Abp Głódź ma duży problem! Wierni donoszą… Franciszkowi

02.11.2019

abp Sławoj Leszek Głódź© newspix.pl abp Sławoj Leszek GłódźWierni z archidiecezji Gdańskiej napisali list do papieża Franciszka, w którym domagają się odwołania arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. Ma to związek z głośnym reportażem „Czarno na białym”, w którym padają zarzuty ubliżania, publicznego poniżania i psychicznego znęcanie się hierarchy nad podległymi mu duchownymi.

W reportażu wyemitowanym 24 października kilkunastu byłych i obecnych duchownych opisało, jak abp Sławoj Leszek Głódź znęcał się nad nimi i wykorzystywał swoją nadrzędną pozycję. Ofiary mobbingu mówiły o publicznym poniżaniu, „ponadnaturalnym strachu, wymuszaniu pieniędzy i ubliżaniu im za zbyt niskie datk”i. Przytaczały wulgarne i pogardliwe wypowiedzi arcybiskupa. Jeden z nich przyznał się do myśli samobójczych.

Prawdziwość informacji zawartych w materiale potwierdziło szesnastu kapłanów archidiecezji gdańskiej. Duchowni napisali w tej sprawie do nuncjusza apostolskiego w Polsce.

Wcześniej katolicki publicysta, Tomasz Terlikowski, tłumaczył, że jedyną władzą, która może odwołać księdza arcybiskupa, jest papież, a nie Episkopat Polski. – Polski episkopat w tej sprawie nie ma kompletnie nic do powiedzenia. Watykan tylko może to zrobić – mówił na antenie TVN24, wyrażając nadzieję, że Nuncjatura Apostolska zawiadomiła papieża o sprawie Głódzia.

Wierni apelują do Franciszka

Teraz sami parafianie postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. „Jako wierni Kościoła gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Jesteśmy głęboko przekonani, że abp Sławoj Leszek Głódź stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – piszą autorzy petycji.

Duchownemu zarzuca się m.in. wspieranie oraz brak konsekwencji wobec księży oskarżonych i skazanych za pedofilię, poniżanie księży, życie w przepychu, wspieranie konkretnej partii politycznej przez propagowanie jej programu podczas wystąpień publicznych oraz wypowiedzi dyskryminujące wobec mniejszości.

– Musimy przyznać, że wiele lat milczeliśmy, choć wiedzieliśmy, że postawy arcybiskupa z Ewangelią pogodzić się nie da – mówi Anna Strzałkowska, jedna ze współautorek listu do papieża.

Protest w Gdańsku

Natomiast w niedzielę (3 listopada) w Gdańsku odbędzie się protest pod gdańską kurią (ul. bp. Edmunda Nowickiego 1). Wezmą w niej udział katolicy i katoliczki, którym nie podoba się postawa arcybiskupa Głódzia.

Manifestacja pod hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół” rozpocznie się o godz. 12.30.

Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych hierarchów kościelnych w Polsce. Był biskupem polowym Wojska Polskiego w latach 1991-2004. W 2004 roku papież Jan Paweł II mianował go biskupem diecezjalnym diecezji warszawsko-praskiej, gdzie sprawował posługę do 2008 roku. Od 2008 roku pełni posługę arcybiskupa metropolity gdańskiego.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Przeczytaj też:

Porażający reportaż na temat arcybiskupa Głódzia. Jest reakcja archidiecezji!

Duże kłopoty abp. Głódzia. Zajmie się nim Watykan?

msn.com/pl-pl

 

Głódź, odejdź do Watykanu

„Jako wierni Kościoła Gdańskiego, w poczuciu odpowiedzialności za wspólnotę Kościoła katolickiego, nie możemy dłużej milczeć. Od długiego czasu jesteśmy głęboko przekonani, że Arcybiskup Sławoj Leszek Głódź, Metropolita Gdański, stracił moralną wiarygodność, niezbędną do pełnienia posługi biskupa diecezjalnego i jest dla wiernych przyczyną zgorszenia” – tak zaczyna się list, który gdańszczanie wystosowali do Franciszka, w którym domagają się odwołania Głódzia. Tylko papież może to zrobić.

„Apelujemy do Księdza Arcybiskupa, aby złożył rezygnację z urzędu, a Ojca Świętego Franciszka prosimy o jej rozpatrzenie i przyjęcie. Taką możliwość daje Kanon 401 § 2 Kodeksu Prawa Kanonicznego stwierdzający, że „Usilnie prosi się biskupa diecezjalnego, który z powodu choroby lub innej poważnej przyczyny nie może w sposób właściwy wypełniać swojego urzędu”, by przedłożył rezygnację z urzędu” – czytamy w liście. Wierni z archidiecezji gdańskiej nie wykluczają, że pojadą do Watykanu, aby spotkać się z Franciszkiem.

Sygnatariusze listu podają powody, które powinny skłonić papieża do odwołania Głódzia: – „Przede wszystkim Arcybiskup przez wiele lat ewidentnie działał na rzecz oskarżonych o pedofilię duchownych, co do których winy nie ma wątpliwości. Między innymi chronił ks. Mirosława Bużana, skazanego za molestowanie 15-letniej dziewczynki, awansował go, a o wyroku nie zawiadamiał odpowiednich władz w Watykanie. Nie reagował na doniesienia o czynach pedofilskich księdza Franciszka Cybuli, byłego kapelana Lecha Wałęsy, a także w sprawie dowodów na molestowanie dzieci przez księdza Henryka Jankowskiego”.

Kolejnym powodem – ich zdaniem – jest angażowanie „autorytetu biskupa Kościoła dla poparcia jednej partii politycznej, propagując jej program w czasie licznych wystąpień publicznych i homilii wygłaszanych w czasie uroczystości religijnych i mszy świętych”. Wierni przypominają o wystawnym stylu życia Głódzia, jego zamiłowaniu do przepychu oraz skandalicznym traktowaniu podwładnych: – Ma m.in. do swojej dyspozycji dwa pałace – letnią rezydencję na terenie 20-hektarowej posiadłości we wsi Bobrówka oraz stałą rezydencję w zabytkowym pałacu w Gdańsku. Upokarza podlegających księży, o czym mówili oni w programie TVN24 Czarno na białym z 24.10.2019 r., odnosi się obraźliwie do katolików świeckich, m.indo dziennikarzy i wiernych. Wielokrotnie wypowiada się w sposób dyskryminujący osoby nieheteroseksualne”.

Swój list do papieża wierni kończą stwierdzeniem: – „Wierzymy, że zmiana Pasterza Kościoła Gdańskiego stanie się ważnym impulsem do jego odnowy i wzmocnienia, a wątpiącym i skrzywdzonym przywróci nadzieję wiary”. List trafi do wiadomości nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Salvatore Pennacchio, prymasa Polski abpa Wojciecha Polaka oraz samego Głódzia.

A w najbliższą niedzielę 3 listopada wierni z archidiecezji gdańskiej planują protest przed gdańską kurią pod hasłem „Odzyskajmy nasz Kościół”.

Nowi wiceministrowie finansów Piotr Dziedzic i Tadeusz Kościński pracują w resorcie finansów od 1 lipca tego roku. Wprawdzie w resorcie nie ma już Mariana Banasia, ale wychodzi na to, że podążają jego śladami.

Według wp.pl, ci dwaj wysocy rangą urzędnicy nie zgodzili się na ujawnienie swoich oświadczeń majątkowych. Podobnie zachował się Marian Banaś, który nie podał swojego stanu posiadania za 2017 rok.

Zarówno Dziedzicowi, jak Kościńskiemu nominacje na stanowiska wręczał Banaś, który wtedy był jeszcze szefem resortu finansów. Obydwaj mogli zastrzec informacje o swoim majątku, ale powinni podać powody takich decyzji.

Biuro prasowe Ministerstwa Finansów poinformowało wp.pl., że ci wiceministrowie „nie wyrazili zgody na publikację oświadczeń o stanie majątkowym”. Czym argumentowali ten brak zgody, nie wiadomo…

Większość pozostałych wiceministrów oraz obecny szef resortu Jerzy Kwieciński jakoś nie mieli problemu z ujawnieniem swoich oświadczeń.

Klasyka polskiej prawicy to stadka efebów noszących teczki za Jarosławem Kaczyńskim i Markiem Jurkiem w korytarzach Nowogrodzkiej czy Sejmu. Wszyscy traktujący politykę w demokratycznym kraju jak zabawę w wojnę, zabawę w heroizm. Do tego podkreślanie swego uwielbienia dla „heroicznych militarnych cnót” przez ludzi, którzy nie weszliby bez windy na drugie piętro – pisze Cezary Michalski. Otóż jest się czego bać. Wszystkie autorytarne dyktatury nowoczesności były właśnie dyktaturami niedojrzałych chłopców, były „rewolucjami młodych”, „pokoleniowymi buntami” skierowanymi przeciwko „nudnym elitom dojrzałych mieszczan, którym wystarcza codzienność i praca”.

Cały tekst tutaj >>>

W sprawie aborcji PiS próbuje zwodzić religijnych fanatyków zapowiedziami i deklaracjami. Ale Konfederacja tylko czeka, żeby go z tych deklaracji rozliczyć.

 – „Gdybym dostał na biurko ustawę zakazującą aborcji eugenicznej, podpisałbym ją” – deklaruje Andrzej Duda. Oczywiście, mówiąc „aborcja eugeniczna”, celowo wprowadza w błąd opinię publiczną. Chodzi mu bowiem o to, by w Polsce nie można było przerywać ciąży nawet wtedy, gdy embrion jest zdeformowany, chory czy wręcz niezdolny do samodzielnego życia. Zdaniem religijnych fanatyków kobiety mają obowiązek wydawać na świat każdy płód, nawet taki.

Oczywiście, doskonale wiemy, że to stanowisko jest absolutnie nierealistyczne i że zdecydowana większość kobiet, gdyby spotkało je takie nieszczęście, nie podporządkowałaby się katolickim talibom. Wystarczy przecież pojechać do gabinetu ginekologicznego w czeskim Cieszynie, Frankfurcie nad Odrą czy we Lwowie, by przeprowadzić zabieg – konkretne adresy i telefony są dostępne w internecie od ręki.

Pytanie brzmi: dlaczego Duda mówi to właśnie teraz, gdy rozkręca się kampania prezydencka? Przecież wprowadzenie takich przepisów najprawdopodobniej doprowadziłoby do jego klęski w wyborach. Przy poprzedniej próbie zaostrzenia restrykcji antyaborcyjnych na ulice polskich miast i miasteczek wyległy setki tysięcy demonstrantów i PiS musiał się cofnąć. Czy coś się od tamtej pory zmieniło w nastawieniu większości obywateli?

Dominika Wielowieyska na łamach „Gazety Wyborczej” postawiła tezę, że deklaracja prezydenta zapowiada, w jakim kierunku pójdzie kampania wyborcza – PiS będzie w niej forsować twardą linię ideologiczną, licząc na zdecydowane poparcie Kościoła.

Szczerze mówiąc, wątpię. Po wyborach parlamentarnych, które w gruncie rzeczy zakończyły się remisem, partia Kaczyńskiego nie ma dość sił na taką ofensywę. Liderzy PiS doskonale wiedzą, że na opozycję głosowało więcej wyborców niż na „dobrą zmianę” i tylko ordynacji d’Hondta zawdzięczają to, że w Sejmie (ale już nie w Senacie) mają ponad połowę mandatów. W tej sytuacji narażenie się milionom polskich kobiet i członkom ich rodzin byłoby politycznym samobójstwem.

Bardziej prawdopodobne wydaje się, że PiS będzie raczej próbował udobruchać krytycznie nastawionych obywateli. Wskazują na to choćby nieoficjalne przecieki, że w kręgach władzy rozważane jest poluzowanie zakazu handlu w niedziele, który uderzył m.in. w emerytów i studentów dorabiających sobie w charakterze ekspedientów. Partia Kaczyńskiego z jednej strony jest pod naciskiem liderów „Solidarności”, którzy domagają się uszczelnienia zakazu i zamknięcia w niedziele sklepów sieci Żabka, funkcjonujących jako „poczty”, z drugiej jednak zdaje sobie sprawę, że niedzielny szlaban handlowy uderza w bezpośrednie interesy wielu obywateli. Kombinuje więc, jak by tu sprawić, by wilk był syty i owca cała – np. odebrać Żabkom status placówek pocztowych, ale pozwolić na handel w niedziele wszystkim, jeśli za ladą staną dorywczo zatrudnieni studenci czy emeryci.

Myślę, że w sprawie aborcji władza kombinuje podobnie: jak by tu usatysfakcjonować talibów i biskupów, a jednocześnie nie rozjuszyć milionów kobiet? Może uda się sprawę załatwić samymi tylko oświadczeniami – Duda mówi, że podpisałby ustawę, ale na razie nie ma na biurku żadnego projektu, więc jego słowa są pustą deklaracją, z której nic konkretnego nie wynika.

Jeszcze kilka miesięcy temu taka taktyka polegająca na zwodzeniu religijnych fanatyków miałaby szanse powodzenia. Sęk w tym, że w obecnej kadencji sytuacja w Sejmie zmieniła się – poprzednio na prawo od PiS była już tylko ściana. Po ostatnich wyborach pojawiła się tu jednak Konfederacja, która zapewne zgłosi projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej, jeśli nie zrobi tego partia Kaczyńskiego.

Ciekawe, jak sobie „dobra zmiana” poradzi z tym wyzwaniem. Zapowiada się niezłe widowisko, więc obserwujmy je uważnie. I oczywiście bądźmy gotowi, by znów wyjść na ulice, gdyby projekt ustawy miał rzeczywiście trafić pod obrady Sejmu.

To ostatnie wezwanie kieruję nie tylko do potencjalnych demonstrantów, ale także do liderów partii opozycyjnych, które tym razem powinny stanąć na czele protestu, organizując go, zapewniając mu infrastrukturę i logistykę, zwożąc uczestników autokarami do Warszawy, a jeśli okaże się to konieczne – wznosząc tu miasto namiotowe dla dziesiątków tysięcy protestujących.

 

%d blogerów lubi to: