Polska delegacja z wizytą na Białorusi. Tematem rozmów „konstruktywna współpraca”

29.08.2017

PAP
Polska delegacja parlamentarna kierowana przez wicemarszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego rozpoczęła dziś trzydniową wizytę na Białorusi od spotkania z kierownictwem Izby Reprezentantów białoruskiego dwuizbowego parlamentu, Zgromadzenia Narodowego.
Ryszard TerleckiFoto: Jacek Turczyk / PAP
Ryszard Terlecki

– Mniej więcej rok temu byłem z wizytą na Białorusi. Mówiliśmy wtedy, że zmarnowaliśmy trochę czasu, ponieważ nasza współpraca nie rozwijała się tak, jak powinna – mówił Terlecki. – Dzisiaj mogę z radością powiedzieć, że minionego roku nie zmarnowaliśmy. Miały miejsce liczne kontakty i wizyty na różnych szczeblach, wydaje mi się, że wszystkie były pożyteczne i przyniosły konkretne efekty – ocenił.

– Białoruś i Polska powinny szukać wspólnych tematów dla bardziej efektywnej współpracy – mówił podczas spotkania z polską delegacją parlamentarną wiceprzewodniczący Izby Reprezentantów Balesłau Pirsztuk.

 

Polska i Białoruś będą rozwijały współpracę parlamentarną

Obaj politycy podkreślali, że rośnie intensywność dwustronnych kontaktów gospodarczych i że obie strony są zainteresowane rozwijaniem współpracy parlamentarnej.

– Polska polityka jest obecnie nastawiona bardzo pozytywnie na międzynarodową współpracę parlamentarną, żeby parlamenty miały więcej do powiedzenia w stosunkach międzynarodowych i myślę, że współpraca z Białorusią będzie temu służyć – mówił Terlecki.

Tematem rozmów były również, jak wskazał Pirsztuk, „konstruktywna współpraca” na forum organizacji międzynarodowych i współpraca transgraniczna. Ryszard Terlecki podkreślił w rozmowie z dziennikarzami, że w czasie spotkania poruszono także kwestie dotyczące polskiej mniejszości na Białorusi, takie jak fakt, że dotąd sześcioro dzieci nie zostało przyjętych do pierwszych klas szkoły polskiej w Grodnie. – Nalegamy, żeby ta sprawa została rozwiązana. To jest grupa sześciorga dzieci, które znalazły się na liście rezerwowej. Dobrze by było, żeby zostały do tej szkoły przyjęte – mówił wicemarszałek.

Kolejną sprawą jest, jak powiedział, poszukiwanie rozwiązania w sprawie polsko-białoruskiej komisji oświatowej, „w której ma się znaleźć reprezentacja polskiej mniejszości na Białorusi”.

Terlecki mówił również o tym, że „nie powinno tak być, że opinia publiczna w Polsce jest poruszana problemami, które potem okazują się w sumie rozwiązane”.

Po spotkaniu z udziałem wiceszefów parlamentów odbyło się posiedzenie dwustronnej parlamentarnej grupy roboczej, której ze strony polskiej przewodniczy poseł Kukiz’15 Adam Andruszkiewicz, a ze strony białoruskiej – Andrej Naumowicz.

Na przełomie stycznia i lutego odbyła się wizyta kierowanej przez Pirsztuka delegacji parlamentu Białorusi w Polsce.

Wśród członków polskiej delegacji, która będzie przebywać na Białorusi do czwartku, są m.in. Piotr Naimski, pełnomocnik polskiego rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, wiceminister rozwoju Witold Słowik, posłanka PiS i rzeczniczka tej partii Beata Mazurek, poseł Włodzimierz Bernacki.

Na jutro zaplanowano spotkania delegacji z kierownictwem wyższej izby Zgromadzenia Narodowego Białorusi, Rady Republiki, przedstawicielami rządu i ministerstwa spraw zagranicznych.

Wicemarszałek Terlecki spotka się również z białoruskimi środowiskami niezależnymi oraz złoży kwiaty pod krzyżem upamiętniającym ofiary represji stalinowskich w Parku Czeluskińców w Mińsku.

Pojutrze delegacja uda się do Lidy, a następnie do Grodna, gdzie głównym punktem jej programu będzie spotkanie z przedstawicielami polskiej mniejszości na Białorusi.

onet.pl

Pani Premier @BeataSzydlo pewnie ma pani na to dowody faktury lub przelewy bankowe albo jakieś foty z przekazywania kwoty? Kiedy publikacja?

To do Pana @PatrykJaki . Nie zdobywa się poparcia żerując na ludzkich dramatach. Robiąc to jest Pan jak ci gwałciciele z #Rimini .

Wakacje w Łodzi, czyli gwałt w Rimini

Gwałt w Rimini

O takich rzeczach pisać trudno. Mimo, że przez lata okrzepłem, wyrobiłem w sobie pewien rodzaj zawodowej znieczulicy na ludzkie tragedie, to gwałt w Rimini chodzi za mną od kilku dni. Nie mogę wyrzucić go z głowy. Tym bardziej, że zgwałconą kobietę i jej męża wykorzystuje się drugi raz. Tu, nad Wisłą.

Pracuję w mediach – to nie jest już tajemnica – i codziennie przerabiam kilkanaście śmierci i innych ludzkich tragedii. W tym zawodzie jest tak, że musisz wytworzyć sobie pewien filtr i grubą skórę, bo inaczej zwariujesz. Inaczej, gdzie nie spojrzysz, będziesz widzieć śmierć, korupcję, trupy, chciwość i nieszczęście. Znam takich, którzy zmienili pracę, by nie musieć codziennie czytać historii maltretowanych i gwałconych dzieci, oglądać oderwanych w wypadkach i zamachach rąk i nóg i zastanawiać się kiedy to wszystko, cały ten świat, pierdolnie ostatecznie.

Są jednak historie, które uderzają szczególnie mocno i których z głowy wyrzucić się nie da. Czasem jest to skrzywdzone dziecko. Czasem – wyjątkowo okrutne morderstwo.

Czasem jest to gwałt w Rimini. Polskie małżeństwo, w ostatnią noc włoskiego urlopu, poszło na spacer po plaży. Tamtych było czterech. Jego pobili, ją zgwałcili. On bezsilny, ona bezsilna, oni uciekli, zadowoleni.

Czasem jest to gwałt w Łodzi. Ona naiwnie przyjęła zaproszenie na domówkę od nowo poznanego faceta. Zamiast domówki czekało na nią jeszcze dwóch. Przez dziesięć dni bili ją i gwałcili w zwykłym mieszkaniu w bloku, na zwykłej wersalce, ze zwykłymi sąsiadami za ścianą. Zrobili jej tak potworne rzeczy, że w wyniku obrażeń wewnętrznych dziewczyna zmarła po trzech tygodniach.

Czasem jest to gwałt w Kaliningradzie. Ona – tłumaczka z Elbląga i oni – dwaj ratownicy medyczni z tego samego miasta. Szkolenie pogotowia ratunkowego. Impreza firmowa połączona z gwałtem. Po kolacji po prostu chciało się im seksu, więc zgwałcili panią Aleksandrę. Ona jest chora na padaczkę. Miała atak, kiedy jeden z nich właśnie to robił. Nie przeszkadzało mu. Dokończył.

No dobra. I teraz to, co mnie naprawdę wkurwia.

Gwałt w Rimini różni od innych gwałtów to, że skurwysyny, które to zrobiły pochodzą najpewniej z Afryki Północnej. Skurwysyny od gwałtu w Łodzi i skurwysyny od gwałtu w Kaliningradzie pochodzą z Polski. To nasze, narodowe skurwysyny i im wolno więcej.

Dlaczego więcej?

O skurwysynach z Łodzi wiceminister Patryk Jaki nie mówi, że zasługują na karę śmierci i tortury (choć pewnie zasługują).

Po skurwysynów z Elbląga nie leci następnym samolotem zespół prokuratorów, by wytropić i ukarać.

O nie.

Jeden ze skurwysynów z Łodzi zostaje przez prokuratora przesłuchany i puszczony wolno, ma odpowiadać z wolnej stopy. Dopiero gdy dziewczyna umrze, szef Patryka Jakiego, Zbigniew Ziobro, organizuje konferencję prasową, na której jest pokazowo oburzony i daje wyraz swojemu niezadowoleniu.

Skurwysyny z Elbląga dostają karę w zawieszeniu, a zgwałcona tłumaczka musi czwarty rok walczyć o sprawiedliwość. Zbigniew Ziobro nie jest oburzony i nie daje wyrazu swojemu niezadowoleniu, gdy po puszczeniu skurwysynów wolno sąd w imieniu Rzeczpospolitej – uwaga, bo to dobre – nakłada grzywnę na ofiarę gwałtu za to, że nie ma siły po raz kolejny spojrzeć w twarz gwałcicielowi.

No dobra. Ale co o tym wszystkim myśli ludność?

Gdy czytam opinie ludności w internecie, to ludność jest zgodna. Ta głupia baba z Łodzi sama tego chciała, bo kto idzie na domówkę z facetem, którego dobrze nie zna? Ta baba z Elbląga na pewno sama z nimi poszła, bo chciała poszaleć w delegacji, a teraz oskarża…

Ludność jest dużo bardziej dosadna i dużo bardziej prymitywna, ale wystarczająco rzygać mi się chce od tych historii, by przytaczać dosłownie ten potok pełnego analfabetyzmu gówna. Bo tak, prawdziwego Polaka poznasz dziś po tym, że nie umie poprawnie używać języka ojczystego. Ale to inny temat.

Temat, ten temat, ten potwornie wkurwiający temat jest taki, że Polkę można gwałcić, dopóki narzędzie gwałtu jest pompowane przez polską, narodową krew.

Gwałt w Rimini to nie jest przykład na to, że Patryk Jaki dba o ofiary przestępstw.

Gwałt w Rimini to nie jest przykład na to, że wobec ludzkiego nieszczęścia Zbigniew Ziobro wyraża oburzenie i słuszną troskę.

Gwałt w Rimini to nie jest przykład na to, że w obliczu tak wielkiej tragedii współpolacy empatycznie łączą się z ofiarą.

Nie.

Gwałt w Rimini to przykład na to, jak okrutnie wykorzystaną kobietę można wykorzystać po raz drugi. Do podsycania nienawiści, strachu i budowania swojej władzy nad motłochem. Do hodowania ksenofobii, która – mówię wam – skończy się tutaj, nie w Rimini, rozlewem krwi.

Na koniec taki mój mały apel: jeśli chcesz mi teraz napisać komentarz o tym, jak „bronię islamu”, a polityka multikulti gwałci polskie kobiety to uprzejmie cię proszę – wypierdalaj. Bo albo nie zrozumiałeś tekstu, albo gówno cię obchodzi ta kobieta, jej mąż i ich ostatni spacer w Rimini.

Gdyby minister Jaki napisał o torturach i karze śmierci dla gwałcicieli z Rimini jako prywatna osoba, zrozumiałbym. Bo to jest po prostu ludzkie. Mnie samemu nóż się w kieszeni otwiera i ja sam nie miałbym nic przeciwko przeczołganiu tych bydlaków pod celą i przymknąłbym w tym przypadku oko na wielokrotne użycie środków przymusu bezpośredniego i złamanie kilku kończyn podczas próby ucieczki.

Serio, serio.

Gdyby Patryk Jaki w ten sam sposób chciał potraktować gwałcicieli z Łodzi – nie ma problemu! Sam chętnie – i tak dalej, patrz wyżej.

Ale śmiem sądzić, że minister Jaki był łaskaw wypowiedzieć się w ten sposób tylko ze względu na kolor skóry skurwysynów. I mam brzydkie podejrzenie, że nie chodziło tu o empatię wobec ofiar, tylko konsekwentne i nieetyczne budowanie wizerunku aparatu państwowego na strachu przed obcymi.

A dlaczego śmiem tak twierdzić? Bo jestem nienormalny i czytam prawie wszystkie komentarze pod interesującymi mnie informacjami. W tym tej o Patryku Jakim.

Dodatkowo wiem, że w tym samym czasie co gwałt w Rimini, w basenie w tej samej miejscowości utonął pijany Polak. Obsługa hotelowa prosiła go, by nie pływał w nocy po półlitrze, ale on się uparł. Niby bez powiązania, a jednak.

Więc (zdania nie zaczyna się od więc) wczoraj dowiedziałem się, że:

– Z powodu ostrej polityki antyislamskiej (tak właśnie) Beaty Szydło, terroryści nie mogą wjechać do Polski (chyba nie słyszeli o Schengen)

– Wszyscy muzułmanie są w spisku i wszyscy wykonują polecenia jakichś „onych” (nie wiadomo jak, nie wiadomo po co, ale tak jest)

– Muzułmanie tropią Polaków za granicą, gwałcą i mordują ich z zemsty za to, że nie chcemy u siebie „nachodźców”

– Polskie małżeństwo zostało wybrane na tej plaży specjalnie, na podstawie słowiańskiego genotypu

– Tego faceta w basenie zamordowali uchodźcy, albo obsługa hotelowa. Bo Włosi przecież nie są biali, tylko tacy śniadzi, więc to terroryści

– Dzięki Bogu i Beacie Szydło, która własną piersią osłania nas przed muzułmańską ordą, jesteśmy bezpieczni w granicach kraju. Ale jak nie daj Bóg PiS przestanie rządzić to nas tu wszystkich wymordują. I w Raciborzu wymordują i w Białce Tatrzańskiej.

– Jak wakacje to tylko w Polsce, a najlepiej w Kołobrzegu. Za granicę nie ma co wyjeżdżać.

Od siebie dodałbym, że lepiej nie jechać też do Łodzi i do Elbląga.

 

A już zupełnie na koniec, żeby trochę zejść ze złych emocji, opowiem wam dowcip.

Przychodzi Ziobro do apteki i mówi do sprzedawcy:
– Poproszę czopek
– Jaki?
– Może być.

http://www.nienawisc.pl/wakacje-w-lodzi-czyli-gwalt-w-rimini/

.@BeataSzydlo Flagi UE się odnalazły, ale to nic nie zmienia – przez waszą fuszerkę jesteście #SamiwEuropie. Polacy nie pozwolą na #Polexit!

Historyk o niejasnej przeszłości szefa MON

Historyk o niejasnej przeszłości szefa MON

   29 sierpnia 2017

Znany historyk, prof. Andrzej Friszke przypomina, że w 1968 roku Antoni Macierewicz w śledztwie zdradził kolegów. Sprawę tę opisał w książce „Anatomia buntu”, w której podaje fakty, sygnatury archiwalnych akt, które z całą pewnością są autentyczne. „Te dokumenty mówią same za siebie, wszystko jest czarno na białym, ja się z niczego, co napisałem w książce, nie wycofuję” – zastrzega w rozmowie z portalem naTemat. i podkreśla, że „Antoni Macierewicz nigdy nie powinien rozpoczynać wojny na teczki”. Dlaczego? Z dokumentów znajdujących się w archiwach IPN wynika bowiem, że w roku 1968 Macierewicz po aresztowaniu złożył tak obfite zeznania, że wystarczyło na akt oskarżenia dla niego i Wojciecha Onyszkiewicza.

Historyk jest zdziwiony, że media nie zainteresowały się dotychczas tą sprawą. Tymczasem w IPN znajduje się kilkadziesiąt stron protokołu ze śledztwa. Wynika z niego, że w swoich zeznaniach obecny szef MON wymienił aż kilkadziesiąt osób. Zdaniem historyka, to dużo. Dlaczego? „Zależy o jakiej epoce mówimy – przypomina Friszke. Jeśli o roku 1968, to należy pamiętać, że wszystko działo się w trakcie działań protestacyjnych. Każdy zatrzymany musiał liczyć się z tym, że jest to początek śledztwa i procesu. Zatrzymanych trzymano przeważnie na Rakowieckiej w Warszawie. Było otwierane śledztwo i wzywano podejrzanych o działalność wywrotową na przesłuchania”. Historyk wylicza: pierwsze zawsze było pytanie o życiorys, czyli kto, gdzie się urodził, do jakich szkół chodził. Przesłuchujących interesował też kalendarzyk. Zwykle przy zatrzymanych znajdowano bowiem jakiś kalendarzyk, a w nim numery telefonów i adresy do różnych osób. W ten sposób śledczy ustalali kontakty, adresy, siatka- opowiadał dziennikarzowi portalu prof. Friszke. Było jak w filmach szpiegowskich – śledczy pytali „kto to, skąd go znasz, kim jest, co robi”, a gdy w trakcie śledztwa natrafiali na jakąś sobie „znaną” osobę, to zaczynali dopytywać bardziej dokładnie.

Jak doszło do aresztowania Antoniego Macierewicza? Stało się tak w marcu 1968 roku, ponieważ był uczestnikiem strajków studenckich. A do tego w środowisku studenckim prominentną postacią: należał do rady wydziałowej Zrzeszenia Studentów Polskich, zaangażował się w działalność opozycyjną, był założycielem Ligi Niepodległościowej. Studiował historię. W areszcie siedział od 28 marca do 3 sierpnia 1968, a po wyjściu z aresztu został zawieszony w prawach studenta – przypomniał historyk. Z protokołu przesłuchania wynika, że śledczych bardziej od powiązań i znajomości Macierewicza interesowała studencka aktywność w trakcie protestów marcowych: kto jeszcze poza nim w nich uczestniczył, co się stało z powielaczem, i tak dalej.

Antoni Macierewicz – nie wnikając w powody – powiedział w śledztwie „wystarczająco dużo, żeby się dało ukręcić akt oskarżenia. Szczególnie na niego i Wojtka Onyszkiewicza” – powiedział Friszke. Na pytanie dziennikarza, jak zatem traktować opowieści obecnego ministra i jego przyjaciół, że „był świetlaną postacią”, czyli „niezłomnym bojownikiem o wolną i demokratyczną Polskę”, historyk wyjaśnił twierdząco. – „To prawda, tego nie można mu odmówić. W latach 70. rzeczywiście do jego postawy moralnej nie można mieć zastrzeżeń, podobnie jak nie podlega dyskusji jego determinacja. Złego słowa nie można powiedzieć, poza tym, że miał ogromne skłonności do kłótni. To wszystko”.Natomiast później – w latach 80. – wydawał „Głos”, ale generalnie był mało aktywny i w tamtym okresie znajdował się na marginesie ruchu opozycyjnego”. Jednak – podkreśla prof. Friszke – warto zwrócić uwagę na rzecz niespotykaną, i szczególnie zastanawiającą, jeśli chodzi o dokumentację SB (historyk przypomina, że takie właśnie dwa dokumenty opublikował w swojej książce o Macierewiczu Tomasz Piątek).

O co chodzi? Otóż „pierwszy raz w życiu widziałem, żeby oficer tak wysokiego szczebla wydawał dokument, w którym stwierdza, że taki a taki człowiek nie jest poszukiwany przez służby bezpieczeństwa. To był oficer wysokiego szczebla z departamentu wywiadu czy kontrwywiadu, nad nim praktycznie był już tylko wiceminister i minister. Dla mnie ten dokument to coś niespotykanego”– opowiada prof. Friszke. Przy czym, jak zaznacza, autentyczność tego dziwnego pisma została potwierdzona i nie budzi żadnych wątpliwości. Co na to minister Macierewicz?

koduj24.pl

Szydło o lipcowych protestach: wyreżyserowane i opłacone

Szydło o lipcowych protestach: wyreżyserowane i opłacone

   29 sierpnia 2017

– „Ostatnie protesty to wyreżyserowana, opłacona akcja mająca uderzyć w rząd” – takie słowa padły w wywiadzie Beaty Szydło dla „Gazety Polskiej”. Dodała, że trudno zaakceptować tezę, że ostatnie protesty były spontaniczne.

Nie wiadomo na razie, kto – według niej – był reżyserem i kto opłacił wielkie lipcowe protesty społeczne przeciw pisowskim zmianom w sądownictwie. Całość tego wywiadu ukaże się jutro.

Szydło porównała masowy sprzeciw społeczny w lipcu do – jak się wyraziła –„puczu w Sejmie w grudniu ubiegłego roku”. Musiała jednak w końcu przyznać, ze na ulice wyszło mnóstwo ludzi. – „Nie zmienia to faktu, że sporo osób protestowało, bo ma inne zdanie niż my”.

Później już włączyła do swojej wypowiedzi typowy przekaz dnia PiS, mówiąc: – „Politycy opozycji zamiast toczyć spór i dyskusję w pokojowej atmosferze, eskalują agresję”. Bo przecież PiS to samo dobro i umiłowanie bliźniego…

koduj24.pl

Zemsta Dobrej Zmiany na Francuzach. Od teraz ich marki mają być w Polsce pisane po polsku [MAMY JE]

Mariusz Ciechoński, 29 sierpnia 2017

 

http://aszdziennik.pl/120909,zemsta-dobrej-zmiany-na-francuzach-od-teraz-ich-marki-maja-byc-w-polsce-po-polsku-mamy-je

To dla Polski najgorszy dzień w Europie. Nasza pozycja jeszcze nigdy nie była tak zła

Newsweek Polska, Maciej Nowicki, 29.08.2017

© photo: Soeren Stache/DPA / source: Zuma Press

 

29 sierpnia pozycja Polski w Unii Europejskiej uległa radykalnej zmianie. Wystarczyło jedno zdanie Angeli Merkel.

Przez długi czas wydawało się, że kanclerz Niemiec nadal będzie milczeć na temat Polski. Pod koniec czerwca, po jednym z europejskich szczytów, pewien francuski dyplomata donosił, że zawarto zakulisowy deal: Paryż bierze na siebie dyscyplinowanie Polski, a w zamian Berlin zajmie się Grecją. Bo tak chciały Niemcy.

Powody, dla których Merkel nie zabierała dotąd głosu w naszej sprawie, były zrozumiałe. Uważała, że takie działania będą przeciwskuteczne: Niemcy mają oczywiste winy wobec naszego kraju – napadły Polskę, a potem ją zniszczyły. I wszelka interwencja zostanie uznana za mieszanie się w nieswoje sprawy. PiS będzie chciał pokazać, że Niemcy nie mają tu nic do powiedzenia – i jeszcze zaostrzy swoją politykę. Na czym ucierpią przede wszystkim zwykli Polacy. Nic z tego dobrego nie wyjdzie.

PiS miał najwyraźniej nadzieję, że nic się tu nie zmieni. Minister Waszczykowski będzie się w nieskończoność bawić z Komisją Europejską w dyplomatycznego ping-ponga, wysyłając swoje absurdalne odpowiedzi. „Sankcji przecież i tak nie będzie” – myślano. Ostatnia krytyka Polski przez Macrona była szalenie bolesna – o czym świadczy nerwowa reakcja polskiego rządu. Ale zawsze można było to przynajmniej częściowo rozbroić, podkreślając typowo francuską arogancję Macrona, młody wiek i jego niepewną sytuację we własnym kraju. Poza tym to nie Paryż tylko Berlin wprowadzał nas do Unii. To Niemcy były dla nas najważniejsze – politycznie i gospodarczo. Dopóki między Warszawą a Berlinem nie było otwartego kryzysu można było udawać, że sytuacja nie jest krytyczna.

Merkel zmienia politykę wobec Polski

Teraz to się zmieniło. Angela Merkel powiedziała, że nie zamierza trzymać języka za zębami. I to na pewno nie jest koniec. W Niemczech panuje przekonanie, że po zwycięskich wyborach 24 września pani kanclerz znacząco przyspieszy – wie, że sytuacja w Europie jest zła, a za nic nie zamierza przejść do historii jako grabarz UE.

Merkel bywała do bólu ostrożna. Za co nieraz ją krytykowano. Ale potrafiła też wszystkich zaskoczyć – dokonując nagłej zmiany o 180 stopni. I taką zmianę widzimy teraz. Merkel zmienia swoją polityką wobec Polski, bo widocznie uznała, że dalsze wybryki największego państwa w Europie Środkowej mogą rozsadzić Unię. A jednocześnie zrywa z bodaj największym tabu w niemieckiej polityce – oświadczając, że jest pod pewnymi warunkami gotowa na wspólnego ministra finansów strefy euro. To byłby wielki krok w kierunku zupełnie innej UE. Z Polską na wyraźnym marginesie. Francja domagała się tego od lat i nigdy nic nie uzyskała.

Polityka PiS od samego początku opiera się na otwieraniu konfliktów na maksymalnej ilości frontów. To ogromnie ryzykowana forma ucieczki do przodu, bo z dnia na dzień liczba potencjalnych wrogów rośnie. Co prawda w samej Polsce taka polityka na razie PiS-owi aż tak bardzo nie szkodzi (przynajmniej dopóki opozycja, która mogłaby to zdyskontować jest w stadium wymarcia). Ale w Europie taka polityka szukania kolejnych wrogów to jawne samobójstwo. Wbrew temu co sądzi PiS, Niemcy, Francja czy UE istnieją naprawdę.

msn.pl

Ziobro widzi Moskwę w Brukseli. Atakuje Komisję Europejską. Jutro spotkanie Merkel-Juncker

WTOREK, 29 SIERPNIA 2017 

Ziobro o decyzji KE: Chodzi tylko o politykę. Architektami tego przedsięwzięcia są polscy politycy

– Chciałem skomentować na dzisiejszej konferencji prasowej przygotowane stanowisko polskiego rządu, które trafiło wczoraj do KE, ale nie wiedziałem o tym, kiedy zapraszałem państwa na konferencję, że KE ustami swojej rzeczniczki już dziś powie, że ten dokument jest odrzucony przez KE. Jest to o tyle zaskakujące, że to zachowanie wskazuje na pewien brak profesjonalizmu, a chyba większego profesjonalizmu powinniśmy oczekiwać od KE, bo warto zachowywać pozory, że tu chodzi o sprawy merytoryczne, dialog i dyskusję, bo dialog i dyskusja wymaga przecież zapoznania się z argumentacją merytoryczną. Ten bardzo obszerny dokument, który zawiera różne argumenty różnej natury nie mógł być w sposób merytoryczny i rzeczowy przeanalizowany w tak krótkim czasie. To niemożliwe. Jednym słowem, ten pośpiech pokazuje, że tutaj chodzi o politykę i tylko politykę. My o tym wiemy od dawna, że argumenty i racje nie mają żadnego znaczenia. Mówię swoje osobiste zdanie, to nie jest opinia, którą skonsultowałem z przedstawicielami polskiego rządu. Mówię tu jako Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości – mówił Zbigniew Ziobro na konferencji, komentując decyzję KE o odrzuceniu przedstawionego przez Polskę stanowiska, według którego Bruksela nie ma prawa ingerować w polski system sądownictwa.

– Nie podejrzewałem KE o taki brak profesjonalizmu, o taki błąd, jaki popełniła i takie odsłonienie się. Można powiedzieć: kurtyna opadła, już poza wszelką wątpliwością, bo nie jest możliwe, aby tak rychło odnieść się do tak licznych i rozmaitych argumentów, które zostały w dokumencie podniesione – dodał minister sprawiedliwości.

Jak podkreślał, „tu chodzi o politykę i używanie zagranicy do spraw Polski, a ta polityka została całkowicie obnażona przez posła Budkę, który dzisiaj został nawet skrytykowany przez swoich kolegów”. – Niezwykle pospieszne, nierutynowe działanie KE, a z drugiej strony w połączeniu z wywiadem, jaki udzielił minister Budka pokazuje całość tej mozaiki i układanki politycznej. Tak naprawdę architektami tego politycznego przedsięwzięcia, które podejmuje KE, nie są politycy KE, tylko polscy politycy – dodał Ziobro.

Minister sprawiedliwości – kolejny raz – zasugerował także, że w całą akcję zamieszany jest Donald Tusk. „Tam jest pisany projekt ataku na Polskę” – mówił.

300polityka.pl

WTOREK, 29 SIERPNIA 2017 

Co się stanie w dzień Wojska Polskiego? – znamy zarys intrygi w politycznym thrillerze Michała Kamińskiego

„Polka ginie na wakacjach w Egipcie. W kraju trwa bezwzględna kampania wyborcza. Wybucha afera podsłuchowa, a premier dowiaduje się , że jego żonie zostało kilka tygodni życia. Europa przeżywa gigantyczny kryzys z uchodźcami, a rosyjskie służby specjalne postanawiają wkroczyć do gry aby uzyskać kontrolę nad Polską. Minister Obrony bez skrupułów wykorzysta każda szanse by spełnić swój sen o pełni władzy. Tymczasem, kilka zwykłych rodzin szykuje się na wyjazd do egzotycznego Marmaris w Turcji.

W politycznym thrillerze autor, który polską i europejską politykę zna od podszewki, kreśli nie tylko wciągającą szpiegowską intrygę, ale i z bliska przedstawia świat mediów, polityki i manipulacji opinią publiczną.


W oczywisty sposób wszelkie podobieństwa są zupełnie przypadkowe”.

– przeczytamy na okładce książki Michała Kamińskiego, która ukaże się wkrótce.

Wiemy też, że oprócz rządowych budynków, ważnym miejscem akcji będzie prestiżowy wieżowiec warszawski Złota 44.

300POLITYKA jest patronem medialnym książki.

Władze PiS na gzymsie straszą, że skoczą

Władze PiS na gzymsie straszą, że skoczą

   29 sierpnia 2017

A może o to chodzi Kaczyńskiemu, aby roztrzaskać Polskę w drobiazgi?

Witold Waszczykowski na odczepnego wysłał do Komisji Europejskiej odpowiedź MSZ dotyczącą sytuacji praworządności w Polsce, formułując w poniedziałek retoryczny załącznik: – „Tu nie ma o czym dialogować”. Szef dyplomacji niemal prychnął: „Liczę na, to że Komisja Europejska zaprzestanie przesyłać nam zalecenia, krytykować i wytykać”. Zaś pod adresem wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa wysłał groźbę niemal taką, jaką formułuje Mariusz Błaszczak do szefa Obywateli RP Pawła Kasprzaka: „Przestanie występować pan Timmermans na konferencjach prasowych, przestanie mówić, że monitoring Polski to jest jego misja personalna, przestanie przyjeżdżać do Polski na manifestacje polityczne”.

Następnego dnia, czyli dzisiaj Komisja Europejska odrzuciła stanowisko Polski, iż Bruksela nie ma prawa ingerować w polski system sądownictwa. Bruksela ma prawo przynajmniej się interesować, a jak prawo jest niezgodne z praworządnością, do której obowiązują traktaty unijne podpisane przez Polskę, Komisja Europejska ma prawo ingerować.

I taki mamy przypadek: praworządność w Polsce jest zagrożona. Procedury praworządności uruchomione przez Komisję Europejską ulegają wyczerpaniu, w Parlamencie Europejskim dojdzie do kolejnej debaty, a po niej mogą być podjęte działania z art. 7 Traktatu o UE ,nazywane „opcją nuklearną” – czyli krótko pisząc: zagrożenie Polski sankcjami. Takie działanie nie zostały jeszcze nigdy podjęte przez Komisję Europejską, a żaden kraj unijny nie dotarł do sytuacji, z jaką mamy w tej chwili do czynienia.

Głos w tej sprawie zajęła kanclerz Niemiec Angela Merkel i jej słowa wcale nie są dla władz PiS przyjemne: – „Jedność Unii za cenę rezygnacji z praworządności to nie byłaby już Unia Europejska”. Merkel więc dołączyła do Emmanuela Macrona, nie zgodzi się na taryfę ulgową, na „trochę”niepraworządności w Polsce. Merkel w środę będzie wyczerpująco rozmawiać na ten temat z szefem KE Jean-Claude’em Junckerem.

Waszczykowski jako dyplomata jest neptkiem, jest ustami prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W zastepstwie prezesa szef dyplomacji staje na gzymsie wieżowca unijnego i mówi, że nie chce „dialogować”. Musicie się zgodzić na niepraworządność w Polsce, bo jak nie – to skoczę.

„Opcja nuklearna” to będzie powiedzenie władz unijnych: „a skaczcie”, strażacy nie przyjadą z dmuchanym zabezpieczeniem na dole, a jedyną liną tego bungee jest elektorat PiS. Ta dramatyczna scenka charakteryzuje sytuację, do jakiej PiS doprowadził Polskę w Unii Europejskiej.

Czy Kaczyński pozwoli władzom PiS cofnąć się z gzymsu i powrócić do obowiazujących na Zachodzie standardów demokratycznych? A może o to chodzi Kaczyńskiemu, aby roztrzaskać Polskę w drobiazgi?

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

WTOREK, 29 SIERPNIA 2017 

STAN GRY: Wielowieyska: Biskupi ostrzegają PiS, Fakt: Likwidacja Biełsatu karą za weta? Szułdrzyński: Odsunąć bulteriery

— SPRZEDAŻ TIGERA PO KRYZYSIE WZROSŁA… “Udziały rynkowe marki napoju energetycznego Tiger, produkowanego przez Maspex Wadowice po aferze z wpisem na Instagramie – wbrew zapowiedziom wielu – zamiast spadać, wzrosły. – Bojkoty marek z powodów ideologicznych są nieskuteczne. Przynoszą efekt odwrotny do zamierzonego – komentuje dla Wirtualnemedia.pl Jakub Bierzyński, szef domu mediowego OMD Poland”. http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/sprzedaz-tigera-wzrosla-po-kryzysie-wizerunkowym

— ZAMKNIĘCIE BIEŁSATU TO ZEMSTA ZA WETA PREZYDENTA? – FAKT O ZOFII I AGNIESZCE ROMASZEWSKICH.

— SĄD PYTA POLICJĘ O INWIGILACJĘ POLITYKÓW – Wojciech Czuchnowski w GW: “Nasi informatorzy twierdzą, że w materiałach powinny się znaleźć szczegółowe raporty wywiadowców, którym zlecono śledzenie opozycjonistów. – Z takiej obserwacji każdy sporządza notatkę służbową. Pisze, kogo obserwował i na czyje polecenie, informuje o przebiegu tej czynności i o wszystkim, co w jej trakcie zaszło – opisuje jeden z naszych rozmówców. Dodaje, że jeśli policja przekaże te notatki, to osoby, które złożyły pozew, poznają nazwiska oficerów odpowiedzialnych za decyzję i trudniej będzie „rozmyć odpowiedzialność”. Na razie ustaliliśmy, że pod planami operacyjnymi na czas lipcowych wystąpień podpisany był insp. Piotr Berent, pierwszy zastępca komendanta stołecznego, odpowiedzialny za pion kryminalny. Dlaczego on, a nie zastępca ds. prewencji? Tym bardziej że policja zaprzecza, by jej działania miały charakter inwigilacji, i podkreśla, że chodziło tylko o „bezpieczeństwo” polityków i działaczy opozycji”. http://wyborcza.pl/7,75398,22291450,sad-pyta-policje-o-inwigilacje-politykow-w-materialach-powinny.html

— BISKUPI WYSYŁAJĄ KACZYŃSKIEMU SILNY SYGNAŁ NA POCZĄTEK NOWEGO SEZONU POLITYCZNEGO – Dominika Wielowieyska w GW: “Gdy Episkopat poparł weta sądowe już dwie godziny po decyzji Andrzeja Dudy, było jasne, że za prezydentem stoi twardy gracz abp Gądecki, bez którego wsparcia głowa państwa nie zdecydowałaby się na tak otwartą konfrontację z własnym obozem. Dziś biskupi na otwarcie nowego sezonu politycznego znów wysyłają mocny sygnał do Kaczyńskiego: „Nie cofniemy się, będziemy dalej wspierać wszelkie decyzje hamujące antydemokratyczne zapędy”. Jednocześnie zamilkli hierarchowie jawnie sprzyjający obozowi władzy”. http://wyborcza.pl/7,75968,22290555,biskupi-kontra-pis-kaczynski-trafil-na-godnego-przeciwnika.html

 JEDYNKA GAZETY KRAKOWSKIEJ O SONDAŻU OPUBLIKOWANYM PRZEZ 300 – MAJCHROWSKI MOŻE PRZEGRAĆ – PO RAZ PIERWSZY DRUGI W SONDAŻU:

— BARDZIEJ DOCENIAŁBYM MACIEREWICZA – Waldemar Pawlak w FpF: “Pawlak zaznaczył, że „nie lekceważyłby” Macierewicza, a „bardziej nawet by go doceniał”. – Czasami ta poza, lekko szalona i rozwichrzona, ma taką zaletę, że bardziej może on przekraczać pewne granice niż politycy, którzy trzymają się pewnych reguł i zasad – uzasadnił. Zdaniem byłego premiera wizerunek Macierewicza „to połączone cechy” charakteru i właśnie „poza”. – Jak obserwowałem działania pana ministra Macierewicza, to on czasami grał taki rozmach i taką emocję, a z bliska było widać, że precyzyjnie trzyma uzbrojenie w ręku – podkreślił Pawlak”. http://www.tvn24.pl/pawlak-o-macierewiczu-nie-lekcewazylbym-go-bardziej-nawet-docenial,767980,s.html

— CZABAŃSKI Z ROZKOSZĄ ODWOŁAŁBY KURSKIEGO ALE NIE WIE CZY MU WOLNO – Juliusz Braun w rozmowie z GW: “Ten wywiad zawiera wiele słusznych ocen. Myślę, że z rozkoszą by to zrobił, ale wie, że mu nie wolno”.

— CZABAŃSKI KRYTYKOWANY ŻE STARY KOMUCH, A MODERATOR NIE REAGUJE – dalej Braun: “Obóz prorządowy jest teraz podzielony. Np. w środowisku braci Karnowskich ostro jest atakowany Czabański. Pod omówionym na ich portalu wPolityce.pl ostatnim wywiadem Czabańskiego pojawiają się komentarze, że… to stary komuch, a moderator nie reaguje”. http://wyborcza.pl/7,75398,22288352,we-wtorek-posiedzenie-rady-mediow-narodowych-czabanski-z-rozkosza.html

— PODATKOWY PO-PIS – jedynka DGP: “400 posłów poparło uchylenie sankcji za niepłacenie podatków. Wśród nich była Beata Szydło. Już w 2006 r. rząd PiS–LPR–Samoobrona proponował przepisy, które później przyczyniły się do rozszczelnienia systemu finansowego. Ostatecznie zmiany przyjęto za rządów PO, ale głosami wszystkich partii w Sejmie Jak to się stało, że w 2008 i 2009 r. zniknęła sankcja w VAT, czyli 30-procentowa kara za niepłacenie podatków? – pytał niedawno na antenie TVP wiceminister finansów Leszek Skiba, sugerując, że warto przyjrzeć się sprawie. I rozliczyć z niej polityków, którzy wówczas kierowali państwem”. http://gospodarka.dziennik.pl/podatki/artykuly/557104,vat-sankcje-pis.html

— ODCZEPCIE SIĘ – RZĄD ODPOWIADA BRUKSELI – jedynka GW.

— KONRAD SZYMAŃSKI O SYMETRYCZNEJ ODPOWIEDZI DLA FRANCJI – mówi w rozmowie z SE: “W momentach krytycznych, takich jak ten z Francją, potrzebna bywa symetryczna odpowiedź. Polska przyjmuje jednak zrównoważone, opanowane stanowisko i do tego namawiamy także innych. Choć duże kraje mają zwyczaj przyjmowania pozycji mentora i pouczania innych. Tyle że Unia na tym nie polega, polega na równości”.

— SZYMAŃSKI O USPOKOJENIU EMOCJI – mówi dalej w SE: “Jedyne, co można zaproponować, to wzajemne zrozumienie. Na szczęście w Unii jest więcej niż jedno czy dwa państwa, z którymi można rozmawiać. Nie ma sensu nadużywać języka i eskalować emocji, warto przyjąć chłodne podejście…” http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/nie-przejmuje-sie-niestabilnymi-emocjonalnie-komentarzami-opozycji_1015222.html

— WSZYSCY IDĄ NA KARUZELĘ, A POLSKA W KĄCIE – Katarzyna Kolenda-Zaleska w GW: “Trudno o bardziej czytelne sygnały irytacji na postępowanie Polski. Coraz częściej jesteśmy pomijani niczym krnąbrny i niegrzeczny brzdąc w piaskownicy. Jeszcze próbowano się z nim bawić, ale w końcu machnięto ręką i teraz obrażony na cały świat siedzi sam w kącie. Wszyscy już idą na karuzelę, on zostaje sam w piaskownicy. Po spotkaniach z przywódcami Europy Środkowo-Wschodniej Macron wysłał premierowi Sobotce wiadomość: „Merci”. Co oznacza, że panowie doszli do jakiegoś porozumienia. Jaką wiadomość Macron może wysłać premier Szydło? „Merci, adieu”. http://wyborcza.pl/7,75968,22290496,macron-mowi-krnabrnej-warszawie-adieu.html

— PROWOKOWANIE BRUKSELI STAŁO SIĘ CELEM SAMYM W SOBIE – pisze w RZ Michał Szułdrzyński: “Można jednak odnieść wrażenie, że część środowisk politycznych w Polsce wyznaje zasadę: im gorzej, tym lepiej. Czyli im ostrzejszy spór z Brukselą, tym łatwiej podgrzewać emocje i w konsekwencji zbijać polityczny kapitał. Wczytując się w ton niektórych wypowiedzi czy pism słanych np. przez Zbigniewa Ziobrę, można wysnuć wniosek, że prowokowanie Komisji stało się dla części polskiej prawicy celem samym w sobie. To ryzykowna gra. Krótkofalowo obniża ona naszą zdolność negocjacyjną w ważnych sprawach dotyczących Unii. Nie chodzi o to, że rząd musi we wszystkim ustępować Brukseli, lecz zbyt duża liczba konfliktów sprawia, że nasze zdolności do przeforsowania swojego stanowiska radykalnie maleją. Długofalowe eskalowanie napięcia może zaś prowadzić do stopniowego podmywania wiary w sens członkostwa w UE”

— ODSUNĄĆ BULTERRIERY – pisze w RZ dalej Michał Szułdrzyński: “Dlatego powinno się odsunąć od tego konfliktu osoby, które go pogłębiają. Może lepiej by było, by sprawą Polski zajmował się ktoś inny niż Frans Timmermans, a PiS trzymał najbardziej zawziętych zagończyków z dala od relacji z Brukselą? Sporu Polski z Brukselą to nie rozwiąże, ale przynajmniej zmniejszy ryzyko negatywnych jego konsekwencji”. http://www.rp.pl/Opinie/308289890-Szuldrzynski-Odsunac-bulteriery.html?template=restricted

— AKCES DO UE KRAJU ISLAMSKIEGO JAK ALBANIA BYŁBY PRZEŁAMANIEM BARIERY PSYCHOLOGICZNEJ – pisze w GPC Ryszard Czarnecki: “Albania to państwo z populacją co prawda niespełna trzymilionową, jednak dwa miliony i paręset tysięcy mieszkańców to wyznawcy islamu. W krajach Europy Zachodniej jest wielokrotnie więcej muzułmanów, ale jednak wszędzie stanowią oni mniejszość. Akces kraju stricte muzułmańskiego byłby przełamaniem pewnej bariery psychologicznej. (…) Dobrze życzę Albańczykom, ale nie jestem wcale przekonany, czy kraj ten nie będzie stawał się forpocztą coraz bardziej radykalnego islamu – już wewnątrz poszerzonej UE”. http://gpcodziennie.pl/67906-balkanskiwyscigdouniieuropejskiej.html

— ZNACZENIE POLSKICH INICJATYW I WPŁYWÓW DRAMATYCZNIE SPADŁO – pisze Eugeniusz Smolar w RZ: “Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę, że Trójmorze nie odegra żadnej roli, toteż swoje stanowisko Waszyngton wypracowuje, biorąc pod uwagę cele i opinie najważniejszych partnerów europejskich. Za przykład mogą posłużyć wydarzenia z ostatnich dni. Kurt Volker, nowy specjalny wysłannik amerykański do spraw Ukrainy, spotkał się w Mińsku z wysłannikiem Kremla, Surkowem, by następnie w Kijowie dołączyć do sekretarza stanu, Mattisa. Po drodze jednak wylądował w Wilnie, by omówić możliwości rozwiązania kryzysu i udzielenia pomocy Ukrainie. Nie w Warszawie, ale właśnie w Wilnie. Ten doświadczony, świetnie zorientowany dyplomata bliski McCainowi, były ambasador przy NATO, musi mieć bowiem świadomość, że znaczenie Polski jako źródła inicjatyw i wpływów dramatycznie osłabło w innych stolicach europejskich, także w samym Kijowie”. http://www.rp.pl/Publicystyka/308289905-Smolar-Polityka-we-mgle-ideologii.html

–  RZĄD PIS UŁATWIA EUROPEJSKIM PRZECIWNIKOM POLSKICH INTERESÓW – pisze Bartłomiej Radziejowski w Nowej Konfederacji: “Niestety, rząd PiS ułatwia europejskim przeciwnikom długofalowych, polskich interesów zadanie, sam ustawiając się w roli dyżurnego eurosceptyka i awanturnika Unii. Z takiej pozycji – jak słusznie zauważa prof. Tomasz Grosse – nie sposób skutecznie głosić żadnych alternatywnych pomysłów. A przecież możliwości podmiotowej gry istnieją, z wyzyskaniem napięć między Niemcami a Francją i torpedowaniem projektów „wielu prędkości” z pozycji obrońcy wartości europejskich na czele. Jednak gdy po serii takich decyzji, jak niepodpisanie konkluzji ze szczytu w sprawie wyboru szefa Rady Europejskiej czy ostentacyjne zerwanie kontraktu na Caracale, polscy politycy nagle zaczynają wzywać Macrona, aby „nie rozbijał UE” (co jest argumentem ze wszech miar słusznym), nikt nie traktuje ich poważnie”.

— NEGATYWNIE NASTAWIONA FRANCJA WYZWANIEM ZBYT DUŻYM, ABY ZMAGAĆ SIĘ Z NIM POPRZEZ BUŃCZUCZNE OKRZYKI I KŁADZENIE REYTANA – dalej Radziejowski: “Ponownie ma zatem rację Jan Rokita, pisząc, że „Macron jest więc obecnie niewątpliwie najpoważniejszym politycznym nieprzyjacielem Polski. Znacznie groźniejszym niźli np. władca Rosji, którego możliwości zwalczania polskich interesów są w dzisiejszych realiach nieco ograniczone” („Sieci Prawdy” nr 35/2017). To już nie przelewki. Tak negatywnie nastawiona do nas Francja jest wyzwaniem zbyt dużym, aby zmagać się z nim poprzez naprzemienne buńczuczne okrzyki i kładzenie Reytana. Polski rząd znalazł się w bardzo trudnym położeniu i należy mu się w tej sprawie wsparcie przez wzgląd na elementarne wymogi racji stanu. Ale jego polityka europejska zbankrutowała i powinna zostać jak najszybciej wymyślona na nowo”. https://nowakonfederacja.pl/macron-gorszy-niz-putin/

— RUMUNIA WSTAJE Z KOLAN I CHCE BYĆ W TWARDYM JĄDRZE EUROPY: “Decyzja Rumunii, by przyjąć przyjąć prawie dwa tysiące uchodźców, to świadoma polityka uczestnictwa w ratowaniu europejskiej wspólnoty. Rumuni chcą znaleźć się w twardym jądrze Europy. Negocjują, ale nie trąbią o wstawaniu z kolan”. https://oko.press/rumunia-wstaje-kolan-zmierza-centrum-europy-dlatego-zostaje-prymusem-relokacji-uchodzcow/

— NIESPODZIEWANE WSPARCIE MACRONA – Krzysztof Karnkowski w GPC: “Po zawirowaniach związanych z prezydenckimi wetami i nawałnicy, jaka dotknęła dużą część Polski, stając się okazją do ataków na rząd, polityka zdaje się wracać do swojego normalnego biegu. Rząd skupia się na bezpieczeństwie socjalnym i tym rozumianym najbardziej dosłownie. Tam, gdzie słabiej radzi sobie jego piar, wkraczają działacze opozycji. Najmocniejsze wsparcie Beata Szydło otrzymała jednak nie od nich, lecz od prezydenta Francji Emmanuela Macrona”.

— KARNKOWSKI O WSPARCIU OPOZYCJI – BLIŻEJ MOŻNYCH: “Pomagają mu też medialne ADHD Budki i awantura, jaką przy wsparciu innych polityków i postaci pokroju płk. Mazguły KOD próbował wywołać wokół obchodów rocznicy Porozumień Sierpniowych. Jest wreszcie typowy dla PO pokaz arogancji Jacka Rostowskiego, który wyśmiewa pomysł bojkotu francuskich towarów, pisząc, że na Podkarpaciu spadnie sprzedaż Chanel no 5. Bliżej możnych z zagranicy, dalej od ludzi, dalej wreszcie od wyborczej wygranej – to podsumowanie opozycji totalnej pod koniec wakacji 2017 r.” http://gpcodziennie.pl/67905-niespodziewanewsparcie.html

— BRAWO RZĄD: BĘDZIE 500+ DLA EMERYTÓW – jedynka Faktu.

— MINISTER ROLNICTWA ŁĄCZY AGENCJE, ŁĄCZY RODZINY – Fakt: “Eksterminacja” – tak pracownicy Agencji Nieruchomości Rolnych nazywają sposób zwalniania ich z pracy w związku z likwidacją agencji i utworzeniem – również w miejsce Agencji Rynku Rolnego – Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Operacją dowodzi znajomy ministra Krzysztofa Jurgiela (64 l.), a sam szef resortu dba o to, by rodzinom swoich przyjaciół z PiS nie stała się krzywda. Miotła sięgnęła “złogów po PO-PSL”, jak nazywani są pracownicy ANR i ARR zatrudnieni tam jeszcze przed objęciem władzy przez PiS. Na bruk wylatują wieloletni i doświadczeni pracownicy, matki przebywające na urlopach wychowawczych, a osoby, którym został rok do emerytury, boją się o swoją przyszłość”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/nepotyzm-w-pis-minister-rolnictwa-krzysztof-jurgiel-laczy-rodziny-dobrej-zmiany/esnrys2

— JAKI MRUGA OKIEM DO NAJBARDZIEJ PRYMITYWNYCH WYZNAWCÓW “PROPORCJONALNEJ SPRAWIEDLIWOŚCI” – pisze w RZ Zuzanna Dąbrowska: “Pan wiceminister jest więc zwolennikiem kary śmierci, ale nie planuje zmiany prawodawstwa ze względu na „reguły panujące w Unii”, jest zwolennikiem tortur, ale nie chce ich wprowadzania, choć szczerze wierzy, że czasem „śmierć to za mało”. Mruga więc okiem do najbardziej prymitywnych wyznawców „proporcjonalnej sprawiedliwości”, nie ponosząc jednocześnie za to żadnej politycznej odpowiedzialności, bo przecież „nie chce zmieniać prawa”. Gdyby był Hammurabim, sprawa wyglądałaby inaczej…” http://www.rp.pl/Komentarze/308289880-Patryk-Jaki-szuka-zrodel-sprawiedliwosci-w-Babilonie.html

— KARCZEWSKI W KONTRZE DO JAKIEGO PRZECIW KARZE ŚMIERCI: “- Nigdy nie chciałbym, by ktokolwiek przyłożył się do czyjejkolwiek śmierci. Ja bym tego nigdy nie zrobił – tłumaczył dodając, że mówi to jako „lekarz, który był przy setkach śmierci”. http://www.rp.pl/Prawo-i-Sprawiedliwosc/170829045-Stanislaw-Karczewski-Jestem-przeciwny-karze-smierci.html#ap-1

— DWÓCH SENATORÓW PO ODCINA SIĘ OD BUDKI: “W poniedziałek do słów Budki odnieśli się dwaj śląscy senatorowie Platformy: Andrzej Misiołek i Leszek Piechota. „Jako senatorowie RP oraz członkowie Platformy Obywatelskiej zdecydowanie odcinamy się od tej części wypowiedzi posła Borysa Budki, w której sugeruje on, że UE powinna stawiać Polsce ultimatum, być nieustępliwa, nieprzejednana, twarda i pokazać swoją siłę wobec Polski oraz grozić naszemu krajowi konsekwencjami w postaci sankcji, których domagałby się jako ostatni” – podkreślili senatorowie w oświadczeniu przesłanym PAP”. https://wiadomosci.wp.pl/senatorowie-misiolek-i-piechota-z-po-o-slowach-budki-dla-die-zeit-niedopuszczalne-6160308151302273a?src01=b289a&src02=twitter_wirtualnapolska

— WETA TO BYŁA POLITYCZNA GRA OBLICZONA NA DRUGĄ KADENCJĘ – Sławomir Neumann:
“- Andrzej Duda wytrzyma w swojej niezależności od PiS-u?

– Nie przesadzałbym z tą niezależnością. Nie wiem, kto rozsiewa takie plotki.

– Po wetach także politycy PO byli pełni nadziei.

– Ja je rozumiem jako wynik analizy przeprowadzonej w Kancelarii Prezydenta, bo podpisanie tych ustaw bardzo mocno ograniczałoby szansę na drugą kadencję. To była raczej próba takiej politycznej gry.

– Ale jednak gry z PiS-em…

– PiS nie ma teraz większego wyboru, przecież nie wystawi innego kandydata w wyborach w 2020 roku, mając Andrzeja Dudę jako prezydenta. PiS jest trochę zakładnikiem prezydenta i po raz pierwszy Andrzej Duda to wykorzystał. Ale nie spodziewam się wielkich zmian w nastawieniu prezydenta do PiS-u i prezesa Kaczyńskiego”. https://wiadomo.co/slawomir-neumann-pisowski-ubek-to-dobry-ubek/

— WAŁĘSA CHCE ZBIERAĆ PODPISY ZA ODEBRANIEM SOLIDARNOŚCI ZNACZKA – jak mówi Jackowi Nizinkiewiczowi w RZ: “To 5-procentowa Solidarność. W dzisiejszej „S” jest 5 proc. prawdziwej „S”. To już nie jest ta „S”, którą ja budowałem. To nie jest 10-milionowy ruch, tylko 500-tysięczny związek. A to, co robią, nie ma nic wspólnego z ideałami, za które przelewano krew. Bardzo nie podoba mi się, co robi związek Piotra Dudy. Zastanawiam się, czy nie zbierać podpisów pod odebraniem im nazwy, żeby dalej nie brudzili sztandaru „S”. http://www.rp.pl/Polityka/308289874-Lech-Walesa-Zwalczaly-mnie-tylko-dwie-partie—PZPR-i-PiS.html

— SWOBODA USŁUG POWINNA BYĆ ROZSZERZANA, A NIE OGRANICZANA – Mateusz Morawiecki na wpolityce: “Moglibyśmy nazywać to dumpingiem korporacyjnym, bo te instytucje płacą bardzo niskie podatki u nas, a jednocześnie korzystają z ogromnej przewagi w modelach operacyjnych, dystrybucji. Inne instytucje zachodnie z przewagi kapitałowej i technologicznej. My musieliśmy respektować to prawo. Stawiam tu znak zapytania, czy jeśli ktoś dumpingiem socjalnym nazywa nasze konkurencyjne firmy logistyczne, transportowe, budowlane, czy inne świadczące usługi, to my wskazujemy tu na zupełnie nieuprawnione przypadki unikania płacenia podatków przez francuskie firmy. To tax dumping i dumping korporacyjny. Stoimy na stanowisku, że swoboda świadczenia usług powinna być poszerzona, a nie zawężana, jak tego chcą Francuzi”. https://wpolityce.pl/polityka/355151-nasz-wywiad-mateusz-morawiecki-dzis-po-raz-pierwszy-mozemy-myslec-o-niezaleznosci-i-suwerennosci-gazowej?strona=2

— PROF. JERZY OSIATYŃSKI O NIEMIECKICH BANKACH I GRECKIM KRYZYSIE – mówi w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim w KL: “W czasach, kiedy byłem doradcą prezydenta Komorowskiego, mieliśmy spotkanie z wiceprezesem Deutsche Banku. Jego zdaniem największy problem z greckimi bankami polegał na tym, że Grecy kupowali niemieckie samochody. A ponieważ nie mieli pieniędzy, to zaciągali kredyty w greckich bankach, które refinansowały się w bankach niemieckich, takich jak Deutsche Bank. Potem się okazało, że Grecy są niewypłacalni, i teraz Niemcy mieli problem, bo ich kredyty dla greckich banków przestały być obsługiwane. Ale przecież problemem nie były greckie banki. Gdyby Grecy nie kupowali tych niemieckich aut, to odpowiednio mniejsze byłoby zatrudnienie w zakładach Mercedesa, BMW i tak dalej. Można udzielić kredytu komuś, kto nie zapłaci raz. No może jeszcze raz. Ale kiedy to się robi przez wiele lat, to nie trzeba udawać, że się nie wie, co się robi. Wiedzieli. Chodzi o to, że zatrudnienie w niemieckich fabrykach samochodowych było jednak ważniejsze. A za złe kredyty niemieckich (francuskich, włoskich, różnych międzynarodowych) banków płaci cała Unia Europejska – my wszyscy”. http://kulturaliberalna.pl/2017/08/29/osiatynski-pawlowski-gospodarka-rozmowa/

— WEJDZIEMY W KOLEJNĄ FAZĘ PROBLEMÓW Z BRUKSELĄ – Janusz Jankowiak w KL: “Moim zdaniem, jeśli będziemy mieli do czynienia z trudnościami w pokryciu wydatków, pierwszym krokiem rządu – tego lub następnego – będzie zmiękczenie reguły wydatkowej. A jeśli demontowanie bezpieczników nie wystarczy – a pewnie nie wystarczy – pojawi się problem zetknięcia z ograniczeniami długu publicznego i deficytu wynikającymi z naszego członkostwa w Unii. Wtedy wejdziemy w kolejną fazę problemów z Brukselą, którą przerabialiśmy już kilka razy. Nie będzie więc tak, że świat się z dnia na dzień zawali. Ale też nie jest to ścieżka, która prowadzi nas do czegokolwiek dobrego. Jej przebieg jest mniej więcej wiadomy. Prowadzi nas do sytuacji, w której będziemy poddani dyscyplinującemu działaniu Brukseli, o ile będziemy jeszcze chcieli być członkami UE”. http://kulturaliberalna.pl/2017/08/29/polska-gospodarka-morawiecki-jankowiak/

— BRONIARZ SCEPTYCZNIE O ZAPOWIEDZIANYCH PODWYŻKACH DLA NAUCZYCIELI: “Prezes ZNP Sławomir Broniarz mówi OKO.press: „Wydaje mi się, że to jest przysłowiowa kiełbasa wyborcza, która ma uspokoić środowisko. Cały czas obracamy się w atmosferze spekulacji. Dla nauczyciela dyplomowanego, który zarabia 3 200 zł brutto wynagrodzenia zasadniczego, 5-procentowa podwyżka oznacza dodatek 150 zł do pensji. To nie jest kwota, która powala. Istotne jest to, czego dokładnie będą dotyczyć podwyżki. Jeżeli przyjmiemy, że wzrost wynagrodzeń o 5 proc. ma obejmować wszystkie składniki uposażenia, to kwota ta będzie wyglądać zupełnie inaczej. Wtedy wynagrodzenie zasadnicze wzrośnie o 2,5 proc. Pamiętajmy, że mówimy o grupie zawodowej, która ma jeden z najniższych poziomów uposażeń”. https://oko.press/listek-figowy-min-zalewskiej-5-procentowe-podwyzki-2018-r-maja-zamknac-nauczycielom-usta/

— POLSKA RAJEM DLA GWAŁCICIELI – Sylwia Czubkowska w DGP: “Zapowiadane przez ministra sprawiedliwości radykalne zaostrzenie kar za gwałty może nie przynieść efektu, bo i tak większość spraw nawet nie trafia przed sądy”. http://wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/557106,gwalty-zaostrzenie-kar-polska.html

— RZ O PRZYCZYNACH WZROSTU SALMONELLOZY: “Rząd koalicji PO–PSL zakazał od 31 grudnia 2015 r. wprowadzania do obrotu preparatów biobójczych z formaldehydem, które skutecznie zwalczały bakterie, dodawanych do pasz przemysłowych dla drobiu i trzody chlewnej, a od 1 lipca ub.r. nie można ich w ogóle sprzedawać. Od tego czasu w Polsce gwałtownie wzrosła liczba zachorowań na salmonellozę. Rząd PiS nie chce zmienić decyzji poprzedników”. http://www.rp.pl/Rzecz-o-zdrowiu/308289911-Salmonelloza-znowu-grozna.html#ap-3

— URODZINY: Marzena Machałek, Jakub Stefaniak, Jan Pawlicki, Jan Filip Staniłko, Artur Ostrowski, Natalia Polubiec.

300polityka.pl

Władze PiS na gzymsie straszą, że skoczą

Witold Wasaszczykowski na odczepnego wysłał do Komisji Europejskiej odpowiedź MSZ dotyczącą sytuacji praworządności w Polsce, formułując w poniedziałek retoryczny załącznik: „Tu nie ma o czym dialogować”. Szef dyplomacji niemal prychnął: „Liczę na, to że Komisja Europejska zaprzestanie przesyłać nam zalecenia, krytykować i wytykać”. Zaś pod adresem wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa wysłał groźbę niemal taką, jaką formułuje Mariusz Błaszczak do szefa Obywateli RP Pawła Kasprzaka: „Przestanie występować pan Timmermans na konferencjach prasowych, przestanie mówić, że monitoring Polski to jest jego misja personalna, przestanie przyjeżdżać do Polski na manifestacje polityczne”.

Następnego dnia, czyli dzisiaj Komisja Europejska odrzuciła stanowisko Polski, iż Bruksela nie ma prawa ingerować w polski system sądownictwa. Bruksela ma prawo przynajmniej się interesować, a jak prawo jest niezgodne z praworządnością, do której obowiązują traktaty unijne podpisane przez Polskę, Komisja Europejska ma prawo ingerować.

I taki mamy przypadek: praworządność w Polsce jest zagrożona. Procedury praworządności uruchomione przez Komisję Europejską ulegają wyczerpaniu, w Parlamencie Europejskim dojdzie do kolejnej debaty, a po niej mogą być podjęte działania z art. 7 Traktatu o UE nazywane „opcją nuklearną” – czyli krótko pisząc: zagrożenie Polski sankcjami.

Takie działanie nie zostały jeszcze nigdy podjęte przez Komisję Europejską, a żaden kraj unijny nie dotarł do sytuacji, z jaką mamy w tej chwili do czynienia.

Głos w tej sprawie zajęła kanclerz Niemiec Angela Merkel i jej słowa wcale nie są dla władz PiS przyjemne: ” Jedność Unii za cenę rezygnacji z praworządności to nie byłaby już Unia Europejska”. Merkel więc dołączyła do Emmanuela Macrona, nie zgodzi się na taryfę ulgową, na „trochę” niepraworządności w Polsce.

Merkel w środę będzie wyczerpująco rozmawiać na ten temat z szefem KE Jean-Claude’em Junckerem.

Waszczykowski jako dyplomata jest neptkiem, jest ustami prezesa Jarosława Kaczyńskiego. W zastepstwie prezesa szef dyplomacji staje na gzymsie wieżowca unijnego i mówi, że nie chce „dialogować”. Musicie się zgodzić na niepraworządność w Polsce, bo jak nie – to skoczę.

„Opca nuklearna” to będzie powiedzenia władz unijnych: „a skaczcie”, strażacy nie przyjadą z dmuchanym zabezpieczeniem na dole, a jedyną liną tego bungee jest elektorat PiS. Ta dramatyczna scenka charakteryzuje sytuację, do jakiej PiS doprowadzil Polskę w Unii Europejskiej.

Czy Kaczyński pozwoli władzom PiS cofnąć się z gzymsu i powrócić do obowiazujących na Zachodzie standardów demokratycznych? A może o to chodzi Kaczyńskiemu, aby roztrzaskać Polskę w drobiazgi?

Waszczykowski: Tu nie ma o czym dialogować

publikacja: 28.08.2017

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Liczę na, to że Komisja Europejska zaprzestanie przesyłać nam zalecenia, krytykować i wytykać – powiedział minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Komisja Europejska potwierdziła dziś, że otrzymała odpowiedź polskiego MSZ, uzupełniającą informacje dotyczącą sytuacji praworządności w Polsce.

W odpowiedzi resort spraw zagranicznych kwestionuje kompetencje Komisji Europejskiej w kwestii oceny zmian w wymiarze sprawiedliwości. Chodzi o zawetowane przez prezydenta ustawy o Sądzie Najwyższymi KRS oraz o już obowiązującą ustawę o ustroju sądów powszechnych.

Minister Waszczykowski oświadczył, pytany przez dziennikarzy RMF, że proces reformy wymiaru sprawiedliwości w Polsce toczy się zgodnie z prawem i jest odpowiedzią na „głęboką nieufność” Polaków do sądownictwa oraz wynikające z niej „palące oczekiwania społeczne”.

Waszczykowski oświadczył również, że liczy na zmianę w postępowaniu szefa KE Fransa Timmermansa.

– Przestanie występować pan Timmermans na konferencjach prasowych, przestanie mówić, że monitoring Polski to jest jego misja personalna, przestanie przyjeżdżać do Polski na manifestacje polityczne – powiedział szef MSZ.

Waszczykowski zapowiedział, ze nie przyjmie ewentualnego zaproszenia do Brukseli na rozmowę. – To jest rozmowa techniczna o zmianach legislacyjnych w systemie prawnym w Polsce i tutaj nie ma o czym dialogować i dyskutować – skwitował. Z kolei Komisja Europejska ma przestać „przesyłać nam zalecenia, krytykować i wytykać”.

rp.pl

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/opcja-atomowa-jakie-sankcje-zawiera-artykul-7-traktatu-o-ue,758269.html

Art. 7. Stwierdzenie przez Radę ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości Unii


Dz.U.2004.90.864/30 – Traktat o Unii Europejskiej – tekst skonsolidowany uwzględniający zmiany wprowadzone Traktatem z Lizbony
1. Na uzasadniony wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich, Parlamentu Europejskiego lub Komisji Europejskiej, Rada, stanowiąc większością czterech piątych swych członków po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2. Przed dokonaniem takiego stwierdzenia Rada wysłuchuje dane Państwo Członkowskie i, stanowiąc zgodnie z tą samą procedurą, może skierować do niego zalecenia.Rada regularnie bada czy powody dokonania takiego stwierdzenia pozostają aktualne.2. Rada Europejska, stanowiąc jednomyślnie na wniosek jednej trzeciej Państw Członkowskich lub Komisji Europejskiej i po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego, może stwierdzić, po wezwaniu Państwa Członkowskiego do przedstawienia swoich uwag, poważne i stałe naruszenie przez to Państwo Członkowskie wartości, o których mowa w artykule 2.3. Po dokonaniu stwierdzenia na mocy ustępu 2, Rada, stanowiąc większością kwalifikowaną, może zdecydować o zawieszeniu niektórych praw wynikających ze stosowania Traktatów dla tego Państwa Członkowskiego, łącznie z prawem do głosowania przedstawiciela rządu tego Państwa Członkowskiego w Radzie. Rada uwzględnia przy tym możliwe skutki takiego zawieszenia dla praw i obowiązków osób fizycznych i prawnych.Obowiązki, które ciążą na tym Państwie Członkowskim na mocy Traktatów, pozostają w każdym przypadku wiążące dla tego Państwa.4. Rada może następnie, stanowiąc większością kwalifikowaną, zdecydować o zmianie lub uchyleniu środków podjętych na podstawie ustępu 3, w przypadku zmiany sytuacji, która doprowadziła do ich ustanowienia.5. Zasady głosowania, które do celów niniejszego artykułu stosuje się do Parlamentu Europejskiego, Rady Europejskiej i Rady, określone są w artykule 354 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

https://www.arslege.pl/stwierdzenie-przez-rade-ryzyka-powaznego-naruszenia-przez-panstwo-czlonkowskie-wartosci-unii/k78/a11015/

Szykuje się jeszcze jedna kompromitacja resortu Macierewicza? Kolejne zamówienie zagrożone

29/08/2017, Piotr Lipiński

Ministerstwo Obrony Narodowej może wejść na kolejną minę w swoich planach zamówień dla polskiej armii. Tym razem źródłem problemów okazuje się zamówienie na wagony specjalnego przeznaczenia, które miałyby służyć transportowi wojska. Na zlecenie MON PKP Intercity wysłało zapytania do sześciu producentów. Jednak okazało się, że odpowiedź nadesłały tylko cztery z nich, w tym dwie odmowne. Co więcej, jak donosi money.pl, dwie firmy, które podjęły rozmowy, miały także swoje zastrzeżenia do wymogów ministerstwa. Trudno bowiem nie odnieść wrażenia, że resort sprowadza na siebie problemy tylko i wyłącznie na własne życzenie.

Ministerstwo przedstawiło bowiem kontrowersyjną listę wymagań. Wagony dla wojska mają nie mieć przedziałów, ale zamiast tego kuchnie, szafy na broń, klimatyzację, czy niezależne zasilanie oświetlenia, ogrzewania oraz lodówek. Jednak nie zapomniano o specjalnych udogodnieniach jak system audiowizualny z monitorami LCD, nagłośnieniem czy czytnikami kart.

Jest to zatem konstrukcja nietypowa na rynku kolejowym, co wyklucza rozwiązania z produkcji seryjnej, a to sprawia, że nie jest możliwa do wykonania od ręki. Kosztuje czas, ale przede wszystkim pieniądze. Nie ma bowiem szans, aby takie zamówienia zostało zrealizowane tanio, co podważa jego ekonomiczny sens.

Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że to państwo  jest właścicielem PKP i może wojsku tanio wagony po prostu wypożyczyć, co przy kontroli nad spółką gwarantuje dostępność taboru. Fikcją jest zatem traktowanie zakupu jako uniezależniania logistyki armii od podmiotów zewnętrznych, bo koleje państwowe ciężko za taki uznać. 8 standardowych wagonów to koszt rzędu 32 milionów złotych, a specjalne wagony dla armii mogą kosztować znacznie więcej. Czy cierpiąca na niedobory sprzętu armia nie ma bardziej pilnych potrzeb niż przesadna inwestycja w logistykę?

Już na pierwszy rzut oka działania resortu zakrawają na niegospodarność i nie odzwierciedlają żadnych realnych potrzeb armii, których obecnie nie można zrealizować. Może się jeszcze okazać, że niewyłonienie wykonawcy nowych wagonów może być darem z nieba, który choć raz ocali budżet przed urzędnicza rozrzutnością.

Źródło: money.pl

 

http://crowdmedia.pl/szykuje-sie-jeszcze-jedna-kompromitacja-resortu-macierewicza-kolejne-zamowienie-zagrozone/

Samotny biały żagiel

Daniel Passent

29.08.2017
wtorek

Nasz kraj przypomina samotny biały żagiel na coraz bardziej wzburzonym morzu. Celem rządu wydaje się coraz większe osamotnienie Polski – chyba po to, żeby w kraju szerzyć atmosferę zagrożenia, oblężonej twierdzy, bo wtedy naród gromadzi się wokół władzy. Taktyka ta wydaje się skuteczna – poparcie dla partii i rządu utrzymuje się wysokie, a nawet rośnie. Niestety, dookoła naszego kraju skutki są niedobre, przyjaciół szukamy daleko, za oceanem, a wrogów – blisko.

Niemcy, nasz główny sojusznik, słyszą z Polski same gorzkie słowa, trzęsą Europą, narzucają swoją wolę, spiskują z Tuskiem, krytykują reformę wymiaru sprawiedliwości, pouczają nas o prawach człowieka, chcą nam wcisnąć uchodźców, osłabiają więzi z USA, nie zapłacili reparacji wojennych, ich media nie zostawiają na Polsce suchej nitki. „Niektórzy korespondenci niemieccy piszą o Polsce w sposób skandaliczny” – powiedział PAP ambasador Przyłębski i zapowiedział, że „będziemy monitorować gazety bardziej dokładnie”, i obiecał „stanowczy sprzeciw wobec niemieckiej kampanii medialnej”. Niemcy, które są motorem Unii Europejskiej, nie mogą być zachwycone takimi inicjatywami jak Trójmorze, w których podejrzewają próby osłabienia ich wpływów w regionie. W każdym razie miodowe lata premier Tusk – kanclerz Merkel to odległa przeszłość.

Francja – jeszcze gorzej. Prezydent Macron od początku otwarcie krytykuje „dobrą zmianę” wymiaru sprawiedliwości, nieproszony poucza o wartościach, a na dodatek realizuje swój plan w sprawie (tańszych) pracowników delegowanych ze Wschodu, głównie z Polski. W tej sprawie interesy Polski i Francji są sprzeczne, i jedyne wyjście to kompromis. Tymczasem obie strony się nie kwapią. Macron, pamiętając Caracale, „widelce” i inne afronty, odgrywa się na Polsce (i na Węgrzech), w czasie tournée po Europie Środkowo-Wschodniej całkowicie ominął i zlekceważył nasz kraj. Francuski prezydent ostentacyjnie lekceważy nasz kraj, bo też z polityką rządu w Warszawie jest mu nie po drodze. Z kolei gdyby Polska była taką potęgą i liderem, za jakiego ją rząd uważa, nie mogłaby zostać tak potraktowana. Konflikt Polski z Unią Europejską, z Komisją Europejską, z Komisją Wenecką – wszystko to czyni z nas pochyłe drzewo.

Coraz trudniej liczyć na wsparcie ze Wschodu. Putin zaciera ręce i bawi u Orbána – najlepszego przyjaciela Polski i jednocześnie Rosji (jak ten Orbán to robi?). Na Wschodzie bez zmian. Wraku nie ma, dialogu nie ma, Kreml widzi w Polsce awangardę NATO, Polska nie kwapi się do odmrożenia stosunków.

W sprawie pracowników delegowanych, uchodźców, dobrej zmiany, polski punkt widzenia podzielają już w regionie tylko Węgry, pozostałe kraje albo się ostentacyjnie dystansują (Słowacja, Słowenia), albo robią swoje i wzmacniają swoją pozycję w Unii i w oczach USA (Rumunia). Czesi jak zwykle są realistami, tylko Polska odpływa od Europy i kołysze się jak ten samotny biały żagiel. Pięknie i romantycznie, ale czy bezpiecznie?

passent.blog.polityka.pl

Komisja Europejska odrzuca wyjaśnienia Polski ws. praworządności. Głos zabiera także Merkel

dafa, IAR, 29.08.2017

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans

Wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans (Fot. GEERT VANDEN WIJNGAERT/ AP Photo)

Komisja Europejska odrzuciła przedstawione przez Polskę stanowisko, według którego Bruksela nie ma prawa ingerować w polski system sądownictwa.

Pod koniec lipca Komisja Europejska dała Polsce 30 dni na wyjaśnienia w sprawie zakwestionowanych przez nią ustaw – o sądach powszechnych oraz o Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury, a także o ustaw, których zawetowanie zapowiedział prezydent – o Sądzie Najwyższym oraz Krajowej Radzie Sądownictwa.

W poniedziałek polski rząd przedstawił odpowiedź. W nocie wysłanej do Brukseli uznał, że każdy kraj ma prawo wprowadzać zmiany w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości i Komisja nie ma kompetencji, by je oceniać. Rząd przypomniał też, że obowiązują tylko te ustawy, które zostały podpisane przez prezydenta, czyli o ustroju sądów powszechnych i Krajowej Szkole Sądownictwa, i nie stanowią one zagrożenia dla niezależności sądów oraz praworządności w Polsce.

„Jest zagrożenie” 

Dziś rzeczniczka Komisji Vanessa Mock powiedziała, że Bruksela ma prawo interesować się sytuacją w Polsce.

„Procedura kontroli praworządności wyznacza ramy tego, jak Komisja powinna zareagować jeśli pojawiają się jasne zagrożenia dla praworządności w kraju członkowskim. Komisja uważa, że jest takie zagrożenie dla praworządności w Polsce” – powiedziała rzeczniczka.

 Do spraw Polski i sporu rządu z Komisją Europejską odniosła się podczas corocznego spotkania z dziennikarzami kanclerz Niemiec Angela Merkel. – Traktuję to bardzo poważnie. Chociaż bardzo życzyłabym sobie, by relacje i stosunki z Polską, która jest naszym sąsiadem, były bardzo dobre, a zawsze będę miała na względzie wagę tych relacji, nie możemy po prostu trzymać języka za zębami i nie mówić nic, by zachować pokój i spokój. Tutaj chodzi o fundamenty współpracy w Unii – powiedziała szefowa niemieckiego rządu.

 

Jak powiedziała kanclerz Niemiec w środę będzie rozmawiała na ten temat z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem. Rozmowa ma być „wyczerpująca”.

Co teraz? 

Komisja miała przeanalizować przysłane wyjaśnienia i zdecydować o dalszych krokach. Już kilka miesięcy temu KE poprosiła unijnych ministrów do spraw europejskich o omówienie sytuacji w Polsce i zapowiedziała, że po wakacjach będzie wnioskować o ponowną debatę.

W najbliższych czwartek na temat Polski będą rozmawiać natomiast europosłowie z komisji swobód obywatelskich. Na jej posiedzenie zaproszony został wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans. Pytany miesiąc temu, czy KE może podjąć działania z art. 7 nazywane „opcją nuklearną” (dot. stwierdzenia ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości Unii), powiedział, że może tak być.

– Nasze rekomendacje wskazują wyraźnie, jakie działania polskich władz doprowadzą do uruchomienia przez nas artykułu 7 – stwierdził Timmermans.

Co dokładnie niepokoi Komisję?

Przyjęte miesiąc temu zalecenie w sprawie praworządności stanowi uzupełnienie dwóch wcześniejszych zaleceń z 27 lipca i 21 grudnia 2016 r. i dotyczy braku niezależnej i zgodnej z prawem kontroli zgodności przepisów z konstytucją w Polsce.

Jak podaje KE, przesłane dziś Polsce zalecenie w sprawie praworządności dotyczy czterech ustaw: o Sądzie Najwyższym, Krajowej Radzie Sądownictwa, Prawie o ustroju sądów powszechnych i ustawy o Krajowej Szkole Sądownictwa. Według KE te ustawy doprowadzą do strukturalnego osłabienia niezależności sądów i niezawisłości sędziów w Polsce.

gazeta.pl

Angela Merkel krytykuje rząd PiS: „Nie możemy po prostu trzymać języka za zębami”

Data publikacji: 29.08.2017

To stanowisko łagodne i wyważone, ale zmiana jest niewątpliwa. Do tej pory kanclerz Niemiec Angela Merkel jak ognia unikała bezpośredniej krytyki działań rządu w Warszawie. Jeśli już ze strony Niemiec pojawiały się nieprzychylne uwagi, to wygłaszał je rzecznik pani kanclerz. Teraz to się zmieniło. Komentując sytuację w Polsce Merkel podkreśliła, że zależy jej na dobrych stosunkach, ale nie może zamykać oczu na problemy.

O sytuację w Polsce kanclerz Merkel pytali dziennikarze podczas konferencji prasowej w Berlinie. – Polska i praworządność to poważny temat – stwierdziła w odpowiedzi. – Warunkiem kooperacji w ramach Unii Europejskiej są zasady praworządności – dodała.

Zapowiedziała też, że o praworządności w Polsce będzie „wyczerpująco” rozmawiała w środę w Berlinie z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’em Junckerem.

ANGELA MERKEL„Nie możemy po prostu trzymać języka za zębami i nie mówić nic, by zachować pokój. Tutaj chodzi o fundamenty współpracy w UE”

– Traktuję to bardzo poważnie. Chociaż bardzo życzyłabym sobie, by relacje i stosunki z Polską, która jest naszym sąsiadem, były bardzo dobre, a zawsze będę miała na względzie wagę tych relacji, nie możemy po prostu trzymać języka za zębami i nie mówić nic, by zachować pokój. Tutaj chodzi o fundamenty współpracy w UE – mówiła szefowa niemieckiego rządu.

Nie ma alternatywy: praworządność czy jedność Unii. – Jedność Unii za cenę rezygnacji z praworządności to nie byłaby już Unia Europejska – powiedział Merkel.

Niemcy bardzo ostrożni

Do tej pory przedstawiciele niemieckiego rządu bardzo oszczędnie wypowiadali się na temat sytuacji w Polsce, a Merkel na każdym kroku podkreślała, że dobre stosunki z naszym krajem to dla Niemiec priorytet.

Ostatnio temat stosunku naszych zachodnich sąsiadów do zmian wprowadzanych przez rząd PiS pojawił się przy okazji rozmowy prezydenta Andrzeja Dudy z Angelą Merkel w szczycie protestów przeciwko zamachowi na sądy pod koniec lipca. Kancelaria Dudy poinformowała wówczas, że rozmowa dotyczyła przede wszystkim stosunków dwustronnych. Tymczasem rzecznik pani kanclerz Steffen Seibert ujawnił, że poruszono też kwestie związane z praworządnością.

– Podczas rozmowy chodziło zasadniczo o szczyt G20, o wizytę prezydenta USA w Warszawie, ale także o kwestie związane z państwem prawa – komentował rzecznik Angeli Merkel. Zaznaczył, że rząd w Berlinie „z wielką uwagą” obserwuje „reformę wymiaru sprawiedliwości w Polsce oraz trwające protesty społeczeństwa obywatelskiego”.

– Uważamy za słuszne, że Komisja Europejska włączyła do dialogu prowadzonego z polskim rządem te aktualne kwestie, ponieważ dotyczą one trójpodziału władz i niezależnego sądownictwa, a to są naszym zdaniem nieodzowne cechy funkcjonującego państwa prawa – mówił rzecznik o rozszerzeniu przez KE zakresu kontroli praworządności i pomysły dotyczące zmian w sądownictwie. Co ciekawe Seibert nie chciał wówczas odpowiedzieć na pytanie czy Merkel jest zaniepokojona sytuacją w Polsce. Tłumaczył przy tym, że rozmowa między panią kanclerz a prezydentem Dudą była poufna i nie może ujawnić jej treści.

Rzecznik Merkel do Waszczykowskiego: W Niemczech mamy wolność słowa

newsweek.pl

Przedwojenny Gombrowicz [zapis seminarium z cyklu Skazani na nowoczesność]

27.08.2017

Przedwojenne lata Witolda Gombrowicza to okres mało znany, a absolutnie kluczowy w twórczości pisarza. Jak na jego rozwój wpłynęła rodzina, a jak różne środowiska literackiej Warszawy? Jak odebrano jego pierwsze utwory? O tym wszystkim rozmawiamy z biografką Gombrowicza, Klementyną Suchanow.

Piotr Kieżun: Młody, przedwojenny Gombrowicz to jedna wielka zagadka. Chcemy zapytać o jego wczesne lata, z czego późniejszy Gombrowicz wyrasta, co go ukształtowało, jak przedstawia się na tle polskiego przedwojennego środowiska literackiego. Chcielibyśmy przyjrzeć się także jego przyjaźniom i stosunkowi do sfery publicznej – dlaczego ten wielki indywidualista działał w sferze publicznej, ale bez zaangażowania w bieżące spory partyjno-polityczne?

Klementyna Suchanow: Warto zacząć od tego, jakie dziedzictwo Gombrowicz wyniósł z głęboko konserwatywnej, należącej do bogatego ziemiaństwa rodziny. W trakcie pierwszej wojny światowej jest gimnazjalistą. Polityka, która zdeterminuje historię całego XX w., zaczyna mieć coraz większy wpływ na jego życie. Rok 1920 jest kluczowy dla młodego Witolda, wtedy już szesnastolatka. Wszyscy jego koledzy ze szkoły zgłaszają się jako ochotnicy na wojnę. Gombrowicza nie puszcza matka, która twierdzi, że „rząd werbuje dzieci”. To bardzo odbije się na jego psychice. Koledzy idą bronić Warszawy, potem wracają do szkoły. Ale ta szkoła już nigdy nie będzie taką samą, jeśli się było na wojnie. Młody Witold jest wtedy na marginesie, towarzysko spalony, dziewczyny zaczepiają na ulicy i pytają: „A dlaczego pan jeszcze nie w wojsku, nie w mundurze?”. To już go formuje w jakiś sposób jako odludka. Tych sytuacji presji ze strony ojczyzny będzie wiele w jego życiu. Ale zawsze – w przeciwieństwie do innych – przyznawać się będzie do swoich wyborów: „Nie pojechałem na wojnę, nie chciałem, Polska jest potworem”, tak to opisuje w „Transatlantyku”.

Rzeczywiście, Gombrowicza nigdy nie będzie interesować bieżączka partyjnych rozgrywek, przynależenie do klubów albo wchodzenie w świat poprzez układy polityczne czy towarzyskie. W tym sensie idzie na przekór, jest indywidualistą, do niczego się nie wpasowuje, do żadnej grupy literackiej, do żadnego nurtu. W tamtym czasie w Polsce były bardzo wyraźne oczekiwania co do tego, jak literatura ma wyglądać. On jest poza tymi oczekiwaniami.

PK: Gombrowicz jest taką samotną gwiazdą na literackim firmamencie. Trudno go związać z jakimkolwiek środowiskiem na stałe. Ale kiedy zaczynał, to próbował się do kogoś „przylepić”?

Jego pierwszym „spotkaniem” ze współczesną literaturą byli Skamandryci. I pierwszą wojną, jaką stoczył, była ta ze Skamandrytami. To był taki kompleks Skamandrytów – ale kompleks nie tyle względem ich osiągnięć, bo uważał, że to wszystko polegało na takim brawurowym popisywaniu się humorem, który jak się ścisnęło, to niewiele z niego zostawało. Zazdrościł im tego, że się wpasowali w czas, w potrzebę po 1918 r., i zagarnęli całą przestrzeń literacką dla siebie. Gombrowicz debiutuje w 1933 r., już sporo po transformacji, musi walczyć o miejsce, które tamci po prostu dostali. To go irytuje najbardziej. Potem, kiedy zaczyna publikować w prasie, stara się wpasować w nurt humorystyczny. Głównym mistrzem jest dla niego Słonimski, którego poczucie humoru będzie cenił nawet po latach. Przyznaje się do tego, że próbował czegoś w tym stylu, ale mu nie wyszło. Poszukiwał ciągle czegoś innego, różnie mu to wychodziło, ale to z tych fragmentów zacznie się później wyłaniać „Ferdydurke”. Stara się ją jeszcze zamknąć w szufladkę pod tytułem „humor”. Potem już troszkę się rozkręca, zaczyna być recenzentem. Dopiero po jakimś czasie wchodzi w środowisko, gdzie są głównie satyrycy – Świętopełk Karpiński, Janusz Minkiewicz. I pojawia się takie niedogranie – uważa się go za smarkacza, chociaż oni są młodsi od niego i dużo lepiej potrafią się odnaleźć i ułożyć w „establishmencie” i zarabiać. No i jest ostre picie wódki, w czym on się nie odnajduje.

Z Schulzem się przyjaźnił. Lubił się wywyższać, a Schulz – poniżać, więc idealnie do siebie pasowali. Myślę, że tak to działało. Schulz ciągle mu pochlebiał, ale potrafił też być krytyczny, był kimś, z kogo zdaniem Gombrowicz się liczył. Z Witkacym Gombrowicz się nie dogadał. Badacze doszukują się różnych przyczyn – inne koncepcje sztuki, dramatu, formy. Tak naprawdę Gombrowicz przyznaje się w niepublikowanej relacji z rozmów z czasów argentyńskich, że nie mógł się nigdy z Witkacym dogadać, bo Witkacy był dla niego pijusem. Kiedy się spotykali, Gombrowicz udawał paniczyka, a Witkacy wariata-artystę i erotomana, nic z tych rozmów nie wychodziło.

Schulz miał umiejętność wchodzenia w inne światy, umiał czytać Witkacego, doceniać innych pisarzy. Gombrowicz potrafił docenić tylko tych, którzy szli po jego linii. Schulz tu nie pasował – Gombrowicz mówił, że rozumie doniosłość linii schulzowskiej, ale on sam z niej nie jest i nigdy nie był „fanatykiem” Schulza. Wiedział, że to jest jeden z unikalnych pisarzy, co do tego nie ma wątpliwości. Wyczuwał, że świat Schulza jest osobny, silny, zbudowany na porządnym gruncie. Natomiast on był z innego porządku świata i w świat Schulza nie umiał wejść. To nie była jego wyobraźnia.

Adam Puchejda: Powiedziałaś, że on akceptował tych, którzy szli po jego linii. Często się mówiło, że u Gombrowicza jest coś z Brzozowskiego. Kiedyś Miłosz go o to pytał. Na co Gombrowicz stwierdził, że nie wie, kto to jest. To się wydaje nieprawdopodobne, że nie czytał, a jeśli przeczytał – że się nie zainspirował.

Powiedzmy, że Gombrowicz mógł czasami kłamać w takich sprawach. Ale faktem jest, że on mało czytał. Kiedy dyskutowano o jakiejś książce, on najczęściej robił tak, że brał tę książkę i przerzucał, żeby wiedzieć, o co chodzi, o czym toczą się rozmowy. Ale jak coś nie było po jego linii, nigdy nie kończył.

Doceniał tylko rzeczy z „najwyższego rzędu” – Szekspir, Cervantes. Natomiast bieżąca twórczość interesowała go mało. Książki, które recenzował, są z dzisiejszego punktu widzenia drugorzędne. Zawsze wchodził w pośledniejsze rzeczy. Czytając, szukał miejsc, gdzie coś się załamuje, coś jest niedoskonałe. Namiętnie pochłaniał literaturę „dla kucharek”. Z pasją czytał Dołęgę-Mostowicza, Rodziewiczównę; interesowało go, jak tworzą z elementów, które wielka literatura odrzuciłaby jako brudne, nieszlachetne. Liczyło się, żeby dotrzeć do rzeszy czytelniczych, często ledwo wyrosłych z analfabetyzmu, a nie do elit. Chciał dotrzeć do ludzi nieskażonych dyskusjami, formami. Oczywiście, będąc Gombrowiczem, nie był do końca w stanie pisać takich rzeczy, chociaż próbował. „Opętani” to taka próba.

AP: Gombrowicz bardzo wyraźnie zaznacza: „Żyliśmy w nierzeczywistości”. Istniał świat konkretu, świat prawdziwego życia i świat „nasz”, który był wypreparowany, sztuczny.

Mówi: „Ja, człowiek, który nie mógł zjeść jabłka, bo nie było podane na talerzyku, w Argentynie wpadłem w taką nędzę, że zdobywałem jedzenie, skąd się dało i jadłem palcami”. Wychował się w formie i był w stanie poza nią wyjść. Np. dla jego rodziców pochylone głowy służby i całowanie ręki były oczywistością. Jego bracia wciąż doskonale się w tej formie odnajdywali. Te 10 lat różnicy między nimi to pokoleniowa przemiana. Gombrowicz wychodzi więc z rodziny o wyraźnych formach, ale należy do pierwszego pokolenia, które zaczyna dostrzegać ich śmieszność. I tak staje się mistrzem formy w literaturze i filozofii.

PK: Ale z drugiej strony mierżą go wszelkie myśli emancypacyjne? Jeśli np. weźmiemy rodzinę Młodziaków z „Ferdydurke”…

Młodziakowie to był element modernizacji, którą popierał. Mimo to widział zbytnią jej ekspansję. Jest Gombrowiczem, więc widzi śmieszności po obu stronach. „Ferdydurke” ośmiesza tak naprawdę wszystko – życie ziemiańskie, ale i nowoczesność.

PK: We fragmencie odnośnie przedwojennego świata żydowskiego Gombrowicz mówi: „ja byłem królem żydowskim”. Jak to wyglądało naprawdę? Czy to Gombrowiczowska autokreacja, czy to rzeczywiście było dla niego ważne?

Zapis całej debaty TUTAJ

Klementyna Suchanow

redaktorka, tłumaczka. Autorka dwutomowej biografii „Gombrowicz. Ja, Geniusz”, która ukaże się we wrześniu nakładem wydawnictwa Czarne.

Piotr Kieżun

szef działu recenzji książkowych w „Kulturze Liberalnej”. Pasjonat pływania, autor bloga o historii tej dyscypliny sportowej „Świat wpław”.

Adam Puchejda

historyk idei, teoretyk polityki, publicysta, członek zespołu redakcyjnego „Kultury Liberalnej”; twitter: @AdamPuchejda.

http://www.tokfm.pl/blogi/kultura-liberalna/2017/08/przedwojenny_gombrowicz_zapis_seminarium_z_cyklu_skazani_na_nowoczesnosc/1

Groteskowa dyskusja z mglistymi zapowiedziami, bez deklaracji przestrzegania obecnej konstytucji – prof. Chmaj w „Temacie dnia” o zapowiedziach prezydenta

prof. Marek Chmaj, Wojciech Maziarski; Zdjęcia: Jakub Bach, Anna Czuba; Montaż: Katarzyna Szczepańska, 28.08.2017

Otwarcie teraz dyskusji o zmianie konstytucji jest groteskowe – mówi w ‚Temacie dnia’ prof. Marek Chmaj. Mamy bardzo mgliste zapowiedzi, na dodatek szereg kroków sprzecznych z obecną konstytucją; co więcej, ze strony prezydenta nie pada deklaracja, że trzeba zagwarantować przestrzeganie obecnej konstytucji – dodaje rozmówca Wojciecha Maziarskiego. Dopiero wtedy, zdaniem prof. Chmaja, można mówić o momencie do nowelizacji konstytucji. Prof. Chmaj proponuje m.in. ograniczenie liczby posłów, likwidację Trybunału Stanu, wybór wojewodów w wyborach powszechnych.

wyborcza.pl

Polska jest (k)rajem dla gwałcicieli. Większość spraw nawet nie trafia przed sądy

29.08.2017

Zapowiadane przez ministra sprawiedliwości radykalne zaostrzenie kar za gwałty może nie przynieść efektu, bo i tak większość spraw nawet nie trafia przed sądy.

Śmierć 26-latki, która w Łodzi przez 10 dni była więziona, bita i gwałcona przez trzech oprawców, skłoniła ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę nie tylko do przypomnienia, że pracuje nad zaostrzeniem kodeksu karnego, lecz także do odwołania ze stanowiska zastępcy szefa łódzkiej prokuratury rejonowej odpowiedzialnego za nadzorowanie śledztwa w tej sprawie. Jeszcze mocniejsze zapowiedzi zmian w prawie pojawiły się po zbiorowym gwałcie na Polce, do którego doszło we włoskim kurorcie Rimini. Mimo że do przestępstwa doszło za granicą, postępowanie w sprawie jest prowadzone także przez polską prokuraturę.

Obok zaostrzenia kar za wyjątkowo brutalne zgwałcenia Ministerstwo Sprawiedliwości zamierza zlikwidować przedawnienia w przypadku najcięższych przestępstw popełnionych na tle seksualnym przeciwko zdrowiu i życiu (m.in. zabójstwa w związku ze zgwałceniem zagrożonego karą dożywotniego pozbawienia wolności).

Jednak zapowiadane zmiany niekoniecznie muszą zwiększyć skuteczność karania za gwałty. Problemem jest sito w postępowaniach policji i prokuratur, w efekcie którego do sądów trafia naprawdę skromny procent spraw związanych z przestępstwami seksualnymi – mówi nam mecenas Artur Pietryka. Zakończył on niedawno badania na temat funkcjonowania tych organów po 27 stycznia 2014 r., odkąd gwałt ścigany jest z urzędu, a nie na wniosek pokrzywdzonej osoby. Niestety realne zmiany są niewielkie. Owszem lekko wzrósł odsetek spraw wszczynanych przez policję, ale wciąż jest niewielki. W 2015 r. śledczy potwierdzili przestępstwo w przypadku 23 proc. spraw, które trafiły na policję, a w 2016 r. w 25 proc. – mówi prawnik. Tłumaczy, że powodem jest bardzo duży odsiew w czasie prowadzenia śledztw.

Z oficjalnych statystyk, wyłania się obraz sporej systemowej niemocy. W 2016 r. z art. 197, czyli za zgwałcenie, policja wszczęła 2426 postępowań, ale w zaledwie 1383 potwierdzono przestępstwo. W porównaniu z 2013 r., czyli okresem przed wejściem w życie nowych przepisów, zmiana jest tylko w liczbie wszczętych spraw. Było ich wtedy 1885, ale znowu zarzuty potwierdzono w niemal takiej samej liczbie spraw: 1362.

Jeszcze smutniejszy obraz wypływa z danych Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczących karalności za gwałty. Jak wynika ze statystyk, do których dotarł DGP, wciąż normą są kary w zawieszeniu. Od 2010 do 2016 r. kary pozbawienia wolności w zawieszeniu dostało od 31 do nawet 41 proc. skazanych. W ostatnim roku było to 31,7 proc. Jedynie przy gwałtach ze szczególnym okrucieństwem wszyscy – w zeszłym roku sześć osób – zostali pozbawieni wolności.

Przy łódzkiej sprawie – pomimo zidentyfikowania sprawców – początkowo aresztowano tylko dwóch, trzeci został po przesłuchaniu wypuszczony i tylko poddany dozorowi policji. Zdaniem ekspertów najważniejszymi czynnikami, które mogłyby się przełożyć na spadek liczby przestępstw na tle seksualnym, jest uskutecznienie postępowań i nieuchronność kary.

Jednym z głównych problemów jest brak realnego systemu wsparcia dla ofiar. Mamy wątpliwości, czy Polska rzeczywiście dobrze wdrożyła unijną dyrektywę w tej sprawie do swojego systemu prawnego. Nasze prawo nie gwarantuje bowiem ofiarom przestępstw takiego wsparcia, jakie rekomendowała dyrektywa – przyznaje dr Sylwia Spurek, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich. Chodzi o wprowadzenie przepisów, które pozwolą reagować na indywidualne potrzeby ofiar i które sprawią, że każda ofiara przestępstwa w Europie będzie chroniona, wspierana, informowana.

W Polsce nadal wielu regulacji brakuje – dodaje zastępczyni RPO. Chodzi o przepisy, które gwarantowałyby pokrzywdzonym prawo do bycia przesłuchiwanym – w miarę możliwości – przez osoby tej samej płci, ale też brakuje specjalnych pokoi przesłuchań dla ofiar gwałtów i przemocy seksualnej na posterunkach, w prokuraturach i sądach, a także kompleksowych przepisów, które gwarantowałyby możliwość przesłuchania zdalnego. Wideoprzesłuchania jako taka przyjaźniejsza dla poszkodowanych forma praktycznie nie funkcjonują – mówi Pietryka.

Problem ze ściganiem tych przestępstw pojawia się już na samym początku. Od zgłoszenia do chwili przesłuchania upływają nawet trzy miesiące – wylicza dr Spurek. Przesłuchanie powinno odbyć się jak najszybciej nie tylko dla realizacji celów postępowania karnego. To dla ofiar jest istotne, żeby nie wracać przez kolejne miesiące do tak traumatycznych wydarzeń – dodaje zastępczyni RPO.

Rzecznik interweniował od miesięcy w tej sprawie u ministra sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro odpowiedział, że podjął prace nad zobligowaniem sądów do przeprowadzenia przesłuchania pokrzywdzonych gwałtem nie później niż w terminie 14 dni od daty wpłynięcia wniosku o takie przesłuchanie

Jak się karze przemoc seksualną na świecie

We Włoszech do 1996 r. gwałt nie był traktowany jako przestępstwo karne, a jedynie wykroczenie przeciwko moralności co więcej, do początku lat 80. funkcjonował przepis, który określał, że gwałt przestaje być przestępstwem ściganym z urzędu, jeśli sprawca zgodzi się uratować „dobre imię” ofiary i weźmie pokrzywdzoną za żonę.

W Rosji kodeks karny mówi o pozbawieniu wolności od lat ośmiu do 20, ale jeśli ofiara nie skończyła 14 lat lub jest ciężko chora, oprawca może dostać dożywocie.

We Francji przestępstwo gwałtu zagrożone jest karą więzienia do 15 lat. Ale kara wzrasta do 20 lat, jeżeli skutkiem zbrodni jest trwałe uszkodzenie ciała lub trwała niepełnosprawność. A także gdy przestępstwo zostało popełnione na szkodę małoletniego poniżej 15. roku życia lub osoby szczególnie bezbronnej.

W Irlandii sąd może orzec dożywocie. Rekordowe kary grożą w amerykańskim stanie Pensylwania. Za gwałt sprawca może zostać skazany aż na 40 lat więzienia.

dziennik.pl

Lech Wałęsa: Zwalczały mnie tylko dwie partie – PZPR i PiS

publikacja: 28.08.2017

Foto: Fotorzepa, Tomasz Jodłowski

Konstytucję za zgodą narodu trzeba poprawić, ale PiS nie ma do tego moralnego prawa – mówi były prezydent.

„Rzeczpospolita”: Gdzie pan będzie 31 sierpnia?

Lech Wałęsa, pierwszy przewodniczący „Solidarności”, były prezydent RP: Zawsze 31 sierpnia rano, jadąc do pracy, zatrzymuję się pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców w Gdańsku i składam kwiaty. W tym roku również oddam cześć kolegom. Później pojadę do pracy.

Nie będzie pan razem z „Solidarnością” w rocznicę Sierpnia’80?

Nasze drogi się rozeszły. A po tym, co część działaczy dzisiejszej „Solidarności” o mnie mówi, to dziwne żebym dawał się obrażać i wspólnie składał kwiaty.

„Solidarność” zaprosiła pana na wspólne obchody?

Jest zaproszenie, ale tylko do kościoła na godzinę 17 i później na wspólne złożenie kwiatów. Wcześniej nic nie planowano. „Solidarność” włączyła się w obchody dopiero wtedy, kiedy dowiedziano się, że KOD chce upamiętnić poległych.

A KOD powinien organizować te obchody?

Powinno je organizować Europejskie Centrum Solidarności. Chciałbym, żeby to były obchody organizowane przez państwo. Ta sprawa jest nieuregulowana, ale dobrze, że w ogóle ktoś organizuje uroczystości.

Wojewoda pomorski Komitetowi Obrony Demokracji nie pozwolił. Powołując się na znowelizowaną ustawę o zgromadzeniach uznał, że to „Solidarność” przez najbliższe trzy lata będzie mogła korzystać 31 sierpnia z Placu Solidarności.

To 5-procentowa „Solidarność”. W dzisiejszej „S” jest 5 proc. prawdziwej „S”. To już nie jest ta „S”, którą ja budowałem. To nie jest 10-milionowy ruch, a 500-tysięczny związek. A to, co robią, nie ma nic wspólnego z ideałami, za które przelewano krew. Bardzo nie podoba mi się, co robi związek Piotra Dudy. Zastanawiam się, czy nie zbierać podpisów pod odebraniem im nazwy, żeby dalej nie brudzili sztandaru „S”.

Ile podpisów chciałbym pan zebrać?

Więcej niż liczy to, co z „Solidarności” zostało, czyli ponad 500 tysięcy. Trzeba zebrać dwa razy tyle podpisów, ile liczy dzisiejsza „Solidarność”, żeby odebrać im prawo do posługiwania się sztandarem, który im się nie należy. Niech uważają, bo zbierzemy się i zabierzemy im nazwę. Niech pamięta o tym wojewoda i pamięta, że daje bardzo małej grupie działaczy pozwolenie, a większości społeczeństwa odmawia.

A jednak uważa pan, że KOD był uprawniony do organizowania obchodów Sierpnia’80?

Ja nie należę do KOD-u. Każdy kto mnie zaprosi, a będzie więcej niż 300 osób na sali, może liczyć na moją obecność. Nawet jeśli sami wrogowie mnie zaproszą, to przyjadę.

Atakuje pan „Solidarność”, ale to z nią prezydent Andrzej Duda spotkał się w Sali BHP inicjując debatę o zmianie konstytucji.

Obecna konstytucja była pisana przeciwko Lechowi Wałęsie. Kwaśniewski był przekonany, że zostanę prezydentem po raz drugi i robił wszystko, żeby zawczasu utrudnić mi działanie i ukrócić możliwości. Ta konstytucja nie jest dobra! W spokojnym terminie, za zgodą narodu, trzeba ją poprawić. To nie ulega wątpliwości. Ale nie teraz.

Dlaczego nie teraz?

PiS nie ma moralnego prawa zmienić konstytucji. Nie mają też odpowiedniej większości w Sejmie. Społeczeństwo za ich rządów jest bardzo podzielone. Nie mogą narzucać swojej woli, nawet jeśli mają najlepsze notowania ze wszystkich partii politycznych.

Notowania te ciągle rosną.

Przypomnę, że SLD i PO też mieli bardzo dobre notowania. Było z czego spadać. Jestem za zmianą konstytucji. Czy poprawić obecną, czy napisać ją od nowa, to już sprawa drugorzędna. Nie ma klimatu pod zmianę ustawy zasadniczej. Ta konstytucja ma wiele nieścisłości. Nie może być tak, że naród ma prawo do referendum, ale musi się na nie zgodzić Sejm, czyli politycy partyjni. Jak można pozwolić, żeby nowe wojsko w Polsce powoływać? Żeby zmieniać polskie szkolnictwo? To są luki, które trzeba wypełnić. Ale nie poprzez wywracanie wszystkiego do góry nogami, po każdej zmianie rządu. Wszystko jest robione byle jak, z doskoku.

Trzeba wzmocnić rolę prezydenta?

Dzisiaj nie potrafię odpowiedzieć, ale był czas, że widziałem jak przez słabą pozycję prezydenta państwo rozłazi się w szwach. Dlatego byłem za systemem prezydenckim, z dekretami włącznie, ale dekretami które przechodzą przez parlament. Jednak dzisiaj sprawy poszły tak daleko, że nie wiem czy naród byłby w stanie to przyjąć.

Patrząc na spór prezydenta z ministrem obrony narodowej, komu przyznaje pan rację?

To jak z trochę byciem w ciąży. To, że prezydent zablokował część ustaw sądowych jest bardzo dobre, ale podpisanie jednej było wielkim błędem. Niejasny podział kompetencji nad wojskiem wynika ze źle skonstruowanej konstytucji.

Wróćmy do pańskich spraw. Szczoteczkę ma pan już spakowaną?

Oczywiście, z największą przyjemnością (śmiech).

Pion śledczy IPN prowadzi postępowanie karne ws. składnia przez pana fałszywych zeznań dotyczących autentyczność dokumentów TW „Bolek” znalezionych w domu generała Kiszczaka.

Wierzą Kiszczakowi, który chciał mnie zabić kilka razy, a nie mnie. Mam wyroki sądu, zostałem oczyszczony przez Sąd Lustracyjny, mam status pokrzywdzonego. Sam IPN przesyłał mi tyle pism, jak również historycy, z których wynika niezbicie, że na mnie podrabiano dokumenty. Gdyby te papiery, które teraz pokazują, były autentyczne, to po co podrabiano by na mnie dokumenty? Niech nie żartują sobie ze mnie. Komuniści, co by o nich nie myśleć, dość zawodowo podchodzili do spraw. Najpierw człowieka prześwietlali i kiedy mnie oraz moją rodzinę prześwietlili, doszli do wniosku, że w ten sposób ze mną nie wygrają. Byłbym kiepskim agentem. Komuniści chcieli pokonać mnie inaczej: zabrać mi żołnierzy. Tak skłócać współpracowników, kolegów, związkowców, żeby naród mnie podejrzewał. Rzucali fałszywe dokumenty, kwity jakieś, zarówno do instytucji państwowych jak i prywatnych osób, żeby tylko uwierzyli, że jestem agentem. Dzięki temu mogli rozbić lub podzielić „Solidarność”. I to im się dzisiaj częściowo udaje. Kiszczak rozegrał środowisko „S” po śmierci. Mnie zwalczały tylko dwie partie: kiedyś PZPR i dzisiaj PiS. Nigdy nie pisałem tekstów z domu Kiszczaka!

Postępowanie dotyczy też innych spraw, w których pan zeznawał, i twierdził, że nie współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, nie pobierał za to wynagrodzeń, nie pisał donosów.

A niech sprawdzają. Ja jestem święty! Nic na mnie nie znajdą. Mogą tylko sfabrykować. Prześladowań w wolnej Polsce jeszcze w życiorysie nie mam. Z przyjemnością i te prześladowania sobie zapiszę. Nie boje się IPN-u, prokuratury Ziobry i PiS. Boję się tylko Pana Boga i troszeczkę żony. Gdybym Kaczyńskich nie wyrzucił z Kancelarii Prezydenta, to dzisiaj miałbym spokój. Oni na mnie zbierali papiery wcześniej i teraz te papiery uruchamiają.

Janusz Śniadek, były przewodniczący „Solidarności”, dziś poseł PiS, mówi, że prawdziwym bohaterem „S” jest Lech Kaczyński, a nie pan.

O to właśnie chodzi tym ludziom! Na moim miejscu chcą postawić Lecha Kaczyńskiego. Kaczyńskiemu od początku chodzi o to, żeby z brata zrobić bohatera, a ze mnie zdrajcę. Niech próbują.

Popiera pan idee ustawy dezubekizacyjnej?

Katom i wydającym rozkazy należy obniżać emerytury, ale ustawa dotyczy też wielu tych, którzy przysłużyli się wyzwoleniu Polski i służyli wolnej ojczyźnie. Bez wielu ludzi z tamtej strony, którzy z nami współpracowali i pomagali nam z narażeniem własnego życia i życia bliskich, nie byłoby zwycięstwa. Zabrać decydentom i zdrajcom, bo nie może być tak, żeby oprawcom żyło się lepiej niż ofiarom. Ale nie można uderzać w tych, którzy robili porządną robotę dla narodu i tych, których pozytywnie zweryfikowaliśmy w wolnej Polsce. Dla PiS nawet święty Paweł nie byłby święty. Chyba, że popierałby PiS.

Generałom Kiszczakowi i Jaruzelskiemu należy odebrać gwiazdki generalskie?

Za to co Kiszczak mi zrobił, należy mu się zabranie stopnia generalskiego. Dzisiaj pośmiertnie nie tylko się daje, ale i zabiera. Ja jestem człowiekiem życia, ze zmarłymi nie walczę.

rp.pl

Sędzia Łączewski kontra sędzia Przyłębska i dubler Muszyński

Ewa Siedlecka

28.08.2017
poniedziałek

To sprawa o standardy zachowań sędziów. PiS powtarza, że sędziowie to nie „święte krowy”. No, to będzie „sprawdzam”.

Sędzia Wojciech Łączewski żąda przeprosin od Julii Przyłębskiej i Mariusza Muszyńskiego i zapowiada, że jeśli w ciągu 7 dni przeprosin nie dostanie – wytoczy im sprawę o ochronę dóbr osobistych. Jeśli dojdzie do procesu – będzie on precedensem. Ale precedensem jest już samo żądanie sędziego Łączewskiego.

O co poszło? Sędzia Wojciech Łączewski (ten sam, który skazał Mariusza Kamińskiego za nadużycie władzy) zdecydował niedawno o zawieszeniu sprawy, w której biznesmen żądał odszkodowania od prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Obecnie w tej roli występuje Julia Przyłębska, a więc przed sądem zjawiła się prawniczka, która miała jej pełnomocnictwo. A sprawa ważności pełnomocnictwa Julii Przyłębskiej zawisła już – w innej sprawie – przed Sądem Najwyższym. Sędzia Łączewski podjął racjonalną decyzję: zawiesił postępowanie do czasu rozstrzygnięcia tego problemu przez SN. To zaś ma się stać 12 września.

To postanowienie sędziego Łaczewskiego zostało przez PiS i propisowskie media odczytane jako działanie polityczne, bezprawne i prowokacyjne. Zapowiadano nawet dyscyplinarkę dla sędziego. Do głosów krytycznych przyłączyli się Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński.

Sędzia Przyłębska 23 czerwca na portalu wPolityce.pl stwierdziła, że działanie sędziego jest „niebezpieczne dla państwa” (choć niedługo potem, w tym samym medium, stwierdziła, że „w ogóle nie wiem, co się tam wydarzyło”). „Jeżeli nie zna pani ani przedmiotu postępowania w sprawie I C 2461/16, ani podstawy prawnej wydanego orzeczenia, to nie powinna być formułowana pozamerytoryczna krytyka zawierająca argumenty ad personam (…). Trudno w takiej sytuacji nie stwierdzić, że pani wypowiedź była spowodowana osobistą niechęcią do mojej osoby, prawdopodobnie wynikającą ze znajomości, które – jak wynika z komunikatu Trybunału Konstytucyjnego – utrzymuje w ramach kurtuazyjnych wizyt” – napisał w wezwaniu do przeprosin sędzia Łączewski (sformułowanie „kurtuazyjne wizyty” w Trybunale to aluzja do odwiedzin Julii Przyłebskiej przez koordynującego służby specjalne Mariusza Kamińskiego).

Z kolei od Mariusza Muszyńskiego sędzia Łączewski żąda przeprosin za słowa zacytowane na portalu Radia Maryja: „Sędzia Łączewski od dłuższego czasu angażuje się w życie polityczne. Zapomina on, że jest sędzią”. W żądaniu przeprosin sędzia Łączewski pisze: „Formułując określony pogląd, nie wykazał pan niezbędnej dla urzędu sędziego powściągliwości. Zwracam również uwagę, że pana emocjonalna i pozbawiona podstaw prawnych oraz faktycznych wypowiedź naraziła na uszczerbek wizerunek Trybunału Konstytucyjnego”. I, jak w przypadku Julii Przyłębskiej: „Mam nadzieję, że pańska wiedza o mnie nie wynika ze znajomości, które – jak wynika z komunikatu Trybunału Konstytucyjnego – pan utrzymuje w ramach kurtuazyjnychwizyt”.

Prawdopodobieństwo, że Julia Przyłębska i Mariusz Muszyński przeproszą, jest bliskie zeru. Więc można się spodziewać pozwu o ochronę dóbr osobistych. I współczuć sędziemu, który dostanie te sprawę, bo PiS nie wybacza, a minister-prokurator Zbigniew Ziobro nie zapomina. I nie po to przygotował sobie narzędzia do sterowania sędziami, żeby ich nie użyć.

Ale sama sprawa – pozwu o ochronę dóbr osobistych wobec sędziego Trybunału Konstytucyjnego – jest absolutnie precedensowa. Przede wszystkim dlatego, że do tej pory sędziowie po prostu nie dawali po temu okazji, chroniąc powagę swojego urzędu i autorytetu Trybunału. Wyjątkiem mogą być wypowiedzi byłego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego, ale dotyczy to tylko ostatniego roku, gdy Trybunał znajdował się pod bezprecedensowym politycznym i legislacyjnym ostrzałem, a sam prezes Rzepliński był personalnie atakowany przez polityków i zastraszany za pomocą prokuratury (np. postępowanie o wydanie wyroku w składzie bez dublerów).

No więc sprawa jest precedensowa. A pierwsze, co będzie należało rozstrzygnąć, to czy sędziego (dla uproszczenia przyjmijmy, że dotyczy to także dublera Muszyńskiego) chroni przed pozwem cywilnym sędziowski immunitet?

Jeśli kierować się brzmieniem pisowskiej ustawy o statusie sędziów TK – to nie. Rozdział „Immunitet i nietykalność osobista oraz zasady odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziego Trybunału” w art. 20 ust. 1 mówi o immunitecie jedynie w kontekście odpowiedzialności karnej: „Sędzia Trybunału nie może być pociągnięty do odpowiedzialności karnej ani pozbawiony wolności bez zgody Zgromadzenia Ogólnego”.

Skoro nie ma precedensów dotyczących uchylania immunitetu sędziom TK, to można rozumować przez analogię do pozwów cywilnych wobec parlamentarzystów. Immunitet parlamentarny dotyczy tylko wypowiedzi i działań związanych ze sprawowaniem mandatu. Ale po protestacyjnej okupacji w grudniu zeszłego roku przez PO i Nowoczesną sali obrad Sejmu pisowscy eksperci na zlecenie marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego stwierdzili, że owa okupacja podpada pod kodeks karny, a okupujący posłowie nie są w tej sprawie chronieni immunitetem, bo okupacja nie należy do praw i obowiązków posła.

Skoro tak, to można zapytać, czy wypowiedzi do Radia Maryja czy portalu wPolityce.pl mieszczą się w ramach obowiązków sędziego Trybunału Konstytucyjnego?

Jest jeszcze jeden precedens: sprawa, którą poseł PO Robert Kropiwnicki wytoczył posłowi, wiceministrowi sprawiedliwości Patrykowi Jakiemu (PiS) za to, że Jaki pomówił go z mównicy sejmowej o wynajmowanie mieszkania agencji towarzyskiej. Jaki żądał w sądzie umorzenia sprawy, bo chroni go immunitet. Sędzia Alicja Fronczyk nie przyjęła tej argumentacji i rozpoczęła proces (za co Jaki zagroził jej postępowaniem dyscyplinarnym).

Oprócz precedensów jest też obyczaj. Od lat sejmowym obyczajem było uchylanie parlamentarzystom immunitetu, gdy chodziło o sprawy cywilne. Nie było to regułą, ale uważano, że wymaga tego dobry obyczaj. Podobnie jak w sprawie niezasłaniania się przez parlamentarzystów immunitetem, gdy kierują w stanie nietrzeźwym.

Jeśli więc uznać, że parlamentarzystę (sędziego) chroni immunitet w sprawach cywilnych, to uchylanie immunitetu powinno być standardem. Tym bardziej że nie stanowi przeszkody w sprawowaniu obowiązków, bo obowiązuje tylko w jednej, konkretnej sprawie.

A więc można by oczekiwać, że gdyby pojawił się taki wniosek, Zgromadzenie Ogólne Sędziów TK uchyli immunitet Julii Przyłębskiej i Mariuszowi Muszyńskiemu.

Pomocny może w tym być nowy „kodeks etyczny sędziego TK”, uchwalony pod koniec lipca przez Zgromadzenie Ogólne (a konkretnie „nowych” sędziów i dublerów). Pozostaje on jednak tajemnicą, a biuro prasowe TK na wniosek o jego udostepnienie odpowiada, że to poważna decyzja i dopiero we wrześniu będą się mogli nad tym zastanowić.

Ale z przecieków wiadomo, że umieszczono tam zakaz uczestnictwa sędziów „w debacie publicznej”, która dotyczy „spraw politycznych”. Natomiast ustawa o statusie sędziego TK w art. 24 ust. 1 stanowi: „Sędzia Trybunału odpowiada dyscyplinarnie przed Trybunałem za (…) uchybienie godności urzędu sędziego Trybunału (…) lub inne nieetyczne zachowanie mogące podważać zaufanie do jego bezstronności lub niezawisłości”. Pytanie, czy publiczne ocenianie pracy i postawy innych sędziów jako „politycznej” i „niebezpiecznej dla państwa” mieści się w tym przepisie?

Oczywiście są to rozważania teoretyczne, bo dotyczą państwa prawa. W Polsce mamy zaś państwo dominacji władzy wykonawczej. Nikt nie ma więc wątpliwości, że jeśli do sprawy sądowej dojdzie, mające przewagę w Zgromadzeniu Ogólnym TK osoby wybrane przez PiS nie doszukają się powodu do uchylenia immunitetów Julii Przyłebskiej i Mariuszowi Muszyńskiemu (jeśli uznać, że ten ostatni, jako dubler, w ogóle ma immunitet).

siedlecka.blog.polityka.pl

Iskrzy na linii Paryż-Warszawa, a sojuszników ubywa. Poobrażani i Samotni wstają z kolan

Jan Rakoczy, 29.08.2017

Andrzej Duda, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński i Witold Waszczykowski

Andrzej Duda, Beata Szydło, Jarosław Kaczyński i Witold Waszczykowski (fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta / grafika Marta Kondrusik/ Gazeta.pl)

Prezydent Francji wytknął Polsce, że sama ustawia się na peryferiach UE. Premier Szydło skomentowała, że to arogancja, może wynikająca z braku doświadczenia. Na linii Paryż-Warszawa znów iskrzy. Z innymi stolicami stosunki też dalekie są od dobrych.
Słowa Emmanuela Macrona wypowiedziane zostały w Bułgarii, w ramach wizyty w regionie, w czasie której prezydent Francji rozmawiał z przywódcami wielu państw tej części Europy. Na liście nie było przedstawicieli Polski ani Węgier, choć podobno Warszawa bardzo o spotkanie zabiegała.

To nie seria przypadków, a ta sytuacja to tylko element większej całości, na którą składają się coraz bardziej napięte relacje z UE, osamotnienie w gronie 28 państw Wspólnoty, brak strategicznych partnerów i zaniedbanie dialogu z sąsiadami.

Tak w skrócie wygląda polityka zagraniczna polskiego rządu. Nazywana „wstawaniem z kolan”.

W tle jest prezydent Andrzej Duda, który próbuje prowadzić politykę bezkonfliktową, ale i tak przy każdej okazji musi odpowiadać na kłopotliwe pytania zagranicznych rozmówców o kondycję polskiej demokracji.

Co ciekawe, jeszcze niedawno Pałac Prezydencki zapowiadał, że pod koniec sierpnia odbędzie się szczyt Trójkąta Weimarskiego na najwyższym szczeblu. Najwyraźniej Macron chciał nam coś pokazać.Wielu komentatorów nie ma wątpliwości, że to wymowny gest Francji po pisowskim ataku na niezawisłość sądów, kolejnych konfliktach z UE, ale także zerwaniu kontraktu na francuskie Caracale czy uwagach o tym, kto pierwszy jadł widelcem.

Jak jest na innych „frontach”? Sprawdźmy.

Wojna z UE: Polexit czy członkostwo drugiej kategorii?

Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej Frans Timmermans  SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AGENCJA GAZETA

Żadne pogróżki nie zrobią na nas wrażenia, raczej utwierdzają nas w przekonaniu, że postępujemy słusznie. Machanie palcem jest całkowicie nieskuteczne

– minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro do wiceszefa Komisji Europejskiej.

Jaki my mamy problem z praworządnością? Przecież to jest już polityka nękania i dyskryminacji Polski

– szef MSZ Witold Waszczykowski.

Z unijnego „prymusa”, wskazywanego jako przykład państwa, które osiągnęło duży sukces po transformacji i dobrze odnalazło się w unijnych strukturach, staliśmy się czarną owcą.

PiS wciąż dolewa oliwy do ognia, otwierając kolejne spory z Brukselą. Po przejęciu Trybunału Konstytucyjnego, mediów publicznych, wycince Puszczy Białowieskiej, przyszła kolej na sądy. Nawet dla bardzo wyrozumiałych partnerów to było za wiele.

Dystans jest najdelikatniejszym słowem, jakie przychodzi na myśl, by określić stosunek większości stolic UE do rządu w Warszawie. Ten z kolei coraz ostrzej komentuje działania wiceszefa Komisji Europejskiej Fransa Timmermansa, który regularnie formułuje nowe zarzuty pod adresem Polski.

Szef MSZ Witold Waszczykowski mówił ostatnio nawet o polityce nękania, a minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro publicznie pouczał wiceprzewodniczącego Komisji.

Chociaż Polexit raczej pozostanie konstrukcją publicystyczną, to coraz częściej pojawiają się opinie o „wyprowadzaniu Unii z Polski”.

Prof. Klaus Bachmann, politolog i socjolog z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS tak to charakteryzuje:

Polska zostanie w UE, bo nikt jej nie może wyrzucić, ale nagromadzi rosnącą liczbę sporów z KE, Trybunałem Sprawiedliwości i innymi krajami członkowskimi. W tym samym czasie w ramach strefy euro powstanie nowa UE, z własnymi instytucjami i samo członkostwo w UE straci sens, bo coraz więcej decyzji i coraz więcej środków zostanie przerzuconych do strefy euro. Polska będzie członkiem UE, ale to nie będzie miało większego znaczenia

Bezskuteczne poszukiwania strategicznego partnera

10.12.2016 Kraków, restauracja 'Pod Nosem'. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w drodze na spotkanie z premierem Węgier Victorem Orbanem10.12.2016 Kraków, restauracja ‚Pod Nosem’. Prezes PiS Jarosław Kaczyński w drodze na spotkanie z premierem Węgier Victorem Orbanem MICHAŁ ŁEPECKI / Agencja Gazeta

Donald Trump nie boi się mówić bardzo jasno i wyraźnie tego, co mówi rząd Prawa i Sprawiedliwości

– premier Beata Szydło.

Jesteśmy zaniepokojeni ciągłą pracą polskiego rządu nad prawem, wydaje się, ograniczającym władzę sądowniczą i potencjalnie osłabiającym zasadę praworządności

– rzeczniczka Departamentu Stanu USA Heather Nauert.

Prawo i Sprawiedliwość jasno zdefiniowało, kogo widzi w roli strategicznego partnera. Zaskoczeniem nie było wskazanie Węgier, bo polityczna przyjaźń połączyła Jarosława Kaczyńskiego z Viktorem Orbanem już na długo przed wyborami. Po przejęciu władzy dochodziło nawet do rozmów w nie do końca zrozumiałej formule premier Węgier – szef polskiej partii rządzącej.

Szybko jednak okazało się, że Orban przyjacielem na dobre i na złe nie jest. Poza tym premiera Węgier łączy kłopotliwa z polskiej perspektywy polityczna przyjaźń także z Władimirem Putinem, a Budapeszt z Moskwą wielkie interesy, przede wszystkim gazowe.

Największym ciosem dla PiS była jednak postawa Orbana przy okazji głosowania nad wyborem Donalda Tuska na drugą kadencję przewodniczącego Rady Europejskiej.

Ta porażka była szczególnie bolesna, bo okazało się, że Polska była jedynym krajem, który sprzeciwił się reelekcji Tuska. Od tamtej pory można mówić o ochłodzeniu w relacjach z Węgrami.

– Z Węgrami Polskę łączy sprzeciw wobec problemu rozlokowania uchodźców i wobec ingerencji Komisji Europejskiej w sprawy, które oba rządy uważają za domenę swojej wewnętrznej suwerenności – komentuje dla portalu Gazeta.pl prof. Bachmann.

Rząd próbował budować strategiczne partnerstwo z Wielką Brytanią. Bliską ze względu na niechęć do silnej integracji z UE oraz mieszkających i pracujących tam Polaków. Tu także rozczarowanie przyszło szybko, bo Brytyjczycy zdecydowali, że Unię opuszczają. Poreferendalne problemy na własnym podwórku, w połączeniu z przygotowaniami do brexitowych negocjacji sprawiły, że Polska nie miała szans znaleźć się w centrum uwagi Londynu.

Na strategicznego partnera typowany był prezydent USA Donald Trump, ale okazało się, że uczucia nie są odwzajemniane bezwarunkowo, a Amerykanie regularnie wytykają nam naruszanie konstytucyjnych norm. Wizyta w Warszawie była wizerunkowo korzystna dla obu stron, ale trudno w jej przypadku mówić o jakichś konkretach.

– Polska na pewno ma sojuszników, którzy pozostają sojusznikami niezależnie od tego, kto rządzi. To Stany Zjednoczone i Niemcy – mówi prof. Klaus Bachmann. Ale „sojusznik” to znacznie mniej niż „strategiczny partner”.

Chłodne relacje z sąsiadami

07.02.2017, Warszawa. Konferencja kanclerz Angeli Merkel i premier Beaty Szydło07.02.2017, Warszawa. Konferencja kanclerz Angeli Merkel i premier Beaty Szydło Dawid Żuchowicz / Agencja Gazeta

Polska nigdy nie zrzekła się takich odszkodowań. Ci, którzy tak sądzą, są w błędzie

– Jarosław Kaczyński o reparacjach od Niemiec.

Nasz przekaz jest bardzo jasny: z Banderą do Europy nie wejdziecie. Mówimy to i głośno, i cicho

– szef MSZ Witold Waszczykowski o Ukrainie.

Po wygranych przez PiS wyborach dość szybko ochłodzeniu uległy stosunki z Niemcami. Było to niejako ich naturalną konsekwencją, bo partia Kaczyńskiego od lat budowała polityczny kapitał m.in. na wypominaniu Niemcom odpowiedzialności za wojnę, a Donaldowi Tuskowi konsekwentnie zarzucała, jeśli nie „niemieckość”, to przynajmniej proniemieckość, i spolegliwość wobec kanclerz Angeli Merkel.

Chociaż Berlin przyjął pozycję sapera i nie krytykował otwarcie forsowanych przez PiS niekonstytucyjnych zmian w państwie, stosunkowo szybko partia rządząca wróciła do tematu reparacji wojennych, znanego już z poprzednich rządów partii Kaczyńskiego.

Antyniemiecką retorykę, która stała się obowiązującą linią w PiS, szybko podchwyciły prorządowe media. W 73. rocznicę powstania warszawskiego TVP Info wyemitowała spot skierowany do obywateli Niemiec, w którym lektor oskarża: „To z waszych podatków Adolf Hitler finansował zbrodnie i mordowanie ludzi!”.

Temat podjęła też Telewizja Republika. Wykorzystała przy tym grafikę wzorowaną na napisie z bramy obozu Auschwitz, tyle że zamiast „Arbeit macht frei”, pojawiło się „Reparationen machen frei”.

Prof. Bachmann zwraca jednak uwagę, że wbrew pozorom kwestia relacji polsko-niemieckich jest dość prosta:

– Oba państwa nie mają wobec siebie roszczeń terytorialnych, mają ustalone granice i nie mieszają się w wewnętrzne sprawy drugiej strony, tak jak to np. robi Rosja podczas wyborów. Na razie, o ile wiem, też się wzajemnie nie szpiegują. Obojętnie czy to porównujemy z przeszłością stosunków obu państw, czy z obecnymi stosunkami Polski z innymi państwami, wychodzi z tego, że są one bardzo dobre, nawet jeśli obecnie są one nieco zamrożone na najwyższym szczeblu – komentuje prof. Bachmann.

Ze wspomnianą już Rosją praktycznie nie rozmawiamy, nawet o wraku Tupolewa, co jeszcze w kampanii wyborczej i tuż po wygranej było określane jako priorytet. Prof. Bachmann charakteryzuje polsko-rosyjskie relacje jako „napięte i pełne wzajemnej nieufności”.

O dialogu z Ukrainą czy Litwą, jeśli w ogóle słyszymy, to głównie w kontekście dyplomatycznych spięć. O politykę historyczną, lub – jak ostatnio – gdy co najmniej niefrasobliwością wykazali się polscy urzędnicy, którzy w projekcie nowego paszportu umieścili Ostrą Bramę w Wilnie i Cmentarz Orląt Lwowskich.

Stanowczo zaprotestowały zarówno Litwa, jak i Ukraina. I trudno się dziwić, bo można sobie wyobrazić reakcję Polaków, gdyby Niemcy chcieli umieścić wizerunek Gdańska w swoich paszportach.

Jeśli chodzi o południowych sąsiadów, dialog z Czechami i Słowakami odbywa się głównie w formacie wyszehradzkim.

Przy okazji forsowanych przez PiS zmian w sądach prezesi czeskiego Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego, prokurator generalny i rzecznik praw obywatelskich wydali bardzo mocne oświadczenie, w którym pisali, że nie mogą milczeć w sprawie działań, które zagrażają fundamentalnym wartościom. Głos zabrał także słowacki Sąd Najwyższy. To musiało zaboleć rządzących.

Słabnące regionalne sojusze

Wizyta państw Grupy WyszehradzkiejWizyta państw Grupy Wyszehradzkiej Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Nie ukrywam, że jesteśmy zawiedzeni postawą premiera Orbana

– prezes PiS Jarosław Kaczyński po reelekcji Tuska.

Europa nie jest supermarketem. Europa ulega osłabieniu, gdy godzi się na odrzucanie jej zasad. Kraje Europy, które nie przestrzegają jej reguł, muszą ponieść tego konsekwencje polityczne

– prezydent Francji Emmanuel Macron.

Dla rządu Beaty Szydło od początku kluczowe znaczenie odgrywała Grupa Wyszehradzka. Miała zapewnić, że głos tej części Europy będzie lepiej słyszalny w UE. Jednak interesy poszczególnych państw są coraz trudniejsze do pogodzenia, a spoiwem pozostaje w zasadzie jedynie niechęć do przyjmowania uchodźców.

Także niezrozumiałe posunięcia rządu Beaty Szydło sprawiły, że partnerzy z V4 zaczęli krzywo patrzeć na pomysł zacieśniania współpracy.

Prof. Bachmann zwraca uwagę, że w ramach UE tworzą się cały czas różne konfiguracje, w zależności od konkretnych interesów.

Politolog z SWPS jest przekonany, że Słowacja przyłączy się do reformy strefy euro. – Mogę sobie wyobrazić, że Czesi przystąpią do strefy euro, kiedy zobaczą, do czego ta reforma zmierza. Węgry i Polska pod obecnymi rządami tego nie zrobią, ale jest też otwarte pytanie, czy one pod obecnymi rządami zostałyby dopuszczone – mówi prof. Bachmann.

Funkcjonujący od ponad ćwierćwiecza Trójkąt Weimarski trudno określić jako platformę intensywnej współpracy na linii Warszawa-Berlin-Paryż. Okazja do ożywienia dialogu na najwyższym szczeblu miała nadarzyć się już w sierpniu, co jeszcze niedawno zapowiadała kancelaria Andrzeja Dudy. Miała, ale Macron postanowił ominąć nasz kraj w trakcie wizyty w regionie. Jaki wpływ mają na to ostatnie legislacyjne poczynania PiS i wcześniejsze zerwanie kontraktu na zakup śmigłowców, możemy się tylko domyślać.

Sztandarową inicjatywą prezydenta jest Trójmorze. Ale tu nawet obserwatorzy jej przychylni zastrzegają, że za wcześnie na jakiekolwiek oceny, bo konkretów brak.

Każdy robi swoją politykę

Witold Waszczykowski i Jarosław KaczyńskiWitold Waszczykowski i Jarosław Kaczyński SŁAWOMIR KAMIŃSKI

Doszło do fałszerstwa. Mamy ekspertyzy mówiące o tym, że Tusk został wybrany w sposób, który można zakwestionować na poziomie prawa europejskiego

– szef MSZ Witold Waszczykowski po ponownym wyborze Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej

Gratuluję uzyskania poparcia większości krajów Unii Europejskiej na rzecz przedłużenia Pana kadencji na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej

– prezydent Andrzej Duda po wyborze Tuska.

Prof. Klaus Bachmann ocenia, że zasadniczy problem „polega na tym, że polityka zagraniczna nie jest obecnie koordynowana”:

Każdy prowadzi własną politykę: Macierewicz, Waszczykowski, niektórzy posłowie PiS i członkowie ścisłego kierownictwa, marszałek Kuchciński i naprzeciwko tego wszystkiego stoi jeszcze prezydent Duda, który robi swoją własną politykę, która jest koordynowana

Politolog zwraca uwagę, że tworzy to wrażenie chaosu, ale de facto jest wypadkową walk poszczególnych koterii wewnątrz PiS.

– Walczy lobby prorosyjskie z lobby proukrańskim, jest lobby realistyczne (któremu polityka wobec Niemiec się nie podoba) i lobby narodowo-radykalne (które stawia na autarkizm i nie widzi problemu, aby się konfliktować jednocześnie z UE i Rosją), jest lobby proamerykańskie, są lobby branżowe (przemysł zbrojeniowy) i roszczeniowe grupy nacisku (kresowiacy, ludzie, którzy chcieliby uchodzić za liderów niemieckiej Polonii) – mówi prof. Bachmann.

I zaznacza, że każdy ośrodek robi swoją własną politykę i od czasu do czasu ma swoje pięć minut, „kiedy może udawać, że to on reprezentuje Polskę i ma poparcie PiS lub rządu dla tego, co robi.

Trump w Polsce

gazeta.pl

Patryk Jaki ostro na Twitterze. Kryminolog komentuje: To jawny wylew psychopatycznej nienawiści

Paweł Moczydłowski, Kamil Siałkowski; zdjęcia: Anna Czuba; montaż: Łukasz Carbone, 28.08.2017

(…) Dla tych bydlaków powinna być kara śmierci. Choć dla tego konkretnego przypadku przywróciłbym również tortury – tak Patryk Jaki skomentował bestialski atak na polską parę w Rimini. O komentarz do słów wiceministra sprawiedliwości poprosiliśmy kryminologa Pawła Moczydłowskiego. – To, co zademonstrował pan minister jest po prostu jawnym wylewem, jakąś psychopatyczną nienawiścią w stosunku do sprawcy – mówił. W jego ocenie, osoba piastująca urząd wiceministra i która odpowiada za stosowanie przemocy, musi bardzo uważać na to, co publicznie mówi. – Ostatnio w mass mediach mamy do czynienia z retoryką anty uchodźczą. To są niebezpieczne gry i zabawy z przemocą – uważa Moczydłowski. Ekspert zwraca także uwagę na populistyczny ton wpisu Patryka Jakiego. O co dokładnie chodzi? Zobaczcie materiał.

wyborcza.pl

Po tragedii w Rimini

Paulina Młynarska, dziennikarka, producentka radiowa i telewizyjna, pisarka, podróżniczka

28.08.2017

Ci sami politycy, którzy dziś krzyczą: „wieszać czarnych bydlaków” (bo to tak naprawdę wykrzykują), nie mieli żadnych oporów, odbierając państwowe wsparcie finansowe instytucjom udzielającym pomocy ofiarom swojskich, polskich domowych gwałcicieli. Stowarzyszeniom dającym schronienie matkom uciekającym z dziećmi przed przemocą i upowszechniającym wiedzę na temat przemocy w rodzinie.

Przeczytałam, co minister Patryk Jaki i jego prawicowi koledzy mają do powiedzenia à propos tragedii w Rimini. I przeczytałam, co o tym myśli prawicowy internet. Odnotowałam też wszystkie podkreślenia i pogrubienia w tytułach donoszących o tym strasznym zdarzeniu, informujące, że rzecz się zdarzyła na oczach męża ofiary. Tak jakby fakt ten czynił gwałt jeszcze bardziej potwornym. Tak jakby można było stopniować potworność gwałtu.

Już nawet nie mam siły na oburzanie się cynicznym wyzyskiwaniem przez polityków koszmaru, jaki stał się udziałem tej kobiety, do podgrzewania rasistowskich i antyimigranckich nastrojów w kraju. Czuję straszny smutek. Powiedzieć, że współczuję zgwałconej, to banał. Skąd mogę wiedzieć, jak ona się czuje i co przeżywa? Nie mogę tego wiedzieć. Dlatego o NIEJ i o JEJ cierpieniu będę milczeć. Nie daję sobie prawa do analizowania JEJ sytuacji. Mam JĄ w sercu, myślę o NIEJ. Ślę wyrazy wsparcia i morze kobiecej solidarności

Czuję smutek, zażenowanie i wstyd, że po raz kolejny ludzka tragedia zostaje użyta do czysto propagandowych celów.

Ci sami politycy, którzy dziś krzyczą: „wieszać czarnych bydlaków” (bo to tak naprawdę wykrzykują), nie mieli żadnych oporów, odbierając państwowe wsparcie finansowe instytucjom udzielającym pomocy ofiarom swojskich, polskich domowych gwałcicieli. Stowarzyszeniom dającym schronienie matkom uciekającym z dziećmi przed przemocą i upowszechniającym wiedzę na temat przemocy w rodzinie.

Ci sami politycy uważają, że konwencja antyprzemocowa to wymysł szatana.

Ci sami postarali się, aby ofiara gwałtu, która nie czuje się na siłach iść bezpośrednio po zdarzeniu do lekarza, lub zwyczajnie nie ma na to środków, nie mogła na własną odpowiedzialność kupić w aptece pigułki „dzień po”. Postarali się o to, by do jednej tragedii dołożyć kolejne. Brawo panowie i panie życia i śmierci!

Ci sami chcą wprowadzać do szkół „edukację” seksualną rodem ze średniowiecza, firmowaną przez kobietę, która w ultrakatolickich mediach opowiada o „dobroczynnym wpływie spermy na zdrowie żon”, ale broni informować małe dzieci na temat złego dotyku, gdyż jej zdaniem, prowadzi to do ich seksualizacji! Ci sami siedzą cicho jak myszy pod miotłą, kiedy opinia publiczna dowiaduje się o kolejnych przypadkach molestowania dzieci i młodzieży przez osoby duchowne.

Gdzie ich oburzone tweety i kwieciste wpisy na Facebooku nawołujące do tortur i linczu, gdy polskie bydlaki gwałciły i mordowały w Wielkiej Brytanii, Francji i innych krajach?

Gdzie walka z gigantyczną polską mafią sutenerów wabiących podstępem dziewczyny do burdeli w całej Europie?

W czym wyraża się wściekłość rządzących w odpowiedzi na dramatyczne statystyki dotyczące przemocy domowej wobec kobiet w Polsce? Który z nich żądał wieloletniego więzienia dla partyjnego kumpla, radnego Piaseckiego, po tym, co ujawniła jego żona Karolina?

Nie miejmy złudzeń, tu nie chodzi o ofiarę gwałtu w Rimini. Tu nie chodzi o żadną sprawiedliwość ani o ochronę bezpieczeństwa kobiet.

Kto chce bezpieczeństwa kobiet, słucha kobiet. Uważnie i z szacunkiem zapoznaje się z (przerażającymi) badaniami i studiami prowadzonymi od lat przez organizacje kobiece. Nie mędrkuje, nie moralizuje, tylko przyjmuje do wiadomości, co mają do powiedzenia same zainteresowane oraz instytucje niosące im pomoc i stara się działać w porozumieniu z nimi. A nie je zwalcza!

Nie miejcie złudzeń. Gdy Polkę gwałci własny mąż, wujek lub ksiądz, ci politycy nie widzą większego problemu.

onet.pl

Szułdrzyński: Odsunąć bulteriery

publikacja: 28.08.2017

Foto: Fotorzepa, Waldemar Kompała

Spór Warszawy z Brukselą w sprawie ustawy o sądach powszechnych wykracza znacznie poza samą procedurę dotyczącą praworządności w Polsce. Nie chodzi w nim jedynie o sądownictwo czy o przestrzeganie prawa nad Wisłą. Losy tego sporu wpłyną bowiem na przyszłość całej Unii.

 

Z jednej strony Bruksela testuje mechanizmy dyscyplinowania państw członkowskich na wypadek, gdyby któreś z nich zaczęło łamać unijne zasady. Patrząc na to z tej perspektywy, Unia ma sens, gdy jest wspólnotą wartości opartą na dobrej woli. Bezradność Brukseli, gdy któryś z rządów konsekwentnie w jej mniemaniu łamie zasady praworządności czy odmawia podporządkowania się wyrokom Trybunałów (jak choćby w przypadku nakazu wstrzymania wycinki Puszczy Białowieskiej), pokazuje, że sprawa nie jest wydumana.

Ale z drugiej strony przypadek obecnych napięć na linii Polska–Bruksela każe również zadać pytanie o granice suwerenności państw unijnych. Kwestionowanie przez Brukselę np. zróżnicowania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn w zawodzie sędziego daje do ręki argument wszystkim przeciwnikom integracji, którzy mogą mówić: Patrzcie, nie chodzi o żadną praworządność, lecz o ograniczanie władzy demokratycznie wybranych władz. To woda na młyn wszystkich eurosceptyków, nie tylko nad Wisłą.

Dotychczasowy przebieg dialogu Komisji Europejskiej z Polską nie napawa optymizmem. Z jednej strony unijne procedury okazują się bezradne, wobec tego, kto chce je łamać. Z drugiej zaś dają o sobie znać osobiste animozje. Można bowiem śmiało postawić pytanie, w jakim stopniu wiceszef Komisji Europejskiej Frans Timmermans chce rozwiązać problem prawny, a w jakim kierują nim osobiste ambicje.

Można jednak odnieść wrażenie, że część środowisk politycznych w Polsce wyznaje zasadę: im gorzej, tym lepiej. Czyli im ostrzejszy spór z Brukselą, tym łatwiej podgrzewać emocje i w konsekwencji zbijać polityczny kapitał. Wczytując się w ton niektórych wypowiedzi czy pism słanych np. przez Zbigniewa Ziobrę, można wysnuć wniosek, że prowokowanie Komisji stało się dla części polskiej prawicy celem samym w sobie.

To ryzykowna gra. Krótkofalowo obniża ona naszą zdolność negocjacyjną w ważnych sprawach dotyczących Unii. Nie chodzi o to, że rząd musi we wszystkim ustępować Brukseli, lecz zbyt duża liczba konfliktów sprawia, że nasze zdolności do przeforsowania swojego stanowiska radykalnie maleją. Długofalowe eskalowanie napięcia może zaś prowadzić do stopniowego podmywania wiary w sens członkostwa w UE. Choć Jarosław Kaczyński zapewnia, że miejsce Polski jest w Unii, konsekwencją polityki jego rządu jest pogłębianie przepaści pomiędzy naszym krajem a Wspólnotą. David Cameron, igrając ze zwolennikami brexitu, też nie chciał wychodzić z Unii, lecz pozwolił rozwinąć się emocjom społecznym i politycznym, które do tego doprowadziły.

Dlatego powinno się odsunąć od tego konfliktu osoby, które go pogłębiają. Może lepiej by było, by sprawą Polski zajmował się ktoś inny niż Frans Timmermans, a PiS trzymał najbardziej zawziętych zagończyków z dala od relacji z Brukselą? Sporu Polski z Brukselą to nie rozwiąże, ale przynajmniej zmniejszy ryzyko negatywnych jego konsekwencji.

rp.pl

PiS wcale nie ma problemu krótkiej ławki

Wojciech Szacki

28.08.2017
poniedziałek

Ze wszystkich ataków na PiS najbardziej chybiony i niesprawiedliwy wydaje mi się zarzut krótkiej ławki. Rekonstrukcja rządu – czytam tu czy tam – to pomysł, owszem, świetny i odświeżający, no ale ten deficyt kadr…

Za tym zarzutem kryją się dwa założenia co najmniej dyskusyjne.

Po pierwsze, że na ławce rezerwowej PiS siedzą politycy słabsi od tych na pierwszej linii frontu. A w czym niby Arkadiusz Mularczyk gorszy byłby od, dajmy na to, Witolda Waszczykowskiego? W niczym nie byłby gorszy. W licytacji na najgłupszą reakcję na słowa Macrona obaj wysforowali się na czoło stawki. Nie godzi się mnie rozstrzygać, czy śmieszniejsza była groźba bojkotu francuskich produktów (Mularczyk) czy też ocena, że Francuzi nie są w stanie konkurować z polską gospodarką (Waszczykowski). Czy Mularczyk strzelałby gafy jako szef MSZ? Zapewne tak, ale fizycznie nie da się strzelać ich więcej, niż czyni to nasz obecny Metternich.

Druga sprawa jest jeszcze grubsza, bo zarzut krótkiej ławki wiąże się z tezą, że PiS dba o jakość kadr. Mocno to krzywdzące dla partii, która ministrem środowiska uczyniła Jana Szyszkę, ministrem edukacji – Annę Zalewską, a obronę powierzyła Antoniemu Macierewiczowi.

Fakt, że wiceministrem sprawiedliwości jest Patryk Jaki – lansujący się na Twitterze marzeniem o karze śmierci i torturach dla gwałcicieli Polki – obala wszelkie argumenty o „krótkiej ławce”. Byle hejter mógłby z powodzeniem zastąpić Jakiego, bez żadnej szkody dla polskiego wymiaru sprawiedliwości, choć sceptyk wtrąciłby tu, że i bez żadnego pożytku.

szacki.blog.polityka.pl

Panie ministrze @Macierewicz_A, minęło już 40 dni od wizyty Trumpa. Czy Prezydent USA przekazał już Panu te dokumenty?

 

#DontTouchMyPolishSister

z FB Wrazenie kolosalne …mnie powaliło

©Marek Raczkowski

✌️

#DontTouchMyPolishSister

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s