Serial z Macierewiczem z finałem w postaci wybuchu

W Tu-154M nie było żadnej bomby

Z Antoniego Macierewicza nie ma co żartować, jeżeli pominiemy cynizm, amoralną cechę charakteru. Piszę to, bo minister obrony jest wyjątkowo twórczy. Nikt przez siedem lat z okładem – zbliża się do ośmiolecia – nie jest w stanie snuć teorii, do których nie ma żadnych racjonalnych podstaw.

Nie potwierdzają tego żadni realni eksperci, nie ma cienia dowodu rzeczowego, namysł każdego z nas odrzuca podobne domysły, a jednak Macierewicz upiera się przy swoim. Był zamach, był wybuch, Lech Kaczyński poległ.

Nawet Jarosław Kaczyński nie daje temu wiary, co ostatnio wygłosił na miesiecznicy smoleńskiej ze swego podestu na Krakowskim Przedmieściu, że „tej prawdy do końca ustalić się nie da”. Tak zwątpić? Nie do wiary. Wszak prezes mówił, że dojdzie do prawdy. Z tego wnioskowałem, że jak Mojżesz daje sobie 40 lat na dojście. A to dopiero siódmy roczek za nami.

Z prawdą jest jednak tak, że nie da się powiedzieć, że dzisiaj ją poznamy. Jest bardziej tajemnicza niż Synaj, Gobi, a nawet Sahara, coś wiedzą o tym Beduini. I dobrze o tym wie Macierewicz. Po czterech dniach od wyrażenia wątpliwości przez prezesa minister ogłosił, że „znaleźliśmy moment wybuchu”na jednym z rejestratorów smoleńskiego Tupolewa.

„Znaleźliśmy”. Z kim Macierewicz znalazł? Ze swoją podkomisją? Słuchacze szefa MON też byli „wyborni”, bo obwieszczał to przedstawicielom klubów „Gazety Polskiej” na spotkaniu w Spale. Macierewicz jednak nie przedstawił dowodu: o, proszę tutaj, to jest ten kawałek taśmy z jednego z trzech rejestratorów, słyszycie? Jest wybuch? Jest.
Nie! Nie było podobnego słuchowiska, bo Macierewicz pospieszył się usprawiedliwić: – „Zajmujemy się obecnie analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu”. Jak już przeanalizują i wykluczą, mam nadzieję, że usłyszymy ten „moment wybuchu”.

Acz ciągle pamiętam, że któryś z „ekspertów” Macierewicza zapewniał, że moment wybuchu nie zdążył się zarejestrować. Taki wybuch był szybki albo tak szybko po nim doszło do pierdyknięcia Tupolewa o glebę rosyjską, że rejestratory nie zdążyły.

Co więc usłyszał Macierewicz, czego nie usłyszeli eksperci rządowej komisji Jerzego Millera, ani fachowcy z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. Sehna? Może być jeszcze tak, że „znaleźliśmy” dotyczy instytutu, który Macierewicz w Telewizji Republika nazwał „najlepszym instytutem na świecie”. Nie wyjawił, który to jest najlepszy.

Przez niemal osiem lat Macierewicz zmaga się z „momentem wybuchu”, do którego się przyznał. Nie każdy wszak jest jak McMurphy, który dostawszy słoiczek swoich leków przechowuje je pod językiem, nie łyka, aby wypluć, bo nie lubi tych szmerów, tych momentów wybuchu.

I zdaje się, że w kolejce do okienka, w którym stoi siostra Ratched, znalazł się minister Macierewicz, wybuchł mu moment. Co go teraz może czekać? Wiadomo, lobotomia, a potem wódz Bromden (wódz jest tylko jeden) przystawi Macierewiczowi poduszkę do oblicza, aby skończyć z tą fabułą. I w ósmym sezonie serial „Tworki” zaliczy swój koniec.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Policja nie odpuszcza blokującym Wawel

Policja nie odpuszcza blokującym Wawel

Mimo że krakowski Sąd Okręgowy uznał, że osoby, które nie chciały wpuścić kolumny aut z Jarosławem Kaczyńskim na Wawel, nie dopuściły się wykroczenia, tamtejsza policja nie odpuszcza protestującym.

– „Uważamy, że decyzja sądu jest bezzasadna. Sąd nie miał podstaw, aby przyjąć, że protestujący nie popełnili wykroczenia. Naszym zdaniem, udział w zgromadzeniu – nawet legalnym – nie zwalnia uczestników od odpowiedzialności za bezprawne działania” – powiedziała wp.pl nadkom. Katarzyna Cisło z biura prasowego KWP w Krakowie.

Chodzi o próby zablokowania 18 grudnia ubiegłego roku wjazdu na Wawel samochodów polityków, w tym Jarosława Kaczyńskiego. Sąd Okręgowy uznał, że osoby protestujące pod Wawelem nie dopuściły się wykroczenia, a blokada nie miała znamion społecznej szkodliwości. Zdaniem sądu, protest nie naruszył ustawy o zgromadzeniach, był legalny, przebiegał spokojnie, a jego uczestnicy wykonywali polecenia policjantów.

Małopolski Komendant Miejski Policji złożył zażalenie na to postanowienie sądu. Policjanci chcą, aby wydział odwoławczy uchylił je w całości.

koduj24.pl

Piotr Woyciechowski odwołany ze stanowiska prezesa PWPW. I słusznie

Wygląda na to, że despotyczny styl zarządzania czołową spółką skarbu państwa przez zaufanego Antoniego Macierewicza to zbyt wiele, nawet jak na PiS.

Bezpośrednim powodem odwołania była prawdopodobnie tzw. afera podsłuchowa, którą opisał w ubiegłym tygodniu „Fakt”. Chodzi o podsłuchiwanie spotkań działaczy zakładowej „Solidarności”, by potem wykorzystywać je do wygrywania sporów pomiędzy pracownikami i związkami (w PWPW działają dwa). Celem, jak się wydaje, zupełnego obezwładnienia samorządu pracowniczego w tej czołowej spółce skarbu państwa.

Przyczyny odejścia Woyciechowskiego są jednak głębsze. Chodzi głównie o wyjątkowo folwarczny styl zarządzania w PWPW, który od wielu miesięcy ściągał uwagę nie tylko krytyków PiS, ale i części samego obozu dobrej zmiany.

O tym, że Woyciechowski nie toleruje w kierowanej przez siebie firmie nawet najmniejszego oporu ze strony pracowników, pisaliśmy w POLITYCE już w czerwcu. Pokazaliśmy wówczas, że pod trwającymi od początku 2016 roku rządami Woyciechowskiego doszło w PWPW do faktycznego rozmontowania działającego tam wcześniej dość prężnie mechanizmu współdecydowania pracowników o losach firmy.

Opisaliśmy, jak w ciągu półtora roku Woyciechowski spacyfikował najpierw radę nadzorczą, pozbywając się z niej Ewy Morawskiej-Sochackiej, wybranej tam głosami pracowników. Potem prezes wyciszył również głos pracowników w zarządzie, zastraszając i okrajając kompetencje wybranego przez pracowników Tomasza Sztangę. Zwolniony został również krnąbrny przewodniczący zakładowej komórki Solidarności Jacek Trabczyński, a jego następca Mariusz Worek przez dłuższy czas był szykanowany i niedopuszczany do podjęcia pracy.

Piotr Woyciechowski przeciw pracownikom

Mimo tak otwarcie antypracowniczego stylu zarządzania firmą Woyciechowski przez wiele miesięcy wydawał się nietykalny. „Solidarność” twierdziła, że naciska na prezesa, by się opamiętał. Ale robiła to raczej nieoficjalnie, nie chcąc zaogniać relacji wewnątrz obozu „dobrej zmiany”. Prawicowe media sprawy nie nagłaśniały. Przeciwnie. W razie potrzeby publikowały usłużne teksty przedstawiające wrogów prezesa PWPW w jak najgorszym świetle. Woyciechowski zaś odwdzięczał się „współpracą finansową” z wydawcami wielu prawicowych tytułów. A hojność (oczywiście za publiczne pieniądze) potrafił okazywać. Kiedy zaś działania Woyciechowskiego próbowali nagłośnić inni, musieli się liczyć z pozwami. Prezes zwykł bowiem traktować każdą, nawet najmniejszą krytykę pod swoim adresem jako wielki spisek wrogich sił. Wygląda jednak na to, że w końcu czara goryczy się przelała.

Odejście Woyciechowskiego to niewątpliwie cios we wpływy Antoniego Macierewicza. Obaj panowie znają się i blisko współpracują od lat. Byli razem zarówno w czasie słynnej „nocy teczek”, jak i przy likwidacji WSI.

 

polityka.pl

Klinger: Strajk młodych lekarzy niczym w soczewce pokazał, jak bardzo obecny rząd jest obłudny w kwestii zdrowia [OPINIA]

Strajk młodych lekarzy minister zdrowia mógłby potraktować jako podarunek z nieba. I w sumie aż dziwne, że sam nie stoi na jego czele. Postulaty rezydentów pokrywają się przecież niemal kropka w kropkę z mottem przewodnim zmian, które chciał wprowadzić Konstanty Radziwiłł. Mógłby więc wykorzystać szansę na zrealizowanie swojego celu: jeżeli nie ma poparcia dla swoich planów w rządzie, mógł skorzystać z poparcia społeczeństwa.

Bo strajk to sprawdzian dla tego rządu – jakie ma naprawdę podejście do zdrowia. Nie chodzi o wynagrodzenia. Pensje to tylko pochodna tego, ile będzie w systemie na ogólnie pojęte leczenie.

– Na zdrowie jest za mało pieniędzy. Wydatki muszą sięgnąć minimalnie 6 proc. PKB – jak mantrę powtarzał Konstanty Radziwiłł, od kiedy objął stanowisko. Robił to tak konsekwentnie, że uwierzyłam (i chyba nie tylko ja), że to misja, z którą obejmował tekę ministra zdrowia.

Kiedy zaczynał pełen energii i optymizmu, wyglądało, że szczerze wierzy, że mu się uda. Jednak szybko zrozumiał, że dobre chęci nie wystarczą. Okazało się, że przeciąganie liny – co jest ważniejsze: obronność, edukacja czy może jednak zdrowie– znajdowanie poparcia dla swoich idei u prezesa partii, premier i ministra finansów nie jest takie proste. Miesiąc po miesiącu okazywało się, że dla rządu plany podniesienia nakładów na zdrowie, delikatnie mówiąc, są drugoplanowe. Jedynym priorytetem było wprowadzenie bezpłatnych leków dla seniorów. Na tym się skończyło.

Zwiększenie nakładów miało być powiązane z likwidacją Narodowego Funduszu Zdrowia i przejściem na budżetowe finansowanie zakładające to magiczne 6 proc. Tuż przed ogłoszeniem projektu odbyło się kilka rozmów z prezesem Jarosławem Kaczyńskim, który powiedział, że na razie NFZ nie będzie likwidowany, więc w ciągu kilku dni zmieniono zdanie. Co prawda w niedawnym wywiadzie dla „DGP” minister zdrowia przekonywał, że plan podniesienia wydatków jest nadal realny. Ale nieoficjalnie wiadomo, że projekt zwiększenia nakładów nie zyskał poparcia w rządzie.

A teraz strajk młodych lekarzy niczym w soczewce pokazał, jak bardzo obecny rząd jest obłudny w kwestii zdrowia. Politycy nie chcą się zgodzić na postulaty, które sami głosili. Wychodzi na to, że można wprowadzać zmiany organizacyjne w systemie, ale od pieniędzy wara. Politycy PiS cały czas powtarzają, że nigdy nie było tak dużego jak obecnie wzrostu nakładów w tym obszarze. Faktycznie: w różnych specustawach pieniądze zostały przydzielone w trybie ekstra – rok temu na szczepienie przeciw pneumokokom, w tym roku na sprzęt, a może będzie i więcej dla szpitali. Ale główny wzrost idzie z naszych składek. 4,9 proc. PKB (którym tak chwali się PiS), czyli historyczny wzrost nakładów na zdrowie, weźmie się z tego, że to my – pacjenci tyle do tej skarbonki wrzucimy!

Ktoś powie, że przecież Radziwiłł nie zrezygnował i nadal mówi o 6 proc. – tyle że do 202 5 r . A młodzi lekarze żądają 6,8 proc. do 201 9 r . Wyjaśniam: po pierwsze, lekarze zgodzili się (we wstępnych negocjacjach) na 6 proc. do roku 2021–2022. Po drugie, Konstanty Radziwiłł w 201 5 r . mówił… to samo albo wręcz chciał taką zmianę wprowadzić jeszcze szybciej. „Porównanie z krajami o podobnej historii zamożności pokazuje, że brakuje nam na służbę zdrowia ok. 3 0 m ld zł rocznie. Tych środków nie przybędzie od razu, ale w czasie 2– 3 l at powinniśmy osiągnąć ten poziom, inaczej jakość opieki nie polepszy się” – to cytat z wywiadu dla „Gościa Niedzielnego” z 2 0  listopada 201 5 r . Dokładnie to samo (czyli o 2– 3 l atach) mówił tuż przed objęciem stanowiska jako przedstawiciel Naczelnej Izby Lekarskiej podczas obrad XI Forum Rynku Zdrowia.

Efekt jest taki, że na proteście rezydentów kapitał polityczny zaczął zbijać jeden z liderów opozycji, były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz. Dziś występuje jako obrońca biednych lekarzy. To czysta hipokryzja. To minister, który miał strajki pielęgniarek, to minister, który miał protesty lekarzy pierwszego kontaktu i na pewno nie został zapamiętany ze zrozumienia cierpień pacjentów i pracowników służby zdrowia. Poparcie strajkującym powinien dać nie kto inny jak obecny minister – Konstanty Radziwiłł. Ceną tego posunięcia byłaby pewnie utrata stanowiska, ale być może cel zostałby osiągnięty. Ministrem się bywa, a lekarzem się jest. I chyba realizacja celu – więcej pieniędzy na zdrowie – wynagrodziłaby utratę funkcji w rządzie.

A oto słowa pani premier w pierwszym przemówieniu skierowanym do Polaków: „Nie ma innego sposobu niż powrót do finansowania budżetowego wraz z właściwymi dla niego rygorami”. Ta sama Beata Szydło, która nie jest w stanie osiągnąć porozumienia z lekarzami, dodawała: ‚W pełni doceniam rolę lekarzy i jestem przekonana, że powinni być oni wysoko i bardzo wysoko nagradzani. Doceniam też w pełni ogromne znaczenie pracy pielęgniarek, ratowników medycznych i innych pracowników służby zdrowia, których dochody są dzisiaj zbyt niskie”. I kończyła: „Każdy polski obywatel ma czuć się bezpiecznie wtedy, kiedy potrzebuje pomocy medycznej. Ma wiedzieć, że ta pomoc zostanie mu udzielona szybko, że będzie bezpieczny i że będzie to pomoc bezpłatna”.

Pani premier, panie ministrze – czas spełnić obietnice.

PS. Młodzi lekarze prowadzą strajk głodowy od 2 października. Do niedzieli wszystkie negocjacje skończyły się fiaskiem. W sobotę odbył się wiec poparcia przed Kancelarią Premiera. A liczba głodujących zwiększyła się z 20 do 40.

dziennik.pl

Inne zawody medyczne dołączają do rezydentów. „Ten protest rozszerza się na cały kraj”

Porozumienie Zawodów Medycznych, największa organizacja skupiająca pracowników ochrony zdrowia, przejmuje protest głodowy rezydentów i przekształca w protest głodowy PZM w całym kraju – powiedział w poniedziałek szef komitetu protestacyjnego PZM Tomasz Dybek.

W poniedziałek w Warszawie przedstawiciele PZM spotkali się, by rozmawiać o sytuacji w związku z trwającym protestem rezydentów; po spotkaniu zapowiedziano rozszerzenie protestu rezydentów na inne zawody medyczne.

Porozumienie Zawodów Medycznych, największa i najszersza organizacja skupiająca pracowników ochrony zdrowia przejmuje protest głodowy Porozumienia Rezydentów i przekształca w protest głodowy Porozumienia Zawodów Medycznych. Ten protest rozszerza się od dnia dzisiejszego na cały kraj” – powiedział po spotkaniu dziennikarzom Tomasz Dybek.

Na to stanowisko od razu zareagował szef resortu zdrowia. Ze zdziwieniem przyjmuję, że nie słucha się, co mówi rząd – zwiększyliśmy nakłady na ochronę zdrowia i będziemy je zwiększać. Zwiększamy wynagrodzenia, pielęgniarki dostają coraz więcej, ratownicy, teraz rezydenci. Chcemy rozmawiać i wspólnie ustalać, jakie powinny być kolejne działania – skomentował Konstanty Radziwiłł decyzję PZM.

Komitet Protestacyjny Porozumienia Zawodów Medycznych (PZM) to podmiot, który powstał wraz z rozpoczęciem protestu głodowego lekarzy rezydentów. PZM tworzy zaś kilkanaście związków i organizacji zrzeszających pracowników służby zdrowia. Protest głodowy rezydentów trwa od 2 października.

dziennik.pl

Czy historia zatacza koło?

Bodnar o przesłuchaniu Igora Stachowiaka: to były tortury

Sprawy Grzegorza Przemyka i Igora Stachowiaka dzieli ponad 30 lat, ale można doszukać się wielu podobieństw.

Rok 1983 – stan wojenny został wprawdzie zawieszony, ale na ulicach Warszawy nadal aż roiło się od patroli milicyjnych i wojskowych. 12 maja Grzegorz Przemyk wraz z kolegami świętował na Starym Mieście w Warszawie zdaną maturę. Grupka wesołej młodzieży zwróciła uwagę jednego z patroli. Na swoje nieszczęście Grzegorz nie miał przy sobie dokumentów i wraz z kolegą, Cezarym Filozofem, został z Placu Zamkowego zabrany na komisariat MO przy ul. Jezuickiej. Tam brutalnie go bito, głównie w brzuch, żeby nie zostawiać śladów. Gdy młody chłopak stracił przytomność, milicjanci wezwali karetkę pogotowia, która odwiozła go do siedziby Pogotowia Ratunkowego przy ul. Hożej. Świadkowie, którzy znajdowali się wówczas w stacji pogotowia zeznawali, że Przemyk sprawiał wrażenie nieprzytomnego, był wyciągany z windy za nogi.

Z pogotowia syna odebrała matka, Barbara Sadowska. Ponieważ jego stan pogarszał się, wezwała karetkę do domu, ale lekarz dokonał bardzo pobieżnych oględzin Grzegorza i nie stwierdził żadnego poważnego urazu. Następna karetka pogotowia przyjechała po kilku godzinach i zabrała go do szpitala, w którym stwierdzono bardzo poważne obrażenia jamy brzusznej. Mimo operacji, którą przeprowadzili lekarze Leszek Karpiński, Filip Grzejszczyk oraz Marek Bagniewski (ten ostatni zeznawał później o sprawie w angielskim parlamencie), Grzegorz zmarł po dwóch dniach od pobicia. Na ratunek było już za późno, obrażenia okazały się śmiertelne.

Rok 2016 – Igor Stachowiak został zatrzymany 15 maja 2016 roku na rynku we Wrocławiu. Po wyrzuceniu z jednego z wrocławskich klubów kręcił się po Starym Mieście, co pokazał uliczny monitoring. Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności – ze względu na swoją posturę i fryzurę jest podobny do niejakiego Mateusza Frontczaka, który kilka dni wcześniej uciekł policjantom. Dyżurny komendy wysyła na rynek patrol, który ma go zatrzymać i zmazać „plamę” z policji.

Przy aresztowaniu Igor stawia opór, który wynika również z tego, że najprawdopodobniej jest pod wpływem substancji psychotropowych. Policjanci wzywają pomoc, dopiero we czterech go obezwładniają, używając paralizatora, zostaje zakuty w kajdanki, po czym zostaje przewieziony na komisariat.

W międzyczasie na rynku powstaje zbiegowisko, dwóch świadków wydarzeń nagrywa interwencję telefonami komórkowymi, zwracając uwagę, że policja nadużywa siły wobec zatrzymywanego. Zaraz po zabraniu Stachowiaka, dyżurny wysyła patrole również za nimi. Obaj zostają zatrzymani i przewiezieni na komisariat, bez podania żadnych przyczyn. Trafiają do tego samego pokoju, w którym przetrzymywany jest Stachowiak, skuty kajdankami i siedzący na ziemi. – „Policjanci śmiali się ze mnie, żartowali sobie, że reporter się znalazł” – powiedział potem jeden z nich. Gdy odmówił poddaniu się badaniu alkomatem, został pobity w toalecie. Potwierdził to jeszcze jeden świadek, zatrzymany tego dnia pod zarzutem wyłudzenia. Powiedział też, że sam został pobity, kiedy wyszło na jaw, że podczas przesłuchania podał fałszywe dane.

1983/84 – od samego początku komunistyczne władze prowadziły działania dezinformacyjne, mające na celu odwrócenie uwagi od milicji i zrzucenie winy na lekarzy i sanitariuszy, którzy rzekomo mieli pobić w karetce Grzegorza Przemyka. Tuszowaniem sprawy zajęli się funkcjonariusze Biura Śledczego MSW, a do konsultacji (w celu dezinformacji i oczerniania ofiar oraz świadków) SB zaangażowała profesora psychologii Włodzimierza Szewczuka oraz dr. płk. Józefa Borgosza. Kolega Grzegorza, Cezary Filozof oraz jego rodzina, byli nękani i zastraszani przez SB i zmuszani do składania zeznań na korzyść milicjantów.

W rezultacie tych działań w grudniu 1983 r. winą obciążono sanitariuszy oraz lekarkę, którzy wieźli Przemyka z domu do szpitala. Tę wersję wydarzeń potwierdzono w zakończonym w 1984 r. procesie w wyniku nacisków Czesława Kiszczaka, który nakazał w pisemnej notatce: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”. Milicjanci Ireneusz Kościuk i Arkadiusz Denkiewicz zostali uwolnieni od zarzutów. Po śledztwie prowadzonym przez prokurator Ewę Chałupczak i milicjanta Jacka Ziółkowskiego skazano dwóch sanitariuszy, w tym Michała Wysockiego oraz lekarkę Barbarę Makowską-Witkowską, która przesiedziała w więzieniu trzynaście miesięcy. Według Wysockiego, zmuszono go do przyznania do winy groźbami zabicia rodziny. Zostali oni zwolnieni w wyniku amnestii.

2016/17 – „Panowie policjanci powiadomili nas, że syn został pomylony z osobą poszukiwaną z młodym człowiekiem i spadł z krzesła i nie żyje” – powiedział w TVN ojciec Igora Stachowiaka. – „Robiono wszystko, byśmy go nie zobaczyli. Mówiono, że trwają czynności – taki był komunikat od pani prokurator” – mówił. Ciało syna, mimo że mówiono mu, że „najlepiej, żeby go nie oglądał”, zobaczył dopiero następnego dnia tuż przed sekcją zwłok. – „Nie wyglądał normalnie. Nie był to upadek z krzesła. Był bardzo mocno pobity. Zrobiłem zdjęcia. Bałem się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan”.

Pierwszą wersją wydarzeń, którą przedstawiła policja ojcu Stachowiaka miało być, wedle jego słów, że „syn spadł krzesła” na komisariacie, i to tak nieszczęśliwie, że poniósł śmierć…
Po opublikowaniu w TVN filmu o torturowaniu Stachowiaka (do czego wrócimy), w siedzibie PiS na Nowogrodzkiej odbyła się 22 maja pilnie zwołana narada, w której uczestniczyli m.in. Kaczyński, Błaszczak, Zieliński i Beata Kempa. Jak twierdzą posłowie PO, natychmiast po jej zakończeniu szefowa KPRM udała się służbowym samochodem do Oleśnicy, w której zawitała do komendy powiatowej policji (pracowali w niej uprzednio funkcjonariusze z Wrocławia). Potwierdzeniem tego jest opublikowane w internecie zdjęcie, na którym widać Kempę wysiadającą z samochodu przed komendą.

1984 – po zakończeniu procesu i wydaniu wyroków po myśli MSW Czesław Kiszczak przyznał nagrody pieniężne jego funkcjonariuszom za „ujawnienie wobec opinii publicznej rzeczywistej prawdy”.

2016 – w grudniu 2016 roku, już po śmierci Stachowiaka, Kokornaczyk otrzymał awans na szefa komendy w mieście, a Kokot na jego pierwszego zastępcę. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że obaj pochodzą z Sycowa – rodzinnej miejscowości Beaty Kempy.

Zamiast epilogu…

W maju 2017 r. TVN pokazała wstrząsające nagrania torturowania przez policjantów Stachowiaka przy pomocy tasera. Ma on wbudowaną kamerę, która włącza się przy każdym użyciu urządzenia – to ten rejestrator pozwolił, przynajmniej częściowo, ustalić przebieg wydarzeń na komendzie. Choć zgodnie z prawem, policjanci nie mogą używać paralizatora względem osoby, która jest już zakuta w kajdanki, (a tak było w przypadku Stachowiaka) użyto go co najmniej trzy razy, po pięć sekund, chociaż wiadomo, że nawet jedno długie, pięciosekundowe użycie stwarza poważnie niebezpieczeństwo dla zdrowia zatrzymanego.

19 czerwca 2017 r. Komenda Główna Policji wydała komunikat, w którym zaznaczyła, że „funkcjonariusze [prowadzący postępowanie dyscyplinarne po śmierci Igora Stachowiaka – przyp. JK] widzieli film z tasera, ale nie wyciągnęli z tego właściwych wniosków, ani też nie poinformowali o tym. Stąd też brak wiedzy o nagraniu między innymi u Komendanta Głównego Policji i jego zastępców”.

Później w programie TVN Patryk Jaki stwierdził, że „policja ostatecznie podjęła dobrą decyzję. Osoba za to odpowiedzialna straciła pracę. Komendant główny policji przeprosił za to zachowanie. Policja nie miała łatwej roli, dlatego że prokuratura prowadziła dłużej postępowanie, bo rodzina pana Stachowiaka prosiła o to, aby zlecać kolejne opinie biegłych. A opinie biegłych w Polsce trwają, to są przyczyny formalne. Ojciec pana Stachowiaka mówił, że był we wszystkich pracach prokuratury, na wszystkich przesłuchaniach i jest zadowolony z pracy prokuratury”.

Patryk Jaki odpowiedział też na pytanie, dlaczego czynności wobec policjantów podjęto dopiero po emisji materiału w telewizji: – „Ja rozumiem, że pewnym problemem dla policjantów mogło być to, że nie mieli pewności co do tego, że sama śmierć nastąpiła w wyniku użyciu tasera, ponieważ pierwsza i druga opinia biegłych na to nie wskazywały”– wykoncypował wiceminister.

– „Ja rozumiem, że każdego z nas może to spotkać”, takie padło tu zdanie” – stwierdził potem Jaki w dyskusji. – „Muszę na to odpowiedzieć: nie, nie każdego z nas może to spotkać. Dlaczego? Pan Stachowiak po przewiezieniu na komisariat po prostu bił się z policjantami regularnie, kiedy dawali mu polecenia. Tak wynika z materiałów” – podkreślił. Na nagraniu, które upubliczniła TVN widać jednak wyraźnie, że Igor Stachowiak został skuty kajdankami przed przewiezieniem do komisariatu.

Później wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł, w innym programie TVN, konsekwentnie pytany przez dziennikarza o przemoc pokazaną na filmie, najpierw kluczył, ale w końcu był zmuszony wydusić z siebie: – „To nie byli policjanci, to byli bandyci w mundurach”…

Dopiero po roku od śmierci Stachowiaka, na skutek opublikowania przez TVN tego materiału szef MSWiA odwołał między innymi dolnośląskiego wojewódzkiego komendanta policji oraz szefa komendy miejskiej we Wrocławiu Dariusza Kokornaczyka i jego pierwszego zastępcę, Jerzego Kokota.

Pod koniec maja nowy komendant nadinspektor Tomasz Trawiński poinformował, że wszczęto administracyjną procedurę prowadzącą do zwolnienia pięciu funkcjonariuszy komendy miejskiej i komisariatu Wrocław-Stare Miasto, a postępowanie dyscyplinarne obejmie policjanta wyjaśniającego tę sprawę oraz odwołanych komendantów miejskich.

Najpierw jednak jeden z policjantów, Łukasz R., już następnego dnia po reportażu wyjechał do sanatorium w Cieplicach, bo sobie biedaczek, podobno ze stresem nie mógł poradzić. Jego kolega, Adam W. uwił sobie w międzyczasie gniazdko w Żandarmerii Wojskowej, z której został 15 września„przeniesiony do rezerwy kadrowej Dyrektora Departamentu Kadr MON”, gdy sprawa o jego nowej pracy wyszła na jaw.

Pytania bez odpowiedzi

Z opisanych powyżej wydarzeń jasno wynika, że PiS chciał najprawdopodobniej, mówiąc kolokwialnie, „ukręcić łeb” sprawie. Bo czy o czymś innym świadczy rok ciszy i kompletnego zastoju w sprawach śledztwa? Czy gdyby nie emisja w telewizji filmu z torturowania Igora sprawa w ogóle zostałaby w jakikolwiek sposób wyjaśniona? Ot, może za kilka miesięcy ukazałby się jakiś komunikat, że przyczyną jego śmierci była np. niewydolność nerek, serca, płuc (niepotrzebne skreślić), spowodowana zażyciem substancji narkotycznych, albo cokolwiek innego? Czy czasem nie mieliśmy w tym przypadku do czynienia ze swego rodzaju zmową milczenia, mającą ukryć rzeczywisty rozwój wypadków na komisariacie policji? Bo jak inaczej rozumieć skandaliczne wypowiedzi wiceministra Jakiego – że nie informowali przełożonych, bo „(…) nie mieli pewności co do tego, że sama śmierć nastąpiła w wyniku użyciu tasera(…)?

Czyż nie jest ukrywaniem dowodów to, co przyznaje sama Komenda Główna, że „funkcjonariusze [prowadzący postępowanie dyscyplinarne po śmierci Igora Stachowiaka] widzieli film z tasera, ale nie wyciągnęli z tego właściwych wniosków, ani też nie poinformowali o tym”.

W jakim celu po audycji TVN odbyła się w siedzibie PiS zwołana naprędce, żeby nie powiedzieć w panice, narada, po której Beata Kempa natychmiast pojechała do Oleśnicy? Czy przypadkiem nie dla uzgodnienia jakiejś wspólnej linii obrony policjantów, „przypadkowo” pochodzących z Sycowa, miasta Kempy? Chyba tylko ciemny lud Kurskiego uwierzy, że był to czysty zbieg okoliczności. Aż boję się pomyśleć, że w tej naradzie mogło chodzić również o jakieś skandaliczne naciski na prokuraturę…
Jakim cudem wydalony z policji funkcjonariusz znajduje natychmiast pracę w Żandarmerii Wojskowej? Nikt nie sprawdza kandydatów do niej, przyjmują kogo popadnie, wprost z ulicy?

Dlaczego policja ścigała, zatrzymała i brutalnie potraktowała świadków aresztowania Stachowiaka, karząc potem jednego z nich 500 zł mandatem, a sprawę drugiego kierując do sądu? Czyż nie jest to próba zastraszenia na przyszłość wszystkich, którzy dokumentują w miejscu publicznym pracę policji? Było to działanie całkowicie bezprawne – nie ma żadnego zakazu filmowania policjantów w takich sytuacjach.

Dlaczego Patryk Jaki wprost się kompromituje, mówiąc, jak to ojciec Igora był zadowolony z pracy prokuratury, skoro ten w TVN mówił zupełnie coś innego? Dlaczego kłamie, że Stachowiak bił się z policją na komisariacie, skoro był skuty kajdankami i siedział bądź leżał na podłodze?

Panu wiceministrowi trzeba przy okazji poświęcić kilka słów, odnosząc się tylko do jego dwóch wypowiedzi: – „Za Rimini dla tych bydlaków powinna być kara śmierci. Choć dla tego konkretnego przypadku przywróciłbym również tortury”„Zatrzymanie islamizacji to moje Westerplatte. Nigdy się w tej sprawie nie cofnę – choćbym miał wylecieć na zawsze z polityki”.

Takie wypowiedzi nie przystoją zupełnie funkcjonariuszowi wymiaru sprawiedliwości i świadczą co najmniej o emocjonalnym rozchwianiu Patryka, co może rodzić poważne konsekwencje. Otóż wyobraźmy sobie, że Polska stara się np. o ekstradycję jakiegoś przestępcy do naszego kraju. I wtedy jego adwokat cytuje słowa pana Jakiego i dodaje, że w wypadku ekstradycji jego klient będzie narażony na tortury i śmierć. Takie same argumenty mogą paść, jeśli delikwent będzie muzułmaninem – bo przecież wiceminister mówi wyraźnie, że nie cofnie się przed „zatrzymaniem islamizacji”

Zresztą w ogóle pisowscy namiestnicy w Ministerstwie Sprawiedliwości czują się bardzo pewnie, nie poczuwają się do żadnej odpowiedzialności za nic. Chciałbym w tym kontekście przypomnieć sprawę min. Ćwiąkalskiego, który podał się do dymisji po samobójstwie w więzieniu Krzysztofa Pazika, jednego ze skazanych w sprawie śmierci Krzysztofa Olewnika. Na ministra rozpoczęły niewiarygodną nagonkę wszystkie pis-bolszewickie gadzinówki, czyniąc go de facto odpowiedzialnym za tę śmierć. – „Oddałem się do dyspozycji pana premiera i pan premier przyjął moją rezygnację, uznając, że jest to najlepsze w tej aktualnej sytuacji” – powiedział wówczas Ćwiąkalski po godzinnym spotkaniu z szefem rządu.

O ile się nie mylę, w ostatnim czasie miało miejsce kilka samobójstw w więzieniu (co prawda mniej „medialnych” niż w przypadku Pazika), a jedna z aresztantek zmarła, bo nikt nie chciał jej udzielić pomocy. Czy któryś z obecnych ministrów albo wiceministrów rozważał podanie się z tego powodu do dymisji?

Na koniec opinia na temat wydarzeń we Wrocławiu Borysa Budki, byłego ministra sprawiedliwości w rządzie PO. – „Minister Zieliński wiedział kilka tygodni po tych wydarzeniach, że użyto niezgodnie z prawem paralizatora. Wiceszef MSWiA mówił o tym podczas posiedzenia komisji. Co więcej, Zieliński mówił w Sejmie, że wszczęto wszystkie możliwe procedury, że trzy komórki badają tę sprawę. Mariusz Błaszczak oszukał ojca Igora Stachowiaka, mówiąc, że ta sprawa zostanie niezwłocznie wyjaśniona. Mariusz Błaszczak oszukał także opinię publiczną składając takie same deklaracje. Co się stało? Miesiąc po tych tragicznych wydarzeniach, szef komisariatu awansuje na wiceszefa komendy miejskiej policji we Wrocławiu. A to rodzi pytanie, czy znajomości z politykami PiS nie sprawiły, że zamiast wyjaśnić te sprawę, robiono wszystko, by zamieść ją pod dywan? To najważniejsze pytanie. Dlatego, że pojawiają się nazwiska polityków PiS na Dolnym Śląsku, chociażby szefowej kancelarii pani premier, czyli poseł Beaty Kempy, która pochodzi z Sycowa, i dwóch policjantów, którzy uzyskują bardzo szybki awansem po przejęciu przez PiS władzy, którzy są odpowiedzialni za to, co dzieje się we Wrocławiu. To są policjanci właśnie z Sycowa – jak się mówi – sąsiedzi Beaty Kempy”.

Dodał jednakże, że „nie wie, czy to prawda, ale to powinno zostać niezwłocznie wyjaśnione. Czy prawdą jest, że osoba, której głos słyszeliśmy na tych nagraniach, osoba wydająca polecenia niezgodnego z prawem zatrzymywania świadków zdarzenia, którzy na telefonach komórkowych nagrywali te bulwersujące zdarzenia, to, jak policjanci zatrzymywali tego człowieka, że osoba wydająca te polecenia, dyżurny komendy Wrocław – Stare Miasto, również nie został do tej pory ukarany? Co więcej, czy prawdą jest, że dyżurny ten, dziwnym trafem jest policjantem pochodzącym z Sycowa? Czy prawdą jest, że osoba wydająca te polecenia została awansowana i w tej chwili jest dyżurnym komendy miejskiej policji we Wrocławiu?”

koduj24.pl

Serial z Macierewiczem z finałem momentu wybuchu

Z Antoniego Macierewicza nie ma co żartować, jeżeli pominiemy cynizm, amoralną cechę charakteru. Piszę to, bo minister obrony jest wyjątkowo twórczy. Nikt przez siedem lat z okładem – zbliża się do ośmiolecia – nie jest w stanie snuć teorie, do których nie ma żadnych racjonalnych podstaw.

Nie potwierdzają tego żadni realni eksperci, nie ma cienia dowodu rzeczowego, namysł każdego z nas odrzuca podobne domysły, a jednak Macierewicz upiera się przy swoim. Był zamach, był wybuch, Lech Kaczyński poległ.

Nawet Jarosław Kaczyński nie daje wiary, co ostatnio wygłosił na miesiecznicy smoleńskiej ze swego podestu na Krakowskim Przedmieściu, że „tej prawdy do końca ustalić sie nie da”. Tak zwątpić? Nie do wiary. Wszak prezes mówił, że dojdzie do prawdy. Z tego wnioskowałem, że jak Mojżesz daje sobie 40 lat na dojście. A to dopiero siódmy roczek za nami.

Z prawdą jest jednak tak, że nie da się powiedzieć, że dzisiaj ją poznamy, jest bardziej tajemnicza niż pustynia Synaj, Gobi, a nawet Sahara, coś wiedzą o tym Beduini. I dobrze o tym wie Macierewicz. Po czterech dniach od wyrażenia wątpliwości przez prezesa minister ogłosił, że „znaleźliśmy moment wybuchu” na jednym z rejestratorów smoleńskiego tupolewa.

„Znaleźliśmy”. Z kim Macierewicz znalazł? Ze swoją podkomisją? Słuchacze też byli bojowi, bo przedstawiciele klubów Gazety Polskiej. Macierewicz jednak nie przedstawił dowodu: o, proszę tutaj, to jest ten kawałek taśmy z jednego z trzech rejestratorów, słyszycie? Jest wybuch? Jest.

Nie! Nie było podobnego słuchowiska, bo Macierewicz pospieszył się usprawiedliwić: „Zajmujemy się obecnie analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu”. Jak już przeanalizują i wykluczą, mam nadzieję, że usłyszymy ten „moment wybuchu”.

Acz ciągle pamiętam, że któryś z „ekspertów” Macierewicza zapewniał, że moment wybuchu nie zdążył się zarejestrować. Taki wybuch był szybki, albo tak szybko po nim doszło do pierdyknięcia tupolewa o glebę rosyjską, że rejestratory nie zdążyły, prędkość dźwięku jest przecież określona.

Co więc usłyszał Macierewicz, czego nie usłyszeli eksperci rządowej komisji Jerzego Millera, ani fachowcy z Instytutu Eksperytyz Sądowych im. Sehna? Może być jeszcze tak, że „znaleźliśmy” dotyczy instytutu, który Macierewicz w Telewizji Republika nazwał „najlepszym instytutem na świecie”. Nie wyjawił, który to jest najlepszy.

Przez niemal osiem lat Macierewicz zmaga się z „momentem wybuchu”, do którego się przyznał. Nie każdy wszak jest jak McMurphy, który dostawszy słoiczek swoich leków przechowuje je pod językiem, nie łyka, aby wypluć, bo nie lubi tych szmerów, tych momentów wybuchu.

I zdaje się, że w kolejce do okienka, w którym stoi siostra Ratched, znalazł sie minister Macierewicz, wybuchł mu moment. Co go teraz może czekać? Wiadomo, lobotomia, a potem wódz Bromden (wódz jest tylko jeden) przystawi Macierewiczowi poduszkę do oblicza, aby skończyć z tą fabułą. I w ósmym sezonie serial „Tworki” zaliczy swój koniec.

Nowy wybuch smoleński. Macierewicz usłyszał tajemnicze dźwięki

To z pewnością był wybuch. Potwierdzenie jest w jednym z rejestratorów lotu Tupolewa” – mówi główny śledczy smoleński PiS. Kolejne „wybuchowe” rewelacje Macierewicza stoją w sprzeczności z zapisem rejestratora głosu i parametrów ostatniej fazy tego nieszczęsnego lotu. Nawet Kaczyński już Macierewiczowi nie wierzy.

Swoją nową rewelację minister obrony narodowej Antoni Macierewicz przedstawił podczas sobotniego (14 października 2017) zjazdu szefów klubów „Gazety Polskiej” w Spale (woj. łódzkie). „Zajmujemy się obecnie analizą i wykluczeniem wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu” – dodał.

Zdaniem Macierewicza, odczyt ma potwierdzać wcześniejsze „ustalenia” podkomisji, które podała 9 sierpnia. Że urwanie części lewego skrzydła TU-154M nie było efektem uderzenia w brzozę. Bo „liczne zniszczenia lewego skrzydła samolotu TU-154M noszą ślady wybuchu”.

OKO.press przygląda się nowemu „odkryciu” podkomisji smoleńskiej w świetle tego, co ustalono zanim eksperci Antoniego Macierewicza zaczęli pobierać publiczne pieniądze za snucie spiskowych teorii.


Znaleźliśmy w zapisie jednego z rejestratorów moment eksplozji – został zidentyfikowany.

Antoni Macierewiczzjazd szefów klubów Gazety Polskiej – 14/10/2017

fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta


ZAPISY REJESTRATORA DŹWIĘKU I PARAMETRÓW LOTU WYKLUCZAJĄ WYBUCH


Ale o który rejestrator może chodzić? Szef MON – we właściwy sposobie sposób – nie wdaje się w szczegóły, gdy chodzi o podanie jakichś konkretów dotyczących „osiągnięć” podkomisji smoleńskiej.

„W grę mogą wchodzić tylko dwa rejestratory: parametrów lotu albo głosu” – mówi OKO.press Maciej Lasek, były przewodniczący Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych.


Przeczytaj też:

„Killer” caracali, teoretyk smoleńskiego spisku, ekspercki Nikodem Dyzma. Dr Berczyński w pełnej krasie

ROBERT JURSZO  17 KWIETNIA 2017


Tylko krzyki i uderzenia

Jeśli chodzi o rejestrator głosu, który nagrywał rozmowy w kokpicie pilotów, to amerykańskie badania katastrofy innego samolotu, TWA-800, potwierdziły tezę, że odgłos wybuchu nagrywa się zawsze. I to niezależnie od tego, jaki to był wybuch i na jakiej wysokości do niego doszło.

„Badania, które wykonano dla komisji Millera, a później już dla potrzeb postępowania prokuratorskiego, wykluczyły, by rejestrator głosu nagrał dźwięk jakiegoś wybuchu. Słychać za to krzyki załogi i dźwięki uderzeń w drzewa” – mówi dr Lasek.

„Jeśli zaś chodzi o rejestrator parametrów lotu, to istnieje bardzo dobra korelacja pomiędzy zapisem parametrów a zderzeniami samolotu z kolejnymi przeszkodami” – mówi dr Lasek.

„Więc zapis z tego rejestratora również wyklucza wybuch” – tłumaczy.

Co zostało zapisane na rejestratorze głosu

OKO.press analizowało już nagrania z kokpitu, które zostało profesjonalnie oczyszczone i odczytane w kwietniu 2015 roku przez prokuraturę wojskową. To nagranie w pełni potwierdza przebieg ostatniej fazy katastrofy opisany przez komisję Millera: samolot zawadził o kilka drzew (na co dowodem są także ich zdjęcia), a potem zderzył się z brzozą.

Przeczytaj też:

Rozwiązanie zagadki 60 metrów. Nobel od Macierewicza dla OKO.press

PIOTR PACEWICZ  22 PAŹDZIERNIKA 2016

Jak podkreślał dr Maciej Lasek do zderzenia z brzozą samolot był sprawny do lotu. „Piloci wciąż próbowali odejść na drugi krąg, samolot już się wznosił i prawdopodobnie – gdyby nie zderzenie z brzozą – zdołałby odlecieć”.

Od zahaczenia o pierwszą brzozę (na 1099 m przed lotniskiem) do uderzenia w ostatnią brzozę (855 m) samolot leciał – cały czas z szybkością ok. 270 km/godz., czyli 75 m/sek – nad szybko wznoszącym się brzegiem parowu, na wysokości kilku, kilkunastu metrów nad ziemią (ale minimalnie poniżej poziomu lotniska). Trwało to nieco ponad trzy sekundy.

Na oczyszczonym nagraniu z kokpitu słychać jak osiem sekund przed katastrofą nawigator kończy odliczanie wysokości:  „100, 90, 80, 60, 50, 40, 30 i – już krzycząc – 20”. Podaje wysokość nad poziomem terenu, posługuje się wysokościomierzem radiolokacyjnym (co nawiasem mówiąc było poważnym błędem i jednym z powodów wypadku). Następnie słuchać głuche odgłosy czy głośne szumy przypominające szuranie.

Odgłosy przed uderzeniem o brzozę zostały opisane przez prokuraturę wojskową  jako kolejno: „lekkie uderzenie o kadłub”, „seria trzech lekkich uderzeń o konstrukcję samolotu”, „odgłos przypominający silne uderzenie”.

„W odległości 855 m od progu DS 26, samolot zderzył się lewym skrzydłem z brzozą o średnicy pnia 30-40 cm, w wyniku czego nastąpiła utrata około 1/3 długości lewego skrzydła. Spowodowało to wejście samolotu w niekontrolowany obrót w lewą stronę” – stwierdza raport komisji Millera.

Ma to miejsce na pięć sekund (dokładniej 4,7 sek) przed upadkiem. Słychać głośny huk, opisany przez prokuraturę jako „odgłos przypominający niszczenie konstrukcji w kolizji dużej prędkości”, potem padają już tylko przekleństwa, okrzyk „Jezu” i krzyki „aaaaa”. Odzywa się też rosyjski kontroler: „uchadzi na wtaroj krug” (odejście na drugi krąg).

Sprzeczność na sprzeczności

„Jeszcze rok temu Antoni Macierewicz i podkomisja smoleńska twierdzili, że zapis z rejestratorów został zmanipulowany” – przypomina dr Lasek. – „A dzisiaj zapisy tych samych rejestratorów służą podkomisji jako dowód na rzekomy wybuch” – dodaje.

Rzeczywiście, w ubiegłym roku dr Wacław Berczyński, były już przewodniczący podkomisji, złożył w tej sprawie doniesienie do prokuratury. To jednak zostało oddalone, właśnie ze względu na brak dowodów.

Dr Lasek przypomina też, że jeszcze kilka miesięcy temu podkomisja smoleńska mówiła, że wybuch ładunku termobarycznego, który miał rozerwać samolot, „jest znacznie szybszy niż dźwięk”.

„Prędkość dźwięku jest określona – około 1200 km na godzinę, wybuch termobaryczny ma znacznie większą prędkość, więc może się nie zdążyć zarejestrować” – przekonywał dr Berczyński.

Jeśli więc podkomisja zakomunikuje, że ślad wybuchu został odczytany z rejestratora głosowego, to będzie to oczywistą sprzecznością z poprzednim jej stanowiskiem.

„Antoni Macierewicz i podkomisja smoleńska dość wybiórczo żonglują zapisami parametrów lotu. Te, które da się podciągnąć pod ich tezy są przez nich uznawane za wiarygodne. A te, które im przeczą – za niewiarygodne”- mówi dr Lasek.

Jeszcze zanim powstała podkomisja, a istniał w poprzedniej kadencji Sejmu smoleński zespół parlamentarny Antoniego Macierewicza, próbowano wmówić Polakom, że samolot leciał na dużej wysokości i wcale nie zderzył się z brzozą. „I to pomimo tego, że w zapisie rejestratora parametrów lotu jest wyraźne wskazanie, że samolot krótki czas, kilka sekund, leciał na wysokości sześciu metrów nad ziemią” – przypomina ekspert.


Przeczytaj też:

Człowiek, który wymyślił wybuch. Dr Kazimierz Nowaczyk, nowy Berczyński ministra Macierewicza

ROBERT JURSZO  27 KWIETNIA 2017


Kaczyński ma już dość

Sobotnie rewelacje Macierewicza to niewątpliwie reakcja na słabnący entuzjazm PiS i jego lidera, Jarosława Kaczyńskiego, dla kolejnych prób udowodnienia, że w Smoleńsku jednak doszło do zamachu.

Kaczyński mówił podczas 90. miesięcznicy smoleńskiej 10 października:

„I będzie prawda […] Prawda, której dzisiaj jeszcze nie znamy, ja jej nie znam. Ale prawda! Albo stwierdzenie – dzisiaj w tych okolicznościach, które mamy – tej prawdy do końca ustalić się nie da”.

Lider PiS wyraźnie przygotowywał swoich zwolenników na ewentualność, że z szumnych zapowiedzi wyborczych o ostatecznym „wyjaśnieniu” katastrofy w Smoleńsku może nic nie wyjść.

Tego samego dnia wieczorem Macierewicz wystąpił w TV Republika z zapewnieniem, że znajdzie dowody na zamach. Bo zbadaniem wypadku zajął się „najlepszy instytut na świecie”, który zajmuje się cyfrowymi rekonstrukcjami katastrof. Zapytany o nazwę owej instytucji, powiedział, że nie może jej ujawnić, bo to stwarzałoby zagrożenie dla jej naukowców ze strony „jednego z największych mocarstw na świecie”.

OKO.press pisało o tym tu:


Przeczytaj też:

Ostatnia smoleńska ofensywa Macierewicza. Nawet Kaczyński już traci wiarę, że „Antoni dotrze do prawdy”

ROBERT JURSZO  12 PAŹDZIERNIKA 2017


„Moim zdaniem Jarosław Kaczyński ma coraz większą świadomość, że dla PiS kwestia Smoleńska stała się dużym obciążeniem” – mówi dr Lasek.

Zwłaszcza, że część elektoratu jest już zniecierpliwiona, ponieważ wciąż brak dowodów na wybuch, a przecież prawda miała być „na wyciągnięcie ręki” – dodaje.

Ekspert wskazuje też, że jest raczej pewne, iż

Kaczyński wie od prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, że „postępowanie Prokuratury Krajowej zmierza do tych samych wniosków, jakie miała komisja Millera”.

Wszystkie spiski Antoniego Macierewicza

Przesz lata, gdy Antoni Macierewicz inspirował działalność wpierw zespołu Zespołu Parlamentarnego ds. Zbadania Przyczyn Katastrofy TU-154M a potem podkomisji smoleńskiej, jego eksperci lansowali wiele spiskowych pomysłów.

Według materiału filmowego przygotowanego przez podkomisję smoleńską i zaprezentowanego 10 kwietnia 2017,  przyczyną tragedii rządowego Tupolewa był „wybuch ładunku termobarycznego”.


Przeczytaj też:

Namalowane okna nie tłuką się przy wybuchu. Genialny wynalazek podkomisji smoleńskiej

ROBERT JURSZO  11 KWIETNIA 2017


Na dowód wysadzono w powietrze makietę fragmentu samolotu, co również uwieczniono w filmie. Eksperci zgodnie obśmiali ten „eksperyment”, wskazując m.in., że okna na modelu samolotu zostały namalowane. A to istotny szczegół, ponieważ gdyby były ze szkła, to by w przypadku wybuchu popękały… A we wraku Tupolewa okna ocalały, co oznacza, że żadnego wybuchu nie było.

Wcześniej Antoni Macierewicz i jego eksperci wskazywali na różne inne przyczyny katastrofy. Ich wspólnym mianownikiem było przekonanie, że był to zamach, w który byli zaangażowani ówczesny premier Donald Tusk i prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Wskazywano m.in. na:

  • wybuch wewnętrzny, do którego miało dojść w środku samolotu;
  • wybuch zewnętrzny, do którego rzekomo doszło na zewnątrz samolotu, a który urwał skrzydło;
  • wybuch wielopunktowy, do którego doszło w wielu miejscach samolotu;
  • sztuczną mgłę, która miano rozpylić, by samolot stracił widoczność i się rozbił;
  • sztucznego smogu, kórego rozpylenie poprzedziło detonację bomby w samolocie.

Wszystkie te teorie OKO.press zebrało tutaj:


Przeczytaj też:

Katastrofa smoleńska. 24 teorie spiskowe

ZUZANNA PIECHOWICZ  6 LIPCA 2016

 

OKO.press

Czy Warszawa pomnikami smoleńskimi stanie?

Czy Warszawa pomnikami smoleńskimi stanie?

W 2003 roku, gdy prezydentem Warszawy był Lech Kaczyński, miasto podpisało umowę ze stołecznym konserwatorem zabytków, na mocy której przejął on tę część kompetencji konserwatora wojewódzkiego, która związana była ze stolicą. Po 2010 roku stołeczny konserwator okazał się bardzo „oporny” w sprawie pomników smoleńskich, więc wojewoda mazowiecki postanowił rozwiązać wcześniejszą umowę z nim i przekazać jego kompetencje z powrotem konserwatorowi wojewódzkiemu. Oficjalnie mówi się, że chodzi tutaj o „szerszą wizję ochrony zabytków i wzmocnienie roli wojewódzkiego konserwatora zabytków”, ale i tak każdy wie, w czym rzecz. Teraz już nikt nie będzie przeszkadzał, by pomniki smoleńskie zostały postawione tam, gdzie sobie życzy prezes Kaczyński. Trudno nie zgodzić się z taką opinią opozycji, szczególnie gdy przyjrzymy się uważnie, ile pieniędzy dostanie województwo mazowieckie na „ochronę zabytków i opiekę nad zabytkami” w 2018 roku.

W tym roku województwa otrzymały na realizację zadań, związanych z ochroną zabytków i opieką nad nimi, ponad 33 mln zł. Założenia finansowe na przyszły rok są podobne. Więcej pieniędzy otrzyma jedynie Dolny Śląsk, co jest efektem skutecznego lobbingu tamtejszych działaczy oraz Mazowsze. W tym roku mazowiecki konserwator miał do swej dyspozycji ok mln zł, ale w 2018 roku otrzyma 21 mln zł. Biuro prasowe Ministerstwa Kultury tłumaczy, że „Wzrost budżetu mazowieckiego wojewódzkiego konserwatora zabytków wynika z przejęcia kompetencji stołecznego konserwatora zabytków z dniem 1 listopada 2017 r. Fakt, przejmując część kompetencji konserwatora Warszawy, wojewódzki konserwator musi zatrudnić nowych ludzi, co wiąże się z większymi wydatkami. Michał Krasucki, stołeczny konserwator, widzi to jednak nieco inaczej. „Działania stołecznego konserwatora finansowane są w większości przez miasto. Nasz budżet wynosi ok. 22 mln zł, a z tego ok. 140 tys. zł otrzymujemy od wojewody. Obecnie przy wojewódzkim konserwatorze powstaje delegatura miejska, częściowo wzorowana na biurze stołecznego konserwatora. Dlatego budżet dla wojewódzkiego konserwatora zwiększono, praktycznie na zasadzie kalki z naszego budżetu. Z tą różnicą, że zwiększenie tych środków nastąpiło nie poprzez przesunięcie pieniędzy z budżetu miasta, które nadal będą przysługiwały biuru stołecznego konserwatora jako środki na dotację, lecz poprzez dodanie z budżetu państwa”.

Opozycja i stołeczny konserwator zabytków są bardzo sceptyczni. „To ukryte koszty budowy pomników smoleńskich, mnożenie stanowisk i etatów tylko po to, by ziściła się polityczna wola prezesa Jarosława Kaczyńskiego” tak twierdzi Jan Grabiec z PO. Wprawdzie Antoni Oleksicki, zastępca mazowieckiego konserwatora, zapewnia, że dodatkowe pieniądze nie będą przeznaczone na sfinansowanie pomników. Ponoć koszty pomnika będą sfinansowane przez społeczny komitet, który zebrał do tej pory ponad 1 mln zł, ale dopiero czas pokaże, jak to naprawdę będzie. Na co rzeczywiście będzie przeznaczona ta kasa i kto tu kogo „zrobi na szaro”.

Tamara Olszewska

koduj24.pl

Radziwiłł rezygnuje z członkostwa w Naczelnej Radzie Lekarskiej

Minister zdrowia Konstanty Radziwiłł zrezygnował z członkostwa w Naczelnej Radzie Lekarskiej. Czynię to z dużym bólem, bo (…) za honor poczytywałem sobie przynależność do jednego z najwyższych gremiów samorządu lekarskiego – napisał w liście do szefa NRL.

O rezygnacji Radziwiłła poinformowała rzeczniczka resortu zdrowia Milena Kruszewska, przekazując PAP w poniedziałek rano list Radziwiłła do prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej Macieja Hamankiewicza.

Wskazując na działania rządu, który przeprowadził wiele oczekiwanych także przez samorząd lekarski zmian oraz prowadzony przez jego resort dialogu ze środowiskiem, Radziwiłł ocenił, że w tej sytuacji „z całkowitym niezrozumieniem odbiera” zwrócenie się przez Hamankiewicza w trakcie protestu lekarzy rezydentów do organizacji lekarskich poza Polską, aby „wywarły one presję na polski rząd, żeby zechciał w ogóle rozmawiać” oraz, aby „znalazł rozwiązanie zanim protestujący lekarze umrą”.

W zeszłym tygodniu Hamankiewicz podczas spotkania z głodującymi lekarzami poinformował, że NRL zwróciła się do międzynarodowych organizacji ws. protestu rezydentów, aby wywarły presję na polski rząd, żeby zechciał rozmawiać z lekarzami. Zwrócono się do 31 izb lekarskich m.in. z Austrii, Bułgarii i Czech.

Radziwiłł zwrócił uwagę, że odbyło się to bez próby jakiegokolwiek dialogu Naczelnej Izby Lekarskiej z Ministerstwem Zdrowia, mimo że – jak zaznaczył – cały czas jako minister jest otwarty na argumenty samorządu zawodowego lekarzy i spotkania z jego przedstawicielami.

„Zwracanie się do międzynarodowych organizacji lekarskich z prośbą o interwencję nie powinno być udziałem instytucji wynikającej z Konstytucji RP, której zadaniem jest działanie w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony. Niestety nie dostrzegłem nikogo spośród członków Naczelnej Rady Lekarskiej, kto działania Pana próbowałby powstrzymać lub przynajmniej wyrazić swoje negatywne zdanie w tej sprawie. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak opuścić szeregi Naczelnej Rady Lekarskiej, którą Pan kieruje” – napisał minister zdrowia.

Lekarze rezydenci protestują od 2 października; część z nich prowadzi protest głodowy w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Domagają się m.in. zwiększenia nakładów finansowych na zdrowie i poprawy warunków pracy.

dziennik.pl

Radziwiłł zrezygnował z członkostwa w Naczelnej Radzie Lekarskiej

Radziwiłł zrezygnował z członkostwa w Naczelnej Radzie Lekarskiej

 

Bielan o kandydacie PiS na prezydenta Krakowa: Wydaje mi się, że Wassermann jeszcze nie podjęła decyzji

– Małgorzata Wassermann byłaby dobrym kandydatem [na prezydenta Krakowa]. Byłaby przede wszystkim bardzo dobrym prezydentem, natomiast trzeba pytać panią poseł, czy jest gotowa podjąć się tego wyzwania. Wiemy, że ma bardzo dużo pracy w Sejmie i wydaje mi się, że jeszcze nie podjęła decyzji. Sądzę, że ostateczne decyzje zapadną na przełomie tego i przyszłego roku – mówił Adam Bielan w „Kwadransie politycznym” TVP1. Jak dodał, Zjednoczona Prawica będzie mieć wspólnych kandydatów.

 

Bielan: Chcemy wiedzieć na ile prezydent podpisuje się pod programem, z którym Zjednoczona Prawica szła do wyborów

– Chcemy wiedzieć na ile prezydent podpisuje się pod programem, z którym Zjednoczona Prawica szła do wyborów. Jak spojrzymy na dokumenty programowe, to zarówno jego program, jak i program ZP są bardzo do siebie zbliżone, natomiast oczywiście rzeczywistość polityczna jest w tej chwili już nieco inna. Myślę, że w tym tygodniu dojdzie do kolejnego spotkania prezesa Kaczyńskiego i prezydenta Dudy. Rozmowa będzie dotyczyć przede wszystkim kształtu reformy wymiaru sprawiedliwości, ale być może obaj panowie zaczną już rozmawiać o tym, co później i jak powinna wyglądać druga część kadencji parlamentarnej, które nasze projekty prezydent jest gotowy wesprzeć, a na które się nie zgadza. W tym sensie te relacje musimy ułożyć na nowo, bo lipcowe weto bardzo nas zaskoczyło i zmieniło nieco sytuację polityczną w kraju – mówił Adam Bielan w „Kwadransie politycznym” TVP1.

Jak stwierdził, to bardzo mało prawdopodobne, by Andrzej Duda nie był kandydatem Zjednoczonej Prawicy w wyborach prezydenckich.

 

Bielan: Celebryci opozycyjni niczym sępy zleciały się na ten protest

– Ci celebryci opozycyjni od razu – niczym sępy – zleciały się na ten protest i w tej chwili jego otoczka jest na pewno polityczna – mówił Adam Bielan w „Kwadransie politycznym” TVP1.

 

Czarnecki o kandydacie PiS w Warszawie: Nie ma takiej decyzji

– Do wyborów mamy rok. Szczerze mówiąc cały czas liczymy, że Hanna Gronkiewicz-Waltz nie będzie się bała pójścia i szczerej rozmowy na komisji weryfikacyjnej – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet, pytany o komisarza w Warszawie.

– Nie ma takiej decyzji. Kto będzie prezydentem Warszawy, decydują warszawiacy. W moim przekonaniu na pewno żadne nazwiska nie padną – dodał, pytany o kandydata PiS na prezydenta Warszawy.

 

Czarnecki: Mogę sobie wyobrazić osobisty udział prezydenta RP na szczytach RE

– Nie sądzę, abyśmy mówili o pozbywaniu się konstytucyjnych uprawnień rządu. Ale mogę sobie wyobrazić bardziej aktywną prezydenta RP, gdy chodzi o sprawy europejskie. Mamy ministra spraw zagranicznych i naprawdę jest nieelegancką rzeczą toczyć dyskusje, czy będzie i kto będzie jego następcą – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet. Jak dodał:

„Mogę sobie wyobrazić, że prezes Rady Ministrów konsultuje w sposób szczególny kandydaturę ministra spraw zagranicznych w przyszłości z głową państwa. Mówię ogólnie (…) Co do modelu, mogę sobie wyobrazić nie konsultacje z prezydentem, ale także osobisty udział prezydenta RP na szczytach RE. Tak, jak to było kiedyś z udziałem śp. Lecha Kaczyńskiego”

 

Czarnecki o proteście: Jest dobra wola ze strony rządzących, aby ten problem załatwić

– Pochwalę się tym, że mamy o 8 mld zł więcej na służbę zdrowia w tym roku w porównaniu z rokiem ubiegłym i że mimo iż rezydenci nie otrzymali żadnych podwyżek między 2009 a 2015 rokiem, to w ciągu tych dwóch lat także dzięki kilkunastu spotkaniom ministra zdrowia z lekarzami rezydentami, te podwyżki miały miejsce, dla stażystów rezydentów o 40% – mówił Ryszard Czarnecki w rozmowie z Konradem Piaseckim w Radiu Zet.

– Szanujemy młodych lekarzy tak, jak wszystkich lekarzy. Bardzo byśmy chcieli aby wiązali swoją przyszłość zawodową z Polską, tutaj pracowali, dlatego chcemy stworzyć im jak najlepsze warunki – dodał.

Jak ocenił europoseł PiS, „jest naprawdę dobra wola ze strony rządzących, aby ten problem załatwić”. Pytany o ostatnie publikacje TVP, stwierdził iż nie chce mieszać się w dziennikarskie spory.

 

Radziwiłł: To nie jest tak, że to jest najgorzej zarabiająca grupa ludzi w Polsce

– Dzisiaj rezydent dostaje najmniej 3170 zł, najwięcej 3890 zł (…) Trzeba zwrócić uwagę na to, że rzeczywiste przychody tych lekarzy są często dużo wyższe, bo mówimy o pensjach podstawowych – mówił Konstanty Radziwiłł w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak mówił dalej:

„To nie jest tak, że to jest najgorzej zarabiająca grupa ludzi w Polsce. Naprawdę tak nie jest. Nie chcę posuwać się dalej, ale naprawdę ludzie, którzy mają pensje podstawowe w granicach dochodzących prawie do 4 tys., a po podwyżkach wielu z nich, ponad połowa, dostanie 1200 zł + jeszcze pieniądze, które będą wzrastać… Nie, od grudnia, już teraz”

Jak dodał, chciałby aby zarabiali więcej, ale musimy tak podzielić publiczne pieniądze, żeby starczyło na wszystko i przede wszystkim na zdrowie pacjentów.

 

Radziwiłł: Dzisiaj podpisuję zarządzenie o powołaniu zespołu

– Dzisiaj podpisuję zarządzenie o powołaniu zespołu, który ma pracować nad przyszłością wielu rzeczy, o których oni chcą dyskutować i zaproszenie do tego zespołu wręczyłem przewodniczącemu porozumienia rezydentów już w piątek. Mam nadzieję, że się przyłączą, żeby rozmawiać o tym, jak w praktyce mają być wprowadzane te zmiany, których oni się domagają – mówił Konstanty Radziwiłł w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24.

Chodzi o zespół ds. systemowych rozwiązań finansowych w ochronie zdrowia, przyszłości kadr medycznych i sposobu ich wynagradzania.

 

Radziwiłł: Wokół tego protestu zaczyna narastać polityka i to jest bardzo niedobre

– Mam bardzo dużo [dobrych wiadomości]. Rząd już zwiększył i ma zamiar zwiększyć jeszcze bardziej nakłady na ochronę zdrowia. Rząd już podjął decyzję i wprowadza je w kolejnych miesiącach w życie, jeśli chodzi o wynagrodzenia dla nich i zaprasza do rozmowy nad przyszłością systemu służby zdrowia. To bardzo dobre wiadomości – mówił Konstanty Radziwiłł w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim w „Jeden na jeden” TVN24. Jak dodał:

„Jest bardzo wiele zaniedbań w służbie zdrowia i o tym wiemy wszyscy. To zaniedbania wielodziesięcioletnie, a ostatni okres dwóch lat to okres systematycznego naprawiania tego, z czym mamy do czynienia. Tak trochę dziwię się właśnie, że w jakimś momencie, kiedy np. wchodzi w zasadzie niekrytykowana przez nikogo, widzimy bardzo wiele pozytywów sieci szpitali, wybucha protest. Coś tutaj nie pasuje”

Na pytanie, czy sugeruje, że to protest polityczny, minister zdrowia odpowiedział: – Nie, nie chciałbym mówić czegoś takiego, chociaż niewątpliwie w tej chwili stał się takim.

– Obawiam się niestety, że jeżeli nawet ten protest zaczął się jako czysty protest grupy młodych lekarzy, zniecierpliwionych złą sytuacją w służbie zdrowia i tutaj oni mają sukces niewątpliwy, to nawet dobrze, że więcej się mówi o służbie zdrowia… Natomiast w tej chwili po prostu wokół tego protestu zaczyna narastać polityka i to jest bardzo niedobre – dodał Radziwiłł.

300polityka.pl

STAN GRY: Flis: PiS konsumuje Kukiza i konserwatywną PO, Karnowski o nowej opozycji, Zaremba o szczuciu, Trudnowski: Kawior stanie wam w gardle

— 300LIVE: Radziwiłł: To nie jest tak, że to jest najgorzej zarabiająca grupa ludzi w Polsce http://300polityka.pl/live/2017/10/16/

— EPISKOPAT PROSI O OTWARTOŚĆ WOBEC UKRAIŃCÓW: “Dziękując za dotychczasową życzliwość okazaną osobom przybywającym z Ukrainy do Polski, Episkopat prosi o dalszą otwartość i gościnność wobec nich. Zwraca się również z prośbą o organizację punktów duszpasterskich dla grekokatolików tam, gdzie zaistnieje taka potrzeba”. http://episkopat.pl/komunikat-zebrania-plenarnego-episkopatu-formacja-i-edukacja-mlodziezy-w-centrum-duszpasterstwa/

— PREZYDENT I ABP JĘDRASZEWSKI NA WAWELU: “Dźwięk dzwonu Zygmunta poprzedził dziś mszę św. w Katedrze Wawelskiej z okazji 200. rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki. We mszy, której przewodniczył metropolita krakowski abp Marek Jędraszewski, uczestniczył Prezydent RP Andrzej Duda z małżonką”. http://wiadomosci.onet.pl/kraj/para-prezydencka-na-wawelu-uczcila-200-rocznice-smierci-tadeusza-kosciuszki/g4zvpym

— BP PIERONEK O CZARNYM PROTEŚCIE: “Mam wrażenie, że jeśli chodzi o tzw. czarny protest, to część biorących w nim udział kobiet nie ma świadomości, w co wchodzi, że tak naprawę nie są do końca przekonane, że można zabić człowieka jak pchłę. Wchodzą w krąg myślenia, którego człowiek wierzący zaaprobować nie może”.

— BP PIERONEK: JAK LUDZIE MOGLI TAK ZDZICZEĆ: “Też nie mogę zrozumieć, że ludzie potrafili tak zdziczeć. To zdumiewające. Kim jest uchodźca czy emigrant? Ja pomiędzy nimi większej różnicy nie widzę, może tylko w przyczynach wyjazdu z kraju. To osoby, które szukają lepszego losu. A jeśli ktoś ucieka, by ocalić życie, ma prawo oczekiwać, że otrzyma pomoc. Chrześcijanie mają obowiązek pomóc człowiekowi w potrzebie, to wynika z nakazu Ewangelii. Mamy też obowiązek pomagać nie ze względu na wiarę, ale jako ludzie. To obowiązek wynikający po prostu z naszego człowieczeństwa”.
http://katowice.wyborcza.pl/katowice/7,35063,22504148,biskup-tadeusz-pieronek-nie-moge-zrozumiec-ze-ludzie-potrafili.html

— DR FLIS: PIS KONSUMUJE KUKIZA I KONSERWATYWNY ELEKTORAT PO – mówi w rozmowie z Agnieszką Kublik na wyborcza.pl: “Źródeł przepływów wyborców do PiS jest kilka. Być może rozpoczął się już proces konsumpcji Kukiza? Najpewniej PO traci na swoim konserwatywnym skrzydle. Młode pokolenie Platformy w zasadzie jest jak Nowoczesna Ryszarda Petru. Oni nadają na jednej fali. Umiarkowany, konserwatywny elektorat PO, który był w 2011 r. rdzeniem Platformy, odpływa z tej partii. I pewnie właśnie do Jarosława Kaczyńskiego. Czyli następuje obgryzanie Platformy z resztek elektoratu umiarkowanie konserwatywnego, w którym kiedyś PO była najsilniejsza. A to jest spora grupa wyborców, większa niż lewicowo-liberalny elektorat, bo tych ludzi jest garstka. Oni nie zapewnią Platformie zwycięstwa nad PiS”. http://wyborcza.pl/7,75398,22511873,skad-prawie-50-procentowe-poparcie-dla-pis-prof-flis-kaczynski.html

— JACEK KARNOWSKI O NOWEJ OPOZYCJI I JEJ POLIGONIE: “Opozycja doskonali metody swojego działania. Nie ta opozycja, która umiera na naszych oczach, i której obecność jest dla każdego protestu pocałunkiem śmierci (post-KOD, Platforma i w jakiejś mierze Nowoczesna), ale ta, która chce zająć jej miejsce. Ważnym elementem tej nowej konstelacji jest Partia Razem. Widać, że nie marnuje czasu: doskonali techniki działania, język opisu świata, odczytywanie nastrojów społecznych. Bada grunt, rozeznaje pole, podatność łódki na chybotanie”. https://wpolityce.pl/spoleczenstwo/362437-to-jest-poligon-opozycja-doskonali-metody-swojego-dzialania-nie-ta-opozycja-ktora-umiera-ale-ta-ktora-chce-zajac-jej-miejsce

— TERRAIN AHEAD – WOJCIECH ORLIŃSKI O OPOZYCJI: “Ministra Mucha wystartowała w nieustającym castingu na lidera opozycji z manifestem, który jest tyleż uroczy, co znów – niekonkretny. Po wyborach nawet nie udałoby się jednoznacznie rozstrzygnąć, czy Platforma spełniła te obietnice czy nie (zakładając, że manifest stanie się jej oficjalnym programem). Droga opozycjo, to już ostatnia porada: deklaracja „z nami będzie lepiej” to za mało. Musicie znaleźć swój odpowiednik 500+. Każdy wie, czy dostał 500 złotych, czy nie. I każdy wie, na co by to wydał (z wyjątkiem oczywiście elit – pisowskich i niepisowskich; ale to nie elity wygrywają wybory). Opozycjo: musisz sobie znaleźć coś w ten deseń. Inaczej te sondaże utrzymają się do wyborów”. http://wo.blox.pl/2017/10/Opozycjo-terrain-ahead.html

— ANTONI DUDEK CHWALI JOANNĘ MUCHĘ: “Wygląda na to, że inteligentniejsza część polityków PO powoli zaczyna jednak rozumieć, że dotychczasowa taktyka i retoryka liberalnej opozycji była całkowicie nieskuteczna. PO w jej obecnej postaci i z licznymi trupami w szafie to już raczej nie pomoże, ale…” https://www.facebook.com/antoni.dudek.5/posts/1625658090789063

— JOANNA MUCHA O REWOLUCJI MENTALNOŚCI – mówi Interii:
“Czyli jest pani już z kimś dogadana i szykuje rewolucję?

– Ja chcę tylko przygotować rewolucję mentalności.

Tylko czy aż? To mocne słowa.

– Tak mocne, ale powiem więcej. Jeśli za jakiś czas pojawi się osoba, która ten program, przedstawi w lepszej wersji, będzie bardziej wiarygodna, będzie potrafiła przekonywać ludzi lepiej niż ja, to będę szczęśliwa, mogąc popierać innego lidera. Nie mam ambicji liderskich. Chcę tylko, żeby to zostało zrealizowane.

Pani partia jest nieprzekonana do pani pomysłów, a pani liczy, że poprze je cała opozycja, która dziś nie potrafi się dogadać.

– To, co trzeba dziś spowodować, to wyjście z koleiny. Bo my jako strona opozycyjna od jakiegoś czasu jedziemy w koleinie i zakopujemy się w niej coraz głębiej”.
http://fakty.interia.pl/polska/news-mucha-chce-przygotowac-rewolucje-mentalnosci,nId,2452405

— JAN ŚPIEWAK NA FB: “Jak ktos ładnie skomentował: od większości konstytucyjnej PiS dzielą nas trzy twitty Dominiki Wielowieyskiej, dwa teksty Gadomskiego i jeden artykuł Bielik-Robson”.

— LIDIA OSTAŁOWSKA MOCNO DO GRZEGORZA SCHETYNY – w Dużym Formacie GW: „Związki partnerskie to ustawa, która dzisiaj wywołuje emocje, ale to są papierowe emocje” – oznajmił Grzegorz Schetyna w telewizji. I wytłumaczył, czemu zaliczył ustawę do tak niskiej kategorii. Bo po prostu „nie ma możliwości przeprowadzenia jej w tym Sejmie”. Dziwne kryterium. W tym Sejmie przewodniczący Platformy i opozycja nie mają wiele do gadania. Ten Sejm nie przywróci trójpodziału władzy, pluralizmu w mediach publicznych, kultury parlamentarnej, swobód w działaniach trzeciego sektora ani szacunku dla przyrody. Czy emocje obywateli towarzyszące rozkładowi demokracji też są wobec tego papierowe? Czy nie wywołują namiętności „łańcuchy światła”, „czarne marsze”, kontrmiesięcznice i blokady marszów ONR?” http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22504347,panie-schetyna-moje-emocje-nie-sa-papierowe.html

— RAFAŁ GRUPIŃSKI O MODZIE NA NARZEKANIE NA PO – mówi w rozmowie z Jackiem Nizinkiewiczem w RZ: “W mediach panuje moda na narzekanie na PO. Nie kroczymy drogą SLD. Jesteśmy największą partią opozycyjną o silnych strukturach, dobrze zorganizowaną, wierzącą w zwycięstwo, partią, która może postawić tamę PiS”.

— GRUPIŃSKI O MŁODEJ WIELICHOWSKIEJ: “PO ma wiele młodych twarzy, od Moniki Wielichowskiej po Arkadiusza Myrchę czy Arkadiusza Marchewkę, ale nie zamierzamy rezygnować z polityków doświadczonych. I uprzedzę pytanie: PO nie przewiduje zmiany przewodniczącego”.

— PLATFORMA NIE POTRZEBUJE ALTERNATYWY TYLKO WSPARCIA – mówi Grupiński Nizinkiewiczowi: “Nie czekajmy na polskiego Macrona ani na nową partię, bo nie ma na nią miejsca, a jeśli taka by powstała, to będzie jedynie rozdrabniać głosy opozycji, czym wzmocni PiS. Nowa partia byłaby świetnym prezentem dla Kaczyńskiego. Platforma nie potrzebuje alternatywy, potrzebuje wsparcia i współpracy. A jak ktoś chce tworzyć nową partię, niech tworzy ją na prawo od Kaczyńskiego, by zagotowało się na Nowogrodzkiej”.

— W REJESTRATORACH LOTU ZNALEZIONO MOMENT WYBUCHU – jedynka GPC: “Znaleźliśmy to miejsce w zapisie jednego z rejestratorów, który odnotował moment eksplozji. On został zidentyfikowany. Teraz zajmujemy się jego analizą i wykluczeniem ewentualnym wszystkich możliwości innej interpretacji tego elektronicznego zapisu niż ten, który mówi, że jest to odzwierciedlenie eksplozji – powiedział w sobotę Antoni Macierewicz. Minister obrony narodowej poinformował, że na wiosnę zostanie zaprezentowany raport, który wskaże dokładne przyczyny katastrofy i odpowiedzialnych za zaniechania w procesie wyjaśniania tragedii smoleńskiej”.
http://gpcodziennie.pl/70266-wrejestratorachlotutu-154modnalezionomomentwybuchu.html

— PRACOWNICY NA PODSŁUCHU – JEDYNKA FAKTU O PODSŁUCHACH W SOLIDARNOŚCI W PWPW: “Szefowie związków zawodowych w Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych byli podsłuchiwani i zostali nagrani podczas spotkań w kawiarni Bombonierka, nieopodal siedziby spółki – ustalił Fakt. Kto nagrywał? Nie wiadomo. Skąd o tym wiedzą? Bo na ich skrzynki mejlowe trafiły fragmenty nagrań. I to w momencie, gdy zażądali podwyżek od zarządu firmy!” http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/podsluchani-kto-nagral-zwiazkowcow-z-pwpw-w-kawiarni-bombonierka/weklfqs

— WP.PL: BOLESŁAW PIECHA POPIERA POSTULAT REZYDENTOW: “Piecha popiera protest rezydentów w części dotyczącej podwyższenia zarobków. – To nie jest tak, że oni nie pracują, bo są wykorzystywani w pracy. A ich pensje odstają nawet od średniej krajowej. O ile kilka lat temu mogło to sprawiać dobre wrażenie, ta wysokość pensji, to teraz – gdy średnia płaca znacznie wzrosła, a ich wynagrodzenia nie – źle to wygląda – mówi polityk PiS”. https://wiadomosci.wp.pl/polityk-pis-boleslaw-piecha-moje-dzieci-sa-rezydentami-malo-zarabiaja-musza-dorabiac-6176636510168705a

— TYTUŁ W GPC: Protest rezydentów paliwem dla opozycji.

— JERZY URBAN NA RYSUNKU: RZĄD SIĘ SAM WYLECZY – TP:
https://mobile.twitter.com/tygodnik/status/919638749906169858

— PIOTR ZAREMBA O SZCZUCIU NA LEKARZY PRZEZ TVP: “Część takich głosów formułowana jest z rozmysłem (trzeba pomóc rządowi za wszelką cenę), część dyktuje magiczne myślenie. Rozumiem zwykłych ludzi, którzy w Internecie ogłaszają, że oni mają jeszcze gorzej i nikt im nie pomaga. Ale kiedy zarabiająca 40 tysięcy miesięcznie prezenterka TVP szczuje nad paskiem „Niewdzięczni lekarze”, mam poczucie, że sięgnęliśmy granic absurdu”.

— ZAREMBA: MOŻE PRZYJŚĆ PUNKT KRYTYCZNY, PYTANIE TYLKO KIEDY: “Ciekawe, ale i groźne jest coś innego. Służba zdrowia staje się czarną dziurą, przestrzenią trwałej niemożności. Jeśli na miejsce lekarzy rezydentów macie panie i panowie z PiS innych ludzi do leczenia, to wyślijcie, jak posłanka-profesor Józefina Hrynkiewicz, wichrzycieli za granicę. Tyle, że taka armia rezerwowa nie istnieje. W ogóle o rezerwy coraz trudniej. To się staje groźne nie dla lekarzy, a dla pacjentów. Dziś to wciąż nie jest pierwszoplanowy problem polityczny, bo pacjenci nie są silnym i zorganizowanym lobby. Każdy może zachorować, ale dopóki nie zachoruje, wierzy, że go to nie dotyczy, a są inne problemy. Wiele z nich PiS rozwiązuje. Ale może przyjść punkt krytyczny. To tylko pytanie, kiedy”.
https://wpolityce.pl/m/polityka/362315-granice-paranoi-debata-o-sluzbie-zdrowia-staje-sie-wielka-maskarada

— TEN KAWIOR STANIE WAM W GARDLE – Piotr Trudnowski z INSTYTUTU JAGIELLOŃSKIEGO DO TVP: “Tylko, drodzy Koledzy i Koleżanki z TVP Info, to Wam te kanapki z kawiorem w gardle staną. To o Was świadczy – pal już licho ten propagandowy ton, bo nas do niego przyzwyczailiście – że w tych protestach umiecie dostrzec jedynie kolejne wcielenie KOD-ziarskiej hucpy. Wspieraliście jako dziennikarze Prawo i Sprawiedliwość, bo było najbliżej ludzi. Faktycznie potrafiliście zobaczyć w swoich okołopartyjnych redakcjach to, czego nie dostrzegał mainstream. Ale straciliście, Koledzy i Koleżanki, już całkiem słuch i wzrok. Kolejna sonda z tendencyjnym pytaniem Wam go nie przywróci”.
http://jagiellonski24.pl/2017/10/14/koledzy-i-kolezanki-z-tvp-info-ten-kawior-stanie-wam-w-gardle/

— MAREK BALICKI O ZAWIŁOŚCIACH POSTULATU ZWIĘKSZENIA NAKŁADÓW NA ZROWIE – mówi Michałowi Sutowskiemu w KP: “To jest kluczowe pytanie – czy gotowi jesteśmy płacić wyższą składkę, żeby zbliżać się do średniego europejskiego poziomu finansowania ochrony zdrowia? Oczywiście, składkę na NFZ można podwyższyć w sposób nieodczuwalny dla większości obywateli rekompensując wzrost obniżeniem podatków od dochodów osobistych. Dzisiaj w taki sposób jest rekompensowana część składki tj. 7,75 proc., a tylko 1,25 proc. obciąża bezpośrednio nasze kieszenie. Jeśli by pójść taką drogą, tzn. rekompensaty, to opinia publiczna zapewne reformę poprze, pytanie brzmi tylko, czy w budżecie państwa są tak wielkie rezerwy, żeby w perspektywie kilku lat znaleźć dodatkowe 35-40 miliardów złotych? A przecież finansujemy już dodatkowo Rodzinę 500+ czy wcześniejsze przejście Polek i Polaków na emeryturę. Podsumowując, protest w tej kwestii jest oczywiście słuszny, ale kwestię zmian finansowania trzeba rozstrzygnąć po dłuższej debacie publicznej”. http://krytykapolityczna.pl/kraj/marek-balicki-lekarzy-pracujacych-w-publicznej-ochronie-zdrowia-jest-za-malo/?utm_source=dlvr.it&utm_medium=twitter&utm_campaign=krytyka

— O ANTYINTELIGENCKIEJ PROPAGANDZIE – ŁUKASZ WARZECHA: „Studenci do nauki, pisarze do piór, syjoniści do Syjonu!” (a w wersji mniej poprawnej, ale za to zabawniejszej – „do Syjamu”) – to najbardziej znane, inspirowane przez rząd hasło marca 1968 r. Marzec 1968 miał oczywiście przede wszystkim rys antysemicki. Ale miał też drugi, mniej wybijający się, ale równie ważny rys: antyinteligencki. Rzecz jasna, także inspirowany przez towarzyszy z Komitetu Centralnego, przemyślany i przygotowany przez specjalistów od propagandy. Ale też – co tutaj ważne – nieoderwany od osobistych fobii towarzysza Wiesława, którego podejrzliwy, nienawistny stosunek do inteligencji był cechą powszechnie znaną”. https://dorzeczy.pl/kraj/44250/Studenci-do-nauki-pisarze-do-pior-lekarze-do-szpitala.html

— JACEK ŻAKOWSKI: PROTESTUJCIE DO SKUTKU – pisze w GW: “Ten rząd szasta pieniędzmi jak żaden inny wcześniej. A wybory przed nami. Jeżeli teraz nie zostanie zaplanowany szybki wzrost wydatków na zdrowie, to rząd wymyśli jakieś nowe Coś+ i na zdrowie znów pieniędzy zabraknie. Żelazo trzeba kuć, póki jest”. http://wyborcza.pl/7,75968,22517315,protestujcie-do-skutku.html

— NA MŁODYCH LEKARZY OBŁAWA – Agnieszka Kublik w GW: “Telewizja już dostała pierwszą ratę – 200 mln zł. Jak informował wiceminister kultury Jarosław Sellin (medialne spółki skarbu państwa podlegają Ministerstwu Kultury), druga transza – 300 mln zł – wpłynie na konto telewizji do 30 listopada, trzecia – 100 mln zł – do czerwca 2018 r. Czwarta i ostatnia – 200 mln zł – do czerwca 2019 r. Czyli telewizja publiczna przeprowadza nagonkę na lekarzy za pieniądze, które miały wspomóc ofiary bezprawnej nacjonalizacji mienia w czasach PRL. Jaka władza, taka obława i obłuda”. http://wyborcza.pl/7,75968,22514939,w-tvp-oblawa-oblawa-na-mlodych-lekarzy-oblawa.html

— NOWY SERIAL TVP: ZGNĘBIĆ REZYDENTA – GW: “Protestująca w Warszawie rezydentka jako wolontariuszka leczyła mieszkańców Tanzanii i opatrywała rannych w Kurdystanie. Prorządowe trolle i pracownicy TVP Info oraz Wiadomości TVP zrobiły z niej bogaczkę, która jeździ na zagraniczne wojaże. Teraz szczują na kolejnych lekarzy”. http://wyborcza.pl/7,75398,22513657,narzekaja-na-zarobki-a-jedza-kawior-jak-prorzadowe-trolle.html

— SPOŁECZEŃSTWO SKRYWA POGLĄDY – Marek Beylin w Oku: “Ale to wszystko nie oznacza, że władza PiS jest aż tak teflonowa, a opozycja tak rachityczna, jak wynika z sondaży. Taki wizerunek władzy i jej przeciwników bierze się w części (a jakiej części, nikt nie wie) właśnie z lęku obywateli przed ujawnianiem własnych poglądów. O czym świadczą też inne, sprzeczne z partyjnymi sondażami  badania dowodzące, że Polacy są przywiązani do demokracji i źle oceniają jej stan w Polsce. Pośród tych niewiadomych, jak silna jest władza, a jak słaba opozycja, pewne jest tylko jedno. Połączenie pewnej siebie władzy i ukrywającego poglądy i emocje społeczeństwa to mieszanina wybuchowa. Tylko nie wiadomo, co i kiedy przyspieszy wybuch”.
https://oko.press/jada-pis-niewolnikiem-wlasnej-propagandy-negocjowac-tymi-ktorych-sie-przedstawia-jako-zdemoralizowana-bande/

— JEDYNKA GW O SYSTEMIE OCHRONY JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO: POLICJA JAK PRYWATNA OCHRONA KACZYŃSKIEGO: “Dzielnicowych na Żoliborzu jest dwunastu, w tym jedna kobieta. Danego dnia zamiast na ósmą, jeden musi przyjść do pracy dwie godziny wcześniej. W komendzie pobiera broń, środki łączności, nieoznakowany radiowóz i w prywatnych ciuchach jedzie na kilka godzin na Mickiewicza. To jest wbrew zasadom, bo dzielnicowy pełni służbę w mundurze, ma być rozpoznawalny. Podczas pracy nie powinien też właściwie opuszczać swojego rejonu, swojego kwadratu ulic na mapie. Powinien poświęcać swój czas na takie sprawy jak przemoc w rodzinach; współpraca z MOPS-em; nieletni zagrożeni demoralizacją; kontrola miejsc, gdzie szczególnie często dochodzi do kradzieży i generalnie miejsc trudnych. Żoliborscy dzielnicowi, jak wszyscy policjanci, nie dostają wynagrodzenia za dodatkowe godziny, w tym przypadku spędzone wokół domu prezesa. W zamian wychodzą wcześniej z pracy. Wynik: jest ich codziennie o te dwie godziny mniej dla mieszkańców”. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22505059,policja-pod-willa-jaroslawa-kaczynskiego-policjanci-chronia.html

— JACEK JAŚKOWIAK W DUŻYM FORMACIE GW O SWOIM UDZIALE W MARSZU ROWNOŚCI: “– Ja mam swoje poglądy, oni mają prawo mieć inne. W ramach demokracji każdy ma do tego prawo. Nie zamierzam zabiegać o ich głosy. Zresztą udział w Marszu Równości traktuję szerzej – to dla mnie nie tylko sprzeciw wobec wykluczania osób o odmiennej od większości orientacji seksualnej, ale także wobec wielu innych wykluczeń. Pewnie część tych chłopaków również jest na różne sposoby wykluczona”.

— JAŚKOWIAK O ŚMIERCI OJCA: “– Tak, byłem Jacol z Dymbca. Ale dużo czytałem, więc nie miałem problemu z poprawnym językiem. To była moja ucieczka po śmierci ojca: zapisuję się do biblioteki osiedlowej i czytam. Wszystko po kolei, metodycznie. Regał po regale. Na początku bajki, baśnie, potem wszystkie „Winnetou” i „Old Shatterhandy”. I pewnego dnia dramat: przeczytałem wszystkie książki w bibliotece dla dzieci. A do młodzieżowej nie chcą mnie zapisać, bo zapisują tam od 14 lat, a ja mam 12. W końcu pani bibliotekarka z filii dziecięcej napisała mi zaświadczenie z pieczątką, że mają przyjąć Jacka Jaśkowiaka, bo już przeczytał wszystkie książki dla dzieci”. http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,22498249,jacek-jaskowiak-ja-sie-nie-obrazam-jak-mi-maluja-na-plocie.html

— W PIERWSZYM ROKU RZĄDÓW PIS W RĘCE OBCOKRAJOWCÓW PRZESZŁO WIĘCEJ GRUNTÓW ROLNYCH I LEŚNYCH NIŻ ROK WCZEŚNIEJ ZA PO-PSL – pisze w GW Krystyna Naszkowska: “Z raportu MSWiA za rok 2016 wynika, że cudzoziemcy w pierwszym roku rządów PiS kupili prawie 3200 hektarów. Raport przypomina jednak, że w 2015 roku, więc za rządów PO-PSL, cudzoziemcy nabyli ok. 3800 hektarów, czyli o ok. 18 proc. więcej. Nie udało się więc zahamować wyprzedaży obcym ziemi, ale została ona zmniejszona”. http://wyborcza.pl/7,155287,22516097,ziemia-dla-cudzoziemcow-za-obecnych-rzadow-sprzedaz-ziemi-rolnej.html

— JAKI KRAJ NA ŚWIECIE MA TAKĄ LUKĘ PODATKOWĄ JAKĄ MY MIELIŚMY – Mateusz Morawiecki w GPC: “Popatrzmy na to tak – który kraj Zachodu ma taką lukę podatkową, jaką my mieliśmy? Otóż żaden. Nie może być kraju rozwiniętego, który ma słabe instytucje. Tego nasi mainstreamowi ekonomiści nie brali pod uwagę. Patrzyli na wszystko przez soczewki doktryny liberalnej, która miała być lekarstwem na wszystko, a państwo traktowano jak potworka, którym straszy się dzieci. Tymczasem w instytucjach Zachodu mówi się albo wprost, albo między wierszami, że to, co zrobiliśmy w Ministerstwie Finansów – począwszy od powołania Krajowej Administracji Skarbowej, przez uruchomienie analizy wielkich zbiorów danych, a skończywszy na rejestracji wszystkich cystern z paliwem – to wszystko jest oceniane jako jeden z kluczowych czynników dojrzałości państwa”.
http://gpcodziennie.pl/70248-polskaiusajednymglosemprzeciwkonordstream2.html

300polityka.pl

„Rzeczpospolita”: Kaczyński zapowiedział rekonstrukcję rządu. Nowego ministra wskaże prezydent

Wprost, 16.10.2017

© pap.pl

 

Jak donosi we wtorek dziennik „Rzeczpospolita”, w listopadzie ma dojść do rekonstrukcji rządu. Zapowiedział to prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński podczas piątkowego spotkania z posłami PiS.

W piątek prezes Prawa i Sprawiedliwości spotkał się z posłami z województw świętokrzyskiego, małopolskiego oraz podkarpackiego. Jak przypomina dziennik „Rzeczpospolita”, o tym, że w listopadzie dojdzie do oceny ministrów Jarosław Kaczyński mówił już na początku lipca w Przysusze na Kongresie Zjednoczonej Prawicy.

Z informacji dziennika wynika, że Jarosław Kaczyński miał podczas spotkania z posłami PiS stwierdzić, że ogólnie jest zadowolony z dwóch lat, a ludzie w Polsce odczuwają realnie zmiany, które wprowadza rząd. Najbardziej chwalony przez prezesa Prawa i Sprawiedliwości miał być minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Z relacji rozmówców „Rzeczpospolitej” wynika, że Kaczyński określał go jako jednego z „najsprawniejszych” ministrów.

Gazeta donosi, że w rządzie dojdzie do zmiany na stanowisku ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego. Nowego szefa MSZ wskazać miałby z kolei prezydent Andrzej Duda. O swoją posadę obawiać się może ponadto minister infrastruktury i budownictwa Andrzej Adamczyk.

wprost.pl

Znany publicysta „Sieci”: Szczuje na lekarzy, a sama zarabia 40 tys. zł. ”Granice absurdu”

Gazeta.pl, 15.10.2017

Nagonka na młodych lekarzy, z którą media nazywane publicznymi, jak TVP i TVP Info, nawet się nie kryją, budzi niesmak nawet u prawicowych publicystów. Piotr Zaremba z tygodnika „Sieci” pisze o granicach paranoi i absurdu, które ws. szkalowania medyków już dawno przekroczono.

„Gdy specjalizująca się w tematyce smoleńskiej publicystka przekonuje, że rezydentom nic się nie należy, bo ich status to przywilej, mogę wyrazić radość, że przynajmniej jest to argument merytoryczny. Tyle, że mam głębokie poczucie, że przy poprzednim rządzie autorzy podobnych twierdzeń przekonywaliby, że rząd nie daje bo dać nie chce, a finanse państwa to studnia bez dna. Więcej, ja takie debaty pamiętam” – pisze Piotr Zaremba w tekście „Granice paranoi. Debata o służbie zdrowia staje się wielką maskaradą” na stronie wPolityce.pl.

Przykładem tytułowej „paranoi” jest zdaniem publicysty chociażby inne stwierdzenie osoby związanej z obozem rządowym, która na co dzień nie zajmuje się służbą zdrowia. „(Autor) ogłasza, że ‚za rezydentami stoi rezydentura’, czuję się dotarliśmy do granic paranoi” – tak Zaremba nawiązuje zapewne do wpisu, jaki Cezary Gmyz zamieścił na Twitterze. Korespondent TVP w Berlinie postanowił w taki oto sposób skomentować protest głodowy rezydentów.

Publicysta „Sieci” zaznacza, że rozumie „zwykłych ludzi”, którzy w internecie mówią, że mają jeszcze gorzej, a nikt im nie pomaga. Ale nie może przejść do porządku dziennego nad szczuciem na protestujących lekarzy w „Wiadomościach” TVP.

 

Ale kiedy zarabiająca 40 tysięcy miesięcznie prezenterka TVP szczuje nad paskiem „Niewdzięczni lekarze”, mam poczucie, że sięgnęliśmy granic absurdu. Budowanie propagandy na podburzaniu przeciw jakiejkolwiek grupie, nie tylko źle się kojarzy – z minionymi epokami, ale jest na dłuższą metę przeciwskuteczne. Nawet jeśli doraźnie się opłaca – sondaże ugrupowania rządzącego są wysokie, więc dużo ludzi posłucha. Pytanie: a gdzie przyzwoitość, jawi się jako zbędna formalność

 

– poddaje pod rozwagę Piotr Zaremba.

W swoim felietonie publicysta przestrzega, że nagonka w stylu „Niech jadą!” staje się groźna nie dla lekarzy, a dla pacjentów.

 

Służba zdrowia staje się czarną dziurą, przestrzenią trwałej niemożności. Jeśli na miejsce lekarzy rezydentów macie panie i panowie z PiS innych ludzi do leczenia, to wyślijcie, jak posłanka-profesor Józefina Hrynkiewicz, wichrzycieli za granicę. Tyle, że taka armia rezerwowa nie istnieje. W ogóle o rezerwy coraz trudniej. To się staje groźne nie dla lekarzy, a dla pacjentów.

msn.pl

Cichocki: Stara i nowa Europa

 Publikacja: 
I znów Emmanuel Macron nas skrytykował.

W wywiadzie dla niemieckiego tygodnika stwierdził, że Polska oddala się od Europy. Ponieważ to już kolejny raz, można przyjąć, że nowy prezydent Francji ma chyba na naszym punkcie jakiś rodzaj fiksacji. Grupa konserwatywnych filozofów uważa jednak zupełnie inaczej. W tak zwanej paryskiej deklaracji między innymi Remi Brague, Robert Speamann i Chantal Delsol uznają, że to Macron i jego obecna Unia Europejska oddalają się coraz bardziej od Europy. Gdyby ktoś uznał, że to takie typowe konserwatywne gadanie, może sięgnąć po popularnego na lewicy filozofa Giorgio Agambena i usłyszeć to samo – obecna UE ma coraz mniej wspólnego z Europą.

Polska prawica coraz częściej wyciąga z tego wniosek, że mamy do czynienia z konfliktem starej i nowej Europy. Ta druga, rozczarowana Zachodem, uznaje, że stara Europa musi niechybnie zginąć, a pozostanie w Europie tylko ta nowa, czyli my.

Muszę jednak wyraźnie napisać, że uważam tę myśl za wyjątkowo niemądrą i szkodliwą. Faktycznie, w ostatnich dwóch dekadach społeczeństwa zachodnie przeszły poważne przemiany. Agresywnie narzucono im indywidualizm, sekularyzację, wielokulturowość. Jednak to właśnie ten rodzaj agresywnej modernizacji Zachodu „starzeje się” dzisiaj gwałtownie i dlatego potrzebuje obrony tak „reakcyjnych” polityków, jak Macron, Merkel czy Juncker. Społeczeństwa zachodnie zaczynają się zaś przed nim bronić, dopóki mogą jeszcze odwołać się do demokratycznych praw, bo Europa jest takim samym domem dla nas jak dla Francuzów, Anglików czy Włochów.

Jeśli zaś chodzi o nas, Polaków, to możemy się dzisiaj czuć dobrze i szczęśliwie jak nigdy w ostatnich 200 latach. Ale właśnie by tego nie utracić, uważajmy, aby myśl o tym, że możemy stać się nową Europą, nie przysłoniła nam naszych faktycznych słabości. Potrzebujemy Zachodu i jego społeczeństw, bo nie jesteśmy europejskim mocarstwem i sojusznicy są nam niezbędni. A i w kwestii naszej duchowej i kulturalnej kondycji nie wywyższajmy się zbytnio, bo w nich także jest wiele płycizn i słabości.

Autor jest profesorem Collegium Civitas

rp.pl

%d blogerów lubi to: