Radna PiS Anna Kołakowska znowu „w akcji”

5 czerwca 2017

O gdańskiej radnej PiS Annie Kołakowskiej znów w mediach: w niedzielę po południu stanęła przed ścianą terminalu lotniska w Gdańsku z nazwą lotniska – wraz z kilkuosobową grupą – z transparentem „Gdańsk Anna Walentynowicz Airport”. Jak powiedziała reporterowi Radia Gdańsk: – „Był to protest przeciwko temu, aby lotnisko nosiło imię Lecha Wałęsy, który był tajnym współpracownikiem Służby bezpieczeństwa”. Na miejscu interweniowała policja wraz ze Służbą Ochrony lotniska.

„Prowadzimy czynności wyjaśniające. Osoby zostały wylegitymowane, nikt nie został aresztowany” – powiedziała Lucyna Rekowska, rzecznik gdańskiej policji. Służby interweniować musiały i krzykliwej radnej było to bez wątpienia na rękę. – „Parę osób stwierdziło, że wykorzysta medialność lotniska oraz osoby jego patrona, aby spróbować zwrócić na siebie uwagę mediów” – skwitował incydent w „Wyborczej” Michał Dargacz, rzecznik lotniska w Gdańsku. – „Oczywiście w związku z faktem, że port lotniczy jest obiektem szczególnie chronionym pod kątem aktów bezprawnej ingerencji, jakiekolwiek nietypowe działania i zachowania na jego terenie wiążą się z pojawieniem się służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Niektóre osoby starały się to wykorzystać, próbując nadać większego dramatyzmu swoim działaniom”.

To już kolejna akcja podjazdowa w sprawie patrona lotniska. Zwłaszcza, że nazwa drażni władze PiS od dawna. Pod koniec lutego radni partii rządzącej w sejmiku województwa pomorskiego zaapelowali do władz województwa, aby podjęły działania w celu zmiany patrona Portu Lotniczego w Gdańsku. Powoływali się na sondaże, według których 70 proc. mieszkańców regionu jest za zmianą nazwy. Później nie potrafili wskazać, które to sondaże. Rok wcześniej, w lutym 2016 roku, poseł PiS Andrzej Jaworski postulował o referendum w sprawie zmiany nazwy portu lotniczego. Wśród ewentualnych nowych patronów wymieniano właśnie Annę Walentynowicz, a także „Solidarność” oraz Dywizjon 303. Zmiana nazwy lotniska, na której tak zależy władzom PiS-u, wymagałaby jednak zgodnej decyzji trzech jego głównych właścicieli. 34 proc. należy do miasta Gdańska, ok. 33 proc. do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Pomorskiego, 29 proc. do przedsiębiorstwa Państwowe Porty Lotnicze, a po 2,2 proc. do gmin Sopotu i Gdyni.

Wróćmy do radnej Kołakowskiej. Pisaliśmy już o wyczynach jej rodziny i samej radnej. W czerwcu 2014 r. córka, Maria Kołakowska została zatrzymana po tym, jak rozpyliła substancję o nieprzyjemnym zapachu w wypełnionej po brzegi siedzibie trójmiejskiej „Krytyki Politycznej”. Sąd pierwszej instancji najpierw skazał ją na 20 godzin prac społecznych, by w październiku 2015 r. w apelacji odstąpić od wymierzenia kary. W marcu 2015 r. Anna Kołakowska zakłóciła uroczystości na Cmentarzu Żołnierzy Radzieckich w Gdańsku. Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe 15 miesięcy później, wbrew faktom stwierdził: „chodziło o zgromadzenie, które zostało zorganizowane nagle”. Co roku radna uczestniczy w blokowaniu Marszów Równości, ostatnio trzeciej już z kolei. Po raz pierwszy w maju 2015 r. cała rodzina Kołakowskich (ojciec, matka, syn oraz córka i jej kolega) siadła na jezdni i zablokowała przemarsz 1,5-tysięcznego tłumu I Trójmiejskiego Marszu Równości. Policja usunęła ich z ulicy siłą. Ta sama sędzia Paulina Łuć-Burzyńska w lutym br. orzekła: „winni, ale kary nie będzie, bo mieściło się to w granicy „wolności wyrażania poglądów”. Wreszcie w maju 2016 r. radna Kołakowska napisała na Facebooku o gdańskiej posłance PO Agnieszce Pomaskiej słynne już słowa: „Trzeba to coś złapać i ogolić na łyso”. Gdańska prokuratura nie dopatrzyła się w tym wpisie „znamion czynu zabronionego”.

koduj24.pl

Kopacz: Chcę powiedzieć PiS-owcom, chcecie mieć wojnę, to będziecie ją mieli

05.06.2017

Jedno chcę powiedzieć PiS-owcom, którzy na trumnach robią politykę: Chcecie mieć wojnę, to będziecie ją mieli. Będę się biła o swoje dobre imię. To ja byłam w Moskwie, a nie politycy PiS. Przecież gdyby wtedy chcieli tam pojechać i pomóc rodzinom ofiar, nikt by im nie zabronił – mówi w wywiadzie dla tygodnika „Newsweek” Ewa Kopacz, była premier w rządzie PO.

Jak pisze „Newsweek” to pierwszy raz Ewa Kopacz tak szczegółowo opowiedziała o dniach spędzonych w moskiewskim prosektorium tuż po katastrofie smoleńskiej. Jest to też pierwsza rozmowa po środowym przesłuchaniu w prokuraturze, do której była szefowa rządu została wezwana w charakterze świadka w sprawie wypadku samolotu.

Tych ciał, tego zapachu, którego nie mogę, mimo upływu czasu, wyrzucić z pamięci. To jest taki słodkawy zapach śmierci, pomieszany z ziemią i naftą. Ten zapach mi bardzo długo towarzyszył. Pamiętam ubrania po całym dniu w Zakładzie Medycyny Sądowej w Moskwie, które przesiąkały tym zapachem. To było nie do zniesienia – opowiada była premier.

Schodzę na dół do sali prosektoryjnej, tam, gdzie były ciała ofiar katastrofy, i widzę morze ciał – nie 96, tylko 300, 400 rozkawałkowanych szczątków. Korpus oddzielnie, głowa oddzielnie, ręce i nogi oddzielnie. Wszystko na rozkładanych stołach – wspomina.

Niekiedy nie było zawartości jamy brzusznej, nóg, rąk, połowy twarzy, zamiast głowy wisiał kawałek skóry z charakterystycznym fragmentem włosów, po którym można było rozpoznać osobę. To są obrazki, które widziały te rodziny! Dwieście kilo szczątków przywieźliśmy ostatniego dnia, to były kawałki ciał, których brakowało przy identyfikacji. Młoda dziewczyna, stojąc nad stołem podczas identyfikacji, zasłabła i została z ręką swojego ojca w dłoni. To były straszne obrazy – podkreśla Kopacz.

Kopacz odpowiada również, na pytanie, jak to możliwe, że w trumnach mogły się znaleźć fragmenty innych ciał. – Być może było tak, że brakujące części wizualnie pasowały do tego ciała i dlatego włożono je do tej trumny. Trudno mi powiedzieć, bo mnie przy tym nie było. Wiem jedno, że te ciała były bardzo mocno uszkodzone – mówi.

dziennik.pl

Trump wymyka się doradcom. Potwierdzenie fundamentu NATO było wpisane w przemówienie, które prezydent spontanicznie zmienił

Magda Działoszyńska, 05 czerwca 2017

Prezydent USA Donald Trump i sekretarz generalny sojuszu Jens Stoltenberg szczytu Nato w Brukseli

Prezydent USA Donald Trump i sekretarz generalny sojuszu Jens Stoltenberg szczytu Nato w Brukseli (Matt Dunham / AP)

Gdy w przemówieniu na szczycie NATO w Brukseli Donald Trump nie zadeklarował jasno przywiązana do artykułu 5. Traktatu Północnoatlantyckiego, wywołał konsternację w Europie i… wśród własnych doradców. Dziś okazuje się, że był to ruch całkowicie spontaniczny.

Te zakulisowe rewelacje ujawnił w poniedziałek portal Politico.com. Powołując się na pięć anonimowych źródeł wewnątrz administracji, publicystka Susan B. Glasser pisze, że doradcy prezydenta byli jego przemówieniem tak samo skonfundowani jak zebrani w Brukseli przywódcy krajów NATO.

Przed pierwszą zagraniczną podróżą Trumpa sekretarz stanu Rex Tillerson, sekretarz obrony Jim Mattis i doradca ds. bezpieczeństwa H.R. McMaster przekonywali go, że o artykule 5. (zasada kolektywnej reakcji członków NATO na agresję na którykolwiek z krajów sojuszu) trzeba wspomnieć. I byli pewni, że tak uczyni.

Rano przemówienie było gotowe i zatwierdzone przez McMastera – twierdzi wysoki rangą urzędnik Białego Domu. O własnej inicjatywie Trumpa, który zmienił treść wystąpienia, najważniejsi ludzie w rządzie dowiedzieli się dopiero w trakcie jego wygłaszania – dodaje osoba z departamentu obrony.

Trump i USA jako epicentrum destabilizacji

Przemówienie – w którym Trump beształ sojuszników za zbyt niskie nakłady na obronność, a nawet ironizował na temat kosztów nowej siedziby NATO, gdzie odbywał się szczyt – przyjęto w Europie z niedowierzaniem. Niemiecka kanclerz Angela Merkel stwierdziła nazajutrz, że wobec postawy amerykańskiego prezydenta „Europa musi wziąć swój los w swoje ręce”.

Dotąd dzięki nadzorowi takich apolitycznych postaci jak doświadczeni wojskowi McMaster czy Mattis w sferze spraw zagranicznych i bezpieczeństwa administracja Trumpa wydawała się stosunkowo przewidywalna.

Pytany przez Glasser Strobe Talbott (zastępca sekretarza stanu za prezydenta Clintona) odpowiada cytatem usłyszanym od wysokiego rangą dyplomaty z Azji: – Waszyngton jest teraz epicentrum destabilizującym porządek światowy. Sprawy, które sojusznicy USA przez 70 lat brali za pewnik, po Brukseli już nie są takie pewne.

Gen. McMaster świeci oczami

Rewelacje Politico.com w najtrudniejszym położeniu stawiają gen. H.R. McMastera, który na stanowisko doradcy ds. bezpieczeństwa powołany został po odejściu w niesławie poprzednika – Micheala Flynna oskarżonego o nieujawnione kontakty i interesy z Rosjanami. Wybór McMastera powszechnie chwalono, bo ma w Waszyngtonie opinię fachowca i bezinteresownego państwowca, który nie boi się kontestować władzy (napisał m.in głośną, krytyczną wobec polityków książkę o amerykańskim uwikłaniu w Wietnamie).

Wiele krytyki spadło na niego w trakcie podróży Trumpa, kiedy pełnił funkcję jego nieformalnego rzecznika i tłumaczył dziennikarzom, jakie są założenia i cele administracji. Jeszcze będąc w Europie, mówił mediom: – Oczywiście, że prezydent popiera artykuł 5. To poparcie było wpisane w jego przemówienie i nie było zamiaru, by celowo je przemilczeć.

McMaster wraz z ekonomicznym doradcą prezydenta Garym Cohnem stanęli w obronie Trumpa również na papierze, wspólnie pisząc komentarz dla „Wall Street Journal”. Opublikowany 30 maja artykuł w zawiły sposób tłumaczy, że „po pierwsze, Ameryka” nie oznacza „Ameryka samotnie” i przekonuje sojuszników, że wbrew temu, co im się wydaje, USA wcale się od nich nie odwracają. Jak donosi portal Daily Beast w kręgach wojskowych postawa McMastera odbierana jest jako niegodna munduru. Pojawiają się głosy, że powinien ustąpić, by nie rujnować reputacji zarówno swojej, jak i amerykańskiej armii. – McMaster jest wykorzystywany – mówi źródło magazynu. – Tego, czego wymaga od niego stanowisko w tej administracji – np. obrona przypadkowych wypowiedzi Trumpa – nie można robić w mundurze.

wyborcza.pl

Kablówki apelują do marszałka Kuchcińskiego: PiS-ie, porzuć uszczelnienie abonamentu RTV

Piotr Miączyński, 05 czerwca 2017

ARKADIUSZ ZIOLEK / EAST NEWS

Akceptacja abonamentu nie może oznaczać zgody ani na nierówne traktowanie obywateli, ani na złamanie przepisów chroniących ich dane osobowe, co proponuje się w projekcie ustawy – piszą płatne telewizje do polityków.

Spółki, zwłaszcza duże, unikają, jak tylko mogą angażowania się w bieżącą politykę. Apel, pod którym podpisane są Polska Izba Komunikacji Elektronicznej, ITI Neovision SA (operator platformy nc+) oraz Cyfrowy Polsat SA, jest więc sporym ewenementem.

W stosunkach dyplomatycznych biznes – rząd to wręcz ostry protest.

List formalnie skierowany jest do wszystkich sił politycznych w Sejmie na czele z marszałkiem Markiem Kuchcińskim, ale tak naprawdę ma tylko jednego adresata: PiS.

Likwidacja festiwalu w Opolu to mistrzostwo świata prezesa Kurskiego – w „3×3” Juliusz Braun o sytuacji w TVP

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21900610,video.html

Uszczelnienie abonamentu już za chwilę

W Sejmie jest projekt ustawy, zgodnie z którym operatorzy telewizji kablowych i platform satelitarnych będą zobowiązani do przekazywania danych o swoich klientach Poczcie Polskiej.

Poczta będzie sprawdzać, czy gospodarstwo domowe płaci abonament RTV, a jeśli nie, wyda nakaz rejestracji odbiornika (telewizora oraz radia) oraz nałoży karę w wysokości 30-krotności miesięcznej opłaty abonamentowej. Dziś to 22,70 zł miesięcznie. Oznacza to, że kara wyniesie ponad 680 zł. Chyba że ktoś wcześniej okaże skruchę i wpłaci abonament za pół roku z góry.

Nowe przepisy wejdą w życie prawdopodobnie jeszcze w wakacje.

Abonament zdaniem płatnych telewizji – i jest to ukłon w kierunku władzy – jest potrzebny. Powinien być powszechny, powinien umożliwić „mediom publicznym faktyczną realizację ich misji, bez konieczności komercjalizacji oferty programowej i uczestniczenia w wyścigu z mediami komercyjnymi”. Wreszcie musi być akceptowany przez społeczeństwo.

– Niestety, projekt nowelizacji ustawy abonamentowej, zaakceptowany przez Rząd 24 maja tego roku, nie przybliża nas do realizacji tego zadania. Znamienne, że na etapie konsultacji międzyresortowych stwierdziły to bardzo jednoznacznie poszczególne ministerstwa i urzędy centralne – twierdzą płatne telewizje.

Powód?

– Akceptacja abonamentu nie może oznaczać zgody ani na nierówne traktowanie obywateli, ani na złamanie przepisów chroniących ich dane osobowe, co proponuje się w projekcie ustawy. Należy dodać, że państwo polskie już dziś dysponuje wszystkimi koniecznymi narzędziami i rejestrami pozwalającymi na realizację obowiązku powszechnej opłaty abonamentowej – piszą autorzy apelu.

Powinien być nowy abonament

Rozwiązaniem sytuacji – zdaniem płatnych telewizji – byłoby stworzenie docelowego projektu ustawy o abonamencie.Takiego, gdzie byłby on niski i powszechnie ściągalny. Rząd nawet nad nim pracuje.

Według wstępnych założeń składka abonamentowa byłaby potrącana od podatku PIT i składki KRUS w wysokości około 8 zł na osobę (dziś płaci się za gospodarstwo domowe). Byłoby to więc nieco taniej niż obecnie.

Teraz abonament to 22,70 zł miesięcznie, gdyby w życie weszło rozwiązanie analizowane przez rząd, rodzina, w której pracują dwie osoby, płaciłaby 16 zł.

To rozwiązanie zapożyczone z Finlandii, gdzie w 2013 roku opłata abonamentowa pobierana od gospodarstw domowych została zastąpiona podatkiem. Jego wysokość uzależniona jest od dochodów i waha się od 50 do 140 euro. Osoby nieletnie oraz z niskim dochodem są z opłaty zwolnione. Nowa opłata ma tam pełną ściągalność. Publiczny nadawca Yleisradio nie emituje za to reklam.

Ale ten pomysł oznacza napisanie od nowa ustawy o abonamencie. A to z kolei wymaga uzyskania zgody Komisji Europejskiej na zmiany. Taki nowy abonament odliczany od podatku wszedłby w życie najwcześniej z początkiem 2019 roku. A media publiczne potrzebują gotówki już teraz.

Płatne telewizje ciągle walczą

List do Sejmu to kolejna próba walki kablówek i platform cyfrowych o utopienie nowelizacji ustawy o abonamencie.

W kwietniu izby gospodarcze zrzeszające operatorów rozprowadzających programy telewizyjne wystąpiły z wnioskiem do Komisji Europejskiej o sprawdzenie zgodności z prawem unijnym tego projektu.

Jak twierdzą izby, rząd z góry uznał, że nowe przepisy nie będą zgłaszane Komisji Europejskiej. A powinien – znów zdaniem izb – to zrobić. Dlaczego? Bo projekt zakłada wprowadzenie nowej pomocy publicznej, głównie dla borykającej się z gigantycznymi problemami finansowymi TVP.

Izby podnoszą też, że ich zdaniem niezgodne z prawem unijnym jest przekazywanie danych osobowych Poczcie Polskiej, które były zbierane w zupełnie innym celu.

Dlaczego tak płatnym telewizjom zależy na zniszczeniu pomysłu uszczelnienia? To proste, boją się, że ludzie zmuszeni do płacenia abonamentu zrezygnują z płatnej telewizji na rzecz bezpłatnej cyfrowej.

wyborcza.pl

Polacy rozszyfrowali tajemnice stwardnienia rozsianego. Megaodkrycie mikrocząsteczek!

Wojciech Mikołuszko, 05 czerwca 2017

Od lewej: prof. Marcin Mycko i prof. Krzysztof Selmaj, neurolodzy z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, którzy badają stwardnienie rozsiane

Od lewej: prof. Marcin Mycko i prof. Krzysztof Selmaj, neurolodzy z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, którzy badają stwardnienie rozsiane (TOMASZ STAŃCZAK)

Polscy naukowcy odkryli cząsteczki, których pomiar pozwoli na szybką i wiarygodną diagnozę stwardnienia rozsianego (SM). Odkrycie daje też nadzieję na opracowanie w przyszłości nowatorskich terapii tej choroby.

Co druga osoba na wózku inwalidzkim to chory na SM, jak w skrócie – od łacińskiej nazwy Sclerosis multiplex – zwie się popularnie tę chorobę. W Polsce choruje około 50 tys. osób, a na świecie blisko 2,5 mln.

>>Stwardnienie rozsiane. Jak wygląda codzienne życie chorego?

SM rozwija się, gdy komórki odpornościowe chorego niszczą otaczającą komórki nerwowe osłonkę mielinową. Gdy jej zabraknie, drastycznie spada szybkość przewodzenia sygnałów w mózgu i rdzeniu kręgowym. Z czasem uszkodzone komórki nerwowe degenerują się i w ogóle przestają pełnić swoje funkcje. U chorych może się to objawiać niedowładem kończyn, zaburzeniami wzroku, słuchu, pamięci, utrudnieniami w mówieniu, koncentracji i innych procesów myślenia.

Czujesz, jakby robaki chodziły Ci pod skórą. To może być śmiertelna choroba

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,20491854,video.html

Leki spowalniają SM, ale nie naprawiają zniszczeń

Przez długi czas chorzy na stwardnienie rozsiane nie mieli dostępu do żadnych leków. Pierwszy został dopuszczony do użytku dopiero w 1993 r. Spowalniał on bądź hamował postęp choroby u 30 proc. pacjentów.

Obecnie leków do wyboru jest znacznie więcej. Wiele z nich ma wyraźnie wyższą skuteczność, choć często może powodować poważne skutki uboczne. Żaden jednak nie cofa zniszczeń w układzie nerwowym. Prace nad takimi lekami dopiero trwają i jeszcze nie ma pewności, jaki efekt ostatecznie przyniosą.

>>Przełomowy lek na stwardnienie rozsiane został dopuszczony do użytku

Naukowcy wciąż więc poszukują nowych pomysłów na terapię. Próbują też opracować nowe metody diagnostyki SM. W tej chorobie bardzo ważne jest bowiem wczesne rozpoznanie. Im szybciej rozpocznie się terapię, tym większe szanse na długie utrzymanie sprawności pacjenta

>>Stwardnienie rozsiane. Skuteczny lek tylko dla chorych w zaawansowanym stadium choroby. Za późno

Obecna diagnostyka jest długotrwała i skomplikowana. – Najważniejszy jest wynik rezonansu magnetycznego. Niestety, inne patologie mogą niekiedy dawać podobne zmiany w tym badaniu. Cały czas szuka się więc czegoś, co pozwoli zdiagnozować SM szybko i wiarygodnie, najlepiej poprzez badanie krwi – mówi prof. Krzysztof Selmaj z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, neurolog, laureat „polskiego nobla”, najważniejszej polskiej nagrody naukowej przyznawanej przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej.

Łowienie w morzu danych SM

Aby znaleźć dobre metody diagnostyczne SM i lepiej zrozumieć tę chorobę, prof. Krzysztof Selmaj i jego współpracownicy zainteresowali się jej podłożem molekularnym. – Dziś na poziomie molekularnym tworzy się postęp w medycynie – podkreśla prof. Selmaj.

Polscy naukowcy zajęli się grupą cząsteczek zwanych mikroRNA. Ich odkrycie w 1993 r. było ogromnym zaskoczeniem dla świata nauki. Nie pasowały do przyjętego schematu działania maszynerii komórki. Według ówczesnego paradygmatu informacje z DNA były przepisywane na cząsteczkę RNA, która jest wzorem do budowy konkretnego białka.

Tymczasem badanie ludzkiego DNA ujawniło, że ledwie 1,5 proc. jego zawartości koduje białka. W pozostałych 98,5 proc. DNA, jak się potem okazało, jest zapisana informacja o budowie innych cząsteczek, m.in. różnych typów mikroRNA.

Jeśli te małe cząsteczki przyczepią się do dużej cząsteczki RNA, to blokują proces tworzenia białka na jej podstawie. „Ekspresja przynajmniej połowy  wszystkich ludzkich genów może podlegać regulacji przez cząsteczki miRNA” – piszą autorzy „Biologii Campbella”. I dodają, że to odkrycie zmusiło biologów do zmiany w sposobie myślenia. „To tak jakby wyłączne skupienie naszej uwagi na osobie sławnej gwiazdy rocka nie pozwalało nam dostrzegać wielu muzyków dalszego planu i autorów tekstu pracujących poza sceną”. A przecież bez nich gwiazda rocka nie miałaby co ani jak zaśpiewać. Podobnie bez mikroRNA nie działałaby poprawnie główna maszyneria komórki.

Prof. Selmaj i jego współpracownicy z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi oraz Uniwersytetu Łódzkiego pobrali krew od 101 chorych na SM i 51 osób zdrowych.

– Szukaliśmy cząsteczek mikroRNA w pęcherzykach zwanych eksosomami. Te pęcherzyki pozwalają na przenoszenie informacji z jednej komórki do drugiej – wyjaśnia doc. Marcin Mycko, współlider projektu. – Nowoczesne technologie pozwoliły nam zbadać dosłownie wszystkie znajdujące się tam sekwencje RNA. Uniknęliśmy dzięki temu wstępnych założeń, które wpływają na ostateczny wynik, choć w zamian uzyskaliśmy miliony danych, z których musieliśmy wyłowić te najbardziej związane z SM.

Może się uda zablokować chorobę

Czasochłonna analiza tego morza informacji dała jednak rezultat. W pracy opublikowanej właśnie w opiniotwórczym amerykańskim medycznym czasopiśmie „Annals of Neurology” naukowcy donoszą, że u osób z SM cztery rodzaje mikroRNA występowały w znacznie mniejszych ilościach niż u ludzi zdrowych.

Poza tym mniej tych cząsteczek znajdowało się także we krwi pacjentów, u których miało miejsce pogorszenie się (czyli rzut) choroby w porównaniu z chorymi w okresie polepszenia (remisji).

– Obniżony poziom tych cząsteczek mikroRNA we krwi chorych oznacza, że została u nich odblokowana synteza niektórych białek, związanych z procesem chorobowym SM. Co więcej, wiadomo już, o które białka może tu chodzić. W ten sposób może dochodzić do uruchomienia procesu, który prowadzi do rozwoju SM – mówi prof. Selmaj. – Ponieważ zmiany te zaobserwowaliśmy w pęcherzykach, które przenoszą informację między komórkami, świadczy to o istnieniu zaburzenia w komunikacji międzykomórkowej w tej chorobie.

Trzy spośród namierzonych przez polskich naukowców typów mikroRNA już wcześniej były wiązane z procesami autoimmunologicznymi, tj. gdy układ odpornościowy atakuje własne ciało. Na jedno z tych mikroRNA wpływ mają leki stosowane obecnie w leczeniu stwardnienia rozsianego. Jedna z cząsteczek miRNA została wcześniej odkryta przez prof. Selmaja i doc. Mycko w badaniach nad modelem zwierzęcym SM. To potwierdza, że opisane typy mikroRNA rzeczywiście są powiązane z SM.

Zmierzenie ich zawartości we krwi może więc stać się tak długo poszukiwanym, szybkim, łatwym i wiarygodnym testem na stwardnienie rozsiane

– Nasze odkrycie potencjalnie może mieć także znaczenie w leczeniu SM – dodaje prof. Selmaj. – Blokowanie lub pobudzanie mikroRNA próbuje wykorzystać  się w terapii wielu chorób, m.in. nowotworowych. W badaniach są już leki, które działają na te cząsteczki. Kto wie, czy w przyszłości w tę stronę nie pójdzie też terapia SM.

>>Polskie badania: pasożyty leczą stwardnienie rozsiane

wyborcza.pl

 

PiS zapętla się w paragrafach, tak powstaje bezprawie

Roman Giertych we wpisie na Facebooku zwraca uwagę, dlaczego uchwała Sądu Najwyższego stwierdzająca bezprawność ułaskawienie przez Andrzeja Dudę Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników, spowodowała rwetes w obozie PiS.

Duda jest w tym wypadku elementem drugorzędnym. Prezes każą, Duda musi jak na Rusi.

Otóż posłowie PiS skazani nieprawomocnie w I instancji wycofali swoje apelacje po ułaskawieniu przez Dudę, a postępowanie zostało umorzone przez sąd okręgowy.

Jednak po obecnym stanowisku Sądu Najwyżego, iż ułaskawienie nie ma przesłanki prawnej, tenże Sąd Najwyższy w składzie 3-osobowym wypowie się o umorzeniu postepowania w sądzie okręgowym.

Jeżeli decyzja o umorzeniu zostanie uchylona, automatycznie – podkreślenie: automatycznie – wyroki w stosunku do Mariusza Kamińskiego i jego zastępcy z CBA Wąsika będą prawomocne.

Czyli mają zastosowanie kary bezwględnego więzienia, dla Kamińskiego – 3, 5 roku – przestępcy nie mogą być posłami, a zatem ich mandaty powinny być wygaszone.

„Brak ich wygaszenia będzie skutkował brakiem prawidłowej obsady składu Sejmu RP. Konsekwencje więc są gigantyczne. Z tych powodów uchwała SN została przyjęta z tak wielką złością przez obóz władzy” – pisze Giertych.

To jednak nie wszystko, bo PiS chce znowelizować kodeks postępowania karnego, w którym prawo łaski zyskałoby miano „bezwględnej przesłanki”.

Ta nowela umożliwiłaby zablokowanie uchwały Sądu Najwyższego. A zatem prawo łaski dotyczyłoby procedur postępowania, a tym samym prezydent niejako byłby sądem. W tym wypadku PiS postępuje podobnie jak z prawem pisanym pod demolkę Trybunału Konstytucyjnego.

Poseł Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwinski komentuje: „Kolejny raz PiS chce zmieniać prawo pod bieżące potrzeby swoich członków. Zmiana ma ułatwić Mariuszowi Kamińskiemu pozostanie ministrem ds. służb specjalnych. Widać, że wola naczelnika z Nowogrodzkiej ma zastępować sądy”.

PiS coraz bardziej zapętla się w paragrafach. Coraz mniej przejrzystego prawa, a coraz więcej bezprawia, tj woli prezesa.

Kierwiński: PiS znów chce zmieniać prawo pod bieżące potrzeby swoich członków

05.06.2017

Poseł PO Marcin Kierwiński na antenie Polsat News skomentował pomysł polityków PiS, by znowelizować kodeks postępowania karnego tak, by prawo łaski zyskało miano „bezwzględnej przesłanki”.

Przypomnijmy, w środę 31 maja Sąd Najwyższy przyjął uchwałę, w której stwierdził, że prawo łaski prezydenta może być stosowane jedynie do osób prawomocnie skazanych. Wynika z tego wniosek, że Andrzej Duda nie mógł ułaskawić Mariusza Kamińskiego, który skazany był jedynie nieprawomocnie. Pod koniec minionego tygodnia pojawiła się informacja, że Prawo i Sprawiedliwość przedstawi w najbliższym czasie propozycję nowelizacji kodeksu postępowania karnego, która umożliwi zablokowanie uchwały Sądu Najwyższego.

– Będę proponował, aby do kodeksu postępowania karnego wprowadzić bezwzględną przesłankę umorzenia postępowania karnego, czyli prawa łaski, z którego prezydent skorzystał przed zakończeniem postępowania. I to będzie zamykało sprawę – mówił Marek Ast w rozmowie z reporterem RMF FM.

Wola naczelnika

Na antenie Polsat News te doniesienia skomentował poseł Platformy Obywatelskiej Marcin Kierwiński. – Kolejny raz PiS chce zmieniać prawo pod bieżące potrzeby swoich członków. Zmiana ma ułatwić Mariuszowi Kamińskiemu pozostanie ministrem ds. służb specjalnych – mówił Kierwiński. Zapowiedział też, ze PO będzie przeciwko tym zmianom i postara się je zaskarżyć. Poseł ocenił, że sytuacja jest podobna, co w przypadku TK. – Widać, że wola naczelnika z Nowogrodzkiej ma zastępować sądy – podsumował polityk.

wprost.pl

„Newsweek”: Kaczyński żyje pod kloszem partii. Drukują mu internet i przynoszą jedzenie

WB, 05.06.2017

Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Z tylnego siedzenia kieruje rządem i partią, a w codziennych czynnościach potrzebuje pomocy podwładnych – taki obraz Jarosława Kaczyńskiego wyłania się z tekstu „Newsweeka”.

 

„Newsweek” w swoim artykule opisał „sekrety twierdzy PiS”. Poza szczegółową mapą z rozkładem pomieszczeń w biurze partii na Nowogrodzkiej, przeczytamy też o zwyczajach Jarosława Kaczyńskiego. Z tekstu wynika, że prezes partii rządzącej jest niesamodzielny, a większość spraw, łącznie z posiłkami, załatwiają za niego podwładni.

To, że Kaczyński żyje otoczony partyjnym kordonem, czasem jest powodem nieporozumień. Kilka lat temu, udając się z wizytą do Wielkiej Brytanii, prezes poważnie trapił się kosztami noclegu w Londynie: „Przecież hotel musi tam kosztować z tysiąc funtów!”. Innym razem, rozmawiając przez telefon ze znajomym politykiem, będącym akurat w Dominikanie, nie mógł wyjść ze zdumnienia: – Jak to jest pan w dżungli? Przecież rozmawiamy przez telefon

– opisują dziennikarze „Newsweeka”. Osoba z PiS wyjaśnia w rozmowie, że Kaczyński „miał świadomość istnienia roamingu, wiedział, że można dzwonić do siebie, będąc w Europie. Ale na drugiej półkuli? To przekraczało jego wyobrażenie”.

Wydrukowany internet

Tygodnik podaje, że w świecie Kaczyńskiego „drobnostki urastają do rangi problemów”. I tak prezes PiS prosił współpracowników o zakup książki, będąc przekonanym, że jest ją trudno dostać. Ci kupili ją w 15 minut w Empiku. Inną rzeczą, którą załatwiają podwładni jest obsługa internetu. Kaczyński z komputera nie korzysta, a artykuły są mu dostarczane na wydrukach.

Posiłek przynosi portier lub któryś z Jacków [asystentów – red.] z Błękitnego Barku znajdującego się w sąsiednim biurowców (…). O tym, co będzie jadł prezes, decyduje pani Basia

– pisze tygodnik. Rzeczona pani Basia „wie, że szef nie lubi ryżu ani wymysłów, za to przepada za ziemniakami”.

Kto kupuje ubrania prezesowi?

Problem stanowią też ponoć zakupy – tak większe, jak i te codzienne. Garnitury Kaczyńskiego zostały uszyte jeszcze w czasach, gdy rzecznikiem partii był Adam Hofman, który zarządził odświeżenie garderoby szefa. Z kolei buty, skarpetki i czasem koszule kupuje Janina Goss, działaczka i przyjaciółka domu.

Przed wyjście do domu – bywa, że nawet koło drugiej w nocy – zawsze zostawia po sobie porządek. W kuchni jest zmywarka, ale nigdy z niej nie korzysta. Zmywa pod bieżącą wodą i odkłada szklanki na suszarkę. Gdy jest wcześnie, daje któremuś z Jacków kartkę z listą zakupów. Dopiero po nich jest zabierany do domu

– czytamy w opisie rytuałów prezesa PiS.

„Kaczyński rządzi w sposób anachroniczny. Nie jest w stanie wszystkiego kontrolować”

http://www.gazeta.tv/plej/19,103168,21914559,video.html

gazeta.pl

Dlaczego PiS tak broni ułaskawienia Mariusza Kamińskiego? Roman Giertych ma teorię

05.06.2017
Obóz władzy ostro protestuje przeciw uchwale Sądu Najwyższego, która uznała za bezprawne ułaskawienie przez Andrzeja Dudę Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników. Dlaczego? Teorię ma Roman Giertych. – Skąd więc ten rwetes? Myślę, że stąd iż posłowie PiS skazani w I instancji cofnęli swoje apelacje po tym, jak Prezydent ich ułaskawił – pisze adwokat i były polityk.

Andrzej Duda nie miał możliwości ułaskawić Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników, bo ich wyroki nie były prawomocne – orzekł Sąd Najwyższy. Błyskawicznie pojawiły się głosy polemiczne, płynące głównie z Pałacu Prezydenckiego i z Prawa i Sprawiedliwości. Dlaczego tak się dzieje? Swoją teorię przedstawił na blogu na Facebooku Roman Giertych, prawnik i były wicepremier w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

„Myślę, że stąd iż posłowie PiS skazani w I instancji cofnęli swoje apelacje po tym, jak Prezydent ich ułaskawił” – pisze Giertych. I tłumaczy, że jeśli teraz 3-osobowy skład Sądu Najwyższego uchyli decyzję o umorzeniu postępowania, którą po prezydenckim ułaskawieniu wydał sąd okręgowy, wyrok automatycznie stanie się prawomocny.

I co prawda wówczas Andrzej Duda znowu będzie mógł ułaskawić dawnych kolegów z partii, ale poniosą oni tego konsekwencje. W chwili uprawomocnienia wyroku Mariusz Kamiński i jego zastępca Maciej Wąsik stracą mandaty posłów. – Brak ich wygaszenia będzie skutkował brakiem prawidłowej obsady składu Sejmu RP. Konsekwencje więc są gigantyczne. Z tych powodów uchwała SN została przyjęta z tak wielką złością przez obóz władzy – pisze Giertych.

wp.pl

Jak M. Błaszczak przez rok wyjaśniał śmierć na komisariacie we Wrocławiu? Dawał nagrody nadzorującym ten komisariat. Błaszczak i Zieliński do dymisji!

Policyjna odznaka to za mało. Nowi funkcjonariusze dostają teraz modlitewniki

05.06.2017
Jak się okazuje policyjna odznaka wręczana świeżo upieczonym funkcjonariuszom to za mało. Podczas ostatniego ślubowania w Rzeszowie policjanci dostali również modlitewniki.

Z rąk Komendanta Wojewódzkiego Policji w Rzeszowie funkcjonariusze odebrali legitymacje służbowe. Ponadto dla każdego z 20 świeżo upieczonych policjantów przygotowano modlitewnik oprawiony w granatową okładkę z wybitym na niej logo policji.

wp.pl

Odzyskać Polskę

Odzyskać Polskę

Dni historyczne nabierają blasku podczas swoich rocznic. Ale 4 czerwca 1989 roku był dniem szczególnym, od razu błyszczał, od razu stanął na koturnie swojej doniosłości. Wskazywał, że to, co za nami należy już do epoki reżimowego króla Ćwieczka, acz była ogromna obawa, że ten Ćwieczek podniesie łeb, zechce cofnąć zmiany, lecz już wiedzieliśmy, jak chwycić za łeb tę hydrę.

Przykład dała Polska, a potem potoczyło się tak szybko u sąsiadów i u Sowietów, że można było się dziwować, jak imperium mogło tak długo trzymać się na swych glinianych nogach.

Data 4 czerwca jest ważna jeszcze z innego powodu, Polska weszła w swój najlepszy okres historyczny. Tego kompletnie nie wiedzieliśmy w 89 roku. Głowy zajmował problem, jak wyjść z długów gierkowskich. Ile fantastycznych padało rozwiązań, wszystkie były nierealne. Stanęliśmy przed odpowiedzialnością za siebie, za Polskę.

Polska w tamtym czasie dostała najlepszy możliwy kapelusz. Tak! – ten z plakatu „W samo południe”. Najpierw udało się z kapelusza wyciągnąć Lecha Wałęsę, a drugim takim królikiem był Leszek Balcerowicz – twórca cudu transformacji. Wiem, nie wszystko się udało, lecz jak to się ma, że nam najlepiej się udało?

Polska w latach po 1989 roku ma najlepsze wyniki na świecie – komparatystycznie. Najlepsze. Ale co najważniejsze – Polska nigdy tak dobrze się nie miała gospodarczo i społecznie w swojej tysiącletniej historii, nawet w Złotym Wieku (czyli XVI) nie mieliśmy się tak dobrze.

Bo ten nasz kapelusz trafiał na dobre głowy i otoczenie nam sprzyjało, a nawet jeden z odwiecznych wrogów – Niemcy – okazał się adwokatem naszych ambicji cywilizacyjnych. Polska opuściła peryferie – i bodaj najważniejszy symbol to największy awans rodaka w historii – Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej.
Jak to się stało, że dwa lata temu udało się przekonać rodaków do „Polski w ruinie”? Długo by o tym pisać – i warto pisać, trzeba pisać, trzeba tak drążyć nasze trzewia, aby ukazać, iż każdy cud ma swoje kiepskie podszewki, ma słabe strony, ma zgniliznę.

Dwa lata temu oddaliśmy prezydenturę osobie o słabej konstrukcji intelektualno-duchowej, a rząd – partii w ruinie. PiS jest ruiną bez cudzysłowu. Od niemal początku zaczął niszczyć to, co najlepiej nam udało się w historii. A jest co niszczyć, więc systematycznie są demolowane instytucje demokratyczne.

PiS przeciw sobie powołał społeczeństwo obywatelskie – opór tego społeczeństwa, nieposłuszeństwo. Półtora roku temu powstał KOD i podobne instytucje oporu obywatelskiego, w tym Czarny Protest.

A dokładnie rok temu powstał portal koduj24, gdzie mam przyjemność pisać o absurdach politycznej rzeczywistości tworzonej przez PiS, która już przerosła Bareję, znalazła wyraz w „Uchu prezesa”. Uważam, iż owe Stendhalowe lustro na gościńcu jest niewystarczające, bo idzie jeszcze trudniejszy czas, gdy zostaną zdemolowane sądy. Epoki bezprawia nie przerabialiśmy w historii, bo czym innym była utrata niepodległości, obydwie wojny światowe i PRL.

Bezprawie wewnętrzne, które funduje PiS zdarza nam się po raz pierwszy w historii, nawet czasy saskie i ich pokłosie są zupełnie czym innym, czym innym był zamach majowy 1926 i sanacja. Dzisiaj PiS ma co demolować, bo nigdy tak dobrze się nie mieliśmy.

Nie możemy patrzyć bezczynnie, gdy zapada nam się Ojczyzna. Bez histerii musimy odzyskiwać Polskę. Jednym z takich forum, taką agorą odzyskiwania kraju jest koduj24.pl.

Waldemar Mystkowski

koduj24.pl

PONIEDZIAŁEK, 5 CZERWCA 2017

STAN GRY: Jasiński: Lech Kaczyński miał rację ws Możejek, Skarżynski: PO niewiarygodna ws demokracji, Tyszka za referendum 10-11 listopada

300LIVE: Wałęsa o starcie w wyborach, Czarnecki o dymisji Waszczykowskiego, Szydło dementuje informacje RZ, Karczewski o terminie 11 na tak i na nie, Karczewski o Kopacz i Anodinie, polityczny plan poniedziałku: http://300polityka.pl/live/2017/06/05/

Z WCZORAJSZEGO WIECZORA: Kaczyński o tym, co mówił mu Wałęsa i pokazał Milczanowski oraz o tym, jaki wpływ mają wciąż ludzie poprzedniego systemu, Szefernaker o pomocy dla uchodźców, końcu poprawności politycznej i dlaczego to żałosne słyszeć od liderów europejskich po każdym zamachu „nasze serca są z wami”: http://300polityka.pl/live/2017/06/04/

PLATFORMA SPRZEDAŁA DIABŁU DUSZĘ – Stanisław Skarżyński na wyborcza.pl: “Dopóki Platforma Obywatelska nie będzie brała czynnego udziału w organizacji i budowie frekwencji podczas Parady Równości, dopóty jej obrona demokracji będzie zupełnie niewiarygodna. (…) Jeśli tak jest, to kierownictwo Platformy straciło rozum. Rozumiem, że można chcieć walczyć z Prawem i Sprawiedliwością na jego politycznym terytorium, że można starać się schlebiać tym, którzy uważają niszczenie państwa prawa za problem, a jednocześnie są skrajnie konserwatywni, niechętni nowoczesności, a do zjednoczonej Europy podchodzą z rezerwą. Może nawet da się w ten sposób PiS pokonać. Tyle, że kiedy to się stanie, jedną antyeuropejską formę rządów zastąpi inna”. http://wyborcza.pl/7,128956,21909293,parada-rownosci-platforma-obywatelska-sprzedala-diablu-dusze.html

WOJCIECH JASIŃSKI O DOBRYCH WYNIKACH ORLENU I PAKIECIE PALIWOWYM – mówi w rozmowie z Jackiem i Michałem Karnowskimi wSieci: “Rynek to docenia, a kurs akcji jest na bardzo wysokim poziomie. Mamy się czym pochwalić. Oczywiście, spory wpływ na nasz sukces miał pakiet paliwowy, dzięki któremu rząd zablokował dużą część nielegalnego importu paliw, ale też potrafiliśmy tę dobrą sytuację wykorzystać. Staramy się również wspierać państwowe służby w egzekwowaniu prawa dotyczącego naszej branży. Kilka dni temu PKN Orlen przekazał służbom celnym dwa świetnie wyposażone mobilne laboratoria do badania jakości paliw i produktów ropopochodnych, które pozwolą badać import czy tranzyt paliw już na przejściach granicznych”.

LECH KACZYŃSKI MIAŁ RACJĘ WS MOŻEJEK – mówi Jasiński: “Dziś Orlen Lietuva przynosi zysk, a jej sytuacja jest stabilna. Patrząc w dłuższej perspektywie Lech Kaczyński miał rację, to była dobra decyzja, zarówno z punktu widzenia biznesowego, jak i politycznego, choć przez lata litewska rafineria sprawiała niemałe problemy i stanowiła spore ryzyko dla Grupy. Dziś widać, że warto było o nią powalczyć. Polskie spółki muszą wychodzić poza granice kraju. Przypomnę, że oprócz Litwy Orlen ma też moce produkcyjne w Czechach. Osobiście uważam, że tego typu inwestycje wiążą się z dużą odpowiedzialnością. Musimy działać tak, by np. Czesi mieli poczucie, że dobrze zarządzamy majątkiem Unipetrolu, że naszym celem nie jest wyłącznie największy zysk”.

ORLEN TO FILAR GOSPODARKI – mówi Jasiński: “W mojej wizji Orlen musi być filarem i wzmocnieniem całej polskiej gospodarki. Jednak jeśli będzie ona w słabej kondycji to i ORLEN nie będzie mógł korzystać w pełni ze swojego potencjału. Świadomość tego sprzężenia jest podstawą naszych działań”. http://www.rmf24.pl/ekonomia/news-wsieci-orlen-to-filar-polski,nId,2402120

BĘDZIE GIGANTYCZNA REPRYWATYZACJA OFE – DGP (Marek Chądzyński, Grzegorz Osiecki, Bartek Godusławski): “Państwowy Fundusz Rezerwy Demograficznej będzie mógł przejmować akcje spółek notowanych na giełdzie, dziś należące do otwartych funduszy emerytalnych. Rząd Beaty Szydło stawia kropkę nad i w kwestii OFE. Za kilka miesięcy przejdą one do historii, a efektem tej zmiany będzie reprywatyzacja gigantycznej sumy 130 mld zł. DGP poznał szczegóły tej operacji”. http://gospodarka.dziennik.pl/emerytury-i-ofe/artykuly/551507,rzadowy-plan-dla-ofe-otwarte-fundusze-emerytalne-emerytura-gielda-reforma-akcje-spolek.html

MICHAŁ SZUŁDRZYŃSKI SUGERUJE WYMIANĘ PREMIERA NA MORAWIECKIEGO – jak pisze w RZ: “Pytanie, co zrobić wówczas z panią premier. Część polityków obozu władzy twierdzi, że Beata Szydło miałaby zostać marszałkiem Sejmu, formalnie drugą osobą w państwie (teoretycznie byłby to awans, bo w myśl konstytucji premier jest osobą numer cztery). Jej zalety pomogłyby rozładować napięcie w parlamencie i wygasić w nim kilka sporów. Obecnego marszałka nikt by szczególnie nie żałował, a na pocieszenie mógłby dostać posadę np. szefa komisji przygotowującej projekt nowej konstytucji”.

MACIEREWICZ WG SZUŁDRZYŃSKIEGO ZOSTANIE: “Niewiele wskazuje też na to, że stanowisko miałby stracić Antoni Macierewicz. Choć po wymuszonym odejściu Bartłomieja Misiewicza i Wacława Berczyńskiego jest mocno osłabiony, nic nie wskazuje na to, by Kaczyński chciał go upokarzać do końca. To mogłoby naruszyć kruchą równowagę sił, która jest teraz w PiS. Bo to w tej chwili z punktu widzenia władz partii rzecz najważniejsza – tak dopiąć personalne puzzle, by nikt za bardzo nie wyrósł, a równocześnie nikogo ważnego zbyt nie upokorzyć, by nie przestał być lojalny”. http://www.rp.pl/Prawo-i-Sprawiedliwosc/306049952-Przed-kongresem-PiS-Prezes-uklada-puzzle.html#ap-2

KULISY ZMIAN U PREZYDENTA – Agnieszka Burzyńska i Magdalena Rubaj w Fakcie: “Według informacji Faktu stanowisko dla Magierowskiego stworzono specjalnie, aby pokazać prezydentowi, kto rządzi w kraju. – Cała ta akcja przeprowadzona została na złość prezydentowi – mówi nam jeden z polityków PiS. Inny dodaje, że pokazano prezydentowi miejsce w szeregu. – Choć ja nie jestem do końca przekonany, czy za strojenie fochów należy nagradzać rządowymi posadami aż takiej rangi. Ale prezes lubi robić takie psikusy – tłumaczy polityk bliski Jarosławowi Kaczyńskiemu (68 l.)”.http://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/kulisy-zmian-u-prezydenta-malgorzata-sadurska-ma-isc-do-pzu/tdk5tkp

JOANNA LICHOCKA CHWALI WASZCZYKOWSKIEGO – jak pisze w GPC: “W tym dotyczących konfiktu rosyjsko-ukraińskiego, a także katastrofy w Smoleńsku. Minister Witold Waszczykowski, do którego oprócz premier Beaty Szydło i prezydenta Andrzeja Dudy, należy ten sukces, może mieć satysfakcję z dobrze zrealizowanego zadania”. http://gpcodziennie.pl/64800-wracamydogry.html

TYSZKA CHCE DWUDNIOWYCH WYBORÓW I REFERENDUM 10-11 LISTOPADA – wypowiedź dla RZ: “Chciałbym, aby wybory samorządowe oraz referendum odbyły się w weekend 10–11 listopada, aby były dwudniowe.Mamy problem z frekwencją, przy wyborach i referendach”.

O ZMIANACH W PREZYDIUM KUKIZ’15 – pisze Marcin Dobski w RZ: “Długi należy do „normalsów”, jak Tyszka czy Apel. Jest też blisko związany z szefem Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności Dominikiem Kolorzem, którego jest uchem w klubie – mówi poseł Kukiz’15. – Z kolei nominacja dla Porwicha, który jest z obozu Liroya, jest dowartościowaniem tego środowiska”.

KUKIZ SZUKA RZECZNIKA PRASOWEGO PRZEZ OGŁOSZENIE – dalej Dobski: “Klub wpadł na oryginalny pomysł, aby znaleźć następcę Kuleszy. Na jednym z portali z ogłoszeniami pojawiło się takie: „osoba do biura medialnego, rzecznik prasowy, kontakt z mediami”. Aby otrzymać pracę, trzeba być komunikatywnym, potrafić pracować pod presją czasu, mieć wyższe wykształcenie, najlepiej ukończony któryś z kierunków: dziennikarstwo, administrację, prawo lub finanse”. http://www.rp.pl/Kukiz15/306049969-Kukiz15-Rzecznik-prasowy-potrzebny-od-zaraz.html#ap-2

MAŁGORZATA WASSERMANN O ZAKAZIE OTWIERANIA TRUMIEN – mówi w rozmowie z SE: “Uważa pani, że każda rodzina, która czuła potrzebę otwarcia trumny, powinna była mieć taką możliwość?
– Przede wszystkim wbrew temu, co wówczas mówili przedstawiciele rządu, nie istniała podstawa prawna do tego, by zakazać otwierania trumien. Pamiętam dyskusję, która odbyła się w KPRM. Wtedy bardzo mocno w tej sprawie dociskał Ewę Kopacz Dariusz Fedorowicz (brat Aleksandra Fedorowicza, tłumacza prezydenta Lecha Kaczyńskiego – przyp. red.). Jest epidemiologiem i mówił o tym, że doskonale zna przepisy, i próbował się dowiedzieć, gdzie zakaz otwierania trumien jest zapisany.
– Co na to Ewa Kopacz?
– Zaczęła mówić o ustawie o cmentarzach, na co Darek Fedorowicz odpowiedział, że zna tę ustawę na pamięć i nie ma tam takiego zapisu.
– Jeśli rzeczywiście nie było podstaw prawnych, to czemu ówczesnemu rządowi zależało, żeby trumien nie otwierać?
– To już pytanie nie do mnie, ale do osób, które wówczas podejmowały decyzje”.
http://www.se.pl/wiadomosci/opinie/malgorzata-wasserman-to-po-a-nie-prawo-zabraniao-otwierania-trumien_998911.html

PLATFORMA CHCIAŁABY ZDJĘĆ SATELITARNYCH Z WYPADKU SZYDŁO – Grzegorz Januszko w rozmowie z GPC: “Polityków PO w ogóle nie interesowała sprawa śledztwa. Mam wrażenie, że bardziej zależałoby im na zdjęciach satelitarnych wypadku premier Szydło z Oświęcimia niż na zdjęciach satelitarnych ze Smoleńska. Oni nie są tym zainteresowani. Mówienie, że jest to „temat zastępczy”, jest po prostu niepoważne, bo jest to jeden z największych skandali ostatnich kilkudziesięciu lat, w jaki sposób potraktowano to śledztwo. Ten stan, który odkrywamy w czasie ekshumacji, jest tego pokłosiem, a stan, jaki zastajemy teraz w trumnach tłumaczy, dlaczego oni tak bardzo nie chcieli tych ekshumacji”. http://gpcodziennie.pl/64793-wiemydlaczegopotakbardzoniechcialaekshumacji.html

REFORMA ZALEWSKIEJ TO BĘDĄ DRAMATY MŁODYCH LUDZI – Mirosław Handke w rozmowie z Justyną Suchecką w GW: “To będą dramaty młodych ludzi, a rodzice rządzącym tego nie wybaczą. Zresztą rodzice zaczęli na nowo kombinować, jak obejść rejonizację i przenieść dziecko do lepszej podstawówki. Przecież każda z tych spraw będzie rodziła szereg następnych konfliktów. Długo mógłbym tak wymieniać. Wiem, co mówię, bo odpowiadałem za logistykę reformy z roku 1999. A ja miałem znaczne poparcie społeczne, tysiące nauczycieli zaangażowanych w tę reformę. Dziś niektórzy mówią: „Handke też robił szybko”. Ale ja miałem na to niemal rok więcej. Bo idea zrodziła się w 1997 r., a gimnazja powstały w 1999 r. No i nie szczędziliśmy sił oraz środków na informacje, szkolenia dla nauczycieli, wsparcie samorządów. A i tak po latach widać, że trzeba było co najmniej pięć lat, aby nowy system się ustabilizował, i moim zdaniem ustabilizował się na tyle, że teraz wcale nie będzie łatwo go odwrócić. Bardzo wielu ówczesnych przeciwników reformy (np. ZNP) przekonało się do niej, właściwie tylko politycy PiS ze zwolenników zamienili się w zagorzałych przeciwników”. http://wyborcza.pl/7,75398,21913153,prof-handke-tworca-gimnazjow-ta-kontrreforma-pis-sie-wywroci.html

FAKTY NIE PASUJĄ DO CZARNEJ LEGENDY O ODWOŁANIU OLSZEWSKIEGO – WITOLD GADOMSKI w GW: “Te fakty nie pasują do czarnej legendy o „zamachu czerwcowym”, ale obawiam się, że w nowych podręcznikach, naprędce wydanych w ramach reformy edukacji, mit ten będzie powielony i kolejne pokolenia przyjmą go za prawdę”. http://wyborcza.pl/7,75968,21911046,czarna-legenda-przewrotu-czerwcowego.html

JACEK ŻAKOWSKI O TYM DLACZEGO 4 CZERWCA NIE JEST ŚWIĘTEM – pisze w GW: “Każdy z trzech prezydentów miał szansę ustanowić 4 czerwca prawdziwym polskim świętem. Ale każdy miał powód, by tego nie zrobić. Lech Wałęsa jako prezydent mówił o 4 czerwca mniej więcej to, co teraz mówi PiS. Aleksander Kwaśniewski wolał nie drażnić z jednej strony tęskniącego za PRL betonu, a z drugiej „obozu patriotycznego” uważającego Okrągły Stół za zdradę. Bronisław Komorowski może by nawet chciał posłuchać swojego mentora, premiera Mazowieckiego, i 4 czerwca zrobić prawdziwym polskim świętem, ale przeważyła wizja bolesnej hipotetycznej utraty jakiegoś ułamka procentu PKB”. http://wyborcza.pl/7,75968,21911088,4-czerwca-nie-mozemy-byc-razem.html

POCZTA POLSKA W OBJĘCIACH PIS – Piotr Mączyński w GW: “Poczta Polska pod kierownictwem Przemysława Sypniewskiego (bez wątpienia fachowca), który uważany jest za człowieka ministra infrastruktury Andrzeja Adamczyka, z premedytacją rzuciła się w objęcia PiS, który operatora chce bardziej upaństwowić. Są już tego efekty. Operator przejmuje pocztową obsługę spółek skarbu państwa. PiS nie dopuścił też konkurencyjnego InPostu do doręczania rządowej korespondencji (mimo wygranego przetargu i prawomocnych wyroków sądowych). Te usługi świadczy Poczta Polska. Urząd Komunikacji Elektronicznej pozwala Poczcie podnosić ceny usług”. http://wyborcza.pl/7,155287,21902798,poczta-polska-wygrzebuje-sie-z-zapasci-finansowej-dzieki-hojnosci.html

OCHRONIARZE STRZEGĄ PETRU I SCHMIDT – JEDYNKA SE:  http://www.se.pl/wiadomosci/polityka/ryszard-petru-i-joanna-schmidt-spaceruja-pod-okiem-ochroniarzy-zdjecia_998780.html

300polityka.pl

„SE”: Policjanci zwolnieni w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka, dostawali sowite premie

05.06.2017

Dwóch byłych komendantów dolnośląskiej policji, zwolnionych w związku ze śmiercią Igora Stachowiaka, było sowicie wynagradzanych, donosi „Super Express”.

Mowa o Arkadiuszu Golanowskim, byłym szefie komendy wojewódzkiej, który dostał 17 tys. zł i Krzysztofie Niziołku, jego zastępcy – 12 tys. zł. Były to nagrody motywacyjne, przyznawane m.in. za zaangażowanie w „poważnych przedsięwzięciach, jak szczyt NATO czy Światowe Dni Młodzieży”.

– Zgodnie z ustawą o policji policjantowi mogą być przyznawane nagrody motywacyjne – w formie pieniężnej lub rzeczowej – za wzorowe wykonywanie zadań służbowych, wykazywane w służbie męstwo i inicjatywę oraz pełnienie służby w trudnych warunkach – informuje „Super Express” Robert Opas z wydziału prasowego KGP.

Policjanci stracili pracę 23 maja, po tym jak TVN ujawnił szokujące nagranie z jednego z wrocławskich komisariatów.

dziennik.pl

PONIEDZIAŁEK, 5 CZERWCA 2017

Wałęsa: Deklarowałem, że jestem gotowy startować w wyborach samorządowych i to podtrzymuję

Wałęsa: Deklarowałem, że jestem gotowy startować w wyborach samorządowych i to podtrzymuję

Deklarowałem, że jestem gotowy startować w wyborach samorządowych i to podtrzymuję. Ale w tej chwili – znowu – takie „gdybanie” – nie chcę o tym rozmawiać, bo już nawet z panem kilka miesięcy temu rozmawiałem, że jeżeli będzie takie zapotrzebowanie, jeżeli PO wystawi mnie jako kandydata na prezydenta miasta Gdańska, to będę starał się o ten urząd – mówił Jarosław Wałęsa w rozmowie z Robertem Mazurkiem w Porannej rozmowie RMF FM.

Dopóki jestem członkiem PO, dopóty będę przecież starał się o wsparcie swojej formacji. To oczywiste – dodał europoseł PO.

300polityka.pl

Prof. Handke, twórca gimnazjów: Kontrreforma edukacji PiS się wywróci. A rodzice im jej nie wybaczą

WYWIAD
Justyna Suchecka, 05 czerwca 2017

Mirosław Handke

Mirosław Handke (Fot. MICHAŁ ŁEPECKI / AGENCJA GAZETA)

Reforma edukacji min. Anny Zalewskiej to będą dramaty młodych ludzi. To za wysoka cena – mówi „Wyborczej” prof. Mirosław Handke, minister edukacji w rządzie Jerzego Buzka, twórca reformy, która wprowadziła gimnazja.

PROF. MIROSŁAW HANDKE: Nie zmieniłem zdania o „Wyborczej”. W czasach, gdy byłem ministrem edukacji (szkolnictwo wyższe i oświata) w rządzie AWS prof. Jerzego Buzka, wręcz zwalczaliście mnie. Ale nie zmieniłem też zdania o gimnazjach, nadal uważam, że należy je ratować. I będę w tej kwestii wspierał każdego, kto się z tym zgadza.

JUSTYNA SUCHECKA: Ale już pan jasno mówi, że „przegrał ze swoimi”.

– Bo tak, niestety, jest. Obóz, na który głosowałem, tak mi bliski światopoglądowo, nie potrafi zrozumieć, jak wielki błąd popełnia. Przegrywam z powodów czysto politycznych, a nie merytorycznych – reforma z 1999 r. się sprawdziła. Odszedłem z polityki nie z powodu błędu w rachunkach, ale z powodu mojego rozczarowania polityką, która, niestety, wcale nie służy dobru ogólnemu, ale jest grą o uzyskanie i utrzymanie władzy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: 700 nauczycieli z Gdańska bez pracy. To efekt reformy PiS-u

Obecną reformę edukacji, ale też inne robione przez PiS, widzę przede wszystkim jako formę odegrania się na AWS, widać chęć odkręcenia wszystkich dużych zmian tamtego czasu. Powodem są niewygasłe emocje z czasów rządu AWS-UW. Wokół prezesa Kaczyńskiego zebrali się ci ludzie, którzy nie zgadzali się z tamtymi reformami, protestowali już wtedy, gdy gimnazja wprowadzano, i obiecywali, że tę reformę cofną.

Twarzą reformy edukacji jest Anna Zalewska wywodząca się z UW.

– Tylko twarzą. Ona moim zdaniem robi to dla politycznej kariery, więc się świetnie do tego zadania nadaje. Choć wciąż uważam, że na nim polegnie.

Gimnazja już chyba są stracone?

– Obserwuję z niepokojem, że ci, którzy chcieliby ich zachowania, przestali wierzyć i wyraźnie tracą impet. Gdyby wytrwali, to gimnazja są do uratowania. Jarosław Kaczyński już zrozumiał, że nie da się wszystkiego robić na siłę. Na różnych polach zaczyna ustępować z twardej linii.

Reforma edukacji, czyli nauczyciele mogą raczej zapomnieć o podwyżkach – komentuje Justyna Suchecka

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21885277,video.html

Nie w edukacji.

– Może dlatego, że to jedna z tych dziedzin, gdzie coś jeszcze do powiedzenia ma premier Beata Szydło, a ona akurat jest autentyczną przeciwniczką gimnazjów. Proszę posłuchać jej wystąpień na ten temat, jakie one są emocjonalne. Niech pani sobie przypomni, co działo się po bójce uczennic w Gdańsku. „Wina gimnazjów!” – media publiczne wtórowały rządzącym. Totalna bzdura. Rozgrywano tę sprawę ideologicznie, jak w dawnym „Dzienniku telewizyjnym”. W PiS pewnie pomyśleli, że im ta bójka z nieba spadła, bo widzieli, jak poparcie dla ich kontrreformy spada. Trzeba pamiętać, że bliskimi koleżankami pani premier są minister Witek i Zalewska, które wspierają tę kontrreformę totalnie.

Jakaś nadzieja?

– Te zmiany nie są dobrze przygotowane i poparcie społeczne dla nich nie jest tak duże, jak sądził PiS. Ta kontrreforma musi się wywrócić. Po prawej stronie – i w mediach, i wśród polityków czy wyborców – jest wielu takich, którzy to widzą. To środowisko jest jednak przekonane, że nie wolno obniżać autorytetu PiS. Tam jest takie przekonanie: „To nic, że w edukacji oni nie mają racji, nie można im szkodzić politycznie, bo robią inne ważne rzeczy”.

Jednak musimy sobie zdawać sprawę z tego, że edukacja jest jedną z najważniejszych dziedzin życia. Broniłbym jej i czepiał się tej kontrreformy bez względu na to, kto chciałby ją przeprowadzić. Dlatego rozmawiałbym z panią tak samo, gdyby pracowała pani w „Gazecie Polskiej”. Chodzi o to, by jak najwięcej osób poznało konsekwencje tej zmiany.

Czyli?

Najmocniej przegrają samorządy na prowincji, a wraz z nimi dzieci z terenów wiejskich, małych miast. Na razie samorządy nieco się w krytyce uspokoiły, stają na rzęsach, by jakoś zorganizować się przed 1 września, ale największe problemy przed nimi. To logistyka położy tę reformę – dowóz uczniów, szkoły przepełnione i działające na zmianę – albo z drugiej strony – straszące puste budynki po gimnazjach. Będą dzieci, które ucząc się na drugą zmianę, dostaną pięć minut na zjedzenie obiadu.

Do tego nauczyciele uczący w wielu szkołach naraz, co jest fatalne wychowawczo, bo nie będzie ich w szkołach, a nauczanie to niejedyna ich rola. Dalej: uczenie przedmiotów, szczególnie przyrodniczych (fizyki, chemii itd.), bez przygotowanych pracowni, bo te są tylko w gimnazjach. Samorządy bez odpowiednich środków finansowych będą zmuszone „racjonalizować” sieć szkolną, czyli zamykać szkoły. Już w tym roku licea ograniczyły nabór, by za dwa lata pomieścić podwójny rocznik – ostatnich absolwentów gimnazjów i pierwszych ośmioletnich podstawówek.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: W szkołach oceniają podręczniki po okładce, bo inaczej nie mogą. Oficjalnych wersji wciąż nie ma

To będą dramaty młodych ludzi, a rodzice rządzącym tego nie wybaczą. Zresztą rodzice zaczęli na nowo kombinować, jak obejść rejonizację i przenieść dziecko do lepszej podstawówki. Przecież każda z tych spraw będzie rodziła szereg następnych konfliktów. Długo mógłbym tak wymieniać.

Wiem, co mówię, bo odpowiadałem za logistykę reformy z roku 1999. A ja miałem znaczne poparcie społeczne, tysiące nauczycieli zaangażowanych w tę reformę. Dziś niektórzy mówią: „Handke też robił szybko”. Ale ja miałem na to niemal rok więcej. Bo idea zrodziła się w 1997 r., a gimnazja powstały w 1999 r. No i nie szczędziliśmy sił oraz środków na informacje, szkolenia dla nauczycieli, wsparcie samorządów. A i tak po latach widać, że trzeba było co najmniej pięć lat, aby nowy system się ustabilizował, i moim zdaniem ustabilizował się na tyle, że teraz wcale nie będzie łatwo go odwrócić. Bardzo wielu ówczesnych przeciwników reformy (np. ZNP) przekonało się do niej, właściwie tylko politycy PiS ze zwolenników zamienili się w zagorzałych przeciwników.

Raz zlikwidowane gimnazja da się przywrócić?

– Na razie będziemy dzieci upychać kolanem głównie w podstawówkach. Ale pamiętajmy, że zgodnie z zasadami fizyki, jak pani wywoła silne naprężenie, to później ono będzie dążyło do samorzutnego rozprężenia. Powrót do gimnazjów będzie więc dużo łatwiejszy niż ich likwidacja. Każdy będzie pamiętał, gdzie było gimnazjum. Ich stworzenie od nowa nie będzie trudne i drogie, chętnie pomogę temu, kto się tego podejmie.

Chyba że PiS wygra następne wybory.

– Tego nie byłbym taki pewny. Piłsudski mówił: „Błądzić jest rzeczą ludzką, a tkwić w błędzie to jest głupota”. Jeśli rządzący poczują, że im to zagrozi utratą władzy, to się cofną. Dla wyborców edukacja staję się coraz ważniejsza, wzrost dobrobytu i rozbudzone reformą z 1999 r. aspiracje pobudziły ambicje edukacyjne. Na wsi, tam, gdzie mieszkam, widać to bardzo wyraźnie. I to się w końcu przełoży na powrót gimnazjów. Ta sprężyna się będzie napinała, aż w końcu odbije.

Można się z likwidacji gimnazjów wycofać z twarzą?

– Możnaby było nawet na tym politycznie wygrać. Wystarczyłoby powiedzieć: „Przesuwamy reformę o rok, bo samorządy sobie nie radzą”. Nie brzmi pięknie? Zadowalamy swoich, bo przecież oni widzą, że się staramy. I zwalamy winę na samorządy, które w większości nie są we władaniu PiS. To cyniczne, ale politycznie byłoby to bardzo naturalne.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Chcą wyrzucić uczniów z gimnazjum, żeby stworzyć koszary dla wojsk Macierewicza

Do tego katastrofalne skutki reformy mogą bardzo niekorzystnie zgrać się z kalendarzem wyborczym. Przecież chaos organizacyjny wybuchnie w roku wyborów samorządowych, a podwójny rocznik pójdzie do szkół w roku wyborów parlamentarnych. Ktoś to w PiS fatalnie zaplanował.

Mimo słabnącego poparcia dla reformy Zalewskiej sentyment dla czteroletniego liceum wciąż jest duży.

– Celem reformy roku 1999 było upowszechnienie wykształcenia na poziomie średnim, co udało się aż za dobrze (ponad 80 proc. młodzieży przystępuje do matury). Zależało mi na tym, by sito selekcji przesunąć z poziomu liceum na poziom akademicki. To był właściwie nasz paradygmat. Do tego to sito nie miało być takie zero-jedynkowe: dobry – zły. Miało rozdzielić młodych ludzi po różnych uczelniach, adekwatnie do ich możliwości i zdolności. Taki był zresztą cel wprowadzenia wyższych szkół zawodowych. Niestety, uczelnie, zamiast się zdywersyfikować, nawet te najlepsze, zaczęły przyjmować jak leci. Dobre uniwersytety zachodnie nie przyjęłyby kiepskiego kandydata, nasze uniwersytety przyjmowały, a system finansowania, w którym pieniądze szły za studentem, je do tego zachęcał. Pewnie dałoby się tego uniknąć, gdyby nie rozdzielono Ministerstwa Edukacji od szkolnictwa wyższego. To powinien być jeden resort, którego minister będzie umiał spojrzeć na edukację jak na całość.

Czteroletnie licea są nam potrzebne czy nie?

– Największy zarzut wobec obecnych trzyletnich liceów jest taki: „Stały się kursem przygotowawczym do matury”. Co w tym złego? Tak, licea mają przygotować do matury, do studiów. W dobrych systemach krajów europejskich licea trwają zwykle dwa-trzy lata. U Jędrzejewicza przed wojną liceum było dwuletnim przygotowaniem do matury i do studiów wyższych.

Pana koledzy, intelektualiści, napisali list w obronie minister Zalewskiej. Nie boli to pana?

– Nie szastajmy słowem „intelektualiści”. Oni uważają, że jeśli ich idee polityczne mają szanse być wprowadzone, to tylko razem z PiS. I będą robić wszystko, by wspierać obóz Jarosława Kaczyńskiego. Część tych racji naturalnie podzielam. Ale jak dużą cenę warto za to płacić? Moim zdaniem dobro dzieci to cena za wysoka.

Coraz częściej myślę, że na PiS już nie zagłosuję i będę musiał oddawać głos nieważny. Boli mnie to.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Polscy uczniowie zagrożeni przemocą. Ale to nie gimnazja są winne

wyborcza.pl

Minister Szyszko dobiera się do Natury 2000. Naukowcy osłupieli

Aleksander Gurgul, Magdalena Kursa, 05 czerwca 2017

Manifestacja poparcia dla ministra Szyszki. Pod sejmem demonstrują leśnicy i miłośnicy myślistwa. Warszawa 23 marca 2017

Manifestacja poparcia dla ministra Szyszki. Pod sejmem demonstrują leśnicy i miłośnicy myślistwa. Warszawa 23 marca 2017 (Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta)

Resort środowiska proponuje zmiany, które wprawiły w osłupienie PAN. Minister Jan Szyszko chce pozwolić w „szczególnych przypadkach” na odstąpienie od ochrony gatunków lub siedlisk w ramach unijnej sieci Natura 2000.

Na rozporządzenia, które już są na rządowych stronach internetowych, zwrócili uwagę naukowcy z Polskiej Akademii Nauk i koalicji Nauka dla Przyrody. Uważają, że rozmontują one sieć najcenniejszych obszarów przyrodniczych – unijnej Natury 2000. Zajmują one 20 proc. terytorium Polski (849 obszarów siedliskowych oraz 145 obszarów ptasich). Wśród nich są np. Puszcza Białowieska, Tatry, nadmorskie wydmy i wrzosowiska, a jako tzw. gatunki priorytetowe wymienia się m.in. żubra, kozicę czy wilka.

„Szczególne przypadki” ministra Szyszki

– Nowe propozycje są sprzeczne z obowiązującą ustawą, która mówi, że nadrzędnym celem ochrony Natury 2000 jest dążenie do „odtworzenia właściwego stanu ochrony siedlisk przyrodniczych lub właściwego stanu ochrony tych gatunków”. Resort chce, by w niektórych przypadkach można było od tego odstąpić. Nie wiemy, kiedy jest taki szczególny przypadek. Kto będzie o tym decydował i czy będzie można się odwołać od takiej decyzji – mówi dr hab. Przemysław Chylarecki, jeden z autorów listu, jaki Komitet Biologii Środowiskowej i Ewolucyjnej PAN wysłał do ministra Szyszki.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Za czerwoną linią. Ludzie bronią Puszczy Białowieskiej przed rzezią

– Dziś w ramach Natury 2000 mamy obowiązek przywracać populację zwierząt, siedlisk albo roślin danego gatunku, tak by długofalowo się nie zmniejszały zarówno pod względem liczebności, jak i zasięgu. Każdy obszar Natury 2000 powstał dla ochrony konkretnych gatunków spisanych na specjalnej liście. Ustawa mówi: „Halo! Róbcie wszystko, by ratować te gatunki, jeśli ich stan się pogarsza”. A nowe rozporządzenie mówi odwrotnie: jeśli stan jest bardzo zły, to można przestać działać – tłumaczy naukowiec PAN.

Walka o Puszczę Białowieską trwa. Co trzy minuty pada kolejne drzewo – twierdzą aktywiści

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21889169,video.html

Podaje przykład: – Załóżmy, że planujemy dużą inwestycję w puszczy, powiedzmy, w okolicy Białowieży. Puszcza jest obszarem Natury 2000. W myśl dzisiejszych przepisów mamy tam chronić np. dzięcioła trójpalczastego. Ale zarządca postanawia wybudować drogę i maszynami wyciąć świerki, podstawowe siedlisko dzięcioła. W oczywisty sposób jego liczebność i siedlisko się zmniejszą. Wtedy zarządca może powiedzieć, że droga jest tym właśnie „szczególnym przypadkiem”, by odstąpić od ochrony dzięcioła.

Minister Szyszko zmienia kryteria

Naukowcy PAN znają przypadki, gdy populacji konkretnego gatunku odtwarzać się nie da. Może się zdarzyć, że ochrona jednego wymaga zalania łąki, podczas gdy ochrona innego – jej osuszenia. Wtedy trzeba wybrać gatunek „ważniejszy”. – Ale odstępstwa od przyjętych już reguł, nieobwarowane żadnymi warunkami, będą błogosławieństwem dla odstąpienia od skutecznej ochrony – alarmuje Chylarecki.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Delikatesy z Lasów Państwowych. Podległa ministrowi Szyszce instytucja chce handlować dziczyzną

W rozporządzeniach resort Szyszki proponuje też możliwość niestosowania niektórych kryteriów do oceny, jak zachowuje się dany gatunek (dziś są jasne i spójne). – Nie stosować będzie można oczywiście w „uzasadnionych przypadkach”. Albo stosować nowe. Jakie? Tego nie wiemy. Wiemy za to, że oceny stanu gatunków i siedlisk z różnych lat i różnych terenów będą ze sobą nieporównywalne.

Resort Szyszki sprzeczności nie widzi

Kiedy rozporządzenia wejdą w życie? „Wyborcza” otrzymała z resortu środowiska taką odpowiedź: „Trwa analiza uwag i opinii zgłoszonych w trakcie konsultacji publicznych i uzgodnień międzyresortowych”.

W tej sprawie interpelowała też Ewa Lieder, posłanka Nowoczesnej. Resort odpowiedział jej, że nie widzi sprzeczności rozporządzeń z obowiązującym prawem.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Imperium Szyszki: miliardy i etaty. „To teraz jeden z najsilniejszych ministrów w rządzie PiS”

UNESCO zajmie się polską puszczą

Do Białowieży powinna zostać wysłana powtórna misja ekspertów. Sprawdzą, czy Puszczy Białowieskiej nie należy wpisać na Listę Dziedzictwa Zagrożonego – taki jest oficjalny projekt decyzji, która ma zapaść na lipcowej sesji UNESCO w Krakowie.

Taka rekomendacja to praktycznie dokument gotowy do przegłosowania, bo podczas sesji UNESCO nie ma czasu na dyskusje.

Ta w sprawie Puszczy Białowieskiej miała być gotowa już przed dwoma tygodniami, ale do Centrum UNESCO w Paryżu wciąż spływały z Polski kolejne protesty ekologów w sprawie prowadzonej w Puszczy Białowieskiej masowej wycinki drzew, na którą zgodził się minister środowiska. – W UNESCO sporym echem odbił się też majowy artykuł w „Guardianie”. Dziennikarz na własne oczy zobaczył i opisał wycinanie starych drzew oraz łamanie prawa – słyszymy w kręgach zbliżonych do UNESCO.

wyborcza.pl

Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, miejsce tajnych spotkań. To tu pojawi się wkrótce sarkofag z Wawelu?

Agata Kondzińska, Iwona Szpala, Bartłomiej Kuraś, Kraków, 05 czerwca 2017

Warszawa, Żoliborz, Mickiewicza 51 Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, obok willa Prezesa Kaczyńskiego - Mickiewicza 49.

Warszawa, Żoliborz, Mickiewicza 51 Instytut im. Lecha Kaczyńskiego, obok willa Prezesa Kaczyńskiego – Mickiewicza 49. (Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta)

Do Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego można wejść tylko z zaproszeniem, o którym decyduje Jarosław Kaczyński. Z informacji „Wyborczej” wynika, że w izbie pamięci zmarłego prezydenta pojawi się wkrótce nowy eksponat – sarkofag z Wawelu.

Willa na warszawskim Żoliborzu ma adres Mickiewicza 51, ale wchodzi się do niej od tyłu, z ul. Solskiego. To tu działa Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Za płotem jest dom prezesa PiS. Nieruchomości chronią byli komandosi, którzy założyli spółkę GROM Group. PiS płaci im miesięcznie 100 tys. zł.

Szefową instytutu jest Barbara Czabańska, była żona posła PiS i szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego. W zarządzie instytutu jest też Adam Lipiński, wiceprezes PiS i druh Kaczyńskiego jeszcze z czasów jego pierwszej partii – Porozumienia Centrum.

Pieniądze i spółki, czyli historia finansów PiS [TYLKO W GAZECIE WYBORCZEJ]

http://www.gazeta.tv/plej/19,82983,21881154,video.html

Działalność instytutu im. Lecha Kaczyńskiego: Biznesy, spotkania, pamiątki

Instytut ma szerokie spektrum działalności.

Po pierwsze, jest właścicielem spółek Srebrna i Srebrna Media. To biznesowe zaplecze środowiska Jarosława Kaczyńskiego, które opisaliśmy w ubiegłotygodniowym cyklu „PiS: Pieniądze i Spółki” (dostępny na Wyborcza.pl). Obie spółki zajmują się nieruchomościami – ich wynajmem oraz projektami deweloperskimi. Pierwsza chce stawiać 190-metrowy wieżowiec w Warszawie, druga ma kilka hektarów ziemi w Puszczy Augustowskiej i szykuje się do budowy osiedla domków letniskowych.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: PiS: Pieniądze i Spółki. Tak powstawało imperium Jarosława Kaczyńskiego [I CZĘŚĆ CYKLU]

Po drugie, instytut to miejsce spotkań. Tajnych oraz zamkniętych. Tajne było m.in. spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy, który we wrześniu 2015 r. rozmawiał tam z Jarosławem Kaczyńskim. Po kryzysie sejmowym na początku roku Kaczyński ściągnął do instytutu ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. O spotkaniach zamkniętych napiszemy za chwilę.

Po trzecie, w instytucie powstaje izba z pamiątkami po Lechu Kaczyńskim. Kiedy na Wawelu rozpoczęły się poszukiwania pierwszego sarkofagu, w którym spoczywała zmarła pod Smoleńskiem para prezydencka, trop wiódł na Żoliborz.

Prezes Jarosław Kaczyński zaprasza. Ale nie bywa

O kulisach działania instytutu opowiadają „Wyborczej” uczestnicy tamtejszych spotkań. Sami nie mamy szans wejść – listę gości osobiście akceptuje Jarosław Kaczyński, który od lat nie rozmawia z „Wyborczą”. Zdarza mu się wykreślać osoby z listy. „Polityka” pisała, że kiedyś zabronił wstępu nawet senator PiS Annie Marii Anders.

Seminaria dla polityków i przyjaciół PiS odbywają się na parterze. Salon mieści 40-50 osób. Kaczyński tam nie bywa – ze współpracownikami się nie brata, na rozmowy zaprasza ich do centrali PiS przy ul. Nowogrodzkiej. Organizatorami spotkań są Edward Stańczak (kustosz izby pamięci Lecha Kaczyńskiego) oraz Józef Orzeł. To były polityk PC, dziś prezes Ruchu Kontroli Wyborów. Organizacja sugeruje, że przegrane przez PiS wybory samorządowe w 2014 r. były sfałszowane, postuluje też liczne zmiany w ordynacji, np. przezroczyste urny, które przez cały czas obserwują kamery.

Spotkania w instytucie odbywają się średnio co miesiąc. Ostatnie – 1 czerwca – dotyczyło rozwoju polskiej dyplomacji gospodarczej. Przemawiali wiceprezes PKO BP Max Kraczkowski oraz Adam Brożek z Ministerstwa Rozwoju. – Było ok. 30 osób. Dyskusja toczyła się na bardzo wysokim poziomie. To było moje pierwsze wystąpienie w instytucie, ale spokojnie mogę go nazwać klubem dyskusyjnym inteligencji żoliborskiej – mówi Kraczkowski. – W przyszłym miesiącu w instytucie odbędzie się spotkanie z ministrem środowiska prof. Janem Szyszką.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: PiS: Pieniądze i Spółki. Strefa niezależnych i kuzyn Jarosława Kaczyńskiego [CZĘŚĆ II CYKLU]

Twarze rządu PiS. O czym mówią na Żoliborzu

Goście instytutu pokazują nam kolejne zaproszenia. Wśród prelegentów są czołowe nazwiska rządu PiS, m.in. wicepremier Mateusz Morawiecki (przedstawiany jako „stały komentator”, to w salonie instytutu wykuwa swoją pozycję w partii), minister edukacji Anna Zalewska, minister sportu Witold Bańka oraz minister z kancelarii premiera Henryk Kowalczyk. Przemawiają też szefowie spółek skarbu państwa (m.in. PKP i KGHM) czy wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk. Wykłady miał też politolog Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, który publikuje na portalu wPolityce.pl i tygodniku „wSieci”. – Przyjechałem tam na zaproszenie kustosza izby pamięci. Za prelekcje nie przysługuje honorarium – mówi Kostrzewa-Zorbas.

Tematy? Różne. Gospodarka, budowa centralnego portu lotniczego między Warszawą a Łodzią czy „Poszukiwanie bohaterów. Kara dla morderców” o poszukiwaniu ofiar SB, które w czasach stalinizmu po kryjomu grzebano na „łączce”, części Powązek Wojskowych.

W programie są też występy artystyczne. W jednym z zaproszeń czytamy, że aktor Jerzy Zelnik (przedstawiony jako „honorowy wolontariusz”) interpretował wiersze patriotyczne i poezję kustosza Stańczaka z grupy poetyckiej Okno. Szukamy jego wierszy w sieci. Znajdujemy m.in. „Ład będzie?”. Idzie to tak:

na prawo klucz łabędzi

a jadę Wałem

Miedzeszyńskim z teściową

w drugi dzień po nocy

Narodzin Boga

pod Betlejemem

więc pod Domem Chleba

gdzie nie witano Marii

chlebem ani solą

białe łabędzie

czyżby to wracały

anioły z chóru?

dodaję gazu

chciałbym je zapytać

jak Mama?

jak Maleństwo?

(…)

Od Instytutu im. Lecha Kaczyńskiego do CBA

Wrzesień 2016 r. Do instytutu przyjechali goście z mazowieckich Wiskitek. Przywieźli księgę kondolencyjną, do której po katastrofie smoleńskiej wpisywali się mieszkańcy wsi. Do izby pamięci przekazał ją wójt Franciszek Miastowski, któremu towarzyszył szef lokalnego PiS Krzysztof Maciejczyk. Wraz z nimi przyjechała też delegacja orkiestry strażackiej z Wiskitek. – Fajnie grała – wspomina poseł PiS Paweł Lisiecki, który przemawiał w instytucie.

Parę dni później sąd pierwszej instancji skazał wójta Miastowskiego za wręczenie 18 tys. zł łapówki ekspertowi oceniającemu wnioski o dofinansowanie z UE. Na trop sprawy wpadli agenci CBA. Wójt dostał trzy lata w zawieszeniu. Kilka miesięcy później wyrok stał się prawomocny.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: PiS: Pieniądze i Spółki. To idzie młodość. W harcerskim mundurku i z państwowym zleceniem [CZĘŚĆ III CYKLU]

Z Wawelu do Warszawy

Na piętrze willi na Żoliborzu eksponowane są pamiątki po Lechu Kaczyńskim. Zbiór „świadectw o Prezydencie po jego śmierci” – jak czytamy na stronie instytutu – jest wciąż w budowie. Ma tam trafić pierwszy sarkofag, w którym para prezydencka spoczywała na Wawelu. Podczas jej ekshumacji w listopadzie 2016 r. został uszkodzony, więc Prokuratura Krajowa zleciła wykonanie kolejnego. Co się stało z pierwszym, który kosztował Kancelarię Prezydenta 169 tys. zł? Dzwonimy do proboszcza katedry na Wawelu. – W naszych magazynach go nie ma – zapewnia ks. prałat Zdzisław Sochacki. – Strona rządowa, która ufundowała ten sarkofag w 2010 r., dostała go z powrotem. Pojechał do Warszawy. Transportem zajmowała się Prokuratura Krajowa, która prowadziła wszystkie czynności związane z ekshumacją – dodaje.

Pytamy Prokuraturę Krajową, gdzie jest pierwszy sarkofag. – Odpowiedzi może udzielić prokuratorski zespół smoleński. Zespół prowadzi czynności w terenie. Jak wróci, to zajmie się tą kwestią. Dokładnego terminu nie umiem podać – mówi prok. Ewa Bialik.

– Gdybyśmy dostali pod opiekę sarkofag, byłby to dla nasz zaszczyt. Na razie nie słyszałem o takich planach. Nie wiem, czy moglibyśmy go eksponować w siedzibie, raczej nie mamy odpowiednich warunków. Mogę zapewnić, że sarkofag z pewnością nie tuła się po kraju. Nie wiem, gdzie jest. A nawet gdybym wiedział, to nie mógłbym powiedzieć – ucina kustosz Stańczak.

Tymczasem w piątek późnym wieczorem premier Beata Szydło przyjęła rezygnację Józefa Pilcha, wojewody małopolskiego. Formalnie z przyczyn zdrowotnych. – Odwołanie wojewody w piątek wieczorem, bez oficjalnego pożegnania, świadczy o tym, że miarka musiała przebrać się w ostatnich dniach – uważa małopolski działacz PiS. W urzędzie wojewódzkim, ale też od warszawskich polityków PiS usłyszeliśmy, że sprawą, która miała bezpośrednio zdecydować o odwołaniu Pilcha, jest „brak wiedzy o miejscu przechowywania pierwszego sarkofagu pary prezydenckiej z Wawelu, mimo że formalnie jest to majątek Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego”.

wyborcza.pl

Szydło dementuje na Twitterze medialne informacje, jakoby w ramach rekonstrukcji rządu miała zastąpić Marka Kuchcińskiego na stanowisku marszałka Sejmu.

Kaczyński do Misiewicza: Niech pan wyjedzie z Polski

Newsweek, 05.06.2017

© Dostarczane przez Newsweek Polska

 

Jarosław Kaczyński dwa miesiące temu wezwał do młodego doradcę szefa MON siebie Bartłomieja Misiewcza. Rozmowa była krótka. – Niech pan wyjedzie z Polski. – Ale mnie się tutaj podoba. Kilkanaście minut później Misiewicz pożegnał się z partią – dowiedział się „Newsweek”.

Do spotkania doszło w siedzibie PiS w kwietniu. Kaczyński wezwał do siebie Misiewicza kilka dni po tym, jak wyszło na jaw, że młody współpracownik Antoniego Macierewicza został pełnomocnikiem zarządu Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Według „Rzeczpospolitej” Misiewicz miał tam zarabiać 50 tys. zł (spółka zaprzeczyła, ale nie podała wysokości wynagrodzenia). Po publikacji były doradca szefa MON został zmuszony do rezygnacji. W PiS powołano też specjalną komisję w jego sprawie złożoną z zaufanych ludzi Jarosława Kaczyńskiego: Joachima Brudzińskiego, Karola Karskiego i Marka Suskiego.

Prezes PiS wezwał do siebie Misiewicza przed pierwszym posiedzeniem komisji. Rozmowa była krótka. – Niech pan wyjedzie z Polski. – Ale mnie się tutaj podoba.

Po spotkaniu Misiewicz udał się na komisję i zrezygnował z członkostwa w PiS. Wbrew radom Kaczyńskiego nie wyjechał jednak zagranicę i założył firmę BBM, która ma świadczyć usługi związane z szeroko pojętym doradztwem, konsultacjami, bezpieczeństwem, mediami, PR a także organizacją uroczystości i kampaniami reklamowymi.

© Dostarczane przez Newsweek Polska

 

msn.pl

W najnowszym „Newsweeku”: Sekretne życie prezesa

04.06.2017

Na ulicy Nowogrodzkiej w centrum Warszawy od półtora roku zapadają decyzje, które decydują o losach Polski. Jak wygląda najważniejszy szaniec prezesa PiS?

Żółtawo-brązowy budynek na Nowogrodzkiej 84/86 nie rzuca się w oczy. Podobnych, lekko nadpsutych wiekiem budowli z epoki Gierka w centrum miasta stoi sporo. Szczególnie tu, na granicy Ochoty i Śródmieścia, rzut kamieniem od Woli. Trzy piętra, kilka reklam na elewacji, wygięte od słońca brązowe listwy udają lekki, ażurowy woal, którym ktoś — dziś nie wiadomo kto — kazał szczelnie otoczyć gmach (zasłaniając okna). Gdzieniegdzie białe klocki klimatyzatorów. To siedziba Prawa i Sprawiedliwości, miejsce, w którym urzęduje prezes Jarosław Kaczyński. Stąd od jesieni 2015 r. rządzi Polską.

Budynek, wygięty w kształt liter L, bokami widzi róg dwóch ulic: jeden (krótszy) przylega do Nowogrodzkiej, okna drugiego (dłuższego) wychodzą na parking i ulicę Raszyńską.

— To stary budynek, kilka razy remontowany, ale to wciąż lifting. Elewacja jest obciachowa, jakieś deski czy krokwie przyczepione, udają żaluzję, paździerz. Podobno na usunięcie tego nie godzi się miasto — tłumaczy nam jeden z byłych posłów PiS. — Właścicielem siedziby jest nasza spółki Srebrna. W cięższych czasach, żeby przeżyć, wynajęliśmy kilka pomieszczeń. Dużych. Klub bilardowy ma kilkaset metrów, tam gdzie była redakcja Ekspresu Wieczornego, wynajęliśmy 2000 metrów na studio fotograficzne.

Topografia Nowogrodzkiej nie jest znana wszystkim działaczom czy nawet posłom PiS. Nie wszyscy mają tu wstęp.

Formalnie Nowogrodzka jest biurem, z którego zarządza się partią. Daje pracę około 40 osobom: kilku księgowym, obsłudze stron internetowych, radcy prawnemu, sprzątaczkom, kierowcom, recepcjonistce, koordynatorom regionów, obsłudze prezesa i wiceprezesów PiS. Średnia wieku ekipy — dziś powyżej trzydziestki. Powód? Wielu młodych działaczy, którzy do 2015 r. wiernie służyli partii, dziś zarabia w rządzie lub spółkach skarbu.

Do głównej kwatery PiS prowadzą dwa wejścia. Obu pilnują ochroniarze. Jedno, główne, od ulicy Nowogrodzkiej, zna cała Polska. Tam na polityków czekają kamery i reporterzy. Proste, aluminiowe drzwi. Za drzwiami ochroniarz wpuszcza petentów albo na pierwsze, albo na drugie piętro.

Opowiada jeden z pracowników biura PiS: — Pierwsze jest ważniejsze, tam siedzi prezes, jego sekretarka pani Basia i księgowość. Nie wejdzie tam nikt, kto nie był umówiony. Na drugie, gdzie jest recepcja z logo partii, trafiają ludzie ze skargami, z pismami, ci, którzy mają do partii jakiś interes.

— Parter jest najgorszy, najmniej poważany — opowiada jeden z pracowników biura. — Kiedyś mieściło się tam pismo Nowe Państwo, potem biuro „Lipy” [Adam Lipiński – red.], potem siedziała tam ekipa Mariusza Kamińskiego — Ernest Bejda, Maciej Wąsik, Martin Bożek. Mieli własną salkę konferencyjną. Jarali szlugi jak lokomotywy. Dziewczyny z księgowości, która była piętro wyżej, mdlały od smrodu. Szef biura w końcu wydał zakaz palenia. Dziś wszyscy palacze w chłodne dni skupiają się w łączniku między siedzibą PiS a budynkiem Srebrnej.

Każdy, kto wchodzi głównym wejściem, jest dobrze widoczny z ulicy. Ale za rogiem budynku, ukryte przed oczami wścibskich, jest drugie wejście. Pracownicy biura PiS nazywają je „łącznikiem”. — Po lewej stronie od wejścia jest pokój Adama Lipińskiego, obok siedzi ochrona — opisuje nam jeden z działaczy. — Tam znajdują się drugie schody, którymi można dojść do korytarza i tylnych drzwi do gabinetu prezesa. Sam Naczelnik korzysta właśnie z tego wejścia. Czasem wprowadza się nim urzędników, którzy ze względu na funkcje nie mogą być złapani przez dziennikarzy jak wchodzą do Kaczyńskiego. Tego wejścia używa też Jacek Kurski, gdy ma sprawę do prezesa. Tu nie wejdzie nikt niezapowiedziany.

Na elewacji widać kilka kamer. Według jednego z naszych rozmówców od 2014 r., od czasu afery podsłuchowej, główna kwatera PiS uzbrojona jest też w urządzenia antypodsłuchowe. — Prezes siedzi tuż przy oknie, najprostszy mikrofon kierunkowy mógłby wychwycić wszystko, o czym mówi — tłumaczy pracownica PiS. — Te urządzenia montowała Grom Group, która ochrania Jarosława. Ludzie czasami skarżą się przez to na kłopoty z telefonami. Ja sama spotkałam przez przypadek na Nowogrodzkiej chłopaków z Grom Group w weekend, gdy coś montowali. Spytałam, co to za urządzenia? Tajemnica.

Więcej o tajemnicach Nowogrodzkiej przeczytasz w najnowszym wydaniu „Newsweeka”.

msn.pl

%d blogerów lubi to: