Całkiem normalne szaleństwo

Pięknie brzmiący program PiS to dobrze zorganizowana seria przestępstw, dokładnie opisanych w kodeksie karnym.

Kolejne ustawy okaleczyły Konstytucję nowymi poprawkami i prymitywnymi dopiskami. Można ją teraz wyginać, naciągać i wykręcać w dowolny paragraf, a wyrwane z niej kartki zawiesić na gwoździu w toalecie siedziby PiS. Co się dzieje? Pucz? Zamach stanu? A może tylko objawy szaleństwa człowieka śmiertelnie chorego na władzę?

Podstępny nocny atak na ostatni bastion, gdzie demokracja broniła się jeszcze przed dyktaturą, zaskoczył tylko tych, którzy przed wyborami nawoływali, żeby nie straszyć ludzi PiS-em. Przecież Kaczyński zapowiadał ten scenariusz co najmniej w trzech wywiadach, w kilku wystąpieniach publicznych i w swojej książce. Zgodnie z tymi zapowiedziami czeka nas jeszcze przejęcie Państwowej Komisji Wyborczej i zmiana prawa wyborczego, które umożliwi utworzeniu dwóch komisji do liczenia głosów, w tym jednej swojej. I tak się niestety stanie. Prezes musi to zrobić, bo nie jest bezmyślnym bucem, który wierzy w te rozmaite wzniosłe idee, którymi uzasadnia konieczność zagarnięcia wszechwładzy.

Kaczyński wie, że w którymś momencie jego pokrętna argumentacja, gładko łykana przez elektorat pierwszego sortu, przestanie się tym ludziom przekładać na kilogramy kiełbasy, zgrzewki piwa i telewizory z zagiętym ekranem. Gdzieś na dnie zajęczego serca satrapy tkwi również strach przed lekceważonym i opluskwianym drugim sortem, który dotąd tylko burczał i wygrażał białymi różami, ale któregoś dnia może się przecież zbiesić, wylec na ulice, pójść na Nowogrodzką i rąbnąć milionem pięści we wszystkie drzwi między numerami 84 i 86. Kaczyński nie może też lekceważyć ludzi mu najbliższych, którzy nie są bynajmniej takimi matołami, jakimi kreują ich media. Wódz obiecał im panowanie, kasę, wpływy i dostojeństwa, ale przede wszystkim – bezkarność. Nawet poseł Suski musi wiedzieć, że to, co PiS robi z Polską, jest bezprawiem. Dla każdego funkcjonariusza tej partii jest już oczywiste, że pięknie brzmiący program jego syndykatu to w gruncie rzeczy dobrze zorganizowana seria przestępstw, dokładnie opisanych w kodeksie karnym. Pretorianie Kaczyńskiego, choć przed kamerami nadstawiają cherlawe piersi w obronie wodza przed urojonym zagrożeniem, to jednak nie są gotowi bohatersko umierać za sny o potędze swego guru. I w życiu nie odważyliby się działać w jego grupie przestępczej, gdyby nie dwupak gwarancji: że przy obecnej władzy są nietykalni, oraz że raz zdobytej władzy nigdy już nie oddadzą.

Nietykalność „bieżącą” załatwia nowej szlachcie minister niesprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który już układa sobie nowe gremia prawnicze, zastępując profesorów magistrami, a doświadczonych sędziów z długoletnim stażem – podporządkowanymi mu prokuratorami, a także notariuszami i radcami prawnymi, znajomymi jego kolegów, dzięki czemu nareszcie „orzecznictwo będzie się cieszyć większym autorytetem i zaufaniem ze strony obywateli”. Widać, że minister nie przywiązuje przesadnej wagi do uzasadnień swoich (?) dekretów, bo ten sam argument odniesiony do innego przykładowego gremium brzmiałby równie rozrywkowo: „Rozpieprzenie klubu parlamentarnego PiS i wymiana jego członków na wskazanych przez Schetynę spowoduje wzrost autorytetu i zaufania obywateli do PiS”… Z kolei jeśli odwołanie sędziów SN ma, zdaniem wnioskodawców, „zapewnić niezakłócone funkcjonowanie Sądu Najwyższego”, to może i w parlamencie dałoby się zaprowadzić jakiś trzeźwy ład, wywalając na zbitą emeryturę marszałków Sejmu i Senatu oraz szefów komisji?

Kaczyński musi być mocno zdesperowany, skoro jego argumentacja chwieje się jak suweren z Podkarpacia po wypłacie 500+: „Zmiany w sądownictwie są dokonywane w interesie zwyczajnych ludzi, którzy nas wybrali (…) obywatel od dawna się domaga (…) Przywracamy w ten sposób demokrację i mamy do tego prawo, bo stanowimy większość…”. Otóż problem w tym, że PiS podczas wyborów był zdecydowaną, niespełna 20% mniejszością, a i obecnie nie jest większością, nawet po ostatnich nadmuchanych sondażach. A więc w myśl powyższej argumentacji – przeciwnicy PiS stanowiący zdecydowaną większość mają prawo jeszcze dziś zakończyć kadencję parlamentu, anulować z datą wsteczną wszelkie nielegalne ustawy, zwolnić niekompetentnych Misiewiczów, a tym, którzy łamali prawo, z Prokuratorem Generalnym na czele, wymierzyć sprawiedliwość według wskazań kodeksu karnego. Zgadza się, panie Ziobro?

Kaczyński jest zdecydowany zakończyć swój projekt za wszelką cenę. Jego poziom desperacji przerósł nawet konsekwencję węgierskiego protoplastusia, który na Węgrzech przećwiczył prawie identyczny manewr: wszystkich sędziów SN przeniósł w stan spoczynku – niestety tylko na chwilę, bo sąd w Strasburgu wykazał niezgodność tej ustawy z konwencjami i prawem międzynarodowym. Jednak Kaczyński inaczej niż Orban, okopał się na stanowisku, że Europa może nam nagwizdać. – „To my stanowimy w Polsce prawo” – wyjaśnił w jego imieniu poseł sprawozdawca nowej ustawy, bliżej dotąd nieznany Andrzej Matusiewicz (to ten, który siedzi po lewicy Piotrowicza Wszechmogącego, stworzyciela ustawy demolującej Trybunał Konstytucyjny i jest jego zastępcą w sejmowej komisji, żartobliwie zwaną „Sprawiedliwości”).

Kaczyński i jego Matusiewicze wypięli się na Europę dokładnie tak, jak Recep Erdogan, kiedy rok temu zafundował Turcji przewrót – pucz o objawach niemal identycznych jak ten, którego właśnie jesteśmy świadkami w Polsce. Erdogan odbierał narodowi poszczególne instytucje demokratyczne w tej samej kolejności, co Kaczyński Polakom, w równie wariackim tempie i z równie bzdurnym uzasadnieniem. Różnica jest taka, że tam zamknięto w więzieniach 54 tys. przeciwników władzy, a u nas Kaczyński dopiero to zapowiedział, a Ziobro, poprzez reorganizację SN, dopiero co uzyskał wpływ na kadry więziennictwa.

Z Turcji, od której Kaczyński odgapia kolejne zamordystyczne projekty, każdego dnia wyjeżdżają setki obywateli. Tamtejsze media, upaństwowione do ostatniego dziennikarza, nie mogą się nadziwić, dlaczego z „demokratycznego i zasobnego” kraju emigruje każdy, kto tylko może. Polska ma rok opóźnienia we wdrażaniu „dobrej zmiany”, więc jeszcze nie wiadomo, ilu Polakom przyjdzie za rok opuścić ojczyznę. Ale z oddali słychać już chichot historii: władza, która nie wpuściła przez granicę ani jednej kobiety z dzieckiem uciekających spod bombardowań i zablokowała korytarz humanitarny przed rannymi ofiarami wojny – sama przymierza się do produkcji emigrantów…

Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie wyjeżdżają. Na razie w Polsce jest urlopowo i normalnie. Spokojnie, to tylko zamachu stanu… W mediach państwowych i również w niektórych komercyjnych – luz blues, wakacje, pogoda i muzyka z Titanica, z rzadka przerywana przez zatroskanych dziennikarzy politycznych. Artysta Cugowski, były polityk, a obecnie „pilny obserwator życia politycznego” ocenia w TVN 24 bezsiłę i bezwolność głowy państwa: – „Czepiali się człowieka, że wszystko akceptuje, a teraz kiedy coś zawetował, to znów pretensje, że nie podpisał, a przecież on fajnie wypada za granicą, a i żona całkiem dobrze się prezentuje…”. Wiadomość dnia: Polska Akademia Nauk – Instytut Chemii Bioorganicznej zaprasza na wykład „Małżeństwo w prawie kanonicznym” w wykonaniu księdza doktora z Wydziału Teologicznego poznańskiego uniwersytetu.

W ogromnym zakładzie psychiatrycznym im. J. Kaczyńskiego jest jeszcze spokojnie. Ale niedługo się zacznie. Dopadnie nas wszystkich. Dopadnie na przykład mnie i każdego, kto również uważa ministra Zbigniewa Ziobro za cynicznego dupka, przerośniętego dzieciaka bez sumienia i politycznego chuligana chorego na władzę. Będzie tak: życzliwy sąsiad, kolega z pracy lub serdeczny przyjaciel rodziny doniesie o tym do prokuratury. Nie znam prokuratora, który odmówiłby wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. A jeśli okaże się nie tylko lizusem, ale też świnią, to znajdzie i dołączy do sprawy jeszcze kogoś, kto powiedział, czy napisał podobnie i zrobi z nas zorganizowaną grupę przestępczą. Potem zabierze nam komputery, znajdzie tam pożyczone oprogramowanie, albo ściągnięty filmik, a ponieważ podczas rewizji nie mogło się obyć się bez wymiany poglądów z policją, to prokurator-wazeliniarz od ręki „spasuje się” z dyżurem zaprzyjaźnionego sędziego, który ufunduje nam tymczasowy areszt na 3 miesiące… Ale powiedzmy, że prokurator, który zajmie się naszą opinią o Ziobrze, nie okaże się świnią i pomyśli tak: sklecę takie oskarżenie, żeby sąd mnie wyśmiał, a oskarżeni wyszli cało… I powiedzmy, że ma rację. Sąd odrzuca oskarżenie. Ale szef tego prokuratora wnosi rewizję i w końcu sprawa trafia do Sądu Najwyższego. A tam już czekają ludzie osobiście wybrani i namaszczeni przez Ziobrę. I co, nie zrobią mu drobnej przysługi?

W każdej sprawie Ziobro może wnieść do SN o kasację. W każdej. Także własnej, prywatnej, którą przegrał dotąd we wszystkich instancjach. Także w beznadziejnych sprawach umoczonych po pachy partyjnych kolegów. Również w sprawie dziennikarza śledczego Tomasza Piątka, którego Macierewicz poszczuł właśnie wojskowym prokuratorem za to, że napisał prawdę o podejrzanych koneksjach polskiego ministra obrony z rosyjskimi służbami. Sądy mogą go sobie uniewinniać, ale na końcu jest jeszcze Sąd Najwyższy, gdzie rewizję rozpatrzy starannie dobrany skład prokuratorów, notariuszy czy radców prawnych, których po latach przekładania papierków Ziobro wyniósł do godności „najwyższego” sędziego! Ten sam sąd orzeknie też niedługo o legalności bądź nielegalności wyborów samorządowych, a potem parlamentarnych. Ciekawe, kto je wygra…

koduj24.pl

Protest przed Sejmem trwa

Wśród wielu przemówień podczas dzisiejszej manifestacji przed Sejmem szczególnie zapadły w pamięć wzruszające słowa Wandy Tkaczyk-Stawskiej – uczestniczki Powstania Warszawskiego.

– „Jestem tu, ponieważ jestem powstańcem. Nie należę do żadnej partii, bo jestem żołnierzem. Przeżyłam dwa powstania: w 44 roku i w 80 roku, bo „Solidarność” to też powstanie. Ja mam 90 lat. My walczyliśmy o wolność i o godność człowieka. Chcę wam powiedzieć: pozwólcie nam spokojnie odchodzić, bo jesteśmy po prostu przerażeni, (…) resztką tchu stoimy przy drzwiach, prosimy was, bądźcie mądrzy, bądźcie bogaci w mądrość” – apelowała do rządzących Wanda Traczyk-Stawska. – „Chore dzieci razem z matkami powinny tu być. My od zawsze byliśmy uchodźcami. Na dobroć trzeba odpowiadać dobrocią”. Zgromadzeni długo klaskali i wołali: – „Cześć i chwała bohaterom”.

Protest przed Sejmem trwa. Organizatorzy zapowiedzieli, że nie rozwiązują zgromadzenia i pozostają na miejscu przynajmniej do wtorku, kiedy w Sejmie mają zacząć się prace nad projektem ustawy o Sądzie Najwyższym.

Wśród zgromadzonych tłumów zorganizowano zbieranie podpisów pod listem do Andrzeja Dudy z apelem o zawetowanie ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i ustroju sądów powszechnych. Lider Obywateli RP Paweł Kasprzak zapowiedział, że jeszcze w niedzielę list zostanie zaniesiony do Pałacu Prezydenckiego.

koduj24.pl

 

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/krzysztof-lozinski-jareczku-nie-masz-dokad-uciec/t98x393

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/krzysztof-lozinski-to-jest-wyprowadzanie-polski-z-unii-europejskiej,757390.html

W Warszawie i nie tylko demonstracje w obronie niezależnych sądów [NA ŻYWO]

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/14,114871,22101331.html#MT

NIEDZIELA, 16 LIPCA 2017

17:41

 

Poseł PiS wycofał swój podpis pod projektem ustawy o SN

– Reforma wymiaru sprawiedliwości jest konieczna. Dotyczy to także Sądu Najwyższego. Nie zmienia to faktu, że unikam podpisywania się pod projektami, których nie znam. A poznać projektu o SN nie byłem w stanie, i w związku z pracą nad innymi projektami sejmowymi, ale i także najważniejszym wydarzeniem w życiu. Stąd w zeszłym tygodniu prosiłem o wykreślenie mojego podpisu z listy pod projektem. Z jakiegoś powodu tak się nie stało i dlatego poprosiłem wczoraj Marszałka Sejmu o sprostowanie. Niezależnie od tego w mojej ocenie reforma SN potrzebna i nieunikniona. Zamiast emocjonalnych i rytualnych już oskarżeń do czasu uchwalenia ustawy lepiej rozmawiać o konkretnych rozwiązaniach projektu – napisał na Facebooku poseł PiS Bartłomiej Wróblewski.

16:32

 

Petru: Potrzebny jest wspólny front demokratyczny. Mam nadzieję, że Frasyniuk zaangażuje się na 100%

– Zmiany w SN są też po to, aby trzech przestępców nie znalazło się za kratkami. To Kamiński, Wąsik i ten trzeci. To osoby skazane wyrokiem. Niby ułaskawione przez Dudę. Po to wjechała ta ustawa, żeby ci przestępcy nie znaleźli się w więzieniu. Miejmy świadomość tego, że PiS robi te zmiany wyłącznie pod siebie. Żeby obalić PiS, musi być nas dużo więcej. Muszą być setki tysięcy w całym kraju – mówił Ryszard Petru na manifestacji przed Sejmem. Jak dodał:

„W tym czasie, kiedy dyskutujemy o SN, podwyższają ceny benzyny. ZUS o 600 zł rocznie, podnoszą też ceny wody. Musimy wobec tych propozycji wspólnie protestować. Trzeba wziąć wielką klamrę”

Jak podkreślał, „musimy się zjednoczyć szerzej, ponad podziałami, nie tylko w parlamencie”. – Musimy zaangażować zarówno osoby z partii politycznych, ruchów społecznych, jak i osoby, które nie są w tym momencie aktywnie polityczne. Mam nadzieję, że osobą, którą się zaangażuje na 100% będzie Władysław Frasyniuk – dodał.

„Potrzebny jest wspólny front, front demokratyczny, który będzie bronił niezależności sądownictwa, ale też polskiego miejsca w Europie, żeby nas z Europy nie wyprowadzili. Wokół takich haseł jesteśmy w stanie zbudować szeroką koalicję pozaparlamentarną. W najbliższym czasie, od wtorku musimy koordynować nasze działanie w Sejmie”

– Deklaruję daleko idącą współpracę z PO. Wiemy, że z Kukiz ’15 się nie da pracować. To ukryty sojusznik PiS-u. Nie dajcie się nabrać na to, co mówią – dodał Petru. Lider Nowoczesnej zapowiedział Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry, a także dla Andrzeja Dudy, jeżeli podpisze ustawę o SN.

Jarosława Kaczyńskiego nazwał głównym tchórzem RP, który nie podpisał się pod ustawą o SN.

16:23

Schetyna: Będziemy chcieli być razem, być na jednej liście wyborczej

– Dzisiaj Kaczyński i Ziobro niszczą trójpodział władzy i niezależne sądownictwo, niezależność SN. Dzisiaj wiemy, że rozpoczął się wielki bój i wiemy, że musimy być razem. Wiemy, że musimy razem stanąć przeciwko nim. Bo jeżeli ktoś niszczy niezależne sądownictwo, działaczy PiS-u chce zaprowadzać do SN to po to, żeby sfałszować wybory. Na to nie pozwolimy – mówił Grzegorz Schetyna na manifestacji przed Sejmem.

– Mogę obiecać, że będziemy razem, będziemy pracować, budować wspólne relacje naszych klubów parlamentarnych. Będziemy chcieli tworzyć jeden klub w przyszłości. Będziemy chcieli być razem, być na jednej liście wyborczej – dodał. Jak zapowiedział, PiS po wyborach zostanie rozliczone.

15:47

 

Frasyniuk: Kaczyński przestał być Jarkiem. Stał się dyktatorem, napluł na swojego brata, Solidarność i Wałęsę

– Od dzisiaj każda kostka brukowa, dziecko, dorosły obywatel ma prawo i obwiązek krzyczeć: przecz z Kaczorem dyktatorem. Musimy mieć świadomość że to, co rozpoczynamy, to nie event. Na nowo definiujemy słowo patriotyzm i będziemy pisać patriotyzm przez duże P i rozliczać tych, którzy zdradzili i przestali być patriotami. My obywatele reprezentujemy państwo prawa. To my tu jesteśmy zgodnie z Konstytucją, to my bronimy państwa – mówił Władysław Frasyniuk na manifestacji przed Sejmem.

– My apelujemy do sędziów SN. Stańcie tak jak my twardo w obronie Konstytucji. Niech każdy robi swoje – mówił dalej.

– [Jarosław Kaczyński] przestał być Jarkiem. Stał się dyktatorem, który napluł na swojego brata, na Solidarność, Lecha Wałęsa, polskie społeczeństwo. Nie ma Jarka, jest dyktator – dodał.

Na końcu Frasyniuk wezwał liderów opozycji: PO, Nowoczesnej i PSL do jedności.

15:31

 

Łoziński: Polacy, obudźcie się. To ostatni moment, w którym możemy zatrzymać dyktaturę

– To wyprowadzanie Polski z UE i trzeba powiedzieć ludziom, co to znaczy. Rolnicy – zapomnijcie o dopłatach, bo ich nie będzie. Wszyscy, którzy korzystają z funduszy – zapomnijcie o pieniądzach. Młodzi ludzie, którzy podróżują po Europie – uświadomcie sobie, że nie będzie otwartych granic. Że. Polska będzie będzie osamotniona, mając agresywną Rosję i brak wsparcia ze strony Europy, bo do tego doprowadzi Kaczyński – mówił Krzysztof Łoziński na demonstracji przed Sejmem. Jak mówił dalej:

„Sędziowie SN orzekają o ważności wyborów. Mianowanie sędziów SN przez Ziobrę oznacza, że każde wybory, które by PiS przegrał oznacza, że będą nieważne, a każde, które wygra, będą ważne”

– Polacy, obudźcie się. To ostatni moment, w którym możemy zatrzymać dyktaturę – dodał lider KOD. Zwracając się do Jarosława Kaczyńskiego, stwierdził: – Jareczku, pamiętaj o jednym fakcie. Nie jesteś Janukowyczem i nie masz dokąd uciec.

Przed Sejmem trwa manifestacja środowisk opozycyjnych przeciwko ustawie o SN.

14:12

 

„Syn Szydło odprawił mszę św. na Jasnej Górze. Wściekłość po stronie lewicy” – DoRze na okładce

11:17

 

Trzaskowski: Nie chodzi o żadne uzdrowienie sądownictwa, tylko o to, żeby na smyczy politycznej mieć wszystkich sędziów

– Tu nie chodzi o żadne uzdrowienie sądownictwa, tylko o to, żeby na smyczy politycznej mieć wszystkich sędziów. Tutaj o to chodzi, trzeba jasno o tym mówić, a nie o żadne uzdrowienie – mówił Rafał Trzaskowski w „Kawie na ławę” TVN24.

300polityka.pl

Kaczyński napluł na swojego brata, Solidarność i Wałęsę

Przed Sejmem przeciw PiS protestują tłumy. – To my jesteśmy tu zgodnie z obowiązującą Konstytucją. Dziś na nowo definiujemy słowo patriotyzm przez duże P. To my bronimy demokracji. To my, obywatele, stoimy po stronie prawa. W obronie Konstytucji” – powiedział do zgromadzonych Władysław Frasyniuk. Tłum odkrzyknął: „wolność, równość, demokracja”!

– „Nie usłyszycie już ode mnie: „Jarku”. To dyktator. Napluł na swojego brata, napluł na demokrację, na Solidarnośc, na Lecha Wałęsę” – mówił Frasyniuk. Tłum odkrzyknął: „Precz z Kaczorem, dyktatorem”.

– „Mówię do obywateli Polski. Także do policji i żołnierzy. Wspólnie bronimy Konstytucji. A minister obrony narodowej ma powiązania ze służbami Putina. To Piotrowicz znowu będzie nas oskarżał. To ambasador Polski w Niemczech jest agentem. Demokracji bronimy my, tutaj” – powiedział Frasyniuk.

Frasyniuk zakończył swoje wystąpienie: – „Po tej stronie powstaje duży obóz solidarności obywatelskiej. Chcemy tu zobaczyć liderów opozycji. Ryszarda Petru, Grzegorza Schetynę i Władysława Kosiniaka-Kamysza. Niech staną i prosto w oczy powiedzą nam, że razem będziemy walczyć o polską Konstytucję. „Gdzie jest Paweł Kukiz” – pytał Frasyniuk. – „Jest przeciwko PiS-owi, przeciwko PO, ale mówi, że jest ze społeczeństwem. Społeczeństwo jest tu, ale nie ma Pawła Kukiza”.

– Dziś Kaczyński i Ziobro niszczą trójpodział władzy. Rozpoczął się wielki bój, musimy być w nim razem Obiecuję, że będziemy współpracować, a w przyszłości stworzymy jeden klub parlamentarny. I będziemy na wspólnej liście wyborczej. Po wyborach ich rozliczymy” – obiecał lider PO Grzegorz Schetyna.

– „Miejmy świadomość tego, że PiS robi te zmiany wyłącznie pod siebie. Musi być nas więcej. Obiecujemy Ziobrze Trybunał Stanu. Jeśli Andrzej Duda podpisze tę haniebną ustawę, też tam trafi. Deklaruję daleko idącą współpracę z Platformą. Nie dajcie się nabrać Kukizowi, to ukryty sojusznik PiS” – powiedział szef Nowoczesnej Ryszard Petru.

koduj24.pl

Andrzej Duda w opałach

Prezydent chciał zademonstrować niezależność, ale nikt mu nie uwierzył – poza Kaczyńskim.

Pecha ma Andrzej Duda. Wymyślił sobie, że zacznie demonstrować polityczną autonomię i niezależność od pana prezesa demonstracyjnie i publicznie mówiąc mu „nie” tak, by zauważyła i doceniła to cała Polska. Kancelaria Prezydenta już od jakiegoś czasu wypuszczała kontrolowane przecieki, że wkrótce dziać się będą rzeczy epokowe – będziemy świadkami emancypacji prezydenta.

Miało być tak pięknie. Komentatorzy mieli o tym mówić we wszystkich stacjach telewizyjnych i radiowych, lud miał plotkować na bazarkach przy tradycyjnym polskim kebabie, czołówki gazet miały krzyczeć tytułami: „Prezydent zawetował ustawę PiS-u”, „Głowa państwa broni samorządów”, „Duda i Kaczyński. Czy to już rozwód?”. Politycy opozycyjni mieli publicznie wchodzić pod stoły w Sali Kolumnowej i odszczekiwać wszystko, co o Dudzie mówili wcześniej, a politycy obozu rządzącego mieli chrząkać z zakłopotaniem i mówić „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!”, z minami całkowicie zaprzeczającymi tym uspokajającym słowom.

Słowem, Andrzej Duda miał wejść do gry jako samodzielny podmiot. Wiele osób w to nie wierzy. Jednak odrzućmy często formułowaną tezę, że była to ustawka zawczasu już uzgodniona z Jarosławem Kaczyńskim. Od początku wydawało się to mało prawdopodobne, a dalszy bieg wydarzeń całkowicie wykluczył taką możliwość.

PiS nie dyskutuje, PiS miażdży wrogów

Głównym źródłem siły i politycznej skuteczności PiS jest fakt, że partia ta stanowi zwarty, niemal wojskowy oddział i prze do przodu jak walec bez żadnych wahań, rozterek czy wewnętrznych sporów. Tym obezwładnia i paraliżuje ludzi słabego ducha, którzy gotowi są potulnie pochylić głowę i nawet jeśli nie są zwolennikami PiS, wyszeptać zrezygnowanym głosem: „Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba”.

Pan prezes, wytrawny znawca historii reżimu bolszewickiego, niewątpliwie przyswoił sobie nauki płynące z doświadczeń Lenina i Dzierżyńskiego, które tak pięknie i klarownie wyraził Majakowski:

„A gdy się w partię zejdziemy w walce – 
to padnij, wrogu, leż i pamiętaj. 
Partia – to ręka milionopalca, 
w jedną miażdżącą pięść zaciśnięta”.

Pomysł więc, by celowo niszczyć to, co jest źródłem siły, i wprowadzać pozorowane podziały i spory w obozie rządzącym, wydaje się dość absurdalny. Całkowicie zaś możemy wykluczyć tę ewentualność, gdy już wiemy, co stało się kilka godzin po zgłoszeniu prezydenckiego weta: PiS zapowiedział, że zniszczy i przejmie Sąd Najwyższy. Ten nagły zwrot akcji sprawił, że o wecie Dudy wszyscy zapomnieli. Nikogo ono w tej chwili nie obchodzi. A więc nie mogła to być ustawka, bo takie operacje przeprowadza się po to, by je wyeksponować, a nie przykryć innym wydarzeniem. Ludzie mają o nich rozmawiać, plotkować, komentować je.

Kaczyński ukradł Dudzie show

Możemy więc niemal ze stuprocentową pewnością przyjąć, że Duda rzeczywiście próbował własnej gry, ale Kaczyński, ogłaszając blitzkrieg przeciw sądom, ukradł mu show. Do tego stopnia, że inne elementy prezydenckiej operacji „Emancypacja” nawet nie przebiły się do opinii publicznej. Kto z państwa słyszał, że rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński w radiu pochwalił odwagę jedynego posła PiS, który wyłamał się ze zgodnego chóru i skrytykował program „Benzyna plus”? W spokojniejszym czasie ta wypowiedź Łapińskiego byłaby na okrągło komentowana i roztrząsana. Dziś nikt jej nawet nie zauważył.

Nawiasem mówiąc, to pokazuje też, jakie są relacje pomiędzy poszczególnymi graczami w obozie „dobrej zmiany” – najwyraźniej ośrodek prezydencki nie miał pojęcia, że Kaczyński planuje atak na Sąd Najwyższy. Podobnie jak wcześniej Kaczyński nie został uprzedzony, że Duda wystąpi z pomysłem własnego referendum w sprawie Konstytucji.

Jako pole do zademonstrowania swej niezależności od Kaczyńskiego Duda wybrał ustawę ograniczającą niezależność samorządów – ważną, ale jednak nie pierwszoplanową w PiS-owskiej hierarchii celów. Przynajmniej nie w tej chwili. Obecnie PiS jest na etapie rozprawiania się z wymiarem sprawiedliwości, nie z samorządnością. Ławice bombowców Kaczyńskiego kierują się nad Sąd Najwyższy, by tam przeprowadzać dywanowe naloty, samorządy dopiero czekają na swą kolej, pojawiają się nad nimi co najwyżej zabłąkane samoloty, by zrzucić pojedyncze bomby. To jeszcze nie ten etap.

Duda okrakiem na barykadzie

Duda liczył zapewne, że wybierając to pole konfrontacji nie wywoła skrajnej furii prezesa. Że pan prezes doceni fakt, iż pan prezydent nie blokuje tego, na czym PiS-owi w tej chwili najbardziej zależy, lecz to, co ma znaczenie drugorzędne.

O święta naiwności! Pan prezes wszystko wie, wszystko widzi i wszystko pamięta. I rozliczy z tego winnych. W swoim czasie. Co się odwlecze, to nie uciecze.

Dość amatorska gra Dudy, oparta na naiwnych kalkulacjach, postawiła go w sytuacji najgorszej z możliwych: naprawdę naraził się Kaczyńskiemu, a nie zdobył aprobaty społecznej. Zyskał potężnego wroga, a nie ma sojuszników, którzy by go wsparli. Jest sam jak palec, wystawiony na strzały ze wszystkich stron. Gdy Kaczyński rozprawi się z nim, jak z Trybunałem Konstytucyjnym czy Sądem Najwyższym (co to dla prezesa! Takich prezydentów on jada na deser po obiedzie), nikt nie stanie w jego obronie, a na Allegro powodzeniem cieszyć się będą T-shirty z napisem „Nie płakałem po Dudzie”.

W tej chwili jedynym wyjściem dla prezydenta może być już tylko ucieczka do przodu. Jeżeli ma uratować skórę, musi zrobić to, czego bardzo chciał uniknąć: w sporze o ustawy niszczące niezależny wymiar sprawiedliwości stanąć po stronie Konstytucji i zgłosić weto. To jedyny sposób na wyjście z izolacji i wzmocnienie swojej pozycji. Tylko tak może zyskać sojuszników.

Owszem, to by oznaczało całkowitą zmianę frontu i przejście do obozu dotychczasowego wroga. I wymagałoby, poza wszystkim innym, sporej odwagi. Politycznej i cywilnej. Andrzej Duda do tej pory nie dał się poznać jako człowiek odważny.

Ale przecież i strach może być dobrym motorem. Czy pan prezydent ma świadomość tego, jak naraził się
Kaczyńskiemu i czy rozumie jakie będą konsekwencje? Jeśli tak, to ma dobre powody do strachu.

koduj24.pl

PiS przejmuje język Gomułki

PiS przejmuje język Gomułki

Wielu z nas dobrze pamięta słynne przemówienia pierwszego sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki i jeszcze słynniejsze jego oświadczenie: „Władzy raz zdobytej nie oddamy”.

Tę komuszą retorykę przejęła PiS-owska posłanka Jolanta Szczypińska, która wymieniając na Twitterze poglądy z senatorem Rafałem Ślusarzem odsłoniła prawdziwe intencje swojej partii. – „Opozycja myśli, że zmieniamy prawo pod siebie, a nie dla uzdrowienia nieprawidłowych mechanizmów. Stąd pytania: a co po zmianie władzy” – napisał senator PiS Rafał Ślusarz w trakcie obrad dotyczących sądownictwa. – „Proszę im uświadomić, że zmiany nie przewidujemy, więc niech się przestaną troszczyć” – odparła posłanka.

– „Skandaliczna i bezczelna wypowiedź posłanki Szczypińskiej” – ocenił Tomasz Siemoniak z PO tę wymianę zdań. Puszczając wodze fantazji, pozostawszy na tym samym poziomie polemiki, spokojnie można powiedzieć – pierwsza pójdzie siedzieć!

koduj24.pl

16 LIPCA 2017

„Pali nam się Polska. Szalony podpalacz podkłada ogień pod kolejne gmachy”. Ogólnopolski Strajk Kobiet zaprasza na naradę całą opozycję

Przeciwko planowanej reformie sądownictwa protestuje wiele środowisk: prawnicy i studenci prawa, obrońcy praw człowieka i organizacje pozarządowe, związki zawodowe i partie opozycyjne. Przedstawicielki Ogólnopolskiego Strajku Kobiet zapraszają ich wszystkich na wspólną naradę, bo „Pali nam się Polska”

My, kobiety, które potrafiłyśmy się dogadać i zorganizować Ogólnopolski Strajk Kobiet 3 października 2016 roku, wzywamy Was, politycy opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej, Was, przedstawiciele wszystkich prodemokratycznych ruchów społecznych, na pilną naradę. Nie wewnątrzpartyjną, nie w wąskim elitarnym gronie, nie w kółku wzajemnej adoracji. Na naradę naszą, wspólną, domową.

Kiedy dom się pali, nie dyskutujemy, kto co zrobił osiem lat temu, a czego nie zrobił. Nie wypominamy sobie grzechów, nie konkurujemy na piękne słówka i miny, nie prężymy piersi do kamer, nie wybieramy się na urlop. Ratujemy, co się da. Przede wszystkim – ratujemy ludzi.

Pali nam się Polska. Nie wszyscy są tego świadomi. Niektórzy śpią mocnym snem, zahipnotyzowani, odurzeni lub po prostu bardzo zmęczeni. Niektórzy są tak zapracowani, zajęci swoimi sprawami, że nie widzą płomieni. Niektórzy naiwnie myślą, że pożar dotyczy innych, a ich nie obejmie.

Szalony podpalacz podkłada ogień pod kolejne gmachy. Już runął Trybunał, za chwilę zawalą się niezależne sądy, w zgliszcza zmieni się edukacja i wolne media, obrócą się w popiół ostatnie prawa kobiet i większość praw obywatelskich, poza prawem do klaskania i potakiwania.

My, kobiety, jesteśmy w szczególnym niebezpieczeństwie. Niweczy się nasze prawo do bezpieczeństwa i decydowania o sobie na poziomie biologicznym. My walczymy o życie.

Wzywamy na naradę! Nie ma nic ważniejszego. Lepszego czasu nie będzie. Może być tylko gorszy.


Ogólnopolski Strajk Kobiet to nieformalna organizacja wolnych kobiet (i wspierających ich mężczyzn), która uruchomiła w całej Polsce październikowy Czarny Marsz w proteście przeciw próbom drastycznego ograniczania praw kobiet. Obecnie mamy swoje struktury w ponad stu miastach i miasteczkach w całym kraju. Ogólnopolski Strajk Kobiet zainicjował powstanie Międzynarodowego Strajku Kobiet – koalicji, która 8 marca 2017 zorganizowała protesty w 60 krajach świata.

W odpowiedzi na zamach na ostatnie instytucje praworządnego państwa, jaki realizowany jest w ostatnich dniach przez partię rządzącą, Ogólnopolski Strajk Kobiet podejmuje działania, które zainicjować mają realną i skuteczną współpracę rozproszonych dotąd sił prodemokratycznych.

Zaproszenie do udziału w naradzie otrzymały opozycyjne partie parlamentarne (Nowoczesna, Platforma Obywatelska), partie pozaparlamentarne (m.in. Razem, Zieloni, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Inicjatywa Polska, Inicjatywa Feministyczna), powstałe w ostatnich 2 latach organizacje wolnościowe (Komitet Obrony Demokracji i wszystkie ruchy z niego się wywodzące, Obywatele RP, Obywatele Solidarnie w Akcji), zaangażowane w obronę wartości demokratycznych organizacje pozarządowe (m.in. Greenpeace, Fundacja Batorego, Nie dla chaosu w szkole, Kongres Świeckości), najbardziej dynamiczne organizacje kobiece, grupa wybitnych prawników.

Głównym celem spotkania jest wypracowanie deklaracji bezwarunkowego współdziałania w intencji obrony praw i wolności obywatelskich w Polsce. Liczymy na to, że określimy bazową strategię współpracy na najbliższe dni i tygodnie, a w dalszej perspektywie – zasady, jakimi chcemy się kierować po „ugaszeniu pożaru”. Nikogo z nas bowiem nie może zadowalać powrót do status quo sprzed ostatnich wyborów parlamentarnych.

Narada ma charakter zamknięty. Tuż potem zostanie wydany oficjalny komunikat.

OKO.press

Ziobro – osobnik spod budki z piwem

Ziobro - osobnik spod budki z piwem

Mamy problem z językiem, bo trzeba nazywać to, co robi PiS. Jak nazywać bezprawie, które jest stanowione jako prawo? Tylko nazywać bezprawiem? Jak nazywać partię, która stanowi bezprawie?

Jak nazywać Ziobrę? Proszę zauważyć, iż ten człowiek zredukował się tylko do nazwiska. Nie jest żadnym autorytetem. Posługuje się zakłamanym do trzewi językiem i to jeszcze poważnie ubogim na poziomie – jak to kiedyś nazywano – osobnika spod budki z piwem. Ziobro jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. To nie jest sen-mara, nie jest to makabra klasy podrzędnej, to dzieje się w naszym kraju.

Zbigniew Ziobro przekonywał w TVP („Minęła dwudziesta”), iż ustawa PiS o Sądzie Najwyższym ma„przywrócić europejskie standardy”. Szkoda, że tego nie wiedzą w Europie, a szczególnie w Unii Europejskiej. No, ale gdy dowiedzą się od Ziobry, że on przywraca europejskie standardy, to oni będą przywracać standardy pisowskie. Na takim poziomie logiki porusza się umysł Ziobry. Bodaj zakres umysłowy osobnika spod budki z piwem głębiej sięga intelektem i przede wszystkim do bogatszego języka polskiego. A może Ziobro miał na myśli standardy europejskie w Turcji, na Białorusi albo w Rosji? O, to przepraszam.

Przypatrzmy się innemu stwierdzeniu Ziobry: „Polskie sądownictwo było korporacją, która oderwała się od demokracji”. Jedno zdanie, a błędów bez liku, bo one się multiplikują, każdy zawód jest korporacją, jeżeli ma własną samorządność. O tym wiadomo od zawsze, od kiedy zawody podlegały kodyfikacji. Zatem struktury są ustawione wertykalnie, a nie horyzontalnie, bo autorytetowi podlegają gorsi od niego, a mistrzowi czeladnicy. Tak jak profesorowi – magister.

Od demokracji jest oderwany PiS, bo uzasadnienie Ziobry jest żywcem wyrwane z reżimów totalitarnych: „Minister sprawiedliwości odpowiada za działanie systemu sądownictwa, a nie może na niego wpływać” – mówił Ziobro. Minister wpływa poprzez narzędzia prawne zgodne z Konstytucją, a nie wpływa poprzez widzimisię, bo uznał, że jest wielki. Niestety, wielkość Ziobry jest żadna. Wielkość Ziobry jest nikczemna – jak pisał Henryk Sienkiewicz – jest deficytowa.

Właśnie mamy problem z językiem, jak nazywać ludzi o deficycie Ziobry, którzy posługują się językiem zdegradowanym, nielogicznym, zakłamanym?

Mamy problem przy opisywaniu naszej rzeczywistości. A może jest tak, iż wchodzimy w język Ziobry – ubogi, zakłamany, nielogiczny, a wreszcie – bo to dla mnie najważniejsze – język mało polski. Poeta pamięta, ja Ziobrze pamiętam, właśnie spisuje jego nikczemne słowa i czyny.

Wracać musimy do języka „wprost”, do języka, który w PRL postulował Julian Kornhauser, Adam Zagajewski, Stanisław Barańczak, a ja byłem ich młodszym bratem. Dzisiaj dochodzi jeszcze inna okoliczność, bo odzyskaliśmy suwerenność. A więc po mickiewiczowsku należy połączyć słowo i czyn.

Jakich mamy dokonywać czynów, aby ojczyźnie przywrócić demokrację, czyli wolność obywateli, aby nie decydował o nich swoim pokracznym językiem spod budki z piwem osobnik Ziobro? Hę? I nad tym mamy się zastanawiać.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Wojciech Łączewski: Być może nie osądzą was sędziowie, których sprowadzacie do roli służących…

 

http://next.gazeta.pl/next/7,151243,22100470,pis-chce-wywlaszczyc-programistow-to-moze-byc-bardzo-niepokojacy.html

Ziobro – osobnik spod budki z piwem

Mamy problem z językiem, bo trzeba nazywać to, co robi PiS. Jak nazywać bezprawie, które jest stanowione jako prawo? Tylko nazywać bezprawiem? Jak nazywać partię, która stanowi bezprawie?

Jak nazywać Ziobrę? Proszę zauważyć, iż ten człowiek zredukował się tylko do nazwiska. Nie jest żadnym autorytetem. Posługuje się zakłamanym do trzewi językiem i to jeszcze poważnie ubogim na poziomie – jak to kiedyś nazywano – osobnika spod budki z piwem.

Ziobro jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym. To nie jest sen-mara, nie jest to makabra klasy podrzędnej, to dzieje się w naszym kraju.

Zbigniew Ziobro przekonywał w TVP („Minęła dwudziesta”), iż ustawa PiS o Sądzie Najwyższym ma „przywrócić europejskie standardy”. Szkoda, że tego nie wiedzą w Europie, a szczególnie w Unii Europejskiej.

No, ale gdy dowiedzą się od Ziobry, że on przywraca europejskie standardy, to oni będą przywracać standardy pisowskie. Na takim poziomie logiki porusza sie umysł Ziobry. Bodaj zakres umysłowy osobnika spod budki z piwem głębiej sięga intelektem i przede wszystkim do bogatszego języka polskiego.

A może Ziobro miał na myśli standardy europejskie w Turcji, na Białorusi, albo w Rosji? O, to przepraszam.

Przypatrzmy sie innemu stwierdzeniu Ziobry: „Polskie sądownictwo było korporacją, która oderwała się od demokracji”. Jedno zdanie, a błędów bez liku, bo one się multiplikują, każdy zawód jest korporacją, jeżeli ma własną samorządność. O tym wiadomo od zawsze, od kiedy zawody podlegały kodyfikacji. Zatem struktury są ustawione wertykalnie, a nie horyzontalnie, bo autorytetowi podlegają gorsi od niego, a mistrzowi czeladnicy. Tak jak profesorowi – magister.

Od demokracji jest oderwany PiS, bo uzasadnienie Ziobry jest żywcem wyrwane z reżimów totalitarnych: „Minister sprawiedliwości odpowiada za działanie systemu sądownictwa, a nie może na niego wpływać” – mówił Ziobro.

Minister wpływa poprzez narzędzia prawne zgodne z Konstytucją, a nie wpływa poprzez widzimisię, bo uznał, że jest wielki. Niestety, wielkość Ziobry jest żadna. Wielkość Ziobry jest nikczemna – jak pisał Henryk Sienkiewicz – jest deficytowa.

Właśnie mamy problem z językiem, jak nazywać ludzi o deficycie Ziobry, którzy posługują się językiem zdegradowanym, nielogicznym, zakłamanym?

Mamy problem przy opisywaniu naszej rzeczywistości. A może jest tak, iż wchodzimy w język Ziobry – ubogi, zakłamany, nielogiczny, a wreszcie – bo to dla mnie najważniejsze – język mało polski. Poeta pamięta, ja Ziobrze pamiętam, właśnie spisuje jego nikczemne słowa i czyny.

Wracać musimy do języka „wprost”, do języka, który w PRL postulował Julian Konrnhauser, Adam Zagajewski, Stanisław Barańczak, a ja byłem ich młodszym bratem. Dzisiaj dochodzi jeszcze inna okoliczność, bo odzyskaliśmy suwerenność. A więc po mickiewiczowsku należy połączyć słowo i czyn.

Jakich mamy dokonywać czynów, aby ojczyźnie przywrocić demokrację, czyli wolność obywateli, aby nie decydował o nich swoim pokracznym językiem spod budki z piwem osobnik Ziobro? Hę? I nad tym mamy się zastanawiać.

Jacek Fedorowicz:

Kaczyński dąży do pełnej dyktatury, w czym jest podobny do bolszewików. Może nawet chwilami ich przerasta sprytem. Dlaczego dąży, nie wiem. Ale wiem doskonale, że nic go nie zatrzyma.

Wyborcza

Nowoczesna wzywa międzynarodowe instytucje do Sejmu. „W obronie prawa i konstytucji”

Emilia Dłużewska, 15 lipca 2017

SŁAWOMIR KAMIŃSKI / AGENCJA GAZETA

„Demokratyczny świat nie może stać bezczynnie, kiedy PiS wprowadza autorytarny reżim” – napisał Ryszard Petru. Szef Nowoczesnej wzywa zagranicznych polityków i instytucje broniące praw człowieka na obrady Sejmu.

„Zeszłej nocy o godz. 2.30 senatorzy rządzącej Polską partii Prawo i Sprawiedliwość przyjęli dwie sprzeczne z konstytucją ustawy, które czynią polską władzę sądowniczą kompletnie zależną od wykonawczej. By wejść w życie, nowe prawo potrzebuje już tylko podpisu prezydenta. Jeśli – w co nie wątpimy – podpisze on ustawy, zakończą one monteskiuszowski podział władzy w Polsce” – tak zaczyna się list otwarty, który Nowoczesna wysłała w sobotę do międzynarodowych polityków i instytucji broniących praw człowieka.

Democratic world (@UN@coe@OSCE@EU_Commission) cannot stand idle when PiS introduces an authoritarian regime.
We stand for rule of law!

Podpisany przez Ryszarda Petru dokument został przekazany m.in. przewodniczącym Komisji Europejskiej, Komisji Weneckiej, Parlamentu i Trybunału Europejskiego, a także ONZ, Amnesty International i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Petru apeluje do nich o przysłanie swoich przedstawicieli na ostatnie obrady polskiego Sejmu przed wakacyjną przerwą.

Opozycja położy się Rejtanem? Petru zapowiada stworzenie federacji partyjnej, Schetyna parlamentarne nieposłuszeństwo

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22094035,video.html

Ryszard Petru: PiS używa taktyki salami

Przyjęte w nocy przez Senat ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa oraz o ustroju sądów powszechnych Petru nazywa „ostatnimi pozycjami na długiej liście radykalnie zmieniających sytuację praw uchwalanych pod osłoną nocy, przy minimalnej debacie parlamentarnej i bez konsultacji społecznych, nie mówiąc już o vacatio legis”.

„Ponieważ Prawo i Sprawiedliwość ma tylko zwykłą większość w parlamencie, używa taktyki salami, by rozmontować konstytucję i zmienić system polityczny w Polsce” – dodaje.

Szef Nowoczesnej podkreśla, że wprowadzenie nowych praw podporządkuje ministrowi sprawiedliwości zarówno KRS, jak i codzienną pracę sądów. Wspomina też o szykowanej przez PiS ustawie dotyczącej Sądu Najwyższego.

Petru: Bez niezawisłego Sądu Najwyższego Polska nie będzie demokracją

„Ta ustawa ma na celu niezgodne z konstytucją usunięcie obecnych sędziów i zastąpienie ich nominowanymi przez ministra. Tak się składa, że to Sąd Najwyższy decyduje o ważności wyborów parlamentarnych, prezydenckich i samorządowych. Jeśli straci niezawisłość, Polska nie tylko przestanie być liberalną demokracją, ale demokracją w ogóle” – pisze.

Sąd Najwyższy – ostatni strażnik

„Polska opozycja parlamentarna z determinacją będzie bronić polskiego prawa i konstytucji. W tej chwili potrzebujemy gestów solidarności” – dodaje Petru i apeluje do adresatów listu o przybycie do Polski w dniach 18-20 lipca. Jak tłumaczy, „ze względu na brak jawności działań PiS” o szczegółach Nowoczesna będzie informować na bieżąco.

wyborcza.pl

Ziobro w TVP: Nie wykluczam zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym

Emilia Dłużewska, 15 lipca 2017

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro (Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta)

Ustawa PiS o Sądzie Najwyższym ma „przywrócić europejskie standardy”, a protestującym wobec niej „brakuje pomysłu na siebie” – przekonywał Zbigniew Ziobro w TVP. Przyznał jednak, że nie wyklucza modyfikacji ustawy.

Zbigniew Ziobro był gościem w programie „Minęła dwudziesta”. Jej głównym tematem były przegłosowane w Senacie ustawy o KRS i sądach powszechnych oraz poselski projekt ustawy o Sądzie Najwyższym złożony przez PiS w środę w nocy.

Nowa ustawa przewiduje natychmiastowe przejście w stan spoczynku wszystkich dotychczasowych sędziów Sądu Najwyższego poza wskazanymi przez ministra sprawiedliwości. W praktyce oznacza to całkowite podporządkowanie Sądu Najwyższego PiS.

Prezes PiS funduje nam ustrój, w którym to człowiek z Żoliborza będzie decydował o wyrokach sądów – w 3×3 B.Budka o ustawie o SN

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,22092719,video.html

Zbigniew Ziobro w TVP: Szukamy „złotego środka”

– Polskie sądownictwo było korporacją, która oderwała się od demokracji – przekonywał minister sprawiedliwości. – Czas przywrócić standardy europejskie. W Niemczech sędziów sądów najwyższych wybierają tylko posłowie oraz ministrowie sprawiedliwości krajów związkowych. My nie idziemy tak daleko, ale szukamy rozwiązań, które będą złotym środkiem – dodał.

– Nie chodzi o to, czy ja zyskuje większe uprawnienia, tylko o wprowadzenie narzędzi realnej kontroli. W tym momencie minister sprawiedliwości odpowiada za działanie systemu sądownictwa, a nie może na niego wpływać – mówił Ziobro. Konieczność zmian tłumaczył faktem, że sądownictwo stało się „korporacją, która sama wszystko rozstrzygała”.

Ziobro powołuje się na Rzeplińskiego

Minister Ziobro powoływał się przy tym na słowa byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego, prof. Andrzej Rzeplińskiego, który nazwał Krajową Radę Sądownictwa „państwowym związkiem zawodowym konserwującym interesy źle służące polskiemu sądownictwu”.

Cytat pochodzi z tekstu prof. Rzeplińskiego opublikowanego w 2004 r. w „Wyborczej”, w którym Rzepliński apelował m.in. o zbieranie zewnętrznych recenzji kandydatów na stanowiska sędziowskie oraz otwarcie się na inne profesje prawnicze. W całości ten akapit brzmi „Aby KRS przestała być w znacznej mierze swoistym państwowym związkiem zawodowym konserwującym interesy źle służące polskiemu sądownictwu, w jej składzie muszą być reprezentowani przedstawiciele innych profesji prawniczych, w tym adwokatów, radców prawnych, notariuszy, prokuratorów i uczonych prawników”.

Ziobro: Nie wykluczam zmian w ustawie o Sądzie Najwyższym

Zbigniew Ziobro zapowiedział też, że nie wyklucza wprowadzenia „jakichś modyfikacji” ustawy, choć zaznaczył, że kierunek, w którym ona idzie, jest „słuszny i potrzebny”, a PiS z pewnością nie zrezygnuje z pomysłu Izby Dyscyplinarnej w SN. Dodał też, że jeśli posłowie opozycji zgłoszą poprawki do projektu, „niektóre mogą być uwzględnione”. – Ale do tego trzeba mieć gotowość rozmowy, a my słyszymy cały czas wyzwiska i epitety – mówił. – Jeśli ktoś robi manifestację albo blokadę, to nie chce naprawić sytuacji.

Minister sprawiedliwości protestujących przeciw nowej ustawie członków opozycji nazwał „ludźmi, którzy nie mają pomysłu na siebie”. Sugerował też, że ich działanie jest „w interesie tych, którzy mają duże wpływy finansowe”.

wyborcza.pl

Wojciech Łączewski: Być może nie osądzą was sędziowie, których sprowadzacie do roli służących…

Być może nie osądzą was sędziowie, których sprowadzacie do roli służących…

Wojciech Łączewski *, 15 lipca 2017

Sędzia Wojciech Łączewski: Po ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego poczułem, że prezydent przyznał sądowi rację. Nie ułaskawia się niewinnych

Sędzia Wojciech Łączewski: Po ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego poczułem, że prezydent przyznał sądowi rację. Nie ułaskawia się niewinnych (FOT. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

Zanim zacznę (i narażę się na kolejną próbę wszczęcia postępowania dyscyplinarnego), przypomnę, że sędzia to też obywatel. A obywatel – zgodnie z art. 54 konstytucji – ma wolność wyrażania poglądów. I wybaczcie, ale nie działają na mnie pohukiwania władzy, która chce mi to prawo odebrać. Oczywiście, jako sędzia muszę wyrażać poglądy w sposób powściągliwy. W czasach nadzwyczajnych (takie niestety mamy) jest to trudne. Ja spróbuję – jako obywatel.

W dniu 2 kwietnia 1997 roku ustanowiliśmy konstytucję jako najwyższe prawo Rzeczypospolitej Polskiej (art. 8 ust. 1). Ustanowiliśmy ją my – Naród Polski, wszyscy obywatele Rzeczypospolitej. Uczyniliśmy to w referendum, przyjmując, że Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich (!) obywateli (art. 1), zarówno wierzących w Boga, jak i niepodzielających tej wiary. Zrobiliśmy to w trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o jej losie.

Jako wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach ustanowiliśmy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej. Ustanowiliśmy jako zbiór praw podstawowych dla państwa, opartych na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz (!), dialogu społecznym (!) oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.

Wiem, że niektórym trudno to zrozumieć, ale ten nadludzki wysiłek uczyniliśmy dla przyszłych pokoleń, którym zobowiązaliśmy się przekazać wszystko, co cenne, z naszego ponadtysiącletniego dorobku. Zrobiliśmy to złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie, świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej, pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej ojczyźnie łamane. Zrobiliśmy to, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność. Zrobiliśmy to wszystko w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem.

Właśnie dlatego trudno mi zrozumieć polityków, którzy konstytucję nazywają „postbolszewicką”. I proszę mi uwierzyć, to jedno z łagodniejszych określeń.

Panie i Panowie parlamentarzyści, Panie Prezydencie i członkowie Rady Ministrów – czyżbyście przysięgali na wierność „postbolszewickiej” konstytucji? Przysięgaliście według art. 104 ust. 2, art. 130 i art. 151. Czy przysięgając, nie dostrzegaliście tego, co teraz wyszydzacie?

W odróżnieniu od Was, Panie i Panowie, ja swoją przysięgę – złożoną wobec Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego na podstawie art. 66 prawa o ustroju sądów powszechnych – traktuję śmiertelnie poważnie. Dosłownie. I tak długo, jak będę ją tak traktował, obywatele są bezpieczni.

Postanowiliście Państwo zreformować wymiar sprawiedliwości. Oczywiście macie do tego prawo. Od lat powtarzam, że „może rządzić sam diabeł, byle przestrzegał prawa”. Prawo jest łamane, a argumenty, które to uzasadniają, urągają każdemu człowiekowi.

Przywrócenie wymiaru sprawiedliwości obywatelom poprzez wskazywanie palcem sędziów Sądu Najwyższego? Takiego argumentu używacie i sami w to nie wierzycie.

Sędziego na urząd powołuje prezydent (art. 179 konstytucji) na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. W jej składzie zasiadają też parlamentarzyści wybrani w wyborach powszechnych. Nie zamierzam dyskutować, czy zasady wyboru jej członków są zgodne z konstytucją. Faktem jest, że skracanie kadencji organu jest z nią niezgodne. Natomiast prezydent, powołując na urząd sędziego, udziela mu swojego majestatu, który posiada z wyborów powszechnych, równych, bezpośrednich i tajnych. Jest on bowiem najwyższym przedstawicielem Rzeczypospolitej Polskiej i gwarantem ciągłości władzy państwowej (art. 126 ust. 1 konstytucji). Tym samym – zważywszy na treść konstytucji i poszczególnych ustaw – to prezydent wybierany przez naród powołuje sędziego. Zaś minister sprawiedliwości w ramach Krajowej Rady Sądownictwa może wyrazić swoją opinię co do konkretnego kandydata. Dodam, że w ramach Krajowej Rady Sądownictwa opiniują nas inni sędziowie wybrani w taki sam sposób. Minister może przekonać, że konkretna osoba na urząd sędziego się nie nadaje.

To my wydajemy wyroki w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej, czyli narodu polskiego i dobra wspólnego wszystkich obywateli. To my każdego dnia żyjemy z przeświadczeniem, że nie ma nic ważniejszego niż każda jednostkowa sprawa obywatela, który do sądu się udaje. Wy, państwo politycy, widzicie statystyki, my, sędziowie – żywego człowieka. Każda sprawa jest ważna i może prowadzić do wielu nieprzespanych nocy, bo ciężar decyzji o czyimś losie potrafi przytłoczyć niejednego z nas. Wy, państwo politycy, pamiętacie o obywatelach przy okazji wyborów. My, sędziowie – cały czas. Prawdą jest, że się mylimy, popełniamy błędy – w końcu jesteśmy tylko ludźmi. By je zminimalizować, mamy dwuinstancyjność (art. 176 ust. 1 konstytucji).

Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej (art. 2 konstytucji), a władza zwierzchnia należy do narodu (art. 4 konstytucji). Ten może sprawować ją także przez przedstawicieli. Sędziowie też są przedstawicielami narodu, chociaż pośrednio, co wyżej udowodniłem.

Wy, państwo politycy, dla swoich partykularnych interesów wprowadzacie naród w błąd. Takie rzeczy historia pamięta.

Wzywam zatem wszystkich, którzy dla dobra III Rzeczypospolitej konstytucję stosują, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi – a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej.

Brońmy konstytucji, dopóki ją mamy ze wszystkimi niedoskonałościami, bo wkrótce możemy nie mieć żadnej…

Żaden system nie jest doskonały – dostrzegł to swego czasu Alain Peyrefitte, stwierdzając, że wymiar sprawiedliwości zawieszony jest między ideałem a rzeczywistością. Złoty środek – taki, który jest bliżej ideału – to przyjęcie zasady, że im więcej obywatela w wymiarze sprawiedliwości, tym lepiej. Usiądźmy wspólnie i zaproponujmy rozwiązania, które uczynią wymiar sprawiedliwości lepszym.

Wy, państwo politycy, obywatela z wymiaru sprawiedliwości swoimi decyzjami rugujecie. Obywatel nie zawsze jest członkiem partii, ale zawsze jest człowiekiem.

Historia pamięta. I poeta pamięta.

Wrażliwość poety oddaje każdego pojedynczego obywatela. Być może nie osądzą was sędziowie, których właśnie sprowadzacie do roli waszych służących.

Ale na pewno osądzą was poeci.

*Sędzia Wojciech Łączewski – pochodzi z Lublina, ma 40 lat. Rodzice są sędziami. W 2015 r. „za bezkompromisowość i odwagę”, dostał Złoty Paragraf dla najlepszego sędziego, nagrodę „Dziennika Gazety Prawnej”. Orzekał w Janowie Lubelskim i Puławach, skąd w 2012 r. przeniósł się do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Głośno zrobiło się o nim w 2013 r., gdy kibiców Legii za wznoszenie haseł antysemickich na stadion skazał na prace społeczne i oglądanie filmu „Cud purymowy” (o kibolu, który odkrył, że jest Żydem). Skazał policjanta, który kopał na Marszu Niepodległości manifestanta, i narodowca, który kopał policjanta. Uchylił umorzenie przez prokuraturę śledztwa ws. organizacji lotu prezydenta do Smoleńska. Najgłośniejszy wyrok dotyczył skazania Mariusza Kamińskiego, ale Łączewski uważa, że nie jest to jego najważniejsza sprawa

wyborcza.pl

 

You Tube, a potem Facebook, czy Twitter? Dał nam przykład Erdogan, jak zamykać mamy, powiedział poseł Kaczyński.

http://m.telewizjarepublika.pl/list-otwarty-do-premier-beaty-szydo-ws-niebezpieczenstw-zwiazanych-z-transmisjami-na-zywo-na-youtube,51301.html

 

15 lipca 2017

List otwarty do Premier Beaty Szydo ws. niebezpieczeństw związanych z transmisjami na żywo na

W. Szanowna Pani Premier, Państwo prawa służy obywatelom i chroni je przed niebezpieczeństwami. Dba o wychowanie i rozwój młodzieży. Właśnie edukacja młodych ludzi w budżetach samorządów to najistotniejszy i zarazem największy wydatek. Państwo Polskie stara się dbać o rozwój swoich młodych obywateli. To jest bezsprzeczne i bezdyskusyjne. Dlatego z wielką troską należy traktować nowe zagrożenia, które uderzają w młodych ludzi – apeluje publicysta i dokumentalista Paweł Zastrzeżyński.

Mowa tu o nowym zjawisku, które w świadomości dorosłych nie jest tak zauważalne, jak wśród młodzieży w wieku 18-24 lat. Ta grupa staje się zupełnie odizolowana od społecznego przekazu zawartego i transmitowanego przez masowe środki komunikacji społecznej (prasa, radio i telewizja). Oni korzystając z szerokopasmowego internetu zbudowali na bazie nowego zjawiska, czyli internetowego przekazu na żywo, strukturę całkowicie odbiegającą od norm społecznych, zwłaszcza w formie językowej, pełnej wulgaryzmów i łamania wszelkiego tabu, które do niedawna funkcjonowało wyłącznie w ukrytej przestrzeni środowisk przestępczych czy patologicznych. W zupełnie zanarchizowanej przestrzeni starają się budować swój kodeks postępowania, który jest sprzeczny z dotychczas przyjętymi normami społecznymi.

Najbardziej spektakularnym obrazem działania osób w tej przestrzeni było wydarzenie z dnia 14 lipca 2017 r., kiedy to padł rekord oglądalności jednego ze streamów, w którym młodzi ludzie postanowili wywoływać duchy. Przy olbrzymiej widowni (użytkownicy YouTuba to 5,5 miliona osób) przede wszystkim młodzieży i co istotne dzieci, szargali imię śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, katastrofy smoleńskiej, a zwłaszcza świętości wynikającej z tradycji 1000 letniego chrztu Polski, tego olbrzymiego dziedzictwa. Urazili też uczucia religijne! A przede wszystkim eskalując wulgaryzm przekazu zniszczyli dorobek nauczycieli, którzy z oddaniem i za państwowe środki starają się kształtować młodzież w duchu patriotyzmu i humanizmu.

Zainteresowanie tą formą przerosło wszelkie oczekiwania organizatorów. To co wydarzyło się można porównać z audycją radiową, która miała miejsce w Stanach Zjednoczonych w latach 40-tych, gdzie Orson Welles słuchowiskiem „Atak Marsjan” doprowadził do niespotykanej paniki całego amerykańskiego społeczeństwa.

I właśnie te zagrożenia można było zobaczyć w czasie seansu, gdy antagonistyczne grupy młodzieży zaczęły gromadzić się wokół wydarzenia.

Należy przeciwdziałać temu zjawisku w chwili gdy jest jeszcze ono na etapie rozwoju. Trzeba to przerwać! Można zrobić odniesienie do historii, gdy młodzież w Niemczech wybijała szyby i malowała swastyki, z tego wyrósł faszyzm. Dziś takim zagrożeniem i nowym zalążkiem trzeciego totalitaryzmu po faszyzmie i komunizmie może być bezpośrednio okultyzm i anarchia. Jesteśmy już świadkami tego w ostatnich wydarzeniach za naszą zachodnią granicą.

Właśnie te postawy są wynikiem komunikacji, która rozlewa się w transmisjach nadawanych w Internecie. Przekazach absolutnie pozbawionych kontroli, choćby takiej jakie piastuje KRRiT nad publicznymi nadawcami.

Proszę rozważyć ten problem zwłaszcza w nowej ustawie dotyczącej Mediów Narodowych. W obecnej zupełnie dziewiczej sytuacji dla formy i przekazu treści, pominięcie przekazu internetowego zwłaszcza YouTubowego Streama byłoby zaniechaniem, które w młodym społeczeństwie miałoby nieodwracalne skutki.

Paweł Zastrzeżyński

Źródło: Telewizja Republika

 

 

Czeka nas, demokratów, długi marsz w ciemności

Jakub Bierzyński, 15 lipca 2017

 

Wczoraj partia Jarosława Kaczyńskiego zmieniła ustrój Rzeczpospolitej. Sam prezes jednoznacznie, podczas konferencji prasowej, ujawnił powody tej zmiany. Zgromadzenia będące dotąd prawem obywateli w demokratycznym państwie, nazwał próbą zamachu stanu.

Odwoływanie się do instytucji Unii Europejskiej, której Polska nadal jest członkiem, zakwalifikował podobnie: „ulica i zagranica to zamach stanu”: „Prawo będzie egzekwowane w tych sprawach. – My to wszystko, co mamy przeprowadzić przeprowadzimy, a ci, którzy będą łamali prawo, łamali także prawo karne, muszą liczyć się z konsekwencjami dla swoich także karier politycznych”. Kaczyński jest zaskakująco szczery w swoich deklaracjach. Jego zapowiedź znaczy jedno: liderzy opozycji będą eliminowani z życia publicznego za pomocą podległego władzy wymiaru sprawiedliwości. Znamienne, że ustawy jeszcze nie weszły w życie, a Kaczyński już zapowiada ich konsekwencje – utrwalenie własnego autorytarnego reżimu za pomocą wszelkich struktur podległego mu państwa. Zła wiadomość jest taka, że nic nie jest w stanie go w tym zamiarze powstrzymać. Protesty uliczne zostaną zignorowane. Ich uczestnicy postawieni w stan oskarżenia.

Opozycja będzie pozbawiona liderów poprzez odebranie im biernego prawa wyborczego, za pomocą podległych partii struktur prokuratury i sądów. Dyskusja o słabości lub sile opozycji, braku charyzmatycznych przywódców, dzisiaj nie ma żadnego znaczenia. Dnia 14 lipca 2017 roku skończyła się w Polsce demokracja i trzeba sobie z tego zdawać sprawę.

 

Co to dla nas oznacza? Po pierwsze, długi marsz. Nie znam przypadku w historii, gdy autorytarne rządy jednej partii, monopolizującej całość władzy w kraju, dobrowolnie oddawały władzę w kolejnych wyborach. To się po prostu nie zdarza. Nie ma co się łudzić. Jarosław Kaczyński raz zdobytej władzy nie odda już nigdy. Ma cały aparat państwowy, by zapewnić sobie kolejne reelekcje. Po pierwsze, może w każdej chwili wyborców przekupić. Na pół roku przed wyborami, ogłosi program 1000+, lub 1000 złotych do każdej emerytury, lub 500 na pierwsze dziecko. Wachlarz możliwości jest olbrzymi. Tylko wybierać. Nie musi się liczyć z deficytem budżetowym. Zapisy konstytucyjnego limitu długu publicznego tej władzy przecież nie obowiązują. Trybunał Konstytucyjny wyda wyrok zgodny z oczekiwaniem „ośrodka dyspozycji władzy politycznej”. Władza PiS nie ma konstytucyjnych ani budżetowych granic. Nie musi się liczyć z logiką wydatków i wpływów. Po drugie, można zmienić ordynacje wyborczą.

Przykład węgierski jest bardzo pouczający. Po trzecie, można rozbić konkurencję za pomocą państwowego aparatu represji. Kaczyński naprawdę może nie mieć z kim przegrać, bo pozbawi możliwości działania swoich przeciwników. Po czwarte, można, przykładem znanym z historii dyktatur, nie zaakceptować wyników wyborów według logiki: „nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi?”. Doświadczenie historyczne wskazuje jednoznacznie – dyktatorskie rządy nie oddają władzy w wyniku demokratycznych wyborów. Nigdy. Raz zgwałcona demokracja, służąca do zdobycia władzy, już nie odżywa pod ich rządami, na tyle, by funkcjonował mechanizm ich oddania. Nie mamy realistycznej perspektywy zmiany rządów. To koniec. Raz stworzona dyktatura trwa latami aż sama zgnije. Demokratyczny proces nie pozbawi jej władzy.

 

Jedyną realną perspektywą powrotu na ścieżkę pluralistycznej cywilizacji jest śmierć uzurpatora. PiS nie jest formacją ideowo spójną. Pomiędzy prawicowymi hasłami, nacjonalistyczną ideologią, a socjalistyczną, w istocie, polityką społeczną, jest ogromny dysonans. Nie program, czy wizja Polski, spaja tę strukturę, lecz osoba lidera. Gdy Kaczyńskiego zabraknie, rozsypie się jego partia, targana wojną o sukcesję, toczoną pomiędzy wielkimi ego stłamszonych, zakompleksiałych i agresywnych przywódców z drugiego szeregu. Porzućmy miraże o tym, że Unia Europejska, poprzez procedurę dyscyplinującą przestrzeganie demokratycznych wartości, jest w stanie w jakikolwiek sposób wpłynąć na bieg wypadków nad Wisłą. Nie jest. Kaczyński jest gotowy by Unię opuścić, tak jak gotowy już jest suweren. 51 procent Polaków zgadza się na wyjście Polski z Unii Europejskiej, jeśli pozwoli to na uniknięcie realizacji polityki solidarności w przyjmowaniu uchodźców wojennych z Bliskiego Wschodu. Kaczyński ma wszystkie narzędzia i nic go nie powstrzyma.

Nie trudno domyślić się co nas czeka. Orban tę drogę już przeszedł. Kolejnym krokiem będzie zniszczenie prywatnych mediów. Paleta możliwości jest szeroka. Po pierwsze można je „przywrócić obywatelom” czyli „zrepolonizować”. Niepotwierdzone doniesienia mówią, że Jarosław Kaczyński spotkał się z właścicielami Script Networks, właściciela TVN, i złożył im ofertę zakupu stacji za podwójną wartość jej udziałów, wycenianych na warszawskiej giełdzie. Kontrahentem miał być PKO PB i inne państwowe spółki. W skrócie Pan, Pani, każdy z nas. W ten sposób za pieniądze podatników autorytarna władza pozbywa się krytyki. Proste? Proste! Przetestowane na Węgrzech i w Rosji z sukcesem. Drugi sposób to „demonopolizacja” mediów, „przywrócenie pluralizmu”. Dobrze brzmi, prawda? Efekt – zakneblowanie krytyki własnych rządów.

Kolejny krok to oligarchizacja gospodarki. W krajach, z których prezes czerpie inspirację, na Węgrzech i w Rosji, to wierna władzy i całkowicie od niej zależna klasa oligarchów jest finansowym zapleczem reżimu. Tak samo stanie się w Polsce. To tylko kwestia czasu.

Konkludując Jarosław Kaczyński nie przegra kolejnych wyborów. Ma w ręku potężne narzędzia by je wygrać. Nawet nie będzie musiał ich fałszować. Po prostu suweren dokona słusznego wyboru. Czekają nas lata dyktatury. Co robić? Swoje! Róbmy swoje, nic innego nam nie pozostało. Starajmy się żyć przyzwoicie do póki to jeszcze możliwe.

naTemat.pl

%d blogerów lubi to: