Mocny głos powstańca warszawskiego przeciwko kultowi żołnierzy wyklętych

Mocny głos powstańca warszawskiego przeciwko kultowi żołnierzy wyklętych

Stanisław Aronson, ps. „Rysiek”, uczestnik Powstania Warszawskiego, dwukrotny kawaler Krzyża Walecznych, napisał list do prezydenta Andrzeja Dudy. Stanowczo protestuje w nim przeciw kultowi żołnierzy wyklętych. Twierdzi, że tworzy się alternatywną historię, która jest zwyczajnym kłamstwem. To jego drugi list – poprzedni sprzed półtora roku – pozostał bez odpowiedzi.

„Rysiek” uważa, że tworzy się dzisiaj mity żołnierzy wyklętych, drugiego podziemia, nowych bohaterów. – „Opowiada się bzdury, takie jak w wykonaniu szefa MON do dzieci w przedszkolu: „za tę zupę, którą jecie, podziękujcie „wyklętym” – bez ich wysiłku nic by nie było”.

Zwraca uwagę, że w przedziwny sposób rośnie liczba „wyklętych”. – „Jakie to były oddziały, nikt naprawdę nie wie. Przeważnie znane są nazwiska poszczególnych dowódców, ale dla dzisiejszych propagandystów oni są mniej ważni. Ważna jest ich mityczna potęga. Na początku mówiono o 25 tys., później o 100 tys., a ostatnio już o 200 tys.! Naprawdę niebywała to potęga, która w chwili, kiedy skończą liczyć, będzie większa od liczby wszystkich zaprzysiężonych żołnierzy AK…”.

Aronson pisze, że w jego środowisku byłych żołnierzy Kedywu zgrupowania Radosława, Zośki, , Parasola nigdy nie słyszał o nikim, kto by należał do „wyklętych”. – „Moje wypowiedzi i opinie są negatywnie przyjmowane przez dzisiejsze władze, które tworzą użyteczne dla siebie mity, uciekają od prawdy i od wolnego słowa. Prawda staje się niewygodna, bo zaprzecza polityce władzy i twórców alternatywnych faktów. Zapominają oni, że alternatywna historia to zwyczajne kłamstwo”.

Uważa, że budowanie mitu „żołnierzy wyklętych” staje się możliwe teraz, bo odchodzi pokolenie tych, którzy pamiętają tamte czasy. – „Kiedy już nie ma prawie nikogo, kto mógłby głośno zaprotestować i zaprzeczyć tej alternatywnej historii, temu upowszechnianiu alternatywnych „faktów”.

Przypomniał także wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Izraelu. – „Zostałem wykluczony ze wszystkich uroczystości związanych z Pańską wizytą. Od wielu, wielu lat byłem w Izraelu nieoficjalnym ambasadorem Polski Podziemnej. Pewnie teraz zostałem odwołany! Tyle że ci, którzy o tym postanowili, nie mają do tego najmniejszego prawa”.

koduj24.pl

Premier Szydło zadeklarowała chęć pomocy obywatelom. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała…

Premier Szydło zadeklarowała chęć pomocy obywatelom. Takiej odpowiedzi się nie spodziewała...

fot. flickr/KPRM

Beata Szydło w kampanii wyborczej obiecywała zerwanie z arogancją władzy, pokorę w jej sprawowaniu oraz stawianie spraw obywateli na pierwszym miejscu. Dziś, po prawie dwóch latach rządów PiS, wiemy, że brzmi to jak ponury żart. Arogancja władzy przejawia się w bezprecedensowym skoku na spółki Skarbu Państwa, awansowaniem kolejnych Misiewiczów, czy ostatnio aferą billboardową, finansowaną de facto za naszych podatków. Pokory ani widu, ani słychu. Dobra zmiana złapana ze rękę mówi: „to nie moja ręka”. W kwestii słuchania obywateli i stawiania ich spraw na pierwszym miejscu warto przypomnieć zmielenie podpisów od projektem referendum w sprawie reformy edukacji. Czyli obietnice swoje, a władza swoje.

Nie przeszkadza to jednak Beacie Szydło, jej ministrom oraz całemu sztabowi PR-owców, jak i przychylnym dobrej zmianie mediom narodowych, głosić na co dzień, że rząd ten jest otwarty na potrzebny Polaków.

W związku z powyższym wczoraj miała miejsce na Twitterze dosyć zabawna sytuacja. Mianowice oficjalne konto Kancelarii Premiera wrzuciło wpis, cytujący wypowiedź premier Szydło, a brzmi on: Naszym obowiązkiem jest rozwiązywanie problemów Polaków„. 

Niby wszystko dobrze. Sęk w tym, że pierwsza odpowiedź, która napłynęła w związku z deklaracją szefowej rządu, niespecjalnie przypadła dobra zmianie do gustu. W ramach tzw. ciętej riposty jeden z internautów odpowiedział w następujący sposób: „To proszę rozwiązać PiS. Z góry dziękuję”. Nic dodać, nić ująć…

Jak się okazuje, większość odpowiedzi na deklarację szefowej rządu szła właśnie w kierunku rozwiązania problemów naszego kraju, poprzez rozwiązanie PiS, jako głównego ich sprawcy.

Nie takiego obrotu sprawy spodziewali się pr-owcy dobrej zmiany…

crowdmedia.pl

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

Adam Bielan potwierdził w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, że klub parlamentarny PiS powiększy się o kilku posłów („jest to bardzo prawdopodobne”). Takie przejęcia (przejście, transfer) zdarzają się, obecnie można spodziewać się większej liczby – hurtowej – sięgającej nawet liczby 9 osób.

Dlaczego dochodzi do takiego dużego wrogiego przejęcia osób chwiejnych, acz szukających korzyści materialnych, którymi PiS mami? Jednym z powodów może być wymiana ciosów z Andrzejem Dudą, który może zechcieć budować własne zaplecze polityczne, partyjne.

PiS w tej sferze zapisał „barwną” kartę z Renatą Beger, posłanką Samoobrony, nad którą pracował zastępca Kaczyńskiego, Adam Lipiński. Działo się to 11 lat temu. Lipiński kusił publicznymi pieniędzmi, stanowiskiem w rządzie i innymi apanażami. Beger przyznała się do kurwików w oczach, które miały opisywać jej ciąg na seks, a który lubi, „jak koń owies”.

Ta remiza zostaje przez PiS odtworzona. Czy Bielan jest kierownikiem w tym skansenie politycznym PiS i czym kusi? Wówczas Beger dała się namówić autorom programu „Teraz my” (skądinąd nawiązującym do „złotej myśli” Kaczyńskiego: „teraz ku…a my”), aby iść na rozmowę z Lipińskim z ukrytym sprzętem video.

Kurwiki Beger znakomicie opisują stan intelektualno-emocjonalny PiS. Ówczesna posłanka Samoobrony obnażyła PiS, bo w istocie przystawała i dzisiaj wpasowałaby się idealnie w pisowski paradygmat. Beger, Bielan, Lipiński, Kaczyński – tworzą wspólnotę wartości i interesowności.

Pisowski wzorzec z Sevres – to osoby z kurwikami i ambicjami: „teraz k… ja/my”. Jest to niebezpieczny typ ludzi, których w każdym społeczeństwie jest niemało, nie uznają umów społecznych, zawartych w obowiązującym prawie. Naginają je do własnych potrzeb, łamiąc prawo ustrojowe i tworząc własne bezprawie.

Norman Davies – przedstawiciel jednej z najstarszych demokracji – wiele lat temu oceniając PiS, nazwał tę partię po prostu sektą, a potem mafią. I trudno z nim się nie zgodzić, bowiem tak zorganizowana grupa ludzi stara się przejąć kolejne sfery życia społecznego, werbuje ludzi, a gdy nie udaje się, bo niektórym nie odpowiada owa wspólnota, nazywani są kanaliami, gorszym sortem, zdradzieckimi mordami etc.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

Wymiana elit – ale na co?

Wymiana elit - ale na co?

Nawet Piotr Gliński w głębi duszy musi wiedzieć, że nie wymieni Miłosza na Lisickiego, Tokarczuk na Wildsteina, Głowackiego na Pietrzaka, a Młynarskiego na Wolskiego.

Na pogrzebie Janusza Głowackiego nie było przedstawiciela Ministerstwa Kultury. Należy przyznać, że sprawowany przez pana profesora Piotra Glińskiego urząd jest przynajmniej konsekwentny. Na przykład żaden jego przedstawiciel, o samym szefie resortu nawet nie wspominając, nie pojawił się również na ostatnich, 90. urodzinach Andrzeja Wajdy. Takie sygnały, których można by wyliczyć więcej, dziwić nie powinny. Wszystko to jest składnikiem mocnego założenia ideologicznego, z którym Prawo i Sprawiedliwość objęło władzę. To założenie brzmi: obecna elita kulturalna i intelektualna Polski jest spadkobierczynią sowieckich okupantów, wyobcowaną z ducha narodu, toteż należy ją wymienić. A skoro tak, to nie ma powodu oddawać hołdu odchodzącym przedstawicielom tej elity. Zasługą jest już to, że taktownie powstrzymujemy się od wyrażenia ulgi.

W odpowiedzi można oczywiście zapytać ironicznie, skąd PiS weźmie tę nieskażoną przez komunizm nową elitę. Wszak Jarosław Marek Rymkiewicz – jeden z nielicznych pisarzy, których talentu, mimo fundamentalnej niezgody na to, co obecnie głosi, nie sposób kwestionować – urodził się trzy lata wcześniej, niż Głowacki. W młodości, jak znaczna część jego pokolenia, należał do ZMP, a jako trzydziestolatek podpisał tzw. „kontrlist 600”, prokomunistyczną odpowiedź na protest przeciwko cenzurze, znany jako „List 34”. Inni, cenieni przez nową władzę twórcy, jak Marcin Wolski czy Jan Pietrzak, mają bodaj czy nie bardziej dwuznaczne karty w swoich życiorysach. Nie bez powodu tak docenia się Wojciecha Wencla – gdyż ten w 1989 roku miał siedemnaście lat, można więc przyjąć, że publicznie nie zdążył zrobić nic niestosownego.

Ale ten sposób reagowania na pisowską wymianę elit wydaje mi się z dwóch powodów błędny. Po pierwsze, wdajemy się w ten sposób w wojnę na życiorysy. Oczywiście, trudno nie mieć uciechy, przyłapując obecną władzę na niekonsekwencjach i hipokryzji: grzechy „naszych” są zmazane, bo są nasi, grzechy „waszych” są nie do zapomnienia. Ale jednak człowiek czuje, że poddaje się logice dość wstrętnej. Powód drugi jest ważniejszy, bo dotyka kwestii merytorycznych, nie zaś emocji. O nim będzie reszta tego tekstu.

Jak w ogóle kształtowała się w historii elita kulturalna i intelektualna Polski? Weźmy najpierw pod uwagę pierwsze dekady XIX wieku. Istniał wtedy silny ośrodek akademicki w Wilnie. Tworzyło go środowisko wykształcone u schyłku I Rzeczpospolitej. W Warszawie działało Towarzystwo Przyjaciół Nauk, utworzono Uniwersytet Warszawski. W Krakowie był oczywiście Uniwersytet Jagielloński, we Lwowie – Uniwersytet Franciszkański. Poza tym doniosły wpływ na to, kogo faktycznie uznawano jako autorytet, miały salony, związane z cenzusem majątkowym i dyplomem szlacheckim. Z tego ostatniego powodu mechanizm samoreprodukowania się elity, który funkcjonował, trudno uznać za szczególnie sprawiedliwy. Toteż literacki z pozoru spór „romantyków” z „klasykami” miał znaczenie nie tylko estetyczne, ale i społeczne: był swoistą rewoltą, toczoną jednak w obrębie istniejących reguł. Ostatecznie to salony musiały się przekonać do romantyków, by uznać ich za nową elitę narodu.

Ten właśnie mechanizm, będący wypadkową sytuacji społecznej, politycznej oraz rzeczywistej atrakcyjności intelektualno-artystycznej ludzi, którzy aspirowali do elity, bywał zakłócany przez najtragiczniejsze wypadki dziejowe. Po każdym zrywie powstańczym, zwłaszcza zaś po roku 1863, można było powiedzieć to, co lubi w kontekście II wojny światowej powtarzać PiS: że mianowicie najlepsi zginęli. Ci, co przeżyli, musieli brać pod uwagę ograniczenia cenzuralne lub zamilknąć. Na szczęście już wtedy wypracowano tzw. „język ezopowy„, pozwalający twórcom i odbiorcom porozumiewać się pomimo braku wolności słowa. Mówiąc nawiasem, zasady owego języka ezopowego nie były, rzecz jasna, nigdzie spisane i przez to uległy w znacznym stopniu zapomnieniu. Sztandarowy przykład tego zjawiska to sposób, w jaki od dekad czytamy „Ludzi bezdomnych” Żeromskiego, każąc uczniom zastanawiać się nad idiotycznym pytaniem, czy społecznik może mieć żonę, podczas gdy dla pierwszych czytelników tej powieści było oczywiste, że Judym zrywa z Joasią nie dlatego, że będzie mu przeszkadzać w leczeniu biedoty (co za pomysł?!), tylko dlatego, że został właśnie członkiem socjalistycznej konspiracji w Zagłębiu – na miejsce zamordowanego przez policję Korzeckiego – i tym samym przez resztę życia będzie się ukrywał.

Po 1918 roku niepodległa Polska stała oczywiście przed pokusą całkowitej wymiany elit: patrząc z naszej perspektywy, nie byłoby ostatecznie nic zaskakującego w stwierdzeniu, że twórcy z okresu zaborów byli w większości tymi zaborami fatalnie skażeni. A jednak ministrem kultury nie został wówczas – czy ja wiem? – np. od pewnego momentu otwarcie krytykujący zaborców Żeromski, tylko kompletnie apolityczny przed I wojną Zenon Przesmycki-Miriam, u progu stulecia grzecznie zanoszący swoje wyrafinowane pismo, „Chimerę”, do rosyjskiej cenzury. Twórcy naszego państwa rozumieli bowiem, że zerwanie ciągłości w kulturze to absolutna ostateczność, niezwykle groźna dla narodu. Tak, dokonuje się czasem takie częściowe, niejako wewnętrzne zerwanie, jak w erze walki romantyków z klasykami. Nigdy całkowite i w dodatku sterowane kryteriami, których żaden polityk naprawdę nie zrozumie. Natomiast zaprojektowana wymiana elity to przedsięwzięcie z założenia totalitarne (nawet jeśli nie znano wówczas jeszcze tego pojęcia), to znaczy płynące z marzenia o świecie całkowicie odmiennym, niż rzeczywisty, poddanym woli jednostki lub niewielkiego grona ideologów.

Taki właśnie totalitarny zamiar mieli z pewnością w 1949 roku komuniści. Nie, nie stało się nic innego, niż po dziewiętnastowiecznych powstaniach (emigracja wielu wybitnych obywateli, krwawe represje na pozostałych). Komuniści przy tym dokonali tego, co skądinąd planowały w okresie okupacji także środowiska niepodległościowe, to znaczy odblokowali (wreszcie!) drogę awansu dla dzieci miejskiego i wiejskiego proletariatu. Naturalnie działo się wtedy mnóstwo niesprawiedliwości, a ludzie, którzy wchodzili do elity kulturalno-intelektualnej, podobnie jak ci, którzy starali się w niej utrzymać, wykonali niejeden gest wiernopoddańczy (wystarczy poczytać „Dzienniki” Marii Dąbrowskiej). Jest oczywiste, że im bardziej konserwatywne czy nacjonalistyczne poglądy miał wówczas obywatel, tym trudniej mu było zdobyć się na kompromis. W tym sensie, zgoda, naturalne mechanizmy samoreprodukcji elity kulturalnej narodu uległy zatarciu. Nie zniszczały jednak całkowicie, a to dzięki temu, że okres stalinowskiej smuty trwał krótko: od szczecińskiego zjazdu literatów, gdzie ogłoszono doktrynę socrealizmu, do pierwszych zwiastunów odwilży („Poemat dla dorosłych” Adama Ważyka) minęło pięć i pół roku. Co to jest pięć i pół roku – że zapytam socjologa, profesora Piotra Glińskiego – dla mechanizmów społecznych?

Po 1956 do Polski wraca część emigrantów (Maria Kuncewiczowa, Stanisław Cat Mackiewicz, Melchior Wańkowicz, później też Teodor Parnicki). Korzystając z nieformalnego paktu Gomułki ze społeczeństwem, ludzie kultury zaczynają poszerzać granice wolności (w stosunku do okresu przed 1956 rokiem, nie w stosunku do realiów po roku 1989!). Odbudowują się uniwersytety, rozpoczyna się złoty wiek kultury PRL. Choćby filmy z tego okresu są cenione także poza granicami Polski („polska szkoła filmowa”), doprawdy nie przez agentów KGB. W tych warunkach rozwija się elita, którą dzisiejsze władze próbują wymienić, jako skażoną przez komunę.

To prawda, że najgorzej wyszło na tym środowisko polskiej prawicy. W okresie „karnawału Solidarności” zaczytywaliśmy się Miłoszem, Herbertem i Barańczakiem, Tischnerem i Kołakowskim – a nie Bolesławem Micińskim czy Feliksem Konecznym (wymieniam te dwa nazwiska w poczuciu że robię krzywdę Micińskiemu, ale może się mylę). Świat się jednak zmienił cokolwiek od wiosny 1939 roku i trudno mi pozbyć się myśli, że to niedocenienie twórców o poglądach prawicowych mogło być efektem niezawinionego przez nich anachronizmu ich dzieł. Zresztą trzeba być zupełnie zaślepionym ideologicznie, żeby nie dostrzec, że kontrpropozycja dla „lewicowej” kultury, jaką podsuwa nam PiS, jest, łagodnie mówiąc, mało przekonująca artystycznie i intelektualnie. Wystarczy spojrzeć na nową podstawę programową: więcej tam dzieł WYCOFANYCH (bo są „nie po linii”), niż nowych, które jakoby wcześniej nie miały szans zaistnieć. Wiele hałasu – i wychodzi z tego raptem Rymkiewicz i Wencel, czyli stary poeta, o którego nie ma co się oburzać (chyba, że z jego twórczości do podręcznika wejdzie akurat agitka „Do Jarosława Kaczyńskiego”, a nie np. wspaniałe wiersze z tomiku „Moje dzieło pośmiertne”), oraz poeta w średnim wieku, który zapewne podzieli kiedyś los Stanisława Ryszarda Dobrowolskiego, to znaczy trafi do smutnego rozdziału historii literatury pt. „Inni poeci epoki” (swoją drogą, lepszy byłby Polkowski, zwłaszcza z wczesnych lat 80.). Jak to się ujmuje w kategoriach sportowych: krótka ławka w tej prawicowej kulturze polskiej.

Podejrzewam, że w tych niemądrych i żałosnych manifestacjach Ministerstwa Kultury, w tych znamiennych przemilczeniach wybitnych twórców, którzy odchodzą, skrywa się właśnie bezradna złość, że tak naprawdę nie ma kogo promować. Nawet Piotr Gliński w głębi duszy musi wiedzieć, że nie wymieni Konwickiego na Łysiaka, Miłosza na Lisickiego, Tokarczuk na Wildsteina, Głowackiego na Pietrzaka, a Młynarskiego na Wolskiego. Nie sposób postawić „Smoleńska” ponad „Ziemią obiecaną”. Jerzy Zelnik i Katarzyna Łaniewska to nie ta liga, co Daniel Olbrychski i Krystyna Janda (bądźmy sprawiedliwi: Ewa Dałkowska – owszem). No to przynajmniej tamtych zamilczmy na śmierć, a może w pustce stanie się jakiś cud. Nawet trochę władzy współczuję: wierzyć, że naturalnie ukształtowana elita narodu to skutek knowań jakiegoś środowiska, które przewalczyć można silną wolą – i odkryć, że, jak mówił klasyk, „z pustego i Salumun nie naleje”. To musi boleć.

Jerzy Sosnowski

koduj24.pl

Szydło na dywaniku u Kaczyńskiego?

Szydło na dywaniku u Kaczyńskiego?

Jak ustalił „Super Express”, w czwartek po południu Beata Szydło przyjechała do siedziby PiS przy Nowogrodzkiej. – „Szefowa rządu wchodziła do Kaczyńskiego uśmiechnięta, by po godzinie opuszczać biuro wyraźnie zdenerwowana” – pisze „SE”.

Kaczyński miał być wściekły na szefową rządu za to, że nie stanęła w obronie kampanii promującej pisowską reformę sądownictwa. Jedno jej wystąpienie na konferencji prasowej z prezesami Polskiej Fundacji Narodowej to było dla niego stanowczo za mało. – „Prezes upomniał Szydło, że rząd ma wesprzeć akcję i to jak najszybciej” – powiedział „SE” polityk PiS z otoczenia Kaczyńskiego.

„Dywanik” u prezesa odniósł prawie natychmiastowy skutek, bo już kilkanaście godzin później w Kancelarii Premiera urządzono „pokazówkę”, oficjalnie nazwaną spotkaniem z osobami pokrzywdzonymi przez wymiar sprawiedliwości. W błysku fleszy i pod okiem kamer Szydło i Ziobro odrobili „zadanie domowe” zlecone przez Kaczyńskiego.

koduj24.pl

„Bezcenne” rady Terlikowskiego

„Bezcenne” rady Terlikowskiego

Jak zapobiegać wszelkim kryzysom, zwłaszcza w małżeństwie? Prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski spieszy z odpowiedzią – żeby zapobiegać rozwodom, trzeba się modlić. – „Codzienna modlitwa jest zdecydowanie najlepszym środkiem wspomagającym małżeństwo. Jeśli jeszcze nie robicie tego razem – zacznijcie już dziś. Nie ma lepszej metody umacniania swojego małżeństwa” – zachęca w swoim wpisie na Facebooku.

Zdaniem Terlikowskiego, wspólna modlitwa powoduje, że małżeństwa, które zastosują się do tej rady, są praktycznie chronione przed rozwodem. Powołuje się także na badania Christophera Ellisona z University of Texas w San Antonio. Wynika z nich, że pary, które się modlą są „zdecydowanie szczęśliwsze, niż pozostałe, lepiej radzą sobie z dziećmi i wreszcie są bardziej zadowolone ze swojego pożycia seksualnego. Spośród małżeństw, które modlą się razem, codziennie, rozwodzi się… znacząco poniżej jednego procenta „ – napisał Terlikowski.

Jedna z internautek tak skomentowała te rady: – „Istnieją małżeństwa bardzo szczęśliwe bez ślubu kościelnego, bo druga osoba jest niewierząca lub wyznaje inną wiarę i jakoś dziwne, że bez modlitwy im się układa w małżeństwie, a są małżeństwa po ślubie kościelnym, a się rozpadają. Wszystko, jak widać zależy od samych ludzi, a nie od modlitwy i religijności”.

koduj24.pl

Wrogie przejęcie posłów przez PiS

Adam Bielan potwierdził w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM, że klub parlamentarny PiS powiększy się o kilku posłów („jest to bardzo prawdopodobne”). Takie przejęcia (przejście, transfer) zdarzają się, obecnie można spodziewać się większej liczby – hurtowej – sięgającej nawet liczby 9 osób.

Dlaczego dochodzi do takiego dużego wrogiego przejęcia osób chwiejnych, acz szukających korzyści materialnych, którymi PiS mami? Jednym z powodów może być wymiana ciosów z Andrzejem Dudą, który może zechcieć budować własne zaplecze polityczne, partyjne.

PiS w tej sferze zapisał „barwną” kartę z Renata Beger, posłanką Samoobrony, nad która pracował zastępca Kaczyńskiego, Adam Lipiński. Działo się to 11 lat temu. Lipiński kusił publicznymi pieniędzmi, stanowiskiem w rządzie i innymi apanażami. Beger przyznała się do qurvików w oczach, które miały opisywać jej ciąg na seks, a który lubi, „jak koń owies”.

Ta remiza zostaje przez PiS odtworzona. Czy Bielan jest kierownikiem w tym skansenie politycznym PiS i czym kusi? Wówczas Beger dała się namówić autorom programu „Teraz my” (skądinąd nawiązujący do „zlotej myśli” Kaczyńskiego: „teraz ku…a my”), aby iść na rozmowę z Lipińskim z ukrytym sprzętem video.

Qurviki Beger znakomicie opisują stan intelektualono-emocjonalny PiS, ówczesna posłanka Samoobrony obnażyła PiS, bo w istocie przystawała i dzisiaj wpasowałaby się idealnie w pisowski paradygmat. Beger, Bielan, Lipiński, Kaczyński – tworzą wspólnotę wartości i interesowności.

Pisowski wzorzec z Sevres – to osoby z qurvikami i ambicjami: „teraz k… ja/my”. Jest to niebezpieczny typ ludzi, których w każdym społeczeństwie jest niemało, nie uznają umów społecznych, zawartych w obowiązujacym prawie. Naginają je do własnych potrzeb, łamiąc prawo ustrojowe i tworząc własne bezprawie.

Norman Davies – przedstawiciel jednej z najstarszych demokracji – wiele lat temu oceniajac PiS nazwał tę partię po prostu sektą, a potem mafią. I trudno z nim się nie zgodzić, bowiem tak zorganizowana grupa ludzi stara się przejąć kolejne sfery życia społecznego, werbuje ludzi, a gdy nie udaje się, bo niektórym nie odpowiada owa wspólnota, nazywani są kanaliami, gorszym sortem, zdradzieckimi kanaliami, etc.

PiS poluje na posłów opozycji – nawet dziewięciu może przejść do partii rządzącej

2017.07.28

Prawo i Sprawiedliwość rozpoczyna sezon transferowy. Już po wakacjach klub parlamentarny rządzącej partii może się powiększyć nawet o dziewięciu parlamentarzystów opozycji. PiS chce wysłać jasny sygnał do swoich wyborców, że mimo wymiany ciosów z prezydentem Andrzejem Dudą partia rośnie w siłę.

http://www.superstacja.tv/wiadomosc/2017-07-28/pis-poluje-na-poslow-opozycji-nawet-dziewieciu-moze-przejsc-do-partii-rzadzacej/

Zapis rozmowy Adama Lipińskiego z Renatą Beger

pi, 27 września 2006
Co posłanka Samoobrony dostanie w zamian za przejście do PiS-u? Zapis rozmowy pochodzi z internetowej strony programu „Teraz My”

(…)

Adam Lipiński: Czyli pani z grupą pięciu osób…

Renata Beger: Ja mówię o sobie.

AL: Czyli pani z grupą pięciu osób, czyli razem sześć osób, pani chciałaby wstąpić do PiS-u, a oni do tamtego klubu albo zakładają inne koło, to dobrze, jakie są oczekiwania?

RB: No tak jak powiedziałam.

AL: Czyli co? Sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa, tak?

RB: I to natychmiast.

AL: Wie pani, to żaden problem, bo my mamy mnóstwo wolnych stanowisk, znaczy mnóstwo, to nie ma żadnego problemu z tym, a te pozostałe osoby?

RB: One…

AL: Wolałbym, żeby nie szarpali sekretarzy stanu…

RB: Nie, nie, one będą wówczas same rozmawiały.

AL: Aha.

RB: I ja jestem pewna, tak na 100 proc. na trzy osoby, a dwie to takie są…

AL: Bo tam są różne możliwości, niektórym zależy na reelekcji, to my też mamy pewne możliwości, np. można się dogadać, jeżeliby komuś to odpowiadało, z Giertychem, Giertych ma w niektórych miejscach po prostu białe plamy, jeśli to się nałoży na siebie, to wtedy ten ktoś może wejść do klubu LPR-u, Giertychowi zależy, żeby się troszeczkę, że tak powiem nadymać i może mieć gwarancję reelekcji z listy LPR-u, też PiS wchodzi w rachubę, wchodzi w rachubę ten klub, tak, że tutaj pole manewru jest spore.

RB: Najpierw porozmawiajmy o mnie!

AL: Ale rozumiem, ze pani propozycja to jest kwestia sekretarza stanu w ministerstwie rolnictwa i wstąpienia do PiS-u, to jest moja jedna rozmowa z prezesem, szczerze mówiąc…

RB: No tak, ale ja powiedziałam więcej.

AL: To znaczy?

RB: Ja powiedziałam o moich sprawach sądowych…

AL: Ale jak pani sobie wyobraża te sprawy sądowe załatwić?

RB: To państwo jesteście od tego, a nie ja. Wojtkowi mówiłam.

AL: Nie ma co pani tutaj okłamywać, ja bym to zrobił tak…z panią by się spotkał ktoś kto ma wiedzę na ten temat. Pani by powiedziała, o co chodzi, to znaczy on by przedstawił pani jak to się będzie toczyło, bo jeżeli coś jest… Ja się nie znam na tym, on pani powie i pani podejmie decyzję, jeżeli są jakieś sprawy one się toczą i mają taki przebieg, tego nie można w żaden sposób zatrzymać…

RB: Nie, można.

AL: Nie znam się na tym, jak pani chce, ja mogę się dowiedzieć, dobrze? I pani powiem.

(…)

RB: O klubie mówiliśmy, i stanowisku mówiliśmy, pierwsze miejsce na liście w moim okręgu.

AL: To jest okręg pilski?

RB: Pilski, tam był teraz pan poseł Kraczkowski.

AL: Rozumiem, dobrze, ja to sobie zanotuję.

RB: Tak, no i oczywiście praca dla moich ludzi, bo część ludzi w terenie ze mną przechodzi, wybory samorządowe, oni są już uwzględnieni na liście do sejmiku, dwa wysokie miejsca mnie interesują.

AL: Nie tak szybko (Adam Lipiński notuje – red.), sejmik wojewódzki?

RB: Tak.

AL: Jak ma to wyglądać?

RB: Dwa wysokie miejsca, z tego mogę dać jedno nazwisko Beger. To mówiłam, to mówiłam…

AL: No dobra, to w takim razie…

RB: Z tym, że ja zaznaczyłam, chcę to od państwa na piśmie, i mówiłam i Wojtkowi (Mojzesowiczowi – red.) i pozostałym osobom, które się ze mną kontaktowały, że chcę podpis…

AL: No wie pani, nie wiem czy to jest możliwe, bo my możemy się umówić…

RB: …że chcę podpis pana premiera, dla mnie to on jest autorytetem

AL: Ale możemy się umówić, bo wie pani to…

RB: Gramy o dużą stawkę.

AL: Ale wie pani, sądzę, że premier jako premier może pani zagwarantować to, że pani dostanie nominację na sekretarza stanu, no to jest możemy się umówić, że pani jest sekretarzem stanu, może mi pani wierzyć, nie wierzyć, ale załóżmy, ze mi pani wierzy, sekretarz stanu to nie ma problemu.

RB: Twardo rozmawiamy.

AL: Jedynka na liście pilskiej, to już jest kwestia umowy, musiałaby pani mieć z PiS-u deklarację, ze my pani gwarantujemy, sprawy sejmiku wojewódzkiego, też może być deklaracja prezesa partii czy szefa zarządu głównego, jakoś tam parafowana przez prezesa, no te inne sprawy, to oczywiście nie.

25 września 2006 r. – poniedziałek

Renata Beger: I co tam w naszej sprawie?

Adam Lipiński: No więc tak: po pierwsze pani musiała mówić jeszcze komuś o tych swoich warunkach 

RB: Z Kuchcińskim rozmawiałam

AL: Aaa 

RB: Z Kuchcińskim, bo on mnie pierwszy zaprosił.

AL: Rozumiem, dobrze, dobrze, to nie żaden zarzut, tylko żeby nie było potem na mnie, bo ja obiecałem, że… Ja rozmawiałem z premierem.

(…)

AL: Jeżeli chodzi o sekretarza stanu, to prezes na razie tego pomysłu nie zaakceptował. Ja pani powiem tak: znaczy mówię pani szczerze, także…

RB: No tylko szczerze możemy grać.

AL: Jasne. Nie zaakceptował teraz, aczkolwiek to jest tak, że my mamy teraz zablokowane, że tak powiem, przechodzenie ludzi z Samoobrony, ponieważ jest ta sprawa weksli. Posłowie się po prostu boją.

(…)

AL: Ja rozmawiałem dzisiaj z ministrem Ziobro na ten temat i on twierdzi, że z jego wiedzy którą teraz ma, po rozmowach z prawnikami w ministerstwie, Lepper może uruchomić te weksle, to może trwać kilka miesięcy, przy czym nie jest w stanie wejść na majątek, jeżeli posłowie od razu zareagują. To znaczy to będzie tak: on uruchamia weksle, jest zgłoszona nie wiem w jakiej formule prawnej skarga czy odwołanie posła, weksel jest zablokowany, trwa proces i ten proces jest wygrany. Według Ziobro ten proces jest wygrany. (…)

RB: Ja pomyślałam o takim czymś, że skoro są posłowie, którzy czekają na moją decyzję, to może państwo jesteście w stanie zabezpieczyć mnie w razie czego finansowo, a reszta przejdzie jak…. wie pan, gęsiego.

00:12:32

AL: Myśmy się dzisiaj zastanawiali nad tym czy nie uruchomić… Bo teoretycznie to nawet można Sejm obciążyć tymi pieniędzmi, gdyby Lepper… Teoretycznie jest to możliwe.

RB: No ale jak? W jaki sposób?

AL: No że Sejm… że komornik może odebrać do czasu jakby skutkowania tej apelacji posłów… że Sejm by jakby te pieniądze w jakiś, nie wiem jaki, nie jestem prawnikiem, prawny sposób zabezpieczył.

RB: Finansował by jakby, tak?

AL: Tak, bo myśmy też myśleli o tym żeby stworzyć jakiś fundusz, który do czasu kiedy ta sprawa nie będzie rozstrzygnięta mógł, że tak powiem, założyć za tych posłów, gdyby nie daj Boże tam wszedł komornik.

(…)

RB: No i sprawa tych moich spraw sądowych.

AL: Ja wiem, wszystko wiem.

RB: A co z tym?

AL: Ponieważ, no, na razie nie ma armat, to znaczy ten pierwszy nie został spełniony, więc ja już dalej nie drążyłem. Zresztą nie chciałem nawet tego robić nawet z tego względu… bo jak ja bym to powiedział prezes mógłby to komuś powiedzieć…

RB: I za daleko by poszło.

AL: No właśnie. Także dla pani dobra… Dla naszej umowy…

RB: To znaczy wie pan, to i tak jest, wie pan, cała Polska o tym wie.

AL: Nie, nie, to ja wiem chodzi tylko nie wie, że pani…

RB: Tak, nie wie, że ja to podałam.

(…)

Zmniejszenie polskiej armii zawodowej. PiS wpisuje zmiany do ustawy

W ramach wprowadzania zmian w ustawie posłowie z sejmowej komisji obrony zmniejszyli limit żołnierzy armii zawodowej. Sprawę skomentował na Twitterze były minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. „Odpowiedź na Zapad?” – zapytał poseł PO, zauważając, że chodzi o 20 tysięcy żołnierzy. (tvn24.pl)

Bielan: To bardzo prawdopodobne, że do końca roku klub PiS będzie większy. To moje przewidywania

– Nawet gdyby były takie rozmowy, to nie mógłbym ich potwierdzić. Jeżeli pyta mnie pan o moje przewidywania, czy do końca roku nasz klub [PiS] będzie większy, to wydaje mi się, że jest to bardzo prawdopodobne – mówił Adam Bielan w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem w RMF FM. Wicemarszałek Senatu stwierdził też, że po wakacjach doszło już do 2-3 spotkań Jarosława Kaczyńskiego z Jarosławem Gowinem.

300polityka.pl

STAN GRY: SE: Kempa kieruje billboardy do CBA, Majmurek: PAD nie zaprasza narodowców, Łapiński: Projekty 25.09

— SEJM PRZYJĄŁ UCHWAŁĘ UPAMIĘTNIAJĄCĄ HEROICZNEGO ABP. BARANIAKA, SEKRETARZA PRYMASA KARDYNAŁA WYSZYŃSKIEGO: https://ekai.pl/sejm-przyjal-uchwale-upamietniajaca-abp-baraniaka/



— BIELAN PRZEWIDUJE TRANSFERY
http://300polityka.pl/news/2017/09/16/bielan-to-bardzo-prawdopodobne-ze-do-konca-roku-klub-pis-bedzie-wiekszy-to-moje-przewidywania/

— KAZIK STASZEWSKI FANEM MAZURKA ORAZ SPORU ZIEMKIEWICZA Z ŁYSIAKIEM – jak mówi w RZ: “Gazety też powoli odstawiam. Dla ogólnej orientacji kupuję tylko w poniedziałki „Gazetę Wyborczą” – bo w ten dzień ma świetny dział sportowy i dodatek historyczny, a także „Do Rzeczy”, z powodu Warzechy oraz Ziemkiewicza i Łysiaka, bo uwielbiam, jak ci dwaj ostatni się sprzeczają. „Sieci” to nuda, mimo obecności Mazurka i Zaremby. W „Wyborczej” i „Do Rzeczy” warsztat narracyjny, niestety, jest mniej więcej taki sam. Tylko treść inna. W piątki kupuję „Wyborczą” ze względu na „Co Jest Grane”, zaś w soboty „Plusa Minusa”. Jest ciekawy jak krótka książka. Podoba mi się układ numerów tematycznych. Trochę boleję z powodu braku wywiadów Roberta Mazurka”.

— DUDA NIE JEST ADRIANEM – dalej Kazik: “Kaczyńskiemu czy się przyglądam? Kaczyński głupi nie jest. Umie trzymać w ryzach swoją watahę. Prezydent Duda robi na mnie sympatyczne wrażenie, a z mojej anarchistycznej perspektywy zawetowanie ustaw też robi dobre wrażenie. Prezydent nie jest Adrianem, jak sugerowano, wykonującym wyłącznie polecenia prezesa. A to dobrze, gdy cała władza nie skupia się w jednych „ręcach”. Panie Andrzeju nie-Adrianie – odwagi! Ale i tak żyjemy w wyjątkowym kraju, gdzie całą władzę skupia w swoim ręku szeregowy poseł”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/309149947-Kazik-Staszewski-Jaroslaw-Kaczynski-nie-jest-glupi-Prezydent-Andrzej-Duda-robi-na-mnie-sympatyczne-wrazenie.html?template=restricted

— KEMPA WYSŁAŁA SPRAWĘ BILLBOARDÓW DO CBA – Sylwester Ruszkiewicz w SE: “Niespodziewana wizyta premier Beaty Szydło (54 l.) u Jarosława Kaczyńskiego (68 l.)! Jak ustalił „Super Express”, prezes był wściekły na szefową rządu, że nie stanęła w obronie kampanii billboardowej wspierającej reformę sądownictwa. Tymczasem CBA po zawiadomieniu szefowej KPRM Beaty Kempy (51 l.) przygląda się działalności byłych współpracowników pani premier, których firma dostała zlecenie przy tej kampanii”. http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/szydo-pojechaa-tumaczyc-sie-z-billboardow_1018103.html

— ANDRZEJ, NIE JESTEŚMY NAIWNI W ŻADNYM STOPNIU – SPIĘCIE PAD Z PREZYDENTEM NIEMIEC: “Na te słowa odpowiedział prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier. Jak podkreślił, jego kraj zdecydował się z powodów humanitarnych przyjmować uchodźców z rejonu ogarniętego konfliktem zbrojnym, a „nie – jak mówił polski prezydent – z powodu politycznej poprawności”. – Jesteśmy całkowicie świadomi obecnej sytuacji i, Andrzej, nie jesteśmy naiwni w żadnym stopniu – podkreślił Steinmeier, zwracając się do Dudy po imieniu”. https://wiadomosci.wp.pl/andrzej-duda-starl-sie-z-prezydentem-niemiec-nie-jestesmy-naiwni-6166422875862657a

— JAKUB MAJMUREK ZWRACA UWAGĘ, ŻE PAD NIE ZAPROSIŁ NARODOWCÓW DO KOMITETU: “Z drugiej strony do faktycznie pluralistycznego komitetu obchodów setnej rocznicy niepodległości Duda nie zaprosił nikogo ze środowisk niesławnego Marszu Niepodległości – być może mając świadomość, że centrowym wyborcom kojarzy się on głównie z przemocą, nienawiścią i skrajnościami”.

— MAJMUREK O GRZE DUDY: “Dla opozycji nowa samodzielność Dudy to trudny orzech do zgryzienia. Z jednej strony daje nadzieję na to, że prezydent będzie blokować najbardziej dzikie projekty Nowogrodzkiej. Pozwala rozgrywać różnice w obozie rządzącym. Z drugiej strony, z samodzielnym, podmiotowym Dudą wygranie wyborów prezydenckich w roku 2020 roku nie będzie wcale łatwe. A z obecnym prezydentem w pałacu, nawet w przypadku zmontowania większości w Sejmie, opozycji rządzić będzie niezwykle ciężko”. https://opinie.wp.pl/jakub-majmurek-gra-dudy-dopiero-sie-zaczyna-6166369543407745a

— PROFESOR SZAHAJ O SARMACKIM POPLIBERALIZMIE: “Liberalizm w Polsce pod przykrywką swej zachodniości i nowoczesności legitymizował nasze sarmackie wady, przede wszystkim niechęć do państwa, kult siły i pogardę dla słabszych”. http://liberte.pl/sarmacki-popliberalizm/

— NIEMIECKIE INWESTYCJE NA WĘGRZECH WZROSŁY – prof. Mark Blyth w rozmowie z Kulturą Liberalną (Pawłowski): “Ale my nie mówimy o opuszczaniu Unii, ale o zrezygnowaniu z ważnego narzędzia zarządzania makroekonomicznego, jakim jest własna waluta. W ciągu ostatniej dekady Unia przetransferowała do Polski 60 mld dolarów w postaci inwestycji strukturalnych. Nie ma mowy, by Unia „odpuściła” te pieniądze. To prawda, działania obecnego rządu mogą irytować, ale spójrzmy na niemieckie inwestycje kapitałowe na Węgrzech. Nie tylko nie zostały wstrzymane, ale wzrosły, pomimo polityki. Zatem owszem, retoryka może i się zaostrza, ale ja wolę śledzić przepływ pieniędzy. A pieniądze pokazują mi duże inwestycje i w związku z tym, czy przyjmiecie euro, czy nie, Polski nikt nie zostawi”.

— BLYTH WYKPIWA KORZYŚCI Z EURO: “Mówi pan, jakby nie istniały żadne korzyści z posiadania wspólnej waluty.

– Odbiję piłeczkę. Jakie są realne korzyści z posiadania wspólnej waluty?

– To obniża koszty transakcyjne.

– I naprawdę uważa pan, że ludzie nie śpią w nocy, myśląc: o rety, tak się cieszę, że koszty transakcji są niższe? Dostaję wypłatę w dolarach amerykańskich, Donald Trump jest prezydentem, a mimo to wiem, że te banknoty będą tu za 10, 15 czy 20 lat, podobnie jak amerykańska gospodarka. W przypadku euro nie mam tej pewności”.

— BLYTH O LOSOWEJ REDYSTRYBUCJI: “Sprzedaje się nam ładną historyjkę o tym, że wszyscy rośniemy, bogacimy się i specjalizujemy. Tak nie jest i właśnie dlatego Trump wygrał wybory. Kiedy popatrzymy na środkowy zachód Stanów Zjednoczonych, zobaczymy, że to wydrenowane, zubożałe miejsce. A w tym samym czasie w miastach wschodniego i zachodniego wybrzeża dwupokojowe mieszkania kosztują milion dolarów. Dokonała się losowa redystrybucja dóbr i dochodów, które popłynęły do kieszeni niewielu osób. Reszta społeczeństwa rozgląda się i pyta: dlaczego ci wszyscy goście mówią mi, że wszystko jest w porządku, kiedy ewidentnie nie jest?” http://kulturaliberalna.pl/2017/09/12/mark-blyth-unia-polska-euro/

— KRZYSZTOF ŁAPIŃSKI: PROJEKTY 25.09 – jak mówi Faktowi: “W trakcie rozmów prezydent Andrzej Duda podkreślał, że wetując w lipcu dwie ustawy o SN i KRS zadeklarował, że ma nadzieję, że w ciągu dwóch miesięcy przedstawi własne projekty. 25 września jest dobrą datą ze względu na upływające od weta dwa miesiące. Ostateczna decyzja zostanie pewnie podjęta przez prezydenta po powrocie ze Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku. Prace nad ustawami są już na ukończeniu”.

— KAMPANIA DROGA I NIEPOTRZEBNA? – jak mówi Łapiński na pytanie Faktu:“W moim przekonaniu, działania PFN nie dotyczą ustaw prezydenckich, bo te nie zostały jeszcze zgłoszone. Ta kampania jest działaniem niezależnym od prac toczących się w kancelarii prezydenta.
– Czyli kampania PFN jest niepotrzebna i do tego droga?
– To jest decyzja zarządu PFN i osób, które kierują tą Fundacją. To pytanie nie do nas”.

— ŁAPIŃSKI O STANOWISKU PETRU: “Słusznie zauważył pan, że Ryszard Petru jako jedyny spośród wszystkich osób obecnych na spotkaniach, wyrażał pewien sceptycyzm”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/rzecznik-prezydenta-dla-fakt24-reforma-sadow-bedzie-za-tydzien/xfptkpv

— KOWALCZYK DEMENTUJE EMERYTURY OBYWATELSKIE: “- Przygotowana przez ZUS zielona księga nie mówi o emeryturze obywatelskiej. W tym dokumencie znajdują się analizy dotyczące prognozowanych wpływów ze składek emerytalnych, przewidywania dotyczące kwot wypłat z ZUS itd. Oczywiście wiemy, że ZUS nie jest samowystarczalny, nigdy taki nie był i zawsze otrzymywał dotacje z budżetu państwa. I musimy być świadomi, że w przyszłości pewnie dalej tak będzie. Tym bardziej że liczba emerytów jest znacznie większa. Natomiast rząd PiS nigdy nie miał pomysłu wprowadzenia emerytury obywatelskiej”.

— KOWALCZYK O TYM, ŻE BĘDZIE TAK JAK BYŁO: “- Drobne modyfikacje zawsze mogą nastąpić, ale generalnie pozostanie taki system, jaki funkcjonuje obecnie. A więc system, który uzależnia wysokość emerytur od liczby przepracowanych lat i wysokości wpłaconych składek”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/henryk-kowalczyk-niemamowyoem-eryturach-obywatelskich_1018104.html

— NACZELNY SE O POPARCIU DLA PIS I ZACHŁYŚNIĘCIU SIĘ JAK U TUSKA: “Afera billboardowa pokazała, że pieniądze publiczne traktuje się partyjnie, a nie publicznie. Poza tym wydanie milionów złotych, żeby przekonać ludzi do zmian w sądach, do których ci ludzie co do zasady są przekonani, jest po prostu bezsensowne. Nie podoba mi się zakamuflowane zwiększanie podatków, jak choćby w przypadku wynajmujących mieszkania, bo to jest zwykłe dojenie obywateli. Tymczasem PKB nie urośnie od tego, że się część Polaków wydoi, żeby dać innej grupie. To tak nie działa. Zadaniem rządu jest takie modelowanie prawa, żeby Polacy się bogacili, żeby gonili w zarobkach Europę Zachodnią. Piszę to, żeby się ktoś przypadkiem tym rekordowym poparciem nie zachłysnął, bo mi się nie chce wysłuchiwać nowych Tusków, że „nie ma z kim przegrać”, bo ja pamiętam koniec tej błazenady”. http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/zawsze-jestem-za-rzadem-z-tym-ze-nie-zawsze_1018108.html

— JACEK KARNOWSKI O TYM, ŻE REPARACJE SŁUŻĄ RELACJOM Z NIEMCAMI: “Jeśli ktoś twierdzi, że reparacje zaszkodzą pojednaniu polsko-niemieckiemu, podświadomie zakłada, że nie jest to prawdziwe pojednanie, ale swoisty układ polityczny, w którym strona silniejsza poprawne relacje warunkuje milczeniem strony słabszej w sprawie braku odszkodowania za wyrządzone krzywdy. Załatwienie problemu reparacji to działanie na rzecz przyszłości, na rzecz zgodnego i szczerego sąsiedztwa naszych narodów w kolejnych dekadach i stuleciach”. https://wpolityce.pl/polityka/358010-to-bzdura-ze-reparacje-zaszkodza-pojednaniu-polsko-niemieckiemu-one-pojednanie-umocnia-i-utrwala-dadza-mu-solidny-fundament-na-przyszlosc

— JESTEŚ Z PIS? WYSTĄPISZ W OPOLU – Fakt na jedynce: “NaVi i Omen nie grają dużych koncertów. Ich przeboje w internecie oglądają i słuchają nie miliony a raczej garstki fanów. Skąd więc ich obecność wśród gwiazd? Bo liderzy obu kapel to działacze… Prawa i Sprawiedliwości! Wokalistą zespołu Omen jest Tomasz Siwak (44 l.). Od marca 2017 r. jest prezesem zarządu PGE Energia Odnawialna SA. Gdy PiS rządziło w latach 2005-2007 zajmował się nieruchomościami biurowymi i mieszkalnymi w kancelarii premiera. Według naszych informacji do Opola jedzie liczna grupa pracowników jego spółki. – To osoby z otoczenia prezesa, dyrektorzy którzy przyszli za nim z poprzedniej firmy – mówi nasz informator z PGE”. http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/jestes-z-pis-to-wystapisz-w-opolu/w2ycblw

— NASTĘPCA MAKŁOWICZA JEST DWA RAZY DROŻSZY A PIENIĄDZE TRAFIAJĄ DO PRODUCENTA OD KAMPANII PIS – Agnieszka Kublik w GW: “Na Woronicza słyszę jeszcze, że SOS Music od lat jest blisko z rodziną Kaczyńskich, m.in. z Janem Marią Tomaszewskim, ciotecznym kuzynem braci Kaczyńskich, dziś szarą eminencją TVP. – Byli zawsze blisko z PiS – mówi nasz informator – Nie dziwi mnie, że teraz na Woronicza robią taką kasę. To dla nich złote czasy”. http://wyborcza.pl/7,75398,22377015,polski-grill-dwa-razy-drozszy-niz-podroze-maklowicza-producent.html

— PANI PREMIER NIE PATRZY NA TO CO PODPISUJE – Fakt o projekcie ustawy Radziwiłła.

— STANISŁAW SKARŻYŃSKI O BŁASZCZAKU JAKO MISIEWICZU KACZYŃSKIEGO – pisze w GW: “Nie można uznać go za produkt niespełnionej potrzeby sławy właściwej prawie wybitnym specjalistom, jak to jest w przypadku Piotra Glińskiego oraz Konstantego Radziwiłła, bo nie jest specjalistą w żadnej dziedzinie. Lubi popisywać się swoją mierną wiedzą historyczną – kopiec Józefa Piłsudskiego nazwał ostatnio kopcem Czynu Niepodległościowego, bo pomylił mu się z Muzeum Czynu Niepodległościowego w Krakowie. (…) Patrząc na tę niepełną kolekcję niemądrych decyzji i jeszcze mniej mądrych słów, trudno uwierzyć, że do ministra spraw wewnętrznych nie przykleiła się jeszcze łatka „Misiewicza Prezesa”. Może dlatego, że to Mariusz Błaszczak jest prototypem Bartłomieja Misiewicza”. http://wyborcza.pl/osiemdziewiec/7,159012,22379116,u-prezesa-za-piecem-mariusz-blaszczak-i-zapomniana-smiesznosc.html

— RESZKA JAK KANIA I WYBRANOWSKI – TOMASZ PIĄTEK W LIŚCIE DO NACZELNEGO NEWSWEEKA, jaki publikuje GW: “Doceniam to, że autor „Newsweeka” Paweł Reszka pokusił się o merytoryczną krytykę mojej książki. To miła odmiana po obelgach i kłamstwach, które spotkały mnie ze strony prawicowych recenzentów. Jednak ze smutkiem muszę stwierdzić, że pan Reszka okazał się niewiele bardziej rzetelny od Wojciecha Wybranowskiego z „Do Rzeczy” i Doroty Kani z „Gazety Polskiej” http://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22379004,tomasz-piatek-newsweeku-bagatelizuje-podane-przeze-mnie.html

— JANUSZ KACZMAREK O KONTACH LEWICY W SZWAJCARII – mówi Elizie Olczyk w RZ: “Z tego, co wiem, postępowanie w tej sprawie zostało wznowione. Nie zrobię po raz drugi tego błędu i nie będę mówił o mojej wizycie w Szwajcarii i o tym, co tam zobaczyłem, chociaż już tego nie odzobaczę”.

— KACZMAREK O WNIOSKACH JAKIE WYCIĄGNĄŁ ZIOBRO: “Zbigniew Ziobro w latach 2005-2007 popełnił wiele błędów, które wytknęła mu sejmowa komisja śledcza. Moim zdaniem doskonale odrobił tę lekcję, bo w ustawie o prokuraturze wprowadzono zmiany, które pozwalają ministrowi, ktokolwiek by nim był, robić to, czego wcześniej prawo mu zakazywało bądź tego nie regulowało. Wcześniej minister sprawiedliwości nie mógł sprawy nagłośnić w mediach bez zgody prokuratora prowadzącego, nie mógł materiałów ze śledztwa przedłożyć osobom trzecim lub mediom. Dzisiaj ustawa daje ministrowi takie możliwości. To świadczy, że pewne analogie z tamtymi czasami są. Minister Ziobro może robić to samo, co w latach 2005-2007, ale w majestacie prawa”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/309149929-Janusz-Kaczmarek-Zbigniew-Ziobro-doskonale-odrobil-lekcje.html?template=restricted

— TOMASZ KRZYŻAK JAKO ANIOŁ POLAK W RZ: “Na koniec apel do Ciebie, najdroższy Zbigniewie sprawiedliwy! Wszak możesz się w tym wszystkim czuć nieco pomijany, porzuć myśli o zemście. To nie jest droga właściwa. Jarosławie i Beato! Z tymi wielkimi plakatami chyba nieco przesadzacie. Nie taka była umowa… Nie taka…” http://www.rp.pl/Plus-Minus/309149926-Aniol-Polak-Na-szczescie-nie-dali-Wam-cepow.html?template=restricted

— ADAM KĄDZIELA, SZEF MŁODYCH NOWOCZESNYCH OPOWIADA JAK NAGRAŁ DZIENNIKARZY TVP INFO PRZED SEJMEM – jak mówi Piotrowi Witwickiemu w RZ:“Pozowali do jakiegoś aparatu i dość długo epatowali środkowymi palcami, prowokowali, a potem wyśmiewali się z tego, że zatrzymano jedną z protestujących osób. W zasadzie ta ostatnia sprawa zdecydowała, że opublikowałem ten film”.

— KĄDZIELA O LIDERACH KONKURENCJI DO NOWOCZESNEJ: “Z wyborami jest trochę tak, jak z wysłaniem kadry na igrzyska olimpijskie. Za dwa lata zdecydujemy, kto będzie nas reprezentował: czy Jarosław Kaczyński w pakiecie z Krystyną Pawłowicz i Antonim Macierewiczem, czy Grzegorz Schetyna w pakiecie z ośmiorniczkami i ciepłą wodą w kranie, czy Paweł Kukiz w pakiecie z nacjonalistami, czy Ryszard Petru w pakiecie z młodym i uczciwym zespołem, który myśli o przyszłości. Możemy powierzyć to zadanie zmęczonym politykom, piosenkarzowi albo ekonomiście. Dla wielu moich znajomych wybór jest oczywisty, bo dla nich Nowoczesna nie jest partią „Januszy”.

— KĄDZIELA O SWOICH PSACH: “mam wspaniałą dziewczynę i dwa cudowne psy. Wszystkim polecam adopcję malamutów. Mam dwa. Jeden to Andrzej.

– Czyżby na cześć prezydenta?

– Po prostu przechrzciłem Anoriego na Andrzeja i reaguje. Jest wiernym psem. A druga ma na imię.

– Beata?

– Ama… i jest trójnożna. Kocham psy. Andrzej wystąpił nawet raz na akcji ulotkowej w trakcie mojej kampanii. Okazało się, że potrafi ściągać wyborców”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/309149951-Adam-Kadziela-Armia-trolli-zaklamuje-w-Internecie-rzeczywistosc.html?template=restricted

— MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI O PROBLEMIE UE – pisze w RZ: “Bo Unia nie ma wyłącznie problemu technicznego czy instutucjonalnego. Jej kryzys – który dobrze widać w napięciach z krajami Europy Środkowej czy Wielką Brytanią – dotyczy jej duchowego wymiaru. Jeśli opisywany przeze mnie tydzień temu Dom Historii Europejskiej, w którym przedstawiono myśl tylko dwóch filozofów – Arystotelesa i Żiżka, zaś chrześcijaństwo sprowadzono wyłącznie do problemu fanatyzmu religijnego – uznać za próbkę intelektualnego stanu przedstawicieli brukselskiego establishmentu, ciężko uwierzyć, że jakieś otrzeźwienie przyjdzie z Brukseli. Przeciwnicy europejskiej integracji mogą mieć powody do radości”. http://www.rp.pl/Plus-Minus/309149948-Michal-Szuldrzynski-Jean-Claude-Juncker-bez-wizji-przyszlosci-UE.html

300polityka.pl

„Rosja jako wroga coraz bardziej postrzega państwa Europy Środkowej” – mówi Paweł Kowal

– Kiedyś Rosjanie koncentrowali się na małych, lokalnych konfliktach, teraz mówimy o średniej wielkości konflikcie w ich myśleniu – powiedział we „Wstajesz i wiesz” w TVN24 Paweł Kowal z Polskiej Akademii Nauk. Dodał, że charakter manewrów Zapad’17 świadczy o tym, że Rosja coraz bardziej postrzega jako wroga państwa Europy Środkowej, państwa NATO. (tvn24.pl)

 

Szef BBN: Diametralnie się różnimy. Chcemy dowództwa połączonego, MON nie chce

Różnica między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego a Ministerstwem Obrony Narodowej w kwestii systemu dowodzenia siłami zbrojnymi, dotyczy organizacji armii, a konkretnie instytucji połączonego dowództwa – powiedział szef BBN Paweł Soloch. Dodał, że w pewnych kwestiach, oba ośrodki mają zbieżne poglądy.

Dziwaczne słowa Macierewicza o Patriotach. Z czego się cieszy?

16.09.2017

Absurd – tylko tak można podsumować słowa szefa ministra obrony, Antoniego Macierewicza, o fiasku pozyskania najnowszych technologii obronnych. Chodzi o elementy systemu obrony przeciwlotniczej Patriot, o zdobycie którego zabiegamy od kilku lat. Podczas tegorocznych targów zbrojeniowych w Kielcach, Amerykanie zapowiedzieli, że nie dostaniemy tego, czego chcemy, ale minister… jest zadowolony!

– Przyjąłem ten komunikat firmy Raytheon z dużym zadowoleniem. Zawsze można powiedzieć, że szklanka jest do połowy pusta albo do połowy pełna. To jest na pewno postęp w stosunku do dotychczasowych rokowań i daje w istocie olbrzymią szansę na podpisanie kontraktu na pozyskanie przez Polskę systemu antyrakietowego Patriot jeszcze w tym roku – stwierdził minister Antoni Macierewicz.

Amerykanie mówią „stop”

Z czego jest tak zadowolony minister Macierewicz? Mówiąc krótko z tego, że Amerykanie zablokowali transfer niektórych, kluczowych elementów systemu Patriot, który chcieliśmy pozyskać. Strona amerykańska zastrzegła, że nie będzie mogła przekazać algorytmów, kodów źródłowych ani technologii głowicy naprowadzającej i wieloimpulsowych silników rakietowych zwiększających prędkość pocisku tuż przed uderzeniem w cel. Oznacza to, że nie dostaniemy najnowocześniejszej wersji pocisków Patriot.

Jak mówił szef resortu obrony, „jest szansa na podpisanie jeszcze w tym roku kontraktów na zestawy obrony powietrznej Patriot i elementy systemu artylerii rakietowej Homar”. Słyszymy to od dawna, ale konkretów brakuje.

Co i kiedy dostaniemy?

Dostawy systemu Patriot do Polski mają się zacząć w roku 2022, w pierwszej fazie obejmując cztery jednostki ogniowe (tj. dwie baterie z 12 wyrzutniami) uzbrojone w pociski Lockheed Martin PAC-3 MSE i wyposażonych w nowy system zarządzania polem walki IBCS. W późniejsze fazie Polska ma otrzymać baterie uzbrojone także tańsze pociski SkyCeptor i radar o polu obserwacji 360 stopni.

Modernizacja obrony powietrznej to jeden z priorytetów wieloletniego planu rozwoju sił zbrojnych. System ma być mobilny i umożliwić obronę wybranych obszarów – ważnych obiektów, zgrupowań wojsk i kontyngentów za granicą. Wisła – system średniego zasięgu zdolny zwalczać rakiety balistyczne – to jedna z części planowanego systemu obrony powietrznej kraju. O wyborze zestawów Patriot do rozmów między rządami Polski i USA koalicja PO-PSL zdecydowała w kwietniu 2015 r.

Andrzej Duda ma dosyć Macierewicza. Wojna trwa

Szef MON o prezydenckim generale. To się nie spodoba Dudzie

Łukasz Maziewski

Dziwaczne słowa o Patriotach. Z czego się cieszy?

 

⚠Posłowie PiS przyjęli szkodliwą ustawę o Narodowym Instytucie Wolności. To kolejny zamach na społeczeństwo obywatelskie⚠RT🔃

Bardzo smutna prawda/wypowiedź z 2014 roku/

Prapremiera hymnu Kultury Niepodległej. Specjalnie dla Grzegorza Miecugowa

Powstał hymn Kultury Niepodległej, organizacji będącej manifestem ludzi związanych z kulturą i sztuką. Prapremierę utworu jego twórcy, Adam Nowak i Karim Martusewicz, zadedykowali Grzegorzowi Miecugowowi, dziennikarzowi TVN24.

W tworzeniu utworu i klipu – oprócz Nowaka i Martusewicza – wzięli udział między innymi: Tomasz Organek, Michał Urbaniak, Sylwia Wiśniewska, Grzegorz Markowski (Perfect), Majka Jeżowska, Aga Zaryan, Urszula Dudziak, Kayah, Muniek Staszczyk, Andrzej “Kobra” Kraiński i Jacek Bryndal (z zespołu Kobranocka), Justyna Święs (The Dumplings), raper Łona, Martyna Jakubowicz oraz Zbigniew Namysłowski. Reżyserem teledysku jest Tomasz Wolski.

„PiS strzela sobie w stopę. Opanowała ich arogancja”

PiS nawiązało dialog z tymi ludźmi, którzy poczuli się odrzuceni, którzy byli w głębokiej biedzie, i zaproponowało im pewną nadzieję – przyznał Rafał Trzaskowski w programie „Piaskiem po oczach” TVN24. Poseł PO zastrzegł jednak, że jego zdaniem zaufanie Polaków do PiS wkrótce się skończy. – Myślę, że to pęknie – stwierdził.

– PiS teraz strzela sobie w stopę, dlatego że opanowała ich taka arogancja – ocenił Trzaskowski. – Sondaże dają im taką arogancję, że oni myślą, że mogą sobie na wszystko pozwolić – dodał.

– Dla mnie jest to wyłącznie kampania partii politycznej, która walczy z wetem pana prezydenta – tak kampanię „Sprawiedliwe sądy” skomentowała w „Faktach po Faktach” była premier Ewa Kopacz.

– Ja mam takie wrażenie, że oni mylą reklamę, dobrą promocję z oczernianiem. Dzisiaj pokazują w jak najgorszym świetle polskich sędziów i jednocześnie nazywają to kampanią oraz obroną tych, którzy dzisiaj zostali pokrzywdzeni przez wymiar sprawiedliwości – skomentowała w „Faktach po Faktach” była premier Ewa Kopacz.

 

Bankrutuje kolejny SKOK – „Wybrzeże”. Rachunek dla Polaków to 128 mln zł. W sumie to już 4,5 MILIARDA złotych❗

Kolejny dziennikarz bez litości dla Krzysztofa Ziemca. Meller: To twarz obleśnej propagandy

tps, 10.08.2017 09:54

Marcin Meller (fot. Jakub Orzechowski/AG)

Marcin Meller (fot. Jakub Orzechowski/AG) (Marcin Meller (fot. Jakub Orzechowski/AG))

Powiększa się grono dziennikarzy, którzy otwarcie krytykują Krzysztofa Ziemca. Prowadzący „Wiadomości” TVP wielu z nich naraził się ostatnio, zapowiadając zmanipulowany materiał o Przystanku Woodstock. Tym razem głos zabrał Marcin Meller.

Meller większość swojego wpisu na Facebooku poświęcił aktualnej sytuacji politycznej w Polsce. Jak pisze, jego zdaniem „cudnie i słusznie byłoby osądzić Kaczora i Macierewicza za zdemolowanie kraju” oraz „tych ich szemranych giermków błaszczakowych, gowinowych, ziobrowych i brudzińskich też”

W kolejnym zdaniu odniósł się już wprost do Krzysztofa Ziemca, jednego z prowadzących „Wiadomości” TVP, którego nazwał „twarzą obleśnej propagandy”

Do śmierci powinien chodzić pokutnie z brodą, udając kogoś innego

– stwierdza Meller. Poniżej zamieszczamy cały wpis dziennikarza. Post doczekał się prawie 500 komentarzy i ponad 2 tysięcy polubień.

Ziemiec zapowiada materiał o Woodstocku

W ostatnich dniach Krzysztof Ziemiec został skrytykowany przez wielu dziennikarzy za wtorkowy materiał „Wiadomości” poświęcony Przystankowi Woodstock. Wydarzenie określono wówczas mianem „najbardziej obskurnego festiwalu świata”, tłumacząc, że to cytat z brytyjskiej prasy. Okazało się, że tłumaczenie było mocno nieprecyzyjne, a pozostałą treść artykułu zwyczajnie przemilczano.

Do materiału odniósł się również sam Jurek Owsiak. – Krzychu, piliśmy nawet razem wódkę na przyjęciach. Porzuć ten podły zawód w tym miejscu, w którym jesteś. Znajdź coś innego, przyzwoitego – apelował szef WOŚP. – Krzychu, nie wolno kłamać – dodał na zakończenie.

„Wiadomości” WYMAZAŁY serduszko WOŚP. „Żenujące, niskie, małostkowe i zwyczajnie chamskie”

http://www.gazeta.tv/plej/19,150682,21251432,video.html

Jan Bończa-Szabłowski: Zdegradowanie Schulza i Bułhakowa z listy lektur jest kuriozalne

Foto: Fotorzepa

Twoja powieść, mistrzu, przyniesie ci jeszcze niejedną niespodziankę – mówił Woland do głównego bohatera powieści Michaiła Bułhakowa „Mistrz i Małgorzata”. Miał rację. Utwór Bułhakowa, jedna z najwyżej cenionych powieści XX wieku, wywołał spore zamieszanie przy układaniu nowej listy lektur szkolnych w Polsce. Na tej samej liście mocno zdegradowano jednocześnie Brunona Schulza, jednego z najbardziej oryginalnych pisarzy polskich XX wieku.

Po raz kolejny potwierdza się trafność myśli, że nieszczęścia chodzą parami. Ograniczenie dostępu do twórczości Brunona Schulza i burza wokół Michaiła Bułhakowa są czymś kuriozalnym i spychają nas na margines. Nas, czyli społeczeństwo, które – sądząc po wynikach czytelnictwa – nie wykazuje się szczególnym wyrobieniem literackim. I pozostaje daleko w tyle za sąsiadami.

Ten, kto zdecydował o degradacji Schulza, zachowuje się jak towarzysz Władysław Gomułka, który, jak mawiano, rzucał ze złości kapciem w telewizor, gdy widział na ekranie „Kabaret Starszych Panów”. Ponoć ten rodzaj wysublimowanej poezji, inteligentnego żartu wprowadzał go w zakłopotanie i kompleksy, bo nic z tego nie rozumiał.

Powieść „Mistrz i Małgorzata”, która o mało nie wyleciała z listy lektur, była od lat najchętniej czytaną książką na świecie. Także w Polsce. Nie bez racji mówi się, że to niekwestionowana biblia europejskiego inteligenta. Warto przypomnieć, że za pisanie tego dzieła Bułhakow cierpiał prześladowania ze strony sowieckich urzędników wysługujących się Stalinowi. Trudno znaleźć w literaturze XX wieku powieść równie mądrze stawiającą pytania o najistotniejsze sprawy dotyczące człowieka, istoty człowieczeństwa. W kraju tak katolickim jak Polska szczególne wrażenie robi oczywiście rozmowa Jezusa z Piłatem. Pasjonująca rozprawa na temat poszukiwania prawdy, wolności oraz siły miłości. Słyszałem, że przez usłużnych analfabetów dzieło Bułhakowa zostało ponoć odczytane jako propaganda satanizmu. Jeśli to prawda, ręce opadają.

W przypadku roszad związanych z Schulzem, którego opowiadania przesunięto z listy lektur obowiązkowych dla poziomu podstawowego do listy dla poziomu rozszerzonego, przypomina mi się anegdota, jak to niezbyt rozgarnięty cenzor, oglądając próbę „Intrygi i miłości” w reżyserii Leona Schillera, powiedział: „Właściwie to do spektaklu nie mam zastrzeżeń. Nie rozumiem tylko, dlaczego pisał pan to po niemiecku”. Leon Schiller, zorientowawszy się, że cenzor nie odróżnia go od poety Fryderyka Schillera, odparł tajemniczo: „Wie pan, to były czasy okupacji”. Myślę, że podobnie mogło być w przypadku Brunona Schulza. Usłużny urzędnik Ministerstwa Edukacji, słysząc niemal każdego dnia, jak wielkim wrogiem dla nas jest Schulz, po prostu skreślił go z listy lektur. W sumie jakaż tam różnica: Martin czy Bruno. W dodatku jeden Żyd, a drugi Niemiec. Pogarda dla Schulza i Bułhakowa szczególnie mocno mnie ubodła, bo nigdy nie ukrywałem żywionego dla nich szczególnego rodzaju kultu. I wcale nie czułem się w tym odosobniony.

Aż boję się przyznać, kogo mam jeszcze wśród moich literackich idoli. Żeby nie zapeszyć. Od wielu lat bowiem jestem fanem twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza. Dokładniej rzecz biorąc, byłem i pozostaję, bo ostatni jego wiersz, który czytałem, pochodził sprzed mniej więcej dziesięciu lat. Wiem, że w podziwie dla talentu literackiego Rymkiewicza nie jestem w naszym kraju odosobniony, podobnie jak w przypadku Bułhakowa czy Schulza. Rymkiewicza cenię niezwykle jako poetę, a szczególny sentyment mam do jego szalonego kota Bończy, który w jednym z wierszy przychodził z zaświatów. „Kot Bończa, z którego ramion zwisała dziurawa opończa” (akurat ten rym Rymkiewicza może niezbyt wyszukany, ale wiersz piękny), a wszystko w malowniczym pejzażu Milanówka. Miasta słynącego zawsze z pachnących truskawek i krówek, kiedyś z jedwabiu, a teraz z Krystyny Jandy. Nie wiem zresztą, czy dobrze, że wspomniałem o Rymkiewiczu. Bo mając pecha z Bułhakowem i Schulzem, mógłbym się nieopatrznie przyczynić do zdegradowania twórczości Rymkiewicza w spisie lektur szkolnych. Panie Jarosławie, niech pan uważa na siebie. Wierzę w pana.

rp.pl

Joanna Szczepkowska: List do Kultury Niepodległej

Foto: Fotorzepa, Darek Golik

Droga Kulturo Niepodległa. Z wielką uwagą staram się patrzeć na ten środowiskowy ruch. Dostaję też linki, gdzie można się zgłosić. To jest czas takich ruchów. A ja się nie zgłaszam. Stoję w progu.

Po pierwsze, niepokoi mnie deklaracja apolityczności. Jedni z pierwszych uczestników ruchu reprezentują bardzo konkretny światopogląd, nazwijmy go lewicowym. Żeby nie wiem jak na to patrzeć, ruch powstaje jako przeciwwaga światopoglądowa do polityki kulturalnej PiS. I mnie ich polityka niepokoi, ba, przeraża nawet. Dlatego też wpisałabym się chętnie, ale w ruch jednoznacznie polityczny, opozycyjny w stosunku do polityki kulturalnej PiS. Na takiej bazie dopiero można mówić o różnicach estetycznych i światopoglądowych wewnątrz opozycji. Jeśli jednak ruch zakłada apolityczność, to ja, osoba niezależna, po prostu już w progu czuję fałsz.

Podpisani pod Manifestem to znakomici artyści, zwolennicy poprzedniej polityki kulturalnej. Sama głosowałam zawsze na PO, ale nikt mi nie wmówi, że twórcy byli jednakowo traktowani niezależnie od światopoglądu, wieku i estetyki. Wciśnięto gaz do dechy i zaistnieć mogli tylko ci, którzy wpisali się w określoną politykę kulturalną.

Jak mogę więc uwierzyć w preambułę Manifestu? Dlaczego nie powstał on, kiedy w paranoi propagandowej heteroseksualnym klasykom poezji i uczestnikom Powstania Warszawskiego wmawiano homoseksualizm? Jak mogę uwierzyć w ruch na rzecz pogodzenia kultury prawicy z kulturą lewicy, kiedy tego się pogodzić nie da?

Z największą chęcią wzięłabym udział w pracach nad obchodami rocznicy Niepodległej Polski w przeciwwadze do obchodów PiS-owskich. I deklaruję swoje uczestnictwo. Podpisać się natomiast pod Manifestem nie mogę, bo bardzo nie chciałabym punktu 1a, a więc powstania „Obywatelskiej Rady, która będzie opiniowała politykę kulturalną i działalność edukacji państwa”. Nie chcę, żeby kolejny raz ktoś władczy opiniował, czy niezależność artysty jest warta uwagi. Nie chcę też „Przyjęcia zasady pozytywnej rekomendacji Obywatelskiej Rady Kultury dla kandydatów na ministra kultury i dziedzictwa narodowego”, ponieważ nie wierzę w apolityczność tej Rady.

Kulturo Niepodległa! Naprawdę uważacie, że prawica z lewicą wyłonią kandydata na ministra kultury? To po co taki minister? Jak on ma dawać pieniądze na wychwalanie naszego „niepokalanego dziedzictwa” i jednocześnie finansować wyszydzanie bohaterów? Taki minister to człowiek kompletnie bez kręgosłupa. Chcecie takiego ministra? Punkt 3 – „Stworzenie na szczeblu samorządowym obywatelskiego mechanizmu finansowania i dystrybucji środków na kulturę, na wzór organizacji pożytku publicznego i budżetów partycypacyjnych”. Tak. Zgadzam się. Tyle tylko że jak już wiemy, większość Polaków to konserwatyści. Czy zatem Kultura Niepodległa liczy się z obywatelskim finansowaniem kultu maryjnego, jeśli dany region tego chce, czy też zgodzi się pod warunkiem sfinansowania tam pokazu „Golgoty Picnic”?

Nie chcę też punktu 8. „Wprowadzenie zakazu stosowania cenzury w jakiejkolwiek formie: instytucjonalnej, prewencyjnej, ekonomicznej, prawnej, represyjnej, wewnętrznej, politycznej, wyznaniowej lub ideologicznej”. Zakaz stosowania cenzury w jakiejkolwiek formie? A jeśli spalenie kukły Żyda uznamy za performance? To w końcu kukła, a więc dzieło artystyczne. Zwykle amatorskie, ale jednak. W takim wypadku należałoby bronić wykonawcy, a nie go oskarżać. A ja chcę ostrej cenzury dla tego, kto zrobił taki uliczny spektakl. Zakaz „cenzury wewnętrznej”? Ale co to znaczy? To znaczy, że będzie można pokazać pośladki poza strukturą spektaklu, a reżyser nie będzie mógł takiego aktora usunąć z przedstawienia? Otóż jestem przeciwna. Reżyser ma prawo ocenzurować niezależnego artystę. Jeśli Kultura Niepodległa chce zakazu cenzury wewnętrznej, to dlaczego sztandar trzyma Roman Pawłowski stojący na straży jedynie słusznej linii lewicy? Cenzurujący wszystko, co temu podpadnie?

Stoję na tym progu i stoję. Chciałabym bardzo wziąć udział w świętowaniu rocznicy Polski Niepodległej. Chciałabym być razem ze środowiskiem. Uważam, że trzeba się teraz spotykać i wspierać, jeździć i rozmawiać, i deklaruję swój niezależny udział. Tyle tylko że nie mogę się podpisać pod Manifestem. Trudno. Pozostanę niepodległa. Niepodległości nie da się wpisać w dotacje od Ministerstwa jakiejkolwiek Kultury.

rp.pl

Prof. Radosław Markowski: To wszystko skończy się źle

Prof. Radosław Markowski: To wszystko skończy się źle

– Większość społeczeństwa ma w nosie Trybunał Konstytucyjny, przestrzeganie procedur, obronę konstytucyjnych wartości i tak dalej. Interesuje ich to, co jest w garze, i dlatego mamy to, co mamy – mówi nam prof. Radosław Markowski, politolog. I dodaje: – Andrzej Duda za to, co robi, w niedalekiej przyszłości powinien stanąć przed Trybunałem Stanu dla dobra socjalizacji naszego społeczeństwa, młodego pokolenia i stabilnego ładu demokratycznego w przyszłości. Pytamy też o reformę sądów, emancypację prezydenta, możliwe scenariusze na najbliższe lata. – Na pewno to skończy się źle. Pytanie tylko, w jakiej procedurze – mówi

JUSTYNA KOĆ: „To był teatr, te konsultacje nic nie wnosiły”, takie są opinie uczestników po konsultacjach prezydenta z klubami na temat reformy sądownictwa. To PR-owska zagrywka?

RADOSŁAW MARKOWSKI: To propaganda polityczna, która jest uprawiana, a to tylko jedna z odsłon tej propagandy. Byłem jednym z pierwszych, kiedy dwa miesiące temu Andrzej Duda zawetował ustawy, który powiedział, że to zwykła ustawka, podczas gdy wielu widziało w tym początek wojny w obozie władzy. Po prostu pan prezydent Andrzej Duda, na chwilę powiem o nim „pan prezydent” (bo w tej sprawie właśnie o to chodzi, a poza tym sam Andrzej Duda myśli, że jest prezydentem), poczuł się po prostu osobiście urażony przez Zbigniewa Ziobrę sposobem, w jaki mówił w telewizji o wecie i prezydencie. O ile dobrze pamiętam, to wypowiedź była w stylu, że pan prezydent nie jest od tego, żeby wetować, tylko podpisywać, bo jest „swój” i powinien rozumieć swoją rolę tak, by nie przeszkadzać w reformach. Nic dziwnego, że nerwy puściły samemu Andrzejowi Dudzie, jak i jego otoczeniu. Tam nie było żadnej wielkiej myśli, i ja tu się zgadzam z Ryszardem Petru, że różnica jest tylko taka, że w jednym przypadku Ziobro personalnie miałby decydować o wszystkim, a teraz będzie to prezydent.

Oczywiście w normalnych warunkach – czyli gdy prezydent jest prezydentem, który broni konstytucji i działa według reguł konstytucyjnych, jest poza podziałami, po prostu rozumie, co jest napisane w polskiej konstytucji – takie rozwiązanie, gdy prezydent ma więcej do powiedzenia niż minister, który jest aparatczykiem danej partii, jest trochę lepsze niż to pierwsze. Natomiast w zasadzie w ogóle nie powinno tak być. My mówimy o niuansach, a całościowy kontekst jest taki, że

od dwóch lat w Polsce dewastowany jest ustrój konstytucyjny i właściwie tylko o tym warto mówić moim zdaniem, a nie o tym, że jeden czy drugi z politycznego gangu, który rozmontowuje konstytucję, chce to robić w białych rękawiczkach, a drugi na bezczelnego.

Nie wierzy pan w to, że prezydent będzie próbował budować własny obóz?

Na razie wiem jedno, że pan Andrzej Duda za to, co robi, w niedalekiej przyszłości powinien stanąć przed Trybunałem Stanu dla dobra socjalizacji naszego społeczeństwa, młodego pokolenia i stabilnego ładu demokratycznego w przyszłości. By była jasność: mówiąc o tym, że on i wszyscy, którzy łamią obowiązującą Konstytucję RP, powinni stanąć przed Trybunałem Stanu nie zakładam, że zostaną skazani, ale powinien odbyć się uczciwy proces, wyjaśniający społeczeństwu, jak łamano konstytucję i dlaczego takie działania wymagają osądzenia. To jest nieporównanie ważniejsze niż to, co z powodów osobistych i z tej obrazy na pana Zbyszka robi pan Andrzej. Niestety, jestem zmuszony używać takiego języka.

Dlaczego?

Dlaczego o Andrzeju Dudzie nie mówię prezydent? Prezydentura ma aspekt proceduralny, zostaje się wybranym w sposób proceduralny, i tu nie mam zastrzeżeń, pan Andrzej Duda został wybrany w wolnych i uczciwych wyborach.

Jest też funkcjonalna definicja prezydenta, to jest człowiek, który stoi na straży konstytucji i sam ją respektuje. Tego wymogu z powodów różnych pan Duda nie spełnia, dlatego mam wielki kłopot, żeby mówić o nim prezydent.

Panie profesorze, mówi pan o Trybunale Stanu, ale aby prezydent, a i pewnie pani premier stanęli przed nim, PiS musi przegrać wybory, a na razie, przynajmniej w sondażach, trzyma się mocno.

Większość ośrodków badania opinii publicznej nie robi dziesiątków rzeczy, które trzeba robić, żeby rzetelnie pokazywać prawdziwe poparcie. Nie mam już siły po raz enty powtarzać tej całej listy….

To jak jest naprawdę z tym poparciem?

Poparcie dla PiS spada w porównaniu z wyborami, choć nie jest to znaczne załamanie… procenty są tylko procentami. W liczbach bezwzględnych PiS ma dzisiaj znacznie mniej niż owe 5,7 miliona wyborców w październiku 2015. Moje szacunki oscylują między 5 a 5,2 mln, co nadal daje około 35-37 proc. w sondażach, a to dlatego, że niechęć do deklarowania, że odda się głos na jakąś partię opozycyjną, jest jeszcze większa. Proszę zrozumieć, po prostu podstawa procentowania się znacznie zmniejszyła. To, co widzimy, wygląda tak dlatego, że spada poparcie w liczbach bezwzględnych dla partii opozycyjnych. Mało ludzi się przyznaje, że chce na nie głosować, co nie znaczy, że nie zagłosuje na te, które istnieją, albo na inne, które powstaną.

Skoro mniej ludzi w ogóle deklaruje, że głosuje, to ten twardy elektorat PiS, nawet gdy jest w liczbach absolutnych mniejszy, „nabija” te 37 proc. i w tym kontekście wygląda na to, że ta partia ma się dobrze.

To jednak raczej głównie porażka wizerunkowa – zapewne czasowa – partii opozycyjnych. W PiS-ie nie ma żadnego wzrostu, ani nawet utrzymania, a to, że lud jest zadowolony, to inna sprawa, bo dostali trochę więcej pieniędzy. To, co naprawdę prowadzi do katastrofy ekonomicznej, będzie widziane dopiero za 2-3 lata. Propaganda gospodarcza jest dokładnie taka sama, jak wcześniej.

Jak za poprzednich rządów PiS?

W latach 2006-2007. PiS ciągle opowiada, jak to wtedy miał 6,5 proc. wzrostu PKB. By była jasność: oczywiście miał, ale trzeba traktować te dane kontekstowo, a nie absolutnie. W tym samym czasie przynajmniej trzy kraje ościenne miały dwucyfrowe wzrosty gospodarcze. O ile pamiętam, to Litwa, Estonia i Łotwa miały po 10-12 proc. Słowacja 9-10 proc., Rumunia, Bułgaria 8 proc., wszyscy się rozwijali, właściwie był tylko jeden kraj – Węgry – rozwijał się wolniej niż Polska. Podkreślmy, wtedy – względem innych podobnych krajów – Polska była jednym z najwolniej rozwijających się państw regionu. W ośmioleciu 2007-2015 Polska rozwijała się wielokrotnie szybciej – w zależności, na który kraj patrzymy – niż kraje w regionie, lub dwukrotnie, jeżeli porównujemy się ze Słowacją. Dzisiaj mamy podobny fenomen. Co prawda PKB rośnie ca 3,5-4 proc. w skali roku (takie są przewidywania, zobaczymy jeszcze, jak to się skończy, wszak ostatni rok był o cały punkt procentowy gorszy niż założenia), natomiast ponownie niemal całość regionu (7 krajów, w tym Rumunia – ponad 6 proc., Estonia – 6 proc.) rozwija się od nas szybciej.

Nie ma żadnego cudu wymyślonego przez Morawieckiego, po prostu koniunktura światowa jest lepsza. Niemiecka gospodarka bardzo dobrze się rozwija, a to – choć obecna władza zdaje się tego nie rozumieć – jest podstawowy czynnik.

To jednak ratuje słupki PiS.

Większość społeczeństwa ma w nosie Trybunał Konstytucyjny, przestrzeganie procedur, obronę konstytucyjnych wartości i tak dalej. Interesuje ich to, co jest w garze, i dlatego mamy to, co mamy.

Polski obywatel – jako obywatel właśnie, a nie jako przedsiębiorca, nie jako matka, mąż, brat – ma w nosie wybory, sferę publiczną, nierozumie kultury kontraktu. I w pewnym momencie przyszli tacy, którzy chcieli przetestować, na ile jesteśmy w stanie rzucić się na szaniec w obronie demokracji. Okazało się, że nie ma takich ludzi, albo jest ich niewielu.

A czy takie wydarzenia, jak afera billboardowa, czyli wydawanie publicznych pieniędzy na partyjną propagandę, kolesiostwo, coś, co opozycja nazywa układem zamkniętym, może zrobić wrażenie na przysłowiowym Kowalskim? Czy bierze swoje 500 Plus i ma resztę w nosie?

Na mnie to robi wrażenie, na pani też, i jeszcze na kilku innych robi, ale na wielu współobywatelach, a dokładniej – młodzieżowym żargonem mówiąc – „ziomalach” nie robi, bo tam jest bezrefleksyjna akceptacja wszystkiego, co robi PiS. I to nie jest żadna ocena, tylko opis tego, co się dzieje.

Zdecydowana większość tego elektoratu ma dość słabe wykształcenie, niezbyt radzi sobie na rynku pracy, są to najczęściej osoby starsze, większość z nich może liczyć na szczodrość państwa jako odskocznię do poprawy losu, a nie na własne zasoby.

Te 500 Plus rzeczywiście zmieniło trochę ich życie. Zresztą nawet chęć oglądania czegoś takiego, jak telewizja publiczna, gdzie dziennikarzopodobne wyroby opowiadają nam o zmyślonych „faktach”, rozpowszechniają iluzje i przesądy, świadczy o tym, że popyt na kłamstwo jest ogromy. Pisałem o tym w jednej z gazet, że nie ma co obrażać się, że politycy kłamią. Robią to, bo są chętni, żeby słuchać tych kłamstw. Jak nie ma chętnych, żeby otworzyć rocznik statystyczny i samemu coś sprawdzić, to politycy będą malować takie pejzaże, jakie im odpowiadają, a niezbyt wykształcony lud będzie to kupować.

Dlaczego u nas politycy kłamią i lud to kupuje, a w Niemczech już tak łatwo kłamać w ten sposób nie można? Gdzie jest przyczyna? Czy możemy doszukiwać się jej w długości tradycji demokratycznych?

To jest bardzo skomplikowany i długi łańcuch przyczynowy, ale powiem w skrócie. Kiedy próbujemy w naukach społecznych wyjaśniać, to warto rozróżniać, czy szukamy mechanizmów przyczynowych, czy głębi przyczynowej. W naszym przypadku, tą głębią przyczynową jest bardzo głęboki rys kulturowy Polski, niesłychane uzależnienie od ideologicznej narracji Kościoła katolickiego. To działa tak, że

od kolebki do grobu zdecydowana większość Polaków słucha narracji, którą cechuje pogarda dla nauki, brak szacunku dla racjonalności, osiągnięć medycyny etc. Brzmi ona mniej więcej tak: ukorz się, ty jesteś pyłkiem, nic nie możesz, ty, mały człowieczku, co z tego, że masz nawet swoje prawo pozytywne, masz konstytucję, ale my jesteśmy depozytariuszami prawa naturalnego, a prawda jest w „księdze”.

Krótko mówiąc, fatalizm i determinizm losu ludzkiego. Proszę zobaczyć, że my nawet w swojej historiografii te nieliczne wydarzenia zakończone sukcesem – jak Bitwa Warszawska, która była rezultatem wybitnej, strategicznej myśli rozumu ludzkiego, polskiego wywiadu i wojskowości, czy taka rzecz, jak „Solidarność”, czyli pokojowe obalenie komunizmu, gdzie ludzie sensowni, mądrzy, samoograniczający się dokonali największej rewolucji XX wieku, obalając komunizm – interpretujemy jako cud, najczęściej zakropiony domniemanymi religijnymi zjawiskami.

Oczywiście my nie wszystko robimy doskonale, nauka i medycyna również się myli, ale to, że dziś żyjemy dwukrotnie dłużej niż 150 lat temu, to nie dlatego, że człowiek gorliwiej się modli, tylko dlatego, że się wyzwolił z religijnego dogmatyzmu, testował, retestował, mylił się, potem znowu testował i poprawiał, i na końcu tej drogi jest tomograf komputerowy, który także biskupom ratuje życie.

Jest jeszcze jeden wątek: coś, co potwierdzają i badania europejskie, i światowy sondaż wartości, i inne wielkie badania porównawcze. One pokazują, że

katolicyzm w ogóle, ale szczególnie katolicyzm Polski jest bardzo silnie związany z niskim kapitałem społecznym. Zamiast tego my mamy rodzinę, rodzinę i jeszcze raz rodzinę, oczywiście polską, nic o ochronie przyrody, losie zwierząt czy głodujących dzieciach Afryki.

A bogate, dobrze funkcjonujące społeczeństwa bazują na więziach formalnych, w ramach instytucji publicznych. Mamy, niestety, mentalność klanową, takiego niemoralnego familiaryzmu, jak to inni nazywają, czyli coś, co powoduje, że bardzo wrażliwie odnosimy się do indywidualnego losu w ramach rodziny, natomiast mamy bardzo ograniczone zdolności do systematycznej, zinstytucjonalizowanej odpowiedzialności za los innych w sferze publicznej. Oczywiście zaraz przywoła pani takie akcje, jak WOŚP czy osobę Jurka Owsiaka. Tak, porywy są, ale to chodzi o coś innego, o tę codzienną, systematyczną odpowiedzialność.

Jednak do tej pory nam się udawało jakoś uniknąć takich raf, dryfując po demokracji. Co się stało, kto zawiódł?

Ja tak naprawdę nie mam pretensji do tych, którzy nie potrafią ocenić sytuacji z powodu zagubienia i z powodu nierozumienia długoterminowych procesów popierają PiS.

Dużo większe zarzuty mam dziś do wszystkich mających o sobie wysokie mniemanie, chętnie myślących o sobie w kategoriach intelektualistów, którzy mają właśnie intelektualną niezdolność do rozróżnienia czystej postaci zła politycznego od tego, że wszystkie rządy na świecie od czasu do czasu próbują jeździć po bandzie i coś naginać.

Od Szwecji, która jest stawiana na piedestale, po patologiczne przykłady Grecji czy południowych Włoch, wszędzie władza wykonawcza stara się sobie ułatwiać życie, krocząc na skróty. Daleką od doskonałości demokrację mieliśmy zarówno na początku lat 90., w okresie rządów AWS/UW, SLD/PSL, jak i PO/PSL. Tylko właśnie dlatego nie można kwestionować niezależności sądownictwa i Trybunału.

Dziś symetryści, którzy, mam wrażenie, nie rozumieją, co mówią, zrównują PO z PiS. Platforma rzeczywiście zrobiła źle to i owo, tylko jak Trybunał Konstytucyjny coś orzekł, to mówiła: przepraszam i dostosowywała się do wyroku. Na tym to polega.

Czasem mam wrażenie, jak słucham takich ocen, że to ośmiolecie 2008-2015 to Polska niczym Burkina Faso, tragedia, wszystko było źle, tylko nie wiadomo, dlaczego Polska miała dwukrotnie większe PKB niż kolejny kraj w kolejności, którym była Słowacja. Nie tylko kumulatywny wzrost rzędu 25 proc., ale przy obniżającym się bezrobociu, malejących nierównościach społecznych i wyzerowanej inflacji. A pamiętajmy, że to były czasy kryzysu światowego.

Ośmiorniczki zakropione nieparlamentarnym językiem i zegarek Nowaka to kategorialnie inny koszyk złych praktyk politycznych niż łamanie konstytucji. Kto ma kłopot z rozróżnieniem tych koszyków, intelektualnie się dyskwalifikuje.

Jak to się skończy?

Na pewno skończy się źle. Pytanie tylko, w jakiej procedurze, czy w końcu ktoś nie wytrzyma i dojdzie do przesilenia na ulicach, czy to się skończy inaczej. Jak patrzę na to, co się dzieje na arenie międzynarodowej, i to polskie osamotnienie, i ślepa wiara w moc o paragrafie 5, który zobowiązuje członków do wzajemnej obrony państwa NATO, to mam raczej czarne myśli. Demontaż techniczny i kwalifikacyjny (cała generalska wierchuszka poszła w odstawkę) naszej armii to zaproszenie potencjalnych wrogów do myślenia, jeśli nie teraz, to kiedy? Oczywiście jest to mało prawdopodobne, ale obecne kierownictwo MON, poza zarzutami niejasnej współpracy z osobami powiązanymi z potencjalnym wrogiem i brakiem jakiejkolwiek rzeczowej reakcji na te zarzuty, jest po prostu ideologicznie motywowane na potrzeby wewnętrznej polityki, a nie poprawy zdolności naszej armii. Natomiast fatalne konsekwencje ekonomiczne są realne i już widoczne.

Nie ma dla Putina lepszej sytuacji do negocjacji z Unią Europejską niż skompromitowana, „wstająca z kolan” Polska. Śledzę sytuację na Bałkanach i Europie Środkowej ze względów badawczych, zresztą ostatnie 3 tygodnie tam spędziłem, i nigdy, powtarzam: nigdy nie było tak lekceważącego, pogardliwego i chichoczącego stosunku do Polski, jak obecnie.

Rumunia jako kraj duży i potencjalnie o dużych perspektywach, militarnie zaangażowany bardzo silnie w NATO, po prostu zaciera ręce i przebiera nogami, żeby zająć miejsce Polski w jakiejś konfiguracji nowej Europy. Większość tego Międzymorza, o którym bredzili politycy PiS, nie ma żadnej ochoty kooperować z Polską przeciw UE. Fico, słowacki premier, który jeszcze 5 lat temu opowiadał różne populistyczne bzdury, dzisiaj jest realistą i najbardziej proeuropejskim i lojalnym uczestnikiem tej wspólnoty. Bułgarski premier podczas wizyty Macrona (ignorującego zapraszające gesty PiS, by przybył także do Polski) wyrażał całkowite poparcie stanowiska Francji w kwestiach zasadniczych, a obecnemu rządowi Polski nieprzychylnych etc., etc.

U nas panuje polityczne i strategiczne nieuctwo, niezrozumienie współczesnego świata i tupanie nogami małych zagubionych ludzi, więc jak to się skończy?

Źle się skończy, choć pewnie po tym doświadczeniu będziemy znacznie mądrzejsi.

https://wiadomo.co/prof-radoslaw-markowski-to-wszystko-skonczy-sie-zle/

%d blogerów lubi to: