Główne tezy exposé premiera Mateusza Morawieckiego

Mateusz Morawiecki przedstawił w Sejmie główne zadania, jakie stoją przed jego rządem.
Premier Mateusz Morawiecki

P.Tracz/Kancelaria Prezesa RM

Premier Mateusz Morawiecki

1. Rząd jest ten sam, kierunek działania jest ten sam, drogowskazy i wartości są te same. To rząd kontynuacji, który będzie realizował politykę wspierania polskich rodzin. Rozwój i sprawy społeczne to jedno i to samo; kwitnąca gospodarka jest warunkiem prowadzenia szczodrej polityki społecznej.

2. Moim pragnieniem jest, żeby rząd Zjednoczonej Prawicy był rządem zjednoczonej Polski; rząd i premier mają służyć całemu krajowi, każdemu obywatelowi RP. Polska jest jedna. Dla wszystkich starczy miejsca.

3. Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. Ten głęboki wymiar wspólnotowy jest głęboko wpisany w naszą tradycję, w pomoc zesłańcom. Żegota ratująca naszych żydowskich współbraci czy „Solidarność” to prawdziwe dowody, czym jest polskość i czym jest wspólnota. Nie ma dla mnie ważniejszej sprawy niż odbudowanie tego, co straciliśmy w wyniku zaborów, wojen i komunizmu. Teraz mamy w rękach unikalną szansę i nie możemy jej zmarnować.

4. Nie jesteśmy i nie będziemy rządem ideologicznych skrajności – daleko nam do neoliberalizmu i równie daleko nam do socjalizmu. Nie tylko dlatego, że taki dogmatyzm nie działa, ale również dlatego, że lepiej jest łączyć.

5. Nasz rząd będzie ambitny w zmienianiu państwa. Polityka musi być ambitna, rząd nie jest od administrowania, ale od rządzenia.

6. Musimy uczyć się przygotowywać spójne prawo i podejmować decyzje podporządkowane długofalowym strategiom rozwojowym. Nie zawsze im więcej prawa i ustaw, tym lepiej, czasami jest odwrotnie. W ostatnich 25 latach co roku było więcej prawa, postaramy się zatrzymać tę falę. Do tego potrzebne będzie Centrum Analiz Strategicznych.

7. Narodowa suwerenność i tradycja są atutem, a nie balastem w zmaganiach z modernizacją Polski. To dzisiejsza polityka gospodarcza decyduje, czy Polska będzie producentem wysokich technologii czy rynkiem zbytu dla zagranicznych firm.

8. Pierwszym arcyważnym zadaniem jest służba zdrowia. Nie ma godnego życia bez sprawnej opieki zdrowotnej, dlatego doprowadzimy do skokowego wzrostu wydatków na służbę zdrowia do poziomu 6 proc. PKB w ciągu najbliższych kilku lat. Deklaracja ta to odpowiedź na słuszne postulaty pacjentów, personelu medycznego, lekarzy i pielęgniarek. Już w tym roku m.in. na skrócenie kolejek i zakup sprzętu przeznaczono dodatkowe 4 mld zł. Zwracam się do lekarzy i wszystkich, którzy pracują w szpitalach i przychodniach, abyście stali się częścią dobrej zmiany, której fundamentalnym celem jest zbudowanie nowoczesnej służby zdrowia. Uruchomimy dwa programy, które unowocześnią polską służbę zdrowia: Narodowy Instytut Onkologii oraz Narodowy Program Zdrowia Kardiologicznego. Zresztą nie wszystko chyba musi mieć przydawkę „narodowy”, może być „polski” albo „państwowy” – też pięknie.

9. Kolejnym obszarem będzie środowisko. Czyste powietrze to wyzwanie cywilizacyjne, miara tego, czy Polska jest dojrzałym krajem. Program walki ze smogiem to program wsparcia najuboższych, chcemy zlikwidować ubóstwo energetyczne.

10. Chciałbym zadbać, by alternatywne źródła energii mogły się w Polsce rozwijać, nie w imię ideologii, a tam, gdzie jest to uzasadnione ekonomicznie, gdzie przyniesie korzyść, a nie koszty. Obecnie węgiel jest podstawą energetyki i rząd nie chce z niego rezygnować. To ważne dla Śląska, Zagłębia, ale również dla całej Polski. Projektem, który przybliża Polskę do bezpieczeństwa energetycznego, jest m.in. terminal gazowy w Świnoujściu. Rozbudowujemy infrastrukturę gazową, co pozwoli uczynić z naszego państwa bijące serce regionu. Chcemy utworzyć tutaj hub gazowy, który będzie zaopatrywał naszych sąsiadów.

11. Wkrótce przedstawimy cały pakiet ustaw upraszczających nasze życie gospodarcze, z Konstytucją dla Biznesu na czele. Bez państwa i jego instytucji wolny rynek nie obroni się przed korupcją, przed wyłudzeniami podatków, przed monopolami czy przed nieuczciwą konkurencją z zagranicy. Bez sprawiedliwych sądów uczciwy przedsiębiorca nie ma szans na walkę z mafiami, z układem zamkniętym czy z monopolami. Dlatego ważne są takie instytucje jak CBA czy wydziały przestępczości gospodarczej w Policji czy prokuraturze.

12. Polska musi wyrwać się z roli peryferii. Polska polityka rozpięta jest między dwiema błędnymi wizjami – jedna to dominująca dotąd wizja rozwoju zależnego, która widziała dla Polski tylko rolę peryferii. Druga to głosy, by Polska odgrodziła się murem od reszty świata. My chcemy, żeby Polska była wielka. Polska jest częścią Zachodu, a jeśli tak, musi mieć globalne aspiracje i nie bać się konkurencji, nie bać się współpracy.

13. Przez ostatnie 25 lat uzależniliśmy się od zagranicznego kapitału, który nas skolonizował. To efekt błędnego modelu, który przyjęliśmy w III RP. Jesteśmy i będziemy częścią Zachodu, ale to nie oznacza, że musimy zgadzać się na ten model. My chcemy podmiotowej roli Polski w gospodarce, a nie peryferyjnej. Dlatego jeszcze wiele pracy przed nami. Potrzebujemy dzisiaj przejścia od kapitalizmu konsumpcji na kredyt (…) do kapitalizmu oszczędności i inwestycji.

14. To może być pierwszy rok od 28 lat, kiedy przyrost długu publicznego będzie równy zero lub niewiele wyższy od zera. W 150. rocznicę urodzin marszałka [Józefa Piłsudskiego] mogę Wysokiej Izbie powiedzieć, że dokonaliśmy tego dzięki realizacji jego formuły: romantyzm celów i pozytywizm środków. Gospodarka i finanse publiczne są coraz bardziej zrównoważone. Mamy optymizm konsumpcyjny, mamy pozytywne trendy w redukcji nierówności, coraz więcej ludzi czynnie uczestniczy w konsumpcji i rośnie liczba osób, które pozytywnie patrzą w swoją przyszłość.

15. Będę w szczególności zaangażowany w rozwój polski lokalnej, polski samorządowej.

16. Jednym z obszarów, na którym rząd skupi swoją uwagę, będzie polska wieś i rolnictwo. Polska wieś, polskie rolnictwo są bogactwem nie tylko dla nas, ale i dla całej Europy. Nasz rząd będzie zabiegać o odpowiedni budżet w ramach wspólnej polityki rolnej. Taki budżet, który zapewni polskim rolnikom jednolite warunki konkurowania, dorówna dopłaty do średniej unijnej.

17. Program Mieszkanie Plus jest sztandarowym zadaniem na najbliższe 10 lat. Brakowało 3–4 mln mieszkań i nadal tyle brakuje. Ośmieszaliście to wtedy i można to ośmieszać, (…) ale nie ma się z czego śmiać, naprawdę te mieszkania są potrzebne. To jest życie wielu milionów młodych Polaków, pomóżcie je budować.

18. Zero tolerancji dla przemocy. Ta patologia nie ma nic wspólnego z naszą tradycją. Szacunek dla kobiet jest głęboko zakorzeniony w naszej polskiej tradycji i kulturze.

19. Zapewnienie równości szans dla kobiet i mężczyzn jest nie tylko naszym prawnym obowiązkiem, ale wyrazem solidarności. Powinna ona przejawiać się m.in. w równej płacy i dostępie do stanowisk kierowniczych. Mimo że według „The Economist” Polska jest obecnie na piątym miejscu najbardziej przyjaznych krajów dla kobiet, to Polki natrafiają cały czas na szklany sufit. Dzieje się tak dlatego, że na co dzień muszą łączyć pracę zawodową z obowiązkami rodzinnymi.

20. W domach dziecka widziałem z bliska krzywdę, która dzieje się dzieciom, często także ich mamom. Widziałem cierpienie maltretowanych dzieci. I nie można ich zostawić samych sobie, nie można chować głowy w piasek. Zabieranie dzieci z powodu biedy to jest zbrodnia, ale pozostawianie dzieci na pastwę przemocy też jest zbrodnią. Nie może być tak, iż maltretowana kobieta będzie z dziećmi uciekała z własnego domu. Poprawimy mechanizmy zapewniające ochronę ofiarom przemocy w domu i w miejscu pracy. W wymiarze sprawiedliwości musi nastąpić głęboka zmiana. Nie może być tak, że ofiara spotyka swojego oprawcę przez kilka lat na sali sądowej z powodu opieszałości sądu.

21. Seniorom i emerytom będziemy nadal pomagać w najróżniejszy sposób, dlatego rozpoczniemy wielki projekt Przyjazna Polska, który usunie bariery infrastrukturalne i prawne, utrudniające pełną integrację całego polskiego społeczeństwa. Chciałbym, żeby wyjście do sklepu starszej osoby nie było wyprawą czy biegiem na 3 tys. metrów z przeszkodami.

22. Naszą drogą do lepszego jutra musi być Polska równych szans i solidarności społecznej, a nie Polska grup interesów i zwalczających się egoizmów. Według konstytucji mamy społeczną gospodarkę rynkową. Społeczną, nie antyspołeczną, a tak wyglądała niestety praktyka pierwszego ćwierćwiecza III RP. Dopiero od dwóch lat możemy powiedzieć, że społeczna gospodarka rynkowa w Polsce żyje, że ma się dobrze i przynosi owoce. Rada Dialogu Społecznego będzie tym miejscem, w którym będziemy wspólnie wypracowywali najważniejsze rozwiązania, które pozwolą nam zachować zdrową równowagę gospodarczą i społeczną.

23. Pola bitew współczesnego państwa to cyberprzestrzeń, dlatego poważne państwo musi stawiać również na cyberbezpieczeństwo.

24. W najbliższych latach w edukacji rząd położy duży nacisk na nauczanie branżowe. Rząd przeprowadzi reformę szkolnictwa wyższego i reformę instytutów badawczych. Sieć badawcza im. Łukasiewicza będzie jedną z największych w Europie tego typu instytucji. Ale na naukę nie można patrzeć tylko pod kątem korzyści gospodarczych, bo równie ważnym zadaniem polskich uczelni jest formacja elit narodowych. Rząd będzie aktywnie przeciwdziałał drenaży najlepszych umysłów.

25. Rząd zrobi wszystko, by pokolenie straconych szans, które musiało emigrować, miało szanse znaleźć pracę w Polsce, na godnych warunkach, nie na umowach śmieciowych, z jak najwyższym wynagrodzeniem. Wierzę, że będzie to pokolenie odzyskanych szans. Celem naszego rządu będzie zachęcenie do powrotu do ojczyzny jak największej liczby Polaków, zarówno z Kazachstanu, jak i z Londynu.

26. Europa szuka nowych dróg i idei. Nie chcemy UE dwóch prędkości. Nie zgadzamy się na dzielenie Europy na lepszych i gorszych. Ciągle ktoś dostaje fory, to jest nie w porządku.

27. Europa potrzebuje powrotu do rzeczywistych wartości. Codziennie słyszymy mantrę o wartościach europejskich, których już się czasami nie wymienia, bo one coraz częściej stają się zaprzeczeniem samych siebie z przeszłości – zaprzeczają prawu naturalnemu czy tradycyjnym wartościom, a Rzeczpospolita to jedna z najwspanialszych tradycji Europy, to jedna z największych tradycji tolerancji i demokracji. Do zjednoczonej Europy wnosimy nie tylko cenny bagaż naszych wartości i naszych tradycji. To my na europejską agendę wprowadziliśmy temat walki z rajami podatkowymi. To Polska walczy dzisiaj o ukończenie budowy wspólnego rynku i zapewnienie pełnej swobody świadczenia usług. To my, pokazując nasz sukces w alce z karuzelami VAT, wywołaliśmy dyskusję w Europie.

28. Mechanizm relokacji imigrantów się nie sprawdził, potrzeba innych rozwiązań. Chcemy wziąć udział w tej dyskusji.

29. Lasy są naszym bogactwem. To bogactwo najlepiej rozumieją i najlepiej dbają o nie leśnicy. Bardzo im za to dziękuję. Działania leśników w Puszczy Białowieskiej miały na celu jej ochronę. Chcemy wierzyć, że również unijne instytucje miały na celu dbałość o polską przyrodę. Chcemy w to wierzyć. Rząd szanuje postanowienia Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, postąpimy zgodnie z jego wyrokiem.

30. Polska powinna stawiać przed sobą ambitne cele. Takie jak np. członkostwo w G20, bycie jednym z głównych architektów w UE, filarem NATO czy liderem Trójmorza.

31. NATO jest i pozostanie fundamentem naszego bezpieczeństwa, a USA naszym głównym sojusznikiem. Rząd planuje pogłębić relacje z Ukrainą, Litwą i Gruzją, a także rozwijać swoje relacje z krajami Azji, Afryki i Bliskiego Wschodu. Polska wykorzysta potencjał armii do wzmocnienia rodzimego przemysłu zbrojeniowego.

32. Musimy obniżyć temperaturę sporu politycznego. Apeluję o sklejenie i zjednoczenie Polski, która jest wielkim zadaniem i zobowiązaniem. My, Polacy, nie jesteśmy tylko biali albo tylko czerwoni, nigdy nie byliśmy. Czas wreszcie odrzucić te zabójcze podziały. My jesteśmy biało-czerwoni, wszyscy jesteśmy biało-czerwoną drużyną.

polityka.pl

Ubu Król jako niemal geniusz i swojskie „grrówno”

Ubu Król jako niemal geniusz i swojskie "grrówno"

Zaprzysiężenie nowego rządu, który to rząd nazywam „wice”, ma się odbyć w symbolicznej nocy dla Polaków. W nocy na długie lata pozostawiającej cień na Polsce i naszych biografiach, w nocy jako negatywny, ciemny symbol – bo to wówczas wprowadzono stan wojenny, kolbami karabinów walono w drzwi mieszkań opozycjonistów, aby ich internować – z 12 na 13 grudnia.

Groteska? Oczywiście, rekonstrukcja rządu wszak polega na „wice” – wicepremier został premierem, a premier wicepremierem. Typowa roszada, do której Kaczyńskiemu potrzebne były dwa miesiące zapowiadania humbugu. Zaiste, ma refleks szachisty.

W tym czasie rozwalony został trójpodział władzy i zabrano się za wolność słowa, bo tym jest kara 1,5 mln zł nałożona na TVN za relację z ubiegłorocznych grudniowych protestów przed Sejmem.
Czekam aż opozycja parlamentarna się ocknie i reaktywuje rozgłośnię polską Radia Wolna Europa. Należy Kaczyńskiego uprzedzać, ogłosić, kto będzie naczelnym RWE, bo PiS ma już wcielenie swojego szpiega Andrzeja Czechowicza – Cezarego Gmyza.

Bez mydła dają się wyślizgać publicyści – wydawałoby się w miarę normalni  – jak niegdyś związany z „Wyborczą” Grzegorz Sroczyński, który ogłasza „niemal geniusz” Kaczyńskiego, bo ten wicepremiera zrobił premierem. Sroczyński nadto poskrobał w tę pozłotkę o fakturze tombaku i dojrzał, że w ten sposób „Naczelnik” namaścił swojego następcę, zaś sam wycofuje się do Sulejówka położonego w dzielnicy Żoliborz.

Andrzej Duda znamiennie potknął się na swojej retoryce godnej Kononowicza, gdy desygnował Morawieckiego, iż „ktoś może powiedzieć: nic się nie zmieniło”. Zmieniło się wiele, demokrację zamieniono na dyktaturę, na wolność słowa nakładany jest kaganiec cenzury. Siedziba owego cenzora z ulicy Mysiej została przeniesiona do Torunia, a delfin Kaczyńskiego będzie rechrystianizował Europę, uda się na do Brukseli jako krzyżowiec.

Dzieje się to w Polsce, w kraju Ubu Króla, czyli już niedługo Nigdzie. Do tego sprowadzono nasze znaczenie przez tego „niemal geniusza”. Wokół niesie się swojskie „grrówno”: kanalie, mordy zdradzieckie.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Mateusz Morawiecki kolekcjonuje urzędy, ale wciąż nie wiadomo, po co

Jedynym ważnym wydarzeniem długo i z napięciem oczekiwanego dnia rekonstrukcji rządu było to, że żadnej rekonstrukcji nie było. Tylko Mateusz Morawiecki otrzymał od Jarosława Kaczyńskiego kolejny urząd. Ma ich już tyle, co radziecki generał orderów. Powołanie nowego premiera bez rekonstrukcji rządu dowodzi jednak, że Kaczyński jeszcze z Dudą nie skończył, a Morawiecki bez Kaczyńskiego nic nie zdecyduje.

Morawiecki jest teraz ministrem rozwoju, ministrem finansów, prezesem rady ministrów, jako minister rozwoju i minister finansów miał pod sobą dwór złożony z setki wiceministrów, sekretarzy i podsekretarzy stanu. Teraz będzie miał ich pod sobą kilka razy więcej. A i tak, jeśli ktoś będzie potrzebował naprawdę istotnej decyzji lub rozstrzygnięcia ważnego sporu kompetencyjnego w tym rządzie, to jak do tej pory ustawiał się w kolejce do gabinetu Kaczyńskiego na Nowogrodzkiej, tak dalej będzie się tam ustawiał.

Jak słusznie podsumował zaprzysiężenie nowego rządu prezydent Andrzej Duda: „to ważny moment… bo już jest choinka”. Po czym brnął dalej zupełnie nie wiedząc, jak wybrnąć: „niektórzy powiedzą, że nie ma zmiany, ale jest zmiana Proszę Państwa… dobra zmiana, jako człowiek z tego samego obozu szanuję decyzję Mateusza Morawieckiego, to dobra decyzja, gratuluję panu premierowi tej decyzji…”.

Przepraszam, pominąłbym epokowe polityczne wydarzenie, jakim było objęcie przez Beatę Szydło stanowiska wicepremiera (bez żadnej teki, którą gołym okiem dałoby się zauważyć). Za co pani premier podziękowała swoim tradycyjnie depresyjnym głosem dobiegającym z głębokiej studni, choć tym razem ze studni jakby głębszej, niż zwykle.

Dalej niespodzianek nie było już żadnych. Macierewicz nadal będzie niszczył polską armię wyrzucając z niej najlepszych oficerów, zrywając kontrakty na broń, którą mógł kupić i roztaczając miraże zakupu broni, na którą go nie stać; Waszczykowski dalej będzie niszczył polską dyplomację; Szyszko nadal będzie się opiekował Puszczą Białowieską; Radziwiłł dalej będzie wysyłał lekarzy na emigrację, a wszyscy wymienieni przeze mnie i niewymienieni ministrowie nadal będą obficie dotować z budżetów swoich resortów media, uczelnię i inne biznesy Tadeusza Rydzyka.

Jak słusznie podsumował zaprzysiężenie nowego rządu prezydent Andrzej Duda: „to ważny moment… bo już jest choinka”.

Kaczyński jeszcze z Dudą nie skończył

Rozdzielenie momentu powołania nowego premiera i momentu jakiejkolwiek rekonstrukcji rządu, nawet najbardziej niewinnej (odsuniętej na styczeń, luty, albo na świętego nigdy), oznacza, że deptanie Dudy przez Kaczyńskiego jeszcze się nie zakończyło. Duda musi najpierw Kaczyńskiemu (i Ziobrze) podpisać ustawy o KRS i Sądzie Najwyższym kończące z niezawisłym sądownictwem w Polsce. A także ustawę zmieniającą kodeks wyborczy w taki sposób, że stawia to pod znakiem zapytania jakiekolwiek wolne wybory w Polsce, rozpoczynając od wyborów samorządowych.

Dopiero jak Duda to wszystko podpisze, dostanie ewentualnie od Kaczyńskiego stołek szefa MSZ dla swojego ministra Szczerskiego i głowę Antoniego Macierewicza, żeby pomścić swój BBN. „Ewentualnie”, gdyż Kaczyński nie lubi dotrzymywać umów, które zawarł pod najlżejszym choćby naciskiem. A kiedy Duda podpisze mu ustawy o KRS, Sądzie Najwyższym i ustawę zmieniającą kodeks wyborczy, żadnego nacisku już ze strony prezydenta nie będzie. W dodatku teraz Kaczyński do zmiękczania Dudy będzie mógł na cały etat używać Morawieckiego. Morawiecki walczy wyłącznie o własną pozycję, żadnej solidarności pokoleniowej w nim nie ma. Tak samo zresztą jak nie ma jej u Gowina, Kurskiego czy Ziobry, dzięki czemu Kaczyński może ich rozgrywać jak dzieci, nawet jeśli niektóre z tych dzieci mają pięćdziesiątkę na karku.

Morawiecki jest przeciwieństwem Zyty Gilowskiej

Obserwując Mateusza Morawieckiego zarówno w dniu obejmowania przez niego funkcji premiera, jak też przez dwa ostatnie lata i dłużej, warto się zastanowić, do czego jest on w ogóle Kaczyńskiemu potrzebny. Ponieważ Jarosław Kaczyński nie interesuje się gospodarką (a nawet nie interesuje się państwem w najważniejszym instytucjonalnym wymiarze), ponieważ jego pasją i wirtuozerską specjalizacją jest wyłącznie partyjna gra w zdobywanie i tracenie władzy, dlatego kompetencje gospodarcze i państwowe zawsze sobie importował.
Kaczyński całkiem słusznie nie wierzy swoim starym partyjnym towarzyszom – Glapińskiemu, Jurgielowi, Tchórzewskiemu, Jasińskiemu i innym – że poza łyżką paranoi i całą beczką anachronizmu mają jakiekolwiek kompetencje i potrafią coś sensownego wymyślić lub choćby barwnie i „nowocześnie” opowiedzieć. Dlatego kompetencje państwowe, gospodarcze, a nawet PR-owe zawsze importował sobie z „liberalnej Polski”. W 2006 roku pomogła mu Zyta Gilowska zaimportowana z Platformy. Dziś ma mu pomóc Mateusz Morawicki zaimportowany z globalnej bankowości (choć bardziej był tam lobbystą świetnie znającym ministrów z PiS i PO, niż faktycznym bankierem) oraz z zespołu najbliższych doradców gospodarczych Donalda Tuska.

Obserwując Mateusza Morawieckiego zarówno w dniu obejmowania przez niego funkcji premiera, jak też przez dwa ostatnie lata i dłużej, warto się zastanowić, do czego jest on w ogóle Kaczyńskiemu potrzebny.
Dalej jednak analogia pomiędzy Zytą Gilowską i Mateuszem Morawieckim się kończy. Zyta miała charakter i była kimś więcej, niż „specjalistą od zarządzania karierą” (jak trafnie nazwał Morawieckiego Witold Gadomski). Najpierw pokłóciła się z Donaldem Tuskiem, kiedy ten, po usunięciu Olechowskiego i Płażyńskiego, w walce o dominację w PO także ją próbował postawić do pionu. Dlatego przyjęła zaproszenie Kaczyńskiego. Ale nawet pracując z w rządzie PiS, LPR i „Samoobrony”, w tak – nie bójmy się tego słowa – głęboko toksycznym otoczeniu, umiała zachować sporą niezależność. Tymczasem Mateusz Morawiecki do samego końca przy Tusku grzecznie przykucał i dygał, a pod Kaczyńskim zwyczajnie się płaszczy.
Zyta Gilowska była prawdziwym twardzielem, a nie luksusową PR-ową zabaweczką Kaczyńskiego. Nie naśladowała nigdy Babiucha czy Gierka, nie wbijała łopat w szczerym polu udając, że buduje największe lotnisko w Europie albo największy prom na Bałtyku. W czasie, kiedy kierowała ministerstwem finansów nie zarżnęła polskich inwestycji prywatnych domiarami, arbitralnie zmienianym i interpretowanym prawem podatkowym, ale zmniejszała obciążenia fiskalne polskiego biznesu. Nigdy też nie pozwoliła Kaczyńskiemu zmarnować wszystkich rozwojowych rezerw polskiego państwa na partyjną korupcję polityczną gigantycznej skali (500 plus czy obniżenie wieku emerytalnego to nie żadna „walka z biedą”, ale zwyczajne kupowanie głosów biedaków za pieniądze przekładane przez Kaczyńskiego i Morawieckiego z jednej do drugiej kieszeni ludzi, którymi bez skrupułów manipulują). Wyższa inflacja (szczególnie galopujące ceny artykułów spożywczych), wyższe obciążenia podatkowe, wyższe opłaty w „zreancjonalizowanej” energetyce, bankowości i ubezpieczeniach, wreszcie zarzynanie funduszu alimentacyjnego – z nawiązką już te 500 złotych ludziom odebrały.
Mateusz Morawiecki do samego końca przy Tusku grzecznie przykucał i dygał, a pod Kaczyńskim zwyczajnie się płaszczy.

Morawiecki na to wszystko się zgadza. A kiedy Kaczyński postanowił być Gierkiem, on robi mu za Babiucha (był w PRL-u taki premier-zderzak). Od dwóch lat sprzedaje puste PR-owe bałachy, przy których „druga Polska” Gierka czy „druga Japonia” Wałęsy brzmią jak realistyczne przymiarki do ostrożnych reform.

Przez dwa lata odwracał subtelnie oczęta, kiedy tuż obok niego, na zlecenie Wodza, Zbigniew Ziobro niszczył niezawisłe sądy, Macierewicz armię, a Waszczykowski dyplomację. W końcu najbardziej znaczącymi wydarzeniami inaugurującymi jego premierostwo stała się najpierw pielgrzymka do Torunia, gdzie Mateusz Morawiecki mówił o „rechrystianizacji Europy” w najbardziej niechrześcijańskim miejscu naszego kontynentu, jakim jest Radio Maryja. Później Morawiecki pojawił się po raz pierwszy obok Kaczyńskiego na „miesięcznicy smoleńskiej”, choć w zamach nie wierzy, jest bowiem raczej spragnionym władzy nihilistą, niż regularnym wariatem. W obu tych miejscach, bardzo sensownie z punktu widzenia nowoczesnego PR-u, nowy premier postanowił się zalegalizować w oczach tej części elektoratu PiS, która mu najbardziej nie ufa.

Podsumowując, Mateusz Morawiecki jest tak bardzo głodny władzy, tak bardzo wziął sobie do serca maksymę „Paryż wart jest mszy”, że będzie tę mszę odprawiał z Kaczyńskim, Rydzykiem i Ziobro. Choćby nawet wiedział, że jest to msza czarna.

http://www.newsweek.pl/opinie/mateusz-morawiecki-kolekcjonuje-urzedy-ale-wciaz-nie-wiadomo-po-co,artykuly,420334,1.html?src=HP_Section_1

Ubu Król jako niemal geniusz i swojskie grrówno

Zaprzysiężenie nowego rządu, który to rząd nazywam „wice”, ma się odbyć w symbolicznej nocy dla Polaków. W nocy na długie lata pozostawiającej cień na Polsce i naszych biografiach, w nocy jako negatywny, ciemny symbol – bo to wówczas  wprowadzono stan wojenny, kolbami karabinów walono w drzwi mieszkań opozycjonistów, aby ich internować – z 12 na 13 grudnia.

Groteska? Oczywiście, rekonstrukcja rządu wszak polega na „wice” – wicepremier został premierem, a premier wicepremierem. Typowa roszada, do której Kaczyńskiemu potrzebne były dwa miesiące zapowiadania humbugu. Zaiste, ma refleks szachisty.

W tym czasie rozwalony został trójpodział władzy i zabrano się za wolność słowa, bo tym jest kara 1,5 mln zł nałożona na TVN za relację z ubiegłorocznych grudniowych protestów pod Sejmem.

Czekam aż opozycja parlamentarna się ocknie i reaktywuje rozgłośnię polską Radia Wolna Europa. Należy Kaczyńskiego uprzedzać, ogłosić kto będzie naczelnym RWE, bo PiS ma już wcielenie swojego szpiega Andrzeja Czechowicza – Cezarego Gmyza.

Bez mydła dają się wyślizgać publicyści – wydawałoby się w miarę normalni  – jak niegdyś związany z „Wyborczą” Grzegorz Sroczyński, który ogłasza „niemal geniusz” Kaczyńskiego, bo ten wicepremiera zrobił premierem. Sroczyński nadto poskrobał w tę pozłotkę o fakturze tombaku i dojrzał, że w ten sposób „Naczelnik” namaścił swojego następcę, zaś sam wycofuje się do Sulejówka położonego w dzielnicy Żoliborz.

Mamy do czynienia z jakimiś tytanami intelektu, acz to tytan o jakości wystarczajacej na hełm rycerski nazywany popularnie Zakuta Pała.

Andrzej Duda znamiennie potknął się na swojej retoryce godnej Kononowicza, gdy desygnował Morawieckiego, iż „ktoś może powiedzieć: nic się nie zmieniło”.

Zmieniło się wiele, demokrację zamieniono na dyktaturę, na wolność słowa nakładany jest kaganiec cenzury, siedziba owego cenzora z ulicy Mysiej została przeniesiona do Torunia, a delfin Kaczyńskiego będzie rechrystianizował Europę, uda się na do Brukseli jako krzyżowiec.

Dzieje się to w Polsce, w kraju Ubu Króla, czyli już niedługo Nigdzie. Do tego sprowadzono nasze znaczenie przez tego „niemal geniusza”. Wokół niesie się swojskie „grrówno”: kanalie, mordy zdradzieckie.

 

Powołano komitet społeczny do spraw rozbiórki PKiN

Powołano komitet społeczny do spraw zburzenia PKiNCo należy zrobić z Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie? Popularny samorządowiec ma zaskakującą propozycję

Nienowy pomysł zburzenia Pałacu Kultury i Nauki popiera wielu polityków PiS, z premierem Mateuszem Morawieckim na czele. Przyklaskuje mu Piotr Gliński, minister kultury, choć zastrzega, że w miejsce zniszczonego pałacu trzeba wybudować coś innego.

Teraz dowiadujemy się, iż z inicjatywy Tadeusza Płużańskiego, prezesa fundacji „Łączka” – zajmującej się kultywowaniem pamięci o żołnierzach podziemia antykomunistycznego – powstał już komitet społeczny do spraw zburzenia PKiN.

„Ten obiekt nie może dalej szpecić, zohydzać centrum polskiej stolicy” – mówi Płużański. „To jest symbol sowieckiej dominacji nad Warszawą oraz nad całą Polską” – argumentuje i przypomina, że budynek nosił kiedyś miano Pałacu Stalina. „Jesteśmy też od tego, żeby ludziom wytłumaczyć, dlaczego warto to zrobić” – oświadczył widzom TVP3.

Trudno dyskutować z faktem, że Pałac Kultury jako dar dla Polski od narodu radzieckiego przez lata był symbolem zniewolenia i wielkiego zwycięstwa socjalizmu. Dla wielu kojarzy się nawet z bolesnymi wspomnieniami. Posługując się jednak tego rodzaju argumentacją należałoby zburzyć również budynek byłego KC PZPR, żeby nie wspomnieć o całych warszawskich dzielnicach – utożsamianych z tamtymi czasami- jak choćby Mariensztat, Muranów lub plac Konstytucji.

Na kpinę zakrawa też lekceważenie kosztów takiego przedsięwzięcia w sytuacji, gdy w Polsce widać ciągle pokaźne obszary biedy. Ostatnio media informowały, że w kraju głoduje około 500 tysięcy seniorów, mając miesięcznie na utrzymanie …100 zł

koduj24.pl

Niedługo trza będzie reaktywować rozgłośnię polską Radia Wolna Europa

Prezydent Duda: „Może ktoś powie, w zasadzie nie ma zmiany”. OKO.press: No właśnie

Opina z opinii publicznej. Rozbudzone nadzieje na wymianę choćby trzech najbardziej nieakceptowanych – także w elektoracie PiS – ministrów: Macierewicza, Szyszki i Waszczykowskiego, zostały srodze zwiedzione. Morawiecki ogłosił „rząd kontynuacji”, podjął „koleżeńską decyzję”. Prezydent oczekuje, że znikną „mankamenty”, ale musiał uścisnąć rękę Macierewiczowi

OKO.press zwykle wytyka politykom przekłamania, ale tym razem prezydent Duda powiedział szczerą prawdę.


Ktoś może powiedzieć: nic się nie zmieniło

Andrzej DudaPrzemówienie, desygnowanie M.Morawieckiego na premiera – 11/12/2017

Fot. Bartosz Banka / Agencja Gazeta


RZECZYWIŚCIE, ZMIENIŁ SIĘ TYLKO PREMIER


Świadectwem smutnej sytuacji, w jakiej znalazł się prezydent, był początek jego mowy gratulacyjnej dla nowego rządu. „Ten dzień będzie charakterystyczny i zostanie w pamięci tych Polaków, którzy oglądają tę uroczystość i zobaczą zdjęcia.

Bo już jest choinka” – powiedział Duda.

Tym razem minął się z prawdą. Widzowie zapamiętają ten dzień raczej jako rozczarowanie, bo opinia publiczna, w tym zwolennicy PiS, oczekiwali zmian przynajmniej kilku najgorzej ocenianych ministrów, a zwłaszcza lidera braku zaufania społecznego Antoniego Macierewicza (nie ufa mu 55 proc. badanych) i Jana Szyszki (brak zaufania deklaruje 36 proc., ale to aż 46 proc. tych, którzy go znają). Taki też wydawał się pomysł na nowego premiera, komunikowany jako odpowiedź na nowe wyzwania w polityce krajowej i zagranicznej.

Okazuje się, że na te „nowe wyzwania” odpowiedzą dokładnie – co do jednej i jednego – ci sami ministrowie. Jest to tym bardziej zaskakujące, że od wielu tygodni PiS zapowiada rekonstrukcję rządu, zmiany, konieczność nowego etapu itp.

Jeszcze dziś, 11 grudnia, na portalu TVP.info pojawiły się informacje, że rekonstrukcja rządu obejmie kilku ministrów. Według źródeł PAP Krzysztof Szczerski miał zastąpić Witolda Waszczykowskiego w MSZ. Zapowiadano też wymianę ministra obrony narodowej, rozwoju i infrastruktury.

Tymczasem – poza awansem Morawieckiego – jedyną „zmianą” jest pozostawienie odwołanej premier Szydło na stanowisku wicepremiera.

W tej sytuacji prezydent wychwalał „dobrą, koleżeńską decyzję Morawieckiego” i gratulował panu premierowi tej decyzji – „to ważna decyzja”.

Prezydentowi pozostało biadolenie, jak Adrianowi w serialu komediowym „Ucho prezesa”, że z większością ministrów współpracowało mu się dobrze, ale „były mankamenty”. Duda wyraził oczekiwanie, że „znikną”.

Zakończył wchodząc w język propagandy partyjno-rządowej: „pokazaliście, że dobra zmiana jest możliwa”, „daliście radę”.

Morawiecki, czyli gorsza Szydło

„Mogę obiecać rząd kontynuacji” – powiedział Mateusz Morawiecki, choć zapowiedzi i spekulacje wskazywałyby raczej na rząd zmiany (i zamiany ministrów).

Premier – zamożny biznesmen, wieloletni prezes wielkiego banku – skupił się na celach społecznych: „Naszą latarnią będzie bezpieczna rodzina, godna praca, mieszkanie dla wszystkich”. W dwóch słowach zaznaczył, że cele społeczne można realizować kiedy kwitnie gospodarka. Na tym będziemy się koncentrować”.

Dłuższa była część ideologiczna, w której uspokajał obawy – gdyby ktoś takie miał – że jest politykiem pragmatycznym, bardziej od premier Szydło otwartym na wartości czy zwyczaje europejskie.

Nie poszedł tak daleko jak w wywiadzie dla TV Trwam z 8 grudnia, gdzie wyznał, że jego „marzeniem jest rechrystianizacja Europy”, ale jasno zadeklarował: „Będziemy dbać o zachowanie tożsamości kulturowej Polski, polskiego dziedzictwa”.

Zakończył dwiema obietnicami, że:

  • będzie to rząd wszystkich obywateli, docenianym nawet przez tych, którzy na nas nie głosowali;
  • będzie to rząd nadziei i optymizmu. „Żeby ten optymizm, który zagościł pod wieloma strzechami, ten uśmiech na twarzach dzieci, rozprzestrzeniał się jak najszerzej”.

oko.press

Premier Morawiecki to koniec szans Andrzeja Dudy na schedę po Kaczyńskim

Michał Gostkiewicz

12.12.2017

Nominując Mateusza Morawieckiego na premiera Jarosław Kaczyński pozbawił Andrzeja Dudę nadziei na to, że to prezydent będzie w przyszłości liderem obozu prawicy. Jeżeli Duda zagra po stronie nowego premiera, to Morawiecki zbierze za to punkty. Jeśli prezydent wytoczy Morawieckiemu wojnę, przegra ją.

Na zdjęciu powyżej dłonie ściska sobie przyszłość prawicy w Polsce. Jeden ma 45, drugi 49 lat. Przez najbliższe lata będą wspólnie wypełniać polecenia faktycznego przywódcy kraju, który w ten sposób będzie miał obydwa młode wilki na  oku. Albo zaczną walczyć ze sobą, dzięki czemu faktyczny przywódca kraju będzie miał ich pod kontrolą. Ale zwycięzca pojedynku Duda-Morawiecki może być tylko jeden.

Jarosław Kaczyński ma 68 lat. Prawem i Sprawiedliwością rządzi jak jedynowładca. Ale prezes przecież nie chce popełnić największego błędu Donalda Tuska. Prezes z pewnością wie, że jeśli PiS ma nie podzielić losu dołującej w sondażach, mozolnie szukającej prawdziwego lidera Platformy Obywatelskiej, musi zadziałać inaczej. Musi namaścić następcę. Oczywiście najlepiej, żeby ten następca nie poczuł się za szybko zbyt silny.

11.12.2017 Warszawa , Palac Prezydencki . Uroczyste zaprzysiezenie nowego rzadu pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego . Prezes PiS Jaroslaw Kaczynski . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Jarosław Kaczyński na zaprzysiężeniu rządu (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Był już jeden polityk PiS, o którym mówiło się „delfin’. Był młody, dynamiczny, wyrazisty, popularny. Ale namaszczenia nie dostał. W ciągu ostatnich 10 lat zdążył bowiem być ministrem sprawiedliwości, odejść z PiS, założyć własną partię. Ale szybko posypał głowę popiołem i wrócił do prezesa. Wszedł w koalicję Zjednoczonej Prawicy jako przystawka. W praktyce, choć nieformalnie, wrócił do PiS. Dostał nagrodę – powrót na stanowisko ministra sprawiedliwości. Ale czy Zbigniew Ziobro uzyskał całkowite przebaczenie za swoją „zdradę”?

Potrzebny jest człowiek, który będzie mieć odwagę i determinację Józefa Piłsudskiego, tę którą przejął Lech Kaczyński. Człowiek, który będzie potrafił wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności za tę ogromną zmianę, której potrzebujemy. Człowiek, który będzie potrafił połączyć siłę młodości z doświadczeniem starszych pokoleń. Człowiek przygotowany, dojrzały.

11.12.2017 Warszawa , Palac Prezydencki . Uroczyste zaprzysiezenie nowego rzadu pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego . Prezydent Andrzej Duda i prezes PiS Jaroslaw Kaczynski .Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Andrzej Duda i Jarosław Kaczyński na zaprzysiężeniu rządu (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Tymi słowami w Krakowie w 2014 roku prezes PiS poprzedził ogłoszenie Andrzeja Dudy kandydatem PiS na prezydenta. Wyglądało na to, że kwestia delfina – następcy prezesa na czele obozu prawicy – została rozstrzygnięta. Duda został Ziobrą bis. Jest młody, dynamiczny, wyrazisty, popularny. W dodatku na tę popularność sam ciężko w trakcie kampanii zapracował. I przez pierwsze półtora roku bez mrugnięcia okiem potwierdzał swoim podpisem wszystkie decyzje Kaczyńskiego, przepraszam, decyzje rządu Beaty Szydło.

A potem delfin wyżej niż powinien zaczął wyskakiwać z wody, zamiast zapytać, jak wysoko mu wolno. Tu z czymś się nie zgodził, tam pozował na kogoś, kto namawia do zgody narodowej. A wreszcie powiedział „non-possumus” i zawetował Kaczyńskiemu dwie z trzech ustaw podporządkowujących partii rządzącej sądownictwo. Co ciekawe, nie zablokował tej, która była najbardziej korzystna dla Zbigniewa Ziobry – równocześnie niemal otwarcie wypowiadając mu w swoim przemówieniu wojnę.

Było piękne lato, ucieszyli się ludzie protestujący od tygodni pod sądami, demontaż państwa prawa został przynajmniej na jakiś czas zahamowany, notowania Dudy skoczyły u wielu osób w górę. Ale u jednej spadły do zera.

Czy Andrzej Duda postawił się wtedy – w spektakularny sposób – nie tylko Ziobrze, ale i Jarosławowi Kaczyńskiemu, wiedząc, że może to zrobić, ponieważ lepszego kandydata na prezydenta za dwa lata PiS i tak nie znajdzie? Jeśli tak, to się przeliczył. Grubo.

To, że Jarosław Kaczyński pielgrzymuje do Pałacu Prezydenckiego, a nie lokator pałacu do niego na Nowogrodzką, było novum w obozie władzy. A członkom zakonu Porozumienia Centrum, czyli najbliższych współpracowników Kaczyńskiego w PiS, Duda musiał wydawać się istnym buntownikiem. Ale najważniejsze było to, że Kaczyński przekonał się, że prezydent okrzepł na stanowisku i zaczął mieć własne ambicje. Do tego uwikłał się w ostry kompetencyjny i emocjonalny konflikt z szefem MON. A prezesowi Macierewicz, jest potrzebny – jako kustosz pamięci Smoleńska.

Pora była najwyższa, by pokazać prezydentowi, gdzie jego miejsce.

11.12.2017 Warszawa , Palac Prezydencki . Uroczyste zaprzysiezenie nowego rzadu pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego . Premier Mateusz Morawiecki podpisuje akt powolania . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Mateusz Morawiecki na zaprzysiężeniu rządu (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Niedługo po wetach w ustach polityków prawicy pojawiła się narracja o rekonstrukcji rządu. I trwała do wczoraj. Czegóż tam nie było! „Do odstrzału” mieli być Macierewicz, Waszczykowski, Szyszko – najbardziej kontrowersyjne postacie rządu. I oczywiście Beata Szydło, wiernie wypełniająca rozkazy Kaczyńskiego, ale w coraz bardziej widoczny sposób mająca tego dość, a dodatkowo nielubiana w Europie.

I co? I zmiana jest tylko jedna, ale znacząca. Premierem zostaje człowiek, jak na ten urząd, młody. Tak, jak Duda. Z dużym międzynarodowym doświadczeniem, tak, jak Duda. Postrzegany jako rozsądny konserwatysta, a przy okazji dobry, pobożny katolik. Tak, jak Duda. Z ustabilizowanym życiem rodzinnym. Tak, jak Duda. Z dobrą prezencją. Tak, jak Duda. Ze słabymi „plecami” w niższych kręgach Prawa i Sprawiedliwości. Tak, jak Duda. Z możliwością zbudowania sobie tych pleców za pomocą swojego urzędu – z Kancelarii Premiera jest bliżej na Nowogrodzką, niż z Pałacu Prezydenckiego.

Duda tej możliwości został właśnie pozbawiony. Nowy faworyt prezesa ma czyste konto – nie zdążył mu się jeszcze ani razu sprzeciwić. Za taką zbrodnię płaci się spadkiem na dno drabinki, a jedynym, któremu udało się ponownie w miarę wysoko wdrapać, jest taki zawodnik, jak Ziobro.

Oj, panie prezydencie, zrobiło się niebezpiecznie. Po co Kaczyńskiemu delfin Duda, jak ma już nowego delfina, w dodatku całkowicie od siebie uzależnionego? Nominując Mateusza Morawieckiego na premiera prezes PiS pozbawił Andrzeja Dudę nadziei na to, że to prezydent będzie w przyszłości liderem obozu prawicy. Jeżeli Duda zagra po stronie nowego premiera, to Morawiecki zbierze za to punkty. Jeśli prezydent wytoczy Morawieckiemu wojnę, przegra ją – premier w Polsce po prostu może więcej, niż prezydent. W obu wypadkach to Jarosław Kaczyński namaści nowego szefa PiS.

11.12.2017 Warszawa , Palac Prezydencki . Uroczyste zaprzysiezenie nowego rzadu pod kierownictwem premiera Mateusza Morawieckiego . Prezydent Andrzej Duda wrecza akt powolania premierowi Mateuszowi Morawieckiemu . Fot. Slawomir Kaminski / Agencja Gazeta
Prezydent Andrzej Duda wręcza akt powołania premierowi Mateuszowi Morawieckiemu (fot. Sławomir Kamiński/AG)

Kaczyński od lat buduje z polityków, niczym z klocków, polityczne konstrukcje wokół siebie. Im więcej klocków, tym więcej możliwości. Przez ostatnie dwa lata na szczycie budowli byli Duda i Ziobro. Był jeszcze drugi, konkurencyjny inżynier, Donald Tusk, ale zabrał swoje klocki i zmienił plac budowy na większy.

Teraz prezes dodał do swojej budowli nowy klocek. Konserwatywnego liberała z potencjałem na nowego inżyniera, który nie tylko może zająć się pozostałymi na placu boju Dudą i Ziobrą, ale i zneutralizować Tuska, gdyby temu przyszło na myśl zamienić znowu plac budowy z brukselskiego na polski.

CHCESZ DOSTAWAĆ WIĘCEJ DARMOWYCH REPORTAŻY, POGŁĘBIONYCH WYWIADÓW, CIEKAWYCH SYLWETEK – POLUB NAS NA FACEBOOKU

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, „Dziennika” i „Newsweeka”. Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

 

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22757278,premier-morawiecki-ma-byc-jak-orban-dogadac-sie-z-ue-a-w-kraju.html

Kaczyński oddaje władzę. To ruch na granicy geniuszu. Nie stać na to polityków opozycji [OPINIA]

Grzegorz Sroczyński Grzegorz Sroczyński, 12.12.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,161770,22768871,video.html?embed=0&autoplay=1
Odwołanie Szydło i zastąpienie jej Morawieckim to nie jest zmiana „pani nikt” na „pana nikt”. To nie jest kosmetyka. Jesteśmy świadkami zasadniczej zmiany w obozie władzy.

Kaczyński rozpoczął proces oddawania partii, odsuwania się w cień. „Chciałbym być emerytowanym zbawcą narodu” – powiedział w 1994 Teresie Torańskiej. I właśnie ten plan realizuje. Przemawiają za tym trzy argumenty.

Po pierwsze Kaczyński zrobił Morawieckiego premierem wbrew partii i wbrew elektoratowi. Miny posłów PiS, wychodzących z biurowca przy Nowogrodzkiej po ogłoszeniu tej decyzji, wyrażały kompletne osłupienie. Elektorat PiS zawył, że „nasza Beatka” została kopnięta w tyłek. Prawicowe media zalała fala wściekłych komentarzy i sprzecznych interpretacji.

Natomiast liberalni publicyści natychmiast ogłosili: „To nic nieznacząca zmiana”. „Kaczyński nadal będzie wszystkim sterował”. „Chce mieć kolejnego wykonawcę poleceń”. Nic bardziej mylnego. Gdyby chodziło o nic nieznaczącą zmianę, Kaczyński nie ryzykowałby wściekłość partii, buntu pisowskich koterii i dezorientacji własnego elektoratu. To ryzyko podjął właśnie dlatego, że premierostwo Morawieckiego uważa za przełom.

„Wymyśl, jak pozbyć się Macierewicza”

Po drugie w powołanym właśnie rządzie nie zmienił się żaden minister. „Znowu umeblował rząd Morawieckiemu, tak jak umeblował Szydło” – mówi wielu. To również mylna interpretacja. Kaczyński, nie usuwając teraz nikogo (nawet Waszczykowskiego, którego ma serdecznie dość) daje sygnał, że wszystkie zamiany pozostawia nowemu premierowi. Morawiecki ma pokazać, czy sobie z tym poradzi.

Komunikat Kaczyńskiego brzmi tak: „Bierz władzę, przekonaj do siebie elektorat, dogadaj się z pisowskimi koteriami i sam zdecyduj, kogo chcesz wymienić. Wymyśl, jak pozbyć się Macierewicza tak, żeby później nie fiknął. Jak pozbyć się Szyszko, żeby Rydzyk się nie wściekał”. Jeśli Morawiecki sprawnie obsłuży pisowskie koterie, przekona do siebie partię, Kaczyński będzie mu przekazywał kolejne kawałki swojej władzy.

Kaczyński oddaje swoje miejsce

Po trzecie wreszcie – przecież to Kaczyński miał zostać premierem! Decyzja była już prawie podjęta. Odstąpienie fotela Morawieckiemu to jasny sygnał dla partii: „Oddaję mu własne miejsce. Na razie w rządzie, a w przyszłości – być może – również w partii. Macie się z tym pogodzić, chociaż bardzo wam się to nie podoba”.

Kaczyński nie miał zresztą zbyt dużego wyboru jeśli chodzi o wyznaczenie swojego następcy. Wśród dworu, który go otacza nie ma żadnej osobowości. Są to ludzie sterani w bojach, wierni, pracowici i lojalni do szpiku kości. Te cechy były potrzebne, gdy PC, a później PiS znajdowało się w oblężonej twierdzy, atakowane ze wszystkich stron i demonizowane przez media. Jedyna osoba w tym gronie, która ma inteligencję przywódcy – Joachim Brudziński – nie znalazł w sobie wystarczającej determinacji, żeby walczyć o przywództwo.

Zwyciężyła lojalność, jedyna cecha, którą to całe towarzystwo posiada w nadmiarze. Bo poza tym są mierni. Nie bez powodu Mariusz Błaszczak nazywany jest w partii „domofonem Kaczyńskiego”, co dobrze opisuje poziom jego inteligencji. Kaczyński wie – bo musi wiedzieć – jacy otaczają go ludzie i pewnie nimi trochę pogardza. Wie również, że aby partia przetrwała następne dziesięć lat, nie może jej zostawić w rękach miernot. Również rządzenie przy pomocy takich ludzi coraz bardziej grzęźnie, bo każdy biega do prezesa z najdrobniejszą sprawą, sznurek limuzyn ministerialnych codziennie stoi na Nowogrodzkiej, co Kaczyńskiego w końcu może zadręczyć na śmierć.

Nie przespał momentu na zmianę przywództwa

Jan Rokita w tygodniu „wSieci” stawia podobne tezy. I pisze, że oddając władzę Morawieckiemu Kaczyński ryzykuje rozbiciem obozu „dobrej zmiany”. Partia może się po prostu zbuntować. Ale Rokita słusznie dodaje, że takie ryzykowanie jest typowe dla Kaczyńskiego. Tak samo postawił wszystko na jedną kartę w 2007 roku, kiedy zarządził przyspieszone wybory. Teraz też stawia wszystko na jedną kartę i ta karta nazywa się Morawiecki.

Na dokonanie tej wolty Kaczyński wybrał najlepszy moment. Dba o sukcesję w partii nie w momencie kryzysu, spadku sondaży, nie wtedy, kiedy imperium się chwieje. Robi to właśnie teraz, kiedy wszystko idzie świetnie. Unika tym samym najczęstszego błędu wielkich firm, które upojone sukcesami przesypiają moment, gdy trzeba dokonać zmiany przywództwa.

Kaczyński znów jest trzy kroki przed wszystkimi. Chce oddać partię czterdziestolatkowi, czyli robi to, na co nie stać polityków opozycji. Ciężko mi podziwiać człowieka, z którym tak fundamentalnie się nie zgadzam, którego wiele działań uważam za szkodliwe dla państwa. Ale oddanie premierostwa Morawieckiemu to ruch na granicy geniuszu. Kaczyński to dziś jedyny polski polityk, który potrafi schować własne ego w imię długoterminowych celów.

 

gazeta.pl

Szułdrzyński: Targi z prezesem wciąż trwają

PAP
Premier Mateusz Morawiecki stanął na czele gabinetu Beaty Szydło. Złośliwie można by stwierdzić, że to musiał być doskonały rząd, skoro nowy premier nie wymienił ani jednego ministra. I mimo że kilku szefom resortów groził sam Jarosław Kaczyński, że muszą się podciągnąć, a o rekonstrukcji mówiono od kilku miesięcy, ostatecznie jedyną zmianą była zmiana na fotelu premiera.

Ale już bez ironii. Fakt, że Morawiecki nie dokonał na razie żadnych zmian w rządzie, będzie miał kilka ważnych konsekwencji. Z pewnością rekonstrukcja przedłuży się o kolejne tygodnie – zaraz święta, potem Nowy Rok, więc na ewentualne zmiany w rządzie poczekamy co najmniej do stycznia. A to ryzykowne rozwiązanie. Ostatnie badanie CBOS pokazało bowiem pierwsze poważniejsze od dłuższego czasu wahnięcie trendu wzrostu poparcia dla PiS. Kilkuprocentowy spadek to być może kwestia jednorazowa, ale może to też być sygnał ostrzegawczy od elektoratu, że ta rekonstrukcja trwa zbyt długo.

Ale nie tylko wyborcy mają już jej dość. Nowy premier ma prawo chcieć się zastanowić przed dokonaniem zmian w Radzie Ministrów, ale przedłużające się układanki dotyczące tego, kto stanowisko straci, a kto przyjdzie na jego miejsce, oznaczają dalsze trwanie marazmu w państwie. Ostatnio jeden z wiceministrów opowiadał mi, jak rekonstrukcyjna niepewność paraliżuje pracę rządu. Po pierwsze, podwładni ministrów czytają gazety i spekulacje, czy ich przełożeni wkrótce wylecą z rządu. Po drugie, gazety czytają również dyplomaci i urzędnicy w Brukseli, co znacznie osłabia siłę przebicia polskich urzędników, którzy chcą coś załatwić w Unii lub za granicą.

To, że Morawiecki kierować będzie gabinetem odziedziczonym po Beacie Szydło, może oznaczać również, że nowy premier wciąż targuje się z Jarosławem Kaczyńskim o własną niezależność. Zapewne gdyby umowa między panami była już dogadana, gdyby była zgoda władz PiS na autorski skład gabinetu Mateusza Morawieckiego, w poniedziałek nie zostaliby zaprzysiężeni dotychczasowi ministrowie. Odłożenie nowych nominacji w czasie to sygnał, że sprawa ta nie została zamknięta.

Przed nowym premierem stoi więc teraz najpoważniejsze zadanie w całej politycznej karierze. Od tego, jak ułoży sobie relacje z prezesem i partią, zależy to, czy uda mu się zrealizować ambitne plany dotyczące gospodarki i naprawienia wizerunku naszego kraju. A to ważne nie tylko dla kariery nowego premiera, ale również dla polskich interesów.

rp.pl

Krzysztof Luft: Kara dla TVN24 na polityczne zamówienie PiS

Krzysztof Luft: Kara dla TVN24 na polityczne zamówienie PiS

Zaczęło się. 1,5 miliona złotych dla TVN24 za rzekome „propagowanie działań sprzecznych z prawem”. Taką decyzję podjęła Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, obsadzona w większości przez PiS. Odwołanie trafi za to do przejmowanego właśnie przez partię rządzącą Sądu Najwyższego. – To nieprzypadkowy moment. Działanie na polityczne zamówienie PiS – komentuje w rozmowie z wiadomo.co były członek KRRiT Krzysztof Luft. I przypomina, że „na Białorusi i w Rosji tak właśnie zostały zniszczone media prywatne”.

Najwyższa w historii kara

Według KRRiT, telewizja naruszyła przepisy ustawy o radiofonii i telewizji, relacjonując wydarzenia w Sejmie i przed Sejmem w dniach 16-18 grudnia 2016 roku. Przypomnijmy, doszło wtedy do kryzysu parlamentarnego: marszałek Kuchciński bezpodstawnie wykluczył z posiedzenia Sejmu posła PO protestującego przeciwko ograniczaniu praw dziennikarzy. W jego obronie opozycja zablokowała mównicę, PiS przeniósł obrady do Sali Kolumnowej. Przed Sejmem w tym czasie trwał protest.

W ocenie KRRiT relacja TVN24 z tych wydarzeń naruszyła artykuł 18 ust. 1 i 3 ustawy o radiofonii i telewizji „poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu”. Ale nie wskazała konkretnych elementów, które miałyby naruszać prawo.

TVN już zapowiedziała, że odwoła się od decyzji. Ale skargę ostatecznie rozpatrzy przejmowany właśnie przez PiS Sąd Najwyższy, a konkretnie nowa Izba Kontroli i Spraw Publicznych. W piątek ustawa o SN została przyjęta przez Sejm, w tym tygodniu zajmie się nią Senat, jeżeli zostanie przegłosowana bez poprawek, to trafi na burko prezydenta.

– To, co się dzisiaj stało, jest naprawdę bardzo niebezpieczne. Na Białorusi i w Rosji tak właśnie zostały zniszczone media prywatne. Decyzja KRRiT jest wprost realizacją politycznego zamówienia – mówi były członek Rady Krzysztof Luft.

KAMILA TERPIAŁ: „Alarm. Zaczęło się” – napisał pan na Twitterze. Decyzja o ogromnej karze dla telewizji TVN24 to cenzura?

Krzysztof Luft: To jest sytuacja alarmowa. Przekroczenie rubikonu w kierunku, w jakim funkcjonują media w Rosji i na Białorusi. Tam właśnie takimi metodami próbuje się zakneblować niezależne, prywatne media. Chodzi o to, żeby zastraszyć i wymusić realizowanie programu w taki sposób, jak oczekują władze, a jak nie, to uniemożliwić im działalność. Władzy nie podoba się sposób relacjonowania przez TVN24 tego, co się w Polsce dzieje. O tym wielokrotnie mówili politycy PiS-u, nie ukrywali, że to jest nielubiana przez nich stacja i oczekiwali działań od KRRiT. Teraz mamy decyzję Rady, która jest wprost realizacją politycznego zamówienia.

Oficjalne uzasadnienie jest takie, że „propagowała działania sprzeczne z prawem”. To art. 18 ustawy o radiofonii i telewizji.

Zastosowanie tego artykułu jest bardzo trudne. Rada, w czasie, kiedy byłem jej członkiem, zastosowała go chyba tylko 2-3 razy. Jeden to był przypadek chamskiego wyśmiewania się ze starszych religijnych kobiet, inny dotyczył ordynarnych szyderstw z pracujących w Polsce Ukrainek, ale to była kara w wysokości 75 tys. zł. Wysokość kary dla TVN24 jest więc drugim ważnym elementem oceny tej sytuacji, bo jest to najwyższa kara, jaką kiedykolwiek w Polsce zastosowano. Żaden nadawca nigdy tak wysokiej kary nie otrzymał – jest ona drakońska.

Dlaczego teraz? Czy to ma coś wspólnego z przegłosowaną ustawą o Sądzie Najwyższym?

Oczywiście. KRRiT, pomimo takiego wyraźnego oczekiwania ze strony polityków PiS-u, powstrzymywała się z tego typu decyzjami. Ponieważ każda taka decyzja musiałaby być obroniona przed sądem, a w tym wypadku w normalnych warunkach byłoby to mało prawdopodobne i oni o tym wiedzieli. Teraz jednak sądy są sukcesywnie podporządkowywane partii rządzącej. A przede wszystkim ta akurat sprawa będzie miała swój finał w nowej Izbie Kontroli i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, którą niedługo PiS wybierze na mocy nowej ustawy już przyjętej przez Sejm. Tak więc to nie jest przypadkowy moment, choć dla podjęcia decyzji o ukaraniu istotny był też fakt, że Rada mogła ją podjąć nie później niż rok od terminu emisji audycji. To był ostatni moment, bo kara dotyczy relacji z wydarzeń 16-18 grudnia 2016.

Czyli sprawdza się zapowiedź: „najpierw sądy, potem media”. I to w ekspresowym tempie.

Dokładnie o tym mówiła pani poseł Krystyna Pawłowicz, która w lipcu straszyła dziennikarza TVN24, że po wakacjach „weźmiemy się za was”. To jest realizacja tego planu.

Będą kolejne kroki, czyli projekt ustawy dekoncentracyjnej? Czy na razie takie kroki PiS-owi wystarczą?

Ta ustawa byłaby trudna, być może za trudna dla tej ekipy, tak jak za trudne były zapowiadane wielkie reformy mediów publicznych i ich finansowania. A ta droga jest w tej chwili mniej wymagająca. Ona daje możliwość realizowania tych celów, o które władzy chodzi, bez specjalnej ustawy, która wywołałaby duży opór i oddźwięk międzynarodowy. To jest metoda krojenia po plasterku – PiS tak właśnie działa. Ale to, co się dzisiaj stało, jest naprawdę bardzo niebezpieczne. Na Białorusi i w Rosji tak właśnie zostały zniszczone media prywatne.

 

wiadomo.co

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski: Sami nigdy nie oddadzą władzy

Prof. Zbigniew Ćwiąkalski: Sami nigdy nie oddadzą władzy

Jedno jest pewne – te zmiany nie są nastawione na przyspieszanie postępowań karnych czy cywilnych, tylko na czystki personalne. Oczywiste jest, że tak jak stało się do tej pory w prokuraturze i telewizji, chodzi o to, aby przejąć całkowitą kontrolę nad niezależnymi instytucjami, a ostatecznie nad obywatelem, także politykiem – mówi w rozmowie z wiadomo.co prof. Zbigniew Ćwiąkalski, prawnik, były minister sprawiedliwości i prokurator generalny. I dodaje: – Trójpodział władzy już właściwie nie istnieje. Chyba, że nazwiemy tak przejęcie władzy przez Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Ziobrę

KAMILA TERPIAŁ: Sejm przyjął prezydenckie projekty ustaw o SN i KRS, co ważne, z poprawkami PiS. A PiS przyjął wynik głosowania brawami. Partia rządząca ma się z czego cieszyć?

ZBIGNIEW ĆWIĄKALSKI: Absolutnie nie. To głęboka porażka praworządności w Polsce. Praktycznie jest to podporządkowanie kolejnej niezależnej instytucji, czyli sądownictwa władzy wykonawczej.

Podporządkowanie Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa?

I to całkowite podporządkowanie. Krajowa Rada Sądownictwa będzie decydowała o obsadach sędziowskich, także w Sądzie Najwyższym. A

KRS będzie przecież w całości wybierana przez polityków. Najważniejsze izby w SN też będą „urządzane” przez polityków.

Izba Spraw Publicznych i Skargi Nadzwyczajnej oraz Izba Dyscyplinarna w całości będą na nowo obsadzone właśnie przez PiS. Przypuszczam, że tak też zostanie obsadzone stanowisko prezesa jednej i drugiej Izby.

Skrócona zostanie także kadencja Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego. Wprowadzony został wiek emerytalny – 65 lat, a tyle właśnie skończyła prof. Małgorzata Gersdorf. Kolejne stanowisko do przejęcia i złamanie konstytucji?

To nie jedyny problem naruszenia konstytucji, w tych ustawach jest ich znacznie więcej. Nie ma większego znaczenia, czy tylko Prezes zostanie odwołana, czy także pozostali sędziowie.

Obecnie rządzący i tak uzyskają absolutny wpływ na to, co będzie się działo w SN i KRS.

SN orzeka o ważności wyborów. W Sejmie trwają prace nad zmianami w ordynacji wyborczej. Rządzący mogą mieć wpływ na wynik wyborów?

Po zmianach w ordynacji wyborczej widać, że PiS nie eliminuje możliwości drobnych fałszerstw wyborczych. Komisja nadzwyczajna przyjęła zapis, który zmienia zasadę oddawania głosu na karcie wyborczej. Do tej pory wiadomo było, że jeżeli oprócz krzyżyka w kratce ktoś postawi dodatkowe znaczki, to głos jest nieważny. Teraz jeżeli ktoś będzie chciał zachować się w sposób nieuczciwy w komisji wyborczej, będzie mógł przekreślił kratkę w jednym miejscu i krzyżyk postawić w drugim.

Uczciwość wyborów może stanąć pod poważnym znakiem zapytania. A SN obsadzony przez polityków obecnej władzy, może się zdarzyć, że coś takiego przyklepie.

Do czego będzie służyć powołana nowa Izba Dyscyplinarna w SN? Opozycja przestrzega, że to będzie bat na prawników. Pan się tego obawia?

Ja się obawiam przede wszystkim wszelkiego rodzaju nadużyć. Nie obawiałbym się, gdybym wiedział, że będą tam zasiadać w pełni niezależni i odpowiedzialni ludzie. Ale w sytuacji, kiedy Izbę urządzać będzie ekipa rządząca, która dowiodła, że z prawem i konstytucją się nie liczy, to nie mam dobrych przeczuć. Myślę, że

to będzie straszak na sędziów, żeby orzekali zgodnie z oczekiwaniami władzy.

Widzi pan jeszcze jakieś niebezpieczeństwo wpływu rządzących na sędziów?

Jest też sprawa nieznanej cywilizowanemu prawodawstwu nadzwyczajnej kontroli kasacyjnej. Badane będą mogły być orzeczenia, które zapadły w ciągu ostatnich 20 lat. Obawiam się, że znajdą się tam przede wszystkim sprawy, w których politycy ponieśli porażki. Biorąc pod uwagę ilość spraw wpływających do polskich sądów – 15 mln rocznie – nawet gdyby przyjąć, że jeden procent chce, aby ich sprawy zostały ponownie rozpatrzone, to nie ma na to szansy. A

jeżeli mamy do czynienia z kilkoma podmiotami uprawnionymi do wnoszenia skarg, ale nie ma wśród nich strony, to oczywiste jest, że może to być wykorzystywane politycznie.

Możliwe są także procesy polityczne?

Jedno jest pewne – te zmiany nie są nastawione na przyspieszanie postępowań karnych czy cywilnych, tylko na czystki personalne. Oczywiste jest, że tak jak stało się do tej pory w prokuraturze i telewizji, chodzi o to, aby przejąć całkowitą kontrolę nad niezależnymi instytucjami, a ostatecznie nad obywatelem, także politykiem.

Dlaczego PiS-owi tak bardzo zależy na przejęciu sądów?

Dlatego, że

chcą mieć komfortową sytuację, jeżeli chodzi o wybory.

W ustawie wpisano przymus zwracania się przez SN do Trybunału Konstytucyjnego, a ten został już przecież odpowiednio urządzony. Wszystkie orzeczenia, które tam zapadają, są po myśli władzy. PiS chce do tego samego doprowadzić także w sądach powszechnych.

Co zrobi Andrzej Duda? Będzie się jeszcze zastanawiał, czy podpisać swoje projekty zmienione przez PiS?

Myślę, że wszystko jest już przesądzone. Przedstawiciele prezydenta na posiedzeniu sejmowej komisji sprawiedliwości w ogóle nie bronili tych projektów.

Andrzej Duda zapewne zawarł porozumienie z Jarosławem Kaczyńskim i za pewne ustępstwa, wzmocnienie jego roli w polityce zagranicznej czy odzyskanie wpływu na wojsko, pogodził się z tą sytuacją. Zaakceptuje i bardzo szybko podpisze uchwalone ustawy.

Czyli rozgrywka na linii Duda-Macierewicz będzie jeszcze trwała?

Do prawdziwej rekonstrukcji rządu, czyli wymiany ministrów, ma dojść dopiero w styczniu. Będziemy jeszcze świadkami różnych gier i przetargów. Zresztą po ostatnich zachowaniach Antoniego Macierewicza i jego politycznej aktywności widać, że próbuje się ratować przed dymisją.

Jaką rolę do odegrania będzie miał nowy premier?

Nie znam Mateusza Morawieckiego. Wiem tylko tyle, że

nie ma zaplecza politycznego, więc będzie oczywiście słuchał dyspozycji z Nowogrodzkiej i zapewne starał się je wykonywać.

Poza lepszym wizerunkiem, prezencją, znajomością języków – w przeciwieństwie do byłej pani premier – nie widzę specjalnych zalet tej zmiany.

To dlaczego Jarosław Kaczyński się na taką zmianę zdecydował?

Myślę, że to jest trochę na użytek zagranicy, żeby zobaczyła nowoczesnego premiera, który nie będzie odstawał od premierów innych krajów. Jego decyzyjność będzie taka sama, jak Beaty Szydło, czyli bardzo niewielka. Poza tym nasiliły się walki wewnętrzne w rządzie pomiędzy poszczególnymi ministrami i nowy premier, a dotychczasowy wicepremier, być może będzie potrafił bardziej je zatuszować. Przez jakiś czas może będzie trochę więcej spokoju, ale zobaczymy, jak długo.

Nie wykluczam, że na wiosnę, przed głównymi uroczystościami 100-lecia odzyskania niepodległości, sam Jarosław Kaczyński zechce przyjąć stanowisko premiera.

Dlaczego teraz nie zechciał?

Na razie to jest jeszcze czarna robota. Po co ma osobiście zajmować się codzienną, żmudną pracą premiera? Może to zrobić dopiero wtedy, kiedy będzie zbierał laury i cieszył się wśród swoich zwolenników sławą jako ten, który przeprowadził Polskę przez wszystkie możliwe zmiany, a ukoronował to przejęciem sądownictwa.

Co czeka nas po przejęciu sądownictwa?

Oczekuję, że

ekipa rządząca zabierze się za media. To jest ostatni z celów wyznaczonych przez PiS.

Pomijając tzw. media narodowe, cały czas mieszają, bo są jeszcze zbyt niezależne. Poza tym media regionalne przydadzą się przed wyborami samorządowymi. To będzie kolejny cel, co zresztą zapowiedziała już pani poseł Krystyna Pawłowicz.

Trójpodział władzy przechodzi do historii?

Trójpodział władzy już właściwie nie istnieje. Chyba, że nazwiemy tak przejęcie władzy przez Jarosława Kaczyńskiego, Mateusza Morawieckiego i Zbigniewa Ziobrę.

Do tej trójcy być może trzeba jeszcze dołączyć nową wicepremier – Beatę Szydło?

Bardzo dziwię się, że zgodziła się, aby ze stanowiska premiera przejść na stanowisko wicepremiera. To nie najlepiej świadczy o jej ambicjach, a właściwie ich braku.

Nie obawia się pan, że też może się znaleźć na celowniku władzy, czyli przejętych sądów?

Tak się może stać. Ale

nie można się wszystkiego bać i wszystkim przejmować. Był już okres PRL-u i ludzie też byli zastraszani, ale jednak w pewnym momencie postawili na zryw, który ich z tego uwolnił.

Każda władza powinna pamiętać o tym, że jest przemijająca. Kiedyś były ustroje, które miały przetrwać tysiące lat, nie wiem, jakie są oczekiwania obecnie rządzącej ekipy, ale często jest tak, że władza zostaje utracona w najmniej oczekiwanym momencie.

Teraz też realny jest zryw, który podważy fundamenty tej władzy?

Polacy do tej pory pokazywali, że jak mają czegoś dosyć, to potrafią się zorganizować. Co prawda jak dochodzą do sukcesu, to zaczynają się odzywać partykularne interesy i tracą solidarność. Ale jak następuje przesilenie, to potrafią się zjednoczyć. Rządzący powinni o tym pamiętać.

Sami władzy nie oddadzą?

Nigdy.

 

wiadomo.co

Sondaż: Kto nakręca w Polsce agresję w sferze publicznej

Twitter
Obóz rządzący czy opozycja? Kto daje przyzwolenie na agresję w sferze publicznej? Odpowiedź w sondażu SW Research dla serwisu rp.pl.

„Nagromadzenie radykalnych protestów to sygnał poważnego kryzysu komunikacji społecznej. Nie potrafimy już normalnie protestować, bo przestaliśmy umieć ze sobą rozmawiać. Zamiast dialogu mamy krzyk, a totalna wrogość tylko podgrzewa atmosferę” – ocenia Michał Szułdrzyński.

36 proc. badanych uważa, że przyzwolenie na agresję w sferze publicznej w większym stopniu tworzy obóz rządowy. Na opozycję wskazuje częściej niż co piąty ankietowany, a na obie frakcje – 23 proc. respondentów. Zdania w tej kwestii nie ma 19 proc. badanych.

Źródło: SW Research dla rp.pl; badanie na próbie 800 Polaków

– Częściej na agresywne zachowania obozu rządowego wskazują mężczyźni (40 proc.), osoby o wykształceniu wyższym (38 proc.), o dochodzie powyżej 5000 zł netto (51 proc.) oraz ankietowani z miast od 100 do 199 tys. mieszkańców (48 proc.). Wraz ze wzrostem wieku rośnie odsetek respondentów, którzy wskazują tu na rolę obozu rządowego, z 22 proc. w grupie do 24 lat, do 49 proc. w grupie powyżej 50 lat – zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

Prof. Antoni Dudek, politolog, w rozmowie z serwisem rp.pl podkreśla, że wyniki naszego badania są interesujące, bowiem pozostają w pewnej sprzeczności z sondażami poparcia dla partii politycznych, które obecnie dają Prawu i Sprawiedliwości bardzo wysokie poparcie. – Można to interpretować następująco: bardzo wielu Polaków, którzy dobrze oceniają politykę społeczną i gospodarczą PiS, równocześnie ma problem z akceptacją agresywnego języka i stylu zachowań przywódców tej partii. Zaskakująco duży jest też odsetek tzw. symetrystów oraz osób, które nie mają w tej sprawie zdania – kwituje prof. Dudek.

Radny PiS napisał na Twitterze, że cała Platforma Obywatelska powinna skończyć na szubienicy.

Z kolei komentując atak na działacza Komitetu Obrony Demokracji w Radomiu Beata Mazurek, rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, powiedziała: „Każda akcja wywołuje określoną reakcję. To sytuacja, która nie powinna mieć miejsca, ale też ich rozumiem„.

– Bardzo charakterystyczne jest to, że „bojówka totalnej opozycji”, ci, którzy próbują zablokować uroczystości 10. każdego miesiąca w Warszawie, oni mówią wprost, że im nie chodzi o to, żeby gromadzić się, manifestować, wyrażać swoje opinie – tylko żeby odebrać prawo innym do gromadzenia się – powiedział minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak.

Grób moich Rodziców został zniszczony przez oblanie czerwoną farbą. Zniszczenia grobowca są duże, gdyż piaskowiec głęboko wchłania wszelkie substancje i płyny” – napisała w lipcu Krystyna Pawłowicz.

Komisja Etyki chce nowych kar dla polityków, m.in. publicznej samokrytyki.

Sejmowa komisja etyki poselskiej postanowiła zająć się wnioskiem o ukaranie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za wypowiedź o „zdradzieckich mordach i kanaliach”.

rp.pl

Cenzura wraca

11.12.2017
poniedziałek

Podczas posiedzenia 7 grudnia 2017 roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji upoważniła Przewodniczącego do wydania decyzji o nałożeniu kary pieniężnej dla Spółki TVN SA z siedzibą w Warszawie w wysokości 1 479 000 zł.

I tak oto, proszę szanownych Czytelników, doczekaliśmy się w wolnej Polsce powrotu politycznej cenzury. Póki co jeszcze nie prewencyjnej, ale nie mówmy hop. Teraz to urzędnik partyjny będzie decydował, jaki medialny przekaz jest dopuszczalny. Dały nam przykład paski w TVP Info, jak zwyciężać mamy.

KRRiT po przeprowadzeniu postępowania dotyczącego sposobu relacjonowania w programie TVN24 wydarzeń w Sejmie RP i pod Sejmem RP w dniach 16–18 grudnia 2016 r. stwierdziła, iż Spółka TVN SA, nadawca programu TVN24, naruszyła artykuł 18 ust. 1 i 3 ustawy o radiofonii i telewizji poprzez propagowanie działań sprzecznych z prawem i sprzyjanie zachowaniom zagrażającym bezpieczeństwu.

Wybranej przez zdominowany przez PiS Sejm Krajowej Radzie nie spodobał się sposób relacjonowania protestów przed Sejmem przeciwko przejęciu sądów przez obecną władzę. Dlatego postanowiła wskazać drogę do właściwego omawiania politycznych wydarzeń, nakładając odpowiednią karę.

Oto odpowiedni fragment ustawy.

1.

Audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość.

2.

Audycje lub inne przekazy powinny szanować przekonania religijne odbiorców, a zwłaszcza chrześcijański system wartości.

3.

Audycje lub inne przekazy nie mogą sprzyjać zachowaniom zagrażającym zdrowiu lub bezpieczeństwu oraz zachowaniom zagrażającym środowisku naturalnemu.

Trudno stwierdzić, w jaki sposób relacja TVN24 złamała powyższe zapisy, bo uchwała KRRiT tego nie czyni. Zrobi to prawdopodobnie Warszawski Sąd Okręgowy, do którego stacja może odwołać się od decyzji Przewodniczącego KRRiT, w którym… Zbigniew Ziobro zwolniłwe wrześniu przed upływem kadencji trzy wiceprezeski sądów i obsadził stanowisko prezesa. To są praktyczne skutki niezawetowanej przez Andrzeja Dudę ustawy o ustroju sądów.

Bartosz Węglarczyk zacytował na Twitterze podsumowanie sylwetki nowego premiera w TVP Info: „Mateusz Morawiecki wydaje się poniekąd być politykiem idealnym”. Oto wzór do naśladowania, niech amatorzy z TVN24 uczą się od najlepszych! A kto ośmiela się twierdzić inaczej – niech płaci.

Artykuł 14. konstytucji gwarantuje teoretycznie w Polsce wolność mediów: „Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”.

Już nie.

 

jazdzewski.blog.polityka.pl

Poseł Jarosław Kaczyński wybrał sobie nowego premiera i stary rząd

Kontynuacja. I tyle

Obłudna polityczna groteska trwa. Poseł Jarosław Kaczyński wybrał sobie na nowego premiera Mateusza Morawieckiego.

Mateusz Morawiecki

PiS/Flickr CC by 2.0

Mateusz Morawiecki

Uroczystość zaprzysiężenia zaczęła się z 20-minutowym opóźnieniem, choć nie przyniosła żadnych niespodzianek. Sam Morawiecki nie pozostawił opinii publicznej żadnych złudzeń: jego rząd będzie rządem „kontynuacji” polityki Kaczyńskiego.

Morawiecki był wicepremierem, gdy pani Szydło była premierem, teraz jest z nadania posła Kaczyńskiego premierem, a Szydło wicepremierem. Poza tym żadnych zmian w składzie rady ministrów nie ma. Może będą później. Kiedy? To wie tylko poseł Kaczyński.

Zaprzysięgani ślubowali wierność konstytucji. Tej samej, którą naruszają przy milczeniu obecnej w Pałacu prezes Trybunału Konstytucyjnego. Tak samo jak czynił to prowadzący ceremonię prezydent Duda, odmawiając zaprzysiężenia trzech legalnie wybranych sędziów TK. Do roty przysięgi wicepremierzy i ministrowie dodawali, a jakże, „tak mi dopomóż, Bóg!”.

Szopka trwa, choć podobno klub parlamentarny PiS miał uwagi do pomysłu prezesa z panem Morawieckim jako następcą pani Szydło. Ostrzegano, że Morawiecki postrzegany jest w ludziepisowskim jako ciało obce. W momencie zaprzysiężenia prace nad finalizacją demontażu praworządności i niezawisłości sądownictwa zaczął kontrolowany przez partię posła Kaczyńskiego Senat.

Nowy premier, stary rząd

Wymiana premierów nie oznacza na razie żadnej istotnej zmiany. Ma znaczenie koteryjno-plotkarskie. Strategię i taktykę ustala Kaczyński, a premier i ministrowie są figurami, które on przesuwa po szachownicy. Tym razem nie zadał sobie trudu, by wymienić choćby jednego ministra.

W Polsce zmieniany jest ustrój polityczny: z konstytucyjno-demokratycznego na centralistyczno-autorytarny. Zmienia się radykalnie polską politykę zagraniczną i system przymierzy międzynarodowych.

Jan Parys, współpracownik ministra Waszczykowskiego, obwieścił właśnie, że doktryna Giedroycia o wolnej Ukrainie jako warunku niepodległości Polski jest nieaktualna. To może oznaczać, że przyjmujemy w tej sprawie rosyjski punkt widzenia.

Gdy Morawiecki wygłosi swoje exposé, może się czegoś dowiemy na ten i inne podstawowe tematy polskiej polityki. Przede wszystkim o tym, jak zamierza zaradzić marginalizacji Polski na forum europejskim i złagodzić napięcie między pisowską Warszawą a Unią Europejską na tle łamania zasad demokracji i praworządności w naszym kraju przez obecną władzę. I to będzie testem wiarygodności i skuteczności rządu Morawieckiego, a nie frazesy jego czy prezydenta.

 

polityka.pl