Smoleńska podkomisja Macierewicza jedną wielką czytelnią

Smoleńska podkomisja Macierewicza jedną wielką czytelniąPolsko – rosyjskiej gry smoleńskiej ciąg dalszy.

Tak można określić status podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza, zapoznawszy się z wygenerowanym przez nią ważnym dokumentem pt. „Metodyka badania katastrofy Tu-154M z 10.04.2010″

Z informacji zamieszczonej na stronie internetowej podkomisji wynika, że dokument powstał jako wypełnienie „zapowiedzi Przewodniczącego dr. Kazimierza Nowaczyka wyrażonej w dniu 7 grudnia br. podczas Sejmowej Komisji Obrony Narodowej”.

Jak podaje „Gazeta Wyborcza,” komisja obrony pytała Nowaczyka o raport podkomisji w sprawie wybuchów na pokładzie tupolewa, przeprowadzone ekspertyzy, czym zajmują się opłacani z budżetu państwa eksperci, tacy jak Frank Taylor, brytyjski badacz katastrof, czy Luis Moreno-Ocampo, były główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego.

Niestety „Metodyka” nie odpowiedziała na żadne z tych pytań. Dysponując ogromnymi funduszami, członkowie podkomisji przede wszystkim „zapoznawali się” z dokumentami przygotowanymi przez rządową komisję Millera.

W lipcu 2011 r. pojawił się raport, z którego wynika, że do tragedii w Smoleńsku doszło, bo tupolew leciał za nisko, za szybko zniżał się w gęstej mgle, bez widoczności ziemi, a załoga ignorowała zarówno przepisy, jak i ostrzeżenia systemów alarmowych samolotu. Podważając raport Millera, członkowie komisji Macierewicza uparcie twierdzili, że na pokładzie samolotu doszło do wybuchu lub wybuchów. Nie potrafili jednakże wskazać ani materiału wybuchowego, ani miejsca eksplozji, nie mówiąc o braku jakichkolwiek dowodów na poparcie swoich tez.

Obszerny dokument natomiast wylicza, że podkomisja „zapoznała” się z licznymi  faktami, relacjami, raportami, protokołami, wynikami badań laboratoryjnych,  a w jednym przypadku nawet pozyskała : wyniki badań DNA szczątków medycznych odnalezionych przez archeologów, włączając je do jednolitej bazy danych. Zapoznała się z przebiegiem eksploatacji samolotu od daty produkcji do dnia katastrofy włącznie. Przyznać trzeba – lektura obszerna i bogata…

Jak na tym tle wyglądają zapewnienia Macierewicza o setkach eksperymentów? Agnieszka Kublik w „GW” precyzyjnie wylicza te dokonania cytując:

– „przeprowadzono szereg eksperymentów dla wyjaśnienia okoliczności powstania i zasięgu pożarów na wrakowisku oraz możliwego mechanizmu wysokoenergetycznego niszczenia samolotu”,

– „przeprowadzono symulacje niszczenia skrzydła w kontakcie z drzewem oraz dokonano rekonstrukcji zniszczonego lewego skrzydła na podstawie dokumentacji fotograficznej”,

– „przeprowadzono symulacje niszczenia konstrukcji samolotu w trakcie uderzenia w powierzchnię gruntu oraz dokonano rekonstrukcji samolotu na podstawie dokumentacji fotograficznej szczątków znajdujących się na wrakowisku”,

– „przeprowadzono symulacje komputerowe dla wyjaśnienia okoliczności związanych z wbiciem lewych drzwi centralnych w grunt na głębokość 1m”.

Obecnie komisja informuje, że właśnie „trwają prace nad inwentaryzacją elementów samolotu i jego zawartości, zaś tworzona jest mapa rozkładu szczątków”, „trwają prace nad precyzyjnym określeniem charakteru powstania niewielkich ognisk pożarów”, odległych od miejsca „otwarcia” zbiorników paliwa i przemieszczania się silników. Tym samym nie podzielono przekonania poprzedników, iż słaby wiatr „zwiewał” pożar poza rejon upadku samolotu.

Ponadto członkowie podkomisji pilnie „pracują na opracowaniem profilu ostatniej fazy lotu z wykorzystaniem wszystkich materiałów dostępnych poprzednikom oraz danych geodezyjnych z pomiarów wykonanych na miejscu oraz na bazie nowych zdjęć satelitarnych”.

W istocie po „setkach eksperymentów”, w dokumencie podkomisji nie ma śladu. I nawet trudno się temu dziwić. Maciej Lasek, członek komisji Millera i były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych podkreśla, że „nikt z członków podkomisji nigdy nie badał wypadków lotniczych, nie był na miejscu w Smoleńsku i nie badał wraku”. Dodaje, że w podkomisji nie ma ani jednego specjalisty, który kiedykolwiek miał do czynienia z czarnymi skrzynkami.

Lasek zwraca uwagę, że wiosną 2016 r. podkomisja zarzuciła komisji Millera sfałszowanie rejestratorów, czyli tych zapisów, w których teraz odkrywa wybuch, czego prokuratura nie potwierdziła. „Po 22 miesiącach działania i wydaniu blisko 4 mln zł podkomisja nie tylko nie przedstawiła nowych dowodów na inny przebieg wypadku, niż opisany w dotychczasowych raportach, ale podjęła szereg czynności, które nie przybliżają jej do tego celu” – podkreśla Lasek. „Niewątpliwie do takich działań należy dopasowywanie wybuchów do każdego faktu, którego nie rozumieją. Dlatego zresztą jest tak trudno nadążyć za „wędrującymi wybuchami” podkomisji. Gdyby na serio podejść do jej ustaleń, to w tupolewie powinno dojść do co najmniej trzech, a może i większej liczby wybuchów w powietrzu, przy czym do każdego doszłoby w innym miejscu i w wyniku użycia innego materiału wybuchowego” – mówi były szef Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.

Lasek zwraca uwagę, że „podkomisja samodzielnie nie przeprowadziła żadnych badań, a wyniki zleconych Wojskowej Akademii Technicznej badań i obliczeń zmanipulowała tak, aby mogły stanowić potwierdzenie jej tezy o tym, że samolot się nie obraca po utracie jednej trzeciej skrzydła wraz z lotką. Nie jest to pierwsza manipulacja, do której posunęli się członkowie tego gremium”.

koduj24.pl

Artykuł 7 Traktatu UE wisi nad Polską jak miecz Damoklesa

Artykuł 7 Traktatu UE wisi nad Polską jak miecz Damoklesa

PiS doprowadził Polskę do narożnika, nam każą przyjmować ciosy na siebie, sami biorą nogi za pas, jak Morawiecki.

Zachowanie Mateusza Morawieckiego podczas ostatniego szczytu Unii Europejskiej było wcześniej zaplanowane, aby mógł potem powiedzieć, że Polska pisowska nie będzie petentem. I to nie dlatego, że PiS wstaje z kolan, lecz z powodu sytuacji, do której nasz kraj doprowadzili. Doprowadzili do narożnika, nam każą przyjmować ciosy na siebie, sami biorą nogi za pas, jak Morawiecki.

Słynny artykuł 7 Traktatu Unii Europejskiej (sankcje) wisi nad Polską jak miecz Damoklesa, a PiS nie ma już żadnych narzędzi, aby go powstrzymać. Musieliby się wycofać z ustaw sądowniczych, ale wiemy, że tego nie zrobią. Prędzej czy później spadnie na nas ostrze rozstania.
Morawiecki przygotowuje się do roli bohatera, może nawet zadeklarować jakiś ochłap „kompromisu” typu, że PiS z czegoś się wycofa, aby przedłużać agonię. Dobre to było rok i dwa lata temu, gdy zapraszano Komisję Wenecką, dzisiaj przestaje działać.

Niezrozumienie polityki europejskiej i globalnej w PiS jest zastanawiające. Na Zachodzie politycy wypowiadają się, gdy przeprowadzą wszechstronne konsultacje. Tak należy traktować głos o poparciu dla zastosowanie artykułu 7 przez prezydenta kraju, gdzie używano gilotyny – Emmanuela Macrona i kanclerz Niemiec Angeli Merkel, gdzież kolei gilotyna na głowy Bourbonów została wyprodukowana. Może jeszcze nie dzisiaj ani jutro, ale przy tak uprawianej polityce względnie szybko nastąpi dekapitacja Polski.

Fatalne stosunki z UE miały być rekompensowane klientyzmem wobec USA. Myślenie żałosne, jeżeli zważy się, w jaki sposób za Oceanem jest traktowana konstytucja i poprawki do niej. Tam nie zmienia się konstytucji, bo jakiś prezydent dostał oświecenia, tam dopisanych zostało 27 poprawek i są pismem świętym demokracji.

Przed prawem ustrojowym klęka się, a jako rekwizyt w przysiędze konstytucję zastępuje Biblia. PiS liczył na Trumpa, którego impet demolujący został natychmiast powstrzymany przez Sąd Najwyższy (któremu nikt nie jest w stanie odebrać prerogatyw ustrojowych).

To z waszyngtońskiego Departamentu Stanu wyszło oświadczenie w sprawie nałożenia kary przez KRRiT na TVN, które miało moc truchlejącą dla pisowskich zapędów cenzorskich.

Jeszcze silniejszy głos zza Oceanu wydali prawnicy – korporacja (jak powiedzieliby politycy PiS) rządząca USA – Amerykańskie Stowarzyszenie Prawników (ABA). Organizacja zrzeszająca ponad 400 tysięcy członków postanowiła stanąć w obronie wolności sądów w Polsce. Hilarie Bass, przewodnicząca ABA zwróciła się do Andrzeja Dudy z apelem o zawetowanie ustaw sądowniczych. Zapowiedziano ponadto monitorowanie pisowskiego bezprawia ustrojowego. Ten głos przełoży się na naszą gospodarkę, bo korporacje amerykańskie mają bliskie związki z ABA.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

„Państwowa Komisja Wyborcza stanie się kwiatkiem do rządowego kożucha”

„Państwowa Komisja Wyborcza stanie się kwiatkiem do rządowego kożucha”

Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej przedstawił dziś prezydentowi uwagi dotyczące planowanych przez PiS zmian w ordynacji wyborczej. Według Wojciecha Hermelińskiego, jeśli uchwalone przez Sejm zmiany w Kodeksie wyborczym wejdą w życie, PKW stanie się „kwiatkiem do rządowego kożucha” a Krajowe Biuro Wyborcze – agendą rządową. Chodzi o wskazywanie przez ministra spraw wewnętrznych i administracji, czyli obecnie Mariusza Błaszczaka, kandydatów na komisarzy wyborczych oraz szefa Krajowego Biura Wyborczego.

 „Najważniejsza dla nas jest kwestia współpracy z Krajowym Biurem Wyborczym i powoływania przewodniczącego KBW” – powiedział po spotkaniu z Dudą Hermeliński. Dodał, że szefem KBW musi być osoba o ogromnym doświadczeniu i wiedzy. – „Boję się, że minister spraw wewnętrznych i administracji, który zgodnie z nowelą będzie nam przedstawiał trzech kandydatów po zaopiniowaniu tylko przez szefów kancelarii Sejmu, Senatu i prezydenta – nie znajdzie, nawet zakładając najlepszą wolę, takich kandydatów, którzy podejmą się i będą w stanie doprowadzić do bezpiecznego i bez żadnego problemu wyborów, które będą za kilka miesięcy” – mówił Hermeliński. Przewodniczący PKW powiedział, że niedopuszczalne jest, aby na tak krótki czas przed wyborami zmieniać obsadę Krajowego Biura Wyborczego.

Duda powiedział Hermelińskiemu, że ostateczną decyzję podejmie po tym, jak ustawa zostanie przegłosowana w Senacie. – „Jeżeli będą poprawki wprowadzone – mam nadzieję, że będą – ustawa wróci jeszcze do Sejmu i dopiero po decyzji Sejmu trafi do prezydenta, który powiedział, że wtedy będzie zastanawiał się, co dalej zrobić” – poinformował Hermeliński.

koduj24.pl

Tak ostro o relacjach z UE nie mówił jeszcze żaden poseł partii rządzącej. Polexit coraz bardziej realny?

Gdzieś w zakątkach Internetu, gdzie zagląda niemal wyłącznie najtwardszy elektorat Prawa i Sprawiedliwości, wywiadu udzielił niegdyś główny ekonomista SKOK, a obecnie poseł PiS Janusz Szewczak. Komentował tam sprawę uruchomienia art. 7 traktatu o Unii Europejskiej, co może skutkować pozbawieniem Polski prawa głosu na szczytach UE, sankcjami finansowymi nałożonymi na rząd w Warszawie oraz postawieniem Polski w roli „czarnej owcy” wspólnoty, która swoim ustrojem odstawać będzie od modelu przyjętego w gronie demokratycznych państwa prawa Unii Europejskiej. To, w połączeniu ze strategią oblężonej twierdzy, którą niewątpliwie Jarosław Kaczyński chce przenieść także na arenę międzynarodową skutkować może pogorszeniem nastrojów euroentuzjastycznych tak, by finalnie zyskać większość w ewentualnym referendum w sprawie opuszczenia UE.

rozmowie z Luizą Dołęgowską z portalu Fronda.pl, poseł PiS wprost roztacza scenariusz, w którym Polska na ograniczenie praw członka Unii Europejskiej odpowie retorsjami gospodarczymi pod adresem największych państw UE. Zdaniem posła Janusza Szewczaka, Polska powinna zrewidować kurs gospodarczy, wobec państw które najmocniej nas krytykują.

Ja mówię o tym od dawna, ale teraz powiedziałbym  – już znacznie bardziej otwartym tekstem, że jeśli nie wiadomo o co chodzi Francuzom i Niemcom, to chodzi o pieniądze i o panowanie. Jeśli Francuzi zamierzają poprzeć wniosek Komisji Europejskiej, to powinni na zawsze pożegnać się z możliwością inwestycji francuskiej w  zakresie elektrowni atomowej, a kwota jest niebagatelna, bo wynosi ok. 80 mld zł i Francja była tym żywotnie zainteresowana – to powinno być im uświadomione wprost: skoro chcecie nam zaszkodzić, to pożegnajcie się z tą inwestycją na zawsze i zrobią to amerykańskie firmy, które mają przecież moce i możliwości, by to uczynić. Jeśli chodzi o Niemcy, jeżeli poprą  wniosek w tej sprawie, to wydaje mi się, że powinna być zrobiona wreszcie porządna kontrola banków i supermarketów działających w Polsce, przytomna, oceniająca możliwości unikania przez nich opodatkowania, mafii księgowych, nieuczciwej konkurencji itd. –  mówi poseł PiS.

Poseł Szewczak mówi o zainteresowaniu amerykańskich firm, jednak doświadczenia jedynego obecnie sojusznika Polski czyli Viktora Orbana wskazują, że w zakresie współpracy przy energii atomowej główną alternatywą jest nie USA a putinowska Rosja. Ma to znaczenie zwłaszcza w momencie, gdy także USA bardzo głośno wyraża swoje uwagi pod adresem polskiego rządu, który wprowadzając w życie ustawy deformujące sądownictwo wyklucza się z grona demokratycznych państw prawa.

Rozmówczyni posła Szewczaka pyta go wprost, czy polski rząd nie powinien „przestać się cackać”, z tymi którzy ostro krytykują Polskę. Odpowiedź jest szokująca.

Mamy wbrew pozorom bardzo wiele argumentów. Być może powinniśmy w ogóle się zastanowić, no bo zupełnym absurdem jest, że on chcieliby nas pozbawić w konsekwencji zastosowania art. 7. prawa głosu, ale jednocześnie nie chcą nas pozbawić prawa do płacenia składki na Unie Europejską. Może więc, jeśli chcą nam obniżyć środki w budżecie – to i powinni nam proporcjonalnie obniżyć  naszą składkę do budżetu Unii Europejskiej, bo opłacimy na nią sporo, ponad 20 mld zł rocznie a to są niebagatelne pieniądze.

Zdaniem posła PiS Polska powinna rozważyć zaprzestanie wpłacania składek na UE lub przynajmniej ograniczyć jej wysokość. Oznacza to, że zamiast rozważyć wycofanie się z kontrowersyjnych ustaw jest gotów zaryzykować dalszą obecnością Polski w UE. Zresztą zdaniem posła Szewczaka nie ma się co relacją z UE przejmować, bowiem jego zdaniem UE nie przetrwa.

(…) pojawia się pytanie, jaki sens ma kontynuowanie dalej takiej relacji. Moim zdaniem Unia po prostu nie przetrwa, ani też strefa Euro nie przetrwa. Myślę, że powinniśmy w ogóle przeorientowywać naszą politykę gospodarczą na relacje gospodarcze ze Stanami Zjednoczonymi, być może Kanadą, być może też po części z Chinami czy Indiami, ale głównie ze Stanami Zjednoczonymi. 

Wygląda zatem na to, że w przekazach dla najtwardszego elektoratu właśnie rozpoczęło się budowanie narracji o Polexicie. Dalsze ukrywanie przez PiS, że o tym nie myślą, jest niczym innym, jak zasłoną dymną.

Źródło: Fronda.pl

 

crowdmedia.pl

Artykuł 7 Traktatu UE wisi nad Polską jak miecz Damoklesa

Zachowanie Mateusza Morawieckiego podczas ostatniego szczytu Unii Europejskiej było wcześniej zaplanowane, aby powiedzieć – potem wyraził się – że Polska pisowska nie będzie petentem. I to nie dlatego, że PiS wstaje z kolan, lecz z powodu sytuacji do której nasz kraj doprowadzili.

Doprowadzili do narożnika, nam każą przyjmować ciosy na siebie, sami biorą nogi za pas, jak Morawiecki.

Słynny artykuł 7 Traktaktu Unii Europejskiej (sankcje) wisi nad Polską jak miecz Damoklesa, a PiS nie ma już żadnych narzędzi, aby go powstrzymać. Musieliby się wycofać z ustaw sądowniczych, ale wiemy, że tego nie zrobią. Predzej, czy później spadnie na nas ostrze rozstania.

Morawiecki przygotowuje się do roli bohatera, może nawet zadeklarować jakiś ochłap „kompromisu” typu, że PiS z czegoś się wycofa, aby przedłużać agonię. Dobre to było rok i dwa lata temu, gdy zapraszano Komisję Wenecką, dzisiaj przestaje działać.

Niezrozumienie polityki europejskiej i globalnej w PiS jest zastanawiające. Na Zachodzie politycy wypowiadają się, gdy przeprowadzą wszechstronne konsultacje. Tak należy traktować głos o poparciu dla zastosowanie artykułu 7 prezydenta kraju, gdzie użyto gilotynę, Emmanuela Macrona i kanclerz Niemiec Angeli Merkel, gdziez kolei gilotyna na głowy Bourbonów została wyprodukowana. Może jeszcze nie dzisiaj, ani jutro, ale przy tak uprawianej polityce względnie szybko nastąpi dekapitacja Polski.

Fatalne stosunki z UE miały być rekompensowane klientyzmem wobec USA. Myślenie żałosne, jeżeli zważy się, w jaki sposób za Oceanem jest traktowana konstytucja i poprawki do niej. Tam nie zmienia się konstytucji, bo jakiś prezydent dostał oświecenia, tam dopisanych zostało 27 poprawek i są pismem świętym demokracji.

Przed prawem ustrojowym klęka się, a jako rekwizyt w przysiędze konstytucję zastępuje Biblia. PiS liczył na Trumpa, którego impet demolujący został natychmiast powstrzymany przez Sąd Najwyższy (któremu nikt nie jest w stanie odebrać prerogatyw ustrojowych).

To z waszyngtońskiego Departamentu Stanu wyszło oświadczenie w sprawie nałożenia kary przez KRRiT na TVN, które miało moc truchlejącą dla pisowskich zapędów cenzorskich.

Jeszcze silniejszy głos zza Oceanu wydali prawnicy – korporacja (jak powiedzieliby politycy PiS) rzadzaca USA – Amerykańskie Stowarzyszenie Prawników (ABA), organizacja zrzeszająca ponad 400 tysięcy członków postanowiła stanąć w obronie wolności sądów w Polsce. Hilarie Bass, przewodnicząca ABA zwróciła się do Andrzeja Dudy z apelem o zawetowanie ustaw sądowniczych. Zapowiedziano ponadto monitorowanie pisowskiego bezprawia ustrojowego. Ten głos przełoży się na naszą gospodarkę, bo korporacje amerykańskie mają bliskie związki z ABA.

 

Guy Verhofstadt

Demokracja jest demontowana w #Poland i czas działać. UE musi przeciwstawić się rządom PiS, które stoją w sprzeczności z wartościami UE. Nie chodzi o karanie Polaków, którzy zasługują na więcej ze swojego rządu http://bit.ly/2CDKTnA

Democracy is being dismantled in & it’s time to act. The EU must stand against the rule of law backsliding by PiS Government, which is contrary to EU values.This isn’t about punishing Polish people, who deserve better from their Government

Eugeniusz Smolar: Kaczyński cofa się tylko przed siłą

Eugeniusz Smolar: Kaczyński cofa się tylko przed siłą

Czy Unia uruchomi artykuł 7 przeciwko rządom PiS? – Fakt, że Polska jako kraj, który służył za przykład skutecznej transformacji po roku 1989, zostanie tak bardzo napiętnowana, jak wcześniej żadne inne państwo członkowskie, z punktu widzenia politycznego jest dla nas zabójczy – mówi w rozmowie z wiadomo.co Eugeniusz Smolar, członek Rady Centrum Stosunków Międzynarodowych. I dodaje: – Trudno oczekiwać, aby kraje członkowskie pieniądze własnych podatników kierować chciały do kraju, który pokazuje im gest Kozakiewicza

JUSTYNA KOĆ: Czy nowy premier Mateusz Morawiecki, władający językami, światowiec, może dać nowe otwarcie w stosunkach z Unią Europejską?

EUGENIUSZ  SMOLAR: Mamy sytuację pewnego zawieszenia, ponieważ mianowanie nowego premiera w normalnych warunkach byłoby źródłem pewnego otwarcia i takie nadzieje u niektórych naszych partnerów europejskich się pojawiły. Dowodem na to jest m.in. poniedziałkowy artykuł w „Financial Times”, w którym czytamy, że Morawiecki ma szansę dokonać nowego otwarcia w napiętych stosunkach Polski z UE, co byłoby w interesie zarówno Polski, jak i Unii. Jednocześnie wszyscy mają świadomość, i to również czytamy w tym komentarzu redakcyjnym „FT”, że decyzje podejmuje Jarosław Kaczyński i nie mamy do czynienia z normalnym systemem politycznym, gdzie premier w oparciu o większość parlamentarną realizuje własną koncepcję polityki. W związku z tym, szczególnie w UE – zarówno w Komisji, jak i w parlamencie – wszyscy mają świadomość, że to Jarosław Kaczyński dokonał tej nominacji i że będzie egzekwował politykę, która jemu odpowiada. Czy ulegnie zmianie poprzez mianowanie Mateusza Morawieckiego? Wyraża się daleko idącą wątpliwość, ponieważ

w sprawach prawno-instytucjonalnych Polska się tak bardzo zmieniła i z taką determinacją i radykalizmem zostało to przeprowadzone, łącznie ze zmianami w ostatnich dniach, że panuje daleko idący sceptycyzm.

Niemniej w stosunkach dyplomatycznych, osobistych panuje kurtuazja, w związku z tym uściski dłoni i uśmiechy niekoniecznie przekształcają się w nowe opinie o tym, co się w Polsce dzieje.

Pana ostanie słowa może potwierdzić wypowiedź prezydenta Francji, już po spotkaniu z premierem Morawieckim, że będzie wspierać Komisję Europejską w sprawie wprowadzenia art. 7. To samo zapowiedziała też kanclerz Merkel.

Dla władz PiS-u musi to być szczególnie dotkliwie, bo cała propaganda polegała na demonizacji KE, a szczególnie pierwszego wiceprzewodniczącego KE Fransa Timmermansa, sugerując, że jest on antypolskim lewakiem, który ma jakieś osobiste ambicje w tej dziedzinie.

Oni nie znają UE i nie zdają sobie sprawy, że jeżeli ktoś taki jak Timmermans w taki sposób występuje, to jest to efekt świadomości wynikającej z konsultacji, że posiada poparcie większości krajów UE.

Podobnie było w wypadku ostatniego wpisu na Twitterze przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, w którym alarmuje i porównuje politykę PiS do strategii Kremla. Nie są to osobiste inicjatywy, ponieważ żaden z nich nie pozwoliłby sobie na tego typu osobistą inicjatywę nie mając pewności, że istnieje daleko posunięty konsensus w ocenie jakiejś sprawy. Mając złą diagnozę, albo też samooszukując się, rząd nie jest w stanie przeprowadzić chłodnej analizy po to, aby prowadzić skuteczną politykę europejską. Chyba że, a tak sądzę, PiS-owi na tym nie zależy, ponieważ najważniejszym jest przeprowadzenie zmian w samej Polsce.

W tym samym czasie, kiedy premier Morawicki robił „dobre wrażenie” w Europie, w Polsce PiS dopychał zmiany w sądach.

I to zostało odnotowane. W przeszłości publicyści i politycy często żalili się, że Zachód nie zna Polski i że się Polską nie interesuje. Otóż

stopień kompetencji w elitach zachodnich i w środowisku dziennikarskim na temat tego, co się dzieje w ostatnich kilkudziesięciu miesiącach w Polsce, gwałtownie wzrósł.

Niestety, źródłem tej pogłębionej kompetencji w sprawach Polski nie są zmiany pozytywne, tylko zmiany o charakterze destrukcyjnym.

Może jednak jakieś pozytywy tej zmiany znajdziemy, jeżeli chodzi o nasze stosunki z UE? Premier Morawicki zapowiedział np., że będzie przestrzegał decyzji w sprawie Puszczy.

Tutaj mieliśmy do czynienia z gestem, który został odnotowany, ale czeka się nie na słowa, tylko na działania. Patrząc na determinację, z jaką PiS łamał konstytucję czy prowadził do zmiany ustaw o SN i KRS, ograniczające pluralizm i demokrację, trudno sobie wyobrazić, że nagle chcieliby się z tego wycofać.

Jarosław Kaczyński cofa się tylko przed siłą.

Czyli czeka nas w środę wszczęcie art. 7?

Trudno powiedzieć, bo to są kwestie uzgodnień między głównymi partnerami, ale ten głos Angeli Merkel i Emmanuela Macrona jest bardzo doniosły, słyszany we wszystkich stolicach.

Czy słyszany jest też w Budapeszcie? Wiktor Orbán, wielki przyjaciel Kaczyńskiego, zapowiedział, że nie poprze wszczęcia procedury z art. 7, a do tego potrzebna jest jednomyślność.

Po pierwsze, do ostatniej chwili nie będziemy wiedzieć, jak zachowa się Orbán. Do mnie dotarły informacje, że

dyplomacja węgierska rozpatruje różne możliwości.

Węgry mają bardzo specyficzne interesy, np. w dziedzinie energetycznej, i zależy im, aby Unia nie zablokowała inwestycji Rosjan w siłownię jądrową. Dla Węgier stosunki gospodarcze z Francją, a szczególnie z Niemcami, mają znaczenie podstawowe, tak więc trudno powiedzieć, co się ostatecznie wydarzy. Niewykluczone, że dojdzie do zablokowania wszczęcia procedury art. 7. Niemniej sam fakt, że Polska jako kraj, który służył za przykład skutecznej transformacji po roku 1989, zostanie tak bardzo napiętnowana, jak wcześniej żadne inne państwo członkowskie, z punktu widzenia politycznego jest dla nas zabójczy.

Dużym faux pas był wcześniejszy wyjazd premiera ze szczytu przed spotkaniem z przewodniczącym RE Donaldem Tuskiem?

Biorąc pod uwagę, że była to pierwsza wizyta premiera Morawieckiego, to

należałoby zadbać o jak największą liczbę spotkań po to, aby się poznać, aby zabiegać o poparcie dla spraw polskich, uśmiechać się i nawet sugerować więcej niż Morawiecki może.

Tymczasem premier opuszcza szczyt pod byle pretekstem, że musi się zapoznać z tajnymi dokumentami. Jeden z byłych polskich dyplomatów zwrócił uwagę, że w Brukseli Polska ma 3 placówki dyplomatyczne, a każda z nich posiada własną tajną kancelarię. Gdyby istniały rzeczywiście jakieś pilne materiały o charakterze wywiadowczym, bądź kontrwywiadowczym, to premier mógł się z nimi zapoznać na miejscu i wcale nie musiałby wracać do Polski. W Brukseli zostało to potraktowane z pewnym zdziwieniem.

Może Mateusz Morawiecki, który jest krótko w polityce, nie zdawał sobie sprawy z istnienia takich placówek?

To już jest problem jego i jego doradców, ale są ambasadorzy, doradcy, z premierem był też doświadczony, znający UE wiceminister spraw zagranicznych Konrad Szymański.

Nie ma wytłumaczenia dla tego, co się stało.

Mówił pan o interesach węgierskich, że Orbán dobrze rozpoznaje te interesy i o nie zabiega. Czy możemy powiedzieć, o co gra Jarosław Kaczyński na arenie międzynarodowej? Oprócz oczywiście wstawania z kolan.

Razem z Piotrem Burasem, Adamem Balcerem i Grzegorzem Gromadzkim napisaliśmy dla Fundacji Batorego trzy analizy polityki zagranicznej PiS-u. Doszliśmy do wniosku, że polityka zagraniczna, a szczególnie polityka europejska, podlega wymogom polityki wewnętrznej. Dla Jarosława Kaczyńskiego celem przewodnim jest dokonanie radykalnej i bardzo szybkiej transformacji wewnętrzno-politycznej. To PiS robi z niesłychaną determinacją i skutecznością.

Kaczyński i jego doradcy mają świadomość, że instytucją, która jest w stanie w sposób w miarę skuteczny stosować retorsje za te zmiany, jest właśnie Unia Europejska.

Polityka unijna i różne agresywne, mało skuteczne gesty i słowa, które były skierowane wobec KE i PE, nie służą temu, żeby prowadzić jakąś pozytywną politykę, tylko politykę negatywną typu – powiem w sposób kolokwialny – „odwalcie się od nas”. Przypomnę, że popełniono kilka kardynalnych błędów, takich jak np. opcja brytyjska, która uległa destrukcji z powodu Brexitu. Mówienie też o tym, że Polska będzie domagać się zmian traktatowych, a Jarosław Kaczyński ma już prawnika, który pisze mu nowe traktaty europejskie, jest jakąś polityczną kpiną, skoro zamysł ten nie znalazł poparcie nawet w regionie. To wszystko były gesty o charakterze niepoważnym i negatywnym wobec projektu europejskiego.

Bardzo zaszkodzą Polsce, na przykład finansowo?

Polityka europejska to nie jest polityka zagraniczna, ponieważ na nią składają się polityki poszczególnych resortów, tzw. polityki resortowe, czy to w dziedzinie energetyki, czy rolnictwa, wsparcia dla naszych planów energetycznych na linii Północ-Południe. To wszystko są projekty, które są wspierane przez Unię Europejską.

W momencie, kiedy dany kraj podważa zasady funkcjonowania UE, na którą myśmy się zgodzili, i to w referendum, to decydując się na taką politykę, wzmocnioną przez agresywne gesty możemy spotkać się z retorsjami, które być może nie będą dotyczyć art. 7, ale będą dotyczyć innych form współpracy i pomocy EU.

Większość krajów płatników netto już w czasie negocjowania poprzedniego budżetu optowała za tzw. małym budżetem. Dzięki niemal dwuletniej strategii rządu Tuska i Sikorskiego udało się zdobyć partnerów i przekonać ich do tego, że potężne pieniądze kierowane w stronę Polski służą nie tylko Polsce i naszej transformacji, ale i całej gospodarce europejskiej. Po Brexicie budżet zmniejszy się od 10 do 12 mld euro rocznie, będziemy mieć zatem dużo mniej dostępnych środków. Na dodatek ważne będą inne potrzeby: sprawy obronności, rozwoju gospodarczego, klimatyczne, a także środki związane z uchodźcami.

Pieniędzy na cele, na których Polsce najbardziej zależy, będzie mniej.

Kompromis europejski polega na tym, że każdy dba o interesy własnego kraju, pamiętając równocześnie o interesach Unii Europejskiej jako całości. Trudno oczekiwać, aby kraje członkowskie pieniądze własnych podatników kierować chciały do kraju, który pokazuje im gest Kozakiewicza.

wiadomo.co.pl

Kluczowy sojusznik Polski krytycznie o reformie sądownictwa. Takiego ciosu rząd się nie spodziewał

Mateusz Morawiecki ma powody do obaw. Premier próbował w obliczu konfliktu z Brukselą przeorientować polską politykę na ściślejszy sojusz ze Stanami Zjednoczonymi. To amerykańskie inwestycje miały być jednym z elementów, który miał pomóc zrealizować słynny “plan”. Wszystko wydawało się układać po myśli PiS, ponieważ Donald Trump nie stanie w jednym szeregu z Brukselą. Jednak cios na Morawieckiego spadł z niespodziewanej strony. Bowiem Amerykańskie Stowarzyszenie Prawników – ABA, wpływowa za oceanem organizacja zrzeszająca ponad 400 tysięcy członków postanowiła stanąć w obronie wolności sądów w Polsce. ABA wyraziła nie tylko komunikat o zaniepokojeniu sytuacją w Polsce, ale zdecydowała się na poważniejsze kroki. Nad Wisłę zostaną wysłani obserwatorzy, którzy będą patrzyli na ręce działaniom rządu i prezydenta. Teraz działania PiS będą raportowane za ocean, a decyzji ABA nie będzie można w propagandzie władzy skwitować nieznajomością sytuacji w Polsce. Hilarie Bass, przewodnicząca organizacji, zwróciła się także do Andrzeja Dudy z apelem o zawetowanie przepchniętych przez parlament reform sądownictwa. Uderzyła ona także w rząd przypominając złamanie niezawisłości sądów poprzez upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego oraz danie ministrowi sprawiedliwości narzędzi do łatwego usuwania prezesów sądów.

Sprawy nie można bagatelizować. Tak wpływowa organizacja jak ABA ma szerokie dojścia do elit politycznych i biznesowych Stanów Zjednoczonych. Może zatem stosować skuteczny lobbing na amerykańskich polityków.

Jednak nie to jest największą bolączką Mateusza Morawieckiego. Premier ma bowiem świadomość, że zadarł z grupą, która ma bliskie powiązania z wielkimi korporacjami, które rząd pragnie do Polski przyciągnąć. W takim duchu skwitował sprawę Robert Gwiazdowski, pokazując, że kluczowe opinie oceniające ryzyko inwestycji w Polsce będą pisane przez ludzi nieprzychylnie oceniających sytuację w naszym kraju.

Może to oznaczać, ze zamach na niezawisłość sądów będzie miał bardzo wymierne konsekwencje gospodarcze. Nie da się wówczas dłużej stosować narracji władzy, że jest to całkowicie wewnętrzna sprawa Polski, ponieważ w zglobalizowanym świecie działania wewnętrzne mają przełożenie na sytuację międzynarodową. Kluczowe staje się zatem pytanie, czy amerykańska presja jest w stanie zmotywować rządzących do zwolnienia tempa zawłaszczania kolejnych filarów państwa.

crowdmedia.pl

Jest wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej oraz na tymczasowe aresztowanie Koguta

Jest wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej oraz na tymczasowe aresztowanie Koguta

– Nie ma żadnego wniosku, ja zawsze będę bronił swojego dobrego imienia, uważam się naprawdę człowiekiem niewinnym, na każde wezwanie pana prokuratora zgłoszę się. Jak wpłynie wniosek, to ja składam immunitet, jestem człowiekiem honoru – mówił wcześniej senator PiS Stanisław Kogut.

– Jak będzie wniosek słowo honoru dałem i wam daję, że złożę immunitet senatora – podkreślał, dodając, że nigdy od nikogo nie przyjął żadnej łapówki.

 

Morawiecki: Kempa będzie, jako członek Rady Ministrów, odpowiedzialna za pomoc humanitarną oraz uchodźców

– Mogę dzisiaj powiedzieć że minister Kempa otrzymała zadanie dla nas, Rady Ministrów niezwykle ważne, na które w ramach dyskusji i negocjacji w UE będziemy poświęcać coraz więcej czasu. Zadanie też które – trzeba powiedzieć – jest z punktu widzenia niektórych naszych partnerów w UE kontrowersyjne. Otóż minister Kempa będzie ministrem – członkiem Rady Ministrów odpowiedzialnym za koordynację pomocy humanitarnej i spraw uchodźców – mówił premier Mateusz Morawiecki na briefingu w KPRM.

 

Morawiecki: Dzisiaj przyjęto bardzo ważne punkty na Radzie Ministrów, m.in. o przemocy domowej. Ziobro sprawnie zadziałał

– Dzisiaj bardzo ważne punkty przyjęto na Radzie Ministrów. Jeden dotyczy tematu który poruszałem podczas mojego wystąpienia w Sejmie, expose, przemocy domowej i tutaj bardzo się cieszę że minister Ziobro sprawnie zadziałał w kontekście zaostrzenia przepisów karnych, podniesienia zwłaszcza dolnego progu dot. Kar dla przestępców, czasami dla okrutnych przestępców, którzy dopuszczają się takiej przemocy. W przypadku przestępstw na tle seksualnym i z osobami poniżej 15 roku życia zdarzały się takie przypadki, takich przypadków było ok. 10% a więc bardzo dużo, że sędziowie decydowali o wyrokach w zawieszeniu. Chcemy uniknąć takich sytuacji ponieważ uważamy że przemoc domowa pod każdym względem jest niedopuszczalna. To będzie dla jest jeden z ważnych elementów działań – walka o to żeby zwłaszcza ci słabsi członkowie rodzin, kobiety, dzieci mogły się czuć jak najbardziej bezpieczne, a kara dla ewentualnych przestępców była adekwatna i odstraszająca. Robimy bardzo ważny krok na drodze do tego żeby tej przemocy było jak najmniej bo to coś coś strasznego. Drugi obszar który poruszyliśmy to tematy związane z uszczelnianiem systemu podatkowego, uszczelnienie systemu transportu towarów. Tutaj rzecz dot. m.in. leków oraz przewożenia towarów koleją – mówił premier Mateusz Morawiecki na briefingu w KPRM.

– Chcemy dalej iść za ciosem. Przestępcy podatkowi którzy przenieśli się na kolej, na barki również na Odrze korzystają z różnych luk i my te luki uszczelniamy. Ta ustawa pomoże to uszczelnić – mówił dalej.

 

Kidawa-Błońska: Na pewno opozycja w wyborach samorządowych będzie współpracowała, do nich jest jeszcze trochę czasu

– To czego najbardziej oczekują od nas Polacy – jeżeli jeździ się po Polsce i rozmawia – to mówią tak: Opozycja powinna działać wspólnie na rzecz, i mówią na rzecz jakich spraw. Dlatego powinniśmy zacieśnić tę współpracę – stwierdziła Małgorzata Kidawa-Błońska w rozmowie z Robertem Mazurkiem w RMF FM. Jak dodała:

„Taka współpraca, właśnie nie tylko na szczeblu szeregowych posłów, ale szczeblu prezydiów klubu, byłaby dobra (…) Jestem przekonana i to powiem głośno: na pewno opozycja w wyborach samorządowych będzie współpracowała, do nich jest jeszcze trochę czasu. Muszą wszyscy przeanalizować poszczególne regiony, poszczególne miasta”

 

Szymański: Polska się nie ugnie natomiast jest gotowa by konstruktywnie rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi w UE

– My nigdy nie chcieliśmy ich psuć [relacji z Brukselą]. One nie są zepsute. Cała ta kwestia art. 7 nie wyczerpuje naszych relacji z Brukselą. Szymański: W Brukseli załatwiamy kwestie takie, jak śródokresowy przegląd wieloletnich ram finansowych, jak klimat, energia, pomoc dla górnictwa – to wszystko sukcesy tego rządu. One pokazują że Polska jest koniecznym i konstruktywnym elementem kompromisu. Tutaj nie ma jakościowej zmiany. Natomiast jest prawdą że nowy premier, zmiana personalna, nawet jeżeli ten sam rząd, większość to zawsze szansa dla wszystkich żeby może przemyśleć czy dobrze postępowaliśmy z Polską. Polska się nie ugnie, natomiast Polska jest gotowa do tego żeby konstruktywnie rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi w UE. Oczekujemy lepszego zrozumienia – mówił Konrad Szymański w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

 

Szymański o Suskim: Właśnie nie rozumiem tej sensacji

– Właśnie tej sensacji nie rozumiem ponieważ Marek Suski jest osobą z wieloletnim, zasłużonym z olbrzymim doświadczeniem parlamentarnym i politycznym – mówił Konrad Szymański w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

– Marek Suski jako szef gabinetu politycznego – osoba odpowiadająca za gładką współpracę między rządem a parlamentem – bardzo trudno znaleźć osobę, która nadawałaby się do tego lepiej – dodał.

 

Szymański: Na dziś współpracujemy z Morawieckim w wielu aktualnych sprawach. Być może tak zostanie

– Oczywiście nawiązaliśmy współpracę w tym nowym otwarciu jeśli chodzi o stanowisko premiera, natomiast sam proces zmian w zakresie struktury rządu jak i obsady personalnej premier przeprowadzi za jakiś czas. Premier ostrożnie chce się przyjrzeć z tego nowego punktu widzenia temu w jaki sposób działa rząd, pod kątem mechanizmów jak i osób i chce podjąć ostrożną, wyważoną decyzję co do ewentualnych korekt personalnych – mówił Konrad Szymański w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

– Premier z cąłą pewnością będzie chciał zaproponować takie rozwiązania które będą optymalne z punktu widzenia jego wizji rządów PiS na najbliższe 2 lata – stwierdził. – Na dziś współpracujemy z premierem Morawieckim w wielu aktualnych, bieżących sprawach. Być może tak zostanie – mówił dalej.

 

Karczewski o dekoncentracji mediów: Zastanowimy się nad tym w przyszłym roku

– Mogę zapewnić że w tej chwili nie będzie procedowana. Zastanowimy się nad tym w przyszłym roku, choć będziemy musieli – mówię o działaniach politycznych, partyjnych – głównie skoncentrować się na wyborach samorządowych. One będą niezwykle istotne, ważne. Najważniejsze polityczne wydarzenie przyszłego roku to wybory samorządowe – mówił Stanisław Karczewski w „Sygnałach dnia” PR1, pytany o tzw. ustawę dekoncentracyjną.

300polityka.pl

STAN GRY: Karnowski: Wyważanie między technokratyzmem a pisowskością, Kondzińska: Suski ma sprawić, że klub stanie za PMM, Gądek: Posłowie .N nie chcą Gasiuk-Pihowicz

— CBA ZATRZYMAŁO SYNA JEDNEGO Z MAŁOPOLSKICH SENATORÓW PIS – podał na Twitterze dziennikarz TVP:http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/565001,cba-zatrzymalo-m-in-syna-senatora-pis.html

— 300LIVE:
Karczewski o terminie rozpatrywania ordynacji: Jutro późnym wieczorem albo dopiero w czwartek
PO: Decyzje personalne Morawieckiego pokazują że komisja ds. Amber Gold się kończy
Kidawa-Błońska: Na pewno opozycja w wyborach samorządowych będzie współpracowała, do nich jest jeszcze trochę czasu
Spotkanie PAD-Hermeliński o 17:00
Bielan: Głębsza rekonstrukcja jest przewidziana na styczeń. Myślę że premier podjął już większość decyzji
Szymański: Polska się nie ugnie natomiast jest gotowa by konstruktywnie rozmawiać ze swoimi przyjaciółmi w UE
Szymański o Suskim: Właśnie nie rozumiem tej sensacji
Szymański: Na dziś współpracujemy z Morawieckim w wielu aktualnych sprawach. Być może tak zostanie
Karczewski o dekoncentracji mediów: Zastanowimy się nad tym w przyszłym roku
Karczewski: Zastanawiamy się nad powrotem do możliwości głosowania korespondencyjnego
Karczewski o ordynacji: Przełożyłem na koniec posiedzenia, nie wykluczam poprawek
http://300polityka.pl/live/2017/12/19/

— KOMISJA EUROPEJSKA WYSTĄPI PRZECIW POLSCE: “Komisja Europejska będzie w środę decydowała nie tylko o uruchomieniu art 7.1 traktatu wobec Polski, ale może też przesądzić o skierowaniu sprawy do Trybunału Sprawiedliwości UE w związku z ustawą o sądach powszechnych – wynika z informacji PAP z Brukseli”. http://wiadomosci.onet.pl/swiat/pap-ke-nie-tylko-o-art-7-ale-tez-sprawie-do-tsue-przeciw-polsce/ct4c7xs

— NOWY RZĄD BĘDZIE CIĄGŁĄ PRÓBĄ WYWAŻANIA MIĘDZY TECHNOKRATYZMEM A PISOWSKOŚCIĄ – pisze Jacek Karnowski: “Można więc zaryzykować tezę, że nowy rząd, przynajmniej w pierwszym etapie, będzie ciągłą próbą wyważania: między starym a nowym, między technokratyzmem a pisowskością, między otwarciem na zagranicę a troską o polityczną bazę. Wreszcie między rządem marzeń premiera a decyzjami centrum politycznego. Pozostaje też pytanie, w jaki sposób zostaną ułożone resortu gospodarcze, i kto przejmie bieżące zarządzanie tą kluczową dla powodzenia całego projektu politycznego dziedziną. Premier, z powodów oczywistych, będzie musiał ograniczyć się do najbardziej strategicznych decyzji. Idą nowe czasy. Intuicja mówi mi, że być może będą tak spokojne, że aż nudne, zwłaszcza na tle przeciążeń ostatnich lat. Ale niewykluczone, że właśnie tego potrzebuje dziś Polska”.

— KEMPA PEŁNOMOCNIKIEM DS POMOCY HUMANITARNEJ, NIE MA MOWY O ODWOŁYWANIU MINISTRÓW “IKONICZNYCH” – DALEJ KARNOWSKI: “Co ważne, w rządzie, choć na innych stanowiskach, pozostaną Beata Kempa (ma zająć się polską pomocą humanitarną na świecie) i Rafał Bochenek. A więc po okresie podziałów i walki, nastał czas jedności i wyważenia skrzydeł. Można spodziewać się, że podobnie będzie wyglądała rekonstrukcja rządu. Z moich informacji wynika, że dojdzie do kilku istotnych zmian, ale jednak o zmianach fundamentalnych nie ma mowy. Mają zostać prawie wszyscy ministrowie, którzy reprezentują silne środowiska polityczne. Na pewno w tym pierwszym okresie nie ma mowy o odwoływaniu ministrów „ikonicznych”. https://wpolityce.pl/m/polityka/372579-co-juz-widac-nowy-rzad-bedzie-ciagla-proba-wywazania-miedzy-starym-a-nowym-miedzy-technokratyzmem-a-pisowskoscia

— PARTIA URZĄDZA GABINET MORAWIECKIEGO – Agata Kondzińska w GW: “Mateusz Morawiecki powołał swoich najbliższych współpracowników. Marek Suski jako szef gabinetu premiera ma zbudować zaplecze w klubie PiS, Michał Dworczyk dotrzeć do młodych posłów, a rzecznik rządu Joanna Kopcińska – do kobiet 50 plus”.

— SUSKI MA SPRAWIĆ, ŻE KLUB STANIE ZA MORAWIECKIM – dalej Kondzińska:“Suski jest wiceszefem Klubu Parlamentarnego PiS. – Jest lubiany przez posłów i senatorów, a Morawiecki nie ma swojego zaplecza, w partii jest od półtora roku. To Suski ma spowodować, że klub za nim stanie – tłumaczy nasz rozmówca. I dodaje, że Suski „ma dobre rozeznanie w legislacyjnym procesie, jest pracowity i ma dobre relacje z Morawieckim”. – Był aktywny w promowaniu go na premiera – mówi”. http://wyborcza.pl/7,75398,22802623,pis-urzadza-gabinet-premiera-morawieckiego.html

— FAKT O KULISACH ZMIANY PREMIERA – jak pisze Magdalena Rubaj w Fakcie:“Czy to brak wizji, czy jakieś inne przemyślenia sprawiły jednak, że po którymś z tych spotkań prezes uznał, że to wszystko za mało. I że Beata Szydło już wyczerpała swój potencjał zdobywania poparcia dla PiS. Dlatego zdecydował, że wstrząs jakim będzie jej wymiana, lepiej zafundować partii teraz niż za rok. Wtedy bunt mógłby się zbiec z nieco gorszym niż oczekiwany wynikiem wyborów samorządowych. Jarosław Kaczyński równolegle naradzał się także z Mateuszem Morawieckim. Decyzję podjął na mniej – więcej tydzień przed ogłoszeniem zmian”.

— PREZES SIĘ ZNUDZIŁ – Rubaj o innym scenariuszu: “Opozycja nie motywuje, bo jest tak słaba, że walczy albo o przetrwanie, albo sama ze sobą. W partii wszystkie układy i układziki przez dwa lata się ustabilizowały i – jak wynika ze zwykłej teorii władzy – zaraz mogły zacząć generować afery. Tym bardziej, że przez ten czas nikt nie został zatrzymany „ku przestrodze”. Słowem – wszystko jest tak dobrze, że aż nudno i groźnie. Więc prezes „wywrócił stolik”. I to tak, jak nikt się nie spodziewał”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kulisy-wymiany-premiera-bo-prezes-sie-znudzil/v0tevfs

— RAFAŁ ZAKRZEWSKI UWAŻA, ŻE LUDZIE PYTANI W BADANIACH ANKIETOWYCH MOGĄ NIE MÓWIĆ PRAWDY – jak pisze w GW: “To oznacza, że rzeczywiste poparcie dla partii może być znacząco inne niż to, które politycy osiągają w sondażach. Strach przed ankieterem – który wielu jawi się jako przedstawiciel władzy – sprawia, że dramatycznie rośnie odsetek odmawiających udziału w badaniu, a wielu z tych, którzy się zgodzili, zapewne ukrywa lub fałszuje swoje poglądy”.

— SONDAŻE TO NIE URNA WYBORCZA – pisze Zakrzewski: “Ale przede wszystkim wbijmy sobie do głowy, że sondaże to nie urna wyborcza. Dlatego nie warto po każdym badaniu biadolić: „Ci ludzie nic nie rozumieją, o Boże, już przegraliśmy!”. Bo prawdziwy werdykt to wynik wyborów. A lustro, w którym najpierw się przeglądamy, pokazuje nam tylko to, co my mu pokażemy. Nie warto go tłuc”. http://wyborcza.pl/7,75968,22802044,50-proc-dla-pis-u-i-juz-po-nas-na-pewno.html

— KATARZYNA KOLENDA-ZALESKA O SŁOWNIKU PIS – w GW: “Wołanie o jedność staje się wołaniem o podział. Nowy premier apeluje o wspólną drużynę biało-czerwoną, a w następnych minutach szef klubu PiS mówi o politycznych lumpach. Mówiąc „Sejm”, już nie mamy na myśli parlamentu, czyli przestrzeni debaty, ale pole siłowego, aroganckiego, okraszonego rechotem forsowania własnych pomysłów”. http://wyborcza.pl/7,75968,22802207,suweren-wspolnota-porazka-wielki-slownik-jezyka-pis-pod.html

— GASIUK-PIHOWICZ MA OBIECANE STANOWISKO, ALE POSŁOWIE JEJ NIE CHCĄ – Jacek Gądek na gazeta.pl: “Kłopot w tym, że – jak podkreślał na forum rady krajowej Mieszkowski – to posłowie wybierają szefa klubu, a nie sama Lubnauer. A w 24-osobowym klubie nie ma dziś większości dla kandydatury Kamili Gasiuk-Pihowicz. – Posłowie nie palą się do wybierania najbardziej konfliktowej osoby na swoją szefową – mówi osoba z szeregów Nowoczesnej. O braku sympatii do Gasiuk-Pihowicz w partii świadczy choćby to, że choć promowała ją Lubnauer, to nie miała ona najlepszego wyniku w głosowaniach do zarządu Nowoczesnej. Sama Gasiuk-Pihowicz podkreśla jednak: – Miałam czwarty wynik na 15 miejsc w zarządzie. Wynosił 136 głosów.  Inni stronnicy Lubnauer – np. Piotr Misiło – przepadli w ogóle. Wyniki Joanny Scheuring-Wielgus, Mirosława Pampucha i Petru oscylowały wokół 130-140”. http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,22799019,awantura-w-nowoczesnej-katarzyna-lubnauer-uslyszala-dziala.html#MT2

— GASIUK MÓWI, ŻE “PAN PETRU NIE ZDJĄŁ BUTÓW PRZEWODNICZĄCEGO”: “- Pan Petru chodził długo w butach przewodniczącego. I nie zdjął jeszcze butów przewodniczącego. A sytuacja jest taka, że decyzje podejmuje przewodnicząca Katarzyna Lubnauer, a nie były przewodniczący pan Ryszard Petru -mówiła Kamila Gasiuk-Pihowicz w „Poranku Radia TOK FM”.

— GASIUK DALEJ O “PANU PETRU”: “- Traktuję głos pana Ryszarda Petru jako ciekawą propozycje. My zawsze się wsłuchujemy w głosy naszych członków. Więc głos pana Ryszarda Petru zostanie potraktowany z równą uwag,  jak głos każdego innego członka. Ale decyzja zostanie podjęta przez przewodnicząca i zarząd – stwierdziła Gasiuk-Pihowicz w rozmowie z Dominiką Wielowieyską”. http://m.tokfm.pl/Tokfm/7,110218,22798261,zimna-wojna-w-nowoczesnej-pan-petru-nie-zdjal-jeszcze-butow.html#mBoxNajcz

— WYRĘCZ RZĄD I NIE ODDYCHAJ – jedynka GW: “Polska się dusi! Poziom trujących substancji w powietrzu znów przekroczył normy o kilkaset procent. Walka ze smogiem miała być priorytetem rządu. Wyszło tak sobie”. http://wyborcza.pl/7,75398,22802827,smog-wyrecz-rzad-i-nie-oddychaj.html

— POLITYKA O POLITYCZNYM POTENCJALE WALKI ZE SMOGIEM: “Podobna niemożność przez lata towarzyszyła reprywatyzacji. W wielu miastach nie było tajemnicą, kto i w jaki sposób przejmuje roszczenia do nieruchomości, ale jakoś nie dostrzeżono, że kwestie reprywatyzacyjne mogą być wydajne wyborczo. Optykę zmieniła dopiero kariera ministra Patryka Jakiego. Co prawda korzysta z instrumentów wątpliwych konstytucyjnie, ale jako pierwszy wskoczył na reprywatyzacyjną falę i niewykluczone, że zaniesie go ona do warszawskiego ratusza. Smog ma podobny polityczny potencjał. Dziwne, że na niewiele ponad rok przed wyborami samorządowymi żadna partia jeszcze tego nie odkryła albo nie ma ochoty zrobić z tego odkrycia użytku”. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1731956,1,smog-ma-potencjal-polityczny-na-walce-z-nim-mozna-zyskac.read

— RYSZARD BUGAJ O SPOTKANIU MORAWIECKIEGO Z SZEFAMI SŁUŻB I KACZYŃSKIM – mówi SE: “ Na pewno wymaga to szybkiego wyjaśnienia. Szczególnie że premier został wezwany, by spotkać się z ministrem koordynatorem służb specjalnych Mariuszem Kamińskim. A potem miał odbyć bardzo długą rozmowę z prezesem Jarosławem Kaczyńskim. Oznacza to, że coś jest na rzeczy”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-ryszard-bugaj-to-moze-byc-bardzo-duza-afera_1032621.html

— DLA NASZEGO MAŁŻEŃSTWA PREZYDENTURA TO BYŁO DOBRE 10 LAT – rozmowa z Kwaśniewskimi w Newsweeku: “Po pierwsze, mieszkanie w pałacu oznacza, że biuro jest piętro niżej, więc nawet z balkonu mogłem zawołać do żony. Po drugie, jest wiele spotkań oficjalnych w towarzystwie małżonki. Przygotowywaliśmy się do nich i przeżywaliśmy je razem. Dla naszego małżeństwa prezydentura to było dobre dziesięć lat”. http://newsweek.pl/polska/polityka/kwasniewscy-o-malzenstwie-wywiad,artykuly,420706,1.html

— JERZY WENDERLICH UWAŻA, ŻE PARTIA RAZEM UPRAWIA POLITYCZNE JUWENALIA Z KTÓRYCH SIĘ WYRASTA – mówi naczelnemu SE: “Po prostu jesteśmy wciąż w lepszej formie, z czego się bardzo cieszę. Ja nikomu źle nie życzę, ale patrząc na partię, której nazwę pan wymienił, to uważam, że to grupa ludzi, która uprawia polityczne juwenalia. Juwenalia przeżywał i pan, i ja, ale z nich się wyrasta”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/nowa-tv-jerzy-wenderlich-opozycja-miauczy-jak-bardzo-schorowany-kot_1032625.html

— POLSKA GOSPODARKA UKRAIŃCAMI STOI – DGP NA JEDYNCE: “Liczba oświadczeń o pracę dla obcokrajowców może się w 2017 r. zbliżyć do 2 mln. Trzeba przyspieszyć prace nad polityką migracyjną. Do końca października wydano 1,5 mln oświadczeń dla pracowników ze Wschodu. 1 mln 458 tys. dotyczyło Ukraińców. To kolejny rekord, który pokazuje, że przybysze zza wschodniej granicy nie zwalniają tempa w staraniach o możliwość pracy w Polsce. W całym zeszłym roku zarejestrowano 1,3 mln oświadczeń (1,26 mln dla Ukraińców)”. http://gospodarka.dziennik.pl/praca/artykuly/564986,ukraincy-w-polsce-praca-i-gospodarka.html

— W SEJMOWEJ SALI MEDIALNEJ HULA WIATR – Wiktor Ferfecki w RZ: “Politycy omijają szerokim łukiem sale, do których PiS chciał przed rokiem przenieść dziennikarzy. 29 listopada w Centrum Medialnym w sejmowym budynku F wystąpił poseł Ruchu Narodowego Robert Winnicki. Przestrzegał przed zwiększającym się udziałem niemieckich firm na polskim rynku utylizacji odpadów. To jedna z ostatnich konferencji prasowych w tym miejscu. Od początku roku było ich 52. Ta liczba najlepiej opisuje użyteczność Centrum Medialnego, którego otwarcie niemal równo przed rokiem doprowadziło do kryzysu parlamentarnego”. http://www.rp.pl/Polityka/312179949-W-sejmowym-centrum-medialnym-hula-wiatr.html&cid=44&template=restricted

300polityka.pl

Kulisy wymiany premiera. „Bo prezes się znudził”

Fakt, 19.12.2017, Magdalena Rubaj, Mikołaj Wójcik

© Dostarczane przez Fakt

 

Dzisiaj Mateusz Morawiecki (49 l.) po raz pierwszy poprowadzi posiedzenie rządu. Po raz pierwszy w życiu Beata Szydło (54 l.) weźmie w nim udział nie jako premier, ale jako wiceszefowa rządu. Tymczasem wciąż najpopularniejsze polityczne pytanie zadawane od dwóch tygodni brzmi: „dlaczego w ogóle doszło do tej zamiany?”. O to pytają dziennikarze, pytają wyborcy Prawa i Sprawiedliwości, pytają wreszcie sami… posłowie partii rządzącej. A wielu polityków PiS, nawet tych bliskich prezesowi, nadal prowadzi rozważania nad motywami decyzji szefa! Prawdę zna tylko sam Jarosław Kaczyński (68 l.). My jednak przez ostatnie dni zbieraliśmy wszystkie poszlaki, by móc przedstawić najbardziej realne powody.

BUNT PRZECIW SZYDŁO

Tak jak pisaliśmy pod koniec listopada, w partii nie było planów, by nowym premierem został Jarosław Kaczyński. A dokładniej: prezes ich nie miał, bo wielu polityków we władzach partii i w rządzie o tym marzyło. Ich presja na to, aby Kaczyński wziął stery gabinetu w swoje ręce, była ogromna. – Tylko prezes może zostać premierem, jeśli miałoby dojść do dymisji Beaty Szydło – jak mantrę powtarzali politycy Zjednoczonej Prawicy, którzy bardzo chcieli odejścia pani premier. Prezes Kaczyński długo słuchał wszystkich podszeptów. Niektórzy działacze nawet uwierzyli w to, że on sam rzeczywiście zdecyduje się na kierowanie rządem. Tyle że on sam nie chciał.

Prezes jednak nie docenił jak wielki jest opór przeciwko Szydło i oczekiwanie, że straci ona stanowisko. Dlatego musiał swój projekt „Morawiecki premierem” wdrożyć już teraz, choć ten plan, jak pisaliśmy wielokrotnie, miał być wcielony w życie dopiero przed samymi wyborami.

ROZCZAROWANIE KACZYŃSKIEGO

Od dnia, w którym Beata Szydło ogłosiła plan rekonstrukcji, bywała w gabinecie prezesa w siedzibie PiS przy ul. Nowogrodzkiej regularnie. Przedstawiała koncepcje, przesunięcia w resortach, zmiany w ustawie o działach administracji rządowej, zmiany kadrowe. Także sugerowała pewne ustępstwa personalne wobec Morawieckiego, z którym ona sama i jej ludzie od dawna byli mocno skonfliktowani. Czy to brak wizji, czy jakieś inne przemyślenia sprawiły jednak, że po którymś z tych spotkań prezes uznał, że to wszystko za mało. I że Beata Szydło już wyczerpała swój potencjał zdobywania poparcia dla PiS. Dlatego zdecydował, że wstrząs jakim będzie jej wymiana, lepiej zafundować partii teraz niż za rok. Wtedy bunt mógłby się zbiec z nieco gorszym niż oczekiwany wynikiem wyborów samorządowych. Jarosław Kaczyński równolegle naradzał się także z Mateuszem Morawieckim. Decyzję podjął na mniej – więcej tydzień przed ogłoszeniem zmian.

„BO PREZES SIĘ NUDZI”

Ostatnia teoria zadowoli wszystkich tych, których irytuje opowiadanie o geniuszu prezesa. Z relacji jednego z bardzo bliskich wieloletnich współpracowników Kaczyńskiego wynika, że prezesowi po prostu… już się nudziło. Opozycja nie motywuje, bo jest tak słaba, że walczy albo o przetrwanie, albo sama ze sobą. W partii wszystkie układy i układziki przez dwa lata się ustabilizowały i – jak wynika ze zwykłej teorii władzy – zaraz mogły zacząć generować afery. Tym bardziej, że przez ten czas nikt nie został zatrzymany „ku przestrodze”. Słowem – wszystko jest tak dobrze, że aż nudno i groźnie. Więc prezes „wywrócił stolik”. I to tak, jak nikt się nie spodziewał. Bo nawet sam Morawiecki nie przypuszczał, że zostanie premierem już teraz. Ba, z sygnałów płynących z jego otoczenia dało się wyczytać, że wolałby jeszcze coś zrobić w resorcie finansów: ułożyć budżet, domknąć projekt walki z rajami podatkowymi w Unii Europejskiej, poczekać na pierwsze efekty nowych narzędzi uszczelniania VAT, które wprowadzone będą w 2018 roku.

msn.pl

„Za sterami Mig-a 29 siedział doświadczony pilot”. Trwają oględziny wraku

Gazeta.pl, 19.12.2017

© (Fot. Marcin Kucewicz / AG)

Na miejscu wypadku wojskowego Mig-a 29 działa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Dowódca 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego pułkownik Piotr Iwaszko powiedział, że pilot był doświadczony.

– Za sterami rozbitego Mig-a 29 siedział doświadczony, 28-letni pilot, o bardzo dobrym stopniu wyszkolenia – powiedział w poniedziałek podczas konferencji prasowej dowódca 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego pułkownik Piotr Iwaszko. Dodał, że pilot miał „ponad 400 godzin dolotu, ponad 200 godzin nalotu na Mig-ach 29, w tym roku niemalże 80 godzin”.

Pułkownik Iwaszko przekazał, że stan pilota lekarze określają jako dobry. Życiu 28-latka nie zagraża niebezpieczeństwo.

Dodał, że nie ma informacji o szkodach na ziemi, gdyż „zdarzenie miało miejsce w środku lasu, około 2 kilometrów od drogi”.

Katapultował się przed wypadkiem

Do wypadku doszło w poniedziałek wieczorem w okolicach Mińska Mazowieckiego. Pilot brał udział w locie szkoleniowym. Wystartował z tego samego lotniska – w Mińsku Mazowieckim. Gdy maszyna podchodziła do lądowania ok 17:10, utracono łączność z maszyną. Gdy samolot zniknął z radarów, do akcji ratowniczej ruszyło ponad 200 żołnierzy i strażaków. Półtorej godziny później pilota, który katapultował się przed wypadkiem, odnalazł jeden ze strażników leśnych. Został przetransportowany do warszawskiego szpitala wojskowego przy ulicy Szaserów.

 

Uziemione

Tuż po wypadku dowódca 23. Bazy Lotnictwa Taktycznego podjął decyzję o uziemieniu wszystkich szesnastu Mig-ów, które znajdują się w jednostce. Powiedział, że wojsko korzysta z maszyn od 25 lat. Dodał, że są regularnie remontowane i posłużą armii jeszcze przez 10-12 lat. Zapewnił, że maszyna, która się rozbiła, była w dobrym stanie technicznym, gdyż „wszystkie samoloty są sprawdzane bezpośrednio przed i po każdym locie”.

Pierwszy wypadek Mig-a w Polsce

Poniedziałkowy wypadek Mig-a 29 był pierwszym w Polsce wypadkiem tego typu maszyny. Pułkownik Iwaszko przekazał, że samolot jest zniszczony. Został znaleziony ponad dwie godziny od momentu katastrofy, kilkanaście kilometrów od lotniska, niedaleko miejscowości Kałuszyn. Miejsce wypadku zostało zabezpieczone, obecnie działają tam eksperci z Komisji Badania Wypadków Lotniczych, którzy badają przyczyny katastrofy.

Dziennikarz TVN24 Michał Gołębiowski dotarł do świadka, który miał widzieć „strużkę dymu” za spadającym samolotem.

msn.pl

Sala była przygotowywana od rana”. Ujawniono zeznania posłów PiS ws. obrad na Sali Kolumnowej

Gazeta.pl, 19.12.2017

Opozycja blokowała mówinicę sejmową© Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta Opozycja blokowała mówinicę sejmową

 

Przeniesienie obrad Sejmu do Sali Kolumnowej i utrudnianie dojścia posłom opozycji do stołu prezydialnego mogło być celowym działaniem – tak wynika z zeznań polityków PiS. Zgodnie z decyzją warszawskiego sądu, prokuratura musi wznowić czynności ws. wydarzeń z ub.r. 

Warszawski sąd pod przewodnictwem sędziego Igora Tulei uchylił decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa w sprawie posiedzenia Sejmu sprzed roku. Wówczas po blokadzie mównicy sejmowej przez polityków opozycji obrady zostały przeniesione do Sali Kolumnowej i tam odbyło się głosowanie nad budżetem państwa – głównie z udziałem polityków PiS.

Zawiadomienie w tej sprawie złożyły PO i Nowoczesna – ich przedstawiciele twierdzili, że w trakcie posiedzenia z grudnia 2016 doszło do przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków służbowych i działania na szkodę interesu publicznego oraz funkcjonariuszy publicznych. W sierpniu tego roku prokuratura uznała, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowań i podkreślała, że na Sali Kolumnowej zebrano niezbędne kworum.

„Mówiono już od rana”

W trakcie poniedziałkowego posiedzenia sądu odczytano zeznania polityków PiS ws. wydarzeń z grudnia 2016 roku, które składali na początku roku w prokuraturze. Z zeznań wynika, że celowo utrudniano posłom opozycji dojście do stołu prezydialnego. Zeznania mogą też sugerować, że przeniesienie obrad było planowane już wcześniej – jeszcze zanim marszałek Sejmu Marek Kuchciński przerwał wypowiedź posłowi PO Michałowi Szczerbie, a opozycja zaczęła blokadę mównicy. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

„Sala Kolumnowa została tak zorganizowana, aby nie dopuścić posłów opozycji do stołu prezydialnego w Sali Kolumnowej. Miało to na celu uniemożliwienie zablokowania ww. stołu. Organizacja ta polegała na ustawieniu z tyłu Sali Kolumnowej trzech rzędów krzeseł w poprzek ww. sali, tak, aby zamknąć dostęp do stołu prezydialnego” – miał powiedzieć w prokuraturze wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki, którego zeznania opublikował Onet.

„To był specjalny zamysł, uniemożliwiający przejście w głąb sali. Nie pamiętam, kto to wymyślił. Nadto z tyłu było trochę wolnych krzeseł, mogli usiąść posłowie opozycji. Tych krzeseł wolnych było ze 20 lub 30” – dodał Terlecki.

„O tym, że tam mogą odbyć się obrady, mówiono już od rana tego samego dnia. Wiem, że ta sala była też od rana przygotowywana pod ewentualne obrady Sejmu” – zeznawała z kolei Krystyna Pawłowicz, którą cytowały „Fakty” TVN.

msn.pl

Morawiecki rozsadzi PiS

Marek Ciesielczyk, 

Rzeczpospolita, 19.12.2017

© AFP

 

Decyzja o dymisji Beaty Szydło oznacza prawdopodobnie koniec zwycięskiego marszu obozu „dobrej zmiany” – przekonuje politolog.

Bezpośrednio po ogoszeniu przez Beatę Mazurek, rzecznika PiS, decyzji o dymisji premier Beaty Szydło, w telewizji Trwam usłyszeć można było pierwsze bardzo krytyczne komentarze na temat tego kroku.

Także pojawiające się w internecie wpisy świadczą albo o niezrozumieniu decyzji Jarosława Kaczyńskiego, albo wręcz o całkowitym jej odrzuceniu przez elektorat Prawa i Sprawiedliwości.

„Kaczyński wyręczył Schetynę”, „To, co nie udało się Schetynie, zrobił Kaczyński” – usłyszałem z ust zwolenników PiS po zmuszeniu Beaty Szydło do dymisji. Wydaje się, że jest to pierwszy poważny błąd polityczny PiS, który może mieć bezpośredni wpływ na znaczący spadek zaufania do tej partii, a dokładniej mówiąc, do jej lidera.

Gdzie tu logika?

Prezes Kaczyński nie mógł wybrać gorszego momentu dla dymisji premier Szydło. Przecież tego samego dnia chciała ją odwołać opozycja. Kilka godzin później okazało się, że zrobił to sam Kaczyński. Gdzie tu logika? Przecież można było doprowadzić do dymisji premiera w jakimkolwiek innym momencie.

Większość wyborców PiS przywiązuje dużą wagę do „czystości ideologicznej” polityków. Elektorat ten tolerował dotychczas Morawieckiego, byłego bankiera i współpracownika premiera Tuska, na stanowisku wicepremiera zajmującego się gospodarką. Teraz jest widoczna niechęć do niego jako kandydata na nowego premiera.

Także styl odwołania premier Szydło wprawia w zakłopotanie wyborców PiS. Rano otrzymuje ona kwiaty od szefa partii, wieczorem słyszymy, że nie nadaje się już na premiera. Rzecznik prasowy PiS miota się w argumentacji przed kamerami i oświadcza światu, że premier Beata Szydło złożyła dymisję na ręce… komitetu politycznego PiS, a nie – jak przewiduje prawo – na ręce prezydenta RP. Zostało to zauważone nie tylko przez niechętnych PiS dziennikarzy, ale także przez publicystów sprzyjających tej partii, cieszących się autorytetem wśród wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

Kłopotliwa samodzielność

Oczywiście Mateusz Morawiecki będzie na pewno znacznie lepszym premierem dla Polski niż Beata Szydło, która w zasadzie była wykonawcą decyzji zapadających poza jej gabinetem. Widoczna gołym okiem samodzielność Morawieckiego, jego ukształtowany jeszcze w opozycji antykomunistycznej kręgosłup, będzie jednocześnie atutem i problemem tego polityka. Znając Mateusza Morawieckiego, trudno sobie na przykład wyobrazić, by nie zdymisjonował on ministra, który publicznie oświadcza, że Egipcjanie sprzedali Rosjanom okręty wojenne po jednym dolarze. Premier Szydło w takiej sytuacji była całkowicie bezsilna.

Z drugiej strony, Morawiecki jako „ciało obce” w PiS już wywołuje bunt „zakonu PC”. Trzeba pamiętać, iż Kaczyński nie znosi sprzeciwu i samodzielności myślenia swych współpracowników, co znakomicie obrazuje (oczywiście w krzywym zwierciadle) miniserial Roberta Górskiego, „Ucho Prezesa”.

Mateusz Morawiecki wydaje się być dobrym premierem dla Polski, ale bardzo niewygodnym dla Prawa i Sprawiedliwości. Dlatego właśnie poniesie on polityczną porażkę.

Decyzja o dymisji Beaty Szydło oznacza prawdopodobnie koniec zwycięskiego marszu Prawa i Sprawiedliwości. PiS może przegrać w przyszłości nie ze względu na silę opozycji, która w praktyce nie istnieje, lecz z powodu wewnętrznych tarć. ©?

Autor jest doktorem politologii Uniwersytetu w Monachium, profesorem University of Illinois w Chicago, Fellow w European University Institute we Florencji, pracownik naukowy Forschungsinstitut fur sowjetische Gegewart w Bonn, obecnie radny Rady Miejskiej w Tarnowie

 

msn.pl

Igor Tuleya – sędzia niepokorny. To nie pierwszy raz, kiedy zachodzi PiS-owi za skórę

mk, dafa, WB, IAR, 18.12.2017

Sędzia Igor Tuleya uchylił decyzję prokuratury o umorzeniu śledztwa ws. słynnego głosowania w Sali Kolumnowej w grudniu ub.r. To nie pierwsza sytuacja, w której sędzia naraża się na krytykę ze strony Prawa i Sprawiedliwości.

Posłowie PiS głosują w Sali Kolumnowej. Posłowie opozycji nie zostali wpuszczeni - 16.12.2016Posłowie PiS głosują w Sali Kolumnowej. Posłowie opozycji nie zostali wpuszczeni – 16.12.2016 Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

„Dzikie” głosowanie wraca do prokuratury

Zawiadomienie w sprawie głosowania w Sali Kolumnowej złożyły PO i Nowoczesna – ich przedstawiciele twierdzili, że w trakcie posiedzenia z grudnia 2016 doszło do przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków służbowych i działania na szkodę interesu publicznego oraz funkcjonariuszy publicznych.

W sierpniu tego roku prokuratura uznała, że nie ma podstaw do wszczęcia postępowań i podkreślała, że na Sali Kolumnowej zebrano niezbędne kworum.

Sędzia Igor Tuleya tę decyzję uchylił. Śledczy będą musieli też zbadać, czy posłowie PiS nie składali fałszywych zeznań w sprawie utrudniania wejścia do Sali Kolumnowej posłom opozycji.

Tuleya krytkuje CBA i prokuraturę

Nie po raz pierwszy sędzia Igor Tuleya wydał decyzję lub udzielił wypowiedzi, która nie jest po myśli środowisk związanych z Prawem i Sprawiedliwością.

W 2013 r. skazał lekarza dr. Mirosława G. na rok więzienia w zawieszeniu za przyjęcie od pacjentów i ich rodzin 17,5 tys. zł korzyści majątkowych. Mirosław G. został również skazany na kilkudziesięciotysięczną grzywnę.  W trakcie uzasadnienia wyroku sędzia Tuleya skrytykował działania Centralnego Biura Antykorupcyjnego i prokuratury.

Mirosław G. został zatrzymany za rządów PiS w lutym 2007 r., kiedy prokuraturą kierował Zbigniew Ziobro, a CBA – Mariusz Kamiński. To właśnie G. dotyczyły słowa Ziobry na słynnej konferencji: „Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie”.

Sędzia Igor Tuleya podczas ogłaszania wyroku ws. dr. Mirosława G.Sędzia Igor Tuleya podczas ogłaszania wyroku ws. dr. Mirosława G. Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

„Stalinowskie metody”

– Budzi to skojarzenia nawet nie z latami 80., ale z metodami z lat 40. i 50. – czasów największego stalinizmu – mówił sędzia Tuleya.  Jak podkreślił, zatrzymania dr. G., jak i innych oskarżonych w całej sprawie należy uznać za niezasadne i gdyby te osoby wystąpiły do sądu o odszkodowanie i zadośćuczynienie z tego tytułu, ‚to z pewnością sąd by im je zasądził’. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Zobacz także: ‚Tuleya wyszedł przed szereg? To prawda. Bo większości się nie chce’>>>

– To określenie dotyczyło sposobu prowadzenia przesłuchań. Przesłuchania odbywały się w godzinach nocnych, były wielogodzinne i to musi budzić skojarzenia z konwejerami, czyli wielogodzinnymi przesłuchaniami, jakie były na porządku dziennym w latach czterdziestych czy pięćdziesiątych. Oczywiście nie dochodziło do tortur fizycznych, ale konwejery polegały właśnie na takiej taktyce przesłuchiwania – tłumaczył Tuleya w TVN24. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

Zbigniew ZiobroZbigniew Ziobro KRZYSZTOF MILLER

Sędzia w obronie tajemnicy dziennikarskiej

Jak przypomina ‚Gazeta Wyborcza’, w 2003 roku przy okazji afery Rywina sędzia Tuleya nie zgodził się na zwolnienie z tajemnicy dziennikarskiej redaktora naczelnego ‚Gazety Wyborczej’ Adama Michnika i dziennikarza ‚GW’ Pawła Smoleńskiego.

Sędzia nakazał działającej wówczas sejmowej komisji śledczej (zasiadał w niej m.in. obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro) szukanie innych źródeł informacji.

Były szef MSWiA Janusz KaczmarekByły szef MSWiA Janusz Kaczmarek SŁAWOMIR KAMIŃSKI

„Bezzasadne” zatrzymanie Kaczmarka

W 2007 r. Igor Tuleya rozpatrywał sprawę zatrzymania Janusza Kaczmarka, który był podejrzewany o przeciek ws. planowanej akcji CBA w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Kaczmarek został zatrzymany w sierpniu przez ABW, politykowi zarzucano utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań. W 2009 r. postępowanie zostało umorzone.

Sędzia Tuleya uznał wówczas, że zatrzymanie Kaczmarka było ‚bezzasadne, nieprawidłowe’ i ‚nielegalne’. Jak przypomina ‚Gazeta Wyborcza’, zarządzana przez Zbigniewa Ziobrę prokuratura w reakcji na słowa sędziego zarzuciła Tulei stronniczość.

Warszawa, 10.02.2010 r. Policja wprowadza na salę rozpraw Ryszarda Boguckiego, oskarżonego o udział w zabójstwie PapałyWarszawa, 10.02.2010 r. Policja wprowadza na salę rozpraw Ryszarda Boguckiego, oskarżonego o udział w zabójstwie Papały Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

O konstytucji

W lutym tego roku Tuleya zdecydował o przyznaniu Ryszardowi Boguckiemu 264 tys. zł odszkodowania za areszt w związku z morderstwem gen. Marka Papały. Bogucki przesiedział w areszcie 9 lat, ostatecznie ws. zabójstwa został uniewinniony.

Jak informował Polsat News, Tuleya uzasadniając przyznanie zadośćuczynienia odwołał się m.in. do konstytucji. – To, że w dzisiejszych czasach nie jest ona w pełni respektowana nie oznacza, że sądy nie muszą w swoich orzeczeniach do niej sięgać. Obecnie to sądy powszechne stoją na straży ustawy zasadniczej – podkreślił.

Przewodniczący SSO Igor Tuleya podczas procesu sądowego kardiochirurga Mirosława G. w sadzie okręgowym Przewodniczący SSO Igor Tuleya podczas procesu sądowego kardiochirurga Mirosława G. w sadzie okręgowym Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Tuleya pod ostrzałem

Igor Tuleya niejednokrotnie za swoje decyzje i słowa spotkał się z mocną krytyką.

– To nieodpowiedzialne. Nie można w ten sposób atakować funkcjonariuszy państwa polskiego, jednocześnie nie konkretyzując zarzutów – mówił w 2013 r. w TVN24 Mariusz Kamiński, odnosząc się do wypowiedzi o „stalinowskich metodach” CBA i prokuratury ws. Mirosława G.

„Jest Pan ostentacyjnie stronniczy i nadużywa swego urzędu sędziowskiego do zwalczania i krzywdzenia tych, których Pan z serca nie znosi. Pan NIE POWINIEN BYĆ SĘDZIĄ” – napisała w lutym na Facebooku posłanka PiS Krystyna Pawłowicz.

Igor Tuleya przyznał w rozmowie z „GW” w 2013 r., że spotkał się też z sytuacjami, w których ktoś groził jemu i rodzinie. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

gazeta.pl

Prof. Tadeusz Bartoś: Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość i miłosierdzie

Angelika Swoboda, 19.12.2017

 

Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli – uważa filozof.

Panie profesorze, nie ma pan wrażenia, że indoktrynacja Kościoła staje się powoli nieznośna? W szkołach organizuje się Bale Wszystkich Świętych, a prezydent i ministrowie wciąż się modlą.

– Wszystko zależy, jak się to nazwie. Pani mówi indoktrynacja, a Kościół katolicki powie ewangelizacja.

Nawet w świeckiej szkole, w świeckim państwie?

– Kościół katolicki w swej głębokiej strukturze ma charakter wykluczający. Mówi: „Tylko nasza religia jest prawdziwa, inne są fałszywe i nie dają zbawienia. Bez nas – wieczne potępienie”. Trzeba uwierzyć i ochrzcić się, a kto tego nie zrobi, ryzykuje strasznie. Katolicyzm w swej historii z reguły był nietolerancyjny, odrzucał inne religie. Pech chciał, że w IV wieku w Cesarstwie Rzymskim chrześcijaństwo stało się religią państwową. W ciągu dwóch wieków wyeliminowano wszystkie tradycyjne kulty, szkoły filozoficzne, poprzez zakazy, niszczenie świątyń, zabójstwa.

Kościół w całej swej historii nastawiony był na poszerzanie wpływów. Eufemistycznie nazywa się to dziś ewangelizacją. Prawodawstwa państw, gdzie silny jest katolicyzm, powinny mieć to na uwadze. W Polsce po 1989 roku opozycja, która budowała kształt nowego państwa, była – z uwagi na dobrą współpracę z lat 80. – związana, także towarzysko, z duchownymi. I najważniejszym postaciom opozycji bardzo trudno było odmówić prośbom duchownych. Nie widziano zagrożeń. W efekcie rząd Tadeusza Mazowieckiego wpuścił religię do szkół. Początkowo miało to być udostępnienie sal szkolnych, szybko jednak pojawiła się kwestia wynagrodzenia. Księża poprosili, państwo dało.

A jak to wygląda dziś?

– Obecność duchownych w szkołach jest dysfunkcjonalna. To państwo w państwie. Dyrektor szkoły nie może wybrać i zatrudnić nauczyciela religii. On jest przysyłany z parafii, przez proboszcza. Dyrektor nie może więc też go zwolnić. Przysyłany z zewnątrz, jak w PRL-u, gdzie zawsze był z partyjnego nadania nauczyciel mający oko na całokształt. Taką funkcję bezwiednie przyjmuje duchowny.

Co ważne, program religii jest całkowicie poza kontrolą państwa. To jest rzecz kuriozalna. Katecheza obowiązuje już od przedszkola. To przedmiot mający największą liczbę godzin w systemie edukacji.

08.03.2017 Sucha Beskidzka . Zespol Szkol im Wincentego Witosa w ktorej odbywaja sie rekolekcje wielkopostne Fot. Marek Podmokly / Agencja Gazeta
Sucha Beskidzka. Rekolekcje wielkopostne w Zespole Szkół im. Wincentego Witosa (fot. Marek Podmokły / Agencja Gazeta)

Wszystko to sprawia, że duchowny, nawet kiedy ma najlepsze intencje, zaczyna funkcjonować jako superwładza. Innym przykładem dominacji Kościoła w państwie jest konkordat. Wpisano tam wszystko, czego zażyczyli sobie biskupi. W rezultacie mamy zależność państwa polskiego od innego państwa, umocowaną do tego w konstytucji.

Co pan ma myśli?

– Zapisy w konkordacie są na niekorzyść państwa. To jednostronne zobowiązania Polski bez poważnych zobowiązań Watykanu. Zapisy komisji wspólnej przedstawicieli państwa i episkopatu (Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu PR i KEP powstała w 1949 roku. Reaktywowano ją w 1980 roku po podpisaniu porozumień gdańskich – red.) pokazują, że to biskupi dyktują warunki władzy państwowej. Wygląda to tak: biskupi mówią, że należy zrobić to czy tamto, a ministrowie uniżenie opowiadają, co się da i kiedy załatwić. To świetnie pokazuje strukturę zależności. Faktycznie hierarchowie kościelni mają wyższą pozycję niż władze państwa.

A preambuła w Konstytucji RP, która mówi: „My naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł”? Ta formuła autorstwa Tadeusza Mazowieckiego jest formułą kościelną. To jest katolicka teologia, wzięta ze starszej tradycji oraz z nauczania Soboru Watykańskiego II o niewierzących. Osobliwa, wątpliwa, z punktu widzenia filozofii wręcz dziwaczna, religijna formuła jako wspólna podstawa dla narodu polskiego?

Przy takim uprzywilejowaniu jednej instytucji nie ma co się dziwić dominującym władczym zachowaniom duchownych. Jeśli dziś narzekamy, że politycy kłaniają się w pas księdzu Rydzykowi, to musimy sobie zdawać sprawę, że doszło do tego z powodu wadliwej konstrukcji prawnej naszego ustroju. A talenty biznesowe oraz wpływy księdza Rydzyka pozwoliły mu to umiejętnie wykorzystać.

Ta struktura jest pana zdaniem wystarczającym wytłumaczeniem na obecne zachowanie Kościoła?

– Tak. Ludzie, kiedy nie stawia się im granic, rozpuszczają się. Psują się. Kościół w Polsce jest zepsuty i rozpuszczony. Jest ponadpaństwowy. A politycy zależni w swych decyzjach są od opinii biskupów. Religia w krajach takich jak Polska ma olbrzymią siłę oddziaływania. Stąd potrzeba regulacji ograniczającej wpływy takiego kolosa, który ma pozycję jakby monopolistyczną w kwestii tego, jak myśleć w różnych sprawach, także dlatego, że argumentuje na poziomie dobra, zła, zbawienia, potępienia.

Dlatego na przykład w Stanach Zjednoczonych wprowadzono ograniczenia, duchowni różnych konfesji nie mogą wypowiadać się w kwestiach politycznych, jeśli nie chcą stracić ulg podatkowych. Gdyby podobne zapisy wprowadzono u nas w latach 90., żylibyśmy w innym kraju.

12.07.2015 Czestochowa Jasna Gora. 24. Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasna Gore. W tym roku pielgrzymi gromadza sie pod haslem: Po Panu Bogu najbardziej kocham Polske Nz ojciec dyrektor Tadeusz Rydzyk Fot . Maciej Kuron / Agencja Gazeta
Lipiec 2015. Pielgrzymka Rodziny Radia Maryja na Jasną Górę (fot. Maciej Kuroń / Agencja Gazeta)

Ale nie żyjemy.

– I w związku z tym każdy, kto chce zostać wójtem czy prezydentem, musi najpierw pójść do proboszcza. Bo on ma największą ambonę i największą publiczność. A to oznacza, że właściwie proboszcz wybiera kandydata, a nie ludzie. To patologia.

Czy Kościół mający tak dużą ambonę nie mógłby zatem potępić ONR-u?

– Ale przecież ONR jest organizacją sprzyjającą Kościołowi. Toż to zagubione dzieci Boże. Wróćmy to tego, co powiedziałem na początku – istotą Kościoła jest poddanie wszystkiego sobie. To idea religijna, wszystko ma być poddane Bogu, Chrystusowi i jego ziemskiemu reprezentantowi – Kościołowi katolickiemu. Na tym polega zbawienie.

Nauczanie o miłosierdziu, o dobroci to elementy kościelnego marketingu, aktywności wizerunkowej. Pani pewnie też ma w głowie obraz Kościoła jako oazy dobroci i miłości. To efekt zabiegów propagandowych, a nie stan faktyczny. Celem jest ewangelizacja, czyli poszerzanie wpływów, narracja o miłości bliźniego jest środkiem do celu. Narzędziem. Dlatego dobrze, że są papież Franciszek czy siostra Chmielewska, a nawet ksiądz Stryczek. Bo to korzystne wizerunkowo.

Ale to nie znaczy, że istotą Kościoła jest pomoc ubogim. Ani tym bardziej tolerancja. Kościół od samego początku jest nietolerancyjny, chce, by jego idee stawały się prawem państwowym, jeśli tylko to możliwe. Podam przykład – na Malcie, kraju katolickim, na początku XXI wieku toczył się spór o legalizację rozwodów w prawie państwowym. Za utrzymaniem zakazu stała cała hierarchia, kardynałowie z Watykanu. Silny lobbing. Wniosek: jeśli całkowity zakaz rozwodów byłby do pomyślenia w Polsce, w Niemczech, Hiszpanii czy Francji, hierarchia, począwszy od presji Watykanu, chciałaby go wprowadzić. Tak jak chciała utrzymać go na Malcie. Jest to na szczęście dziś nie do pomyślenia.

Choć w Polsce jest do pomyślenia wprowadzenie całkowitego zakazu aborcji, o co walczy hierarchia katolicka, która przecież, co oczywiste, jest instruowana przez Watykan. Obce państwo, do tego liche, po cichu, nie tak jak Unia Europejska, chce pisać prawo w naszym kraju. I to jest wstawanie z kolan? Zasady katolickie mają być prawem państwowym – to jest naczelna strategia. Poszerzanie wpływów, zawsze w miarę możliwości. Kościół katolicki to instytucja ekspansywna i dominująca: ciągle bada granice, jak daleko może się posunąć.

29.04.2017 Warszawa . Prawicowcy podczas demonstracji - Marsz ONR . Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta
29.04.2017 Warszawa, marsz ONR (fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Dlatego duchowni nigdy nie potępią ONR, bo nietolerancja tej organizacji doskonale się wpisuje w strategię Kościoła?

– Przecież nie może krytykować swoich stronników. To jest nielogiczne. Oczekiwanie tego od polskiego episkopatu wynika z fałszywego wyobrażenia, że Kościół katolicki reprezentuje jakieś wyższe wartości. On o nich mówi, ale to są tylko narzędzia, a nie cel. Celem jest posłuch, najlepiej bezwzględny, możliwie licznej rzeszy obywateli. W tym duchu Mateusz Morawiecki niedawno martwił się, że na Zachodzie kościoły puste, mówił, że chce rechrystianizacji Europy. Czyli odnowienia pozycji i wpływów Kościoła katolickiego. Liberalnie myślący człowiek powiedziałby: chcą chodzić do kościoła, to dobrze, nie chcą – ich sprawa. Ale nie Mateusz Morawiecki. Czy chce decydować o sposobie życia ludzi w Paryżu? Cóż. Uważa się naszego premiera za utalentowanego marketingowca. I rzeczywiście! Choć nie o mszę w Paryżu mu chodzi, ale o modelowanie swojego wizerunku w kraju.

Co pan czuł, widząc różaniec okalający Polskę, a potem ten odmawiany w Słupsku w intencji nawrócenia Roberta Biedronia?

– Sama pani widzi, jak bardzo się to zgadza z tym, co mówię. Polski katolicyzm atakuje każdego, kto jest inny, na ustach mając miłość, miłosierdzie, dobra życzenie. Polskę chce spętać różańcem, magicznie chronić przed zewnętrznym i wewnętrznym wrogiem, który czyha. A może nasz nowy premier myśli, że ludzie, jak nie chodzą do kościoła, to wylądują w piekle? Może martwi się o nich i chce ich uratować?

_10.05.2007 WARSZAWA - TADEUSZ BARTOS ( BYLY ZAKONNIK )FOT. BARTOSZ BOBKOWSKI / AGENCJA GAZETA
Profesor Tadeusz Bartoś (fot. Bartosz Bobkowski / Agencja Gazeta)

Czy to są szczere emocje czy wyrachowanie?

– U najlepszych marketingowców szczere emocje łączą się z wyrachowaniem w jedną nierozerwalną całość. Szczerość, silna wiara podnosi skuteczność oddziaływania. Mówi się, że wiara góry przenosi.

Ostatnio spada jednak liczba chrztów, a coraz więcej uczniów rezygnuje z religii i wybiera etykę. Nie powinno to być dla Kościoła niepokojące?

– Jako instytucja ekspansywna, dążąca do podporządkowania świata Bożemu Królestwu, czyli sobie, Kościół może się lekko niepokoić, ale bez przesady. W dalszym ciągu większość Polaków jest poddawana religijnej formacji od dziecka, ich dusze zatruwane są uzależniającym jadem poczucia winy. Póki co kościelna instytucja jest u nas prawie wszechobecna. Mało co się otwiera, żeby nie było tam księdza z kropidłem, a państwowe uroczystości bez mszy wydają się jakąś zupełną abstrakcją.

Zatem Kościół może spać spokojnie?

– Ludzie, których celem jest zwiększanie wpływów, nigdy nie powinni spać spokojnie. Czuwajcie i módlcie się – mówi Pismo. Taki jest los sprzedawców. Zresztą wszelkiego typu produktów, także tych religijnych. Dobrze wiedzą to bankierzy, a już na pewno pan premier Morawiecki – do niedawna król sprzedawców produktów bankowych – którzy ciągle muszą wymyślać nowe rzeczy, by podnosić wyniki.

Niemniej obecna pozycja polskiego Kościoła jest niezagrożona. Duchowni mogą bez przeszkód uczestniczyć w politycznej grze. I to robią.

Tadeusz Bartoś. Filozof i teolog. Profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku. Dyrektor programowy Warszawskiego Studium Filozofii i Teologii.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.Gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

 

gazeta.pl