Rozłam w Zjednoczonej Prawicy? Wicepremier woli start z Kukiz’15 i narodowcami

23/06/2017, Michał Kuczyński

Zbliża się lipcowy kongres Prawa i Sprawiedliwości, podczas którego oprócz prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, wystąpić mają szefowie ugrupowań, współtworzących tzw. „Zjednoczoną Prawicę”. Prezes Polski Razem, wicepremier Jarosław Gowin we wczorajszej rozmowie w Polsat News 2 zapowiedział, że tak naprawdę po pierwszej godzinie kongresu, który jak rozumiem polegać będzie głównie na oklaskiwaniu geniuszu naczelnika państwa, wydarzenie zmienić ma się w kongres całej Zjednoczonej Prawicy.

Nie wiem czy ministrowi Gowinowi współczuć, czy się z niego śmiać, ale powiedzmy sobie szczerze, że tak naprawdę nie ma czegoś jak zjednoczona prawica. Jakiekolwiek próby wmawiania, że takie osoby jak Gowin czy Ziobro mają jakikolwiek wpływ na poczynania obecnie rządzącej partii, to tylko zakłamywanie rzeczywistości, głównie dla poprawy własnego samopoczucia. Nie jest tajemnicą, że poprzez zastosowany w trakcie wyborów w 2015 roku trik, Kaczyński, głównie finansowo, trzyma na smyczy liderów Polski Razem i Solidarnej Polski. Lista wyborcza była jedna, pieniądze też są jedne. Gdyby którekolwiek z ugrupowań, wchodzących w skład tej tzw. zjednoczonej prawicy, zdecydowała się wyjść z tego układu, pozostaje tak naprawdę bez grosza, co w kontekście najbliższych wyborów oznaczałoby prawdopodobnie koniec parlamentarnej kariery dla wielu dzisiejszych ministrów w rządzie Beaty Szydło.

Warto jednak zwrócić uwagę na fragment rozmowy, w którym Jarosław Gowin komentuje kwestię wspólnego startu z PiS w wyborach samorządowych. Najkrócej mówiąc, nie widać zbyt wielkiego entuzjazmu, ba, możliwy jest wręcz rozłam wspólnego frontu. Czyżby wicepremier Gowin szukał już alternatywy na wypadek, gdyby negocjacje z PiS o miejsca biorące do parlamentu w 2019 roku nie szły zbyt dobrze?

Możliwy rozłam?

Szef Polski Razem miał zaproponować prezesowi Kaczyńskiemu ewentualny wspólny start tylko na poziomie wyborów do sejmików wojewódzkich, bowiem te wybory uważa za najbardziej upolitycznione. W wyborach do powiatów i do gmin decyzję o lokalnych koalicjach zawierać mają miejscowe struktury partii. Okazuje się, że w Gdańsku decyzja już zapadła i jest ona co najmniej zaskakująca.

Tłumaczenia wicepremiera pokazują ciekawy szpagat myślowy, jaki stosuje jego ugrupowanie, tym bardziej, że w tej samej rozmowie podkreślił, jak bardzo jego ugrupowanie różni się od PiS. Polska Razem to dla niego partia zdecydowanie wolnorynkowa a PiS bardziej prospołeczna. Zaskakujące jak można być „zdecydowanie wolnorynkowym” i posłusznie podnosić rękę za każdym socjalistycznym postulatem gospodarczym, jakie zgłosi PiS. W sumie to między słowami Jarosław Gowin przyznaje, że dla bycia wicepremierem jest gotów schować swoje poglądy gospodarcze i postępować wbrew nim. Jego wczorajsze słowa wskazują jednak, że planuje przy okazji wyborów samorządowych sprawdzić, czy możliwe jest oderwanie się od Kaczyńskiego i stworzenie alternatywnej dla PiS Zjednoczonej Prawicy Wolnościowej, do spółki z narodowcami, działaczami Kukiz’15 czy ludźmi Janusza Korwin-Mikkego. I tak się tylko zastanawiam, czy Gowin nie wie, że każda próba podważenia dominującego porządku, który wymyślił wielki strateg Kaczyński, musi się spotkać z ostrą reakcją. Może na to właśnie liczy.

Źródło: wpolityce.pl

crowdmedia.pl

Włodzimierz Cimoszewicz: Czynią małym naród polski

CZRWIEC 20, 2017,  KAMILA TERPIAŁ

Jest na tyle niemądra, że nie rozumiała, jaki te słowa mają wymiar moralny. Ona po prostu „chlapała”, żeby udowodnić, jak słuszna jest polityka rządu – mówi w rozmowie z nami o słowach premier Beaty Szydło w Auschwitz Włodzimierz Cimoszewicz, były marszałek Sejmu, premier, minister sprawiedliwości, spraw zagranicznych. Czy 10 lipca stanie z protestującymi przed Pałacem Prezydenckim? – Myślę o tym, bo jestem tym bardzo poruszony – mówi. Rozmawiamy też o uchodźcach, polityce zagranicznej, zamachu na sądy, Puszczy Białowieskiej i powrocie do polityki.

Kamila Terpiał: Czuje się pan w dzisiejszych niepewnych czasach bezpiecznie?

Włodzimierz Cimoszewicz: Trzy lata temu, po agresji Rosji na Ukrainę, powiedziałem, że czuję się najbardziej zagrożony w moim dorosłym życiu. I chociaż agresywne zachowania Rosjan nie miały ciągu dalszego, to jednak nieprzewidywalność ich polityki zagranicznej utrzymuje się. Poziom ryzyka w naszej części kontynentu wzrósł i jest cały czas na wyższym stadium. W tym sensie czuję się nieco bardziej zagrożony niż zwykle. Natomiast już jako obserwator śledzę to, co dzieje się na świecie w ostatnich dziesięcioleciach i co ma swoje konsekwencje w wielu wysokorozwiniętych krajach Europy oraz Stanach Zjednoczonych. Przemiany technologiczne następujące w świecie – polityczne, ekonomiczne, wojskowe, obyczajowe – są fundamentalne, wielopłaszczyznowe, i są szybsze niż w przeszłości. To sprawia, że ludzie w krajach, które szybko się rozwijają, stają się bardziej optymistyczni, a ludzie żyjący w krajach dostatnich, które do tej pory miały wpływ na losy świata, zaczynają być zaniepokojeni. Zaczynają czuć się zagrożeni, poczucie ich bezpieczeństwa jest naruszone. I to jest

praprzyczyna rozprzestrzeniającego się zjawiska populizmu w liberalnych demokracjach i sukcesu demagogów,

którzy obiecują ludziom bezpieczeństwo.

Donald Trump z jednej strony i Jarosław Kaczyński z drugiej?

Tak. To jest dokładnie fragment szerszego zjawiska sukcesu populistów i demagogów. Ci ludzie instynktownie albo świadomie zdają sobie sprawę z tego, o czym mówię, czyli naruszonego poczucia bezpieczeństwa milionów obywateli, i to politycznie eksploatują. A czasami jeszcze dokładają tych lęków, sami wzbudzając obawy. Ja akurat tych strachów nie podzielam. Uważam, że nie należy się bać świata, nawet tego trudniejszego, bardziej wymagającego i konkurencyjnego. Trzeba do tego podchodzić ze spokojem, świadomością swoich niedostatków i słabości, ale także przewag. Świat wysoko rozwinięty powinien sobie zdawać sprawę, że nie zdoła konkurować z nowymi potęgami gospodarczymi, z tzw. trzecim światem, który ruszył z kopyta i zaczyna się rozwijać. Ale jest w stanie wykorzystać swój większy potencjał intelektualny, naukowy i rozwojowy. Kraje wysoko rozwinięte ciągle mają szansę być liderami innowacji. W taki sposób, dzięki rencie, jaką otrzymuje się za wprowadzanie czegoś nowego, mają szansę zagwarantować swoim obywatelom przyzwoity poziom życia. Świat zachodni może wykorzystywać ten potencjał przez kolejne kilkadziesiąt lat, tylko musi to sobie uświadomić.

Kto powinien sobie to uświadomić?

Przede wszystkim liderzy polityczni, społeczni, ci, którzy mają wpływ na kształtowanie opinii publicznej, komentatorzy. To powinno być wprowadzane do świadomości społecznej wszystkimi możliwymi kanałami. Tak, aby wszelkie obawy – nowe elementy sytuacji – można było traktować w sposób racjonalny. Dlatego ja osobiście się tego nie boję, ale wiem, że duże części społeczeństw obawiają się, i to ma swoje konsekwencje.

Nie boi się pan uchodźców? PiS przekonuje, że powinniśmy się ich bać, bo to przecież terroryści…

Stawianie znaku równości między uchodźcami, czyli ludźmi, którzy uciekają przed wojną, a terrorystami jest nieuczciwe, niesłuszne i odrażające w kategoriach moralnych

Polityki nie wolno uprawiać cynicznie, odwracając się plecami do wartości. Tego typu polityka na krótką metę może być skuteczna, ale jej koszty dla społeczeństwa mogą być straszne. Strach przed uchodźcami został w trakcie kampanii wyborczej wykreowany w sposób świadomy i sztuczny. W ciągu pół roku zmieniły się proporcje: wcześniej 30 proc. bało się uchodźców, a 70 proc. dopuszczało ich przyjazd, po pół roku to się odwróciło. A przecież nie pojawił się żaden uchodźca, nie doszło do żadnego ataku, nie było żadnych lokalnych i pozornie racjonalnych powodów dla takiej eksplozji strachu. On został wykreowane przez polityków. Ostatnio patrzę na to w wymiarze moralnej kondycji naszego społeczeństwa. To, co zrobiono, przekonując 70 proc. naszego społeczeństwa do tego, że słuszne jest nieudzielanie pomocy ofiarom wojny, jest po prostu podłe. Z ludzi w naszym kraju wydobywa słabości i wzmacnia te złe cechy. To jest zdumiewające! W kraju z taką historią, z naszymi problemami migracyjnymi, do tego w kraju katolickim… żeby głos Kaczyńskiego był ważniejszy od głosu Kościoła?! Przecież tu nie chodzi o doraźny pogląd, tylko o fundamentalne wartości chrześcijaństwa – o stosunek do bliźniego.

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego tak łatwo było przekonać większość społeczeństwa i wykorzystać ten strach w politycznej walce?

Składa się na to wiele powodów. Po pierwsze, jesteśmy jednym z przykładów kraju, w którym niezwykle szybko postępują zmiany. 25 lat to jest bardzo niewiele, a zmieniło się wiele – duże znaczenie mają w tym wypadku też nowe technologie i sposoby komunikowania się, co doprowadziło do pokoleniowego rozwarstwienia społeczeństwa. Jakie to ma konsekwencje? Ludzie mniej wykształceni i starsi są zdezorientowani, dlatego łatwiej jest im narzucać pewne rzeczy. Po drugie, mamy do czynienia z pośrednim wpływem środków masowego przekazu. Przebieg akcji terrorystycznej, na przykład w paryskim klubie, śledzimy na żywo, a to tak, jakbyśmy byli obok. Dlatego informacje o zamachach terrorystycznych tak plastycznie przekazywane oddziałują na emocje. Gdyby towarzyszył temu właściwy komentarz – na przykład pokazujący, że

każda ofiara terroryzmu to ogromna tragedia, ale 50 lat temu w Europie każdego roku w zamachach terrorystycznych ginęło więcej ludzi niż dzisiaj

– to może ludzie zrozumieliby, że nie stało się coś tak jakościowo nowego, żeby bać się tego bardziej niż 50 lat temu.

Czy podpisałby się pan pod stwierdzeniem, że jesteśmy na wojnie z terroryzmem?

Pojęcie wojny z terroryzmem pojawiło się po ataku z 11 września 2001 roku. Było używane przez media i przez polityków. Wtedy można to było zrozumieć, bo zamach na World Trade Centre był spektakularny i do tego przeprowadzony przez zorganizowaną, międzynarodową strukturę. Ale to jest oczywiście pewna przesada. Chociaż prawdą jest, że radykalnych organizacji jest coraz więcej i są coraz silniejsze. W pierwszej kolejności dotyczy to tzw. Państwa Islamskiego, które właśnie na naszych oczach się kończy. Kilka lat temu było w ofensywie, zdobywało roponośne tereny, a dochody roczne szacowano na kilka miliardów dolarów. To rzeczywiście był groźny przeciwnik i można było użyć określenia „wojna”. Bardzo możliwe, że będziemy musieli kontynuować tę walkę przez kolejne lata. Nawet jeżeli pokona się radykalnych islamistów z Syrii i Iraku, to wielki znak zapytania jest nad Afganistanem i północno-zachodnimi prowincjami Pakistanu. Są grupy, które zasilają cały czas radykalne organizacje. Tylko że nie ma co panikować. Są profesjonalne metody zdecydowanego ograniczania ryzyka i trzeba się na tym skupić.

Wracając do uchodźców i, jak pan to określił, podłego zachowania PiS-u… Myśli pan, że Jarosław Kaczyński robi to świadomie?

On prawdopodobnie nie zgodziłby się z moją oceną tego zachowanie jako podłe. Przypuszczam, że nie dostrzega wymiaru moralnego. Ale sianie strachu i polityczne posługiwanie się tym są świadome.

Jak można nie dostrzegać wymiaru moralnego? Wystarczy wyobrazić sobie, że staje naprzeciwko mnie syryjska kobieta z dziećmi na rękach i prosi o pomoc, a ja mówię „nie”.

Widocznie można. Czytałem niedawno, że rodzina uchodźców – on torturowany w swoim kraju, ona w ciąży i z trójką dzieci – byli już 21 razy zawracani z naszej granicy. Coś niebywałego! Nikt nawet nie zastanowił się nad tym, czy oni zasługują na status uchodźców. Poza tym odmawianie pomocy uchodźcom jest naruszeniem naszych zobowiązań międzynarodowych, nie tylko unijnych. Przecież to jest nasz obowiązek prawny, nie mówiąc o tym, że także moralny. Widocznie można się tak zagalopować w bijatyce politycznej, że nie starcza wyobraźni i dobrej woli do szerzenia innego wymiaru.

Pani premier w Auschwitz też nie wystarczyło wyobraźni? Pytam o te słowa: „Auschwitz to w dzisiejszych niespokojnych czasach wielka lekcja tego, że trzeba czynić wszystko, aby uchronić bezpieczeństwo i życie swoich obywateli”. Donald Tusk stwierdził wprost – takie słowa w takim miejscu nie powinny paść.

Pozwolę sobie na mocniejsze określenie – mówienie w miejscu symbolizującym Holocaust, czyli zagładę narodu prześladowanego z powodów rasistowskich, o tym, że trzeba dbać o bezpieczeństwo własnego narodu, i to w kontekście znanym nam wszystkim (ewentualnego napływu muzułmańskich imigrantów), jest

przekroczeniem kolejnej granicy podłości. To, co powiedziała, jest odrażające…

Przypuszczam, że po prostu nie zdawała sobie z tego sprawy. Jest na tyle niemądra, że nie rozumiała, jaki te słowa mają wymiar moralny. Ona po prostu „chlapała”, żeby udowodnić, jak słuszna jest polityka rządu. Wydawało jej się, że okoliczności dają dobrą szansę, aby posłużyć się taką argumentacją.

Powinna przeprosić? Czy udawać, że nic się nie stało?

Oczywiście, że powinna przeprosić! Wszystkich powinna przeprosić! Ale udawanie, że się nic nie stało, niestety, mnie nie zaskakuje. Zresztą spotykałem się wielokrotnie w życiu publicznym z postawą: niezależnie od tego, jak bardzo się pomyliłem, nie wolno mi się do tego publicznie przyznawać. Ja nie rozumiem takiej postawy.

Pan nie miał problemu z tym, żeby przeprosić za swoje słowa po powodzi w 1997 roku? Chociaż to była zupełnie inna sytuacja, nie chcę tych dwóch spraw porównywać…

Wtedy przeprosiłem, mówiąc szczerze, tylko dlatego, że była kampania wyborcza. Powiedziałem wtedy dwa zdania – na pytanie, czy osoby poszkodowane dostaną odszkodowania, odpowiedziałem jako prawnik, a nie polityk, i stwierdziłem, że nie, bo żeby dostać odszkodowania, trzeba się ubezpieczać, ale rząd udzieli oczywiście pomocy, i robił to zresztą od razu. Nie mam żadnego problemu z przyznaniem się do błędu. To, co stało się w Auschwitz, jest błędem kardynalnym.

Co prawda przeprosiny ze strony pani premier oznaczałyby, że nie ma kwalifikacji do kierowania rządem, ale mimo to – chociażby ze względu na czystość własnego sumienia – powinna tak postąpić, bo tylko wtedy zachowa się uczciwie.

Te słowa już poszły w świat.

Na świecie oczywiście huczy od rozmaitych sensacji i skandali, ale w różnych środowiskach – zwłaszcza intelektualnych i żydowskich – te słowa zostały odnotowane i będą miały swoje znaczenie.

I konsekwencje?

Oczywiście. Nie bezpośrednie i spektakularne, ale będzie miało znaczenie, jeżeli chodzi o stosunek pewnych środowisk do tego rządu. W wielu krajach to właśnie te środowiska są wpływowe i mogą w sprawach ważnych dla Polski wpływać tak lub inaczej na politykę własnych krajów. Trzeba mieć tego świadomość. Ale w tym przypadku i w każdym innym, który ostatnio bulwersuje, ważniejsze są konsekwencje pośrednie, dotyczące wizerunku, postrzegania i traktowania naszego kraju. Wszystko, co się ostatnio dzieje, sprawia, że Polska dokonuje samowykluczenia ze wspólnoty demokratycznego Zachodu. Ta wspólnota nie narusza pewnych zasad, a Polska jest jednym z krajów, w którym są one łamane.

Kolejnym krokiem, po samowykluczeniu może być wykluczenie ze Wspólnoty?

Jeżeli mówimy o instytucjach – takich jak UE – jest to bardzo mało prawdopodobne. Po pierwsze, skomplikowane są procedury, które wymagają jednomyślności. Po drugie, każdy będzie wolał scenariusz, w którym kłopoty są troszkę mniejsze od scenariusza, w którym są troszkę większe. Oportunizm polityczny będzie łagodził reakcje instytucjonalne i organizacyjne.

Ale?

Samowykluczenie, czyli wykluczenie w kategoriach poczucia partnerstwa, sojuszu, wspólnoty już następuje. Po prostu będziemy tolerowani – nikt nie zakaże pani Szydło czy panu Dudzie uczestniczenia w Radzie Sojuszu Północnoatlantyckiego czy Radzie Europejskiej, i to z pozoru będzie wyglądało tak, jakby niewiele się zmieniło – ale chociaż będą mogli wypowiedzieć tysiąc słów, to nie będą mieli nic do powiedzenia. Ich słowa będą bez znaczenia. Symbolicznym przykładem była reelekcja Donalda Tuska, gdzie wypowiedziano tysiąc słów i przegrano do zera.

Jaka jest polityka zagraniczna obecnego rządu?

Nie mamy polityki zagranicznej. Ona nie istnieje.

Minister spraw zagranicznych ma cokolwiek wspólnego z dyplomatą?

Ten pan, co się chyba nie zdarzyło żadnemu dyplomacie na świecie, został odwołany z trzech różnych zajmowanych przez siebie stanowisk przez trzech różnych ministrów spraw zagranicznych. Bronisław Geremek odwołał go z funkcji szefa polskiego przedstawicielstwa przy NATO, ja odwołałem go z funkcji ambasadora w Teheranie, Radosław Sikorski powołał go co prawda na swojego wiceministra, ale później też go zdymisjonował. To wiele mówi – ministrowie, którzy go odwoływali ze stanowisk, byli z różnych środowisk politycznych, z różnych bajek – a jednak dochodzili do tego samego wniosku, że ten człowiek się nie nadaje do pełnienia poważnych stanowisk w dyplomacji.

Teraz pełni stanowisko najważniejsze.

Podczas jego pierwszego wystąpienia w Sejmie padło wiele deklaracji. Ale to były przede wszystkim słowa… Uwagę zwracały dwie kwestie – uznanie Wielkiej Brytanii za strategicznego sojusznika Polski i krytyczne uwagi dotyczące UE. Na ile słuszne były te założenia, szybko dowiódł czas: po referendum w sprawie Brexitu Wielka Brytania nie może być nawet kandydatem na partnera; polityka antyunijna jest kontynuowana i PiS jest z niej zadowolony, tylko że jest dramatycznie błędna z punktu widzenia elementarnych interesów naszego kraju. UE najprawdopodobniej będzie niedługo przechodziła zmiany wewnętrzne, z tym należało się liczyć od dawna. W naszym interesie jest trzymanie się czołówki, trochę jak w wyścigu kolarskim – jeżeli czołówka ucieknie i ktoś zostanie na końcu peletonu, ma minimalne szanse na to, aby znowu dogonić początek. My nie dość, że tego nie rozumiemy, to jeszcze świadomie uważamy, że rzeczą właściwą jest w ogóle nieściganie się. Jeżeli chodzi o fakty, a nie słowa, to rząd nie robi nic, aby Polska znalazła się w tej czołowej grupie, a jest nią i będzie unia monetarna. Jednoznaczne stanowisko w tej sprawie zostanie zaprezentowane przez Angelę Merkel zaraz po wygranych wyborach i ono będzie tożsame z tym, co zaprezentował już nowy prezydent Francji, który domaga się nie tylko wzmocnienia unii monetarnej, ale także wprowadzenia odrębnego budżetu i stworzenia stanowiska odrębnego komisarza. To będzie oznaczało, że nastąpi inny podział środków, a najbardziej stracimy my jako największy biorca funduszy europejskich. Teraz polski rząd działa na rzecz takiego właśnie scenariusza. Dlatego to nie jest żadna polityka zagraniczna. Ona powinna służyć temu, aby zagwarantować bezpieczeństwo i stworzyć jak najlepsze warunki rozwojowe. PiS zmierza w dokładnie przeciwnym kierunku.

Dlaczego PiS-owi zależy na tym, abyśmy pozostali w tyle, na bocznym torze?

Myślę, że jest w tym trywialna nieznajomość świata i niezrozumienie tego, co się dzieje. Przy tej pozycji Jarosława Kaczyńskiego w PiS-ie, nieobecności ekspertów od spraw międzynarodowych i niebojących się wyrazić własnego zdania, ton nadaje ten pierwszy. A

on przecież kompletnie nie zna świata!

Z tego, co wiem, to jako dorosły człowiek, już działający w polityce, nigdy nie był poza granicami naszego kraju – nie wiem zresztą, czy był do tej pory – przecież nie dlatego, że nie mógł, tylko dlatego, że nie chciał. A jeżeli świat zewnętrzny go nie interesował, to jakim cudem mógł go poznać, albo może go znać. Dlatego kieruje się strasznie starymi, stereotypowymi i schematycznymi sposobami myślenia o interesie państwa.

A co Jarosław Kaczyński ma w głowie, jeżeli chodzi o politykę krajową?

Ciekawie opisał to prof. Wojciech Sadurski. My zresztą jesteśmy wszyscy z tego samego Wydziału Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, Kaczyńscy byli rok wyżej ode mnie. Po ukończeniu studiów prof. Sadurski razem z braćmi trafił do prof. Stanisława Ehrlicha, zajmującego się doktrynami politycznymi. Ostatnio Wojciech Sadurski zwrócił uwagę na to, że on od dawna nie był żadnym entuzjastą demokracji. Uważał, że to bardzo niedoskonały system i chociaż przyznawał, że nieuchronne jest istnienie takich instytucji, jak parlament czy rząd, to musi być wzmocnione przez pewien ośrodek dyspozycji politycznej, który jest niezależny od formalnej struktury państwa. Czyli musi być ktoś, kto decyduje i rozstrzyga o wszystkim, musi też dysponować instrumentami oddziaływania na wszystkie pozostałe instytucje państwa. Co my obserwujemy? Właśnie to. Dzisiaj wszystkie najważniejsze decyzje podejmowane są przez człowieka, który jest posłem. To on jednoosobowo podejmuje decyzje za parlament, za Trybunał Konstytucyjny i zapewne chciałby też za sądy. To jest chory i antydemokratyczny sposób myślenia o skutecznej władzy.

Jaki to ustrój? Z takim pozakonstytucyjnym ośrodkiem władzy.

Rzadko kiedy dochodzi do sytuacji, w której ludzie powołani czy wybrani formalnie na główne stanowiska w państwie są za własną zgodą całkowicie ubezwłasnowolnieni i biorą na siebie odpowiedzialność za cudze decyzje.

Cały ten układ jest kompletnie chory.

Chore jest oderwanie wpływu od odpowiedzialności – mówiłem o tym już półtora roku temu. Dopóki jest taki związek, to sytuacja wygląda tak: mogę robić, co chcę, ale ponoszę za to odpowiedzialność, a jeżeli ja decyduję, a ty ponosisz odpowiedzialność, to jest chore! Tak państwo nie może funkcjonować, a u nas do tego doszło.

Oprócz tego, że to jest chore, jakie jeszcze jest?

To ma swoje konsekwencje, bo doprowadza do ubezwłasnowolnienia takich instytucji, jak parlament. Dlatego mamy do czynienia z takimi hecami, jak posiedzenie Sejmu w Sali Kolumnowej, i to uchwalające budżet państwa. Teraz już nikt do tego nie wraca, ale przecież to posiedzenie było nielegalne. Jakie w związku z tym jest to państwo? Pozornego parlamentaryzmu i pozornej praworządności.

Do tego możemy jeszcze dodać pozorną panią premier i pozornego prezydenta… Żyjemy w pozornym państwie?

Prezydent o tyle nie jest pozorny, że został prawidłowo wybrany i ma wszelkie możliwości, aby wykonywać swoje obowiązki. Problem w tym, że jest człowiekiem takiego, a nie innego charakteru i sam się ubezwłasnowolnił, sam pozwolił na to, aby ograniczyć się do roli podpisującego cudze decyzje. W tej chwili mamy do czynienia z sytuacją – ciągle nie stawiam jeszcze kropki nad i – bardzo dużego ograniczenia praworządnego charakteru naszego państwa. Jeszcze nie wszystko zostało zniszczone, ale plany są znane.

„Reforma”, czyli przejęcie sądownictwa, ma być przegłosowana w Sejmie lada moment. PiS się przecież nie cofnie.

Nie cofnie, ale może starać się to odwlekać w czasie… Chociażby ze względu na wizytę Donalda Trumpa. Być może prezydent Stanów Zjednoczonych nie będzie mógł przemilczeć pewnych rzeczy. W sprawie sądów są trzy elementy, na które trzeba zwrócić uwagę. Pierwszy to Krajowa Rada Sądownictwa – chcą, aby członków wybierał Sejm, a to oznacza upartyjnienie tego organu; po drugie, chcą podporządkować zarządzanie sądami ministrowi sprawiedliwości – co oznacza, że będzie mógł powoływać, kogo będzie chciał, i będzie powoływał ludzi posłusznych, a ci będą mieli instrumenty do „tresury” sędziów; po trzecie, chcą przyjąć rozwiązanie, że absolwenci Krajowej Szkoły Sądownictwa będą jedynymi dopuszczalnymi kandydatami na asesorów sądowych z prawem do wykonywania funkcji sędziowskich – czyli de facto będą sędziami, ale powołanymi z pominięciem procedury. Jak do tego wszystkiego dojdzie, to stracimy ostatni element praworządności.

A jak stracimy ostatni element praworządności, to staniemy się państwem niedemokratycznym?

To jest trochę, jak z gotowaniem żaby, temperatura podnosi się powoli, ale przełomowym momentem jest dopiero ugotowanie żaby.

Dyktatury nie zawsze powstawały w drodze puczu, który z dnia na dzień wprowadzał tyrańską władzę. Powstawały często na zasadzie stopniowego wdrażania antydemokratycznych posunięć, mamy szereg przykładów historycznych. Wiele wskazuje na to, że zmierzamy w takim kierunku.

Większość rządowa uchwala takie prawo, jakie chce, na przykład w zakresie manifestacji. To jest prawo, które odpowiada tylko jej manifestacjom, a dyskryminuje całkowicie uprawnienia wszystkich pozostałych obywateli. Symboliczny już efekt jest taki, jak 10 czerwca, kiedy policja „obrabia” Władysława Frasyniuka tak, jakby to było 35 lat temu. Musimy się liczyć z tym, że władza będzie też chciała coraz bardziej skutecznie dławić samodzielność mediów. Jeżeli nie byłoby niezależnych mediów, to kulisy śmierci Igora Stachowiaka na komisariacie nigdy nie ujrzałyby światła dziennego. Jeżeli podporządkują sobie czy zastraszą media, to będą mogli robić po prostu wszystko, co chcą, z każdym. To jest przerażające.

Często słyszę komentarze, nie tylko ekspertów, że jeżeli wezmą sądy, to będzie koniec…

Mam wrażenie, że dobrze znam grzeszki sądów, tam jest co zmieniać, ale nie w taki sposób. Nie wierzę w brednie o skorumpowaniu sądów i sędziów. Oczywiście wśród 10 tys. znajdą się jednostki podatne na takie rzeczy, ale generalnie sądy nie są w Polsce skorumpowane. To, że z sądów wychodzą ludzie niezadowoleni i twierdzą, że sędzia był przekupiony, to nic dziwnego. W sprawach spornych jeden wychodzi zadowolony, a drugi niezadowolony, i on stara się zracjonalizować powód swojej przegranej.

Dlatego ludzie nie dostrzegają wagi problemu?

Nie dostrzegają. Świadomość prawna w naszym społeczeństwie jest dramatycznie ograniczona. Przez 27 lat wolności niewiele w tej kwestii się zmieniło. To jest jeden z poważniejszych błędów popełnionych przez wszystkie ekipy rządzące, i to jest szerszy problem – braku świadomości obywatelskiej. Ludzie nie rozumieją, czym jest państwo. Idę o każdy zakład, że większość Polaków nie potrafiłaby odpowiedzieć na pytanie, czym jest budżet państwa. Dlatego tak łatwo sprzedawać im kiełbasę wyborczą i opowiadać cuda.

Albo rozdawać pieniądze i tym zdobywać głosy – mam na myśli oczywiście program 500 Plus.

Na krótką metę to działa, ale na dłuższą jest strasznie niebezpieczne. Ostatnio mieliśmy dwa wydarzenia w dwóch krajach europejskich – w Polsce i Szwajcarii.

W Polsce ludzie głosowali, bo obiecano wielu z nich 500 zł na dziecko. W Szwajcarii za to odbyło się referendum na temat gwarantowanego dochodu dla każdego obywatela w wysokości 2,5 tys. euro miesięcznie i 80 proc. powiedziało temu pomysłowi „nie”. Oni wiedzą, że nie ma cudów, że nawet bardzo bogatej Szwajcarii na to nie stać.

W Polsce nie ma takiej świadomości i m.in. dlatego tak łatwo idzie walka z instytucjami wymiaru sprawiedliwości. Bardzo duża część społeczeństwa w ogóle nie rozumie, o co chodzi.

W takim razie w naszym kraju nie powinno się pytać Polaków o zdanie? Na przykład w sprawie konstytucji czy uchodźców. To najnowsze propozycje prezydenta.

Generalnie jestem zwolennikiem demokracji bezpośredniej, ale poważnie traktowanej. W ostatnich latach mieliśmy w Polsce dwa ważne referenda: konstytucyjne i unijne, oba były poprzedzone poważnymi i długimi debatami. I to były poważne referenda. Za niepoważne traktuję referendum z pytaniem, czy chcesz być młody, zdrowy i bogaty. Za niepoważne traktuję referendum na temat tego, czy podatki mają być niższe. I za niepoważne traktuję referendum dotyczące tego, czy Polska ma być lepiej zorganizowana – każdy odpowie, że tak. Dosyć śmieszne jest też to, że prezydent co chwila wymyśla jakieś nowe pomysły referendalne.

Konstytucję należałoby w ogóle zmienić?

Uważam, że nie ma sensu jej zmieniać. Można rozmawiać o wprowadzeniu poprawek, ale nie w takich okolicznościach politycznych. Obecna władza nie ma przecież większości konstytucyjnej, poza tym ryzyko tego, że przy okazji można wprowadzić niedemokratyczne zmiany, jest bardzo duże. Przypomnę, że sama konstytucja mówi o procedurze jej zmiany i dopuszcza możliwość referendum zatwierdzającego. A to, o czym mówi Andrzej Duda, to referendum sondażowe, ono w ogóle nie występuje. Prezydent jest strażnikiem konstytucji, powinien przestrzegać jej zapisów, a proponuje coś z nimi sprzecznego. Jest też rzeczą oczywistą, że prezydent proponuje połączenie referendum z wyborami samorządowymi, aby zwiększyć szanse wyborcze kandydatów PiS-u.

Referendum w sprawie uchodźców to byłaby znowu zagrywka polityczna? Prezydent nie wyklucza przeprowadzenia go z wyborami parlamentarnymi.

Takie referendum to byłoby utwierdzanie ludzi w małości, a wręcz w podłości.

Dlatego że w tych okolicznościach, jakie mamy, kiedy 70 proc. społeczeństwa to jest histerycznie przestraszony tłum, z góry wiadomo, jaka będzie odpowiedź, i chodzi wyłącznie o to, aby pognać ich do urn i aby głosowali na tych, którzy ich przed tym obronią…

Czy jest jeszcze coś podłego – oprócz sprawy uchodźców – w działaniach tej władzy?

Nie chcę nadużywać bardzo mocnych określeń… Chociaż jeżeli ktoś mówi, że Polska jest przepełniona obcą agenturą, to sam prosi się o to, aby odpowiedzieć równie mocno. Ale ja ograniczam się do nazywania po imieniu polityki, która niszczy wymiar moralny naszego narodu. PiS tak chętnie posługuje się kategorią narodu, a właśnie czyni go małym.

A katastrofa smoleńska, ekshumacje ciał ofiar, język nienawiści, dzielenie społeczeństwa?

Ja bym tego podłością jednak nie określił. Jeżeli tragedia jest wykorzystywana do celów politycznych, to jest na moje wyczucie nieprzyzwoite.

Jakby pan nazwał to, co dzieje się co miesiąc przed Pałacem Prezydenckim?

Na początku było oczywiste, że bliscy ofiar przeżywali okres żałoby, a był on dłuższy niż przeciętny. Później obchody zaczęły przybierać dziwny obraz, pojawiało się coraz więcej wątków politycznych, ale też dziwne elementy – na przykład marsze z pochodniami. Pamiętam, że kilka lat temu byłem wstrząśnięty tym obrazem, już wtedy miałem wrażenie, że to jest niestosowne. Ale wtedy jeszcze tłumaczyłem sobie, że Jarosław Kaczyński po stracie brata bliźniaka ma prawo do wyjątkowego obchodzenia tej żałoby. Z czasem stało się oczywiste, że to nie ma nic wspólnego z żałobą, że to jest czysta polityka.

Jego wystąpienia są przepełnione nienawiścią, inwektywami, stygmatyzowaniem przeciwników.

Przed wyborami celem było emocjonalne przywiązanie wyborców, po wyborach chodzi o podtrzymywanie poparcia. To są przecież najwierniejsi wyborcy PiS-u.

Jak w takim razie należałoby odpowiedzieć na oskarżenia dotyczące powiązań agenturalnych?

Po pierwsze, to jest niedopuszczalne. Prof. Andrzej Friszke zwrócił uwagę, że tego rodzaju zarzuty, poza czasami stalinowskimi, nie były używane nawet w PRL-owskiej propagandzie. Jeżeli oskarża się ludzi o to, że są obcymi agentami, to znaczy, że łamią prawo i że należy ich ścigać. Jeżeli Kaczyński zechce być konsekwentny, to wyda ministrom Błaszczakowi i Ziobrze polecenia, co mają robić.

Może jak przejmie sądy, to takie polecenia wyda?

To jest znowu niemoralny sposób uprawiania polityki, ale to jest też bardzo groźne.

Rozmawiamy w Białowieży. Przyznam, że mijany po drodze obraz Puszczy Białowieskiej jest przerażający. Co z niej zostanie? I jaki wpływ na to może mieć polityka?

Puszcza pojawiła się 10 tys. lat temu i przez ten czas, z wyjątkiem ostatnich 100 lat, nikt nie wprowadzał tu swoich porządków. A ona sobie całkiem nieźle radziła. Tak należałoby też podejść do tego, co teraz się dzieje. Z rozwijającą się inwazją kornika mamy do czynienia od kilkunastu lat. Ale ktoś, kto zna ten las, zdaje sobie sprawę, że ta inwazja występuje na terenach, na których człowiek w ciągu ostatnich 100 lat prowadził swoją działalność, czyli rąbał drzewa. W latach 50., 60. i 70. starano się prowadzić politykę „racjonalną” i sadzić nowy las w miejsce wyrąbanego. Tyle że ta „racjonalność”, polegająca na sadzeniu lasów świerkowych, była sprzeczna z naturą lasu mieszanego, jakim jest puszcza. W efekcie człowiek stworzył setki stołówek dla kornika i tym samym zaprosił go. Inwazja kornika to reakcja przyrody na działania człowieka. Minister środowiska, który teoretycznie odpowiada za ochronę środowiska, chociaż w praktyce często robi wrażenie, jakby było odwrotnie, mówi, że puszcza jest dziedzictwem kulturowym, a nie przyrodniczym. Według niego, puszcza jest dziełem człowieka. Ja uważam, że nie ma racji, bo

są ogromne obszary puszczy, gdzie człowiek nie prowadził żadnej działalności i tam nie ma problemu kornika.

Widać to gołym okiem – w rezerwacie ścisłym, gdzie nikt nigdy niczego nie robił, nie ma suchych i powalonych świerków. Ten kornik tak naprawdę spełnia ważną rolę przywracania naturalnego charakteru temu lasowi.

Czyli dobrze, że ekolodzy protestują?

Oczywiście, przecież mają rację.

Przyłącza się pan czasami do tego protestu?

Kilkanaście miesięcy temu wziąłem udział w demonstracji w Warszawie, a nawet – ku mojemu zaskoczeniu – miałem tam wystąpienie. Wtedy mówiłem, że rządowi nie jest potrzebny kolejny konflikt, ale oni chyba ubóstwiają konflikty. Przecież wstrzymania wycinki domaga się UNESCO i Komisja Europejska, bo jest prowadzona na obszarach mających status Natura 2000. A minister Szyszko wzrusza ramionami i odpowiada, że to on ma rację. Efekt będzie taki, że prawdopodobnie KE skieruje sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, a ten nałoży na nas potężną karę, UNESCO za to może skreślić puszczę z listy światowego dziedzictwa ludzkości.

To była jedyna demonstracja, w jakiej pan uczestniczył?

W Warszawie to chyba była jedyna…

Przyjdzie taki czas, kiedy stwierdzi pan, że trzeba wyjść na ulice także w obronie innych spraw?

Nie wiem. Ale to, co się wydarzyło 10 czerwca, bardzo mnie poruszyło i

nie wykluczam, że w geście solidarności stanę z nimi.

Czyli pojawi się pan 10 lipca przed Pałacem Prezydenckim?

Zobaczymy… Myślę o tym, bo jestem tym bardzo poruszony.

Trzeba bronić wolności zgromadzeń?

Kiedy nowelizowano ustawę o zgromadzeniach z inicjatywy prezydenta Bronisława Komorowskiego, byłem senatorem i już wtedy protestowałem i głosowałem przeciw, bo uważałem, że te zmiany są za daleko idące. W tej chwili posunięto się znacznie dalej. Wolność słowa i wolność zgromadzeń to są absolutne fundamenty porządku demokratycznego. Bez tego, kiedy ludzie nie mogą wyrażać swoich poglądów, nie ma demokratycznego sporu i jest tylko konflikt.

Lepiej panu tu – na Podlasiu – niż w Warszawie?

Wyprowadziłem się z Warszawy w 1985 roku. Bywałem tam tylko ze względu na obowiązki służbowe, a nie dlatego, że lubiłem tam jeździć. Urodziłem się i wychowałem w Warszawie, ale nie lubię swojego miasta. Zresztą nie lubię żadnego dużego miasta.

Do polityki pan nie wraca? Nawet jeżeli PiS wygra kolejne wybory?

Jeżeli tak się stanie, to będzie rzeczywiście tragedia. Dzisiaj wyrządzają bardzo dużo szkód, doprowadzają do samowykluczenia Polski ze wspólnoty demokratycznego Zachodu. Jeżeli przegrają za dwa lata, to nasi partnerzy będą skłonni udzielić Polsce kredytu w nadziei, że powrócimy do demokratycznej rodziny. Jeżeli PiS wygra wybory, to myślę, że tak naprawdę na bardzo długi czas nikt już Polsce nie da szansy. Ale do polityki nie wracam.

wiadomo.co

 

Dzień ojca. No dalej moje dzieci kochane! Wyskakiwać z siana!

Tak rząd wspiera ojca Rydzyka. Miliony dla spółek związanych z duchownym

23.06.2017
Ojciec Tadeusz Rydzyk stwierdził ostatnio, że ci, którzy mówią, iż jest utrzymywany przez rząd, „bezwstydnie kłamią”. Tymczasem od początku swojej działalności rząd Beaty Szydło przekazał spółkom związanym z redemptorystą ponad 3,1 mln zł. Takie dane udostępniły ministerstwa.

O informacje dotyczące wsparcia finansowego dla podmiotów związanych z o. Rydzykiem wystąpił do rządu poseł PO Mariusz Witczak. Okazuje się, że pieniądze płyną do firm szerokim strumieniem. – To rachunek, jaki PiS musi spłacić u Tadeusza Rydzyka za popieranie ugrupowania miedzy innymi na łamach mediów związanych z duchownym – mówi Wirtualnej Polsce poseł Witczak. – Wystąpiłem o te informacje, by pokazać, że Polacy, czy tego chcą czy nie, wspierają biznes ojca Rydzyka. Wszystko dzięki rządowi Beaty Szydło, który przeznacza miliony na podmioty związane z duchownym – podkreśla.

MSZ w 2016 r. przekazało fundacji Lux Veritatis dotację celową w wysokości 200 tys. zł. Z kolei Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej otrzymała trzy dotacje. W kwietniu 2016 r. – 105,2 tys. zł, we wrześniu 2016 r. – 190 tys. zł, a w kwietniu 2017 r. – 260 tys. zł. – Ponadto Biuro Administracji Ministerstwa Spraw Zagranicznych jako dysponent III stopnia wydatkował w okresie od 16 listopada 2015 roku do 30 maja 2017 roku łączną kwotę 17 339,50 zł., na którą składają się wydatki poniesione na SPES-Wydawnictwo „Nasz Dziennik” z siedzibą w Warszawie – informuje wiceszef MSZ Jan Dziedziczak. Wydatki te obejmowały publikacje ogłoszeń i nekrologów (10,8 tys. zł) oraz wykupienie dostępu do wersji elektronicznej gazety (6,4 tys. zł).

Prezenty PiS dla ojca Rydzyka

Hojne ministerstwo kultury

Duże środki trafiły do firm związanych z ojcem Rydzykiem z instytucji podległych ministerstwu kultury. Narodowe Centrum Kultury przekazało Fundacji Lux Veritatis 70,6 tys. zł na podstawie listu intencyjnego w sprawie organizacji obchodów 1050. Rocznicy Chrztu Polski. Wkrótce fundacja otrzyma także 61 tys. zł w ramach decyzji komisji konkursowej programu Kultura Interwencje.

Instytut Książki przekazał Fundacji Servire Veritati Instytut Edukacji Narodowej z kolei dofinansowanie sięgające 80,4 tys. zł. Z Ośrodka Badań Naukowych im. W. Kętrzyńskiego do wydawnictwa „Nasz Dziennik” trafiło 811 zł. A spółce Bonum na podstawie ustawy o grach hazardowych przyznano dofinansowanie 1,1 mln zł.

Ministerstwo rolnictwa w ubiegłym roku przekazało fundacji Lux Veritatis 50 tys. zł. Podległe resortowi Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa oraz Agencja Nieruchomości Rolnych przekazały Fundacji Lux Veritatis oraz SPES, wydawcy „Naszego Dziennika” w sumie ponad 772,9 tys. zł.

Resort pracy płaci za spoty

Resort pracy, rodziny i polityki społecznej przeznaczył w ubiegłym roku 93,3 tys. zł spółce Bonum na zakup czasu antenowego, by promować program 500+. W kwietniu br. ministerstwo wydało 188,1 tys. zł, płacąc Fundacji Lux Veritatis za emisję dwóch spotów w TV Trwam w ramach kampanii „Wspieram pomoc”.

Także ministerstwo sportu znalazło środki, by wesprzeć podmioty związane z toruńskim duchownym. W 2016 r. resort przeznaczył 4 tys. zł na udostępnienie powierzchni reklamowej w „Naszym Dzienniku”. W tym roku było to 9,3 tys. zł.

Ministerstwa finansów, infrastruktury i budownictwa, gospodarki morskiej, edukacji, cyfryzacji i Kancelaria Premiera nie przekazały żadnych środków na podmioty związane z ojcem Tadeuszem Rydzykiem. Pozostałe resorty nie przedstawiły jeszcze danych w tej sprawie.

„Bezwstydne kłamstwo”

Po tym jak kilka tygodni temu Ryszard Petru oświadczył, że „należy jak najszybciej odciąć finansowanie państwowe na Radio Maryja”, toruński duchowny wydał oświadczenie. – Każdy umiejący odczytywać nawet podteksty wie, iż mówiący, że utrzymuje nas rząd, bezwstydnie kłamią – powiedział. – Szczególnie PO i Nowoczesna mają w rozpowszechnianiu takich informacji swój cel. Przez te kłamstwa chcą zniechęcić ludzi do wspierania, utrzymywania naszych mediów, chcą doprowadzić, by Radio Maryja i Telewizja Trwam upadły. Jeśli przedstawiciele Platformy i Nowoczesnej kłamstwem walczą z Radiem Maryja, to pytam się, czy w innych sprawach mówią prawdę? Czy są wiarygodni? – pytał Rydzyk. W audycji poświęconej KRRiT duchowny narzekał także na państwowe firmy. – Mimo, że jest ta dobra zmiana w Polsce, my ze spółek Skarbu Państwa mamy mniej niż kot napłakał. Ale TVN dostaje i inni.

W ostatnim czasie duchowny z Torunia otworzył nowy biznes. Teraz każdy może sie napić kawy u Tadeusza Rydzyka.

wp.pl

Sondaż IPSOS dla OKO.press: Mocny PiS z konstytucyjną większością. Opozycja w dół

SONDAŻ
Maciej Bednarek, 23 czerwca 2017

Jarosław Kaczyński i posłowie PiS w Serjmie

Jarosław Kaczyński i posłowie PiS w Serjmie (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Gdyby wybory parlamentarne odbyły się w najbliższą niedzielę, na PiS głosowałoby 41 proc. wyborów. Mocno tracą PO i Nowoczesna.

Oprócz PiS do Sejmu weszłyby jeszcze: PO z 26-proc. poparciem, Kukiz’15 (12 proc.), Nowoczesna (7 proc.) i PSL (5 proc.). Pod progiem wyborczym znalazły się: SLD, Razem (po 4 proc.) i Wolność Korwin-Mikkego (3 proc.).

OKO.press zwraca uwagę, że tak wysokie poparcie PiS zanotował w sondażu telefonicznym. Tymczasem zwykle lepiej wypada partia rządząca w badaniach przeprowadzanych w domu respondenta.

Sondaże zastąpią nam demokrację? Nie kupujmy ich tam, gdzie najtaniej – socjolog ostrzega w „Temacie dnia”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21383258,video.html

– Takie poparcie dla PiS mogłoby przełożyć się na samodzielną większość, a gdyby nawet tak się nie stało, to koalicja PiS i Kukiz 15 miałaby w Sejmie znaczną przewagę, zapewne konstytucyjną większość – zauważa Piotr Pacewicz z OKO.press.

W porównaniu z marcowym sondażem obie partie opozycji liberalnej – PO i Nowoczesna – zanotowały spadki. PO straciła 4 pkt, a Nowoczesna 2 pkt proc. To nietypowe zjawisko, ponieważ do tej pory gdy jedna partia traciła, druga zyskiwała.

Łączne poparcie dla PO i N. spadło do 33 proc., czyli dokładnie do takiego poziomu, jak w wyborach 2015 r.

Strach przed terroryzmem

Czemu PiS poprawia notowania? Zdaniem OKO.press wpływa na to korzystna sytuacja gospodarcza, malejące bezrobocie i wyrazista polityka socjalna poprawiająca sytuację ludzi uboższych. Chodzi o program 500 plus i podniesienie płacy minimalnej.

Poza tym dużą rolę odgrywa „intensywna propaganda strachu połączona z obietnicą bezpieczeństwa”.

– Politycy PiS – od prezydenta po szeregowych posłów i posłanek – nakręcają atmosferę zagrożenia przez „uchodźców” utożsamianych z „terrorystami” i jednocześnie składają deklarację, że PiS zadba o bezpieczeństwo Polaków. Owocuje to nasileniem ksenofobicznej histerii, która przeważa nad racjonalnymi ocenami prawdziwych efektów polityki zagranicznej PiS – analizuje Pacewicz.

PiS przykrywa wpadki

Jego zdaniem, PiS sprytnie przykrywa też wpadki. Np. porażka podkomisji smoleńskiej Macierewicza zagłuszono narracją o pogardzie dla ciał ofiar katastrofy.

Z kolei inne porażki partii rządzącej – m.in. wybór Donalda Tuska na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej, „deforma edukacji”, zamach na autonomię sądów, wycinka lasów czy nepotyzm – poruszają tylko część opinii publicznej.

Z drugiej strony – pisze Pacewicz – sondaż wskazuje na wypalanie się potencjału protestu w obronie demokracji i państwa prawa.

wyborcza.pl

W TVP będzie pięć nowych programów religijnych

Trudno uwierzyć w to, że pomysł ewangelizacji przekazu TVP zwiększy oglądalność programów stacji, przysporzy reklamodawców i zwiększy jej dochody. Płonna też wydaje się nadzieja, że „nabożna oferta” zachęci Polaków do płacenia abonamentu.

Mimo podobnych zastrzeżeń i wątpliwości, Telewizja Polska zapowiada, że już wkrótce na jej antenie pojawi się aż 5 nowych programów o tematyce religijnej. To efekt uruchomionego niedawno projektu, w trakcie którego media Jacka Kurskiego szukały najciekawszych pomysłów na audycje poświęcone Kościołowi.

Dalsze prace będą prowadzone teraz nad programami „Słowo NieDzieli”, „Słowo na niedzielę – cykl misyjny”, „Razem”, „Wszystkie dzieci nasze są” oraz „Wow. Program młodych”. Jak można się łatwo domyślić, pierwsze z wymienionych tytułów swoje scenariusze będą opierały głównie na tematyce Ewangelii, dwie ostatnie propozycje mają być skierowane do najmłodszych wiernych.

Już obecnie TVP chętnie wypełnia swoje pasma treściami religijnymi i to nawet mimo przetrzebienia redakcji katolickiej w tej stacji. Szczególną „furorę” zrobiła ramówka przewidziana na niedzielę 29 stycznia. W TVP 1 treściami niemal wyłącznie związanymi z Kościołem zagospodarowano wówczas czas od godziny siódmej rano do trzynastej.

koduj24.pl

PiS chce znieść instytucję Rzecznika Praw Obywatelskich

23.06.2017
piątek

Na razie chce z urzędu usunąć Adama Bodnara. Już przygotował sobie do tego narzędzia prawne.

Po przejęciu władzy przez PiS stało się oczywiste, że to „palec boży” sprawił, że Rzecznikiem Praw Obywatelskich poprzedni parlament wybrał właśnie Adama Bodnara: doświadczonego działacza na rzecz praw człowieka, który w dodatku w ideę tych praw głęboko wierzy. Stało się też jasne, że PiS będzie się chciał go pozbyć. Najlepiej rękami obywateli. No i mamy trzecią już edycję zbierania podpisów pod żądaniem odwołania rzecznika.

Za pierwszym razem chodziło o krytykę przez Bodnara marszu ONR w Białymstoku. Za drugim – o przystąpienie RPO do sprawy drukarza, który odmówił wykonania stojaka z logiem organizacji LGBT. Teraz – o wypowiedź, w której przypomniał, że Polacy przyczyniali się do Holokaustu.

We wtorek, w TVP Info, w rozmowie na temat słów pani premier w Auschwitz, że ten obóz jest dowodem, iż trzeba dbać o bezpieczeństwo swojego narodu, powiedział: „Nie ma żadnych wątpliwości, że za Holokaust byli odpowiedzialni Niemcy. Musimy jednak pamiętać, że wiele narodów współuczestniczyło w jego realizacji. W tym – o czym mówię z ubolewaniem – także naród polski”. Przypomniał, że AK wydawało i wykonywało wyroki śmierci na szmalcownikach – co jest dowodem, że takowi istnieli. „Nie możemy zapominać o tym, że wśród polskiego narodu także znajdowały się osoby, które najzwyczajniej w świecie popełniły zbrodnie, popełniły błędy. Tak samo, jak były takie osoby w narodzie słowackim, węgierskim, francuskim” – dodał. Prawica natychmiast uznała to za atak na naród polski. W środę Bodnar publicznie przeprosił: „(…)wszystkie osoby, które mogły poczuć się dotknięte formą mojej wypowiedzi”.

To, co powiedział jest prawdą: Polacy uczestniczyli w zagładzie Żydów. Podobnie, jak prawdą jest, że ratowali ich z narażeniem życia. Prawdą jest też, że cały „naród polski” nie współdziałał w Holokauście, ani nie ratował Żydów. Większość „narodu polskiego” po prostu nie robiła nic. I tyle. RPO stwierdził jedynie, że Polacy robili to, co robili.

O ile w Polsce negacjonizm dotyczący Holokaustu powszechnie się nie przyjął, to negacjonizm dotyczący udziału Polaków w zbrodniach na Żydach jest niemal patriotycznym obowiązkiem. Dlatego za chwilę parlament uchwali pisowski projekt, według którego przestępstwem – karanym do trzech lat więzienia – będzie „publicznie i wbrew faktom przypisywanie Narodowi Polskiemu lub Państwu Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności” za zbrodnie nazistowskie i inne zbrodnie przeciwko pokojowi i ludzkości zawarte w międzynarodowych konwencjach. Przepis jest przez świat prawniczy i organizacje praw człowieka krytykowany za naruszenie wolności słowa i badań naukowych: tezy historyków zamiast być przedmiotem naukowej debaty, mają być poddawane prokuratorskiemu śledztwu i sądowym wyrokom. A do czasu zakończenia postępowania można będzie np. „aresztować” publikacje historyków.

Obecna awantura o wypowiedź Adama Bodnara pokazuje, do czego jeszcze można będzie używać tego prawa: np. do usuwania z urzędu lub zastraszania.

Przygotowywane przez Sejm prawo przewiduje też inną drogę: cywilny pozew o „ochronę dobrego imienia Rzeczpospolitej Polskiej i Narodu Polskiego”, który będzie mogła wnieść zajmująca się tą tematyką organizacja pozarządowa. Czyli np. Reduta Dobrego Imienia Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom, której szef, Maciej Świrski właśnie wezwał RPO do dymisji.

Do podstawienia RPO przed sądem trzeba mu uchylić immunitet. I na to PiS się przygotował. Rok temu weszły w życie przepisy o uchylaniu immunitetu rzecznikowi praw obywatelskich. Komisarz Praw Człowieka Rady Europy Nils Muiżnieks ocenił je jako godzące w niezależność RPO.

Adam Bodnar jest rzecznikiem wręcz wzorcowo niezależnym od władzy. A jednocześnie tej władzy nie kontestuje. Wchodzi z nią w dialog, kierując dziesiątki wystąpień inspirowanych przede wszystkim skargami obywateli. Najsilniejszy instrument obrony praw obywatela władza PiS już mu odebrała: kierowanie wniosków do Trybunału Konstytucyjnego po dobrej zmianie nie tylko nie ma sensu, ale byłoby przeciwskuteczne. Rzecznikowi zostaje więc presja moralna. I tej właśnie moralnej siły PiS usiłuje go pozbawić. Potem zaś chce pozbawić go urzędu, do czego już sobie przygotował prawne narzędzia.
Ostatnim akordem ma być zniesienie instytucji RPO. Jednym z pytań konstytucyjnej ankiety przygotowanej na zamówienie PiS, a skierowanej do prawników jest: czy w Polsce potrzebna jest instytucja RPO.

 

siedlecka.blog.polityka.pl

Piątek o książce, w której ujawnia powiązania Macierewicza: To układ. Kaczyński szukał go wszędzie, tylko nie u siebie

Anna Dryjańska, 23 czerwca 2017

Książka Tomasza Piątka o rosyjskich (i nie tylko) powiązaniach ministra Macierewicza jeszcze nie pojawiła się w księgarniach (tam trafi w poniedziałek), a już wywołuje kontrowersje. Autor dostarczył świeżo wydrukowany egzemplarz do redakcji naTemat. Przy okazji zadaliśmy mu serię pytań o publikację, która może wstrząsnąć polską sceną polityczną.

Jak długo pracowałeś nad książką o powiązaniach Macierewicza?

Tomasz Piątek: Śledztwo prowadziłem przez 18 miesięcy, natomiast samą książkę musiałem napisać w miesiąc, by zdążyć z wydaniem. Teraz jestem ledwo żywy ze zmęczenia (śmiech).

Dlaczego o tym napisałeś?

Polacy powinni jak najszybciej się dowiedzieć, kim jest Antoni Macierewicz i jakimi ludźmi się otacza. Minister polskiego rządu jest uwikłany w siatkę GRU, czyli rosyjskiego wywiadu wojskowego z sowieckimi korzeniami.

Dlaczego wydałeś książkę w wydawnictwie Arbitror? Pierwszy raz o nim słyszę.

Bo to nowe wydawnictwo należące do Marcina Celińskiego z kwartalnika Liberte! Założył je specjalnie po to, by wydać moją książkę. Celiński to solidny biznesmen, który zaoferował mi bardzo dobre warunki. Zainwestuje duże środki finansowe w promocję i dystrybucję książki, na czym bardzo mi zależało. Poza tym już na etapie śledztwa dziennikarskiego był bardzo pomocny – kontaktował mnie z informatorami, pomagał w ustalaniu faktów.

Przejdźmy do rzeczy. Czy Antoni Macierewicz jest rosyjskim agentem?

Tego nie wiem, bo nie złapałem pana ministra za rękę, natomiast trudno przypuszczać, by otaczając się przez dziesięciolecia ludźmi z GRU lub mocno powiązanymi z GRU, pan minister przez ten cały czas nie zorientował się co robi i kim są jego koledzy, jego najbliżsi współpracownicy.

Możesz podać przykład takiej osoby?

Choćby Robert Jerzy Luśnia, z którym Antoni Macierewicz współpracował przez 30 lat, najpierw w konspiracji, potem w partiach politycznych, ale także w biznesie. Luśnia był płatnym konfidentem SB. Wiemy to, bo został oskarżony o kłamstwo lustracyjne i jego agenturalną przeszłość potwierdziły wszystkie trzy instancje sądu, włącznie z Sądem Najwyższym.

Ale Prawu i Sprawiedliwości to nie przeszkadza.

Nie, absolutnie nie. PiS-owi nie przeszkadza też, że Robert Jerzy Luśnia był prowadzony przez przez oficera SB Józefa Nadworskiego, który współpracował z najwybitniejszym szpiegiem GRU Markiem Zielińskim (nie należy go mylić z dyplomatą o tym samym nazwisku).

PiS-owi nie przeszkadza również, że Luśnia, gdy był wiceprezesem Herbapolu Lublin, bezprawnie przekazywał pieniądze tej spółki firmie Macierewicza, pod nazwą Dziedzictwo Polskie. Przez całe lata był współwłaścicielem i nadal posiada udziały w Dziedzictwie Polskim. Spółka ta wydawała gazetę „Głos”, która w latach 90-tych publikowała antysemickie materiały.

Inny ciekawy kolega Macierewicza to Piotr Bączek, obecny szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego – przez całe lata był we władzach partii Macierewicza, czyli Ruchu Katolicko-Narodowego. W tym samym czasie członkiem władz RKN był zresztą Robert Jerzy Luśnia.

Nie dziwi więc, że Bączek bronił Macierewicza w sprawie tak zwanego rosyjskiego łącznika, czyli Jacka Kotasa, byłego wiceministra, który łącznie przez kilkanaście lat pełnił najwyższe funkcje w spółce Radius. To spółka związana z mafią sołncewską, najpotężniejszą mafią rosyjską, która jest kierowana na odległość, ale bardzo skutecznie, przez gangstera Siemiona Mogilewicza. To przyjaciel Putina i również jest blisko związany z GRU, bo współpracował z nimi przez wiele lat.

A może Jarosław Kaczyński nie wie o tym wszystkim?

Myślę że wie, że czytał moje artykuły w „Gazecie Wyborczej” na ten temat. Książka podsumowuje tamte publikacje, ale podaje też nowe fakty, nieznane albo przemilczane. Z nich się wyłania przerażający obraz, co najlepiej ilustrują załączone do książki mapy powiązań.

Przypominają układ słoneczny.

Ja to nazywam konstelacjami Macierewicza (śmiech). Na pierwszej z nich widać, że minister Antoni Macierewicz ma przynajmniej trzy powiązania z Siemionem Mogilewiczem i jeszcze więcej powiązań z Putinem, o czym też piszę w książce.

O, nawet Edmund Janniger się tu znalazł.

Początkowo byłem przekonany, że Janniger jest elementem nieznaczącym w całej sprawie, ale okazało się, że ten człowiek jest doskonale ustawiony. Jest studentem Rutgers University w stanie New Jersey, jego rodzice są tam wykładowcami, nauczają na wydziale medycznym tej uczelni. Tak się składa, że katedrę bankowości na tym uniwersytecie ufundował Thomas Renyi, człowiek, który jest na różne sposoby związany z byłym senatorem i lobbystą Alfonsem Marcello D’Amato.

Wielokrotnie o nim pisałem – D’Amato to lobbysta firmy produkującej blackhawki, z którym Macierewicz spotkał się na kilka dni przed zerwaniem kontraktu na caracale. Potem nagle minister oświadczył, że jednak kupi blackhawki. Macierewicz wynajął D’Amato, by lobbował na rzecz Polski w czasie szczytu NATO w Warszawie. Ich kontakty mają długą historię. W latach 80-tych D’Amato współpracował z organizacją polonijną Pomost, a lider tej organizacji, Janusz Subczyński, był wieloletnim wspólnikiem biznesowym Macierewicza w jego firmie Dziedzictwo Polskie. To są powiązania polityczne, mafijne, biznesowe i służbowe (w sensie służb specjalnych), które się przeplatają.

Nie boisz się, że po publikacji tej książki Macierewicz wytoczy ci dziesięć procesów?

Ale pan minister nie wytoczył mi ani jednego procesu po moich dotychczasowych publikacjach. W grudniu opublikowałem w „Gazecie Wyborczej” świadectwo prokuratora krajowego w stanie spoczynku, Włodzimierza Blajerskiego, który publicznie i pod własnym nazwiskiem powiedział, że Macierewicz ukrył papiery kompromitujące Luśnię znalezione w Lublinie. Blajerski powiedział, że działo się to w 1992 roku, gdy Macierewicz był ministrem spraw wewnętrznych.

Gdy oto opublikowaliśmy, ministerstwo obrony narodowej zapowiedziało pozew, ale do tej pory tego nie zrobiło. Macierewicz mnie nie pozwał, choć minęło już pół roku. Wiesz, dlaczego mnie pozywa?

Dlaczego?

Bo piszę samą prawdę. Wyraźnie oddzielam fakty od hipotez. Wszystko co piszę jest udokumentowane. W książce zamieściłem kilkaset przypisów do źródeł – większość z nich jest łatwo dostępna w internecie, tylko nikt tego nie sprawdził i nie zebrał do tej pory.

Dlaczego? Przecież Antoni Macierewicz to bardzo ważna persona w naszym życiu publicznym.

Bo to gigantyczna praca. Tysiąc godzin spędzonych na poszukiwaniach w internecie, kilkadziesiąt godzin w archiwach sądowych i Bibliotece Narodowej i kolejne kilkadziesiąt godzin spędzonych rozmowach ze źródłami.

Czy prawica interesuje się twoją książką?

Rozmawiałem z kilkoma osobami ze środowisk prawicowych, które prywatnie były bardzo zainteresowane moim śledztwem. Prawicowcy doskonale zdają sobie sprawę z tego, że Macierewicz jest dla nich strasznym obciążeniem. Jednak publicznie nie mogą się do tego przyznać, bo prezes Kaczyński wydał rozkaz, by Macierewicz bronić.

Dlaczego tak mu na nim zależy?

Są na ten temat różne teorie, mówi się, że Macierewicz ma haki finansowe na Kaczyńskiego. Potwierdziło mi to niezależnie dwóch informatorów.

Czego konkretnie mają dotyczyć te haki?

Pierwszej partii Jarosława Kaczyńskiego, czyli Porozumienia Centrum.

A inne hipotezy?

Kolejna jest taka, że chodzi o szantaż polityczny. Macierewicz jest idolem dla najtwardszej części elektoratu wierzącej w spisek smoleński, a także dla narodowców, którzy uważają Kaczyńskiego za starego dziadka, a Macierewicza, choć jest w zbliżonym wieku, za dziarskiego pana od wojska.

Utrata tych głosów byłaby zbyt bolesna dla partii, dlatego Kaczyński nie chce się pozbyć Macierewicza. Jest też hipoteza, że trzymając Macierewicza w rządzie Kaczyński wysyła czytelny sygnał Putinowi. „Muszę na ciebie szczekać, muszę cię atakować, bo tego chce mój elektorat, ale trzymam twojego człowieka w rządzie na kluczowym stanowisku. Nie ma między nami wojny”.

Jakie są konsekwencje obecności w rządzie ministra z takimi powiązaniami?

Wystarczy spojrzeć na stan naszej armii. Macierewicz ją niszczy.

Twierdzi, że ją buduje. Rekrutuje do Obrony Terytorialnej, która będzie śledzić i meldować co się dzieje w sąsiedztwie…

Nie. Antoni Macierewicz zabiera pieniądze polskiej armii, by finansować obronę terytorialną, która jest tym, co kiedyś nazywano „cywilbandą”. Rekrutowani są tam zwolennicy Putina z Partii Zmiana, neonaziści, ludzie związani z takimi organizacjami jak Falanga.

Obrona terytorialna podlega bezpośrednio ministrowi Macierewiczowi, a nie Sztabowi Generalnemu. Posiadanie takiej bojówki wzmacnia pozycję Antoniego Macierewicza, ale niszczy siłę naszej armii. Moi informatorzy mówili, że są naciski na profesjonalnych oficerów, by przechodzili zostawiali armię na rzecz obrony terytorialnej, gdzie będą musieli dowodzić chuliganami.

Co cię zaskoczyło podczas pisania tej książki?

Skala tych powiązań. To jest układ.

Chyba już gdzieś to słyszałam.

To jest układ polski i globalny, o którym wiele razy mówił nam Jarosław Kaczyński.

Uśmiechasz się ironicznie.

Nie znalazł tego układu, bo szukał go wszędzie, ale nie tam gdzie trzeba, czyli u siebie.

Część osób, która usłyszy o twojej książce, od razu pomyśli, że zwariowałeś. Układy, powiązania, sieci… PiS à rebours.

Proponuję, by ludzie przeczytali książkę zanim wydadzą o niej opinię. Analiza powiązań jest bardzo ważną częścią pracy dziennikarza. Tych powiązań jest tyle i są tak dobrze udokumentowane, że moim obowiązkiem było to opisać. Bardzo łatwo rzucać takie puste oskarżenia, jeśli się nie przeczytało tej książki.

Ludzie na Facebooku piszą ci, żebyś na siebie uważał.

(chwila milczenia) Wierzę w Boga.

To wystarczy?

Moje doświadczenie mówi mi, że tak.

naTemat.pl

Prawie 100 posłów – nie tylko z PiS – idzie do TK w sprawie aborcji

Agata Kondzińska, 23 czerwca 2017

'Czarny protest' w Radomiu

‚Czarny protest’ w Radomiu (Fot. Marcin Kucewicz/Agencja Gazeta)

Chcą, by Trybunał Konstytucyjny zbadał, czy możliwość przerywania ciąży ze względu na ciężkie upośledzenie lub chorobę płodu jest konstytucyjna.

Informację podała Katolicka Agencja Informacyjna. Autorem wniosku do Trybunału jest poseł PiS, prawnik Bartłomiej Wróblewski. Parlamentarzyści – nie tylko z PiS – podpisywali się pod nim na ostatnim posiedzeniu Sejmu. Taki wniosek do Trybunału może złożyć grupa minimum 50 posłów. Według KAI Wróblewski zebrał już prawie sto podpisów. – Nie chcę tego komentować, dopóki nie złożę wniosku w Trybunale – mówi „Wyborczej” Wróblewski. Ma to zrobić w lipcu.

Polska, obok Irlandii i Malty, ma najsurowsze prawo antyaborcyjne. Ciążę można przerwać tylko wtedy, gdy: * zagrożone jest życie i zdrowie matki, * w przypadku nieodwracalnego upośledzenia lub nieuleczalnej choroby płodu, * ciąża jest wynikiem gwałtu. Podpisani pod wnioskiem posłowie chcą, by Trybunał zbadał konstytucyjność drugiego zapisu – o nieodwracalnym upośledzeniu lub chorobie płodu.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Co dalej z całkowitym zakazem aborcji? Czy Kaczyński ulegnie radykałom?

Siarkowska: Wniosek ws. aborcji to wybieg PiS

Pod wnioskiem podpisali się m.in. Robert Winnicki (lider Ruchu Narodowego, poseł niezrzeszony) oraz Anna Siarkowska (koło poselskie Republikanie). Siarkowska jednak uważa, że wniosek Wróblewskiego to tylko wybieg PiS: – Gdy do Sejmu wpłyną zapowiadane dwa projekty obywatelskie środowiska przeciwników aborcji i feministek, zostaną dopuszczone do pierwszego czytania, a potem PiS stwierdzi, że należy czekać na wyrok Trybunału i sprawę zamrozi na dwa lata do wyborów parlamentarnych. Dlatego myślę, że ta kwestia nie doczeka się szybkiego orzeczenia w Trybunale – mówi nam Siarkowska.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Marta Kaczyńska przeciw całkowitemu zakazowi aborcji. „Okrutne rozwiązanie”

Aborcja. Kaczyński: Zakaz w niedługim czasie

W ub. roku po fali ogólnopolskich protestów Sejm odrzucił radykalny projekt instytutu Ordo Iuris i fundacji Pro – Prawo do Życia. Przewidywał nie tylko aż pięć lat pozbawienia wolności za „zabójstwo prenatalne”, lecz także kary dla „podżegaczy” i „pomocników”. Ale już w niedawnym wywiadzie dla „Gościa Niedzielnego” Jarosław Kaczyński zapowiedział, że „zakaz aborcji eugenicznej ma szanse na wprowadzenie w stosunkowo nieodległym czasie, choć w nieco inny sposób, niż próbowano do tej pory”. – PiS w żadnym wypadku nie wycofuje się z dążenia do zakazu aborcji z powodu choroby dziecka. Jednak będziemy chcieli to przeprowadzić w sytuacji, która nie spowoduje tak ostrych protestów, jak miało to miejsce jesienią – powiedział.

wyborcza.pl

Grosse: Nowe rozdanie

Paryż – wraz z Berlinem – dąży m.in. do zmniejszenia zależności milita...
Paryż – wraz z Berlinem – dąży m.in. do zmniejszenia zależności militarnej od NATO i USA. Jak odnajdzie się w tym Polska? Na zdjęciu Donald Trump ściska dłoń Emmanuela Macrona. W tle Andrzej Duda (szczyt paktu północnoatlantyckiego w Brukseli, 25 maja).

Foto: AFP

Ostatnie wydarzenia sprzyjają strategicznemu zbliżeniu USA, Wielkiej Brytanii i Europy Środkowej, a zarazem zwiększają ich dystans wobec kontynentalnej Europy Zachodniej – pisze profesor w Instytucie Europeistyki UW.

 

Nasiliły się ostatnio trzy tendencje mogące mieć poważne konsekwencje geopolityczne dla Starego Kontynentu. Po pierwsze, narastają sprzeczności interesów między USA a Europą Zachodnią, przede wszystkim dwoma najważniejszymi dla unijnej integracji krajami, czyli Niemcami i Francją. Po drugie, Wielka Brytania wychodzi z UE, co wpływa na zmianę układu sił w Europie, ale również coraz bardziej oddala Brytyjczyków od kontynentalnej Europy Zachodniej. Po trzecie, pogłębia się proces kształtowania tzw. unii dwóch prędkości. Coraz bardziej oddala on Europę Zachodnią, gdzie podejmuje się próby wzmocnienia integracji w strefie euro, od szeroko rozumianej Środkowej, której kraje próbują wzmocnić regionalną współpracę.

Przejawem tego ostatniego zjawiska jest nie tylko coraz bardziej ambitna kooperacja Grupy Wyszehradzkiej, ale i stosunkowo nowy projekt Inicjatywy Trójmorza. Wsparciem dla tej integracji jest życzliwe podejście niektórych mocarstw. Świadczy o tym zapowiedź obecności Donalda Trumpa na szczycie Inicjatywy Trójmorza oraz kolejne spotkania w formule „16+1″ zainicjowane w 2012 r. przez Chiny.

Obyć się bez NATO?

Wyrazem rosnących rozbieżności transatlantyckich było wystąpienie kanclerz Angeli Merkel pod koniec maja w Monachium. Szefowa niemieckiego rządu zasugerowała, że USA nie mogą być dłużej wiarygodnym partnerem, a Europa powinna wziąć swój los we własne ręce. Istnieje przynajmniej kilka powodów do sformułowania takiej konkluzji. Niemcy od dłuższego czasu mają nadwyżkę w handlu z USA, w zeszłym roku sięgała ona 58 mld euro. Coraz mniej podoba się to politykom amerykańskim, czemu kilkakrotnie dobitnie dał wyraz prezydent Donald Trump. Jak się wydaje, waszyngtońska administracja oczekiwała od Berlina ustępstw w relacjach handlowych, podobnych do tych, jakie uzyskała wcześniej od Japonii. Tymczasem Niemcy nie chcą o tym słyszeć. Uznają także, że nie są właściwym adresatem zarzutów, gdyż w ramach UE za politykę handlową odpowiada Komisja Europejska. To ona powinna być rozmówcą dyplomatów amerykańskich. W ten sposób czynią z niemieckiej nadwyżki handlowej problem ogólnoeuropejski, który ewentualnie może być rozstrzygnięty w ramach negocjacji o przyszłych relacjach gospodarczych Unii z USA.

Kością niezgody we wzajemnych stosunkach stało się wycofanie Stanów Zjednoczonych z paryskiego porozumienia klimatycznego. Trump chciał renegocjować warunki tego porozumienia, ale Europejczycy odmówili. W końcu uznał, że jest ono przede wszystkim korzystne dla firm europejskich i chińskich, a mniej dla gospodarki USA. W odpowiedzi liderzy UE i Chin zadeklarowali współpracę w obronie porozumienia paryskiego.

Warto zwrócić uwagę, że jest to kolejne tego typu współdziałanie w pośredni sposób wymierzone w USA. Wcześniej ci sami aktorzy nakłaniali amerykańskie władze, aby odstąpiły od zamiarów protekcjonistycznych. Politycy chińscy i zachodnioeuropejscy deklarowali też chęć wspólnej obrony liberalnych zasad globalnej gospodarki. Budzi to pewne zdziwienie, biorąc pod uwagę, że sami Europejczycy wielokrotnie oskarżali Chiny o protekcjonizm i łamanie reguł liberalnej gospodarki, np. przez silny interwencjonizm państwowy.

Rozdźwięk w relacjach transatlantyckich wzmacniany jest przez silny antyamerykanizm wielu społeczeństw Europy Zachodniej, m.in. francuskiego i niemieckiego. W ostatnich tygodniach jest on dodatkowo zwiększany przez oskarżenia kierowane pod adresem nowej administracji USA o odejście od liberalnych wartości. Niemniej to nie wartości są przyczyną niezgody ani nawet nie sama osoba kontrowersyjnego prezydenta USA. Coraz bardziej odmienne są interesy obu stron.

Najlepiej świadczy o tym kolejny obszar kontrowersji, czyli projekt wzmacniania polityki obronnej w UE. To przede wszystkim do tego nawiązywała kanclerz Merkel w swoim monachijskim przemówieniu. Jest to projekt od wielu lat podejmowany przez polityków niemieckich i francuskich, ale jednocześnie powstrzymywany przez Amerykanów i ich europejskich sojuszników, przede wszystkim Brytyjczyków. Spory z Trumpem oraz brexit stanowią więc tylko dobrą okazję do podjęcia dawno planowanych działań.

Dominujące znaczenie dla inicjatywy Berlina i Paryża mają względy strategiczne, a nie doraźne lub ideowe. Przede wszystkim są one związane ze zdobyciem autonomii geopolitycznej względem Waszyngtonu, a tym samym zmniejszeniem zależności politycznej i militarnej od USA i NATO. Wielu ekspertów uznaje, że w dalszej perspektywie europejska polityka obronna mogłaby zastąpić NATO i konieczność stacjonowania wojsk amerykańskich na Starym Kontynencie. Innym celem integracji w polityce obronnej jest zwiększenie korzyści ekonomicznych, przede wszystkim dla gospodarek zachodnioeuropejskich. UE jest ogromnym rynkiem zbytu dla nowoczesnego uzbrojenia, a przemysł zbrojeniowy jest również kołem zamachowym rozwoju innowacyjnej gospodarki. Ponadto istnieje strategiczna rywalizacja o wpływy w Europie Środkowej, a europejska polityka obronna mogłaby osłabić oddziaływanie USA w tym regionie i zwiększyć wpływ polityczny Berlina. Tymczasem postrzeganie zagrożeń dla bezpieczeństwa przez niektóre państwa Europy Środkowej i przez Niemcy może być diametralnie odmienne. Świadczy o tym kolejny przykład transatlantyckich kontrowersji, czyli spory o drugą nitkę gazociągu północnego.

Niedawno amerykański Senat przegłosował sankcje dla firm mających znaczące inwestycje w tym projekcie. W obronie koncernów zachodnioeuropejskich ramię w ramię stanęli ministrowie z Niemiec i Austrii, jednocześnie ujawniając strategiczne znaczenie tego projektu. Uznali bowiem, że amerykańscy senatorzy dążą do zwiększenie eksportu amerykańskiego gazu do Europy. Tymczasem rozbudowa gazociągu północnego zwiększa zależność Europy, zwłaszcza Środkowej, od dostaw gazu rosyjskiego. Niemcy postrzegają to jako zwiększenie swoich długofalowych korzyści gospodarczych i bezpieczeństwa energetycznego. Ma to swoje konsekwencje nie tylko w sferze ekonomii, ale również geopolityki. Problem polega na tym, że wspomniane skutki są odmiennie interpretowane w Berlinie i np. w Warszawie lub w Kijowie.

Zniechęceni do Zachodu

Narastające rozbieżności transatlantyckie pogłębia wyjście Wielkiej Brytanii z UE. Coraz bardziej prawdopodobne jest zakończenie tego procesu w marcu 2019 r. w sposób nieuporządkowany, bez porozumienia korzystnego dla obu stron i budującego strategiczne partnerstwo między nimi. W Europy Zachodniej pojawiają się tendencje, aby wyjście z Unii było dla Brytyjczyków jak najbardziej kosztowne i by stało się nauczką dla wszystkich, którzy chcieliby podążyć tą samą drogą. Takie zachowanie nie tylko coraz bardziej oddala część kontynentalną od Wysp Brytyjskich, ale również popycha Londyn w stronę Waszyngtonu oraz poszukiwania bliższych kontaktów z sojusznikami USA w Europie Środkowej.

Tym bardziej że pogłębia się rozdźwięk między wschodnią i zachodnią częścią UE. Jest on nie tylko związany z coraz bardziej konkretnymi propozycjami pogłębienia współpracy w strefie euro. Dotyczy również pogarszającego się klimatu politycznego między obu częściami Europy. Wyrazem tej tendencji jest narracja potępienia Europy Środkowej za łamanie demokracji, rządów prawa, a także brak solidarności w polityce migracyjnej. Przykładem z ostatniego czasu jest decyzja Komisji o uruchomieniu procedury naruszenia prawa UE wobec Polski, Czech i Węgier. Wspomniane kraje mogą mieć poczucie niesprawiedliwości, gdyż także inne państwa członkowskie nie wywiązują się z obowiązku relokacji uchodźców. Po blisko dwóch latach przesiedlono tylko około 12 proc. planowanych osób. Urzędnicy europejscy nie zdają sobie chyba też sprawy z klimatu społecznego wobec tego projektu. Według niedawnych badań Pew Research Center aż 74 proc. mieszkańców UE oczekuje, że to ich własne rządy, a nie instytucje unijne, będą decydowały o przyjmowaniu uchodźców.

Do tego dochodzą groźby zmniejszenia funduszy polityki spójności dla krajów nieprzyjmujących uchodźców lub szukanie możliwości zawieszenia tych funduszy w sytuacji nieprzestrzegania wartości europejskich. Pojawiają się też inicjatywy zmiany reguł na rynku wewnętrznym zmierzające do poprawy koniunktury w Europie Zachodniej kosztem obniżenia konkurencyjności krajów Europy Środkowej. Wszystko to przynajmniej część społeczeństw naszego regionu zniechęca do zachodnich sąsiadów i ich paternalistycznego podejścia do nowych członków Unii.

Obserwujemy więc słabnięcie więzi transatlantyckich, coraz mniej kontrolowany brexit i pogłębiający się podział na Europę dwóch prędkości. Wszystkie trzy procesy sprzyjają strategicznemu zbliżeniu USA, Wielkiej Brytanii i Europy Środkowej, jednocześnie zwiększają ich dystans wobec Europy Zachodniej. Takie tendencje być może ułatwią integrację w ramach unii walutowej, ale są destabilizujące dla spójności całej Unii. Zarówno zachodnia, jak i wschodnia część UE stanęły przed historycznym wyzwaniem. W jaki sposób zachować jedność i ułożyć bardziej partnerskie relacje w obliczu zachodzących zmian geopolitycznych?

Artykuł wyraża osobiste poglądy autora, a nie instytucji, z którymi jest związany.

rp.pl

Emmanuel Macron na spotkaniu z premierami Grupy Wyszehradzkiej powtórzył zarzut, że niektóre kraje traktują UE jak supermarket

Tomasz Bielecki, Deutsche Welle, Bruksela, 23 czerwca 2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,75399,21999038,video.html?embed=0&autoplay=1

Prezydent Francji wytknął też Polsce zerwany kontrakt na caracale. – Potraktowaliście Francję gorzej, niż my potraktowalibyśmy Zimbabwe – miał ponoć powiedzieć. Ale cała rozmowa z Wyszehradem poszła raczej dobrze.

Spotkanie prezydenta Emmanuela Macrona z przywódcami Grupy Wyszehradzkiej trwało ponad godzinę. Odbyło się jeszcze przed rozpoczęciem piątkowych obrad dwudniowego szczytu UE w Brukseli (zaczął się wczoraj po południu).

– Nie proponowaliśmy odwołania tego spotkania – przekonywał potem minister ds. europejskich Konrad Szymański.

Ale z nieoficjalnych informacji z dwóch członków Grupy Wyszehradzkiej jednoznacznie wynika, że Polska pytała Wyszehrad, czy spotkanie z Francuzem powinno się odbyć, biorąc pod uwagę jego czwartkowy wywiad dla ośmiu gazet (w tym „Wyborczej”), w którym oskarżył kraje Europy Środkowej o łamanie wartości europejskich. Warszawa nie sugerowała odpowiedzi, ale sondowała, czy nie ma w Wyszehradzie woli „ostentacyjnego odwołania” spotkania.

Polska do końca czerwca przewodniczy Grupie Wyszehradzkiej i pierwotnie proponowała spotkanie z brytyjską premier Theresą May. Ale zwłaszcza Czechy i Słowacja żądały Macorna.

– To było dobre spotkanie. Ale nie ukrywajmy, że są między nami różnice zdań – powiedziała premier Beata Szydło.

Macron nie zamierza być powściągliwy

Wedle dyplomatów wszystkich uczestniczących w nim krajów spotkanie przebiegło w bardzo poprawnej atmosferze. Ale nie unikano trudnych tematów. Wyszehrad wypomniał mu słowa z wywiadu o traktowaniu Unii jako „supermarketu” (niektóre kraje Europy Środkowej wybiórczo biorą zeń tylko to, co im pasuje).

– Poprosiłam prezydenta Macrona, byśmy poprawili komunikację i wyjaśniali między sobą wątpliwości – powiedziała Szydło.

On jednak podczas spotkania powtórzył słowa o supermarkecie. I – według naszych rozmówców – po zarzutach, że „ulega stereotypom”, odparł, że te są po obu stronach. I nie złożył żadnego, nawet kurtuazyjnego zobowiązania, że w przyszłości będzie bardziej powściągliwy w słowach.

– Mamy nadzieję, że wszyscy będą pamiętać, by zachowywać ostrożność w słowach i unikać klisz oraz stereotypów – przekonywał potem Szymański.

Macron zapewnił o poparciu Francji dla Komisji Europejskiej w unijnych procedurach na rzecz praworządności (takie postępowanie jest prowadzone wobec Polski). Już w czwartek wieczorem o podobnym poparciu ze strony Berlina ponownie zapewniła kanclerz Angela Merkel pytana na konferencji prasowej o wywiad Macrona. Prezydent Francji na spotkaniu z Wyszehradem podkreślał, że ma i zamierza mieć dużo kontaktów z rządzącymi i innymi politykami Europy Środkowo-Wschodniej.

– W przeciwieństwie do Hollande’a i Chiraca – dopowiada zachodni dyplomata.

Poruszono też temat „Europy różnych prędkości”, ale – jak miała powiedzieć część uczestników – to nie jest kwestia linii podziału Wyszehrad – reszta Europy.

– Przecież my jesteśmy w strefie euro – rzucił słowacki premier Robert Fico.

Najgorętszym, choć krótkim momentem spotkania, była wymiana zdań między Macronem i Szydło na temat zerwanego przez Polskę kontraktu na zakup śmigłowców Caracal.

– Potraktowaliście Francję gorzej, niż my potraktowalibyśmy Zimbabwe – miał powiedzieć Macron do polskiej premier wedle relacji jednej ze stron spotkania Francja – Wyszehrad.

Znów o dumpingu socjalnym

Francja i Grupa Wyszehradzka wstępnie zdecydowały w piątek, że ich ekspercka grupa robocza zajmie się reformą przepisów UE o pracownikach delegowanych. Paryż chce zaostrzenia tych reguł pod hasłem walki z „dumpingiem socjalnym”, czyli z „nieuczciwym zaniżaniem kosztów pracy” m.in. przez Polaków na Zachodzie. Ale Francuzi wyjaśniali w Brukseli, że nie zobowiązują się do czekania na konsensus. I będą gotowi do przeprowadzenie reformy przez głosowanie w Radzie UE.

Podczas rozmowy Macrona z Grupą Wyszehradzką pojawił się pomysł powtórzenia takiego spotkania we wrześniu w Paryżu lub w Budapeszcie.

– To wstępny zamysł. Ale możliwe, że istotnie będzie powtórka jesienią. To byłby znak, że piątkowe spotkanie wszystkie kraje uznały za pożyteczne – tłumaczyli dyplomaci.

Spór o uchodźców wróci jesienią

Tematem szczytu UE w piątek był m.in. kryzys migracyjny. Ale najbardziej wybuchowy temat nowego stałego rozdzielnika uchodźców powróci pod obrady zapewne dopiero jesienią.

Komisja Europejska już przed rokiem zaproponowała stały system podziału uchodźców między kraje UE, obliczony pod przyszłe kryzysy uchodźcze, ale wywołuje on ogromne spory. Najostrzejszymi oponentami są Polska i Węgry, ale rozdzielnik nie wywołuje entuzjazmu w wielu krajach UE.

wyborcza.pl

Sędzia Łączewski nie uznał Przyłębskiej jako prezes TK

Sędzia Łączewski nie uznał Przyłębskiej jako prezes TK

Osiągnięciem rządów PiS jest niedziałające prawo, które zmierza do bezprawia. Takich decyzji jak sędziego Wojciecha Łączewskiego będzie więcej. I nie pomoże żadne ręczne sterowanie składami sędziowskimi przez magistra Zbigniewa Ziobrę, człowieka, który nie ma autorytetu nawet w najbliższym otoczeniu.

Sędzia Łączewski nie uznał pełnomocnictwa reprezentanta Trybunału Konstytucyjnego, bo zostało podpisane przez nielegalnie wybraną prezes TK Julię Przyłębską. W takiej sytuacji proces mógł być tylko odroczony, a wytoczył go przedsiębiorca Marek Jarocki, domagając się odszkodowania po tym, jak Trybunał Konstytucyjny oddalił jego skargę.

Tym samym władze Trybunału Konstytucyjnego zostały uznane za nielegalne i wszystkie dotychczasowe orzeczenia przez niego wydawane mogą być kwestionowane w świetle obowiązującego prawa. Co odważniejsi sędziowie orzeczenia Trybunału – wydane po odejściu z szefowania TK przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego – mogą uznać za nieistniejące i wyrokować wg artykułów Konstytucji RP.

Sędzia Łączewski to ten sędzia, który skazał wiceszefa PiS Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia. Gdy wyrok nie był prawomocny, Kamiński został „ułaskawiony” – wbrew podstawowej logice – przez Andrzeja Dudę tylko dlatego, że był potrzebny jako minister do rządu Beaty Szydło.

Przecież ułaskawienie dotyczy kary, a nie pamięci – tej się nie wymazuje i Kamiński na zawsze zostanie kryminalistą. Zresztą Sąd Najwyższy wypowiedział się o kolejnym sprowadzeniu funkcji prezydenta do roli Adriana granego przez Dudę. Duda nie może występować jednocześnie jako władza sądownicza, bo tym w istocie było ingerowanie ułaskawieniem w procedury sądowe. Kamiński po ułaskawieniu zrzekł się apelacji, tym samym wyrok stał się prawomocny, a ułaskawienie jako niedziałające.

Bezprawie mamy więc całą gębą. Zastanawiające jest, jak bronią tego bezprawia rządzący. Albo są beznadziejni intelektualnie, albo tak cyniczni, iż swój elektorat uważają za ciemny lud.

Sędziego Łączewskiego należy uznać za odważnego prawnika. Takich się boją – tchórzem podszyci – Duda, Ziobro i Kaczyński.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Macierewicz dostał Honorową Odznakę GROM!

Macierewicz dostał Honorową Odznakę GROM!

„Proponuję jeszcze honorowy tytuł Wielkiego Hetmana Polnego”, „ten kraj oszalał”, „wstyd” i „profanacja” – to tylko kilka z wielu komentarzy po otrzymaniu przez Macierewicza Honorowej Odznaki GROM.

Macierewicz odebrał odznakę Jednostki Wojskowej GROM w dniu święta tej elitarnej formacji. Zdjęcie z legitymacją pojawiło się na oficjalnym profilu facebookowym MON. Błyskawicznie pod postem pojawiło się wiele krytycznych komentarzy. „Profanacja”, „kpina z GROM”, „śmiech na sali” – to najdelikatniejsze z określeń.

Jeżeli to jest prawda, to naprawdę ten kraj oszalał.

Zdjęcie z profilu @MON_GOV_PL na FB. Rozkaz podpisał dowódca, płk Pawluk, który kilka lat temu sam stracił prawo do noszenia odznaki.

Na dodatek rozkaz o nadaniu Macierewiczowi odznaki podpisał obecny dowódca GROM płk Mariusz Pawluk, który kilka lat temu… stracił prawo do jej noszenia. Pawluk, nazywany przez żołnierzy „Pontonem”, kiedyś wysunął poważne oskarżenia wobec swojego szefa, za co został zwolniony i… stracił odznakę GROM. Do jednostki wrócił właśnie dzięki Macierewiczowi w marcu tego roku.

Tylko dla porządku dodajmy, że Honorowa Odznaka GROM najczęściej przyznawana jest osobom, które w wyjątkowy sposób przyczyniły się dla rozwoju jednostki.

bt

Źródło: wp.pl

koduj24.pl

Zanosi się na kolejny szok, ujawniający powiązania Macierewicza z Moskwą

Zanosi się na kolejny szok, ujawniający powiązania Macierewicza z Moskwą

Dziennikarz „Gazety Wyborczej” Tomasz Piątek, na swoim facebookowym koncie zamieścił wpis, zapowiadający publikację książki, szczegółowo opisującej niejasne powiązania Antoniego Macierewicza z rosyjskimi agentami. Wszystko wskazuje na to, że wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości będzie musiał się gęsto tłumaczyć.

Podejrzeń i zarzutów wobec Antoniego Macierewicza od początku jego szefowania w MON jest bez liku. W zasadzie, jakiej sfery działania Ministerstwa Obrony Narodowej byśmy nie ruszyli, tam z pewnością znajdziemy nie do końca jasne, nie do końca uzasadnione i nieprofesjonalne działania. Ale jeden z tych zarzutów jest szczególny i dotyczy kontaktów z Moskwą.

Pisarz i dziennikarz „Gazety Wyborczej” Tomasz Piątek spędził nad tym zagadnieniem sporo czasu i opublikował już kilka artykułów, które wywołały wściekłość Antoniego Macierewicza. Niebawem na rynek księgarski trafi wydanie książkowe dociekań Piątka.

Autor pyta w swojej publikacji o kontakty Antoniego Macierewicza z Jackiem Kotasem, wieloletnim pracownikiem Instytutu Studiów Wschodnich, organizatorem Forum Ekonomicznego w Krynicy i szefem fundacji Narodowe Centrum Studiów Strategicznych. Jak dowodzi, Kotas ma bezpośrednie powiązania z rosyjskimi służbami specjalnymi. Minister obrony narodowej kilka lat temu miał przekazać mu informacje niejawne, co zostało nazwane „błędem”. Wiele innych szczegółów demaskujących prorosyjskie działania wiceprezesa Prawa i Sprawiedliwości Tomasz Piątek ujawniał wcześniej w nagraniach z końca zeszłego roku.

koduj24.pl

Sędzia Łączewski nie uznał Przyłębskiej jako prezes TK

Osiągnięciem rządów PiS jest niedziałajace prawo, które zmierza do bezprawia. Takich decyzji jak sędziego Wojciecha Łączewskiego będzie więcej. I nie pomoże żadne ręczne sterowanie składami sędziowskimi przez magistra Zbigniewa Ziobrę, człowieka, który nie ma autorytetu nawet w najbliższym otoczeniu.

Sędzia Łączewski nie uznał pełnomocnictwa reprezentanta Trybunału Konstytucyjnego, bo zostało podpisane przez przez nielegalnie wybraną prezes TK Julię Przyłębską.

W takiej sytuacji proces mógł być tylko odroczony, który wytoczył przedsięborca Marek Jarocki domagając się odszkodowania po tym, jak Trybunał Konstytucyjny oddalił jego skargę.

Tym samym władze Trybunału Konstytucyjnego zostały uznane za nielegalne i wszystkie dotychczasowe orzeczenia przez niego wydawane mogą być kwestiowane w świetle obowiazującego prawa.

Co odważniejsi sędziowie orzeczenia Trybunału – wydane po odejściu z szefowania TK przez prof. Andrzeja Rzeplińskiego – mogą uznać za nieistniejące i wyrokować wg artykułów Konstytucji RP.

Sędzia Łączewski to ten sędzia, który skazał wiceszefa PiS Mariusza Kamińskiego na 3 lata więzienia. Gdy wyrok nie był prawomocny Kamiński został „ułaskawiony” – wbrew podstawowej logice – przez Andrzeja Dudę tylko dlatego, że był potrzebny jako minister do rządu Beaty Szydło.

Przecież ułaskawienie dotyczy kary, a nie pamięci, tej się nie wymazuje i Kamiński na zawsze zostanie kryminalistą. Zresztą Sąd Najwyższy wypowiedział się o kolejnym sprowadzeniu funkcji prezydenta do roli Adriana granego przez Dudę. Duda nie może wystepować jednocześnie jako władza sądownicza, bo tym w istocie było ingerowanie ułaskawieniem w procedury sądowe.

Kamiński po ułaskawieniu zrzekł się apelacji, tym samym wyrok stał się prawomocny, a ułaskawienie jako nie działające.

Bezprawie mamy więc całą gębą. Zastanawiające jest, jak bronią tego bezprawia rządzący. Albo są beznadziejni intelektualnie, albo tak cyniczni, iż swój elektorat uważają za ciemny lud.

Sędziego Łączewskiego należy uznać za odważnego prawnika, takich się boją tchórzem podszyci Duda, Ziobro i Kaczyński.

Johann do Mazurka: Są sędziowie, którzy zawsze chcą służyć władzy

22.06.2017

„Coraz bardziej widać, że brakuje nam jakiegokolwiek nadzoru społecznego nad wymiarem sprawiedliwości” – mówi Wiesław Johann, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku, w rozmowie z Robertem Mazurkiem.

Robert Mazurek: Trwa nagonka na sędziów?
Wiesław Johann*: Ja jej nie widzę. Do ludzi docierają kolejne wiadomości o korupcji w sądach, aresztowaniu prezesów sądów, ale bardzo dobrze, że się o tym mówi.

 

Dlaczego dobrze?
Nie chcę mówić, że to zdyscyplinuje sędziów, ale oni muszą wiedzieć, że istnieje suweren, naród.

Profesor Wojciech Popiołek na niedawnym Kongresie Prawników Polskich dowodził, że suwerenem nie jest naród, a wartości, na straży których stoją sędziowie.
To aberracja. Pan profesor powinien jednak sięgnąć do konstytucji.

Pewnie ją zna.
To jak może mówić takie rzeczy? Ale to jest właśnie ten problem: Polacy słyszą takie wypowiedzi, potem te, że „sędziowie to nadzwyczajna kasta ludzi” i…

Myślą, że sędziowie odlecieli.
Tak. I właśnie do tego nie możemy dopuścić – takie przekonanie tylko sądom zaszkodzi. Coraz bardziej widać, że brakuje nam jakiegokolwiek nadzoru społecznego nad wymiarem sprawiedliwości.

Nadzoru społecznego?
Jakiejś formy kontroli społecznej nad władzą sądowniczą.

A nie boi się pan, że nadzór społeczny będzie de facto nadzorem partyjnym?
Na to nie można się zgodzić. To jest bardzo delikatna sprawa, bo musimy zrobić to tak, by nie osłabić niezawisłości sędziowskiej. Ale w tym jednym przyznaję rację politykom PiS i powtarzam, że powinien powstać mechanizm kontroli społecznej nad wymiarem sprawiedliwości.

Ale słyszy pan, że już po zawodach, że już nie obowiązują żadne prawo, żadna konstytucja, tylko dyrektywy z Nowogrodzkiej.
A co to w ogóle za głosy, kto tak mówi?

Każdy profesor prawa, były prezes czy sędzia Trybunału Konstytucyjnego.
Prawnicy, zwłaszcza obdarzeni tytułami naukowymi i byli sędziowie trybunału, powinni zachować większą powściągliwość. Nie jest naszą rolą rozpętywać kolejne wojny polityczne.

To jak jest naprawdę?
Naprawdę obowiązuje konstytucja.

Wiesław Johann*, adwokat, w latach 1997–2006 sędzia Trybunału Konstytucyjnego, obrońca w procesach politycznych w stanie wojennym. W 2015 r. prezydent Andrzej Duda powołał go do Krajowej Rady Sądownictwa. W 2010 r. był członkiem komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich

 

dziennik.pl

 

Zuzanna Dąbrowska: Wojsko PiS myli krok

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

„Polska jest jedna” – to hasło jak ulał pasuje do lipcowych uroczystości partyjnych.

Można by jeszcze dodać kilka: „Budujemy siłę Polski” albo „Polska na zawsze zjednoczona”. Tak, jak niczego nie mówiły transparenty późnego PRL, tak i hasło wymyślone przez PiS przy okazji kongresu nie niesie ze sobą jakichś istotnych treści. Z sondaży wynika co prawda, że wyborcy nagradzają za jedność i zgodę, ale przecież nie po to PiS ciężko pracuje nad spolaryzowaniem społeczeństwa, żeby na lipcowym kongresie budować zgodę. To się po prostu wyklucza.

Jak się dowiaduje „Rzeczpospolita”, przy okazji kongresu nie dojdzie do zmian kadrowych w rządzie. Niektórzy posłowie zastanawiają się, czy w tej sytuacji w ogóle jechać do Przysuchy, skoro „krwi na scenie” nie będzie… Kto by chciał wysłuchiwać w lipcu przemówień na temat innowacji i „niezaprzeczalnych sukcesów” połowy kadencji. A wątek, który mógłby naprawdę zainteresować wyborców PiS, czyli zasypywanie przepaści między bogatymi i biednymi regionami (i ludźmi), przykryty będzie technokratycznym żargonem z domieszką brukselskiego slangu. Wobec deficytu treści na pierwszy plan wysunie się więc oprawa artystyczna, odpowiednio dobrane do garniturów krawaty oraz nowy kolor garsonki pani premier.

Po co więc cała ta impreza? Partia ma dokonać przeglądu gotowości bojowej przed wakacyjnymi obowiązkami. Doszlifować argumenty, nauczyć się nowych terminów i jeszcze raz wysłuchać porywających uwag wodza naczelnego. Bo oznaki zmęczenia w szeregach są już widoczne. A wojsko mylące krok daleko nie pomaszeruje.

Może się jednak okazać, że to błędna taktyka. Czasem, nawet jeśli nie bardzo się chce, trzeba dokonać zmian. Albo wygłosić przemówienie, w którym – dla odmiany w polskiej polityce – znajdzie się trochę treści odmiennej od straszenia uchodźcami i Platformą. Zresztą partia Grzegorza Schetyny radzi sobie sama z aż nadto ostrożnym pozyskiwaniem elektoratu. Pomysł letniego objazdu miejscowości wypoczynkowych nadaje się do całej serii memów – z rakietką do badmintona, szortami i słomkowym kapeluszem na pierwszym planie.

rp.pl

Władze TK wybrano nielegalne – uznał warszawski sąd rejonowy. RMF: Bezprecedensowa decyzja

past, 23.06.2017

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska

Prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska (Fot . Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Prywatna osoba chciała wytoczyć proces Trybunałowi Konstytucyjnemu. Rozpatrujący wniosek sąd właśnie zdecydował o jego odroczeniu. Powód: zdaniem sędziego prezes TK Julia Przyłębska została wybrana nielegalnie.

O „bezprecedensowym wyroku” warszawskiego sądu rejonowego jako pierwsze poinformowało radio RMF FM.

Chodzi o sprawę przedsiębiorcy Marka Jarockiego. Złożył on skargę, która została oddalona przez TK. W związku z tym zwrócił się do sądu o odszkodowanie.

Podczas dzisiejszej rozprawy sędzia Wojciech Łączewski miał zapytać reprezentanta TK o to, kto podpisał pełnomocnictwo. Ten odparł, że podpis złożyła prezes Trybunału, Julia Przyłębska.

Po tym prawnik usłyszał, że w ocenie sądu Przyłębską wybrano na stanowisko prezesa TK niezgodnie z ustawą, a wiec nielegalnie. W związku z tym pełnomocnictwo nie ma mocy prawnej – podaje „Gazeta Prawna„. Proces odroczono.

To pierwsza taka decyzja sądu w Polsce.

Wojciech Łączewski to sędzia, pod którego przewodnictwem Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieści skazał Mariusza Kamińskiego, b. szefa CBA, na trzy lata więzienia za przekroczenie uprawnień.

„Rozdzielamy sferę niezawisłości od sfery organizacji.” – Minister Ziobro zapowiada rewolucję w sądownictwie

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,21272478,video.html

gazeta.pl

PiS ściąga ludzi na występ Donalda Trumpa

Agata Kondzińska, 23 czerwca 2017

Donald Trump

Donald Trump (EVAN VUCCI/AP)

Każdy poseł PiS może zaprosić na wystąpienie Trumpa 6 lipca w Warszawie 50 osób, a partia sfinansuje autokar – zaproponował politykom PiS Joachim Brudziński, wicemarszałek Sejmu i szef struktur partii. Szykują się też kluby „Gazety Polskiej”.

Donald Trump przyjeżdża do Polski 5 lipca. Dzień później ma wygłosić przemówienie na pl. Krasińskich w Warszawie. PiS zwołał posiedzenie klubu w tej sprawie w czwartkowe popołudnie. Według naszych rozmówców Brudziński zapowiedział na nim, że każdy parlamentarzysta może zaprosić 50 osób na występ prezydenta USA. Transport sfinansuje partia. – Chętni przyjadą autokarami pod Stadion Narodowy, by potem przejść na plac Krasińskich w Warszawie i go wypełnić – opowiada nam polityk PiS. Wylicza: Senatorowie plus posłowie to ponad 300 osób, jeśli każdy zaprosi po 50 osób, to na plac przyjdzie ponad 15 tys. ludzi.

Wcześniej Brudziński takie propozycje złożył szefom struktur okręgowych na posiedzeniu komitetu wykonawczego. Poseł PiS Grzegorz Puda z Bielska-Białej zachęca na Facebooku: „Moi drodzy, serdecznie was zapraszam na spotkanie z prezydentem Donaldem Trumpem w dniu 06.07.2017 r. w Warszawie. Przejazd autokarem z Bielska-Białej jest bezpłatny. Zapisy w moim biurze poselskim. Ilość miejsc ograniczona”.

Powitanie Trumpa ma być miłe. „Żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA”

Jak informował Krzysztof Szczerski, minister odpowiedzialny za politykę zagraniczną w Kancelarii Prezydenta, Donald Trump osobiście wybrał lokalizację swojego wystąpienia na placu Krasińskich. A Amerykanie mieli zapewnić, że nie przeszkadza im rozlokowane nieopodal miasteczko protestacyjne przed Sądem Najwyższym – podało Radio ZET.

Dwa tygodnie temu brytyjski dziennik „The Guardian” doniósł, powołując się na wieści z gabinetu premier Theresy May, że prezydent USA nie przyjedzie do Wielkiej Brytanii, bo obawia się dużych protestów społecznych. Miał o tym wspomnieć w rozmowie telefonicznej. W Wielkiej Brytanii petycję przeciwko przyjazdowi Trumpa podpisało ponad 1,8 mln osób.

CZYTAJ TAKŻE: Trump weźmie PIS do nieba [komentarz Bartosza Wielińskiego]

Na powitanie Trumpa mobilizują się też kluby „Gazety Polskiej”. Ich szef Ryszard Kapuściński na stronie klubów pisze o Trumpie, że „od czasów Ronalda Reagana to najbardziej propolski prezydent Stanów Zjednoczonych”. I że kluby są już gotowe „na powitanie amerykańskiego gościa w Warszawie”. – Ma być miłe powitanie, żadnych krzyków przeciwko prezydentowi USA czy wymachiwania konstytucją RP – mówi jeden z posłów PiS.

Spotkania Trump – Kaczyński prawdopodobnie nie będzie

Według naszych rozmówców akcję koordynuje wicemarszałek Senatu Adam Bielan. Jeszcze przed tygodniem twierdził, że „jeśli strona amerykańska wystąpi o spotkanie z Jarosławem Kaczyńskim, to niewykluczone, że do niego dojdzie”. Dziś wiadomo że mimo zabiegów z Nowogrodzkiej spotkania prawdopodobnie nie będzie. Nasi rozmówcy podkreślają, że kalendarz Trumpa jest bardzo napięty, bo przyleci on do Polski w piątek 5 lipca o godz. 22, a w sobotę oficjalnie zacznie dzień o godz. 9. Cztery godziny później wygłosi przemówienie na pl. Krasińskich. Po nim będzie miał kwadrans, może pół godziny do wyjazdu na lotnisko.

wyborcza.pl

Joanna Schmidt, groźby i internetowy hejt. „W mojej sprawie policja jest już blisko”

WYWIAD
Agata Kondzińska, 23 czerwca 2017

Posłanka Nowoczesnej Joanna Schmidt

Posłanka Nowoczesnej Joanna Schmidt (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

– Trzeba podejmować działania, by nikt nie czuł się bezkarny w sieci – mówi Joanna Schmidt, posłanka Nowoczesnej. Kilka dni temu założyła fundację Bo Tak, która będzie walczyć o prawa kobiet.

Agata Kondzińska: Ma pani ochronę policji? Widzę, że towarzyszy pani dwóch obcych mężczyzn.

Joanna Schmidt: Nie mogę na ten temat rozmawiać. Mogę jedynie powiedzieć, że dostaję anonimowe groźby karalne. I zgłosiłam to odpowiednim służbom.

Boi się pani?

Nie. Ale uważam, że trzeba podejmować działania, by nikt nie czuł się bezkarny. W mojej sprawie policja jest już blisko.

Dużo tych gróźb jest? To listy czy elektroniczne przesyłki?

Bardzo dużo. Są tradycyjne listy, które przychodzą do mojego biura poselskiego. Są zwykłe hejterskie maile, SMS-y, telefony. Te poważne, w których jest groźba, zgłaszam, bo to jest przestępstwo. Listy często wyrzucam od razu. Niektóre są długie, pisane odręcznie lub na komputerze, zdarzają się wycinki. Myślę, że piszą je nieszczęśliwi frustraci. Nie chcę ich cytować.

Hejt się nasila przy okazji jakichś wydarzeń?

Nie. To trwa od początku kadencji. I nie ma żadnego podłoża merytorycznego. Wchodzę na profile osób, które mnie hejtują. Widzę, czyje barwy wyznają. Niektórzy są odważni, bo mają w sieci np. pseudonim Marchewka, a zamiast zdjęcia profilowego – jajo. Ja daję swoją twarz i swoje nazwisko, podpisuję się pod swoimi działaniami.

Nikt anonimowy nie jest w stanie mnie obrazić. Złe jest to, że oni się czują bezkarnie w internecie. To jest przestrzeń do szybkiego usankcjonowania.

Z posłankami Nowoczesnej powołała pani w środę parlamentarny zespół ds. równości i sprawiedliwości społecznej. Z tego powodu?

Nie tylko. W maju na kongresie partii zapowiedzieliśmy, że złożymy projekt ustawy liberalizujący obecne zapisy antyaborcyjne czy propozycje zmian w kodeksie karnym dotyczące ochrony kobiet w związku z przemocą domową. Ale zespół zajmie się też sprawami mniejszości, środowiska LGBT, prawami osób niepełnosprawnych czy dyskryminowanych ze względu na wiek lub płeć.

Chcemy też organizować dyskusje i seminaria o języku nienawiści i sposobach, w jaki państwo może z nimi walczyć i jak może wspomagać osoby, które są ofiarami języka nienawiści.

Większość rządząca odrzuciła waszą ustawę o mowie nienawiści.

Odczytuję to jako przyzwolenie na mowę nienawiści w Polsce. Ten rząd ewidentnie co innego mówi, a co innego robi. W sprawie uchodźców prezentuje antychrześcijańską postawę, mimo że co rusz zapewnia nas o swoim umiłowaniu chrześcijaństwa. Obłuda. Nie rozumiem też, jak można nie korzystać z narzędzi, które się dostało wraz z wygranymi wyborami. Na miejscu minister cyfryzacji Anny Streżyńskiej dawno założyłabym komórkę specjalistów, którzy opracowaliby procedury zgłaszania i ścigania cyberprzemocy.

Koleżanki z klubu też dostają anonimy?

Tak. Są też wulgaryzmy albo obraźliwe wpisy w sieci. Ciekawe, że najczęściej w godzinach od 8 do 15. Nie wiem, czy pracodawcy zdają sobie sprawę, że ten hejt jest na ich koszt.

Mamy wiele do zrobienia, jeśli chodzi o postrzeganie kobiety i mężczyzny w życiu publicznym. To kobiety są ustawicznie oceniane, ich wygląd komentowany. Tak jak gdybyśmy szły do wyborów z hasłem: jesteśmy piękne i dobrze ubrane, oceniajcie nas! Jesteśmy takimi samymi polityczkami jak mężczyźni politykami. Nie życzymy sobie być oceniane po wyglądzie, to nie nasz zawód.

Temu ma służyć fundacja, którą pani założyła kilka dni temu?

Nazywa się Bo Tak.

Bo Tak?

Bo i tak będziemy w fundacji walczyć o zwiększenie zaangażowania kobiet w życiu publicznym. Zwłaszcza teraz, gdy skala prób ograniczania praw kobiet, sposób ich traktowania, lekceważenie, jest okropny. Efekt może być taki, że w najbliższych wyborach samorządowych czy parlamentarnych kobiety już nie będą chciały się angażować w politykę. Temu chcę przeciwdziałać.

One muszą dostać wsparcie. Pierwsze warsztaty inaugurujące działalność fundacji będą z terapeutą psychologiem o budowaniu samooceny, o tym, jak wzmocnić poczucie własnej wartości. Żeby ono było nienaruszalne. Bo jak mamy grubą skórę, to jest nam łatwiej. Ja ją mam, ale wiele kobiet nie wytrzymałoby takiej fali hejtu i gróźb.

Będą też spotkania z prawnikiem, żeby powiedział, jak się chronić przed hejtem, jak go zgłaszać.

A kobiety z PiS? Rozmawiacie o tym?

Jak zaczynamy, to posłanki z PiS mówią, że mamy manię na punkcie bicia. Nie zauważają przemocy w domach, a często same wzmacniają patriarchalny model społeczny, z którym się godzą.

Pieniądze na fundację skąd będą?

Od innych kobiet, które działają w biznesie. Które nie chcą się angażować politycznie, ale chcą wspierać te kobiety, które się zdecydują.

Zacietrzewiony PiS idzie na „rympał” – w 3×3 posłanka Nowoczesnej o kłótni w sprawie referendum edukacyjnego

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21987167,video.html

wyborcza.pl

PIĄTEK, 23 CZERWCA 2017

Gowin: Jest decyzja Polski Razem w Gdańsku. Tam nie pójdziemy z PiS, tylko z Kukiz ’15, Korwin-Mikke, narodowcami

11:05

Gowin: Jest decyzja Polski Razem w Gdańsku. Tam nie pójdziemy z PiS, tylko z Kukiz ’15, Korwin-Mikke, narodowcami

Jarosław Gowin w Polsat News 2 na pytanie, czy będzie wspólna lista PiS i Polski Razem w wyborach samorządowych Gowin stwierdził: – Tego nie wiemy, prowadzimy negocjacje. Moja propozycja jest taka, byśmy poszli razem w wyborach do sejmików wojewódzkich, bo to są takie najbardziej partyjne spośród wyborów samorządowych.

Jak dodał, na innych szczeblach samorządu decyzja powinna należeć do lokalnych struktur partii. – Jest już decyzja Polski Razem w Gdańsku – tam nie pójdziemy z PiS, tylko z Kukiz ’15, z Korwin-Mikke, narodowcami, różnymi samorządowymi inicjatywami wolnościowymi – zapowiedział wicepremier.

Jak tłumaczył, z narodowcami, “bo narodowcy mają bardzo liberalne poglądy gospodarcze”. – Chcemy przetestować taki wariant, żeby sprawdzić, jak wyborcy przyjmują wspólną ofertę wolnościowej prawicy – podkreślił minister.

My się różnimy z PiS-em głównie w sprawach gospodarczych. Jesteśmy ugrupowaniem zdecydowanie wolnorynkowym. PiS kładzie nacisk raczej na elementy społeczne, ale myślę, że taka konserwatywno-obyczajowa, wolnorynkowa prawica wcześniej czy później będzie miała w Polsce silną reprezentację – przekonywał Gowin.

10:30

Petru: Polacy są racjonalni, wierzę, że potwierdzą to w 2019 roku i odsuną PiS od władzy

Naszymi wrogami są nacjonaliści i populiści. Pokonamy ich! Wygra liberalna Europa (…) Dziś nie wystarczy dać młodym Erasmusa, Europy bez granic. Oni oczekują więcej. Musimy znaleźć przekonywującą dla młodych narrację; oni są bardzo rozczarowani rzeczywistością – mówił Ryszard Petru w Brukseli, w trakcie roboczego spotkania ALD Friedrich Naumann Foundation for Freedom.

Dbam o Europę, o Polskę. Chcę, aby Polska była jej sercem (…) Polacy są racjonalni, wierzę, że potwierdzą to w 2019 roku i odsuną PiS od władzy – mówił dalej. Jak stwierdził: – Moja ojczyzna, Polska, jest zobowiązana do wzmacniania integracji europejskiej. Po pierwsze, musimy przyjąć wspólną walutę euro. Po drugie, powinniśmy przyjąć uchodźców.

Lider Nowoczesnej przyznał też, że ubolewa, iż KE wszczęła procedurę przeciwko Polsce ws. uchodźców. Jak zaznaczył, „powinniśmy okazać solidarność w obliczu ludzkiej tragedii”.

300polityka.pl

Reuters: Media publiczne w Polsce to fabryka rządowych fake newsów

23.06.2017

W przygotowanej przez Reuters Institute for the Study of Journalism diagnozie Grzegorz Piechota z Harvard Business School krytycznie ocenia zmiany na polskim rynku medialnym w ostatnim roku. Zwraca uwagę na całkowite podporządkowanie mediów publicznych rządowi i PiS, zwolnienia i rezygnację rzeszy dziennikarzy, a programy informacyjne państwowych stacji nazywa wprost „fabrykami fake newsów”.

Analiza polskiego rynku medialnego autorstwa Grzegorza Piechoty, research associate w Harvard Business School w Bostonie stanowi wstęp do części tegorocznego raportu „Digital News Report” poświęconej Polsce. Raport jest cykliczną publikacją przygotowaną przez Reuters Institute for the Study of Journalism. – Pomimo społecznych protestów w 2016 r. partia PiS wprowadziła nowe prawo dotyczące mediów publicznych. W wyniku tego rząd przejął całkowitą kontrolę nad państwowymi nadawcami i przeprowadził tam czystkę wśród dziennikarzy pracujących w newsroomach – przypomina Grzegorz Piechota. – W sumie pracę straciło ponad 230 zatrudnionych, część z nich w drodze zwolnień, część odeszła sama w proteście przeciwko nowej linii mediów publicznych. Radykalne zmiany w programach informacyjnych tych nadawców spowodowały, że stały się one fabrykami rządowych fake newsów – ocenia Piechota. W dalszej części analizy zaznaczono, że rządowe ręczne sterowanie newsami u publicznych nadawców spowodowało spadek ich oglądalności. W ub.r. stacje TVP straciły 10 proc. swojej widowni, zaś w grupie wiekowej 16 – 49 lat spadek sięgnął 17 proc.

Piechota zwraca też uwagę na wycofanie przez rząd reklam państwowych spółek z nieprzychylnych PiS-owi mediów, zarówno tradycyjnych jak i elektronicznych, czego przykładem jest „Gazeta Wyborcza”. W analizie wspomina się też o planach repolonizacji polskich mediów, która ma uderzyć w zagraniczne, a szczególnie niemieckie koncerny medialne obecne na polskim rynku. Zwrócono również uwagę na odpływ wielu widzów publicznych stacji telewizyjnych do internetu, czego skutkiem jest m.in. spektakularny sukces satyrycznego programu „Ucho prezesa”, który przyciągnął ponad 8,5 mln widzów. Na potrzeby raportu Reuters Institute for The Study of Journalism przebadał na przełomie stycznia i lutego br. online 70 tys. czytelników w 36 krajach, w Polsce było to 2 tys. osób.

Czytaj więcej na: http://www.wirtualnemedia.pl/artykul/reuters-media-publiczne-w-polsce-to-fabryka-rzadowych-fake-newsow

 

PIĄTEK, 23 CZERWCA 2017

STAN GRY: Fakt: Politycy PO i prezesi za kratami, GW: Plichta działał z wydawcą Wprost, Balcerowicz: Stworzę odkłamywacz!

300LIVE: Górski o Sadurskiej śpiewającej w Opolu, Siemoniak o kandydaturze Tuska i przestraszonej komisji śledczej, Schetyna o wyprowadzaniu z UE, polityczny plan dnia: http://300polityka.pl/live/2017/06/23/

POLITYCY PO I PREZESI ZA KRATAMI – jedynka Faktu.

POLITYCY PO I PREZESI W RĘKACH CBA – Fakt: “. CBA zatrzymało także byłego kierownika biura spedycji polickiej spółki, a jednocześnie szefa PO w Policach i członka zarządu regionalnej PO Macieja G. oraz jego partyjnego kolegę, byłego już radnego sejmiku zachodniopomorskiego, Roberta Z”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wielkie-sledztwo-w-sprawie-naduzyc-w-zakladach-chemicznych-police/extq661

WIELKA AFERA Z PO W TLE – tytuł w GPC.

WŁAŚCICIEL WPROST RAZEM Z PLICHTĄ PRZEPROWADZIŁ MEDIALNĄ OPERACJĘ UWIKŁANIA SYNA TUSKA W AMBER GOLD – Wojciech Czuchnowski na jedynce GW: “27 lipca 2012 r., gdy jest już głośno w mediach o aferze firmy Amber Gold, do prezesa Marcina Plichty dzwoni Michał Lisiecki, właściciel „Wprost”: „Cześć, Marcin, jak mogę pomóc, balansować to, co macie w mediach?”. Tego samego dnia „Wprost” publikuje w internecie tekst „KNF próbuje zniszczyć Amber Gold?”.

CZUCHNOWSKI PUBLIKUJE SMS-Y PLICHTY I WYDAWCY WPROST: “Latem 2012 r. właściciel tygodnika „Wprost” Michał Lisiecki wspólnie z szefem Amber Gold Marcinem Plichtą przeprowadzili operację uwikłania syna premiera Tuska w aferę gdańskiego parabanku – aby tę aferę przykryć. 5 sierpnia 2012 r. o godz. 19.38 Lisiecki pisze do Plichty o przygotowywanym przez „Wprost” sensacyjnym artykule o pracy Michała Tuska dla należącej do Amber Gold spółki lotniczej OLT Express. Tekst ma się ukazać 12 sierpnia jako „materiał śledczy”. Lisiecki: „Poza nami nikt jeszcze się z nim nie kontaktował. To mała historia, a duża bomba. Lepiej ją teraz zostawić i poczekać, w jakim kierunku pójdzie konferencja. Lepiej zostaw story w rękawie na tę chwilę, a wykorzystasz/wykorzystamy, jak będzie potrzeba”. http://wyborcza.pl/7,75398,21996629,operacja-mlody-tusk-jak-wprost-wspieral-amber-gold.html

JOANNA SCHMIDT O HEJTERACH I POSTĘPOWANIU ORGANÓW ŚCIGANIA W JEJ SPRAWIE mówi Agacie Kondzińskiej w GW: “Ma pani ochronę policji? Widzę, że towarzyszy pani dwóch obcych mężczyzn.
Joanna Schmidt: Nie mogę na ten temat rozmawiać. Mogę jedynie powiedzieć, że dostaję anonimowe groźby karalne. I zgłosiłam to odpowiednim służbom.
Boi się pani?
– Nie. Ale uważam, że trzeba podejmować działania, by nikt nie czuł się bezkarny. W mojej sprawie policja jest już blisko.Dużo tych gróźb jest? To listy czy elektroniczne przesyłki?- Bardzo dużo. Są tradycyjne listy, które przychodzą do mojego biura poselskiego. Są zwykłe hejterskie maile, SMS-y, telefony. Te poważne, w których jest groźba, zgłaszam, bo to jest przestępstwo. Listy często wyrzucam od razu. Niektóre są długie, pisane odręcznie lub na komputerze, zdarzają się wycinki. Myślę, że piszą je nieszczęśliwi frustraci. Nie chcę ich cytować”. http://wyborcza.pl/7,75398,21996639,joanna-schmidt-walczy-z-internetowym-hejtem-i-zaklada-fundacje.html

ZDANIE DNIA: PARTIA SCHETYNY RADZI SOBIE SAMA AŻ NADTO Z OSTROŻNYM POZYSKIWANIEM ELEKTORATU – Zuzanna Dąbrowska w RZ: “Może się jednak okazać, że to błędna taktyka. Czasem, nawet jeśli nie bardzo się chce, trzeba dokonać zmian. Albo wygłosić przemówienie, w którym – dla odmiany w polskiej polityce – znajdzie się trochę treści odmiennej od straszenia uchodźcami i Platformą. Zresztą partia Grzegorza Schetyny radzi sobie sama z aż nadto ostrożnym pozyskiwaniem elektoratu. Pomysł letniego objazdu miejscowości wypoczynkowych nadaje się do całej serii memów – z rakietką do badmintona, szortami i słomkowym kapeluszem na pierwszym planie”. http://www.rp.pl/Komentarze/170629596-Zuzanna-Dabrowska-Wojsko-PiS-myli-krok.html?template=restricted

STWORZYMY ODKŁAMYWACZ – mówi Leszek Balcerowicz w rozmowie z Magdaleną Rigamonti w DGP: “PiS to jest dla mnie partia na „wy”. Zastanawiam się nad zrobieniem wystawy na temat wypowiedzi aktywnych na Twitterze działaczy partii Kaczyńskiego. Mam też nadzieję, że stworzymy odkłamywacz, który będzie demaskował przekręty intelektualne polityków i ludzi mediów. Mogę sobie wyobrazić, że będzie przyznawania nagroda miesiąca im. Breżniewa”.

GOWIN TO SKRAJNY OBŁUDNIK – mówi Balcerowicz Rigamonti w DGP: “W języku – do chamstwa i skrajnej obłudy. Jarosław Gowin jest przykładem skrajnego obłudnika, bo nie sądzę, by wierzył w to, co mówi. Taki dżentelmen – włamywacz. Nie wiem, co jest gorsze, czy brutalne chamstwo i zachowanie Kalego do kwadratu, czy wysługiwanie się brutalnym chamom i jednoczesne legitymizowanie ich przez pseudointelektualne usprawiedliwienia”.

TWEETY TO WSPÓŁCZESNE KSIĄŻKI, ALE WE WRZEŚNIU WYDAM KSIĄŻKĘ – mówi Balcerowicz w DGP: “Współczesne książki to tweety i posty. Patrzę na to w ten sposób – jeśli jakiś mój jeden wpis miał 300 tys. lajków, to znaczy, że co najmniej tylu ludzi go przeczytało i może wywołał w nich reakcję. Żadna książka nie ma takiego oddziaływania. Myślę ekonomicznie i wybieram takie formy dotarcia do ludzi, które są najbardziej nośne. Ale pracuję też nad książką, która ukaże się na początku września”.

FUNKCJONARIUSZE MUSZĄ WIEDZIEĆ, ŻE PONOSZĄ RYZYKO, ŻE BĘDĄ ROZLICZENI – mówi Balcerowicz: “Uważam, że KOD we współpracy z innymi organizacjami powinien stworzyć system, dzięki któremu będą upubliczniane dane każdego funkcjonariusza państwowego: prokuratora, policjanta itp. działającego w sposób sprzeczny z zasadami państwa prawa w stosunku do protestujących. PiS nie będzie trwał wiecznie, a taki prokurator czy policjant musi wiedzieć, że ponosi ryzyko, że będzie rozliczony ze swoich działań. Podobny system powinien działać też w stosunku do dziennikarzy propagandzistów, którzy przypominają spikerów stanu wojennego”.

BALCEROWICZ O TUSKU I DUDZIE PRZED TRYBUNAŁEM STANU – mówi Magdalenie Rigamonti w DGP: “Nie zgadzałem się z nim w niektórych posunięciach gospodarczych. Jednak jest on o lata świetlne lepszy od prezydenta Dudy. Poza tym on się wiele nauczył w UE i ta wiedza mogłaby służyć Polsce. Trzeba na czas myśleć o kandydacie na prezydenta Polski, inaczej może dojść do wielkiego nieszczęścia, czyli reelekcji Dudy, posłusznego niszczyciela konstytucji. On powinien stanąć przed Trybunałem Stanu. Zresztą nie tylko on”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/552770,leszek-balcerowicz-rozmowa-rigamonti.html

ZMIANY W SĄDOWNICTWIE NIE BUDZĄ MOJEGO ENTUZJAZMU, ALE SIĘ NA NIE GODZĘ – mówi sędzia Wiesław Johann w rozmowie z Robertem Mazurkiem w DGP: “Sądy będą posłuszne rządowi?- Na pewno będzie większy wpływ polityków na wybór członków KRS, pośrednio na organizację sądów.
To dobrze czy źle?
– Takie są zasady demokracji i niech mnie pan nie pyta, czy to dobrze, czy źle. Po prostu tak jest. Obóz, który wygrał wybory, może dokonywać zmian, tego oczekują od nich wyborcy.
I dlatego pytam o opinię: to dobre zmiany czy złe?
– Chętnie odpowiem, jak wejdą w życie. Założenia znamy, zobaczymy, jak będą realizowane.
Nie wywołują pańskiego entuzjazmu.
– Ma pan rację, zmiany proponowane przez PiS nie wywołują mojego entuzjazmu, ale się na te zmiany godzę.
Bo to bliski panu obóz?
– Nie, godzę się na nie właśnie w imię zasad demokratycznego państwa prawnego.
Opozycja i elity prawnicze mówią, że zmiana w KRS demontuje demokratyczne państwo prawa.
– To jest pisanie palcem na wodzie, naprawdę. Poczekajmy na efekty, zobaczymy, jak to będzie funkcjonowało w praktyce”.

JOHANN ZA REFERENDUM DUDY: “Teraz będziemy się zastanawiali nad pytaniami. Uważam, że referendum to dobry pomysł. Powinniśmy zmienić konstytucję”.

JOHANN O STĘPNIU: TO JAKIŚ ODJAZD – mówi Mazurkowi: “I to jest fatalne. My mamy konstytucyjny zakaz członkostwa w partiach politycznych, związkach zawodowych. Mam pretensję do Jurka Stępnia, że tak się udziela politycznie, że staje się aktywnym działaczem opozycji.
Nawet jeśli demokracja jest zagrożona?
– Przecież mówienie o krwi na ulicach to jakiś odjazd. Jak ja miałbym to komentować? Koledzy, sędziowie, mam apel: Nie mieszajmy się do polityki. To jasne, że mamy swoje poglądy, sympatie polityczne, ale nie jesteśmy od tego, by zajmować się polityką.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/552768,wieslaw-johann-rozmowa-mazurka.html

CO SIĘ DZIEJE W UCHU MAMY POTEM W REALU – MONIKA OLEJNIK w GW: “Na razie nie słychać przeprosin ministra Waszczykowskiego, ale pamiętne były zdjęcia, kiedy to bliżej Donalda Trumpa stał Waszczykowski właśnie. Być może sądzi, że to on jest akuszerem przyjazdu Trumpa do Polski. Trump do nas zawita i być może przeprowadzi rozmowę także z Jarosławem Kaczyńskim, bo widziałam taką w „Uchu Prezesa”. A co się dzieje w „Uchu…”, to potem mamy w realu”.

TO SPRAWA DONALDA TUSKA – mówi Stanisław Pięta w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “To sprawa Donalda Tuska. Moim zdaniem Michał Tusk nie postąpił właściwie, gdy z jednej strony układał pytania „Gazety Wyborczej”, a następnie odpowiadał na nie jako pijarowiec OLT. Nie postąpił właściwe, gdy podjął pracę na lotnisku w Gdańsku, a jednocześnie pracował dla OLT. Nie postąpił właściwie, gdy powiedział „Faktowi”, że był wkurzony otrzymawszy przelew z OLT, a wysłał e-mail z prośbą o przyśpieszenie wpłaty – mamy e-mail z potwierdzeniem. Dorosły człowiek sprawdza, od kogo przyjmuje pracę, i wie, czy jego pracodawca był skazany, a przed firmą ostrzegał KNF. Pomimo wiedzy na temat Amber Gold i OLT Michał Tusk podjął pracę i upominał się o pieniądze za swoje usługi”.

PIOTROWICZ DOBRY, OWSIAK ZŁY – fragment rozmowy Nizinkiewicza z Piętą: “Nie chciałby pan być leczony sprzętem kupionym przez WOŚP?
– Nie broniłbym się, gdyby do mojego leczenia wykorzystano sprzęt z serduszkiem WOŚP, ale dla mnie postać Owsiaka, który robił karierę w mediach za czasów PRL, jest niejednoznaczna.
A postać Stanisława Piotrowicza, byłego prokuratora PRL, a dzisiaj posła PiS, jest jednoznaczna?
– Poseł Piotrowicz pracą na rzecz Polski po 1989 roku odkupił swoje ewentualne winy wielokroć i zrobił bardzo dużo dobrego dla wolnej, demokratycznej i niepodległej Polski”.
http://www.rp.pl/Prawo-i-Sprawiedliwosc/306229833-Stanislaw-Pieta-Polityczny-parawan-dla-Amber-Gold.html?template=restricted

ZEZNANIA ZASZKODZIŁY TUSKOWI – pisze naczelny SE Sławomir Jastrzębowski: “Zeznania młodego, gadatliwego i niezbyt bystrego Michała Tuska przed komisją śledczą w sprawie Amber Gold z całą pewnością zaszkodziły jego ojcu. Dziecięca szczerość, w czasie której Tusk junior poinformował świat, że Donald Tusk, wówczas premier, i on sam wiedzieli, że firma, w której Michał się zatrudnił, a która była ważną częścią piramidy finansowej, to zwykła „lipa”, zmroziła nie tylko 19 tysięcy oszukanych na ponad 850 milionów Polaków. Zmroziła wszystkich”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/jastrzebowski-ta-lipa-niestety-uklada-sie-w-spojna-calosc_1004394.html

ZEZNANIA TUSKA JAK CÓRKA LEŚNICZEGO – Jarosław Flis w rozmowie z SE: “Nie sądzę, by zaszło to tak daleko. Wystąpienie młodego Tuska nie będzie miało decydującego wpływu na kampanię wyborczą w 2020 roku. To wystąpienie przed komisją w sprawie Amber Gold można porównać do również nagłośnionej sprawy przekazanej szefowi MSWiA przez ministra środowiska Jana Szyszkę „koperty od córki leśniczego”. To wydarzenia podobnej wagi”.

STAWIANIE NA GIERTYCHA JEST OBCIĄŻAJĄCE, NIE WSPIERAJĄCE – jeszcze Flis w SE: “Powiem szczerze, że akurat wystąpieniom Giertycha nie przyglądałem się specjalnie uważnie. Natomiast już w wyborach do Senatu w 2015 roku Platforma Obywatelska postawiła na Romana Giertycha. I nie zyskał on poparcia wyborców. Być może Giertych sprawdza się gdzieś w jakichś działaniach zakulisowych. Przez ludzi nie jest jednak akceptowany i stawianie go na pierwszej linii jest czynnikiem obciążającym, nie wspierającym”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/flis-zeznania-dowodza-dziadostwa-panstwa-ale-nie-pograza-kariery-donalda-tuska_1004373.html

TUSK SIĘ WŚCIEKŁ I ZDOŁOWAŁ – Fakt.

SUSKI I WASSERMAN ZBIERALI LAURY ZA PRZESŁUCHANIE TUSKA – BOHATEROWIE TYGODNIA W PIS – Fakt: “– Nie lubię Suskiego, ale uratował sytuację. Gdyby to nie wyszło, prezes by się wściekł na wszystkich. Dlatego wypiję za niego – mówił nam w Sejmie jeden z posłów PiS. Drugą bohaterką została Wassermann, która nie tylko mocno przeczołgała syna byłego premiera, ale i nie dała sobie dmuchać w kaszę mec. Romanowi Giertychowi (46 l.). Prezes wylewnie podziękował przewodniczącej”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/malgorzata-wassermann-i-marek-suski-gwiazdami-w-pis/8jfy5vh

NOWY FRONT OPOZYCJI – Jacek Lizinkiewicz w GPC o protestach ekologicznych: “Nie wypalił KOD. Obywatelom RP, których radykalizm przekonuje jedynie pokolenie Władysława Frasyniuka, nie udało się pozyskać młodzieży. O obronie zarówno gimnazjów, jak i Trybunału Konstytucyjnego nikt już nie myśli. Dotychczasowe działania opozycji, w tym próba puczu, okazały się jednym wielkim fiaskiem, m.in. dlatego, że nie udało się wzbudzić aktywności społecznej. Szczególnie ludzi młodych, bez których żaden dłuższy protest nie może się udać. Ostatnio opozycja próbuje otworzyć nowy front – Puszcza Białowieska. Odzew jest spory, bo i kłamstwo, które nas zalewa, jest ogromne”. http://gpcodziennie.pl/65417-nowyfrontopozycji.html

CHCĄ Z NICH ZROBIĆ ORMO? – Fakt o Wojskach Obrony Terytorialnej.

KOT PREZESA ZABLOKOWAŁ USTAWĘ – tytuł w SE.

PRZYWITAJMY DONALDA TRUMPA – tytuł w GPC. http://gpcodziennie.pl/65418-przywitamydonaldatrumpa.html

300polityka.pl

PIĄTEK, 23 CZERWCA 2017

Siemoniak: Tusk naturalnym i mocnym kandydatem na prezydenta Polski

08:54

Siemoniak: Tusk naturalnym i mocnym kandydatem na prezydenta Polski

Nie wiem czy ma takie plany [startowania na prezydenta Polski]. Jest naturalnym i mocnym kandydatem i moim zdaniem w najmniejszym stopniu to nie wpłynie na jego plany i decyzje – mówił Tomasz Siemoniak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

08:52

Siemoniak: Komisja ds. Amber Gold się przestraszyła i przesunęła przesłuchanie Tuska na bliżej nieokreśloną przyszłość

Nie poproszono Donalda Tuska. Jego powinno się o to pytać, a nie jego rodzinę. Poczekajmy na przesłuchanie Donalda Tuska. On wyraził gotowość, tu komisja się przestraszyła i przesunęła to na bliżej nieokreśloną przyszłość. Nie podoba mi się to, że szuka się w dzieciach słabych punktów – mówił Tomasz Siemoniak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

Michała Tuska wezwano, bo jest synem Donalda. Niech wezwą Donalda Tuska. On jest w stanie autorytatywnie się wypowiedzieć – dodał.

08:48

Siemoniak: Znałem Michała Tuska jako dziecko. Zawsze chciał iść własną drogą

Zwłaszcza bycie synem tak sławnego ojca, tak ważnego, odgrywającego rolę w Polsce musi być strasznie trudne dla kogoś, kto tak, jak Michał Tusk, a znałem go jako dziecko, zawsze chciał iść własną drogą i jest człowiekiem skromnym, nienawykłym do kamer, niekalkulującym i przez to pewnie i popełniającym jakieś błędy – mówił Tomasz Siemoniak w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„Nie patrzę na niego krytycznie. Wiem jak trudną sprawą dla każdego nieprzywykłego do wystąpień publicznych jest znalezienie się w takiej sytuacji, gdzie są dziesiątki kamer, gdzie wielu członków komisji śledczej nie jest obiektywnych, tylko czeka, aby ktoś popełnił błąd”

08:19

Górski: Słyszałem, że w Opolu ma wystąpić pani Sadurska

– Słyszałem, że w Opolu ma wystąpić pani Sadurska, bo nie umie śpiewać, nie ma kwalifikacji, ale jest uczciwa – mówił Robert Górski w porannej rozmowie Roberta Mazurka w RMF FM.

08:18

Schetyna: Nie Szydło będzie decydowała o przyszłości Macierewicza

Nie premier Szydło decydowała o powołaniu Macierewicza na stanowisko szefa MON i nie ona będzie decydowała o jego przyszłości – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM.

08:17

Schetyna: Nie można dopaść i trafić Tuska, więc uderza się w syna. To zawsze bardzo przykre

Fragmenty widziałem [przesłuchania Michała Tuska]. Ono było dosyć długie. Dla mnie to w ogóle bardzo trudne. Rozmawiałem też wczoraj o tym z Donaldem Tuskiem w Brukseli. To bardzo trudne doświadczenie dla osoby, która zajmuje się polityką i która jest w twardym boju, bo akurat w Polsce ten bój w jest naprawdę twardy. Wiemy coś o tym i możemy powiedzieć, szczególnie Tusk i jeżeli widzi, że to przesłuchanie służy tylko temu, żeby uderzyć w niego, bo nie można jego dopaść, jego trafić, więc uderza się w syna. To zawsze bardzo przykre – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM.

Widzę, że z tego pół zdania wyciągnięto z blisko 8-godzinnego przesłuchania, będzie się robić całą narrację polityczną anty-Tuskową, anty-platormianą. To pół zdania na 7 godzin. To absurd. Nie można się dać zastraszyć w ten sposób – dodał.

Jak stwierdził Schetyna, „musimy pilnować naszych dzieci i wierzyć, że będą miały więcej szczęścia niż Michał Tusk”.

08:16

Schetyna o RIO: Widziałem jak radykalizowała się ta ustawa i jakie daje możliwości ataku rządu na niezależność samorządu

Nie doceniają nawet samorządowcy skutków tej ustawy [o RIO]. Ona jest bardzo antysamorządowa, jej ostrze jest skierowane przeciwko niezależności instytucjonalnej samorządu. Mówię to z pełną odpowiedzialnością, bo widziałem jak radykalizowała się ta ustawa i jakie daje możliwości ataku państwa, rządu na niezależność samorządu – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM.

08:11

Schetyna: To, co dzisiaj robi polski rząd, to prosta droga do wyprowadzania nas z UE

Wczoraj byłem w Brukseli, rozmawiałem z politykami EPP. Ta atmosfera jest po prostu bardzo twarda i przeciwna postępowaniu polskiego rządu. Dlatego uważam, że taki sygnał powinien z Polski wypłynąć, dlatego wczoraj to przekazałem i będziemy go przygotowywać, będziemy składać taką ofertę. To oferta, która musi zostać podjęta przez polski rząd – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Jackiem Żakowskim w TOK FM. Jak mówił dalej:

„Nie możemy tego zostawić. To, co dzisiaj polski rząd robi, to prosta droga do wyprowadzania nas z UE. My jesteśmy już na marginesie. Czułem to wczoraj, bo ten temat pojawił się od razu, przy pierwszym wystąpieniu. Nie możemy jako Polacy, polscy politycy milczeć. Musimy mieć aktywny pomysł i ten projekt [dot. uchodźców] ma temu służyć”

– Dzisiaj jest czas, żeby Polska pokazała taką solidarną postawę i ten głos Polski, ta polska aktywność jest oczekiwana w Europie – dodał przewodniczący PO. Schetyna mówił też, że „procedura, która jest wszczęta przez UE, ona będzie nas prowadzić do efektów finansowych” oraz że „to się skończy sankcjami”.

300polityka.pl

Lipa nie komisja

Przesłuchania Michała Tuska przez sejmową komisję śledczą niewiele ma wspólnego z szukaniem prawdy w sprawie afery Amber Gold. To raczej szukanie sposobu na uderzenie w byłego premiera. I właśnie do tego wykorzystywany jest syn Tuska Michał, który przed wybuchem afery doradzał liniom lotniczym OLT Express.

Atak na Donalda Tuska nie udał się podczas przedłużania kadencji na stanowisku szefa Rady Europejskiej. Wtedy PiS do samobójczego atak zwerbował byłego polityka PO, Jacka Saryusz-Wolskiego. Nie udaje się też wciąż ponawiana na różne sposoby próba udowodnienia, że katastrofa samolotowa w Smoleńsku była zamachem zaplanowanym przez Rosję w porozumieniu z ówczesnym rządem polskim czyli że Donald Tusk ma krew na rękach.

Może więc uda się obciążyć go odpowiedzialnością za aferę Amber Gold? I do tego wykorzystywany jest syn Michał. Przed wybuchem afery pracował on dla portu lotniczego w Gdańsku i doradzał liniom lotniczym OLT Express, których udziałowcem była spółka Amer Gold założona przez Marcina P., oskarżonego o stworzenie piramidy finansowej.

Siedem godzin przesłuchania

Michał Tusk zeznawał przed komisją śledczą w roli świadka przez siedem godzin. Głównym celem było wyprowadzenie go z równowagi, aby powiedział coś, co będzie można przylepić do ojca. Najwięcej emocji wzbudziło zeznanie Michała Tuska dotyczące tego, czy on i ojciec, wówczas premier Polski, zdawali sobie sprawę z podejrzeń dotyczących działalności Amber Gold. Michał Tusk przyznał, że był świadomy „atmosfery podejrzliwości” i tego, że wobec Amber Gold są zastrzeżenia KNF.„Razem wiedzieliśmy, że to jest, mówiąc kolokwialnie, lipa” – wyznał.

Lipa rozgrzewa prawicowych śledczych

Ta „lipa” rozgrzała prawicowych śledczych, a zwłaszcza przewodniczącego Marka Suskiego. „Dlaczego pracował pan dla lipy?” – dociekał poseł Suski. Koniecznie chciał się też dowiedzieć, co Michał Tusk zrobił z „danymi z rachunku, do którego miał dostęp”. – Jakiego rachunku? – zapytali Michał Tusk i jego adwokat – Roman Giertych. „No właśnie, nie wiem jakiego rachunku” – odparł rozbrajająco śledczy Suski, udowadniając tym samym, że ta komisja to lipa.

newsweek.pl

Rekordowa miesięcznica w czerwcu. Na jej zabezpieczenie wydano niemal pół miliona złotych

PiS ma na koncie kolejny niechlubny rekord, tym razem dotyczący czerwcowej miesięcznicy smoleńskiej. O co chodzi? Jeszcze nigdy koszt zabezpieczenia tego wydarzenia nie był tak wysoki jak w tym miesiącu. Z danych, do których dotarł serwis oko.press, wynika, że do ochrony manifestacji 10 czerwca oddelegowano 1891 funkcjonariuszy, co przekłada się na koszt ponad 440 tysięcy złotych.

10 czerwca oprócz miesięcznicy smoleńskiej na Krakowskim Przedmieściu zorganizowano kilka kontrmanifestacji. Jak podały serwisy OKO.press i Fakt.pl, do zabezpieczenia wszystkich zgromadzonych oddelegowano 1891 funkcjonariuszy. – Szacunkowy koszt poniesiony przez Policję w związku z zabezpieczeniem przedsięwzięć organizowanych w tym dniu to 440 335.71 zł. – poinformowała w rozmowie z portalem komisarz Iwona Jurkiewicz z Sekcji Prasowej Komendy Stołecznej Policji.

To absolutny rekord zarówno jeżeli chodzi o liczbę policjantów, jak i przeznaczone na ochronę środki. Dla porównania w marcu tego roku miesięcznicę obsługiwało 986 funkcjonariuszy, co przełożyło się na koszty wysokości 173 tys. zł. Pierwsze spotkania ochraniało zaś zazwyczaj około 100 policjantów. Najdroższa była tegoroczna rocznica – pochłonęła ponad 706 tys. zł, ale uroczystości były rozproszone po całej Warszawie (ochraniało je 3365 funkcjonariuszy).

Nie da się jednak nie zauważyć, że koszty zgromadzeń związanych z katastrofą smoleńską rosną lawinowo – w tym roku wszystkie dotychczasowe imprezy (rocznica, miesięcznice, kontrmanifestacje) pochłonęły już 1,6 mln złotych. Te, które obyły się w 2016 roku, kosztowały nas 952 tys. zł, rok wcześniej zaś „jedynie” 622 tys. zł.

Zobacz także: PiS – polityka historycznego kłamstwa

Źródło: OKO.press, Fakt.pl

newsweek.pl

Unio, nie karz Polaków

22.06.2017
czwartek

W ważnym wywiadzie dla prasy europejskiej, w tym dla „Gazety Wyborczej”,  prezydent Macron mówi, że Polska zdradziła Europę, porzucając jej zasady, odwracając się do niej plecami, traktując ją cynicznie jak supermerket, z którego pobiera się tylko kredyty.

A jeśli „nie przyjmuje się wartości (europejskich), to nie jest się już w Europie, postanawia się z niej wyjść i trzeba się liczyć z tego konsekwencjami”. I tak jest, tylko że to nie Polska zdradziła Europę, to zdradza ją swymi wypowiedziami i swoimi działaniami pisowski rząd i pisowski prezydent. W Paryżu zapamiętano nie tylko caracale, ale i słitfocię ministra Waszczykowskiego z Marine Le Pen, główną rywalką Macrona a faworytką Putina.

Po tym wywiadzie nie ma co liczyć na rychłą i realną reaktywację Trójkąta Weimarskiego, o co ponoć (słusznie) zabiega prezydent Duda. Duda polityki uczy się ruchami Browna: mnoży inicjatywy niespójnie, chaotycznie i bezsensownie, byle przestać być Adrianem. Nic konstruktywnego z tego nie będzie. Prawdopodobnie pisowska władza spartoli także wizytę Trumpa w Warszawie, nadając jej wymowę antyeuropejską, zamiast wpisać ją w Trójkąt Weimarski, czyli wykazać przy tej okazji, że gra w drużynie UE, a nie w antyunijnej drużynie Trumpa.

Proeuropejska opozycja i proeuropejskie media w Polsce ciągle przestrzegają przed fatalnymi skutkami pisowskiej polityki zagranicznej. W Unii pogłębia sie rozczarowanie, a nawet irytacja Warszawą Kaczyńskiego i Budapesztem Orbana. Pan Asselborn, minister spraw zagranicznych Luksemburga, wpływowego kraju starej Unii, nazwał ostatnio katastrofą kryzys państwa prawa w Polsce pod rządami PiS.

Tymczasem premier Szydło w wywiadzie dla prasy francuskiej zapewniała, że praworządności ci u nas dostatek. W takiej sytuacji, oświadczył Asselborn, trzeba będzie ,,Polakom i Węgrom zadać pytanie, czy chcą zostać w UE i będą przestrzegać jej zasad, czy pójdą  swoją drogą”. Ależ panie ministrze, chciałoby się zaprotestować, Polaków nie ma co o to pytać, bo są masywnie za pozostaniem w Unii, trzeba pytać Kaczyńskiego i Orbana. Taki skróty myślowe są dla Polski krzywdzące.

Nie wszyscy obywatele Polski i innych krajów nowej Unii są ksenofobami, rasistami, nacjonalistami, albo redukcjonistami sprowadzającymi członkostwo w Unii do konsumpcji i użycia na koszt podatnika europejskiego. Nie wszyscy, może nawet mniejszość. To polityka pisowska pomaga politykom w starej Unii, niechętnie nastawionym do nowej, promować negatywny stereotyp tych społeczeństw jako niedojrzałych do pełnego uczestnictwa w demokratycznej kulturze zachodniej.

Unia nie powinna ulegać tej tendencji. Kaczyński to nie twarz Polski, tylko PiS-u. Polityka pisowskiej Warszawy to nie ostatnie słowo polskiej polityki europejskiej. Jej symbolem pozostanie prof. Geremek, przywołany przez Macrona w wywiadzie, i Donald Tusk, który w czwartek poprowadzi obrady Rady Europejskiej.

szostkiewicz.blog.polityka.pl

Dziennikarz pokazuje „mapę powiązań Macierewicza z GRU, Putinem i rosyjską mafią”. PO żąda wyjaśnień

23.06.2017

Rosyjska mafia, Putin i służby wywiadowcze GRU – z nimi, według Tomasza Piątka, powiązania ma Antoni Macierewicz, szef MON. Politycy PO domagają się wyjaśnień.

Tomasz Piątek, dziennikarz związany z „Gazetą Wyborczą”, napisał książkę „Macierewicz i jego tajemnice”. Na antenie „Superstacji” Piątek przedstawił najważniejsze wnioski, do których doszedł.

W książce znajduje się mapa powiązań Macierewicza. – Są one skomplikowane na pierwszy rzut oka. Przewija się tam wiele nazwisk w różnych konfiguracjach – tłumaczył sam autor. Na mapie są między innym: Władimir Putin, rosyjskie służby wywiadowcze GRU, Robert Leśnia czy grupa Radius. – Tak się składa, że wszystkie te nazwiska prowadzą do Siemiona Mogilewicza, gangstera, finansisty, który jest związany z GRU i blisko z Władimirem Putinem – mówił Tomasz Piątek w „Superstacji”.

Mapa powiązań Macierewicza z Sowietami i wspierającymi ich ludźmi wg Tomasza Piątka (za @tvsuperstacja )

Jak tłumaczył autor, szefa MON z rosyjskim wywiadem łączy osoba Roberta Jerzego Luśni – to wieloletni współpracownik Macierewicza, a w PRL agent bezpieki. Piątek pisał już o tym w 2016 roku, MON wszystkiemu zaprzeczyło a sprawę podało do sądu.

 

W książce Piątka jest też wątek dotyczący nagrań w restauracji „Sowa & Przyjaciele”. – One skompromitowały PO w oczach wyborców. Przyczyniły się do porażki tej partii w wyborach. To nie znaczy, że stały za tym władze PiS. Jednak, dwie osoby, które były we władzach restauracji, były też związane ze spółkami grupy Radius. Sąd ustalił, ze za organizacją nagrań stał Łukasz N., kelner z restauracji. Wcześniej pracował w Lemon Grass. Tak się składa, że wspólnikiem właściela w tej restauracji był niejaki Andrij Persona, człowiek ściśle związany z gangsterem Mogilewiczem – dowodził Piątek.

Według Piątka, szef MON powinien być natychmiast zawieszony jako minister i wytłumaczyć się ze swoich wieloletnich powiązań. -Prawdopodoibeństwo, że to wszystko jest przypadkiem, albo że pan minister został omotany, oczywiście istnieje, ale moim zdaniem jest znikome. Takich przypadków nie ma. I te powiązania sięgają dalekiej przeszłości, nawet lat 80. Przez tyle lat minister Macierewicz powinien się zorientować, że otaczają go ludzie związani z rosyjską mafią i rosyjskimi służbami – mówił Piątek.

„Dla kogo pracuje Macierewicz?”

Na mapę powiązań zareagowali politycy PO. – To sprawa która wymaga szybkiego wyjaśnienia przez służby specjalne. Premier B. Szydło i minister M. Kamiński… – napisał Sławomir Neumann, szef klubu parlamentarnego PO. – Szokujące informacje na temat Macierewicza. Tomasz Piątek w @tvsuperstacja . Jak długo będzie chroniony przez PiS ? Dla kogo pracujecie ? – dodał poseł PO, Tomasz Cimoszewicz.

To sprawa która wymaga szybkiego wyjaśnienia przez służby specjalne. Premier B. Szydło i minister M. Kamiński… http://fb.me/5vhVfIPH2 

Szokujące informacje na temat Macierewicza. Tomasz Piątek w @tvsuperstacja . Jak długo będzie chroniony przez PiS ? Dla kogo pracujecie ?

dziennik.pl

%d blogerów lubi to: