Tag Archives: Andrzej Duda

Zapaszki Falenty i targowicka epika PiS

Zwykły wpis

Taśmy Marka Falenty od początku ich ujawnienia, czyli od 2014 roku, miały co najmniej podwójny zapaszek i wpisują się w epikę PiS, której oblicze raczej znamy, ale treść szczegółowa jest na razie ukryta, choć się coraz bardziej ujawnia.

Afera podsłuchowa spowodowała kryzys w rządzie Donalda Tuska, który dość szybko wskazał możliwe inspiracje, wskazując na Wschód. A jeżeli tamten kierunek, to Rosja i  Putin. Czyżby już wiedział o Marku Falencie, który metodami kelnerskimi (amatorskimi) skompromitował polityków wówczas rządzącej Platformy Obywatelskiej? Tamta kompromitacja winna być wzięta w cudzysłów, bo dzisiaj codziennie PiS naprawdę kompromituje siebie, a przy okazji Polskę.

Na wierzch wyszły rosyjskie interesy Falenty, który miał kłopoty z tamtejszymi biznesmenami, a tam biznesy prowadzą oligarchowie i koncesjonowani mafiosi namaszczeni przez samego mieszkańca Kremla, Władimira Putina.

Falenta został w Polsce prawomocnie skazany, ale nie chciał siedzieć, więc dał nogę z kraju. Złapany chce ułaskawienia od prezydenta, które dostał inny wyrokowiec Mariusz Kamiński, ten jest nawet ministrem koordynatorem służb specjalnych.

Falenta pisze do Andrzeja Dudy już trzecią prośbę o łaskę i grozi, iż ujawni, kto za nim stał. Niedwuznacznie twierdzi, iż ciągle jest lojalny wobec PiS i CBA, obiecano mu bezkarność za odsunięcie PO od władzy.

Zrozumiała jest też obawa Falenty, iż „nie chce umierać w samotności”. Czyżby czuł się zdradzony przez PiS? A jeżeli zdradzony, to umieranie w samotności może mieć wyglądać tak, iż mu się pomoże umierać.

Prędzej, czy później o Falencie poznamy prawdę. W tej chwili jest on głównym aktorem, acz na razie „umiera ze strachu”. Ważne jednak są poboczne wątki, które tak naprawdę pokazują głębokość tragedii, która dotknęła Polskę.

Jarosław Kaczyński ciągnie do sądu Krzysztofa Brejzę, polityka PO, choć w innej sprawie, to już widać gołym okiem, iż chodzi o zupełnie co innego. Mianowicie najbliżsi wpółpracownicy prezesa PiS, jak chocby skarbnik PiS, Stanisław Kostrzewski negocjował z Falentą w sprawie nagrań w aferze podsłuchowej, zaś mecenasi Kaczyńskiego zasiadali w radzie nadzorczej spółki Hawe kontrolowanej przez Falentę.

Dużo, dużo więcej o aferze podsłuchowej i samym Falencie dowiemy się z książki, która ma się ukazać w wydawnictwie Arbitor. Nie jest jeszcze podany do wiadomosci publicznej tytuł publikacji zwartej, ani autor, ale w wyniku wielomiesięcznego śledztwa ustalono, iż w aferze podsłuchowej Marek Falenta  wcale nie był jej najważniejszym elementem.

A kto? I tutaj możemy mówić o swoistej epice. W aferach PiS coraz częściej pojawia się ślad rosyjski i nie jest to byle ślad, ale odcisk niedźwiedzia. Rosyjskie tropy w biografiach Antoniego Macierewicza i Mateusza Morawieckiego opisał Tomasz Piątek, premier zresztą pojawia się na taśmach Falenty, acz nie jest znana taśma najważniejsza z udziałem Morawieckiego, która jest gdzieś zadołowana.

Nie chcę nadużywać historycznych analogii, ani metafor, ale podobne rosyjskie ślady swego czasu w naszej historii doprowadziły do Targowicy. Bohaterowie z XVIII wieku też się wypierali, jak dzisiaj Macierewicz, czy Morawiecki i też używali dla zacierania śladów antyrosyjskości. Zatem taśmy Falenty mają zapaszki: pisowski i wschodni, a epikę Targowicy.

Minister spraw wewnętrznych w rządzie Tuska Bartłomiej Sienkiewicz nazywa na razie skromnie aferę podsłuchową – „zamach stanu przeprowadzony w demokratycznym kraju”.

>>>

Kler urządził dzieciom Piekło

Zwykły wpis

Kwestia walki z pedofilią w polskim Kościele katolickim jest dopiero na początku drogi i bynajmniej nie jest oczywiste, ile ona potrwa, i czy skończy się pełnym sukcesem, czyli kontrolą społeczeństwa: co też dzieje się w tej sprawie za zamkniętymi  drzwiami plebanii i kurii.

Jak to trudna sprawa społecznie i politycznie, mogliśmy przekonać się w ostatnich latach. Prominentny abp. Wesołowski nie wzbudził większej rewizji moralnej w kwestii zbrodni seksualnej na dzieciach, karierę w partii rządzącej zrobił prokurator Stanisław Piotrowicz, który bronił księdza pedofila zamiast oskarżać, a frontmani instytucjonalni Kościoła, jakimi są biskupi i arcybiskupi, winę zwalalali na dzieci, którym kler nie mógł się oprzeć.

Nawet świetna fabuła filmowa Wojciecha Smarzowskiego miała lajtową siłę, bo zrodziła się w wyobraźni twórców, choć miała podstawy w ogromnej ilości doniesień o złu, które dzieje się w polskim Kościele katolickim.

Niespecjalnie wierzyłem w zapowiedź Tomasza Sekielskiego, że przełamie tę niemożność filmem dokumentalnym, tym bardziej, że realizowany był poza telewizjami i znaczącymi firmami producenckimi. A jednak talent dziennikarza i determinacja, aby dotrzeć do centrum zła, przyniosła nadspodziewane efekty, nie tylko sensacyjnością materiału, ale prymarnym problemem dla wszystkich: jak to jest, iż instytucja roszcząca sobie prawo do ferowania wyroków moralnych jest siedliskiem amoralności?

W ciągu kilku dni każdy rodak już oglądał, bądź będzie oglądał dwugodzinny dokument „Tylko nie mów nikomu”, gdy to piszę po dwóch dobach na You Tube oglądalność przekroczyła 8 milionów odsłon.

„Ciekawa” jest strategia obronna samego Kościoła katolickiego i jego sojusznika politycznego, rządzącej partii PiS. Z pewnością pogardliwa jest odpowiedź abp Sławoja Leszka Głódzia, iż nie ogląda „byle czego”. Ale prymas abp Wojciech Polak zdobył się na stereotypowe przeprosiny „za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła”. A któż to jest ów „ludź” Kościoła: klecha, wierny, czy też ktoś inny ufoludek?

Lecz nie spodziewajmy się za wiele po instytucji, w której wylęgło się zło najgorszego autoramentu, iż się oczyści, podejmie środki prawne, aby ukarać sprawców i zadośćuczynić ofiarom. Od tego powinno być prawo i służby państwa.

Bardzo nikczemna jest postawa partii rządzącej. Prezes Jarosław Kaczyński zapowiedział podwyższenie kary więzienia za pedofilię do 30 lat, bez zaznaczenia, że chodzi o kler. Podwyższenie karalności niczego nie załatwia, bo  pedofil klecha na katechezie wypracuje nowe skuteczniejsze metody pozyskiwania ofiar swoich zbrodniczych popędów.

Złotousty Andrzej Duda nawet rozszerzył swoją troskę o ofiary pedofilów i zapowiedział mus: „Z pedofilią musimy walczyć wszędzie. Szkoła, kolonie, harcerstwo”. Znowu uklęknie w niedzielę przed jakimś kapłanem i złoży hołd.

Zawiedziony jestem też opozycją, bo usłyszałem, że po odebraniu władzy PiS „zaden pedofil nie schowa się w kurii, ani w partii”. Ten chowający się w „partii” to aluzja do Marka Kuchcińskiego. Nie słychać jednak o żadnej komisji państwowej ws. pedofilii w Kościele katolickim, najlepiej gdyby była ona społeczno-państwowa.

Polakom jednak zakodowała się treść filmu braci Sekielskich, nie można jej wymazać marną retoryką polityczną. Inne ofiary księży pedofilów dostały przykład, że można pokonać ogromny wstyd i mówić o złu wyrządzonym im przez zbrodniczą chuć kapłanów.

Sekielski zapowiada kolejny film o pedofilii w Kościele. Presja społeczna będzie coraz większa i dojdzie do rozliczenia pedofilii wśród kleru. Znajdujemy się na początku drogi odsłaniania piekła urządzonego dzieciom przez kapłanów, nie powstrzymają tego polityczni pomocnicy Kościoła, politycy PiS, którzy imitują walką z kleszą pedofilią, imitatorami walki są Kaczyński, Duda, Ziobro i inni, wszak to klienci katolickiej kruchty pozyskujący zindoktrynowany przez nich elektorat.

Kaczyńskiego ręka nienawiści

Zwykły wpis

Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje” – mówi prof. Zbigniew Mikołejko, filozof, historyk religii, kierownik Zakładu Badań nad Religią i profesor w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, członek powołanej przez Prezydenta Pawła Adamowicza Kapituły Nagrody Literackiej Miasta Gdańska – Europejski Poeta Wolności.

JUSTYNA KOĆ: Śmierć wpisana jest w nasze życie…

ZBIGNIEW MIKOŁEJKO: Ale nie każda śmierć. Oczywiście, jak mówi św. Paweł, śmierć przychodzi „jak złodziej w nocy”. Natomiast śmierć tego rodzaju, z ręki zbrodniarza, jest nagłym porażeniem nas wszystkich. To jest otwarcie jakiejś przerażającej otchłani przed milionami ludzi. Tym bardziej, że z tej śmierci ten chory zbrodniarz zrobił spektakl, zrobił szokujące widowisko.

Proszę przy tym zwrócić uwagę na stare modlitwy: „Od nagłej a niespodziewanej śmierci uchroń nas, Panie”.

Wszyscy naturalnie nosimy w sobie lęk przed śmiercią, ale tak niespodziewanej, w pół życia, lękamy się podwójnie, groza takiego umierania jest większa.

To moment zadumy dla polityków czy bardziej dla społeczeństwa? Widzimy tłumy na ulicach, w marszach, przed Europejskim Centrum Solidarności, aby pożegnać prezydenta Pawła Adamowicza.
Ale zarazem część społeczeństwa jest za to odpowiedzialna. Politycy, jacy by oni nie byli, są jednak krwią z naszej krwi i kością z naszej kości. Kogoś reprezentują, są nosicielami jakichś bardziej powszechnych nastrojów.

Poruszył pan temat, o którym mało się mówi: tacy politycy, jacy my sami?
Oczywiście.

I teraz – nagle – w tym czarnym lustrze śmierci społeczeństwo zobaczyło jakąś prawdę o sobie, o swojej istotnej części. I to zwłaszcza ta jego część odpowiada za wzniecanie czarnych nastrojów nienawiści, także poprzez zobojętnienie na zło.

Jest taki ewangeliczny obraz śmierci Chrystusa, w którym rozdziera się zasłona świątyni, co przeraża te ludzkie tłumy – tych, którzy są odpowiedzialni za ukrzyżowanie.

Tu ta zasłona, którą społeczeństwo sobie utkało, się rozdarła. Ta zasłona iluzji, zobojętnienia na zło. Nagle się okazało, że milcząc, zezwalając, pozwalają na to. To rodzaj zaczadzenia umysłów i wszyscy zostaliśmy zaczadzeni w tym zmaganiu dwóch sił: rządzącej i demokratycznej.

Wielokrotnie przed tym przestrzegałem, tą wojną dwóch plemion, chociaż nie przypuszczałem, że to Paweł padnie ofiarą. To jest podręcznikowy przykład kryzysu mimetycznego René Girarda, kryzysu naśladowczego, z którego wyjściem jest zawsze złożenie ofiary. Gdy dwie siły, jakie by nie były, w tej wielkiej rywalizacji zatracają w swoim dążeniu do władzy ostateczny cel, jakim jest sprawowanie dobrych rządów. Istotą staje się rywalizacja i w tym się upodobniły. Stawką było zniszczenie przeciwnika za wszelką cenę, nemezis. Jednak jest tu pewna różnica, której nie można bagatelizować. Strona rządząca pragnie zniszczyć przeciwnika przy pomocy wszystkich metod: prawomocnych i nieprawomocnych, demokratycznych i niedemokratycznych. Druga siła z tym samym celem, jednak trzyma się w miarę porządku demokratyczno-prawnego. Różnica metody, podobieństwo w celu. Nie jestem tu optymistą. Wiadomo, że w końcu z jednej strony zostaną mohery, kibole, głosujący na populistów i nacjonalistów, a z drugiej „łże-elity”, „gorszy sort”, „komuniści i złodzieje”.

Tu nie chodzi tylko o polityków, to wielka gra społeczna i zostaniemy w niej, możemy trochę się przeobrazić, ale te wielkie grupy społeczne, które toczą z sobą to zmaganie, nie przestaną istnieć. Zatem łatwo wysnuć wniosek, że nie tędy droga, wiedzieli już o tym starożytni.

Co dalej z nami?
Gdy zabito prezydenta Narutowicza, to jego główny konkurent, Maurycy Klemens Zamoyski, zawiesił działalność polityczną i wyjechał do Londynu. On nie był wprost odpowiedzialny za to zabójstwo ani za rozpętanie tej nienawistnej nagonki na Narutowicza. A jednak poczuł się moralnie winny i wyjechał. W tym kontekście warto zacytować ulubiony wiersz Jarosława Kaczyńskiego, czyli „Chorał” Kornela Ujejskiego:

O! Panie, Panie! ze zgrozą świata

Okropne dzieje przyniósł nam czas,

Syn zabił matkę, brat zabił brata,

Mnóstwo Kainów jest pośród nas.

Ależ, o Panie! oni niewinni,

Choć naszą przyszłość cofnęli wstecz,

Inni szatani byli tam czynni;

O! rękę karaj, nie ślepy miecz!

Kara więc, tak myślę, powinna dosięgnąć także rękę, a nie tylko ślepy nóż… Ci zatem, którzy nie reagowali, choć należało to do ich obowiązków, ci, którzy uprawiali propagandę nienawiści w sposób absolutnie nieokiełznany, powinni wycofać się z polskiego życia publicznego.

Na razie zrezygnował Owsiak, a o tych, którzy powinni się wycofać, wiemy, że tego nie zrobią.
Ale powinniśmy wywierać na nich presję, nawet jeśli wiemy, że tego nie zrobią, ale powinniśmy. Ja

czuję się odpowiedzialny wobec Pawła, znaliśmy się od paru lat, zaprzyjaźniliśmy, choć nie należałem do ścisłego kręgu jego przyjaciół. Zresztą ktokolwiek by zginął z ręki zbrodniczego szaleńca, czułbym to samo. Nie wystarczy bowiem – trzeba to powiedzieć stanowczo – że ci, którzy są odpowiedzialni, będą uciekać teraz w patetyczne, podniosłe formułki i rytuały, że po faryzejsku umywszy ręce, będą głosili hasło „Kochajmy się”

Oczywiście teraz ważny jest czas i obrządek żałoby, teraz musimy wszyscy przejść przez ten gorzki stan, przez dramat. Nie może to jednak być działaniem zastępczym, czymś, co dość tanim kosztem dokona się zamiast poniesienia moralnej i politycznej odpowiedzialności. Nie mówiąc już o odpowiedzialności prawnej. To się zresztą rozmywa na tysiące wypowiedzi, na mnóstwo pochodzących z kręgu władzy aktów przyzwolenia na przemoc. Nie chodzi tylko o najwyższe elity „dobrej zmiany”. Chodzi też o średni i niższy aparat tej władzy. Choćby o taką panią prokurator Magdalenę Kołodziej, która orzeka, że młodzi mężczyźni bijący i znieważający kobiety podczas tzw. marszu niepodległości wyrażali tym sposobem swoje niezadowolenie. Albo o panią Mazurek, która mówi, że rozumie tych nacjonalistycznych łobuzów, co pobili działacza KOD-u w Radomiu, o prokuratorów, którzy umorzyli śledztwo w sprawie Młodzieży Wszechpolskiej przy tzw. aktach zgonu wystawionych Adamowiczowi i innym prezydentom miast… Ma pani rację, że

oni nie drgną, nie odejdą, że przywdzieją żałobne maski, ustroją się w patos powagi, zaczną gadać o jedności i porozumieniu nad grobem i ponad podziałami, ale to jest stanowczo za mało.

To nie jest pierwsza tragiczna śmierć, przez którą przechodzimy. Wspomniał pan Narutowicza, przychodzi mi jeszcze do głowy – choć to była śmierć naturalna – Jan Paweł II, po odejściu którego mówiono nawet o pokoleniu JPII – i nic. Teraz też tak będzie?
Przykładów tragicznej śmierci z ręki szaleńca inspirowanego politycznie czy religijnie jest wiele. Prawie zawsze były to przy tym akty wymierzone w kogoś, kto był przyzwoity, dążył ku dobru. Śmierć Lincolna, Henryka IV Burbona, Henryka III Walezego… To zresztą dość szczególne, że osoby o usposobieniu dyktatorskim rzadko albo wcale padają ofiarą skutecznych zamachów. Oczywiście, była próba zamachu na Hitlera, były zamachy na Stalina, Lenina, Napoleona, na inne osobistości autorytarne. Ale one się kryją za kordonami ochrony, tajnej i jawnej.

Widzieliśmy to podczas marszów na Krakowskim Przedmieściu – w kordonach policji, w mocnym oddzieleniu barierkami od suwerena, na którego tak często się powołują ludzie „dobrej zmiany”.

Dziś prezydent Adamowicz spoczął w Bazylice Mariackiej. Czy ten czas żałoby i wyciszenia, także politycznego, zakończy się wraz z ceremonią pogrzebową?
W wielu sercach pozostanie żal, także w moim. I poczucie utraty kogoś, kto bardzo kochał życie, kto był także mocno zaangażowany w sprawy kultury, co dla mnie jest ważne. To również takie memento mori – przestroga, że droga siewców złego wiatru prowadzi zawsze do tragedii.

I myślę, że ci, co bardziej godziwi z nich, zamilkną, opamiętają się.

W Polsce – warto to dodać – bardzo chętnie zawiązuje się doraźna wspólnota żałobna, mamy taką tradycję od XIX wieku. Niestety, szybko ta wspólnota się rozsypuje, każdy powraca do swoich domów, życia. Tak było po śmierci Jana Pawła II i Stefana Wyszyńskiego czy po katastrofie smoleńskiej. A potem zaczyna się znowu polskie piekło. Oczywiście, władza teraz będzie starała się pokazać, że jest cicha, sprawna, ale jest już za późno. Krew została rozlana i zostawiła niezmywalne plamy – jak zawsze – na tej ręce, co popycha do zbrodni.

Depresja plemnika

Na spotkaniu, które odbyło się po pogrzebie Pawła Adamowicza, wielu obecnych po raz kolejny zabrało głos. – Wielkie dzieło przed nami wszystkimi. Tak byśmy byli warci Pawła życia i, niestety, jego śmierci – mówił Donald Tusk o odbudowaniu Gdańska po tragicznej śmierci prezydenta.

Jak podaje Wirtualna Polska, w Europejskim Centrum Solidarności po pogrzebie Pawła Adamowicza spotkali się jego przyjaciele, rodzina, ale także politycy i samorządowcy. Pojawili się m.in. Aleksander Kwaśniewski, Bronisław Komorowski czy Kazimierz Marcinkiewicz. Obecny był również wieloletni przyjaciel Pawła Adamowicza, Donald Tusk.

Donald Tusk wspominał Pawła Adamowicza

Przewodniczący Rady Europejskiej wspominał przyjaciela jako człowieka, który „nie dość, że miał swój pogląd, ale Gdańsk potrafił naprawdę urządzić tak, że dzisiaj ludzie nie wierzą własnym oczom”.

Odwołał się również do obietnicy, którą złożył Pawłowi Adamowiczowi 10 dni przed jego śmiercią, która dotyczyła obchodów rocznicowych wyborów 4 czerwca 1989 roku. – Paweł z pewną wyobraźnią wiedział, że ten dzień może odwrócić zło…

View original post 1 567 słów więcej

 

Zabicie Pawła Adamowicza nie może być zapomniane

Zwykły wpis

Dwie krwawe daty wyznaczają koleje etapy w dziejach III RP, tworząc między sobą blisko dziewięcioletnią przestrzeń, którą można określić jako Polskę po Smoleńsku. A więc 10 kwietnia 2010 i 14 stycznia 2019. Wielka katastrofa, która wstrząsnęła narodem i państwem, oraz zabójstwo polityczne, które zmieniło polityczne teatrum w rzeczywistość splamioną krwią.

Smoleńskiego egzaminu nie zdaliśmy. Partackie i nieodpowiedzialne instytucje pozostały nimi, a wulgarna walka polityczna stała się jeszcze bardziej wulgarna, rodząc w końcu populistyczny reżim, dla którego pomówienia, kłamstwa, szyderstwa i nękanie przeciwników postępowaniami prokuratorskimi są częścią stylu bycia i stylu rządzenia. Polska uległa dramatycznej degradacji ustrojowej, jednocześnie tracąc prestiż i szacunek wśród narodów. Dobra koniunktura gospodarcza maskowała ten proces upadku – dla wielu przeto niewidoczny. A jednak upadliśmy.

Przypieczętowaniem tego faktu stało się zamordowanie przez zaburzonego bandytę prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza – wybitnego i powszechnie lubianego polityka, reprezentującego światłą, demokratyczną i liberalną część klasy politycznej. Jego śmierć poprzedziła wieloletnia nagonka PiS na jego osobę, a także państwowo-kościelna kampania nienawiści skierowana przeciwko Jerzemu Owsiakowi, który śmiał odebrać Kościołowi monopol na działalność charytatywną i ogólnonarodowe świętowanie. Zarówno Smoleńsk był wypadkiem, jak i wypadkiem było zasztyletowanie Adamowicza – jednak i jedno, i drugie straszne zajście ma oczywisty kontekst polityczny i potężne polityczne konsekwencje.

Jeśli zamach na Pawła Adamowicza jest klęską Polski posmoleńskiej, to znaczy, że i jego krwawa ofiara może pójść na marne. Stanie się tak wówczas, gdy lękając się eskalacji nienawiści i poddając moralnemu szantażowi tych, którzy wzywają do pojednania wilków z owcami, pozwolimy siewcom kłamstwa, nienawiści i deprawacji na chwilę się przyczaić, wtulonym w owcze skóry, aby po kilku miesiącach powrócić do swych haniebnych praktyk.

Nie ulegajmy moralnemu szantażowi, który zakazuje nam gniewu w imię łagodności i roztropności. Tani symetryzm jest wrogiem, który czyha na nas w naszych domach i w naszych sercach. Jesteśmy bowiem w większości lękliwymi filistrami i łatwo ulegamy podszeptom łatwych mądrości, usprawiedliwiających bezczynność, a nawet oportunizm. Wymówka zawsze się znajdzie, gdy trzeba działać i podejmować ryzyko. A najlepsza wymówka to zakłamana „bezstronność”, rzekomo nakazująca stać z boku i przyglądać się wszystkiemu z dystansu. Tymczasem bezstronność i niezaangażowanie to dwie różne rzeczy. Bezstronny rozważa i ocenia, by w wyniku tej oceny stanąć po stronie prawdy i dobra.

Ofiara życia Pawła Adamowicza, wspaniałego faceta, wybitnego gospodarza miasta, jednego z niewielu polityków o serdecznym, jasnym obliczu, nie może pójść na marne! Nie może się skończyć na pochlipywaniu i popiskiwaniu, że nienawiść w słowach doprowadziła do rozlewu krwi, przeto trzeba złagodnieć i się pojednać. Takie szlochy to woda na młyn tych drani, którzy wyzywali Adamowicza od nazistów i wystawiali mu świadectwa politycznego zgonu.

Niech śmierć Adamowicza będzie cezurą, ale dobrą cezurą. Skoro III RP utraciła niewinność i spłynęła krwią utoczoną w politycznym zamachu, to i my podejmijmy wyzwanie i zacznijmy myśleć o Polsce poważnie. Jeśli po tej strasznej śmierci, po tym strasznym dniu wszystko pozostanie po staremu, będzie to naszą klęską i hańbą. Tylko pokonanie reżimu, tylko mobilizacja polityków i społeczeństwa w roku wyborczym może pomścić tę śmierć.

Tak, pomścić. Śmierć takiego człowieka domaga się pomsty. I od nas tylko zależy, czy złożymy ciało Pawła Adamowicza na ołtarzu wolności i demokracji, czy zakopiemy głęboko w poświęconej ziemi i zapomnimy. Mam nadzieję, że nasi polityczni przywódcy, którzy są, jacy są, ale innych nie mamy, zrozumieją, jaka spoczęła dziś na nich odpowiedzialność. Niechaj nie boją się jej podjąć, a imię Pawła Adamowicza niechaj stanie się dla nich imieniem patrona, wzywającym ich i zobowiązującym do łącznia sił w walce z chorobą, która ogarnęła nasz kraj po katastrofie smoleńskiej, a której nagły i brutalny rzut przeżywamy dzisiaj. Przez pamięć o Pawle Adamowiczu wy wszyscy – Donaldzie Tusku, Grzegorzu Schetyno, Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, Włodzimierzu Czarzasty, Robercie Biedroniu, Adrianie Zandbergu, Katarzyno Lubnauer, Barbaro Nowacka, Ryszardzie Petru i inni – musicie dziś nareszcie stanąć ramię w ramię i powiedzieć nam wszystkim, demokratycznie i obywatelsko myślącym Polakom: jesteśmy razem, jesteśmy gotowi i zwyciężymy!

Depresja plemnika

Kondukt z trumną prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza wyruszył sprzed Europejskiego Centrum Solidarności. Towarzyszyły mu tłumy, wiele osób przyniosło flagi Gdańska i Polski. Mieszkańcy miasta wzdłuż trasy konduktu utworzyli gęsty szpaler, w wielu oknach wielu mieszkań po drodze zapłonęły znicze.

Podczas przemarszu biły dzwony kościoła św. Katarzyny, a także dzwony w innych świątyniach, które mijał kondukt.

Za trumną Pawła Adamowicza szła najbliższa rodzina prezydenta – żona Magdalena oraz córki Antonina i Teresa, brat Piotr, a także m.in. szef Rady Europejskiej Donald Tusk oraz b. marszałek Senatu Bogdan Borusewicz.

Kondukt przeszedł obok I Liceum Ogólnokształcącego i niedaleko Szkoły Podstawowej nr 50, które ukończył Paweł Adamowicz. Minął też ulicę Mniszki, przy której stoi rodzinny dom prezydenta i gdzie nadal mieszkają jego rodzice.

View original post 1 808 słów więcej

 

Tworzenie legendy symetryzmu dla Stefana W.

Zwykły wpis

Dla zabójcy prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza naprędce tworzona jest legenda. Stefan W. krwawo obnażył tę władzę i jego udany zamach jest poddawany umniejszeniu. Powoduje jednak historyczne skojarzenia z zabójstwem prezydenta Gabiela Narutowicza przez Eligiusza Niewiadomskiego.

Pisowski Niewiadomski siedział w więzieniu, w którym karmiony był papką propagandową wprost z TVP Jacka Kurskiego. Jak każdy więzień czuł się niewinny, bo wszem i wobec wiadomo, że w kiciu siedzą sami niewinni, na wolności zaś łażą przestępcy.

Myślenie więźnia w zakładzie penitencjalrnym jest podobne myśleniu tzw. dziennikarzy w pisowskiej telewizji penitencjarnej, w tym w Wiadomościach TVP, dla których to „penitencjarnych” dziennikarzy winni są opozycja, Tusk i społeczeństwo obywatelskiego paradujące w t-shirtach z napisem Konstytucja.

Stefan W. ma charakter spaczony, bo tylko tacy sięgają po nóż i polują. Nagonkę zaś dla tego mysliwego zrobiły pisowskie media, w tym TVP.  Czy Stefan W. ma zaburzoną psychikę? Oczywiście, że tak. W tym kontekscie inne tego rodzaju pytanie jest ważniejsze: Czy zaburzoną psychikę mają dziennikarze mediów pisowskich? Ciągle i wciąż kłamać, manipulować normalny żurnalista raczej nie potrafi.

Zabójstwo Adamowicza jest czysto polityczne. I odpowiada za nie partia rządząca. Wojciech Maziarski pisze w „Wyborczej”, że sztacheta nie jest winna – a tą sztachetą jest Stefan W. – ale ten, kto nią wymachuje. Ile inwektyw słyszeliśmy z ust Jarosława Kaczyńskiego pod naszym adresem? Nie zliczy tego nikt. Słyszeliśmy o gestapo, najgorszym sorcie, kanaliach. Dawno straciłem, rachubę i nie prowadzą słownika z retoryki inwektyw prezesa. Taki mógłby być zresztą fakultet na politologii.

Stefan W. z tak uzbrojoną duszą ruszył do dosłownego pisowakiego boju. Wystarczył tylko „drobiazg” – nóż (sztacheta).

Partia rządzą jak zwykła to robić od 3 lata zwala wszystko na opozycję i Tuska. Taki był pierwszy przekaz w Wiadmosciach TVP. Lecz Stefan W. jest złapany i nie wiadomo, co będzie mówił i jakie ślady przy okazji stworzył, które wykryje dziennikarstwo śledcze.

Więc biorą się pisowskie media do tworzenia legendy symetryzmu dla zabójcy. Jest chory psychicznie. Wszak to żadne odkrycie, wszyscy zabójcy są zaburzeni, ale zaburzeni nie zabijają, bo każdy – mój czarny humor – z nas łaziłby zabity, gdyż niejednokrotnie spotkał kogoś z zaburzeniami.

Najnowsze „odkrycie” to wtargnięcie Stefana W. do kancelarii Andrzeja Dudy. Fajnie, tylko monitoring go nie wykrył. A może jak w serialu rodzimej produkcji „Nielegalni” monitoring został przez kolesi Stefana W. zakłócony.

Ciekawe, co będzie nastepną próbą legendy symetryzmu dla zabójcy? Dlaczego pisowskie media nie zaczęły strzelać z grubej Berty i nie wysłały Stefana W. na Nowogrodzką, aby zamachnął się na samego prezesa?

Niewiadomski PiS Stefan W. to gorący kartofel dla polityków rządzącej partii, zwłaszcza w roku  wyborczym 2019. Może on wróżyć przegraną. Nie chcę prorokować najgorszego dla Stefana W., dlatego nawet nie napiszę o czarnej wizji, ale znając partię rządzącą można z góry założyć, że sięgną po najgorsze środki dla kontynuowania władzy.

>>>

Matka Boska i antysemityzm. Obskurantyzm pisowski degraduje do Ciemnogrodu

Zwykły wpis

>>>

>>>

Depresja plemnika

„Kult ministra Brudzińskiego szerzy się po komendach:) Szkoda, że jeszcze kwiatków nie położyli! Jakie trzeba mieć kompleksy, żeby pozwalać podwładnym na takie infantylne lizusostwo? Obciach!”– skomentował na Twitterze były szef MON w rządzie PO-PSL poseł PO Tomasz Siemoniak.

Chodzi o filmik, który też na Twitterze udostępnił inny polityk PO Stanisław Gawłowski. Na nagraniu widać wyświetlane na ekranie telewizora obrazki z szefem MSWiA Joachimem Brudzińskim w roli głównej. – „Witacz” w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Szczecinie” – napisał Gawłowski.

„W tym PiS chyba wszyscy są niedowartościowani: * Zieliński – konfetti * Jojo – witacze w komendach * Misiewicz – honory od żołnierzy * Kaczyński – armia ochroniarzy * Karczewski – portret własny * Kuchciński – twierdza Sejm…

View original post 1 194 słowa więcej

 

Czy Agata Kornhauser-Duda będzie zgadzała się z Jarosławem Kaczyńskim?

Zwykły wpis

Czy żona prezydenta RP powinna otrzymywać pensję, jeżeli tak, to ile się jej należy? Rusza debata w tym temacie i jak wszystko w polityce polskiej będzie gorące, a może nawet gotujące, zwłaszcza że niemal wszyscy pod pojęciem „prezydentowa” będą sobie przedstawiać tę jedną osobę – Agatę Kornhauser-Dudę.

I na tym skupi się debata. Przed Dudową prezydentowe były aktywne i często wznosiły się na ponadpartyjne spory. Choćby Maria Kaczyńska, która była mało kaczystowska.

Jeżeli prezydentowa – a w przyszłości może zdarzyć się prezydent jako kobieta, więc jej małżonek byłby jakimś prezydenciakiem – dostanie szmal z kasy państwowej, to obowiązkiem jej będzie wypowiedzieć się w ważnych kwestiach społecznych, a nawet politycznych.

Więc kogo zdanie ma prezentować? Czy Agata Duda ma mówić swoim głosem, czy być echem Andrzeja Duda, albo mówić to, co Nowogrodzka rozsyła w oficjalnych komunikatach dnia?

A zatem zasadne jest pytanie: czy prezydentowa ma być politykiem, czy człowiekiem, przecież nie została wybrana w procesie demokratycznym na stanowisko żony prezydenta, bo np. Dudzie bardziej należy się Beata Szydło, albo Beata Kempa, a może pasowałaby mu Anna Sobecka.

Agata Duda kiedy jeszcze była Agatą Kornhauser wybrała Andrzeja jednym głosem i bynajmniej nie była to urna, lecz serce. Czy w polityce serce ma miejsce? W PiS serce – nawet polityczne – zostało zamordowane.

Żona prezydenta Dudy pochodzi z jednego z najlepszych domów krakowskich, wszak jej ojcem jest wybitny poeta Julian Kornhauser. Stosując nie tylko wytrych liryczny do odczytywania charakterów osób, ale i narracyjny – bo milczenie i jego przeciwieństwo logorea, dużo mówią o charakterach osób – Agata Duda-Kornhauser miałaby często odmienne zdanie, niż Kaczyński – daruję sobie Dudę, bo ten mówi, co prezes mu nakaże.

A więc Agata Korhauser-Duda na państwowym etacie zamiast posyłać ironiczne dmuchane całusy z dłoni w stronę protestujacych, może przesłałaby fucka, albo kciuka skierowanego w dół?

Lecz co najważniejsze, prezydentowa mówiłaby, bo za to między innymi by jej płacono. Czy zatem należałoby obawiać się o nierozerwalność małżeńską w chwili wyrażania odmiennego zdania przez nią od zdania, jakie wypowiadałby Jarosław Kaczyński, bo w tym momencie prezydentowa Duda byłaby retoryczno-polityczną żoną prezesa PiS?

Takie czekają nas wygibasy polityczne. Nad uregulowaniem statusu małżonki prezydenta rozpoczęła jedna z komisji sejmowych – Komisja ds. Petycji.

>>>