Szczekanie Wyszkowskiego na „pijanego zająca” Romaszewską

Szczekanie Wyszkowskiego na "pijanego zająca" Romaszewską

Zofia Romaszewska nie jest kimś intelektualnego kalibru, jak Jadwiga Staniszkis, lecz w polityce to żaden walor, a czasami wręcz bagaż. Staniszkis jednak zdążyła wyleczyć się z PiS-u, Zofia Romaszewska jeszcze nie wyleczyła się z Andrzeja Dudy, któremu sprzyja. Choroba PiS-u jej powoli przechodzi, ale długo nieleczona, jeszcze potrwa.

Niemniej symptomy poprawy kondycji widać – Romaszewskiej stan jest stabilny. Najlepiej byłoby zostawić ją w spokoju. Do Krzysztofa Wyszkowskiego jednak to nie dociera. To ten osobnik, do którego nie dotarło, że TW Bolek nie może być kojarzony z Lechem Wałęsą. Sąd (jeszcze w większości niezależny od PiS) znowu powiedział stop inkwizytorskim zapędom Wyszkowskiego.

Gdzieś jednak te niezdrowe emocje muszą mieć ujście. Pofolgował więc sobie Wyszkowski na Romaszewskiej, w której dojrzał „pijanego zająca”. Takim „animalsem” go trzepnęło. Nie jest to bp Ignacy Krasicki ani Adam Asnyk czy Adolf Dygasiński, u których zwierzęta noszą cechy ludzkie.

O, nie! U Wyszkowskiego jest odwrotnie, on dostaje cech zwierzęcych. Najprościej byłoby napisać, że szczeka. Być może dlatego Romaszewską ustawił sobie jako zająca. A taka trusia powinna na szczekanie zareagować przynajmniej lękliwością. Tak w każdym razie wg pobieżnej znajomości psychiatrii oceniać należy wpis Wyszkowskiego na Facebooku: – „Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Z logiką u Wyszkowskiego jest nie tak, jednak nie wymagajmy zanadto od takiego osobnika, który nie jest w stanie ocenić, że pisze oksymoronem („przemilczmy”, nie milcząc), jak pan Jourdain odkrył, że mówi prozą.

Zofia Romaszewska wygłosiła przynajmniej dwa passusy w mediach, które nie tylko Wyszkowskiemu się nie spodobały. Jeden dotyczył Beaty Szydło: – „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” (RMF FM). Z czego można wnioskować, że Szydło nie jest zbyt mądra, co nie jest żadnym odkryciem Ameryki.

A drugi cytat o prezesie Kaczyńskim: – „Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle” (Radio Zet).

Czy Romaszewska wyleczy się z Dudy? Jeżeli będzie konsekwentna – to tak. Duda poddał się Kaczyńskiemu, wcale nie zamierzał mu się stawiać. Po prostu ocenił, że powstanie przynajmniej z jednego kolana, lecz to w dalszym ciągu klęczenie przed Kaczyńskim. Wykorzystał do tego Romaszewską, powołując się na nią, jak na autorytet.

Nie tylko Wyszkowski poszczekał sobie na Romaszewską, ale niechętne jej pomrukiwania wydali inni politycy PiS, w tym Elżbieta Witek i Stanisław Karczewski. Tak wygląda świat polityczny wg PiS: homo homini lupus (w pokracznej łacinie: piso pisi lupus).

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

gazeta_wyborcza Kto i dlaczego zabił Kennedy’ego? Dokumenty wreszcie odtajnione.

Aż do zamachu na WTC śmierć prezydenta uznawana była za najbardziej traumatyczne wydarzenie w nowoczesnej historii USA, a aura tajemnicy, która wciąż ją otacza, od pół wieku nadwątla społeczne zaufanie do instytucji władzy państwowej.

Podejrzanego, byłego żołnierza Lee Harvey Oswalda, służby złapały jeszcze tego samego dnia. Był w rękach policji ledwie dwa dni, gdy sam został zastrzelony – przez Jacka Ruby’ego, lokalnego szemranego przedsiębiorcę.

Komisja Warrena powołana przez Lyndona B. Johnsona, którego zaprzysiężono tuż po zamachu, do zbadania okoliczności zamachu uznała, że faktycznie to Oswald był zabójcą i że działał w pojedynkę. Ta wersja nigdy jednak nie przekonała opinii publicznej. Wedle kolejnych teorii spiskowych zamieszane w zabójstwo mogły być CIA, FBI, Kubańczycy, Sowieci, mafia.

Link w BIO
Fot. Jim Altgens / AP

Na zdjęciu: Prezydent USA John F. Kennedy pozdrawia tłum w Dallas, 22 listopada 1963 r.

 

Żołądki Radziwiłłów [FELIETON]

Szczepan Twardoch, 26.10.2017

Napisałem dla Państwa Szanownych inny felieton, wesoły, figlarny i z kradzionym tytułem, o typach ludzkich, ale odłożyłem go jednak na kolejny tydzień, ponieważ cotygodniowy felietonista nie powinien marnować nawet najmniejszych irytacji. Zirytowałem się zaś, bo niestety włączyłem niedawno radio i w efekcie ten felieton będzie bez kradzionego tytułu i na dodatek na poważnie.

Staram się tego nie robić, powaga mnie męczy i nudzi, bo wszyscy w Polsce samych siebie traktują z powagą wprost nieznośną, staram się też ograniczać kontakt z newsami, do wiedzy na temat tego, co akurat rozgrzewa polską sferę publiczną, wystarczą mi erupcje oburzenia w moim feedzie na Facebooku i przejrzenie weekendowych wydań ważniejszych dzienników. Nie jest to oczywiście zbyt mądre, bo buduje – jak każdemu – obraz zafałszowany. Wszyscy żyjemy w swoich bańkach, trudno, może należy się z tym pogodzić.

>>>>>>>>>> Profil Szczepana Twardocha na Facebooku >>>>>>>>>>

W każdym razie włączyłem niedawno radio, a w radiu minister nomen omen Radziwiłł wyraziłł rozczarowanie tym, że protestujący młodzi lekarze nie traktują swojego zawodu jak powołania i zamiast o dobru pacjentów myślą o pieniądzach. Zauważył również, że sam kiedyś był młodym lekarzem, jak każdy. To niewątpliwie prawda, że był, nie każdy młody lekarz jednak jest Radziwiłłem.

Oczywiście zatrzęsło mną ze złości, jak zawsze trzęsie mnie, kiedy nadziany rodzinnymi koneksjami chujek dowolnej afiliacji z gładką miną ciśnie jakimś, w jego mniemaniu nieważnym frajerom, gadki o powołaniu i obowiązku, samemu jednak nie jadając na kolację idei. Być może przekonanie, że ich żołądki z samej swojej natury zasługują na coś lepszego niż żołądki plebsu, Radziwiłłowie mają po prostu we krwi.

Oczywiście, nie jestem tutaj do końca sprawiedliwy. Nikt nie odpowiada za to, kim byli jego rodzice, jakie nazwisko nosi, to przydzielane jest nam niejako z losowania. Nawet Radziwiłł może być przyzwoitym człowiekiem, a winą pana ministra nie jest to, jakie nazwisko nosi, tylko jak postępuje. No, ale skoro to, jak postępuje, tak wspaniale wpisuje się w historię jego znakomitej, na chłopskiej krzywdzie ufundowanej, rodziny, to już nie moja wina.

Bezpański pisarz. Felietony Szczepana Twardocha

Są to te krótkie momenty, w których wydaje mi się, że Andrzej Leder jednak nie ma do końca racji. Główną tezą jego głośnej „Prześnionej rewolucji” jest to, że do II wojny światowej nietkniętą pozostała feudalna w swojej istocie struktura polskiego społeczeństwa, zaś w latach 1939-1956 dokonała się rewolucja. Rewolucja ta została jednak prześniona, ponieważ polska świadomość polityczna nie przyjęła jej do siebie, Polacy o niej nie wiedzą i nie chcą wiedzieć, bo musieliby zmierzyć się ze świadomością tego, skąd wychodzą korzenie polskiej klasy średniej. No więc jednak może Leder racji nie ma, jaka rewolucja, skoro i tak rządzą nami ci wszyscy spokrewnieni albo spowinowaceni ze sobą Kaczyńscy herbu Pomian, hrabiowie Komorowscy, książęta Radziwiłłowie, Sienkiewicze i cała reszta polskich elit z Wielkiej Genealogii Minakowskiego, ambitnego projektu, mającego na celu zbudowanie bazy danych o pochodzeniu polskich elit politycznych i kulturalnych. Z której wynika, że to te same rodziny, od stuleci, dziś jeszcze pożenione z nową arystokracją pieniądza.

Więc czy rację ma Jarosław Maria Rymkiewicz, ubolewający w „Wieszaniu”, że w 1794 roku, podczas insurekcji kościuszkowskiej, nie było w Polsce prawdziwej rewolucji, chociaż jakoś się wtedy tliła, kogoś tam powieszono, ale jednak na szubienicach zamiast Radziwiłłów i im podobnych wieszano symbolicznie ich portrety? Być może, ale Rymkiewicz chciałby na tych szubienicach widzieć zdrajców idei polskiej, niezależnie od ich klasowej przynależności, a może idea polska potrzebowała właśnie klasowego, nie narodowego wieszania? Dla  Rymkiewicza to w zasadzie powinno nie mieć znaczenia, skoro rdzeniem jego myślenia o historii jest przekonanie, że wspólnota polityczna potrzebuje masowego przelewu krwi w swoim micie założycielskim, potrzebuje go dla osiągnięcia dojrzałości – dlatego polskość jest wiecznie niedojrzała.

Ale oczywiście to tylko chwilowe złudzenie. Nie wszyscy są u Minakowskiego. Ba, większości jednak nie ma. Jednak dzięki temu, co się w latach 1939-1956 wydarzyło, doszli w Polsce do głosu ludzie wcześniej niemi. Wzorem Tocqueville’a, który w „Dawnym ustroju i rewolucji” wskazał na ciągłość rozpoczętego jeszcze za Ludwika XIV procesu przemian, które rewolucja francuska jedynie zwieńczyła, mądrzy ludzie twierdzą nawet, że zaczął się ten proces deklasacji polskiej arystokracji już przed wojną. W końcu ten potworny gamoń i łajdak jednocześnie (rzadkie połączenie) Rydz-Śmigły był pierwszym władcą Rzeczpospolitej nieposiadającym herbu. A i potem rewolucja jednak była, Leder rację ma, „Prześniona rewolucja” to jedna z ważniejszych książek ostatnich lat, i nigdy nie dość popularyzowania wiedzy o tej nieprzyswojonej przez świadomość polskiej wspólnoty politycznej, bo nie do końca polskimi rękami przeprowadzonej rewolucji, która jednak była, bo zmieniła się w sposób fundamentalny struktura własności w Polsce, i tak dalej.

To tak z refleksji przy śniadaniu, dzięki Radziwiłłowi. Tyle z nich pożytku, arystokratycznych bubków, że przynajmniej jest o czym pisać. A o ludzkich typach, zupełnie nie na serio i dla jaj, za tydzień. Do zobaczenia. Kłaniam się jak zwykle.

 

onet.pl

Obłuda Karczewskiego – szef jego Kancelarii zarabia kokosy

Obłuda Karczewskiego – szef jego Kancelarii zarabia kokosy

Wszyscy pamiętamy oburzające słowa marszałka Senatu Stanisława Karczewskiego, że pieniądze nie są najważniejsze i protestujący lekarze mają pracować dla idei. Jakoś dla tejże idei nie pracuje szef jego Kancelarii 32-letni Jakub Kowalski…

Jak informuje „Fakt”, Kowalski otrzymał w tym roku nagrodę za pracę w Kancelarii w wysokości 19 400 złotych! Lekarz rezydent w jego wieku, żeby zarobić takie pieniądze musi pracować przez dziewięć miesięcy w trudnych warunkach. Kowalski, od którego marszałek – jak widać – nie wymaga pracy dla idei, w minionym roku zarobił 210,5 tys. zł, a dodatkowo pobiera 30 tys. zł – tytułem diety jako radny Radomia. (Kuchciński i Karczewski szastają naszymi pieniędzmi)

32-letni Jakub Kowalski wcześniej był pracownikiem biura poselskiego Marka Suskiego z PiS. Potem został radnym miejskim w Radomiu i jest nim do dzisiaj. Na stanowisko szefa Kancelarii Senatu został powołany pod koniec 2016 r.

                                       Jakub Kowalski fot. Youtube

Jak pisaliśmy już rok temu, Kancelaria wynajęła mu w stolicy lokum za 2200 zł miesięcznie. Ponieważ narzekał, że w mieszkaniu brakuje odpowiednich mebli, z pieniędzy podatników kupiono mu łóżko, stół kuchenny i krzesła. Meble wnieśli i skręcili… pracownicy Kancelarii, oczywiście w godzinach pracy, o czym bez skrępowania mówił sam Kowalski.

 

koduj24.pl

PiS chce przejąć plac Piłsudskiego – postawi tam pomnik L. Kaczyńskiego?

PiS chce przejąć plac Piłsudskiego – postawi tam pomnik L. Kaczyńskiego?

„Kreatywność” PiS zaiste zadziwia – za pomocą Ministerstwa Infrastruktury i wojewody – chce przejąć pl. Piłsudskiego. Powód? Odbywają się na nim uroczystości państwowe, np. 15 sierpnia z okazji Święta Wojska Polskiego czy odzyskania niepodległości przez Polskę 11 listopada.

Minister infrastruktury Andrzej Adamczyk wystosował więc pismo do stołecznego ratusza, w którym apeluje o przekazanie placu Piłsudskiego wojewodzie. Chciałby, żeby stało się to jeszcze w tym roku. Władze Warszawy odpowiedziały negatywnie.

Rzecznik ratusza w rozmowie z TVN 24 nie kryje zdziwienia. – „W piśmie pana ministra wskazane jest, że wojewoda potrzebuje mieć ten plac po to, aby móc organizować uroczystości państwowe. Teraz są organizowane, współpraca była bardzo dobra, nigdy nie było problemu z tym. Ten argument po prostu się nie broni” – stwierdził Bartosz Milczarczyk.

Przychodzi mu na myśl powód, który właściwie sam się nasuwa. – „Może chodzić o to, aby tak zmienić reguły, by spróbować ominąć radę miasta w sprawie lokalizacji pomników smoleńskich w Warszawie” – dodał rzecznik ratusza.

Czyżby więc obok pomnika marszałka Józefa Piłsudskiego miał stanąć monument przypominający Lecha Kaczyńskiego? Wymiana pism między ministerstwem a ratuszem ciągle trwa.

koduj24.pl

Pierwszy słownik #dobrazmiana w Polsce! Jeszcze dwa lata temu nie znaliśmy tych pojęć

Gorszy sort, dobra zmiana, pucz, totalna opozycja, kasty, lewaki i prawi Polacy. Taką mamy dziś Polskę. Fascynujące, prawda? Jako że jestem filologiem z wykształcenia, a na co dzień zajmuję się m.in. budowaniem contentu, to nowe twory językowe, zmiany znaczeń, odwrócenia semantyczne ogromnie mnie kręcą! Obserwuję to i nie mam wątpliwości, że czasy #dobrazmiana zapiszą się w historii naszego kraju nie tylko decyzjami rządu, parlamentu i prezydenta, ale też zmianami w języku. Czy trwałymi – jeszcze nie wiadomo. Ale zróbmy to już teraz – stwórzmy słownik czasów dobrej zmiany w naszym kraju! Żeby udokumentować transformacje językowe, nowe znaczenia słów i neologizmy, który wchodzą do codziennego użytku. I żeby wreszcie trochę się pobawić!

Liczę na Wasze wsparcie – podrzucajcie w komentarzach kolejne słowa, które powinny się tu znaleźć. Zróbmy to razem! 

A oto pierwsze kartki w słowniku:

  1. DOBRA ZMIANA – od tego trzeba zacząć. To zwrot, który stał się symbolem rządów PiS, ewoluując od hasła wyborczego do symbolu właśnie. Ten zwrot dla dwóch grup społecznych w Polsce oznacza zupełnie co innego. Dla grupy popierającej obóz rządzący „dobra zmiana” to hasło mówiące o prawdziwej zmianie – o pozytywnym charakterze, wprowadzonej przez PiS. Dla grupy, która nie popiera obozu rządzącego, zwrot „dobra zmiana” to zwrot o wydźwięku prześmiewczym, a jego znaczenie jest przeciwne – dobra zmiana znaczy de facto  „zła zmiana’, która tylko wg oficjalnego, rządowego przekazu jest zmianą na lepsze, ale tak naprawdę wg jej odbiorców ewidentnie pogarsza zastałą sytuację.
  2. TOTALNA OPOZYCJA – zwrot dziś najczęściej używany przez oficjalne, państwowe media, zwłaszcza TVP Info, oraz przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Jest określeniem – w zależności od sytuacji – albo całej opozycji (PO, N, PSL, KOD, a czasem nawet Kukiz i Partia Razem), albo tylko Platformy Obywatelskiej. Słownikowo przymiotnik „totalny” nie jest nacechowany negatywnie, oznacza po prostu: powszechny, całkowity, zupełny. W zestawieniu „totalna opozycja” ma jednak ukazywać całkowita niekonstruktywność opozycji i brak możliwości współpracy z nią nawet na podstawowym poziomie. Jest więc używany dla celów ocennych i propagandowych.
  3. GORSZY SORT – słowa wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego, w szerszym kontekście, jednak do użytku codziennego przeszły jako określenie ludzi , którzy nie popierają PiS-u. „Jestem z gorszego sortu” – to sformułowanie, które dziś, w 21017 roku, pozwala przeciwnikom PiS rozpoznać się miedzy sobą i zidentyfikować. Stało się więc wyrażeniem określającym tożsamość grupową, oczywiście w przewrotny sposób – jest to wyrażenie odczytywane pozytywnie przez przeciwników rządu PiS, wskazujące jednocześnie na lekceważące traktowanie „inaczej myślących” przez władzę.
  4. PRAWY CZŁOWIEK – to określenie, które znacząco zmieniło swoje dotychczasowe znaczenie. Wcześnie prawym człowiekiem nazywano tego, który był uczciwy, szlachetny. Przymiotnik „prawy” pochodził od słowa „prawość” , którego synonimem jest słowo ”uczciwość”, w znaczeniu także „przestrzegania prawa”. Nie miało ono wówczas nic wspólnego ze słowem „prawicowy”, czyli o prawicowych poglądach politycznych. Dziś jednak „prawymi ludźmi” nazywają same siebie osoby stojące na prawej stronie sceny politycznej, czyli wyznające prawicowe poglądy. A najczęściej – radykalnie prawicowe, związane ze światopoglądem narodowym. Nie przez przypadek polski prawicowy odpowiednik portalu Facebook – Polfejs.pl, pytając chętnych o powód rejestrowania się, wskazywał trzy możliwe odpowiedzi, z których jedna brzmiała: „Jestem Prawy i chcę”. Prawy człowiek ma dziś łączyć prawość charakteru z prawicowymi poglądami. Chyba nie muszę dodawać, że u osób o innych światopoglądzie „bycie prawym” (w opisanym wyżej znaczeniu) wzbudza dziś śmiech i ironię.
  5. LEWAK – słowo o znaczeniu przeciwnym do „prawego człowieka”. Lewak to nie tylko osoba o lewicowym światopoglądzie, ale też osoba godna pogardy, a przynajmniej zasługująca na lekceważenie i gorsze traktowanie. Widać to w samej budowie słowa: „lewak” – nie „lewy”, który mógłby się pojawić przez analogię do „prawego człowieka”; „Lewak” pochodzi od określenia „lewactwo”, wskazuje osoby wyznające lewicowe poglądy, ale z jednoczesnym zaznaczeniem negatywnej konotacji tych poglądów.
  6. KASTA – słownikowo oznacza grupę społeczną, często dość sformalizowaną, strzegącą swojej tradycji, praw i przywilejów, zamkniętą. Kasty były w Indiach – tam istnieje społeczeństwo kastowe. Kasta kojarzyła się i kojarzy negatywnie. Dotychczas nie było kast w Polsce. Niedawno okazało się, że jednak są i w naszym kraju. W oficjalnej kampanii „Sprawiedliwe sądy”, finansowanej przez obóz rządzący, użyto określenia „nadzwyczajna kasta” dla nazwania przykładów sędziów, którzy złamali prawo. Nazwa ta nie została (na razie) rozciągnięta na wszystkich prawników, a ograniczyła się jedynie do sędziów – ze wzgl. na bieżące potrzeby polityczne. Pojawiła się bowiem, gdy procedowano ustawę zmieniającą ustrój sądów powszechnych właśnie. W użyciu tego słowa szczególnie istotny jest jego negatywny wydźwięk.
  7. ŻOŁNIERZE WYKLĘCI – tak zabawnie komplikujemy sobie język, że zwrot „żołnierz wyklęty”, który słownikowo oznaczałby „żołnierza przeklętego, wyrzuconego poza nawias grupy, potępionego” dziś oznacza żołnierza czczonego, honorowanego i objętego pamięcią zbiorową. Określenie „wyklęty” odnosi się do czasów komunizmu, gdy o żołnierzach podziemia z okresu po II wojnie światowej nie można było dobrze mówić, a najczęściej w ogóle nie można było o nich wspominać. I w tym znaczeniu wcześniej byli oni rzeczywiście „wyklęci”. Dziś nie są, określenia jednak używamy właśnie dzisiaj.
  8. NIEZALEŻNE MEDIA – to sformułowanie także przeszło istotną zmianę semantyczną. Przez lata było używane dla określenia wszystkich mediów niezależnych od jakiejkolwiek władzy. Kilka lat temu tym zwrotem zaczęły się określać media niezwiązane z poprzednią władza, czyli rządem PO-PSL. Już wtedy ideowo i światopoglądowo były jednak związane z partią PiS i prezentowały z reguły korzystny dla niej przekaz. Ze słownikowym znaczeniem niezależności (niepodporządkowany komuś, czemuś, decydujący o sobie) ich działalność nie miała więc nic wspólnego – a jednak określenie weszło do użytku codziennego. Dziś media te nadal się nim posługują, co jeszcze bardziej wypacza jego znaczenie – „niezależne media” obecnie prezentują linię ideową partii PiS, która jest jednocześnie przekazem rządu. Czyli są w pełni związane z władzą…
  9. MIESIĘCZNICA – neologizm powstały dla określenia odbywających się co miesiąc uroczystości wspominających ofiary katastrofy samolotu pod Smoleńskiem. To neologizm słownikowo utworzony prawidłowo, przez analogię do słowa „rocznica”.
  10. SAN ESCOBAR – nazwa własna będąca neologizmem. Powstała w wyniku pomyłki ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego podczas wypowiedzi w mediach. San Escobar wg ministra to kraj, z którym Polska współpracuje. Nazwa natychmiast została podchwycona przez internautów, weszła do użycia powszechnego jako rodzaj mitycznej, trochę rajskiej, a trochę wyśmiewanej krainy, w której wszystko może się zdarzyć – to, co dobre, i to, co złe. Hasło „Znajdziesz to w San Escobar” oznacza oczywiście, że „tego” nigdzie nie ma, chyba że w czyjejś wyobraźni.
  11. SYMETRYSTA – dziennikarz lub ekspert, który próbuje zachować obiektywizm, tzn. poddaje krytyce zarówno obóz rządzący, jak i opozycję. Oraz zdarza mu się pochwalić jedną lub drugą stronę. Symetryści mają dziś ciężkie życie, ponieważ obecnie kluczowe znaczenie w życiu publicznym ma przynależność do którejś z grup społecznych: za obozem rządzącym lub przeciwko niemu. Symetrysta nie należy do żadnej z nich, więc jest przez obie nienawidzony.
  12. SMOLEŃSK – nazwa miasta w Rosji, obok którego rozbił się samolot wiozący polskich polityków na uroczystości w Katyniu. Dziś słowo „Smoleńsk” oznacza w Polsce przede wszystkim samą katastrofę, ale również wszelkie zjawiska społeczne i polityczne, które się wokół niej wydarzyły lub wciąż się dzieją. Jest to więc raczej określenie całego szeregu zdarzeń i kontekstów, a nie nazwa oznaczająca konkretne miejsce.
  13. UCHODŹCA, IMIGRANT, MUZUŁMANIN – słowa te w Polsce coraz częściej są synonimami jeszcze jednego słowa – TERRORYSTA.  Kojarzone jednoznacznie negatywnie, są symbolami lęków dręczących wielu współczesnych Polaków – o bezpieczeństwo fizyczne, ale też o tradycję i kulturę.
  14. PUCZ – słownikowo to „przewrót wojskowy, zamach stanu dokonany przez grupę spiskowców”. W Polsce stał się określeniem niezaplanowanego wcześniej kryzysu parlamentarnego, do którego doszło w grudniu 2016 r., wywołanego wykluczeniem z obrad jednego z posłów PO, Michała Szczerby. Słowa „pucz” na określenie tej sytuacji używał obóz rządzący, dla podkreślenia, iż było to działanie zaplanowane, z określoną grupą inicjatywną i jasnym celem obalenia legalnie wybranej władzy. Jednak poza wypowiedziami polityków żadnych dowodów na to nigdy nie przedstawiono.
  15. PRAWDZIWY POLAK – czyli wzorcowy obywatel czasów #dobrazmiana. Polski katolik, o prawicowych poglądach, głosujący na PiS, patriota (w wersji radykalnie prawicowej), broniący obozu rządzącego, najlepiej – ubierający się w patriotyczną odzież i używający znaku Polski Walczącej w każdej możliwej sytuacji. Najłatwiej go zdefiniować w opozycji do tych, którzy na miano prawdziwych Polaków nie zasługują. Dlaczego? Bo mają inne poglądy niż obecnie rządząca władza.
  16. MISIEWICZE – to określenie, które jest prostym przeniesieniem nazwiska jednego z polskich działaczy PiS, Bartłomieja Misiewicza, byłego rzecznik prasowego Ministerstwa Obrony Narodowej. We wrześniu 2016 „Newsweek” poinformował, że miał on oferować radnym zatrudnienie w państwowej spółce w zamian za współpracę z PiS (w grudniu prokuratura umorzyła śledztwo w tej sprawie). W 2016 objął funkcję członka rady nadzorczej w dwóch spółkach państwowych – mimo że nie posiadał ukończonego kursu dla członków rad nadzorczych i skończonych studiów. Od tego momentu określeniem Misiewicze w obozie antyPiS zaczęto nazywać te  osoby, które mimo niedostatecznych kompetencji zawodowych dostały pracę w państwowych spółkach Skarbu Państwa i instytucjach publicznych, dzięki związkom z PiS.

Czekam na kolejne wyrażenia, zwroty i słowa, które warto dopisać do słownika – wpisujcie w komentarzach! Dopisuję kolejne słowa i wyrażenia już bezpośrednio na moim blogu, na który serdecznie zapraszam – dalszą część słownika znajdziesz tutaj.

crowdmedia.pl

Szczekanie Wyszkowskiego na „pijanego zająca”, Romaszewską

Zofia Romaszewska nie jest kimś intelektualnego kalibru, jak Jadwiga Staniszkis, lecz w polityce to żaden walor, a czasami wręcz bagaż. Staniszkis jednak zdążyła wyleczyć się z PiS-u, Zofia Romaszewska jeszcze nie wyleczyła się z Andrzeja Dudy, któremu sprzyja. Choroba PiS-u jej powoli przechodzi, ale długo nie leczona, jeszcze potrwa.

Niemniej symptomy poprawy kondycji widać, Romaszewskiej stan jest stabilny. Najlepiej byłoby zostawić ją w spokoju, dla Krzysztofa Wyszkowskiego jednak to nie dociera. To ten osobnik do którego nie dotarło, że TW Bolek nie może być kojarzony z Lechem Wałęsą. Kilka dni temu znowu sąd (jeszcze niezależny od PiS) powiedział stop inkwizytorskim zapędom Wyszkowskiego.

Gdzieś jednak te niezdrowe emocje muszą mieć ujście, pofolgował sobie Wyszkowski na Romaszewskiej, w której dojrzał „pijanego zająca”. Takim „animalsem” go trzepnęło. Nie jest to bp Ignacy Krasicki, ani Adam Asnyk, czy Adolf Dygasiński, u których zwierzęta noszą cechy ludzkie.

O, nie! U Wyszkowskiego jest odwrotnie, on dostaje cech zwierzęcych. Najprościej byłoby napisać, że szczeka. Być może dlatego Romaszewską ustawił sobie, jako zająca. A taka trusia powinna na szczekanie zareagować przynajmniej lękliwością. Tak w każdym razie wg pobieżnej znajomości psychiatrii oceniać należy wpis Wyszkowskiego na Facebooku: „Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Z logiką u Wyszkowskiego jest nie tak, jednak nie wymagajmy zanadto od takiego osobnika, który nie jest w stanie ocenić, że pisze oksymoronem („przemilczmy” nie milcząc), jak pan Jourdain odkrył, że mówi prozą.

Zofia Romaszewska wygłosiła przynajmniej dwa passusy w mediach, które nie tylko Wyszkowskiemu się nie spodobały. Jeden dotyczył Beaty Szydło: „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” (RMF FM). Z czego można wnioskować, że Szydło nie jest zbyt mądra, co nie jest żadnym odkryciem Ameryki.

A drugi cytat o prezesie Kaczyńskim: „Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle” (Radio Zet).

Czy Romaszewska wyleczy się z Dudy? Jeżeli będzie konsekwentna – to tak. Duda poddał się Kaczyńskiemu, wcale nie zamierzał stawać mu na przekór, po prostu ocenił, że powstanie przynajmniej z jednego kolana, lecz to w dalszym ciągu klęczenie przed Kaczyńskim. Wykorzystał do tego Romaszewską, powołując się na nią, jak na autorytet.

Nie tylko Wyszkowski poszczekał sobie na Romaszewską, ale niechętne jej pomrukiwania wydali inni politycy PiS, w tym Zofia Witek i Stanisław Karczewski. Tak wygląda świat polityczny wg PiS: homo homini lupus (w pokracznej łacinie: piso pisi lupus).

Zofia Romaszewska została wrogiem harcowników PiS. Wyszkowski: „Jest jak pijany zając”

Żadne przeszłe zasługi nie chronią nawet zwolenników „dobrej zmiany” jeśli skrytykują PiS. Doświadcza tego właśnie Zofia Romaszewska, którą działacze PiS obwiniają o to, że wspiera prezydenta Dudę w oporze przeciw pomysłom partii rządzącej na zmiany w KRS i Sądzie Najwyższym. Jeden z harcowników PiS mówi o niej – „pijany zając, który wyrwał się z klatki”

W ten sposób nazwał Zofię Romaszewską na Facebooku Krzysztof Wyszkowski (69 lat), w PRL działacz opozycji, a za rządów PiS członek Kolegium Instytutu Pamięci Narodowej – oraz niestrudzony tropiciel domniemanych związków Lecha Wałęsy z SB. Wyszkowski atakował Romaszewską:

„Zosia to pijany zając, który wyrwał się z klatki, ale jeśli chcemy, żeby się zamknął, to nie atakujmy, a przemilczmy jej żenujące wyskoki”.

Bezpośrednim powodem wypowiedzi Wyszkowskiego był wywiad z Zofią Romaszewską w RMF FM 23 października 2017, w którym mówiła: „Z całym szacunkiem do pani premier, wydaje się, że mądrość pana Kaczyńskiego nie przystaje do pani premier” oraz sugerowała, że zmiana na stanowisku premiera – o której plotki powracają w ostatnich dniach bardzo często – jest „dobrym pomysłem”.

Wcześniej, w Radiu ZET w piątek 20 października, mówiła:

„Myślę, że Jarek uważa, że trzeba to wszystko wziąć za łeb i wszystko trzymać we własnej garści i wtedy będzie bardzo dobrze. Ja myślę, że będzie wtedy już na pewno bardzo źle”.

Na pytanie dziennikarza, czy Kaczyński nie przestał być demokratą, odpowiedziała: „No niestety, właśnie nie wiem, czy nie przestał. […] I to mnie bardzo martwi, bo już takich sytuacji w naszej historii i w historii państw obok nas jest bardzo dużo. Bardzo bym nie życzyła tego naszemu krajowi” – stwierdziła dawna działaczka KOR.

Przelało się

Romaszewską skrytykowali politycy PiS, chociaż – jak na nich – delikatnie. Elżbieta Witek, szefowa gabinetu premier Beaty Szydło, stwierdziła, że słowa Romaszewskiej są „krzywdzące i nieprawdziwe”. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski powiedział, że „wypowiedzi doradczyni prezydenta Zofii Romaszewskiej w bardzo wielu momentach idą zbyt daleko”.

Ta krytyka pokazuje, że żadne – nawet największe i jeszcze niedawno wychwalane – historyczne zasługi nie chronią przed atakami. Wystarczy jeden akt politycznego sprzeciwu, żeby z osoby nadal wspierającej „dobrą zmianę”, ale krytycznej wobec niektórych działań, oraz bohaterki oporu przeciw PRL zostać zdegradowanym do rangi „pijanego zająca”.

Romaszewska naraziła się wspierając publicznie prezydenta Andrzeja Dudę w lipcu, gdy zawetował dwie z trzech ustaw PiS o reformie sądownictwa, które wzbudziły wtedy potężne społeczne protesty. Duda wymienił ją wówczas jako jedną z osób (pozostałych nie wymienił z nazwiska), z którymi miał konsultować swoją decyzję. Romaszewska miała go przekonać, że żyła w PRL – państwie, w którym prokurator generalny miał taką władzę nad sądami, jaką nowe ustawy dawały Zbigniewowi Ziobrze – i nie chciałaby do tego wracać.

20 października Romaszewska powtórnie skrytykowała kolejne poprawki PiS do prezydenckich projektów ustaw o KRS i SN. „Poprawki PiS niczego nadzwyczajnego nie robią, nie zmieniają zasadniczych elementów, na których zależało prezydentowi. W ogóle właściwie zostawiają stare ustawy, które zostały zawetowane. To wraca do stanu niemalże pierwotnego, z drobną zmianą, apelacją nadzwyczajną, która została oskubana ze wszystkich stron i nie wygląda tak, jak było w przedłożeniu prezydenckim”.

Zarzuciła też PiS „nieczystą grę”.

Ostatnie wypowiedzi Romaszewskiej przeważyły szalę – i w ten sposób została „pijanym zającem”. Jeszcze w maju 2017 roku publikująca dziś obelgi Wyszkowskiego niezalezna.pl uczciła 40-lecie powstania Biura Interwencyjnego Komitetu Obrony Robotników – instytucji, której motorem była Zofia Romaszewska (prowadziła je wspólnie z mężem, zmarłym w 2014 roku senatorem Zbigniewem Romaszewskim).

Nieskazitelny opozycyjny życiorys

Należała do opozycji demokratycznej w PRL od 1976 roku po protestach robotniczych w Radomiu i Ursusie. Prowadziła pomoc dla represjonowanych robotników. W Biurze Interwencyjnym zajmowała się zbieraniem informacji o łamaniu praw człowieka przez władze PRL. Później działała w „Solidarności”. W 1983 roku została skazana przez władze PRL na trzy lata więzienia (zwolniono ją po pół roku na podstawie amnestii).

W III RP była bliska prawicy, zachowując się lojalnie wobec PiS. W 2012 roku kierowała Komisją Interwencji i Monitoringu powołaną przez Prawo i Sprawiedliwość, która miała monitorować nadużycia władzy rządu PO-PSL. W 2015 PiS przedstawił ją jako kontrkandydatkę Adama Bodnara na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich.

Po wygranych przez Andrzeja Dudę wyborach prezydenckich w 2015 roku została jego doradczynią.

Zdaniem OKO.press przypadek Romaszewskiej pokazuje – po pierwsze – że mechanizmy rządzące w PiS są typowe dla partii wodzowskich o autorytarnym charakterze. Nie ma tu mowy o dopuszczaniu różnicy poglądów: każdy, nawet najdrobniejszy sprzeciw, powoduje zaliczenie dawnego sojusznika w szeregi wrogów. Przekonało się o tym wcześniej wiele osób – w tym tak znanych i zasłużonych dla PiS i prawicy jak Kazimierz Michał Ujazdowski czy Jadwiga Staniszkis.

PiS jest organizacją wykonującą polecenia prezesa. Odrębność opinii i krytyka nie są tolerowane.

Po drugie, PiS ma jednak kłopot z frontalnym atakowaniem Romaszewskiej ze względu na przeszłość – i ostentacyjny szacunek, jaki jej okazywano niedawno. Dlatego atakują ją harcownicy PiS, a nie politycy z pierwszego szeregu.

W tym sensie Romaszewska przydaje się Dudzie: może chować się za jej autorytetem jak za tarczą, wiedząc, że PiS nie wytoczy przeciwko najcięższej artylerii.

 

oko.press

Stop dla polskiego nacjonalisty w Londynie

Stop dla polskiego nacjonalisty w Londynie

Znany z nacjonalistycznych poglądów, kandydujący w wyborach prezydenckich 2015, Marian Kowalski zapragnął zabłysnąć w Londynie. Miał się spotkać z Polonią, ale zanim do tego doszło lokal, w którym planowano spotkanie – decyzją lokalnej policji – zamknięto. Jak informuje „Fakt”, władze miały wątpliwości co do treści przemówienia, które planował wygłosić Kowalski.

Wizyta Kowalskiego od początku budziła wiele kontrowersji, gdyż kojarzony jest przede wszystkim ze skrajną prawicą i nacjonalistycznym Ruchem Narodowym. Spotkanie planowane było na niedzielę, ale na wszelki wypadek polski lokal zamknięto na cały weekend. Uznano, że Kowalski zamierza wygłosić mowę pełną nienawiści, skierowaną przeciwko Żydom, muzułmanom i homoseksualistom, a na to nie ma tam przyzwolenia.

 „W demokratycznej Wielkiej Brytanii nie ma miejsca na skrajnie prawicową politykę Polski. Mieszkam w okolicy i nie życzę sobie takich wizyt. To Anglia, nie Polska. Polacy tu mieszkający muszą dostosować się do prawa tu obowiązującego. A jeśli to jest dla nich problemem, to wiedzą, co robić”– to tylko jedna z wielu krytycznych opinii, które pojawiły się w związku z przyjazdem Kowalskiego.

Niestety, w Polsce Kowalski bez żadnych przeszkód głosi odbiegające od cywilizacyjnych reguł poglądy i nikt mu tego nie zabrania.

koduj24.pl

Szydło: Bez wsłuchiwania się w głos Polaków nie może być dobrych rządów

Szydło: Bez wsłuchiwania się w głos Polaków nie może być dobrych rządów

– Rząd będzie w dalszym ciągu systematycznie i z determinacją podejmował kroki by ten potencjał i energię wyzwolić. Każdy z państwa swoją pracą pokazuje że w Polsce bije dziś serce nowoczesności, innowacyjności i wiedzy – mówiła premier Beata Szydło podczas gali wręczenia Nagród Prezesa Rady Ministrów za działalność naukową, naukowo-techniczną lub artystyczną.

– Bez wsłuchiwania się w głos Polaków nie może być dobrych rządów i dobrej władzy. Nie może być dobrej, stojącej na wysokim poziomie debaty publicznej. Państwo w sposób wybitny reprezentujecie świat nauki, kultury i w naturalny sposób jesteście i musicie być ważnym głosem w tej debacie – mówiła dalej premier.

 

Schetyna: Pokażemy jak wiele szkód wynika z działań Macierewicza

– Chcemy ocenić i opisać to co wiąże się z Antonim Macierewiczem i wszystkimi jego aferami– mówił Grzegorz Schetyna w trakcie pierwszego posiedzenia zespołu śledczego ds. zagrożeń bezpieczeństwa państwa.

– Nie zostawimy tej sprawy, pokażemy jak wiele szkód wynika z działań Antoniego Macierewicza – mówił dalej. Jak dodał, zespół będzie działał do końca kadencji.

– Mam nadzieję, że po wyborach jego ustaleniami zajmie się tym prokuratura – stwierdził lider PO.

300polityka.pl

CZWARTEK, 26 PAŹDZIERNIKA 2017

STAN GRY: GW: Kaczyński na 75%, Trudnowski: Sezon polityczny sponsorują literki C, B i A? Fakt krytykuje Karczewskiego

— DZIŚ 300-TNY DZIEŃ ROKU.

— 300LIVE:
Mucha: PAD nie jest hamulcowym dobrej zmiany, on dobrą zmianę wzmocnił i pokazały to wszystkie sondaże
Kłopotek: Wyobrażam sobie wspólną koalicję, ale PiS musiałoby odejść od walki z nami
Łapiński: To, że Romaszewska stała się obiektem hejtu, jest dla mnie rzeczą oburzającą
Łapiński: Prezydent nie buduje żadnego zaplecza politycznego
Łapiński: Następne spotkanie PAD-JK raczej nie w tym tygodniu
Kukiz: Odpowiedzialność za rząd powinien przejąć pierwszy… przepraszam prezes partii
Kukiz: Na miejscu PAD zwołałbym wszystkie opcje polityczne ws. służby zdrowia
Kukiz: Temat rekonstrukcji jest rozdmuchany PR-owo. Czuję rękę Bielana
http://300polityka.pl/live/2017/10/26

— NAGRODA KIK DLA PRYMASA POLAKA:
https://www.tygodnikpowszechny.pl/prymas-uhonorowany-przez-warszawski-kik-150597

— ADAM HOFMAN O KULISACH POLITYKI I SWOJEJ PRZEMIANIE:
https://opinie.wp.pl/pis-jest-jak-schabowy-adam-hofman-w-kto-nami-rzadzi-6180863525943425v

— SZYSZKO ZNOSI ZAKAZ POLOWANIA NA ŁOSIE, ORGANIZACJE PISZĄ DO JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO: “O niedopuszczenie do odstrzału łosi w Polsce do Jarosława Kaczyńskiego zwróciła się koalicja #jestemłosiem. „Apelujemy do Pana jako do przyjaciela zwierząt, któremu nie jest obojętny ich los” – czytamy w liście otwartym do prezesa PiS”.
http://wyborcza.pl/7,75398,22565873,minister-szyszko-zniosl-zakaz-polowania-na-losie.html

— BEATA KEMPA CHCE PRACOWAĆ U PAPIEŻA – Radosław Gruca w Fakcie: “- Ona wręcz traktuje to już jako załatwioną sprawę – mówi nasz rozmówca z kancelarii premiera. W PiS nie ma wielkiej przychylności dla tego pomysłu, choć… – W sumie to byłoby niegłupie: Ziobro straciłby jedną szablę w Sejmie – zastanawia się ważny polityk PiS. (…) Wydaje się więc, że Kempa wyjedzie, ale w innym kierunku i dopiero za półtora roku. „Ziobryści” mają obiecane jedno miejsce tzw. biorące do europarlamentu. I ma je dostać właśnie Kempa. Na pocieszenie”.
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/beata-kempa-chce-zostac-ambasadorem-rp-w-watykanie/wrcdyke

— TAK SIĘ PRACUJE DLA IDEI W SENACIE – Fakt kolejny dzień o słowach Karczewskiego: “Ma tyle lat co wielu lekarzy rezydentów. Im marszałek marszałek Senatu Stanisław Karczewski (62 l.) każe pracować dla idei, a nie dla pieniędzy. Jemu – szefowi Kancelarii Senatu Jakubowi Kowalskiemu (32 l.) daje zarobić kokosy!”
http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/jakub-kowalski-szef-kancelarii-senatu-zarobil-w-tym-roku-krocie/2jev86w

— KACZYŃSKI PREMIEREM NA 75% – pisze w GW Agata Kondzińska: “Według naszych rozmówców wariant z Jarosławem Kaczyńskim jako premierem oznaczałby głęboką rekonstrukcję rządu. Czy włącznie z dymisją Antoniego Macierewicza, który jest w jawnym konflikcie z prezydentem? – Sprawa jest otwarta, nic nie jest przesądzone – odpowiadają politycy PiS. Ale nie wykluczają, że prezes byłby w stanie poświęcić Macierewicza, żeby przeprowadzić gruntowną zmianę. – Każdy, kto go zna, wie, że Jarosław chce rządzić. Bo to oznaczałoby w końcu realną władzę. Premier Szydło do perfekcji opanowała przychodzenie na Nowogrodzką, kiwanie głową, ale potem nie starcza jej siły, by pociągnąć za cugle w rządzie, a tam nie brakuje zaległości i konfliktów personalnych – mówi polityk z otoczenia Kaczyńskiego. I ocenia prawdopodobieństwo wymiany premiera na 70-75 proc”.

— ANONIMOWY POSEŁ PIS O EWENTUALNYM SPADKU NOTOWAŃ – mówi GW: “Nasi rozmówcy wskazują, że jeśli nie teraz, to nigdy, i że lepiej przy wyższych notowaniach niż niższych. – Nawet jeśli zmiana premiera spowodowałaby spadek notowań rządu i partii, to nie będzie to tak bolesne, gdy mamy ponad 40 proc. poparcia – mówi „Wyborczej” poseł PiS”.
http://wyborcza.pl/7,75398,22565117,rekonstrukcja-rzadu-kaczynski-premierem-na-75-proc-dymisja.html

— KANTAR DLA OKO.PRESS: SZYDŁO 60, KACZYŃSKI 17: “Wymiana premierów nie jest pomysłem popularnym. Kaczyńskiego chciałoby 17 proc. (w tym co piąty Polak i co ósma Polka), pozostawienia Szydło – 60 proc. Taka była – we wtorek 24 października – reakcja opinii publicznej na spekulacje mediów i polityków. W sondażu Kantar Public dla OKO.press najbardziej prokaczyńscy byli najmłodsi badani”. https://oko.press/17-proc-chcialoby-zmiany-szydlo-kaczynskiego-60-proc-woli-obecna-premier-sondaz-oko-press/

— RZĄDZENIE NIE ZUŻYWA WIZERUNKU SZYDŁO – Michał Szułdrzyński w RZ: “Jednak bezapelacyjnym zwycięzcą rankingu popularności jest szefowa rządu Beata Szydło. Jej pracę dobrze ocenia niemal co drugi ankietowany, równocześnie zaś premier zajmuje drugie miejsce w rankingu zaufania. Widać, że rządzenie nie zużywa wizerunku Beaty Szydło, która po dwóch latach rządów cieszy się bardzo dużą popularnością. Logika wskazuje na to, że z jej atutów partia rządząca będzie dalej korzystać, tym bardziej że pani premier została przez ostatnie dni wystarczająco przeczołgana suflowanymi przez PiS spekulacjami na temat jej odejścia. Skoro więc już skruszała, władze partii pewnie pozwolą dalej jej pełnić swoją misję”. http://www.rp.pl/Komentarze/310259882-Prawda-partii-prawda-obywateli.html

— PREMIEROSTWO KACZYŃSKIEGO ZWIĘKSZYŁOBY EFEKTYWNOŚC ZARZĄDZANIA PAŃSTWEM – Piotr Kaszczyszyn na Jagielloński24: “Przeprowadzka Jarosława Kaczyńskiego na Aleje Ujazdowskie oczywiście nie stworzy z miejsca „mózgu państwa”. Ma jednak szansę być istotnym krokiem w kierunku zwiększenia efektywności zarządzania państwem. Dotąd wszyscy udawali, że to nie do prezesa PiS należy ostatnie słowo w strategicznych posunięciach obozu rządzącego. Powołanie nowego rządu z premierem Kaczyńskim pozwoli skończyć z tą fikcją. „Szeregowego premiera” warto zamienić w premiera ustrojowego. Z całą odpowiedzialnością, władzą i ograniczeniami za tym idącymi”. http://jagiellonski24.pl/2017/10/25/szeregowy-premier-z-nowogrodzkiej/

— CZY NOWY SEZON POLITYCZNY BĘDĄ SPONSOROWAĆ LITERKI C, B I A – Piotr Trudnowski na Jagielloński24: “Ostatnie tygodnie pokazują, że ekipa Mariusza Kamińskiego przechodzi do ofensywy. Sygnały, które docierały do opinii publicznej mają jednoznacznie potwierdzać wizerunkowy przekaz: „nie będzie świętych krów”. Równocześnie minister-koordynator służb specjalnych przedstawił właśnie systemową ustawę dotyczącą jawności życia publicznego. To być może ostatni moment, by partia rządząca wróciła do korzeni: propaństwowego programu gwarantującego sanację życia publicznego. To akurat zmiana, za którą – po serii posunięć dewastujących instytucje państwa i życie publiczne – szczególnie należy trzymać kciuki. Testem dobrych intencji rządzących będzie wycofanie się z jednego szczególnie nietrafnego przepisu ustawy, który wbrew deklaracjom w praktyce ogranicza jawność życia publicznego”.

— TRUDNOWSKI O ZATRZYMANIACH WE WŁASNYM OBOZIE: “ Takiej ofensywy dawno nie obserwowaliśmy. Co niezwykle ważne, wbrew oskarżeniom o chęć wykorzystywania przez PiS służb specjalnych do zemsty na poprzednikach trudno w ostatnich działaniach znaleźć potwierdzenie tych słów. Żartobliwie można wręcz powiedzieć, że tę spektakularną kumulację przygotowano z precyzją, której nie powstydziłby się najbardziej rozkraczony symetrysta. Tego zresztą można było się spodziewać. Od co najmniej kilkunastu miesięcy po Warszawie krążyła inteligentnie – z punktu widzenia zapobiegania korupcji we własnych szeregach – rozpowszechniana plotka, że idee fix Mariusza Kamińskiego i jego ludzi jest to, by ewentualne zatrzymania ludzi ze świecznika ekipy PO-PSL poprzedzone były… zatrzymaniami we własnym obozie”. http://jagiellonski24.pl/2017/10/24/czy-nowy-sezon-polityczny-beda-sponsorowac-literki-c-b-i/

— ANTONI DUDEK O MOŻLIWYM ODEJŚCIU MACIEREWICZA – mówi SE: “Wciąż trwa spór na linii Pałac Prezydencki – MON. Antoni Macierewicz słynie też z kontrowersyjnych i niekonsultowanych z nikim wystąpień. Jak ostatnio w sprawie ujawnienia aneksu do raportu o WSI. Jeśli – co możliwe – na 11 listopada znów nie będzie nominacji generalskich, szef MON znów może ostro wystąpić. A spór z prezydentem się zaostrzy. Wtedy Jarosław Kaczyński wcale nie musi chcieć eskalować tego konfliktu. Dlatego przy Macierewiczu stawiałbym jednak znak zapytania”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-antoni-dudek-niepewna-przyszosc-macierewicza_1024341.html

— GDZIE JEST PREZYDENT WS LEKARZY? – Dominika Sikora w DGP: “Sytuacja jest poważna, więc skoro rząd nie umie sporu rozwiązać, to powinien się w to włączyć prezydent Andrzej Duda. Zwołanie Rady Gabinetowej jest środkiem nadzwyczajnym, ale i okoliczności są wyjątkowe. Przedłużenie zaś obecnego stanu zawieszenia nie wzmacnia również pozycji głowy państwa”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/561181,protest-medycy-cien-gabinet-premier-gdzie-jest-prezydent.html

— JOANNĘ MUCHĘ UCIESZYŁO HASŁO TOTALNEJ PROPOZYCJI ALE SCEPTYCZNIE CO DO PROGRAMU PO – jak mówi Karolinie Wigurze w KL: “Bardzo mnie ucieszyło hasło „totalnej propozycji”! Jestem pewna, że to efekt moich wypowiedzi w ostatnich tygodniach. Zresztą w przemówieniu Grzegorza Schetyny znalazło się więcej nawiązań do przedstawionych przeze mnie założeń programowych. Jeśli chodzi natomiast o szczegółowe rozwiązania, to muszę je jeszcze przeanalizować i przedyskutować, ale na pierwszy rzut oka podchodzę do nich z niewielkim sceptycyzmem. Niektóre z nich są rzeczywiście propozycjami całościowych rozwiązań, ale nie jestem pewna, czy idą we właściwym kierunku”.

— MUCHA O SZANSACH OPOZYCJI: “Moim zdaniem, jeśli w najbliższych wyborach strona demokratyczna nie wygra, to za 6 lat proces wyborczy będzie tak zabetonowany, że będzie to nieporównywalnie trudniejsze”. http://kulturaliberalna.pl/2017/10/25/mucha-wigura-bodziony-rozmowa/

— JOANNA MUCHA UWAŻA, ŻE AFERA PODSŁUCHOWA ZOSTAŁA PRZEPROWADZONA PRZEZ DZISIEJSZĄ WŁADZĘ CZYIMIŚ RĘKAMIhttp://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/joanna-mucha-o-aferze-podsluchowej-wiele-wskazuje-ze-robila-to-dzisiejsza-wladza/vf4yqts

— RZ O KOSZTACH PROGRAMU PO – jak pisze Anna Cieślak-Wróblewska: “Z grubsza licząc, realizacja pomysłów Platformy Obywatelskiej może kosztować kilkadziesiąt miliardów złotych. Wszystko ma sfinansować wzrost PKB”. http://www.rp.pl/Budzet-i-Podatki/310259874-Program-PO-dobre-cele-nieznane-sciezki-dojscia.html?template=restricted

— RYSZARD CZARNECKI KRYTYKUJE TUSKA ZA BRAK INICJATYW – jak mówi Jackowi Nizinkiewiczowi w RZ: “Jego poprzednik na tym stanowisku Herman Van Rompuy podejmował masę inicjatyw, wszczynał sporo debat o teraźniejszości i przyszłości Unii i zostawił po sobie pełne szuflady projektów. Co zostanie po Tusku? Nieudane negocjacje z Londynem w sprawie brexitu, których był twarzą. Kompletny brak pomysłów, inicjatyw”.

— CZARNECKI CHWALI EFEKT NEGOCJACJI WS PRACOWNIKÓW DELEGOWANYCH: “Przecież wyłączono z tego kierowców ciężarówek! Przecież uzyskaliśmy długie okresy przejściowe! Zwracam uwagę, że po zakończeniu okresu przejściowego płace w Polsce będą bardziej konkurencyjne wobec zachodnich niż teraz. Rząd RP – i chwała mu za to – zyskał potrzebny czas. Proszę docenić niewątpliwe sukcesy negocjacyjne rządu. Tym bardziej, że w tej chwili jeszcze piłka w grze, bo trwają negocjacje z udziałem Parlamentu Europejskiego i Rady Europejskiej – a więc nasz rząd ma na to wpływ”.
http://www.rp.pl/Kraj/310259907-Czarnecki-Nasz-rzad-zyskal-troche-czasu.html

— SYGNALISTA TO NIE KAPUŚ – Piotr Wójcik w GPC: “Po niemal 28 latach od upadku PRL-u warto chyba sobie wbić do głowy, że osoba zgłaszająca przestępstwo to nie donosiciel czy kapuś, tylko ktoś wykonujący obywatelski obowiązek. Nie żyjemy już w autorytarnym reżimie, tylko w demokratycznym państwie, które jest naszym wspólnym dobrem”. http://gpcodziennie.pl/71268-sygnalistatoniekapus.html

— MARIHUANA WIDMO – jedynka GW: “W piątek poseł Piotr Liroy-Marzec ma złożyć w Sejmie projekt nowelizacji ustawy dotyczącej leczniczych konopi przygotowany ponownie przez Sadowskiego. Zakłada on, że możliwe będą krajowe uprawy konopi do celów medycznych. Wprowadza też możliwość sprzedaży wytwórcom leków z marihuany przejętej przez policję od dilerów”.
http://wyborcza.pl/TylkoZdrowie/7,137474,22565180,marihuana-widmo.html

— KUKIZ O SWOIM POKOJU W HOTELU POSELSKIM: “- To jest skansen! I ma to swój specyficzny urok – o swoim pokoju w poselskim hotelu mówi Paweł Kukiz (54 l.). Jakkolwie by było luksusów w pomieszczeniu szukać na próżno – są poczciwy tapczan i drewniana lamperia. Szef ruchu Kukiz’15 swym pokojem pochwalił się w mediach społecznościowych”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/oto-prycza-kukiza-w-sejmie-zdjecia_1024541.html

300polityka.pl

– reasumując powrót do pracy pani sędzi, nie będzie korzystny dla wymiaru sprawiedliwości 👇

Rekonstrukcja rządu. Troje do odstrzału, troje do awansu [GIEŁDA NAZWISK]

Trwają przymiarki do zmian w rządzie. Jak wynika z nieoficjalnych informacji „DGP”, na liście do wymiany są wpisani obecni szefowie trzech resortów. Chodzi o ministerstwa: infrastruktury i budownictwa (Andrzej Adamczyk), cyfryzacji (Anna Streżyńska) i spraw zagranicznych (Witold Waszczykowski) W kuluarowych rozmowach pojawiają się nazwiska nowych ministrów: Jerzego Kwiecińskiego, Pawła Szefernakera i Krzysztofa Szczerskiego.

Ciepła woda czy kontynuacja rewolucji? PiS stoi przed wyborem strategii dalszego działania. Ten wybór będzie zależał od rezultatów rozmów z prezydentem w sprawie ustaw sądowych i głębokości rekonstrukcji rządu. W tym decyzji o zmianie premiera lub postanowieniu, że ruchy będą dotyczyły jedynie ministrów. Jeśli premierem zostanie Jarosław Kaczyński, skala przemeblowania będzie duża. Jeśli na stanowisku pozostanie Beata Szydło, będziemy mogli mówić jedynie o korekcie.

Są takie osoby w rządzie, których odejście wydaje się pewne. To minister Andrzej Adamczyk, którego do tej pory broniła premier. Jednak wciąż wytyka mu się problemy w podległych mu spółkach kolejowych, słabe postępy w wydawaniu unijnych pieniędzy, a jego dotychczasowy zastępca Jerzy Szmit podał się do dymisji. Z kolei Annie Streżyńskiej, dobrze ocenianej jako minister, zarzuca się zbyt otwarte dystansowanie się od PiS. Z kolei w przypadku Witolda Waszczykowskiego krytyka dotyczy zbyt słabego tempa zmian kadrowych.

Część polityków PiS najchętniej pozbyłaby się ministra Jana Szyszki, który staje się obciążeniem również w wymiarze międzynarodowym. – On generuje kłopoty. Stwarza problemy tam, gdzie ich nie było. Tyle że ma silną pozycję w partii i wsparcie ojca Rydzyka – mówi nasze źródło w ugrupowaniu Jarosława Kaczyńskiego.

Pytanie, co z ministrem Konstantym Radziwiłłem, który tradycyjnie jest wskazywany przez media jako kandydat do zmiany. Choć ma on wsparcie lidera PiS, jego odejście jest prawdopodobne, gdyby miało się okazać ceną za wygaszenie protestów w ochronie zdrowia. W kuluarach pojawiają się też informacje o możliwych konsolidacjach, np. połączeniu resortów zdrowia i pracy, likwidacji resortu cyfryzacji czy podziale resortu infrastruktury.

Wraz z przetasowaniami powrócił również pomysł powołania ministerstwa ochrony państwa (MOP) na czele z Mariuszem Kamińskim oraz przeprowadzenia głębokich korekt w służbach specjalnych. Łącznie z wariantem osłabienia szefa MON Antoniego Macierewicza przez odebranie mu dwóch agencji – Służby Kontrwywiadu i Służby Wywiadu Wojskowego i włączenie ich do nowo powstałego resortu.

dziennik.pl

Dlaczego politycy milczą w sprawie samopodpalenia Piotra S.?

Ciszej nad tym samopodpaleniem?

Obóz rządzący obłudnie apeluje o wyciszenie sprawy, którą nie może się pochwalić na swoje dwulecie.

Tak się składa, że mam przyjaciół, którzy dobrze znają Piotra S. I nie mają wątpliwości, że choć bywa depresyjny, to jednak jest człowiekiem po prostu bardzo wrażliwym na zło i dlatego dokonał próby samopodpalenia pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. O żadnej psychopatologii nie ma tu mowy.

Czyn był przemyślany i przygotowany. Motywy czynu obszernie i rzeczowo przedstawione na piśmie. Można o nich dyskutować, lecz nie można odbierać mu wymiaru protestu obywatelskiego przeciwko rządom pisowskim, a zatem nie można stępiać jego ostrza politycznego. Natomiast można, a nawet należy, zachować delikatność w komentowaniu wymiaru osobistego czy rodzinnego. Rodzina Piotra S. stanęła wobec dramatycznego wyzwania. Media powinny to uszanować.

W rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM posłanka PO Joanna Mucha zauważyła, że opozycja nie zareagowała na próbę samopodpalenia. Rozmówcy zastanawiali się, skąd się bierze milczenie na ten temat. Joanna Mucha mówiła o właśnie o delikatności. Nie chciano robić z dramatu narzędzia bieżącej walki politycznej.

Tyle że prawica, gdy sama była w opozycji, nie wahała się tego robić, kiedy w ten sam sposób targnął się na życie za rządów PO/PSL mężczyzna niedający sobie rady ze swymi problemami. Teraz obóz rządzący obłudnie apeluje o wyciszenie sprawy, którą nie może się pochwalić na swoje dwulecie.

Aktu samopodpalenia nie można wyciszać

Politycy nie powinni chować głowy w piasek w takich sytuacjach. I posłanka Mucha przyznała, że być może czyn Piotra S. jest też dowodem, że opozycja nie robi tego, co do niej należy: nie daje poczucia bezpieczeństwa obywatelom zaniepokojonym rządami zjednoczonej prawicy, nie daje nadziei, że może być inaczej, że PiS nie będzie rządził wiecznie i że opozycja ma pomysł i plan, jak odsunąć je od władzy pokojowo, demokratycznie i skutecznie. Coś w tym jest.

Inny gość TOK FM, Waldemar Kuczyński, przyznał zaś, że czyn był ekstremalny, ale wielu obywateli, którzy rządów PiS nie popierają, mogło w nim odnaleźć beznadzieję, którą przeżywają.

Od PiS chyba nikt się nie spodziewa poważnej refleksji na tym tle. Raczej insynuacji i obciążania winą moralną opozycji. Szkoda, bo to jest okazja dla władzy, by pokazała ludzką twarz: nie jest nam obojętny los naszego przeciwnika, bo Piotr S. to też człowiek, mąż i ojciec, obywatel naszego wspólnego państwa. Liderzy demokratyczni nie mogą się bać spojrzeć w oczy swoim krytykom.

polityka.pl

Obietnice bez pokrycia. Czego przez dwa lata nie kupił MON Macierewicza?

Jedynym zakupem rozpoczętym i zakończonym przez obecną ekipę są samoloty dla VIP-ów. Zderzenie zapowiedzi z procedurami i rynkiem okazało się bolesne.

Antoni Macierewicz

MON/Flickr CC by 2.0

Antoni Macierewicz

Właśnie mija pierwsza rocznica złożonej poprzez tygodnik „wSieci” (obecnie bez „w”) zapowiedzi ministra Antoniego Macierewicza o budowie polsko-ukraińskiego śmigłowca na potrzeby Europy Środkowej. Ta deklaracja kończyła festiwal obietnic składanych jedna po drugiej, by zatrzeć fatalne wrażenie po zerwaniu przygotowywanego i prowadzonego latami „dużego” przetargu śmigłowcowego. Podobnie jak inne – o zakupie w ciągu dwóch lat ponad 20 Black Hawków z Mielca – zostanie pomnikiem rozdętych do absurdu ambicji ministra, których nikt najwyraźniej nie umie powściągnąć. Może poza rzeczywistością, która za nic ma pustosłowie i propagandę.

Śmigłowce to bodaj najgłośniejsza, ale niejedyna z niezrealizowanych obietnic zakupowych MON pod kierownictwem Antoniego Macierewicza. On sam i jego współpracownicy składali ich tuziny, publicznie, ale też w rozmowach z potencjalnymi dostawcami. Dwulecie rządu to dobra okazja do bilansu i prognozy, co mimo trudności w tej kadencji może się udać, a co pozostanie w sferze zapowiedzi. Zestawienie, co z góry zaznaczam, nie będzie kompletne.

Śmigłowce i statki muszą poczekać

Dla porządku trzeba przypomnieć, że po złożeniu iluś obietnic w sprawie śmigłowcówi podaniu iluś terminów MON wszczął formalne postępowanie na dostawę ośmiu maszyn dla sił specjalnych i ośmiu dla marynarki wojennej dopiero w lutym. Po otrzymaniu i analizie trzech ofert wstępnych o ostateczne – i to tylko na mniej skomplikowane helikoptery dla specjalsów – poproszono we wrześniu, z terminem złożenia w ostatnich dniach grudnia. Jak już opisywałem, przy najszybszym możliwym tempie umowy można się spodziewać w drugiej połowie przyszłego roku.

Marynarze poczekają dłużej, a żeby nie czekać bezczynnie, wysłali do remontu i wydłużenia tzw. resursu pierwszy z dwóch poradzieckich Mi-14. Latający zabytek będzie atrakcją nad polskim morzem przynajmniej cztery lata dłużej, niż miał być. Choć trzeba powiedzieć, że Inspektorat Uzbrojenia właśnie wziął się za wstępny etap zamawiania maszyn morskich. Tu ma tylko dwie oferty – w zeszłym tygodniu rozmawiał z Airbusem, w tym z PZL-Świdnik. Ale z racji na łączenie dwóch funkcji – poszukiwawczo-ratowniczej i zwalczania okrętów podwodnych i wyższe wymagania stawiane operacjom nad morzem – te negocjacje będą dłuższe. Umów w przyszłym roku oczekiwać można, choć pewności, czy należy, nie ma.

Gen bryg. Adam Duda, były szef Inspektoratu, który odszedł z wojska, uznając, że nie jest w stanie wypełnić ambicji nowego ministra, ocenia w raporcie fundacji Stratpoints: „Realizacja tego programu nie umożliwi wyposażenia SZ RP w nowe typy śmigłowców (…) przed rokiem 2022”. Caracale miały być dostarczane od 2017 r.

Na Patrioty MON też jeszcze poczeka

Zderzenie ambicji z procedurami i specyficznym zbrojeniowym rynkiem spotkało nie tylko śmigłowce. W sprawie najważniejszego dla Polski systemu uzbrojenia Antoni Macierewicz przeszedł ewolucję godną miana najbardziej elastycznego polityka w kraju. Do resortu wszedł jako krytyk pozyskania systemu antyrakietowego Patriot, czemu dał wyraz w czasie posiedzenia sejmowej komisji obrony w listopadzie po objęciu urzędu. „Cena jest nieporównywalnie wyższa. Możliwość dostarczenia produktu jest nieporównywalnie dłuższa, a warunki przejściowe realizacji w ogóle nie są znane stronie, która miałaby to realizować. Krótko mówiąc, ten kontrakt w istocie nie istnieje” – grzmiał Macierewicz, ale gdy wziął sprawy w swoje ręce, przybrały zupełnie inny obrót. Niecałe 12 miesięcy później, na początku września 2016 r., ogłosił wysłanie zamówienia i dostawę Patriotów w roku 2019, a jakiś czas potem w Sejmie zapewniał, że termin da się skrócić o rok.

Oczywiście to też były puste słowa. Zamówienie na Patrioty wysłano ostatecznie dopiero wiosną tego roku, a MON oczekuje odpowiedzi w listopadzie (Amerykanie zobowiązali się to uczynić do grudnia). Dostawa, zgodnie z tym, co zapisano w porozumieniu z Pentagonem, nastąpić ma od 2022 r., a to tylko pierwsza faza rozpisanego na wiele lat kontraktu. Druga ma być ustalona dopiero za rok, a dostarczona w połowie przyszłej dekady. Ale nie przeszkadza to ministrowi Macierewiczowi mówić ostatnio znowu o roku 2019. To niemożliwe, ale za to świetnie brzmi. Modernizacja werbalna staje się ważniejsza od faktycznej – bo powielana przez zapatrzoną w ministra część mediów staje się obowiązującym przekazem i prawdą dla wyznawców. Postprawdą i fake newsem musi być dla realistów.

Tysiące dronów Macierewicza

Na pierwsze Patrioty poczekamy zatem wiele lat, na docelowy system „Wisła” – dekadę. Ale wcześniej miała być broń, o której minister mówił równie wiele. Jedna z największych niespełnionych do dziś obietnic padła w listopadowy poranek zeszłego roku w podwarszawskiej Zielonce. Na poligonie testowym Wojskowego Instytutu Technicznego Uzbrojenia Antoni Macierewicz ze świtą obserwował pokaz polskich bezzałogowców. Już wtedy był pod ostrzałem, kiedy ujawnił rozległe plany rozbudowy Wojsk Obrony Terytorialnej, na które krytycznie patrzyli generałowie, mający wkrótce pożegnać się z mundurem. Ale w odpowiedzi na formułowane podówczas w prasie „nieroztropne uwagi o OT” minister miał odpowiedź: tysiące dronów. Miała to być broń zapewniająca WOT przewagę nad każdym wrogiem, w tym rosyjskim Specnazem.

Długo nie było jasne, jakie konkretnie „tysiące dronów” minister miał na myśli. Żaden z programów bezzałogowców w ramach realizowanego Planu Modernizacji Technicznej na lata 2013–2022 nie przewidywał takiej liczby. W ramach podpartego znajomością realiów konsensu obserwatorów i ekspertów ustalono, że Macierewicz miał na myśli tzw. amunicję krążącą lub inaczej: uzbrojone drony bardzo bliskiego zasięgu, które w Polsce wytwarzały prywatne zakłady WB Electronics, a projektował też państwowy ośrodek WITU. Było jasne, że przy oficjalnej polityce wsparcia PGZ zamówienie miało pójść do WITU i bydgoskiej Belmy, wytwarzającej dokręcane głowice. Ówczesny rzecznik resortu Bartłomiej Misiewicz zarzekał się w grudniu 2016: „W przyszłym roku Wojsko Polskie będzie miało pierwszych tysiąc sztuk dronów bojowych, dronów uderzeniowych”. Do dziś nie ma zamówienia, mającego zrealizować te zamiary. Dialog techniczny, czyli rozeznanie rynku, trwa od stycznia.

Jak nieoficjalnie wiadomo, rozeźleni na polski państwowy przemysł ministrowie, w tym sam Antoni Macierewicz, mieli na tegorocznym salonie przemysłu obronnego w Kielcach pytać prywatnego producenta WB Electronics o możliwości dostawy owego tysiąca. Mieli usłyszeć, znów nieoficjalnie, że jest kolejka. W tzw. międzyczasie MON anulował prowadzone wcześniej postępowania na bezzałogowce rozpoznawcze Orlik i Wizjer, w nieznanych bliżej negocjacjach utknęła dostawa dużych dronów uzbrojonych Gryf i największych Zefir. Ostatnim akcentem ekipy Macierewicza było anulowanie w marcu tego roku przetargu na najmniejsze drony rozpoznawcze klasy micro. Oficjalnym powodem było przekroczenie zakładanego budżetu. Procedura zakupu trwała trzy lata. Pewnie dlatego gen. Adam Duda ocenia: „Program wyposażenia SZ RP w bezzałogowe systemy powietrzne nie ruszył jeszcze z miejsca, a czas niezbędny na przeprowadzenie postępowań, zawarcie umów i produkcję tych systemów (…) nie daje nadziei na ich wdrożenie do wojsk w perspektywie przed rokiem 2022”.

W powijakach system cyfrowego zarządzania polem walki

Równie dużo emocji co drony w ekipie Macierewicza budził system cyfrowego zarządzania polem walki BMS (Battle Management System), który we wszelkich wytycznych NATO i rekomendacjach modernizacyjnych USA uchodzi za kluczowy dla uzyskania przewagi w bitwie. Przewidziany na początek dla batalionów naszych Rosomaków, w docelowej postaci miał spinać czołgi, zmechanizowaną i zmotoryzowaną piechotę, artylerię – i owe mityczne drony krążące ponad polem walki. Minister przyszedł do resortu ze sprecyzowaną wizją skasowania tego, co działo się wcześniej: prowadzone konkurencyjne postępowanie na elektroniczną sieć wymiany danych należy przerwać, a zamówienie skierować do państwowych spółek PGZ.

W efekcie w lipcu 2016 r. MON anulował postępowanie na system BMS, w którym rywalizowały prywatne firmy WB Electronics i Teldat. W nowym, uruchomionym niedługo później, preferowanym dostawcą ma być państwowy PIT-Radwar. MON jeszcze latem zapowiadał umowę w tym roku. Zobaczymy. Gen. Adam Duda: „Decyzja o powierzeniu tego programu PGZ (…) oznacza, że wdrożenie tego systemu do brygad wyposażonych KTO Rosomak nie nastąpi przed końcem tej dekady”.

Strategiczny Przegląd Obronny bez sukcesów

Istotne zmiany w planach modernizacyjnych miał przynieść Strategiczny Przegląd Obronny, sztandarowe dzieło wiceministra Tomasza Szatkowskiego i wytyczna dla zbrojeń na następną dekadę. Po podpisaniu decyzji implementacyjnych SPO 19 września nic jednak nie ruszyło. Trudno oczekiwać, by cokolwiek zdarzyło się w miesiąc, ale śmigłowce uderzeniowe były od dawna wymieniane przez PiS jako nowe priorytety. SPO postulował zakup ponad setki. Poza finansowaniem istotnym problemem jest procedura, gdyż obecny program Kruk mówi o dwóch eskadrach, czyli 32 śmigłowcach. I to w większości dostarczonych po 2022 roku, nie ma zresztą takiej siły, by przeprowadzić postępowanie i dostarczyć je Polsce wcześniej. Na razie nic konkretnego nie wiadomo też o planach powiększenia tego zakupu, który ma szansę być jednym z najbardziej kosztownych – poza samymi śmigłowcami w grę wchodzi bowiem uzbrojenie: każdego w 16 pocisków przeciwpancernych. Żeby być fair, śmigłowce uderzeniowe zostały zaliczone do priorytetów zbrojeń tuż po agresji Rosji na Ukrainę, w maju 2014 r. Od tego czasu pozostają priorytetem na papierze – dla poprzedniej i obecnej ekipy.

Drugim najistotniejszym postulatem SPO jest wprowadzenie do marynarki wojennej nowych okrętów podwodnych, wyposażonych w pociski samosterujące. To element kontynuacji, mówiła o tym i poprzednia ekipa – i trzeba przyznać, że problem odsuwała. Już w 2012 r., kiedy ogłaszano Plan Modernizacji Technicznej, stan floty podwodnej był dramatyczny, a marynarze apelowali o jak najszybszy zakup. Mieli istotne wsparcie posłów PiS poprzedniej kadencji. Wydawało się, że po przejęciu władzy program Orka pójdzie jak burza. Ale po pięciu latach od stwierdzenia, że nowe okręty są pilnie potrzebne, jesteśmy w punkcie zbliżania się do „decyzji o decyzji”, od której do ostatecznej umowy jeszcze daleka droga. Opóźnienie nie obciąża bynajmniej obecnej ekipy, pokazuje jednak, że niełatwo przekuć polityczną krytykę w realne sukcesy. Jeśli wierzyć zapewnieniom MON, tym razem rzeczywiście ma być bliżej niż dalej.

Co więc kupił Antoni Macierewicz?

W pierwszych tygodniach urzędowania minister skonsumował wysiłki poprzedników. W grudniu 2015 r. zawarł umowę na modernizację 128 kupionych dekadę wcześniej czołgów Leopard 2A4 do standardu 2PL. Kontrakt wart 2,4 mld złotych był długo największą transakcją zbrojeniową nowego rządu.

Równie szybko przyszły Poprady, samobieżne zestawy rakiet przeciwlotniczych Grom za ponad miliard, negocjowane od 2013 r. Niecały rok później kolejny sukces – umowa na przeciwlotnicze zestawy artyleryjskie Pilica z Tarnowa za 750 milionów. Tu już na pewno nowa ekipa miała swój udział. Podobnie jak w sfinalizowaniu wlokących się latami kontraktów na armatohaubice Krab i moździerze samobieżne Rak. Pierwsza była końcem niemal 20-letnich zmagań z połączeniem brytyjskiej wieży z podwoziem, które nie skończyłyby się sukcesem, gdyby nie dramatyczna decyzja Tomasza Siemoniaka, by przerwać próby stworzenia podwozia w kraju i kupić je w Korei Południowej. Teraz PGZ i kierownictwo MON głosi uzyskanie „pełnego transferu technologii” od zbrojeniowego ramienia Samsunga, który umożliwi wreszcie Hucie Stalowa Wola rozwinięcie rodziny pojazdów gąsienicowych opartych na koreańskim podwoziu K9. Umowa na moździerze Rak też nie doszłaby do skutku, gdyby nie renegocjacja umowy licencyjnej z fińską Patrią w 2013 r.

Są one na pewno zasługą obu ekip i dowodem istniejącej, choć nieprzyznawanej głośno kontynuacji. Pierwsze Raki i Kraby weszły do uzbrojenia jednostek zmotoryzowanych i artylerii polowej w tym roku. Oba systemy są najistotniejszym wzmocnieniem potencjału ogniowego w XXI wieku.

Wcześniejsze modernizacje wyrzutni rakietowych Grad do standardu WR-40 Langusta jedynie zwiastowały jednak prawdziwą rewolucję, która również miała nadejść wraz z rządami PiS. Chodzi o amerykańskie systemy rakietowe HIMARS, które zyskały polskie miano Homara. Mają one dać Polsce zdolność rażenia na odległość 300 km, niewidzianą w polskiej armii od czasów Układu Warszawskiego. Tu jednak znów chęci wsparcia krajowego przemysłu skomplikowały negocjacje z dostawcą. Żeby było jasne – chęci deklarowane już za poprzedniej ekipy, ale skonkretyzowane za rządów PiS. Głównym wykonawcą systemu Homar stała się PGZ, która za pośrednictwem rządu ma kupić z USA potrzebne komponenty i wraz z Lockheedem wyprodukować system. W tym samym czasie rząd z amerykańskim dostawcą ma wynegocjować offset, w ramach którego pociski rakietowe GMLRS będą produkowane w Skarżysku-Kamiennej w zakładach Mesko, a podwozia w Jelczu. Umowa, która była zapowiadana na ten rok, jakoś się ślimaczy. Nie wiadomo, czy MON dowiezie.

Odpowiedzialny za modernizację wiceminister Bartosz Kownacki zżyma się na Twitterze na jeden z krytycznych artykułów: „Raki, Kraby, Daglezje, Groty, Anakondy, Pioruny i dziesiątki innych. A Rzeczpospolita pisze o zastoju modernizacyjnym”. O Rakach i Krabach już wiemy, ale cała reszta to również zwieńczenie wieloletnich prac badawczo-rozwojowych i efekt czasem zbyt długich postępowań.

Kołowe mosty dla najcięższych czołgów Daglezja zakontraktowano jeszcze na początku 2015 r., a karabinki MSBS Grot, których zakup w przyspieszonym trybie wzbudzał przez jakiś czas kontrowersje w mediach, powstały w zakładach po około dekadzie prac. Śmigłowce Anakonda, które zapewne ma na myśli wiceminister, są modernizowane, a nie dokupowane w Świdniku, i to z kilkuletnim poślizgiem. Rakiety przeciwlotnicze Piorun to modernizacja uznanego Groma, bardzo dobra broń, ujęta w wieloletnim planie i świetnie, że przez rząd PiS z niego nieusunięta. „Dziesiątki innych” to potrzebne, lecz w żadnym razie nie przełomowe umowy na sprzęt optoelektroniczny, nowe pojazdy rozpoznawcze, miny, holowniki, systemy GPS, ciężarówki itp. Można by je nazwać „drobnicą”, gdyby nie fakt, że za każdą z tych umów kryją się nieraz tysiące godzin pracy i dziesiątki milionów złotych budżetowych pieniędzy.

Największymi nowymi systemami, których zakup rozpoczęto i zakończono pod rządami ekipy PiS, pozostają samoloty do przewozu VIP-ów. Sprawa była dla obecnego rządu honorowa, chciał bowiem przejść do historii jako ten, który przełamie niemoc decyzyjną trwającą dekady. Wydzielono specjalny budżet, ekspresowo przeprowadzono negocjacje i kupiono w sumie aż pięć maszyn: dwa mniejsze Gulfstreamy i trzy większe Boeingi. Mimo zastrzeżeń co do procedur cała flota ma być do dyspozycji rządu i innych organów państwa w najbliższych latach.

Co Macierewicz kupi?

Na ostatniej prostej jest największa, strategiczna umowa na system „Wisła” – a w zasadzie jej pierwsza część. Jeśli MON zamknie w tej kadencji zakup Patriotów z całym oczekiwanym offsetem, transferem technologii i współpracą przemysłową, będzie to przełom, który na dekady odciśnie piętno na wojsku i przemyśle. Skala kontraktu będzie gigantyczna, choć minister mówi, że nie wyda na zakup więcej niż 30 mld złotych. Wartość całego programu z pewnością przekroczy 100 miliardów.

Śmigłowce dla wojsk specjalnych, a później morskie – też powinny dojść do stadium umowy w przyszłym roku. Szkoda, że będzie ich tak niewiele, a skala spodziewanego offsetu nie może być w związku z tym istotna. Tu jednak już bardziej chodzi o czas, bo sytuacja lotników morskich jest dramatyczna. Nowych maszyn potrzebują na wczoraj. Inspektorat Uzbrojenia zapowiada jeszcze na ten rok formalny start postępowania na zakup śmigłowców uderzeniowych. Trudno jednak oczekiwać umowy w ciągu dwóch lat, zwłaszcza że zapowiada się ostra walka konkurentów z USA – Bella i Boeinga, które już na wstępnym etapie wymieniają ciosy w mediach.

Prawdopodobnie w przyszłym roku uda się też zamknąć umowę na system artylerii rakietowej Homar. Jego dostawa da wojsku zupełnie nowe zdolności, a przemysłowi nowy produkt – wartość będzie więc podwójna.

Co do okrętów podwodnych, sprawa może zależeć od wybranej konstrukcji. Nie wszyscy oferują system z pociskami, którego szuka Polska, a w takim razie na rakiety trzeba będzie kolejnych negocjacji i kolejnej umowy. To największy problem, który może przeszkodzić zamówieniu w tej kadencji, chyba że MON rozłoży je na etapy lub zmieni zdanie w kwestii pocisków. Ostatnie doniesienia POLITYKI o unieruchomieniu jedynego zdatnego do walki okrętu podwodnego ORP „Orzeł” powinny skłonić MON do refleksji. Marynarze na otarcie łez powinni zaś oczekiwać umów na dwa kolejne niszczyciele min Kormoran II, zgodnie z wcześniejszym, choć lekko spóźnionym planem. Nowych dużych bojowych okrętów nawodnych raczej nie będzie.

W ogóle przyszły i 2019 rok powinny być okresem żniw. Umowami powinny wtedy zaowocować programy zmienione przez obecną ekipę: choćby na system BMS i owe „tysiące dronów”. Inspektorat Uzbrojenia rozpoczął w ostatnim roku przygotowanie zamówień na nowe systemy przeciwpancerne i część z nich – np. stosunkowo prosta dostawa przenośnych pocisków dla piechoty – może dojść do finału. Jeśli spełnią się zapowiedzi składane w świetle rekomendacji SPO o wzmocnieniu siły ognia, zamówione mogą być kolejne Kraby, ich kołowa wersja Kryl i powiększone zamówienie na Homara.

Najważniejsze jednak, by przejść z etapu modernizacji werbalnej do rzeczywistej. Nasi potencjalni przeciwnicy mogą się tylko śmiać, kiedy minister mówi, że budujemy armię zdolną powstrzymać każdy atak. Kiedy w jednostkach staną Patrioty i Homary, w pełni uzbrojone i z przeszkolonymi załogami, powodów do śmiechu będzie mniej.

polityka.pl

Trzy grosze o rekonstrukcji

25.10.2017
środa

„Karp zabrał się za organizację Wigilii” i „Pani premier wsiadła do samochodu, żeby pokazać, że to ona prowadzi, ale kluczyki ma tata” – takie dwa żartobliwe komentarze usłyszałem od ważnych dobrozmianowych polityków w reakcji na wywiad z Beatą Szydło w TVN 24. Pani premier wystąpiła tam dzień po ukazaniu się tygodnika „Sieci Prawdy”, w którym duet Robert Mazurek i Igor Zalewski napisał, że Szydło leci, a Jarosław Kaczyński nadlatuje.

Odłóżmy na bok zabawną paradoksalność sytuacji, w której Szydło idzie do znienawidzonej w PiS telewizji, żeby dementować informacje kochającego ją tygodnika. Paradoksalność to zresztą raczej pozorna, bo wywiad w TVN prowadził ceniony na prawicy Bogdan Rymanowski, a rubryka Mazurka i Zalewskiego – cokolwiek o niej mówić – jest niekontrolowalna. Inni publicyści „Sieci Prawdy” rzucili się zresztą Szydło na pomoc, uciekając się do makabrycznych nieraz sformułowań („Ktoś ma duży apetyt na nową potrawę partyjną, ugotowaną na politycznym trupie Beaty Szydło”).

Ale wróćmy do ad remu. Szydło nie tylko zapowiedziała rekonstrukcję, ale i jej termin („za kilkanaście dni”) dzień po sugestii Adama Bielana, że na zmiany w rządzie przyjdzie poczekać do grudnia. Jest to, tłumaczą moi dwaj rozmówcy, ruch doskonale pozorny. Władza pani premier po wywiadzie w TVN 24 jest identyczna jak przed wywiadem. Innymi słowy, pani premier może odwołać dowolnego ministra, jeśli poprosi o to Kaczyński, nie może odwołać nikogo, jeśli nie poprosi o to Kaczyński i może zachować stanowisko, jeśli tak zechce Kaczyński.

Nawiasem mówiąc, Nowogrodzka dojrzewa chyba do myśli (słusznej zresztą), że rozziew między rzeczywistością (w której decyduje prezes) a konstytucją (w której rządzi premier) robi się przesadnie duży. Ministrowie biegający z byle sporem do Kaczyńskiego niszczą autorytet szefa rządu, co na dłuższą metę jest dla państwa rujnujące. A mamy przecież do czynienia z ekipą państwowców.

Kaczyński nie chce fotela premiera, ale jako wychowanek Wałęsy wie, że czasem się nie chce, a musi.

Zwłaszcza po prezydenckich wetach, które trochę zamazały obraz przywództwa na prawicy.

A co z ministrami? Jeśli Kaczyński wejdzie do gry, zmian będzie więcej. Całkiem nie wykluczałbym nawet dymisji Antoniego Macierewicza, którego ostatnio dopadł straszny pech, bo a to aneksu WSI się nie publikuje, a to przyjaciel traci stołek, a to Smoleńsk jest wygaszany itd.

Kilku ministrów padnie tak czy inaczej. Nie będę oryginalny, nazwiska się powtarzają – Andrzej Adamczyk, Anna Streżyńska, Witold Waszczykowski, pewnie Jan Szyszko. Podobno ratuje się Krzysztof Jurgiel. Ale to stan wiedzy na dziś. Rząd przed swoją drugą rocznicę zafundował nam wiele dni spekulacji.

szacki.blog.polityka.pl

„Zwykli ludzie”, czyli jak lekarze popsuli Szydło show

25.10.2017
środa

W okrągłe dwa lata od wyborów premierka Szydło zahaczyła protest lekarzy i personelu medycznego i uznała go za nieetyczny. Nic więcej nie miała do powiedzenia im i ich pacjentom, obecnym i potencjalnym. Dokładnie tak jak poprzedni rząd, który wtedy pisowcy odsądzali od czci i wiary za rujnowanie służby zdrowia.

Szefowa rządu, która dawno temu powinna była odwołać ze stanowiska obecnego ministra zdrowia, zapewne znów okaże się dla niego łaskawa, bo przecież nie wymienia się członka rządu pod presją opozycji czy obywateli.

W sensie technologii rządzenia to może i słuszne, ale moralnie i politycznie już dziś uderza w wizerunek Szydło, jej ekipy i obozu władzy. Gdyby Szydło podała młodym lekarzom głowę ministra na tacy, zdobyłaby odrobinę wiarygodności poza skandującymi na jej cześć kolegami z ław rządowych i ślącymi „Beatce” kwiaty i całusy „zwykłymi ludźmi”.

Mało jest tak nonsensownych i wyświechtanych chwytów retorycznych jak przymilanie się przez polityków „zwykłym ludziom”. Szydło na dwulecie podkreśliła, że PiS wygrał wybory dzięki nim. Bo na PiS głosowali „zwykli ludzie”. Aha, a na inne partie to głosował kto? Ludzie niezwykli?

„Zwykli ludzie” to mantra populistów, kreacja propagandowa potrzebna im do walki o władzę i do jej umacniania, dopóki trzeba, bo nie siedzą jeszcze mocno w siodle. A po dwu latach jeszcze trzeba. 40 proc. PiS w sondażach może zdmuchnąć jak świecę byle błąd rządzących czy samego posła Kaczyńskiego. Propagandowi „zwykli ludzie” nie mają nic wspólnego z realnymi zwykłymi ludźmi. Realni są niezmordowanie rozmaici, pluralistyczni.

Nawiasem mówiąc, „zwykli ludzie” głosowali czasem na radykalnie antydemokratyczne siły polityczne, jak naziści, faszyści i komuniści w Europie za żelazną kurtyną. Oczywiście nie wszyscy. A komuniści zwalczali faszystów i nazistów, choć ich celem nie była konstytucyjna demokracja parlamantarna, tylko dyktatura partii powołującej się na mandat od proletariatu. No ale to sytuacje ekstremalne, choć mogące się powtórzyć.

U nas zwykli ludzie głosowali dwa lata temu także na PO czy Razem. Lekarze na stażach to też zwykli ludzie, dodatkowo dobrze wykształceni. PiS zdobył zaufanie części wyborców nie tylko obietnicami socjalnymi. Zostali zmanipulowani przez piarowców. Wycofano na daleki plan Macierewicza, temat smoleński, samego prezesa, wysunięto na czoło polityków znacznie od niego młodszych, nieznanych, niezużytych politycznie.

Do tego doszły waśnie w obozie PO, nielojalność ludowcowego koalicjanta, poważne błędy sztabu wyborczego. Na przykład zlekceważenie tzw. mediów społecznościowych.

Zwycięstwo PiS wcale nie było tak pewne, jak się wydaje. Ówczesna koalicja nie walczyła tak, jak powinna. Czuć było krew. Gdyby nie przegrana prezydenta Komorowskiego, wszystko wyglądałoby wtedy i dzisiaj całkiem inaczej.

Nawet profesor Antoni Dudek uległ mantrze „zwykłych ludzi”, wyborców PiS. W rozmowie z „GW” zaznacza, że siła PiS wynika z ich poparcia, a oni nie interesują się tym, jakie nowe fronty konfliktu ustrojowego i politycznego otwiera PiS, a niektóre ich „nawet cieszą”, np. spór o sądy. Bo to, że „zwykli ludzie” oczekują od sądów, by sądziły (najchętniej po ich myśli) szybko i traktowały ich dobrze, w niczym przecież nie odbiera sensu ani znaczenia nie protestom przeciwko ziobryzacji.

Dudek twierdzi, tym samym lekko drwiącym z opozycji tonem, że trzech dublerów wciśniętych przez PiS (a konkretnie, przypomnijmy, przez prezydenta Dudę) to nie jest koniec demokracji w Polsce. A czy są nim według profesora sądy politycznie podporządkowane partii rządzącej? Bo moim zdaniem są.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

„Ucho prezesa 2”: W 23. odcinku Prezes mówi „Sprawdzam”. I dymisjonuje bez litości [ZOBACZ U NAS]

MAW, 26.10.2017

'Ucho prezesa 2', odcinek 23.

‚Ucho prezesa 2’, odcinek 23. (Showmax)

„Ucho prezesa 2”: od dzisiaj w internecie za darmo można oglądać 23. odcinek. Tym razem na dywaniku staje sam Mariusz.

23. odcinek „Ucha prezesa” nosi tytuł „Nawałnica roboty”. I rzeczywiście, od nawałnicy się zacznie – tej, która w środku sierpnia zmiotła z powierzchni ziemi część Pomorza. Prezes będzie chciał się dowiedzieć, kto za to tak naprawdę odpowiada. A skoro Prezes już zaczyna się interesować kwestiami wewnętrznymi i bezpieczeństwem państwa, to w gabinecie musi tez pojawić się zastępca Mariusza – Jarosław.

Przychodzi też Joachim – słynny organizator wycieczek z udziałem Prezesa. Czy pozycja Mariusza jest zagrożona? A może kto inny zostanie zdymisjonowany, skoro Prezes, jak sam mówi, „poczuł już krew”? I ile tak naprawdę kosztują miesięcznice? Tego wszystkiego dowiecie się z najnowszego odcinka „Ucha prezesa”.

„Ucho prezesa” co czwartek za darmo

„Ucho prezesa” w każdy czwartek udostępniane jest odpłatnie na platformie ShowMax. Jednak po tygodniu od płatnej premiery twórcy udostępniają odcinek również na platformie YouTube.

System ten sprawdził się w przypadku pierwszego sezonu serialu. Oto aktualne daty emisji kolejnych odcinków „Ucha prezesa”:

– odcinek 24. – od 26.10 na showmax.com i od 2.11 na YT,
– odcinek 25. – od 2.11 na showmax.com i od 9.11 na YT,
– odcinek 26. – od 9.11 na showmax.com i od 16.11 na YT,
– odcinek 27. – od 16.11 na showmax.com i od 23.11 na YT,
– odcinek 28. – od 23.11 na showmax.com i od 30.11 na YT.

„Ucho Prezesa” i dwa odcinki specjalne

Podobnie jak w przypadku pierwszej serii, nadchodzący sezon również będzie miał dodatkowe dwa odcinki specjalne, które będzie można zobaczyć wyłącznie na platformie ShowMax.

Tak wygląda ”Ucho prezesa” od kulis. Wszyscy chodzą jak w zegarku

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,21764672,video.html

gazeta.pl

Minister Gliński nagrodził w konkursie swojego brata. Mamy komentarze obu stron

Aneta Bańkowska, 25.10.2017

Robert Gliński odbiera nagrodę resortu

Robert Gliński odbiera nagrodę resortu (Fot. Danuta Matloch/ Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego)

Robert Gliński, brat ministra kultury, prof. Piotr Glińskiego, został nagrodzony w konkursie stypendialnym organizowanym przez resort. Reżyser nie przyjął jednak stypendiów, a nagrodę pieniężną przekazał na cele charytatywne.

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zorganizowało konkurs stypendialny na stworzenie scenariusza filmu fabularnego z zakresu historii Polski. „Wzięło w nim udział 856 pomysłów na film historyczny, 48 treatmentów (rozbudowanych zarysów scenariusza – przyp. red.) i 8 scenariuszy” – czytamy w komunikacie resortu.

Jednym z nagrodzonych scenariuszy, rekomendowanych przez komisję ministrowi kultury, był tekst autorstwa Roberta Glińskiego – reżysera takich filmów jak „Cześć Tereska”, „Wróżby kumaka” czy „Kamienie na szaniec”, a prywatnie brata szefa resortu. Wicepremier przychylił się do rekomendacji jury i przyznał wskazanym tekstom nagrody po 30 tys. zł brutto. Robert Gliński otrzymaną nagrodę w całości przekazał dla Fundacji dla Dzieci z Chorobami Nowotworowymi „Krwinka”.

Reżyser zdobył też stypendium w pierwszym i drugim etapie konkursu. W pierwszym etapie jury wybrało 50 wniosków stypendialnych i rekomendowało przyznanie ich autorom stypendiów w wysokości 3 tys. zł brutto z przeznaczeniem na napisanie zarysów scenariuszy. W drugim etapie z 48 treatmentów jury wybrano pięć prac, których autorów nagrodzono kwotą 50 tys. zł brutto  z przeznaczeniem na stworzenie pełnego scenariusza filmu. Robert Gliński w obu etapach zrezygnował z odebrania pieniędzy.

O komentarz poprosiliśmy zarówno Roberta Glińskiego, jak i sam resort. Nasze pytanie dotyczyło faktu, że minister – choć na wniosek jury – nagrodził de facto swojego brata.

Reżyser w rozmowie z nami zaznaczył, że nie czuje się skrępowany takim werdyktem, bo scenariusze oceniała specjalnie powołana komisja, a nie jego brat. Jak dodał, pomysł na scenariusz „Sanatorium im. Gorkiego” narodził się u niego już 20 lat temu. Poniżej publikujemy też pełną odpowiedź resortu przesłaną nam przez rzecznik prasową ministerstwa Monikę Piętas-Kurek.

„Mój brat idiota…”

Relacje Piotra i Roberta Glińskich można określić jako skomplikowane – nie jest tajemnicą, że panowie mają różne poglądy polityczne. W marcu ubiegłego roku podczas spotkaniu w łódzkiej Szkole Filmowej reżyser odniósł się do zaangażowania brata w kontrowersyjny spektakl we Wrocławiu. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

– Dyrektor chciał zrobić sobie promocję i podpuścił idiotę ministra. A mój brat idiota się w to wpuścił – mówił Robert Gliński. – Ja już jestem dorosły, ale mój brat też jest dorosły. Jest wprawdzie dwa lata młodszy ode mnie, ale też jest już starym zgredem. Gdyby miał lat 15, to może bym próbował na niego wpłynąć – stwierdził.

5 polityków i sympatyków PiS, których rodzeństwo ma bardzo odmienne poglądy >>>

Komentarz MKiDN w sprawie nagrody dla Roberta Glińskiego:

Robert Gliński złożył wniosek stypendialny wraz z załączoną koncepcją scenariusza w ogłoszonym przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego 13 lipca ubiegłego roku otwartym konkursie stypendialnym na stworzenie scenariusza filmu fabularnego z zakresu historii Polski. W pierwszym etapie konkursu jury wybrało 50 wniosków stypendialnych, w tym zgłoszenie Roberta Glińskiego, i rekomendowało ministrowi kultury przyznanie ich autorom regulaminowych stypendiów w wysokości 3 tys. zł brutto z przeznaczeniem na napisanie zarysów scenariuszy. Wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego prof. Piotr Gliński zatwierdził otrzymaną listę wniosków stypendialnych. Robert Gliński zrezygnował z odebrania przyznanego mu stypendium.

W drugim etapie konkursu przedłożony przez Roberta Glińskiego treatment znalazł się wśród wybranych przez jury z 48 nadesłanych pięciu zarysów scenariuszy, które komisja zarekomendowała ministrowi kultury do nagrodzenia stypendiami wynoszącymi 50 tys. zł brutto. Minister kultury pozytywnie zaopiniował rekomendacje komisji konkursowej, a uwzględniając wysoki poziom większości z rozpatrywanych w II etapie konkursu zarysów scenariuszy, postanowił przyznać dodatkowo trzy stypendia w wysokości 25 tys. zł brutto dla innych autorów wysoko ocenionych prac. Przeznaczeniem stypendiów przyznanych w tym etapie konkursu było stworzenie w oparciu o przedstawiony wcześniej zarys pełnego scenariusza filmu. Robert Gliński, tak jak przy kwalifikacji do I etapu, również w II etapie konkursu zrezygnował z odebrania stypendium.

Termin napisania pełnych scenariuszy filmu fabularnego z zakresu historii Polski upłynął 31 sierpnia 2017 r. Spośród ośmiu powstałych w ramach konkursu scenariuszy, po wnikliwej analizie i merytorycznej dyskusji, komisja konkursowa jednogłośnie rekomendowała ministrowi kultury trzy teksty, w tym „Sanatorium im. Gorkiego” – scenariusz autorstwa Roberta Glińskiego. Wicepremier przychylił się do tej rekomendacji i przyznał autorom wskazanych scenariuszy równorzędne nagrody po 30 tys. zł brutto. 25 października br. na konferencji prasowej w MKiDN, podczas której ogłoszono wyniki konkursu scenariuszowego, Robert Gliński poinformował, że otrzymaną nagrodę w całości przekazuje na cele dobroczynne – Fundacji dla Dzieci z Chorobami Nowotworowymi „Krwinka”.

Stypendia w ramach konkursu na stworzenie scenariusza filmu fabularnego z zakresu historii Polski zostały przyznane decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na podstawie rekomendacji jury. Skład jury: Jarosław Sokół (przewodniczący), Remigiusz Włast-Matuszak (sekretarz), Joanna Kos-Krauze, Edward Chudzik (zastąpił dr. Matusza Wernera), Rafał Wieczyński, Piotr Gociek, Piotr Dzięcioł, Dariusz Wieromiejczyk i prof. Wojciech Roszkowski. Stypendia w konkursie scenariuszowym przyznawane były na podstawie Rozporządzenia Ministra KiDN z dnia 24 maja 2012 r. w sprawie szczegółowych warunków i trybu przyznawania stypendiów osobom zajmującym się twórczością artystyczną, upowszechnianiem kultury i opieką nad zabytkami oraz wysokości tych stypendiów (Dz. U. z 2012 r. poz. 612) dostępnego pod adresem http://www.dziennikustaw.gov.pl/du/2012/612/1.

Archetyp braci – Kain i Abel – jest prawdziwy, ma zastosowanie w rodzinie Glińskich.

gazeta.pl

Zespół Śledczy PO ds pyta Prokuratora Generalnego Z. Ziobrę, na czyje zlecenie usiłuje zastraszyć dziennikarzy

Rekonstrukcja rządu. Kaczyński premierem na 75 proc. Dymisja Witolda Waszczykowskiego w zasadzie przesądzona

Mija tydzień od dnia, w którym mężczyzna podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Nie mogę przestać o nim myśleć – pisze w swoim komentarzu Jarosław Kurski.

Uporczywym klientom informacji nie udziela się. Zaglądamy do ustawy Wąsika i Kamińskiego 25 października 2017 (http://www.tvn24.pl)

https://www.tvn24.pl/ustawa-o-jawnosci-zycia-publicznego-ograniczenie-prawa-do-informacji,784481,s.html

To już poziom patologii z 2005-7

%d blogerów lubi to: