Według Jankesów – sojusznik PiS Orban największym sojusznikiem Moskwy

Viktor Orban dostąpił kolejnego „wyróżnienia”. Został uznany przez Senat USA za największego sojusznika Moskwy w Unii Europejskiej i NATO, o tym traktuje raport komisji senackiej (. Znowu premier Węgier zdążył przed PiS zdobyć palmę pierwszeństwa. Lecz partia Jarosława Kaczyńskiego ma sprawdzone metody odzyskiwania terenu, na którym im zależy.

Metodę tę można opisać: najpierw przyczółek, a następnie atak przeważającymi siłami. Jeszcze nie znajdujemy się na frontach gorącego konfliktu, więc żołnierzy zastępują urzędnicy. W historii kraju władza PiS pobiła wszelkie rekordy na przykład w ilości ministrów i wiceministrów. Od pewnego czasu PiS w biurokracji jest bezkonkurencyjny i śrubuje własne rekordy.

Jak okazać się bardziej wegierski niż Węgrzy? To bardzo proste – sprawdzone w przypadku Polskiej Fundacji Narodowej, ktorej celem statutowym jest promowanie marki Polska. Przy okazji ustaw sadowniczych promowali markę Polska w Polsce, bo uznali, że Polacy nie mają pojęcia, czym jest Polska, zwłaszcza sądy, które były niezależne, czyli niepisowskie.

Jankesi uznali, iż Orban to największy przyjaciel Putina, więc PiS zakasuje rekawy i bierze się do roboty. Przyczółek ten będzie sie nazywał Instytut Współpracy Polsko-Wegierskiej im. Wacława Felczaka (IWPW), który ma na celu pilnowanie Wegrów, aby głosowali w strukturach unijnych za Polską.

Chcą nałożyć sankcje na Polskę – Wegry zgłaszają weto. Chca wybrać Donalda Tuska – Wegry zgłaszają weto! O, przepraszam – Orban głosowal za Tuskiem. Mogło dojść do tej omyłki z powodu, że nie było jeszcze Instytutu i Orban nie był wystarczająco przekonany do Jacka Saryusz-Wolskiego.

IWPW ma mieć na początek budżet – 6 mln zlotych, a dyrektora będzie powoływać premier. Więc już mamy owoce pierwszej podróży zagranicznej Mateusza Morawieckiego do Orbana. Jak PiS się napnie, to nie tylko Władimir Putin będzie nazywal Orbana swym prezyjacielem, ale także Morawieckiego, a komisja senatu USA przed premierem Wegier uzna premiera rządu polskiego za największego sojusznika Moskwy w UE i NATO. PiS takie cuda potrafi.

 

Polski rząd chce przekupić Viktora Orbana? Powstanie specjalna placówka za grube miliony

Viktor Orban podbija cenę. Czy Polska może liczyć na jego lojalność?

Fot. Flickr

Zgodnie z obowiązującą w PiS i mediach narodowych narracją głównym przyjacielem i sprzymierzeńcem Polski są Węgry pod rządami Viktora Orbana. Niestety narracja ta nie przeżywa zderzenia z rzeczywistością. Widać to było dosadnie, gdy nad Dunajem podjęto decyzję o wystawieniu naszego kraju do wiatru i poparciu Donalda Tuska w jego staraniach o reelekcję na stanowisko szefa Rady Europejskiej, co skończyło się słynną już porażką 27:1.

Orban nieraz udowodnił, że nie będzie za Polskę umierał, kierując się za każdym razem wyłącznie interesem własnego kraju. Trudno mu się w tym wszystkim dziwić. Węgierski premier publiczne deklaruje co prawda poparcie dla Warszawy, by następnie dogadywać się z Brukselą lub z Moskwą. Tak po prostu wygląda real politik.

Mimo to rząd PiS nie ustaje w wysiłkach i próbuje się Orbanowi podlizać, jak tylko się da. W najbliższym czasie ma powstać Instytut Współpracy Polsko-Węgierskiej. Jego utrzymanie będzie kosztować budżet państwa 6 milionów złotych rocznie, zaś dyrektora powoływać będzie premier. 

Jak widać, potrzeba stworzenia kolejnego instytutu, który przeżerać będzie publicznie pieniądze jest nadzwyczaj pilna. Dzięki temu zagraniu powstaną kolejne stołki, które będzie można obsadzić swoimi ludźmi. Dyrektor tego przedsięwzięcia przytuli okrągłą sumkę 10 tysięcy złotych miesięcznie. Chętnych nie powinno zabraknąć.

Jeżeli jednak rząd PiS łudzi się, że ów gest spowoduje, że Viktor Orban będzie niczym niepodległości bronił naszych interesów w Brukseli, to czeka ich srogi zawód. Niestety dobra zmiana nie uczy się na własnych błędach…

źródło: money.pl

crowdmedia.pl

Czy po rekonstrukcji rządu nie przydałaby się rekonstrukcja opozycji?

Antoni Macierewicz, Witold Waszczykowski i Jan Szyszko odchodzą nie pod naciskiem opozycji, ale Jarosława Kaczyńskiego. Nie było jej, gdy władza była najbardziej wrażliwa na jej ataki. Przespała co najmniej sześć spraw. Czy po rekonstrukcji rządu nie przydałaby się rekonstrukcja opozycji?
Antoni Macierewicz i Witold Waszczykowski (z lewej)Foto: PAP
Antoni Macierewicz i Witold Waszczykowski (z lewej)
  • Powrót polityków najlepiej znających wolę Jarosława Kaczyńskiego z zakonu PC na miejsce radykałów nie oznacza zmiany linii politycznej
  • Najlepiej oceniany nowy minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz ma za sobą skrajne wypowiedzi, co nie rokuje najlepiej dla naszych stosunków międzynarodowych
  • Opozycja nie rozliczyła Antoniego Macierewicza i jego zastępczy Bartosza Kownackiego z rosyjskich kontaktów oraz współpracy z komunistycznym konfidentem, dziś milionerem z Lublina, Robertem Luśnią. Odpuściła także wiele innych kluczowych spraw

Nowy skład pozwala Prawu i Sprawiedliwości zająć centrum polityczne i razem z Andrzejem Dudą zablokować trwale to miejsce przed opozycją. Nowy rząd jest komunikatem do centrowego wyborcy i zagranicznej opinii publicznej: patrzcie, jesteśmy normalnymi ludźmi.

Ma być trudniej Platformie i Nowoczesnej demaskować działania władzy po odejściu radykałów – Witolda Waszczykowskiego, Antoniego Macierewicza czy Jana Szyszki – którzy bardziej niż do rządzenia pasowali do folkloru politycznego. Taką zresztą rolę pełnili najczęściej po ’89 roku. Za niszczenie armii czeka na Macierewicza w Federacji Rosyjskiej najwyższe odznaczenie państwowe. Podobnie jak na Waszczykowskiego – za konsekwentne realizowanie linii polityki zagranicznej Rosji, której główny punkt brzmi: rozbijać jedność państw członkowskich Unii Europejskiej i NATO.

 

Nowy szef MSZ, stare poglądy

Ta rekonstrukcja nie oznacza, że nowi ministrowie mają inne poglądy albo inną politykę będą realizować. Dowód? Nawet ten, z którym wiąże się największe nadzieje, czyli wspomniany minister Czaputowicz bronił jak najwierniejszy pisowiec ataku na Trybunał Konstytucyjny: „W sporze o Trybunał nie chodzi o konstytucję, tylko o to, czy zwycięzcy ostatnich wyborów mogą sprawować władzę. Czy dlatego Sąd Najwyższy boi się powrotu do normalności i przestrzegania nadrzędności konstytucji nad wyrokami sądów?” albo „Stwierdzenie, że wyrok Trybunału Konstytucyjnego może być sprzeczny z konstytucją, dla wielu brzmi jak oksymoron. Tymczasem liczni prawnicy, w tym uznani konstytucjonaliści, udają, że nie dostrzegają przekroczenia przez TK cienkiej linii. (…)” (za tyg. „Do Rzeczy”). To samo równie dobrze mógłby powiedzieć Stanisław Piotrowicz, tylko przy okazji walnął by coś o „mentalności służebnej” albo rzucił dziarskie i bardzo odważne „precz z komuną”. Czaputowicz dobrze wie, że JEDYNĄ instytucją, która ma prawo orzekać, co jest zgodne z konstytucją jest Trybunał Konstytucyjny a nie „liczni prawnicy” (ciekawe zresztą jacy, bo do dziś nikt ich nie widział, choć cały PiS się na nich powoływał). Kaczyzm z ludzką twarzą, ma nowe twarze, ale nie przestał być kaczyzmem. Niech opozycja nie zrobi kolejnego błędu i nie uwierzy w tę nową twarz.

Gnojenie opozycji za wszystko i wszędzie stało się już osobnym gatunkiem dziennikarskim, ale ma ograniczony sens, dopóki nie wskaże się lepszej. Wyliczmy, co źle zrobiła konkretnie:

 

Sześć błędów opozycji

1. Jak można było pozwolić tak po prostu odejść w spokoju Antoniemu Macierewiczowi, jeśli miało się taką masę kompromitujących faktów, które przyniósł na tacy dziennikarz śledczy Tomasz Piątek? Na Macierewicza było wszystko, co sobie można wyobrazić: od hipokryzji lustracyjnej naczelnego lustratora narodu (najbliższy polityczny przyjaciel byłego ministra obrony to zdemaskowany i zlustrowany komunistyczny konfident Luśnia, obecnie milioner, z którym Macierewicz prowadzi swoją fundację polityczną, a wcześniej nawet marginalną partię polityczną Ruch – a jakże – Katolicko Narodowy), przez rosyjskie kontakty ministra aż po niszczenie polskiego wojska i możliwe zarzuty korupcyjne wokół Herbapolu Lublin (szefował mu Luśnia). Dlaczego Platforma nie naciskała rządu i polityków PiS w sprawie Macierewicza, konsekwentnie od pół roku nie żądała wyjaśnień, nie podawała stale opinii publicznej informacji znalezionych przez Piątka, nie przepytywała ministra, a także jego zastępcy Bartosza Kownackiego, byłego członka prokremlowskiej partii Zmiana, który jeździł żyrować sfałszowane wybory na Krymie w 2004 roku, co ujawnił Frankfurter Allgemeine Zeitung? Można było odnieść uzasadnione wrażenie, że bardziej krytyczny wobec Macierewicza jest Andrzej Duda niż opozycja.

2. Dlaczego opozycja odpuściła temat lekarzy rezydentów? Owszem był Bartosz Arłukowicz na sejmowej komisji zdrowia, ale opozycja, która istnieje wtedy, kiedy do niej przyjdą dziennikarze, nagrają i pokażą, to jest bierna opozycja. To jest właśnie opozycja na 19 procent mocy. Dlaczego PO, posiadająca największe struktury w kraju nie stała pod każdym z zamykanych szpitali i oddziałów? Dlaczego nie organizowała własnych wydarzeń?

3. Dlaczego Platforma odpuściła temat podwyżki cen żywności, zawsze nośny przed świętami? O czym ludzie gadają przed świętami? O cenach w sklepach.

4. Gdzie jest głos opozycji w sprawie śledztwa na temat zabójstwa Igora Stachowiaka na komisariacie we Wrocławiu, a gdzie w sprawie zrzucania odpowiedzialności na kierowcę samochodu, na który najechała kolumna premier Beaty Szydło? Nie jest już premierem, więc nie ma tematu? Jest wicepremierem, zresztą to nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, że ta władza jak żadna inna grzeszy ostentacyjną arogancją i nikt jej z tego nie rozlicza.

5. Jak to możliwe, że Platforma waha się w sprawie udziału w wyborach sędziów do KRS według nowej ustawy, która na starcie daje większość PiS-owi, a przede wszystkim jest NIELEGALNA. Czy partia, która twierdzi, że politycy nie powinni wybierać sędziów, powinna się wahać czy powinna wybierać sędziów? Czy powinna podporządkowywać się niekonstytucyjnemu prawu? W jaki sposób opozycja angażuje się w obronę wyrzucanych sędziów sądów w całej Polsce przez ministra Ziobrę?

6. A Rafał Trzaskowski to startuje jeszcze na tego prezydenta Warszawy?

Opozycja nie punktuje

I tak można pytać dalej. Skuteczna opozycja powinna prowadzić stały nacisk na władzę, punktować każdego z ministrów, w tym przede wszystkim na tych wyrzuconych, bo byli najgorsi. Jeśli potrafią to robić dziennikarze, to tym bardziej powinni umieć politycy. Brak nacisku doprowadził do tego, że politycy odpowiedzialni za zniszczenie demokratycznego ustroju odchodzą teraz bezkarni i nawet nie pod naciskiem opozycji, tylko Jarosława Kaczyńskiego. Opozycja odchodzi bez punktów. I zaraz będzie tak, jak powiedział u siebie Viktor Orban: społeczeństwo nie chce wymiany rządu, chce wymiany opozycji.

onet.pl

Macierewicz na miesięcznicy w tylnym szeregu

Macierewicz na miesięcznicy w tylnym szeregu

Podczas 93 miesięcznicy smoleńskiej Jarosław Kaczyński najpierw dochodził do celu, dopiero potem do prawdy. – „Jestem przekonany, że w 2018 r. dojdziemy do celu i marsze przestaną już być potrzebne” – powiedział przed Pałacem Prezydenckim. To kolejna już zapowiedź, że miesięcznice się skończą.

Aluzyjnie nawiązał do ostatnich zmian w rządzie i apelował do swoich wyborców. – „Droga naprawy Rzeczpospolitej, dobrej zmiany, czasem ze względu na okoliczności jest kręta, ale proszę o zaufanie – ufajcie, że idziemy drogą w tym samym kierunku, że ten kierunek nie ulegnie najmniejszej zmianie, że dojdziemy do celu” – powiedział Kaczyński.

Na końcu dopiero Kaczyński podziękował byłemu już ministrowi obrony narodowej. – „Chwała tym, co walczyli o prawdę, na czele z Antonim Macierewiczem”. A ten – dawniej stojący w pierwszym rzędzie za prezesem PiS – podczas tej miesięcznicy zajmował miejsce z tyłu.

To było jedno z krótszych wystąpień prezesa PiS, a i tak przerywane jego kasłaniem.

koduj24.pl

PiS nie boi się rozłamu, ale odwetu Macierewicza

Magdalena Rubaj, Mikołaj Wójcik, 

© Dostarczane przez Fakt

 

Oto marzenie opozycji: dymisja Antoniego Macierewicza (70 l.) powoduje pęknięcie w PiS, były szef MON zakłada swoją formację ze wsparciem Radia Maryja i „Gazety Polskiej” i – jak to ujął Grzegorz Schetyna (55 l.) – dochodzi do wojny domowej w PiS, której efektem jest powrót PO do władzy. Tyle że z naszych ustaleń wynika, że to marzenie ściętej głowy.

Na rozłam nie ma szans. – Decyzja w sprawie Macierewicza była poprzedzona długimi analizami, na jakie poparcie może liczyć, gdyby zdecydował się na woltę i rozłam – mówi nam ważny polityk PiS, od miesięcy zwolennik dymisji szefa MON. Inny dodaje, że dymisja Beaty Szydło (55 l.) była tak naprawdę testem lojalności klubu i elektoratu. I to testem udanym – sondaże pokazały, że elektorat zaakceptował decyzję prezesa PiS.

– A mimo korytarzowych zapowiedzi o buncie, nikt z posłów się nie wyłamał przy głosowaniu – podkreśla nasz rozmówca. Na ilu posłów mógłby liczyć Macierewicz w razie buntu? – Może dwóch? Takich, co jemu bezpośrednio zawdzięczają elekcję – mówi pewnym głosem polityk PiS, biegły w wewnętrznych rozgrywkach. Zaraz dodaje, że były szef MON ma oczywiście większą grupę zwolenników, ale oni nie odważą się na bunt. A co z klubami „Gazety Polskiej”?

Nasi rozmówcy są pewni, że Tomasz Sakiewicz (51 l.) – dziś bardzo ostro komentujący odwołanie Macierewicza – finalnie „pójdzie tam, gdzie dostanie pieniądze na swoje gazetki”. Podobnie jak o. Tadeusz Rydzyk (73 l.). Czyli PiS nie boi się niczego ze strony Macierewicza? Boi się, że przygotowuje jakąś zemstę, która może osłabić PiS. Już wczoraj pojawiły się przecieki z raportu smoleńskiego. Dowodzą oczywiście, że przyczyną katastrofy były liczne wybuchy na pokładzie. I na tym się nie skończy…

msn.pl

58 posłów PiS chciało dalszych prac nad liberalizacją aborcji. Wśród nich Kaczyński i Pawłowicz

Wiktoria Beczek Wiktoria Beczek

 

10.01.2018
http://www.gazeta.tv/plej/19,114883,22879877,video.html?embed=0&autoplay=1
Projekt liberalizujący przepisy dotyczące aborcji przepadł, a zaostrzający – trafił do dalszych prac. Zabrakło zaledwie kilku głosów opozycji, by komisja zajęła się też tym pierwszym projektem.

W Sejmie odbyły się pierwsze czytania dwóch projektów ustaw dotyczących aborcji. Projekt „Ratujmy kobiety 2017” zakłada liberalizację przepisów aborcyjnych, ale także dostęp do rzetelnej edukacji seksualnej, łatwego i darmowego dostępu do antykoncepcji, przywrócenie antykoncepcji awaryjnej bez recepty oraz regulacji stosowania klauzuli sumienia przez lekarzy. Komitet reprezentowała Barbara Nowacka.

Projekt został odrzucony w pierwszym czytaniu stosunkiem głosów 202 do 194. W głosowaniu nie wzięło udział 29 posłów Platformy Obywatelskiej i 10 posłów Nowoczesnej. Ponad to troje posłów PO było za odrzuceniem projektu. Co ciekawe 58 posłów PiS opowiedziało się za dalszymi pracami nad projektem, w tym Jarosław Kaczyński, Joachim Brudziński, Antoni Macierewicz i Krystyna Pawłowicz.

GłosowanieGłosowanie sejm.gov.pl

Z kolei projekt „Zatrzymaj aborcję” składa się z jednego zapisu – zakazu tzw. aborcji eugenicznej, czyli przerywania ciąży w przypadku ciężkiego uszkodzenia płodu. Inicjatywę reprezentowała Kaja Godek. Przeciwko odrzuceniu było 277 posłów, 134 chciało odrzucenia projektu w pierwszym czytaniu, a 7 wstrzymało się od głosu. Tym samym projekt trafił do komisji polityki społecznej i rodziny.

Kłamstwa nt. zespołu downa

Nowacka z mównicy prostowała często pojawiającą się fałszywą informację na temat zespołu Downa, którego zdiagnozowanie miałoby być przyczyną większości zabiegów aborcji (mówił o tym m.in. prezydent Andrzej Duda). Przytacza dane, z których wynika, że to około 20 proc. przypadków.

Mówiła o tym także posłanka Joanna Scheuring-Wielgus. – Powtarzacie jak mantrę, że prawo do aborcji w większości dotyczy płodów, u których wykryto zespół downa. A to jest wierutne kłamstwo. Większość przerywań ciąży z powodu tej przesłanki nastąpiła na skutek wystąpienia wad somatycznych jednego lub wielu organów, jak wady układu krążenia, układu mięśniowo-szkieletowego i moczowego, bezmózgowie, rozszczep kręgosłupa, przepuklina mózgowo-oponowa i oponowo-rdzeniowa. Te straszne choroby powodują często śmierć dziecka tuż po narodzinach albo niedługo po nich. A jeśli ta śmierć nie przychodzi szybko, to mamy do czynienia z wegetacją i cierpieniem, zarówno dziecka jak i matki – tłumaczyła.

„Spod łóżka wyłazi biskup”

Apelujemy o tworzenie dobrego prawa, które dba o godność obywateli i obywatelek. Apelujemy do was o bardzo prostą rzecz – o zwykłą przyzwoitość. Bez względu na waszą dzisiejszą decyzję nie pozwolimy, żeby polskim państwem rządzili religijni fundamentaliści i gorliwi partyjni wykonawcy poleceń części katolickiej hierarchii. Nigdy nie zgodzimy się na to, by do naszego domu komisarz wchodził przez okno, a spod łóżka wyłaził biskup

– mówiła Nowacka. Przypomniała także brzmienie artykułu 38 Konstytucji, na który powoływali się posłowie, wskazując, że artykuł ten nakazuje Rzeczpospolitej bronić życia „od poczęcia”. Artykuł brzmi w całości: „Rzeczpospolita Polska zapewnia każdemu człowiekowi prawną ochronę życia”.

W trakcie przemówienia Nowackiej doszło do spięcia z wicemarszałkiem Ryszardem Terleckim. Marszałek nie wytrzymał prośby polityczki o uciszenie swoich kolegów i zaczął krzyczeć: Proszę mnie nie pouczać z łaski swojej i kończyć swoją wypowiedź. Nowacka przypomniała, że jako przedstawicielka inicjatywy obywatelskiej ma nieograniczony czas wypowiedzi.

Marszałek Terlecki do Barbary Nowackiej: proszę mnie nie pouczać

http://www.gazeta.tv/plej/19,130252,22880320,video.html

Również marszałek Marek Kuchciński chciał w czasie głosowań uciszać Nowacką. – Jajko to nie kura, żołądź to nie dąb, zlepek komórek to nie dziecko – mówiła polityczka. Jej wypowiedź wywołała gorący protest PiS. Na pytanie, czy może uciszyć kolegów, Kuchciński odpowiedział: – Czy może pani nie używać słów, które wywołują agresję?

„Dzieciobójstwo”, „zbrodnia” i „czarne kobiety”

Kaja Godek z mównicy Sejmowej snuła opowieści o płodach po aborcji, które pozostawione same sobie umierają z wyziębienia i „kwilą”. – Dziś przychodzimy do Sejmu, bo nie chcemy szpitali zmieniających się w rzeźnie. Nie chcemy, aby w jednym inkubatorze ratowany był wcześniak, a w drugim umierał noworodek, który przeżył aborcję. Nie chcemy, aby polscy położnicy zamiast uczyć się ratować życie swoich małych pacjentów i ich matek, doskonalili się w technikach zabijania przez częściowe urodzenie, przez rozczłonkowanie ciała dziecka czy w technice aborcji przy użyciu próżniowych odsysaczek – mówiła.

Debata nad projektem, który został poparty przez PiS, obfitowała w słowa o „zabijaniu dziecka przed narodzeniem” i „ohydnej zbrodni” (posłanka PiS Anna Milczanowska), „dzieciobójstwie”, „barbarzyństwie” czy „zabijaniu dzieci” (poseł niezrzeszony Robert Winnicki), „niszczeniu kobiet” (posłanka PiS Bernadeta Krynicka) czy „zgiełku i krzyku wszystkich czarnych kobiet” (poseł PiS Robert Telus).

Cyklopia, bezmózgowie i „rybia łuska”

Były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz przypomniał wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego o tym, że kobiety powinny rodzić nawet „bardzo zdeformowane dzieci”, aby te mogły zostać ochrzczone. – Jak dużo okrucieństwa trzeba mieć, żeby powiedzieć kobiecie, która nosi pod sercem śmiertelnie chore dziecko, że ma je rodzić, bo Jarosław Kaczyński każe je chrzcić – grzmiał Arłukowicz.

Poseł PO mówił też o chorobach takich jak bezmózgowie, cyklopia czy „rybia łuska”, czyli chorobach, na które dzieci umierają w ogromnym cierpieniu krótko po urodzeniu. Gdyby projekt „Zatrzymaj aborcję” wszedł w życie, kobiety byłyby donosić ciążę, nawet jeśli u płodu wykryta zostałaby jedna z tych chorób.

30 lat więzienia za poronienie

Z kolei poseł Michał Stasiński przytaczał historie z Salwadoru, kraju z całkowitym zakazem aborcji. Mówił o kobiecie, która skazana została na 30 lat więzienia za poronienie czy  9-latce, która została zmuszona do urodzenia przez cesarskie cięcie, a po zabiegu poprosiła o kredki, by narysować lekarzy. Kaja Godek z pewną satysfakcją mówiła później, że wprawdzie kobieta została skazana za poronienie na 30 lat, ale wyszła z więzienia już po czterech.

– Kiedy przyjdzie pani do Sejmu z ustawą, która całkowicie zakaże aborcji? Bo nie mam wątpliwości, że pani taką ustawę już ma w teczce. Wszystkim paniom chcę powiedzieć, co was czeka. Czeka Was – na wzór Salwadoru – kara więzienia od 2 do 8 lat, ale bardzo często jest to kilkadziesiąt lat. Od 6 do 12 lat dla lekarzy. My, mężczyźni, którzy wspieramy kobiety, nie pozwolimy, żeby Polki na oddziałach położniczych leżały przykute kajdankami do łóżek – grzmiał Stasiński.

gazeta.pl

%d blogerów lubi to: