Monthly Archives: Luty 2015

Hiena Roku ma nowego właściciela, wypuścić ją ze schroniska SDP

Zwykły wpis

SDP pod przywództwem Krzysztofa Skowrońskiego dostało prezent od Łukasza Warzechy.

Ten były związek zawodowy dziennikarzy ma w zawieszeniu Hienę Roku dla Wojciecha Czuchnowskiego. I nie wiadomo co z tak kruszejącą zrobić. Ile można wyróźnienie trzymać w schronisku dla zwierząt?

Wreszcie jest okazja, aby odwiesić. Znalazł się nowy właściciel Jarosław Kulczycki z TVP Info. Też z wrażej telewizji, bo nie z TV Republika.

Prosił Warzechę o analizę kursokonferencji hollywoodzkiej kandydata PiS na prezydenta Andrzeja Dudy w studiu ATM, a Warzecha zbudował porównanie: Bronisław Komorowski a Duda.

Urzędujący prezydent to jakoby stary klepany polonez, a Duda to najnowsze porsche 911.

Warzecha tak się zachwycił własną metaforą, jak poeta grafoman. Jak nie przymierzając rymotwórca częstochowski Wojciechowski (Janusz).

Jakoś ci ludowi poeci tak mają, że przywiązują się do swoich świątków retorycznych, jak hiena SDP do nogi Czuchnowskiego.

Kulczycki prosił Warzechę o analizę konwencji PiS (dla mnie to typowa intelektualna kursokonferencja w konfetti). Kulczycki zapytał mimochodem, czy Warzecha jest na żołdzie PiS? Może tak, może nie; niewątpliwy ochotnik – na pewno.

Warzecha zastosował wybieg Błaszczaka („Wstydu oszczędź!”), obrażony wyszedł, bo Kulczycki prosił, aby spuścił ze swojego refrenu: porsche i traktor (polonez).

W każdym razie hiena SDP może teraz się uczepić nogi Kulczyckiego i go kąsać.

Osobiście ogłaszam odwieszenie Hieny Roku, Kulczycki zgłosił się do schroniska. Niech zwierzę ma swego pana, kąsa jego goleń – i już.

Nikodem Duda – królik z kapelusza prezesa

Zwykły wpis

Andrzej Duda, kandydat Jarosława Kaczyńskiego na prezydenta, został wyciągnięty z kapelusza w trakcie kryzysu w partii (pijacka afera madrycka z A. Hofmanem).

I dzisiaj ta kandydatura nosi wszelkie znamiona kryzysowe. A to znaczy, że losy PiS mogą się potoczyć wbrew kreatorom tego kandydata znikąd.

W PiS sytuacja powtarza się, jak w 2010 roku przed katastrofą smoleńską, kiedy to kandydatem tej partii był Lech Kaczyński, niemal pewny przegrany. Miał wyniki bardzo podobne do dzisiejszych Dudy (20 proc., a więc nawet niecały twardy elektorat pisowski go popierał).

Wówczas można było założyć z wielkim prawdopodobieństwem, iż po przegranych wyborach prezydenckich nastąpi zmiana władzy w PiS. Najpewniej nowym prezesem zostałby Zbigniew Ziobro, a popierałaby go ówczesna ścisła czołówka PiS: Paweł Poncyliusz, Paweł Kowal, Marek Migalski.

Dzisiaj do wyborów zostały tylko 3 miesiące. Duda stanął w miejscu z 20 proc. poparcia. Jego rozpoznawalność nie jest dużo lepsza niż gdy wyciągano go z kapelusza. Może liczyć na jądro elektoratu PiS, czyli tych, którzy nie patrzą na naziwska, tylko głosują w ciemno.

To typowa sytuacja Nikodema Dyzmy. Cokolwiek powie, jest traktowane, jako wybawienie. I rozzlegają się gromkie brawa, bo tak zapisano w didaskaliach.

Na razie Duda nie mówi niczego własnego. Nie ma swego rozpoznawalnego głosu, to jeden z chórku PiS.

Ta sytuacja pokazuje jeszcze lepiej, jaka jest jakość największej partii opozycyjnej i kim w istocie jest prezes Kaczyński.

Dlatego z takim impetem rzucił się na tę szansę prof. Andrzej Nowak: „Trzeba wygrać, koniecznie. Za nami ściana”.

Ścianą jest Kaczyński, polityk nie potrafiący wygrać, wieczna opozycja (zmarzlina życia politycznego).

Szansą jest Duda, o którym niczego nie można w istocie powiedzieć, bo go nie znamy. To jest faktyczny Nikodem Dyzma.

Każda narracja o Dyzmie kończy się w miejscu, gdy ma on sięgnąć po najwyższą władzę. Dyzma jest do tego stopnia uniwersalny dla świata polityki, iż bez żadnego trudu przyjął się w USA, jako ogrodnik w Jerzego Kosińskiego „Wystarczy być”, a odtwarzany w wersji celuloidowej przez Petera Sellersa.

Nikt nie zaprzeczy, że takim Dyzmą, ogrodnikiem z Brukseli, niemą postacią polityczną jest Duda. To Nikodem Duda.

Lepszy Dyzma, ktokolwiek z jego otoczenia, niż prezes w wieku Piłsudskiego z roku 1935. A w maju 1935 roku w leciech prezesa odszedł marszałek. I 80 lat potem odbywają się wybory prezydenckie. To palec historii, w metafizyce: palec boży.

Prof. Nowak słusznie zaapelował – w jakimś sensie do Dyzmy (Dudy) – aby wyjawił kandydaturę PiS na premiera.

Jeżeli ma Duda osiągnąć wynik PiS z roku 2005, kandydatem na premiera nie może być „brat prezydenta”. W tym wypadku: nie może to być prestidigitator z kapeluszem. Lub: protagonista Dyzmy.

W PiS zatem będzie się kotłować. Młode wilczki muszą zyskać na własnym głosie. Nie mogą powtarzać fraz po wiecznym opozycjoniście, może się skończyć dla nich we wiecznej zmarzlinie.