Cała Polska jak jeden mąż…” i temu podobne bzdury. Tymczasem Polska jest wciąż dla Europy krajem misyjnym. Społeczeństwo i państwo. Nie zrozumiemy tego, klaso polityczna, za sto lat mówić będą: mieliście szansę.

Macierewicz zawsze chciał być wysoko. Najwyżej. W KOR miał szansę być obok Jacka. Ale to mu nie wystarczało. Założyciel. Ważniejsze od celu. Ale jak być ponad? Siłą woli? Taktycznie milczał. Do czasu. Przestał milczeć, wywołał żenujący konflikt, „Głos” był jądrem tego konfliktu – przegrał. W „Solidarności” był nikim. Bardzo chciał. Rozpychał się. Nie udało się. Choć tuż przed stanem wojennym szła koniunktura. Nie doszła.

Ja powiem: na szczęście, że w „Solidarności” był nikim. Jak wielu mu podobnych. Nazwiska? Proszę: Słowik, Rulewski (wtedy), Rozpłochowski, Jurczyk, Wądołowski, Kosmowski. O Kołodzieju nie wspominam. To facet, wiceprzewodniczący związku, który wybiegał 3 października 1980 roku na dach hotelu śledzić ruchy rosyjskich okrętów w zatoce. Których nie było.

Macierewicz cierpiał. Wciąż gra tamtą grę. 40 lat później. Fenomen.

Wiesław Chrzanowski, marszałek Sejmu. Lech Wałęsa, prezydent. Krzysztof Skubiszewski, minister spraw zagranicznych. Rosja! Smuci się czy cieszy? To było 25 lat temu! Dziś Macierewicz jest wiceprezesem PiS i ministrem obrony narodowej. Co myśleć o państwie sprzed PiS, które go nie rozliczyło?

A tu Berczyński (szukajcie w internecie). Gdyby taki był w SLD, rozwaliliby państwo, by jego rozwalić. Hel. To o Smoleńsku. Bomba termojakaśtam. Szaleństwo. Polska to łyka jak złote ostrygi. Co jest warta, jeśli tak łyka? Co Polska dla świata jest warta, jeśli gówno Macierewicza ma za złoto Midasa?

WSI. Ilu on zabił? Kto z Polakami będzie współpracował?

Wciąż jest MINISTREM OBRONY NARODOWEJ.

Caracale. Mistrale za 1 dolara dla Rosji. Mielec i Świdnik. Generałowie. Miliony odszkodowań. Brak przetargów. Ile więcej?

I teraz ten generał. Który wie. I milczy, bo wojsko milczy, jak idzie o politykę. I powinno milczeć. Sponiewierany. Żołnierze patrzą. Widzą. Misiewicz jest OK. Różański ch…j. W politycznym sensie słowa.

Czego się boi Macierewicz, że tworzy tę sytuację? Jak bardzo się boi, że wysyła żandarmów do generała? Co oni myślą o Polsce? Czym jest Polska?

celinski.blog.polityka.pl

Dlaczego Żandarmeria Wojskowa przyszła po gen. Pytla?

Żandarmi przyszli po generała…
Sytuacja, w której żandarmi przychodzą rano do domu po oficera w stopniu generała, a na dodatek b. szefa wojskowego kontrwywiadu, musi oznaczać jedno: grubą aferę.

Gen. Piotr Pytel

Krystian Maj/Forum

Gen. Piotr Pytel

Zwłaszcza jeśli potem konwojują go kilkaset kilometrów do prokuratury. W tym momencie można by – owszem, w cywilizowanym państwie – sądzić, że generał musiał mocno, oj mocno, nabroić. Zwyczajowo bowiem normalne kraje nie traktują z tak ostentacyjną brutalnością wysokich oficerów (choćby byłych) swoich służb specjalnych.

W państwie PiS jednak gen. Piotr Pytel zostaje po parogodzinnym przesłuchaniu… zwolniony. Prokurator jedynie zmienia mu zarzut, który był formalnie podstawą operacji. Ta zaś sekwencja wydarzeń świadczy już o tym, że jeśli ktoś tu broi, to ci, którzy operację zlecili i wzięli w niej udział.

Zlecić ją musiał sam minister obrony, bo przecież w skrajnie hierarchicznych wojskowych strukturach (i przy armijnej mentalności) nikt, zwłaszcza byle prokurator czy szef żandarmerii, nie poważyłby się ot tak wejść do domu generała i zatrzymać nawet eksszefa kontrwywiadu.

Dlaczego Żandarmeria Wojskowa zatrzymała gen. Pytla?

O co mogło chodzić Antoniemu Macierewiczowi? Akurat w jego przypadku wszelkie diagnozy mogą być trudne. Może jednak chciał upiec kilka pieczeni. Po pierwsze, pokazać swoje zdecydowanie i determinację. Na zasadzie: po każdego możemy przyjść. Tyle że z buty i tak Macierewicz słynie.

Mógł też, po drugie, chcieć przypomnieć, że kontakty z rosyjskimi specsłużbami mają w sumie wszyscy. Mało kto przecież zwróci uwagę, że czym innym są oficjalne kontakty i nieoficjalne operacje prowadzone przez szefa kontrwywiadu wojskowego, a czym innym rozmaite związki, jakie mają z Rosjanami ludzie z otoczenia ministra obrony.

Ale może akcja zatrzymania gen. Pytla miała być kolejną – po przeciekach o planach rekontrukcji rządu chociażby – sensacją na użytek mediów, mającą służyć odwróceniu uwagi opinii publicznej od tego, co dziś jest faktycznie zarówno ustrojowo, jak i politycznie ważne, czyli podporządkowywniu sobie przez władzę sędziów i sądów RP? Bo i taka przykrywkowa operacja może być argumentem dla Macierewicza w jego obozie.

polityka.pl

Tadeusz Rydzyk cieszy się, że Duda i Szydło klękają.

A ja się pytam:

Na jedno, czy na dwa kolana?

O. Tadeusz CSsR w : Proszę o potężną modlitwę. Złe duchy uwzięły się na Polskę, bo Polska jest światłem dla Europy, dla świata. Niemcy nam zazdroszczą, że prezydent klęka, premier klęka. Oby to było konsekwentne.

Dorzuciłbym im pod kolana woreczki z grochem.

Bierzyński: Wewnątrz PiS trwa prawdziwa rozgrywka na śmierć i życie, która może Kaczyńskiego wiele kosztować

Dariusz Facoń, 06.12.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,22740719,video.html?embed=0&autoplay=1
Na naszych oczach dwie frakcje w PiS próbują się zabić. Kaczyński może tego nie przetrwać – z Jakubem Bierzyńskim* rozmawia Dariusz Facoń.

Dariusz Facoń: Czy ta pełzająca rekonstrukcja rządu to nie jest tylko przykrywka? Kaczyński rzuca nam kolejne nazwiska premierów, żeby odwrócić uwagę od rozwalania sądownictwa i zmian ordynacji wyborczej? 

Jakub Bierzyński: – Bzdura. Kaczyński nie musi niczego przykrywać. Jest grudzień, pada deszcz, protesty są rachityczne, opozycja nie istnieje. Nikt i nic nie jest w stanie PiS zatrzymać. Kwestia sądów jest na tyle ważna, że nie ma sensu przykrywać jej rekonstrukcją.

To o co chodzi?

– O prawdziwą rozgrywkę na śmierć i życie wewnątrz PiS, która może Kaczyńskiego wiele kosztować. Nie wiadomo, jak się to skończy. Walczą na naszych oczach dwie frakcje, które próbują się zabić. Szydło to dawny Zakon PC. A ludziom Mateusza Morawieckiego marzy się wydarcie władzy z rąk starych towarzyszy Kaczyńskiego, którzy mentalnie wciąż tkwią w latach 90. i prowadzą swoje stare spory z liberałami o III RP. Te dwie grupy w PiS to zderzenie cywilizacji. Było to widać od samego początku, gdy ten rząd zaczął działać.

To może Kaczyński stanie na czele rządu, żeby ten spór przeciąć?

– A po co? Z punktu widzenia technologii władzy to kompletnie bez sensu. Jarpsław Kaczyński patrzy teraz na wszystko z Olimpu. Występuje w roli boga, który jest niewidoczny, ale o wszystkim rozstrzyga. Ma teraz z Olimpu zejść i chodzić wśród śmiertelnych? Ta władza ma jedną żelazną zasadę: car jest carem, to bojarzy toczą walkę.

 To po co były te medialne wrzutki, że Kaczyński będzie premierem?

 – Zakon PC rozpuszcza takie plotki. Próbują zablokować Morawieckiego, człowieka, któremu kompletnie nie ufają. To on jest teraz ich prawdziwym wrogiem, nie opozycja i nie Schetyna. Nie po to przez długie lata jeździli z prezesem po zagrzybionych salkach parafialnych, żeby teraz konfitury smakował „bankster”, który jako prezes banku żył jak pączek w maśle. To jest dla nich kosmita. Zaczęli więc grać na marzeniach Kaczyńskiego, na jego próżności, szeptać mu do ucha, że na 100-lecie odzyskania niepodległości powinien zostać „premierem stulecia”, poczuć się nareszcie naczelnikiem. Powiem jasno: jeżeli Kaczyński rzeczywiście zdecydowałby się zostać premierem, to byłby komunikat, że PiS ma gigantyczny problem. I Kaczyński to świetnie wie. Chociaż ciekawsze jest to, czego nie wie.

Czego nie wie?

– Jego platoniczne zakochanie w nowym delfinie Morawieckim może zakończyć się katastrofą. Morawiecki ma wszytko to, czego brakuje Kaczyńskiemu. Rozumie gospodarkę, mówi językami, zna ludzi na świecie. Wyrobił sobie u prezesa pozycję ekonomicznego guru, ale chyba zapomniał mu powiedzieć, że za dwa lata czeka nas ostre hamowanie. Wydatki publiczne są napięte do granic. Wizja wzrostu gospodarczego ma się nijak do działań tego rządu. Inwestycje stoją, długi rosną. Nadwyżka budżetowa to propagandowe kłamstwo. Morawiecki przedstawia Kaczyńskiemu polukrowaną rzeczywistość, a prezes w to wierzy, bo gospodarki nie rozumie. I jeszcze wymaga, żeby w to, co Morawiecki opowiada cesarzowi wierzyli również dworzanie.

Niektórzy dworzanie jak widać nie wierzą.

– Boją się Morawieckiego, bo wiedzą, że jako premier ich po prostu zmarginalizuje. Beata Szydło próbuje jeszcze walczyć. Wiem, że na zlecenie KPRM przeprowadzono badania, które pokazują, że wciąż jest najbardziej lubiana wśród Polaków. Dla wzmocnienia efektu, że to ona jest niekwestionowaną liderką, w badaniu pojawiają się – oczywiście niżej – nazwiska Morawieckiego i Glińskiego. Pewnie te wyniki będą jakąś kartą w tej grze.

A wyborcy PiS kogo wolą w fotelu premiera? 

– Oczywiście, że Szydło.

To się zaraz może zmienić. TVP robi wszystko, żeby Morawiecki zaczął się podobać. Wiadomości poświeciły mu we wtorek prawie połowę wydania. 

– Tak, choć jeszcze niedawno lukier wiadrami lał się na Szydło. No cóż. jacek Kurski ustawia się tak, jak wiatr wieje. Morawiecki poszedł gwałtownie w górę, więc TVP zaczęła grać na innych organkach. I to też dowód na walkę w szeregach PiS.

Czym to się skończy? 

Prawdopodobne tym, że Kaczyński żadnej zmiany nie przeprowadzi. Przynajmniej przez najbliższe miesiące. A jak będzie chciał coś przykryć, to zrobi to raczej atlasem kotów, a nie rekonstrukcją i wymianą premiera. Ten jeden prosty trik był politycznym majstersztykiem i symbolem siły. „Wy sobie w Sejmie gadacie o sądach, a ja koty oglądam, bo mogę”. Z punktu widzenia PR to udane odwróceniem uwagi mediów od tego, co naprawdę ważne: sądów i ordynacji wyborczej.

*Jakub Bierzyński jest socjologiem i prezesem domu mediowego OMD, a także jednym z założycieli SMG/KRC Poland (dziś Millward Brown), największej w Polsce agencji badań rynkowych

 

Jeśli tak jest na prawdę to osłupienie wręcz budzi, jak takiemu szambu z gównem mogli Polacy oddać swój kraj. Bez kary bożej się chyba nie obejdzie

Bierzyński: Wewnątrz PiS trwa prawdziwa rozgrywka na śmierć i życie, która może Kaczyńskiego wiele kosztować

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22742938,killer-morawiecki-w-tej-rozgrywce-chodzi-o-wyciecie-zakonu.html

%d blogerów lubi to: