Nowy rzecznik Dudy oraz tropem Misiewiczów w MON

Odejście Marka Magierowskiego można interpretować etapem „referendalnym” w obozie Andrzeja Dudy, który to obóz został zepchnięty do głębokiej defensywy.

Czy wreszcie Duda wejdzie wraz z Adrianem (z „Ucha…”) do pokoju prezesa, aby się wyartykułować? PiS przestraszył się sondaży, a będzie coraz gorzej. Prezes może dopuścić Dudę do głosu. Acz zalecam prezydentowi szykowanie się do Trybunału Stanu i wzbogacanie retoryki, bo ma ją ubogą, a która może mu się bardzo przydać na ławie oskarżonego.

Co może zmienić w otoczeniu prezydenta nowy rzecznik Krzysztof Łapiński, który zdobywał względną sympatię i był na najlepszej drodze, aby pójść w ślady Kazimierza Ujazdowskiego.

To zresztą może być powód tej nominacji, aby zatkać Łapińskiego, aby nie poszło kilku innych za nim w smugę Ujazdowskiego. Kilka szabel mniej czyni Kaczyńskiego zakładnikiem Kukiza.

Nie wierzę, aby Duda zdobył się na samodzielność, bo nie ma jej wpisanej w swoją osobowość, ani w możliwości intelektualne, ale może być celem kilku polityków z otoczenia prezydenta.

Zdecydowanie ważniejsze zdarzenia niż rzecznik prezydenta to audyt Platformy Obywatelskiej w MON, audyt, który można nazwać „śladami Berczyńskiego i podobnych Misiewiczów”, którzy uwalili przetarg na caracale.

Macierewicz z pewnością zatarł wszelkie ślady, ale nie zatrze braków w dokumentacji, które będą wskazywały dokonane bezprawie. Minister jest cwany, ale nie aż tak, aby posadzać go o jakiś geniusz. Wszelka amoralność – a to jedna z cech Macierewicza – zostawia linie papilarne swej próżności.

Na razie audytorzy PO odkryli, iż dostęp do dokumentów przetargowych na śmigłowce bojowe mieli osobnicy bez certyfikatów dostępu do informacji niejawnej, a są to Berczyński, nieuk Misiewicz i nowy szef podkomisji smoleńskiej (na 30 synekurach w spółkach zbrojeniowych) Kazimierz Nowaczyk.

Partia tak niebezpieczna dla Polski, jak PiS, bodaj nigdy nie zdarzyła się w historii Polski. Nawet saski dwór drezdeński nie rozwalał tak kraju, jak „lepszy sort” Kaczyńskiego.

Więcej >>>

Ewa nie chce spać…

Agnieszka Kublik, 05 maja 2017

IRENEUSZ SZUNIEWICZ

…z dyrektorem ośrodka wczasowego TVP. – Gdy nie pozwoliłam na nic, to potem kazał mi wynosić się z pracy – opowiada.

TVP jest bezradna wobec swojego pracownika podejrzewanego o mobbing i werbalne molestowanie. Przesłuchała domniemanego mobbera, a ponieważ się nie przyznał, zamknęła sprawę. I prosi „Wyborczą” o pomoc w szukaniu świadków mobbingu.

„Jeśli Pani Redaktor ma więcej sprawdzonych informacji istotnych w tej sprawie, to prosimy się nimi podzielić z TVP celem wykorzystania służbowego” – napisało do mnie biuro prasowe TVP. No to się dzielę tym tekstem.

Anonim do minister pracy

Anonimowa skarga na Zbigniewa M., szefa dwóch z trzech ośrodków wczasowych TVP w Ciechocinku i Sarnówku, trafia 24 stycznia 2017 r. do Ministerstwa Pracy kierowanego przez Elżbietę Rafalską. 31 stycznia szefowa biura Grażyna Ożarek kieruje pismo do rady nadzorczej TVP, na ręce szefa Dariusza Lasockiego. Ożarek przywołuje w piśmie art. 65 par. 1 kodeksu postępowania administracyjnego.

„Jeżeli organ administracji publicznej, do którego podanie wniesiono, jest niewłaściwy w sprawie, niezwłocznie przekazuje je do organu właściwego, zawiadamiając jednocześnie o tym wnoszącego podanie. Zawiadomienie o przekazaniu powinno zawierać uzasadnienie”. Ożarek uzasadnienia nie dołącza.

Tego samego dnia, 31 stycznia, Rada Mediów Narodowych odwołuje Lasockiego (podał się do dymisji 23 stycznia). Na jego miejsce wybiera Macieja Łopińskiego (jeszcze w grudniu 2016 r. był ministrem w kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy). Teraz Łopiński odpowiada za losy tej skargi.

Ekonomistka na recepcji za 1,5 tys. zł

TVP ma trzy ośrodki wczasowe. Zbigniew M. to pan na Sarnówku koło Iławy i w Ciechocinku. Jego pracownicy opisują go tak: – Pierwsze wrażenie, że to sympatyczny koleś, ale szybko wychodzi z niego charakter.

Skarga ma dwie strony maszynopisu – anonimową autorką jest koleżanka Ewy K., którą miał molestować seksualnie M.

„Chciałabym przedstawić państwu historię pewnej młodej dziewczyny – pani Ewy – która opowiedziała mi o tym wszystkim po pierwsze aby wyrzucić to z siebie po drugie bo już nie mogła wytrzymać psychicznie a po trzecie bo nie wie co robić dalej ponieważ się boi” (pisownia oryginalna).

Ewa K., przed trzydziestką, magister ekonomii. W ośrodku pracowała od września do grudnia 2016 r. na umowie-zleceniu jako recepcjonistka, „prowadząc dodatkowo małą księgowość, a w międzyczasie zarządzała ośrodkiem i była kelnerką z powodu braków kadrowych” – czytam w skardze – „…M. rzadko bywał w Ciechocinku, obowiązki kierownicze scedował na Ewę K., sam spędzał czas w Sarnówku”.

Ewa K. zarabiała na umowie-zleceniu 1,5 tys. zł netto. Dyr. M. oczekiwał – wedle skargi – pracy 12 godzin dziennie, bez dni wolnych.

Nie skończyło się na słownym molestowaniu

Jak wynika ze skargi, w sylwestra M. zarządził, że Ewa K., zamiast pomagać w kuchni, „będzie z nim witać gości, potem będą razem siedzieć i coś wypiją”.

„Pani Ewa opowiada, że wypiła dwa kieliszki, a kierownik namawiał ją do wypicia więcej żeby się rozluźniła, wtedy taki mężczyzna jak on pokaże takiej babie jak ona co i jak się robi” – pisze w skardze jej koleżanka.

Dzwonię do Ewy K. Pytam, co się stało w sylwestra, czy była molestowana przez M.? – Nie, skończyło się na słownym molestowaniu. Jak zwykle publicznie przechwalał się podbojami seksualnymi, sugerował chęć uprawiania seksu. – Jak sugerował?

– No, że my razem, że możemy, że ten tego… Nie pozwoliłam na nic. A potem kazał mi wypierdalać z pracy – opowiada.

Gdzie są kobiety, które dają, a się nie pytają

Z anonimu: „Pracownicy Sarnówka twierdzą, że on [M.] taki jest i trzeba dostać grubej skóry i przyzwyczaić się do tego, że on krzyczy i obraża jeśli chce się pracować inaczej z byle powodu straci się pracę. A kierownik nie tylko krzyczał na panią Ewę ale również na dziewczyny z kuchni i pokojowe”.

Rozmawiam z dziewczynami pracującymi z M. w Ciechocinku. Potwierdzają argumenty ze skargi: M. bardzo źle traktuje ludzi, zwłaszcza kobiety, wymaga za dużo, płaci za mało, obraża, wyzywa, publicznie przechwala się podbojami seksualnymi, sugeruje chęć uprawiania seksu. Publicznie pytał jednego z pracowników, w którym ośrodku w miasteczku „są kobiety, które dają, ale się nie pytają”.

Adam, didżej, który pracował w sylwestra w Ciechocinku, pamięta, że dyr. M. upokarzał Ewę, pomiatał nią i proponował seks.

– Tak wprost? – pytam.

– Nie, tak zagadywał, że chciałby z nią, żeby się upiła, to będzie miała szmurę.

– Co?

– No, że będzie łatwiejsza. Wszyscy wiedzieli, o co mu chodzi. Ewa była wystraszona, ale upić się nie dała.

Panie mnie już nie interesują

M. rozmawia chętnie. O skardze wie, wszystko wyjaśnił kadrom na piśmie, był w Warszawie w tej sprawie cztery tygodnie temu. A potem telefonicznie się dowiedział, że jego wyjaśnienie było zadowalające i sprawy nie ma, a w ogóle to pomówienia były.

– Nic złego nie zrobiłem, w sylwestra piłem, ale nie byłem wtedy w pracy, Ewy nie podrywałem, bo mam 66 lat i mnie już panie nie interesują – wyjaśnia.

Opowiadam mu o rozmowach z jego pracownikami, którzy potwierdzają opisane w skardze zarzuty. Wtedy się usztywnia, radzi mi kontaktować się z rzecznikiem telewizji, bo nie ma nic do dodania.

TVP: sprawa jest zamknięta

W Ciechocinku żaden z pracowników nie słyszał, by ktoś z TVP albo w imieniu TVP sprawdzał, czy zarzuty opisane w skardze są prawdziwe.

Ewa, Adam czy Kasia – moi rozmówcy (imiona zmieniłam) – nie byli pytani, jak traktuje ich dyr. M., ani co się działo w sylwestrową noc.

Sprawdzam losy skargi. Ministerstwo Pracy nie odpowiada. Rada nadzorcza TVP odmawia odpowiedzi, sekretarka rady twierdzi, że są takie ogóle zasady, by na pytania dziennikarzy nie odpowiadać.

Biuro prasowe odpowiada po ponagleniach.

Pierwszy mail: „Z kontekstu pisma wynikało, iż przedmiotowa skarga dotyczy osoby, która zakończyła współpracę z Telewizją Polską”.

Zwracam uwagę, że skarga dotyczy dyrektora, który nadal pracuje w TVP. Pytam, czy składał wyjaśnienia.

TVP odpisuje: „Pan Zbigniew M. składał wyjaśnienia, które nie potwierdziły zarzutów ujętych w anonimowym piśmie”.

Dopytuję: czy tylko on składał wyjaśnienia?

TVP mailuje: „Zgodnie z obowiązującym prawem, TVP nie może objąć swoim wewnętrznym postępowaniem wyjaśniającym osób, które nie pozostają z nią w stosunku pracy. Osoba, która złożyła skargę pozostaje w dodatku anonimowa wykluczając w ten sposób siebie z udziału w postępowaniu wyjaśniającym. Ze względu na małą liczbę osób pracujących w Ośrodku, możemy się domyślać, że chodzi o osobę, która w TVP już nie pracuje. W związku z powyższym jedyną osobą, od której TVP mogło oczekiwać wyjaśnień był pan M., który zaprzeczył opisywanym w anonimie zdarzeniom (…)”.

Odpisuję, że dyr. M. nie jest jedyną osobą, od której może oczekiwać wyjaśnień, bo nie pracuje tam sam. TVP: „Przy obecnym stanie wiedzy po stronie Spółki sprawa jest zamknięta”.

Pytam Ewę, czy potwierdzi w sądzie opisane w skardze zarzuty.

– Tak, potwierdzę.

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596686,video.html

 

wyborcza.pl

Błaszczak i jego zastępca Zieliński na tle flagi UE

Błaszczak i jego zastępca Zieliński na tle flagi UE

Minister Mariusz Błaszczak jest taki, jakim go widać. Choć poprzednie zdanie należy obwarować spostrzeżeniem Marka Migalskiego (swego czasu kolegi partyjnego), że go jednak nie widać. Spotkanie z Błaszczakiem grozi kolizją, bo nie wiesz, kiedy się o niego potkniesz.

Jest nijaki, niewidzialny. Są tacy ludzie. Wówczas zalecam im, aby zawsze mieli ze sobą gwizdek. Widzą zbliżającego się innego osobnika i nie chcą zrobić mu krzywdy, niech informują o swojej bytności sygnałem dźwiękowym. To wszak powszechne rozwiązanie w komunikacji.

Niewidzialność Błaszczaka ponadto postrzegam ciut inaczej niż Migalski. Błaszczak lubi odezwać się o multi-kulti (czyt. o uchodźcach). Przychodzi Błaszczak do mediów ze swoim tabletem i czyta to, co spreparowano na Nowogrodzkiej: „Uchodźcy są zagrożeniem, nie ma ich w Polsce, więc nasz kraj jest bezpieczny”. Tak Błaszczak rozwiązuje nasze bezpieczeństwo. Poprzez braki, w Polsce poprzez brak uchodźców. Czego więc brak Błaszczakowi? Osobowości, której bogactwo odróżnia nas od wszelkich Błaszczaków.

Błaszczak walczy z multi-kulti na zewnątrz, ale multi-kulti propaguje w policji, w której działa jeden związek zawodowy NSZZ Policjantów. Nawet jest to zapisane w ustawie o policji. Ale minister Błaszczak chce związkowego multi-kulti w policji. A to dlatego, że  NSZZ Policjantów kilka razy postawiło się Błaszczakowi. Między innymi oczekiwało większej ochrony prawnej przy pacyfikowaniu kiboli, a Błaszczak wg ideologii PiS tych ostatnich chroni jako element patriotyczny.

Policyjni związkowcy protestowali, gdy wykorzystywano ich przy rozbijaniu demonstracji przed Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji. A najbardziej boli związkowców, iż chce się im obniżyć emerytury. Szczególnie tym najdłużej pracującym, którzy pracowali w PRL-u, choćby jeden dzień.

Błaszczak wpadł na pomysł, aby wprowadzić multi-kulti związkowe i zamierza wprowadzić przepisy w porozumieniu z NSZZ Solidarność. W policji powinno działać więcej związków zawodowych, w tym „Solidarność” mogli bezkrytycznie pałować społeczeństwo obywatelskie i mogło omijać szerokim łukiem kiboli-patriotów. Związkowcy z NSZZ Policjantów nie zgadzają się na takie upolitycznienie policji.

Do ciekawego zdarzenia doszło w mieście Łomży z zastępcą Błaszczaka, wiceministrem Jarosławem Zielińskim. Błaszczak powinien gwizdać, jak się zbliża, a Zieliński to Błaszczak podniesiony do potęgi Błaszczaka. Jest taki niewidzialny, iż swego czasu zarządził, aby policjanci w ramach obowiązków cięli konfetti.

Zbliża się Zieliński, z niebios lecą kolorowe płatki papieru. Acz słysząc i widząc Zielińskiego nie dziwię się, musi zaznaczać jakoś swoją obecność. We wspomnianej Łomży tym razem nie sypano na Zielińskiego konfetti, bo media strasznie skrytykowały ten rytuał, na rynku głównym tego miasta wykopano maszt z flagą Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo takiego Zielińskiego nie widać w otoczeniu cywilizacyjnym, kimś staje się na gumnie, na zapiecku.

Błaszczak ma miejsce w historii kabaretu (patrz: Mariusz w „Uchu prezesa”), Zieliński do pozycji swego pryncypała dopiero się dokopuje poprzez wykopywanie masztów z flagami UE.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Tomczyk: Dostęp do dokumentacji ws. caracali miał nie tylko Berczyński, ale też Nowaczyk i Misiewicz

05.05.2017

Antoni Macierewicz i Kazimierz Nowaczyk, w tle Wacław Berczyński

 

Do dokumentacji ws. przetargu na caracale miał dostęp nie tylko Wacław Berczyński, ale też Kazimierz Nowaczyk oraz Bartłomiej Misiewicz – wynika z ustaleń polityków Platformy Obywatelskiej. W piątek posłowie PO kontrolowali dokumenty dotyczące przetargu na caracale.

Posłowie PO Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński, Mariusz Witczak, Joanna Kluzik-Rostkowska i Cezary Grabarczyk udali się w piątek do MON, aby przejrzeć dokumenty związane z postępowaniem przetargowym na zakup śmigłowców dla wojska. W siedzibie MON przebywali w godzinach 12:50-16. Po wyjściu z gmachu spotkali się z dziennikarzami.

– Można postawić tezę, że w MON powstał alternatywny ośrodek decyzyjny, coś na kształt grupy trzymającej władzę, która poza oficjalnymi kanałami, poza Inspektoratem Uzbrojenia, prowadziła nieformalny nadzór nad postępowaniem przetargowym dotyczącym caracali. Wiele z tych spraw będzie musiało być jeszcze wyjaśnionych – mówił Cezary Tomczyk.

Poseł PO wskazał, że część informacji, w których posiadanie weszli posłowie, może być „krępująca dla resortu obrony narodowej”. – Do dokumentacji (dotyczącej przetargu na caracale – red.) miał dostęp nie tylko pan Berczyński, do dokumentacji mieli dostęp również pan Kazimierz Nowaczyk (członek podkomisji smoleńskiej) oraz również pan Bartłomiej Misiewicz (były rzecznik MON) – stwierdził poseł PO.

Tomczyk poinformował, że 20 stycznia 2016 roku Antoni Macierewicz „osobiście podjął decyzję o przesłaniu dokładnie 10291 stron częściowo niejawnej dokumentacji przetargowej z Inspektoratu Uzbrojenia do Centrum Operacyjnego MON, do którego dostęp bezpośrednio mogli mieć pan Berczyński, pan Nowaczyk i pan Misiewicz”.

„To ja wykończyłem caracale”

W kwietniu Wacław Berczyński na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” przekonywał, że jego zasługą było zerwanie rozmów dotyczących finalizacji kontraktu na zakup śmigłowców wielozadaniowych Caracal dla Wojska Polskiego. – To ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach – zapewniał.

Później Berczyński złożył rezygnację ze stanowiska przewodniczącego podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. Szef MON Antoni Macierewicz przyjął jego dymisję. Berczyński wyjaśnił w swoim piśmie, że z powodów osobistych nie może stawić się w Polsce i osobiście poprosić ministra o odwołanie ze stanowiska. Berczyński nie jest już szefem podkomisji, ale sprawa jego wypowiedzi na temat caracali ma swój ciąg dalszy. Prokuratura potwierdziła, że prowadzi śledztwo w sprawie przetargu.

Posłowie PO wzięli MON pod lupę

W ramach przeprowadzenia własnej kontroli w MON powstały dwa zespoły. Pierwszym z nich kieruje Cezary Tomczyk i zajmie się on sprawą zakupu śmigłowców dla wojska oraz ewentualnym wpływem na rezygnację z kontraktu dr. Wacława Berczyńskiego. Drugi zespół PO, na czele z posłem Pawłem Suskim, zbada sprawę transportu najważniejszych osób w państwie, głównie w kontekście ostatnich wypadków z udziałem limuzyny szefa MON Antoniego Macierewicza oraz jego zastępcy Bartosza Kownackiego, a także przypadkami przelotów m.in. premier Beaty Szydło wojskową CASĄ.

msn.pl

Cimoszewicz wbija szpilę MSZ. „Waszczykowski chyba zna angielski”

05.05.2017

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski

 

– Ten tekst jest bardzo zły językowo i razi nieporadnością – skrytykował dokument MSZ Włodzimierz Cimoszewicz. Co więcej, jego zdaniem minister Waszczykowski zdaje sobie z tego sprawę.

W czwartek poprosiliśmy filologów angielskich oraz native speakera ze Stanów Zjednoczonych, żeby przyjrzeli się anglojęzycznemu oświadczeniu, które pojawiło się na stronie MSZ. Lista poprawek była długa. W tłumaczeniu znalazły się liczne błędy gramatyczne, interpunkcyjne, stylistyczne oraz kalki językowe. Jednak minister Witold Waszczykowski uważa, że w tekście „nie ma błędów ani merytorycznych, ani językowych” i został w nim zastosowany „inny żargon językowy”.
„Kolejny dowód dyletanctwa MSZ”

Poprosiliśmy byłego wicepremiera oraz ministra spraw zagranicznych Włodzimierza Cimoszewicza, żeby odniósł się do słów Waszczykowskiego. Polityk nie zostawił na oświadczeniu suchej nitki:

 

Czytałem ten tekst w oryginale. Jest bardzo zły językowo. Razi nieporadnością. Trudno uwierzyć, że wyszedł spod ręki zawodowego tłumacza.

 

Cimoszewicz przyznał, że „język mówiony w codziennej praktyce międzynarodowej, to oczywiście nie Szekspir”, ale zaznaczył, że dyplomaci starają się, żeby był na jak najwyższym poziomie.

– Tym bardziej, gdy chodzi o pisany tekst oświadczenia – podkreślił. – To oczywiście drobiazg, ale i kolejny dowód dyletanctwa obecnego MSZ – dodał.
„Wyraz bezradności”

Były szef dyplomacji odniósł się również do komentarza Waszczykowskiego, że nauczycielem „tej czy innej szkoły” tłumaczenie może się nie podobać, ale „oni funkcjonują w innym świecie”.

 

To prościutka złośliwość i wyraz bezradności. Waszczykowski chyba zna angielski, więc pewnie sam rozumie, że to knot, ale za żadne skarby świata nie przyzna, że kierowany przez niego resort upada tak nisko

 

– skomentował Cimoszewicz. Polityk zauważył przy tym, że „minister Waszczykowski mówił już gorsze rzeczy”.

msn.pl

Crash test. Odc. 22. Poseł Krzysztof Łapiński i kogut ostrzegawczy

Dominika Wielowieyska, Krzysztof Łapiński; Realizacja: Maciej Czajkowski, Bartosz Majkowski, Marcin Tynkowski; Montaż: Łukasz Carbone, 02.02.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,155170,21327935,video.html?embed=0&autoplay=1

W 22. odcinku programu, do samochodu Dominiki Wielowieyskiej wsiada Krzysztof Łapiński, poseł PiS. W jaki sposób Prawo i Sprawiedliwość zabiega o wizerunek swoich posłów? Czy poseł ogląda ‚Wiadomości’? I dlaczego nie chce wystawić na dach samochodu ostrzegawczego koguta?

wyborcza.pl

-emu udało się właśnie odwołać pierwszą wizytę w Polsce, zanim została zaplanowana

Waszczykowski w Trójce: Macron będzie świecić oczami, jak przyjedzie do Polski

Edyta Bryła, 05 maja 2017

Witold Waszczykowski

Witold Waszczykowski (Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta)

– Jeśli Macron zostanie prezydentem, to będzie musiał świecić oczami, gdy przyjdzie mu odwiedzić Polskę po wyborach. Patrzę z zaciekawieniem, jak z tego wybrnie – mówił w „Salonie politycznym Trójki” minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski.

Waszczykowski podkreślił, że wynik wyborów we Francji nie jest przesądzony. Program wyborczy Emmanuela Macrona określił jako „eklektyczny”, i zlepek wykluczających się, liberalnych i socjalistycznych haseł. Co do jego słów o tym, że na Polskę powinny być nałożone sankcje, powiedział, że dwukrotnie zwrócił Macronowi uwagę i że nie akceptuje „takich sytuacji”. – Jesteśmy zaprzyjaźnionymi, demokratycznymi państwami. Tematem kampanii wyborczych nie powinny być sprawy wewnętrzne innych państw. Takie są zasady – mówił Waszczykowski.

Francja nie potrafi konkurować z Polską

Według niego prawdziwą przyczyną krytyki jest to, że Francja, podobnie jak inne kraje zachodnie, nie potrafią od lat konkurować z polską gospodarką. – Chodzi o ochronę rynku, to taki sprytny protekcjonizm. Oskarża się nas o dumping socjalny, a dostarczamy to samo co inni, tylko taniej. Nie radząc sobie z konkurencją, wyciąga się zarzuty polityczne – powiedział.

Według ministra, jeśli Macron zostanie prezydentem, to będzie musiał „świecić oczami”, gdy przyjdzie mu odwiedzić Polskę po wyborach. – Patrzę z zaciekawieniem, jak z tego wybrnie. Widzieliśmy już podobne sytuacje w przypadku Donalda Trumpa. Był krytykowany przez osoby, które potem musiały przełknąć żabę i usiąść z nim przy jednym stole, przystąpić do rozmów – powiedział Waszczykowski.

Skomentował też kolejną groźbę sankcji ze strony Fransa Timmermansa, wiceprzewodniczącego Komisji Europejskiej, w wywiadzie dla niemieckiego tygodnika „Die Zeit”.  – To stała mantra, słyszymy, powtarzana od miesięcy – skwitował. Jak powiedział, nie ma szans na realizację gróźb, bo nie będzie zgody wszystkich państw członkowskich.

Szonert-Binienda nie pełni obowiązków konsula

Waszczykowski pytany podczas audycji o honorową konsul w USA Marię Szonert-Biniendę powiedział, że nie będzie ona wykonywała obowiązków konsularnych, dopóki nie zostanie wyjaśniona sprawa w związku z jej wpisem na Facebooku. Na jej prywatnym koncie opublikowane zostało zdjęcie Donalda Tuska w nazistowskim mundurze, co konsul tłumaczyła jako atak hakera.

Jako konsul honorowa Szonert-Binienda nie jest urzędnikiem państwowym i dochodzenie musiałaby wszcząć prywatnie. – Jeśli uzna, że sprawa jest kryminalna, to może jej prywatnie dochodzić przez zgłoszenie do prokuratury. Dzisiaj nie pełni obowiązków, pod koniec kwietnia oddała się do dyspozycji resortu – tłumaczył minister. Zaprzeczył, by ministerstwo wywierało na konsul naciski.

Zobacz: Crash test: Polityczne résumé minionego tygodnia w rozmowie z Dominiką Wielowieyską prezentuje Marek Borowski

Crash test: Polityczne résumé minionego tygodnia w rozmowie z Dominiką Wielowieyską prezentuje Marek Borowski

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21766224,video.html

 

wyborcza.pl

TVP wycina Natalię Przybysz z koncertu piosenek Agnieszki Osieckiej. „Przekłamanie, fałsz i cenzura”

Małgorzata Muraszko, 05 maja 2017

Natalia Przybysz

Natalia Przybysz (Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta)

TVP 2 wyemitowało koncert „nowOsiecka” w środę w nocy. Wśród artystów wykonujących piosenki napisane przez Agnieszkę Osiecką byli m.in. Brodka, L.U.C, The Dumplings oraz Natalia Przybysz z Raphaelem Rogińskim. Tę ostatnią dwójkę usunięto.

Natalia Przybysz z Raphaelem Rogińskim (razem tworzą zespół Shy Albatross) podczas „nowOsieckiej” wykonali „Urodę” z repertuaru Wandy Warskiej. Koncert odbył się 27 listopada 2016 r. w sali Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Został zarejestrowany przez TVP i wyemitowany w nocy z 3 na 4 maja o godz. 0.50.

W październiku piosenkarka opowiedziała „Wysokim Obcasom” o aborcji, którą wykonała na Słowacji. W kwietniu wokalistka została Superbohaterką „Wysokich Obcasów”. Tytuł otrzymała za „odwagę szczerego wyznania – w czasach postprawdy, propagandy i opresji kobiet”. W wyemitowanym dwa dni później materiale w wieczornych „Wiadomościach” TVP reporter Jan Korab, powołując się na anonimowych czytelników „Wysokich Obcasów”, sugerował, że w przyszłym roku tytuł Superbohaterki powinna otrzymać Katarzyna Waśniewska, która zamordowała swoją córkę Madzię.

Natalia Przybysz wycięta nawet z napisów

Pomysłodawcą i producentem koncertu oraz materiałów wizualnych do emisji telewizyjnej jest Krzysztof Krot. Materiał kolaudowany był do kwietnia. Jak tłumaczy producent, TVP od początku wiedziała o składzie artystycznym i nie wnosiła sprzeciwu.

– Najpierw w zapowiedzi koncertu przygotowanej przez TVP pojawia się Natalia Przybysz. A później znika z emitowanego koncertu – denerwuje się Krot. – To jest przekłamanie, fałsz i cenzura. W koncercie nie pojawiła się artystka, która stanowiła jego fundamentalny element.

Krot dodaje: – Kuriozalną sytuacją jest też wycięcie Natalii Przybysz i Raphaela Rogińskiego z napisów końcowych, w których wymienieni są wszyscy artyści biorący w udział w koncercie.

Producent mówi, że TVP nie wytłumaczyła powodu takiej zmiany. Nam zespół rzecznika TVP napisał: „Decyzja o skróceniu koncertu ‚nowOsiecka’ wynikała z potrzeby dostosowania czasu audycji do potrzeb programowych anteny”.

Przybysz i Rogiński występowali pod koniec koncertu. Po nich na scenie pojawili się jeszcze zespół grający fragmenty utworów Osieckiej oraz Joanna Ewa Zawłocka z utworem „Gaj”. Krot zaznacza, że uzgodnił z TVP skrócenie emisji tylko o dwa ostatnie występy.

Pełen zapis koncertu i płyta

Krzysztof Krot, który był producentem koncertowej sensacji 2015 r. – wspólnych występów rapera Miousha, producenta Jimka i NOSPR-u – zapowiada, że pokaże pełny zapis koncertu. – Jestem właścicielem ścieżki dźwiękowej. Prawa do warstwy wizualnej mają TVP i Narodowy Instytut Audiowizualny. Mogę na bazie materiałów z prób stworzyć nakładkę wizualną na zapis koncertowy.

Natalia Przybysz nie chciała komentować sytuacji.

Niepełny koncert można zobaczyć w serwisie Vod.tvp.pl.

Ścieżka dźwiękowa koncertu ukaże się pod koniec maja nakładem wydawnictwa Agora. Na płycie znajdzie się pełen zapis katowickiego koncertu, w którym udział wzięli Natalia Grosiak, Brodka, grupy Czesław Śpiewa i The Dumplings, Piotr Rogucki, Misia Furtak, Krzysztof Zalewski, L.U.C., Mela Koteluk, Natalia Przybysz i Raphael Rogiński oraz Joanna Ewa Zawłocka. Na albumie „nowOsiecka” dodatkowo znalazł się instrumentalny utwór perkusisty Przemka Borowieckiego i jego zespołu, a także reinterpretacje Łony i Webbera oraz DJ Feel X-a z Gutkiem.

To nie pierwszy raz, kiedy TVP cenzuruje zarejestrowany już program. W 2016 r. TVP Kultura w miejsce magazynu „Pegaz”, w którym jednym z tematów był spektakl Przemysława Wojcieszka „Hymn narodowy”, wyemitowała dyskusję o imigrantach.

Zobacz: Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596686,video.html

 

wyborcza.pl

PO: Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz mieli dostęp do tajnych dokumentów przetargowych ws. caracali

Paweł Wroński, 05 maja 2017

15 września, konferencja podkomisji badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku. Obok Antoniego Macierewicza przewodniczący podkomisji Wacław Berczyński i jej doradca Frank Taylor

15 września, konferencja podkomisji badającej przyczyny katastrofy w Smoleńsku. Obok Antoniego Macierewicza przewodniczący podkomisji Wacław Berczyński i jej doradca Frank Taylor (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

Posłowie PO obejrzeli w piątek w MON dokumentację przetargową. – Żadna z tych osób nie miała certyfikatu dostępu do informacji niejawnych – mówi poseł Marcin Kierwiński z Platformy.

Posłowie PO zwrócili się do MON z prośbą o dostęp do informacji z przetargu na śmigłowce Caracal, gdy dr Wacław Berczyński, były już przewodniczący podkomisji smoleńskiej w MON Antoniego Macierewicza, oświadczył w „Dzienniku Gazecie Prawnej”, że to „on wykończył caracale”. Mówił też, że otrzymał od Antoniego Macierewicza specjalne pełnomocnictwo ws. przetargu na śmigłowce.

Berczyński mówił o upoważnieniu od Macierewicza

Berczyński przez lata pracował w Boeingu, który sprzedał MON pod koniec marca trzy samoloty dla VIP-ów. Kosztowały 2 mld złotych. Zdaniem Krajowej Izby Odwoławczej odbyło się to z naruszeniem prawa (najpierw przetarg został zerwany, a potem wyboru dokonano z wolnej ręki).

„Zakończony” przez obecny rząd przetarg na dostawę 50 śmigłowców Caracal był największym przetargiem zbrojeniowym poprzedniego rządu PO-PSL. Jego wartość oceniano na 13,5 mld złotych. Wygrała go francuska firma Airbus Helicopters. Decyzja rządu PiS spowodowała kryzys w relacjach polsko-francuskich. MON twierdzi, że Berczyński wbrew własnym słowom nie miał wpływu na przetarg i że został on „zakończony” z powodu niewystarczającej  oferty offsetowej ze strony francuskiej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Macierewicz, Berczyński i caracale. Atmosfera się zagęszcza, żądanie dymisji i odpowiedź PiS

Zobacz: Bronisław Komorowski w Temacie dnia: „Pan Berczyński był albo konfabulantem, albo niebezpiecznym człowiekiem. Nie można tego zbagatelizować”

Bronisław Komorowski w Temacie dnia: „Pan Berczyński był albo konfabulantem, albo niebezpiecznym człowiekiem. Nie można tego zbagatelizować”

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21699355,video.html

Posłowie PO Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński, Joanna Kluzik-Rostkowska, Cezary Grabarczyk i Mariusz Witczak przeglądali w piątek dokumenty w towarzystwie obecnych wiceministrów obrony Bartosza Kownackiego i Michała Dworczyka. Szef resortu Antoni Macierewicz był nieobecny. Jak powiedział Cezary Tomczyk, posłowie chcą „pójść śladem Wacława Berczyńskiego”. MON zadeklarował dostarczenie posłom wszystkich dokumentów, o jakie poproszą.

– Wszystko wskazuje na to, że gdzieś obok oficjalnej komisji przetargowej powstał alternatywny ośrodek decyzyjny, coś jakby grupa trzymająca władzę – mówił poseł Cezary Tomczyk. Jego zdaniem to on był odpowiedzialny za „wykańczanie śmigłowców”.

PO: Berczyński, Nowaczyk i Misiewicz bez certyfikatu

Politycy PO po wyjściu z gmachu ministerstwa stwierdzili, że oprócz Wacława Berczyńskiego dostęp do dokumentacji przetargu miał także inny członek podkomisji smoleńskiej (obecnie, po dymisji Berczyńskiego, jej przewodniczący) – dr Kazimierz Nowaczyk. Dokumenty wskazują także, że dostęp do dokumentów przetargowych firmy miał Bartłomiej Misiewicz, w przeszłości szef gabinetu politycznego Antoniego Macierewicza i jego rzecznik.

– Te osoby nie dysponowały certyfikatem dostępu do informacji niejawnej oraz nie zostały zweryfikowane przez polskie służby – mówił poseł PO Marcin Kierwiński. Przypominał, że jedynym dokumentem, który upoważniał Berczyńskiego, Nowaczyka i Misiewicza do przeglądania dokumentów, było upoważnienie podpisane przez szefa MON Antoniego Macierewicza.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Dymisja Berczyńskiego, czyli paranoja jest goła [PAWEŁ WROŃSKI]

Kierwiński zapowiedział, że będzie się domagał dalszych informacji od MON, a także od ministra koordynatora ds. służb specjalnych, aby wyjaśnił, na jakiej zasadzie ci ludzie mogli mieć dostęp do tego rodzaju dokumentów. Kierwiński przypomniał też, że niektórzy z nich posiadają „nie tylko obywatelstwo polskie”.

MON: To były dokumenty archiwalne

MON twierdzi, że mieli oni dostęp do dokumentacji o charakterze archiwalnym. Wiceszef resortu Bartosz Kownacki stwierdził, że przetarg już się zakończył, a ofertę offsetową oceniało Ministerstwo Rozwoju.

Jednak posłowie PO argumentują, że przetarg trwał. Ponadto MON rozpisał w tym roku kolejny przetarg, w którym także uczestniczy producent caracali – firma Airbus Helicopters.

 

wyborcza.pl

Poseł PiS Krzysztof Łapiński nowym rzecznikiem prezydenta Dudy

lulu, IAR, 05.05.2017

Krzysztof Łapiński przed siedzibą PiS, 27 października

Krzysztof Łapiński przed siedzibą PiS, 27 października (SŁAWOMIR KAMIŃSKI)

• Poseł PiS Krzysztof Łapiński nowym rzecznikiem prezydenta
• Informację potwierdziła kancelaria prezydenta
• Łapiński współpracował z Dudą w kampanii prezydenckiej

 

Poseł PiS Krzysztof Łapiński będzie nowym rzecznikiem prezydenta Andrzeja Dudy w randze ministra. Łapiński od kilku dni przygotowuje się do nowej funkcji i zakończenia poselskiej działalności. Przyznał, że propozycję pracy dostał zaraz po świętach Wielkiejnocy. Łapiński współpracował z Dudą w kampanii prezydenckiej. Wcześniej z zrezygnował dotychczasowy dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Marek Magierowski. CZYTAJ WIĘCEJ >>>

Krzysztof Łapiński z PiS: W skali od 1 do 10 działania swojej partii rozumiem może na 2

20.12.2016

http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/538368,krzysztof-lapinski-z-pis-w-skali-od-1-do-10-dzialania-swojej-partii-rozumiem-moze-na-2.html

 

gazeta.pl

Błaszczak i jego zastępca Zieliński na tle flagi UE

Minister Mariusz Błaszczak jest taki, jakim go widać. Choć poprzednie zdanie należy obwarować spostrzeżeniem Marka Migalskiego (swego czasu kolegi partyjnego), że go jednak nie widać. Spotkanie z Błaszczakiem grozi kolizją, bo nie wiesz, kiedy się o niego potkniesz.

Jest nijaki, niewidzialny. Są tacy ludzie. Wówczas zalecam im, aby zawsze mieli ze sobą gwizdek, widzą zbliżającego się innego osobnika i nie chcą zrobić mu krzywdy, niech informują o swojej bytności sygnałem dźwiękowym. To wszak powszechne rozwiązanie w komunikacji.

Niewidzialność Błaszczaka ponadto postrzegam ciut inaczej niż Migalski. Błaszczak lubi odezwać się o multi-kulti (czyt. o uchodźcach). Przychodzi Błaszczak do mediów ze swoim tabloidem i czyta to, co spreparowano na Nowogrodzkiej: „Uchodźcy są zagrożeniem, nie ma ich w Polsce, więc nasz kraj jest bezpieczny”.

Tak Błaszczak rozwiązuje nasze bezpieczeństwo. Poprzez braki, w Polsce poprzez brak uchodźców. Czego więc brak Błaszczakowi? Osobowości, której bogactwo odróżnia nas od wszelkich Błaszczaków.

Błaszczak walczy z multi-kulti na zewnątrz, ale multi-kulti propaguje w policji, w której działa jeden związek zawodowy NSZZ Policjantów. Nawet jest to zapisane w ustawie o policji. Ale minister Błaszczak chce związkowego multi-kulti w policji. A to dlatego, że  NSZZ Policjantów kilka razy postawiło się Błaszczakowi. Między innymi oczekiwało większej ochrony prawnej przy pacyfikowaniu kiboli, a Błaszczak wg ideologii PiS tych ostatnich chroni jako element patriotyczny.

Policyjni związkowcy protestowali, gdy wykorzystywano ich przy rozbijaniu demonstracji pod Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji. A najbardziej boli związkowców, iż chce sie im obniżyć emerytury. Szczególnie tym najdłużej pracującym, którzy pracowali w PRL-u, choćby jeden dzień.

Błaszczak wpadł na pomysł, aby wprowadzić multi-kulti związkowe i zamierza wprowadzić przepisy w porozumieniu z NSZZ Solidarność. W policji powinno działać więcej związków zawodowych, w tym „Solidarność” mogli bezkrytycznie pałować społeczeństwo obywatelskie i mogło omijać szerokim łukiem kiboli-patriotów. Zwiąkowcy z NSZZ Policjantów nie zgadzają się na takie upolitycznienie policji.

Do ciekawego zdarzenia doszło w mieście Łomży z zastępcą Błaszczaka, wiceministrem Jarosławem Zielińskim. Błaszczak powinien gwizdać, jak się zbliża, a Zieliński to Błaszczak podniesiony do potęgi Błaszczaka. Jest taki niewidzialny, iż swego cxzasu zarządził, aby policjanci w ramach obowiązków cięli konfetti.

Zbliża się Zieliński, z niebios lecą kolorowe płatki papieru. Acz słysząc i widząc Zielińskiego nie dziwię się, musi zaznaczać jakoś swoją obecność. We wspomnianej Łomży tym razem nie sypano na Zielińskiego konfetti, bo media strasznie skrytykowały ten rytuał, na rynku głównym tego miasta wykopano maszt z flagą Unii Europejskiej. Dlaczego? Bo takiego Zielińskiego nie widać w otoczeniu cywilizacyjnym, kimś staje się na gumnie, na zapiecku.

Błaszczak ma miejsce w historii kabaretu (patrz: Mariusz w „Uchu prezesa”), Zieliński do pozycji swego pryncypała dopiero się dokopuje poprzez wykopywanie masztów z flagami UE.

, 5 MAJA 2017

Policjanci przeciwko Błaszczakowi. Nie zgadzają się na upolitycznienie policji

Z coraz większym niepokojem obserwujemy wzmagającą się niechęć kierownictwa resortu Spraw Wewnętrznych i Administracji do NSZZ Policjantów” – piszą autorzy rezolucji Kongresu Przewodniczących Zarządów Terenowych NSZZ Policjantów. MSWiA twierdzi, że chce zwiększyć pluralizm. To nie pluralizm, tylko upolitycznienie – uważają policjanci

Policjanci apelują do koleżanek i kolegów o sprzeciw wobec planów MSWiA dotyczących zwiększenia liczby związków zawodowych, do których mogliby się zapisywać policjanci. Chodzi o zmianę w ustawie o policji, którą – we współpracy z NSZZ „Solidarność” – przygotował resort spraw wewnętrznych. Nowelizacja dotyczy art. 67 obowiązującej ustawy, który mówi, że „w policji może działać tylko jeden związek zawodowy”. Nowe rozwiązanie zakłada, że liczba związków może być większa.

Oficjalne uzasadnienie MSWiA głosi, że chodzi po prostu „zwiększenie pluralizmu” związkowego policjantów. Ale rzeczywistym powodem jest to, że NSZZ Policjantów już kilkakrotnie krytycznie odnosiła się do polityki rządu PiS. Chodzi więc o możliwość utworzenia związku zawodowego policjantów, który będzie bezkrytycznie sprzyjał obecnej władzy. W praktyce oznacza to próbę upolitycznienia polskiej policji.

Jak policjanci podpadli PiS

NSZZ Policjantów po raz pierwszy krytycznie odniósł się do MSWiA i polityki premier Szydło przy okazji apelu o zwiększenie ochrony dla policjantów pacyfikujących rozróby kiboli. Związkowcy wskazali, że nie rozumieją, dlaczego kibiców-chuliganów politycy PiS prezentują jako patriotyczny wzór, zapominając przy tej okazji o policjantach, dla których ci pierwsi stanowią zagrożenie.

Protestowali również w związku z pomysłem obniżenia emerytur policjantom, którzy mieli epizod w karierze związany z organami bezpieczeństwa PRL. Swoją odezwę spuentowali w dramatycznym tonie, odwołując się do słów pastora i antynazistowskiego opozycjonisty Martina Niemöllera: „Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować”.

Związkowcy protestowali również przeciwko wykorzystywaniu policji do rozbijania demonstracji pod Sejmem podczas grudniowej blokady mównicy sejmowej przez posłów opozycji.

Polityczne motywy

Wszystkie te działania poirytowały MSWiA, które zaczęło posądzać związkowców o polityczne motywy ich protestów. Zdaniem NSZZ Policjantów, resort zaczął unikać spotkań ze związkowcami. Jednak – piszą związkowcy w rezolucji – gdy „to nie wpłynęło na zmianę postawy Związku, Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji postanowił stworzyć konkurencję dla NSZZ Policjantów i przygotował projekt nowelizacji dedykowanej wyłącznie dla Policji”.

Związkowcy w rezolucji zapewniają, że nie ulegają żadnym wpływom czy politycznym inspiracjom, ale – po prostu – sprzeciwiają się wszelkim próbom upolityczniania policji. I podkreślają, że widzą „apolityczność jako podstawowy warunek zaufania społecznego do instytucji państwowych”.

Pomysł MSWiA rodem z PRL

„Zasada, że w policji może działać tylko jeden związek, wzięła się stąd, że w tego typu formacji rozdrobnienie wywołałoby chaos i zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa” – tłumaczył „Wyborczej” prof. Jan Widacki, współtwórca obecnej ustawy o policji. Zwracał też uwagę na to, że tej zasadzie przeciwny był gen. Czesław Kiszczak, który był świadomy, że utrudnia ona władzy polityczną kontrolę nad środowiskiem policjantów. I wprost zaznaczył, że przygotowana nowelizacja ma za zadanie „stworzyć prorządowe związki i osłabić policyjną organizację, która staje władzy okoniem”.

Kongres Przewodniczących Zarządów Terenowych NSZZ Policjantów odbył się 27 kwietnia 2017 roku.

Pełny tekst rezolucji można przeczytać tu, a apel o jego poparcie tutaj.

 

OKO.press

Minister przyjeżdża, flaga UE znika z rynku w Łomży. Próbujemy dociec, jak to się stało

Marcin Kozłowski, 05.05.2017

Flagi na rynku w Łomży

Flagi na rynku w Łomży (JACEK BABIEL/Agencja Gazeta)

3 maja w uroczystościach z okazji Święta Konstytucji 3 Maja w Łomży uczestniczył wiceminister spraw wewnętrznych w rządzie Beaty Szydło – Jarosław Zieliński. Nie zobaczył na Starym Rynku unijnej flagi, bo ta została usunięta. Przez kogo? Nikt się do tego oficjalnie nie przyznaje.

Tuż przed obchodami Święta Konstytucji 3 Maja został usunięty jeden z trzech masztów stojących na Starym Rynku w Łomży – informuje „Gazeta Wyborcza”. Wykopano maszt, na którym powiewała flaga Unii Europejskiej. Zostały dwa, na których znajdowała się flaga Polski i flaga miejska. Obie zostały podniesione w trakcie uroczystości.

W obchodach uczestniczył m.in. wiceminister spraw wewnętrznych i administracji Jarosław Zieliński, który objął też nad nimi patronat. Po zakończeniu uroczystości maszt z unijną flagą znów stanął na swoim miejscu.

– Byłem tym zbulwersowany. Pozyskujemy środki z Unii Europejskiej, a władza przecież powtarza, że nie chcemy wychodzić ze wspólnoty – komentuje w rozmowie z Gazeta.pl Stanisław Oniszkis, miejski radny z PO.

– Wyjęto maszt tylko po to, żeby nie raził oczu pana ministra Zielińskiego. Odebrałem to jako sygnał, że chcemy wyjść z Unii Europejskiej. Do tej pory flaga unijna była obecna w trakcie oficjalnych uroczystości – dodaje radny.

Ratusz: To sugestia policji

Prezydentem Łomży od 2014 r. jest należący do PiS Mariusz Chrzanowski. Zwracam się do urzędu miasta z prośbą o wyjaśnienie kwestii masztu. Ratusz wysyła komunikat e-mailem. Jak informuje mnie Łukasz Czech z biura prasowego ratusza w Łomży, „za scenariusz uroczystej odprawy pocztów sztandarowych odpowiedzialna była Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku„.

Ze strony jej przedstawicieli pojawiła się sugestia, aby w związku z tą ważną dla Polaków uroczystością na maszt została wciągnięta jedynie flaga państwowa. Funkcjonariusze motywowali to obowiązującym protokołem flagowym, który określa zasady podniesienia flagi” – czytam w odpowiedzi Łukasza Czecha.

Policja: Nie nakazywaliśmy demontażu masztu

Kontaktuję się zatem z kom. Tomaszem Krupą z podlaskiej policji i pytam o powody usunięcia masztu. – To nie policjanci demontowali maszt, nie nakazywaliśmy też jego demontażu. Infrastruktura w tym miejscu nie jest naszą własnością – mówi komisarz.

I dodaje, policjanci przy wszelkich uroczystościach podnoszą na maszt jedynie flagę Polski. – Na wniosek organizatora została podniesiona również flaga miejska Łomży. Nie była jednak podnoszona przez nas. Podnoszenie innych flag niż narodowej jest poza naszym zakresem kompetencji – zapewnia funkcjonariusz.

– Urząd miasta sugeruje, że usunięcie masztu to państwa inicjatywa – zwracam uwagę.

– Nie mogę odpowiadać za stanowisko, które zajmuje w tej sprawie biuro prasowe urzędu miejskiego w Łomży – ucina kom. Tomasz Krupa.

Ratusz: Dyskutowaliśmy na ten temat z policją

Sprawa nadal nie jest jasna, nie wiadomo, kto ostatecznie zdecydował o usunięciu flagi UE. Dzwonię do ratusza i powtarzam to, co usłyszałem od policji. – Dlaczego flaga unijna nie została wciągnięta na maszt? – pytam ponownie.

– Proszę zapytać Komendy Wojewódzkiej Policji. Ich sugestia była taka, że najważniejsza jest flaga państwowa i to ona ma być wciągnięta na maszt – powtarza Łukasz Czech z biura prasowego ratusza.

– Przecież wciągnęli państwo na maszt flagę miejską. Czyli nie posłuchali państwo policji w kwestii flagi miasta, a posłuchali w kwestii unijnej? – dopytuję.

– Za scenariusz tej części uroczystości była odpowiedzialna Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku – powtarza urzędnik.

– I to komenda zdecydowała, żeby wciągnąć też flagę miejską? – dociekam.

– Miastu zależało, aby na uroczystościach, które odbywają się w Łomży i których głównym organizatorem jest miasto, była też wciągnięta flaga miasta – mówi Czech.

– Czyli mieli państwo głos w tej sprawie – zauważam.

– Dyskutowaliśmy na ten temat z policją. Ja w tych rozmowach nie uczestniczyłem – twierdzi Łukasz Czech.

– A kto uczestniczył?

– Przedstawiciel urzędu miejskiego.

– Proszę mnie skontaktować z tym przedstawicielem – proponuję.

– Dostał pan nasz komunikat, nic więcej w tej sprawie nie mamy do powiedzenia – ucina przedstawiciel ratusza.

gazeta.pl

Były szef MON: Macierewicz z Berczyńskim będą mieli ogromne kłopoty z prawem

05.05.2017

Wacław Berczyński, Antoni Macierewicz

 

Tomasz Siemoniak w radiowej Jedynce stwierdził, że prędzej czy później Antoni Macierewicz z dr Wacławem Berczyńskim będą mieli „ogromne kłopoty z prawem”. Były szef MON mówił to w kontekście zamieszania dotyczącego przetargu na caracale.

27 kwietnia posłowie PO (Cezary Tomczyk, Marcin Kierwiński, Mariusz Witczak i Joanna Kluzik-Rostkowska) udali się do MON, aby przejrzeć dokumenty związane z postępowaniem przetargowym na zakup śmigłowców dla wojska. – Ostatnio poinformowaliśmy, że w ramach Komisji Obrony Narodowej powołaliśmy zespoły kontrolne, które mają wyjaśnić kilka zasadniczych kwestii, o których ostatnio rozmawiamy w ramach działalności Ministerstwa Obrony Narodowej – przypomniał Cezary Tomczyk.

Wiceminister obrony narodowej Michał Dworczyk zaprosił posłów PO na piątek na godz. 13:00 do Ministerstwa Obrony Narodowej. – MON udostępni parlamentarzystom PO dokumenty dotyczące nie tylko rozmów ws. śmigłowców Caracal, lecz także trwającego postępowania – poinformował.

„Macierewicz z Berczyńskim będą mieli ogromne kłopoty”

Tomasz Siemoniak na antenie radiowej Jedynki podkreślał, że posłowie PO chcą zbadać sprawę caracali. – Jedna sprawa tu jest istotna, mianowicie czy i jak Antoni Macierewicz dał dostęp panu Berczyńskiemu, który nawet nie był pracownikiem MON–u, do dokumentacji przetargowej – mówił.

– To jest skandal, to jest afera i gdy widzimy, że przez trzy tygodnie prokuratura pod nadzorem Ziobry nie robi w tej sprawie absolutnie nic, nie wydała najmniejszego komunikatu, to posłowie chcą ustalić, czy Berczyński miał dostęp do dokumentacji, czy dał mu go Macierewicz – przekonywał były szef MON. – To, że posłom trzeba udostępniać dokumenty, wynika po prostu z ustaw i to żadna łaska nikogo w MON nie jest. I tak MON prowadzi tak zamkniętą politykę informacyjną, wszystko wyciągamy siłą na komisjach obrony, zwołując je na wniosek posłów opozycji – dodał.

– Ja oceniam, mimo tej bierności prokuratury, że prędzej czy później Macierewicz z Berczyńskim będą mieli ogromne kłopoty z prawem, bo takich rzeczy nie wolno robić, to jest 13,5 miliarda złotych i Macierewicz swojemu koledze daje dostęp do tych dokumentów – wyjaśnił Siemoniak.

„To ja wykończyłem caracale”

Berczyński na łamach „Dziennika Gazety Prawnej” przekonywał, że jego zasługą było zerwanie rozmów dotyczących finalizacji kontraktu na zakup śmigłowców wielozadaniowych Caracal dla Wojska Polskiego. – To ja wykończyłem caracale. Znam się na tym, znam się na śmigłowcach – zapewniał. Później Berczyński złożył rezygnację ze stanowiska przewodniczącego podkomisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej. Szef MON Antoni Macierewicz przyjął jego dymisję. Berczyński wyjaśnił w swoim piśmie, że z powodów osobistych nie może stawić się w Polsce i osobiście poprosić ministra o odwołanie ze stanowiska. Berczyński nie jest już szefem podkomisji, ale sprawa jego wypowiedzi na temat caracali ma swój ciąg dalszy. Prokuratura potwierdziła, że prowadzi śledztwo w sprawie przetargu.

Posłowie PO biorą MON pod lupę

W ramach przeprowadzenia własnej kontroli w MON powstały dwa zespoły. Pierwszym z nich kieruje Cezary Tomczyk i zajmie się on sprawą zakupu śmigłowców dla wojska oraz ewentualnym wpływem na rezygnację z kontraktu dr. Wacława Berczyńskiego. Drugi zespół PO, na czele z posłem Pawłem Suskim, zbada sprawę transportu najważniejszych osób w państwie, głównie w kontekście ostatnich wypadków z udziałem limuzyny szefa MON Antoniego Macierewicza oraz jego zastępcy Bartosza Kownackiego, a także przypadkami przelotów m.in. premier Beaty Szydło wojskową CASĄ.

– Pierwszą z nich jest kwestia afery Macierewicza, afery śmigłowcowej i wykończenia tego przetargu przez pana Berczyńskiego. Dziś w związku z ustawą o wykonywaniu mandatu posła, podjęliśmy interwencję poselską w MON właśnie ws. afery Macierewicza i wykańczaniem tego przetargu. Zgodnie z ustawą posłowie mają możliwość podjąć interwencję w dowolnym urzędzie administracji rządowej, a kierownicy organów są zobowiązani niezwłocznie przyjąć posła i udzielić mu informacji oraz przekazać wszelkie interesujące go materiały – tłumaczył w trakcie konferencji prasowej Cezary Tomczyk.

msn.pl

Magierowski odchodzi z kancelarii prezydenta

05.05.2017

Marek Magierowski

 

Marek Magierowski złożył rezygnację ze stanowiska dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta – informuje wPolityce.pl

Andrzej Duda przyjął już dymisję Magierowskiego. – Zapewniłem Pana Prezydenta, że może liczyć na moją pomoc i wsparcie, zawsze i wszędzie tam, gdzie uzna to za stosowne – powiedział w rozmowie z wPolityce.pl rzecznik Andrzeja Dudy.

Nazwisko następcy Magierowskiego nie jest jeszcze znane.

Marek Magierowski był dyrektorem Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej od 1 grudnia 2015 roku. Zastąpił na tym stanowisku Katarzynę Adamiak-Sroczyńską. Wcześniej był publicystą „Tygodnika do Rzeczy” (od 2013 roku) i wicenaczelnym „Rzeczpospolitej” (w latach 2006-2011).

msn.pl

Korea Północna podniosła alarm: CIA wdarła się nasz teren, chcieli zabić Kima

Patryk Strzałkowski, 05.05.2017

Wojska Korei Północnej

Wojska Korei Północnej (Wong Maye-E (AP Photo/Wong Maye-E, File))

„Od tego momentu” mają zacząć się działania odwetowe wobec USA i Korei Płd. Powód? Korea Północna oskarża CIA próbę zamordowania Kim Dzong Una. Reżim miał odkryć „grupę terrorystów” na swoim terytorium.

Korea Północna twierdzi, że grupa „terrorystów” dostała się na terytorium kraju w celu przeprowadzenia zamachu na Kim Dzong Una. Autorami planu mają być agencje wywiadowcze USA i Korei Południowej – podaje portal nknews.org. Rzekomy atak miał być zaplanowany na święto państwowe, obchodzone w Korei Płn 15 kwietnia,

Resort bezpieczeństwa państwowego oskarżył CIA i południowokoreański wywiad (NIS) o zrekrutowanie obywatela Korei Płn do przeprowadzenia zabójstwa.

„Odkryto haniebną grupę terrorystyczną, która przeniknęła na terytorium Korei Północnej” – podaje reżim w komunikacie. Rzekomy zabójca jest w nim nazwany jedynie jako „Kim” (to najpopularniejsze nazwisko na półwyspie). Reżim twierdzi, że CIA „wyprało mu mózg”. Kim miał rzekomo dokonać zamachu przy pomocy radioaktywnej trucizny. W komunikacie jest też mowa o bombie.

Będzie odwet wobec USA i Korei Płd?

W komunikacie wymienione są nazwiska kilku agentów południowokoreańskiego wywiadu, którzy mieli wydawać polecenia „terroryście”. Nie podano żadnych szczegółów tego, jak siłom bezpieczeństwa udało się odkryć rzekomy spisek – podkreśla nknews.org.

Reżim północnokoreański zaznaczył, że działania odwetowe wobec NIS i CIS „zaczną się od tej chwili”.

„Wykorzenimy i zniszczymy bez litości każdego z fanatycznych terrorystów amerykańskiej, imperialistycznej CIA i ich marionetki NIS” – grozi reżim w komunikacie.

Południowokoreański wywiad, ani CIA na razie nie komentują sprawy.

gazeta.pl

Kulisy awansu Pobudzina w TVP. Krótka historia z udziałem Paczuskiej, Kurskiego i Brudzińskiego

Agnieszka Kublik, 05 maja 2017

Klaudiusz Pobudzin

Klaudiusz Pobudzin (Stefan Maszewski/REPORTER / REPORTER)

Awans Klaudiusza Pobudzina na szefa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, czyli wszystkich programów informacyjnych TVP, to wygrana Marzeny Paczuskiej w starciu z poprzednim szefem TAI Piotrem Lichotą. Chodzi o to, by wszystkie programy, także TVP Info, przypominały „Wiadomości”

Prezes TVP Jacek Kurski wymienił w czwartek szefa TAI – Piotra Lichotę zastąpił Klaudiusz Pobudzin, wcześniej szef „Teleexpressu”, reporter „Wiadomości”, a jeszcze wcześniej przez 13 lat reporter TV Trwam.

Konflikt z Kurskim, ale ten Brudziński

Pobudzin uchodzi za człowieka szefowej „Wiadomości” Marzeny Paczuskiej, która w styczniu 2016 r. ściągnęła go z toruńskiej telewizji na plac Powstańców, gdzie powstają wszystkie programy informacyjne TVP. Pobudzin szybko stał się głównym reporterem politycznym dziennika, atakował opozycję, wychwalał rząd.

– Między Piotrem Lichotą a Jackiem Kurskim konflikt trwał od dawna – mówią nasze źródła w telewizji publicznej. – Gdy Kurski zjawiał się na placu Powstańców, nawet nie zachodził do Lichoty. Między nimi w ogóle nie było komunikacji. Kurski od miesięcy starał się go wyrzucić, ale Lichota to człowiek wicemarszałka Sejmu Joachima Brudzińskiego i dlatego nie było to łatwe. Teraz Kurski dostał z Nowogrodzkiej zgodę, by Lichotę zwolnić.

Czego dotyczył konflikt? Nasi informatorzy twierdzą, że chodzi o kształt programów informacyjnych. – Najwięcej zastrzeżeń do Lichoty, swojego szefa, miała Paczuska. Np. o to, że w TVP Info jest za mało materiałów przygotowanych przez jej reporterów, że paski informacyjne w TVP Info niczym nie różnią się od tych z TVN 24, bo i tu, i tu chodzą „kryminałki”. Paczuska jest przeciwna podawaniu takich informacji – opowiada nasz rozmówca z TVP. – Ona uważa, że całe TVP Info powinno wyglądać jak „Wiadomości” – to wzór tego, jak należy informować.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: TERAZ, KUR.., MY! „Dobra zmiana” w spółkach skarbu państwa: TVP i 245 nowych ludzi

Zobacz: Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596686,video.html

Posłowie PiS o TVP Info: paździerz

– Lichota zraził do siebie wiele osób, więc gdy w czwartek pojawiła się informacja, że odchodzi, wszyscy się ucieszyli – relacjonują nam reporterzy z TVP Info.

Były też zarzuty, że TVP Info jest fatalnie robione, wychodzą błędy warsztatowe, jest nudne, ma brzydką scenografię. – Paździerz, po prostu paździerz! – komentują posłowie PiS. – Widać to było zwłaszcza w trakcie grudniowego kryzysu w Sejmie. Stacje informacyjne relacjonowały na gorąco, co się wtedy działo w Sejmie i pod nim. Ten pojedynek TVP Info przegrało z TVN 24. Oglądalność TVP Info spadła (o 3,7 proc.), a TVN 24 wzrosła ( o 18,18 proc.).

CZYTAJ RÓWNIEŻ: TVP chce wziąć 800 mln zł kredytu? Jackowi Kurskiemu kończą się pieniądze

Tymczasem widzów tracą wszystkie programy informacyjne telewizji publicznej. Np. kierowany przez Pobudzina „Teleexpress” najwięcej – w pierwszym kwartale tego roku według danych Nielsen Audience Measurement publikowanych na WirtualneMedia.pl stracił prawie 600 tys. widzów. „Wiadomości” – 363 tys. widzów. A „Fakty” TVN – 155 tys. osób.

Gdy CBOS pod koniec marca badał oceny największych polskich stacji telewizyjnych (TVP, TVN, Polsat) i radiowych (Polskie Radio, RMF FM, Radio ZET i Radio Maryja), okazało się, że to media publiczne – TVP i Polskie Radio – są najgorzej oceniane przez Polaków.

wyborcza.pl

Monika Olejnik „Kropka nad I” TVN 24

Na czym gra Duda

04 maja 2017

Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości podniesienia flagi na Zamku Krolewskim

Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości podniesienia flagi na Zamku Krolewskim (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Andrzej Duda 25 maja 2015 r. mówił o sobie, że będzie prezydentem wszystkich Polaków. I że zrobi wszystko, żeby nie było podziałów. A potem? Jest, jak jest. Wśród antyrządowych manifestantów widział tych, którzy walczą o swoje przywileje, i tych, których hasłem ma być „Ojczyznę dojną racz nam zwrócić, Panie”. Wtedy prezydent przeprosił, potem już nigdy. Stwierdził też, że nie pomoże „jazgot” ani żadne demonstracje, będziemy realizować program PiS-u z żelazną konsekwencją. I tak się dzieje. A w czasie kampanii wyborczej mówił, że prezydent nie może być notariuszem, a czy nim został, wszyscy widzą.

Kiedy bezradnie walczy z Antonim Macierewiczem, nawet ci, którzy na niego nie głosowali, są oburzeni zachowaniem ministra i tych z PiS-u, którzy kpią z listów prezydenta do ministra. Polska była też świadkiem spektakularnego spotkania Andrzeja Dudy z Jarosławem Kaczyńskim na Nowogrodzkiej.

Można odnieść wrażenie, że Andrzej Duda nie potrafi się wybić na niezależność i może stąd jego gromkie słowa 3 maja: że chce, żeby w 2018 r. przeprowadzić referendum w sprawie zmiany konstytucji. Ale jakie referendum? Czy Polacy mają odpowiedzieć, czy chcą, czy nie chcą zmian w konstytucji? Czy pan prezydent powiedział nam, jakiego chce ustroju? Czy uzgodnił to z prezesem Kaczyńskim?

Już widać nerwowość w szeregach PiS-u. Niektórzy mówią, że pierwszy raz o tym słyszą, a inni, że to nie jest jego pomysł, bo przecież prezes chce zmiany konstytucji. Żeby to zrobić, trzeba mieć większość dwóch trzecich w parlamencie, a tego PiS nie ma. Więc może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?

Pan prezydent w wywiadzie dla TVP powiedział, że obrońcy konstytucji to jej autorzy: bronią jej prawnicy, bo „była tworzona przez prawników, a w Trybunale Konstytucyjnym orzekali prawnicy”. Trudno, żeby o konstytucji decydowali cukiernicy, choć zapewne brali udział w referendum w 1997 r., kiedy 53,36 proc. uprawnionych zdecydowało o tym, że chce takiej konstytucji.

Ostatnio pan prezydent zaskakuje twardością. W TVP Historia oznajmił nagle: „Miejmy świadomość, że dzieci i wnuki zdrajców RP, którzy tutaj walczyli o utrzymanie sowieckiej dominacji nad Polską, zajmują wiele eksponowanych stanowisk w mediach i w biznesie”. A gdzie był Andrzej Duda, kiedy wiceministrem sprawiedliwości w rządzie Jarosława Kaczyńskiego był Andrzej Kryże, który w 1980 r. skazał na areszt Wojciecha Ziembińskiego, Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Czumę za organizowanie obchodów Święta Niepodległości? Czy Andrzejowi Dudzie nie przeszkadza to, że konstytucją poniewiera pan Piotrowicz? Może nie warto szukać wnuków, prawnuków, tylko spojrzeć na byłych pezetpeerowców, którzy tak łatwo przylgnęli do partii rządzącej?

Jak można rozliczać dzieci za dziadów, pradziadów? Jak pan prezydent to chce sprawdzić? I czy zna nazwiska tych, którzy zasiadają w biznesie dzięki swoim pradziadom, którzy zabijali? Bo tak powiedział w innym wywiadzie: „No przecież byli tacy, co mordowali”.

Przed 1989 r. ludzie żyli, pracowali, byli tacy, którzy siedzieli w więzieniach, byli w opozycji, a byli też lekarze, którym teraz będzie się zabierało emerytury, bo pracowali w MSW. Byli milicjanci, którzy ścigali gwałcicieli, morderców, złodziei – im też się będzie zabierało emerytury. Czy to jest zgodne z konstytucją?

Zobacz:

Jak PiS chce zmienić konstytucję?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21766356,video.html

 

wyborcza.pl

Mocne słowa Staniszkis i Bugaja o prezydencie. „Łamie konstytucję, czeka go Trybunał Stanu”

05.05.2017

Prezydent Andrzej DudaZarówno prof. Ryszard Bugaj, jak i prof. Jadwiga Staniszkis, wyrazili pogląd, że obecny prezydent łamie konstytucję. Obydwoje wyrazili też swoje poglądy na temat zapowiedzianego przez Andrzeja Dudę ewentualnego referendum w sprawie zmian w konstytucji.

Jak przekonywał profesor Ryszard Bugaj w programie „Gość Wydarzeń” w Polsat News, ta zapowiedź prezydenta jest obliczona nie na zmianę konstytucji, a „na osłabienie opozycji”. Co więcej, uważa, że to nie jest inicjatywa wyłącznie prezydenta. – Trudno mi sobie wyobrazić, że pan prezydent to robi na swój własny rachunek i w związku z tym szukam objaśnienia tego ruchu, przy założeniu, że to jest jednak ruch wspólny, co najmniej z Nowogrodzką, co nie znaczy, że z całym PiS-owskim establishmentem – mówił Bugaj.

Ekonomista wskazał też, że zmiana konstytucji byłaby możliwa dopiero po następnych wyborach i to tylko wtedy, gdy Prawo i Sprawiedliwość uzyska konstytucyjną większość w Sejmie – niekoniecznie samo. – Ta gra jest obliczona na osłabienie opozycji i wtedy uzyskanie takiej, a nie innej pozycji, po następnych wyborach. Tak to interpretuję – powiedział. Pytany o ogólną ocenę prezydentury Andrzeja Dudy, odpowiedział: – Nie mam cienia wątpliwości, że prezydent łamie konstytucję. Moim zdaniem przede wszystkim w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, ale wydaje mi się, że w niektórych innych ustawach też jest to co najmniej wątpliwe.

Staniszkisz: Dudę czeka Trybunał Stanu

Podobną ocenę prezydenta ma socjolog, profesor Jadwiga Staniszkis, która w programie „Tak jest” w TVN24 także wypowiadała się w tej sprawie. – Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że osoby łamiące konstytucję permanentnie, a prezydent Duda do tej grupy należy, nie powinni mówić o konstytucji, o referendach – mówiła. – Myślę, że w wypadku prezydenta, którego moim zdaniem, mam nadzieję, czeka Trybunał Stanu za łamanie konstytucji, stworzenie nowej, usprawiedliwiającej to, co teraz robią (władza – red.), czy legalizującą to wszystko, to byłoby osłabienie tego zagrożenia – doprecyzowała Staniszkis.

Oprócz tego socjolog dodała, że obawia się sytuacji, w której takie rozwiązanie zaczęłoby być wdrażane. – To by przypominało sytuację Republiki Weimarskiej, gdzie z kwitnącej demokracji legalnie stworzono system autorytarny – wyjaśniła. Dlatego też, w jej ocenie, te pomysły są „ryzykowne i niepoważne”.

Propozycja prezydenta

Prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 226. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja powiedział, że chce, by w 2018 roku w Polsce odbyło się referendum konstytucyjne w sprawie, które będzie poprzedzone poważną debatą o kształcie ustawy zasadniczej.

– Czas na ważną debatę konstytucyjną, co dziś chcę powiedzieć, jako prezydent. Czas na debatę z udziałem polskiego narodu. Nie tylko elit i polityków. W moim przekonaniu jako prezydenta, Polacy mają prawo się wypowiedzieć, czy konstytucja, która od 20 lat funkcjonuje w Polsce, funkcjonuje dobrze, czy też Polacy zasługują na nową konstytucję. Czas rozpocząć tę debatę w 20. rocznicę uchwalenia konstytucji i przed obchodami 100-lecia niepodległości – mówił prezydent.

msn.pl

Pawłowicz znów szokuje. Porównała go do Hitlera i Mussoliniego!

05.05.2017

Krystyna Pawłowicz nie od dziś znana jest z ostrych, wręcz niewybrednych komentarzy publikowanych na Facebooku. Posłanka PiS dotąd jednak skupiała się na politykach krajowej opozycji. Ostatnio w „strefie rażenia” kontrowersyjnej polityk znaleźli się politycy zagraniczni. Najpierw był Jean-Claude Juncker i jego alkoholowe problemy, teraz Pawłowicz obrała kierunek francuski.

Kandydat na prezydenta Francji Emmanuel Macron musiał bardzo podpaść posłance PiS swoimi niedawnymi wypowiedziami na temat prezesa Kaczyńskiego. Krystyna Pawłowicz porównała Macrona… do zbrodniarzy – Adolfa Hitlera i Benito Mussoliniego!

„Ten cały E. MACRON,kandydat na kolejnego prezydenta Islamskiej Republiki Francuskiej,gestykuluje i wrzeszczy w czasie swych przemówień – wypisz wymaluj – jak niezapomniani ADOLF i BENITO.

To urocze ,energiczne wymachiwanie rączkami,mimika i końcowa ekstaza po wykrzyczeniu słów „reżim” i „Kaczyński”.I,że w trzy miesiące ten mydlany kandydat,nieuk „zrobi z Polską porządek”. (…) No,biorąc pod uwagę nazistowski styl wypowiedzi,to chyba w Europie znów wyrasta nowe pokolenie zamordystów. „Edukowanych” m.in. przez polską targowicę nieustannie skarżącą się tam,że lewacy przegrali w Polsce wybory” – napisała na Facebooku Pawłowicz (pisownia oryginalna – red.).

Kwestią czasu jest, gdy opinie Pawłowicz zaistnieją poza jej profilem w internecie. Czy takimi wpisami posłanka partii Jarosława Kaczyńskiego może przyczynić się do międzynarodowego skandalu?

Przypomnijmy: kilka dni temu kandydat na urząd prezydenta Francji zestawił Jarosława Kaczyńskiego z m.in. Władimirem Putinem. – Reżimy panów Orbana, Kaczyńskiego i Putina, to nie są ustroje otwartej i wolnej demokracji. Codziennie łamane są tam liczne swobody, a wraz z nimi nasze zasady – mówił Emmanuel Macron na poniedziałkowym wiecu w Paryżu.

fakt.pl

Historyk chce klauzuli sumienia: – Uczyć według badań, a nie mitów i teorii spiskowych

Arkadiusz Kierys, historyk*, 05 maja 2017

Arkadiusz Kierys, historyk

Arkadiusz Kierys, historyk (Wojciech Kardas)

Autorytaryzm reżimu rządzącego, jego ingerencja w kształtowanie światopoglądu Polaków doprowadziły do sytuacji, w której należy chronić historię jako naukę i przedmiot nauczania przed nasilającą się indoktrynacją ideologiczną.

W listopadzie 2016 roku Andrzej Duda, prezydent RP, na spotkaniu z mieszkańcami Zabrza, wypowiedział się na temat reformy oświaty: „[.] zapewniam państwa, że polska szkoła będzie uczyła prawdziwej polskiej historii, historii, w której wiadomo, kto był zdrajcą, a kto był bohaterem”.

Należy domniemywać, że jeżeli teraz będzie nauczana prawdziwa historia, to znaczy, że przez ponad ćwierć wieku – od Okrągłego Stołu i upadku komunizmu nauczano historii fałszywej, a kłamcami okazali się nauczyciele. Chociaż niekoniecznie kłamcami, może to podstawy programowe były sfałszowane, a oni jedynie konsekwentnie z braku odpowiedniej wiedzy przekazywali młodemu pokoleniu skażone treści. Prezydent, niestety, nam tego nie wyjawił, a szkoda, od razu byśmy wiedzieli, czy mamy niedokształconych nauczycieli, czy też piątą kolumnę w polskim ciele pedagogicznym.

W podobnym duchu wypowiadał się także Jarosław Kaczyński, prezes PiS, dla którego jedyną perspektywą dziejową jest „polski punkt widzenia”. Należałoby jeszcze dopytać, czy chodzi o całą historię powszechną, czy tylko dzieje narodowe, czyli polski punkt widzenia historii Polski. Bo dzieje antycznego Rzymu trudno byłoby ukazać z polskiej perspektywy, chyba że w grę wchodziłyby relacje Ligii i Ursusa.

Mity i spiski

Według Marca Blocha, wybitnego mediewisty francuskiego, historia to nauka, a historyk to pracownik naukowy – jest to najkrótsza, a zarazem najtrafniejsza definicja tej dziedziny wiedzy.

Tymczasem reżimy autorytarne i totalitarne mają skłonność traktować historię jako narzędzie tzw. polityki historycznej, czyli wykorzystywania dziejów narodowych do indoktrynowania ideologicznego społeczeństwa. Tworzy się mity i teorie spiskowe mające pełnić rolę aktów założycielskich nowej władzy – obecnie w Polsce dominuje narracja „żołnierzy wyklętych”, „zdrady w Magdalence” lub „zamachu smoleńskiego”.

Nasilenie treści propagandowych związanych z tzw. „żołnierzami wyklętymi” doprowadziło do całkowitego zamieszania w umysłach młodych ludzi, dla których żołnierze ci jawią się jako formacja wojskowa działająca w Polsce powojennej.

Prawda jest jednak taka, że pod koniec wojny i po jej zakończeniu działały w podziemiu różne oddziały zbrojne, głównie dawnej Armii Krajowej (rozwiązanej w styczniu 1945r.), ale też Narodowych Sił Zbrojnych (NSZ), Konspiracyjnego Wojska Polskiego. Żołnierze ci reprezentowali skrajnie różny światopogląd polityczny i mieli inną wizję przyszłej niepodległej Polski.

Armia Krajowa stała na stanowisku rządu londyńskiego – przyszły kraj miał być republiką demokratyczną opartą o monteskiuszowski trójpodział władzy z uspołecznionymi środkami produkcji, miał być bezpiecznym domem dla obywateli reprezentujących różne nacje, języki, konfesję i obyczaje.

Członkowie Narodowych Sił Zbrojnych to głównie przedwojenni nacjonaliści i faszyści spod znaku Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). Dla nich Polska miała być katolickim państwem narodu polskiego i – jak sama nazwa wskazywała – kraju dla jednego narodu i jednej religii.

Jak zatem widać, określanie jednym pojęciem tak skrajnie różnych oddziałów zbrojnych jest rzeczą krzywdzącą i wprowadzającą zamieszanie i – kto wie – czy właśnie temu nie służy.

Według Michała Hellera, dysydenta radzieckiego, współpracownika paryskiej „Kultury”, mit stworzony przez reżim rządzący pozwala wierzyć w to, co nie istnieje, i być zupełnie ślepym na rzeczywistość. Innymi słowy: mit jest irracjonalny, nie można go więc obalić logicznym rozumowaniem – nie sposób więc z nim walczyć na argumenty merytoryczne.

Kainowe zbrodnie

Jednym z nierozwiązanych i niezbadanych do końca problemów historii Polski są kainowe zbrodnie, czyli przestępstwa dokonywane na Polakach przez Polaków w czasie II wojny światowej.

Przedwojenni nacjonaliści i faszyści, którzy nawet w epoce pieców nie pozbyli się poglądów antysemickich, skazili się współpracą z okupantem hitlerowskim. Tworzyli listy proskrypcyjne, na których umieszczano nazwiska tych Polaków, których według nich należało się pozbyć, wykorzystując do tego machinę terroru niemieckiego.

Znajdowali się na niej głównie żołnierze AK – w mniemaniu Narodowych Sił Zbrojnych – komuniści i Żydzi, a wśród nich takie postacie jak: płk Jan Rzepecki, szef Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej AK; Aleksander Kamiński, autor „Kamieni na szaniec”; Irena Sendlerowa, której przedstawiać nie trzeba, a która – po uwolnieniu z więzień Gestapo – musiała ukrywać się przed wywiadem NSZ, by powtórnie nie zaznać gościnności gospodarzy budynku przy Alei Szucha. Tragicznie zakończył życie wybitny mediewista, profesor Uniwersytetu Warszawskiego Marceli Handelsman, denuncjacja do Gestapo okazała się śmiertelnie skuteczna – zginął około roku 1944 w obozie koncentracyjnym. Zresztą jego uczeń historyk Aleksander Gieysztor też nie mógł czuć się pewnie w Generalnym Gubernatorstwie, a po wojnie to właśnie on odbudował Zamek Królewski w Warszawie.

Haniebna działalność członków NSZ nie jest publicznie napiętnowana przez polityków partii rządzącej, a neofaszyści zrzeszeni w odrodzonym ONR – notabene znak falangi noszony dumnie na rękawach jest świadomym nawiązaniem do nazistowskiej swastyki – są mile widziani na uroczystościach państwowych, szczególnie związanych z II wojną światową. Na transparentach noszą wymalowane obok siebie: kotwicę Polski Walczącej i falangę, za patronów uznają żołnierzy Armii Krajowej: rotmistrza Witolda Pileckiego, więźnia Auschwitz i autora raportu o holokauście; Danutę Siedzikówną (ps. Inka), sanitariuszkę 5. Wileńskiej Brygady AK. Nawet oficer tejże brygady – zastępca mjra Zygmunta Szendzielarza (ps. Łupaszko) – kpt. Leon Lech Beynar, czyli Paweł Jasienica, jest dzisiaj umieszczany na koszulkach ONR-u, a był przecież najzagorzalszym przeciwnikiem wszelkiej maści nacjonalizmu, szowinizmu czy antysemityzmu, zresztą był i przeciwnikiem siedzenia w konspiracji po wojnie.

Dochodzi więc dziś w Polsce do kuriozalnej sytuacji, w której żołnierze Armii Krajowej, walczący w czasie wojny z faszyzmem niemieckim, są patronami ruchu odwołującego się do swoich faszystowskich korzeni i symboli.

Trudno ocenić, czy wynika to ze stanu intelektualnego ONR-owców, czy świadomej polityki eliminacji prawdziwych ojców założycieli tej organizacji, skażonych nie tylko naśladownictwem Mussoliniego i Hitlera, ale i powojenną współpracą z totalitaryzmem komunistycznym, a tak było w przypadku Bolesława Piaseckiego, twórcy ONR-u.

Polityka historyczna

„Teoria spiskowa pozwala idiocie poczuć się inteligentnie” – oto jedna z definicji „teorii spiskowej” znaleziona w monografii historycznej. W pierwszym momencie wydaje się nazbyt radykalna, ale po zastanowieniu. wręcz idealna.

Oto, przecież, pojawia się człowiek, który odkrywa prawdy dotąd nieznane niezdającemu sobie z niebezpieczeństwa odbiorcy. Staje się Panem wiedzy skrywanej, Wyrocznią dla swoich wyznawców. Ujawnia tych, którzy sprawiali, że nasze dokonania narodowe nie mogły i nie mogą się w pełni wykształcić – pozwolić na sukces, bo wróg ów nie ma żadnych innych celów swojego istnienia, jak knuć przeciw wybranemu narodowi, wybranemu przecież przez Najwyższego, specjalnie do spełnienia mesjanistycznych celów.

I tak w najnowszej debacie politycznej pojawiają się teorie spiskowe, niemające nic wspólnego z prawdziwą historią kraju nad Wisłą.

Jedna z nich mówi o zdradzie części przywódców „Solidarności”, którzy wraz z establishmentem PZPR dokonali podziału władzy w Polsce, a odbyło się to podczas tajnych rozmów w Magdalence. Teorię psuje trochę fakt, że jednym z twórców tego układu był Lech Kaczyński. Mimo że dla historyka jego obecność podczas rozmów nie jest niczym nadzwyczajnym – Kaczyński był jednym z najlepszych ekspertów prawa pracy i w rozmowach pokonywał adwersarzy PZPR-owskich ich własną bronią – twórcy teorii magdaleńskiej usprawiedliwiają go jednak, zwracając uwagę, że podczas rozmów przynajmniej nie pił wódki przy stole.

O teorii zamachu smoleńskiego chyba jeszcze nie warto pisać, wszak trwa serial prezentacji różnego rodzaju wybuchów – od parówek w mikrofalówce po eksplozję bomby termobarycznej w blaszanym garażu.

Kradzież napisu „Arbeit macht frei” z bramy obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu w grudniu 2009 roku była przestępstwem ściganym przez organy państwowe, a opinia publiczna w Polsce i na świecie wyrażała swoje oburzenie z dewastacji tak ważnego obiektu muzealnego. Trzy lata później związkowcy z „Solidarności” usunęli fragment historycznej nazwy Stoczni Gdańskiej z Bramy nr 2. Wycięli napis „im. Lenina”, usprawiedliwiając niszczenie obiektu muzealnego wolą ludu. Nikt nie nazwał tego kradzieżą, nikt za ten czyn nie odpowiedział. Polityka historyczna obecnego obozu doprowadziła do sytuacji, w której strajki sierpniowe 1980 roku odbywały się w Stoczni, która już w państwie komunistycznym nie istniała. – O tempora, o mores! – krzyczałby Cycero – niszczy się dobra narodowe i nazywa to patriotyzmem!

Klauzula sumienia – dezyderat

Autorytaryzm reżimu rządzącego, jego ingerencja w kształtowanie światopoglądu Polaków doprowadziły do sytuacji, w której należy chronić historię jako naukę i przedmiot nauczania przed nasilającą się indoktrynacją ideologiczną.

Pracownicy akademiccy i nauczyciele powinni mieć zagwarantowaną klauzulę sumienia pozwalającą im edukować zgodnie z wynikami badań naukowych, a nie mitów i teorii spiskowych kreowanych przez dyspozycyjnych wobec władzy historyków.

Niezależność badań i nauczania historii na wyższych uczelniach oraz w szkołach jest standardem demokratycznego państwa prawa – należy zabiegać o klauzulę sumienia dla historyków, by swój zawód-powołanie wykonywali niezależnie od zawirowań politycznych, kierując się rzymską zasadą „prima lex historiae ne quid falsi dicat”.

*Arkadiusz Kierys

Doktor nauk humanistycznych w zakresie historii. Autor monografii „Polska Jasienicy. Biografia publicysty” (Kraków 2015) oraz skryptu do nauczania historii „Historia Mundi. Starożytność. Od prehistorii do imperium perskiego” (Toruń 2010).

Prezes Stowarzyszenia „Rojsty” propagujące edukację humanistyczną wśród młodzieży.

Nauczyciel historii w ZS UMK Gimnazjum i Liceum Akademickiego oraz I Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.

wyborcza.pl

Agnieszka Kublik

„Wiadomości”: Przemysł propagandy walczy z przemysłem pogardy

04 maja 2017

Odsłonięcie pomnika Lecha i Marii Kaczyńskich

Odsłonięcie pomnika Lecha i Marii Kaczyńskich (facebook.com/pisorgpl)

3 maja „Wiadomości” w swoim głównym wydaniu poinformowały, że „znów odradza się przemysł pogardy”. Tymczasem ma się on dobrze od początku III RP, a w ostatnich latach odżył głównie dzięki mediom sprzyjającym obecnej władzy

„Wiadomościom” chodziło o pogardę wobec pary prezydenckiej Marii i Lecha Kaczyńskich, a konkretnie o dwa tweety o pomniku tej pary, który w Białej Podlaskiej odsłonił prezes PiS Jarosław Kaczyński. Oba wpisy nawiązywały do słów prezesa, że takie pomniki powinny stanąć w różnych polskich miastach.

Pierwszy tweet był autorstwa Radka Sikorskiego: „Jeśli będą dotacje, postawię w mojej wsi pomnik obu braci Kaczyńskich. Z napisem na cokole, ku przestrodze: TERRAIN AHEAD! PULL UP!”. Drugi Romana Giertycha: „Mój program budowy pomników Kaczyńskiego w każdej wsi będzie się nazywał: „Wieś Kaczyńskim stoi!”.

Oba wpisy skomentował dziennikarz prorządowego tygodnika „wSieci”, oceniając, że to „chamstwo po prostu”.

Oba ćwierknięcia (zresztą ministrów w gabinecie Kaczyńskiego) były dość wątpliwej jakości, ale trudno na ich podstawie wnioskować, że przemysł pogardy się odradza.

Nie, nie, on istnieje od dawna. Przemysł pogardy uprawiają wszyscy, od prawa do lewa, od początku III RP. Przypomnijmy niektóre epitety. Lech Wałęsa o przeciwnikach politycznych: „zderzaki”, „popaprańcy”. Leszek Moczulski o PZPR: „płatni zdrajcy, pachołki Rosji”, Andrzej Lepper o Leszku Balcerowiczu: „ginekolog przeprowadzający bezkrwawe aborcje”, Ludwik Dorn o opozycji: „wykształciuchy”, „bure suki”, premier Kazimierz Marcinkiewicz o gabinecie cieni PO: „cieniasy”, Janusz Palikot o Lechu Kaczyńskim: „cham”.

Ale w ostatnich latach przemysł pogardy jest dużo bardziej chamski, prostacki i wulgarny niż na początku III RP. I to głównie za sprawą mediów sprzyjających obecnej władzy. Ich dziennikarze zachowują się tak, jakby nie pamiętali, że w przemyśle pogardy nie mają sobie równych.

Dowody? Jest ich wiele.

Oto, co pisali niedawno tzw. niepokorni o ówczesnej premier Ewie Kopacz: „Jest już tak naciągnięta za uszami, że z powodu skośnych oczu zaczyna przypominać Japonkę”; „Jest dramatycznie niewydolna intelektualnie, ograniczona umysłowo, płytka, a na szacunek zasługuje w takim samym albo mniejszym stopniu co wiejski głupek aspirujący do roli prezydenta”; „Jakaś Kopacz zostaje premierem mojego kraju. Rządziły tu już takie kreatury jak Bierut czy Gomułka, więc i Kopacz się zmieści”; „Gminna maniera, przaśne, ubogie słownictwo, kurzy móżdżek”; „Jej tępa folwarczność sprawia, że Polak wstydzi się za swój kraj”; „Czy nasza premier jest sexy? Nie wiadomo, ale o zewnętrzne walory stara się, jak może. W końcu jest szczupła, wcięta w talii, a teraz jeszcze ten lifting. I te wybałuszone oczy, a za uszami poorana czacha”. „Chytra baba na światowych salonach”.

Zobacz:

Tłuste pulpety propagandy i ciepła wódka – w „Temacie dnia” Robert Makłowicz o tym, jak smakuje TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21596686,video.html

„Ciotka od loda”.

Czy nie jest to język charakterystyczny dla „przemysłu pogardy”? „Przemysł pogardy” był w rozkwicie także wobec prezydenta Bronisława Komorowskiego. Był przez niepokornych nazywany „Komoruskim”. Pisali o nim m.in.: „mamy za prezydenta buraka troglodytę, nieokrzesańca, pozbawionego kultury, taktu i rozumu”, to prezydent „skaczący na stołek w parlamencie innego kraju debil/troglodyta”, „co publiczna ekspozycja Bronisława Komorowskiego – jawi się obraz ćwierćinteligenta. Nieważne w kraju czy za granicą”, „cham, prostak i agent WSI”.

Mam i świeższe dowody. Np. poseł Krystyna Pawłowicz. O transpłciowej posłance Ruchu Palikota Annie Grodzkiej pisała: „W jednej audycji w radiu byliśmy razem i on udowadniał, że jest kobietą. No jaka pani?! No twarz boksera! To nie jest tak, że jak się człowiek nażre hormonów i zrobi sobie operację, to staje się kobietą (…) Co ją/jego najbardziej denerwowało? Że w kiblach nie ma haczyków na torebki damskie. Cha, cha, cha”.

O prezydencie Komorowskim „Nie wyróżnia się niczym oprócz gaf, nie umie pisać, nie umie czytać, nie umie się zachować, dlatego zakompleksione i wykorzenione społeczeństwo, podśmiewając się, popiera go, to taki swój chłop”.

Jan Pietrzak, któremu ostatnio PiS dziękował za jego twórczość (premier Szydło: „To wyróżnienie i zaszczyt, że mogę stać na scenie obok mistrza”), też sobie lubi „pożartować”:

O Annie Grodzkiej: „Pannę Grodzką straciliśmy z oczu. Przez cztery lata w Sejmie ocaliła dziewictwo. Były afery w czasie przerw, bo posłowie wychodzili, stali na korytarzach i nikt nie chciał wejść do żadnej toalety, bo nie wiedzieli, gdzie to to wejdzie i co z tego może wyniknąć”.

O Januszu Palikocie: „A ten palikmiot, waliknot, sukinkot wrócił tam, gdzie jego miejsce, do chlewu ze swoimi świńskimi ryjami i sztucznymi członkami”.

O Polsce: „Były lata, że nie śpiewałem >>Żeby Polska była Polska<<, myślałem, że sprawy pokrętnie, meandrami, za wolno, ale jakoś tam idą w dobrym kierunku, że dożyję tego, że Polska będzie Polską. Potem przyszły te rządy tej fatalnej koalicji medialno-politycznej, tego Tuska, tej całej hołoty, łobuzów, sprzedawczyków, zdrajców. >>Zołzy<< ja na nich mówiłem. Zołzy, złodzieje, oszusty, łajdaki, zdrajcy”.

O Palikocie i Ryszardzie Petru: „Obecna wersja Palikota, czyli Petru, jest bardziej nowoczesna jednak od Twojego Rucha. Tamtego Rucha pochodziła z Biłgoraja, a ten jest Rumunem Balcerowicza. Z innego rucha pochodził”.

O pośle Stefanie Niesiołowski: „Niesiołowski jest z pierwszego zawodu entomologiem, jest profesorem owadologii. Jego naturalne środowisko ekologiczne to wszy, mendy, gnidy, pluskwy, muchy plujki, żuki gnojniki. I to jest również jego elektorat”.

O prezydencie Komorowskim: „Sam Komorowski jest w odmętach złodziejstwa pogrążony, można powiedzieć. Z prezydenckiej kancelarii nawynosił sporo przedmiotów, prawda? Najzabawniejsze te dwa obrazki wynieśli tam. »Gęsiarka«, bo to mu żonę przypominało. To jego ulubiony portret był. I taki metaforyczny, taka alegoria,   ”Bydło na pastwisku” to samo jego środowisko. To wynieśli z sympatii, to można zrozumieć”.

O Komorowskim i premier Kopacz: „Tępy umysłowo gajowy polujący na jelenie z nagonką na-na-na-na Nałęcza i klępa latająca po peronach z misiem u boku”.

Przemysł pogardy to także fotomontaż zdjęcia Donalda Tuska w mundurze SS, który na swoim koncie FB zamieściła Maria Szonert-Binienda, konsul honorowy RP w Akron w amerykańskim stanie Ohio. MSZ ją tłumaczył, że „treści publikowane przez Konsul na jej prywatnych kontach w mediach społ. przed otwarciem konsulatu honorowego wyrażają jej prywatne poglądy”. Czyli taki „prywatny” przemysł pogardy jest do przyjęcia.

‚Wiadomości’ to przemilczały. To już nie przemysł pogardy, ale przemysł propagandy.

wyborcza.pl

Siemoniak: Istotna rola Berczyńskiego, a nie obecne postępowanie na śmigłowce

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Istotne jest, czy i jak szef MON Antoni Macierewicz dał dostęp b. szefowi podkomisji smoleńskiej Wacławowi Berczyńskiemu dostęp do dokumentów przetargu na śmigłowce, posłów PO nie interesuje nowe postępowanie – powiedział wiceszef PO i b. szef MON Tomasz Siemoniak.

 

Nazwał też bzdurą publikację portalu wPolityce.pl jakoby PO miała wykorzystywać samorządy i szkoły do zwiększenia frekwencji na planowanej na sobotę demonstracji w Warszawie.

W rozmowie z radiową Jedynką Siemoniak powiedział, że posłowie PO nadal chcą badać przetarg na śmigłowce, w którym poprzedni rząd wybrał maszyny H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters, lecz do realizacji kontraktu nie doszło po fiasku rozmów offsetowych w październiku 2016 r. MON zaprosiło parlamentarzystów PO na piątek, na godz. 13.

„Tak naprawdę jedna sprawa tu jest istotna, czy i jak Antoni Macierewicz dał dostęp panu Berczyńskiemu, który nie był pracownikiem MON do dokumentacji przetargowej. To trzeba ustalić, (…) czy miał dostęp do dokumentacji, kto mu go dał – zapewne Antoni Macierewicz – i jak to się ma do ucieczki Berczyńskiego z Polski i tego, że porzucił wszelkie obowiązki” – powiedział Siemoniak.

Przypomniał, że dr Berczyński w wywiadzie prasowym powiedział, że „wykończył” Caracale. „To jest skandal, to jest afera i gdy widzimy, że prokuratura pod nadzorem (Zbigniewa) Ziobry nie robi w tej sprawie absolutnie nic, nie wydała najmniejszego komunikatu, to posłowie chcą ustalić, czy Berczyński miał dostęp do dokumentacji” – mówił Siemoniak.

W czwartek wiceszef MON Michał Dworczyk zapowiedział, że ministerstwo udostępni parlamentarzystom PO dokumenty dotyczące nie tylko rozmów ws. śmigłowców Caracal, lecz także trwającego postępowania. „Są tam informacje, których ujawnienie może spowodować unieważnienie obecnie prowadzonego postępowania. Chciałbym wierzyć, że parlamentarzyści PO będą na tyle odpowiedzialni, że te informacje nie zostaną nikomu niepowołanemu ujawnione” – mówił Dworczyk.

W piątek Siemoniak powiedział, że ręczy za swoich kolegów. „Nie wiem, po co w ogóle takie rzeczy mówi wiceminister obrony. Posłowie się nie interesują obecnym postępowaniem, chociaż tutaj tak ogromne jest zamieszanie, miały być Black Hawki do końca (ubiegłego) roku, zmieniano kilkanaście wersji” – powiedział polityk PO.

„Oceniam, że mimo bierności prokuratury prędzej czy później Macierewicz i Berczyński będą mieli ogromne kłopoty z prawem, bo takich rzeczy nie wolno robić” – dodał.

Siemoniak był też pytany o czwartkową publikację portalu wPolityce.pl, według której wiele wskazuje, że do zapełnienia autobusów z uczestnikami sobotniej demonstracji „Marsz wolności” w Warszawie wykorzystuje się samorządy lokalne oraz nauczycieli i szkoły. Portal cytuje m.in. korespondencję mailową, jaką z dyrektorami szkół prowadzą władze małopolskiego Podegrodzia, w której – według portalu – władze gminy zapraszają rodziców i nauczycieli na marsz 6 maja w Warszawie i gwarantują darmowy transport dla chętnych.

„To bzdura. Owszem, przyjeżdżają nauczyciele i to organizuje Związek Nauczycielstwa Polskiego, oni też są naszym miłym gościem na tej demonstracji. (…) Nie traktujmy poważnie tego typu doniesień” – powiedział wiceszef PO.

Zwrócił uwagę, że budżety samorządów są kontrolowane przez radnych. „To są nawet niezbyt przemyślane zarzuty, bo one się kupy nie trzymają” – ocenił Siemoniak.

W ubiegłym tygodniu kilkoro parlamentarzystów PO chciało skontrolować dokumenty dot. postępowania na śmigłowce dla wojska, w tym ewentualnego wpływu Berczyńskiego na rezygnację rządu z kontraktu na śmigłowce H225M Caracal produkcji Airbus Helicopters. Politycy Platformy rozmawiali wówczas krótko z wiceministrem Dworczykiem, który zadeklarował udostępnienie materiałów w najbliższym możliwym terminie. Politycy PO domagają się także ujawnienia korespondencji między ministrem obrony i szefostwem MON a Ministerstwem Rozwoju, które negocjowało offset. Zapowiedzieli też, że wystąpią do rządu o informację, czy były przewodniczący podkomisji smoleńskiej Wacław Berczyński i inni eksperci podkomisji mają niezbędne certyfikaty dot. informacji niejawnych.

W kwietniu Berczyński w wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej” powiedział, że to on „wykończył” Caracale. Przedstawiciele rządu i politycy PiS zapewniali, że Berczyński nie miał nic wspólnego z negocjacjami offsetowymi. W czwartek Dworczyk powtórzył, że powodem zaprzestania negocjacji była niedostateczna oferta offsetowa, i wyraził przekonanie, że błędne było założenie, by śmigłowce w różnych wersjach były budowane na jednej wspólnej platformie.

„PO sugeruje, że dr Berczyński mógł mieć wpływ na zakończenie negocjacji z Airbusem. PO odwraca kota ogonem, problemem były fatalne warunki wynegocjowane przez rząd PO na potencjalny zakup śmigłowców dla wojska, a nie nieistotna wypowiedź dr. Berczyńskiego” – mówił Dworczyk.

Przetarg na wielozadaniowe śmigłowce dla wojska rozpisano wiosną 2012 r. W kwietniu 2015 r. MON wstępnie wybrało ofertę grupy Airbus, wartość kontraktu miała wynieść łącznie z podatkami 13,4 mld zł. Protestowały wtedy opozycyjne wówczas PiS i związki zawodowe działające w zakładach w Mielcu i Świdniku, które również startowały w przetargu. We wrześniu 2015 r. rozpoczęły się negocjacje umowy offsetowej, której podpisanie było warunkiem zawarcia kontraktu. Kontraktu nie podpisano – na początku października 2016 r. Ministerstwo Rozwoju uznało dalsze rozmowy za bezprzedmiotowe.

rp.pl

„Musimy uciec z Ziemi w ciągu 100 lat”. Hawking wieszczy zagładę ludzkości

04.05.2017

Ziemia

Prof. Stephen Hawking, wybitny astrofizyk, twierdzi, że ludzkość musi znaleźć sposób na to, by rozpocząć kolonizację kosmosu, ponieważ w innym wypadku za 100 lat czeka ją zagłada. Swoich teorii będzie bronił w nowym programie BBC.

Prof. Hawking wielokrotnie podkreślał, że jego zdaniem najważniejszym z zadań współczesnego świata jest przygotowanie się do osiedlania na innych planetach, jak Mars, czy też na Księżycu. Przez lata ostrzegał też, że ludzkość czeka tragedia, która może doprowadzić do jej zagłady. Wśród tych zagrożeń wymieniał m.in. epidemię, zmiany klimatyczne, uderzenie asteroidy czy też przeludnienie.

Uniknięciu którejś z tych katastroficznych wizji miałaby zapobiec kolonizacja kosmosu. – Ludzie muszą zacząć zajmować się tą materią. Jeśli nie uciekniemy z Ziemi w ciągu 100 lat, czeka nas zagłada. Musimy dalej eksplorować Wszechświat, dla dobra przyszłości ludzkości – mówił Hawking. Wcześniej astrofizyk wskazywał, że taki scenariusz miałby się sprawdzić na przestrzeni 1000 lat, jednak w ostatnim czasie znacząco zmienił swoje przewidywania.

Konfrontacja z rzeczywistością

Teraz, zgodnie z zapowiedziami BBC, prof. Hawking będzie mógł skonfrontować swoje poglądy z rzeczywistością. Brytyjska stacja latem 2017 roku wyemituje dokument „Stephen Hawking: Ekspedycja nowa Ziemia”, w którym nie tylko snuje on swoje katastroficzne wizje, ale będzie też przekazywał wiedzę na temat ostatnich osiągnięć w dziedzinie astronomii, biologii i technologii, które mogą sprawić, że kolonizacja kosmosu będzie możliwa.

„Hawking w dokumencie wspólnie z dwoma ekspertami będzie starał się znaleźć odpowiedź, w jaki sposób ludzkość mogłaby rozpocząć życie na innych planetach. Ten dokument pokazuje jednak, że ambicje profesora Hawkinga nie są aż tak nierealistyczne, jakby się wydawało. Tak naprawdę osiągnięcia naukowe ostatnich lat są bliżej tego, co znamy z science fiction, niż nam się wydawało” – głosi zapowiedź BBC.

msn.pl

Niesiołowski: Myślę, że rządy PiS-u skończą się tym, że PiS-owcy będą skakać z okien Nowogrodzkiej [#RigamontiRazy2]

04.05.2017

Stefan Niesiołowski© Maksymilian Rigamonti Stefan Niesiołowski

 

PiS nie dopuści do uczciwych wyborów, tak przerobi ordynację, że będziemy głosować jak na Białorusi, będą fałszerstwa, poseł Sasin może wpaść na pomysł powołania specjalnej komisji, która będzie zatwierdzała kandydatów na posłów – ostrzega w rozmowie z Magdaleną Rigamonti Stefan Niesiołowski

Magdalena Rigamonti: Odchodząc z PO we wrześniu 2016 r., mówił pan o swoim związku z KOD-em.

Stefan Niesiołowski*: Odchodziłem do KOD-u, który się rozsypał. Na szczęście nie przeze mnie. Tak się w polityce zdarza, jestem przyzwyczajony. Teraz KOD pogrążony jest w paraliżującym kryzysie. Jednak myślę, że w oparciu o KOD można stworzyć ruch polityczny, który obali PiS.

Jak pan chce to zrobić?

Przecież to jest prosta sprawa. Wystarczy zjednoczyć te siły, o których mówiłem. Jeśli się nie zjednoczymy, PiS będzie rządził dalej.

Pan chce być na czele tego zjednoczenia?

Nie, ja już jestem za stary.

To kto?

Osoba wybrana przez KOD.

Nie ma nikogo takiego.

Zobaczymy. Poczekajmy. Ja się nie czuję na siłach. Widzi pani, jestem spuchnięty, miałem wczoraj implant wstawiany, to najlepszy dowód na to, że na polityce już zęby zjadłem. Teraz pani Stankiewicz musi się trzymać ode mnie z daleka. Kiedyś już raz o mało mi implantów kamerą nie wybiła.

To co, będzie pan z tylnego siedzenia zarządzał?

Nie, w maju będą wybory w KOD-zie. Uznamy każdy wybór. Tam jest realny spór – czy tworzyć ruch polityczny, czy ruch moralnej odnowy, który będzie dreptał od Kolumny Zygmunta do Palmy. PiS się nie boi moralnej odnowy, PiS się boi pięści, parasolek, demonstracji ulicznych. Myślę, że rządy PiS-u skończą się tym, że PiS-owcy będą skakać z okien Nowogrodzkiej, uciekać, a Kaczyńskiego helikopterem będą ewakuować z dachu. Przecież jeszcze chwila, a ludzie będą go mieli serdecznie dość, nie wytrzymają. Jestem pewien, że doprowadzi Polskę do katastrofy gospodarczej, do rozruchów ulicznych, niestety. Życzę PiS-owcom z całego serca, żeby musieli uciekać. PiS nie dopuści do uczciwych wyborów, tak przerobi ordynację, że będziemy głosować jak na Białorusi, będą fałszerstwa, poseł Sasin może wpaść na pomysł powołania specjalnej komisji, która będzie zatwierdzała kandydatów na posłów.

Panie pośle, spróbujmy rozmawiać realnie.

Realnie rozmawiamy.

O projekcie politycznym, o zjednoczeniu antypisowskich ruchów i partii, o przywódcy takiego zjednoczenia.

Widzę na czele takiego ruchu Władysława Frasyniuka.

Ale on nie chce, mówi, że ma firmę, ma ciężarówki.

A ja mu mówię, że Polska jest ważniejsza niż ciężarówki. Na razie innego lidera nie widzę. Choć oczywiście są Petru, Gasiuk-Pihowicz.

Lubnauer została przewodniczącą klubu Nowoczesnej.

Nie chcę się wtrącać w wewnętrzne sprawy Nowoczesnej, więc nie chcę wystawiać cenzurek jej członkom. Jest jeszcze Nowacka, u nas jest Protasiewicz, jest też Bińczycka, przewodnicząca naszej partii, świetnie politycznie wyrobiona. Jednak Frasyniuk byłby najlepszy.

*Stefan Niesiołowski to współzałożyciel ZChN, poseł trzech kadencji, były wicemarszałek Sejmu; we wrześniu 2016 odszedł z PO i wstąpił do koła Europejskich Demokratów

msn.pl

PIĄTEK, 5 MAJA 2017

Ujazdowski: Propozycja prezydenta kompletnie nieczytelna

09:13

Ujazdowski: Propozycja prezydenta kompletnie nieczytelna

Referendum konstytucyjne jest niedobrym pomysłem, to pomysł na obejście Konstytucji przy okazji procedury jej zmiany – mówił Kazimierz Michał Ujazdowski w rozmowie z Marcinem Zaborskim w Porannej rozmowie w RMF FM. Jak dodał:

„Jeśli prezydent chciałby poważnie rozpocząć debatę konstytucyjną, to powinien redukować konflikt polityczny i okazywać maksimum bezstronności, powinien łączyć Polaków, w tym wypadku po to, by zbudować płaszczyznę debaty. W ostatnich dniach zdarzały się wypowiedzi prezydenta, które raczej poszerzały, pogłębiały konflikt polityczny, niż go redukowały”

Propozycja prezydenta jest kompletnie nieczytelna, nie wiemy, z czym mamy do czynienia – czy z zaproszeniem do dyskusji, czy z referendum konstytucyjnym. Jeśli chodzi o referendum konstytucyjne, to jestem przeciw. Sam Andrzej Duda w kampanii prezydenckiej kwestionował zarządzenie przez Bronisława Komorowskiego referendum ws. JOW-ów. Jeśli chodzi o dyskusję – tak, ale pod warunkiem, że ona będzie poważna – dodał.

09:13

Schetyna o Marszu Wolności: Nikt nie dostał zaproszenia. Nawet ja. Indywidualnych zaproszeń nie było

– My nikomu nie wysłaliśmy zaproszenia. Nikt nie dostał zaproszenia. Nawet ja. Zaprosiliśmy Warszawiaków, w tym sensie prezydent Komorowski dostał od nas list zapraszający. Indywidualnych zaproszeń nie było. Nie ma równych i równiejszych – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet.

Przewodniczący PO pytany, czy wpuści Ryszarda Petru na mównicę, odpowiedział że „zawsze”.

09:07

Schetyna o reformie 67: To była decyzja, która była podjęta bez zrozumienia jej przez społeczeństwo

– Myślę, że to była decyzja, która była podjęta bez zrozumienia jej przez społeczeństwo, bez akceptacji, zrozumienia nieuchronności tej decyzji – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet, pytany o podwyższenie wieku emerytalnego przez PO.

08:55

Piasecki przypomina, że PO też mówiła o zmianie Konstytucji. Schetyna: Proszę zaprosić Tuska. Wiem, że pan o tym marzy

Ile razy Platforma przedłożyła projekt zmiany Konstytucji? – zapytał Konrad Piasecki Grzegorza Schetynę w Radiu Zet. Przewodniczący odpowiedział, że „przedstawialiśmy projekty zmiany Konstytucji, które nie były podejmowane”, chwilę potem przyznając, że była to propozycja zapisu o nieprywatyzowaniu Lasów Państwowych.

Piasecki przypomniał, że Tusk jako premier mówił o modelowym pomyśle na zmianę Konstytucji, ale nie przedstawił projektu. Schetyna odpowiedział: – Były pomysły. Nigdy nie było takiej sytuacji, że premier 3 maja występuje w oficjalny sposób i mówi, że chcemy zmienić Konstytucję.

Donald Tusk w 2008 i 2009 roku – co przypomniał Piasecki – mówił jednak o zmianie Konstytucji, m.in. o zmianie systemu na kanclerski, ale ani razu nie przedstawiono projektu. Schetyna odpowiedział:

„Jeżeli jest taki czas, jak dziś, że partia rządząca ma większość, walczy o większość konstytucyjną, ma swojego prezydenta, to oczekuje od jednego i drugich poważnej propozycji, jeżeli chodzi o zmiany w Konstytucji. To porównanie jest bardzo jednoznaczne. To nie rząd zmienia Konstytucję, Proszę zaprosić Donalda Tuska – wiem, że pan o tym marzy – i go zapytać o to”

08:42

Schetyna: Jeżeli polityk nie ma własnego pomysłu na rzeczywistość i pyta obywateli, tzn., że jest nieprzygotowany do funkcji albo niepoważny

– To niepoważne. Jeżeli polityk nie ma własnego pomysłu na polityczną rzeczywistość i pyta obywateli, Polaków, czego chcecie, tzn., że jest nieprzygotowany do tej funkcji albo jest niepoważny – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„To sprawy zasadnicze. Tak, jak ustawa jest zasadnicza. Ona ma opisać system państwa polskiego. Jeżeli ktoś otrzymuje zaufanie 8,5 mln Polaków, to z tego ma wynikać nie tylko pomysł na sympatyczne funkcjonowanie przez następne 5 lat, tylko to wielkie zobowiązanie w stosunku do wielkiego, dumnego kraju. Dlatego z tego wynika poważne traktowanie obywateli. Poważnym traktowaniem obywateli, jeżeli chce się rozmawiać o zmianie Konstytucji, jest położenie projektu na stole”

08:33

Schetyna o zmianie Konstytucji: Jeżeli prezydent przedstawi wizję, projekt, to jest początek do rozmowy

– Nie, tego sobie nie wyobrażam [wspólnego przeprowadzenia zmiany Konstytucji], szczególnie z tym prezydentem i tym PiS-em i w tym Sejmie. [Nie odpowiadają mi], bo nie szanują Konstytucji – mówił Grzegorz Schetyna w rozmowie z Konradem Piaseckim w Gościu Radia Zet. Jak dodał:

„Podmiotowa propozycja prezydenta, mówiąca o zakresie czy wizji nowej Konstytucji, nowego ustroju i powołanie komisji konstytucyjnej. Jeżeli [prezydent] przedstawi wizję, czyli projekt, to jest początek do rozmowy. Musi być jakiś projekt. Trzeba o czymś rozmawiać, a nie traktować tego jako fajny, interesujący element wystąpienia na święcie 3 maja”

08:05

Gowin: Dla mnie jest rzeczą przesądzoną, że Tusk podjął decyzję o tym, aby w 2020 roku stanąć naprzeciwko PAD

To scenariusz prawdopodobny [zjednoczona opozycja vs zjednoczona prawica], zwłaszcza, że jestem przekonany, że do takiego scenariusza będzie dążył Donald Tusk. Widać wyraźnie, że w II kadencji zamierza wyraźniej ingerować w sprawy Polski. To nie będzie na rękę Grzegorzowi Schetynie, ale ci dwaj politycy będą szukali porozumienia w kontekście wyborów prezydenckich. Dla mnie jest rzeczą przesądzoną, że Tusk podjął decyzję o tym, aby w 2020 roku stanąć naprzeciwko prezydenta Dudy i podjąć próbę przywrócenia władz prezydenckiej w ręce dzisiejszego obozu opozycyjnego – stwierdził Jarosław Gowin w „Gościu Poranka” TVP Info.

08:03

Gowin: Nie ma w Polsce władzy absolutnej

Nie ma w Polsce władzy absolutnej. Zarzuty ze strony opozycji, że naruszane są standardy demokracji, są kompletnie bezsensowne. Ae my, politycy obozu rządowego i wszyscy politycy powinniśmy pamiętać o pierwszej części tej sentencji Lorda Actona: każda władza deprawuje. Trzeba uczyć się pokory. Każda władza jest zawsze służbą – stwierdził Jarosław Gowin w „Gościu Poranka” TVP Info.

08:01

Gowin: KOD jest organizacją martwą. Platforma w 2019 roku będzie głównym konkurentem obozu Zjednoczonej Prawicy

KOD jest organizacją martwą. Platforma na pewno będzie partią, która w 2019 roku będzie głównym konkurentem obozu Zjednoczonej Prawicy. Zetrzemy się z nią w demokratycznych wyborach. Wierzę, że wygramy – stwierdził Jarosław Gowin w „Gościu Poranka” TVP Info.

300polityka.pl

PIĄTEK, 5 MAJA 2017

STAN GRY: Kondzińska: Kaczyński nie wiedział o planie Dudy, Łapiński: Misiewicz to był obciach, Niesiołowski: Frasyniuk liderem opozycji

PREZYDENT DUDA w pierwszym wywiadzie po ogłoszeniu inicjatywy referendum konstytucyjnego dziś w samo południe w RDC.

MAŁGORZATA KIDAWA-BŁOŃSKA KOŃCZY DZIŚ 60 LAT. Tyle samo kończy dziś Witold Waszczykowski.

SAKIEWICZ O WSPARCIU DLA KACZYŃSKIEGO I MACIEREWICZA – jak pisze naczelny Gazety Polskiej w GPC: “Uczciwe wyjaśnienie tego, co stało się w Smoleńsku zależy od dwóch ludzi: od Jarosława Kaczyńskiego oraz Antoniego Macierewicza. I tylko wtedy, kiedy będę wiedział, że obaj zaakceptowali konkretne ustalenia, będę pewny, że ta sprawa nie padła ofiarą jakiejś gry politycznej i medialnej lub też geszeftów różnych cwaniaków, którzy zawsze kręcą się przy obozie władzy. Dlatego od samego początku, od dnia tragedii, specjalnym wsparciem naszych mediów zawsze cieszyły się te dwie osoby”. http://gpcodziennie.pl/63676-zaangazujmysiewszyscy.html

MIELIŚMY PILNOWAĆ, BY ŻADNI ZŁOCI CHŁOPCY NIE ZALĘGLI SIĘ W PIS – ROBERT MAZUREK rozmawia z Krzysztofem Łapińskim w DGP:
“Robert Mazurek: To był obciach?
Krzysztof Łapiński: Bartłomiej Misiewicz?
– Na przykład.
– Tak, Misiewicz to był obciach.
– Złoty chłopiec PiS.
– Platforma Obywatelska miała swoich złotych chłopców – i przez nich przegrała. Dlatego mieliśmy pilnować, by żadni złoci chłopcy nie zalęgli się w PiS. A trafił się Misiewicz.
– I jak?
– Czasem mnie trafia szlag, opadają ręce.
– Bo?
– Dobija mnie, że kampanijny trud wielu osób, w tym mój, jest marnotrawiony. Nie po to harowałem, by teraz nasza praca była przekreślana przez niemądre wypowiedzi, głupie decyzje czy niegodne zachowania ludzi, których wtedy wokół nas nie było. Ja pamiętam, z kim pracowałem”. http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/548870,krzysztof-lapinski-bartlomiej-misiewicz-robert-mazurek.html

KACZYŃSKIEGO BĘDĄ HELIKOPTEREM EWAKUOWAĆ Z NOWOGRODZKIEJ – Stefan Niesiołowski w rozmowie Rigamonti x 2 w DGP: “Myślę, że rządy PiS-u skończą się tym, że PiS-owcy będą skakać z okien Nowogrodzkiej, uciekać, a Kaczyńskiego helikopterem będą ewakuować z dachu. Przecież jeszcze chwila, a ludzie będą go mieli serdecznie dość, nie wytrzymają. Jestem pewien, że doprowadzi Polskę do katastrofy gospodarczej, do rozruchów ulicznych, niestety. Życzę PiS-owcom z całego serca, żeby musieli uciekać. PiS nie dopuści do uczciwych wyborów, tak przerobi ordynację, że będziemy głosować jak na Białorusi, będą fałszerstwa, poseł Sasin może wpaść na pomysł powołania specjalnej komisji, która będzie zatwierdzała kandydatów na posłów”.

FRASYNIUK NAJLEPSZY – mówi Niesiołowski Rigamonti: “O projekcie politycznym, o zjednoczeniu antypisowskich ruchów i partii, o przywódcy takiego zjednoczenia.
– Widzę na czele takiego ruchu Władysława Frasyniuka.
– Ale on nie chce, mówi, że ma firmę, ma ciężarówki.
– A ja mu mówię, że Polska jest ważniejsza niż ciężarówki. Na razie innego lidera nie widzę. Choć oczywiście są Petru, Gasiuk-Pihowicz.
– Lubnauer została przewodniczącą klubu Nowoczesnej.
– Nie chcę się wtrącać w wewnętrzne sprawy Nowoczesnej, więc nie chcę wystawiać cenzurek jej członkom. Jest jeszcze Nowacka, u nas jest Protasiewicz, jest też Bińczycka, przewodnicząca naszej partii, świetnie politycznie wyrobiona. Jednak Frasyniuk byłby najlepszy”.
http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/548872,stefan-niesiolowski-pis-jaroslaw-kaczynski.html

KUKIZ GRA O PRZYSZŁE ROZDANIE – Iwona Szpala w GW: “Ostatnie sondaże są dla Kukiza korzystne – jego ruch zajmuje trzecią pozycję za PO i PiS, utrzymuje poparcie na poziomie ok. 11 proc. i korzysta na dołujących notowaniach Nowoczesnej. Kukizowcy widzą już przyszłe rozdania polityczne. Mówią, że bez nich PiS lub PO nie będą miały większości, by rządzić Polską. – Doradcy Kukiza wiedzą, że wynik w wyborach samorządowych ustawi polską politykę. Jest kluczem do kampanii parlamentarnej – mówi polityk związany ze środowiskiem Kukiza. – Musimy mieć sukces. Potrzebna jest systematyczna praca”. http://wyborcza.pl/7,75398,21766478,kukiz-wchodzi-w-sojusz-z-endekami.html

BARDZO PODOBA MI SIĘ ODWAGA PREZYDENTA – Kornel Morawiecki w TVP: “Morawiecki stwierdził, że „bardzo podoba mu się odwaga prezydenta oraz jego śmiałość”. – Taka konstytucja jest potrzebna i cieszę się, że pan prezydent to zauważył – stwierdził. Jego zdaniem należy wznieść się ponad podziały i dyskutować na ten temat. – Uważam, że do takiej obywatelskiej debaty jest zawsze odpowiedni czas. Niezależnie od tego jak jesteśmy politycznie podzieleni. Myślę, że taka debata pomogłaby nas złączyć, pojednać, zrozumieć. To jest bardzo śmiałe i ważne posunięcie pana prezydenta – stwierdził”. http://www.tvp.info/30232111/bardzo-mi-sie-podoba-odwaga-prezydenta

PIS PYTA: CO TEN DUDA NAWYWIJAŁ? – Agata Kondzińska w GW: “W PiS zaskoczenie referendalną inicjatywą prezydenta. Niektórzy ironizują w nawiązaniu do serialu „Ucho Prezesa”: – Gdyby co tydzień ktoś oglądał siebie w roli Adriana na korytarzu prezesa, też by przeszedł do ofensywy. (…) – Duda na własnej skórze odczuł, jak niewiele może osoba z najsilniejszym mandatem społecznym. Jako zwierzchnik sił zbrojnych może na przykład pisać listy do ministra obrony narodowej. I nic poza tym – mówi jeden z polityków z obozu rządzącego”.

KACZYŃSKI O NICZYM NIE WIEDZIAŁ – Kondzińska dalej w GW: “Według informacji „Wyborczej” prezydent nie konsultował pomysłu referendum z liderem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Skąd ta tajemnica? – Możemy sobie wyobrazić, że gdyby pytanie o zmianę konstytucji wyszło z Pałacu, prezes PiS odpowiedziałby, że chce ustroju kanclerskiego. A to od razu ustawiłoby całą debatę. Wyjście z własną inicjatywą pozwala prezydentowi wyrwać się z partyjnej pułapki – mówi nam ważny prawicowy polityk”. http://wyborcza.pl/7,75398,21766369,pis-pyta-co-ten-duda-nawywijal-referendum-konstytucyjne-bez.html

PREZYDENT ZASKOCZYŁ PIS, MOŻNA TO ROZUMIEĆ JAKO WYBICIE SIĘ NA NIEPODLEGŁOŚĆ – Michał Szułdrzyński na jedynce RZ: “Otwierając debatę, trzeba mieć szczegółowy plan działań, które ją obudują. Tymczasem ani prezydent, ani jego otoczenie nie przedstawiło dotąd żadnych konkretów dotyczących referendum. Deklaracją głowy państwa kompletnie zaskoczona była reszta obozu rządzącego. Można zrozumieć chęć prezydenta, by wybić się na niepodległość. Ale sytuacja, w której PiS nie został przygotowany na to, by właściwie zareagować na referendalny pomysł, doprowadziła do chaosu informacyjnego, który może być początkiem klęski całego projektu”.

BĘDZIE TO ZMARNOWANA SZANSA – konkluzja Szułdrzyńskiego: “Tyle tylko, że trudno się dziś opozycji dziwić, że nie chce brać udziału w tej dyskusji na warunkach prezydenta. Dlatego będzie to raczej kolejna zmarnowana szansa na debatę nad naszym ustrojem. I będziemy skazani na obecną niedoskonałą konstytucję z 1997 roku”. http://www.rp.pl/Komentarze/170509689-Michal-Szuldrzynski-Konstytucja-nie-tedy-droga.html

MOŻE LEPIEJ PRZESTRZEGAĆ KONSTYTUCJI? – MONIKA OLEJNIK w GW: “Już widać nerwowość w szeregach PiS-u. Niektórzy mówią, że pierwszy raz o tym słyszą, a inni, że to nie jest jego pomysł, bo przecież prezes chce zmiany konstytucji. Żeby to zrobić, trzeba mieć większość dwóch trzecich w parlamencie, a tego PiS nie ma. Więc może lepiej przestrzegać konstytucji, zamiast mówić, że jest niedobra?”. http://wyborcza.pl/7,75968,21766355,na-czym-gra-duda.html

JEŚLI SONDAŻE NIE BĘDĄ DOBRE DLA PIS, NIE DOCZEKAMY SIĘ ŻADNEGO REFERENDUM – Bogusław Chrabota w RZ: “Nieważne w końcu są też referendalne pytania, bo niezależnie od ich treści ludzie głosować będą za albo przeciw PiS. To, co naprawdę się liczy, to długoterminowe trendy poparcia. Bo referendum to zawsze plebiscyt popularności rządzących. Stratedzy PiS doskonale o tym wiedzą. Więc jeśli w przyszłym roku partia Prezesa nie będzie miała dostatecznie dobrych sondaży, żadnego referendum się nie doczekamy”. http://www.rp.pl/Komentarze/170509687-Boguslaw-Chrabota-o-referendum-Plebiscyt-popularnosci-rzadzacych.html

PAWŁOWICZ SCEPTYCZNIE O PROPOZYCJI DUDY– jak mówi SE: “Zakładam, że prezydent nie działa w próżni i były już na ten temat jakieś rozmowy. Choć ja dowiedziałam się o tym dopiero z tego wystąpienia. I nie zamierzam pouczać pana prezydenta. Zakładam, że jego kroki są przemyślane…
– Ale…
– Jako prawnikowi i politykowi z kilkuletnim stażem wydaje mi się, że jest kilka powodów, by tego nie robić. Sama forma referendum nie jest tu właściwa.
– Dlaczego?
– Możemy działać tylko na mocy konstytucji. I wszelkie zmiany w niej mogą zajść tylko w trybie art. 235, przez parlament. Za pomocą referendum konstytucji nie zmienimy. Można tylko zatwierdzić w nim to, co zaproponował parlament”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/prof-krystyna-pawlowicz-nie-powinnismy-zachowywac-sie-tak-jak-gierek_988885.html

PIS KŁÓCI SIĘ Z DUDĄ O POMYSŁ REFERENDUM – tytuł w Fakcie.

OPOZYCJA NIE POWINNA PRZYKŁADAĆ RĘKI DO DZIEŁA KACZYŃSKIEGO – Aleksander Hall w rozmowie z RZ: “Najgłupszą rzeczą, jaką mogłaby zrobić opozycja, to przyłożyć rękę do dzieła, które jest dziełem Jarosława Kaczyńskiego, a nie prezydenta Dudy. W swojej książce „Zła zmiana” przewidywałem, że w którymś momencie zostanie rzucone hasło i będzie próba zmiany ustroju. Jeżeli są jakieś analogie historyczne, to dotyczą II RP, gdy po objęciu władzy przez obóz sanacyjny wielokrotnie konstytucja była naruszana przez obóz marszałka Józefa Piłsudskiego. Ale był to wstęp do uchwalenia zupełnie innej konstytucji -kwietniowej, która ustanawiała władzę prezydencką jako władzę najwyższą, dominującą nad innymi”. http://www.rp.pl/Polityka/305049839-Aleksander-Hall-Naprzod-szanowac-konstytucje-potem-zmieniac.html

ZA WCZEŚNIE, MILION LUDZI TRZEBA ZEBRAĆ – Lech Wałęsa w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ o marszu opozycji: “Minimum milion ludzi trzeba zabrać, żeby marsz by! traktowany poważnie. Wtedy w takim marszu pójdę i ja. (…) Platforma miliona nie zgromadzi. Ja się na tym znam. Za wcześnie na Marsz Wolności. Sytuacja w kraju jest jeszcze 50 na 50. W takiej sytuacji do rozwiązań jeszcze nie dojdzie”.

PROBLEMY Z MACIEREWICZEM WYNIKAJĄ Z BRAKU BADAŃ PSYCHIATRYCZNYCH – WAŁĘSA w Rz: “Problemy między Dudą a Macierewiczem wynikają z braku badań psychiatrycznych. PiS i Duda będą mieli jeszcze wiele problemów z Macierewiczem. W konstytucji, lub innej ustawie, powinny być zapisane obowiązkowe badania medyczne kandydatów na prezydenta i parlamentarzystów”. http://www.rp.pl/Polityka/305049856-Lech-Walesa-Szanujcie-konstytucje-ktora-obowiazuje-a-nie-piszcie-wlasna.html

TRZEBA POKAZYWAĆ, ŻE DLA POLSKI OTWARTA EUROPA TO NIE PUSTE SŁOWO – Elżbieta Bieńkowska w rozmowie z Anną Słojewską w RZ: “To, co się dzieje w tej chwili między Polską a Komisją Europejską, czy generalnie między Polską a Europą, tej zmianie wizerunku nie sprzyja. Żeby straszenie pracownikami z Europy Środkowej nie działało, trzeba też pokazywać, że Polska jest krajem, dla którego otwarta Europa, tolerancja, wolność nie są tylko pustymi słowami”.

UPRZEDZENIA WOBEC POLSKI ROSNĄ – mówi Bieńkowska Słojewskiej w RZ: “Na pewno problemy z praworządności zatrzymały proces zbliżania się Polski z Zachodem. Przez lata byliśmy podzieleni żelazną kurtyną i trudno się dziwić, że istniały uprzedzenia. Teraz one nie maleją, a może nawet rosną. Macron postawił nas w jednym rzędzie już nie tylko z Orbanem, ale też z Putinem i Erdoganem”. http://www.rp.pl/Polityka/305049807-Elzbieta-Bienkowska-Polsce-szkodzi-brak-dialogu.html

WYKOPALI MASZT Z UNIJNĄ FLAGĄ NA PRZYJAZD MINISTRA – Fakt: “Politycy zachowują się czasami groteskowo. Tak jak w Łomży, gdzie zarządzono, by wykopać z ziemi maszt, na którym powiewała flaga Unii Europejskiej. A wszystko to, by składający w tym mieście wizytę wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński (57 l.), nie musiał kalać oczu widokiem niebieskiego płótna z 12 gwiazdami. Tym bardziej, że wizytę składał 3 maja, czyli w dniu, który nikomu nie powinien się kojarzyć z żadną brukselską dyrektywą, lecz z polskością i „powstawaniem z kolan”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/wladze-lomzy-usunely-maszt-z-flaga-unii-europejskiej/scv1892

MICHAŁ KAMIŃSKI: EWA KOPACZ URATOWAŁA MI ŻYCIE: http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/michal-kaminski-wyznaje-ewa-kopacz-uratowaa-mi-zycie_988671.html

WAŁĘSA WYKRADŁ DOKUMENTY ZE SWOJEJ TECZKI – jedynka Faktu.

11 LAT TEMU powstała koalicja PiS-Samoobrona-LPR.

300polityka.pl

Wojciech Maziarski

Moja zagwozdka z polskim Kościołem

04 maja 2017

Obrady Konferencji Episkopatu Polski

Obrady Konferencji Episkopatu Polski (Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta)

Chwalić biskupów za to, co napisali o patriotyzmie, czy ganić za to, czego nie napisali?

Mam problem z dokumentem Konferencji Episkopatu Polski pt. „Chrześcijański kształt patriotyzmu”. Nie z jego treścią, ta bowiem jest ze wszech miar godna uznania. Godna bardziej nawet, niżby to wynikało z doniesień i komentarzy medialnych, które skupiły się na rozróżnieniu między dobrym patriotyzmem a złym nacjonalizmem. Owszem, to kluczowy wątek w tym dokumencie, jednak nie jedyny.

Równie istotne wydaje mi się wezwanie do akceptacji wielokulturowej tradycji Rzeczypospolitej, do pojednania z narodami ościennymi, do umiaru w rozpamiętywaniu doznanych krzywd. „Chrześcijaństwo wzywa nas do tego – piszą biskupi – abyśmy jako naród z odwagą wchodzili na drogę przebaczenia i pojednania. Abyśmy, kultywując pamięć o naszych ofiarach i cierpieniach, próbowali uwolnić ją od paraliżującego bólu, poczucia krzywdy, a czasem wrogości”.

Biskupi przestrzegają też przed epatowaniem narodową martyrologią w trakcie rekonstrukcji historycznych: „Inscenizacje takie, z konieczności symboliczne i uproszczone, nie mogą wyrazić całej dramaturgii, a czasem grozy i okrucieństwa historycznych sytuacji, które przywołują, co z kolei rodzi ryzyko nadmiernych uproszczeń”.

Kolejne rozdziały kościelnego dokumentu czytałem z rosnącym uznaniem. To fantastyczne – myślałem – że biskupi w sposób tak mocny opowiadają się za otwartym modelem patriotyzmu i potępiają nacjonalizm oparty na wrogości wobec „obcoplemieńców”.

Wkrótce jednak naszły mnie wątpliwości. Zaraz, zaraz, a czy to aby nie polski Kościół przyczynił się do wypuszczenia z butelki dżinna nacjonalizmu? Czy to nie radiomaryjna i endecka większość polskiego kleru udzieliła wsparcia temu obozowi? Nie myślę nawet o mszach z demonstracyjną asystą ONR-owców i wszechpolaków, bo to jednak margines, ale o agitowaniu przez duchowieństwo na rzecz PiS-u – partii podsycającej i wykorzystującej emocje nacjonalistyczne jako narzędzie sprawowania władzy. Czy to nie takie postacie jak ks. Isakowicz-Zaleski stały się filarami obozu wzbudzającego wrogość do narodów ościennych?

Jeśli więc dziś biskupi dystansują się od nacjonalizmu i przestrzegają przed nim, to w znacznej mierze dystansują się od dokonań swego własnego Kościoła. I dlatego przydałby się w dokumencie element samokrytyki. Bez niego bowiem list można porównać np. do oświadczenia rządu Grecji krytykującego rozrzutną politykę finansową albo do uchwały rady nadzorczej banku Lehman Brothers potępiającej spekulacje i fundusze hedgingowe.

Gdy jednak wszystko to przyszło mi do głowy, zaraz pojawiły się kolejne wątpliwości. Czy rzeczywiście należy wytykać to biskupom właśnie teraz, gdy opublikowali tak mądry i pożyteczny dokument? Może raczej powinniśmy w tej chwili dyplomatycznie przemilczeć te zarzuty i wyrazić uznanie hierarchom, ciesząc się, że stanowisko Episkopatu ewoluuje w dobrym kierunku. W końcu za czyny dobre należy się pochwała, a nie nagana.

Mój katolicki znajomy na Facebooku skwitował to tak: „Gdy czytam krytyczne komentarze, to myślę, że gdybym był księdzem, tobym sobie w ogóle nie zawracał głowy żadną Ewangelią, tylko bym leciał do Rydzyka na ciepłą posadę, bo w Polsce Kościół, księża i w ogóle katolicy mogą z siebie flaki wypruć, a i tak będą krytykowani. Więc po cholerę się starać?”.

Przed takimi dylematami postawił mnie list biskupów i jeśli myślicie, że wiem, jak je rozstrzygnąć, to jesteście w błędzie. Nie wiem.

wyborcza.pl

Żakowski bezlitosny dla Dudy: Jak będziemy mieć porządnego prezydenta, to porozmawiamy z nim o konstytucji. Z tym panem nie warto

dżek, 05.05.2017
http://www.gazeta.tv/plej/19,103085,21767169,video.html?embed=0&autoplay=1
– Po co mamy z panem Dudą gadać i odpowiadać na pytania jeśli nic z tego nie wynika? – zastanawiał się w Poranku Radia TOK FM Jacek Żakowski.

Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystości z okazji Święta Konstytucji 3 maja ogłosił, że chce w Polsce referendum ws. zmiany obowiązującej ustawy zasadniczej. Nie podał szczegółów, podał za to datę – 2018 rok, stulecie odzyskania niepodległości. Jego słowa zaskoczyły część PiS, którego członkowie wczoraj próbowali wybrnąć z sytuacji tłumacząc, że to stary pomysł ich partii.

Zdaniem Jacka Żakowskiego propozycja Dudy ”ujawniła pustkę tej prezydentury”. – To operetkowe zdecydowanie z jakim prezydent mówił, że „rodacy mają prawo wypowiedzieć się itd” – komentował publicysta w Poranku Radia TOK FM. – Zawsze mieliśmy to prawo. Wypowiedzieć się to nie jest sztuka, ale czy ktoś nas posłucha? Np. wypowiedzieliśmy się wiele lat temu ws. porządku konstytucyjnego, a pan prezydent nie bierze tego pod uwagę. Po co mamy z panem gadać i odpowiadać na pytania – niezbyt mądre jeśli nic z tego nie wynika? – pytał retorycznie Żakowski.

– Jak będziemy mieć porządnego prezydenta, to chyba będzie warto rozmawiać z nim o konstytucji, z tym panem chyba nie warto – stwierdził Żakowski.

Ocenił też, że prezydent ”coraz bardziej przypomina księcia Himalaja z Operetki Gombrowicza”’.

Zobacz także

TOK FM

Maciej Czarnecki

Brexit – rozwód „bez trzymanki”?

05 maja 2017

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May

Premier Wielkiej Brytanii Theresa May (Paul Grover / AP)

Złośliwości wymieniane w ostatnich dniach przez Londyn i Brukselę pokazują, że wbrew zapewnieniom o woli współpracy groźba fiaska negocjacji w sprawie Brexitu jest całkiem realna.

Grozi to rozwodem „bez trzymanki” – np. bez regulacji dotyczących funkcjonowania biznesu czy statusu imigrantów z krajów UE na Wyspach i Brytyjczyków w Unii. Byłby to fatalny scenariusz dla obu stron.

Unijni oficjele dalej obiecują, że nie chcą karać Brytyjczyków za odejście. Premier Theresa May powtarza, że celem jest „głębokie i specjalne partnerstwo” z UE. Ale pod dywanem zaczęła się już walka buldogów. Pokazał to przeciek na temat przebiegu zeszłotygodniowego spotkania May z szefem Komisji Europejskiej Jean-Claude’m Junckerem. Według niemieckiego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” było ono bardzo nerwowe i kontrowersji nie wzbudziła chyba tylko kolejność przystawek.

Sam fakt, że doszło do przecieku, pokazuje frustrację ekipy Junckera żądaniami Londynu. W rewanżu brytyjska premier oskarżyła Brukselę o kierowanie gróźb pod adresem Wielkiej Brytanii i mieszanie się w kampanię przed czerwcowymi przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi (co rosyjska ambasada w Londynie skwitowała ironicznie na Twitterze: „Dzięki Bogu, tym razem to nie Rosja”). Rzecznik KE zasugerował, że premier chciała po prostu przypodobać się brytyjskim wyborcom.

Były premier David Cameron ogłosił zeszłoroczne referendum o wyjściu z UE, by zażegnać bunt prawego skrzydła swej partii i stępić krytykę ze strony antyeuropejskiej partii UKIP. Presja brexitowców skłoniła May do obiecania w lutowej „białej księdze” Brexitu wyjścia ze wspólnego unijnego rynku i unii celnej, co znacząco ograniczyło jej opcje w negocjacjach. Gdy zaczęto jej wyrzucać, że nie wygrała wyborów jako lider partii i przez to nie ma mandatu do prowadzenia rozmów z UE, ogłosiła przedterminowe głosowanie.

Na krótką metę to mądra decyzja, bo torysi mają przewagę w sondażach, a opozycyjna Partia Pracy przeżywa kryzys. Ale wybory wstrzymują rozpoczęcie rozmów rozwodowych, a przecież zegar tyka: uruchomiony przez Londyn 29 marca art. 50 traktatu o UE przewiduje maksymalnie dwa lata na negocjacje.

Unia musi uważać, by nie dać Brytyjczykom za dobrych warunków, co ośmieliłoby innych eurosceptyków. Musi też załatać dziurę w budżecie po odejściu Londynu – według środowych wyliczeń „Financial Times” może zażądać nawet 100 mld euro (wcześniej przebąkiwano o 60 mld). Wszystko to sprawia, że o kompromis nie będzie łatwo.

8 czerwca May zapewne zyska w wyborach władzę na najbliższe pięć lat. Miejmy nadzieję, że dzień po głosowaniu zakończy kampanijny spektakl i usiądzie do konstruktywnych rozmów.

wyborcza.pl

Mocne słowa Staniszkis i Bugaja o prezydencie. „Łamie konstytucję, czeka go Trybunał Stanu”

04.05.2017

Zarówno prof. Ryszard Bugaj, jak i prof. Jadwiga Staniszkis, wyrazili pogląd, że obecny prezydent łamie konstytucję. Obydwoje wyrazili też swoje poglądy na temat zapowiedzianego przez Andrzeja Dudę ewentualnego referendum w sprawie zmian w konstytucji.

Jak przekonywał profesor Ryszard Bugaj w programie „Gość Wydarzeń” w Polsat News, ta zapowiedź prezydenta jest obliczona nie na zmianę konstytucji, a „na osłabienie opozycji”. Co więcej, uważa, że to nie jest inicjatywa wyłącznie prezydenta. – Trudno mi sobie wyobrazić, że pan prezydent to robi na swój własny rachunek i w związku z tym szukam objaśnienia tego ruchu, przy założeniu, że to jest jednak ruch wspólny, co najmniej z Nowogrodzką, co nie znaczy, że z całym PiS-owskim establishmentem – mówił Bugaj.

Ekonomista wskazał też, że zmiana konstytucji byłaby możliwa dopiero po następnych wyborach i to tylko wtedy, gdy Prawo i Sprawiedliwość uzyska konstytucyjną większość w Sejmie – niekoniecznie samo. – Ta gra jest obliczona na osłabienie opozycji i wtedy uzyskanie takiej, a nie innej pozycji, po następnych wyborach. Tak to interpretuję – powiedział. Pytany o ogólną ocenę prezydentury Andrzeja Dudy, odpowiedział: – . Moim zdaniem przede wszystkim w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, ale wydaje mi się, że w niektórych innych ustawach też jest to co najmniej wątpliwe.

Staniszkisz: Dudę czeka Trybunał Stanu

Podobną ocenę prezydenta ma socjolog, profesor Jadwiga Staniszkis, która w programie „Tak jest” w TVN24 także wypowiadała się w tej sprawie. – Zgadzam się z tymi, którzy mówią, że osoby łamiące konstytucję permanentnie, a prezydent Duda do tej grupy należy, nie powinni mówić o konstytucji, o referendach – mówiła. – Myślę, że w wypadku prezydenta, którego moim zdaniem, mam nadzieję, czeka Trybunał Stanu za łamanie konstytucji, stworzenie nowej, usprawiedliwiającej to, co teraz robią (władza – red.), czy legalizującą to wszystko, to byłoby osłabienie tego zagrożenia – doprecyzowała Staniszkis.

Oprócz tego socjolog dodała, że obawia się sytuacji, w której takie rozwiązanie zaczęłoby być wdrażane. – , gdzie z kwitnącej demokracji legalnie stworzono system autorytarny – wyjaśniła. Dlatego też, w jej ocenie, te pomysły są „ryzykowne i niepoważne”.

Propozycja prezydenta

Prezydent Andrzej Duda podczas obchodów 226. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja powiedział, że chce, by w 2018 roku w Polsce odbyło się referendum konstytucyjne w sprawie, które będzie poprzedzone poważną debatą o kształcie ustawy zasadniczej.

– Czas na ważną debatę konstytucyjną, co dziś chcę powiedzieć, jako prezydent. Czas na debatę z udziałem polskiego narodu. Nie tylko elit i polityków. W moim przekonaniu jako prezydenta, Polacy mają prawo się wypowiedzieć, czy konstytucja, która od 20 lat funkcjonuje w Polsce, funkcjonuje dobrze, czy też Polacy zasługują na nową konstytucję. Czas rozpocząć tę debatę w 20. rocznicę uchwalenia konstytucji i przed obchodami 100-lecia niepodległości – mówił prezydent.

wprost.pl

Rewolucja w lekkoatletyce. Rekordy bite za biurkiem?

Tadeusz Kądziela, 05 maja 2017

Florence Griffith Joyner

Florence Griffith Joyner (AP/LENNOX MCLENDON)

Władze światowej lekkoatletyki chcą wymazać wszystkie rekordy świata ustanowione przed 2005 r. Usuną wyniki sportowców, którzy nigdy nie zostali złapani na dopingu. Opór jest jednak ogromny.

– To radykalne rozwiązanie, ale kochający lekkoatletykę są zmęczeni atmosferą, która od dawna unosi się nad rekordami. Musimy podjąć tę decyzję, by odzyskać wiarygodność i zaufanie – powiedział Svein Arne Hansen, szef europejskiej federacji lekkoatletycznej i inicjator zmian.

Według nowych zasad rekordy zostałyby uznane po spełnieniu trzech warunków. Po pierwsze, musiałyby paść na zawodach spełniających techniczne wymogi władz światowej lekkoatletyki (IAAF). Po drugie, zawodnik powinien być badany określoną liczbę razy przed osiągnięciem wyniku. Po trzecie, próbka pobrana po rekordowym rezultacie byłaby przetrzymywana i badana ponownie przez dziesięć lat.

I tu zaczynają się kontrowersje. IAAF magazynować próbki zaczęło dopiero w 2005 r. Oznacza to, że wymazane zostaną wszystkie rekordy pobite wcześniej.

Mąż zmarłej w 1998 r. Flo-Jo zapowiada, że skorzysta z każdej możliwości, by obronić rekordy żony. – Będę walczył, jakbym chciał zdobyć olimpijski medal. Nie odpuszczę.

Wielkie rekordy do kosza

Znikną wyniki legendarnego konkursu skoku w dal mistrzostw świata z 1991 r. Tamtego wieczoru w Tokio dalej niż rekordzista świata Bob Beamon (8,90 m) skakali i Carl Lewis (8,91 m z wiatrem), i Mike Powell (8,95 m). Obaj nigdy nie zostali przyłapani na dopingu.

Czysty przez karierę przeszedł też Jonathan Edwards. Brytyjski trójskoczek w 1995 r. najpierw został pierwszym człowiekiem, który przekroczył 18 m (18,16 m), a później jeszcze poprawił wynik (18,29 m).

Z list wymazane zostanie też nazwisko Michaela Johnsona. Jeden z lekkoatletów wszech czasów był częścią zespołu, który w 1993 r. pobił rekord w sztafecie 4×400 (2:54.29). Rekordy stracą też Hicham El Guerrouj (1500 m), Jan Železny (oszczep) i Florence Griffith-Joyner (100 i 200 m).

Jackson: Jakby ktoś zszargał całą moją karierę.

Powell uznał pomysł działaczy za obraźliwy i nieuczciwy. Skontaktował się z prawnikiem, zapowiada, że przed sądem będzie walczył o swój rekord. – Poczułem się, jakby ktoś zszargał całą moją karierę. Dla mnie brzmi to tak: nie jesteśmy pewni, że pobiłeś rekord uczciwie, więc go usuniemy. To nie fair – mówi Colin Jackson, który od 1994 r. jest rekordzistą w biegu na 60 m przez płotki.

Mąż zmarłej w 1998 r. Flo-Jo zapowiada, że skorzysta z każdej możliwości, by obronić rekordy żony. – Będę walczył, jakbym chciał zdobyć olimpijski medal. Nie odpuszczę.

Edwards: wiedziałem, że kiedyś stracę rekord, ale nie myślałem, że przez bandę biurokratów.

– Będą zawodnicy, obecni rekordziści, którzy poczują, że coś stracą, ale myślę, że to krok w dobrym kierunku. Jeśli odpowiednio to przeprowadzimy, mamy dużą szansę na odzyskanie wiarygodności – mówi jednak szef IAAF Sebastian Coe.

Sterydowe lata 80.

Jego największym argumentem są wyniki, które od zawsze wydawały się podejrzane. Na przykład 47,60 s Marity Koch (NRD) w biegu na 400 m z 1985 roku. Po upadku muru berlińskiego świat poznał prawdę o sterydowych podstawach potęgi krajów bloku wschodniego. Obowiązuje jednak zasada domniemania niewinności i Koch wciąż pozostaje rekordzistką, choć jej wynik jest nieosiągalny dla współczesnych sprinterek. Ostatnią, która złamała barierę 49 s, była Amerykanka Sanya Richards-Ross w 2009 r.

Z lat 80. pochodzi w sumie dziewięć rekordów kobiet (dystanse od 100 do 800 m, skok wzwyż, skok w dal, pchnięcie kulą, rzut dyskiem i sztafeta 4×400 m) i dwa mężczyzn (rzut dyskiem i rzut młotem).

– Rekord Koch jest 2,5 s lepszy od rezultatów najszybszych sprinterek 30 lat później. Przed niektórymi wyścigami telewizje nawet go nie podają. Nic nie robiąc, krzywdzimy zawodników, którzy są badani także poza zawodami, a muszą się mierzyć z rekordami z czasów zimnej wojny. To część działań zmierzających do odzyskania zaufania, które powinny być przeprowadzone lata temu, ale nie było takiej woli. Dopiero Svein Arne Hansen dał zielone światło na rozwiązywanie błędów z przeszłości – mówi Pierce O’Callaghan, szef komisji przygotowującej zmiany, odpowiadający także za organizację tegorocznych mistrzostw świata w Londynie.

Z lat 80. pochodzi w sumie dziewięć rekordów kobiet (dystanse od 100 do 800 m, skok wzwyż, skok w dal, pchnięcie kulą, rzut dyskiem i sztafeta 4×400 m) i dwa mężczyzn (rzut dyskiem i rzut młotem). Podejrzenia, o których mówił Hansen, dotyczą jednak także późniejszych wyników. Sprinterską potęgą w ostatnich latach stała się Jamajka, a długodystansowymi – Kenia i Etiopia. We wszystkich trzech krajach narodowe komisje antydopingowe nie istniały lub działały nieudolnie. – Rekordy pokazujące granice ludzkich możliwości są wielką siłą naszego sportu, ale mają znaczenie tylko wtedy, kiedy kibice w nie wierzą – mówi Hansen. Jego projekt zawiera też zapis o skreśleniu rekordu, jeśli zawodnik popełni wykroczenie dopingowe, nawet jeśli nie miało ono bezpośredniego związku z tym konkretnym wynikiem. Wszystkie obecne rekordy, które tych standardów nie spełniają, zostaną zastąpione przez te, które są według nowych zasad bezdyskusyjne.

Dużo wskazuje na to, że IAAF przyjmie nowe rozwiązania 31 lipca, kilka dni przed startem MŚ w Londynie. Nie wiadomo tylko, w jakiej formie.

– Pomysł mi się podoba, bo podkreśla, że wprowadziliśmy kontrolę dopingową solidniejszą i bezpieczniejszą niż 15 czy nawet 10 lat temu – powiedział Coe. Brytyjczyk swoje rekordy świata już stracił, ma jedynie najlepszy w Europie wynik na nieolimpijskim dystansie 1000 m. Dotąd ustępował Hansenowi w radykalizmie w walce z dopingiem, ale chyba i on dojrzewa do zdecydowanych kroków.

Obecny sezon jest ostatnim w karierze Usaina Bolta (jego rekordy na 100 m i 200 m nie są zagrożone, zostały ustanowione w 2009 r.), a lekkoatletyka nie ma gwiazdy choćby zbliżonej do jego kalibru. W ostatnich latach więcej niż o dokonaniach lekkoatletów mówi się o aferach dopingowych. Wciąż toczy się postępowanie w sprawie poprzednika Coe’a Senegalczyka Lamine Diacka. Jego syn miał odegrać ważną rolę w systemie łapówek za tuszowanie dopingowych wpadek zawodników z Rosji i innych krajów.

wyborcza.pl

Kukiz wchodzi w sojusz z endekami

Iwona Szpala, 05 maja 2017

Paweł Kukiz (po lewej) i Marek Jakubiak

Paweł Kukiz (po lewej) i Marek Jakubiak (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Paweł Kukiz chce w wyborach samorządowych umocnić pozycję trzeciej siły politycznej w Polsce. Jego nowym sojusznikiem jest Endecja.

Spory i rywalizację o wpływy w środowisku Kukiza widać doskonale na przykładzie Warszawy. Tu kandydatów do startu do prezydenckiego fotela było trzech. Przynajmniej do końcówki kwietnia. Byli to posłowie Stanisław Tyszka (wicemarszałek Sejmu, prawa ręka Kukiza), zamożny browarnik i sympatyk narodowców Marek Jakubiak oraz raper Piotr Liroy-Marzec. Sytuacja zmieniła się po emisji jednego z odcinków internetowego serialu satyrycznego „Ucho Prezesa”. W kabarecie do prezesa PiS schodzą się politycy opozycji. Postaci Kukiza i Liroya się kłócą. Kukiz mówi: „Ciebie pomerdało chyba, gdzie ty na Warszawy prezydenta się nadajesz. Ja bym cię w Kielcach do liści zamiatania nie wziął!”. Liroy odpowiada: „Tobie to się chyba ZChN trochę za bardzo do tej łysej pały zbliżył”.

– A potem prawdziwy Kukiz poszedł do Radia RMF FM i ogłosił, że Liroy naszym kandydatem w Warszawie nie będzie – opowiada osoba związana z klubem Kukiz’15. – Wygląda to tak, jakby strategię pisali nam scenarzyści politycznego kabaretu.

Kogo Kukiz poprze w Warszawie?

Teraz na poparcie Kukiza liczą już tylko Tyszka i Jakubiak. Pierwszy się nie wychyla. Drugi deklaruje jasno: jest gotów podjąć wyzwanie, jeśli tak zdecyduje Kukiz. A lider wciąż się zastanawia.

Tyszka i Jakubiak są w ścisłym otoczeniu Kukiza, Liroy do jego dworu nigdy nie należał. Kandydatem na posła został, by ratować kielecką listę ruchu, która wcześniej roiła się od narodowców. Ma znane nazwisko, więc nie musiał zabiegać o względy Kukiza. W przeciwieństwie do innych nie stawał przed komisjami weryfikującymi kandydatów do Sejmu, nie był poddawany obserwacji psychiatrycznej prowadzonej podczas przesłuchań przez kuzyna Pawła Kukiza.

Ale poseł Liroy nie zamierza się poddawać. – Prowadzi konsultacje, będzie się chciał włączyć w wybory samorządowe w 2018 r. na poziomie krajowym – mówi osoba z jego otoczenia. Poseł powołał stowarzyszenie Skuteczni. To oferta dla lokalnych komitetów, które chcą powalczyć w przyszłorocznych wyborach, ale potrzebują wsparcia.

– Kukiz Skutecznych nie poparł. Liroy ma wśród lokalnych działaczy czystą kartę, Kukiz – przeciwnie. Ludzie pamiętają mu, że brutalnie odciął się od ruchu Bezpartyjni Samorządowcy, z którym współpracował, aż osiągnął dobry wynik w wyborach prezydenckich. Wtedy postawił na sojusz nie z samorządowcami, ale z narodowcami – mówi polityk od Kukiza.

Objazdu kukizowców z Endecją po kraju

I ten sojusz – w kontekście wyborów samorządowych – Kukiz chce powtórzyć. Partnerem ma być stowarzyszenie Endecja, które powstało w grudniu 2016 r. Odwołuje się do tradycji Romana Dmowskiego. W szpicy Endecji ulokowali się posłowie od Kukiza i prawicowy publicysta Rafał A. Ziemkiewicz. Kiedy w grudniu 2016 r. endecy spotkali się w Sali Kolumnowej Sejmu, przemawiał Kukiz, a endecką śmietankę jego klubu prezentował Jakubiak. W stowarzyszeniu są posłowie Adam Andruszkiewicz (były lider Młodzieży Wszechpolskiej, prezes Endecji, „człowiek wielki duchem”), Sylwester Chruszcz (były wpływowy działacz Ruchu Narodowego, „nosi prawicę w sercu”), Krzysztof Sitarski („reprezentant górnictwa”), Jarosław Sachajko („nasz największy rolnik”), no i sam Jakubiak (przedstawił się jako „skromny Polak”).

Kukiz snuł wtedy plany sojuszu, w którego skład weszliby jego ludzie, Endecja, wolnościowcy, rolnicy i związkowcy. Jakubiak nazwał to „rodziną bez rywalizacji”. – Samorządy, gmina, powiat. Tam są środki i państwo polskie. W jedności siła, mości panowie! – dodawał.

Na wewnętrznych forach kukizowców sojusz z endekami budzi obawy o „dominację jednego światopoglądu”. Zgłaszają je tzw. woJOWnicy, czyli ludzie, którzy związali się z Kukizem, gdy promował jednomandatowe okręgi wyborcze.

Ostatnie sondaże są dla Kukiza korzystne – jego ruch zajmuje trzecią pozycję za PO i PiS, utrzymuje poparcie na poziomie ok. 11 proc. i korzysta na dołujących notowaniach Nowoczesnej. Kukizowcy widzą już przyszłe rozdania polityczne. Mówią, że bez nich PiS lub PO nie będą miały większości, by rządzić Polską.

– Doradcy Kukiza wiedzą, że wynik w wyborach samorządowych ustawi polską politykę. Jest kluczem do kampanii parlamentarnej – mówi polityk związany ze środowiskiem Kukiza. – Musimy mieć sukces. Potrzebna jest systematyczna praca.

Na razie posłowie od Kukiza jeżdżą z endecką ideą po kraju. Mówią, że łączą potencjały i środowiska w kolejnych miastach. Przesłanie ze strony internetowej Endecji głosi: „Formułujemy polski interes narodowy (.). Walczymy z poczuciem niższości i niemożności, które wpajali naszemu Narodowi kolejni zaborcy i okupanci, z wykorzenianiem Polaków z ich tradycji i kultury, dokonywanym przez pozostałe po zaborach i okupacjach postkolonialne elity, z oczernianiem i zakłamywaniem polskości, którym zaraziły one życie publiczne i polską mentalność”.

wyborcza.pl

Ziemowit Szczerek*

Tęsknię za tobą, polski cwaniaku

04 maja 2017

3Czarny Protest przeciw nowej ustawie antyaborcyjnej

Czarny Protest przeciw nowej ustawie antyaborcyjnej (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Rumuni i Bułgarzy hakują bankomaty, Rosjanie przeszli wszystkich i zhakowali demokrację i rewolucję. No to my, Polacy, skoro umiemy kombinować, zhakujmy, jak kiedyś, narodowo-konserwatywny zamordyzm

Bunt się sprzedaje, żadna to nowość. Obecny narodowy bunt też się sprzedaje, lepiej niż ciepłe bułeczki idą koszulki z „żołnierzami wyklętymi”, czyli polską wersją banderowców, którzy z kolei świetnie sprzedają się na Ukrainie, bo też byli buntownikami.

No więc bunt się sprzedaje, dopóki będzie buntem, a już powoli przestaje. Fala przestaje się unosić. Teraz czas na kolejne etapy, czyli próba życia w nowym porządku, potem rozczarowanie, szukanie alternatyw, aż w końcu – kolejny bunt. Nawet wiadomo, jak to będzie wyglądało: tak samo mniej więcej jak na Węgrzech czy w Rosji. Albo w Serbii przeciw Miloszeviciowi. Czy, w najgorszym razie, na Ukrainie, na Majdanie.

Kłopot w tym, że jeśli chodzi o Miloszevicia czy nawet Majdan – zawsze był z boku Zachód, który sprawiał, że autokraci bali się posunąć o ten jeden krok za daleko. Ale w takiej Rosji było inaczej: Putin nie musiał się bać Zachodu i zdławił opozycję. Erdogan w Turcji też nie musiał się bać. Orbán jeszcze nie wie, czy się musi bać, zresztą protesty dopiero się zaczynają.

A Polska? W Polsce, jeśli PiS nie przegra kolejnych wyborów, również dojdzie do buntu. I PiS raczej będzie się Zachodu bał. Pytanie, czy będzie miał się kogo bać.

Ale w tym wszystkim jest jeszcze jeden, że się tak wyrażę, aspekt. Ten, że my, którzy uważamy się za mentalnych potomków buntu z lat 60. i późniejszych, w dość zabawny sposób ciskamy się, że ktoś się przeciw nam buntuje. Że w ogóle śmie. Co, przeciw buntownikom się buntuje? Ha, ha, Mrożek by tego nie wymyślił!

Oh, wait… My, w tych naszych buntowniczych ciuszkach, które dziś wyglądają jak koszulki Iron Maiden na wielkich brzuchach starszych panów, łysawych, ale z długimi piórami, jesteśmy dość śmieszni z tym naszym ciskaniem się. Kaczyński zjednoczył się z Edkiem, który nosi dzisiaj imię Janusz, i tańczą razem na grzbietach nas, Stomilów – to dość oczywiste i było do przewidzenia. Był bunt, bo to normalne: lewica zwyciężyła w kulturowej wojnie, stała się establishmentem i ta cała jej rewolucyjność była już tak samo zwietrzała i śmierdząca jak rewolucyjność komunistycznych partii pod koniec lat 90. No, może nie aż tak – ale mechanizm ten sam. Nie pierwszy raz byli rewolucjoniści oburzyli się, że kolejna rewolucja ich zmiata. I zaczęli, w tym niżej podpisany, reagować jak dawni mieszczanie: o rany, rany, ci rewolucjoniści są tacy głupi, tacy nieodpowiedzialni, odrzucają system bezpieczeństwa, odrzucają polityczną poprawność, czyli zwykłą porządność, są wewnętrznie sprzeczni!

A przecież rewolucja zawsze bywa głupawa, zawsze na złość babci odmraża sobie i jej uszy.

Ci straszni mieszczanie, przeciwko którym zbuntowali się młodzi w latach 60., także mieli się czego bać: rewolucja obyczajowa też wydawała im się wewnętrznie sprzeczna, też odrzucała „dobre obyczaje” w imię nieokreślonego „jakoś to będzie”. I też była bucowata. Pamiętacie tekst piosenki Dylana „The Times, They are a-Changin”? „Don’t criticize what you can’t understand”, mordy w kubeł i nie odzywajcie się, jak nie ogarniacie, co się dzieje: czasy się zmieniają.

Nie chodzi jednak o banalny symetryzm czy prawdopośrodkizm. Ta rewolucja jest odwrotnością tamtej. Tamta była proobywatelska, projednostkowa, ta jest naprawdę głupia, śmierdzi ciemnogrodem i przekuwaniem wad na sakramenty, a na jej końcu majaczy totalitaryzm. Co nie zmienia faktu, że jest, po prostu, atrakcyjna. Jak to rewolucja. I nie jestem pewien, czy próby racjonalnego dotarcia do rewolucjonistów mają sens. „Po co w twarze logiką nam chlustasz, nie czytaliśmy Hegla, jaśnie panie – śpiewał Gintrowski w piosence o margrabim Wielopolskim. – Dla nas Szopen, groch i kapusta i od czasu do czasu powstanie”. I z tego powodu Wielopolski miał się w Polsce doczekać „miana zdrajcy zamiast pomnika”. Bo w Polsce „upadać też trzeba ładnie”. No właśnie, ładnie. W określonej oprawie. Najlepiej rewolucyjnej.

Rozumieją to ci, którzy tę rewolucję sprzedają. Mój Boże, nawet PRL-owski praboysband, jakim był Lady Pank, to rozumiał i dlatego udawał, że się buntuje, śpiewając o noszeniu garnituru w niedzielę, byciu pokornym jak cielę i myciu zębów. Nie ma nic złego w myciu zębów, ale jak można było być tak głupim, żeby wierzyć, że jeśli będzie się ludziom powtarzało, by „tolerowali gejów” i „nie stereotypizowali islamu”, to oni zaraz się dostosują?

Ta rewolucja nie odbywa się, zresztą, wyłącznie we wschodniej części Europy. Odbyła się też na Zachodzie, tyle że tam dokonało się coś w stylu racjonalizacji. Gdy okazało się, że równouprawnienie szkodzi stosunkom społecznym, geje – jak Fortuyn czy Haider – wzięli w tej nowej rewolucji udział. Gorzej poszło z islamem, bo lud najnormalniej w świecie odrzucił namowy, by myć zęby i nie stereotypizować muzułmanów. Ale mainstream przynajmniej skumał, że trzeba ponownie przyjrzeć się sprawie, rozmontować ją, ustawić na nowo. I tam, gdzie się jeszcze zachował u władzy, daje sygnały, że to rozumie.

Estetykę rewolucji rozumiał Malcolm McLaren, gdy tworzył Sex Pistols, kolejny praboysband. I w zasadzie chyba tylko estetykę, podobnie jak ich wokalista John Lydon, który poparł Trumpa, widząc w nim właśnie rewolucjonistę. Rozumiał to też putinowski macher Władisław Surkow, który dostał beznadziejne zadanie: stworzyć entuzjastyczne poparcie młodych dla partii władzy, coraz bardziej zużywającej się i nudzącej się dzieciakom, którzy wychowali się i dorośli w cieniu Putina. Cud: udało mu się – bo sięgnął po rewolucyjną estetykę. „Nasi”, putinowska młodzieżówka, powstawali w udawanej atmosferze konspiracji, wytrawiano ich w bulionie gadaniny typu: „Od was zależy przyszły świat”. Najczęściej takie techniki zawodzą, wydają się nieszczere – a Surkowowi się udało. Może dlatego, że pomógł sam Putin, który jest „krutoj”, bo nie tylko jeździ na tygrysie z gołą klatą i pyskuje do światowych przywódców, ale przez cały czas toczy jakąś rewolucję.

Tak, Rosjanie zhakowali system. Po wschodnioeuropejsku. Wiadomo: ciężkie warunki i przerąbana historia nauczyły Europejczyków ze Wschodu kombinowania. Polacy są z własnego kombinowania dumni. Rumuni i Bułgarzy hakują bankomaty. Ukraińcy są cholernie kreatywni, jeśli chodzi o oferty usługowe: wystarczy pojechać na Ukrainę, a okaże się, że wymyślono tam już wszystko, co się da wymyślić, tylko nie zawsze jest kasa na realizację. Rosjanie natomiast przeszli wszystkich: zhakowali demokrację i rewolucję.

Problem w tym, że ta zachodnia rewolucja nie odbywa się wyłącznie przeciwko islamowi. Ona odbywa się również przeciwko nam, dlatego bawią mnie hasła typu: „Europo, czekaj na nas, wrócimy”. Europa wcale nie chce, żebyśmy wracali. Merkel demonstracyjnie nie założyła chustki na głowę na saudyjskim dworze, a Macron tak samo demonstracyjnie zapowiedział, że policzy się z niewdzięczną Polską, która ssie kasę, a później się wypina.

Dlatego musimy się na coś przydać. I nie o to chodzi, że musimy dawać Zachodowi ciała.

Otóż mamy do Zachodu interes. Chcemy nie tylko jego kasy, ale też jego sposobu funkcjonowania. Jego demokratycznego społeczeństwa, jego tolerancji, obywatelskości. Nie chcemy, by w imię „naszości” odrzucać zachodnie rozwiązania, bo jak coś takiego zrobiono w Iranie, to skończyło się publicznym wieszaniem ludzi na dźwigach, a w Rosji – biciem na śmierć każdego, kto może zagrozić systemowi „dajcie mi człowieka, to paragraf się znajdzie”.

No więc nie chodzi o to, żeby się wdzięczyć do Zachodu. To ma być deal. Chcemy funkcjonować z Zachodem w jednym systemie, więc musimy zadbać, żeby Zachód chciał funkcjonować z nami. Więc musimy mu coś dać. Już Gombrowicz pisał, że wtedy Polska stanie się częścią Zachodu, kiedy da mu coś wyjątkowego.

Co mamy wyjątkowego, wiadomo. Polski hydraulik wykombinował, jak naprawić nienaprawialną rurę. Teraz więc wykombinujmy, jak rozmontować rewolucję. Jak ją zhakować. Jak nadać swoim, naszym wartościom pożądaną formę. Rozmontujmy nasze wartości i zróbmy z nich coś atrakcyjnego. Coś, z czego wyjdzie nie KOD z „murem za Mateuszem”, ale coś, za czym będą chcieli iść trendsetterzy, a za nimi – tłumy.

Podarujmy Zachodowi naszą umiejętność kombinowania. Przebijmy Surkowa. Przebijmy McLarena. Opakujmy naszą kontrrewolucję – dawniej rewolucję – na nowo. Ubierzmy Stomila w nowe ciuchy, dajmy mu nowy wigor. Sprawmy, że przyłączą się do niego ludzie i pokonają tych pierdołów Artura i Edka.

Tylko błagam, niech tego nie robi Misiek Kamiński. Ani Petru.

*Ziemowit Szczerek – ur. w 1978 r., dziennikarz, reporter, pisarz. Autor m.in.: „Przyjdzie Mordor i nas zje”, „Siódemki” i „Tatuażu z tryzubem” (nominacja do Nike 2016). Laureat Paszportu „Polityki”. Wkrótce nakładem Agory i Czarnego ukaże się „Międzymorze”, zapis podróży po krajach Europy Środkowej

ZRÓBMY DEAL Z ZACHODEM

unt się sprzedaje, żadna to nowość. Obecny narodowy bunt też się sprzedaje, lepiej niż ciepłe bułeczki idą koszulki z „żołnierzami wyklętymi”, czyli polską wersją banderowców, którzy z kolei świetnie sprzedają się na Ukrainie, bo też byli buntownikami.

No więc bunt się sprzedaje, dopóki będzie buntem, a już powoli przestaje. Fala przestaje się unosić. Teraz czas na kolejne etapy, czyli próba życia w nowym porządku, potem rozczarowanie, szukanie alternatyw, aż w końcu – kolejny bunt. Nawet wiadomo, jak to będzie wyglądało: tak samo mniej więcej jak na Węgrzech czy w Rosji. Albo w Serbii przeciw Miloszeviciowi. Czy, w najgorszym razie, na Ukrainie, na Majdanie.

Kłopot w tym, że jeśli chodzi o Miloszevicia czy nawet Majdan – zawsze był z boku Zachód, który sprawiał, że autokraci bali się posunąć o ten jeden krok za daleko. Ale w takiej Rosji było inaczej: Putin nie musiał się bać Zachodu i zdławił opozycję. Erdogan w Turcji też nie musiał się bać. Orbán jeszcze nie wie, czy się musi bać, zresztą protesty dopiero się zaczynają.

A Polska? W Polsce, jeśli PiS nie przegra kolejnych wyborów, również dojdzie do buntu. I PiS raczej będzie się Zachodu bał. Pytanie, czy będzie miał się kogo bać.

Ale w tym wszystkim jest jeszcze jeden, że się tak wyrażę, aspekt. Ten, że my, którzy uważamy się za mentalnych potomków buntu z lat 60. i późniejszych, w dość zabawny sposób ciskamy się, że ktoś się przeciw nam buntuje. Że w ogóle śmie. Co, przeciw buntownikom się buntuje? Ha, ha, Mrożek by tego nie wymyślił!

Oh, wait… My, w tych naszych buntowniczych ciuszkach, które dziś wyglądają jak koszulki Iron Maiden na wielkich brzuchach starszych panów, łysawych, ale z długimi piórami, jesteśmy dość śmieszni z tym naszym ciskaniem się. Kaczyński zjednoczył się z Edkiem, który nosi dzisiaj imię Janusz, i tańczą razem na grzbietach nas, Stomilów – to dość oczywiste i było do przewidzenia. Był bunt, bo to normalne: lewica zwyciężyła w kulturowej wojnie, stała się establishmentem i ta cała jej rewolucyjność była już tak samo zwietrzała i śmierdząca jak rewolucyjność komunistycznych partii pod koniec lat 90. No, może nie aż tak – ale mechanizm ten sam. Nie pierwszy raz byli rewolucjoniści oburzyli się, że kolejna rewolucja ich zmiata. I zaczęli, w tym niżej podpisany, reagować jak dawni mieszczanie: o rany, rany, ci rewolucjoniści są tacy głupi, tacy nieodpowiedzialni, odrzucają system bezpieczeństwa, odrzucają polityczną poprawność, czyli zwykłą porządność, są wewnętrznie sprzeczni!

A przecież rewolucja zawsze bywa głupawa, zawsze na złość babci odmraża sobie i jej uszy.

Ci straszni mieszczanie, przeciwko którym zbuntowali się młodzi w latach 60., także mieli się czego bać: rewolucja obyczajowa też wydawała im się wewnętrznie sprzeczna, też odrzucała „dobre obyczaje” w imię nieokreślonego „jakoś to będzie”. I też była bucowata. Pamiętacie tekst piosenki Dylana „The Times, They are a-Changin”? „Don’t criticize what you don’t understand”, mordy w kubeł i nie odzywajcie się, jak nie ogarniacie, co się dzieje: czasy się zmieniają.

Nie chodzi jednak o banalny symetryzm czy prawdopośrodkizm. Ta rewolucja jest odwrotnością tamtej. Tamta była proobywatelska, projednostkowa, ta jest naprawdę głupia, śmierdzi ciemnogrodem i przekuwaniem wad na sakramenty, a na jej końcu majaczy totalitaryzm. Co nie zmienia faktu, że jest, po prostu, atrakcyjna. Jak to rewolucja. I nie jestem pewien, czy próby racjonalnego dotarcia do rewolucjonistów mają sens. „Po co w twarze logiką nam chlustasz, nie czytaliśmy Hegla, jaśnie panie – śpiewał Gintrowski w piosence o margrabim Wielopolskim. – Dla nas Szopen, groch i kapusta i od czasu do czasu powstanie”. I z tego powodu Wielopolski miał się w Polsce doczekać „miana zdrajcy zamiast pomnika”. Bo w Polsce „upadać też trzeba ładnie”. No właśnie, ładnie. W określonej oprawie. Najlepiej rewolucyjnej.

Rozumieją to ci, którzy tę rewolucję sprzedają. Mój Boże, nawet PRL-owski praboysband, jakim był Lady Pank, to rozumiał i dlatego udawał, że się buntuje, śpiewając o noszeniu garnituru w niedzielę, byciu pokornym jak cielę i myciu zębów. Nie ma nic złego w myciu zębów, ale jak można było być tak głupim, żeby wierzyć, że jeśli będzie się ludziom powtarzało, by „tolerowali gejów” i „nie stereotypizowali islamu”, to oni zaraz się dostosują?

Ta rewolucja nie odbywa się, zresztą, wyłącznie we wschodniej części Europy. Odbyła się też na Zachodzie, tyle że tam dokonało się coś w stylu racjonalizacji. Gdy okazało się, że równouprawnienie szkodzi stosunkom społecznym, geje – jak Fortuyn czy Haider – wzięli w tej nowej rewolucji udział. Gorzej poszło z islamem, bo lud najnormalniej w świecie odrzucił namowy, by myć zęby i nie stereotypizować muzułmanów. Ale mainstream przynajmniej skumał, że trzeba ponownie przyjrzeć się sprawie, rozmontować ją, ustawić na nowo. I tam, gdzie się jeszcze zachował u władzy, daje sygnały, że to rozumie.

Estetykę rewolucji rozumiał Malcolm McLaren, gdy tworzył Sex Pistols, kolejny praboysband. I w zasadzie chyba tylko estetykę, podobnie jak ich wokalista John Lydon, który poparł Trumpa, widząc w nim właśnie rewolucjonistę. Rozumiał to też putinowski macher Władisław Surkow, który dostał beznadziejne zadanie: stworzyć entuzjastyczne poparcie młodych dla partii władzy, coraz bardziej zużywającej się i nudzącej się dzieciakom, którzy wychowali się i dorośli w cieniu Putina. Cud: udało mu się – bo sięgnął po rewolucyjną estetykę. „Nasi”, putinowska młodzieżówka, powstawali w udawanej atmosferze konspiracji, wytrawiano ich w bulionie gadaniny typu: „Od was zależy przyszły świat”. Najczęściej takie techniki zawodzą, wydają się nieszczere – a Surkowowi się udało. Może dlatego, że pomógł sam Putin, który jest „krutoj”, bo nie tylko jeździ na tygrysie z gołą klatą i pyskuje do światowych przywódców, ale przez cały czas toczy jakąś rewolucję.

Tak, Rosjanie zhakowali system. Po wschodnioeuropejsku. Wiadomo: ciężkie warunki i przerąbana historia nauczyły Europejczyków ze Wschodu kombinowania. Polacy są z własnego kombinowania dumni. Rumuni i Bułgarzy hakują bankomaty. Ukraińcy są cholernie kreatywni, jeśli chodzi o oferty usługowe: wystarczy pojechać na Ukrainę, a okaże się, że wymyślono tam już wszystko, co się da wymyślić, tylko nie zawsze jest kasa na realizację. Rosjanie natomiast przeszli wszystkich: zhakowali demokrację i rewolucję.

Problem w tym, że ta zachodnia rewolucja nie odbywa się wyłącznie przeciwko islamowi. Ona odbywa się również przeciwko nam, dlatego bawią mnie hasła typu: „Europo, czekaj na nas, wrócimy”. Europa wcale nie chce, żebyśmy wracali. Merkel demonstracyjnie nie założyła chustki na głowę na saudyjskim dworze, a Macron tak samo demonstracyjnie zapowiedział, że policzy się z niewdzięczną Polską, która ssie kasę, a później się wypina.

Dlatego musimy się na coś przydać. I nie o to chodzi, że musimy dawać Zachodowi ciała.

Otóż mamy do Zachodu interes. Chcemy nie tylko jego kasy, ale też jego sposobu funkcjonowania. Jego demokratycznego społeczeństwa, jego tolerancji, obywatelskości. Nie chcemy, by w imię „naszości” odrzucać zachodnie rozwiązania, bo jak coś takiego zrobiono w Iranie, to skończyło się publicznym wieszaniem ludzi na dźwigach, a w Rosji – biciem na śmierć każdego, kto może zagrozić systemowi „dajcie mi człowieka, to paragraf się znajdzie”.

No więc nie chodzi o to, żeby się wdzięczyć do Zachodu. To ma być deal. Chcemy funkcjonować z Zachodem w jednym systemie, więc musimy zadbać, żeby Zachód chciał funkcjonować z nami. Więc musimy mu coś dać. Już Gombrowicz pisał, że wtedy Polska stanie się częścią Zachodu, kiedy da mu coś wyjątkowego.

Co mamy wyjątkowego, wiadomo. Polski hydraulik wykombinował, jak naprawić nienaprawialną rurę. Teraz więc wykombinujmy, jak rozmontować rewolucję. Jak ją zhakować. Jak nadać swoim, naszym wartościom pożądaną formę. Rozmontujmy nasze wartości i zróbmy z nich coś atrakcyjnego. Coś, z czego wyjdzie nie KOD z „murem za Mateuszem”, ale coś, za czym będą chcieli iść trendsetterzy, a za nimi – tłumy.

Podarujmy Zachodowi naszą umiejętność kombinowania. Przebijmy Surkowa. Przebijmy McLarena. Opakujmy naszą kontrrewolucję – dawniej rewolucję – na nowo. Ubierzmy Stomila w nowe ciuchy, dajmy mu nowy wigor. Sprawmy, że przyłączą się do niego ludzie i pokonają tych pierdołów Artura i Edka.

Tylko błagam, niech tego nie robi Misiek Kamiński. Ani Petru.

*Ziemowit Szczerek – ur. w 1978 r., dziennikarz, reporter, pisarz. Autor m.in.: „Przyjdzie Mordor i nas zje”, „Siódemki” i „Tatuażu z tryzubem” (nominacja do Nike 2016). Laureat Paszportu „Polityki”. Wkrótce nakładem Agory i Czarnego ukaże się „Międzymorze”, zapis podróży po krajach Europy Środkowej

wyborcza.pl

PiS pyta: co ten Duda nawywijał? Referendum konstytucyjne bez wiedzy partii

Agata Kondzińska, 05 maja 2017

6 IX 2015 r. Prezydent Andrzej Duda z żona Agatą głosują w referendum ogłoszonym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego

6 IX 2015 r. Prezydent Andrzej Duda z żona Agatą głosują w referendum ogłoszonym przez prezydenta Bronisława Komorowskiego (ŁUKASZ KRAJEWSKI)

W PiS zaskoczenie referendalną inicjatywą prezydenta. Niektórzy ironizują w nawiązaniu do serialu „Ucho Prezesa”: – Gdyby co tydzień ktoś oglądał siebie w roli Adriana na korytarzu prezesa, też by przeszedł do ofensywy.

O tym, że 3 maja Andrzej Duda zapowie „debatę konstytucyjną nie tylko z udziałem elit i polityków”, w Pałacu Prezydenckim wiedziało niewielu. Ale też niewielu urzędników Dudy było tą zapowiedzią zaskoczonych, bo prezydent już w kampanii deklarował, że Polacy powinni się wypowiedzieć, „czy obecna konstytucja odpowiada naszym czasom”.

– Duda na własnej skórze odczuł, jak niewiele może osoba z najsilniejszym mandatem społecznym. Jako zwierzchnik sił zbrojnych może na przykład pisać listy do ministra obrony narodowej. I nic poza tym – mówi jeden z polityków z obozu rządzącego.

Referendum konstytucyjne bez konsultacji z Kaczyńskim

Według informacji „Wyborczej” prezydent nie konsultował pomysłu referendum z liderem PiS Jarosławem Kaczyńskim. Skąd ta tajemnica? – Możemy sobie wyobrazić, że gdyby pytanie o zmianę konstytucji wyszło z Pałacu, prezes PiS odpowiedziałby, że chce ustroju kanclerskiego. A to od razu ustawiłoby całą debatę. Wyjście z własną inicjatywą pozwala prezydentowi wyrwać się z partyjnej pułapki – mówi nam ważny prawicowy polityk.

W PiS upadła już forsowana przez lata – i zapisana w partyjnym projekcie konstytucji z 2010 r. – koncepcja wzmacniania roli prezydenta. Ale pomysłu zmian ustawy zasadniczej PiS nie porzucił. – Parę razy w trakcie tej kadencji Kaczyński rozważał nawet powołanie komisji konstytucyjnej, ale ciągle uważał, że nie jest to jeszcze odpowiedni moment – mówi nam bliski współpracownik lidera PiS.

Jego zdaniem Kaczyński miał następujący plan: – Mimo braku konstytucyjnej większości nie wykluczał wariantu, że powstanie komisja, by przygotować projekt nowej ustawy zasadniczej. Zmiany w konstytucji miałyby być jednym z elementów kampanii wyborczej w 2019 r.

Zobacz:

Jak PiS chce zmienić konstytucję?

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21766356,video.html

Andrzej Duda zdominuje debatę?

Dlatego politycy PiS są zaskoczeni wyprzedzającą propozycją prezydenta. I w partii pojawił się dawno niewidziany wielogłos. Elżbieta Witek, szefowa gabinetu politycznego premier Beaty Szydło, uznała wczoraj w TVN 24, że „to nie jest inicjatywa prezydenta, tylko PiS”. Za to rzecznik partii Beata Mazurek stwierdziła, że jednak „to jest inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy, my ją szanujemy, ona wymaga namysłu i ustalenia, o jakie zmiany chodzi”. W nieoficjalnych rozmowach niektórzy politycy partii rządzącej krytykują: – To nie jest dobry czas na wzmacnianie referendum, gdy my sami odrzucamy ponad 900 tys. podpisów pod wnioskiem w sprawie reformy edukacji. Jesteśmy w tym niewiarygodni.

Inni twierdzą też, że referendum prezydenckie może być pułapką dla partii. – To może być inicjatywa, która postawi nas pod ścianą. Może się zamienić w głosowanie przeciwko władzy PiS.

Ale są też tacy, którzy ruch Dudy przyjmują pozytywnie. – Jeśli dobrze to rozegra, zdominuje debatę przynajmniej na rok – ocenia polityk z rządu. I dodaje: – Nie możemy się od tego dystansować, chyba że chcemy przegrać wybory.

Z propozycji zmian cieszą się posłowie Kukiz’15, którzy do wyborów szli pod sztandarem zmian konstytucyjnych. – Dla nas to nie jest źle, bo dziś wydaje się pewne, że jeśli będziemy rządzić w następnej kadencji, to z Kukizem. Ale może być też tak, że uda nam się odebrać mu temat konstytucji – mówi poseł PiS.

O co spyta prezydent w referendum? Nikt nie wie

Jak ma wyglądać referendum, na razie nie wiadomo. Współpracownicy prezydenta zapewniają, że miałoby wskazać kierunek zmian. Polacy nie wypowiadaliby się w sprawie konkretnego projektu, ale ogólnych założeń. Przykład pytania? „Jaka powinna być rola Senatu?”. Albo: „Czy zapisać w konstytucji prymat prawa krajowego nad unijnym?”.

Rzecznik prezydenta Marek Magierowski zapowiedział w rozmowie z PAP, że „w zredagowanie pytań do referendum powinno być zaangażowanych wiele środowisk”. Dopiero wtedy, gdy Polacy wypowiedzą się, jakich chcą zmian w konstytucji, będzie to bazą dla nowego projektu.

Dwa lata temu 3 maja Andrzej Duda w Zakopanem, jeszcze jako kandydat na prezydenta, mówił ogólnie, jakich zmian chce. Domagał się m.in. konstytucyjnego poszanowania woli społeczeństwa. Krytykował to, że obywatele nie mogą decydować o referendum. Obiecywał, że to się zmieni, gdy zostanie prezydentem. Mówił: – Dziś decyzję o tym, czy referendum będzie, podejmuje nie tyle większość parlamentarna, ile partia, a bardzo często lider partii, który nakazuje posłom głosować w określony sposób.

wyborcza.pl

Dudę obleciał strach, stąd pomysł na nową Konstytucję

Dudę obleciał strach, stąd pomysł na nową Konstytucję

Pomysł Andrzeja Dudy z referendum konstytucyjnym w 2018 roku ma wiele celów, ale na pewno nie jest samodzielną propozycją prezydenta. PiS-owi pali się grunt pod nogami i jeszcze jeden front w stworzonym przez nich bałaganie niczego nie zmienia.

Duda może i nie jest zbyt lotny – bo nie jest – wie, że jego propozycja jest złodziejska (przestępca, który proponuje zmiany w prawie ustrojowym), odpowie przed Trybunałem Stanu za łamanie obecnej Konstytucji – i tak się stanie, Polska nie ma innego wyjścia. Możemy się zastanawiać, czy PiS odda władzę dobrowolnie w wyniku procedur demokratycznych. Ale tak, czy siak odda.

Co może Duda w nowej Konstytucji zaproponować? To, co znamy z projektu pisowskiej Konstytucji z 2005 roku i poprawionej w styczniu 2010. Projekt „wisiał” na stronach PiS do 2015 roku, czyli krótko pisząc: jest to propozycja ustroju demokratury, brak rozdziału państwa od Kościoła i zniesienie niezależności instytucji prawa od bieżącej polityki (właśnie to się dzieje).

Zastanawianie się nad tym, że pomysły Dudy są kulawe, do niczego nie prowadzi, ważniejsze jest, co za tym się kryje. A na pewno kryje się sposób na nieoddanie władzy, jest on ponadto związany w Unią Europejską. Mianowicie nieprzypadkowo już dochodzi do zwarcia z przyszłym prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, a za tym pójdzie konflikt z Komisją Europejską, włącznie z zastosowaniem przez tę ostatnią sankcji wobec Polski. Na to przygotowuje nas PiS – na sytuację nadzwyczajną, w której będzie miało zastosowanie prawo nadzwyczajne, a bardzo pomocny jest bałagan prawny.

Opozycja musi być czujna, nie dać sobie narzucić inicjatywy. Już została utrącona pisowska myśl o metropolii warszawskiej, która jest jak do tej pory największym zwycięstwem Platformy Obywatelskiej po wyborach 2015 roku. Dalej w tych butach winno się chodzić. I na przykład zaproponować wyborcom referendalne pytanie o kształt Konstytucji, rolę prezydenta, a jedno z pytań mogłoby dotyczyć impeachmentu Dudy wg starej Konstytucji. Czy Duda ma stanąć przed Trybunałem Stanu przed uchwaleniem nowej Konstytucji, czy po?

Opozycja nie może poprzestać na krytyce tej chorej propozycji Dudy, ale obnażać jej bezsens, jak to miało w wypadku referendum w Legionowie. PiS wyprodukował tyle afer, konfliktów, iż musi uciekać do przodu. W tej chwili przykrywany jest konflikt z Komisją Europejską, związany z pozbawianiem przez PiS niezależności sądowniczej. Unia Europejska nie może sobie pozwolić na państwo, które stacza się w stronę reżimu.

Pomysł z nową Konstytucją to samowykluczanie się Polski, aby móc zwalić winę na Macrona, na Komisję Europejską, na Timmermansa, na Junckera. Podobnie zaczynał się Brexit i referendum Erdogana w Turcji. Aby nie uciec do ciepłego człowieka, jak Janukowycz do Putina, pisowska elita w długim dystansie zechce nas izolować, aby zachować przywileje. To im się nie uda, ale straty dla ojczyzny mogą być ogromne.

Nie chodzi tak naprawdę o Konstytucję, która miałaby służyć narodowi, ale o zachowanie przywilejów przez pisowską elitę, czyli o nieodpowiedzialność za łamanie prawa. Propozycja Dudy jest charakterystyczna dla tych, których obleciał strach.

Waldemar Mystkowski

Koduj24.pl

%d blogerów lubi to: