Czego dowiemy się z wywiadu rzeki z Adamem Strzemboszem

Przyzwoity sędzia

Przeżył stalinizm na uczelni, a Gomułkę i Gierka w sądzie, i pozostał przyzwoitym człowiekiem.

Stanął na czele prawniczej Solidarności, gdy powstawała, po czym wyleciał z sądownictwa. Na zaproszenie Jacka Kuronia i Lecha Kaczyńskiego został szefem podstolika ds. prawa i sądów, ale przy Okrągłym Stole zasiąść nie chciał. Nie popierał sposobu, w jaki prowadzono kampanię wyborczą w 1989 r., ale został wiceministrem w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Odszedł z rządu w proteście przeciwko brakowi rozliczeń sędziów orzekających w PRL, ale na prośbę premiera został prezesem Sądu Najwyższego. Popierał zaostrzenie ustawy aborcyjnej, a jednocześnie stawiał się biskupom. Dał się namówić Jarosławowi Kaczyńskiemu na start w wyborach prezydenckich, po czym wyrzucił ludzi PC ze swojego sztabu. Mógł pozostać dalej prezesem SN, ale był zwolennikiem lustracji, więc prezydentowi Kwaśniewskiemu nie było z nim po drodze.

Tak prof. Adama Strzembosza, bohatera swojego wywiadu rzeki, wydanego właśnie przez Bibliotekę „Więzi”, przedstawia Stanisław Zakroczymski, młody prawnik i jeden z liderów warszawskiego „Łańcucha świateł” – lipcowej akcji w obronie niezależności sądów.

Książka ma trzy szczególne walory. Pierwszym jest bohater: prof. Strzembosz, który od roku, obok byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego prof. Andrzeja Rzeplińskiego i urzędującej wciąż I Prezes SN prof. Małgorzaty Gersdorf, jest symbolem sędziowskiego sprzeciwu wobec zawłaszczania przez PiS wymiaru sprawiedliwości.

Drugi walor – to sam Stanisław Zakroczymski. A właściwie zderzenie tych dwóch postaci: starego prawnika, który ma doświadczenia z trwaniem i oporem wobec totalnej władzy, i prawnika młodego, wychowanego w państwie szanującym trójpodział władzy i wartości demokracji, który staje wobec władzy obalającej ten porządek. Trochę jak Adam Strzembosz: urodzony w II RP, wchodzący w dorosłość w PRL. Strzembosz: konserwatysta i katolik, Zakroczymski – lewicujący liberał.

Trzeci, niezwykle cenny walor książki, to doświadczenia Adama Strzembosza z sądownictwem PRL i III RP, w kontekście Rzeczpospolitej PiS. Zwłaszcza wybory moralne i życiowe, szczególnie ważne dla osobistej kariery i pogodzenia jej z życiem zgodnym z własnymi przekonaniami. Ze zgodą – lub nie – na mniejsze zło.

To nie jest łatwa rozmowa, a Zakroczymski nie prowadzi jej na kolanach. Pyta prof. Strzembosza, dlaczego zgodził się stosować niesprawiedliwe prawo PRL? Np. gdy w latach 50. podjął pracę w ZUS, gdzie przeliczał po złodziejskim kursie zagraniczne emerytury Polaków (złodziejskim, bo państwo tak ustaliło kurs waluty obcej, że zagarniało gros „przeliczonej” emerytury). „W tamtych czasach nie było moralnie czystych wyborów” – przyznaje prof. Strzembosz.

Zakroczymski pyta, dlaczego zdecydował się być sędzią, czyli uczestniczyć w egzekwowaniu władzy w PRL? Profesor odpowiada, że zrobił to dopiero po upadku stalinizmu, w 1956 r.: „Człowiekowi o moich poglądach musiało przeszkadzać [orzekanie w PRL], ale uznałem, że te zmiany stwarzają możliwość, aby zrobić coś sensowniejszego w wymiarze stricte zawodowym” – odpowiada Strzembosz.

Dziś, po zmianie ustawy o ustroju sądów powszechnych przez PiS, sędziowie mają dylemat: współpracować z władzą, wziąć posadę prezesa, wiceprezesa, przewodniczącego wydziału po wyrzuconych przez Ziobrę koleżance czy koledze, czy nie? Samorządy sędziowskie apelują: nie brać. Ale „jak nie ja, to może będzie ktoś gorszy? A ja postaram się robić, co się da, by ochronić sędziów w swoim sądzie przed politycznymi naciskami…”.

Dylemat sędziów w stanie wojennym: stosować dekret o stanie wojennym przewidujący „tryb doraźny”, z zaostrzonymi karami i brakiem możliwości odwołania od wyroku, czy nie stosować? Jedni mówili: dura lex sed lex. Inni – naciągali prawo, żeby sprawę „oddoraźnić”. Jeszcze inni unikali sądzenia spraw z dekretu (więc sądzili je ci, który nie mieli takich skrupułów) lub odchodzili z zawodu. Adam Strzembosz odpowiada, że wybrał wydział, w którym nie był narażony na konflikt sumienia: najpierw sprawy cywilne, a potem – sprawy nieletnich. Tak było w czasach, gdy nikt nie liczył, że władza PZPR skończy się za jego życia.

W PRL do PZPR należało od 40 do 60 proc. sędziów. W projekcie konstytucji PiS z 2010 r. nie było zakazu przynależności do partii dla sędziów i prokuratorów.

Prof. Strzemboszowi prawica co i rusz wypomina zdanie, że „sędziowie sami się oczyszczą” – z tych, którzy łamali w PRL prawa człowieka i zasadę sędziowskiej niezawisłości. To echo stanu wojennego: albo, jak władze PRL, wprowadzamy bezprawne prawo, żeby osiągnąć zamierzony cel (wtedy – rozprawę z opozycją, dziś – z sędziami „sługami reżimu”), albo postępujemy zgodnie z wartościami demokratycznego państwa prawnego i weryfikujemy sędziów zgodnie z zasadą trójpodziału władzy, niezawisłości sędziowskiej i prawem do sądu. A to znaczy, że – jak mówił prof. Strzembosz – sędziów nie mogą sądzić politycy czy „lud”, tylko niezawisłe sądy. Cena była taka, że za łamanie praw człowieka i orzekanie zgodnie z wolą władzy nie usunięto z zawodu żadnego sędziego. Powstawał bowiem dylemat: czy można ukarać sędziego za stosowanie obowiązującego prawa? Czy należy stawiać zarzut dyspozycyjności, skoro ktoś „mieścił się” w granicach prawa i twierdzi, że przekonania partii były jego przekonaniami?

To są niektóre tylko, jak się niestety okazuje aktualne, dylematy moralno-prawne sędziów w zderzeniu z władzą dążącą do monowładzy. W wywiadzie rzece z prof. Strzemboszem są też wątki polityczne z czasów pierwszej Solidarności i III RP. Jest o kulisach władzy i politycznych kompromisach. Wyłania się z nich obraz człowieka elastycznego i twardego zarazem. Osoby, która ma busolę moralną, pozwalającą mu w momentach krytycznych dokonywać wyborów, których nie musi się wstydzić. To może być memento dla sędziów – i nie tylko – stawianych dziś lub wkrótce w sytuacjach granicznych. Zachować przyzwoitość – nic mądrzejszego i bardziej pożytecznego nie da się ani wymyślić, ani zrobić.

„Adam Strzembosz. Między prawem i sprawiedliwością. Rozmawia Stanisław Zakroczymski”, Wydawnictwo „Więzi”

polityka.pl

Dlaczego się podpalił? Żona: „Jak bardzo przepełniła się ta czara!”. Córka: „Boję się, że pokażą tatę jako wariata i umniejszą jego motywację”

órka: „Ciężko tak mówić o własnym ojcu, ale nie mogę zaakceptować tego radykalizmu. Ale mam szacunek, że był w stanie zrobić coś tak mocnego”. Syn: „Mam na razie żal za to, co zrobił, w jakiej sytuacji nasza rodzina jest i będzie”. Żona: „Wszystko robił na spokojnie, teraz też”. Rodzina mężczyzny, który się podpalił, opowiada OKO.press o mężu i ojcu

Rozmowę zaproponowali sami. Przyszli do naszej redakcji: żona, córka i syn mężczyzny, który dokonał próby samopodpalenia w proteście przeciw polityce PiS. Prosto z policji, gdzie składali wyjaśnienia. Towarzyszyła im przyjaciółka domu z córką.

Żona pracuje w aptece, córka jest doktorantką akademii sztuk pięknych, syn doktorantem telekomunikacji.

Nie chcą podawać swoich danych, choć mają świadomość, że nie zachowają anonimowości. Już została im zabrana. Są ścigani przez media. Dziennikarze byli  pod ich domem w Niepołomicach, dzwonili do bliskich w innych miastach. Chwilę przed naszą rozmową, do córki telefonował ktoś z dużego portalu.

Chcą przekazać prawdę o swoim mężu i ojcu, który w czwartek 19 października, późnym popołudniem, podpalił się pod Pałacem Kultury i Nauki w Warszawie. Jego stan jest bardzo poważny.

Wybrali OKO.press, bo – jak mówią – mają do nas zaufanie.

Wysłuchaliśmy ich relacji. Spisaliśmy je tylko porządkując wątki.

Szpital

Żona: Stan męża jest bardzo ciężki. Duży procent skóry został spalony, jego życie wisi na włosku. Pozostaje czekać. Widzieliśmy go rano, jest nieprzytomny. Mieli go przewozić do innego szpitala. Lekarze pracują z ogromnym poświęceniem.

Czwartek

Córka: Tata miał pojechać na szkolenie do Warszawy. Miał jakieś wnioski dostać…

Syn: Co się zdarzało od czasu do czasu, to nie było nic dziwnego.

Córka: Napisał do mnie i do brata dziwne esemesy, które nas bardzo zaniepokoiły.

Syn: De facto sugerował próbę samobójczą. A około 15.30 dostałem instrukcję, gdzie jest list pożegnalny.

Córka: Mnie tata napisał w esemesie, żebym się umówiła z mamą i wróciła z nią do domu. Co mnie zdziwiło, bo nie mieszkam już z rodzicami. Później na moje esemesy nie odpowiadał.

[W domu czekały na nich listy pożegnalne, które zostawił dla każdego oddzielnie i list do mediów, który już opublikowaliśmy z upoważnienia rodziny].

Przeczytaj też:

Mężczyzna, który podpalił się w Warszawie, w liście do mediów: „Większość społeczeństwa śpi. Trzeba ich obudzić. Zapewniam, że nie jest mi łatwo”

OKO.PRESS  20 PAŹDZIERNIKA 2017

Syn: Jak przeczytałem początek listu do mnie, od razu zadzwoniłem na numer alarmowy, godzinę później byłem na komisariacie w Niepołomicach. Nic nie wiedzieli. Sam znalazłem informację na stronie PAP-u. Minęło chyba z sześć godzin zanim mi powiedzieli, w którym szpitalu jest ojciec. Nasza komenda nie była w stanie uzyskać tej informacji z Warszawy. Dlatego też  zasugerowali, żebym zgłosił zaginięcie – choć wiedziałem już, co się stało. To miało przyspieszyć procedury. A teraz media podają, że ojciec był od jakiegoś czasu poszukiwany i rodzina nie wiedziała, co się z nim dzieje.

Przygotowania

Syn: Przygotował to wszystko niepostrzeżenie.

Żona: Uprzedzał, że będzie jechał do Warszawy dość obciążony. Mieliśmy taki duży czarny głośnik, po malowaniu nie został podłączony. Powiedział mi, że weźmie go do Warszawy, bo kolega chce odkupić. Powiedziałam, że jak komuś się to przyda, to OK.

Syn: Ulotki wydrukował pewnie na domowym komputerze. Megafon? Nie wiem, skąd go wziął.

Córka: Ojciec kupował dużo różnych rzeczy na allegro.

Żona: Nie miał ze sobą dokumentów, celowo zostawił je w domu. Wziął tylko prawo jazdy, ale napisał, że je zniszczył. Wiedział, że możemy usłyszeć o tym z mediów. Może chciał być anonimowy, żeby media od razu się na nas nie rzuciły.

Syn: Czemu pod Pałacem Kultury? Zaplanował to wcześniej, bo pisał o tym już w liście do mnie. Mnie to się kojarzy z „Małą apokalipsą” [bohater książki Tadeusza Konwickiego, wydanej w II obiegu w 1979 r., dokonał przed Pałacem Kultury aktu samospalenia – red.].

Żona: Konwickiego czytał.

Córka: Chciał, żeby to było zauważone.

Syn: Pod Sejmem, byłoby może lepiej, ale tam jest tyle policji, od razu by się na niego rzucili, jakby tylko zaczął przygotowania.

Żona: Puścił piosenkę „Kocham wolność”. Często słuchaliśmy razem „Chłopców z Placu Broni”.

Dlaczego?

Córka: Dla nas to jest szokująca sytuacja. Tata jest bardzo spokojnym człowiekiem. Tak gwałtowny sposób jaki wybrał – nie rozumiem.

Żona: Mnie też zaszokowała forma protestu – jak bardzo musiał być zdesperowany, w jakim musiał być stanie, żeby coś takiego zrobić? Jak bardzo przepełniła się ta czara… Często mówił, że jest rozżalony, bezsilny.

Syn: Ale nie aż do tego stopnia.

Żona: Ostatnio coraz częściej rozmawialiśmy o tym, co się dzieje; dawniej nie. Kiedyś wydawało się, że to, co w Polsce mamy, to już jest raz na zawsze, że to niemożliwe żeby w taki bezczelny i bezpardonowy sposób po kolei łamać prawo.

Depresja

Żona: Zmagał się z depresją od ośmiu lat. Ale jego czyn nie miał z tym związku, to nie był odruch szaleńca. Leczył się w Krakowie u najlepszych lekarzy, regularnie był na wizytach. Falowało, były okresy remisji, ostatnio się pogorszyło. Ale to nie jest choroba dwubiegunowa, tylko depresja endogenna.

Córka: Depresja często dotyka ludzi inteligentnych i wrażliwych.

Syn: W listach, które napisał do nas, podkreślił, że to, na co się zdecydował, nie ma związku z chorobą.  I że decyzję podjął już jakiś czas temu.

Niezgoda

Syn: Te jego teksty są tak ładnie napisane, zredagowane. Niepoczytalny albo frustrat? Ja się z tym nie zgadzam.

Córka: Boję się, że pokażą tatę jako wariata i umniejszą jego motywację.

Syn: Boimy się, że będą go chcieli przedstawić jako niepoczytalnego.

Córka: Ciężko tak mówić o własnym ojcu, ale nie mogę zaakceptować takiego radykalizmu. Boli mnie to i nie uważam, że to jest odpowiedni sposób działania (pauza). Ale mimo wszystko mam do niego szacunek, że był w stanie zrobić coś tak mocnego.

Syn: Mam na razie żal do ojca za to, co zrobił, ciężko mi to zaakceptować patrząc na to, w jakiej sytuacji nasza rodzina jest i będzie. I wydaje mi się, że to nie było tego warte, nie na tym etapie, jeszcze nie teraz, wobec tych  miernot… Oczywiście, jeśli się władza nie zatrzyma, to nie wiadomo, co może być dalej. Ale jeszcze nie czas na takie działania.

Żona: Obawiam się, że ten jego akt desperacji też nie da ludziom do myślenia. Ale granice zostały przekroczone i ja się z nim zgadzam. Tyle, że też nie mogę się pogodzić z tym, co zrobił. To, co nas czeka, jako rodzinę, będzie złe.

Polityka

Żona: Nie był zaangażowany w działalność opozycji i organizacji sprzeciwiających się polityce obecnego rządu.

Córka: Dużo czytał, wspierał….

Żona: Ja chodziłam na manifestacje, a mąż nie. Ostatni raz był parę lat temu na Marszu Równości. Nie należał do KOD-u ani innych organizacji.

Syn: Ten swój manifest stworzył sam. Pisał wiersze, jeden z jego dwóch braci jest poetą.

Żona: Proponowałam mu, żeby – tak jak sugerowała Akcja Demokracja – odwiedzać posłów PiS  i powiedzieć, co myślimy o zamachu na sądy, ale jakoś do tego nie doszło.

Obywatel

Syn: Ojciec jest po prostu zwykłym człowiekiem. Świadomym obywatelem.

Córka: Tata jest bardzo inteligentny. Studiował chemię, specjalizował się w chemii teoretycznej, zaczął robić doktorat. Którego nie ukończył z mojego powodu – niestety pensja asystenta na uczelni nie pozwala utrzymać rodziny. Ostatnio zajmował się głównie szkoleniami, oceną wniosków o dofinansowanie unijne.

Żona: Współpracował z samorządami i organizacjami pozarządowymi, prowadził szkolenia. Z bliska widział, jak odbierają nam wolność po kawałku. To było tym bardziej bolesne. Kiedyś pracował na uczelni, potem założył firmę poligraficzną, ale niezbyt się udało. Pracował też w amerykańskim projekcie jako computer specialist.

Córka: Lubi łowić ryby, hodować dynie, robi hotele dla pszczół, owadów.

Żona: Trudno to opowiedzieć, ale jest wspaniałym mężem, przyjacielem, człowiekiem.  Zawsze wyważony, spokojny, nie daje się ponieść emocjom, wszystko robi na trzeźwo. To też zrobił tak, jak zaplanował.

Kredyt

Żona: Mieszkaliśmy w Krakowie, teraz w Niepołomicach, córka pracuje i robi doktorat na ASP, syn jest doktorantem telekomunikacji na AGH. Mąż ma 54 lata. 10 lat temu wzięliśmy kredyt i kupiliśmy dom. Poznaliśmy się na studiach w 82 roku, na II roku już byliśmy parą. Od kilku lat powodziło nam się gorzej, ale to nie był skutek dobrej zmiany.

Syn: Używając znanej terminologii, nie zostaliśmy oderwani od koryta.

Żona: Choroba męża ograniczyła dochody, zawiesił nawet działalność firmy. Na pewno się martwił, były nawet takie rozmowy, że jak nie damy rady spłacać kredytu, to zawsze można sprzedać dom.

Syn: Właśnie zacząłem zarabiać i dokładać się do budżetu.

Córka: To mama się bardziej martwiła.

Wiersze

Córka: Zbierał wszystkie moje rysunki, ładował do pudeł, wydał nawet kartkę pocztową z moim rysunkiem. W każde święta obowiązkowo oglądamy „Gwiezdne wojny”.

Żona: Wspólne wakacje: Mazury, Suwalszczyzna, Bory Tucholskie. W 2009 roku wygrał konkurs na limeryk radia RMF FM Classic, którego słuchamy, nagrodą była wycieczka do Salzburga. Wspaniała! Pisał okolicznościowe wierszyki na święta.

Córka: Limeryki i białe wiersze. Przed maturą z historii sztuki, wziął mnie do Brukseli, gdzie jechał na szkolenia, żebym zobaczyła te muzea.

Syn: Mnie też kiedyś zabrał. Świetnie mówi po angielsku.

Córka: Jest spokojny, ale kreatywny. Nie odzywa się często, ale to the point.

Żona: Powtarzał zawsze, że nie lubi mieć racji.

„Solidarność”

Do OKO.press zadzwoniła też Anna Hejda, trenerka i ekspertka m.in. Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, współpracowniczka i przyjaciółka mężczyzny. Oto jej wypowiedź:

„Dowiedziałam się, że robicie o nim materiał. Studiowaliśmy razem chemię na Uniwersytecie Jagiellońskim, z tym, że on był na studiach indywidualnych, zajmował się chemią kwantową. Jest wybitnie zdolny. Zostaliśmy przyjaciółmi, jestem matką chrzestną jego syna.

Jak przeczytałam ten jego list-ulotkę z postulatami, przyszło mi do głowy, że on został zarażony „Solidarnością”. Jak był w liceum, to po Sierpniu 1980 opracowali  swoje postulaty wobec dyrekcji szkoły o samorządzie uczniowskim, większej transparentności, szkolnej demokracji.

Na studiach działał w NSZ, brał udział w strajkach studenckich. Potem spotkaliśmy się w Fundacji Rozwoju Demokracji Lokalnej, brał udział w naszych najważniejszych programach rozwijania partycypacji społecznej, demokracji lokalnej, przejrzystości władzy.

Zawsze był niepokorny, skupiony na wolności. Dlatego to, co się dzieje w Polsce, jest dla niego tak okropne. Chcę to wszystko powiedzieć, żeby jego ofiara nie poszła na marne. Bo to był akt rozpaczy, ale nie wybryk szaleńca”.

Przeczytaj też:

Mężczyzna podpalił się przy dźwiękach piosenki „Wolności oddać nie umiem”. Relacja radnej Pauliny Piechny-Więckiewicz

AGATA SZCZĘŚNIAK  19 PAŹDZIERNIKA 2017

oko.press

Ciekawa opinia.

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem?

Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella napisał w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce. O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: – „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilita) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” [cyt. za: oko.press].

No i na naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało to jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.
RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięciu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie politycznie najsilniejsza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedynczych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.
Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Obywatele RP uniewinnieni

Pijany strażnik pacyfikował Obywateli RP przed Sejmem

Warszawski sąd uniewinnił czterech działaczy Obywateli RP, którzy zostali oskarżeni przez Marka Kuchcińskiego o zakłócanie miru domowego Sejmu. 30 listopada ubiegłego roku weszli oni na teren parlamentu, w którym debatowano nad ustawą o zgromadzeniach.

Sąd podjął taką decyzję, bo w jego ocenie teren, na który dostali się oskarżeni, nie jest w ogóle ogrodzony. – „Budynek Sejmu jest gmachem użyteczności publicznej. Nie wystarczy domniemywać limitowania dostępu. Ogrodzenie musi być konstrukcją, która w sposób istotny utrudnia jej pokonanie i wymaga wysiłku” – uzasadniał sędzia. Dodał, że po analizie monitoringu z kamer przemysłowych nie potwierdzono, by oskarżeni zakłócili pracę parlamentu. – „Z punktu widzenia Straży Marszałkowskiej zachowanie oskarżonych było uciążliwe. Ale uciążliwość wizyty nie jest wystarczającą przesłanką, by uznać ją za przestępstwo” – stwierdził sędzia.

Pawła Kasprzaka z Obywateli RP oczywiście cieszy wyrok sądu. – „Z nim w ręku będziemy stawiać się w Sejmie, by dotrzymać towarzystwa marszałkowi Kuchcińskiemu” – powiedział. Jednocześnie przypomniał, że Obywatele RP nie mogą wchodzić do gmachu Sejmu, by np. przysłuchiwać się pracom komisji. Zarządzenie w tej sprawie wydał właśnie Kuchciński.

koduj24.pl

Andrzej Duda nie walczy o konstytucję. Chce tylko, by Kaczyński nie deptał jego godności. Najwyraźniej chce za dużo.

Karczewski o Komisji Jakiego: Idzie szybko, bo nie ma czasu, jest sprawna

Karczewski o Komisji Jakiego: Idzie szybko, bo nie ma czasu, jest sprawna

– Nawet nasi krytycy chwalą tę komisję. Jeżeli mamy takie zło, taką patologię, ja tej opinii nie podzielam, że tak jest, ale niech idzie na skróty. Idzie szybko, bo nie ma czasu, jest sprawna – mówił marszałek Senatu Konradowi Piaseckiemu.

 

Karczewski o słowach Romaszewskiej: Dziwię się pani Zofii, że wygłasza takie sądy

– Dziwię się pani Zofii, że wygłasza takie sądy. Bardzo żałuję, że wypowiedziała takie sądy. Nietrafnie ocenia tę sytuację, widzi gorzej. Jest mi bardzo przykro. Jestem dumny ze współpracy i z nią i marszałkiem Romaszewskim – mówił marszałek Senatu.

 

Karczewski o kandydowaniu: Warszawa zasługuje na odspawanie się od PO

– Warszawa zasługuje na odspawanie się od PO. Jest bardzo dobrym kandydatem Patryk Jaki. Jeśli ja będę kandydatem, to zrobię wszystko, by odspawać Warszawę od Platformy Obywatelskiej, bo na to zasługuje – mówił Stanisław Karczewski w Piaskiem po Oczach.

 

Karczewski o Szydło: Ma świetne oceny, jestem przekonany, że będzie premierem

– Ma świetne oceny, jestem przekonany, że będzie premierem. Będzie podsumowanie rządu. Pewnie kiedyś tam przestanie być premierem, ale dlaczego to zmieniać skoro się swietnie sobie radzi i świetnie się czuje w tym rządzie? – mówił Stanisław Karczewski Konradowi Piaseckiemu.

 

Karczewski: Jeśli chodzi o ordynację, to na pewno będą zmiany

– Jeśli chodzi o ordynację to na pewno będą zmiany, chciałbym, żeby były kamery, żeby były dwie komisje, inne karety. Przeżyłem przejście do mniejszego okręgu, zmieniłem zdanie, wyborcy mają lepszy dostęp do mnie, ja do nich. Nie są to propozycje, przeczytałem o niej w GW, mnie się podoba jako Stanisławowi Karczewskiemu. Propozycji nie znam, bo nie pracuję w tym zespole – mówił Stanisław Karczewski w Piaskiem po Oczach.

 

Beata Mazurek na żywo w Wiadomościach: Jest przeświadczenie, że porozumienie jest możliwe, że idziemy ku niemu

Beata Mazurek była na żywo gościem Wiadomości TVP. Jak mówiła w komentarzu:

– To, co wiem, mogę powiedzieć, że to było dobre spotkanie, była przyjazna atmosfera. Jest dalsza chęć rozmów, przeświadczenie, że porozumienie jest możliwe do zawarcia, że idziemy ku temu porozumieniu. Kompromis zawarty będzie. Porzrebujemy troszkę czasu, by zapoznać się z uwagami jakie otrzymał prezes Kaczyński od prezydenta Dudy. Nie wykluczamy, że w najbliższych dniach czyli w najbliższym spotkaniu do spotkania może dojść.

temu

 

Mazurek: Kolejne spotkanie PAD-JK najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu

 

Łapiński: PAD i JK rozmawiali o aneksie do raportu WSI. Obaj stoją na stanowisku, że nie ma potrzeby jego ujawniania

– W ostatnim czasie było dużo dyskusji dot. kwestii tzw. aneksu do raportu WSI. Ten temat też był poruszony i na tym, i na wcześniejszym. Tutaj obaj panowie stoją na stanowisku, że nie ma potrzeby ujawniania tego aneksu, że w tej chwili nie ma takiej konieczności, żeby ten aneks ujawniać – stwierdził Krzysztof Łapiński na briefingu po spotkaniu prezydenta Dudy z Jarosławem Kaczyńskim.

 

Łapiński: Prezydent ma poważne zastrzeżenia do niektórych poprawek zgłoszonych przez PiS

– Co do niektórych poprawek zgłoszonych przez PiS ma bardzo poważne zastrzeżenia, co do innych zastrzeżeń nie ma. Prezes dostał te uwagi na piśmie. Atmosfera spotkania była dobra i będzie kontynuowana ta dyskusja o poprawkach na kolejnym spotkaniu – poinformował Krzysztof Łapiński na briefingu po spotkaniu prezydenta Dudy z prezesem Kaczyńskim. Jak podkreślił, uwagi do niektórych są dość zasadnicze czy nawet fundamentalne.

Rzecznik PAD zapowiedział kolejne spotkanie PAD-Jak. Jak dodał, rozmowa przybliża nas do kompromisu, by prezydenckie ustawy były w najbliższym czasie procedowane.

300polityka.pl

Zakończyło się spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z prezesem Jarosławem Kaczyńskim

lulu, IAR, 20.10.2017

Spotkanie Andrzej Duda - Jarosław Kaczyński

Spotkanie Andrzej Duda – Jarosław Kaczyński (Fot. Adam Stepien / Agencja Gazeta)

Zakończyło się spotkanie w cztery oczy w Belwederze. Prezes PiS Jarosław Kaczyński przyjechał do prezydenta Andrzeja Dudy rozmawiać o reformie sądownictwa.

Piątkowe spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy i prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego trwało około 2 godzin. To czwarta rozmowa prezydenta i prezesa w ostatnich tygodniach, poświęcona reformie sądownictwa. 6 października, w czasie ostatniej z nich, Jarosław Kaczyński przedstawił poprawki, jakie klub PiS chce zaproponować do projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa przygotowanych przez prezydenta. Na dzisiejszym spotkaniu Andrzej Duda miał ustosunkować się do proponowanych zmian.

Na zdjęciach, które fotoreporter Agencji Gazeta zrobił po spotkaniu widać, że w Belwederze była też pierwsza Dama, Agata Duda. Nie wiadomo, czy i w jakiej roli uczestniczyła w rozmowach prezydenta z prezesem.

Rzecznik prezydenta o szczegółach spotkania Andrzej Duda – Jarosław Kaczyński

– Prezydent ma poważne zastrzeżenia do niektórych poprawek zgłoszonych przez PiS – powiedział po spotkaniu rzecznik Dudy, Andrzej Łapiński. Dodał, że „atmosfera spotkania była dobra”. Łapiński przekazał, że prezes Jarosław Kaczyński dostał od Andrzeja Dudy uwagi na piśmie.

Łapiński zaskoczył dziennikarzy jeszcze jednym wątkiem. – W ostatnim czasie było dużo dyskusji o aneksie do raportu ws. WSI. Ten temat też był poruszony. Obaj panowie stoją na stanowisku, że nie ma potrzeby ujawniania tego aneksu, że w tej chwili nie ma takiej konieczności, by ten aneks ujawniać – dodał rzecznik prezydenta. Zaznaczył, że prezes powołał się też na wolę Lecha Kaczyńskiego w tej sprawie.

Łapiński oświadczył, że „jest chęć i wola obu stron do osiągnięcia kompromisu”. Na koniec rzecznik Andrzeja Dudy poinformował, że „można się spodziewać kolejnego spotkania” prezydenta z prezesem PiS. Szczegółów ani daty jednak nie podał.

Rzeczniczka PiS: kolejne spotkanie możliwe w przyszłym tygodniu

– Jesteśmy przekonani, że wszystko idzie ku porozumieniu. Będziemy analizować uwagi prezydenta. Kolejne spotkanie spotkanie odbędzie się najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu – przekazała po spotkaniu Duda – Kaczyński rzeczniczka PiS, Beata Mazurek.

Cztery warunki prezydenta Dudy

Szef gabinetu prezydenta Krzysztof Szczerski podkreślał wcześniej, że Andrzejowi Dudzie zależy na tym, by jego ustawy reformujące Krajową Radę Sądownictwa i Sąd Najwyższy weszły w życie, gdyż dokonują fundamentalnej poprawy pracy tych organów.

Oczekiwania prezydenta co do ostatecznego kształtu ustaw są cztery. To:

  1.  wielopartyjność wyboru sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa,
  2. obiektywne i transparentne kryterium zmian kadrowych w Sądzie Najwyższym,
  3. uspołecznienie kontroli nad wymiarem sprawiedliwości,
  4. wycofanie roli prokuratora generalnego z bezpośredniego wpływu na funkcjonowanie tych organów państwa.

Rzecznik Prawa i Sprawiedliwości Beata Mazurek oceniła, są duże szanse na porozumienie między prezydentem Andrzejem Dudą a Prawem i Sprawiedliwością. Odniosła się także do słów doradczyni Andrzeja Dudy, Zofii Romaszewskiej, która stwierdzała na antenie Radia Zet, że PiS gra „nieczysto” z prezydentem. W ocenie rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, do konsensusu i porozumienia prowadzi rozmowa, a nie dyskusja medialna.

***

25 października 2015 roku PiS wygrało wybory parlamentarne w Polsce. Jak oceniacie dwa lata rządów tej partii? Piszcie do nas – listydoredakcji@gazeta.pl

Duda mówi, dlaczego trzeba zmienić konstytucję

 

 

Polska płonie…

Polska płonie...

Trudno przejść obojętnie obok tego, co wydarzyło się w Warszawie – przed Pałacem Kultury podpalił się mężczyzna.

Wszystko wskazuje na to, że był to akt sprzeciwu wobec działalności PiS-u. W internecie krąży jego list, który kończy się słowami – „Chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”. Co wiadomo o tym człowieku? Radio RMF podaje, że to mieszkaniec małopolskich Niepołomic, ma 54 lata i od dłuższego czasu leczy się na depresję.

To nie pierwszy przypadek w historii, gdy ktoś w taki właśnie sposób wyraża swój sprzeciw wobec działań władzy. Ryszard Siwiec podpalił się we wrześniu 1968 roku na znak protestu przeciwko interwencji Ludowego Wojska Polskiego w Czechosłowacji i łamaniu praworządności w Polsce. W listopadzie 1968 roku Wasyl Maków w ten sposób zaprotestował przeciwko komunistycznemu systemowi na Ukrainie i przynależności do ZSRR. W styczniu 1969 roku Jakub Palach dokonał samospalenia, sprzeciwiając się interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji. W marcu 1980 roku Walenty Badylak też protestował przeciwko przemilczaniu zbrodni katyńskiej. Wielu, wielu ludzi na świecie w taki właśnie sposób wyrażało swoją niezgodę na to, co się wokół dzieje, kiedy łamane są prawa i wolności człowieka.

No i teraz mamy Warszawę, Pałac Kultury. Internet drży w posadach, ludzie są w szoku. Do późnych godzin wieczornych żadna ze stacji telewizyjnych nie przekazała informacji o tym wydarzeniu. W TVN24 napisano kilka słów na pasku, w telewizji publicznej przemilczano, zapewne czekając na jakieś dyrektywy z góry, bo przecież trzeba się będzie odnieść do sprawy, ale tak… „po pisowskiemu”. Ciekawe, jakimi „rewelacjami” uraczy swoich wyborców PiS. Jak znam życie, nie będzie trudno przekonać ich, że to jakiś akt szaleńca i tyle.

Przeglądam strony internetowe, czytam komentarze i włos mi się jeży. – „Ale frajer. Trzeba mieć mocno wypruty mózg przez propagandę TVN, by próbować się spalić za jakąś demokrację, w obronie sędziów, lekarzy czy… Wałęsy. A tuby propagandowe, jak Żakowski, mają dzięki temu używanie”, „Chyba redaktorek do nocy siedział i pisał te wypociny na zamówienie, patryjota, który się podpala buhaha, człowiek, który się podpala w czasie pokoju jest zwykłym psychopatą”, „Jakby ktoś pytał to zapałki ma Kopacz!!! Dostęp do lewej benzyny z setek cystern poukrywanych teraz po lasach pewnie jeszcze też by się znalazł!!”„Kodziarze są zdesperowani żeby zdestabilizować kraj. Zrobią wszystko, nawet kosztem tej chorej psychicznie osoby”. To najdelikatniejsze z komentarzy, które czytałam. Ludzie, co się z wami porobiło?!! Ileż paskudztwa w was?!! Przykro mi, ale coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Polacy dzielą się na Ludzi i przewody pokarmowo – wydalnicze. Jestem zniesmaczona, oburzona, zła. Tylko na tyle stać moich rodaków. Tylko tak potrafią zareagować na czyjąś tragedię… koszmar.

Zbliżała się godzina 17.00. W Pałacu Kultury odbywało się posiedzenie Rady Miasta. Był tam też prezes Kaczyński, bo przed sesją odsłonięto tablicę poświęconą niedawno zmarłej radnej PiS Oldze Johann. Przyszedł człowiek z megafonem, ulotkami, listem pożegnalnym… Krzyczał hasła antyrządowe, podpalił się przy dźwiękach utworu „Wolności oddać nie umiem”.

Ktoś powie „wariat”, ktoś inny wzdrygnie ramionami, jeszcze ktoś uśmiechnie się ironicznie. Tak najłatwiej, najprościej, gdy się nie chce zrozumieć, dlaczego. Jedno jest pewne. Ileż musiało się w tym człowieku nazbierać żalu i rozgoryczenia, jak bardzo musiał czuć się bezradnym, że podjął taką decyzję. Sporo wśród nas takich, którzy mają bardzo delikatną psychikę, wrażliwość utrudniającą odnalezienie się w realiach. Kiedy tracą poczucie bezpieczeństwa, świat wokół nich staje się groźny, niestabilny, nieprzyjazny, na swój sposób chcą pokazać swoją niezgodę, swój sprzeciw. Tak się dzieje w państwach, gdzie władza nie słucha swoich obywateli, uprawia samowolkę polityczną, przyzwala na nienawiść i agresję.

Zapewne już lada moment usłyszymy, że to jakiś szaleniec, który wyrwał się z wariatkowa. Dowiemy się, kto go zainspirował, zmanipulował nim do tego stopnia, że zburzył facet na chwilę samozadowolenie rządzącej partii. Jednak ja wiem jedno. Wczoraj ten człowiek skrzywdził siebie, jutro ktoś skieruje swój gniew i frustrację przeciwko innym. To bardzo realny scenariusz w takim państwie, w jakim żyjemy.

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Pan Paprykarz – kiedyś piewca dziś największy wróg PiS

Pan Paprykarz - kiedyś piewca dziś największy wróg PiS

Wszyscy pamiętamy Stanisława Kowalczyka, znanego z racji uprawianego warzywa pod pseudo „Paprykarz”, który w kampanii wyborczej w 2011 r. wołał do Donalda Tuska: „jak żyć, panie premierze?”

Plantator był w gronie rolników, którzy zostali poszkodowani podczas huraganu. Zrozpaczony klęską łatwo dał się zmanipulować ówczesnej PiS – owskiej opozycji.

Po tym wydarzeniu Stanisław Kowalczyk wystąpił w 2011 r. na konferencji prasowej z Jarosławem Kaczyńskim, później był nawet gościem jednej z partyjnych konwencji PiS. Ba, przemawiał ze sceny. We własnym domu gościł Jarosława Kaczyńskiego…

A dziś? Dziś pan Paprykarz, już nie pyta jak żyć. Jest facetem do głębi sfrustrowanym i mówi tak: Nie ma takiej nadziei, że będzie lepiej! Pani premier, ku**a, wszyscy, na czele z tym „najbystrzejszym” ministrem rolnictwa, jakim jest obecnie pan Jurgiel… Kłócenie się z całym k***a światem dookoła, żeby było k***a gorzej, a nie lepiej, no to bym już ku**a wieszał za jaja – bluzga Paprykarz.

Na pytanie portalu naTemat, czy z podobnym „kwestią” jak kiedyś do Tuska, zwróciłby się do B.Szydło odpowiada: „Miałbym do porozmawiania wiele, ale nie wiem, czy będzie możliwe. Z tego co wiem to nie, [premier] chodzi w takim sztabie, że nie da rady. A zarzucali Tuskowi, że się odgradza. Jak widać, mi się udało [zadać pytanie Tuskowi], a tutaj nie ma szansy.

Pytany czy lepiej mu się żyje pod nowymi rządami odpala: „Jest dupa, zimna. Nie ma takiej nadziei, że będzie lepiej. Kłócenie się z całym światem dokoła, żeby było gorzej, a nie lepiej… No nie mogę tego słuchać, bo jak słucham to niedobrze mi się robi”.

Suma sumarum Stanisław Kowalczyk vel Paprykarz jest dokumentnie wyleczony z PiS-u. „Mieliśmy razem zmieniać kraj, ale okazało się, że byłem potrzebny tylko chwilowo, żeby krytykować rządzących” – mówi dziś z furią.

koduj24.pl

Orwellowska organizacja Reduta Dobrego Imienia

Reduta Dobrego Imienia (RDI) w nazwie ma już zmyłkę, jak Ministerstwo Prawdy Orwella. Czyż zakłamanie, amoralność są dobrym imieniem? Włoski dziennikarz Gian Antonio Stella był napisać w „Corriere della Sera” artykuł krytyczny o Polsce.

O dzisiejszej Polsce pisowskiej i o tym, że nie potrafimy zmierzyć się z własną historią. Stella napisał krytycznie o „Różańcu do granic”, którego wymowa była antychrześcijańska, o nieumiejętności zmierzenia się z problemem uchodźców, którzy są inni od nas, są więc wyzwaniem społecznym, niewielkim politycznym, to kolejne tchórzostwo obecnych władz.

Redutę Dobrego Imienia, także ambasadę RP w Rzymie, oburzył passus: „Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności (personali responsabilità) za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po” (cyt. za: Oko.press)”.

No i naszych tzw. patriotów (tak zwani patrioci piszę, bo to w istocie szowiniści) podziałało jak płachta na byka. O ile ambasada w Rzymie oburzyła się i odpowiedziała listem na artykuł, to nie popełniła w nim błędu merytorycznego, ale Reduta specjalizuje się w manipulacjach i fałszu.

RDI w swoim stylu zaczęła nie na temat. Od tego, że w Polsce nie było rządu kolaboracyjnego. Stella o tym nie pisał. Stella też nie pisał, że państwo polskie (wówczas podziemne) uczestniczyło w Holocauście. Nie! Konkretni Polacy pomagali Niemcom i sami tworzyli fakty Holocaustu.

Przed wojną i w jej trakcie w polskim społeczeństwie silny był antysemityzm zbudowany przez polityków, w którym miał duży udział Kościół katolicki, zaznaczmy: nie cały. Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło w kilkudziesięiu innych miejscowościach. Szmalcowników – czyli informatorów za korzyści materialne – było dużo więcej niż tych, którzy pomagali Żydom, a bezinteresownie pomagających była garstka, to oni otrzymują dzisiaj tytuły Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

Do pogromów jak w Jedwabnem dochodziło tam, gdzie poolitycznie najsilniejszza była endecja. To ten grunt polityczny pchał ciemny lud do krwawych czynów. Niemcy chwalili polskich szmalcowników, bo nie wykazaliby się „sukcesem” w odnajdywaniu ukrywających się Żydów.

Podobnie zachowywała się część rodaków po wojnie, czego ewidentnym przykładem jest pogrom kielecki w 1946 roku, w którym zginęło 37 Żydów. Pojedycznych przykładów mordów tuż po wojnie jest dużo.

Czy dzisiejsza niechęć do uchodźców jest podobna do antysemityzmu? Tak! To ta sama niechęć – wręcz nienawiść – do innych. W literaturze inny pisze się Inny. Nie bądźmy więc zdziwieni, że PiS na wszelkie sposoby źle wyraża się o uchodźcach, a zaprzeczenie o antysemityzmie i udziale Polaków w Holocauście zostawia takim organizacjom, jak Reduta.

Za pomocą takich Redut Dobrego Imienia fundują nam Polskę na fundamencie fałszu. Polskę zakłamaną tchórzliwą, amoralną. Dlatego tacy ludzie bez talentu, grafomani jak Świrski, szef tej orwellowskiej organizacji, są na tapecie. Polska jako szczurowisko – wówczas, gdy dochodziło do pogromów na Żydach i dzisiaj.

Mój ród pochodzi z tych terenów, gdzie jest Jedwabne, sporo opowiadano u nas o tych faktach, o tym zakłamaniu. A teraz wraca fałsz i ma się coraz świetniej.

 

PAD rozmawiał wczoraj z Janem Olszewskim

Prezydent Andrzej Duda odbył wczoraj nie tylko rozmowę z Zofią Romaszewską, ale i z byłym premierem Janem Olszewskim, który popiera postulaty prezydenta – podaje Radio Zet. Według stacji, była to długa rozmowa telefoniczna.

To opinie Romaszewskiej i Olszewskiego mają być – według Radia Zet – koronnym argumentem prezydenta w dzisiejszej rozmowie z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim.

300polityka.pl

STAN GRY: GW o związkach Przyłębskiej, Bielecki o młodym kandydacie w Waw, Fakt o PBK do PE, GW: PO wyciszy reprywatyzację, PWC potwierdza lukę VAT

— 300LIVE:
Jaki: Jeśli PAD nie zmieni swojego postępowania ws. zmian w sądownictwie, przejdzie do historii jak Kwaśniewski ws. reprywatyzacji
Romaszewska: Macierewicz uważa prawdopodobnie, że ten prezydent mu przeszkadza
Romaszewska: Nie wiem, czy Kaczyński nie przestał być demokratą. Tego nie umiem powiedzieć
Romaszewska: Uważam, że PiS gra nieczysto z prezydentem
Romaszewska: Nie można wprowadzać jedynowładztwa z tego powodu, że chce się zmienić parę personaliów
http://300polityka.pl/live/2017/10/20/

— FRAGMENT ROZMOWY MAZURKA Z POSŁEM MISIŁO:
“Zupełnie nie, to nieporównywalne. To nie jest analogiczne.

I dlatego stojąc na krześle, drze pan dokumenty i rzuca w Piotrowicza papierami?

Tłumaczę panu, że to był wyraz absolutnej bezsilności w chwili, gdy rozstrzygało się, czy będziemy mieli trójpodział władzy i wolne sądy.

I dlatego chciał pan rzucić krzesłem?

Nie chciałem rzucać krzesłem, przenosiłem je.

Nad głową? Zamachując się w stronę prezydium? Odłożył pan krzesło, bo spadło siedzisko.

I Kancelaria Sejmu powinna coś zrobić z krzesłami”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/560764,piotr-misilo-wywiad-robert-mazurek.html

— CZESŁAW BIELECKI O MŁODYM KANDYDACIE PIS Z DOROBKIEM – mówi wpolityce.pl: “Kandydatem na prezydenta Warszawy powinien być człowiek młody, reprezentant nowego pokolenia, choć rzecz jasna, z wyrazistym dorobkiem. Powinien być znaczącym anty-HGW i anty-PO. To „anty” nie oznacza bycia po prostu przeciwnym politycznie. Chodzi o człowieka, który dla społeczności Warszawy mógłby być sygnałem oczekiwanej zmiany. To nie jest tak, że zły PiS niesprawiedliwie grilluje dobrą Hannę Gronkiewicz-Waltz. To sama prezydent od początku popełniała kardynalne błędy, w czym partia ją popierała. Pytanie dlaczego społeczność Warszawy tak długo to tolerowała?”

— BIELECKI O INTRONIZACJI MŁODEGO POKOLENIA: “ Po raz kolejny powtórzę, bo to bardzo ważne – niezbędna jest intronizacja nowego pokolenia. Polska ma po Grecji najstarszą elitę polityczną”. https://wpolityce.pl/polityka/363058-trzy-pytania-do-czeslawa-bieleckiego-kandydatem-na-prezydenta-warszawy-powinien-byc-czlowiek-mlody-choc-z-wyrazistym-dorobkiem

— PWC POTWIERDZA DANE MORAWIECKIEGO NA TEMAT LUKI VAT-OWSKIEJ – pisze Anna Cieślak-Wróblewska w RZ: “Firma doradcza PwC zdaje się rozstrzygać ten spór na korzyść resortu finansów. W przedstawionym wczoraj corocznym raporcie szacuje, że o ile w zeszłym roku luka w VAT wzrosła do 2,9 proc. PKB (do 52 mld zł), o tyle w tym roku spadnie o 13 mld zł, do 2 proc. PKB (do 39 mld zł). – Wszyscy wiemy, że resort finansów przesunął zwroty VAT ze stycznia i lutego tego roku na grudzień zeszłego roku – mówi Mateusz Walewski, starszy ekonomista PwC. – To obniżyło wpływy w 2016 r., a podwyższyło na początku tego roku. Ale nawet bez takich ruchów i tak dochody z VAT silnie rosną, zmniejszając lukę – wyjaśnia”. http://www.rp.pl/Budzet-i-Podatki/310199880-Z-VAT-mozna-jeszcze-wycisnac-27-mld-zl.html?template=restricted

— GW NA JEDYNCE O ZWIĄZKACH PRZYŁĘBSKIEJ Z WYWIADEM – jak pisze Wojciech Czuchnowski: “Zebrane dane wskazują z dużym prawdopodobieństwem, że Muszyński, dziś wiceprezes TK, od połowy lat 90. jako oficer służb „prowadzi” obecną prezes TK Julię Przyłębską. Poznali się na placówce w Berlinie i przez lata utrzymywali relacje, których charakter mógł być związany z pracą Muszyńskiego dla specsłużb Ustalenia oparliśmy na relacjach z kilku niezależnych źródeł, osoby te nie zgodziły się wystąpić pod nazwiskiem. Nie mamy też kopii dokumentów dotyczących zadań Muszyńskiego w wywiadzie, dzienników rejestrowych itp. Takie materiały należą do najbardziej strzeżonych tajemnic”. http://wyborcza.pl/7,75398,22538390,kto-rzadzi-trybunalem-konstytucyjnym-badamy-zwiazki-prezes.html

— TRĄD W PAŁACU SPAWIEDLIWOŚCI – Piotr Stasiński w GW: “Oznaczałoby coś jeszcze gorszego – skandaliczny zamach na sądownictwo w stylu republiki bananowej. Dowodziłoby, że władza wyzbyła się wszelkich hamulców w stawianiu woli politycznej ponad najwyższym prawem Rzeczypospolitej. I że w tym „dziele” nie waha się przekroczyć żadnych granic. Tak przerażający obraz wyłania się z relacji naszych informatorów”. http://wyborcza.pl/7,75968,22538438,trad-w-palacu-sprawiedliwosci.html

— JAK DUDA ZOSTAŁ AGENTEM A ZIEMKIEWICZ SALONOWCEM – Jan Wróbel w DGP: “Tak, to zupełna głupota z tym salonowcem Ziemkiewiczem i agentem Dudą, naprawdę jednak istotny nie jest himalajski poziom nadprawicowych bredni, tylko użytek polityczny, jaki z tych bredni robi Jarosław Kaczyński. Zbyt wpływowe osoby i pisma – z ostentacyjnie wiernym prezesowi tygodnikiem „Sieci prawdy” – korzystają z narracji agenturalno-radykalnej, byśmy mogli liczyć na otrzeźwienie. Dokładanie do pieca jest znacznie bardziej lukratywne od polemiki z Jarosławem Kaczyńskim. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by ujrzeć wierne twarze szemrzące kochanemu Wodzowi: „No, tak, skoro Ziemkiewicz tak pisze, to znaczy, że agentura chce nas powstrzymać, bo się zaczęła nas bać… nas bać… nas bać…”. A jak Wódz nie posłucha? Znaczy, że agent (śpioch)”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/560797,jan-wrobel-szukajac-agenta-spiocha.html

— RAFAŁ ZIEMKIEWICZ O PRYMITYWNYM PODLIZYWANIU SIĘ – mówi SE: “ Jeśli chodzi o wypowiedź rzecznik PiS Beaty Mazurek z pewnością tak. To dość prymitywna próba podlizania się prezesowi, do tego raczej chybiona, bo prezes nie jest łasy na takie pochlebstwa. Doskonale demaskuje natomiast podejście części osób wewnątrz obozu władzy. To nie odkrycie, że tak się tam myśli. Co do meritum spotkania, to poważnie zastanawiam się nad tym, czy PiS aby w ogóle nie zrezygnował z reformy wymiaru sprawiedliwości”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/rafal-ziemkiewicz-kasta-moze-byc-wygodna-dla-pis_1023640.html

— KRYSTYNA PAWŁOWICZ O PAD I JK I ŻE NIE DA SIĘ NIKOGO ZMUSIĆ DO GRZECZNOŚCI: “- Do grzeczności nie da się nikogo namówić. Jeśli pan prezydent nie widzi takiej potrzeby, to co zrobić? Chociaż widać, że przychodzi starsza już osoba, która mogłaby być jego ojcem, i to do tego osoba, która wypromowała go jako polityka. Nie są to wizyty podlegające jakiemuś ścisłemu protokołowi i nic by się nie stało, gdyby prezydent przyłożył do Jarosława Kaczyńskiego taką miarę jak do swoich rodziców. Na pewno do nich wychodzi osobiście i nie wysyła umyślnych”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/krystyna-pawlowicz-do-grzecznosci-nie-da-sie-nikogo-namowic_1023627.html

— PIS TESTUJE PREZYDENTA – Agata Kondzińska w GW: “Ponad 25 stron poprawek złożył PiS do prezydenckich ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym. Finezyjnie zapisane wzmacniają ministra sprawiedliwości tam, gdzie prezydent go osłabił – dowiedziała się „Wyborcza”. W piątek spotkanie Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim. (…) Poseł PiS: – To obniżanie ciśnienia, by nie było czerwonych pasków w telewizjach, że porozumienia nie ma. Trzeba zaniżać oczekiwania, spuszczać powietrze z tego balonu”. http://wyborcza.pl/7,75398,22537228,przed-spotkaniem-duda-kaczynski-co-zrobi-prezydent-jedni.html

— PO WYCISZY REPRYWATYZACJĘ – Iwona Szpala w GW: “Z informacji „Wyborczej” wynika, że w pozytywnym przekazie nie zmieści się temat afery reprywatyzacyjnej. Ostatnia wersja jest taka, że prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz dokończy swoją kadencję jako wiceprzewodnicząca PO. – W sobotę raczej wyciszymy temat – mówi jeden z polityków Platformy”.

— MŁODZI Z PLATFORMY DOSTANĄ SZANSĘ? – dalej Szpala w GW: “Ważne będą proporcje w zarządzie partii. – Frakcja młodych uważa, że wchodzący z automatu baronowie (jest ich szesnastu), czyli zaplecze Schetyny, powinni mieć tyle samo miejsc, co ludzie wybierani bezpośrednio. Wtedy młodsi politycy krytyczni wobec przewodniczącego mieliby szansę zaistnieć – słyszymy”. http://wyborcza.pl/7,75398,22538508,mlodzi-z-platformy-dostana-szanse.html

— KATARZYNA LUBNAUER CHCE BYĆ DRUGĄ TWARZĄ NOWOCZESNEJ: https://wpolityce.pl/polityka/363239-lubnauer-to-co-sie-dzieje-w-stolecznym-ratuszu-nie-daje-szans-kandydatowi-po-na-prezydenta-stolicy

— CEJROWSKI O PREZYDENCIE:  Albo durny, albo nasłany, albo resortowe dziecko: “Mam już podejrzenia, że Duda albo durny albo nasłany albo resortowe dziecko. (…) W kampanii wyborczej startował z PiS-u a obecnie się dystansuje od PiS-u czyli oszukał swoich wyborców. Oni głosowali na gościa, który razem z PiS-em będzie współpracował, więc nie podoba mi się, że on się dystansuje i jest bardziej z Kukizem bo co innego mi obiecywał!”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/cejrowski-ostro-o-prezydencie-albo-durny-albo-naslany-albo-resortowe-dziecko_1023575.html

— OPOZYCJA TO PASOŻYTY – Łukasz Warzecha o sytuacji z lekarzami w SE: “Elegancko można o nich powiedzieć: pasażerowie na gapę. Mniej elegancko – że uczepili się jak rzep psiego ogona. Tak działają politycy opozycji, którzy – nie mając własnego pomysłu na odzyskanie utraconej inicjatywy i coraz słabiej radząc sobie w sondażach – jak pasożyty przyczepiają się do wszelkich przedsięwzięć skierowanych w jakikolwiek sposób przeciwko rządowi lub przynajmniej utrudniających mu życie. Na tej właśnie zasadzie towarzysze od Zandberga oraz koleżanki i koledzy panów Ryszarda i Grzegorza próbują za wszelką cenę podczepić się pod protest lekarzy rezydentów”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/lukasz-Warzecha-polityczne-pasozyty_1023641.html

— DRUGA KADENCJA PIS-U NADCHODZI – Jakub Majmurek w GW: “Co w takiej sytuacji robić? Na pewno nie jest dobrym pomysłem wsiadanie wszystkich sił niechętnych PiS-owi na przeciekający okręt PO. Potrzebne jest nowe otwarcie – i w polskiej polityce, i w samej Platformie. Jeśli nie uda się go dokonać w ciągu dwóch lat, naprawdę czeka nas ciąg dalszy rządów PiS-u, co jest fatalną wiadomością dla polskiej demokracji”.

— PO NIE POTRAFI WYKORZYSTAĆ POTKNIĘĆ, SCHETYNA SŁABO SIĘ SPRAWDZA – dalej Majmurek: “PO nie potrafi jednak wykorzystać żadnego z potknięć władzy. Nie jest też zdolna politycznie wykorzystać dla siebie energii społecznych protestów wobec takich posunięć jak reforma sądownictwa. Grzegorz Schetyna słabo sprawdza się jako przywódca, wyraźnie widać było, że nie jest w stanie nawiązać kontaktu z tłumami, jakie latem wyszły na ulice miast w całej Polsce w obronie sądów. PO nie ma także żadnego politycznego produktu, oferty dla Polek i Polaków, tak prostego i oczywistego jak 500+”.

— JEŚLI JAKI NIE WYGRA TO TYLKO ZE WZGLĘDU NA SIŁĘ ZJEDNOCZONEGO ELEKTORATU ANTY-PIS W WARSZAWIE- dalej Majmurek: “Jeśli Patryk Jaki nie zostanie następnym prezydentem Warszawy, to tylko ze względu na siłę zjednoczonego, stołecznego elektoratu anty-PiS-u w drugiej turze. Nie jest też wcale oczywiste, że zmierzy się w niej z kimś z PO. Utrata Warszawy i sejmików może wywołać w partii panikę i nerwową walkę o władzę, która z pewnością nie pomoże w podwójnych (europejskich i parlamentarnych) wyborach w 2019 r. http://wyborcza.pl/7,75968,22537317,druga-kadencja-pis-u-nadchodzi.html

— MŁODY PISARZ WOJCIECH ENGELKING O SŁABNĄCEJ LEGITYMACJI KACZYŃSKIEGO – pisze na wp: “Kolejne spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Andrzejem Dudą ujawniają, że prezes PiS popełnił – mimo wszystko – błąd, nie biorąc żadnego oficjalnego rządowego stanowiska. Legitymizacja (bo nie legalność) jego władzy, choć cały czas silna, zaczyna słabnąć”. https://opinie.wp.pl/wojciech-engelking-slabnacy-prezes-kaczynski-nadchodzi-bezkrolewie-6178517305284225a

— KACZYŃSKI JUŻ NIE ZSZYJE PRAWICY – Michał Szułdrzyński w RZ: “Tym bardziej że im dłużej PiS rządzi, tym bardziej się radykalizuje, a rewolucja zaostrza. To zaś może prowadzić do jeszcze głębszego konfliktu w obozie prawicy. Wiele zaś wskazuje na to, że jeśli ten konflikt ze starcia idei zmieni się w starcie stronnictw politycznych, może na lata zdominować naszą politykę. Przy słabych wynikach lewicy i bezradności opozycji to te dwa ścierające się skrzydła prawicy mogą w przyszłości – gdy Kaczyński nie będzie w stanie utrzymać jedności – odgrywać główne role”. http://www.rp.pl/Analizy/310199874-Michal-Szuldrzynski-Kaczynski-nie-zszyje-juz-prawicy.html?cid=44?template=restricted

— KOMOROWSKI CHCE BYĆ EUROPOSŁEM – tekst Agnieszki Burzyńskiej z jedynki Faktu: “Druga kwestia to pieniądze. – Emerytura dla byłych prezydentów nie jest wysoka, żonka Bronka nie pracuje, Bruksela jest jakąś perspektywą. Nie wiem tylko jak u niego z angielskim – dyplomatycznie odpowiada polityk PO, do którego również dotarły sygnały o chęci startu byłego prezydenta w wyborach w 2019 r. Czy Platforma umożliwi byłej głowie państwa realizację marzeń? – Nie wykluczam tego – mówi współpracownik Grzegorza Schetyny (54 l.) i dodaje, że jeśli zostanie zmieniona ordynacja i będzie tylko jedna, krajowa lista w wyścigu do Brukseli to umieszczenie na niej zarówno Komorowskiego jak i Ewy Kopacz (61 l.) oraz Rafała Trzaskowskiego (45 l.) nie będzie problemem”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/bronislaw-komorowski-chce-kandydowac-do-europarlamentu/8krw9kx

— ZUZANNA DĄBROWSKA O ZAPAŚCI ODDZIAŁÓW INTENSYWNEJ TERAPII – pisze w RZ: “Młodzi lekarze, domagając się zwiększenia środków na ochronę zdrowia, walczą także o to, by oddziały intensywnej terapii miały jak najwięcej łóżek i mogły ratować jak najwięcej pacjentów. To, że dziś trzeba się domagać, by w ogóle ich przyjmowały, zakrawa na ponury żart”.

— WALDEMAR PARUCH O KORZYSTNIEJSZEJ UKŁADANCE DLA POLSKI W GRUPIE WYSZEHRADZKIEJ PO WYBORACH W CZECHACH: “To kolejny sprawdzian. tam też się zanosi na zmiany polityczne. Na ile głębokie, zobaczymy. Choć wszystko wskazuje na to, że socjaliści utracą władzę i powstanie koalicja rządowa. A to jest ważne dla Grupy Wyszehradzkiej, tym bardziej że od kilku miesięcy Republika Czeska unika wiążących deklaracji w polityce zagranicznej, powołując się na to, że będą mieli wybory właśnie. Zobaczymy, co się będzie działo po wyborach w Pradze, ale układanka się domyka i wiele wskazuje na to, że jej  nalny kształt będzie dla polski co najmniej korzystny”. http://gpcodziennie.pl

300polityka.pl

Reduta Dobrego Imienia i polska ambasada protestują, bo włoski dziennik napisał prawdę o udziale Polaków w Zagładzie

Reduta Dobrego Imienia” atakuje włoskiego dziennikarza za słowa o udziale Polaków w Zagładzie Żydów. Protestuje też ambasada RP w Rzymie. Sprawdzamy, co napisał – i czy była to prawda. Analizujemy też list protestacyjny Reduty, który – niespodzianka – jest zupełnie nie na temat i zawiera historyczne fałsze. Negacjonizm po polsku

Poszło o krótki komentarz Gian Antonio Stella opublikowany we włoskim dzienniku „Corriere della Sera” 10 października 2017 (tutaj).

Co napisał włoski dziennikarz? Skrytykował jako niechrześcijańską i niezgodną z nauczaniem Jana Pawła II akcję „Różaniec do Granic”. Porównał też niechęć wobec uchodźców z krajów muzułmańskich do antysemityzmu. „Wtedy wrogami byli Żydzi, dziś są muzułmanie. Jedni czy drudzy, ważne jest nienawidzić”.

Kluczowe zdania, które wzbudziły oburzenie w polskiej prawicowej prasy, Reduty Dobrego Imienia i wreszcie ambasady RP w Rzymie brzmią:

„Powitanie kogoś, kto jest taki sam, jest łatwe. Dużo trudniejsze, jeśli jest inny. (…) Polacy nigdy nie powinni zapominać o swojej osobistej odpowiedzialności [personali responsabilità] za Holocaust. Nie tylko wspólnej z Niemcami, ale nawet „po”.

Podobnie jak w Kielcach, na północ od Krakowa, gdzie w dniu 4 lipca 1946 roku, czyli po odkryciu okropności Auschwitz, setki „chrześcijan” rozpętały krwawe polowanie na Żydów zakończone 42 zabitymi”.

„Włoska gazeta w ohydny sposób obraziła Polaków. To nie pozostało bez echa” – oburzyła się Niezależna.pl 16 października. Portal informował o replice polskiej ambasady – której bezskutecznie szukaliśmy na jej stronie, na której ostatnie wiadomości z działu „napisali/powiedzieli o Polsce” pochodzą ze stycznia. Cytujemy odpowiedź ambasady za PAP. Ambasada pisała o „zaniepokojeniu”, „zdumieniu” i „rozgoryczeniu”, protestowała przeciwko „antyhistorycznym zarzutom antysemityzmu”,  przypominała o Polakach, którzy otrzymali tytuł Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, a także o tym, że Polska najdłużej walczyła z „nazistowską tyranią”.

„Na polskim terytorium, okupowanym przez niemieckich nazistów nie istniał ani jeden ośrodek, który współpracowałby z najeźdźcami (…) To wszystko czyni bezpodstawnymi i niezrozumiałymi oskarżenia wobec Polaków o rzekomą »osobistą odpowiedzialność w Holokauście«”.

Oskarżenia ambasada odrzuciła jako fałszywe i „głęboko niesprawiedliwe wobec historii i godności ludzi, Polaków i nie tylko”.

Autor odpisał ambasadzie, przypominając m.in. przeprosiny za niektórych Polaków, które wobec przywódców Izraela i wspólnoty żydowskiej składali prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, a także prymas Polski kardynał Józef Glemp (w Jedwabnem). Stella pytał retorycznie:

„Czemu te wszystkie przeprosiny, skoro wszyscy Polacy w sprawie antysemityzmu mają spokojne sumienie?”.

List wystosowała także „Reduta Dobrego Imienia – Polska liga przeciw zniesławieniom”- organizacja, której założycielem jest Maciej Świrski, dziś wiceprezes Polskiej Fundacji Narodowej, odpowiedzialnej za kampanię billboardową o sądach za 19 mln zł. Od 2017 roku Świrski jest także wiceprzewodniczącym rady nadzorczej Polskiej Agencji Prasowej.

Liga zażądała sprostowania lub usunięcia tekstu posuwając się znacznie dalej niż ambasada która protestowała, ale przynajmniej przy okazji nie fałszowała historii. Poniżej zamieszczamy fragmenty jej listu z naszym komentarzem.

Liga pisała: „Przypominamy autorowi i redakcji, że Polska była jedynym krajem bez rządu kolaboracyjnego, którego Państwo podziemne nakładało karę śmierci za kolaborację, w tym denuncjację Żydów i ukrywających ich Polaków. Legalny polski rząd na uchodźstwie i kierowane przez niego polskie państwo podziemne podjęło szereg działań w kwestii ratowania skazanych na zagładę Żydów”.

Manipulacja. Odpowiedź Ligi jest nie na temat. Nikt nie kwestionuje, że w Polsce nie było kolaboracyjnego rządu i nikt nie kwestionuje polskich cierpień. Autor nie twierdził, że państwo polskie uczestniczyło w Holocauście, ale że robili to Polacy. To akurat doskonale udokumentowany dziś fakt historyczny (przede wszystkim dzięki publikacjom Centrum Badań nad Zagładą Żydów). „Reducie” (ale i ambasadzie RP) udaje się ignorować właściwie cały dorobek polskich historyków zajmujących się tą sprawą z ostatnich dwóch dekad. Polecamy np. lekturę kwartalnika „Zagłada Żydów” czy lekturę książek Barbary Engelking („Jest taki piękny słoneczny dzień… Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945”, Warszawa 2011) czy Jana T. Grabowskiego („Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium pewnego powiatu”, Warszawa 2011) oraz opracowań zbiorowych np. „Zarys krajobrazu. Wieś polska wobec zagłady Żydów 1942-1945”, red. B. Engelking, J. Grabowski, Warszawa 2011.

Co więcej, z ustaleń historyków wynika, że w Zagładzie współpracowały z Niemcami często jednostki polskiej policji (tzw. granatowej) oraz straży pożarnej, a także sołtysi, wójtowie czy administracja miast. „Byłem wstrząśnięty, kiedy dowiedziałem się, że na terenie powiatu, gdzie prowadziłem badania, granatowi okazali się skuteczniejsi w polowaniu na ukrywających się Żydów niż niemiecka żandarmeria” – mówił niżej podpisanemu prof. Jan T. Grabowski w lipcu 2016 roku.

Zatem: polskie państwo podziemne sprzeciwiało się kolaboracji z Niemcami. Polacy cierpieli w czasie wojny. To nie zmienia faktu, że wielu Polaków – historycy toczą spory, jak wielu – współpracowało z Niemcami w Zagładzie.

Liga nie mogła się także powstrzymać, aby nie wypowiedzieć się na temat pogromów w Jedwabnem (1941) i w Kielcach (1946). Pisze więc:

„Do granic możliwości eksploatuje się z kolei odosobnione wypadki, które miały miejsce w Jedwabnem i w Kielcach. Do dziś nie są one do końca wyjaśnione – mord w Jedwabnem opiera się na często sprzecznych relacjach świadków, a na przeszkodzie wyjaśnieniom stoją protesty przed ekshumacją ofiar tej zbrodni. W przypadku Kielc, do którego także odwołuje się autor oszczerczego artykułu, stwierdzony jest udział komunistycznych służb mających na celu zrażenie zachodniej opinii publicznej do Polski, zdradzonej na konferencji w Jałcie”. 

Otóż jest to fałsz – Reduta Dobrego Imienia najwyraźniej wyobraża sobie, że można go bronić zaprzeczając badaniom historyków.

Po pierwsze: Jedwabne nie było „odosobnione”. We wstępie do dwutomowego wyboru dokumentów w sprawie Jedwabnego wydanego przez IPN historyk prof. Paweł Machcewicz pisał: „Z zeznań świadków wynika, że na rynku w Jedwabnem 10 lipca «była masa ludzi». Część zebranych pilnowała Żydów na rynku. Nie wiadomo, czy utworzyli kordon, chwytając się za ręce, tak jak w innych miejscowościach. Wykonawcami zbrodni, jako sprawcy w ścisłym znaczeniu, byli polscy mieszkańcy Jedwabnego i okolic – mężczyźni w liczbie co najmniej 40”.

Niemcy byli obecni w Jedwabnem i według niektórych świadków wydawali rozkazy. Żydów mordowali jednak Polacy. Takie są ustalenia badaczy. Według IPN w tym samym czasie doszło do podobnych zbrodni w 23 innych miejscowościach.

Były to: Bielsk Podlaski (wieś Pilki), Choroszcz, Czyżew, Goniądz, Grajewo, Jasionówka, Jedwabne, Kleszczele, Knyszyn, Kolno, Kuźnica, Narewka, Piątnica, Radziłów, Rajgród, Sokoły, Stawiski, Suchowola, Szczuczyn, Trzcianne, Tykocin, Wasilków, Wąsosz i Wizna.

Po drugie: tezę o domniemanej prowokacji UB w Kielcach powraca bardzo często w wydawnictwach prawicowych, chociaż nie ma żadnego dokumentu, który mógłby ją potwierdzić. Jednak nawet jeśli przyjąć tezę o prowokacji – wbrew brakowi dowodów – trudno przerzucić winę na UB za ogromne okrucieństwo tłumu, składającego się z polskich mieszkańców miasta. Relacje świadków mówiły  m.in. o wyrzuceniu z drugiego piętra żydowskich dziewcząt, które zostały następnie dobite przez tłum oraz o ukamienowaniu młodego mężczyzny. Żydów mordowano nie tylko w domu przy Plantach, ale także w innych częściach miasta i przejeżdżających pociągach. To nie UB zabijało Żydów w Kielcach, nie Rosjanie i nie Marsjanie. 

O Reducie Dobrego Imienia pisaliśmy już parokrotnie – m.in. z okazji jej ataku na prof. Grabowskiego w czerwcu 2017 oraz prób pozywania hiszpańskiego „El Pais” za napisanie prawdy o wojnie w maju 2017. W odpowiedzi na atak Reduty list w obronie prof. Grabowskiego podpisało 180 naukowców, w tym najwybitniejsi specjaliści od Zagłady na świecie.

Zdaniem OKO.press zaprzeczanie ustalonym przez historyków faktom nie jest wcale obroną dobrego imienia Polski – przeciwnie: pokazuje nas jako kraj, który nie potrafi zmierzyć się z własną przeszłością i w obawie przed przyznaniem się do dawnych zbrodni ucieka w najgorszy historyczny negacjonizm.

OKO.press

Prawicowość prawicy.

Zofia Romaszewska o sporze PiS-Duda ws. sądów: Poprawki partii do ustaw są nie do przyjęcia

mk, IAR, 20.10.2017

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent Andrzej Duda podczas nadania Krajowej Szkole Administracji Publicznej imienia Lecha Kaczyńskiego (fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)

Prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent Andrzej Duda podczas nadania Krajowej Szkole Administracji Publicznej imienia… (Prezes PiS Jarosław Kaczyński i prezydent Andrzej Duda podczas nadania Krajowej Szkole Administracji Publicznej imienia Lecha Kaczyńskiego (fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta))

– Poprawki PiS do prezydenckich projektów reformujących sądownictwo absolutnie nie zasługują na zaakceptowanie – mówiła w Radiu Zet doradczyni prezydenta Andrzeja Dudy Zofia Romaszewska. Prezydent i prezes PiS mają się dziś spotkać w sprawie ustaw.

Prezydent Andrzej Duda i prezes PiS Jarosław Kaczyński po raz kolejny będą dzisiaj rozmawiać o reformie sądownictwa. To ich czwarte spotkanie w tej sprawie.

6 października, w czasie ostatniego z nich, Jarosław Kaczyński przedstawił poprawki, jakie klub PiS chce zaproponować do projektów ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa przygotowanych przez prezydenta. Na dzisiejszym spotkaniu Andrzej Duda ma ustosunkować się do proponowanych zmian.

– Poprawki PiS do prezydenckich projektów reformujących sądownictwo absolutnie nie zasługują na zaakceptowanie i przyjęcie przez prezydenta. Tak, jak one są teraz zrobione, bardzo się prezydentowi nie spodobały – mówiła w Radiu ZET doradczyni prezydenta Zofia Romaszewska.

Jak dodała, poprawki, które Jarosław Kaczyński przedstawił Andrzejowi Dudzie „niczego nadzwyczajnego nie robią i nie zmieniają zasadniczych elementów, na których zależało prezydentowi”. – Zostawiają stare ustawy [PiS-u – red.], które zostały zawetowane. Wracają do stanu niemalże pierwotnego. A apelacja nadzwyczajna została oskubana ze wszystkich stron. Nie wygląda tak, jak w przedłożeniu prezydenckim – twierdzi Romaszewska.

Doradczyni prezydenta podkreślała również, że prezydent Andrzej Duda „nie zgodzi się na to, by przy pomocy okrążenia go, spowodować, że jedna partia będzie na końcu wybierała KRS”.

Terminy pod znakiem zapytania

Rzeczniczka PiS Beata Mazurek powiedziała kilka dni temu, że na razie nie wiadomo, kiedy projekty ustaw reformujących wymiar sprawiedliwości mogą trafić pod obrady parlamentu. Podkreśliła, że decyduje o tym marszałek Sejmu Marek Kuchciński. Beata Mazurek dodała, że „trudno jest jej powiedzieć, jaki będzie efekt spotkania prezydenta z prezesem PiS. – Poczekajmy na wynik tych rozmów – zastrzegła.

W rozmowie z Informacyjną Agencją Radiową prezydencki rzecznik Krzysztof Łapiński nie chciał wyrokować, jakie stanowisko rozmowie z Jarosławem Kaczyńskim zajmie Andrzej Duda. – Co prezydent powie i jak się odniesie do tych poprawek – za wcześnie mówić, one są na razie analizowane. Myślę, że najlepiej będzie, jak w piątek usłyszy to bezpośrednio pan prezes i niegrzeczne byłoby, gdybym wcześniej coś mówił o tym, co prezydent zamierza powiedzieć – mówił rzecznik.

Prezydent Andrzej Duda, zgłaszając zastrzeżenia do dwóch z trzech przygotowanych przez Prawo i Sprawiedliwość ustaw reformujących sądownictwo, wskazał między innymi na zbyt duże uprawnienia, które otrzymywał wobec Sądu Najwyższego minister sprawiedliwości, będący zarazem prokuratorem generalnym. Prezydent Andrzej Duda negatywnie ocenił też wtedy sposób wyboru członków KRS przez Sejm zwykłą większością.

gazeta.pl

 

Taki scenariusz mógłby doprowadzić do przegranej PiS-u. Pokazuje to najnowszy sondaż

mk, 20.10.2017

Beata Szydło i Jarosław Kaczyński

Beata Szydło i Jarosław Kaczyński (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Gdyby partie Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Polskie Stronnictwo Ludowe wystawiły wspólną listę wyborczą, miałyby szansę na pokonanie Zjednoczonej Prawicy – wynika z sondażu IBRiS dla Radia ZET.

Platforma Obywatelska, Nowoczesna i Polskie Stronnictwo Ludowe wystawiając wspólną listę w wyborach do parlamentu mogliby liczyć na 37-procentowe poparcie – wynika z sondażu IBRiS przeprowadzonego dla Radia ZET.

Zjednoczona Prawica, czyli Prawo i Sprawiedliwość, Solidarna Polska i Polska Razem uzyskałaby wynik 35 proc.  Gdyby jednak opozycja startowała osobno, PO uzyskałaby 20,5 proc. poparcia, a PiS – 38,4 proc.

Sondaż został przeprowadzony 17 października na reprezentatywnej grupie 1100 dorosłych Polaków.

PiS na czele sondaży

Kilka dni temu „Rzeczpospolita” opublikowała sondaż Kantar Public, z którego wynikało, że na PiS chce głosować 41 proc. badanych, na PO 18 proc. Na trzecim miejscu znalazł się Kukiz’15 z 8 proc. poparcia. Dalej SLD z 7 proc. Na granicy progu wyborczego znalazły się Nowoczesna i PSL: po 5 proc. poparcia. CZYTAJ WIĘCEJ>>>

25 października 2015 roku PiS wygrało wybory parlamentarne w Polsce. Jak oceniacie dwa lata rządów tej partii? Piszcie do nas – listydoredakcji@gazeta.pl

gazeta.pl

„Gazeta Wyborcza”: Mariusz Muszyński, jako oficer służb, miał przyjąć do „prowadzenia” Julię Przyłębską. Biuro TK: To insynuacje

Gazeta Wyborcza sugeruje, że obecny sędzia TK Mariusz Muszyński, jako oficer służb w Berlinie nadał Julii Przyłębskiej pseudonim i przyjął do „prowadzenia”. Gazeta podejrzewa więc, że przejęcie kontroli nad TK mogło być operacją służb specjalnych.Na tę publikację zareagowało już biuro Trybunału, które mówi o „insynuacjach”

Wojciech Czuchnowski na łamach „Gazety Wyborczej” opisuje drogę, jaką Mariusz Muszyński przeszedł w służbach i w MSZ. Sugeruje, że z zebranych danych wynika, że wiceprezes TK mógł od połowy lat 90 „prowadzić” obecną prezes TK, Julię Przyłębską. „Poznali się na placówce w Berlinie i przez lata utrzymywali relacje, których charakter mógł być związany z pracą Muszyńskiego dla specsłużb” – czytamy w artykule. Autor dodaje, że podczas pracy w stolicy Niemiec obecny wiceprezes TK miał złożyć wniosek o przekwalifikowanie Przyłębskiej na „osobowe źródło informacji”, a potem nadał jej pseudonim i miał zostać jej oficerem prowadzącym. Dlatego też „Gazeta Wyborcza” stawia hipotezę, że „trybunałem kierują ludzie specsłużb, a proces jego przejęcia przez władzę mógł odbywać się pod kontrolą tych służb”.

Jednocześnie jednak autor tekstu przyznaje, że materiał oparto na relacjach niezależnych źródeł, jednak osoby te nie chciały wystąpić w tekście pod nazwiskiem. Gazeta nie ma też kopii dokumentów, dotyczących działalności Muszyńskiego w służbach, bo „takie materiały należą do najbardziej strzeżonych tajemnic” i nie są dostępne dla dziennikarzy.  Czytamy też, że bohaterowie tekstu nie odpowiedzieli na pytania dziennikarzy. Andrzej Przyłębski, mąż prezes TK i ambasador w Berlinie stwierdził jedynie, że „nie zamierza ustosunkować się do absurdalnych insynuacji”. Zapowiedział też, że „dalsze nękanie” skończy się pozwem do sądu.

Na artykuł już zareagował TK. Biuro Trybunału Konstytucyjnego oświadcza, że zapowiadana na stronie internetowej wyborcza.pl publikacja prasowa redaktorów Wojciecha Czuchnowskiego i Anny Czuby zawiera fałszywe informacje i insynuacje na temat rzekomej przeszłości obecnych władz Trybunału Konstytucyjnego – poinformował PAP Marcin Koman z Biura TK.

dziennik.pl

Romaszewska: Bardzo cenię prezesa PiS, ale te wszystkie manipulacje polityczne, myślę, że mu się po prostu nie udały

Prezydent nie zgodzi się, żeby minister sprawiedliwości sam decydował o tym, jak będzie wyglądało sądownictwo w Polsce – powiedziała w piątek w Radiu ZET doradca prezydenta, opozycyjna działaczka Zofia Romaszewska. Jak oceniła, PiS gra „nieczysto” z prezydentem.

Zofia Romaszewska powiedziała, że poprawki autorstwa PiS, zgłoszone do prezydenckich projektów ustaw reformujących sądownictwo, sprawiają, że sytuacja niemalże wraca do stanu pierwotnego, czyli stanu sprzed prezydenckich wet.Prezydent nie zgodzi się na to, żeby w gruncie rzeczy, przy pomocy niesłychanie zawiłego +okrążenia go+, spowodować, że na końcu, to jedna partia będzie wybierała (sędziów – PAP). A nawet nie jedna partia, ale po prostu minister sprawiedliwości, prokurator generalny będzie decydował, co się będzie działo w naszym kraju w sprawie sprawiedliwości – podkreśliła Romaszewska.

Andrzej Duda nie ma nic przeciwko temu, żeby stosowne osoby, które mają złą przeszłość odeszły z Sądu Najwyższego, jednak „nie można wprowadzać jednowładztwa”, po to, by wymienić pewne osoby.

Romaszewska zaznaczyła, że w sprawie sądownictwa nie chodzi o kompromis korzystny dla prezydenta, ale o kraj, w którym musimy mieć porządne sądownictwo.Przyznała, że bardzo ceni prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, który jest bliski jej sercu, jednak w tej konkretnej sprawie zupełnie go nie rozumie. Strasznie mi jest przykro i nie rozumiem, jak można robić coś podobnego. Te wszystkie manipulacje polityczne, myślę, że mu się po prostu nie udały – podkreśliła Romaszewska.

Nie może jedna opcja, niezależnie jak wspaniała, wybierać tylko sędziów, dlatego, że teraz jest ta opcja a potem będzie inna i będziemy się bardzo denerwować w innym przypadku – powiedziała Romaszewska. Jednocześnie przyznała, że sądy działają bardzo źle, przewlekle i są niezwykle niesprawiedliwe, dlatego – jej zdaniem – reformawymiaru sprawiedliwości jest konieczna.

dziennik.pl

Człowiek w płomieniach

19.10.2017
czwartek

Człowiek w płomieniach
Ważmy słowa, ale nie udawajmy, że nic się nie stało.ttps://oko.press/mezczyzna-podpalil-przy-dzwiekach-piosenki-wolnosci-oddac-umiem-relacja-pauliny-piechny-wieckiewicz/

Jeśli człowiek postanawia się targnąć na własne życie w imię patriotyzmu, to należy się mu szacunek. Jeśli zostawia manifest  obywatelskiego sprzeciwu wobec rządzących dziś w Polsce, to wysyła jasne polityczne przesłanie i nie godzi się tego nie dostrzegać. Jeśli zaznacza, że jego czyn nie jest skierowany przeciw takim jak on zwykłym ludziom, wyborcom PiS, to trzeba to uszanować.

Na razie nie wiemy, kim jest człowiek, który dokonał w czwartek samo-popalenia w centrum Warszawy. Nie wiemy, czy przeżyje. Deklaracje policji, że  czyn nie ma charakteru politycznego, nie są wiarygodne nawet w świetle tych skąpych informacji, jakie mamy. Czyn jest na wskroś polityczny, a także jest aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa.

Tekst manifestu wskazuje, że autor jest człowiekiem zrównoważonym, działającym z pobudek patriotycznych: nie godzi się polityką obecnej władzy, uważa ją za złą dla Polski, wylicza w punktach, dlaczego. Można się z tym zgadzać, czy nie, ale trzeba w tym widzieć dramatyczny przejaw niezgody na dzielenie społeczeństwa przez rządzących.

Rządzący i ich zwolennicy rozkręcą teraz propagandę pomniejszającą znaczenie wydarzenia i szkalującą przy okazji opozycję jako rzekomego inspiratora. Tymczasem człowiek, który się podpalił przed Pałacem Kultury, winą za to obarcza PiS.

To prawda, że w demokracjach takie czyny raczej się nie zdarzają, tylko w systemach autorytarnych. Takich jak PRL w latach 60, kiedy na znak protestu przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego w demokratyzującej się Czechosłowacji, samopodpalenia, na stadionie w Warszawie, dokonał Ryszard Siwiec, który po czterech dniach zmarł w szpitalu wskutek oparzeń.

A jednak coś, co się nie zdarza, zdarzyło się. Niech się rządzący nad tym zastanowią. Cokolwiek stanie się z człowiekiem w płomieniach i  jego sprawą, zostanie ona zapamiętana na długo. Może na dłużej niż oni.

 

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Podziękowanie dla samobójcy

19.10.2017
czwartek

Jestem pod wielkim wrażeniem samospalenia starszego mężczyzny pod Pałacem Kultury. Nikt dotąd nie potraktował pisowskiej dewastacji naszej demokracji z taką powagą, śmiertelną powagą. Czy mężczyzna (nie znamy jeszcze, jego imienia i nazwiska, aczkolwiek wkrótce je pewnie poznamy) jest niezrównoważony psychicznie? Może i jest – każdy, kto decyduje się na tak desperacki czyn, jest tym samym jakoś zaburzony. Tylko co z tego? Może właśnie wykorzystał potencjał tkwiący w swoim stanie psychicznym w sposób niedostępny dla pozostałych? Może właśnie do tego służą „wariaci”, żeby robić rzeczy niezwykłe, szalone, a przecież ważne?

We wrześniu 1968 r. spalił się na Stadionie X-lecia Ryszard Siwiec. Protestował przeciwko udziałowi Polski w zbrojnym tłumieniu Praskiej Wiosny. Jego pogrzeb stał się ważną polityczną demonstracją i do dziś jeszcze pamiętamy ten wstrząsający sumieniami, a jednocześnie w jakiś sposób odkupicielski akt. Siwiec zapisał się w historii polskiego honoru. Nie wiem, czy mężczyzna spod Pałacu Kultury przeżyje, czy nie, lecz jeśli złoży ofiarę swego życia, by obudzić z letargu i samozadowolenia polskie społeczeństwo, z pewnością osiągnie wiele – zawstydzi nas, którzy nie zrobiliśmy nic albo prawie nic, żeby ratować zdobycze polskiej demokracji. Nie zrobiliśmy my, zwykli obywatele, lecz przede wszystkim nie zrobili politycy partii opozycyjnych, którzy z miesiąca na miesiąc wydają się coraz bardziej bezradni, gnuśni i niewiarygodni. Ta śmierć (pytacie, czy na nią czekam? I tak, i nie…) będzie (byłaby) w historii reżimu Kaczyńskiego cezurą.

Dokonujący samospalenia mężczyzna liczył na upowszechnienie jego przesłania – słusznego, logicznie i poprawnie napisanego, nie pozostawiającego wątpliwości, że czyn ów był poprzedzony świadomą decyzją sprawnego intelektualnie, w pełni poczytalnego człowieka. Był czynem – co tu się krygować – męczeńskim. Jesteśmy temu panu winni lekturę jego listu. Dlatego i ja wklejam na końcu jego fragment.

Nie interesuje mnie, jak najemni PR-owcy PiS będą „ogrywać” samospalenie mężczyzny. Mogą je lekceważyć, mogą obwinić „totalną opozycję” za sianie histerii, której skutkiem jest desperacki krok tego człowieka, mogą wreszcie sączyć przekaz na temat prawdziwych bądź zmyślonych zaburzeń psychicznych samobójcy. Nie ma to większego znaczenia. Jeśli ten człowiek umrze, nasz niemrawa i nierówna walka z reżimem PiS będzie miała nowy symbol i nowego bohatera. Stanie się odtąd poważniejsza – bo w polityce powaga jest następstwem czyjejś śmierci. I za to – niezależnie od tego, czy samobójca przeżyje, czy nie – chciałbym mu już dziś z uszanowaniem podziękować.

 

A oto fragment listu, który zostawił:

 

  1. Protestuję przeciwko ograniczaniu praw(nieczytelne) i swobód obywatelskich.
  2. Protestuję przeciwko łamaniu przez rządzących zasad demokracji w szczególności przeciwko zniszczeniu (w praktyce) Trybunału Konstytucyjnegoi niszczeniu systemu niezależnych sądów.
  3. Protestuję przeciwko łamaniu przez władzę prawa, w szczególności Konstytucji RP. Protestuję przeciwko temu, aby ci, którzy są za to odpowiedzialni (m.in. Prezydent) podejmowali jakichkolwiek działania w kierunku zmian w obecnej konstytucji – najpierw niech przestrzegają tej, która obecnie obowiązuje.
  4. Protestuję przeciwko takiemu sprawowaniu władzy,bo osoby na najwyższych stanowiskach w państwie.
  5. Protestuje przeciwko marginalizowaniu roli Polski na arenie międzynarodowej.
  6. Protestuję przeciwko niszczeniu przyrody,szczególnie przez tych, którzy mają ją bronić (wycinka Puszczy Białowieskiej).
  7. Protestuję przeciwko dzieleniu społeczeństwa, umacnianiu i pogłębianiu tych podziałów. W szczególności protestuję przeciwko hołdowaniu „religii smoleńskiej”i na tym tle dzieleniu ludzi. Protestuję przeciwko szczerzeniu nienawiści, jakimi stały się „miesięcznice smoleńskie”.
  8. Protestuję przeciwko obsadzaniu wszystkich możliwych do obsadzenia stanowisk ludźmi, którzy w większości nie mają odpowiednich kwalifikacji.
  9. Protestuję przeciwko pomniejszaniu dokonań, obrzucaniu błotem i niszczeniu autorytetów,takich jak Lech Wałęsa, czy byli prezesi TK.
  10. Protestuję przeciwko nadmiernej centralizacji państwai zmianom prawa dotyczącego samorządów i organizacji pozarządowych zgodnie z doraźnymi potrzebami politycznymi rządzącej partii.
  11. Protestuję przeciwko wrogiemu stosunkowi władzy do imigrantóworaz przeciw dyskryminacji różnych grup mniejszościowych: kobiet, osób homoseksualnych i innych, muzułmanów i innych.
  12. Protestuję przeciwko całkowitemu ubezwłasnowolnieniu telewizji publiczneji niemal całego radia i robieniu z nich tub propagandowych władzy. Szczególnie boli mnie (…), radia, którego słucham od czasów młodości
  13. Protestuję przeciwko wykorzystywaniu służb specjalnych,policji i prokuratury do realizacji swoich własnych (partyjnych bądź prywatnych) celów
  14. Protestuję przeciwko nieprzemyślanej, niekontrolowanej i nieprzygotowanej reformie oświaty.
  15. Protestuję przeciwko ignorowaniu ogromnych protestów służby zdrowia„.

 

hartman.blog.polityka.pl

Polska wstała z Kolan

Kolejne: jeszcze 2 lata temu nie do pomyślenia, jak w piosence „Coście skurwysyny uczynili z tą krainą

„Ja, zwykły szary człowiek, taki jak Wy, wzywam Was wszystkich…” Zanim znów ktoś w akcie desperacji zrobi coś takiego,zróbmy coś-my,Naród.

Mężczyzna podpalił się pod Pałacem Kultury. „Gdy dotarliśmy, był nieprzytomny”

Gazeta.pl, 19.10.2017

© mat archiwalne

 

O samopodpaleniu się mężczyzny poinformował nas nasz czytelnik, który pracuje w Pałacu Kultury i Nauki. Straż pożarna i policja potwierdzają: Mężczyzna dokonał samopodpalenia, prawdopodobnie użył łatwopalnej substancji.

Do zdarzenia doszło od ulicy Marszałkowskiej. Na miejscu jest policja i karetka pogotowia. O samopodpaleniu poinformowano straż pożarną około godziny 16:30.

Ugasiły pożar osoby postronne

– Dwa zastępy straży pożarnej pojechały na miejsce zdarzenia. Gdy strażacy dotarli na miejsce, mężczyzna już nie był w ogniu. Prawdopodobnie osoby postronne ugasiły pożar za pomocą gaśnic. Strażacy zakończyli czynności w chwili przekazania mężczyzny ratownikom medycznym – informuje straż pożarna.

Jak dodaje, mężczyzna w chwili przekazania go medykom, był nieprzytomny, ale żył. – Miał zachowane czynności życiowe. Jego stan w tej chwili oceniają lekarze – mówi.

Robert Koniuszy z KRP I potwierdza, że policja zajęła się sprawą. – Pogotowie udziela mu pomocy i ustala, co było przyczyną podpalenia. Na razie mężczyzna żyje – mówi.

Jak dodaje straż pożarna, mężczyzna prawdopodobnie użył substancji łatwopalnej.

Manifest polityczny?

Zdarzenie komentowane jest m.in. na Twitterze. Ludzie zastanawiają się, co było przyczyną samopodpalenia. Pada hasło „manifest polityczny”?

Jak donosi Stołeczna, obok miejsca, w którym mężczyzna się podpalił, leży megafon, butelka po łatwopalnym płynie i ulotki. Reporter podejrzewa, że samopodpalenie to manifest przeciwko PiS. Na jednej z ulotek miało być napisane: (…) chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”.

Zostawił list

Warszawski radny, Tomasz Sybilski, napisał na FB, że właśnie wychodził z Pałacu Kultury, gdy doszło do zdarzenia. ”

Żył kiedy zabierała go karetka. Ten człowiek protestował w obronie wolności. Zostawił list oraz nagranie z prośbą aby go nie ratować oraz to nagrywać i upowszechniać. Oczywiście akcji ratunkowej nie nagrałem, natomiast publikuję zgodnie z jego wolą część listu, jaki pozostawił” – pisze.

pisze.

https://www.facebook.com

https://www.facebook.com

Mężczyzna pisze, że wezwanie swoje kieruje do wszystkich Polek i Polaków, tych, którzy decydują o tym, kto rządzi w Polsce, aby przeciwstawili się temu, co robi obecna władza i przeciwko czemu on protestuje. „I nie dajcie się zwieść temu, że co jakiś czas działalność władz uspokaja się i daje pozór normalności. Za kilka dni czy tygodni znów będą kontynuować ofensywę, znowu będą łamać prawo i nigdy nie cofną się i nie oddadzą tego, co już zdobyli” – pisze.

I dalej:

„Kto jak nie my, obywatele, ma zrobić porządek w tym kraju? Jeśli nie teraz, to kiedy? Każda chwila zwłoki powoduje, że sytuacja w kraju staje się coraz trudniejsza i jeszcze trudniej będzie wszystko naprawić”.

Ludzie z gaśnicami

Udało nam się skontaktować z Pauliną Piechną-Więckiewicz, która również była świadkiem podpalenia. – Wyszliśmy z pałacu, jak płonął ogień, żeby zobaczyć co się dzieje, ewentualnie pomóc. Ludzie stali z gaśnicami i próbowali ugasić pożar. Wokół leżały wszędzie kartki z listem nagranie z prośbą, aby go nie ratować oraz to nagrywać i upowszechniać. Jakaś kobieta pobiegła do ochrony pałacu – opowiada przejęta.

msn.pl

Michał Szułdrzyński: Kaczyński nie zszyje już prawicy?

    
Jeśli nie dojdzie do kompromisu w sprawie KRS i SN, rozdźwięk w dobrej zmianie będzie się pogłębiał. Może to być początek nowego ładu politycznego.
Jest coś, co łączy spór o wyjaśnianie katastrofy smoleńskiej i reformę sądownictwa. Podobnie jak każdego dziesiątego dnia miesiąca Jarosław Kaczyński zapowiada, że prawda jest coraz bliżej, choć wciąż jej nie poznajemy, tak też nieustannie słyszymy, że do kompromisu między partią rządzącą a prezydentem jest coraz bliżej, ale wciąż do niego nie dochodzi. To porównanie może wydawać się szokujące, ale w obu sprawach gra toczy się o najwyższą stawkę. Po dwóch latach od przejęcia władzy i kolejnych zapowiedziach Antoniego Macierewicza o przełomie w sprawie katastrofy wciąż opinii publicznej nie pokazano wiarygodnych dowodów wskazujących na to, że ta tragedia miała istotnie inny przebieg niż ten dotychczas przedstawiony przez rząd PO–PSL. Poza szczegółami przedstawiającymi chaos i niekompetencję działań Donalda Tuska i jego współpracowników tuż po katastrofie niewiele więcej wiemy o samym jej przebiegu. A w sensie symbolicznym Smoleńsk jest jednym z najważniejszych wydarzeń polityki

rp.pl

%d blogerów lubi to: