Berczyński ciągle ma szefa Macierewicza

Mimo, że Antoni Macierewicz uratował posadę, to jego pozycja na świecie jest żadna. Szef Pentagonu nie spotkał się z nim (bo takich nieobliczalnych ludzi omija się szerokim łukiem), a sojusznicy z NATO mają polskiego ministra w pogardzie.

Macierewicz w obecnym układzie władzy ma się dobrze, ale źle przedstawia się w ocenach ekspertów i publiki, przede wszystkim pogrążony jest jednak w papierach ministerialnych, które nie można przepuścić przez niszczarkę. Choć nie wykluczałbym.

Poseł PO Cezary Tomczyk był podzielić się, jakie rezultaty przyniosła druga kwerenda w MON.

Otóż osławiony Wacław Berczyński jest ciągle zatrudniony w MON. Umowa o pracę jest ważna do 7 marca 2018 roku:

– Ma zawartą umowę-zlecenie, która obowiązuje do 7 marca 2018 r. i w ramach tej umowy może maksymalnie zarobić nawet 13 tys. zł, czyli że mimo tych wszystkich elementów, które go dotyczą, mimo tego wszystkiego co zrobił i powiedział, umowa z nim dalej obowiązuje. Jest też członkiem komisji badania wypadków lotniczych, a konkretnie członkiem tej podkomisji, która bada katastrofę w Smoleńsku i jest zatrudniony przez MON” – mówił Tomczyk.

Prawdą też jest, iż wykończył caracale, jak się pochwalił w kwietniu w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”. Berczyński towarzyszył Macierewiczowi w spotkaniu szefa MON z ministrem obrony Francji w lutym 2016 r. kiedy rozmawiano o kontrakcie na caracale.

Tomczyk opisuje sekwencje czasu:

„22 września 2016 r. strona polska przekazuje stronie francuskiej informację, że prawdopodobnie odstąpi od przetargu, a 21 września pan Berczyński oddaje dokumenty, które pobrał. Ciągle jest tak, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, po co pan Wacław Berczyński, nie mając żadnych obowiązków w tym zakresie, nie mając żadnych efektów pracy, żadnego śladu, miał dostęp do tych dokumentacji przez 8 miesięcy”  – powiedział poseł PO.

A mamy w pamięci kontrakt z bieżącego roku na 3 boeingi za przeszło 2 mld zł, w których to amerykańskich zakładach lotniczych swego czasu Berczyński był zatrudniony, a to pachnie korupcją aż nos wygina.

Wygląda na przekręt stulecia, acz w PiS może to być „taki sobie” przewał, bo SKOK-om ciągle przyznaję pierwszeństwo.

Ale – co ja wiem?

Więcej >>>

Pigułka „dzień po” tylko na receptę. Izdebski: Tu chodzi o kontrolę. ”My wam pokażemy co wolno, a czego nie”

Angelika Swoboda

Sejm przegłosował rządowy projekt ustawy, która wprowadza receptę na tzw. pigułkę „dzień po”. Dotąd była dostępna bez recepty. – W Polsce wciąż nie nauczyliśmy się oddzielać Kościoła od seksu – uważa wybitny seksuolog Zbigniew Izdebski.

Jeśli ustawa przejdzie przez Senat, a prezydent ją podpisze, pigułki „dzień po” będą odtąd dostępne wyłącznie na receptę, a lekarz – przed jej wystawieniem – będzie mógł się zasłonić „klauzulą sumienia”.

Dziś w całej Unii Europejskiej tylko na Węgrzech obowiązują podobne przepisy – mimo tego, że Europejska Agencja Leków dopuściła ellaOne do sprzedaży bez żadnych ograniczeń. Od roku tabletki te można kupować w polskich aptekach. Zdaniem PiS wspomniane pigułki mają działanie „wczesnoporonne”. Tymczasem ellaOne hamuje lub przyspiesza owulacje i w ten sposób zapobiega zapłodnieniu. Stąd, zdaniem ginekologów, nie ma w tym przypadku mowy o „poronieniu”. Seksuolog Zbigniew Izdebski krytycznie ocenia ograniczanie dostępu do tej metody antykoncepcji.

Angelika Swoboda: Kobiety w Polsce naprawdę trzeba chronić przed pigułką antykoncepcyjną „po”?

Prof. Zbigniew Izdebski: – Odpowiem, posiłkując się wynikami moich najnowszych badań. Pytałem w nich grupę 2,5 tysiąca kobiet i mężczyzn po 18. roku życia między innymi o podejście do antykoncepcji. I okazało się, że przyzwolenie na używanie środków antykoncepcyjnych w Polsce jest dość wysokie – wyraziły je trzy czwarte ankietowanych. Zapytałem też o podejście do naturalnych metod planowania rodziny. Na „tak” było 34 proc.

Jedno z moich pytań dotyczyło pigułek „po”. Ponad połowa stwierdziła, że to dobre rozwiązanie w sytuacjach awaryjnych. Co ciekawe, najwyższy wskaźnik akceptacji dla tej pigułki deklarują osoby w wieku 30-49 lat.

Wychodzi więc na to, że w Sejmie podejmowane są próby zakazu czegoś, na co jest przyzwolenie społeczne.

– Sfera seksualności jest coraz bardziej upolityczniona. Przykładem tego są obecne próby wprowadzenia antykoncepcji awaryjnej na receptę. Osób, które stosują tę pigułkę, relatywnie nie jest w Polsce dużo. Z badań o antykoncepcji Polaków wynika, że 32 proc. ankietowanych korzysta z tabletek, 74 proc. z prezerwatyw, 18 proc. wybiera niestety stosunek przerywany, a kalendarzyk stosuje 8 proc. 1 proc. wskazuje, że używało tabletki „po”.

Profesor Zbigniew Izdebski (fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)Profesor Zbigniew Izdebski (fot. Dawid Zuchowicz / Agencja Gazeta)

Czyli niewiele.

– Proszę zwrócić uwagę na tłumaczenia Ministerstwa Zdrowia czy samego ministra Konstantego Radziwiłła. Słyszymy, że to ochrona nastoletnich dziewcząt przed sięganiem po pigułkę jak po witaminę. Tymczasem w grupie odbiorców tej pigułki wcale nie dominują nastolatki. Bo nastolatki zwykle nie prowadzą systematycznego życia seksualnego, choć zdecydowana większość młodych ludzi rozpoczyna je przed 18. rokiem.

Po pigułkę „po” sięgają ludzie dojrzali, którzy są w związkach, ale z jakichś względów potrzebują awaryjnej antykoncepcji. Oczywiście sięgają po nią też młodzi ludzie. Ale oni nie dominują.

Więc działania resortu zdrowia mają wyłącznie tło światopoglądowe?

– Myślę, że mówienie o działaniu prozdrowotnym jest pewną formą nadużycia. Zresztą sam minister mówi, że on by tej tabletki nie przepisał. I to jest jego postawa światopoglądowa.

Jak pan to skomentuje?

– Uważam, że taka postawa urzędnika nie jest korzystna dla pacjentów. Żyjemy przecież w państwie, w którym mamy prawo wyboru, również wyboru antykoncepcji. A także prawo dostępu do wiedzy opartej na aktualnych wynikach badań.

Jeżeli ktoś chce stosować kalendarzyk, proszę bardzo, to jego decyzja. Ja z nią nie dyskutuję. Tak samo jak nie dyskutuję ze stosowaniem stosunku przerywanego, choć nie wykluczam, że w grupie jego zwolenników są także konsumenci pigułki „po”. Bo stosunek przerywany nie jest metodą antykoncepcyjną.

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł (fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta)

Ale nie kłóci się z poglądami ministra.

– Kiedy resort zdrowia wprowadził tabletkę „po”, wyszedł naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom społecznym. W wielu krajach ta pigułka jest od lat dostępna bez recepty, a nawet bezpłatna. Ale stosowanie jej nie jest żadnym przymusem, tylko możliwością wyboru.

U nas próbuje się ten wybór ograniczyć?

– Mówi się: My nie zabraniamy, ale wracamy do recept. To nie jest dobra sytuacja, bo w przypadku tabletki „po” im szybciej się ją przyjmie, tym lepiej. Więc nie dość, że kobieta przeżywa stres, iż zdarzyło się coś nieplanowanego, to jeszcze dodatkowo martwi się, że musi czekać na wizytę lub czy lekarz przepisze jej receptę.

Może jeszcze trafić do apteki, w której nie będą chcieli sprzedać jej pigułki…

–  I dodajmy, że takie sytuacje zdarzają się nie tylko w małych miastach i zawsze są bardzo stresujące dla kobiet. Bardzo niedobre jest również to, że są pewne środowiska kobiece, które podnoszą następujący argument – nie w porządku jest, że pigułka ma być na receptę, a leki na erekcję, te w małych dawkach, są bez.

Bo to nie jest w porządku.

– Ale jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Opowiadam się za prawem do kupienia bez recepty i pigułki „po”, i tabletki na erekcję w małych dawkach. Nie ma co antagonizować kobiet i mężczyzn.

Dlaczego politycy wchodzą nam do sypialni?

– To nic nowego. Przecież cała historia wydania „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej, w którą ingerowała zarówno partia, jak i Kościół, pokazuje, że wtedy kwestia seksu Polaków też był upolityczniona. Udało się tylko dzięki wieloletniej determinacji Wisłockiej. Ale prawdą jest, że negocjacje prowadzone były między wydawnictwem Iskra a Komitetem Centralnym PZPR.

Michalina Wisłocka (fot. Andrzej Iwańczuk/Agencja Gazeta)Michalina Wisłocka (fot. Andrzej Iwańczuk/Agencja Gazeta)

Z Kościołem w tle. Czemu nasze życie seksualne jest dla polityków tak interesujące i ważne?

– Wie pani, sytuacja jest dziwna. Ani w czasach „upojnego socjalizmu”, ani teraz nie mamy dobrej atmosfery dla zdrowia seksualnego. Zresztą tabletka „po” została wprowadzona bez recepty przez rząd Platformy tuż przed końcem kadencji. Starania trwały przez lata.

Nie denerwuje pana, że politycy mówią nam, jak mamy żyć, a jednocześnie sami nie zawsze stosują się do tych wytycznych?

– Rzeczywiście niektórzy politycy mają często podwójne standardy moralne. Te, które reprezentują w obliczu swojej partii i te domowe. Nie zawsze się one pokrywają. Proszę zwrócić uwagę, jak wielu polityków, także z ugrupowań prawicowych, jest po rozwodzie.

Ostatecznie pewnie chodzi o rząd dusz?

– O poczucie kontroli. O to, że my wam pokażemy, co wolno, a czego nie. Szczególnie gdy ma się poczucie, że ta sfera życia jest dla ludzi ważna. Poza tym w Polsce wciąż nie nauczyliśmy się oddzielać Kościoła od seksu. Cały czas seks nie jest dla wielu z nas czymś naturalnym, pozbawionym uprzedzeń, wyrzutów sumienia i rygoryzmu religijnego.

Profesor Zbigniew Izdebski. Pedagog, wykładowca akademicki, seksuolog, doradca rodzinny. Autor wielu ksiażek o seksualności człowieka – najnowsza napisana wspólnie z Hanną Bakułą nosi tytuł „Seks teoria i praktyka”.

Angelika Swoboda. Dziennikarka Weekend.gazeta.pl. Zaczynała jako reporterka kryminalna w „Gazecie Wyborczej”, pracowała też w „Super Expressie” i „Fakcie”. Pasjonatka mądrych ludzi, z którymi rozmawia także w Radiu Pogoda, kawy i sportowych samochodów.

weekend.gazeta.pl

CZWARTEK, 25 MAJA 2017, 20:55

Pigułki „dzień po” na receptę. Sejm przyjął projekt ustawy

Sejm przegłosował rządowy projekt, zgodnie z którym pigułki “dzień po” będą sprzedawane tylko na receptę. Propozycję poparł cały klub PiS oraz kilku posłów opozycji.

300polityka.pl

Ojciec Igora Stachowiaka: Policja powiedziała mi, że syn spadł z krzesła i zmarł

tps, 25.05.2017

Skuty kajdankami Igor był rażony na komendzie paralizatorem. Kadr z filmu pokazanego w 'Superwizjerze' TVN

Skuty kajdankami Igor był rażony na komendzie paralizatorem. Kadr z filmu pokazanego w ‚Superwizjerze’ TVN (Fot. ‚Superwizjer’ TVN via YouTube.com)

Ojciec Igora Stachowiaka udzielił pierwszego wywiadu od momentu, kiedy TVN wyemitował głośny reportaż o okolicznościach śmierci jego syna. – Robiono wszystko, żebyśmy nie zobaczyli Igora – powiedział.

Ojciec Igora Stachowiaka w rozmowie z TVN24 wspominał m.in., w jaki sposób dowiedział się o śmierci syna. Ponad rok temu 25-letni chłopak zmarł po kilku godzinach pobytu na jednym z wrocławskich komisariatów.

Panowie policjanci przyjechali i powiadomili nas, że syn został pomylony z jakimś innym, młodym człowiekiem. I że spadł z krzesła i po prostu umarł, nie żyje. Taki był pierwszy przekaz

– relacjonował Maciej Stachowiak. Jak mówił, w wyjaśnienia policji zwątpił, kiedy identyfikował Igora w zakładzie medycyny sądowej. – Robiono wszystko, żebyśmy go nie zobaczyli. Nie wyglądał normalnie, na pewno nie był to upadek z krzesła – mówił ojciec Igora.

Śmierć Igora Stachowiaka

25-letni Igor Stachowiak zmarł w maju 2016 roku w komisariacie wrocławskiej policji. Mężczyzna był tam kilkukrotnie rażony paralizatorem. Kilka dni temu TVN ujawnił wyjątkowo drastyczne nagranie z tego urządzenia, na którym widać, że Igor był rażony prądem w policyjnej toalecie. Po emisji reportażu o sprawie znów zrobiło się głośno. Nastąpiła fala zwolnień – stanowiska stracili m.in. komendant wojewódzki policji we Wrocławiu oraz komendant miejski.

gazeta.pl

Każdy w Polsce może być Igorem

W Sejmie o śmierci 25-latka na wrocławskim komisariacie

W Sejmie o śmierci 25-latka na wrocławskim komisariacie

W Sejmie ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości przedstawili informację o działaniach rządu w sprawie śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie policji we Wrocławiu. Minister Błaszczak wyraził ubolewanie i stwierdził, że nie miał dostępu do nagrań. A tak w ogóle to podczas rządów PO też na komisariatach bili.

Równie „niewinny” w tej sprawie jest Ziobro – nagrania były nieczytelne, a „prokuratura dochowała wysokiej staranności związanej z badaniem wszystkich okoliczności tej sprawy”. Można więc powiedzieć, że rok to jeszcze mało, żeby wyjaśnić okoliczności śmierci Igora Stachowiaka.

Opozycja nie zostawiła suchej nitki na „wyjaśnieniach” ministrów. Borys Budka z PO zwrócił się do ministrów spraw wewnętrznych: – „Kłamaliście już roku temu, na komisji spraw wewnętrznych i administracji, kiedy pan zapewniał, że ta sprawa zostanie wyjaśniona. Panie ministrze Zieliński, przez rok tego nie zrobiliście i pan osobiście za to odpowiada. Wstyd panie ministrze! Wykorzystuje pan śmierć człowieka do tego, by kolejny raz atakować swoich poprzedników, podczas gdy nigdy w historii Polacy nie byli tak bezbronni jak teraz po 18 miesiącach waszych rządów. Każdy w Polsce może być Sebastianem, Igorem dopóki twarzą polskiej policji będzie siedzący tu minister Jarosław Zieliński” – dodał Budka. Zarzucił też kierownictwu resortu spraw wewnętrznych i administracji, że poniżają honor polskich policjantów, którzy – jak mówił – zamiast zajmować się bezpieczeństwem Polaków, są „zmuszani do wycinania konfetti i ubierania anielskich skrzydeł”.

„Panie ministrze Zieliński, pan dawno nie powinien być ministrem” – powiedział Paweł Kukiz. Lider Kukiz’15 pytał Zielińskiego, czy wie, co to jest granica kompetencji. – „Granica kompetencji to jest mniej więcej coś takiego, że np. ktoś może być świetnym naczelnikiem, ale już nie nadaje się na komendanta powiatowego, czy komendanta wojewódzkiego. Pan jest ministrem, który się chwali, wręcz szczyci tym, że odwołał w ciągu błyskawicznego czasu wszystkich komendantów wojewódzkich. Zrobił pan rzeź niewiniątek, do policji dostają się ludzie, którzy w życiu nie powinni tam pracować”.

„Panie ministrze, czy ma pan świadomość, że zginął człowiek? W pana przemówieniu w ogóle to nie padło. Pan niestety jest odpowiedzialny za tę śmierć. A całe pana wystąpienie brzmiało w ten sposób: nic się nie stało” – powiedział lider Nowoczesnej Ryszard Petru, zwracając się do szefa MSWiA. Dodał, że po wypowiedziach Błaszczaka oraz Ziobry, wniosek jest taki, że Igor Stachowiak „sam się zabił”. – „Pani premier, ile razy pan minister Błaszczak musi się zbłaźnić, by pani go w końcu zdymisjonowała?” – pytał Petru premier Szydło. – „W państwie PiS jest strasznie niebezpiecznie, każdego Polaka może spotkać to, co pana Stachowiaka i z panem ministrem Błaszczakiem nie czujemy się bezpiecznie”.

Sprawa śmierci Igora Stachowiaka nie była warta zainteresowania Jarosława Kaczyńskiego. Nie było go na sali plenarnej podczas tej debaty.

koduj24.pl

Polska znów krytykowana w zachodniej prasie. Tym razem za przykład posłużył… festiwal w Opolu

25.05.2017

Festiwal w Opolu w 2011 roku© Dostarczane przez Platforma Mediowa Point Group SA Festiwal w Opolu w 2011 roku

 

Sprawa odwołanego 54. Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu w ocenie brytyjskiego dziennika „Financial Times” jest „najnowszym incydentem”, który udowadnia, że wartości podstawowe Unii Europejskiej są w Polsce zagrożone.

Autor tekstu opublikowanego na łamach „Financial Times” ocenił, że demokracja, wolność słowa i prawa obywatelskie, jako podstawowe wartości w Unii Europejskiej „są w krajach Europy Wschodniej zagrożone najbardziej od czasu zakończenia zimnej wojny”. „Aktualnie Unia Europejska nie posiada narzędzi, dzięki którym mogłaby przeciwdziałać przesunięciu w kierunku autorytaryzmu” – wskazał.

Opole i Węgry

„Najnowszy niepokojący incydent ma miejsce w Polsce, gdzie rzekomo zabroniono jednej z najbardziej znanych wokalistek występu na krajowym festiwalu po tym, jak skrytykowała rząd, co spowodowało masowy bojkot zorganizowany przez artystów” – wskazano w tekście. Następnie autor stwierdził, że podobne ruchy „ograniczające demokracje i prawa obywatelskie” mają miejsce na Węgrzech.

Jak karać

Autor zasugerował, że wprowadzanie tzw. opcji nuklearnej w karaniu państwa nie jest dobrym rozwiązaniem, ale wskazał, iż potrzebne jest wyposażenie instytucji unijnych w narzędzia pozwalające na stopniowe wprowadzanie kar wobec państw członkowskich nie stosujących się do reguł wspólnoty.

„Założenie, które zostało poczynione na przykładzie Hiszpanii i Portugalii, które zdołały odrzucić w latach ’70 autorytaryzm i w latach ’80 dołączyć do Unii Europejskiej, nie sprawdza się w w stosunku do niektórych państw należących w przeszłości do Układu Warszawskiego” – stwierdzono. „Choć łamanie praw człowieka i demokracji we wschodniej Europie nie jest jeszcze egzystencjalną groźbą dla Unii Europejskiej, to głupim optymizmem byłoby sądzenie, że nigdy nie będzie” – podsumowano.

msn.pl

NASA zdziwiona tym, co sonda Juno zobaczyła na Jowiszu. A zdjęcia są boskie

Piotr Cieśliński, 25 maja 2017

Jowisz od strony bieguna południowego. Zdjęcie sondy Juno

Jowisz od strony bieguna południowego. Zdjęcie sondy Juno (NASA)

Juno latem zeszłego roku doleciała do Jowisza – największej planety Układu Słonecznego. 27 sierpnia po raz pierwszy przeleciała nad jej skłębionymi chmurami. Dzisiaj w „Science” ukazały się pierwsze zdjęcia i wyniki pomiarów. „Zmieniają nasze rozumienie tego gazowego giganta” – piszą naukowcy z NASA.

Największe zdziwienie dotyczy tego, co dzieje się w okolicy biegunów Jowisza. Okazuje się, że wzór prądów atmosferycznych jest tam całkowicie odmienny niż w podbiegunowym obszarze Saturna.

Mianowicie bieguny Jowisza nie znajdują się w centrum szybkich wirów, jak na Saturnie. W szczególności na Jowiszu nie dostrzeżono olbrzymiego sześciokątnego układu prądów strumieniowych, który otacza północny biegun Saturna.

>>Sonda Cassini zajrzała w oko Saturna. Zagadkowy sześcioboczny cyklon nad biegunem planety

Zatem bieguny Jowisza nie są osią podbiegunowych cyklonów. Owalne atmosferyczne wiry dość chaotycznie są rozrzucone tu i ówdzie, nie tworząc żadnej regularnej struktury, co widać na poniższych zdjęciach, pokazujących Jowisza od strony bieguna południowego:

Jowisz od strony bieguna południowego

Jowisz od strony bieguna południowego NASA

Jowisz od strony bieguna południowego

Jowisz od strony bieguna południowego NASA

Juno porusza się po eliptycznej orbicie polarnej, która przebiega nad biegunami. W najbliższym planecie punkcie leci ledwie kilka tysięcy kilometrów nad górnym pułapem chmur. Z kolei najdalszy punkt orbity znajduje się aż 8 mln km od Jowisza.

Taka trajektoria została specjalnie wybrana przez nawigatorów NASA, aby do minimum ograniczyć przebywanie sondy w pasach promieniowania, które otaczają Jowisza.

Potężne pole magnetyczne planety jest pułapką dla naładowanych cząstek ze Słońca, które są śmiertelnie niebezpieczne dla elektroniki sondy.

>>Sonda Juno rozpoczyna taniec wokół Jowisza

Tor lotu Juno wokół Jowisza i barwne pasy promieniowania są pokazane na poniższej ilustracji:

Tor lotu sondy Juno

Tor lotu sondy Juno NASA

Mimo że układy elektroniczne Juno znajdują się w osłonie z tytanu o grubości pół cala, NASA spodziewa się, że podczas każdego „nurkowania” w kierunku planety i przelotu nad chmurami Jowisza zderzenia z rozpędzonymi niemal do prędkości światła elektronami będą powodować uszkodzenia.

Dlatego eksperci NASA nie dają Juno zbyt długiego życia. Zgodnie z najnowszym planem sonda ma wykonać tylko 12 okrążeń wokół Jowisza. Jeśli w lipcu przyszłego roku jej pamięć i układy sterujące będą w dobrej kondycji, misja może zostać przedłużona. Jeśli nie – sonda zostanie skierowana w atmosferę Jowisza i tam spłonie.

Już teraz jest jednak pewne, że jej pomiary i zdjęcia zmienią naszą wiedzę o Jowiszu.  W najnowszym „Science” naukowcy analizują dane z pierwszego okrążenia planety i przelotu nad chmurami.

Wynika z nich, że w układach pogodowych kluczową rolę odgrywa amoniak. Chmury z kryształków amoniaku tworzą najwyższą warstwę skłębionych chmur, których zdjęcia zapierają dech w piersiach:

Sztorm na Jowiszu

Sztorm na Jowiszu NASA

>>Planetoida uderzyła w Jowisza. Nas by zmiotło, Jowisz prawie nie poczuł [WIDEO]

Skłębione chmury nad Jowiszem

Skłębione chmury nad Jowiszem NASA

 >>Wielka Czerwona Plama na Jowiszu wciąż się kurczy – donosi NASA. Nikt nie wie, dlaczego

Cyklon na Jowiszu

Cyklon na Jowiszu NASA

 Zdjęcia w podczerwieni pokazują strukturę cieplną atmosfery Jowisza. Na poniższej animacji złożonej ze zdjęć Juno doskonale widać ułożone równoleżnikowo charakterystyczne pasy chmur:

embed

Z pomiarów Juno wynika, że pole magnetyczne w pobliżu Jowisza jest dziesięć razy większe niż na powierzchni Ziemi i dwa razy silniejsze, niż naukowcy do tej pory sądzili.

Juno wykonała także pomiary pola grawitacyjnego, które posłużą do zbadania, czy we wnętrzu Jowisza znajduje się stałe jądro, złożone mniej więcej z takich minerałów jak Ziemia, czy też cała planeta jest zbudowana z gazów.

Jedna z najbardziej dziś popularnych teorii mówi, że najpierw powstało stałe, skalisto-lodowe jądro Jowisza, które było swoistym zarodkiem planety. Gdy urosło do dostatecznie wielkich rozmiarów, swoją coraz większą siłą grawitacji zaczęło przyciągać gaz z pierwotnej słonecznej mgławicy. Ale scenariusz narodzin Jowisza nie musiał być taki – planeta mogła powstać wskutek kondensacji samego gazu.

Juno zasilana Słońcem

Ma średnicę 3,5 metra, na starcie ważyła 3,625 t, z czego sam statek, bez paliwa – 1,593 t. To pierwsza sonda, która tak daleko od Słońca używa paneli słonecznych jako źródła elektryczności. Jej trzy panele słoneczne mają długość 9 m i szerokość 2,65 m, tj. łączną powierzchnię 60 m kw., co na orbicie wokół Ziemi dałoby moc 14 kW, ale na orbicie wokół Jowisza – ledwie 500 W.

Sonda Juno na orbicie Jowisza

Sonda Juno na orbicie Jowisza  AP / AP

 

wyborcza.pl

CZWARTEK, 25 MAJA 2017

Błaszczak: Nie pozwolimy na to, żeby demokracja była ograniczana

19:33

Błaszczak: Nie pozwolimy na to, żeby demokracja była ograniczana

Rzeczywiście nie było żadnych problemów, dopóki nie pojawiła się grupa ludzi, którzy dążą do tego, żeby odebrać innym ludziom możliwość do manifestowania, a tam grupa ludzi jest związana z wami, z totalną opozycją. To wy próbujecie zabronić innym prawa do demonstracji, do manifestacji, do modlitwy. Próbujecie tego zabronić – mówił Mariusz Błaszczak w Sejmie.

ETS się wypowiadał w ten sposób jednoznacznie. To prawo obywatelskie, które ludzie z wami związani próbują naruszyć, odebrać innym. Nie pozwolimy na to, żeby demokracja była ograniczana – dodał szef MSWiA.

Chwilę później Sejm odrzucił w I czytaniu projekt PO, który przywraca poprzednie zapisy Prawa o zgromadzeniach – chodziło przede wszystkim o likwidację zgromadzeń cyklicznych.

19:12

Duży projekt PiS dot. zmian w sądownictwie skierowany do komisji

Sejm nie zgodził się na odrzucenie w I czytaniu tzw. dużego projektu PiS dot. zmian w sądownictwie. Propozycja została skierowana do komisji sprawiedliwości – jak pisaliśmy na 300POLITYCE, posiedzenie odbędzie się jeszcze dzisiaj, po bloku głosowań. Posłowie zdecydują wtedy, czy powołać nadzwyczajną podkomisję.

Projekt zakłada m.in. zmianę modelu powoływania prezesów oraz wiceprezesów sądów w kierunku zwiększenia wpływu ministra sprawiedliwości na obsadę stanowisk. W praktyce dzięki temu projektowi, PiS będzie mógł wymienić wszystkich prezesów i wiceprezesów sądów.

16:08

Zieliński: Nie wolno mówić, że ktokolwiek ma krew na rękach

Jestem zawsze w dyspozycji pani premier, jak każdy minister, każdy wiceminister, powiedziałem to wczoraj na sali sejmowej. Jeżeli pani premier, premier w ogóle, jako organ ministra, wiceministra może powołać i odwołać w każdej chwili, ja jestem przygotowany na wszystkie okoliczności. Natomiast w tej sprawie wygląda to tak, jak przedstawiamy. Jak wczoraj to zostało przedstawione, pokazane w sejmie przez pana ministra Błaszczaka i pana min. Ziobro, a nie tak, jak opozycja to potraktowała, uczyniła z tego bardzo tragicznego zdarzenia, nie ma co tutaj ukrywać, bardzo tragicznego zdarzenia, z ciężkiego doświadczenia dla nas wszystkich, uczyniła atak polityczny na rząd, na ministrów, na min. Błaszczaka, na mnie mówiąc, że mamy krew na rękach – stwierdził Jarosław Zieliński w rozmowie z Justyną Dobrosz-Oracz na Wyborcza.pl. Jak mówił dalej:

„Naprawdę to jest coś bardzo, to jest coś, co nie powinno nigdy mieć miejsca w postaci takiego sformułowania, tak jak nie powinno mieć miejsca to zdarzenie, tragiczne w swoim wymiarze i skutkach, ale które jeszcze do końca nie zostało wyjaśnione przez prokuraturę, też trzeba o tym pamiętać, natomiast w trybie służbowym, dyscyplinarnym powinno być rozstrzygnięte troszeczkę inaczej, ale nie wolno mówić, że ktokolwiek ma krew na rękach, bo nie byliśmy przy tym, ani min. Błaszczak, ani ja. Nie kryliśmy niczego, nie tuszowaliśmy, nie dążyliśmy do tego żeby sprawa nie została wyjaśniona. Jeżeli coś się zdarzyło takiego, że nie wyciągnięto odpowiednich wniosków i konsekwencji to tylko dlatego, że nie mieliśmy wiedzy. Ale to i tak decyzje tak naprawdę nie powinny do nas należeć, tylko należeć do tych szczebli zarządzania w policji, do których to należało, a więc…”

Jak dodał:

…rzecznik dyscyplinarny. Zobaczymy, zobaczymy. Ja liczę na to i takie jest oczekiwanie i moje i pana min. Błaszczaka, że nowy komendant, który przyszedł z zewnątrz, komendant wojewódzki we Wrocławiu, pan gen. Trawiński, że on wszystko to bardzo dokładnie, raz jeszcze zbada, wszystko to wyświetli i wyciągnie konsekwencje, jeżeli będą potrzebne jeszcze kolejne, wobec osób, które jeszcze tu mogą wchodzić w grę. Ale to trudno przesądzić – mówił dalej.

13:40

Nitras o wystąpieniu Szydło: To głośne wyprowadzanie Polski z UE

Polski Sejm stał się miejscem, w którym nie da się normalnie rozmawiać, a polska premier jest osobą, która nie odpowiada na najprostsze pytania. W Sejmie nie może się odbyć debata o działaniach ministra Macierewicza, bo odpowiedzią premier jest tylko straszenie islamskimi terrorystami. Nie może odbyć się debata nt. działań policji, tego, co zdarzyło się na komisariacie we Wrocławiu, bo odpowiedzią premier jest tylko straszenie islamskimi terrorystami. Kiedy pytamy o sądownictwo, odpowiedzią jest straszenie islamskimi terrorystami. Jakiegokolwiek problemu w Polsce nie poruszymy, odpowiedzią Szydło są islamscy terroryści. Polska jest poważnym krajem i zasługujemy na to, żebyśmy swoje problemy rozwiązywali w atmosferze spokoju, spokojnej dyskusji. Parlament, rząd to instytucje, które powinny potrafić ze sobą normalnie rozmawiać. Mamy nadzieję, że polskie społeczeństwo odróżni prawdę od fałszu, rozmowę o poważnych problemach od uciekania od odpowiedzialności. Straszenie islamskimi terrorystami nie może być odpowiedzią na wszystkie problemy, z którymi Polska się spotyka. Sygnał, który wczoraj poszedł ze strony premier Szydło, to – przepraszam za wyrażenie – tępy nacjonalizm, który ma być na wyzwania współczesności. My w tej sprawie chcielibyśmy zaprotestować i powiedzieć, że to odpowiedź niegodna Polski XXI wieku – mówił Sławomir Nitras na briefingu w Sejmie.

To głośne wyprowadzanie Polski z UE. To głośne powiedzenie, że Polską rządzi partia nacjonalistyczna, bo w konsekwencji tego, co mówi premier Szydło, gdybyśmy musieli się z nią godzić, nie mielibyśmy wyjścia tylko zamknąć granice, wprowadzić kontrole tego, kto do Polski przyjeżdża. To rozpoczęcie głośnego procesu wyprowadzania Polski z UE, nie licząc się z konsekwencjami – dodał poseł PO.

13:36

Trzaskowski: Mamy budzenie nastrojów antyeuropejskich

Przekaz premier Szydło jest kompletnie niespójny, bo jeszcze kilka tygodni temu słyszeliśmy, że to UE właściwie zgadza się z narracją PiS, jeżeli chodzi o kwestie dot. migracji, uchodźców. W tej chwili znowu mamy mówienie o tym, że to szaleństwo europejskich elit i stawianie znaku równości pomiędzy terrorystami a uchodźcami po to, żeby w sposób cyniczny wzbudzać te nastroje w polskim społeczeństwie, a wszyscy wiemy, że te nastroje ksenofobiczne się w polskim społeczeństwie niestety wzmacniają i wszyscy wiemy, jakie to będzie miało konsekwencje. Konsekwencją mówienia tego typu rzeczy właśnie w momencie, kiedy Europa potrzebuje konsolidacji, kiedy z całej Europy płyną słowa zrozumienia i tylko kondolencji, jeżeli chodzi o to, co stało się w Wielkiej Brytanii, u nas mamy budzenie tych nastrojów antyeuropejskich. To, co stało się w Manchesterze, właśnie pokazuje, że problemy terroryzmu nie mają nic wspólnego z problemami uchodźców, bo przecież Wielka Brytania nie należy do strefy Schengen i nie bierze udziału w europejskiej polityce migracyjnej, ale to nie przeszkadza premier Szydło, żeby sieć strach i stawiać się poza nawiasem polityki europejskiej – mówił Rafał Trzaskowski na briefingu w Sejmie.

Jak dodał, Platforma cały czas na odpowiedź ministra Waszczykowskiego, który został wezwany do debaty.

300polityka.pl

Berczyński nadal jest zatrudniony w MON

Berczyński nadal jest zatrudniony w MON

Słynny już „pogromca Caracali” Wacław Berczyński, były przewodniczący podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej, wciąż jest zatrudniony w Ministerstwie Obrony Narodowej.

Poinformował o tym poseł PO Cezary Tomczyk, który razem z kolegami, ponownie pojawił się w siedzibie resortu. – „[Berczyński] Ma zawartą umowę-zlecenie, która obowiązuje do 7 marca 2018 r. i w ramach tej umowy może maksymalnie zarobić nawet 13 tys. zł, czyli że mimo tych wszystkich elementów, które go dotyczą, mimo tego wszystkiego co zrobił i powiedział, umowa z nim dalej obowiązuje. Jest też członkiem komisji badania wypadków lotniczych, a konkretnie członkiem tej podkomisji, która bada katastrofę w Smoleńsku i jest zatrudniony przez MON” – powiedział Tomczyk.

Z kontroli poselskiej wynika także, że Berczyński brał udział w spotkaniu szefa MON z ministrem obrony Francji w lutym 2016 r. kiedy rozmawiano o sprawie śmigłowców. Tomczyk powiedział, że dotarł do informacji z wewnętrznej notatki MON ws. przetargu na śmigłowce. „22 września 2016 r. strona polska przekazuje stronie francuskiej informację, że prawdopodobnie odstąpi od przetargu, a 21 września pan Berczyński oddaje dokumenty, które pobrał. Ciągle jest tak, że nikt nie jest w stanie powiedzieć, po co pan Wacław Berczyński, nie mając żadnych obowiązków w tym zakresie, nie mając żadnych efektów pracy, żadnego śladu, miał dostęp do tych dokumentacji przez 8 miesięcy” – zauważył Tomczyk.

Jak pamiętamy, w kwietniu Berczyński w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” powiedział, że to on „wykończył” Caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniają, że nie miał on nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi z producentem śmigłowców, jednak 20 kwietnia Berczyński zrezygnował z kierowania podkomisją smoleńską. Wyjechał do USA, gdzie mieszka na stałe i słuch po nim zaginął. Skoro ciągle jest zatrudniony w MON, to pewnie w jego przypadku mamy do czynienia z „telepracą”…

koduj24.pl

Prezydenci i marszałkowie w obronie konstytucji. „Z kłamcami i oszustami nie rozmawiać”

Tomasz Nyczka, 25 maja 2017

Konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. została opracowana przez komisję konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego po pięciu latach prac. Nz. Prezydent Kwaśniewski obserwuje obrady Zgromadzenia Narodowego dot. konstytucji. 24 luty 1997

Konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. została opracowana przez komisję konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego po pięciu latach prac. Nz. Prezydent Kwaśniewski obserwuje obrady Zgromadzenia Narodowego dot. konstytucji. 24 luty 1997 (Fot. Wojciech Druszcz / Agencja Gazeta)

Byli prezydenci i marszałkowie Sejmu skrytykowali plany PiS, który chce zmienić obowiązującą w Polsce konstytucję. Debatę na ten temat zorganizował tygodnik „Polityka”.

Konstytucja z 2 kwietnia 1997 r. została opracowana przez komisję konstytucyjną Zgromadzenia Narodowego po pięciu latach prac. Polacy przyjęli ją w referendum 25 maja 1997 r. Za głosowało 53,45 proc. z nich, przeciw – 42,86 proc. Podpisał ją prezydent Aleksander Kwaśniewski, który przewodniczył zresztą komisji konstytucyjnej.

Konferencję „Konstytucja 1997 roku. Dwadzieścia lat i co dalej?” zorganizowały w czwartek tygodnik „Polityka” i Fundacja Aleksandra Kwaśniewskiego „Amicus Europae”. W debacie – oprócz Kwaśniewskiego – wzięli udział były prezydent Bronisław Komorowski oraz byli marszałkowie Sejmu: Małgorzata Kidawa-Błońska, Marek Borowski i Ludwik Dorn.

Zobacz: Prezydent trzykrotnie złamał konstytucję, nie powinien inicjować debaty o jej zmianach – Paweł Rabiej z Nowoczesnej w 3×3

Prezydent trzykrotnie złamał konstytucję, nie powinien inicjować debaty o jej zmianach – Paweł Rabiej z Nowoczesnej w 3×3

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21761963,video.html

Konstytucja się sprawdziła?

Uczestnicy konferencji rozmawiali o dwudziestu ostatnich latach obowiązywania polskiej ustawy zasadniczej. Zgodzili się, że konstytucja jest jednym z największych osiągnięć odrodzonej w 1989 roku demokratycznej Polski. Zdaniem Kwaśniewskiego konstytucja się sprawdziła. – Uważam, że gdybyśmy wtedy jej nie przyjęli, to konstytucji nie mielibyśmy do dzisiaj. Chodzi o to, że wykorzystaliśmy tzw. moment konstytucyjny – nie tylko arytmetykę i bardziej stabilną sytuację w Sejmie, ale również to, że – pracując nad nią – pamiętaliśmy jeszcze 1989 rok i to, co się wtedy w Polsce działo. Później – dzięki temu, że przyjęliśmy konstytucję w 1997 roku – mogliśmy wejść do Unii Europejskiej – mówił były prezydent Aleksander Kwaśniewski.

Zdaniem Kwaśniewskiego każdy Sejm powinien mieć swoją komisję konstytucyjną składającą się z prawników i polityków. A jej rekomendacje powinny być dyskutowane przez Sejm kolejnej kadencji. Tak, by uniknąć wikłania spraw konstytucji w bieżącą walkę polityczną.

Marszałek Ludwik Dorn przekonywał zaś w czwartek, że sprawdziła się przede wszystkim preambuła polskiej konstytucji.

Bronisław Komorowski dodawał, że – choć jest zwolennikiem silnej pozycji prezydenta w polskim ustroju konstytucyjnym – to wzmocnienie jego roli „mogłoby prowadzić do katastrofy”.

– Pilnowałem, by zwierzchnictwo nad siłami zbrojnymi realizować za pośrednictwem cywilnego szefa MON. Za mojej prezydentury czapki generalskie w Belwederze nie wisiały – mówił Bronisław Komorowski. Zdaniem Komorowskiego konstytucja sprawdziła się po katastrofie smoleńskiej. – Dzięki niej udało się ten kryzys opanować i przeprowadzić Polskę przez ten trudny moment. Ale gdyby nie jednoznaczne zapisy konstytucji, mogłoby być różnie. Dzięki tej konstytucji udało się uniknąć przewlekłości decyzji w chwili kryzysu. Szybko przejąłem władzę, co mi się dziś zarzuca – przekonywał były prezydent.

Aleksander Kwaśniewski mówił w czwartek, że jednym z najlepszych zapisów obowiązującej konstytucji jest ten dotyczący prezydenckiego weta. By je odrzucić, potrzeba większości kwalifikowanej 3/5 głosów w Sejmie. Ale wcześniej były – szkodliwe zdaniem Kwaśniewskiego – pomysły, by wprowadzić zapis mówiący o tym, że wystarczy do tego zwykła większość.

PiS atakuje polską konstytucję

Marszałek Ludwik Dorn przypominał w czwartek, że próby zmiany konstytucji były już za poprzednich rządów. – Starałem się ją szanować. Co nie oznacza, że nie miałem ambicji, by ją zmienić. Okazało się nagle, że jest bariera konstytucyjna dla wejścia Polski do strefy euro. Próbowałem to zmienić. Żałuję, że ten pomysł umarł wraz z końcem kadencji Sejmu – mówił były prezydent Bronisław Komorowski.

Uczestnicy zorganizowanej przez „Politykę” debaty przekonywali jednak, że żadne z tych pomysłów nie były tak fatalne jak te autorstwa PiS.

– To bardzo groźne pomysły, bo dotyczą fundamentu państwa, który PiS chce naruszać – mówił Aleksander Kwaśniewski o planach PiS.

O co chodzi? Prezydent Andrzej Duda zapowiedział na początku maja, że chce, by w 2018 roku odbyło się referendum na temat konstytucji. „Polacy mają prawo się wypowiedzieć, czy konstytucja obowiązująca od dwudziestu lat powinna zostać zmieniona” – mówił Duda. Co miałoby się znaleźć w nowej konstytucji – tego nie wiadomo. Ale wiadomo, że projekt autorstwa PiS z 2010 roku zawierał: invocatio Dei, czyli zwrot „W imię Boga Wszechmogącego”, wzmocnienie roli prezydenta (możliwość odwoływania ministrów), zapisy dotyczące likwidacji autonomii samorządów i autonomii państwa i Kościoła.

– Ta inicjatywa prezydenta Dudy podyktowana jest jego własnym lękiem, niepewnością tego, kto wygra kolejne wybory prezydenckie. Stąd próba przestawienia zwrotnicy na ustrój kanclerski, by prezydent – w razie gdyby był z innego obozu politycznego – nie był dla PiS hamulcowym. To paradoks – Duda musiał wyjść z inicjatywą zmiany konstytucji, która osłabi jego samego – mówił Bronisław Komorowski.

– Prezydent Duda przekonywał, że nowa konstytucja jest potrzebna, bo dorosło nowe pokolenie Polaków. To co, mamy zmieniać konstytucję co dwadzieścia lat? – mówił marszałek Marek Borowski. I zastanawiał się, czy konstytucja mogłaby jakoś obronić Trybunał Konstytucyjny: – Nie ma w niej takich zapisów, bo przecież nikt z nas nie przypuszczał, że może dojść do tak bezczelnego zamachu na Trybunał Konstytucyjny, jaki przypuścił PiS. Może inaczej byłoby, gdyby każda ustawa dotycząca Trybunału musiała zostać najpierw oceniona przez Sąd Najwyższy?

– Trzeba o tym, co się teraz dzieje, mówić głośno i powtarzać, że to, że prezydent i premier łamią konstytucję, nie jest normalne. A co ze zmianami konstytucji? Z kłamcami i oszustami nie można rozmawiać – mówiła Małgorzata Kidawa-Błońska.

– To prawda, nie ma już szans na spokojną dyskusję o ewentualnych zmianach w konstytucji. Bo prezydent Duda dwukrotnie ją złamał. Z tą władzą nie można już rozmawiać o zmianie konstytucji, opozycja nie powinna dać się temu zwieść – podsumował prezydent Bronisław Komorowski.

wyborcza.pl

Szydło zasiedlona przez Kaczyńskiego

Szydło zasiedlona przez Kaczyńskiego

Beata Szydło niewiele się nauczyła od czasu, gdy ją zapytano, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej? Od 1992 roku, a może 1993? Mogła wkuć do głowy, że jednak 10 lat z okładem później, ale nie jest to pewne. Po drodze zdarzył się jej „sukces” 1:27, który może nawet lepiej ją charakteryzuje.

Należy więc zapytać, dlaczego Jarosław Kaczyński trzyma ją na stanowisku premiera? Względnie prawdziwa jest odpowiedź, iż Szydło jest bardzo wygodna, świetnie ukorzeniona w niewiedzy i w „sukcesach”. Taka osoba pogrąży siebie, pogrąży funkcję, refleksję będzie miała taką, że zabeczy po wyborze Tuska na szefa Rady Europejskiej, ale nie wypowie swojego zdania… bo go nie ma.

Aby mieć zdanie, trzeba potrafić określić siebie i nazwać swoje niedomogi. Dopiero wówczas można być reprezentantem innych, działać dla dobra wspólnoty. Cóż więc usłyszeliśmy od Szydło, gdy podczas debaty nad wotum nieufności dla Antoniego Macierewicza, broniła swojego ministra? Nic. Bo powiedzenie, że jest świetny, to jest nic powiedzieć, nie odniosła się do żadnego z zarzutów, które sformułowano we wniosku o wotum nieufności.

Ale premier Szydło wypowiedziała się na tematy, których debata nie dotyczyła. Wyraziła się o „szaleństwie brukselskich elit” i zaapelowała, aby Europa „powstała z kolan”. Na czym owo szaleństwo miałoby polegać? Że są reprezentantami „27”, nie chcą być oryginalni, być „1”? Kontekst jest jednak oczywisty, chodzi o zamach w Manchesterze. Co ma Macierewicz do zamachu albo Polska do Manchesteru. Czyżbyśmy mieli do czynienia z polską specyfiką, islamofobią bez islamu, tak jak antysemityzm bez Żydów?

O to mniej więcej chodzi. Zarządzać strachem, lękami, słynnymi „pasożytami i chorobami roznoszonymi przez uchodźców”. Tak! Ustami Szydło przemówił Jarosław Kaczyński. Bynajmniej nie jest to tylko retoryka partyjna, bowiem prezes zasiedlił Szydło, jest w jej mentalności „obcym”, który wyłazi w każdym jej słowie.
Zasiedlony organizm Szydło jednak się zużywa, bo „obcy”, potwór, choć swój to jednak czymś musi się żywić, a żywi się wnętrzem Szydło. Premier jest coraz bardziej wydrążona, pusta w środku,

Sytuację mamy, jak w genialnym wierszu T. S. Eliota: „My, wydrążeni ludzie / My, chochołowi ludzie / Razem się kołyszemy / Głowy nam napełnia słoma / Nic nie znaczy nasza mowa”. Tak recytują politycy PiS swoje komunikaty dnia. Ten fragment Eliota ma genialną ilustrację w „Czasie Apokalipsy” Coppoli. W scenie końcowej filmu oszalały Walter Kurtz (grany przez Marlona Brando) recytuje „Wydrążonych ludzi”, a jego chocholi lud (ciemny lud) wpatrzony w wodza pogrąża się w szaleństwie na terenie zdobytego interioru, jak Kaczyński pogrąża Polskę.

Poprzez wydrążoną Szydło przemawiał zasiedlony w niej Kaczyński. Co odpowiedzą „brukselskie elity” na mowę Kaczyńskiego? To, co mówią od roku z okładem – Polska jest chorym człowiekiem Unii Europejskiej.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Opole 2017. Festiwal opolski w Kielcach. TVP obdzwania, artyści dalej odmawiają

amd, 25 maja 2017

Happysad odmówił występu na festiwalu opolskim w Kielcach

Happysad odmówił występu na festiwalu opolskim w Kielcach (DAWID ŻUCHOWICZ)

Kielce to na razie najbardziej prawdopodobne miejsce festiwalu, który Jacek Kurski chce zorganizować zamiast imprezy w Opolu. Żadne decyzje w tej sprawie jeszcze nie zapadły, ale telewizja kontaktuje się z kolejnymi artystami, którzy mogliby wystąpić, i słyszy kolejne odmowy.

O tym, że festiwal opolski TVP chce zrobić w innym mieście, prezes telewizji Jacek Kurski poinformował w poniedziałek wieczorem. Niemal natychmiast pojawiła się informacja, że taką lokalizacją mogłyby być Kielce, co uwiarygodnił dodatkowo prezydent miasta, mówiąc, ze „jest na tak”. W kwestii programu i terminu festiwalu TVP jednak milczy, wiadomo jednak, że trudno będzie jej odtworzyć pomysł na festiwal, który miał się odbyć w Opolu, bo tam ponad 40 artystów odmówiło udziału w przedsięwzięciu.

– Wiem, że TVP kontaktuje się z innymi artystami niż poprzednio i że oni też odmawiają. To by znaczyło, że ta solidarność środowiska jeszcze trwa. Ale nie mam wątpliwości, że ktoś wystąpi na pewno, nawet jeśli miałby to być tylko Jan Pietrzak z Andrzejem Rosiewiczem – powiedziała „Wyborczej” Elżbieta Zapendowska.

Zobacz:

Żenujące, że prezes TVP do swojej obrony wykorzystuje zmarłego Zbigniewa Wodeckiego – K. Luft o bojkocie festiwalu opolskiego

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21849966,video.html

Opole 2017 powinno się odbyć w amfiteatrze

Oficjalne oświadczenie o odrzuceniu propozycji udziału w festiwalu wydał m.in. zespół Sen.

„Dzisiaj otrzymaliśmy oficjalną informację o tym, że festiwal ma się odbyć w innym mieście. Jako że zgłaszaliśmy swój udział do konkretnego festiwalu i koncertu, a dodatkowo jesteśmy związani z Opolem i regionem, nie wyobrażamy sobie naszego występu na festiwalu organizowanym poza jedynym właściwym miejscem dla tej imprezy, czyli Amfiteatrem w Opolu” – napisali muzycy.

Opole w Kielcach? Absurd

Telefon od TVP dostał też menedżer zespołu Happysad, który odmówił, ponieważ muzycy zaplanowali sobie już wakacje.- Propozycja dotyczyła terminu 8-10 czerwca, a miejscem miały być Kielce. Powodem odmowy były zaplanowane już wakacje, ale i tak nie chcielibyśmy firmować swoją nazwą czegoś, co nam się nie podoba. Pomysł organizowania festiwalu opolskiego w Kielcach jest absurdalny – mówi Paweł Hordejuk, menadżer.

Wcześniej o propozycji z TVP poinformowała też Małgorzata Ostrowska. „Prezesowi Kurskiemu serdecznie dziękuję za zaistniałą sytuację, bo właśnie mogłam „pięknie odmówić” udziału w Opolskim Festiwalu, który odbędzie się… w Kielcach. Choć… taki abstrakcyjny lot w kosmos mógł być niezapomnianym wrażeniem” – napisała artystka.

 

 

wyborcza.pl

Szydło zasiedlona przez Kaczyńskiego

Beata Szydło niewiele się nauczyła od czasu, gdy ją zapytano, od kiedy Polska jest członkiem Unii Europejskiej? Od 1992 roku, a może 1993? Mogła wkuć do głowy, że jednak 10 lat z okładem później, ale nie jest to pewne. Po drodze zdarzył się jej „sukces” 1:27, który może nawet lepiej ją charakteryzuje.

Więc należy zapytać, dlaczego Jarosław Kaczyński trzyma ją na stanowisku premiera? Względnie prawdziwa jest odpowiedź, iż Szydło jest bardzo wygodna, świetnie ukorzeniona w niewiedzy i w „sukcesach”. Taka osoba pogrąży siebie, pogrąży funkcję, refleksję będzie miała taką, że zabeczy po wyborze Tuska na szefa Rady Europejskiej, ale nie wypowie swojego zdania… bo go nie ma.

Aby mieć zdanie, trzeba potrafić określić siebie i nazwać swoje niedomogi. Dopiero wówczas można być reprezentantem innych, działać dla dobra wspólnoty. Cóż więc usłyszeliśmy od Szydło, gdy podczas debaty nad wotum nieufności dla Antoniego Macierewicza, broniła swojego ministra? Nic. Bo powiedzenie, że jest świetny, to jest nic powiedzieć, nie odniosła się do żadnego z zarzutów, które sformułowano we wniosku o wotum nieufności.

Ale premier Szydło powiedziała na tematy, których debata nie dotyczyła. Wyraziła się o „szaleństwie brukselskich elit” i zaapelowała, aby Europa „powstała z kolan”. Na czym owo szaleństwo miałoby polegać? Że są reprezentami „27”, nie chcą być oryginalni, być „1”?

Kontekst jest jednak oczywisty, chodzi o zamach w Manchesterze. Co ma Macierewicz do zamachu, albo Polska do Manchesteru. Czyżbyśmy mieli do czynienia z polską specyfiką, islamofobię bez islamu, tak jak antysemityzm bez Żydów.

O to mniej więcej chodzi. Zarządzać strachem, lękami, słynnymi „pasożytami i chorobami roznoszonymi przez uchodźców”. Tak! Ustami Szydło przemówił Jarosław Kaczyński. Bynajmniej nie jest to tylko retoryka partyjna, bowiem prezes zasiedlił Szydło, jest w jego mentalności „obcym”, który wyłazi w każdym jej słowie.

Zasiedlony organizm Szydło jednak się zużywa, bo „obcy”, potwór choć swój to jednak czymś musi się żywić, a żywi się wnętrzem Szydło. Premier jest coraz bardziej wydrążona, pusta w środku,

Sytuację mamy, jak w genialnym wierszu T. S. Eliotta: „My, wydrążeni ludzie / My, chochołowi ludzie / Razem się kołyszemy / Głowy nam napełnia słoma / Nic nie znaczy nasza mowa”. Tak recytują politycy PiS swoje komunikaty dnia.

Ten fragment Eliota ma genialną ilustrację w „Czasie apokalipsy” Coppoli, w scenie końcowej filmu oszalały Walter Kurtz (grany przez Marlona Brando) recytuje „Wydrążonych ludzi”, a jego chocholi lud (ciemny lud) wpatrzony w wodza pogrąża się w szaleństwie na terenie zdobytego interioru, jak Kaczyński pogrąża Polskę.

Poprzez wydrążoną Szydło przemawiał zasiedlony w niej Kaczyński. Co odpowiedzą „brukselskie elity” na mowę Kaczyńskiego? To co mówią od roku z okładem – Polska jest chorym człowiekiem Unii Europejskiej.

 

Paweł Wroński

Medialny terror Beaty Szydło, czyli kto tak naprawdę jest sojusznikiem ISIS

25 maja 2017

Premier rządu PiS Beata Szydło. Sejm odrzucił wotum nieufności wobec ministra obrony Antoniego Macierewicza

Premier rządu PiS Beata Szydło. Sejm odrzucił wotum nieufności wobec ministra obrony Antoniego Macierewicza (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– Czy premier Beata Szydło jest ofiarą terroryzmu? – pytała w TOK FM Dorota Warakomska. Mam gorszą diagnozę: premier strasząc Polaków uchodźcami i terrorystami, stała się mimowolną stronniczką ISIS. Terrorystom chodzi o to, by społeczeństwo polskie przerazić. Rząd i media rządowe straszą uchodźcami skuteczniej.

Teza o współdziałaniu z terrorystami jest odważna, ale to wszak premier Beata Szydło nawoływała do stawiania spraw odważnie, wbrew politycznej poprawności, która jest, jej zdaniem, źródłem „szaleństwa europejskich elit”. O współdziałanie z terrorystami w gruncie rzeczy oskarżyła opozycję w swoim sejmowym przemówieniu: „Jeśli nie dostrzegacie tego, że dzisiaj zagrożenie terrorystyczne jest faktem, który każdego dnia może dotknąć każde państwo w Europie i uważacie, że Polska nie powinna się bronić – to idziecie ręka w rękę z tymi, którzy wymierzają tę broń przeciwko Europie” – mówiła Szydło.

W TOK FM Dorota Maniszewska z Centrum Badań nad Terroryzmem przypomniała, że głównym celem terroryzmu jest nie sam brutalny i krwawy akt, ale wywołanie nim takiego skutku, który doprowadzi do reakcji społeczeństw i rządów przez terrorystów pożądanych. Wszyscy, wiemy o jaki skutek chodzi premier Szydło: przerażone społeczeństwo ma wybierać PiS, który: „uchronił Polskę przed terrorystycznym atakiem”. Jeśli Polska stanie się zamkniętą ksenofobiczną twierdzą i jeśli będzie starała się rozbić jedność europejską w tej i innych sprawach, spełni się strategiczny cel islamskich terrorystów.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Zapamiętajmy tę datę: 24 maja 2017 r. Beata Szydło wyprowadziła Polskę z Unii Europejskiej

Premier Beata Szydło w swoim sejmowym przemówieniu zaapelowała do Europy, by powstała z kolan, sprzeciwiła się elitom ogarniętym szaleństwem politycznej poprawności, bo „będzie codziennie opłakiwać swojego dzieci”. Cóż takiego Europa miałaby zrobić? W zasadzie z wystąpienia premier można wysnuć wniosek jeden wniosek – celem byłby zakaz przyjmowania uchodźców. Albo wyrzucenie tych, którzy już do Europy przyjechali.

Nie jest prawdą, że ideologią europejską jest „niekontrolowany napływ uchodźców” – współcześnie żadne z państw nie jest zwolennikiem tego niekontrolowanego napływu.

Nie jest prawdą, że „terroryzm stał się faktem” w ostatnim czasie i jest związany z uchodźcami. Istniał już wcześniej. Ba, większość sprawców ostatnich zamachów terrorystycznych mogłoby spokojnie przyjechać do Polski jako obywatele brytyjscy, czy szwedzcy.

Nie jest prawdą, że rząd Polski i dzielny minister Mariusz Błaszczak uchronili Polskę przed terroryzmem, nie przyjmując nawet skromnej puli 7,2 tys. uchodźców, co zapowiedział rząd Ewy Kopacz. Rząd polski nie zgadza się nawet na utworzenie korytarzy humanitarnych umożliwiających pomoc i leczenie dla ofiar wojny z Syrii, choć apeluje o to od dłuższego czasu Kościół Katolicki.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Premier Szydło oskarża Europę. Takiego przemówienia szefa polskiego rządu jeszcze nie było

Michał Szułdrzyński w czwartkowej „Rzeczpospolitej” (a wcześniej Adam Balcer w rozmowie z „Wyborczą”) przypomniał przytomnie, że część uchodźców z tej grupy przyjęły państwa bałtyckie, Rumunia, Czechy, Słowacja i zagrożenie terrorystyczne w tych krajach nie wzrosło, choć nie ma tam dzielnego Mariusza Błaszczaka.

Nie jest jednak też prawdą, że Beata Szydło chce wyprowadzić Polskę z Europy. Ona jest w niej mentalnie zagubiona. Głosowanie 27 do 1 przekonało ją, że Europa nie podziela jej racji, nie tylko w kwestii Donalda Tuska, ale standardów państwa prawa i standardów kulturowych.

Uchodźcy wojenni, którzy uciekają np. z Syrii to ofiary terroryzmu, a nie terroryści. Ba, ISIS notorycznie podkłada bomby w obozach dla uchodźców np. w Jordanii widząc w uchodźcach zdrajców Państwa Islamskiego i jego ideologii.

Czy przybycie uchodźców rodzi zagrożenia? Oczywiście, że rodzi. W przeszłości w przygotowanych dla nich ośrodkach potrafiło sobie z nimi świetnie poradzić „państwo teoretyczne”. Okazuje się teraz, że nie jest w stanie uczynić tego państwo „dobrej zmiany”.

Efektem medialnego terroru Beaty Szydło jest wzrost i utrzymanie w Polsce nastrojów antyislamskich i ksenofobicznych. Polski antysemityzm bez Żydów błyskawicznie przeobraził się w antyislamizm bez islamskich emigrantów. Używa tych samych klisz i frazeologii. Takim przerażonym sfanatyzowanym społeczeństwem łatwiej rządzić. Czy taka ma być ta Polska, która „wstanie z kolan”?

wyborcza.pl

Antoni Macierewicz w Polsce jest atutem PiS. A za granicą? „Dla Brukseli jest nieobliczalny”

Michał Gostkiewicz

25.05.2017

Antoni Macierewicz obronił fotel ministra obrony, ale choć w kraju jest silnym punktem PiS, to za granicą – wręcz przeciwnie. W Brukseli uznawany za „nieprzewidywalnego”. Podobnie w USA. A wiedzą tam o nim dużo, bo zagraniczna prasa od początku uważnie patrzy mu na ręce.

 

Antoni Macierewicz przetrwał głosowanie nad wotum nieufności w Sejmie. Posłowie PiS stanęli za nim murem. Opozycja nie studzi jednak krytyki. – Amerykanie omijają Macierewicza szerokim łukiem mówił dla Gazeta.pl były szef MON Tomasz Siemoniak. Nie pierwszy raz to wokół Macierewicza rozpętała się polityczna burza.

Głosowanie odbyło się dzień przed szczytem NATO w Brukseli. I choć szef MON wyszedł z niego wzmocniony poparciem partii, to owo wzmocnienie na niwie krajowej niekoniecznie musi się przełożyć na pozycję ministra obrony za granicą. A co za tym idzie – również na pozycję Polski.

„Dla Brukseli jest nieobliczalny” – tak pisał o Antonim Macierewiczu „Der Spiegel” przed szczytem NATO w Polsce, za który minister odpowiadał. Wskazując na jego piękną opozycyjną kartę najbardziej zasłużonego w rządzie w walce z komunizmem, prestiżowy niemiecki tygodnik przypominał równocześnie jego „antysemickie wpadki”, jak cytowanie na antenie Radia Maryja Protokołów Mędrców Syjonu – antysemickiej fałszywki z początków XX wieku. „Spiegel” nazywał też Macierewicza „głosicielem teorii zamachu w Smoleńsku”.

Antoni Macierewicz na odprawie kadry kierowniczej MON (fot. Sławomir Kamiński/AG)Antoni Macierewicz na odprawie kadry kierowniczej MON (fot. Sławomir Kamiński/AG)

 

– W europejskiej rozgrywce wokół Wspólnej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony, która zyskała nową dynamikę po wyborze Emmanuela Macrona na prezydenta Francji i jego spotkaniu z kanclerz Angelą Merkel, Polska się nie liczy. Z dwóch powodów. Po pierwsze nasz przemysł zbrojeniowy jest wciąż zbyt słaby, by być naprawdę liczącym się na tej scenie graczem. Po drugie dlatego, że obecne polskie władze nie wierzą w europejski filar obrony. Wszystkie nadzieje pokładają w relacjach z USA – mówi dr Bartłomiej Nowak, były dyrektor wykonawczy Centrum Stosunków Międzynarodowych i członek Narodowej Rady Integracji Europejskiej, stypendysta Transatlantic Academy w Waszyngtonie, obecnie sekretarz do spraw polityki zagranicznej Nowoczesnej.

Tymczasem pragnący zachować anonimowość, dobrze zorientowany w Waszyngtonie dyplomata mówi mi, że Polska, choć to sojusznik USA z wschodniej flanki Europy wzmocniony kontyngentem amerykańskich wojsk, nie jest w tej chwili w kręgu głównych zainteresowań Białego Domu. Jego słowa znajdują potwierdzenie.

– Coraz ciężej zabiegać Polsce o spotkania na wysokim poziomie. W Departamencie Stanu usłyszałem o spotkaniach improwizowanych, źle przygotowanych, organizowanych na ostatnią chwilę – dr Nowak, mówiąc o Macierewiczu, używa też słowa „nieprzewidywalność”, które przylgnęło do kierownictwa polskiego MON i MSZ.

– Departament Obrony oczywiście jest o wiele bardziej powściągliwy, ponieważ amerykańskich wojskowych interesują kontrakty zbrojeniowe w Polsce. Ale Amerykanie nie rozumieją, co się dzieje z naszą armią. Czystka, którą Antoni Macierewicz przeprowadził w polskim wojsku, wywołała w środowiskach dyplomatycznych Departamentu Stanu i Kongresu kolosalne wrażenie – dodaje Nowak.

Antoni Macierewicz podczas uroczystości podniesienia flagi państwowej na Wieży Zegarowej Zamku Królewskiego (fot. Sławomir Kamiński/AG)Antoni Macierewicz podczas uroczystości podniesienia flagi państwowej na Wieży Zegarowej Zamku Królewskiego (fot. Sławomir Kamiński/AG)

 

Jak podkreśla, w kręgach wojskowych i dyplomatycznych NATO szerokim echem odbiła się sprawa Tomasza Chłonia. Ten doświadczony dyplomata, od lat związany z gremiami decyzyjnymi Sojuszu Północnoatlantyckiego (w latach 1998 – 2003 pracował w Stałym Przedstawicielstwie RP w NATO, reprezentował Polskę w Komitecie Politycznym NATO i był jednym z negocjatorów porozumienia powołującego Radę NATO-Rosja) wystartował w konkursie na stanowisko dyrektora Biura Informacyjnego NATO w Moskwie – i wygrał. NATO zaakceptowało jego kandytaturę. Ale polskie MSZ nie. Pod koniec kwietnia okazało się, że startował rzekomo „bez wiedzy i zgody MSZ”, jak twierdził minister Waszczykowski. W USA pamiętają też wejście ludzi Macierewicza do znajdującego się w Polsce Centrum Eksperckiego Kontrwywiadu NATO – z dorobionym kluczem.

I właśnie w tym jest problem. W tym, że zachodnie gremia decyzyjne są całkiem dobrze poinformowane. Za granicą dobrze pamiętają o kontrowersyjnych działaniach Antoniego Macierewicza, ponieważ amerykańska, brytyjska i niemiecka prasa od samego początku kadencji szczegółowo o nich informuje.

Skandalem zakończyła się choćby niedawna udana do momentu zmiany rządu współpraca z Francuzami przy kontrakcie na śmigłowce Caracal. Ale zachodnie media pamiętają o dawniejszych sprawa. „New York Times” w obszernym portrecie „partii, która chce uczynić Polskę znów wielką” (oczywiste nawiązanie do wyborczego hasła Donalda Trumpa „Make America Great Again” – red.) przypominał, jak Antoni Macierewicz oskarżał w 1992 r. wielu polskich polityków o kolaborację z komunistyczną bezpieką, a „ćwierć wieku później posłużył Kaczyńskiemu jako „inkwizytor” w trakcie audytu rządów Platformy”.

„Jego oskarżenia nosiły znamiona krwawych ideologicznych porachunków, których liderzy „Solidarności” przyrzekali unikać”

podkreślił nowojorski dziennik.

Prestiżowy, czytany przez najważniejszych politycznych decydentów miesięcznik Politico, w tekście zatytułowanym niepokojąco „Polsko-amerykański romans robi się gorzki”, też cytował Macierewicza. Macierewicza, pouczającego Amerykanów w następujący sposób:

„Ludzie, którzy budowali swoje państwo dopiero w XVIII wieku, będą mówili nam, co to jest demokracja? Narodowi, który miał struktury przedstawicielskie i demokratyczne już w XIII, XIV wieku? I który był źródłem demokracji dla całej Europy?„.

Tak samo odpowiadał, również cytowany przez „Politico”, przewodniczącemu Parlamentu Europejskiego Martinowi Schulzowi. Gdy znany ze swojego ciętego języka niemiecki polityk porównał działania rządu PiS do „zamachu stanu”, usłyszał w odpowiedzi, że „Polska nie będzie pobierać lekcji wolności i demokracji od Niemiec”.

Macierewicz na oficjalnym powitaniu wojsk NATO w Orzyszu (fot. Arkadiusz Stankiewicz/AG)Macierewicz na oficjalnym powitaniu wojsk NATO w Orzyszu (fot. Arkadiusz Stankiewicz/AG)

 

Zaraz po wyborze Macierewicza na ministra obrony brytyjski „Guardian” komentował, że jest to człowiek, „którego nominacja może skomplikować relacje Polski z NATO i UE, zwłaszcza w kontekście Rosji”. Zaś niemieckie media sporo miejsca poświęcają idee fixe Macierewicza – zbudowaniu oddziałów obrony terytorialnej, które, według cytowanego przez „Die Zeit” szefa MON, są „najlepszą odpowiedzią” na rosyjską wojnę hybrydową i potencjalne przeniknięcie na polskie terytorium „zielonych ludzików” jak stało się to w przypadku Ukrainy. Ale Niemcy zwracają też uwagę, że ten, według „Der Spiegel”, „radykalny hardliner” (w wolnym tłumaczeniu: zwolennik twardej polityki – red) i wyznawca teorii spiskowych”) ma bardzo przydatną w jego fachu cechę: jest cierpliwy i umie czekać.

„Trzeba być cierpliwym. Trzeba umieć czekać: rok, dwa lata, czasem dziesięć lub dwadzieścia lat” – cytuje szefa MON w interesującym portrecie „Die Zeit”. Dziennikarze opisali m.in. jak 68-letni Macierewicz, pasjonat skoków do wody, trenuje późnym wieczorem na basenie Żandarmerii Wojskowej, a potem na smartfonie sprawdza swoje skoki.

„W tym człowieku ogniskuje się wszystko, co czyni polską rządzącą partię tak podejrzaną” – pisze z emfazą „Die Zeit”: „wiara w państwo autorytarne, militaryzacja myślenia, władza polityczna Kościoła katolickiego, brak zaufania do Unii Europejskiej – czyli władza poprzez emocje”. „Człowiek Kaczyńskiego od grobów i broni” – podsumowuje w innym tekście ta sama gazeta.

Dziś rusza szczyt NATO w Brukseli. Polskę będzie reprezentować minister obrony narodowej Antoni Macierewicz.

Minister obrony Antoni Macierewicz wręcza nominacje oficerom (fot. Sławomir Kamiński/AG)Minister obrony Antoni Macierewicz wręcza nominacje oficerom (fot. Sławomir Kamiński/AG)

 

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz newsowy portalu Gazeta.pl, dziennikarz działu zagranicznego „Dziennika” i działu społecznego „Newsweeka”. Stypendysta programu Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

gazeta.pl

„Propagandowa brednia”, „nauczycielski ton”. Cimoszewicz i Kowal ostro o słowach Beaty Szydło

Jacek Gądek, 25.05.2017

Beata Szydło

Beata Szydło (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

– To jest propagandowa brednia – Włodzimierz Cimoszewicz ocenia słowa Beaty Szydło o „szaleństwie brukselskich elit”. Z kolei Paweł Kowal w słowach premier słyszy „nauczycielski ton z pewną parodią mesjanizmu”.

O wystąpienie premier Beaty Szydło Gazeta.pl zapytała byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza i dr. Pawła Kowala z Instytutu Studiów Politycznych PAN, byłego wiceministra spraw zagranicznych w rządzie PiS.

Cimoszewicz dla Gazeta.pl: propagandowa brednia PiS

Włodzimierz CimoszewiczWłodzimierz Cimoszewicz Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Jacek Gądek: – „Europo, powstań z kolan i obudź się z letargu, bo będziesz codziennie opłakiwała swoje dzieci” – tak mówiła premier Beata Szydło. Jest pan zadowolony, że tak stanowczo stawia sprawę?

Pani premier jeszcze kilka lat temu nie wiedziała, kiedy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej, myląc się o kilkanaście lat.

Ale to pokazało, co wie o integracji europejskiej. Obawiam się, że niestety niewiele się zmieniło pod tym względem. To, co opowiada o potrzebie „wstawania z kolan” przez Europę, to jest po prostu propagandowa brednia. Używano jej początkowo w odniesieniu do krajowej polityki, a teraz jest też wykorzystywana w stosunku do UE – chyba też w tym samym, wewnętrznym celu.

Zachowanie całego PiS i pani premier wobec UE jest z jednej strony skandaliczne, bo narusza polskie interesy, a z drugiej dowodzi tego, że nie rozumieją sytuacji Europy we współczesnym świecie. Należą do tych sił w UE, które najchętniej – chyba nieświadomie – doprowadziłyby nasz kontynent do zguby.

Politycy PiS od prezesa Jarosława Kaczyńskiego do tych z ostatnich szeregów zapewniają, że w żadnym razie nie chcą Polski z Unii wyprowadzać.

Za PRL był dowcip, że jak partia obiecuje, to znaczy, że obiecuje. Jak politycy PiS coś mówią, to mówią. Mamy wystarczająco doświadczeń, żeby – po pierwsze – spodziewać się całkowitej zmiany postawy PiS. A po drugie: żeby im zwyczajnie nie wierzyć.

Wiceminister ds. europejskich jest osobą kompetentną i sprawnie porusza się po Brukseli. W perspektywie może nawet zostać szefem MSZ.

Ale jest bez kręgosłupa. Minister Szymański nie tyle mówi to, co wie, ale to, co politycznie wypada. Też sądziłem, że jest w miarę zorientowanym w sprawach europejskich, rozsądnym człowiekiem. Aż do momentu, gdy po objęciu stanowiska stwierdził, że sytuacja polityczna zmieniła się na tyle, że Polska jednak nie będzie przyjmować uchodźców.

Niechętna wobec uchodźców jest dziś większość Polaków. Najnowszy sondaż pokazuje, że tylko 29 proc. jest za, a 57 proc. – na „nie” – w innych sondażach ten procent jest jeszcze wyższy. Z punktu widzenia interesu politycznego PiS jest to decyzja racjonalna.

Pamiętajmy, że dwa lata temu tylko około 30 proc. było zdecydowanie przeciwko przyjmowaniu uchodźców. Później mieliśmy półroczną kampanię przed wyborami do Sejmu, w trakcie której prezes Jarosław Kaczyński mówił o pasożytach i chorobach roznoszonych przez nich. To było pół roku prania mózgów – ludzi tak przestraszono, że boją się migrantów, których nigdy na oczy nie widzieli.

Sondażowe słupki to jedno, ale ja mówię o zasadach moralnych, ludzkich, humanitarnych. Nie przyjmuję więc do wiadomości rozumowaniami sondażami. Albo się jest człowiekiem i społeczeństwem przyzwoitym albo odwraca się plecami od ofiar wojny.

Jak to wystąpienie Beaty Szydło odbije się w UE, skoro pani premier mówiła o „szaleństwie brukselskich elit”? To słowa na potrzeby krajowe, ale czy odbiją się echem w Brukseli?

Są dwie możliwości. Jeszcze nie sposób rozstrzygnąć, która się spełni. Pierwsza: w instytucjach UE doskonale wiedzą, że w Polsce jest rząd wrogów UE, prawicowych populistów i demagogów. Mogą więc wzruszyć ramionami i nie reagować. A druga możliwość jest gorsza: że to usztywni stosunek zarówno Brukseli i innych państw członkowskich do Polski.

Zwłaszcza po wyborach we Francji rośnie prawdopodobieństwo przyspieszenia integracji w węższym gronie państw UE. Takie sygnały z Polski jak wypowiedź pani premier tylko zwiększają ryzyko, że inni faktycznie będą współpracować, a do nas odwrócą się plecami.

Cytowane słowa padły w mowie obrończej wobec Antoniego Macierewicza. Beata Szydło wyjaśniała, że to między innymi szef MON daje Polsce bezpieczeństwo.

Pani premier niewiele mogła powiedzieć w obronie Antoniego Macierewicza – poza partyjnymi ogólnikami, że umacnia armię. A jednocześnie dorzuca słowa o UE, licząc, że w ten sposób przyćmi cały wniosek o dymisję ministra obrony. To krańcowo cyniczne i nieodpowiedzialne działanie.

Przekaz PiS jest prosty: we współczesnej Polsce nie było zamachów terrorystycznych – m.in. dzięki Antoniemu Macierewiczowi. Co pan na to?

PiS rządzi od półtora roku, a zamachów nie było – jak się to najczęściej podane – po 2001 r. Niech nie wypinają piersi. Prawda jest taka, że Polska jest mniej interesującym celem. Żadna to zasługa PiS.

***

Dr Paweł Kowal dla Gazeta.pl: nauczycielski ton z parodią mesjanizmu

Paweł KowalPaweł Kowal Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta

Jacek Gądek: – Dlaczego pani premier uderzyła w takie ostre wymierzone w UE tony?

Paweł Kowal: – To ma kilka warstw. Pierwsza: politologiczno-socjologiczna. W obozie władzy uznano, że pompowanie balonika antyimigranckiego i – co się z tym wiąże – nacjonalistycznego daje dobre efekty w sondażach. Umacnia więc pozycję PiS na scenie politycznej. W przekonaniu obozu władzy jest to działanie bardzo efektywne.

Patrząc na sondaże, to jest w tym racja.

Mam tu jednak pewne zastrzeżenie. Według mnie przekaz rządu w sprawach imigracyjnych – lub ogólniej mówiąc: w sprawach obcych, przyjezdnych – stał się bardzo toporny. Myślę, że PiS nie docenia tego, czego nie doceniało już wielu polityków w III RP.

Czyli?

Polacy są subtelniejsi niż wiele narodów w Europie. Z badań wynika, że Polacy nie chcą uchodźców – to jest zrozumiałe, bo ludzie są nieprzygotowani. Obstawiam jednak, że Polacy nie kupią takiej topornej retoryki, bo nie pasuje ona do naszego charakteru. Uważam, że z czasem może się to stać dużym kłopotem dla samego PiS, bo może dojść do przeskalowania tej kwestii.

Proszę to wyjaśnić.

Może dojść do sytuacji analogicznej jak w przypadku TVP. Nadmierne dokręcanie śruby doprowadziło do tego, że nawet zwolennicy PiS zaczęli się od tej telewizji odwracać. A sami publicyści tej telewizji zaczęli wzywać do umiaru.

Pani premier niestety znalazł się blisko tej bariery, za którą instrument pozornie efektywny może się okazać kłopotliwy.

A inne warstwy?

Druga: bardzo praktyczna. Uważam, że polskim interesom nie odpowiada budowanie w społeczeństwie ogólnej wrogości wobec przyjezdnych. Fala terroryzmu, która teraz faktycznie jest podwyższona (ale nie bardziej niż choćby w latach 70.) za kilka lat opadnie, Państwo Islamskie będzie słabsze, terroryzm będzie mniejszym problemem niż dziś, ale polskie społeczeństwo pozostanie wyjątkowo niechętne przyjezdnym. A to gospodarczo może bardzo poważnie osłabiać Polskę.

„Europo, powstań z kolan i obudź się z letargu, bo będziesz codziennie opłakiwała swoje dzieci” – to słowa premier Beaty Szydło.

To retoryka przyjęta przez PiS. Pewnie więcej chodzę po ulicach i jeżdżę tramwajami niż dzisiejsi politycy, więc jestem przekonany, że obróci się to przeciwko PiS-owi.

Ale jest też trzecia warstwa…

…czysto etyczna?

Pojawia się problem, jak to wszystko pogodzić z chrześcijańskim wymiarem polskiej prawicy. Otóż nie da się. Wydaje mi się, że ktoś wmawia polskiemu rządowi, że może być jak Silvio Berlusconi we Włoszech: pomagać Kościołowi technicznie, uzyskiwać jego poparcie, ale prowadzić politykę w oparciu o skuteczność, a nie etykę. Myślę, że to jeden z najpoważniejszych problemów.

To etyka, a polskie interesy?

Wystąpienie pani premier nie służy polskim interesom. Jest jasne, że do Polski nie wybiera się duża liczba uchodźców, ani nikt wielu nie chce do Polski przysłać. Cały ten szum jest więc sztuczny.

To przemówienie jest analizowane w Brukseli?

Nie. Wizerunek polskiego rządu jest już ustalony. Co najwyżej jakieś nowe cytaty będą przytaczane. W Europie nie lubi się tego, co my lubimy: ciągłego pouczania innych. Od wielu dyplomatów słyszę, że postawa Polski jako nauczycielki jest tak po ludzku irytująca.

„Dokąd zmierzasz, Europo?” – tak pytała premier. O tym pan mówi?

Dla mnie to nauczycielski ton z pewną parodią mesjanizmu. Wystarczy sobie wyobrazić, co my byśmy pomyśleli, gdyby inni tak do nas mówili.

A teraz obejrzyj: minister miał tłumaczyć się ze śmierci zatrzymanego. Zamiast tego zaatakował opozycję

gazeta.pl

 

Polactwo (copyright by ) nie tylko musi kopnąć Araba, ono musi poczuć się od niego lepszym.

Co różni Polaka od nazisty?

Premier Beata Szydło stawiając na jednym planie zamach terrorystyczny w Manchesterze z przyjmowaniem uchodźców przez kraje Unii Europejskiej, zrównuje terrorystów z tymi, którzy przed terrorystami uciekają. To tak jakby Polakom szukającym schronienia na Zachodzie przed śmiercią z rąk Niemców w II wojnie światowej odmówić pomocy, bo w przedwojennej Polsce również prześladowano Żydów – więc Polaka od nazisty różni niewiele. Mniej więcej tyle co terrorystę od uchodźcy.

Dziś rasizm, podobnie jak antysemityzm, niespecjalnie nadają się do publicznego wspierania. Okrucieństwa II wojny i klęska pseudonaukowej rasistowskiej ideologii Hitlera sprawiły, że nie ma do nich powrotu, w każdym razie nie w głównym nurcie debaty. Co innego posługiwanie się poczuciem kulturowej wyższości – na to jest pełne przyzwolenie i masa argumentów, z nieczytanym, ale z odpowiednio się nazywającym „Zderzeniem cywilizacji” Huntingtona na czele.

Polactwo (copyright by Rafał Ziemkiewicz) nie tylko musi kopnąć Araba, ale musi poczuć się od niego lepszym.

Ta pogarda wobec islamu/Arabów (mimo że najliczniejszy muzułmański kraj na świecie to Indonezja, w Polsce Arab i muzułmanin są ze sobą nierozerwalnie sklejeni) to nic innego jak stara dobra ksenofobia, tyle że strojąca się w nowe szaty. Rasizm Polactwa znalazł sobie sposób na to, żeby wciąż uważać się za część cywilizowanego Zachodu (ba, więcej, awangardę, ideologiczne przedmurze, które więcej rozumie, więc jest odporniejsze na islamską zarazę), a jednocześnie pogonić tego Araba, gdzie pieprz rośnie.

W tym celu należy uruchomić poczucie wyższości – my jesteśmy cywilizowani, nowocześni, a oni kastrują dziewczynki i kamieniują homoseksualistów. Polactwo chciałoby u siebie prześladować kobiety czy gejów i czyni to skutecznie, choć nie tak spektakularnie, więc jego pogarda wobec Araba podszyta jest zazdrością – nic nowego, podobnie ambiwalentny był i jest polski antysemityzm.

Szydło, PiS, Kukiz, Gowin schlebiają Polactwu w jego ksenofobii, wiedząc, że jest to najprostsza droga do podbicia jego serc. Podobnie antysemitów hodowała sobie endecja, przypomnijmy jednak, nie usprawiedliwiając w żadnej mierze Romana Dmowskiego et consortes, że przed wojną problem mniejszości narodowych, w przeciwieństwie do problemu uchodźczego obecnie, był na ziemiach polskich realny.

Utożsamianie uchodźców z ich mordercami jest wyjątkowo cyniczne. Podobnie jak wykorzystywanie ofiar zamachów do zdobywania politycznego poparcia. Dla europejskich nacjonalistów zamachy przeprowadzane przez terrorystów powołujących się na naukę Mahometa są jak manna z nieba.

Bez ksenofobów, odmawiających muzułmanom mieszkającym w Europie czy USA pełni praw, terroryści mieliby mniej argumentów w swojej politycznej walce. Bo terroryzm to wyjątkowo okrutne – ale często bardzo skuteczne – narzędzie w arsenale politycznej walki. Polacy, Rosjanie, Włosi, Niemcy, Irlandczycy, Żydzi – wszyscy, choć w różnym stopniu, mają za sobą przygodę z terroryzmem.

Bez terrorystów z Bliskiego Wschodu europejscy fundamentaliści mieliby mniej argumentów za tym, żeby ograniczać prawa człowieka i tolerancję. Trudniej byłoby im wzbudzać nienawiść do ludzi, których jedyną winą jest to, że urodzili się w niewłaściwym miejscu i w niewłaściwym czasie.

Jak Polacy, niecałe 80 lat temu.

jazdzewski.blog.polityka.pl

HALINA FLIS-KUCZYŃSKA: STREFY CIENIA W KOD

2017-05-24

16 numerze Polityki artykuł „Dokąd idzie KOD ?” zaczyna się zdaniem „Trudno zliczyć kłopoty Komitetu Obrony Demokracji, a sytuacja jest na tyle dynamiczna, że nawet między napisaniem tego tekstu a jego publikacją mogą wyjść na jaw kolejne afery”. Intuicja dziennikarzy nie zawiodła.

Jest coś, co mnie od dłuższego czasu niepokoi, a wnosząc z ciągu zdarzeń, który tu chciałabym przedstawić, może wskazywać na nieprawidłowość, o znaczeniu nie mniejszym, od tych, które znamy.

O Mateuszu Kijowskim napisano już wszystko. Jedni gotowi są mu pluć w oczy, inni pytają, dlaczego miałby odchodzić jak zbity pies z ruchu, który stworzył.

Zajmijmy się osobą stojącą w cieniu, ale zawsze w miejscu dla Stowarzyszenia KOD strategicznym – przy kasie, z kluczem do niej w ręce. Nie wiem, czy osoba ta jest sprawcą, czy ofiarą wydarzeń, które tu po kolei opiszę.

Dzień po tekście Krzysztofa Łozińskiego grupę Komitet Obrony Demokracji zakłada na Facebooku Mateusz Kijowski. 27 listopada Stowarzyszenie KOD powstaje w realu.

2 grudnia uchwala statut. Powołuje zarząd. Dzień później, 3 grudnia 2015, pikieta S KOD staje pod Trybunałem Konstytucyjnym, potem był pierwszy marsz, i następne…

W MSWiA rejestruje się Komitet Społeczny KOD, powołany do zbiórek pieniężnych na działalność do czasu rejestracji Stowarzyszenia KOD, w osobach Piotra Cykowskiego, Pawła Wimmera i Piotra Chabory. 10 grudnia założone jest pierwsze konto w banku WBK (daty założenia drugiego nie znamy).

Wyglądało na to, że Stowarzyszenie powstaje nie tylko szybko, ale i profesjonalnie.

Kijowski po zaangażowaniu się w S KOD stracił zlecenie z PZPN, które było podstawą dochodów i głównym zleceniem rodzinnej firmy. Wszyscy wołali o Kijowskiego. Czasu na szukanie nowych zleceń nie miał – pochłaniało go organizowanie, spotkania założycielskie, z prasą, z politykami, czasem po kilka w ciągu jednego dnia. (w ciągu roku – ponad 600). Stowarzyszenie zatrudnić go w ówczesnym stanie prawnym nie mogło. Możliwe było zlecanie usług, wynajem firm. Kijowscy nadal swoją firmę mieli, czyli mogli wystawiać faktury. Problem został zgłoszony na Zarządzie w marcu 2016. Nikt się nie sprzeciwiał, ustalenie szczegółów zlecono Piotrowi Chaborze, dysponentowi kont bankowych Komitetu Społecznego KOD. Jest na to oświadczenie Krzysztofa Króla, ówczesnego doradcy, a do dziś członka Zarządu Głównego SKOD.

Cytuję „Wykonanie decyzji powierzono Piotrowi Chaborze, który zajmował się kwestiami finansowymi i prawno-organizacyjnymi KOD. Miał zastosować najkorzystniejszą formę umowy i zapewnienia realizacji decyzji Zarządu”.

Inni członkowie Zarządu też pracowali niemało, a krezusami nie są. Zaczyna się mówić o ich wynagradzaniu. W lipcu 2016 sprawa staje na Zarządzie. Według sprawozdania Komisji Rewizyjnej, Piotr Chabora, już będący w tym czasie skarbnikiem całego Stowarzyszenia i członkiem jego Zarządu, mówi, że na koncie Stowarzyszenia KOD jest zaledwie 30 tysięcy i płacić nie ma z czego. Ponadto niedługo, we wrześniu, ma być krajowy zjazd, który to rozstrzygnie…

A przecież kilkanaście dni wcześniej, 29 czerwca, Chabora informował w komunikacie o stanie kont Komitetu Społecznego KOD w WBK na dzień 31 maja – jeden milion dwieście tysięcy wpływów, mniej niż pół miliona wydatków. Wynika z niego, że było na kontach Komitetu Społecznego ponad 750 tysięcy złotych. Nie ma śladu, żeby skarbnik o tych pieniądzach wtedy wspomniał i nadal jedynym wynagradzanym za pracę pozostał Kijowski. Inni musieli się poczuć skrzywdzeni.

Na dodatek zapowiedziany na wrzesień zjazd krajowy nie mógł się odbyć, bo Piotr Chabora, upoważniony do zaniesienia uzupełnionego statutu do KRS w czerwcu, do września tego nie zrobił, tłumacząc to w oświadczeniu z 18 września przepracowaniem.

„Od 5.12.2015 jestem współzałożycielem i członkiem Komitetu Społecznego KOD, jedyną osobą odpowiedzialną za reprezentację. Odpowiadam osobiście, zarówno prawnie, jak i majątkowo, za wszystkie zbiórki na rzecz KOD, kwesty do puszek w całej Polsce, finansowanie działań wszystkich regionów, grup lokalnych.

Od zarejestrowania odpowiadam również za sprawy finansowe Stowarzyszenia, rozliczenia składek, darowizny, lokale w regionach, umowy, pełnomocnictwa i wiele, wiele innych”.

Kijowski wtedy bronił go przed publicznymi atakami, zarząd także przyjął jego tłumaczenie. (komunikat zarządu z 18 września 2016)

Nie zrobiono niczego, żeby tę sytuację zmienić, chociaż po raz pierwszy jasno okazało się, jak niezdrowe jest skupienie tej ilości obowiązków, ale też i takiej władzy w jednych rękach.

We wrześniu Komitet Społeczny zakończył oficjalnie zbiórki. W październiku podsumował zgromadzone środki. W publikowanym komunikacie zabrakło informacji, czy na kontach pozostały jakieś pieniądze ? A także, kiedy konta będą zamknięte (w styczniu 2017 jedno jeszcze przyjmowało pieniądze)?

Do sierpnia faktury Kijowskiego płacono z kont Komitetu Społecznego. Skarbnik Stowarzyszenia przesłał mu dane do kolejnych faktur już na Stowarzyszenie, ale opłacił z kont Komitetu Społecznego. Zarząd te faktury zakwestionował. Później pieniądze z tych dwu faktur Kijowski zwrócił, najpierw w formie gotówki, co uznano za nieformalne, a potem przelewem na konto. Powstał spór o datę zwrotu, skarbnik oskarżył Kijowskiego o nakłanianie do fałszowania dokumentów i złożył zawiadomienie do prokuratury.

Właśnie wtedy, nagle, przed końcem roku, okazało się, że wcześniej nikt o niczym nie wiedział.

5 stycznia troje członków ZG zwołało na ten temat słynną konferencję prasową i wyraziło wotum nieufności wobec Mateusza Kijowskiego. Był tam też, ale nie zabierał głosu Piotr Chabora. Dopytywany przez dziennikarzy powiedział, że faktury dostawał, podpisywał i realizował.

Nie mogła ta sprawa ujść uwadze prokuratury. Na pytanie, czy zamawiano usługi Kijowskiego dla Stowarzyszenia, w odpowiedzi otrzymała od ZG uchwałę z 12 lutego 2017 (przegłosowaną 5 głosami przeciw głosowi Krzysztofa Króla), że niczego nie zamawiano.

Niby zgodnie z prawdą, bo całą procedurę fakturową prowadził Komitet Społeczny KOD, a nie Stowarzyszenie KOD. A według Komisji Rewizyjnej Komitet Społeczny jest ciałem odrębnym od Stowarzyszenia. Na tyle odrębnym, że nikt poza Piotrem Chaborą nie miał dostępu do kont. (Są na to : oświadczenie Piotra Cykowskiego i komunikat Komisji Rewizyjnej z 7 lutego 2017, której członkiem jest Paweł Wimmer.)

Media dostały smaczny kąsek i raczyły nas nim obficie. W kraju o przeciętnej płacy 4 tysiące i emeryturze 2 tysiące, faktury po 15 tysięcy, opłacane z darowizn, budziły złe emocje. 90 tysięcy przez pół roku? Lider wielkiego społecznego ruchu – zbija fortunę na własnej organizacji?

17 stycznia 2017 Piotr Chabora złożył rezygnację z funkcji skarbnika i członka zarządu. Rezygnację przyjęto.

Do ZG dołączył Krzysztof Łoziński, żeby dopomóc w uporządkowaniu dokumentacji i naprawieniu wizerunku Stowarzyszenia KOD. Początkowo mówił, że Kijowski to uczciwy człowiek, tylko się pogubił. W miarę upływu czasu zaostrzał ton i głosił konieczność odsunięcia „Kijowskiego i jego kliki”, jako warunek uzdrowienia KOD. W przekonaniu o swojej misji jest utwierdzany, jak mówi, przez osoby publicznego zaufania, takie jak Henryka Krzywonos i profesor Leszek Balcerowicz.

Nie zauważa, że w razie wygrania wyborów będzie ze swoim jednym głosem słaby, nie mając zaplecza w żadnym z regionów ani oparcia w towarzyszach broni z pionierskiego okresu.

Teraz jest potrzebny do wycięcia Kijowskiego. Co będzie później ? Gdyby był osobowością ze stali, można by wierzyć, że podoła objętej funkcji.. Jednak widać, że poddaje się wpływom, zmienia zdanie, to chce udziału KOD w wyborach do Europarlamentu, to nie chce. Raz uważa Kijowskiego za uczciwego człowieka, raz za łotra do usunięcia. Ufa zdaniom innych.

27 maja rozpocznie się Zjazd Krajowy, od tak dawna oczekiwany i stale odkładany. Do Zjazdu należy podjęcie decyzji programowych na nadchodzące trzy lata, ocena dotychczasowych i wybór nowych władz.

Działania naprawcze w KOD trwają piąty miesiąc. Powinny być znane, sygnalizowała to Komisja Rewizyjna we wniosku z 7 lutego o niezwoływanie Zjazdu Krajowego do czasu przedstawienia wyników audytu finansowego do wiadomości członków Stowarzyszenia. 21 lutego Zarząd w głosowaniu i w formie uchwały wniosek ten przyjął.

Delegaci na zjazd krajowy powinni móc zapoznać się z rocznymi sprawozdaniami – merytorycznym i finansowym– co najmniej 28 dni przed wyznaczoną datą zjazdu. Termin ten minął 1 maja. Nie wiadomo, kiedy dostaną te materiały i co w nich znajdą. Czy dopiero na zjeździe?

Czy decyzje delegatów bez możliwości przestudiowania dokumentów, i bez możliwości jakiejkolwiek o nich dyskusji z członkami, będą racjonalne ?

Delegaci mówią, że w normalnych warunkach mieliby wątpliwości. Jednak warunki normalne nie są. W stowarzyszeniu sytuacja jest tak napięta, że kolejne przesuwanie terminu zjazdu, albo rozdzielenie go w czasie na część sprawozdawczą i programowo-wyborczą, nie wchodzi w grę.

Zjazd musi się odbyć w takim stanie, jaki przygotowuje Zarząd.

Teraz wszystko jest w rękach delegatów. Czy doprowadzą do rzetelnego wyjaśnienia sytuacji KOD i roli poszczególnych osób, aby móc w pełni świadomie wybierać władze, czy zgodzą się na pozostawienie stref cienia?

studioopinii.pl

 

Trump rozmawiał z Tuskiem. „Nie jestem pewien, czy zgadzamy się ws. Rosji”

Agnieszka M. Lisik (Bruksela), Maciej Orłowski, 25 maja 2017

Donald Tusk i Donald Trump w Brukseli

Donald Tusk i Donald Trump w Brukseli (Olivier Matthys (AP Photo/Olivier Matthys))

Donald Trump przyleciał do Brukseli na spotkanie z przywódcami NATO i Unii Europejskiej. Rozmawiał już z Donaldem Tuskiem, przewodniczącym Rady Europejskiej. „Zgadzamy się w kwestii zwalczania terroryzmu. Ale nie jestem pewien, czy mamy wspólne zdanie ws. Rosji” – mówił po spotkaniu Tusk.

– Rozmawialiśmy o polityce zagranicznej, bezpieczeństwie, klimacie i stosunkach handlowych – mówił na konferencji prasowej po spotkaniu Donald Tusk. I dodawał: – Zgadzamy się w wielu kwestiach, przede wszystkim co do zwalczania terroryzmu – myślę, że nie muszę wyjaśniać dlaczego – mówił Tusk.

Jak dodał, „niektóre kwestie pozostały otwarte, jak klimat czy handel”. – Nie jestem też w stu procentach pewien, że możemy dziś powiedzieć – myślę o prezydencie i o mnie – że mamy wspólne zdanie na temat Rosji. Chociaż, jeśli chodzi o konflikt na Ukrainie, wygląda na to, że myślimy podobnie – stwierdził szef Rady Europejskiej.

– Mimo to moja wiadomość do prezydenta Trumpa była następująca: to, na czym ufundowana jest nasza współpraca i przyjaźń, to głębokie zrozumienie dla fundamentalnych wartości Zachodu: wolności i praw człowieka, szacunku dla ludzkiej godności. Dziś największym wyzwaniem jest to konsolidacja całego wolnego świata wokół tych wartości, a nie tylko wokół interesów. Wartości i zasady przede wszystkim – Unia Europejska i USA powinniśmy mówić jednym głosem – zakończył Tusk.

Trump zje obiad z Macronem. Mają rozmawiać językiem „bardzo bezpośrednim”

To  kolejny dzień pierwszej wizyty nowego prezydenta USA Donalda Trumpa w Europie (wczoraj przebywał w Rzymie, wraz z rodziną został przyjęty przez papieża Franciszka). Z Tuskiem oraz z przewodniczącym Komisji Europejskiej Jeanem-Claude’em Junckerem spotkał się w siedzibie szefa Rady Europejskiej.

Około południa prezydent USA zje lunch z nowym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Miejsce ich spotkania utrzymywane jest w tajemnicy. Samo spotkanie może być ciekawe choćby z tego powodu, że Trump popierał rywalkę Macrona w wyścigu do prezydentury, otwarcie prorosyjską Marine Le Pen, przywódczynię skrajnie prawicowego Frontu Narodowego.

We Francji lunch Trumpa z Macronem budzi bardzo duże zainteresowanie. Obaj prezydenci robią właśnie pierwsze kroki na prawdziwie wielkiej scenie międzynarodowych kontaktów i negocjacji. Z tym że Trump ma w tym wymiarze doświadczenie biznesmena, natomiast Macron wielokrotnie uczestniczył już w tego typu spotkaniach, najpierw jako doradca prezydenta Francoise’a Hollande’a, a potem jako minister gospodarki i finansów. Jeden z byłych członków otoczenia Hollande’a podkreśla, że Macron był wtedy „wszechobecny i wszechmocny jeśli chodzi o kwestie finansowe i ekonomiczne”. Tak czy inaczej, Trump i Macron mają punkt wspólny – z całą pewnością seria spotkań w Brukseli, a potem G7 i G20 posłużą ich partnerom do „przetestowania” obydwu. A przy czwartkowym lunchu będą też testować siebie nawzajem.
Z sygnałów napływających z Pałacu Elizejskiego można wnioskować, że rozmowy prezydentów USA i Francji będą prowadzone językiem „bardzo bezpośrednim”. Podczas swoich kampanii wyborczych obaj politycy skorzystali z tego samego zjawiska: że znaczna część obywateli ma dosyć dotychczasowej klasy politycznej i szuka nowych twarzy. Jednakże Trump również po wyborach nie stroni od zachowań populistycznych; natomiast Macron nie tylko stosował je rzadko w kampanii, ale i jako prezydent bardzo twardo opowiada się za niepopularnymi, lecz, jego zdaniem, koniecznymi reformami, równocześnie chcąc otworzyć Francję jeszcze bardziej na Europę i świat. Można iść o zakład, że zrobi wszystko, by i Trumpa odwieść od pomysłów izolacjonistycznych oraz pomóc mu lepiej rozumieć Europę i nastawić do niej naprawdę przychylnie. Wiadomo też, że dołoży starań, by przekonać Trumpa do pozostania w gronie sygnatariuszy paryskiego porozumienia w sprawie klimatu.

Krótkie spotkanie z NATO

O godz. 16 rozpocznie się „specjalne zebranie” NATO, które potrwa tylko godzinę, gdyż jak wiadomo, Trump nie lubi przydługich spotkań.

A o godz. 17 amerykański prezydent weźmie udział w inauguracji nowej siedziby Sojuszu, której budowa trwała osiem lat i kosztowała ponad miliard euro. Trump odsłoni przy wejściu pomnik poświęcony pamięci ofiar zamachów z 11 września 2001 r. – instalację ze stalowych elementów nowojorskiego World Trade Center.

O godz. 18 zacznie się robocza kolacja z udziałem przywódców Rady Północnoatlantyckiej. A już o godz. 21 prezydencki samolot Air Force One odleci w kierunku Sycylii, na zaczynający się jutro dwudniowy szczyt przywódców G7.

NATO przystępuje do koalicji przeciw Państwu Islamskiemu

Już przed spotkaniem z Donaldem Trumpem sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg ogłosił, że NATO przystąpi do międzynarodowej koalicji pod przywództwem USA przeciw organizacji terrorystycznej Państwo Islamskie, powstałej na części terytorium Iraku i Syrii. Stoltenberg zastrzegł, że decyzja ta nie będzie oznaczała zaangażowania w walkę. Większość państw Sojuszu i tak bierze już udział w walce z terroryzmem.

Na rozmowach na pewno odbije się poniedziałkowy atak w Manchesterze i libijskie powiązania zamachowca. Trump na pewno poruszy również zobowiązania sojuszników do przeznaczania 2 proc. PKB na zbrojenia, z których, poza USA, wywiązuje się dziś tylko czworo z 28 krajów – Wielka Brytania, Polska, Estonia i Grecja. Amerykanie mają naciskać na wypełnienie obietnic do 2024 roku.

Sojusz oczekuje, że Trump wreszcie określi jasno swoje intencje i kurs polityki zagranicznej. Do tej pory wysyłał zmienne sygnały – raz krytykując Sojusz jako „przestarzały”, raz chwaląc NATO jako „opokę pokoju”. Sugerował również, że USA wcale nie palą się do solidarności i obrony sojuszników w ramach artykułu piątego, co szczególnie zaniepokoiło wschodnie kraje NATO, w tym Polskę, ze względu na zbrojną działalność Rosji na Ukrainie oraz kolejne prowokacje militarne na Bałtyku.

NATO nie planuje nowych decyzji w sprawie Rosji, spodziewane jest raczej potwierdzenie dotychczasowej strategii: wzmocnienie obrony militarnej wschodniej flanki połączone z dialogiem dyplomatycznym. Jak powiedział wczoraj sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg w wywiadzie dla CNN, NATO nie chce kolejnej zimnej wojny z Rosją.

Nie taki Trump straszny?

Na razie Trump radzi sobie nieźle: nie popełnił jeszcze spektakularnej gafy w porównaniu z tym, co wygadywał jeszcze w styczniu. Ponoć doradcy starają się go utrzymywać w ciągłej aktywności, by odciągnąć od Twittera.

Wizyta Trumpa w Europie do tej pory jest głównie kurtuazyjna i nie przynosi konkretów. Wiadomo, że 74-letni prezydent nie przepada za podróżami, najlepiej czuje się w swojej florydzkiej rezydencji Mar-a-Lago i pragnął skrócić tę pierwszą wizytę zagraniczną do minimum.

Zobacz:

Czego europejscy sojusznicy mogą oczekiwać od Donalda Trumpa?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21857345,video.html

wyborcza.pl

Gen. Roman Polko: Macierewicz uderza w morale armii

MAJ 25, 2017

Czcij bezrefleksyjnie wszystkich żołnierzy wyklętych, daj wyraz swojemu zrozumieniu cywilnej kontroli nad armią poprzez trzymanie parasola nad misiewiczami i nigdy w żaden sposób nie próbuj dyskutować z pomysłami ministra, a wtedy droga do awansu stoi przed tobą otworem. Ale myśmy już to przerabiali i z pewnością nie są to natowskie standardy – mówi wiadomo.co gen. Roman Polsko, były dowódca GROM. I dodaje: – Teraz wracamy do armii feudalnej, albo raczej tej ze słusznie minionej epoki. Bo jak inaczej ocenić rozkaz gen. Głąba, nakazujący żołnierzom oglądać TVP Info, i manewry z trampoliną dla ministra, tak aby mógł na basenie żandarmerii ćwiczyć skoki do wody?

Kamila Terpiał: Czy Antoni Macierewicz to – jak mówił Tomasz Siemoniak uzasadniając wniosek o jego odwołanie – najgorszy minister obrony narodowej od 1989 roku?

Gen. Roman Polko: Nie chcę wdawać się w takie oceny poszczególnych ministrów. Przyznam, że niektóre rzeczy na początku były zrobione dobrze, na przykład to, że nie wyrzuca się za burtę żołnierzy po misjach tylko dlatego, że odsłużyli 12 lat. Ale to obsesyjne tropienie i szukanie rosyjskiego szpiega w polskiej armii czy kwestionowanie sposobu edukacji w Akademii Obrony Narodowej przez pochlebców pana ministra jest kuriozalne. Tym bardziej, że kadra, która jest tak krytykowana i odeszła z armii, to są ludzie, którzy kończyli szkoły zagraniczne. Ich wykształcenie jest gruntowne i dodatkowo poparte realizacją misji bojowych w Iraku i Afganistanie. To jest kadra, która wprowadzała nas do NATO, to są ludzie otwarci na świat. W tej chwili, nie wiem, na jakiej podstawie, grono urzędników siedzących za biurkiem lepiej wie, kto do czego się nadaje. Mimo że jeszcze niczego nie zbudowali, zmodernizowali, unowocześnili. Zadziwia też łatwość, z jaką urzędnicy, nierzadko o kwalifikacjach Misiewicza, kwestionują poziom merytorycznego przygotowania do służby wyższej kadry dowódczej, pośród której trudno znaleźć oficerów bez ukończonych studiów w elitarnych uczelniach NATO i bez bojowego doświadczenia. Takie zadęcie, zadufanie w sobie i przedmiotowe traktowanie ludzi z ogromnym doświadczeniem z pewnością szkodzi armii, a jeżeli ktoś to toleruje, z pewnością nie powinien być ministrem.

Zadziwia też łatwość, z jaką urzędnicy, nierzadko o kwalifikacjach Misiewicza, kwestionują poziom merytorycznego przygotowania do służby wyższej kadry dowódczej, pośród której trudno znaleźć oficerów bez ukończonych studiów w elitarnych uczelniach NATO i bez bojowego doświadczenia.

Antoni Macierewicz po prostu dokonał czystki na szczytach armii.

Oczywiście, tłumacząc to różnie, także koniecznością „wyczyszczenia” armii. Po naszym wstąpieniu do NATO rzeczywiście nie brakowało kadry, która negatywnie podchodziła do zmian i tęskniła za Układem Warszawskim, ale tych ludzi już nie ma. Albo wyrzucił ich PESEL (po 60 latach musieli przejść w stan spoczynku), albo zabrakło dla nich stanowisk, bo nie spełniali wymogów – znajomość języka, procedur… Przygotowanie szczytu NATO i obecność amerykańskich żołnierzy na polskiej ziemi to przede wszystkim zasługa tej kadry, której teraz tak łatwo się pozbywa obecne kierownictwo. Uznanie wywalczyli sobie w byłej Jugosławii, Afganistanie i Iraku. To po misji GROM adm. Harward zaprosił GROM do wspólnych ćwiczeń. To po misji w Kosowie gen. Sanchez napisał, że w każdej misji i w każdym czasie chciałby mieć możliwość realizacji zadań z 18. batalionem desantowo-szturmowym.

To jest uderzenie w fundamenty, w morale armii. Kadra zawodowa – a to są moi koledzy – widzą, że sposobem na karierę w wojsku nie jest pełna poświęcenia służba Ojczyźnie, lecz służba ministrowi.

Jak bardzo osłabia to polską armię?

Osłabia bardzo. To jest uderzenie w fundamenty, w morale armii. Kadra zawodowa – a to są moi koledzy – widzą, że sposobem na karierę w wojsku nie jest pełna poświęcenia służba Ojczyźnie, lecz służba ministrowi. Dlatego to żandarmi, którzy odpowiadają za jego ochronę, a nie Komandosi otrzymali dodatki za zwalczanie terroryzmu. Czcij bezrefleksyjnie wszystkich żołnierzy wyklętych, daj wyraz swojemu zrozumieniu cywilnej kontroli nad armią poprzez trzymanie parasola nad misiewiczami i nigdy w żaden sposób nie próbuj dyskutować z pomysłami ministra, a wtedy droga do awansu stoi przed tobą otworem. Ale myśmy już to przerabiali i z pewnością nie są to natowskie standardy.

Jakie znaczenie ma to, że Antoni Macierewicz jest pierwszym ministrem obrony narodowej, który nie został jeszcze zaproszony do Pentagonu?

To jest bolesne. Przypomnę, że gdy z GROM-em realizowaliśmy misję, to osobiście prezydent George Bush dziękował polskim żołnierzom za zaangażowanie w Iraku. A teraz my sami wykluczamy się z grona międzynarodowego przez to, że wycofujemy naszych dowódców np. z Eurokorpusu. W dzisiejszych czasach otaczanie się murem i izolowanie od kontaktów międzynarodowych jest zaprzeczeniem idei kolektywnej obrony, która towarzyszyła nam, kiedy wstępowaliśmy do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Każdy minister ma prawo popełniać błędy, wycofywać się z decyzji – nikt nie jest bytem doskonałym, ale wtedy, kiedy popada się w paranoję i śmieszność, to jest problem. Ludzie za granicą patrzą na to z politowaniem i wyrazami współczucia.

To jest droga w jedną stronę? Będziemy wypychani, albo sami będziemy się wykluczać?

My sami odstawiamy się na boczny tor. Problemem w MON-ie, z tego, co widzę, jest brak umiejętności zarządzania i korzystania z zasobów, które minister przecież posiada. Nie da się funkcjonować w żadnej organizacji, jeżeli ma się obsesyjny brak zaufania do swoich podwładnych, i to nie tylko tych, których zwolniono. Gdy nie deleguje się uprawnień, bo nie ufa się generałom. Wypowiedzi o przekazaniu Rosjanom Mistrali za dolara z pewnością by nie padły, gdyby minister skorzystał z tych zasobów, które ma. Przecież mógł zapytać przedstawicieli wojskowych we Francji, Egipcie czy Rosji, mógł skorzystać z informacji służb wywiadowczych, mógł porozmawiać z szefem Sztabu Generalnego. Nie da się w dzisiejszych czasach jednoosobowo zarządzać wszystkim, a struktura i kierowanie MON-em właśnie tak wygląda. Nikt nie dyskutuje z tym, co powie minister Macierewicz, tylko ukierunkowuje się działania na udowodnienie tezy, którą postawił minister. Tak jak w przypadku komisji smoleńskiej – najpierw postawiono tezę, a później członkowie komisji zamiast rzeczowo badać przyczyny katastrofy, dokładali wszelkich starań, aby udowodnić, że to, co powiedział minister, na pewno jest prawdą. Jeżeli tak ma funkcjonować armia, to z pewnością będzie daleko odbiegała od standardów, które w NATO są normą. Tam stawia się na myślenie żołnierzy, na to, aby w polu walki mieli dużo samodzielności, także przy podejmowaniu trudnych decyzji.

Żołnierz nie jest po to, aby trzymać parasol nad Misiewiczem czy aby moknąć w deszczu, tylko żeby budować własne zdolności bojowe, ćwiczyć, szkolić się. Żołnierz ma poczucie honoru i wartości i wtedy w walce krwi i życia szczędził nie będzie.

Podkomisja smoleńska, jej były szef dr Wacław Berczyński, który jest w USA i twierdzi, że „wykończył” caracale, brak rozstrzygnięcia przetargu i śmigłowców dla armii – jaki to tworzy obraz Ministerstwa Obrony Narodowej pod rządami Antoniego Macierewicza?

Każdy minister ma prawo popełniać błędy, wycofywać się z decyzji – nikt nie jest bytem doskonałym, ale wtedy, kiedy popada się w paranoję i śmieszność, to jest problem. Ludzie za granicą patrzą na to z politowaniem i wyrazami współczucia. Przez to jesteśmy izolowani, izolowani są także nasi oficerowie i jest im bardzo nieprzyjemnie odpowiadać na trudne pytania, na które nie znają odpowiedzi. A jedyne, co mogą powiedzieć, to że ktoś w Warszawie tak kazał…

Jak to wpływa na bezpieczeństwo Polski?

Z pewnością negatywnie. Ważne jest budowanie własnych zdolności bojowych, ale nie mniej ważne jest budowanie sobie silnej pozycji w Sojuszu, i to nie tylko w oparciu o jednego – najsilniejszego partnera. Jeszcze kilka takich scen, jak wielogodzinne wyczekiwanie na ministra na poligonie w Drawsku, a i oni będą mieli dosyć. Żołnierz nie jest po to, aby trzymać parasol nad Misiewiczem czy aby moknąć w deszczu, tylko żeby budować własne zdolności bojowe, ćwiczyć, szkolić się. Żołnierz ma poczucie honoru i wartości i wtedy w walce krwi i życia szczędził nie będzie. Teraz wracamy do armii feudalnej, albo raczej tej ze słusznie minionej epoki. Bo jak inaczej ocenić rozkaz gen. Głąba, nakazujący żołnierzom oglądać TVP Info, i manewry z trampoliną dla ministra, tak aby mógł na basenie żandarmerii ćwiczyć skoki do wody?

Jeżeli ktoś skończył studia, realizował misje, przeszedł wiele szkoleń międzynarodowych, to nie ma cudów, żeby miał mniejsze umiejętności niż ktoś, kto szkolił się kilkanaście dni.

A co z lansowaną przez Antoniego Macierewicza koncepcją Wojsk Obrony Terytorialnej?

Od dawna – nawet przedstawiciele wyklętej Akademii Obrony Narodowej – zwracali uwagę, że takie wojska powinny powstać. Początki na razie są obiecujące: to nie jest takie „dziadostwo”, jak Narodowe Siły Rezerwy, ludzie, którzy wstępują do tej formacji, nie dostają zdezelowanego sprzętu, tylko nową broń – tak powinno być. Ale nie można przesadzać z zachwytem, to początek drogi. Nie można mówić, że jest to najnowocześniejszy rodzaj wojsk, nasza duma i stawiać tych młodych pasjonatów po dwutygodniowym szkoleniu ponad profesjonalistami, którzy zdążyli już niejeden raz być poza liniami wroga. Znaj proporcje, mocium panie! Jeżeli ktoś skończył studia, realizował misje, przeszedł wiele szkoleń międzynarodowych, to nie ma cudów, żeby miał mniejsze umiejętności niż ktoś, kto szkolił się kilkanaście dni.

Armia zamiast stać twardo na nogach przypomina rozgrzebany plac budowy.

Premier Beata Szydło broniła w Sejmie Antoniego Macierewicza, mówiąc, że „odbudowuje to, co Platforma zrujnowała”.

Dobrze by było, żeby pani premier wskazała chociaż jeden obszar, który minister Antoni Macierewicz odbudował, jeden projekt, obietnicę, którą zrealizował z sukcesem do końca. Gdy padają takie pytania, argumentem za ministrem jest zwykle jego chlubna przeszłość. Tego nikt oczywiście nie kwestionuje, ale nie zmienia to faktu, że armia zamiast stać twardo na nogach przypomina rozgrzebany plac budowy. Wszystkiego brakuje, minister zapowiada w krótkim czasie ponad dwukrotne zwiększenie stanów osobowych, ale od lat nie udaje się przeprowadzić przetargu na śmigłowce, marynarka wojenna pod względem wyposażenia sięgnęła dna, a dwie brygady pancerne właśnie wymieniają czołgi. Jak w żołnierskim dowcipie o wymianie bielizny: nie po praniu, tylko między sobą. O budowaniu wojsk informacyjnych do walki w cyberprzestrzeni nawet nie warto wspominać, bo na tym polu mamy do czynienia z sytuacją „niebieski na niebieskiego”, czyli walką we własnych szeregach z minister cyfryzacji. Szkoda, bo akurat pani minister Streżyńska jest wyjątkowo sprawna i skuteczna. A to wszystko dzieje się przy biernej postawie zwierzchnika sił zbrojnych. Prezydent napisał do ministra kilka listów i uznał, że sprawa jest załatwiona. Szkoda, bo tu nie chodzi o partyjne gierki czy dworskie rozgrywki, ale o bezpieczeństwo naszej Ojczyzny.

wiadomo.co

UWAGA!! WAŻNE!! RT RT RT Nie dla ograniczenia prawa do . Podpisz apel:

dzialaj.akcjademokracja.pl

Moje prawa nie są na receptę!

Adresaci Posłowie i Posłanki RP

Antykoncepcja awaryjna* jest ostatnim środkiem antykoncepcyjnym w sytuacji, kiedy wszystkie pozostałe zawiodą. Znajduje się w sprzedaży tylko w niektórych aptekach. Mimo to, rząd planuje dalsze kroki, jeszcze bardziej ograniczające dostęp kobiet do tych środków antykoncepcyjnych. Mają one być sprzedawane wyłącznie na receptę. To najmocniej uderzy w kobiety, które nie będą mogły sobie pozwolić na pilną wizytę w prywatnym gabinecie lekarskim, np. z przyczyn finansowych.

Domagamy się zapewnienia kobietom dostępu do antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Prawo do niej przysługuje każdej kobiecie i nie może być ograniczane poglądami lekarzy, czy barierami finansowymi.

*Antykoncepcja awaryjna, inaczej nazywana antykoncepcją doraźną. Polega na opóźnieniu jajeczkowania. Często mylnie nazywana jest środkiem poronnym.

dzialaj.akcjademokracja.pl

Czy Jacek Kurski zostanie odwołany za Opole? Wszystko w rękach Jarosława Kaczyńskiego

Agnieszka Kublik, 25 maja 2017

Warszawa, ulica Woronicza 17. Prezes TVP Jacek Kurski

Warszawa, ulica Woronicza 17. Prezes TVP Jacek Kurski (Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta)

Krzysztof Czabański, szef Rady Mediów Narodowych, po wpadce z festiwalem Opole 2017 zbiera głosy do odwołania prezesa TVP Jacka Kurskiego. Ale tak naprawdę potrzebuje tylko jednego głosu – prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego.

Sytuacja prezesa telewizji publicznej Jacka Kurskiego zmienia się niemal z dnia na dzień. Jeszcze w poniedziałek z rana w PiS byli niemal pewni, że awantury z festiwalem Opole 2017 Kurski nie przetrzyma.

– Kurskiego uratować już się nie da, sytuacja dojrzewa do odwołania – mówili nam w poniedziałek posłowie PiS. – Jego kompromitacja jest ogromna i bezdyskusyjna. Będzie musiał zostać odwołany. Straty, wizerunkowe i finansowe, są zbyt duże, Kurski destruuje niemal wszystko, czego się dotknie.

Ale w obozie władzy istniała też inna hipoteza – że to wewnątrztelewizyjny spisek przeciwko Kurskiemu, więc Kurski jest ofiarą.

Jacek Kurski przekonuje prezesa PiS: odwołanie Opola to spisek

Gdy w poniedziałek prezydent Opola Arkadiusz Wiśniewski zerwał z TVP umowę na festiwal, Kurski przystąpił do ataku. – Uznał, że skandal jest tak wielki, że może na tym równie wiele zyskać, jeśli przekona Jarosława Kaczyńskiego, że to wszystko spisek przeciwko niemu, by go wywalić z telewizji – relacjonuje nam jeden z liderów PiS. Podobno przekonał prezesa PiS w poniedziałek. – Dlatego jeszcze tego samego dnia wystąpił w „Wiadomościach” – opowiada nam poseł PiS. – Zrobił tam dwie rzeczy. Po pierwsze, obwinił o odwołanie festiwalu prezydenta Wiśniewskiego, artystów i media. Po drugie, zapowiedział, że się nie poddaje, bo zrobi festiwal w innym mieście. Inny poseł partii rządzącej dorzuca, że Kurski doskonale rozgryzł prezesa. – On najbardziej współczuje ofiarom spisku, bo sam to przeżył. A najbardziej docenia tych, którzy potrafią się podnieść po ataku – tłumaczy. – Stąd poparcie dla Kurskiego.

CZYTAJ TAKŻE: Festiwalu w Opolu nie będzie, ale Kurski dał koncert w TVP. Wykonał swój klasyczny przebój: „To wszystko spisek i zmowa”

Krzysztof Czabański i Paweł Kukiz też odwiedzają prezesa

Ale Kurski ma wroga w obozie władzy – to szef Rady Mediów Narodowych poseł PiS Krzysztof Czabański. Bliski współpracownik Kaczyńskiego z dawnych czasów. I jemu prezes PiS ufa. Szef RMN od dawna krytykuje szefa TVP m.in. za spadającą oglądalność, fatalne wyniki finansowe i nadmierne wydatki. – Opolska wpadka to dla Czabańskiego okazja, by Kurskiego odwołać – słyszę w obozie PiS. Dlatego i Czabański odwiedził prezesa PiS. Według nieoficjalnych informacji zrobił to we wtorek w towarzystwie Pawła Kukiza.

Bo Kukiz Kurskiego za Opole skrytykował, a w RMN ma jeden głos – zgłoszonego przez Kukiz’15 Grzegorza Podżornego.

Paweł Kukiz po decyzji Kayah, by w Opolu nie wystąpić (na znak jedności z cenzurowanymi przez telewizję publiczną), napisał na Facebooku: „Jak nikt rozumiem Kayah. Osobiście doświadczyłem, czym dla muzyka jest próba wykluczenia go z ‘rynku’, z przestrzeni publicznej. Proszę – nie traktujcie tego, co piszę poniżej, jako jakiejś mojej skargi czy żalu! Piszę o sobie tylko po to, byście uwierzyli, że doskonale WIEM, co czuje artysta, któremu jakaś partia mówi ‘won’. Doświadczyłem poniżenia i poczucia bezsilności po tym, jak parę lat temu szefowa Trójki (pani Jethon) przyblokowała moją piosenkę ‘Samokrytyka’ w Trójce”.

Jak nikt rozumiem Kayah. Osobiście doświadczyłem czym dla muzyka jest próba wykluczenia go z „rynku”, z przestrzeni publicznej. Proszę-
nie traktujcie tego, co pisze poniżej jako jakiejś mojej skargi czy żalu! Piszę o sobie tylko po to, byście uwierzyli, że doskonale WIEM co czuje artysta, któremu jakas partia mówi „won”.
Doświadczyłem poniżenia i poczucia bezsilności po tym, jak parę lat temu szefowa Trójki ( pani Jethon ) przyblokowała moją piosenkę „Samokrytyka” w Trójce, co rozpoczęło proces eliminowania mnie ze sceny muzycznej z powodu niezgodności mojego przekazu artystycznego z zasadniczą linią rządzącej wówczas partii 🙂
Szef Sony , pan Kutak, jednostronnie zerwał ze mną kontrakt wydawniczy bo… za bardzo wg niego zaangażowałem się politycznie a płyt z tekstami o kontekście politycznym wydawać nie chcieli. Następnie moje nazwisko zniknęło z wyszukiwarek google i youtube (szefową na Europę Wschodnią jest Polka) i dopiero po oficjalnej mojej interwencji problem „naprawiono” 🙂 Praktycznie z dnia na dzień z „narodnego umelca” stałem się „persona non grata” na polskiej scenie muzycznej 🙂 Bo tak sprzymierzony „dwór” PO-media-korpo postanowił.

Dlatego powtarzam raz jeszcze- JAK NIKT rozumiem Kaśkę. Strasznym jest przeżywać takie poniżenie , gdy politycy czy prezesi z ich nadania decydują kto jest „be” a kto „cacy”. Mam w wielu kwestiach inne niż Kayah zdanie ale niedopuszczalnym jest cenzura artysty przez partyjnych chłystków. Tak wczoraj jak i dziś.

Jednocześnie troszkę Kasi zazdroszczę 🙂 . Za mną NIKT, żaden artysta (oprócz Skiby-dzięki!) nie ujął się, gdy parę lat temu spotkało mnie DOKŁADNIE TO SAMO, co Kasię dziś.
Ale nie mam żalu. Naprawdę. Żal będę miał jedynie wówczas, gdy zostanie „po staremu”. Gdy jakiś Kura czy inna Jethon decydować będą o tym kto zasługuje na media publiczne a kto nie. Ale do tego, Koleżanki i Koledzy Artyści, potrzebna jest zmiana ustroju Państwa. I im szybciej to pojmiecie, im szybciej będziecie o tym mówić w przestrzeni publicznej tym prędzej „będzie normalnie”. A jeśli odpuścicie to będziecie (jako środowisko opiniotwórcze) współodpowiedzialni za ten matrix, w którym chyba tylko Polacy są w stanie egzystować.

Precz z Kuro-Jethonami! 🙂 Niech żyje Wolność!
Amen 🙂

P.S.
Dla hejterów od „pisowskiej przystawki” – załączam link z moją opinią na temat Kurskiego, którą wyraziłem ROK TEMU. I nic się od tamtej pory w tej kwestii nie zmieniło.
Czuwaj! 🙂

Jacek Kurski został bezlitośnie wygwizdany podczas festiwalu w Opolu. Prezes TVP był taką reakcją publiczności zaskoczony, w przeciwieństwie do Pawła…
WIADOMOSCI.DZIENNIK.PL

Kurski nie odpowiada na pytania Czabańskiego o Opole 2017

22 maja, jeszcze przed szarżą Kurskiego w „Wiadomościach”, Czabański pisze do niego oficjalne pismo: „W związku ze sprzecznymi doniesieniami medialnymi na temat festiwalu polskiej piosenki w Opolu uprzejmie proszę Pana Prezesa o szybką i rzeczową informację o losach tego przedsięwzięcia”.

Pytam Czabańskiego w czwartek, czy dostał odpowiedź od Kurskiego. – Czekam – odparł tylko.

A czy udało mu się przekonać prezesa PiS, że opolska wpadka to nie żaden spisek, tylko efekt nieudolności Kurskiego?

– Bez komentarza – odparł.

Gdyby Czabańskiemu to się udało, miałby w pięcioosobowej Radzie większość potrzebną do odwołania prezesa telewizji, czyli co najmniej trzy głosy (swój, Podżornego i Juliusza Brauna, b. szefa TVP, w RMN z rekomendacji PO). – Ale gdyby Kaczyński dał zielone światło do odwołania Kurskiego, to pewnie też posłanki PiS Elżbieta Kruk i Joanna Lichocka byłyby za – wyjaśnia nam poseł PiS.

Braun już kilka dni temu mówił, że jest za odwołaniem Kurskiego. – Brak festiwalu w Opolu to działanie na szkodę spółki. Ale ja negatywnie oceniam całą działalność Kurskiego jako prezesa telewizji – mówi „Wyborczej”.

Czy Kurski może zostać odwołany?

Braun: Wszystko w rękach prezesa Kaczyńskiego.

Żenujące, że prezes TVP do swojej obrony wykorzystuje zmarłego Zbigniewa Wodeckiego – K. Luft o bojkocie festiwalu opolskiego

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21849966,video.html

wyborcza.pl

Siemoniak: Histeryczna reakcja Szydło. W PiS huczy. Ona do końca roku już nie będzie premierem

jagor, 25.05.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103454,21860021,video.html?embed=0&autoplay=1
– Gdy jest się niesamodzielną premier Polski, która musi słuchać prezesa, słowa trzeba bardziej ważyć – ocenił sejmowe wystąpienie premier Szydło Tomasz Siemoniak. – Gdy trzeba myśleć o bezpieczeństwie i rozwój, rzucanie się z atakiem na tzw. brukselskie elity, jest nieroztropne – dodał

Zdaniem Tomasza Siemoniaka, który był gościem w „Poranku Radia TOK FM”, środowe wystąpienie Beaty Szydło w obronie Macierewicza było skandaliczne i wymierzone w europejskich przywódców.

– Premier Szydło po rutynowych i okrągłych zdaniach, jak to Antoni Macierewicz odbudowuje polską armię, w co nikt już chyba nie wierzy, przeszła do skandalicznego fragmentu wystąpienia i bardzo histerycznej reakcji na to, co się dzieje w Unii Europejskiej, ataku de facto na innych europejskich przywódców. Bo jeżeli premier Szydło mówi o „szaleństwie brukselskich elit”, to odnosi się do Rady Europejskiej, do kanclerz Merkel i prezydenta Francji i innych europejskich przywódców. Szydło mówi językiem, którym nawet Viktor Orban nigdy by się nie odważył mówić – zwrócił uwagę były wicepremier, były szef MON.

Gdy jest się prezydentem Stanów Zjednoczonych, to można mówić, co się chce. Gdy jest się niesamodzielną premier Polski, która musi słuchać prezesa, słowa trzeba bardziej ważyć. Gdy jest się przywódcą Polski, ważnego, ale średniego kraju, który musi martwić się o swoje bezpieczeństwo i rozwój, rzucanie się z atakiem na tzw. brukselskie elity, jest delikatnie mówiąc nieroztropne

– powiedział Tomasz Siemoniak w Radiu TOK FM.

Zobacz: Szydło mówi w Sejmie, nagle zaczyna grzmieć jak Le Pen. „Europo, powstań z kolan i obudź się z letargu”

Szydło sieje nienawiść

W ocenie Siemoniaka, słowa premier Polski były powodem do zażenowania i zakłopotania, szczególnie we fragmentach odnoszących się do tragedii w Manchesterze i straszenia uchodźcami. – Bardzo mi się nie podoba, że dla takich niewielkich zysków w polityce wewnętrznej, dla jakiegoś procenta, dla ataku na opozycję, używa się takich argumentów. Jak to się ma do nauczania Franciszka? Szydło sieje nienawiść – powiedział poseł PO.

Premier Szydło do końca roku nie będzie premierem

Według Siemoniaka, te histeryczne wystąpienie w Sejmie może świadczyć również o tym, że Beata Szydło walczy o pozycję w PiS.

– W PiS huczy od pogłosek o tym, że lipcowy kongres PiS miałby być jakimś momentem zwrotnym, momentem na rekonstrukcję rządu. Przewidywalna była ta wczorajsza debata, bo politycy PiS – począwszy od premier Szydło – bardzo mocno adresowali swoje wystąpienia do prezesa Kaczyńskiego. Skandaliczne wystąpienie ministra Błaszczaka, też histeryczne, jakieś przesadzone emocjonalnie… czuliśmy się jak w jakimś teatrze absurdu. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o władzę w PiS, walki frakcji. Wydaje mi się, że premier Szydło do końca roku nie będzie premierem. Ona już tę siłę straciła – ocenił polityk opozycji.

Zobacz także

 

TOK FM

ŚRODA, 24 MAJA 2017

Macierewicz: Myślałem, że więcej posłów zagłosuje za odwołaniem mnie

Macierewicz: Myślałem, że więcej posłów zagłosuje za odwołaniem mnie

Myślałem, że będzie dużo trudniej. Że ten wynik będzie gorszy, że większa liczba posłów zagłosuje za odwołaniem mnie, dlatego, że ta nawała propagandowa, która była skierowana przeciw MON i przeciwko programowi, jaki realizujemy, a także – trzeba to wprost powiedzieć – mnie osobiście w ciągu ostatnich miesięcy, była niezwykła i w związku z tym skoncentrowano chyba do czasu zaatakowania teraz ministra Błaszczaka wszystkie medialne siły komunistyczne, czy też prosowieckie, przeciwko MON, przeciwko mnie. Sądziłem, że efekt, skuteczność tego działania będzie dużo większa. Okazała się być prawie niewidoczna – stwierdził Antoni Macierewicz w TV Republika. Jak dodał:

„Nie byłem zaskoczony [że 19 posłów z klubu Kukiz ’15 zagłosowało za wnioskiem o wotum nieufności]. Znam różne okoliczności związane z klubem [Kukiza] i niektórymi osobami z tego klubu i w związku z tym raczej nie tyle nawet dziwiło mnie to, ile wzbudziła moje zainteresowanie pewna taktyka podkreślania elementu związanego ze wspólną drogą programową z PiS w wystąpieniach niektórych liderów tej formacji. Było widać po odejściu tych osób, które związane były rzeczywiście z formacją niepodległościową, także katolicką, jak poseł Siarkowska, że także wewnątrz następuje zorientowanie, iż retoryka to jedno, a rzeczywiste działanie to drugie. Dlatego też ta zmiana mnie nie zdziwiła. Rozumiałem, że ludzie, którzy są przywiązani do dawnych kadr wojskowych, w pewnym momencie, wtedy kiedy rzeczywiste interesy dawnego aparatu będą naruszone, zmienią swoje stanowisko”

Te interesy często łączą się z przeszłością komunistyczną czy agenturalną, ale nie muszą być tożsame. Raczej może być to kwestia związana z ludzi, którzy w wojsku robili spore interesy. Nie tylko lobbyści, ale to mogą być ludzie zamieszani w sprawę pewnych zamówień i związani z korzyściami z tego płynącymi. To szeroka kwestia – dodał.

300polityka.pl

Młodzi piłkarze z Kielc nie mogą korzystać z szatni. Powód? „Nie została poświęcona”

mako, 25.05.2017

Kropidło

Kropidło (Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta)

Dzieci z Klubu Sportowego Polonia Białogon w końcu doczekały się od dawna wyczekiwanej szatni. Obiekt stoi jednak zamknięty. Klub czeka, aż ksiądz przyjdzie go poświęcić – informuje lokalny portal Nasze Kielce.

Kielecka radna Joanna Winiarska przez ponad siedem lat walczyła o to, żeby aspirujący piłkarze z Parafialnego Klubu Sportowego Polonia Białogon dostali do użytku zaplecze szatniowo-sanitarne. W grudniu w końcu udało jej się dopiąć swego i miasto zgodziło się wydzierżawić pawilon, który stanął na terenie klubu jakieś dwa tygodnie temu. W poniedziałek miał zostać oficjalnie otwarty. Nic takiego się jednak nie stało – poinformował lokalny portal Nasze Kielce.

Dobre wieści dla zawodników PKS Polonia Białogon Kielce!
Wynajęte przez Miasto kontenery powinny być oddane do Waszej dyspozycji od 04.2017r

Bardzo ważne święcenie

Prezes klubu Zenon Sikora w rozmowie z dziennikarzami Naszych Kielc najpierw zrzucił winę na miasto, które miało nie dostarczyć ławek do pawilonu. – Tam są puste kontenery i tyle. Jak mają dzieci na podłodze siedzieć? Chciałby się pan przebierać w szatni bez ławek? – pytał. Potem jednak przyznał, że ławki są i czekają na przeniesienie.

Okazało się, że data otwarcia pawilonu została przesunięta z winy… proboszcza parafii na Białogonie, który nie poświęcił obiektu. – Miał być ksiądz i to poświęcić, ale wyszło jak wyszło – przyznał Sikora. Klub ustalił nowy termin święcenia. Potem prawie setka młodych sportowców ma w końcu uzyskać wstęp do wymarzonych szatni.

gazeta.pl

To głęboka trauma po 27:1, oni mentalnie są poza Europą – Tomasz Siemoniak w 3×3 o ataku premier na Unię Europejską

Tomasz Siemoniak, Roman Imielski, Zdjęcia: Paweł Głogowski, Montaż: Katarzyna Szczepańska, 25.05.2017

PiS traktuje Unię Europejską jako zło konieczne, jako wroga – tak w 3×3 poseł PO Tomasz Siemoniak komentuje wczorajszy atak premier Szydło na Unię Europejską, która w wystąpieniu w obronie szefa MON powiedziała o ‚oszalałych elitach europejskich’. Elity europejskie to przecież kanclerz Merkel, prezydent Macron, premierzy Włoch, Hiszpanii, to ich zaatakowała premier Szydło – mówi poseł Siemoniak. Jak będzie teraz z nimi rozmawiać w Brukseli? To jest jakaś katastrofa – dodaje rozmówca Romana Imielskiego.

wyborcza.pl

CZWARTEK, 25 MAJA 2017

STAN GRY: Beylin: Idiotyczne wypowiedzi Schetyny prezentem dla PiS, GW: Szydło robi Polexit, Szułdrzyński: Politycy uczą egoizmu

300LIVE: Kukiz o propanagdzie TVP i samozaoraniu PiS, Petru o kandydacie Nowoczesnej w Warszawie 3 czerwca, wspólna konferencja Schetyny i Kosiniaka: http://300polityka.pl/live/2017/05/25/

20 lat temu odbyło się referendum w sprawie przyjęcia nowej Konstytucji RP.

IDIOTYCZNE I NIEMORALNE WYPOWIEDZI SCHETYNY PREZENTEM DLA PIS – Marek Beylin na wyborcza.pl: “W dodatku na niezłą sytuację PiS wpływają prezenty opozycji. Gdy tylko wybuchła afera w sprawie dostępu Berczyńskiego do tajnych przetargowych dokumentów, przykryły ją idiotyczne i niemoralne wypowiedzi Schetyny, że Platforma też nie wpuści do Polski imigrantów. Media rzuciły się na łakomy kąsek, a o naprawdę poważnej aferze przycichło”.

OPOZYCJA LENIWA – jeszcze Beylin: “Bo mamy opozycję nie tylko niezbyt sprawną, lecz przede wszystkim leniwą. Co przejawia się w upojnych wizjach samoczynnego rozpadu PiS zastępujących ciężką pracę i myślenie, jak obecną władzę pokonać. Jasne, są wielkie szanse, że PiS przegra, ale jedynie po ciężkim boju. Samo się nie zrobi, szanowni państwo z opozycji”.http://wyborcza.pl/7,75968,21856342,zapomnijcie-o-brutusie-kaczynski-trzyma-sie-mocno.html

GDY BRAKUJE CHRZEŚCIJAŃSKICH CNÓT, KOŃCZY SIĘ CHRZEŚCIJAŃSKA EUROPA – Paweł Kowal w RZ: “Można więc w takim modelu pokazywać zagrożenia płynące z nielegalnej emigracji, ale nie można pompować balonu znieczulicy w Polsce. Można krytykować przeciwników politycznych, ale nie da się tego pogodzić z oszczerstwem, szyderstwem czy kłamstwem. Nie da się, gdy jest się chrześcijaninem, uciec od sprawiedliwości w ocenie pracowników w ministerstwach, nawet gdyby byli „z innej opcji”. Nie da się stosować politycznego odwetu. Chrześcijańska Europa zaczyna się w nas jako Europejczykach. Gdy w nas brakuje chrześcijańskich cnót, kończy się chrześcijańska Europa. Zamiana kościoła na meczet to tylko skutek”. http://www.rp.pl/Felietony/170529448-Pawel-Kowal-Jak-tu-bronic-chrzescijanskiej-Europy.html

DLACZEGO TERROR NIE ZAWITAŁ DO KRAJÓW KTÓRE PRZYJMOWAŁY UCHODŹCÓW? – Michał Szułdrzyński w RZ: “PiS chwali się, że dzięki temu, że nie przyjął uchodźców, nie ma u nas zamachów. Dlaczego więc terror nie zawitał na Litwę, Łotwę czy Estonię, które ich przyjęły? (…) Przyjęcie pewnej liczby samotnych kobiet z dziećmi albo osób starych lub schorowanych ani nie będzie zagrożeniem bezpieczeństwa dla naszego państwa, ani nie zagrozi chrześcijańskim korzeniom 36 milionów Polaków”.

POLITYCY UCZĄ POLAKÓW, ŻE POMAGANIE JEST GŁUPOTĄ – Szułdrzyński: “Pomoc innemu zawsze się wiąże z jakimś ryzykiem. Politycy zaś właśnie uczą Polaków, że ryzyko jest złe, że pomaganie innym jest naiwnością, głupotą, przejawem politycznej poprawności. Solidarność jest dla frajerów, mądry jest ten, który na obcego patrzy z podejrzliwością. Na konsekwencje takiego podejścia w naszym codziennym życiu nie trzeba będzie długo czekać”. http://www.rp.pl/Analizy/170529449-Debata-o-uchodzcach-Politycy-demoralizuja-Polakow.html#ap-1

PREMIER SZYDŁO OSKARŻA EUROPĘ – Paweł Wroński na jedynce GW: “Sejmowe wystąpienie Beaty Szydło w obronie Antoniego Macierewicza stało się okazją do wygłoszenia najbardziej antyeuropejskiego i antyimigracyjnego przemówienia szefa polskiego rządu w historii”. http://wyborcza.pl/7,75398,21859130,premier-szydlo-oskarza-europe-takiego-przemowienia-szefa-polskiego.html

WCZORAJ WYSZLIŚMY Z EUROPY – Michał Danielewski w GW: “Jeszcze nie oficjalnie, jeszcze odpowiednie papiery nie zostały przesłane do Brukseli, ale sejmowe przemówienie pani premier nie zostawia wątpliwości: rząd PiS brzydzi się europejskimi wartościami, a każdy dzień uczestnictwa Polski w strukturach UE traktuje jako zagrożenie dla kraju”.

AŻ DO POLEXITU – konkluzja GW: “Jeśli Szydło nie miała oporów przed wykorzystaniem śmierci dziesiątek ludzi w zamachu w Manchesterze (którego zresztą nie dokonał uchodźca) w wewnętrznej i doraźnej akcji politycznej, będzie brnąć dalej. Aż do Polexitu”. http://wyborcza.pl/7,75968,21859066,zapamietajmy-te-date-24-maja-2017-r-beata-szydlo-wyprowadzila.html

SEJMOWA KŁÓTNIA ZE ŚMIERCIĄ W TLE – tytuł w RZ.

BRONICIE SIEBIE I KATÓW, NIE LUDZI – Fakt: “Kogo więc naprawdę broni minister Mariusz Błaszczak? Katów czy zwykłych ludzi? Bo to, co wydarzyło się we Wrocławiu przed rokiem, mogło przecież spotkać każdego z nas…” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/blaszczak-i-zielinski-bronia-siebie-i-katow-a-nie-ludzi/bk4bgs9

PREZES NIE BRONIŁ MACIEREWICZA – tytuł w Fakcie.

BORYS BUDKA O STANOWISKU PO WS UCHODŹCÓW– mówi w rozmowie z SE: “Jeżeli mielibyśmy w sposób niekontrolowany przyjmować imigrantów, to oczywiście słuszne są obawy. Jeżeli jednak mówimy o uchodźcach uciekających przed wojną, którzy są zweryfikowani przez służby – a podobno mamy je świetne – to w tym momencie obaw nie będzie. Nie przyjedzie bowiem kilkadziesiąt czy wręcz kilkaset tysięcy ludzi, ale najwyżej kilkaset osób” http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/borys-budka-o-tragedii-na-wroclawskim-komisariacie-pis-kryl-sprawe-smierci-igora-s_995985.html

PRZEDSIĘBIORCY PŁACĄ ZA OBIETNICE PIS – Witold Gadomski w GW: “Składane przez PiS obietnice przyjaznego traktowania przedsiębiorców przez instytucje państwowe można włożyć między bajki. W rzeczywistości lawinowo rosną biurokratyczne utrudnienia. Urzędnicy starają się wycisnąć z firm jak największe podatki, nie przejmując się ich aktualną sytuacją”.

ZAGRANICZNE KORPORACJE W LEPSZEJ SYTUACJI NIŻ POLSKI BIZNES – konkluzja Gadomskiego: “W takiej atmosferze nie ma mowy o budowie polskiego kapitału. Rządowi pozostaje cieszyć się z inwestycji zagranicznych korporacji, które – paradoksalnie – są w najlepszej sytuacji, bo swobodniej lawirują wśród skomplikowanych paragrafów. Ale przecież jeszcze niedawno PiS twierdził, że kapitał zagraniczny kolonizuje Polskę i niepotrzebne nam już kolejne „montownie” http://wyborcza.pl/7,155290,21858955,przedsiebiorcy-placa-za-obietnice-pis.html

DOBRA ZMIANA W FINANSACH, GOSPODARKA SIĘ ROZPĘDZA – tytuł w DGP.

PO – PARTIA ZEWNĘTRZNA – Joanna Lichocka w GPC: “Warto zapamiętać tę inicjatywę PO, gdy po raz kolejny przed ważnym dla Polski wydarzeniem uderza w rząd, chcąc podważyć jego pozycję negocjacyjną. Teraz chodziło o podważenie pozycji ministra obrony przed szczytem NATO. Partia zewnętrzna w tym jednym jest konsekwentna”. http://gpcodziennie.pl/64413-popartiazewnetrzn.html

MINISTROWIE DOJĄ KASĘ NA PALIWO – SE: “Kilka lat temu politycy PiS nie zostawiali suchej nitki na ministrach PO, którzy tak postępowali! A teraz także wielu szefów resortów w ramach wydatków na biura poselskie kupuje benzynę do prywatnych aut! A przecież wożą ich kierowcy w służbowych limuzynach. Rekordzistą jest szef resortu energii Krzysztof Tchórzewski (67 l.), który rozliczył aż 22,4 tys. zł na paliwo!”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/tak-ministrowie-doja-kase-na-paliwo_995975.html

300polityka.pl

CZWARTEK, 25 MAJA 2017

Kukiz: W referendum zadałbym pytanie czy religia powinna być w szkołach

08:36

Kukiz: W referendum zadałbym pytanie czy religia powinna być w szkołach

[Do referendum konstytucyjnego] dorzuciłbym pytanie o religię w szkołach. Czy jesteś za religią w szkołach? – stwierdził Paweł Kukiz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM. Jak dodał: – Jestem wrogiem religii w szkołach. Religia powinna być w kościołach. Mówię to jako osoba wierząca, w trosce o kościół i o religię.

08:33

Kukiz: Wolałbym, żeby referendum konstytucyjne było połączone z wyborami samorządowymi

Oczywiście, że tak [referendum konstytucyjne ma sens], ale wolałbym mimo wszystko, żeby to referendum było połączone z wyborami samorządowymi – stwierdził Paweł Kukiz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

08:27

Kukiz: Zieliński już dawno powinien zostać zdymisjonowany

[Jarosław Zieliński] już dawno powinien zostać zdymisjonowany, po tym skandalu, z którym mieliśmy do czynienia przy powołaniu Zbigniewa Maja na KGP. Powołał człowieka, który pracował wcześniej w specjalnym wydziale CBŚ, był tzw. przykrywkowcem, a więc wziął człowieka, skoro go wskazał, to zdawał sobie sprawę z tego, że ten człowiek miał rożną przeszłość – stwierdził Paweł Kukiz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

08:23

Kukiz: Chcemy referendum ws. uchodźców, natomiast mamy dopiero zebranych 350 tys. podpisów

Chcemy, żeby się odbyło [referendum ws. uchodźców], natomiast mamy dopiero zebranych 350 tys. podpisów. Jesteśmy w trakcie zbierania. Te wszystkie podmioty partyjne, czy to pan Schetyna, czy PiS niech pomogą nam zbierać te podpisy, skoro sprzeciwiają się przyjazdowi tutaj tzw. uchodźców, czyli najczęściej imigrantów oraz terrorystów – stwierdził Paweł Kukiz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM, apelując też o pomoc do portalu wPolityce.pl.

08:08

Kukiz o TVP: Z obrzydzeniem od czasu do czasu oglądam. Propagandowa tuba. Oni sami się nią zaorają

Z całą pewnością [Jacek Kurski jest odpowiedzialny za sytuację z festiwalem w Opolu]. Dziwię się PiS, ponieważ telewizja teoretycznie jest telewizją publiczną, ale czysto teoretycznie, była zawsze zawłaszczana przez partię władzy, w mniejszym lub większym stopniu, ale zawsze. Natomiast została w taki sposób poprowadzona przez Kurskiego, że rozumiem, pół roku, rok odreagowania tych 8 lat i tego rodzaju stylistyki, jaką oni uprawiali, jest jeszcze dopuszczalne, natomiast już kolejny rok to przeginka. Z obrzydzeniem od czasu do czasu oglądam. Propagandowa tuba. To, co najgorsze, z perspektywy PiS, to oni sami się zaorają tą telewizją. W taki sposób, jak zaorał się Tumanowicz – mówił Paweł Kukiz w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM. Jak dodał:

„Nie należy się godzić na to, żeby polityk miał jakiś wpływ na repertuar, światopogląd, postawę, postawę poza sceną. Sam doświadczyłem osobiście w czasach PO ostracyzmu ze strony pani Jethon, itd. Ten cały salon połapany z Platformą. Mówię o Sony Music, o panu Kutaku, szefie Sony Music, który zerwał se mną kontrakt. Cały czas w partiokracji tak to wygląda. Przychodzi jedna partia do władzy i zawłaszcza telewizję, radio. Odchodzi, wywalają tamtych, dają swoich. To samo się dzieje z policją i wszędzie”

08:00

Petru: 3 czerwca struktury Nowoczesnej zaproponują kandydata na prezydenta Warszawy

– 3 czerwca mamy zjazd w Warszawie. Będziemy wybierać nowego przewodniczącego Warszawy i w tym momencie struktury warszawskie zaproponują kandydata na prezydenta Warszawy. To nie będę ja. Zakładałbym, że ma szanse być mężczyzna, ale poczekałbym do 3 czerwca – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Pytany o Pawła Rabieja, stwierdził, że „to możliwe, ale nie ma pewności”.

07:55

Petru: Ci politycy, którzy wyłącznie zwracają uwagę na wyniki sondaży, przegrywają

– Co to miało wspólnego z ministrem Macierewiczem [wystąpienie premier Szydło]? To metoda trochę PRL-owska: a biją murzynów, było takie hasło, czy pokazywanie, że po drugiej stronie dzieje się coś złego, a w ogóle nie odnoszenie się do problemu. To nie jest miejsce, kiedy dyskutuje się o odwołaniu Macierewicza, sugerowanie, że to wszystko wynika z uchodźców. Każdy uchodźca do Polski może przyjechać, jeśli będzie chciał, bo mamy otwarte granice. Mówimy o liczbie kilku tysięcy uchodźców. Jeżeli minister Błaszczak nie jest w stanie spowodować, żeby ci uchodźcy byli bezpieczni w Polsce, to świadczy o tym, że się nie nadaje na ministra, co i tak widać przy sprawie Stachowiaka – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

Ci politycy, którzy wyłącznie zwracają uwagę na wyniki sondaży, przegrywają (…) Mogę powiedzieć, że ja nie jestem [koniunkturalistą]. Nie będę zmieniał poglądów pod wpływem zmienności sondaży. Dziwię się, że premier Kopacz zgodziła się na przyjęcie 7 tys. [uchodźców], a teraz Platforma zmieniła zdanie. Można zmienić zdanie, takie sytuacje się zdarzają, dobrze byłoby wytłumaczyć, z czego wynika ta zmiana, ale uważam, że to nieprzyzwoite – dodał lider Nowoczesnej.

07:47

Petru: Chciałbym wprowadzić w Konstytucji limit dwukadencyjności posłów i senatorów

– Chciałbym, żeby wprowadzić w Konstytucji limit dwukadencyjności posłów i senatorów, żeby można było tylko dwie kadencje być posłem lub senatorem. Chciałbym, o czym mówiliśmy, żeby był system, który daje dużo premierowi, a zabiera prezydentowi. I żeby można było wprowadzić euro w Polsce – stwierdził Ryszard Petru w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

07:42

Petru: Pomysł z referendum dot. Konstytucji to hucpa

Chciałbym spytać prezydenta, co z tego referendum będzie wynikało. Nie wiem, jaki jest cel przeprowadzenia referendum bez debaty konstytucyjnej, bez komisji konstytucyjnej, szerokiego porozumienia, co w tej Konstytycji działa, a co nie. To hucpa. Z tego referendum nic nie wynika. Konstytucja jest bardzo złożonym dokumentem – mówił Ryszard Petru w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak podkreślał, „to bardzo kosztowna impreza, z której nic nie wynika”.

300polityka.pl

Tomasz Siemoniak: Amerykanie omijają Antoniego Macierewicza szerokim łukiem

Jacek Gądek, 24.05.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,114884,21858956,video.html?embed=0&autoplay=1
– Amerykanie szanują Polskę i polskie wojsko, więc realizują swoje zobowiązania wobec nas, mimo Macierewicza, którego starają się obchodzić szerokim łukiem – mówi Tomasz Siemoniak, były wicepremier i szef MON.

Jacek Gądek: – Premier Beata Szydło w czasie debaty o Antonim Macierewiczu skierowała, także do pana, pytanie: „Po kolejnym ataku terrorystycznym w Manchesterze, chcecie się zgodzić na to, by Polska była bezbronna?”. Jak pan odpowie?

Tomasz Siemoniak: – To była debata o wotum nieufności dla Antoniego Macierewicza. Byliśmy zszokowani, że pani premier zamiast bronić swojego ministra, używa takich argumentów. To gra na emocjach. Pani premier politycznie wykorzystuje tragedię w Manchesterze. Przykre.

Nie spodziewając się wiele po pani premier, byłem jednak zawstydzony, że sięga po takie argumenty. Jeśli premier Beata Szydło życzy sobie debaty o uchodźcach i terroryzmie, to proszę bardzo – możemy o tym rozmawiać.

Jednak wyglądało to tak, jakby chciała uciekać od tematu Macierewicza. Źle się stało.

Udało się Prawu i Sprawiedliwości przeprowadzić debatę i odrzucić wniosek PO o dymisję ministra. I to ekspresowo, na czym zależało rządowi.

Chowano tę debatę. Miała się odbyć już dwa tygodnie temu, ale ją przeniesiono. Najpierw było posiedzenie sejmowej Komisji Obrony Narodowej o godz. 7:30. Minister Macierewicz nawet się na niej nie pojawił, a dyskusję zamknięto. zanim się rozpoczęła. A w debacie na sali plenarnej nie było już możliwości zadawania pytań. Widać więc, jak bardzo PiS bało się dyskusji o Antonim Macierewiczu. Sam minister też się nie odniósł do argumentów z uzasadnienia wniosku o swoje odwołanie.

Dla pana których z tych argumentów za dymisją jest koronny?

Jest on osobą kompletnie niewiarygodną i nie powinien być ministrem obrony narodowej. Ten brak wiarygodności rozciąga się na wszystkie sfery działalności szefa MON. Wystarczy wymienić parę nazwisk: Berczyński, Misiewicz.

Tomasz SiemoniakTomasz Siemoniak MAREK PODMOKŁY

Stwierdził pan, że symboliczny jest brak zaproszenia do Pentagonu dla Macierewicza…

…tak, bo sam nie wyobrażam sobie wizyty w Waszyngtonie bez spotkania z sekretarzem obrony USA. Byłem tam wielokrotnie.

Dlaczego według pana minister Macierewicz nie był zapraszany?

Dwa razy jako minister jeździł do Stanów Zjednoczonych. Bardzo zabiegał o wizytę w Pentagonie. Myślę, że wielu zachodnich polityków ma kłopot z pojawianiem się wspólnie z Antonim Macierewiczem. Doświadczył już tego głównodowodzący sił NATO w Europie gen. Curtis Scaparrotti, który po spotkaniu z Macierewiczem został przez niego wmanewrowany w kwestię tego, czy NATO zajmie się katastrofą smoleńską.

Macierewicz po prostu jest politykiem niewiarygodnym – także w kwaterze głównej NATO i w Waszyngtonie. To rzecz bez precedensu, żeby minister obrony państwa Paktu nie był w Pentagonie.

Jarosław Kaczyński i Antoni MacierewiczJarosław Kaczyński i Antoni Macierewicz Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Pan widzi w tym wotum nieufności Amerykanów wobec polskiego MON?

Nie. Bo jednak – jak mówi przysłowie – dłużej klasztora niż przeora. Amerykanie szanują Polskę i polskie wojsko, więc realizują swoje zobowiązania wobec nas, mimo Macierewicza, którego starają się obchodzić szerokim łukiem. W ubiegłym roku kolejne wypowiedzi gen. Bena Hodgesa o obecności Amerykanów w Polsce były składane tak, aby uniknąć obecności Macierewicza.

W czasie, gdy w Waszyngtonie – w Pentagonie – Macierewicz nie był przyjmowany, ale spotykał się z lobbystą Alfonse D’Amato, to w fundacji German Marshal w Warszawie ogłaszał, że w Polsce będą rozmieszczone dalsze wojska USA.

Trudno o bardziej jaskrawy przykład, że Amerykanie nie życzą sobie natrętnej propagandy, że to dopiero Macierewicz załatwił obecność wojsk USA w Polsce.

Oni doskonale wiedzą, jak było. Strategiczne decyzje podjął jeszcze prezydent Barack Obama latem 2014 r. – dlatego, że dostrzegł zagrożenie z Rosji wobec państw bałtyckich, Rumunii i Bułgarii.

Na pewno pod presją opozycji Macierewicz nie odejdzie z rządu, ale sądzi pan, że przed końcem kadencji straci stanowisko?

Jestem o tym przekonany. Użyłem porównania do dżina wypuszczonego z butelki i dostrzegłem u Jarosława Kaczyńskiego zrozumienie: prezes PiS wypuścił dżina Macierewicza z butelki i teraz ma problem, żeby z powrotem go do niej schować. Skoro Kaczyński, żeby zwolnić jednego dyrektora w MON, musiał powołać partyjną komisję z ministrem ds. służb specjalnych, wicemarszałkiem Sejmu i Markiem Suskim, to znaczy, że ma problem z Macierewiczem. Wyrósł mu bardzo sprawny polityk, który jest jedynym politykiem o samodzielnej osobistej pozycji. I to wielki kłopot Kaczyńskiego, bo teraz Macierewicz dostarcza mu kolejnych problemów.

Sądzę, że nadejdzie moment, że czara goryczy się przeleje i prezes PiS będzie musiał podjąć decyzję o dymisji Macierewicza. Odbędzie się to pewnie w atmosferze dramatycznej szarpaniny w PiS.

„Był moim guru”. Dawni koledzy Antoniego Macierewicza są dziś jego największymi krytykami >>>

gazeta.pl

Wojciech Maziarski

Nadchodzi czas dobrej zamiany

25 maja 2017

Katarzyna Nosowska nie zaśpiewa na festiwalu w Opolu podczas jubileuszowego koncertu Maryli Rodowicz. To jej protest po decyzji prezesa TVP. Jacek Kurski nie zgodził się, by w Opolu wystąpiła Kayah

Katarzyna Nosowska nie zaśpiewa na festiwalu w Opolu podczas jubileuszowego koncertu Maryli Rodowicz. To jej protest po decyzji prezesa TVP. Jacek Kurski nie zgodził się, by w Opolu wystąpiła Kayah (Fot. Arkadiusz Wojtasiewicz / Agencja Gazeta)

Partia rządząca zdecydowała się na zamianę jednej Polski na inną. Zabrała się do realizacji tego zadania w sposób systematyczny i kompleksowy, nie ograniczając się do czasów dzisiejszych.

PiS przeniesie Opole do Kielc i zrobi sobie własną imprezę. Zamiast festiwalu polskiej piosenki będzie festiwal pieśni wyklętej. Wystąpi Pietrzak, Rosiewicz i może jeszcze studio YaYo specjalizujące się w subtelnym humorze i błyskotliwych skeczach. Tłumy widzów wprost nie mogą się doczekać i już przebierają nogami.

Dochodząc do władzy, partia Jarosława Kaczyńskiego zapowiadała, że zmieni Polskę i że będzie to dobra zmiana. Teraz jednak się okazuje, że albo my się przesłyszeliśmy, albo PiS się przejęzyczył. Wcale nie o zmianę chodziło, ale o zamianę, np. właśnie Opola na Kielce.

Albo – powiedzmy – Krynicy na Rzeszów. Od lat w Krynicy odbywa się Forum Ekonomiczne, prestiżowy szczyt ekonomistów, biznesmenów i polityków, czasami nazywany polskim Davos. W zeszłym roku jesienią PiS postanowił, że zamiast Krynicy zrobi sobie w Rzeszowie własny szczyt gospodarki wyklętej pod nazwą „Kongres 590”. Przyjechali: prezydent, premier, wicepremier od gospodarki, szefowie państwowych spółek. Tylko znanych twarzy z czołówki polskiego biznesu prywatnego, które regularnie pojawiają się w Krynicy, trochę jakby zabrakło.

Skoro już partia rządząca zdecydowała się na zamianę jednej Polski na inną, to zabrała się do realizacji tego zadania w sposób systematyczny i kompleksowy, nie ograniczając się do czasów dzisiejszych. Zamieniła też np. historię. Dowiadujemy się oto, że miejsce „Solidarności” pod przywództwem laureata Pokojowej Nagrody Nobla Lecha Wałęsy zajęła jakaś inna „Solidarność” założona i kierowana przez Lecha Kaczyńskiego.
A miejsce Armii Krajowej, największej konspiracyjnej armii w historii świata, która prowadziła walkę z okupantem aż do rozformowania w styczniu 1945 r., zajęły jakieś inne oddziały, które od początku były poza strukturami AK albo nie podporządkowały się rozkazom i nie przeszły po zakończeniu wojny do cywila. Noszą nazwę „żołnierzy wyklętych”, cokolwiek miałoby to oznaczać.

Konsekwencja, z jaką PiS buduje od podstaw Polskę alternatywną, zasługuje na najwyższe uznanie. Pytanie tylko, czy musi to robić właśnie tutaj, gdzie już jest jedna Polska. Czy nie mógłby znaleźć jakiegoś kawałka niezajętego miejsca i tam przenieść się ze swoją Polską, tak jak przeniósł się ze swoim festiwalem z Opola do Kielc, a z kongresem gospodarczym z Krynicy do Rzeszowa?

Myślę, że na takim rozwiązaniu wszyscy by skorzystali, a najbardziej sam PiS, który mógłby żyć z turystyki. Tłumy obywateli Rzeczypospolitej waliłyby drzwiami i oknami, by oglądać te dziwy. Sam bym się latem wybrał z dzieciakami na dwutygodniową podróż życia po Polsce Wyklętej.

wyborcza.pl

Morawiecki obiecuje miliardy. Te pomysły mają pomóc budżetowi, ale niekoniecznie firmom

Andrzej Kublik, Piotr Miączyński, 25 maja 2017

Wydruk paragonu z kasy fiskalnej

Wydruk paragonu z kasy fiskalnej (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

Resort finansów co kilka, kilkanaście tygodni przedstawia kolejne projekty, które mają przynieść budżetowi miliardy złotych oszczędności. Właśnie jest kolejny: firmy raz na dobę będą przekazywać fiskusowi dane ze swoich rachunków bankowych.

Projekt dotyczy 80 tys. małych, średnich i dużych przedsiębiorców. Ma utrudnić tzw. przestępstwa karuzelowe. Chodzi o łańcuszki firm, zakładane na słupy, które tak naprawdę nie prowadzą działalności gospodarczej. Wystawiają puste faktury, za którymi nie idą faktyczne transakcje. Po drodze występują do urzędów skarbowych o zwrot rzekomo przysługującego im za dokonane transakcje podatku VAT.

W 2013 r. organy kontroli skarbowej wykryły fikcyjne faktury na kwotę 19,7 mld zł, w 2014 r. na kwotę 33,7 mld zł, w roku 2015 na kwotę 81,9 mld zł. Fikcyjnym fakturom na ogół towarzyszą szybkie terminy płatności realizowane z wykorzystaniem systemu bankowego.

– Istnieje zatem możliwość wychwycenia nieprawidłowości na wczesnym etapie poprzez kontrolę przepływu środków pomiędzy rachunkami – twierdzi Ministerstwo Finansów.

Ustawa miałaby wejść w życie już od września 2017 roku. Budżet miałby na tym zyskać ponad 2 mld zł jeszcze w tym roku. W przyszłym byłoby to 4,5 mld zł.

A właściwie więcej, bo dostęp do rachunków firm to element większego systemu JPK (Jednolity Plik Kontrolny). Fiskus dostaje (bądź na swoją prośbę dostać może) np. ewidencję zakupu i sprzedaży VAT, księgi rachunkowe, wyciągi bankowe, faktury VAT, podatkową księgę przychodów i rozchodów

– Szacuje się, że tak kompleksowy system („JPK ewidencja VAT” i „JPK WB”) może w konsekwencji zwiększyć wpływy podatkowe z tytułu VAT o około 11,5 mld zł – twierdzi ministerstwo.

Czytaj też: Rząd nie lubi gotówki. Transakcje powyżej 15 tys. zł pod kontrolą

Miliardowe pomysły resortu

To kolejny z miliardowych pomysłów resortu, który teoretyczne wpływy z tego tytułu szacuje właśnie na miliardy złotych.

Rząd idzie tu w dwóch kierunkach. Pierwszy – to różnego rodzaju bazy danych. W grudniu ubiegłego roku ministerstwo pokazało projekt ustawy o Centralnej Bazie Rachunków. Rejestrowane byłyby tam dane o rachunkach bankowych, rachunkach w SKOK, papierach wartościowych, umowach ubezpieczenia z elementami inwestycyjnymi czy portfelach online, na których gromadzone są waluty wirtualne. Ma to ułatwić lokalizowanie środków pochodzących z przestępstwa.

Resort zapowiada też budowę Centralnego Rejestru Faktur (CRF), gdzie mają trafić (najlepiej w czasie rzeczywistym) dane ze wszystkich wystawionych faktur.

W przypadku takich danych kluczowe są jednak narzędzia informatyczne do ich analizy. A tych ministerstwo ciągle nie ma. Czy zbieranie w takiej sytuacji kolejnych informacji ma sens? – Nie. To nie na sensu – mówi Alicja Sarna, doradca podatkowy, szefowa zespołu postępowań podatkowych w MDDP. – Najpierw należy stworzyć narzędzia informatyczne. Wytypować jakiś duży urząd skarbowy, sprawdzić, po poinformowaniu podatników o tym, że będziemy prowadzili działania testowe, czy nasze narzędzia informatyczne działają, a później ten projekt rozszerzać i wdrażać.

Radosław Piekarz, ekspert konserwatywnego Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego, uważa jednak, że nie ma co czekać. – W tym roku pewnie będziemy mieli efekt prewencyjny – sporo moich klientów już myśli o wstrzymaniu pewnych transakcji optymalizacyjnych. A efekt taki prawdziwy, czyli wyłapywanie wyłudzeń, nastąpi w przyszłym lub jeszcze w następnym roku – przypuszcza Piekarz.

Zobacz:

Polska – najszybciej zadłużający się kraj Europy – w „Temacie dnia” główny ekonomista PO ostrzega przed rozdawaniem pieniędzy

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21757472,video.html

Fiskus ściga za paliwa

Drugi kierunek to zmiany w samym podatku VAT oraz kolejne obowiązki nakładane na branżę transportową/paliwową, która jest podejrzewana o wyłudzenia.

I tak w sierpniu zeszłego roku wszedł w życie tzw. pakiet paliwowy. Nowe przepisy utrudniły możliwość omijania fiskusa w handlu paliwami wwożonymi z innych państw Unii Europejskiej.

W projekcie tej ustawy rząd założył, że w pierwszym roku po zmianie przepisów dochody budżetu wzrosną o 2,5 mld zł. A w ciągu dziesięciu lat zwiększą się aż o 27,7 mld zł.

Pierwsze efekty widać. W zeszłym roku sprzedaż głównych paliw silnikowych w Polsce – oleju napędowego, benzyny, autogazu – podskoczyła aż o 13 proc., a w pierwszym kwartale tego roku wzrosła znowu o 13 proc., licząc rok do roku.

Resort wprowadził też pakiet przewozowy. Te przepisy wprowadziły obowiązek – pod groźbą surowych kar finansowych – zgłaszania do specjalnego e-rejestru przewozów ciężarówkami paliw, alkoholu i suszu tytoniowego. To dodatkowo miało utrudnić wyłudzenia podatkowe na handlu tymi towarami.

Ministerstwo wpierw zapowiadało, że w pierwszym roku po wprowadzeniu nadzoru nad ciężarówkami dochody budżetu wzrosną o 564 mln zł, w trzecim podskoczą o 7,7 mld zł, a w czwartym katapultują do 15 mld zł i nadal będą się zwiększać. Łącznie przez dziesięć lat nadzór nad ciężarówkami z paliwami, alkoholem i tytoniem miałby zapewnić fiskusowi astronomiczną kwotę 108,5 mld zł. Jednak już po paru tygodniach rząd obciął o połowę prognozy tych zysków. Dlaczego? Nie wiadomo.

Podzielona płatność i kolejne zyski z VAT

Wreszcie w przyszłym roku ma wejść w życie tzw. podzielona płatność. Jeśli firma płaci innej firmie 1230 zł, to 1000 zł pójdzie na konto nienadzorowane (firmowe), a 230 zł, czyli równowartość VAT, na konto nadzorowane, czyli do urzędu skarbowego.

Firmy będą to rozwiązanie stosowały dobrowolnie, ale zachęcać ma je do tego choćby ekspresowy termin zwrotów VAT.

Budżet ma z tego mieć w przyszłym roku 419 mln zł ekstra. W 2019 roku już 3,3 mld zł, a w 2023 dochody z wdrożenia tego rozwiązania miałyby osiągnąć poziom 9 mld zł rocznie.

Działa uszczelnienie czy dobra koniunktura?

Jeśli policzyć obiecywane przez Ministerstwo Finansów skutki zmian w przepisach, to w 2020 r. wspomniane działania powinny przynieść budżetowi z podatku VAT ekstra 20 mld zł, a w połowie przyszłej dekady ok. 25 mld zł.

– Liczby wydają się nadmiernie optymistyczne – twierdzi jednak dr Aleksander Łaszek, główny ekonomista Forum Obywatelskiego Rozwoju. – Wymienione działania w znacznej mierze koncentrują się na oszustwach i wyłudzeniach, podczas gdy za luką w VAT w znacznej mierze stoi znacznie mniej spektakularna szara strefa. Na mikroprzedsiębiorstwa płacące gotówką pod stołem obowiązek pokazywania stanu kont będzie miał ograniczony wpływ.

Równie sceptyczny jest Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Plus Banku. – Myślę, że na obecnym etapie nikt nie potrafi rzetelnie ocenić, w jakim stopniu działania podejmowane przez resort finansów zwiększą wpływy podatkowe – twierdzi.

Deficyt rekordowo niski, wpływy rekordowo wysokie

Od początku roku z podatku VAT do budżetu trafiło 57 mld zł,aż 34 proc. więcej niż rok wcześniej. Przychody z podatku dochodowego PIT były większe o 7,6 proc. niż rok wcześniej, a z podatku dochodowego od firm (CIT) wzrosły aż o 15,1 proc., do 13,1 mld zł. Wzrosły też dochody z podatku akcyzowego i podatku od gier o 3,6 proc., do 20 mld zł.

Eksperci zgadzają się z tym, że obecny rząd do uszczelniania podatków podszedł w sposób najbardziej kompleksowy.

– Wolałbym jednak, aby potencjalne sukcesy na tym polu były wykorzystane przede wszystkim do zmniejszenia deficytu finansów publicznych, a nie do uzasadniania, że stać nas na kolejne wydatki. Bo to klasyczne dzielenie skóry na niedźwiedziu, którego wcale możemy nie upolować. Przy takiej korzystnej koniunkturze, jaką mamy obecnie, powinniśmy mieć zrównoważony budżet, a być może nawet lekką nadwyżkę. Bo gdy dotknie nas spowolnienie wzrostu gospodarki, to dzisiejszy deficyt na poziomie ok. 3 proc. PKB może urosnąć do ok. 6 proc. PKB – ostrzega ekspert.

Dotychczasowe szacunki rządu mówiące o oczekiwanych efektach uszczelniania podatków rzędu 3-4 mld zł rocznie Wojciechowski uważa za rozsądne.

– W warunkach silnego ożywienia w gospodarce, którego głównym motorem są zwiększone wydatki krajowe [to także efekt 500 plus], naturalne jest to, że dochody podatkowe rosną. Obawiam się, że w ostatnich szacunkach MF część przyrostu dochodów podatkowych może wynikać właśnie z dobrej koniunktury, a nie z czystego efektu uszczelnienia podatków – twierdzi Wojciechowski.

wyborcza.pl

%d blogerów lubi to: