Nie chcesz oddać życia za Ojczyznę? Będziesz zdychał jak niewolnik!

38 procent Polaków nie jest gotowych (zdecydowanie lub raczej), by poświęcić zdrowie i życie dla Ojczyzny. I choć takie deklaracje sprawdzają się w sytuacji zagrożenia, to trzeba powiedzieć im już teraz zupełnie jasno: kto nie jest gotów poświęcić się dla Ojczyzny ten będzie zdychał jak niewolnik!

 

 

Bezpieczeństwo Ojczyzny, tak jak Jej dobrobyt i dobrostan buduje się na gotowości do poświęceń Jej obywateli. Gdy jej nie ma, gdy nie ma świadomości, że czasem trzeba oddać zdrowie lub życie dla swoich bliskich (bo to w istocie oznacza oddanie ich dla Ojczyzny), to nie ma również gotowości do poświęceń mniejszych. A do tego stan braku woli poświęceń oznacza w istocie stan, w którym nie jesteśmy w stanie bronić rzeczy dla nas najważniejszych.

 

I właśnie dlatego Ci, którzy nie mają w sobie dość woli, by oddać zdrowie i życie za Ojczyznę, ci, którzy lekceważą sobie swoje obowiązki wobec innych, ci, którzy nie mają niczego co jest dla nich wartością, ci wszyscy nie przetrwają. A ich dzieci, a kto wie czy nie oni sami, będą zdychać pod obcym batogiem jak niewolnicy. Opowieści o tym, że teraz niewolnictwo, wojny, przemoc dobiegły końca możemy włożyć między bajki. Jeśli więc chcemy przetrwać, jeśli chcemy być wolni musimy mieć odwagę o to walczyć, a nie uciekać jak szczury i kryć się za tchórzliwymi opowieściami o tym, że nie ma w nas woli do życia i umierania dla Polski…

 

A jeśli ktoś będzie chciał mnie przekonywać, że to niechrześcijańskie, to odpowiem krótko: do miłości Ojczyzny obliguje nas przykazanie „czcij ojca swego i matkę swoją”, a do obrony Ojczyzny prosta świadomość, że jeśli ona nie będzie bezpieczne, to nie będą bezpieczne także nasze żony i dzieci. Ucieczka przed walka nie jest w takiej sytuacji chrześcijańskim pacyfizmem, ale jak świetnie zauważał Sołowjow – jest zwyczajnym tchórzostwem!

 

Tomasz P. Terlikowski

 

Tomasz P. Terlikowski

Tomasz P. Terlikowski
Redaktor naczelny portalu Fronda.pl 

Fronda.pl

 

PiS wygrywa, spadek SLD, Palikota i PSL. Duży wzrost PO. Nowy sondaż TNS

mig, 11.03.2014
Poparcie dla partii politycznych w sondażu TNS Polska (marzec 2014 r.)Poparcie dla partii politycznych w sondażu TNS Polska (marzec 2014 r.) (Fot. Gazeta.pl)
Gdyby wybory do Parlamentu Europejskiego odbyły się dziś, wygrałby je PiS, którego notowania wzrosły o 2 pkt proc. – do 27 proc. Druga jest Platforma Obywatelska z 25-proc. poparciem. To duży wzrost notowań partii Tuska. Trzecie w sondażu TNS jest SLD, które wyprzedziło sojusz Europy Plus i Twojego Ruchu. Na końcu stawki plasuje się PSL.
Na partię Jarosława Kaczyńskiego chce głosować 27 proc. badanych. To wzrost o 2 pkt proc. w porównaniu do lutego – wynika z najnowszego sondażu TNS Polska dla Wiadomości TVP. PiS według tego sondażu wygrałby eurowybory, ale z dużo mniejszą niż jeszcze miesiąc temu przewagą nad Platformą. Głosowanie na partię Tuska zadeklarowało w sondażu 25 proc. badanych. To duży wzrost – o 5 pkt proc. w stosunku do ubiegłego miesiąca.SLD, Twój Ruch i PSL – same spadki

Poza dwoma największymi partiami wszyscy stracili. SLD plasuje się na trzecim miejscu z wynikiem 8 proc. To o dwa pkt proc. mniej niż w lutym. Mimo to partia Leszka Millera wyprzedziła Europa Plus Twój Ruch, który zanotował spadek o 4 pkt proc. – z 11 proc. do 7 proc. Na końcu stawki jest PSL – ludowcom spadło poparcie z 6 do 5 proc. Inne partie nie przekroczyły progu wyborczego 5 proc.

Udział w wyborach zadeklarowało 29 proc. badanych („zdecydowanie tak”). 24 proc. nie wykluczyła udziału („raczej tak”). 8 proc. badanych jeszcze nie wie, czy pójdzie na wybory. Badanie preferencji partyjnych Polaków przez TNS Polska dla „Wiadomości” TVP1 zrealizowano 6-7 marca 2014 r. na reprezentatywnej próbie 1000 Polaków metodą wywiadu telefonicznego (CATI). 780 z nich nie wykluczyło udziału w wyborach – miały sprecyzowane preferencje lub nie były zdecydowane, której partii przekazać poparcie.

 

W „Newsweeku”: Polacy i Rosjanie – dlaczego się nie lubimy?

11-03-2014

Rafał Guz/PAP  /  fot. Marek Buklarewicz

Dla Polaków Rosja to zwykle niedźwiedź – wielki, nieruchawy, głupi, ale groźny. A kim jest Polska dla Rosjan?

Są wredni, podstępni. Mówią co innego, robią co innego. Ziemia rosyjska jest pokryta kośćmi Polaków, wywozili nas, ludzie umierali w pociągach – Jolanta Mokrzycka, emerytowana lekarka, zawsze nakręca się, kiedy pomyśli o Rosjanach. Pierwszy raz zobaczyła ich w 1945 r., żołnierze szli na Berlin. Rodzina starała się ją ukryć, żeby uchronić dziewczynkę przed gwałtem.

A potem pamięta gwałt na rodzinie. Udało im się ukryć udział w Powstaniu Warszawskim, więc przeżyli, ale ojcu odebrali majątek, rodzina jej przyszłego męża potraciła jeszcze więcej. – Zastosowali metodę strzyżonej trawy: wszystkich pomniejszyć. Im zależało, żebyśmy wszyscy byli przez tę biedę pomniejszeni. Bo oni mają jakiś kompleks, ciągle muszą pokazywać, jacy są ważni – podsumowuje Rosjan.

Dlaczego my się z Rosjanami tak nie lubimy?

Głośne mówienie o tej niechęci pachnie smoleńską prawicą. Ale siedzi to w nas, Polakach.

CBOS co roku bada naszą sympatię i niechęć do innych narodów. W badaniu zeszłorocznym Rosjanie znaleźli się na trzecim miejscu listy niechęci – za Romami i Rumunami – wskazało ich 39 proc. Polaków. Za Rosjanami są kolejno Turcy, Żydzi i Ukraińcy.

To się powoli zmienia. Niechęć do Rosjan maleje – z 56 proc. w 1993 r. do 39 proc. dziś. Jednocześnie zwiększa się sympatia – z 17 do 31 proc.

 

polska rosja slowianie wojciech staszewski wideo

 

Ta niechęć do Rosjan jest anonimowa. Znika, kiedy spotykamy konkretnego Rosjanina. Poza tym inaczej postrzegamy Rosję jako państwo, a inaczej Rosjan jako braci Słowian, którzy bawią się tak samo jak my, myślą podobnie, są zwyczajnie ludzcy.

 

Ubiegłoroczne badanie Diagnoza Społeczna na zlecenie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia pokazuje, że Rosjan postrzegamy nie najgorzej: „Są wprawdzie kulturowo i mentalnie dość odlegli, mają jednak cechy budzące szacunek i sympatię – są postrzegani jako otwarci, serdeczni, gościnni, można z nimi szczerze porozmawiać”. Natomiast państwo rosyjskie jest dla nas „nieprzyjazne, niebudzące zaufania, rządzone autorytarnie, a jednocześnie źle zorganizowane i niesprawne, pełne kontrastów i patologii”.

Tylko dlaczego teraz społeczeństwo rosyjskie tak masowo popiera politykę Kremla? – Jurij Afanasjew mówił, że Rosja to kraj okupowany przez rząd – odpowiada Awdiejew. – Ponad 60 proc. ludzi jest na posadach rządowych. W Rosji nie ma wolnych mediów, Rosjanie nie szukają wiedzy o świecie w internecie, wystarczy im to, co zobaczą w telewizji. Łatwo więc utrzymywać ludzi w totalitarnym myśleniu, że cały świat jest przeciwko nim.

 

Co myślą o nas Rosjanie?

Dla Rosjan jesteśmy braćmi Słowianami. Ale już XIX-wieczny panslawizm miał problem z zachodnimi Słowianami.

– My, katolicy, piszący jakimś alfabetem łacińskim zamiast cyrylicą, nigdy im do tego imperium nie pasowaliśmy – mówi Victor Severski, autor szpiegowskich powieści, a w przeszłości oficer wywiadu pracujący także w Rosji.

– Traktują nas trochę jako panów i drwią, że to od słowa „panować” – mówi Paweł Deląg, najpopularniejszy w Rosji polski aktor.

 

Zwykli Rosjanie mało o nas wiedzą. Dymitr Volgin wiedział tylko, że Polska to religijny kraj i że Armia Czerwona wyzwalała go spod okupacji niemieckiej. O Katyniu, 17 września, urazach Polaków dowiedział się dopiero od polskich przyjaciół, kiedy zadomowił się w Warszawie.

Elitom Polska imponuje. Po trosze zazdroszczą sukcesu gospodarczego, chwalą polską kulturę.

Z czym Polakom kojarzą się Rosjanie? Jakie stereotypy o Polakach panują wśród Rosjan i ile o nas wiedzą? – cały tekst przeczytasz w najnowszym „Newsweeku”.

W najnowszym numerze przeczytasz także m.in. o tym, skąd wziął się Putin>>

Newsweek.pl

„Krajowcy” czy „moskale”? Cicha wojna polskich komunistów

11-03-2014

Spotkanie Mieczysława Moczara (3 P) z delegacją kombatantów. /1966r./  /  fot. Zbigniew Matuszewski  /  źródło: PAP

Z jednej strony ci „z Moskwy”, z drugiej ci „z lasu”. Z jednej wielu Żydów, z drugiej antysemici. Elita rządząca PRL była głęboko podzielona. Niczym w feudalnym państwie walczyły ze sobą całe dwory rządzone przez dygnitarzy, których popierali wasalni aparatczycy.

Najpoważniejszy konflikt, trawiący partię komunistyczną przez blisko ćwierć wieku, rozpoczął się jeszcze w okresie okupacji. Na początku stycznia 1944 r. w rejon Lasów Parczewskichprzybyła ze wschodu znakomicie uzbrojona i wyposażona stuosobowa grupa polskich partyzantów z radzieckiego zgrupowania na Polesiu. Najważniejszą częścią ich ekwipunku była radiostacja polowa, zaopatrzona w akumulatory i prądnicę, a także unikalny klucz szyfrowy do komunikowania się z centralą w Moskwie. Stojący na czele oddziału przedwojenny polski komunista Leon Kasman miał do wykonania pilną misję, którą zlecił mu szef Wydziału Informacji Międzynarodowej Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii bolszewików, WKP(b), Georgi Dymitrow. Chodziło o nawiązanie kontaktu z członkami Polskiej Partii Robotniczej i ustalenie, czy w Warszawie nadal działa jej kierownictwo. Kasmanowi polecono także zbadać tło dramatycznych wydarzeń, do jakich doszło w szeregach tej organizacji w ciągu minionego roku.

Moskwa z rosnącym niepokojem śledziła sytuację w PPR. W niejasnych okolicznościach zginęło trzech kolejnych sekretarzy konspiracyjnej organizacji – zostali zamordowani lub aresztowani przez gestapo. W tym samym czasie w ręce niemieckie wpadła także radiotelegrafistka PPR – jedyna znająca szyfr – przez co łączność między Moskwą a Warszawą została na kilka miesięcy przerwana. Kasman wkrótce po przekroczeniu Bugu zetknął się z lokalnymi komórkami PPR i wiedział już, że struktury partii nadal działają. W pilnej depeszy przekazał Dymitrowowi wiadomość o objęciu przez Władysława Gomułkę funkcji nowego I sekretarza i utworzeniu w Warszawie, pod przewodnictwem Bolesława Bieruta, Krajowej Rady Narodowej (KRN) – ciała mającego pełnić rolę podziemnego parlamentu, w istocie zdominowanego przez działaczy komunistycznych. Dla Moskwy informacja ta była zaskoczeniem, Stalin zamierzał bowiem ośrodkiem nowej władzy uczynić powołane właśnie przez siebie Centralne Biuro Komunistów Polskich. Do konspiracyjnej PPR podchodził z nieufnością, pogłębioną przez szczątkowe wiadomości docierające z Warszawy. Dla radzieckiego kierownictwa nie było jasne, czy od działaczy w kraju będzie można oczekiwać pełnego posłuszeństwa i czy Krajowa Rada Narodowa okaże się w wystarczającym stopniu powolna dyrektywom Kremla.

 

Kraków, 1946 r. Władysław Gomułka wśród oficerów Krakowskiej Brygady Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego - razem utrwalali wadzę ludową w Polsce<br /><br /><br /><br />
Ffrowicz/Archiwum PAP
Kraków, 1946 r. Władysław Gomułka wśród oficerów Krakowskiej Brygady Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego – razem utrwalali wadzę ludową w Polsce

 

Spotkanie w lesie

Po latach, już na emeryturze, Gomułka wspominał: „Sekretariat KC PPR znalazł się w całości w rękach ludzi zupełnie nieznanych Dymitrowowi, a co więcej, nikt z członków  tego sekretariatu nie wchodził w skład zorganizowanych przez Komintern grup inicjatywnych PPR przerzuconych drogą lotniczą do kraju. Wszystko to, w połączeniu z dawnymi nawykami komenderowania innymi partiami, zrodziło w łonie WKP(b) brak zaufania do nowego kierownictwa PPR”.

Moskwa z rosnącym niepokojem śledziła sytuację w PPR. W niejasnych okolicznościach zginęło trzech kolejnych sekretarzy konspiracyjnej organizacji.

Napiętą atmosferę podgrzewały kolejne depesze Kasmana do Moskwy. Jego grupa nawiązała kontakt z oddziałem partyzanckim AL, dowodzonym przez Mieczysława Moczara, przedwojennego działacza komunistycznego. 31-letniemu Moczarowi trudno było odnosić zwycięstwa, bo miał pod swoją komendą nieliczny i źle uzbrojony oddział. Przybycie partyzantów z Polesia potraktował jako uśmiech losu. Kasman zgodził się na wcielenie części swego oddziału w szeregi AL, ale Moczar oprócz ludzi zażądał całego uzbrojenia, łącznie z pistoletami maszynowymi obstawy Kasmana.

Ten drugi relacjonował po latach w rozmowie z Teresą Torańską: „Rozmowa trwała parę godzin. Ja tłumaczyłem, on powtarzał swoje. Nagle wpada jeden z moich ludzi. – Wiesz, co się dzieje? Jesteśmy otoczeni! Mój oddział zajmował niewielkie opuszczone gospodarstwo w samym środku lasu, na polanie, gdzie stał dworek – przyzwoity, wokół ogród i ogromny magazyn. – Ludzie Moczara – usłyszałem – w sile dwudziestu kilku siedzą dookoła dworku z bronią wycelowaną w naszą stronę, a nasi stoją w oknach z automatami przygotowanymi do strzału. Przeraziłem się. Wystarczy, by jeden nerwus puścił salwę i zacznie się rzeź. Sytuacja bez wyjścia”.

Ostatecznie Kasman zgodził się ustąpić, ale o incydencie zawiadomił Dymitrowa. W kolejnych depeszach oskarżył Moczara o celowe utrudnianie mu kontaktu z Warszawą, odmowę podporządkowania się dyrektywom z Moskwy, a nawet współpracę z Niemcami.

Wielu działaczy przedwojennej KPP wywodziło się ze środowisk żydowskich – dla nich zawarta w ideologii marksistowskiej obietnica nowego, bezklasowego społeczeństwa, w którym nie będzie miejsca na dyskryminację etniczną, wydawała się kusząca.

Z kolei Moczar informował Gomułkę i Bieruta, że Kasman celowo podsyca konflikt i wprowadza w błąd Dymitrowa, wstrzymując w ten sposób radzieckie dostawy broni dla AL. Partyzancki dowódca liczył na bezpośredni dostęp do radiostacji i szyfrów, co wzmocniłoby jego pozycję w relacjach z Moskwą, tymczasem Kasman kategorycznie odmówił, zasłaniając się (nie wiemy, czy zgodnie z prawdą) decyzją Dymitrowa. „Chodziło tu po prostu o władzę, do której pretendowali ci, którzy nie mieli do tego moralnego prawa” – napisał później Moczar.

Wydarzenia następnych miesięcy przyniosły rozwiązanie niejasnej sytuacji między Moskwą a Warszawą. Stalin przyjął delegację KRN i zdecydował się powierzyć radzie misję utworzenia nowego rządu, konkurencyjnego wobec władz londyńskich. W gruncie rzeczy gest ten miał znaczenie jedynie formalne: Polski Komitet Wyzwolenie Narodowego, powołany 22 lipca 1944 r., nie był niczym więcej niż wykonawcą radzieckich dyrektyw. Liczyło się przede wszystkim to, że Stalin okazał zaufanie (choć niebezwarunkowe) członkom komunistycznego ruchu oporu i dopuścił ich do swoich planów. Rywalizację Moczara z Kasmanem zakończyła ostatecznie decyzja kierownictwa PPR, które nakazało oficerowi AL opuścić swój oddział i objąć nowe stanowisko w rejonie Kielecczyzny. Moczar musiał wykonać polecenie, ale z pewnością nie przyszło mu to łatwo. Jako żołnierz i – we własnym mniemaniu – bohater walk z Niemcami czuł się poniżony, ustępując cywilowi, który swoją pozycję zawdzięczał politycznym kontaktom. I co więcej – który jest Żydem.

 

Nieufność

Incydent w Lasach Parczewskich miał głębsze znaczenie, wykraczające poza osobiste animozje dwóch działaczy komunistycznych. Historyk Jaff Schatz pisał o konsekwencjach wojny dla polskiego ruchu komunistycznego, a zwłaszcza dla jego wewnętrznej struktury. Wielu działaczy przedwojennej KPP wywodziło się ze środowisk żydowskich – dla nich zawarta w ideologii marksistowskiej obietnica nowego, bezklasowego społeczeństwa, w którym nie będzie miejsca na dyskryminację etniczną, wydawała się kusząca. Paradoksalnie, młodzi Żydzi w komunizmie szukali właśnie ucieczki przed swoim żydostwem, chociaż dla narodowej prawicy ich obecność w ruchu stanowiła dowód, że marksizm wywodzi się z „etyki Talmudu”.

Po roku 1939 władze niemieckie narzuciły żydowską identyfikację dziesiątkom tysięcy polskich obywateli. Między nimi znajdowali się też działacze komunistyczni. Dla nich ucieczka do Związku Radzieckiego nie była politycznym wyborem, tylko próbą ratowania życia. Początkowo aktywiści Komunistycznej Partii Polski rozwiązanej przez Stalina w 1938 r. nie odgrywali żadnej roli politycznej. Stworzono im jedynie możliwość wstąpienia do WKP(b) z zachowaniem stażu członkowskiego. Sytuacja zmieniła się dopiero po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej.

Po roku 1939 władze niemieckie narzuciły żydowską identyfikację tysiącom polskich obywateli. Między nimi byli też też działacze komunistyczni.

Na przełomie 1941 i 1942 roku grupa przedwojennych działaczy komunistycznych została przerzucona na teren Polski i rozpoczęła tworzenie PPR. W konspiracyjnej organizacji, obejmującej także partyzanckie oddziały Gwardii Ludowej (od 1944 Armii Ludowej), znaleźli się zarówno uczestnicy ruchu komunistycznego z czasów II RP, jak i nowi ludzie bez doświadczenia. Równolegle wiosną 1943 roku w Moskwie rozpoczął działalność Związek Patriotów Polskich, który w zamyśle Stalina miał stać się zaczynem elity politycznej i źródłem kadr dla przyszłego rządu.

 

1964. Mieczysław Moczar, minister spraw wewnętrznych PRL<br /><br /><br /><br />
Archiwum PAP
1964. Mieczysław Moczar, minister spraw wewnętrznych PRL

 

Krajowcy i Moskale

Wielu historyków opisujących wydarzenia tego okresu używa pojęć „krajowcy” i „moskale” dla rozróżnienia dwóch środowisk w ruchu komunistycznym. Odmienność tych grup tkwiła m.in. w specyfice ich aktywności politycznej. Podczas gdy działacze podziemnej PPR – wśród nich Władysław Gomułka, Mieczysław Moczar czy Zenon Kliszko – czuli się bardziej żołnierzami prowadzącymi bezpośrednią walkę z niemieckim okupantem, ludzie z kręgu Związku Patriotów Polskich (ZPP) i Centralnego Biura Komunistów Polskich (CBKP) – tu wymienia się najczęściej Jakuba Bermana, Hilarego Minca, Romana Zambrowskiego – działali w zaciszu gabinetów: prowadzili tajne negocjacje, układali programy i teksty proklamacji, byli przyjmowani przez najwyższych radzieckich dygnitarzy. „Wojenne doświadczenia obu grup były całkowicie odmienne – pisał Schatz. – Kierownictwo PPR, któremu Stalin okazywał brak zaufania i podejrzliwie kontrolował, było przeżarte frustracją i niechęcią do »moskali«, z którymi dzieliły ich także różnice zdań odnośnie taktyki działania. Różnice między »rodzimymi« komunistami i »moskalami«, płynące z odmiennych dróg kariery, doświadczeń okupacyjnych, tradycji ideologicznych i składu narodowościowego, miały się głęboko odcisnąć na powojennej historii ruchu komunistycznego”. Jak podkreśla autor, dla wzajemnego postrzegania obu środowisk, a także dla sposobu, w jaki odbierało je społeczeństwo, niezmiernie istotny był fakt, że wielu prominentnych „moskali” było z pochodzenia Żydami.

Czystka w łonie PPR została przeprowadzona na rozkaz Moskwy i tam też zapewne ułożono jej scenariusz. Decydującą rozprawę z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym” przeprowadzono podczas plenum KC PPR na przełomie sierpnia i września 1948 r.

W pierwszych latach po wojnie podziały wewnątrz elity komunistycznej zdawały się zamazywać, zaś antagonizmy słabnąć. Władysław Gomułka pozostał szefem partii, jego bliski współpracownik Marian Spychalski jako wiceminister obrony narodowej sprawował faktyczną kontrolę nad wojskiem, a wielu innych działaczy konspiracji objęło wysokie funkcje w aparacie państwowym i partyjnym. Wśród nich znalazł się też Mieczysław Moczar, od roku 1945 szef Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Łodzi. Jednak już u schyłku lat. 40 konflikt wewnątrz komunistycznej elity miał się pogłębić i utrwalić, a w łonie kierownictwa zaczęła się walka na śmierć i życie. Gomułkę i jego otoczenie oskarżono o „uleganie odchyleniu prawicowo-nacjonalistycznemu”, co w praktyce oznaczało zbyt małą uległość wobec Moskwy. Ich antagoniści w Biurze Politycznym posłużyli się wzorami zaczerpniętymi ze Związku Radzieckiego, gdzie wytknięcie ideologicznych pomyłek było dla Stalina wstępem do politycznego (a następnie fizycznego) zniszczenia wewnątrzpartyjnej konkurencji.

Rozliczenia

Czystka w łonie PPR została przeprowadzona na rozkaz Moskwy i tam też zapewne ułożono jej scenariusz. Decydującą rozprawę z „odchyleniem prawicowo-nacjonalistycznym” przeprowadzono podczas plenum KC PPR na przełomie sierpnia i września 1948 r. Atak rozpoczęło przemówienie Bieruta, kolejne ciosy zadawali członkowie Biura Politycznego: Jakub Berman, Aleksander Zawadzki, Edward Ochab, Roman Zambrowski. Oskarżeni przez nich działacze bili się w piersi i składali upokarzające samokrytyki. Był to zresztą rytuał, który niczego nie mógł zmienić, bowiem mechanizm czystki został już puszczony w ruch, a specjalna komórka MBP zbierała dowody rzekomej zdrady i szpiegostwa.

Wśród działaczy składających samokrytykę znalazł się też Moczar. Wiemy, że wystąpienie to wymusił na nim Zambrowski, przez którego został kilka dni wcześniej wezwany na rozmowę i brutalnie zbesztany. Zambrowski oświadczył wtedy, że decyzją Biura Politycznego Moczar zostanie usunięty z aparatu bezpieczeństwa (gdzie niedawno awansował na stanowisko generała brygady) i skierowany na drugorzędne stanowisko sekretarza partii w Olsztynie. Dla oficera i byłego partyzanta było to zapewne poniżenie jeszcze boleśniejsze niż finał konfliktu z Kasmanem. Musiał skapitulować i ukorzyć się, w dodatku – wbrew sobie – zapewnić, że nie czuje awersji do Żydów. A sprawcą tej klęski był namaszczony przez Moskwę dygnitarz żydowskiego pochodzenia. W wyniku ustaleń plenum władzy (a często także i wolności) zostali pozbawieni niemal wszyscy najbliżsi współpracownicy Gomułki z okresu okupacji, współtwórcy PPR i GL.

Partyzanci wracają

Układ sił zaburzony został w roku 1956, kiedy pod presją społeczeństwa i w atmosferze odwilży, zainicjowanej przez część działaczy partyjnych, do władzy powrócili „krajowcy” – na czele z Gomułką. Przyspieszenia nabrała wtedy również kariera Moczara. Jako wiceminister, a następnie minister spraw wewnętrznych stał się jedną z najjaśniejszych gwiazd w nowej konstelacji politycznej. Popierała go nowa frakcja partyjna, szybko ochrzczona mianem „partyzantów”. Członkowie tej grupy byli przeważnie pracownikami resortów siłowych i drugo- oraz trzeciorzędnymi dygnitarzami partyjnymi. „Partyzanci” podkreślali swoją przynależność do Armii Ludowej, kombatancką przeszłość, przeciwstawiając biografiom tych, którzy wojnę spędzili w Związku Radzieckim i tylko temu – jak utrzymywano – zawdzięczali znaczenie polityczne i władzę w Polsce.

Układ sił zaburzony został w roku 1956, kiedy pod presją społeczeństwa i w atmosferze odwilży, zainicjowanej przez część działaczy partyjnych, do władzy powrócili „krajowcy” – na czele z Gomułką.

Środowisko „partyzantów” tworzyło piramidę przeróżnych zależności, a na jej wierzchołku był Moczar. Konflikt „krajowców” i „moskali” odrodził się w nowej formie. Światopogląd moczarowców był swoistą odmianą nacjonalizmu wyrażonego językiem komunistycznej doktryny. Mieścił się w nim antysemityzm (na razie skrywany, wkrótce otwarcie głoszony pod marksistowsko poprawną nazwą antysyjonizmu), ksenofobiczna niechęć do wszystkiego, co w życiu kulturalnym i naukowym uznane zostało za niepolskie, uwielbienie dla tradycji militarnej, wreszcie niechęć wobec względnej nawet liberalizacji życia politycznego w kraju.

Zwolennicy Moczara przystąpili do oczyszczania resortu z oficerów żydowskiego pochodzenia i obsadzania stanowisk swoimi ludźmi. „Kto nie z Mieciem, tego zmieciem” – mówiono pół żartem, pół serio. „Przegląd kadr” odbywał się pod hasłem „ochrony kontrwywiadowczej”. „Partyzanci” wykorzystali sprawy Pawła Monata i Władysława Tykocińskiego, wysokich oficerów wywiadu, którzy – niezależnie od siebie, w odstępie kilku lat – uciekli na Zachód. Przypominano też dezercję Józefa Światły. Wszyscy trzej byli z pochodzenia Żydami, co pozwalało skonstruować tezę, że ważne stanowiska państwowe, zwłaszcza powiązane z obronnością kraju, powinni obejmować wyłącznie etniczni Polacy.

 

Warszawa 22.07.1946. Prezydent KRN Bolesław Bierut (C) przecina wstęgę podczas uroczystości otwarcia Mostu Poniatowskiego; z prawej członek Biura Politycznego KC PPR Władysław Gomułka
Archiwum PAP
Warszawa 22.07.1946. Prezydent KRN Bolesław Bierut (C) przecina wstęgę podczas uroczystości otwarcia Mostu Poniatowskiego; z prawej członek Biura Politycznego KC PPR Władysław Gomułka

 

Preludium

Niewątpliwie to właśnie antysemickie resentymenty ukształtowały polityczną strategię Moczara – a w konsekwencji całego środowiska partyzantów. Już u schyłku lat 60. generał polecił poddać totalnej inwigilacji ambasadę Izraela. Kontrwywiad notował nazwiska wszystkich osób z kręgów władzy, które utrzymywały kontakty z przedstawicielstwem dyplomatycznym. „Z okazji żydowskich świąt »Pashy«, Poselstwo doręczało na adresy prywatne około 200 osób z terenu Warszawy paczki z macą i winem rytualnym – czytamy w esbeckim raporcie. – Wśród ujawnionych agenturalnie odbiorców paczek znajduje się wiele osób zajmujących często eksponowane stanowiska w instytucjach państwowych (ustalenia w toku)” [pisownia oryginalna – przyp. red.].

Szef MSW za pośrednictwem podległych sobie służb śledził poczynania dawnych przeciwników z lat 40., którzy w 1956 r. zasilili szeregi frakcji „puławian”, opowiadającej się za liberalizacją życia politycznego i poszerzeniem zakresu swobód obywatelskich – wśród nich przede wszystkim Zambrowskiego i Kasmana. Obserwacją objęto zwłaszcza syna pierwszego z wymienionych, zaangażowanego w działalność opozycyjnych klubów dyskusyjnych – chodziło o udowodnienie przyjętej z góry tezy, że kontestująca młodzież sterowana jest przez spisek stalinowskich polityków.

Jednocześnie po 1956 r. aparat bezpieczeństwa przeszedł istotną modernizację. Wprowadzono nowoczesne metody pracy operacyjnej, zwłaszcza techniki podsłuchowe. Tysiące funkcjonariuszy pozyskiwało i gromadziło informacje. Dla planów politycznych Moczara, jego sojuszników i klientów decydujące znaczenie miały sukcesy SB.

Od połowy lat 60. na biurko Władysława Gomułki stale spływały policyjne raporty wskazujące na rosnące zagrożenie dawnych „moskali”, którzy mieli „sprzymierzyć się z siłami wrogimi Polsce Ludowej”. W 1963 roku z członkostwa w Biurze Politycznym zrezygnował Zambrowski, protestując przeciwko okazywanej mu nieufności i pozbawieniu wpływów. Z kolei w 1967 r. w atmosferze oskarżeń o „sprzyjanie syjonizmowi” zmuszony został do ustąpienia ze stanowiska naczelnego „Trybuny Ludu” Leon Kasman.

Było to preludium do wielkiej czystki antysemickiej, jaka wiosną 1968 r. przetoczyła się przez Polskę. Choć jej ofiarami padli głównie ludzie nienależący do elit władzy, zainicjowana przez „partyzantów” kampania w istocie stanowiła dopełnienie osobistej zemsty generała Moczara.

Tekst pochodzi z „Newsweek Historia” 1/2014.

W najnowszym „Newsweeku Historia” znajdziesz płyty z kultowym już programem „Sensacja XX Wieku” Bogusława Wołoszańskiego:

Newsweek.pl

Najtańszy mikroskop świata. Można go wyciąć z kartonu i złożyć jak origami – za jedyne 50 centów [WIDEO]

Piotr Cieśliński, 11.03.2014
Manu Prakash pokazuje kartonowy wykrój mikroskopu za 50 centówManu Prakash pokazuje kartonowy wykrój mikroskopu za 50 centów (Fot. TED)
Wygląda jak papierowa jednorazówka, ale jest bardzo trwały. Kosztuje grosze, ale spełnia funkcję prawdziwego mikroskopu. Można nim np. dostrzec zarodziec malarii we krwi.
Skonstruowali go bioinżynierowie z Uniwersytetu Stanforda – Manu Prakash, James Cybulski i James Clements. Przypomina zabawkę, którą wycina się i składa z kartonu. Kontury są już nacięte, więc części składowe wystarczy wypchnąć z gotowego wykroju, a potem złożyć jak origami. Zajmuje to mniej niż 10 minut. Nie potrzeba nawet instrukcji, bo pasujące do siebie części są oznaczone tymi samymi kolorami. Jedynymi elementami nie z papieru są mikrosoczewka, dioda świecąca i bateria (zwykła pastylka, taka jak w zegarkach). Opis jego działania i możliwości ukazał się kilka dni temu w serwisie Arxiv.org.Całość waży mniej niż 10 g, mieści się w kieszeni i mimo chałupniczej konstrukcji jest niezwykle wytrzymała. Temu papierowemu mikroskopowi nie zrobi szkody upadek z trzeciego piętra czy przypadkowe nadepnięcie. Chociaż nie przypomina ciężkich, solidnych i drogich mikroskopów, które każdy pamięta ze szkoły, to z powiększeniem do 2000 razy może spełniać równie poważne funkcje – w medycynie, badaniach naukowych czy edukacji. 

Może być drukowany hurtowo w setkach tysięcy i rozdawany niemal za darmo w Trzecim Świecie. Takie też było zamierzenie dr Manu Prakasha – żeby zrobić tanie narzędzie do diagnostyki medycznej, które będzie mogło być szeroko stosowane w krajach rozwijających się, niecierpiących na nadmiar gotówki, więc tamtejszej służbie zdrowia wszystkiego brakuje.

Można sobie też wyobrazić rosnącą społeczność naukowców amatorów – którzy mając do dyspozycji tak poręczny sprzęt, od razu ochoczo wyruszą w teren na badanie otaczającego ich świata i zaczną się wymieniać zdjęciami mikroświata, który wciąż kryje liczne tajemnice.

A szkoły? Taki mikroskop, który można złożyć własnymi rękami i kupić za równowartość biletu komunikacji miejskiej, mógłby trafić nie tylko do uczniów z trzeciego świata, ale i do wszystkich szkolnych tornistrów w Polsce! Jak gumka i długopis.

To genialna idea – nie powinno dziwić, że narodziła się w mateczniku najlepszych idei, jakim są konferencje TED. Każdy mówca ma maksymalnie 18 minut, żeby przedstawić pomysł i zafascynować nim publiczność, którą – odkąd wystąpienia są publikowane w internecie – stanowią setki milionów ludzi z całego świata.

Po raz pierwszy o mikroskopie za 50 centów Manu Prakash opowiadał na TEDGlobal w czerwcu 2012 roku, a gdy tylko kilka dni temu jego wystąpienie zostało udostępnione w internecie (jednocześnie z udostępnieniem szczegółów budowy urządzenia w Arxiv.org ), obejrzało go już ponad 300 tys. osób:

Spotkania wzorowane na konferencjach TED organizowane są na całym świecie, m.in. w Dubaju, Londynie, Amsterdamie, Tokio…

A w ten czwartek w Warszawie już po raz piąty odbędzie się konferencja TEDxWarsaw. Jak co roku – jej głównym zadaniem jest promowanie ciekawych, inspirujących i prowokujących do refleksji poglądów i działań. Podczas tegorocznej konferencji, organizowanej pod hasłem „Embrace the Other”, wystąpi wielu wyjątkowych prelegentów – artyści, naukowcy i działacze społeczni.

Jak w poprzednich latach relację z TEDxWarsaw będzie można oglądać na żywo w internecie m.in. na stronie TEDxWarsaw oraz na wyborcza.pl. Zapraszamy! Zobacz, kto w tym roku pojawi się na scenie TEDxWarsaw.

Wyborcza.pl

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s